Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Feliz cumpleaños, cariño!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Salazar Morales
Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2976
  Liczba postów : 1989
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptyPią Wrz 09 2022, 17:39;


Retrospekcje

Osoby: @Maximilian Felix Solberg & Salazar Morales
Miejsce rozgrywki: El Paraiso
Rok rozgrywki: 12.06.2022
Okoliczności: Paco dokłada wszelkich starań, żeby Felix zdołał naprawdę polubić dzień swoich urodzin.
Powrót do góry Go down


Salazar Morales
Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2976
  Liczba postów : 1989
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptyPią Wrz 09 2022, 17:39;

Mimo że od kilku dni odbierał przynoszone w dziobach sów paczki, a tym samym składował kolejne elementy prezentu, starając się dopiąć wszystko na ostatni guzik czy raczej na ostatnią, ozdobną wstęgę, z Felixem umówił się w hotelu jakby nigdy nic, nie chcąc zawczasu zdradzać swoich planów. Nie złożył chłopakowi życzeń. Ba, nawet słowem nie wspomniał o jego urodzinach, udając że to niewiele różniąca się od innych schadzka. Szczególnej okazji nie zdradzał również przywdziany przez niego mahoniowy, perfekcyjnie skrojony garnitur i jedwabna, ciemnogranatowa koszula z herbaciano-rdzawymi akcentami. Każdy kto znał Moralesa odrobinę dłużej, doskonale wiedział przecież że mężczyzna nie potrzebuje zachęty do wyciągnięcia z szafy ekstrawaganckiego ubioru, a drogocenne, złote albo srebrne zegarki wymienia z niemniejszą częstotliwością niż swych młodszych kochanków… a jednak Maximilian zdawał się całkiem łamać towarzyszący mu dotychczas schemat.  
- Cariño! – Powitał go z szerokim, czarującym uśmiechem już od progu hotelu, wyciągając entuzjastycznie ręce, żeby zaraz objąć go swoim ramieniem, prowadząc w głąb ekskluzywnej restauracji do oddalonego od innych gości, nie dwu a trzyosobowego stolika. – Głodny? – Zapytał, kulturalnie odsuwając przed swym gościem obity bordowym aksamitem fotel, ale zanim usiedli, przesunął delikatnie dłonią po jego kołnierzu i szyi, wpatrując się gorącymi, czekoladowymi tęczówkami w jego szmaragdowe ślepia. – Mam nadzieję, że zarezerwowałeś dla mnie… dla nas…. czas do jutra. – Zagadnął na ucho, zaczepnym, mrukliwym szeptem, nie mogąc powstrzymać się przed ucałowaniem chłopięcych ust. – Kieliszki dla dekoracji, wiem że wolisz bourbon. – Wtrącił również, omiatając wzrokiem nie dwa, a trzy kieliszki stojące przy rozłożonych elegancko serwetach i dopiero po tym zajął miejsce naprzeciw nastolatka.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4218
  Liczba postów : 11834
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptyPią Wrz 09 2022, 22:19;

Pierwszy raz od naprawdę długiego czasu nie organizował w tym roku żadnej urodzinowej imprezy. Zazwyczaj było to idealnie święto szczególnie, że mógł dzielić je z Brooks, Lucasem, czy Kath, ale jakoś tym razem niespecjalnie miał na to ochotę szczególnie, że większość z tych osób była gdzie indziej, zajęta ważniejszymi sprawami niż chlanie do rana. Max może tylko troszkę nad tym ubolewał, ale poranek i tak miał naprawdę przyjemny. Wybudzony został co prawda przez spragnionego zabawy Groma, ale na dole czekała na niego cała rodzinka. Nawet Emma przyjechała z dzieciakami, które jak małe diabełki rzuciły się na Maxa, krzycząc "Sto lat wujku". Rodzinne śniadanko przebiegło naprawdę w miłej atmosferze, a dobry nastrój chłopaka tylko polepszył się jeszcze bardziej, gdy odezwał się do niego Salazar. Co prawda nie spodziewał się żeby ten wiedział, czy pamiętał o jego urodzinach, ale nie oszukujmy się, byli teraz w dość dobrych relacjach i wizja skończenia tego dnia w satynowej pościeli wydawała się być naprawdę odpowiednia do okazji, więc bez większego zastanowienia, Solberg odpisał, że oczywiście pojawi się na miejscu.
Reszta dnia minęła mu dość luźno, gdy oczywiście w większości siedział nad kociołkiem, próbując jakoś wykorzystać wiedzę zdobytą podczas ostatniej podróży. Prawdę mówiąc pochłonęło go to na tyle, że gdy spojrzał na zegarek było już naprawdę późno. Szybko poszedł się odświeżyć i przebrać, bo mimo wszystko nie chciał pojawiać się w Paraiso we w połowie wypalonej nieudanym eliksirem koszulce i migiem aportował się przed hotel.
-No siema. - Przywitał się z nim z szerokim bananem na ryju, pozwalając się objąć i poprowadzić do restauracji, która była tak samo wyniosła jak zawsze. Nie było tajemnicą, że Max nigdy z bardzo nie pasował do tego wystroju, ale też nie starał się na siłę tego zmieniać. Paco był elegancki za nich dwoje, to wystarczało. -Zależy co serwujesz. - Odpowiedział wymijająco, puszczając m oczko. Nie żeby miał zamiar odmawiać żarcia dzisiaj, skoro od śniadania nic nie jadł, ale trochę się mógł przecież podroczyć z Moralesem.
-Nas? - Uniósł jedną brew w wyrazie zdumienia, bo dopiero teraz doszło do niego, że jest o jedną zastawę więcej, a normalnie Salazar by nie pozwolił na taką niedoskonałość. - Dobra, w co mnie wjebałeś? - Zapytał niby to ostro, ale jednak delikatny uśmiech i błysk w szmaragdowych tęczówkach zdradzały, że tak naprawdę tylko sobie robi jaja.
-Wiesz, że wypiję wszystko, ale doceniam sprostowanie sytuacji. - Odpowiedział po tym, jak z przyjemnością oddał się pocałunkowi zainicjowanemu przez Moralesa. Tak, zdecydowanie dalsza część tego dnia zapowiadała się przyjemnie.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Salazar Morales
Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2976
  Liczba postów : 1989
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptyPią Wrz 09 2022, 22:56;

Zastanawiał się nawet ostatnimi dniami czy nie powinien zorganizować Maximilianowi z okazji urodzin jakiegoś hucznego bankietu, ale stwierdził że chyba nie jest to najlepszy pomysł. Nie był pewien czy niespodzianka na taką skalę przypadłaby nastolatkowi do gustu, a poza tym… wolał nie przyciągać uwagi nieodpowiednich osób, nawet jeśli coraz trudniej było mu relację z chłopakiem ukrywać. Nie wstydził się go, nie o to chodziło. Po prostu zdecydowanie bezpieczniej było udawać, że ten dzieciak nie znaczy dla niego więcej niżeli jakikolwiek inny młodzieniec, który przewinął się niegdyś przez progi hotelu. Bezpieczniej nie tylko dla niego, ale i dla samego Felixa… który swoim urokliwym, bananowym uśmiechem prędko rozproszył wszelkie wątpliwości Moralesa, nadal skupionego na tym, czy aby zachował niezbędne środki ostrożności. Łobuzerski błysk w szmaragdowych ślepiach i uniesione kąciki ust młodszego kochanka tak już na niego działały. Kiedy tylko spojrzenie czekoladowych tęczówek utkwiło w jego rozpromienionej twarzy, serce wypełniało się przyjemną beztroską, a Paco zapominał o bożym świecie. Nie przeszkadzało mu zupełnie to, że Maximilian nie pasował do ekskluzywnego wystroju. Skoro musiał nadrabiać elegancją za nich obu – niech tak będzie – ważne, że był tutaj przy nim i najwyraźniej humor mu dopisywał.
- Co powiesz na chili sin carne albo… wegetariańskie burrito? – Zaproponował, przerywając by przypomnieć sobie zawartość karty dań. Normalnie mógłby wyrecytować ją przebudzony w środku nocy, ale puszczone zalotnie oczko całkowicie zburzyło jego koncentrację. – Nas. – Potwierdził już śmielej, poruszając sugestywnie brwiami, z tajemniczym uśmieszkiem przyklejonym do gęby. – Dobra, już dobra… – Parsknął śmiechem, unosząc dłonie w obronnym geście, wiedząc że to ten moment, w którym wypadałoby się przyznać, że został przyłapany na gorącym uczynku. – Pamiętałem. Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi tego za złe... – Rzucił wymownie, a jednak nadal jakby mówił szyfrem. Poza tym, zanim wyjaśnił skrzętnie upleciony za plecami Solberga plan, musiał skosztować jego delikatnych warg. – …obiecałem ci kiedyś, że zabiorę cię do Sztokholmu, prawda? No… więc przyznaję, że na początku myślałem o romantycznym wypadzie we dwóch… – Mimowolnie uniósł wyżej kąciki ust. – …ale stwierdziłem że ucieszysz się, jeśli weźmiemy ze sobą Brooks. Powinna niedługo przyjść. – Zdradził wreszcie, zamaszystym ruchem dłoni pokazując żeby usiedli. Zapalił papierosa, a w końcu wezwał również do ich stolika kelnera, który cierpliwie oczekiwał na złożenie przez nich zamówienia.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4218
  Liczba postów : 11834
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptySob Wrz 10 2022, 10:53;

Co prawda dobrej imprezy nigdy nie odmawiał, ale tym razem niestety grono osób, z którymi chciałby świętować było naprawdę smutnie malutkie, więc może i lepiej, że żadnego bankietu nie było. Nastolatek i tak miał świetny humor, a to przecież było najważniejsze. Jeśli miał tego dnia wychylić choć trzy drinki to znaczyło, że będzie miał udaną dobę. Wymagań naprawdę wielkich nie miał.
-Okej, wezmę burrito. - Zdecydował się i choć dieta wegetariańska coraz częściej w nim umierała, to nie miał zamiaru odrzucać starań mężczyzny. Zresztą domyślał się, że tutejszy szef kuchni i z kartonu byłby w stanie przygotować przepyszny posiłek, więc nie musiał się obawiać, że bez mięsnego elementu może mu czegoś w daniu zabraknąć.
Jeszcze wyżej uniósł podniesioną brew, ale na szczęście Morales nie wytrzymał za długo i zaczął sypać, choć robił to w tak pokrętny sposób, że Max nie wiedział jeszcze, czy powinien się cieszyć z jego pomysłu, czy wręcz przeciwnie. Na szczęście został chwilowo rozproszony pocałunkiem. Nie miałby absolutnie nic przeciwko temu, gdyby ta chwila trwała nieco dłużej, ale też wiedział, że zaraz ciekawość go zeżre jak nie dowie się co Paco przyszło do łba.
-Sztokholm? I Brooks? - Dopytał, jakby nagle stracił słuch, albo umiejętności rozumowania, po czym z szerokim uśmiechem pokręcił głową. -Czy Ty jesteś absolutnie pewien, że jesteś gotowy? - Prychnął, bo wiedział, że może i Brooks byłą tą odpowiedzialną w ich duecie, ale jednak i tak zdarzało im się pakować w tarapaty. -Żartuję, po prostu nie spodziewałem się kolejnej wycieczki w tym roku. Dzięki. - Widać było po jego twarzy, że naprawdę cieszy się z tego pomysłu, co jeszcze bardziej potwierdził, gdy tym razem to on nachylił się delikatnie by pocałować Salazara. Tak, Sztokholm był jednym z miejsc, które chciał w życiu odwiedzić i choć magicznie miał przecież możliwości, to jednak jakoś nie potrafił sam się tam znaleźć. Poza tym specyficzne ciepło rozlało się po jego wnętrzu, gdy zorientował się, że Paco jednak czasami go słucha i zapamiętał ten malutki szczegół z ich wielu, miej lub bardziej przyjemnych, rozmów.
- Uchylisz rąbka tajemnicy, jakie masz plany, czy i tak już powiedziałeś za dużo?  - Rozsiadł się wygodnie, po czym idąc śladem starszego kochanka, sam odpalił papierosa, zaciągając się nikotyną cały czas próbując wyobrazić sobie Brooks w progach El Paraiso, bo choć wiedział, że przyjaciółka była nieźle nadziana i był przeszczęśliwy z powodu jej sukcesów, to jednak raczej przyzwyczaił się do widywania jej w nieco innym otoczeniu.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Salazar Morales
Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2976
  Liczba postów : 1989
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptySob Wrz 10 2022, 14:55;

Wizja suto zastawianego i zakrapianego bankietu w progach hotelowego kasyna z pewnością kusiła, jednak Paco nie bez powodu przedłożył skromniejszy nieco wyjazd do Sztokholmu ponad imprezowe plany. Wolał pokazać, że wbrew przytykom Maximiliana dotrzymuje danego słowa, a poza tym – nie oszukujmy się – gdyby miał urządzić mu najlepszy bal urodzinowy w życiu, wpierw musiałby poznać znacznie szersze grono jego znajomych. Nie miał pojęcia kogo miałby zaprosić, a żeby przypadkiem nie zepsuć chłopakowi niespodzianki, musiałby całkowicie polegać na intuicji Brooks. Nie to, żeby miotlarze nie ufał, ale czuł że wtedy nie miałby szans się wykazać.
- Przez ciebie nabrałem apetytu na chili con carne. – Wyglądało na to, że i on podjął decyzję, jednak z całym szacunkiem i wiarą w możliwości wykwalifikowanego szefa kuchni, sam nie potrafił odmówić sobie drobno siekanego mięsa. W rzeczywistości było mu zresztą wszystko jedno, skoro przede wszystkim i tak zasmakował w chłopięcych ustach, od których niezwykle trudno było mu się oderwać. Niestety przyszedł ten moment, w którym został pociągnięty do odpowiedzi, więc i subtelne przyjemności trzeba było odłożyć na później. Szeroki, radosny uśmiech nastolatka rekompensował mu jednak wszelkie niedogodności. – Zupełnie nie. – Mruknął żartobliwym tonem, prychając cicho pod nosem, wszak i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że sam Felix ma tendencję do pakowania się w tarapaty. Zaproszenie partnerki kryminalnego duetu nie wydawało się więc może najrozsądniejszym pomysłem, ale gotów był dzisiaj wiele znieść, byleby nie zagasić tego rozentuzjazmowanego błysku w szmaragdowych ślepiach. – Ni-e……ma problemu. Nie dokończył, kiedy chłopięce wargi ponownie zetknęły się z jego ustami, których kąciki samoistnie pomknęły ku górze. Nie miał już żadnych wątpliwości co do tego, że warto się było postarać.
- Zaskoczę cię, jeśli powiem że nie mam żadnego planu wycieczki i poza przygotowaniem świstoklika postawiłem na pełen spontan? – Zaskoczył to chyba głównie tak młodzieżowym sformułowaniem, na skutek którego, wyraźnie rozbawiony, uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Chociaż jest jedno miejsce, które chciałbym wam pokazać. Myślę, że wam się spodoba. – Dodał tajemniczo, ani myśląc o zdradzaniu, co dokładnie chodziło mu głowie. Poza tym mieli jeszcze kilka innych spraw do załatwienia. – Za to chyba przyszedł najwyższy czas, żebym złożył ci życzenia i wręczył twój urodzinowy prezent… tak, wypad do Sztokholmu z Brooks to tylko jego część. – Zaciągnął się chmurą siwego dymu, wymownym gestem wzywając do siebie jednego z elegancko ubranych chłopaków, który powrócił do stolika z opakowanym gustownie w szmaragdowy, ozdobny papier pudłem.
- Wszystkiego najlepszego, Felix. Życzę ci, żeby ten łobuzerski uśmiech nigdy nie znikał z twojej twarzy… zbyt dobrze z nim wyglądasz. – Podszedł na chwilę bliżej i jeszcze raz pocałował usta Maximiliana, układając paczkę na jego kolanach. Dopiero gdy powrócił na swoje miejsce, prowokującym uniesieniem głowy zachęcił go, żeby otworzył karton, w którym nastolatek znaleźć mógł przede wszystkim przepiękne, dębowe pudełeczko kubańskich cygar, butelkę bourbonu i skrzyneczkę hawańskich ziół prosto z apteki Johnsona. Jeżeli Felixowi zdarzało się robić tam zakupy, na pewno wiedział, że Paco postawił na najbardziej drogocenne rośliny. – Pewnie nie rozpoznałbym ani jednej, ale wiem że ty dobrze je wykorzystasz. – Wtrącił a propos florystycznej części prezentu, przypatrując się uważnie temu jak nastolatek odkrywa kolejne jego elementy. Na samym spodzie leżała spersonalizowana nie koszula, a koszulka quidditchowa w ślizgońskich barwach. Morales długo zastanawiał się nad inskrypcją na plecach. Stwierdził, że imię, czy nawet pieszczotliwe cariño zajeżdża sztampą, dlatego ostatecznie na materiale widniał napis ”Soy el mehor”. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie dorzucił snobistycznego akcentu w postaci srebrnego, luksusowego zegarka. Podarek wieńczył natomiast niewielki, za to praktyczny wisiorek w kształcie szmaragdowej fiolki eliksiru. – Wlałem do niego porcję dictum na wypadek gdyby… – Zawahał się, wiedząc że akurat o tym żaden z nich wolałby nie wspominać. – Sam wiesz. – Dokończył zresztą z subtelnym uśmiechem, nie chcąc poruszać tak trudnych i bolesnych tematów w dzień urodzin chłopaka. Na dowód tego nalał zresztą do szklanek przyniesionego przez drugiego z kelnerów bourbonu, unosząc zaraz swoją, żeby stuknąć się z jubilatem szkłem.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4218
  Liczba postów : 11834
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptySob Wrz 10 2022, 21:34;

-Chyba zgubiłem gdzieś czynnik wspólny, ale spoko. Tylko licz się z tym, że trochę wyląduje w moim żołądku. - Puścił mu oczko, bo co jak co, ale dawno nie miał okazji próbować tej potrawy i chętnie by sobie jej smak przypomniał. Zaraz jednak jego myśli zostały odsunięte od jedzenia, gdy w końcu dowiedział się, czemu Paco tak naprawdę go dzisiaj tu zaprosił.
-Też tak myślałem. - Pokręcił głową rozbawiony, ale nie miał zamiaru przecież tworzyć żadnych kłopotów. Chciał tylko dobrze spędzić swoje urodziny i naprawdę był szczęśliwy z faktu, że Brooks będzie tego dnia tuż obok. Radość tę wyraził chyba dość jasno i szczerze ciężko było mu oderwać się od kuszących warg Paco, które za każdym razem działały na niego tak samo.
-Szczerze? W chuj. Ty i brak planów? Wołajcie uzdrowiciela, Morales dostał na łeb. - Skoro mężczyzna pytał, to otrzymał odpowiedź. Czy takiej się spodziewał? Pewnie nie, ale kim byłby Max, gdyby mówił to, co inni chcieli usłyszeć, jeśli nie miał w tym żadnego głębszego celu. -No i teraz mi trochę lepiej. Nie mogę się doczekać w takim razie. - Wyszczerzył się mocniej, ciekaw co to za tajemnicze miejsce, ale domyślał się, że Paco mu nie powie, a poza tym sam nie chciał psuć sobie niespodzianki. Uwielbiał niespodzianki. No, poza tym, które dawało mu życie, bo zazwyczaj kończyły się w szpitalu, czy po prostu kolejną traumą na koncie.
Uniósł brew ponownie, gdy Morales stwierdził, że czas już mu wręczyć prezent. Mężczyzna jakby czytał Maxowi w myślach, bo chłopak właśnie miał mówić coś na temat tego, że był pewien, że to wyjazd jest tym prezentem. -Uuuuu, załatwiłeś mi prywatnego lokaja? - Zapytał, sugestywnie ruszając brwiami, ale gdy na jego kolanach spoczął pakunek zrozumiał, że się pomylił. -No dobra, nie tym razem, ale pomysł z lokajem nie byłby najgorszy. - Puścił zalotne oczko kelnerowi, bo po prostu miał dzisiaj kurwa dobry humor, ale zdecydowanie nie potrafił sobie wyobrazić siebie, rozkazującego innemu człowiekowi. Przynajmniej nie w takich codziennych sytuacjach. Nie, Max wolał być samodzielny przynajmniej teraz, gdy jeszcze nie miał okazji sprawdzić, jak to jest mieć wszystko podtykane pod nos przez większość życia.
-Dzięki, ale naprawdę nie trzeba było. - Uśmiechnął się, a szmaragdowe tęczówki jaśniały ze szczęścia. Mówił jednak szczerze, bo niespecjalnie spodziewał się czegokolwiek od Salazara z tej okazji. Widać po raz kolejny się pomylił. Nie czekając ani chwili dłużej, nastolatek wziął się za rozpakowywanie prezentu, a gdy tylko zobaczył jego wnętrze, na jego twarzy było widać mieszankę radości, zakłopotania i czegoś jeszcze, czego nie można było tak łatwo zidentyfikować. -Paco, czy Ciebie pogrzało po całości? - Zapytał, nie patrząc jeszcze dokładnie na to, co składa się na prezent, ale już sama ilość nieco Maxa przytłoczyła. -Rozumiem, że to prezent na następnie dziewiętnaście lat? - Zażartował, bo przecież dobrze wiedział, jak Morales lubi szastać pieniędzmi, a mimo to czuł się z tym jakoś nieswojo. Oczywiście, że lubił być rozpieszczany, ale nigdy w życiu nie otrzymał aż tyle i to od jednej osoby i szczerze nie wiedział po prostu jak ma na to zareagować.
Solberg nie był jednak aż tak do końca niewdzięczną kurwą, więc zaczął powoli przeglądać to, co otrzymał. Cygara i alkohol już planował wykorzystać w Sztokholmie, bo jak świętować to na pełnej piździe, ale z Kubańskich elementów prezentu wcale nie to wywołało największy uśmiech na jego twarzy. Gdy otworzył pudełeczko z ziołami i poczuł znany już sobie zapach, bo oczywiście był w stałym kontakcie z apteką Johnsona, szmaragdowe tęczówki od razu dostały znajomych iskierek, co mogło świadczyć tylko o tym, że nastolatek miał już osiem milionów pomysłów na to, jak je wykorzystać. -Nie zmarnuję ani pół listka, obiecuję. - Odpowiedział z uśmiechem, po czym delikatnie zaczął przeglądać każdą ingrediencję po kolei, by sprawdzić stan i świeżość. Oczywiście nie zdziwił się, że lepszych składników dostać się nie dało. Dość sporo czasu poświęcił temu elementowi prezentu, aż w końcu przypomniał sobie, że Moralesa pojebało i to nie wszystko, choć zdecydowanie by przecież wystarczyło. Z pewnym smutkiem, ale i ciekawością odłożył więc chwilowo na bok rośliny, by chwycić do rąk kolejną rzecz, którą był cholernie drogi zegarek. -Paco.... - Westchnął, nie mając pojęcia, jak powiedzieć mu, co dokładnie o tym myśli, chociaż zakłopotanie na jego twarzy mówiło dość wiele. Przygryzł nerwowo wargę, jakby wewnątrz walczył sam ze sobą, po czym jeszcze raz ciężko wypuścił powietrze, by następnie założyć zegarek na nadgarstek lewej ręki, nie przejmując się tym, że teoretycznie powinien ozdobić nim przeciwną dłoń. Czuł jak luksus prezentu ciąż na jego kończynie, i nie potrafił powstrzymać się przed spoglądaniem na niego od czasu do czasu. Dziwnie się czuł mając na sobie coś tak wartościowego, jakby zupełnie to do niego nie pasowało, ale z drugiej strony zegarek to mu się akurat mógł przydać, a że Moralesa było stać na nieco lepszy model, to Max nie powinien mieć mu tego za złe.
Odchrząknął krótko i wrócił do pudełka, z którego wyjął quidditchową koszulkę. Nie grał już, to prawda, ale uwielbiał ten element garderoby. Często zresztą ubierał je na inne treningi, bo czuł się w nich dobrze. Srebrno-szmaragdowe barwy przywołały naprawdę miłe wspomnienia, które nie tylko wywołały ponownie uśmiech na twarzy Felixa, ale i nawet sprawiły, że nieco mu się oczy zaszkliły, ale dopiero gdy zobaczył napis na plecach koszulki prychnął ze śmiechem. -Widać, że nigdy nie widziałeś mnie na boisku. - Zażartował, bo co jak co, ale szkolne mecze nie były szczytem jego możliwości. Nie miał pojęcia czemu, ale na treningach zawsze radził sobie o niebo lepiej i to wcale nie z powodu na jakiś stres, bo nigdy nie czuł się zdenerwowany, gdy wylatywał wśród hałasu szkolnego tłumu na boisko.
Już miał odłożyć pudełko i podziękować, gdy coś mu jeszcze w środku mignęło. Delikatnie ujął wisiorek, podnosząc go na wysokość swoich oczu, a szmaragdowe tęczówki błyszczały prawie tak samo jak zawieszka w świetle oświetlających restaurację lamp. Zamknął fiolkę w dłoni i spojrzał w oczy Moralesa z uczuciem, którego żadne z nich nie było w stanie dopuścić do siebie, a co dopiero nazwać. Mógł dostać cały świat, ale ten drobny element biżuterii i tak pobiłby wszystko na głowę, a gdy usłyszał dodatkowo, że w środku znajduje się porcja Dictum na czarną godzinę, coś w nim naprawdę się rozmiękło. Może i nie był to przyjemny temat, ale fakt, że Paco postanowił o niego zadbać nawet przez taki gest był dla Maxa naprawdę niesamowity. Nie potrafił opisać ciepła, jakie się w nim zrodziło, więc po prostu zarzucił ręce na szyje Paco, w jednej wciąż ściskając wisiorek i zaczął go obcałowywać, by ostatecznie zdecydowanie mocniej i namiętniej niż poprzednio złączyć ich wargi. Może w słowa nie był najlepszy, ale na szczęście z czynami radził sobie nieco lepiej.
-Dziękuję. Naprawdę, to wszystko jest.... - Zabrakło mu słów, ale rozpromieniona twarz mówiła naprawdę wiele. -Uczynisz honory? - Zapytał podając mu wisiorek i obracając się, by Paco mógł zapiąć ozdobę na jego szyi, ponownie zamykając fiolkę w swojej dłoni.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Salazar Morales
Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2976
  Liczba postów : 1989
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptyNie Wrz 11 2022, 00:29;

- Pogodziłeś się z mięsem? – Zapytał, unosząc ze zdziwieniem brew, acz nie kontynuował tematu; i tak świadomie zadbał o dołączenie do karty jeszcze kilku wegetariańskich dań, zarówno z myślą o preferencjach młodszego kochanka, jak i innych gości odwiedzających hotelową restaurację. – Będę na to przygotowany, a gdybyś chciał spróbować czegoś jeszcze, nie krępuj się i zamawiaj. Tylko zostaw trochę miejsca na kiszonego śledzia. – Prychnął rozbawiony, rzucając nastolatkowi rękawicę, wszak niewielu śmiałków decydowało się na przetestowanie słynnej, szwedzkiej przekąski o intensywnym, odrzucającym na kilometr odorze. Nawet Paco, mimo że uwielbiał smakować nowych kulinarnych ciekawostek, nie odważył się jeszcze na tak desperacki krok. Chyba wolał pozostać wiernym mięsnym klopsikom.  
- Mam nadzieję, że nie rozniesiecie żadnego z mostów. – Pogroził Maximilianowi palcem, ale wystarczył jeden radosny pocałunek, żeby obawy odpłynęły w dal. Zamierzał co prawda zadbać o bezpieczeństwo szalonego duetu, ale nie chwytali przecież jeszcze za świstoklik, więc nie było sensu zamartwiać się na zapas. – No tak… naprawdę aż tak brakuje mi spontaniczności i elastyczności? – Westchnął cicho, wzruszając bezradnie ramionami. Czy takiej odpowiedzi się spodziewał? Niekoniecznie, natomiast na pewno go nie zdziwiła, a i w sumie jak znał Felixa, mógł oberwać znacznie cięższym orężem w pysk. – Musimy poczekać na Brooks, a mówiła że może się chwilę spóźnić… – Przerwał, naprędce poszukując rozsądnie brzmiącej przyczyny, ale ostatecznie stwierdził, że nie będzie jubilatowi ściemniał. – No dobra, tak naprawdę zaprosiłem ją na późniejszą godzinę, bo chciałem spędzić trochę czasu tylko z tobą. – Przyznał zupełnie szczerze, podnosząc dłonie w obronnym geście. Nie żałował jednak tej decyzji, wszak w obecności Brooks pewnie nie pozwoliliby sobie na tak częste, wytęsknione pocałunki.
Starał się dawkować serwowane dziewiętnastoletniemu już Solbergowi przyjemności, dość nietypowymi życzeniami zapowiadając kolejną część prezentu, a potem spokojnie przypatrywał się spoczywającej na jego kolanach paczce… a przynajmniej taki miał zamiar, bo w rzeczywistości parsknął niekontrolowanym śmiechem na nieoczekiwaną zgadywankę ze strony młodszego towarzysza. – Mierda. – Pokręcił ze zrezygnowaniem głową, uderzając jednocześnie dłonią własne udo, jakby karząc siebie samego za nierozgarnięcie. – Nie pomyślałem, że mógłbyś chcieć któregoś tylko dla siebie. – Przerwał, wypuszczając z płuc chmurę siwego dymu, by zaraz nachylić się nad stolikiem, zagadując Maximiliana ściszonym głosem. – Musiałbyś się rozejrzeć i powiedzieć mi który. – Pozwolił sobie zażartować, kokieteryjnie poruszając brwiami, jednak załatwienie prywatnego lokaja najwyraźniej obaj postanowili przełożyć na inną okazję, na razie koncentrując się na zawartości przywleczonego przez kelnera pudła. Salazar ponownie rozsiadł się wygodniej w fotelu, racząc się rozpromienionymi ślepiami jubilata i szerokim, dodającym mu uroku uśmiechem, kiedy nagle dotarła do niego jakże wyszukana uwaga. – Nie mogłem się zdecydować… poza tym chciałem, żebyś naprawdę zapamiętał ten dzień. – Mruknął wyjątkowo jak na siebie czule, omiatając jego twarz gorącym spojrzeniem czekoladowych tęczówek. Pragnął stworzyć w jego urodziny ciepłą, rodzinną atmosferę i jak na razie wyglądało na to, że jego wysiłki nie poszły na marne. – Żartujesz? Poczekaj na święta bożego narodzenia… – Rzucił podobnie dowcipnym, nonszalanckim tonem, jednoznacznie sugerując, że stać go na wiele więcej. Tak, lubił szastać pieniędzmi, zwłaszcza kiedy widział że zakupy sprawiając radość bliskiej mu osobie, a za taką chyba powoli zaczynał uważać Maximiliana, nawet jeżeli otwarcie nie dopuszczał do siebie tej myśli. Zdecydowanie jednak spodobało mu się rozpieszczanie tego chłopaka.
Podróżował wraz z nastoletnim kochankiem w głąb przygotowywanego od paru dni prezentu. Cygara i butelka szlachetnego trunku wydawały się oczywistym wyborem, ale już pozostałe elementy podarku niosły za sobą dużo większe znaczenie i dużo więcej dzielonych wspólnie wspomnień i emocji. Gdyby był na Kubie sam, prawdopodobnie minąłby aptekę Johnsona, ewentualnie wkroczył do niej na chwilę, by podziwiać zachowane w idealnym stanie, drewniane i masywne meble. Teraz jednak to miejsce jawiło mu się jako coś wyjątkowego i niepowtarzalnego; w końcu to tam po raz pierwszy ujrzał ten prawdziwy, nie zalotny, a szczęśliwy uśmiech Felixa. Tym razem towarzyszyły im zgoła inne okoliczności, ale czające się w szmaragdowych ślepiach iskierki i tak przekonywały go, że trafił w samą dziesiątkę. – Możesz nawet je zmarnować, są twoje… ale wiem, że byś do tego nie dopuścił. – Pokiwał głową na zachętę, bezgłośnie przekazując mu, żeby sięgnął rękoma głębiej. Kubańskie zioła nie były przecież jedyną niespodzianką, raczej jedną z wielu, nad którymi pieczołowicie pracował, byleby Solberg uznał te urodziny za magiczne. – Nie podoba ci się? – Zawahał się, gdy w uszach wybrzmiało mu chłopięce westchnięcie. Niby spostrzegł przygryzioną wargę, ale wyczytywanie emocji nie było jego najmocniejszą stroną i najprawdopodobniej ocenił nerwowe gesty Maximiliana własną miarą. – Jeśli chcesz, możemy wymienić na złoty. – Próbował wręcz naprawić błąd, obiecując że razem przejdą się do sklepu, wybierając odpowiadający gustom chłopaka model. Dopiero po chwili dotarło do niego, że wcale nie o to młodzieńcowi chodziło, a nawet nie dotarli jeszcze do końca prezentowej drogi…
Wreszcie w dłoniach nastolatka wylądowała slytherinowa koszulka quidditchowa i Paco musiał przyznać, że nie pamiętał kiedy ostatnio jego pierś wypełniła się tak odczuwalnym poczuciem dumy. Nie wyobrażał sobie lepszego wyrazu wdzięczności niżeli zaszklone, szmaragdowe ślepia wpatrujące się w miękki, przepuszczający powietrze materiał. Nawet nie umiał się przejmować tym, że Felix wyśmiał wymyślony przez niego napis. – Liczę na to, że jeszcze nadarzy się okazja. Poza tym… – Podniósł wyżej szklankę z bourbonem, w geście urodzinowego toastu. – …dla mnie jesteś najlepszy. – No i obdarował go jakże wyrafinowanym komplementem, przedtem upijając kilka potężnych łyków bursztynowego, gorzkawego trunku.  
Miał już poderwać się od stolika, wyciągając zagubiony pośród innych upominków wisiorek, ale okazało się że nie potrzeba było jego interwencji… i tak jak myślał, że nie wyobraża sobie wdzięczniejszej reakcji niż zaszklone, chłopięce ślepia, tak teraz przekonał się jak bardzo się pomylił. Szmaragdowe tęczówki lśniły tak pięknie jak wisząca przed nimi fiolka, a Morales.. wydałby każde pieniądze, byleby Maximilian częściej spoglądał na niego z tak żywym, tak prawdziwym uczuciem, pod którego naporem na moment musiał wręcz spuścić wzrok. Kiedy na powrót podniósł głowę, uśmiechając się ciepło i troskliwie, został niemalże napadnięty przez rzucające się na jego ramiona dłonie, a i pogubił się w chaotycznych pocałunkach młodszego kochanka, nie spodziewając się chyba aż takiego przypływu emocji. – Tranquilo… – Zdążył wyszeptać rozbawionym tonem, jednak w chwili w której ich usta zderzyły się ponownie, przesunął palcami po kołnierzu koszuli Felixa i rozchylił językiem delikatne wargi, przejmując inicjatywę w płomiennym, namiętnym pocałunku. Niewątpliwie był to jeden z tych, które o ich relacji mówiły więcej niż tysiąc słów. – …zajebiste? – Podpowiedział młodzieżowym slangiem, ledwie powstrzymując się od śmiechu, a jednak zaraz spoważniał, odbierając sprezentowaną chłopakowi biżuterię. – Z największą przyjemnością, cariño. – Zareagował oficjalnym tonem, jak gdyby zwracał się do księcia, ale zanim zapiął naszyjnik, złożył na karku Solberga kolejny, subtelny pocałunek. Dopiero po tym chwycił lekko biodra nastolatka i obrócił go przodem do siebie, by samemu sprawdzić jak prezentuje się w nowiutkiej błyskotce. Zamiast jednak powiedzieć, że jak zawsze wspaniale, przytulił go do siebie, raz jeszcze szepcząc mu na ucho. – Wszystkiego najlepszego, Felix.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4218
  Liczba postów : 11834
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptyNie Wrz 11 2022, 02:31;

Musiał chwilę naprawdę przemyśleć, nim dotarło do niego, że Paco przecież nie zna wielce romantycznej historii jego wegetarianizmu i faktu, że Max za mięso, a szczególnie pod postacią kebaba, to dałby się nie raz pociachać.
-Nigdy nie byliśmy skłóceni. Stare nawyki, ale mówią że zdrowe, to się trzymam. W miarę. - Prychnął, wzruszając ramionami, bo nie było to najważniejsze przekonanie w jego życiu. Szczerze mówiąc to nawet nie było jego przekonanie, ale faktycznie dieta wegetariańska dobrze na niego działała. Pod warunkiem, że coś jadł oczywiście. -Kiszony śledź brzmi jak ci... - W ostatniej chwili zreflektował się gdzie tak naprawdę jest i uznał, że zostawi to niewybredne porównanie dla siebie. Rzucił tylko Moralesowi spojrzenie, zastanawiając się, czy też domyśli się końca zdania.
-Tego nie obiecuję, chociaż planowałem nie podpadać żadnemu Ministerstwu w tym roku. Wyszczerzył się łobuzersko. Co prawda Brooks była bardziej odpowiedzialna, ale czy mogli obiecać, że nie zachce im się grać w bludgera i przy okazji nie rozpierdolą tłuczkami połowy miasta? Zdecydowanie nie. -Trochę.... Czasami.... - Przyznał szczerze, bo taka była po prostu prawda. Zdarzało się, że Paco nagle dawał się ponieść spontaniczności, ale z tego co Max kojarzył, były to naprawdę wyjątkowe momenty, odbiegające od reszty dni. I wcale nie miała być to obelga, nawet jeśli tak to zabrzmiało.
Spojrzał podejrzliwie na Moralesa, gdy ten powiedział, że muszą poczekać na Brooks, ale na szczęście nim zdążył cokolwiek powiedzieć, Paco uznał, że gra nie jest warta świeczki i zmienił front. -Osz Ty podstępna żmijo. - Zmrużył oczy, jakby faktycznie mu się nie spodobało podejście Moralesa, ale długo tak nie wytrzymał i już po chwili znowu szeroko się uśmiechał. -Prędzej uwierzę w to, że Hampson potajemnie był we mnie zakochany niż w to, że Brooks by się spóźniła. - Wytłumaczył, bo akurat w tym duecie, to Julka zazwyczaj stawiała się wszędzie przed czasem i musiała na niego czekać, choć sam Max jeśli akurat nie był niczym rozproszony, był raczej punktualną osobą. -I chociaż brakuje mi tej prostej grzywki, to cieszę się, że tak to ogarnąłeś. - Przyznał jeszcze, bo naprawdę te kilka chwil razem przecież nie ujmą dziewczynie, a oni mogli przynajmniej nacieszyć się własnym towarzystwem, choć Max nie miał jeszcze pojęcia ile radości niedługo przyjdzie mu przeżywać.
-Żartujesz sobie? Myślisz, że po kiego grzyba ciągle tu przychodzę? Oczywiście, że chcę! - Prychnął, udając urażonego. Własny lokaj niekoniecznie był tym, o czym marzył codziennie przed snem, chociaż jeśli pozbyć go paru elementów garderoby, to może by się jakoś w te wizje wpisywał. Myśli szybko jednak zostały skierowane na prezent, a raczej prezenty, które nastolatek otrzymał, a którego kategorycznie go przytłoczyły nim jeszcze nawet wiedział, co dokładnie takiego znajdzie się w jego posiadaniu. -Święta? Ja to chyba nie chcę nawet pytać. Porozmawiamy o tym później. - Zaśmiał się, chociaż wizja tego, co mógłby Paco odpierdolić z okazji Bożego Narodzenia wywołała w Maxie mały stres. Czy on przypadkiem kiedyś nie wspominał Paco, żeby ten przystopował nieco w jego obecności z tym całym materializmem? Tak coś mu się wydawało, że raz, czy dwa podobne zdanie mogło paść. Co do tego, że zapamięta ten dzień nie miał już chyba najmniejszych wątpliwości.
Zaczął zagłębiać się w pakunek i już od początku widział same rzeczy, które mu się serio podobały. Oczywiście przytłaczała go ilość, ale starał się podejść do tego na luzie, póki jeszcze nie miał pojęcia, z czym tak naprawdę przyjdzie mu się zmierzyć. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że wszystko co miał tam znaleźć było spersonalizowane typowo pod niego.
-Nigdy w życiu! Jak kiedykolwiek coś takiego zrobię, to znaczy, że do reszty postradałem zmysły i nie ma już dla mnie ratunku. - Zapewnił z dozą humoru, a na potwierdzenie tych słów, na chwilę przytulił zioła do piersi, by po chwili móc chwycić do ręki coś zupełne z innej bajki.
Zakłopotał się na tyle, że początkowo nie dotarły do niego słowa Paco. Dopiero po sekundzie zreflektował się i oderwał wzrok od drogiej tarczy zegarka, przenosząc spojrzenie na kochanka. -Jest zajebisty tylko....No wiesz... Cholernie drogi. - Przyznał, uciekając oczami gdzieś na bok. Nigdy nie miał kompleksów ze względu na swoją sytuację materialną, ale też nigdy nie był w położeniu, gdzie dostawałby aż tak drogie rzeczy. To było dla niego coś, z czym musiał się oswoić, choć nie wiedział jeszcze jak się za to zabrać.
Na szczęście zaraz potem przyszła koszulka quidditchowa i miłe wspomnienia zaczęły zalewać umysł Maxa, który przypomniał sobie jak to pod postacią staruszki spuścił przyjacielowi wpierdol podczas treningu. Tak, zdecydowanie brakowało mu tych szkolnych odpałów i to właśnie one zasiewały w młodym umyśle chęć powrotu do Hogwartu. -Nie sądzę. Poza tym, lepiej może jak Ci kilka historii poopowiadam. Mniejszy wstyd. - Zażartował, unosząc również szklaneczkę, by wznieść toast za swoje własne święto. Nie komentował tego, że dla Paco był najlepszy, bo też wiele razy głośno poddawał to wątpliwości. Pozwolił po prostu, żeby te miłe słowa wybrzmiały naturalnie między nimi, nie powodując niepotrzebnej dyskusji, która mogła tę chwilę zepsuć.
Wisiorek zdecydowanie skradł ten wieczór i przyćmił wszystko inne. Może i widać było po nim jubilerski kunszt, ale też był niezwykle prosty w swoim zamyśle, a jego wnętrze wypełniał eliksir, który, choć Max miał nadzieję, że nie będzie wcale mu potrzebny, miał też pewne symboliczne znaczenie. Musiał więc podziękować Salazarowi, a że w rozmowie nie był najlepszy, to zrobił to po swojemu, nie przejmując się niczym. Ochoczo dołączył do tańca języków, który mężczyzna rozpoczął i najchętniej przeniósłby go wprost do mieszczącej się wyżej sypialni Salazara, ale jakimś cudem jeszcze się powstrzymywał. Choć nie było łatwo. -Zajebiste. - Powtórzył w ślad za kochankiem, bo lepsze słowo nie przychodziło mu do głowy, po czym odwrócił się, by mężczyzna mógł pomóc mu w umieszczeniu biżuterii na właściwym miejscu, a złożone na karku pocałunki tylko podsycały dreszcze, które i tak już przez nastoletnie ciało zdążyły przejść. Mogło się palić i walić, ale chłopak nie miał zamiaru zdejmować szmaragdowej fiolki tak, jak kiedyś nie potrafił rozstać się z talizmanem od Beatrice. Zacisnął mocniej dłoń na wisiorku, która po chwili została zmiażdżona przez ich torsy, gdy Paco odwrócił chłopaka, przyciągając go do siebie i obejmując.
-Jesteś nienormalny, wiesz o tym? - Zapytał, gdy usłyszał jeszcze raz życzenia, po czym na chwilę zamknął powieki i wtulił się w ramię Salazara, delektując się tą chwilą szczęścia. -Dziękuję. - Wyszeptał po sekundzie, zdecydowanie spokojniej, ale też nie tracąc przy tym tej radości, jaka praktycznie od wejścia tylko rosła w jego duszy.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Salazar Morales
Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2976
  Liczba postów : 1989
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptyPon Wrz 12 2022, 16:15;

Historii wegetarianizmu Maximiliana nigdy nie poznał, jednak starał się zapamiętywać podobne szczegóły, aby odpowiednio potraktować młodszego kochanka… a przy okazji i samemu sobie stworzyć okazję do zapunktowania w jego pięknych, szmaragdowych ślepiach; wszak kochał ten rozentuzjazmowany błysk w głębi chłopięcego spojrzenia i szeroki uśmiech zdobiący jego twarz, ale czuł się jeszcze lepiej, kiedy to właśnie za jego sprawą kąciki ta bardzo kuszących teraz ust unosiły się zdecydowanie wyżej.
- Rozumiem, chociaż sam nie potrafiłbym zrezygnować chociażby z dobrego, krwistego steka. – Przyznał zupełnie szczerze, nie odczuwając jednak z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Nigdy nie zastanawiał się nawet nad tego rodzaju dietą. Nie widział sensu, skoro zdrowie raczej mu dopisywało, za to psychicznie trudno byłoby mu się trzymać bezmięsnych nawyków. – Ekhm… – Chrząknął nagle wymownie, jednocześnie teatralnie przewracając oczami na jakże wyszukany komentarz nastolatka, który na szczęście w ostatniej chwili zdołał powstrzymać się przed dokończeniem zdania. Co on z nim miał… - Chyba wiem co masz na myśli i możesz mi wierzyć, nie tylko brzmi, ale i śmierdzi podobnie. Nie będę namawiał cię, żeby spróbować. Nie chcę ci zepsuć urodzin. – Poprzysiągł mu, przykładając nawet rękę do serca w żartobliwym geście. Może i Szwecja słynęła ze śledziowego przysmaku, ale akurat ten punkt wycieczki dla własnego komfortu mogli sobie darować.
- Ministerstwu? Ty lepiej uważaj, żeby nie podpaść mi. Biorę za was odpowiedzialność… za was i za wszystkie mosty w Sztokholmie, więc nie chcę być świadkiem żadnych ekscesów. – Pogroził mu palcem, nie musząc nawet dodawać chyba najczęściej padającej względem chłopaka groźby pod tytułem tylko spróbuj, a przetrzepię ci skórę. Zresztą nie trudno było spostrzec, że stroi sobie z niego żarty, skoro cała jego mimika jasno pokazywała, że ledwie powstrzymuje się od śmiechu. – Musisz mnie nauczyć… – Rzucił chłopakowi wyzwanie mrukliwym, prowokującym tonem. – …chociaż może lepiej nie. Ktoś jednak musi robić za głos rozsądku w tym szalonym trio. – Dodał w głębszym zastanowieniu, ani myśląc o traktowaniu komentarza Felixa jako obelgi. Miał zbyt dobry humor, żeby doszukiwać się w jego słowach krzywdzących podtekstów. Ba, nawet po tym jak otwarcie został nazwany podstępną żmiją, ukrył się jedynie pod płaszczykiem niby niewinnego, ale jak czarującego uśmiechu. – Nie zdziwiłbym się. Myślę, że nawet Hampson padłby ofiarą twojego uroku, no a ty… przecież lubić wkładać lwu łapy w paszczę. – Nie byłby sobą, gdyby nie zdecydował się na drobny prztyczek w chłopięcy nos, jednak udało mu się idealnie wkomponować w niego również niewybredny komplement. Sam natomiast dumnie wypiął pierś do przodu, słysząc w uszach niezwykle przyjemne, łechcące ego wyznanie Maximiliana. – Masz mnie. Poczułem się doceniony. – Spojrzał na niego ciepło lśniącymi szczęśliwie czekoladowymi tęczówkami, bo chociaż towarzystwo Brooks w ogóle mu nie przeszkadzało, a i wierzył że doda ich nietypowej, urodzinowej schadzce pikanterii, tak odezwała się w nim również nuta rywalizacji o uwagę młodszego kochanka.
- Zachłanny… – Gdyby kto inny użył tego określenia, prawdopodobnie łatwiej byłoby je odczytać jako wagę, jednak Morales pokiwał tylko z uznaniem głową. – Ten, któremu przed chwilą puściłeś oczko to Marcus. Ma żonę i dwuletnią córeczkę... – Wzruszył bezradnie ramionami, gasząc ewentualną nadzieję Solberga na gorącą, namiętną noc już w zarodku. Temat handlu żywym towarem w postaci jego podwładnych wyjątkowo mu się jednak wkręcił, dlatego nachylił się lekko nad stołem, poruszeniem czupryną wskazując Felixowi zgrabną sylwetkę stojącego za ladą barmana. – …za to Giorgio… – Poruszył sugestywnie brwiami, przygryzając nęcąco wargę na znak, że na niego warto byłoby się połasić. Wolał jednak nie rozwijać tej myśli i nie opowiadać pieprznych szczegółów, zwłaszcza kiedy tuż przed oczami malowały się usta, których nie miał wcale ochoty wymieniać na żadne inne. – Masz rację, poczekajmy z planami na pierwsze płatki śniegu. – Prychnął cicho, powracając do nikotynowego rytuału i wspaniałej podróży po aktualnym, urodzinowym prezencie dla Maximiliana.
- Nie zrobisz tego. Nie ma takiej opcji. – Rzucił lekko, popijając gorzkawy trunek ze szklanki, kiedy na powrót spotkał się z wlepionymi w niego ślepiami. Nie spostrzegł cisnącego się na delikatną twarzyczkę zakłopotania, dlatego zareagował w swoim stylu nonszalanckim machnięciem ręką. – A nie, daj spokój. Kilka modeli kosztowało dużo więcej, ale stwierdziłem że ten najbardziej ci się spodoba. – Przyznał, że kierował się nie tylko dobrą marką, ceną i jakością materiałów, ale także aspektem wizualnym. Tak jak uwielbiał bowiem barwne, krzykliwe koszule, tak nawet on nie zdecydowałby się na niektóre z zegarków, stworzone chyba wyłącznie po to, by potwierdzić stan bankowej skrytki. Domyślał się więc, że tym bardziej Felixowi nie przypadnie go gustu tarcza obłożona diamencikami do tego stopnia, że świeciła jak psu jajca. – Nie powiem, liczyłem na seksowne akrobacje w powietrzu, ale historii też chętnie posłucham. – Wtrącił a propos quidditchowych umiejętności nastolatka, stukając się z nim szkłem, by zaraz zwilżyć gardło kolejnymi kilkoma łykami bourbonu, i to tuż przed główną atrakcją wieczoru. Subtelnym, ale znaczącym dla nich obu wisiorkiem, który najwyraźniej nie tylko rozczulił jubilata, ale i uruchomił lawinę namiętnych gestów. Paco nie oczekiwał aż takich wyrazów wdzięczności, jednak nie miał zamiaru narzekać, kiedy ich usta i języki złączyły się wytęsknionym, ognistym tańcu. Tak, nie tylko Felix instynktownie pomyślał o przeniesieniu go do sypialni. Ledwie oderwali się od siebie, a Morales już zerkał na wskazówki zegarka, z westchnieniem odkrywając że nie pozostało im tak wiele czasu do wizyty krukońskiej miotlary. Chcąc nie chcąc, musiał ostudzić rozbrzmiewające w sercu pragnienia i uciszyć wyobraźnię, dla której najwidoczniej już zapadł rozkoszny zmrok… a jednak jego umiejętność samokontroli została wystawiona na próbę, kiedy jak pod wpływem narkotycznego transu sięgnął pocałunkami chłopięcego karku, a przez całe jego ciało przeszedł wyjątkowo silny, podniecający dreszcz. Momentalnie zmrużył oczy, doprowadzając się do porządku, nim pochwycił nastolatka wpół, obracając przodem do siebie. Miał już skomentować pasujący do szmaragdowych ślepiów nabytek, ale zanim zdążył się odezwać, parsknął śmiechem. – Może… – Wydusił z siebie, z zakłopotaniem obejmując ciało Maximiliana, bo i doskonale wiedział, że ten wyczuje krępujące wybrzuszenie na materiale jego spodni. – …a ty nieziemsko wręcz seksowny. – Szepnął mu więc na ucho, usprawiedliwiając reakcję organizmu zawczasu. – Zarezerwowałem Brooks osobny pokój, także… nie przesadź z drinkami. – Napomknął również żartobliwie, skoro już i tak myśli pouciekały pod pierzynę, ale nawet jeżeli na razie musiał obejść się smakiem, to i tak mocniej przygarnął do siebie młodszego kochanka, żeby przez chwilę delektować się jego przyjemną bliskością. Odsunął się dopiero na widok kelnera znoszącego do stolika parujące, smakowicie pachnące dania.
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4218
  Liczba postów : 11834
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptyPon Wrz 12 2022, 18:26;

Fakt, że Salazar zwracał na to uwagę był naprawdę miły i Max, który nie gardził wegetariańską kuchnią, po prostu na to nie narzekał. Nie oznaczało to jednak, że jakby ktoś przystawił mu kebsa przed nos, to by go zignorował. Co to to nie.
Wyszczerzył się niby niewinnie, gdy Paco odchrząknął, ale nie miał zamiaru skończyć wypowiedzi. -Teraz to mnie zastanawia skąd wiesz. - Prychnął, by zaraz potem nieco się uspokoić. -Dzięki, raczej bym nie przełknął i tak, a może zaplanujmy sobie minimalną ilość rzygania na dzisiaj. Co Ty na to? - Zaproponował żartobliwie, choć akurat miał zamiar się tego trzymać. Skoro już Paco się tak postarał to byłoby głupotą i oznaką niewdzięczności popsucie tego wszystkiego tak szybko i łatwo. No i do tego Max chciał cokolwiek zapamiętać z tego wyjazdu, a zazwyczaj wywalanie z siebie zawartości żołądka szło w parze z nieco gorszą pamięcią.
-Ministerstwo jest gorsze, bo przysyłają jakieś jebnięte mandaty, na które nie zawsze mnie stać. Z Tobą nie mam takich problemów. - Wytknął mu żartobliwie, a iskierki w oczach nastolatka tylko podpowiadały, że chętnie by tego wieczoru Salazarowi podpadł. I to nie raz. -Jedno drugiego nie wyklucza. A chyba obydwoje wiemy, że jestem raczej dobrym nauczycielem. - Rzucił mu znaczące spojrzenie, przejeżdżając sugestywnie dłonią po kołnierzyku koszuli Paco, nawiązując do słynnego, walerianowego pocałunku. Chyba musieli wrócić do tych lekcji i to całkiem szybko.
Słysząc te słowa o Hampsonie, machinalnie przewrócił oczami, bo ten stary dziad działał mu wyjątkowo na nerwy. -Może i nie byłby to problem, gdyby chciał się ze mną kiedykolwiek spotkać, lub chociaż porozmawiać listownie, a nie tylko wysyłać sowy z decyzjami wyciągniętymi z dupy. - Prychnął pogardliwie, jednocześnie czując, jak w jego sercu rodzi się pewnego rodzaju ekscytacja, gdy pomyślał o wyzwaniu w postaci uwiedzenia starego dyrektora samymi listami. Cóż, teraz było już na to za późno. Max nie wiedział nawet, czy ta pokurwiona rodzynka jeszcze żyje. -I słusznie. - Tym razem nie miał nawet zamiaru się z nim przedrzeźniać, bo Paco naprawdę się postarał, a przecież Solberg nie widział jeszcze najlepszej części urodzinowego prezentu. Do tego potrzebowali jeszcze chwili, bo obecnie uwaga mężczyzn skupiona była na pracownikach Salazara.
-Mówisz, jakby to był jakikolwiek problem. - Rzucił beztrosko, gdy usłyszał o żonie i dziecku kelnera, po czym przeniósł uwagę na Giorgio, który zdecydowanie był warty uwagi. -Dzięki za sugestię. Na pewno zapamiętam. - Wyszczerzył białe ząbki, lustrując wzrokiem barmana. Wiedział, że po części zagra tym Paco na nerwach, ale nie miał zamiaru robić z tym faktem nic więcej. No chyba, że Giorgio miałby ochotę rzucić się między dwóch wyjątkowo jurnych samców, choć to też był plan do przedyskutowania w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Pokręcił z niedowierzeniem głową, ale już nie komentował kwestii Świąt, bo znając ich to przez te kilka miesięcy ich relacja mogła przejść przez każdy możliwy kołowrotek.
Tak, prędzej sprzedałby pół swojej rodziny niż zmarnował tak dobre zioła. Nie było więc wątpliwości co do tego, że trafiły w naprawdę dobre ręce. Za to kosztowny zegarek już był nieco bardziej kłopotliwą opcją, z którą Max obecnie nie potrafił sobie do końca poradzić, a fakt, że Paco chyba kompletnie nie rozumiał zakłopotania nastolatka tylko wskazywał na to, z jak różnych światów pochodzą. -Nie o to.... - Urwał uznając, że dalsze dyskusja nie ma sensu, więc po prostu jeszcze raz podziękował i zaczął przeglądać dalsze prezenty, by jakoś odciągnąć swoje myśli od ciężaru splendoru, jaki ciążył na jego nadgarstku. -Akurat to mogę Ci zapewnić i bez meczu. - Puścił mu oczko, bo choć nie był jeszcze w tej formie co kiedyś, to treningi z Joshuą naprawdę mu pomagały i nie tylko widocznie nabierał masy ale i sprawność nastolatka zdecydowanie się poprawiała.
Ciężko było nie zareagować szczęściem na ten drobny, acz niezwykle cenny wisiorek i wcale nie chodziło tu o jego wartość rynkową, a jeszcze ciężej było powstrzymać chęć pchnięcia dalej tych czułych gestów, które u nich obu wywoływały dreszcze przyjemności, co tylko potwierdzało wybrzuszenie, które mimowolnie pojawiło się nie tylko u starszego z nich. -Myślałem, że już Ci się znudziłem. - Zażartował, choć nastoletnia dłoń niby to przypadkiem trąciła wewnętrzną część uda Paco, a diabliki w szmaragdowych tęczówkach tylko zajaśniały jeszcze bardziej, choć już po chwili chłopak nieco się uspokoił licząc, że ta męcząca chwila oczekiwania na pewno będzie warta wspólnie spędzonej nocy w stolicy Szwecji. -Och, jestem pewien, że będzie jej równie przykro co nam. - Prychnął doskonale wiedząc, że Brooks najchętniej spałaby i w osobnym hotelu, byle tylko być jak najdalej oznak ich rządzy. Mimo to, naprawdę nie mógł się doczekać, aż w końcu zobaczy przyjaciółkę i mocno ją uściska, za tę dziwną, a jednocześnie cudowną dla Maxa kolaborację z Moralesem.
-Zabijmy choć jeden głód, skoro przyszło nam czekać. - Zażartował, gdy aromat świeżo przyrządzonego burrito dotarł do jego nozdrzy. Nie czekając zbyt długo, bardzo kulturalnie wziął potrawę w łapska i wgryzł się w wypełniony farszem placek, bo może i byli w eleganckiej restauracji, ale nawet najlepsze zdolności łóżkowe Salazara, nie przekonałyby Solberga, żeby jeść burrito sztućcami.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Salazar Morales
Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 2976
  Liczba postów : 1989
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptyPon Wrz 12 2022, 22:37;

- Nie wiem, ale postanowiłem skorzystać z twojego porównania, skoro tylko takie trafiają do twojej wyobraźni. – Postanowił się odgryźć, układając usta na kształt złośliwej podkówki, ale tak naprawdę niewinny wyszczerz Maximiliana ujął go na tyle, że nie potrafił się zbyt długo na niego boczyć. – Brzmi rozsądnie. Nawet lubię tę koszulę. – Teatralnie zerknął to na jeden, to na drugi intensywnie karminowy mankiet, żartobliwie przypominając chłopakowi jak wiele jego ubrań zdążył już w swoim życiu zabrudzić, nie tylko wyjątkowo trudną do sprania żółcią. Nie miał mu jednak tego za złe, a już na pewno bardziej martwił się o jego zdrowie niż zawartość barwne garderoby, którą i tak wymieniał dosyć często.
- Mówisz, że powinienem zacząć cię kasować za twoje wybryki? – Podniósł prowokująco krzaczastą brew, ale doskonale wiedział, że nie bawiłby go podobny układ. – Chyba wolę inne metody wychowawcze. – Wyznał zresztą otwarcie, z zawadiackim uśmieszkiem, który wcale a wcale nie chciał zejść mu z twarzy. Tak, on też nie poskarżyłby się, gdyby iskierki w szmaragdowych ślepiach buchnęły niekontrolowanym żarem, a ich właściciel dał mu powód do wcielenia słownych gróźb w życie, albo najlepiej kilka takich powodów. Nie zdążył jednak dać się nawet porwać tej wizji, kiedy nastolatek przywołał zupełnie inny, równie atrakcyjny scenariusz z przeszłości, po którym Paco chyba już zawsze będzie kojarzył jego belferskie umiejętności z gorzkawym zapachem i smakiem waleriany. – Nie zaprzeczę, panie profesorze. – Mimo że korciło go chwycenie przemykającej po kołnierzyku dłoni, omiótł ją jedynie uwodzicielskim spojrzeniem, na tę krótką chwilę wcielając się w rolę posłusznego, grzecznego ucznia, całkowicie omamionego autorytetem wykwalifikowanego nauczyciela.
- Tranquilo, cariño. – Słysząc o znienawidzonym przez większość uczniów Hogwartu Hampsonie, przejął jednak inicjatywę, delikatnie głaszcząc opuszkami palców chłopięcy policzek. – Nie przypominam sobie, żebym zapraszał tego skurwiela na twoje urodziny. Mamy wagary w Sztokholmie, niech zdycha. – Podłączył się chóralnie do nienawistnej wiązanki skierowanej w stronę najbardziej popierdolonego członka grona pedagogicznego, tym samym ucinając zdecydowanie nieprzyjazny i zbędny temat. – Cieszę się. – Rzucił za to ciepło i zwięźle, a jednak w tych dwóch słowach kryło się coś prawdziwego. Naprawdę zależało mu na tym, żeby dobrze wypaść w roli organizatora, no i przede wszystkim sprawić jubilatowi niespodziankę, na którą sobie zasłużył. Nie pytał jak dawniej wyglądały urodziny Solberga, ale znając jego nieciekawą sytuację rodzinną, domyślał się, że nie wszystkie wspomina tak miło.
Prychnął cicho w odpowiedzi na beztroską uwagę nastolatka, który ewidentnie się dzisiaj rozbestwił. – Miałem przede wszystkim na myśli to, że jest heterykiem. – Wyraził się precyzyjniej, znając mężczyznę na tyle, by wiedzieć że nie podziałałby na niego nawet bezczelnie nachalny urok Maximiliana. Niestety już o atencję Giorgio mógłby się pomartwić, a niestety po tym jak Felix pochwalił się przed nim całym swoim uzębieniem, zrozumiał jak bardzo chłopakowi spodobało się granie mu na nerwach. – Mówisz, że ci nie wystarczam czy…? – Przerwał sugestywne pytanie wpół, wlepiając czujne spojrzenie czekoladowych tęczówek w łobuzerski błysk czający się w oczach młodszego kochanka, jakby upatrując w nim okazji do zrealizowania innych gorących fantazji. Nie, nie miałby zupełnie nic przeciwko drobnemu, blondwłosemu barmanowi wkraczającemu pomiędzy dwóch jurnych samców, jeżeli tylko wspólnie podzieliliby się jego wdziękami. – Podemos recoger a alguien… – Szepnął, ponownie nachylając się nad stolikiem, jednak uciął grzeszną pogawędkę dość szybko, wyraźnie wskazując że to plan na przyszłość i że tego wieczoru cały należy do niego.  
Nie poruszał już tematów świątecznych prezentów ani marnowania ziół, ani nawet ciążącego splendorem zegarka, skoncentrowany na kolejnych cieszących oko obrazach sprezentowanych mu przez pobudzoną do życia wyobraźnię. – Powinienem zabrać ze sobą aparat i cyknąć ci kilka zdjęć na pamiątkę. – Mruknął z rozmarzonym uśmiechem, nie mogąc pozbyć się natrętnego wrażenie, że zapałał już miłością nie tylko do eliksirów, ale i do quidditcha, żeby nie powiedzieć po prostu: pasji kogoś, kto wiedział jak skutecznie zawrócić mu w głowie.
Żonglowanie erotycznymi podtekstami w akompaniamencie gorących, czasem czułych, innym razem namiętnych pocałunków sprawiły jednak, że jego wytrzymałość została wystawiona na próbę, a co gorsza Felix nie potrafił sobie darować okazji, żeby tego faktu nie wykorzystać na własną modłę. – Nie……kuś losu. Nie zdołał nawet dokończyć, przerywając wypowiedź mimowolnym zmrużeniem oczu i nieco szybszym, płytszym oddechem, kiedy tylko wyczuł dłoń nastolatka trącającą jego udo, którą nagle zapragnął chwycić, układając ją niewiele wyżej. Ledwie powstrzymał się przed podszeptywanym przez diabła na ramieniu gestem, a i pokręcił ostrzegawczo głową na tę prawie udaną prowokację młodszego kochanka. – Nie wątpię, że wolałaby kanapę w salonie, ale tak po prostu wypadało. – Pociągnął dalej chłopięcy żart, starając się przyswoić tę niepokojącą myśl, że do nocy jeszcze daleko. Miał nadzieję, że kilka drinków pozwoli im się rozluźnić i stłumić żądzę palącą obecnie od samych trzewi. – Emm… tak. Smacznego. – Westchnął ciężko, nadal potrzebując chwili, żeby dojść do siebie i z powrotem zasiąść za elegancko zastawionym stołem, przy którym prędko zresztą ujawniły się dzielące ich różnice. Paco kulturalnie rozłożył na kolanach serwetę, sięgając po odpowiednie sztućce, w międzyczasie przewracając wymownie oczami na grubiańskie zachowanie Maximiliana. Cóż, przeciwieństwa się przyciągały, a Morales postanowił dać jubilatowi dyspensę, skoro to jego urodziny dzisiaj razem obchodzili.
+
Powrót do góry Go down


Maximilian Felix Solberg
Maximilian Felix Solberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I studencki
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,tatuaż fiolki z syreną i sroką na lewym przedramieniu, Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 4218
  Liczba postów : 11834
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8




Gracz




Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! EmptyWto Wrz 13 2022, 00:12;

-Dobrze Ci w niej. - Postanowił odwdzięczyć się całkiem szczerym komplementem. Może i często skakali sobie do gardeł, ale wbrew pozorom potrafili też być dla siebie całkiem przyjemni i to nie tylko gdy chcieli coś ugrać.
-Myślę, że wystarczająco Ci się odpłacam. - Odpowiedział sugestywnie czując, że zachowanie przyzwoitości przychodzi mu coraz ciężej, ale nie mógł nic poradzić na to, że miał zajebisty humor. -Yhym, tak myślałem. Szkoda tylko, że są na tyle słabe, że trzeba je tak często powtarzać. - Nie mógł się powstrzymać przed kolejnym komentarzem, ale czyż nie była to kwintesencja tego butnego nastolatka. Max uwielbiał mieć ostatnie słowo, choć jeszcze bardziej kochał, gdy zostało mu one przerywane w połowie przy pomocy namiętnego pocałunku. Wzrok Salazara wystarczył, by Max już pomknął oczami wyobraźni do tamtego dnia, a raczej do wersji tamtego dnia, która skończyłaby się zdecydowanie przyjemniej. Nastolatek czuł, jak krew w jego żyłach buzuje i choć kochał Brooks całym swoim zielonym serduszkiem, to jednak teraz nie miałby nic przeciwko temu, żeby zadzwoniła z informacją, że się spóźni godzinę, czy pięć.
Temat Hampsona mimowolnie go nieco podburzył, ale zaraz się uspokoił, gdy tylko dłoń Paco wylądowała na jego policzku. Max wtulił się w nią, przymykając na chwilę oczy i uspokajając rodzącą się w sercu złość na byłego dyrektora szkolnej placówki. Choć nikt tak szybko nie podnosił Maxowi ciśnienia jak Morales, nikt tak szybko nie potrafił też go uspokoić jednym, prostym gestem. A przynajmniej od niedawna.
Tak, dzisiaj nie miał zamiaru się ograniczać, ale w końcu to były jego urodziny. Mógł gadać pierdoły, ale prawdą było, że i tak chwilowo nie miał zamiaru nikogo wyrywać, czego chyba nie musiał na głos mówić, bo w końcu zamiast brać się za któregoś z pracowników Paco, wciąż siedział z nim przy stole. -Tak, wiem co miałeś na myśli. Ale nadal nie widzę problemu. - Prychnął rozbawiony. Uwielbiał wyzwania, nawet tak bezczelne i kilka razy w życiu miał okazję przetestować to, czy faktycznie ktoś był tak bardzo zamknięty w swojej orientacji, jak mu się wydawało. Co prawda nie zawsze było to kwestią uroku młodego eliksirowa, bo dużą rolę odgrywały nie raz też używki, które grono w jakim się obracał bardzo chętnie przyjmowało w ilościach przeróżnych. -Czy.... - Nie dokończył zdania, ale możliwe, że ich mózgi pracowały na podobnych falach, co Max poczuł, gdy spojrzał w czekoladowe tęczówki, a następnie powrócił na chwilę wzrokiem do barmana, ciekaw czy blondasek poradziłby sobie w tej sytuacji. Myśli te zostały jeszcze bardziej potwierdzone przez słowa Moralesa, choć widać mężczyźnie nie spieszyło się do realizacji tej fantazji, co było nawet zrozumiałe biorąc pod uwagę, że zaraz miała dołączyć do nich pewna krukonka.
Max przewrócił oczami, po czym sięgnął do kieszeni i pierdolnął na stół swój telefon. -Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, staruszku. Zawsze mamy przy sobie aparaty. - Pokręcił rozbawiony głową. Widać było tę różnicę pokoleń, gdy młody eliksirowar naprawdę korzystał z dobrodziejstw mugolskiej technologii, gdy tylko była ku temu sposobność. Ba, wręcz szukał okazji, by móc gdzieś zadzwonić, zamiast pierdolić się z tymi jebanymi sowami.
Musiał się z nim jeszcze trochę podrażnić, choć wiedział bardzo dobrze, że sam sobie działa na szkodę, rozpalając nie tylko kochanka, ale i samego siebie. Nie mógł nic poradzić na to, że mimo wszystko uwielbiał te ich niektóre gierki, a szczególnie, gdy Morales reagował na jego dotyk w ten, a nie inny sposób. Tak, jakkolwiek małego mniemania o sobie by Max nie miał w kwestiach, cóż, w większości kwestii, to jednak tę dziedzinę uważał za swój atut i chętnie go wykorzystywał. -Rozumiem. Mam nadzieję, że Brooks jakoś to przeżyje. - Jak zwykle postawił na tym, by samemu mieć ostatnie słowo. -Smacznego. - Zdążył odpowiedzieć, nim jedzenie wylądowało w jego ustach, a że jakieś resztki kultury miał, to z pełną gębą raczej nie mówił. Nie przejmował się też tym, jak niekulturalnie i prostacko wygląda przy Salazarze, bo po prostu był zajęty wpierdalaniem najlepszego wegetariańskiego burrito, jakie miał okazję próbować.

//zt x2

+

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Feliz cumpleaños, cariño! QzgSDG8








Feliz cumpleaños, cariño! Empty


PisanieFeliz cumpleaños, cariño! Empty Re: Feliz cumpleaños, cariño!  Feliz cumpleaños, cariño! Empty;

Powrót do góry Go down
 

Feliz cumpleaños, cariño!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Feliz cumpleaños, cariño! QCuY7ok :: 
retrospekcje
-