Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Kawiarnia Francuski Pocałunek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość


Cassandra Lancaster

Nauczyciel
Wiek : 30
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : metamorfomag
Galeony : 620
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptyCzw Sty 23 2014, 15:28;

First topic message reminder :


Kawiarnia Francuski Pocałunek

Kawiarnia została zaczarowana w taki sposób, że padający deszcz czy śnieg nie dosięga stolików stojących przed urokliwą kamienicą. Kawiarnie wypełnia zapach cynamonu i pieczonego ciasta. Możesz zawsze liczyć na słodkości, które poruszą Twoje zmysły. Nie obawiaj się kalorii. Wchodząc do środka, czujesz, że możesz całkowicie się zatracić i nie istnieją już żadne problemy.

Dostępny asortyment::
► Yin i yang
► Imbirowa mątwa
► Cytrynowy Raj
► Malinowy Chruśniak
► Sen Memortka
► Wiśniowy Gryf
► Zielona herbata
► Herbata jaśminowa/goździkowa/kardamonowa
► Herbata z dzikiej róży/z czarnego bzu
► Herbata z konfiturą/z sokiem/z miodem i cytryną
► Dyptamowy smakosz
► Smocze espresso
► Chochlikowe cappuccino
► Bazyliszkowe Macchiato
► Syrenie Latte
► Frappucino smakowe z bitą śmietaną i polewą
► Czekolada orzechowa/waniliowa/piernikowa/biała
► Czekolada z rumem/irish coffee
► Czekolada z likierem owocowym/z musem owocowym
► Świeżo wyciskany sok/smoothie owocowe/koktajl
► Drink dnia (zapytaj obsługę)

Śniadania:
► Croissant z konfiturą, sok ze świeżych pomarańczy, jogurt z granolą i owocami
► Tosty francuskie z dowolnymi składnikami, kawa lub herbata
► Grzanki serowe, jajko po benedyktyńsku, bekon, kawa lub herbata
► Ciabaty zapiekane na ciepło, świeżo wyciskany sok

Słodkości:
► Malinowy sernik
► Szarlotka z lodami
► Eklerki 3 sztuki
► Tiramisu
► Deser lodowy z bitą śmietaną i owocami sezonowymi
► Naleśniki na słodko z dowolnymi składnikami
► Creme brulee
► Rurki z kremem 2 sztuki
► Kanarkowe kremówki
► Suflet czekoladowy
► Ciastka nasączane eliksirem rozśmieszającym

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Thaddeus H. Edgcumbe

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 193,5cm
C. szczególne : Zaraźliwy uśmiech, szkocki akcent, nieco odstające uszy, wybitnie marszczące się czoło, drobna blizna obok ust, wielkie dłonie i jeszcze większa muskulatura
Galeony : 351
  Liczba postów : 681
https://www.czarodzieje.org/t18881-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18884-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18885-dream-team-tadzika#543448
https://www.czarodzieje.org/t18882-thaddeus-h-edgcumbe#543402
https://www.czarodzieje.org/t20662-thaddeus-h-edgcumbe-dziennik#
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptyPią Sie 20 2021, 14:20;

Dobra, racja, trochę się rozrósł i shrekowa koszulka faktycznie była nieco za mała na jego aktualne rozmiary. Wyglądał jednak jakby po prostu lubił nosić obcisłe rzeczy, a nie nosił ubrania młodszego brata. Oczywiście nie lubił obcisłych ubrań i unikał ich jak ognia - ale tym razem zrobił wyjątek, chcąc po prostu sprawić swojej kumpeli przyjemność, zakładając ów wspaniały prezent, który swego czasu od niej otrzymał.
I wcale nie czuł się skrępowany, kiedy na jego widok Julka wybuchnęła opętańczym śmiechem, mocząc mu jeszcze radosnymi łzami tors, kiedy ją przytulał na powitanie. Wręcz przeciwnie - oczy mu się śmiały i był wyraźnie ze swojej decyzji zadowolony.
Czemu miałbym jej nie zakładać? Jest wspaniała! — żachnął się, w kontraście poprawiając nieco przykrótką koszulkę, żeby nie świecić brzuchem i kościami biodrowymi. Ekshibicjonistą mimo wszystko nie był - zwłaszcza o tak wczesnej porze i na głównej uliczce miasteczka. — Ale następną kup mi trochę większą, bo ta jednak pęka w szwach... — dodał jeszcze, teatralnie spinając biceps w akompaniamencie trzasku nici. — Ta się będzie nadawać już tylko do gablotki na ścianie. Tylko musisz mi jeszcze walnąć autograf. — Bo, rzecz jasna, nie zamierzał się jej pozbyć w żadnym wypadku. Już widział ją na honorowym miejscu w antyramie - z podpisem Brooks na plecach, klacie, czy gdzie tam dziewczyna mu to machnie.
Nie wiem czy chciałem wiedzieć o moim zdjęciu na twojej lodówce — przyznał - z czysto zakłopotanym uśmiechem, kiedy zajmował swoje miejsce przy stoliku. Absolutnie nie uważał się, ani nie kreował na idola nastolatek - podejrzewał też, że akurat z tym Julka żartowała, co i tak skutecznie go peszyło. — Ale skoro piesinie się podoba... — wzruszył ramionami.
Sam dla kontrastu przy typowo angielskim śniadaniu dziewczyny - zamówił dla siebie tosty francuskie na słodko z bananami, a czymże innym. I do tego nieśmiertelny sok pomarańczowy, choć w istocie, wolałby wyżłopać puszkę coli, którą zawsze trzymał na podorędziu. Niewykluczone, że i po to w końcu sięgnie.
No tak, chyba masz rację. Gość jest nie do zdarcia z tego stołka — zaśmiał się, opierając wygodniej o zdecydowanie za małe dla niego oparcie krzesełka. — Ciekawe kogo dormitorium tym razem zastaniemy w ruinach? Naprawdę się dziwię, że go nie odwołali. — Pokręcił głową w jawnej dezaprobacie. Bądźmy szczerzy - Gareth zdawał się dosłownie rzucać uczniów w niebezpieczne sytuacje. Ale w sumie i za Dumbledore'a podobnoż nie było inaczej.
W sumie miałem nie wracać. Zięby chciały przedłużyć ze mną kontrakt — przyznał bez ogródek, zakładając potężne ramiona za głowę - i bujając się brawurowo na krzesełku. — Ale tam to już w ogóle nie rozumieli mojego szkockiego — parsknął śmiechem, przesadnie wczuwając się w swój rodzimy charkot.
Widocznie skrzywił się, kiedy Brooks po raz wtóry zatytułowała go 'najprzystojniejszym zawodnikiem' i przewrócił teatralnie oczami markując tym swoje zakłopotanie.
Miej litość, nie nazywaj mnie cytatami z Czarownicy — poprosił, zaprzestając swoich krzesełkowych wyczynów i opierając się łokciami o stolik. — Jak było w Stanach...? Zakochałem się — stwierdził krótko, ponownie błyskając perłami w szerokim uśmiechu. — Starsweeper na którym latałem to prawdziwa, kurwa, poezja, mówię Ci! Będę musiał przyczaić się w Markowym na jakiś egzemplarz, chociaż bliski byłem 'pożyczenia' jednego od Zięb z Fitchburga — zachichotał gardłowo - z wdzięcznością przyjmując od kelnera swój sok. I z rozczarowaniem stwierdzając, że nie dostał jeszcze nic poza tym. Zmarszczył czoło, jednak kontynuował: — Przestawili mnie tam na obrońcę, co już z resztą wiesz. Nawet do głównego składu po miesiącu mnie wcisnęli. Pozwiedzałem trochę Massachusetts, pograłem sporo w kosza... A potem skończyła mi się umowa, kolejnej nie podjąłem no i wróciłem.
Zrobił minę myśliciela, opierając się na knykciach swojej dłoni, kiedy zastanawiał się co miał właściwie powiedzieć o swoich wakacjach w Arabii. Nie miał wiele do powiedzenia. Właściwie nic.
W Arabii zbijałem bąki. I ćwiczyłem, co z resztą widać — przeczesał swoje przydługie kosmyki, po raz wtóry wzruszając ramionami. — Żyję od treningu do treningu, kompletnie, absolutnie nic ciekawego. To w sumie aż smutne — podsumował szczerze - zaraz jednak rozpromieniając się, kiedy sięgnął przez stolik do Brooks, by strzelić jej lekkiego pstryczka w przesłonięte grzywką czoło. — Za to Ty wiedziesz bardzo intensywne życie, co Brooksie? — zadziornie uniósł brew, po chwili jednak uśmiechając się ciepło. — Nie pogratulowałem Ci osobiście zdobycia Mistrzostwa z Harpiami. Byłyście rewelacyjne w tym sezonie. Byłaś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 667
  Liczba postów : 2960
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptyPią Sie 20 2021, 15:36;

Stwierdzenie, że trochę się rozrósł, było solidnym niedopowiedzeniem. Szkot sprawiał wrażenie, jakby jednym pstryknięciem był w stanie wyjebać ją jak Łajkę w kosmos. Jego biceps był jak dwa Julkowe i gdyby chłopak postanowił się przechrzcić na pałkarza, to jednym uderzeniem wysyłałby przeciwników do Munga. Albo do aniołków. Naprawdę, Szkot wyjątkowo się zmienił przez te kilka miesięcy w Stanach. Bez zmiany zostały za to jego wesołe spojrzenie, szeroki uśmiech i akcent, charczący jak motor, na którym jeździł.
- Następną kupię ci w sklepie ciążowym – puściła mu oczko, poprawiając przekrzywiony stojak z solą i pieprzem. Obróciła nawet solniczkę, aby znajdujący się na niej napis SALT był w tej samej linii, co napis PEPPER. Ot, małe dziwactwa i natręctwa, na które nie zwracała nawet uwagi.

- W takim razie też muszę dostać coś w zamian. Podpiszesz mi się na zdjęciu z „Czarownicy”, ok?
– uśmiechnęła się szeroko. Czy zdawała sobie sprawę z zakłopotania Tadzika? Jak najbardziej. Co więcej, wywoływanie go u chłopaka stanowiło całkiem przyjemną rozrywkę, choć tak naprawdę, Edge nie miał się czego wstydzić. W gruncie rzeczy trudno było o lepszy przykład dla małych miotlarzy jak właśnie Thad. Był skromny, przystojny, pomocny, prostolinijny i miał talent. Na pewno lepiej się nadawał na wzór niż choćby Brooks, bijąca biednych inwalidów z Gryffindoru.

- Daj spokój, morda sama mi się uśmiecha, jak widzę ten twój biały wyszczerz, gdy wyciągam rano mleko na owsiankę – poklepała go pocieszająco po bicepsie, w pamięci odnotowując, żeby zrobić to przy następnej nadarzającej się okazji, no bo w sumie czemu nie. Nie codziennie miała okazję dotykać kogoś, kto mógłby grać Niesamowitego Hulka. Tak, Hulk o wiele bardziej pasował do niego niż Shrek.

- Mam wrażenie, że dziadzia ma jakieś haki na pół ministerstwa i dlatego go nie ruszają. Chociaż powiem ci, że biorąc pod uwagę cyrki, które dzieją się w szkole, to się wcale nie dziwię, że czystokrwiści mają aż tyle pociech– stwierdziła z uśmiechem, wypatrując kelnera. Żołądek po teleportacji już jej się uspokoił i był gotowy na przyjęcie w siebie solidnej porcji tłustego jedzenia.

- Całe szczęście, że wróciłeś – powiedziała dobitnie, po czym dodała już z humorem – Spuszczanie łomotu „Srokom” bez Ciebie na boisku to nie to samo. – No przecież nie mogła powiedzieć, że po prostu brakowało mu tej jego szkockiej gęby i tego niewidzialnego kapelusza, którego przed nią uchylał.

Z uśmiechem na twarzy wysłuchała jego opowieści o Ameryce. Oczywiście była na bieżąco z jego popisami za wielką wodą, jako że prenumerowała chyba każde czasopismo na temat latania, które powoli wylewały się ze stojaka na prasę, znajdującego się w jej kruczej toalecie.

- Latałam kiedyś na jednym, jak jeszcze pracowałam w „Scopie”. Jak dla mnie trochę za mało zwrotny, ale może to kwestia tego, że lubię jak miotły są nadsterowne. Łatwiej nimi sterować, gdy ma się dłonie zajęte pałką – podzieliła się swoją opinią, dmuchając w herbatę doprawioną mlekiem, jak na angielkę przystało. – Wiem, wiem. I właściwie się nie dziwię. Jesteś tak wielki, że jak rozłożył ręce, to na luzie sięgniesz od pętli do pętli – prychnęła cicho rozbawiona własnym żartem i przyłożyła do ust filiżankę. Właściwie to niepotrzebnie tak chuchała na je zawartość, skoro mleko, które dolała, było zimne.

Nie rozumiała do końca podejścia Tadka. Co było złego w życiu od treningu do treningu? Sama w taki sposób spędziła poprzednie wakacje w Luizjanie i wyszło jej to na dobre. Gdyby podobnym podejściem wykazała się i w Arabii, to być może nie spotkałoby ją żadne z licznych nieszczęść, które je dotknęły.

- Wiodłam i teraz odbiła mi się to czkawką – skwitowała, przygasając na chwilę. – Gdybym trenowała jak ty, to bym nie wróciła do Anglii z dwoma klątwami. Rozumiesz to? Spadła na mnie nie jedna klątwa, a dwie. DWIE. Nie mogę teraz ćwiczyć i zapewne opuszczę początek sezonu. Tak więc, jak w pewnym momencie stracę przytomność, to się nie bój, bo tak czasami mam. Możesz mnie wtedy wziąć pod pachę jak kafla i położyć gdzieś na trawce  - uśmiechnęła się gorzko. Choć cieszył ją fakt, że żadna z tych klątw nie była wieczna, tak jak ta, która ciążyła na Brandon, to nie zmieniało to faktu, że była na siebie wkurwiona. Przez głupie wałęsanie się po pustyni, została zaatakowana przez zombiaka i teraz zostawiała swój zespół bez wsparcia na początku rozgrywak. Brawo, Brooks. Bardzo kruczo postąpiłaś!

- Dziękują. Skłamałabym,  mówiąc, że się tego spodziewałam. Właściwie to nikt się nie spodziewał, bo i czemu, skoro nigdy wcześniej nie wygrałyśmy? A właśnie! Patrz, co sobie zrobiłam z tej okazji! – podnieciła się nagle i wyciągnęła przed siebie lewe przedramię i pokazała mu najnowszy tatuaż – pazur Harpii z datą 2020/2021. – Zrobiłam w Meksyku. I to był chyba najdroższy tatuaż w moim życiu, bo za nieautoryzowaną podróż świstoklikiem musiałam zapłacić 400 galeonów kary. Mało nie zeszłam na zawał, jak dostałam w środku nocy wyjca od jakiegoś urzędasa – podzieliła się swoją jakże ciekawą historią o łamaniu prawa. W te wakacje jej skrytka w Banku Gringotta dostała porządnie po dupie. I nic nie wskazywało, żeby miało się to szybko zmienić, skoro nie była w stanie trenować ani grać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thaddeus H. Edgcumbe

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 193,5cm
C. szczególne : Zaraźliwy uśmiech, szkocki akcent, nieco odstające uszy, wybitnie marszczące się czoło, drobna blizna obok ust, wielkie dłonie i jeszcze większa muskulatura
Galeony : 351
  Liczba postów : 681
https://www.czarodzieje.org/t18881-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18884-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18885-dream-team-tadzika#543448
https://www.czarodzieje.org/t18882-thaddeus-h-edgcumbe#543402
https://www.czarodzieje.org/t20662-thaddeus-h-edgcumbe-dziennik#
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptyPią Sie 20 2021, 19:51;

Parsknął krótko na jej przedni żarcik nawiązujący do jego 'rozrostu'. Oczy mu się zaśmiały - doceniał takie przytyki, ogólnie cenił sobie dobre, swobodne poczucie humoru. Chyba właśnie dlatego to o Brooks pomyślał, kiedy do głowy wpadł mu irracjonalny pomysł śniadania na miasteczku. Z dziewczyną mógł poczuć się naprawdę swobodnie - w końcu razem przelali dosłownie wiadra potu. U miotlarzy to już było niemal braterstwo krwi - chociaż i tej nie zabrakło, jeśli do wspólnych treningów dodać tłuczki.
Z rozbawieniem obserwował jak Krukonka poprawia ułożenie solniczki - i niby od niechcenia sięgnął dłonią po pieprzniczkę, przekrzywiając ją nieco. Wyszczerzył się przy tym durnowato, rewanżując się równie zawadiackim perskim oczkiem. Na jej propozycję 'wymiany autografów' zacmokał niezadowolony, ale ostatecznie skinął głową.
No ok. Wszystko dla autografu od Mistrzyni — zaśmiał się chrapliwie, rozkładając ręce w geście bezradności. — Kiedyś za koszulkę z twoim podpisem dostanę ładną sumkę, moje dzieciaki za to wyżyją. Chociaż zbiorę może jeszcze trochę fantów... — Sięgnął po jej filiżankę z herbatą, jakby chciał ją sobie przywłaszczyć. — ... i założę małe, prywatne muzeum Julii Brooks... Nie masz może szminki, żeby odbić usta na krawędzi? — Plótł kompletne androny, ze śmiechem zaraz zwracając kumpeli jej czarkę z bawarką. Powstrzymał się od kontynuacji swoich lotnych żartów, znów dając się wytrącić z równowagi nawiązaniem do tegoż przeklętego zdjęcia.
Załamał po prostu ręce.
Nigdy do tego nie przywyknę — przyznał szczerze, sam kręcąc głową nad swoją nieporadnością w kwestii przyjmowania 'popularności'. Powiódł jedynie wzrokiem za dłonią Julki, którą poklepała go pokrzepiająco po ramieniu. Westchnął lekko, poprawiając przyciasny rękawek.
Chociaż jeśli poprawiam Ci humor z rana, to okej. Gorzej jakbyś używała mojego zdjęcia jako tarczy do darta — stwierdził, jak zwykle odnajdując jakąś jasną stronę w tej niezręcznej dla niego sytuacji. Naprawdę wolał nie myśleć ile młodych czarownic mogłoby się uśmiechać do jego zdjęcia - trochę go to... przerażało.
W sumie nic dziwnego, gdyby rzeczywiście miał takie haki — przyznał Brooks rację, w zastanowieniu bawiąc się stojakiem z serwetkami. — W końcu Gareth dyrektorował chyba połowie aktualnych urzędasów... — Uniósł brwi na kolejną uwagę dziewczyny odnośnie czystokrwistych - i parsknął nagle, mierząc w nią palcem. — Coś w tym jest... No i w końcu czy Raziel Whitelight nie obiecał jakiegoś 500+ i zniżek na różdżki dla takich rodowych bajtli?
Nie mógł się do Julii nie uśmiechnąć, kiedy przyznała, że cieszy się z jego powrotu - zielone tęczówki znów mu zabłysły i - jakby czytając dziewczynie w myślach - z kurtuazją uchylił przed nią kapelusza w podzięce.
Fajnie wiedzieć, że chociaż na boisku się za mną tęskni — zaśmiał się wesoło - bynajmniej nie rzucając tą uwagą z jakimkolwiek smutkiem. A nawet jeśli - to byłby on szybko odegnany przez kelnera, który przyniósł im w końcu ich zamówienia. Thad podziękował mu skinieniem głowy - błyskawicznym ruchem kradnąc jeden ze spieczonych plasterków bekonu z talerza Brooks. Nim dziewczyna zdążyłaby zaprotestować - fanta już nie było, a on zabrał się z miną niewiniątka za swoje bananowe tosty. Tylko chrupanie zdradzało jego winę.
Też pracowałem u "Scopa" — mruknął, po czym przełknął dowód swojej zbrodni. — Ale krótko. Starsweeper mi odpowiada, bo przy odpowiednim obciążeniu rozwija większą prędkość. I ma lepsze wyważenie dla obrońcy niż inne miotły — dodał swoje trzy knuty. — Jest stworzony do wielkich rzeczy — zarzucił jeszcze swoim żartem, dopowiadając go z głupim uśmiechem do anegdotki Brooks.
Nie odrywał od dziewczyny rozbawionego spojrzenia - przez co z niepokojem zauważył jej nagły spadek humoru. A wysłuchując jej streszczenia własnego pobytu w Arabii - zmarszczył czoło z wyraźnym frasunkiem. Mimowolnie rzucił kątem oka na zdecydowanie niemiękki bruk, na którym stały krzesełka.
Mam się nie bać, skoro zaraz możesz wylądować twarzą w talerzu? Kurwa, Brooksie — brwi zbiegły mu się niemal w jedną linię w zatroskaniu. Zapomniał o swoich tostach z bananami. — Chuj tam z początkiem sezonu. Arli teraz nie ma nie? Mieszkasz sama? Ja pierdole... — Przejechał wielką dłonią po swojej twarzy, kręcąc głową z niedowierzaniem. Jakby tego było mało - Julka przeszła nad tym do porządku dziennego i właśnie świeciła mu swoim nowym tatuażem przed oczami - nie bardzo mógł się na tym skupić, jednak i przez ciężki szok i niedowierzanie przebiła się do niego informacja o CZTERYSTU GALEONACH kary. Musiał aż potrząsnąć łbem, próbując ogarnąć ten ciąg niefortunnych zdarzeń w swojej głowie.
Ej, jakbyś potrzebowała pomocy, to serio, wal jak w dym. Nie wiem, kurwa... Zakupy zrobię, książki Ci mogę nosić, albo do domu odprowadzić — proponował jakieś kompletne głupoty, które pierwsze mu przyszły na myśl. Aż się za skronie złapał. — Kobieto, ja teraz z tyłu głowy będę miał ciągle fakt, że legniesz gdzieś bez zmysłów. Wystarczy, że za Fredką się oglądam, czy jej wizje na glebę nie rzucają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 667
  Liczba postów : 2960
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptyNie Sie 22 2021, 20:19;

Nikt tak nie zrozumie miotlarza, jak drugi miotlarz. Łatwiej o świadomość, z jakimi problemami musi się  liczyć zawodowy gracz, kiedy samemu przeżywa się to samo. Treningi w ekstremalnych warunkach, codzienne zapieprzanie, ciągłe kontuzje i zmęczenie, a do tego presja. Im było się lepszym, tym jej przybywało. Większość ludzi miała miotlarzy za jakichś nadludzi, którzy srają galeonami, mają wszystko na wyciągnięcie ręki, każdy ich zna, a idąc do restauracji, załatwią ci stolik, nawet jak nie masz rezerwacji. I co tu dużo mówić, było w tym sporo prawdy. Mało kto jednak myślał o całej pracy odbywającej się za kulisami oraz wszystkich tych gównianych dniach, których bywało zresztą całkiem sporo. Spotkanie się na brunch z kimś, kto doskonale cię rozumie, a do tego ma świra na punkcie tego samego, co ty, stanowiło więc doskonały pretekst do opuszczenia Londynu, nawet gdyby miało to oznaczać zaśnięcie z czołem w bekonie
Widząc, jak Tadek jawnie z niej kpi, burząc stojaczkowy ład, o który tyle walczyła, przewróciła wymownie oczami. Postanowiła jednocześnie, że nie da mu tej satysfakcji i nie poprawi pieprzniczki. Zamysł zamysłem, ale rzeczywistość okazała się inna. Minęło kilkanaście, ciągnących się jak wieczność sekund i mózg Krukonki swędział ją na tyle, że sięgnęła po stojak i poprawiła go, aby nie raził w oczy tym brakiem symetrii.

- Jak dalej będziesz grał, jak do tej pory, to Twoje dzieciaki nie będą musiały się przejmować koszulkami po jakiejś tam pałkarce, bo tatuś będzie najsłynniejszym graczem w całej lidze. Thaddeus „Edge” Edgecumbe. Zrodzony z wrzosów. Król Srok. Obrońca Pętli. Łamacz męskich szczęk i kobiecych serc. – Zatoczyła ręką w powietrzu, jakby starając się przedstawić Puchonowi wizję świetlanej przyszłości, która na niego czekała. – Prywatne Muzeum Julii Brooks? Hmm, to bardziej niepokojące, niż Twoje zdjęcie na mojej lodówce. Mam nadzieję, że nie będziesz chciał mieć w swojej ekspozycji pościeli z mojej skóry – wyszczerzyła się, tak dla odmiany, teraz ona, dokładając swoją cegiełkę do plecionych przez tę dwójkę andronów. Ktoś z boku mógłby pomyśleć, że chyba wypili już coś mocniejszego. – W każdym razie… - dodała, po czym sięgnęła do kieszeni spodni, wyjęła z niej owocową pomadkę i teatralnie, z flirciarsko zmrużonymi oczami, przejechała nią po ustach, a następnie odbiła ślad na serwetce.
- … Trzymaj, kup za to dzieciom coś ładnego. Na przykład czapki Harpii. Albo domy w Dolinie Godryka.

Słysząc słowa o robieniu z jego szkockiej facjaty tarczy, westchnęła ciężko, maskując rozbawienie.

- Do darta używam zdjęcia Callahana. Twoje przypomina mi o tym, że istnieje sprawiedliwość na tym świecie, i niekiedy dobrym ludziom przytrafiają się dobre rzeczy. Nie bez powodu poprosili Cię o wywiad, Edge. To znaczy, że zmierzasz w dobrym kierunku i powinieneś się z tego cieszyć. Zresztą, to chyba dobrze, że co druga młoda czarownica marzy o tym, żebyś zamknął ją w tych niedźwiedzich ramionach. – Pocieszyła chłopaka, bo artykuł w „Czarownicy” mógł mu jedynie pomóc.
Hampson pewnego dnia wrósł w fotel jak bonsai w ziemię i tak trwał. Był za czasów jej brata, dyrektorował i teraz, tak więc teoria Tadka miała ręce i nogi. Ciekawe ilu z urzędników wyższego szczebla, przyłapał stary dziadzia na jakichś niezręcznościach, które nie powinny wychodzić na światło dzienne?

Już miała pytać, co miało znaczyć to dwuznaczne „chociaż na boisku”, ale wtedy to właśnie doszło do tragedii i z jej talerza zniknął plasterek bekonu. NAJWIĘKSZY I NAJBARDZIEJ DOPIECZONY. – Nic dziwnego, że jesteś taki wielki, skoro wyjadasz wszystkim z talerzy – powiedziała z uśmiechem, po czym błyskawicznym ruchem zagarnęła z talerza chłopaka najładniejszego tosta i wpakowała go w całości do ust. Przeliczyła się przy tym w swoich zamiarach, bo teraz nie mogła ich domknąć i tak trwała, starając się jakoś upchać to wszystko, chichocząc przy tym głupio. No normalnie uroczo w chuj!

- Wiem, Thad, wiem – wydukała w końcu z siebie, kiedy udało jej się przełknąć wielkie i chrupkie kawałki pieczywa. – Przyjmowali mnie w Twoje miejsce, kiedy Cię wzięli do „Srok”. Szef każdemu się chwalił, że u niego pracował „Ten olbrzymi ścigający ze Szkocji!”. Zgaduję, że gdyby mógł, to by cię adoptował albo wyswatał ze swoją córką.

Ciche prychnięcie wyrwało jej się przez nos  w reakcji na żart Szkota. Nie była do końca pewna, co ją tak naprawdę rozśmieszyło – to, jakim był sucharem, czy radość w zielonych tęczówkach zadowolonego z siebie chłopaka. Zapewne i jedno i drugie.

- Jak dalej będziesz rósł w takim tempie, to za kilka lat będziesz latał na sośnie albo innym drzewie, bo żadna miotła cię nie udźwignie – zażartowała sobie z poczciwego dryblasa, upijając nieco herbaty, do której również zdążył się dobrać.

Temat klątwy nie należał do najprzyjemniejszych. Szczerze mówiąc, nie chciała mu o tym wspominać, bo znała jego naturę i to, jak się przejmuje innymi. Nie miała jednak wyjścia. Gdyby nagle zasnęła, to chłopak mógł zejść na zawał z niepewności. Albo ktoś by go zamknął z podejrzeniem o dolanie czegoś do herbaty.

- Nie sama. Ze zwierzakami – odpowiedziała na pytanie z uśmiechem, starając się dodać chłopakowi nieco otuchy, bo widać było, że się przejął. – Zresztą, nie jest tragicznie. To nie jest tak, że odcina mnie w mgnieniu oka. Jakąś minutę przed atakiem zaczynam się robić zmęczona i bez siły. No i wtedy się kładę albo gdzieś siadam. No i to nie jest jakaś wieczna klątwa i mam zamiar się zgłosić do łamacza, tak więc niepotrzebnie się martwisz – poczochrała Szkota po ciemnych włosach, co nie było takie proste, bo dzielił ich stolik, a Tadzina miał do tego jakieś trzy metry wzrostu.

Słysząc ofertę pomocy, ponownie przewróciła oczami. No tak, mogła się tego spodziewać po kimś takim, jak Edge.

Nie trzeba, naprawdę – rzuciła frywolnie, łamiąc w palcach bekon. – Dam sobie radę, to jeszcze nie koniec świata. Choć mógłbyś zrobić dla mnie jedną rzecz i nie mówić o tym Fredce. I właściwie, to nikomu innemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thaddeus H. Edgcumbe

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 193,5cm
C. szczególne : Zaraźliwy uśmiech, szkocki akcent, nieco odstające uszy, wybitnie marszczące się czoło, drobna blizna obok ust, wielkie dłonie i jeszcze większa muskulatura
Galeony : 351
  Liczba postów : 681
https://www.czarodzieje.org/t18881-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18884-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18885-dream-team-tadzika#543448
https://www.czarodzieje.org/t18882-thaddeus-h-edgcumbe#543402
https://www.czarodzieje.org/t20662-thaddeus-h-edgcumbe-dziennik#
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptyPon Sie 23 2021, 18:12;

Zdecydowanie coś w tym było - ktoś, kto nie był zawodowcem, jeśli chodzi o Quidditcha nie mógł mieć nawet minimalnego pojęcia jak wiele wyrzeczeń kosztowała młodych ludzi taka kariera. Oczywiście, kiedy wszystko wychodziło, miotlarze spijali samą słodką śmietankę - jednak pod nią potrafiło kryć się bardzo dużo goryczy, od której niejeden zrezygnowałby po pierwszym łyku. Ale nie oni - uparci i konsekwentni, w pewnym sensie już uzależnieni od takiego trybu życia. Rozumieli się dobrze - być może dlatego Thaddeus tak często wracał myślami do Brooks i dlatego to o niej pomyślał planując późne śniadanie w Hogsmeade.
Zawsze intrygował mnie taki perfekcjonizm — skwitował z uśmiechem działanie dziewczyny, kiedy ta w końcu nie wytrzymała i MUSIAŁA poprawić przekrzywione elementy stojaczka z przyprawami. Gdyby zobaczyła chaos na jego biurku albo totalny misz-masz w szafie to chyba dostałaby palpitacji. Nie, żeby był niechlujem - ale pewne rzeczy zwyczajnie mu nie przeszkadzały, bo po prostu nie zwracał na nie uwagi.
Ty to dopiero masz fantazję Brooksie! — zaśmiał się gromko i ochryple, gdy Julia przedstawiła mu jego potencjalną przyszłość. On tak tego nie widział - niemniej nic nie mógł poradzić na czerwień oblewającą jego kark i głupi wdzięczno-zakłopotany wyszczerz. — Jednocześnie siebie nazywasz 'jakąś tam pałkarką'. Serio? Skoro mi przedstawiasz tak zajebistą przyszłość to i sobie usnuj podobną, bo masz identyczne, jeśli nie lepsze predyspozycje ode mnie — wytknął jej, niby żartem, choć jednocześnie całkiem serio. Akurat Brooks uważał za tytana pracy i nie potrafił tego nie doceniać - co z resztą było widać w ciepłych, zielonych tęczówkach. — Pościel ze skóry brzmi dobrze... — Zawadiacki błysk przewinął mu się przez oczy, kiedy puszczał Krukonce oczko. — ... ale tylko metaforycznie.
Brew mu drgnęła, gdy przyjaciółka wyjęła pomadkę i ostentacyjnie przejechała nią po ustach - by następnie odbić jej ślad na serwetce. Z nabożną - teatralnie przesadzoną - czcią przyjął od niej ów dar, skrupulatnie, powoli składając serwetkę na połówki.
Artefakt ten przechodzić będzie z pokolenia na pokolenie w męskiej linii mojego rodu, poczynając od dziś — oświadczył podniośle, składając jednocześnie głęboki ukłon - prawie zahaczając czołem o swój sok pomarańczowy.
Niezwykle bawiła go taka swobodna gra z Brooks - równie sprawnie bawili się figurami retorycznymi, co wyciskali z siebie siódme poty na wspólnych treningach. Z boku naprawdę musieli wyglądać jak nieco wcięci od alkoholu - albo odrobinę odcięci od rzeczywistości. Jakieś ziarno prawdy w tym było, kiedy tak dyskutowali nad swoimi talerzami.
Chcesz może dodatkową fuchę jako mój mówca motywacyjny? — rzucił, po raz kolejny nieco zagoniony w róg swej skromności. Z nieukrywanym zakłopotaniem potarł swój podbródek, ostatecznie porzucając ten lekko kpiarski ton jako swoją nonszalancką tarczę - i uśmiechnął się szczerze. — Dzięki Brooksie — dodał po prostu. — Nie chciałbym tylko hulać na fali popularności, zwłaszcza, jeśli chodzi o... — skrzywił się nieco. — ... młode czarownice marzące żebym... Kurwa, jak to brzmi, nie powtórzę tego! — roześmiał się w głos, markując tym swoje i tak wyraźne speszenie. Nic nie mógł na to poradzić - do pruderii naprawdę było mu daleko, ale nie miał zamiaru uznawać się za bożyszcze nastolatek.
Złodziejski rewanż dziewczyny skwitował jedynie uśmiechem - który przerodził się w dziki rechot, kiedy ta widocznie nie mogła sobie poradzić z wielkością pochłoniętego tosta. Wykazał się jednak kulturą i samoopanowaniem wystarczającym, by nie chcieć tego zabawnego obrazka skomentować w nieprzystojny sposób. Wręcz z kurtuazją podsunął przyjaciółce stojak z serwetkami, sugestywnie wskazując jej lewy kącik ust.
O, serio? — Był szczerze zaskoczony informacją, że to Julka zastąpiła go u Scopa, co też odmalowało się wyraźnie w zmarszczkach na jego czole. — Cholera, szkoda, że tak się rozminęliśmy — przyznał, biorąc kęs swojej bananowej grzanki i milknąc na moment, póki jej nie przełknął. — Gdyby Harpie przyjmowały facetów, już od dawna latalibyśmy w jednej drużynie. A tak muszę zadowolić się kadrą narodową — westchnął ciężko i dość ostentacyjnie - ale nie kłamał, bynajmniej. Brooks traktowała karierę równie poważnie co on - pracowanie z ludźmi jej pokroju byłoby samą przyjemnością, a z tym zwłaszcza w drużynach mniejszych bywało różnie.
Temat klątwy, tak jak dziewczyna przewidywała, zaniepokoił go i to prawdziwie. Prawdziwie również stężał na jej bagatelizowanie sprawy - zupełnie jakby on potrzebował zapewnień, że wszystko będzie dobrze, a nie ona. Zmarszczył marsowo brwi, krzyżując potężne ramiona na klatce piersiowej.
No rzeczywiście, teraz to mnie uspokoiłaś — sarknął, mięknąc jednak nieco, kiedy sięgnęła przez stolik do jego czupryny. Westchnął i nachylił się lekko, by mogła zmierzwić jego przydługą grzywkę. Nie zamierzał jednak tematu odpuszczać. — W porządku, cieszę się, że potrafisz rozpoznać kiedy omdlejesz i zamierzasz iść do łamacza — przyznał, choć frasunek dalej widniał na jego poczciwej mordce. — Ale kiedy zamierzasz iść? Często Cię tak odcina? Ile razy w ciągu dnia? Konsultowałaś to już z uzdrowicielami? — zalał ją pytaniami, coraz bardziej marszcząc czoło w autentycznym zmartwieniu. — Mam nadzieję, że nie latasz w takim stanie...? — Potrząsnął głową, jakby chcąc odegnać te wszystkie czarne myśli, które teraz do niego napływały. — W porządku, nie powiem nikomu innemu, masz moje słowo. Ale...! — zastrzegł, unosząc palec - i kierując go zaraz na Brooks. — Nie mów, że niepotrzebnie się martwię. I daj sobie pomóc. Serio, mnie to nic nie kosztuje, i tak poza treningami to przesiaduję tylko w warsztacie nad motorem — skinął głową w stojącego tuż za nim Bravo. — Równie dobrze zamiast tarzać się w smarze i oleju silnikowym, to mogę... Porobić Ci za skrzydłowego, o. — Wzruszył ramionami, intensywnie się jednak wpatrując w siedzącą naprzeciwko dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 667
  Liczba postów : 2960
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptyPon Sie 23 2021, 19:51;

To prawda. Rozumieli się dobrze. Do tego Thad był odporny na jej żartobliwe złośliwości i potrafił się w zabawny sposób odciąć, co tylko sprawiało, że rozmowa z nim była dużo ciekawsza i angażująca. A do tego tak jak ona, był naprawdę prostolinijnym gościem bez kija w dupie, co zawsze doceniała, zawsze dającym z siebie sto procent. Ze wszystkich cech, Brooks najbardziej szanowała pracowitość i skromność, może dlatego, że sama im hołdowała. Niekiedy ta pracowitość potrafiła zamienić się w obsesję i kompulsywność, jak w przypadku nad wyraz poważnego podejścia w kwestii dbania o symetrię w ułożeniu pieprzniczki czy solniczki, ale świat byłby nudny bez małych dziwactw, a to konkretne nie przeszkadzało jej w codziennym życiu, więc też nie czuła potrzeby, aby coś z tym zrobić.

- Zmieniłbyś zdanie, gdybyś zobaczył, jak układam ręczniki według ich miękkości – uśmiechnęła się, i z jakiegoś powodu, tan niewinny żarcik sprawił, że lekko się zarumieniła, jakby zdjęta wstydem. Nieczęsto opowiadała o swoich odchyłach i nie licząc kilku osób, mało kto wiedział o jej pedantyzmie w każdej najmniejszej dziedzinie życia. Największym problemem dla Krukonki przez te wszystkie lata spędzone w dormitorium, było niepopadnięcie w szaleństwo, kiedy to Arla wpadała do jej części pokoju i wprowadzała tam istny chaos, przestawiając książki na nocnej szafce, czy odkładając rzeczy w miejscach do tego nieprzeznaczonych. O szczotkach do włosów nawet nie ma co wspominać, bo za bezkarne używanie tych należących do Krukonki, można było dostać mukę w szczepionkę.

- Pfffffff – prychnęła przez nos z rozbawienia na słowa chłopaka. „Jeśli nie lepsze”. Pfff! – Dobra dobra, lizusie! – skwitowała tylko z chichotem, nie zamierzając teraz mu udowadniać, jak bardzo się myli. Sama była kompletnie innego zdania i uważała, że jeżeli jest tu, gdzie jest, to nie z powodu talentu, jakim los obdarzył choćby Willa czy Violkę, a dlatego, że po prostu pracowała ciężej niż inni – czy to na boisku, czy też z nosem w książkach i archiwalnych zapiskach na temat dawnych spotkań.

- I całe szczęście. Jestem dosyć przywiązana do własnej skóry i nie chciałabym się z nią rozstawać zbyt szybko – uśmiechnęła się zaczepnie, zabierając się po chwili za zostawienie męskiej części rodu Edgecumbów relikwii, którą będą mogli sobie przekazywać z pokolenia na pokolenia. Może za tysiąc lat któryś z Edgecumbów zobaczy tę serwetkę w skrytce w banku Gringotta i zada sobie bardzo ważne pytanie, co tu się odmerliniło.

- W takim razie jestem zaszczycona faktem, że przyczyniłam się do wzbogacenia Twojego rodzinnego skarbca o tak cenny rekwizyt. – Ukłoniła się teatralnie, uchylając niewidzialnego kapelusza, po czym odłożyła go następnie z namaszczeniem na głowę Szkota. – Trochę za duży – dodała krótko i puściła mu oczko.

Nie wiedziała, który to już raz przewróciła oczami na słowa Tadka. Taki był z niej mówca motywacyjny, jak z Felka koszykarz.

… żebyś zamknął ją w tych niedźwiedzich ramionachNie wygłupiaj się, bywają gorsze rzeczy na tym świecie – rzuciła lekko, zanurzając usta w letniej herbacie. W gruncie rzeczy nie dziwiła się, skąd taka popularność chłopaka wśród młodych czarownic. Był jakiś powód, dla którego co druga laska w szkole obracała się na widok tego dryblasa. O ile w tej szkole się już pojawiał, bo z tym bywało ostatnio różnie.

Nic dziwnego, że Thad nie wiedział o jej przygodzie w „Scopie”. Nie rozmawiali ze sobą wtedy tak często, jak obecnie, a poza tym Brooks nie chwaliła się wszem i wobec, że sprzedaje miotły w Hogsie. Bo czym tu się chwalić? Że kiedy inni spełniają marzenia i latają dla „Srok”, ty pastujesz „Nimbusy” i ciułasz kasę na własnego?

- Kto wie, co przyniesie przyszłość – uśmiechnęła się tajemniczo. W quidditchu wszystko zmieniało się błyskawicznie. Zawodni dosyć płynnie zmieniają kluby i niczym szczególnym nie jest to, że w kilka lat potrafią obskoczyć pół ligi. A do tego dochodziły wypożyczenia, również za granicę, czego koronnym przykładem był siedzący naprzeciwko niej Szkot. Gra dla drużyny złożonej z samych dziewczyn stanowiło największe wyzwanie, a takie uwielbiała, ale jednocześnie nie mogła zakładać, że spędzi w tym klubie całą karierę. Takie rzeczy nie zależały tylko od niej. A poza tym, jednym z jej największych zawodowych marzeń, było zdobycie „potrójnej korony”, czyli mistrzostwa trzech największych europejskich lig – brytyjskiej, francuskiej i bułgarskiej. Miała jednak na to jeszcze kilkanaście lat. Kiedy więc czytała o popisach chłopaka za wielką wodą, mimowolnie jej myśli uciekały w tamtym kierunku. Na wszystko jednak przyjdzie czas.

- Co nie?! – zapytała groteskowo, w odpowiedzi na sarknięcie Tadzika. A potem zalała ją fala pytań, na które musiała odpowiedzieć. – Różnie. Czasem dwa razy dziennie, innym razem raz na kilka dni. Czasem śpię pół dnia, a innym razem kilkanaście minut. Nie ma na to żadnej reguły. – Wepchała do ust bekon i jajko, aby dać sobie trochę czasu na przemyślenie reszty kwestii, którymi miała się z nim podzielić. - Zajmowali się mną uzdrowiciele w Arabii, rozmawiałam też z Felkiem, który pomaga mi to ogarnąć i będę czekała na jakieś wskazówki od niego. A kiedy zamierzam iść? Jak najszybciej. Nie mam zamiaru odpuszczać początku sezonu i szkolnych treningów, zwłaszcza że muszę je organizować.

- Na Merlina, Edge – fuknęła, kiedy lawina pytań zamieniła się w kulę śnieżną, rosnącą z każdą sekundą. – Nie jestem głupia i potrafię o siebie zadbać. Jasne, że nie latam. Nie za bardzo mi się uśmiecha śmiertelny upadek z miotły.– Przepiła jajko herbatą i wzięła głęboki oddech, po czym dodała, już łagodniej i z pewną dozą wdzięczności. – Naprawdę, to nie jest najgorsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała, serio. Właściwie, to nawet nie jest w pierwszej piątce. Tak więc spokojnie, a jak się aż tak martwisz, to możesz do mnie przychodzić na kontrole. Albo nakarmić zwierzęta, jak ja będę spała. Oczywiście pod warunkiem, że odłożysz później rzeczy na właściwie miejsce – uśmiechnęła się ciepło i ponownie sięgnęła do talerza chłopaka, podnosząc kawałek leżącego na nim banana.

- Ah, tak. Słynne Bravo, pogromca Krukonek. Masz na koncie kogoś jeszcze, czy tylko Zoe? I co mam zrobić, aby dołączyć do tego zaszczytnego grona?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thaddeus H. Edgcumbe

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 193,5cm
C. szczególne : Zaraźliwy uśmiech, szkocki akcent, nieco odstające uszy, wybitnie marszczące się czoło, drobna blizna obok ust, wielkie dłonie i jeszcze większa muskulatura
Galeony : 351
  Liczba postów : 681
https://www.czarodzieje.org/t18881-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18884-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18885-dream-team-tadzika#543448
https://www.czarodzieje.org/t18882-thaddeus-h-edgcumbe#543402
https://www.czarodzieje.org/t20662-thaddeus-h-edgcumbe-dziennik#
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptyWto Sie 24 2021, 12:42;

Naprawdę trudno nie być odpornym na złośliwości (i nie nauczyć się odpowiednio ich odbijać), kiedy człowiek przyjaźnił się blisko z takim wyszczekanym lwem Coltonem, ale i nie owijającą w bawełnę Moses. Thaddeus chcąc nie chcąc, do dżentelmeńskiego wychowania swojego dziadka dołożyć musiał nieco dzisiejszej ikry. Co wcale też nie znaczyło, że wytrąci mu to wszystkie wartości, które były mu wpajane od małego i które przyjął za swoje, a przede wszystkim nauczony został szacunku.
Toteż szanował każdą inność, czy odchył - dopatrując się w tym nierzadko czegoś wyjątkowego.
Ręczniki według miękkości? — zachichotał ochryple, ale wcale nie kpiąco. — Teraz zaintrygowałaś mnie jeszcze bardziej. — Zmrużył oczy, dopatrując się w opalonej buźce swojej towarzyszki delikatnej zmiany kolorytu - który jedynie podbił zdobiące jej nos i policzki piegi. Edgcumbe błysnął zębami w szerokim uśmiechu, jakby nieco z innej perspektywy dostrzegając Brooks w tym momencie, czym nie omieszkał się od razu podzielić: — Nie wiem czy to towarzystwo najprzystojniejszego zawodnika młodego pokolenia, czy wspomnienie o ręcznikach tak na Ciebie działa, ale jestem gotów łazić za Tobą z naręczem ręczników, żebyś częściej tak kraśniała — oznajmił z ciepłym błyskiem w oku - nie mogąc sobie jednocześnie odmówić swoich archaizmów. Zwyczajnie zawoalował w swoje zamiary komplement - trochę się może odgryzając za te pochlebstwa, którymi bombardowała go Krukonka.
Lizusie... — teraz to on przewrócił oczami, teatralnie wręcz urażony prychnięciem dziewczyny. Jeśli ktoś utrzymywał się na samej szczycie tabeli z wynikami swoimi i swojej drużyny, to nie było opcji, żeby nie było w tym choćby krztyny talentu. Oczywiście, w Quidditchu to nie było wszystko - serce do tej gry pomagało, ale przede wszystkim liczyła się regularna praca i konsekwencja. Nie podjął jednak tematu, zbyt zajęty delikatnym obchodzeniem się ze swoją nową świętą relikwią, którą skitrał do tylnej kieszeni spodni.
Na kolejne wspomnienie o jego 'niedźwiedzich ramionach' teraz to on prychnął - idąc w ślady towarzyszki i sięgając po swój ledwo tknięty sok. Pociągnął solidny łyk, chwytając drugą dłonią za swoją grzankę.
Czemu mam wrażenie, że zmówiłyście się z Fredką, żeby uświadomić mi, że istnieje więcej dziewczyn poza Theresą? — sarknął rozbawiony, kręcąc głową i wgryzając się w bananowego tosta. Przeżuł go szybko. Jego zeszłoroczny związek z Peregrine trudno było przeoczyć - w końcu wpadli sobie w ramiona na trybunach, po wygranym meczu, a potem sam Edgcumbe nie opuszczał Ślizgonki właściwie na krok. — Wiem o tym. Moses mi ostatnio przyjebała za rozpamiętywanie — machnął wielką dłonią w zbywającym geście. — Głupio sprzedałem mój rodzinny dom w Hamilton, bo sąsiaduje z Peregrine'ami — skrzywił się na własną głupotę - żeby przez urażoną dumę opchnąć coś, co było dla niego tak cenne... — Ale... jestem już umówiony na odkupienie go, kiedy aktualnym wynajmującym skończy się umowa. Mam nadzieję, że nie rozebrali mojego domku na drzewie! — uśmiechnął się trochę jak dzieciak, na wspomnienie budyneczku na starym dębie za domem. To na nim od małego ćwiczył swoje 'złote rączki', nauczył się przybijać gwoździe, obsługiwać mugolskimi narzędziami, a nawet układać panele czy stawiać ścianki działowe.
Druga miłość Thaddeusa poza miotlarstwem - dom.
Nie, żeby odpowiedzi na jego kawalkadę pytań przez Julkę jakkolwiek go usatysfakcjonowały. Zmarszczki na jego czole właściwie tylko pogłębiały się - choć starał pocieszać się faktem, że dziewczyna podchodziła do sprawy na trzeźwo. Mimo to, zwyczajnie nie potrafił wyzbyć się troski, która naturalnie puchła mu gdzieś pod mostkiem.
Nie sugeruję, że jesteś głupia. Wybacz, jeśli tak to zabrzmiało — zreflektował się, jednocześnie uchylając kapelusza w przepraszającym geście. — Po prostu się martwię. Wiem jak... Takich jak my może dobić bezruch albo niemożność w treningu — przyznał z westchnieniem. Oparł się ciężko na swojej dłoni, próbując zgarnąć skórką od tosta uciekającego po talerzu banana. Którego zaraz zwinęła Brooks. — Jeśli nie masz nic przeciwko, to naprawdę skorzystam z tej możliwości kontroli. Poukładam wszystko jak tam sobie będziesz chciała.
Podążył za spojrzeniem dziewczyny - ponownie zerkając na swój motor przez własne ramię i uśmiechając się nieco speszony na wspomnienie o młodej Brandon. Kobiety z tej rodziny jakoś go... prześladowały.
N i k o g o nigdy nie potrąciłem, jeśli o to pytasz — parsknął z rozbawieniem. — A przewoziłem już wiele o s ó b. Nie tylko Krukonek — sprostował, ale nie mógł się nie roześmiać na tę zaczepkę. Odwrócił się do dziewczyny, podłapując jej ciemne spojrzenie pod równie ciemną grzywką. — Mogę odwieźć Cię po śniadaniu — zaproponował po prostu, wzruszając ramionami. — Sam wracam do Londynu, a teleportować się nie potrafię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 667
  Liczba postów : 2960
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptyWto Sie 24 2021, 18:17;

Jeżeli chodzi o dobór znajomych, to Tadzika najwyraźniej ciągnęło do osób, które nie bały się mówić tego, co myślą, przyozdabiając słowa odrobiną sarkazmu czy złośliwości. I całe szczęście, bo wychodziło mu to na dobre, a rozmowa z nim nabierała dodatkowego wymiaru. Poza tym w odczuciu Krukonki takie drobne uszczypliwości oraz żarty dodawały znajomości z Tadzikiem nieco innego wymiaru, a rozmowa była po prostu przyjemniejsza, a przekomarzanie się było dla niej czymś tak naturalnym, jak oddychanie.

- Według miękkości – potwierdziła, pocierając zarumieniony policzek. – Te miękkie, jak na ironię, są mniej chłonne, niż te szorstkie, ze względu na materiał, z którego je wykonano – podzieliła się się jeszcze swoimi obserwacjami, zanim wbiła wzrok w stolik. Czasem, tak jak Arla, nie wiedziała, kiedy przestać gadać i dziś był jeden z takich dni. Co jeszcze, Brooks? Może opowiesz, że prasujesz skarpety przed włożeniem ich do szuflady? Słysząc Tadzikowe archaizmy, zarumieniła się jeszcze bardziej, bo miała nadzieję, że ten niespodziewany rumieniec przejdzie bez echa. Było jednak inaczej.

- Bez cienia wątpliwości Twoje towarzystwo, najprzystojniejszy zawodniku młodego pokolenia odcięła się niezgrabnie, zastanawiając się, jak zatuszować rosnący z każdą sekundą rumieniec.

Pytanie Tadzika nieco zbiło ją z tropu. Nigdy nie rozmawiała na temat Tadka z Fredką i nie miała pojęcia, że chłopak wciąż przeżywa rozstanie ze ślizgonką. Ile czasu mogło minąć? Kilka miesięcy? A może więcej? Nie była pewna. Pewne jednak było to, że każdy przeżywał rozstania inaczej. Jedni z rozpędu wchodzili w kolejny związek, inni długimi miesiącami cierpieli, myśląc o utraconej drugiej połówce.

- Bo Fredka ma rację. Istnieje więcej dziewczyn poza Teresą. Jak chcesz, to mogę zostać twoim skrzydłowym… twoją skrzydłową? W każdym razie! Zdejmij czasem te okulary, narzuć na plecy tę swoją skórzaną kurtkę cięższą ode mnie i przejdź się Pokątną, a gwarantuję Ci, że wrócisz z kieszeniami wypchanymi adresami. Antman w jedną dobę stanie się najbardziej zapracowaną sową w całym Londynie.Ciekawe, czy istnieją związki zawodowe dla sów? – przeszło jej szybko przez myśl, kiedy tak sobie wyobraziła biedną płomykówkę chłopaka, latającą po całym mieście z kolejnymi listami i podarunkami dla obrońcy.

- Wcale nie głupio – spoważniała nagle. – Czasem, aby ruszyć przed siebie, trzeba zostawić za sobą to, co było. Zresztą, dom to tylko trochę cegieł, drewna i blachy. I nic więcej, dopóki nie ma w nim osób, na których Ci zależy. Nie warto rozdrapywać starych ran, Edge, uwierz mi. – Żeby nieco poprawić chłopakowi humor, przesunęła w jego kierunku talerz z bekonem i serowymi grzankami. – Miałeś domek na drzewie? – zaciekawiła się nagle. – Zawsze marzyłam o takim, ale wychowałam się w dzielnicy portowej, więc jak się pewnie domyślasz, nie było tam zbyt wielu drzew. Za to miałam, to znaczy mieliśmy z innymi dzieciakami bazę w takim jednym opuszczonym budynku w dokach. Nie to samo, ale i tak było zajebiście. Jedną ścianę pokryłam w całości plakatami piłkarzy.

Nie każdemu było dane wychować się na łonie natury, na jakimś szkockim wrzosowisku, ale po prawdzie Brooks była dumna ze swojego portowego pochodzenia. Kochała Soton, często do niego wracała i wiedziała, że to właśnie miasto na południu ukształtowało ją. A lubiła siebie taką, jaką była, ze wszystkimi swoimi odchyłami, dziwactwami i wadami.
Kiedy Tadzik ukłonił jej się w przepraszającym geście, zdała sobie sprawę, że niepotrzebnie się uniosła. Po prostu czuła się przytłoczona tym wszystkim i rozmawianie o klątwie było ostatnią rzeczą, na którą miała teraz ochotę.

- To ja przepraszam – burknęła cicho. – Po prostu wolę sama rozwiązywać swoje problemy i nie lubię, jak wszyscy wokół się martwią. Dlatego też cię poprosiłam, żebyś nie mówił innym.

Banan wylądował w jej ustach, po tym jak salwował się brawurową ucieczką przed skórką od tosta. Brooks 1. Edgecumbe 0.

- Słodki Jezu. Chcesz mi powiedzieć, że się telepałeś tyle drogi do Hogsmeade na motorze? Wiesz, że mogliśmy się spotkać w Londynie, prawda? – zaśmiała się lekko, ale uśmiech szybko zniknął jej z twarzy i zamienił się w ziewnięcie. Oczy rozszerzyły jej się momentalnie, bo wiedziała, co to oznacza. Szybkim ruchem chwyciła za okulary chłopaka i nasunęła je sobie niezgrabnie na nos, po czym odsunęła od siebie filiżankę i talerz. – Proszę, nie zeświruj z przejęcia, ale zaraz będę miała atak – powiedziała poważnie, po czym ostatkiem sił położyła się na stoliku. Cały otaczający ją świat zniknął. Zamiast niego pojawiła się pustka i ciemność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thaddeus H. Edgcumbe

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 193,5cm
C. szczególne : Zaraźliwy uśmiech, szkocki akcent, nieco odstające uszy, wybitnie marszczące się czoło, drobna blizna obok ust, wielkie dłonie i jeszcze większa muskulatura
Galeony : 351
  Liczba postów : 681
https://www.czarodzieje.org/t18881-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18884-thaddeus-h-edgcumbe
https://www.czarodzieje.org/t18885-dream-team-tadzika#543448
https://www.czarodzieje.org/t18882-thaddeus-h-edgcumbe#543402
https://www.czarodzieje.org/t20662-thaddeus-h-edgcumbe-dziennik#
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptyPią Sie 27 2021, 15:11;

Roześmiał się cicho, gardłowo, gdy Julka pociągnęła temat ręczników jeszcze dalej. Bynajmniej, wcale nie kpił - jej gospodarcze ciekawostki w pewien zabawny sposób go rozczuliły, zupełnie jakby dzieliła się z nim teraz jakąś swoją prywatną tajemnicą. Jakąś namiastką swojej codzienności w małym stopniu - do której raczej nie miał wglądu pierwszy lepszy kumpel z boiska.
Tajemnica rozwikłana. Już wiem dlaczego w szatni Srok są same szorstkie ręczniki — dopowiedział z uśmiechem, pstrykając palcami. — A sądziłem, że to dodatkowy czynnik, żeby zrobić z nas gruboskórnych — dodał jeszcze, dla podkreślenia jakby, szczypiąc się po wierzchu własnej dłoni. W końcu trening miotlarza nie zaczynał i nie kończył się tylko na boisku - zdecydowanie większa jego część wręcz przeciwnie, leżała poza nim.
Słysząc odpowiedź Julii na własną zaczepkę, przewrócił oczami i machnął niezgrabnie dłonią - choć uśmiechnął się ukradkowo, odnotowując wzrost intensywności różowego odcienia na dziewczęcych policzkach. W tej jednej chwili wpadło mu do głowy głupie pytanie - czy Brooks często się tak rumieniła? Ktoś miał sposobność oglądać ją w tym bardziej swojskim, ludzkim wydaniu, aniżeli jako Żelazną Harpię z Hollyhead? On zdał sobie sprawę, że zna ją głównie ze szkoły i boiska - ale ta jej prywatna strona była równie, a nawet bardziej interesująca.
Eeee... Skrzydłową? — Z refleksji wyrwała go propozycja dziewczyny, na którą uniósł brwi, aż na czole rozfalowały mu się zmarszczki. Pokręcił gwałtownie głową, chwytając za szklankę ze swoim sokiem, jakby słodko-kwaśny smak pomarańczy miał go dodatkowo otrzeźwić. — Naah, Brooksie, nie mam zamiaru przechadzać się jak jakiś lewy casanova po Pokątnej. A tym bardziej narażać ludzi na kontakt z moją pieprzniętą sową... — odchrząknął, bawiąc się przez chwilę grzanką na swoim talerzu. Ostatecznie połamał ją na pół, wrzucając jedną połówkę do ust i rozgryzając ją szybko - markując tym swoje procesy myślowe. — Nie trzeba mi dziewczyny do trzymania za rączkę albo chwalenia się przed paparazzi. — Wyraźnie skrzywił się na taką możliwość - nie wyobrażając sobie z resztą, żeby jakakolwiek towarzysząca mu kobieta miałaby być jedynie ozdobą, czy jego tzw. 'bransoletką' na salonach. — To raczej kwestia... po prostu towarzystwa. No nie wiem, Ty nie czujesz się czasem sama z tym wszystkim? — zerknął na dziewczynę szczerze, pytająco. — Ja po prostu czasem mam dość hotelowych sufitów jako jedynych świadków moich "sukcesów" — przyznał po prostu, ubierając podkreślone słowo w cudzysłów ze swoich palców. — Gęby nie ma do kogo otworzyć — dodał jeszcze. Cóż, nie było tajemnicą, że Edgcumbe'a więcej nie było niż było w ostatnim roku szkolnym - kiedy musiał się zająć ostatnią wędrówką swoich dziadków, a także... rodzinnym majątkiem właśnie.
Cóż, masz chyba rację... Ale czasem lepiej pozwolić się ranom zagoić, niż je ignorować — przełożył metaforę sprzedaży swojego domu pod siebie - z wdzięcznym uśmiechem sięgając po podsuniętą serową grzankę - wymieniając ją jednak w rewanżu na skarmelizowanego tosta. — Sam ten domek zbudowałem — oznajmił z nieukrywaną dumą, wgryzając się w słony smakołyk. — Nawet kanalizę tam podprowadziłem, równie dobrze mógłbym go wynajmować — roześmiał się, z zainteresowaniem wysłuchując historyjki Krukonki o jej dziecięcej bazie. — No patrz, a ja zawsze chciałem mieć taką kryjówkę w pustostanie! Tylko w Hamilton same ładne, szkockie domki i wrzosowiska, a z każdej budowy nas przeganiano. — Z rozbawieniem zauważył potwierdzającą się zależność, że człowiek cóż - zawsze chciał tego, czego akurat nie miał. Nawet jeśli to była tylko baza z dzieciństwa, albo miejsce w którym się wychowywali.
Powolnym skinięciem głowy przyjął julkowe przeprosiny - po prawdzie wcale ich przecież nie wymagając. Wykazał się jednak po raz kolejny kulturą, nie chcąc wrzucać ich w błędne koło pt. "Ależ nie masz za co przepraszać!" - oboje w końcu wyrazili to co chcieli. On, że jednak się martwił - ona, że nie chciała współczucia od wszystkich. Mimo to był jej wdzięczny, że chociaż jemu to powiedziała - nawet jeśli sytuacja tego wymagała.
No wiem, wiem... Miałem po prostu parę spraw w Hogs — odparł nieco wymijająco - z równym niepokojem co Julka przyjmując jej nagłe ziewnięcie. — Serio? Teraz? — Nieco w szoku obserwował jak dziewczyna zakłada jego okulary, odsuwa od siebie talerze i po prostu... zasypia na stoliku. Ot tak, jakby nadszedł czas jej porannej drzemki.
Julia...? Juuulka... — Położył jej dłoń na ramieniu, delikatnie nią potrząsając. Brooks jednak nie zareagowała, ewidentnie wciągnięta w objęcia Morfeusza. Edgcumbe odetchnął ciężko, rozglądając się po innych stolikach - nikt na szczęście nie zwracał na nich uwagi. Nie bardzo wiedział jak miałby się wytłumaczyć z tego, że jego towarzyszka postanowiła się kimnąć w środku śniadania. Ostatecznie, postanowił po prostu poczekać - sięgając po odłożoną wcześniej gazetę. Kiedy ich grzanki ostygną będzie się martwił jak ewakuować stąd ewentualnie Krukonkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 667
  Liczba postów : 2960
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 EmptySob Sie 28 2021, 18:26;

Mało kto znał prawdziwą Julkę. Nie należała do osób wylewnych i zbyt otwartych, chowając się za maską sarkastycznej, mocno zdystansowanej i niezbyt przyjemnej laski. Prawdziwą siebie, ze wszystkimi dziwactwami, niepewnościami i jeszcze raz dziwactwami, znała tylko jedna osoba, czyli ona sama, a drobny wgląd w prawdziwą Brooks miało niewiele osób. Dziś Tadek został jedną z tych osób.

- Jak widać, nie wyszło to wam na dobre, patrząc na tabelę – uśmiechnęła się lekko, komentując ręcznikowe metody szkoleniowe. – Choć to pewnie nie przez ręczniki a przez to, że postanowili wypożyczyć pewnego zawodnika za wielką wodę.

Sroki były najbardziej utytułowaną drużyną w historii brytyjskiej ligii quidditcha i był ku temu powód. Mimo to, ostatni sezon drużyna z Montrose mogła nazwać blamażem. Co było dziwne, bo w jej szeregach występowały takie postaci jak Will, Thad, czy Strauss, którą Krukonka uważała za najbardziej utalentowaną zawodniczkę w całej lidze. Indywidualności były jednak niczym w starciu z jednością, jaką potrafiły stworzyć czarownice w Holyhead.

Słuchając słów Tadka na temat relacji damsko-męskich, kiwała głową ze zrozumieniem. Nie oznaczało to bynajmniej, że rozumiała cokolwiek. W tym temacie daleko jej było do specjalistki i kiedy u innych szalały nastoletnie hormony, Julka zdawała się ich całkowicie pozbawiona. Nie zależało jej na związkach, nie szukała bliskości i miała w głowie jasną wizję samej siebie. Chciała zostać najlepszym pałkarzem w historii i na tym koncentrowała się w stu procentach. Przynajmniej dotychczas, bo obecna klątwa znacznie jej to utrudniała. Inna sprawa, że robotem nie była, co uświadomiło jej, w całkiem bolesny sposób, rozczarowanie związane z pewnym rosyjskim ex-miotlarzem.

- Jesteś przystojny, masz kaloryfer, grasz w quidditcha, chce się z tobą rozmawiać, bo jest, o czym i jesteś najbardziej poczciwą osobą, jaką znam. Daj sobie szansę, a z pewnością znajdziesz kogoś, kto będzie czymś więcej niż dodatkiem do zdjęć w „Proroku” – podzieliła się swoją opinią, szczerze jak zawsze. Bo tak w rzeczywistości było. Tadzik był zajebistą partią i ciężko było znaleźć jakąkolwiek wadę u Szkota. Jeżeli jakaś istniała, to zapewne był nią brak wad. No i przy okazji mogłaby sobie darować tę wzmiankę o kaloryferze, ale było już za późno.

Kiedy padło pytanie z kalibru tych cięższych, Krukonka zamyśliła się na dłuższą chwilę.

- Szczerze? Nigdy o tym nie myślałam, ale chyba nie. Nie zależy mi na tym, żeby moje "sukcesy" widział ktokolwiek. Nie czuję potrzeby, żeby mnie podziwiano i właściwie, to nie lubię tego. Nie gram w quidditcha dla sławy, a dlatego, że po prostu to kocham. A jeszcze bardziej kocham wygrywać. Kurcze, nie wiem, co ci powiedzieć. – stwierdziła, marszcząc brwi w zamyśleniu. – Zresztą, mam psa, kruka i kota. Może to głupie, ale ich miłość mi wystarcza. No i nie oszukujmy się. Nie sprawiam zbyt dobrego pierwszego wrażenia. Wściekła krukonka z pałką w dłoni… aaaaa…uciekajcie, bo idzie zniszczenie! – zachichotała jeszcze, parskając przy tym w zawartość filiżanki z herbatą.

Gdy usłyszała, że Tadzina SAM SOBIE ZBUDOWAŁ DOMEK NA DRZEWIE, oczy niemal wyszły z jej z orbit z wrażenia. Oto siedział naprzeciw niej prawdziwy facet, złota rączka, a przy tym poczciwy. Pozycja Tadka na rynku matrymonialnym umocniła się jeszcze bardziej na szczycie, a jego potencjalna partnerka będzie miała z niego dużo pociechy.

- W takim razie spodobałoby ci się Soton. A przynajmniej dzielnica, w której się wychowałam. Same pustostany, stare doki gotowe, by stać się bazą, pełno bezdomnych i brudnych dzieciaków, grających w piłkę. W sensie bezdomnych i dzieciaków, nie bezdomnych dzieciaków. W każdym razie polecam.

Southampton nie należało do najładniejszych miast i daleko mu było do szkockich wrzosowisk. Mimo to, nie zamieniłaby tego portowego miasta na nic innego. I znając życie, to właśnie tam zamieszka, choć jej mieszkanie w Londynie stanowiło dla niej namiastkę domu. Choćby i puste pod nieobecność Arli.

***

Tym razem drzemka trwała naprawdę krótko. Dziewczyna obudziła się po kwadransie, co stanowiło miłą odskocznię od wielogodzinnych „drzemek”. Kiedy już wstała, była mocno zdezorientowana, ale twarz Tadka poznała od razu.
-Edge… - mruknęła gardłowo. – Przepraszam – dodała, przecierając oczy. – Długo spałam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 QzgSDG8








Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty


PisanieKawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty Re: Kawiarnia Francuski Pocałunek  Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Kawiarnia Francuski Pocałunek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Kawiarnia Francuski Pocałunek - Page 9 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-