Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość


Leonardo Taylor Björkson

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 186
Galeony : 710
  Liczba postów : 716
https://www.czarodzieje.org/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
https://www.czarodzieje.org/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.org/t8122-chodz-do-leosia
https://www.czarodzieje.org/t8124-leonardo-taylor-bjorkson
https://www.czarodzieje.org/t19087-leonardo-taylor-bjorkson-dzie
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyCzw Sie 21 2014, 12:44;

First topic message reminder :


Izba przyjec


Miejsce, do którego trafiają poszkodowani. Jednocześnie jest to jedno z miejsc, w którym odbywają się praktyki, staże i kursy na pracowników szpitalu świętego Munga. Niemal zawsze zastaniesz tu tłum ludzi, więc lepiej ustaw się w kolejce.


Ostatnio zmieniony przez Leonardo Taylor Björkson dnia Czw Sie 21 2014, 13:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : tatuaże na prawym ramieniu, wyszczerz na gębie, kocia sierść na ubraniu.
Galeony : 358
  Liczba postów : 845
https://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
https://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
https://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyPon Paź 07 2019, 20:35;

Kurs na asystenta uzdrowiciela, teraźniejszość

kostki część pierwsza: 2 - zaliczone (kostki niżej są nieaktualne, bo źle zrozumiałam treść efektu i myślałam, że muszę powtarzać etap).

kostki część druga: 4 -> 2 - zaliczone.

kostki część trzecia: 5 - zaliczone!

opłata za kurs: tutaj


Część pierwsza

Nie spodziewał się, że będzie warzyć eliksir dla sowy. To go trochę zestresowało, jednak nie dawał się porwać teraz zbytnio emocjom. Pieczołowicie przykładał się do warzenia eliksirów, odnajdując się w tym żywiole, któremu na studiach poświęcał naprawdę sporo uwagi. Był pewny, że nie pomylił żadnego składnika. Przecież to podstawowa wiedza, a więc nie wątpił w swoje możliwości. Być może pewność siebie była zbyt wielka, bowiem po podaniu eliksiru sówce przeżył szok. Upił ją! Na Merlina, upił ją... trzykrotnie sprawdził czy nie pomylił fiolek. Asekurując sowę, zaglądał nad jej głową do książki i całkowicie skonfundowany szukał miejsca, w którym mógł popełnić błąd. Zaklął pod nosem, bo nie miał bladego pojęcia gdzie się potknął. Może za słabo pokroił łuski salamandry? Namachał się nieźle przy ich przygotowaniu, a przecież prezentowały się w dopuszczalny sposób... Ze zmarszczonymi brwiami próbował ustawić sowę tak, aby trzymała się w pionie i tak nie chwiała. Kucnął nawet na wysokości jej dzioba i sprawdzał jej źrenice - ewidentnie rozszerzone. Tajemniczym sposobem wpędził ją w upojenie alkoholowe. Gdy zaczęła puchnąć, on bladł wprost proporcjonalnie do jej pogarszającego się stanu. Zaklął, przygryzł policzek od środka i bez wahania wezwał uzdrowiciela na pomoc. Obrzucił go bardzo obfitym monologiem, bogatą mimiką, gestykulacją i nic nie rozumiejącym spojrzeniem. Zapewne nieźle mu się napstryczył swoją głośną osobowością, a jednak oferował gotowość do udzielenia jakiejkolwiek pomocy - o ile rzecz jasna dostanie polecenie, bo nie miał bladego pojęcia co zrobić. Uzdrowiciel odratował stworzenie, wskazał błąd - należy sprawdzać każdy składnik dwukrotnie, bowiem musiał dorzucić do kociołka jakiś przestarzały, przeterminowany, zakurzony albo zanieczyszczony element i stąd ten efekt. O dziwo został przepuszczony do dalszego etapu kursu mimo, że już się nastawiał na opłacanie poprawek. Wychodzi na to, że doceniono jego szczerą chęć odratowania sowy mimo, że przyczynił się do jej choroby.

Część druga:

Niezrażony niepowodzeniem gotów był do działania w drugim tygodniu. Postawiono przed nim dzban i nakazano wyciągnąć z niego mieszkańca oraz go uleczyć. Nic więcej. Czyżby to jakiś test? Poczuj na własnej skórze czyjeś zębiska albo daj się pokąsać trucizną, jeśli to jadowity wąż? Nie słyszał jednak syczenia, a jedynie dziwne popiskiwanie. Ostukał dzbanek ze wszystkich stron i nasłuchiwał. Niestety nie przyniosło to oczekiwanego efektu. Został zmuszony do ręcznego wyciągnięcia mieszkańca z dzbanka, zdiagnozowania jego obrażeń i uleczenia go z tego, na co mu się zachorowało. Czuł pewien dyskomfort związany z niewiedzą, ale jednak wyjaśnił to sobie, że chodzi o przygotowanie do zawodu, w którym będzie musiał rozwiązywać magiczne zagadki. Podwinął rękaw koszuli aż do łokcia, a różdżkę wsunął za ucho. Po chwili przeciskał nadgarstek przez wąską szyjkę dzbana i wyciągnął ze środka... puffka pigmejskiego. Szczękę mógł zbierać z podłogi póki nie spieprzała, bowiem ledwie dotknął puchatego stworzenia, a jego dłoń pokryła się brązową skorupą. Wykrzywił się, ale nie odczuł paraliżującego strachu tylko zaciekawienie. Uznał jednak, że nie czas na oglądanie brodawkolepu rozwijającego się wesoło na jego lewej dłoni, a warto skoncentrować się na pacjencie, który jest celem testu. Wysunął zza ucha różdżkę, wycelował ją w swój nadgarstek i zastosował płynnie zaklęcie - Vulnus alere. Z satysfakcją obserwował jak brodawkolep ustępuje nie tylko z jego ręki, ale i z puffka. Dostał nawet pochwałę za zachowanie zimnej krwi w sytuacji zaskakującej, obejmującej zagrożenie jego zdrowia. Wyszczerzył się zadowolony i pogłaskał puffka jakby byli już przyjaciółmi po wspólnych przejściach. Mógł rozpocząć trzeci etap kursu, którego nie mógł się wprost doczekać.

Część trzecia:

Izba Przyjęć. Harmider, chaos, płacz, krzyki, tłumy, emocje sięgające zenitu. Odkąd podjął studia pracował na stanowisku recepcjonisty w świętym Mungu, zatem miał już naprawdę spore doświadczenie ze zdenerwowanymi ludźmi. Potrafił sobie z nimi radzić, wykazywał się nienaganną dyplomacją - przyjaciele nie znają go z tej strony, uważając go po prostu za jajcarza, którym prywatnie był - nie dawał się wytrącić z równowagi ani zakrzyczeć do utraty przytomności. Co prawda miał naprawdę nikłą styczność z jakimikolwiek dziećmi, jednak uznał, że warto poznać sytuację i z tej strony mimo, że nie planował być czarodziejskim pediatrą. Przed sobą miał znerwicowanych rodziców i rozwrzeszczane dziecko, które z trudem dało się utrzymać na kozetce. Przykucnął przy dzieciaku, przystroił się w rozbrajający uśmiech i podwinął rękaw szaty, aby pokazać młodemu pacjentowi ruchomy tatuaż czarnego ptaka. Udało mu się go tym zainteresować, a nawet wciągnąć w niejaką dyskusję na jego poziomie. Pozwalał się nawet dźgać w przedramię, skoro główna przyczyna wrzasku postanowiła się zająć magicznym tatuażem. Dzięki temu udało mu się nie tylko przeprowadzić badanie - a czuł się przy tym naprawdę pewnie - ale też odpowiadał rzeczowo na pytania stroskanych rodziców. Nie było tak źle jak mógłby przypuszczać. Co prawda zarzucali go pytaniami o pierdoły, jednak robił dobrą minę do złej gry i odpowiadał cierpliwie. Odkrył tym samym w sobie, że dzieci go lubią. To było dziwne odkrycie, ale mile łechtające. Wystarczy się wyszczerzyć, pokazać coś nietypowego, a od razu dało się złapać kontakt z małym pacjentem. Dzięki tej wizycie udało mu się skończyć kurs. Niechętnie opuszczał izbę przyjęć. Mógłby tu zostać jeszcze na parę dni, ale wyganiano go po wręczeniu certyfikatu i zapraszano po studiach na dalszą edukację.


zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlotte Mornigstar

Nieokreślony
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 168
C. szczególne : Piegi na twarzy oraz trochę na dekolcie
Galeony : 99
  Liczba postów : 20
https://www.czarodzieje.org/t17709-charlotte-morningstar
https://www.czarodzieje.org/t17717-charlotte-morningstar#498295
https://www.czarodzieje.org/t17718-charlotte-morningstar#498296
https://www.czarodzieje.org/t17707-charlotte-morningstar
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyNie Paź 20 2019, 15:51;

//RETROSPEKCYJNY KURS NA ASYSTENTA UZDROWICIELA

Na kurs zapisałam się od razu po skończeniu studiów. Nie mogłam się doczekać aż zostanę pełnoprawnym uzdrowicielem. Wiedziałam, że daleka droga przede mną jednak chciałam zawalczyć o swoje marzenia. Kiedy przyszłam na kurs czułam się fatalnie, dostałam zadanie które miałam wykonać. Tak się jednak stresowałam że całkowicie wyleciał mi z głowy przepis na eliksir Szkiele-wzro. Kiedy go sobie przypomniałam było już za późno i to co stworzyłam było do niczego. Przez tą wpadkę musiałam ponownie przystąpić do pierwszego etapu kursu na który uparli się uzdrowiciele. Tak jak podejrzewałam, ponownie przez stres a może moje własne nie ogarnięcie się wystarczająco powtórzyła się sytuacja sprzed tygodnia. Musiałam w końcu wziąć się w garść i przejść ten etap. Następny tydzień był tygodniem sądu kiedy znowu miałam zrobić to co poprzednio. Tym razem jednak wszystko poszło idealnie a eliksir zadziałał od razu uzdrawiając skrzydło sowy. Kiedy tylko zobaczyli to uzdrowiciele wypuściłam natarczywą sowę żeby nacieszyła się tym swoim zdrowym skrzydłem. W końcu mogłam przejść dalej!

ETAP 1
Próba 1- 3,2,6
Próba 2- 3,4,6
Próba 3- 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gunnar Ragnarsson

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : blizna z pazurów wzdłuż kręgosłupa do połowy pleców; na ramionach tatuaże run nordyckich wpisanych w islandzką, mistyczną symbolikę i zarys skalnych grani
Galeony : 1574
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 711
https://www.czarodzieje.org/t17572-gunnar-e-ragnarsson#492803
https://www.czarodzieje.org/t17578-huugin#493014
https://www.czarodzieje.org/t17577-son-of-ragnar#493011
https://www.czarodzieje.org/t17571-gunnar#492793
https://www.czarodzieje.org/t18614-gunnar-ragnarsson-dziennik#53
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyWto Lis 12 2019, 16:40;


    | Z Festiwalu

Po festiwalu muzycznym wszyscy gnali oknami i drzwiami do Munga. Większość osób ruszyła na dużą Izbę Przyjęć. Gunnar wolał tą mniejszą. Na oddział wysłano go przymusem. W jego odczuciu nie potrzebował niczyjej pomocy. Był zwolennikiem naturalnego dochodzenia do siebie. Dlatego dowlókł się do Munga popychany przez aurorów, którzy zamiast zaganiać ludzi do Szpitala, powinni ich przypilnować przed atakami roszczeniowych uczestników imprezy. Ragnarsson legł na krześle, czując dotkliwy ból od strony żeber, mając wrażenie, jakby połamał każde z nich z osobna. Przymknął powieki, nie czując się najlepiej, bo i zbierało mu się na wymioty, a jeszcze nosił na sobie ostatnie znaki starcia z wilczakiem, co gwarantowało mu znikomy ból w klatce piersiowej. Ten gorszy, dosadny po pobiciu pulsował przy żołądku i żebrach. Uchylił powieki tylko dlatego, że poczuł znajomy powiew morskiej bryzy, jaką rozsiewała za sobą @Melusine O. Pennifold wraz z lekką domieszką słodkiego zapachu papierosów, które wypaliła podczas festynu.
Nie śmiał jej nic powiedzieć, bo chociaż nie czuł się w obowiązku otoczenia jej opieką na wydarzeniu, w jakiś sposób czuł na sobie odpowiedzialność tego, że i ona padła ofiarą przypadkowych agresorów podczas imprezy. Wzrokiem, za jej ramieniem, szukał @Dina Harlow, mając nadzieję, ze @Cassius Swansea okazał się większym dżentelemem i uchronił Ślizgonkę przed zagrożeniem. Sam w zaistniałych okolicznościach i przy obecnej kolejce do uzdrowicieli, opuścił Szpital w stanie, w jakim tu przybył.

    | zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Theodore Courtenay

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 92
  Liczba postów : 77
https://www.czarodzieje.org/t17751-theodore-courtenay
https://www.czarodzieje.org/t17771-sowa-theo#500237
https://www.czarodzieje.org/t17772-mlody-theo-mlody-dionizos
https://www.czarodzieje.org/t17750-theodore-courtenay
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyPon Gru 02 2019, 03:56;

Pozbywszy się niedorzecznego, włochatego kostiumu - z poharataną brodą i ręką trzymaną sztywno przy klatce piersiowej - teleportował się przed budynek Świętego Munga. Miłe panie recepcjonistki, z okazji święta przebrane za dynie, pokierowały go na mniejszą izbę przyjęć. Tam z kolei kilkoro stażystów, którzy z okazji dzisiejszej nocy szaty-kitle postanowili zamienić na prześcieradła mające imitować zwiewne sylwetki duchów, otoczyło go zewsząd, dokładnie oglądając i bez wyczucia tarmosząc w dłoniach obolały nadgarstek. Jeden ochłodził skręcenie i zniwelował ból zaklęciem, drugi po błędnej diagnozie usiłował naprawić rękę Episkey, trzeci usztywnił całe ramię, a czwarty zawyrokował, że najlepiej tu sprawdzi się eliksir Wiggenowy, który podstawił Theodorowi pod nos, żeby ten łyknął hojną porcję razem z obietnicą, że za dwa dni wszystko powinno znów być sprawne jak dawniej. Potem jeszcze zajęli się brodą, którą dokładnie oczyścili z zaschniętej krwii i brudu, machnęli różdżką i rzucili zaklęciem, które miało sprawić, że do rana wszystko się zagoi, a nawet przykleili fikuśny plaster w hipogryfy dla lepszego efektu. Mimo zaleceń młodych magomedyków, żeby zaniechał dalszej celebracji Nocy Duchów i odpoczął sobie na jednym ze szpitalnych łóżek, podziękował, kłaniając się przy tym nisko, a następnie opuścił Munga i ruszył przed siebie.

Czaszka: V - G, 70%
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hannah Rose Jones

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 27
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Burza rudych włosów i twarz usypana piegami
Galeony : -165
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t17847-hannah-rose-ulada-jones
https://www.czarodzieje.org/t18532-hannah-rose-u-jones#528243
https://www.czarodzieje.org/t18534-hannah-rose-u-jones#528248
https://www.czarodzieje.org/t18521-hannah-rose-u-jones#527731
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyPon Mar 23 2020, 23:28;

Kurs asystenta uzdrowiciela – retro

Etap 1 – kostka: 6, zdane.

Zdobyte w swoich rodzinnych stronach doświadczenie nie do końca pokrywało się z wymaganiami św. Munga, dlatego też musiała przejść wszystko na nowo – nie miała oczywiście nic przeciwko, to zawsze dodatkowa wiedza, dzięki której będzie lepiej mogła pomagać innym ludziom i stanie się po prostu lepszym Uzdrowicielem. Co prawda zarówno kurs na Asystenta jak i samego Uzdrowiciela kosztował aktualnie krocie, jednak uważała, że było warto i sobie „odbije” w momencie, w którym już zacznie zarabiać i pracować tu na stałe, więc nie zamierzała zbytnio narzekać w tej kwestii.
Eliksiry nigdy nie były jakoś specjalnie mocną stroną – nie była w nich zła, ale nie można było nazwać Hannah wybitną, dlatego pierwszy etap był dla niej wyzwaniem, to trzeba przyznać. Wszystko robiła zgodnie z instrukcją, tak jak powinna, jednakże to nie działało – wręcz przeciwnie. Miała wrażenie, że biednej sówce się tylko i wyłącznie pogarsza. Nie zamierzała eksperymentować na żywym stworzeniu, dlatego postanowiła poprosić o pomoc bardziej doświadczonego Uzdrowiciela, co zostało przyjęte dosyć dobrze – pokora popłaca, dlatego Hannah przeszła dalej, a z tej części kursu wyciągnęła naprawdę wiele wiedzy.

Etap 2 – kostka: 6, zdane

Drugi tydzień był zdecydowanie bardziej w stylu Hannah i czuła się na nim o wiele lepiej. Tym razem jej zadaniem było wyciągnięcie pacjenta z Brodawoklepem z jego kryjówki, a następnie użycie zaklęcia uzdrawiającego. Jak te drugie nie było niczym szczególnym, to konieczność wydostania pufka z jego  bezpiecznej przystani już takie łatwe nie było. Starała się jednak przypomnieć wszystko, co wiedziała na temat tej przypadłości. Wtedy obok słoja zobaczyła rękawicę ze smoczej skóry i wszystko poszło jak po maśle. Raz, dwa i po bólu. Bez problemu przebrnęła przez tę część kursu. Został już tylko ostatni tydzień, by następnie wskoczyć szczebel wyżej.

Etap 3 – kostka 5. zdane

Sowy? Da się przeżyć! Pufki z Brodawoklepem? Błahostka! Tym razem jednak musiała się zmierzyć z krzyczącymi, zdezorientowanymi dziećmi i ich rodzicami, którzy domagali się informacji. Stresowała się okropnie zaistniałą sytuacją, bo to był tak naprawdę ostateczny test, czy uda przejść się jej kurs, jednak starała się być dobrej myśli.
Trafiła się jej dziewczynka, która miała „przyjemność” spotkania się z tentakulą. W wyniku tego doszło do miejscowego oparzenia spowodowanego przez jad. Diagnoza była prosta – comburet. Dla dziecka nie było to niczym przyjemnym, ale po tym jak powiedziała jej na ucho o jednej ze swoich przygodach w jej wieku przestało płakać i dało się posmarować wcześniej przygotowaną przez nią maścią. Spanikowanym rodzicom wszystko wyjaśniła, że mała musi jeszcze poczekać godzinę na obserwacji, bo tyle trwa sam proces leczenia, I po tym czasie wszystko minęło jak ręką odjął, a swoją małą pacjentkę pożegnała, machając jej z uśmiechem na ustach, a rodzice z wdzięcznością ściskali jej dłonie.
Poszło lepiej niżeli się spodziewała – a w związku z tym przeszła bez problemu i ten etap kursu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hannah Rose Jones

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 27
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 168 cm
C. szczególne : Burza rudych włosów i twarz usypana piegami
Galeony : -165
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t17847-hannah-rose-ulada-jones
https://www.czarodzieje.org/t18532-hannah-rose-u-jones#528243
https://www.czarodzieje.org/t18534-hannah-rose-u-jones#528248
https://www.czarodzieje.org/t18521-hannah-rose-u-jones#527731
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyWto Mar 24 2020, 00:11;

Kurs na uzdrowiciela – retro

Etap 1. Kostki: 4 → 2, zdane

To były naprawdę bardzo intensywne tygodnie dla Hannah – po pierwszym kursie na asystentkę zrobiła sobie trochę przerwy, by popracować w zawodzie i zbierać wiedzę zanim postanowi pójść na uzdrowicielkę. To była poważna decyzja, która sprawiała, że czuła się zdenerwowana. Zawsze chciała to robić, czuła w leczeniu swoje powołanie, ale awans wiązał się również z tym, że będzie miała więcej obowiązków i jeszcze większą odpowiedzialność z tym związaną.
Pierwszy dzień kursu nie zapowiadał się łatwo, zdecydowanie. Już na pierwszy rzut dostała pacjenta, któremu zdecydowanie coś nie poszło podczas przygotowania eliksirów i w wyniku czego wybuchł mu kociołek. Poparzenie na klatce piersiowej, oprócz tego paskudna rana na ręce. Nie wyglądało to zbyt dobrze, jednak zamierzała zachować zimną krew i cały czas starała się powstrzymywać pacjenta na duchu.
Postanowiła rzucić dwa zaklęcia, które miały na zadaniu choć trochę ulżyć mu w bólu – w ten sposób zapominając się, że jest Uzdrowicielką w szpitalu i nie udziela mu pierwszej pomocy, tylko jej zadaniem jest go wyleczyć. Trochę się tym zestresowała, ale postanowiła się szybko zreflektować. Podała poszkodowanemu odpowiedni eliksir, dzięki czemu uratowała swój tyłek i przeszła dalej. Uff.

Etap 2. Kostki: 6 → 6 → 2 (+10 galeonów do zapłaty), zdane

Kolejny tydzień, kolejne wyzwania jak to mówią! Tym razem przyszło jej się zmierzyć z urazami pochodzącymi od magicznych zwierząt. Na oddziale dostała człowieka połamanego przez atak hipogryfa. Dotychczas ze wszystkimi drastycznymi widokami sobie radziła całkiem nieźle. Jednak coś w niej pękło, gdy zobaczyła tego biedaka z otwartym złamaniem. Zrobiło się jej słabo, ledwo trzymając się na nogach… zwymiotowała prosto na buty swojego opiekuna, co nie spotkało się z jego aprobatą. I żeby było mało, za drugim razem, gdy przyszło się jej spotkać z podobnym przypadkiem, jej reakcja była podobna.
Miała chwilę załamania, zastanawiając się czy rzeczywiście się do tego nadaje. Wtedy sobie przypomniała o tym, jak wcześniej dobrze sobie radziła. Popracowała trochę dłużej, by się bardziej przyzwyczaić do drastycznych widoków i podeszła raz jeszcze. Gdy znowu dostała ofiarę hipogryfa, tym razem podeszła do wszystkiego bardziej… na świeżo i spokojnie, choć jej opiekun już na tyle nie ufał i pro aktywnie się odsunął, żeby jego buty znowu nie zostały potraktowane treścią żołądkową Hannah. Tym razem jednak nic takiego się nie stało. Jones podeszła do tego z zimną krwią. Mimo tego, że jej pacjent rzucał się po łóżku jak opętany, udało się jej podać eliksir leczący. Nie było idealnie, ale w porównaniu do poprzednich prób tym razem chociaż udało się jej biedaka wyleczyć i opiekun postanowił ją przepuścić dalej. Chyba z litości, ale to już dla Hannah nie miało większego znaczenia.

Etap 3. Kostki: 6→1, zdane

Kolejny tydzień. Kolejna porcja ogromnej wiedzy, z jaką przyjdzie się jej zmierzyć. Zakażenia magiczne. Tutaj chociaż nie będzie musiała się mierzyć z otwartymi złamaniami po spotkaniu z hipogryfem, racja? Dostała na oddział pacjenta z Groszopryszczką. Dosyć szybko ją zdiagnozowała, odizolowała pacjenta i powiadomiła resztę oddziału. Byłoby jednak zbyt pięknie, jakby poszło tak prosto, prawda? Mężczyzna próbował ją przekupić, żeby załatwiła mu lepsze łóżko. Odmawiała stanowczo, jednakże był strasznie natrętny. Całe szczęście, raz gdy jej to proponował jej opiekun był w pobliżu i specjalnie z bardziej podniesionym głosem odmówiła, tak żeby usłyszał. To się spotkało z jego aprobatą i dzięki temu przeszła dalej.

Etap 4. Kostki: 3, zdane

Ludzie czasem źle używają eliksirów czy roślin, przez co spotykają ich niemiłe skutki tych zabaw, przez co trzeba z nimi się w jakiś sposób uporać – wtedy lądują w św. Mungu. Dostała pacjenta z podejrzeniem zatrucia Ladaco. Zielona twarz oraz gorączka. Po oględzinach była pewna, co było przyczyną. Wyjaśniła pacjentowi, że Langustnik może i przypomina homara, jednakże nim nie jest i jego mięso niezależnie od jego przygotowania nie jest jadalne. Udało się jej również bez problemu z tym uporać. Dała jeszcze na odchodne pacjentowi kilka rad, jak na przyszłość odróżnić Langustnika od homara. W zamian dostała kciuka w górę od swojego opiekuna. To oznaczało, że został przed nią tylko ostatni etap i egzamin… Jeszcze tylko trochę!

Etap 5: Kostki: 3 → 3 → 2, zdane (+10 galeonów do zapłaty)

Ostatnia część kursu dotyczyła chorób, które były wywołane przez zaklęcia. Osoba, którą dostała została potraktowana zaklęciem Remordeo. Czuła się jak we mgle – zamiast leczyć przyczynę, starała się leczyć objawy, przez co jej pacjent czuł się tylko gorzej. Nie miała pojęcia co robić, przez co musiał wkroczyć jej przełożony, który ostatecznie zdecydował że musi powtórzyć tę część kursu. Co tak się stało i niestety, za drugim razem było podobnie – kompletnie nie wiedziała, za co ma się chwycić. Uzdrowiciel, pod którego skrzydłami była zdecydowanie nie był zadowolony z tego obrotu spraw. Dlatego zanim podeszła po raz trzeci do tego etapu postanowiła jeszcze raz przestudiować księgi.
Znowu to samo. Remordeo. Dzień wcześniej o tym czytała, więc bez najmniejszego zawahania podała eliksir. Jej diagnoza była słuszna, a opiekun Hannah był pod wrażeniem. Został przed nią tylko test.

Test. Kostki: 6, 2, 2 → 10, zdane

Czuła się pewnie. Po tym wszystkim co przeszła podczas kursu, miała wrażenie, że test to tylko formalność, dzięki której będzie mogła się nazwać pełnoprawną Uzdrowicielką. Spojrzała na test, położony przed nią przez opiekuna. Ten, pamiętając sytuację z pacjentem, który został potraktowany Remordeo tylko się do niej uśmiechnął pokrzepiająco wierząc, że da sobie radę. I tak też się stało.
Udało się jej zdać za pierwszym razem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyCzw Mar 26 2020, 13:35;

Mniejsza Izba Przyjęć. Retrospekcja, zaraz po studiach, kurs na asystenta uzdrowiciela.

01.07.2019
Część Pierwsza. Kostki: 4

- Uwarz i wypróbuj na jej skórze eliksir, Szkiele-Wzro. Mówiłaś, że eliksiry dobrze ci idą, sprawdzimy to. - powiedziała kobieta, która nadzorowała pracę Lexy. W jej wzroku można było zobaczyć, że już wiele miała takich osób, które niby wiedziały co robić, a jak przychodziło co do czego, okazywało się, że chuja potrafią. Lexa jednak była pewna swoich umiejętności w eliksirach, dlatego słysząc o poleceniu przygotowania Szkiele-Wzro, uśmiechnęła się lekko sama do siebie, po czym przystąpiła do działania. Chwyciła za odpowiednie składniki i wrzuciła je w prawidłowej kolejności do kociołka, aby powstał z nich działający eliksir, który miał przywrócić sprawność sówce.
Po pewnym czasie, kiedy Lexa była już pewna gotowości specyfiku, delikatnie chwyciła w ręce zwierzę i powoli do jej dzioba wlała lekarstwo. Nie mogła się nie uśmiechnąć, kiedy ptak wyraźnie poczuł się lepiej machając swoim skrzydełkiem, które jeszcze przed chwilą ani drgnęło. Nawet dziobanie jej ręki nie popsuło jej humoru, bo jednak to zwierzę, zwykle niedotykalskie. Wypuściła grzecznie sowę na blat stołu na którym jeszcze przed chwilą siedziała bez możności ruchu i zerknęła w stronę kobieciny, która obserwowała ją swoim surowym spojrzeniem. Wydawać by się mogło, że widziała w nim nieco... uznania? Chociaż mogło jej się po prostu wydawać. W każdym razie kobieta jedynie przytaknęła głową i odeszła, rzucając przez ramię jakieś burknięte „dobrze”.

08.07.2019
Część Druga. Kostki: 6

Pierwszy tydzień był zaskakująco pozytywny. Wiele osób przestrzegało ją, że kobieta z którą będzie miała styczność podczas kursu jest straszną jędzą, która czepia się najmniejszych pierdół, ale... Lexa jak na razie tego nie zauważyła. Ale czego oczekiwać po zaledwie siedmiu dniach w Mungu. Przed nią dopiero początek drogi, a miała jakieś dziwne wrażenie, że prawdziwe wyzwania już niedługo napłyną i to tak, że nie będzie wiedziała gdzie wsadzić ręce. A skoro już mowa o wkładaniu gdzieś rąk...
- W środku znajduje się pufek. Proszę go wyciągnąć i uleczyć z brodawkolepu.- powiedziała kobieta swoim beznamiętnym tonem. Bez żadnych wskazówek, bez żadnego ostrzeżenia. W końcu Lexa sama powinna wiedzieć z czym ma do czynienia. I ku niezadowoleniu przełożonej, wiedziała. Brodawkolep, paskudna sproszkowana substancja, która po zetknięciu ze skór pokrywa ją skorupą przypominającą brodawkę. Lexa zdecydowanie nie zamierzała paść ofiarą tego paskudztwa, nawet jeśli można było ją usunąć prostym zaklęciem. Dostrzegając więc rękawice ze smoczej skóry leżące nieopodal, sięgnęła po nie i założyła na dłonie. Dopiero gdy się zabezpieczyła chwyciła do magicznego stworzenia, co by mu pomóc. Niedługo później rzuciła zaklęcie uzdrawiające, dzięki czemu pufek był w stanie dojść do siebie.
Dziewczyna zerknęła kątem oka na starszą kobietę, która bez słowa przytaknęła głową w geście zatwierdzenia wykonania zadania. No cóż, magiczne stworzenia chyba jakoś jej wychodziły. Poczekajmy aż stanie przed wkurwionymi ludźmi, którzy będą na ciebie krzyczeć przez byle co, bo im się należy opieka.

15.07.2019
Część Trzecia. Kostki: 1, 2:4, 4:4, 5

No jak chuj.
Może ona nie powinna mieć dzieci? Może powinna się skupić na pracy ze zwierzętami jednak, bo ludzie to jakaś tragedia, no cholera ją brała. Zwłaszcza przy drących japę dzieciach, no naprawdę. Chyba nigdy nie będzie miała instynktu macierzyńskiego, chyba że dla szczeniaczków.
Jedno badanie, naprawdę, a dziecko darło mordę jakby Lexa je tam mordowała. Jeszcze rodzice, którzy wtryniają wszędzie nos i pytają o każdą najmniejszą pierdołę. W pewnym momencie dziewczyna się tak zestresowała, że zwyczajnie nie była w stanie dokończyć badania, dając tym samym satysfakcję kobiecie, która przez ostatnie tygodnie się jej przyglądała. Kobiecina kazała jej wrócić do siebie i przyjść następnego dnia, jak się bardziej ogarnie. Urocza, naprawdę. No ale nie miała innego wyjścia. Rozeźlona i zła na samą siebie wróciła do domu, aby wrócić do szpitala następnego dnia, na powtórkę z rozrywki.
Dosłownie. Dzisiaj nie było lepiej, wszyscy patrzyli jej na ręce i oczekiwali odpowiedzi, a ona miała wrażenie, że kompletnie sobie nie radzi. Wzięła sobie jednak głębszy oddech i powoli zaczęła przypominać jak działać i co robić, dzięki czemu ostatecznie udało jej się poprawnie zdiagnozować chorobę jednego z dzieci, którym się aktualnie znajdowała.  
No ale to było chwilowe zwycięstwo, bo po jednym dziecku, przyszło kolejne z równie irytującymi rodzicami wszczubiającymi nos w nie swoje sprawy. Naprawdę, Lexa miała wrażenie, że może faktycznie powinna zmienić profesję i zostawić ludzi w pizdu, no ale z drugiej strony... mimo miłości do zwierząt nie widziała się nigdzie indziej. Znowu jednak ręce zaczęły jej się trząść, a ona sama nie pamiętała najprostszych rzeczy. Starsza kobieta jednak pojawiła się obok i położyła jej rękę na ramieniu każąc się uspokoić i przeanalizować wszystko raz jeszcze. Ta postawa nieco zaskoczyła blondynkę, ale w sumie, dzięki temu raz kolejny mimo początkowego stresu udało jej się prawidłowo zdiagnozować kolejny przypadek dziecka, który jej przypadł. I chyba te małe zwycięstwa, a także wsparcie, które otrzymała od największej kosy w Mungu sprawiły, że w następnych dniach szło jej coraz lepiej. Dzięki różnorodności przypadków i ludzi, Lexa zaczęła radzić sobie ze stresem, a leczenie kolejnych dzieci szło jej z łatwością. Ba, dzięki początkowym trudnościom nauczyła się pracować z młodszym pokoleniem i zdobyła nieco doświadczenia oraz trików, które mogła wykorzystać przy kolejnych pacjentach. Rodzice przestali być irytujący, a dzieci potrafiła uspokoić.
Po odprawieniu ostatniego pacjenta, starsza kobieta pojawiła się koło Lexy i pierwszy raz podczas całego kursu uśmiechnęła się do niej z uznaniem, po czym odeszła zapraszając ją do dalszej współpracy, bo może jednak będą z niej ludzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyCzw Mar 26 2020, 14:39;

Staż, post 1. Retrospekcja. Po zakończeniu studiów.
Kostki: 5, 6
01.08.2019


Staż, wiele osób uważało to za początek drogi karierowej. W końcu jeśli dobrze wypadniesz, może będziesz mógł zostać dłużej w danej robocie, nie? Nie potrzebowała więc większej motywacji do dobrej pracy, zwłaszcza, że z chęcią zostałaby w Mungu na dłużej, jeśli tylko zaproponowaliby jej dalszą współpracę. Dlatego też Lexa szła nieco podekscytowana na swoje pierwsze dni do Munga, bo nigdy nie było wiadome co akurat ci się przydarzy. To było ciekawe w tej robocie, absolutna niewiedza co przyniesie dzień. Raz jest to czarodziej z wyrośniętym porożem i nadmiarem zębów, a drugi raz jest to auror, który w stanie krytycznym trafił tu po walce z jednym z niebezpiecznych, ściganych czarodziejów. A w jeszcze innym przypadku, jest to po prostu wkurwiająca matka z dzieckiem, która nie potrafi przypilnować dziecka. Z jednej strony ludzie potrafili być niesamowicie irytujący i wszechwiedzący, bo przeczytali w książce, że coś tam działa lepiej i uzdrowiciel sam tego na pewno nie wie, ale z drugiej strony, widok ludzi powracających do pełni zdrowia był niesamowicie satysfakcjonujący.
Lexa była naprawdę zapracowana i zaangażowana w to co robiła. Wszystkie przydzielone jej zadania i polecenia wykonywała bardzo starannie, nie chcąc przecież nikogo zawieść. Czasem pomogła przy gorszych pacjentach, kiedy akurat brakowało rąk do pracy, a podczas papierkowej roboty uwijała się niesamowicie szybko i sprawnie. Ba, wprowadziła nowe systemy segregacji kart pacjentów, a także ułożenia poszczególnych ziół i medykamentów, które były potrzebne. Kiedy kończyła swoją część zadania, z chęcią pomagała reszcie stażystów, a także starszym kolegom z pracy w dokumentach, które wydawały się ich przytłaczać. Czuła się naprawdę... miło, kiedy ludzie doceniali jej robotę i mówili „dobra robota”. Zwłaszcza kiedy te słowa padały z ust samego szefa. Ba, na zachętę otrzymała także 15 galeonów, jej pierwsza premia! Pierwszy tydzień naprawdę nie mógł się lepiej zacząć. Dzięki temu nabrała pewności siebie, a także swego rodzaju doświadczenia, które na pewno będzie wykorzystywać w kolejnych tygodniach i latach pracy w zawodzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyCzw Kwi 02 2020, 19:24;

Staż, post 2. Retrospekcja. Po zakończeniu studiów.
Kostki: 6;6


Pierwsze dwa tygodnie to zawsze jest jeden wielki chaos. Najpierw trzeba się do wszystkiego i wszystkich przyzwyczaić, potem nabrać odpowiednich nawyków, a potem jeszcze nauczyć się tego czego od ciebie wymagają niemalże od razu, bo zostało się rzuconym na cholerną otwartą wodę i jeśli nie zaczniesz pływać - utoniesz. A Lexa nie chciała tonąć, bo miała zamiar przecież pokazać się z jak najlepszej strony. I chociaż na początku szło jej nad wymiar dobrze i zdołała wyrobić sobie sympatię u szefa, tak kiedyś musiało się coś zjebać, nie? Nigdy nie może być idealnie, a jak jest dobrze, to wszechświat przypomina sobie o tobie i o tym, aby ci dojebać.
Dzisiaj na przykład, kurwa drugiego dnia, dojebał Lexie tym, że zgubiła przedmiot medyczny. Bardzo ważny przedmiot. A ona nigdy nie gubi rzeczy! Nie wiedziała czy któryś ze stażystów zrobił jej na złość, czy chciał ją tym pogrążyć przez zazdrość, ale za cholerę nie mogła znaleźć przedmiotu w miejscu w którym go ostatnio zostawiła. A doskonale pamiętała, że tam był! I pewnie na spokojnie zaczęłaby go szukać, gdyby nie pewien problem, a dokładniej to, że szefostwo potrzebowało go na teraz. Na cito. Dlatego biedna zaczęła się stresować i to tak, że serce waliło jej chyba szybciej niż u pacjenta z podejrzeniem zawału na czwórce.
Biegała tam i z powrotem starając się znaleźć pomoc w kimkolwiek. Bo może ktoś jednak widział dany przedmiot? Albo go przełożył i jej o tym nie powiedział? Albo pamięta, że ktoś inny go zabierał cholera wie gdzie? Przepytała wszystkich swoich kolegów ze stażu, a kiedy żaden nie dał jej odpowiedniej odpowiedzi, skierowała się do personelu, modląc się chyba w duchu, aby ktoś z nich widział przedmiot. Ni chuja. Wszyscy byli skupieni na swoich przypadkach, przez co nawet jeśli chcieliby pomóc, zwyczajnie nie byli w stanie.
Lexa załamana i spanikowana wróciła do gabinetu, gdzie powinien być dany przedmiot i usiadła na kozetce, aby się uspokoić i na spokojnie pomyśleć gdzie mogłaby zosta...
I WTEDY NASTAŁ CUD.
Kątem oka dostrzegła coś, co wyglądało bardzo znajomo. Spojrzała pod jedną z półek w biurku, aby dostrzec za stertą dokumentów szukany przedmiot. Momentalnie zerwała się, aby chwycić przedmiot z niesamowitą ulgą na sercu i zerkając na zegarek, przeklęła pod nosem. Była spóźniona. Dlatego czym prędzej pobiegła do szefa, aby wręczyć mu potrzebny przedmiot. Gorąco oczywiście przepraszała za spóźnienie mając nadzieję, że nie wpłynie to za bardzo na jej ocenę końcową ze stażu, a także opinię w jego oczach, po czym raz jeszcze przepraszając, wyszła z gabinetu zamykając za sobą drzwi o które się oparła wyraźnie rozluźniona. Koniec, na Merlina, udało się.
Jeżeli tak miał wyglądać jej staż, pełny przygód, stresu i paniki... to ona chyba właśnie dostała wersję demo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyCzw Kwi 09 2020, 12:45;

Staż, post 3. Retrospekcja. Po zakończeniu studiów.
Kostki: 2
Kostki na prezent po stażu: lewitujący kapelusz 1

Kolejne tygodnie przebiegały całkowicie spokojnie. Bez dziwnych akcji, bez rozbieganych dzieci, bez krzyczących rodziców i bez zgubionych dokumentów. Współpracownicy byli wyrozumiali, a szef spokojny. I chociaż pierwszy tydzień stażu był pełny wrażeń, tak ostatecznie nastał spokój. Każdy dzień był coraz lepszy, chociaż spokojny, ale dzięki temu Lexie łatwiej było się przyzwyczaić do nowych obowiązków oraz stylu pracy. Nauczyła się co gdzie jest, jak postępować z niektórymi przypadkami i nawet znalazła czas na nawiązanie kontaktu z kolegami z pracy. I może w sumie byłoby jej przykro, że nie zdołała się jakoś wybić wśród innych stażystów, gdyby nie to, że chyba szefostwo tak czy siak ją zauważyło i miało na nią oko przez cały czas jak była w szpitalu. Może to przez to, że reszcie pracowników również przypadła do gustu? W końcu nie wdawała się w żadne kłótnie i zwady, a raczej starała się każdemu pomóc jak tylko mogła.
Chyba to dzięki temu szef zaproponował jej pod koniec dalszą współpracę. Gdy wziął ją do siebie na dywanik początkowo myślała, że może jednak coś przeskrobała, dlatego w drodze przeleciała w głowie cały staż, aby znaleźć coś co mogła sknocić, jednak okazało się, że nie o to chodziło. Szefostwo stwierdziło, że jest idealną kandydatką na wolne miejsce w szpitalu. Oczywiście, że się ucieszyła jak tylko usłyszała propozycję, którą jej składano. Uśmiechnęła się szerzej i przyjęła posadę, dziękując za zaufanie oraz obiecując, że będzie pracować za czterech, aby ich nie zawieść. Ani też samej siebie. Bo asystentka to tylko początek drogi przed nią, a plany miała duże.
Lexa wróciła do swojego biurka, aby odkryć, że leży na nim coś, czego wcześniej tam nie było. Rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie było w pobliżu, za to przy kapeluszu leżała karteczka z podpisami wszystkich współpracowników, życzeniami i gratulacjami za objęcie posady. Czyli chyba jednak szef musiał rozmawiać z niektórymi osobami na temat tego jaką jest osobą w pracy i powiadomić ich, że ostatecznie zaproponuje jej dalszą współpracę. Urocze. Uśmiechnęła się i przyjęła podarunek pakując go do torby razem z niektórymi rzeczami, które musiała zabrać, bo zostanie przeniesiona na oficjalne stanowisko.
I tak się skończył jej ostatni dzień na stażu. Po weekendzie miała tu wrócić, aby zacząć oficjalnie pracę jako asystentka uzdrowiciela w szpitalu św. Munga.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 488
  Liczba postów : 448
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyWto Lip 14 2020, 17:26;

I Etap: 1
II Etap: 2 ->2->6 (2poprawki)
III Etap:5

Nie mogła doczekać się ukończenia Hogwartu i zdania Owutemów. Nie była zadowolona ze swoich wszystkich ocen na świadectwie, jednak Flora postanowiła skupić się na tych głównych, które zapewnią jej możliwość pracy w Mungu i dalszego rozwoju kariery uzdrowicielskiej. Od spotkania z Maxem w bibliotece była naprawdę podekscytowana. Skoro on dał radę, nie wiedząc, gdzie jest początek? Martellówna również postanowiła zebrać się w sobie i powrócić do marzeń, nie zniechęcać się po sytuacji z Lennoxem oraz Felixem w kuchni. Może to faktycznie nie była jej wina?
W umówionym dniu stawiła się na izbie przyjęć, wypełniając formularze i słuchając wstępu kobiety, która miała sprawdzić jej wiedzę oraz przygotowanie, dać jej możliwość podejścia do pierwszego etapu egzaminu. Był on z wiedzy związanej z eliksirami oraz składnikami do nich, czego dziewczyna się nie bała. Nie była może prymusem w tym zakresie, ale radziła sobie przyzwoicie. Stąd też bez problemu przygotowała miksturę, podając ją potem sowie i w podziękowaniu otrzymując dziobanie, za co wcale się nie zezłościła i uznała to za szczęśliwy znak. Drugim etapem była tajemnicza substancja, która okazała się Brodawkolepem. Flora od razu złapała za leżące nieopodal rękawice ze smoczej skóry, chcąc chronić ręce i dopiero zabrała się za udzielanie pomocy poprzez rzucanie odpowiednich zaklęć, zaskakując egzaminatorkę chyba pozytywnie, bo bez większego marudzenia pozwoliła jej przejść do kolejnego etapu, gratulując pamięci. Ostatnią częścią do przejścia, aby uzyskać certyfikat, było poradzenie sobie z małymi pacjentami oraz ich rodzicami. Lepiej trafić nie mogła. Puchonka celowała z pracę z najmłodszymi na oddziale magipediatrii, mając dużą wprawę po swoim bracie Victorze oraz młodszych kuzynach i kuzynkach, których w rodzinnym kraju miała od groma. Zawsze się nimi opiekowała. Wiedziała też — pomimo swojej nieśmiałości- jak ukoić nerwy ich opiekunów. Od razu przeszła do pracy, podchodząc do wskazanego dziecka i witając się z nim, starając się rozgryźć jego sposób bycia. Płakało i płakało, na co dziewczyna uśmiechnęła się ciepło i powiedziała, że zdradzi mu sekret, szepcząc kilka słów na ucho. Maluch uspokoił się, biorąc chusteczkę i wycierając nos, a potem już dał się Florze zbadać, odpowiadając na każde pytanie najlepiej, jak umiał. Starała się odwracać jego uwagę od niedogodności, wplątując w klasyczne pytania diagnostyczne, odrobinę dobrej zabawy. Ze spokojem i łagodnym uśmiechem odpowiadała jednocześnie na wszystkie natarczywe pytania rodziców.
Gdy przeszła wszystkie etapy, podeszła do kobiety po ocenę oraz wysłuchanie ewentualnych wskazówek. Wyglądała na zadowoloną, pochwaliła jej pracę z dziećmi oraz pamięć do eliksirów i zabezpieczeń własnych przy pracy ze szkodliwymi substancjami. Porozmawiały chwilę, gdy podpisywała certyfikat ukończenia kursu, który później wręczyła brunetce. Pożegnała się z uśmiechem i opuściła izbę przyjęć, nie mogąc uwierzyć, że to pierwszy krok do prawdziwej kariery.

|ZT

______________________



___________________
Que la suerte sea suerte
Y no algo que no he de alcanzar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage | Aura wesołości | Chroma prawa noga | Laska - Jarzębinowa Ferula
Galeony : 173
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 916
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyCzw Lip 23 2020, 01:27;

Retrospekcja
Kurs na asystenta uzdrowiciela
1997r. - Londyn, Szpital św. Munga

To były niepewne czasy - pewne natomiast było jedno. Szpital św. Munga musiał funkcjonować, ba - robił to na pełnych obrotach. Zupełnie tak jak młoda, zaledwie 18-letnia Perpetua, która podążając za - już dawno obraną ścieżką - podchodziła dnia dzisiejszego do kursu na asystentkę uzdrowiciela. Czy się stresowała? Niespecjalnie. Jak to ona. Choć oczywiście zdawała sobie sprawę z powagi zawodu, jaki dla siebie obrała już... kilka lat temu.
Zadanie na pierwszy tydzień wydawało jej się zadziwiająco proste - w końcu nie pierwszy raz warzyła już eliksir Szkiele-Wzro i powinno jej pójść wzorowo. Widocznie jednak pewność siebie ją zgubiła - bo kiedy tylko Merlinowi ducha winna sówka została napojona jej wywarem, zaczęła zachowywać się jak pijana. A skrzydło wyglądało tylko gorzej. Młoda Whitehorn ledwo powściągnęła panikę - absolutnie nawet nie myśląc, żeby jakkolwiek ukrywać swój błąd. Jeszcze zaszkodziłaby tym biednemu stworzeniu - upewniając się więc, że ptaszyna nic sobie nie zrobi, pognała czym prędzej po przełożonego. Chciała po prostu dobrze dla poszkodowanej sowy - czym chyba jednak zaimponowała opiekunowi, bo mogła - mimo takiej pomyłki - kontynuować kurs.
Drugi tydzień okazał się zdecydowanie lepszy - choć ponownie musiała czuwać nad magicznym stworzeniem. Bez większych komplikacji zdołała wydostać przestraszonego pufka z głębokiego dzbana za pomocą różdżki. Rozczulona jednak przestraszonymi małymi oczkami - chciała uspokoić stworka łagodnym dotykiem, szepcząc do niego jakieś uspokajające słówka. Brodawoklep skorzystała więc z okazji, żeby jeszcze się rozprzestrzenić - choć nie na długo, gdyż Perpetua machnięciem różdżki pozbyła się go zarówno ze swojej ręki jak i pufka. Vulnus Alere to jedno z tych zaklęć, które mogłaby rzucać poprawnie obudzona w środku nocy i to nawet niewerbalnie.
Po pierwszych dwóch tygodniach, kiedy musiała zajmować się magicznymi stworzeniami - nie sądziła, że w następnym tygodniu... zostanie rzucona na izbę dziecięcą. Co jak co - ale uważała, że akurat dzieci są o tyle delikatnymi istotkami, że nie powinno się ich narażać na niedoświadczenie młodych - nawet nie uzdrowicieli! - a asystentów. Aż sama w siebie zwątpiła, kiedy została przydzielona do naprawdę rozemocjonowanej rodzinki. Chłopczyk, którego przyszło jej diagnozować miotał się na wszystkie strony, a kiedy próbowała choć zwrócić mu uwagę - naskakiwał na nią jej ojciec. Ostatecznie - zirytowana już nieco - zwyczajnie posłużyła się urokiem, żeby ogarnąć tę rozbestwioną dwójkę i w spokoju zdiagnozować młodszego cholernika. Nie czuła się z tym za dobrze - kiedy do końca dnia matka pacjenta - a żona oczarowanego - wodziła za nią wzrokiem spod byka. Cóż, przynajmniej oboje byli już spokojni, a Perpetua mogła kontynuować kurs - i ostatecznie go zakończyć z pozytywnym wynikiem.

Kostki:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage | Aura wesołości | Chroma prawa noga | Laska - Jarzębinowa Ferula
Galeony : 173
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 916
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyCzw Lip 23 2020, 02:09;

Retrospekcja
Kurs na uzdrowiciela
1999r. - Londyn, Szpital św. Munga

Powiedzieć, że kurs na pełnoprawnego uzdrowiciela dał złotowłosej w kości - to byłoby naprawdę wielkie niedopowiedzenie. Z drugiej strony - to był właśnie ten moment, kiedy mogła się sprawdzić, podejść do wszystkiego co Mung ma jej do zaoferowania, poznać dosłownie wszystkie oddziały i... zostać przy okazji ocenioną. Wiedziała jedno - to było właśnie to miejsce, gdzie chciała pracować. Praca jako asystentka zupełnie jej nie wystarczała - co widzieli wszyscy, nie tylko jej pacjenci, ale i przełożeni. To była naprawdę kwestia czasu, aż w końcu podejdzie do awansu na pełnoprawną uzdrowicielkę i będzie mogła w końcu założyć żółto-niebieskie szaty. Oficjalnie. Dokładnie tak jak to sobie wymarzyła już... w V klasie w Hogwarcie.
Wypadki przedmiotowe to było coś, z czym sama miała do czynienia praktycznie na co dzień - i to od najmłodszych lat. Właściwie to dzięki wypadkowi na miotle właśnie - zdecydowała się na taką a nie inną ścieżkę kariery. Także dzień na tym oddziale był wręcz... odprężający. Połamane kończyny, zwichnięcia, obite żebra - widok nie był specjalnie przyjemny, acz Whitehorn nie ruszał już wcale. Poradziła sobie wzorowo - zupełnie tak jak na oddziale urazów magizoologicznych. Te dwa oddziały były do siebie bardzo podobne - a przynajmniej specyfika urazów, którą reprezentowali sobą poszkodowani czarodzieje. Pogryzieni lub zadrapani przez kuguchary, skopani przez zniecierpliwione graniany... Norma. Gorzej było już na zakażeniach magicznych - złotowłosa nigdy nie była specjalnie... dobra w diagnozach konkretnych chorób. Dzięki jej nieprawidłowej decyzji - na Merlina, żeby tak zbagatelizować Groszczopryszczkę... - połowa personelu została zarażona tym cholerstwem. Właściwie to cudem sama Perpetua uniknęła zarażenia - potem przez kilka kolejnych dni, miast przejść do następnych etapów, zajmowała się uzdrowicielami, którzy przez jej decyzję ucierpieli. Decyzją przełożonego, wzięła nawet jeden z przypadków kolegi po fachu na siebie - tym razem jednak skutecznie diagnozując zakażenie. Szczęka jej jednak opadła, kiedy chory chciał wcisnąć jej łapówkę - właściwie to za co? Na litość Helgi, przecież wykonywała swoją pracę... Nauczona doświadczeniem, na oddziale zatruć eliksilarnych i roślinnych - kiedy nie potrafiła rozpoznać choroby u pacjenta, nie chciała ryzykować kolejnej epidemii w szpitalu. Zwyczajnie poszła po radę do kogoś bardziej doświadczonego - i widocznie bardzo słusznie. Bo choćby się dwoiła i troiła, to nie dałaby rady rozpoznać Fioletowicy Odnozdrzowej. Kto wymyślał nazwy dla tych wszystkich chorób? Ostatecznie została wpuszczona na ostatni, jej zdaniem - najbardziej wymagający - oddział. Urazy pozaklęciowe. Żywe dowody na to, co magia potrafiła zrobić z człowiekiem - to tutaj wszelkie urazy były najbardziej... mrożące krew w żyłach - bo potrafiły wyglądać jak wyjęte z mugolskiego horroru. Ludzie bez kości, oślepieni, przemienieni na wpół w zwierzęta lub przedmioty, rozszczepieni... Wiedziała z czym miała mieć do czynienia - jednak nawet taka świadomość nie pomogła jej w zmierzeniu się ze skutkami zaklęć czarnomagicznych. Upewniła się tego dnia w jednym - absolutnie nigdy z jej ust nie padnie czarnomagiczna inkantacja. Jedno z wielu podejść - rozstrojona po całym dniu, pomyliła eliksiry. Nigdy nie myślała jeszcze tak szybko jak w momencie, kiedy jej podopiecznemu wytoczyły się krwotoki... zewsząd. Nie sądziła, że była w stanie rzucać tak wiele zaklęć, jedno po drugim - w tak krótkim czasie.
Po tych wszystkich dniach - test okazał się już tylko czystą formalnością. Zdała. Mogła zostać Uzdrowicielką - nareszcie.

Kostki:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Madeleine Ford

Student Gryffindor
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : brunetka,migdałowo-orzechowe oczy,piegi które dodają uroku,specyficzny prawostronny uśmiech,mały niebieski kolczyk w wardze po lewej stronie.
Galeony : 70
  Liczba postów : 556
https://www.czarodzieje.org/t5316-madeleine-ford
https://www.czarodzieje.org/t5319-sowa-jarzebata-bestia
https://www.czarodzieje.org/t7200-madeleine-ford#204427
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyNie Lip 26 2020, 10:28;

KURS UZDROWICIELA TYDZIEN PO POPRZEDNIM

KOSTKI 2 i 6
3
5 i 6


CZĘŚĆ PIERWSZA:2 druga 5

Madeleine po raz kolejny zawitała w progach mniejszej sali chorych. Tak jak zwykle dzien jak dzień no i pierwszy dzień nie zapowiada się wcale miło łatwo i przyjemnie.
Akurat pacjent którego dostała w opieke oblał się eliksirem Eksplodującym.
Nawet dziewczynie udało się ustalić, co  jest z pacjentem i użyć szybko odpowiednich zaklęć aby wyleczyć. Za to starszy Uzdrowiciel nieco mądrzejszy i bardziej doświadczony zaakceptował zamiary Mad.
Brunetka była skupiona i pracowała na tyle ile było ją stać. Ale coś jednak przekręciła młoda dziewczyna w formułce zaklęć,bo pacjent krwawi jeszcze mocniej niż przetem z rany.
Dobrze że ktoś czuwa nad postępowaniami Mad i trzema wszystko na pulsie wkraczając do akcji pomagając w odpowiednim momencie.
Jeden dzień dodakowy praktyk nikt jeszcze od tego nie umarł a zawsze się przyda.-Prawdaprzynajmniej Mad nie  popełni błędu i przeszła do następnego etapu.

Z/T

CZĘŚĆ DRUGA: pierwsza 6 druga 6 trzecia 3

Jest w życiu człowieka taki moment, kiedy przestaje się postrzegać świat poprzez różowe okulary, zderzając się bezpośrednio z rzeczywistością. Brunetka zastanawiała się, co przytrafiło się było prawdziwe. Wszystko przecież szło jak z płatka. Mad chciała jakoś zapanować nad oobecną sytuacją. Dziewczyna chyba nie do końca była gotowa na bycie uzdrowicielem. Wiedziała co i jak robić ,ale w pewnym momencie prawie Mad zemdlała na widok otwartego złamania, ale jakimś cudem udało sie ustac na nogach. Ale z ust młodej uzdrowicielki wydobył się dziwny dźwięk, po czym zwymiotowała prosto na  na buty opiekuna. -Cóż chyba nie był zadowolony bo kazał ci poprawic. No i stawiła się na kolejnej poprawie ale już na samym wejsciu Mad zachowuje sie jak przystało na prawdziwego uzdrowiciela. Panika nie jest tutaj wzkazana podała pacjentowi eliksir Spokoju, który ukoił  zszargane nerwy.
No tak teraz można pracować,i czas żeby zastanowić się dokładnie na tym, jak dalej leczyć pacjenta. Coś było nie tak kiedy Mad dzieliła się swoimi przemyśleniami i planem ze starszym i nadzorującym, ale  ktoś inny w tym samym kurisie co brunetka już dawno wiedział co ma zrobić.
-Hmm... przedstawiene planu całego leczenia swojemu opiekunowi.
Czekała tylko na jakąs reakcje oiekuna a on dał jej poprostu zielone światło i szybko zajęła sie pacjentem.Ale nie bardzo brunetka podjęła sie praktyki,za to mogła dalej przejść.
z/t

CZĘŚĆ TRZECIA
kostki:3 https://www.czarodzieje.org/t19457p390-kostki#576132

Dziewczyna spojrzała przez ramię i podrapała się po głowie.
Co my tu mamy ah tak,no już cii.. uspokoiła malucha i zapytała gdzie go boli?
Uśmiechnęła się lekko do dziecka niby wszystko wydaje się w porządku.
Mad poradziła sobie z maluchem a tym bardziej jego rodzice też nie sprawiają Ci najmniejszego problemu. -Hmm..coś jest nie tak.
Starszy stażem uzdrowiciel sprawdzał wszystko czy dokładnie jak poszła jej robota, nie pozostało jak tylko się cieszyć że tak dobrze Mad poszło.
Ojoj jednak coś błędnie Mad zdiagnozowała chorobę dziecka, przez co będzie musiało zostać na noc w szpitalu. No tak i w dodatku rodzice są wściekli, uzdrowiciel patrzy na brunetkę z rozczarowaniem. Ale ona ma  szczęście, ze pozostałe etapy kursu poszły jej nieźle. Tylko dlatego uzyskałeś uprawnienia .Obróciła się lekko stronę drzwi i wyszła.
z/t


Ostatnio zmieniony przez Madeleine Ford dnia Wto Wrz 22 2020, 10:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Jenkins

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 182
C. szczególne : rozcięty nos, długie nogi
Galeony : 84
  Liczba postów : 228
https://www.czarodzieje.org/t17444-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t17485-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t17450-ci-od-aidena#489434
https://www.czarodzieje.org/t17449-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t19429-aiden-jenkins-dzienni
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyWto Sie 04 2020, 13:33;

/kurs na uzdrowiciela, tuż po powrocie z wakacji/

kostki: 5 (5, 4), 6, 4 (5, 2, 4, 1, 1, 2, 2, 2, 4, 2, 6) - tu

Aiden siedział w poczekalni, czekając na swoją kolej, z głową opartą o ścianę i z zamkniętymi oczami. Próbował zachowywać spokój - coś, czym odznaczał się aż nadspodziewanie. Jednak teraz to była zupełnie inna sytuacja - tu już nie chodziło o szkołę czy jakieś głupie egzaminy. Nie, teraz siedział tutaj i czekał na coś, co może zdecydować o jego karierze zawodowej. Nieco się denerwował, ale w gruncie rzeczy był to lęk przed nieznanym. Zapewne, kiedy już stąd wyjdzie, pomyśli sobie, że jednak nie było czego się obawiać... I rzeczywiście, ostatecznie kurs udało się ukończyć pomyślnie, a kiedy mu to ogłoszono, wielka gula, która siedziała w jego gardle (bo nie poszło mu najlepiej - trochę się zdenerwował i najpierw pomylił Szkiele Wzro z jakimś innym wywarem, a później kompletnie nie mógł sobie poradzić z jakimś dzieckiem, choć próbował niemiłosiernie dużo razy. Zapewne nie pozostawił po sobie najlepszego wrażenia, ale tak czy inaczej kurs udało mu się ukończyć. Cóż, może w realnej sytuacji poszłoby mu dużo lepiej... Ostatecznie w normalnych okolicznościach prawdziwego zagrożenia jest zupełnie inna mobilizacja...

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Jenkins

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 182
C. szczególne : rozcięty nos, długie nogi
Galeony : 84
  Liczba postów : 228
https://www.czarodzieje.org/t17444-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t17485-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t17450-ci-od-aidena#489434
https://www.czarodzieje.org/t17449-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t19429-aiden-jenkins-dzienni
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyWto Sie 04 2020, 15:00;

/staż, tydzień pierwszy/

kostka: 3

Po ukończeniu kursu (ciężko było, ale się udało!) Aiden został pomyślnie przyjęty na staż. Wreszcie mógł włożyć na siebie strój uzdrowiciela! I trzeba powiedzieć, że całkiem było mu w nim do twarzy! Był już mniej zestresowany, niż wcześniej, bo przecież teraz już miał się uczyć do zawodu, a nie testować swoje umiejętności. Kierownik skierował go do opiekuna, a ten wyznaczył mu zadania, które miał wykonywać w tym tygodniu. Miał uzupełniać kartoteki pacjentów. Okej... - pomyślał sobie Aiden, bo papierkowej roboty nigdy nie lubił, jednak nie mógł zaprzeczyć, że taka lekcja będzie dla niego bardzo użyteczna. Zabrał ze sobą książkę z biblioteki, dzięki której, jeśli nie znał jakiejś choroby albo szczegółu leczenia, który był opisany w karcie danego pacjenta, natychmiast go sobie odnotowywał. Pomimo dość trudnego kursu, czuł się wypoczęty po wyjeździe do Luizjany, więc miał nieco świeższą głowę i był ponownie gotowy do nauki.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Jenkins

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 182
C. szczególne : rozcięty nos, długie nogi
Galeony : 84
  Liczba postów : 228
https://www.czarodzieje.org/t17444-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t17485-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t17450-ci-od-aidena#489434
https://www.czarodzieje.org/t17449-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t19429-aiden-jenkins-dzienni
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyWto Sie 11 2020, 10:45;

/staż, tydzień drugi/

kostka: 4

Dzisiaj Aiden po raz pierwszy doświadczył życzliwości swoich kolegów z pracy, którzy swoim wścibstwem i głupotą doprowadzili do tego, że musiał odwalać o wiele więcej roboty, niż normalnie. Było bardzo gorąco, więc kto niby mógł mu zabronić iść sobie kupić coś zimnego do picia? Co za dranie... Ale co można poradzić, przecież wiadomo, że każdy traktuje stażystów jak służących, więc... Ostatecznie i tak nie miał nic lepszego do roboty. Szkoda tylko, że nikt mu za to nie zapłaci... Ale ale, w końcu im się za to odwdzięczy, oj odwdzięczy im się...!

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Jenkins

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 182
C. szczególne : rozcięty nos, długie nogi
Galeony : 84
  Liczba postów : 228
https://www.czarodzieje.org/t17444-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t17485-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t17450-ci-od-aidena#489434
https://www.czarodzieje.org/t17449-aiden-jenkins
https://www.czarodzieje.org/t19429-aiden-jenkins-dzienni
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyWto Sie 18 2020, 11:07;

/staż, tydzień 3/

kostka: 4, 5

Ten jeden raz się udało! Osobisty kuchagar dyrektora szpitala zginął, a to właśnie Aidenowi udało się go odnaleźć! I to po takim czasie ciężkiej pracy, właściwie bezpłatnej i nic mu nie przynoszącej, udało mu się wreszcie zabłysnąć i coś osiągnąć! Był z siebie bardzo zadowolony, zwłaszcza, że to już sama końcówka stażu! Gorzej tylko, że zabłysnął czymś takim, a nie wybitnymi osiągnięciami w uzdrawianiu, ale co tam - na to przyjdzie jeszcze czas! Teraz mógł się już tylko cieszyć z rezultatów swojej żmudnej pracy i oczekiwać na dyplom i na oficjalne przyjęcie go do pracy - na początku jako asystenta, a potem... kto to wie...

/zt, koniec stażu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Madeleine Ford

Student Gryffindor
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : brunetka,migdałowo-orzechowe oczy,piegi które dodają uroku,specyficzny prawostronny uśmiech,mały niebieski kolczyk w wardze po lewej stronie.
Galeony : 70
  Liczba postów : 556
https://www.czarodzieje.org/t5316-madeleine-ford
https://www.czarodzieje.org/t5319-sowa-jarzebata-bestia
https://www.czarodzieje.org/t7200-madeleine-ford#204427
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyWto Wrz 15 2020, 18:04;

KURS UZDROWICIELA TYDZIEN PO POPRZEDNIM


KOSTKI 2 i 6
3
5 i 6


CZĘŚĆ PIERWSZA:2 druga 5

Madeleine po raz kolejny zawitała w progach mniejszej sali chorych. Tak jak zwykle dzien jak dzień no i pierwszy dzień nie zapowiada się wcale miło łatwo i przyjemnie.
Akurat pacjent którego dostała w opieke oblał się eliksirem Eksplodującym.
Nawet dziewczynie udało się ustalić, co  jest z pacjentem i użyć szybko odpowiednich zaklęć aby wyleczyć. Za to starszy Uzdrowiciel nieco mądrzejszy i bardziej doświadczony zaakceptował zamiary Mad.
Brunetka była skupiona i pracowała na tyle ile było ją stać. Ale coś jednak przekręciła młoda dziewczyna w formułce zaklęć,bo pacjent krwawi jeszcze mocniej niż przetem z rany.
Dobrze że ktoś czuwa nad postępowaniami Mad i trzema wszystko na pulsie wkraczając do akcji pomagając w odpowiednim momencie.
Jeden dzień dodakowy praktyk nikt jeszcze od tego nie umarł a zawsze się przyda.-Prawdaprzynajmniej Mad nie  popełni błędu i przeszła do następnego etapu.

Z/T

CZĘŚĆ DRUGA: pierwsza 6 druga 6 trzecia 3

Jest w życiu człowieka taki moment, kiedy przestaje się postrzegać świat poprzez różowe okulary, zderzając się bezpośrednio z rzeczywistością. Brunetka zastanawiała się, co przytrafiło się było prawdziwe. Wszystko przecież szło jak z płatka. Mad chciała jakoś zapanować nad oobecną sytuacją. Dziewczyna chyba nie do końca była gotowa na bycie uzdrowicielem. Wiedziała co i jak robić ,ale w pewnym momencie prawie Mad zemdlała na widok otwartego złamania, ale jakimś cudem udało sie ustac na nogach. Ale z ust młodej uzdrowicielki wydobył się dziwny dźwięk, po czym zwymiotowała prosto na  na buty opiekuna. -Cóż chyba nie był zadowolony bo kazał ci poprawic. No i stawiła się na kolejnej poprawie ale już na samym wejsciu Mad zachowuje sie jak przystało na prawdziwego uzdrowiciela. Panika nie jest tutaj wzkazana podała pacjentowi eliksir Spokoju, który ukoił  zszargane nerwy.
No tak teraz można pracować,i czas żeby zastanowić się dokładnie na tym, jak dalej leczyć pacjenta. Coś było nie tak kiedy Mad dzieliła się swoimi przemyśleniami i planem ze starszym i nadzorującym, ale  ktoś inny w tym samym kurisie co brunetka już dawno wiedział co ma zrobić.
-Hmm... przedstawiene planu całego leczenia swojemu opiekunowi.
Czekała tylko na jakąs reakcje oiekuna a on dał jej poprostu zielone światło i szybko zajęła sie pacjentem.Ale nie bardzo brunetka podjęła sie praktyki,za to mogła dalej przejść.
z/t


Ostatnio zmieniony przez Madeleine Ford dnia Wto Wrz 22 2020, 09:57, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Madeleine Ford

Student Gryffindor
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : brunetka,migdałowo-orzechowe oczy,piegi które dodają uroku,specyficzny prawostronny uśmiech,mały niebieski kolczyk w wardze po lewej stronie.
Galeony : 70
  Liczba postów : 556
https://www.czarodzieje.org/t5316-madeleine-ford
https://www.czarodzieje.org/t5319-sowa-jarzebata-bestia
https://www.czarodzieje.org/t7200-madeleine-ford#204427
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyPią Wrz 18 2020, 07:48;

CZĘŚĆ TRZECIA:2

Mad spojrzała na pacjenta, może to dekoncentracja i zmęczenie robi swoje.
Nic innego nie wyjaśniało, dlaczego średnio znająca się przecież na rzeczy brunetka nie dostrzegła wcześniejszych znaków ostrzegawczych i tak po prostu
określić czy to Groszopryszczyca, czy całkowicie zdrowy. Podobne wypadki nie raz się tu zdarzały, po prostu i już. Zawsze wiedziała, co należy dodać do eliksiru żeby otrzymać pożądany wywar, zawsze umiała odmierzyć odpowiednie ilości poszczególnych
składników, zawsze wiedziała, kiedy należy zdjąć kociołek z ognia, by wszystko wyszło jak trzeba. Z takimi przypadkami zazwyczaj Mad radziła sobie dość dobrze.
Za to odizolowała chorego od reszty, ale gdyby nie to że pomyliła Groszopryszczkę ze Smoczą ospą.  No a działający zazwyczaj eliksir i te neutralizujące toksyczny wpływ co niektórych eliksirów tym razem nie dały pożądanych efektów.
Po raz pierwszy w swej całej karierze Mad podała złe lekarstwa pacjentowi, dokładnie te, które powinien dostać na te bąble. Można powiedzieć że człowiek uczy się na własnych błędach, pomyłkach. Za ten szczęśliwy dzień. Mad miała zwykłego farta i przeszła do następnego etapu.

CZĘŚĆ CZWARTA
4
1

Kolejny pacjent zrobiła wszystkie odpowiednie badania aby wykluczyć zatrucie Ladaco.
Mad jakoś dziwnie sie pacjentowi przyglądała, ale widzc go nie mogła sie powstrzymac ot tak.
Efekt działania kawy za dużo jej czasem Mad pija, albo najzwyklej w świecie zielona twarz człowieka po prostu wygląda komicznie.Powód jest nieistotny i trzeba wyleczyc.
Kiedy brunetka stanęła przed człowiekiem poprostu wubuchła śmiechem.
No tak zrobić z siebie głupiutką ,idiotkę że połowa korytarza patrzyła na Mad.
Nie dośc że cały korytarz patrzył na młodą dziewczynę to w dodatku przełożony kipi ze złości, a pacjent wyglądał na obrażonego.
Wszystko się koncertowo spieprzyło,w taki sposób Mad musiała jeszcze raz przyjśc i poprawic ten etap.
***
Wróciła ponownie do pacjenta wyjaśniając dlaczego zachorował  jak.
Jednak wyklad Mad że  Langustnik przypomina z wyglądu homara, jednak homarem nie jest i należy pamiętać jednak o tym że mięso nie jadlne i nie usunie toksyn co spodobało się przełożonemu. Przełożony zobaczył jednak że cos potrafisz i robisz postępy aby wyleczyć pacjenta. W dodatku pokazał Mad uniesiony w górę kciuk, co z pewnością oznaczało „zapraszam jutro na ostatni etap kursu”. Gratulacje!
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Madeleine Ford

Student Gryffindor
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : brunetka,migdałowo-orzechowe oczy,piegi które dodają uroku,specyficzny prawostronny uśmiech,mały niebieski kolczyk w wardze po lewej stronie.
Galeony : 70
  Liczba postów : 556
https://www.czarodzieje.org/t5316-madeleine-ford
https://www.czarodzieje.org/t5319-sowa-jarzebata-bestia
https://www.czarodzieje.org/t7200-madeleine-ford#204427
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptySob Wrz 19 2020, 08:04;

CZĘŚĆ PIĄTA 2 i 426

Tym razem do Mad trafił pacjent potraktowany zaklęciem Remordeo.
Hm...to może być nie przyjemna choroba gdyż wywłuje obajwy na zmianę wymiotuje, lata do toalety i ledwo może złapać powietrze. Trzeba jakos temu zaradzić,a le od jakiegoś czasu gdzieś w książce Mad czytała o takim przypadku. Zaraz jak to było,o już wiem pomoże ci szybko podała brunetka eliksir,aby uporać się ze strasznymi skutkami zaklęcia, to musiał byc ktoś znający się na rzeczy aby tak rzucać zaklęcia. Mad spojrzała na opiekuna który był i jest pod wrażeniem z rozpozaniem co dolega pacjentowi. Tym razem dziewczyna prawie zakończyła kurs jeszce tylko końcowy egzamin zaliczyć i poszukać dobrej pracy w w świętym Mungu lub wrócić do szkoły.
Pytania jakoś wcale nie były trude bo Mad odpowiedziała dobrze na wystarczająco większość pytań .Za to udało się zaliczyć test!ktoś tylko rzekł do niej Gratulacje.
Z/T
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Nieliczne pieprzyki na twarzy, blada skóra, przenikliwe spojrzenie, opanowanie i spokój. Samotnik, indywidualista. Ubrany zawsze na czarno - czarne spodnie i czarną koszulkę wraz z opcjonalną bluzą.
Galeony : 204
  Liczba postów : 1091
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyPon Wrz 21 2020, 17:32;

Kurs na Asystenta Uzdrowiciela
05.02 - 24.02.2018

Kostki:o, tutaj

I etap: 5 → parzysta → 1 (udało się)
II etap: 2 → parzysta (nie udało się)
6 (udało się)
III etap: 6 (udało się)

Koszta: 100g (podstawa) + 5g (jedna poprawka)


Śmierć. Zima. Chłód przeszywający na wskroś palce.
Jeżeli jest ktoś, bądź ma być ktoś, kto ją oszuka i będzie z nią igrał, to właśnie on. Nikt nie wiedział jeszcze, co z tego nasionka wyrośnie - owszem, można było obstawiać, można było zakładać, niemniej jednak przyszłość dla większości nadal stanowi coś, czego nie można odczytać - nie inaczej w tymże przypadku. Wystarczył drobny gest, drobne pchnięcie, drobnostka zainteresowań, by sprowadzić człowieka albo na złą drogę, albo na tę dobrą. Ciche westchnięcie, kiedy to składał papiery, przeszyło gęstniejącą atmosferę, a spojrzenie charakterystyczne, trochę za spokojne, przepełnione dystansem społecznym i emocjonalnym, zdawało się spojrzeć na osobę uzdrowiciela. Czy chciał być uzdrowicielem? Tego jeszcze nie wiedział. Czy pomoc to jest to, czego najchętniej by się chwycił w swoim dorosłym życiu? Obecnie bardziej pracował jako sprzątacz, dlatego nie mógł jednogłośnie stwierdzić - nawet jeżeli jego własne ja czasami się odzywa w tej kwestii i stara nakierować nie za pomocą czystej siły rozumu, a bardziej zmieszanego serca.
Pierwszy etap, podczas trwającego trzy tygodnie kursu, przyprawił go o nie lada problemy. Przybył w porę, przybył wręcz idealnie - mimo swojej tendencji do ustalania, kiedy jest ta najwłaściwsza pora - by następnie spojrzeć na ranną sówkę i postarać się ją posklejać w jedną, idealnie działającą całość. Ludzie i zwierzęta stanowią poniekąd maszyny, nad którymi nie da się do końca zapanować, jak chociażby ze względu na losowe, bliżej nieokreślone mutacje. W maszynie wystarczy wymienić wadliwą część. Jeżeli natomiast człowiek poddaje się licznym nieszczęściom i chorobom, nie można aż tak łatwo przełożyć jednego układu odpornościowego do drugiego i vice versa.
Niestety - eliksiry nie są jego pasją.
Wszelkie próby, jakich się podjął, tak naprawdę stanowiły jedną, bliżej nieokreśloną niewiadomą o równie zmiennej konsystencji. Starał się coś z tego ulepić, niemniej jednak na marne, kiedy to zapomniał, jak uwarzyć tak prosty eliksir, jakim jest Szkiele-Wzro. Szlag by to - przeszło po jego umyśle mimowolnie, aczkolwiek żadna iskra emocji nie wydostała się na zewnątrz. Zamiast tego zauważył ostatnią szansę, zanim musiałby pobawić się w poprawki i tym samym zapłacić jeszcze więcej pieniędzy - zbieranych, oszczędzanych przez sporą część czasu - udało mu się. Nawet ten roztwór był dobry i zadziałał na małej sówce, dlatego uzdrowiciel sprawujący nad nim pieczę przeszedł mimochodem do kolejnej części, zapoznając go z tajnikami zaklęć uzdrawiających przez następny tydzień.
Kolejna próba i kolejna szansa, tym razem w części drugiej, nie były dla Felinusa w żaden sposób korzystne. Pufek, skrzywdzony przez brodawkolepa, zmagał się ze skorupą w sposób beznadziejny, a on właśnie miał go uzdrowić. Vulnus Alere... niby proste zaklęcie, ale czy na pewno? Ciche westchnięcie, spokój, wyciągnięcie stworzenia ze starego dzbana... i nagle, jakimś cudem, choroba chwyciła się również jego ręki. Opiekun cmoknął niezadowolony i tym samym powiedział, że musi powtórzyć ten etap - na szczęście następna próba, po przeczytaniu paru książek i wklepaniu sobie pod kopułę czaszki odpowiednich formuł, pozwoliła mu na rozwinięcie skrzydeł i wykorzystanie w pełni własnego potencjału. Zastosował jednocześnie odpowiednie środki ostrożności, jak chociażby rękawicę ze smoczej skóry, a do tego zaklęcie opuszczające drewniany patyczek zadziałało znakomicie. Mógł ewidentnie przejść dalej.
Kontakt z innymi ludźmi to jest coś, czego nie do końca rozumie - nie żeby miał z tym jakieś problemy, niemniej jednak... nie bez powodu trzymał się od nich zazwyczaj z daleka, na osobności. A teraz? Teraz musiał leczyć rodziny, ich gromady i pociechy. Wrzaski, krzyki rozsadzające głowę; jeżeli praca uzdrowiciela jest na tyle ciężka i niewdzięczna, to na pewno poważnie zastanowi się nad tym, czy nie iść w coś prywatnego, coś mniej... niszczącego bębenki w uszach. Na szczęście zdiagnozował dobrze chorobę u dziecka, a przynajmniej miał taką nadzieję, gdy wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku; użeranie się z gówniakami nie należy do przyjemności, o czym doskonale wiedział. Ale użeranie się z rodzicami, wściekłymi, gotowymi czasami zatopić paznokcie w skórę za błędną diagnozę, stanowi kompletnie inną kategorię, wymagającą zachowania szczególnej ostrożności. A noc potrafi się dłużyć, spędzając sen z powiek; nie zasługiwał na żadną celebrację.
Całe szczęście, że uzdrowiciel zatwierdził uzyskanie uprawnień, niemniej jednak każąc się porządnie douczyć materiału; w dłoni mógł ścisnąć odpowiednie dokumenty i jakoś z nich w przyszłości skorzystać.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Madeleine Ford

Student Gryffindor
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : brunetka,migdałowo-orzechowe oczy,piegi które dodają uroku,specyficzny prawostronny uśmiech,mały niebieski kolczyk w wardze po lewej stronie.
Galeony : 70
  Liczba postów : 556
https://www.czarodzieje.org/t5316-madeleine-ford
https://www.czarodzieje.org/t5319-sowa-jarzebata-bestia
https://www.czarodzieje.org/t7200-madeleine-ford#204427
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptySob Wrz 26 2020, 08:46;

ROBIENIE STAŻYU TYDZIEŃ PO WSZYSTKICH KURSACH
PIERWSZY POST: POCZĄTKI STAŻU
1
4

W szpitalu nigdy nie jest łatwo. Nawet, jeśli jakimś cudem w poczekalni nie siedzi okazały sznureczek chorych, wymagających opieki, to masz świadomość, że pracujesz zdecydowanie za długo. Nie liczysz sekund, minut; godzina mija za godziną i nawet nie wiesz, że doba skończyła się dawno temu. Dyżur pogania dyżur, a kiedy jesteś zwykłą stażystką jak Mad nie masz żadnych praw, taryf ulgowych. Na twoich barkach spoczywają najbardziej parszywe przypadki, którymi nikt inny nie chce się zająć: nakładanie leczniczych maści na ropiejące rany, pozbywanie się ciała łuskowatego czy płatów skóry podczas zgnielizny.
W pewnym momencie masz już dosyć, głowa opada ci samoistnie, powieki wydają się być z ołowiu - jedynym ratunkiem okazuje się być kofeina, najlepiej w hurtowej ilości.
Po takim maratonie ( oby dwóch kursów)  smak kawy jest wszechobecny, nieustannie odczuwany na powierzchni języka, całkowicie pochłonięty przez kubki smakowe.
Ford odruchowo za mlaskała, aby tylko pozbyć się natrętnego posmaku. Guma do żucia przecież nie wchodzi w grę, pośród tłumnych pacjentów oczekujących należytego im szacunku,
pośród wielu uzdrowicieli zlecających kolejne zadania dla stażystów, którzy także oczekują należytego im szacunku, biedna Mad klepie się po głowie, przeciera oczy.
Ciasno spięte, włosy wołają o zwrócenie wolności, do której zostały przyzwyczajone przez nieudomowione geny podobnie jak oczy wołają o należyty im sen.
Organizm raz po raz wysnuwa kolejne żądania, które jeszcze na długie chwile pozostaną niespełnione. Oczywistym jest, że lubiła swoją pracę, ale lubiłaby ją jeszcze bardziej, kiedy mogłaby być licencjonowanym uzdrowicielem. O tyle, o ile pierwsza część stażu już nie zaliczyła a czeka na nią jeszcze druga i kolejna. Mad na wstępie do stażu już zle sie prezentowała na oczach wielu współpracowników i swojego opiekuna. Nie dośc że sie spóźniła młoda uzdrowicelka, i zapomniała  o czyms ważnym,no cóż zdaża sie kazdemu.
Brunetka co jakis czas gubiła drogę, ale oczywiście nie obedzie sie bez  złośliwych odzywek - wszyscy do okoła chętnie docinają. Juz na pierwszy dzień i przezwisko “Pani Niezdara” nieźle to chyba jest jakąś klątwą czy co , bo faktycznie wszystko Mad leci ci z rąk.
W dodatku jeszcze nie przyjemne zadania właśnie Mad dostała i za to musi kilka razy zostać w pracy dłużej. I ta premia rozdana innym przeszła Mad koło nosa wychodząc stratnie.
Ale może wybrana specjalizacja nie okaże się wcale być gwoździem do trumny, a wręcz serią wspaniałych chwil utkanych przez chęci do pracy?

4

Dziewczyna wróciła następnego dnia aby poprawić co trzeba, wzięła sie od razu pracy.
Spojrzała jedynie co to na opiekuna swojego. Uśmiechnęła się lekko do niego i całej reszty.
No no raczej Mad jest stażystką, niby co tu robi uczy się dalej ,tak przejść nie zauważony, ale i tak zawsze się ktoś znajdzie i kompletnie nie pamięta Mad z imienia.
Brunetka raczej nie może uznać taki stan za bezpieczny a małe potknięcia w jedną lub w drugą stronę przejdą bez większego rozgłosu i echa.
Ale za to jest tragicznie nudno i nie masz za wiele do roboty. Może trzeba coś zrobić aby nie pytali się cały czas o imię.Wrócę  za tydzień i po czym wyszła.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aslan Colton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 189 cm
C. szczególne : rodowy sygnet na palcu, tatuaże
Galeony : 437
  Liczba postów : 639
https://www.czarodzieje.org/t18403-aslan-colton#524234
https://www.czarodzieje.org/t18431-aslan-colton#525085
https://www.czarodzieje.org/t18430-aslan-chlopiec-ktory-boi-sie-lwow#525074
https://www.czarodzieje.org/t18426-aslan-colton
https://www.czarodzieje.org/t18721-aslan-colton-dziennik
Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 EmptyYesterday at 23:52;

Kurs na asystenta uzdrowiciela

W końcu zdecydował się na kurs asystenta uzdrowiciela - pomimo konsekwencji jakie niesie za sobą sprzeciwienie się woli rodziców i odejście od rodowych tradycji. Ale nie wyobrażał sobie robić nic innego w życiu, a już na pewno nie chciał dłużej pracować w Mungu jako recepcjonista. 
Etap pierwszy początkowo tylko spotęgował nieprzyjemne myśli, że być może faktycznie nie powinien tutaj być. Ranna sowa, którą miał się zająć, wzbudzała poczucie empatii i chęć pomocy, ale miał w głowie pustkę. Nie potrafił sobie przypomnieć sposobu warzenia eliksiru szkiele-wzro, niezbędnego do tego, aby tę część kursu mieć za sobą. Dopiero w ostatniej chwili odnalazł w odmętach pamięci recepturę - przecież robił ten eliksir na poprzednim roku. I tak samo jak wtedy, udało mu się stworzyć perfekcyjne szkiele-wzro, umożliwiające mu przejście do drugiego etapu.
Nie miał żadnych problemów z zaklęciami uzdrawiającymi, a już na pewno nie z Vulnus alere, ćwiczonym przez niego niemal do porzygu - czy to na zajęciach z magii leczniczej, kółku dodatkowym czy też w pracy, kiedy musiał interweniować pod nieobecność uzdrowicieli. Najtrudniejsze okazało się wyciągnięcie małego pufka z dzbana. W końcu, po kilku próbach mu się udało, ale nie do końca skutecznie. Z obrzydzeniem spojrzał na swoją dłoń, pokrytą obrzydliwą brązową skorupą. Nie zamierzał jednak się poddawać i już po chwili opanował sytuację, ostatecznie lecząc pufka.
Dopiero trzecia część kursu sprawiła, że poczuł, że to dobra decyzja. Niestraszne mu było wystawienie diagnozy przerażonemu dziecku - wystarczyło odpowiednie podejście, ciepły uśmiech, kilka słów pocieszenia wyszeptanych na ucho, żeby mógł w spokoju analizować przypadek małego chłopca. I chociaż początkowo był nieco wystraszony rozmową z jego rodzicami, postawił na rzeczowość i profesjonalizm, cierpliwie tłumacząc im co się dzieje, finalnie ich uspokajając. 
Po raz pierwszy od bardzo dawna czuł się spełniony w tym, co robi, a co najważniejsze doceniony - zdany kurs nie tylko przybliżał go do wymarzonej kariery uzdrowiciela, ale również potwierdzał jego umiejętności.

Kostki:
część I: 5, dorzut: parzysta (6)
część II: 2, dorzut: nieparzysta (3)
część III: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content

Izba przyjęć - Page 5 QzgSDG8








Izba przyjęć - Page 5 Empty


PisanieIzba przyjęć - Page 5 Empty Re: Izba przyjęć  Izba przyjęć - Page 5 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Izba przyjęć - Page 5 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
 :: 
Parter
-