Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 [1] he knows me

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Miodowe końcówki włosów | Częste krwotoki z nosa i bóle głowy | Blada twarz i jasnoniebieskie oczy | Blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła | Blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze | Zazwyczaj unika kontaktu wzrokowego | Nosi mugolskie ubrania, bo są dla niego wygodniejsze
Galeony : 150
  Liczba postów : 757
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
[1] he knows me QzgSDG8




Gracz




[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty [1] he knows me  [1] he knows me Empty20/11/21, 11:28 pm;


Retrospekcje

Osoby: @Barry Markiewicz & Hawk A. Keaton
Miejsce rozgrywki: Hogwart
Rok rozgrywki: 2019/09
Okoliczności: po dość specyficznym spotkaniu, które miało miejsce w dniu rozpoczęcia roku szkolnego, drogi Krukonów ponownie się krzyżują
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Miodowe końcówki włosów | Częste krwotoki z nosa i bóle głowy | Blada twarz i jasnoniebieskie oczy | Blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła | Blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze | Zazwyczaj unika kontaktu wzrokowego | Nosi mugolskie ubrania, bo są dla niego wygodniejsze
Galeony : 150
  Liczba postów : 757
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
[1] he knows me QzgSDG8




Gracz




[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty Re: [1] he knows me  [1] he knows me Empty20/11/21, 11:46 pm;

Od paru dni szkoła wręcz huczy od plotek. Przemykam sobie bezpiecznie w cieniu przyjemnych wspomnień, które okalają moją duszę. Zbyt wiele z tego nie pamiętam, to oczywiste - uznałem za bardzo dobry pomysł wniesienie alkoholu w dość kreatywny sposób na rozpoczęcie roku szkolnego w Wielkiej Sali. Sam nie wiem, co mi strzeliło do głowy - może to, że nie byłem nieco przygotowany na to wszystko? Świadomość kartkówek i nadchodzących powoli sprawdzianów mnie przytłaczała już znacznie wcześniej? A może myślałem o tym, że znowu Patton postanowi wbić mi Trolla za spóźnienie? Konsekwencje mnie nie interesowały, interesowała mnie zabawa.
Gdy zaczęło mi się nudzić, przeszedłem poza obręb wspólnego spotkania i kolejnych, niespecjalnie intrygujących mnie ciekawostek w postaci nowych nauczycieli czy tam zapisów w kodeksie ucznia. Z łatwością gdzieś po kątach popijałem nieco więcej Ognistej, czując, jak procenty wypełniały moje ciało, a gdy usłyszałem kroki - wyobrażając sobie wielkiego i złego Craine'a - bez problemu postanowiłem chwycić za klamkę prowadzącą do schowka na miotły.
I to dzisiaj postanawiam spędzić przy nim chociaż kilkanaście minut, powracając nostalgicznie do tejże sytuacji. Każdy opowiada o pewnej dwójce Krukonów, którzy spędzili ze sobą nieco więcej czasu w pomieszczeniu, a ja za każdym razem powstrzymuję się przed lekkim, nachodzącym na twarz uśmiechem. Z czasem ilość osób w holu spada niemalże do zera, odgłosy cichną, zostaję sam. Przyglądam się jasnoniebieskimi tęczówkami w kierunku drzwi, wracając wspomnieniami do bycia uchlanym, do ust łączących się w kolejnych głośniejszych westchnięciach, do zwyczajnej, ludzkiej przyjemności i ekstazy.
Wspomnienia wręcz idealne; będzie co opowiadać na starość. Myślę, zastanawiam się, ale moje oczy zatrzymują się na sylwetce kogoś innego - na krótki moment bacznie lustruję jegomościa, wzruszając nieco ramionami.
- Słyszałeś? - postanawiam podjąć się rozmowy; kojarzę go, jesteśmy na tym samym roku. Zresztą, nic do niego nie mam, wydaje się być w porządku. - Jakaś dwójka postanowiła na początku roku skorzystać z uprzejmości schowka. Ciekawe, kto to był, cała szkoła huczy od plotek. - mówię jeszcze, oczywiście nie zdradzając, że to ja jestem jedną z tych osób. Ale kto powiedział, że zamierzam się z tym dzielić?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Barry Markiewicz

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 1.87 m
C. szczególne : Okulary na nosie | trzy niewielkie pieprzyki po lewej stronie przy ustach | A w ustach wiśniowe dropsy
Galeony : 242
  Liczba postów : 92
https://www.czarodzieje.org/t20799-barry-markiewicz
https://www.czarodzieje.org/t20823-karkarow
https://www.czarodzieje.org/t20822-relacje-barrego
https://www.czarodzieje.org/t20803-barry-markiewicz
[1] he knows me QzgSDG8




Gracz




[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty Re: [1] he knows me  [1] he knows me Empty23/11/21, 10:50 pm;

Zawsze miałem słabą głowę do trunków wysoko procentowych, ale też może dlatego, że nie tak często po nie sięgałem. Zaburzały moje pole widzenia, a z pewnością także racjonalność w podejmowaniu słusznych decyzji. Jestem młody, a młodość jak to zwykle bywa, niesie ze sobą głupotę, chyba tylko tak mogłem nazwać, to co stało się w schowku na miotły tego feralnego dnia zapamiętanego przez wszystkich aż do dziś. Taki numer na długo zostanie na językach innych uczniów i w mojej mglistej pamięci. Chociaż musiałem przyznać, że ta chwila niefrasobliwości dostarczyła ciekawych doznań. Na trzeźwo zdecydowanie mogłoby być to jeszcze lepsze. Gdybym tylko wiedział, kim był, ten co odważył się otworzyć drzwi do schowka na miotły? Nie wiedziałem. Siedziałem pijany, a gdy tylko wpadł w moje ręce, zrobiłem, na co miałem ochotę, nie myśląc ani chwili — oczywiście za obopólną zgodą. Nie byłem jakimś tam gwałcicielem.
Dlatego też co rusz przechodząc obok tego miejsca, wspominam to ciekawe doświadczenie, uśmiechając się pod nosem, tym razem nie jest inaczej. Zagaduje mnie zaraz jakiś chłopak, w sumie kojarzę typa z mojego rocznika — tak więc postanawiam wdać się z nim w pogawędkę o dwóch takich wychowanków Roweny Ravenclaw, którzy spędzili w schowku na miotły, troszkę więcej czasu niż było to dozwolone.
- Kto by nie słyszał? Praktycznie jak nie ma tematów do rozmów to każdy o tym gada.- Podejmuje temat, będąc tym jednym, który skorzystał z uprzejmości schowka. - No ciekawe. Z pewnością wiedzą o tym ci, którzy skorzystali z uprzejmości schowka. - Powtarzam jego słowa, ponieważ jakoś mnie to bawi.
- Żadnego śledztwa Doppler nie przeprowadzała? - Mówię o tej sławnej dziewczynie, co wstawia na wizbooka dziennikarskie artykuły, chociaż przecież plotkami się nie zajmuje.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Miodowe końcówki włosów | Częste krwotoki z nosa i bóle głowy | Blada twarz i jasnoniebieskie oczy | Blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła | Blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze | Zazwyczaj unika kontaktu wzrokowego | Nosi mugolskie ubrania, bo są dla niego wygodniejsze
Galeony : 150
  Liczba postów : 757
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
[1] he knows me QzgSDG8




Gracz




[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty Re: [1] he knows me  [1] he knows me Empty23/11/21, 11:21 pm;

Patrzę i rozmyślam. Powracam wspomnieniami, nie mogąc oprzeć się myśli, że była to całkiem ciekawa przygoda - no kto by się spodziewał, że próba ukrycia się przed najgorszym profesorem przyniesie takie korzyści. Jak to jednak w takich historiach bywa, moja znajomość z jegomościem zakończyła się na jednym wyskoku, a szkoda, bo na pewno zdecydowałbym się na jakąś bardziej kulturalną rozmowę przy mniejszej ilości piwa bądź po prostu kawie. Mimo to nie zamierzam ogłaszać się gdziekolwiek, że szukam chłopaka, którego miałem okazję nieco bardzo blisko poznać w idealnym miejscu, jakim jest schowek na miotły, w związku z czym mogę się tylko i wyłącznie zastanawiać. Krukońska ciekawość nakazuje mi jednak nieco baczniej się rozglądać - być może w moim umyśle rodzi się ta mała, dziwna iskierka, że nie będę stratny i jakoś uda mi się nawiązać kontakt z tajemniczym jegomościem.
Również nie jestem gwałcicielem, skąd - nie uważam, by to, co miało miejsce, działo się bez mojej zgody lub jego, nie zmuszałbym nikogo do czegoś, co by prędzej skrzywiło. Naładowany procentami nagle w sumie uznałem, że czemu w sumie nie, raz lunabalii śmierć, ciąży z tego nie będzie, to oczywiste i genetycznie niemożliwe. Na rozpoczęcie roku, no cóż, jest to perfekcyjna próba zaspokojenia własnego rozgardiaszu w głowie. Nie ma co, nauczyciele uzdrawiania byliby dumni - chyba już nawet są.
Poprawiam zatem nieco kosmyki włosów, które to przemieniają się w zależności od temperatury światła albo na ciemny blond, albo na jasny, by następnie zaczepić nieco znajdującego się nieopodal Krukona. W sumie kojarzę, że chyba Królowa Galeonów patrzy na niego z uśmiechem, bo coś mi zaświtało względem tego, iż posiada całkiem sporo pieniędzy. Nie wstydzę się, nie mam problemów z rozmową, choć zazwyczaj nie zwracam na siebie nadmiernej uwagi - więc też, nie muszę być jakoś specjalnie znany. Znajduję się w spektrum rozważnym, krocząc niczym kot, który nie chce zostać zauważony i ściągnąć przez to dodatkowe problemy.
- Niektórzy by się wyparli, uważając, że to nie jest ich sprawa. - odpowiadam zgodnie z prawdą, bo mimo wszystko znajdą się też i tacy, co uznają tego typu rzeczy za niewarte uwagi bądź reagują nadmiernie na myśl o bliskości dwóch przedstawicieli tej samej płci. Niespecjalnie zwracam na takie osoby uwagę, jeszcze mniej się tym przejmując. - Aż dziwne, że Irytek nie wszedł. Wezwałby Hampsona albo wyciągnąłby ich ze schowka bez większych problemów. - mruczę jakoby do siebie, teraz zauważając, jak dużo szczęścia miałem z nieznajomym, że nikt się o tym nie dowiedział aż nadto. Wiadome są tylko tożsamości person, nie ich twarze, imiona, na co mogę odetchnąć nieco z ulgą.
- Nie... nie kojarzę. Czekaj, aż sprawdzę... - wyciągam z torby Wizbooka, by następnie przymrużyć nieco jasnoniebieskie oczy, które uważnie zerkają na nowinki ze świata czarodziejskiego. Jak się okazuje, najnowsze wpisy niespecjalnie pławią się pod względem wartości merytorycznej. - Na razie nic nie widzę, więc albo przeprowadza śledztwo, albo pozostawia sprawę w pełni Obserwatorowi. Nie pytałem, ale ona chyba takimi rzeczami się nie zajmuje. - wzruszam ramionami, by odłożyć książkę. Może mi się nie zaktualizował magiczny serwis społecznościowy? - Barry, prawda? - pytam się, nieco podchodząc i wyciągając dłoń do przodu, z lekko odkrytymi przedramionami, gdy posiadam zakasane rękawy. Na prawej jawi się blizna, która pozostała pamiątką po niefortunnym lądowaniu jastrzębia; wygląda na wyjątkowo świeżą, ale też, jest częściowo zakryta. - Hawk. - przedstawiam się.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Barry Markiewicz

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 1.87 m
C. szczególne : Okulary na nosie | trzy niewielkie pieprzyki po lewej stronie przy ustach | A w ustach wiśniowe dropsy
Galeony : 242
  Liczba postów : 92
https://www.czarodzieje.org/t20799-barry-markiewicz
https://www.czarodzieje.org/t20823-karkarow
https://www.czarodzieje.org/t20822-relacje-barrego
https://www.czarodzieje.org/t20803-barry-markiewicz
[1] he knows me QzgSDG8




Gracz




[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty Re: [1] he knows me  [1] he knows me Empty25/11/21, 10:35 pm;

Od tamtego dnia usilnie rozmyślam od czasu do czasu, kim był chłopak, który wszedł do schowka. Z drugiej strony nie stawia mnie to w dobrym świetle, chociaż co mi tam jakieś światło. Teraz jak tak myślę, z pewnością nie była to jedna z moich odpowiedzialnych, mądrzejszych rzeczy — młodość kto ją tam zrozumie? Nie, żebym był rozwiązły, oczywiście mogłem zwalić to na alkohol, ale nie trawiły mną żadne wyrzuty sumienia, tylko jak na prawdziwego krukona przystało — ciekawość.
Nie poddawałem się cielesnym igraszką ot, tak, chociaż zauważyłem, że to z pewnością jest bezpieczniejsze niż całkowite zaangażowanie w relacje, nawet jeśli lubiłem konwersacje. Co mnie skłoniło do przesiadywania w schowku? Po pierwsze ledwo trzymałem się na nogach przez wysokoprocentowy napój, więc wolałem usiąść, a po drugie z pewnością zastanawiałem się nas sensem życia i jego chwilą, dlatego też nie należało marnować ani chwili dłużej więc poddałem się idyllicznemu, impulsywnemu momentowi.
Oczywiście, że było warto. Chociaż zastanawiałem się nad tym, czy było to racjonalne, to jednak ten życiowy moment nadał mojemu życiu głębszy sens — tak nie musiałem się doszukiwać kwintesencji, ponieważ całkowicie tego doświadczyłem.
Wydaje z siebie urwany śmiech, gdy chłopak przede mną mówi o Irytku, który nie zaskoczył tych namiętnych dzieciaków i Hampsonie, który z pewnością, gdyby o tym usłyszał, od razu teleportowałby się do schowka.
- Co to byłby za widok. - Mówię, oczami wyobraźni już widzę siebie i tego drugiego jak wyskakujemy pijani, półnadzy, pospiesznie naciągając na siebie ubrania.
Czekam, aż krukon sprawdzi wizbooka, sam zastanawiając się nad artykułami Doppler, które czasami przeglądałem. Z tego, co pamiętam, ślizgonka zajmowała się dość inną tematyką.
- No cóż, Obserwator na pewno tego nie przepuści. - Jestem pewny, że plotka o tych dwóch studentach, a nawet już nie plotka, nie rozejdzie się tak szybko po kościach. Z chęcią dowiedziałbym się, z kim miałem styczność dość głęboką, ale przecież nie ogłoszę się na wizbooku. Tajemnice zawsze nadawały życiu smaczek.
- Tak. - Wyciągam dłoń i zdaje sobie sprawę, że kojarzę imię mojego rozmówcy, ale to jednak nie to zaprząta mi głowę, a ta blizna, która na ułamek sekundy przyciąga moją uwagę. Wydaje mi się... Nie no, byłem przecież pijany. - Chodzisz po drzewach? - Żartuje, chcąc dowiedzieć się więcej na temat owej blizny, której nie widzę dość dobrze, ponieważ zasłania ją część rękawa.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Miodowe końcówki włosów | Częste krwotoki z nosa i bóle głowy | Blada twarz i jasnoniebieskie oczy | Blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła | Blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze | Zazwyczaj unika kontaktu wzrokowego | Nosi mugolskie ubrania, bo są dla niego wygodniejsze
Galeony : 150
  Liczba postów : 757
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
[1] he knows me QzgSDG8




Gracz




[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty Re: [1] he knows me  [1] he knows me Empty25/11/21, 11:02 pm;

Ciekawość pozostawia albo te dobre ślady, albo wręcz przeciwnie - nieprawidłowe, pozbawione większego sensu, które można wyrzucić poza schemat widzenia ludzkich oczu. Wyciągam metaforycznie dłoń do przodu, sięgam po to, co po prostu jest dobre i nie sprawia mi większych przykrości. Nie narzekam, nie pluję się, a wręcz przeciwnie, miło wspominam. To, co się wydarzyło w schowku, pozostaje w schowku. Czy ktoś powiedział, że jestem odpowiedzialny? Zapewne wiele osób, ale też, swoje rzeczy posiadam, swoje potrzeby również. A to, że oboje znajdowaliśmy się pod wpływem alkoholu, na pewno przyczyniło się do takiego, a nie innego scenariusza, ale nie mam czego w sumie się obawiać - życie wiele razy zaskakuje, a tym bardziej zaskakuje, gdy prosta czynność w postaci ukrycia kończy się... całkiem przyjemnie.
Racjonalność jest domeną tych, którzy wiedzą, jak ułożyć własne struktury życia. Jesteśmy młodzi, ciężko jest od nas zatem oczekiwać dorosłego, bardziej logicznego zachowania. Być może dlatego podoba mi się wiek, w którym to się znajduję; bez zmartwień, bez trosk, po prostu lgnę do tego, co najbardziej powoduje, że rzeczywistość nie jest ponura. Alkohol, papierosy - smak, jakiego zaznałem i smak, jakiego tak łatwo raczej nie odstawię. Może i Spencer z Delilah (nią szczególnie) niespecjalnie byliby dumni, ale dopóki wiele rzeczy nie dochodzi do ich uszu, mogę spać spokojnie. Jesteśmy ludźmi, lgniemy zatem do tego, co ludzkie i do tego, co wydaje nam się być częściowo zakazane. Czy to proste używki, czy niezobowiązujący seks - nie ma to żadnego znaczenia.
- Wyobrażasz sobie? Dwóch facetów, którzy musieliby się potem tłumaczyć na dywaniku. Szczerze to im współczuję. - może nawet lekko się uśmiecham, ale zazwyczaj jestem spokojny i statyczny. Trudno jest ode mnie oczekiwać nieco bardziej wybuchowego charakteru, co nie oznacza, że ludzie mnie unikają. Samo wyobrażenie konieczności tłumaczenia się przed dyrektorem niespecjalnie mnie cieszy, bo jestem - przynajmniej ja - w wieku, który spowodowałby wysłanie listu do rodziców. A tego wolałbym osobiście uniknąć.
- Nic tylko czekać na nowe informacje. - odpowiadam, choć mam nadzieję, że śledztwo tajemniczego detektywa hogwarckich nowości zostanie umorzone, a sprawa ucichnie. Co było, to po prostu minęło, ale i tak jestem ciekaw, czy kiedykolwiek będzie mi dane poznać typa, z którym mogłem nieco bardziej posmakować życia i ludzkiego ciała... nawet jeżeli było to tylko i wyłącznie w schowku, zapewne zakurzonym i niespecjalnie atrakcyjnym. Potem witam się i na szczęście pamięć mi nie zawodzi - ewidentnie daję sobie rady z przypomnieniem imienia znajdującego się nieopodal Krukona, do którego wyciągam dłoń.
- Jeszcze mi daleko wiekiem do demencji. - mruczę jakoby sam do siebie, by następnie zauważyć, jak ten spogląda na moją bliznę, która jawi się dość widocznie. Niespecjalnie się tym przejmuję, przecież w szkole jest wiele osób, które posiadają o wiele gorsze artefakty na ciele po mniej lub bardziej nieprzyjaznych wydarzeniach. - Drzewach? - podnoszę brwi do góry, bo kreatywność Barry'ego mnie nieco zaskakuje. Potem pojmuję, że jest to żart, a moje kąciki ust wędrują delikatnie do góry. - Skąd. Kiedyś chodziłem, ale dawno temu. - spoglądam na niego, by następnie odsłonić bardziej prawe przedramię, na którym jawi się potem skupisko blizn. Zgodnie z tym, jak sokół chciał oczywiście wylądować, czyli z jednej strony wierzchniej części trzy spore, z drugiej strony - jedna równie ogromna.
- Przez wakacje opiekowałem się mugolskimi i magicznymi ptakami. Interes rodzinny. - hodowla Keatonów jest całkiem znana, choć wiadomo - czasami uznawana za zbyt... skupioną na ptakach drapieżnych. A przynajmniej tyle zdołałem częściowo usłyszeć. - Uznałem za genialny pomysł, by zapomnieć o rękawicy, gdy trenowałem z sokołem. - trochę patrzę na bliznę, trochę na znajomego z kruczego domu. Niespecjalnie boli mnie żaden z widoków. - Potem głupio było mi z tym lecieć gdziekolwiek, więc uznałem, że sam się pobawię w medyka. Wiesz, żeby starzy się nie dowiedzieli... dlatego wygląda to tak, jak wygląda. - gdyby zastosować prawidłowo magię, nie miałbym po tym wydarzeniu żadnego śladu. Ale... przynajmniej mam o czym opowiadać.
- A ty? Chodzisz po drzewach, że pierwsze tym rzuciłeś, że masz po tym blizny? - odbijam sprawnie piłeczkę, opierając się o ścianę wygodnie i patrząc spokojnie w jego kierunku. Nie wiem czemu, ale trochę rozpoznaję ten głos, jakbym miał z nim kiedyś do czynienia, ale postanawiam zepchnąć to na dalszy plan - może zapamiętałem, jak ten odpowiadał przy tablicy?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Barry Markiewicz

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 1.87 m
C. szczególne : Okulary na nosie | trzy niewielkie pieprzyki po lewej stronie przy ustach | A w ustach wiśniowe dropsy
Galeony : 242
  Liczba postów : 92
https://www.czarodzieje.org/t20799-barry-markiewicz
https://www.czarodzieje.org/t20823-karkarow
https://www.czarodzieje.org/t20822-relacje-barrego
https://www.czarodzieje.org/t20803-barry-markiewicz
[1] he knows me QzgSDG8




Gracz




[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty Re: [1] he knows me  [1] he knows me Empty27/11/21, 09:59 pm;

Nie za bardzo zastanawiałem się nad tym, co by powiedzieli o tym moi rodzice czy znajomi. Chyba nie widzieli we mnie dzieciaka, który po pijaku grzeje się w schowku z kim popadnie. Właściwe nie z byle kim, chociaż nadal nie znałem tożsamości mojego schowkowego partnera. Być może nazwaliby to nieodpowiedzialnym zachowaniem, bo powiedzmy sobie szczerze, a gdyby to była dziewczyna? Wpadka, ciąża te sprawy — na szczęście kobiety bym nie tknął nawet po pijaku z dość oczywistych względów — nie stanąłby mi.
Odkrywanie mojej seksualności nie było łatwe, z początku myślałem, że jestem aseksualny, dopóki nie zacząłem zastanawiać się nad mężczyznami. Czy było w tym coś niestosownego? Nie. Chociaż w niektórych kręgach, a jeszcze wcześniej uznaliby mnie za chorego psychicznie i wtedy z pewnością musiałbym poddać się przymusowemu leczeniu, a w głowie miałbym tylko jedną myśl — nienormalny.
Tylko że to zazwyczaj w tej prowizorycznie normalności kryły się dewiacje. Nie miałem czego się wstydzić, aczkolwiek nie opowiadałem o swojej orientacji na lewo i prawo, ponieważ nie byłem w żadnym związku. Zresztą cały czas to martwiłem się swoim pechem, przez który odstraszałem potencjalnych kandydatów do bliższej relacji.
- Ja też. - Tak taka sytuacja z pewnością, zmusiłaby ich do tłumaczenia się przed dyrektorem. Na pewno nie byłoby to przyjemne jeszcze konieczność rozmowy z rodzicami, a także naganą i tym rozbawieniem rówieśników, którzy cieszyliby się, że to nie oni czy zazdrościliby? A może uważaliby ich za dwóch idiotów, bo kto tak robi? W duchu też liczę, że sprawa przycichnie. W tym wieku ciężko o spokojne lata nauki.
- Ptakami? - Znowu sypie pytaniami niczym prawdziwy śledczy. - Niebezpieczny ten rodziny interes. - Stwierdzam, nie mając pojęcia o zwierzętach, a tym bardziej sokołach.
- Brzmi ciekawie. Trenowanie sokołów, a na czym to dokładnie polega? - Zaciekawił mnie. - Oprócz tego, że można naznaczyć się dość interesującymi bliznami? - Zawieszam na dłużej swoje spojrzenie na jego prawym przedramieniu, nie mając nic złego na myśl.
- Nie z pewnością nie. Zresztą nawet jakbym miał ta magia jest lepsza niż mugolska medycyna estetyczna. - Powiadam, bo ewidentnie grzeszę swoim doskonałym ciałem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Miodowe końcówki włosów | Częste krwotoki z nosa i bóle głowy | Blada twarz i jasnoniebieskie oczy | Blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła | Blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze | Zazwyczaj unika kontaktu wzrokowego | Nosi mugolskie ubrania, bo są dla niego wygodniejsze
Galeony : 150
  Liczba postów : 757
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
[1] he knows me QzgSDG8




Gracz




[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty Re: [1] he knows me  [1] he knows me Empty27/11/21, 10:32 pm;

Nie jestem z tych, co opowiadają na lewo i prawo, co to zrobili i z kim to zrobili - uważam to za kwestię moją, prywatną, do poszanowania. Nie lubię pozować ani tym bardziej nie lubię być pozerem, choć przygoda w schowku była pierwszą, jaką mógłbym uznać w pełni za szaloną. Wiele moich wcześniejszych związków powstawało na dość krótki moment, trwający co najwyżej miesiąc. Szczęścia nie mam w tych sprawach, z nikim na razie nie wygląda na to, bym mógł stworzyć jakąś dłuższą relację. Nie ma co się dziwić w sumie - w tym wieku, w jakim się znajduję, ciężko o coś poważnego.
W moim przypadku seksualność nie pozostaje tematem tabu - pociągają mnie zarówno kobiety, jak i mężczyźni, różnica wieku też ma niewielkie znaczenie. Oczywiście w spektrum legalności, to jest wiadome. Niespecjalnie też mówię wszystkim, w jakich osobach gustuję i z jakiego powodu. Też, nie pytam się - jak trafiam na kogoś, kto mnie interesuje, te sprawy spycham gdzieś na bok, w końcu liczy się przede wszystkim uczucie i atrakcyjność. Uważam to za normalny element mojego życia, choć wiem, że niespecjalnie wszyscy przepadają za widokiem dwóch obściskujących się facetów. Wcale bym się nie zdziwił nawet na to, gdyby trafiły się jakieś nieprzychylne komentarze.
Przejmowanie się tym niespecjalnie mnie obchodzi - koniec końców to mój interes, z kim jestem w łóżku i co w nim konkretnie robię.
Wizję dyrektora teleportującego się do schowka i wymagającego tłumaczeń ode mnie i osoby, z którą spędziłem przyjemnie czas, muszę nieco przemilczeć na rzecz rozmowy o tym, skąd mam bliznę znajdującą się na ręce. Niespecjalnie mi to przeszkadza, choć nie wątpię, że może to być pewnym znakiem rozpoznawczym dla delikwenta, z którym to miałem styczność, gdy procenty w pełni mną kierowały.
- Tak, ptakami. - odpowiadam zgodnie z prawdą, bo jest to dewiza, która stanowi ważną część mojego życia. Na kolejne słowa podnoszę brwi, nieco zaskoczony, by następnie machnąć pod kopułą czaszki na to ręką. - Skąd. Nie jest niebezpieczny, nie stwierdziłbym tak nawet. Wypadki się zdarzają. - ręce zakładam na klatce piersiowej; ciężko o inną reakcję. - Poza tym, świat magiczny... jest specyficzny. Bardziej niebezpiecznym zawodem jest bycie aurorem czy nawet praca jako uzdrowiciel. - mówię wedle tego, co sądzę. Pierwsze wymaga narażania własnego zdrowia i życia dla bezpieczeństwa innych, drugie - podobnie, gdy trafi się nieprzyjemny pacjent.
- Przede wszystkim na nauce komend, nauce polowania i przynoszenia zdobyczy. Możesz tak wyszkolić jastrzębia bądź sokoła, by przynosił ci składniki do eliksirów. - spoglądam na niego z widocznym zaintrygowaniem, a im dłużej przysłuchuję się jego tonowi głosu, tym bardziej mam wrażenie, że go kojarzę. Może byłem pijany, może coś mi się tam źle zapisało w pamięci, ale im dłużej rozmawiam z Barrym, tym prędzej upewniam się w tym, że go znam. - Intrygujące? Prędzej powiedziałbym, że zwyczajne. - mruczę na jego kolejne słowa. - Ale zawsze można coś ciekawego dopowiedzieć w kwestii blizny i od razu historia staje się ciekawsza. - co prawda teraz tego nie robię, ale wiem, że ludzie bywają zaintrygowani tego typu śladami.
- A łaziłeś kiedykolwiek? - pytam widocznie zaintrygowany, bo w sumie nie szkodzi o to zapytać, a nie wydaje mi się, by Krukon był z tych, co lubią ryzykować. A może się mylę? Moje jasnoniebieskie tęczówki możliwe, że nieco błysnęły. - Ale równie kosztowna. Choć można zakryć niektóre ślady zaklęciami, tak nie zawsze czarodziej jest specem w danej dziedzinie. - odpowiadam zgodnie z prawdą, oparty o ścianę. Nadal mnie zastanawia to, dlaczego wydaje mi się, że znam chłopaka bardziej, niż mógłbym się tego po sobie spodziewać. Jestem spokojny, reaguję spokojnie, ale wrażenie nie ustępuje - jakby pewien aspekt utkwił mi w pamięci podczas tego dnia.
- Skądś kojarzę twój głos. - mówię, nie nawiązując jednak do sytuacji ze schowka i tego, co miało tam miejsce. Wolę to na razie zachować w tajemnicy, w związku z czym nieco się poprawiam i prostuję. - Jest bardzo miły dla ucha, jeżeli można tak powiedzieć. Trudny do zapomnienia. - czekam na jego reakcję, chcąc po niej dowiedzieć się, czy moje podejrzenia są słuszne, czy wręcz przeciwnie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Barry Markiewicz

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 1.87 m
C. szczególne : Okulary na nosie | trzy niewielkie pieprzyki po lewej stronie przy ustach | A w ustach wiśniowe dropsy
Galeony : 242
  Liczba postów : 92
https://www.czarodzieje.org/t20799-barry-markiewicz
https://www.czarodzieje.org/t20823-karkarow
https://www.czarodzieje.org/t20822-relacje-barrego
https://www.czarodzieje.org/t20803-barry-markiewicz
[1] he knows me QzgSDG8




Gracz




[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty Re: [1] he knows me  [1] he knows me Empty04/12/21, 08:01 pm;

Intryguje mnie chłopak stojący przede mną, patrząc na jego aparycje, z pewnością nie obraziłbym się, gdyby to on był tym drugim ze schowka, bo przecież pierwszym byłem ja, jeśli mamy na myśli uno w schowku. Momentami zastanawiam się, co mnie podkusiło, w końcu w magazynie na miotły panował mrok, taki, że jedynie co mogłem zrobić to poddać się namiętności, uczuciom i szaleństwu. Zapachu amanta nie mogłem zidentyfikować, bo oboje śmierdzieliśmy tak alkoholem, jakby nas kto zdezynfekował spirytusem.
Wracam wspomnieniami do tych chwil i ta blizna naprawdę zwróciła moją uwagę. Nie wiedziałem tylko jak mam spytać. Bo co miałem powiedzieć? Wystarczy, że użyje nieodpowiednich słów i się wyda, że to ja krzyczałem za drzwiami schowkach w ekstazie.
- Masz racje, jak tak mówisz, dochodzę do wniosków, że ja rysując sobie, mogę zaciąć się kartką. - To prawda, niektórzy wykonywali niebezpieczne zawody przez lata i nic im nigdy się nie stało. Może chodziło o coś więcej coś w rodzaju... Nie ważne co robisz, czasami zdarzają się wypadki, czasami to właśnie ty musisz się skaleczyć.
- Genialne. - Mówię zainteresowany jego rodzinnym biznesem szkolenia ptaków. Sam już marzę o takim jastrzębiu. - Ej a ile coś takiego kosztuje? Wiesz koszty treningu, taki drapieżny ptak? - Pytam, z ciekawości, chociaż pieniądze nie mają dla mnie żadnego znaczenia, ale czas. - Ile czasu zajmie to żółtodziobowi? - Zadaje w końcu to pytanie, na które najbardziej pragnę odpowiedzi.
- Co tam łażenie po drzewach, wspinaczki po ścianie skałkowej to dopiero coś. - Nie, żebym nigdy nie próbował wspiąć się na drzewo, ale zawsze mogłem sobie pozwolić na zajęcia niż samowolkę, co miało swoje plusy.
Jego ostatnie słowa sprawiają, że na moment napinam się jak struna. Może mnie przejrzał. Może przechodził wtedy obok tego schowka i słyszał, jak krzyczę, ale jego głos... Jego głos też wydaje mi się znajomy. Właściwie nic w tym dziwnego jesteśmy z tego samego roku. Sam nie wiem, mam lekki mętlik w głowie. Ta jego blizna nie daje mi spokoju.
- Dzięki, chyba mogę tak powiedzieć. Właściwie twój głos też wydaje mi się taki znajomy i to bardzo. - Uśmiecham się lekko, zaczynając coś podejrzewać.
- Wiesz, wracając do tych plotek... - Wskazuje na schowek. Wygląda, to jakbym zmieniał temat, jednakże mam zamiar jakoś Hawka podejść. - Było to dwóch krukonów, pragnę zauważyć, że to ktoś z naszego domu. Nie możemy wykluczyć, że to któryś z nas. Bo kto by się przyznał? Myślę, że odsiewając resztę domów, a także skupiając się na chłopcach, jesteśmy w gronie podejrzanych, nie sądzisz? Gdybyśmy przeprowadzili śledztwo, z pewnością odkrylibyśmy tożsamość schowkowiczów. - Poprawiam swoje lipne okulary, szczerząc się, jakbym właśnie palnął przemowę w stylu Sherlocka Holmesa, chce zobaczyć reakcje Keatona na mój wywód.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Miodowe końcówki włosów | Częste krwotoki z nosa i bóle głowy | Blada twarz i jasnoniebieskie oczy | Blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła | Blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze | Zazwyczaj unika kontaktu wzrokowego | Nosi mugolskie ubrania, bo są dla niego wygodniejsze
Galeony : 150
  Liczba postów : 757
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
[1] he knows me QzgSDG8




Gracz




[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty Re: [1] he knows me  [1] he knows me Empty04/12/21, 11:24 pm;

Być może to ciekawość ludzka spowodowała u mnie takie, a nie inne działanie. Kto zazwyczaj daje się wkręcić we wzajemny dotyk, tym bardziej, że tak naprawdę nie zna się drugiego człowieka? A znajdą się też i tacy. Można powiedzieć, że pewne rzeczy nie mają granic i jeżeli pozostawałbym w pełni szczery - tego typu czynności również. Ograniczanie się nie ma żadnego większego sensu, tym bardziej, że oboje tego chcieliśmy, a żaden z nas w pewnym momencie nie uznał, że nie chce. Brnęliśmy w to oboje, a konsekwencje w postaci plotek może i są nieco wyolbrzymione - dla mnie ta nadmierna sensacja to nic innego, jak próba odciągnięcia umysłu od nadchodzącej wielkimi krokami konieczności zakuwania materiału - niemniej również satysfakcjonujące. Jeżeli oczywiście własna tożsamość nie zostaje zdemaskowana.
Zerkam w kierunku chłopaka i pewne rzeczy stają się klarowne, natomiast umysł zaczyna podejrzewać, iż już wcześniej miałem z nim do czynienia. Ale czy moje podejrzenia są pewne? Na pewno pozostają wystawione na błąd ludzki, który muszę brać pod uwagę, bo może i schowkowego partnera ciekawie byłoby poznać - do tego w tym wydaniu - aczkolwiek zawsze intuicja może uznać, że to czas na czyste, niezobowiązujące kłamstwo. To, że oboje byliśmy pijani, wcale nie pomaga w identyfikacji - czy to głosu, czy ogólnie jakichkolwiek cech charakterystycznych, dzięki którym nieco łatwiej by mi było odszukać odpowiedni trop.
- I widzisz, o to właśnie chodzi. Ale nie wiedziałem, że rysujesz; coś konkretnego? Czy po prostu sam dla siebie? - pytam się o kwestię manualną, bo tego typu czynności zawsze są intrygujące. Artyści pozostają nieco w cieniu blasku i chwały innych artystów, a więc i możliwe, że nigdy nie miałem do czynienia z jego pracami. Wizbook rządzi się innymi nazwami, innymi ksywkami, a więc nic dziwnego, że wolę zadać nieco więcej pytań, aniżeli niepotrzebnie się zbłaźnić.
Podnoszę lekko brwi na to, jak Barry'emu podoba się hodowla jastrzębi i - w sumie, jakby nie było - innych drapieżnych ptaków. Zazwyczaj są to nieco bardziej niemagiczne sprawy, jako że wiele gatunków pozostaje poza leksykonem istot magicznych, aczkolwiek muszę przyznać - zaintrygowanie tematem daje nieco nowe możliwości.
- Różnie. W magicznym społeczeństwie nie ma zbyt wielu profesjonalistów, którzy się tym zajmują. Zazwyczaj cała kwota mieści się w obrębie kilkuset galeonów, zależności od tego, o jakim konkretnie treningu mówimy. - spoglądając na niego nieco zaskoczony, kontynuuję. - Od samego początku - gdzie jest to najważniejsze - czy jednak poprzez dostosowanie żyjącego już jastrzębia do nowego właściciela. Druga opcja, z wiadomych względów, jest zdecydowanie tańsza. - to oczywiste. Gotowy już ptak może mieć problemy z początkowym słuchaniem nowego właściciela, ale cały proces resocjalizacji został zakończony nieco wcześniej. - Takiemu żółtodziobowi żółtodziobowi, który nigdy nie zajmował się tego typu istotami... czy komuś, kto się nieco zna? - nieco zastanawia mnie to, czy Kurkon jest po prostu przekonany, że nie da sobie rady, czy naprawdę nie ma doświadczenia. - Myślę, że różnica czasu jest spora, ale zdecydowanie warta tego doświadczenia. Jak szybko się uczysz, to szybko i pojmiesz pewne tematy. Od kilku miesięcy do roku, półtorej. - odpowiadam na jego pytanie. Jest różnica między zdobyciem doświadczenia względem obycia z magicznymi stworzeniami a wytresowaniem. Mimo to wszystko tak naprawdę jest od siebie zależne.
- Wspinałeś się kiedykolwiek? Czy rzuciłeś czymś, co chciałbyś kiedyś zrobić? - podpytuję, bo też, zrobić coś a chcieć coś zrobić posiada w sobie odmienne podejście do tematu. Może z początku go nie doceniałem? Nigdy jakoś nie miałem okazji, by wspinać się po ścianie skałkowej, dlatego też mnie to interesuje. - Wiesz, jaki jest koszt tego typu atrakcji? - ciągle zadaję najróżniejsze pytania, zanim przechodzę oczywiście do jednej z kwestii, która zastanawia mnie bardziej, niż mógłbym się tego spodziewać.
Obserwuję reakcję Barry'ego, chcąc się upewnić, czy przypadkiem pewne elementy jego ruchów ciała, reakcji... nie zdradzają tego, iż coś w sobie ukrywa. Stawiam osobiście na otwartość i zdolność obycia z tematem do tego stopnia, by przekierowywać w pewnym stopniu rozmowę właśnie na niego; oczu nie mrużę, a zamiast tego na twarz przywdziewam lekki, widoczny uśmiech. - Nie zdziwiłbym się, gdyby to było z jakiejś przemowy na lekcji. Czy czegoś innego. - im bardziej brnę w tego typu tematy, tym bardziej zdaję sobie sprawę, iż pewne rzeczy stają się w jakimś stopniu klarowne - mniejszym lub większym. Wolę, żeby informacja, że byłem w schowku, dotarła tylko do jednej osoby - do tej, z którą miałem okazję spędzić nieco więcej czasu.
- Bawisz się w detektywa? - wewnątrz mnie pojawia się ziarenko, które powoduje, że nabieram nieco większych podejrzeń, ale postanawiam rozegrać to gładko i bez żadnych problemów. Im dłużej spędzam czasu na tej rozmowie, tym bardziej zaczyna mi się to podobać. - Mało kto by się przyznał, zważywszy uwagę na to, iż wiązałoby się to z potencjalnymi problemami w postaci rozmowy z opiekunem domu. Ten profesor Voralberg nie wygląda na kogoś, z kim chciałoby się ten temat omówić. - mówię o nowym nabytku w zakresie obowiązków osoby sprawującej opiekę nad wychowankami domu Roweny Ravenclaw. Gdyby ktoś się przyznał, to raczej musiałoby się to skończyć pogadanką w gabinecie, a nie podejrzewam, by ktokolwiek na obecną chwilę chciał z nim o czymś takim rozmawiać. W końcu kto miał przyjemność poznać, jaką jest osobą? No właśnie. Zaprezentowany wraz z nowym rokiem szkolnym, nie zyskał na razie wśród wielu uczniów stuprocentowego zaufania.
- Decydującym czynnikiem tego, czy jesteś w gronie podejrzanych, stanowi to, czy lubisz facetów. Jeżeli tak - możesz się zapisać na tę listę. - zaciskam dłoń na klamce drzwi od schowka z miotłami, spoglądając w jego kierunku i wykonując gest podbródkiem. Oczywiście, że o sobie nie mówię, prędzej interesuje mnie jego reakcja. - Może coś zostawili w środku? Jeżeli mamy od czegoś rozpocząć śledztwo, to od miejsca zdarzenia, panie detektywie. - zapraszam prostym gestem, wyjmując na tę okazję różdżkę, z której to końca jawi się światło użytego zaklęcia Lumos. Jeszcze tylko rozglądam się, czy ktoś przypadkiem nas nie obserwuje. - Zapraszam serdecznie. - mówię po upewnieniu się, że nie jesteśmy na celowniku potencjalnego obserwatora.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

[1] he knows me QzgSDG8








[1] he knows me Empty


Pisanie[1] he knows me Empty Re: [1] he knows me  [1] he knows me Empty;

Powrót do góry Go down
 

[1] he knows me

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: [1] he knows me QCuY7ok :: 
retrospekcje
-