Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 The Good Life

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1630
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1252
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: The Good Life   Pon Paź 15 2018, 23:25


Retrospekcje

Osoby: Matthew Alexander
Miejsce rozgrywki: -
Rok rozgrywki: XXI wiek
Okoliczności: Co by było, gdyby Matt nie był zdepresionym Mattem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1630
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1252
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: The Good Life   Pon Paź 15 2018, 23:25

Praca jako weterynarz...
Czy muszę wspominać, że to właśnie rodzice wzbudzili we mnie poczucie pomocy zwierzętom? Nawet jeżeli nie wiem, gdzie się znajdują, o ile w ogóle żyją.
Długo się zastanawiałem nad podjętym zawodem, wszak miało to przekreślić całe moje tymczasowe życie. To tak, jakby się decydować między jednym kuszącym dobrem a drugim kuszącym dobrem; albo mogłem pomagać ludziom, który nie okazywali raczej i zazwyczaj żadnych podziękowań lub zwyczajne skupić się wokół zwierząt; tudzież wydawało się to być oczywiście wielce proste. Studia, których się podjąłem, owszem, nie były zbyt łatwe, ale kto powiedział, że wszystko będzie szło po mojej myśli? Nie mogłem przecież przewidzieć dalszych kroków losu, który teoretycznie sam budowałem, a który mimo wszystko i wbrew wszystkiemu zdawał się mieć własne, niespodziewane humorki, skutecznie odbierając chęci do podejmowania się kolejnych działań mających na celu po prostu... pchnąć człowieka do przodu. W żadnym wypadku do tyłu. W związku z tym przyjmowałem każdą porażkę z podniesioną głową, kiedy to dni stawały się chłodniejsze, zaś nauka w uczelni o wiele bardziej napięta. Pokój wynajmowałem oczywiście z osobami, które jakoś niezbyt specjalnie wpadłby w ramiona mojej dobroci (której chyba miałem zbyt wiele, skoro tolerowałem kradniecie moich zasobów jedzenia), aczkolwiek nie miałem innego wyjścia jak zwyczajnie zacisnąć zęby oraz przebrnąć dalej, byleby wytrwać do następnego miesiąca. Całe szczęście udało mi się zdobyć w pewnym stopniu pomoc finansową w postaci pracy znajdującej się na lewo; no cóż, nie mogłem liczyć w pełni na wsparcie rodziców, to musiałem radzić sobie sam. Z telefonów rzadko kiedy się korzystało; oczywiście istniały, aczkolwiek niezbyt popularne, a przede wszystkim trudnodostępne i ogromnie płatne, tudzież, porozumiewaliśmy się przede wszystkim za pomocą listów oraz... konsol do gier. Oczywiście nie tych nowoczesnych, albowiem takich nie było. Mimo to zabawa przez nie oferowana zdawała się być o wiele lepsza od przyswajania kolejnych kartek wiedzy w wieczorne jesienie, kiedy to liście zdawały się być pobudzane do tańca przez wiatr, a człowiek zwyczajnie patrzył przez otwarte okno na niebo uhaftowane rękami Boga architekty, który umiejscowił w odpowiednich miejscach gwiazdy.
Uczyłem się w jak najlepszym porządku; libacje alkoholowe były oczywiscie na poziomie tygodniowym, ale nie zwracałem na nie żadnej szczególnej uwagi. O ile budowy anatomiczne przychodziły mi niezwykle łatwo, o tyle miałem problem z nazwami najpopularniejszych leków, przez co o mało co nie znalazłem się w sytuacji wyjątkowo ostatecznej. Pewien dzień przyniósł mi jednak nieznaną wówczas niespodziankę; siedząc spokojnie na miejscu i nie wiercąc się jak osika przez resztę wykładu, usłyszałem proste pytanie. Pytanie, które spowodowało, że miałem gęsią skórkę, zaś gdy odwróciłem te cholerne, kudłate kudły, zauważyłem pewną dziewczynę. Dziewczynę, która mimo wszystko i wbrew wszystkiemu wyglądała po prostu ślicznie. Nie byłem w jej towarzystwie jednak w żaden szczególny sposób speszony; z łatwością użyczyłem jej długopis. Tak, poprosiła o długopis, skoro przecież o niego zapytała.
A ja o mało co nie zrobiłem z siebie idioty do potęgi entej.
I o ile matematyka szła mi wyjątkowo łatwo, o tyle wiedziałem, że nieskończoność wstydu wyżarła mój umysł niemalże po całości. Zdziwiłem się na początku, co nie zmienia faktu, że ona... była inna. Odmienna. Rzadko kiedy ją widywałem, chyba że odkopałbym z pamięci bardzo wczesne lata studiów; wówczas dość często miałem z nią do czynienia, ale nie byłem w stanie zauważyć jej twarzy oraz spokojnego wyrazu, podniesionych kącików ust, dzięki którym zdobywała na anielskosci. Niemniej jednak wspólne zainteresowanie spowodowało, że ziarno miłości zakiełkowało; niezbyt szybko, jakoby bez celu, niemniej jednak zostało przez nas zauważone; postanowiliśmy razem spróbować poukładać wspólną przyszłość, kiedy to księżyc spokojnie objawił się w bezchmurną noc, a wiara w o wiele lepszy świat zdawała się być jeszcze silniejsza. Uczucie miłości było głównym fundamentem, chociaż zaufanie również zdawało się być głównym czynnikiem powstania między nami chemii. I nie, nie nastąpiło to gwałtownie - ponad półtora roku potrzebowaliśmy, żeby cokolwiek zbudować. Ukończenie nauki, założenie własnego interesu, własnej kliniki, było czymś kompletnie normalnym; kiedy to udało nam się powoli nazbierać pieniędzy na nowy dom, przyjąć do nich zabłąkane dusze z ulic. A ich... no cóż, jak to na nas przystało, było wyjątkowo dużo. Staraliśmy się dla bezdomnych psów odnaleźć odpowiednie miejsce, chociaż nieraz zdarzało się, że nikt nie ma zamiaru zaoferować wsparcia, tudzież adoptowaliśmy takie futrzaki. Niby szlachetny gest, ale inaczej nie potrafiliśmy. Nie potrafiliśmy zwyczajnie porzucić nowego członka rodziny na pastwę losu. Zasadzić drzewo, podlać je, zwyczajnie rozpocząć nowe życie, odcięte od poprzedniego, byleby się ustabilizować oraz zwyczajnie zdobyć na odwagę stanięcia prosto podczas wichury - wystarczyło wierzyć oraz dokładać cegiełki do przyszłości, którą tworzyliśmy.
Pierwsza ciąża przeszła normalnie, zaś na świat przyszła córka, obecnie znajdującą się w wieku szkolnym. Staraliśmy się wszystko planować jak najlepiej, chociaż nieraz przeciwności losu dawały o sobie znać w jak najgorszych momentach; życie starało się wygrać w kółko i krzyżyk, kiedy to człowiek stawał na rzęsach, by wydostać się z najtrudniejszej sytuacji, chociaż w naszym przypadku nie było zbyt najgorzej. Poród owszem, odbył się bez komplikacji, co nie zmienia faktu, że dość trudno było mi się wcielić w rolę ojca, chociaż starałem się dowiedzieć o tym "dodatkowym zawodzie" jak najwięcej. Książki nic nie dawały, kiedy to udawało mi się załatwić żonie względny spokój od pierwszego dziecka w celu zwyczajnego wyręczenia osoby od pełnionych obowiązków. Do tego dochodziła cała klinika weterynaryjna, która rozwijała się znakomicie, tak samo jak okazało się niemalże rok później, że będziemy spodziewać się kolejnego dziecka; a badania tym razem wykazały, że będzie to chłopczyk. Poród w tym przypadku również przeszedł bez komplikacji; wszystko się zdawało układać. Dodatkowa ilość pracy, chociaż udało nam się doprowadzić do o wiele stabilniejszej stabilności w naszym życiu; jednocześnie ufaliśmy sobie. Nawet jeżeli nie miałem poprzedniej rodziny, nic bądź nikt nie był w stanie zastąpić mi tej nowej.
Rozpocząłem nowe życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

The Good Life

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-