Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość


avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptySro Wrz 11 2013, 22:40;

First topic message reminder :


Korytarz

Wąski i zawsze zatłoczony korytarz, nieopodal recepcji. Trudno tutaj kogokolwiek minąć, a przestrzeń wypełniają jęki, szczekanie, krzyki, gwizdy i inne dziwne odgłosy. Ludzie z dziwnymi urazami siedzą, leżą, stoją lub chodzą, skutecznie ograniczając pole manewru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej. Przyjacielski, miły, jak również poukładany. Co jakiś czas popija mniej znane eliksiry.
Galeony : 1479
  Liczba postów : 1276
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptyCzw Sty 24 2019, 13:14;

Życie
bywało dla nich obydwóch wyjątkowo okrutne.
Akt pierwszy, scena pierwsza.
Początek wszystkiego i koniec niczego - jakby grzmot z jasnego nieba zwyczajnie uderzył o sklepienie ziemi, nic się nie działo. Żyli własnym życiem, żyli bezustannie, mając do czynienia z najróżniejszymi sytuacjami - umiejscowieni w całkowicie odmiennych miejscach, nie posiadali świadomości o istnieniu. Obydwoje rodzice przestali żyć. Obydwoje ukończyli szkoły - z mniejszym lub większym sukcesem wchodząc w dorosłość, zapoznając się z plusami dodatnimi oraz plusami ujemnymi. Jeden artysta, wykorzystany przez życie, posiadający burzliwą przeszłość, oznaki wykorzystania, nad którymi nie mógł zapanować. Fałszywość rodziny, fałszywość ludzi dookoła dawała się we znaki - nie bez powodu zatem upadał. Nie bez powodu zatem starał się trzymać kurczowo własną dumę jak najbliżej siebie, posiadając mniejsze lub większe nadzieje na lepsze jutro. Drugi uzdrowiciel, wchodzący w niezwykle niebezpieczną rutynę, z której nie mógł się uwolnić. Emocje stawały się jedynie słowem - niczym więcej. Umysł nie rozpoznawał, nie pracował prawidłowo; zdawał się działać odmiennie od pozostałych. Niebo powoli zachodziło, na sklepienia niebios trafiały kolejne haftowane dłonią boską gwiazdy stanowiące kwintesencję spoglądania na nie późnymi wieczorami; kto wie, być może gdzieś to było zapisane. Że gdzieś znajdowała się drobna informacja o ich wspólnym spotkaniu - żaden jednak nie przypuszczał, do czego to doprowadzi.
- Mogę coś przynieść z domu. - zaproponował, albowiem wiedział, że Dima, jak to na niego przystało, będzie domagał się czegokolwiek, co choć przez chwilę odwróci jego uwagę na coś, co jest po prostu przyjemne. Poniekąd jednak czuł się nadal winien tej całej sytuacji, czuł, że gdyby nie fakt, iż chciał coś udowodnić (sobie?), na pewno Rosjanin nie leżałby przykuty do łóżka szpitalnego, zamiast tego znajdowałby się wśród tego, co zdołał wybudować przez całe swoje życie. - Poniekąd nadal uważam, że jest. - odpowiedział, opierając się dłońmi o kolana i spuszczając odrobinę głowę. To oczywiste, że czuł się winien tego całego dramatu; jakby nie było, posiadanie złamanych nóg nie było ani miłe, ani przyjemne. Coś o tym wiedział. Wiedział, bo miał złamane żebra. Nie bez powodu zatem pałał częściową niechęcią do personelu, z którym przyszło mu dzielić przestrzeń w Mungu. - Nie, nie powinieneś. - poniekąd uśmiechnął się, choć nie wiedział, czy to było spowodowane słowami, czy może zwyczajnie osobą, która je mówiła. Teleportował ich, bo to było konieczne. Teleportował, bo tak jak Dima, nie przeżyłby straty kogoś bliskiego. Nikt nie wiedział, jak wiele znaczył dla niego Rosjanin - żyjące w błogiej nieświadomości dusze, trzymające się ciągle tego samego scenariusza, nie mogły wiedzieć, co znajduje się pod sklepieniem czaszki uzdrowiciela.
Poniekąd - on sam również nie wiedział.
- Zawsze będzie, Dima. - rzucił krótką odpowiedzią. Było wiele rzeczy, za które chciał przeprosić, a jednak nie potrafił; dlatego postanowił bez większego problemu dodać się kwintesencji żalu rozdzierającego jego bijące pod sklepieniem żeber serce. Dimitri miał jedno szczęście - w postaci problemów Matthewa z odczytywaniem emocji. Dla niego uśmiech nie wyglądał sztucznie. Być może znajdowało się w nim coś nietypowego, coś zapalającego jedną z czerwonych lampek, aczkolwiek zarejestrował go takim, jakim nie powinien być. Pytanie jednak zbudziło go z pewnego transu w ciszy okalającej pomieszczenie. Jak się czuł? W obecnej chwili czuł się winien. Czuł współczucie, nawet był trochę smutny za tę całą sytuację. Na przestrzeni tych wielu miesięcy znacznie się zmienił. Może nie uśmiechał się na lewo i prawo, aczkolwiek mężczyzna, obecnie leżący na łóżku szpitalnym, był idealnym ku temu powodem. - Myślę, że w porządku. Oczywiście na przestrzeni ostatnich miesięcy. - odpowiedział lakonicznie na pytanie; co miał odpowiedzieć, nie potrafiąc nazwać większości z emocji znajdujących się w jego szarych komórkach? Dopiero potem, wraz ze słowami zdał sobie sprawę, że tak naprawdę to będzie ponowny koniec. Przymknął oczy, spoglądając sufit i nerwowo plątając swoje palce u dłoni, jakby chcąc tym samym coś zdziałać. Nie chciał tego słyszeć - wiedział, że taka musi być kolej rzeczy. Że prędzej czy później tak się stanie. Że przecież Rosjanin został tylko po to, by się pozbierał. Nadal nie połączył zbyt wielu kropek, aczkolwiek bardzo powolnymi kroczkami je łączył.
- Dlaczego - rozpoczął, choć wiedział, że jego trudy mogą być kompletnie bezużyteczne w świetle prawdy, jaką przedstawił Dima - nie zamieszkasz, nie martwiąc się o mój stan? Odtrącając wcześniej przyjęty schemat. - nie wymagał odpowiedzi, nawet jej brak był jednoznaczny, aczkolwiek, nawet jeżeli się do tego nie przyznawał, mężczyzna stanowił dla niego coś więcej niż normalnego przyjaciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dimitri Dragović

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 167
  Liczba postów : 42
https://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
https://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
https://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
https://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptyCzw Sty 24 2019, 16:12;

Nabrał powietrza w płuca przygotowując się do dłuższej rozmowy. Gdyby mógł to by usiadł. Właściwie gdyby mógł to byłby już daleko stąd, uciekając bez pożegnania, jak ostatni śmieć. Bał się. Nie był to ten sam rodzaj strachu, który czuł przy trollu. Nie, ten go nie napędzał, nie kazał mu działać. Raczej obezwładniał i pozostawiał w głowie kompletną pustkę. Właśnie dlatego powinien coś zrobić, coś powiedzieć, spróbować wyjaśnić mu dlaczego musi odejść. Żeby nie być wyżej wspomnianym śmieciem. Matt na to nie zasługiwał - Uwierz, długo nad tym myślałem i… Przyszedł już czas. - zaczął powoli, splatając palce i kręcąc nerwowo młynka kciukami. Zamilkł na dobrą chwilę próbując ugrać sobie trochę czasu na zastanowienie się, co właściwie powinien powiedzieć dalej - Stanąłeś na nogi, nie ma już powodu żebym został. – wypalił zanim zdążył się dobrze zastanowić. Gdy uświadomił to sobie, trochę go zmroziło. Miał nadzieję, że nie zachęca teraz Matta do powtórzenia swoich działań sprzed kilku miesięcy. Szybko jednak odegnał tę paranoiczną myśl i ciągnął dalej, tym razem sztucznie optymistycznym głosem - Popatrz na to tak, odzyskasz swoją przestrzeń. I twoje sąsiadki przestaną gadać. Same profity! – pod koniec nawet odrobinę się zaśmiał, ale szybko umilkły, gdy jego oczy przeniosły się z sufitu na Matta. Coś było nie tak. Właściwie nie musiał się zastanawiać by wiedzieć, o co chodzi. Na pewno się boi, że sam nie da rady. Do dobrego łatwo się przyzwyczaić, co? - Nie rób takiej miny. Przecież wiedzieliśmy, że kiedyś przyjdzie ten moment. Gdybym został, byłoby to wysoce nieuczciwe. Znaczy… Bardziej, niż jest teraz. – o tak, praktycznie władował mu się do mieszkania na kilka miesięcy, latał za nim jak mu pasowało, nieustannie męczył i gotował paskudne zupki. Dziwne, że Matt nie stracił jeszcze cierpliwości. Na jego miejscu Dimitri już dawno wywaliłby się na zbity pysk. Chociaż biorąc pod uwagę, jak bardzo uzdrowiciel był samotny, Dima nieco przestał się temu tak dziwić. Ponownie wbił wzrok w sufit, a jego słowa popłynęły w przestrzeń - Bo widzisz… I mówię ci to tylko dlatego, bo mam połamane nogi i nie mogę nigdzie uciec. Inaczej już by mnie tu nie było. Wiesz, to dosyć trudne… Do rzeczy. – teatralnie nabrał powietrza w płuca (bo znajome z filmów i kreskówek odchrząkanie jest mitem źle wpływającym na struny głosowe, o to to to!) i rzeczywiście przestał owijać w bawełnę. No przynajmniej nie tak bardzo, jak wcześniej - Ciągle coś do ciebie czuję. Nie zrozum mnie źle, chcę żebyś nadal był moim przyjacielem. No i właśnie dlatego muszę nabrać dystansu. Żeby… No żeby niczego nie zepsuć. – och, Dima, niby taki z ciebie znawca słowa, a przyznałeś się do dwóch rzeczy na raz: że go kochasz, a co gorsza od przynajmniej pięciu lat. Cholerny z ciebie prześladowca, Dimitri, przecież Matt to teraz zupełnie inny człowiek! Praktycznie go nie znasz! Jednak zamiast się zamartwiać, bo uzdrowiciel sobie pomyśli, powinien zakończyć temat zanim ten coś powie - Nie chcę, ale nie widzę innego wyjścia. Pewnie dramatyzuję, ale no taki już jestem. Przepraszam jeżeli już wszystko zniszczyłem, ale… Nie umiem z tobą mieszkać i jednocześnie zakończyć tę farsę. To był fatalny pomysł, od samego początku… – tak, od momentu, gdy napisał drugi, pozbawiony sarkastycznego jadu list. Westchnął ciężko – Jeżeli to za dużo do przetrawienia to wyjdź. Znaczy… jeśli chcesz. Pewnie i tak nie może być bardziej niezręcznie. Nie obrażę się, naprawdę – przetarł jedną ręką oczy i skronie, może odrobinę próbując ukryć bladość swojej twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej. Przyjacielski, miły, jak również poukładany. Co jakiś czas popija mniej znane eliksiry.
Galeony : 1479
  Liczba postów : 1276
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptyCzw Sty 24 2019, 16:50;

Akt pierwszy, scena druga.
Proste zaznajomienie, posiadanie relacji w pracy, choć nie zawsze należały one do najlepszych - w ruch poszła znajomość. Prosta, zdająca się być zwyczajnie czymś normalnym; znajdującym się w spektrum wzajemnych zainteresowań; oni się poznali. Jeden z nich zaproponował pomoc, choć wcale nie musiał tego robić; drugi z nich to zaakceptował, choć wcale nie musiał - chociaż skazałby siebie na jeszcze większą porażkę. Żadnych pytań dlaczego, żadnych pytań po co, zwyczajnie nawiązanie więzi, jej wzmocnienie, znalezienie wspólnego języka - niczym trzepot motylich skrzydeł - synchroniczne, niespodziewanie gładkie, jakby było wpisane w ich codzienną, nietypową wówczas naturę. To wszystko było z góry skazane zarówno na sukces, jak i na porażkę. Żaden o tym nie wiedział - żaden nie wiedział, że ta relacja będzie niczym wbicie naostrzonego noża w sklepienia mięśni - mięśni zmuszających szkielet stanowiący podstawę do poruszania się.
Akt pierwszy, scena trzecia.
Nieudolność wzrastała - toksyczność również. Spojrzenia tęczówek unikające siebie nawzajem, unikanie tematów, zamiatanie wszystkiego pod dywan, co stało się wówczas największą udręka. Pamiętny dzień, pamiętna sytuacja, o jedno szczere słowo za dużo, o jednostkę dumy za sporo, by to wszystko zakończyło się - choć wcale nie do końca. Ostateczne trzaśnięcie drzwiami, które oddzielały wnętrze domu od zewnętrznego świata - ktoś musiał opuścić. Nie potrzebował żadnego powodu, by trzymać sekrety dla samego siebie; koniec końców wszystko zakończyło się niespodziewanie, separacja, kiedy to ktoś odszedł, wydawała się rodzić pytanie. Nie wiedział, czemu był sfrustrowany, nie wiedział, dlaczego pozostał w tyle, nie wiedział, dlaczego dom stał się wyjątkowo pusty. Nie spał, owinięty szczelnie kołdrą - nie spał, kiedy to sytuacja stawała się być o wiele trudniejsza do zaakceptowania, niż mógł to jakikolwiek przypuszczać - nie spał, gdy tłamszone pod kopułą czaszki myśli przerastały jego możliwości. Mówi się, że ludzie przychodzą i odchodzą - dlaczego jednak w jego przypadku to się nie działo? Nie wiedział, kiedy to chwytał się ponownie za własne kędzierzawe włosy, próbując cokolwiek zwyczajnie zrozumieć.
Teraz jednak - czasy się zmieniły.
Pięć lat rozłąki. Pięć lat na najróżniejsze z możliwych zmian. Czy był gotowy na to, by odwrócić swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni? Nie wiedział. Nie był jednak gotowy na to, by odpuścić. By pozwolić Dimie wyparować, przeniknąć w cień, by to wszystko zakończyć. Zaakceptowałby to bez większego problemu, ale czy ta nagła zmiana dobrze by na niego wpłynęła? Na pewno nie ruszyłby ponownie do metody z próbą samobójczą, która wyszła sporadycznie. I tak niezbyt wiele z niej pamiętał, i tak zdawała się być jedynie oznaką tchórzostwa, która wynikała z prostego nieprzystosowania się do tego, czego tak naprawdę oczekuje od niego społeczeństwo. Do diabła z ludźmi - Dima miał rację. Od kiedy przestał do nich podchodzić na poważnie, stał się lżejszy, pozbawiony bagażu, choć poczucie winy zawsze gdzieś się tam znajdowało. - Przestrzeń, która będzie pusta, Dima! Wiesz przecież, że ten dom i tak jest dla mnie za duży. - odrzekł, nie podnosząc głosu, choć można było z niego coś wyczytać. Delikatny strach. Strach przed tym, że jest w stanie wszystko zwyczajnie spierdzielić. - Sąsiadki? A o czym one niby gadają? - rzucił zdawkowo. Po pierwsze - mieszkali trochę na zadupiu prowincji. Po drugie - jego życie nie jest zbyt intrygujące. Wiedział, że nie jest najlepszy - jednak starał się być. Chociażby dla Rosjanina. Te pięć lat spowodowały radykalne zmiany; kto wie, być może Matthewa dosięgnął tak naprawdę kryzys wieku średniego? Westchnął, czując, jak jego dłonie mimowolnie zaczynają drżeć. - A co jest w życiu uczciwe? - rzucił retorycznym pytaniem. Różnicy mu to na portfelu nie robiło. Był ciężki. Oszczędności miał dużo. Nie uważał jednocześnie mężczyzny za pasożyta, choć należy przyznać, iż czasami działał na nerwy; niemniej jednak mniej niż kiedyś. Zupki może nie były idealne, ale nadal lepsze od tego, co uzdrowiciel jest sam sobie w stanie ugotować. - Tak trochę… jesteś obowiązkowo przykuty do tego łóżka. - przyznał jak najbardziej szczerze. To prawda, Dima nie mógł się ruszyć, co najwyżej udać się na wózek. Być może dlatego nie mogli uniknąć tej rozmowy? Albo zwyczajna upartość Matthewa dawała się jak najbardziej we znaki, gdy siedział, nerwowo zaciskając własne dłonie, jakby składając je do modlitwy, próbując sobie wszystko poukładać.
Nigdy nie spodziewał się, że rozmowa z drugim człowiekiem będzie go aż tak stresować.
Czy ktoś by go chciał? Nie przypuszczał, nie wiedział, podniósł wzrok, gdy padły te słowa, powodujące istny huragan w jego głowie. Jakby kędzierzawe włosy nie wystarczyły do przekazania bałaganu, jaki panuje w jego umyśle; poniekąd go to zamroziło. Posiadał dwie opcje. Dwie możliwości. Jedną szansę. Wziął głębszy wdech, pozostając na chwilę w ciszy. Kim dla niego tak naprawdę był Dima? Traktował go jako przyjaciela? Czy może kogoś jednak wartego znacznie więcej, więcej od znajomości, którą był w stanie wytworzyć od dzieciństwa? Rosjanin był jedyną osobą, której ufał. Której był w stanie powiedzieć wszystko. Nerwowo przegryzł wargę, doszukując się rozwiązania; metaliczny posmak powitał w jego ustach, jakby otrzeźwiając go przez chwilę. Poczuł, jak serce znajdujące się pod sklepieniami żeber, staje się wyjątkowo wyczuwalne; może nie aż nadto, zważywszy na jego niedociśnienie, niemniej jednak z widocznym rezultatem. Spojrzał; w ciszy, w spokoju. Bał się zmian. Bał się cholernie zmian, ale czy nie lepiej było zaryzykować? Spróbować czegoś innego, odmiennego od jego stanu melancholii, zacząć liczyć się dla kogoś i dbać o wiele bardziej niż na płaszczyźnie uzdrowiciel-pacjent?
- Nie, jest w porządku. - powiedział na słowa o wyjściu. Nie chciał wychodzić. Nie był zbytnio tchórzem - to, co ma nastąpić, niechaj również dotknie jego. Niechaj również muśnie odrobiny jego skóry, niechaj oddziała. Czy to, co czuł wobec Rosjanina, było miłością? Dawno tego nie czuł, wyjątkowo dawno, by zapomnieć. Ostatnią osobą, która dała jakiekolwiek prawdziwe oznaki tego uczucia, była właśnie rodzina; rodzina, której nie miał. Preferencji nie miał. Jedyną preferencją w zakresie ludzi, w których wierzy, których obdarowuje bliskością, jest właśnie zaufanie. Nigdy nie patrzył pod względem fizycznym - psychika miała dla niego jak największą rolę. - Ja… Dima. - powiedział, rozpoczął, wziął głębszy wdech, by następnie wypuścić powietrze. - Wiesz, że jestem idiotą pod tym względem, poniekąd upośledzonym. Najchętniej bym powiedział wprost. Stanowisz dla mnie kogoś więcej niż przyjaciela. Rodzinę. Brata. Kogoś znacznie więcej. - pierwszy raz zastosował brak bezpośredniości. Czy to zadziała pozytywnie? Nie wiedział. - Kocham Cię, Dima. I dlatego chcę, żebyś pozostał. Jeżeli… jeżeli jednak nie masz zamiaru, nie będę Cię do niczego zmuszał. - powiedział ostatecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dimitri Dragović

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 167
  Liczba postów : 42
https://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
https://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
https://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
https://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptySro Sty 30 2019, 00:39;

Za duży dom, za dużo przestrzeni. Miał przecież tyle zwierząt, które tę pustkę wypełniały. Dimitri nie potrafił zrozumieć wielu rzeczy i za duże domy były jedną z nich. Nawet, gdy przebywał na dworku dziadków w Rosji czuł się jak w klatce, jakby się dusił ilością obecnych tam ludzi. Inna sprawa, że atmosfera domu Fiodorovów nie sprzyjała dobremu samopoczuciu. Pewnie to kwestia przyzwyczajenia, ale w tej sytuacji to raczej mało ważne - Nie, nie wiem, Matt. Moje mieszkania są za małe żebym wiedział co to znaczy.”Mmm, Dimitri Emilowiczu, jak dramatycznie! Zapisz gdzieś sobie żeby ci nie umknęło!” Nie oszukujmy się, prawdopodobnie użyje tego w jakimś dramacie. Może nie dzisiaj, może nie jutro, ale za kilka lat… Za kilka lat na pewno. Wiedział to i wcale nie poprawiło mu to humoru. Czuł się trochę jakby sprzedawał swoje najprywatniejsze życie kawałek po kawałku, obnażając się w sztukach, wierszach i występach. Tak naprawdę nigdy nie przestawał o nich myśleć, nawet teraz, gdy praktycznie wyznawał miłość, wciąż myślał jak to będzie wyglądać na papierze. Serce kołatało mu jak u rasowego konia po wyścigu. Skup się, Dima! Słuchaj, co do ciebie mówi, a nie, konie sobie wymyślasz!
    Moje uczucie rozkwitało
    Jak plastik twojego uśmiechu,
    Spijałem słodycz słów prosto
    Z ust szyderczo wygiętych
    Aż nie nabrały ohydnie
    Sztucznych odcieni zachodzącego
    Ja

Tak było zawsze. Spotykał osobę, a potem wszystko działo się szybko, jak z najtwardszymi z narkotyków. Uzależniał się i umierał w każdej chwili, bez różnicy czy był daleko czy blisko wybranka swego serca. Co potem? Potem wszystko działo się jeszcze szybciej, bo nie trudno było się zorientować, że Dimitri Dragović darzy kogoś uczuciem. Dima próbował się kształtować jak plastelina, przyzwyczajać do nowej sytuacji, grać i udawać, jak najlepiej tylko mógł, że nic nigdy się nie wydarzyło. Dlaczego? Chyba nie miał odwagi zostać odrzuconym, radzić sobie z nową sytuacją. - Naprawdę nie wiesz? Aż tak cię nie obchodzi, co o tobie myślą? – zaśmiał się gorzko. Dlaczego tak cholernie mu zależało, skoro wiedział, że i tak wszystko się skończy tak, jak zawsze. Nie ma innej opcji, nie widział jej. Nie potrafił. To trwało już za długo żeby wyszło z tego cokolwiek dobrego. Chyba był zbyt zgorzkniały, miał za dużo pretensji, za dużo słabej poezji o tym człowieku zalegało w jego szufladzie…
    Przyszedłeś do mnie w nocy
    Tak jak rosną włosy, powoli,
    Bez fanfar i werbli, by z cicha
    Zapuścić korzenie
    W palcach - dotykiem
    W mózgu - myślami
    W sercu - byciem
    Powoli przyzwyczaić mnie
    Do ciepła, obecności i wiedzy,
    Że gdy szary świt wstanie
    Nie obudzę się z obłoku
    Absyntu

Gapił się w sufit nie do końca wiedząc kiedy narodziło się w nim przekonanie, że właściwie to kocha Matta. Nie śmiał na niego spojrzeć, bo wiedział, że wtedy nie będzie miał żadnych wątpliwości, a tak? Mógł jeszcze sobie powmawiać, że gdy już zostanie odrzucony, to nie będzie tak trudno, jak myślał. Wcześniej nie było trudno, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Odpowiedź była prosta- przy Mattcie nie musiał udawać kogoś innego. Znaczy… przy innych niby też nie. Różnica polegała na tym, że przy Alexandrze nie czuł potrzeby grania niczego. Mógł się wyciągnąć swobodnie na wyimaginowanej kanapie i przez chwilę po prostu być. Nie, nie na scenie czy za kulisami, tylko na takiej domowej, wysiedzianej kanapie, na której było miejsce dla nich obu. - To trwa za długo żebym przeszedł jako twój przyjaciel, w porządku? – dla Dimy to było w porządku, nawet bardzo. Pytanie tylko czy dla Matta również. Uczucia uczuciami, ale pozostaje reszta świata.
    W ciemnym pokoju
    Świecisz najjaśniej
    Nie musisz nic mówić
    Wystarczy drgnienie
    Jak ćma podążam
    Za błękitem oczu
    Bo przez chwilę
    Mogę tańczyć w
    Świetle spojrzenia
    Piękniejsze jest niż
    Wszystkie Apolla i Gabriele
    Spalam się, a moje łzy
    Parują nic nie znacząc
    Budząc mnie z fantazji
    W ciemnym pokoju
    Już nie świecisz
    Wcale

Zakrył oczy dłonią - Przestań! Proszę. Jeżeli masz mi powiedzieć, że jestem dla ciebie tylko jak brat… – ugryzł się w język. Tylko jak brat. Był taki zachłanny. Co jeszcze mu powie? Że jego przyjaźń nie jest wystarczająca? To nie prawda. Przecież żył z nią przez tyle lat. Była warta więcej, niż to, czego potrzebował. Zacisnął oczy mimo, że już je zasłaniał. Dystans, trochę dystansu. Za bardzo sobie pofolgował, ale da się to wszystko naprawić!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 181
C. szczególne : Blizny na nadgarstkach, pogodne spojrzenie, towarzystwo Euthymiusa oraz zapach wody kolońskiej. Przyjacielski, miły, jak również poukładany. Co jakiś czas popija mniej znane eliksiry.
Galeony : 1479
  Liczba postów : 1276
https://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
https://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
https://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
https://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptySro Sty 30 2019, 01:06;

Akt drugi, scena pierwsza.
Niespodziewanie krótką wiadomość - wynik separacji, której to podjął się drugi z nich; zamroził krew w żyłach. Zbyt długo to nie trwało, zbyt długo to nie miało prawo wytrwać - było skazane na upadek, podcięcie skrzydeł, ich zblednięcie, a następnie ostateczny odłam - kolejne dni spędzane w samotności wprawiały uzdrowiciela w ostateczną obojętność - przeszywającą przez palce, kwitnącą. Odbierającą cenne składniki odżywcze swojemu żywicielowi - pasożyt w pełnej krasie się rozwijał, nie pozwalał w żaden sposób na wykonanie prowizorycznych ruchów. Palce znowu stały się zimne, serce, mimo iż nadal ciepłe, zmniejszyło ilość uderzeń; płuca oddychały znowu skażonym tlenem, pozbawionym swoich pierwotnych właściwości. Samotność doprowadza człowieka do szaleństwa - powoduje jego rozłam psychiczny, a przede wszystkim ostateczny koniec, nad którym nie da się zapanować. To byłby koniec jednej z historii - gdyby nie fakt tego, iż rozpoczął się ostatecznie akt drugi - pisany spod ręki artysty, posiadał różne zakończenia. Gdy Tlen powrócił - Płuca zaczęły ponownie oddychać, napełniane znaną mieszanką, znaną osobą, żebra skurczały i rozkurczały się zgodnie z wolą umysłu osoby, której to organizm powrócił ponownie do życia. Blade dłonie odzyskały koloryt; kto odejdzie, ten będzie sam - pierwotna zasada wpisana między karty historii, nie pozwalała na kolejne przejście przez kolejne fragmenty ścieżki. Nóż opadł na podłogę - to wszystko zakończyło się nagle, dając nowy początek temu, co wcześniej zostało uznane za zakończone.
- Wiem. - odpowiedział krótko, zdawkowo, nie brnął dalej w tenże temat. Wiedział, że Dima mieszka w znacznie mniejszych miejscach, zasiedla mniej przestrzenne pokoje. Matt osobiście, czując pustkę, jaka panowała, mimo zwierząt, nie widział sensu posiadania większego domu. Owszem, była to doza pewnej prywatności, co nie zmienia faktu, iż cisza była dla niego zabójcza. Zwierzęta zaś nie stanowiły tego samego kontaktu, co kontakt z człowiekiem. Myślał nad tym odrobinę, starał się poukładać wszystko w jedną, harmonijną całość, co szło mu jednak niezbyt szybko. Był człowiekiem przede wszystkim cierpliwym. Pozbawionym natury zła, choć zasiedlała ona głębię jego niemożliwej do uchwycenia duszy; nie bez powodu zatem nie zareagował jakoś donośnie na słowa dotyczące sąsiadek. - Mówiłeś, że ludzie boją się tego, co przekracza granice normalności. Najlepiej jest ich wówczas zignorować. - tutaj jednak powiedział dwa zdania, dorzucił od siebie parę groszy, pozwolił na to, by atmosfera eteru rozpłynęła się w powietrzu jak za dotknięciem bańki mydlanej. Ledwo co go obchodziły zdania innych, przecież ich życie nie było zbyt ciekawe. Niech sobie sądzą to, co chcą, czyż nie tak było najlepiej?
Akt drugi, scena druga.
Wszystko było skazane na klęskę, kiedy to jeszcze raz spojrzał w stronę Dimitriego. Powietrze zdawało się nie być zanieczyszczone, gdy spoglądał w jego stronę; nie próbując złapać kontaktu wzrokowego, choć jakimś cudem ostatnio była to utrudniona czynność. O ile spojrzenia wydają się być dla niego frustrujące, pozbawione głębszego sensu, o tyle jednak Matthew Alexander się zmieniał. Oczywiście nie do końca - na zewnątrz pozostawał nadal tym samym, oschłym uzdrowicielem, dzierżącym poszczególne dokumenty we własnych dłoniach, jakby próbując cokolwiek z nich wyczytać. Przez te ostatnie miesiące jego pogląd na całokształt życia się zmienił - Rosjanin był Tlenem. Potrzebnym, trudnym do uniknięcia, praktycznie wymaganym do tego, by funkcjonował dalej. Jak jednak się to nazywało? Czy to była aby na pewno miłość - płonąca, dającą się we znaki, nagła, gorąca? Nie był tego w stanie określić, gdy skupiał swoje tęczówki ostatecznie na pochyłym piśmie w papierologii. Nie mógł jednak zbyt łatwo zbyć tego tematu, gdyż poniekąd poprzez zaufanie zaskrobił sobie w nim jakiekolwiek uczucia. Nigdy wcześniej tym się nie interesował - nigdy nie było mu dane przeżywać tego, co jego rówieśnicy, gdy przeżywał najgorsze lata w Hogwarcie. Z czasem chęć posiadania kogoś, kto by wypełnił pustkę w jego życiu, zniknęła pod kurtyną rutyny profesji, która stawała się coraz to trudniejsza do zniesienia. Był sam. Był w tym wszystkim sam. Dima był dla niego kimś więcej niż osobą, która pomogła mu z własnej woli. Czy było mu za to wstyd? Na pewno nowa informacja przedzierała się przez jego głowę, wierciła w nim otwór, jakby chcąc pozostawić pewnego rodzaju piętno.
- Rozumiem. - poniekąd sam zgodził się na taki los, niemniej jednak nie spodziewał się, że Dima będzie pałał do niego jakimikolwiek uczuciami. Był zepsuty, dlaczego ktoś miałby się nim zainteresować? Najwidoczniej Rosjanin skutecznie wyłamywał się spomiędzy reguł społeczeństwa, nie odrzucał autystycznego charakteru uzdrowiciela. To dobrze o nim świadczyło - był w stanie stwierdzić, kiedy to wziął głębszy wdech, kiedy to starał się uspokoić. Pod tym pozytywnym względem. Nie był ani przez chwilę nastawiony do niego agresywnie.
Nie wiedział, co kłębiło się pod sklepieniem czaszki Dimitriego, no ba, nie posiadał w zanadrzu własnych osiągnięć umiejętności pozwalającej na penetrowanie czyjegoś umysłu - i tak uważał to za zbyt brudny czyn, pozbawiony przede wszystkim należytej moralności. Uczucia, których nie mógł powiązać, uczucia, których nie mógł umieścić w złotej klatce - zastanawiało go to mocno, gdy był ślepy. Nie dawał po sobie poznać, że coś jest nie tak, że coś przekracza wszelkie możliwe granice - nie chciał stresować w żaden sposób pacjenta przykutego obecnie do łóżka, choć jedno należy przyznać - powiedział znacznie więcej oraz znacznie poważniej tamte słowa.
Przybliżył się odrobinę na obrotowym krześle, trawił te wszystkie słowa. Nie wiedział, co ma zrobić, co ma powiedzieć - czyżby Dima stał się więźniem własnego umysłu? Nie wierzył? Nie zauważył? Chciał powrócić do poprzedniego życia? Nie wiedział. Matt był w tym wyjątkowo słaby. Impulsowo skierował własną dłoń w stronę jego jednej wolnej; tej, którą nie zasłaniał swojego oblicza. Zaplątał ja, pozwolił na to, by palce zetknęły się oraz splotły w jedną całość, jakby próbując mu przekazać spokój, którym się charakteryzował. Był opanowany. Dima zdawał się dramatyzować - jak zawsze, jak wszędzie. Kciukiem gładził delikatnie brzeg dłoni, pozwalając na pewnego rodzaju intymność. - Chcę, żebyś był moim partnerem. Oficjalnie. - powiedział ostatecznie. - Nawet jeżeli nie będę idealny, Ty dla mnie będziesz. Postaram się zmienić.[/b] - oznajmił, kierując spojrzenie zielonkawych oczu w stronę Rosjanina.
Przełknął?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
Galeony : 1086
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 944
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptyNie Wrz 06 2020, 23:46;

Właściwie to nie do końca wiedział, co ma ze sobą zrobić. Nie musiał już dłużej pozostawać w szpitalu, a przynajmniej tak twierdzili lekarze, ale właściwie nie był w stanie powiedzieć - dokąd w takim razie powinien się udać i co dokładnie robić ze swoim życiem. Teoretycznie zdawał sobie sprawę z tego, że zaczęły się już zajęcia w szkole, do której powinien jak najszybciej wrócić, ale tak naprawdę znajdował się gdzieś pomiędzy tym wszystkim, jego umysł nadal podróżował ścieżkami, jakie mógł wybrać, a ciało zdawało się być ciężkie, zmęczone, jakby nie do końca dopasowane do tego wszystkiego, co go otaczało. Nie chodziło o to, że był tak naprawdę zmęczony, czy coś podobnego, ale raczej o to, że nie do końca umiał przestawić się na istnienie w innej rzeczywistości, że nie do końca zdawał sobie chyba sprawę z tego, jak powinien teraz postępować. W pewnym sensie dostał w te wakacje solidną i pierdoloną nauczkę, że jeśli nie zacznie robić czegoś z tym jebanym panowaniem nad wizjami, to skończy jak jakiś połamany zjeb, ale z drugiej strony - gdzie miał zacząć? Zapewne idąc do profesor Albescu i przyznając się jej do tego, co łaskawie udało mu się odpierdolić, gdy na niego nie patrzyła i gdy go nie pilnowała. Pilnowała? Kurwa, to nie do końca o to chodziło, ale mimo wszystko wiedział, że bez jej opieki, bez jej wsparcia, może się po prostu, całkowicie klasycznie, wziąć i pierdolić. Był o tym przekonany i teraz już rozumiał, a przynajmniej tak mu się wydawało, że nie powinien się zbyt wychylać, jeśli nie chciał zostać pierdolnięty z siłą, której po prostu by nie był w stanie przyjąć. Pamiętał doskonale, co powiedziała mu stara wiedźma, pamiętał o tym, co może się stać, jeśli nie postanowi się ogarnąć i nie zacznie zachowywać się tak, jak należy. To nie było wcale takie łatwe, jak się nad tym zastanowić, właściwie to było jeszcze bardziej jebnięte, niż mu się do tej pory wydawało, ale chuja mógł z tym zrobić. Teraz już właściwie wybrał, wskazał drogę, jaka mu odpowiada, wskazał drogę, którą chce podążać, a co za tym idzie, nie miał już najmniejszych szans na to, by od tego w jakikolwiek sposób spierdolić, co dość mocno go bolało, a jednocześnie powodowało, że miał świadomość, iż to najwyższa pora zamknąć wszystkie stare rozdziały. Pozostawał mu nadal jeden, którego jeszcze nie ruszył i nie był pewien, czy chce to zrobić, aczkolwiek zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli nie ruszy po to dupy, to nigdy nie osiągnie tego, czego chciał.
Sarknął pod nosem, gdy zdał sobie sprawę z tego, że zatrzymał się nagle wpół kroku, a później potrząsnął głową. Nie bardzo wiedział dokąd ma teraz wrócić. Zdał sobie sprawę z tego, że przez własne pojebane działania doprowadził do sytuacji, w której nie bardzo miał dokąd wracać. Nie zdążył rozmówić się z Alise w sprawie mieszkania, część jego rzeczy nadal znajdowała się u Finna, część, chuj wie, może w zamku? Potarł czoło, starając się jakoś faktycznie znaleźć na nowo w miejscu, w którym był, ale odnosił ciągle wrażenie, że stracił kawałek życia, co prawda bardzo krótki, ale jednak zmieniający dokładnie wszystko. Przeczesał włosy palcami, kierując się w stronę recepcji, chociaż nie miał pojęcia - dokąd ma się udać później, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że za chuja nie mógł się teleportować, bo po prostu jeszcze nie wziął się za podchodzenie do tego testu. Jak do wielu innych rzeczy, oczywiście, kurwa. Cudownie, więc jak zawsze znajdował się w jakimś pojebanym położeniu, z którego trudno było się wydobyć.

______________________


Whether I'm satisfied, or lost in my woes,
I will always feel happiness within.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : czyste, błękitne tęczówki, lekko wyczuwalny szwedzki akcent, zapach mięty na skórze i ubraniu
Galeony : 619
  Liczba postów : 1778
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptyPon Wrz 07 2020, 06:53;

Merlin jeden wie jak nękał recepcjonistów. Ci jednak byli oporni na argumenty Garda, aby wpuścić go w porze odwiedzin do tej konkretnej izby. Niestety trafił na człowieka opornego na jakąkolwiek logikę przez co Finn mógł jedynie czatować pod drzwiami między jednym przeganianiem a drugim. Znał ten korytarz na pamięć, pomimo upływu lat mógłby przejść tedy z zamkniętymi oczami. Ilekroć spoglądał na te wszystkie ławki czy obrazy to przechodził go zimny dreszcz. Nie lubił tego miejsca jednak musiał tu być bowiem Max trafił tu z jakiejś niewyjaśnionej przyczyny. Nikt nic nie wiedział, nikt nie chciał mu nic powiedzieć, nie mieli na to czasu. Akurat wracał z bufetu (mała przerwa między pięciogodzinnym przesiadywaniem na niewygodnym krześle) gdzie kucharka powitała go mocnymi przytuleniami, więc nic dziwnego, że stamtąd zwiał czym prędzej jak tylko zaspokoił pierwszy głód. A tu proszę, jedna ze starszych pielęgniarek (one są chyba nieśmiertelne, wiele z nich pamiętał) napomknęła mu nieoficjalnie, że jego "przyjaciel" dostał wypis. Ledwie usłyszał tę informację, a dostrzegł go w oddali. Ogólnie rzecz biorąc Finn był wkurzony, zirytowany, zmartwiony, niespokojny i sztucznie uspokojony. Był jednym splątanym nerwem kiedy w kilku susach podszedł do Maxa i bez żadnego słowa chwycił go za nadgarstek, przeciągnął w boczny maleńki odłamek korytarza (prowadzącego do magazynu) i tam go na moment solidnie objął. Musiał sprawdzić czy nic mu nie jest, czy jest cały i zdrowy, czy widać na nim jakieś oznaki choroby czy cholera wie czego. Dopiero po chwili odsunął się na długość ramion, wciąż opierając dłonie na jego barkach i przyjrzał mu się ze ściśniętym gardłem. - Co do to do cholery miało znaczyć? - odchrząknął , gdy pojął, że znów zaczął rozmowę od wyrzutów. Dosyć szybko się zreflektował, złapał oddech i zmienił swój ton. Nauczył się poprawnie reagować? Nauczył! - Martwiłem się. Nie chcieli mi udzielić informacji bo nie jesteśmy rodziną. - trudno było mu zapanować nad głosem skoro pragnął potrząsnąć chłopakiem aby go ponaglić go wyspowiadania się ze wszystkiego. Zadrżał na myśl, że być może Max będzie tu kiedyś pracować jeśli będzie się trzymać swojego kierunku nauczania. Zauważył jego torbę wyjściową, a więc mógł poczuć ulgę, że będzie mógł go zabrać z tego miejsca. Póki co oczekiwał informacji.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
Galeony : 1086
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 944
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptyCzw Wrz 10 2020, 22:12;

Nie spodziewał się, że ktoś go tutaj znajdzie. Może inaczej - nie pomyślał zupełnie o tym, że inni mogą wiedzieć, gdzie dokładnie przebywa, że będą tak zdeterminowani, żeby próbować się czegoś dowiedzieć, żeby tutaj przesiadywać. Nie wpadł na to, że Finn może tak bardzo chcieć sprawdzić, co się z nim dzieje, że po prostu będzie spędzać czas w szpitalu, byle tylko dowiedzieć się ostatecznie, co się z nim stało. Dlatego też, kiedy chłopak go złapał, naprężył dość mocno mięśnie, nieco w odruchu obronnym, nieco ze zdziwienia, a później nieznacznie rozchylił wargi, gdy Finn pociągnął go gdzieś w boczny korytarz i po prostu go przytulił. To było coś, co całkowicie go oszołomiło i spowodowało, że aż zamrugał, bo po prostu nie wpadł na to, że takie coś może mieć w ogóle miejsce.
- Powiedzmy, że... miałem randkę z przeznaczeniem - powiedział nieco ironicznie, przytulając się do niego naprawdę mocno, ale uśmiechnął się pod nosem, bo mimo wszystko nie chciał robić z siebie jakiejś pieprzonej łamagi, ostatecznie nią nie był i nie zamierzał się w nią zamieniać. Odetchnął ciężko, bo doskonale wiedział, że nie może sobie robić tak debilnych żartów i powinien wszystko Finnowi wyjaśnić, ale nie chciał się za bardzo od niego odsuwać, chociaż wiedział, że i tak ostatecznie do tego musi dojść. Oparł się zatem plecami o ścianę i założył ręce na piersi, patrząc na niego uważnie, po czym skinął lekko głową, ledwie dostrzegalnie. Należały mu się wyjaśnienia, tylko właściwie Max sam nie do końca wiedział, w którym miejscu powinien zacząć, żeby to miało jakikolwiek sens, żeby się składało w cokolwiek sensownego.
- Powinienem zacząć od tego, że cały czas miałem wrażenie, że gdzieś powinienem pójść. Mówiłem ci o tym, o tych pieprzonych gadających krzakach, widziałeś co się stało, kiedy miałem spotkanie z przyszłością. Więc... kojarzysz domek na bagnach, gdzie żyła stara wiedźma? Tam wylądowałem i tam powinienem był wylądować zdecydowanie wcześniej, bo znalazł się ktoś, kto miał mi do powiedzenia coś bardzo ważnego - stwierdził, a później spojrzał w dół, na własne trampki, zastanawiając się, jak ma mu opisać to wszystko, co się tam wydarzyło. To wszystkie pytania, wątpliwości, to naciskanie na decyzję, własny upór, co do tego, kim jest, do własnego nazwiska. Przełknął ślinę, gdy przypomniał sobie ostrzeżenie i mimowolnie uniósł dłoń do oczu, a później potarł je, jakby chciał się upewnić, że nadal doskonale widzi, co było prawdą, ale mając mnóstwo czasu na zastanawianie się nad tym, co się właściwie wydarzyło w domu wiedźmy. Pamiętał to, pamiętał jej słowa, pamiętał to, jak na niego naciskała, pamiętał ten eliksir, czy cokolwiek to właściwie było i zdawał sobie sprawę z tego, że sam wpakował się w to gówno na własne życzenie, ale chciał tego, bo chciał w końcu poznać odpowiedzi, chciał w końcu zrobić coś, co doprowadzi go do wygranej, w taki, czy inny sposób, dokładnie na to oczekiwał, tego potrzebował.
- Jeśli dalej będę tak z tym walczył, to mogę... - mruknął, a później wskazał na swoje oczy, jakby to miało cokolwiek Finnowi wyjaśnić. - Dlatego napiszę do profesor Albescu, bo pierdolenie się skończyło - dodał zaraz, a później podniósł głowę i spojrzał uważnie na Finna, zastanawiając się, co ten ma do powiedzenia, jak ten to odbierze, czy uzna go za nieodpowiedzialnego, czy go opieprzy, czy co właściwie zrobi. Zacisnął dość mocno zęby na dolnej wardze, czując po chwili metaliczny posmak krwi, najwyraźniej bowiem przebił znowu skórę. Odetchnął nieco głębiej, starając się ułożyć sobie to wszystko w odpowiedni sposób, ale tak naprawdę z tego wszystkiego wynikało jedno - właśnie zaczął całkiem nowy rozdział w życiu.

______________________


Whether I'm satisfied, or lost in my woes,
I will always feel happiness within.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : czyste, błękitne tęczówki, lekko wyczuwalny szwedzki akcent, zapach mięty na skórze i ubraniu
Galeony : 619
  Liczba postów : 1778
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptyPią Wrz 11 2020, 07:05;

Na chwilę się uspokoił w ten zdrowy sposób. Przytulenie zostało odwzajemnione z większą siłą, a to znak, że jednak Max czuje się przy nim odrobinę lepiej. Ten moment kiedy było wszystko okej trwał raptem kilka sekund bowiem gdy Max się już odsunął to na nowo pojawiło się palące zdenerwowanie, a przy pierwszych słowach zirytowanie zabarwione niepotrzebną zazdrością. Zacisnął zęby i zmrużył powieki bowiem nie podobało mu się to wyrażenie w każdym tego słowa znaczeniu. Było to po nim wyraźnie widać jednak nie otworzył ust i nie powiedział nic na ten temat - Max się tym nie przejmie za bardzo, miał własne problemu skoro trafił do szpitala. Niech go szlag trafi za te flegmatyczne wyjaśnienie! Nie zauważył jeszcze, że Finn chciał widzieć od razu, wprost bez owijania w bawełnę? Cofnął ręce na nowo do siebie i niezbyt tym zachwycony zauważył, że Max przyjął postawę zamkniętą, co w przypadku tej osobistości zapewne miało służyć samoobronie. Chyba nie obawiał się gwałtownych reakcji ze strony Garda? Postawa Maxa coraz bardziej go drażniła jednak póki co niepokój o jego zdrowie był silniejszy stąd to przedłużające się milczenie ze strony Finna, jak i również oczekiwanie dalszych wyjaśnień. Najchętniej to by go nie wypuszczał ale ta postawa nie zachęcała do jej pokonywania. Musi najpierw dowiedzieć się o co chodzi. Skinął powściągliwie głową na znak, że wie o jakiej chatce mowa, choć nie zaszedł tam ani razu. Póki co trzymał nerwy w ryzach bowiem słowa poświadczały ku temu, że Max jednak robił coś dla siebie… tknęła go obawa czy użył kadzidła czy jednak je wyrzucił uznawszy, że lepsza stara głupia wiedźma (Max zabrzmiał jakby ta już nie żyła, może i dobrze) aniżeli prezent podarowany od serca. Burknął pod nosem niezrozumiałe, bo ojczyste przekleństwo na znak zniecierpliwienia w podawaniu wyjaśnień. - To dalej nie wyjaśnia czemu tutaj jesteś… - wypalił nerwowo, mając w poważaniu jakieś tam wiedźmy. Zacisnął na nowo szczękę kiedy Max kontynuował wyjaśnienia i Merlinie, niczego to nie ułatwiło. - Co do cholery jasnej? - nie wytrzymał, zacisnął palce na jego ramieniu, trzymał go mocno i ponaglał naciskiem na mówienie wprost, jasno, bez tych pieprzonych gierek bo inaczej Finna avada trzaśnie z niepokoju, złości i jakiegoś… deficytu. - Możesz mi powiedzieć wprost? Co tam do cholery się stało? Co tu robisz, w Mungu? Gadasz do mnie jakbyś był pod wpływem jakiegoś zaklęcia. - teraz to już cedził słowa, a jego błękitne tęczówki zasnuł chłód, który tak naprawdę skrywał inne emocje, aktualnie schowane poza zasięg "widoku" Maxa. Miał ochotę zawlec go z powrotem do uzdrowicieli i zapytać czemu ten człowiek gada od rzeczy. Nabrał ochoty na zażycie kolejnego uspokajacza, złość trawiła jego ciało i póki co jako tako nad nią panował. Nie uniósł głosu, a jedynie dawał wszem i wobec znaki, że takie wyjaśnienia są niczym w porównaniu do jego zapotrzebowania informacji. - Co ci było?

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
Galeony : 1086
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 944
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptySob Wrz 12 2020, 00:36;

Max nie do końca wiedział, jak ma się zachowywać i jak ma ze sobą postępować, jak ma do tego wszystkiego podejść. Nie chciał bardziej martwić ani wkurwiać Finna, dlatego też próbował zachować dystans, a jednocześnie pokazać mu, że to dopytywanie nie jest dla niego do końca komfortowe. Bo to nie była prosta sprawa, nie było łatwo powiedzieć, co się wydarzyło, czemu to tak wyglądało i jak miał sobie z tym radzić. Pamiętał doskonale swoją płomienna przemowę, ale nie wiedział, czy to miało jakieś znaczenie. Dla niego - na pewno. Bo ostatecznie pewne elementy poukładały się w jego niemądrym łbie, ale nie sądził, by wiedźma sobie coś z tego robiła. Zdaje się, że po prostu próbowała naprowadzić go na właściwy tor.
- Wypiłem eliksir. Horbel nazwała go Eliksirem Widzenia i ostrzegła mnie, że mam nawet nie próbować go odtworzyć, bo inaczej mnie pierdolnie. Cóż, właściwie to i tak mnie pierdolnęło, ale nie w sposób ostateczny. Nagle... nie wiem, straciłem wszystkie siły? - spróbował ostatecznie, nie wiedząc, jak ma to wyjaśnić. Właściwie pozostawało powiedzieć mu prawdę, w końcu nie zamierzał jej ukrywać, czy coś podobnego, ale brzmiała ona co najmniej dziwacznie. - Raczej jest - dodał w końcu. - Hałas, światło... to wszystko dalej mnie drażni. W każdym razie przez moją głowę przewaliło się tyle wizji, że jestem w szoku, że w ogóle widzę cokolwiek normalnego. Lekarze twierdzą, że jestem dalej osłabiony, ale tak naprawdę nie mają co ze mną zrobić, poza tym, żebym o siebie dbał, czy coś tam. Trochę trudno leczyć coś, co jest objawami... daru - dodał i spojrzał na Finna, po czym odetchnął głęboko. Nie do końca wiedział, jak ma mu to wszystko wyjaśniać. Zaczynał rozumieć, że musi się z tym faktycznie pogodzić, a jednocześnie coraz bardziej docierało do niego, że faktycznie przeszłość należała do innego świata, że musiał ją po prostu zamknąć, żeby móc iść naprzód. Być może pomogło mu ostrzeżenie ze strony wiedźmy, być może na dokładkę dotarło do niego w końcu to, co chcieli mu jednak przekazać, może zrozumiał, że nie wszystko musi mieć tak niesamowitą cenę. Swansea ani profesor Albescu nie wyglądały, jakby niesamowicie cierpiały z powodu tego, co im się przytrafiało, więc dlaczego on również nie mógłby znaleźć się na takiej drodze?
- Horbel ostrzegła mnie, że jeśli dalej będę próbował z tym walczyć, to ostatecznie nie będę widział absolutnie nic. Wychodzi na to, że... zjebałem próbując panować nad tym tak, jak chciałem do tej pory - powiedział i pokręcił lekko głową, a później wyciągnął rękę do Finna i złapał w palce przód jego koszuli, zaciskając je dość mocno, po czym spojrzał wprost w jego jasne oczy. - Zostaniesz ze mną? Chciałem... Chcę... Właściwie to do tej pory nie otworzyłem prezentu od ciebie, bo jest dla mnie zbyt cenny, żeby go ruszyć, ale nie jest po to, żeby sobie radośnie stał na pieprzonej półce. Więc... zostaniesz ze mną, kiedy spróbuję go wykorzystać? - spytał i tak naprawdę kryło się w tym coś więcej. Wiedział, że Finn jest zły, ale również zmartwiony, że może źle odczytuje wszystko, co Max robi, ale właściwie nie wiedział, jak powinien postępować. Ostatecznie przywykł do tego, by nie dotykać go w miejscach publicznych, dlatego trzymał się na pewną odległość, by w żaden sposób go nie drażnić, a jednocześnie miał wrażenie, że Finn oczekuje czegoś innego. Odetchnął nieco głębiej, a później zrobił krok w jego stronę, w efekcie czego stali niemalże przytuleni.
- Wiesz, że jestem trochę popierdolony, ale... - rzucił i westchnął znowu, uciekając na moment spojrzeniem. - Jesteś w stanie znieść to, że moje pierdolone odjazdy mogą jeszcze trochę potrwać?

______________________


Whether I'm satisfied, or lost in my woes,
I will always feel happiness within.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : czyste, błękitne tęczówki, lekko wyczuwalny szwedzki akcent, zapach mięty na skórze i ubraniu
Galeony : 619
  Liczba postów : 1778
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptySob Wrz 12 2020, 10:56;

W końcu otrzymał normalne wyjaśnienia… ba, streszczono mu całą historię a jednak nie znalazł w tym ani jednej pozytywnej strony. Krew go zalewała wobec takiego braku odpowiedzialności. Nagle zdał sobie sprawę, że Max ma te osiemnaście lat. Niby niewiele mniej od Finna jednak różnica charakterów sprawiała, że czuł się jeszcze starszy, a na pewne aspekty spoglądał całkowicie inaczej niż Max. W naturze Finna leżała nieufność i podejrzliwość i będąc na miejscu chłopaka w życiu by nie zrobił tego, co on. Niesiwaodmie zaciskał mocniej palce na jego ramieniu, bowiem nie wiedział jak inaczej w chwili obecnej dać ujść emocjom. - Wypiłeś zatem jakiś nieznany i tajemniczy eliksir od luzijańskiej wiedźmy, którą widziałeś jedyny raz w życiu? - a na prezent ode mnie nie chciałeś nawet spojrzeć! Przedstawiał mu własny punkt widzenia - podjął cholerne ryzyko, mógł przypłacić to życiem, nigdy się nie obudzić albo doznać trwałych szkód… żyłka na skroni Finna pulsowała, złość nie została wyciszona. Nie podobało mu się to eksperymentowanie, ale też nie mógł w to tak odważnie integrować skoro nie miał bladego pojęcia jak to jest żyć z takim darem. - Nie znam się na tym ale musisz znaleźć kogoś kto ci to ogarnie w bardziej legalne sposoby. - bezsilność dławiła go chwytając za gardło. Jakże miałby się nie wkurzać? Zmusił się do poluzowania palców i cofnięcia ręki z jego maltretowanego ramienia. Opuścił je wzdłuż ciała i spoglądał w milczeniu na Maxa. Ciepło jego ręki a teraz bliskości w jakiś minimalny sposób koiło najsurowszą złość. Nie może tego na niego wylewać wobec takiej prośby. Chciałby wierzyć mu tak w pełni, a więc patrzył w ciemne tęczówki i szukał w nich szczerej prawdomówności w związku z otwarciem prezentu. Cenny? Czy może źle dobrany? Nie do końca mu wierzył, ale nie było też tak, że podejrzewał go o kłamstwo. - Jeśli jesteś tego pewien to tak. - skinął głową uznawszy, ze lepiej będzie trzymać rękę na pulsie. Wyobraził sobie, że Max będzie "ćwiczyć" w jego domu, gdzie razem ze skrzatem będą w stanie reagować przy byle niepokojącej sytuacji. - Ale najpierw daj sobie odpocząć. Z tydzień albo dwa. - zmusił się, by te słowa miały w sobie lekki ton prośby, a nie nakazu czy ostrych oczekiwań. Roztarł wnętrzem dłoni jego wcześniej uciskane ramię. W korytarzu na moment zapadła cisza, a więc nawet się nie rozejrzawszy lekkim oparł ich czoła o siebie. Nie na długo, nie na krótko i jakże wymownie. - Miałeś tak o sobie nie mówić. - warknął co było dowodem, że złość nie przeszła. Dobrze, że nad nią panował. - Zniosę, ale nie trafiaj do Munga. - a znieść potrafił wiele tylko akurat szpital kojarzył mu się ze zbyt wielkim cierpieniem. Nie tylko fizycznym. - Przez chwilę dajmy sobie chillu i knucia jakby tu Loulou zorganizować na urodziny. - zaproponował może nieco sucho, ale nie już tak zimno jak wcześniej. Odsunął się uznawszy, że i tak okazał bardzo dużo wylewności jak na swoje publiczne możliwości. Potarł kłykciem powiekę i odprowadził wzrokiem mijającą ich pielęgniarkę.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
Galeony : 1086
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 944
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptyWto Wrz 15 2020, 22:40;

- Tak - odpowiedział prosto na jego słowa. Nie było sensu kręcić, poza tym naprawdę nie miał siły i ochoty na to, żeby kłócić się z nim na środku szpitala, były zdecydowanie ważniejsze sprawy, niż udawanie, że nic się nie stało albo robienie jakiegoś innego perdolnika. Max nie czuł potrzeby ukrywania tego, co zaszło, ale też nie był w stanie do końca wyjaśnić Finnowi, dlaczego postąpił tak, a nie inaczej. Po prostu, z jakiegoś powodu, wiedział doskonale, że musi to zrobić, że nie może się ociągać, bo jeśli dalej będzie to odkładał na bok, to skończy się jeszcze gorzej. Na dokładkę, jak właściwie miałby wyjaśnić mu to pojebane przeczucie, jakie mu towarzyszyło? Ktoś, kto tego nie przeżywał, a był pewien, że Finn jednak tego po prostu nie zna, nie był w stanie pojąć w lot tego wszystkiego, co działo się w jego głowie. Postępował podświadomie, kierował się impulsami, jakie otrzymywał, czymś, co posiadał, ale chyba nigdy szczególnie mocno się na tym nie skupiał. Choć, kto wie, może jednak, nie był do końca pewien, jak powinien to wszystko traktować. W każdym razie zrobił, co zrobił, wypił ten eliksir i postanowił sobie, że koniec robienia z siebie debila, że pora po prostu zabrać się do pracy i przestać wmawiać sobie, że to, co było wcześniej, było prawdą. Należał teraz do innego, ale właściwego świata, w którym zamierzał już na zawsze pozostać.
- Pójdę porozmawiać z profesor Albescu. Powiedziała mi, że może mi pomóc, jeśli będę tego chciał, a teraz zdecydowanie chcę - mruknął, dając Finnowi do zrozumienia, że nie powinien się dalej martwić. Powiedzmy, że pewne kwestie w umyśle Maxa jednakże uległy przewartościowaniu i znalazły się ponownie na właściwych miejscach, trafiły tam, gdzie trafić powinny i w końcu zaczynał być świadom tego, kim właściwe jest i co powinien robić ze swoim życiem. Zacisnął mocno palce na koszuli chłopaka, chcąc chyba zatrzymać go w miejscu i nie pozwolić mu na to, żeby gdziekolwiek poszedł, a później wywrócił oczami na znak, że pamięta, owszem.
- Nie jest łatwo z dnia na dzień przestać robić, czy mówić coś, co było naturalne przez długi czas. Wiem, że nie będzie łatwo, że w każdej chwili może mnie znowu pierdolnąć, ale tak widać musi być, zanim nauczę się nad tym ostatecznie panować. Tylko nie zdziw się, jak przy najbliższej okazji wpierdolę się w talerz, bo akurat w czasie kolacji przyszłość postanowi sobie ze mną pogawędzić - dodał jeszcze i uśmiechnął się do niego nieco krzywo, po czym dodał, że obiecuje, że od tej pory już na pewno nie będzie z tym walczył. Oparł się plecami o ścianę, bo mimo wszystko był jeszcze zmęczony i cały czas miał wrażenie, że choćby przejście kilku kroków może okazać się dla niego wyzwaniem, ale nie chciał padać tutaj na podłogę, jak jakaś przewrażliwiona panienka. Uśmiechnął się nieco zaczepnie do chłopaka, ale widać było, że jest w dużej mierze pozbawiony większej części swojej energii i tak po prawdzie chętnie po prostu by się znowu położył. Starał się jednak robić dobrą minę do złej gry.
- Umówmy ją na randkę z trytonem, przecież nie trzeba wiele, żeby była szczęśliwa - rzucił zatem, starając się coś z siebie jeszcze wykrzesać.

______________________


Whether I'm satisfied, or lost in my woes,
I will always feel happiness within.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : czyste, błękitne tęczówki, lekko wyczuwalny szwedzki akcent, zapach mięty na skórze i ubraniu
Galeony : 619
  Liczba postów : 1778
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptySro Wrz 16 2020, 20:22;

Skoro Max się nie usprawiedliwiał to znaczy, że absolutnie tego nie żałował. Nie pozostało nic innego jak odpuścić. Najważniejsze, że może wyjść już ze szpitala i odpoczywać w przyjemniejszym miejscu. Nie będzie brać już tajemniczych eliksirów, a skoro zająć się ma nim nauczycielka… to Finn może jedynie stać obok w milczeniu i po prostu być. Nie był w stanie zrozumieć aspektu przeczuć i potrzeby znalezienia się w jakimś miejscu i zdawał sobie sprawę, że w pewnych kwestiach nie dojdą do pełnego porozumienia. Opuścił więc ręce wzdłuż ramion na znak rezygnacji z potencjalnego opieprzania. Pozostało teraz tłumić swoją złość, co oczywiście nie było proste bowiem odezwał się w nim głód zażycia uspokajacza. - Przestań pierdzielić. - warknął co było jasnym dowodem jak sobie "radził" z tłumieniem emocji. - Po prostu gryź się w język jak znów będziesz chciał siebie poniżyć takim słownictwem. Gdzie twoja duma, do cholery? - szeptał do niego nerwowo, ale co istotne, nie odsunął się skoro ten go przytrzymywał w taki słaby sposób - za ubranie. Przez to wszystko niewystarczająco mocno odczuwał ciepło jego ciała i tym bardziej spokój był poza zasięgiem możliwości Garda. Nieświadomie wylewał na niego swoją frustrację nie mogąc się z nim w pełni porozumieć. Gniew w nim wariował i najwyraźniej był niezauważany skoro tak łatwo przychodziło wywołanie w Finnie ostrzejszych słów czy zawalonej reprymendy. - Z niczym nie będziesz teraz gawędzić; gdzie mam cię odprowadzić żebyś poszedł spać? - mówił tonem suchym i wpatrywał się w kącik jego ust chcąc zaczerpnąć z tego małego uśmiechu odrobiny ciepła. Tak, wewnątrz Finna wiało chłodem choć jednak się wciąż martwił, stąd jego słowa. - Dziś wieczorem ojciec do mnie przyjeżdża, dlatego nie proponuję. - dodał jeszcze, aby Max miał cały obraz sytuacji. Wyciągnął z jego ręki tobołek z rzeczami i nie kontynuował tematu Loulou czując, że to tylko marne próby prowadzenia luźnej rozmowy. Niestety Max był na to zbyt zmęczony, a Finn rozeźlony.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
Galeony : 1086
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 944
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptyCzw Wrz 17 2020, 22:26;

Nie żałował. I nie sądził, by kiedykolwiek miał faktycznie żałować tej decyzji. Wiedział, że pewnie postąpił lekkomyślnie, ze nie robił dokładnie tego, co robić powinien, ale nie mógł przyjąć do wiadomości tego, że jego postępowanie było złe. Podjął decyzję w stosunku do siebie samego, swojej własnej przyszłości i nawet Finn nie miał prawa się w to wpierdalać, mógł być wściekły, ale nie miał powodów do tego, żeby z nim walczyć, żeby irytować się, bo zrobił coś, co nie było jakąś prostą, wyznaczoną ścieżką. Zacisnął mocno zęby, kiedy Finn znowu na niego wyskoczył, a jego spojrzenie wyraźnie pociemniało, jasno wskazując na to, że nie zamierzał bawić się w takie rozmowy, że ich po prostu nie chciał i daleko było mu do chęci brania udziału w podobnych przepychankach. Zacisnął mocno zęby, starając się opanować, a jednocześnie czując, że zaczyna po prostu boleć go z tego wszystkiego głowa, miał dość i chciał naprawdę odpocząć, z daleka od tej wymiany zdań, która ani trochę mu się nie podobała.
- Może jej nie mam - warknął, jasno pokazując, że nie zamierza o tym dyskutować, ani teraz, ani nigdy. Nie znosił, kiedy ktoś tak na niego naciskał, nie znosił, kiedy Finn to robił, bo skutek był jedynie odwrotny od zamierzonego i naprawdę nie chciał się w tym w żaden sposób babrać, nie podobało mu się to, jak wyglądała ta rozmowa. Pobladł, bo jednak wszystko to zaczynało na niego źle działać. Potrzebował odpoczynku, teraz doskonale to czuł i na pewno nie chciał w tym momencie przebywać z chłopakiem, który był zbyt wściekły, by w ogóle z nim normalnie rozmawiać. Max miał to właściwie gdzieś.
- Mm - mruknął tylko na jego wyjaśnienia. - Wystarczy, że zabierzesz mnie do Hogsmeade, do zamku trafię sam - dodał jeszcze cicho i ruszył przed siebie. Skoro nie chciał, żeby u niego zostawał, to proszę bardzo, wystarczyło, że wyrzuci go gdziekolwiek w miasteczku, a później już sobie poradzi. Był wściekły i zirytowany, w głowie mu dzwoniło i miał świadomość, że po prostu powinien położyć spać, że powinien zebrać się w sobie, wrócić do Hogwartu i zająć się poważniejszymi sprawami, niż debilne kłótnie na korytarzu szpitala. Nie miał dwóch lat i nie zamierzał pozwalać na to, żeby Finn traktował go tak, jak w tej chwili. Nie liczył na nic, ale skoro już po niego przyszedł, to chyba mógł spodziewać się nieco cieplejszego traktowania? Czy jednak nie? I miał być wyszkolonym pieskiem kanapowym? Nic z tego. Max miał teraz serdecznie dość obecności Puchona i naprawdę chciał tylko trafić do zamku i mieć w dupie wszystko.

______________________


Whether I'm satisfied, or lost in my woes,
I will always feel happiness within.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : czyste, błękitne tęczówki, lekko wyczuwalny szwedzki akcent, zapach mięty na skórze i ubraniu
Galeony : 619
  Liczba postów : 1778
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Korytarz - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 EmptyPią Wrz 18 2020, 07:04;

W końcu po takim czasie udało mu się dostrzec na twarzy jakąkolwiek silniejszą emocję poza jedynie zmęczeniem. Czy to sukces a może właśnie porażka, że odkąd się zobaczyli nie widział w jego ciemnych tęczówkach niczego poza tym? A może po prostu Finn zamknął się w sobie na tyle, że nie umiał zobaczyć w jego oczach tego za czym tęsknił? Wywołał w nim tę złość i cóż rzecz, powinien być z siebie dumny, że te oczy w końcu błysnęły. - Jak śmiesz tak mówić? - odwarknął wściekle bowiem nie spodziewał się, że Max mógłby coś takiego powiedzieć. Brak poczucia własnej wartości to jedno ale brak dumy? Perfidne bluźnienie pod własnym adresem? Jak to było…? Woli sam nazwać się szklamą nim zrobi to ktoś inny. Krew go zalewała wobec takiego chorego podejścia do siebie samego. Na początku ich znajomości już mu to przeszkadzało ale teraz nie potrafił, nie umiał i nic chciał udawać, że to tylko gadanie. Tyle czasu próbował mu udowodnić, że jest wiele wart a tu po paru miesiącach nie widział żadnej, nawet minimalnej poprawy. Uniósł brwi w zaskoczeniu, że ten po prostu sobie podszedł. - No jasne, obrażaj się jak dziecko! - zawołał do jego pleców i wykrzywił się kiedy kilkoro czekających na audiencję uzdrowiciela pacjentów spojrzało na nich z zaciekawieniem. Ruszył za nim, a gdy się zrównali to złapał go za łokieć. - Winda boczna i kominki z siecią Fiuu są w tamtą stronę. - burknął i naparł palcami na jego skórę aby posłusznie poszedł za nim w drugie rozwidlenie korytarza. - Myślisz, kuźwa, że to wymówka? To chyba jestem idiotą, że siedzę tu od rana skoro mi nie wierzysz. - nie puszczał jego łokcia mając realne obawy, że ten po prostu sobie pójdzie i nawet nie obejrzy się za ramię, w końcu poczuł się urażony? Sam sobie nawarzył tego piwa, a Finn nie będzie spraw bagatelizować. Nosiło go od złości, nie została ani trochę złagodzona od tamtego dnia "nieudanego" świętowania jego urodzin. Nic dziwnego, że się z niego wylewało. Owszem, Max był wyraźnie zmęczony ale nie potrafił się powstrzymać, żeby go nie opieprzyć. Zachowywał się jakby zamierzał robić podobne głupoty, a tego Gard zdzierżyć nie mógł. Wezwał windę i dopilnował, aby weszli tam obaj; na szczęście byli sami przez kilka pięter. Wbił w niego wściekłe spojrzenie, a ręce skrzyżował na klatce piersiowej.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Korytarz - Page 3 QzgSDG8








Korytarz - Page 3 Empty


PisanieKorytarz - Page 3 Empty Re: Korytarz  Korytarz - Page 3 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Korytarz - Page 3 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
 :: 
Parter
-