Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Polanka nieopodal lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość


Clara Hepburn

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisaniePolanka nieopodal lasu - Page 3 Empty Polanka nieopodal lasu  Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptySob Sie 09 2014, 01:59;

First topic message reminder :


Polana na obrzeżach


Mała polana, część lasu obok Hogsmeade - idealna do pikników czy spotkań towarzyskich. W nocy jednak nie zaleca się zapuszczania tutaj, ze względu na różne magiczne stworzenia, które można łatwo i nieumyślnie zwabić.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


William Gallagher

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Ruchomy tatuaż na przedramieniu, nieśmiertelnik na szyi.
Galeony : 78
  Liczba postów : 106
https://www.czarodzieje.org/t17297-budowa-will-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17307-mobilna-skrzynka-pocztowa#485145
https://www.czarodzieje.org/t17306-will-gallagher#485144
https://www.czarodzieje.org/t17304-will-gallagher#484951
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisaniePolanka nieopodal lasu - Page 3 Empty Re: Polanka nieopodal lasu  Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptySob Cze 08 2019, 20:32;

Lubił obserwować ludzi, którzy męczą się przy wykonywaniu jakiejś czynności. Lubił sprawdzać ich granice, a bolało go, że musiał się powstrzymywać. Ogień w jego trzewiach chciał pożreć wszystko wokół, a niestety Will musiał go trzymać w ryzach, jeśli zależało mu na reputacji i oddaniu córki. Kochała go i tak powinno pozostać.
Kątem oka widział, że Matthew nie do końca nadąża, a jednak nic na ten temat nie powiedział. Wystarczyłby jeden komentarz, który uruchomiłby falę przekleństw i furii, której nie miał w zwyczaju tłumić. Wolałby się wyżyć, ale na Merlina, nie na kuzynie, który dzisiaj naruszył granice cierpliwości starszego Gallaghera. Wylądowali wygodnie na ziemi, a jednak nie schodził z miotły. Popatrzył na kuzyna bez wyrazu.
- Peszek. Mam taki charakter, więc pomyśl co będzie jak dopadnie mnie kryzys. Przy dobrych wiatrach wysadzę w powietrze połowę Doliny. - uśmiechnął się naprawdę paskudnie, a jego szare spojrzenie dawało do zrozumienia, że naprawdę Will byłby w stanie doprowadzić do jakiejś małej zagłady. W tym samym czasie Gabrielle dołączyła do ich wesołej, spoconej zbieraniny. Nie wyglądała najlepiej, co Williama bardzo ucieszyło. Miała za swoje. Niech wypluwa płuca, bo zaplanował jeszcze deserek, o który Matthew się upomniał. Nawet nie wysilił się o zapytanie czy dobrze się czuje. Miał to głęboko w poważaniu.
Przywołał do siebie jeden kafel.
- Wsiadajcie na miotły. Nie, nie musicie już odlatywać, może być nad ziemią. - oj będą mieć zakwasy. Doskonale! - Będziecie odbierać ode mnie podania i je płynnie zwracać. Tak, jak się to robi podczas meczu. Praca górnych partii ciała. Nie ruszać nogami, maksymalnie skręty tułowia. Stopy wygodnie oparte o nóżki. Plecy proste. - instruował i obserwował czy wykonują polecenia. Następnie zwiększył odległość i popatrzył na nich wyzywająco. To oczywiste, że jego podania nie będą łagodne. Rzucił.

Rzućcie trzema kostkami. Wynik parzysty - odebraliście kafel i oddaliście bez problemu. Nieparzyste - kafel wymknął się spomiędzy rąk i musieliście po niego dreptać.

Po kilkunastu minutach zerknął na zegarek. To był dobry trening mimo, że go wkurwili. Pytanie - kto by tego uniknął?
- Na dzisiaj koniec. Ty, Gabrielle, prześlij zapłatę sowią pocztą tak, jak się umawialiśmy. A ty, Matt, ogarnij się. W przyszłym tygodniu organizuję w Hogsmeade rodzinne spotkanie więc przekaż to proszę Carmelce. -  poinformował go sucho i machnął różdżką w powietrzu. Wszystkie akcesoria posłusznie zaczęły się pakować i składać. Włącznie z miotłą. Stanął stopami na trawie, przerzucił kurtkę przez ramię i popatrzył jeszcze na nich. - Nie oczekujcie pochwały. Do mistrzostwa wam daleko, ale trening to dobry krok ku perfekcji. A teraz spadam coś rozpierdolić. Miłego. - i ledwie to powiedziawszy... teleportował się i tyle było po spotkaniu z Williamem Gallagherem.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisaniePolanka nieopodal lasu - Page 3 Empty Re: Polanka nieopodal lasu  Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptyCzw Cze 20 2019, 23:01;

Do sadyzmu swojego starszego kuzyna zdążył już przywyknąć, natomiast szczerze zastanawiał się czy jego powolność i błędy na treningu są wynikiem ukąszenia przez langustnika Ladaco, czy może powinien jeszcze bardziej przyłożyć się do treningów. Wiadomo, nieraz wpływała na to nawet zła dyspozycja danego dnia, ale on czuł się świetnie, poza oczywiście tym pechowym urazem i ewentualnym zmaganiem się z humorkami Willa.
- Marny los tej doliny… – Westchnął ciężko, bo faktycznie nigdy o tym nie pomyślał. Mówiąc o kryzysie wieku, miał na myśli utratę formy czy kondycji, co właściwie było nieuniknione, a w przypadku starszego Gallaghera prawdopodobnie doprowadzi do tego, że facet będzie jeszcze bardziej nieznośny. Cholera, Matthew miał nadzieję, że nie nastanie to aż tak szybko. Niech sobie będzie w sile wieku jak najdłużej, bo teraz przynajmniej dało się go jeszcze jakoś okiełznać. Jak straci swoje miotlarstwo, to wcale niewykluczone, że coś wysadzi… nieraz potrafił być naprawdę nieobliczalny.
Odrzucił swoje przemyślenia na bok, kiedy William wytłumaczył im ich kolejne zadanie. Brzmiało dość prosto, ale znał go na tyle, że wiedział że dam im niezły wycisk. Trudno było dorównać komuś z takim doświadczeniem. Dlatego też zgodnie z jego instrukcjami poprawił swoją pozycję na miotle i skoncentrował się w pełni na tym, co działo się dookoła niego. Kiedy tylko jego kuzyn wypuścił z dłoni kafel, Matthew odebrał go z gracją, mimo tego że rzut był wyjątkowo mocny. Cóż, chyba jednak nie wypadł jeszcze z wprawy. Zaraz po tym odrzucił piłkę do Willa, również nie szczędząc siły.
- Przekażę. Dzięki za trening. – Odpowiedział ich trenerowi, kiedy ten wspomniał o tym, że organizuje w przyszłym tygodniu rodzinne spotkanie w Hogsmeade. Właściwie to nawet się cieszył, że będzie mógł gdzieś wyciągnąć swoją młodszą siostrę. Zaraz po tym przeleciał jeszcze raz na miotle dookoła polanki, niespecjalnie chcąc się żegnać ze swoim drewnianym kijem. Wiedział jednak, że musi. Był już tak zmęczony, że ledwie co widział na oczy. W końcu zdecydował się więc na lądowanie, a swój zdezelowany sprzęt oparł o bark.
- Do zobaczenia. – Pożegnał się z Willem, nijak nie komentując jego oceny. Nie miało to najmniejszego sensu, zresztą w tej kwestii miał akurat rację. Wiele im jeszcze brakowało do światowego poziomu. – Muszę lecieć się przebrać i zostawić miotłę. Spotkajmy się później we wspólnej komnacie, ok? – Rzucił też na odchodne do Gabrielle. Miał ochotę jeszcze z nią porozmawiać, ale niekoniecznie w przepoconych do suchej nitki ciuchach. Zdecydowanie wolał wziąć najpierw prysznic, przebrać się i dopiero potem zobaczyć z Puchonką gdzieś na terenie zamku. Dlaczego akurat we wspólnej komnacie? Cóż, to miejsce po prostu jako pierwsze przyszło mu na myśl. Tak czy inaczej pomachał tylko dziewczynie na pożegnanie i udał się w kierunku Doliny Godryka.

zt.

Kostki: 3, 1, 2 = 6 (parzyste)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 562
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 1333
https://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
https://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisaniePolanka nieopodal lasu - Page 3 Empty Re: Polanka nieopodal lasu  Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptyCzw Cze 27 2019, 10:47;

Widziała satysfakcje, która malowała się na twarzy Williama, kiedy dobiła do mety jako ostatnia, dodatkowo pokryta ranami, których skutki widoczne były na białej koszulce. Dostrzegła dumę bijącą z jego zimnego spojrzenia, którą odczuwał patrząc na nią. Była zmęczona, brudna i już u kresu sił, lecz słysząc o kolejnym zadaniu, zacisnęła jedynie zęby wsiadając na swoją miotłę. Nie zamierzała poddać się tak łatwo, nawet jeżeli ból powodował, że spomiędzy jej różowych ust wydobywały się mimowolne ciche jęki.
Przytaknęła głową słysząc na czym będzie polegał kolejny etap spinając przy tym zmęczone mięśnie, które powoli odmawiały posłuszeństwa. Nie chciała po raz kolejny ujrzeć tego samego spojrzenia, które dane było oglądać jej kilka sekund temu, dlatego kiedy przyszła kolej blondynki, ta zebrała całą siłę, którą w sobie jeszcze posiadała, by odbierać i podawać kafel. Każdy rzut mężczyzny był niezwykle silny, lecz ona za każdym razem odebrała go i oddała bez problemu. Tylko pozornie oczywiście, bo wymagało to od niej niezwykle dużo determinacji oraz samozaparcia. Panowała nad swoim oddechem, broniąc się przed tym, by spomiędzy ust nie wydobył się jęk przy kolejnym pchnięciu.
Kilkanaście minut, które dla niej trwało wieczność w końcu dobiegło końca, a ona wręcz z ulgą widoczną na czerwonej z wysiłku twarzy odetchnęła kładąc rozgrzane ciało na zimnej, zielonej trawie. Niestety nie trwało to zbyt długo, musieli wracać do zamku, co Gabrielle przyjęła z radością wyrażaną w krzywym uśmiechu.

zt


kostki 1, 1, 2 = parzyste
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cali Reagan

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 158 cm
C. szczególne : bardzo krucha sylwetka, przenikliwe spojrzenie, ciężki zapach waniliowych perfum
Galeony : 557
  Liczba postów : 309
https://www.czarodzieje.org/t18857-california-reagan#541882
https://www.czarodzieje.org/t18893-kalifornijska-poczta#543682
https://www.czarodzieje.org/t18898-kalifornijskie-relacje#543787
https://www.czarodzieje.org/t18878-cali-reagan#543255
https://www.czarodzieje.org/t18932-cali-reagan-dziennik#544825
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisaniePolanka nieopodal lasu - Page 3 Empty Re: Polanka nieopodal lasu  Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptyPią Maj 01 2020, 16:40;

Stosunek Cali do wiosny był ambiwalentny. Z jednej strony cieszyła się, że w końcu może zrzucić ciężkie kurtki, schować szale na dno kufra i z wiankiem we włosach wyjść na zewnątrz, aby zaczerpnąć haust rześkiego powietrza, pachnącego świeżo skoszoną trawą, nagrzaną ziemią i bzami. Z drugiej natomiast, powietrze gęstniało od niepotrzebnych miłostek (nie tylko zwierzęta budziły się ze snu – to w ludziach budziły się zwierzęta, które niesione wysokim stężeniem hormonów, biegły obwieścić światu swoje uczucia), a szkolne błonia niemal o każdej porze dnia były zajęte przez grupki uczniów spragnionych słońca.
I gdy tego dnia California wykryła u siebie zbliżającą się katastrofę, żwawo popędziła w miejsce, które wydawało się być zapomniane przez ludzkość. Musiała jak najszybciej przeczekać proces aktualizacji, a prędzej by umarła niż zrobiła to przy innych. Potrzebowała otoczenia sprzyjającego regeneracji, a nic tak nie odprężało jej jak szum fal. I choć nie miała pod ręką oceanu to mogła stworzyć jego iluzję siadając tuż przy strumieniu w okolicach Hogsmeade.
Zamarła, słysząc cichy trzask łamanej gałązki. Była w połowie drogi do docelowego miejsca – miała świadomość, że przy lesie mogą kręcić się różne stworzenia, których nie byłaby w stanie ani oswoić ani pokonać. Niesiona dziwnymi pokładami chojractwa, wyciągnęła różdżkę z kieszeni płaszcza i zaczęła się rozglądać w celu zlokalizowania zwierzyny.

@Loreen Fawley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Loreen Fawley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178cm
Galeony : 468
  Liczba postów : 36
https://www.czarodzieje.org/t18346-loreen-fawley
https://www.czarodzieje.org/t18361-listy-loreen#522785
https://www.czarodzieje.org/t18360-loreen-fawley#522778
https://www.czarodzieje.org/t18357-loreen-fawley#522709
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisaniePolanka nieopodal lasu - Page 3 Empty Re: Polanka nieopodal lasu  Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptyCzw Maj 07 2020, 03:38;

Przez długi czas chowała się w mugolskiej części Londynu, z lękiem odwracając przez ramię na dźwięk najdrobniejszego szelestu czy niepokojącego szmeru dochodzącego zza pleców. Nie wiedziała czy wspominany przez Theodora ktoś dalej się nią interesuje, obserwuje spod zmrużonych w skupieniu powiek każdy stawiany przez nią krok i w domowym zaciszu rozplanowuje siatkę czynności, które pozwoliłyby mu na schwytanie jej oraz ostateczne wyciągnięcie z drobnego ciała tego, czego szukał na przestrzeni tylu lat. Nie była w stanie poruszać się po brytyjskim świecie czarodziejów z lekkością charakterystyczną dla pewności siebie, nie mogła uczęszczać zbyt często w miejsca naznaczone magiczną obecnością. Jednak miesiące mijały, a w jej otoczeniu nie działo się nic, co mogłoby wzmóc jej poczucie ostrożności czy nakreślić na usianej piegami twarzy znamiona przerażenia lub podejrzliwości.
może on już nie żył? podszeptywało głuchym głosem spragnione spokoju serce
Wieczorami przeglądała oszkloną otchłań magicznej kuli, za którą malowała się mgła. Mgła i pojedyncze dłonie próbujące schwytać się na oślep, spleść palce w stęsknionym uścisku naznaczonym długo budowanym... czym, Loreen? to żal? a może ostateczne zwątpienie podsycane brakiem nadziei na szczęśliwe zakończenie? Nie wiedziała. Czy te błądzące na oślep dłonie, napędzane chaotycznym pragnieniem zyskania czegoś to on? Jej kat? Czy fakt, że na przestrzeni tylu lat nic się nie zmieniło, że nawet śmierć Theodora w najmniejszym stopniu nie wpłynęła na majaczące w szkle podrygi oznaczała, że jest nieuchwytna, że nic jej nie grozi? Kiedyś tak było - pod osłoną bezpieczeństwa dyktowaną przez Theo przeżyła wiele lat. Ale jego już nie ma.
Dlaczego nic się nie zmieniało?
Ojciec wiele jej opowiadał o Hogsmeade; mieli biegać z Dragosem po tutejszych polanach i ścigać się na dziecięcych miotełkach (znów miała z obrażoną minką rzec, że jej miotła jest uszkodzona więc brat oszukuje, choć tak naprawdę to ona mydliła mu oczy co do posiadanych jakichkolwiek umiejętności miotlarskich), odwiedzić wzgórze lampionów i wysłać światełko z pragnieniem hen wysoko, aby zatańczyło wieczorem wśród skumulowanych obficie na niebie gwiazd. Teraz miała zrobić to sama.
W drogę wyruszyła bez map, nie zaszczycając wzrokiem żadnych drogowskazów. Poruszała się na oślep, bynajmniej nie błądząc po omacku, a dając sobie szansę na chłonięcie tego, co jej tato zdołał poznać od podszewki. Lasy były tutaj inne niż w domu. Dźwięk wydawany przez sunący przed siebie potok również - to on zwrócił jej uwagę i namówił do zboczenia z wyznaczonej ścieżki. Woda była żywiołem obok którego nigdy nie umiała przejść obojętnie. Ale nie tylko natura silnie kontrastowała z ukochaną Rumunią, do której nie mogła (bała się?) wrócić. Inni byli ludzie. Szczególnie ta drobna istotka, która niesiona przerażeniem rozglądała się w popłochu.
- Ćśś - Starała się aby wypływający z jej ust dźwięk niósł uspokajające tony. - Wszystko w porządku. Nie zrobię ci krzywdy. - zapewniła, unosząc obie dłonie do góry, aby widziała, że w istocie nikt nie ma wobec niej złych zamiarów.
Nie była czającym się na dziewczynę z różdżką w dłoniach mordercą, który wybił jej rodziców, a brata ukrył gdzieś daleko na wyświechtanej mapie świata.

@Cali Reagan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cali Reagan

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 158 cm
C. szczególne : bardzo krucha sylwetka, przenikliwe spojrzenie, ciężki zapach waniliowych perfum
Galeony : 557
  Liczba postów : 309
https://www.czarodzieje.org/t18857-california-reagan#541882
https://www.czarodzieje.org/t18893-kalifornijska-poczta#543682
https://www.czarodzieje.org/t18898-kalifornijskie-relacje#543787
https://www.czarodzieje.org/t18878-cali-reagan#543255
https://www.czarodzieje.org/t18932-cali-reagan-dziennik#544825
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisaniePolanka nieopodal lasu - Page 3 Empty Re: Polanka nieopodal lasu  Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptyCzw Maj 14 2020, 12:00;

Rozglądała się dookoła, coraz bardziej nerwowa i niepewna. Zazwyczaj w sytuacjach największego zagrożenia czuła się jeszcze drobniej niż zwykle. Była daleko od ludzi, na terenach nie do końca sobie znanych, a jej umiejętności rzucania zaawansowanych zaklęć wynosiły jakieś -127. Delikatny wiatr sprawiał, że włosy leciały do oczu, uniemożliwiając dokładne przeczesanie terenu.
I wtedy otulił ją cichy, spokojny głos, który (pomimo początkowych trudności ze zlokalizowaniem go) powoli uspokoił jej rozedrgane serce. Obróciła się i natrafiła spojrzeniem na młodą kobietę. Cali rzadko kiedy oceniała ludzi pozytywnie, bazując na tylko kilkusekundowym pierwszym wrażeniu. Ona była jednym z nielicznych wyjątków, który automatycznie wyciszył u Reagan wszelkie obawy. Nie była to kwestia uniesionych dłoni w obronnym geście, a aury, którą dookoła siebie roztaczała. Nawet z tej odległości czuła tę energię – spokojną, napełnioną dziwną mądrością i wyciszeniem, którego California teraz tak bardzo potrzebowała.
Opuściła delikatnie różdżkę, wciąż jednak trzymając ją w pogotowiu (ostrzegawczo, gdyby kobieta postanowiła zrobić niespodziewany ruch). Twarz Ślizgonki trochę złagodniała, jakby od razu uwierzyła w zapewnienie o niezrobieniu krzywdy. – Skąd ta pewność, że wszystko jest w porządku? – uniosła delikatnie brew, czekając aż stojąca przed nią istota przyjmie wyzwanie. Nie mogła się powstrzymać przed rzuceniem w jej stronę rękawicy – nie byłaby sobą nie prowokując. Z drugiej strony była bardzo ciekawa reakcji i odpowiedzi blondynki. Była ciekawa jej samej, tak różniącej się od większości spotkanych dotąd ludzi.
Mierzyła ją oceniającym spojrzeniem. Przeskakiwała wzrokiem po złocistych włosach, małym zgrabnym nosku, długich rzęsach, zatrzymała się o kilka sekund za długo na piegowatych policzkach (miała niewyjaśnioną ochotę podejść bliżej i je wszystkie policzyć, jednak resztki zdrowego rozsądku kazały zachować odpowiednią odległość), ostatecznie kończąc na niebieskich oczach, w których mieściło się morze smutku, a jednocześnie łagodność i siła.
Cali zazwyczaj ignorowała obcych, nie widziała sensu wdawania się w puste rozmowy, które nie przynosiły nic wartościowego. Teraz jednak, popychana zaintrygowaniem, podeszła trochę bliżej, wciąż mocno ściskając różdżkę (która była bezużyteczna, chciała tylko sprawiać wrażenie godnego przeciwnika). – Nie jesteś stąd, prawda? - spytała, jednak znała już odpowiedź. Widziała ją w obcej, eterycznej urodzie wróżki i rozbieganym spojrzeniu, wskazującym na nieznajomość owego miejsca i chłonięcia otoczenia całą sobą.

@Loreen Fawley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Loreen Fawley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178cm
Galeony : 468
  Liczba postów : 36
https://www.czarodzieje.org/t18346-loreen-fawley
https://www.czarodzieje.org/t18361-listy-loreen#522785
https://www.czarodzieje.org/t18360-loreen-fawley#522778
https://www.czarodzieje.org/t18357-loreen-fawley#522709
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisaniePolanka nieopodal lasu - Page 3 Empty Re: Polanka nieopodal lasu  Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptyCzw Maj 21 2020, 01:33;

Zawieszone przez nieznajomą pytanie zawisło w powietrzu pozornie tkaną nonszalancją, ale w trzewiach dorosłej sylwetki odbiło się głucho, ściskając w swej wieloznaczności poruszone do szybszego bicia organy. Przez długi czas nic nie było w porządku, a wędrówki po przepełnionym ludzkimi istnieniami Londynie odcinały się na skórze dreszczem osiadającego nieprzyjemnie chłodu. Tak bardzo chciała wrócić do Rumunii. Tak bardzo chciała zanurzyć głowę w melodii gryzącego uszy akcentu. Zbliżyć się do namiastki domu, którego wspomnienie coraz trudniej było wyciągnąć z porozrzucanych chaotycznie strzępków informacji. Nie wiedziała ile z nich idealizuje, ale każdy niespodziewany przypływ obrazów z czasów dziecięcych lat wywoływał u niej łzy wyciskane nostalgicznym piachem.
Jak jednak miała wrócić do miejsca, w którym nie rozbrzmiewał już tubalny śmiech ojca, pospieszający ton mamy i pokrzykiwania uradowanego Dragosa, któremu udało się po licznych próbach usadowić figurkę trolla na grzbiecie garboroga?
Rodzice nie żyli. Oddali życie za jej pozorne bezpieczeństwo, a ta świadomość nie była w stanie wywołać już żadnych automatycznych łez czy łapczywych prób złapania oddechu; za długo żyła z tą pustką, by móc rozglądać się za cieniem nadziei. Rumunia nie była miejscem, które znała. Była czymś zupełne obcym. Nie należała już do tego świata. Nie należała do jakiegokolwiek innego.
Powolutku kierowała się bliżej, aby ta maleńka w jej oczach istotka nie musiała ani chwili dłużej marnować na nieuzasadnione lęki i wypatrywania jej sylwetki w zaroślach. Kiedy w końcu dzieliły je od siebie niecałe dwa metry, zamyśliła się nad tym, co w przypadkowych spotkaniach z młodymi ludźmi zawsze uderzało ją rozpościerającym się po ciele przerażeniem - ile lat może mieć ta dziewczyna? Wyglądała na osóbkę, która jeszcze chowała swe ciało w uczelnianych murach. Jej drobna postura wskazywała na okolice szesnastu lat. Siedemnastu?
- Nie mogę cię zapewnić, że tak jest, jeśli sama w to nie uwierzysz - powiedziała spokojnie, opuszczając powolutku dłonie - ale obiecuję, że w moim towarzystwie nie stanie ci się żadna krzywda. - kochanie, chciała dodać, ale zdołała w porę zatrzymać formujące się w przypływie niespodziewanego impulsu głoski na języku. Nie chciała, aby zbytnie spoufalanie zasiało w niej więcej niepokoju. Nie wyruszyła również w jej kierunku z entuzjastyczną artylerią zapewnień, że jest w porządku, bo i nie zwykła okłamywać kogokolwiek; drobna sylwetka miała pełne prawo czuć się zdezorientowana. Zbyt wielkie pokłady zaufania i naiwności mogłyby ją skrzywdzić boleśnie, dlatego Loreen z ulgą rejestrowała, że nie od razu przystano na jej słowa. Kolejne pytanie padające z jej ust upewniło zaś w przekonaniu, że każdy dostrzegał jej obcość. Ponownie poczuła się bardzo odległa, a jednocześnie całkowicie odkryta, jakby każdy kto tylko wyrazi taką wolę mógł przejrzeć pod lupą rany i blizny rysujące się na jej ciele. - Prawda - potwierdziła, wpatrując się z uwagą w zbudowaną z kruchych materiałów osóbkę, ale wypełnioną czymś silniejszym niż wskazywałaby na to jej powłoka. - Ale nie potrafię też ci powiedzieć skąd jestem - odpowiedziała na potencjalnie rodzące się w nieznanej główce pytanie. - Możemy założyć na tę chwilę, że jestem nomadą. - zaproponowała z ciepłym uśmiechem na ustach, nie chcąc niepotrzebnie zasiewać w jej umyśle ziarnka naznaczonego swoją osobą. Nie odczuwała potrzeby zaśmiecania czyjejś głowy własnym istnieniem; unikała ostatnimi czasy budowania trwalszych relacji. Każdy podążał własnym szlakiem, rozrzuconym wśród różnych ścieżek oznaczonych nazwami ulic, miast, państw. W odpowiednim czasie przychodziło jednak to najważniejsze; odnalezienie drogi wgłąb siebie. - Schowałaś się tutaj z nadzieją na brak jakichkolwiek kontaktów z ludźmi, prawda? - Podjęła narzuconą przez nieznajomą grę, a delikatny uśmiech niezmiennie tańczył w kącikach jej ust, choć serce drżało przed trudną do odpędzenia myślą.
Nieznana młoda osóbka mogła być fizyczną personifikacją czasu, który upłynął od jej ostatniego kontaktu z dawnym życiem. Tak wyglądało tych kilkanaście lat, które spoczywało ciężko na barkach i formowało doświadczeniem nowe istnienia. Ciężko było się z tym zmierzyć na zasadzie większego kontaktu od zwyczajowego przelecenia wzrokiem po anonimowych sylwetkach w podobnym wieku.

@Cali Reagan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cali Reagan

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 158 cm
C. szczególne : bardzo krucha sylwetka, przenikliwe spojrzenie, ciężki zapach waniliowych perfum
Galeony : 557
  Liczba postów : 309
https://www.czarodzieje.org/t18857-california-reagan#541882
https://www.czarodzieje.org/t18893-kalifornijska-poczta#543682
https://www.czarodzieje.org/t18898-kalifornijskie-relacje#543787
https://www.czarodzieje.org/t18878-cali-reagan#543255
https://www.czarodzieje.org/t18932-cali-reagan-dziennik#544825
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisaniePolanka nieopodal lasu - Page 3 Empty Re: Polanka nieopodal lasu  Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptyCzw Cze 04 2020, 03:05;

Strach stopniowo rozpuszczał się w labiryncie żył, napędzanych teraz adrenaliną i przede wszystkim ciekawością odnośnie dorosłej, acz wątłej postaci stojącej przed nią. Zazwyczaj ignorowała obce jednostki i wypierała je, zanim zdążyły na dobre zagościć w jej pamięci. Z tym onirycznym elfem było inaczej. I choć powinna zareagować na ten fakt z przerażeniem i chęcią ucieczki – paradoksalnie, powoli zbliżała swe kroki ku kobiecie.
Przystanęła w półkroku, czując dziwną gulę w gardle. Czego się spodziewałaś, Cali? Zapewnienia, że naprawdę wszystko jest w porządku? Cień uśmiechu przemknął przez jej twarz, który bardzo szybko zakryła murem zbudowanym z ironii i sklejonym kpiną, obojętnością, wyluzowaniem. Dlaczego oczekiwała, że nieznajoma poda jej na tacy gotowy wzór na to nieznane i obce w porządku? – Potrafię o siebie zadbać, w żadnym towarzystwie nie stanie mi się krzywda – odbiła pałeczkę, udając silniejszą niż była. Zacisnęła dłoń na różdżce, ostrzegawczo unosząc ją przed siebie. – A z wiarą nigdy nie było u mnie dobrze – dodała, niemal natychmiast żałując swych słów. Po co się odzywa, po co zdradza najgłębiej skrywane sekrety, po co w ogóle traci czas na tę bezsensowną pogawędkę? Nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na te pytania. Tak samo jak nie potrafiła odpowiedzieć sobie czemu, wbrew instynktowi, dalej powoli zbliżała się w kierunku kobiety? Coś w jej postawie podpowiadało jej, że może czuć się bezpiecznie. Że może czuć się spokojnie, wyzbyć się wszelakich obaw i być po prostu.. sobą. Na palcach jednej ręki była w stanie zliczyć persony, w towarzystwie których nie bała się niczego, co było efektem wieloletniego budowania mostów. A istota, której ciepło łapczywie chłonęła, potrzebowała zaledwie kilku minut.
To, co usłyszała, zmroziło ją. Chciała wykrzyczeć jej, że czuje dokładnie to samo. Nie była w stanie zliczyć ile nocy poświęciła na rozmyślania gdzie jest jej miejsce - mroczna, naznaczona gęstą aurą Szkocja czy Kalifornia, skąpana w ostrym słońcu. Pomimo różnic, które wyczuwała między sobą a kobietą, czuła że mają o wiele więcej wspólnego. Zawsze myślała, iż z wiekiem umiejscowi się w jednym, konkretnym miejscu. Tymczasem stojąca przed nią wróżka była dowodem na to, że ilość przeżytych wiosen niczego nie zmieniała i tak naprawdę może nigdy nie znaleźć swojego miejsca na ziemi. Fakt ten osłabiał ją bardziej niż się tego spodziewała, uparcie jednak maskując to przed nieznajomą obojętnością i delikatnie skrzywionymi ustami.
Nie odważyła się otworzyć buzi, aby zalać złotowłosą opowieścią o tej całej tęsknocie za domem, za prawdą.. Za sobą. Uśmiech kobiety otulił ją ciasno, jakby był zapewnieniem, że nie ma sensu dalej ostrzegawczo trzymać różdżki przed sobą. Był jej kaftanem bezpieczeństwa, w który bezwiednie opadła, po raz pierwszy od dawna zapominając o ostrożności.
- Tak – nawet nie zastanowiła się nad pytaniem obcej, serce odpowiedziało samo. Jesteś taka naiwna, Reagan. - Uciekłam tu przedsobąnatrętnymi spojrzeniami.
Dlaczego zdradzasz swój plan i azyl?
Tego nie wiedziała. Ale podświadomie czuła, że pod skórą tej eterycznej kobiety krążą historie tak odległe, a jednocześnie tak bliskie, iż nie potrafiła zamilknąć. Wyłączyła wszystkie kody chroniące przed cierpieniem i niepotrzebnym żalem. – Nomadzi mają to do siebie, że w chwilach zagrożenia trzymają się razem – westchnęła cicho, ukrywając w tych słowach propozycję wspólnej wędrówki. Chciała mieć szansę na rozszyfrowanie stojącej przed nią zagadki.
Nie potrafisz powiedzieć, bo nie chcesz czy tak naprawdę nie wiesz? – dodała po chwili, nieświadoma tego, jaką falę wspomnień wywołuje w Loreen.

@Loreen Fawley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8








Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisaniePolanka nieopodal lasu - Page 3 Empty Re: Polanka nieopodal lasu  Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Polanka nieopodal lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Polanka nieopodal lasu - Page 3 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-