Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Nad Tamizą.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 11 z 12 Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość


avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Galeony : 567
  Liczba postów : 614
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptySob Sie 14 2010, 17:35;

First topic message reminder :


Nad Tamizą

Tamiza ma 346 kilometrów długości i jest jedną z najdłuższych rzek Wysp Brytyjskich. Uchodzi do Morza Północnego tworząc estuarium, które rozpoczyna się już w Londynie, kilkadziesiąt kilometrów od morza. Nad jej brzegiem znajduje się pełno malutkich kawiarenek, restauracji i sklepów z pamiątkami i nawet deszczowa pogoda nie jest w stanie zniechęcić turystów do spacerowania nadbrzeżem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Yvonne Nancy Horan

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 175
  Liczba postów : 595
https://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
https://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
https://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
https://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyPią Wrz 14 2018, 21:07;

Liczyła się z tym, że mógł jej odmówić pomocy, ale także miała nadzieję, że Tony nie jest gburem by nie wesprzeć kobiety w potrzebie. Do tego tak poważnej potrzebie, gdyby nie zaradziła coś na to miałaby sporo problemów w Ministerstwie. To chyba świadomość tego, że mimo wszystko jest kobietą, a kobietom w pomocy się nie odmawia. Czasem te niepisane reguły, które zapanowały w kulturze są bardzo przydatne, a osoby płci pięknej z chęcią z nich korzystają. Nawet jeśli ma to oznaczać, że blondynka faktycznie będzie zgrywać głupią. Całe szczęście Yvonne blondynką nie była, za to była roztrzepana psychicznie i czasem niektóre informacje do niej nie docierały.
Już miała okazję poznać to uczucie wysysania magii, kiedy jeszcze sama służyła swoją różdżką komuś innemu. Kilka pierwszych razy naprawdę było dziwne, ale da się przywyknąć. Jednak ten pierwszy, pierwszy raz często jest nieznanym i podejrzanym uczuciem. Jakby ktoś dosłownie pozbawiał kogoś energii z jego ciała, a tym samym zdolności czarodziejskich.
Podniosła głowę, kiedy poczuła się chwyt. Z jej wielkimi oczyma jej twarz wyglądała jak przybity pies, który chciał dobrze, ale jak zawsze wyszło inaczej.
-W porządku, rzadko mi się zdarza rzucać takie zaklęcia - wzięła jeszcze raz głęboki oddech i już nie miała nic do gadania, bo Tony zarządził by stąd się ulotnić. Co z tego, że Yvonne powinna się upewnić czy na pewno wszystko się udało i może pozostawić pozostałą część pracy jej podwładnym. Szefowa miesiąca.
Usiadła na ławce, czuła się jakby była z porcelany, tak delikatny był wobec niej mężczyzna. Przecież nic takiego jej się nie stało, dziwiło ją jego podejście do niej.
-Naprawdę nic mi nie jest, siadaj normalnie. Nie muszę od razu lecieć do Munga - poklepała miejsce obok siebie, przecież ławka by zmieściła jeszcze z 3 osoby. Miała wrażenie jakby to była sytuacja przed weselem albo w ogóle nie miało ono miejsca. Przecież kilka minut wcześniej była przekonana, że mężczyzna ją wyśmieje i każe jej sobie radzić samej. Kusiło ją by spytać czemu tak nagle zmienił zachowanie, ostatnio jak go widziała to prawie skakali sobie do gardeł z towarzyszem Yvonne na weselu, a przez to i na jej psychice ta sytuacja się odbiła. Nie wspominając o relacjach.


"lata świetności dawno miała już za sobą"  dzięki staruszku XDDD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Selwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1527
  Liczba postów : 334
https://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
https://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
https://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
https://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyPon Wrz 17 2018, 19:11;

Działał jakby na autopilocie. Poprzez lata praktyk, umiał rozpoznać zagrożenie i skonsultować samemu ze sobą, czy warto podejmować rzuconą przez los rękawicę, czy raczej pozwolić jej ominąć jego ciało szerokim łukiem. W tym wypadku uznał, że ważniejsze jest znalezienie się poza obrębem miejsca dziwnego wypadku, jak najdalej, jak najszybciej. Byle by ochronić siebie i tym samym pomóc Yvonne. Skoro już chciała jego pomocy, chciał tego dokonać najlepiej jak potrafił, nawet jeśli nie takiej pomocy sobie życzyła. Taki już po prostu był. Żył ze świadomością, że to się nie zmieni. Wręcz nie chciał, aby się zmieniało. Bo przecież niesienie pomocy innym to chyba dobra sprawa, prawda?
Upewnił się, że Yvonne czuje się lepiej w momencie, gdy rozchyliła wargi i pozwoliła, aby słowa przez nią wypowiedziane podążyły w eter. Wtedy też pozwolił sobie na delikatne wykrzywienie swoich ust w grymasie sugerującym uśmiech i podniósł się, aby usiąść na ławce obok niej.
Nie wiedział, co właściwie powinien w tym momencie powiedzieć. Sytuacja była przynajmniej dziwna, jeśli nie chciało się używać bardziej radykalnych określeń. Bo w sumie właśnie pomógł osobie, która nie za ładnie potraktowała go w ostatnim czasie. Pewnie właśnie dlatego, postanowił zrobić coś, czego nie robił od naprawdę długiego czasu.
Sięgnął do kieszeni kurtki i wyjął z niej paczkę papierosów.
Wyciągnął jednego i lewą dłoń złapał różdżkę. Przy pomocy odpowiedniego zaklęcia wyczarował niewielki płomyk na jej końcu, niby mugolska zapalniczka. Odpalił papierosa i zaciągnął się nim, pozwalając na to, aby srebrna chmura leniwie wydostała się z jego niedomkniętych ust.
-To co tam właściwie miało miejsce? - zagaił kobietę. Po części zadał to pytanie po to, aby uniknąć konieczności rozmawiania o zdarzeniach z wesela, a po części po to, by zaspokoić swoją wrodzoną ciekawość. Tak, myślał w tym momencie o tym, jak ona się wtedy zachowała. Nie, nie zapomniał. Niekoniecznie chciał tylko o tym rozmawiać teraz. Może warto puścić to w niepamięć?

Kostka na zaklęcie: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yvonne Nancy Horan

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 175
  Liczba postów : 595
https://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
https://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
https://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
https://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyNie Wrz 23 2018, 12:09;

Dał się przekonać by usiąść obok urzędniczki. W ogóle pozwolił sobie na zbliżenie się do niej, nie wyrwał też ręki z jej dłoni kiedy rzucała zaklęcie. Nie zaraża na szczęście, chyba że głupota należy do chorób zakaźnych, ale to chyba wątpliwe. Zresztą, na medycynie to mało co się zna, to też wypowiadać się na ten temat nie będzie.
Obróciła głowę by zobaczyć co Tony kombinuje, papierosy? Zwykle ludzie po nie sięgają z powodu nałogu, a jeśli to jeszcze nie nałóg to przez napływ emocji, tych gorszych. Miała złe przeczucie, bo kiedy go poznała i pod czas kolacji nie sięgał po ten syf. Jeszcze bardziej ją przeraziło, że wyciągnął różdżkę i z niej skorzystał jak z zapalniczki.
-Zwariowałeś?! Tutaj są mugole - zareagowała łapiąc go za rękę, w której trzymał różdżkę by natychmiast ją ukrył - Tak się składa, że zajmuje się takimi idiotami co sobie czarują przy mugolach i w centrach miast, a potem muszę świecić za nich oczami- nie chciała go obrazić, ani nic z tych rzeczy. Na to akurat była przewrażliwiona i to bardzo. Rozglądała się dookoła czy ktoś na to nie zwróciła uwagi, na szczęście ludzie krążący dookoła byli zapatrzeni w widoki albo te ich świecące małe urządzenia. Odetchnęła z ulgą i zabrała ręce z Anthony'ego, położyła je grzecznie na własnych kolanach.
-Jakiś koleś stwierdził, że po co otwierać drzwi za pomocą klamki jak można użyć Bombardy, dość sporej - obróciła się by móc spojrzeć za siebie czy wszystko za nimi jest już ogarnięte. Widziała panów w dziwnych kostiumach, zapewne służby mugolskie. Czyli już nie miała się czym martwić
-Jeszcze raz dziękuję za pomoc, naprawdę się odwdzięczę
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Selwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1527
  Liczba postów : 334
https://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
https://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
https://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
https://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyWto Wrz 25 2018, 22:29;

On palił rzadko. Praktycznie rzecz biorą wcale tego nie robił. Zdarzało się to sporadycznie w przeróżnych sytuacjach. W jego przypadku wcale to nie oznaczało, że jest rozgniewany, że ma jakiś problem, coś go trapi. On po prostu lubił to czasami zrobić. Zawsze z dala od Lili i zawsze w taki sposób, aby nie emanować tym na kilometr czy dwa. No cóż, tym razem wyszło trochę inaczej.
Odruch odpalania papierosa różdżką był czymś tak naturalnym dla niego, że nawet nie zastanawiał się, tylko po prostu to robił. I dopiero słowa Yvonne jakby przywróciły mu możliwość spotkania się dwóch szarych komórek ze sobą, tym samym sformułowania się jakiejś logicznej myśli w jego głowie. Szlag. Tu faktycznie pojawiali się mugole... Co prawda nie dokładnie w miejscu, gdzie oni się znajdowali, ale przecież tuż obok była ulica, po której oni łazili.
Coś na kształt konsternacji wymalowało się na jego licu, kiedy to sobie uzmysłowił i został zrugany przez panią urzędniczkę. Ale po chwili pozwolił sobie na szeroki uśmiech posłany w jej stronę.
-Czyli co, teraz wyślesz mnie do Azkabanu za łamanie prawa? - pozwolił sobie na rzucenie takiego suchego żartu w jej stronę z niegasnącym wciąż uśmiechem. Różdżkę jednak posłusznie schował, nie potrzebna była im kolejna kryzysowa sytuacja w tym momencie.
Parsknął śmiechem słysząc opowieść odnośnie wydarzenia, w którym właśnie miał okazję brać udział. Zaciągnął się ponownie papierosem i pozwolił, aby dym leniwie opuścił jego płuca, nim postanowił coś na ten temat dodać od siebie.
-A myślałem, że praca w Ministerstwie Magii to sama papirologia i nuda. - skomentował całe to zdarzenie z bardzo charakterystyczną dla niego dawką optymizmu. Bo naprawdę, tak dotychczas uważał. Że bycie urzędnikiem nie mogło wiązać się z jakąkolwiek dawką ekscytacji czy adrenaliny. Jemu to wszystko dostarczało polowanie na zwierzęta i opieka nad nimi, która nigdy do najprostszych nie należała. Ale po prostu brak możliwości częstego podróżowania musiał sobie rekompensować w jakiś sposób. Na Merlina... Jak on tęsknił za adrenaliną, która temu wszystkiemu towarzyszyła...
Machnął ręką, jakby to w ogóle nie było istotne. Bo w rzeczywistości dla niego nie było. Nie pomógł jej tylko po to, aby potem mieć z tego jakiekolwiek korzyści. Pomógł jej, bo uważał, że tak powinien się zachować w obecnej sytuacji. Pomógł, bo uznał to za słuszne. I pewnie pomógłby jeszcze raz, gdyby spotkało go coś podobnego.
-Daj spokój Yvonne. Nie musisz, nie zależało mi na czymś takim, kiedy postanowiłem Ci jednak pomóc. - odpowiedział zgodnie z prawdą i ze swoim własnym sumieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yvonne Nancy Horan

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 175
  Liczba postów : 595
https://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
https://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
https://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
https://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyCzw Lis 29 2018, 20:52;

-Masz to szczęście, że jestem szefową to i czasem na więcej przekrętów mogę sobie pozwolić - plusy i minusy takiego stanowiska, oczywiście z umiarem by nie zachłysnąć się władzą. Jeszcze zechce zostać samym Ministrem Magii. Lepiej sobie nie wyobrażać co by Yvonne wymyślała będąc na takim stanowisku, ale byłoby duże prawdopodobieństwo, że niektóre sprawy by zostawiła takimi jakie są. Gdyż samej jej to nie przeszkadza lub się z tym zgadza, lub jest zbyt leniwa by zajmować się jakimiś pierdołami, które nawet nie wiele wnoszą do życia i nikt sobie nawet nie zdaje z nich sprawy, że coś takiego istnieje! Po co psuć sobie nastrój i innym.
-Zdziwiłbyś się - wyprostowała się kiedy Tony przestał się śmiać z zachowania urzędniczki - Ja na przykład dużą część czasu swojej pracy spędzam poza murami Ministerstwa, tak jak tutaj i przeganiam idiotów i mugoli do porządku. Czasem nawet potrzebuję pomocy Aurorów! - ostatnią część wypowiedzi zaznaczyła wyjątkowo entuzjastycznie. Czasem naprawdę lubi tą pracę, a kiedy przychodzi do poważnych przypadków to lepiej się przy tym bawi bo działa na nią adrenalina i czas.
-Po tym jak kiedyś się zachowałam, to nie zdziwiłoby mnie to że zostawisz mnie z tym samą - jednak sumienie nadal ją dręczyło po tym co się stało na weselu Doriena. Dość nie świadomie o tym powiedziała, czasami jej język jest szybszy od myśli. A mogli jeszcze miło chwilę porozmawiać.


hehe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mallory Colquhoun

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 243
  Liczba postów : 249
https://www.czarodzieje.org/t15706-mallory-colquhoun
https://www.czarodzieje.org/t15725-poczta-poczta#423973
https://www.czarodzieje.org/t15718-mal-wal-jakas-fajna-relke-zaprasza
https://www.czarodzieje.org/t15716-mallory-colquhoun
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyPon Mar 04 2019, 22:33;

Ostatnie tygodnie były dziwne. Doskonale zdawała sobie sprawę, iż to kwestia jej samej, jednak wciąż usilnie próbowała wmówić przede wszystkim sobie, że to wina otaczającego ją świata, a nie kilku naprawdę głupich i nieprzemyślanych decyzji. Dużo pracowała, chcąc oderwać myśli od tego, co zaprzątało jej głowę, przez co kompletnie przegapiła coroczny wyjazd na ferie, łapiąc się na tym zaledwie parę dni temu. Była trochę zła - w końcu jest to idealny pretekst, żeby przez dwa tygodnie nie przejmować się absolutnie niczym, siedząc gdzieś na zupełnie innym kontynencie, szybko jednak postanowiła zagospodarować nadmiar wolnego czasu na nadrobienie zaległości. W końcu tuż przed feriami zniknęła na chwilę, chcąc przemyśleć parę ważnych i istotnych dla niej samej kwestii.
List do Nessy był impulsem. Siedząc w aptece i bazgrząc coś na znalezionym pod ladą kawałku pergaminu, nie sądziła nawet, iż tak szybko dostanie odpowiedź. Przez moment przeszło jej nawet przez myśl, iż być może rudowłosa również nie pojechała na ferie, zniknęła ona jednak równie szybko, jak się pojawiła, wraz z przeczytaniem słowa Islandia.
Brakowało jej Ślizgonki. I chociaż wcześniej niejednokrotnie żyjąc własnym życiem, jedynie mijały się w dormitorium, nie zamieniając ze sobą najmniejszego nawet słówka, teraz czuła się, jakby powoli ją traciła. Być może złudne przeczucie, z każdym dniem przybierało jednak na sile. Dlatego też postanowiła napisać. Potrzebowała jej, potrzebowała rozmowy, wreszcie - potrzebowała wsparcia. Nie mogła się więc nie uśmiechnąć pod nosem, czytając kolejną wiadomość od rudej, a klienci apteki, myśląc iż Ślizgonka uśmiecha się na ich widok, wychodząc ze sklepu życzyli jej wszystkiego dobrego. Miłe.
Postanowiła spotkać się z nią w Londynie. Zimowa aura (o dziwo) nie zniechęciła jej do spaceru i wychodząc z apteki, skierowała się w stronę rzeki. Już jakiś czas temu upodobała sobie tamtejsze bulwary, spędzając tam znaczną część wolnych po pracy wieczorów. Teraz było wcześnie, do zmierzchu jeszcze daleko. Widok na płynącą Tamizę nie uspokajał jej jednak tylko nocą. Za dnia było równie cudownie, ale nieco tłoczniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 712
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2496
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyNie Paź 27 2019, 19:53;

Trzask, chłód, tysiące dźwięków uderzyło w ich uszy.
Późny wieczór w centrum Londynu należał do tych kolorowych, przepełnionych ludźmi oraz muzyką. Nad brzegiem Tamizy wielu artystów miało swoje występy, stały budki z jedzeniem i napojami, przebrani mugole zachęcali do robienia sobie z nimi zdjęć. Wydawało się jej, że to najodpowiedniejsze miejsce, bo kto by ich tu szukał? Uśmiechnęła się już w charakterystyczny, zaczepny dla siebie sposób, narzucając na ramiona płaszcz i skrywając nieco materiał czerwonej, długiej sukni. Nie wsunęła jednak rąk w rękawy, pozwalając sobie na odrobinę swobody. Widząc pytające spojrzenie Corteza, odetchnęła tylko głębiej i złapała go za dłoń, splątując ich palce ze sobą, ciągnąć za sobą w stronę głównego bulwaru.

- Tutaj nikt nie będzie przeszkadzał. - powiedziała z satysfakcją, rozglądając się dookoła. Tańczące światła, neony, podświetlony główny most Londynu. Wszystko to sprawiało, że gwiazdy na niebie nie były widoczne i można było dostać zawrotów głowy. Najzabawniejsze było to, że dookoła było tyle hałasu, że jej uszy całkiem zaczynały go ignorować, skupiając się na rwącej, brudnej rzece. Jej intensywny zapach uderzał w nozdrza, przywodził na myśl mewy oraz błoto, a jednocześnie był tym jedynym aromatem serca Wielkiej Brytanii. Spojrzała na niego z dołu, stawiając krok za krokiem, podkreślany stukotem niebotycznie wysokich szpilek. Zaskoczyła go, nie spodziewał się randki w takim miejscu. - Wiem, nie jesteś fanem takich miejsc i mugolskich atrakcji, jednak tutaj nie spotkamy nikogo znajomego. Mallory mnie tu kiedyś zabrała.
Dodała jeszcze, wzruszając delikatnie ramionami. Fascynowały ją te małe straganiki czy starsze, uśmiechnięte Panie sprzedające apetycznie wyglądające hot dogi. Znał ją na tyle, żeby stwierdzić, że od samego początku planowała go porwać z tego przyjęcia, gdy tylko wypełni swoje obowiązki. Dostrzegła mniej zaludnione miejsce, murek odgradzający deptak od rzeki, gdzie przez rosnące po obu stronach drzewa amatorów fotografii nie było, bo liście zasłaniały słynne zabytki. Zaciągnęła go więc w tamtą stronę, bezceremonialnie podskakując i siadając wygodnie na zimnym betonie. Założyła nogę na nogę, ignorując całkiem eksponujące udo rozcięcie, ułożyła też torebkę na kolanach. Kołysane przez zimne podmuchy włosy, unosiły się gdzieś za plecami, ciągnąc razem z prądem rzeki w prawą stronę. Dzięki zajętemu przez siebie miejscu miała dobry widok na jego twarz, byli niemalże równi, co karzełkowi nie zdarzało się nazbyt ciężko. Puściła jego dłoń, otwierając torebkę i wyjmując dwie, niewielkie buteleczki. W jednej było whiskey, w drugim wódka.
- Na co masz dziś ochotę? Wzięłam na wynos. - zaczęła spokojnym głosem, nie biorąc niczego większego specjalnie. Nie mogli się upić, jeszcze nie teraz. Ta odrobina procentów miała tylko ich rozluźnić, rozgrzać. Zgarnęła palcami kosmyki włosów z twarzy, przyglądając mu się uważnie. Zlustrowała jego twarz, w końcu zatrzymując się na zwykle chłodnych, głębokich oczach. - Pamiętasz, jak jeszcze we wakacje rozmawialiśmy o czarnej magii? Twoja propozycja jest nadal aktualna, skarbie?
Zapytała w końcu nieco ciszej, milknąc już, przekręcając głowę na bok, zaciekawiona jego reakcji. Oczywiście wiedziała, że była — on nie rzucał słów na wiatr. Było to jednak tylko jedno z pytań, które dla niego na dzisiejszy wieczór przygotowała.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
C. szczególne : Kruczoczarne, kręcone, długie włosy; wiecznie ubrany w garnitury
Galeony : 56
  Liczba postów : 864
https://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
https://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
https://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t18718-aleksander-cortez-dziennik#53
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptySro Paź 30 2019, 21:38;

Nie ukrywał zaskoczenia jaki wywołało na nim to pełne życia, głośne miejsce. Z pewnością omijałby takie szerokim łukiem, nawet jeśli byłyby przepełnione magią. W takich jak to bywał naprawdę rzadko. Więc jeśli chciała się ukryć przed ich światem to nawet dobrze wybrała. Lecz, czy ktoś taki jak oni będzie w stanie się ukryć? W długiej, czerwonej, niezwykłej sukni lub w niecodziennym stroju, tak bardzo odbiegającym od dzisiejszej normy. Chcąc nie chcąc przyciągali spojrzenia. Nawet w tak pstrokatym, pełnym dziwactw miejscu.
Zawirowały mu w nosie wszelkie zapachy tego miejsca, powodując, że nieco zakręciło mu się w głowie. Ale utrzymał się na nogach czując jej mocny uścisk na ręce. To również go zaskoczyło, lecz w przeciwieństwie do wszystkiego co ich otaczało, ten gest orzeźwił jego umysł, sprowadził na ziemię. Na twarde podłoże, pozwalając myślom na powrót płynąć swoim normalnym tempem. 
- Owszem, nie jestem - odpowiedział jedynie, pozwalając się prowadzić w stronę którą chciała dziewczyna. Stając się coraz to bardziej ciekawy, o co może chodzić rudowłosej. Mimo wszystko rozglądał się nie wiedząc na czym zawiesić na dłużej wzrok. Przesyt ten jednak szybko go zmęczył przez co uznał, że najlepiej będzie jeśli całą świadomość skupi na dziewczynie z którą tutaj przybył. 
W pierwszej chwili zastanowił się kim była w ogóle ta Mallory. Lecz nie kojarząc nikogo o tym imieniu uznał, za nieistotną kwestię dopytywać się kto to jest. I co w ogóle dziewczyny mogły robić w takim miejscu jak to. 
W chwili gdy usiadła odsłaniając kawałek uda zerknął na nie, a następnie przeniósł spojrzenie na brązowe oczy Nessy. 
- Wolę wódkę. Za dużo tutaj smaków i zapachów, bym miał chęć na whisky. - odpowiedział łapiąc za butelkę z zamiarem rozpieczętowania nakrętki, a także by miała wolną rękę, mogąc schować drugi szklany łup wyniesiony z imprezy.
Podchwycił jej spojrzenie, podchodząc do niej w zasadzie tak blisko, że bez problemu mogłaby go objąć nogami. 
- Mhmmm - Wymruczał w odpowiedzi odrywając wzrok i spoglądając na buteleczkę odkręcając ją, po czym podał narzeczonej. 
- A co w końcu się zdecydowałaś? -  powiedziawszy to znów doprowadził do tego, że ich spojrzenia się skrzyżowały, a w jego wiecznie chłodnych oczach, zatańczyły małe rozbawione ogniki. A może raczej był zaintrygowany tym tak nagłym wyznaniem. Ponieważ pomału zaczął zapominać o tym fakcie. Jak bowiem powiedział już wcześniej. Nic nie planował robić na siłę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 712
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2496
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyNie Lis 10 2019, 14:03;

Lubiła zaskakiwać. Specjalnie wybrała miejsce, którego by się po niej nie spodziewał ani on, ani nikt inny. Gdzieś, gdzie nie będą im przeszkadzać w rozmowie. Karmelowe ślepia przesunęły z zaciekawieniem, nazbyt widocznymi iskierkami podziwu po mugolskiej architekturze. Bulwar był naprawdę piękny, a cały ten hałas i kolory tworzyły niesamowitą otoczkę, której nie można było nigdzie indziej znaleźć. Szum wody to dopełniał, podobnie jak skrzeczenie mew, których pióra walały się pomiędzy nogami przechodniów. Londyn był jednym z ulubionych miejsc turystów, nic więc dziwnego, że niezależnie od godziny, tętnił życiem. Zwłaszcza tutaj, gdzie widok na most zapierał dech w piersiach. Musiała przyznać, że oświetlenie było równie imponujące, co sufit w Wielkiej Sali. Ich stroje wbrew pozorom były doskonałym przebraniem, bo przechodnie brali ich z pewnością za aktorów z pobliskiego teatru lub ulicznych tancerzy, których było pełno.
- Nie jest chyba aż tak źle, co? - rzuciła z ciekawością, przez chwilę obserwując jego twarz kątem oka. Widziała to zaskoczenie, być może nawet cień zaintrygowania. Pewnie wyglądała podobnie, gdy stara przyjaciółka ją tu przyprowadziła. Lanceley była jednak tolerancyjna, nie miała nic na dłuższą metę do ludzi o brudnej krwi, pozbawionych magii. Żyli najlepiej jak umieli, pracując ciężko na rzeczy, które oni mieli dzięki machnięciu różdżki. Nie umiała nie szanować ciężkiej pracy. - Mają tu naprawdę dobrze przekąski, gdybyś zgłodniał. Nawet strzelające ziarna! Pięknie pachną, masłem lub karmelem.
Poprawiła się na murku, którego chłód wywołał dreszcz na jej skórze. Wiedziała, że amatorów fotografii t miejsce nie interesowało, a o tej porze rozbieganych dzieci raczej nie uświadczą, więc byli bezpieczni i powinni mieć względy spokój. Grzebiąc w torebce, wyjęła trunki i czekając na wybór Aleksandra, przyglądała się chwilę swoim dłonią. Drobne, o długich palcach oraz jasnej karnacji, stworzone do grania na instrumentach oraz ich tworzenia, a ona chciała to porzucić. Spojrzała też na pierścionek, który grzecznie reprezentował jej obecny stan cywilny — przez to, że unikała noszenia go na zajęcia, zawsze wzbudzał w niej to samo westchnięcie zachwytu, które było za pierwszym razem. Był pięknie wykonany, a ona znała się na biżuterii. Niemniej jednak Cortez wybrał, a ona kiwnęła głową z uśmieszkiem.
- Widzę, że stawiasz dziś na konkrety. Dobrze. Niech będzie wódka.
Whiskey wróciła do torby, a tą położyła na boku, aby mieć wolne kolana. Znała go tyle lat, że wiedziała, od jakich informacji zacząć, aby nie psuć mu humoru tak od razu. Rude podobno z natury były cwane i przebiegłe, a on wydawał się jej najodpowiedniejszą osobą do korepetycji. Blaith pewnie była zajęta, a do tego nigdy w życiu nie pozwoliłaby jej na naukę sztuk zakazanych. Nawet kuzynka bywała nadopiekuńcza. Wzięła butelkę, upijając łyka. Zacisnęła powieki, czując, jak pieką ją usta i przełyk, jak fala gorąca uderza w każdy zakamarek jej ciała. Całe szczęście, że miała mocną głowę po swoim epizodzie z problemami alkoholowymi. Uniosła wzrok, wyciągając dłoń z butelką w jego stronę, patrząc mu jak zwykle bezpośrednio w oczy.
- Mhm. Może mi się to przydać w pracy. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, przygryzając na chwilę dolną wargę. Wolną dłoń uniosła, przesuwając ją po jego klatce piersiowej, zatrzymując gdzieś na wysokości serca. Znów opuściła spojrzenie, patrząc na błyskotkę na palcu. - Cóż, jeśli masz być ... jeśli jesteś moim narzeczonym, to masz prawo wiedzieć pierwszy. Poważnie myślę nad karierą aurora, może później uderzę w coś wyżej w ministerstwie.
Zamilkła, łapiąc powietrze i przymykając na chwilę oczy, ignorując wyobraźnię podsyłającą jej rozwścieczone twarze rodziców, którzy planowali dla niej przyszłość zupełnie inaczej. Nie była jednak gotowa na rozmowę z nimi na ten temat, jeszcze nie teraz. Zadarła głowę, znów patrząc na jego twarz, poszukując spojrzenia. Dłoń przemknęła wyżej, układając się ostatecznie na chwilę na jego policzku, aby zaraz wrócić do właścicielki, która z jej pomocą zgarnęła miotający się na wietrze kosmyk włosów za ucho. Uśmiechnęła się, chcąc tak naprawdę porozmawiać z nim o wszystkim, skoro w końcu mieli okazję.
- A w związku z tymi całymi zaręczynami.. Jak się z tym czujesz? To była raczej decyzja dla świętego spokoju, ale będziemy musieli w końcu coś z tym zrobić.. - westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, odwracając od niego wzrok i przesuwając go gdzieś w stronę tej zatłoczonej części bulwaru, nad którą górował cień mostu. Gdy jej spojrzenie napotykało pogodne, roześmiane twarze tutejszych turystów, miała wrażenie, że oni nie mieli żadnych problemów w przeciwieństwie do nich. Złudzenia potrafiły podsycać emocje.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
C. szczególne : Kruczoczarne, kręcone, długie włosy; wiecznie ubrany w garnitury
Galeony : 56
  Liczba postów : 864
https://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
https://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
https://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t18718-aleksander-cortez-dziennik#53
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyNie Gru 15 2019, 15:20;

To miejsce miało swój wyjątkowy klimat, nie potrafił temu zaprzeczyć, nawet jeśli nie cierpiał wszystkiego co mugole zrobili. Architekturę zawsze lubił, a tutaj miał czym nacieszyć oczy.
- Jest z pewnością inaczej - odpowiedział jak zwykle, wymijająco, nie ukazując, czy to miejsce faktycznie mu się podoba. Widać było u niego zainteresowanie, bo co chwilę coś innego zwracało jego uwagę. Ale to też właśnie mogło powodować, że z drugiej strony czuł się tak bardzo przytłoczony. A on przecież uwielbiał otwarte przestrzenie, niekończące się polany, gęste lasy, wodę ciągnącą się aż po horyzont. Tutaj szybko doszli do obranego celu, murku który sobie zajęli. Kiedy tam byliby w stanie iść i iść, wciąż nie widząc nawet zarysu miejsca do którego się zmierza. On chyba za bardzo lubił być w ciągłym ruchu. Za mocno przyzwyczajony do tego podczas swoich szkoleń.
- Masz na myśli ten Pop-corn? Kupowałem go na wycieczce kiedy to poszliśmy do kina na zajęciach z Mugolo. - Powiedział uśmiechając się lekko, dumny w pewien sposób, że jest zaznajomiony z tym pojęciem. Wciąż nie mógł odżałować późniejszego braku na zajęciach, kiedy to omawiali późniejsze filmy i odnosili się do ich świata. Mało było takich zajęć na tym przedmiocie. Często zajmowano się głupotami, a tak istotny temat pozostawiano bez zagłębiania się w niego. 
Obserwował jak bawi się pierścionkiem, przygląda mu się intensywnie się nad czymś zastanawiając. A później jej odpowiedź spowodowała, że uniósł nieco brwi i cofając się o mały krok, spojrzał uważniej na jej twarz.
Wcale nie masz na myśli alkoholu co Nessa? - Przemknęło mu przez myśli i wsłuchał się w jej wypowiedź. Nie przerwał, domagając się jakiś konkretów, szybko bowiem dodała to co jej najbardziej ciążyło. Nie odpowiedział też przez dłuższą chwilę. Chociaż na zdanie auror jego usta wygięły się trochę kpiąco. Dopiero wtedy pośpieszył z tłumaczeniem, nie chcąc by też odebrała tego jako pogardę względem niej.
- Sama wiesz, że ja nie mam raczej dobrych relacji z aurorami. I jeśli byś chciała pozostać nim na zawsze to nie podobało by mi się to. Ale jeśli kierujesz w coś dalej, to z doświadczeniem aurora powinno być łatwiej zajść gdzieś dalej. - Wytłumaczył spokojnie, zastanawiając się nad kwestią, która później i jej zaprzątała głowę. 
- Bo szczerze powiedziawszy to droga jaką obrali dla Ciebie twoi rodzice mi do Ciebie nie pasuje. Jesteś za bardzo ambitna by osiąść gdzieś w warsztacie i robić magiczne instrumenty. - dopowiedział i uśmiechnął się do niej pokrzepiająco.
Szybko przeskoczyła na kolejny temat, choć poniekąd tak bardzo był też powiązany z tym jeśli myśli dziewczyny poniosły się ku jej rodzinie. 
- Zdaje się, że rodzice zaplanowali twój każdy ruch na przyszłość. Niestety tak się nie da. Co zresztą sama czujesz, nie chcąc być tym kim oni zaplanowali. Według mnie tak też może być z naszymi zaręczynami. Jeśli chcesz je zerwać w tej chwili. Możesz, ja już mówiłem. Nie chcę cię ograniczać ani wpływać siłą. Zarówno jeśli chodzi o kroki ku zagłębieniu się w czarną magię, jak i ogólnie w życiu i w relacje między nami. - Rozgadał się jak zwykle. 
W chwili kiedy przyłożyła rękę mu do policzka, przycisnął do niej mocniej swoją twarz i dodał.
- Jednak jeśli mam byś szczery to ja dla siebie nie wyobrażam sobie nikogo innego niż właśnie Ciebie Nessa. Znamy się już od tak dawna, jesteś jedną z garstki ludzi na całym świecie do których coś czuję. Już dawno przewyższyło to rangę zwyczajnej znajomości, czy nawet przyjaźni. Wiedząc, że mimo wszystko zawsze mogę na Ciebie liczyć i mam nadzieję, że ty uważasz to samo ze wzajemnością. W dodatku jesteś z starego, bardzo uznanego wśród czarodziei rodu. Więc w mojej rodzinie przyjmą Cię z szeroko otwartymi rękoma. No i nie jesteśmy w żaden sposób spokrewnieni, a to już rzadkość. - No tak... Jeśli mamy do czynienia z taką parką jak Nessa i Aleksander to na czystą, głęboką romantyczność i namiętność nie ma co liczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 712
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2496
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptySro Sty 08 2020, 20:07;

Stosunek Nessy do mugoli był raczej neutralny. Nie miała w naturze nikogo skreślać za pochodzenie, a wielu czarodziejów pół krwi lub mniej, było niezwykle utalentowanych. Bardzo lubiła też tworzoną przez nich muzykę, którą niezwykle łatwo mogła przełożyć na skrzypce lub fortepian, a do tego mieli ciekawą kuchnię. Prawda była taka, że wiele o ich świecie powiedział jej Holden, chociaż nadal dokładnie nie potrafiła się w tym odnaleźć. Na słowa Alka wywróciła oczyma, prychając cicho, wciąż jednak trzymając jego dłoń, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie.
- No, naprawdę. Wiele mi to mówi o tym, czy zniesiesz tutejszą atmosferę podczas spaceru, czy może wolisz teleportować się w bardziej czarodziejskie rejony.
Odparła z nutą rozbawienia i pretensji jednocześnie, posyłając mu zaczepny uśmiech. Znała go tyle lat, że doskonale wiedziała, że może sobie pozwalać na więcej i nie będzie traktował jej teatralnych sztuczek poważnie. Z pewnością wpływ na wybór miejsca miały jej niebotycznie wysokie szpilki, w których chodzenie po chodniku było najprostsze. Usadowiła się wygodnie, opierając rękoma o murek. Było tu luźniej, bo drzewa skutecznie blokowały możliwość zrobienia zdjęcia na tle Londyńskiego mostu, a zresztą większość ludzi już udawała się do pubów, chcąc spędzić wieczór przy piwie. Kiwnęła głową, wprawiając w ruch kaskady miedzianych, wijących się włosów.
- Tak! Kompletnie nie mogę zapamiętać tej nazwy. I co? Smakował Ci?
Czuła się zobowiązana, aby zdradzić mu chociaż trochę swoich planów na przyszłość, a poza tym dalsze trzymanie tego w sobie sprawiłoby, że odeszłaby całkiem od zmysłów. Wiedziała, że to ambitny plan, ma wiele długich lat pracy, jednak znacznie bardziej pasujący do ambitnej ślizgonki. Obserwowała jego twarz, doszukując się każdej, najmniejszej nawet reakcji na to, jak to przyjmie. Pamiętała, że z aurorami i ministerstwem nie było mu po drodze. Nie przerywała mu jednak, wlepiając w niego karmelowe tęczówki.
- Teraz pewnie wybuchniesz śmiechem, ale myślałam, o pozycji Ministra Magii. Znacznie łatwiej dostać nominację z pozycji szefa departamentu, chociaż to kilkanaście lat pracy... Przeglądałam dostępne staże w ministerstwie, a poza aurorami, ciekawe były jeszcze katastrofy i tajemnice, ewentualnie przestrzeganie prawa, ale to najbardziej nudne. Całe dni w papierach. - wytłumaczyła ze spokojem, milcząc chwilę po jego wypowiedzi. Intuicja jej nie zawiodła. Wiedziała, że pozostanie na aurorze, niezbyt spodoba się potencjalnemu małżonkowi, o ile ten misterny plan tatusiów dojdzie do skutku.
- Tak, tylko co się stanie z tradycją i warsztatem ojca, jak nie będę tego kontynuować? Może dałabym radę i w urzędzie i z muzyką. Zabije go, jak to porzucę.
Tutaj już głos dziewczyny był zrezygnowany, wypełniony bezradnym westchnięciem. Naprawdę, paskudnie było być jedynym potomkiem jakiegoś rodu, który niegdyś — może i był wielki, jednak teraz zdawał się niknąć na tle innych, wielodzietnych rodzin. Nie wiedziała, czy umiała być taką egoistką i prosić ich o to, aby pogodzili się z jej decyzją. Przesunęła spojrzeniem po okolicy, zawieszając je na chwilę na kolorowej budce z jedzeniem, z której dobiegała ich uszu wesoła muzyka. Słuchała go w milczeniu, jednak na ustach błąkał się delikatny uśmiech. To był jeden z tych momentów, gdzie ścierała się jej chęć z tym, co powinna. Wzruszyła delikatnie ramionami, szczelniej opatulając się płaszczem, aby zaraz wrócić uwagą do ślizgona.
- I wiesz, że ja też nie zamierzam Cię ograniczać? Możesz robić, co Ci się żywnie podoba. Jesteśmy przecież przyjaciółmi od tak dawna, że wbijanie sobie noża w plecy w postaci zakazów i nakazów jest poniżej godności. Zwłaszcza że, obydwoje mamy zobowiązujące nazwiska. - przerwała na chwilę, unosząc delikatnie dłoń i znów łapiąc za swój pierścionek, aby delikatnie zakręcić nim na palcu. [b] -Zdaje sobie sprawę, że mogłabym Ci go oddać tu i teraz, nawet jeśli rodzice by się tym nie pogodzili. Na ten czas to jednak gwarancja spokoju, a ja nie mam siły na użeranie się ze swoim ojcem. Jest tyle rzeczy do zrobienia przed końcem szkoły. A to bezpieczna strefa.[/b]
Zamilkła, zdając sobie sprawę, jak to brzmi, chociaż nie do końca przekazała to, co miała na myśli. Była pewna, że on też nie czuję się komfortowo, bo to trochę tak, jakby zmuszali go do ślubu z Isabellą. Mogło to jednak wynikać z jej podejścia do roli przyjaciela, całkiem bezpłciowej. Zdziwiona drgnęła nieco, gdy twarz Aleksandra znalazła się przy jej dłoni, a brew mimowolnie powędrowała do góry. Kolejne słowa sprawiały jednak, że nieco rozchyliła usta w niemym zaskoczeniu, spoglądając w jego oczy z niedowierzaniem. Nie był wylewny, nie był romantyczny i czasem wręcz posądzała go o większy aseksualizm od swojego. Nic więc dziwnego, że nie bardzo potrafiła znaleźć słowa, żeby jego wypowiedź jakoś skomentować.
- To jest absolutnie nowa, odrobinę romantyczna i urocza twarz Corteza, który odrzucał każdą pannę, która próbowała go złowić? - zaczęła, nie mogąc powstrzymać rozbawienia. Nie cofnęła jednak dłoni, wypuszczając ze świstem powietrze z ust. Radziła sobie gorzej z takimi rozmowami niż z zielarstwem. - Czy to nie jest tak, że postrzegasz mnie trochę, jak młodszą siostrę? Nie chciałabym Cię skazać na związek z kimś, kto nie potrafi z iskry zrobić płomienia. Bo jeśli faktycznie weźmiemy ze sobą ślub, to będzie oznaczało wyjście z miejsca, które znamy. Poszerzenia, ba, likwidacji granic Alek. Nigdy nie patrzyłam na Ciebie inaczej, niż na przyjaciela. Znasz mnie, jestem beznadziejna w takich sprawach. Nie mogę Ci nic obiecać, dać jakiejkolwiek gwarancji. Jednak skoro już znaleźliśmy się w takiej sytuacji, to czemu nie sprawdzić? Gorzej nie będzie, a mamy trochę czasu do poważniejszych decyzji.
Zamknęła się w końcu, plącząc się we własnych słowach, jednak była pewna, że doskonale ją zrozumiał. Zawsze przecież wiedział, o co jej chodzi. Odwróciła wzrok, zawieszając go na wysokości kołnierza od jego koszuli. Trudno było jej stwierdzić, czy on był bardziej zaskoczony, czy może jednak ona. Zsunęła dłoń z policzka niżej, zaciskając palce na materiale odzienia wierzchniego. Jakoś tak nagle straciła kontrolę, a zyskała odrobinę zawstydzenia. Nessa nie była jednak typem czarownicy, która się jąka i chowa głowę w piach onieśmielona przez następny miesiąc, musiała po prostu chwilę się oswoić.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
C. szczególne : Kruczoczarne, kręcone, długie włosy; wiecznie ubrany w garnitury
Galeony : 56
  Liczba postów : 864
https://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
https://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
https://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t18718-aleksander-cortez-dziennik#53
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptySro Sty 08 2020, 23:34;

On nie był w stanie spojrzeć na wszystko co mugolskie z obiektywnego punktu widzenia. Wychowany w tradycji konserwatywnej, przyzwyczajony był do starego porządku, a wszelkie zmiany jakie nastawały dookoła niego działy się zazwyczaj szybko, tak nagle, według niego agresywnie. Nie twierdził nigdy od razu, że coś jest złe i tyle. W końcu ktoś taki jak on nie posługiwał się raczej pojęciami zła i dobra. Podchodził z ogromnym dystansem, niczym dziki, skrzywdzony zwierz przez człowieka do obcej ręki. Lubił to co miał, nawet jeśli było to staromodne, gorsze od nowszych wersji i ulepszonych modeli. Nigdy nie przykładał wagi do gadżetów, a nawet strojów. Pomimo, że był czystokrwisty, sam zawsze ubrany w garnitur, piękny i pachnący. Nie ocenił jeszcze nikogo tylko pod tym względem.
Wykrzywił lekko usta w grymasie niezadowolenia oglądając wszystko pobieżnie co ich otaczało.
- Jest pstrokato jak dla mnie, i za dużo kolorów. Może moje oczy nie są przyzwyczajone do tych świateł. Bo zawsze wolałem półmrok. Co nie oznacza, że jedyne o czym teraz myślę to ucieczka stąd. Nie, jestem zdecydowanie zbyt ciekawską osobą by nie chcieć tutaj zostać jeszcze dłużej. Znacznie dłużej i dalej poznawać to wszystko. Nawet jeśli skończyć miałoby się to wyłącznie na patrzeniu bez głębszego posmakowania danej rzeczy. - Powiedział oglądając znów zmniejszający się tłum i wszystkie dziwne przedmioty mugoli. Po czym spojrzał na dziewczynę i jego usta wygięły się w złośliwym uśmieszku dodając jeszcze:
- Tak lepiej? - po czym odebrał od niej butelkę i nim pociągnął niewielki łyk spoglądał wyzywająco w jej oczy.
- Z początku bardzo, później już zaczął mnie język szczypać od tej soli i myślałem że zaleję całą salę zaklęciem aquamenti chcąc ugasić pragnienie - odpowiedział i zaśmiał się krótko.
Nessa przedstawiła mu swój plan na przyszłość i faktycznie na jego ustach znów pojawił się delikatny uśmiech.
- Minister Magi, no, no... Jak mierzyć to w sam szczyt co nie? - odparł bez ani odrobiny kpiny w głosie. Bo zauważył, że to go wcale nawet nie zaskoczyło. Jakby to co właśnie powiedziała mówiła już trzeci lub piąty raz, a nie po raz pierwszy. Chyba za bardzo pasowało mu to do jej charakteru by w ogóle mógł się temu dziwić.
- Nie spodziewałbym się niczego innego po Ministrze Magii, by można było nim zostać bez większych lat praktyki w jakimś zawodzie w ministerstwie. A jako auror chyba będziesz najwięcej w terenie i najmniej siedzieć przy papierkowej robocie. Chociaż i to cie pewnie nie ominie. Więc z tych co podałaś to faktycznie wydaje się być najlepszą z możliwych ścieżek kariery. - Po tym zamilkł na chwilę wsłuchując się w kolejny problem przedstawiony przez towarzyszkę. Wpatrywał się w jakiś jeden jasny punkt na górze, który to pojawiając się, to znikając przesuwał się po nocnym niebie.
- To że ty nie poprowadzisz rodzinnego warsztatu nie oznaczać będzie, że zostanie zamknięty już na zawsze. Jest zawsze jeszcze Rebeka, może ona by się nadała na to bardziej? Bo lepiej by działalność prowadził ktoś nawet nie z bezpośredniej linii, ale za to uwielbiający to co robi. Niż właśnie ktoś z bezpośredniej gałęzi, a to czujący się w tym jak ptak w klatce. Rozmawiałaś już może coś na ten temat właśnie z siostrą? Co ona chce robić i czy myślała w ogóle o takiej możliwości? - odpowiedział podając butelkę bo zauważył, że przywłaszczył ją sobie na dłużej, a nawet nie pije.
- Nie zrzucaj jednak całego ciężaru tylko na siebie. Zwłaszcza, że istnieje więcej możliwości aniżeli te dwie które ty Nessa widzisz. By przejąc interes i być nieszczęśliwa lub by go nie przejmować i unieszczęśliwić rodziców - mówiąc to pochylił się bliżej by znów skrzyżować się spojrzeniami. Chciał by zapamiętała to raz na zawsze.
On osobiście nie miał tego problemu, ponieważ nawet jeśli ciągnęło go czarnej magii i ostatnio tylko to zdawało się pochłaniać jego czas, wcale nie uważał, że to ograniczy go w rodzinnym fachu, a wręcz przeciwnie. Może nie zagłębiał się w budowę magicznych istot i ich zachowania. Za to stawał się mistrzem w technikach zabijania, zarówno tych słabszych stworzeniach jak i tych które miały grubą, odporną na zaklęcia skórę. Nikt nie mógł być dobrym we wszystkim.
Kiedy została poruszona kwestia ich zaręczyn milczał starając się wysłuchać co miała do powiedzenia. Co chciała mu przekazać. Komentując wpierw jedynie krótkim, szczerym uśmiechem część, że i ona nie chce w niczym go ograniczać.
Bezpieczna strefa - Powtórzył sobie w głowie.
Nie spodziewał się aż takiej reakcji dziewczyny, zastanawiając się czy to co mówił było tak bardzo niepasujące do niego? A jeśli tak to czy udawał, czy jakieś przyzwyczajenie nie wzięło nad nim wodze i grał rolę nr piętnaście.
Zapatrzył się dwa karmelowe kryształy w których się odbijały pobliskie światła, gwiazdy na nocnym niebie i jakieś dziwne, gorące, przyciągające go płomyki.
Jednak to co powiedział wyszło wyłącznie z jego myśli. Tak spokojnie, naturalnie jakby rozmawiali o jakiejkolwiek głupocie.
On odrzucający każdą pannę. Musiał mimowolnie się uśmiechnąć, no tak, bo one walą mu do pokoju drzwiami, oknami i jeszcze kominkiem... Jedyna kobieta jaka stanęła mu teraz przez oczyma to Andrea. Ale pomimo, że czuli się raczej w swoim towarzystwie dobrze i swobodnie. To z tym co łączy ich dwójkę nawet się nie umywa. Tamta relacja była toksyczna, ciągłe zejścia i rozstania. I tak ponownie, jeszcze raz, po raz kolejny, w kółko i kółko.
- Nie jesteś mi jak siostra. Nie pod tym względem. Ale też musisz mi odpowiedzieć na jedno pytanie, i to szczerze, zarówno odpowiedzieć mi, jak i samej sobie Nessa. Jeśli czujesz, że ja jestem dla ciebie tylko przyjacielem, to czy masz kogoś kogo darzysz większym uczuciem? - zapytał się, bo w tej chwili wydało mu się to teraz najbardziej istotne. I jeśli miałby kontynuować dalej ten temat to musi poznać odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 712
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2496
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyPią Sty 10 2020, 18:26;

Rodzina Nessy miała neutralne nastawienie do mugoli, chociaż nie wyobrażali wplątywania żadnego z nich we własne gałęzie. Żyli w swoim tempie, dostosowując się znacznie wolniej do współczesności i nowych technologii, której osoby pozbawione magii, miały tak wiele. Zadziwiające, z odkrywanie tak skomplikowanych rzeczy, tak szybko im przychodziło. Zawsze to Ruda w nich podziwiała — cierpliwość i ciężką pracę, która umożliwiała brnięcie do przodu. Niestety, pod tym względem to czarodzieje wydawali się odrobinę zacofani. Widząc grymas na twarzy ślizgona, nie mogła powstrzymać rozbawienia. Wysłuchała go w milczeniu, zagryzając dolną wargę nieco, aby nie parsknąć śmiechem. Cały Aleksander.
- Tak, lepiej. Nie martw się, niedługo wrócisz do swojego półmroku. To przecież nie tak, że będę Cię tu ciągać całą noc. Chyba.
Powiedziała z nutą niepewności w głosie, przekręcając głowę w jego stronę i posyłając mu krótkie spojrzenie. Grzecznie oddała mu butelkę, chociaż zdążyła się przyzwyczaić zarówno do niej, jak i cierpkiego posmaku wódki w ustach, który nadal był lepszy niż te wszystkie kolorowe, mdlące drinki. Raz jeszcze spojrzała na wózek z popcornem, zachęcona zapachem i wyglądem. Jasne ziarenka wydawały się takie puszyste! Może jednak zaryzykuje, podejdzie i kupi? Zacisnęła usta, czując jednak cień niechęci, przez opisaną przez niego, dominującą sól.
Milczała, wpatrując się w twarz Corteza z jakimś oczekiwaniem. Zważywszy na jego przeszłość, nie darzył chyba Ministerstwa szczególną sympatią. Mogła robić instrumenty, biżuterię, brać udział w magicznych wyścigach czy zostać kierowcą błędnego rycerza, to akurat najintensywniej myślała o biurze aurorów. Brak kpiny i niedowierzania sprawił, że poczuła się lepiej, a buzia i spojrzenie jej złagodniały. Kiwnęła głową, stukając czerwonymi paznokciami o mur.

- Mogłabym iść na asystenta nauczyciela, potem zostać Profesorem i próbować zostać dyrektorem Hogwartu, ale nie jestem przekonana, czy nauka innych to moje powołanie. Wiem, ciągle daje korepetycje i pomagam, ale to jednak coś innego. Alek, a tak właściwie, to co z Tobą? Co zamierzasz zrobić ze swoim życiem, jak skończymy szkołę? - zapytała z ciekawością, zdając sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy wcześniej nie mówił jej o żadnym ze swoich planów. Nie wiedziała, czy to dlatego, że nie chciał czy może po prostu nie mógł? Wbijała w niego nieustępliwe spojrzenie, a w karmelowych tęczówkach tlił się upór. Nie wyglądało, żeby tym razem miała mu odpuścić i zadowolić się zmianą tematu.
- W najgorszym przypadku zginę podczas akcji i dostanę pośmiertny medal za odwagę. Dlatego właśnie muszę poprawić swoje zaklęcia i rozwinąć czarną magię, a w tym — nie ma absolutnie nikogo lepszego, niż Ty. I nawet gdybyśmy nie byli zaręczeni, to i tak byś mi nie odmówił, bo znasz mnie całe życie i bywam urocza. - odparła pewnym swego głosem, uśmiechając się niewinnie. Jej dłoń powędrowała do góry, poprawiając tkwiącego w prawym uchu, złotego kolczyka. Przez ciągłe podmuchy wiatru, łaskotał ją po szyi. Spoważniała jednak, kręcąc głową. To nie było takie proste. Dla ojca interes był wszystkim, od małego słuchała, że to musi być ona, że tylko Lanceley z krwi i kości jest w stanie tworzyć tak dobre instrumenty. - Nie jest córką ojca, nie wiem, czy w ogóle brałby kogokolwiek poza mną pod uwagę. Zdajesz sobie sprawę, że jest chory i jak mu powiem, że to nie dla mnie, to dostanie zawału w najlepszym wypadku? Bekah ma teraz trudny wiek, buntuje się. Nawet nie wiesz, ile matka dostaje listów z Ilvermorny o jej zachowaniu. Nie dziwie się jednak, że jest zirytowana, gdy ciągle ją tam kojarzą ze mną.
Wzięła butelkę, kołysząc nią w dłoni, aby zaraz zrobić łyka i zacisnąć powieki. Palące gardło było małą ceną za fale ciepła, która rozlała się po ciele. To był chłodny listopad, a wieczorowa, cienka suknia, nawet w towarzystwie ciepłego płaszcza, nie była najlepszym strojem. Na szczęście nie reagowała aż tak źle na zmiany temperatur, więc ów łyk wystarczył, żeby zapomniała o gęsiej skórce.
- Wiesz, że jestem całkiem wielofunkcyjna i nie potrzebuję aż tak dużo snu. To nie byłoby aż takie złe, przyzwyczaiłabym się. Bo naprawdę, nie widzę dobrego rozwiązania, które zadowoli wszystkich.
Uśmiechnęła się, patrząc mu w oczy. Znów ten ośli upór, chociaż tak naprawdę doceniała jego troskę. Alek zawsze martwił się na swój unikalny sposób.
Widziała, że jej słucha i w jakiś sposób starał się zrozumieć, o co w chaotycznej wypowiedzi chodziło. Nawet jeśli chciałaby mu przekazać swoje myśli wprost, brakowało jej słów, chociaż zwykle nie miała z tym problemu — zwłaszcza od studiów, gdy została prefektem i nabrała wprawy w posiadaniu odpowiedzi na wszystko. Nie mogła oczekiwać, że sam pierścionek cokolwiek między nimi zmieni, bo to tak nie działało. Budowanie relacji, więzi.. To wymagało czasu i pracy, a doskonale wiedziała, jak oporna była w tej kwestii. Prawda jednak była taka, że nigdy nie zmusiłaby Corteza do czegokolwiek i nie oczekiwałaby rzeczy, aktów, słów, które wydałyby się jej bezpodstawne. Takie i tak były bezwartościowe. Nie była pewna, czy wypowiedziane słowa do niego nie pasowały, czy raczej nie znała go od tej strony. Nic dziwnego, skoro nigdy ze swojej bezpiecznej strefy nie wychodzili.
Wydawało się jej, że Alek był dość popularny wśród dziewcząt, tylko większości z nich po prostu do siebie nie dopuszczał. Patrzyła mu w oczy ze spokojem, może odrobiną zakłopotania, wynikającą z własnych, nieporadnych słów. Nie bardzo też wiedziała, czego po odpowiedzi ślizgona w ogóle się spodziewać. Na twarzy przemknęło zaskoczenie, a spomiędzy ust uciekło ciche westchnięcie. No tak, skoro już rozmawiali poważnie, to trudnych pytań nie dało się uniknąć. Zaśmiała się mimowolnie, kręcąc delikatnie głową i z obserwowania jego garnituru, podniosła spojrzenie znów na twarz.

- To dość śmiałe stwierdzenie, znacznie wychodzące poza znane nam granice. Jesteś pewien, że chcesz to próbować w ten sposób rozegrać? - zaczęła łagodnie, nie bardzo wiedząc, jak skupić myśli na tyle, by słowa przychodziły łatwiej. Powrót myślami do Holdena zawsze był skomplikowany, bo ich relacja była wybuchowa i intensywna, podobnie jak jego z Andreą, tylko znacznie mniej toksyczna. Nigdy tak naprawdę nie miała okazji się w niej określić, ani też powiedzieć gryfonowi tego, co wiele razy możliwe, że powinna. Pokręciła znów głową, przenosząc wzrok gdzieś w dół. - Był ktoś tak, raz. Jednak to dawna sprawa, raczej pogrzebana i martwa. Dlaczego pytasz? Nie mówię, że sobie to wszystko ładnie już ułożyłam, bo topornie mi organizacja własnych uczuć idzie, ale się staram. Zapytałabym Cię o tamtą brunetkę, jednak nie jestem pewna, czy powinnam. To trochę niezręczne.
Zakończyła z nutą rozbawienia w głosie, znów pozwalając sobie na wzruszenie ramion. Naprawdę ciężko było jej wyobrazić sobie inną relację, niż miała z Alkiem — po części dlatego, że nigdy nie próbowała. Przyjaźń, zaufanie, oddanie — tylko że na całkiem innej płaszczyźnie. Nie miała nawet pojęcia, jak zacząć i czy w ogóle powinna. Już przecież tyle razy ją ludzie dookoła rozczarowali.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
C. szczególne : Kruczoczarne, kręcone, długie włosy; wiecznie ubrany w garnitury
Galeony : 56
  Liczba postów : 864
https://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
https://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
https://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t18718-aleksander-cortez-dziennik#53
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyPon Sty 13 2020, 23:59;

Delikatny uśmiech znów wykrzywił kąciki ust czarnowłosego, wiedział, że taka odpowiedź jej się spodoba. I z takiej właśnie będzie najbardziej zadowolona, jednak, czy to takich zawsze by się spodziewała, po kimś tak małomównym jak Aleksander? Odpowiedzi wyciągniętych z czyichś ust, nie tych co przychodzą z pierwszą myślą? W to wątpił, więc mrugnął jednym okiem do ślizgonki, rozbawiony widokiem powstrzymującej się dziewczyny od parsknięcia śmiechem.
- Nie oznacza to, że musimy też opuszczać Londyn, zawsze chciałem też zobaczyć Big Ben. Od środka. - rzucił w odpowiedzi spoglądając w stronę wielkiej wieży o szpiczastym dachu z tarczą zegara.
Spoglądał to na wózek z popcornem, to na rozmówczynię robiąc trochę niezadowoloną minę, ponieważ poczuł się trochę bezradny.
- Masz jakieś mugolskie pieniądze? To byśmy wzięli go trochę - zapytał się podążając za spojrzeniem karmelowych oczu.
Nad posadą wykładowcy zatrzymaj się dłużej wyobrażając sobie ją w tej roli. I właśnie z tego względu o którym sama wspomniała wydała mu się dobrą opcją dla tej dziewczyny. Nie zdążył jednak odpowiedzieć, bo sprytnie zmieniła temat na jego przyszłość.
- Tutaj zdaje się, że wraz z narodzinami przyszło powołanie. Łowca oczywiście. Lubię tę robotę, szczerze. A dodatkowo może coś z łamaniem czarnomagicznych klątw? Bo wiesz... Poznaję je dokładniej, ich minusy i plusy. Więc i słabości, z tego powodu złamać daną klątwę powinno mi być łatwiej. Niż powiedzmy takiej osobie która nie wie czego się spodziewać po danym zaklęciu. - odparł pierwszą część niemal od razu, dopiero przy drugiej posadzie zatrzymując się na dłużej. Analizując swoje umiejętności i to na czym się zna najlepiej.
Słysząc powód dla którego chce cię uczyć tej dziedziny magii, w oczach błysnęły mu na moment niebezpieczne ogniki, chłodne, jeśli nie lodowate, skutecznie przewiercające duszę rozmówcy.
- Ale będziesz w stanie kogoś zranić? Bowiem, myślę, że takie powody tutaj mogą być niewystarczające. - Mówiąc to rozpiął swoją marynarkę i zdejmując ją zarzucił Nessie na ramiona opatulając nią dziewczynę prawie w całości.
Posyłając jednocześnie w spojrzeniu, by się o niego nie martwiła. Bowiem jeśli jakaś choroba miałaby go powalić z powodu zimna, to też by już to dawno zrobiła.
- Ponieważ tutaj nie wystarczy regułka i znajomość danego zaklęcia. Tutaj najważniejsza jest świadomość tego co chcesz zrobić. A rzucając te zaklęcia chcesz zrobić tylko jedno - krzywdę, poważną. Często nieodwracalną w swych skutkach - dokończył po czym podszedł tak blisko niej, że by na niego spoglądać musiała patrzyć do góry. Wykorzystując przerwę między materiałem ją otaczającym by sobą wypełnić wolną przestrzeń.
- No to szczerze mówiąc nie przychodzi mi teraz na myśl żadne genialne rozwiązanie tego problemu. Do tego trzeba przysiąść na spokojnie, nie decydować siedząc na zimnym murku. - odpowiedział jedynie odnośnie całego wywodu na temat jego propozycji, która w tym wypadku nie mogła się udać.
Odpowiedział jej szerokim, zawadiackim uśmiechem.
- Nessa, stać mnie na jeszcze śmielsze rzeczy niż te słowa - wyszeptał nachylając się w stronę jej płatka ucha, w którym przed chwilą poprawiała kolczyk. Po czym ponownie wrócił do pozycji sprzed chwili i z powagą odpowiedział na jej pytanie:
- Bo nie zamierzam się ładować na siłę między młotem, a kowadłem. Nie chcę przeszkadzać, ani stwarzać problemów w twoich relacjach z innymi ludźmi. A już szczególnie z jakimś chłopakiem, o którym wspomniałaś. - Wprawdzie nie wspomniała konkretnie, że to jakiś chłopak, ale założył, że o jakimś takowym mówiła.
- I masz prawo, skoro i ja Cię wypytuję. Z Andreą łączyła nas burzliwa relacja, ogień pojawiał się nagle, ale wypalał się jeszcze szybciej. Było to męczące. Dawno więc też zakończone. I ja czuję, że zapomniane - odpowiedział nie zdejmując z niej ani na chwilę swoich oczu. Nie potrzebował bowiem niczego więcej, niż tej chwili z nią, tych ulotnych momentów kiedy wyłapywał i chłonął jej spojrzenia.
- Cały czas wspominasz o granicach, niezręczności sytuacji, jaka między nami powstaje. O przekroczeniu bezpiecznej strefy. Dla mnie ona jest ruchoma i nie zależna od sytuacji ani momentów. Ona zawsze jest przy Tobie, porusza się wraz z Tobą. Zresztą czy to nie o tym zawsze mówimy? Obiecując sobie, że niczego sobie nie będziemy ograniczać? Zawsze będziemy naturalni, swobodni w działaniu i w słowach? - mówił wszystko cicho, ale centymetry, a później milimetry ich dzielące były zbyt małą odległością by nie dosłyszeć choćby ledwo wypowiedzianych słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 712
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2496
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyWto Sty 14 2020, 02:02;

Było w nim dziś coś innego. Nie mogła powstrzymać wrażenia, że widzi znów tego Aleksandra, który dawno zniknął w odmętach pamięci. Nie zawsze był wypełniony powagą, smutkiem i nie zawsze roztaczał depresyjną aurę. Potrafił się śmiać, kiedyś przecież często żartował, rozśmieszając ją czy Isabelle. Z biegiem lat stopniowo zamykał się w sobie, ograniczał reakcje i emocje, nie chciał nic zdradzać. Owiany tajemnicą czarodziej, skuszony losem i przygodą na gest na tyle śmiały, aby zakończył się Azkabanem. Cóż, nie mogła i nie chciała go za to winić, sama przecież zawsze powtarzała, że walka o swoje i pójście spać bez jednego żalu jest najważniejsze, aby wieść spełnione życie. Byłaby hipokrytką. Przez karminowe usta ślizgonki przebiegł jednak cień nostalgicznego, łagodnego uśmiechu. Podniosła na niego wzrok z błyskiem entuzjazmu, bo nie wiedzieć skąd, miejsce to wydało się jej dla całej tej rozmowy najodpowiedniejsze.
- Dlaczego od środka? Czyżbyś zapałał zainteresowaniem do antyków? Powinnam coś mieć, później możemy sobie kupić. Słodki czy słony?
Temat jej kariery w edukacji był ryzykowny. Wolała nawet słowem przy rodzicach o tym nie szepnąć, bo jej matka z wykształcenia krukonka, miała kiedyś za cel, zostanie wykładowcą w szkole. Gdyby nie siła i dominacja ojca, pewnie to, a nie tworzenie instrumentów byłoby jej narzucone. Wtedy nie byłoby już ucieczki w naukę, bo zostałaby ona zwykłym więzienie. Otoczone wachlarzem kruczoczarnych rzęs tęczówki przesunęły kolejny raz tego wieczora po jego twarzy, wciąż jakby zaskoczone malującą się na niej łagodnością. Słuchała go z uwagą i zainteresowaniem. Od kilku lat nie mówił zbyt wiele o swoim hobby, karierze. Nie mówił w zasadzie o niczym prywatnym, rzucając jej jedynie ochłapy. A Nessa nie była wścibska, nie naciskała. Zmarszczyła brwi, przekręcając głowę i uśmiechając się zadziornie, skrzyżowała ręce na biuście, wprawiając w ruch satynowy materiał sukni.
- A więc to nad tym przesiadujesz, gdy znikasz na całe weekendy lub tygodnie? Wiesz, że czarna magia jest kapryśna i niebezpieczna. Uważaj na siebie. Nie będę Ci mówić, co robić, a czego nie — jednak wolałabym, żeby żadna klątwa przypadkiem nie przeniosła się na Ciebie. - westchnęła, wzruszając delikatnie ramionami. Była pewna, że Isabella myślała tak samo, chociaż nawet we dwie, nigdy nie poruszały tematu Alkowych zainteresowań. Nie było to jakieś tabu, ale jeśli sam nie był gotowy o tym mówić, to nie widziała sensu naciskać. Ona też przecież nie wspomniała, że skutecznie może przybierać formę niesfornego, dziesięciokilogramowego rysia o ostrych pazurach. Błysk w jego oczach był niepokojący, jednak karmelowe tęczówki ani myślały uciec ze swojego rozmówcy. Próbował zajrzeć głębiej, przebić się przez mur, którym tak szczelnie się opatuliła. Rozchyliła nieco wargi w zaskoczeniu, gdy padło z jego ust pytanie, nad którym w zasadzie nigdy się nie zastanawiała. Podobnie zresztą, jak niepewność, opatuliła ją rozgrzana, intensywnie pachnąca marynarka, której dotyk zostawił dreszcz na bladej skórze. Wciąż milczała, wpatrując się niby w niego, a jednocześnie gdzieś dalej, jakby nie miała pojęcia, co zrobić. Ciężko było ją tak uciszyć. Jednocześnie zbliżał się, zmniejszał dystans. Bijące od niego ciepło nieco rozkojarzyło, podobnie jak mieszające się perfumy. Ostatecznie odchyliła głowę do tyłu, aby na niego spojrzeć, podpierając się jedną dłonią murku, a drugą wciąż trzymając pod biustem, opartą o torebkę.
- A Ty, jak myślisz, będę w stanie kogoś zranić? - zapytała nieco ciszej, zdziwiona faktem, o którym zapomniała. Nie chodziło już tylko o przetrwanie w karierze aurora, ale również o polowanie na czarnoksiężników, fanatyków Voldemorta i towarzyszących mu legend o rozdzielaniu dusz, jako drodze ku nieśmiertelności. Czy była w stanie rzucić krzywdzące, a nie uniemożliwiające atak lub ucieczkę zaklęcie, na drugiego człowieka? - Chyba będę musiała dowiedzieć się, gdy nadejdzie sytuacja, która tego ode mnie wymaga. Wiesz, zimny murek to świetne miejsce do rozmyślań wbrew pozorom. Ludzie tutaj wiele sztuki tworzą.
Rzuciła jeszcze z nutą rozbawienia, rozglądając się dookoła. Faktycznie, pełno było ulicznych artystów, zachęcających do wspólnej zabawy. Najmniej obserwowane i uczęszczane miejsca tworzyły najlepsze pomysły. Myślenie o przyszłości było dla niej jakąś osobistą tragedią, którą ciągle odkładała na później. Powinna mu powiedzieć o swoim pomyśle na następny wrzesień? Czy może jeszcze było zbyt wcześnie? Nim zdążyła podjąć decyzję, zmienił temat. Teraz już w ogóle znaleźli się na nieznanych jej wodach, na których brak doświadczenia mógł wprawiać w zakłopotanie. Jego uśmiech był inny od tego, który jej zwykle dawał. Było w tym coś nowego, ujmującego. Zawsze tak było, czy po prostu z niego nie korzystał? Dzisiejszego wieczoru był zdecydowanie mistrzem w sianiu chaosu, niepewności. Ciepły oddech zostawiony na płatku ucha wywołał dreszcz, wprawiając ją w zaskoczenie. Przecież to ona zawsze przypierała ludzi do muru. Nie była przyzwyczajona, że ktokolwiek z nią pogrywał w sposób tak bezczelny.
- Normalnie bym Ci nie uwierzyła, ale teraz mam pewne wątpliwości co do swojej wiedzy na Twój temat. - zauważyła wymownie, posyłając mu krótkie spojrzenie. Zaraz jednak słuchała dalej, zagryzając dolną wargę. Nawet nie zauważyła, kiedy zacisnęła palce na torebce. [b]- Moje relacje z ludźmi są skomplikowane, często nie wiem, czego ode mnie chcą i przez swoje zachowanie, odbierają mnie inaczej, niż powinni. Nie zamierzać, ładować się na silę, rozumiem. Też bym nie mogła. Co, jednak jeśli ten ślub się odbędzie? Będziemy żyć razem, a jednak osobno? Czekaj, źle.. Chciałam powiedzieć, że..[/b]
Przerwała jednak, zaciskając usta. Nie mieli planu, a z tym kontroli. Sama się zaplątała, cholera. Robił wszystko to, czego się nie spodziewała. Co miała mu niby powiedzieć? Co właściwie chciał usłyszeć? Była naprawdę okropnym, trudnym przypadkiem, który wymagał cierpliwości. Mówił o Andrei ze spokojem, a ona po prostu słuchała w milczeniu, zdając sobie sprawę, że nadal nie potrafiła w żaden sposób nazwać jej relacji z prawdopodobnie martwym Holdenem. Na samą myśl ścisnęło ją w środku. Nienawidziła tego uczucia, która tak dawno przejęło nad nią kontrolę. Negatywne, przytłaczające. Odwzajemniała spojrzenie, chociaż wiele razy próbowała odwrócić wzrok. Spojrzenie ślizgona było jednak zbyt intensywne, a ona nie umiała w żaden sposób go okłamać. Musiał widzieć ten chaos, mętlik, który rozdzierał ją od środka. Miał rację, uczepiła się bezpiecznej sfery. Czy nie przekroczyła jej wtedy, w pokoju wspólnym? Czy on nie przekraczał jej teraz? Zamknęła oczy na chwilę, łapiąc oddech, próbując się skoncentrować na chociaż jednym, cichym szepcie w głowie. I gdzie się podziały te wszystkie diabelskie argumenty, słowa na wszystko? Odpowiedzi, rozwiązania, pomysłu. Teraz zwyczajnie była w kropce. Gdy otworzyła oczy, był blisko. Nazbyt blisko. Czuła na twarzy jego oddech, nozdrza wypełnił zapach intensywnych perfum. Czy ona spanikowała? Pomijając, że zaniemówiła. Chwila ciszy, którą przerywał tylko odgłos przepływającej za plecami Tamizy i mewy, tak donośnie skrzeczące na niebie jednak wystarczyły, aby obudzić impuls. Nie była przecież nieśmiałą niemową. Spojrzała mu w oczy, kręcąc przecząco głową, zanim znów je zamknęła, a jej palce zacisnęły się na jego koszuli. Przyciągnęła go do siebie, zamykając mu już usta pocałunek. Najpierw delikatny, a potem znacznie intensywniejszy, przez co pozwoliła sobie zabrać dłoń z murku i przesunąć ją po jego dłoni ku górze, aby zatrzymać się na policzku. Sama nie wiedziała, co chciała tym osiągnąć, co sprawdzić. Może po prostu miała taki kaprys, a może w rudej główce pojawia się myśl, że to najlepsze rozwiązanie. Nie minęła dłuższa, chwila, a odsunęła się, łapiąc oddech, czując przypływ rumieńca na policzkach, jakby była zaskoczona własną odwagą. Zgrabnie zsunęła się z murka, a szpilki wydały odgłos uderzania o bruk. Uciekła mu nieco, zwiększając dystans, odgarniając na plecy kaskady rudych, kołyszących się na wietrze włosów. Nie uciekała jednak wzrokiem, wciąż na niego patrząc. Dotknęła palcami swoich ust, wzdychając nieco nieporadnie. Szkoda, że nie czytał w myślach, byłoby łatwiej.
- Nie mogę Ci nic obiecać, nic zagwarantować, wiesz? To ryzyko. A ja.. Ja jestem cholernie beznadziejna w sprawach relacji międzyludzkich. Zdajesz sobie sprawę, prawda? Musisz. Znasz mnie. Nie chcę, żebyś był nieświadomy. Nie chcę, żeby nasza przyjaźń ucierpiała i przede wszystkim nie chcę, żebyś... Po prostu musisz to wiedzieć.
Zamilkła, opuszczając dłoń i wlepiając w niego ślepia, zastanawiała się, co teraz zrobi. Nie potrafiła go okłamać, mydlić mu oczu i obiecać czegoś, co mogło, a nie musiało nigdy nadejść.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
C. szczególne : Kruczoczarne, kręcone, długie włosy; wiecznie ubrany w garnitury
Galeony : 56
  Liczba postów : 864
https://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
https://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
https://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
https://www.czarodzieje.org/t18718-aleksander-cortez-dziennik#53
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyWto Sty 21 2020, 09:59;

On osobiście nie zauważał tak tych zmian u siebie. Zawsze dużo uśmiechał się przy tej ślizgonce, a skoro nie bolała go buzia od tego wszystkiego to nie myślał o tym, było to tak bardzo nieistotne. Bywał szczęśliwy podczas ich spotkań, a już dawno obiecał jej nie ukrywać swojego samopoczucia, że nie ograniczał się w niczym. Nawet w tej niepasującej mu twarzy lub bardziej zapomnianej przez wszystkich. Niestety nawet przez najbliższych jego sercu. Nie wspomniała o tym jednakże, więc wszelkie rozmyślenia Corteza dalej pozostaną w jego najskrytszych odmętach myśli.
- No ktoś taki jak ja? Ja sam czasami wyglądam jak antyk, w porównaniu do naszych znajomych otaczającymi się wszelkimi nowościami z tego świata. - odparł przenosząc wzrok na otoczenie na samym końcu, a słysząc propozycję znów na popcorn.
- To jest słodki jeszcze? Chcę spróbować więc tej odmiany - dodał zaskoczony, znów przenosząc się na sekundy wspomnieniami do kina i słonego popcornu. Do słonych kulek miał mieszane uczucia, ciekawiło go wiec to, czy dla tego wynalazku jest jeszcze jakaś nadzieja.
Nessa bardzo by się zdziwiła, jakby to Aleksander powiedział jej, że Isa też nie była już taką początkującą w tej dziedzinie magii. Mieli więc jeszcze wiele tematów do zagłębienia na swój temat. Nie można było tego jednak nazwać tajemnicami, bo nie ukrywali tego przed sobą na siłę. Dawali sobie pewnego rodzaju pole do własnych pasji, nie wchodząc tam z przymusu pogłębiania ich relacji, z zwyczajnej wścibskości. On potrzebował tego bardzo mocno i dlatego ich relacja była tak silna, bo dziewczyna o tym wiedziała i jak mało kto potrafiła zrozumieć i szanowała.
- Kapryśne potrafią być wszystkie zaklęcia, nie tylko czarna magia. Ta jest jedynie drastyczniejsza w skutkach. Pod tym względem jak najbardziej uważam. Nie mam w zwyczaju rzucać zaklęć które raz gdzieś przeczytałem. Przez to może nie mam aż tak wielkich efektów. I jeśli mam być szczery to wydaje mi się, że postępuję aż nad to ostrożnie. O ile przy tej magii istnieje takie pojęcie. - Odpowiedział na jej przestrogę. Wiedział o tym, w końcu już od małego miewał z czarnoksiężnikami styczność. Jego rodzina parała się czarną magią od kilkunastu pokoleń, więc książek na jej temat w posiadłości Cortezów było bardzo dużo. A co za tym - przestróg starszych domowników. Rad jak powinno się badać owe woluminy, na co zwracać uwagę, a czego w ogóle nie robić jeśli nie ma się wystarczającej wiedzy. Wiedzy, a nie mocy. To było motto wpajane przy czarnej magii. Wryte jak mantrę którą ciągle się powtarzało nim otworzyło się jakiś wolumin. Bowiem o kapryśności magii wiedział dużo, jak mało kto. To właśnie przez nią nie wypaliło trzecie zaklęcie mające powalić ostatniego z aurorów podczas tamtego pamiętnego zdarzenia. Tak więc poznał się i z praktyczną stroną tych słów. Wbijając się głęboko w pamięć i pozostająca tam już zapewne na zawsze.
- W chwili obecnej? Raczej nie Nessa. Czarna magia jest niebezpieczna, nie tylko ze względu na obrażenia jakie zadaje, ze względu na kapryśność o której wcześniej mówiliśmy. Największy wpływ ma na samego rzucającego. Ona zmienia, odblokowuje pewne zahamowania, blokady w głowie przed zrobieniem jakiegoś czynu. Czuję to, czuję po samym sobie i widzę jak i na mnie wpłynęła. To zawsze była pierwsza lekcja z mentorami w jej dziedzinie. Lekcja i przestroga zarazem. Jeśli więc będziesz kiedyś chciała się jej uczyć, to pamiętaj o tym co ci właśnie powiedziałem - odpowiedział dość dłuższym monologiem na jej krótkie i konkretne pytanie. Tutaj jednak nie było tak klarownej odpowiedzi. Tak lub nie. Nie jeśli chodziło o czarną magię.
Kiedy temat zszedł nieco na murek na którym to siedziała, rozejrzał się dyskretnie.
- Doprawdy? Jak myślisz, jakiś malarz już uwiecznił sobie nasz obraz i przelewa go właśnie na płótno? - odparł znów uśmiechając się zadziornie, unosząc przy tym i opuszczając kilka razy komicznie brwi.
Poczuł pewnego rodzaju dumę, mogąc zaskoczyć dziewczynę czymś nawet po tylu latach znajomości.
- Nie trafiłaś na prostego człowieka, który by to sobie miał z tym nie poradzić lub by miało mnie to przerosnąć. - Szukał w głowie chwilę odpowiednich słów, ze względu na to, że sama nie była pewna co chce mu powiedzieć. Musiał się więc domyślać o co chodziło i miał nadzieję, że chociaż trochę wpasował się w jej myśli.
Stał przy niej bardzo blisko, czuł bijące ciepło, zapach jej włosów i skóry zmieszany z perfumami. Wirowało mu od tego w głowie, ostatkami woli utrzymywał chęć cichego westchnięcia, głębszego zaciągnięcia się tą mieszaniną zapachów, a po wszystkim delikatnego zamruczenia niczym zadowolony kocur. Wcześniej już był taki moment, gdy czuł coś tak intensywnego przy Nessie. Wtedy w pokoju wspólnym, również byli tak blisko siebie, dziewczyna była jednak bardzo mocno wstawiona. A ktoś taki jak on nie potrafił tego wykorzystać. Nie miewał skrupułów przed tym by kogoś torturować, zapewne nawet by i zabić. Lecz jeśli chodziło o wykorzystanie takiej sytuacji - już owszem. Zbyt cenił sobie tę relację, kaca moralnego jaki miała Nessa po nim był wystarczająco wielki by dorzucać tam jeszcze cokolwiek. A i on sam gardził by po wszystkim samym sobą i swoim czynem.
Teraz jednak było zupełnie inaczej, wiedział, że to co się dzieje jest w pełni świadomym zachowaniem i czynem. Może nieco zmąconym przez burzę feromonów jaka uderzała do głowy. Ale jeśli chociaż trochę czuła też to tak rudowłosa względem niego, to był to dobry znak. Fakt pokazujący, że i ona nie jest wcale straconym przypadkiem za jaki sama siebie uważa.
Moment napięcia wytworzony między nimi dotarł na granicę ludzkiej wytrzymałości. W którym jedna ze stron musiała przejść do czynu, a on już dawno, bardzo, bardzo dawno obiecał sobie, że pierwszy jej nie przekroczy. Nie ważne jakby tego chciał, jakby pragnął i nie był w stanie myśleć o niczym innym. Postanowił, że w tej kwestii wszystko pozostawi w rękach dziewczyny i zaakceptuje jej każdy wybór.
No i wybrała. Przechylił delikatnie głowę w bok by ułatwić im dostęp do swoich ust. Również pocałował wpierw lekko, łapiąc wargami jej dolną, miękką wargę, pociągając odrobinę w swoją stronę. Zrobił niewielki krok ku niej obejmując jedną ręką dziewczynę za plecami, błądząc nią wzdłuż kręgosłupa. Druga ręka spoczęła również na policzku, muskając go delikatnie by po tym podążając wzdłuż podbródka zniknąć w gęstych rudych włosach.
Delikatny pocałunek przeszedł w intensywniejszy i Aleksander pozwolił mu całkowicie zawładnąć swoim ciałem, dając się ponieść tej krótkiej chwili. Zbyt krótkiej. Zagryzł dolną wargę by zatrzymać smak jej ust jak najdłużej w pamięci. Odetchnął głęboko i otworzył na wpółprzymknięte oczy spoglądając na ślizgonkę która zeskoczyła z murku stawiając znów przed nimi niewielką przepaść. Był smutny?Zły, szczęśliwy, z tego powodu? Nie wiedział, miał pustkę w głowie. Spoglądał jedynie na stojącą przed nim Nessę i słuchał, tak zwyczajnie bez uśmiechu, złości, gniewu, czy przepełniającego go wewnętrznie szczęścia.
A po tym ją przyciągnął do siebie, obejmując i przytulając czule. Zastanowił się chwilkę i opierając nos na jej głowie delektował się jej zapachem, kojąc szargane myśli natłokiem słów, gestów i czynów jakie chciał teraz zrobić i powiedzieć. Wszystkie na raz, w jednej sekundzie, podczas jednego szybkiego uderzenia serca. Tak się jednak nie dało, a i to nie było w jego stylu. Wziął jeszcze jeden głębszy wdech i w końcu się odezwał:
- Nie musisz mi niczego obiecać. Wystarczy, że pozostaniesz taka sama jak do tej pory jesteś względem mnie. I nawet najmniejsza namiastka tej chwili jak ta będzie wystarczająca. To tyle - odpowiedział spokojnie, po czym skrył całą twarz  w rudych lokach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 712
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag
  Liczba postów : 2496
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyCzw Sty 30 2020, 03:21;

Starała się nigdy nie przekraczać prywatności, którą wyznaczył — jej strefy. Gdyby chciał się przed nią otworzyć, być sobą, którego ukrywał — musiał sam do tego dojść. Nie mogła jednak zaprzeczyć, że razem dobrze się bawili. Zdawało się jej, że pozwalał sobie na więcej swobody przy niej niż przy innych, chociaż zawsze patrzyła na to przez pryzmat tej małej dziewczynki, która dała mu pewnego wieczoru nalewkę mandarynkową i nigdy w niego nie zwątpiła. Nie widziała tego, że dzieckiem dawno przestała być. Zerkała na niego z ciekawością i odrobiną zmieszania, jakby nie wiedziała, gdzie ten spacer ją doprowadzi. Która ścieżka i stworzony w głowie scenariusz okaże się prawdziwy.
- Nie wyglądasz jak antyk, zapewniam Cię. Nie każdy odnajduje się w nowoczesnym, pędzącym świecie. Zwłaszcza gdy magiczny zlewa się tak mocno już z mugolskim. - odparła ze spokojem, wzruszając delikatnie ramionami i posyłając mu pociągłe spojrzenie spod ciemnych rzęs. Kiwnęła głową z uśmiechem, zgarniając palcem długi kosmyk włosów za ucho. - Mhm, jest naprawdę dobry, jak lubisz karmel.
Nigdy nie miała problemu z zaakceptowaniem zainteresowań Cortezów. Nie pytała, nie odradzała. Każdy powinien przeżyć życie tak, aby niczego nie żałować i skoro to była ich ścieżka, to nikt nie powinien się wtrącać. Aleksander najlepiej wiedział o tym, że każdy czyn ma konsekwencję, niekiedy nawet nieadekwatne do działania, którego się podjęto. Słuchała go z zainteresowaniem. Miała wrażenie, że gdy mówił o tym, co lubił, to budziła się w jego spojrzeniu iskra, której nie było tam wcześniej. Jakiś odłamek ciepłej osoby, pełnej pasji i oddania. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Tak, jak on miał talent do czarnej magii, tak w gruncie rzeczy ona stworzona była do muzyki. Zaśmiała się cicho pod nosem, do swoich myśli. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy.
- Nie istnieje. Tutaj ostrożności nigdy zbyt wiele to odłamek mocy i chaosu, który wciąż skrywa wiele tajemnic. Wiesz, miło na Ciebie patrzeć, jak o tym mówisz. Przypomniałam sobie, jak zapytałam Cię kiedyś, dlaczego nie dajesz się poznać o tej cieplejszej strony innym, pamiętasz? - powiedziała z rozbawieniem w głosie, bo nigdy nie dostała dobrej odpowiedzi. Wtedy może nie mogła jej zrozumieć? Wyczytać pomiędzy wierszami? Teraz sama się odgradzała od ludzi i relacji z nimi, nie chcąc kolejny raz trafić na takiego Holdena czy cudownego przyjaciela, jakim był Caesaer. Ludzie trwale wyrządzali jej krzywdy od środka. Czasem nawet marzyła o tym, aby oberwać zaklęciem manipulującym wspomnienia. Nie chciała jednak teraz nad tym kontemplować.
- A co, jeśli los sprawi, że będę musiała zdecydować bez lekcji i zastanowienia? Gdy impuls weźmie górę nad rozsądkiem. Ostatnio często się to zdarza. Masz rację jednak wpłynęła na Ciebie w jakiś sposób.
Nie mogła mu tego odmówić. Nie były to zmiany dostrzegalne dla przechodniów, a dla osób, które znały go w większym stopniu. Widoczne dla niej. Zupełnie jakby wypowiedzenie jednego czaru sprawiło więcej zmian wewnętrznych niż tych w otoczeniu. Stał się bardziej poważny, dorosły, może nawet brutalny w swoich gestach czy czynach, chociaż ona nigdy na własnej skórze tego nie doświadczyła. Zaskoczona jego pytaniem, poczuła jakąś nostalgię. Rozejrzała się, szukając wzrokiem ulicznych artystów. Natłok turystów i mieszkańców kolorowego, skrytego pod płaszczem nocy Londynu był jednak skutecznym zaklęciem chroniącym. Byli tancerze, śpiewająca w oddali dziewczyna, był też połykacz ognia i klaun. Na próżno było szukać jednak malarzy. - Wydaje mi się, że tym razem ten obraz pozostanie tylko w pamięci tego miejsca i naszej, nie ujrzy płótna. Gdybyśmy byli tu za dnia — uwierz mi, same stroje dałyby inspirację.
Rzuciła w końcu pogodnie, przesuwając palcami po chłodnym murku i powracając do niego spojrzeniem. Prychnęła cicho, niczym oburzony kot, w którego mogła się zmieniać. Aż taki był pewien siebie? Nadal nie wiedział, jak bardzo błądziła w lesie własnego serca, który otoczony był wielkim murem. I jak bardzo samej siebie wciąż nie rozumiała. Być może za długo odkładała wszelkie uczucia na bok, teraz nie potrafiąc ich określać. Nie skomentowała jednak, uśmiechając się jedynie tajemniczo. Był uparty i silny, o tym nie musiał jej przekonywać, jednak obcowanie z drugim człowiekiem było trudniejsze niż magią.
Kolejny impuls, dreszcz, który przebiegł po ciele. Znów oszukiwały ją te iluzje i wymówki, których szukała. Argumenty, które powstrzymałyby ją od tego, co właściwie chciała zrobić. Jej poczucie pozostania uczciwym i konsekwentnym było niezwykle silne, tak, jak Alek, wolała gorzką prawdę niż słodkie kłamstwo. Co będzie, jeśli to tylko impuls, który w gruncie rzeczy tylko ich skrzywdzi? Tamtej nocy przy kominku była nędznym obrazem samej siebie, który zachęcony alkoholem i gestem zapraszającym z jego strony mógł dopuścić się tego, przez co później nie mogłaby spojrzeć sobie w oczy. Ufała mu, jednak wciąż byli ludźmi i zdawała sobie sprawę z ułomności, słabości własnego gatunku. Teraz jednak nie miała wymówki. Kilka łyków wódki nie powali umysłu kogoś tak obytego z alkoholem, jak ona. Zaciągnęła się powietrzem, wibrującym od jego ciepła i zapachu perfum, oddechu. Przez przymknięte oczy obraz tego wszystkiego był jeszcze wyraźniejszy. Czy to był chwilowy kaprys, czy coś, nad czym zastanawiała się od dawna? Nie potrafiła odpowiedzieć.
Usta Corteza były jednak znacznie cieplejsze i miększe, niż przypuszczała. Pomimo że obydwoje lubili mieć wszystko pod kontrolą, zostawił wszystko w jej rękach. Dlaczego? Niepewny gest nabrał jednak kolorów. Przywarła do niego, podążając za zaczepką, drobną prowokacją. Jej dłonie pewniej zacisnęły palce na materiale odzienia, zupełnie jakby próbowała wciąż mieć wszystko w garści. Gdy ją objął, kolejna fala dreszczy przebiegła po alabastrowej skórze, zostawiając za sobą gęsią skórkę. Pomimo mocnego uścisku, pozostawał wobec niej delikatny, co zawsze było w nim zaskakujące. Był wysoki i dobrze zbudowany, silny — a jednak nie używał nawet grama tego, co mógł. Nawet nie wiedziała, kiedy odpłynęła w pocałunku na tyle, że przyśpieszył jej oddech i zaczęło kręcić się w głowie od całej tej mieszanki pytań i wątpliwości, uczuć, dotyku. Nie była do tego zwyczajna, miała chyba opinię jedną z najbardziej niedostępnych dziewczyn w szkole. Nie miała doświadczenia, nie potrafiła wpleść gry aktorskiej w zachowanie swojego ciała i przez to jej reakcje były dość intensywne, widoczne. Ku jej zawstydzeniu.
I ta iskra sprawiła, że się odsunęła, łapiąc oddech i uciekając. Chcąc poczuć twardy grunt pod stopami. Z niedowierzaniem przesunęła palcami po ustach, podnosząc na niego wzrok. Był tak niesamowicie spokojny i obojętny, pozbawiony jakiejkolwiek wskazówki na twarzy, którą mogłaby wykorzystać. Poczuła się przez to jeszcze bardziej skołowana.
Nie pozostawał jednak długo w bezruchu, zamykając drobnego rudzielca w ramionach i sprawiając, że wytrzeszczyła nieco oczy zaskoczona, czując przypływ koloru na policzkach. To nie było takie przytulenie, jakim ją obdarzał do tej pory, gdy się witali lub żegnali. Gdy czasem robiła sobie z jego ramienia poduszkę, czytając jedną ze swoich ksiąg. Jego słowa były tak.. Smutne? Przepełnione jakąś samotnością. Zatopił twarz w jej włosach, jakby chciał ukryć się przed światem. Milczała chwilę, wlepiając spojrzenie w jego frak. Tkwiąc głową przy jego torsie, dzięki szpilkom o niebotycznej wysokości, prawie na ramieniu. W końcu jej ręce uniosły się, a dłonie drgnęły, wsuwając się pod materiał wierzchniego płaszcza i obejmując go w talii, czuła pod palcami miękki materiał fraka. Najpierw słabo, potem znacznie mocniej.

- Obiecałam Ci już kiedyś. Zawsze będę, odkąd wziąłeś te mandarynki - to aktualne. Wiesz Alek.. - zamilkła, łapiąc oddech i znów zaciągając się jego perfumami. Lubiła je, chociaż nigdy mu tego nie powiedziała. Zawsze kojarzyły się jej z czymś bezpiecznym i dobrym, niezależnie jak paskudnym czarnoksiężnikiem mógł zostać. - Namiastka to jednak zbyt mało. Zasługujesz na więcej. I chciałabym, żebyś to więcej miał. Nie wiem jeszcze, naprawdę nie wiem, czy to będzie ode mnie, czy nie. Nie pozwolę Ci jednak tkwić uśpionemu w ulotnych chwilach, okazjonalnych przypływach. Cokolwiek się nie wydarzy, powiem Ci prawdę. Nawet jeśli Ci się nie spodoba. Tylko czy idąc tą drogą, której sam częściowo chcesz.. Czy to potem nie będzie w złym scenariuszu oznaczało końca naszej przyjaźni?
Mówiła cicho, nieco chaotycznie. Brakowało w tym elokwencji, trudnych słów. Nessa wierzyła jednak w prostotę i jej siły. W pewnych sprawach piękne epitety nie miały żadnego znaczenia. Przesunęła dłońmi na przód, aby następnie ruszyć w górę po jego klatce piersiowej i następnie szyi. Ujęła jego twarz w dłonie i zmusiła, aby spojrzał jej w oczy. Znów przejmowała kontrolę, co dodawało jej pewności siebie.
- Skoro ja nie muszę, to Ty mi obiecaj. Obiecaj, że zrobisz to, co będzie właściwie i dobre dla Ciebie. Nawet jeśli mielibyśmy się pokłócić.
I użyła tego swojego tonu prefekta, który nie znosił sprzeciwu najlepiej. Nie odsunęła się jednak nie drgnęła nawet z miejsca. Wciąż tkwiąc blisko.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Freja Nielsen

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 166cm
Galeony : 533
  Liczba postów : 340
https://www.czarodzieje.org/t18384-freja-nielsen
https://www.czarodzieje.org/t18412-freja-nielsen#524470
https://www.czarodzieje.org/t18411-freja#524468
https://www.czarodzieje.org/t18386-freja-nielsen#523423
https://www.czarodzieje.org/t18418-freja-nielsen-dziennik#524592
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptySro Kwi 08 2020, 20:50;

Kobieta. Wysoka, smukła, o czekoladowych kosmykach i roześmianych oczach. Usta miała jednak zaciśnięte w skupieniu. Jej dłonie były zwinne, wyuczone konkretnych zachowań i ruchów do perfekcji. Grała na skrzypcach najpiękniejsze melodie, skłaniając przechodniów do zatrzymania się na krótką chwilę lub zwolnienia tempa w codziennym maratonie. Ludzie uśmiechali się do niej, kiwali głową z aprobatą, spora część wrzucała chętnie brzęczące monety do leżącego na ziemi futerału.
Zanotowała, że odnoszą się do siebie z życzliwością, godzą ze stopniowo kończącą dobą i wyciszają przed kolejnym dniem pełnym wyzwań. Mimo nadchodzącego powolnymi krokami zmierzchu, życie nad Tamizą wciąż trwało w najlepsze. Dlatego zdecydowała się przyjść odpocząć właśnie w tym miejscu, z dala od uczniowskich spojrzeń, dyskusji o piętrzących się górach złożonych z zadań domowych i problemów związanych z czarodziejskim światem.
Tęskniła za norweską wodą, za rodzinną hyttą, w której chowała swe istnienie aby uciec przed wzrokiem świata w pierwsze cieplejsze dni. Marzyła o zanurzeniu ciała w malutkiej, miękkiej sofie obrzuconej niezliczoną ilością bawełnianych poduszek i zaśnięciu przy udziale kołysanki wybudzających się na wiosenną porę ptaków. Myślała, że częste przesiadywanie na zielonych terenach hogwarckich błoni da jej namiastkę domowego spokoju i poczucia zjednoczenia, którego nie potrafiła nikomu opisać słowami. Nawet zresztą nie próbowała z obawy przed uzyskaniem łatki szurniętej.
Zapytała kogoś o godzinę - zbliżała się osiemnasta. Teraz, siedząc nad Tamizą i czekając na towarzystwo konkretnego gościa, zdała sobie sprawę, że tak właściwie to nie była kwestia tęsknoty do natury. Brakowało jej czegoś zupełnie innego. Ludzi. Ludzi o konkretnym stylu bycia, trochę chaotycznych, w gruncie rzeczy - takich samych jak oni, ale nieświadomych.
Na szkolnych korytarzach słyszała, jak kierują w ich stronę różne określenia, czasem obraźliwe, innym razem nieco prześmiewcze. Część z kolei reagowała na ich istnienie kompletną obojętnością, jakby wcale nie byli zbudowani z tych samych ścięgien i kości, jakby wcale nie mieli sobie podobnych w rodzinie. Ściskała papierowy kubek, który pozwolił jej wziąć na wynos białą herbatę z dodatkiem gruszki, mango i płatków róży. Grzał przyjemnie w dłonie parzył wargi, nadając im intensywniejszą barwę. I tęskniła. Za tatą. Za Olafem. Trochę za światem, który nie wymagał noszenia przy sobie drewnianych broni.

@Mervyn Cadwallader
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lara Burke

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : Kolczyk w nosie, pofarbowane na różowo-blond włosy, mocno pomalowane oczy i wulgarny język, często ma przy sobie swojego nieśmiałka
Galeony : 533
  Liczba postów : 343
https://www.czarodzieje.org/t18343-lara-burke#521843
https://www.czarodzieje.org/t18362-listy-lary#522823
https://www.czarodzieje.org/t18355-lara-i-jej-relacje#522683
https://www.czarodzieje.org/t18352-lara-burke#522441
https://www.czarodzieje.org/t18489-lara-burke-dziennik
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyPią Maj 08 2020, 23:13;

Wszystko to rozwijało się w bardzo dziwny i nieoczekiwany kompletnie przez Larę sposób. Do niedawna sądziła, że swoje urodziny spędzi w wieży Gryfindoru, czytając jakąś kolejną książkę, rozkoszując się kolejnymi papierosami wypalanymi w ciszy i spokoju. Sądziła, że nie ma opcji, aby w jakikolwiek sposób zmodyfikowała te plany. Równocześnie sądziła, że raczej nikt nie będzie pamiętał o tym dniu, kiedy to jeszcze jedno dziecko pojawiło się na świecie i poza tym, nic szczególnego się nie stało. A jednak we wszystkich tych kwestiach, od wieży począwszy, myliła się. Nagle okazało się, że wiele osób nie dość, że pamiętało o tym dniu, to jeszcze pragnęło go z nią spędzić. I w dodatku nawet pojawiali się tacy, to zamierzali oferować jej jakieś prezenty! To było niesamowitym doświadczeniem dla panny Burke, bo ona sama nigdy nie uważała, aby ten dzień był jakoś szczególnie ważnym w jej życiu, a teraz nagle okazywało się, że takim powinien się stać. I w taki oto sposób stało się to, że Lara właśnie znajdowała się w Londynie. No, może nie do końca tak nagle się w nim pojawiła, ale było to efektem ciągu przyczynowo-skutkowego.
Kiedy Boyd pojawił się z prezentami, dosyć szybko podjęli decyzję, że nie ma co dalej tutaj siedzieć i zbijać bąki. A w zasadzie to on ją podjął, a ona uznała, że może mu zaufa? (Jaka naiwna...) Dlatego też postanowiła porzucić swoje dotychczasowe odzienie (czyli podkoszulek i bieliznę) na rzecz zdecydowanie bardziej adekwatnego na tego typu wyjście odzienia. W końcu nie wiedziała, gdzie ich nogi poniosą, więc wolała być przygotowana na różne ewentualności. A nocami bywało wciąż zimno, więc skóra była idealnym rozwiązaniem. Swoje różowo-blond włosy związała w luźną kitkę i była gotowa do wyjścia tuż po tym, jak jeszcze w kieszenie kurki wpakowała paczkę fajek, różdżkę, trochę galeonów i całą garść gum, coby mieć pewność, że nie braknie. Wpakowała sobie do ust od razu różową kulkę i robiąc wielką bańkę, przetestowała jej jakość. Chłopak nie kłamał, guma pochodziła z miodowego królestwa i była wysokiej jakości. Przynajmniej miała teraz pewność, że mógł być prawdomówny.
Przy użyciu błędnego rycerza dotarli do Londynu. I to był dobry wybór, bo już w autobusie mieli sposobność do spróbowania jakiś trunków bardziej wyskokowych. W końcu okazja była dobra, więc czemu by nie spróbować? Na co dzień Lara nie piła, ale tym razem... Chyba okazja była odpowiednia.
Wysiedli w jednym z mniej uczęszczanych przez czarodziei miejsc, bliżej tamizy. Od razu postanowili zajrzeć w jakieś miejsce, gdzie można dostać alkohol. Kilka piw i jakaś butelka wódki czy cholera wie czego była chyba wystarczającą, a przynajmniej odpowiednią ilością do zmieszczenia w dosyć dużej, damskiej torebce. Nie wiedzieć czemu Lara naprawdę chciała tego wieczoru zobaczyć tą rzekę. Zawsze lubiła wszelakiego rodzaju zbiorniki wodne, a skoro mogła zobaczyć ten kompletnie naturalny, czemu by nie skorzystać z tego w tym momencie? Sięgnęła do kieszeni, aby wyciągnąć szluga i odpaliła go mugolską zapalniczką, idąc powoli przed siebie. W drugiej dłoni dzierżyła na wpół opróżnioną butelkę piwa, którego to smak nie specjalnie mocno ją do siebie przekonywał, ale chyba jakaś niepisana zasada mówiła, że w urodziny trzeba się najebać.
-Dobra Callahan. - zagaiła, kiedy wypuściła dym papierosowy z ust. Przeniosła wtedy też swoje spojrzenie na kroczącego obok wielkoluda z dziwnym uśmiechem na ustach. On jeszcze nie wiedział, co kombinowała. -Prawda, czy wyzwanie? - rzuciła, nie biorąc w ogóle pod uwagę opcji, że mógłby próbować się jej wykręcić. -I nie mów, że nie, bo oficjalnie mogę Cię walnąć. Mam na to zezwolenie od Ministra Magii we własnej osobie, bo w końcu dzisiaj mam urodziny. - dodała, szczerząc w jego stronę kły.

@Boyd Callahan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live"
Galeony : 809
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 955
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyNie Maj 10 2020, 00:11;

Nie planował spędzić całego wieczoru w towarzystwie solenizantki Lary, a pomysł wyciągnięcia jej na jakieś piwo żeby celebrować urodziny wpadł mu do głowy dopiero jak już usiadł na tym fotelu w jej dormitorium, zupełnie jakby wtedy doznał jakiegoś spontanicznego olśnienia; to była krótka piłka, szybka akcja, i wydawać by się mogło, że już chwilę później znaleźli się w mugolskiej części Londynu (bardzo docenił fakt, że Larka nie potrzebowała pięciu godzin na pindrzenie się przed wyjściem). Hojnie zaopatrzeni w napoje wyskokowe, szli w bliżej nieokreślonym kierunku brzegiem Tamizy, którą to dziewczyna wybrała sobie jako miejsce, w którym chce świętować, a Boyd przystał na to z entuzjazmem, bo choć nie miał słabości do zbiorników wodnych, to był niemałym fanatykiem plenerów; wierzcie lub nie, ale piwko pod gołym niebem zawsze smakowało mu lepiej niż gdzieś w środku. Czego chyba nie można było powiedzieć o jego towarzyszce, która z każdym łykiem miała dość nietęgą minę.
- Jesteś pewna, że chcesz to pić? – upewnił się, gotów zawrócić w poszukiwaniu jakiegoś innego sklepu, w którym będą mieli coś co bardziej wpasuje się w gust Lary, którego jak dotąd nie znał – Bo wiesz, niepisana zasada najebania się w urodziny to swoją drogą, ale jak wolisz, nie wiem, sok pomidorowy, to możemy iść po kurwa sok pomidorowy – zaoferował, bo sam rozkoszował się wspaniałym złotym napojem bogów i bolało go, że Lara wygląda jakby się przy tym męczyła. Jej tajemniczy uśmieszek na ustach, który zagościł na nich chyba po raz pierwszy odkąd się poznali, nie zwiastował niczego dobrego, ale jedyne co wywołał w Bodziu, to ciekawość cóż to takiego może być. Spojrzał na nią znad butelki i nie mógł powstrzymać uśmiechu, kiedy usłyszał propozycję połączoną z groźbą (wiecie, nie ma to jak niebezpieczne kobiety); wcale nie potrzebował znajdować się pod przymusem, żeby się zgodzić, bo oferta gry w prawdę i wyzwanie była co najmniej bardzo kusząca.
- Dziś niczego ci nie odmówię – zapewnił może nieco bezmyślnie, nie biorąc zupełnie pod uwagę tego, jak bardzo dosłownie może to potraktować jego rozmówczyni i jak bardzo postanowi to wykorzystać; no, ale miała urodziny, miała więc i specjalne prawa. Zanim zdecydował, łyknął sobie jeszcze piwka, choć wcale nie po to, by zyskać na czasie; nie musiał się długo zastanawiać, wybór był prosty – Wiadomo, że wyzwanie! Dawaj – powiedział, a w jego głosie przebijała się nuta ekscytacji na myśl o wielkiej niewiadomej, którą może kazać mu zrobić Lara. Była pierdolnięta, więc to mogło być cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lara Burke

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : Kolczyk w nosie, pofarbowane na różowo-blond włosy, mocno pomalowane oczy i wulgarny język, często ma przy sobie swojego nieśmiałka
Galeony : 533
  Liczba postów : 343
https://www.czarodzieje.org/t18343-lara-burke#521843
https://www.czarodzieje.org/t18362-listy-lary#522823
https://www.czarodzieje.org/t18355-lara-i-jej-relacje#522683
https://www.czarodzieje.org/t18352-lara-burke#522441
https://www.czarodzieje.org/t18489-lara-burke-dziennik
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyPon Maj 11 2020, 20:42;

Jej mina mogła sugerować, że to, co właśnie piła, było paskudne i kompletnie jej nie smakowało. Prawda była taka, że dziewczyna ogólnie była mocno nie przyzwyczajona do smaku alkoholu bo i nie pijała go zbyt często. A wręcz unikała. Oczywistym było jednak, że są takie sytuacje, w których to się nie wybiera i po prostu pije to, co pić powinno. Dziwnie wyglądałaby, gdyby właśnie przemierzała Londyn świętując swoje urodziny z kubkiem Ice-tea w dłoni. Piwo lepiej pasowało do okazji.
-Powiem Ci, że z każdym kolejnym łykiem smakuje to lepiej. - stwierdziła tylko i chcąc jakoś potwierdzić prawdziwość swoich słów, ponownie upiła łyk czy dwa z butelki. Poza tym, przez głowę przeszła jej myśl, co by sobie o niej Boyd pomyślał, jakby nie dała rady nawet jednemu piwu? Zapewne coś w stylu, że jest słabej dupy, więc po co spędzać czas z kimś takim. A jej zaczynało się podobać towarzystwo gryfona. Nie spodziewała się, że będą w stanie tak dobrze się dogadywać. -Powiedzmy, że kolejnym razem postawię na wspólne rzyganie gumami balonowymi, bo do śmierci ich sama nie zjem, co ty na to? - zaproponowała śmiejąc się przy tym, po czym ponownie zaciągnęła się trzymanym w dłoni kiepem. Pozwoliła, aby chmura dymu na dłużej zagościła w jej płucach. Wypuściła go z uwięzi, by następnie uśmiechnąć się jeszcze szerzej, kiedy chłopak stwierdził, że dziś niczego jej nie odmówić. Jedna rzecz, której Boyd nie zdążył się dowiedzieć na temat Lary, to to, że potrafiła mieć naprawdę bujną wyobraźnię. Czytanie przeróżnych książek i opowieści skutkowało właśnie w taki sposób. Nie miała problemu z wymyślaniem przedziwnych historii, a z czasem, nauczyła się też wprowadzać je w życie tak, aby wciąż coś się działo i nie żyła w nudny sposób, jak większość, których znała. A skoro Boyd właśnie zgodził się na to, że będzie mogła go dzisiaj wykorzystać, w jaki tylko sposób chce, to trochę tak, jakby podpisał na siebie wyrok, kompletnie nie będąc tego świadomym. Przez sekundę czy dwie, nawet zrobiło jej się go żal, bo jeszcze nie wiedział, do czego była zdolna. Mógł się tylko domyślać, co dawałoby niewielki pogląd na całą sytuację. Tak, była pierdolnięta i całkowicie zdawała sobie z tego sprawę. A to jeszcze gorzej, niż jakby udawała, że jest odwrotnie.
-Dobra, to lecimy. - zaciągnęła się ostatni raz, po czym pstryknęła niedopałkiem, który poleciał w bliżej nieokreślonym kierunku, troszkę imitując kometę lecącą po niebie. Wydmuchując dym przeniosła spojrzenie na swojego towarzysza, zastanawiając się nad tym, co najpierw powinna kazać mu zrobić. -Na początek, coś łatwego. - zawyrokowała, niemalże zacierając ręce z ekscytacji. -Zdejmij koszulkę i mi ją oddaj. Po czym podbiegnij do pierwszych dwóch osób, jakie spotkasz i zapytaj, czy nie pożyczą Ci swojej, bo pojebana dziewczyna Twoją ukradła. - wyszczerzyła kły w jego stronę, ciekawa, czy podejmie się rzuconego wyzwania. Dla niej zapowiadała się świetna zabawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live"
Galeony : 809
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 955
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyCzw Maj 14 2020, 10:58;

- Świetny plan, nie mogę się doczekać. Potrzymam ci włosy – odparł ze śmiechem na jej jakże kuszącą propozycję wspólnego rzygania gumami i choć to były tylko durne żarty, to tak naprawdę chyba nie miałby nic przeciwko temu, bo gdzieś z tyłu głowy cichy głos zaczął mu podpowiadać, że z Larą cokolwiek by nie robili, to byłoby fajne. Mogliby nawet pójść na grzyby i zrobić z tego ekscytującą wyprawę. To było właściwie dopiero ich pierwsze celowe (choć tylko dla niego) spotkanie,  bo wcześniej mieli okazję porozmawiać tylko na chwilę, w dość przypadkowych okolicznościach, a mimo tego dogadywali się świetnie i przede wszystkim, czuli w swoim towarzystwie bardzo swobodnie. Zupełnie bez spiny, nie musiał się zastanawiać, co powiedzieć, czy się za coś nie obrazi, czy złapie żart; wychodziło naturalnie. Może gdyby znał ją lepiej i już wiedział, do czego może być zdolna, zastanowiłby się dwa razy przed tą niefrasobliwą deklaracją spełnienia jej życzeń, ale tylko może, bo sam przecież nie należał do najrozsądniejszych ludzi, choć za takiego się uważał i dla osób postronnych mógł stwarzać takie pozory. Nic jednak z tego, był równie pierdolnięty co Lara, a co gorsza, wystarczyło mu zarzucić jedno: „boisz się?” – i działało jak magiczne zaklęcie, które sprawiało, że zrobiłby wszystko. Patrzył na nią niejako z wyczekiwaniem, jak uczestnik konkursu czekający aż jury ogłosi wynik, i musiał przyznać, że nawet z tym papierosem było jej jakoś do twarzy, a z podekscytowanym uśmiechem, który wpłynął na jej usta chwilę później – jeszcze bardziej. Zaśmiał się, słysząc propozycję – czy raczej żądanie – i zanim do niego przystąpił, chwilę się jeszcze pozgrywał, bo czemu nie.
- No Lara, jak tak bardzo mnie chciałaś zobaczyć bez koszulki, to mogliśmy zostać w tym dormitorium i tam się tym zająć – skomentował, niby przewracając oczami w wielkim oburzeniu – Dobrze wiesz, że nie przepuszczę żadnej okazji, żeby nazwać cię pojebaną, im więcej osób wie, tym lepiej. Potrzymaj mi piwo – dodał, po czym oddał jej najpierw napój, a potem koszulkę, co wcale nie było wymagające, w końcu grywał w prawdę czy wyzwanie nie raz, a pozbywanie się części garderoby zdecydowanie należało do najczęściej pojawiających się zadań, bo dla wielu ludzi stanowiło jakiś problem. Dzięki podwójnym standardom nie musiał się przejmować, że kogoś zgorszy, latając topless po mieście, i dostrzegłszy nadchodzącą z naprzeciwka parę, pomknął w ich stronę i uderzył w ich serca opowieścią o tym, jak padł ofiarą tamtej wariatki w różowych włosach; niestety, trafił na parę turystów w średnim wieku, którzy tylko łypali na niego podejrzliwie, jakby w obawie że sam jest wariatem i generalnie nie wyglądali na zbyt skorych do współpracy. Czuł, że jeśli będzie kontynuował próby, to kobieta zamachnie się na niego w końcu ściskaną w dłoni parasolką, poddał się więc i wrócił do Lary, rozkładając po drodze bezradne ręce i wypuszczając z siebie tłumione wcześniej parsknięcie śmiechem.
- Kompromitacja zaliczona, ale ubrań nie oddali – oznajmił wesoło, nic sobie z tego nie robiąc, i zrównał krok z dziewczyną – Teraz twoja kolej, ale ja ci wybieram wyzwanie. Oddaj mi swoją, zamienimy się – zarządził, bo raz, że nie mógł pozostać jej dłużny, a dwa, że bez niczego mógłby zmarznąć, w końcu do lata było jeszcze daleko; był raczej łaskawy, bo sam nie kazał nigdzie biegać dziewczynie, a z wymiany powinna być zadowolona. Będzie miała sukienkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lara Burke

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : Kolczyk w nosie, pofarbowane na różowo-blond włosy, mocno pomalowane oczy i wulgarny język, często ma przy sobie swojego nieśmiałka
Galeony : 533
  Liczba postów : 343
https://www.czarodzieje.org/t18343-lara-burke#521843
https://www.czarodzieje.org/t18362-listy-lary#522823
https://www.czarodzieje.org/t18355-lara-i-jej-relacje#522683
https://www.czarodzieje.org/t18352-lara-burke#522441
https://www.czarodzieje.org/t18489-lara-burke-dziennik
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyPią Maj 15 2020, 22:56;

Czy tego chciała, czy nie, wychodzi na to, że powinna zacząć doceniać chłopaka. Nie każdy tak otwarcie wychodził z propozycją trzymania włosów, podczas rzygania! Toż to oznaczało cholernie wiele. I wiedziała już o nim dostatecznie dużo, aby mieć świadomość, że rzekomą obietnicę mógłby potraktować dosyć poważnie. Głupimi gumami tak się przejął, więc pewnie i tym by mógł.
-A myślałam, że bardziej w twoim stylu byłoby podłożyć mi nogę, żebym jeszcze głową w muszlę jebnęła. - stwierdziła, luźno wzruszając ramionami. Nic jednak nie mogła poradzić na to, że powaga na jej twarzy nie mogła utrzymywać się zbyt długo. Po chwili uśmiech wrócił jak mugolski bumerang wprost na jej wargi, przez co mogłaby nawet wydawać się w miarę ładną osobą! Oczywiście nie robiła tego specjalnie, czy coś, bo kompletnie nie w głowie były jej w tym momencie jakieś amory. Po prostu cieszyła się z dobrego towarzystwa w dniu, kiedy każdy powinien czuć się ważnym. Dobre towarzystwo było ważnym aspektem, a choć nie miała wcześniej zbyt wielu okazji na spędzenie czasu razem z Boydem, teraz mogła stwierdzić, że był on bardzo dobrym kompanem. Chyba przede wszystkim dlatego, że tak samo jak ona, nie bał się rzucanych wyzwań i po prostu przyjmował je na klatę. Tak jak i teraz, kiedy podał jej piwo, aby przytrzymała butelkę, gdy zaczął się rozbierać. Sama pociągnęła tęgi łyk ze swojego szkła, uznając, że na trzeźwo tego nie zniesie.
-Daj spokój Boyd. Myślisz, że byle suchoklates zrobi na mnie wrażenie? - odgryzła mu się pokazując język. I zapewne na tym by poprzestała, gdyby nie to, że jej wzrok potoczył się od niechcenia na umięśnionym ramieniu chłopaka. -Czekaj, czekaj! Stój! - podeszła do niego szybko, przechwytując obie butelki z piwem w jedną dłoń i wolną ręką łapiąc go za przedramię. Chwilę trwało, nim odczytała koślawo wytatuowane litery. -Fillin are my live? - przeniosła spojrzenie na jego oczy i wybuchła śmiechem, tak głośnym, że aż jeden z przechodniów spojrzał na nią z kompletną dezaprobatą. Śmiała się jeszcze, kiedy chłopak ruszył wykonywać swoje zadanie, więc nie specjalnie przejmowała się, kiedy Boyd zaczął coś zawzięcie tłumaczyć przechadzającej się parze i wskazywać w jej stronę. Cóż, musiała właśnie wyglądać jak typowa dziewczyna, co uciekła z pewnego oddziału w Świętym Mungu, ale miała to kompletnie w dupie. Dopiero, kiedy chłopak wrócił do niej, opanowała się na tyle, aby być w stanie cokolwiek wydukać. Otarła dłonią łzę, która potoczyła się po jej policzku, zapewne delikatnie rozmywając ciemne cienie, które miała nałożone na oczy, ale nie przejmowała się tym specjalnie. Gryfon raczej nie był tutaj ze względu na jej wygląd, więc niewielkie pogorszenie go, nie powinno wpłynąć jakoś na ich znajomość.
-I to niby ja jestem pojebana? - zapytała, kiedy tylko wrócił. -Ja cię krzywdzić nie muszę, bo ktoś już się tego ewidentnie dopuścił. - dodała jeszcze, parskając delikatnym śmiechem. Niestety, został on skutecznie zabity, kiedy usłyszała, jakie to wyzwanie wymyślił on dla niej.
-Ale ja nie mam stanika... - jęknęła, po czym ponownie pociągnęła z butelki, jakby dzięki temu miał się on na jej ciele pojawić. Jednak rzuconego wyzwania nie zamierzała się nie podjąć, co to to nie! Sobą by nie była, gdyby zachowała się w podobny sposób. -Trzymaj. Trzeba było powiedzieć wprost, że chcesz zobaczyć moje cycki. - nie byłaby sobą, gdyby nie zrykoszetowała podobnego tekstu. Wyciągnęła dłonie w jego stronę i podała mu oba piwa. Potem, jakby kompletnie się nie przejmując tym, czy ma ochotę, czy nie, zdjęła swoją skórzaną kurtkę i powiesiła bezpardonowo na jego ramieniu. -Nie podglądaj! - zażądała, odwracając się do niego tyłem. Nie myślała o tym, że właśnie z tej strony, w którą się odwróciła, ktoś może zobaczyć jej cycki. Ważne, żeby on nie zobaczył! Zdjęła szybko koszulkę przez głowę i na oślep rzuciła do tyłu, mając nadzieję, że przy okazji trafiła go w twarz. Potem naciągnęła jego własną na swoje ciało, która sięgała jej prawie że do połowy ud. Odwróciła się i rozłożyła szeroko ręce. -I co, ślicznie mi? - wzięła od niego z powrotem swoją skórę. -Tylko na tyle cię stać? Słabo Callahan naprawdę, nie popisałeś się. Ale skoro tak chcesz się bawić... Zagraj w tej koszulce w następnym meczu quidditcha. - rzuciła, ciekawa, czy będzie na tyle odważny, aby podjąć wyzwanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live"
Galeony : 809
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 955
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptySob Maj 16 2020, 18:08;

- Ja? W życiu! Przecież jestem tutaj człowiekiem od ratowania dam z opresji, nie od rozwalnia im głów o kible – zapewnił niewinnym tonem, niby to zbulwersowany taką okrutną insynuacją, no w końcu miał być jej rycerzem, z czego to planował skrzętnie się wywiązywać i jak na razie chyba szło mu to całkiem nieźle – No chyba, że mi podpadniesz… – uściślił, nieudolnie siląc się na powagę, która szybko została zniwelowana cisnącym się na usta śmiechem; ciężko było ją utrzymać w towarzystwie Lary, której uśmiech i pojebanie był zaraźliwy. Zamiłowaniem do podejmowania idiotycznych wyzwań na szczęście nie musiała go zarażać, bo już je posiadał, czego przejawem było, że beztrosko przystąpił do pozbywania się części garderoby i już był w gotowości do zaczepiania obcych osób i robienia z siebie kretyna, wszystko to oczywiście z wielkim entuzjazmem.
- Sama jesteś suchoklates - odburknął, słysząc jej złośliwy komentarz, którego oczywiście, że się spodziewał; zdziwiłby się, czy wszystko z nią w porządku, gdyby nie odparowała czegoś w tym stylu. Zniewaga nie zdusiła wspomnianego wcześniej zapału, nim jednak wyruszył, Lara przyuważyła nieszczęsną ozdobę, pyszniącą się na przedramieniu, o której sam, szczerze powiedziawszy, zdążył już trochę zapomnieć i dość szybko się przyzwyczaił. Oczywiście, wzbudził on wielką wesołość dziewczyny.
- A żebyś wiedziała, że tak, także wiesz, z szacunkiem do mojej dziary! - zawołał, nie tracąc animuszu i dołączając po raz kolejny do jej wybuchu śmiechu, choć w mniej spektakularny sposób niż dziewczyna, bo udało mu się nie popłakać; ten etap miał już za sobą, gdy poranek po (nie)pamiętnej imprezie zwieńczonej wizytą w studiu tatuażu po pierwszych chwilach szoku i niedowierzania spędzili z Fillinem, tarzając się ze śmiechu na jego leżance. Broń Merlinie, żeby się zawstydził czy poczuł dotknięty, przecież doskonale wiedział, jak idiotycznie wygląda, nosił się jednak z tym tatuażem z dumą, uznając błąd w pisowni za głęboką metaforę tego, że on i Felicjan też są wielkimi, chodzącymi pomyłkami. Wszystko się zgadzało. Opuścił kulącą się ze śmiechu dziewczynę, gdy tylko napatoczyła się ta para turystów, która nie dała się przekonać na podzielenie się odzieniem i odprawiła go z kwitkiem, a gdy wrócił po dłuższej chwili, nadal nie zdołała się całkiem opanować - bardzo wiarygodna z niej była wariatka. Uspokoiła się jednak na tyle, że zdołała wykrzesać z siebie kilka słów, on zaś wykorzystał ten moment na szybkie wyjaśnienie tego, co się odmerliniało na jego ramieniu.
- Słuchaj, ty się śmiejesz, a to jest doskonały test na dziewczyny. Jak typiara nie ucieknie na widok tego, to znaczy, że już nic jej nie odstraszy i będzie mnie kochać na zawsze- stwierdził, specjalnie machając jej tym wybitnym arcydziełem przed twarzą, żeby nie udało jej się zachować powagi zbyt długo. Ubaw skończył się, gdy usłyszała, co ma zrobić; nie przekonał go argument o staniku.
- No i co, ja też nie - wtrącił, jakby to miało w jakiś sposób pomóc, po czym odebrał od niej butelki i nie protestował, gdy został też wieszakiem na kurtkę, parskając tylko na wzmiankę jakoby robił to wszystko, żeby podziwiać jej wdzięki. - Spoko, popatrzę sobie na te deski, to na jedno wyjdzie - rzucił uprzejmie w odpowiedzi, odwdzięczając się za tamtego suchoklatesa i wbijając wzrok w deptak; kontemplację podłoża przerwała mu koszulka, która nagle wylądowała na jego głowie - No, godna podziwu celność - mruknął, a gdy Lara wyswobodziła go z całego trzymanego ekwipunku, wcisnął się w bluzkę, co wcale nie było takie proste, ale jakoś się udało, chociaż była bardzo obcisła i kusa. Obrzucił dziewczynę oceniającym spojrzeniem.
- Bardzo ślicznie - przyznał, bez cienia złośliwości czy ironii, a gdy spojrzał sam na siebie, po raz pięćsetny tego wieczoru nie mógł powstrzymać śmiechu. Wyglądał jak pajac, a słysząc kolejne żądanie dziewczyny, wyobraził sobie siebie w tym wdzianku na boisku i zaśmiał się jeszcze głośniej - Zagram! Nie jestem pewien czy  Morgan wpuści mnie bez stroju drużyny, ale w najgorszym wypadku będę miał warstwy - obiecał, bez namysłu podejmując wyzwanie, a potem chwilę myślał, popijając piwko, nad tym co mógłby kazać zrobić Larze - Skoro ja zagram w twojej, to idąc tym tropem... ty przyjdziesz mi kibicować, ale tak wiesz, z entuzjazmem, w mojej. I w niczym więcej. A po meczu masz wbiec na murawę jak moja największa fanka i... no nie wiem, zrób coś efektownego żeby uczcić naszą wygraną. Bo że wygramy, to wiadomo - orzekł wreszcie, popijając długie zdanie piwem, bo aż mu zaschło w gardle od tego wszystkiego i spojrzał na Larę. Nawet jedno rozmazane aż prawie na policzek oko nie odejmowało jej uroku - Może prawdę teraz dla odmiany? - rzucił, bynajmniej nie dlatego że wystraszył się kolejnych wyzwań, a był zdania, że ta zabawa najlepiej działa, gdy wybiera się raz jedno, raz drugie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lara Burke

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : Kolczyk w nosie, pofarbowane na różowo-blond włosy, mocno pomalowane oczy i wulgarny język, często ma przy sobie swojego nieśmiałka
Galeony : 533
  Liczba postów : 343
https://www.czarodzieje.org/t18343-lara-burke#521843
https://www.czarodzieje.org/t18362-listy-lary#522823
https://www.czarodzieje.org/t18355-lara-i-jej-relacje#522683
https://www.czarodzieje.org/t18352-lara-burke#522441
https://www.czarodzieje.org/t18489-lara-burke-dziennik
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptyPon Maj 18 2020, 22:07;

I znów zaśmiała się, kiedy stwierdził, że prędzej by ja uratował, niż zabił, o ile nie sprawi mu jakiegoś bólu czy przykrości. Nic jednak nie mogła poradzić na to, że w jej głowie wykwitła kwiecista wizja tego, jak jednak jej głowa najpierw uderza mocno o muszlę klozetową, a dopiero po chwili w jej wnętrzu. Miała co prawda wciąż nadzieję, że raczej nie byłby skłonny do praktykowania podobnych praktyk, ale kto go tam wie? Sam zaznaczył, że jak go porządnie wkurzy to pewnie tak się stanie.
-Jeszcze byś się zdziwił, jaki ze mnie nie jest suchoklates - stwierdziła, z całej siły siląc się na powagę. Jak tak dalej pójdzie, to jutro będzie miała zakwasy od tego ciągłego uśmiechania się! kto by pomyślał, że można się tak wiele razy szczerzyć podczas jednego dnia? Z pewnością nie ona. Rzadko kiedy udawało jej się trafić na tak dobrze dobrane towarzystwo. Bo prócz swoich najbliższych przyjaciół, raczej unikała ludzi. Przyzwyczajona do tego, jak krytycznie potrafią ją w pierwszym odruchu ocenić, po prostu sobie tego oszczędzała. Aż tu trafił się taki jeden, który ni jak nie podlegał stereotypom, które wypracowały się na przestrzeni lat w jej głowie. Dlatego też teraz niemalże dosłownie ryczała ze śmiechu, kiedy jeszcze z pełną premedytacją poruszał przed nią tym niezwykle szpetnym tatuażem. Próbowała złapać oddech i się uspokoić, ale ni jak jej to nie szło. Zapowiadała się wspaniała noc.  Nie odpowiedziała nic odnośnie tego, jakże to wspaniały symbol męskiej przyjaźni (chyba tylko przyjaźni...) zdobił jego ciało, bo po prostu nie była w stanie. Śmiech gościł w jej gardle wciąż i wciąż, nawet kiedy w końcu wrócił do nie z niepowodzeniem misji. Ale musiała przyznać, że próbę podjął, więc zadanie musiała uznać za wykonane. To, że miał pecha i ludzie jednak mu nic nie dali, to już inna sprawa.
-Czyli ja już cię kocham i stałam się twoją niewolnicą, choć nic o tym nie wiem? - skomentowała tylko jego słowa, wciąż się śmiejąc. Wizja tego, jak to go kocha i nie potrafi wyobrazić sobie bez niego życia, była dla niej w tym momencie kuriozalna. No ale jak już wiadomo, dalej śmiech ugrzązł jej w gardle, kiedy musiała się zacząć rozbierać.
Prychnęła delikatnie rozeźlona, kiedy stwierdził, że jej cycki są nic nie warte. Nie lubiła tego typu zaczepek, wiec raczej nie mogła pozostawić ich bez odpowiedzi. nie byłaby po prostu sobą.
-Błagam cię Boyd. To że w życiu porządnych piersi nie widziałeś, nie znaczy, że moje możesz uznawać za słabe. Gdybyś je zobaczył, uznałbyś, że lepszych nigdy nie widziałeś. - skomentowała jego słowa, w mało skromny sposób chwaląc swoje dobro rodowe. Co jak co, ale tego Merlin jej nie poskąpił i nie miała sobie pod tym względem nic do zarzucenia.
Po dokonaniu prezentacji, pociągnęła zdrowo z butelki, tym samym wykańczając jej zawartość. Rzuciła ją na trawnik i sięgnęła od razu do swojej torebki po kolejną bez pytania wyjmując też piwo dla Boyda. Uśmiechnęła się ironicznie widząc, jak wciska się w jej własną koszulkę, bo naprawdę wyglądało to źle. Piwo które wypiła zaczynało jej szumieć w głowie, ale nie na tyle, aby uznała go w tym wdzianku za atrakcyjnego. I jej mina kompletnie zrzedła, gdy rzucił jej takie a nie inne wyzwanie. Mało brakowało a rozdziawiłaby szeroko usta, ale powstrzymała się przed tym w ostatniej chwili. I to jeszcze nie mieć nic pod spodem? Well played Callahan. Really good... - Dobra. Przyjdę. I będziesz żałował, że rzuciłeś mi takie wyzwanie. - przyjęła wyzwanie, nieco naburmuszona po czym otworzyła nową butelkę piwa. Nie była pewna, czy to przez to, że już trochę wypiła, czy przez co, ale tym razem piwo było lepsze. Milczała chwilę, zastanawiając się nad tym, o co tak chciała go zapytać. Tak naprawdę to o wszystko, bo przecież niemal nic o nim nie wiedziała. Ale miała inny sposób na to, jak to rozegrać.
-Opowiedz mi o jednej anegdocie z twojego życia, o której nikomu nie mówiłeś i nigdy nie chciałbyś, ale cię do tego zmuszam. - spojrzała na niego kpiąco nie pewna, czy da radę zrobić coś takiego. I licząc na to, że pewnie spotka ją paskudny rewanż, bo Boyd precyzyjnie odbijał wszystkie jej uderzenia tego wieczoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : jak mówi, to z irlandzkim zaśpiewem, na przedramieniu ma nieudany tatuaż "Fillin are my live"
Galeony : 809
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
  Liczba postów : 955
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17856-bogus#503470
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 EmptySob Maj 23 2020, 19:31;

- Dokładnie! Jak inaczej wyjaśnisz to, że jeszcze się nie teleportowałaś stąd gdzieś w pizdu? – odparł bardzo pewnym tonem, jakby przekazywał jej teraz najświętszą prawdę, resztkami sił powstrzymując wybuch śmiechu, który zresztą zaraz potem jednak się uwolnił – i stali tak razem, śmiejąc się do rozpuku ze swoich jakże wyśmienitych żartów oraz tego, jak Boyd dał się dobrowolnie oszpecić na wieki wątpliwej jakości tatuażem i może to i dobrze, że Larze w końcu zrzedła mina, gdy musiała przystąpić do swojego wyzwania, bo inaczej mogliby tak chichotać w nieskończoność aż oboje by pękli i cały ich misterny plan spędzenia razem wspaniałego wieczoru poszedłby dokładnie tam, gdzie powinna była się teleportować dziewczyna.
Na jej oburzenie po drobnej złośliwostce dotyczącej jej cycków zareagował tylko – znowu – cichym śmiechem, bo co innego mu pozostało? Wcale przecież nie mówił serio, odgryzał się po prostu za jej wcześniejsze komentarze, dlatego nie miał zamiaru się teraz kajać i tylko rozłożył bezradnie ręce.
- Może to i lepiej w takim razie, że nie zostałem pobłogosławiony tym widokiem, skoro nic nie byłoby w stanie go przebić – stwierdził, po czym przyjął od niej z wdzięcznością kolejną butelkę, uprzednio też zerując zawartość tej pierwszej; opróżnianie ich szło im całkiem szybko, nie był pewny, jak się to skończy, jeśli utrzymają takie zawrotne tempo picia, ale hej, kto by się teraz tym przejmował? Na pewno nie on – Słuchaj, jak tak dalej pójdzie, to za pół godziny stwierdzisz, że bardzo mi pasuje ten krój – skomentował tylko, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak idiotycznie i mało atrakcyjnie musi teraz wyglądać, ale tym też nie zaprzątał sobie myśli zbyt długo. Ważne, że było wesoło.
Po przedstawieniu Larze wymyślonego dla niej zadania patrzył na nią, czując rosnącą w środku dumę, że po raz kolejny udało mu się ją tak zagiąć i właściwie to spodziewał się, że dziewczyna odmówi i to w mało subtelny sposób, że mu powie, że go pojebało i różne takie; tymczasem przyjęła wyzwanie, choć wcale nie wyglądała z tego powodu na szczęśliwą. Teraz jeszcze bardziej nie mógł doczekać się meczu, ciekawy, jak też to rozegra i czy nie stchórzy w ostatnim momencie. W milczeniu pokiwał tylko głową z uznaniem na jej deklarację, a potem uniósł butelkę do ust, by wykorzystać moment w którym Lara wymyślała dla niego pytanie. Gdy tylko padło, już wiedział, żeby nigdy, kurwa, przenigdy więcej nie wybierać tej opcji podczas gry. Miał mnóstwo takich rzeczy, których nie mówił nikomu, z prostego powodu: były to sprawy zbyt bolesne albo zbyt wstydliwe, bo gdyby takimi nie były, to nie miałby problemu z tym, by się nimi dzielić. Zaczął przetrząsać pamięć w poszukiwaniu historii na tyle żenujących, by nadały się na odpowiedź, a zarazem na tyle błahych, żeby mógł je wyznać. Nie miał zamiaru się przełamywać i zdradzać jej swoich sekretów. Jeszcze nie teraz.
- Kurwa, robi się łatwiej niż mówi. Ehm… niech będzie to, jak ostatnio ghul się na mnie obraził i w ramach zemsty nasrał mi do rękawic quidditchowych, o czym dowiedziałem się na treningu, kiedy już je założyłem – wyznał wreszcie, krzywiąc się na samo wspomnienie, które co prawda nie do końca spełniało kryteria wyzwania, bo wiedział o nim też Fillin, ale on wiedział wszystko, więc uznał, że można go pominąć – Mam teraz traumę i muszę grać bez rękawiczek – poskarżył się, chcąc uwydatnić wielkość tego problemu, ale na koniec trochę się zaśmiał, bo cała ta sytuacja była taka żenująca, że aż zabawna. Wziął kolejny łyk piwa i wskazał na pobliski niski murek otaczający alejkę, którą szli.
- Usiądziemy? – zaproponował, kierując swoje kroki w jego stronę, by następnie usadowić się wygodnie i przez krótką chwilę spoglądał na Tamizę i rozpościerający się dookoła krajobraz, a gdy Lara do niego dołączyła, przeniósł wzrok na nią i zaczął się zastanawiać, o cóż mógłby ją spytać. Do tej pory sprawnie udawało mu się mścić za jej pomysły, teraz jednak stracił na to ochotę. Mógłby ją spytać o coś podobnego, ale wcale nie chciał poznawać jej tajemnic czy skrywanych myśli pod przykrywką głupiej gry, wolał gdy takie rzeczy mówiło się dobrowolnie, dlatego zmienił taktykę i wcale nie odpłacił się pięknym za nadobne – To może coś miłego teraz. Powiedz mi, jakie masz najszczęśliwsze wspomnienie – poprosił i zajął się niespiesznym sączeniem piwka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Nad Tamizą. - Page 11 QzgSDG8








Nad Tamizą. - Page 11 Empty


PisanieNad Tamizą. - Page 11 Empty Re: Nad Tamizą.  Nad Tamizą. - Page 11 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Nad Tamizą.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 12Strona 11 z 12 Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Nad Tamizą. - Page 11 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
Tamiza
-