Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Bar i stoliki w Dziurawym Kotle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 25 z 25 Previous  1 ... 14 ... 23, 24, 25
AutorWiadomość


avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Galeony : -16
  Liczba postów : 974
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySob 12 Cze 2010 - 13:02;

First topic message reminder :


Bar i stoliki w Dziurawym Kotle

Dziurawy Kocioł mieszczący się przy ulicy Charing Cross Road jest jednym z najpopularniejszych czarodziejskich barów, wszystko za sprawą znajdującego się na jego zapleczu przejścia na ulicę Pokątną. Jest to spory bar mieszczący wiele stolików. Zawsze można tu spotkać dużo osób, a wśród nich zapewne trafi się ktoś znajomy. Na piętrze można wynająć tu niedrogo pokój. Natomiast znajdujące się na półkach różnorakie trunki od rumu po whisky, kuszą klientów.

Jagodowy jabol
Smocza Krew
Stokrotkowy Haust
Różowy Druzgotek
Ognista Whisky
Sherry
Malinowy Znikacz
Rum porzeczkowy
Papa Vodka
Tuică
Uścisk Merlina
Piwo kremowe
Dymiące Piwo Simisona
Boddingtons Pub Ale
Wino z czarnego bzu
Rdestowy Miód
Łzy Morgany le Fay

Boginy - 10g
Hogsy - 13g
Volde-Morty - 12g
Feniksowe – 13g
Lordki – 13g
Magia 69 – 14g
Pocałunek Dementora – 13g
Wynajęcie pokoju na dobę – 15g
Danie dnia (zapytaj obsługę)

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Odeya Worthington

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 163cm
C. szczególne : nietypowa izraelska uroda
Galeony : 347
  Liczba postów : 464
https://www.czarodzieje.org/t19111-odeya-worthington
https://www.czarodzieje.org/t19118-korespondencja-ode-prosto-ze-szponow-temidy#556410
https://www.czarodzieje.org/t19119-relacje-ode#556434
https://www.czarodzieje.org/t19113-odeya-worthington#556145
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyWto 22 Wrz 2020 - 15:42;

Trzeba było przyznać, że oboje nie należeli do grupy pilnych uczniów, którzy sami z siebie ot tak wpadli by na pomysł, żeby w któryś z ostatnich dni wakacji siąść w magicznym pubie, aby ćwiczyć zaklęcia. Rzeczywiście, niecodzienny widok. Ale skoro już się za to zabrali i mieli motywację to nauki, to czemu tego nie wykorzystać? Odwzajemniła uśmiech, który otrzymała od kolegi, po czym usłyszała pytanie co do czaru, odwracającego efekty Geminio. Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, aby odchrząknąć i przygotować się do pokazania owego zaklęcia.
- Merginio - koniuszek różdżki, wycelowany w dwa egzemplarze pucharów w następnej chwili spowodował ich scalenie, które oczywiście było pożądanym prze Ode efektem w tym momencie. - Tutaj z kolei, ważny jest ten ruch nadgarstkiem... - zaczęła, demonstrując gest, jaki musi wykonać dłoń, aby czar zadziałał. - Zobacz... taaak i tak...
U Odey z nauką na bieżąco bywało różnie, jednak akurat transmutacja była przedmiotem, który od zawsze ją interesował, dlatego starała się chodzić na lekcje i przede wszystkim uważać na nich, aby wszystkie informacje przekazywane tam mogły zostać w jej głowie na dłużej. I z czasem zauważyła, że łatwiej jej przyswajać te wszystkie wiadomości, kiedy zwyczajnie jest zaciekawiona przedmiotem, a nie tak jak w przypadku historii magii czy eliksirów. Te dziedziny kompletnie jej nie podchodziły.
Wiedziała, że wyjazd zorganizowany przez szkołę był ekscytujący, ale na pewno znalazły się wyjątki i nie wszystkim uczniom musiał przypaść do gustu. Jednak Worthington mimo wszystko miała z nim dobre wspomnienia, dlatego była ciekawa jakie wrażenia ma Cassian.
- Co Ty gadasz? Jak to "omal nie zginąłeś"? Opowiadaj. - ponagliła go. Jeśli już o tym wspomniał, nie ma szans, żeby dała mu spokój. Musi wiedzieć co takiego spotkało jego i jego przyjaciela. - No tak... Znam to. To znaczy, to poznawanie wielu ludzi. - sama od razu pomyślała o Daemonie, którego zdecydowanie poznała bardziej w Luizjanie, chociaż na początku nawet nie miała pojęcia, że jest uczniem Hogwartu. Do teraz nie wie, czy nie lepiej by było gdyby był opiekunem... Może wtedy miałaby jakiekolwiek hamulce względem niego.
- Hmm, ciekawe gdzie wymyślą ferie... - myślała na głos, łapiąc za serwetkę, aby zacząć składać z niej bliżej nieokreślony kształt. - Jak myślisz? - rzuciła po chwili, zerkając na Gryfona.


Rzuć kostką k100 (do wyniku możesz dodać swoje punkty kuferkowe z transmutacji)

Kostki:
1 - 35 - ruch który wykonałeś w ogóle nie przypominał tego, który przed momentem pokazała Ci Odeya. W chwili kiedy rzuciłeś zaklęcie, zapomniałeś kompletnie jaki gest miałeś wykonać i machnąłeś tylko byle jak różdżką; dwa kielichy, stojące przed Tobą, nawet nie drgnęły
36 - 70 - mając przed oczyma ten konkretny gest, który trzeba wykonać w powietrzu różdżką, wypowiadasz formułę zaklęcia, jednak chyba nie potrafisz odwzorować tego ruchu dokładnie, bo puchary, owszem redukują się w jedno, ale ostateczny kształt, który przybrał przedmiot, zdecydowanie nie przypomina właściwej formy tego naczynia; powstaje jeden puchar, ale zdeformowany
71 - 100 - po wykonaniu odpowiedniego ruchu nadgarstkiem i wypowiedzeniu zaklęcia, naczynia scalają się w jedno, aby po chwili na blacie drewnianego stolika mógł stać przed Tobą jeden idealny wręcz egzemplarz kielicha
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassian H. Beaumont

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 170
C. szczególne : Średniej wielkości znamię w kształcie krzyża pod okiem; Silny, szkocki akcent
Galeony : 312
  Liczba postów : 264
https://www.czarodzieje.org/t19364-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19441-poczta-cassiana#574233
https://www.czarodzieje.org/t19439-cassiano
https://www.czarodzieje.org/t19421-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19442-cassian-hector-beaumont-dzien
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyNie 27 Wrz 2020 - 21:56;

Kostki:50

Gdyby ktokolwiek ze znajomych Cassiana, którzy kręcili się wokół niego jeszcze dwa lata temu zobaczył go siedzącego nad stosami pergaminów i książek z transmutacji próbującego scalić dwa puchary w jeden z pewnością nie uwierzyliby od razu w ten niecodzienny widok. To jakim przez całe życie chłopak był leserem wiedzą jedynie ci, którzy widzieli, jak cudem prześlizguje się z klasy do klasy. Przychodziło mu to z niemałą łatwością i może to tutaj właśnie czaił się jakiś haczyk, jakaś przekorność losu. Ukryty talent do posiadania jakiejkolwiek wiedzy nawet w momencie, w którym wcale się jej mieć nie chce.  

Chłopak obserwował pozytywny efekt zaklęcia u Ode, a po nim posłał jej wzrok pełen uznania. Był pod wrażeniem tego, że mimo iż oboje doskonale wiedzieli, że ani jedno, ani drugie nie uchodziło za najpilniejszych uczniów to jednak którekolwiek z nich coś tam oleju w głowie jeszcze miało i jakąkolwiek wiedzę sobą reprezentowało. Cass widział już ten ruch wcześniej na zajęciach, ale kompletnie nie przykuł do niego uwagi, nie wiedzieć czemu liczył, że same słowa zadziałają. Nie pozostało mu teraz nic innego jak spróbować go odtworzyć... Co mogło przynieść różny skutek.  
- Merginio! - Powtórzył po dziewczynie tak inkantacje jak i ruch.  

Niemniej szybko się okazało, jak źle go wykonał. Nie było to może stuprocentowo złe, ale i nie było dobrze... Kielich definitywnie zmutował i nie zachował swojej pięknej formy. Tej nienaruszonej. Skrzywił się kwaśno, w ten sposób kwitując swoje niepowodzenie, po czym westchnął głośno.
- Da się to odkręcić? - Mruknął prosząc Odeye po raz kolejny o przysługę. Nie wiedział jakiego czaru powinien w tym przypadku użyć. Może było jakieś kontr zaklęcie do transmutacyjnych wtop.  

Względem wspomnień z wakacji, kiedy ten temat tylko wdzierał się w przerwach od nauki do ich dyskusji, ten od razu uśmiechał się pod nosem. To było naprawdę ciekawe przeżycie - takie, o którym mógł opowiadać i opowiadać.  
- No więc tak... Nikola zaciągnął mnie na jakiś wrak statku. Trzeba było poświęcić trochę krwi, żeby wejść. Oczywiście, że poświeciłem się ja. - Komentował na bieżąco uzupełniając przy okazji notatki. - Po czym po zejściu pod pokład zaatakował nas nie nikt inny jak sam inferius. Do tej pory jestem pod wrażeniem, że tak poobijany Nikola zaniósł moje ciało do miejscowego uzdrowiciela. Ale było blisko.

Może to wspomnienie nie należało do najprzyjemniejszych, ale ciągnęło za sobą morał, a to już było dość istotne. Bądź co bądź po prostu wiedzieli, że nie są gotowi na starcie z takim potworem i pozostawało im się jeszcze dużo dokształcić. W przeciwnym wypadku... Następnym razem może nie być tak dobrze.  
- A ferie... Hmm. Może Arktyka? - Zagadnął nie będąc pewien. W sumie z chęcią zobaczyłby śnieg z prawdziwego zdarzenia, a nie taki, który rozmemłany jest z błotem, bądź roztapia się szybko.  


@Odeya Worthington
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Odeya Worthington

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 163cm
C. szczególne : nietypowa izraelska uroda
Galeony : 347
  Liczba postów : 464
https://www.czarodzieje.org/t19111-odeya-worthington
https://www.czarodzieje.org/t19118-korespondencja-ode-prosto-ze-szponow-temidy#556410
https://www.czarodzieje.org/t19119-relacje-ode#556434
https://www.czarodzieje.org/t19113-odeya-worthington#556145
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyWto 29 Wrz 2020 - 22:21;

Panna Worthington także nigdy nie garnęła się do nauki i nawet nie myślała, żeby przesiadywać nad książkami, kiedy można było robić w tym czasie tyle innych, ciekawszych rzeczy (zwłaszcza ostatniego dnia wakacji). Jej znajomi pewnie też nie uwierzyliby w to, że z własnej, nieprzymuszonej woli, będąc w Londynie postanowiła ćwiczyć zaklęcie Geminio. Jednak transmutacja zawsze sprawiała jej przyjemność. Może dlatego, że w większości przypadków jej wychodziła, w przeciwieństwie do machania różdżką nad kociołkiem...
Uważała Cassa za naprawdę pojętnego chłopaka i mimo, że z początku zaklęcia mu nie wychodziły, była pewna, że jeśli tylko poświęci im odpowiednią ilość czasu, aby je potrenować, będzie widział efekty swojej pracy. Uważnie przyglądała się temu jak chłopak unosi różdżkę, aby za moment wypowiedzieć formułę zaklęcia i wykonać odpowiedni gest. Jednak ruch, który wykonał nie do końca był taki jak powinien i w efekcie stał przed nimi "zlepek" dwóch kielichów. Przeniósłszy wzrok ze zniekształconego naczynia na kolegę, wzruszyła ramionami.
- Nie mam pojęcia - wyznała cicho, jednak po chwili zaśmiała się - Odłóżmy to na bok. Może ktoś z personelu będzie potrafił to odczarować - dodała po chwili przesuwając puchar gdzieś na inny stolik, z którego pożyczyła sobie szklaną cukiernicę. Położyła ją obok takiej samej, którą mieli na swoim stole.
- Dobra. Spróbuj z tym. Popatrz jeszcze raz. - odezwała się, najpierw wskazując na niewielkie pojemniki, aby chwilę później unieść różdżkę i wykonać ponownie pożądany ruch nadgarstkiem. - Dawaj najpierw na sucho. Pokaż... Ooo, dobrze... - mówiła, kiedy odwzorował jej gest i machnęła ręką na cukiernice, zachęcając go do spróbowania zaklęcia na nich.
Jej oczy robiły się coraz większe z każdą sekundą, kiedy słuchała opowieści Cassiana. Myślała, że tylko ona miała ryzykowne wakacje, przez co nabawiła się niebezpiecznej klątwy, ale spotkanie z inferiusami zdecydowanie rozwaliło system.
- Merlinie, czy Wy jesteście normalni? - wypaliła, patrząc na niego z niedowierzaniem - Ja to już po tej krwi uznałabym, ze coś tu jest nie halo i wycofała się. Chłopie, to mogło się skończyć naprawdę źle... - przyznała, zupełnie rozbita tym, że chłopaki postanowili aż tak ryzykować. O ile ktoś uczył się na błędach i wyciągał odpowiednie wnioski, takie wydarzenia były cenne. Jednak Ode wolała nie myśleć co byłoby gdyby to potoczyło się inaczej.
- O, to byłoby super! Chciałabym nauczyć się jeździć na nartach - - odezwała się, pełna entuzjazmu, patrząc gdzieś w okno z rozmarzeniem w oczach. Ona także nie kojarzyła zimy z prawdziwym śnieżnym szaleństwem, więc fajnie byłoby, gdyby szkoła zafundowała im coś takiego w przerwie międzysemestralnej.

Rzuć kostką k6

2,3,4,5 - idealnie odwzorowałeś ruch nadgarstkiem, który w połączeniu z prawidłową inkantacją poskutkował złączeniem się dwóch przedmiotów w jedność
1,6 - dłoń zadrżała Ci przy machnięciu różdżką, co mimo prawidłowego gestu poskutkowało scaleniem cukiernic w jedną, która posiadała znaczącą rysę na jednej ze ścianek z boku, aczkolwiek przedmiot był pozbawiony deformacji, dokładnie taki jaki miał być, nie licząc niewielkiej skazy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassian H. Beaumont

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 170
C. szczególne : Średniej wielkości znamię w kształcie krzyża pod okiem; Silny, szkocki akcent
Galeony : 312
  Liczba postów : 264
https://www.czarodzieje.org/t19364-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19441-poczta-cassiana#574233
https://www.czarodzieje.org/t19439-cassiano
https://www.czarodzieje.org/t19421-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19442-cassian-hector-beaumont-dzien
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyNie 4 Paź 2020 - 16:40;

Kostki: 5

Były takie dziedziny magii, które wszystkim przychodziły równie trudno i trzeba było się nad nimi mocno napracować, żeby cokolwiek w nich osiągnąć. Do tej kategorii niewątpliwie zaliczano tak eliksiry jak i transmutację. Niemniej jednak... Jedna wychodziła Cassianowi zdecydowanie bardziej niż druga. Doceniał, że przy magicznych miksturach liczy się staranność, bez zbytniego machania różdżką, siła pracy umysłu i własnych dłoni. Niemniej w Transmutacji kryła się pewna tajemnica, która kusiła i nęciła każdego podróżnika przez magię. Była skomplikowana i złożona. Zakrawała o sztukę tak skomplikowaną, że większość poddawała ją w toku swojej edukacji, nie chcąc by w pewnym momencie napotkali mur, nie do przeskoczenia. Regularna nauka była do niej obowiązkowa, by zaległości, takie jakie miał chłopak, nie nawarstwiały się, a o te był łatwo. Tym bardziej wzbudzało się w gryfonie poczucie obowiązku, że powinien nadrobić to tak szybko jak tylko możliwe.  

Cassian zaśmiał się, kiedy Odeya postanowiła szybko podmienić niesprawny puchar, na drugą z cukiernic. Faktycznie, niektóre rzeczy, wydawać by się mogło proste, przy transmutacji wyglądały jak karykatury. O tyle o ile przy zwykłych zaklęciach po prostu nie było efektu żadnego tudzież coś cię poraziło, bądź zwęgliło brwi, o tyle przy tej magicznej dziedzinie pokraczne karykatury i pastisze zaklęć wyglądały dość złowrogo. Chłopak jeszcze raz powtórzył za dziewczyną ruch różdżką i dokładnie przeliterował inkantację. Teraz wydawało mu się, że jest dobrze.  
- Merginio! - Tym razem cukiernice w idealny sposób wręcz się ze sobą połączyły. Gryfon nie wierząc, że mu się udało pochwycił ja w swoje ręce i uważnie obejrzał z każdej strony chcąc dopatrzeć się jakiejkolwiek skazy czy wybrakowania. Na całe szczęście, nic z podobnych rzeczy nie znalazł. - Nareszcie... - Westchnął zadowolony.  

Temat ferii zimowych pozostawał u chłopaka w dość sporym zawieszeniu. Nie wiedział, czy powinien ponownie rezygnować ze spędzenia czasu w ciemiężącym go domu. Nie mógł i nie powinien z dnia na dzień odsunąć swojej rodziny na bok, a jednak... Czuł się stokroć szczęśliwszy będąc ze znajomymi niźli ze swoim zazdrosnym rodzeństwem.  
- Ja wolałbym nie ryzykować... Chociaż połamane nogi to lepsze niż śmierć od czarno magicznej kreatury. - Powiedział pół żartem, a półserio uśmiechając się pod nosem. - A co do Luizjany... No teraz już bym tego nie powtórzył. Względem krwi to powiem ci, że myślałem, że... W sumie to nie myślałem. Chciałem tam wejść i to była jedyna rzecz tkwiąca w głowie.  

Przyznanie się do własnej bezmyślności nigdy nie przychodziło łatwo, niemniej wiedział, że to była tylko i wyłącznie ich wina i naprawdę nie powinni tak bardzo ryzykować swojego życia. Nie tak jak wtedy.
- Dziękuję bardzo za pomoc. - Powiedział kłaniając się głową w jej kierunku i powoli zgarniał pergaminy do swojej torby. - Gotowa na rok szkolny?


@Odeya Worthington
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Odeya Worthington

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 163cm
C. szczególne : nietypowa izraelska uroda
Galeony : 347
  Liczba postów : 464
https://www.czarodzieje.org/t19111-odeya-worthington
https://www.czarodzieje.org/t19118-korespondencja-ode-prosto-ze-szponow-temidy#556410
https://www.czarodzieje.org/t19119-relacje-ode#556434
https://www.czarodzieje.org/t19113-odeya-worthington#556145
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySro 7 Paź 2020 - 17:50;

Nie przepadała za eliksirami i można było zaryzykować stwierdzeniem, że gardziła tym przedmiotem, bo zwyczajnie nie miała talentu do warzenia magicznych mikstur i wszystkie jej starania kończyły się zawsze podobnie. Zawsze albo coś niekontrolowanie zwiększało swoją objętość, dosłownie wyłażąc z kociołka, albo nagle wyparowywało, zostawiając jedynie smołę na dnie, albo eksplodowało... Po prostu się do tego nie nadawała. Były inne rzeczy, z którymi czuła się znacznie lepiej, dlatego dlaczego miałaby się zmuszać do machania różdżką nad kociołkiem. Mogła ten czas spędzić na przykład na ćwiczeniu zaklęć z transmutacji, tak jak robiła to właśnie teraz z Cassianem.
Klasnęła ponownie w dłonie, zachwycona efektami zaklęcia bruneta, którego czar idealnie zadział, łącząc dwie cukiernice w jedną. Tak jak się spodziewała robił postępy, a to dlatego, że był pojętny i zwracał uwagę na swoje poprzednie błędy.
- Brawo - pochwaliła go z entuzjazmem, widząc widoczną ulgę na jego twarzy, kiedy oglądał z bliska przedmiot, doszukując się jakichś niedociągnięć. - Teraz to już kwestia wyrobienia sobie nawyku tego ruchu - dodała jeszcze po chwili, bawiąc się się swoją różdżką.
Sama nie wiedziała jeszcze czy przerwę zimową spędzi w Cardiff czy wyjedzie ze szkołą. Z jednej strony chciałaby spróbować spędzić ten czas ze znajomymi jednak z drugiej, nie może sobie wyobrazić świąt bez rodziny. Ale perspektywa wycieczki gdzieś w jakieś fascynujące miejsce jest taka kusząca...
- Hmm, może to jakiś urok, nakazywał Ci za wszelką cenę w to brnąć. Wiesz ludzkie odruchy nakazują uciekać jak coś złego się dzieje, a Wy mimo wszystko tam weszliście... - gdybała, próbując jakoś sobie wytłumaczyć zachowanie chłopaków - Tam działała inna magia. Znacznie silniejsza niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni, mam wrażenie - odezwała się jeszcze, zanim Gryfon zaczął uprzątać stolik.
- Nie ma sprawy. Polecam się na przyszłość. - odparła z uśmiechem, sama wstając i przeciągając się. - Nie, nigdy nie jestem gotowa na lekcje, prace domowe i obowiązki. Ale pocieszam się tym, że będziemy się dobrze bawić. Bo Hogwarcie człowiek nigdy się nie nudzi - przyznała optymistycznie. Nie minęło kilka minut, jak zebrali się z miejsca i wyszli w lokalu każdy w swoją stronę.

//zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej. Przyjacielski, miły, jak również poukładany. Co jakiś czas popija mniej znane eliksiry.
Galeony : 1218
  Liczba postów : 1285
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon 19 Paź 2020 - 1:37;

Zauważyłam Twoją poprawę, Matthew. Czy jest coś, czym chciałbyś się ze mną podzielić?
Słowa magipsychiatry rozbrzmiewały w jego głowie w sposób dość nagminny; może nie aż tak, ale jednak zauważalny, subtelny oraz delikatny. Opuszczenie gabinetu powodowało zawsze chwile zwątpienia, aczkolwiek pozwalało mu stać się lepszym człowiekiem. Stabilniejszy, a to się w jego przypadku głównie liczyło. Próba samobójcza, jaką to sam na sobie przeprowadził, w akcie bezradności oraz bezsilności była czymś w rodzaju chęci wymierzenia sobie kary za własne błędy. Obudzenie się w wannie, zobaczenie, jak z żył na nadgarstkach sączy się krew, a także zaniepokojenie całej ekipy, którą to zgarnął z ulic oraz adoptował, przyczyniły się do uczucia powiązanego z ochlapaniem twarzy zimną wodą. Niestety, ale nie wszystko był w stanie rozwiązać samodzielnie; kiedy Dima zniknął, znów był sam. Nawet pisanie listów, które to zawsze starał się dostarczać na czas, nie sprawiało mu takiej satysfakcji. Zatracenie w pracy oraz rutynie potęgowało się do momentu, dopóki to ludzie z jego pracy nie postanowili się na nim zemścić i tym samym oznajmić argumentami zaciśniętej pięści, że do nich nie pasuje. Nie miał łatwo; dopiero rozmowa z kimś z zewnątrz pozwoliła mu odkryć swój potencjał.
Niekiedy pergamin został dostarczony przez osoby, o których to nie zapomniał, a bardziej odłożył na bok, kiedy proste życzenia świąteczne sprowadzały się do jednej i tej samej formułki. I mimo że miał dziwne przeczucie, iż jego przyjaciel z tamtego okresu napisze, to jednak... nie oddawał się temu wszystkiemu aż tak. Dopiero pochwycenie listu, zapoznanie się z jego strukturą, badając opuszkami palców materiał oraz przygotowanie odpowiedniej odpowiedzi utwierdziły go w fakcie, że Hux rzeczywiście postanowił napisać, a i nie znajduje się jakoś specjalnie daleko. Tym bardziej, że po długim pobycie we Francji zdecydował się na powrót do melancholii Wysp Brytyjskich.
Nie bez powodu postanowił umówić się z nim na spotkanie, siedząc dość długo przed lustrem, które to przedstawiało jego sylwetkę. Z dnia na dzień coraz lepiej; widoczny zarost mógł być zdziwieniem, kiedy to wcześniej za nim nie przepadał, tak samo rysy twarzy, które były znacznie starsze. Po tylu latach spotkanie mogło być ewenementem, dziwną próbą poznania siebie od całkowicie innych stron, a także czymś sukcesywnym. Nie bez powodu ubrał dość prostą, białą koszulę, ciemne spodnie oraz długi płaszcz. Dbanie o siebie, mimo że mogło zostać odebrane negatywnie, było dla niego wyjątkowo ważne. Pokazywało, że jest w stanie wpłynąć na bycie postrzeganym, a także na własne samopoczucie. Jeżeli czuł się w jakikolwiek sposób atrakcyjny dla samego siebie, mógł uznać to za sukces.
Nie spóźnił się, a bardziej udał się na miejsce na styk; licząc tym samym na znalezienie tej znanej twarzy wśród tłumu. Miejsce to sobie wybrali, nie ma co; Matthew nie czuł się aż tak pewnie w takim ścisku, kiedy to przekroczył próg Dziurawego Kotła w Londynie, jakoby będąc tam trochę zagubiony. Nie bez powodu szukał jego, Huxa, powoli, aczkolwiek dość zdeterminowanie, jakoby próbując wykonać zadanie zlecone przez magipsychiatrę, przedzierał się przez kolejne osoby, by następnie zauważyć jedną, charakterystyczną, odwróconą do niego plecami. Nie wiedział, ale dziwne przeczucie kazało mu zaczepić; wyciągnął z tyłu dłoń, przez chwilę się wahając, by tym samym, kiedy wreszcie udało mu się przekroczyć własne bariery, wziąć głębszy wdech oraz wypowiedzieć jedno słowo, zanim w pełnej krasie ujrzał twarz. — Hux...? — niezbyt pewnie, trzymając drugą dłoń blisko siebie, postanowił powiedzieć cokolwiek do tejże osoby, by się przypadkiem nie okazało, że tak naprawdę niszczy mury prywatności cudzych ludzi.

@Huxley Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 104
  Liczba postów : 216
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Moderator




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon 19 Paź 2020 - 2:05;

Przez powrót z Francji musiałem rozważyć wiele rzeczy i spraw, którym wcześniej pozwoliłem spokojnie odejść w zapomnienie. Tego tyczyła się moja rodzina, którą okazało się miałem wiele w samym Hogwarcie, dawne związki, które również się tam znalazły, a także zapomniane przyjaźnie, które postanowiłem odnowić. Miałem całkiem duże grono osób do których mogłem się odezwać, jednak w większości z nich… cóż miałem wrażenie, że zwyczajnie nie mam na to ochoty. Wiele z moich rówieśników obecnie założyło rodziny, miało dzieci, które uczyłem Hogwarcie, wiedziałem jacy byli wtedy i nie sądziłem, że cokolwiek ciekawego wyniosę z ponownych spotkań z nimi. Jednak Matt był osobą, która naprawdę lubiłem podczas naszej wspólnej pracy na tyle, że osiągnęliśmy wtedy coś co można było nazwać przyjaźnią, którą pielęgnowaliśmy jakiś czas, przez który właśnie też przestaliśmy być ze sobą bliżej. Nie wiedziałem wiele o tym co się u niego dzieje, jednak zaryzykowałem listem, który okazał się być miło przyjęty i z całkiem dużą ekscytacją zapatrywałem się na nasze spotkanie.
W barze był tłum i z mniejszą lub większą gracją próbowałem przecisnąć się między tłumem ludzi. Zamawiam sobie jakieś pierwsze lepsze piwo przy barze i ściągam swój płaszcz, rzucając go na stołek obok, który właśnie został zwolniony, by zarezerwować miejsce mojemu towarzyszowi. Z mojej koszulki wychodzę delikatne kwiaty, które znikają kiedy tylko ktoś próbuje je dotknąć. Zaś na moich przedramionach tańczą wesoło kolorowe tatuaże.Biorę zaledwie pierwszy łyk piwa, kiedy słyszę swoje imię za swoimi plecami.
Hux?
Odwracam się i widzę starego (już jak ja!) znajomego na co uśmiecham się radośnie.
- Matthew!- mówię wesoło i nie przejmując się jak ty prywatnością czy przestrzenią osobistą, o którą i tak trudno jest w tym miejscu, obejmuję cię przyjaźnie w chwilowym uścisku. Kiedy się oddalam, ściągam mój kolorowy płaszcz ze stołka, by wskazać zarezerwowana dla ciebie miejsce. - Co chcesz? - pytam wskazując na bar, mimo to bardziej koncentrując się na starym znajomym. - Na spalone feniksy, masz zarost, trochę widać twój wiek, ale jesteś jak w tym powiedzeniu o kobietach i winie. Mój zarost nadal wyglądałby jak u nastolatka, gdybym jednak postanowił go zapuścić, a na Tobie wygląda dobrze!  - mówię i śmieję się lekko trącając cię kolanem.
- Jak tam żyjesz? Co teraz robisz? Ile masz dzieci albo ile kotów? Opowiadaj! - mówię teraz widocznie podekscytowany spotkaniem. Zastanawiam się jak bardzo widzisz, że się postarzałem, schudłem, ile więcej mam tatuaży niż ostatnio. Drobne rzeczy o których myślę od kiedy wróciłem do Anglii.

@Matthew Alexander

______________________

Every day is Halloween isn't it? For some of us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej. Przyjacielski, miły, jak również poukładany. Co jakiś czas popija mniej znane eliksiry.
Galeony : 1218
  Liczba postów : 1285
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon 19 Paź 2020 - 2:27;

Matthew, mimo szczerych chęci, tak naprawdę nie miał nikogo bliskiego przy sobie. Znacząco różnił się od ludzi, którymi się otaczał; nie mówiąc o kontakcie fizycznym z innymi ludźmi, a co dopiero o jakimkolwiek potomstwie oraz przekazywaniu genów. Po samej jego postawie ciała było widać, że cząstka starego uzdrowiciela nadal się w nim znajdowała, jakby nie mogąc opuścić własnego wstydu oraz poniekąd samooceny. Starał się, i to bardzo. Niestety, niektóre myśli tak pasożytują na umyśle, że zwyczajnie odbierają pojęcie normalnego i zdrowego podejścia do wszystkiego. Nie bez powodu zielonkawe oczy bacznie obserwowały ludzi w tym ścisku, którego nie lubił, a jeszcze bardziej wypatrywał przyjaciela, z którym to się umówił. Odnowienie starych znajomości było jedną z form terapiii; posiadanie kogokolwiek, komu można zwierzyć się z problemów, pozwala poczuć wyjątkową ulgę. Poza tym, im więcej będzie oddawał się w relacje społeczne, tym bardziej przyzwyczai się do obecności ludzi w swoim życiu. A jednym z nich, z lat dość młodzieńczych, był właśnie Huxley, z którym to się trzymał, dopóki dorosłość nie chwyciła ich w swoje szpony. Jeden za granicą, drugi oddany pracy, zatracający się w jej bezwzględną rutynę.
Nie bez powodu ścisk, którego zaznał do przyjaciela, był dla niego trochę nieswój. I nawet jeżeli próbował zrobić wszystko, by tego uczucia się pozbyć, kiedy to zauważył przemienioną od przepływu lat twarz, a także większą ilość tatuaży snujących się mniej lub bardziej energicznie po ciele, trudno było to tak naprawdę odrzucić. Nie bez powodu uścisk był z jego strony trochę nienaturalny, kiedy to skupił spojrzenie zaciekawione, zaintrygowane na przyjacielu po fachu, aczkolwiek ostatecznie szczery. Na pewno bez żadnych złych intencji, nawet jeżeli Alexander będzie musiał przyzwyczaić się do obcowania ze starą, ale w sumie to nową jednostką. Podniósł łagodnie kąciki ust do góry, zajmując miejsce tuż nieopodal Williamsa. — Najzwyklejsze piwo, tak sądzę...? — nie był pewien co do swojej decyzji, ale końcowy wybór pozostawił w jego rękach, kiedy to nie zamierzał skupiać swojej uwagi głównie na wyborze poszczególnego trunku. Miał inne, ważniejsze rzeczy; nie bez powodu obręcze tęczówek starały się wybadać każdą nową zmianę u kiedyś znacznie starszego przyjaciela. Teraz ta różnica zacierała się. — Naprawdę? Nie uważam, żeby twój zarost był gorszy od mojego, być może to kwestia gustu, a nie tylko genów? — uśmiechnął się i wzruszył ramionami, kiedy to chwycił za napój i sączył z niego jeden, prosty łyk. Nie sądził, aby broda przyjaciela była gorsza; po prostu mu pasowała. Kiedyś Matthew unikał zarostu, dopiero od niedawna nauczył się o niego dbać; jak o wszystko inne, zresztą.
Myślę, że jest dobrze. Co prawda trochę natłok pracy na Mungu, ale to już chyba normalność w tym zawodzie. — Alexander był właśnie tą jedną, nieśmiałą jednostką, która mimo wszystko i wbrew wszystkiemu odpowiadała grzecznie na pytania. Trochę we własną historię nie zamierzał się zagłębiać, bo kłamstwo w żywe oczy mu zwyczajnie nie wychodziło, dlatego użył słowa "myślę" i mimowolnie spojrzał na ułamek sekundy na miejsca, gdzie znajdowały się blizny. Było to jednak na tyle subtelne oraz krótkie, iż nie powinno zwrócić uwagi. — Uzdrowiciel dyżurny na oddziale urazów magizoologicznych, właściciel siedmiu zwierzaków, bez dzieci... w tym tylko jednego kota, o ile nie liczymy pałętających się pod domem. — ta rozmowa była dla niego naprawdę miłą odskocznią, w związku z czym nie bez powodu nie ukrywał swojej ekscytacji, poruszając w jednym, nieustannym rytmie własną podeszwą buta, kiedy to odstawił kufel w bezpieczne miejsce. Złocista substancja, okalającą szklanki naczynia, zdawała się poniekąd błyszczeć. — A u ciebie? Dlaczego zdecydowałeś się wrócić? Oczywiście nie nalegam, ale... powodami się nie chwaliłeś. Tatuaże? Całkiem sporej ilości się ich narobiłeś. — łagodne spojrzenie, udowadniające to, że nie musi udzielać odpowiedzi, jeżeli jest niewygodna, spotkało się na krótki moment z jego. Kiwnął jednocześnie głową w stronę snujących się magicznych dzieł. Utrzymywanie stałego kontaktu wzrokowego przy rozmowie było jego największą bolączką, nawet jeżeli starał się nie uciekać spojrzeniem w całkowicie inne miejsce.

@Huxley Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 104
  Liczba postów : 216
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Moderator




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon 19 Paź 2020 - 2:46;

W moim przypadku od śmierci żony znacznie trudniej było mi z powrotem nawiązywać kontakty. Wbrew pozorom nie tylko te romantyczne, one oczywiście ucierpiały na tyle, że trudno romantycznymi je tak naprawdę nazwać; to raczej przelotne znajomości, których nawet nie miałem ochoty podtrzymywać, wynikające jedyne z mijających dni i jakichś chwilowych potrzeb, nie nic konkretnego. Ale zauważyłem, że nawet moje przyjaźnie we Francji nie były takie jak tutaj. Jakby po śmierci mojej drugiej połówki poczułem znaczący dystans. Nawet moi i jej wspólnie znajomi wydawali się być już znacznie bardziej odlegli, inni. Może też dlatego postanowiłem wrócić do Anglii, gdzie moje korzenie, znajomi, przyjaciele, wszystko to wydawało się być jakoś twardsze. Tak jak Alexander, mimo że nie widzieliśmy się już tyle czasu.
Nawet jeśli uścisk Matta był dość nieśmiały i niezbyt pewny, ja jak zwykle nadrabiałem swoim animuszem i bezproblemowemu pojęciu jakiejkolwiek bliskości. Wiem też, że nie wszyscy są tak otwarci jak ja i z pewnością mój przyjaciel jest jedną z osób, której do mojego pojmowania świata jest bardzo daleko. Jednak wcale mi to nie przeszkadza.
- Jasne - mówię na jego wybór, bo ja również specjalnie nie znałem się na alkoholach i nigdy się tym specjalnie nie przejmowałem i wziąłem mu po prostu to samo co mi. Śmieję się na ten poniekąd komplement z ust Alexandra i kręcę lekko głową. - Może i gustu. A może twarzy. Z moją chudą mordą każdy zarost wygląda na zbyt duży, a bez niego wyglądam na zbyt starego, więc po prostu nie mam dobrej alternatywy - mówię tak naprawdę nieszczególnie przejęty tymi szczegółami w moim wyglądzie, więc odrobinę chichoczę na to pod nosem. Jeśli miałbym wybierać to co się przejmuję bardziej to z pewnością zmarszczki, zmęczone dłonie i ogólne fakt, że czułem się coraz starszy. Szczególnie wśród bardzo młodej kadry nauczycieli w Hogwarcie.
- Taaak, myślałem, żeby wrócić do Munga, ale przyzwyczaiłem się do ucznia i po śmierci żony nie wiem czy potrafiłbym wrócić do jakiegokolwiek szpitala. Już nawet Skrzydło Szpitalne mnie czasem męczy - przyznaję i biorę łyk piwa. Nie chcę słyszeć żadnych przykro mi ani innych wyświechtanych kwestii, mówię tylko fakty; poniekąd też lekko się usprawiedliwiam, dlaczego wcale nie wróciłem do uzdrawiania w pełnej krasie. I faktycznie na razie nie zauważam żadnych blizn ani nic w tym stylu, nawet nie myśląc o tym, że powinienem zwracać większą uwagę na szczegóły u przyjaciela.
- Aaaa, czyli nie zmieniło się aż tak wiele! Hej, ja też bez dzieci i na dodatek bez zwierząt, więc gorzej niż ty. Nawet jeszcze mieszkania nie mam, tylko nocuję w szkole albo mam część rzeczy i Perpetui - mówię też co u mnie, nie wiedząc, że w przypadku Matta sporo się mylę jeśli chodzi o brak zmian . - W sensie daje mi pomieszkiwać u siebie, póki w końcu nie znajdę czegoś na stałe. Nawet nie jestem pewny gdzie bym wolał szukać czegoś! - dodaję jeszcze, bo pomyślałem, że zabrzmiało to jakbym wrócił do Anglii i wziął od razu ślub z Perpą czy coś. Na pytanie dlaczego wróciłem wzruszam lekko ramionami. Zwyczajnie trudno mi było na to szczerze odpowiedzieć, nie wiem czy bo nie chciałem, czy po prostu nie umiałem tego dobrze wytłumaczyć. - Nic mnie już nie trzymało we Francji - mówię w końcu szczerze, biorąc większy łyk piwka. Zaś na słowa o tatuażach parskam lekko śmiechem i kiwam głową. - To prawda, kompletnie mi odbiło w pewnym momencie. Wbrew pozorom są części ciała na których widać jeszcze moją skórę, oprócz twarzy i szyi! - dodaję podwijając rękawy gdzie biegały najróżniejsze wzory. To wcale nie wskazywało na to, że zostało mi jakiekolwiek miejsce. - Lubię je. Czuję, że żyję kiedy widzę jak po mnie biegają - stwierdzam lekko przesuwając długim palcem po roślinie, która poruszała się na moich dłoniach bardzo delikatnie, bo zwyczajnie zasłaniała też bliznę po jakimś felernym eliksirze.

@Matthew Alexander

______________________

Every day is Halloween isn't it? For some of us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej. Przyjacielski, miły, jak również poukładany. Co jakiś czas popija mniej znane eliksiry.
Galeony : 1218
  Liczba postów : 1285
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon 19 Paź 2020 - 19:01;

Matthew od początku miał problemy z nawiązywaniem kontaktów. Nie dopuszczając do siebie na bliski dystans zbyt wielu osób, nie była to jednak forma samoobrony, a raczej czystego charakteru i wstydliwości. O ile jest w stanie posiadać naprawdę wielu znajomych, tak naprawdę zdobycie przyjaciół jest dla niego trudne. Ostatnim z nich był Daniel, u którego wykrył wzmożoną satysfakcję z wbijania w czyiś umysł szpilek. Nie bez powodu ograniczył z nim trochę kontakt, a teraz, jakby coś się stało, ograniczył się do niezbędnego minimum. Alexandra to zastanawiało - nie wiedział tak naprawdę, co się stało, ale nie chciał się wtryniać z butami w prywatne życie ludzi. Dlatego, z widoczną poniekąd radością, przyjął propozycję od Huxa w postaci spędzenia chwili czasu nad kuflem piwa bądź jakiegokolwiek innego alkoholu. Uzdrowiciel doskonale wiedział i zdawał sobie sprawę z tego, że powinien unikać używek, ale od czasu do czasu niskoprocentowy napój mu nie zaszkodzi; tym bardziej, iż whisky nie opróżniało się teraz aż tak szybko. Zostawił je na jakieś poszczególne okazje.
Utrzymywanie bliskości także dla niego jest nowym ewenementem, aczkolwiek miłym. Nie bez powodu przejście do rozmowy, mimo że nie czuł się aż tak pewnie przy kontakcie, zdawało się być łatwiejsze. Starał się posłuchać rad psycholog, w związku z czym trochę bił się sam z sobą w myślach, aczkolwiek zauważał znaczną poprawę, z której był dumny. Nawet feniks odżył; oczywiście go tutaj nie miał, ale na mieszkaniu wydawał się być żywszy, bardziej ciekawski, a przede wszystkim energiczny. Lojalne stworzenie dość często go nie opuszczało, ale w Dziurawym Kotle przemieszczanie się z ognistym ptakiem na ramieniu mogło być wyjątkowo utrudnione.
Matthew posłał krótki uśmiech w stronę dawnego przyjaciela, bez problemu przyjmując w swoje dość zapracowane dłonie kufel z napojem. Reakcja śmiania się trochę wprawiła go w zakłopotanie, ale starał się tego nie okazywać, spoglądając raz to na złocistą ciecz, raz to na Williamsa, który nie wydawał się być skrępowany. To dobrze. — pomyślał sam uzdrowiciel, bo łatwiej jest, gdy ktoś go próbuje ciągnąć za język. Rozpoczynanie rozmowy nigdy nie było czymś specjalnie przez niego lubianym, ale poprzez dobry zmysł empatii był w stanie wyczuć naprawdę wiele. I na następne słowa nie wiedział, co ma odpowiedzieć, starając się zebrać w sobie jakieś zdanie. — No to uznajmy szczerze, że obecna jest najbardziej korzystna. — rzucił, podnosząc kąciki ust delikatnie do góry, by następnie wsłuchać się w następne słowa. Sam Matthew nie czuł upływu wieku, chociaż ciało jeszcze całkiem nieźle się trzymało. Pomimo obrażeń, pomimo skrzywienia, jakie to posiadał na umyśle.
Jak w ogóle w Hogwarcie? Uczniowie tak samo krnąbrni i niedojrzali jak my wcześniej... czy jest znacznie gorzej i muszę bać się o jakąś konkurencję, o której nawet nie wiem? — starał się nie rozpoczynać tematu żony, wiedząc doskonale, że niektórych ran nie warto rozdrapywać. Reakcja ciała, jak i emocje, którymi otaczał się Huxley, pokazywały mu to. Opadnięcie entuzjazmu, minimalne być może, ale widoczne; nie zamierzał.
Sam natomiast był grzeczny, ale każdy przecież miał coś za uszami. On za uszami miał to, że nie chwalił się tym, iż Ślizgoni go lali po kątach, do czego, zresztą niezbyt chętnie i tak się przyznawał. Nie osądzał jednak ich jedną miarą, do każdego podchodząc ze szczególną troską. Chociażby sytuacja z Thomenem lub innymi dawała mu jasno do zrozumienia, że nie należy wsadzać wszystkich do jednego wora. Albo Cortezem. — Czy ja wiem, czy gorzej? Każde zwierzę to w sumie kolejny obowiązek. — uśmiechnąwszy się, być może Hux nie był świadom zmian, jakie przechodził, co nie zmienia faktu, iż nie posądzał go o to. W sumie, lepiej dla niego, żeby nie chwalić się niektórymi ciekawostkami. — A to wiadomo. Myślałeś, żeby żyć z mugolami czy jednak wolałbyś trochę po czarodziejsku? — pytanie proste, mające na celu dowiedzieć się czegoś więcej o potencjalnym miejscu do zamieszkania, wynikało z tego, że nie zawsze przedstawiciele świata czarodziejskiego chcą tak naprawdę poddawać się w pełni temu, co ma im do zaoferowania magia. Niektórzy, tak jak on, wolą mugolskie wynalazki. Na odpowiedź o tym, że nic nie trzymało przyjaciela we Francji, kiwnął głową.
W to nie wątpię. — rzucił prosto, aczkolwiek w miły sposób. O niektórych rzeczach wolałby nie wiedzieć, ale wierzył, że są części ciała, których zwyczajnie Hux sobie nie wytatuował. Prosty łyk piwa pozwolił mu zgasić niektóre myśli, by tym samym powrócić do rozmowy, przyglądając się jednemu z magicznych perełek na skórze Williamsa. Ciekawiły go, a spojrzenie jasnych tęczówek na chwilę utknęło właśnie na roślinie. — Czujesz, jak się one poruszają czy jednak niezbyt? To znaczy się, nigdy nie posiadałem żadnego tatuażu, dlatego pytam. Poniekąd chciałem, ale uznałem... że chyba na razie wolę się wstrzymać z decyzją. — uśmiechnął się delikatnie, przypominając sobie o miejscach, w których wolałby ukryć własną przeszłość za pomocą odpowiednio dobranych symboli. Jakby nie było, blizny, źle zaleczone, wyglądały nieciekawie. Gdyby próbował to poprawić, na pewno skończyłoby się to na czymś w postaci większych śladów.

@Huxley Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8








Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Bar i stoliki w Dziurawym Kotle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 25 z 25Strona 25 z 25 Previous  1 ... 14 ... 23, 24, 25

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
dziurawy kociol
-