Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Niania Ben

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1531
  Liczba postów : 395
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Niania Ben  Niania Ben EmptyWto Lut 28 2023, 10:01;


Retrospekcje

Osoby: Benjamin Auster, Harmony Seaver
Miejsce rozgrywki: jedno z wielu lodowisk, które razem odwiedzili
Rok rozgrywki: 2013
Okoliczności: Ben sięgnął dna, kiedy jego ojciec odmówił mu dostępu do rodzinnej fortuny. Na całe szczęście los postawił na jego drodze rodzinę Seaverów, która w znaczący sposób mu pomagała. W zamian za tę pomoc oczekiwała jednego. Dopingowania małej, gadatliwej, uroczej istotki, jaką była Remy.


Ben szedł jak na ścięcie, trzymając za rękę młodą Seaverównę.
Nie miał przecież wyboru. Bez pieniędzy, dachu nad głową i perspektyw na przyszłość. Podczas dwóch poprzednich lat studiów dorabiał sobie co prawda w Dziurawym Kotle, ale ten stary pierdziel niedawno wyrzucił go na zbity pysk. Żył z kaucji, którą niegdyś wpłacił na mieszkanie, ale kasa już się kończyła. Jedyne co wyskrobał oszczędności z pozostałych oszczędności, to niewielka opłata za krótkie ogłoszenie w Proroku Codziennym. Pisarz szuka pracy. Nie spodziewał się jednak lawiny odpowiedzi.
W sumie to nie liczył na żaden odzew, był to zryw desperacji.
A jednak, po kilku dniach przyleciała do niego jego sowa, o wdzięcznym imieniu Sowa. Otrzymał wiadomość od jegomością podpisanym nazwiskiem Seaver. Kojarzył je. Była rodzina znana z wydawania pięknie ilustrowanych ksiąg o podróżach.
Niedługo później doczłapał się do ich domu. Został przywitany bardzo ciepło, wręcz chlebem i solą. Otrzymał masę ciekawych zadań, które sprawiały mu satysfakcję do czasu, gdy nie skończył się dzień. Widząc zawahanie, wręcz bijące od jego osoby, pani Seaver uprzejmie go zagaiła. Zapytała, gdzie jest jego kwatera.
Nie mam domu proszę pani.
Ale tak nie może być! Młody chłopcze, masz tu koc, kanapę i poduszkę. Niestety, to wszystko co możemy od ciebie zaoferować.
Jego duma była urażona, ale szczerze mówiąc, nie miał specjalnie wyjścia. Z wdzięcznością przyjął tę szczodrą propozycję, nie wiedząc, że w zamian będą oczekiwali od niego piekła. Zaopiekowałbyś się naszą małą Harmony? Nie martw się, trzeba ją jedynie zawieźć na łyżwiarskie zawody, o tu, niedaleko.

Było zimne listopadowe południe, gdy wyszedł z ciepłego domu Seaverów. Remy człapała za nim, ledwo dotrzymując kroku jego szybkiemu marszowi. Szli w ciszy, nieco niezręcznej. W końcu prawie w ogóle się nie znali, Ben nie wychylał do tej pory nosa zza gabinetu jej rodziców. Gdy dotarli na miejsce, Auster przykucnął do małej, aby zrównać się z nią spojrzeniem. Cholera jasna, nianio-Benie, czy mogłeś upaść niżej?
- Jesteśmy na miejscu. Wiesz co masz robić, gdzie iść? To są właściwie zawody czy trening, tego całego łyżkarstwa? - zapytał, popisując się zarówno swoją niewiedzą o świecie mugoli, jak i kompletnym niesłuchaniem podczas niedawnej “odprawy”.

@Harmony Seaver
Powrót do góry Go down


Harmony Seaver
Harmony Seaver

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 156 cm
C. szczególne : Wiecznie obecny, promienny uśmiech (SeaverSmile™). Często chodzi z łyżwami przewieszonymi przez ramię. Bransoletka z charmsami. Tatuaż na lewym przedramieniu - fiolka zamknięta zwojem, z którego wypływa syrenka, otoczona falami. Blizna w kształcie kluczy nad sercem.
Galeony : 1986
  Liczba postów : 2478
https://www.czarodzieje.org/t21971-harmony-seaver
https://www.czarodzieje.org/t21984-poczta-harmony-seaver#719486
https://www.czarodzieje.org/t21972-harmony-seaver#719257
https://www.czarodzieje.org/t22000-harmony-seaver
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptyWto Lut 28 2023, 11:47;

Mała Remy nie znała za dobrze Benjamina, mimo że praktycznie z nimi mieszkał. To nie tak, że się bała czy wstydziła, było wręcz przeciwnie. Gdy tylko pani Daphne powiedziała córce, że będą przyjmować tutaj aspirującego pisarza i studenta z Hogwartu, ta bardzo się ucieszyła. Cały dzień przygotowywała swoje Dzienniki Podróży, żeby mu pokazać! Zrobiła też dzbanek soku, brudząc przy tym całą kuchnię, w sposób, w jaki robili to czarodziejscy kucharze z Tanzanii.
Tylko że ich nowy mieszkaniec nie bardzo wychodził z biura.
Zostawiała mu więc pod drzwiami to jakieś picie z poznanego przepisu, to ciasteczka o podejrzanym stopniu wypieczenia i zmiksowania składników (bo Remy nigdy nie była urodzoną kucharka). Zawsze dodawała krótką notatkę, bardzo starannie nabazgroloną przez siedmioletnie, niewprawne rączki. Ale i one nigdy nie dostały swojego zwrotu odpowiedzi.
Już prawie miała się poddać w próbach zdobycia serca nowego wujka, bo tak w myślach nazwała projekt zaprzyjaźnienia się z młodym dorosłym, ale wtedy rodzice powiedzieli jej, że Benjamin zabierze ją na zawody łyżwiarskie.

Prawie za nim biegła, żeby mu dorównać i kilka razy mężczyzna musiał pociągnąć ją za rączkę. Ale jej to nie przeszkadzało. Z podekscytowaniem wywijała krótkimi nóżkami, bo chociaż ciężko w to uwierzyć przy jej mikrym wzroście, kiedyś była jeszcze niższym i drobniejszym dzieckiem.
- Musimy tam wejść, zgłosić się na listę, dostać numer do pokoju drużyny mojego trenera, odebrać stroje, zrobić makijaż, umiesz nakładać brokat, prawda? Iii… Rozgrzewka! – wyliczała na króciutkich paluszkach z największym skupieniem, a gdy wymieniła wszystko, spojrzała na niego z najpromienniejszym uśmiechem, dumna, że wszystko tak ładnie zapamiętała. – I nie przejmuj się zimnem, będziesz w specjalnym pokoju z innymi opiekunami! – zapewniła, bo słyszała jak trener mówił o specjalnej loży dla rodziców z wygodnymi kanapami i szklaną ścianą, oddzielająca ich od mrozu lodowiska.
Zaczęło się spokojnie. Panie w biurze zawodów były bardzo pomocne i wszystko dokładnie wyjaśniły.
Dopiero gdy znaleźli pokój przygotowawczy ich drużyny, rozpętało się piekło. Kilka matek krzyczało na siebie. Jedna z dziewczynek płakała, gdy jej rodzicielka próbowała nałożyć jej brokat na policzki. Jeszcze inna kobieta wykłócała się z trenerem, wyzywając na głos i na wszystkie świętości, że „to jej córka powinna dostać tę muzykę”.
Nim jeszcze Remy zdążyła powiedzieć dzień dobry, jedna dorosła kobieta wyrwała drugiej, równie w teorii pełnoletniej, rękawiczkę wysadzaną kryształkami swarowskiego, jako że to jej Maggie powinna je nosić, bo najlepiej wypadła na próbie (oczywiście była to tylko jej opinia).
Dziewczynka już miała powitać swojego trenera i powiedzieć, że dziś przygotuje ją do występu Benjamin i że można mu śmiało przekazać jej skrzynkę z kosmetykami, ale wtedy zobaczyła coś strasznego.
Jedna z matek wzięła dla swojej córki JEJ SUKIENKĘ. Mówiła coś o tym, że ta i tak będzie jej dziecku lepiej pasować, niż temu kurduplowi.
Siedmiolatka nie potrafiła powstrzymać emocji się w niej budujących. Łezki zaczęły zbierać się jej w kącikach oczu, kiedy z całą siłą i przejęciem złapała Benjamina za dłoń.
- Pomóż! Ona kradnie mój strój! – wychlipała brzmiąc, jakby jej się serduszko złamało i nie mogła uwierzyć, że ktoś był w stanie zrobić coś tak potwornego.
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1531
  Liczba postów : 395
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptyWto Lut 28 2023, 14:34;

To nie tak, że Ben nie miał serca. Miał, ale było zimne jak lód.
Dobrze wiedział, kto jest adresatem karteczek pozostawionych pod drzwiami gabinetu i licznych nieudanych wypieków i czasem smacznych przekąsek. Był za nie wdzięczny, wszak mu się nie przelewało, ale nie na tyle, by poświęcić Remy czas i uwagę. Miał dobry wzorzec tego zachowania, jego ojca.
Choć wydawało mu się, że czasami nieco zbyt gwałtownie szarpie ją do przodu, nie usłyszał słowa sprzeciwu. Istotka wydawała się bardzo zaaferowana tym całym łyżkarstwem. Ben w gruncie rzeczy zastanawiał się, jak taki karzełek poradzi sobie z jakimkolwiek sportem. Do jego obowiązków nie należało jednak ferowanie wyroków, chociaż o ironio, z tym fachem powiązał swoją późniejszą zawodową karierę.
Słuchał z uwagą tej zbyt długiej, jak na jego gust wyliczanki. Nie mógł spodziewać się tego, że to aż takie skomplikowane. Nie było jednak rzeczy, której by nie podołał. Przynajmniej w jego bardzo skromnej ocenie.
Skrzywił się jednak na dźwięk słowa brokat. To jakiś makijaż, czy co?
I wcale nie ucieszył się na perspektywę spędzenia nawet chwili w towarzystwie osób, które mógł spotkać w tej specjalnej loży. Wątpił, że miał tam spotkać nieszczęśników równych sobie. Pewnie nie były to seksowne nianie, a spocone, zaaferowane matki tych dzieci. Ciężko westchnął, po czym odpowiedział:
- Dobrze, Harmony. Zrobimy co musimy i szybko się stąd zwijajmy. Ile to w sumie może potrwać? - zapytał, po czym, gdy usłyszał odpowiedź pomyślał soczyste kurwa mać. Seaverowie wpakowali go w niezłą kabałę.
Gdy minęli już recepcję, poszli do pokoju przygotowań. Tego, co tam ujrzał, nie spodziewał się nawet w najgorszych snach.
Wszędzie kręciły się małe dziewczynki. Niektóre płakały, inne chichotały i generalnie wszystkie wydawałby z siebie zbyt głośne dźwięki. Ich opiekunki wcale nie prezentowały lepszego zachowania. Jedna kobieta wydzierała się w niebogłosy na biednego trenera, a reszta krzyczała na siebie nawzajem. Benjamin prawie współczuł mężczyźnie, ale póki co to do siebie czuł największą litość.
Potem stało się najgorsze. Na twarz podopiecznej wstąpiły pąsowe rumieńce, a sama dziewczyna była bliska płaczu. Zanim zdążył zareagować, Remy zabrała głos.
- Ona? To tą sukienkę chodzi? - zapytał, wskazując palcem na jedną z najgorszych kreacji jakie widział w życiu. Nie żeby specjalnie wyróżniała się od pozostałych, wszystkie obecne tu sukienki ociekały wręcz kiczem.
Z ciężkim westchnieniem podszedł do Karen, bo takim mianem obdarzył każdą obecną w tym pokoju kobietę. Uśmiechnął się z podenerwowaniem i powiedział:
- Przepraszam panią - ona oczywiście zapadła w syndrom patrzenia podłogę i sufit, kompletnie go ignorując - Tak, do pani mówię. Proszę oddać sukienkę mojej podopiecznej. W tym momencie.
- Proszę pana - kobieta nie mogła go już dłużej ignorować - W tej sukience wystąpi MOJA córka.
- Nie, proszę pani - warknął, wycedzając ostatnie słowa przez zaciśnięte zęby - To jest sukienka Harmony Seaver. Pani może co najwyżej może o tym pomarzyć - rzucił, po czym jednym pewnym ruchem wyrwał miniaturową sukienkę z jej tłustych, opierścieniowanych dłoni.
W pokoju zapanowało jeszcze większe napięcie. Kobieta przez chwilę mierzyła Austera nienawistnym spojrzeniem, a potem rzuciła się na mężczyznę, bynajmniej z dobrymi zamiarami. Ben odskoczył na bok, ale przebiegająca dziewczynka niechcący podłożyła mu nogę. Wywalił się jak długi na ziemię, przyciskając niewielką sukienkę do piersi.
W końcu trener zmuszony był zainterweniować. Po wyjaśnieniu całej sytuacji, przyznał rację Benjaminowi i Remy. Pogroził surowo palcem kobiecie, radząc, aby na przyszłość nie doprowadzała do takich sytuacji. Kiedy Ślizgon od niej odchodził, zdusił w sobie szczeniackie pragnienie pokazania jej języka.
- Proszę - powiedział ostro, wciskając w ręce Remy błyszczący materiał - To co teraz? - zapytał, rzucając krótkie spojrzenie w kierunku Karen, która ostentacyjnie pokazywała mu faka. Co za dzicz, pomyślał Auster, otwierając pudełko z przyborami do malowania, które dostał od trenera Harmony. A gdy zobaczył brokat, jęknął, jakby ktoś kopnął go w brzuch. Zaraz chyba zwymiotuje tęczą.
- Jak to się robi? - zapytał zupełnie skołowany.

______________________


Quiet

when I'm comin' home and I'm on my own
I could lie, say I like it like that, like it like that

Powrót do góry Go down


Harmony Seaver
Harmony Seaver

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 156 cm
C. szczególne : Wiecznie obecny, promienny uśmiech (SeaverSmile™). Często chodzi z łyżwami przewieszonymi przez ramię. Bransoletka z charmsami. Tatuaż na lewym przedramieniu - fiolka zamknięta zwojem, z którego wypływa syrenka, otoczona falami. Blizna w kształcie kluczy nad sercem.
Galeony : 1986
  Liczba postów : 2478
https://www.czarodzieje.org/t21971-harmony-seaver
https://www.czarodzieje.org/t21984-poczta-harmony-seaver#719486
https://www.czarodzieje.org/t21972-harmony-seaver#719257
https://www.czarodzieje.org/t22000-harmony-seaver
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptyWto Lut 28 2023, 15:16;

Harmony była w niemałym szoku widząc Benjamina w akcji. Chociaż jej rodzice w dziczy potrafili obronić się przed każdym potworem, zazwyczaj w szatni byli kompletnie zagubieni i starali się wszystko załatwić kulturalną rozmową i prośbą. Student za to od razu wziął sprawy w swoje ręce… I wyszedł z tego zwycięsko! Dziewczynka zdawała się w ogóle ignorować fakt, że dał się położyć innemu dziecku, patrzyła na niego z największym zachwytem i adoracją, kiedy niósł jej sukienkę. Nie przejęła się nawet sposobem podania jej stroju, mógłby w nią nim cisnąć, a jej dalej iskrzyłyby się oczy od uwielbienia go w tamtym momencie. Przez chwilę pomyślała nawet, że już zawsze chce jeździć na zawody z tym mężczyzną, z nim u boku nikt nigdy jej już by nie podskoczył! A i zazdrosny wzrok starszych dziewczynek był tak satysfakcjonujący, że Remy uniosła nosek do góry w wyrazie wyższości. Miała najlepszego opiekuna pod słońcem!
Po ryzyku płaczu nie został nawet ślad, tylko wielki uśmiech.
- Teraz makijaż! – oznajmiła radośnie i odłożyła sukienkę do swojej torby, by przypadkiem nie spadł na nią żaden kosmetyk
Siedmiolatka ochoczo wskoczyła na jedno ze stanowisk do makijażu i fryzur. Usiadła na krześle i dostosowała jego wysokość tak, jak zdawało jej się, że będzie najwygodniej Benjaminowi. Przejęła od niego całą skrzynkę i postawiła sobie na kolanach. Chwilę w niej grzebała, aż wreszcie dokopała się do szufladki ze zdjęciami jej twarzy w makijażu. Szybko znalazła to odpowiednie.
- Trzeba zrobić coś takiego – powiedziała, dając studentowi zdjęcie do ręki. Zdjęcia te robione były przy planowaniu strojów i makijażów na ten sezon, pracowali z profesjonalistą, który najkorzystniej dobrał kolory i wzory do ich programów i strojów.
Remy pokazywała mężczyźnie kolejne tajniki damskiego makijażu. Nie, żeby sama się na tym tak dobrze znała, ale tylko razy miała pudrowany nosek i naklejany brokat, że wiedziała co do czego służyło.
Pierwsze kilka kroków poszło gładko. Dziewczynka sama sobie potrafiła nałożyć krem nawilżający, a i podkład pasował do jej skóry tak dobrze, że nawet jego grube nakładanie nie raziło w oczy z daleka. Problemy pojawiły się przy bardziej kolorowych etapach wizażu.
- To jest szminka – powiedziała, biorąc do ręki właściwą barwę. – Pani wiz…wiza…wiżystka powiedziała, że do mojej sukienki musi być fuksja. Nakłada się ją… O tak! – i zaśmiała się perliście, gdy zaprezentowała ruch na samym Benjaminie. Tak go wzięła z zaskoczenia, że nawet nie zauważył, z której strony fuksja go dopadła, a już miał ten zacnie intensywny kolor przemalowany przez pół twarzy.
Przecież sama na sobie nie mogła!
Miała trochę zbyt niewprawne łapki, by równo nałożyć sobie szminkę, zresztą sama makijażystka powiedziała, że to opiekunowie muszą się tym zająć. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik w wyglądzie małych księżniczek.
Kolejnym krokiem był brokat. I musiało być go dużo.
Tym razem to siedmiolatka nie zdążyła ostrzec go przed wszystkimi właściwościami przylepnymi brokatu, kiedy Benek, nie wiedząc jak inaczej zabrać się za jego klejenie, zaczął go sobie wysypywać na ręce i palcami nakładać wszystkie potrzebne kolory we w miarę właściwe miejsca.
Po fakcie nie miała mu serca tłumaczyć, co też najlepszego uczynił (albo po prostu zbyt bardzo ją to bawiło).
A jeszcze czekała go walka z prostownicami, wałkami do włosów, lokówkami i żelem do włosów. Przecież kolejnym punktem było zrobienie fryzury.
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1531
  Liczba postów : 395
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptyWto Lut 28 2023, 19:51;

Nieco dziwiło go to, z jakim uwielbieniem patrzyła na niego mała dziewczynka. Nie był przyzwyczajony do dzieci, prawdę powiedziawszy do tej pory w ogóle nie miał z nimi do czynienia. Wydawało mu się, że nieco się wygłupił dając się zwalić z nóg przez inną siedmiolatkę. Wiedział, że nie odzyska już szans na to, aby być dla dziewczynki jakimkolwiek autorytetem, przynajmniej w jego ocenie. Nie mógł wiedzieć, co dzieje się w głowie Remy, ale i tak w najśmielszych wyobrażeń by tego nie przewidział.
Cieszył się jednak, bo Seaver zdecydowanie się uspokoiła. Teraz na jej twarzy malował się szeroki uśmiech.
Dziewczynka przejęła inicjatywę i usadowiła się wygodnie na krzesełku. Po dostosowaniu jego wysokości, przejęła od niego ciężką skrzynkę i po chwili wręczyła mu do ręki małe zdjęcie.
On ma coś takiego popełnić. Ja pier…
Nie miał nawet czasu zakląć w myślach, bo Remy czuła wiatr w żaglach. Objaśniała mu co i jak, przy okazji odwalając za niego połowę roboty. Ben nie rozumiał, co to krem nawilżający i po co tak właściwie się go używa. Nie wiedział też po co nakłada się ten cały podkład na gładką cerę niedużych dzieci. Jedyne, co było mu znane z tajemnego świata makijażu to szminki. W końcu tak często rozmazywał je na kobiecych ustach.
Uśmiechnął się pod nosem, słysząc trud, z jakim siedmiolatka wypowiada trudne dla niej słowa.
- Wizażystka, Harmony - poprawił ją uprzejmie, ucieszony, że może się czegoś ją nauczyć. W tym samym momencie dziewczyna umazała fuksją jego usta. Jego pierwsza reakcja była taka, że ze zdziwieniem skonstatował, że ta szminka jest mniej apetyczna niż te, których smakował w pocałunkach. Potem dopiero uświadomił sobie, co tak właściwie się stało. Dotknął swojej twarzy, próbując zetrzeć feralny ślad. Oczywiście jedyne co zrobił, to jeszcze bardziej go rozmazał. Zdusił w sobie przekleństwo - choć był życiowo na dnie, nie było przecież aż tak źle, aby uczyć niewinne dziecko różnicy pomiędzy kurwa a ja pierdolę. W odpowiedzi na to całe zdarzenie na jego twarzy pojawił się przedziwny grymas.
- Świetnie - syknął przeciągle tak, że sam Salazar Slytherin nie powstydziłby się dźwięku, który wydobył się z jego ust. Kąta okiem spostrzegł Karen, która wybuchnęła szyderczym śmiechem. Wziął do ręki chusteczki i zaczął rozpaczliwą próbę pozbycia szminiki. Nie trwała jednak długo, bo Harmony go poganiała. No tak, zawody był tuż-tuż.
Nałożył więc kosmetyk na usta dziewczynki najsprawniej, jak umiał. Gdy skończył, spojrzał na nią przekrzywiając głowę. Chyba  nie było tak?
Następnym krokiem był cały ten brokat. Wysypał więc go sobie na dłoń, zupełnie nieświadomy tego, że to się aż tak klei. Robiąc dobrą minę do złej gry udawał, że tak właśnie miało być i nałożył drobinki tego szatańskiego wynalazku na jej dziecięce policzki. No chyba się trzyma. Resztę tego, co zostało mu na dłoni przesypał do niewielkiego pojemniczka. Ale to wcale nie chciało zejść!
Zafrapowany przeczesał dłonią włosy i dopiero po chwili uświadomił sobie swój błąd. Nie dość, że miał rozmazaną szminkę na buzi, to jeszcze brokat sypał się mu z włosów. Co poniektóre matki zachichotały i wcale im się nie dziwił, bo musiał wyglądać jak pajac.
Potem zapytał Remy jaki jest kolejny krok, dusząc w sobie dziwne uczucie, którego prawie nigdy nie odczuwał, czyli wstyd. Gdy wskazała na prostownicę, wziął ją do ręki i z autentycznym zdziwieniem zapytał.
- Co to jest? - nie znał przecież świata mugoli i nigdy nie korzystał z urządzeń zasilanych prądem.

______________________


Quiet

when I'm comin' home and I'm on my own
I could lie, say I like it like that, like it like that

Powrót do góry Go down


Harmony Seaver
Harmony Seaver

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 156 cm
C. szczególne : Wiecznie obecny, promienny uśmiech (SeaverSmile™). Często chodzi z łyżwami przewieszonymi przez ramię. Bransoletka z charmsami. Tatuaż na lewym przedramieniu - fiolka zamknięta zwojem, z którego wypływa syrenka, otoczona falami. Blizna w kształcie kluczy nad sercem.
Galeony : 1986
  Liczba postów : 2478
https://www.czarodzieje.org/t21971-harmony-seaver
https://www.czarodzieje.org/t21984-poczta-harmony-seaver#719486
https://www.czarodzieje.org/t21972-harmony-seaver#719257
https://www.czarodzieje.org/t22000-harmony-seaver
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptyWto Lut 28 2023, 22:19;

- Wizażystka – powtórzyła wesoło i oczka jej się zaświeciły, gdy słowo wyszło z jej ust poprawnie.
Harmony bawiła się wspaniale, gdy Benjamin robił jej makijaż. Aż żałowała, że wcześniej w domu nie miała okazji mieć z nim jakiś interakcji. Był dla tej małej dziewczynki fascynującym człowiekiem. Nie był dzieckiem, ale nie był też tak dorosły, jak jej rodzice, zdawał się zawsze być taki skupiony, uratował jej sukienkę i dawał z siebie wszystko przy makijażu! Wszystko co robił, nie tylko imponowało malej Seaverównie, ale i ją fascynowało.
- Prostownica – wyrecytowała z uwagą słowo, żeby się nie pomylić. – Trzeba ją tym – złapała za wtyczkę. – Podłączyć do prądu i zaraz będzie działać. Potrzebuję takiej fryzury – wygrzebała kolejne zdjęcie ze skrzynki.
To było zrobione przez fryzjera, który dokładnie z każdej strony uwiecznił przepięknego, gładkiego koka.
- Jak pan fryzjer mi go robił, powiedział, że trzeba wyprostować moje loki – oznajmiła, kręcąc w palcach jedno ze ślicznie pofalowanych pasemek, wolała je luźne, ale wiedziała, że wszystko musiało mieć piękne wykończenie. – Powiedział, że trzeba później wszystko utrwalić sprejem – ściągnęła ze wspólnego stolika sprej z brokatem, zawsze powinno być więcej brokatu! – I później przylizane na żel – i pokazała mu produkt, z którego fryzjer korzystał. – Z tyłu zdjęcia jest instrukcja, krok po kroku jak mi go robił – posłała mu pełen zachęty uśmiech, jakby chciała powiedzieć, że na pewno nie mogło być tak źle.
Tylko że ona nie widziała instrukcji.
Chociaż kok wyglądał na bardzo klasyczny, osiągnięcie takiego nieprzemijalnego piękna okazała się trudniejsze niż mogło się wydawać i prostowane pasemka trzeba było dzielić na osobne sekcje, z kolei te osobne sekcje układać naprzemiennie ze sobą, by osiągnąć ładny kształt podstawy włosów. Dopiero wtedy całość można było powoli zacząć składać w koka na specjalnej gąbeczce.
- Tylko nie poparz się prostownicą, potrafi być gorąco – uprzedziła, nie chcąc by Benjamin zrobił sobie krzywdę. Brokat we włosach był śmieszny, ale przypalenie tym potwornym urządzeniem bolało.
Los nie ułatwiał życia studentowi, ale po długiej walce dziewczynka w końcu była gotowa i mogła ubrać się w sukieneczkę. Zniknęła na chwilę w przebieralni, w której dokończyła kompletowanie swojego stroju, delikatne rajstopki, piękna, turkusowa sukienka z cekinami i kryształkami w kolorach od pastelowego różu po magentę i najdelikatniejsze, zdobione tak samo rękawiczki. Przy tym, ile przeciwności spotkało ich po drodze, aż trudno było uwierzyć, że całość ze sobą tak dobrze grała.
Dziewczynka obróciła się na palcach jednej nogi, prezentując cały wygląd swojemu opiekunowi. Śmiała się przy tym całą sobą, była tak radosna, że wszystko co mówiła, było wręcz przez nią wyćwierkiwane. Była absolutnie zachwycona całym tym wyglądem.
- Wyglądam przepięknie! – powiedziała, tańcząc z ekscytacji przed lusterkiem. – Dziękuję! – bardzo chciała mu wbiec w ramiona i się przytulić z całej tej wdzięczności, ale szybko powstrzymała garnące się do niego łapki. Zamiast tego skrzyżowała je za plecami i jeszcze kilka razy poobracała się przy lusterku.
Dopóki nie zaczął się czas na rozgrzewkę. Jeżeli wydawać by się mogło, że zachowanie w szatni było istną dziczą, w sali gimnastycznej czekało ich safari. Wszystkie matki, które już przy szykowaniu chciały sobie skakać do gardeł, teraz były gotowe wypowiedzieć wojnę za krzywe spojrzenie. Przekrzykiwały się, która z piosenek powinna być puszczana, która łyżwiarka teraz powinna mieć swoją kolei w odsłuchaniu i przypomnieniu sobie swojego utworu. Wyzywały o tym, że trener był niesprawiedliwy i faworyzował konkretne dziewczynki.
I tylko dzieci potrafiły się na tej sali zachować.
Zanim dziewczynki mogły zacząć wychodzić na lód, musiały porządnie rozgrzać i porozciągać mięśnie w specjalnie do tego przygotowanym pomieszczeniu. Standardowe biegi i podskoki w śmiechach, piskach i dobrym humorze po kilku minutach zmieniło się w prawdziwe, sportowe skupienie.
Harmony nie potrzebowała nieustannej uwagi trenera, gdy, jakby nigdy nic, wzięła dwa klocki do jogi, ustawiła je naprzeciwko siebie, a następnie zrobiła szpagat z dodatkowym rozciągnięciem w postaci podciągniętych do góry kostek na bloczkach. Zaczęła robić skłony, to do przodu, to na boki, dokładnie czując swoje mięśnie. Nie narzekała i nic nie było w stanie rozproszyć jej uwagi. Jej twarz pogrążyła się w czymś, co można było nazwać zawodniczą determinacją i duszą do walki, gdy wykonywała kolejne ruchy z zakresu gimnastyki i baletu, by się przygotować.
W końcu jednak nie mogła dłużej wytrzymać jednej kwestii.
- Od dwanaście minut leci twoja piosenka – spojrzała z wyrzutem na jedną z dziewczynek, miała tak zmarszczone brwi, jak dorosły gotowy walczyć o swoje w sądzie i nic nie było w jej mimice z małego dziecka. Podchodziła do tej sprawy bardzo poważnie. – Już się dawno ze samego słuchu nauczyłam twojego układu na pamięć a ty dalej ją męczysz
Słowa siedmiolatki tylko podpaliły matki do bardziej zażartej walki między sobą.
- Jeżeli do teraz się nie nauczyłaś, to już się nie nauczysz. A ja swojego utworu jeszcze nie słyszałam! – i jako najwyższy argument, Remy pokazała jej język.
- Nie słyszałaś swojego utworu, bo masz tak prostu układ, że nie potrzebujesz! – wyzwała druga dziewczynka. – Na twoim miejscu nie musiałabym słuchać muzyki, żeby dać radę!
Młoda Seaverówna była jednak zbyt wygadana, żeby coś takiego ją pokonało.
- Mam łatwiejszy układ, bo jestem najmłodsza – i wyszczerzyła się diabelko do „koleżanki”, złośliwe ogniki tańczyły w jej oczach. – Ale co to świadczy o tobie, skoro startujemy w tej samej kategorii, hmmm?
Jedyną odpowiedzią zaczerwienionej jak burak ze złości dziewczynki było to, żeby z całej siły popchnąć Remy. A jako że ta właśnie ćwiczyła baletowe kroki, runęła jak długa.
I z największym przejęciem i niedowierzaniem spojrzała w kierunku Bena, bezsłownie prosząc o pomoc, tymi swoimi samymi, wielkimi, zaskoczonymi i w tej chwili zupełnie bezradnymi oczkami.
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1531
  Liczba postów : 395
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptySro Mar 01 2023, 14:31;

- Podłączyć do prądu - powtórzył głupawo Benjamin, modląc się o boską interwencję. Nie był aż taką nogą z mugoloznawstwa, wiedział, co to prąd. Ale jak coś do niego podłączyć? To już wykraczało poza zakres jego wiedzy.
Zdał się więc na logiczne myślenie i omiótł spojrzeniem zatłoczony pokój. Szybko znalazł urządzenie podobne do tego, które trzymał w ręku. Spojrzał na plątaninę kabli i, niczym dziecko w przedszkolu, odnalazł w końcu początek i koniec. Koniec podłączony był do ściany. Aha, a więc ten cały prąd to po prostu dziura w ścianie. Ciekawi ci mugole, pomyślał Ben wsadzając wtyczkę do gniazdka.
W oczekiwaniu, aż prostownica się nagrzeje, przysłuchiwał się dokładnym instrukcjom. Przez głowę przemknęło mu, że jak na siedmiolatkę Harmony jest całkiem rezolutna. Chyba, bo nie znał się na dzieciach. Okej, czyli tak, powtórzył w myślach. Najpierw wyprostować loki. Utrwalić sprejem z tym całym diabelskim brokatem, adnotacja dla samego siebie, uważać na swoją fryzurę. Przylizać żelem, o wiedział, co to jest - niektórzy mężczyźni układali swoje fryzury za pomocą tego czegoś. I wszystko jest rozpisane w instrukcji?
Nie taki diabeł straszny, jak go malują - pomyślał. Po czym zacisnął usta. Ta instrukcja wyglądała cholernie skomplikowanie.
Musiał jednak dać radę, bo nie dość, że mała się tak ładnie uśmiechnęła, to jeszcze od tego będą zależały jego nocleg, praca i w sumie życie. Żałując, że nie wziął dziś swojej piersiówki (zrobił to umyślnie, nie będzie przecież zionąć dziecku w twarz oddechem whisky), przełknął ślinę. Poczuł suchość w ustach i zaczęły mu drżeć ręce.
Z wdzięcznością przyjął wiadomość od Remy, która zapewne pomogła mu w ten sposób uniknąć oparzenia. Wziął ostrożnie prostownicę za rączkę i zaczął niesprawnymi ruchami cały proces tego całego prostowania. To było łatwe, musiał jedynie uważać, aby nie sparzyć jej włosów. I przy okazji, swoich drżących od stresu rąk.
Następny krok to sprejowanie, do czego podszedł z rezerwą. W końcu na puszce napisano wielkimi błyszczącymi literami BROKAT. Delikatnie nacisnął przycisk i uwolnił ze środka potworny smród mieniący się na różowo i wszystkie te inne dziewczyńskie kolory. Wstrzymał powietrze, rozpościerając chmurę dymu wokół jej głowy. Dziwił się, że dziewczynka nie zaczęła się do tego dusić. No cóż, musiała być przyzwyczajona.
Zdecydowanie najgorsze było robienie koku. Bardzo długo męczył się z instrukcją, szczególnie że na początku czytał ją do góry nogami. Na co dzień wręcz popisywał się przed innymi przenikliwością swojego umysłu, ale dzisiaj i tutaj wszystko szło nie po jego myśli. To było bardzo nieprzyjemne uczucie, zwłaszcza, że nie potrafił się z siebie śmiać.
Gdy skończył, wziął do ręki tę małą przeklętą gąbeczkę i spojrzał na nią ze zdziwieniem. W życiu by nie pomyślał, że można tak zrobić kok. To jedynie pokazywało, jak niewiele wiedział o kobietach. Oprócz Pat nie miał nigdy stałej dziewczyny, a jej daleko było od przylizanych na żel precyzyjnie splecionych koków. Swoją drogą, ciekawe co by pomyślała, widząc go teraz.
Wzdrygnął się na samą myśl.
Tymczasem Remy była już gotowa. Auster pokiwał głową, słysząc jej podekscytowany pisk. No, chyba mu wyszło, bo nie brzmiało to na okrzyk przerażenia. Ważne, że się jej podobało. Nie umknęło jego uwadze, że chyba chciała rzucić mu się w ramiona z zachwytu. Zamiast tego skrzyżowała łapki za plecami, przyglądając się swojemu odbiciu w niewysokim lustrze. No dobrze. Niech jej będzie. Ben wyciągnął rękę, żeby zbić z nią pjonę.
- Wyglądasz bardzo błyszcząco - powiedział, celowo nie używając słowa ładnie lub ślicznie. On chyba miał trochę inne wyobrażenia na temat piękna. Poza tym czuł się dziwnie, bo Harmony to wciąż dziecko, a do tej pory prawił komplementy przedstawicielkom płci pięknej tylko i wyłącznie po to, aby zaciągnąć je do łóżka.
Wtedy pomyślał, że każda dziewczyna z którą się kochał, była kiedyś mała, niewinna i miała 7 lat.
Nie wspominając o tym, że były one przecież czyjąś córką.
A potem przemknęło mu przez myśl, że za 10 lat Remy najpewniej sama zacznie szaleć. I z jakiegoś powodu poczuł się zły. Ktokolwiek by ją tknął, dostałby od niego po mordzie i to srogo.
Nawet nie zauważył, że już zaczął się do niej przywiązywać, postrzegając skrzata jako swoją siostrzyczkę, której najprawdopodobniej nie miał. Wszystko to mignęło mu w głowie lotem błyskawicy. Odrzucił od siebie każdą myśl po kolei, skupiając się na smrodzie brokatowego spreju, zapachu potu w szatni i głośnym wrzaskom zgromadzonych tu matek. Halo, przecież on bardzo mocno tu cierpiał.
Odprowadził Remy na rozgrzewkę, a potem szybko poszedł do toalety. Zamknął się w kabinie pięć razy upewniając się, że nie widzi go żaden mugol i wyczyścił zaklęciem swoją brudną twarz. Spodziewał się, że nawet magia nie poradzi sobie jednak z brokatem. Szybko wrócił do sali, gdzie czekała na niego banda rozwrzeszczanych matek, przestraszony trener, zazdrosne o swój wygląd dziewczynki i niezwykle skupiona na swoim zajęciu Seaverówna. Spojrzał na jej szpagat, myśląc pokrótce wow. Jak na smarkulę, była chyba bardzo zdyscyplinowana.
Podszedł do swojej podopiecznej bez słowa. Splótł ramiona na piersi, starając się wyglądać już poważniej. Żadna dziewczynka nie podstawi mu już nogi, nie pomaże go szminką na twarzy, a tak w ogóle to ten brokat mam te włosach specjalnie. Gdy usłyszał, jak waleczna Remy próbuje przeciwstawić się jawnej niesprawiedliwości, uniósł brew. Uniósł ją jeszcze wyżej, gdy pyskata złotowłosa dopiekła starszej dziewczynce. Zaraz dojdzie do rękoczynów, pomyślał i wiele się nie pomylił. Czując na sobie przejętej Harmony, musiał interweniować. Kompletnie nie wiedział, co zrobić.
- Ej, ej. Spokojnie. - To dobry początek, Auster, ale co dalej? - Ty, w różowym. Nieładnie tak dokuczać młodszym. Na przyszłość radzę ci trzymać łapy z dala od mojej siostry. - skłamał, bo nie był pewien, jak trener zareaguje na wieść, że obcy mężczyzna opiekuje się nie swoim dzieckiem. - Zachowaj się fair i wyłącz już tę muzykę. Skoro jesteś taka dobra, to przecież nie potrzebujesz specjalnego traktowania, hmm?
Czekał w poddenerowaniu na odpowiedź małej. Czuł, że zaraz jej matka dopadnie go i rzuci mu się na gardło.

______________________


Quiet

when I'm comin' home and I'm on my own
I could lie, say I like it like that, like it like that

Powrót do góry Go down


Harmony Seaver
Harmony Seaver

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 156 cm
C. szczególne : Wiecznie obecny, promienny uśmiech (SeaverSmile™). Często chodzi z łyżwami przewieszonymi przez ramię. Bransoletka z charmsami. Tatuaż na lewym przedramieniu - fiolka zamknięta zwojem, z którego wypływa syrenka, otoczona falami. Blizna w kształcie kluczy nad sercem.
Galeony : 1986
  Liczba postów : 2478
https://www.czarodzieje.org/t21971-harmony-seaver
https://www.czarodzieje.org/t21984-poczta-harmony-seaver#719486
https://www.czarodzieje.org/t21972-harmony-seaver#719257
https://www.czarodzieje.org/t22000-harmony-seaver
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptySro Mar 01 2023, 15:42;

Myślała, że swój szczyt szczęścia osiągnęła, kiedy Benjamin zdecydował się na zbicie z nią piątki, ale kiedy już po raz drugi stanął w jej obronie, jej dziecięcy zachwyt przebił się przez sufit. Zyskał u niej tyle punktów bycia niesamowitym dorosłym, że mógłby jej nogę na lodzie podłożyć, a ona uznałaby to za dawanie jej lekcji. Do tej pory tak wpatrzona była tylko w swojego starszego brata, ale jego pozycja bycia najfajniejszym człowiekiem na planecie właśnie została zagrożona przez studenta.
Nie wiadomo jakim cudem matka dziewięciolatki nie rozszarpała ich na miejscu za takie potraktowanie jej córki. Trener chyba musiał być po ich stronie i bardzo sprawnie ją powstrzymywać. Oczywiście Remy mogła tylko zgadywać w kwestii tego tematu, bo nie zamierzała się w jej kierunku odwracać. Po pierwsze, nie chciała jeszcze bardziej prowokować kobiety, która zdecydowanie nie umiała wychować własnego dziecka. A po drugie, nie chciała odwracać wzroku od tego, jeszcze bardziej buraczkowego na twarzy dzieciaka, które już tak paliło się ze wstydu, że w oczach zaczęły jej się łezki formować.
Pewnie w normalnej sytuacji siedmiolatka podbiegłaby do niej, pocieszyła i powiedziała, że wszystko będzie dobrze, że na pewno da sobie radę. Ale to nie była normalna sytuacja i do dziewięciolatka pierwsza potraktowała wszystkich nie fair. A później jeszcze ją przewróciła! Mała chciała traktować wszystkich z szacunkiem, no ale szacunek ten miał swoje granice, gdy oni przestawali ją respektować.
Dlatego właśnie zamiast współczucia i sympatii, na twarzyczce siedmiolatki wymalowała się dzika satysfakcja.
Aż się zaśmiała pod nosem, gdy dziewczynka z głośnym „hmpf” i tupnięciem nogi odeszła od nich.
Harmony dźwignęła się z podłogi, poprawiła strój i z wielkim uśmiechem i pełnym wdzięczności spojrzeniem już drugi raz tego dnia zbiła piątkę z Benjaminem.
- Jesteś najlepszy! – powiedziała z przejęciem, aż podskakując z ekscytacji w miejscu i podbiegła do radia, włączyć swoją płytę.
Z głośników rozbrzmiał utwór, którego trudno było się spodziewać po siedmioletniej dziewczynce. Był poważny, dystyngowany, pełen melancholii, był jak przemijające, tańczące w powietrzu wspomnienia, które nie kotłowały się ze sobą, ale powoli zalewały adresata trudnymi, ważnymi i smutnie pięknymi obrazami. Były jak słodka, ale utracona miłość. Jak chwile w domu, do którego się już nie wróci, ale które żyły ciepło w sercu. Jak baletnica tracąca władzę w nogach, ale wciąż kochała swój zawód i jak muzyk, który przestawał słyszeć nuty, choć czuł je pod palcami, jakby instrument nigdy spod nich nie odszedł. Muzyka była trudna do interpretacji, ale grała na strunach serca.
Przy wyborze tego utworu trener powiedział, że Remy miała w sobie tyle ekspresji i uczuć, że powinna oddać honor tej muzyce. I że właśnie takie nuty mogły najbardziej komplementować emocjonalność, tej zazwyczaj bardzo żywej dziewczynki.
Chociaż do tej pory była cała życiem i szczęściem, gdy rozbrzmiały jej nuty, ona się zmieniła. Tańczyła swoje kroki na sali, baletem przepływając przez parkiet. Tam, gdzie w układzie powinien być skok, ona po prostu robiła obrót i dalej podążała za muzyką, powtarzając swoje kroki z największym przejęciem. Nie ważne, że było to tylko ćwiczenie, nawet nie próba na lodzie, wiedziała, że nie mogła zapomnieć o niczym. Wyraz artystyczny zdobywał punkty nawet drgnięciem palca w odpowiednim momencie. Cała musiała przeobrazić się w uosobienie nostalgii i płacz za tym, co utracone a jednocześnie wciąż najbliższe duszy. Nie pominęła żadnej ekspresji, żadnego wyrazu twarzy czy tęsknego spojrzenia, które w trakcie programu miała posłać w kierunku jurorów.
Gdy utwór minął, a jej program tym samym dobiegł końca, po prostu podeszła do radia i wyjęła swoją płytę tak, jak to się robić powinno, żeby być fair wobec innych. Posłała ten swój zadziorny, smarkuli uśmiech, którym wyrażała „tak się jest uczciwym zawodnikiem” i zawołała:
- Będę potrzebować tylko przejechać do tego raz na lodzie, kto teraz chce włączyć swoją płytę?! – i z dumą oraz uniesionym noskiem spojrzała na Benjamina, szukając aprobaty dla tego drobnego, kąśliwego przekazu.
Cóż poradzić, że była taką straszną zadziorą?
Kiedy wszystkie dziewczynki się rozgrzały i usłyszały zgodę na wejście na lód na rozgrzewkę, dopiero się zaczęło. Nie mogły przecież tak po prostu, z dopiero co zgrzanymi mięśniami wyjść na zimno. Wszystkie rzuciły się do swoich toreb w poszukiwaniu dresów, bluz i ogrzewaczy na nogi. Piekielnie ważnym było, by ścięgna pozostały ciepłe, ich stygnięcie mogło doprowadzić do poważnych kontuzji – tłumaczył trener do Benjamina, kiedy mała się szykowała. Mężczyzna nigdy nie widział jej starszego brata z nią na treningu, założył więc, że mógł tego nie wiedzieć. A wystarczyło raz nie dopilnować podekscytowanej łyżwiarki i kontuzja gwarantowana!
W końcu, gdy każda z dziewczyn była odpowiednio ubrana, mogły zejść z sali gimnastycznej na lodowisko. Właśnie czyścili im lód po poprzedniej grupie i już zaraz mogły zaczynać ostatnie próby przed rozpoczęciem zawodów.
Zostało już tylko włożenie łyżew.
- Musisz mi z tym pomóc – powiedziała z przejęciem Remy i złapała Bena za rękę, żeby poprowadzić go do najbliższej, wolnej ławki. – Sznurówki trzeba zaciągnąć bardzo, bardzo mocno, inaczej nie będą mi trzymać kostki i ją skręcę – oznajmiła z największą powagą.
I faktycznie, jeżeli Benjamin postanowił sprawić, czy faktycznie musiał być uważny, wszystkie matki w największym skupieniu zaciskały sznurówki.
- To są moje łyżwy – powiedziała, wyciągając z torby jeden ze swoich najcenniejszych skarbów, cudowną parę malutkich, białych łyżew z wyszytym wzorkiem fal po wewnętrznej stronie, coś, co robiła na wszystkich swoich sportowych butach. Siedmiolatka przytuliła je bardzo mocno do klatki piersiowej. Chociaż była wpatrzona w studenta i zachwycała się wszystkim, co robił, łyżwy trzymała długo, jakby wahając się, czy na pewno może je mu dać. Patrząc mu cały czas w oczy, z największym namaszczeniem przekazała mu buty. – Są dla mnie bardzo cenne – i wpatrywała się w niego bardzo intensywnie, chcąc się upewnić, że rozumiał jak wiele mu właśnie na ręce powierzała.
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1531
  Liczba postów : 395
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptyCzw Mar 02 2023, 17:35;

Przyglądał się twarzy Remy z niemałym rozbawieniem. Nie znał jej zbyt dobrze, ba!, nie znał jej wcale, ale po tych kilku godzinach spędzonych razem mógł z całym przekonaniem stwierdzić, że jest bardzo charakterna. Wpatrywała się we starszą od siebie dziewczynkę, teraz jej twarz przybrała kolor feniksowych piór, a na jej licu malowała się dzika, pierwotna satysfakcja. Pomyślał przez chwilę, że dzieci tylko wydają się takie małe i niewinne, a w istocie rzeczy to to małe i wredne. Mściwe i zupełnie jak dorosłe, myślące tylko o sobie. Z tym że dzieci przynajmniej nie wstydziły się tego, że ludzie z natury są egoistyczni. A wielu dorosłych starało się udawać, że jest inaczej.
Benjamin Auster nie wstydził się nigdy bycia egoistycznym chujem. I tak jak Harmony spojrzała z tą swoją minką na córkę, tak on spojrzał na matkę. Kroplą, która musiała przelać czarę goryczy była ich zajebista, idealnie zbita piątka.
No, no. Niezła z ciebie niania, Auster - zabrzmiało gdzieś z tyłu jego głowy.
- Wiem - odpowiedział nieskromnie na komplement dziewczynki, chcąc pokazać jej, że w życiu trzeba przede wszystkim być pewnym siebie. Nie mogła ona wiedzieć, że gruncie rzeczy chłopak podświadomie uważał się za nic niewartego, wyżywając swoje rodzinne porażki na innych, a także odnajdując ukojenie od bólu w używkach. Nie, nie mogła. I najlepiej byłoby, gdyby takie niewinne dzieci nigdy się o takich rzeczach nie dowiadywały.
Niech życie sponiewiera je, przeżuje, wypluje i wyrzyga, gdy będą na to gotowe.
Słysząc utwór, splótł z powrotem ręce na ramionach, wsłuchując się w symfonię. Utwór był, jak na takiego niestarego skrzata, śmiertelnie poważny. Obserwował w milczeniu całe przedstawienie, będąc w sumie pod wrażeniem skupienia, jakie wymalowało się na jej twarzy. Od razu widać było, że traktowała to całe łyżkarstwo bardzo poważnie. To chyba dobrze, pomyślał i od razu pomyślał o pisaniu. Kto jak kto, ale Ben doskonale wiedział jak to jest postawić w życiu tylko na jedną, jedyną rzecz. Wiele ryzykujesz, wiele tracisz, ale za to to, co możesz zyskać jest nieporównywalne do innych przeżyć. Mógł wlać w siebie hektolitry ognistej, wypalić paczkę feniksowych, latać wręcz pod sufitem od spożytych narkotyków. Ale żadna nie używka nie uzależniała jak zapach papieru, skrobanie atramentem po chropowatych stronach i to wspaniałe uczucie, gdy myśli opuszczają głowę.
Tę samą pasję, którą czuł w sobie, widział teraz w Remy. Chociaż nawet nie była jeszcze na lodzie, poruszała się bardzo dobrze. Oczywiście Auster zupełnie się na tym nie znał, ale czuł w kościach jedno. Że z jednej strony te wszystkie uczucia wydawały się prawdziwe, zaś z drugiej były wyuczone. Bo niby co siedmiolatka może wiedzieć o stracie, melancholii i tym, jakie życie bywa kurewsko trudne. A jednak, świetnie to odgrywała. Ben był jedną z osób, które to kupiło. I w tym momencie, zupełnie świadomie, pomyślał sobie, że w sumie jest spoko. Może ta brokatowa tragedia, wykłócanie się z Karen i poznawanie tajemnic działania prądu były warte tego, żeby w jej głowie zapisało się dzisiaj szczęśliwe wspomnienie. Smak wygranej.
Gdy skończyła, pokazał jej kciuka uniesionego w górę. Dla niego był to wyraz najgłębszej aprobaty. Z kolei słysząc kolejną kąśliwą uwagę uniósł drugi kciuk i głupio się uśmiechnął. Niech smarkula się uczy, przyda jej się w życiu umiejętność posługiwania się sarkazmem.
Szczególnie w takim wypełnionym rywalizacją, nieprzyjaznym środowisku. Byłoby dobrze, żeby nie dawała sobą pomiatać.
Udawał, że wsłuchuje się z uwagą słowom trenera, a może nawet trochę ich słuchał. Dobrze by było, żeby Remy wróciła do domu cała i zdrowa - w końcu był za to odpowiedzialny. Nie spuszczał z niej oka, bojąc się, że się wywali i coś pójdzie nie tak. Musiał jednak zrobić coś, czego nie potrafił. Musiał jej zaufać.
Dał się złapać za rękę i poprowadzić do ławki. Przykucnął, spoglądając na te dziwne buty z metalowym wykończeniem. Na oczy nie widział czegoś takiego. Czuł jednak, że to ważne zadanie, bo wszystkie zgromadzone tu Karen miały na twarzy wymalowane coś na wzór skupienia.
Nieco rozczuliła go sama Remy. To, jak nie chciała wypuścić z rąk swoich cennych łyżew, nie łyżek (może to się jednak nie nazywa łyżkarstwo, jak sądził) przypomniało mu to, jak bardzo cenił swoje pióro. Piękne, czarne wieczne pióro z jego inicjałami wyrytymi na skuwce. Prezent na 15 urodziny, które otrzymał od swojego znienawidzonego ojca. Jedyna i najcenniejsza rzecz, jaką przekazał mu w ciągu życia. Dlatego nie spuszczając spojrzenia zielonych oczu z Harmony z największym zrozumieniem na całym tym bezbożnym świecie, wziął delikatnie łyżwy w ręce.
- Rozumiem. Widzę. Nie bój się, dam radę - odpowiedział, po czym rozpoczął trudny proces wiązania sznurówek. Robił to w ciszy i ze skupieniem. Czuł, że to ważna chwila przed zawodami i dbał o to, aby z jednej strony były mocno zawiązane, zaś z drugiej, aby nie przesadzić. Gdy skończył, zapytał czy tak jest okej. Jeśli tak, to położył jej rękę na ramieniu i z wielką stanowczością powiedział:
- Powodzenia.
Nie wiedział jak wyglądało wsparcie starszych. Sam nigdy go nie zaznał. Nie miał mentora, ojciec nie poświęcał mu uwagi, a matka… o niej to już w ogóle lepiej nic nie mówić. I choć pozornie miał na te całe zawody ostro wyjebane, część niego mówiła na poważnie. Czy na lodzie, czy w życiu, życzył smarkuli szczerze powodzenia.

______________________


Quiet

when I'm comin' home and I'm on my own
I could lie, say I like it like that, like it like that

Powrót do góry Go down


Harmony Seaver
Harmony Seaver

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 156 cm
C. szczególne : Wiecznie obecny, promienny uśmiech (SeaverSmile™). Często chodzi z łyżwami przewieszonymi przez ramię. Bransoletka z charmsami. Tatuaż na lewym przedramieniu - fiolka zamknięta zwojem, z którego wypływa syrenka, otoczona falami. Blizna w kształcie kluczy nad sercem.
Galeony : 1986
  Liczba postów : 2478
https://www.czarodzieje.org/t21971-harmony-seaver
https://www.czarodzieje.org/t21984-poczta-harmony-seaver#719486
https://www.czarodzieje.org/t21972-harmony-seaver#719257
https://www.czarodzieje.org/t22000-harmony-seaver
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptyCzw Mar 02 2023, 19:08;

Zielone oczka uważnie przyglądały się każdemu ruchowi, jaki wykonywał mężczyzna. Gdy skończył wiązać, dziewczynka z powagą poruszyła nogami, sprawdziła, jak może się oprzeć na płozie, aż wreszcie skierowała swój wzrok, już zupełnie przeszczęśliwy, pasujący do jej promiennego uśmiechu, na Benjamina.
- Nie dziękuję! – kiwnęła na niego głową z największą determinacją i założyła na płozy ochraniacze.
Nawet gdy miała przejść tak krótki kawałek, jak ten od ławki do wejścia na lodowisko, musiała pamiętać o bezpieczeństwie. Oczywiście, że chciała wygrać, ale może nie walkowerem przez eliminację innych uczestniczek nożobutami.
Zaczęła powoli rozgrzewać się na nogo, od podstawowych ruchów, przez elementy choreograficzne i obroty, a na pojedynczych skokach kończąc. Dobrze czuła swoje nogi i balans. Tego dnia wyjątkowo pewnie lądowała nawet skoki, które zazwyczaj sprawiały jej większą trudność. Może była to kwestia sycącego, ale lekkiego śniadania, a może ekscytacja, że będzie mogła pokazać temu fascynującemu człowiekowi co potrafiła? Nie umiała stwierdzić, ale wiedziała, że chciała spróbować czegoś więcej.
Na co dzień na treningach próbowała swoich sił w podwójnych skokach. Co prawda zawsze miała do tego założoną specjalną uprząż, żeby nie zrobić sobie krzywdy, ale tego dnia czuła się tak dobrze i pewnie, że wiedziała, że mogła spróbować bez.
Przeleciało już kilka utworów, do których każda z łyżwiarek z jej drużyny jeździła i miała okazje ostatni raz spróbować układu na łyżwach. Aż w końcu wybrzmiały jej nuty.
Ustawiła się tak, jak zakładała choreografia i przybrała wyuczoną minę. Nie do końca rozumiała te wszystkie poważne emocje, rodzice zapewnili jej życie pełne śmiechów i radości, pilnowali uważnie i z największym przejęciem, żeby dziewczynki nie spotkały niesprawiedliwości tego świata. Obdarzali ją samą miłością i otaczali pięknem przygód i pasji. Ale Remy była artystką i wymagało to od niej, by nawet czegoś nie znając, potrafiła to sobie wyobrazić, spróbować zrozumieć.
Zaczęła swój taniec na lodzie i łyżwy ją poniosły. Chociaż wiedziała, że nawet na próbie powinna zachować pełną powagę i właściwą mimikę, taką, jaką uczył jej choreograf, jej płozy tak dobrze wpasowywały się w dźwięki jak nigdy, a jej mocniej zabiło serce i nie mogła przestać się uśmiechać.
A skoro była to próba, mogła też pozwolić sobie na ryzyko. Przynajmniej w jej mniemaniu.
Trafiała w każdą nutę, każdą zmianę tempa wywołaną rytmem muzyki, a lodu trzymała się pewnie. Jej skokiem otwierającym układ miał być pojedynczy axel. Jednak ona wiedziała, że stać ją było na więcej! Przecież mogła przenieść axla na później, a spróbować zacząć od czegoś innego, na co tak bardzo miała ochotę.
Trener zaczął coś podejrzewać, kiedy zobaczył, że nie potrafiła utrzymać właściwej miny, zazwyczaj nie miała z tym problemu, mimo tego jak energicznym dzieckiem była. Z kolei aż się podniósł, gdy zobaczył jeden dodatkowy ruch, który zrobiła. Axla, jako jedyny skok, wykonywało się zaczynając przodem, a lądowało tyłem. Ona wykonała jeden półobrót w krokach, żeby ustawić się tyłem do kierunku jazdy.
Podszedł w idealnym momencie, w którym siedmiolatka wbiła prawą łyżwą w lód i wykonała skok, obracając się dwa razy w powietrzu.
To było strasznie dziwne uczucie! Ale niesamowite! Pierwszy raz samodzielnie poczuła dwa obroty i zupełnie nie wiedziała, jak utrzymać się na lodzie po tym. Wylądowała i straciła lekko równowagę, przez co musiała podeprzeć się ręką. Ale nie upadła! Tylko się podparła! I z gigantycznym uśmiechem była gotowa jechać dalej!
- Stop! – wykrzyknął trener i muzyka natychmiast ucichła, dziewczynka była gotowa jechać układ bez niej, w końcu go pamiętała, ale wtedy mężczyzna ją zawołał. – Harmony! – jego ton nie był srogi, ale jednocześnie nie znosił sprzeciwu. Gdyby siedmiolatka miała okazję słyszeć go teraz, może i wyłapałaby nutki troski. Wtedy była jednak zbyt na to podekscytowana. – Co Ci mówiłem o podwójnych skokach? – upomniał ją, gdy podjechała do barierki.
- Że na razie ćwiczymy je na treningach – wydukała, krzywiąc się przy tym.
- Nie rób takiej miny. Nie jesteś jeszcze gotowa na taką rotację, co jakbyś nie wytrzymała lądowania i skręciła kostkę na swój pierwszy sezon, hmmm? – próbował przemówić jej do rozsądku.
Ona jednak była zbyt podekscytowana i aż podskoczyła w miejscu.
- Ale wylądowałam! Nie widział pan?!
- Widziałem – przyznał. – Widziałem też, że zarzuciło tobą przy lądowaniu, że nie masz wystarczająco silnych mięśni, żeby utrzymały się po takiej rotacji i dlatego cała noga ci się zachwiała i że wyratowałaś się tylko balansem i podparciem ręki – skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na nią poważnie. – Wystarczyło żebyś była trochę bardziej zmęczona, a twoje ciało by odpuściło i już cię nie utrzymało. I mogłoby to wywołać kontuzję.
Remy gdzieś w głębi serca wiedziała, że miał rację. Ale jej dumna i ambicje przemawiały głośniej od zdrowego rozsądku i odwróciła od trenera wzrok jak piesek, który coś nabroił i nie chciał przyznać się do winy.
- Jesteś bardzo zdolną zawodniczką – złapał ją za dłonie, żeby zwrócić na siebie jej uwagę. – A twój program zdobędzie dużo punktów tak, jak jest teraz ustawiony. Twój axel jest twoją najsilniejszą bronią. Skaczesz go długo i obszernie, zdobędzie dużo punktów. Rozumiesz?
Pokiwała głową i wyrwała na środek, żeby zacząć swój program od nowa, tak, jak został on napisany. W głowie jednak miała zupełnie inny plan na same zawody, nie chciała jednak go zdradzać swoimi minkami, więc zachowała pełną powagę.
Tym razem trener ani razu jej nie przerwał. Przejechała swój układ dostojnie, z grację i wylała w niego całe serce. Przynajmniej udawała, że je wlewa. Głową była bowiem zupełnie gdzie indziej i kombinowała, jak pozamieniać kolejnością układ, żeby pierwszego zrobić podwójnego lutza, a axla przełożyć na druga połowę programu.
Obiecała sobie, i trenerowi, choć o tym nie wiedział, że jeżeli faktycznie poczuje zbyt duże zmęczenie, zachowa oryginalny plan. Jeżeli jednak podczas swojego przejazdu będzie się czuła tak dobrze lub nawet lepiej niż jak przy podejściu do podwójnego, to nawet sam diabeł by jej nie powstrzymał!
Gdy przejechała układ, swoją kolei miało jeszcze kilka łyżwiarek, a po tym musiały zejść z lodowiska, zwolnić je kolejnej grupie i przejść do głównej hali zawodów.
Czas, który do tej pory zdawał się gnać jak szalony, nagle zwolnił. Dziewczynie serce biło jak dzikie, kiedy czekała na oficjalne przedstawienie zawodniczek i sześciominutową rozgrzewkę przed publicznością, po której miała się zaprezentować.
Komentator zaprosił grupę trzecią juniorek młodszych na lód, po kolei czytając imiona sześciu zawodniczek według listy.
Harmony ustawiła się przy wejściu, wzięła głęboki oddech i zdjęła ochraniacze na płozy trzęsącymi się z emocji i entuzjazmu dłońmi. Nie bała się, o nie, od tego było jej daleko. W jej oczach płonęła rządza rywalizacji i wygranej, pokazania się wszystkim, że oto ona, Harmony Seaver wkroczyła na lód i była gotowa zatrząść całym łyżwiarskim światem (nawet jeżeli o tych zawodach słyszeli tylko lokalni fani łyżwiarstwa i babcie uczestniczek, to nie ważne). Trzęsła się, bo nie była w stanie wytrzymać natłoku wszystkich tych uczuć, nadziei i determinacji buzującej jej w żyłach. Mogła się tylko uśmiechać i podskakiwać.
Podała ochraniacze Benjaminowi.
- Obserwuj mnie uważnie! Zobaczysz coś niesamowitego! – obiecała mu z pewnym siebie uśmiechem i tak mocno świecącymi oczami, jakby zapowiadała największą rewolucję. – A po występie idź do kiss&cry i tam na mnie zaczekaj – czy wytłumaczyła mu czym jest kiss&cry? Oczywiście, że nie, komentator wyczytał jej nazwisko a ona pognała na lód, by ukłonić się przed publicznością.
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1531
  Liczba postów : 395
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptyPią Mar 03 2023, 16:46;

Ben miał ochotę poczochrać jej włosy, ale miała je przecież spietę w misterną fryzurę, przy której tak bardzo się napracował. Gdy nałożyła ochraniacze na łyżwy i postąpiła kilka kroków w przód, dopiero teraz zrozumiał, jaki to musiał być cholernie niebezpieczny sport. Domyślał się, że szła w kierunku świeżo wypolerowanej tafli lodu. Jednak nie mógł jej w żaden sposób tam pomóc. Jedyne co mógł zrobić to obserwować i mieć cichą nadzieję, że dziewczyna się nie wywali.
Obserwował więc w skupieniu Remy, nawet gdy inne dziewczynki dawały swój popis na lodzie. Nie wiedział, co to spojrzenie zmieniłoby, gdyby straciła równowagę i ktoś przejechał jej łyżwami po rękach. Albo gdyby źle wylądowała i skręciła kostkę. Albo co gorsza, uderzyła głową o taflę lodu i…
Ja pierdolę, opcji było tyle, że Auster nie dowierzał, że jej opiekuńczy rodzice jej w ogóle na to pozwalali.
Gdy zaczęła, był już kłębkiem nerwów, chociaż starał się tego nie pokazywać. Obserwował kątem oka trenera, chcąc wywiedzieć się czy wszystko wygląda okej. Poruszył się, gdy zauważył, że wstaje. A potem spojrzał na Remy.
Smarkula odbiła się z gracją od tafli zamrożonej wody i wykonała nie jeden, a dwa obroty w powietrzu. Chociaż wylądowała gładko, wyglądało to cholernie niebezpiecznie. I swoją drogą, całkiem imponująco. Benjamin poczuł, jak śniadanie wędruje w górę przełyku - poczuł się tak zdenerwowany, że wszystko mu się zebrało. Choć była w powietrzu przez ułamek sekundy, dla niego to była cała wieczność. Gdy w końcu wylądowała,  podszedł do barierek dzielących lodowisko od reszty hali i z uwagą przysłuchiwał się rozmowie Remy z surowym mężczyzną. Gdy ich wymiana zdań się skończyła, Benjamin posłał w jej stronę bardzo wymowne spojrzenie.
Kurwa mać, naprawdę nie chciał, żeby cokolwiek się jej stało. Czaił, małolata była zdolna, pyskata i umięśniona ale zupełnie brakowało jej wyobraźni. Ben ryzykował wiele, jeśli cokolwiek miało pójść dzisiaj nie tak. Ojciec już dawno wyjebał go z domu, a Tom z Dziurawego Kotła. Był o krok od wylądowania na ulicy, bez pieniędzy i z masą długów. Seaverowie spadli mu dosłownie z nieba. A teraz wszystko to zależało do tego, czy siedmiolatka nie oprze się pokusie popisywania się swoimi umiejętnościami. Skoro trener nie był w stanie przemówić jej do rozsądku, on postanowił spojrzeć na nią długo i przeciągle. Zielone oczy wwiercały się w jej jaźń, a na twarzy było wymalowane rozczarowanie i zdenerwowanie. Trzeba było być głupim, aby nie zrozumieć, co starał się przekazać.
Ani. Się. Waż.
Jakby na potwierdzenie tych niemych słów, potrząsnął głową na nie. Choć z włosów posypał się brokat, starał się wyglądać śmiertelnie poważnie.
Pierdolił lożę dla mamusiek, wolał zostać tutaj, przy trenerze. Czuł, że być może z tego powodu będzie jej głupiej zawieść jego wątle, ledwo tlące się zaufanie. Przyjął od niej ochraniacze, posyłając w jej stronę naprawdę dziwny grymas.
- Wiem, Remy. Wierzę. Ale proszę, nie ryzykuj. Proszę - dwa razy użył magicznego słowa, które w jego słowniku prawie w ogóle nie występowało. Auster, ty zaraz zaczniesz błagać na kolanach, pomyślał kpiąco. Jego głos nieco złagodniał, gdy dodał na koniec - Pokaż im jak to się robi.

Usiadł na ławce, a potem wstał, żeby lepiej widzieć. Zapomniał nawet zapytać trenera co to jest i gdzie jest kiss&cry, ale jakoś się połapie. Nie czas to i nie miejsce. Zaczynało się przedstawienie.

______________________


Quiet

when I'm comin' home and I'm on my own
I could lie, say I like it like that, like it like that

Powrót do góry Go down


Harmony Seaver
Harmony Seaver

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 156 cm
C. szczególne : Wiecznie obecny, promienny uśmiech (SeaverSmile™). Często chodzi z łyżwami przewieszonymi przez ramię. Bransoletka z charmsami. Tatuaż na lewym przedramieniu - fiolka zamknięta zwojem, z którego wypływa syrenka, otoczona falami. Blizna w kształcie kluczy nad sercem.
Galeony : 1986
  Liczba postów : 2478
https://www.czarodzieje.org/t21971-harmony-seaver
https://www.czarodzieje.org/t21984-poczta-harmony-seaver#719486
https://www.czarodzieje.org/t21972-harmony-seaver#719257
https://www.czarodzieje.org/t22000-harmony-seaver
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptyPią Mar 03 2023, 18:30;

Widziała, jak patrzył na nią Benjamin. Była pewna, że nawet ślepy poczuły na sobie jego zielony wzrok. Nietrudno było się też domyślić, co chciał jej przekazać. Siedmiolatka niemal zawahała się z własną obietnicą spróbowania podwójnego skoku ze względu na samą jego minę.
Była jednak cholernie ambitna i nie zamierzała rezygnować z szansy na wysokie noty.
Ale, skoro nie chciał, by w pierwszej połowie wykonywała tego lutza, dobrze. Uśmiechnęła się pod nosem złośliwie, sama do siebie, mogła jako pierwszego wykonać pojedynczego axla. A w drugiej dołożyć do wyniki punktów podwójnym skokiem. Niech myślą, że przemówili jej do rozsądku. Jeżeli oni chcieli się zapierać, żeby czegoś nie robiła, ona zamierzała jeszcze mocniej się uprzeć, wiedząc, że była w stanie tego dokonać.
Poza tym koniecznie chciała w punktacji pokonać dziewięciolatkę ze swojej drużyny. To było nawet jeszcze ważniejsze od wygranej. Chociaż gdyby powiedzieć, że nie zasadzała się na złoto byłoby kłamstwem.
Wiedziała, że jej program dojechany do absolutnej perfekcji miał szansę na podium. Jeżeli technika i ekspresja byłyby na miejscu, mogłaby dostać więcej punktów niż dziewczynki skaczące już podwójne w jej dywizji. Ale nie miała, jak zdobyć złota bez chociaż jednego dodatkowego obrotu. Może i jako siedmiolatka znała tylko podstawy matematyki, jednak z łyżwiarskiego punktu widzenia rozumiała działanie mnożników. Bez dodatkowe obrotu nie stały po jej stronie.
A tamta dziewięcioletnia małpa miała podwójnego toeloopa! I mogła spróbować flipa!
Lutz z kolei miał wyższą wartość bazową, z dodatkowym obrotem i idealnie przejechanym programem z wręcz baletową techniką, miała szansę lepiej zapunktować.
Gdy dwa razy usłyszała od Bena „proszę”, miała wrażenie, że serduszko jej zadrżało i poczuła nagłą potrzebę przeprosin. Zaraz jednak potrząsnęła główką i uśmiechnęła się do niego dziarsko, z tymi świetlikami w oczach. Nie zamierzała się wycofywać. Ten występ był najważniejszy, nawet jeśli jej aktualnie ulubiony czarodziej mówił jej, żeby nie ryzykowała. Zwyczajnie nie mogła tego zrobić. To by było całkowicie wbrew jej i jej ambicjom.
Ze zdeterminowaniem ruszyła na środek lodowiska, machając do zgromadzonej publiczności i uśmiechając się szeroko, promiennie, tak jak umiała najlepiej. Poza tym trener jej mówił, że gdy wjedzie taka wesoła, dużo większe wrażenie zrobi jej emocjonalna ekspresja w trakcie przejazdu.
Przetestowała podłoże, zrobiła jeden skok, uderzyła piąstkami trzy razy o uda i trzy o łydki, żeby pobudzić mięśnie i ukłoniła się w stronę sędziów, dając im znać, że mogła zaczynać.
Ustawiła się w pozie wyjściowej, a jej wyraz twarzy zupełnie się zmienił. Ściągnęła brwi jak zmartwiona, uchyliła lekko usteczka, jakby z trudem łapała oddech, a jej oczy stały się szkliste. Wystawiła niemal drżące dłonie przed siebie, każdy jej palec, jej nadgarstki, ciało napięte było w przejmującej melancholii. Z nostalgią ruszyła wraz z dźwiękami muzyki.
I znów stało się to samo. Jej nogi niosły ją tak gładko, że ona w pełni mogła się skupić na swoich liniach, zgięciach i krzywych, baletowej technice, którą reprezentowała w każdym ruchu. Najechała gładko na skok. Przodem, tak jak plan zakładał, do axla.
Wbiła łyżwę w lód i skoczyła z pełną mocą, której się po sobie nie spodziewała.
Jej axle zawsze były wysokie i pokrywały ogromny teren, ale rzadko zdarzało się, żeby miała w nich tyle eksplozji.
Początkujący łyżwiarze i tancerze mogli należeć do jednej z dwóch kategorii. Byli albo bardzo giętcy, z pięknymi liniami, ekspresjami w ruchach i ogromnym zasięgiem w krzywych. Albo byli skoczni i ich explosive movements wprowadzały w zachwyt, osiągali wysokości i prędkości w skokach. Oczywiście, w ramach treningu w końcu różnice między jedną a drugą kategorią się wyrównywały, ale na początku była tylko jedna.
Remy należała do tych ekspresyjnych z piękną techniką, ale mniejszą siłą wybicia. Coś za coś.
Ale ten dzień był wyjątkowo dobry, jakby właśnie przesunęła kolejny puzel w układance ze zrozumienia dynamiki własnego ciała. Zwyczajnie kliknęło.
Trudno jej było się nie uśmiechnąć na myśl, że ten axel był tak popisowy, a już szczególnie, gdy wylądowała go z gracją i bez zachwiania, w pięknym, klasycznym ustawieniu ciała.
Podążała dalej za programem, malując przed publicznością historię. Muzyka prowadziła ją przez lód, mięśnie same wpasowywały się w rytm, delikatne pianino i płaczliwe wręcz skrzypce. Z ogromną ekspresyjnością przepuszczała emocje przez kręgosłup i łopatki, nie blokowała wyrazu artystycznego w ramionach. Płynęła.
I wiedziała już, że mogła skoczyć tego lutza.
Nie była zmęczona, pięknie trzymała się krawędzi płóz, ani razu się nie zachwiała. To był ten moment, wraz z kolejnym wyrwaniem się nostalgicznych skrzypiec, ona znów wbiła łyżwę w lód i z całą mocą skoczyła kpiąc. Wykręciła jedną, a później drugą rotację i zrobiła to niemal lekko.
To, co lekkie nie było to lądowanie. Było dużo trudniejsze niż przy poprzednim podwójnym lutzu.
Zachwiało nią, biodro uciekło spod jej balansu, a krawędź łyżwy spod jej biodra. Wiedziała, że nie wyratuje tego lądowania, więc zrobiła coś, co odebrałoby jej mniej punktów, niż upadek – dodanie drugiej nogi. Lądowanie na dwie nogi odejmowało od noty, ale z kolei do niej dodawała siła i technika. Dużo matematyki, na która dziewczynka nie miała czasu, musiała dalej jechać program, jakby nigdy nic się nie stało. Wiedziała tylko, że było to tego warte.
Niewiele już zostało do końca, ostatnie kilkadziesiąt sekund utworu, dlatego w pełni skupiła się na swoim baletowym wyszkoleniu i giętkości, przekazując wszystkie uczucia w złożoności jej ruchów.
A później, ostatnia serią piruetów, zakończyła program w finalnej pozie. Stała w niej kilka sekund, po których dopiero mogła przełamać grę.
I przełamała ją wielce. Podskoczyła na lodzie ze szczęścia i wysunęła piąstkę do góry w niebo z największym uczuciem spełnienia. Wylądowała na zawodach podwójny skok! Może nie idealnie, ale wylądowała! Z głośnym śmiechem na ustach kłaniała się na wszystkie cztery strony, po czym ruszyła szybko do bramki.
- WIDZIELIŚCIE! WIDZIELIŚCIE! – wypiszczała niesamowicie przejęta, podskakując nawet, gdy zakładała ochraniacze na płozy. – Odejmą trochę punktów za drugą nogę, ale na pewno dodadzą za technikę! Powinno wyjść na zero więc będzie bazowa! WIDZIELIŚCIE?! – jej myśli goniły jak szalony, gdy prowadzili ją do kiss&cry.
Czekała w małej budce z przejęciem, sędziowie liczyli wszystkie punkty i mnożniki, a mała ściskała w jednej dłoni dłoń trenera, w drugiej Bena, z taką siłą, że aż jej knykcie zbielały.
W końcu byli gotowi ogłosić. Siedmiolatka wstrzymała oddech.
I zaraz wybuchła piskiem, zeskakując z kanapy na równe nogi. Uplasowała się na drugim miejscu, tym samym zrzucając z niego dziewięcioletnią małpę na trzecie. Czekało ich jeszcze trochę przejazdów innych uczestniczek do przesiedzenia, po których finalnie Remy spadła na trzecie miejsce. Och, jakże była wielka jej satysfakcja, że dziewięciolatka spadła z podium.
Remy pozostało już tylko rozciągnąć się po wszystkim, rozmasować mięśnie i zaczekać do końca całych zawodów na rozdanie nagród. I trochę się tego czasu obawiała. Nie z powodu nudy, chętnie oglądała starsze kategorie. Bardziej martwiło ją, co Ben mógł jej powiedzieć – już nie miała jak uciec na lód.
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1531
  Liczba postów : 395
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptySob Mar 04 2023, 15:51;

Uważnie przyglądał się jej buźce, szczególną uwagę poświęcając oczom. Widział, że zrozumiała przekaz. Choć uśmiech nie zszedł jeszcze z jej twarzy, zauważył błysk zawahania. A potem w jej spojrzeniu ujrzał coś, czego jemu samemu brakowało przez większą część życia. Determinację.
Był bardzo ambitny, ale średnio pracowity. Miał zamiar zajmować się tym, w czym miał talent i co przychodziło mu z łatwością. Pomimo tego, że był starszy nie umiał zrozumieć co działo się w głowie Harmony. Młodziutkiej, ambitnej ekstancerki aspirującej do miana zawodowej łyżwiarki. Krew, pot i łzy były dla niej chlebem powszednim. Na licznych treningach musiała wylewać ich hektolitry. Ćwiczyła podczas nich nie tylko mięśnie, hartowała też ducha. Wykazywała się bardziej dojrzałym podejściem do zawodowym planów niż o wiele starszy od niej chłopak. Ona zachowywała się jak osoba dorosła, on jak totalny gówniarz.
I choć wydawało mu się, że jest w stanie wczuć się w jej sytuację - nie był. Wszystko w życiu miał podsunięte pod nos, wykazywał się minimalną dozą zainteresowania swoimi obowiązkami, a jedynym powodem dla którego jego pisanina była poczytna było to, że tworzenie historii to była dla niego ogromna frajda. Więc nie, nie rozumiał Remy i gdy odwróciła od niego spojrzenie, wyklinał ją w głowie pod niebiosa.
Naprawdę, naprawdę się o nią bał. To znaczy o siebie, oczywiście. Pierwszy raz w życiu pomyślał, że może ambicja to nie jest dobra rzecz.
Obserwując Remy sunącą po lodzie, był wręcz nienaturalnie wyprostowany. O ironio, zupełnie jak miał to w zwyczaju jego znienawidzony ojciec. Gdy nagle zmienił się wyraz jej twarzy, znowu uderzyło go to, jaka dobra z niej aktoreczka. W jednej chwili z jej oczy skrzyła się radość, a w drugiej zaś wyraźnie posmutniała. Skupiła się. Spoważniała i z siedmioletniego dziecka przeistoczyła się w dojrzałą arystystkę.
A więc ruszyła, a Ben wodził za nią wzrokiem. Jego ręka odruchowo sięgnęła po różdżkę ukrytą w kieszeni płaszcza. Doskonale wiedział, że przecież nie może czarować w otoczeniu mugoli, ale i tak… dodawało mu to pewności siebie. Obserwował dziewczynę z ustami zaciśniętymi w wąską linię. Skubał kciukiem odstającą skórkę, potem lekko drgnęło mu oko. Jak na mistrza mowy ciała, jak to zwykł siebie nazywać, wyraźnie nad sobą nie panował. Nie zauważył również, jak szybko przepadł.
Ruchy, które Remy opanowała do perfekcji tworzyły piękną choreografię. Płynnie przechodziła z jednej figury do drugiej, wplatając w to skoki i obroty. Wszystkie elementy tego przedziwnego tańca na lodzie tworzyły harmonijną całość. Całe jej ciało było napięte do granic możliwości, nie było mowy o żadnym niezamierzonym ruchu.
Przed kolejnym skokiem, coś niebezpiecznego błysnęło w jej oku.
Gdyby już nie stał, właśnie w tej chwili poderwałby się z miejsca. Miał ochotę krzyknąć, ale się powstrzymał - za wszelką cenę nie chciał jej rozproszyć. Musiał jej zaufać, smarkula wie przecież co robi. Wstrzymał oddech, gdy oderwała się od ziemi. A lądując, jej prawe biodro lekko uciekło w bok. Czy coś poszło nie tak? Nie miał pojęcia, nie znał się na tym. Grunt, że nie spadła i nie uderzyła głową o taflę lodu.
Co prawda nie wiedział, jak miałaby uderzyć się akurat głową, ale strachy w jego głowie zawsze przybierały najmroczniejsze barwy.
Uspokoił się nieco widząc, jak ona sama kończy swoją choreografię, a muzyka milknie. Trochę przestraszył się tych piruetów, ale dla Harmony nie stanowiły one żadnego problemu. Tak mu się przynajmniej wydawało.
Poczuł, że musi zapalić.
Gdy skończyła, rozległy się gromkie brawa. Ben się do nich nie przyłączył, rzadko kiedy dawał upust swoim emocjom, nawet tym pozytywnym. Stał z rękami w kieszeni, nie był już tak bardzo zdenerwowany. I czekał, aż Remy podejdzie do bramek. Gdy usłyszał co powiedziała, wymienił szybkie spojrzenie z trenerem.
- Widzieliśmy, skrzacie. Świetnie sobie poradziłaś. - odpowiedział, nie kryjąc specjalnie autentycznego podziwu jej umiejętnościom. Jako artysta chylił czoło przed innym artystą, po prostu. To, że jej sztuki nie rozumiał wcale a wcale w niczym mu nie przeszkadzało.
Podszedł po prostu za nimi do kiss&cry, nie wiedząc co to za strefa i dlaczego się tak nazywa. Nie sprzeciwiał się, gdy Seaverówna złapała go za rękę. Nie bolało go to, jak mocno go ściskała. I wcale nie ucieszył się, gdy ogłosili ostateczny werdykt. Chociaż tego, że jednak nie był ostateczny dowiedział się dopiero, gdy Harmony spadła z 2. na 3. Ale i tak była chyba zadowolona. To się dla niego teraz liczyło, to znaczy wcale się nie liczyło, Auster, kurwa, uspokój się.
A jednak, przez chwilę miło mu było z myślą, że był dla niej trochę jak starszy brat.
Gdy kilka minut później siedzieli na ławce, czekając na koniec tego cudownego wydarzenia, obserwował ją w milczeniu. Nie był już zły, nie czuł się zawiedziony, ale uznał, że chyba powinien coś powiedzieć. W końcu wcześniej posłał jej takie znaczące spojrzenie.
- Harmony… to było imponujące. Ale chyba nie trzymałaś się skrupulatnie swojego układu? - zapytał retorycznie, wiedząc, że to prawda. Przecież widział całość na próbie. - Mam nadzieję, że było warto. Ryzyko jest fajne, ale mam radę na przyszłość. Zawsze ryzykuj z głową. Czasami trzeba wiedzieć, kiedy się wycofać - rzucił enigmatycznie, nie rozwijając szerzej swojej myśli. Szkoda tylko, że był taki pierdolonym hipokrytą i nigdy by się do niej nie zastosował. Sam ryzykował, gdy postanowił pisać na życie. Ćpać, co popadnie. I ciągle się zadłużając. Nie chciał jednak, żeby dziewczyna popełniła jego błędy. Choć i tak pewnie będzie to robić. Taki już mieli los, kochając sztukę. Będąc na nią wrażliwym nie da się żyć tak, aby się nie sparzyć. No bo skąd potem znaleźć w sobie tę iskrę?
Ale żeby nie zabrzmieć tak surowo, nachylił jej się jeszcze do ucha i szepnął - Szkoda, że nie widziałaś jej miny, jak zajęłaś jej miejsce w tabeli.
Miał oczywiście na myśli dziewięciolatkę, która wcześniej ją popchnęła.
- Jak to się skończy, stawiam kakao. Możesz pić kakao, prawda? A potem wrócimy do twoich rodziców.

______________________


Quiet

when I'm comin' home and I'm on my own
I could lie, say I like it like that, like it like that

Powrót do góry Go down


Harmony Seaver
Harmony Seaver

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 156 cm
C. szczególne : Wiecznie obecny, promienny uśmiech (SeaverSmile™). Często chodzi z łyżwami przewieszonymi przez ramię. Bransoletka z charmsami. Tatuaż na lewym przedramieniu - fiolka zamknięta zwojem, z którego wypływa syrenka, otoczona falami. Blizna w kształcie kluczy nad sercem.
Galeony : 1986
  Liczba postów : 2478
https://www.czarodzieje.org/t21971-harmony-seaver
https://www.czarodzieje.org/t21984-poczta-harmony-seaver#719486
https://www.czarodzieje.org/t21972-harmony-seaver#719257
https://www.czarodzieje.org/t22000-harmony-seaver
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptySob Mar 04 2023, 17:01;

Harmony wyszczerzyła się z radością i rozbawieniem na dźwięk tej uroczej nazwy. „Skrzacie” wypowiadane przez Bena bardzo jej się spodobało i aż uniosła nosek z dumą, że to właśnie jej przypisał taką nazwę. Napuszyła się tym bardziej, gdy usłyszała komplement.
Doskonale wiedziała, że zrobiłam tam na lodzie kawał dobrej roboty! Ale kiedy ktoś ją chwalił, to aż rosła w oczach. W dodatku pochwała od Bena była dla niej dwa razy ważniejsza niż jakakolwiek inna, wszak chciała mu zaprezentować swoje umiejętności i pokazać, że z niej też była artystka! Więc satysfakcja, że udało jej się nie tylko wylądować na podium, ale i w uznaniu młodego mężczyzny była przeogromna.
Gdy emocje zdążyły trochę opaść, a Remy myślała, że ujdzie jej na sucho z jej drobnym zaryzykowaniem (oczywiście na sucho tylko u Bena, doskonale wiedziała, że na następnych ćwiczeniach trener tak jej odda za nieposłuszeństwo, że aż się jej następnym razem by odechciało), student podjął temat. W pierwszej chwili unikała jego spojrzenia, jakby zupełnie nie wiedziała, o czym mówił. Jednak po kilku słowach miała wrażenie, że starał jej się tak dobrą radę. Tego nie mogła ignorować.
- Dzisiaj ryzyko było tego warte – zapewniła go z przejęciem. Chociaż to był pierwszy raz, gdy Ben z nią przyjechał, nie chciała go zawieść. Zrobił tego dnia tyle ważnych dla niej rzeczy, że najzwyczajniej w świecie nie mogła być obojętna na jego słowa. I zależało jej, żeby miał o niej dobre zdanie. – Naprawdę, gdybym nie czuła się na siłach, to bym tak nie skoczyła.
Bała się. Bała się czysto dziecięcym strachem, że straci u niego sympatię. Nie chciała, żeby był przez nią zły czy smutny. A tym bardziej żeby był jej zachowaniem zdegustowany.
Dlatego, kiedy powiedział o ich wspólnym wrogu (bo w jej głowie mieli już wspólnego wroga) dziewięciolatce, uśmiechnęła się złośliwie, a ogniki rywalizacji tańczyły w jej oczach.
- Zobaczę następnym razem! – powiedziała i wysunęła mały palec, żeby złożyć pinky promise z Benem. Jeżeli ten wiedział, czym było pinky promise, wytłumaczyła mu z dziecięcym przejęciem o tym, jak ważna i niezłamywalna była to obietnica.
- Kakao! – ucieszyła się bardzo, szczególnie, że zimno zaczęło do niej trochę docierać.
Była już trochę głodna, po śniadaniu z samego rana a przed zawodami zjadła tylko dwie kostki czekolady, żeby utrzymać wysoką energię bez kosztu pełnego żołądka. Minęło już tak dużo godzin od jej ostatniego posiłku, że już burczało jej w brzuchu. Musieli jednak zaczekać do końca.
Ostatnie kilka występów nawet jej się dłużyło, ale w końcu nadszedł ten moment! Ceremonia dekoracji!
Pierwsza wyszła kategoria Junior Novice.
- Trzecie miejsce w towarzyskich zawodach treningowych, z wynikiem 40,61 zdobywa Harmony Seaver – wypowiedział komentator.
No tak, o tym zarówno rodzice jak i sama Harmony zapomnieli wspomnieć. Były to tylko otwarte zawody towarzyskie, będące ostatnim testem programów i ich prezentacji przed faktycznym rozpoczęciem sezonu. Przynajmniej można było powiedzieć, że dziewczynka była na niego gotowa.

/zt

+
Powrót do góry Go down


Benjamin Auster
Benjamin Auster

Absolwent Slytherinu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 180 cm
C. szczególne : zagojone blizny po cięciach na przedramieniu zakryte zazwyczaj koszulą z długim rękawem
Galeony : 1531
  Liczba postów : 395
https://www.czarodzieje.org/t22014-benjamin-auster
https://www.czarodzieje.org/t22020-skrzynka-bena
https://www.czarodzieje.org/t22013-benjamin-auster#720723
https://www.czarodzieje.org/t22025-benjamin-auster-dziennik#7211
Niania Ben QzgSDG8




Gracz




Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben EmptySob Mar 04 2023, 17:59;

Ryzyko ryzyku nierówne.
Czy miał prawo pouczać Remy, samemu ignorując swoje błędy? Oczywiście, że nie. W jego oczach, był dla niej nikim, bowiem pomimo swojego powierzchownego samouwielbienia, szczerze siebie nienawidził. Nie widział zachwytu wymalowanego w jej spojrzeniu, a może umyślnie go ignorował. Ryzykował, wiążąc się z Patricią. Oberwał. Ryzykował, stawiając na pisanie. Ledwo wiązał koniec z końcem. Ryzykował za każdym razem, gdy obdarzał kogoś zaufaniem. I choć obiecał sobie, że już nigdy, ale to nigdy nie powierzy nikomu swojego serca, oddałby je teraz Harmony na dłoni.
Jego życie wypełniały mrok i cisza, a ona przyniosła mu dzisiaj światło i szczery śmiech. Oczywiście okupił to wysoką ceną, musiał wszak wykłócać się z madkami, dać się umazać szminką i pokonać przez brokat. Ale ilekroć Auster spoglądał z perspektywy czasu w ten dzień, za każdym razem uznawał, że było warto. To dziwne wydarzenie zapoczątkowało najbardziej nietypową przyjaźń, jaką mógł sobie wyobrazić. Miała potem co prawda lepsze i gorsze chwile, ale trwała. Co w jego przypadku było dosyć niespotykane.
- To dobrze - odpowiedział lakonicznie Ben, kiwając ze zrozumieniem głową. - Najważniejsze to znać swoje możliwości.
Odparł Auster-dobra-rada, z satysfakcją obserwując, jak w jej oczach pojawiają się złośliwe ogniki. Nie zepsuj tej dziewczynki, szepnęło Zwątpienie. To dobry dzieciak, a ty nauczysz ją zła.
Mrugnął gwałtownie zaskoczony tą myślą. A potem zobaczył, że Remy wyciąga do niego mały, dziecięcy paluszek. Wysłuchał cierpliwie, czym tak właściwie był mistyczny pakt pinkie promise i z niemałym zawahaniem wyciągnął również swoją dłoń. Jesteś za nią odpowiedzialny dupku. Nie pozwól, aby stała się jej jakakolwiek krzywda.
Poczekał cierpliwie ze swoją podopieczną na zakończenie zawodów. Czuł w kościach, że był to bardzo długi i wyczerpujący dzień. Było jednak warto, pomyślał, gdy ogłosili, że Harmony zajęła miejsce na podium. A potem przeciągle jęknął, bo uświadomił sobie, że usłyszał, że było to zaledwie towarzyskie spotkanie. Spodziewał się, że to nie koniec i miał rację, bowiem w trakcie nauk u Seaverów odwiedził z nią wiele lodowisk. Zdobył wiele medali, przybił wiele piątek i ułożył wiele koków. Ale tego pierwszego razu, gdy ich drogi spotkały się w tych przedziwnych okolicznościach nie zapomni. W końcu to historia o tym, jak zyskał młodszą siostrę, której nie miał szansy przenigdy mieć.
Koniec psot.

/zt

+

______________________


Quiet

when I'm comin' home and I'm on my own
I could lie, say I like it like that, like it like that

Powrót do góry Go down


Sponsored content

Niania Ben QzgSDG8








Niania Ben Empty


PisanieNiania Ben Empty Re: Niania Ben  Niania Ben Empty;

Powrót do góry Go down
 

Niania Ben

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Niania Ben QCuY7ok :: 
retrospekcje
-