Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pokój 13

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Inverclyde, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 757
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 492
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768




Moderator






PisanieTemat: Pokój 13   Czw Lip 19 2018, 14:10


Pokój 13


Choć pozornie organizatorzy wyjazdu postawili na klasykę wybierając pensjonat, to trudno ukryć, że w tym miejscu wszystko jest wyjątkowe! Wystrój pokoi łączy ze sobą przywiązanie do meksykańskiego folkloru oraz wyjątkowe zamiłowanie do sztuki. Na uczniów i opiekunów czekają bardzo kolorowe, przestronne pokoje z niezliczoną ilością unikalnych dekoracji - bądźcie jednak ostrożni, bo pomieszczenia są wprost naszpikowane magią! Nie zdziwcie się, gdy któregoś dnia pokój ujawni jedną ze skrywanych niespodzianek. W zależności od położenia, sypialnia ma widok na ogrody lub basen. Każdy pokój jest wyposażony w magiczne szafy, które z pewnością pomieszczą wszystkie bagaże, oraz łoże małżeńskie i cztery łóżka pojedyncze.  Miejmy nadzieję, że ten rozkład łóżek nie będzie źródłem zbyt wielu konfliktów. Wypoczynek w tak wyjątkowym miejscu musi być udany!

Lokatorzy:

1. Riley Fairwyn
2. Demetria O. N. Travers
3. Warren Samuel Wilson
4. Curtis Mousseau
5. Beatrice R. Zakrzewski
6. Artyom Yevdokimov



______________________

Aurora Therrathiél
We keep this love in a photograph, we made these memories for ourselves. Where our eyes are never closing...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka, kiedyś Paryż, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 252
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 111
http://www.czarodzieje.org/t14918-curtis-mousseau
http://www.czarodzieje.org/t14966-znajomi-curtisa#398628
http://www.czarodzieje.org/t14965-poczta-curtisa#398627
http://www.czarodzieje.org/t14964-curtis-mousseau#398626




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 13   Czw Sie 02 2018, 22:11

Meksyk. Właściwie to Curtis nie miał żadnego pojęcia o tym kraju, ale wakacje zapowiadały się wybitnie. Ciepłe słońce, za którym szalał. Dwie duże walizki, pełne ubrań i perfum, a także eliksirów od szkolnej pielęgniarki, ukryte bardzo staranie. Miksturki tojadowe potrzebne do zachowania rozumu w wilczej formie. Wiele ludzi nie miało pojęcia o jego przypadłości i oby tak zostało. Merlinie zachowaj mnie od złego. Dostał klucze od pokoju, a przekraczając próg drzwi, był w raju. Barwne pokoiki. Jego nastrój nie trwał zbyt długo, kiedy rozpakowywał się, a coś zaczęło mu migać na niebiesko. Czyżby miał halucynacje? Nie przedawkował Tojadowego. Nie pił. Nie palił. Jadł na pewno śniadanie, a nawet zmusił się do drugiego dla swojego bezpieczeństwa i przede wszystkim innych zdrowia psychicznego.
Przeleciało mu coś nad głową. Odwrócił się zaskoczony, może lekko przerażony. Co tu do cholery robiły chochliki kornwalijskie?! W pierwszej chwili pomyślał, że mu wali. Odbiło mu. Koniec jak nic. To chyba kilka sekund przed śmiercią. Ale nie! I to chyba na szczęście, albo raczej nieszczęście, zważając na sytuacje w jakiej znalazł się on i jego współlokatorzy. Szybko podbiegł do okna, jakby chciał umożliwić przybywanie coraz większej grupie chochlików. Niebieskie stworzenie przybywały i przybywały, a może było ich tyle samo, tylko Curtis ich po prostu nie ogarniał. Liczyć potrafił, ale szybkość, z jaką się poruszały, uniemożliwiała mu wyłapanie każdego samym spojrzeniem, a sokolego wzrok to on nie miał.
- Kurwaaaaa! - Zaczął wymachiwać różdżką jak szaleniec. Zamiast rzucić zaklęcie, sypał kurwami. Idiota. Uszczypało go coś w pośladek, zaraz to został ugryziony w ramie. Bolało nawet przez ubrania. - Na Merlina! Skąd to niebieskie gówno się wzięło? - Przyleciały z Irlandii czy co? Na ONMS to on w ogóle się nie znał, a chochlików nie znosił. Najbardziej się obawiał, że podniosą go za uszy. Wtedy miałby naprawdę przekichane. Zaraz to zaczął gorączkowo myśleć nad zaklęciem, które powstrzymałoby wysyp tych szkodników. Wysoka temperatura nie pomagała, jeszcze zgrzał się, latając jak wariat i machając rękami na prawo i lewo z patykiem w dłoni. Magicznym patykiem, rzecz jasna! Jakiś nieświadomy mugol zapewne by się uśmiał, ale chyba nikt nie podglądał ich przez okno. Intuicyjnie zerknął w stronę właśnie okna.
- Rictuss...- Już miał wypowiedzieć czar, który powstrzymałby tę farsę, ale niespodziewanie zaburczało mu w brzuchu i przez to wyprowadziło go to z równowagi. - No, teraz?! Litości! - Wrzasnął, kiedy to jeden z chochlików ukradł mu różdżkę.
- Ty mały pojebany złodzieju. Przysięgam na Merlina, że Ci nogi z dupy powyrywam! - Krzyknął i rzucił się w bok, żeby nie dostać zaklęciem, bo akurat niebieski skrzat celował w niego. Chwycił za kolorową poduszkę i rzucił w stronę jednego z nich, tego, co ukradł mu jego broń. Na szczęście trafił. Na pewno był to cud albo Merlin gdziekolwiek teraz był, zapewne pomógł mu.
- Na Merlina, dzięki! - Chwycił za upuszczoną różdżkę przez niebieskiego obrzydliwca i rzucił odpowiednie zaklęcie Rictusempra. Jakby mógł potraktowałby je avadą. Jaki z niego litościwy gość!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 744
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 13   Czw Sie 09 2018, 14:08

Tak, unikałem swojego pokoju. Nie dlatego, że przeszkadzali mi w nim moi współlokatorzy czy specyficzny wzór narzuty. Samo to miejsce, wypełnione niepokojącymi obrazami i związana z tym aura niepewności, jaka zawsze mi tutaj towarzyszyła, wzbudzała we mnie niechęć. Pomimo nieznośnego upału lepiej czułem się na zewnątrz, z daleka od hipnotyzującego marazmu pożerającego pracowników tego miejsca. Właśnie z tego powodu wróciłem do pokoju numer trzynaście dopiero późnym wieczorem. Nie zaniepokoiły mnie ani dziwne wrzaski, ani odgłosy walki, lecz nie dlatego, że stałem się nieczuły na tego typu odbiegi od normy. To gorąc panujący na zewnątrz wpływał na mnie znieczulająco. Zbyt zmęczony, aby myśleć nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Zatrzymałem się tuż za progiem, gdyż nie dało się już ukryć, że wewnątrz dzieje się coś nie do końca normalnego i szybko rozeznałem się w sytuacji. Curtis biegał po pokoju niczym poparzony, dziko wrzeszcząc i wymachując rękami. Wycelował poduszką w niebieskie stworzonko i trafił. Odzyskał różdżkę, a ja nie zamierzałem czekać, aż ponownie ją utraci. Z chochlikami nie było żartów. Wystarczyła dosłownie chwila zwątpienia czy nieuwagi, a można było nie tylko stracić różdżkę, ale ulec nawet poważniejszej krzywdzie. Nie zwróciłem wtedy na to uwagi, ale co jeżeli w pokoju znajdował się ktoś jeszcze? Musiałem działać. Odrobinę zdezorientowany panującym wokół zamętem, sięgnąłem do kieszeni spodenek, aby wyciągnąć z niej swoją różdżkę.
- Rictusempra! - Wycelowałem patyk w najbliższego urwisa, ale nie udało mi się trafić. Zaklęcie jedynie musnęło skrzydło chochlika, a ten - nad wyraz rozwścieczony - niezwłocznie zaatakował. Wraz z kilkoma kolegami doleciał do mnie szybciej, niż zdołałbym się spodziewać i chwyciwszy mnie za uszy, zaczął ciągnąć mnie w górę. Opędzanie się nic nie dawało. Chochliki, połączywszy siły, miały zaskakująco mocne chwyty, więc bez najmniejszego kłopotu zafundowały mi przelot po pokoju. Nie dało się ukryć - tego jeszcze w życiu nie przeżyłem! Nieważne z jak wieloma stworzeniami miałem do czynienia, zawsze jakoś udawało mi się uniknąć podobnych figli. Były one raczej przykre w dosłownym tego słowa znaczeniu… o, właśnie - bolesne! Zamachałem dziko rękoma, nieco już zirytowany upartością moich przeciwników i dopiero wówczas udało mi się posłać dwa z nich na najbliższą ścianę. Pozbawione pomocy, pozostałe z nich, nie miały innego wyjścia i nareszcie mnie puściły. Szczęśliwym trafem zrobiły to tuż nad łóżkiem Demi, więc lądowanie było względnie nieinwazyjne, chociaż nie mogłem powiedzieć, aby było przyjemne. Łóżka w Pensjonacie nie należały do najwygodniejszych. Nie obyło się bez drobnej pamiątki, gdy nieznacznie obiłem sobie łokieć, kiedy uderzyłem nim o drewnianą ramę. Zerwałem się na równe nogi, aby nie pozwolić im na ponowne figle i wspólnie z Curtisem pozbyliśmy się tych małych natrętów. Czerwone błyski rozświetliły pokój trzynasty.
- Dzięki! Skąd one się tu wzięły? - Zapytałem Puchona, nie potrafiąc sobie wyobrazić scenariusza, w którym chochliki wlatują przez okno. Zamieniliśmy ze sobą kilka zdań, a potem opuściłem pokój, rezygnując z wcześniejszego położenia się do łóżka. Dzisiejsze przeżycia sprawiły, że zupełnie się rozbudziłem i nabrałem ochoty na nocny spacer. Musiałem ochłonąć.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 744
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 13   Czw Sie 09 2018, 16:33

Sori za post pod postem, reaguję na drugi rzut.

Nie od dziś byłem pewien, że gdyby tylko ktoś postanowił zbadać mi głowę, dość szybko odkryłby coś, co zakwalifikowałoby mnie do leczenia klinicznego. Na ten stan rzeczy nie wpływał tylko mój wypadek czy dzieciństwo pełne różnorakich przeżyć, ale teraz z całą pewnością mogę mówić, że także i ten zwariowany Pensjonat. Dni mijały, a ja wciąż miałem wrażenie, że jestem trzy ćwierci od szaleństwa. Paranoja nie rozpoczęła się nagle, oj nie, był to stopniowy proces, jaki gwarantował nieprzespane noce i dni pełne przemyśleń. Wyobraźcie sobie, że spacerujecie sobie po korytarzach, a na waszych plecach wciąż skupiają się spojrzenia. Nie byłoby to nic szczególnego, widziałem już wielu dziwacznych czarodziejów, posiadających naturalny talent do znajdowania się w centrum uwagi, a jednak wokół nigdy nikogo nie było. To te obrazy, bajecznie kolorowe i dziwne zdawały się przesiąknięte magią. W dodatku, tą najgorszą z magii - służącą do podglądania i mataczenia. Mieszania w biednych głowach turystów nigdy dość, prawda? Cóż, najwyraźniej właśnie tak miało to działać, ale nie zawsze było tak źle! Czasami udawało mi się ignorować huczące w głowie ostrzeżenia o stalkingu i przemykałem korytarzami Pensjonatu w nadzwyczajnym spokoju, nienarażony na zbędne oglądanie się przez ramię. Takie dni nie trafiały się często, ale niezwykle je doceniałem. Pozwalały mi bowiem na zachowanie resztek zdrowego rozsądku i ostatecznie zawsze potem zbierałem się do kupy, optymistycznie uznając że „hej! Chyba jednak nie mam bzika!” Otóż, Fairwyn, masz. Tak wielkiego, że ten pokój nie jest w stanie go pomieścić, a co najciekawsze to właśnie wiatr postanowił za każdym razem mi o tym przypominać. Zaczęło się niewinnie. Letnia bryza w niezwykle gorące dni, wypełnione meksykańskim, palącym słońcem. Powiało raz, potem drugi i trzeci i każdy się ucieszył, chociaż okna były zamknięte. Sprawa przeszła bez echa. Tyle, że to dziwne zjawisko wcale nie ustępowało w miarę upływających dni. Wichry stały się coraz bardziej natarczywe i groźne. Któregoś razu zdarzyło mi się nawet oberwać po głowie doniczką z ozdobną, zabawnie zakręconą wokół własnej osi roślinką, podarowaną mi swego czasu przez Melusine. Niestety, nie wybiła mi ona z głowy poczucia bycia prześladowanym, a jedynie nabiła ogromnego guza, którego przez kilka najbliższych dni musiałem okładać lodem, aby nie chodzić do końca życia z przeogromną, silną bulwą na czole. Szkoda mi jej do tej pory. Zawsze byłem ogromnie sentymentalny, zwłaszcza, jeżeli prezent rozbijał się o moją czaszkę. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, chyba zaczynałem już się przyzwyczajać. Wiatr był lepszy od chochlików, prawda? Wreszcie nic nie ciągnęło nas za kostki i nie zrzucało z materacy. Jedynie chodzenie po pokoju było czasami okropnie trudne i trzeba było maszerować od łóżka do łóżka, aby nie wylądować plecami na przeciwległej ścianie. Na szczęście, wypracowałem sobie całkiem niezłą technikę, nieźle sprawdzającą się w chwilach magicznych zakłóceń. Tydzień powoli dobiegał końca i dopiero wówczas, znowu zacząłem się zamartwiać. Jakie nowe dziwactwo miał przynieść nam poniedziałek?

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pokój 13   

Powrót do góry Go down
 

Pokój 13

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Meksyk
 :: 
Pensjonat
 :: 
Pokoje mieszkalne
-