Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Mieszkanie nr 44

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Louis Blackbourne

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 186 cm
C. szczególne : tatuaże na całym ciele; czuć od niego dobrej jakości perfumy; wielka blizna na brzuchu; magiczna proteza prawej nogi
Galeony : 16
  Liczba postów : 130
http://www.czarodzieje.org/t16647-louis-james-blackbourne?nid=2
http://www.czarodzieje.org/t16839-blackbourne
http://www.czarodzieje.org/t16840-poczta-louis-a
http://www.czarodzieje.org/t16648-louis-james-blackbourne
Mieszkanie nr 44 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 44 Empty


PisanieTemat: Mieszkanie nr 44   Mieszkanie nr 44 EmptyPon Gru 03 2018, 19:10


Dom



Salon


Salon, całkowicie pozbawiony mebli, ale także zabezpieczony zaklęciami - nikt nie mógł ich zobaczyć przez okno, ani usłyszeć - ściany były magicznie dźwiękoszczelne.



Tytuł pokoju


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.




wszystko w swoim czasie będzie uzupełnione ^^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Louis Blackbourne

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 186 cm
C. szczególne : tatuaże na całym ciele; czuć od niego dobrej jakości perfumy; wielka blizna na brzuchu; magiczna proteza prawej nogi
Galeony : 16
  Liczba postów : 130
http://www.czarodzieje.org/t16647-louis-james-blackbourne?nid=2
http://www.czarodzieje.org/t16839-blackbourne
http://www.czarodzieje.org/t16840-poczta-louis-a
http://www.czarodzieje.org/t16648-louis-james-blackbourne
Mieszkanie nr 44 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 44 Empty


PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 44   Mieszkanie nr 44 EmptyPon Kwi 01 2019, 17:33

/jeszcze przed feriami, przed labiryntem i wszystkim, tak powiedzmy tydzień przed/

Opowiem teraz o rzeczach, o których nie mówiłem nigdy wcześniej. Takie rzeczy zostają po prostu w rodzinie. Nie wspominamy o nich, każdy doskonale wie, że się dzieją, ale tego po prostu po nas nie widać. Tak jakby ta rzeczywistość była wirtualnością. Ostatecznie tak właśnie robimy – zmieniamy fakt na fałsz.
Wszedłem do domu i pierwsze co mnie przywitało to by cichy jęk mężczyzny, ledwo słyszalny.
- Wróciłem, James. – Zawołałem, ściągając kurtkę i wieszając ją w przedpokoju. Ściągnąłem też buty i założywszy klapki, poszedłem do salonu.
Tam, na środku stała klatka, dość duża. Miała półtorej metra wysokości i tak z metr średnicy. Kraty były całe we rdzy, lecz mimo to, sprawiały wrażenie solidnych i wytrzymałych. Taki oto dostałem prezent od rodziny – a dokładniej zawartość tej klatki.
W środku skulony był brudny mężczyzna o niestarannym zaroście, który świadczył, że już dłuższy czas nie był na wolności. Jego ubrania były podarte, poplamione krwią i Merlin wie czym jeszcze. Wyciągnąłem różdżkę i kucnąwszy, popatrzyłem na niego z szczęściem wymalowanym na twarzy. Byłem podekscytowany i było to po mnie widać.
- Dzisiaj będziemy się uczyć, James. Będzie fajnie, tak jak zwykle, mam nadzieje, że ci się spodoba nasza nowa zabawa. – Uśmiechnąłem się i zachichotałem. Jak zwykle odpowiedzią było tylko stęknięcie i próba odsunięcia się jak najdalej ode mnie, choć klatka nie za bardzo mu na to pozwalała.
- Podziwiam cię, że ty jeszcze nie wyzionąłeś ducha, James. Naprawdę jesteś silny. Pewnie byłby z ciebie jakiś pożytek na świecie. – Wzruszyłem ramionami, bawiąc się różdżką. To nie ja zdecydowałem o całym tym bagnie, w którym teraz on siedział. Historia całego tego zdarzenia była dość długa i skomplikowana, a dzisiaj nie mam ochoty jej opowiadać. Nie mam takiego obowiązku, prawda?
- Chciałbym, żebyś po lekcji dokładnie mi opisał co czułeś, rozumiesz? Jest to dla mnie bardzo ważne, a tobie może to też pomóc, im bardziej będziesz współpracować… tym mniej czasu będziemy ze sobą spędzać i będzie też mniej lekcji. Okej? – Popatrzyłem na niego badawczo, a gdy ten potaknął mi łaknąco głową, tak jakby od tego zależało jego życie, wstałem i wycelowałem w niego różdżką.
- Będzie trochę bolało. Tak myślę… może nie za pierwszym razem, ale im szybciej dopracuje zaklęcie, tym lepiej dla ciebie. – Uprzedziłem go, a chwile potem wymówiłem wyraźnie zaklęcie:
- Sanguinem Ulcus. – Coś zaczęło się dziać. Najpierw, koniec mojej różdżki jakby się pociemniał, co wyraźnie sugerowało, że dobrze wymówiłem swoje zaklęcie. Potem skupiłem się na reakcji Jamesa.
Z początku widać było zaskoczenie w jego oczach. Nie wiedział co się dzieje, ale jednocześnie widać było, że go to bolało. Już miał zacząć krzyczeć, gdy nagle… wszystko ustało. Zaklęcie skończyło działać. Z tego co mi wiadomo, zaklęcie te miało być cholernie bolesne, dlatego wiedziałem, że nie działało jeszcze wystarczająco. Przyniosłem sobie szklankę wody z kuchni i popiłem, żebym nie miał sucho w buzi. Jeszcze raz wycelowałem w mężczyznę i z uśmiechem wypowiedziałem jeszcze raz urok.
Tym razem było lepiej. Był nagły atak paniki i James zaczął się miotać po klatce, krzycząc z bólu. Miał drgawki, lecz nie były one samoistne – wyglądało to bardziej, jakby więzień czuł, że źródło cierpienia znajdowało się wewnątrz ciała, lecz nie wiedział jak sobie z nim poradzić. Ja oglądałem to jak alchemik, który testuje nowe połączenia specyfików i jednocześnie zapisuje obserwacje w głowie. Tak samo było ze mną.
Urwałem zaklęcie i dałem mężczyźnie szklankę wody przez szpary w kratach.
- Napij się, to jeszcze nie koniec James. – Powiedziałem, dając mu chwilę odpoczynku.
Minęła minuta, po której niespodziewanie wycelowałem różdżką bez ostrzeżenia i znowu użyłem zaklęcia. Teraz krzyk był jeszcze bardziej wyrazisty i brzęczący mi w uszach. Chodziło mi teraz o wykorzystaniu uroku na nic niespodziewającej się ofierze, która choć w nikłym stopniu czuje się bezpieczna.
Pozostały przebieg tortur wyglądał identycznie, może tylko z zwiększoną mocą – James zaczął drapać swoje ciało, tak jakby chciał dotrzeć do źródła bólu, którym oczywiście jest krew. Mogłem się jedynie domyślać, że czuł się, jakby zamiast krwi, w jego żyłach płynął dopiero co zagotowany wrzątek. Z pewnością nic przyjemnego, ani miłego.
Znów przerwałem zaklęcie i dałem Jamesowi dojść do siebie. Nuciłem w tym czasie jakąś ostatnio zasłyszaną piosenkę, która z pewnością nie pasowała do całej scenerii – z tego co kojarzyłem, była ona o szczęściu i nadziei. Oczywiście ja czułem się świetnie, za to James chyba nie podzielał mojej opinii.
Zapytałem w końcu o dokładną relację z tego co czuł. Wziąłem wcześniej jeszcze notes i długopis (rewolucja magicznego świata, faktycznie pióra były niepraktyczne w porównaniu do tego mugolskiego wynalazku) i zacząłem zapisywać każde słowo Jamesa. Widziałem, że jest już bardzo zmęczony i na granicy wyczerpania fizycznego. Dostałem tylko jeden rozkaz – nie zabijaj. Nie chciałem też tego zrobić, dlatego musiałem o niego zadbać. Jednocześnie czułem pewien niedosyt – uważałem, że nie zdobyłem stuprocentowego potencjału zaklęcia. Przyniosłem z kuchni jakąś przegryzkę i podałem Jamesowi i zostawiłem go samemu sobie. Ja zaś zająłem się sobą.
Przyłożyłem sobie koniec różdżki do skroni i wymówiłem zaklęcie.
Trwało ono mniej niż sekundę. Przez ten czas poczułem najgorsze coś, czego nie potrafiłem opisać kilkoma słowami. Czułem jakbym miał zaraz eksplodować, roztopić się – w moich żyłach był ogień. Nawet nie zauważyłem, kiedy złożyłem się w pół i upadłem na podłogę. Gdy czar ustał, byłem cały spocony i obolały. Przez chwile nawet poczułem promil empatii do Jamesa.
Mimo tych przeciwności, powtórzyłem zaklęcie. Czułem, że krzyczałem, wiłem się po ziemi, nie mogąc znaleźć ujścia zaklęcia. Oczywiście w każdej chwili mogłem to przerwać, lecz z jakiegoś niedorzecznego powodu, chciałem jeszcze głębiej doznać tego uczucia, żeby doskonale wiedzieć jak działa to zaklęcie i kiedy je używać.
Przerwałem dopiero gdy byłem na skraju przytomności. Dyszałem głęboko, zrobiłem się niezwykle blady. Ostatecznie czułem się spełniony – nauczyłem się nowego zaklęcia i poznałem je, jakby to była inna osoba – nie miało przede mną żadnych sekretów, odkąd wypróbowałem go na samym sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Louis Blackbourne

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 186 cm
C. szczególne : tatuaże na całym ciele; czuć od niego dobrej jakości perfumy; wielka blizna na brzuchu; magiczna proteza prawej nogi
Galeony : 16
  Liczba postów : 130
http://www.czarodzieje.org/t16647-louis-james-blackbourne?nid=2
http://www.czarodzieje.org/t16839-blackbourne
http://www.czarodzieje.org/t16840-poczta-louis-a
http://www.czarodzieje.org/t16648-louis-james-blackbourne
Mieszkanie nr 44 QzgSDG8




Gracz




Mieszkanie nr 44 Empty


PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 44   Mieszkanie nr 44 EmptyWto Kwi 09 2019, 15:31

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Mieszkanie nr 44 QzgSDG8








Mieszkanie nr 44 Empty


PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 44   Mieszkanie nr 44 Empty

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 44

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Mieszkanie nr 44 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-