Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Tajemnicze Msaw Atare

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Felicie U. Joyner

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 510
  Liczba postów : 675
http://czarodzieje.org/t8491-felicie-ula-joyner#240158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8494-centrum-dowodzenia-fuj#240163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8567-fujka-zaprasza#242119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8493-felicie-ula-joyner#240162
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Gracz




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptySro 9 Lip - 15:39;


Msaw Atare

Nie wiadomo dlaczego przed sklepikiem zawsze jest mnóstwo gractwa. Może dlatego, że wewnątrz nie ma już na nic innego miejsca i trzeba się już pogodzić z tym, że to wszystko właśnie tak wygląda? W każdym razie zakupów nikt tu nie dokonał od przeszło dziesięciu lat. Jednak sprzedawca codziennie rano zapala niewielką lampę przy oknie na znak, że otwarte. Jednak gdy pociągasz za klamkę drzwi pozostają zamknięte. Cóż to za zjawisko? Wejść tu mogą nieliczni interesanci, albo by coś ukryć, albo siebie. Można tu też pozostawić przesyłkę, która ma trafić dalej. Spokojnym też jest to, gdy postoisz tu i możesz być pewien, że żadne wypowiedziane przez Ciebie słowo nie opuści murów niewielkiego "sklepu".

Rzuć kostkami, by przekonać się czy udało Ci się dostać do sklepu:
1,2,5 - a i owszem, pociągasz za klamkę i w tym samym momencie słyszysz szczękający zamek, a garbaty mężczyzna zaprasza Cię gestem do środka i dość sprawnie zamyka drzwi jak na swój wiek.
4,6 - drzwi pozostają zamknięte mimo tego, że odważyłeś się nawet stukać ukrytą kołatką za wielką donicą. Chyba dziś już nic z tego. Wróć tu kolejnego dnia.

Tak jak opisanym zostało możesz tu coś ukryć i liczyć się z tym, że nikt tego nie odnajdzie oprócz Ciebie i osób, którym zdradziłeś swoją tajemnicę. No chyba, że sprzedawca będzie zdradziecki wobec Ciebie. Może też tu stąd czasem odebrać przygotowaną dla Ciebie przesyłkę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Arcellus S. Greengrass

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1669
  Liczba postów : 324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7898-arcellus-s-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8235-arcellus-s-greengrass#228042
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7903-arcellus-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7911-arcellus-s-greengrass#221187
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Gracz




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptyPon 10 Lis - 23:34;

Stał jakiś kawałek od Msaw Ætare, w zaciemnionym miejscu, opierając się plecami o brudną, sypiącą się ścianę za nim. Ręce miał utkwione w kieszeni spodni. Cierpliwie czekał. Miał czas. Nie śpieszyło mu się do Hogwartu, na zajęcia. Zresztą, o tej porze? Już działała godzina policyjna. Upierdliwym byłoby wracać tam teraz… Podsumowując: mógł sobie tak stać dłużej, wypatrując umówionej osoby. O godzinie dwudziestej na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu panował już całkowity mrok, między ciasno ulokowanymi alejkami, wąskimi przejściami, nie było prawie w ogóle światła, a i tak poznałby ją wszędzie. Uśmiechnął się pod nosem kpiąco, ledwie unosząc kącik ust do góry, kiedy dostrzegł cień jej sylwetki gdzieś przy końcu budynku. Milczał, obserwując jak zbliża się do jego miejscówki. Nie mogła go widzieć, sam by jej nie rozpoznał, gdyby nie jej charakterystyczny chód, który pamiętał. Widział tylko czarną plamę poruszającą się na czarnym tle, ale poruszającą się w jej stylu. Sam pozostał nieruchomo. Mogła dopiero odczuć jego obecność, kiedy gwałtownie odsunął się od ściany i pochwycił ją najpierw za ramiona, a potem przyduszając jedną ręką, przyłożył jej drugą z różdżką do krtani.
Dlaczego chcesz tak niesamowicie grać mi na nerwach, Lestrange? — warknął jej do ucha, dociskając różdżkę do jej skóry, blokując drugą ręką jej ruchy, bo zaciskał ją na jej ramionach i piersi, chcąc utrudnić jej oddychanie i możliwość obrony jednocześnie. — Nie wiesz, że to nie jest za inteligentne, szlamo?
Chociaż ją obrażał, rzucał w jej kierunku bardzo niestosowne słowa, Merlin mu świadkiem, że był tak samo bliski skręcenia jej karku (bo i do tego byłby zdolny), jak i pochylenia się nad jej szyją, żeby zaciągnąć się jej zapachem. Zawsze w tych samych proporcjach skupiała jego uwagę tak samo swoją bezczelnością, z jaką działała mu na przekór, jak i samym swoim sposobem bycia. I gdyby nie to, że była szlamą… cóż, mógłby nawet ulec swoim innym instynktom. Innym niż te, które teraz kazały mu traktować ją z wyższością, z góry, ze wzgardą, poniekąd — Kiedy Ty się czegoś nauczysz? Mi się nie staje na przeciw, kobieto — kontynuował, coraz bardziej zaciskając ramię na jej drobniejszym bądź co bądź ciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sirith Seprens Lestrange

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : jasnowidzenie
Galeony : 395
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9816-sirith-seprens-lestrange
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9842-lubie-dostawac-wyjce-o#275121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9841-przejrze-cie-na-wylot-i-wykorzystam-chcesz#275120
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Gracz




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptyWto 11 Lis - 10:05;

Sukinsyn. To jedno słowo naprzemiennie i nieprzerwanie huczało jej w głowie w przeróżnych tonacjach, obrazując tym samym z jaką chęcią by mu dowaliła. I doprawdy obojętne jej było czy uszkodzi jego ślizgońskie ego za pomocą finezyjnych zaklęć z wyższej półki czy też jednym celnym uderzeniem w jego parszywą gębę.  Zaciskając wargi, narzuciła na siebie jedynie czarną szatę, która jako jedyna posiadała obszerny kaptur, by móc się wtopić we wszelkie odcienie nocy i wychodząc z jednego z niezbyt przyzwoitych pubów na Nokturnie, skierowała się w stronę Msaw ’u. Różdżkę już zdążyła ukryć w rękawie szaty, tak samo jak kaptur został naciągnięty na jej kruczoczarne włosy i najcichszym krokiem, wręcz bezszelestnie stąpając po najbardziej z opuszczonych alejek Śmiertelnego N. - miała dotrzeć w umówione miejsce. A trzeba przyznać, że nie należała do spóźnialskich osób. Zazwyczaj to ona, pojawiła się wcześniej by móc wypatrzeć swoją ofiarę i dać jej do wiwatu jak przystało na osobę przynależącą do domu Salazara. I najwidoczniej właśnie dzisiaj, niebiosa nad tym parszywym miejscem, opuściły ją zupełnie i pozostawiły na pastwę losu, Greengrass ’a. I tym sposobem bardziej poczuła aniżeli zobaczyła, jak jego ręce wystrzeliwują ku niej i z niebagatelną siłą, nagle została przyciśnięta do ściany, która sprawiała wrażenie jakby lada chwila miała się rozsypać pod naporem jej ciała a ona sama zemdleć ale z całkowicie innego powodu. Nie zamierzała jednak krzyczeć. Ach, nie chciała mu sprawiać tejże przyjemności! Obdarzając więc zimnym spojrzeniem Greengrass ’a , zlustrowała go powoli swoimi mocno podkreślonymi oczami (czyli standard jeżeli, mieszka się na Nokturnie.) i pozwoliła by na jej wargach zagościł cyniczny uśmieszek a w głowie z przerażeniem odliczała ile czasu jej jeszcze zostało, by nie popaść z powrotem w stan lękowy i  NAPRAWDĘ  nie zacząć krzyczeć i co GORSZA nie błagać go by ją puścił. Tylko jeden Merlin wie, ile Lestrange kosztowało przywołanie na twarz swojej odwiecznej maski. By nie zacząć wrzeszczeć.
- Greengrass nie mów mi tylko, że TY się uważasz za inteligentnego. - syknęła z umiarkowanym rozbawieniem i mimowolnie przeszedł ją dreszcz, gdy jego głos rozległ się tuż przy jej uchu, na który zareagowała płytszym oddechem i odwróciła swoją głowę w przeciwną stronę. Nienawidziła czyjegoś dotyku - a o tym wiedzieli na jej nieszczęście - praktycznie wszyscy. I jak widać, w dalszym ciągu istnieje w Hogwarcie takie pospolite draństwo, że skwapliwie wykorzystywali jej .. słabości. Toteż dla sprawdzenia własnych sił,  spróbowała się wyszarpnąć z jego pieszczotliwego uścisku jaki jej zgotował. I musiałaby być totalną idiotką by nie zauważyć, że w miarę jak się szarpała z nim, to wprost proporcjonalnie do tego - jego obrzydliwa różdżka coraz bardziej naciskała na jej wrażliwą część ciała, utrudniając jej tym samym oddychanie.  Nie, żeby i bez tego miała normalnie oddychać. Czuła jak płuca ją powoli pieką od usilnie wstrzymywanego powietrza a boleść w piersiach, sekunda za sekundą, coraz bardziej się pogłębiała. Dopiero gdy palce Ślizgona jeszcze bardziej się wbiły w jej ciało, sprawiając jej dodatkowy ból - z jej warg wydobył się nieznaczny jęk, za który w następnej chwili już się znienawidziła. Oczywiście, że obrzuciła go kolejnym pogardliwym spojrzeniem,  gdy z powrotem  gwałtownie obróciła swoją pobladłą ze wściekłości twarz ku niemu i o dziwo - naraz jej wszystkie mdłości ustały. Zapewne za sprawą powolnego wkraczania w kolejne to stopnie wściekłości.
- A za kogo Ty się masz, Greengrass! Jesteś zwykłym sukinsynem, który zbiera sobie armię równie parszywych niewolników jakim jesteś Ty sam.  Wszyscy z tego świętojebliwego domu Salazara, już Ci się przyporządkowali, tylko ja nie? O to Ci chodzi, Ty pieprzony gnoju? Nie jestem durną zabawką Greengrass i lepiej by było dla Ciebie gdybyś mnie w tej chwili puścił. Wracaj do reszty puszczalskich koleżanek z naszego szanowanego domu i ulżyj sobie. Z pewnością Ci pomogą, rozładować napięcie. - zawarczała, coraz bardziej podnosząc głos. I nie miał nic do tego fakt, iż Sirith szeptała z typową dla siebie furią. Niekiedy najcichszy szept by w stanie, zgotować obietnicę w której główną rolę będą prowadziły prym najgorsze kary. A dziewiętnastoletnia Lestrange, doskonale o tym wiedziała. Wbijając w niego swoje spojrzenie, wygięła wargi w krzywy i jak najbardziej ironiczny uśmieszek na jaki ją było stać i w pewnej chwili spróbowała nieco zmienić swoją pozycję. Mianowicie klnąc w swoich myślach, na czym ten świat stoi - przysunęła się nieco bliżej bruneta,  tylko po to by wysunąć swoje lewo biodro do przodu i by.. spróbować wyciągnąć swoją różdżkę z rękawa. O ile jej się ten myk powiedzie, oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Arcellus S. Greengrass

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1669
  Liczba postów : 324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7898-arcellus-s-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8235-arcellus-s-greengrass#228042
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7903-arcellus-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7911-arcellus-s-greengrass#221187
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Gracz




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptyWto 11 Lis - 12:59;

Nie potraktował jej słów, jako obelgę. Patrzył na nią beznamiętnym wzrokiem, przez chwilę, bo zaraz potem w jego oczach zapłonęła ta obsesyjna nienawiść do wszystkich szlam i wstręt. Sam fakt, ze podejmowała próbę rozmowy z nim, ja równy z równym, a nawet próbowała się wywyższać ponad niego, wywołał w nim gamę dobrze znanych mu emocji. Nie miał już żadnych barier, żadnych taryf ulgowych. Nawet dla niej, choć z jakiegoś względu tolerował jej pokazy sztucznej szlachetności, kiedy była w Hogwarcie. Teraz znajdowali się poza nim. I żadne durne regulaminy ich nie obowiązywały. Dlatego pozwolił sobie przycisnąć różdżkę do jej krtani jeszcze mocniej.
Milcz — syknął, pochylając się bliżej nad jej uchem, w taki sposób, że kiedy mówił swoim despotycznym szeptem wprost do jej ucha, prawie muskał wargami jej płatek. Cofnął dłoń z różdżką, tylko po to, żeby złapać za jej włosy, zmuszając ją do odchylenia głowy w sposób, przez który łatwiej było mu cedzić słowa do jej uszu. — Nie chcesz mnie sprawdzać… — mruknął wyginając boleśnie jej głowę do tyłu. Robienie jej krzywdy w rzeczywistości było sposobem na zapomnienie o tych wszystkich innych rzeczach, jakie chciałby wcielić w życie z jej udziałem. Tych, przez które jego ego krzyczało o pomstę do Salazara. Najbardziej nieprzyzwoitych i niegodnych czystokrwistego czarodzieja, żeby robił je z pół-wiedźmą. Szlamą. Bo dla niego każda domieszka mugolskiej krwi była skazą. Na chwilę zamilkł, opierając się czołem o ścianę za jej ramieniem, tuż nad jej szyją. Gorące powietrze z jego ust spływało na jej kark. Nie zwolnił uścisku, jakim przygniatał ją do ściany. Ani trochę, wiedząc, zę to jedyna obrona przed jej szlamowatymi sztuczkami, jakimi go wabiła i jakimi tumaniła jego zmysły. Perfumami, które teraz docierały do jego nozdrzy. W końcu syknął, wściekły. Wsłuchiwał się przez chwilę w jej zwodniczy szept. Nie tyle dochodziła do niego treść jej słów, co sama tonacja. Czerpał niewymowną przyjemność z furii w jej tonie. Jakby to, co teraz się działo, cały ten scenariusz był zaplanowany tylko po to, żeby chłonąć ten szept. Pełen jadu, groźby i swojego rodzaju zalęknieni. Tak mu się wydawało, ale mógł się mylić, chociaż wcale tego nie zakładał.
Nikt Cię jeszcze nie nauczył, mała dziwko, żeby nie pyskować starszym? — odezwał się w końcu, jeszcze gorszym tonem niż wcześniej, bo był w tym i spokój i groźba i ostrzeżenie i zarazem jego niezrównoważenie. Zaśmiał się, perfidnie do jej ucha — Naiwna… krnąbrna, kurwo… nie wiesz? Ty też mi się przyporządkujesz. Teraz. Albo zabawimy się inaczej. Twój wybór.
Dawał jej fikcyjny wybór. W rzeczywistości nie miała wielu możliwości. Nie czekał aż mu się przeciwstawi. Czekał aż ulegnie i najwyraźniej nie planował łatwo jej odpuszczać. Przyłożył dłoń do jej policzka i przejechał kciukiem po jej wargach, przelotnie, żeby nie zdążyła go ugryźć, czy cholera wie, jak chciała się przed tym bronić. Były to tylko ułamki sekund tej nienaturalnej delikatności. Chwilę potem złapał ją za twarz, zmuszając ją, żeby na niego spojrzała. Jego zwykle wyglądające na obojętne, mdło-szare tęczówki oczu teraz świeciły dziwnym błyskiem. Obrzydzenia, pożądania, dziwnego amoku, do jakiego doprowadzała go jej obecność. Sprzeczności.
Mylisz się. Jesteś moją najulubieńszą zabawką, Sirith — gładko przeszedł z uwłaszczania jej do wypowiadania jej imienia z dziwną niepokojącą, groźną lubieżnością — najciekawszą zdobyczą. Jesteś popsuta…. A ja mogę Cię naprawić, albo… zrujnować jeszcze bardziej — pochylił się nad jej uchem, dołączając pytanie — co wolisz? — w zasadzie nie czekał na odpowiedź. Bardziej interesowało go to, czego sam chciał. I patrzył na nią nieustępliwie, kiedy odważnie mu groziła, wręcz wydając mu rozkaz, żeby ją puścił. Nie zastosował się do tego.
Gdybyś była trochę milsza, Lestrange… odrobinę. Poprosiła. Jestem pewien, że potrafisz ładnie prosić. Nie musisz błagać. Wystarczy tylko-trochę-ciepła. Prośby. Nie musisz być tak zimna. Ale jesteś…
Zamilkł, czując zmianę w jej pozycji. Najpierw uznał, że mu ulega, bo to była pierwsza myśl, jaka mu przychodziła do głowy, dopiero później wyczuł podstęp w jej zachowaniu. Bo przecież na jej harde twarzy nie było widać żadnej zmiany. Przyglądał się uważnie jej bladym rysom. Hipnotycznie zaciśniętym wargom ze wściekłości i… samego go opanował gniew, kiedy przysunęła się do niego. Znów go zwodziła. Rozdrażniony złapał jej obie ręce w jedną swoją dłoń i uniósł jej ramiona ponad głowę, dociskając je do muru za nią. Drugą rękę, którą przytrzymywał przy jej piersi, zwolnił. Wcisnął ją między jej uda i zapierając się o ścianę, podciągnął jej ciało do góry na jednej ręce, chwilę potem wspomagając się nogą. Wsunął ją pomiędzy jej nogi, sadzając sobie dziewczynę na kolanie. Na nodze mógł utrzymać jej ciężar, dla przedramienia był to zbyt duży wysiłek.
Szkoda… dlaczego tak bardzo próbujesz mnie wkurzyć, LESTRANGE? — rozjuszyła go, co nie było najinteligentniejszym, co mogła zrobić — Po co, mam czekać do powrotu do zamku, skoro mogę sobie ulżyć na Tobie… Sir? Jak Ci się to będzie podobać? — piorunował ją spojrzeniem i docisnął się do niej mocniej ciałem, podciągając jej ręce wyżej do góry, żeby mogła poczuć nutkę jego dominanty w tym położeniu. — odpowiedz — chociaż nie podniósł głosu, jego ton zabrzmiał jak rozkaz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sirith Seprens Lestrange

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : jasnowidzenie
Galeony : 395
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9816-sirith-seprens-lestrange
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9842-lubie-dostawac-wyjce-o#275121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9841-przejrze-cie-na-wylot-i-wykorzystam-chcesz#275120
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Gracz




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptyWto 11 Lis - 16:42;

Nienawidziła go. Gardziła nim i wyśmiewała przy każdej nadarzającej się okazji. Więc dlaczego nie odczuwała tego paraliżującego strachu? Z prostego powodu. Sirith Lestrange, zawsze go wyprzedzała o krok. Tak samo jak innych czarodziejów. Zazwyczaj wiedziała, kiedy sobie pozwolić na jeszcze więcej a kiedy cały bieg wydarzeń zatrzymać, tak samo jak nauczyła się powściągać swój cięty język w kryzysowych sytuacjach. Spoglądając na niego butnie jak i zarazem z pewną chorą fascynacją, wiedziała, że może sobie pozwolić na jeszcze wiele słów jak i czynów względem niego. Pomimo wszechogarniającej ciemności - bez żadnych przeszkód umiała jednak dostrzec wokół niego tą migotliwą aurę, która pulsowała przy nim niczym zło wcielone. Oślizgłe, matowe cienie przypominające jeszcze bardziej oślizgłe, jadowite węże - skręcały się tuż wokół jego ramion, które z kolei dusiły ją w mocnym niemalże problematycznym uścisku. Ten sam cień tworzył także piekielną aureolę wokół jego głowy i niczym zasłona dymna, spływał na całe jego ciało, otulając go niczym mroczny kokon. Sirith nie była głupia. Od jakiegoś czasu już odczuwała od niego  te negatywne fale. Niegdyś paskudnie żartowała sobie, że to z pewnością przez jego równie parszywy charakter, jego aura magiczna nabierała, odcieni głębokiej czerni. Dopiero później zrozumiała, że miała na to wpływ, ta jego pojebana czarna magia jaką się parał. A to zawsze objawiało się niezaprzeczalnie od wieków, tym samym. Szaleństwem. Przybierając zacięty wyraz twarzy, zacisnęła swoje wargi tak, iż jej pobielały z tej wszechogarniającej złości i syknęła przytłumionym głosem, gdy miał czelność wczepić swoje paskudne palce w jej ciemne, matowe włosy i bezceremonialnie za nie szarpnąć i potraktować jak sznurki przynależące do byle jakiej kukły. I niestety nie mogła mu się w tej chwili przeciwstawić. Nie za cenę przetrąconego karku. Tak więc, rzucając mu ciężkie spojrzenia z spod półprzymkniętych powiek, wypuściła gwałtownie powietrze ze swych warg, które niemalże przygryzła do krwi i chcąc nie chcąc - musiała się dostosować do jego idiotycznego gestu jakim ją uraczył. Równocześnie nie umiała zapanować nad tym jak jej ciało automatycznie pod jego siłą wygięło się nieznaczny łuk, a włosy spłynęły z  ramienia na plecy, ukazując tym samym na jej długiej szyi jasną siateczkę, bladych prawie niewidocznych blizn. Prawdopodobnie sam Salazar ją dzisiaj pokarał i rzucił na nią jebaną Klątwę Zapomnienia. Bo zawsze magicznie ukrywała całą swoją .. rodzinną pamiątkę. Zawsze, każdego dnia  z osobna. Tylko, kurwa nie dzisiaj! Zesztywniała gdy Greengrass pochylił głowę nad jej szyją i wstrzymując oddech..  zamknęła w końcu ze zrezygnowaniem oczy.  Już się spodziewała kolejnego steku wybitnych szyderstw z jego strony - które i tak niewiele ją ruszały - gdy zamiast tego, doznała nieprzeniknionej ciszy, która z pewnością nie zapowiadała niczego dobrego.  Jedynie burzę. Wichurę.  Gwałtowność, słowem. I mogła jedynie przypuszczać, iż to zaledwie początek ich kolejnej batalii słownej. A co gorsza, dzisiaj nikt jej nie zaofiaruje pomocnej dłoni,  gdy przekroczy tą niewidzialną, cienką granicę pomiędzy nimi i naprawdę doprowadzi swojego dzisiejszego kata do swoistej furii jak i obłędu.
A może do tego właśnie podświadomie dążyła?
Zaklęła szpetnie gdy jego gorący oddech, muskał jej wrażliwy kark na takie bodźce i oczywiście, że nie byłaby sobą, gdyby ponownie nie usiłowała go od siebie odepchnąć jak najdalej od siebie. A najlepiej to naprzeciwległą ścianę, dając tym samym sobie możliwość przyzwoitego oddychania,  jak i obrania drogi powrotnej. Jej wściekłość osiągała niebotyczne rozmiary i Lestrange dobrze wiedziała, że gdyby uchyliła swoje wargi i posmakowała wokół siebie powietrza, to ewidentnie poczułaby jego gorzki smak na języku. Mogła w końcu zignorować ten cholerny list i najzwyczajniej w świecie nie stawiać się na to spotkanie i to jeszcze w tak plugawym miejscu, jakie on wybrał. Swoją drogą, dobrze to wykombinował i może gdyby nie czuła się dosłownie przytłoczona jego osobą, to by i pochwaliła jego ślizgoński spryt. Na dźwięk jego głosu i kolejnych słów, który miały dla niej wydźwięk tłuczonego szkła - roześmiała się bezgłośnie jakby sprawił jej tym niemałą radość. Więc w jego oczach była kurwą, bo nie zamierzała się kłaniać przed Jaśnie paniczem, ilekroć on pojawi się w zasięgu jej wzroku?
Och. Ona nigdy nie kłaniała ani kłaniać się przed nim nie będzie. Wszyscy wokół mówili, że posiadała w sobie coś tak.. odmiennego.  Wielu stawiało na jej niewyparzoną buźkę i frywolny sposób bycia. Ale czy ktoś wpadł na to, że być może to wszystko jest zasługą jej twardego kręgosłupa moralnego jak i nieugiętego podejścia do życia, które zazwyczaj bardzo łatwo można było dostrzec w jej oczach, gdy tylko osiągała swoje apogeum totalnego wkurwienia?  A istniało wnet coś, czego nawet bardziej nienawidziła od dotyku bez jej wcześniejszej, wyrażonej zgody lub zaproszenia. Mianowicie rozkazów. Od dziecka nie była osobą uległą. I nie zamierzała zmieniać swoich życiowych nawyków tylko dla tego, że jakiś ślizgoński frajer z manią na punkcie popieprzonej czystości krwi, najwyraźniej chce ją ujrzeć w swoich chorych szeregach i to najlepiej z potulną miną i równie z podkulonym ogonem. Wydała z siebie ciche wręcz ostrzegawcze warknięcie, gdy posunął się do tego by dotknąć jej i tak spierzchniętych warg .. i trzeba przyznać, że miał wyczucie by nie posuwać się o krok dalej, gdyż rzeczywiście miała w zamiarze go ugryźć skoro i tak już ograniczył jej swobodę ruchów. A świadczyć mógł o tym, jej wysunięty nieco do przodu podbródek i wojownicze spojrzenie jakim go łaskawie obdarzyła. I tym razem to ona przewierciła go swoimi pociemniałymi tęczówkami na wylot, jakby zamierzając wniknąć w jego umysł. Oczywiście jej dziedziczne przekleństwo nie pozwalało na takie magiczne sztuczki toteż i z frustracją, warknęła głośniej i wcale a wcale się nie przejęła, gdy jego wzrok dawał jej dobitnie znać, że dzisiejszej nocy nie otrzyma taryfy ulgowej. A bynajmniej nie od niego.
- Wybór? Ty mi dajesz Greengrass, do kurwy nędzy jakikolwiek wybór? Czy ja dobrze słyszę? Ty umiesz tylko wydawać jebane rozkazy i rządzić się jak, jakiś popierdolony Merlin! Prędzej byś połknął własny język aniżeli byś drugiego człowieka miał o cokolwiek poprosić. - wypomniała mu kąśliwie i na krótką chwilę, ułożyła swoje usta w idealnie drwiący uśmieszek gdy bezczelnie otaksowała go wzrokiem z góry na dół i naraz wzniosła swoje oczy w stronę nocnego nieba. - Jestem tylko kurwą, jak słusznie raczył zauważyć arcy-panicz, więc puść mnie w cholerę bo przysięgam, że pożałujesz. Nie tylko Ty umiesz władać zręcznie różdżką. A tak się składa, że ja także mam w tym długoletnią praktykę. - i jeszcze zapewne, puściłaby mu długą litanię na temat jej czystej nienawiści względem niego oraz innych wszelkich gorących uczuć jakimi go obecnie darzy, gdy umilkła na dźwięk swojego imienia. Żadną nowością było, że przeważnie podczas swoich rozmów, namiętnie używali swoich nazwisk jednakże coś takiego.. brzmiało po stokroć gorzej. Bo zamienił formę jej imienia na coś przeokropnego - choć dla postronnego obserwatora zapewne brzmiało tak samo jak wcześniej. Równocześnie jego intonacja i sposób wymówienia, brzmiało w jego ustach tak diabelsko a zarazem tak groźnie, że po raz pierwszy się na poważnie zastanowiła, czy aby na pewno dobrze robi,  wkurwiając go jeszcze bardziej.
- Zdobycz to sobie upoluj łaskawie w Zakazanym Lesie,  jak Ci się tak bardzo nudzi. Bo ja chamie parszywy z pewnością nigdy w życiu nie zostanę ani twoją cholerną zabawką, ani zdobyczą, ani niczym innym co sobie nawymyślałeś w tym pustym łbie. - i tyle chyba zostało z przyrzeczenia Sirith, iż postara się opanować swoje pyskowanie. Tyle razy jej groził w Hogwarcie, chociaż mimowolnie puszczał jej wszelkie docinki płazem. Najwidoczniej to dzisiaj nadszedł  ten dzień, na spłatę wszelkich długów jakie sobie zaciągnęła na jego pieprzone, ślizgońskie konto. Och, jebać to wszystko. I tak nie miał pojęcia gdzie mieszkała, więc do mieszkania z pewnością jej się nie włamie. Złocistych galeonów i tak przy sobie nie miała, więc jeżeli zamierzał od niej wyciągnąć jakikolwiek haracz, to czeka go pewne niemiłe rozczarowanie. I dlatego też kalkulując w głowie to i owo - uśmiechnęła się do samej siebie z pewnym ironicznym niemalże już zwycięskim uśmiechem, który zamigotał w lewym kąciku jej ust. Ledwo co zarejestrowała jego słowa odnośnie tego,  by była dla niego m i ł a  i będąc zbyt skupioną na uwolnieniu się..  - nagle jej początkowy plan szlag trafił. I chociaż to głupota sama w sobie -  ale to właśnie ta nagła cisza z jego strony, wysłała jej do mózgu niepokojący sygnał. Poderwała, więc głowę do góry i być może w momencie gdy Greengrass bacznie studiował jej twarz - gdyby  wtedy wysiliła się na ukrycie swojego, aż nadto widocznego zacięcia na swojej buźce - już byłaby prawdopodobnie wolna. A tak, nim zdążyła cokolwiek zrobić, by zapobiec swojemu nieszczęściu - ponownie została pochwycona . I nie spodobało jej się to rozwiązanie. Traktował ją jak lalkę, z którą wolno mu robić co się chce!  Zacisnęła jednakże swoje wargi mocniej i w milczeniu obserwowała jak jej skrępowane ręce, podciągnął do góry co nie było za przyjemnym doświadczeniem - a chwilę później została wmanierowana w taką pozycję, że nie wiedziała już doprawdy czy ma zacząć go wyklinać z taką samą pasją jak on ją wcześniej,  czy też wręcz odwrotnie siedzieć cicho i dopiero później go przekląć najgorszym z przekleństw, gdy tylko wyjdzie z tego pieprzonego zaułka. Żywa. Tkwiąc, więc uwięziona pomiędzy ceglastą i zajebiście, zimną ścianą a jego cholerną osobą, posłała mu urażone spojrzenie i bez przeszkód zadarła wysoko brodę do góry, by móc swobodnie spoglądać mu  w twarz. Oczywiście w dalszym ciągu z tą swoją, niezachwianą nieugiętością.
- Bo jesteś wkurzający, Greengrass?  - odpowiedziała mu ze złośliwym uśmieszkiem i parę sekund później zbladła śmiertelnie na jego niewybredny komentarz i zaprzeczyła gwałtownie ruchem głowy. - Zapomnij! Nie jestem jebanym pogotowiem seksualnym. Od tego posiadasz swoje koleżanki. Zresztą masz dwie łapy, sam sobie zaradzisz. - wyrwało jej się nader szybko, szybciej aniżeli by chciała i nie mając za bardzo innego wyjścia, wstrzymała oddech gdy bardziej ją docisnął ją do ściany, tym samym sam będąc niebezpiecznie blisko niej. Zbyt blisko.
- Nie zrobisz tego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Arcellus S. Greengrass

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1669
  Liczba postów : 324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7898-arcellus-s-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8235-arcellus-s-greengrass#228042
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7903-arcellus-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7911-arcellus-s-greengrass#221187
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Gracz




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptyWto 18 Lis - 23:53;

Zacisnął szczękę. Fakt, że w ogóle reagował na jej słowa budził jego prawdziwą naturę. Niewiele osób poznało go od tej jego gorszej strony, której nie zwykł pokazywać ludziom na wstępie znajomości, nie widząc zwykle żadnych podstaw do zdradzania się w jakimkolwiek towarzystwie. Ale ona… ona odgrzebywała z jego duszy wszystko to, co na co dzień nie widziało światła dziennego. Wygrzebywała sama na własne życzenie. A teraz pchała go do kolejnych czynów. Kazała się puścić, jednocześnie robiąc dokładnie wszystko, co powodowało, że trzymał ją jeszcze ciaśniej. Nie działał tak, jak chciałaby, żeby reagował. Reagował po swojemu i nie zakładał, że w rzeczywistości, wszystko to, co sprawiało, że tak mocno ją pociągała, to było dokładnie to, w jaki sposób była wobec niego nieposłuszna. Nieprzyzwyczajony do takiego zachowania traktował to, jako coś magnetycznego, od czego nie mógł się odgonić i jednocześnie coś, co trzeba zniszczyć. Od zarodka. Choćby razem z nią, jeśli by musiał. Bez żalu. Bo nie znał uczucia zainteresowania, zaintrygowania, zauroczenia. Nie, te emocje były mu obce. On czuł tylko wściekłość. Wściekłość na to, że czyjaś osoba wkrada mu się do głowy, kiedy o to nie prosił. I dlatego, uznał ją za zło. Zło, które trzeba tępić. Warknął, zupełnie odruchowo.
Nie jesteś w położeniu, w którym mogłabyś mi grozić, Lestrange — syknął, cały czas cedząc słowa do jej ucha, bo w takiej znajdowali się pozycji. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że to spotkanie znacznie różniło się od wszystkich innych ich, jakie mieli. Wszystkie konfrontacje w Hogwarcie miały miejsce w zamku tak upierdliwym i tak bezczelnie wyposażonym w tych wszystkich śmiesznych opiekunów, że Greengrass nie chciałby się bawić w robienie sobie problemów z powodu jednej, irytującej osóbki. Ale dzisiaj… dzisiaj byli sami. A nawet gdyby ktoś znajdował się w okolicy, na tej ulicy całkowicie by ich obeszło co Arcellus zamierzał z dziewczyną zrobić. A mógł, co chciał. Zakluczył ją w swoim uścisku i wyraźnie nie chciał puścić, szybko przyzwyczajając się do tej kontroli sytuacji. Uzależniając się od niej. Tak samo łatwo, jak mógłby od takich starć. Bo choć wkurwiała go niesamowicie, jego trzewia palił niesamowity ogień, bo z każdym jej słowem odrazy i wstrętu wobec niego, miał większą ochotę przerżnąć ją właśnie tu i teraz, na zimnym murze za jej plecami, czując ciarki na jej skórze i ciesząc uszy jej obelgami. Z kilku powodów. Żeby pomóc jej się zamknąć, chociaż na chwilę, skrzywdzić ją, dać jej nauczkę i zadowolić własne potrzeby. Tylko jakby czystość krwi brała tu górę. Bo jeśli miałby się posunąć do takich kroków, musiał mieć pełną świadomość, że nie jest to zdrada krwi. A tego jeszcze nie był pewien. Nie zdawała sobie sprawy z tego, ze im bardziej stawiała mu opór, tym bardziej przekonywał się, że właśnie to, czego nie chciała, byłoby dobra karą dla słów, które spływały z jej słodkich usteczek.
Teraz się zamknij — mruknął w końcu zmęczony tą szamotaniną. Trzymał ją ciasno i więził przeświadczeniem, ze zdana jest na jego łaskę i w rzeczywistości, była, choć zdawała się z jakiegoś powodu być zbyt głupia, żeby to zrozumieć. Zaczesał jej włosy do tyłu, odsłaniając te wściekłe tęczówki oczu i zmarszczył brwi. Jednak mówiła zdecydowanie za dużo. Sama się prosiła, żeby ją uciszył, a fakt, że sam zszedł z tonu i zmienił swoją postawę na całkowicie zimną, powodował, ze powinna się nad tym zastanowić. Nie zastanowiła. Rzuciła swoje. Westchnął.
Naprawdę myślałem, że jesteś inteligentna, Lestrange. Ale jesteś durniejsza niż każda nieczysta szmata, którą jebałem. W nagrodę za ich długi język. Niczym się od nich nie różnisz…
Jakby to stwierdzenie kosztowało go jakąś część wyobrażenia, które miało wyglądać inaczej, a przez to i sposób zachowania się zmienił. Poluźnił nieco uścisk. Było to fikcyjne wrażenie, jakoby chciał ją puścić wolno. Bo już chwilę potem zręcznie obrócił ją do siebie tyłem, wsuwając dłoń pomiędzy jej szaty. Dokładnie tak, jak tego nie chciała, jego dłoń przesunęła się po jej ciele, zaciskając się na nim. Docisnął ją do zimnego muru w zupełnie nowej pozycji.
Nie ma niczego, czego mógłbym nie zrobić — mruknął jej do ucha, a jego dłoń nie przestawała przesuwać się pod jej ubiorem, czasami błądząc pod koszulkę, smagając na krótko jej nagą skórę. Znalazł to, czego szukał. Dopiero po pewnym czasie, docierając dłonią do jej rękawa, chwytając za różdżkę. Złapał ją między palce, dodając:
To nie będzie Ci już potrzebne.
I puścił ją… i nie miało to żadnego związku z tym, ze ona nie chciała tego dotyku. Zabezpieczył się, odbierając jej własność i wycofał kilka kroków, obracając jej różdżkę w palcach.
A mogłaś być więcej niż pyskatą, głupią dziewuchą, Lestrange. Przestajesz mnie zabawiać.
Wbrew temu co myślała, ze nie była jego zabawką, on miał na ten temat inne pojęcie. I w rzeczywistości bawił się przednio. Grając na jej uczuciach i nerwach, cierpliwości. Ale teraz zabawa go znudziła. Zabawka okazała się bardziej zepsuta niż myślał i należało ją rzucić w kąt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sirith Seprens Lestrange

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : jasnowidzenie
Galeony : 395
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9816-sirith-seprens-lestrange
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9842-lubie-dostawac-wyjce-o#275121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9841-przejrze-cie-na-wylot-i-wykorzystam-chcesz#275120
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Gracz




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptyPią 21 Lis - 11:59;

To było bezsensowne. Tak jak całe życie było totalnie do dupy. Jeżeli nie miało się odpowiednich priorytetów jak i zapewnionej stabilnej przyszłości - to cóż wtedy robić? W obliczu całego życia, wszystkich następujących po sobie chwilach, jaką wartość miała ta pojedyncza sytuacja? W jakich kategoriach miała ją analizować? Doznawała właśnie upokorzenia czy odczuwała złość i przygnębienie? A być może to było coś całkowicie odmiennego i nowego? W takich chwilach zrzuca się maski. Pod naporem uczuć, tłumionych emocji z pewnością. A Sirith Lestrange niezależnie od tego, ile w życiu przeszła oraz jak ją traktowano - umiała w każdej chwili przyozdobić swoją twarz tym kurewskim spokojem i determinacją. Bez mrugnięcia okiem, by wmówiła komuś nawet najgorsze na świecie kłamstwo i sprawiła by ludzie zaczęli w nie wierzyć. Całym swoim wrogim nastawieniem sprawiła, że wybudowała wokół siebie wysokie i niezniszczalne mury. Nie do przebicia. Nie do przejścia. Pasowało jej, jak cały Hogwart pałał do niej nienawiścią. Nie przeszkadzało jej, że nie zaznała w życiu przyjaźni ani tym bardziej miłości. Nie darzyła nigdy, nikogo zaufaniem tak samo jak nikt inny by nigdy nie zdecydował się zaufać tej dziewczynie. Więc dlaczego właśnie teraz, po jego słowach coś tam głęboko poruszyło to dziewczę? W dalszym ciągu wiedziała, że nie zrobi jej zbyt dużej krzywdy. Jego aura co prawda miarowo się powiększała wraz z jego narastającym gniewem, lecz to nie dawało jej powodu do strachu. Była przyzwyczajona do takiego traktowania. I najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, iż przerażała ją wizja samotności. I zapomnienia. W szkole wszyscy na nią patrzyli przez pryzmat noszenia nazwiska Lestrange i to był ich pierwszy powód do nienawiści. W Slytherinie nigdy nie miała łatwiej, jak zapewne myślało wiele osób. Analizując swoje życie i swe postępowanie, zacisnęła wargi mocniej i spoglądając bez entuzjazmu przed siebie, westchnęła bezgłośnie. Nie miała już nawet sił by się z nim szarpać. Nie widziała w tym sensu. I ironią by było przyznać, iż gdyby nie był rasistą to zapewne spojrzałaby na niego nieco łaskawiej. Od wielu lat budowali swoją znajomość wyłącznie na wielkich pokładach nienawiści jak i na pogardzie, obrzydzeniu. Ale czy to prawda? Bez słowa spojrzała mu w twarz i badawczo ją omiatając swoim oceniającym spojrzeniem, wreszcie dostrzegła to, czego nie umiała dojrzeć od pierwszej chwili, tego parszywego spotkania. Nie widziała w jego oczach i nie odczuwała w jego ruchach wyłącznej nienawiści. Wiedziała jak wygląda prawdziwa nienawiść, a ta tutaj, reprezentowana przez Greengrass ’a miała w sobie coś, czego Lestrange nie umiała nazwać po imieniu ale właśnie teraz natychmiast ją rozpoznała.

Ja. Ja jestem nieszczęściem, którego pragniesz.
A ty. Ty jesteś moim wiernym, odwiecznym wrogiem.


Ta odkryta tajemnica, chwilowo ją sparaliżowała. Dusiła od środka i to nie miało nic wspólnego z tym, że jego ramiona zacisnęły się wokół niej mocniej, tak samo jak jego uścisk jeszcze bardziej wzrósł w siłę. Ale nie odczuwała bólu. Zamiast tego skoncentrowała się na nim. Na jego uczuciach. Nie umiała jednoznacznie stwierdzić czy to tylko gra, czy jest tak bardzo wyśmienitym aktorem by tylko jeszcze bardziej ją upodlić. Fabrykowanie swoich uczuć i okazywanie ich światu, było cholernie trudne. A do tego potrzebna była niezachwiana koncentracja i spokój. A teraz, w tym ciemnym zaułku ścierały się ze sobą jak najbardziej negatywne uczucia, przesycone wręcz nienawiścią i łączącą się w chorą fascynację. W coś niemożliwego do osiągnięcia. Nie dla niej. Nie szarpnęła tym razem głową gdy odgarnął jej włosy, po prostu stała i czekała na dalszy bieg wydarzeń. I przeraziła się nie na żarty, gdy odwrócił ją przodem do ściany. Starając się ukryć rumieńce zażenowania jak i niebagatelnej złości na przeoczenie jego ruchu - po prostu przycisnęła czoło do chłodnej ściany i nawet nie wiedząc kiedy, wraz z jego pierwszym dotykiem, gorące łzy bezsilności, spłynęły jej po policzkach. Nie krzyknęła lecz i nie poprosiła by przestał. Zacisnąwszy swoje dłonie w pięści, starała się wymyślić jak najszybszy sposób na uwolnienie się. Co nie było łatwe - w każdym razie nie dla niej. Nienawidziła jego dotyku, tak samo jak innych ale równocześnie ze zdumieniem odkryła, iż wcale nie czuje się tak okropnie jakby przypuszczała. Nie był on gwałtowny, ani wysoce bolesny. Oczywiście, że czuła jak przekroczył i naruszył jej osobistą przestrzeń, przywierając do jej pleców, tak samo jak była świadoma jego dotyku na swoim ciele. I gdy jego palce nagle smagnęły jej nagą skórę, to ogarnął ją dreszcz. Nietypowy jak dla niej samej, bo nie wiedziała jak go zinterpretować. Z jednej strony chciała niewyobrażalnie bardzo, by ją wreszcie uwolnił ze swojego uścisku a z drugiej strony.. nie chciała. Czując jak  zaczyna się jej kręcić w głowie od nadmiaru skotłowanych emocji w niej samej - wypuściła z niemałą frustracją gorące powietrze ze swych warg i podświadomie poczuła rozluźniający się uścisk a potem całkowite oswobodzenie, jak i jej rozbrojenie. Zabrał jej różdżkę. Uświadamiając sobie ten dość nieprzyjemny fakt, uśmiechnęła się gorzko. Najwidoczniej wziął sobie do serca, jej radę o ponad przeciętnych zdolnościach do rzucania klątw. Stojąc jeszcze przez chwilę, wsparta o zimną ścianę - zacisnęła mocno oczy i kopiując jego wcześniejszy ruch, przeczesała nieco drżącą dłonią ciemne kosmyki włosów i nie dbając nawet o zaschnięty ślad łez na jej bladych policzkach, powoli się odwróciła do niego. Chciała by widział co jej zrobił. Zachowując bezpieczny dystans jedynie na niego spoglądała intensywnie i tym razem nie było to spojrzenie pełne obrzydzenia i nienawiści jakim go częstowała od wielu lat. Dzisiejszej nocy jedynie upokorzenie odbijające się w jej oczach jak i minimalna złość oraz wielka doza współczucia były zarezerwowana jedynie dla niego. Poprawiając nieznacznie swoje szaty, przypomniała sobie nagle o czymś ważnym. Zwalczaj nienawiść, miłością. Czy to jest prawda? Poza tym jak to zrobić do cholery? On sam parę chwil wcześniej, upomniał się do niej o ciepło, a raczej zarzucając brak jej go. Byli z dwóch różnych światów, chociaż wylądowali w jednym Domu. Poróżniło ich wszystko. A może to oni sami do tego dążyli? Przekrzywiając głowę do boku, postąpiła jeden krok w jego stronę, gdy utkwiła nieco łagodniejsze spojrzenie w jego twarzy.
- Jesteś rasistą, Greengrass. Na siłę chcesz mnie złamać i od nowa zbudować na podobieństwo siebie. Zostałeś wychowany wśród tradycjonalistów i zostałeś ogłupiony przez ich idiotyczne zasady. Nie jesteś lepszy od nikogo, Arcellus. - szepnęła cicho i stojąc teraz naprzeciw niego, zadarła głowę i pozwoliła by na jej twarzy zakwitł cyniczny półuśmiech  - W zasadach, które z taką stanowczością wspierasz mówi się o tak sadystycznym traktowaniu kobiet? Ściągasz mnie na to spotkanie, żądasz ode mnie ciepła będąc sam bryłą lodową a na sam koniec upajasz się moim upokorzeniem. Tego Cię uczyli od dzieciństwa? Jak stać się sukinsynem? Byłabym znacznie lepszą nauczycielką życia od Twojego ojca, Greengrass. Nie znasz podstawowych wartości życiowych, nie stosujesz się nawet do zasad slytherińskich. - skwitowała cicho i uniosła rękę tuż nad jego twarzą. Na pierwszy rzut oka, po to by go spoliczkować. Mocno. Jednakże zaskakując nawet samą siebie - zamiast mocnego uderzenia, po prostu przesunęła opuszkami palców po jego policzku i po raz pierwszy w jego obecności, pozwoliła sobie na zrezygnowany uśmiech, będącym jednocześnie na wpoły sarkastycznym.
- To Ty jesteś zepsuty i zły do szpiku kości. Posiadasz jeszcze serce? - spytała retorycznie i nie czekając nawet na jego odpowiedź,  przesunęła dłoń z jego policzka, na jego klatkę piersiową i umiejscowiła ją po lewej stronie, by po chwili wyczuć pod palcami miarowe jego bicie. Nie musiała nawet nic mówić, wystarczyło jej przeszywające spojrzenie i błysk zaintrygowania w jej oczach. Po chwili nie odrywając od niego swoich tęczówek, w których na nowo zabłysła determinacja - wyciągnęła z kieszeni swojej szaty podręczny scyzoryk z czystego srebra i uśmiechnęła się ponuro do Greengrass ’a.
- Pierwsza lekcja życia. Moja krew niczym się nie różni od Twojej. - i z tymi słowami, bez jakiegokolwiek wyrazu na swojej twarzy, nacięła wnętrze swojej dłoni. I pokazała mu ją. A potem bez słowa złapała go za nadgarstek i wykonała dokładnie taką samą operację.
- Uświadom to sobie wreszcie. Nie ma czystej i brudnej krwi. Są takie same. I zawsze tak będzie. - lecz czy ślizgon to zrozumie? Nie wiadomo. Była zmęczona tymi ciągłymi gierkami z jego strony. I pewnie dlatego, w końcu jej maska spękała i na tą krótką chwilę odsłoniła jej duszę. I czy dobrze zrobiła?

Ty. Jesteś wszystkim, czego chcę.
A ja. Ja jestem wszystkim, czego potrzebujesz.

Oni nigdy się nie dowiedzą o krwi, którą przelaliśmy.
Oni nigdy się nie mogą dowiedzieć, co właśnie zrobiliśmy.
My wiedzieliśmy, jakby się to zakończyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Arcellus S. Greengrass

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1669
  Liczba postów : 324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7898-arcellus-s-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8235-arcellus-s-greengrass#228042
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7903-arcellus-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7911-arcellus-s-greengrass#221187
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Gracz




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptySro 26 Lis - 17:47;

Tyle emocji ile przekazała mu tym jednym spojrzeniem, to było dokładnie tyle samo ile mogła chłonąć od niego, w tych, które nie uzewnętrzniał. Jego twarz pozostała bez wyrazu. Był mistrzem w zachowywaniu spokoju. Nawet kiedy był wściekły, nie była to wściekłość zdradzająca swoje przyczyny. Była to po prostu… złość, w swojej czystej formie. Dlatego brakowało w niej dodatkowych emocji. Rozgoryczenia, żalu, obrzydzenia czy bezsilności. On był po prostu… dziwnie szablonowy we wszystkim co robił. Nienaturalnie. Człowiek, kiedy się złości, powinien znać źródła, powinien ciągnąc wraz ze swoją nienawiścią na dno kilka innych emocji. On był w tym względzie całkiem różny. Znał pewną słownikową definicję gniewu i jej się trzymał, nie przyozdabiając jej o dodatkowe uczucia. Nie znał ich smaku. Wiedział, czym wyraża się złość, jak wygląda, ale w słowniku nie jest napisane z czego się rodzi. Więc to pozostało cichą tajemnicą, zakopaną gdzieś głęboko w jego podświadomości. Dlatego tak bardzo okrutnie absorbował emocje jakie zradzał w swoim towarzystwie u innych osób. A ona zaserwowała mu bogatą kolację. Przedstawiła mu wiele emocji, od największego upodlenia do obcej łagodności, której szczęśliwie dopiero miał doświadczyć. Tym czasem patrzył na jej twarz i chełpił się jej upokorzeniem, chełpił, bo mógł je przygarnąć dla siebie, wessać się w jej męczeństwo, jakby się nim żywił. Zaspokoić siebie i swoje potrzeby. Ale było coś innego w tym, jak na niego działała, akurat ona. Jej maskowany wstyd i złość, mrowiła mu palce. Napełniała go i kończyła w nim gamę odczuć, które pobudzały do życia wcześniej martwe komórki. Patrzył w jej oczy, widząc w nich więcej niż tylko jedną głębię. Jego wzrok mozolnie przeciągnął się po jej nagich, odsłoniętych słabością policzkach. Obserwował to niemo, prostując się, kiedy postąpiła krok do przodu, znajdując się w nikłym świetle księżyca, przebijającego się przez dachy budynków w ciemnej ciasnej uliczce. Cienkie strużki niezaschniętej słonej wody srebrzyły się na jej licu. W końcu taksując ją tak dłuższy moment wzrokiem, leniwie przeniósł go na swoją dłoń, w której dzierżył jej różdżkę. Przerzucał ją między palcami zręcznie, dopóki nie zawiesił ruchu.
Nie sukinsynem, realistą, a tacy jak ty ginęli jak muchy w naturalnej selekcji. Nie potrzebuję siły, żeby Cię złamać… już jesteś – nieukojona i skażona. I mylisz się…
Ponowił zabawę różdżką, wracając do niej wzrokiem. Kiedy to zrobił jego oczy błysnęły niepokojąco. Zmienił się ich wyraz, od kiedy patrzył na nią moment wcześniej. Przeszywały na wskroś. Wcześniej patrzył na nią z wynaturzeniem, pusto. Teraz był to wzrok potrafiący zmrozić krew w żyłach. Ostrzegał. Ale nie ją, ona była oporna wobec jego ostrzeżeń. Mimo wszystko zmrużył delikatnie oczy. Takim spojrzeniem nie powstydziłby się sam bazyliszek.
Jestem ponad to i ponad to, co mówisz. Nie obowiązują mnie żadne zasady. Sam je wyznaczam. Zasady, moja droga, są dla niższych kast.
Słuchał jej reprymendy jak groteskowego spektaklu. Ale nie każdy lubił sztukę. On nią wzgardzał. Przechylił głowę na bok, wsadzając jej różdżkę do wewnętrznej kieszeni marynarki i puścił wolno ręce wzdłuż ciała, jakby się przygotowywał na to, aby ewentualnie puścić je w ruch. Ale nic tego nie nastąpiło. Nie przerywał jej, ale też nie słuchał dość dobrze, bo część z jej słów odbijała się od niego rykoszetem. Przyjmował tylko te, które łechtały jego ego, bądź wnosiły coś w jego pojmowanie świata. Reszty słuchał, ale nie słyszał. Zawodowo.
Nie ma niczego, co mógłbym się od Ciebie nauczyć — rzucił w końcu, wypuszczając powoli powietrze z pomiędzy ust, trochę jakby ty stwierdzeniem zmęczony — Ojciec nie żyje — dodał sucho. Normalnie takie zwierzenie powinno się wydać dołujące, iście wchodzące w sferę prywatności i emocjonalności, ale on wypowiedział te słowa całkiem beznamiętnie. Nie dlatego, ze nałożył jakąś maskę. W jego tonie zabrzmiała nawet jakby… duma? Satysfakcja z tej przyczyny? Jakby nie patrzyć, dużo ułatwiło mu to w życiu. Dla Greengrassa śmierć ojca była wyznacznikiem momentu, w którym się uniezależnił. Wiódł prym w rodzinie. A dumny ojczulek tylko mu w tym wadził, budząc zbyt duży autorytet w rodzinie, rzucając zbyt duży cień na syna.
Młody Greengrass stał teraz niewzruszony, obserwując jak szczupła dłoń unosi się do góry. Mógł zareagować, ale wcale nie chciał. Pozwolił jej to zrobić, pozwolił jej wymierzyć jej własną sprawiedliwość. Ale wymierzyła ją w dziwny sposób. Zacisnął szczęki, kiedy dotknęła jego policzka. Jej dotyk palił, mocniej od jakiegokolwiek możliwego uderzenia, jakiego mogła się dopuścić. Wybrała tą gorszą drogę. Chwycił jej rękę w przegubie, odciągając ją od swojej twarzy z wyjątkowym dystansem. Automatycznie jednak podążył za jej ruchem, pozwalając jej dotknąć swojej piersi. Jego serce biło równomiernie. Tylko jemu przez chwilę wydawało się, że czas zwolnił i łupnęło mocniej, dając mu jakiś sygnał. Nie odczytał go. Zaabsorbowany był obserwowaniem jej dalszych poczynań.
Znalazłaś to, czego szukałaś? — dalej przytrzymywał jej dłoń, nawet wtedy, kiedy wyciągnęła srebrny sztylet. Cofnął ją dopiero kiedy strużka czerwonej kwintesencji jej bytu spłynęła po jej nadgarstku niebezpiecznie zbliżając się do jego palców, zaciskanych na jej skórze. Cofnął rękę. Idealnie dodając jej okazji do nadcięcia jego naskórka ostrzem. Dla Greengrassa te emocje, które teraz pochłaniał były całkiem nieznane. Wciągnął w swój chory, niewyjaśniony sposób tą nieudawaną łagodność i całe jej współczucie, napajając się nią i otumaniając. Ten narkotyk z niej zrodzony toksycznie rozprowadzał się po jego ciele, parząc go w trzewia.
Nie — pokręcił instynktownie głową — nie jesteśmy tacy sami.
Chwycił ją za dłoń, rozgrzebując swoje nacięcie na dłoni. Czysta krew wypływała z wnętrza jego dłoni na jej przed ramię. Wyjaśnił sobie, że ta krew i ta sama, która spływała z jej rany wprost na jego przegub, miały jednakowe kolory tylko w panującym mroku. — Nie bluźnij… — syknął, przykładając zakrwawioną opuszkę kciuka do jej ust. Rozchylił je, zanim przywarł do nich żądnymi jej odkupienia własnymi wargami w zapalczywym pocałunku. Na chwilę stracił kontrolę. Wyładował napięcie napierając na jej wargi, naciskając na nie w niepohamowanym samosądzie. Tak. Sądził ją. A chwilę potem oderwał się, uderzając z impetem dłonią o ścianę obok jej głowy.
Spieprzaj, Lestrange — szepnął w końcu unosząc
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sirith Seprens Lestrange

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : jasnowidzenie
Galeony : 395
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9816-sirith-seprens-lestrange
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9842-lubie-dostawac-wyjce-o#275121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9841-przejrze-cie-na-wylot-i-wykorzystam-chcesz#275120
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Gracz




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptyNie 30 Lis - 22:56;

Jeden krok. Tylko tyle, dzieliło ją od Ślizgona. Tak samo, jak i do odebrania swojej różdżki, która aktualnie stała się przedmiotem rozrywki, w palcach Greengrassa. A doprawdy, nie ma nic bardziej irytującego, gdy twój hipotetyczny kat, bawi się nie swoją własnością i to jeszcze przed samym nosem, czarownicy o dość.. wybuchowym charakterze. Marszcząc więc czoło, zacisnęła swoje wargi w cienką linię i siłą woli, powstrzymała się od dzikiej i dziecięcej ochoty, podbicia mu ręki, gdy tak kręcił jej różdżką na wszystkie strony. Zamiast tego, prychnęła cicho i zadzierając wojowniczo brodę do góry, uraczyła go bezwstydnym i oceniającym spojrzeniem, swoich pociemniałych ocząt.
- Pesymistą, raczej. Optymiści lądują w Gryffindorze, toć to szajbusy cieszące się z byle jakiego, zwycięstwa. Realistami są z natury Krukoni, a jak już to omówiliśmy - mruknęła z wielce złośliwym uśmieszkiem - trzeba być, nie tyle co oczytanym i mądrym, co umieć korzystać z mózgu. A jak powszechnie wiadomo, organy nieużywane zanikają czego zresztą dowodzą, jednostki puchopodobne o ilorazie inteligencji puszka pigmejskiego. Są tak samo rozlaźli, czyli na jedno wychodzi. Ślizgoni są z kolei pesymistami, jak i mistrzami manipulowania i starannie dopracowanej strategii. - odparła z typową dla siebie pewnością, gdy przewierciła go swoimi ślepiami i niemal instynktownie zerknęła w kierunku swojej różdżki, która niestety w tym samym czasie, znikała w odmętach marynarki Greengrass ’a.  Kiepskie posuniecie, nawet bardzo. Bez różdżki, była w tymże położeniu bezbronna. Jednakże nie na tyle, by nie móc się wydostać z tego zaułka.  Tak więc, westchnęła cicho i niezauważalnie wygięła wargi w rodowy grymas niezadowolenia - tak, bardzo typowy dla każdego członka z rodziny Noblestonów. W końcu bądź co bądź, była nieodrodną córką swojej matki. Jak i całego ich pierdolniętego pokolenia, od tysiąc dwieście osiemdziesiątego trzeciego roku.  Jak i na swoje nieszczęście, oddziedziczyła po nich, wysokie kości policzkowe, ciemne pukle jak i ironiczne oraz całkiem zlewcze podejście do życia. Nie wspominając o imponującej kolekcji przeróżnych min, które zależnie od humoru młodej Lestrange, doprowadzały młode pokolenia czarodziejów do płaczu, a te nieco starsze i wyrośnięte - do totalnego wkurzenia. Zapewne to właśnie, w tym tkwił jej nieodparty urok osobisty. A może w tym, gdy zaczynała rzucać urokami na prawo i lewo? Niewiadomo. Wiadomo jednak, że uśmiechnęła się krzywo, na jego absurdalną odpowiedź i lekko musnęła palcem jego tors, by chwilę później przeciągnąć leniwie samogłoski.
- Znalazłam, znalazłam. Czyżbyś się obawiał, że jednak nie posiadasz serca? - spytała cicho, niemalże z rozbawieniem i nie mogąc sobie odpuścić, by nie spojrzeć jak jego palce zakleszczyły się na przegubie jej dłoni - zmarszczyła z niemałym zdziwieniem swoje czoło. Arystokrata z krwi i kości, sam z siebie dotyka półkrwi czarownicę i to znacząco dłużej aniżeli to konieczne? Świat się kończy. A z pewnością jej własny. Czuła to całym swoim ciałem, jak i smakowała wszystkimi pięcioma zmysłami. A i tak, dopiero za chwilę miało nadejść najgorsze. Ten cały symboliczny akt przelewu krwi, jaki z teatralnym namaszczeniem wykonała, miał jedynie spowodować by Greengrass wreszcie otworzył oczy na świat wokół siebie. By wreszcie raczył otworzyć ten swój zakurzony, durny umysł, na inne idee - te znacznie nowsze - tak jak przystało na prawdziwego czarodzieja i maga. Syknęła cicho, gdy jej własna krew, poczęła leniwymi strużkami spływać wzdłuż jej przegubu - kreśląc tym samym szkarłatny szlak, który zakończał swój byt na brudnym podłożu oraz gdzieniegdzie, rozpryskując się pomniejszymi kroplami na palce Ślizgona. W nikłym świetle ulicznej latarni, dla postronnego obserwatora, z pewnością cała ta sceneria musiała wyglądać co najmniej niezrozumiale. Dziwnie. Niebezpiecznie a zarazem cholernie kusząco. Mdły a zarazem ostry zapach krwi, spowodował iż młodej Lestrange nieznacznie kolana się ugięły. Jakby kto nie wiedział, to młoda eks- ślizgonka niezbyt przepadała za widokiem krwi, a zarazem wyznała chorą zasadę, że dopóty krew i ból nie dotyczą jej bezpośrednio to wytrzyma każdą scenerię. Chociaż nigdy nie przypuszczała, że dopuści do tego i co ważniejsze! - sama zainicjuje zmieszanie swojej potocznie brudnej krwi a jakże, z tą czystą. Z krwią swojego wroga. I właśnie teraz, tkwiąc ledwo co o własnych siłach tuż przed Greengrassem, z niebezpieczną dla siebie fascynacją, spoglądała jak arystokratyczna krew młodzieńca, spływała wąską strużką po jego nadgarstku, by chwilę później, swoją obecnością  mogła znaczyć jej połę szaty, uporczywie w nią wsiąkając.
- Więc jesteś człowiekiem czynu, idącym ku chwale nowych zasad i nowego porządku w świecie! - zaintonowała iście grobowym głosem, gdy poderwała swoją głowę nieco do góry i pozwoliła by jej wargi przyozdobił sardoniczny uśmieszek. - Szkoda, bo od zawsze mnie uczono, iż zasady najlepiej się łamie aniżeli się ich przestrzega, nie uważasz? - Przyjrzała mu się bystro i skinęła niezauważalnie głową na wieść, iż jego ojciec gryzie już ziemię. Mogłaby złożyć mu szczere kondolencje, jak przystało na dobre wychowanie, jednakże nie odczuła by Arcellus był załamany z powodu jego śmierci. Chciałoby się rzec, że Sirith bardziej wyczuła swoim piekielnym, szóstym zmysłem iż, Ślizgon był raczej zadowolony z takiego obrotu sprawy. W końcu doczesna głowa rodziny, straciła nad nim rodzicielską kontrolę. Jednakże i tak błysnęło w jej oczętach coś na błysk współczucia jak i zrozumienia? Ojciec jak ojciec. Każdy go kiedyś miał. Lepszego, gorszego, nijakiego ale miał. A utrata takiej osoby, zawsze odciskała na danej osobie piętno. Problem w tym, że nie zawsze wiadomo, jakie. Poruszyła się nerwowo i zwilżając dolną wargę, drgnęła, gdy jego ręka ponownie zacisnęła się - tyle, że tym razem na jej skaleczonej dłoni i gdyby zapewne miała w sobie większe pokłady humoru, to wybuchnęła by niekontrolowanym jak i nie za wesołym śmiechem. Zrobiła mu dokładnie takiego samego sznyta na wnętrzu dłoni, jak i u siebie. Co zabawniejsze - gdy ścisnął jej zimną rękę, z powodzeniem wtedy wyczuła jego niewielką, krwawiącą ranę tuż obok swojej - a mało ludzi wiedziało, iż wystarczyło w tejże chwili wypowiedzieć inkantację Zaklęcia Wiążącego i.. niech się dzieje wola boża. Nie zrobiła tego. Bo zabrał jej różdżkę.  I kiedy ponownie, próbowała zezować na jego ukrytą kieszeń, to jego kciuk niespodziewanie opadł na jej wargi, a sama Lestrange wstrzymała oddech jak i zmrużyła groźnie powieki.
- Nie mów mi, że właśnie teraz chcesz łamać swoje zasady, Greengrass! - jęknęła błagalnie, na wpoły spanikowanym głosem  a na wpoły ironicznym, by zamaskować swój strach przed tym, czego i tak Salazar nie pozwolił jej uniknąć. Bo nim usilnie zaciskała swoje wargi, to i tak  pod siłą jego opuszka musiała je nieco uchylić. Niemalże zemdlała wyczuwając na wargach posmak krwi a później.. później rzeczywiście pożałowała, iż nie straciła przytomności. Ostatnim co zrobiła, to rzuciła w jego kierunku mordercze spojrzenie i zatonęła. Zgubiła się gdzieś pomiędzy nieznanym a przyjemnym. Wściekłością a pożądaniem. Nienawiścią a jeszcze większą złością. Miotała się pomiędzy sprzecznościami, a wargi tego upartego Ślizgona, coraz bardziej atakowały jej chłodne usta, by nie powiedzieć, iż po prostu brały to czego chciały. A Lestrange była upartą osobą. Początkowo nie zamierzając niczego mu odwzajemniać ani ułatwiać - dość szybko spękała i po chwili dając się ponieść instynktowi, postanowiła działać po swojemu. Skoro on zadaje jej tak wyrafinowane cierpienie, to czemuż ona ma być gorsza? Zaskakując samą siebie, niespodziewanie aczkolwiek całkiem posłusznie, uchyliła swoje wargi i oddała mu swój pocałunek, wkładając w niego, wszystkie swoje uczucia. Zakrwawioną dłonią, przesunęła nieznacznie po jego ramieniu, by móc ją zacisnąć na jego koszuli i brocząc ją swoją nieczystą krwią, poczuła jak uśmiecha się sarkastycznie do siebie, gdy jednym zdecydowanym gestem, przyciągnęła go do siebie, by zrobić kolejną najgłupszą rzecz w swoim życiu. Mianowicie spoglądając mu prosto w oczy, gorącym językiem, lekko liznęła jego wargę, by sekundę później, buńczucznie ugryźć go w nią, mocno. Czując, jak się od niej odsunął oraz jak dramatycznie, jebnął dłonią w ścianę tuż obok jej biednej głowy wraz z wyrzuceniem z siebie, by spieprzała - Lestrange zrobiła tylko jedno. Roześmiała się krótko i całkiem dźwięcznie, gdy posłała mu iście ślizgońskie spojrzenie.
- Nie kłam, ślizgonie. Bujać to my, a nie nas. - jej szept również się rozległ tuż nieopodal jego ucha. Sama zaś wypuściła powoli powietrze z ust i odchyliła do tyłu głowę. Co też ona najlepszego kurwa, zrobiła. Nie miała pojęcia. Nie wiedziała co nią pokierowało. Zwaliłaby to wszystko, na głód. Głód tego szczególnego rodzaju oczywiście, ale na Salazara! To był Greengrass! A być może aż Greengrass. Uśmiechnęła się jedynie krzywo w stronę nocnego nieba i naraz musiała przyznać rację Deverauxowi, że jednak na jej wszystkie problemy rzeczywiście pomoże, Ognista.
Problem w tym, że nie jedna butelka a cała skrzynka.
A najlepiej autoavada.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31339
  Liczba postów : 70664
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Specjalny




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptyPon 22 Sty - 17:28;

Trudno powiedzieć co @Marieanne Woodward robiła na Śmiertelnym Nokturnie, ale skoro już się tam znalazła jej uwagę przykuł Msaw Atare, a raczej mnóstwo rzeczy przed nim. Kto by pomyślał, że w takiej dzielnicy znajdzie się sklep ze starociami? Marieanne weszła do środka bez większych problemów. Niesamowite było to, że @Juliette Scorpion dostała się tam równie łatwo i niemalże z identycznego powodu. Sprzedawca miał na twarzy tajemniczy uśmieszek, który przyprawiał o dreszcze. Coś było nie w porządku, co powinno się zauważyć już przy łatwości dostania się do pomieszczenia. Obie studentki już wtedy powinny stwierdzić, że nie wszystko było takie jakie być powinno. Garbaty mężczyzna usiadł za ladą i zdawał się nawet na nie nie patrzeć, cóż wyglądało na to, że stracił nimi swoje zainteresowanie. W pewnym momencie dwie krukonki zauważyły ciekawy przedmiot, dokładnie w tym samym czasie. Wyglądał jak stara busola, zupełnie nieszkodliwa.

Kostki dla Was:
1, 4, 5 – Lekko dotykasz przedmiotu i doświadczasz czegoś z czym jeszcze nigdy nie miałaś do czynienia. Nawet mierząc się z boginem strach był mniejszy niże ten, który Tobą zawładnął w tej chwili, jest większy niż kiedykolwiek wcześniej. Przed oczami widzisz swój największy koszmar, a Ciebie dotyka coś na wzór paraliżu sennego, nie możesz się ani ruszyć, ani krzyknąć, pozostaje Ci czekać na najgorsze... (efekt kostki działa przez 1 post)
2, 3, 6 – Postanawiasz zostawić przedmiot w spokoju i już chcesz odejść, kiedy jakiś głos w głowie podpowiada Ci, że nie masz tego robić. Zdezorientowana postanawiasz wziąć busolę w dłoń i ją otworzyć. Z wnętrza dobiega obezwładniający krzyk, który słyszysz tylko Ty... Lepiej ją zamknij jak najszybciej. Po chwili uświadamiasz sobie, że nic nie słyszysz! (efekt działa przez 2 posty)

Nie musicie już rzucać kostek na wejście.
W razie pytań @Bianca Zakrzewski służy pomocą!

______________________

Tajemnicze Msaw Atare Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Juliette Scorpion

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 47
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7981-juliette-scorpion#223114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7984-juliette-i-jej-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7982-juliette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7983-juliette-scorpion
http://www.academy-fissuratus.forumpolish.com
Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8




Gracz




Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare EmptyWto 23 Sty - 12:45;

Juls szła przez pokątną szukając jakiegoś prezentu dla przyjaciółki. Wiedziała że ta lubi starocie. Skręciła na ulicę śmiertelnego Nokturnu nawet o tym nie wiedząc. Zauwazyla nagle sklep ze starociami. A było ich mnóstwo. Jej oczy jakby przeżywały ekstazę tak wiele fajnych starych rzeczy zobaczyła. Weszła do sklepu i jedyny przedmiot jaki przykuł jej uwagę to stara busola. A przynajmniej tak się jej wydawało że to właśnie busola. Nie zapomniała jednak o manierach.
- Dzień dobry- powiedziała a w tym samym momencie weszła z nią jakaś krukonka. Chyba jej nie kojarzyła. Na początku wyciągnęła rękę w stronę busoli ale stwierdziła że jej nie dotknie. Jednakowoż po chwili we własnej głowie usłyszała ten głos "Nie odchodź!", skąd sie wziął? Nie wiedziała. Skąd wiedział, że chce sie oddalić?

Wzięła więc Busolę w ręce i otworzyła. Usłyszała krzyk który ją zamurował i oszołomił. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Jeśli jednak coś sie działo w sklepie poza tym nic nie słyszała. Słyszała tylko ten okropny krzyk. Przerażona odstawiła busolę na miejsce.


/ wyrzucona 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Tajemnicze Msaw Atare QzgSDG8








Tajemnicze Msaw Atare Empty


PisanieTajemnicze Msaw Atare Empty Re: Tajemnicze Msaw Atare  Tajemnicze Msaw Atare Empty;

Powrót do góry Go down
 

Tajemnicze Msaw Atare

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Tajemnicze Msaw Atare JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
smiertelny nokturn
-