Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Most

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 16 ... 27, 28, 29
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4484
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Most   Sob Cze 12 2010, 14:22

First topic message reminder :


Most
Wiszący most łączy jeden z dziedzińcowy z błoniami, a dokładnie z Kamiennym Kręgiem. Most zbudowany jest z drewna, a dach dodatkowo pokrywa jeszcze słoma. Jest tak stary, że gdyby nie podtrzymująca go magia już dawno by się rozwalił. Przy samym końcu znajduje się mały balkonik z kamienną ławką.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Ely, Anglia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 55
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13483-chiara-beatrice-accardo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13489-relki-srelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13497-filipek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13490-chiara-b-accardo#359212




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Czw Paź 13 2016, 23:36

Chiara nigdy nie zapominała kim dla siebie są, jednak zawsze sądziła, że Dulce przesadza. Szuka na siłę problemów, zamiast je rozwiązywać i sprawia wrażenie jakby...chciała mieć wrogów. I to jak najwięcej, bo nawet gdy Gryfonka chciała zakopać topór wojenny i nieraz, nie dwa podchodziła do Miramon, ta udawała, że jej nie widzi, nie chciała z nią gadać lub robiła takie właśnie sceny. Chiara spojrzała się na młodszą dziewczynę z politowaniem i pokręciła głową z dezaprobatą.
-Oj Dulce, zawsze zastanawiało mnie twoje dziwaczne podejście do życia. -Uśmiechnęła się nieco złośliwie, ale tylko troszkę. Nie chciała bowiem wyglądać na znowu nie wiadomo jaką wredną, jest przecież miłą osóbką, ale naprawdę zadziwiała ją ta dziewczyna. -Człowiek chce się z tobą pogodzić, spokojnie porozmawiać, a ty go masz w totalnej dupie i wciąż robisz z siebie osła ofiarnego. -Westchnęła i spojrzała na drewniany most. Mimowolnie uśmiechnęła się, tym razem sama do siebie. Lubiła to miejsce. Często przychodziła tu kiedy uczęszczała jeszcze do Hogwartu, mimo, że nie jest jakieś wybitnie piękne. Podobał jej się jednak klimat starego mostu i piękny widok, który rozciągał się, gdy stanęło się obok barierki. Teraz jednak siedziała na ziemi i cóż...niewiele widziała.
-Dorośnij. Czasu nie cofniesz, przeszłości nie zmienisz, ale możesz zapobiec stwarzaniu sobie wrogów. Chociaż mam wrażenie, że tą formę aktywności opanowałaś do perfekcji. -Spojrzała się na nią spode łba i odgarnęła włosy z twarzy. Żałowała, że ich nie spięła, ostatnio zaczęły ją dziwnie irytować. -Cóż, gdyby nie ja, to być może do teraz leżałabyś na środku mostu i nikt by Cię nie zauważył, więc jakieś głupie dzięki by się przydało, ale co ja tam wiem. -Podniosła ręce jakby chciała powiedzieć poddaje się i wzruszyła ramionami. W sumie czego się spodziewała?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 530
  Liczba postów : 436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12988-dulce-reina-miramon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13011-relacje-dulci#349359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13012-poczta-dulce#349360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13013-dulciowy-kuferek-magicznosci#349367




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Sob Paź 15 2016, 09:29

Były tu same, zupełnie same, cholera niedobrze. Cała sytuacja wyraźnie już irytowała Hiszpankę. Zacisnęła powieki i zgryzła ze złości wargę. Gdyby mogła rozsadziłaby ten most w pył. Dobrze, że Hogwart posiadał zabezpieczenia przed niekontrolowanymi wybuchami energii magicznej, dlatego też ekrany pochłaniały złość Reiny. W przeciwnym wypadku jej życzenie o zniszczenie mostu by się ziściło.
- Pięknie dziękuję za wszystkie rady, ale pomyśl chociaż chwilkę logicznie, wiem że to dla ciebie wyzwanie, ale spróbuj - odcięła się złośliwie. - Załóżmy, że mój brat dokuczał zawsze tobie, a ja nigdy mu nie powiedziałam, by przestał, a teraz chcę wielkiego pojednania, czy to nie brzmi głupio? - spytała retorycznie i znowu próbowała wstać. Tym razem udało się jej, w końcu przestało jej się ćmić w oczach.
- Owszem, czasu się nie cofnie, ale nie muszę mieć jakiejkolwiek przyjemności z przebywania z tobą - żachnęła się na jej słowa i próby tłumaczenia czegokolwiek w logiczny sposób.  
- Mam ci być wdzięczna? Poniekąd jestem, ale nie da się wykreślić tego wszystkiego co było jednym gestem. To nie jest takie proste, nigdy zapewne nie pomyślałaś, jak się ja czuję. Mała, głupiutka Reina, więc skończ opowiadać kocopoły, że chciałaś mi pomóc nie wiedziałaś jak, bo nawet nigdy nie próbowałaś porozmawiać ze swoimi braćmi - skrzyżowała ręce pod piersiami i wlepiła w nią wzroku surowy.
z/t


Ostatnio zmieniony przez Dulce Reina Miramon dnia Czw Lis 24 2016, 20:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Ely, Anglia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 55
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13483-chiara-beatrice-accardo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13489-relki-srelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13497-filipek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13490-chiara-b-accardo#359212




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Pią Paź 21 2016, 00:07

Z każdą minutą coraz bardziej widziała narastająca irytację Dulce. Momentem kulminacyjnym było podniesienie sie dziewczyny z ziemi. Chiara zrobiła to samo, wiedziała bowiem, że długo tu nie pobędzie i prawdopodobnie zaraz będzie się zbierać do dormitorium. Rozmowa szła w naprawdę złym kierunku, a Krukonce zaczęły udzielać sie typowe dla Hiszpanek i Włoszek zachowania w czasie kłótni. Popatrzyła spode łba na nadmiernie gestykulującą Dulce i zmarszczyła brwi, jakby intensywnie się nad czymś zastanawiała.
Prawda była taka, że przez długi okres Chiara nie wiedziała, że jej starsi bracia również dokuczali dziewczynie. Szczerze mówiąc, nawet nie wpadło to jej do głowy. Zawsze bowiem sądziła, że wszyscy z rodziny Accardo są przyjaznymi ludźmi, zupełnie jak ona, jednak prawda okazała sie być brutalna. Nie chciała się jednak wtrącać, nie znała nikogo z rodzeństwa Miramon, co najwyżej słyszała plotki, które i tak wpadały jej jednym, a wypadały drugim uchem, dlatego nie zrobiła nic, a mimo to, Dulce i tak ma ją za największego wroga.
-Nie. -Odparła szybko, ignorując złośliwy komentarz hiszpanki dotyczący logicznego myślenia. -Nie zrobiłam Ci nic złego, a ty masz mnie w tej chwili za największego wroga. Rozumiem jakby przed tobą stał jeden z moich braci, jednak żadnego z nich to nie ma. Rozejrzyj sie tylko. To chyba nie jest zbyt wymagające zadanie.
Zapięła płaszcz, bo powoli robiło sie coraz chłodniej i opatuliła się ciaśniej ciepłym, wełnianym szalikiem. Tak przyzwyczaiła się do klimatu Włoch, że doprawdy nie ma zielonego pojęcia jak przetrwa zimę w Wielkiej Brytanii. Może powrót wcale nie był takim dobrym pomysłem...?
-Nie opowiadam głupot, to ty sobie coś ubzdurałaś. Nigdy nie powiedziałam, że chciałam Ci pomóc, ale nie wiedziałam jak. Przyznaje sie, nic nie zrobiłam, a mogłam. Chociaż i tak jako młodsza siostra miałam niewiele do powiedzenia, jeżeli to Cię jakoś pocieszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 726
  Liczba postów : 847
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Pon Mar 27 2017, 21:07

Na reszcie nieco spokojniejszy dzień dzisiaj nastąpił. Cieszyłem się z niego, ponieważ chciałem nieco pomyśleć nad swoim życiem. Spotkanie z Ori nieco wybiło mnie z rytmu. Cholera, znowu zacząłem myśleć o Destiny. Jest tutaj, wróciła. Widziałem list który otrzymała Oriane. Byłem szczęśliwy, ale bałem się niesamowicie spotkać pannę Sharewood, bo jednak to spotkanie różnie może się zakończyć. Może to przez niego opuściła Hogwart? Może powie mu teraz, że wszystko jest stracone. Już ułożyłem sobie nieco życie, a tutaj taka niespodzianka. Panna Carstairs nic ciekawego mi nie powiedziała, bo może sama nic nie wiedziała. Z tego co się dowiedziałem to dopiero co wróciła więc pewnie nie zdążyła się wszystkiego dowiedzieć. Czy była już z nią na spotkaniu czy nie tego nie wiedziałem. Ale nie wnikałem, co mi da to, żeby Ori mi cokolwiek powiedziała, skoro miałem możliwość spotkać się z nią osobiście. Jednakże nie pisałem żadnego listu, bo chyba nie byłem jeszcze kompletnie gotowy na to spotkanie. Nieco czasu minęło, a ja nie miałem zamiaru się jej narzucać, w końcu to ona mnie zostawiła, tak? I odeszła. Bez żadnego słowa. Byłem na nią zły, ale tęsknota mi to wszystko przysłaniała. Najchętniej bym ją zwyczajnie przytulił. Uczucie jakim ją darzyłem wróciło i mimo tych wszystkich starać jak Viv czy sam Will nie zmieniły tego mimo moich starań. Uczucie było naprawdę bardzo wielkie, coś takiego jak z Gwen po której szybko nie mogłem dojść do siebie. Oparłem się o most jakbym chciał przez niego wypaść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 185
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11655-destiny-sharewood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11693-to-chyba-przeznaczenie#312638
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11673-des
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11678-destiny-sharewood




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Pon Mar 27 2017, 23:41

Pierwszy dzień w szkole po tak długiej przerwie nie był najłatwiejszy. Destiny starała się wszystko nadrabiać podczas pobytu w Cambridge, ale nie wszystko było możliwe. Zawsze korzystała w stu procentach z lekcji, a w domu zazwyczaj nic nie robiła, dlatego było to dla niej takie trudne.  
Kierowała się do Kamiennego Kręgu, gdzie lubiła czasem posiedzieć, a kiedy było już ciemno oglądać gwiazdy. To jej się nigdy nie znudzi. Odszukiwanie poszczególnych gwiazdozbiorów na niebie w środku nocy to coś, co kochała ponad wszystko. Mogła wtedy rozmyślać o wszystkim, włącznie z jej problemami, które za wszelką cenę próbowała uchronić od światła dziennego. Niedługo skończy studia i co dalej? Musi w końcu znaleźć jakąś pracę. Już od dłuższego czasu o tym myślała, ale kompletnie nie ma pomysłu co może robić.
Przechodząc przez most prowadzący do jej celu zobaczyła mężczyznę opierającego się o barierkę. Dopiero kiedy podeszła bliżej zobaczyła, że to Max. Zastygła na chwilę. Kompletnie ją zamurowało. Tak bardzo za nim tęskniła, ale nie miała pewności czy z wzajemnością. Nie wiedziała na co może sobie pozwolić, a na co nie. Czuła się jakby musieli od nowa się poznać. Oczywiście zrobi wszystko byle się nie skompromitować. Nie mogła do tego dopuścić. Nie jest już tą naiwną dziewczynką, która myślała, że zawsze wszystko się jakoś ułoży, a życie to jedna wielka bajka. Zaszła go od tyłu i wpatrywała się w niego chwilę, opierając się o przeciwną barierkę.
-Chyba nie zamierzasz skoczyć?- zaśmiała się cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 726
  Liczba postów : 847
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Pon Mar 27 2017, 23:51

Myślałem o wszystkim i o niczym. Życie stawało się być tak wyjątkowe, a zarazem tak bardzo skomplikowane. Destiny była teraz całym mną. Nie potrafiłem wymazać jej teraz z pamięci. Tęskniłem za nią, bardzo chciałem ją zobaczyć. Nie wiedziałem tylko jak to zrobić, czy po prostu napisać do niej czy spróbować dowiedzieć się czegoś od Ori. Może ona nie chciała mnie już oglądać? Musiałem to wszystko sobie przemyśleć czy jest w ogóle sens, ażeby się nad tym głowić. Może jego dalsze plany rozpłyną się kiedy Des powie, że nie wróciła tutaj do mnie.
Mocniej zawiało, poczułem damskie perfumy, ale jakoś specjalnie się tym nie przejął, z kwiatów jak i z drzew różne dziwne zapachy prowadzą do ludzkich nozdrzy. Nie rozglądałem się dlatego nawet nie zauważyłem, że ktokolwiek tutaj przechodził, ktoś kto był dla mnie tak bardzo ważny. Dopiero kiedy usłyszałem głos ślizgonki o mało nie dostałem zawału. Tak bardzo za nim tęskniłem. Nie odwróciłem się, szczerze powiedziawszy nie miałem odwagii na nią spojrzeć i po raz kolejny ją ujrzeć, bałem się tego co ona może mi powiedzieć. Jednakże po chwili opanowałem się i odwróciłem się opierając się o tą samą barierkę na przeciwko dziewczyny. Nie podchodziłem, nie ja. Ona odeszła, więc ona powinna przyjść do mnie. Nie na odwrót. - Ja już nie wiem co zamierzam. - powiedziałem do niej, miałem jej tak wiele do powiedzenia, tak wiele do opowiedzenia. Chciałem przytulić ją i już więcej nie puścić, ażeby mnie nie zostawiła kolejny raz. Działała na mnie jak narkotyk. - Witaj piękna nieznajomo... - przywitałem się z nią, nie kryjąc wyrazu na twarzy po którym mogła stwierdzić, że nie jest zadowolony, a wręcz przeciwnie, zły. Miałem do niej pretensje, oczywiście że tak, ale może miała jakieś ważne powody? Może mu powie, a może nie. Jednakże wydawało mi się, że zasłużyłem na jakiekolwiek słowa wyjaśnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 185
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11655-destiny-sharewood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11693-to-chyba-przeznaczenie#312638
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11673-des
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11678-destiny-sharewood




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Wto Mar 28 2017, 00:42

Kiedy tylko się odwrócił, serce Des stanęło. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo jej go brakowało, jak bardzo go kochała. Każdego dnia o nim myślała i za nim tęskniła. Każdego dnia pisała listy, których nie mogła wysłać. Głupia sowa. Dobrze, na biedne zwierze całej winy zwalić nie można. Sharewood zdolna osóbka lubi psuć rzeczy, czy to celowo, czy nie. Jednak zawsze da się coś odratować, chociaż nie zawsze się chce. Nie mogła jednak tak zostawić tej sytuacji. Nie z Maxem. Był dla niej zbyt ważny. Sam wyraz jego twarzy ją wykańczał.-Witaj, nieznajomy- uśmiechnęła się blado.
- Jestem ci winna pewne wyjaśnienia- przyznała spuszczając wzrok, a uśmiech zniknął.-Musialam wyjechać z dnia na dzień. Nikt nic nie mówił, po prostu musiałam wyjechać do Cambridge. Dopiero później się okazało, że przyjechaliśmy na pogrzeb dziadka, którego praktycznie nie znałam. Babcia sobie wymyśliła, że mało czasu jej zostało, to chce te ostatnie chwile spędzić z wnukami. Wyszło na to, że byliśmy jej służącymi przez ten cały czas. Moja sowa w ogóle nie chciała latać, sama nie wiem czemu. Chciało mi się płakać każdego dnia. Powód? Nie mogłam napisać do najważniejszych osób w moim cholernym życiu, że jeszcze nie umarłam i nie długo, mam nadzieje, wrócę. Tak te ostatnie chwile z dwóch tygodni zmieniły się w kilka miesięcy. Jednych z najgorszych miesiecy mojego życia. Jeszcze nie długo kończę studia, mam całą masę roboty i nie mam nawet kiedy tego nadrobić. Jeszcze muszę zrobić staże, kursy i zdecydować się co chce robić w życiu, jakoś zainwestować w siebie i w końcu wyprowadzić się od brata i ciotki- poniosło ją. Przed nikim oprócz Oriane się tak nie otworzyła. Cały czas chodziła w kółko, gestykulując. Nie mogła znieść myśli, że Max może jej nie wybaczyć. To ją wykańczało od środka. Nie oczekiwała, że wyjaśnienia coś zmienią. Nic nie wynagrodzi mu tego, co Destiny zrobiła. Nie mogła o nim tak po prostu zapomnieć. Nie miała pojęcia co robić. Czy się zbliżyć, czy nie? Zawzyczaj do drugiej osoby nie czuła nic więcej niż pożądanie, a z Maxem? Po prostu chce przy nim być, sama jego obecność sprawia, że wszystko jest lepsze. Stanęła w miejscu. Pomyślała chwilę i przypomniało jej się kim jest. Destiny Sharewood, Ślizgonka, która nie boi się niczego, a szczególnie nie stosunków międzyludzkich. Dlaczego ona się tak mazgai? Jeszcze nic nie stracone. Sharewoodowie zawsze dostają to co chcą i nie ma opcji, żeby było inaczej. Otarla zaszkolne oczy, żeby przypadkiem Max nie pomyślał, że płacze. Destiny nie potrzebuje litości, ona potrzebuje konkretów. Podeszła do towarzysza zachowując bezpieczną odległość. Przecież dalej nie wiedziała, czy kogoś już sobie znalazł!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 726
  Liczba postów : 847
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Wto Mar 28 2017, 10:57

Nie znałem jej rodziny, czy ją kiedyś poznam to tylko zależało od niej. To mi do szczęścia co prawda nie było potrzebne, ale jeżeli mieli być poważną parą i coś stworzyć poważnego to chyba wypadałoby poznać chąć część, tę najbliższą dla serca Destiny. Widziałem jej zakłopotanie w oczach, oraz strach. Nie musiała się bać, przecież skoro nic złego nie zrobiła to nie musiała się bać. Różnie bywa, doskonale wie, że nie zawsze rodzice i ogólnie rodzina jest skora do naszych czynów i myśli, sam taką rodzinę posiadałem i doskonale zdawałem sobie sprawę, że takie sytuacje również się zdarzają. Tęskniłem za jej uśmiechem, za jej pięknymi oczami. Des oczarowała mnie od samego początku, co prawda to Ori była wszystkiemu winna, bo to ona nas zapoznała. Byłem jej wtedy dozgonnie wdzięczny, ale teraz? Teraz sam nie wiedziałem czy powinienem się cieszyć czy też nie.
Wysłuchałem monologu dziewczyny i szczerze powiedziawszy zrobiło mi się jej żal. Wierzyłem w słowa ślizgonki, dlaczego miałaby mnie kłamać? Wyszło jak wyszło, życie toczyło się dalej, a ja nadal o niej myślałem i pewnie nigdy nie przestanę. Przywiązywałem się do osób, a zwłaszcza tych których naprawdę kochałem. Niekiedy nawet o Gwen lubię sobie powspominać, mimo iż to było bardzo dawno temu. - Wiesz Des, ja nie mam do Ciebie żalu, że do mnie nie pisałaś czy coś. Ale przecież jesteś czarownicą, mogłaś mi dać jakkolwiek znać. Ja Cię kochałem, a Ty potraktowałaś mnie jak obcego człowieka. Ale wiem, że coś mogło być nie tak, bo sama Ori nie dostawała od Ciebie żadnych wiadomości, chyba że nie mówiła mi całej prawdy, chociaż w to nie wierzę. - powiedziałem do niej. Gdyby nie chciała się do mnie odzywać to odzywała by się do Oriane, tak? To jej najlepsza przyjaciółka i tyle lat ich razem łączyło, że przez to dawałem wiarę, że faktycznie Destiny nie potrafiła sobie tam poradzić.
Cholernie bałem się co będzie gdy i Des skończy studia. Zostało jej faktycznie mało czasu do nadrobienia. Skończyć szkołę, pewnie skończy, bo była zdolną uczennicą więc pewnie wszystko spokojnie nadrobi. I co dalej? Ja zostanę w Hogwarcie jako pracownik, a ona odejdzie i znowu na kilka miesięcy, a może lat? Chciałem jej zaufać, naprawdę, ale bardzo wiele mnie to kosztowało to co teraz zrobiła. Drugi raz byłoby o wiele gorzej. Jednakże mimo tego podszedłem do niej i przytuliłem ją, chciałem to zrobić i zrobiłem. Widziałem, że trzyma do mnie dystans, wiadomo mogłem sobie znaleźć kogoś innego i tak dalej i w gruncie rzeczy tak było. Bo z Viv miałem niesamowitą relację, oraz z Willem, czy nawet z Xavierem. Cholera, życie się skomplikowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 185
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11655-destiny-sharewood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11693-to-chyba-przeznaczenie#312638
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11673-des
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11678-destiny-sharewood




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Wto Mar 28 2017, 23:55

Max obrócił jej życie o 180 stopni. Wiedziała co do niego czuła i nie chciała tego stracić na zawsze. Jednak nie chciała robić nic wbrew sobie. Nie chciała być posłuszna ani milutka. Chciała być starą, dobrą Destiny Sharewood, która się nie przywiązywała do ludzi, nie dbała o to czy kogoś obrazi czy nie. Opcja zimnej ślizgonki po prostu wszystko ułatwiała. Brak problemów i jakichkolwiek zobowiązań. To jej odpowiadało, ale wydaje się, jakby dorosła i zaczęła brać życie na poważnie. W końcu ma 20 lat i kiedyś trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i pomyśleć o przyszłości. Nie ciekawie by było, gdyby pan Lamberd okazałby się tym jedynym, a ona by go straciła przez własną głupotę i niedojrzałość, prawda? Prawda! Z oschłej Sharewood, zmieniła się w bezbronna Des, która tylko i wyłącznie chciała spędzać czas z Maxem i była w stanie, dla niego poświęcić wszystko. Ogromną wadą Destiny jest okropna huśtawka nastrojów. Raz będzie miła dla wszystkich dookoła, a raz nie będzie mogła znieść widoku jakiejkolwiek istoty ludzkiej.
-Po prostu chciałam, żebyś wiedział, że tęskniłam i nie zapomniałam o tobie, czy o Rii. Nie mogłabym, jednak to nie ode mnie zależy co dalej z tym zrobisz. Jedynie mogę liczyć na możliwość utrzymywania z tobą jakiegokolwiek kontaktu- nie chciała już dłużej owijać w bawełnę. Za długo czekała, żeby go znowu zobaczyć i wyjaśnić całą sytuację.- Żadna wymówka nie usprawiedliwi tego co zrobiłam- przyznała.- Nie zamierzam się wtrącać w twoje życie. Nie będę się nawet zbliżała, jeśli tego chcesz.- To nie powinno być takie trudne, ponieważ z końcem roku ich szanse na przypadkowe spotkanie znacznie zmaleją. 
Kiedy się w niego wtuliła, nie miała już wątpliwości, jak bardzo go kochała. Czy to ten jedyny czy nie, nie mogła go stracić.- Kocham cię- szepnęła, będąc w jego ramionach, ale miała nadzieję, że tego nie słyszał. To takie dziecinne, ale tak cholernie wstydziła się swoich uczuć. Nie była wstanie się przyznać, że naprawdę jej na kimś zależy. Nie sądziła, że kiedyś będzie musiała dorosnąć i podejmować poważne decyzje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 726
  Liczba postów : 847
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Sro Mar 29 2017, 00:12

Czy ja znałem właśnie taką Des? Nie przypominam sobie. Des zawsze była dla mnie miła, może z tego względu, że byłem bratem jej przyjaciółki, na pewno to miało jakieś tam znaczenie w jej stosunku do mnie. Co prawda nikt nie myślał, że tak się właśnie ta relacja zakończy, ale właśnie tak się zakończyła na ich szczęście czy też nieszczęście. Ponoć panna Carstairs była taka sama, wiele osób na nią narzekało z mojego domu szkolnego, ale ja takich dziewczyn nie znałem i pewnie nigdy nie poznam. Dla mnie zawsze były milutkie i uczynne, to ja można powiedzieć się przy nich zmieniałem o 180 stopni. Tak bardzo bym chciał mieć nadal te dwie ślizgonki przy sobie, żeby tylko tak wróciły te dawne czasy kiedy wszyscy byliśmy uczniami Hogwartu, no ale niestety jedynie prawdopodobnie to ja zostanę w murach szkoły. Czy na zawsze to się jeszcze okażę, może wraz z upływem czasu będę miał lepszą posadę niżeli gajowy. Czy Sharewood jest dla mnie tą jedyną? Tego jeszcze nie wiedziałem, kochałem, tęskniłem, ale czy to już jest pora na takie głębokie zwierzenia? Jeszcze wszystko mogło się tak naprawdę zmienić, ale z pewnością myślałem o tym, że taka ewentualność może nastąpić, a byłby z tego niesamowicie zadowolony.
- Destiny wiesz doskonale o tym, że jesteś dla mnie bardzo ważną osobą w życiu i mimo tych naszych problemów nie mam zamiaru tracić z Tobą kontaktu. Pragnę go nadal z Tobą utrzymywać najlepiej tak jak było przed Twoim zniknięciem. - powiedziałem do niej i westchnąłem. Sam nie wiedziałem czy dobrze robię czy też nie. Najwyżej będę tego żałować. Życie jest jedno, a nie chciałem tracić takiej okazji, ażeby utrzymywać z nią jak najlepszy kontakt. Skoro ją kochałem to znaczyło tylko jedno, że chciałem z nią nadal być. Wyznania dziewczyny nie słyszałem. Niestety. - Ale musisz mi obiecać, że następnym razem uprzedzaj mnie o takich wyjazdach, bądź będę wyjeżdżał z Tobą. - oznajmiłem lekko się do niej uśmiechając. Oczywiście liczylbym na to, że nigdy już nie pojedzie i nie zostawi mnie samego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 185
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11655-destiny-sharewood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11693-to-chyba-przeznaczenie#312638
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11673-des
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11678-destiny-sharewood




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Pią Mar 31 2017, 00:59

Chciała, aby w przyszłości dalej była z Maxem, bo po co się z kimś wiązać, jeśli się wie, że to tylko na chwilę? Ona nie chciała chwili, tylko o wiele dłuższy okres. Zawsze była taka ostrożna w sprawach sercowych. Na liście kandydatów na partnera, Max był chyba na nieco niskiej pozycji. Ślizgonka z byłym Puchonem, kto by pomyślał? I to jeszcze brat jej przyjaciółki? Kompletna głupota! Cóż, stało się, młoda Sharewood się zakochała, a teraz nie może za dużo z tym zrobić. Przelotni partnerzy jej odpowiadali, ponieważ nigdy nie widziała sensu w posiadaniu towarzysza na dłużej. Radziła sobie sama, a jak nie, to miała Oriane. Nigdy nie przypuszczała, że tak to się wszystko potoczy.
Na słowa towarzysza uśmiechnęła się szeroko, ale zdaje się, że on nie podzielał jej entuzjastycznego podejścia. Od razu pomyślała, że się nad nią lituje, czego oczywiście nie chciała. Nie zamierzała go do niczego zmuszać, a szczególnie nie do tak poważnej sprawy. Jednak zrozumiałe dla niej było, że nie ufał jej tak jak kiedyś i powinni zacząć od nowa. Powinni małymi kroczkami wracać do normalności. Tyle się zmieniło, że sama Destiny siebie nie poznaje. Dlatego równie dobrze mogliby dopiero poznawać swoje imiona.
-Dziękuje- powiedziała pod nosem, patrząc na swoje dłonie. Cały czas bawiła się swoimi palcami ze zdenerwowania. Przytuliła go raz jeszcze, ale się szybko wycofała.
-Nigdzie się nie wybieram- zapewniła,- ale ciekawie byłoby kiedyś, gdzieś razem wyjechać- zaśmiała się. O wakacjach z Lamberdem mogła tylko marzyć, a przynajmniej tak się jej zdawało. Sama już nie wiedziała, czego się spodziewać po życiu. Miała tylko nadzieje, że ponownie nie zawiedzie Maxa i tym razem on jej nie opuści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 726
  Liczba postów : 847
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Pią Mar 31 2017, 14:43

Oczywiście, że chciałem spędzić resztę życia z Destiny. Była cudowną osobą i bardzo zależało mi na tym, ażeby ten związek jeszcze miał rację bytu. Byłem chętny, ażeby go odnowić, chociaż czy tak to można nazwać? Przecież kochałem ją i nie miałem do niej wielkich pretensji o odejście, skoro musiała... Byłem wyrozumiałych facetem i wiele sprzecznych rzeczy, które powinny mi przeszkadzać były zwykłą normalnością. Dlatego odejście Des uważałem za utratę czegoś ważnego w swoim życiu, ale dzisiejszego dnia to odzyskałem. To nie jest cudowne? Nigdy nie jest doskonale w życiu, a nam akurat było dane rozstanie na jakiś czas. Może to będzie lepsze dla nas, może to miał być jakiś sprawdzian dla nas? Co prawda ja go za bardzo nie zdałem, bo jednak Des nie była jedynie w mojej głowie. Wspomagałem się różnymi romansami, ale przecież Des nie musiała o tym wiedzieć, nie? Ori również nic na ten temat nie wiedziała i lepiej, żeby tak zostało. - Do wakacji daleko. Ale mam nadzieję na spędzenie je gdzieś wspólnie. Zostało kilka miesięcy do wakacji więc z pewnością można by o tym głębiej pomyśleć. - powiedziałem do niej i lekko się uśmiechnąłem. Bardzo mi się podobała propozycja Des. Co prawda nie powiedziała, że bardo by tego chciała, ale skoro chociaż wspomniała to pewnie by chciała. Do wakacji jeszcze było trochę czasu, ale spędzenie je samotnie byłoby kompletną bzdurą. Dotknąłem dłonią jej policzka i pocałowałem ją. Najwyraźniej go wyzwie, albo odepchnie mówiąc, że nie odpowiednia na to chwila. Ale liczyłem, że będzie z tego zadowolona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 185
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11655-destiny-sharewood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11693-to-chyba-przeznaczenie#312638
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11673-des
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11678-destiny-sharewood




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Sro Kwi 05 2017, 23:34

Tak naprawdę Des była teraz taka ostrożna, żeby nie stracić Maximiliana. Kiedy sprawa się uspokoi, znowu będzie szaleć. Może nie tak jak kiedyś, ale na pewno będzie więcej się uśmiechać. Wszystko wróci do normy. Zawsze brzydziły ją te wszystkie pary siedzące w parkach i kawiarniach. Nie dadzą człowiekowi spokoju! Co się zmieniło? Co się stało, że nagle sama chce być w takim związku? Boi się jedynie, że nagle jej się odwidzi. Nie miłość do niego, ale sama relacja. W końcu będzie miała dość tego słodzenia i troski. To byłaby najgorsza rzecz jaką kiedykolwiek by zrobiła. Po tak długim czasie, kiedy wszyscy zdążyli sobie ułożyć życie, wraca, namiesza i odchodzi. Nawet ona nie była zdolna do takiego świństwa.
Dopiero teraz zrozumiała, ile czekała na ten pocałunek. Całkowicie mu się oddała i nie zamierzała nigdzie odchodzić. Po prostu chciała by ta chwila trwała wiecznie. Nie zamierzała go wyzywać ani odpychać. Przerwała, aby odetchnąć i uśmiechnęła się szeroko. Podniosła wzrok i przez dłuższą chwilę wpatrywała się w jego cudowne, zielone oczy.
-Tęskniłam- wyszeptała. Nie docierało do niej, że nareszcie wróciła do Hogwartu, gdzie może spędzać czas z jej najbliższymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 726
  Liczba postów : 847
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Czw Kwi 06 2017, 15:39

Ja za bardzo nie zdawałem sobie do końca sprawy co tak naprawdę się teraz dzieje. Byłem w niemałym szoku od czasu kiedy ujrzałem ślizgonkę na oczy. Domyślałem się, że wróciła wtedy miałem wiele pomysłów jak rozwiązać to co nas łączyło, miałem wtedy niemały problem jak jej wybaczyć, a teraz? Teraz gdy ją zobaczyłem całkowicie przyćmiło mi umysł. Byłem jedynie szczęśliwy i szczerze zakochany tyle wiedziałem, tego byłem pewny. Reszta w tym momencie nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia.
Szczerze powiedziawszy to dziwiłem się, że dziewczyna uśmiechała się na takie moje zalotne dowcipny kierowane w jej kierunku. Ślizgonki zapewne nie zachowują się tak jak ona. Przynajmniej ja takowe znałem i doskonale wiedziałem, że słodkie słówka to kompletnie nie ich bajka. Co prawda lubiły takie zachowanie, ale po czasie je to zwyczajnie nudziło. Kto wie czy panna Sharewood nie będzie tego samego zdania.
Cieszyłem się, że Des mimo wszystko chciała mnie pocałować i nie oddaliła sie ode mnie. To było dla mnie naprawdę bardzo ważne i czułem się tak jakbym cały czas miał ją przy sobie, że ta nigdy nie zniknęła z mojego życia. Może tak szybko o tym zapomniałem? Skoro się kogoś bardzo kocha to takie zachowanie powinno nie mieć dla mnie żadnego znaczenia i tak chyba było. Nie czułem do niej jakiejkolwiek urazy. - Ja również. - powiedziałem do niej nie spuszczając ją z oczu. Nie mogłem się nacieszyć jej wyglądem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29407
  Liczba postów : 41162
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Most   Czw Lis 02 2017, 22:41

THERIA

To już finał! Zastanawiasz się pewnie, jakim cudem jeszcze nie odpadłeś. Tym razem też Ci się uda? Tajemnicze spotkanie odbywa się równo o północy. Panuje zasada kto pierwszy ten lepszy, dlatego którekolwiek z was może napisać post jako pierwsze. Najważniejsze informacje są tutaj  a zasady tu.
Proszę o wklejanie pod postem kodu:

Kod:
<zg>Kostka</zg>: [url=LINK DO LOSOWANIA]LICZBA OCZEK[/url]
<zg>Pole</zg>: NUMER POLA
<zg>Efekt</zg>: EFEKT POLA
Powodzenia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1345
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 576
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Pią Lis 03 2017, 10:31

Naprawdę nie mogłem uwierzyć w swojego pecha. Do gry w Therię z początku podchodziłem bardzo sceptycznie. Nie wyobrażałem sobie scenariusza, w którym mógłbym wygrać jakąkolwiek rozgrywkę, przecież nie miałem absolutnie żadnego doświadczenia. Jednocześnie, jakaś dziwna siła sprawiała, że moi przeciwnicy sami usuwali mi się z drogi. Nie do końca pojmowałem jak to się działo, a jednak byłem tutaj. Znowu o północy, w dodatku na moście wiszącym. Przycupnąłem  z planszą na balkoniku, nie wyobrażając sobie unikania niebezpieczeństw na samej kładce i wyczekiwałem na pojawienie się mojego przeciwnika. Miałem nadzieję, że tym razem się zjawi i doprowadzi tę grę do końca. Znudziło mi się bycie upokarzanym przez walkowery. Alice była zdecydowanie dobrym towarzystwem do gry, więc na jej widok uśmiechnąłem się szczerze.
- Hej - przywitałem się cicho, łagodnie, sięgając po kości, aby wylosować sobie niebezpieczeństwo. Cytat, jaki natychmiast się pojawił, był bardzo… osobliwy. W dodatku jeszcze go nie znałem, ale to akurat nic dziwnego, skoro pozostałe gry wygrywałem dość szybko. Pojawiły się inferiusy, a mnie po plecach natychmiast przebiegły ciarki. Nie było jednak tak źle, bo dość szybko i sprawnie sobie z nimi poradziłem, przypominając sobie w porę odpowiednie zaklęcie. Odetchnąłem ciężko, ale bardziej z ulgi niż ze zmęczenia (chociaż jakieś tam mimo wszystko odczułem).

Kostka: 7, parzysta
Pole: 7
Efekt: pozbywam się inferiusów

______________________



It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Pią Lis 03 2017, 23:00

Nie, żeby coś, ale Alice naprawdę nie wierzyła, że dojdzie do finałów tej zabójczej gry. Co prawda to, że pokonała Ettie, to był czysty przypadek, a pozostałe rozgrywki wygrała poprzez walkower, jednak samo to, że przyszła na drugą rundę turnieju naprawdę było dość niesamowite. Po pierwszym spotkaniu z Therią miała naprawdę niemiłe wspomnienia, które chyba będą prześladować ją do końca życia. To jednak nie powstrzymało ją przed pojawieniem się w wyznaczonym miejscu, by zagrać o zwycięstwo. Po prostu była tak blisko, a ambicja wzięła górę. Dlatego po raz kolejny wypiła eliksir postarzający i ruszyła w umówione miejsce.
Znów miała spotkać się z przeciwnikiem o północy, tym razem jednak na moście wiszącym. Była ubrana w ciepły płaszcz i szalik, jednak nadal było jej zimno. Rozumiała, że gra wymaga trochę konspiracji, ale tęskniła za ciepłym łóżkiem i naprawdę wolałaby, by rozgrywki działy się w dzień. Albo przynajmniej we wnętrzu zamku. Gdzie nie pizgało. I gdzie było jasno.
Dziwiła się, że miała tak dobry humor. W końcu znów ma spędzić noc na użeraniu się ze śmiertelnym niebezpieczeństwem i wszechobecnym bólem. Zaczynała chyba po prostu tak reagować na stresujące sytuacje.
Dotarła w końcu na miejsce, przez co mogła poznać swojego ostatniego przeciwnika. A raczej spotkać, bo znała go już dobry kawał czasu.
- Hej Riley - przywitała się i także przywołała na twarz uśmiech. Ucieszyła się, widząc przed sobą znajomą twarz. I to dodatkowo tę twarz. Zapowiadała się mimo wszystko całkiem przyjemna rozgrywka, w końcu całkiem się lubili. Krukon nie przedłużał i rzucił kośćmi, Alice za to w tym momencie usiadła przy planszy, by obserwować wynik. Ukazujący się cytat znała, w końcu wylosowała go ostatnim razem, ale nie miała zamiaru zdradzać, co się wydarzy. W końcu miał się z nich wyłonić zwycięzca, aż tak nie chciała pomagać. Riley jednak szybko poradził sobie z inferiusami i nadeszła kolej na Alice.
Rzuciła kostkami, a gra pokazała kolejne wypociny niespełnionego grafomana. Ettie naprawdę zniszczyła jej spojrzenie na Therię. Cytat wydał jej się znajomy, nie była jednak w stu procentach pewna, co takiego miało ją dopaść. Nagle z ziemi wyrosły jadowite tentakule. Podniosła się nagle z ziemi, jednak jednocześnie stanęła sobie na szalik, co skończyło się spektakularnym wylądowaniem tyłkiem na ziemi. Krzyknęła cicho jednocześnie z zaskoczenia i bólu. Tentakuli udało się ją złapać za prawą rękę, przez co kończyna została sparaliżowana. Dziewczyna mruknęła coś pod nosem, sięgnęła różdżkę lewą dłonią i pokonała roślinę odpowiednim zaklęciem. Odetchnęła głęboko i z powrotem usiadła przy planszy, teraz jednak ze smętnie zwisającą ręką.
- I jak zwykle musiało trafić na prawą, a nie lewą kończynę. Świetnie - westchnęła i przekazała kostki przeciwnikowi. Naprawdę już zapomniała co oznacza prawdziwa rozgrywka.


Kostka: 8 - nieparzysta 3
Pole: 8
Efekt: Tentakula paraliżuje mi rękę
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1345
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 576
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Sob Lis 04 2017, 10:10

Zdawałem się nie zwracać uwagi na to, że Alice w jakiś sposób musiała oszukać system dobierania przeciwników. Do tej pory wydawało mi się, że jest za młoda na zabawy mogące zagrażać jej życiu, a jednak była tutaj i razem ze mną turlała kośćmi, stawiając na szali własne zdrowie. Nagle wydało mi się to szalenie nieodpowiednie, ale nic nie mówiłem, pozwalając jej bawić się tak jak chciała. Nie byłem jej matką, aby trząść się nad nią ilekroć tylko robiła coś niewłaściwego, tak jak to czyniły chyba wszystkie matki na świecie, gdy chodziło o ich dzieci. Jednocześnie miałem też nadzieję, że organizatorzy Therii poważnie pomyśleli o bezpieczeństwie uczestników gry. Z założenia miała być ona trudna do przetrwania, ale czy musiała być przy tym także zabójcza? Wolałbym nie stracić Alice, kiedy już zaczęliśmy się dogadywać. Tak szczerze mówiąc, to w ogóle nie chciałbym, aby zrobiła sobie jakąkolwiek krzywdę. Jej wiek wzbudzał we mnie naprawdę dziwne, jak na jedynaka, emocje. Chęć opieki wzmagała potrzebę chronienia jej przed całym tym złem oferowanym przez diabelską planszę, więc odruchowo wyrwałem się do ostrzeżenia, kiedy już rozpoznałem cytat ze swojej pierwszej gry, ale było już za późno. Gra dawała zdecydowanie za mało czasu na zastanowienie się nad wyświetlanymi cytatami. Miało to pewien sens, gdyż dzięki temu ostrzeganie kogokolwiek przed konsekwencjami pechowego rzutu miało być o wiele trudniejsze i ostatecznie rozgrywka była uczciwsza. Tyle, że Fairwynowi w ogóle nie zależało na tym, aby cokolwiek dzisiaj było zgodne z zasadami, jeżeli miało się to zakończyć poturbowaniem Wildfire. Uśmiechnąłem się nieznacznie, odbierając kostki od Alice.  
- Najwyższy czas na popracowanie nad oburęcznością. Pierwsza lekcja właśnie w toku. - Zażartowałem, pamiętając jak to moją rękę sparaliżowało w starciu z Fire. Nie było to nic przyjemnego, ale jednak o stokroć bardziej wolałem paraliż od złamanej przez konar nogi. Musnąłem ją palcami nim poturlałem kości. - Ładnie Ci poszło, Alice. Gdzie nauczyłaś się tak dobrze grać w taką grę? - Zapytałem jeszcze, zaintrygowany jak poradziła sobie w poprzednich grach, skoro miała ledwie szesnaście lat. Szczęście czy umiejętności? W moim przypadku nie byłoby wątpliwości. Nie znałem do tej pory znaczenia swojego cytatu, więc na moment stanęło mi serce, gdy dostrzegłem całą chmarę szczuroszczetów, gotowych pożreć moje kostki. - Sio! - Syknąłem odruchowo, wdrapując się bezmyślnie na barierkę oddzielającą balkonik od… nicości. Zacząłem zaklęciami anihilować stworzonka, co zajęło mi chwilę. Ucieszyłem się, gdy zabrakło mi przeciwników, ale serce i tak miałem już w gardle. Nie z powodu szczuroszczetów, a barierki, na której dwukrotnie się zachwiałem. Obejrzałem swoje postrzępione nogawki, machnąwszy na to ręką i oddając Ślizgonce kości.

Kostka: 8, parzysta
Pole: 15
Efekt: oskubało mi nogawki

______________________



It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Sob Lis 04 2017, 15:27

Wiedziała, że gra była niebezpieczna, ba odczuła to na swojej skórze całkiem dotkliwie. Nie zapisała się nawet do tego turnieju sama, została postawiona przed faktem dokonanym. A mimo rozsądku brnęła w to wszystko dalej. I to dla udowodnienia samej sobie, że może zmierzyć się z grą, że może ją pokonać (w jej głowie miało to jakiś sens), że może nawet wygra cały turniej. Głupota, ale ten jeden raz sobie na nią pozwoliła.
Także się uśmiechnęła na słowa Rileya. Trzeba było przyznać, umiał poprawić jej humor.
- Tylko nie każ mi teraz niczego pisać. Uwierz mi, próbowałam, wyszło z marnym skutkiem - pokręciła głową. Szukanie pozytywów rzeczywiście mogło pomóc w przeżyciu rozgrywki, ale znając życie tylko do czasu. Zresztą sparaliżowana ręka nie było najgorszym, co mogło ja spotkać, a zawsze mogła użyć eliksiru uzdrawiającego.
- A co do moich umiejętności grania. Stawiam na zwykłe szczęście. Bo w umiejętności to raczej nie uwierzę - pokręciła głową i czekała na rzut chłopaka. Szło im całkiem sprawnie, mogli rozegrać wszystko w paru rundach, wyłaniając przy tym zwycięzcę.
Cytat, który im się ukazał, także nie był dla niej znajomy. Dlatego, gdy znikąd pojawiło się stado szczuroszczetów, poderwała się z miejsca i przysunęła w stronę barierki, jednak one ją ominęły, rzucając się chmarą na nogawki Rileya, który ledwo trzymał się na barierce. Ten jednak szybko uporał się ze zwierzątkami i wrócił na miejsce. Nie wiedzieć czemu Alice cała ta sytuacja wydawała się zabawna, ale wolał się do tego nie przyznawać. Zamiast tego grzecznie usiadła znów przy planszy, zsyłając chęć zaśmiania się gdzieś z tyłu głowy. Trochę nie wypadało.
- Żyjesz? - zapytała za to, mimowolnie się uśmiechając.
Nadeszła kolej na jej rzut.
Cytat, który zdążyła przeczytać, naprawdę bardzo jej się nie spodobał. Poczuła, jak z jej skórą zaczęło dziać się coś dziwnego. Odruchowo chciała sięgnąć różdżkę prawą ręką, zapominając, że przed chwilą przecież została sparaliżowana. Bąble zaczynały rozprzestrzeniać się po całym ciele, powodując nieznośny ból. Chciała krzyknąć, ale w jej gardle nagle powstała jakaś dziwna blokada niepozwalająca jej złapać nawet oddechu. Z oczu zaczęły cieknąć jej łzy cierpienia i bezsilności. Starała się wciągnąć choć trochę powietrza, kuląc się przy tym na ziemi, jednak to wydawało się niemożliwe. Sięgnęła w końcu po różdżkę, jednak zdała sobie sprawę, że nie mogła wypowiedzieć żadnego zaklęcia. Dopadła ją panika, przed oczami zamajaczyły czarne plamki. Ostatkiem sił udało jej się wyrzęzić zaklęcie. Odetchnęła głęboko, niemal się hiperwentylując. Cała jej twarz była we łzach. Podniosła się delikatnie i rzuciła kolejne zaklęcie, tym razem niwelując ból. Na jej skórze nadal widniały bąble, jednak to już mało znaczyło przy możliwości normalnego oddychania i braku bólu. Podniosła się z ziemi i spojrzała na Rileya. Zapewne wyglądała dość tragicznie.
- Mówiłam już, że nienawidzę tej gry? - wychrypiała, wskazując głową na kostki. Musiała się uspokoić, a runda jej przeciwnika była dobrym momentem. Tłumaczyła sobie w myślach, że to już chyba najgorsze co mogło ją spotkać. Nie próbowała nawet dopuszczać do siebie, że prawie się udusiła. Lepiej było, gdy o tym nie rozmyślała.

Kostka: 10, potem nieparzysta
Pole: 18
Efekt: Duszę się a do tego boli mnie całe ciało, bąble do końca gry Lubię to!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1345
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 576
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Nie Lis 05 2017, 04:51

Sorki, że te posty takie jakościowe, ostatnio umieram bardzo.

Posłałem Alice szybki uśmiech, wyobrażając sobie bez trudu sytuacje, w której zmuszona do napisania czegoś drugą ręką, nieprzyzwoicie długo by się męczyła.
- Chyba każdy miałby z tym kłopot. - Dodałem oczywistość, chyba nie przyjmując do siebie ewentualności o istnieniu oburęczności od samego urodzenia. To samo w sobie wydawało mi się jakieś nienaturalne. W końcu, moc magiczna z reguły ujawniała się jedynie w tej bardziej sprawnej dłoni.
Starcie ze szczuroszczetami odbyło się bardzo szybko, chociaż mnie wydawało się, że siedzę na tej barierce naprawdę całe wieki. W moje ramiona wdała się pewna sztywność, więc nawet cieszyłem się, że konsekwencje naszych rzutów nie dosięgają z reguły obojga graczy, a jedynie tego, który dotykał kości po raz ostatni. Miałem chwilę na rozmasowanie swoich starych gnatów.
- Och, tak. - Odpowiedziałem natychmiast. - To akurat nie było nic trudnego i mam nadzieję, że niebezpieczeństwo obejmie tendencja spadkowa. - Kąciki moich warg wykrzywiły się w lekkim uśmiechu. Jej pytanie było miłe, nawet jeśli kierowała się przy jego zadawaniu jedynie konwenansami towarzyskimi, nakazującymi prowadzenie rozmowy. Nie miałem nic przeciwko takiej lekkiej i niezobowiązującej wymianie zdań, więc chętne pociągnąłbym to dalej, ale potem Alice wylosowała swojego pecha i wszystko co tylko chciałem powiedzieć, jakoś tak wyleciało mi z głowy. Obserwowanie co się z nią działo było gorsze, niż gdybym sam musiał tego doświadczać. Nie mogłem jej też w żaden sposób pomóc, gdyż byłem tragicznie upośledzony, gdy chodziło o uzdrawianie. Wyrzuty sumienia ssały leniwie mój żołądek, gdy tak patrzyłem przepraszająco na Wildfire.
- Skończmy ją jak najszybciej. - Powiedziałem po prostu, starając się nie patrzeć na bąble na ciele Alice, ale rety, były naprawdę interesujące. No i ja się dziwiłem, że Ci nieliczni znający prawdę ludzie gapili się dziwnie na moje blizny, kiedy nawet sam nie mogłem się od tego powstrzymać, o ironio. - Idziesz jak burza, zaraz będzie z głowy. - Poturlałem kości i ku mojemu zaskoczeniu, mój pionek także wystrzelił naprzód. Zaskoczony takim postępem w grze, prawie przegapiłem rosnącą pod moimi nogami dziurę (brawo ja, trzeba mieć talent, aby przegapić trzęsienie ziemi). W porę odskoczyłem, prawie napataczając się na kolejną. Trzęsienie zdawało się ścigać jedynie mnie, więc starałem się nie zbliżać do Alice, aby nie ściągać jej na głowę moich problemów z otoczeniem. Na szczęście, solidne zaklęcie ochronne wystarczyło, aby nie oberwać. Miałem nieodparte wrażenie, że coś za gładko mi idzie, ale milczałem. W końcu po co zapeszać…

Kostka: 10, parzysta
Pole: 25
Efekt: unikam podwójnego trzęsienia ziemi

______________________



It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Pon Lis 06 2017, 22:46

Spojrzała sceptycznie na Krukona. Nie, żeby coś, ale wątpiła, by miało być coraz łatwiej.
- Znając tę grę, nie spodziewałabym się, że będzie mniej niebezpiecznie. Będziemy mieli szczęście, jak poziom niebezpieczeństwa nie zacznie wzrastać - stwierdziła. Nie była pesymistką. Po prostu to było bardziej prawdopodobne niż nagłe przejście rundy bez szwanku. A przynajmniej tak podpowiadał rozsądek, dzięki czemu, była przygotowana przynajmniej psychicznie na to, co wydarzyło się chwilę potem.
Chyba powinna zacząć chodzić na wróżbiarstwo, skoro tak trafnie udało jej się przewidzieć, że następne pole okazało się bardziej śmiertelne.
Widziała przepraszający wzrok Rileya i uśmiechnęła się, chcąc go trochę pokrzepić. Sama wolała być aktualnie ofiarą, niż gdyby miała patrzeć na cierpienie drugiej osoby. A nie była pewna, czy dałaby radę uratować chłopaka, czy nie zrobiłaby kompletnie nic.
- Jestem za - odpowiedziała na propozycję o szybkim skończeniu gry. Ostatnia runda, koniec koszmarnego turnieju, satysfakcja z zajęcia pierwszego, lub drugiego miejsca. I to z dodatkiem jedynie koszmarnych wspomnień. Naprawdę, chciała już to mieć za sobą.
Tym razem Riley wyrzucił naprawdę sporą liczbę oczek, całkiem sporo wyprzedzając Alice. Odczytała cytat przypisany do pola, natychmiast przypominając sobie, co zapowiadał. Ziemia zaczęła się trząść, zapowiadając powstanie wyrw w ziemi (a raczej aktualnie w moście). Już miała otwierać usta, by wypowiedzieć ostrzeżenie, jednak nie zdążyła. Już po chwili Riley musiał unikać co chwilę rozstępującego się podłoża. Udało mu się nie wpaść w żadną z dziur, co wywołało podziw u Alice.
- Ładnie. W mojej pierwszej rozgrywce spotkało mnie to samo i to tylko z jedną szczeliną, a i tak w nią wpadłam. Tobie poszło o niebo lepiej, chociaż podobno, gdy się wydostawałam, całkiem ładnie udał mi się lot i lądowanie - zaśmiała się.
Nadeszła jej kolej. Szybko wyliczyła, że aby wygrać w tej chwili musi wyrzucić dwanaście oczek. Poprosiła, sięgając po kostki, wszystkie możliwe siły wyższe, by jej się udało. Siły wyższe miały ją jednak w nosie. Albo perfidnie działały jej na złość. W przypadku, gdyby naprawdę istniały, obie opcje były prawdopodobne.
Zrobiła kwaśną minę, widząc jedenaście czarnych plamek, które miała przed oczami. Tak blisko, a jednak o to jedno oczko za mało. Naprawdę, cudowne szczęście. Westchnęła tylko i skupiła się na tekście, by przeczytać go, nim coś ją będzie chciało zabić.
- Oswoić demony znaczy zniszczyć je - wypowiedziała wskazówkę na głos. No tak, zależnie od interpretacji mogła ona oznaczać wiele różnych rzeczy, więc dużo dziewczynie nie dała. Bo naprawdę, nie przeszło jej na myśl, że pojawi się przed nią najprawdziwszy demon.
Patrzyła na przerażającą maszkarę, nie wiedząc dokładnie, co ma ze sobą zrobić. Spojrzała szybko na notes, szukając zaklęcia, którym mogłaby odgonić przerażającą istotę. Dostrzegając je, sięgnęła szybko różdżkę lewą ręką i mimo drobnego dyskomfortu, rzuciła na demona odpowiedni czar, skutecznie go pokonując. Zamrugała, zdając sobie sprawę, jak sprawnie jej to wyszło. Nie miała jednak na co narzekać. Wróciła wzrokiem do planszy.
- No cóż, mam wrażenie, że chyba jednak wygrasz - westchnęła, ale mimo wszystko przywołała na twarz radosną minę. Kątem oka zobaczyła eliksir uzdrawiający, zdając sobie sprawę, że i tak nie będzie, kiedy go później użyć. Odkorkowała go i wypiła duszkiem, mimo nieprzyjemnego smaku. Bąble natychmiast zniknęły, a jej prawa ręka odzyskała sprawność.
- Od razu lepiej - stwierdziła i zaczęła w napięciu czekać na rzut Rileya.

Kostka: 11 - potem parzysta 6
Pole: 29 :')
Efekt: Demon mnie straszy ale go przeganiam + piję eliksir uzdrawiający i znikają wszystkie zebrane wcześniej obrażenia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1345
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 576
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Wto Lis 07 2017, 20:27

Nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu, chociaż to nie była prawidłowa (a przynajmniej standardowa) reakcja na obietnice strachu i bólu.
- Ja chyba po prostu nie lubię mieć szczęścia. - Powiedziałem, zanim ugryzłem się w język, a nawet gdy już to zrobiłem, musiałem przyznać sam przed sobą, że nie było to kłamstwo. Bezmyślnie uchyliłem rąbka swojej osobowości, czego zazwyczaj starałem się nie robić podczas luźnych konwersacji. Wolałem udowadniać swoją wartość w akcji, jak wtedy, gdy tak brawurowo cisnąłem zaklęciem w smoczy bok, zamiast zdecydować się na bardziej adekwatną do sytuacji ucieczkę. Za ten jeden pokaz odwagi zapłaciłem naprawdę ogromną, we własnym mniemaniu, cenę. Nie rozumiałem dlaczego potrzebowałem ich więcej, ale nic nie mogłem na to poradzić. Świadomość nadchodzącej walki czy niebezpieczeństwa, na które nie miałem prawie wcale wpływu, rozgrzewała od środka mój żołądek. To ta chora ekscytacja, jaką na pewno czują wszyscy Gryfoni. Czasami zastanawiałem się, dlaczego ten stary kapelusz nie dostrzegł we mnie tych niesłabnących pokładów lekkomyślności, jaką lubiłem przypisywać mieszkańcom domu lwa. Zdaje się, że po prostu nie akceptowałem rozwiązania, wedle którego musiałem wykazywać więcej cech typowych dla Krukona. Ignorowałem to, jak usilnie teraz analizuję rozgrywkę, jak staram się wyprzedzić posunięcia planszy, kiedy przecież było to niewykonalne. Therią sterowały nasze rzuty i nic więcej.
Byłem zbyt skupiony, aby patrzeć na Alice, gdy tak uskakiwałem przed wyrwami w ziemi, ale gdy skończyłem, spojrzałem na nią z uwagą. - Po prostu często trenuje unikanie trzęsień ziemi. - Odpowiedziałem, lekko wychylając kąciki ust ku górze. Naprawdę nie potrafiłem przyjmować komplementów, skoro każdy z nich musiałem na swój sposób sprowadzić do żartu.
Nie mogłem uwierzyć w to co się działo. Alice wykonała naprawdę szczęśliwy rzut i już myślałem, że wygra (serce na moment zgubiło mi rytm, kiedy piątka obracała się jeszcze na ziemi, tworząc iluzję dodatkowego oczka), a potem dotarło do mnie, że to jeszcze nie koniec. Miałem naprawdę głupią minę. Jednocześnie odczuwałem pewne zadowolenie, że gra jeszcze trwała, a z drugiej strony Wildfire była tak blisko, iż przytłoczyło mnie poczucie niesprawiedliwości. W pełni rozumiałem jej niezadowolenie, sam pewnie czułbym się podobnie.
- Wow, to było zaskakująco mało niebezpieczne jak na przedostatnie pole. - Stwierdziłem na głos, trochę zaskoczony prędkością, z jaką Ślizgonka pozbyła się tej zielonej szkarady. - Nie chwal hipogryfa przed pierwszym lotem. - Dodałem, skupiając się na poturlaniu kości.
29. O ironio.
Westchnąłem, ale sam nie wiedziałem czy bardziej z niezadowolenia czy ulgi. Potem ten dech zamarł mi na ustach, gdy i mnie nawiedził demon. Był paskudny, ale może nawet byłby zabawny na swój sposób, gdyby tylko nie był taki zimny. Dotykał mnie, czułem w sobie ten chłód. Ledwo mogłem oddychać, gdy jakimś cudem rzuciłem wreszcie odpowiedni czar. Przegnałem demona, ale co mi po tym? Moje ramiona rozdygotały się silnie, a różdżka prawie wypadła mi z ręki, gdy zgrabiałe palce zapomniały jak prawidłowo trzymać.
- B-b-bierz ją…. - zająknąłem się, kiedy język odmówił mi posłuszeństwa. Odszukałem swój eliksir uzdrawiający. To i tak był koniec gry, a jeżeli tylko dałby radę mnie teraz ogrzać… - wygraną. - Dopełniłem swoją wypowiedź. Potem już tylko piłem do dna.

Kostka: 4, nieparzysta
Pole: 29 XD
Efekt: demon robi ze mnie lody, więc też sobie pije eliksir uzdrawiający

______________________



It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Sro Lis 08 2017, 22:55

Uniosła brwi, słysząc wyznanie chłopaka. Sama miała zupełnie inne zdanie na ten temat, wolała jednak uniknąć tego, co najgorsze. Owszem, lubiła wyzwania, ale miała dość silny instynkt samozachowawczy, lubiła swoje życie i naprawdę wolała unikać niebezpieczeństw. Oczywiście jej uczestnictwo w grze zaprzeczało tej filozofii, ale to inna historia.
- Mogę ci oddać całego mojego pecha, obejmuje nawet zawaleni się na ciebie sufitu - uśmiechnęła się i pokręciła głową. Naprawdę, gdyby było to możliwe, już w tej chwili pakowałaby swoje niesamowite szczęście do pudełka, naklejała wstążeczkę i przekazywała Rileyowi, pozbywając się go z ogromną radością.
Albo i nie.
Patrzyła, jak chłopak rzuca kostkami, niemal pewna, że właśnie przegrała. Spotkała, ja zamiast tego miła niespodzianka. Pionek Rileya zatrzymała się na tym samym polu co jej. 29. Przedostatnie pole, jeden krok od zwycięstwa.
Przybył demon, kolejny raz w ciągu paru minut. Wpatrywała się w niego, nie do końca wierząc w to, co się działo. Upiór przeszedł przez ciało chłopaka, nim ten zdążył rzucić zaklęcie. Po chwili jednak demon został pokonanym, a jej zostało zrobić jedno. Rzucić po raz ostatni w całym turniej i wygrać.
Przygryzła wargę, sięgając po kostki. Naprawdę, nie docierała do niej ta cała sytuacja. Nawet w momencie, gdy już wylosowała te pięć oczek, a jej pionek dotarł na metę, jedyne co robiła, to patrzyła z niedowierzaniem na planszę.
- Także wygrałam - stwierdziła na głos, dalej patrząc tępo na planszę. Naprawdę, po tylu trudach, tylu zmaganiach, tylu śmiertelnie niebezpiecznych sytuacjach... To był koniec, a ona mogła poszczycić się zdobyciem pierwszego miejsca. Dopiero gdy potwierdziła swoją wygraną, wypowiadając te pięknie sformułowane zdanie, dotarło do niej. Uśmiechnęła się szeroko i wstała, przeciągając się.
- Wygrałam. Naprawdę, w życiu bym się tego nie spodziewała - spojrzała na Rileya, nadal rozciągając swoje usta w radosnym uśmiechu. - Chyba będzie trzeba uczcić zdobycie pierwszego i drugiego miejsca, nie sądzisz? - zapytała, czując, jak nagle zaczęła rozpierać ją energia. Wiedziała, że nie zaśnie tej nocy. W końcu została mistrzynią. I mimo, że nie skakał z radości i nie piszczała niczym wariatka, naprawdę była szczęśliwa i dumna, że udało się jej to osiągnąć

Kostka: 5
Pole: 30+
Efekt: Wygrałam aww
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 29
  Liczba postów : 27
http://www.czarodzieje.org/t15355-youngjae-sprouse
http://www.czarodzieje.org/t15360-zelek-zelo#411880
http://www.czarodzieje.org/t15361-sowa-jae#411882
http://www.czarodzieje.org/t15358-youngjae-sprouse




Gracz






PisanieTemat: Re: Most   Sro Mar 07 2018, 11:04

Youngjae cieszył się, że po ostatniej kłótni, naprawdę nieprzyjemnym po południu, jego kontakty z Danielem poprawiły się. Chyba obydwoje zaczęli zauważać jakieś błędy, bo Garver nie olewał go na dniach, a Sprouse przestał być taką dramą queen, jaką był jeszcze niecałe dwa tygodnie temu. Nawet nie sądził, że utrzymywanie dobrych stosunków z Danielem tak mu poprawia humor, chociaż starszy nie raz go wkurzał swoim zachowaniem wobec siebie i pewnym wywyższaniem się nad jego młodszą osobą. Czasami miał ochotę powiedzieć, żeby się od niego odczepił, choćby gdy go cisnął z nauką, a sam podsypiał w bibliotece, ale nic nie mówił - bo naprawdę nie chciał, żeby może Danduś wziął jego słowa aż za bardzo poważnie i odsunął się od biednego Jae, który chyba by się popłakał, gdyby znowu musiał uświadamiać mu jego zachowanie.
Dobra nie, stop. Youngjae raczej by się nie popłakał. Raczej na pewno.
Ale tak czy inaczej, pielęgnowanie kontaktów z innymi było dla niego pewnym rodzaju priorytetem na równi z nauką i stwierdził też, że chyba jednak czas się bardziej rozruszać i zacząć czerpać więcej z życia! Próbować nowych rzeczy i takie tam. Dlatego poszli się przejść z Danielem, a że szkolne mury były już nudne i w ogóle fu, a na błonie czy inne dalsze wyjścia było po prostu za zimno, to poszli na most. I to był właśnie moment, w którym młody krukon postanowił rzucić coś niesamowicie szalonego.
- Ej Daniel, napijmy się kiedyś razem, co? - zapytał, chociaż chciał, aby zabrzmiało to jak stwierdzenie, ale jego niewinność w alkoholowych libacjach nawet nie pozwoliła rzucić mu aż tak śmiałej propozycji. Westchnął zirytowany, przypominając sobie jeszcze jedną, bardzo ważną kwestię, którą musiał z nim omówić. - Hyung~ musisz mi doradzić i pomóc - jęczał jak małe dziecko, proszące mamę w sklepie o czekoladowego batona. To co, że był absolutnie za wysoki na takiego dzieciaka. Liczył się fakt, że potrzebował porad swojego kolegi z dłuższym stażem życiowym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Most   

Powrót do góry Go down
 

Most

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 29 z 29Idź do strony : Previous  1 ... 16 ... 27, 28, 29

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
most wiszący
-