Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Bar i stoliki w Dziurawym Kotle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 25 z 26 Previous  1 ... 14 ... 24, 25, 26  Next
AutorWiadomość


avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Galeony : -16
  Liczba postów : 974
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySob Cze 12 2010, 13:02;

First topic message reminder :


Bar i stoliki w Dziurawym Kotle

Dziurawy Kocioł mieszczący się przy ulicy Charing Cross Road jest jednym z najpopularniejszych czarodziejskich barów, wszystko za sprawą znajdującego się na jego zapleczu przejścia na ulicę Pokątną. Jest to spory bar mieszczący wiele stolików. Zawsze można tu spotkać dużo osób, a wśród nich zapewne trafi się ktoś znajomy. Na piętrze można wynająć tu niedrogo pokój. Natomiast znajdujące się na półkach różnorakie trunki od rumu po whisky, kuszą klientów.

Jagodowy jabol
Smocza Krew
Stokrotkowy Haust
Różowy Druzgotek
Ognista Whisky
Sherry
Malinowy Znikacz
Rum porzeczkowy
Papa Vodka
Tuică
Uścisk Merlina
Piwo kremowe
Dymiące Piwo Simisona
Boddingtons Pub Ale
Wino z czarnego bzu
Rdestowy Miód
Łzy Morgany le Fay

Boginy - 10g
Hogsy - 13g
Volde-Morty - 12g
Feniksowe – 13g
Lordki – 13g
Magia 69 – 14g
Pocałunek Dementora – 13g
Wynajęcie pokoju na dobę – 15g
Danie dnia (zapytaj obsługę)

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Odeya Worthington

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 163cm
C. szczególne : na szyi wisiorek z czarną perłą na srebrnym łańcuszku (prezent od Daemona; pamiątka rodzinna Avrey'ów); nietypowa izraelska uroda
Galeony : 892
  Liczba postów : 768
https://www.czarodzieje.org/t19111-odeya-worthington
https://www.czarodzieje.org/t19118-korespondencja-ode-prosto-ze-szponow-temidy#556410
https://www.czarodzieje.org/t19119-relacje-ode#556434
https://www.czarodzieje.org/t19113-odeya-worthington#556145
https://www.czarodzieje.org/t19857-odeya-worthington-dziennik#60
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyWto Wrz 22 2020, 15:42;

Trzeba było przyznać, że oboje nie należeli do grupy pilnych uczniów, którzy sami z siebie ot tak wpadli by na pomysł, żeby w któryś z ostatnich dni wakacji siąść w magicznym pubie, aby ćwiczyć zaklęcia. Rzeczywiście, niecodzienny widok. Ale skoro już się za to zabrali i mieli motywację to nauki, to czemu tego nie wykorzystać? Odwzajemniła uśmiech, który otrzymała od kolegi, po czym usłyszała pytanie co do czaru, odwracającego efekty Geminio. Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, aby odchrząknąć i przygotować się do pokazania owego zaklęcia.
- Merginio - koniuszek różdżki, wycelowany w dwa egzemplarze pucharów w następnej chwili spowodował ich scalenie, które oczywiście było pożądanym prze Ode efektem w tym momencie. - Tutaj z kolei, ważny jest ten ruch nadgarstkiem... - zaczęła, demonstrując gest, jaki musi wykonać dłoń, aby czar zadziałał. - Zobacz... taaak i tak...
U Odey z nauką na bieżąco bywało różnie, jednak akurat transmutacja była przedmiotem, który od zawsze ją interesował, dlatego starała się chodzić na lekcje i przede wszystkim uważać na nich, aby wszystkie informacje przekazywane tam mogły zostać w jej głowie na dłużej. I z czasem zauważyła, że łatwiej jej przyswajać te wszystkie wiadomości, kiedy zwyczajnie jest zaciekawiona przedmiotem, a nie tak jak w przypadku historii magii czy eliksirów. Te dziedziny kompletnie jej nie podchodziły.
Wiedziała, że wyjazd zorganizowany przez szkołę był ekscytujący, ale na pewno znalazły się wyjątki i nie wszystkim uczniom musiał przypaść do gustu. Jednak Worthington mimo wszystko miała z nim dobre wspomnienia, dlatego była ciekawa jakie wrażenia ma Cassian.
- Co Ty gadasz? Jak to "omal nie zginąłeś"? Opowiadaj. - ponagliła go. Jeśli już o tym wspomniał, nie ma szans, żeby dała mu spokój. Musi wiedzieć co takiego spotkało jego i jego przyjaciela. - No tak... Znam to. To znaczy, to poznawanie wielu ludzi. - sama od razu pomyślała o Daemonie, którego zdecydowanie poznała bardziej w Luizjanie, chociaż na początku nawet nie miała pojęcia, że jest uczniem Hogwartu. Do teraz nie wie, czy nie lepiej by było gdyby był opiekunem... Może wtedy miałaby jakiekolwiek hamulce względem niego.
- Hmm, ciekawe gdzie wymyślą ferie... - myślała na głos, łapiąc za serwetkę, aby zacząć składać z niej bliżej nieokreślony kształt. - Jak myślisz? - rzuciła po chwili, zerkając na Gryfona.


Rzuć kostką k100 (do wyniku możesz dodać swoje punkty kuferkowe z transmutacji)

Kostki:
1 - 35 - ruch który wykonałeś w ogóle nie przypominał tego, który przed momentem pokazała Ci Odeya. W chwili kiedy rzuciłeś zaklęcie, zapomniałeś kompletnie jaki gest miałeś wykonać i machnąłeś tylko byle jak różdżką; dwa kielichy, stojące przed Tobą, nawet nie drgnęły
36 - 70 - mając przed oczyma ten konkretny gest, który trzeba wykonać w powietrzu różdżką, wypowiadasz formułę zaklęcia, jednak chyba nie potrafisz odwzorować tego ruchu dokładnie, bo puchary, owszem redukują się w jedno, ale ostateczny kształt, który przybrał przedmiot, zdecydowanie nie przypomina właściwej formy tego naczynia; powstaje jeden puchar, ale zdeformowany
71 - 100 - po wykonaniu odpowiedniego ruchu nadgarstkiem i wypowiedzeniu zaklęcia, naczynia scalają się w jedno, aby po chwili na blacie drewnianego stolika mógł stać przed Tobą jeden idealny wręcz egzemplarz kielicha
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassian H. Beaumont

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 170
C. szczególne : Średniej wielkości znamię w kształcie krzyża pod okiem; Silny, szkocki akcent
Galeony : 445
  Liczba postów : 415
https://www.czarodzieje.org/t19364-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19441-poczta-cassiana#574233
https://www.czarodzieje.org/t19439-cassiano
https://www.czarodzieje.org/t19421-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19442-cassian-hector-beaumont-dzien
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyNie Wrz 27 2020, 21:56;

Kostki:50

Gdyby ktokolwiek ze znajomych Cassiana, którzy kręcili się wokół niego jeszcze dwa lata temu zobaczył go siedzącego nad stosami pergaminów i książek z transmutacji próbującego scalić dwa puchary w jeden z pewnością nie uwierzyliby od razu w ten niecodzienny widok. To jakim przez całe życie chłopak był leserem wiedzą jedynie ci, którzy widzieli, jak cudem prześlizguje się z klasy do klasy. Przychodziło mu to z niemałą łatwością i może to tutaj właśnie czaił się jakiś haczyk, jakaś przekorność losu. Ukryty talent do posiadania jakiejkolwiek wiedzy nawet w momencie, w którym wcale się jej mieć nie chce.  

Chłopak obserwował pozytywny efekt zaklęcia u Ode, a po nim posłał jej wzrok pełen uznania. Był pod wrażeniem tego, że mimo iż oboje doskonale wiedzieli, że ani jedno, ani drugie nie uchodziło za najpilniejszych uczniów to jednak którekolwiek z nich coś tam oleju w głowie jeszcze miało i jakąkolwiek wiedzę sobą reprezentowało. Cass widział już ten ruch wcześniej na zajęciach, ale kompletnie nie przykuł do niego uwagi, nie wiedzieć czemu liczył, że same słowa zadziałają. Nie pozostało mu teraz nic innego jak spróbować go odtworzyć... Co mogło przynieść różny skutek.  
- Merginio! - Powtórzył po dziewczynie tak inkantacje jak i ruch.  

Niemniej szybko się okazało, jak źle go wykonał. Nie było to może stuprocentowo złe, ale i nie było dobrze... Kielich definitywnie zmutował i nie zachował swojej pięknej formy. Tej nienaruszonej. Skrzywił się kwaśno, w ten sposób kwitując swoje niepowodzenie, po czym westchnął głośno.
- Da się to odkręcić? - Mruknął prosząc Odeye po raz kolejny o przysługę. Nie wiedział jakiego czaru powinien w tym przypadku użyć. Może było jakieś kontr zaklęcie do transmutacyjnych wtop.  

Względem wspomnień z wakacji, kiedy ten temat tylko wdzierał się w przerwach od nauki do ich dyskusji, ten od razu uśmiechał się pod nosem. To było naprawdę ciekawe przeżycie - takie, o którym mógł opowiadać i opowiadać.  
- No więc tak... Nikola zaciągnął mnie na jakiś wrak statku. Trzeba było poświęcić trochę krwi, żeby wejść. Oczywiście, że poświeciłem się ja. - Komentował na bieżąco uzupełniając przy okazji notatki. - Po czym po zejściu pod pokład zaatakował nas nie nikt inny jak sam inferius. Do tej pory jestem pod wrażeniem, że tak poobijany Nikola zaniósł moje ciało do miejscowego uzdrowiciela. Ale było blisko.

Może to wspomnienie nie należało do najprzyjemniejszych, ale ciągnęło za sobą morał, a to już było dość istotne. Bądź co bądź po prostu wiedzieli, że nie są gotowi na starcie z takim potworem i pozostawało im się jeszcze dużo dokształcić. W przeciwnym wypadku... Następnym razem może nie być tak dobrze.  
- A ferie... Hmm. Może Arktyka? - Zagadnął nie będąc pewien. W sumie z chęcią zobaczyłby śnieg z prawdziwego zdarzenia, a nie taki, który rozmemłany jest z błotem, bądź roztapia się szybko.  


@Odeya Worthington
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Odeya Worthington

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 163cm
C. szczególne : na szyi wisiorek z czarną perłą na srebrnym łańcuszku (prezent od Daemona; pamiątka rodzinna Avrey'ów); nietypowa izraelska uroda
Galeony : 892
  Liczba postów : 768
https://www.czarodzieje.org/t19111-odeya-worthington
https://www.czarodzieje.org/t19118-korespondencja-ode-prosto-ze-szponow-temidy#556410
https://www.czarodzieje.org/t19119-relacje-ode#556434
https://www.czarodzieje.org/t19113-odeya-worthington#556145
https://www.czarodzieje.org/t19857-odeya-worthington-dziennik#60
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyWto Wrz 29 2020, 22:21;

Panna Worthington także nigdy nie garnęła się do nauki i nawet nie myślała, żeby przesiadywać nad książkami, kiedy można było robić w tym czasie tyle innych, ciekawszych rzeczy (zwłaszcza ostatniego dnia wakacji). Jej znajomi pewnie też nie uwierzyliby w to, że z własnej, nieprzymuszonej woli, będąc w Londynie postanowiła ćwiczyć zaklęcie Geminio. Jednak transmutacja zawsze sprawiała jej przyjemność. Może dlatego, że w większości przypadków jej wychodziła, w przeciwieństwie do machania różdżką nad kociołkiem...
Uważała Cassa za naprawdę pojętnego chłopaka i mimo, że z początku zaklęcia mu nie wychodziły, była pewna, że jeśli tylko poświęci im odpowiednią ilość czasu, aby je potrenować, będzie widział efekty swojej pracy. Uważnie przyglądała się temu jak chłopak unosi różdżkę, aby za moment wypowiedzieć formułę zaklęcia i wykonać odpowiedni gest. Jednak ruch, który wykonał nie do końca był taki jak powinien i w efekcie stał przed nimi "zlepek" dwóch kielichów. Przeniósłszy wzrok ze zniekształconego naczynia na kolegę, wzruszyła ramionami.
- Nie mam pojęcia - wyznała cicho, jednak po chwili zaśmiała się - Odłóżmy to na bok. Może ktoś z personelu będzie potrafił to odczarować - dodała po chwili przesuwając puchar gdzieś na inny stolik, z którego pożyczyła sobie szklaną cukiernicę. Położyła ją obok takiej samej, którą mieli na swoim stole.
- Dobra. Spróbuj z tym. Popatrz jeszcze raz. - odezwała się, najpierw wskazując na niewielkie pojemniki, aby chwilę później unieść różdżkę i wykonać ponownie pożądany ruch nadgarstkiem. - Dawaj najpierw na sucho. Pokaż... Ooo, dobrze... - mówiła, kiedy odwzorował jej gest i machnęła ręką na cukiernice, zachęcając go do spróbowania zaklęcia na nich.
Jej oczy robiły się coraz większe z każdą sekundą, kiedy słuchała opowieści Cassiana. Myślała, że tylko ona miała ryzykowne wakacje, przez co nabawiła się niebezpiecznej klątwy, ale spotkanie z inferiusami zdecydowanie rozwaliło system.
- Merlinie, czy Wy jesteście normalni? - wypaliła, patrząc na niego z niedowierzaniem - Ja to już po tej krwi uznałabym, ze coś tu jest nie halo i wycofała się. Chłopie, to mogło się skończyć naprawdę źle... - przyznała, zupełnie rozbita tym, że chłopaki postanowili aż tak ryzykować. O ile ktoś uczył się na błędach i wyciągał odpowiednie wnioski, takie wydarzenia były cenne. Jednak Ode wolała nie myśleć co byłoby gdyby to potoczyło się inaczej.
- O, to byłoby super! Chciałabym nauczyć się jeździć na nartach - - odezwała się, pełna entuzjazmu, patrząc gdzieś w okno z rozmarzeniem w oczach. Ona także nie kojarzyła zimy z prawdziwym śnieżnym szaleństwem, więc fajnie byłoby, gdyby szkoła zafundowała im coś takiego w przerwie międzysemestralnej.

Rzuć kostką k6

2,3,4,5 - idealnie odwzorowałeś ruch nadgarstkiem, który w połączeniu z prawidłową inkantacją poskutkował złączeniem się dwóch przedmiotów w jedność
1,6 - dłoń zadrżała Ci przy machnięciu różdżką, co mimo prawidłowego gestu poskutkowało scaleniem cukiernic w jedną, która posiadała znaczącą rysę na jednej ze ścianek z boku, aczkolwiek przedmiot był pozbawiony deformacji, dokładnie taki jaki miał być, nie licząc niewielkiej skazy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassian H. Beaumont

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 170
C. szczególne : Średniej wielkości znamię w kształcie krzyża pod okiem; Silny, szkocki akcent
Galeony : 445
  Liczba postów : 415
https://www.czarodzieje.org/t19364-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19441-poczta-cassiana#574233
https://www.czarodzieje.org/t19439-cassiano
https://www.czarodzieje.org/t19421-cassian-hector-beaumont
https://www.czarodzieje.org/t19442-cassian-hector-beaumont-dzien
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyNie Paź 04 2020, 16:40;

Kostki: 5

Były takie dziedziny magii, które wszystkim przychodziły równie trudno i trzeba było się nad nimi mocno napracować, żeby cokolwiek w nich osiągnąć. Do tej kategorii niewątpliwie zaliczano tak eliksiry jak i transmutację. Niemniej jednak... Jedna wychodziła Cassianowi zdecydowanie bardziej niż druga. Doceniał, że przy magicznych miksturach liczy się staranność, bez zbytniego machania różdżką, siła pracy umysłu i własnych dłoni. Niemniej w Transmutacji kryła się pewna tajemnica, która kusiła i nęciła każdego podróżnika przez magię. Była skomplikowana i złożona. Zakrawała o sztukę tak skomplikowaną, że większość poddawała ją w toku swojej edukacji, nie chcąc by w pewnym momencie napotkali mur, nie do przeskoczenia. Regularna nauka była do niej obowiązkowa, by zaległości, takie jakie miał chłopak, nie nawarstwiały się, a o te był łatwo. Tym bardziej wzbudzało się w gryfonie poczucie obowiązku, że powinien nadrobić to tak szybko jak tylko możliwe.  

Cassian zaśmiał się, kiedy Odeya postanowiła szybko podmienić niesprawny puchar, na drugą z cukiernic. Faktycznie, niektóre rzeczy, wydawać by się mogło proste, przy transmutacji wyglądały jak karykatury. O tyle o ile przy zwykłych zaklęciach po prostu nie było efektu żadnego tudzież coś cię poraziło, bądź zwęgliło brwi, o tyle przy tej magicznej dziedzinie pokraczne karykatury i pastisze zaklęć wyglądały dość złowrogo. Chłopak jeszcze raz powtórzył za dziewczyną ruch różdżką i dokładnie przeliterował inkantację. Teraz wydawało mu się, że jest dobrze.  
- Merginio! - Tym razem cukiernice w idealny sposób wręcz się ze sobą połączyły. Gryfon nie wierząc, że mu się udało pochwycił ja w swoje ręce i uważnie obejrzał z każdej strony chcąc dopatrzeć się jakiejkolwiek skazy czy wybrakowania. Na całe szczęście, nic z podobnych rzeczy nie znalazł. - Nareszcie... - Westchnął zadowolony.  

Temat ferii zimowych pozostawał u chłopaka w dość sporym zawieszeniu. Nie wiedział, czy powinien ponownie rezygnować ze spędzenia czasu w ciemiężącym go domu. Nie mógł i nie powinien z dnia na dzień odsunąć swojej rodziny na bok, a jednak... Czuł się stokroć szczęśliwszy będąc ze znajomymi niźli ze swoim zazdrosnym rodzeństwem.  
- Ja wolałbym nie ryzykować... Chociaż połamane nogi to lepsze niż śmierć od czarno magicznej kreatury. - Powiedział pół żartem, a półserio uśmiechając się pod nosem. - A co do Luizjany... No teraz już bym tego nie powtórzył. Względem krwi to powiem ci, że myślałem, że... W sumie to nie myślałem. Chciałem tam wejść i to była jedyna rzecz tkwiąca w głowie.  

Przyznanie się do własnej bezmyślności nigdy nie przychodziło łatwo, niemniej wiedział, że to była tylko i wyłącznie ich wina i naprawdę nie powinni tak bardzo ryzykować swojego życia. Nie tak jak wtedy.
- Dziękuję bardzo za pomoc. - Powiedział kłaniając się głową w jej kierunku i powoli zgarniał pergaminy do swojej torby. - Gotowa na rok szkolny?


@Odeya Worthington
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Odeya Worthington

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 163cm
C. szczególne : na szyi wisiorek z czarną perłą na srebrnym łańcuszku (prezent od Daemona; pamiątka rodzinna Avrey'ów); nietypowa izraelska uroda
Galeony : 892
  Liczba postów : 768
https://www.czarodzieje.org/t19111-odeya-worthington
https://www.czarodzieje.org/t19118-korespondencja-ode-prosto-ze-szponow-temidy#556410
https://www.czarodzieje.org/t19119-relacje-ode#556434
https://www.czarodzieje.org/t19113-odeya-worthington#556145
https://www.czarodzieje.org/t19857-odeya-worthington-dziennik#60
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySro Paź 07 2020, 17:50;

Nie przepadała za eliksirami i można było zaryzykować stwierdzeniem, że gardziła tym przedmiotem, bo zwyczajnie nie miała talentu do warzenia magicznych mikstur i wszystkie jej starania kończyły się zawsze podobnie. Zawsze albo coś niekontrolowanie zwiększało swoją objętość, dosłownie wyłażąc z kociołka, albo nagle wyparowywało, zostawiając jedynie smołę na dnie, albo eksplodowało... Po prostu się do tego nie nadawała. Były inne rzeczy, z którymi czuła się znacznie lepiej, dlatego dlaczego miałaby się zmuszać do machania różdżką nad kociołkiem. Mogła ten czas spędzić na przykład na ćwiczeniu zaklęć z transmutacji, tak jak robiła to właśnie teraz z Cassianem.
Klasnęła ponownie w dłonie, zachwycona efektami zaklęcia bruneta, którego czar idealnie zadział, łącząc dwie cukiernice w jedną. Tak jak się spodziewała robił postępy, a to dlatego, że był pojętny i zwracał uwagę na swoje poprzednie błędy.
- Brawo - pochwaliła go z entuzjazmem, widząc widoczną ulgę na jego twarzy, kiedy oglądał z bliska przedmiot, doszukując się jakichś niedociągnięć. - Teraz to już kwestia wyrobienia sobie nawyku tego ruchu - dodała jeszcze po chwili, bawiąc się się swoją różdżką.
Sama nie wiedziała jeszcze czy przerwę zimową spędzi w Cardiff czy wyjedzie ze szkołą. Z jednej strony chciałaby spróbować spędzić ten czas ze znajomymi jednak z drugiej, nie może sobie wyobrazić świąt bez rodziny. Ale perspektywa wycieczki gdzieś w jakieś fascynujące miejsce jest taka kusząca...
- Hmm, może to jakiś urok, nakazywał Ci za wszelką cenę w to brnąć. Wiesz ludzkie odruchy nakazują uciekać jak coś złego się dzieje, a Wy mimo wszystko tam weszliście... - gdybała, próbując jakoś sobie wytłumaczyć zachowanie chłopaków - Tam działała inna magia. Znacznie silniejsza niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni, mam wrażenie - odezwała się jeszcze, zanim Gryfon zaczął uprzątać stolik.
- Nie ma sprawy. Polecam się na przyszłość. - odparła z uśmiechem, sama wstając i przeciągając się. - Nie, nigdy nie jestem gotowa na lekcje, prace domowe i obowiązki. Ale pocieszam się tym, że będziemy się dobrze bawić. Bo Hogwarcie człowiek nigdy się nie nudzi - przyznała optymistycznie. Nie minęło kilka minut, jak zebrali się z miejsca i wyszli w lokalu każdy w swoją stronę.

//zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 41
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej.
Galeony : 688
  Liczba postów : 1311
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon Paź 19 2020, 01:37;

Zauważyłam Twoją poprawę, Matthew. Czy jest coś, czym chciałbyś się ze mną podzielić?
Słowa magipsychiatry rozbrzmiewały w jego głowie w sposób dość nagminny; może nie aż tak, ale jednak zauważalny, subtelny oraz delikatny. Opuszczenie gabinetu powodowało zawsze chwile zwątpienia, aczkolwiek pozwalało mu stać się lepszym człowiekiem. Stabilniejszy, a to się w jego przypadku głównie liczyło. Próba samobójcza, jaką to sam na sobie przeprowadził, w akcie bezradności oraz bezsilności była czymś w rodzaju chęci wymierzenia sobie kary za własne błędy. Obudzenie się w wannie, zobaczenie, jak z żył na nadgarstkach sączy się krew, a także zaniepokojenie całej ekipy, którą to zgarnął z ulic oraz adoptował, przyczyniły się do uczucia powiązanego z ochlapaniem twarzy zimną wodą. Niestety, ale nie wszystko był w stanie rozwiązać samodzielnie; kiedy Dima zniknął, znów był sam. Nawet pisanie listów, które to zawsze starał się dostarczać na czas, nie sprawiało mu takiej satysfakcji. Zatracenie w pracy oraz rutynie potęgowało się do momentu, dopóki to ludzie z jego pracy nie postanowili się na nim zemścić i tym samym oznajmić argumentami zaciśniętej pięści, że do nich nie pasuje. Nie miał łatwo; dopiero rozmowa z kimś z zewnątrz pozwoliła mu odkryć swój potencjał.
Niekiedy pergamin został dostarczony przez osoby, o których to nie zapomniał, a bardziej odłożył na bok, kiedy proste życzenia świąteczne sprowadzały się do jednej i tej samej formułki. I mimo że miał dziwne przeczucie, iż jego przyjaciel z tamtego okresu napisze, to jednak... nie oddawał się temu wszystkiemu aż tak. Dopiero pochwycenie listu, zapoznanie się z jego strukturą, badając opuszkami palców materiał oraz przygotowanie odpowiedniej odpowiedzi utwierdziły go w fakcie, że Hux rzeczywiście postanowił napisać, a i nie znajduje się jakoś specjalnie daleko. Tym bardziej, że po długim pobycie we Francji zdecydował się na powrót do melancholii Wysp Brytyjskich.
Nie bez powodu postanowił umówić się z nim na spotkanie, siedząc dość długo przed lustrem, które to przedstawiało jego sylwetkę. Z dnia na dzień coraz lepiej; widoczny zarost mógł być zdziwieniem, kiedy to wcześniej za nim nie przepadał, tak samo rysy twarzy, które były znacznie starsze. Po tylu latach spotkanie mogło być ewenementem, dziwną próbą poznania siebie od całkowicie innych stron, a także czymś sukcesywnym. Nie bez powodu ubrał dość prostą, białą koszulę, ciemne spodnie oraz długi płaszcz. Dbanie o siebie, mimo że mogło zostać odebrane negatywnie, było dla niego wyjątkowo ważne. Pokazywało, że jest w stanie wpłynąć na bycie postrzeganym, a także na własne samopoczucie. Jeżeli czuł się w jakikolwiek sposób atrakcyjny dla samego siebie, mógł uznać to za sukces.
Nie spóźnił się, a bardziej udał się na miejsce na styk; licząc tym samym na znalezienie tej znanej twarzy wśród tłumu. Miejsce to sobie wybrali, nie ma co; Matthew nie czuł się aż tak pewnie w takim ścisku, kiedy to przekroczył próg Dziurawego Kotła w Londynie, jakoby będąc tam trochę zagubiony. Nie bez powodu szukał jego, Huxa, powoli, aczkolwiek dość zdeterminowanie, jakoby próbując wykonać zadanie zlecone przez magipsychiatrę, przedzierał się przez kolejne osoby, by następnie zauważyć jedną, charakterystyczną, odwróconą do niego plecami. Nie wiedział, ale dziwne przeczucie kazało mu zaczepić; wyciągnął z tyłu dłoń, przez chwilę się wahając, by tym samym, kiedy wreszcie udało mu się przekroczyć własne bariery, wziąć głębszy wdech oraz wypowiedzieć jedno słowo, zanim w pełnej krasie ujrzał twarz. — Hux...? — niezbyt pewnie, trzymając drugą dłoń blisko siebie, postanowił powiedzieć cokolwiek do tejże osoby, by się przypadkiem nie okazało, że tak naprawdę niszczy mury prywatności cudzych ludzi.

@Huxley Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję | tatuaż "P" na zakolu, pojawia się gdy Perpetua jest obok | tlenione włosy | pojedynczy kolczyk szeherezady w uchu
Galeony : 1555
  Liczba postów : 1221
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Moderator




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon Paź 19 2020, 02:05;

Przez powrót z Francji musiałem rozważyć wiele rzeczy i spraw, którym wcześniej pozwoliłem spokojnie odejść w zapomnienie. Tego tyczyła się moja rodzina, którą okazało się miałem wiele w samym Hogwarcie, dawne związki, które również się tam znalazły, a także zapomniane przyjaźnie, które postanowiłem odnowić. Miałem całkiem duże grono osób do których mogłem się odezwać, jednak w większości z nich… cóż miałem wrażenie, że zwyczajnie nie mam na to ochoty. Wiele z moich rówieśników obecnie założyło rodziny, miało dzieci, które uczyłem Hogwarcie, wiedziałem jacy byli wtedy i nie sądziłem, że cokolwiek ciekawego wyniosę z ponownych spotkań z nimi. Jednak Matt był osobą, która naprawdę lubiłem podczas naszej wspólnej pracy na tyle, że osiągnęliśmy wtedy coś co można było nazwać przyjaźnią, którą pielęgnowaliśmy jakiś czas, przez który właśnie też przestaliśmy być ze sobą bliżej. Nie wiedziałem wiele o tym co się u niego dzieje, jednak zaryzykowałem listem, który okazał się być miło przyjęty i z całkiem dużą ekscytacją zapatrywałem się na nasze spotkanie.
W barze był tłum i z mniejszą lub większą gracją próbowałem przecisnąć się między tłumem ludzi. Zamawiam sobie jakieś pierwsze lepsze piwo przy barze i ściągam swój płaszcz, rzucając go na stołek obok, który właśnie został zwolniony, by zarezerwować miejsce mojemu towarzyszowi. Z mojej koszulki wychodzę delikatne kwiaty, które znikają kiedy tylko ktoś próbuje je dotknąć. Zaś na moich przedramionach tańczą wesoło kolorowe tatuaże.Biorę zaledwie pierwszy łyk piwa, kiedy słyszę swoje imię za swoimi plecami.
Hux?
Odwracam się i widzę starego (już jak ja!) znajomego na co uśmiecham się radośnie.
- Matthew!- mówię wesoło i nie przejmując się jak ty prywatnością czy przestrzenią osobistą, o którą i tak trudno jest w tym miejscu, obejmuję cię przyjaźnie w chwilowym uścisku. Kiedy się oddalam, ściągam mój kolorowy płaszcz ze stołka, by wskazać zarezerwowana dla ciebie miejsce. - Co chcesz? - pytam wskazując na bar, mimo to bardziej koncentrując się na starym znajomym. - Na spalone feniksy, masz zarost, trochę widać twój wiek, ale jesteś jak w tym powiedzeniu o kobietach i winie. Mój zarost nadal wyglądałby jak u nastolatka, gdybym jednak postanowił go zapuścić, a na Tobie wygląda dobrze!  - mówię i śmieję się lekko trącając cię kolanem.
- Jak tam żyjesz? Co teraz robisz? Ile masz dzieci albo ile kotów? Opowiadaj! - mówię teraz widocznie podekscytowany spotkaniem. Zastanawiam się jak bardzo widzisz, że się postarzałem, schudłem, ile więcej mam tatuaży niż ostatnio. Drobne rzeczy o których myślę od kiedy wróciłem do Anglii.

@Matthew Alexander

______________________

have enough courage
to trust love one more time and always one more time

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 41
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej.
Galeony : 688
  Liczba postów : 1311
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon Paź 19 2020, 02:27;

Matthew, mimo szczerych chęci, tak naprawdę nie miał nikogo bliskiego przy sobie. Znacząco różnił się od ludzi, którymi się otaczał; nie mówiąc o kontakcie fizycznym z innymi ludźmi, a co dopiero o jakimkolwiek potomstwie oraz przekazywaniu genów. Po samej jego postawie ciała było widać, że cząstka starego uzdrowiciela nadal się w nim znajdowała, jakby nie mogąc opuścić własnego wstydu oraz poniekąd samooceny. Starał się, i to bardzo. Niestety, niektóre myśli tak pasożytują na umyśle, że zwyczajnie odbierają pojęcie normalnego i zdrowego podejścia do wszystkiego. Nie bez powodu zielonkawe oczy bacznie obserwowały ludzi w tym ścisku, którego nie lubił, a jeszcze bardziej wypatrywał przyjaciela, z którym to się umówił. Odnowienie starych znajomości było jedną z form terapiii; posiadanie kogokolwiek, komu można zwierzyć się z problemów, pozwala poczuć wyjątkową ulgę. Poza tym, im więcej będzie oddawał się w relacje społeczne, tym bardziej przyzwyczai się do obecności ludzi w swoim życiu. A jednym z nich, z lat dość młodzieńczych, był właśnie Huxley, z którym to się trzymał, dopóki dorosłość nie chwyciła ich w swoje szpony. Jeden za granicą, drugi oddany pracy, zatracający się w jej bezwzględną rutynę.
Nie bez powodu ścisk, którego zaznał do przyjaciela, był dla niego trochę nieswój. I nawet jeżeli próbował zrobić wszystko, by tego uczucia się pozbyć, kiedy to zauważył przemienioną od przepływu lat twarz, a także większą ilość tatuaży snujących się mniej lub bardziej energicznie po ciele, trudno było to tak naprawdę odrzucić. Nie bez powodu uścisk był z jego strony trochę nienaturalny, kiedy to skupił spojrzenie zaciekawione, zaintrygowane na przyjacielu po fachu, aczkolwiek ostatecznie szczery. Na pewno bez żadnych złych intencji, nawet jeżeli Alexander będzie musiał przyzwyczaić się do obcowania ze starą, ale w sumie to nową jednostką. Podniósł łagodnie kąciki ust do góry, zajmując miejsce tuż nieopodal Williamsa. — Najzwyklejsze piwo, tak sądzę...? — nie był pewien co do swojej decyzji, ale końcowy wybór pozostawił w jego rękach, kiedy to nie zamierzał skupiać swojej uwagi głównie na wyborze poszczególnego trunku. Miał inne, ważniejsze rzeczy; nie bez powodu obręcze tęczówek starały się wybadać każdą nową zmianę u kiedyś znacznie starszego przyjaciela. Teraz ta różnica zacierała się. — Naprawdę? Nie uważam, żeby twój zarost był gorszy od mojego, być może to kwestia gustu, a nie tylko genów? — uśmiechnął się i wzruszył ramionami, kiedy to chwycił za napój i sączył z niego jeden, prosty łyk. Nie sądził, aby broda przyjaciela była gorsza; po prostu mu pasowała. Kiedyś Matthew unikał zarostu, dopiero od niedawna nauczył się o niego dbać; jak o wszystko inne, zresztą.
Myślę, że jest dobrze. Co prawda trochę natłok pracy na Mungu, ale to już chyba normalność w tym zawodzie. — Alexander był właśnie tą jedną, nieśmiałą jednostką, która mimo wszystko i wbrew wszystkiemu odpowiadała grzecznie na pytania. Trochę we własną historię nie zamierzał się zagłębiać, bo kłamstwo w żywe oczy mu zwyczajnie nie wychodziło, dlatego użył słowa "myślę" i mimowolnie spojrzał na ułamek sekundy na miejsca, gdzie znajdowały się blizny. Było to jednak na tyle subtelne oraz krótkie, iż nie powinno zwrócić uwagi. — Uzdrowiciel dyżurny na oddziale urazów magizoologicznych, właściciel siedmiu zwierzaków, bez dzieci... w tym tylko jednego kota, o ile nie liczymy pałętających się pod domem. — ta rozmowa była dla niego naprawdę miłą odskocznią, w związku z czym nie bez powodu nie ukrywał swojej ekscytacji, poruszając w jednym, nieustannym rytmie własną podeszwą buta, kiedy to odstawił kufel w bezpieczne miejsce. Złocista substancja, okalającą szklanki naczynia, zdawała się poniekąd błyszczeć. — A u ciebie? Dlaczego zdecydowałeś się wrócić? Oczywiście nie nalegam, ale... powodami się nie chwaliłeś. Tatuaże? Całkiem sporej ilości się ich narobiłeś. — łagodne spojrzenie, udowadniające to, że nie musi udzielać odpowiedzi, jeżeli jest niewygodna, spotkało się na krótki moment z jego. Kiwnął jednocześnie głową w stronę snujących się magicznych dzieł. Utrzymywanie stałego kontaktu wzrokowego przy rozmowie było jego największą bolączką, nawet jeżeli starał się nie uciekać spojrzeniem w całkowicie inne miejsce.

@Huxley Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję | tatuaż "P" na zakolu, pojawia się gdy Perpetua jest obok | tlenione włosy | pojedynczy kolczyk szeherezady w uchu
Galeony : 1555
  Liczba postów : 1221
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Moderator




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon Paź 19 2020, 02:46;

W moim przypadku od śmierci żony znacznie trudniej było mi z powrotem nawiązywać kontakty. Wbrew pozorom nie tylko te romantyczne, one oczywiście ucierpiały na tyle, że trudno romantycznymi je tak naprawdę nazwać; to raczej przelotne znajomości, których nawet nie miałem ochoty podtrzymywać, wynikające jedyne z mijających dni i jakichś chwilowych potrzeb, nie nic konkretnego. Ale zauważyłem, że nawet moje przyjaźnie we Francji nie były takie jak tutaj. Jakby po śmierci mojej drugiej połówki poczułem znaczący dystans. Nawet moi i jej wspólnie znajomi wydawali się być już znacznie bardziej odlegli, inni. Może też dlatego postanowiłem wrócić do Anglii, gdzie moje korzenie, znajomi, przyjaciele, wszystko to wydawało się być jakoś twardsze. Tak jak Alexander, mimo że nie widzieliśmy się już tyle czasu.
Nawet jeśli uścisk Matta był dość nieśmiały i niezbyt pewny, ja jak zwykle nadrabiałem swoim animuszem i bezproblemowemu pojęciu jakiejkolwiek bliskości. Wiem też, że nie wszyscy są tak otwarci jak ja i z pewnością mój przyjaciel jest jedną z osób, której do mojego pojmowania świata jest bardzo daleko. Jednak wcale mi to nie przeszkadza.
- Jasne - mówię na jego wybór, bo ja również specjalnie nie znałem się na alkoholach i nigdy się tym specjalnie nie przejmowałem i wziąłem mu po prostu to samo co mi. Śmieję się na ten poniekąd komplement z ust Alexandra i kręcę lekko głową. - Może i gustu. A może twarzy. Z moją chudą mordą każdy zarost wygląda na zbyt duży, a bez niego wyglądam na zbyt starego, więc po prostu nie mam dobrej alternatywy - mówię tak naprawdę nieszczególnie przejęty tymi szczegółami w moim wyglądzie, więc odrobinę chichoczę na to pod nosem. Jeśli miałbym wybierać to co się przejmuję bardziej to z pewnością zmarszczki, zmęczone dłonie i ogólne fakt, że czułem się coraz starszy. Szczególnie wśród bardzo młodej kadry nauczycieli w Hogwarcie.
- Taaak, myślałem, żeby wrócić do Munga, ale przyzwyczaiłem się do ucznia i po śmierci żony nie wiem czy potrafiłbym wrócić do jakiegokolwiek szpitala. Już nawet Skrzydło Szpitalne mnie czasem męczy - przyznaję i biorę łyk piwa. Nie chcę słyszeć żadnych przykro mi ani innych wyświechtanych kwestii, mówię tylko fakty; poniekąd też lekko się usprawiedliwiam, dlaczego wcale nie wróciłem do uzdrawiania w pełnej krasie. I faktycznie na razie nie zauważam żadnych blizn ani nic w tym stylu, nawet nie myśląc o tym, że powinienem zwracać większą uwagę na szczegóły u przyjaciela.
- Aaaa, czyli nie zmieniło się aż tak wiele! Hej, ja też bez dzieci i na dodatek bez zwierząt, więc gorzej niż ty. Nawet jeszcze mieszkania nie mam, tylko nocuję w szkole albo mam część rzeczy i Perpetui - mówię też co u mnie, nie wiedząc, że w przypadku Matta sporo się mylę jeśli chodzi o brak zmian . - W sensie daje mi pomieszkiwać u siebie, póki w końcu nie znajdę czegoś na stałe. Nawet nie jestem pewny gdzie bym wolał szukać czegoś! - dodaję jeszcze, bo pomyślałem, że zabrzmiało to jakbym wrócił do Anglii i wziął od razu ślub z Perpą czy coś. Na pytanie dlaczego wróciłem wzruszam lekko ramionami. Zwyczajnie trudno mi było na to szczerze odpowiedzieć, nie wiem czy bo nie chciałem, czy po prostu nie umiałem tego dobrze wytłumaczyć. - Nic mnie już nie trzymało we Francji - mówię w końcu szczerze, biorąc większy łyk piwka. Zaś na słowa o tatuażach parskam lekko śmiechem i kiwam głową. - To prawda, kompletnie mi odbiło w pewnym momencie. Wbrew pozorom są części ciała na których widać jeszcze moją skórę, oprócz twarzy i szyi! - dodaję podwijając rękawy gdzie biegały najróżniejsze wzory. To wcale nie wskazywało na to, że zostało mi jakiekolwiek miejsce. - Lubię je. Czuję, że żyję kiedy widzę jak po mnie biegają - stwierdzam lekko przesuwając długim palcem po roślinie, która poruszała się na moich dłoniach bardzo delikatnie, bo zwyczajnie zasłaniała też bliznę po jakimś felernym eliksirze.

@Matthew Alexander

______________________

have enough courage
to trust love one more time and always one more time

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 41
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej.
Galeony : 688
  Liczba postów : 1311
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon Paź 19 2020, 19:01;

Matthew od początku miał problemy z nawiązywaniem kontaktów. Nie dopuszczając do siebie na bliski dystans zbyt wielu osób, nie była to jednak forma samoobrony, a raczej czystego charakteru i wstydliwości. O ile jest w stanie posiadać naprawdę wielu znajomych, tak naprawdę zdobycie przyjaciół jest dla niego trudne. Ostatnim z nich był Daniel, u którego wykrył wzmożoną satysfakcję z wbijania w czyiś umysł szpilek. Nie bez powodu ograniczył z nim trochę kontakt, a teraz, jakby coś się stało, ograniczył się do niezbędnego minimum. Alexandra to zastanawiało - nie wiedział tak naprawdę, co się stało, ale nie chciał się wtryniać z butami w prywatne życie ludzi. Dlatego, z widoczną poniekąd radością, przyjął propozycję od Huxa w postaci spędzenia chwili czasu nad kuflem piwa bądź jakiegokolwiek innego alkoholu. Uzdrowiciel doskonale wiedział i zdawał sobie sprawę z tego, że powinien unikać używek, ale od czasu do czasu niskoprocentowy napój mu nie zaszkodzi; tym bardziej, iż whisky nie opróżniało się teraz aż tak szybko. Zostawił je na jakieś poszczególne okazje.
Utrzymywanie bliskości także dla niego jest nowym ewenementem, aczkolwiek miłym. Nie bez powodu przejście do rozmowy, mimo że nie czuł się aż tak pewnie przy kontakcie, zdawało się być łatwiejsze. Starał się posłuchać rad psycholog, w związku z czym trochę bił się sam z sobą w myślach, aczkolwiek zauważał znaczną poprawę, z której był dumny. Nawet feniks odżył; oczywiście go tutaj nie miał, ale na mieszkaniu wydawał się być żywszy, bardziej ciekawski, a przede wszystkim energiczny. Lojalne stworzenie dość często go nie opuszczało, ale w Dziurawym Kotle przemieszczanie się z ognistym ptakiem na ramieniu mogło być wyjątkowo utrudnione.
Matthew posłał krótki uśmiech w stronę dawnego przyjaciela, bez problemu przyjmując w swoje dość zapracowane dłonie kufel z napojem. Reakcja śmiania się trochę wprawiła go w zakłopotanie, ale starał się tego nie okazywać, spoglądając raz to na złocistą ciecz, raz to na Williamsa, który nie wydawał się być skrępowany. To dobrze. — pomyślał sam uzdrowiciel, bo łatwiej jest, gdy ktoś go próbuje ciągnąć za język. Rozpoczynanie rozmowy nigdy nie było czymś specjalnie przez niego lubianym, ale poprzez dobry zmysł empatii był w stanie wyczuć naprawdę wiele. I na następne słowa nie wiedział, co ma odpowiedzieć, starając się zebrać w sobie jakieś zdanie. — No to uznajmy szczerze, że obecna jest najbardziej korzystna. — rzucił, podnosząc kąciki ust delikatnie do góry, by następnie wsłuchać się w następne słowa. Sam Matthew nie czuł upływu wieku, chociaż ciało jeszcze całkiem nieźle się trzymało. Pomimo obrażeń, pomimo skrzywienia, jakie to posiadał na umyśle.
Jak w ogóle w Hogwarcie? Uczniowie tak samo krnąbrni i niedojrzali jak my wcześniej... czy jest znacznie gorzej i muszę bać się o jakąś konkurencję, o której nawet nie wiem? — starał się nie rozpoczynać tematu żony, wiedząc doskonale, że niektórych ran nie warto rozdrapywać. Reakcja ciała, jak i emocje, którymi otaczał się Huxley, pokazywały mu to. Opadnięcie entuzjazmu, minimalne być może, ale widoczne; nie zamierzał.
Sam natomiast był grzeczny, ale każdy przecież miał coś za uszami. On za uszami miał to, że nie chwalił się tym, iż Ślizgoni go lali po kątach, do czego, zresztą niezbyt chętnie i tak się przyznawał. Nie osądzał jednak ich jedną miarą, do każdego podchodząc ze szczególną troską. Chociażby sytuacja z Thomenem lub innymi dawała mu jasno do zrozumienia, że nie należy wsadzać wszystkich do jednego wora. Albo Cortezem. — Czy ja wiem, czy gorzej? Każde zwierzę to w sumie kolejny obowiązek. — uśmiechnąwszy się, być może Hux nie był świadom zmian, jakie przechodził, co nie zmienia faktu, iż nie posądzał go o to. W sumie, lepiej dla niego, żeby nie chwalić się niektórymi ciekawostkami. — A to wiadomo. Myślałeś, żeby żyć z mugolami czy jednak wolałbyś trochę po czarodziejsku? — pytanie proste, mające na celu dowiedzieć się czegoś więcej o potencjalnym miejscu do zamieszkania, wynikało z tego, że nie zawsze przedstawiciele świata czarodziejskiego chcą tak naprawdę poddawać się w pełni temu, co ma im do zaoferowania magia. Niektórzy, tak jak on, wolą mugolskie wynalazki. Na odpowiedź o tym, że nic nie trzymało przyjaciela we Francji, kiwnął głową.
W to nie wątpię. — rzucił prosto, aczkolwiek w miły sposób. O niektórych rzeczach wolałby nie wiedzieć, ale wierzył, że są części ciała, których zwyczajnie Hux sobie nie wytatuował. Prosty łyk piwa pozwolił mu zgasić niektóre myśli, by tym samym powrócić do rozmowy, przyglądając się jednemu z magicznych perełek na skórze Williamsa. Ciekawiły go, a spojrzenie jasnych tęczówek na chwilę utknęło właśnie na roślinie. — Czujesz, jak się one poruszają czy jednak niezbyt? To znaczy się, nigdy nie posiadałem żadnego tatuażu, dlatego pytam. Poniekąd chciałem, ale uznałem... że chyba na razie wolę się wstrzymać z decyzją. — uśmiechnął się delikatnie, przypominając sobie o miejscach, w których wolałby ukryć własną przeszłość za pomocą odpowiednio dobranych symboli. Jakby nie było, blizny, źle zaleczone, wyglądały nieciekawie. Gdyby próbował to poprawić, na pewno skończyłoby się to na czymś w postaci większych śladów.

@Huxley Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję | tatuaż "P" na zakolu, pojawia się gdy Perpetua jest obok | tlenione włosy | pojedynczy kolczyk szeherezady w uchu
Galeony : 1555
  Liczba postów : 1221
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Moderator




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySro Paź 28 2020, 01:26;

Osobiście miałem bardzo małe problemy w zawieraniu znajomości, czy bliższych czy dalszych. To raczej utrzymanie ich jeśli już mogło dla mnie stanowić problem, bo czasem rozpraszałem się na najróżniejszych rzeczach. Ale rozpoczynanie i kontynuowanie konwersacji to był mój konik, dlatego brak mi było jakichkolwiek oporów przed to objęciem ziomka, to zaczęciem luźnej rozmowy, a nawet wejście na jakiekolwiek poważniejsze tematy nie stanowiłoby dla mnie żadnego problemu. Nawet jeśli chodzi o moje drobne uprzedzenia jeśli chodzi o swój własny wygląd i poniekąd kompleksy z faktu upływu czasu. Szczególnie, że siedzący obok mnie Matt wydawał się być odporny na działanie lat, albo raczej przyjmował to z niesłychaną gracją, zakrawającą o to, że wyglądał po prostu nawet lepiej niż kiedy był młody. A może to po prostu fakt, że on był naturalnie przystojnym mężczyzną, a ja byłem coś... specyficzny, jeśli można tak delikatnie ubrać w słowa mój wygląd.
- Miło, że tak mówisz - stwierdzam lekko klepiąc po ramieniu kolegę, zamawiając mu po chwili piwo, coby nie pić samemu.
- Mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej... chociaż nie mam pojęcia jak to było w naszych czasach czy równie często lądowali w SS, ja mam wiecznie co najmniej kilku uczniaków na dyżurze z całkiem poważnymi ranami. Nie wiem czego to jest kwestia - mówię kręcąc głową z niechęcią. - Nie mam pojęcia co oni robią sobie, czego mi nie mówią naprawdę... wydaje mi się, że też sytuacja polityczna pogłębia konflikty. Chyba nigdy nie miałem tylu poranionych osób z wyższym statusem krwi - zauważam jeszcze, popijając spokojnie piwko. Osobiście w swoich szkolnych latach byłem zwyczajnym łobuzem, który od czasu do czasu wypił gdzie nie powinien, wdał się w jakieś niewielkie bójki, albo robił niezbyt szkodliwe psikusy. Nie byłem nigdy wśród oprawców czy ofiar, kiedy mieliśmy mniej lub bardziej ciężkie lata nauki, a potem i wojen wśród czarodziejów. Starałem się robić swoje, też nie wnikając w żadne potyczki, nawet jako obrońca uciśnionych. Może teraz to już by się zmieniło.
Śmieję się i kiwam głową na słowa o zwierzętach. - Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że będziesz takim fanem magicznych stworzeń - stwierdzam z rozbawieniem chichocząc pod nosem. Jakoś mi to do siebie nie pasowało. Z kolei kolejne pytanie było bardzo łatwe z prostej przyczyny. - Czarodziejsku, nie chce mi się zawsze pilnować tego co mam na ciele - oznajmiam, machając wyatutowaną kończyną, która mogłaby wzbudzić sensację w świecie mugoli. Tak naprawdę to była dla mnie jedyna karta przetargowa. Można powiedzieć, że byłem zbyt leniwy na pilnowanie się w świecie nie-czarodziejów.
Nie kontynuujemy tematu mojego powrotu, za co jestem całkiem wdzięczny, szczególnie jeśli skupiamy się na moich wzorach na ciele.
- Nic nie czuję, chodzi mi raczej o to, że widzę jak się poruszają kątem oka, wszystko wydaje się być wtedy bardziej... no właśnie żywe. - Ze zdumieniem unoszę brwi na kolejne stwierdzenie przyjaciela. - Naprawdę a gdzie byś chciał? Wiesz już jakie? Jakieś sentymentalne zapędy? - pytam i macham z uśmiechem brwiami, wiedząc, że zazwyczaj pierwsze tatuaże są raczej wspomnieniem o kimś czy coś w tym stylu, szczególnie w tym wieku i nadal nie przypuszczając, że może chodzić o jakieś blizny.

______________________

have enough courage
to trust love one more time and always one more time

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 41
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej.
Galeony : 688
  Liczba postów : 1311
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySro Paź 28 2020, 02:27;

Sam nie uważał, by w jego przypadku lata dodały mu jakiegoś uroku. Owszem, może poszczególne rysy twarzy zostały bardziej wyodrębnione i przyczyniły się do bardziej dojrzalszego wyglądu, ale Alexander nie uważał nic poza tym. Może wyrobione od ciągłej, rutynowej pracy dłonie też miały na to jakiś wpływ? Nie wiedział, kiedy to spojrzenie raz wędrowało może trochę nieśmiało, może trochę nerwowo w stronę kufla bądź Huxleya; w każdym razie między nimi. Rozmowy, do tego z osobami, które znał wcześniej, po takim czasie, gdy wszystko wcześniej waliło mu się na głowie, nie były do końca wymarzonym ewenementem, aczkolwiek na pewno czymś, co doceniał. Przyzwyczajał się; powoli, subtelnie, bez zbędnego pośpiechu, a przede wszystkim zgodnie z własną naturą osoby trochę wycofanej, trochę po wielu sytuacjach, które nigdy nie powinny mieć miejsca. I tak, na pewno był bardziej rozgadany niż parę lat temu, a do tego zauważał u siebie znaczący postęp, o czym mógł stwierdzić jego magipsycholog. Niezmiernie się z tego cieszył.
Nie bez powodu kiwnął głową na pierwsze słowa wydobywające się ze strun głosowych Williamsa, jakoby zgodnie z własnym sumieniem oraz pogodą ducha; nie bał się własnych słów, a te trudno było mu sfałszować. Kłamcą doskonałym nigdy nie był, w związku z czym łatwo było u niego wyczuć nieprawdę, gdyby chciał się nią jakoś obronić. Prędzej wybrałby uniknięcie danego tematu oraz przejście do innego, choć to również niespecjalnie dobrze by zorganizował. Jasne obrączki źrenic nie bez powodu zatrzymywały się na płynie o specyficznej barwie, dostosowującym się do kształtu naczynia. Zastanawiał się nad naprawdę wieloma rzeczami. I może nie był w tym melancholiczny, aczkolwiek czasami bał się ludzi.
Z powodu ciągłych konfliktów między SLM a KC... no cóż. Oddziały są u nas przepełnione. Głównie właśnie osobami z rodzin czystokrwostych. — przytaknął smętnie, bo nie mógł jednak sprzeciwić się tym słowom. Od kiedy sytuacja polityczna między dwoma obozami stała się wyjątkowo niebezpieczna, sam Matthew począł jakimś cudem obawiać się o własne zdrowie. Może nie do końca w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale naprawdę się zastanawiał, kiedy to cofał skutki negatywnych działań poszczególnych substancji bądź narzędzi. Owszem, może cofać. Ale nie może zapobiegać. Za każdym razem czuł rosnącą bezsilność w obliczu czegoś tak... bezmyślnego. — A obozy znajdują coraz to bardziej niebezpieczne metody na buntowanie się i szkodzenie innym. — jakby przemówienie do racji za pomocą innych form protestu nie mogło mieć miejsca. Zielone tęczówki charakterystycznie przeszyły tatuaże przyjaciela, jakoby to właśnie w nich odnajdując odpowiedzi na wszystkie pytania trapiącego jego głowę. Jakoby ich leniwe snucie się po skórze miało przyczynić się do zapalenia się przysłowiowej żarówki, po którą mógłby chwycić i tym samym oświetlić samego siebie. Niestety; nic takiego się nie pojawiło. Ani odpowiedzi, ani źródło światła. Ludzie najwidoczniej nie uczyli się na własnych błędach, czego Alexander po prostu żałował. Historia lubi zataczać okrąg, a jeżeli szykanowane są osoby z rodzin czystokrwistych, to niezależnie od ich przeszłości, po prostu na to nie zasługują. Takie było jego zdanie - nienawiść rodzi nienawiść, nienawiść rodzi wojny, a wojny, zarządzane przez głowy państw rodzą liczne cierpienia rodzin, utratę miłości, ciepła domowego i bezpieczeństwa. Nikomu tego nie życzył. Naprawdę.
Magicznych? — podniósł kąciki ust delikatnie do góry, jakoby chcąc zasygnalizować, że to słowo go rozbawiło. Charakterystyczne, aczkolwiek subtelne ogniki pojawiły się w jego zwierciadłach źrenic, kiedy to prowadził rozmowę z Huxleyem, przypominając sobie, ile tak naprawdę stworzeń u niego jest magicznych. Jego reakcja nie mogła być inna, nawet jeżeli mogła trochę uderzać w to, o czym myślał kumpel ze starych lat. — Tylko dwa z nich są magiczne. Reszta to trzy psy, jeden kot i jedna sowa. — na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech, kiedy to wspominał sobie imię każdego z nich i historię je łączącą. Cieszył się, że udało mu się zagwarantować dom oraz miłość istotom, które z niewiadomych przyczyn zostały wcześniej porzucone. Każdy zasługuje na akceptację, prawda? — No tak, racja. Głupi ja, nie pomyślałem o tym. — zaśmiał się ostrożnie, podchodząc z dozą dystansu do siebie, gdy te słowa opuściły jego usta. Nie uważał siebie za głupiego, skądże; przyznał tak w dialogu, bo tak wynikało z tego, co zdołał wywnioskować. Zachował się głupio, ale ostatecznie idiotą przecież nie jest.
Nie wystarcza ci to, że ty jesteś wystarczająco żywy? — kolejny, drobny żarcik, tudzież droczenie się. Powoli wchodził do rzeki, zapoznając się z jej nurtem, ale jego komentarze nie były jakoś uderzające, a prędzej zahaczające o swobodną wymianę zdań. Prawda jest jednak taka, że trudno nie zauważyć Huxleya, który wyróżnia się poprzez wyjątkowo niestandardowy ubiór. I charakter też, a przynajmniej on tak uważał, kiedy z nim rozmawiał. Matthew, pomimo braku jakichś bliższych znajomości, uważał Williamsa za człowieka niezwykle otwartego, będącego poniekąd przeciwieństwem do jego samego. Takie duszyczki są w stanie zgromadzić wokół siebie naprawdę sporą widownię, jak również wybrać te, którym będą zwyczajnie ufały. Stanowią ogień w odpowiednim, złotym środku; dajacy ciepło, jak również pozbawiony ryzyka rozrośnięcia się i strawienia wszystkiego na własnej drodze. Cieszyło go to. — Myślałem, ale nadal, dość ciężko jest mi się... zdecydować? Tak, chyba tak. — nie lubił o tym rozmawiać, a poniekąd sam pociągnął ten temat. Może chciał się dowiedzieć czegoś więcej? Być może. Nie bez powodu chciał ukryć pewne mankamenty z własnej przeszłości; nadal pamiętał porażenie prądem i utratę wzroku na krótki okres czasu. Rozmawiał wtedy z Thalią, którą to poprosił o drobną pomoc. W opuszczonym pokoju, gdzie znajdowały się instrumenty, wymienił parę zdań z bardzo nietypowym studentem - Neirinem Vaughnem. Raz obudził się w łóżku z dwiema innymi osobami, a do dyskusji dołączył Cromwell, który to określił go mianem zboczeńca - i nie tylko jego. Kłótnia z Danielem, kiedy ten chciał nim manipulować... Wspomnienie na plaży z Eastwood, gdy ta upadła i trochę pokaleczyła sobie kolana. Naprawdę miał tego wszystkiego dużo. Niestety, cały porządek zaburzała próba samobójcza, której się wstydził, która odcisnęła na nim piętno; za nic nie pozwalał tego odkryć. Może nie tyle się denerwował, co bardziej... czuł do siebie delikatny wstręt, mimo świadomości tego, że musi zaakceptować sytuację taką, jaka jest?
Pamiętał również misję, którą wykonał dla Ministerstwa Magii z Claudem, a podczas której to przedstawiciel rodu Fairwynów zwyczajnie... odciął sobie palce. — Czy ja wiem, czy sentymentalne zapędy... zawsze trzeba mieć powód, by zrobić sobie tatuaż? — zapytał się, popijając powoli piwo z własnego kufla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Czarodziejowa Dusza

Galeony : 628
  Liczba postów : 627
https://www.czarodzieje.org/t10816-czarodziejowa-poczta
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Specjalny




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyWto Gru 08 2020, 11:43;

Inny Czas

Enzo nie bez powodu nie pałał optymizmem względem takich przedsięwzięć, a konflikt narodził się w nim już dawno i dziw bierze, że mimo tylko sytuacji życiowych nie zdążył jeszcze wyrobić sobie jednego, konkretnego stanowiska. Wszakże Felinus nie był jedynym przypadkiem, kiedy ktoś młody szuka jakichś koneksji, punktu zaczepienia, który pozwoli złapać się informacji i na niej zgłębiać dalszą wiedzę. Wielu odmawiał... Nieliczni wydawali się być faktycznie zainteresowani tym, co powinno przyświecać nauce legilimencji.  

Ubrany w dość dystyngowany i elegancki strój przekroczył próg Dziurawego Kotła i uważnie zmierzył spojrzeniem wszystkich zebranych w pomieszczeniu. Nikt specjalnie nie przykuł jego uwagi, ale i on sam nie zamierzał tego robić. Wiedział, że po tym co robił i jak działał dla Francuskiego Ministerstwa nigdy na dobrą sprawę nie będzie mógł powiedzieć, że nie ma się czego obawiać. Musiał być gotowy na nieustanną walkę i dlatego też nie rozstawał się ze swoją różdżką. Nawet na krok. Dokładnie w tym momencie, w głębi rękawa, w którym skryła się jego dłoń ściskał mocno orzechowy kijek. Zawsze przygotowanym... Bądź zawsze przygotowanym.

Zajął jedno z wolniejszych miejsce odsłaniając swą twarz spod kaptura. Dwu bądź trzydniowy zarost, ogromna i nieprzyjemnie wyglądająca szrama na prawym policzku wyglądała tak jakby... Cudem uniknął utraty oka. Sprawiał wrażenie tajemniczego i niespecjalnie przyjemnego, był raczej tym typem, z którym nie chcesz mieć nic wspólnego. Szybkim ruchem ręki zamówił piwo kremowe i zaczął wgapiać się w jego toń już teraz kompletnie ignorując towarzystwo innych osób. Kto miał go znaleźć - znajdzie go.  

W pewnym momencie z rękawa postanowił wyciągnąć najnowszy numer proroka codziennego. Dość niechlujnie przeskakiwał ze strony na stronę zapewne czytając jedynie nagłówki. Niemniej... towarzyszył temu przedziwny obrządek mruczenia i prychania. Mamrotania wręcz pod nosem. Tak jakby coś mu się nie podobało... A w sumie Le Roux nie podobało się coś zawsze.
 

@Felinus Faolán Lowell

[Wąteczek pisze: @Cassian H. Beaumont]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1852
  Liczba postów : 7400
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyWto Gru 08 2020, 12:11;

Początkowo się cieszył, że wreszcie znalazł kogoś, kto mógłby, gdyby wyraził tylko taką chęć, nauczyć go więcej z zakresu szeroko pojętej oklumencji. Niemniej jednak, przed tym ostatecznym wynikiem, z którego mógłby wyciągnąć jakiekolwiek doświadczenie, musiał się postarać - co nie było wcale takie łatwe, z powodu nadchodzących problemów, z którymi musiał się ukrywać. Sytuacja, która spotkała jego przyjaciela, wpływała na niego bardziej, niż mógłby się w rzeczywistości spodziewać, w związku z czym jego membrany umysłu nie do końca były stabilne. A przynajmniej nie do momentu, w którym próbował samego siebie wyciszyć, gdy zarzucił na siebie ciemną kurtkę, z dodatkowymi przedłużeniami, a cała jego sylwetka, no cóż, mieniła się jak zwykle. Na czarno. Czerń jednak do niego pasowała; rzadko kiedy poddawał się tak naprawdę gustom pod względem ubioru, dlatego nie bez powodu, gdy zawiązał buty, westchnął ciężko, wiedząc, że rozmowa, która go czeka, może być wyjątkowo ciężka. A przynajmniej ciężka ze względu na niebezpieczeństwa, jakie się za tym tak naprawdę kryją. Możliwe, że pan Enzo nie będzie wcale taką dobrą duszyczką, ale gdzieś pod kopułą czaszki miał nadzieję, że jednak los tym razem go nie wyśmieje perfidnie w twarz.
Lowell może był trochę zmęczony tym wszystkim, ale nie zamierzał z tak błahego powodu przekładać spotkania. Świadczyłoby to tylko o jego braku profesjonalizmu względem terminów, w związku z czym ciche westchnięcie, gdy przeszedł się naprędce po uliczkach Londynu, wydobyło się z jego ust. Chciał być silniejszy. Może nie pod względem posiadanej mocy, a bardziej pod względem niezależności. Raz już klątwę przeżył, raz już ktoś rzucił na niego urok, a wówczas skrzywdził Violettę. Pustniki na Nokturnie... Max nie dał sobie z jednym rady, więc musieli mieć chyba ogromne szczęście, że te stworzenia ich nie rozszarpały. Mimo to chciał być na tyle odporny, by nikt mu w głowie nie macał, by nikt nie wpływał na niego, by nie krzywdził tym samym bliskich za pomocą iluzji; chciał okrywać skrzydłami tych, których naprawdę kocha.
Gdy wszedł do Dziurawego Kotła, zastanawiał się nad tym, czy powinien w sumie przekraczać próg tego pomieszczenia. Ostatnie konflikty polityczne nie wpływały zbyt pozytywnie na bezpieczeństwo, ale też, nie mógł zamykać się w pełni na to, co ma do zaoferowania mu świat. Pomimo wydarzeń, które nakreśliły jego obecny stan, chciał się kształcić. Pomimo osłabienia, z którym obecnie miał do czynienia, chciał się nauczyć. Nie bez powodu powiódł czekoladowymi oczami za zebranymi, których jednak wcale tak dużo nie było. Środek tygodnia nie należał do pozytywnych pod względem możliwości odpoczynku, w związku z czym ludzie zbierali się prędzej w domu, wymagając tylko i wyłącznie chwili odpoczynku od obejmowanego zawodu.
Pan Le Roux? — zapytał się, gdy zauważył mężczyznę z trzydniowym zarostem i szramą na policzku. Podejrzewał, że to właśnie ta osoba chciała mu odpowiedzieć na wysłany wcześniej list. Trochę informacji musnął, ale nadal mógł się pod tym względem srogo mylić. Starał się ostrożnie zlustrować detektywa, niemniej jednak nie robił tego nagminnie, a prędzej subtelnie, bez niepożądanej chciwości. Na jego twarzy, mimo problemów, które ostatnio się narodziły, znajdował się spokój. Pewnego rodzaju harmonia.

@Cassian H. Beaumont
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Czarodziejowa Dusza

Galeony : 628
  Liczba postów : 627
https://www.czarodzieje.org/t10816-czarodziejowa-poczta
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Specjalny




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySob Gru 12 2020, 13:54;

Coś musiało być i w samej aparycji francuza biorąc pod uwagę to, że Felinus od razu wiedział do kogo powinien podejść. Jednocześnie bardziej szemrane towarzystwo, które skrywało się w półmroku baru doskonale zdawało sobie sprawę z tego, że Le Roux lepiej nie zaczepiać. W żadnym wypadku nie wynikało to z tego względu, że często przebywał w tym miejscu, ba – starał się od niego stronić na wszelkie możliwe sposoby wiedząc, że kremowe piwo nie jest lekiem na wszystkie bóle tego świata, a proces leczenia duszy bardziej niż jakiekolwiek inne terapie wymaga czasu. Nie, większość zdecydowanie obawiała się Le Roux ze względu na roztoczoną wokół niego aurę, coś co czaiło się w kącikach jego oczu wylewało się na jego najbliższą okolicę. Czy tego chciał czy nie chciał wyglądał ponuro i posępnie, a jego blada twarz pokryta gdzieniegdzie sińcami wcale nie zdawała się polepszać niczego.  

Odchylił rąbek gazety spoglądając w kierunku Lowella. Uważnie, centymetr po centymetrze zmierzył sylwetkę chłopaka starając się wyczytać z niej tyle ile to było możliwe - jednocześnie w tym samym czasie na jego twarz wdarło dziwne, niemożliwe do opisania odczucie, które nie mogło uciec uwadze samego puchona.  
- To zależy... - Mruknął zerkając ostatni raz w kierunku gazety, po czym powoli zaczął ja składać. - Monsieur Lowell... - Kontynuował z niemniejszą enigmą niż na początku doskonale z resztą zakładając z kim ma przyjemność. - Czy to właśnie mnie sobie Pan wyobrażał idąc na to spotkanie. Czy to mnie się pan spodziewał. - Powiedział po czym gestem ręki wskazał miejsce naprzeciwko siebie.  

Poza przedziwnym, ciężkim do wyjaśnienia i jeszcze cięższym do opisania uczuciem, które gdzieś zdawało się czaić w zakamarkach twarzy mężczyzny wydawał się on być niesamowicie spokojnym, pewnym siebie, ale też otwartym. Różdżkę odłożył spokojnie na drewniany blat stołu, przy którym się znajdowali tym samym jakby komunikując, że wszystko jest w najlepszym porządku i nikt niczego nie powinien się obawiać. Zwrócił się jeszcze raz w kierunku młodszego z nich ponownie starając się go całkowicie zlustrować.  
- A więc co tak naprawdę Pana do mnie przysłało? - Zapytał z nieskrywaną ciekawością. - Tak naprawdę, naprawdę... Bez pustych frazesów proszę jedynie. - Dodał i odchrząknął delikatnie pozbywając się jak do tej pory charakterystycznej dla niego chrypki.  


@Felinus Faolán Lowell

[Wąteczek pisze: @Cassian H. Beaumont]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1852
  Liczba postów : 7400
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySob Gru 12 2020, 18:51;

Nie wiedział, czego ma się tak naprawdę spodziewać.
Wbrew pozorom życie tak naprawdę miało dla niego wiele niespodzianek - tych mniej lub bardziej przyjemnych. Wystarczyło spoglądać na to, co się ostatnio u niego działo. O ile zdołał utracić w wyniku teleportacji jądra, o tyle jednak zdobył po tym najlepszego przyjaciela, któremu może zaufać; zaczął się zmieniać. Nie bez powodu również bardziej zaczął zwracać uwagę na własne poczynienia, jakoby nie chcąc tym samym nakładać sobie dodatkowego ciężaru, problemów wbijających się pod skórę z widoczną dozą wścibskości; nie chciał. Zachowując należytą dozę ostrożności, lawriując między stolikami, podejrzewał, że rozmowa może być dobitnie ciężka, ze względu na konieczność odkrycia pewnych struktur własnego działania. Poniekąd też, ze względu na wyjątkowo młody wiek oraz wygląd.
Kiwnął głową na jego słowa, jakoby w potwierdzeniu tych słów; nie chciał dokładać słów, skoro i tak wystarczył ten prosty gest. Jego sobie wyobrażał - to on stanowił obecnie jego towarzysza tego spotkania, jego odbiorcę i adresata listów. Nie znał go jednak bardziej, w związku z czym nie bez powodu zastanawiał się, jak do niego podejść - ze szczerością? Z pewną enigmą w spojrzeniu ciemnych tęczówek? A może z należytą dozą dystansu? Nie wiedział. Musiał działać wręcz instynktownie, jakoby dostosowując się tym samym do tego, co tak naprawdę może powiedzieć sam mężczyzna.
Kiedy usłyszał pytanie, poważnie się nad nim zastanowił. Lowell nie chciał brać tak naprawdę mężczyzny na litość - mężczyzny, który roztaczał wokół siebie nietypową, trudną do identyfikacji aurę. Nie chciał też podchodzić z bezpośrednią szczerością, jakoby wykładając własne serce na dłoni; ciche westchnięcie wydobyło się zatem z jego ust, kiedy to również wcześniej wyłożył różdżkę na blat stołu, w pokojowym geście. Chude palce ostatni raz musnęły drewno, zanim to przeszedł do kolejnej części rozmowy. Nie miał złych zamiarów.
Bez zbędnych frazesów... — mruknął, jakoby sam do siebie, kiedy to zwracał uwagę głównie na starszego mężczyznę, choć należytą dozę ostrożności zachowywał, kiedy to wiedział, że w tymże miejscu może znajdować się więcej osób szemranych, aniżeli z dobrymi zamiarami. Wiedział o tym doskonale - wbrew pozorom londyńskie bary mogą w sobie skrywać wiele zawiłości, wiele nietypowych sytuacji, podczas których to dochodzi do niecnych czynów. Zbędne frazesy - oklepane wytłumaczenia, sięgające do ogólnie przyjętych schematów. Ale... czy, kiedy to usiadł nieopodal pana Le Roux, mógł tak naprawdę od razu wyłożyć kawę na ławę? Cicho westchnął, przygotowując się do może trochę cięższego tematu. Czekoladowe tęczówki spoglądały uważnie, jakoby chcąc coś wychwycić z bladej twarzy detektywa, który wcześniej pracował w MM. — Tak, jak w liście wspominałem, oklumencja. Już wcześniej zacząłem się jej uczyć na własną rękę. — a dokładniej to w połowie czerwca. — Parę tygodni temu miałem do czynienia z nieciekawą sytuacją... pewien legilimenta postanowił obrać sobie mnie za cel. — przerwał na chwilę, by zobaczyć, co na to powie mimika twarzy samego starszego mężczyzny. Starszego od niego, oczywiście. Nie był to temat prosty, a sam Lowell poprawił trochę własne włosy, jakoby w delikatnym zawstydzeniu.
Westchnąwszy, nie zamierzał jednak okazywać w nadmiarze tego, że zdarzenie wcale nie było przyjemne. Skutecznie nosił na sobie pewnego rodzaju maskę spokoju, tak wyćwiczonego, tak mocno wykształconego, że trudno było odróżnić, czy taki jest Lowell, czy jednak mierzy się z kompletnie innym sobą pod membranami skóry. Jednocześnie odczuwał tę dziwną aurę, na którą co chwilę zwracał szczególną dozę uwagi.
Ogólnie mam nieszczęście do wielu niebezpiecznych wydarzeń. Wcześniej mnie i mojego przyjaciela zaatakowały pustniki, stworzenia mącące na umyśle. Z powodu głupoty, jaką wtedy reprezentowałem. — i o ile wcześniej podchodził do tego w porządku, o tyle jednak by się chyba załamał, gdyby z jego powodu coś mu się stało. — Poprzednia osoba, do której się zgłosiłem, była cholernie cierpka i... nie oszukujmy się, skrajnie niebezpieczna. — trudno było się z tym nie zgodzić. Ludzie o szemranej opinii, będący skazani na Azkaban, no cóż, nie powinni zachęcać. — W takim tempie, szukając możliwości nauki oklumencji, za długo nie pożyję, a mam osoby, na których naprawdę mi zależy. I nie chcę, by musieli się o mnie martwić. — z jego oczu biła tym samym widoczna szczerość. Chciał być wsparciem dla tych osób, a zamiast tego... ostatnio wymagał opieki. Nawet jeżeli wiedział, iż jest to naturalna kolej rzeczy, tak naprawdę nie chciał przyczyniać się do bycia czymś obciążającym. Lowell nie zamierzał przyczyniać się do kolejnych zmartwień, chciał się ustabilizować, przestać wplątywać w te niebezpieczne sytuacje, kiedy mógł zginąć, kiedy mógł narazić naprawdę bliską jego sercu osobę na dodatkowe obrażenia. Nie chciał. Nie bez powodu zatem postanowił zgłosić się do bardziej zaufanego źródła.
Od zawsze bałem się możliwości spoglądania w umysł i od niepamiętnych czasów chciałem się bronić dla własnej korzyści. Od niedawna jednak... chciałbym się bronić, by tym samym móc zadbać o moich bliskich, jeżeli ktoś postanowi pomącić im lub mi na umyśle. — kiwnął głową w jego stronę, a słowa te były całkowicie szczere. Jeżeli detektyw chciał, to mógł spojrzeć, zaciekawiony, zobaczyć tudzież, z czym ma tak naprawdę do czynienia. Felinus przeszedł w ciągu paru miesięcy naprawdę sporą metamorfozę, w której to zauważał swoją bardziej naturalną, emocjonalną stronę. — Ostatnio, w Hogwarcie, pustnik odgryzł rękę studentowi, wpływając na umysł. — sam nie wiedział, co go pokusiło, by to powiedzieć, niemniej jednak, nawet jeżeli starał się unikać zagrożenia... to ono samo przyjdzie. Niepytane, pozbawione jakiegokolwiek taktu. — Dlatego szukam nauczyciela. Nie chcę się uczyć poprzez sytuacje zagrażające życiu, choć wyniosłem z nich wiele doświadczenia. Chcę się... ustabilizować. — kiwnął własną głową w jego stronę. — I zaakceptuję odmowę, jeżeli zajdzie taka potrzeba. — nie bał się odmowy; wbrew pozorom był ślepcem w labiryncie, do którego wszedł, a pan Enzo - kimś, kto miał mu pozwolić przez niego przejść albo zbyć. Mógł liczyć tylko i wyłącznie na to, jaki humor ma obecnie detektyw i czy uwierzył w jego historię.

@Cassian H. Beaumont
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Heaven O. O. Dear

Student Slytherin
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
Dodatkowo : Dziecko - Milka O. O. Dear
Galeony : 8
  Liczba postów : 1287
https://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
https://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
https://www.czarodzieje.org/t16084-hood
https://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon Kwi 05 2021, 04:15;

Wiosna za oknem tylko ją irytowała. Heaven kochała lato - upały, cienkie ubrania, z chęcią rzucała puchówką w kąt pokoju. Wiosna powinna ją cieszyć, w końcu była zapowiedzią jej ulubionego okresu, w końcu mogła ściągnąć parę warstw, nareszcie przyszedł czas na piwo w plenerze, na spacery bez odmarzniętych dłoni. Ale teraz słoneczna i radosna atmosfera tylko ją raziła, a większość czasu i tak musiała spędzać w zamknięciu.
Nie była może bardzo sukienkowa, ale nie pamiętała, kiedy ostatnio była w sukience, czy spódnicy poza pracą. Zdecydowała się na białą i zwiewną, z trójkątnym, pewnie mało odpowiednim jak na mamę dekoltem i czarną, skórzaną kurtkę - w końcu motor zobowiązywał. W końcu też miała wymówkę, żeby nałożyć mocniejszy makijaż i czerwoną szminkę.
- Musisz mnie nauczyć na tym jeździć- stwierdziła, kiedy Charlie wyhamował przed jej budynkiem. - To może zorganizujemy jakiś wyścig, bo widzę, że jeździsz ostrożnie, to nie powinno być wyzwanie - sięgnęła po kask i usiadła na motorze tuż za nim, obejmując go w pasie. Zdecydowanie nauka jazdy na motorze była na jej liście, ale jeszcze nie miała dobrej okazji, żeby się za to zabrać. Pewnie wypadałoby zrobić jakieś prawojazdy, ale równie dobrze mogli pojechać w jakiś nieuczęszczany teren i olać formalności. Zdecydowanie nie miała teraz czasu na oficjalny kurs.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1802
  Liczba postów : 829
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyWto Kwi 06 2021, 23:32;

Współczuł jej tego, w co się wjebała. Nie wątpił, że kochała małą i zrobiłaby dla niej wszystko, ale musiało być przeraźliwie ciężko oderwać się od wszystkiego, co znała, aby zostać odpowiedzialną matką. Był pełen podziwu, bo on by zwyczajnie nie umiał. Dlatego między innymi nie miał serca odmówić jednej ze swoich ulubionych Ślizgonek, której usta z czasów szkolnych miło wspominał. Zatrzymał się przed jej domem, parkując na chwilę jeden ze swoich motorów. Wyjął z bocznej torby jednośladu kask dla dziewczyny, schodząc i prostując kości, ściągając swój.
Aż zagwizdał, jak ją zobaczył. Nogi, kurtka, usta.
- Zdecydowanie zapomniałem, jak służy Ci macierzyństwo. - skwitował z uśmiechem, lustrując ją bezczelnie od góry do dołu, nieco dłużej zatrzymując się na podkreślonym biuście. Sam miał na sobie skórę, narzuconą na białą koszulkę z jakimś nadrukiem. Ucałował jej polik, rzucając w jej dłonie kask i kwitując parsknięciem jej prośbę. - Czy tylko motory działają, jak magnez czy może auta się też sprawdzają? Będę chyba królem wiosny. Chodź, wieczór nam ucieka. Chcesz prędkości? Twoje życzenie niech będzie dziś rozkazem.
Ukłonił się teatralnie, poprawiając skórzane rękawiczki i siadając, złapał za kierownice. Poczekał, aż jego towarzyszka wygodnie się usadowi, reagując głupim uśmieszkiem na mocne objęcie w pasie. Dodał gazu, wykręcając i ruszając w głąb Londynu, wybierając mniej popularną i nieco dłuższą trasę do dziurawego kotła, aby mogła dłużej cieszyć się przejażdżkom. Tym sposobem mógł też jechać szybciej, aby Heaven czuła przysłowiowy wiatr we włosach. Maszyna zaryczała, gdy dodał gazu, skręcając w lewo.
- Kiedyś Cię nauczę, ale z Twoim grafikiem to.. Zajmie. - powiedział, parkując przed pubem, klepiąc ją po dłoniach i dając chwilę turbinie, aby odpoczęła po jeździe. Całe szczęście, mandat im nie groził.


@Heaven O. O. Dear
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Heaven O. O. Dear

Student Slytherin
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
Dodatkowo : Dziecko - Milka O. O. Dear
Galeony : 8
  Liczba postów : 1287
https://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
https://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
https://www.czarodzieje.org/t16084-hood
https://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySob Kwi 17 2021, 09:25;

Cóż, chciała czy nie, w pewnym momencie podjęła decyzję i teraz mierzyła się z jej konsekwencjami. Nie było idealnie, prawdę mówiąc, nie było nawet dobrze, ale nie miała wyboru, tylko jakkolwiek sobie z tym radzić, nawet jeśli daleko jej było do wzorowej matki, a jej sampoczucie ostatnio pozostawiało wiele do życzenia. Może wspólne wyjście miało poprawić jej humor, kto wie, a nawet jeśli nie, przynajmniej przejażdżka na motorze i trochę alkoholu pomoże jej oderwać myśli od uciążliwych tematów.
- Muszę przyznać, że codzienna wersja pewnie nie robiłaby takiego wrażenia - pokręciła głową, bo ostatnio, o ile nie szła do pracy, która bądź co bądź wymagała pewnego specyficznego ubioru, to nie miała w sobie za dużo siły na przykładanie wagi do wyglądu. Jak siedziała w domu, kończyła na ogół w dresie i bez makijazu. - Nie wiedziałam, że potrzebujesz takiego wspomagania - wytknęła mu i nałożyła kask, gotowa na przejażdżkę. Faktycznie do najwolniejszych nie należała i Heaven całkiem dobrze się bawiła, zdecydowanie było to ciekawsze doświadczenie niż teleportacja.
- Jakoś to wciśniemy - stwierdziła i kiedy weszli do środka, oczywiście swoje kroki skierowała w pierwszej kolejnośći w kierunku baru. Zdecydowała się na whisky, bo po piwo ostatnio sięgała całkiem często i czuła, że powinna przełamać schemat. Miała wolny wieczór, nie musiała martwić się o Milkę, która była pod drobą opieką, więc nie musiała się niczym przejmować. Po zgarnięciu ich drinków, zajęli stolik względnie blisko baru. - Dobra, opowiadaj. Wszystko mnie omija. Coś ciekawego u ciebie? Życie miłosne kwitnie? Albo chociaż coś luźniejszego, czy trzymasz się swojej wstrzemięźliwości? - nie brała pod uwagę, że wstrzemięźliwość była zarezerwowana po prostu dla niej, bo dlaczego. Musiał być jakiś szerszy powód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1802
  Liczba postów : 829
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySro Kwi 21 2021, 02:53;

To prawda, musiała stawić temu czoła i chociaż Charlie jej współczuł, pełen był podziwu z tym, jak próbowała radzić sobie w tak trudnej roli, jaką było bycie matką. Nie znał tego z autopsji, nie był też w stanie kompletnie zrozumieć ze względu na swoją sytuację, ale ciemnozielone oczy Ślizgona z szacunkiem spoglądały w środę brunetki. Zdecydowanie wyglądającej kwitnąco po wydaniu na świat Milki. Chciał, żeby się dobrze bawiła, należało się jej to.
- Jestem pewien, że wyciągnięty dres i roztrzepane włosy też mogą być seksowne, zwłaszcza jeśli bluza jest na suwak. - wzruszył ramionami w jej kierunku, szczerząc się i puszczając Heaven oczko. Wszystko było przecież kwestią perspektywy! Przeczesał włosy rękoma, prychając. - Proszę Cię, jestem jebanym Rowlem, bez motoru każda by mnie chciała.
Ah ten jego egoizm i pewność siebie, niektóre rzeczy się nie zmieniały. Wciąż widział się niczym księcia Slytherinu, chociaż nie mówił o tym głośno. Nie kłamał z tym, że wśród czysto krwistych był pożądaną partia.
Po zaparkowaniu i zabezpieczeniu maszyny weszli do baru, gdzie otworzył jej drzwi. Omiótł spojrzeniem izbę, zsuwając z ramion skórzaną kurtkę i upewniając się jeszcze, czy zabrał papierosy, które były jego największym uzależnieniem. Nie sprawiały tyle radości co baby, ale nie marudziły, nie pytały i rozumiały — coś kosztem czegoś. Wziął od niej drinki, płacąc (!) za nie uprzednio, bo nie było mowy, że cokolwiek będzie na jej koszt. Duma Charliego by tego nie zniosła. Zajęli miejsca, a chłopak rozsiadł się wygodnie i podsunął im whisky z lodem. Westchnął na jej pytania, wzruszając ramionami. - I co ja mam Ci opowiedzieć, Heav? Gotuje, nadal gram na perkusji, naprawiam motory i zbieram na trzeci. Stary kupił mi mieszkanie za bycie grzeczną marionetką. Kobiety przychodzą i odchodzą... Miłosne? Obawiam się, że nie jestem do tego zdolny. - wyszczerzył się do niej, łapiąc za szklankę, którą uniósł i skierował w jej stronę, sugerując toast. - Twoje zdrowie! A co u Ciebie? Jakieś miłosne życie kwitnie?
Nie mógł się powstrzymać przed odrobiną zadziorności, puszczając jej oczko i robiąc łyka alkoholu, gdy szklanki się stuknęły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyCzw Sie 26 2021, 20:59;

wątek w pracy - rzeczoznawca artefaktów

Nie mógł pracować w terenie z powodu nabytej rany, której wyleczenie zajmie wiele miesięcy. Nie potrafił przejść na urlop zdrowotny pomimo wielu słów, zwłaszcza kierowanych przez najbliższe osoby. Nie był w stanie z tego zrezygnować, a więc ograniczył się do pracy papierkowej, tzw "biurowej". Niestety w banku też nie mógł pojawiać się zbyt często bowiem istniało ryzyko, że zostanie zawieszony w zawodzie do czasu ukończenia rekonwalescencji. Pozostało zatem pracować jednak z domu, kawiarni, karczm i opierać wszystek na intensywnej wymianie korespondencyjnej. Dzięki temu udało mu się "zająć" badaniem artefaktu na odległość. Otrzymał szczegółowe kopie, fotografie i wstępne analizy zgromadzone przez asystentów i jednego rzeczoznawcę. Nie mówił rodzinie ani tym bardziej Theo o swoim działaniu, aby uniknąć wysłuchiwania "odpoczywaj, nie pracuj, jest za wcześnie na siedzenie nad artefaktami". Nie. Nałykał się eliksiru znieczulającego, opatulił ciasno ramię bandażem i przywdział elegancką koszulę. Biały materiał opatrunku prześwitywał przez ubranie jednak nic sobie z tego nie robił.
Siedział przy stoliku najbardziej oddalonym od pozostałych. Umówił się z Tłumaczem, którego miano brzmiało N. Bloodworth i zaiste, niewiele mu to mówiło. Nie obchodziło go kogo szef Biura Tłumaczeń mu wyśle, potrzebował szczegółowej konsultacji ze specjalistą. Stolik zaścielony był pergaminami, notesami i samopiszącym piórem, którym posługiwał się do czasu ukończenia rehabilitacji dłoni. Na brzegu stolika stał kubek z Malinowym Znikaczem oraz popielniczka. Przeglądał materiały kiedy nagle padł na niego czyjś cień. Podniósł wzrok i ujrzał młodego mężczyznę, a więc podniósł się. - Pan Bloodworth z Biura Tłumaczeń? - dopytał i wyciągnął dłoń na powitanie. Niestety, jego uścisk był strasznie słaby, niewyczuwalny bowiem napięcie mięśni ręki wywoływał ból promieniujący do poranionego barku, wciąż zakażonego substytutem czarnomagicznym.
- Dziękuję, że zgodził się pan zorganizować konsultację tutaj. - wskazał dłonią wolne miejsce i zajął swoje naprzeciw. - Zadbałem, aby obszar wokół tego stolika otoczony był zaklęciem wytłumiającym. - dodał, bowiem chwilę wcześniej prosił kelnerkę o tę drobną przysługę, aby mogli sobie w spokoju popracować. Nie było tu tłoku bowiem pora dnia nie zachęcała do wyjścia na piwo kremowe.
- Czy dostał pan od Harringtona z Biura Rzeczoznawców wstępny zarys badanego materiału? - dopytał, woląc uzyskać pewność czy jego podwładny pod jego nieobecność spełnił prośbę. Nie miał pojęcia czy zdążył wysłać odpowiednie dokumenty, jednak w razie kłopotów bardzo szybko i sprawnie wprowadzi mężczyznę w szczegóły.

@Nathaniel Bloodworth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Bloodworth

Absolwent Slytherinu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Pierścień na palcu lewej ręki (pochłaniacz magii), podłużna blizna na prawym przedramieniu, skórzana rękawiczka na prawej ręce
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 3139
  Liczba postów : 1870
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptySob Sie 28 2021, 00:23;

Prawdę mówiąc, był wściekły. Nikt nie pytał go o zdanie, postawiono go przed faktem dokonanym. Ktoś go polecił, a on nie miał możliwości odmówić, bo po bałaganie w Dolinie Godryka – wplątał się przypadkowo w pojedynek z jakimś mężczyzną, co nie spotkało się z aprobatą szefa – wciąż z zaciśniętymi zębami odwalał czarną robotę. Ostatnio udało mu się odkuć, swoim odkryciem w dokumentach rachunkowych wyraźnie zyskał w oczach swojego przełożonego, ale wiedział, że to nie wystarczyło, żeby całkiem mu odpuścić. Wręcz przeciwnie, musiał starać się jeszcze bardziej, bo w wyniku tych zdarzeń był na absolutnym celowniku i pod ciągłą obserwacją. Miał szansę na awans albo chociaż podwyżkę, był o tym przekonany, ale nikt nie daje awansów za nic.
I właśnie dlatego, mimo że gotowało się w nim na samą myśl o spotkaniu w pełnym alkoholu pubie, aportował się tuż przed drzwiami Dziurawego Kotła i szybko przekroczył jego próg. Czy to nie paradoksalne? Powinien unikać tego typu miejsc, a tymczasem miał wrażenie, że ciągle w nich przebywa. A może tak było zawsze? Dopiero teraz, kiedy spotkania w pubach stały się dla niego nieskończoną wewnętrzną walką, zaczął dostrzegać, jak ogromne miejsce zajmowały w życiu dorosłego czarodzieja. Spotkania towarzyskie, interesy, rozrywka, randki – wszystko kręciło się wokół alkoholu. Jakim cudem miał tego unikać?
Nałożył na twarz maskę uprzejmej obojętności kiedy tylko przekroczył próg baru. Pewnym krokiem ruszył do stolika, przy którym miał na niego czekać niejaki Walker. Mocno uścisnął wyciągniętą dłoń, w myślach dziwiąc się, że uścisk drugiego mężczyzny był tak słaby. Jakbym trzymał w ręce śledzia.
— Zgadza się, dzień dobry. Jeśli nie ma Pan nic przeciwko, jestem przekonany, że łatwiej będzie nam razem pracować, jeśli będziemy używać imion. Nathaniel. — Przedstawił się jako pierwszy. Skoro miał spędzić czas w tym parszywym miejscu i poświęcić mu uwagę, to chciał przynajmniej zwracać się doń normalnie, zamiast mu panować; nie wyglądał na więcej niż czterdzieści lat. — Rozumiem, że nie lubisz ciasnych gabinetów? — Rzucił z wymuszonym rozbawieniem, rozglądając się po znajomym wnętrzu baru. Starał się nie patrzeć na szklankę, która stała już na stoliku, nie skupiać się na tym, poświęcić całą uwagę swojemu rozmówcy. Dostrzegł opatrunek pod koszulą i choć na usta cisnęły mu się pytania, nie dał niczego po sobie poznać. Czyżby rzeczoznawca pokonany przez artefakt? To byłoby całkiem zabawne.
— Dostałem, owszem, ale żaden ze mnie rzeczoznawca, dlatego przepraszam, ale byłbym bardzo wdzięczny za wprowadzenie — kłamał jak z nut, przemyt i artefakty były nie do rozłączenia, ale nie chciał przecież, żeby ktokolwiek wiedział o szmuglowaniu, więc dbał o to, aby każdy myślał, że o potężnych magicznych przedmiotach wie tyle, co i nic. Właściwie mógł wykorzystać tę sytuację, gdyby okazało się, że omawiana rzecz jest sporo warta, poznałby smakowite szczegóły. Może to spotkanie nie było stratą czasu?
— Proszę mnie źle nie zrozumieć, tłumaczenie nie będzie najmniejszym problemem, ale łatwiej będzie mi się pracować, kiedy będę wiedzieć, z czym mam do czynienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPon Sie 30 2021, 10:33;

Większość myśli oscylowała przy stosie pergaminów, które przekładał z miejsca na miejsce i co rusz dyktował coś samopiszącemu pióru do zanotowania. Widok młodego mężczyzny nie wzbudził w nim żadnych sensacji; jedynie dostrzegł jego podkrążone oczy oraz stwierdził w myślach, że jego aparycja absolutnie nie pasuje do wyglądu typowego urzędnika Banku. Skinął uprzejmie głową.
- Jak najbardziej, proszę mówić mi po prostu George.- prawdopodobnie na terenie banku mógłby mieć pewne obiekcje co do takiego swobodnego zwracania się do siebie jednak tutaj uznał, że faktycznie dzięki temu współpraca powinna przebiec w przyjemniejszych tonach. Nie kwapił się wyjaśnić skąd ma tak lekki uścisk, musiał mu to wybaczyć czy tego chciał czy nie. Skoro też nie otrzymał zapytania to uznał, że nie jest to na tyle ważne, aby wyjaśniać. Mieli tekst do przetłumaczenia.
- Słucham? Ach, nie, to dosyć długa historia. - niestety, ale musiał zbyć temat póki na dobre się zaczął. Gdyby miał opowiadać o przyczynach przeniesienia się tutaj z konsultacją to niestety, ale zajęłoby im to zbyt wiele cennego czasu, który muszą poświęcić na badany materiał. Kiedy już usiedli, popatrzył ze zdziwieniem na Nathaniela. Skoro otrzymał odpowiednie dokumenty to powinien być już wystarczająco wprowadzony w temat. Hefferson zdawał sobie sprawę, aby ograniczyć stosowanie żargonu zawodowego w pismach do innych biur bo to z reguły powoduje mętlik i niezrozumienie. Zmarszczył nieco brwi.
- Artefakt jest w trakcie szczegółowych badań oraz analiz magicznych. Odkryliśmy, że ma on wygrawerowany niewidzialny tekst, który jesteśmy w stanie przywołać na dosłownie parę sekund. Magia artefaktu jest potężna skoro dwóch czarodziei nie jest w stanie wymusić widzialności tekstu na dłużej niż chwilę.- wyciągnął parę pergaminów spod stosu i pokazał mu sześć kartek z przekopiowanym, krzywym tekstem, gdzieniegdzie tak bladym, że trzeba zaświecić, aby to odczytać.
- Podejrzewam, że to silny artefakt ochronny lecz nie wiadomo czy chroni kogoś czy może coś. Z reguły tak zapisana biżuteria naładowana była białą magią jednak nic nie jest pewne, bowiem to tekst mógłby wyjaśnić czy artefakt krzywdzi by chronić czy stricte broni. - dwukrotnie zastukał palcem w kartkę, wskazując szlaczki stworzone z niezrozumiałego języka. Dla George'a to były chaotyczne ruchy piórem wymieszane z dziwacznymi obrazkami. Tekstu było na pięćdziesiąt linijek.
- Potrzebuję nie tylko tłumaczenia, ale też mniej więcej oszacowania zbliżonych lat dotyczących daty zapisania tego graweru. - wyjaśnił swoje oczekiwania choć nie miał miny surowej i wymagającej bowiem rozumiał, że pewnych aspektów nie da się przeskoczyć.
- Na tej biżuterii osiadło trochę rdzy pomimo śladowych ilości zaklęć transmutacyjnych, które tam znaleźliśmy więc szacujemy, że sam medalik może mieć z dwieście lat. Pytanie do ciebie, Nathanielu, czy grawer również mógłby istnieć tam tak długo i przede wszystkim z jakiego języka pochodzi oraz czy jesteś w stanie to przetłumaczyć. To sporo linijek tekstu, nawet jak na taki artefakt, ale był zapisany z obu stron. Nie jest to dokładna kopia, ale sam rozumiesz, artefakt nie współpracuje.- rozgadał się, byleby przekazać najważniejsze informacje skoro nie zrozumiał dokumentacji Heffersona. Nie miał nic przeciwko powtórzeniu wszystkiego, bo widać było, że zajmuje się tym, co sprawia mu przyjemność. Pieczołowicie przygotował się do tej konsultacji i Merlin jeden wie co zawiera reszta pergaminów. Zatrzymał spojrzenie ciemnozielonych oczu na profilu mężczyzny, ciekaw jego opinii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Bloodworth

Absolwent Slytherinu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Pierścień na palcu lewej ręki (pochłaniacz magii), podłużna blizna na prawym przedramieniu, skórzana rękawiczka na prawej ręce
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 3139
  Liczba postów : 1870
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyPią Wrz 03 2021, 02:03;

Był ostatnią osobą, która miałaby wypytywać go o prywatne sprawy. Potrafił uszanować cudze sekrety, chociażby dlatego, że swoich własnej strzegł z zaciekłością lwa, zwłaszcza tych związanych ze zdrowiem. Wzmianka o gabinecie miała być tylko żartem, sposobem na rozluźnienie formalnej atmosfery, która doprowadzała go do jeszcze większego szału. Potrzebował poczuć się swobodniej, bo sama obecność wysokoprocentowych trunków dookoła doprowadzała go do szału wystarczającego, by nie potrzebować już dodatkowych frustracji wynikających z samej treści spotkania. Kiedy więc George odpowiedział zachowawczo i przede wszystkim zbył go nienaturalnie szybko, westchnął w duchu, pojmując, że będzie to jedno z typowych, rutynowych wręcz spotkań.
Nic sobie właściwie nie robił z jego zdziwienia, formalnie nie był wszak rzeczoznawcą i jeśli wprowadzenie w kwestii samego przedmiotu miało ułatwić sprawę – a doświadczenie mówiło mu, że tak zwykle było – to od tego był właśnie George, ażeby mu to wyjaśnić. Nawet jeśli kosztowało go to czas, który zdawał się być dla mężczyzny czymś niezwykle cennym. Po prawdzie po wyciągnięciu tych wniosków zapytałby go o to nawet gdyby oficjalnie miał ukończony kurs rzeczoznawcy, który byłby wpisany w jego pracownicze dokumenty – nawet gdyby Walker o tym wiedział. Może było to odrobinę niedojrzałe – czerpać rozrywkę z irytowania go niepotrzebnymi pytaniami; nie potrafił odmówić sobie jednak tej drobnej przyjemności, ta skłonność pozostała w nim jeszcze z czasów Ministerstwa. Wystarczyło, że jego rozmówca choć raz pokazał mu się jako urzędnik z kijem w tylnej części ciała, żeby załączył się wewnętrzny chochlik. Nie musiał go słuchać... ale trudno było nie ulegać jego mamiącemu głosikowi.
— Mogę? — Pominął co najmniej kilka żartobliwych lub kąśliwych uwag, którymi mógłby prawdopodobnie wyprowadzić go z równowagi. Kusiły go, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że nawet jeśli mieli odmienne powody, to i jemu zależy na czasie, bowiem im krócej będzie przebywał w tym miejscu i co więcej – w tym towarzystwie, tym lepiej dla niego. Wziął w palce jedną z kartek i przyjrzał się uważnie zdjęciom, po chwili wystawiając je pod różnym kątem do światła, aby dojrzeć cokolwiek wyraźniej.
— Wspaniale — skomentował z drwiącym uśmiechem na wargach — dostaję taki materiał i w dodatku polecenie, aby cokolwiek oszacować. Zdajesz sobie sprawę, że tutaj szacować to można nawet to, co jest napisane?
Nie zważał na to, że miał do czynienia z wysoko postawionym rzeczoznawcą, nie był wszak jego szefem. Zagryzł wargę, śledząc wzrokiem blade litery i nie odrywając go od nich, wyciągnął papierosa, który z pewnością miał pomóc mu się skupić. Owszem, zirytował się, że dostarczone mu materiały były kiepskiej jakości, ale czy tego chciał, czy też nie (a raczej nie chciał, słowo daję), temat zdążył go zainteresować.
— I nie ma żadnej możliwości, żeby pracować bezpośrednio na przedmiocie? Zdjęcia nigdy nie oddadzą tego, co może dostrzec ludzkie oko, a w przypadkach takich jak ten, każdy znak... ba, każda kreska, kropka i ogonek mogą mieć znaczenie. Palisz? — Spojrzał w końcu pytająco na Georga i po powierzchni stolika przesunął w jego stronę papierośnicę. Nie czekając na niego, wyciągnął z kieszeni zapalniczkę, odpalił papierosa i sięgnął po kolejną kartkę, przyglądając jej się ze zmarszczonymi brwiami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


George Walker

Absolwent Gryffindoru
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 177
C. szczególne : intensywny zapach cygara na ubraniu, dobrej jakości ubrania, spod kołnierza, przy szyi wystaje gruba warstwa bandażu.
Galeony : 167
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t20293-george-walker#636736
https://www.czarodzieje.org/t20294-skrytka-pocztowa-g-w#636761
https://www.czarodzieje.org/t20292-george-walker#636733
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyNie Wrz 05 2021, 22:30;

Towarzyskość George'a pozostawiała wiele do życzenia. Tylko osoby wytrwałe w nawiązaniu z nim relacji mogły odkryć, że mógłby być przyjemnym towarzystwem. Wystarczy tylko przebrnąć przez wieczne dyskutowanie na temat pracy. Niektórzy byli w stanie przystopować go i przypomnieć, że nie chcą tego słuchać. Nathaniel pojawił się tutaj w celu konsultacji, a co za tym idzie George nie widział powodu, aby próbować nawiązać nić sympatii. Najpierw praca, a dopiero w nieoficjalnych porach może wejść inny styl rozmowy w towarzystwie czasem alkoholu. Teraz nie było na to czasu. Podał mu pergaminy do przejrzenia, kiwając skwapliwie głową wszak te kopię miał dostarczyć mu do rąk własnych. Zmarszczył jednak brwi na ten dźwięk drwiny w jego głosie. Odchylił plecy do oparcia krzesła i zmierzył mężczyznę czujnym wzrokiem.
- To twój materiał do tłumaczenia, Nathanielu. - zaznaczył bardzo wyraźnie, bo jednak nie będzie sprowadzać mu oryginału skoro ten jest w trakcie badań. Niełatwo jest zdiagnozować działania świeżo wykopanego (notabene z Arabii) artefaktu o nieznanej mocy. Często trwa to tygodniami, a skoro musiał pracować z domu to jednak czuł, że badania przedłużą się nawet do miesiąca.
- Artefakt jest w trakcie ścisłych badań przez rozbudowany zespół specjalistów. Dostęp do niego ma jedynie parę osób i nie sądzę, aby na tym etapie badań było możliwe wprowadzenie ciebie. - mówił spokojnie acz w głosie pobrzmiewało coś na kształt surowości, tak typowej dla osób zarządzających pewną grupą pracowników.
- Palę, jednak nie nad ważnymi dokumentami. - wskazał dłonią zasypany stolik, gdzie nie mieściła się nawet popielniczka, nie wspominając nawet o żelaznym wazoniku ze zwiędłym kwiatem. Skinął uprzejmie głową w ramach odmowy.
- Rozumiem, że każdy detal jest istotny jednak jeśli któryś obszar pisma będzie nieczytelny to osobiście wypiszę wniosek o ponowną kopię. Jeśli Biuro Tłumaczeń wystosuje do mnie pismo, będę mógł postarać się o twoją tymczasową obecność przy artefakcie, rzecz jasna w towarzystwie odpowiednich osób. - nakreślił sytuację, wplatając nieoficjalną informację dotyczącą powagi sytuacji.
- Do tego czasu trzeba bazować na tym, co mamy. Jeśli badania udowodnią, że artefakt nie stanowi dla nikogo zagrożenia, nie powinno być problemu z udostępnieniem go. Od tego miesiąca podwojono środki bezpieczeństwa pracy nad każdym przedmiotem.- przez George'a. Przez to, co mu się stało. Dyrektor banku Gringotta poinformował rzeczoznawców o przymusie podwojenia ostrożności przy analizie każdego artefaktu. Cóż rzec, zgadzał się z tym całkowicie. Rozmasował pod stołem prawą dłoń, choć to bark zaczynał płonąć bólem z powodu braku lepszego podparcia dla mięśni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Bloodworth

Absolwent Slytherinu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Pierścień na palcu lewej ręki (pochłaniacz magii), podłużna blizna na prawym przedramieniu, skórzana rękawiczka na prawej ręce
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 3139
  Liczba postów : 1870
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8




Gracz




Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 EmptyNie Wrz 12 2021, 22:06;

— Tak, tego się właśnie spodziewałem — uśmiechnął się mimo gorzkich słów. — Wiem dobrze, jak zazdrośnie strzeżecie swoich skarbów. I rozumiem to. Mimo wszystko wolałem zapytać, bo to — tu wskazał ręką na zasłany materiałami stolik i westchnął — no cóż, to znacznie utrudnia sprawę.
Spotykał rzeczoznawców i fascynatów artefaktów jeszcze przed podjęciem tego zawodu, a kiedy przybył do Gringotta właściwie nieustannie miał z nimi kontakt, doskonale zdawał więc sobie sprawę z charakterystycznych dla nich zachowań i postaw. Nie przypominał sobie sytuacji, w której jakikolwiek rzeczoznawca miałby bez problemów i biadolenia dać komukolwiek bezpośredni dostęp do przedmiotu, nieważne czy chodziło o średniowieczny medalion, czy gadającą pozłacaną szczotkę do kibla z czasów Czarnego Pana.
Niemniej nie zamierzał siedzieć i marudzić na rzeczoznawców, materiały i cały świat – mimo wszelkich wad był nie tylko dorosłym człowiekiem, ale przede wszystkim profesjonalistą z typowo ślizgońską wybujałą ambicją. Gdyby miał więcej serca do swojej pracy, bardzo prawdopodobne, że zatraciłby się w niej podobnie jak Walker... nigdy nie znalazł jednak niczego, co pochłonęłoby go do tego stopnia. Im dłużej na niego patrzył, tym wyraźniej dochodził do wniosku, że może to i lepiej.
Dość dyskretnie przewrócił oczyma i jakby w odpowiedzi przywołał popielniczkę z sąsiedniego stolika. Położył ją sobie na kolanie, coby nie kłuć Walkera w oczy i kontynuował spalanie błękitnego gryfa, bardzo dobrze świadom, że nikotyna wspomoże jego koncentrację nawet lepiej, niż zrobiłaby to szklanka whisky. Podniósł na Walkera spojrzenie i skinął nieznacznie głową.
— Dziękuję — może nie wylewnie, ale przynajmniej szczerze. Dobrze było wiedzieć, że miał jakieś opcja, nawet mimo świadomości, że skorzystanie z nich to jak przyznanie się do słabości. Wrócił wzrokiem do zdjęcia, zaciągając się jednocześnie dymem. W skupieniu wodził wzrokiem po symbolach, szukając czegoś, co naprowadzi go na konkretniejszy trop - i w końcu mu się to udało. Zmarszczone nieświadomie brwi rozluźniły się, a on wyprostował się energicznie i położył fotkę z powrotem na stole, stukając palcem w odpowiednim miejscu.
— Spójrz tutaj. Jeśli się nie mylę, to staroangielski w dialekcie albo kentyjskim, albo mercyjskim. Ten drugi był częściej używany przez centaury, ale z drugiej strony wykonanie przedmiotu — wyciągnął odpowiednie zdjęcie naszyjnika i położył je tuż obok — w ogóle nie wygląda na ich robotę, skłaniałbym się więc ku pierwszemu. Do dokładnego tłumaczenia będę potrzebował swojego biura, tutaj trudno jest mi się odpowiednio skupić, no i rzecz jasna muszę wspomóc się słownikami.
Nie znał każdego języka tego świata, wręcz przeciwnie, posługiwał się tylko kilkoma z nich, cała reszta jego pracy polegała na umiejętności odnajdowania odpowiednich informacji... no i odrobinie wiedzy, żeby być w stanie odgadnąć, z czym ma do czynienia. Złapał papierosa, pochłaniając kolejną dawkę dymu, wyraźnie skutecznego we wspomaganiu myślenia.
— Stara angielszczyzna to czas mniej więcej między piątym a dziesiątym wiekiem... bardzo wcześnie, jak na takie cacko. Jeśli mam być szczery – zbyt wcześnie. — Wypuścił dym w bok, aby nie drażnić nim swojego rozmówcy. Strzepnął popiół do popielniczki i nachylił się nad zdjęciem naszyjnika. — Myślę, że twórca przedmiotu mógł użyć anglosaskiego celowo, dla niepoznaki lub szyfru. Na mój gust to maksymalnie osiemnasty wiek. Co sądzisz?
Ponownie zmarszczył brwi, pytająco patrząc nań ponad stołem. To on był rzeczoznawcą, to jemu łatwiej było oszacować jak stary był przedmiot na podstawie czy to zdobień, czy zniszczeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 QzgSDG8








Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty


PisanieBar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty Re: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle  Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Bar i stoliki w Dziurawym Kotle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 25 z 26Strona 25 z 26 Previous  1 ... 14 ... 24, 25, 26  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Bar i stoliki w Dziurawym Kotle - Page 25 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
dziurawy kociol
-