Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość


Leonardo Taylor Björkson

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 186
Galeony : 710
  Liczba postów : 716
https://www.czarodzieje.org/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
https://www.czarodzieje.org/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.org/t8122-chodz-do-leosia
https://www.czarodzieje.org/t8124-leonardo-taylor-bjorkson
https://www.czarodzieje.org/t19087-leonardo-taylor-bjorkson-dzie
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptyCzw 21 Sie - 14:44;

First topic message reminder :


Izba przyjec


Miejsce, do którego trafiają poszkodowani. Jednocześnie jest to jedno z miejsc, w którym odbywają się praktyki, staże i kursy na pracowników szpitalu świętego Munga. Niemal zawsze zastaniesz tu tłum ludzi, więc lepiej ustaw się w kolejce.


Ostatnio zmieniony przez Leonardo Taylor Björkson dnia Czw 21 Sie - 15:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Maelynn Breeden

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Bardzo często nosi ze sobą pluszowego lisa o imieniu "Malia", miewa napady lękowe i ataki paniki
Galeony : 147
  Liczba postów : 154
https://www.czarodzieje.org/t19754-maelynn-breeden#594818
https://www.czarodzieje.org/t19764-reyna#595583
https://www.czarodzieje.org/t19128-maelynn-breeden#557047
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptyNie 25 Paź - 15:51;

Kontynuacja wątku w opuszczonych szklarniach

Lądowanie na izbie przyjeć wyrwało ją z letargu. Po ukończonej teleportacji zaczerpnęła głośno powietrze i mocno złapała oburącz rękę Felinusa, którą ją trzymał. Zamrugała dziko, dostrzegając ciemność przed sobą i odrobinę światła na dole. Ciemność, widzi ciemność...a nie, to tylko kaptur jakiejś bluzy. Skąd ona miała bluzę?
-Skąd ja mam bluzę?
Powtórzyła pytanie na głos, przywierając do ciała Felinusa, chowając twarz przed innymi obecnymi na izbie przyjęć. Musiała wzbudzić zainteresowanie swoim małym przedstawieniem, ale z drugiej strony trafiali tutaj ludzi z tak dziwacznymi przypadkami, że raczej to zainteresowanie nie było długotrwałe. Uniosła spojrzenie na twarz towarzysza i zwolniła chwyt na jego ręce, przenosząc dłonie na jego klatkę piersiową. Obdarzyła go szczenięcą miną, pełną wdzięczności.
-Magiopsychiatra Emily Ferian.
Wyszeptała dobrze znane jej imię i nazwisko kobiety, która się nią zajmowała. Miała nadzieje, że Felinus domyśli się, o co chodzi. Wciąż nie była w stanie tłumaczyć ani rozmawiać w logiczny sposób, ale widać było, że odzyskała cześciową kontrolę, będąc cieniem samej siebie.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1902
  Liczba postów : 7357
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptyNie 25 Paź - 16:38;

Nigdy nie cierpiał teleportować się wraz z innymi.
Sytuacja w Luizjanie przyczyniła się do takiego, a nie innego podejścia, kiedy to chwycił za rękę Maelynn, by tym samym zetknąć się z okrutną rzeczywistością w postaci potencjalnych skutków takiego procederu. Nie zamierzał ponownie przyczynić się do utraty czegokolwiek, dlatego skupił się maksymalnie na celi, woli i namyśle, by przypadkiem nie teleportować ich bez wątroby lub nerki. Nie chciał przyczyniać się do kolejnych krzywd; sytuacja z panną Strauss była już na tyle poważna, że sam nie przejmował się własną bezpłodnością. Nie uważał, żeby jądra były mu potrzebne; mając odpowiednią terapię hormonalną, mógł sobie bez nich poradzić. Brak strun głosowych wydawał się być znacznie poważniejszą wadą; głosem wykrzyczy o pomoc, a tym, co ma między nogami - nieszczególnie.
Sytuacja z atakiem paniki nie była żartem, a prędzej czymś, czym powinien się zająć; nie bez powodu podchodził do tego wszystkiego z należytą dozą powagi. Kurs na asystenta uzdrowiciela miał, jakieś doświadczenie także, ale nadal, nie był magipsychiatrą. Nie pałał się w zagłębianie w struktury poszczególnych myśli, jak również nie mógł pomóc; przynajmniej nie teraz, kiedy jego doświadczenie nie było za duże. To pokazywało, że może fizyczne rany jest w stanie zasklepić zaawansowanymi zaklęciami, ale gdy przychodzi porozumieć się z ludzką psychiką, on sam wymięka.
Dałem ci ją. Uznałem jednocześnie, że nie chcesz, by za dużo osób widziało cię w takim stanie. — odpowiedział prosto, nie rozgadując się zbyt szczególnie na ten temat. W Mungu, chociażby na stanowisku recepcjonistów, pracuje naprawdę wielu studentów, jak również innych osób. Czy to w sklepiku, czy to jako sprzątacze; nieważne. Ważne to, że pracują. A wiedział, iż tłumaczenie się z tego wszystkiego nie należałoby do najprzyjemniejszych czynności; ale, nie uważał jednocześnie, że ma się czego wstydzić. Po prostu niektóre rzeczy powinny pozostać tam, gdzie ich miejsce; pod kopułą czaszki, poza wścibskim wzrokiem innych. Rozumiał ukrycie jej twarzy, rozumiał wszystko; nawet jeżeli kontakt fizyczny z drugim człowiekiem nie jest dla niego komfortowy, o ile sam go nie zainicjuje, był gotów się poświęcić, nawet jeżeli większość uważała go, poprzez plotki, za niepoczytalnego i kompletnie ignorującego kręgosłup moralny studenta. Gdzieś jednak, pod skórą i tkankami, znajdowały się cechy, które reprezentował, jako przedstawiciel Hufflepuffu. Pozwalał to odkryć tylko nielicznym. Nie odpychał, nie przyczyniał się do kolejnych obrażeń. — W porządku. — zapamiętał imię, powoli podchodząc (jakimś cudem nie było dużej ilości poszkodowanych), do pani przyjmującej pacjentów, by tym samym rozpoznać w niej byłą współpracownicę. Rzucił spokojnym, lekkim podniesieniem kącików ust do góry w jej stronę, w prostym geście kiwnięcia głową, by tym samym przedstawić sytuację.
...nie zażyła żadnych uspokajających, atak przeszedł, ale nadal, wymaga kontaktu ze specjalistą. Magipsychiatra Emily Ferian bodajże. — nie kojarzył osobiście tego nazwiska, nawet jeżeli sam profesor Williams wypisał mu skierowanie do lekarza specjalisty, niemniej jednak wierzył, że dobrze wszystko zapamiętał. Nie, był pewien tego; jego pamięć nie zawodziła go, nawet w sytuacjach kryzysowych. Pani poprosiła ich wspólnie do przejścia do odpowiedniego gabinetu, gdzie, jak się okazało, osoby umówione wcześniej z uzdrowicielką, musiały jeszcze chwilę poczekać. Pozostawił jej własną bluzę, nie przywiązując do tego jakiejś większej uwagi; nie zamierzał jednak czekać, nie zamierzał ingerować w jej prywatne sprawy, wiedząc, gdzie znajduje się ta cienka i łatwa do przekroczenia granica. Nie był godzien jej przekraczać; gdzieś szacunek to prywatności jeszcze posiadał. Wiedział, że umysł to kraina, która może być niezrozumiała; wiedział to, kiedy Breeden przekroczyła próg gabinetu, kiedy to mignął ostatni raz czekoladowymi tęczówkami, zanim ponownie się w nim pojawiła, zabrana prawdopodobnie na dalszą obserwację. Nie bez powodu skierował swoje ostatnie kroki tam, skąd przyszedł; nie miał uprawnień, by się czegoś więcej dowiedzieć. Niewiele osób ryzykowałoby utratę pracy, a od znajomej dowiedział się tylko, że została wzięta na dodatkowe odmęty sprawdzania jej stanu zdrowia psychicznego. Wdzięcznie pokiwał jej głową za tę informację, zanim teleportował się, pozostawiając to wszystko w rękach uzdrowicieli.
On uzdrowicielem nie jest. Może go udawać, ale ludzkiej psychiki nie uleczy; pozostawało prywatnie wykonywać ten zawód, zaleczając poniesione przez własną głupotę obrażenia. Nie bez powodu zatrzymał się na chwilę jeszcze, zanim zdołał się teleportować do samego siebie, mrużąc oczy w geście może nie tyle zmęczenia, co bardziej z własnej bezsilności.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage i aura wesołości | Wspiera się na artefakcie: Jarzębinowej Feruli | Na lewym nadgarstku - srebrna bransoletka z tancerką zmieniającą się w łanię; na prawym - bransoleta Wielkiej Wezyrki | Gdy Hux jest obok - mimowolnie roztacza wokół urok
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 922
  Liczba postów : 1560
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptyPią 21 Maj - 16:45;

Staż na uzdrowiciela
Retrospekcja - 1998 rok

W końcu spełniały się jej marzenia o zostaniu uzdrowicielką - zdała wszystkie odpowiednie kursy wręcz śpiewająco, za sobą miała również odpowiednie studia, praktyki... Został jedynie staż. Perpetua doskonale wiedziała, że nie będzie łatwo - że jeśli chodzi o pracę z ludźmi i to jeszcze w sytuacjach prawdziwie kryzysowych, to nie raz i nie dwa natknie się na krzywe spojrzenia i niepochlebne słowa. W większości pod wpływem emocji - na co przecież była przygotowana.
Pół swojego krótkiego życia przygotowywała się do tego zawodu - nie miała zamiaru odpuścić. Nie sądziła jednak, że tak szybko jej nerwy i postanowienia zostaną poddane prawdziwej próbie... Po pierwsze - chyba pierwszy raz w życiu się spóźniła. Zwyczajnie, po ludzku, zaspała. Ona - która zawsze pojawiała się przed umówionym czasem. I może to nie byłoby tak druzgocące, gdyby nie to, że miała asystować uzdrowicielowi dyżurnemu i trzy razy - TRZY RAZY - pod rząd pomyliła fiolki z eliksirami. Ostatecznie starszy kolega odesłał ją, żeby mu nie przeszkadzała - a Whitehorn jeszcze na odchodne stłukła jeden z flakowników. Chodziła tego dnia rozedrgana, nie mogąc pozbierać myśli do kupy. Wszystko leciało jej z rąk. Dosłownie. Przynajmniej dopóki na korytarzu nie dopadł jej Sterling - który zgarnął ją do swojego gabinetu i zaparzył kawę. Odetchnęła pod skrzydłami swojego mentora, właśnie tego potrzebowała. Jego spokoju i zapewnienia, że sobie poradzi - bo przecież wiedziała, że nie wszystko zawsze będzie dobrze.

Kostka: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage i aura wesołości | Wspiera się na artefakcie: Jarzębinowej Feruli | Na lewym nadgarstku - srebrna bransoletka z tancerką zmieniającą się w łanię; na prawym - bransoleta Wielkiej Wezyrki | Gdy Hux jest obok - mimowolnie roztacza wokół urok
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 922
  Liczba postów : 1560
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptySro 26 Maj - 13:44;

Staż na uzdrowiciela
Retrospekcja - 1998 rok

Szpital Świętego Munga wcale nie oszczędzał młodej Perpetuy Whitehorn - absolutnie. Przygotowanie teoretyczne miała wręcz doskonałe - w końcu od lat siedziała nad księgami traktującymi o magii leczniczej, odkąd tylko na własne oczy zobaczyła jak jeden z uzdrowicieli składa jej pogruchotaną po upadku z miotły nogę. Nauczyciel uzdrawiania w Hogwarcie nie mógł już wręcz na nią patrzeć - tak często koczowała pod jego gabinetem z nadprogramowymi pytaniami. Pół swojego pokoju miała zawalone medycznymi lekturami i jeszcze większą część własnymi zapiskami i wnioskami. Co innego jednak wiedza teoretyczna - a co innego praktyka, a to dokładnie weryfikował Mung i sławetna izba przyjęć, gdzie w godzinach szczytu można było przeżyć istne piekło. Takie piekło dopadło właśnie dziś złotowłosą, która już od rana, odkąd tylko zaczęła kolejny dzień stażu, musiała biegać po salach i gabinetach niczym kurczak z odciętym łbem. Niby tylko zbieranie dokumentacji pacjentów - ale nie mogła żadnych teczek pomieszać, a ich pękatość i nieszczelne zamknięcia wcale nie ułatwiały sprawy. Jakby tego było mało - ciągle ją ktoś zatrzymywał z pytaniami o swoich bliskich - i musiała odsyłać ich do odpowiedniego lekarza prowadzącego. Sama sobie dziwiła się, że wszystkich uzdrowicieli pamiętała - czuła się wręcz mistrzynią gry MEMO.
W końcu jednak musiało się coś posypać - Perpetui brakowało dokumentacji jednego z pacjentów oddziału pozaklęciowego. Czyli pacjenta, który MUSIAŁ mieć dokumentację, żeby móc podjąć odpowiednie leczenie. Zwłaszcza, że uzdrowiciel dyżurny właśnie w tej chwili miał się nim zająć i potrzebował tych dokumentów - młoda Whitehorn na początku, na spokojnie przejrzała wszystkie papiery. Jeden raz. Dwa razy. Trzy razy... W końcu zaczęła panikować, czując wręcz oddech dyżurnego na karku. Zaczęła wręcz składać w myślach modły do Morgany - kiedy dosłownie cudem w jednej z teczek znalazła się poszukiwana zguba. Dosłownie trupioblada z przejęcia, wręczyła uzdrowicielowi dokumenty, dukając jeszcze przeprosiny okraszone zakłopotanym uśmiechem. To było pierwsze i ostatnie roztrzepanie w jej karierze - musiało być.

Kostka: 6 (parzysta)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage i aura wesołości | Wspiera się na artefakcie: Jarzębinowej Feruli | Na lewym nadgarstku - srebrna bransoletka z tancerką zmieniającą się w łanię; na prawym - bransoleta Wielkiej Wezyrki | Gdy Hux jest obok - mimowolnie roztacza wokół urok
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 922
  Liczba postów : 1560
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptyWto 22 Cze - 16:54;

Staż na uzdrowiciela
Retrospekcja - 1998 rok

Zanim się obejrzała jej staż właściwie dobiegał końca - nic z resztą dziwnego, czas w Mungu zawsze magicznie przyspieszał i zanim człowiek się obejrzał, to mijały tygodnie, a nie godziny. Sama Whitehorn nie mogła się już doczekać, kiedy zacznie właściwy etat w magicznym szpitalu, już nie jako stażystka, a pełnoprawna uzdrowicielka - a to miało nastąpić już całkiem niedługo. Zwłaszcza, że dała się już na oddziale poznać jako obiecujący medyk, nie tracący zimnej krwi - nawet jeśli jej krew była jednak gorętsza niż przeciętnej czarownicy.
Wykonywała swoje rutynowe działania, kiedy właściwie potrącił ją uzdrowiciel dyżurny, który na - delikatnie mówiąc - spokojnego nie wyglądał. W pierwszej chwili ruszyła za nim, żeby w razie czego służyć pomocą - wzięła to za reakcję na jeden z nagłych przypadków na Izbie Przyjęć, do którego jej przełożony został wezwany, ale... Zatrzymali ją inni uzdrowiciele, jednocześnie wręcz kryjąc się po kątach na widok dyżurnego. Naturalnie, chciała wiedzieć co się stało - i rzecz jasna nie dostała żadnej rzetelnej odpowiedzi. Niemniej, Perpetua doskonale wiedziała, kiedy ktoś kłamie albo kręci - po medykach zwłaszcza młodych było to widać jak na dłoni. Ledwo schowała się za rogiem, przytuliła się do ściany podsłuchując rozmowę kolegów po fachu. Wazon... Naprawdę, wazon? Cóż, nie jej kwestionować sentymentalizm przełożonego. Z doświadczenia jednak wiedziała, że w takich przypadkach nie rozchodziło się o sam przedmiot, a o wspomnienie z nim związane, więc... Czemu by tego naczynka nie zastąpić?
Jak pomyślała, tak zrobiła - w moment obróciła na Pokątną, w drodze powrotnej do Munga dopieszczając jeszcze wazonik zaklęciami transmutacyjnymi, które znała. Pamięć miała dobrą, a w gabinecie dyżurnego była średnio kilkanaście razy dziennie. Wazon wyglądał dosłownie identycznie. I nie tylko ona tak sądziła! Hux stwierdził, że jest lepszy niż oryginał - co dodatkowo złotowłosą pokrzepiło - a sam dyżurny omal nie wyściskał jej ze szczęścia. Cóż, ostatecznie kryzys udało się zażegnać, a przecież właśnie o to chodzi w pracy uzdrowiciela, prawda?

Kostka: 2 (parzysta) + upominek (100G)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aslan Colton

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 189 cm
C. szczególne : rodowy sygnet na palcu, multum durnych tatuaży
Galeony : 1931
  Liczba postów : 1014
https://www.czarodzieje.org/t18403-aslan-colton#524234
https://www.czarodzieje.org/t18431-aslan-colton#525085
https://www.czarodzieje.org/t18430-aslan-chlopiec-ktory-boi-sie-lwow#525074
https://www.czarodzieje.org/t18426-aslan-colton
https://www.czarodzieje.org/t18721-aslan-colton-dziennik
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptySro 7 Lip - 22:40;

Staż na uzdrowiciela, lipiec 2021

Nie do końca wierzył w to, że jego marzenie faktycznie się spełnia. Od razu po zakończeniu szkoły odbył rozmowę z ordynatorem szpitala o chęci zrobienia stażu, na którą ten przystał z dosyć sporym entuzjazmem. Aslan, pomimo pracowania w Mungu jako recepcjonista, wykazał się niejednokrotnie i wbrew pozorom był tam rozpoznawany - ze swojej wciąż poszerzanej wiedzy, zaangażowania i pasji, nawet jeśli jego zadaniem było segregowanie stosów dokumentów czy umawianie wizyt pacjentów.
Okazało się to jednak pewnego rodzaju przekleństwem, bo gdy zjawił się w budynku, zwarty i gotowy do szlifowania swych uzdrowicielskich umiejętności, mało kto zwracał na niego uwagę. Większość machała na niego ręką, dochodząc do wniosku, że doskonale wie co ma robić i sobie poradzi, bo przecież zna zasady, które tam panowały. W efekcie, nieco się nudził, ale nie narzekał i zagryzał mocno wargi, powstrzymując zbędne komentarze. W spokoju obserwował pracę innych, czasem wtrącił jakąś uwagę i starał się być pomocny, nawet przy tak prozaicznych czynnościach jak podanie komuś leczniczego eliksiru czy przygotowanie sali na kolejnego pacjenta.

kość: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Samantha Carter

Nauczyciel
Wiek : 34
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 172
C. szczególne : Zapach anyżu i słodkich migdałów, wysokie obcasy, chłodny odcień oczu, czarny pierścionek zaręczynowy na palcu serdecznym;
Galeony : 110
  Liczba postów : 257
https://www.czarodzieje.org/t20633-samantha-carter#653602
https://www.czarodzieje.org/t20635-lotta#653650
https://www.czarodzieje.org/t20634-samantha-carter-kuferek#653603
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptyCzw 12 Sie - 18:19;

KURS Uzdrowiciela

-> link do wszystkich kostek.
część pierwsza: 3, zdane
część druga: 4, zdane
część trzecia: 3, zdane
część czwarta: 2, zdane
część piąta: 3 niezdane -> 1 niezdane -> 6, zdane
Test: 11 - zaliczone

koszt: 110g

wypadki przedmiotowe:

Dziękowała Merlinowi za odporność na paskudne widoki. Pacjent, który został skierowany pod jej opiekę wyglądał jakby wpadł do betoniarki, a nie kociołka. Między innymi z tego powodu nie chciała pracować przy Wypadkach Przedmiotowych, bo inaczej utraciłaby wiarę w inteligencję narodu. Wdała się w krótką pogawędkę z pacjentem. Sympatycznym głosem zebrała od niego wywiad na temat zdarzenia i przeprowadziła kilka dodatkowych badań polegających na przeszukaniu całego ciała pacjenta na wypadek gdyby gdzieś jeszcze odpadał mu kawałek skóry, a on tego nie czuł. Cóż, fakt, że czuł cokolwiek było cudem, bo gdyby miał odrobinę większego pecha to upodobniłby się do Voldemorta. Bez problemu odnalazła odpowiednie zaklęcia i zajęła się najpoważniejszą raną. Zostawiła pacjenta dosłownie na dwie minuty, aby skierować go na badania krwi (bardzo prawdopodobne jest to, że resztki eliksiru mogły dostać się do krwioobiegu), a to wystarczyło, aby pacjent jej zwiał. Powstrzymywała wybuch śmiechu, ale przebiegła w obcasach parę pięter, pytając o uciekiniera. Na szczęście został znaleziony, co skwitowała westchnięciem i obietnicą przywiązania do łóżka, jeśli znów będzie chciał zwiać. Przecież mają mu tu pomóc...

urazy magizoologiczne:

Może i była przekonana o swojej odporności na paskudne widoki, ale to?! Co ten człowiek musiał zrobić hipogryfowi, skoro ten w akcie zemsty postanowił go wgnieść w ziemię? Czy w tym czarodzieju było cokolwiek, co nie należało naprawić? Słodka Morgano! Spędziła na tym pacjentem bite sześć godzin. Najpierw musiała go bardzo głęboko uśpić bowiem jego nerwy oraz ból utrudniały w leczeniu. Chętnie porozmawiałaby z nim po ustabilizowaniu, ale niestety, nie mogła. To kurs, nie praca. Zacisnęła zęby i urabiała się po pachy. Ubrudzona od krwi, wykończona, ale udało się udzielić czarodziejowi niezbędnej pomocy. Zaleciła mu leżeć w bezruchu przez miesiąc, bo jeśli jeszcze raz pójdzie na spotkanie z hipogryfem to nie będzie już czego składać... Uśmiechnęła się słabo do opiekuna kursu za pochwałę za pracę i zapytała czy miałby coś przeciwko, gdyby nie zdrzemnęła się w pokoiku socjalnym. Hipogryf... o zgrozo.

zakażenia magiczne:
Zdiagnozowanie groszopryszczki to... pryszcz. Przechodziła tę chorobę w drugiej klasie nauczania podstawowego, a więc nie miała najmniejszego problemu w rozpoznaniu które uszkodzenia ciała wywołała choroba, a które zatrucie eliksirami. Powzięła wszystkie niezbędne środki bezpieczeństwa, aby choróbsko się nie rozrosło na cały personel medyczny. Martwiła się czy o czymś nie zapomniała, ale okazało się, że zadbała o wszystko. Cóż, miło usłyszeć pozytywne opinie na swój temat po tym, jak przy wypadkach przedmiotowych uciekł jej pacjent. Uff.

zatrucia eliksiralne i roślinne:

Nie wierzyła własnym oczom. Co za soczysta zieleń zdobiła lica tego chłopaczyny! Od razu wyeliminowała opcję zarażenia się poprzez ukąszenie, bo pacjent nie posiadał żadnych ran otwartych. Trafiła na amatora, który postanowił ugotować sobie toksycznego homara-langustnika. Zamiast od razu go ratować (a cóż mogła zrobić poza zleceniem płukania żołądka i lekkiej diety), usiadła obok i cierpliwie wyjaśniła dlaczego stało się to, co się stało. Dzięki temu w końcu znalazła się w swoim żywiole - rozmowie z pacjentem, który nie rozumiał jak to możliwe, że upieczony langustnik landaco wciąż jest trujący. Cóż, pech nie opuści chłopaka przez tydzień, a więc lepiej odpowiednio przygotować jego psychikę do tej wiadomości. Udało się jej to bez problemu, bo przecież uczyła się na magipsychiatrię. Dzięki temu opiekun kursu ponownie był z niej zadowolony.

urazy pozaklęciowe:

Urazy Pozaklęciowe trochę ją przerażały. Dostała pacjenta, który przelewał się przez ręce. Lada moment odwodni się na tyle, że zapadnie w śpiączkę. Presja. Wywarto na niej bardzo dużą presję i zmuszali do pośpiechu. Wolała ustabilizować pacjenta, ale oni kazali jej przygotować od razu eliksir... na Merlina, Eliksiry były jej najmniej ulubioną dziedziną uzdrawiania. Przez to wszystko pomyliła się i pogorszyła stan pacjenta. W normalnej sytuacji byłaby przerażona i spanikowana. Teraz zdołała zapanować nad emocjami i szybko naprawiła swój błąd. Dopiero wieczorem, tego samego dnia, musiała odreagować swój błąd. To było straszne, ale ostatecznie zdała kurs. Test poszedł jej wyśmienicie i dzięki temu dostała odpowiednie uprawnienia. Nareszcie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aslan Colton

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 189 cm
C. szczególne : rodowy sygnet na palcu, multum durnych tatuaży
Galeony : 1931
  Liczba postów : 1014
https://www.czarodzieje.org/t18403-aslan-colton#524234
https://www.czarodzieje.org/t18431-aslan-colton#525085
https://www.czarodzieje.org/t18430-aslan-chlopiec-ktory-boi-sie-lwow#525074
https://www.czarodzieje.org/t18426-aslan-colton
https://www.czarodzieje.org/t18721-aslan-colton-dziennik
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptyPon 13 Wrz - 16:55;

Staż na uzdrowiciela, lipiec 2021
etap drugi

Staż póki co mijał mu bez większych przygód czy ekscesów, ot, robił to, co do niego należało, jak gąbka chłonął nowe informacje i wiedzę, przekazywaną przez uzdrowicieli, skrupulatnie notując wszystkie uwagi czy rady, jakie otrzymywał.
Czuł się w szpitalu jak ryba w wodzie; niestraszne mu były złamania, urazy, lejąca się krew, a zgiełk, który tam panował, sprawiał, iż jego serce biło szybciej - w końcu robił to, co kochał.
Zaangażowanie Lwa nie umknęło współpracownikom i uzdrowicielowi dyżurnemu, który doszedł do wniosku, że nie trzeba go pilnować na każdym kroku, a co więcej - może szybciej wracać do domu, jeśli wypełni wszystkie swoje obowiązki wcześniej. I tym oto sposobem, czmychał do domu, do swojej Freli, znacznie prędzej, bo zadania, jakie otrzymywał, wykonywał z pasją z prędkością światła.

kość: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Longwei Huang

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : Łagodny uśmiech, blizny na łydce i na plecach
Galeony : 484
  Liczba postów : 254
https://www.czarodzieje.org/t20234-longwei-huang#630705
https://www.czarodzieje.org/t20253-poczta-longweia#631638
https://www.czarodzieje.org/t20251-longwei-huang#631542
https://www.czarodzieje.org/t21405-longwei-huang-dziennik#693068
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptyWto 10 Maj - 22:39;

/po ingerencji MG

Po zdarzeniach z rezerwatu, gdzie nie tylko poznał kogoś nowego, ale jeszcze przekonał się jak bolesne są ugryzienia langustnika. Właściwie nie stałoby się nic, z czym nie potrafiłby sobie poradzić, gdyby nie fakt, że w jego ciele utknął fragment skorupy stworzenia. Nie było to nic przyjemnego, a możliwe komplikacje sprawiły, że Longwei wolał teleportować się do Świętego Munga, żeby tam poszukać pomocy. Na miejscu okazało się oczywiście, że wielu innych czarodziei szukało również pomocy, co sprawiało, że Huang miał ochotę jęknąć z irytacji. Zamiast tego grzecznie usiadł, czekając na swoją kolej, przyglądając się kolejnym nowym przypadkom. Nie był jedynym, który został ugryziony przez langustnika. Nim jednak zdołał dostrzec, czy ktoś jeszcze miał problem z kawałkiem skorupy w swoim ciele, usłyszał, jak wołają go do uzdrowiciela. Skierował się we wskazanym kierunku, kulejąc z powodu bólu, słuchając jednocześnie marudzenia skrzata domowego, który szedł za nim, czyszcząc posadzkę z jego krwi. Longwei wiedział, że nie powinien się tym przejmować, ale i tak czuł się odrobinę dziwnie.Uzdrowiciel przyglądał mu się z zaciekawieniem, kiedy mężczyzna uniósł spodnie, odsłaniając swoją łydkę. Poza śladem ukąszenia przez langustnika z jego nogi wystawał kawałek skorupy, którego mężczyzna nie chciał sam usuwać. Pamiętał, że spożycie mięsa tego stworzenia, na wzór homara, było mało rozsądnym pomysłem. Z tego powodu zastanawiał się, czy jeśli zbyt długo skorupa stworzenia będzie miała kontakt z jego krwią. Spojrzał więc z nadzieją na uzdrowiciela, który wpierw zaczął prawić mu niemalże kazanie na temat tego, jak nierozważne było w tych czasach zapuszczanie się do rezerwatu.Longwei obserwował, jak uzdrowiciel ostatecznie zaczyna bez słów machać różdżką, sprawiając, że skorupa powoli zaczęła wysuwać się z jego nogi. Nie było to przyjemne, bolało, ale opiekun smoków jedynie zacisnął zęby, nie zamierzając wydać z siebie żadnego syknięcia. Kiedy w końcu kawałek langustnika opuścił jego ciało, Longwei podziękował, zamierzając opatrzyć się samemu, ale znikąd pojawił się skrzat domowy, który przytrzymał go w miejscu, aby uzdrowiciel mógł dokończyć zabieg. Obejmowało to oczyszczenie rany zaklęciem, podanie mu eliksiru uśmierzającego ból i przyspieszającego gojenie, którego nazwy Longwei nie potrafił zapamiętać. Dopiero po zakończonym badaniu pozwolono mu wstać i skierować się do wyjścia. Po drodze zdążył wielokrotnie wpaść na kogoś, został oblany dziwnym, śmierdzącym eliksirem, o mało się nie przewracając. Pech... Tak, zdecydowanie musiał zapamiętać, że informacja, iż ugryzienie langustnika skutkuje niesamowitym pechem nie było kłamstwem. Zapłacił za leczenie, po czym teleportował się do swojego domu, gdzie padł ze zmęczenia po emocjonującym dniu.

/zt


@Maximilian Felix Solberg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Longwei Huang

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : Łagodny uśmiech, blizny na łydce i na plecach
Galeony : 484
  Liczba postów : 254
https://www.czarodzieje.org/t20234-longwei-huang#630705
https://www.czarodzieje.org/t20253-poczta-longweia#631638
https://www.czarodzieje.org/t20251-longwei-huang#631542
https://www.czarodzieje.org/t21405-longwei-huang-dziennik#693068
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptySro 22 Cze - 17:54;

/po wątku pracowniczym

Nie wiedział nawet kiedy teleportowano go do Munga, kiedy został posadzony w izbie przyjęć i kazano mu czekać. Nikt ze współpracowników nie mógł z nim zostać i rozumiał to. Wszystkie pary rąk były potrzebne do pomocy przy smokach, więc nikt nie mógł czekać z nim, aż przyjmą go, spiszą, co mu się stało i wyznaczą uzdrowiciela, który się nim zajmie. Longwei nawet nie przejmował się marudzeniem jego współpracowników na temat jego braku podstawowej wiedzy w uzdrawianiu. Dlaczego miał się tego uczyć, skoro od tego był szpital, apteki i uzdrowiciele?
Próbował więc czekać dzielnie, aż nadejdzie jego pora na leczenie, próbując jednocześnie nie zemdleć z bólu. Praca przy smokach uczyła wytrzymałości, zwiększała odporność na ból, ale każdy miał swoje granice i złamany bark zdecydowanie nie był czymś, co można było ot tak przetrzymać. W końcu Huang zaczął dopytywać, kiedy i do niego przyjdzie uzdrowiciel, mając wrażenie, że ma jednak złamanie otwarte, choć starał się nie patrzeć w stronę uszkodzonej ręki. Ostatecznie, czego nie widać, boli mniej.
Z chwili na chwilę czuł się coraz gorzej, gdy czekał, aż w końcu ktoś nim się zajmie, prosząc w końcu o podanie eliksiru, czy rzucenie zaklęcia, o zrobienie czegokolwiek, co zadziałałoby przeciwbólowo. Dopiero wtedy zwrócono na niego uwagę. Okazało się, że jedna z pielęgniarek wołała go już wcześniej, ale Longwei przez odczuwany ból zdawał się jej nie słyszeć, ale zamiast podejść do niego, zajęła się innym pacjentem. Uzdrowiciel, widząc stan barku opiekuna smoków, jedynie pokręcił głową. Powoli sprawdzał, czy poza złamaniem nie doszło do większych urazów, ostatecznie rzucając odpowiednie zaklęcia, które wyleczyły złamanie i nastawiły bark. Zalecono mu również wypijanie eliksirów, które miały uśmierzyć ból, gdyż podobno pomimo wyleczenia złamania, mógł jeszcze przez kilka dni odczuwać dyskomfort w ramieniu. Jednocześnie uzdrowiciel zainteresował się drobnymi otarciami, które powstały, gdy upadł na ziemię, rozwodząc się nad problemem, jaki stanowiły groźne magiczne stworzenia, dodając, jak wiele szczęścia Longwei miał, skoro przybył do nich jedynie ze złamanym barkiem. Jednak Huang nie słuchał już go, skupiając się na tym, że znów potrafił, choć z bólem, ruszać ręką, a więc będzie mógł następnego dnia sprawdzić, co się stało z zębaczem i w jakim jest stanie.
Podziękował za leczenie, po czym skierował się do wyjścia, płacąc jeszcze za wizytę, mając nadzieję, że nie wróci do Munga zbyt szybko.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dion U. C. Heartling

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 178cm
C. szczególne : Czarny tatuaż armband na prawym przedramieniu
Galeony : 3
  Liczba postów : 31
https://www.czarodzieje.org/t21574-budowa#701435
https://www.czarodzieje.org/t21581-poczta-doktora-heartlinga#701476
https://www.czarodzieje.org/t21576-dion-u-c-heartling-kuferek#701439
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptySro 3 Sie - 19:36;

Etap I: 2; płatna poprawa: 3, zdane
Etap II: 3, zdane
Etap III: 3, zdane
Etap IV: 2, zdane
Etap V: 4, zdane
Test: 9, oblane; płatna poprawa: 10, zdane
Zapłata: 100g + 5 + 5 = 110g

2017 rok

Czuł, że jest gotowy, chociaż też prawda była taka, że nie miał innej opcji - musiał być gotowy, musiał pokazać się z jak najlepszej strony i musiał udowodnić, że nazwisko Heartling dalej oznacza tą samą pogoń za perfekcją, co do tej pory przedstawiali starsi uzdrowiciele z tego rodu. Dionysus nie zamierzał w siebie wątpić, znając szpital już może nieco za dobrze przez odwiedzanie rodziców, zachłannie łapane studenckie wolontariaty i mniej chwalebne wypadki, które na jakiś czas przygwoździły go do tutejszych łóżek.
Początek okazał się być trudniejszy, niż młody Heartling się spodziewał - Wypadki Przedmiotowe przywitały go czymś, co przypominało "zwykłe" oparzenia, ale okazało się być znacznie większym problemem. Przegapienie krwotoku wewnętrznego nie było w żaden sposób możliwe do usprawiedliwienia i Dion doskonale wiedział, że to strach kazał mu działać w najbardziej oczywisty sposób, lecząc jedynie powierzchowne rany; nie zdziwił się informacją, że koniecznie musi poprawić ten etap i ponownie zjawić się na przedmiotowym dyżurze. Drugie podejście wykonywał dużo staranniej, być może aż zbyt podręcznikowo, czym nie zyskał sympatii zestresowanego pacjenta - nie spodziewał się jednak, że go tym od siebie przegoni, ale skoro poparzony czarodziej szybko został znaleziony... cóż, przynajmniej Dion wiedział nad czym pracować.
Nie ukrywał, że na Urazach Magizoologicznych zależało mu najmocniej, bo to też tym najbardziej chciał się zajmować. Podszedł do sprawy metodycznie, przeprowadził dokładny wywiad i przedstawił dyżurnemu uzdrowicielowi swój plan leczenia... tylko po to, by dowiedzieć się, że chociaż wszystko sobie dobrze poukładał, to stracił na to za dużo czasu i innemu asystentowi przypadł zaszczyt leczenia pokiereszowanego przez hipogryfa czarodzieja. Zabrakło w tym wszystkim złości, ważniejszy był żal - ewidentnie nie był tak gotowy, jak mu się wydawało, ale przynajmniej mógł oglądać, mógł się upewniać, mógł zbierać doświadczenie i mógł z każdym dniem kursu starać się coraz bardziej.
Z Zakażeniami Magicznymi, gdzie trafiła mu się groszopryszczka i z Zatruciami Eliksiralnymi i Roślinnymi, na których należało rozpoznać zatrucie ladaco, poradził sobie wręcz śpiewająco - może nie śpiewająco w wykonaniu Diona, ale kogoś utalentowanego niewątpliwie. Zaczął powoli czuć się lepiej, przyzwyczajać do tego wkładu pracy i wreszcie zarówno myślał, jak i działał, strategicznie wykorzystując wiedzę, na którą przecież pracował całymi latami. Kolejne drobne potknięcie miał na Urazach Pozaklęciowych, gdzie pomylił zaklęcia - na szczęście naprawił swój błąd na tyle szybko, że etap kursu został uznany za zaliczony. Poczucie winy i widoczny na twarzy zranionego mężczyzny ból ciążyły jednak Heartlingowi uparcie, przez co na test przyszedł zupełnie rozkojarzony; potrzebował chwili i rozmowy z jednym z uzdrowicieli, by nieco się uspokoić i przypomnieć sobie, że pomyłki się zdarzają, a najważniejsze jest szybkie naprawianie ich. I kiedy oddawał pergamin z poprawą testu, wcale nie wiedział czego się spodziewać - podejrzewał tylko, że samo zaliczenie będzie ważniejsze od konkretnego wyniku, który raczej nikogo nie zadowoli. Do rodziców udał się z uśmiechem na ustach i dyplomem w ręku, a także zachowanymi dla siebie sekretami o tych niedociągnięciach, które przytrafiły mu się po drodze do wymarzonego sukcesu.

/zt


Ostatnio zmieniony przez Dion U. C. Heartling dnia Sro 3 Sie - 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dion U. C. Heartling

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 178cm
C. szczególne : Czarny tatuaż armband na prawym przedramieniu
Galeony : 3
  Liczba postów : 31
https://www.czarodzieje.org/t21574-budowa#701435
https://www.czarodzieje.org/t21581-poczta-doktora-heartlinga#701476
https://www.czarodzieje.org/t21576-dion-u-c-heartling-kuferek#701439
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptySro 3 Sie - 19:45;

Staż uzdrowiciela - etap I
2017 rok; kostka: 1, -20g

Nie spodziewał się, że aż tak dziwne będzie podejście do uzdrowicielskiego stażu - miał już przecież za sobą kurs, który przyzwyczaił go nieco do pracy w szpitalu. Szybko okazało się jednak, że samo podejście Diona niesamowicie dużo zmieniało, a jego roztrzepanie... Cóż, na pewno nie pomógł fakt, że już pierwszego dnia wpadł na korytarzu na piękną uzdrowicielkę, która musiała mieć w żyłach krew wil, co już kompletnie wybiło młodego asystenta z równowagi. Starał się jakoś nadrobić wszystkie potknięcia, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że na dłuższą metę nie może tylko żartować i wkładać tyle pracy w czynności, które dla innych zajmowały kilka krótkich chwil. Pierwszy tydzień upłynął na unikaniu żarcików innych pracowników Świętego Munga i na próbach, bo Heartling dalej czuł, że robi to, do czego został stworzony; poddanie się nie wchodziło w grę. Nie przejmował się tym, że zostaje dłużej i omija premie - oprócz uznania innych, sam chciał poczuć się nieco pewniej.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thalia S. Heartling

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,65m
C. szczególne : czarny tatuaż armband na prawym przedramieniu
Galeony : 29
  Liczba postów : 31
https://www.czarodzieje.org/t21575-thalia-s-heartling#701437
https://www.czarodzieje.org/t21580-thalia-poczta#701474
https://www.czarodzieje.org/t21579-thalia-s-heartling#701467
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptySro 3 Sie - 19:52;

KURS NA UZDROWICIELA, OTTAWA 2017

Doskonale wiedziała kim chce być i co musi zrobić, żeby to osiągnąć. Szła przygotowana do szpitala, stukając niewielkimi obcasami o posadzkę, idąc za resztą osób, z którymi najpewniej dzieliła marzenia. Rzecz w tym, że była przekonana o swoich znacznie większych predyspozycjach niż inni, których mijała. Uważała, że zwyczajnie jej się to należy, czuła się tak jakby była już urodzona ze znajomością zaklęć uzdrowicielskich. Ostatnie dni, a nawet tygodnie, jeśli nie miesiące – spędzała na nauce, przerywaną przygotowaniami do ślubu. Mimo to priorytetowała egzamin na uzdrowiciela, bo przecież od tego zależało całe jej życie, a do ślubu było jeszcze trochę czasu. Z torbą wypchaną pergaminami z notatkami, przekroczyła próg odpowiedniej sali i skinęła głową egzaminatorom w geście uprzejmości. Na pierwszy ogień miała rozprawić się z wypadkami przedmiotowymi. Nie przepadała za tą dziedziną, uważała, że większość pacjentów była zwyczajnie głupia, nieumiejąca korzystać z magicznych przedmiotów. Byłą tutaj jednak po to, żeby się wykazać i właśnie to zamierzała zrobić. Przyjęła pacjenta zgodnie z normami szpitala, przeprowadziła dokładny wywiad i… zabrała się do pracy. Oceniła stopień poparzeń i rany na ręce, decydując się na dwa lecznice zaklęcia. Zmroziła czarodzieja wzrokiem, kiedy ten zaczął narzekać na jej pracę i bez słowa podała mu jeszcze odpowiedni eliksir, załatwiający sprawę. Wiedziała, że wszystko zrobiła tak jak trzeba, posłała jednak dziękujący uśmiech uzdrowicielowi, który zaprosił ją na kolejny etap.
Urazy magizoologiczne nie były jej konikiem, to Dion lubował się w magicznych stworzeniach i tym co mogły wyrządzić czarodziejowi. Trafił do niej pacjent po ataku hipogryfa, szybko dostrzegła liczne złamania i zadrapania, starała się uspokoić pacjenta, rzucając kolejne zaklęcia, nastawiając kolejne kości. Na samym końcu zajęła się złamaniem otwartym, a pech chciał, że od rana nic nie jadła. Zrobiło jej się słabo i idiotycznie straciła przytomność na kilka minut, choć sama uważała, że nie ma to nic wspólnego z obrażeniami, jakby nie chciała przyznać przed samą sobą, że nie jest dość twarda. Liczyło się, to, że zaliczyła i ten etap.
Nie była laikiem z zakażeń, jej taka zajmował się tym większość swojego życia. Nie trudno było rozpoznać groszopryszczkę, która zdawała się być tak charakterystyczna. Zdawała sobie sprawę z zagrożenia i postanowiła działać jak zawsze – szybko i dokładnie. Odizolowała pacjenta od reszty, poinformowała personel szpitala o zaistniałej sytuacji, a następnie podała im odpowiednie szczepionki. Z dumą przyjęła pochwałę, czując, że właśnie to było jej miejsce na ziemi.
Nie sądziła, że będzie miała jakiekolwiek kłopoty z zatruciami. Zaskoczenie jednak wymalowało się na jej twarzy, kiedy zobaczyła pacjenta z zieloną twarzą. Nagle miała pustkę w głowie, tak niepodobną do siebie, nie dopuszczała wcześniej myśli, ze coś może pójść nie tak. W końcu zdecydowała się na przyznanie do niewiedzy, a uzdrowiciel jedynie kazał jej zastanowić się do jutra. Sęk w tym, że kolejnego dnia także nie wiedziała co zrobić. Zaczynała panikować, gdy znów miała po prostu zjawić się kolejnego dnia. Przeszukiwała książki jakby była opętana, odganiała łzy rozpaczy i wdzierającą się do jej głowy histerię. Nie mogła sobie z tym poradzić, następnego dnia nerwy wzięły nad nią górę, kiedy zaśmiała się z zielonej twarzy pacjenta, zaraz potem zakrywając w szoku usta dłonią. Wiedziała jak wielki błąd popełniła, jak wielkim nietaktem się wykazała. Nie tego jej uczono, gdyby tylko matka to widziała… I dopiero piątego dnia, przy tym samym pacjencie, udało jej się ustalić przyczynę zielonej barwy twarzy. Jakby przypadkiem pomyślała o langustniku, kiedy tłumaczyła swojego niewyobrażalnego pecha. Dobrze zdiagnozowała pacjenta i go wyleczyła, ponownie przepraszając za poprzedni wybuch śmiechu, tłumacząc to stresem.
Ostatni dzień był czymś, co lubiła najbardziej. To właśnie z urazami pozaklęciowymi łączyła całą swoją przyszłość, chcąc pójść w ślady swojej mamy. Kiedy tylko zobaczyła pacjenta, lampka zapaliła się nad jej głową. Była przekonana, że całkiem niedawno czytała o podobnym przypadku. Od razu podała mu odpowiedni eliksir i z wdzięcznością przyjął uzdrowicielskie gratulacje. Bez chwili zwłoki przystąpiła też do testu na koniec kursu. Może to był błąd, ponieważ poszedł jej okropnie. Tłumaczyła to emocjami związanymi z pacjentem. Wiedziała, że to głupie potknięcie, bo przecież była pewna swojej wiedzy. Następnego dnia zdała już egzamin końcowy śpiewająco, z dumą odbierając certyfikat.

Kości:
część pierwsza: 46
część druga: 5
część trzecia: 3
część czwarta: 66664 (opłata) → 2
część piąta: 2
test: 1, 4, 2 (opłata) → 6, 5, 4
Płatność: 110g

|zt|

______________________

That lipstick on your collar

well it ain't my shade of pink


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thalia S. Heartling

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,65m
C. szczególne : czarny tatuaż armband na prawym przedramieniu
Galeony : 29
  Liczba postów : 31
https://www.czarodzieje.org/t21575-thalia-s-heartling#701437
https://www.czarodzieje.org/t21580-thalia-poczta#701474
https://www.czarodzieje.org/t21579-thalia-s-heartling#701467
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 EmptySro 3 Sie - 20:03;

STAŻ NA UZDROWICIELA, OTTAWA 2017
ETAP PIERWSZY

kostka: 3

Była podekscytowana, właśnie tego dnia miała zacząć się jej kariera uzdrowicielki, coś na co czekała całe swoje życie, coś co sprawiło, że tak wiele poświęciła, praktycznie całą swoją młodość. Weszła do szpitala cała w skowronkach, niemal pobiegła do szatni przebrać się w swoje łososiowe scrubsy. Jej zapał jednak szybko ostygł, kiedy co chwila przełożony uzdrowiciel pytał ją o imię. Nie była do tego przyzwyczajona, lubowała się w lekkim błysku podziwu – nie dla niej, a jej rodziny – kiedy wspominała o swoim nazwisku. Nie była też przyzwyczajona do bycia niewidzialną. Bo chociaż większość czasu spędzała nad książkami, to zawsze zdawało się, że była całkiem popularna. Czuła się tak, jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody, a może w końcu ktoś musiał? Może właśnie tak miała się przekonać, jak jest w prawdziwym życiu, kiedy nikt nie stoi za twoimi plecami, żaden z nauczycieli nie szepcze innemu dobrego słowa o tobie. Jedno było pewne – nie zamierzała zbyt długo zostać anonimowa, za to pragnęła się wykazać, zostać zauważoną. Wypełniała papiery najlepiej jak umiała, zgłaszała się na ochotnika na izbę przyjęć i oddziały, by w końcu ktoś ją dostrzegł. Ją i jej talent, o którym była tak przekonana. Liczyła na to, że Merlin ma ją w opiece i kolejne tygodnie stażu będą lepsze.

|zt|

______________________

That lipstick on your collar

well it ain't my shade of pink


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8








Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 6 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 6 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Izba przyjęć - Page 6 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
 :: 
Parter
-