Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Skąd : London
Galeony : 306
  Liczba postów : 299




Gracz






PisanieTemat: Ulica   Wto Cze 29 2010, 21:33

First topic message reminder :


Ulica


***


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Pon Lut 17 2014, 20:40

Przytulając się do Antoina, nie miała okazji zauważyć wyrazu twarzy Logana. Nie myślała o tym. W całym swoim jakże misternym i wyrafinowanym planie nie wzięła pod uwagę najważniejszego elementu - jego uczuć. Emocji, które nim w tej chwili targały. Mierzyła go własną miarą, bo ona z pewnością przybrałaby maskę obojętności. Okazywanie uczuć nie było jej mocną stroną. Nie lubiła tego. W większości przypadków grała, grała sztukę, którą widz chciał zobaczyć. Dopasowywała się. Prawdziwe emocje zostawiała dla siebie, w środku. Tłumiła je. Ale też nie zawsze się udawało. Czasem po prostu wybuchała. Wybuchała radością, wybuchała gniewem, żalem, smutkiem. I każdy, kto miał przyjemność ją poznać wiedział, że wtedy wygląda najlepiej. Najnaturalniej. Bez masek. Z emocjami wypisanymi na twarzy. Gdy ktoś raz ją widział w takim stanie, już ją znał. Zaczynał ją rozumieć. Jej osobowość, pokrętną teorię dotyczącą uczuć i emocji.
Dopiero gdy ją pocałował i puścił, miała okazję zobaczyć minę Logana. I wtedy o tym pomyślała. Że się myliła. Że to było najgorsze wyjście ze wszystkich. Nie zdążyła jednak zareagować, bo Logan ją odepchnął na bok i uderzył Ślizgona w twarz. Słychać było głośne chrupnięcie. Margo była wstrząśnięta. Jak to się stało, że do tego doprowadziła? Jak mogła taka sytuacja mieć miejsce? Logan? Ta oaza ciepła, spokoju i troski? Jak on mógł to robić? Te wszystkie pytania przemknęły przez jej głowę jak błyskawice, pozostawiając po sobie melancholię, żal i wstyd. Zachowała się jak idiotka. Jak totalna idiotka. Myślała, że może sobie tak po prostu manipulować ludźmi. Nie może. Właśnie widziała, jak to się skończyło.
Już myślała, że Logan znowu uderzy Bonneta ale on tylko go odepchnął. O ile można tu użyć słowa "tylko". Chłopak poleciał, uderzając o ścianę sklepu i upadł na ziemię. Margaret od razu do niego podbiegła, jednak nie mogła się pohamować i spojrzała w ślad za odchodzącym Ruthvenem. I zobaczyła w jego oczach coś, czego nigdy wcześniej tam nie było. Nienawiść. Wściekłość. Zimny płomień, mówiący "Trzymaj się ode mnie z dala. Nigdy więcej nie chcę cię widzieć na oczy". Wzdrygnęła się odruchowo i zajęła Antoinem. Starała się przypomnieć sobie wszystkie zaklęcia uzdrawiające. Szkoda, że nie pamiętała większości z nich.
-O kurwa, Antoine, tak cię przepraszam, ja naprawdę nie chciałam...- tłumaczyła się zmartwiona Maggie, co było zapewne dość niecodziennym widokiem. - T-t-y masz złamany nos, prawda? - zapytała z nutką niepewności w głosie. Chłopak cicho jęknął. Cholera, nieźle go musi wszystko boleć, w końcu łupnął plecami o ścianę, pomyślała Gryfonka. Mam nadzieję, że chociaż kręgosłupa sobie nie złamał... Nagle przyszło jej do głowy jedno zaklęcie. Jedno, przy którym uważała, bo zastanawiała się czy leczy tylko schorzenia fizyczne. Zaklęcie uśmierzające ból. -Asinta mulaf-powiedziała i wykonała ten specyficzny ruch nadgarstkiem. Oby to coś pomogło. pomyślała, spoglądając uważnie na Antka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto Lut 18 2014, 23:12

Szukając ewentualnych przyczyn zachowania tamtego skurwysyna, trzeba zwrócić uwagę na kilka czynników. Między innymi fakt prowokującego zachowania ze strony Bonneta, który gdy tylko zauważył jak tamten reaguje na całą akcje, jeszcze bardziej go denerwował. Uśmiechał się do niego szyderczo i w ogóle takie tam. Szczerze mówiąc Antoine nie spodziewał się takiego rozwoju wydarzeń. Liczył na to, że jak każdy kulturalny i CYWILIZOWANY człowiek sobie spokojnie pójdzie, chowając swoją złość do kieszeni, ewentualnie knując jakiś plan, jak pozbyć się Ślizgona. A tu nie. Jednak okazał się zwierzęciem, no ale nie uprzedzajmy faktów.
Kiedy tamto zwierzę ruszyło w kierunku Ślizgona, ten odruchowo złapał za różdżkę. Niestety, tamten był szybszy. Notabne, co za potwór. Nie korzystać z różdżki? To tak teraz, w XXI wieku walczą magowie? Za pomocą prymitywnych, mugolskich, metod? Hahaha. To może od razu powinno się gościa wywalić na zbity pysk z tej szkoły? W końcu, izolując go od magicznego świata, jedynie można byłoby coś zyskać. W każdym razie, został uderzony. I jego nos prawdopodobnie został złamany. Skurwysyn. Ale na tym się nie skończyło, bowiem pierdolnął nim jeszcze w ścianę. No, coraz ciekawiej. A po tym wszystkim odszedł spokojnie, jak gdyby nic. Zwierzęta. Zwierzęta. Całe zachowanie tego całego Logana, przypominało Antkowi walkę o samicę. A raczej desperacki atak w jej obronie, jednego z samców. Nie to było jednak teraz ważne, bowiem ten neardeltańczyk pozwolił sobie zrobić coś, co dodatkowo spotęgowało złość chłopaka – uderzył dziewczynę. Dobra, fakt, w zasadzie odepchnął, niemniej znacząco! Użył przemocy. Siły. W stosunku do kobiety. Nieładnie. Damski bokser.. W prawdzie, to świadczyło o jego wychowaniu i jego rodzinie, niemniej nie przeszkadzało to Bonnetowi w połamaniu jego rąk w odwecie za Margaret.
- Jest.. stabilnie.. – wysapał, próbując jakoś oddychać przez usta, co nie było takie proste, bowiem krew ściekała mu nie tylko z nosa, ale także zatokami do gardła. – Lepiej powiedz, czy z Tobą wszystko w porządku? – spytał, wyraźnie przejęty. Jego obrażenia znali już chyba wszyscy na Pokątnej. Pytanie, co z dziewczyną? – Niesamowite zwierzę,.. Z kim Ty byłaś i dlaczego o mnie zapomniałaś, szukając partnera? – zażartował. A może niekoniecznie? W każdym razie, próbował jakoś z całej sytuacji wyjść z twarzą. Bo okej, został zaatakowany, ale no kurde. Teoretycznie miał szansę do obrony, prawda? No właśnie. Tylko Ci gapiowie. Mogliby jej chociaż jakoś pomóc, albo nie wiem, opatrzyć jego nos. Nie, po co? Przecież najważniejsze to było stanie i patrzenie, a potem powtarzanie wszystkim.. – Dzięki. – wykrztusił cicho, wraz z krwią, gdy ta rzuciła proste zaklęcie. On sam w głowie miał pustkę. Nie myślał za bardzo o zaklęciach, co chyba nikogo nie zdziwiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sob Lut 22 2014, 19:28

Zwierzę? Nie. Margaret nie postrzegała Logana w takich kategoriach. Dla niej był przeszłością, do której nie miała sentymentu. Nie był skomplikowaną osobą, od pierwszego wejrzenia rzucała się w oczy emocjonalność chłopaka. Ale nie było w tym nic zwierzęcego, wręcz przeciwnie, można by powiedzieć, że był zbyt ludzki. Pozwalał, by kierowały nim emocje. Uczucia. Ale nie potrafił nad tym panować. Margo też kiedyś taka była, ale ta naiwność i brak samokontroli bardzo szybko zostały zredukowane do minimum przez życie. Inni ludzie lubią bawić się takimi osobami, wiesz? Patrzeć jak entuzjazm gaśnie, w oczach pojawia się przebłysk bólu. Słowa ranią. Czyny ranią. Ludzie ranią. Myślisz, że ona zawsze taka była? Że od urodzenia uważała, że miłość nie istnieje? Od zawsze uciekała od monotonii? Myślisz, że mając 5 lat też manipulowała niektórymi ludźmi? Wszystko ma swoją przyczynę. Przyczyna, skutek. Zawsze w tej kolejności. Nic nie dzieje się bez powodu, przypadki nie istnieją. Nie będę zagłębiać się w jej historię, bo nie o to chodzi, ale... tak. Potrafiła zrozumieć Ruthvena. Może to był ten najważniejszy, najbardziej podświadomy powód ich zerwania, że zbytnio przypominał jej ją samą przed x laty? Może.
- Ze mną? Naprawdę o to pytasz? - Margo nie mogła uwierzyć, że ten chłopak, który aktualnie wyglądał jak marionetka pozbawiona sznurków i rzucona w kąt, z krwawiącym nosem i Bóg wie jakimi jeszcze obrażeniami, pyta ją, czy wszystko jest okej. Nawet przez głowę przemknęła jej myśl, że może ma wstrząs mózgu lub coś w tym rodzaju, że nie myśli rozsądnie i plecie bzdury. Szybko jednak odrzuciła tą możliwość. - Tak, nic mi się nie stało. - odpowiedziała na pytanie, zastanawiając się, co jej się do licha mogło stać. Nie wpadła na to, że Antoine ma na myśli fakt, że Logan ją odepchnął. Następne pytanie wywołało zdecydowanie czarujący uśmiech na jej twarzy. - Hmm... Szukając partnera? To nie ja ich szukam, to oni mnie zawsze znajdują. - zaśmiała się. Zdanie było nieco bezsensowne, liczba mnoga wskazywała na to, że partnerów było wielu, ale Antek chyba tego nie wyczuje, prawda? W końcu nie jest w najlepszym stanie.
Tak, tłum faktycznie się zebrał tworząc wokół nich półkole gapiów. Najgorsze było to, że przechodnie, którzy nie widzieli tego wcześniejszego zamieszania też podchodzili, bo widzieli tłum, tłum zaś oznaczał, że dzieje się coś ciekawego. Nikt nie wpadł na to, by pomóc, dać chusteczkę, lub po prostu odejść i zająć się swoimi sprawami. Byli żądni sensacji, kontrowersji. Wytresowani w ten sposób przez media, przez kulturę, budzili w niej niesmak. Nie znali słowa prywatność? Wstała i już miała powiedzieć, że mogą się rozejść, bo do jasnej cholery, skoro nie pomagają, to niech się chociaż tak nie gapią i że ich obecność tutaj nie jest potrzebna, a gdyby to nie pomogło, to wrzasnąć, że przecież nie dzieje się nic ciekawego, gdy wtedy przez tłum przedarł się jakiś mężczyzna w długim czarnym płaszczu. Margaret aż odebrało głos. Nie wiedziała co powiedzieć. Bez zbędnych ceregieli, tłumaczenia się kim jest lub co tutaj robi, podszedł do Antoine'a i mruknął pod nosem jakieś zaklęcie, które zatamowało krwotok.
- Teraz ani drgnij, chłopczyku, chyba że chcesz mieć inny kształt nosa, niż ostatnio. - powiedział ponuro, a potem rzucił kolejne zaklęcie, które najwyraźniej sprawiło, że kość się zrosła. Potem jeszcze kazał mu wstać, a gdy stwierdził, że nie ma innych obrażeń, zwrócił się do nich obojga. - Następnym razem proponuję walczyć na zaklęcia, chyba,że wolicie nauczyć się wszystkich zaklęć uzdrawiających na pamięć. - rzucił, a potem spojrzał na tłum. - Oh, dajcie już im spokój! Musicie się tak bezmyślnie gapić? Nic ciekawego się nie dzieje. Możecie się rozejść. - powiedział, a w jego głosie było coś takiego, że trudno się było jemu sprzeciwić. Tak więc nie minęła nawet minuta a z półkola otaczającego Antoine'a i Margo nie została nawet jedna osoba. Facet w czarnym płaszczu też gdzieś zniknął, nie dając im szansy na nawet krótkie "dziękuję".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Pon Lut 24 2014, 23:57

Czy Logan był zwierzęciem? W jego oczach. Ale jakież inne zdanie, mógł mieć o człowieku, który ledwo po poznaniu go, daje mu w zęby? Nieważne, zasłużenie, czy nie. Atawizm. Z tym się nie wygra. Te.. pierwotne instynkty. Niektórzy nie mogli od nich uciec. A czy był bardziej emocjonalny i ludzki od innych, to już wcale Bonneta nie interesowało. Nie liczyło się. I tak zazwyczaj gardził takimi ludźmi. Byli nieprzystosowani. Nie wszyscy, zgoda, ale zdarzały się i takie przypadki. Poza tym. Tu nie chodziło o jego czyny, czy emocjonalność. Dla Bonneta wystarczającym powodem do zrobienia mu krzywdy było użycie przemocy na Margo. Już pal licho z nim. Ale tak na pewno nie zachowują się ludzie, myślący trzeźwo. To jedno mógł powiedzieć. Nim ewidentnie coś kierowało. Emocje? Pewnie tak. Gniew? Złość? Chęć powyrywania mu kończyn? Zapewne. Nieważne. Nie warto było się nad tym zagłębiać. Antoine i tak jeszcze z nim porozmawia. I spokojnie. Porozmawia Werbalnie. Przy użyciu słów.
I tak. Zapytał. Co w tym dziwnego, pewnie by nie zrozumiał. W końcu, kobiety i dzieci zawsze uciekały z tonącego statku prawda? Mężczyźni, Ci prawdziwi, byli zdolni znieść ból. To właśnie próbował zrobić. Prawda był dość mocno pogruchotany, ale najważniejsze, żeby tamtej nic się nie stało. Prawdopodobnie miałby coś w rodzaju wyrzutów sumienia, że nie mógł jej ochronić, gdyby tak nieopatrznie Reeve odniosła jakieś rany. Jak się jednak okazało, nic takiego się nie stało. Przynajmniej to był jeden z plusów sytuacji – Margo była cała. A w ogóle, to chciałem z tego miejsca powiedzieć, iż jego troska była uzasadniona – w końcu byli parą, prawda? I kij, że jakieś kilka minut, a od kolejnych kilku dobrych powzięli coś na kształt rozwodu. Grunt, że byli! – Cieszę się.. – rzucił jedynie chłopak, po czym mocno zakaszlał. Oj bolały żebra, bolały. Plus ten nos. Dławił się krwią, a co gorsza nie miał jej jak wypluć, odkasłać, cokolwiek bo za bardzo bolały go owe plecy. Ech..
- Oni Cię znajdują.. – powtórzył za nią, z uśmiechem. Lekkim i bolesnym, ale zawsze. – Sugerujesz, że teraz też tak było? Jakoś sobie nie przypominam, żebym Ci się oświadczał. Wydawało mi się, że wszystkie formalności i pierwszy krok i reszta należały do Ciebie.. – rzucił, a raczej rzucał, sporadycznie, łapiąc oddech. Przeklęty Logan. Choć z drugiej strony, należało mu się, prawda? Nie. Nie należało. Śmierć takim ludizom, jak on. Śmierć i przekleństwo. Miejsca pochówku jego podobnych, winny być święcone bogom podziemi. To by raz na zawsze załatwiło sprawę..
Szczerze mówiąc, ten cały tłok jakoś nie zrobił na Antku zbyt dużego wrażenia. Zasadniczo chłopak miał prosty plan. Wstać i ruszyć w kierunku św. Munga. Czemu? Bo idący ulicą ranni, zapijaczeni, bezdomni ludzie nie wzbudzają takich kontrowersji, jak skatowane nastolatki, leżące na ulicy bo ktoś ich wcześniej pobił. Na szczęście, nagle znikąd pojawił się ten gość. Bonnet miał pewne obawy. Zwłaszcza, kiedy go zobaczył. Pomyślał w pierwszej chwili, że to może właśnie już idą po niego z Munga. Nic taiego się nie stało. Tajemniczy człowiek jedynie zatamował krwawienie i przywrócił nos do ładu. Bolało. W chuj. I ta uwaga o walce na zaklęcia. Antek sam do końca nie wiedział, co go bardziej uraziło. Zachowanie Logana, czy słowa mężczyzny..
W każdym razie, kiedy już zniknął, a tłum powoli począł się rozchodzić, Bonnet delikatnie się podniósł z ziemi. Po chwili wstał. Wszystko go bolalo. Ale na to nie było sposobu. Swoje musiał odleżeć. – Mam nadzieję, że się udało i nie będzie Cię nękał. – powiedział jeszcze z uśmiechem do Margo, powoli stawiając kroki w sobie tylko znanym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sob Mar 01 2014, 20:14

Nie mówmy już o Loganie. Nie określajmy go miliardem różnych słów, które nie powiedzą o nim nic a zaledwie zdradzą nasze podejście do niego. Nie krążmy wokół tego tematu. On poszedł. Namącił i uciekł. Wszystko się działo teraz między nimi, między Antoinem i Margaret. Swoją drogą to zabawne, bo mieli do siebie stosunek dość obojętny. Znali się? Zapewne. Może z widzenia, a może nawet parę razy rozmawiali. Tyle że... żadne z nich nie nazwałoby tej drugiej osoby przyjacielem czy też przyjaciółką. To słowo w obydwóch przypadkach określało niewielką grupkę osób. Bardzo niewielką. Takich jak oni nie kochają tłumy, a zaledwie pojedyncze jednostki. O ile można to tak nazwać.
Nie uciekali z tonącego statku. Stali na twardym lądzie, pośród nielicznych grud brudnego śniegu. I to, że chłopak ją popchnął, nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Nie bulwersowała się, nie złorzeczyła, że jest damskim bokserem. On by jej krzywdy nie zrobił i była tego pewna. Nie chciała tego, ale tak, dobrze go znała i wiedziała, że nie posunąłby się aż tak daleko. A Antoine... no, gdyby zrozumiała tą jego troskę o jej stan to z pewnością by się pięknie uśmiechnęła i dodała mu w myślach takiego plusika. Albo nawet dwa. Bo co jak co, ale uwielbiała dżentelmenów, ten gatunek na skraju wyginięcia. Byli parą przez pięć minut? Hmmm. Powiedzmy. Ale coś ten ich związek chyba się zakończył w momencie gdy Antek oberwał w twarz, nie sądzisz? Chociaż może kiedyś jeszcze znów będą musieli udawać, grać ponownie tą samą sztukę... i może kiedyś przestanie to być udawanie, wcielanie się w role. Może. Aktualnie Margo nie była zainteresowana pakowaniem się w związki, które zwyczajowo kończyły się smutnymi dramatami. Mało, oj mało było byłych, z którymi miała dobry kontakt. Dziwne? Nie, to chyba normalne. Ale smutne.
-To był wyjątek od reguły. - uśmiechnęła się szeroko. Tak, chłopak był dowcipny i bystry. Dopisała kolejne dwa, lub też cztery (bo to przecież bardzo ważne cechy) plusy. Należały mu się.
Powiem szczerze, że choć na początku mężczyzna w czerni ją przestraszył, to po chwili już się uśmiechała, słysząc jego cięte uwagi i minę Antka, którego najwyraźniej to irytowało. Ale cóż w tym dziwnego, że dziewiętnastolatek nie lubi jak ktoś do niego mówi "chłopczyku"? Antoine wyraźnie był tym urażony, a świadcząca o tym mina niesamowicie ją rozbawiła. No, na nią też się może pogniewać. Kiedy facet odszedł, Ślizgon powoli wstał, powiedział coś do niej i zaczął iść w inną stronę. Może to dziwne, ale nie zdążyła odpowiedzieć, bo on już się odwrócił i szedł. Patrzyła na niego i toczyła walkę w myślach. Podejść czy nie podejść? Zawsze można przecież wysłać sowę z podziękowaniami i tyle. Na szczęście (a może nie?) odezwał się w niej duch Gryffindoru. Zawołała go i podbiegła do niego, bo nawet w tym swoim wolnym tempie zdążył już kawałek odejść.
- Antek... dzięki. Mam u ciebie dług wdzięczności. - powiedziała, z lekkim uśmiechem. Co teraz? Odejść i pójść w swoją stronę? Czekać? W ramach podziękowań gdzieś zaprosić? Cholera. Nie była dobra w te klocki bo zawsze działało to w drugą stronę. Nie odnajdywała się w tym. Napawaj się tym widokiem, Bonnet. Mało kto miał kiedykolwiek okazję widzieć Margo gdy nie wie co ma zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Mar 02 2014, 21:00

Tak. Mówienie o nim było bez sensu. Myślenie także. Poza tym, o nieobecnych się nie mówi, prawda? Prawda. Stąd też właśnie. To było bez sensu. W każdym razie, czy namącił i uciekł, nie był Bonnet taki do końca pewien. Po prostu pokazał kto tu rządzi. No i dał swojej złości. Przypuszczalnie niejeden mężczyzna na jego miejscu zachowałby się podobnie. To są właśnie atawistyczne instynkty. Te pierwotne pragnienia. Niestety, oprócz tak oczywistych rzeczy, jak zaspokojenie głodu, czy popędu seksualnego były tam także te związane z uczuciami wyższymi – na przykład poczucie stabilności, chęć miłości, czy zemsty właśnie. On to zrobił. Nawet jeśli nos Antoine’a został nastawiony bardzo szybko, szybciej niż on sam myślał, najważniejsze było to iż poczuł się lepiej po tym co zobaczył.
A co zobaczył? Przedstawienie, ale chyba bardzo kiepskie, bo nie zebrało zbyt dobrych recenzji. Na pewno jednak na pochwałę zasługiwała gra aktorów – tzn., Margaret i jego. Widać byli na tyle przekonujący aby w to uwierzył. Cóż, sam Bonnet pozostałby pewnie nieco bardziej sceptyczny, niemniej. Ale jak widać to był tylko pierwszy akt. Drugi był znany. Właśnie dobiegał końca. Aktorzy mieli zejść ze sceny. Ukłonili się już nisko państwu, przynajmniej Antek, zabierając dupę w troki. Był gotów to zakończyć, spuścić kurtynę. Coś jednak, a raczej ktoś mu na to nie pozwolił. Dobrze? Źle? Nie wartościował. Nie wiedział bowiem, jaki obrót sprawy miały przyjąć.
Chwilę porozmawiali, a raczej wymienili kilka zdań odnośnie partnerów życiowych panny Reeve, mieli się rozejść, przynajmniej tak sądził, gdy ta wypaliła do niego z tym długiem wdzięczności. – Ty? – odpowiedział nieco zdziwiony. – Daj spokój, to ja się mogę chwalić, że uwiodłem jedną najlepszych Gryfonek na roku i w szkole. – rzucił z uśmiechem. Tak. Pochwalić. Jakby jeszcze miał przed kim. Jakby jeszcze miał taką ochotę. Nonsens. Po co miałby to robić? Sam do końca nie wiedział, ale chyba wprawił dziewczynę w lekkie zakłopotanie, więc zobowiązany się poczuł żeby coś z tym zrobić. – Przepraszam, nietakt z mojej strony. – powiedział chłodno. Nie, żeby tak uważał. Po prostu zapomniał, że nie znali się na tyle dobrze, aby wiedziała, że mówił to z pewną dozą ironii. Cóż. Trudno. Może jednak powinni to zmienić? – W ramach rekompensaty, zapraszam na herbatę/kawę. Tylko problem w tym, że nie bardzo znam jakieś dobre i miłe miejsce w Londynie do którego można iść z kobietą.. dodal po chwili, nieco zakłopotany tym faktem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto Mar 04 2014, 19:40

Dług wdzięczności. Dlaczego Antek uważał, że to dziwne? Przecież miała za co mu dziękować. Uratował ją od kontynuacji trudnej rozmowy, przypłacając to niestety złamanym nosem i pewnie niemałą liczbą siniaków. Tak więc... czuła się zobowiązana, by mu chociażby właśnie podziękować. Poza tym, mogli się przecież w ten sposób zaprzyjaźnić, czy coś, no nie? Tak właśnie się poznaje najciekawsze osoby, przypadkiem. Nie zawsze będą to znajomości na lata, ale zawsze się będzie o tym pamiętać, może właśnie przez ten zabawny, niefortunny sposób poznania się.
Oh. To był ten problem, że się nie znali zbyt dobrze. Gdyby wcześniej zwrócili na siebie uwagę, zaczęli rozmawiać czy coś, zapewne wiedziałby, że nie urazi się, słysząc taki tekst. Pewnie w normalnych okolicznościach by się roześmiała a następnie rzuciła jakąś zadziorną ripostą, ale jednak chłopak ją zaskoczył. Nie spodziewała się, że tak jej odpowie i zanim zdążyła się uśmiechnąć czy zrobić cokolwiek w  tym kierunku, Antoine ją przeprosił. Szkoda, szkoda, bo nawet już sobie uformowała w głowie całkiem zgrabną, zabawną odpowiedź, ale niestety jej chwila już minęła i musiała ją przenieść do "archiwum fajnych ripost nigdy niewypowiedzianych". Myślał, że nie wiedziała, że ironizował? Ona sarkazm wyczuwa na kilometr, może dlatego, że sama go nałogowo używa. Eh. Same wpadki i nieporozumienia. Więc... może niech się poznają trochę lepiej?
-Hmmm... więc mówisz, że znasz tylko miejsca, do których nie można chodzić z kobietą... - interpretowała powoli jego słowa, uśmiechając się lekko. Ona nie widziała różnicy, z Nevą czy też Arienne spotykały się w pubach. Ale skoro jemu to przeszkadza... proszę bardzo. Zaczęła myśleć, czy kiedyś w jakimś dorminorium nie słyszała o miłej kawiarence. Miłej, czyli przyjemnej dla oka, ale nie obwieszonej setkami różowych wstążek i innych dupereli. -Nooo... chyba jest jakaś kawiarnia w Hogsmeade... Sol, Solace, czy jakoś tak. - powiedziała po chwili zastanowienia. - Ale zaznaczam, że nigdy tam nie byłam, więc jeśli nie okaże się to zbyt miłym miejscem, lub zdamy sobie sprawę, że musiałam coś pomylić, nie zwalaj tego na mnie. - zażartowała, choć było to tak pół żartem, pół serio. No to co, idziemy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sro Mar 05 2014, 23:37

- Niestety.. – powiedział jedynie, uśmiechając się przepraszająco. Co? Jego wina? Nie bardzo tak uważał. Czy nie chciał z nią iść do pubu? Nie w sumie czemu? Po prostu, jakoś tak.. zapoznawczy browar? Z kobietą? Jakoś mu to nie współgrało. Ale skoro ona nie miała żadnych obiekcji.. To czemu by nie spróbować? – Wiesz, w sumie. Możemy tam iść. Ale.. może pójdziemy do jakiegoś pubu? Napijemy się piwa, czy czegoś mocniejszego, co Ty na to? W końcu.. należy nam się chyba po tym ciężkim dniu, nie sądzisz?- Nie wiedział w sumie, co ona na to, ale zawsze mogli iść na tą herbatę. Dla niego to nie problem. Równie dobrze mógł pić drinka. Miał w sumie ochotę na oba napoje, więc.. Czemu by nie?
Natomiast.. Dług wdzięczności? Nie uznawał go. Przynajmniej w tej konkretnie sytuacji. Bo przecież nie zrobił niczego wielkiego. Co najwyżej dobrze się bawił. Pomijając to uderzenie, ale zawsze to jakaś cenna nauka na przyszłość – czarodzieje coraz częściej sięgają po mugolskie metody walki. Ciekawe, co na to Lunarni i spółka? Nie, w sumie. Nie chciał się dowiedzieć. Zwłaszcza, że pewnie odpowiedź na to pytanie poznałby drogą czysto empiryczną..
Niestety odpłynął na chwilę, to też nie usłyszał odpowiedzi Margo. – Przepraszam, możesz powtórzyć? Zamyśliłem się.. – rzucił lekko, patrząc przed siebie. Ostatni gapie już się zbierali. Chyba ciągle liczyli, iż zobaczą kolejną sensacje, coś w tym stylu. Może myśleli, że ten cały Logan znów wróci i dojdzie do jakiegoś epickiego fajta, którego efektem będzie śmierć któregoś z nich i zniszczenie połowy miasta? Niestety, przeliczyli się. I to bardzo, bowiem przedstawienie zostało skończone. Niemniej, w głowie Bonneta rodziła się chęć ponownego wystawienia tej sztuki. Tym razem bez osób trzecich. No co? W końcu to jedna z najlepszych Gryfonek na roku. A on był tylko mężczyzną..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Mar 09 2014, 18:35

To nie była jego wina, że jej nie znał. Może po prostu żył w przekonaniu, że kobiety powinny być delikatne, kruche i piękne, jak porcelana. A ona taka nie była. Bardziej przypominała nóż. Ostra i zimna. Raniąca. Dawała sobie radę sama i nie widziała powodów, dla których spotkanie w pubie byłoby czymś złym, niestosownym. Może zadawał się tylko z kobietami pełnymi wdzięku, elegancji, z którymi pił herbatę, kawę lub sok dyniowy i dyskutował na temat czystości krwi czy też ustrojów w państwach Ameryki Południowej. No dobra, trochę to wyolbrzymiłam. W każdym razie, gdyby miała się wypowiedzieć na temat, dlaczego Antek nie uważa pubu na dobre miejce do spotkań z kobietami, z pewnością by odpowiedziała coś w tym stylu.
Gdy więc zaproponował pójście na piwo, zamiast do kawiarni, zamrugała lekko powiekami ze zdziwienia. Każdy by chyba przeżył w tym momencie szok, prawda? Czuła się jakby nagle zaczął czytać w jej myślach, by sprawdzić, czy na pewno kawa/herbata to dobry pomysł. To było... dziwne, ciekawe i przerażające zarazem. No ale. Może to tylko zbieg okoliczności. Przypadek. Nie istnieją osoby ze zdolnościami czytania w myślach, no nie? Oczywiście, wykluczając legillmentów.  Ale Antek nie był jednym z nich. Powiedz, że nie.
-Jasne, spoko. Czemu nie. - uśmiechnęła się, co by nie pomyślał, że pójście z nią do pubu to gorszy pomysł. - Więc, gdzie idziemy? - zapytała, no bo jeśli kawiarni nie zna, to może w pubach i tego rodzaju "spelunkach" się odnajduje.
Lunarni Lunarnymi, ale nikt się tak naprawdę problemem nie przejmował. Tak naprawdę dopóki nie wydarzy się jakiś kolejny atak, wszyscy będą mieli na to totalny zlew. Życie się przecież toczy dalej, a wilkołaki chyba nie czyhają na nich na każdym kroku, więc luzik, nie? Margaret to nie obchodziło. Niech tylko ją zostawią w spokoju, a będzie naprawdę szczęśliwa. W żadnych potyczkach nie zamierzała brać udziału, ani wybierać, po której stronie barykady stanie.
-Powiedziałam, że oczywiście, możemy pójść do pubu. - powiedziała, spoglądając na niego uważnie. Czy jemu na pewno nic nie jest? Przez chwilę sprawiał wrażenie odrealnionego... jakby wcale nie stał na chodniku tuż przed nią, ale błądził gdzieś w Zakazanym Lesie lub też gdzieś indziej.
Podobno często tak się dzieje, że sztuka się kończy a aktorzy wracają do domów, nie mogąc się uwolnić od granej chwilę wcześniej roli. Nie mogą, nie chcą... z różnych powodów. Może tak było z nimi? Może te role im odpowiadały? Kiedyś się znudzą, to oczywiste. Ale to kiedyś. Dziś jednak mieli lekki niedosyt, przedstawienie przecież zostało brutalnie przerwane po zaledwie kilku minutach. Więc może powinni z powrotem wcielić się w role?

/trochę kiepski post mi wyszedł ;c dasz im już zt?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Mar 09 2014, 23:28

Hahaha! Antek? Leglimentom? Oczywiście, że nie. To byłoby zbyt proste, no i odebrałoby całą radość ze sprawdzania ludzi. Na różnych poziomach. Ich wytrzymałości, zachowań, czy poglądów. Życie z leglimencją byłoby zbyt nudne i prozaiczne. Natomiast, czy czytał w jej myślach? Nie. Po prostu sprawdzał reakcje dziewczyny na kolejny scenariusz. Czemu? Bo taki już miał nawyk, o. Jak widać, jej reakcja była dość ciekawa. Cóż, więc niewiele się pomylił, bowiem od początku założył, ze Margaret właśnie do tych zwykłych, delikatnych panienek nie należy. Z resztą, to akurat mógł stwierdzić, po samej osobie Logana. W pewien sposób był to ułożony chłopak, to na pewno. Lecz zbyt emocjonalny, żeby mogła z nim być, zakładając iż byłaby taką porcelanową panną. Poza tym, nie ukrywajmy, była Gryfonką, oni mieli pewne rzeczy we krwi. No, ale najważniejsze było to, że po raz kolejny miał racje. Oj tak, jeśli Antoni mógłby cokolwiek zawdzięczać Mugolom to na pewno byłaby to behawiorystka. Szeroko pojęta, ale jednak. No, ale zostawmy to.
Kiedy już Bonnet „wrócił” do żywych, a dziewczyna łaskawie powtórzyła mu ostatnią kwestię, uśmiechnął się jedynie. – To świetnie, prowadź. Gdziekolwiek chcesz. – rzucił luźno, z uśmiechem. W istocie jednak był wściekły. Na tych wszystkich ludzi. Szukali jedynie sensacji. To było widać w ich twarzach, jej mimice, zachowaniu. A także po tempie w jakim się poruszali. Robili to bardzo niechętnie. Złakniony krwi dziki tłum. Tak bardzo cywilizowany.. Ech. I my żyjemy w XXI wieku. Tragedia. Tragedia A wracając do tego spektaklu. Istotnie został brutalnie, wręcz bardzo brutalnie przerwany. Niemniej, jak widać każde z aktorów chciało go zagrać jeszcze raz.
Zatem. Pora zmienić scenerię. Chłopak w spokoju ruszył za Panną Reeve, kiedy po kilku sekundach przypomniał sobie o pewnym dość miłym miejscu. Ująwszy więc dłoń Margo, zaczął prowadzić ją w sobie tylko znanym kierunku. Akt drugi czas zacząć!



z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sro Lip 30 2014, 17:32

Bez Ciebie nie istnieję (...) kocham cię, ta kurewsko Cię potrzebuję. Jesteś świetnym przyjacielem, uwielbiam Cię. Ej ty jebana szmato, myślałeś o tym żeby dziś się nakurwić? Kocham Cię. Jesteś jedyny. Zaopiekuj się mną. Kacper spałam z Kaiem, Nathanielem i Tobą. Kacper, kurwa wy nawet nie byliście razem. Kacper twoja siostra nie żyje. Kacper na pamiątkę. Dla Julie. Dla Twojej mamy. Kacper...
Spierdalaj mówię, no kurwa mać. Nie słyszysz jak pękam, bo to ukrywam. Bo gram na czas. Spierdalaj bo już Cię nie potrzebuję. Wszyscy kłamią. Ty najwięcej. Jesteś pojebany bo myślisz, że coś wiesz. Spierdalaj Ci mówię. Nie potrzebuję Cię. Nie wierzę w to, że ktoś jest mi potrzebny. Wy wszyscy jesteście tak marni, że możecie gnić, płonąć, zdychać, skomleć... Nie pomogę. Za dużo się wydarzyło. Nie jestem w stanie tego unieść. Nie wstanę. Bo nie potrafię. Cofam się. Znów raczkuje. Za chwilę nie będę chodził. Ale wcale nie zamienię się w popiół, by odrodzić się na nowo. Zeżre mnie poczucie winy. Rozpierdolę psychikę nie na pół, ale na sto tysięcy części... A gdy już zapierdolę wszystkich i wszystko, i zostanę kurewsko sam. Zrozumiem jak niewiele to wszystko znaczyło... Słyszę krzyk, nie reaguję. Nie warto wchodzić w to co złe. Mam nieodparte wrażenie, że wybuchnę... Ale to śmieszne, bo nie mam już czym. Nie mam siły się śmiać. Nie wiem skąd brać łzy, słowa, uśmiechy, dowcipy. Rozpierdalam się na tryliony zdarzeń i jestem tylko nędzną aktorzyną. Zastępują mnie. Innymi imionami, ciałami, ludźmi. Nie potrzebuję mnie, a ja nie potrzebuję ich. Moja córka, mój syn... Nie mam dzieci. Bo one nie mają ojca. Nie potrafię nim być. Codziennie wydaje mi się, że jest jeszcze gorzej. Każda noc jest przekleństwem. Nie ma już w nich butelki z alkoholem, ani głośnej muzyki. Rzucam sie w przepaść, a ona nie ma dna. Gubię się i jestem wściekły, ale nie mam już nikogo, na kogo mógłbym krzyknąć. Bo jestem sam. I zawsze byłem. Za późno się o tym przekonałem. Rozpierdalam nawet iluzje... Karmię się rzeczywistością, ale bolą mnie od niej oczy. Nie ślepnę. Widzę wszystko wyraźnie. Idę do przodu, a mam wrażenie że się cofam. Mówię, ale ludzie widzą tylko to jak milknę. Patrzę, ale co raz więcej piachu pod powiekami. Umieram... Ale jeszcze nie kładę się spać do trumny. Bo nie mogę spać. Gdybym tylko dokonał samobójczego aktu... Gdybym tylko mógł. Rzuciłbym się pierwszy w płomienie. Ale jeszcze nie pora? Umartwiam się. Nie chcę ich wszystkich zobaczyć. Nie żyją, albo naprawdę, albo nie żyją dla mnie.
A więc gdy mówisz, że nie wiem nic o życiu, że przepiłem jego połowę, zaruchałem nie jedną pannę w Londynie, a dwie przeze mnie chodziły z brzuchem, gdy moja siostra była gwałcona tuż za rogiem... Milczę. Opuszczam ręce... Wychodzą na nie żyły. Wiem, że akcja serca ustaje. Wciągam powietrze pełne spalin i przyznaję się do winy. Przyjąłem już dożywocie. Za każdą z tych osób przyjmę pocałunek dementora. To odpowiednia czułość dla kogoś tak złaknionego seksu, jak dzieci w Afryce wody.
I zapierdalam po Londynie z trzęsącymi się dłońmi, bo od jakiegoś czasu nad tym nie panuje. Trzęsie się we mnie wszystko i płonie... Zgliszcza wbijają mi się w ciało. Nie wyciągnę tego z siebie, bo to wyżarło właściwe narządy... I nagle dostaję czymś w koszulkę. Jakaś maź spływa po mnie, i myślę że to krew, że pękło mi serce, żyła, może tętnica, może cokolwiek... Ale to jest zielone, ale zmienia się w fioletowe i brzydko pachnie. I wiem, że jeszcze nie czas.
Przybieram odpowiednią maskę. Udaję wkurwionego, choć wcale mnie to nie obeszło.
I widzę.
Najpiękniejszą dziewczynę na świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 669
Dodatkowo : ściągająca, bogini
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9159-ava-venus-erskin-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9161-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9162-zloz-swoja-ofiare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9163-ava-erskine




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sro Lip 30 2014, 18:06

Zgubiłam się. Zgubiłam się, na Luga. Miałam wejść w małą uliczkę, w której po kolei dostanę wszystko, co potrzebuję. Książki, odhaczyłam to od razu i jak idiotka noszę je w torebce. Odesłałabym je do domu, ale przecież nie zdążyłam nic wynająć. Zaczął padać deszcz, schowałam się w pierwszym lepszym sklepie. Patrzę na szyld. Magiczne Dowcipy Weasleyów. Musiałam o tym słyszeć chociaż trochę, prawda? Uśmiecham się do sprzedawcy, nie wiedząc do czego służą te zabawki. Ucieszyłam się na widok czekoladek, ale zaraz za plecami słyszę, że mam ich nie próbować dla własnego dobra. Przecież boginie są nieśmiertelne. Nie umieramy. Wzięłam kilka w garść, a potem poszłam dalej. Potknęłam się o wystający próg. Próbowałam, próbowałam chwycić się czegokolwiek, ale w zamian za to rozproszyłam dziwny pył. Wszystko otoczyła ciemność. Przepychałam się między ludźmi i wybiegłam ze sklepu, wciąż trzymając w dłoniach różnokolorowe cukierki. Przestało padać, a ja stałam się złodziejką. Zaczęłam biec. Nie wiedziałam, ile będzie się utrzymywać ciemność i czy dam radę uciec. Nagle uderzam o coś, a znajoma ciemność znów mnie otula. Upadam na kostkę brukową, która boleśnie atakuje moją kość ogonową. Krzywię się i próbuję otworzyć oczy. Znów ciemność. Pierdolę ten Londyn, chcę do Salem. Unoszę jedną powiekę, drugą powiekę i próbuję wstać. Gdzie jestem, gdzie na Morrigana jestem. Przede mną mężczyzna, z twarzą zaciśniętą z gniewu. Nie rozumiem na początku o co chodzi. Wpatruję się w niego jak na wariata, przenosząc wzrok od zaciśniętych ust po szyję, na której pulsuje żyła. Chciałam ją dotknąć, ale zaraz zobaczyłam plamy. Kolorowe plamy od rozgniecionych cukierków, które ukradłam. Świetnie, zrzucę na niego winę jak ktoś zacznie na mnie krzyczeć. Znów unoszę wzrok na jego twarzy i ponownie uświadamiam sobie, że tej koszulki nie będzie dało się uratować. Szukam w swoich krótkich spodenkach różdżki, a przed oczami pojawia mi się obraz, gdzie dokładnie leży. Zostawiłam ją w hotelu. Próbuję coś powiedzieć, ale drży mi warga, podnoszę do niej dłoń, pocierając nerwowo usta.
- Przepraszam, na Luga, nie chciałam, tam była ciemność i potem uciekałam, i nie chciałam ubrudzić pana, twojej, ile kolorów, może odkupię, zdejmę, wypiorę, może jednak odkupię, przepraszam – miotałam się w swojej wypowiedzi, nie wiedząc, czy w ogóle mówię to wszystko na głos czy gdzieś to się odbija echem w mojej głowie. Dotykałam jego klatki piersiowej, czując jakby to było moje miejsce. Dłońmi próbowałam rozetrzeć plamy, ale tylko pogorszyłam sprawę. Chwyciłam za torebkę, grzebiąc w niej.
- Miałam chusteczki, ale czuję same książki, książki, książki, o jest, proszę – wyciągnęłam rękę z małym kwadratowym pudełeczkiem, które było niczym innym jak perfumami. Wciąż trzymałam głowę w torebce, szukając czegoś, co mogłoby zabić plamę, dopiero po chwili uświadomiłam sobie, co podaje mężczyźnie.
- Przepraszam, znowu, przepraszam, na Morrigana, co się ze mną dzieje, czy ja mogę jakoś odkupić, zedrzeć ją, postawić kawę cokolwiek? Wygląda pan, wyglądasz, jakbyś był naprawdę wściekły... – opuściłam wzrok na kocie łby jak mała dziewczyna i przygryzłam wargę. Złodziejka, wszystko psuje i w dodatku robię z siebie największą idiotkę, dlaczego akurat przed nim?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Czw Lip 31 2014, 14:11

Dostrzegamy tyle ile potrzebujemy. Bo właśnie tego chcemy. Casprowi naprawdę było teraz wszystko obojętne, miał szczerą nadzieję, że jakoś to wszystko się zasklepi na tyle, by gnić gdzieś pod grubą skorupą pozbawioną emocji. Nie wydawało mu się, by kiedyś znalazł w sobie tyle siły by wrócić do tego co się stało i powoli to przeanalizować. Działał gwałtownie, emocje jeździły na ciągle przyspieszającej karuzeli i pękał. Wił się pod ciężarem zdarzeń nie unosząc się ani na chwilę. Coś tamowało mu oddech, coś nie pozwalało się ruszyć, ale przecież się udało. Może nie miał siły na zbyt wiele, ale doskonale się maskował. Czy nie idealnym przykładem było to, że wyglądał teraz na wściekłego, a gdyby uderzyła go, przejechała mugolskim walcem, albo oblała wodą, nie ruszyłby się z miejsca? Miała hipnotyzujące spojrzenie, chciał ją zatrzymać w ruchu, popatrzeć dłużej. Nie pragnął niczego bardziej, ale czy nie byłoby to dziwne, gdyby teraz tego od niej wymagał? Podawała mu coś, żeby się wytarł, a on nawet nie przyłożył rąk do plamy. Nie wyciągnął ich po pseudo chusteczki w postaci perfum, ani nie wydusił z siebie słowa. Patrzył, obserwował, bo była zbyt... Idealna? A może po prostu tam mu się wydawało?
- Nie trzeba. - Rzucił krótko gotów zdjąć teraz z siebie t shirt, który kupił w Londynie praktycznie za bez cent, bo to również go nie interesowało. Zewnętrzna prezencja. Teraz pokładał myślom pytanie czy skądś ją zna, nie mógł nie ulec wrażeniu, że gdzieś już widział te oczy, te włosy... Chciał spytać, ale brakowało mu na to weny. Zatem gdy tylko zaczęła sama manewrować przy plamie uśmiechnął się słabo i złapał za nadgarstek, by odepchnąć od siebie i popatrzył na nią z zaciekawieniem.
- Spoko, to nie jest moja jedyna koszulka. Po prostu wiesz, stało się. Choć wiesz, możesz wymyślić jakieś inne fajne zadośćuczynienie niż pranie tego kawałka materiału. - Stary Villiers tak robił. Żartował i patrzył jak ktoś zareaguje. Czy to dobra reakcja czy zła, ile w tym imion rozczarowania, a ile udanego flirtu. Mówiąc szczerze była dla niego wielką zagadką. Może faktycznie powinien zacząć od pytania: "jak masz na imię".
- Nie będę wściekły, jeśli powiesz mi jak masz na imię, czemu przewracasz się na ulicy i skąd Cię znam. Bo wydaje mi się, że skądś Cię kojarzę. A może to tylko wrażenie? - Zaśmiawszy się krótko pociągnął ją za sobą, bo ruchliwa ulica złożona z kocich łbów, nie była zbyt dobrym miejscem do rozmowy. Zatem może jakieś ustronniejsze miejsce? Coś gdzie można zamienić więcej niż kilka podstawowych słów?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 669
Dodatkowo : ściągająca, bogini
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9159-ava-venus-erskin-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9161-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9162-zloz-swoja-ofiare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9163-ava-erskine




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Czw Lip 31 2014, 16:41

Nie wiem, ile szaleństwa jest w stanie zmieścić się w jednej osobie. W jego oczach widziałam wszystko. Gniew i wściekłość. Na mnie, na świat, na ludzi trącających nas łokciami i mówiących, że mamy nie stać na środku ulicy. Potem zabłysnęło chyba pożądanie. Nie rozumiałam tego, nie potrafiłam zdefiniować. Im dłużej wpatrywałam się w jego oczy, tym bardziej miałam wrażenie, że wiele przeszedł i szuka schronienia, a może właśnie zabawy? Miałam ochotę go przytulić, zaznaczyć opuszkami placów każde wypełnienie tatuażu jakbym robiła je od nowa własnymi dłońmi. Moja klatka piersiowa unosiła się w nierównym, przyspieszonym tempie, a w gardle brakowało słów. Nie trzeba, co nie trzeba? Właśnie zrobiłam mu na koszulce tęcze wyrzyganą przed jednorożca. Opuściłam torbę na kocie łby, wpatrując się w niego zaskoczona i zahipnotyzowana.
- Trzeba, przecież... – urwałam, uznając, że nie ma najmniejszego sensu tłumaczyć mu coś, co doskonale widział i poczuł. Wpadłam na niego jak zakochana nastolatka, która myśli o tym, jak fajnie byłoby puść o krok dalej tylko ci pieprzeni rodzice wciąż siedzą w domu. Nie wiem, dlaczego tracę przy nim cały rozsądek i nie potrafię się wysłowić. Rozchyliłam na chwilę wargi, aby wypowiedzieć kilka słów gdzieś tkwiących w gardle, ale prędko je zacisnęłam. Spojrzałam na dłoń zaciśniętą na moim nadgarstku i miałam tylko jedną prośbę: niech mnie nie puszcza.
- Wzięłabym cię do siebie, ale nie znalazłam jeszcze mieszkania i... nie masz przy sobie różdżki? – spytałam, mogłam to wyczyścić w kilka sekund i nie mieć już biednego człowieka na sumieniu. Nie wiem, dlaczego zaproponowałam mu pójście do siebie. Nie znam go. Jak obca osoba na ulicy może wzbudzać u mnie takie zaufanie? Czy to jest w ogóle normalne? Wspięłam się na palce, spadając tym samym z kociego łba ponownie prosto na mężczyznę. Miałam już wtedy bliżej, więc uniosłam nieznacznie głowę i musnęłam policzek ustami.
- Zadośćuczynienie – stwierdziłam jakby nigdy nic, odsuwając się i stając na jakieś stabilnej kostce, przez którą się nie zabije albo co gorsza ponownie na niego wpadnę. Zaśmiałam się dźwięcznie, a wiatr rozwiał irytujące czarne kosmyki. Zgarnęłam je prędko za ucho.
- Venus, to znaczy Ava, to znaczy Ava Venus i nie powiem ci czemu się przewracam, wyśmiejesz mnie, a już wystarczającą idiotkę z siebie zrobiłam. – znów plątał mi się przy nim język. Dygnęłam przed nim jakbym była szlachetnie urodzona, a może znów się poślizgnęłam na kostce? Uśmiechnęłam się do niego i chciałam znów spojrzeć w oczy, gdy mnie pociągnął. Przeraziłam się nie na żarty. A co jeśli to jakiś gwałciciel? Jestem naiwną idiotką. Opanuj się, Venus!
- Czekaj, czekaj, gdzie idziemy, musisz zmienić koszulkę i powiedz mi swoje imię – chcę znać swojego oprawce, dodałam w myślach. Nie wyglądał jakby wielkie plamy na torsie go w ogóle obchodziły, ale mimo wszystko szłam za nim posłusznie. Przygodo, błagam, abym nie skończyła w kawałkach w worku na śmieci!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Sie 03 2014, 11:18

Szaleństwo wyssał z mlekiem matki. I to najbardziej prawdziwa prawda w jego życiu. Czy to nie Julie była najbardziej zwariowaną osobą na świecie, gdy powiedziała "tak", które kosztowało ponad sto tysięcy uderzeń w twarz, kilkadziesiąt upadków ze schodów, zapłatę za błędy dzieci... Za gwałtowny seks, gdy nie chciała go uprawiać. Gdy wstawała rano i żałowała tego, że jeszcze wciąż widzi świat. Była piękna, a uleciało to z niej zbyt szybko. Dopadała ją bezsilność, chciała dobiec do momentu, w którym uratuje wszystkich i wszystko, a za każdym razem okazywało się, ze nie ma super mocy. I to całe życie, zjebane życie, kosztowało trzy pieprzone literki układające się w "tak". Casper nawet tym nie zapłacił. Tak samo jak szaleństwo, od matki dostał jeszcze talent do ładowania się w tarapaty. Był ślepcem ładującym się w relacje z kobietami, które emanowały toksycznością, której nie znał. Intrygując go, ściągały ku sobie, będąc jakby zadowolonymi z tego co się dzieje. Pozwalały mu bawić się ich ciałem, ale to co później się stało przerastało najśmielsze oczekiwania Caspra. Jak mógł na to pozwolić? Nie był tego pewien, szczerze mówiąc wolał o tym nie myśleć, bo w jakiś tam pokrętny dla siebie sposób, uważał że skoro to już było, to nie chciał co raz bardziej upadać przez portretem, którego większość stanowiła porażka skąpana we wstydzie, który już na zawsze miał być jego pierwszym strojem każdego dnia, i nigdy go nie zdejmie. Czasem się nie da, więc skoro patrzysz i widzisz to wszystko w jego oczach, to za chwilę uciekniesz. Po prostu wyda Ci się, że tego nie przeskoczysz. Przeniósłby Cię, masz szczególne względy, skoro jesteś boginią miłości i chcesz mu ją dać. W formie cielesnej. Duchowa? Czy ona jeszcze obowiązuje? Może na chwilę zapomnijmy. Skoro on hipnotyzuje Ciebie, a Ty jego i idziecie teraz przez zatłoczoną ulicę, a Ty mówisz i mówisz. On o dziwo słucha przy okazji szukając różdżki by usunąć plamę, ale dla Ciebie, nie dla siebie. Przecież jemu to naprawdę nie przeszkadza.
- Zadośćuczynienie wolałbym w jakiejś rozszerzonej formie, więc będziesz musiała się postarać. Ale trzymam kciuki. Masz wiele możliwości, a ja wcale tak dużo nie chcę. - Odrzekł trochę dwuznacznie, bo faktycznie mógłby ją wziąć. Gdziekolwiek, choć wolałby w ustronnym miejscu.
- Ava Venus? Całkiem nieźle. - Zaśmiał się krótko,a potem spojrzał na nią przeciągle zastanawiając się dlaczego zawiera znajomość z kimś kogo spotkał na ulicy. Pewnie dlatego, że to jedyna osoba, która jest jeszcze do niego przychylna. Kiedy przestanie? Gdy dowie się jakie nazwisko stoi obok jego imienia i ktoś opowie jej historię wulgarną i brudną?
- Casper. - Rzucił krótko, bo nienawidził tego imienia... Emanowało porażkami.
- Hmmm, gdzie pójdziemy? Może gdzieś gdzie sprzedadzą nam alkohol dla dorosłych? - Uśmiechnął się naturalnie.

ztx2 zacznij w jakimś pubie czy coś, jak jest wolne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 198
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5444-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5445-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5446-shrek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7212-adrien-goldenvild




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sro Sie 06 2014, 11:36

Adrien dzisiejszego dnia kompletnie nie wiedział co miał ze sobą zrobić. Wahał się czy aby na pewno rezygnować ze studiów, ale doszedł do wniosku, że tak będzie lepiej. Weźmie się porządnie za prace, zarobi sobie na mieszkanie i będzie sobie mieszkał. Być może znajdzie jakiegoś współlokatora z którym będzie mógł płacić rachunki na pół, bo na pewno nie widziało mu się mieszkać samemu, to na pewno nie jest dla niego.
A co dzisiejszego dnia robił w Londynie?
Przechadzał się wlaśnie za ową pracą. Zaczął od Londynu, w Hogsmeade z tego co słyszał uczniowie powybierali wszystkie wolne stanowiska, nie ma się co dziwić, w końcu bardzo blisko do szkoły i w ogóle, Hogsmeade to przecież bardzo miła wioska, przynajmniej Adrienowi się tak wydawało, jakoś nigdy nie zraził się do tego miejsca.
Wyszedł z Dziurawego Kotła, gdzie to pojawił się w kominku. Zaczął spacerować sobie ulicą, jakby liczył, że cokolwiek samo mu wpadnie w ręce, a doskonale wiedział, że tak łatwo nie będzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4484
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Ulica   Sob Sie 09 2014, 19:03

Wakacje powoli zbliżały się do końca, a Bell cały czas tak samo spacerowała po ulicach Londynu. Dzisiaj padło na ulicę Pokątną, ale już po krótkiej chwili uznała, że to wcale nie był taki dobry pomysł. Za chwilę miał być wrzesień, nic więc dziwnego, że tę najsłynniejszą magiczną ulicę ogarnął wir zakupów. Mniejsze i większe dzieci były niemal wszędzie. Nawet, kiedy zobaczyła stoisko z watą cukrową, musiała stać w kolejce chyba ze dwadzieścia minut, nim mogła kupić swoją porcję.
Szła teraz dalej Pokątną, z zamiarem ucieknięcia do jakiegoś baru albo mniej popularnego sklepu, podjadając sobie pyszną watę cukrową, która wyglądała zupełnie jak mała chmurka.
Wtedy właśnie wpadła na Adriena, co chyba jakieś super nie było, biorąc pod uwagę, że chmurka znalazła się akurat na wysokości jego szyi i cóż... pewnie nieco go oblepiła.
- Och, bardzo przepraszam... - zaczęła, dopiero teraz podnosząc wzrok. Trzeba było przyznać, że teraz ślizgon z pewności był słodki. Napotykając wzrok Adriena, Bell wyszczerzyła zęby w uśmiech - Ups - powiedziała jeszcze
Wyglądało na to, że dzisiaj to ona miała mu wpaść w ręce i chyba wcale aż tak trudno nie było.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 198
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5444-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5445-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5446-shrek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7212-adrien-goldenvild




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Sie 10 2014, 10:46

Co z tego, że wakacje dobiegały końca skoro Adrien już nie wracał na studia, nie miał ochoty już się uczyć. Chciał teraz się wziąć za siebie i zacząć jakąś pracę, być może powoli zakładać rodzinę, ale jak na razie wcale mu się to nie widziało. Żadna go nie chciała, no niestety. W czasie nauki miał wiele dziewczyn, a teraz jak na złość został sam. Ehh.. No ale co na to poradzić? Nic się na to nie poradzi.
Adrienowi co prawda zakupy do szkoły nie są już potrzebne, ale jednak jakieś drobne zakupy by mu się przydały. Zawsze coś wpadnie w ręce i wiele może okazać się bardzo potrzebne. A może zrobi jakąś niespodziankę dla Gabi? Znowu się z nią nie widział, ciekawe czy była na wakacjach czy też nie. Nie miał zielonego pojęcia, ale przynajmniej miał nadzieję, że doskonale się bawiła.
Nagle ni stąd ni zowąd poczuł dziwne oblepienie na szyi. Miał wzrok spuszczona na nogi, ażeby czasami nie paść łupem jakiegoś żartu dzieciaków, które mogłyby jej podłożyć nogę. Pewnie ładnie by się wtedy Goldenvild wkurzył, ale cóż. Dzieci na pewno miałyby przerąbane.
- Cholera? Co!? - warknął na głos, ale gdy zobaczył, że to panna Rodwick lekko się uśmiechnął. Można powiedzieć, że koleżanka z klasy.
- I co teraz z moją szyją zrobimy? - spojrzał na nią ze wzrokiem błagającego pieska, lub kotka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4484
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Ulica   Sro Sie 13 2014, 01:32

Aż się skuliła, kiedy Adrien tak na nią wrzasnął. Raczej nieczęsto zdarzało się, żeby ludzie w taki sposób odzywali się do niej, w końcu była taką pozytywną i miło osóbką i wszystkich lubiła... a tutaj taka niespodzianka. Przez chwilę aż nie wiedziała co myśleć. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, spoglądając na ślizgona. Byłego ślizgona, ale o tym nie miała pojęcia.
- Każdego znajomego w ten sposób pozdrawiasz na ulicy? - zapytała przystając w tłumie i wpatrując się w kolegę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Trochę jakby była zła, trochę rozbawiona. - A co byś chciał? - zagadnęła, przekrzywiając głowę i zastanawiając się co też ta jego mina ma znaczyć... chyba nie myślał, że go wyliże. Czy coś. Aż oderwała ręką kawałek waty i wsadziła ją do buzi. Ona sama już nieco się kleiła, szczególnie usta i place prawej dłoni.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 198
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5444-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5445-adrien-goldenvild
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5446-shrek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7212-adrien-goldenvild




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Czw Sie 14 2014, 12:44

On od kiedy przeżył tę metamorfozę również mu się nie zdarzało, ażeby na kogoś zaczął krzyczeć czy coś w tym rodzaju. Naprawdę stał się łagodnym barankiem, niekiedy sam się zastanawia jak to jest możliwe, ale jest mu z tym bardzo dobrze. Ciekawe czy jakby z takim samym nastawieniem do życia i zmienionym o osiemdziesiąt stopni charakterem trafiłby do Slytherinu. Przy wyborze domu Tiara nie była przekonana do domu Salazara Slytherina. Wahała się, jednak ten dom wybrała dla niego. Jemu wcale to nie robiło różnicy, dom w szkole nie miał żadnego znaczenia, tak?
- Nie, sorry. Nie wiedziałem że to Ty... Myślałem, że jakiś nachalny gościu potrzebujący dwóch knutów. - mruknął. Ostatnimi czasy miał szczęście do takich właśnie osób.
- Wiesz... chcieć to ja bym chciał bardzo dużo, zależy ile jesteś mi w stanie dać. - mruknął i uśmiechnął się do niej z szerokim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4484
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Ulica   Czw Sie 14 2014, 23:42

Nie uwierzyłaby na słowo, że zrobił się mniej ślizgonem. Bell mimo swojej prawie czystej krwi mugolaków nigdy nie wyzywała, wręcz ich bardzo lubiła, nie miała nic przeciwko żadnemu z domów, ale i tak zawsze będzie przekonana, że ślizgoni to szuje. Za często to pokazywali, żeby miała myśleć inaczej. Może dlatego przy nich i ona stawała się odrobinę złośliwa. Albo po prostu miała do w genach po tatusiu, kto wie?
- Tak, tak, jasne, tłumacz się... bo ci uwierzę. - Przewróciła oczami i oblizała usta z waty, chociaż pewnie niewiele to dało i nadal były klejące i słodkie. Jak dwa głupi stali w tym tłumie, ludzie już zaczęli się nieźle popisywać. - No nie wiem Adrien, zależy co według ciebie znaczy bardzo dużo i jak bardzo przekonujący potrafisz być.
Uśmiechnęła się cwanie.
- Chodźmy może gdzieś usiąść? - zaproponowała, a potem pewnie gdzieś poszli.

zt? zaprowadź nas gdzieś <3

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto Sie 19 2014, 13:02

Clara i Chance rzucili się biegiem do wyjścia z bocznej uliczki i jeszcze przez chwilę pędzili przez główną, opustoszałą o tej godzinie ulicę. Oh, no oboje się nie popisali, ani precyzją w rzucaniu zaklęć ani zachowywaniem zimnej krwi. Ale przynajmniej, jak na gryfonów przystało, nie uciekli od razu, to był jedynie plan B, wszakże próbowali walczyć z tym czarodziejskim żulem!
- Pewnie kupiłby ognistą za nasze różdżki - stwierdziła Clara, dysząc i opierając się o jedną z kamiennych ścian jakiegoś zamknięte sklepiku. Rozejrzała się jeszcze nerwowo, próbując wypatrzeć w przypatrujących im się zdumionych czarodziejach swego oprawcę. Wyglądało na to, że czarodziejski menel dał sobie jednak spokój, widocznie taka gonitwa byłaby dla niego zbyt ryzykowna, bo ktoś w końcu zainteresowałby się dlaczego goni dwójkę dzieciaków.
Teraz, kiedy Hepburn już względnie odetchnęła, a niebezpieczeństwo odeszło, przyjrzała się swemu wybawcy.
Oh, serio? Rayne musiał pojawiać się zawsze, gdy działo się coś złego lub niemiłego i generalnie to ich spotkaniom zawsze towarzyszyła negatywna atmosfera. Może miał jakiś radar, najprawdopodobniej magiczny, który mówił mu, gdzie ma się pojawić, aby wplątać się w jakieś kłopoty? Clara miała kiedyś teorię, że w posiadaniu takich radarów jest większość gryfonów - Chance Rayne musiał zajmować się ich dystrybucją.
- Niby, że Pokątna to ulica o dobrej reputacji - westchnęła nieco teatralnie, machinalnie otrzepując ubranie. - Kto by się spodziewał, że można spotkać tutaj takiego złodzieja od siedmiu boleści. Widocznie jest za słaby na Nokturn. - przewróciła oczyma, zdając sobie oczywiście sprawę, że miała ogromne szczęście, iż ten facet po pierwsze był niezbyt wykwalifikowanym złodziejem-pijakiem i że jego zamiary nie były gorsze, bo kradzież różdżki to zdecydowanie nie najgorsza rzecz, która może spotkać młodą czarodziejkę w ciemnej uliczce.
- Jak ty się tam znalazłeś? - zapytała, lustrując swego pół-wybawiciela wzrokiem. Podziękuje mu za chwilę, jej gryfońska duma musi jeszcze do tego dojrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Southampton, UK
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 66
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9115-chance-philip-rayne#255493
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9117-give-me-second-chance#255499
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9138-chance#255935
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9126-chance-philip-rayne




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Pią Sie 29 2014, 22:27

To był niezaprzeczalny akt odwagi - postawili się jakiemuś żulowi z uliczki, który był uzbrojony w różdżkę i najpewniej nie skończyłby na odebraniu im różdżek i pieniędzy. A przynajmniej sprawiał takie wrażenie. W każdym razie nie było co się dłużej zastanawiać nad ucieczką, gdy zaklęcia obydwojga nie zadziałały. Można powiedzieć, że to całe zamieszanie z rzucaniem czarów przynajmniej kupiło im trochę czasu, bo po tym wszystkim pewnie myślał, że jeszcze trochę się potrudzą ze swoimi różdżkami i postarają się cokolwiek wyczarować w swojej obronie. A tu takie zaskoczenie!
Chance odwrócił się na moment, gdy tak biegli ciągle przed siebie. Byli teraz w bezpiecznej odległości od niego, przynajmniej na razie, i nie zapowiadało się, że ten ruszy za nimi. Był pewnie żądny ich dobytku, lecz chyba nie tak sprawny fizycznie by za nimi biec.
- Pewnie tak - przytaknął, gdy wreszcie się gdzieś zatrzymali.
Oparł się plecami o kamienną ścianę, z której unosił się trochę nieprzyjemny dla nozdrzy zapach, ale chłopak był zbyt wymęczony by na takie rzeczy zwracać uwagę. Nie, żeby był w kiepskiej kondycji fizycznej, ale gdy adrenalina ustąpiła, poczuł się jakby wypompowano z niego całe powietrze i został tylko flak.
Spojrzał na Clarę, która najwyraźniej teraz dopiero spostrzegła kto towarzyszył jej w tej szalonej ucieczce. Uśmiechnął się tylko szeroko i pewnie dość głupkowato. Miał talent do wpadania w kłopoty, ale po dzisiejszym dniu wydawało mu się, że nie tylko on.
- Szedłem ulicą, po prostu. Szukałem sklepu - odpowiedział szybko i nawet nie skłamał dla zrobienia jakiegoś lepszego wrażenia jako swego rodzaju wybawiciel! - A ty chyba też nie szukałaś okazji do kupienia nowej różdżki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto Wrz 02 2014, 00:06

Ah ta gryfońska odwaga, w tym momencie biła z nich obojga. Mieli szczęście, że nie mieli widowni, bo mogliby nawet skończyć jako pośmiewisko ślizgonów, którzy przecież i tak drwili z domu lwa, wyszydzając jego główne cechy jako pic na wodę. I tym razem i Clara i Chance mieliby średnie argumenty, którymi mogliby się obronić.
Clara nerwowo rozejrzała się po uliczce. Może powinni chociaż wejść do jakiegoś baru, bo typki kręcące się po ulicy wcale nie wyglądały na bardziej przyjaźnie nastawionych niż ich oprawca, wręcz przeciwnie.
- Szukałeś sklepu! - zaśmiała się, bo wydało jej się to wyjątkowo prozaiczną czynnością, która tylko potwierdzała fakt, iż Chance działa jak magnes na kłopoty. Zresztą przecież ona robiła dokładnie to samo, nieszczęścia się przyciągają heheheh. - Nie, ale o mały włos, a musiałabym się zainteresować kupnem nowej różdżki. - zadrżała, kiedy ktoś niedaleko krzyknął, później hałas rozbijanej butelki odbił się o ściany kamieniczek. - Chodźmy stąd, najlepiej gdzieś w ciepłe miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Southampton, UK
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 66
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9115-chance-philip-rayne#255493
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9117-give-me-second-chance#255499
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9138-chance#255935
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9126-chance-philip-rayne




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Wrz 07 2014, 16:19

Chłopak by się w sumie nie przejmował, gdyby jakiś Ślizgon się nawinął i zacząć się z niego nabijać. W najlepszym wypadku taki cwaniak zostałby tylko obrażony albo skończyłby z posiniaczoną twarzą. Chance bywał czasem porywczy, może trochę zbyt pewny siebie w większości przypadków, ale, jakkolwiek sytuacja by wyglądała, zawsze stawiał na swoim i skory był bronić swojego honoru i swej opinii za wszelką cenę. Zastanawiał się czasem, czy właśnie z tego powodu dostał się akurat do Gryffindoru, a nie gdzie indziej, jednak na pierwszym roku studiów nie miało to już większego znaczenia w jakim domu się znajdował.
- To nie jest chyba takie nadzwyczajne, zwłaszcza, że jesteśmy na Pokątnej - zrobił zdziwioną minę, bo w istocie trochę go to zaskoczyło. W końcu zakupy na Pokątnej na nowy rok szkolny nie były niczym nadzwyczajnym, czyż nie? Chyba, że teraz uczniowie Hogwartu znaleźli sobie całkiem nowe, bardzo hipsterskie, miejsce na załatwianie zakupów do szkoły.
Prawda, miejsce nie wydawało się być do końca bezpieczne i w ogóle zachęcające do pozostania na dłużej. A te dziwne dźwięki oraz pokrzykiwania wprawiały go w stan niepokoju. Zdawało mu się, że zaraz, jak nie tamten żul, to jakiś inny oszołom rzuci się na nich z niewiadomego powodu i tym razem tak łatwo może im się nie udać zwiać.
- Masz rację - kiwnął głową i rozejrzał się dookoła. - Tam jest jakiś bar. Chodźmy.
To powiedziawszy, nie czekał już nawet na odpowiedź dziewczyny, tylko chwycił ją za przedramię i poszedł w stronę lokalu. Wszystko, byle jak najszybciej się stąd ulotnić.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ulica   

Powrót do góry Go down
 

Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Ulica
» Ulica przy barze
» Ulica
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-