Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Brzeg Amazonki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4904
  Liczba postów : 972
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Brzeg Amazonki   Pią Maj 13 2016, 17:53


Brzeg Amazonki


Jeśli będziesz miał szczęście, być może uda ci się zauważyć różowego delfina. Według legendy przybiera on postać atrakcyjnego młodego mężczyzny w kapeluszu i białym stroju, który uwodzi piękne dziewczęta.

Starzy Indianie twierdzą, że jeśli delfin wynurzy się z zamkniętym pyskiem, oznacza to krążące w pobliżu zło i niedobre wieści. Jeśli natomiast otworzy pysk, niewątpliwie otacza nas dobro i ludzie, którym możemy ufać...
Jeśli chcesz sprawdzić, jak jest w twoim przypadku, rzuć kostką w odpowiednim temacie.

Kostki:
 



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Pon Lip 18 2016, 21:58

/po akcji w domku

Benowi niesamowicie podobało się w Kolumbii. Najbardziej podobały mu się wędrówki po dżungli. A nawet jeszcze nie miał mapy Kolumbii! Wciąż powtarzał sobie, że musi ją nabyć, ale ciągle wypadało mu to z głowy. Dzisiaj wraz ze swoją sową poszedł nad sam brzeg Amazonki. Widok był... Był naprawdę piękny. Zakochał się niemal od pierwszego wejrzenia, ale co się dziwić. Usiadł na brzegu, wpatrując się w wodę. W końcu postanowił napisać list do Urane i przed tym jak wysłał list podrapał Puszka Okruszka pod piórem. Miał nadzieje, że jego sowa się po drodze nie zgubi, no ale Puszek Okruszek był niesamowicie mądry i już znał Kolumbie lepiej niż sam Ben, który łaził dosłownie wszędzie, gdzie tylko się dało.
Po wysłaniu listu podkulił kolana pod samą brodę i westchnął dokładnie w tym samym momencie, kiedy jeden z delfinów wyskoczył z wody i ochlapał go całego, od stóp do głów. Ben przez to też cały ociekał wodą. Mimo to zaczął się wesoło śmiać. Od dziecka kochał wodę, co pewnie było spowodowane tym, że jednak wychował się w Australii. Kochał nurkować i potrafił świetnie pływać. Nawet teraz mógłby wskoczyć do wody i zacząć pływać z delfinami, ale jednak się powstrzymał.
Ben z rozbawieniem popatrzył na delfina i odetchnął z ulgą. Nic złego nie zwiastował, na całe szczęście. Miał otwarty pysk i wyglądał jakby sam śmiał się z mokrych włosów chłopaka, które układały się w loczki i kleiły do mokrego od wody czoła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 140
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12576-urane-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12590-zostan-moim-ksiezycem#340175
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12589-william#340173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12591-urane-leighton#340177




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Pią Lip 29 2016, 13:34

Gdy dostała list od Benia, bardzo się ucieszyła. W końcu nie widzieli się jakiś czas, a podczas podróży do Kolumbii jakoś nie było czasu zamienić słowa. Treść listu również ją zaintrygowała, Tuna i Axel, swatanie. Brzmiało jak zapowiedź dobrej zabawy, ale zapewne nie będzie łatwo. Już chyba każdy w Hogwarcie wiedział, że jeden z Rogersów ślini się i chodzi jak we śnie za jej siostrą, co nie było dziwne, bo Tuna była naprawdę ładna. Urane nie za bardzo była wtajemniczona w szczegóły, ale postanowiła, że pomoże Benowi, bo dlaczego nie? Poza tym, obiecał przynieść jej coś słodkiego...tak to był zdecydowanie jej czuły punkt. Jedzenie.
Wyszła z domku i dość energicznym krokiem ruszyła w stronę miejsca spotkania. Nad brzegiem Amazonki jeszcze nie było jej dane przebywać, więc była ciekawa tego miejsca. Szła sobie spokojnie, rozglądając się dookoła i wsłuchując w szum wody. Nagle w oddali zobaczyła zarys postaci, który należał do nikogo innego tylko do Bena. Gryfonka zastawiła sobie usta żeby nie roześmiać się zbyt głośno, gdy zorientowała się, że chłopak jest cały mokry. Podeszła bliżej, wyduszając z siebie jedno zdanie.
- Czyżbyś obraził jakieś morskie stworzenie?- kucnęła za chłopakiem i przytuliła na powitanie. Teraz i ona była trochę mokra, ale słońce świeciło na tyle mocno, że zapewne zaraz wyschną oboje. Usiadła obok Krukona, za skupieniem na twarzy.
- A więc...mamy jakiś plan?- kącik jej ust uniósł się, wyczekując co też wymyślił Ben.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Sob Lip 30 2016, 21:50

Każdy w Hogwarcie wiedział. Oczywiście z wyjątkiem Tuny, która albo wypierała prawdę, albo je nie zauważała. Obstawiam to drugie. Ehh, pomyśleć, że obaj Rodżersi są praktycznie w takich samych sytuacjach. Zarówno Ben jak i Axel ślinią się na widok swojej najlepszej przyjaciółki. Oczywiście nie jednej, bo Ax miał tuńczyka, a Benioch Ellie. Ale tak czy siak, co w rodzinie to nie ginie.
Ben tak siedział i obserwował delfina, który co chwilę wynurzał się z wody i wyglądał tak, jakby się do niego uśmiechał. Trochę przerażające, bo uśmiechał się do niego delfin, ale mógł to znieść. Z zamyślenia wyrwał go głos Uranki. Rogers uśmiechnął się wesoło i popatrzył na dziewczynę. Zanim odpowiedział oddał jej uścisk, choć to niestety nie sprawiło, że nagle się wysuszył, a jedynie zmoczył ją, ale mogło być gorzej. W końcu delfin mógł znowu wypłynąć i ochlapać tym razem ich oboje.
- Nie, no co ty. Po prostu delfin stwierdził, że lepiej będę wyglądał z loczkami przylepionymi do czoła. - powiedział i jakby dla pokazania , że jego słowa są prawdą chwycił za kilka mokrych kosmyków włosów, które układały się w jeden z tych jego loczków. Kręcone włosy... Najgorsza rzecz na świecie! Ben nieraz przeklinał samego siebie za to, że nie odziedziczył prostych włosów po swojej mamie. Szczególnie wtedy, gdy był młodszy i miał włosy odrobinę dłuższe niż teraz.
- I tu jest problem. Nie mamy planu. Choć w sumie tak teraz siedząc, pomyślałem, że możnaby ich wkręcić w to, że niby Tuna napisała do Axela list w którym wyznaje swoje uczucia, ale... Kurczę, nie wiem czy by uwierzył i wyznał jej uczucia prosto w twarz. - ten plan miał wiele wad, jednakże Ben był jak zwykle dobrej myśli. Mogło się udać, choć było to ryzykowne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 140
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12576-urane-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12590-zostan-moim-ksiezycem#340175
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12589-william#340173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12591-urane-leighton#340177




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Wto Sie 02 2016, 01:10

O tym, że Axel ślinił się do jej siostry, jak dziecko na widok waty cukrowej w cyrku wiedział chyba cały Hogwart. Ten chłopak zdecydowanie czuł coś do Tuny, ale trzeba mu było trochę pomóc, bo dotychczasowe starania chyba nie przynosiły efektu. Gryfonka nie do końca wiedziała czy jej siostra tego chce, ale to nie było ważne. Najwyżej będzie śmiesznie i trochę się z Benem pobawią w kupidynów z pieluchami na tyłkach, celujących z łuku do Axla i Tuny. Trzeba mieć w życiu trochę rozrywki, a jeżeli miałoby to ich uszczęśliwić to zostanie satysfakcja z pomocy.
- Ale z tych delfinów, fryzjerzy!-zaśmiała się i spojrzała z zainteresowaniem na włosy Bena. Kosmyki przyklejone niezgrabnie do jego czoła, trochę ją bawiły, ale starała się nie dać tego po sobie poznać.- Teraz już wiem dlaczego nazywane są, jednymi z najbardziej inteligentnych zwierząt!- powiedziała, wyciskając mokrą bluzkę z wody. Loczki były jednymi z najbardziej uroczych włosów na świecie. Takie małe sprężynki, w które można było wsadzić palec i bawić się. Włosom Urane daleko było raczej do takich loczków, raczej się one falowały. Mimo wszystko nie wyobraża sobie, siebie z głową całą w strąkach, kształtu świderkowego makaronu.
-No tak, to brzmi mało przekonywująco, ale nie zaszkodzi spróbować. Mógłbyś mi pomóc w pisaniu listów, mówić co ma się w nich znaleźć a ja bym pisała w imieniu mojej siostry. W końcu jesteśmy niemal identyczne...a przynajmniej powinnyśmy być! Postaram się ująć to ładnie w słowa i podrobić jej pismo.- wygięła palce w dłoni, powodując strzelanie kosteczek i wpatrywała się w wodę, jakby myślała nad planem włamania do Brytyjskiego Muzeum.
-Co Ty na to?- spojrzała pytająco na Rogersa. Mogliby do tego dołożyć jeszcze, psikanie listu perfumami, serduszka na "i" ale wszystko z umiarem, żeby nie przedobrzyć. Takie akcje można łatwo zepsuć i szybko wpaść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Wto Sie 02 2016, 18:05

Śmiesznie będzie na pewno. Ben miał jednak nadzieję, że zarówno Tuna jak i Axel nie będą na nich o to źli, bo... Bo to tylko dla ich dobra! Przynajmniej dla dobra Axela, bo nie powinien tak w sobie kotłować tych uczuć. Niedługo jeszcze wybuchnie i co będzie? Ben do tej pory myśląc o Axelu widzi jego minę, gdy na balu podszedł do nich Norbert i Tuna ucieszyła się na jego widok. Co jak co, ale brat uczucia brata pozna najlepiej. Szczególnie, gdy sam jest w łudząco podobnej sytuacji.
- Ta. Chyba złożę reklamację za ich usługi... - stwierdził, przecierając mokrą twarz ręką i roześmiał się, słysząc kolejne słowa przyjaciółki. - Bo takie są! Uwielbiam delfiny. Choć one chyba nie czują tego samego w stosunku do mnie. - aż mu się przypomniała przygoda w oceanarium w Sydney, gdy miał pięć lat. W sumie wtedy już od kilku miesięcy pokazywał, że ma magiczną moc. Tego dnia oparł się o barierkę, obserwując delfiny. Nagle barierka zniknęła, a on wpadł do wody. Benjamin Rogers - życiowy przegryw.
Kręcone włosy były u Rogersów rodzinne. Przynajmniej u Bena i Axela, bo temu też się kręciły włosy. Ben się jednak cieszył, że jego fryzura nie jest tak szalona jak dawniej i teraz umie ją układać w coś normalnego i naprawdę ogarniętego.
- Dokładnie o tym samym pomyślałem. W końcu podrobienie jej pisma nie może być aż tak trudne, aby było niewykonalne. Powinno się udać, a jeśli nie... To cóż, będziemy próbować dalej. Nie mogę znieść widoku Axela, który patrzy na Tunę tym wzrokiem zbitego pieska jakby chciał wyznać jej uczucia, ale nie potrafił ubrać tego w słowa. - powiedział i uśmiechnął się smutno. Prawdą było to, że Ben nie potrafił patrzeć na ludzkie cierpienie, szczególnie swojego rodzeństwa z którym zawsze był wyjątkowo blisko. Zawsze chciał zrobić wszystko dla ich dobra, nawet jeśli sprawa wymagała wielu poświęceń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 140
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12576-urane-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12590-zostan-moim-ksiezycem#340175
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12589-william#340173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12591-urane-leighton#340177




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Sro Sie 03 2016, 00:51

Zdecydowanie uczuć nie powinno się w sobie tłumić. Urane od zawsze uważała, że szczerość jest najważniejsza, a oszukać można tylko samego siebie. Poza tym, takie odciąganie się od prawdy i swoich uczuć nie służyło zdrowiu i psychice człowieka. Gdy za bardzo tłumi się w sobie silne emocje, można popaść w depresję. Gryfonka starała się zawsze mówić co jej leży na sercu, ale jak wiadomo, nigdy nie wiesz na kogo trafisz. Może trafi się ktoś, kto tak zawróci Ci w głowie, że zapomnisz języka w gębie a zamiast tego zaczniesz bełkotać i pocić się ze zdenerwowania. Bywało i tak, ale trzeba się przemóc dla własnego dobra, zaryzykować. Bo kto nie ryzykuje, szampana nie pije. A jeżeli z Benem mają okazję i możliwość komuś pomóc to dlaczego mieli by tego nie zrobić? Przynajmniej Axel dowie się czy powinien dalej się starać o serce jej siostry.
- Pomimo tego, że wyglądasz teraz wręcz bajecznie to wolę Cię w suchych włosach.- zaśmiała się raz jeszcze, wystawiając twarz do słońca. W końcu też chciała trochę przeschnąć.- Może spróbuj z nimi porozmawiać, a nuż znajdziecie wspólny język.- tak, to jest jak się Renia na chwilę zamyśli. Plecie trzy po trzy, nawet o tym nie wiedząc, ale to się nazywa roztrzepanie zaawansowane.
- Więc mniej więcej wiemy już co robić, mamy jakiś mini plan. Aczkolwiek jeżeli nie wypali to osobiście kopnę Twojego brata w tyłek i za włosy przyprowadzę do Tuny, żeby powiedział co czuje.- zacisnęła usta w wąską linię, znów wypatrując delfinów. Nagle zrobiło się spokojniej, chyba wystarczająco zmoczyły Bena i uciekły w poszukiwaniu następnej ofiary.
- Ja również nie mogę patrzeć jak ktoś się męczy, a z drugiej strony mam ochotę pacnąć taką osobę w głowę. Wiadomo, że nie jest łatwo powiedzieć drugiej osobie co się do niej czuje, ale on musi się zmobilizować.- Urane doskonale rozumiała co Ben ma na myśli. Sama posiadała dużą rodzinę i nie zniosła by cierpienia żadnej z osób, które tak bardzo kocha. Starała się pomagać im jak mogła, nawet jeżeli z kimś miała słabsze kontakty lub była skłócona. Przykładowo taka Venus, wpatrzona w siebie, jak ślepy w striptiz, lusterko nie opuszcza jej dłoni, ale Urane mimo tego życzy jej jak najlepiej. Czasem nie jest łatwo ale trzeba się starać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Czw Sie 04 2016, 23:59

I czego Axel nie widzi, to go nie zaboli. Równie dobrze dowiedzieć się o tym swataniu może dopiero po fakcie, gdy już oboje wyznają sobie uczucia i wszystko będzie pięknie. I kolorowo. Jak włosy Neptuny. Swoją drogą, Ben uwielbiał włosy bliźniaczek Leighton. Obie miały je... Naprawdę niezwykłe. Uranka nie miała pigmentu, a Tuna była metamorfomagiem. Poza tym, że miały niezwykłą urodę, były też naprawdę wspaniałymi osobami i Ben... Uwielbiał je obie. Poważnie.
- Ja też wolę siebie w suchych włosach. - stwierdził, robiąc przy tym smutną minkę. Rodem ze schroniska dla psiaków. Co w sumie adekwatne do tego w co będzie się zmieniał jako animag. Zamknął oczy też wystawiając twarz do słońca i zmarszczył brwi, słysząc słowa Reni. - Hmm. - zamyślił się. Kusiła go wizja udawania delfina. Poważnie go kusiła. W sumie zaczął się nawet zastanawiać nad tym jak brzmiałby, gdyby zaczął udawać jednego ze swych morskich towarzyszy.
- Obleję go wcześniej wodą. Nie wiem tylko czy lepiej wylać całe wiadro, czy potraktować go zaklęciem aquamenti. Jak sądzisz? - Ben nie wyobrażał sobie reakcji Axela. Pewnie by się wściekł i znów mieliby wojnę na żarty i żarciki. Pewnie Ben skończyłby wkrótce z kolorowymi nosami i gigantycznym językiem po zjedzeniu gigantojęzycznego toffi. Kurczę, ryzykowny plan.
- Tak, taka osoba powinna się zmobilizować. Definitywnie powinna. - przełknął głośno ślinę, zerkając na Urane. Tak jakby chciał jej coś powiedzieć, ale jednak stwierdził, że lepiej zachować to dla siebie. A tak definitywnie nie było lepiej, bo nie powiedział tego nikomu. Choć mimo to wszyscy widzieli jak szatyn patrzy na Ellie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29733
  Liczba postów : 44987
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Nie Lis 04 2018, 17:18




grupa a
Jesteście jednymi ze śmiałków, którzy postanowili na własną rękę odszukać zaginiony przedmiot, który mógł powstrzymać uciążliwe zakłócenia magii. Bez względu na to, czy zgłosiliście się całą grupą, czy dobrani zostaliście na podstawie ochotniczych zgłoszeń poprzez profil Tropiciela, spotkaliście się jeszcze przed wyjazdem, by uzgodnić szczegóły. Uważnie przestudiowaliście wskazówki Tropiciela i uznaliście, że to właśnie ten punkt na mapie, będzie właściwym do rozpoczęcia pierwszej wyprawy. Pozostało zdobyć odpowiedni świstoklik lub postawić na innego rodzaju czarodziejskie środki transportu. Wszystko udało się bez problemu i oto znaleźliście się w samym sercu głośnej i dzikiej, kolumbijskiej dżungli.  

Postacie:
Przed rozpoczęciem rozgrywki, każdy ma obowiązek przeczytać pierwszy post mechaniki!
Eliksiry uzdrawiające możesz zakupić w sklepie (1, 2, 3) przed napisaniem pierwszego posta na wyprawie. Przypominamy również o możliwości zakupienia kufra (tutaj) i tym samym poszerzenia swojego ekwipunku do 5 miejsc.
Wszystkie kości, poza Narratorami, należy rzucać w  odpowiednim temacie.



Kod profili podróżników:

Kod:
<div class="stanpostaci"></div><div class="standzien"> DZIEŃ: 1 </div><div class="stanrzeczy"> [b]STAN ZDROWIA: [/b]<zycie>★ ★ ★</zycie>
[b]EKWIPUNEK:[/b] wpisz, wpisz, wpisz  </div>

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29733
  Liczba postów : 44987
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Nie Lis 04 2018, 17:18

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : Rzut kośćmi


'Wyprawa - Narracja' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 994
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 798
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Nie Lis 04 2018, 19:07

Naprawdę nie miałem instynktu samozachowawczego. Ostatnia wyprawa, w której wziąłem udział wcale nie okazała się na tyle udaną, abym mógł chwalić się sukcesem wśród znajomych. Dlaczego nie potrafiłem uczyć się na błędach? Nie musiałem tego robić. Ani sława, ani bogactwo zupełnie mnie nie pociągały, ale przygoda... cóż, ciężko byłoby mi dobrowolnie zrezygnować z lekkomyślnego pchania się w paszczę smoka. Poza tym, samolubnie korzystałem z okazji, aby spędzić trochę więcej czasu w jej towarzystwie. Było coś miłego we wspomnieniu, w którym prowadziła mnie przez pustynię. Utykającego, zdezorientowanego przez palące słońce. Chroniła mnie, a teraz ja chciałem odpłacić się tym samym. Wiedziałem, że Zilya nie przeoczy okazji do zdobycia kilku dodatkowych skór, więc gotów byłem czuwać nad jej zdrowiem. I może nawet udać, że nie widzę jak wykrawa sobie najlepsze kawałki!
Miałem szczęście, że moja drużyna była mi znaną. Czułem się nieco swobodniej w towarzystwie znajomych twarzy, ostatecznie nie wspominając dobrze pewnego Puchona, który ostatnio postanowił opuścić nas w najgorszym możliwym momencie. Co jakiś czas zerkałem podejrzliwie na Neirina. Spodziewałem się pewnych trudności dopiero w chwili, w której uda nam się natrafić na jakieś magiczne stworzenie. Każde z nas (poza Aurorą?) miało całkiem spore pojęcie o zwierzętach żyjących na tych terenach i nasze motywacje (chociaż odrobinę różne) mogły jeszcze sprawić, że niepotrzebnie skrzyżujemy różdżki. Szczerze liczyłem na uniknięcie sprzeczek. Niemniej był to dopiero początek. Jeszcze wszystko mogło się wydarzyć.
Spacerowaliśmy brzegiem Amazonki już przez dłuższy czas. Chociaż w towarzystwie czułem się z tym nieco mniej pewnie, niż gdybyśmy byli sami, trzymałem dłoń Zilyi w uścisku własnych palców. Pokrzepienie jakie odnajdywałem w tym geście warte było sekundy czy dwóch zwątpienia i lęku przed poddaniem się ocenie pozostałych. Starałem się na nich nie patrzeć, gdy przypadkiem nasze ramiona otarły się o siebie lub wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia. Odrobinę zbyt długie jak na zwykłe rozeznawanie się w sytuacji. Przeklinając w duchu swój brak zdecydowania, gdy chodziło o skonkretyzowanie tej relacji, śmiało wkroczyłem na polanę. Nie spodziewałem się, że wszyscy tak dotkliwie zranimy się brzytwotrawą.
- Cholera - mruczałem, gdy odsuwałem pociętą nogawkę spodni. Nie spodziewałem się, że będzie to całkowicie niegroźna rana, więc od razu zgłosiłem się z tym do Neirina. - Dasz radę coś z tym zrobić? Wydaję mi się, że to była brzytwotrawa. - Trop godny detektywa o światowej sławie. Na szczęście, nasz Puchon dobrze radził sobie z uzdrawianiem i mogliśmy kontynuować nasz marsz bez większych przeszkód. A tak przy okazji, gdy mowa była o marszu... Kiedy wszyscy zajmowaliśmy się przygotowaniem obozowiska, zauważyłem zniknięcie Fyodorovej. W pierwszym momencie chciałem pozostawić ją samotności. Nie byłem dla niej nikim więcej, niż przyjacielem. Jakie miałem prawo wszędzie za nią łazić? Nie wytrzymałem długo. Łamałem sobie głowę nad miejscem jej pobytu tak intensywnie, że wreszcie oddaliłem się od grupy, aby jej poszukać. Kilkanaście długich minut błądziłem w ciemnościach, aż wreszcie natrafiłem na jej trop. Zataczałem koła, potykając się o korzenie i zupełnie niespodziewanie wpadłem wprost na diabelskie sidła. Zgadnijcie kogo w nich znalazłem.
- Na Merlina, tu jesteś - westchnąłem, czując dziwaczną ulgę na widok Rosjanki zawiniętej w duszącą ją roślinę. Źle to brzmi, ale chociaż była żywa, prawda? I blisko... na tyle, że mogłem jej pomóc. - Nie ruszaj się, nie chcę Cię oparzyć. - Wyczarowałem ogień, przepędzając śmiertelnie niebezpieczną roślinę z daleka od Fyodorovej. Kosztowało mnie to więcej wysiłku, niż po sobie pokazywałem. Widok płomieni wciąż mnie przerażał. Pot perlił się na mojej skroni, gdy wyciągałem dłoń do dziewczyny, aby pomóc jej wstać. - Chodź, wróćmy do pozostałych. - Prawdę mówiąc, wcale nie miałem na to ochoty. Spoglądając w jej jasne oczy błyszczące w świetle księżyca, kwestionowałem rozsądność tej decyzji. A co, jeżeli zostalibyśmy tutaj dłużej? We dwoje? Cholera, jeszcze chwilę, a zacznę się czerwienić na samą myśl!

Kostka Ravenclaw
Kostka na pomoc: 1

DZIEŃ: 1
STAN ZDROWIA: ★ ★ ★
EKWIPUNEK: eliksir wiggenowy, eliksir wiggenowy, różdżka (+5 zaklęcia), 1 dowolny punkt do kuferka
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 447
  Liczba postów : 829
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Nie Lis 04 2018, 21:37

Nie spodziewał się, że zostanie rozdzielony z Liamem. Wiadomym od początku było, iż grupy powinny łączyć osoby z każdego domu, aby zrównoważyć ich cechy i dać im największą szansę w tych niebezpiecznych lasach. A jednak nie rozważał nawet, że zostanie przyporządkowany do obcej gromady, gdzie jedynym znanym ogniwem będzie osoba Krukona. To było... coś nowego.
Riley znalazł go przed wyprawą i nie omieszkał wspomnieć dwóch słów o tym, z kim idą. Była Aurora, pracownica ministerstwa. Zilya, łowczyni magicznych zwierząt. Selwyn... No, tego pana to raczej nie trzeba przedstawiać komuś, kto interesuje się magicznymi stworzeniami. Jedynie nigdy Neirin go nie widział na żywo. Zawiesił zatem na hodowcy wzrok na dłużej przy spotkaniu przy świstokliku. A potem mieli inne rzeczy do martwienia się.
Uderzyło weń gorąco i wilgoć amazońskiego lasu. No tak. Czego innego oczekiwał, jak nie powtórki z rozrywki z Meksyku. Otarł twarz, zanim odetchnął ciężko. Nawet nie pomyślał patrzeć, gdzie idzie (czy zauważyć czujnego wzroku Rileya na własnej osobie), zatem jak to cielę podążające na rzeź, wkroczył prosto w brzytwotrawę. Przez własne spłycenie odbieranych bodźców, nawet nie zauważył, że został pocięty ostrymi liśćmi. Z otępienia spowodowanego gorącem wyrwały go dopiero słowa Krukona. Zamrugał nieco bezmyślnie, nim powiódł spojrzeniem w dół, dostrzegając krew cieknącą nie tylko z łydek młodego Fairwyna, ale też własnych. Każdy był poraniony przez roślinę.
- M-m - mruknął w odpowiedzi, zanim wyszli z poletka nieprzyjaznego zielska. Kucnąwszy, zajął się doprowadzeniem nóg do porządku. Oczywiście Krukona. Potem reszty ich drużyny, zanim na końcu wyleczył swoje. Różdżka dobrze się sprawowała, przynosząc nadzieję na owocną współpracę podczas tej wyprawy.
Niezbyt chciało mu się wstawać. Pogoda naprawdę dawała się we znaki komuś, kto nie jest przyzwyczajony do takich warunków. Mógł zabrać chociaż cokolwiek chłodzącego... Eh, też nie pomyślał.
Szybko jął zostawać w tyle, w którymś momencie zatrzymując się. Stawik. Przegapili go? Wypada ludzi zatrzymać.
- Hej. Może tu będą jakieś jadalne ryby - odezwał się, zbaczając w stronę zwalonego drzewa, wystającego z jeziorka. Niestety, do mistrzów balansu i akrobatyki nie należał, wkrótce lądując w wodzie. Plus był taki, iż była chłodna. Ale też przyniosła nieprzyjemne uczucie, gdy nagle został nią ochlapany.
Dopiero, kiedy udało mu się wyjść z wody, spostrzegł, jak dziwnie jedna stopa się pod nim ugina. Wcześniej zrzucał to na mułowate dno, ale teraz grunt był stabilny. Usiadł zatem na ziemi (i tak był ubłocony po wizycie w stawie), zanim uniósł rękę na resztę drużyny.
- Ryb nie ma. Zaraz was dogonię, możecie iść przodem - poinformował, ściągając buta oraz patrząc na swoją kostkę. Zaczynała się opuchlizna. Dostał nieco zamoczoną różdżkę z kieszonki, nim spróbował rzucić zwykle Episkey. Nic się nie stało. Dwie próby spełzły na niczym. Czyżby rana była tak poważna, że wymaga mocniejszego zaklęcia? A może to różdżka ma swoje fochy? Spróbował z Vulnerą. I tutaj napotkał problemy. Poświęcił zatem chwilę na otarcie dokładnie patyczka z wilgoci.
- Nie chwal różdżki po rzuceniu pierwszego zaklęcia - wymamrotał. Coś ten jego feniks wcale nie pali się do uzdrawiania. Acz sądził, że to kwestia wody. Bowiem gdy była już sucha, udało się chłopakowi uleczyć kostkę.
Ubrał znów buta, zanim ruszył śladem grupy, ciesząc się, iż mokre ubrania nieco go ochłodziły.
- Panie Fairwyn... Zgłaszam reklamację - odwrócił w palcach różdżkę, łapiąc za jej koniec, a rączką stukając chłopaka w ramię.
Cokolwiek Riley z nią zrobił lub zamierzał zrobić, Neirin zostawił mu patyczek na rzecz skupienia się na rozbiciu obozowiska, nie zauważając nawet, jak para się oddaliła.

Kostka Hufflepuff
Episkey: 5, 1
Vulnera Arcuatum: 1, 3, 2

DZIEŃ: 1
STAN ZDROWIA: ★ ★ ★
EKWIPUNEK: 3x eliksir wiggenowy


Różdżka jest od Fairwynów, ale na rzecz wyprawy nie uznaję jej bonusu +5 do zaklęć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1094
  Liczba postów : 246
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Pon Lis 05 2018, 12:30

Hej przygodo! Taka myśl pojawiła się w jego głowie w momencie, kiedy usłyszał tylko o szykowanej kolejnej wyprawie w poszukiwaniu kolejnej części artefaktu. Nic więc dziwnego, że Selwyn był jedną z pierwszy osób w ogóle, która zgłosiła się jako chętna do Kolumbijskiej dżungli. Sobą by nie był, gdyby tego nie zrobił.
Wszystkich członków swojej drużyny znał. No, prawie wszystkich. Z Zilya współpracował niejednokrotnie w przeróżnych sprawach i zawsze dobrze się dogadywali. Riley'a miał okazję poznać w Egipcie i wydawał mu się wtedy bardzo w porządku chłopakiem. Może trochę za mocno zadurzonym w Rosjance, ale nie jemu to oceniać. Aurorę znał od tak dawna, że nawet już nie pamiętał od kiedy. Za to rudy młodzieniec zwany Neirynem stanowił dla niego zagadkę.
- Ej, czy to nie ty ostatnio zamawiałeś u mnie stado pufków? - zagaił rozmowę, bo sobą by nie był, gdyby tego nie zrobił. - Po jakie licho było Ci aż tyle ich potrzeba? Otwierasz hodowlę, czy robisz sobie futro?
I w końcu byli na miejscu. Gorąco i wilgoć uderzyły w Selwyna szybciej niż zdążył pomyśleć o swojej córce. Ale cóż zrobić, taki mamy klimat w tym miejscu i tego się trzymajmy.
W pewnym momencie zawędrowali na jakąś polanę i dopiero kilku krokach zorientowali się, co właściwie rośnie pod ich stopami. Brzytwotrawa zaczęła boleśnie ranić ich nogi do kolan i każdy odczuł to na swoim ciele. Selwyn przeklął brzydko i czym prędzej oddalił się z tego miejsca. Byle tylko nie czuć już tego na sobie.
Kiedy Neirin podszedł do niego, aby uleczyć jego rany, był naprawdę bardzo wdzięczny. Sam nie znał się aż tak na uzdrawianiu, by móc to zrobić i w tym momencie pomoc była wręcz nieoceniona. -Dzięki wielkie. Jak dalej będziesz mnie tak leczył, to zagwarantuję Ci dożywotnią zniżkę na pufki. - wyszczerzył się w jego kierunku po czym ruszyli dalej w trasę.
Jakoś tak wyszło, że Selwyn postanowił wybyć trochę do przodu. Był najstarszy z całej ekipy i ktoś mógłby podejrzewać, że posiadał więcej doświadczenia, niż inni.Co za tym idzie, mógłby sobie poradzić z większą ilością niebezpieczeństw, bądź chociaż ostrzec resztę swojej grupy o tym, co ich czeka. Tak się stało, że kiedy szedł pierwszy wdepnął w coś, co okazało się być pułapką na zwierzęta. Runął jak długi przed siebie, cudem tylko nie rozbijając sobie tego głupiego łba o wystający z ziemi korzeń.
- Zabije... Zabije każdego, kto jeszcze raz postawi przede mną taką przeszkodę... Moje plecy... Jestem za stary na takie rzeczy, zdecydowanie. - złorzeczył gramoląc się z ziemi na oczach reszty kompanii, która w końcu go dogoniła. Ból pleców był okropny i nie zamierzał się z tym kryć. - No co się gapicie? Będziecie mieć tyle lat co ja, to zobaczycie jak to jest. - rzucił tylko tonem, który zdecydowanie nie był miły. Chyba jednak była pora, aby udać się dalej, prawda?

   
DZIEŃ: 1
STAN ZDROWIA: ★ ★
   EKWIPUNEK: Eliksir wiggenowy x2 (jeden zgubiony)


Kostki: Gryffindor

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2702
  Liczba postów : 1925
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Czw Lis 08 2018, 19:12

Wyprawa na odległy kontynent, wprost w sam środek gęstwiny tajemniczych drzew stanowiących schronienie dla najniezwyklejszych i najliczniejszych gatunków zwierząt, była dla Zilyi zbyt pociągająca, by mogła udawać, że nie chce tam pojechać. Oparcie się takiej sposobności do szybkiego zarobku byłoby nie tyle nieekonomiczne, co po prostu śmiesznie głupie. Mogła polować przebywając tu na potrzeby znalezienia kamienia, który powodował zakłócenia, które to szkodziły w jej pracy - jedno ważniejsze od drugiego. A nad tym wszystkim jawił się jeszcze jeden cel, cicho szepczący do jej ucha, że tak bardzo nie może się już doczekać chwili wyjazdu, napawający ją podekscytowaniem przemieszanym ze zdenerwowaniem. Dłoń Rileya zacisnęła się na jej rozgrzanej ręce, przypominając, że to on był jej celem wyjazdu. Kolejne długie dni w jego towarzystwie, kolejne pilnowanie się i to kojące trzymanie za rękę, jakby niebezpieczeństwo w każdym momencie mogło ich rozdzielić, lecz z całych sił próbowali nad tym zapanować. Nawet kiedy droga była spokojna lub kiedy las gęstniał, zupełnie nie chciała się z nim rozdzielać, odrobinę mniej swoje myśli poświęcając tym wszystkim okazom, po które tu przybyła. Być może wybrała się tutaj po coś zgoła innego?
Brzytwotrawa nie była dla niej, ani nikogo z grupy problemem, ponieważ jeden z towarzyszy tej wielkiej gromady znał się na magii leczniczej. Nieufnie Fyodorova musiała się poddać praktykom leczniczym młodego chłopaka, uważnie patrząc i nasłuchując formułek, czy czasem różdżką jej zaraz nie poobcina kończyn (przezorności nigdy za wiele), dopiero po tym poluzowała swój ucisk na różdżce, mając nadzieję, że nikt nie zauważył tego delikatnego zwątpienia w członków tejże drużyny.
Późniejszą porą zdecydowała się na dłuższy samotny spacer - tym razem wiązało się to po prostu z kwestią zarobkową. Najzwyklej w świecie chciała upolować kosztowną zwierzynę. Cicho przemierzała pogrążone w ciemności wąskie ścieżki, upatrując się jednego z tutejszych magicznych kotów. Jej wzrok padł na porzucone rzeczy jakiegoś wędrowca. Niewiele się wahając, szybko zaczęła je przeglądać. Wiele kosztowała ją ta chwila nieuwagi. Pod jej nogami, leniwie i niezauważalnie zaczęła się przesuwać roślinność. Gdy ciemnowłosa właśnie wyciągała z porzuconego plecaka sakiewkę z eliksirem uzdrawiającym i dziesięcioma galeonami, jej nogi zaczynały zachłannie być chwytane przez magiczne pnącza. Ledwo zdążyła się podnieść i wsunąć znalezisko do swych kieszeni, gdy zrozumiała, że nie jest w stanie wykonać ani jednego kroku. Nagłe zdenerwowanie i szybka próba oswobodzenia się tylko podjudziły roślinę, sprawiając, że ta gwałtownie zaczęła porywać coraz większą powierzchnię ciała Rosjanki. Jej różdżka upadła, a gorączkowe myśli nie pomagały w tym, by znów się wydostać. Czuła, że powoli traci kontrolę nad tym, co się dzieje wokół.
Lecz nie była sama. Był Riley, kochany Riley, który znów zauważył, że zniknęła, który postanowił za nią pójść mimo późnej pory, mimo tego, że powinna radzić sobie sama. Przyszedł i znów jej pomógł.
- Niebawem nie będę umiała chodzić po lesie bez Ciebie - albo w ogóle po świecie, to zależy. Pocałowała go, odrobinę zbyt długo, w policzek, w ramach tej akcji ratunkowej, tak naprawdę napawając się bardziej delikatnością jego policzka odbitego na jej ustach, niż samym faktem, że umknęła właśnie śmierci. Śmieszne ma człowiek czasem priorytety, pomyślała, nim znów z nim za rękę, wróciła do reszty grupy.  

DZIEŃ: 1
STAN ZDROWIA: ★ ★ ★
EKWIPUNEK: różdżka (+5 opcm), eliksir wiggenowy, eliksir wiggenowy
+ eliksir wiggenowy, + 10g

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Inverclyde, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 998
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 526
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768




Moderator






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Pią Lis 09 2018, 20:34

Jako wysoko postawionej urzędniczce Ministerstwa Magii zapewne niezbyt wypadało mi brać udział w pół legalnym wydarzeniu, niemniej jednak pozostawałam wciąż przemytniczką, a także zaangażowaną społecznie czarownicą, której zależało na tym by doprowadzić świat do pewnego porządku.
Nie za dobrze znałam moich towarzyszy - młody Puchon nic mi nie mówił, Zilyę kojarzyłam z czasów szkolnych, lecz nie znałyśmy się zbyt dobrze, Riley mignął mi na jakichś rodowych zlotach. Jedyną bliską osobą w tej sytuacji okazywał się Tony, jednak on sam wydawał się zdecydowanie bardziej zaprzyjaźniony z resztą, a na dodatek tak jak oni miał dużo doświadczenia z magicznymi stworzeniami, w wypadku których nie byłam może totalnym laikiem, ale moja wiedza nie była szczególnie imponująca. Z tego powodu trzymałam się raczej z boku, oczywiście udzielając się gdy była taka potrzeba - w gruncie rzeczy mimo niedużego doświadczenia ze zwierzętami znałam się nieźle na roślinach, a także na polowaniu na artefakty.
Niestety nie zdążyłam ostrzec moich towarzyszy przed brzytwotrawą i gdyby nie Puchon, który uratował całą sytuację, mogłoby się to skończyć przynajmniej źle. Byłam mu piekielnie wdzięczna, bo choć moje umiejętności w kwestii uzdrawiania były całkiem niezła, to zapewne w tej sytuacji nie podołałabym wyzwaniu.
Im dalej w las tym było gorzej - po drodze Tony dość mocno się obtłukł, a poszukiwania nie przynosiły rezultatów. Nadzieję na odnalezienie drogi odzyskałam dopiero, gdy między drzewami dostrzegłam starą, zrujnowaną chatkę.
- Zaraz wracam - szepnęłam do Selwyna, po czym zapuściwszy się w krzaki zbliżyłam się do domu. Zajrzałam do środka przez rozbite okno i dostrzegłam pergamin, a upewniwszy się, że nikt mi nie grozi weszłam do pomieszczenia. Na pergaminie była rozpisana mapa wyznaczająca strefy zaburzeń magii, najpewniej narysowana przez któregoś z tubylców. Na podstawie tych wyznaczeń bez problemu rozczytałam, w którym miejscu powinniśmy szukać dalszych śladów. Chwytając mapę w dłoń wyszłam z domostwa, by wrócić do reszty ekipy.
- Patrzcie do mam! - rzuciłam w stronę moich towarzyszy, uśmiechając się szeroko.

DZIEŃ: 1
STAN ZDROWIA: ★ ★ ★
EKWIPUNEK: eliksir wiggenowy x3, mapa


Kostka: Slytherin

______________________

Aurora Therrathiél
We keep this love in a photograph, we made these memories for ourselves. Where our eyes are never closing...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29733
  Liczba postów : 44987
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Pią Lis 09 2018, 20:34

The member 'Aurora Therrathiél' has done the following action : Rzut kośćmi


'Wyprawa - Narracja' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 994
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 798
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Nie Lis 11 2018, 20:31

Nie było mowy o tym, abym był w stanie zignorować rannego towarzysza. Kiedy Neirin starał się uciec od naszych zaciekawionych spojrzeń, przycupnąłem przy jego nodze, aby rzucić okiem na powód opóźnienia marszu.
- Dobrze, że wiesz co robić w takich sytuacjach. W Egipcie męczyłem się z podobną raną niemalże całą wyprawę. - Zdradziłem, wspominając marsz przez pustynię i Zilyę pomagającą mi w nim w strategicznych momentach. Kiedy wręczył mi swoją różdżkę, z rozbawieniem malującym się na twarzy powoli obróciłem ją w dłoniach. - Heban - zawyrokowałem od razu - 13 cali i... oko feniksa? Ten rdzeń jest bliźniaczo podobny do pióra, łatwo o pomyłkę, ale skoro jest od nas. - Obejrzałem dokładniej rączkę różdżki. - Nei, staraj się częściej ją czyścić, bo następnym razem zrobimy Ci różdżkę z pierwszego lepszego kawałka deski. Szkoda zmarnować tak piękny kawałek hebanu. Opowiadali Ci coś o niej? - Błysk w moich oczach zwiastował, że mam ogromną chęć na nadrobienie ewentualnego zaniedbania ze strony moich kuzynów. Ale tymczasem, musiałem udowodnić, że naszych produktów się nie reklamuje. Nigdy. - Silverto - szepnąłem, celując różdżką Neirina w jego samego. Nie spodziewałem się, że zaklęcie uda mi się za pierwszym razem. Naprawdę byłem przekonany, że wszystko było w porządku, lecz zarówno drewno, jak i rdzeń wybitnie mi nie sprzyjały. Lojalne oko feniksa z hebanową odwagą do bycia sobą? Samoinicjatywa feniksowych rózdżek czasami się przydaje. Jak teraz, gdy bez problemu wysuszyłem mojego towarzysza. - Nie oceniaj różdżki po pierwszej kłótni. To bardzo udany egzemplarz, dbaj o nią, a odwdzięczy Ci się tym samym. - Oddałem mu ją, zaraz potem szturchnąwszy go w ramię. - A tak między nami... następnym razem nic u niego nie kupuj. Sam znajdę Ci pufki. Za darmo. - Szepnąłem do Puchona, gdy Anthony wyruszył gdzieś naprzód i zapewne rozprawiał się właśnie z sidłami. Nie żebym go nie lubił. Po prostu nie widziałem sensu w przepłacaniu za ogólnodostępny towar, zwłaszcza, gdy robiła to bliska mi osoba. Kiedy znaleźliśmy Selwyna, próbowałem nie uśmiechac się na widok jego zbolałej miny. Starałem się nie zwracać uwagi na jego zrzędzenie, chociaż takie użalanie się nad sobą odrobinę mnie drażniło. A może w oko kuł mnie jedynie fakt, że trochę za często spoglądał na Zilyę? To wystarczało, abym zaczął wynajdywać w nim wady i świadomość, że to robię wcale nie pomagała mi przestać. Może dlatego tak bardzo cieszyłem się z faktu, że to JA pomogłem jej wtedy w dziczy, a nie Antek. Przez cały wieczór szalenie palił mnie policzek w miejscu, w którym usta Fyodorovej się z nim zetknęły. Starałem się zachowywać tak jak zwykle, lecz moje spokojne usposobienie bardzo zyskało na optymizmie. Czy któreś z nich w ogóle miało zwrócić na to uwagę? Rozbiliśmy obozowisko. Po całym dniu pełnym przygód zmęczenie wyraźnie odcisnęło na nas piętno, a chociaż wciąż byłem nieco zbyt podekscytowany bliskością Rosjanki, nie byłem już dłużej w stanie zachować trzeźwości umysłu. Najpewniej dlatego przeoczyłem nieugaszone do końca ognisko. Nie miałem pojęcia co wznieciło pożar, lecz gdy obudził mnie swąd spalenizny, byłem bliski paniki. Wszystko wokół nas otulała pomarańczowa łuna szalejących płomieni, a chociaż wiedziałem, że powinienem działać, moje nogi wręcz skamieniały. Nie byłem w stanie wyciągnąć różdżki. Zastygłem w absolutnym bezruchu, jedynie kątem oka widząc jak pozostali walczą z pożarem. Pot perlił się na moich skroniach i ramionach, spływał za koszulę, pod którą szaleńczo łomotało serce, nieomal przyprawiając mnie tym o utratę przytomności. A moje niebieskie, spokojne oczy nie widziały niczego poza ogromem ognia. Kolumbijska dżungla wyglądała teraz prawie tak samo jak brytyjski las dwa lata temu. Jak ten, w którym prawie zginąłem. Nie mam pojęcia jak udało mi się dojść do siebie. Nie pamiętam chwili ugaszenia pożaru. W mojej głowie ostały się ledwie wspomnienia spojrzeń, jakie musieli rzucać mi moi towarzysze. Nie pomogłem w gaszeniu pożaru, więc nie dziwiłem się dezaprobacie, a może nawet i wrogości, ale nie mogłem nic na to poradzić. Moje ciało było jak sparaliżowane i nawet teraz, gdy nic mi już nie groziło wciąż wydawało mi się, że za rogiem czai się smok, gotów ponownie poddać mnie próbie ognia. Poruszałem się jeszcze ciszej niż wcześniej, uważnie stawiając każdy krok. Nie mogłem przełamać męczącego mnie niepokoju i najpewniej to właśnie przez niego wyrwałem się nagle do przodu. Oddzieliłem się od grupy, chcąc przetrawić w samotności poczucie wstydu i bezsilności. Koncentrując się na własnych emocjach, wypalających mnie od środka, prawie nie zauważyłem niewielkiej rośliny. Dopiero, gdy natrafiłem na więcej egzemplarzy, rzuciła mi się w oczy. Gorączkowo starałem się skupić na wygrzebaniu z pamięci czegoś, co pomogłoby mi zrozumieć, dlaczego wydała mi się ona tak ważna. Zajęło mi to chwilę, lecz w końcu przypomniałem sobie, że ten gatunek posiada smaczne, jadalne korzenie. Ochoczo zacząłem grzebać w ziemi, chcąc wykopać nam trochę na kolację i udowodnić, że jednak nie jestem bezużyteczny. Jak na ironię, okropnie się przy tym poparzyłem. Nie trzeba chyba dodawać, że gdy odnalazła mnie reszta grupy, najpewniej byłem już na skraju załamania nerwowego.

Kostka Ravenclaw
Rozsądek: 1
Silverto: 6

DZIEŃ: 2
STAN ZDROWIA: ★ ★
EKWIPUNEK: 2x eliksir wiggenowy, różdżka (+5 zaklęcia), 1 dowolny punkt do kuferka  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 447
  Liczba postów : 829
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Pon Lis 12 2018, 14:04

Uniósł wzrok na Rileya, ale nie odpowiedział mu nic na komentarz o Egipcie. Wysłuchał za to wypowiedzi o różdżce.
- Nie ja kupowałem. Czy to coś zmienia? – Innymi słowy, nie wie o niej nic. Wahał się też, czy owy fakt nie wpływa na to, jak kapryśnie patyczek reaguje na Neirina. Prawdopodobnie znacząco, ale on sam się na tym nie znał. W Meksyku było jakoś w porządku, dziecinnie zatem zakładał, iż to kwestia pogody. Feniks, gorąco, te sprawy.
- Wyciągnąłem ją z bajora – niech Riley nie oczekuje, że będzie czysta po tym, jak Neirin sam się skąpał. To tylko w legendach Excalibur wynurzony z odmętów jeziora lśni nowością.
- Myślisz, że za mało się do mnie przywiązała? Powinienem nadać jej imię? To on czy ona? Ten feniks – nie patyczek, patyczki nie mają płci, głuptasie.
- Złapał byś mi pufków? A węża też? Nie... Węża mogę sam sobie oswoić – ocenił, ale i tak uznał ten gest za dość... Uroczy? Ktoś oferuje mu zwierzaki. A to najlepszy powód, aby go lubić.
Jednak jak o futrzakach mowa... Najgorszy błąd, jaki można popełnić w obecności Neirina (oczywiście pomijając jasne skrzywdzenie Liama), to spytanie o jego zwierzaki. Chłopak zazwyczaj jest cichy i małomówny. Ale zaczepienie tematu jakiegokolwiek z jego podopiecznych niemalże skazywało rozmówcę na słuchanie monologu rudzielca. Co teraz spotkało Selwyna, kiedy ruszyli dalej w drogę.
- Oh, nie. Nie noszę futer. Jak jakieś mam, to trzymam je na ścianie. Ale nie mam za wiele. Może kiedyś. Pufki są urocze. I Aericurus ciągle rozrzuca jedzenie, bo to mały, wybredny gnój. Miałem już jednego pufka, ale to ten pigmejski i nie nadążał zjadać tego całego bałaganu. Amatsu z resztą też potrafi narobić wokół siebie burdelu, o Artemidzie nie wspomnę. Ale ona jest tak urocza, że kto by się na nią złościł za to, że przewróciła miseczkę z karmą. To moja lunaballa. A poprzednie to kruk i znikacz – dodał, bo chyba wypada wyjaśnić, o czym mówi. – Pomyślałem, że pufki nadadzą się do wyjadania tej całej karmy z posadzki, poza tym widziałem kosz z nimi w innej menażerii i gdyby mnie wtedy Liam nie wyciągnął ze sklepu, to pewnie bym kupił. Myślałem, że wolę węże, ale jednak mnie pufki do siebie przekonały. Niestety potem je wyprzedano i musiałem poszukać gdzie indziej. Na szczęście ty miałeś – i tyle z kultury listownej, gdzie Rivai nad nim siedzi, aby zwracać się per „pan” do starszej osoby. Poza tym, są razem na wyprawie w dziczy, gdzie mogą zginąć. Niebezpieczeństwo zbliża ludzi.
- I uroczo pchają się do łóżka. Amatsu lubi wśród nich spać. Amor, mój pierwszy pufek, nienawidził tego, jak siadała na nim, zaczynał się wtedy turlać i... – Zatrzymał się, patrząc z góry na Selwyna, tkwiącego w sidłach dla zwierząt.
- To jest na niedźwiedzie. Sądzę, że nie powinieneś tego w ten sposób używać – no shit Sherlocku.
Kiedy już uwolnili Antka z potrzasku, chłopak kucnął, rzucając na jego nogę Vulnerę. Zaklęcie sprawnie zaleczyło wszelkie rany.
Trzeba pracować na zniżki. Nie może wykorzystywać nadmiernie Rileya. A co najważniejsze, patyczek nie sprawiał mu już problemów.
Rzucił Fairwynowi ulotne spojrzenie, które można było odebrać za „miałeś rację”, nim znaleźli miejsce na obozowisko. Nie zauważył nawet, ogarniając sobie nocleg, jak Riley i Zilya się oddzielili. Jego uwagę też szybko odciągnęła Aurora, dzierżąca dumnie mapę.
Nie umiał się z tego ucieszyć. Pozostał względem owego faktu – niewątpliwie pomyślnego – równie obojętny, co wszystkiego, co spotkało ich do tej pory.
Ze snu wyrwał go smród dymu. Zareagował jednak zgoła dobrze. Ruszył na pomoc w gaszeniu pożaru, acz z pewnym ociąganiem. Parę sekund poświęcił po prostu na patrzenie, jak szaleją płomienie, jak trzaskają języki ognia, pożerające drzewa. Porażający swym niebezpieczeństwem widok, jaki napełniał czymś w rodzaju zachwytu.
Należało jednak go ugasić. Wkrótce ze śmiertelnego żywiołu nie zostało nic poza kupką spalonych liści.
Odwrócił się na Rileya, ale ten wyrwał już do przodu, zanim Neirin zdążył cokolwiek powiedzieć czy zrobić. Udał się zatem śladem Krukona, przystając przy nim, kiedy ten skupił się a rwaniu roślin.
Nie zadawał żadnych pytań, jedynie kucnął i ujął jego dłoń. Cicho wypowiedział treść zaklęcia, pozbywając się oparzeń. A potem został z nim chwilę, nie poganiając ani nie puszczając wyleczonej ręki. Sunął po niej kciukiem, gładząc uspokajająco, lecz drapiąc przy tym własnymi bliznami. Kiedy Riley był gotowy do marszu, wrócili na szlak. O ile Fairwyn sam nie rozłączył dłoni, dłuższy czas zapewne szli, trzymając się za ręce. Do momentu, aż Neirin zauważył coś w trawie nieopodal. Zboczył zatem, aby zgarnąć sakiewkę... I wpaść prosto w sidła. Metalowe szczęki zacisnęły się na jego łydce, rozcinając mięso oraz wbijając się w kość.
Opadł na jedno kolano, przyćmiomy nieco bólem. Szybko też dobiegł do niego Selwyn.
- Teraz jestem pewny, że tego się tak nie używa – ocenił, siadając i pozwalając pomóc sobie z sidłami. Jednak mężczyzna nie wykazał się zbytnio ogarem sytuacyjnym, panikując mocniej niż sam rudzielec. Przy okazji raniąc siebie. Neirin westchnął i kiedy był już wolny, poświęcił chwilę na zaleczenie swojej łydki. Co prawda trzeba było do tego aż trzech prób (ta różdżka chyba po prostu nie lubi go jako osoby), ale udało się. I tylko ubranie zostało rozszarpane, ale tym się nie przejmował. Za to uleczył jeszcze Selwyna, bo krwawił znacząco.
Stanąwszy na nogi, spojrzał po kobietach. Czy one też planują w najbliższym czasie ulec uszkodzeniu, to Neirin nie będzie chował różdżki?

Kostka Hufflepuff, 6
Kostki na leczenie:
Selwy: 2
Riley: 2
Neirin: 5, 1, 6
Selwyn again: 2

DZIEŃ: 1
STAN ZDROWIA: ★ ★ ★
EKWIPUNEK: 3x eliksir wiggenowy, 60g
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1094
  Liczba postów : 246
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   Yesterday at 18:16

Radość zaczęła go rozpierać, kiedy to okazało się, że Aurorze udało się znaleźć mapę prowadzącą do tego dziwnego artefaktu. Kiedy z nią wróciła do reszty grupy i pochwaliła się zdobyczą, nie omieszkał uściskać jej serdecznie i ucałować czubek jej głowy. Nie wiedział jak zostanie to odebrane przez resztę, ale szczerze mówiąc, mało go to obchodziło. W końcu był dorosłym facetem, nie musiał przejmować się opinią innych.
Cóż, pewnym był fakt, że Selwyn nie spodziewał się takiego słowotoku ze strony Neirina. Ale w dziwny sposób sprawiło mu to radość. Słuchanie o tym, z jaką fascynacją mówił o wszystkich swoich podopiecznych było cholernie ciekawym doświadczeniem. Jakby nawet najmniejsze relacje pomiędzy nimi były super ważne. Na szczęście ten wywód miał miejsce jeszcze w momencie gdy Selwyn nie postanowił wyjebać się o tę dziwną pułapkę na zwierzęta.
-Zdecydowanie się tego w ten sposób nie używa. Wolałem się jednak upewnić. - wysyczał przez zaciśnięte zęby zastanawiając się nad tym, czy ktokolwiek by zauważył, gdyby teraz potraktował puchona jakąś klątwą. O ile przed sekundą go lubił, tak teraz już nie. A niby kobiety są zmienne... Jak widać, mężczyźni również, bo Neirin ponownie stał się jego najlepszym przyjacielem, kiedy postanowił pomóc mu ponownie z uleczeniem ran. Wspaniałe uczucie.
Noc przyszła szybciej niż ktokolwiek sądził, więc zmęczeni podróżnicy poukładali się do snu. Gdy próbował sobie przypomnieć te wydarzenia, nie potrafił stwierdzić, kto był odpowiedzialny za dogaszenie ogniska. Ale to nie miało większego znaczenia, bo wszystkich ich obudził swąd spalenizny. Ogień szalał w najlepsze cudem tylko nie zahaczając o nich samych. Zerwał się na równe nogi i zaczął razem z resztą ugaszać wszędobylskie płomienie. Na szczęście udało im się to bez większego problemu.
O poranku ruszyli dalej. Tym razem Anthony uważał, rozglądał się dookoła gotów w każdej chwili rzucić się komukolwiek na pomoc. I w zasadzie mógł się niedługo potem wykazać. Bo oto karma postanowiła ukazać się w pełnej swojej krasie i Neirin wpadł w sidła.
-Widzę, że moja nauka Ci nie wystarczyła. - nie mógł pozbawić się przyjemności zaszydzenia z rudzielca. Co z tego, że krew się sączyła a najlepsze! Masz czarownico placek! Mówi się trudno. Postanowił pomóc wyciągnąć jego nogę z tego niebezpiecznego potrzasku. Tylko jak ten debil użył do tego rąk, zamiast różdżki. Efekt był taki, że i jego samego sidła mocno raniły. I tym razem Puchon postanowił mu pomóc. Merlinie, dzięki Ci za tego chłopaka!
-Może chcesz u mnie pracować? Przydałby mi się ktoś taki jak ty do opieki nad zwierzętami. - powiedział po chwili zupełnie poważnym tonem, kiedy w miejscu krwawiącej rany pojawiła się kolejna do kolekcji blizna.

DZIEŃ: 2
STAN ZDROWIA: ★ ★ ★
   EKWIPUNEK: Eliksir wiggenowy x2 (jeden zgubiony)

Kostki:Gryffindor 4

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Brzeg Amazonki   

Powrót do góry Go down
 

Brzeg Amazonki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Brzeg północny
» Brzeg południowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Kolumbia
 :: 
Dzungla
-