Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Szczyt Wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 37, 38, 39, 40  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Szczyt Wieży   Pią Cze 11 2010, 18:31

First topic message reminder :


Szczyt Wieży

Każdy kto chce tu przyjść, musi pokonać około pięciuset schodków. Jest to z pewnością wysiłek warty zachodu, bowiem rozciąga się tu wspaniały widok na błonia oraz większą część zamku. Warto zostać tu do nocy, szczególnie gdy nie ma lekcji i poobserwować nocne niebo, które widać stąd wspaniale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 19:51

Zaiste, było przyjemne w konsumpcji, a dla Vanberga wprost oczywistym wydawało się, iż każdy kto tylko zasmakował podobnie hedonistycznego życia, nie chciał wracać do tego, co było uprzednio. Najwyraźniej Dexter nie w pełni miał świadomość, że to życie lekkie, bywa nieznośne. Powszechnie wiadomo, że to drobny ciężar nadaje życiu pewien sens. Jeśli nie musimy niczego dźwigać, z niczym się zmagać, bywa bezsensownie. Z drugiej strony, nie zawsze tak było, więc stanowiło to pewnego rodzaju odskoczenie, świadomy wybór.
Aż nasuwa się porównanie do urokliwych tras koncertowych w które wybierał się Vanberg! Wszakże i tam ekwipunek był mniejszy niż liczba alkoholu, który mieli ze sobą. Niestety sporej części z tych wypraw po prostu dziś nie pamięta. Niemniej jednak, każdemu by polecił taki drobny wyjazd, żadnych zobowiązań, żadnych granic i żadnego zdrowego rozsądku. Cóż, raz się żyje, oby tylko nie za krótko. A ileż ludzi poznał w tym czasie, a ilu rzeczy spróbował, a co zobaczył! No dobra, z tym ostatnim to już nie tak do końca, wszak głównie oglądał ściany hoteli i sal koncertowych, więc to chyba niezupełnie się liczy.
Właściwie, czyż to nie ta miłość do klasyki ich w jakiś sposób połączyła? Co prawda, zapewne silniejszym spoiwem był świetny seks, ale nie spłycajmy aż tak wszystkiego! Pozostańmy przy tym, że to właśnie Leniwe Głumochłony i inni wielcy twórcy stali za tym, że ta dwójka przypadła sobie do gustu. Aż boję się pomyśleć, co ten biedaczyna by tu przeżywał, gdyby serio trafiła mu się jedna z pełnych moralności i niepewności Hogwarckich dziewczyn. A takowych tu nie brakowało. Może podjęłaby próby rozmowy z Vanbergiem na jakieś poważne tematy, a ten po pierwszych słowach znikłby na dobre, pod pretekstem pomylenia alkowy? Więc biorąc pod uwagę zdolności swatki pozostaje potwierdzić, walentynki naprawdę nie są złym dniem.
I znów zupełnie nie mogąc podziwiać tej jej fantastycznej sukienki, której to na pewno chciał poświęcić więcej uwagi, skupił się na jej udzie, które to za sprawą niewinnego odsłonięcia zostało bardziej ukazane.
- To już zależy od punku widzenia, nie często mogę narzekać, że robisz to czego nie powinnaś – stwierdził wracając wzorkiem ku jej niebieskim oczom, a i przy tym przesuwając palcem wzdłuż suwaka, kolejno po linii jednego z ramiączek. Śmiem sadzić, że sekret tkwił w tym, że to co inni uważali za rzeczy, których nie powinno się robić z przykładowo przyczyn moralnych, on uważał, za idealne pomysły. I takim oto sposobem, nie mógłby narzekać choćby na to, że właśnie zaciągnęła go brutalnie do alkowy, że oto bez zbędnych jakże banalnych wstępów znajduje się idealnie blisko niego. A jego dłonie natomiast swobodnie mogą sunąc wzdłuż jej pleców by zatrzymać się dopiero na jej talii, chociaż nie, nie zostały tam długo, zaraz zsunęły się niżej. Ach niecierpliwe!
- Dzieła choćby krawieckie powinno się podziwiać, a zapachem jak najbardziej delektować – rzekł tuż do jej ucha, gdy tak odpowiednio blisko się przysunęła, a po tym jego usta ruszyły po jej słodko pachnącej skórze na szyi. Choć nie złożył wcale pocałunków, jedynie przesunął wargami delikatnie wypuszczając z nich powietrze, co też zapewne odrobinę łaskotało. To chyba chwila w której on składał w myślach skomplikowaną litanię dziękczynną, za przydział tejże pociągającej dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 20:13

- Faktycznie. Chociaż wolałbym trafić na najgorszego wroga niż na niesamowicie szczęśliwą i zakochaną w każdym puchonkę, albo jakąś gryffonkę, która by cały wieczór mi gadała o tym jaka jest dzielna, odważna i inne okropne bzdety. Wtedy to już w ogóle oszaleć można. Takiej to bym nawet patykiem nie tknął, a co się dopiero z nią związać – Określił tym jednym zdaniem jakie jego zdaniem są osoby z tych właśnie domów. Do uczennic i uczniów Ravenclawu nic nie miał. Oni byli mili, inteligentni i nie przesadzali z niczym w ani jedną stronę. Chociaż zdarzały się nadęte kujony, ale to już naprawdę bardzo rzadko i takie osoby raczej lądowały w innych domach. No i oczywiście dom założony przez Salazara sławił ponad życie tak, jak każdy jego niezwykle ambitny mieszkaniec. To chyba był nawet w pewnym sensie obowiazek.
Tak sobie też myślał... A co jeśli trafiłby na geja? To już w ogóle wieczór byłby tragiczny. Zwymiotowałby homofob i uciekł czym prędzej. I więcej by go to miejsce nie widziało! A przynajmniej przez kilka następnych minut, bo wrócił by pewnie, żeby zabrać ze sobą alkohol i stworzyć sobie nowe zapasy.
Gdyby dziewczyna powiedziała na głos, że jest w porządku pewnie by był z tego niezwykle zadowolony i szczyciłby się tym do innych, którzy takiego zdania o nim nie mają. Bo w końcu skoro kilka osób to powiedziało i on tak uważa, to musi to być święta prawda. Szczególnie, że on tak myśli! Bo Dracon prawie nigdy się nie myli. A jeśli tak? Patrz wcześniej.
- Tak myślę. Ale jeśli masz ochotę, to owszem płacz. Tylko tak, żeby po wyjściu nikt tego nie zauważył. W końcu musisz pokazać całemu światu, ze jesteś silna jak skała i że to cię nie rusza – Powiedział pstrykając ją niedbale w czoło i odwracając się w kierunku zasłonki. Zastanawiał się jaka teraz poleci kolejna mdła muzyczka, której fundament będą stanowiły słowa „I love you” przelewające się przez całą melodię i drażniące jego bębenki oraz całą resztę.
- To skoro tak bardzo w niego wierzysz, to dlaczego go nie poszukasz? Rzuć w cholerę szkołę, lekcję bal i gnaj za nim. Może wtedy znajdziesz go, a on wreszcie uświadomi ci o czym tak naprawdę myślał robiąc ci coś takiego – Zaproponował. Owszem. Jej uczucia dla niej były niepojęte. A tym bardziej to, dlaczego siedzi w okrągłej karocy jak z jakiegoś kopciuszka, czy różowej zabawki z serie Barbie od mugoli. Przecież mogła jeszcze tyle zrobić prawda? Nawet, jeśli nie chciał żeby go szukała to co z tego? On miał gdzieś jej uczucia, więc czemu miałaby się przejąć jego. Nie mógł wiedzieć, jak zareagowałby w takiej sytuacji. Nie przeżył tego. Ale podejrzewał, że on by gonił dziewczynę. Bo byłaby jego i tylko jego. I nikt inny nie miałby do niej najmniejszego prawa. I chciałby jej pomóc cokolwiek by się działo.
- Wiesz. Gdybyś nie była w takiej sytuacji to bym ci się oświadczył – Mruknął może niedelikatnie, ale właśnie to pomyślał kiedy zobaczył, że Ail ma przy sobie aż tyle niesamowicie przepysznego trunku. Sięgnął po butelkę i wziął kubeczek. Nalał do połowy samej czystej po czym wypił ją naraz. I zdrowie!


Ostatnio zmieniony przez Dracon Nicholas Uchiha dnia Pon Lut 13 2012, 17:03, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 21:34

Próby odszukania półśrodka tak coby osiągnąć egzystencje lekką ALE z drobnym ciężarem w celu nadania sensu to raczej ciężkie rozmowy. Na pewno nie dla nich, zajętych sprawami wazniejszymi i totalnie hedonistycznymi. Takim idealnym połączeniem w sumie są. Colset naturę miała skrzywioną w oczywisty sposób bo umówmy się że nie jest normalnym stały niegasnący pociąg do co drugiej jednostki płci męskiej, że sny erotyczne weszły w kanon codzienności i nierzadko nawiedzają ją również na jawie oraz że nie przeszkadza jej seks widniejący jako wstęp do konwersacji.
A Dexter? Nie wiem, Set nie znała go dobrze, ale kiedy próbowała ostatnimi czasy nadać konkretnym relacjom stosowne nazwy to myśląc o tym wyglądającym na wyjątkowo wyciszonego i zdystansowanego naszło ją odruchowo jedno określenie. Profesjonalnie. Tak się jej wydaje. Może się z nim kochać, później rozmawiać, rozmawiać przed skromnymi pieszczotami, wykrzykiwać zdanie dotyczące pierwszego singla Gumochłonów, czując w sobie Dextera w tym najwyższy stadium zbliżenia. I bez obaw o jakieś zbędne uczucia i przeczucia. On ją uszczęśliwiał, miała nadzieję że ona też mu krzywdy nie robi. Dzięki temu po skończonej analizie mogła mentalnie zakreślić jaskrawopomarańczowym flamastrem tę relacje jako najzdrowszą. Bo że przy okazji jednej, dziesiątej oblewała ją gorączka erotyczna to już kwestia inna.
Teraz na przykład też... Jak tak ją, kurczę, prowokował. To jest tak fantastyczne, że mogłaby bez endu. Ciekawiło ją jak to by było, czy zdołałaby osiągnąć maksimum podniecenia dzięki subtelności, a nie rozrywanych w porywie namiętności ubrań. Colset doprowadzona do histerii i wyżyn niedosytu może być kreatywną Colset, wniebowziętą Colset. Mogłaby kiedyś spróbować!
- Składa się wyśmienicie, że nasze punkty widzenia są... zbieżne - przełknęła głośno ślinę, czując jego zimne dłonie na swoich lędźwiach, właściwie niczym osuwający się lodowiec, tylko taki raczej budujący niż destruktywny. Co on z nią robił! No to, że na przykład mimowolnie wygięła się w łuk, a niecierpliwość dłoni jest zaraźliwa i już już sięgała do jego torsu, co w sumie dawało dość jasny przekaz: "chce więcej kontaktu fizycznego więc łapię za co popadnie; ale nie rób tego wszystkiego szybko i popędliwie; pomiziaj mnie jeszcze. for fuck's sake chodź się całować!". Całkiem jasny i konkretny i w ogóle nie wykluczający się przekaz.
Jego wargi na swojej szyi przyjęła z typowymi w takiej chwili dreszczami i ze wzrostem temperatury ciała, albo to gdzieś w jej głowie się działo. W każdym razie powoli ulatywały z niej wszystkie ładne i stosowne myśli, jakby chcąc skryć się głęboko przed rozpaleniem, które nadchodziło.
- I to wielkimi krokami - wymamrotała na głos, wkładając rękę pod koszulkę chłopaka i układając swoje palce w zagłębieniach miedzy jego żebrami. W sumie było to wyrwane z kontekstu, w sumie właściwie z jej myśli ale to znaczenia nie miało, bo zaraz dodała trzeźwiejszym tonem. - To ja pozwól podelektuję się Tobą, doceńmy starania swatki. Jak chcesz możesz mnie nawet podziwiać - zacisnęła dłoń na jego ciele silniej, tak coby mu do głowy nie przyszło się oddalić na pół centymetra i w ramach korzystnych warunków przejechała krańcem języka po vanbergowskiej krawędzi ucha. Tylko raz i szybciutko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Republika Czeczeńska
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1507




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 22:43

Marg wkroczyła z uśmiechem na szczyt wieży. Była strasznie podekscytowana dzisiejszym wydarzeniem. Jej ślicznej główki nie zaprzątały myśli o wydarzeniach sprzed roku. Praktycznie w ogóle wymazała je z pamięci. Pozostawiła tylko te przyjemne. Postanowiła ubrać się w krótką, prostą czarną sukienkę, a w lekko przygładzone przed wyjściem włosy wpięła dużą, sztuczną, czarną różę. Do jej nosa od razu dostał się jakby zapach miłości. Przynajmniej dopadło ją takie dziwne wrażenie. Lekka mgła w całym pomieszczeniu i muzyka robiły swoje. Przymknęła oczy i rozejrzała się dokładniej po wnętrzu. Zobaczyła, że w alkowie numer 14 już ktoś jest. Uśmiechnęła się pod nosem, bo wiedziała kto będzie tam na nią czekał. Wyprostowała się i ruszyła w kierunku alkowy, w której znajdował się jej ukochany.
Posłała mu delikatny uśmiech. Tak dawno go nie widziała. Była zaskoczona tym, w jaki sposób był ubrany. Oczywiście pozytywnie zaskoczona. Zapewne nie udało jej się tego ukryć. W końcu w życiu jeszcze nie widziała go tak eleganckiego.
- Cześć. - Szepnęła, usiadła obok narzeczonego i czekała na jego reakcję. Miała nadzieję, że stęsknił się za nią choć w połowie tak jak ona za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 23:43

Kiedy zasłona została odsłonięta i do moich uszu dobiegła delikatna muzyka otworzyłem oko by spojrzeć na Ukochaną. Wyglądała przepięknie w swojej kreacji, czerń pasowała do Płomyczka, a szczególnie wpleciona w Jej płomieniste włosy róża. Taka kobieca, zmysłowa, a jednocześnie słodka i niewinna. Uwielbiałem te sprzeczności w Marg sprawiały że nie potrafiłem Jej pojąć i zrozumieć, choć czasami było wręcz przeciwnie.
- Witaj. - odpowiedziałem ciepło cichym głosem. Przyglądając się Płomyczkowi praktycznie nie mrugałem, nie mogłem się nacieszyć Jej widokiem. Do tego zaskoczyłem Marg wyborem swojego stroju, Jej reakcja bardzo mi odpowiadała.
- Wyglądasz fascynująco, a ta róża to intrygujący dodatek. - mówiąc to pochyliłem się w kierunku Płomyczka i powoli złożyłem pocałunek bliski naszemu pierwszemu z tą tylko różnicą że tym razem był przepełniony uczuciami które wtedy dopiero się rodziły. Wróciłem na swoje miejsce i ponownie się odezwałem.
- Jak się czujesz po wizycie w moich rodzimych stronach? - to było pierwsze co przyszło mi na myśl, no może poza kilkoma innymi rzeczami, ale z nimi wolałem poczekać. Szczerze nie mieliśmy jeszcze okazji porozmawiać na ten temat, a bardzo mnie on interesował. Byłem ciekaw co takiego Marg myśli na temat mojej rodziny, szczególnie matki i sióstr. Można nawet powiedzieć że się denerwowałem, lecz skrzętnie to ukrywałem, a może po prostu tak sobie wmawiałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Skąd : Szwajcaria, Berno
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 329
  Liczba postów : 341
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2673-quentin-tricheur
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6044-quentin-tricheur-zapraszam#171487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6043-quenio#171480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7211-quentin-tricheur#204514




Moderator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Lut 13 2012, 01:26

Bal walentynkowy. Cóż za niebywały dzień. Quenitn na przykład całkiem lubił walentynki, z prostej przyczyny. Zawsze spędzał je przyjemnie. Nie pamiętał jeszcze dnia 14 lutego, w którym płakał samotnie do poduszki. Prawdopodobnie miał po prostu farta. W każdym razie jeszcze ani w Hiszpanii, ani tym bardziej w jego nudnej, Szwajcarskiej szkole nie obchodzili tak hucznie święta zakochanych. Był wyjątkowo rozbawiony wszystkim co mają robić tego dnia, a najbardziej Słodką Swatką, do której niezwykle chętnie się zapisał. Nie to, że szukał drugiej połówki, raczej uważał to za przednią rozrywkę. W każdym razie w dniu imprezy wcisnął swoją kościstą dupę w czarne rurki, założył czerwoną marynarkę, a pod spodem czarną koszulkę z jakimś dziwnym motywem. W każdym razie, kiedy wszedł na wieżę astronomiczną, dostrzegł w tłumie swojego przyjaciela, Dextera Vanberga, który ubrał się odwrotnie kolorystycznie do niego. Ach jak cudownie, aż się łezka w oku kręciła nad ich jednością. Tricheur dostając swój numerek zagadał wesoło do osoby, która uraczyła go dzisiejszą niespodzianką i żwawo poszedł do swojej alkowy. No dobra może nie do końca do niej, bo stwierdził, że najpierw podejdzie do Dexa, przy okazji niechcący wpadając na dziewczynę z drogocenną bransoletką na ręce. Zażartował coś a propo ich ubrań i wysępił od niego skręta.
Tym razem skierował się do swojego miejsca spotkania z walentynką. Naprawdę, urocze. Spojrzał jeszcze raz na numerek sześć nad zasłoną i wszedł szybko do środka. Wszystko było takie przyjemne i relaksujące. Quentin usiadł na chwilę na wygodnej kanapie, by po chwili zmienić zdanie i położyć się na niej. Wsadził do ust skręta i podpalił go delektując się jego smakiem i przytulnością miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Republika Czeczeńska
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1507




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Lut 13 2012, 12:32

Uśmiechnęła się na pochlebstwa ze strony Yavana.
- Dzięki. - Powiedziała radośnie i już po chwili w całości oddała się przyjemnemu pocałunkowi. Tak, zdecydowanie przypominał ten sprzed roku. Zrobiła lekko niezadowoloną minę zaraz po tym jak pocałunek został, według niej, brutalnie zakończony. Jej narzeczony raczej tego nie zauważył, bo zadał pytanie, którego nie mogło dzisiaj zabraknąć. Chociaż jeszcze przed chwilą miała nadzieję, że nie będą poruszali tego tematu. Uśmiechnęła się delikatnie. Zastanawiała się czy mówić tak, żeby Yavan był spokojny i zadowolony czy raczej mówić tak jak czuje. Po chwili udawania, że coś przyczepiło jej się do sukienki postanowiła wybrać drugą opcję. Była jednak prawie pewna, że Ślizgon widział, że bardzo głęboko namyślała się zanim cokolwiek powiedziała.
- Na pewnie czuję się dziwnie. - Zaczęła, unikając patrzenia na niego. - Pewnie dlatego, że to zupełnie inna kultura, zupełnie inne zwyczaje... - Przerwała na chwilę. Mówiła teraz o tym co w sumie nie było ważne. - Twoje siostry i matka... To było takie dziwne. - Przymknęła oczy, żeby znaleźć odpowiednie słowa. - Tak, były dla mnie serdeczne, miłe, ale w ich oczach było coś takiego, co mówiło mi, że szczerze mnie nienawidzą. Może to tylko takie głupie wrażenie, ale przerażało mnie. Wydawało mi się też, że nie spuszczają mnie z oka, ciągle obserwują. - Teraz już spojrzała na narzeczonego. - Nie wiem co mam myśleć. Ty znasz je lepiej, więc mi powiedz. - Wstała z miejsca i podeszła do barku, nalała obojgu whisky i wróciła na miejsce. Dobry nastrój jakoś zniknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Lut 13 2012, 13:29

Ukochana długo zastanawiała się zanim postanowiła odpowiedzieć, mówiąc unikała mojego wzroku co ukłuło mnie w serce, ale taka była moja Marg, a przecież za to kim była Ją kochałem. Uważnie obserwowałem Płomyczka i wsłuchiwałem się w Jej słowa. Kiedy Ją tak słuchałem wracałem wspomnieniami do tamtych chwil...niestety to była moja wina że Ukochana tak się czuła! Nie zawsze byłem przy Niej i nie dostrzegałem wszystkiego co się wokół Marg działo, a przecież moja własna rodzina krzywdziła mojego Płomyczka! Gniew powoli wzbierał we mnie, ale trzymałem go na wodzy nie mogłem sobie pozwolić na wybuch złości. Pierwszy raz nawet cieszyłem się z tego że nie spoglądała mi prosto w oko, obawiałem się tego co może ujrzeć. Kiedy podała mi szklankę byłem już spokojny. Odkładając trunek uklęknąłem przy Płomyczku i chwyciłem Jej delikatną dłoń.
- Wybacz mi że nie było mnie zawsze przy Tobie w tamtych chwilach. - mój głos był lekko chropowaty, a słowa nie przechodziły mi łatwo przez gardło. Czułem ogromny wstyd uczucie o którym praktycznie zapomniałem.
- Powiem coś, a potem nie będziemy wracać do tego tematu dzisiejszego wieczoru. Moja rodzina może Cię nie akceptować, ale to mnie całkowicie nie obchodzi! Przeciwstawię się Jej jeśli będzie trzeba! - nigdy nie sądziłem że te słowa będą mnie aż tyle kosztować, to były moje prawdziwe uczucia.
- Zaś jeśli chodzi o moje siostry i matkę, uwierz mi polubiły Cię. Choć trudno Im się do tego przyznać, opiekowały się mną od lat, zawsze się Im zwierzałem. A teraz pojawiłaś się Ty i zabierasz Im syna oraz brata. Założę się że przyglądały się uważnie by móc Cię poznać oraz ocenić, a srogie spojrzenia pewnie były próbą. Wybacz że nie zauważyłem tego i nie podjąłem działań. - po tych słowach pocałowałem Marg w dłoń, delikatnie muskając Jej skórę w kilku miejscach.
- Biorąc pod uwagę prezent który mi zostawiły dla Ciebie to całkowicie Są po naszej stronie. - tym razem nutka rozbawienia pobrzmiewała w moich słowach i właśnie w tej chwili spojrzałem prosto w zwierciadła duszy Ukochanej. Nie dlatego by zobaczyć Jej reakcję, tylko by Ona mogła dostrzec moje uczucia i pewność siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Lut 13 2012, 17:12

Odszedł od orkiestry w kierunku okien i stojącego tam stolika. Doszedł do niego spokojnie rozpiął garnitur i usiadł przy nim mając przed sobą okno wychodzące na piękną panoramę jeziora i gór w objęciach zimy. Nie mógł znaleźć wygodnej pozycji na tym krześle sięgnął po różdżkę i transmutował je w fotel rozsiadł się w nim wygodnie i podparł twarz ręką, sięgnął po kieliszek stojący na stole który po chwili napełnił się za sprawą Berth winem z jego piwniczki nie tutejszym lecz jego własnym bezpiecznym, miłym dla niego białym deserowym, jakże je lubił. Wsłuchując się w miły szmer balu rozmów i muzyki, rozparł się w krześle i leniwie spoglądał na otoczenie to na widok zza okna, powoli delektując się winem i atmosferą.


Ostatnio zmieniony przez Aleksander Brendan dnia Pon Lut 20 2012, 18:39, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Lut 13 2012, 17:38

Nie, nie Vanberg nawet nigdy nie podjąłby rozmowy dotyczącej ciężkości, czy też lekkości bytu, ba niemal pewnym jest, że jeśli ktoś takowy wątek poruszył, ten szybko oddaliłby się od owego towarzystwa uznając je za wyjątkowo nudne. Wprost przeciwnie zachowywał się jeśli ktoś poruszał tematy o wiele lżejsze. Imprezowe historie zwłaszcza mile widziane. Oboje musieli nie być zbyt zdrowi, zbyt normalni i właściwi, tacy jak ludzie w ich wieku. Stety, niestety to, że lądowali nieustannie w łóżkach innych osób, co więcej zagrzewając tam miejsce jedynie na ową noc, nie czyniło z nich ludzi typowych. Być może Colset miewała przeczucie, że źle robi, jednak w tej kwestii Dex był zupełnie wyprany. To jak postępował było dla niego zachowaniem kompletnie normalnym, nawet niekiedy zapominał, że inni nie miewają tak wielu przygód seksualnych jak on. Żył w innej rzeczywistości, w takiej gdzie codzienność Vanberga była oczywista. Jeżeli ktokolwiek powiedziałby mu, że miewa za dużo przelotnych romansów uznałby go za idiotę, który nie wie na czym polega czerpanie z życia garściami. To, że być może upada, czuł tylko gdy przekraczał jakieś granice, a tego ostatnio nie doświadczył. Wszakże jak przesuwać granice, które i tak są już niemal na skraju?
Relacja, która łączyła go z Colset była z kanonu tych jego ulubionych. Mógł z nią rozmawiać o tym co wspólnie ich interesowało i jednocześnie bardzo niezobowiązująco się z nią pieprzyć. Mógł nie zrywać z nią kontaktu, wiedząc, że ciągle pozostanie to na tej samej stopie. Nie uzależniali się od siebie, nie uwiązywali, nic nie stało na przeszkodzie, by nadal się widywali. Ta znajomość była w pewnym sensie przyjemnie bezpieczna. Uwielbiał ową swobodę, przy której nie musiał rezygnować z danego kontaktu. To było dobre, grało idealnie, było jak jedna ze znanych piosenek Leniwych Głumochłonów. Choć patrząc na status tej relacji tak przesiąkniętej pożądaniem, może jednak brzmiało jak Fatalne Jędze.
Przyjemny dreszcz przebiegł przez jego ciało, gdy blond włosa uraczyła go tym krótkim muśnięciem, a zaciśnięcie mocniej ręki by nie uciekł, było wprost zbędne, bo ostatnią rzeczą o której teraz by pomyślał, to by oddalić się z tego miejsca. W zamian za to przyciągnął ją do siebie gwałtownie, robiąc kilka kroków do tyłu, do momentu, aż natrafił na coś za sobą. Jak się okazało, była to ławka, na której Dexter zaraz usiadł, przysuwając Colset do siebie, tak by wylądowała na jego kolanach.
- Muszę je rozgrzać – powiedział na temat swoich rąk, które przesunął z jej pleców i skierował pierw na jej obojczyki. Delikatnie po nich przejeżdżając zatrzymał się będąc w centralnym punkcie, stamtąd ruszył w dół. Warto dodać, że przy tych niewinnych czynnościach wcale nie spuszczał wzorku z niebieskich oczu dziewczyny. Jego dłonie dość wolno przebyły drogę od obojczyków, po linii między jej piersiami, kończąc podróż na suwaku w sukience. Tym razem nie pociągnął go ku sobie, a w dół, takim oto sposobem otwierając materiał i ukazując więcej jej pięknego ciała.
– Złożę hołd swatce bardzo entuzjastycznie Cię podziwiając – stwierdził, bardzo ochoczo przenosząc wzrok na jej biust. Jego ręce powędrowały pod tkaninę powoli prześlizgując się pierw po linii pod jej biustonoszem, a następnie nad. A i do tego postanowił ją musnąć samą końcówką języka, od linii gdzie miseczki biustonosza się łączyły, zupełnie jak poprzednio jego dłonie, docierając do obojczyka, a kończąc na jej smukłej szyi. Miła odmiana dla codzienności w której zwykle chodziło o to, by w porywach namiętności jak najszybciej zrzucić z siebie i drugiej osoby, ubrania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Rumunia/Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 61
Dodatkowo : animag (szczuroszczet), teleportacja
  Liczba postów : 77




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Lut 13 2012, 18:27

Walentynki! Cóż za doprawdy urokliwy czas dla wszystkich szczęśliwie zakochanych par. U Tali raczej ten dzień wywoływał poczucie, że już niedługo zmarnuje sobie resztę życia z facetem, którego nie kocha (bo to kaprys ojca), który jest bratem jej najlepszej przyjaciółki, która jest z takim jednym dupkiem, a ewidentnie czuła coś do jej brata... dobra, gdyby autorka nie znała pochodzenia owych postaci, to z pewnością pomyślałaby, że opisuje dzieje rodem z brazylijskich/meksykańskich/jakichkolwiek telenowel. Jednak tak prezentowała się ta smutna rzeczywistość i gdyby nie fakt, że poczucie romantyzmu było u niej nieco ograniczone, z pewnością uwierzyłaby w te wszystkie slogany swatki o dwóch różnych połówkach tego samego owocu. Chociaż nikła nadzieja, że wyjedzie kiedyś z kimś hen daleko od rodziny wciąż tliła się w nieco skamieniałym serduszku panny Lavoie.
Tymczasem wróćmy może jednak do akcji właściwej, dziejącej się na szczycie cudownie romantycznej wieży. Dzięki formie sprawnie pokonała całe góry schodów, ubrana w sukienkę (skoro tyle osób już się chwali!), w czarnych, płaskich balerinach i oczywiście obwieszona całą stertą bransolet i naszyjników wszelakiej maści. Do tego odpowiednio pomalowała paznokcie, czyli na granatowo, oraz jak to ona nałożyła na twarz ciemny makijaż. Przed wejściem poprawiła jeszcze rozpuszczone włosy i przekroczyła próg pomieszczenia wraz z numerkiem odpowiedniej alkowy. Zanim się jednak tam udała, rozejrzała się bacznie dookoła, czując, jak każdy mięsień jej ciała się rozluźnia i jak unosząca się mgła zaprasza w swoje ramiona. Zakołysała się kilka razy na parkiecie w takt muzyki, by ostatecznie powędrować do miejsca docelowego. Hm, ciekawe, czy kogoś zastanie już w środku?
Urzekła ją purpura alkowy, która zdawała się zapraszać do środka i mamić na pokuszenie. Idealnie wręcz! Jednak zamiast ponapawać się chwilę samotnością i przy okazji może się czegoś napić, musiała szybko analizować, któż to leży jak gdyby nigdy nic na JEJ kanapie! Zbliżyła się więc szybko i kiedy już poznała owego osobnika, uśmiechnęła się chytrze, a potem udała zbolałą minę.
- Och, Romeo*, czyś to ty jest mi pisany na wieki? - spytała teatralnie, przyklękając i opadając twarzą na tors Quentina, układając tam również dłonie. Odczekała stosowną chwilę grozy, by podnieść łeb i zaśmiać się szczerze, tym razem odwracając się tyłem do chłopaka i siedząc na podłodze. Nie wiem, czy ktokolwiek zrozumiał ten opis, ale autorka ostatnio prawie w ogóle nie sypia, dlatego wybaczmy jej tego posta. Amen!

*niestety nie ma nigdzie magicznego odpowiednika tej uroczej parki, dlatego załączam w oryginale!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Lut 13 2012, 21:39

Jeśli jest coś, co satysfakcjonuje Colset bardziej niż wielokrotny orgazm i pierwszy śnieg to jest to całkiem nieziemska świadomość, że komuś jest przy niej przynajmniej tak dobrze, jak jej przy nim. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi - nachodziły ją czasem takie dramatyczne i pewnie bezpodstawne urojenia, że wykorzystuje, nie dając w zamiast ani krzty rozkoszy. Nie zawsze tak miewała, raczej w sytuacjach, gdy partner okazuje się wyzwaniem bądź jest nad wyraz pociągający i atrakcyjny. Wtedy kobieta, jak to kobieta, stara się wyjątkowo i pragnie dać z siebie mnóstwo wszystkiego, wykorzystując pełną gamę intrygujących... zdolności. A w tej kwestii Cols jest kobietą nad kobietami, widzącą w Dexterze yntelygentne pociagająco-atrakcyjno-orgazmogenne wyzwanie. Kumulacja konkretna, nadzieja na zaspokojenie Vanbegra jeszcze bardziej.
Bo póki co to on tu cholera wyczyniał jakieś niewyobrażalne rzeczy z temperaturą jej ciała, dziwnym (choć tak przez Colset uwielbianym) łaskotaniem w podbrzuszu i odruchami bezwarunkowymi w postaci rozkosznego rozchylania warg, bezwiednego wpijania paznokci w boskie ciało vanbergowskie czy mrużenia oczu, które jakby rozbłysły. Spokojna acz zdecydowana akcja podjęta przez Dextera w celu zmiany lokacji spodobała się jej, w końcu siedząc (przede wszystkim na NIM) ma większy, lepszy i konkretniejszy pretekst by stykać się z nim sporą powierzchnią ciał, które dzieli jedynie warstwa, czy tam dwie cienkiej bawełny/koronki/jeansu, które pewnie okazałyby się mało odporne na roztargiwanie ich na rozpalonych ciałach kochanków.
A o tym Colset nie myślała. Prędzej targnęło ją przeczucie, że Dex jest w posiadaniu zaawansowanej legilimencji, skoro zachował się właśnie tak, jak ona pragnęła. Przysunęła się blisko, bliziutko niego, siedząc na jego kolanach w jakiekolwiek by tego słowa nie ubrać - okrakiem, co spowodowało automatyczne i samoczynne podciągnięcie się sukienki gdzieś wysoko wysoooko pod linię równie koronkowych co sukienka majtek, tylko hmm, nieco cieńszych i gdzieś z przeciwnego krańca palety kolorów. Nawet przy doborze bielizny Cols ograniczyła się do uwielbianego przez nią koloru czarnego.
Zachowanie Dextera było spełnieniem marzeń. Mogła w jednym ułamku sekundy pomyśleć o tym, co według jej cichych skromnych nadziei mogło się stać, podczas gdy on już działał identycznie. Czuła się tak jakby każdy delikatny i pozostawiający niedosyt dotyk był poprzedzony osobną grą wstępną, co doprowadzało do szaleńczych zawirowań w całej jej pożądającej bliskości osobie. Zdecydowanie. Dzisiaj chciała być zdominowana, chciała czuć mężczyznę.
- Jak świetnie się składa - wymruczała, czując jak wpada i tonie w nieskończonej otchłani jego oczu. Och, uwielbiała takie spojrzenie; mocne, zdecydowane, mało ckliwe i niemal pozbawione pseudoczułości. - Bo ja najwyraźniej muszę oddać ciepła... sporo - zdołała jeszcze wykrztusić całkiem naturalnym tonem, zanim podróż dłoni chłopaka zakończyła się na suwaku jej sukienki. Wiedziała, że jej wybór okaże się trafiony.
Podobnie jak jego, ZNÓW. Uśmiechnęła się z aprobatą i uznaniem, choć Dex mógł owy subtelny przekaz przeoczyć, wykorzystując język do kolejnych aktów dewastacji colsetowej trzeźwości umysłu.
- Wiesz, że chyba po raz pierwszy nie jestem w Twoim towarzystwie pod wpływem ani alkoholu, ani eliksiru? - wiedział o jakie towarzystwo chodzi. I w ramach skromnego dowiedzenia, że tak właściwie nie potrzebuje upojenia ścisnęła mocniej uda na jego bokach, poczekała aż minie nagła fala odczuwalnych fizycznie dreszczy spowodowanych działalnością dexowego języka na jej dekolcie, po czym palcem wskazującym pomogła sobie unieść jego twarz tak, by po ponownym uchwyceniu kontaktu wzrokowego zbliżyć się powooooli do jego twarzy. - To trochę... - kontrolując się potężnie (a właściwie hamując odruchy swojego ciała, które żądały namiętności natychmiast), uśmiechnęła się wyjątkowo szelmowsko, zacisnęła mocno zęby, uważając by zbyt prędko nie prowokować kontaktu samych warg, na jego dolnej i pociągnęła do siebie, wyciągając szyję daleko w tył, ani trochę nie przyspieszając tempa wypadków, zanim uzupełniła myśl - ...intrygujące.


Ostatnio zmieniony przez Colset A.Venge dnia Wto Lut 14 2012, 00:55, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Ditcheat
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 92
  Liczba postów : 101




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Lut 13 2012, 22:52

Co za różnica. Walentynki, czy inny dzień, każdy jest odpowiedni na miłość, według Trixie Froy. Dlatego co za różnica czy jest 14 lutego, czy 30 września. Zawsze należy okazywać ogromne pokłady miłości, według Gryfonki. Ale na całe szczęście nikt jej o to nie pytał. A sam dzień zakochanych był przynajmniej pretekstem do zrobienia balu. Nie chodziło o samą swatkę, Trix średnio w ogóle ogarniała o co z nią właściwie chodzi. Ona miała po prostu ogromną ochotę ubrać się ładnie i posiedzieć nad alkoholem. Cel pierwszy został osiągnięty, a przynajmniej w jej mniemaniu. Pierwsze co zrobiła to pokręciła przydługie włosy, niczym istna kobieta fatalna. Makijaż, co dla niej nietypowe, dość delikatny, a usta pociągnięte krwistoczerwoną szminką. Była jednak najbardziej zachwycona swoją sukienką oraz butami. Czerwony strój był odrobinę zbyt obcisły, bo już sama nie pamiętała kiedy go kupiła w nadziei, że przyjdzie na niego odpowiedni czas.Za to obcasy, były istnym cudem natury. Były tak wysokie, że Trixie była wręcz ogromna, a jej zwykle zbyt krótkie nóżki, wyglądały jak u modelki. Aż tupała z radości patrząc na siebie przed lustrem w dormitorium, bo w końcu wyglądała na odrobinę starszą. Perfekcyjnie. Długo stała przed lustrem, wcale nie śpiesząc się do wyjścia. Nie to, że zakochała się w swoim wyglądzie. Raczej lubiła zmiany w sobie i mogła cieszyć się jak dziecko, kiedy z artystki w glanach, które nie pasują do kwiecistej spódniczki, zamieniała się… w no niewiadomo co. Na pewno nie w siebie.
Odrobinę ciężej było z wyjściem. Bo okazało się, że jej nowe obcasy są piękne i w ogóle, ale niezdatne do chodzenia. Trixie łapała się czegokolwiek, a dojście do Wieży Astronomicznej było istną masakrą. Ale czego się nie robi dla ekscentrycznego wyglądu, moi państwo. Nareszcie! Udało jej się stłoczyć razem z innymi uczniami i nawet dostać jakiś numer, który był przeznaczony dla niej. Przez chwilę stała chwiejnie rozglądając się dookoła, nie mając pojęcia co powinna zrobić. Była zbyt skupiona na tym, żeby poruszać się w miarę normalnie, żeby o tym myśleć. Dopiero po jakimś ogarnęła co powinna robić. Spojrzała na numerek siedem, uśmiechając się na tą szczęśliwą liczbę. Weszła do swojej alkowy i rozejrzała się dookoła.
Alkohol! Och, cóż za cudowny smak miłości. Podeszła do stolika i stojąc tyłem do zasłony zaczęła wystawiać wszystkie butelki z alkoholem na stół. Otworzyła jakąś butelkę wina i niezbyt elegancko piła go z gwinta. Równocześnie próbowała ułożył ładny wzór z butelek na stoliku. Ale to wcale nie był takie łatwe. W końcu musiała jeszcze stać na obcasach, popijać alkohol i pilnować, żeby spódniczka jej się nie podciągnęła. Chociaż to było dość trudne biorąc pod uwagę, że była za mała, czyli zbyt przylegała do ciała Trix. Zresztą nieważne panna Froy była wyjątkowo szczęśliwa w tym momencie i była przekonana, że ktokolwiek nie stanie w tej alkowie, zrobi wszystko, by był to też czyjś bardzo szczęśliwy dzień. Nawet jeśli będzie to zapryszczony Ślizgon. Oj tak, Trixie miała bardzo dobre serduszko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Skąd : Szwajcaria, Berno
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 329
  Liczba postów : 341
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2673-quentin-tricheur
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6044-quentin-tricheur-zapraszam#171487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6043-quenio#171480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7211-quentin-tricheur#204514




Moderator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Lut 14 2012, 00:49

Okej, więc Quentin miał sporo szczęścia, że przypominały mu się 14 lutego bardzo miło spędzone stare walentynki. A nie fakt, że gdzieś w Szwajcarii czeka na niego narzeczona wybrana przez rodziców. Swoją drogą jego rodzice na pewno nie wybraliby mu zbyt dobrze, mówiąc delikatnie. Zakładając optymistycznie, że pamiętaliby jaki z charakteru czy z czegokolwiek jest ich syn. Szczerze mówiąc, gdyby dziewczyna opowiedziała mu swoją historię, on roześmiałby się wesoło, uznając to za całkiem dobry żart. Chociaż jego historia wale nie była lepsza. A uwierzyłby jej dopiero, gdyby w końcu podała mu nazwisko. Ale szczęśliwym trafem, wciąż nie miał pojęcia z czyjej rodziny pochodziła Talaitha.
Tak, wróćmy do akcji, bo przecież Quentin leży sobie na kanapie i nie ma pojęcia kto do niego zaraz wpadnie. Na dodatek nie dość , że jest pod wpływem zielska, to jeszcze te dziwne mgiełki, zapachy wanilii, czy bóg wie co jeszcze, sprawiały, że Quen najchętniej usnąłby na tej kanapie. Ale w sumie lepsza była całkowita relaksacja pod wpływem tych wszystkich środków. Czy życie mogło być piękniejsze?
Nawet nie usłyszał jak ktoś wchodzi. Dlatego wzdrygnął się, kiedy nagle usłyszał dziewczęcy głos i ciemna czupryna znalazła się na jego wątłym torsie. Przez chwilę patrzył zamglonym wzrokiem na dziewczynę.
- Jam ci to – powiedział bardzo spokojnie, pierwsze co mu przyszło do głowy, równocześnie zaciągając się skrętem. Szczerze mówiąc poznał ją dopiero, kiedy podniosła głowę i roześmiała się. Quentinowi aż zaświeciły się oczy, widząc swoją „Julię”. A ponieważ był w wyjątkowo walentynkowym nastroju, kiedy Tala odwracała się i usiadła do niego tyłem, szybko ujął w swoje długie palce jej podbródek i w mgnienia oka złożył jej krótki pocałunek na ustach. Musiał przez to podnieść się odrobinę i wykazać refleksem, żeby przypadkiem mu się za to nie dostało. Chociaż czy przypadkiem nie wybaczy mu tego, biorąc pod uwagę atmosferę tego miejsca. Oddał jej też resztę skręta i sięgnął po jakiś alkohol. Po chwili siedział obok niej na podłodze i poustawiał wino, szampana i poncz naprzeciwko nich.
- Wiesz, aż zaczynam lubić ten Hogwart –powiedział, kiedy usadowił się odpowiednio obok Ślizgonki.
- Chociaż zastanawiam się czy oni po prostu nie chcą wyeliminować ze szkoły dziewczyn. W końcu po takich walentynkach, nie zdziwiłbym się, gdyby ¾ dziewczyn zaszło w ciążę – dodał jeszcze tą filozoficzną dygresję i spojrzał na Talę mętnym wzrokiem.
- Wybierz alkohol, moja miłości – zaproponował i machnął ręką w stronę butelek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Lut 14 2012, 01:24

Dość jasnym jest, że mimo wszystko chce się, by osoby z którymi się bywa, odczuwały przyjemność z przebywania z nami. Vanberg nie byłby na tyle osobą towarzyską, czy też raczej po prostu pożądaną, jeśli nie to, że w jakiś sposób chciał też, by osoby z którymi nawiązuje te krótkie relacje, odczuwały z tego wszystkiego przyjemność. Jeśli postępowałaby wprost przeciwnie, na pewno nie tak ochoczo przebywano by w jego towarzystwie. A cóż uczyniłby bez tych wszystkich swoich mniej i bardziej ważnych romansów? Druga sprawa to, że większość tych znajomości kończyła się po jednym razie, ale wtenczas zaś chyba pozostawiał jakiś niedosyt, ewentualnie złość. Tak czy owak, mniej więcej przeważnie wychodziło na jego korzyść. Prawda jednak taka, że z osobami obcymi raczej nigdy nie przeciągał momentu rozebrania partnerki, a nawet gry wstępne bardziej go nudziły niż jakkolwiek interesowały. Najpewniej spore znaczenie w tej kwestii miała doza sympatii do danej osoby. Oczywiście, gdyby za każdym razem z Colset tak przeciągali moment kulminacyjny, straciłby do tego jakąkolwiek ochotę. Teraz natomiast stanowiło to przyjemną odmianę, grę pod tytułem „kto pierwszy się nie powstrzyma”, w którą bardzo chciał się dać wciągnąć.
To ani nie legilimencja, ani nie czary! Czysta logika, skoro dziewczyna taka jak Colset nie całowała go od razu, nie próbowała go momentalnie rozebrać, bo do tego na pewno nie brakowało jej śmiałości, znaczyć to musiało, że ma ochotę rozegrać to nieco inaczej. A na tyle podobała mu się możliwość rozpalenia dziewczyny, przy tym dawania jej zaledwie jakichś drobnych gestów, które tylko by ją pobudziły, a na pewno nie zaspokoiły, iż ani nie zaprotestował i robił nic gwałtownego.
Nawet nie zdążył zbyt długo zagościć na jej szyi, gdy dziewczyna uniosła jego twarz, tak że ponownie spotkali się wzrokiem. I w tych sekundach spojrzeniem wędrował od jej oczu, do jej ust, które to miał coraz bardziej w swoim zasięgu, i których chęć pocałowania była potęgowana z każdą przedłużaną chwilą. I proszę wierzyć, gdy mu umknęła, ani trochę owa ochota nie zmalała. Aż miał ochotę jęknąć z niezadowoleniem, bo nagle to on czuł jakiś niedostatek czegoś, co było tak blisko, co w krótkim momencie tak mocno zapragnął. Zamiast poddawać się dalszej rozpaczy, przeniósł swe dłonie, jedną na jej kark, drugą na policzek i mocno pociągnął dziewczynę, przysuwając ją do siebie, bardzo, bardzo blisko. Nie mógł wszakże pozwolić by jeszcze choć minutę dłużej, była od niego tak oddalona. I znów dzieliły ich te milimetry.
- Jeśli piwo i skręt, który zgubiłem przed wejściem, się nie liczą, mogę się pochwalić podobną informacją – dopiero po chwili odnalazł moment w którym mógł sobie w ogóle przypomnieć o czym dziewczyna mówiła, skupić się na tych słowach, jak i jej odpowiedzieć, co w obecnych okolicznościach, wcale nie było takim łatwym zadaniem. Zwłaszcza, że jego wzrok spoczął na jej kształtnych ustach. Przez tą drobną grę, zrobiło się mu cieplej i już drażnienie się ze studentką, nie było sprawą tak łatwą. Dłonią, którą miał na jej policzku odgarnął jej włosy, a potem jednym z palców przesunął po jej wargach. Zagryzając uparcie swe własne, by po prostu nie rzucić się i nie zacząć jej gwałtownie całować. Uznał, że teraz jego kolej, by wybić ją nieco z równowagi, wsunął jedną dłoń (drugą wszakże musiał pilnować, by ani o centymetr mu nie uciekła) pod jej sukienkę, którą miała na tyle podwiniętą do góry, że niewiele się dodatkowo przesunęła. Samymi końcówkami palców odszukał na jej biodrach, linię w której zaczynały się majtki. Oczywiście nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, poza niewinnym i bardzo lekkim, głaskaniem jej skóry tuż nad początkiem owej bielizny.
- Całkiem pozytywnie intrygujące - o czym on mówił? Niewykluczone, iż bardziej miał na myśli sytuację, która właśnie się rozgrywała i to, że odczuwał coraz większe porządnie w stosunku do dziewczyny która tak mocno do niego przylegała, a której, wprost absurdalnie, nadal nie pocałował w usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Lut 14 2012, 02:30

Halohalo! Ona tu właśnie dokonała czynu niemożliwego, mianowicie jakże powściągliwie bez kontaktu ust pociągnęła wargę Vanberga zębami na tyle mocno i nieziemsko, że nie było mowy o powstrzymaniu odruchu bezwarunkowego w postaci sprowokowanego przez falę gorąca namiętnego pocałunku, który z pewnością nie ograniczyłby pola zasięgu do samych ust. On to tu powinien Setce bić brawo, że się zdołała powstrzymać (w przeciwnym wypadku oznaczałoby to koniec fascynującej gry i początek klasycznego biegu wyfdarzeń) i wynagrodzić te lubieżne akty masochistyczne. Się kurczę eksperymentować zachciało.
Och, zachciało wyjątkowo. Skoro już Dextera tak w swym spaczonym umyśle gloryfikowała i dodawała raczej niebezpodstawnej wartości, to czemu by jeszcze do listy zasług i chwalebnych czynów króla Luksemburskiego-niekoniecznie-Karola nie dopisać rzeczy jak dotąd nieznanej Krukonce, czyli osiągnięcia stanu względnego pożądania i rozerotyzowania organizmu jak i myśli, jeszcze w kompletnej garderobie. I w dodatku, coby za łatwo nie było, stan ten utrzymywał się już przez kilkanaście długich, słodkich minut. Kreatywność. To była droga do sukcesu i to nie jedynie jeśli zdecydują się na kontynuację bez-limitową czasowo gry, owa zdolność zaskakiwania i urozmaicania (po)życia była niezbędna, jeśli nie chcieli o sobie szybko zapomnieć. A Colset Venge nie miała zamiaru prędko pozwolić Vanbergowi o sobie zapomnieć.
Palec, badający zarys jej ust był dobrym posunięciem chłopaka, a prowokowana i poddawana wyzwaniu Colset nie miała zamiaru pozostać dłużną. A w ich aktualnym położeniu znajdywała niezmiernie wiele okazji do sowitego oddanie pięknym za nadobne. Pierwszym krokiem było delikatne popchnięcie chłopaka tak, by swobodnie oparł się o wykładane aksamitem czy innym chujstwem obicie wewnętrzne alkowy, dodatkowo zarzucone kilkunastoma czerwonymi jak colsetowe usta poduszkami. Oczywiście nie przepuściła nadarzającej się okazji do lekkiego uniesienia się nad nim na kolanach, dotykających ławki i ponownego zbliżenia przez początkowo nachylenie się tak, że twarz dziewczyny zawisła pół centymetra nad jego, po czym kontynuując jakby drogę subtelnej fali przez jej ciało przylgnęła do niego okolica splotu słonecznego, żeber, by w końcu usadowić się wygodnie na górnych partiach jego ud. Ten moment pokrył się czasowo z wędrówką palców chłopaka do jej bielizny, co zapewne spełniło swoje założenia, mianowicie faktycznie zachęcało do podjęcia kroku kolejnego. A był nim chwyt (dość zdecydowany jak na dotychczasowe sugestywne muśnięcia) dołu koszulki Dextera i stanowcze pozbawienie go jej.
- Och racja, blanta z mojego powodu straciłeś - przyznała, przypominając sobie jak upuszczał go pod wpływem tak gwałtownej inauguracji spotkania ze strony Venge. - Pewnie nigdy sobie tego nie wybaczę - a w jej głosie brzmiało około mnóstwo wyrzutów sumienia i wcale nie patrzyła teraz pożądliwym wzrokiem na jego subtelnie zarysowane mięśniami ciało i w ogóle już chciała stąd wyjść i przecież właśnie nie ugryzła go przypadkiem w obojczyk! Och, Colset chciała jedynie zacisnąć zęby i zasznurować wargi coby nie dać przypadkiem upustu swej frustracji. Rosła w niej. Ale nie nauczona jest dziewczyna przegrywać, więc nie, nie złamię się pierwsza!
W ramach - oczywiście - upewnienia się, że potrafi nad sobą panować, nawet w warunkach dla niej ekstremalnych, znów zmniejszyła dystans miedzy ich twarzami i gdy już stykali się nosami, krańcem języka poczęła - jak on wcześniej palcem - badać linię jego lekko rozchylonych ust, jednocześnie opierając się gorącą dłonią o jego tors, a drugą wplatając w ciemne włosy za prawym uchem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Lut 14 2012, 15:02

Ach, ach ach, dopiero teraz widzę, cóż ona tam dokonała. Przysięgam, uprzednio zupełnie jakoś przeoczyłam, nie do końca wyłapując cóż takiego uczyniła, tymże sposobem, tłumaczę brak większej akcji. Jak i przyznaję, gdybym odpisując nie zastanawiała się nad kilkoma innymi rzeczami, zapewne reakcja byłaby odpowiedniej dostosowana do wagi owego czynu! Ponieważ sensu teraz nie ma poprawienie mego posta, pozostaje znaleźć jakieś wytłumaczenie, a nic poza „cudem jakimś jej uciekł”, nie przychodzi mi do głowy. Mamy walentynki, trzeba mi wybaczyć! A brawa, jeszcze będą. Ruszmy więc dalej.
Przekonany, że jest bardzo dobry w tej grze, która właśnie między nimi trwała, bez protestów oparł się o poduszki, które miał za plecami, zupełnie swobodnie pozwalając robić Colset co tylko zamierzała. Przecież i tak nie ulegnie pierwszy. Krótki moment, w którym przybliżyła się do niego, unosząc nieco na kolanach, wykorzystał bardzo sprytnie, podciągając jej sukienkę nieco wyżej. Teraz mógł położyć całe dłonie na jej nagich biodrach, a do tego, będzie o wiele łatwiej za moment owej sukienki się pozbyć. Mniej już na kreacji się skupiał, gdy Venge do niego przylgnęła, czy też usiadła na jego nogach znacznie wyżej. Zdjęcie koszulki absolutnie nie wiązało się z falą zimna, było mu na tyle ciepło, iż chłód był ostatnią rzeczą, o której pomyślałby w owej alkowie, a już szczególnie nie po jej drobnym ugryzieniu.
- Musisz jakoś odkupić swe winy – skręt to była bardzo, bardzo poważna strata, ale spokojnie, na pewno da się go jakoś zrekompensować. Mniej więcej w tym czasie, wsunął dłonie pod ramiączka jej sukienki w taki oto sposób zdejmując je z niej, tak mógł o wiele dokładniej podziwiać jej pełny dekolt, a jednocześnie, właściwie ciągle nic z niej nie zdjął, bo przecież sukienka wciąż na niej była, co prawda na wysokości talii i raczej dość pozwijana, ale była! I swe dłonie, bardzo pewnie umieścił na jej biuście, wciąż co prawda schowanym pod bielizną. Jego pewność wygranej była bardzo wysoka, niestety Colset ponownie postanowiła zbliżyć się do Vanberga niebezpiecznie blisko. Prawdę powiedziawszy, było bardzo niekorzystnie. Siedziała na jego udach z bardzo wysoko podwiniętą sukienką, jego dłonie zajęły się jej biustem, a jej język leniwie wodził po jego ustach. I nawet nie panował nad tym, że jego oddech przyśpieszył, że było mu tak ciepło, że tak bardzo pragnął ciała pięknej Colset. Proszę mu więc wybaczyć, że na te kilka bardzo przyjemnych sekund, zupełnie zapomniał o tym, że grają w jakąś grę, że on nigdy nie przegrywa i że czeka, aż to Krukonka ulegnie. Pożądanie wzięło nad nim górę. Przyciągnął do siebie dziewczynę, tak by nie tylko opierała się o niego dłonią, a całą klatką piersiową. I bardzo, bardzo chętnie, wpił się w jej usta, na tyle namiętnie całując, iż można by pomyśleć, że wcześniej tego z nią nigdy nie robił. Właściwie w jakimś sensie nie robił. Po pierwsze, nie grał z nią w coś, co na tyle potęgowało porządnie, po drugie, oboje byli dziś podejrzanie trzeźwi.
Jedynie ciche „fuck” wymknęło się z jego ust, gdy na sekundę przerwał ten pochłaniający pocałunek, gdyż dotarło do niego, jak bardzo łatwo przegrał grę w której miał być luksemburskim królem-niekoniecznie-Karolem. Obrazując swoje wielkie niezadowolenie, albo i raczej, wielkie zadowolenie z samej sytuacji, sięgnął po materiał jej białej sukienki, zdejmując go z niej i rzucając gdzieś na ławkę obok. Bo to nie tak miało przecież być. By kontynuować upust niezadowolenia, naparł na dziewczynę w taki sposób, by przewrócili się na owym siedzeniu, i by to teraz ona opierała się o walentynkowe poduszki, a on tymczasem był nad nią i by wciąż ją całując, mógł do niej przylegać na tyle na ile obecnie miał ochotę. Inaczej mówiąc, materiał ich dzielący nie był wysoce oddzielającą barierą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Lut 14 2012, 16:03

Spóźniony w iście van der Rose'owskim stylu doczłapał się wreszcie na wieżę, gdzie miała dziś wybuchnąć istna bomba, która mogłaby spowodować fascynujące kaskady erotycznych fajerwerków. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Cały dzień chodził, jakby nie zmrużył oka poprzedniej nocy, dlatego też spóźnił się na wielkie otwarcie tarasu wieży astronomicznej. Najzwyczajniej w świecie uderzył w drzemkę, by wypoczętym na owe wydarzenie być i zaspał, bez wymyślania zbytecznych wymówek, co w sumie w stylu Jaspera nie było.
Jak to on, wsadził sobie ręce do kieszeni i przekroczył próg Miłosnego Królestwa, odebrawszy fiszkę z numerem 20.
Rozejrzał się niepewnie, jednak poczuł ustępujące spięcie mięśni, serce biło w nieco zwolnionym tempie, a oddechy stały się równomierne i głębokie. Poza tym, nie mógł wyjść z podziwu. Naprawdę kochał magię, ale to było coś fantastycznego. Sam się zdziwił swoim entuzjazmem i faktem, że udało się wprawić go w ... zachwyt.
Podszedł do stołu z ponczem i wypił szklaneczkę. Miał zmysły wyczulone na miłosne eliksiry, więc i tam wyczul tą specyficzną nutę, co jednak nie zniechęciło go do spożycia słodkiego trunku.
Rozejrzał się wokół, kręciło się kilka osób, kilka najwyraźniej byli wybitnie pod wpływem czegoś.
Postanowił nie przedłużać i przekroczył próg przeznaczonej sobie alkowy, oceniając wnętrze na wręcz bajeczne. Sięgnął po szampana do barku i nalał dwie lampki, po czym przejął jedną i zaczął opróżniać jej zawartość. Był szalenie ciekaw z kim został zeswatany, ale miał przeczucie, że to będzie miły wieczór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Lut 14 2012, 16:58

Załóżmy, że Colset prędko zapomniała o jego drobnym niedopatrzeniu, a być może wcale tego tak nie traktowała! Efekty mogły się okazać wręcz pozytywne. Na przykład - nawiązując do wcześniejszych chęci zaspokojenia go stuprocentowo - mogła uznać, że Dex potrzebuje czegoś więcej, nie ofiarowała z siebie tyle ile mogła i... najwyższy czas postarać się bardziej! Sądzę, że mniej więcej takie myśli mogły nawiedzić blond głowę.
Dopóki jeszcze jakiekolwiek myśli miały prawo sobie spokojnie egzystować. A najwyraźniej Vanberg świetnie dbał, by owe szybko wymarły śmiercią naturalną, podjudzaną nieznośnie przyjemnymi aspektami zbliżeń fizycznych.
I tak oto proszę giną mocarstwa. Nawet to ćpuńskiego, nieoczekiwanego dziecięcia-niespodzianki. Najpierw wykorzystują okoliczności sprzyjające, po czym dominują zdobywając przewagę fizyczną, by całym swym kilkudziesięciotysięcznym wojskiem dokonać napaści na skromną, ledwo rozwijająca się Republikę Colset. Która okazuje się jakże bogata i urodzajna! Na tyle, by doprowadzić do rychłej kapitulacji Królestwa Vanberga. Bo Cols od chwili, gdy ujrzała nieco frywolny błysk w oczach Dextera, gdy ten układał swe dłonie na jej biuście wiedziała, że nie wytrzyma już długo. On nie wytrzyma, oczywiście.
- Ten czas tutaj ze mną jest dla Ciebie wystarczającą rekompensatą. Niczego nie muszę odkupować - wyrzuciła z siebie na wydechu, widząc jak chłopak zbliża się niebezpiecznie szybko. Wpierw to ujrzała, potem poczuła, gdy owiał jej skórę jego słodki (jak zakładam wszystko dzisiejszego dnia) oddech, zacisnęła odruchowo dłoń na jakimś... nie wiem, srebrnym krzyżyku czy czymś na vanbergowskiej szyi, by w kolejnej sekundzie owego zbliżenia posmakować. Coś jak fajerwerki, jak pokręcenie z poplątaniem i generalnie zgubienie jakiegokolwiek wątku. Jego wargi na swoich powitała cichym rozkosznym jękiem i automatycznym przymknięciem powiek, pod wygładzonymi łukami brwiowymi. Dziwne rzeczy, że pocałunek, zwłaszcza tak namiętny, potrafi działać równie relaksacyjnie co najwprawniejszy tajski masaż czy rzucone perfekcyjnie zaklęcie odprężające (na tyle, by z racji gwałtownego odpływu napięcia zerwać srebrny łańcuszek, który wciąż w dłoni ściskała - jak się okazuje zbyt mocno). - Chyba.... żeby jednak - zerknęła nieco zaskoczona na dowód zbrodni między swoimi palcami. Długo jednak nie mogła kontemplować nad całym mechanizmem przyczynowo-skutkowym, bo została (niemal dosłownie) sprowadzona do parteru. Dominacji Dexterowej część pierwsza.
Nowe warunki przyjęła, wykazując się pełną akceptacją i siłą, która nie pozwalała mu oddalić się na choćby centymetr. Skoro już się poddał, zakładamy że gra dobiegła końca i można należycie skupić się na kwintesencji spotkania. Mogła właściwie go subtelnie bądź mniej poinformować o porażce, ale brzmiałoby to absurdalnie z ust wniebowziętej, rozbieranej i, przyznajmy, kompletnie napalonej dziewczyny, która jego działania przyjmowała raczej jako sukcesy i kolejne c-combo breakery.
Teraz też. Skoro dominacja już się rozpoczęła, miała zamiar całkowicie jej ulec. A właściwie jemu, jego dłoniom, mocnym ramionom, karku, za który chwyciła i twarzy, która przyciągnęła do siebie oddając pocałunek zainaugurowany przejechaniem języka po linii zębów Dexa. Przechyliła głowę lekko w lewo, wpijając się w jego miękkie wargi , rozchyliła swoje i poczęła całować go namiętnie i gwałtownie, przy okazji dość płynnie zmieniając kombinacje ułożenia języka i ust. Pogładziła dłonią kręgi szyjne chłopaka, by w chwili następnej wplątać swoje palce w jego włosy i paznokciami powoli przejeżdżać po skórze głowy. Przy okazji wyprężyła się kocio, szukając kontaktu z nim całą sobą i położyła swoją dłoń, tą nie zajętą analizowaniem ufryzowania Vanberga, na jego spoczywającej na Venge'owej piersi. Była dziś leniwym stworzonkiem, potrzebowała jednej z dwóch możliwych rzeczy: nieziemskiej prowokacji do bardziej aktywnego działania lub poczucia, że Dexter Vanberg przejmuje tą imprezę i... steruje.
Tak generalnie to wyważone połączenie tych dwóch czynników również wchodziło w grę, tylko juz nieco różniąca się od poprzedniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Lut 14 2012, 17:47

Przysłuchała się jego słowom, miał w zasadzie trochę racji. -No, też prawda. Ych, nawet mi się myśleć o tym nie chce. Puchoni i Gryfoni, Slytherinie...-westchnęła teatralnie. Ale obecnością jednej osoby z domu Helgi by nie pogardziła, ba, o niczym innym nie marzyła. No, ale jest tutaj z Draco, który był ze Slytherinu, a to jeszcze lepiej bo tylko z osobami z tamtego domu jako tako się dogadywała. No, i może jeszcze za paroma Krukonami, oni też nie byli źli. Widząc, że chlopak się nad czymś zamyślił Desiree też się nie odzywala. Rozmyślała nad tym co by bylo gdyby była tu z tym z kim chciałaby teraz być. Chociaż tak naprawdę nie wiadomo czy Swatka ich sobie przydzieliła, ale skoro byli parą to nawet musiała w sumie. Zastanawiała się nad tym o czym by rozmawiali, jak wtedy by wyglądała, bo dziś została ubrana w to co jej kolezanki jej wybrały, co on miałby na sobie, jaka muzyka by leciała, co by robili...Ale wiedziala jedno. Była by szczęśliwsza. Nie żeby miała coś do Draco, skąd, polubiła go, ale...nie był jej ideałem, no. Nie był NIM. Z zamyślenia wyrwał ją głos chłopaka. Parę minut zajęło jej przypomnienie sobie o czym to właściwie mówili i co ma odpowiedzieć. Gdy wspomniał o płakaniu ze zdziwieniem zauważyła, że chwilowo...nie ma na to ochoty. Tyle łez wypłakała przez ostatnie pięć dni (załóżmy ze tyle minęło od powrotu z ferii), że mogłaby sobie odpuścić, choć na parę godzin, ne? - Nieeee, nie będę płakać. Nie teraz. I nie będę cię więcej zanudzać swoimi problemami, wybacz. Że jestem silna i że mnie to nie rusza...Nie jestem silna a rusza mnie jak cholera. Każdy ma prawo do cierpienia, chwil słabości. Nawet napuszona ślizgonka taka jak ja.- Uśmiechnęła się do niego krzywo, czując pstryknięcie w czoło. Gest ten kojarzył jej się z czułością, przyjaźnią, ale też z przekorą. I był na swój sposób miły.
Wsłuchała się w jego kolejne słowa. Zasmuciły ją trochę. Wiedziała, że mogłaby to zrobić, chciała tego i zrobiłaby to od razu gdy tylko dostała list, ale...-Myslalam o tym, wierz mi. Dostając ten list niczego więcej nie pragnęłam. Nawet zaczęłam się pakować. - To prawda. Pod jej łóżkiem nadal leżała torba, do połowy zapakowana. - Ale potem, gdy byłam w stanie, że mogłam pomyśleć logicznie, zrezygnowałam.Nie wiedzialabym gdzie go szukać. A skoro nie wiem...to nie ma sensu, jak szukanie igły w stogu siana...-dodała smutnym tonem. Naprawdę chciałaby za nim lecieć...ale po co? I tak by go nie znalazła, a taka podróż i poszukiwanie bez skutku jeszcze bardziej wpędziłoby ją w depresję. A chciała mu pomóc, wiedzieć co się dzieje...Żeby przestać o tym w tej chwili myśleć poczęła wyjmować butelki. Nie miała ich wiele, ale też niemało. Gdy usłyszała zapewnienie Ślizgona od razu zrozumiała, że chodzi jedynie o alkohol, szczególnie widząc jego rozmarzoną minę, gdy patrzył na ilości naczyń wyjmowanych przez nią. Zerknęła na niego kątem oka i nikle się uśmiechnęła. -Oj Draco, Draco...Nie musisz za mnie wychodzić, żeby ze mną pić, no nie? -wyjaśniła mu biorąc sobie drugą butelkę czystej i przykładając jej szyjkę do spragnionych warg niczym rasowy pijak wypiła od razu połowę z gwinta. A co!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Lut 14 2012, 19:47

- Niech nas Salazar i Voldemort bronią przed całym tym złem – Dodał niezwykle poważnie w odpowiedzi na jej westchnięcie. Minę miał naprawdę udręczoną. Jak gdyby stale siedział na jego karku jakiś komar i wiecznie go kuł. O! Pozostałe domy można właśnie przyrównać do takiego niechcianego komara. Wkurza, irytuje, ale jak się nieodpowiednio go zaatakuje, to może się to skończyć utratą kropelki krwi, ale sporą opuchlizną.
Właściwie to Swatka nie musiała ich razem połączyć, jeśli uznałaby, że do siebie nie pasują. Bo w końcu, skoro na pewno nie wszyscy wiedzą, że Tristian odszedł i pewnie Słodka nie miała o tym pojęcia, a uznała, że do siebie pasują, to coś faktycznie może w tym być. Chyba, że ta tajemnicza osoba ma uszy i oczy wszędzie. Może jest animagiem muchą? I to jeszcze taką końską! Z długimi blond włosami. Tak sobie przynajmniej wyobrażał kogoś, kto jest aż tak wścibski i jego zdanie ma być niby ważne i właściwie.
- Wiem, że każdy musi czasem pocierpieć. Nie licząc mnie – Puścił jej oczko. Faktycznie, zastanawiał się czy kiedykolwiek spotkało go coś takiego, co doprowadziło go do stanu, kiedy miał ochotę się zabić. Owszem, niegdyś miał bardzo nieciekawą przyprawę, która doprowadziła do pojawienia się na jego twarzy okropnej blizny. Ale to nie były chwile załamania, a raczej ogromnej wściekłości i chęci zemsty. Co do drugiej połówki, sam zostawiał i nigdy nie został rzucony przez kogoś, na kim by mu zależało. Ale kto wie. Może ktoś doprowadzi do tego, że będzie stał zapłakany wśród deszczu? Jak w jakimś romansie, których nienawidził. Horrory! To jego bajka. Na przykład jego ulubiony – Hollywoodzkie dziwki uzbrojone w piły mechaniczne.
- Na pewno są jakieś zaklęcia i są ludzie, którzy mogli by ci w tym pomóc – Troszkę go zdziwiła postawa Des. Zrezygnowała? To tak, jakby jednoznacznie zrezygnowała z tego swojego puchona. On by raczej... Fakt. Powinien przestać porównywać ludzi do siebie. On był wyjątkowy. On był idealny. I nikt poza nim nie będzie przecież tak właściwie postępował.
Najpierw spoglądał z zachwytem na alkohol. Potem z równym, a może nawet większym niż to zaskoczeniem na Ail, która była w stanie w momencie opróżnić połowę butelki. Nie chciał być gorszy. Konkurencja to w końcu była jego pasja dosłownie w każdej dziedzinie. Dlatego i on wypił od razu połowę. Całe szczęście, że ma mocną głowę. Dlatego jest wstanie się utrzymać bardzo długo w pełnej świadomości. Potem pewnie troszkę przestanie kontaktować. Ale jest w al.. a... ak... Jak ta kapciuszkowa karoca się nazywa? A TAK! Jest w alkowie ze ślizgonką, więc raczej nie dojdzie do czegoś, do czego nie powinno. Miał wrażenie, że ona go dobrze przypilnuje.
- Oj Des, Des. Jak tak na ciebie patrzę alkoholiczko, to tym bardziej się przychylam do tej propozycji. Jeszcze zaraz klęknę i ponowię – Zapowiedział jej tak, jakby to nie była wesoła propozycja a jednak wręcz groźba, która powinna ja przerazić i sprawić, żeby uciekła jak najdalej. Ale wiadomo, nie chodziło mu o to. A on po prostu lubił aktorstwo, które kiepsko mu wychodziło chociaż... Zależy w jakich sytuacjach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro Lut 15 2012, 15:02

- Niech nas bronią. - kiwnęła głową potwierdzając jego wypowiedź. Gdyby słyszała jego myśli na temat kłującego komara także w pełni by się zgodziła. Miała szczególnie parę takich osób, które ją szczególnie denerwowały...a teraz jedna z nich chodzi z jej dobrą znajomą (?), brrrr...No tak, Swatka ich ze sobą połączyła. Desiree nie miała pojęcia dlaczego, ale najwyraźniej miała jakiś konkretny powód. Czyżby uznała, że do siebie pasują? No cóż, możliwe. Nie powiem żeby byli zupełnie różni, w końcu trafili do jednego domu. I jak na razie widać całkiem dobrze się dogadują. Gdy stwierdził, że każdy musi swoje pocierpieć oprócz niego zdziwiła się. Jak to, on nigdy nie cierpiał? Nie miał takiej sytuacji? Każdy ma choć jedną...-Jak to? Nigdy nie cierpiałeś, nie miałeś takich chwil, że miałeś wszystkiego dość i najchętniej byś odszedł i nie wrócił? To zazdroszczę...- mruknęła. Ona ostatnio miała same takie momenty. A w przeszłości..tak jak Draco przeżywała jedynie chwile złości i żądzy zemsty. I porzucała. Ona, nie jej partner czy partnerka. Nigdy nie zdarzyło jej się być porzuconą przez kogoś dla niej ważnego. Również dlatego, że nikt do tej pory nie był tak ważny. W jej życiu istniała jeszcze jedna taka osoba. Ale Desiree coraz bardziej zaczyna przypuszczać, że było to tylko zauroczenie, niewarte uwagi. A po co one było? Śmiem twierdzić, iż to jej serce podświadomie chciało kogoś pokochać żeby zapomnieć o Tristanie. Ale to tylko moje przypuszczenie, a że niewiele się znam na takich rzeczach to pewnie się mylę. Uuuu, stanie zapłakanym wśród deszczu to mega romantyczna i smutna scena, szkoda, że teraz jest zima i ten opad atmosferyczny nie występuje, ale gdy ta pora roku się skończy i zaczną się wiosenne deszcze to obiecuję i przysięgam, że taka scena zostanie rozegrana z udziałem naszej Ślizgonki. A co do horrorów, osobiście nie ciepię, ale Weaver bardzo lubi, więc to chyba kolejna ich wspólna cecha. Jak jeszcze jakieś mi przyjdą do głowy to nie omieszkam o nich wspomnieć.
Tak myslała, że chłopak będzie ją wspierał w działaniu. Aktualnie zamyśliła się nad jego słowami i mimiką twarzy, która jednoznacznie wskazywała na to, że Dracon jest zdziwiony jej postawą. Westchnęla cicho i pokręciła głową by mu pokazać, że się myli. -Wiem, chociażby jacyś mugolscy....-zastanowiła się chwilą nad tym jak to ten zawód się nazywał. Zeszło jej trochę długo, gdyż nigdy nie przejmowała się taką lekcją jak Mugoloznastwo i praktycznie nic z niego nie pamiętała. Ale w końcu sobie przypomniała.-...detektywi. I nie zrezygnowałam z niego czy poszukiwań. Po prostu, przez ostanie dni byłam w takim stanie, że nie tylko nie moglabym go znaleźć ale i sobie pewnie coś bym złego zrobila. Ale jak tylko się ogarnę, ustalę plan działania i wyruszę. Muszę sobie wszystko uporządkować. Zastanowić się gdzie go szukać, jak i w ogole. Wiesz, nie mogę tak błądzić z kontynentu na kontynent bo to nic nie da. Muszę pomyśleć. Ale dam radę. Może wezmę jeszcze kogoś do pomocy, zawsze raźniej i szybciej. - w tym samym momencie rozpoczęla picie alkoholu. Gdy już upiła tą swoją połowę spojrzała na chłopaka. Wydawał się zdumiony jej możliwościami. No cóż, piła już od tak dawna, że przychodziło jej to tak naturalnie jak oddychanie. Miała bardzo, ale to bardzo mocną głowę i prześcigała w tym niejednego osobnika płci męskiej. Z ulgą przyjęła fakt, iż Dracon jej w tym względzie jednak dorównał. Miała nadzieję, że Ślizgon nie straci resztek świadomości, gdy już będzie pijany. Nie chciałaby skończyć tak dzisiejszego dnia, przynajmniej ona. Bo mogłoby się to źle skończyć, co jest oczywiście tak prawdopodobne jak to, że będę miała w tym roku piątkę z matmy, czyli szansa zerowa, ale jednak. Chciala mieć tę świadomość, że będzie zachowywała się tak jak ona chce, a nie jak każe jej alkohol buzujący w zyłach. Słysząc chłopaka zaczęla się śmiać. Tak ,właśnie, śmiać. Jeszcze godzinę temu leżała w łózku nie mając na niej ochoty i rycząc a teraz się śmieje. Tak jak myślałam, niestabilna emocjonalnie wariatka. Ale to chyba dobrze, że jej się humor poprawił, ne? Przynajmniej na ten jeden wieczór. Bo potem pewnie znowu powróci rozpacz i ból. Ale co tam, ważne jest to co tu i teraz. Upiła kolejne parę łyków i powróciła spojrzeniem do chłopaka. -Czy ty czasem nie chcesz mnie poderwać? -skierowala ku niemu ironiczny, ale i rozbawiony uśmiech. - Przykro mi, że cię rozczaruję, ale ci się to nie uda. Ale wiesz, nie zabraniam ci próbować. -cały czas z jej ust nie schodziła oznaka rozbawienia, a i sama Desiree trochę się ożywiła. Zapewne przez alkohol. Ale też i dzięki Draco. Naprawdę go polubiła, był taki jakiś...inny, nie wiem jak to określić. Chwyciła ponownie za wódkę i wypiła trochę, tak, że zostało jej zaledwie trochę na dnie naczynia. -Muszę przyznać, że Swatka odwaliła całkiem niezłą robotę. Nawet mi tu z tobą dobrze. I tak jakoś...lepiej się czuję. Teraz. Dzięki. -mruknęła puszczając mu oko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Rumunia/Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 61
Dodatkowo : animag (szczuroszczet), teleportacja
  Liczba postów : 77




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro Lut 15 2012, 16:25

Tak, wszystko działo się zdecydowanie w zbyt szaleńczym tempie, aby móc to spokojnie ogarnąć, szczególnie w stanie głębokiej relaksacji. Ruchy Tali, mimika, gesty, czy po prostu zmierzanie do konkretnego celu zawsze było szybkie i energiczne, pomimo takiego a nie innego oddziaływania magii na jej organizm. W chwili obecnej. Dlatego nic dziwnego, że Quentin nie zdążył odpowiednio wcześniej zareagować. Ani na wejście dziewczyny, ani na jej ciemne loki opadające na jego klatkę piersiową. Delikatny, słodki zapach ślizgonki rozmywał się w powietrzu, ustępując miejsca kadzidełkom, mgiełkom, świeczkom i innym tego typu woniom. Po oderwaniu roześmianej buzi miała zamiar coś powiedzieć, nawet otworzyła usta, kiedy jednak Tricheur wykonał leniwy, acz sprawny gest - pocałunek. Na chwilę zdumienie ją zamroczyło, dlatego nie zdążyła nawet jakoś konkretnie zareagować. Cóż, pewnie by mu się dostało za to, gdyby nie panująca tutaj atmosfera, która wręcz namawiała do tego typu zachowań. Przymknęła ciemne oczy i przygryzła dolną wargę, zastanawiając się nad tym, co się właściwie dzieje. Ostatecznie jednak przyjęła wszystko ze stoickim spokojem i spojrzała na chłopaka, który usadawiał się na podłodze obok. Uśmiechnęła się do niego i przyjęła skręta, przytykając go do ust i znacząc na nim ślad ciemnej szminki, by po chwili zaciągnąć się dymem. To było cudowne uczucie, dawno tego nie robiło. Jednak nie mogło się równać z... a, sami się domyślcie!
Oddała mu jego własność, uznając, iż było to tylko jego wypożyczenie i zaśmiała na wieść o lubieniu Hogwartu i ciążach.
- Hm, czyżby jakaś aluzja? - spytała odpowiednio zmodyfikowanym głosem, który przypominał nieco kuszenie żeglarzy przez syreny. Nie, skądże, o niczym sobie nie pomyślała. Choć myśl o ciąży napawała ją lękiem, to trzeba przyznać. Jednak teraz nie było jej dane o tym rozmyślać. Przecież musiała wybrać alkohol!
- Mam ochotę na wino - rzuciła i skinęła głową na stojącą butelkę. Tak, zdecydowanie tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro Lut 15 2012, 17:56

- Odwdzięczymy się. Złożymy w ofierze jakiegoś nabzdyczonego Gryffona. Przybijemy go mieczem do ołtarza i rozłożymy wokół winogrona i papaje – Już to widział. Marmurowy ołtarzyk ze zdjęciem Voldemorta. Wyrzeźbiony mroczny znak. Węże oplatające ciało biednego dzieciaka z siódmej klasy, który będzie cały zakrwawiony spoglądał w niebo po raz ostatni... Dobra, on nigdy nie miał aż tak wyrazistych myśli. Z dnia na dzień mu chyba coraz bardziej zaczyna odwalać. A może to ten afrodyzjak? Tylko co to ma do krwawych wizji. Może efekt uboczny połączenia z ognistą.
- Chyba nie. Nie przypominam sobie sytuacji, gdybym naprawdę chciał przestać żyć. Zawsze jest powód by zostać. Wystarczająco duży. Na przykład przyjemna rozmowa z panną ślizgonką imieniem Desire – Odpowiedział jej przy okazji używając czegoś, co zazwyczaj z jego strony było flirtem z dziewczyną, którą już ma i tylko pilnuje, żeby nie zmieniła co do niego zdania. Teraz... Teraz to wydawały się być po prostu przyjemne słowa, które miały pocieszyć dziewczynę.
No no, ciekawe ile by wyszło tych wspólnych cech. Może faktycznie więcej, niż myślą? Ale to podobno przeciwieństwa się przyciągają. Może stąd puchon i ślozgonka w tak ogromnej smutnej miłości?
- No widzisz. I wreszcie masz rację. Chociaż nie wiem, czy to mądre opuszczać szkołę – Skomentował, ale faktycznie. Dobrze, że dziewczyna jednak nie zrezygnowała. Znaczy on to nadal uważał za głupotę i w ogóle. W końcu żeby zmienić jego zdanie, podważyć jego stereotypy to trzeba się naprawdę nieźle nagimnastykować. Taki to już uparty z niego drań.
- Poderwać? No ależ oczywiście. Tylko, że ja nie tak podrywam. Więc uważaj moja droga, bo lada chwila mogę przejść w swoje rejony i cię coś zaboli – Może ona tego nie wiedziała, ale miał oczywiście na myśli to, że dziewczyna, którą lubi stale uderza plecami o ścianę, a on brutalnie się wpija w jej usta ignorując to, czy jej się to podoba czy nie. Nie jego wina, ciężko mu było nad takim pragnieniem panować.
- Cóż. Więc może jednak nie będę jej szukać, żeby jej zrobić krzywdę – Odpowiedział tak, jakby naprawdę miał na to straszną ochotę. On już układał plan działania oczywiście cały czas chroniąc pupę przed strzałami miłości. A tuż nagle się okazało, że wieczór nie jest potworny, ani towarzyszka. Dlaczego wszystko przeciw niemu? Skoro tak, to ma prawie powód do dołowania! Zaciągnął się więc w butelkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Catolica
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 99
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 85




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw Lut 16 2012, 08:15

Gianna nie miała zamiaru iść na bal. W końcu opiekunów i tak miało być nadto, a dzieciaki i studenci, którzy mieli się tam wybrać są już chyba nad wyraz dorośli, żeby nie robić żadnych głupot. Jednakże kiedy usłyszała, że planuje się zrobić alkohole przesiąknięte afrodyzjakami nie mogła po prostu go ominąć. Na ostatnią chwilę starała się znaleźć sukienkę, która idealnie pokazałaby jej piękno, a jednocześnie nie była zbyt wyzywająca. W końcu bądź co bądź jest w Hogwarcie nauczycielką i nie może parodiować w seksownej, czarnej mini... A może jednak?
W każdym bądź razie jej stopy ozdobiły czarne, wysokie szpilki. Jednak one i tak były ukryte pod materiałem białej sukni sięgającej do samej ziemi. Trzeba było przyznać, że wyglądała trochę jak od panny młodej. Ale brat welonu niszczył to zaburzenie. W rozpuszczone włosy wplotła kwiat – białą, rozkwitniętą różę.
Kiedy doszła na miejsce z zachwytem rozejrzała się po wystroju. Nie wiedziała kto aż tak się w to zaangażował, jednakże pewnie to była swatka. Uczyniła świetną robotę. Szkoda, że Gianna nie wzięła udziały w tej zabawie, w łączeniu w pary. Pewnie teraz siedziałaby w jednej z prześlicznych karoc wysoko nad ziemią i miło rozmawialiby w romantycznym półmroku. Ale, nie można mieć wszystkiego, prawda?
Bujała się w rytm muzyki idąc tanecznym krokiem w stronę podejrzanie wyglądającego ponczu. Oparła się zgrabnym tyłkiem o stół i rozglądała się po wchodzących i wychodzących uczniach. Chwilę później dostrzegła parkiet, a z głośników poleciała przyjemna dla jej ucha melodia. Dlatego wolno ruszyła w jego stronę by chwilę później samotnie kręcić się z zamkniętymi oczami. Lubiła tańczyć nawet, jeśli samemu. Może to nie jest taka pasja jak gotowanie, ale jest przyjemne i relaksujące. I można dzięki tańcowi pozbyć się wszelkich nerwów.
Rozmyślała na najróżniejsze tematy. Między innymi na to, z kim to w alkowach wylądowali jej najbliżsi znajomi. Na pewno dowie się niedługo z ich ust. Najzabawniej by było, gdyby spotkali się tam z wrogiem. Może jednak dobrze, że się w to nie zaangażowała?
Chociaż miała małe szansę na spotkanie tu wrogów. Była nową nauczycielką. I to właściwie był pierwszy dzień, kiedy prawie cała szkoła miała ją szansę zobaczyć. A było na co patrzeć skromnie mówiąc, ale mniejsza. Poczęła się rozglądać za jakimiś ciekawymi nauczycielami. W końcu trzeba ich wszystkich w końcu poznać!


Ostatnio zmieniony przez Gianna Vittoria Sorrentin dnia Czw Lut 16 2012, 15:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   

Powrót do góry Go down
 

Szczyt Wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 38 z 40Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 37, 38, 39, 40  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wieze
 :: 
wieża astronomiczna
-