Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 it's time to break hearts

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyCzw 20 Sty 2022 - 0:34;


Retrospekcje

Osoby: Lars Hawthorn i Zacharius Rhee
Miejsce rozgrywki: Hogwart
Rok rozgrywki: 2013
Okoliczności: Ostatnie spotkanie przed ukończeniem studiów przez Zacha


To twój ostatni dzień w Hogwarcie. Musisz spędzić go w dobrym towarzystwie, żebyś na stare lata miał co wspominać — rzucił przez ramię, gdy trzymając nadgarstek Zacha, pędził przez korytarze na jednym z wyższych pięter, żywo rozglądając się dookoła. Nie chciał, żeby spotkali jakiegoś nauczyciela, który pilnowałby tego wieczoru wszystkich tych mniej oczywistych zakamarków, do których oboje zakradali się przez wiele miesięcy. Nie, jeśli miał to być ostatni raz; ostatnie spotkanie w szkolnych murach, gdzie mogli odkrywać wszystkie, dziwne komnaty, w których Lars lubił spędzać czas. Chciał więc, żeby ten dzień był choć odrobinę wyjątkowy; bo nawet jeśli nie był szczególnie wrażliwy czy sentymentalny, to myśl, że Zacharius kończył studia, niekoniecznie mu odpowiadała. Sam musiał jeszcze zostać w Hogwarcie, a co za tym szło, musiał spędzać dłużące się poranki i szybko mijające noce bez jedynej osoby, która sprawiała, że wszystko stawało się nie tylko znośne, ale też przyjemne i fascynujące. Nie zamierzał jednak tupać nogami i krzywić się przez kolejne godziny, nastawiając się na najgorsze; na pożegnanie, które rzeczywiście byłoby tym ostatnim. Wolał spędzić z nim czas jak za każdym razem, gdy po prostu potrzebował towarzystwa starszego. I choć teraz okoliczności były nieco inne, skoro następnego dnia Rhee miał odebrać swój dyplom, to uśmiech stale plątał się po twarzy młodszego chłopca. Być może gdyby był w stanie wejść w myśli krukona, to nie spoglądałby na niego tak normalnie; jakby ich znajomość nie miała drastycznie się zmienić. Jakby sam Zacharius nie zamierzał z niego zrezygnować, uświadamiając sobie, że w dorosłym życiu nie powinien zajmować się tak niezobowiązującymi znajomościami. Ale Lars wolał nie wiedzieć; bo ostatnim, czego potrzebował, była ponura atmosfera, której nie potrafiłby znieść, mówiąc, że przecież mógł się tego spodziewać. Gdy zaczynał spotykać się ze starszym, coraz częściej wymykając się ze swoich komnat, dość uporczywie wmawiał sobie, że ich relacja musiała być prosta; że żaden z nich nie powinien komplikować tego wszystkiego zbędnymi uczuciami i wyznaniami. Nie mógł więc niczego od niego oczekiwać. Gdy jednak myślał o przyszłości, wychylając się zza rogu, nadal nie puszczając dłoni starszego, to nie potrafił jeszcze wyobrazić sobie jej bez Zacha. Nie oczekiwał więc niczego szczególnego, a jedynie jego obecności; niezależnie od tego, jak niewielka miałaby ona być. Bo dlaczego ich kontakt miałby się urwać? Dlaczego mieliby o sobie zapomnieć, spotykając się dopiero po ośmiu latach? Hawthorn nie sądził, by było to możliwe, dlatego też z widoczną ekscytacją wciągnął krukona do jednej z tych wyjątkowych komnat; do tej, do której wymknęli się po raz pierwszy, nie przejmując się żadnymi zasadami. Dopiero tam oderwał palce od jego nadgarstka, rozglądając się po pomieszczeniu, które nadal wyglądało tak samo, jak tamtej nocy. Podchodząc do sterty jakichś starych książek, Lars niemal od razu odnalazł te, które sam przeglądał, gdy czekał czasem na Zachariusa, porzucając jednak te wszystkie publikacje w tym samym momencie, w którym Rhee pojawiał się w zasięgu jego wzroku. — Czuję się, jakby to naprawdę było wczoraj — parsknął, ścierając z książek kurz, jeszcze przez jakiś czas nie odwracając się w kierunku Zacha. — Jakbym dopiero co cię poznał. Strasznie szybko dorosłeś, Rhee — dodał z rozbawieniem, marszcząc lekko nos. — Ale nadal cię lubię. Powinieneś jutro dostać dwa dyplomy. Ten oficjalny i taki ode mnie, za to, że tyle tu wytrzymałeś i dzielnie dotrzymywałeś mi towarzystwa — rzucił, dopiero wtedy spoglądając na niego przez ramię, by z lekką konsternacją przyjrzeć się jego twarzy. — Nie wyglądasz, jakbyś był szczególnie szczęśliwy. Tylko mi nie mów, że aż tak będziesz za mną tęsknić — zaśmiał się, momentalnie podchodząc do starszego, żeby szturchnąć go w bok. Sam przecież nie miał żadnych powodów do obaw; być może dlatego, że wierzył w to, że wszystko pozostanie takie samo. — Spokojnie, wystarczy, że napiszesz mi jakiś ładny list i na pewno odwiedzę twoje mieszkanie. Masz moje słowo — dodał, układając dłoń na klatce piersiowej. I w tej kwestii nie rzucał nawet słów na wiatr.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyCzw 20 Sty 2022 - 15:03;

— Nawet i bez tego dzisiejszego wyjścia będę miał co wspominać. Dość starannie o to zadbałeś, Lars — powiedział Zacharius, wspinając się za swoim przyjacielem na odpowiednie piętro. Nie było zbyt wiele sytuacji, gdy odmówił mu jakiegoś spotkania. Były to raczej chwile, gdy naprawdę nie miał wyboru; bo był zajęty, bo umówił się z kimś innym, bo kolejnego dnia miał egzamin, do którego bezwzględnie chciał się przygotować. Nigdy wcześniej jednak nie rezygnował z własnej woli ani też nie tłumaczył się złym humorem; po prostu się z nim widywał, bo niezależnie od tego z jakim nastrojem się budził, Lars ostatecznie to wszystko niwelował. Każdy ból po przegranych zawodach lub zirytowanie po kłótni z rodzicami, znacznie łagodniało po jednym wieczorze, spędzonym w towarzystwie ślizgona. Był mu więc wdzięczny, bo niemal przez trzy lata sprawiał, że życie w szkolnych murach i męczenie się z ludźmi lub nauką, było po prostu łatwiejsze i znacznie przyjemniejsze. A mimo dobrych wspomnień, jak i rozwiniętej znajomości, która na przestrzeni lat, stała się dla starszego piekielnie ważna, Zacharius nie mógł pozbyć się wrażenia, że to naprawdę koniec. Nie tylko jego przygody, związanej z siedzeniem w szkolnych ławkach, czy kuciem do sprawdzianów, czy nawet męczeniem się na treningach; Zacharius Rhee czuł się, jakby był to koniec wszystkiego.
Nie patrzył w przyszłość z ekscytacją i dziesiątkami planów, które czekały na jego wielki krok w dorosłość. Ba, na samą myśl, że już jutro odbierze swój dyplom, robiło mu się niedobrze. W jego głowie pojawiało się wówczas ze sto pytań; zastanawiał się, co dalej? Gdzie będzie mieszkał i czym będzie się zajmował? Na co realnie może sobie pozwolić, a z czego lepiej będzie, jak od razu zrezygnuje? Co z ich znajomością i tą regularnością, z jaką się widywali? Te wszystkie wątpliwości męczyły go od momentu, w którym oficjalnie otrzymał wyniki swoich egzaminów, które potwierdzały, że krukon pomyślnie ukończył studia wyższe. I chłopiec naprawdę nie chciał się od wszystkiego odcinać, ani męczyć w nieskończoność; w pierwszej kolejności chciał jak najlepiej spędzić ostatnie chwile w Hogwarcie, dopiero wtedy myśląc, co dalej. Zastanawiał się w końcu czy przeniesienie ich relacji w dorosłe życie, było dobrym wyborem? Czy dało się to ukryć na tyle, by nikt nie spoglądał na nich z politowaniem? Zach nie chciał opuszczać Larsa. Nie, jeśli ten mu zaufał i nie, jeśli przez ostatnie trzy lata, sam Hawthorn był jego największym powiernikiem. A jednak nie potrafił zignorować tego żalu, który kręcił się wokół jego serca, przypominając mu, że chcąc czy nie, sporo rzeczy ulegnie teraz zmianie.
Przechodząc przez próg komnaty, w której spotkali się we dwoje po raz pierwszy, Zacharius poczuł w gardle nieprzyjemną gorycz. Zatrzymał się więc przy drzwiach, mozolnie rozglądając się po wnętrzu pomieszczenia; mógł swobodnie przywołać do swojego umysłu tamten dzień, jakby rzeczywiście miał miejsce całkiem niedawno. Ba, byłby w stanie odtworzyć cały przebieg tamtego spotkania i jeszcze uśmiechnąć się kąśliwie, myśląc o tym, jak młodzi i może jeszcze trochę naiwni wówczas byli. Krukon zamknął za sobą drzwi, od razu jednak opierając się o drewnianą powłokę, by spojrzeć na młodszego z namysłem. Słysząc jego słowa, uśmiechnął się blado, jednocześnie potrząsając głową, czego ten nie mógł jeszcze dotrzeć. — Strasznie szybko spodobało nam się spotykanie i wymykanie do wszystkich tych komnat w zamku — powiedział cicho, po czym odchrząknął nieznacznie, odpychając się nieznacznie od drzwi, by samemu podejść do jednej z biblioteczek. — Nie wiem, czy bez ciebie, czas uciekłby mi równie błyskawicznie — dodał półszeptem, przesuwając palce po obiciu jednej z książek. — Choć sam nie wiem jeszcze, czy się z tego cieszę, czy jednak mi smutno. Wolałbym zostać tu, dopóki ty nie skończysz szkoły — dodał, wyciągając jedną z publikacji i otworzył ją na losowej stronie, bojąc się spojrzeć na ślizgona. Patrzenie na niego tego dnia, sprawiało mu wiele bólu; Lars uświadamiał mu, że był takim elementem w jego życiu, bez którego Zach nie wiedział, jak ma sobie poradzić. Jednocześnie jednak, Rhee marzył o tym, by przyciągnąć go bliżej siebie, aby zapamiętać to przyjemne uczucie, jakim było posiadanie go tuż obok. Może już wtedy podejrzewał, że było to ich ostatnie spotkanie; może coś w jego sercu mówiło mu, że to swego rodzaju pożegnanie. — Nie odmówię, jeśli mi taki podarujesz. Nadal masz na to trochę czasu — zaśmiał się, w końcu unosząc na niego spojrzenie. — Po prostu denerwuje mnie to, że nie będę mógł tak zwyczajnie wpaść po ciebie, kiedy będę miał na to ochotę — odparł marudnie, jakby to było jego największym problemem. Dopiero na jego słowa uśmiechnął się delikatnie, kiwając łepetyną, zanim oparł się o biblioteczkę, nadal obracając książkę w dłoniach. — Wiem, że ustaliliśmy, że nie będziemy tego robić, ale… — westchnął, zatrzymując wzrok na ciemnych tęczówkach młodszego. — Obiecaj mi, że nigdy ze mnie nie zrezygnujesz — dodał ciszej, wiedząc, że dość niebezpiecznie przekracza tę stabilną granicę. Może potrzebował głupiego zapewnienia, że jego przeczucia są błędne i nic nie skończy się tak szybko, jak wjedzie w pociąg do rodzinnego domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyPią 21 Sty 2022 - 1:39;

To prawda. Dostarczyłem ci wiele niezapomnianych wspomnień, co? — parsknął, bo nigdy nie był szczególnie skromny, a do tego wydawało mu się, że w tej kwestii wcale się nie mylił. Gdyby nie lubili swojego towarzystwa, to nie spotykaliby się tak regularnie przez ostatnie lata; gdyby któryś z nich był tym choć odrobinę znudzony, to pewnie szybko by odpuścili. A mimo to spotykając się tego dnia, Lars wiedział, że nazajutrz Zacharius miał odebrać swój dyplom, już nigdy nie wracając do Hogwartu. Sam sądził więc, że było to naprawdę zaskakujące; przetrwali ze sobą tak wiele miesięcy, przez cały ten czas traktując siebie nawzajem zupełnie tak, jak na początku. Hawthorn czuł się, jakby nic się nie zmieniło i może dlatego wydawało mu się, że będzie mógł trzymać się tego stanu rzeczy jeszcze przez jakiś czas. Wyjazd starszego nie był przecież końcem świata; Zacharius kończył szkołę i nie zamierzał zwiać na innych kontynent, rozpoczynając nowy rozdział w swoim życiu. Dlatego to wszystko było tak banalnie proste dla młodszego chłopca; jeśli od niemal trzech lat byli sobą zainteresowani, to dlaczego którykolwiek z nich miałby z tego zrezygnować? Poza tym Lars był ciekaw, jak krukon poradzi sobie poza murami Hogwartu; czy szybko odnajdzie się w świecie dorosłych? Czy zacznie spełniać swoje marzenia? Gdy Hawthorn myślał o tym wszystkim, nie potrafił wyzbyć się przekonania, że powinien być tego częścią. W końcu byli przyjaciółmi, prawda? Pomimo wszystkiego, co ich łączyło, ślizgon nadal określiłby go tym mianem, dość ślepo wierząc w to, że ich drogi nie rozejdą się w różne strony. Mimo świadomości, że coś z pewnością kończyło się tego dnia, Lars nie myślał jednak o tym, że mogła to być również ich znajomość. Ufał mu; odkąd wymienił się z nim pierwszymi tajemnicami, coraz częściej wyciągając go do miejsc, w których nikt nie mógł ich znaleźć, młodszy poczuł się tak, jakby zyskał sojusznika na całe życie. A to uczucie było mu zupełnie obce; bo przez cały ten czas nie ufał nikomu. Nie patrzył na ludzi, mając nadzieję, że ci rozgoszczą się w jego życiu i zwyczajnie go nie zostawią; nie oczekiwał wierności, głębszych uczuć czy zrozumienia. Przywiązanie się do Zachariusa było więc zupełnie niespodziewane, a mimo to młodszy nie krzywił się i nie potrząsał maniakalnie głową, mówiąc, że to nie powinno się wydarzyć. Znajomość z krukonem przynosiła mu przecież same korzyści, dlatego też ślizgon naprawdę nie chciał się z nim żegnać. 
I może gdyby spojrzał na Zacha, gdy przekroczyli próg komnaty, przyglądając mu się przez kilka, długich sekund, to mógłby wyczuć, że coś się zmieniło; z łatwością wyłapywał przecież każdą zmianę w jego zachowaniu. W przyszłości mógł więc przeklinać samego siebie; za to, że zbyt długo wpatrywał się w książki, nie przenosząc spojrzenia na swojego przyjaciela i za to, że niczego się nie domyślił, zachowując się jak naprawdę naiwny dzieciak, któremu wystarczyła odrobina zaangażowania, aby stracił zdrowy rozsądek. — Kto teraz będzie się tu ze mną wymykał? Nawet gdybym chciał znaleźć zastępstwo, to pewnie nikt nie dałby sobie rady — zaśmiał się, choć nawet nie myślał o tym, by rozglądać się za innymi studentami; wątpił przecież w to, że ktokolwiek mógłby dorównać starszemu. Był przyzwyczajony do jego śmiechu, dotyku czy najłagodniejszych pocałunków; do jego fascynacji nauką i Quidditchem. W gruncie rzeczy nie chciał więc nikogo innego, jeśli to Zacharius dotrzymywał mu towarzystwa przez ostatnie miesiące. — Mogłeś oblać wszystkie ważne testy i zostałbyś tu ze mną jeszcze przez jakiś czas — rzucił z lekkim przekąsem. Wiedział jednak, że pewnych rzeczy nie można było zatrzymać. Oboje stale się rozwijali, a Rhee musiał zrobić odważny krok w stronę nieco innego życia. Dostrzegając, że Zach na niego nie patrzy, Lars podszedł nieco bliżej niego, samemu przenosząc wzrok na księgę. A przecież mógłby zadać sobie jedno, błahe pytanie; dlaczego krukon nie wlepiał w niego spojrzenia tak chętnie jak zwykle? Ignorując jednak wszystkie znaki, ślizgon znów się zaśmiał, przewracając oczami. — Jeśli tylko nie będziesz oceniał moich zdolności artystycznych, to mogę nad tym pomyśleć — odparł. — No, o ile znowu nie zajmiesz mi całej nocy. Bo wtedy nie będę miał aż tak wiele czasu — dodał, bo przecież nie sądził, by tego ostatniego dnia mogli szybko rozejść się do swoich komnat; ten wieczór był przecież wyjątkowy. — Nie marudź, Zach. Powinieneś cieszyć się, że w ogóle będziesz mógł mnie widywać — dodał, bo dla niego było to dość oczywiste. Nadal mogli się ze sobą spotykać; nadal mogli ze sobą rozmawiać i kontynuować to wszystko. W dodatku bez obaw, że przyłapie ich któryś z nauczycieli czy jeden ze wścibskich współlokatorów. Dlatego też wlepił wzrok w buzię starszego, gdy ten ponownie się odezwał i unosząc pytająco brew, lekko się uśmiechnął. Bo przecież mieli niczego sobie nie obiecywać; bo przecież dzięki temu miało być łatwiej. — Boisz się, że zapomnę o tobie, jak tylko wsiądziesz do pociągu? — zapytał, zaraz po tym dość przelotnie muskając palcami jego dłoń. — Nie musisz się martwić. Nie zamierzam z ciebie rezygnować — dodał po chwili, samemu przekraczając granicę; nie pytając jednak o potwierdzenie z jego strony. Co mogło okazać się błędem. — Rozchmurz się, Rhee. Nic się nie zmieni. Poza tym wolę spotykać się w twoim własnym mieszkaniu, niż w jakichś starych komnatach, gdzie przyglądają nam się obrazy — dorzucił po chwili, chcąc nieco rozluźnić atmosferę; pokazując mu, że zamierzał pozostać tym samym Larsem, którego starszy tak bardzo polubił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptySob 22 Sty 2022 - 0:01;

— Och, tak. Do niektórych wspomnień będę wracał nawet zbyt często i to z całkowitą przyjemnością — powiedział swobodnie, uśmiechając się w charakterystyczny sposób, który dość jasno wskazywał na to, że niczego nie żałował. Ani początku ich znajomości, ani tego jednego wieczoru, który dość stanowczo zaważył na ich wspólnej przyszłości, ani każdej tej nocy, gdy z uporem młodego buntownika, wymykał się ze szkolnego dormitorium. Nawet, jeśli wielokrotnie słyszał od swoich bliskich, że mógłby się ustatkować, wybierając sobie jedną z tych młodych, mądrych studentek, nie żałował swojej lekkiej i aż nazbyt niezobowiązującej relacji z Larsem. Wiedział bowiem, że nikt inny nie byłby w stanie sprawić, że ten wyczekiwałby każdego spotkania z niecierpliwością. Nie był też do końca przekonany, czy potrafiłby się otworzyć przed drugim człowiekiem tak bardzo, jak przed Hawthornem; i sam nie wiedział, czemu to akurat jemu tak bardzo zaufał. W którym momencie, poczuli się w swoim towarzystwie tak dobrze i bezpiecznie, że porzucili maskę obojętności? Zach przegapił tę chwilę, gdy samoistnie mówił młodszemu to, co ślina przyniosła mu na język. Wiedział, że było to dobre rozwiązanie, że ślizgon był jedyną osobą, której mógł powierzyć wiele sekretów, bez obawy, że w którymś momencie zostanie to wykorzystane przeciwko niemu. Przynajmniej nie w tych szkolnych latach, gdy nie myśleli o przyszłości i o tym, jak wiele mogłoby się prawdopodobnie zmienić. Czy uwierzyliby, jeśli ktoś powiedziałby im, że nie będą widzieć się przez osiem lat, niemal o sobie zapominając? Nie oburzyliby się, słysząc, że właściwie to bez powodu, zniknęli ze swoich żyć, jakby nigdy wcześniej się nie znali? Zacharius pewnie zacząłby się śmiać, mówiąc, że przecież wszystko leży w ich rękach; a skoro czuł się przy nim dobrze, to dlaczego miałby odchodzić, racja? Nie podejrzewał przecież, że ulegnie presji rodziny i społeczeństwa tak bardzo, że oślepnie na wszystko to, co od zawsze miało dla niego najwięcej znaczenia. Zacharius przecież zawsze cenił sobie ich przyjaźń; poza słodkimi dodatkami, którymi urozmaicali sobie czas, byli przecież naprawdę zgranym zespołem. Chłopak musiałby być więc szalony, żeby z tego rezygnować i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego być może jako pierwszy wyczuł tę nieznaczną zmianę w powietrzu; jakby czuł, że nie wszystko potoczy się tak, jak planował. I może zdawał sobie wówczas sprawy, że nie będzie miał nad tym kontroli, bez względu na to, jak bolesne to będzie.
— To nie tak, że nie potrafię być skromny, ale mimo wszystko uważam, że jestem całkiem wyjątkowy i znalezienie drugiej takiej osoby, jak ja, może graniczyć z cudem — zacmokał, próbując się nieco rozluźnić. Nie chciał przecież spędzić ostatnich kilkunastu godzin, na martwieniu się tym, co tak właściwie będzie dalej. Chciał wykorzystać ten czas jak najlepiej; by i do tego ostatniego dnia, wracać jak tylko zatęskni za widokiem Larsa w swojej głowie. Wsłuchując się w jego śmiech, Zach rozciągnął usta w delikatnym uśmiechu; tego też mu będzie brakować. Świadomości, że był jedną z niewielu osób, która była w stanie wywołać u ślizgona tak banalne reakcje. — Całkiem sprytne. Mogłem pomyśleć o tym wcześniej — powiedział z rozbawieniem, jakby realnie mógłby wziąć taką opcję pod uwagę. — Wyobrażasz sobie reakcję nauczycieli, gdyby dowiedzieli się, że nie zdałem? Nikt by mi nie uwierzył — zaśmiał się, kręcąc z niedowierzaniem głową; w końcu Zacharius zawsze dbał o swoje oceny, jak i wykształcenie. Zawalenie testów było więc dość abstrakcyjną wizją, ale i tak sprawiła, że uśmiechnął się nieco pogodniej, choć przez chwilę zapominając o swoich zmartwieniach. — Niestety, będziesz musiał sam pilnować tych wszystkich pięknych komnat — dodał pod nosem, unosząc spojrzenie, by zerknąć na sufit, a potem na meble i obrazy, które nadawały odpowiedniego klimatu pomieszczeniu. Będzie brakowało mu odkrywania nowych miejsc, podobnie jak wybierania tych ulubionych, do których najchętniej wracali. — No nie wiem, Lars, chcę dostać ładny dyplom i odpowiednio dopieszczony — powiedział poważnie, jakby sam był artystą, który całe dnie, spędzał nad pergaminem. — Chyba będziesz musiał zająć się tym rano, tuż przed uroczystością, bo nie zamierzam cię stąd wypuszczać aż do świtu — dodał, zerkając na niego z zaskakującym spokojem. Może świadomość, że mieli przed sobą jeszcze całą noc, sprawiała, że nie zaczynał panikować? Na wspomnienie o marudzeniu, chłopiec wywrócił z niedowierzaniem oczami; przecież nie marudził. Dzielił się z nim swoimi obawami; a to, że być może były w tym momencie nierozsądne, to już kompletnie inna sprawa.
Zacharius nie chciał, aby tego dnia, zbyt wiele jego zmartwień ujrzało światło dzienne, dlatego pokiwał głową, słysząc jego pytanie, choć nie była to nawet większa część tej historii. Wyczuwając delikatny dotyk młodszego, Rhee spuścił wzrok na swoją dłoń, z trudem przełykając ślinę. Dopiero po jego obietnicy, krukon uśmiechnął się słabo, odkładając książkę na swoje miejsce. — W porządku. Byłbym bardzo niepocieszony, gdybyś powiedział, że osobiście wsadzisz mnie do pociągu — parsknął, szturchając go w bok, zanim skierował się w stronę okna, by przysiąść na szerokim parapecie. — Obiecaj mi, że jutro zajmiesz się sobą i nie przyjdziesz się ze mną zobaczyć, jak będę wyjeżdżał — powiedział pewnie. — Bo wtedy będę czuł się tak, jakby to było naprawdę pożegnanie — zaśmiał się, próbując zaoszczędzić sobie kolejnej fali bólu i to następnego dnia. — Niesamowite. A jak kiedyś proponowałem ci, żebyś mnie któregoś dnia odwiedził, to kręciłeś nosem — zacmokał, wychylając się nieznacznie, by jeszcze przez kilka sekund, nacieszyć się widokiem z najwyższego piętra. Dopiero minucie, może dwóch, odwrócił łepetynę w stronę Larsa, nie podnosząc się z miejsca, a jedynie wyciągając obie dłonie przed siebie. — Chodź tu. Chcę ci coś powiedzieć — rzucił, patrząc na niego wesoło. Zupełnie tak, jakby te wszystkie myśli, nie przeszkadzały mu w normalnym funkcjonowaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyNie 23 Sty 2022 - 3:04;

Żebyś tylko nie myślał o tym zbyt często, bo wtedy na pewno za mną zatęsknisz, a twoja sowa nie nadąży, jeśli każdego wieczoru będziesz wysyłał mi listy — zaśmiał się, niczym nastolatek, którym był przecież gdy poznał Zachariusa, wtedy jeszcze nie spodziewając się, że Rhee tak szybko zawróci mu w głowie. Bo przecież początkowo Lars wcale tego nie chciał; nie interesował się innymi ludźmi i nie sądził, by ktokolwiek mógł w tak krótkim okresie czasu zyskać jego zaufanie. Nie chciał więc w cokolwiek się angażować, bo wiedział, że nie było to w jego stylu; nie zależało mu na związkach, czy mniej niezobowiązujących relacjach, które po pewnym czasie znacząco się rozwijały, zmieniając swoje początkowe założenia. I dopiero w tej chwili mógł docenić to, że nigdy się nie wycofał; że nie wystraszył się, gdy uświadomił sobie, że Zach był dla niego coraz ważniejszy, a wszystkie początkowe zasady, których mieli się trzymać, by nic nie wymknęło im się spod kontroli, momentalnie zeszły na drugi plan. Bo gdyby zrezygnował z ich układu wiele miesięcy wcześniej, to czy sam miałby jakieś szczególne wspomnienia, do których chciałby powracać, wspominając Hogwart i swoją edukację? Jego relacja ze starszym była wyjątkowa na wielu płaszczyznach, a Lars od samego początku wierzył w to, że jedynie oni mieli na to wszystko wpływ. Nie sądził więc, by mogli tak szybko o sobie zapomnieć, skoro cieszyli się z każdej minuty, którą mogli spędzić w tych wszystkich komnatach, z dala od innych ludzi, problemów i całego świata. I dopiero później dowiedział się, jak właściwie wyglądało prawdziwe rozczarowanie, do którego przez pewien czas powracał myślami częściej niż do tych przyjemniejszych chwil, dzięki którym przetrwał te wszystkie lata w szkole, pozwalając sobie na kierowanie tych szczególnie wyjątkowych uśmiechów wyłącznie do jednej osoby. 
Nie musisz być skromny. Dobrze wiem, że to nie będzie łatwe. Poza tym wcale tego nie chcę. W następnym roku skupię się na nauce i byciu przykładnym uczniem, bo uniemożliwiałeś mi to przez ostatnie lata — zaśmiał się kolejny raz tego wieczoru, choć w towarzystwie innych osób nie zachowywał się tak normalnie; nie śmiał się i zazwyczaj rozciągał usta w dość krzywym uśmiechu, jedynie obserwując zachowania innych. Tyle że przy Zachariusie pozwalał sobie na znacznie więcej; bo to przy nim czuł się na tyle swobodnie, by móc robić to wszystko. Więc on też z pewnością zatęskni za tym w przyszłości; szczególnie jeśli przez osiem długich lat nie spotkał ani jednej osoby, przy której czułby się tak dobrze, jak przy krukonie. Dlatego chciałby, żeby Rhee został z nim jeszcze rok i żeby nic się nie zmieniało. — Mogłeś, to prawda. Ale skoro zawaliłeś sprawę, to przynajmniej naciesz się ostatnim wieczorem w zamku — westchnął nieco dramatycznie, jakby nie rozumiał, dlaczego Zach nie wziął tak korzystnej opcji pod uwagę, gdy pisał końcowe egzaminy. — Chciałbym zobaczyć wtedy ich miny. Przyznaj, że byłoby to przezabawne — rzucił z nieco głupim uśmieszkiem, bo nikt z pewnością by się tego nie spodziewał; Rhee dbał przecież o swoje oceny, przez wszystkie te lata skupiając się na edukacji. Więc czy ktoś uwierzyłby w to, że chłopiec mógł nie zdać? Była to na tyle abstrakcyjna wizja, że Lars uśmiechnął się pod nosem, wkrótce jednak samemu rozglądając się dookoła, dokładnie przyglądając się miejscu, w którym się znajdowali. Lubił czasem krytykować komnaty, które tak chętnie razem odkrywali, ale ostatecznie kiwnął głową, przyznając, że tego też będzie mu brakować, gdy starszy opuści Hogwart; nocnych przechadzek po zamku i odkrywania coraz to nowszych zakamarków, do których chętnie powracali. — Nie chcę robić tego sam. To będzie cholernie nudne — stwierdził, wzruszając lekko ramionami. Przebywanie w tych wszystkich pomieszczeniach nie mogło być równie fascynujące bez Zachariusa; i Hawthorn doskonale o tym wiedział, nie chcąc jednak myśleć o tym, jak nieswojo będzie czuł się, gdy wróci tu po wakacjach, przypominając sobie, czym była samotność. — Nie jesteś może zbyt zachłanny, Rhee? — zapytał z rozbawieniem, dopiero po chwili spoglądając na niego nieco poważniej. — Chyba będziesz musiał wybrać. Albo ja, albo dyplom — zauważył, dając mu możliwości. Choć sam nigdzie się nie wybierał i chciał zostać z nim aż do świtu; chciał dobrze wykorzystać te ostatnie godziny, w przyszłości niczego nie żałując. Bo przecież teraz nie powinni niczym się przejmować. Lars chciał skupić się na krukonie, następnego dnia przecierając zmęczone oczy, mimo wszystko ciesząc się, że swój ostatni wieczór w zamku, Zacharius spędził właśnie z nim, a nie z innymi studentami. 
Hawthorn nie sądził, by wejście do pociągu było równoznaczne z końcem. I właśnie dlatego podchodził do tematu tak swobodnie, w porównaniu do Zacha niczym się nie przejmując. Bo w jego głowie nie pojawiły się żadne obawy; szczególnie gdy spojrzał na starszego, znów uśmiechając się za sprawą jego słów. — Bałbyś się, że wsadzę cię do pociągu, a później od razu znajdę sobie nowego Zachariusa? — zapytał z lekkim przekąsem, opierając się o szafkę, na której leżały książki. I odwracając się w kierunku Zacha, przez chwilę zastanawiał się, czy tego chciał; czy wolał, żeby pożegnali się tu, następnego dnia tego nie robiąc, czy jednak chciał odprowadzić go do pociągu, tam wymieniając z nim jeszcze parę słów. Ostatecznie jednak kiwnął lekko głową. — W porządku. I tak nie zamierzałem tego robić — odparł, zaraz po tym posyłając mu ciepły uśmiech. — Obawiałem się, że mógłbyś się wtedy rozkleić i odstawić niezłą szopkę na koniec — dodał w prześmiewczym tonie; choć nie była to prawda. Bo mimo wszystko chciałby ostatni raz przejść się z nim do pociągu, wykorzystując te ostatnie minuty; ale może w ten sposób miało być im nieco łatwiej? Choć tego też mógł żałować przez kolejne lata. — To inna sprawa. Teraz nie będę miał wyjścia, jeśli chcę cię widywać, prawda? — parsknął, niemal od razu kierując się w jego stronę, gdy zauważył wyciągnięte w swoim kierunku dłonie. I było to dość instynktowne zachowanie, podobnie jak i stuknięcie go w kolano, by móc stanąć między jego nogami, opierając palce na parapecie. — Tylko nie mów nic, co mogłoby złamać mi serce, jasne? — zaśmiał się, dopiero po chwili spoglądając na niego znacznie spokojniej; może nawet poważniej. — Co takiego siedzi ci w głowie, Rhee?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyWto 25 Sty 2022 - 0:07;

— W takim razie, od razu kupię sobie drugą sowę, żeby mogły się wymieniać, jeśli najdzie mnie ochota, zarzucenia ciebie tymi wszystkimi listami — powiedział swobodnie, w tej konkretnej chwili, naprawdę wierząc, że nie było w tym nic szczególnie skomplikowanego. Dla Zachariusa, wszystko zwykle wydawało się możliwe do osiągnięcia; dlatego też planowanie tego, jak będzie wyglądała ich znajomość w przyszłości, nie było zbyt trudne czy bolesne. Pomimo obaw, starał się w końcu wierzyć, że wszystko się ułoży, a jego czarne myśli, zostaną po prostu głupim i niepotrzebnym wytworem wyobraźni. Przecież był złotym dzieciakiem, więc dlaczego wraz z wkroczeniem w dorosłość, wszystko miałoby się diametralnie zmienić i popsuć? Dlaczego miałby z dnia na dzień, zrezygnować ze wszystkiego, na czym najbardziej mu do tej pory zależało? Zach starał się zagłuszyć ten niepokój w głowie, zamiast tego przerzucając całą swoją uwagę na młodszego chłopca. Spoglądanie na niego, przypominało mu o każdym dobrym dniu, który spędził w jego towarzystwie; o każdej zarwanej nocy, gdy składał na jego skórze delikatne lub nieco zachłanniejsze pocałunki, o każdej rozmowie, którą przeprowadzili za zamkniętymi drzwiami. Nie mógł też zapomnieć o chwilach, gdy przeklinał mu na każdą osobę, która bezustannie zachodziła mu za skórę, gdy stresował się egzaminami do tego stopnia, że robiło mu się słabo. Nie mógł wyrzucić z głowy żadnego uśmiechu, ani bardziej rozbawionego spojrzenia, którym go częstował, gdy po prostu się spotykali, nawet nie robiąc nic szczególnego, zwyczajnie ciesząc się swoim towarzystwem. Rhee potrafił wielokrotnie żartować albo gorąco zaprzeczać, gdy nieco niebezpiecznie zaczynali temat ich relacji, ale w głębi serca wiedział, że Lars niespodziewanie i kompletnie niekontrolowanie stał się dla niego ważny. I to właśnie dlatego myśl o rozłące, sprawiała, że robiło mu się niedobrze, a oczy stawały się nieprzyjemnie szklane. Jedyne co go cieszyło to fakt, że może to zwalić na sentyment albo uczucia do szkoły; w końcu zawsze ją lubił.
— Doprawdy? Nadal z chęcią poprzeglądam spis twoich wyników w nauce na koniec semestru — rzucił, uśmiechając się delikatnie, jakby był najodpowiedzialniejszą osobą, do tego, by kontrolować jego postępy. W rzeczywistości jednak wiedział, że nie musi się o niego martwić; Hawthorn był mądry i w gruncie rzeczy, nie miał przecież problemów z nauką. — Na koniec twojej szkoły, uczcimy to, że w końcu się stąd wyrwaliśmy — powiedział pewnie, ponownie wierząc, że było to coś, co z łatwością mogliby osiągnąć. — A póki co, będę czekał i może wymyślę, co będę robić dalej — mruknął, na krótką chwilę odpływając myślami do tego, że niedługo powinien zadecydować, czym właściwie będzie chciał się zajmować. — Jak w międzyczasie znajdziesz sobie innego frajera, to osobiście cię pobiję, Hawthorn — powiedział groźnie, jakby naprawdę był w stanie podnieść na kogoś rękę. Większość jego kłótni, kończyła się przecież zwykłą szarpaniną, a nie bójkami z prawdziwego zdarzenia. Zacharius był, wbrew pozorom, całkiem dobry w opanowywaniu swoich emocji. Być może dlatego też, Lars nie wyczuł do tej pory, jak zaskakująco i przygnębiająco się teraz czuł. Wsłuchując się w jego śmiech, krukon sam uśmiechnął się nieco szerzej; nie mógł ukryć dumy, którą czuł na myśl, że był jedyną osobą, która była w stanie to z niego wyciągnąć.
— Nic innego już mi nie pozostało — stwierdził, wzdychając cicho, by opuścić wzrok na swoje buty; mógł tylko cieszyć się ostatnim wieczorem w zamku, jak i obecnością ślizgona tuż przy sobie. — Myślę, że w pierwszej kolejności wysłaliby mnie do skrzydła szpitalnego. Może pomyśleliby, że ktoś mnie podtruł? — zapytał retorycznie, myśląc o tych wszystkich nauczycielach, którzy tak mocno wierzyli w jego umiejętność i sukcesy. — Albo sprawdzaliby trzy razy, czy na pewno przyznano mi dobrą ocenę — dodał, kiwając głową z niedowierzaniem; niezależnie od tego, jak się starał, ta myśl nadal pozostawała abstrakcyjna. — Więc nie rób. Myślę, że i tak, te najpiękniejsze miejsca już zobaczyłeś — powiedział, wzruszając lekko ramieniem. Nie chciałby, aby Lars pałętał się z kimś po komnatach, dokładnie tak, jak robił to z nim. Nie chciał też, by odchodził zbyt szybko, dlatego spojrzał na niego zachęcająco, uśmiechając się jeszcze szerzej. — Myślisz, że kawałek papieru jest dla mnie ważniejszy, od spędzenia z tobą ostatniej nocy? — zapytał, przechylając przy tym głowę na jedną stronę, by posłać mu rozweselone spojrzenie. A przynajmniej, dopóki nie zaczęli rozmawiać o pociągu i wyjeździe; bo Zach nie wiedział, czy byłby w stanie przełknąć coś tak smutnego, jak pożegnanie na peronie. — Jasne, że nie. Po prostu martwię się, że jeszcze ktoś sobie pomyśli, że nie jesteś w stanie puścić mnie samego — rzucił przekornie, marszcząc przy tym nos. — No właśnie. Oszczędź mi płaczu — dodał dramatycznie, jak prawdziwy aktor, wycierając niewidzialną łzę. Nie brał sobie jego słów do serca, bo wiedział, że większość była albo zasłoną albo zwykłym żartem. I niezależnie od tego, czym była, Rhee cieszył się, że Lars przystał na jego propozycję.
Gdy Hawthorn całkiem sprawnie się do niego zbliżył, stając między jego nogami i opierając się o parapet, Zacharius uśmiechnął się lekko. Wyprostował się nieznacznie, chwytając między palce jego marynarkę, by ładnie mu ją poprawić. Dopiero wtedy przesunął dłonie na jego ramiona, które wygładził delikatnie, ostatecznie tam je też zostawiając. — Masz dobrze zdać egzaminy końcowe i nie walczyć z kim popadnie, okej? — zaczął niewinnie, skupiając spojrzenie na jego oczach. — I masz pisać do mnie, jak ktoś cię wkurzy albo jak przytrafi ci się coś dobrego i twój brat zrobi fikołka do oczka wodnego — dodał po krótkiej chwili. — Nie chciałbym przegapić ważnych rzeczy, tylko dlatego, że jestem kawałek dalej — westchnął cicho, przesuwając dłonie po jego ramionach i szyi, by ostatecznie ująć jego policzki w swoje palce. — Jak będziesz mnie potrzebował, to też napisz. I bądź szczęśliwy. Rób rzeczy, które będą sprawiać ci przyjemność. Nie żartuję, Lars — powiedział, nie odrywając od niego spojrzenia; Zach był poważny. Może bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Pogładził dość czule jego skórę, błądząc wzrokiem po jego buzi. — Nie zamykaj się też na innych ludzi, bo zasługujesz, żeby poznać kogoś fajnego. Jesteś zbyt surowy — dodał cicho, próbując zatrzymać wszystkie te słowa, które nasuwały się na jego język.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyWto 25 Sty 2022 - 17:57;

Zamiast jednej sowy, będziesz męczył dwie? Może powinieneś odwiedzać mnie z tymi listami osobiście? Z pewnością wymyśliłbyś coś, żeby samemu mi je dostarczyć — rzucił zachęcająco, jakby była to opcja, którą powinien przemyśleć. Tak naprawdę chciał jedynie tego, żeby ich kontakt nadal się utrzymywał; nie zamierzał więc wybrzydzać, mówiąc, że zamiast listów wolałby jego towarzystwo. A przecież miał ochotę to zrobić; chciał powiedzieć mu, że skrawek pergaminu nie zastąpi mu jego uśmiechów i rozmów twarzą w twarz. Wiedział jednak, że nie był to odpowiedni moment na wybrzydzanie i marszczenie z niezadowoleniem nosa. Lars zamierzał docenić to, co mógł; zarówno fakt, że Zach spędzał ten wyjątkowy wieczór z nim, jak i to, że w przyszłości miał otrzymać od niego wiele listów, nim wszystko drastycznie się zmieni. Nie potrafił więc marudzić, skupiając się na potencjalnych zmianach, które musiały przecież nadejść; nie chciał spędzać tej nocy w ten sposób. Dlatego tak bardzo cenił sobie ich rozmowy; bo to za ich sprawą stawał się jeszcze bardziej roześmiany, nie zwracając uwagi na nic innego, a jedynie na Zachariusa. Musiał przecież nacieszyć się jego obecnością, póki mógł. I jak na co dzień, gdy ze sobą dyskutowali, dał wciągnąć się w kolejną, absurdalną rozmowę, przez którą zaśmiał się pod nosem, w następstwie kiwając z przekonaniem głową; jakby był najlepszym studentem na swoim roku. — Jak tylko go dostanę, to od razu ci go wyślę. Dasz mi korepetycje, jeśli zawalę jakiś przedmiot? — zapytał z nieco głupim uśmieszkiem; choć sam w to nie wierzył. Nie miał przecież problemów z nauką. O ile wolał skupiać się na praktyce, a do tego na samodzielnym poszukiwaniu wiedzy, to nie mógłby uznać swoich ocen za złe; w gruncie rzeczy były dość zróżnicowane, ale nigdy nie musiał się nimi przejmować, biegając za nauczycielami, aby pozwolili mu poprawić niektóre egzaminy. — Zabierzesz mnie wtedy w jakieś fajne miejsce? Masz jeszcze trochę czasu, żeby to zaplanować. Powiem ci tylko, że zawsze chciałem zobaczyć smoki — rzucił z lekką ekscytacją, jakby na samą myśl o ich wspólnym świętowaniu robił się jeszcze bardziej ożywiony; chciałby przecież spędzić z nim ten czas, jeśli nie mógł liczyć na nikogo innego. To z pewnością byłoby przyjemne. — Myślałeś już o tym? Wiesz, o tym, co zamierzasz teraz robić. — Sam był ciekaw tego, czym Zach chciał się zająć po zakończeniu studiów; choć wtedy Lars wierzył jeszcze w to, że Rhee momentalnie zacznie spełniać swoje marzenia i że za parę lat będzie mógł zobaczyć go na jednym z tych wielki stadionów, gdzie byłby prawdziwą gwiazdą Quidditcha. Chciał więc wysłuchać opowieści o jego planach na przyszłość, by samemu obserwować to, jak Rhee realizuje swoje cele; bo skąd miał wiedzieć, że nie będzie mu to dane? — Nie wiem, czy istnieje drugi taki przemądrzały krukon — westchnął dramatycznie, jakby nagle brał pod uwagę możliwość znalezienia sobie zastępstwa dla Zachariusa. — Może teraz powinienem zainteresować się ślizgonami? — dodał jeszcze, stukając palcem w brodę, by zaraz po tym posłać mu jeden z szerszych uśmiechów, jak niemal za każdym razem, gdy chciał pokazać mu, że jedynie żartował. I może podobało mu się to, w jaki sposób Zach o tym mówił? Bo przecież mógł już teraz skupić się na swojej przyszłości, mówiąc mu, że nie dba o to, jak będzie wyglądać ta Larsa; jak sobie poradzi i z kim zacznie się zadawać. 
Nawet jeśli było to wyłącznie parę godzin, to Hawthorn chciał dobrze je wykorzystać. Byle mógł zapamiętać je nie tylko on sam, ale też Zacharius, który przecież miał wyjechać stąd jako pierwszy. Dlatego Lars chciał, żeby wyglądało to tak, jak zawsze; żeby po prostu spędzili ze sobą ten czas, niechętnie rozchodząc się później do swoich sypialni. — Dlaczego podsuwasz mi tak dobre pomysły dopiero teraz? Gdybym wiedział, że zawalisz egzaminy, jeśli delikatnie cię podtruję, to codziennie dosypywałbym ci czegoś do wody — rzucił z marnie udawaną powagą, bo przecież nie wziąłby czegoś tak durnego pod uwagę; nawet jeśli chciał jeszcze na chwilę go przy sobie zatrzymać. — Trochę ich zwiedziliśmy, więc chyba nawet nie potrzebuję odkrywania kolejnych — stwierdził, jakby nie była to wielka sprawa; w rzeczywistości jednak wydawało mu się, że wszystkie te miejsca podobały mu się tak bardzo ze względu na osobę, która wtedy mu towarzyszyła. Ale tę informację chciał zachować dla siebie, być może przekazując mu ją któregoś dnia w listach. — Może chciałem usłyszeć to na głos? — zapytał, z przebiegłym uśmiechem; nawet jeśli kiedyś było to dla niego niezrozumiałe. Ich relacja miała trzymać się pewnych zasad, a uśmiechy za sprawą takich słów miały być niemalże zakazane; bo dlaczego Zach miałby przyznać, że Lars był dla niego ważny? Po całym czasie, który spędzili w swoim towarzystwie, Hawthorn nie widział w tym jednak nic zaskakującego. — Myślę, że jesteś już dojrzałym chłopcem, który poradzi sobie na peronie — odparł, powstrzymując śmiech, gdy Rhee otarł ze swojego policzka niewidzialną łzę. Bo wolał wierzyć w to, że nie popełni błędu, nie pojawiając się następnego dnia na peronie, by na przekór wszystkiemu i tak wsadzić go do pociągu.
Lars był ciekaw tego, co Zacharius mógł mu powiedzieć. Odkąd zaczęli dzielić się ze sobą wieloma myślami, mogło być to wszystko; dlatego też Hawthorn przyglądał mu się nieco czujnie, pozwalając mu na poprawienie marynarki i ułożenie dłoni na swoich ramionach; zupełnie tak, jakby należały do tego miejsca, jakby przywykł już do tego, z jaką łatwością starszy go dotykał. Nawet jeśli był to zupełnie normalny dotyk, którego ślizgon nienawidził podczas kontaktów z innymi; ale nie z Zachariusem. I dopiero gdy krukon się odezwał, młodszy lekko zamrugał, momentalnie skupiając się na jego słowach. — Przecież się nie żegnamy — zauważył, gdy chłopiec przeniósł palce na jego policzki, gładząc jego skórę. I na chwilę naprawdę zaniemówił; bo nikt poza starszym nie zrobił dla niego tak wiele, bo nikt nie wypowiedziałby tych wszystkich słów, bo nikt nie sprawiał, że jego serce biło nieco szybciej. — Nie musisz się o mnie martwić — rzucił po chwili, robiąc to spokojniej, z nieco większą powagą; jakby gdzieś podświadomie wiedział, że w tej chwili po prostu musiał tak postąpić. — Poradzę sobie. Zdam egzaminy i nie będę ładował się w kłopoty, a jeśli tylko Ambrose przypadkowo wpadnie do jakiegoś zbiornika wodnego, to będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie — obiecał mu, oscylując spojrzeniem po jego buzi. Bo naprawdę nie chciał uznawać tego za pożegnanie, a jedynie za przejaw niewyjaśnionej troski. — Kto inny, jeśli nie ty? — zapytał retorycznie, uświadamiając mu, że to z nim dzielił się każdą tą ważniejszą chwilą i swoimi myślami. — Niczego nie przegapisz. Musisz być ze wszystkim na bieżąco, jeśli za jakiś czas skończę szkołę i będziemy mogli to uczcić — zauważył z lekki uśmiechem. — Naprawdę chcesz, żebym pisał do ciebie każdego dnia — mruknął jeszcze ciszej; bo przecież często go potrzebował i często chciał o wszystkim mu opowiadać. Dlatego też wydawało mu się, że cała ta atmosfera oddziaływała na niego jeszcze mocniej. — Nic się nie zmieni. Nawet jeśli cię tu nie będzie, to nikt nie zajmie twojego miejsca — przyznał z łatwością, nadal ślepo wierząc w to, że nie była to jedna z ich ostatnich rozmów przed ośmioletnią przerwą. — Nie potrzebuję kolejnej, fajnej osoby. Wystarcza mi to, co mam, Zach — dodał po namyśle, zatrzymując spojrzenie na jego oczach, wpatrując się w nie zupełnie nieświadomie; ufając zarówno sobie samemu, jak i jemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptySro 26 Sty 2022 - 0:26;

— Mogę też nie pisać wcale, to wtedy żadna sowa nie będzie zbytnio przemęczona — rzucił niewinnie, choć szczerze wątpił, żeby było to możliwe. W końcu przez wiele miesięcy po ich ostatnim spotkaniu, dość regularnie wymieniali ze sobą listy; nawet chcieli się spotkać, ale było dość sporo rozbieżności w ich decyzjach i kierunkach. Zacharius przecież bardzo długo szukał swojej ścieżki, ostatecznie wyjeżdżając na kursy z miasta, co też uniemożliwiało mu odwiedzanie Larsa. Bo przecież to nie tak, że poddał się od razu, kolejnego dnia, zapominając o wszystkim, co ich łączyło. Odrzucenie wszystkiego, co kochał najbardziej, przychodziło stopniowo; razem z problemami, które zaczęły zaprzątać głowę młodego aurora. Na początku głośno komentowano jego niezdecydowanie, a potem wybory, które nie podeszły jego rodzicom czy innym ludziom, do gustu. Potem pojawiła się presja, że powinien być dojrzalszy i twardo stąpać po ziemi. A wtedy zaczęło się ocenianie jego osiągnięć, braku stabilnego związku i wszystkiego tego, co według dorosłych, powinien mieć każdy człowiek po ukończeniu szkoły. A więc zerwanie kontaktu z Hawthornem, nastąpiło dość późno; z dnia na dzień, listów przychodziło coraz mniej, a potem już w ogóle.  Gdy Zacharius zdał sobie z tego sprawę, był już w takim stanie, że po prostu się poddał, dochodząc do wniosku, że nie ma wyboru. I takim sposobem, w pierwszej kolejności, stracił swoją pierwszą miłość. O czym jeszcze zresztą nie wiedział; ani o tym, że kochał Larsa ani o tym, że żadna z ich przysiąg nie przetrwała nawet dłużej niż kilka miesięcy. Uczucia były o wiele bardziej skomplikowaną sprawą niż wszystkie te nauki, których podejmował się krukon. — Proponujesz mi właśnie, wkradanie się na teren szkoły? Zdajesz sobie sprawę z tego, że mogę ponieść przez to poważne konsekwencje? — zapytał, jakby już szykował się do tego, by wślizgnąć się do Hogwartu i zostać tu na znacznie dłużej. — Jak będę zdesperowany, to zatrudnię się jako asystent nauczyciela i będę cię pilnował. Gorzej, jeśli po szkole rozniosłaby się plotka, że uczeń spotyka się z niedoszłym profesorem — parsknął, kręcąc głową z niedowierzaniem; nie sądził bowiem, że życie mogłoby go popchnąć do czegoś takiego. A po tak wielu latach, nawet ta opcja, nie wydawałaby mu się pewnie taka zła. — Korepetycje w tych czasach są bardzo drogie. Niczego nie obiecuję — westchnął teatralnie, zaraz uśmiechając się ciepło. — Ale obiecuję, że cię pocieszę, jak tylko potrafię — dodał, puszczając mu oczko i w geście przysięgi, przykładając otwartą dłoń do klatki piersiowej. Wolał przecież, żeby ślizgon nie miał żadnych problemów z nauką ani żeby tym bardziej, szukał jakichś zajęć dodatkowych. Dlatego też cieszyło go to, że były to tylko głupie żarty, a nie prawdziwy problem, którym wypadałoby się zająć. — Zdecydowanie. Przez ten rok zarobię dużo kasy i zabiorę cię w fajne miejsce, żeby uczcić, że w końcu oboje jesteśmy dorośli — zaśmiał się swobodnie, naprawdę desperacko w to wierząc. Być może to właśnie ta myśl, że przez wiele miesięcy, podtrzymywała go na duchu. — Smoki? W porządku. Zrobię wszystko, na co będziesz miał ochotę. O ile zdasz egzaminy na satysfakcjonujący wynik — dodał ciszej, bo przecież nie mogło być zbyt łatwo. Nie mógł podać mu wszystko na tacy, czekając na pochwałę i poklepanie po głowie. Choć przez cały ten okres studencki, to właśnie komplementy od Larsa, były tymi, które najbardziej go zadowalały. Dlatego też Zacharius szczerze liczył na to, że równo za rok, zjawi się w tym miejscu ponownie, uśmiechając się z zadowoleniem na widok młodszego, odbierającego swój dyplom. — Odrobinę. Widziałem, że niedługo startują zapisy do lokalnej drużyny Quidditcha. Może spróbuję, jeśli tylko będę mógł — powiedział spokojnie; bo nadal była to chwila, w której realnie wierzył, że wszystko będzie możliwe. Nie spodziewał się przecież, że pójdzie kompletnie inną ścieżką, prędko tego żałując. — Pewnie nie. Jestem wyjątkowy — westchnął, cmokając z zadowoleniem, wiedząc, że drugiego takiego już tutaj nie znajdzie. Bo była to jeszcze ta chwila, gdy lubił myśleć o tym, że jest centrum uwagi Larsa. Dopiero na wspomnienie o ślizgonach, wywrócił z niedowierzaniem oczami, z trudem powstrzymując się przed wystawieniem w jego stronę języka.
Rhee roześmiał się szczerze, nawet nie wyobrażając sobie takiej sytuacji. Ciężko było mu opuścić szkołę czy Larsa, ale nigdy nie posunąłby się do specjalnie drastycznych akcji; o wiele lepiej szło mu zaakceptowanie tego wszystkiego. Nie mógł też ukryć tego, że podobało mu się to, jak niechętny był Hawthorn, jeśli chodziło o odkrywanie kolejnych, tajemniczych komnat po jego wyjeździe. Wiadome było to, że bez tej odpowiedniej osoby, dość szybko traciło to swój szczególny klimat. — Po prostu nie masz ochoty robić tego beze mnie — mruknął, uśmiechając się pociesznie. — No mam nadzieję. Gorzej jak wsiądę w zły pociąg i pojadę w drugą stronę — parsknął, wzruszając ramieniem. Mogło to poniekąd brzmieć tak, jakby Zachowi mimo wszystko zależało na tym, aby Hawthorn pojawił się na peronie, co przecież starał się uniknąć. W rzeczywistości, myślał o tym, jak przyjemnie byłoby mieć go wówczas przy sobie; może całe to żegnanie się z tą częścią życia, byłoby nieco łatwiejsze. I nawet, jeśli nie chciał tego robić, oficjalnie mówiąc mu do zobaczenia, to wolał pożegnać się z nim nieco subtelniej. Na wszelki wypadek, jeśli po drodze, coś miałoby się nieodwracalnie zmienić. Zupełnie tak, jakby przeczucie od samego początku, podpowiadało mu, że to właśnie dzisiaj, powinien z siebie jak najwięcej wyrzucić. Jakby nie miał mieć więcej drugiej szansy. — Wcale się z tobą nie żegnam — powiedział twardo, nie spuszczając spojrzenia z jego oczu. — Wiem, że nie muszę. Ale i tak będę to robił. Od tego są przyjaciele — parsknął, kiwając dość tępo głową. Słysząc jego zapewnienie, Zach uśmiechnął się delikatniej, jakby nieco pogodniej. — Mhm, chcę. Boję się, że świat dorosłych będzie dla mnie zbyt nudny — wyjaśnił mimowolnie, zabierając dłonie z jego twarzy, by oprzeć je za swoimi plecami. — Okej, Lars — powiedział, czując gulę w gardle, która powstrzymała go przed dodaniem kilku kolejnych słów. — Będzie mi brakować tego, że mogę cię dotknąć i zobaczyć twój uśmiech w każdej chwili — dodał, ściągając nieznacznie brwi. — Chciałbym zachować wspomnienie z tego dnia jak najżywiej i to na jak najdłuższy czas — wymamrotał, uśmiechając się do niego blado.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyPią 28 Sty 2022 - 2:45;

Nie groź mi, Rhee. Ja też mogę do ciebie nie pisać — mruknął, dziecinnie pokazując mu język. Choć sam również nie wierzył w swoje słowa; wątpił w to, że mógł zapomnieć o nim już następnego dnia, nie czując potrzeby wysłania mu choć paru listów. Od pewnego czasu Zach był osobą, z którą Hawthorn wszystkim się dzielił; każdym uśmiechem, czy wizją zmieniających się planów na przyszłość. I podobało mu się to, że krukon nigdy go nie oceniał, kręcąc z niedowierzaniem głową, gdy Lars mówił o swojej przyszłości; bo to dzięki niemu czuł się tak, jakby mógł być sobą. Niezależnie od tego, jak bardzo różniły się ich zdania w paru kwestiach. Nie chciał więc tego tracić; i nawet jeśli Zacharius miał być nieco dalej, nie błądząc wraz z nim po zamku, to ślizgon chciał przynajmniej mieć pewność, że otrzyma od niego parę listów tygodniowo. I nie mylił się szczególnie mocno; bo początkowo regularnie dostawał te skrawki pergaminów, które sprawiały, że ponownie się uśmiechał. Tyle że z czasem zaczęło pojawiać się ich coraz mniej, a później czekanie na listy stało się zbędne, jeśli te przestały do niego przychodzić. Więc ich słowa w pewnym sensie się spełniły; a Lars myślał o tym jeszcze wiele miesięcy po ostatniej wiadomości, którą otrzymał od starszego. — Proponuję. Dzięki temu zobaczyłbym, jak zmobilizowany potrafisz być. Poza tym konsekwencje zostałyby z tego wyciągnięte, tylko jeśli by cię złapali — zaśmiał się, jakby naprawdę chciał, żeby Zach wkradł się któregoś dnia na teren zamku; chociaż wiedział, że było to praktycznie niemożliwe, a do tego ktoś z pewnością by go przyłapał. A przecież Rhee miał być teraz dorosły; z punktu widzenia dojrzałych osób nie mógł więc pozwalać sobie na tak szczeniackie zachowania. — To byłaby prawdziwa desperacja. I sensacja dla całego zamku — parsknął jeszcze, wyobrażając sobie tę absurdalną sytuację, w której z pewnością nie przeszkadzałoby mu to, że zainteresował się asystentem nauczyciela; bo przecież jeśli byłby to Zacharius to nic nie mogłoby stanąć mu na drodze, aby się do niego zbliżyć. — W porządku. Wolę, żebyś mnie pocieszył, niż lał książką po głowie, mówiąc mi, że powinienem się skupić — zauważył, bo o ile posiadanie takiego korepetytora jak Rhee z pewnością byłoby ciekawym doświadczeniem, to Hawthorn wątpił w to, że potrafiłby wtedy zainteresować się nauką; najpewniej wlepiając zafascynowane spojrzenie w twarz starszego, bez skrupułów odpychając od siebie książki. Bo nauka mogłaby zaczekać; a jego relacja z krukonem, czego dowiedział się jakiś czas później, była jedną wielką niewiadomą i mogła zakończyć się w każdej chwili. Lars mógł cieszyć się więc z jednego; że wykorzystał czas spędzony ze starszym do maksimum, że niczego sobie nie odmawiał i w przyszłości żałował tylko tego, że nigdy nie mógł go pożegnać. — Obiecujesz? Musisz obiecać, bo to poważne zobowiązanie — rzucił, mrużąc oczy, by ewentualnie wykryć jego kłamstwo. A później głośno westchnął, odchylając głowę do tyłu, niczym zbulwersowany nastolatek. — To szantaż, Rhee. Powinieneś w ogóle cieszyć się, że jestem w stanie zdać te egzaminy. Wyniki nie są ważne, ale ja jestem. Więc przejmuj się mną, a nie nimi — dodał, opuszczając łepetynę, żeby posłać mu wyjątkowo zachęcający uśmiech, chcąc zaprezentować mu, że rzeczywiście było to jedyne, na czym powinien się skupić; no i może na planowaniu ich wspólnej wycieczki, której nawet nie udało im się zrealizować. — Musisz spróbować — stwierdził, wyczekująco na niego spoglądając; wiedział przecież, że Zach z pewnością by sobie poradził, dostając się do lokalnej drużyny. A to byłby przecież dobry początek ku drodze do tego, by mógł w przyszłości osiągnąć jeszcze większe sukcesy; i jednocześnie było to także coś, co również nie doszło do skutku. 
Lars przewrócił prędko oczami, bo Rhee miał rację; głównym powodem, dla którego nie chciał zwiedzać żadnych komnat, był brak dobrego towarzystwa. Mógł więc już teraz wyobrazić sobie, jak nudny i nijaki miał być kolejny rok jego nauki w Hogwarcie, ale ta noc z pewnością była zbyt krótka, by się tym przejmował. — Spędziłeś tu tyle lat i nadal mógłbyś się zgubić? Jesteś pewien, że to nie przez to, że coś zawróciło ci w głowie? — parsknął, bo nie wierzył w to, że Zacharius mógłby pomylić pociągi, jeśli tylko Hawthorn nie odprowadziłby go na odpowiedni peron. I nawet jeśli czuł się zachęcony, myśląc o tym, czy pojawienie się tam następnego dnia naprawdę byłoby takie złe, to ostatecznie tego nie zrobił; dla ich wspólnego dobra. Bo przecież wtedy mieliby pewność, że nie spotkają się ponownie zbyt szybko; a wtedy Lars nie potrafiłby uśmiechać się tak beztrosko jak teraz. Nie pomyślał jednak o tym, że słowa starszego mogły być pożegnaniem; dlatego nie spojrzał na niego z wyrzutem, zamiast tego doceniając to, że krukon o nim myślał. I może ślizgon nie był pewien, jak będą wyglądały następne miesiące jego życia, czy zda egzaminy na odpowiednim poziomie i co zrobi dalej, ale chciał pokazać mu, że nie czekało go nic strasznego; tym samym pokazując mu też, że mógł sobie ze wszystkim poradzić. Tak jak robił to przez następne ostatnie osiem lat, nie mając nikogo, na kim tak naprawdę mógłby polegać. — Nic się nie zmieniłeś. Ciekawe czy za parę lat dalej taki będziesz — parsknął, bo niezależnie od tego, co robili w swoim towarzystwie, Zach nadal sprawiał wrażenie tego bardziej rozważnego; Lars nie mógł więc udawać zaskoczonego, słysząc jego słowa, jakby gdzieś podświadomie wiedział, że Rhee mógł choć odrobinę się o niego martwić, gdy przypadkiem nie będzie go w pobliżu. — Spokojnie, jak będziesz się nudził, to wtedy nadejdę z odsieczą — rzucił z przekonaniem, bo sam nie chciał jeszcze wchodzić w świat dorosłych; właściwie wątpił w to, by kiedykolwiek potrafił w pełni się do tego dopasować. Nadal chciał być sobą; osobą, która z pewnością nie lubiła nudy i szarości. — Pomyśl o tym, jak bardzo docenisz to, kiedy znowu mnie zobaczysz — mruknął ciszej, przenosząc obie dłonie na jego szyję, by splątać palce za jego karkiem, nadal mu się przyglądając. — Myślę, że te wspomnienia zostaną z tobą na dłużej — dodał, gładząc kciukiem jego skórę. — A później będziesz mógł zapamiętać kolejne i kolejne, nigdy o mnie nie zapominając. Może to trochę zachłanne, ale naprawdę o to nie dbam — stwierdził, jakby chciał zachować go w całości dla siebie, nie wiedząc jeszcze, że wkrótce się rozczaruje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyWto 1 Lut 2022 - 19:12;

— Po prostu za dużo marudzisz — mruknął, uśmiechając się nieco złośliwie; w końcu w tym konkretnym momencie, chłopiec był zdeterminowany, by mimo wszystko utrzymać z nim kontakt. Bał się przyszłości i jednej wielkiej niewiadomej, ale nie zamierzał poddawać się ani porzucać młodszego, jak gdyby nigdy nic. Chciał do niego pisać codziennie i nie pomijać żadnych szczegółów, zupełnie tak, jak robili to do tej pory w swoich rozmowach. Chciał wiedzieć, co go denerwowało lub cieszyło, czy co właściwie działo się w Hogwarcie po jego wyjeździe. Miał zamiar poprosić go nawet o to, by zjawiał się na każdym meczu Quidditcha, mówiąc mu też, który z domów wygra w przyszłym roku puchar. Odejście ze szkoły, w przypadku Zachariusa, nie wiązało się jedynie z uwolnieniem się od egzaminów i prac domowych. Całe dotychczasowe życie Rhee, kręciło się wokół Hogwartu; jego nauki, grania w Quidditcha, spotykania się ze ślizgonem. A przez to, że został zmuszony do tego, by iść dalej, nie był w stanie przewidzieć, jak teraz to wszystko będzie wyglądało. Ustanowienie nowej rutyny i ułożenie sobie dnia od postaw, wydawało mu się absurdalnie trudne i gdyby tylko mógł, z przyjemnością zatrzymałby czas w miejscu. — To kolejne wyzwanie, którego mógłbym się podjąć. Będziesz mi je nadal rzucał, jeśli mnie tutaj nie będzie? — zapytał, spoglądając na niego z rozbawieniem. Być może tego też będzie mu brakowało; wszystkich tych wyzwań, które chętnie przyjmował, by udowodnić coś sobie, jak i Larsowi. Wszystkie te rzeczy, którymi zajmowali się na co dzień, sprawiały, że życie było znacznie zabawniejsze i ciekawsze. Zacharius zaczął się zastanawiać, co będzie teraz robił, by jakoś przyjemnie urozmaicić sobie czas, jeśli Hawthorn będzie zbyt daleko.
— Żebyś tylko ty nie był tak zdesperowany, żeby błagać mnie o powrót — mlasnął, kręcąc głową z niedowierzaniem. W tym momencie podejrzewał, że to właśnie sam Rhee będzie tym, który jako pierwszy zatęskni za swoim przyjacielem czy też ich nieszczęsnym układem. — Wiesz, jeśli chcesz zrobić coś, czego nie zapomnieliby przez lata po twoim odejściu, to służę pomocą — dodał, jakby wpakowanie się w rolę asystenta i w romans z uczniem, nie było zbyt skomplikowane. A mimo tego, jak zabawne mogłoby to być, to Zach nie zamierzał ryzykować; nie dość, że sam wpadłby w niemałe kłopoty, to jeszcze Lars mógłby być, nie daj boże, zawieszony. A skoro był już prawie na końcu swojej kariery studenta, to lepiej by nie miał po drodze żadnych wątpliwości i dodatkowych problemów. — Mogę też lać cię książką po głowie, a potem pocieszyć. I przeprosić za przemoc. Co tylko zechcesz — zaśmiał się cicho, patrząc na jego buzię z fascynacją. Jakby naprawdę starał się zapamiętać jak najwięcej szczegółów, by niczego nie zapomnieć. Ani jego twarzy, ani jego uśmiechu i błyszczących oczu, ani tego, jak wspaniale było przebywać w jego towarzystwie. — Potrzebujesz obietnicy na mały paluszek? Wiesz, to o wiele ważniejsze niż przysięga krwi — powiedział, wywracając przy tym oczami. W tej chwili myślenie o Larsie, gdy ten ukończy szkołę i planowanie dnia, w którym będą to świętować, nie wydawało mu się zbyt trudne ani odległe. Zach przecież nie zakładał, że wszystko zacznie się sypać aż do tego stopnia błyskawicznie. — To nie szantaż, tylko zachęta. Pomyśl tylko o tym, ile możesz zyskać, jeśli się przyłożysz — zaśmiał się, unosząc dłoń, by musnąć palcami jego policzek. Wtedy też uśmiechnął się ciepło, kiwając delikatnie głową; nawet walczenie o miejsce w lokalnej drużynie Quidditcha, wydawało się wówczas takie proste.
Patrząc na jego minę, Zacharius zabrał dłoń, opierając ją znów za swoimi plecami. Nigdy nie cieszył się z niczego tak bardzo, jak z decyzji, by spędzić z nim ostatnią noc w zamku. Nawet teraz, gdy dogryzali sobie z taką zawziętością, Rhee czuł się szczęśliwszy niż kiedykolwiek wcześniej. — Może specjalnie będę chciał się zgubić? — mruknął, mimowolnie wzruszając ramieniem. Zupełnie tak, jakby nie widział w tym żadnego problemu. — Myślę, że sam będziesz mógł to sprawdzić i za kilka lat, wystawić ocenę, czy bardzo się zmieniłem — powiedział, naprawdę chcąc w to wierzyć. Że nawet po tych dwóch, trzech czy czterech latach, nadal będzie sobą, mając w swoim życiu Larsa, bez obawy, że ten zaraz rozpłynie się w powietrzu. Wyczuwając dotyk ślizgona na swoim karku, Zacharius wyprostował się nieznacznie, dość odruchowo spoglądając na jego usta. — Nie chcesz, żebym kiedykolwiek o tobie zapomniał? — zapytał cicho, łapiąc go w pasie, by mimowolnie go do siebie przyciągnąć. — Myślisz, że to w ogóle możliwe? — zaśmiał się, unosząc wzrok na jego oczy. — Powtarzałeś mi już wiele razy, że jestem wyjątkowy — zaczął nagle, unosząc nieznacznie kąciki ust. — Ale chciałem ci powiedzieć, że od samego początku, to ty byłeś specjalny, Lars. Ze wszystkimi swoimi dziwactwami, zaletami i czarującymi uśmiechami, którym mogłem się przyglądać przez cały ten czas — wymamrotał. — Byłeś jak lek na każdą moją niepewność siebie i szarość, w którą się wciągałem. Jestem wdzięczny — dodał, unosząc dłoń, by odgarnąć kilka zbłąkanych kosmyk włosów z jego twarzy. — Może byłbym kompletnie inną osobą, gdybym się tej pierwszej nocy z tobą nie przespał — rzucił nagle, zaraz parskając śmiechem, jakby to właśnie o to chodziło w całej tej historii. W obawie, że ten się zaraz odsunie, Zach złapał za poły jego marynarki, uśmiechając się nieco szerzej. — Dziękuję — dodał po kilku sekundach nieco poważniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptySro 2 Lut 2022 - 16:59;

Uważaj, bo jeszcze za tym zatęsknisz — przestrzegł go, nieco dramatycznie ocierając niewidzialne łzy ze swoich policzków; chcąc zaprezentować mu, jak właściwie mogło się to dla niego skończyć. Były to jednak głupie żarty i Lars nie pomyślałby, że ich kontakt naprawdę się urwie i że któregoś dnia oboje będą mogli za tym zatęsknić. Jak na razie nic nie stało im przecież na przeszkodzie, aby nadal się ze sobą kontaktowali, będąc stałą częścią swojej codzienności; nawet jeśli Rhee miał wynieść się z Hogwartu. Mogło być to nowe doświadczenie; zarówno dla jednego, jak i drugiego. Hawthorn był przecież ciekawy, jak Zach odnajdzie się w trochę innym świecie, niż ten, który doskonale znał. Chciał widzieć, jak się rozwija i zdobywa kolejne umiejętności, jak pokonuje wszelkie przeszkody, osiągając swoje wymarzone cele. Chciał nieustannie mu kibicować i brnąć w to wszystko razem z nim; jako jego przyjaciel i osoba, która naprawdę nie chciała o nim zapomnieć. — Czemu nie? To będzie jeszcze ciekawsze, jeśli będziesz musiał starać się na odległość — parsknął, bo nadal był tylko dzieciakiem, który potrzebował rozrywki; a to krukon zawsze mu ją dostarczał. I co więcej, nigdy nie zawodził; wiedział, co robić, by wywołać te najszersze uśmiechy na twarzy młodszego i wiedział, co mówić, by jeszcze bardziej go zainteresować. Lars wątpił więc w to, że mógłby któregoś dnia przestać go prowokować, nie rzucając mu już kolejnych, coraz ciekawszych wyzwań. 
Przewracając oczami, Hawthorn cicho się zaśmiał, spoglądając na niego z jeszcze większym rozbawieniem niż przed momentem. Nie zamierzał jednak skupiać się na rozważaniach, czy rzeczywiście kiedyś zatęskni za nim tak mocno; zamiast tego zmrużył ślepia, wbijając natarczywe spojrzenie w twarz starszego. — A co? Przyzwyczaiłeś się do tego, że czasem cię o coś błagam, Rhee? — rzucił z głupim uśmieszkiem; bo krukon z pewnością był jedyną osobą, która mogła niekiedy zobaczyć go zdesperowanego. Ale czy posunąłby się do tego, by uznać pomysł starszego za odpowiedni? O ile romanse ze starszymi najwyraźniej całkiem mu się podobały, to nie potrzebował jednak żadnych wielkich sensacji, dzięki którym zapamiętano by go na parę kolejnych lat. Uczniowie i tak lubili przekazywać sobie wyssane z palca informacje i to z pewnością mu wystarczało. — Więc teraz kręcą cię takie zabawy? Cicha woda brzegi rwie — parsknął, patrząc na niego z lekkim niedowierzaniem; wolał jednak odpuścić sobie część, w której to Zacharius lałby go książką po głowie. Znacznie bardziej odpowiadał mu jego dalszy plan. — Chciałem, żebyś podpisał się krwią na pergaminie, ale skoro przysięga na mały paluszek jest ważniejsza, to chyba jednak wybiorę tę opcję — rzucił z udawaną powagą; choć w gruncie rzeczy nigdy nie zależało mu obietnicach. Znacznie bardziej liczyły się dla niego gesty. Słowa bywały przecież puste i czasem nie miały żadnego znaczenia; czego jednak nie można było powiedzieć o czynach. A Lars wierzył przecież w to, że Rhee mógł pokazać mu, czy zależało mu na ich relacji. Bo przecież robił to przez ostatnie miesiące; więc co takiego mogłoby się zmienić? Dlatego ślizgon chętnie się uśmiechnął, gdy tylko starszy pogładził jego policzek. Czasem wydawało mu się, że potrzebował naprawdę wiele; że jego potrzeby i cele były całkiem wygórowane, ale tego wieczoru wystarczał mu wyłącznie Zacharius; i to bez żadnych obietnic wspólnej, udanej przyszłości. A jedynie jego obecność i uśmiech, którego nie potrafił wybić sobie z głowy przez kolejne lata; doceniając to, że zdołał tak dokładnie go zapamiętać. Może dlatego, że rzadko kiedy odrywał od niego spojrzenie. Podobnie jak i teraz, gdy kiwając głową, błądził wzrokiem po jego twarzy. Bo Rhee z pewnością wiedział, jak do czegoś go zachęcić. 
Mów tak dalej, a naprawdę pomyślę, że nie potrafisz się ze mną rozstać — rzucił zaczepnie, znów się z nim drocząc. Bo przecież nie mogło być to tak ciężkie, prawda? Zach miał wsiąść następnego dnia w pociąg i niewiele miało się zmienić; wszystko miało być po staremu, z paroma, małymi wyjątkami. — Jeśli zmienisz się na gorsze, to też będę mógł bić cię książką po głowie? A może miotłą? To pewnie bardziej przemówiłoby ci do rozsądku, gdybyś z jakiegoś powodu oszalał — zauważył, stukając palcem w brodę; zastanawiając się, czy w ogóle było to możliwe. Chciał więc za parę lat to ocenić, tym bardziej jeśli starszy sam mu to zaproponował. — Dlaczego miałbym tego chcieć. Lubię cię, Rhee — stwierdził otwarcie, nadal gładząc palcami jego kark, swobodnie się do niego przybliżając, gdy tylko Zach złapał go w pasie. — Pewnie istnieje taka możliwość. O ile tylko nikt nie wymaże mi wspomnień albo nie uderzy we mnie jakimś zaklęciem, przez które zacznę mieć zaniki pamięci, to nie powinno być z tym problemu — rzucił, rozważając inne opcje. — Ale nie chciałbym, żeby kiedykolwiek się to wydarzyło. Mógłbym zapomnieć o wszystkich, ale ciebie chciałbym zapamiętać — przyznał dość spokojnie jak na siebie, choć zaraz powrócił do nieco typowego dla siebie wyrazu twarzy; uznając, że tak spora ilość szczerości zawsze była dla niego dziwna. A mimo to, gdy Zach wypowiedział kolejne słowa, Lars nie potrafił oderwać od niego spojrzenia, dość nieświadomie przepadając dla niego jeszcze bardziej; bo krukon był pierwszą osobą, która dostrzegała w nim tak wiele. — Widzisz, Zach? Właśnie dlatego nie mógłbym o tobie zapomnieć. Bo to ty jesteś powodem tych uśmiechów i to ty nie sprawiasz, że czuję się, jakbym do niczego… nie pasował — przyznał, bo nie powiedziałby mu tego jeszcze jakiś czas temu; jednak teraz, gdy przyzwyczaił się do jego obecności, traktując go jak kogoś ważnego, nie musiał dusić tego wszystkiego w sobie, byle nadal sprawiać wrażenie osoby, która o nic nie dbała. Bo Rhee z pewnością był pewnym wyjątkiem. — Pewnie byłbyś strasznie nudny i nie odrywałbyś się od podręczników, gdybyś tego nie zrobił — rzucił, znów przewracając oczami; znów żartując, by ostatecznie powrócić do niego spojrzeniem. — Nie dziękuj mi. Przynajmniej nie teraz, bo wtedy uświadamiam sobie, że naprawdę wyjeżdżasz — wymruczał, rozplątując dłonie, by oprzeć je na ramionach starszego, nie chcąc jednak się od niego odsuwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyCzw 10 Lut 2022 - 16:12;

— Myślę, że spokojnie dorównujesz mojej matce, całym tym marudzeniem — powiedział z rozbawieniem, wywracając przy tym oczami. Niezależnie od tego, w jakim momencie się spotykali; czy mieli dobre humory, czy byli nieco nerwowi, zwykli raczej się z tym nie ukrywać. Mówienie wprost o tym, że miało się gorszy dzień, było o wiele prostsze niż odwoływanie spotkań czy skrywanie wszystkiego w sobie. Dzięki temu, na przykład Zacharius, wiedział, jak powinien się przy nim zachowywać. Mógł poprawić nastrój młodszego albo oderwać jego myśli od tych denerwujących i niedających spokoju spraw. Podejrzewał też, że był to kolejny powód, który sprawił, że z dnia na dzień, stawali się sobie coraz bliżsi. Bycie otwartym ze swoimi emocjami, szczególnie jeśli nie miało się zbyt wiele osób, z którymi można było się tymi uczuciami podzielić, było naprawdę zdrowe i odprężające. Dlatego choć teraz Rhee dość złośliwie podchodził do jego narzekania, tak w rzeczywistości, jeszcze nigdy nie miał nic przeciwko, by ten wyrzucił z siebie wszystkie te rzeczy, które jednak nie przypadły mu do gustu. — Ciężko będzie mi udowodnić, czy naprawdę się ich podjąłem — westchnął, choć wiedział, że byłby w stanie zrobić absolutnie wszystko, by pokazać mu, że jeśli się uprze, to podejmie się każdego, nawet tego najbardziej zwariowanego, wyzwania. — Ale jeśli chcesz, to możemy nadal to robić. Z pewnością będzie to miłe urozmaicenie w mojej nowej codzienności — przyznał, opuszczając nieznacznie głowę, żeby uśmiechnąć się nieco krzywo. Zupełnie tak, jakby jeszcze nie pogodził się z tą nieprzyjemną świadomością.
Zacharius przechylił delikatnie głowę, spoglądając na jego twarz, przez chwilę udając kompletnie niewzruszonego jego słowami. Nawet zmrużył nieznacznie oczy, jakby chciał wyczytać z tych jego coś więcej; może kolejne nieme wyzwanie albo dziecinną zaczepkę. Ostatecznie opuścił spojrzenie na jego usta i głupi uśmieszek, który równie szybko, przyozdobił jego własną buzię. — Być może? Podoba mi się to uczucie, gdy wiem, że mogę być jedyną osobą, która może ci coś dać — powiedział cicho, wzdychając teatralnie, jakby męczyło go bycie jedynym chłopcem, który znał młodszego tak dobrze. W rzeczywistości, krukon był mu wdzięczny za wszystko; za zaufanie, którym go obdarzył, za każdy dzień, który spędził w jego towarzystwie, stawiając na autentyczność, za każdy uśmiech i pocałunek, który skutecznie rozgrzewał jego serce. Lars Hawthorn był więc człowiekiem, którego Zacharius potrzebował niemal desperacko, o czym zdał sobie sprawę dopiero w tym momencie, gdy za rogiem czaiło się pożegnanie. Zapełniał jego samotność, jego niską samoocenę i wypełniał jego dzień wieloma dobrymi emocjami. Spoglądając na niego w tym momencie, gdy wypchana ubraniami walizka, nie mogła domknąć się w sypialni starszego, Rhee nie potrafił myśleć o niczym innym, jak o tym, by chwycić go w swoje dłonie i już nigdy więcej nie puścić. Jakby już teraz mógł rozpłynąć się w powietrzu, jakby już zaraz, Zach miałby zapomnieć, jakie to uczucie, mieć go tak blisko siebie. — Jestem cichą wodą? — zapytał, śmiejąc się cicho; pewnie na takiego wyglądał na co dzień, gdy siedział z nosem w książkach, udając, że nikogo nie widzi. Lars był jednak kimś, kto widział go w wielu, różnych odsłonach. — W porządku. Nikt mnie nie zna lepiej od ciebie — powiedział ugodowo, jakby mógł przyjąć do akceptacji jego słowa. — Myślę, że jest rozsądniejsza. Wylądowanie w skrzydle szpitalnym ostatniego dnia przez to, że stracę sporo krwi, nie brzmi jak najfajniejszy sposób na spędzenie tego wieczoru — przyznał, powstrzymując kolejne parsknięcie śmiechem. Bo choć czuł narastające przygnębienie, to starał się na nim nie skupiać, o wiele bardziej myśląc o tym konkretnym momencie i o fakcie, że na kolejne kilka godzin, ślizgon należał tylko do niego. I może dobrze, że nigdy niczego sobie szczególnie nie obiecali; może nieświadomie przypuszczali, że nie było to konieczne, a może po prostu nie brali wtedy jeszcze pod uwagę faktu, że życie mogło poprowadzić ich z goła inaczej, niż tego oczekiwali.
Zach uśmiechnął się ponownie, nie odrywając od niego zaciekawionego spojrzenia; zaczepki były jedną z tych rzeczy, których szybko zacznie mu brakować. Dopiero wtedy zaczął się śmiać, kręcąc z niedowierzaniem łepetyną; w końcu tylko żartował. Sam nie podejrzewał, że kiedyś mógłby realnie się zmienić do tego stopnia, że w zaledwie kilku sprawach, przypominałby samego siebie z przeszłości. — Przemyślę te opcje i na pewno dam ci znać — parsknął, marszcząc przy tym nos. Lubię cię, Rhee. Zach przełknął ślinę, czując się, jakby coś się w nim załamało; dlatego uśmiechnął się nieznacznie, patrząc mu prosto w oczy. Rhee też nie był przecież do końca przyzwyczajony do takiej szczerości, dlatego odetchnął głucho, kiwając lekko głową. — Więc niezależnie od tego, jak wszystko się potoczy, po prostu o sobie nie zapomnijmy — powiedział cicho. — Pasujesz do mnie. To jest dopiero problematyczne — dodał, zsuwając się z parapetu. Słysząc jego komentarz, Zach parsknął śmiechem, odpychając go od siebie na niewielką odległość. — Ale z ciebie frajer, Hawthorn — rzucił swobodnie, odwracając od niego wzrok, by przysiąść na kanapie. — Masz szczęście, że też cię lubię — mruknął, opierając policzek na swojej dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptySob 12 Lut 2022 - 2:17;

Jak jeszcze raz porównasz mnie do swojej matki, to zacznę cieszyć się, że jutro wyjeżdżasz — jęknął marudnie, jakby Zach powiedział coś niewyobrażalnie złego. Choć nie musiało minąć wiele czasu, by Lars znów się uśmiechnął. Czuł się w jego towarzystwie na tyle swobodnie, by wiedzieć, na co mógł sobie pozwolić; lubił więc przy nim marudzić, wściekając się na kary, które czasem wymyślali dla niego nauczyciele, gdy łamał pewne zasady i lubił też gdy Rhee go wysłuchiwał. Była to ta część ich relacji, na którą Hawthorn początkowo nie liczył. Nie spodziewał się przecież, że kiedykolwiek pozna jakiegoś studenta, któremu będzie chciał mówić o wszystkim. Szybko jednak przyzwyczaił się do świadomości, że w tym momencie byli ze sobą naprawdę blisko, co najpewniej zawdzięczali setkom spotkań, rozmowom i stopniowemu otwieraniu się przed sobą. Ślizgon nie chciał tego tracić; nie teraz i nie później. Sądził przecież, że mieli sobie jeszcze sporo do powiedzenia, a w dodatku odgrywali teraz ważne role w swoim życiu. — Chcę. Zrezygnowanie z tego wszystkiego byłoby trudne. Poza tym ja nadal jestem studentem, który potrzebuje rozrywki — parsknął, bo nie wiedział jeszcze, jak właściwie poradzi sobie bez Zachariusa. Z pewnością był zaradny, a do tego nie potrzebował innych; a przynajmniej nie na dłużej. Ze starszym było jednak inaczej i Hawthorn doskonale o tym wiedział. Był więc ciekaw, jak wiele czasu minie, nim zatęskni za ich regularnymi spotkaniami i spacerami po zamku; w którym momencie poczuje, że jest zdesperowany i że oddałby naprawdę wiele, żeby znów móc mieć go przy sobie, przynajmniej na parę krótkich chwil. O ile teraz wydawało mu się, że nie odczuje tego zbyt dotkliwie na własnej skórze, to gdzieś podświadomie wiedział, że nie będzie to proste; i to dla żadnego z nich.
Nawiązując z nim kontakt wzrokowy, Lars uśmiechnął się dość niewinnie, unosząc pytająco brwi; jakby dość niecierpliwie czekał na jego odpowiedź. I gdy tylko dostrzegł, że usta krukona lekko się wyginają, cicho się zaśmiał. — Woah, Rhee, to musiało być strasznie męczące. Przez cały ten czas byłeś jedyną osobą, która potrafiła spełnić wszystkie moje zachcianki — zacmokał, lekko przymrużając oczy. — W końcu będziesz mógł odpocząć — dodał, jakby sądził, że Zach naprawdę tego potrzebował; zarówno odpoczynku od niego, jak i ich relacji. Wątpił jednak w to, żeby ta wizja mu pasowała. Bo nawet jeśli miał stać się dorosły, to Lars nadal chciał przy nim być. Byle tylko krukon zbyt szybko nie zapomniał o tym, ile rzeczy mogli jeszcze razem zrobić, być może dość nieświadomie wnosząc ich relację na nowy poziom. — Na pierwszy rzut oka — przyznał, przyglądając mu się z każdej strony; próbując ocenić, jak znacząco Zach różnił się od pierwszego wrażenia, które na nim zrobił. Teraz przecież dobrze się znali; wiedzieli o sobie naprawdę sporo, a do tego spędzali w swoim towarzystwie wiele wolnych chwil. — Zawsze widziałem w tobie coś ciekawego, ale chyba nie spodziewałem się, że tak bardzo zaskoczysz mnie podczas naszego pierwszego spotkania — zaśmiał się, przypominając sobie początki ich swobodnej relacji; to jak oboje zgodzili się na układ, który ich łączył i to, jak kontynuowali to przez długie miesiące. Zacharius z pewnością był więc zaskakujący, ale Hawthorn naprawdę to lubił. Znał przecież wszystkie jego oblicza, co wywoływało szeroki uśmiech na jego twarzy; bo czy inni mogliby powiedzieć, że widzieli krukona w tylu odsłonach co Lars? — W skrzydle szpitalnym też mogłoby być fajnie. Zależy czy miałbyś odpowiednie towarzystwo — stwierdził, zaczepnie się uśmiechając. Nie zostawiłby go przecież tego wieczoru samego; musiał wykorzystać te ostatnie godziny, byle pożegnać go tak, jak tego chciał. I zrobiłby to niezależnie od tego, gdzie akurat by się znajdowali.
Lars nie potrafił wyobrazić sobie ich relacji bez wiecznego drażnienia się ze sobą. Była to kolejna rzecz, za którą mógłby zatęsknić, uznając, że naprawdę brakowało mu zaczepek starszego, na które sam chętnie przecież odpowiadał. Dlatego też wykorzystał ten moment na nieco większą dawkę szczerości, której nie potrafił sobie odpuścić; jednocześnie też nie czując, że powiedział coś nieoczywistego. Bo przecież lubił go od samego początku; tyle że z każdym dniem lubił go coraz bardziej. — Postaram się. O ile nie spotkam żadnego przemądrzałego krukona, który cię zastąpi — zaśmiał się, choć nie zamierzał nawet rozglądać się za innymi; nadal sądził przecież, że inni studenci nie mogliby mu dorównać. I dopiero gdy usłyszał, że pasował właśnie do niego, Hawthorn uśmiechnął się dość niekontrolowanie; później myśląc o tych słowach jeszcze wiele razy. — Hej, zepsułeś atmosferę, Rhee. Przed chwilą byłeś znacznie milszy, a teraz nazywasz mnie frajerem. To dopiero podłe — zaśmiał się, samemu odwracając się w stronę starszego, nadal stojąc jednak przy parapecie, o których wkrótce się oparł, mierząc Zacha spojrzeniem z drugiego końca pokoju. — Jasne, że mnie lubisz. Zawsze to wiedziałem — dodał, znów go zaczepiając; jakby chciał pokazać mu, że od samego początku było to całkiem jasne. Krzyżując ręce na klatce piersiowej, ślizgon nie oderwał od niego spojrzenia. — Myślałeś kiedyś o tym, jak wyglądałoby twoje życie, gdybyśmy się nie poznali? Jak myślisz, z kim spędziłbyś wtedy ten wieczór? — zapytał, odpychając się biodrami od parapetu, ruszając w kierunku starszego, przystając za oparciem kanapy, żeby nachylić się nad jego uchem. — Z jakimś innym studentem? — mruknął i zaraz po tym się wyprostował, ponownie podchodząc do sterty książek, którym przyjrzał się nieco dokładniej. — Ja myślę, że nie bawiłbyś się wtedy tak dobrze — dodał, bo w jego towarzystwie zapomniał o skromności; a do tego nie sądził, że ktokolwiek mógłby mu dać tyle, co on sam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyNie 13 Mar 2022 - 14:13;

Zacharius spojrzał na młodszego chłopca, nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu, który dość prędko pojawił się na jego ustach. I tym razem, dość wyjątkowo, nie był przygnębiający, jak przez cały ten wieczór, co pewnie jasno wskazywało na to, że myślenie o wyjeździe, sprawiało mu dużo bólu. Teraz czuł się nieco lepiej; dlatego, że Lars spędzał z nim ten ostatni, bardzo ważny dla niego, wieczór w Hogwarcie, jak i dlatego, że sam nie podkręcał tej smutnej atmosfery, przypominającej o tym, że nie wiadomo, kiedy znów się zobaczą. Dzięki jego podejściu, Zach nie myślał tak bardzo o tym, czy ich relacja to przetrwa; nie zakładał z góry czarnych scenariuszy, które być może miałyby jakiś wpływ na jego przyszłe funkcjonowanie i zachowanie względem ślizgona. Wszystko było w porządku, a przynajmniej na razie, gdy wiedział, że czekała ich jeszcze cała noc we wspólnym towarzystwie. Rhee zamierzał to jak najlepiej wykorzystać, by przez najbliższe miesiące, niczego nie żałować. Zamierzał więc mówić, jak i robić wszystko to, co chciał, by ostatecznie wiedzieć, że zrobił wszystko, co podpowiadało mu serce.
— No pięknie. Teraz zamiast pracować, będę zastanawiał się nad wyzwaniami, które będą dla ciebie wymagające — westchnął, jakby to naprawdę było dla niego problematyczne. A w rzeczywistości i tak pewnie ciągle by o nim myślał, co wydawało mu się całkiem naturalne, zważywszy na ich relację. Zach miał znajomych, lepszych i gorszych, ale to Hawthorn był osobą, która sprawiała, że częściej się uśmiechał, wierząc, że wszystko zawsze się ułoży. Chłopiec tak często przypominał mu o tym, że wszystko leży w jego rękach, a świat należy do niego i jego chęci, że krukon, na przestrzeni ostatnich lat, naprawdę zmienił swoje podejście do życia. Czuł wobec niego, ogromny dług i wdzięczność; chciał mu się odwdzięczyć za wsparcie, które otrzymywał i za poczucie, że nie jest sam, co cholernie potrzebował, będąc wystawionym na tak wrażliwe dla niego bodźce. — Nie martw się, Lars. Największym wyzwaniem twojego życia, zawsze będę ja powiedział obiecująco, rozciągając swoje usta w wesołym uśmieszku; bo teraz wierzył w to, że zawsze będą razem, urozmaicając swoje życia na różne sposoby. I może dlatego też, osiem lat później, tak desperacko chciał do niego wrócić, zapominając o szarej codzienności, którą ułożył sobie, by jakkolwiek zapełnić po nim dziurę.
Słysząc jego żartobliwy ton głosu, Rhee ponownie się zaśmiał, nie odrywając od niego spojrzenia; pokiwał energicznie głową, jakby potwierdzał to, jak męczące było przebywanie w jego towarzystwie. Choć starszy doskonale wiedział, że nie musiał mówić głośno, jak się przy nim czuł. Od bardzo dawna, dawał mu to prosto z mostu, by nigdy nie wątpił w szczerość jego uczuć. Zaraz jednak spoważniał, kręcąc głową; bo nigdy nie czuł się zmęczony ani jego towarzystwem, ani tym, co wspólnie ze sobą robili. Każdy spacer po błoniach, czy po zamku, był dla niego wyjątkowy, podobnie jak każda rozmowa i niezwykłe plany, które ze sobą dzielili. Chłopak zawsze to cenił, może nawet bardziej niż cokolwiek innego, bo to było właśnie to, czego potrzebował. Lars zdawał się go rozumieć, nawet jeśli czasami ich drogi nieznacznie się rozchodziły. Ale prawda była taka, że Zacharius to doceniał; wszystkie te różnice, które sprawiały, że mimo wszystko, ich myślenie było inne. Był wówczas w stanie, poznać inny punkt widzenia, dostrzec inne cechy, które nieco rozjaśniały jego umysł. A przede wszystkim, zachowywały swego rodzaju harmonię; bo czy przeciwieństwa się nie przyciągają? I nie uzupełniają? A Hawthorn czasami wydawał się być tą połówką, która najlepiej uzupełniała krukona. — Nie jestem zmęczony. Właściwie to myślę, że mam taką wprawę, że spełnianie twoich zachcianek, nie jest już dla mnie tak trudne — powiedział z widocznym rozbawieniem, nie mogąc pozostawić tego bez żadnego komentarza. — Pozory mylą? — zapytał, zauważając, jak ten mu się przygląda. I Zach naprawdę nie mógł przestać się uśmiechać. — Więc to miłe zaskoczenie, skoro zdecydowałeś się zostać na tak długo — stwierdził, przeczesując palcami zakręcone kosmyki włosów. — Mówiłem ci już wtedy, że ze mną nigdy nie będziesz się nudził — przypomniał mu uczynnie, spoglądając na niego nieco łagodniej; jednocześnie przez krótką chwilę, myśląc o ich pierwszym spotkaniu. Dlatego uśmiechnął się delikatnie, ponownie kiwając głową na znak, że zgadza się z jego słowami; prawda była taka, że niezależnie od tego, gdzie dokładnie znajdowaliby się, Zach byłby szczęśliwy, mając Larsa obok siebie.
Tego wieczoru, chcąc czy nie, poniekąd wracali do swoich początków. Nie odrywając zainteresowanego spojrzenia od młodszego, Zach mruknął w namyśle; powtarzanie sobie, że jest się wyjątkowym, niewątpliwie miało znaczenie i chłopak nie wątpił w szczerość jego słów. Zastanawiał się jedynie, co, jeśli na jego drodze pojawi się inna, nowa osoba, która będzie równie (jak i nie bardziej) wyjątkowa od niego? Co, jeśli pojawi się ktoś lepszy? Albo co, jeśli ich relacja już nigdy nie będzie taka sama jak wcześniej? Rhee nie był gotowy na zmiany. Nie był gotowy na poczucie, że jest gorzej, że nie ma tej magii, która łączyła ich jak wcześniej. Dlatego przełknął nerwowo ślinę, zaraz potrząsając głową, by wypić te, zatruwające jego umysł, myśli ze swojej głowy. — Tak bardzo lubisz komplementy? — zapytał złośliwie, próbując wybić się z tego nieprzyjemnego stanu. — Och, doprawdy? Jestem taki przewidywalny? — mruknął, wywracając oczami; nigdy niczego przed nim nie ukrywał, ale czy jego uczucia, naprawdę były tak oczywiste? Dopiero na jego pytanie, Zacharius pokręcił głową. Skoro miał wszystko, co tylko chciał, to nie zastanawiał się nad innymi opcjami. — Może sam? Może z moimi współlokatorami? — zaczął wyliczać, myśląc nad możliwymi scenariuszami. — Jeśli to właśnie to chcesz usłyszeć, to nie powiem ci, że widziałbym tu kogoś innego. Byłeś wyjątkiem od reguły. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecydowałbym się na taką znajomość — przyznał. I dopiero wyczuwając obecność za swoimi plecami, Zach uśmiechnął się krzywo. — Nie ma takiej opcji — mlasnął, odchylając głowę na oparciu, żeby na niego spojrzeć. — Mhm, Lars, jesteś jedyny w swoim rodzaju — przyznał, przymykając na chwilę oczy, by unieść lekko kąciki ust. — Przeczytaj mi coś. Chcę cię posłuchać — rzucił, wyciągając dłoń, żeby chwycić go za koszulę, ponad oparciem kanapy i pociągnąć w swoją stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyPią 18 Mar 2022 - 0:37;

To z pewnością będzie znacznie ciekawsze niż jakakolwiek praca. Chyba że masz zamiar zająć się poskramianiem smoków, bo to jednak mogłoby być fascynujące — zaśmiał się, krytykując monotonne schematy, których niektórzy dopuszczali się w swojej codzienności. Praca wydawała mu się dziwnie nudna; w końcu spełnienie zawodowe nigdy nie było jednym z marzeń młodszego. Lars chciał żyć pełnią życia; poświęcać się dla przygód i niezapomnianych wrażeń. Nie chciał więc zbyt szybko dorastać, zajmując się sprawami dojrzałych ludzi; i nie chciał też, żeby ten los spotkał Zacha. W końcu Rhee był najlepszym kompanem do nocnych wycieczek po szkole, jak i tych nieco bardziej ryzykownych działań; jak wiele mogliby więc zyskać, gdyby na przełomie lat nic się nie zmieniło? W gruncie rzeczy Lars często o tym myślał; nie chcąc szarej codzienności i nudy, która z pewnością ściągnęłaby go na dno, zastanawiał się, jak przyjemne byłoby spełnianie marzeń w towarzystwie starszego. I jednocześnie jak bardzo cieszyłby go widok szczęśliwego Zachariusa, który sam kierowałby swoim życiem, robiąc wszystko, na co tylko miał ochotę. Dlatego wydawało mu się, że kolejne miesiące mogły być przełomowe; szczególnie dla krukona, który miał przecież wkroczyć w dorosłość. Nie spodziewał się jednak, że w którymś momencie nie będzie już częścią tego wszystkiego. I może dobrze, że wtedy jeszcze o tym nie wiedział; to dzięki temu mógł przyglądać mu się z wyraźnym uśmiechem na ustach, nadal planując swoją przyszłość z myślą nie tylko o sobie, ale o jedynej osobie, o którą jakkolwiek dbał. — Wiesz, że potrafię poradzić sobie z tym wyzwaniem — stwierdził z zadziwiającą pewnością siebie; wiedział jak obchodzić się ze starszym chłopcem. Spędził w jego towarzystwie tak wiele czasu, by nauczyć się przy nim funkcjonować. Wiedział więc, co mogło go denerwować, a co sprawiało, że na jego twarzy pojawiał się uśmiech; była to nie tylko czysta praktyka, ale też chęć zrozumienia starszego, przez co teraz tak dobrze ze sobą współgrali. I choć Lars nigdy nie bał się wyzwań, tak to było dla niego całkiem szczególne; być może nieco przerażające. Bo przecież Zacharius był dla niego ważny; był jedyną osobą, która widziała w nim kogoś więcej. Hawthorn nie chciał więc bezpowrotnie go stracić; i dlatego też starał się dobrze o niego dbać. Wciągał go w swoje pomysły, a do tego nie myślał tego wieczoru o możliwych opcjach; czy Zach się oddali? Czy ich kontakt się urwie? Czy dość naturalnie o sobie zapomną? Bo chciał jedynie dać mu poczucie pewnej stabilności, pokazując mu, że nie zamierzał z niego rezygnować, nawet jeśli pewne sprawy miały się zmienić.
Lars nie sądził jednak, by któregoś dnia mógł się nim znudzić. Zach zaskakiwał go przecież na każdym kroku; szczególnie jeśli różnili się od siebie pod paroma aspektami, wyjątkowo dobrze się uzupełniając. Hawthorn lubił więc wysłuchiwać jego opowieści, lubił gdy krukon zawieszał skupione spojrzenie na książkach; lubił nawet świadomość, że czasem po prostu nie rozumiał jego zachowań, choć zawsze starał się je pojąć, poznając go bardziej i bardziej. I przede wszystkim lubił poczucie, że był dla niego istotny. A przecież Zach nie ukrywał tego szczególnie mocno, dlatego też ślizgon ponownie się uśmiechnął, znów robiąc to z widoczną dumą. Bo czy ktokolwiek znał go równie dobrze, co Rhee? Czy ktoś tak chętnie spełniałby jego zachcianki, wywołując jeszcze szersze uśmiechy na jego twarzy? — Chwalisz się, Rhee? — parsknął, choć sam sądził, że Zach miał ku temu powody. Do tej pory nikt nie był w stanie zbliżyć się do niego na tyle, co Zacharius; nikt nie był nawet blisko. To krukon znał go najlepiej i to on potrafił czytać z niego jak z otwartej księgi. Pozory rzeczywiście potrafiły mylić, jeśli Lars odtrącał od siebie innych, tak naprawdę nigdy niczego od nich nie oczekując; co znacząco zmieniło się, gdy wpuścił do swojego życia starszego chłopca. — To twoja zasługa. Byłeś całkiem przekonujący — zaśmiał się, dość mimowolnie powracając myślami do ich pierwszego spotkania, jak i paru kolejnych. — Właściwie nadal jesteś — dodał po chwili, bo gdyby Zach nie był w stanie go zainteresować, to Hawthorn pewnie szybko by z niego zrezygnował. Sam szukał przecież nieustannych wrażeń i pewnych emocji, które potrafił wyciągać z niego wyłącznie starszy chłopiec. Więc rzeczywiście nigdy się z nim nie nudził, nawet jeśli nie szlajali się po błoniach i nie naginali pewnych zasad, to Lars doceniał jego towarzystwo, chłonąc jego uśmiechy i zapamiętując, jak przyjemnie rozbrzmiewał w jego uszach śmiech krukona; na wszelki wypadek, gdyby jednak któregoś dnia miało się to urwać, a on sam mógłby zapomnieć o tym wszystkim. 
Hawthorn często myślał o ich początkach, zastanawiając się, czy cała ich znajomość była sprawką losu, czy zwyczajnego przypadku. I jeśli tylko było to zapisane w gwiazdach, to czy cokolwiek naprawdę mogło się zmienić, znacząco wpływając na ich relację? Lars nie był nawet pewien czy wierzył w przeznaczenie; doceniał trwającą chwilę oraz samego Zachariusa, który z pewnością wprowadził całkiem wiele do jego życia. I miał jedynie nadzieję, że nie skończy się to zbyt szybko. — Kto ich nie lubi? Dobrze wpływają na moje ego — zauważył, kiwając z przekonaniem głową; lubił komplementy, choć najbardziej zależało mu na tych od starszego. — Myślę, że to ja jestem spostrzegawczy — parsknął, nie odrywając od niego połyskującego spojrzenia; podobało mu się to, jak wykorzystywali te ostatnie chwile Zacha w Hogwarcie. Sam ślizgon na moment zapominał nawet o tym, że student miał wkrótce wyjechać, zostawiając go tu zupełnie samego. — Czyli nie znalazłbyś sobie drugiego Larsa, gdybyś mógł? — zapytał z nieco durnym uśmieszkiem, chcąc usłyszeć kolejne zapewnienie. — To ciekawe. W takim razie, czemu zdecydowałeś się na taką znajomość ze mną? Chyba jestem naprawdę wyjątkowy — stwierdził, nie ukrywając swojego zadowolenia. I uśmiechnął się znacznie cieplej, gdy Zach odchylił głowę, aby na niego spojrzeć. Wydawało mu się, że zawsze był pewnym wyjątkiem od reguły; jednak świadomość, że był nim także dla starszego, wydawała mu się mocno pokrzepiająca. Trzymając jakąś przypadkową książkę, którą znalazł na regale, Lars opadł na kanapę za sprawą krukona; rozsiadając się więc całkiem wygodnie po drugiej stronie, by mieć na niego dobry widok, Hawthorn przeniósł wzrok na mugolską publikację, którą ktoś musiał przemycić do Hogwartu, zostawiając ją w tej szczególnej komnacie. — Miłość, przyjacielu, to dym, co z parą westchnień się unosi — zaczął, skupiając się na tekście, gdy otworzył książkę na przypadkowej stronie. — To żar, co w oku szczęśliwego płonie — kontynuował, przelotnie zerkając na Zachariusa. — Morze łez, w którym nieszczęśliwy tonie — wymruczał, jeszcze przez chwilę wpatrując się w tekst. — Zadowolony? — rzucił, unosząc spojrzenie, żeby ponownie wlepić je w swojego przyjaciela. Dopiero wtedy zastanawiając się, czym właściwie mogła być miłość dla samego Zachariusa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyNie 27 Mar 2022 - 17:53;

— Nie brałem tej opcji pod uwagę, ale to całkiem kuszące — powiedział, jakby naprawdę zastanawiał się nad taką profesją, choć w rzeczywistości, mniej więcej już wiedział, czym powinien się zająć. Na ten moment wydawało mu się to najrozsądniejszą opcją z wszystkich; szczególnie, jeśli nie uda mu się dostać do żadnej lokalnej drużyny i będzie musiał myśleć o poważnej pracy, którą w odczuciu jego rodziny, było jedynie Ministerstwo. Poskramianie smoków wydawało się być interesujące i zapewniające dreszczyk emocji, których nawet Zacharius poszukiwał, by dodać kolorów swojemu życiu. Dlatego prędko uśmiechnął się, dochodząc do wniosku, że jeśli nie zostanie zawodowym graczem w Quidditcha, a zostanie aurorem przerośnie jego oczekiwania, to może poszuka szczęścia właśnie przy wszystkich tych, imponujących smokach. — Poza tym nie mów tak. Jestem pewien, że praca też może być… ciekawa — mruknął z nieprzekonaniem, jakby dopiero teraz dochodził do niego fakt, że wpadnięcie w sztywne ramy dorosłego życia, mogło być o wiele prostsze niż myślał. Bo nagle wyobraził sobie siebie samego w garniturze, siedzącego za biurkiem i modlącego się o jakieś zlecenia w terenie; nie był do końca przekonany czy taka wizja była czymś, o czym skrycie marzył. Monotonne schematy wydawały mu się przerażające; nie wiedział jeszcze, że w przyszłości, nie będzie mógł się z nich wyrwać. Bo gdyby wiedział, co czeka go w przeciągu ośmiu kolejnych lat, to od razu zrezygnowałby, podobnie jak Lars, poświęcając się przygodom i własnym uczuciom, które pociągnęłyby go tam, gdzie tylko chciał. Niestety, nie potrafił tego przewidzieć, dlatego niczego nie świadomy, wierzył, że wszystko po prostu samo się ułoży. — Zobaczymy, jak długo. Może któregoś dnia to będzie trudniejsze? — rzucił zaczepnie; bo nie myślał o niczym szczególnym, swoje słowa raczej pozostawiając w żartobliwym tonie. — Ale im trudniej, tym lepiej. Jaka jest zabawa, gdy wszystko idzie zbyt łatwo i zbyt szybko, prawda? — zapytał mimowolnie, wzruszając przy tym ramionami. Sam chłopiec wierzył, że staranie się o drugą osobę, było całkiem zabawne i wyzwalało w człowieku wiele kreatywności. — Z pewnością masz jednak bardzo rozległą wiedzę — zaśmiał się, zauważając jego pewność siebie, której nie zamierzał mu odbierać. Szczególnie dlatego, że Hawthorn rzeczywiście najlepiej wiedział, jak funkcjonuje Zacharius.
Słysząc jego słowa, Rhee naturalnie rozciągnął swoje usta w zadowolonym uśmiechu. Był z siebie dumny i gdyby tylko mógł, chwaliłby się na prawo i lewo, że to on był tą wyjątkową osobą, której udało się przedrzeć przez ten mur i zbliżyć się do Larsa. Wolał jednak zachować to dla siebie; jak słodką, pocieszającą tajemnicę, która napawała go dziecinną radością. — Mam się czym chwalić, nie sądzisz? — mruknął, nie przestając się uśmiechać. — Ach, no cóż — parsknął, odrywając od niego spojrzenie, by utkwić je w poruszającym się obrazie, jakby nagle zrobił się dziwnie zawstydzony. — Muszę być — dodał po chwili, pocierając swój nadgarstek; jeśli chciał zatrzymać go przy sobie na znacznie dłużej, to musiał być autentyczny i pewny siebie. A choć pewności siebie nigdy mu nie brakowało, to właśnie Lars sprawiał, że Zach nie miał sobie samemu nic do zarzucenia. A więc lubił komplementy z jego strony, podobnie jak sam lubił obdarzać nimi młodszego. — W to akurat nie wątpię. Myślę, że twoje ego może wybuchnąć, jak powiem coś jeszcze — mlasnął, mrużąc przy tym oczy. — Ach, no tak. Sprytny i spostrzegawczy. Pewnie dobrze mnie przeanalizowałeś — dodał, zerkając na niego z uwagą. Nigdy nikogo przed nim nie udawał; nie dziwił się więc, że po takim czasie, Lars mógł czuć się pewnie w jego towarzystwie. Wiedział niemal o wszystkim. — Myślę, że nie. Chociaż kto wie? — westchnął, przeczesując palcami swoje poskręcane kosmyki włosów. — Nie znam wszystkich ślizgonów w szkole. Może któryś byłby równie zachęcający — zaśmiał się, bo brzmiało to dość irracjonalnie, zważywszy na to, jak zapatrzony był w Larsa krukon. Dopiero po jego pytaniu, Zach mruknął z namysłem; wejście w tą relację, pozostawało dla niego samego, prawdziwą tajemnicą. Szczególnie, że żaden rozsądny i porządny uczeń, nie spotykałby się nocami z młodszym kolegą, żeby zbliżać się do niego, bez żadnych konkretnych zobowiązań. To nie był układ, w który wpakowałby się każdy. Dlatego musiała minąć chwila, by Zacharius mógł mu jakoś logicznie i szczerze odpowiedzieć. — Bo nikt inny nigdy nie sprawił, że czułem się w ten sposób — przyznał cicho. — Jesteś ekscytujący, Lars. I kiedy zostajemy sami… — westchnął, tym razem skupiając spojrzenie na jego tęczówkach. — Czasami wariuję. Polubiłem to uczucie, dlatego zdecydowałem się na tę znajomość — powiedział, kiwając przy tym głową; bo dopiero z czasem zauważył też, ile może zaoferować mu Hawthorn. — A potem okazałeś się być dobrym towarzyszem do innych rzeczy, może nieco bardziej poprawnych — parsknął. Obserwując, jak Lars wybrał książkę, Zach znacznie się ożywił, układając się nieco wygodniej na sofie. Uśmiechnął się delikatnie, wpatrując się w niego intensywnie, gdy ten zajął miejsce po drugiej stronie, zaczynając czytać. — To tyle? Podobało mi się. Przeczytaj mi więcej — powiedział, przesuwając się w jego stronę, by wyłożyć się na kanapie, układając łepetynę na jego nogach. Chłopiec wyciągnął dłoń, by musnąć palcami kartkę, z dołu spoglądając na tekst. — Albo daj, moja kolej — wysunął tom z jego rąk, przekartkowując powieść, dopóki jakiś fragment, nie przyciągnął jego uwagi. Bo moja miłość równie jest głęboka, jak morze, równie jak ono bez końca przeczytał z wolna, poprawiając głowę na jego udach. Im więcej ci jej udzielam, tym więcej, czuję jej w sercu dopowiedział, odsuwając książkę, by spojrzeć na niego z dołu. — Gdyby ludzie wyznawali sobie uczucia w ten sposób, to życie byłoby strasznie skomplikowane — stwierdził nagle, odkładając Romeo i Julię na klatkę piersiową. — O wiele łatwiej jest powiedzieć, że po prostu cię lubię i chcę spędzać z tobą czas. Teraz i zawsze — mruknął, nie odrywając od niego spojrzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyPon 28 Mar 2022 - 16:31;

A powinieneś. Chciałbym zobaczyć cię w takiej roli — rzucił zachęcająco, kiwając z przekonaniem łepetyną. Wiedział przecież, że Zach posiadał ogromną wiedzę, a więc praca ze smokami nie mogłaby być dla niego wielkim wyzwaniem; poza tym, wtedy Lars chętnie odwiedzałby go, gdyby ten wykonywał swoje obowiązki. Bo czy nie byłoby to fascynujące? Zarówno przyglądanie się starszemu, gdy ten próbowałby poskromić jakieś wielkie stworzenia, jak i sama ich obecność w pobliżu. Hawthorn uwielbiał wszelkie, wyraźne emocje, a więc i to sprawiłoby, że na jego twarzy pojawiłby się szeroki uśmiech; może nieco większy niż ten, który wkradł się na jego usta, gdy dowiedział się, jak właściwie potoczyło się życie Zachariusa i co właściwie robił przez osiem lat ich nadchodzącej rozłąki. — Zaczynasz gadać jak stary człowiek, a nie skończyłeś jeszcze szkoły. Jak chcesz być dorosły i chwalić pracę, to poczekaj do jutra, aż wsiądziesz do pociągu — wymruczał niczym zbuntowany dzieciak, który chciał sprzeciwić się wszystkim społecznym normom. Prawda była jednak taka, że sam również musiał podjąć się w przyszłości jakiejś pracy; musiał się utrzymywać i chciał zdobywać doświadczenie. Nie sądził jednak, by jego przyszła profesja mogła być akceptowana przez społeczeństwo; choć teraz nie wiedział jeszcze, czym właściwie będzie się kiedyś zajmował. I dlatego też nie myślał o tym szczególnie mocno, dochodząc do wniosku, że przyjdzie na to odpowiednia pora; w końcu pozostał mu jeszcze rok nauki i wykradania książek z biblioteki. Chciał więc w pełni wykorzystać swoją młodość, nie przejmując się rozterkami dorosłych. — A co, staniesz się któregoś dnia zupełnie niedostępny? — zaśmiał się, przechylając głowę do boku. — Możesz próbować, ale wiem, że mam przewagę. Nieskromnie przyznam, że niewiele osób mogłoby mnie zastąpić. No, chyba że uznasz kiedyś, że wolisz kogoś nudniejszego — rzucił, całkiem dumnie unosząc brodę. Był pewny siebie; szczególnie gdy chodziło o jego znajomość ze starszym chłopcem. Wiedział o nim naprawdę wiele, a do tego miał świadomość, że ich relacja wychodziła poza wszelkie granice. Nie obawiał się więc tego, że w bliskiej przyszłości straci swoje miejsce przy boku Zacha; wydawało mu się to przecież naturalne i proste. Dlatego też nie wierzył w to, że to nocne spotkanie będzie ich ostatnim przed długą przerwą, której nie będzie w stanie pojąć przez lata. 
Lars zawieszał spojrzenie na uśmiechu starszego dość automatycznie. Gdy tylko Zacharius unosił kąciki swoich ust, Hawthorn powtarzał ten gest, dość niewinnie wpatrując się w jego wargi; jakby miał zapamiętać ten widok na długie lata, mając świadomość, że wszystkie te uśmiechy należały do niego. Przewracając oczami, Hawthorn cicho się zaśmiał; bo rzeczywiście miał się czym chwalić. — Chyba będziesz musiał się odzwyczaić, skoro nie będę mógł chwalić cię tak często jak teraz — zauważył, cmokając z dezaprobatą. Bo przecież pewne rzeczy miały się zmienić; choć w tej chwili Lars podejrzewał, że jeszcze przez długi czas będzie mógł dawać mu powody do dumy. — Musisz być, żebym przypadkiem się tobą nie znudził? — zapytał z nieco większą uwagą. Podobało mu się jednak to, że Zach był przy nim zupełnie autentyczny; nie udawał osoby, którą nie był, a do tego mówił mu nie tylko o swoich marzeniach, ale też o najdrobniejszych obawach. To dzięki temu Hawthorn zyskał pewność, że ich relacja nie była powierzchowna i bezwartościowa. Więc i tym razem chciał dowiedzieć się, co dokładnie krukon miał na myśli. — Bez przesady, jeszcze nie rozrosło się do takich rozmiarów — mruknął, znów przewracając oczami; tym razem jednak z nieco kąśliwym uśmieszkiem. Bo słowa Zacha działały zadziwiająco dobrze na jego ego. — Żebyś wiedział. Już podczas naszego pierwszego spotkania wiedziałem z kim mam do czynienia — stwierdził, wzruszając obojętnie ramionami; jakby była to szczera prawda, a do tego żadna, wielka tajemnica. Choć prawda była taka, że poznawał go przez dłuższy okres, będąc nim coraz bardziej zafascynowanym. — Może. Całe szczęście, że nie będziesz miał już okazji, żeby się przekonać — odparł całkiem wesoło, bo lubił mieć pewność, że pewne rzeczy, jak i osoby, należały wyłącznie do niego; nawet jeśli żaden z nich nie wspominał o tym na głos. Nie chciał więc dzielić się krukonem i nie chciał też, żeby ten zawieszał wzrok na innych, równie zachęcających ślizgonach. Ich układ był przecież wyjątkowy; Lars nie chciał więc myśleć o tym, że ktokolwiek mógłby go zastąpić, sprawiając, że Zach byłby tym wszystkim jeszcze bardziej zafascynowany. Gdy jednak Rhee ponownie się odezwał, Lars ciepło się uśmiechnął. — Miłość od pierwszego wejrzenia? — rzucił nieco złośliwie, bo przecież nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Po chwili musnął jednak palcami jego policzek, podążając wzrokiem za opuszkami, które przesunął po jego żuchwie. — Kiedyś myślałem, że któryś z nas tego pożałuje — przyznał. — Ale chyba jeszcze nigdy się tak nie myliłem — zauważył, przenosząc spojrzenie na jego oczy; bo przecież nie wydawało mu się, że którykolwiek z nich chciałby cofnąć czas, byle móc wyplątać się z tej chwilowej relacji. — Nie wiem, czy inne rzeczy, które razem robimy, można nazwać poprawnymi — parsknął, zaraz jednak skupiając się na książce, dopiero po chwili spoglądając na Zacha, który wyłożył się na jego nogach. — Nie bądź zachłanny, Rhee — mlasnął, wypuszczając publikację z dłoni, gdy starszy postanowił wymienić się z nim rolami. Wysłuchując go więc w skupieniu, swobodnie wplątując palce w jego włosy, by jakkolwiek zająć swoje dłonie, Lars mruknął w namyśle. — Czy wyznawanie uczuć nie jest skomplikowane samo w sobie? — zapytał, spoglądając na niego od góry z wyraźnym zainteresowaniem. — Poza tym, jaką mogę mieć pewność, że te słowa będą zupełnie szczere? — mruknął, zastanawiając się jedynie, czy cała ta rozmowa była zupełnie przypadkowa, czy dotyczyła jednak czegoś ważniejszego niż fikcyjnych postaci z jakiejś mugolskiej książki. — I co właściwie oznacza zawsze? — dodał, pociągając za parę kosmyków jego włosów. — Słowa, nawet jeśli płyną prosto z serca, zawsze będą odrobinę puste, Zach — zauważył. — Jeśli chcesz komuś coś udowodnić, to powinieneś mu to pokazać — dodał; bo czy czyny nie były znacznie istotniejsze? Czy sam nie chciałby, żeby czyjeś uczucia przejawiały się nie tylko przez obietnice i zapewnienia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyPon 28 Mar 2022 - 17:41;

— Może kiedyś — powiedział, próbując ukryć nieco podekscytowany uśmiech, który pojawił się, gdy Zacharius pomyślał o tym, że taka wizja mogłaby przypaść do gustu młodszemu chłopcu. Zawsze chciał robić na nim dobre wrażenie, podobnie jak zawsze zależało mu na tym, żeby zwyczajnie mu się podobać i żeby zawsze zawieszał na nim zafascynowane spojrzenie; chciał, żeby robił to za każdym razem, gdy zerkał w jego stronę. Bo Rhee prędko polubił poczucie docenienia i uwagi, które dawało mu przebywanie w towarzystwie ślizgona. Poza tym poskramianie smoków, brzmiało jak dobra przygoda i jeśli student miałby podjąć się tego któregoś dnia, to chciałby spróbować tego z Larsem u boku. Podejrzewał, że jako duet w takiej pracy, spisaliby się całkiem nieźle. — Nie jestem stary! — oburzył się, patrząc na niego niemal z piorunami w oczach. Na co dzień zapominał przecież o ich dwuletniej różnicy wiekowej, mimo wszystko czując się znacznie młodziej. Poza tym, wiek to tylko liczba; Zacharius czasami zachowywał się jak rozpieszczony nastolatek, a nie jak absolwent, który wkraczał w poważne życie. Ale to może dlatego, że nigdy mu na tym nie zależało? Był ostatnią osobą, która chciałaby wpaść w jakieś sztywne zasady i zapomnieć o tej niewinnej radości, którą trzymał w sobie, nawet do tej pory. — Mogę dopiero zacząć się tak zachowywać, wtedy będziesz mógł powiedzieć, że zachowuję się jak stary człowiek — mlasnął z niezadowoleniem, jeszcze szturchając go w bok, jakby jego słowa, naprawdę go uraziły. — Próbuję się pocieszyć, żeby nie rozpłakać się pierwszego dnia na jakimś stażu — dodał, prychając cicho pod nosem. Wątpił, że taka opcja mogła być możliwa, ale niczego nie wykluczał. W stresie, Zacharius potrafił działać naprawdę chaotycznie i nieprzemyślanie; i jak się okazuje, nie miało się to za bardzo zmienić przez osiem kolejnych lat. Praca była jak kolejny etap w życiu, trochę nieunikniony, z którym Rhee zwyczajnie musiał się oswoić. — Ale z ciebie buntownik. Brakuje ci jeszcze rogów — parsknął, słysząc ton jego głosu; dlatego też stuknął palcem w czubek jego głowy, wskazując miejsce na atrybuty jakiegoś fantastycznego złośnika. Trochę zazdrościł młodszemu tego, że nie musiał o tym myśleć, na razie skupiając się na studenckich doświadczeniach i prostej nauce. — Mówisz, jakby to było niemożliwe — skomentował jego słowa, skupiając swoje zaciekawione spojrzenie na jego buzi. Wątpił, że mógłby z dnia na dzień, stać się dla niego chłodny i mocno zdystansowany. W końcu cenił sobie jego obecność w swoim życiu, podobnie jak nie wyobrażał sobie, czegokolwiek mu odmówić. Nie wiedział jednak, jak będzie wyglądać ich przyszłość. — Nuda niekoniecznie mi pasuje — odparł, uśmiechając się nieznacznie. Podejrzewał, że gdyby nie ich wszystkie spotkania, to Zach już dawno przyrósłby do książek, wpasowując się w stereotyp typowego kujona, dla którego nie liczyło się nic poza egzaminami i dobrymi wynikami.
Ten wieczór był wyjątkowy pod każdym względem. Rhee chciał, by zapadł mu w pamięć już na zawsze; chciał w wolnych chwilach przypominać sobie ich rozmowę, uśmiechy i przeszywające na wskroś spojrzenia. Zamierzał więc wyciągnąć z niego jak najwięcej, by przez kolejne lata, być może nie żałować, że nie usłyszał czegoś, na czym mogło mu zależeć. — Więc chwal mnie dzisiaj jeszcze więcej. Tak, żeby wystarczyło mi na kolejne tygodnie — poprosił, nie odrywając od niego wzroku, jakby próbował się nacieszyć niemal każdą sekundą, spędzoną w jego towarzystwie. Dopiero słysząc jego pytanie, krukon przechylił głowę na bok, zastanawiając się nad jego słowami. — Muszę być, żebyśmy oboje mogli mieć z tego jakieś korzyści — stwierdził, wzruszając niewinnie ramionami. — Żebyś nie przestawał być mną zainteresowany. Ani teraz, ani za dziesięć lat — dodał, co mogło być dość odważne, zważywszy na to, że ich znajomość nigdy nie miała być długoterminowa. — Doprawdy? — zaśmiał się, widząc, jak ten przewraca oczami. Dopiero na jego, nieco zawadiackie, słowa, pokręcił głową z dezaprobatą. Westchnął więc ciężko na wspomnienie o innych ślizgonach i uśmiechnął się ciepło; bo mimo wszystko, lubił poczucie, że Lars chciał go tylko dla siebie. — Wierzysz w takie brednie, Hawthorn? — parsknął na wspomnienie o miłości od pierwszego wrażenia. Zacharius wierzył bowiem, że w człowieku można było się zakochać, jedynie poprzez systematycznie poznawanie siebie nawzajem. Miłość od pierwszego wejrzenia, wydawała mu się potwornie płytka i powierzchowna. Mimo to, wyczuwając jego dotyk na swoim policzku, znieruchomiał, pozwalając, aby ten zrobił to, co tylko mu się podobało. — Może po prostu, poszło nam lepiej niż zakładaliśmy — odparł, nie chcąc, by młodszy odrywał palce od jego skóry.
Gdyby Zach wiedział, że wspólne czytanie książek może być tak fascynujące, to zaproponowałby mu to już wieki temu. Opierając głowę na jego nogach, jednocześnie skupiając spojrzenie na tekście, Rhee nie potrafił myśleć o niczym innym, jak o tym, jak dobrze się przy nim czuł. — Powinienem był kazać ci czytać już dawno temu. Naprawdę mi się to podobało — przyznał, uśmiechając się błogo, gdy tylko wyczuł palce ślizgona w swoich włosach. Dopiero po skończeniu czytania, Zach spojrzał na niego z dołu, zastanawiając się nad jego słowami. — Zakładam, że jest — odpowiedział ciszej. Gdyby wyznawanie uczuć było proste, to Rhee zrobiłby to już jakiś czas temu; a przez ich układ, czy nawet obawę przed zniszczeniem tego, co mieli, po prostu milczał. Zawsze jest jak… Jak pewność, że pewne rzeczy pozostaną niezmienne — podzielił się z nim swoim rozumieniem. Zsuwając książkę ze swojej klatki piersiowej i układając ją na podłodze, Zacharius nagle podniósł się do pionu, mimo wszystko nie odsuwając się od Hawthorna. — Myślisz, że czyny są lepsze od wyznań? — zapytał, skupiając spojrzenie na jego twarzy. Sam uniósł swoją dłoń, muskając nią jego policzek, a potem przesuwając palce na jego szyję, którą z wolną pogładził. — Czasami kosztują więcej odwagi niż słowa, więc może rzeczywiście, w kwestii uczuć, są bardziej autentyczne — przyznał, zabierając rękę, by tym razem musnąć opuszkiem palca jego nos, a następnie dolną wargę. — Ale mimo wszystko, uważam, że słowa też są ważne. Mogę na przykład powiedzieć, że nigdy o tobie nie zapomnę, bo nie spotkałem jeszcze drugiego takiego człowieka — powiedział, pochylając się nad nim, żeby musnąć ustami jego policzek. — Albo mogę ci powiedzieć, że chcę zatrzymać tę chwilę, żebyś sam mógł dowiedzieć się, co tak naprawdę czuję. Mógłbym powiedzieć ci wiele o tym, jak się przy tobie czuję albo jak mogę sprawić, że ty się poczujesz i mimo wszystko nadal byś nie wierzył w to, jak bardzo szczere są te słowa? — wyszeptał do jego ucha, zanim złożył delikatny pocałunek tuż przy nim. — Nadal potrzebujesz czynów, żeby ci to udowodnić? Czy to naprawdę ja byłbym tym zachłannym? — mruknął, wpatrując się w jego profil z namysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyPią 1 Kwi 2022 - 3:27;

Może kiedyś, brzmiało jak pewna obietnica przyszłości, w którą Lars naprawdę chciał wierzyć. Może kiedyś mógłby pogratulować mu zdobycia pracy i awansów, które chętnie by z nim świętował; chcąc uczcić każdą dobrą chwilę. Może kiedyś mogliby gdzieś razem wyjechać, zdobywając nieco więcej magicznego doświadczenia w praktyce. Może kiedyś ich relacja rozwinęłaby się jeszcze bardziej, dzięki czemu Hawthorn nie musiałby nawet myśleć o tym, na czym właściwie stali. I nawet dla niego, dla człowieka, który nie lubił tkwić w miejscu, przywiązując się do innych, była to naprawdę przyjemna wizja przyszłości. Ale tego dnia wolał skupić się na teraźniejszości i tych istotnych wspomnieniach, które tworzył wraz ze starszym. — Jesteś już dorosły. Ja za to mam jeszcze przed sobą sporo miesięcy, które spędzę w zamku jako student — rzucił z dość błogim uśmiechem na twarzy, jakby mimo wszystko doceniał świadomość, że mógł jeszcze dość beztrosko włóczyć się po Hogwarcie, nie myśląc o pracy ani o żadnych zobowiązaniach. — Będziesz mówił mi, co powinienem robić, a czego nie? A może zamierzasz wprowadzić do naszej relacji system kar i nagród? — zapytał niczym nastolatek, którym jeszcze do niedawna był; nieustannie prowokując wtedy Zacha, wciągając go w durne, szczeniackie dyskusje. Nie sądził przecież, by Rhee mógł być nudnym dorosłym, który przestałby wnosić do jego życia tak wiele barw i emocji. — Spokojnie, podobałbyś mi się nawet z brzydką miną od płaczu — pocieszył go z nieco durnym uśmieszkiem, nie chcąc, żeby Zacharius przejmował się tego dnia swoją przyszłością; a tym bardziej pracą, której zamierzał się podjąć. Wolał, żeby jeszcze przez kolejne godziny nie myślał o niczym, co sprawiłoby, że jego stres zacząłby narastać, a on sam nie potrafiłby zmrużyć oka w nocy, myśląc o tym, co właściwie czekało go w dorosłym życiu. — Daj mi jeszcze parę tygodni, a wtedy na pewno wyrosną. W końcu nikt nie będzie mnie tu pilnował — rzucił z rozbawieniem, jakby rogi rzeczywiście miały pojawić się na jego głowie; i to tuż po wyjeździe Zachariusa, który przecież nigdy nie prawił mu wielkich morałów, a do tego nie odciągał go od nieco nielegalnych pomysłów. Nie sądził więc, by wyjazd krukona wiązał się z większą swobodą, a jedynie z nudą i… samotnością. Dlatego wkrótce zmarszczył brwi, krzyżując ręce na klatce piersiowej. — Spróbuj, Rhee. Przekonamy się, czy jest to możliwe — rzucił dość prowokacyjnie. Teraz nie chciał wierzyć w to, że któregoś dnia ich drogi mogłyby się rozejść, a to, co ich łączyło, straciłoby na wartości. Lars nie był przecież świadom, że ludzie rozstawali się nie tylko ze względu na inne przekonania i kłótnie, po których nie chcieli powracać do siebie nawet spojrzeniem, ale też ze względu na przeciwności losu, być może strach i pewne niedomówienia, o których myśleli przez długie lata; zastanawiając się jedynie, jak mogli tego uniknąć. A więc sam nie wierzył w to, że cokolwiek mogłoby im zagrozić; że niedługo po ich ostatnim spotkaniu wszystko mogło tak brutalnie się zmienić. Wystarczyło jednak, że zauważył jego uśmiech i sam uniósł kąciki ust; z nudą rzeczywiście nie było mu do twarzy. I może dlatego Hawthorn łudził się, że będzie mógł nazywać go swoim przyjacielem przez kolejne lata.
A co później? Jak ci tego zabraknie, to odwiedzisz mnie w zamku? A może w snach? Słyszałem, że to możliwe — rzucił, dopiero teraz odnosząc się do przyszłości. Byli przecież do siebie przyzwyczajeni; mogli spotykać się każdego dnia, nigdy nie nudząc się swoim towarzystwem. Nagła rozłąka nie była więc czymś, o czym Lars skrycie marzył. — Za dziesięć lat — zacmokał pod nosem, myśląc o tym odległym okresie. — Wiesz, gdzie widzę nas za dziesięć lat? W jakimś odległym kraju. Ty byłbyś światową gwiazdą Quidditcha, a ja rzucałbym klątwy na wszystkie osoby, które przychodziłyby na twoje mecze, żeby cię poderwać — zaśmiał się z lekkim rozmarzeniem; jakby ta wizja wyjątkowo mu się spodobała. Ale może tym, co podobało mu się najbardziej, była pewna świadomość tego, że Zach częściowo do niego należał? — W miłość od pierwszego wejrzenia? Tylko jeśli ktoś dolałby mi amortencji do soku — podsumował krótko, bo nie sądził, żeby mógł zakochać się w innej osobie bez nieco dokładniejszego poznania jej; czy nie byłoby to nieco powierzchowne i fałszywe? Mógł więc być zainteresowany krukonem od ich pierwszego spotkania, ale swoim przyjacielem zaczął nazywać go dopiero po czasie; później zauważając też nieco inne, mocniejsze emocje, które towarzyszyły ich spotkaniom. Więc z pewnością poszło im lepiej niż początkowo zakładali. 
Lars uśmiechnął się z wyraźnym zadowoleniem, nie przestając pociągać za kosmyki jego włosów. Sam czuł się przy nim zaskakująco bezpiecznie i swobodnie; jak przy nikim innym. — Zmarnowałeś swoją okazję, Rhee. A mogliśmy urządzać sobie wieczorki poetyckie w każdy piątek — westchnął, nawiązując z nim kontakt wzrokowy. Mógł jednak spodziewać się tego, że sam szybko znudziłby się czytaniem, za każdym razem wyrywając książkę z dłoni Zacha, by powiedzieć mu, że powinni porobić coś znacznie bardziej ekscytującego. — To dość naiwne wierzyć w to, że cokolwiek jest pewne — zauważył, podważając zdanie starszego z jednego, prostego powodu; nikt nie obiecywał mu wieczności, a więc Lars prędko przestał wierzyć w jej znaczenie. Nie sądził, że zawsze było pewne, skoro własna rodzina nie chciała mieć z nim zbyt wiele wspólnego, a ludzie nie próbowali go nawet zrozumieć. — Myślę, że czyny nie kłamią — przyznał, spoglądając na niego całkiem spokojnie; chłonąc cały ten dotyk, który zapewniał mu teraz Zach, wodząc palcami po jego skórze. I tym razem wysłuchał go w ciszy, przymykając tylko ślepia, gdy Zacharius musnął ustami jego policzek. — Może wszystko zależy od tego, kto wypowiada te słowa? — zasugerował ciszej, ignorując to łagodne drżenie ciała, gdy usta starszego znów zetknęły się z jego skórą. — Nie wiem, czy mógłbym uwierzyć innym — przyznał, odwracając twarz w kierunku krukona; dopiero wtedy otwierając oczy. — Nie wiem nawet, czy chciałbym im wierzyć — zauważył, myśląc o tym, jak bezwartościowe wydawały mu się czasem opinie innych; i jak odmiennie traktował Zacha, gdy ten cokolwiek mu obiecywał, powołując się na szczerość swoich słów. Przyglądając się więc jego buzi w nieco większym skupieniu, czując to przyjemne ciepło w okolicy serca, Lars oparł głowę na jego ramieniu, myśląc o tym, jak błogo i swobodnie czuł się przy nim już od dłuższego czasu. — Ale z tobą jest inaczej, Zach — przyznał, obejmując go jedną ręką, chcąc momentalnie znaleźć się jak najbliżej starszego; jakby Rhee od zawsze był jakimś bezpiecznym schronieniem, od którego Lars nie chciał uciec. — Nie musisz nawet niczego mi udowadniać — wymamrotał w jego ramię; nie myśląc o tym, by po tych wszystkich słowach się od niego odsunąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyPią 1 Kwi 2022 - 12:32;

— Ciesz się, póki możesz. Nie zostało ci na to zbyt wiele czasu — stwierdził, mrużąc przy tym nieco złośliwie oczy, jakby nie chciał, żeby młodszy zapomniał o tym, że i jego czeka podobny los, za paręnaście miesięcy. To znaczy, wiązało się to jedynie z ukończeniem szkoły, bo krukon wiedział, że Lars bez względu na wszystko, pójdzie swoją własną ścieżką i będzie robił to, co będzie mu się żywnie podobało. I ta myśl naprawdę go uspokajała; sprawiała, że nie martwił się zbytnio o jego przyszłość czy szczęście. Zacharius miał przecież pewność, że Hawthorn potrafi o siebie zadbać i niewątpliwie to zrobi, niezależnie od tego, jak potoczą się ich życia. Zazdrościł mu jeszcze tej chwili beztroski, bezsensownego kręcenia się po korytarzach i dogryzania nauczycielom; Rhee zawsze to doceniał, ale teraz zależało mu na tym jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. — Nie zmarnuj ani chwili, Lars. Potem ciężko będzie wrócić, żeby to wszystko nadrobić — przypomniał mu uczynnie, posyłając mu nieco rozbawiony uśmiech, jakby tym samym zachęcał go do tego, żeby zaszalał, odpowiednio wykorzystując ten rok. Nawet, jeśli ten, nie będzie mógł mu w tym towarzyszyć. — Myślę, że nawet, jakbym zaczął stosować system kar i nagród, to i tak robiłbyś to, co ci się podoba — zaśmiał się, kręcąc z niedowierzaniem głową. — Myślę więc, że to może minąć się z celem. Chyba, że będzie to jakaś zachęta, żebyś dobrze się zachowywał? — zapytał z rozbawieniem wymalowanym na twarzy. Bo sama ta wizja wydawała mu się całkiem abstrakcyjna. — Mam ładną minę, gdy płaczę — westchnął, przesuwając dwoma palcami po swoim podbródku, by w ten sposób zaprezentować mu to, jak przystojny był, bez względu na swój obecny stan. Zauważając jego głupi uśmieszek, Zacharius parsknął, marszcząc lekko nos. Sam nie chciał już zbyt wiele myśleć o kolejnym dniu ani tym bardziej o kolejnych miesiącach. Spotkał się przecież z nim, żeby się odprężyć, żeby odpowiednio się z nim pożegnać, żeby jak najlepiej wykorzystać ostatnie wspólne chwile. Zupełnie tak, jakby miał odejść już na zawsze, jakby nie miał mieć już więcej takiej okazji. — Jestem ostatnią osobą, która mogłaby cię ograniczać — mlasnął, szturchając go lekko w ramię. — Szczególnie, że jeszcze nigdy niczego ci nie odmówiłem — przypomniał mu uczynnie. Bez względu na porę dnia lub nocy, zawsze na wszystko się zgadzał, dochodząc do wniosku, że jest w stanie zrobić dla niego naprawdę wiele. Nawet złamać kilka szkolnych zasad, żeby zobaczyć na jego ustach szeroki uśmiech. — Nah, na razie wolę cieszyć się z tego, że tutaj jesteś i wszystko jest w porządku — parsknął, nie chcąc myśleć o różnych możliwościach, doceniając jedynie fakt, że ma kogoś takiego jak Lars w swoim życiu.
Zach mimowolnie już wcześniej zastanawiał się nad tym, jak potoczy się ich znajomość po szkole. Co powinien robić, żeby odpowiednio o nią zadbać. Wiedział, że spotkania w szkole nie były możliwe, dlatego realnie liczył na to, że będą mogli widywać się na mieście albo że Lars będzie go regularnie odwiedzał. — Cóż, będę musiał jakoś sobie poradzić, prawda? — parsknął, wzruszając delikatnie ramieniem. — W snach? Muszę o tym przypomnieć. To nie jest najgorsza opcja, choć wolałbym czuć, że jesteś blisko, a nie tylko widzieć — stwierdził, ściągając nieznacznie brwi. W końcu, gdyby nie widział go przez długi czas i miałby w końcu okazję, żeby się z nim spotkać, to wolałby to zrobić naprawdę. I wysłuchując jego wizji ich znajomości i życia za dziesięć lat, Zach czuł się tak, jakby się rozpływał. Spoglądając na niego, Rhee uśmiechnął się ciepło, bo i jemu ta opcja, przypadła do gustu. — Byłbyś takim wiernym uczestnikiem, co nie ominąłby żadnego meczu? — zapytał z kąśliwym uśmieszkiem, przechylając łepetynę na bok. — To piękna wizja. Mam nadzieję, że któregoś dnia, naprawdę tak będzie — rzucił, nie mogąc wypchnąć tego obrazu ze swojej głowy. Naprawdę na to liczył, może nawet bardziej niż na cokolwiek innego. — Tak czułem. W tej kwestii jednak się z tobą zgadzam — parsknął, wzruszając niewinnie ramionami, dochodząc do wniosku, że polubił go z biegiem czasu, gdy zaczęli spędzać ze sobą więcej czasu i rozmawiać bardziej otwarcie.
Spędzanie tej nocy z Larsem, przypominało Zachariusowi, powrót do domu. Chłopiec czuł się swobodnie, bezpiecznie i ciepło; nie chciał, by ten moment się kończył. Dlatego korzystał z jego bliskości, wyginając usta za każdym razem, gdy młodszy mówił coś, co sprawiało, że jego serce biło szybciej. — Myślę, że te wieczorki byłyby naprawdę interesujące. Nadróbmy to, jak już skończysz szkołę — parsknął, jakby naprawdę myślał wtedy o czytaniu, a nie cieszeniu faktem, że Hawthorn być może, znowu będzie dla niego na wyłączność. Słuchając jego słów, krukon mruknął w namyśle. — Nie mówisz tego dlatego, że nikt tobie jeszcze nie obiecał wieczności? — zapytał cicho. — Też ci tego nie obiecam. Nie wiem, co to wieczność. Mogę cię za to zapewnić, że niezależnie od tego, gdzie się znajdziemy i jak będzie wyglądać nasza relacja, będziesz mógł na mnie liczyć — powiedział. Przyglądając się jego twarzy, Zach naprawdę nie wyobrażał sobie, że mógłby polubić kogoś do tego wyjątkowego stopnia. I gdy Lars oparł głowę na jego ramieniu, Rhee oparł policzek na czubku. Sam dość delikatnie objął go swoim ramieniem, od tych wszystkich emocji, wstrzymując nieznacznie oddech. Nie spodziewał się, że któregoś dnia, znajdzie się w takiej sytuacji, w której jego uczucia, wydawały się kompletnie przylgnąć do jednej osoby. Starszy przełknął cicho ślinę, czując jak nieco niekontrolowanie pieką go oczy. Sam zaczął więc gładzić go delikatnie po włosach, czując jak boleśnie ściska go serce. — Jesteś najlepszym, co mnie spotkało — wymamrotał cicho, ledwie słyszalnie, decydując się na to odważne wyznanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptySob 2 Kwi 2022 - 15:26;

Po prostu zazdrościsz, że zostało mi jeszcze trochę czasu. Ale spokojnie nie zapomnę o tobie, jak będę szlajał się po Hogwarcie, szukając nowych przygód — parsknął, unosząc wyżej głowę. Mimo wszystko doceniał jednak swoją sytuację. Sam przecież nie czuł się na tyle dorosły, by chcieć opuszczać zamek, poznając smak samodzielności. Chciał jeszcze przez paręnaście miesięcy dość beztrosko myśleć o swojej przyszłości, nadal jednak robiąc to, co wychodziło mu najlepiej; żyjąc chwilą. Ale czy bez Zachariusa mogło być to tak ekscytujące? Lars musiał jednak się przekonać. Nie miał innego wyboru jak przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, która była swoistym treningiem przed nadchodzącymi latami. — Jasne, że nie zmarnuję. Za kogo ty mnie masz? — westchnął, posyłając mu jednak dość tajemniczy uśmiech; miał przecież wiele planów na nadchodzący rok. I zgodnie z sugestią Zacha nie zamierzał zmarnować ani jednej chwili, pamiętając o tym, jak ulotne potrafiły one być. — Zachęta z pewnością by podziałała. No, o ile byś się postarał. Ale znam ciebie i twoje umiejętności, więc myślę, że dałbyś sobie radę — zaśmiał się, choć zapanowanie nad nim mogło wydawać się dość problematyczne, jeśli Hawthorn lubił chodzić swoimi ścieżkami, stawiając na swoim. I o ile nie miał problemów, by przeciwstawiać się innym ludziom, wytykając im wszystkie błędy, tak z krukonem było nieco inaczej. Lars nie traktował go przecież jak swojego wroga, czy nawet jak osobę, która nie miała dla niego żadnego znaczenia; a więc nie potrafił spoglądać na niego tak obojętnie, jak na innych. A co za tym szło, liczył się z jego zdaniem; testował więc granice jego cierpliwości z wyczuciem, a do tego starał się nie robić rzeczy, które mogłyby go zranić. Zach miał więc pewną przewagę nad innymi; o czym Lars doskonale wiedział. — Nikt nie ma wtedy ładnej miny — westchnął marudnie, znów próbując postawić na swoim. Nie mógł przecież przyznać mu racji, uznając, że nawet wtedy starszy mógłby być na swój sposób urokliwy. Wolał też nie widzieć łez w jego oczach. Byłoby to nowe doświadczenie, na które pewnie jeszcze nie był gotów. Bo nawet jeśli to przy nim poznawał świeże i nieco niezrozumiałe emocje, których nie odczuwał przy innych, to nie chciał widzieć go w rozpaczy; bo czy nie byłoby to bolesne nawet dla niego? Hawthorn nie miał się za szczególnie empatycznego. Nie sądził też, by problemy innych mogły być dla niego istotne. Ale co gdyby to Zach pojawił się przy nim ze łzami na policzkach, nie ukrywając swojego smutku? Wiedział przecież, że nie mógłby pozostać obojętny; a to nadal nieznacznie go przerażało. — To prawda. Chyba jednak mam szczęście, skoro trafiłem na tak specjalny okaz — rzucił, próbując zachować powagę; finalnie parskając jednak z nieukrywanym rozbawieniem. Nie wierzył przecież w stereotypy; szczególnie te dotyczące wszystkich, czterech domów. Nie sądził więc, że Zach był jakimś wielkim odstępstwem od normy; choć z pewnością odpowiadało mu to, że nie odciągał go od wszelkich pomysłów, wyjątkowo często mu wtedy towarzysząc, naginając przy tym wiele, szkolnych zasad. — I dobrze. Powinieneś robić to, co podpowiada ci serce, Rhee — podsumował, uśmiechając się dość dumnie. Bo przecież Zach nie musiał spędzać z nim tej nocy; nie musiał nawet się z nim żegnać czy przypominać mu, że nie zamierzał o nim zapomnieć. A mimo to siedział tu z nim, najwyraźniej ciesząc się chwilą równie mocno co Hawthorn. Lars nie mógł więc udawać, że wcale go to nie cieszyło.
Ślizgon wierzył w to, że jakoś sobie poradzą; że pomimo paru trudności, będą mogli regularnie się widywać, być może doceniając to jeszcze bardziej niż teraz. Dlatego uśmiechnął się szeroko, klepiąc go po ramieniu. — Spokojnie. Zadbam o to, żebyś miał pewność, że jestem blisko — obiecał mu dość odważnie, nie myśląc o wszelkich przeciwnościach losu, które miały stanąć im na drodze. Wolał zastanawiać się nad ich wspólną przyszłością, chętnie opisując mu swoje wizje i marzenia. — Chyba nie myślisz, że ominąłbym jakiś mecz? — rzucił z udawanym oburzeniem, jakby słowa starszego naprawdę go zraniły. — Miałbym siedzieć w domu i myśleć o tym, że jakieś obce panny się do ciebie ślinią? Możesz o tym pomarzyć — wymruczał. — No i muszę mieć pewność, że nie zapomnisz, jak się lata. Masz potencjał, Rhee. Więc przypadkiem go nie zmarnuj — upomniał go, chcąc przypomnieć mu, że nie powinien rezygnować ze swoich marzeń; nie, jeśli miał przy sobie osoby, które zamierzały go wspierać. Sam miał więc nadzieję, że ta wizja spełni się któregoś dnia; że dość regularnie będą powracać do tej rozmowy, wspominając to, jak beztrosko marzyli o czymś, co stało się rzeczywistością. 
Przebywanie w towarzystwie Zachariusa niosło za sobą wiele uczuć i emocji, których Lars nie potrafił dopasować do niczego innego, co mógł do tej pory poznać. Ich spotkania nie przypominały mu domu, który w przeciwieństwie do krukona, nie kojarzył mu się z niczym dobrym. Nie potrafił też porównać ich do innych relacji; a do tego nie znał niektórych tych uczuć przed wpadnięciem Zacha. I chyba właśnie dlatego nie potrafił nacieszyć się jego towarzystwem, zawsze chcąc od niego więcej. — W porządku. Nadrobimy wtedy wszystko, co będziesz chciał — zgodził się, podejrzewając, że nawet ich wieczorki poetyckie mogłyby okazać się fascynujące. Prędko zapomniał jednak o wszystkim, o czym myślał w tej chwili; skupiając się na wyznaniu Zacha. — Myślę, że ludzie rzadko kiedy chcą cokolwiek mi obiecywać — przyznał. — Ufam ci, wiesz o tym? — rzucił, czując to przyjemne ciepło, które zawsze rozlewało się po jego ciele, gdy Rhee dawał mu gwarancję wspólnej przyszłości. — I myślę, że ty też mi ufasz. Dlatego nie boję się o przyszłość — dodał, niemal roztapiając się w jego ramionach. Choć nigdy nie spodziewał się, że odnajdzie bezpieczeństwo i komfort w drugiej osobie. Słysząc jego kolejne, jeszcze odważniejsze wyznanie, Lars uniósł głowę, przez chwilę patrząc na niego w milczeniu, przykładając wolną dłoń w okolice jego serca, później kładąc ją na swojej klatce piersiowej; zastanawiając się, czy tylko jego serce chciało teraz wyrwać się na zewnątrz. Powtarzając jego słowa w myślach jeszcze przez parę sekund, Hawthorn posłał mu wyjątkowo łagodny uśmiech. — Myślę, że to ty jesteś najlepszym, co spotkało mnie — przyznał ciszej, jakby chciał, żeby usłyszał go wyłącznie Zach, choć nikt inny nie znajdował się w pobliżu. Bo tylko przy nim czuł się, jakby jego życie miało znacznie większą wartość; to przy nim potrafił odnaleźć samego siebie, nie mając się za element, który do niczego nie pasował. — Nie musisz mi tego obiecywać, ale postaraj się nigdy o mnie nie zapomnieć, jasne? — mruknął po dłuższej chwili; prosząc go o drobną przysługę. Bo nic nie przerażało go równie mocno, co świadomość, że Zacharius mógłby w pewnym momencie całkowicie usunąć go ze swojego życia, zostawiając go daleko za sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zacharius Rhee

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : wiecznie rozwichrzone włosy, głupi półuśmiech, rozbawione spojrzenie
Galeony : -196
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20731-zacharius-rhee#658042
https://www.czarodzieje.org/t20788-zacharius#662306
https://www.czarodzieje.org/t20787-zacharius#662305
https://www.czarodzieje.org/t20782-zacharius-rhee#662209
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptySro 6 Kwi 2022 - 18:33;

— Nawet ciężko mi to ukryć — rzucił marudnie, marszcząc przy tym nos. Pewnie był jedną z nielicznych osób, które doceniały szkołę i całą tą beztroskość. Raczej każdemu zależało na tym, żeby uwolnić się jak najszybciej i już więcej nie myśleć o klasówkach lub pracach domowych, a już tym bardziej o wszystkich tych egzaminach końcowych. Może nie każdy miał tak ekscytujące życie jak Zacharius, bo gdzieś pomiędzy nauką, znajdował czas na inne przyjemności, takie jak Lars, czy nawet gra w Quidditcha. Dzięki temu, nigdy nie czuł się tak, jakby pobyt w Hogwarcie, był realnie męczący. — O to jestem raczej spokojny. Dopilnowałem, żeby wiele miejsc, dobrze ci się ze mną kojarzyły — dodał, posyłając mu rozweselony uśmieszek. W końcu, mógł z dumą powiedzieć, że wiele pomieszczeń, mniej lub bardziej publicznych, pozostawiało w ich głowach, wiele dobrych i interesujących wspomnień. Nie wiedział, czy bez towarzystwa Larsa, kiedykolwiek zdołałby to zrobić; raczej kręciłby się przy tych oczywistych miejscach, nawet nie myśląc o tym, ile sekretów może skrywać taki zamek. — No nie wiem. Może beze mnie zwyczajnie się rozleniwisz — odparł kąśliwie, wywracając przy tym oczami. — Oczywiście, nie byłbyś sobą, gdybyś jakoś ciekawie nie urozmaicał sobie życia — skomentował jego uśmiech, unosząc dłoń, by palcami musnąć jego usta. Tak, by zapamiętać wszystko; ich kształt i to jak wyglądały, gdy rozciągały się w ten charakterystyczny, miły dla oka, sposób. — Wiesz, że jak mi na czymś mocno zależy, to potrafię to osiągnąć — powiedział, prychając cicho pod nosem. Nie wiedział jednak, czy system kar i nagród, przypadłby do gusta młodszemu; chyba, że sam by je sobie wybierał. — Powinienem więc nagrodzić cię za cały ten rok? — zapytał z rozbawieniem, teraz odgarniając kosmyki włosów z jego twarzy. Zupełnie tak, jakby nie mógł powstrzymać się przed tym subtelnym dotykiem; być może po prostu chciał się nim nacieszyć, gdzieś głęboko wiedząc, że prędko nie będzie miał drugiej takiej okazji. Nie wiedział przecież, czy jeszcze kiedyś będzie miał okazję poznać kogoś tak dobrze, że nie będzie się zbyt długo zastanawiał nad tym, co mówi lub robi. Być może zaczął nawet wierzyć w to, że każdemu przeznaczona jest tylko jedna taka osoba. I jeśli rzeczywiście, miało się takową przypisaną, to był pewien, że w jego przypadku, był to właśnie Hawthorn. Człowiek, który stanął na jego drodze nie przez przypadek. Naprawdę chciał w to wierzyć. Dzięki temu, nie musiał martwić się o przyszłość i mógł wierzyć, że bez względu na wszystko, zawsze się gdzieś odnajdą.
— Ja mam. Powinienem rozpłakać się na zawołanie, żebyś mógł to zobaczyć? — zapytał, wykrzywiając buzię w grymasie, mający do bólu przypominać ten, który towarzyszył mu przy płaczu. Ostatecznie jednak westchnął, dochodząc do wniosku, że aktorem nigdy nie zostanie. Mimo swoich słów, Zach cieszył się, że ten nigdy nie widział go płaczącego; to z pewnością nie był przyjemny widok. A choć nie bał się okazywać przy nim emocji, to nie chciał, by w jego głowie i przed jego oczami, pojawiały się takie obrazy. — Coś późno to doceniasz — westchnął, posyłając mu rozbawione spojrzenie, bo przecież zawsze czuł się zauważany. — Moje serce podpowiada mi, że chciałbym tutaj zostać — dodał marudnie, szturchając go przy tym w bok, jakby to Lars zmuszał go do wyjazdu, a nie wizja wejścia w dorosłość. A choć żartował, tak naprawdę liczył na to, że zawsze będzie mógł robić to, co chce. Nie podejrzewał przecież, że życie dojedzie go tak szybko i dość brutalnie.
Wpatrując się w niego ze skupieniem, Rhee dość odruchowo pokiwał głową, bo przecież nie miał powodu, by mu uwierzyć. W tym konkretnym momencie, nie zakładał nawet możliwości, że sam będzie osobą, która zniknie niemal z dnia na dzień. Uśmiechał się więc wesoło, wyobrażając sobie ich przyszłość o szkole i naiwnie wierzył w to, że naprawdę będzie tak, jak tego chcieli. — Mhm, mam nadzieję, że dobrze o to zadbasz — mruknął, uśmiechając się dziwnie słodko. — Prawie jak prawdziwy fan — parsknął, przyglądając mu się z nieco większą energią niż na początku ich spotkania. Może to dlatego, że Lars skutecznie odrywał jego myśli od tej ponurej atmosfery? — Och, tego na pewno chciałbyś uniknąć, co? Tylko ty możesz się do mnie ślinić? — zapytał retorycznie, jeszcze bardziej poszerzając swój uśmiech, jakby jego słowa mocno przypadły mu do gustu. — Skoro tak mówisz. Posłucham profesjonalisty — mruknął złośliwie; choć sam szczerze marzył o tym, by zostać prawdziwym zawodowcem i grać na najpopularniejszych stadionach.
Słysząc jego słowa, Zach naprawdę nie mógł doczekać się aż Lars skończy szkołę i do niego dołączy. A wtedy będą mogli robić, co im się żywnie podobało, nie patrząc na sztywne reguły. Liczył więc na to, że naprawdę uda im się wszystko nadrobić i że nikt nie będzie ich nigdy ograniczał. A przede wszystkim nie sami siebie. Spoglądając na młodszego, Rhee nie mógł pozbyć się tego uczucia, że najchętniej zatrzymałby go tylko dla siebie; choć wiedział, że było to wbrew wszystkiemu, co postanowili. — Ja chciałbym obiecać ci tak wiele, że czasu by mi na to nie starczyło, ale o wiele bardziej… Wolałbym po prostu to zrobić — stwierdził cicho. Słysząc, że ten mu ufa, Zach uśmiechnął się łagodnie i kiwnął głową; musieli sobie ufać, skoro tak szybko zaczęli dzielić się ze sobą, swoimi sekretami. Zauważając, że ten na niego spogląda, krukon uniósł pytająco brew. Zacisnął więc usta, słysząc i jego wyznanie, mając wrażenie, że jest bliski jakiemuś rozpadnięciu się na małe kawałeczki. Spojrzał na jego dłoń, na której zaraz ułożył tę swoją, splatając ich palce razem. Uniósł je do swoich ust i ucałował zewnętrzną stronę jego ręki, a potem musnął też wargami jego nadgarstek. — Nie żegnaj się ze mną wcale albo zrób to dobrze — mruknął, patrząc na niego z namysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lars Hawthorn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 58
  Liczba postów : 74
https://www.czarodzieje.org/t20785-lars-hawthorn
https://www.czarodzieje.org/t20784-lars-hawthorn
it's time to break hearts QzgSDG8




Gracz




it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts EmptyPon 11 Kwi 2022 - 4:04;

Ty też możesz dobrze się bawić. Nawet poza Hogwartem — przypomniał mu, żeby przypadkiem dorosłe życie zbyt prędko go nie pochłonęło. Jednocześnie jednak nie chciał, aby Zacharius zdobywał nowe doświadczenie bez niego; może było to samolubne, ale Lars nie potrafił wyobrazić sobie momentu, w którym ominęłoby go cokolwiek istotnego, podczas gdy sam musiałby nudzić się na lekcjach, w listach do starszego nieustannie narzekając na nauczycieli. — To prawda. Jak kiedyś za tobą zatęsknię i będę chciał wypłakać morze łez, to pójdę do któregoś z tych miejsc, przypominając sobie każdą minutę, którą tam spędziliśmy — stwierdził z nieco głupim uśmieszkiem, podejrzewając, że jeszcze parę razy zawędruje w znajome tereny; ale czy przebywanie w tych wszystkich, tajemniczych komnatach mogłoby cieszyć go równie mocno co teraz? Wydawało mu się, że lubił do nich powracać nie tylko ze względu na ich specyficzny klimat, ale też ze względu na krukona, który mu wtedy towarzyszył. — Nie mogę zanudzić się tu na śmierć. Muszę skończyć szkołę, żebyś zabrał mnie wtedy w jakieś fajne miejsce i żebyśmy mogli świętować — rzucił z wyraźnym zadowoleniem, jakby tylko to trzymało go przy życiu i zdrowych zmysłach. Prawda była jednak taka, że naprawdę mu na tym zależało. Chciałby już teraz wynieść się z Hogwartu, zaczynając swoje życie, daleko poza murami zamku; nawet jeśli nie był nawet pewien, czym właściwie miałby się wtedy zająć, to chciałby spróbować. Bo pomimo beztroski i pewnej swobody, które oferował mu Hogwart, Hawthorn był ciekaw tego, jak jego relacja ze starszym chłopcem mogłaby się rozwinąć, gdyby przenieśli ją na inny poziom, nie spotykając się już na szkolnych korytarzach, a w swoich mieszkaniach, czy na mieście, gdzie nikt nie mógłby im tego zabronić. — Przekonałem się. Nawet parę razy — parsknął, gładząc palcami jego dłoń, gdy Rhee uniósł swoją, muskając jego usta. — Dziwię się, że zaproponowałeś mi to dopiero teraz — westchnął, jakby czekał na to przez cały rok. I sam nie mógł nic poradzić na to, że dotyk Zacha zawsze na niego działał; czasem pchał go w stronę niepohamowanej desperacji, a czasem sprawiał, że usta młodszego wyginały się w dość ciepłym, dziwnym jak na niego i wyjątkowo łagodnym uśmiechu. Te subtelne muśnięcia jego skóry znów zmusiły go do wyraźnych reakcji; do wlepienia spokojnego spojrzenia w buzię krukona, a później do dość instynktownego uniesienia kącików ust. Bo chciał dokładnie to zapamiętać; byle móc odtwarzać te wszystkie gesty w swoich myślach, gdyby nagle zaczęło mu go brakować. 
Widzę, że nie masz. I nawet jeśli naprawdę byś się rozpłakał, to nie zmieniłbym zdania — stwierdził, szturchając go palcem w policzek, gdy twarz Zachariusa wygięła się w jakimś nieznajomym grymasie. Powstrzymując więc śmiech, Lars przyłożył obie dłonie do jego policzków, pociągając za jego skórę; jak każda ta nieznośna ciotka, która naruszała prywatność innych, tarmosząc ich policzki. — Wolę jak się uśmiechasz i robisz minę przemądrzałego krukona — rzucił, odrywając palce od jego twarzy, by oprzeć dłonie za swoimi plecami. — Lepiej późno niż wcale — mruknął, wzruszając ramionami; ważne, że w ogóle go docenił, nie zapominając o ich znajomości, gdy zaczęła ona odbiegać od pewnego schematu, do którego oboje planowali dostosować się od samego początku. — Twoje serce chce zostać przy mnie. To proste — zauważył, głośno wzdychając. — Ale niestety, Rhee. Nie możesz mieć wszystkiego. I tak dostałeś ode mnie całkiem sporo, więc teraz czas ruszyć w świat — stwierdził w nieco podniosłym tonie, jakby zaraz miał zacząć wygłaszać filozoficzne przemowy, które przekonałyby Zachariusa do wyjazdu. Choć nie chciał tego robić i to z jednego powodu; sam nie chciał po prostu, żeby Rhee zostawił go tu samego.
Lars z przyjemnością wyobrażał sobie, co mogło czekać na nich poza Hogwartem; ile właściwie mogło przynieść im odebranie dyplomów i świat dorosłych. A więc dość oczywiste wydawało mu się wplątywanie w to Zacha, który był przecież teraz dla niego najbliższy. Nie było drugiego takiego krukona, który aż tak by go fascynował; a do tego nie istniał właściwie żaden czarodziej, któremu Hawthorn tak bardzo by zaufał. — Jestem fanem. Myślisz, że przychodziłem na twoje mecze dla zabawy? Nie. Robiłem to dla mojego ulubionego zawodnika — rzucił całkiem dumnie, bo sam nie był fanem latania na miotle. Wydawało mu się to dość nudne, a do tego istniało prawdopodobieństwo, że mocno się poobija; sam więc rzadko kiedy pojawiał się na boisku, przez wiele lat nie chodząc na żadne mecze, które były przecież główną, szkolną rozrywką. I dopiero gdy poznał Zacha, zainteresował się tym nieco bardziej; żeby za nim nadążyć, a do tego w jakiś sposób go wspierać. — Nie ślinie się! — rzucił z wyraźnym oburzeniem. — Po prostu doceniam twoje umiejętności — stwierdził, jakby to właśnie o to chodziło mu od samego początku; jakby Quidditch naprawdę go fascynował. 
Prawda była jednak zupełnie inna, bo tym, co ostatnimi czasy fascynowało go najbardziej, był właśnie on; Zacharius Rhee, któremu Lars przyglądał się w ciszy. Ten, który miał nazajutrz wyjechać i być może o nim nie zapomnieć. — Będziesz mieć jeszcze wiele okazji, żeby to zrobić — zapewnił go, naprawdę marząc o tym, żeby czas zatrzymał się na choćby nawet krótką chwilę. Uśmiechając się nieco szerzej, gdy Rhee uniósł jego dłoń, przyciskając do niej wargi, Hawthorn potrząsnął głową. — Nie żegnam się — rzucił nieco marudnie, nadal nie dopuszczając do siebie myśli, ile właściwie mogło wkrótce się wydarzyć. — Ale gdybym kiedyś musiał to zrobić, to… — przerwał, wodząc wzrokiem za ustami starszego, które tym razem znalazły się na jego nadgarstku. — Musisz powiedzieć mi, jak powinienem to zrobić — dokończył. — Przeczytałem ci jakąś durną książkę — zauważył, przymrużając nieznacznie oczy. — Znalazłem komnatę, w której możemy spędzić twoje ostatnie godziny w zamku — dodał, opierając drugą dłoń na jego kolanie. — A do tego jestem tu z tobą — mruknął, kiwając lekko łepetyną, żeby pozbyć się paru, przydługich kosmyków włosów, które opadły na jego czoło. — Pewnie nie będziesz mógł o tym zapomnieć, a to oznacza, że byłoby to dobre pożegnanie — stwierdził nieco poważniejszym tonem, zaraz jednak powracając do zaczepnego uśmieszku. — Choć gdybyśmy naprawdę musieli się pożegnać, to zrobiłbym więcej, żebyś na pewno mnie nie zapomniał — dodał, znów robiąc to z wyraźną dumą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

it's time to break hearts QzgSDG8








it's time to break hearts Empty


Pisanieit's time to break hearts Empty Re: it's time to break hearts  it's time to break hearts Empty;

Powrót do góry Go down
 

it's time to break hearts

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: it's time to break hearts QCuY7ok :: 
retrospekcje
-