Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 nieświadomość

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2154
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: nieświadomość   nieświadomość EmptyPią Lut 16 2018, 14:36


Retrospekcje

Osoby: Daniel Bergmann & Marceline Holmes
Miejsce rozgrywki: domek babci Holmes
Rok rozgrywki: styczeń 2018
Okoliczności: wypełniam się niepokojem; muszę dowiedzieć się, zadać - jakże banalne pytanie
czy nie zdołałem cię skrzywdzić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2154
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptyPią Lut 16 2018, 16:01

Noc przyjął z ulgą
oczekiwał ściemnienia zdystansowanej kopuły nieba (malującej się w szaro-błękitnych barwach, bez widocznego słońca, z ziąbem przepływającym na zewnątrz); z niecierpliwością odliczał kolejne, upływające minuty, przekształcający się układ iglic wskazówek na tarczy umieszczonego w swym gabinecie zegara. Wszystko dłużyło się, nieprzyjemnie - zlewało, prężąc wewnętrzne struny w stan irytacji. Kolejna, poprowadzona lekcja, tym razem obejmująca niemal najmłodszych, nieopierzonych uczniów, ogarniała mężczyznę trudnym w odparciu znużeniem. Nieobecnym, częściowo skoncentrowanym wzrokiem, podarowanym przez chłodne tęczówki śledził, jak nieudolnie część klasy próbuje zmienić zgodnie z zaleceniami przedmiot. Dźwięk skrobiącego pióra po pergaminie, w obrębie własnych notatek wydawał się uspokajać, tylko na moment, narzucaną jak płachta iluzją - odetchnięciem wśród obowiązków. Odliczał, ile niezbędnych czynności dzieli go od spotkania - czasem, wędrując swą znaną trasą, od klasy do gabinetu, od gabinetu do klasy lub bardziej nieregularną - aby się skontaktować z kolegą z pracy, o ile zaszła tego rodzaju potrzeba, podczas stawiania kroków rzucał ukradkiem spojrzenie w inną część korytarza, na tłum zaległych w jego pobliżu osób
zupełnie, jakby łudził się, że ją znajdzie.
Ale nie znalazł - ba, wiedział - nie zdoła wychwycić; a jednak w swej naiwności, dziwnej, ponieważ sprzecznej z uogólnioną naturą, zadecydował się ryzykować w tych próbach dojrzenia jej momentalnie gdzieś w tle. Wiedział, gdzie mogła się obecnie znajdować oraz omijał (paradoksalnie) w związku z tym biblioteczne zacisze szerokim, bezpiecznym łukiem. Zupełnie, jakby czuł uścisk ogarniających go palców lęku pogorszenia tej kłopotliwej sprawy, brutalnego zerwania milczenia, wydarcia spoza obszaru bezpiecznej kryjówki. Jego język byłby ponadto spętany przez konwenanse - dookoła znajdujące się oczy, uszy pragnęłyby pewnie wychwycić ich zachowania, słowa, którymi siebie darzyli, zniżone do konieczności szeptu. Z tego powodu czekał. Niemiłosiernie przepływające sekundy, jak ociężałe, smoliste krople w końcu przelały się w drugi biegun klepsydry. Nastała noc, jego ulubione schronienie; sprzyjała brakiem dyżuru, możliwością już własnych, nieskrępowanych działań.
Wtedy mógł poznać odpowiedź.
Rozpostarł ponownie skrzydła w swej kruczej formie, wznosząc się nad dość nisko osadzonymi dachami budynków pobliskiej, w pełni magicznej wioski. W tle atramentu mroku, błyszczały żółtawym światłem różne z niezasłoniętych okien, gdzieniegdzie zamajaczyły zmniejszone poprzez odległość sylwetki. Nie darzył ich jednak uwagą, skupiony na określonej trasie, pokonywanej już niczym drobne przyzwyczajenie - doskonale pamiętał umiejscowienie jej okien, które łączyły z sypialnią. Zatrzymał się, spojrzał, zgodnie z dalszym zwyczajem - zastukał,
oczekując przyjęcia bądź odrzucenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1163
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptyPią Lut 16 2018, 18:35

Tuż po zajściu.
Zajściu, które zmusiło ją do ucieczki, wprawiło wątłe ciało w dziwne drgania, którym poddała się bez reszty, ulegle dążąc do hermetycznej otoczki, gdzie nikt nie wyciągnie po nią swych dłoni. Pragnęła schować się przed rzeczywistością i pozwoleć myślom ukryć się w świecie dalekim od problemów, jakby tylko to miało znaczenie w tej jednej chwili. Zapomnienie, ale nie z powodu bólu czy upokorzenia. Chciała wymazać z głowy przeświadczenie o ewentualnym wstydzie, który okryłby ją gorzką hańbą w obliczu relacji, której nie była choćby przez moment pewna (w pełni). Iluzoryczne emocje przepełnione gorzką żałością rozniecały w niej ogień hamletyzmu; poczucia, że popełniła największy błąd; jak mogła pokazać, że ją zranił? Dopuścił się jakiegokolwiek z uchybień, skoro odczuwała niebywałą przyjemność z tego jakże intensywnegop uniesienia?
Nie z a m i e r z a ł a.
Nie analizowała w żaden sposób jak to odebrał, co pomyślał i czy w ogóle nad tym dywagował, skoro zniknęła szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Nogi gnały ją przed siebie, by wydostać się z czterech murów szkoły i dotrzeć do spokojnego domostwa babci, w którym z pewnością odnajdzie odrobinę spokoju. Nie wymagała dużo, czyż nie? Schowania się pod kołdrą i udawania, że nie istnieje, jakby niepewność wobec popełnionego występku jawiła się niczym senna mara, która nawiedzi ją w najmniej odpowiednim momencie. Szukała w tunelach pamięci odległej wiedzy na temat zaskakującej reakcji organizmu, zadręczając się nagłym wybuchem płaczu, nadając temu kolosalnego wymiaru czegoś złego, a przecież to było normalne, czego nie dopuszczała do siebie; nie potrafiła. Wolała tonąć w kolejnej fali nadchodzących myśli, aniżeli odpuścić dziwaczne wyobrażenia na temat błachy, o którym wystarczyło porozmawiać.
Holmes jednak uciekała od takich sposobności. Wolała milczeć niż zapytać, bo obawiała się tego, cóż mógłby pomyśleć; była młodziutka, niedoświadczona w obliczu jego wieku, który nigdy nie stanowił żadnego problemu, ale tym razem odczuwała zbyt dużą kompromitację i jedyne o co prosiła - niech się tu nie zjawia. Zdawać by się mogło, że niemal głucho błagała przekorny los, enigmatyczne duchy, by odsunęły od osoby Daniela takowy pomysł, ale nim zdążyła na głos wydusić choćby niedużą elementarność tejże frazy, kruczy dziób zapukał w okno, co było tak charakterystyczne i znajome. Początkowo udawała nawet, że nie słyszy, aż wreszcie podniosła się ospale, próbując odegrać przedstawienie, w którym jako znamienita aktorka udowodniłaby mu sen, który spowił jej powieki, ale gdy tylko zobaczyła ptasie pióra, zaniechała tego pomysłu; nie potrafiła kłamać.
Uchyliła lekko okno i wpuściła pod postacią zwierzęcia Bergmanna do środka i wbiła w niego jasne spojrzenie, czekając na reprymendę, gniew czy nawet wyrzut świadczący o jej nielogicznie absurdalnym zachowaniu.
Potrafisz?
- Moja babcia śpi... - szepnęła cicho i spuściła wzrok, nie wiedząc co ma czynić. Jedynym ratunkiem było czekanie, którego pętla zacieśniała się coraz bardziej na delikatnej szyi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2154
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptySob Lut 17 2018, 19:54

Szorstkie, utrzymujące zimę powietrze wdzierało się w nastroszone chorągwie piór kruka. Wnętrze pokoju od zawsze było kontrastem - przeciwstawnym biegunem ciepła oraz sączących się często świateł. Zwierzę zastygło, chwilę w bezruchu po przekroczeniu progu otworzonego okna. Zaskakująco myślący, pełen porozumienia wzrok ptasich ślepiów odszukał jej twarz, pełną rozsypanych, drobniutkich piegów. Spojrzenie Holmes błądziło, a on błądził wraz z nim
w niewiedzy.
Bał się, że oto zdoła ją nieuchronnie odepchnąć - z każdym stawianym krokiem sprowadzi zaszczutą w kąt, rozkazującą odejść, tym razem dosadnie, bez możliwości zanegowania drżącego w głosie rozkazu. Swoim nadejściem znów igrał z prawdopodobną porażką, stąpaniem po cienkiej, jakby szklanej podłodze, której subtelna tafla w mig mogła pokryć się rozległymi zmarszczkami spękań. Porażka niemniej nie wchodziła w rachubę - tuż po ostatniej, nie mógł oddać tej sytuacji oraz z pełnym pogodzenia się niepokojem utworzyć całość z cieniami swojej patronki nocy. Nie miała wręcz prawa wymknąć się z jego dłoni oraz rozpadać na jeszcze więcej kawałków - pełnych niepewności, raniącej membranę jakże wrażliwej skóry.
Nie potrzebował żadnych, złożonych wyjaśnień, nie zabiegał o konstruktywne odpowiedzenie na każde z zadręczających pytań. Nie miał w zamiarze obciążać ją wyrzutami z przyczyn swojego milczenia - jednoczącego jej wargi w jedną, enigmatyczną linię. Nie dojrzał nawet jej twarzy, wcześniej, wszystko postępowało zbyt prędko, zbyt chaotycznie, zbierał się ledwie w powrocie do pospolitej teraźniejszości oczekującej pracy. Ryzykował. Zarówno jej reputacją jak jego; przecież doskonale potrafił wydobyć w umyśle treść plotek owiewających Trausnitz za sprawą zaciętych osób. Oburzenie nauczycieli, śmiech części uczniów, niekiedy niedowierzanie j a k te osoby mogą być uwikłane w umorusanie amoralnością. Wydawali się idealni w swym zakłamanym obrazie, chociaż zdecydowanym przeciwieństwem był on - przepełniona powagą i roztropnością iluzja odpadała niczym zeschnięta, bezużyteczna skorupa, gdy przestawały ścigać zobowiązania, gdy oficjalność została już wypełniona - kiedy mógł zamknąć siebie (i ją) wewnątrz szczelnej, wymyślonej poniekąd kryjówki.
Przedstawiający zwierzęcą postać, płaszczący się cień - przechodził metamorfozę na równi z pierwowzorem sylwetki. Obecna postać mężczyzny zgodnie ze swym zamierzeniem zbliżała się, wolno, delikatnie, nie chcąc narzucić innego biegu potajemnego niemal spotkania; wyciągnął powoli ramiona, by objąć Holmes w pełnym bliskości geście, który odwiecznie lubiła, wyzbytym z erotycznych podtekstów.
- Wszystko w porządku? - spytał wyłącznie cicho, być może - banalnie, lecz nawet w tej banalności wierzył w możliwość odnalezienia fałszu. Dysonansu, który mógł między nimi zaistnieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1163
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptyNie Lut 18 2018, 20:10

Nie oczekiwała reakcji.
Może nawet jej nie chciała?
Element zaskoczenia wynikający z zachowania Daniela sprawił, że Marceline nie potrafiła odnaleźć się w czterech ścianach, jakby szukała w jego postawie drugiego dna, pewnego podtekstu, czegoś nieszczerego. Gniew? Złość? Cóż mógł odczuwać w tym momencie, skoro kilka godzin wcześniej zmusiła go do głębokiego rozmyślania na tematy związane z nieodpowiednimi, wręcz nagannymi reakcjami? Uciekła jak tchórz, stała się nieprzewidywalna w swym postępowaniu, ale im dłużej to trwało, tym bardziej pragnęła, by pojął, że nie czyniła źle wobec niego, a jedynie wstyd zmuszał ją, pchał wręcz w ramiona dystansu, którego szukała niczym ślepiec w gąszczu skomplikowanych emocji.
R o z u m i e s z?
Gdyby tylko miala świadomość, co go dręczy i jak bardzo nie daje spokoju, być może odważyłaby się na szczątkową szczerość, której iluzoryczna elementarność doprowadziłaby do rozwiązania zagadki; tak dziwacznej, ale krukonka była jeszcze młodziutka, zbyt młodziutka, by przewidzieć pewne rzeczy od razu. Do tej pory nie miała sposobności, by wydusić z siebie kilka prostych sentencji opartych o uczucia, bojąc się, że Daniel najzwyczajniej w świecie zniknie i nigdy więcej nie zechce z nią rozmawiać. Spędzali dnie na ciszy, ktora przenikała przez ich spaczone dusze, pieściła umysły i zezwalała na pełen relaks bez obowiązku wtargnięcia głębiej niż wypadało. Jako wprawni obserwatorzy, którzy nie potrzebowali słów do opisania siebie nawzajem, być może pragnęli podświadomie tych kilku fraz potwierdzających to, czego mogliby być pewniejsi po wypowiedzeniu zobowiązujących obietnic. Defekt tego jednak przytłoczyłby ich, bo zostaliby wobec siebie zobligowani, spaczeni przez parol cyrografu.
Cofnęła się o krok, pomimo że chciała ulec złudnemu wrażeniu o bliskości, którą chciał jej zaoferować, a którą faktycznie jej dał kilka sekund później. Nie oponowała. Zachłysnęła się zapachem męskich perfum, które tak lubiła i tak jak zawsze schowała twarz wtulając się w jego tors. Oddech Marceline uspokoił się, stał się miarowy i informował o tym, że jest już spokojniejsza, a to tylko dlatego, że był tutaj, znowu.
- Nie chciałam - szepnęła ledwie słyszalnie, a zaraz potem uniosła spojrzenie, którego błękitne pierścienie wlepiały się w twarz Bergmanna. Szukała w nim emocji, ewentualnej reakcji, którą mogłaby przewidzieć, ale bez reszty pochłonięta była przez jego obecność. - Ale... Ja już nie jestem niczego pewna, Daniel - przyznała w końcu, oczekując pewnych zachowań, być może słów, które utwierdziłyby ją w przeświadczeniu, że nie powinna się bać.
Nie miała czego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2154
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptyWto Lut 20 2018, 11:28

Oddalała się, nieuchronnie; pod rozciągniętym dystansem on plątał się w coraz większych rozgałęzieniach niewiedzy, niepoliczonych ramionach przykrywających umysł. Niczym zgubiony podróżnik, który w ciemności wyciąga przed siebie ręce, brnie w niekorzystnych warunkach, mając sklejone bezwzględną czernią źrenice - tak w rozważaniach wędrował pośród hipotez. Nie wiedział (skąd przecież mógł wiedzieć?) jak każda z nich wielce mijała się z prawdą; rozważał strach, aczkolwiek z innych powodów, rozważał niechęć, rozważał narastające wewnątrz wyrzuty - rozważał wszystko, tylko nie rzeczywistą odpowiedź. Z powodu swojej niewiedzy formował stos możliwości, stos subiektywny i niekoniecznie choć w punkcie wspólny z dziewczęcym tokiem myślenia. Nie był jednakże wściekły; pod warstwą skóry panoszył się lekki zawód, królowała niepewność, zmieszanie, jedna wielka enigma. Nie umiał rozszyfrować przyczyny sam z siebie, dlatego też postępował jak z wielce kruchym przedmiotem, jakby nieznacznie bardziej zdecydowany ruch mógł okazać się zapowiedzią klęski. Nie mógł opuścić jej, nie mógł pozwolić odejść (nie wiedząc czemu, bał się na swój sposób tego wszystkiego, tak, bał się, że znów uczynił coś ź l e w jej odczuciu; co, konkretnie, nie umiał wskazać), nie mógł po prostu jej stracić. Palenie mostów powiązań, zwłaszcza tych umacnianych przez istniejące uczucia było niczym palenie samego siebie, było częściową autodestrukcją uskutecznianą w przestrzeni przeżytych lat - jakby bez większych szwanków. Pozornie. Nawet, jeśli nie umiał przyznać, wygłosić - w najintymniejszych sferach jestestwa; część Daniela Bergmanna była niezbicie pewna, jak niszcząco działały niektóre (i nieuchronne) odtrącania od siebie ludzi.
Tym razem nie miało prawa mieć miejsce ponowne zatoczenie symbolicznego kręgu.
Zamarł więc aktualnie w bezruchu, wszelkie cząsteczki uwagi poświęcał na umniejszoną odległość, tę skromną radość z przybycia, wtłaczania znajomego zapachu przy każdym oddechu w płuca; przylgnięcia jej twarzy do klatki piersiowej, gdzie, pod osłoną żeber rzekomo miało ulokowane być serce, kurcząco wierne regule podtrzymywania życia. Ekspresja mężczyzny zdradzała absolutnie niewiele, można powiedzieć nic, wpatrzona wyłącznie, podobnie, oddana jakby tej chwili.  
W końcu
n i c
nie wiedział.
- Nie zrobiłbym czegoś wbrew tobie. - Szept wydobyty nareszcie spomiędzy spierzchniętych warg, w nieuniknionym zniżeniu, wydawał się być przykryty korozją chrypy. Tego mogła być pewna. Czy była? Nawet on umiał przestać.
Zawsze jej potrzebował:
zgody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1163
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptyWto Lut 20 2018, 15:28

Chciała by zrozumiał.
Nie umiała jednak ubrać prawdy w odpowiednie słowa, jakby wszystkie jawiły się jako źle dopasowane. Potrafiłby pojąć prozaiczność jej czynu, który notabene był egoistyczny, wyzbyty ze wszelkich uczuć związanych z jego osobą? Wbrew pozorom - daleka była od zapomnienia, pragnęła jedynie znaleźć sposób, który bez zbędnych dróg wymijających wyjaśni to co było w tej chwili nielogiczne, przesiąknięte absurdem, pozbawione jakiegokolwiek sensu.
To czego dopuścił się w szkole było nic nieznaczącym aktem w obliczu tego, co zaczynało choć odrobinę szargać jej drobnym ciałem, tak wątłym i kruchym w jego ramionach; emocje królowały nad dziewczęcym umysłem, pożerając go bez większego trudu. Ziarno niepewności zostało zasiane nim zdążył przyjść, a o czym zapewne nie miał pojęcia, bo jakże mógłby, skoro w tej jednej chwili, sięgając smukłymi palcami jego klatki piersiowej, toczyła wewnątrz siebie walkę. Każda możliwa fraza poskładana w jakikolwiek z dźwięków nie ulatywała spomiędzy jej warg, nadal korzystając z ciepła, którym ją otulał, nie chcąc choćby na ułamek sekundy stracić tego, co koiło jej nerwy.
Nie zrobiłbym czegoś wbrew tobie
D l a c z e g o w ten sposób o tym myślisz?
Uniosła spojrzenie na twarz mężczyzny, próbując odgadnąć jego skotłowane myśli, które były dla Holmes zaskakujące, czego nie potrafiła ukryć, szukając usprawiedliwienia dla ów sentencji. Zmarszczyła nieznacznie nos, który był pokryty siateczką piegów, próbując pokazać mu, że nie wie, nie rozumie - nie zna powodu, dla którego zdecydował się na tak enigmatyczne wyznanie.
Smukłe palce rudowłosej przemknęły na ramiona Daniela, po czym odsunęła się nieznacznie, chcąc z nim porozmawiać, po raz pierwszy, jakby wcześniej nie stać ich było na odrobinę szczerości.
- Nie zraniłeś mnie - powiedziała spokojnie i przygryzła policzek od środka, zastanawiając się nad kolejnym zapewnieniem, które być może uwolniłoby ich od tej ciężkiej atmosfery. Niesprzyjająca aura wiązała ich ze sobą, splatała sylwetki i czyniła zeń niewolników, co mogło być przyczyną kolejnej ucieczki, ulegnięciu złudzeniu, że przecież nigdzie nie ma problemu. - Chciałam tego, Danielu - przyznała, a chwilę potem wypuściła powietrze ze świstem. - Po prostu, ja... Wystraszyłam się tego, co stało się po wszystkim; jestem twoją uczennicą, może to jest niewłaściwe? Na pewno jest... - przyznała ledwie słyszalnie, nie dając mu w ten sposób prawa głosu. Z pewnością musiał dostrzec nostalgię w jej wielkich oczach, które tak często wlepiały się w niego, gdy budziła się przy nim i szukała potwierdzenia w jego uśmiechu, że to nie fikcja, że jest naprawdę obok. - Przepraszam.
I czy mógł to przewidzieć?
Nie;
przecież nigdy nie rozmawiali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2154
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptyCzw Lut 22 2018, 22:43

Bez przerwy błądził; gubił się w jej skłębionym wywodzie, który odbierał niczym raniący dysonans. Sprzeczność wzrastała, chłonąc swą siłę z gleby niezrozumienia, chciałam i niewłaściwe splatające się razem w czarne obłoki wizji, prześladującej rozpoczętą ulewą osamotnionych pytań. Wcześniejsze spotkanie z przypadkowym i nieistotnym uczniem (czyżby?) wyłącznie wzmacniało spoiwo nękającej Bergmanna teorii; sprowadzającej tak samo wściekłość jak smutek, odrzucenie, bezsilność oraz irracjonalne pragnienie szerzenia nadal swej amoralnej tyranii.
Oczywiście - było to niewłaściwe.
Nie zostawiało zwątpienia; a jednak, nigdy nie zadawali tego rodzaju pytań, nigdy nie bili się w piersi z powodu narastających wrzasków sumienia, nigdy nie przejmowali się opiniami gdyby ktoś wreszcie spostrzegł, jadowicie oraz bezwzględnie nadając opinię występkom. A jednak, teraz, wydawało się Bergmannowi że ona nie wie, jakby przepełnia się wstydem o który niegdyś, w kłótni posądzała z wyrzutem jego. Rozgrzana do niestabilnej białości strona zdenerwowania, miotała się wewnątrz duszy i nakazała wydobyć jedno, okrutne pytanie czy aby nie był ktoś więcej. Czy mogła go oszukiwać? Druga, instynktowna oszczędność w darzonych słowach nakazywała wstrzymanie, usunęła cisnącą się uporczywie na język kwestię. Milczał przez moment, spoglądając ponownie, w skupieniu na jej oblicze, nadal niepewny, nadal w ogromie niezrozumienia. Zazdrość była odwiecznie czujną, sprytną strażniczką - najmniejszy pretekst zrywał ją w gotowości; nigdy nie opuszczała gardy. Dźgała boleśnie i podsycała ogień - dlatego zawsze irracjonalne zdenerwowanie panoszyło się w nim w sytuacjach analogicznych z chłopcami, niekiedy bardziej zażyłych, o wiele bardziej drastycznych w oddziaływaniu.
- Nie możesz wątpić - powiedział tylko, swoją dłonią, ostrożnie i delikatnie - jakby bał się ją przejąć lękiem - dotknął dziewczęcego policzka, muskając palcami subtelne zarysowanie owalu twarzy. Po prostu chciał pozbyć się narzuconych wówczas rozmyślań, chciał, aby więcej nie uciekała w milczeniu, aby nie przemykała w oddali gdzieś korytarzem, aby zjawiała się regularnie na prowadzonych lekcjach. Aby nadal wiedziała - są dla siebie, nie potrzebują tych idiotycznych, wiążących ich w społeczeństwie reguł. Błękit oczu mężczyzny po raz pierwszy od dawna, nie raził w tych sytuacjach szorstkim, spowijającym chłodem; było w nim nawet coś w kształcie smutku, na podobieństwo męczącego oczekiwania.
Powiedz mi
że się m y l ę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1163
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptyPią Lut 23 2018, 10:50

Nie myślała o tym.
Nie - w ten sposób.
Jej obawy wynikały z utkanej siateczki niejasnych emocji, stwierdzeń do tej pory niewypowiadanych i myśli nie określonych przez nędzne standardy normatywności. Uwiedzeni przez pryzmat wykreowanych pragnień błądzili do dzisiaj, szukając ukojenia w swoim towarzystwie, choć to Marceline szargało dziś przeświadczenie, które zrodziło niepewność związaną z nim.
związaną z nimi
Emocje uderzyły w nią gwałtownie, kiedy przyglądała się twarzy Daniela i widziała ten niepokój, który szczątkowo zaczynał przelewać się również na nią, jak gdyby kierowana była niewidzialną siłą, by obrać właściwą drogę. Nie umiała jednak pojąć - dlaczego - skoro widział jej rozkosz, tak zawstydzającą, budzącą do życia poczucie niejasności. Dlaczego, mając świadomość, że to wobec niego była uległa, na niego patrzyła z fascynacją wypełniającą jaśniuteńkie pierścienie wokół źrenicy, ukrywając prawdziwe powiązania wynikające z ich relacji. Nie wiedział nikt, a mimo to - Daniel Bergmann wątpił; w jej szczerość, oddanie, lojalność i co gorsza... w uczucia.
Złość mimowolnie wtargnęła do podświadomości rudowłosej, kiedy nieustannie wlepiała w niego wzrok, chcąc mieć pewność, że to nie żart, że on naprawdę wątpi i tak źle mógłby interpretować słowa, które padły. Czyżby zapomniał, że od początku rozmawiali ze sobą emocjami, przenikającą ciało zmysłowością skrzyżowaną z subtelną odłamem nieodartej z niewinności erotyki? Zawarte w każdym geście, spojrzeniu przenikliwym, dotyku tak enigmatycznym; doprawdy, nie pamiętasz? Musiała dać mu nauczkę, ta idea zaczęła jej przyświecać też po wypowiedzianej sentencji, po tak iluzorycznym dotyku, który rozniecił w niej ogień, tak intensywny, tak palący, że to co się liczyło - było ledwie namiastką egoistycznej zemsty. Nie powinien wątpić w to ci ich łączyło, że mogłaby mieć innego, bo jakżeby śmiała wtedy pozwalać mu na przedarcie się przez barierę ubrań? Czy naprawdę wierzył, że pozwoliłaby mu na to co wydarzyło się kilka godzin wcześniej przed jego wieczorną wizytą?
była zła
- Daniel, ja... Musisz wiedzieć, że ja... - zaczęła się jąkać, celowo odwracając spojrzenie, nie chcąc na niego patrzeć, jakby wiedziała, że rozpozna jej kłamstwo po oczach. Jej aktorstwo nie było najgorsze, ale nie było też wybitne, a on tkwił w niej zbyt głęboko, by nie zdołał tego zauważyć. - Doskonale wiesz, że kiedy się poznaliśmy, nie mówiłam ci - ile mam lat, bo pragnęłam cię najmocniej w świecie i bałam się, że mnie nie zechcesz, ale teraz... - zawiesiła głos i przygryzła dolną wargę, wszak cień uśmiechu poczynał się powoli błąkać na jej licu. Nie powinna w ten sposób reagować, nadal trzymając Bergmanna w iluzorycznej otoczce słów zbyt nieoczywistych, zamierzając utrzeć mu nosa, pokazując, że jak i ona chce to potrafi być wredna i złośliwa. - Teraz jesteś moim nauczycielem, masz prawie czterdzieści lat, a ja otaczam się młodymi, przystojnymi studentami na widok, których powinny mi drżeć kolana... Wiedziałeś, że ostatnio kilku się mną zainteresowało? - zapytała i odwróciła się do niego nieznacznie, pozwalając raz jeszcze uśmiechowi zagościć na jej twarzy. Scenariusz, który szyła w tej jednej chwili tak bardzo podobał się Holmes, że zaczynała rozważać karierę pisarki, szczerze licząc na ufność mężczyzny względem jej opowieści. Wróciła ponownie spojrzeniem do szklanej tafli okna, a głucha cisza obejmowała ich oboje. - I podoba mi się jeden, Danielu... Nie mogę cię oszukiwać... - zawiesiła głos, a smutek przyozdobiony w sentencji zawisł między nimi, kiedy wreszcie wydusiła z siebie to ciążące brzemię. Znalazła się na wprost niego, przyglądając się jego reakcji, szukając niewiadomej, która ukrywałaby się w jego oczach, licząc na to, że uwierzył we wszystko, bo najlepsze miało dopiero nadejść. - Nazywa się Daniel Bergmann, o ile go w ogóle znasz - wydusiła z siebie w końcu i parsknęła cichym śmiechem, kiedy wreszcie zeszło z niej ciśnienie wypełniające szczelnie płuca; spodziewałeś się? Zrobiła krok w przód i stanęła na palcach, by ledwie wyczuwalnie musnąć ustami jego usta na znak, że to prawda, że nie kłamała. Smukłe palce ułożyła na męskim karku, a czołem wsparła się o jego klatkę piersiową. - Jesteś idiotą - wyszeptała, by zaraz potem wtulić się w bergmannowe ciało i złagodzić irytację, która być może tliła się na horyzoncie.
Dostałeś nauczkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2154
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptySob Lut 24 2018, 23:43

Wykreowana przez wężowisko myśli, lepko ogarniająca pułapka - chwytała go w swoje sidła. U p a d a ł, staczał się w stronę dna wyżłobionej przez swą niepewność przepaści, w niewiadomą, zalewał czaszkę falami niewiedzy ponownie - rozważającej wszelkie, dziwaczne alternatywy. Owszem, posądzał ją o zwątpienie, o niechęć, o chłodny lęk, przeszywający jej drobne ciało. O targające nią aberracje pierwszych, uzewnętrznianych wyrzutów, przypominania o bzdurnych, wyznaczających bezbarwną codzienność zasad (z kolei wzgardzonych i podeptanych przez nich). Wyszukiwał coraz to bardziej złożonych niby-przyczyn wymknięcia się w zaciśniętym milczeniu, z jedynym, rozdzielającym dźwiękiem zamknięcia drzwi starej, dawno nieodwiedzanej klasy. Zostawiła go, wówczas samego z hordą niezwykle chwiejnych podejrzeń.
Po prostu
był beznadziejnie zazdrosny.
Zabawnie, paradoksalnie - niepotrzebnie? - jak hipokryta. Przecież nie powiązały ich żadne, choćby najprostsze przysięgi; spajająca relacja była wyłącznie (oraz aż) opierana na wypadkowej nieposkromionych impulsów, ściągających ku sobie w pojęciu sił magnetyzmu. W całym tym braku sprecyzowanych - wręcz odrzuconych - reguł, wymagał oraz wrzał w gniewie przy każdym, niesprzyjającym w jego opinii kontakcie. Samozwańczo przyznawał prawo wyłącznie osobie własnej, usilnie pragnąc zagarnąć ją tylko dla siebie. Nie ustawał niemniej w zaburzonym obrazie nieprzyjemnego kłamstwa, w którym sam nie odmawiał sobie tylko, pozbawionych zobowiązania i sporadycznych spotkań z innymi, w których nie wzbraniał się przed fizyczną bliskością. To w odczuciu Bergmanna nie posiadało najmniejszego znaczenia, było wyłącznie płytkim zaspokajaniem potrzeby, czynem, z którego automatycznie siebie rozgrzeszał. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, zaś jego własna zaborczość była nieokiełznanie żarłoczna. 
Zdenerwował się, nieświadomie wplątany w drobne jej przedstawienie, teatr jednej aktorki, która chwilowo zwodziła i naprężała cierpliwość - jej włókna omal nie pękły z trzaskiem tłoczonych w afekcie słów, całe szczęście, powstrzymywanych w czas trwania zgrzytu. Słysząc wspomnienie swojego wieku (nie trzeba było wygłaszać żadnych przypomnień, miał lustro, jasna cholera, wiedział; wyglądał prędzej na więcej niż mniej rzeczywistych lat, choć czy miało to jakiekolwiek znaczenie?) zacisnął jedną dłoń w kostniejącą pięść. Kłykcie pobladły, zaś tępe płytki paznokci wpijały się jakby najsilniej w wewnętrzną stronę, inicjując kojący (nieznacznie, niedostateczny) impuls roztaczanego bólu.
Tak, widział. Zbyt wiele widział.
W momencie, gdy wszystko nagle i ostatecznie miało się wylać, pęknąć w swoim nadmiarze żółci; wtedy, zaplanowana inscenizacja wyszła dopiero na jaw. Emocje skradły rozsądek, ich chaos oszukał go, nabrał niczym pełnego naiwności dzieciaka (a nimi podobno gardził). Co, jeśli mężczyźni nie dorastali pomimo wieku? Konsternacja zawadziła w odwzajemnieniu zbliżenia warg; potem już objął ją, ponownie, odczuwając przyjemność i dziwną ulgę uspokojonych a rozszalałych jeszcze przed chwilą uczuć. Jego usta wygięły się w krzywą formę uśmiechu, chociaż całokształt ekspresji przemawiał za pogodnością.  
- A ty jesteś złośliwa - odparł z udawanym rzecz jasna wyrzutem. Wytrwał tak chwilę, w miłym obecnie milczeniu - w przeciwieństwie do wcześniejszego, ciężkiego w nieprzychylności.
Niepewność wygasła.
(Chwilowo?)
- Przyjdziesz następnym razem? - dopytał cicho, niechętnie pragnąc wypuszczać ją ze swych ramion, chociaż - to było nieuchronne, konieczne, z każdą minutą wzbierały wody ryzyka. Teraz nie musiał, jeszcze, nie wykonywał większego ruchu, jakby był wyrzeźbiony w tej pozie i miał pozostać przez wieczność. - Oczywiście na lekcję. - Nawiązał półironicznie, półżartobliwie, odwiecznie drwiąc z owej funkcji, przez większość znaną jako jedyną; na całe szczęście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1163
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptyNie Lut 25 2018, 21:23

n i e w i e d z i a ła
Ich relacja jawiła się jako sinusoida, w którą wpadali, nadając znajomości palety wszelkich emocji określających ich bliskość jako niedozwoloną bądź całkowicie akceptowalną. Nigdy jednak nie mogliby ujawnić więzi, tak specyficznej, tak niepoprawnej, która ich łączyła. Przypominało to niemy film, gdzie odgrywali znaczące role, choć całość pozostawała w niewiadomej.
Gdyby tylko mogli...
Obserwowała Daniela, próbując rozeznać się w jego mimice, która nadal pozostawała nieodgadniona. Przesuwała jasnymi tęczówkami po zarysowanej linii kości policzkowych, warg, których smak znała i oczach, których błękitna barwa pozostawała nieodgadniona. Dlaczego złość przemawiała przez jego ciało, a pięść zaciskała się tak bardzo, że Holmes powoli zaczynała pojmować targające nim uczucia? Nie dostrzegała tego wcześniej, pozwalając myślom kierować się w jeden tor, gdzie to na obranej przez nią ścieżce wizji - nie była dla niego ważna; nie na tyle, by tak silnie odczuwał obawę o ewentualną stratę.
Nie kłamała bowem, dukając te wszystkie frazy. Byli tacy, którzy szczerze chcieli z nią obcować, poznawać i karmić się wszystkim, co tylko mogłaby im ofiarować, ale Marceline nie była zainteresowana. Przypominała w tych znajomościach iluzoryczną, zwodniczą nimfę, wszak to w ramionach Daniela odnajdywała niejednokrotnie spokój i to przy nim odnajdywała w sobie intensywne emocje, które targały nią i zmuszały do rzeczy okrutnych, słów niezamierzonych, ale padających z ust na tyle celnie, by raniły do żywego. Bergmann oddawał jej to wszystko ze zdwojoną siłą, przez co dyskomfort przytłaczał jej umysł i starał się zniwelować niepowodzenie, odsuwając się całkowicie w cień. Nie należał do niej - nie mogła więc niczego wymagać, jakby podświadomie akceptując ewentualne spotkania, o których nie potrafiła myśleć. Wyobraźnia Holmes była nad wyraz rozwinięta, a pajęcza sieć przekonań, że to dla innej jest czuły i, że to inna przy nim zasypia, wydawała się dostatecznie przykra, by jeszcze pozwalać obrazom pojawiać się w jej myślach.
Nie musiał znać jej obaw,
przecież i tak n i e rozmawiali.
Zignorowanie tego delikatnego muśnięcia warg sprawiło, że uniosła wymownie brew, a przez kanaliki nerwowe przepłynął prąd rozczarowania. Nie przypuszczała, że tak silnie da się wplątać w dziewczęcą intrygę, jakby zapominając o tym, co wydarzyło się przed kilkoma godzina, w święta czy nawet wiele miesięcy temu w Trausnitz. Czy kiedykolwiek go zawiodła?
- Nie jestem złośliwa - odpowiedziała butnie i wbiła w twarz Daniela intensywne spojrzenie jaśniutkich tęczówek. - Po prostu... - ja też się boję - dobrze, że jesteś - dodała z subtelnym uśmiechem i odsunęła się na krok. Słowa jakimi ją uraczył, zmusiły Holmes do uniesienia wymownie brwi. Doprawdy chodziło tylko o naukę? Oczywiście!, ona mogła chodzić jedynie na zajęcia, ale kto pierwszy poprosi, by zjawiła się w jego mieszkaniu po zmroku lub przyszła do gabinetu, gdy w całym Hogwarcie zapadnie głucha cisza? Nie powinien jej prowokować; nie tak. - Będę, t y l k o na lekcje - przyznała, a ironiczne wygięcie ust miało symbolizować wydrwienie frazy, która była kłamstwem.
Oboje o tym wiedzieli.
- Żałuję, że nie zostaniesz - przyznała i zbliżyła się ponownie, by przedłużyć czas rozłąki, oddalić go w czasie - ile tylko było możliwe.
Zbyt rzadko.
Zdecydowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2154
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptyWto Lut 27 2018, 16:44

W wyłącznie jednym przypadku rozkruszał zbroję opanowania - pancerz odpadał niczym wyschnięta skorupa, złuszczał się, współpracując z wybuchem gniewu broczącego spod sporządzonych złączeń, gniewu, którym się krztusił, który z odrazą wypluwał w stronę najbliższych twarzy. Przypadek ów był tak prosty jak trudny do uiszczenia - destrukcja całości planów, odcięcie od jakiejkolwiek ucieczki i zestawienie z szorstką ścianą niemiłej prawdy. Uwielbiał tworzyć różnorakie zamiary, uwielbiał wzbijać się naprzód, spisywać przewidywania następstw decyzji; był w swojej grze zbyt zuchwały, tak zuchwały - aby w czas braku przyoblekać się trudną w utrzymywaniu wściekłością. Być może właściwy Daniel Bergmann, ten pod warstwami iluzji wpajanych sobie i światu, był najzwyczajniej słaby, podatny, skazany na szalejące emocje - wznoszące bunt każdym razem, usiłujące wydostać się oraz przejąć władzę. Nie umiał powstrzymywać wówczas, sprecyzowanych wybuchów swej irytacji, mięśni, które zbrylały się w swoich włóknach aby utworzyć pięści. Nie umiał, w żaden sposób zaniechać ciągłej potrzeby sprawdzania, czy przynależy niemal do niego. Była wolna. On również.
Ciężko współistnieć w sprzecznościach.
Z kolei on - składał się z tych sprzeczności, wybudowany na błędach, na wadach rozszerzających królestwo, które swobodnie skryły się pod otoczką słodko spreparowanych kłamstw. Jego życie - było wszak nieustannym zmaganiem na scenie. Niemniej, nawet on, kiedyś gubił się w swoich kwestiach, nie odnajdywał papierów z zapisanymi treściami, skazany na spontaniczność. Kiedyś ujawniał cząstkę samego siebie. Pozostawało pytanie - co było prawdą?
Prawdziwy i materialny był dotyk, którym ogarniał drobną, przybliżającą się doń sylwetkę. Niewymuszonym był uśmiech, zakładany na twarz. Uspokojona rutyna wymienianego oddechu, serce w stałości wykonujące pracę. Był. Chciał być.
W ten nieudolny sposób, który - jej pozostawał. Tak żałośnie niewiele mogąc zaoferować w zamian.
- Wrócę - odpowiedział po chwili. Ton pozostawał pełen rezonu mimo postaci szeptu, muskającego ledwie rozwarte wargi. Poważnie; zerwał z uszczypliwością. - Przecież wiesz. - Wracał. Mimo wszystko, od pierwszego spotkania podczas wakacji, pojawiał się znowu i znowu na ścieżce wędrówki życia. Zbliżył się, przechylając lekko swą głowę, aby złączyć ich usta w pełnym już pocałunku, jakby w ten sposób pragnąc się (nie)ostatecznie pożegnać. Odsunął się, z trudem oraz otworzył szerzej strzegące przed śniegiem okno. Pozostał tylko ulotny dźwięk wzbijających się skrzydeł i pojedyncze pióro, opadające w wolnym, pełnym otumanienia tańcu na jej parapet. Zwierzęca sylwetka już dawno zlała się z okolicznym mrokiem.

| Daniel zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1163
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
nieświadomość QzgSDG8




Gracz




nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość EmptyPią Mar 23 2018, 23:00

Możliwe.
Możliwe, że wracał nieustannie, wszak to było ich nieodzowną częścią, w której tonęli oboje, gdy szukali rozwiązań dla kolejnych, iluzorycznych spotkań. Zamknięci w czterech ścianach, nieznacznie z dala od dotychczasowych miejsc, w których to poddawali się enigmatycznej ciszy, pomimo że nie skąpana była ona w erotyźmie, o który mogliby zostać podejrzani przez niechcianych obserwatorów. Owszem, zapewne mieliby rację, gdyby spróbowali odgadnąć ich niejednoznaczne metody, w których to przekraczali umowne granice, ale były na tyle wyidealizowane, że nikt nie miał prawa wyjawić sekretu. Holmes była zbyt odporna na te wszystkie oskarżycielskie spojrzenia, pomimo że wielokrotnie strach paraliżował jej wątłe ciało, gdy tylko ktoś szeptał za jej plecami lub z pewnością w głosie informował, że wie więcej niż by chciała.
I r r a c j o n a l n e.
- Kiedy? - spytała, a może tylko pomyślała, by wreszcie pozwolić mu odejść - bez odpowiedzi. Obserwowała linię delikatnej, szklanej taflii, by wreszcie pogrążyć się w samotni, która panowała wśród ciemnego pokoju, gdzie to została porzucona wbrew wszystkiemu. Czuła niepewność, która mąciła jej spokój, ale czy to było ważne?
Nieistotne.
- Gdybyś tylko wiedział... - szepnęła sama do siebie, a zaraz potem pogrążyła się w głębokim oceanie myśli, które pozwalały na przeanalizowanie dotychczasowego przebiegu większości spotkań. Czy powinna mu powiedzieć? Wyjawić choćby jedno poczucie obłudy? Możliwe, że było to głupie, nielogiczne, ale im dłużej trwało, tym więcej wątpliwości obejmowało jej kruche ciało.

/zt M.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

nieświadomość QzgSDG8








nieświadomość Empty


PisanieTemat: Re: nieświadomość   nieświadomość Empty

Powrót do góry Go down
 

nieświadomość

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: nieświadomość QCuY7ok :: 
retrospekcje
-