Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 strangers on this road we are on

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Zoe Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
C. szczególne : dużo gada, nie zawsze z sensem; pachnie konwaliowymi perfumami
Galeony : -981
  Liczba postów : 311
https://www.czarodzieje.org/t19573-zoe-brandon#581404
https://www.czarodzieje.org/t19575-sowa-zoe#581413
https://www.czarodzieje.org/t19572-zoe-brandon#581405
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptyCzw 26 Maj - 13:16;


Retrospekcje

Osoby: Zoe i @Longwei Huang
Miejsce rozgrywki: Hogsmeade
Rok rozgrywki: marzec 2022
Okoliczności: zapoznanie Zoe i Longweia, nie mam pojęcia co się wydarzy!


Lubiła spacery i często zapuszczała się do Hogsmeade i okolic absolutnie bez celu, żeby tylko poszwendać się po ulicach i pooglądać sklepowe wystawy; czasem lądowała przy okazji w którymś ze sklepów albo cukierni, czasem wpadała przypadkiem kogoś znajomego i towarzyszyła mu w sprawunkach. Tego dnia nikt jednak się jej nie napatoczył, więc szła sama, a skręciwszy po chwili w jedną z mniej uczęszczanych uliczek, stała się nawet jedyną osobą pośród budynków. Zgiełk centrum miasteczka zostawiła za sobą, dookoła zaczynało się robić coraz spokojniej i milej i niewiele brakowało do tego, by odgłos jej kroków był jedynym głośniejszym dźwiękiem. Wtem!
Odgłos stykającej podeszwy podwoił się; ktoś najwyraźniej wyszedł zza rogu, który zdążyła właśnie minąć. Początkowo nie przejęła się tym faktem, szła jak gdyby nigdy nic, ale kiedy przystanęła na moment by obejrzeć pięknie kwitnące na jednym z parapetów kwiatki, odniosła wrażenie że ten ktoś za nią też się zatrzymał. I ruszył wtedy kiedy ona. Przyspieszyła nieznacznie, zwolniła, znów przyspieszyła... Wniosek był prosty: Albo wyobraźnia płatała jej figle albo ktoś postanowił ją śledzić - a ponieważ w życiu jeszcze nie słyszała o przypadku, w którym ktoś kogoś gonił i nie miał niecnych zamiarów, to poczuła ukłucie niepokoju. Kim był ten tajemniczy człowiek? A może to wcale nie człowiek...? Czy to przypadek, że słońce nagle schowało się za chmurami, na zacienionej ulicy zrobiło się natychmiast chłodniej, a zimny wiatr zawył jej złowieszczo do ucha?
A co jeśli to nie żaden łotr tylko dementor?
Z każdą myślą przyspieszyła kroku trochę bardziej, coraz mocniej panikując, zbyt zestresowana by obejrzeć się przez ramię i zoabczyć, kim jest ten potencjalny napastnik; była już gotowa do puszczenia się biegiem, ale na drodze do natychmiastowej ewakuacji stanęła jej krzywa kostka brukowa, podstępnie wystająca z chodnika. Zahaczyła o nią butem i z łoskotem upadła. Fantastycznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Longwei Huang

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : Łagodny uśmiech, blizny na łydce i na plecach
Galeony : 484
  Liczba postów : 254
https://www.czarodzieje.org/t20234-longwei-huang#630705
https://www.czarodzieje.org/t20253-poczta-longweia#631638
https://www.czarodzieje.org/t20251-longwei-huang#631542
https://www.czarodzieje.org/t21405-longwei-huang-dziennik#693068
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptyCzw 26 Maj - 16:02;

Gdyby tylko Longwei wiedział, jakie myśli krążyły po głowie dziewczyny, która szła tuż przed nim, już szybciej odezwałby się do niej. Potrzebował znaleźć aptekę w Hogsmeade, gdyż nie chciał iść do tej w Dolinie, do której zwykł kierować kroki, kiedy potrzebował kolejnych maści. Tym razem nie było inaczej, a poparzone ramię bolało z każdą chwilą mocniej, gdy materiał bluzy ocierał się o nie. Wiedział, że nie powinien był jej zakładać, ale nie chciał, aby inni od razu widzieli, co mu dolega. Problem polegał jednak na tym, że nie znał za dobrze Hogsmeade, czy raczej, nie pamiętał, gdzie jest apteka. Chciał poprosił o pomoc pierwszą osobę, jaką spotka i tym okazała się pewna blondynka.
Niestety, jak na złość, wokół nich nie było nikogo innego, a dziewczyna zdawała się wystraszona. Próbował więc przyspieszyć, aby ją dogonić, ale odkrywał wtedy, że i ona zaczyna iść szybciej. Zwolnił więc, rozglądając się na boki, w poszukiwaniu apteki, nie pamiętając, jakiego zaklęcia mógłby użyć, aby odnaleźć ją szybciej, skupiając się za bardzo na poparzeniu i bólu, który odczuwał. Zauważył niestety, że i nieznajoma się zatrzymała. W końcu Longwei uznał, że zawoła za nią, ale zobaczył, że dziewczyna się przewraca.
- Na Merlina i smocze kurzajki! Nic ci nie jest? – krzyknął, podbiegając do dziewczyny, kucając zaraz obok niej, spoglądając uważnie na jej nogi, podejrzewając, że najmocniej musiały ucierpieć właśnie one. Choć w kolejne po to zaszczytne miejsce mogłaby jeszcze stać duma, gdyby to on tak się przewrócił.
- Tak właściwie chciałem zapytać, czy wiesz jak dostać się do apteki, ale wyglądałaś, jakbyś się mnie wystraszyła… Teraz chyba będziemy oboje jej potrzebować? Longwei Huang – dodał, wyjaśniając nieporozumienie, jakie był pewien, że zaszło, od razu przedstawiając się dziewczynie, wyciągając ku niej rękę, aby pomóc jej wstać.

@Zoe Brandon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zoe Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
C. szczególne : dużo gada, nie zawsze z sensem; pachnie konwaliowymi perfumami
Galeony : -981
  Liczba postów : 311
https://www.czarodzieje.org/t19573-zoe-brandon#581404
https://www.czarodzieje.org/t19575-sowa-zoe#581413
https://www.czarodzieje.org/t19572-zoe-brandon#581405
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptyNie 29 Maj - 19:20;

Zanim całe życie zdążyło jej przelecieć przed oczami, a ona sama - się z nim pożegnać, z ust goniącego ją łajdaka/dementora padło przekleństwo, które mimowolnie skłoniło Zoe do parsknięcia śmiechem. Ktoś, kto w takiej sytuacji wzywał znienacka Merlina i SMOCZE KURZAJKI z pewnością nie mógł być w żaden sposób niebezpieczny, a tak przynajmniej wydedukowała dziewczyna, która nie grzeszyła ani rozumem ani instynktem samozachowawczym i dlatego z miejsca odrzuciła teorię według której idący za nią osobnik stanowił zagrożenie.
- Wszystko w porządku, naprawdę, ja się co pięć sekund o coś rozwalam. Ekhm... Myślałam że jesteś dementorem albo złoczyńcą - przyznała, zerkając pobieżnie na poobijane kolana, które co prawda nie wyglądały najgorzej, ale z pewnością nie zaszkodziłoby im przemycie otarć i jakaś maść albo zaklęcie na stłuczenie; potem przyjrzała się lepiej twarzy rozmówcy i z ulgą stwierdziła, że ma przyjemną i sympatyczną twarz i generalnie dobrze mu z oczu patrzy. Jakby teraz jej powiedział, że ma w piwnicy małe kotki, to by z nim poszła je obejrzeć. Skorzystała z jego dłoni i podniosła się do pionu. - O, dziękuję! Hm... Oczywiście, tak, wiem gdzie jest apteka, znaczy tak oczami wyobraźni to totalnie widzę ten budynek i w ogóle, ale jak tam dotrzeć... rozpoznam po drodze. Razem zawsze raźniej, prawda? Chwila...hmm... myślę, że to może być gdzieś w tamtą stronę - zadecydowała, kierując się w zupełnie przypadkowym kierunku i machając ręką by gestem zachęcić nowego kolegę do pójścia za nią. - A, no tak, ja jestem Zoe, Zoe Brandon, przeogromnie mi miło i bardzo przepraszam że pomyliłam cię z dementorem, totalnie nie wyglądasz jak potwór jakby co. Możemy po prostu uznać że ten mój upadek to nie był efekt desperackiej ucieczki tylko tak zwalił mnie z nóg twój widok - zaproponowała dziarsko, z nadzieją że Longwei nie obrazi się za jej pierwszą reakcję. - Zaraz... Nie potrzebujesz tej apteki jakoś pilnie, prawda? Nie umierasz? Powinniśmy biec albo mam zacząć krzyczeć że potrzebna pomoc? Mogę się wydrzeć bardzo głośno jakby co, ktoś na pewno by usłyszał i pilnie pomógł jeśli na przykład masz teraz zawał czy coś - zaoferowała jeszcze, doskonale świadoma że jeśli będą zdani na tylko i wyłącznie jej orientację to może zająć im trochę czasu - a nie chciałaby mieć życia Longweia na sumieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Longwei Huang

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : Łagodny uśmiech, blizny na łydce i na plecach
Galeony : 484
  Liczba postów : 254
https://www.czarodzieje.org/t20234-longwei-huang#630705
https://www.czarodzieje.org/t20253-poczta-longweia#631638
https://www.czarodzieje.org/t20251-longwei-huang#631542
https://www.czarodzieje.org/t21405-longwei-huang-dziennik#693068
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptyPon 13 Cze - 10:11;

Gdyby tylko wiedział, co pomyślała sobie dziewczyna, od razu zacząłby się śmiać. Ostatecznie przywoływanie smoczych kurzajek nie oznaczało, że nie miał złych intencji, choć akurat w przypadku Longweia takie myślenie było w pełni uzasadnione. Czuł się zawstydzony faktem, że przez niego dziewczyna się wystraszyła i do tego była jeszcze obolała po upadku i zastanawiał się, w jaki sposób mógłby jej to zrekompensować. Nic nie potrafił niestety wymyślić, więc pozostawało wierzyć, że sama coś zaproponuje, gdy tylko porozmawiają przez chwilę.
Słuchał uważnie dziewczyny, nie potrafiąc się nie uśmiechać, gdy tylko okazało się, jak wiele mówi. Mogło to być również z powodu stresu, co zdarzało się wielu osobom, ale i tak było o wiele miłej widziane niż cisza. Jednak w tym, jak przyznawała, że wie, gdzie jest apteka, Longwei wyczuwał niepewność. Prawdę mówiąc, on sam nie wiedział, czy w Hogsmeade jest jakakolwiek. Zakładał, że tak, w końcu komu chciałoby się teleportować każdorazowo do Doliny Godryka, albo na Pokątną. Mimo to nie skomentował słów dziewczyny, upewniając się jedynie, że będzie w stanie iść i jej kolana nie ucierpiały za bardzo.
- Możemy uznać, że powalił cię mój urok - zgodził się, uśmiechając się lekko, mimo wszystko nieco rozbawiony samą sytuacją. Biorąc też pod uwagę fakt, że wokół nich nie było ani jednego czarodzieja, szukanie apteki w towarzystwie Zoe mogło być ciekawym doświadczeniem. Do tego znów poznawał kogoś nowego, a to zawsze było miłe. Zaraz też zakrztusił się powietrzem, gdy usłyszał jej tezę w sprawie jego poszukiwań.
- Nie, spokojnie. Gdybym potrzebował pilnie leczenia teleportowałbym się do Munga. Po prostu nie odskoczyłem odpowiednio szybko, gdy ogniomiot się wkurzył i przypalił mi nieco ramię. Okazało się, że skończyły się moje maści na oparzenia, więc chciałem kupić nową, ale w aptece, do której zwykle chodzę, zaczęli już na mnie dziwnie patrzeć - wyjaśnił, wzruszając lekko ramionami, zdejmując kurtkę z poparzonego ramienia, ukazując założone opatrunki, zdecydowanie wymagające zmiany. - Jak tylko dostanę maści, to nie zostaną mi żadne blizny. W innym przypadku nie będzie tak dobrze… A ty co robisz tutaj o tej porze? - dodał, od razu dopytując o spacer samej Zoe. Kiedy tylko zadał pytanie, miał nadzieję, że dziewczyna nie kierowała się właśnie do swojego domu, bo to naprawdę byłoby niezręczne.

@Zoe Brandon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zoe Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
C. szczególne : dużo gada, nie zawsze z sensem; pachnie konwaliowymi perfumami
Galeony : -981
  Liczba postów : 311
https://www.czarodzieje.org/t19573-zoe-brandon#581404
https://www.czarodzieje.org/t19575-sowa-zoe#581413
https://www.czarodzieje.org/t19572-zoe-brandon#581405
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptyNie 26 Cze - 16:48;

Odetchnęła z ulgą, gdy rozmówca zapewnił, że nie jest ciężko ranny i nie muszą desperacko gnać po pomoc, bo to oznaczało, że mogli sobie pozwolić na niespieszny spacer i miłą pogawędkę; pokiwała głową na jego słowa i dopiero po kilku sekundach, jakby z opóźnieniem rejestrując to co powiedział, prawie podskoczyła w miejscu.
- Czekaj, co? OGNIOMIOT? O g n i o m i o t w sensie dosłownie chińska rasa smoka czy masz jakiegoś narwanego kumpla o takiej ksywie i potraktował cię Incendio? - musiała się upewnić, że na pewno dobrze się rozumieją, bo wizja rozmowy z kimś, kto miał kontakt z najprawdziwszym smokiem, była dla niej niesamowicie ekscytująca, a zarazem dosyć nieprawdopodobna - a przynajmniej jej do tej pory nie zdarzyło się spotkać nikogo, kto miałby styczność z tymi stworzeniami. - Jeśli mówisz o smoku, to chcę wiedzieć wszystko! Spotkałeś go przypadkiem? Zaraz, skoro tak często bywasz w aptece... No nie mów, że masz własnego! Ale super... Znaczy, ten opatrunek nie wygląda dobrze, tego aspektu serdecznie współczuję... - zerknęła na niego z bardziej poważnym wyrazem twarzy, żeby sobie nie pomyślał, że reaguje tak entuzjastycznie na wieści o jego wypadku i bólu, bo przecież absolutnie tak nie było. - Hej, blizny podobno dodają męskości, czy coś... Nie żeby ci brakowało, oczywiście! No, w każdym razie, jak nie znajdziemy apteki, to pójdziemy do spożywczaka i kupimy ogórka, Podobno świetnie działa na poparzenia, no a nawet jak nie to zrobisz sobie mizerię do obiadu. Ja lubię, dawno nie jadłam w sumie, a ty? - zboczyła nieco z tematu i zboczyła również z ulicy, którą szli, wskazując Longweiowi ręką, że czas skręcić w lewo. - Co ja tu robię... Uh... - zerknęła na wnętrze dłoni, na której rozmazanym już nieco tuszem miała zapisane parę słów. - Aa, no tak, byłam kupić prezent dla babci, ma niedługo imieniny. Mówię ci, jak się ma dużą rodzine, to jest po prostu dramat, co sekundę ktoś coś świętuje, no nie sposób spamiętać! Też tak masz? - opowiadała, wyjmując z płóciennej torby elegancko zapakowaną świeczkę żeby mu pokazać - Zobacz, takie coś, podobno tak zaczarowana, że pachnie twoim najpiękniejszym wspomnieniem... Mam nadzieję, że babcia poczuje zapach własnej młodości, przypomni sobie jak to było mieć naście lat i przestanie tyle zrzędzić - stwierdziła, a kiedy chowała gadżet z powrotem, wydobyła przy okazji cytrynowe dropsy i podsunęła towarzyszowi. - Chcesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Longwei Huang

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : Łagodny uśmiech, blizny na łydce i na plecach
Galeony : 484
  Liczba postów : 254
https://www.czarodzieje.org/t20234-longwei-huang#630705
https://www.czarodzieje.org/t20253-poczta-longweia#631638
https://www.czarodzieje.org/t20251-longwei-huang#631542
https://www.czarodzieje.org/t21405-longwei-huang-dziennik#693068
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptyCzw 30 Cze - 21:01;

Prawdę mówiąc, Longwei nie był w stanie przypomnieć sobie, czy zna jeszcze jakąś osobę tak rozgadaną, jak nowo poznana Zoe. Wpatrywał się w nią z lekkim uśmiechem na twarzy, jakby była nowym okazem smoka, zastanawiając się, czy ona zawsze tyle mówiła i to z tak wyraźnymi emocjami, czy jedynie kiedy się stresowała, albo była w szoku. Podejrzewał, że mimo wszystko w dalszym ciągu mogła jeszcze czuć, skoro tak bardzo wystraszyła się go niewiele wcześniej. Choć mógł się mylić, co przemknęło mu przez myśl, gdy zobaczył jej reakcję na smoka, samemu czując od razu cień ekscytacji, że ktoś reaguje podobnie do niego na wzmiankę o tych pięknych stworzeniach.
- Jestem opiekunem smoków dla Ministerstwa Magii - odpowiedział z dumą w głosie, jednocześnie zaprzeczając, jakoby posiadał ogniomiota na własność. Inna sprawa, że będąc opiekunem, czy treserem smoków, można było mówić, że ma się te bestie na własność. Longwei właściwie czuł się, jakby były jego dzieciaczkami, którymi należało się opiekować. Taki dom dziecka dla smoków. - W każdym razie czasem są wyjątkowo rozdrażnione i zdarza im się zionąć ogniem, choć tak naprawdę nie chcą zrobić nam krzywdy. Po prostu tak pokazują, że nie chcą czegoś, albo że wolą być same i należy to uszanować, ale nie wtedy kiedy trzeba podać im lekarstwo. Nawet nie wiesz, jak śmierdzi gnijąca skóra pod łuskami, jeśli w trakcie walk o hierarchię zrobią sobie krzywdę. No a wtedy oczywiście to opiekun jest zły, że w ogóle dotyka takich miejsc i jeszcze nie pozwala przegonić uzdrowiciela… No więc czasem z pyskami się nie dogaduję i kończę z poparzeniami, albo złamaniami i wtedy albo szukam apteki, albo uśmiecham się do pracujących w Mungu uzdrowicieli - odpowiedział Longwei nieznacznie rozgadując się na temat smoka, a jego ciemne oczy błyszczały wesoło. Zwykle nie mówił wiele, ale były tematy, przy któych brakowało mu słów, aby odpowiednio opisać to, co chciał powiedzieć i smoki były jednym z nich. Właściwie jedynym.
- Nie wiem, czy dodają blizny męskości, ale zdecydowanie utrudniają funkcjonowanie, kiedy ni z tego niż owego zaczynają swędzieć, albo boleć przy zmianie pogody i obawiam się, że nie wiem, czym jest mizeria, więc nie wiem, czy lubię - dodał jeszcze, nim Zoe wyciągnęła świeczkę, której przyglądał się z lekkim uśmiechem na twarzy. Rzeczywiście była ładna, ale… Po co ludziom były ozdobne świeczki? Zdjęcia smoków zdecydowanie były lepszą ozdobą pomieszczenia, jednak nie powiedział tego na głos, nie chcąc wyjść na większego dziwaka, niż z pewnością wychodził.
- Mam dość małą rodzinę, więc łatwo mi spamiętać urodziny wszystkich, ale wiem, jak kłopotliwe może być poszukiwanie prezentu - odpowiedział pojednawczym tonem, częstując się cytrynowym dropsem. - A ty? Masz jakiś wymarzony prezent, który chciałabyś dostać na swoje urodziny? - spytał nagle, uśmiechając się łagodnie do Zoe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zoe Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
C. szczególne : dużo gada, nie zawsze z sensem; pachnie konwaliowymi perfumami
Galeony : -981
  Liczba postów : 311
https://www.czarodzieje.org/t19573-zoe-brandon#581404
https://www.czarodzieje.org/t19575-sowa-zoe#581413
https://www.czarodzieje.org/t19572-zoe-brandon#581405
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptyNie 10 Lip - 16:55;

Kiedy usłyszała, czym zajmuje się jej nowy kolega, miała wrażenie, że szczęka opadnie jej do samej ziemi. Kto by pomyślał, że na zwyczajnym, nudnym spacerze po sprawunki w Hogsmeade przypadkowo spotka kogoś t a k fascynującego? Może powinna zagrać w czarolotka, bo zdecydowanie tego dnia dopisywało jej jakieś wybitne szczęście; słuchała towarzysza jak zaczarowana, kiedy dla odmiany to on się rozgadał, i chociaż w międzyczasie do głowy wpadało jej tysiąc pytań, na które natychmiast chciałaby poznać odpowiedź, pilnowała niecierpliwego języka i trzymała go za zębami, bo jednocześnie nie chciała mu przerywać.
Nagle jej własne życie wydało jej się żałośnie nudne i w ogóle absolutnie beznadziejne.
Co to za frajda, spojrzeć przez teleskop albo rozsadzić czyrakobulwę w porównaniu do tego, co robił Longwei?
- Wyobrażam sobie... każda miłość do innego stworzenia wymaga poświęceń, a do takich niepokornych bestii to tym bardziej - stwierdziła, choć słowo jakim określiła smoki wcale nie wybrzmiało pejoratywnie w jej ustach, a niemalże pieszczotliwie; wiedziała, że są niebezpieczne, ale nigdy nie uważała ich za potwory. Zerknęła na Huanga z ukosa, zastanawiając się przez ułamek sekundy, czy wypada tak zadręczyć go pytaniami, i szybko doszła do wniosku, że pewnie nie, ale jeśli zacznie mu to przeszkadzać, to pewnie każe jej się zamknąć i wtedy da mu spokój. Nabrała powietrza.
- Będziesz tak miły i opowiesz mi coś jeszcze? Jakie to uczucie, stanąć oko w oko ze smokiem? Byłeś kiedyś świadkiem, jak walczą? Naprawdę są takie inteligentne, jak się o nich mówi? Rozpoznają cię, cieszą się jak przychodzisz? Ile ich macie pod opieką? Masz jakiegoś ulubionego? - musiała przerwać, bo skończył jej się tlen, a zorientowawszy się, ile pytań zadała na raz, uśmiechnęła się przepraszająco do najprawdopodobniej przytłoczonego mężczyzny. - Wybacz! Nie chciałam cię przesłuchiwać. Po prostu... to szalenie ciekawe. Pewnie wszyscy w kółko cię wypytują, co?
Gdyby powiedział na głos swoją teorię o tym, co stanowi najlepszy wystrój wnętrz, pewnie bardzo by się ubawiła, próbując wyobrazić sobie własną babcię w otoczeniu obramowanych w złote zdobienia podobizn smoków i natychmiast pożałowałaby, że nie wpadła na taki pomysł, choćby po to, żeby zobaczyć minę obdarowanej. Ona osobiście bardzo by się z takiego bibelotu ucieszyła. Na razie jednak pozostało jej cieszyć się ze świeczki.
- Ogórki z octem. Brzmi niepozornie, ale naprawdę smaczne. Mała rodzina, mówisz? A masz rodzeństwo? Ja nie, wyobraź sobie - milion pięćset Brandonów na świecie a los poskąpił mi brata czy siostry. Żenada. No, w każdym razie zazdroszczę, że nie masz takich problemów... chociaż pewnie masz inne, jak to w życiu. Mniejsza o to - paplała, rozgryzając owocowego dropsa i uśmiechnęła się pod nosem, kiedy padło pytanie bardzo w stylu tego, które sama mogłaby komuś znienacka zadać. Niestety, odpowiedź na nie nie była wesoła i przyjemna.
- Jasne, że mam... tak bardzo wymarzony, że totalnie niemożliwy do spełnienia. Chciałabym Kamień Wskrzeszenia. Jakbyś miał jakiś na zbyciu, to urodziny mam w Sylwestra - zażartowała od razu, jakby w obawie że jej marzenie o rozmowach ze zmarłymi mogłoby być zbyt ponure do lekkiego tonu rozmowy i natychmiast odbiła piłeczkę, szczerze zainteresowana odpowiedzią: - A ty? Jajo smoka na własność? - próbowała odgadnąć, posyłając mu szerszy uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Longwei Huang

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : Łagodny uśmiech, blizny na łydce i na plecach
Galeony : 484
  Liczba postów : 254
https://www.czarodzieje.org/t20234-longwei-huang#630705
https://www.czarodzieje.org/t20253-poczta-longweia#631638
https://www.czarodzieje.org/t20251-longwei-huang#631542
https://www.czarodzieje.org/t21405-longwei-huang-dziennik#693068
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptyWto 12 Lip - 15:52;

Longwei, nie tracąc uśmiechu z twarzy, pokiwał lekko głową, zupełnie nie przejmując się określeniem, jakiego Zoe użyła mówiąc o smokach. Przywykł do tego, że niektórzy nazywali je bestiami, czasem nawet gorzej, ale w ustach blondynki to słowo nabrało miękkiego wydźwięku, jakby i ona je uwielbiała. Najwyraźniej się nie mylił się w sprawie jej sympatii do smoków, gdy po chwili został zasypany gradem pytań. Dziewczyna była przy tym naprawdę urocza, sprawiając, że Longwei zaśmiał się cicho, próbując zasłonić usta zwiniętą w pięść dłonią. Nie mógł nic poradzić na to, że Zoe go rozczulała, sprawiając, że zapominał mimo wszystko o odczuwanym bólu. To było nawet dobre, gdyż mógł skupić się na czymś innym, w czasie, gdy szukali apteki, dzięki czemu droga, którą obrali wydawała się krótsza.
- Nikt nie wypytuje mnie z takim entuzjazmem, więc odpowiem na wszystko bez ociągania – zapewnił dziewczynę, uśmiechając się do niej ciepło. – Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że mam jakiś ulubiony gatunek smoka, ale jest kilka gatunków, przy których czuję się pewniej, niż przy takim rogogonie węgierskim. Mówię tu o spokojnych walijskich zielonych, chilijskie zębacze są także przyjemne, choć może ja mam do nich sentyment, no i są piękne antypodzkie opalookie. Tych nie ma wiele, więc szczególnie zwracamy na nie uwagę, aby zaraz nie stanowiły części podręcznika Historii Magii. Nawet udało się, że jedno maleństwo się wykluło na wzgórzach smoków. Jakie uczucie stanąć z nimi oko w oko? Dla mnie to coś niesamowitego. Mieszanka wielu emocji od wzruszenia, do naturalnego odruchu, aby uciec w obliczu tak dużych i groźnych stworzeń. Jest to coś na pewno niezapomnianego i nie mogę powiedzieć, żebym już się przyzwyczaił do pracy z nimi. Są diabelnie inteligentne i boję się, co mogłyby powiedzieć, gdyby mogły mówić. Jednak złość potrafi i ich zaślepić, ale co się dziwię, gdy czarodzieje także tracą głowę pod wpływem gwałtownych emocji. Czy rozpoznają… Tego nie jestem pewien. Znaczy, na pewno, bo na uzdrowicieli reagują ostrzej, ale czy się cieszą na mój widok? To nie psidwaki, nie zdoła się ich udomowić, ale nie uciekają ode mnie i nie okazują wrogości, a to już coś – odpowiedział wyczerpująco, mając nadzieję, że to wystarczy Zoe jako początek wiedzy na temat jego pracy. Uwielbiał to, co robił i nie wyobrażał sobie, aby miał pracować w innym miejscu, ale nie każdy musiał podzielać jego zdanie. Wnioskował jednak, że akurat w przypadku poznanej dziewczyny nie musiał przejmować się niezrozumieniem, czy czymś gorszym.
Obserwował ją, gdy tłumaczyła mu, czym była owa mizeria, dochodząc do wniosku, że takich smaków jednak nie znał i nieco obawiał się kosztować. Nie powiedział tego na głos, nie mając nawet możliwości wbić się pomiędzy kolejne zdania Brandon, która coraz bardziej zdawała się mówić bez chwili przerwy, jakby nie potrzebowała oddychać. Jak dziecko ciekawe świata, które ma wrażenie, że czasu mu nie starczy, aby poznać uroki otaczającego go świata. Było to naprawdę ciekawe, nic więc dziwnego, że Longwei nie potrafił oderwać od niej spojrzenia. Zmarszczył jednak nieznacznie brwi, gdy usłyszał, jaki prezent był jej wymarzonym. Nie był to przedmiot, który co drugi czarodziej wymieniał z listy "muszę mieć" i był pewien, że kryła się za tym większa historia, ale ponieważ dopiero się poznali, nie uważał, aby mógł o to pytać.
- Dość niecodzienne pragnienie, przyznaję. A ja… Cóż, jajo smoka byłoby zbyt ryzykowne. Potrzebowałbym ogromny teren aby miał miejsce dla siebie i żeby przypadkiem nie zapolował na jakiegoś innego czarodzieja, czy mugola. Jednak… Chciałbym mieć całą kolekcję smoczych figurek. O dziwo, jeszcze nie zdobyłem wszystkich - odpowiedział, wzruszając lekko zdrowym ramieniem. - Chętnie też zobaczyłbym je w naturalnym dla nich otoczeniu, ale o to już o wiele ciężej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zoe Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
C. szczególne : dużo gada, nie zawsze z sensem; pachnie konwaliowymi perfumami
Galeony : -981
  Liczba postów : 311
https://www.czarodzieje.org/t19573-zoe-brandon#581404
https://www.czarodzieje.org/t19575-sowa-zoe#581413
https://www.czarodzieje.org/t19572-zoe-brandon#581405
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptyCzw 28 Lip - 10:05;

- Z taką pasją o tym opowiadasz, że mogłabym słuchać bez końca - skomentowała z nutą rozmarzenia w głosie, bo kiedy Longwei odpowiadał cierpliwie na jej pytania, ona oczami wyobraźni roztaczała dookoła siebie wizję przemierzania rumuńskich stepów w towarzystwie majestatycznych smoków i w jej głowie była to naprawdę piękna scena - Antypodzki opalooki... Duszę bym oddała, żeby zobaczyć takiego na żywo. Co za ulga, że udało wam się je rozmnożyć, i jaka okropna tragedia, że jest ich coraz mniej... - odparła przejęta, bo wymieniona przez mężczyznę rasa była po prostu urzekająca, przynajmniej na ilustracjach podręczników, które widziała - I w ogóle, to fantasycznie że istnieją ludzie którym tak zależy na dobrobycie smoków, chociaż przecież tyle osób uważa je za krwiożercze potwory. Uważam, że to bardzo szlachetne takie. I niesamowite - dodała, nie kryjąc wzrastającego z każdym jego słowem podziwu dla jego profesji, odwagi i w ogóle osoby. Zaśmiała się pod nosem na komentarz chłopaka o inteligencji stworzeń - Wyobraź sobie tylko, gdyby potrafiły mówić! Nie musiałyby wtedy straszyć ludzi ogniem, wystarczyłyby ich cięte riposty. Ciekawe ile mądrości by nam przy okazji... Marzy mi się w ogóle czar, który umożliwiałby mówienie zwierzętom. Czy to nie byłoby wspaniałe? Może wtedy niektórzy zaczęliby traktować je wreszcie jak równych sobie. Gdybym była wystarczająco zdolna, to bym takie zaklęcie wynalazła - podzieliła się z nim tym pomysłem, który wydawał się jej równie wspaniały odkąd go wymyśliła, czyli jakichś dziesięciu lat; niestety, doskonale wiedziała że ma zerowe szanse na to by go zrealizować.
Longwei bardzo rozsądnie - dużo bardziej niż ona i jej wymysły - odpowiedział na jej pytanie o wymarzony prezent, co skwitowała szerokim uśmiechem. Marzenie może było przyziemne, ale za to jakie proste do spełnienia!
- No to... kiedy masz urodziny i jakich smoków ci brakuje? - zainteresowała się - Jak tylko jakiś wpadnie mi w ręce, z przyjemnością ci go sprezentuję. Czasem w Hogwarcie można znaleźć różne perełki, smoki, jakieś maskotki, ot tak! Ale pewnie sam doskonale pamiętasz - stwierdziła, bo nie wyglądał wcale na dużo starszego od niej. Musiał być absolwetnem od raptem kilku lat.
Zakręciła za kolejny róg, kompletnie już nie mając pojęcia gdzie się znajdują i... ku jej sporemu zdziwieniu, znaleźli się tuż przy aptece. Aż dziarsko klasnęła w dłonie z radości.
- O! Bardzo proszę! Kto by pomyślał, jednak trafiłam. Chociaż z tego co widzę... - rozejrzała się dookoła pobieżnie i rozpoznając w oddali miejsce, w którym niedawno była -... To chyba zrobiliśmy wielkie kółko, zamiast po prostu iść do przodu. No, ale spacer był bardzo przyjemny, więc nic nie żałuję - roześmiała się z własnego rozgarnięcia, bo nie zamierzała się przecież martwić, że nadłożyli drogi. - Jak twoje ramię? Przeżyłeś tą niepotrzebną podróż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Longwei Huang

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : Łagodny uśmiech, blizny na łydce i na plecach
Galeony : 484
  Liczba postów : 254
https://www.czarodzieje.org/t20234-longwei-huang#630705
https://www.czarodzieje.org/t20253-poczta-longweia#631638
https://www.czarodzieje.org/t20251-longwei-huang#631542
https://www.czarodzieje.org/t21405-longwei-huang-dziennik#693068
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptyPią 29 Lip - 20:20;

- Zagrożony gatunek i prawdę mówiąc, nie wiem, czy gdzieś w dziczy żyją jeszcze ich przedstawiciele, czy już tylko w hodowlach. To nie jest dobre, ale przynajmniej mamy większą możliwość spróbować je rozmnożyć. Kto wie, może uda się nam uratować ich populację, choć tak naprawdę nie wiem, jak długo można krzyżować spokrewnione ze sobą osobniki. Nie pamiętam tego z żadnych ksiąg, więc muszę bardziej poszukać i obserwować. Ostatecznie nie chciałbym, aby ceną zwiększania populacji antypodzkich okazały się wady genetyczne, czy karłowatość. Wyobrażasz sobie smoka karła? – wtrącił z wyraźnym zmartwieniem na swojej twarzy. Dla niego każdy gatunek był ważny i należało o nie dbać, choć jednocześnie wiedział, że powoli tracili możliwość powiększania terenów dla smoków, gdy mugolska cywilizacja wkraczała coraz bardziej w ich świat, gdzie mugole zabierali każdy wolny kawałek ziemi na swoje miasta i betonowe dżungle. Prawdę mówiąc, Longwei obawiał się, że za niedługo ich zaklęcia, które miały odstraszać niemagicznych, okażą się niewystarczające.
Uśmiechnął się ciepło do dziewczyny, gdy tylko zdradziła, jakie jest jej marzenie. Nie widział w nim niczego złego, a i nie znał jej na tyle, aby chcieć ją zniechęcić. Nic więc dziwnego, że pokręcił głową, jakby chciał jej przerwać.
- Jeszcze masz przed sobą trochę nauki, więc warto wykorzystać ten czas, próbując dążyć do spełnienia tego marzenia, zamiast zastanawiać się, co by było, gdyby się jednak spróbowało. Pamiętaj, że lepiej dać z siebie wszystko i nie odnieść sukcesu, niż nie spróbować wcale i żałować, że straciło się szansę – powiedział łagodnie, po chwili uśmiechając się z nieznacznie przekrzywioną głową. – Inna rzecz, że nie uważam, aby część stworzeń zniżyła się do poziomu ludzi, aby z nami rozmawiać. Są gatunki stworzeń, które mają lepiej rozwinięte poczucie więzi, dla których nie istnieje coś takiego jak zdrada, która z kolei jest częsta u ludzi. Gdyby chciały z nami rozmawiać, myślę, że nie usłyszelibyśmy niczego dobrego, ale rzeczywiście, byłoby to coś niesamowitego, móc z nimi porozmawiać – wyznał, mając nadzieję, że dziewczyna nie uzna jego słów za zbyt ostre, albo co gorsza, że nie uzna, że w takim razie nie warto próbować. Sam czar byłby czymś na pewno niesamowitym i pozwalałby właścicielom rozmawiać ze swoimi pupilami. On sam bał się jednak usłyszeć od smoków, że zastanawiają się, jak smakowałby surowy, a jak lekko podpieczony.
- Chyba wszystkich z nowej serii? Planuję kupić sobie chilijskiego zębacza jako kolejnego, a tak to brakuje mi… Rogogona, walijskiego, chińskiego ogniomłota nawet nie mam, a pewnie powinienem przez wzgląd na częściowe pochodzenie – stwierdził, kręcąc lekko głową, ale nie komentował jej słów. Nie musiała mu żadnej z figurek kupować i podejrzewał, że zdąży się im kontakt rozluźnić, jak to zwykle bywało, nim będzie mieć urodziny, ale nie widział też powodu, dla którego miałby nie udzielić jej odpowiedzi. Zaraz też podał jej datę swoich urodzin, nie biorąc nawet pod uwagę, że urocza blondynka mogła specjalizować się w czarnej magii. Była na to zbyt niewinna.
Niewiele później i on zdziwił się, widząc aptekę. Nie zauważył, jak długo szli, ale i on dostrzegł, że musieli zatoczyć koło. Nie przeszkadzało mu to jednak, choć ramię odezwało się większym bólem, gdy tylko znów się na nim skupił.
- Nie ma z nim gorzej, niż już bywało, więc nie ma się czym martwić. Jeśli chcesz, mogę ci później napisać, czy przeżyłem, czy zostałem jednorękim opiekunem – powiedział, wyciągając z kieszeni niewielką książeczkę, podsuwając jej, wyraźnie niepewnie, wizbooka, aby mogła dodać się do jego znajomych. Była to zwykła propozycja, ale wiedział, że nie musi się zgadzać i nie chciał wyjść na kogoś gorszego, niż wyszedł na początku ich poznania się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zoe Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
C. szczególne : dużo gada, nie zawsze z sensem; pachnie konwaliowymi perfumami
Galeony : -981
  Liczba postów : 311
https://www.czarodzieje.org/t19573-zoe-brandon#581404
https://www.czarodzieje.org/t19575-sowa-zoe#581413
https://www.czarodzieje.org/t19572-zoe-brandon#581405
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptySro 3 Sie - 9:39;

- No tak... Nie macie łatwego zadania - przyznała, wyraźnie zmartwiona i przejęta niezbyt optymistycznymi prognozami chłopaka - pierwszy raz miała okazję usłyszeć nie tylko o pozytywnych, ekscytujących stronach pracy w smoczym rezerwacie, na których skupiało się większość opowieści, ale też o ciążących na opiekunach problemach. - Ale mam nadzieję, że wam się uda! Musi się udać - zapewniła gorliwie, bo cóż innego mogła zrobić niż wyrazić wiarę, że poradzi sobie w tej trudnej sytuacji? Nie znała go, ale z tej krótkiej rozmowy zdążyła już wywnioskować, że to mądry, rozważny i zaangażowany w swoją pasję człowiek o wielkim sercu do magicznych stworzeń - kto więc, jeśli nie ktoś taki, miałby odnieść sukces i odratować topniejącą populację smoków?
Paradoksalnie, zaraz po tych optymistycznych słowach... zwątpiła sama w siebie. A to głównie dlatego, że była świadoma swoich wad i wiedziała, że w jej przypadku porywanie się na ambitne cele byłoby zwyczajnie bezsensowne i nie miałoby prawa się udać. Słowa Longweia, musiała przyznać, były jednak całkiem krzepiące. Gdyby role były odwrotne, powiedziałaby jemu dokładnie to samo.
- Naprawdę tak myślisz? To miła odmiana od "daj spokój, szkoda zachodu", które często słyszę - głównie z ust dziadków, skrzętnie torpedujących jej wszelakie wybiegające poza schemat pomysły. Uśmiechnęła się do rozmówcy i podjęła temat, zadowolona że jej nie wyśmiał i nie potraktował pobłażliwie: - Gdyby tylko chciały, masz rację... Wiesz. Może to nie byłoby nic złego, gdybyśmy usłyszeli od nich niekoniecznie przyjemne rzeczy, może wtedy ludzie by sobie przemyśleli pewne kwestie, przypomnieli że to my tu jesteśmy gośćmi i nie powinniśmy się tak panoszyć kosztem tych wszystkich zwierząt... uh... - zbulwersowała się nieco, skupiając głównie na kwestiach nieodpowiedniego traktowania stworzeń przez ludzi, a nie ich ewentualne mordercze zapędy - tej opcji zwyczajnie nie wzięła pod uwagę.
Zanotowała w myślach zarówno datę urodzin nowego znajomego i jego życzenia, postanawiając że nawet jeśli ta przypadkowa znajomość nie doczeka się kontynuacji, w której mogłaby mu smoka rzeczywiście sprezentować, to nic nie stoi na przeszkodzie, by w dniu urodzin nie wysłać mu kartki z życzeniami lub przynajmniej nie poświęcić miłej myśli; zaraz jednak, tuż po tym jak dotarli do celu i nadszedł czas zakończenia rozmowy, okazało się że Longwei wcale nie ma chęci owej znajomości urywać.
Rozpromieniła się jeszcze bardziej, odbierając od niego książeczkę.
- Napisz koniecznie! Będzie mi bardzo przyjemnie - powiedziała, entuzjastycznie wyszukując swój profil i klikając w zaproszenie. - Bardzo proszę! W takim razie uciekam, skoro już jesteś w bezpiecznych rękach pań z apteki. O, a jakbyś miał ochotę na osłodzenie bólu, to tam naprzeciwko jest fenomenalna cukiernia, z całego serca polecam cytrynowe eklerki. Trzymaj się! Do... napisania? - pożegnała się, oddawszy mu wizbooka że szczerą nadzieją, że ten rzeczywiście jeszcze kiedyś się z nią skontaktuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Longwei Huang

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : Łagodny uśmiech, blizny na łydce i na plecach
Galeony : 484
  Liczba postów : 254
https://www.czarodzieje.org/t20234-longwei-huang#630705
https://www.czarodzieje.org/t20253-poczta-longweia#631638
https://www.czarodzieje.org/t20251-longwei-huang#631542
https://www.czarodzieje.org/t21405-longwei-huang-dziennik#693068
strangers on this road we are on QzgSDG8




Gracz




strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on EmptySro 3 Sie - 21:12;

Longwei uśmiechnął się ciepło do dziewczyny, zastanawiając się nad tym, o czym rozmawiali. Miło było słyszeć, że ktoś w nich wierzy, gdy większość ludzi miała smoki za bestie, które należało wytępić, niczym szkodniki. Wyraźnie jednak Zoe, nowo poznana promienna osóbka, nie wpisywała się w schemat typowej czarownicy tych czasów. Podobało mu się to, co myślała o zwierzętach, jak podchodziła do możliwości rozmów z nimi, czy jak po prostu z nim rozmawiała. Była kimś, z kim chciało utrzymać się dłuższy kontakt, tym bardziej ucieszył się, gdy zgodziła się na dodanie do znajomych na wizbooku. Dzięki temu mieli ułatwiony kontakt i mogli tym razem umówić się na wspólne poszukiwanie prezentów, czy rozmowy o wszystkim i niczym. Raz jeszcze podziękował jej za pomoc, zapewniając, że jego ramię nie było w tak ciężkim stanie, po czym pożegnał się z dziewczyną, wchodząc do apteki.

koniec wspomnienia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

strangers on this road we are on QzgSDG8








strangers on this road we are on Empty


Pisaniestrangers on this road we are on Empty Re: strangers on this road we are on  strangers on this road we are on Empty;

Powrót do góry Go down
 

strangers on this road we are on

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: strangers on this road we are on QCuY7ok :: 
retrospekcje
-