Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 38 z 39 Previous  1 ... 20 ... 37, 38, 39  Next
AutorWiadomość


Thomas Alexander Hill

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 217
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6542-thomas-alexander-hill
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6552-thomas-alexander-hill
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9384-jak-to-dobrze#261043
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyNie Sie 18 2013, 14:22;

First topic message reminder :

Lekko zachwiał się, kiedy chłopak uderzył go w głowę. Już miał rzucić mu pewne zawiści spojrzenie, na szczęście wszystko pozostało w sferze żartów. Na początku nie rozumiał jego zachowania. On naprawdę się martwił. Ale po chwili, gdy Sammy zaczął mu wszystko tłumaczyć, przejaśniło się to niebo, ponad nimi. – Tak, masz racje.. Przepraszam.. – powiedział do niego. Jakby na to nie patrzeć, to nie przeżył tego, co większość uczniów i studentów, jadąca Expressem. Był tam, to prawda, ale w końcu stracił tą przytomność.. Hańba do końca życia. Poza tym mina Sama wskazywała na to, że musiał przeżyć jakąś traumę..
- Tak. Masz stuprocentową rację. Pójdę po koce, chyba, że masz swój, a Ty w tym czasie zajmij nam jakieś łóżka. Pod warunkiem, że nadal chcesz na mnie patrzeć – rzucił mu pełen serdeczności, ale w dalszym ciągu wstydu uśmiech. Może gdyby był do końca przytomny czułby to samo co chłopak? Zasadniczo, wiedział jakie to uczucie. Widział reakcje matki, na samo wspomnienie o Wilkołakach. Doskonale rozumiał. Ich oboje..
- Zaraz wra… - przerwał mu krzyk jakieś osoby, wzywającej pomocy. – Zaraz wracam! – rzucił do niego, po czym pobiegł w stronę drzwi, bo tam znajdowało się źródło hałasu. Ktoś wzywał pomocy! Kolejne Wilkołaki?! A może coś innego! Co by to nie było, na pewno tym razem nie pęknie i uda mu się zwalczyć zagrożenie! Może nawet ta Ślizgonka popatrzy na niego, bardziej przychylnie? Kto wie?
- Co się stało? – zapytał, łapiąc oddech. Sam bieg nie był męczący, choć bieg z przeszkodami… Tak, Thomas nienawidził czegoś takiego. A tu przeszkód była masa, w postaci ciągle chodzących w te i we w te uczniów, łóżek, Skrzatów.. Mimo to jego czas nie był najgorszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Scarlett Jung

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 200
  Liczba postów : 275
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11368-scarlett-jung
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11376-ppalgang#305178
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11375-polamac-ci-kosci#305167
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11374-kuferek-scarlett
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyWto Paź 13 2015, 19:16;

Siedziała sobie spokojnie, rozglądając się po sali. Chętnie by już stąd poszła, ale została uziemiona. Nie mogła tak po prostu odłożyć aparatu na skrzyneczkę i opuścić Wielkiej Sali, takie rozwiązanie dla Szkarłatki było idiotyczne. Chciała przynajmniej pożegnać się z Joshem zanim pójdzie, poza tym ktoś mógłby spróbować przywłaszczyć sobie aparat. I wtedy by jej się oberwało. Zerknęła w stronę parkietu gdzie Josh tańczył z ciemnowłosą Ślizgonką. W sumie mogłaby zrobić im zdjęcie żeby mieli ładną pamiątkę z balu ale nie dostała przyzwolenia na robienie zdjęć. Poza tym trochę obawiała się, że może coś przez przypadek zepsuć mimo tego, że aparat wyglądał na dość prosty w obsłudze. Chociaż...
- Jak tego się w ogóle używa? - mruknęła do samej siebie, uważnie oglądając sprzęt.
Szczerze mówiąc pierwszy raz trzymała w dłoniach aparat. Po prostu nigdy nie miała okazji by czegoś takiego użyć, jedynie aparat w telefonie umiała obsłużyć. A tu? Jakieś przyciski, lampy, nie wiadomo co. Westchnęła ostrożnie opierając przedmiot o swoje uda.
W pewnej chwili zauważyła jakieś poruszenie w pewnej grupce. Jedna z dziewcząt, Amerykanka, pospiesznie dokądś zmierzała. Dokądś albo po coś, gdyż Jung zauważyła stojący przy ścianie parasol. Po co na balu parasol? Na lolitę chciała się zrobić, czy jak? Uniosła brew przyglądając się dziewczynie, która zdecydowanie nie wyglądała na fankę takiego stylu. Scar też fanką nie była, ale kojarzyła jedną młodziutką Japonkę z Aberdeen która się w taki sposób nosiła. Swoją drogą niezłe ziółko z tej małej (w końcu była niższa od Czerwonej), na co dzień taka grzeczna i poukładana, a na imprezach istna diablica. Nie raz nie dwa razem piły albo wciągały kreskę. Wracając do dziewczyny z Salem. Scar zauważyła że z każdym jej krokiem w kierunku parasola, zaczyna robić się zimniej i po chwili już drżała. Niepewnie zerknęła na aparat. Jak zniesie taką temperaturę? W sumie nie raz widziała w internecie zdjęcia wykonane na Mount Everest czy na biegunach. Skoro tam aparaty dają radę, to tutaj raczej nic nie powinno się stać, tym bardziej że temperatura w Wielkiej Sali nie mogła być porównywalna do temperatury w której w takim stroju w jakim akurat była zamarzłaby w kilka chwil. Westchnęła ponownie i dostrzegła, jak Amerykanka dotyka rączki parasola. I właśnie wtedy zaczął padać śnieg. W pomieszczeniu. Pod dachem. W życiu czegoś takiego nie widziała. Przez chwilę patrzyła jak pierwsze płatki leniwie opadają w dół, i wtedy przypomniała sobie o aparacie. Śnieg może mu zaszkodzić, prawda? W Wielkiej Sali nie było gdzie się schować przed śniegiem, a zanim zdążyłaby wyjść sprzęt pewnie zdążyłby zamoknąć. Zgięła się więc wpół by oprzeć czoło o skrzyneczkę przy której siedziała i rękami objęła aparat ostrożnie go do siebie przytulając. I tak miała już wieczór zmarnowany przez to, że Destiny postanowiła jej dokopać dlatego też wolała robić wszystko co w jej mocy by aparat nie został ani trochę uszkodzony. Chwilę później rozległ się huk i zamiast delikatnych płatków śniegu poczuła na plecach uderzenia deszczowych kropli. Świetnie. A dopiero co wyzdrowiałam...


Ostatnio zmieniony przez Scarlett Jung dnia Pon Paź 19 2015, 18:53, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabriel R. Myers IV

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 89
  Liczba postów : 130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11604-gabriel-richard-myers-iv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11607-gabrielowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11608-gabriel-wino-muzyka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11606-gabriel-richard-myers-iv
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyWto Paź 13 2015, 20:07;

- Oj tam, uwierzże trochę w siebie. - Gabriel szturchnął Jespera przyjacielsko. - To skomplikowane zaklęcie, ale każdemu udaje się wyczarować cielesnego patronusa. Wystarczy ci dobre wspomnienie i odrobina skupienia.
No.. może trochę więcej, dodał w myślach. Skoro jego kolega miał problemy z tymi bardziej podstawowymi zaklęciami, to patronus może kosztować go nie lada wysiłek; co nie znaczy, że nigdy mu się nie uda.
- Co do samego kształtu.. myślę, że koliber bardzo dobrze mnie obrazuje. - uśmiechnął się na wspomnienie tamtej chwili. - Jestem niewielki, na miotle dosyć szybki i wszędzie mnie pełno.
- Uważam, że moi koledzy, a raczej koleżanki wyróżniają się trochę za bardzo. - powiedział spojrzawszy na Winonę i Ceres, stojące wówczas po drugiej stronie sali i będące pochłonięte rozmową z kilkoma innymi chłopakami ze starej szkoły. Fakt, ich wymyślne kreacje naprawdę przykuwały spojrzenia nawet z daleka.
- Są całkowicie zamknięte na kontakty z tutejszymi uczniami, wolą spędzać czas w swoim ciasnym, amerykańskim gronie, a jednak błyszczą, by specjalnie skupić na sobie uwagę.- Gabe obejrzał się jeszcze raz, marszcząc brwi na widok rozbawionej (a może po prostu pijanej?) Winnie ubranej w szykowną suknię. - Jestem z nimi w przyjaznych relacjach, ale czasami zastanawiam się kto z nich rzeczywiście mnie lubi, a kto tylko udaje, bo po prostu wypada im mnie lubić. To może się wydawać zabawne, ale niestety wiele razy spotkałem się z sytuacjami, gdzie dzieciaki miały za zadanie zaprzyjaźnić się ze mną by ich rodzice dostali podwyżkę w Ministerstwie. Absurd, nie uważasz?
Nagle w tłumie mignęły mu białe włosy Cartera. Kto jak kto, ale to Carter z pewnością go szczerze lubił. I chyba tylko lubił.. Trochę szkoda, bo naprawdę był przystojny.. Mimo wszystko Gabe cieszył się, że ma kogoś, komu może zaufać, a także poćwiczyć przed meczem. Wychylił się trochę i pomachał koledze stojąc na palcach; w innym razie nie byłoby go w ogóle widać. Zauważył, że Wright też przyszedł w towarzystwie kogoś, jak to nazywał, 'z wewnątrz'. Obok niego kręcił się bowiem Seth Quinn, którego Gabriel miał okazję poznać w dniu przyjazdu. Ucieszył się na widok tej dwójki. Bardzo miło, że przyszli razem, prawda?
- Zazwyczaj na imprezy chodzę sam, także sam potem krążę po sali i rozmawiam z wybranymi ludźmi. Nigdy oficjalnie nie zdarzyło mi się nikomu towarzyszyć, aż po dziś wieczór. - uśmiechnął się do Jespera. - Czuję się zaszczycony.
Po chwili dotarli do stoiska z wróżbami. Gab przyjrzał się kolorowym kwiatom, po czym wziął do ręki.. aż trzy. No co? Nigdzie nie jest napisane, że to wbrew jakimś zasadom, czyż nie?
- Ponoć trójka to moja szczęśliwa liczba, stąd taki wybór. - powiedział lekko ironicznym głosem. - Co my tu mamy.. Piwonia, goździk i.. jaśmin.
Chłopak podał je zielarce, po czym wysłuchał interpretacji swoich przepowiedni.
- Mogę powiedzieć, że tą ostatnią, ekhm - kaszlnął niezręcznie - jestem zaintrygowany. A Tobie co wyszło, Jesperze?
Miłość zmysłowa.. Gabriel ukradkiem spojrzał na przystojną twarz Krukona. Może..? Nie, Gab, nie, przestań zanim zaczniesz myśleć o czymś naprawdę nieprzyzwoitym.
Jeszcze w tym samym momencie, niespodziewanie z sufitu zaczął padać śnieg.
- Co jest grane? Przecież atmosfera była taka wiosenna. - zdziwił się i rozłożył ręce, by złapać kilka zimnych płatków.
- A może to było zaplanowane? Bo trzeba przyznać, że wygląda przepięknie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Destiny Sharewood

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 185
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11655-destiny-sharewood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11673-des
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11693-to-chyba-przeznaczenie#312638
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11678-destiny-sharewood
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyWto Paź 13 2015, 21:35;

Pomimo tego, że dziewczynie było żal Scarlett, nie zamierzała zrezygnować ze spędzania czasu z Jezusem. Naprawdę go polubiła. Nie znała go dobrze, dlatego chciała wykorzystać każdy moment, aby się do niego zbliżyć. Szczerze... Nie potrafiła tańczyć, a przynajmniej nie na tego typu imprezach. W każdym razie, kiedy była pijana lepiej jej to wychodziło. Przez rok uczęszczała na zajęcia z baletu, ale jej się znudziły. Zdecydowanie wolała szermierkę i pływanie. Na jej nie szczęście chłopak się zorientował, gdy sprawdzała co z młodszą Gryfonką.- Nie, nic- zaprzeczyła.- Lepszego od ciebie bym tu nie znalazła- zapewniła i zrobiła krok do przodu na znak, że mogą iść dalej.
Poczuła, że robi się coraz chłodniej i zaczynała marznąć. W końcu cała drżała, a ręce założyła pod piersiami. Wiedziała, że sufit potrafi odzwierciedlać niebo, ale nie spodziewała się, że zacznie padać śnieg. Wyglądało to naprawdę pięknie. Uśmiechnęła się do Joshuy chwilę przed tragedią. Cudowny śnieg zmienił się w okropny deszcz. Ten wieczór już chyba nie może być gorszy, pomyślała. Miała tylko nadzieję, że nie wygląda aż tak źle, jak sobie w tej chwili wyobrażała. Właściwie... Prawdopodobieństwo, że w tej chwili wyglądała gorzej niż koszmarnie było dość spore. Słowa partnera podniosły ją na duchu.- To miło z twojej strony- uśmiechnęła się mizernie. Podziękowała za wysuszenie jej ubioru i całej jej.- Nie chciałabym przerywać tej cudownej chwili, ale chyba powinniśmy sprawdzić co z twoim aparatem. Scarlett nie wyglądała, jakby miała gdzie go schować na czas deszczu- zmartwiła się. Prawdą było, że nie chciała wracać do młodszej dziewczyny, ale nie chciała, aby coś się stało sprzętowi Joshuy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Haeil Yong

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 368
  Liczba postów : 207
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11217-haeil-yong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11241-mr-alien#303044
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11240-haeil-i-jego-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11242-haeil-yong#303048
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyWto Paź 13 2015, 22:03;

Gdy Mort całowała go w usta odruchowo przytulił ją mocniej. Idąc w kierunku stoiska z amforami nie był do końca pewien, czy uda im się napić wina, w końcu byli dopiero na VI roku a do tego Hae był o kilka miesięcy młodszy od swojej towarzyszki. Jednak po dotarciu na miejsce i nalaniu płynu do kieliszków okazało się, że w niektórych amforach jest sok porzeczkowy. No cóż, wina napiją się później, w końcu Hae ma u siebie jeszcze pełną butelkę kupioną na wakacjach.
Upił kilka łyków z kieliszka po tym jak oznajmił, że wieczór spędzony z Morticią będzie udany. Ledwo oderwał usta od szkła, poczuł jak dziewczyna delikatnie przygryza skórę jego szyi. Spojrzał na nią z uśmiechem, po czym ucałował w czoło obejmując dziewczynę w taki sposób, by ich ciała ściśle do siebie przywarły.
W pewnej chwili poczuł, jak na sali robi się chłodniej, do tego zrobiło się jakby ciemniej. Zmiana wystroju na zimowy? Skoro tak, to gdzie podziało się lato? Odstawił kieliszek na pobliską skrzyneczkę i gdy zdejmował marynarkę zauważył padające płatki śniegu. Otulił dziewczynę swoją częścią garderoby.
- Mam nadzieję, że nie zmarzniesz za bardzo. Nie chcę, żebyś się rozchorowała - uśmiechnął się, delikatnie opierając dłonie na jej ramionach.
I właśnie wtedy kątem oka zauważył jak w jakąś dziewczynę trafił piorun, a jej sukienka zaczęła płonąć. Chyba każdy choć na chwilę zwrócił wzrok w jej kierunku, ale nie Haeil. Gdy tylko poczuł pierwsze krople deszczu na swojej twarzy, uniósł trochę marynarkę by okryć nią również głowę Morticii. Mocno przytulił dziewczynę, żeby uchronić ją przed chłodem panującym w Wielkiej Sali, tak bardzo zależało mu na tym, by pozostała zdrowa.
- Nie obrazisz się na mnie za zniszczenie twojej fryzury, prawda? - spytał szeptem, opierając policzek o okrytą materiałem głowę dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Quietus Ettréval

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
Galeony : 428
  Liczba postów : 363
https://www.czarodzieje.org/t10007-quietus-ettreval#279078
https://www.czarodzieje.org/t10065-cichnacy-szept#280286
https://www.czarodzieje.org/t10008-cisza-przed-burza
https://www.czarodzieje.org/t10074-quietus-ettreval#280494
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyWto Paź 13 2015, 22:04;

Utrzymywanie śmiertelnie poważnej miny zdecydowanie się mu opłaciło. Bynajmniej do czasu gdy dostrzegł na twarzy Leighton dziecinne skrzywienie a już po chwili borykał się z okładającą go dziewczyną. Sprawnie zaś jednak złapał ją drugą ręką za nadgarstek i bez namysłu okręcił ją niczym w tańcu -  aż dziewczę wylądowało plecami do niego - będąc ostatecznie całkowicie unieruchomioną przez Cichego. Dziwnie, zadowolonego Cichego.
- Leighton opanowana i unieruchomiona. Etap pierwszy; zakończony powodzeniem. - cmoknął z lekkim rozbawieniem i ostrożnie poruszając się do przodu wraz z dziewczyną, łagodnie ściągnął ją ze środka parkietu. Zapewne zaproponowałby jej coś do skosztowania jak przystało na młodego dżentelmena albo zaciągnąłby ją do którejś z tych kwiecistych budek gdy nagle poczuł dziwny skurcz i mimowolnie rozejrzał się po Wielkiej Sali z wielce podejrzliwą miną. A jego spojrzenie automatycznie powędrowało w kierunku jasnowłosej Ceres. Z nieodpartym przeczuciem, iż zaraz coś nastanie - obserwował dziewczę z spod delikatnie przymrużonych ślepi i gdy dostrzegł wystającą z pomiędzy chmur czarną parasolkę, zagryzł z namysłem dolną wargę. Jeśli to było to o czym myślał - a rzadko kiedy się mylił - to w takim razie i on się znalazł w niezłym bagnie. Mimowolnie jego ręka powędrowała do jego szyi na której spokojnie spoczywał złoty łańcuszek z niewielką, symboliczną zawieszką i dla bezpieczeństwa zacisnął na nim mocno palce.
I  w tej samej chwili w całej Wielkiej Sali rozpadał się śnieg. Biały puch niemal natychmiast oblepił potargane włosy krukona - zresztą tak samo jak posklejał różową grzywę jego towarzyszki z cudownie naburmuszoną miną. Na ten widok uśmiechnął się nieco szerzej i okręcając na palec jeden z jej kosmyków, spojrzał na dziewczę z spode łba i popchnął ją lekko w kierunku jednej z kwiecistych budek.
- Chodź różowcu. Zafunduję ci tatuaż w ramach dobrego zachowania, dzieciaku. - zaintonował cały rozweselony i domyślając się, że jej reakcja zapewne będzie wyjątkowa; bez słowa wyjaśnień podniósł ją i zarzucił sobie młodą na ramię. Oczywiście nic sobie nie robiąc z utyskiwań Leighton. I chociaż wokół było pełno kwiatów i padał śnieg - to Cichy po raz pierwszy od paru dni nareszcie poczuł się lżej i swobodniej. Muzyka, wino i och Gabriel! A raczej jego kapelusz rzucił się Cichemu w oczy i akuratnie gdy sprężystym krokiem przełaził obok Myersa wraz ze swoją nową ozdobą zwisającą mu z ramienia pod postacią Neptune - bez namysłu zawinął Gabrielowi tą piękną rzecz i od razu wcisnął go sobie na łeb - tym samym posyłając chłopaczynie krzywy uśmieszek.
- Oddam ci za chwilę! - rzucił naprędce i posyłając mu kolejny szeroki uśmiech, skinął uroczyście głową jego partnerowi i podrałował w stronę czadowych, kwiatowych tatuaży. Od czasu do czasu uspokajając po drodze różowowłosą oraz przekupując ją różowym winem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neptune Leighton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 331
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyWto Paź 13 2015, 23:24;

No, Leighton miała to do siebie, że gniewać się nie potrafiła. Wkurzyć-owszem. Ale rzucać krzywe spojrzenia i inne takie dla osoby, którą lubiła, ale która coś zrobiła… nie, to nie w jej stylu kompletnie. Było to zdecydowanie zbyt wymagające. Dlatego to ona zazwyczaj była jedną z tych, co to pierwsi dłoń na zgodę wyciągają. I nic w tym złego zazwyczaj nie było. Choć dzisiejsza sytuacja może się źle bardzo skończyć. Czyż nie? No bo. Nepptun kumpluje się z Utką. A ta razem z Cichym miała swój szalony romans, który posypał się całkiem składnie. I jako dobra koleżanka powinna krukona unikać, jak tylko się dało i ziać na niego ogniem, gdy tylko była sposobność. No ale to była Tuna. Ona tak po prostu nie umiała.
No i tak walnąć chciała Quietusa za te jego słowa, ale chyba się zorientował. Nawet nie chyba, tylko na pewno, no bo złapał ją za tą dłoń i nie wiedzieć kiedy okręcił ją. Tak, że w tej chwili stała do niego plecami . Obie dłonie miała unieruchomione i właściwie mógł zrobić co chciał.
-Nieśmieszne. – oznajmiła mu i z początku gdy zaczął ją gdzieś prowadzić opierała się. Ale szybko zdała sobie sprawę, że za wiele tym nie zdziała. Po pierwsze był silniejszy. Po drugie, cóż, w sumie samo po pierwsze starczy. Tak więc pozwoliła sprowadzić się z parkietu, bo co innego miała zrobić? W końcu została doprowadzona do miejsca wybranego przez chłopaka i tak tam stanęli. A Tuna zaczęła czuć się odrobinę niekomfortowo, bo Cichy, zrobił się jakoś strasznie cichy. I już miała otwierać usta by coś powiedzieć gdy w Wielkiej Sali rozpadał się śnieg. Uniosła głowę zdumiona, zawieszając wzrok na sklepieniu. Skrzywiła się, nie lubiła śniegu. I z taką miną odwróciła się do krukona, który już jej nie trzymał i nie wiedzieć czemu widok jej go rozbawił.
I nagle ten jakże rozbawiony jegomość postanowił ją zadziwić. Tatuaż? Ona więcej jak na razie nie potrzebowała. A nawet jeśli, to wątpliwym było to, by zrobiła sobie jakiś na balu w szkole. Ale zanim zdążyła mu cokolwiek odpowiedzieć, ten złapał ją i przerzucił sobie przez ramię.
-Zabiję Cię. – wymruczała w jego plecy, ale cichy zdawał się tym nie przejmować niosąc ją cholera wie gdzie. Gdy zaproponował jej wino oczywiście, że je przyjęła. A gdy odchodzili od Gabriela, pomimo faktu, że go nie znała wyciągnęła w jego stronę dłonie –Ratuj!
Ale Gabryś jej ratować nie zamierzał, a Cichy niósł ją po jakiś cholerny tatuaż z kwiatem.
-Zrobię Ci ten tatuaż na czole. – zagroziła mu, ale w sumie przestała wierzgać. I tak nie miała jak się wyswobodzić a na dupę zlecieć nie chciała. Mogła dokonać mordu na Cichym później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Morticia Slippery

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Dodatkowo : wężoustość
Galeony : 429
  Liczba postów : 527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11479-morticia-slippery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11485-poczta-morta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11484-morticia-slippery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11486-morticia-slippery#308559
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySro Paź 14 2015, 11:53;

Lubiła, gdy ją przytulał. Nawet bardzo, lecz najwięcej radości sprawiało jej to mocniejsze przytulanie. Nie wiedzieć czemu lubiła, gdy ją tak mocno przytulał. Może po prostu lubiła to, ponieważ czuła jego ciepło.
Tym razem trafiła na sok porzeczkowy, cudownie! Lubiła sok porzeczkowy, naprawdę, był pyszny. Na pewno lepszy od niejednego wina. Porzeczki miały w sobie to coś, co dodawało aromatu napojom i nawet ciastom. Mruknęła zadowolona, pijąc soczek.
- Ej, smakuje lepiej od wina.
Przyznała z uznaniem, pijąc ze smakiem sok. Przejechała końcówką języka po ustach i spojrzała na Hae.
Faktycznie, na sali zrobiło się nagle chłodniej. A ona biedna miała krótką sukienkę z odsłoniętym dekoltem. Mogła chociaż założyć jakieś bolerko. Wtedy miałaby cieplej. Na szczęście miała jeszcze Hae, który ją przytulał. Nie tylko przytulał, narzucił na nią swoją marynarkę. Podziękowała mu delikatnym uśmiechem. Odwróciła wzrok w stronę Ceres w którą przed chwilą trafił piorun. Zasłoniła usta, to było straszne. Chwilę później zaczął padać śnieg. Pisnęła zadowolona.
- Hae! Zobacz, śnieg!
Zawołała podekscytowana, starając się złapać płatki śniegu na otwartą dłoń. Oczywiście nadal stała z narzuconą na głowie marynarką.
- Oczywiście, że się nie obrażę. To miło z Twojej strony. Kochany jesteś. Ale... Co jak Ty się rozchorujesz?
Zapytała, zerkając na niego kątem oka. Nie chciała, aby Hae był chory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Oriane L. Carstairs

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : szukająca
Galeony : 533
  Liczba postów : 1330
http://czarodzieje.org/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.org/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.org/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.org/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySro Paź 14 2015, 14:24;

Wiedziała doskonale z czym wiąże sie bal. Z tańcem. A mimo to zgodziła się tu przyjść. Najwidoczniej podświadomie chciała popełnić samobójstwo towarzyskie. Otóż drodzy państwo Oriane Leonie Carstairs nie potrafiła tańczyć! Nie wszyscy o tym wiedzieli i wielu uważało, iż może być idealną partnerką na imprezy tego typu. Owszem, umiała się ubrać, uczesać, umalować jak i zachować ale taniec...? Odpadał.
Ruszyła za Rash'em. Serce biło jej tak mocno, iż z każdym krokiem myślała, iż stanie. Nic takiego jednak się nie stało. Niepewnie spojrzała w jego stronę unosząc głowę do góry. Żałowała, że nie jest wyższa. Tak to nie musiałaby za każdym razem unosić głowy. I może nie wyglądałaby jak skrzat... Przygryzła lekko wargę z nerwów.
Nie spodziewała się jednak, iż zacznie padać śnieg. Białe drobinki osadzały się na wszystkim co zastały na swej drodze. Ze zdziwieniem spojrzała w górę i przymknęła oczy. Już tak dawno nie cieszyła się na widok śniegu. W sumie to nawet go nie lubiła ale nie ważne było to teraz.
- Śnieg w wielkiej sali? Czyżby Salem? - powiodła spojrzeniem w stronę gdzie aktualnie patrzył Rash. Piorun? Naprawdę? W tym momencie nie miała już wątpliwości kto stoi za tą nagłą zmianą "pogody" w Wielkiej Sali.
- Naprawdę upadli na głowę. Kto normalny bawi się błyskawicami w zamkniętym pomieszczeniu... - nawet nie zwróciła uwagi, że myśli swoje wypowiada na głos.
Zmiana tematu jaką zrobił jej partner ucieszyła ją. nie miała ochoty brać udziału w całym tym zamieszaniu. W zastanowieniu zagryzła dolną wargę.
- Wróżenie z kwiatów brzmi zachęcająco. Choć nie wierzę w takie rzeczy. - przewróciła oczami. - Jednak następną wybierasz ty. - oznajmiła chwytając go za rękę i zmierzając w wybrane wcześniej miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ambroge Friday

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySro Paź 14 2015, 15:30;

- Jak mógłbym tak nie wyglądać, skoro po każdym twoim wyjeździe zastanawiam się, czy więcej Cię w ogóle zobaczę.. – westchnął głęboko. Co miał jej powiedzieć? Wygląda tak staro? Nie? Zupełnie nie? Znaczy skoro tak uważała, to proszę bardzo, niemniej nie miała pięciu, czy sześciu, ani nawet czterech dyszek na karku. O czym mówimy, przecież Nastia była jeszcze przed trzydziestką! – Ech, kobiety.. Chyba wszystkim w pewnym momencie życia włącza się myślenie o tym, jakie to one nie są stare.. – przemknęła mu przez głowę ta myśl pełna dezaprobaty, którą notabene nie do końca rozumiał. Tak jej i jak i przyczyny. Nie była przeciez wiele starsza od niego, a w wieku w którym byli nie patrzy się już chyba na wiek partnera, no chyba że jest o dekadę, dwie, trzy starszy. To inna sprawa. Zatem, czemu ona tak sądziła..? Czy to była kwestia jego osoby? Tego, iż faktycznie był od niej młodszy? Że była jego nauczycielką, że on nadal uczył się w Hogwarcie? Ciężko było powiedzieć, naprawdę. Mimo tego, miał gdzieś jej słowa o starości. Skoro ona widziała siebie w ten sposób, powinna mu zaufać, bo w końcu to on z tej pary znał się na kobietach i miał typowo męski punkt widzenia.
- Mallory, czyżbyś zapomniała moje imię? Naprawdę..? Miałaś aż tylu uczniów w ostatnim czasie, że moje imię, tak ślicznie przez Ciebie po wielokroć powtarzane podczas naszych.. spotkań wyleciało Ci z głowy? Poza tym, pani profesor przypominam o etykiecie szkolnej, nakazującej nam wyrażać się do siebie per „pani”, „pan”. – rzucił krótko, zbywając, jakby był nieco zirytowany jej gadaniem, w sumie było w tym mnóstwo prawdy. – Poza tym, Anastazjo, naprawdę Ci to przeszkadza? – spytał wprost do jej ucha, po tym gdy objął ją nieco. W końcu śnieg padał w najlepsze. Szkoda, że tak krótko i zaraz przeszedł w dość konkretną ulewę. A potem ten piorun. Błyskawica, jak zwał tak zwał. W każdym razie, Jezu, ona serio się paliła. Ja pierdole co się właśnie stało nie bardzo wiedział, no ale musiał grać twardziela, w końcu Nastia była dosć mocno przerażona, a nie chciał jej dokładać. Nie, żeby ukradkiem rozglądał się po Sali w obawie przed innymi niepożądanymi zjawiskami atmosferycznymi. – Nie. Jest z Salem. – rzucił krótko, nie spuszczając oczu z niepożądanej zapewne gwiazdy wieczoru. A przynajmniej jednostki, pretendującej do tego tytułu. Miała się dobrze, nawet bardzo dobrze. Dziwne, Ech. – Nie Ty jedna.. – dodał jedynie, słysząc jej uwagę. Ta szkoła chyba nigdy nie przestanie zaskakiwać. Wszystkich, jak leci. Naprawdę.
Tymczasem Nastia próbowała jakoś doprowadzić się do porządku. Gdy już uporała się z włosami, popatrzył na nią. Nieco ją rozmazał ten deszcz. Głównie na oczach, tak tusz zdecydowanie nie był w pożądanym miejscu, rejonie jej twarzyczki, chyba że nakłada się go teraz na policzki. W sumie, to mogła być taka moda. – Poczekaj.. – rzekł troskliwie, wyciągając z tylniej kieszeni chusteczkę. – No naprawdę, taka dorosła, taka „stara”, a nie potrafi się nawet wymalować. No wiecie co? – mówił, probując jakoś zmazać tusz z jej policzka. Szło bardzo dobrze, ale.. czy ktokolwiek zauważył ten moment, kiedy stanął tak bliko niej? Gdy.. gdy.. był bardzo blisko. Objął jej lico w dłoń? Tusz już dawno został zmazany, a Krukon nadal wycierał twarz kobiety, jakby znajdując w tej drobnej pieszczocie niesamowitą przyjemność. I tak jak nie mógł wskazać momentu, gdy się doń zbliżył z tak wielkim trudem przyszłoby mu wskazanie tego punktu w czasie, w którym ją pocałował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
Galeony : 2609
  Liczba postów : 2939
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySro Paź 14 2015, 18:07;

W takim razie wspaniale się składało, że Rasheed nie tańczył, jeśli nie było to absolutnie konieczne. Nie miał problemów z koordynacją ruchową, ani czymś takim, ale każda sytuacja, w której zostałby zmuszony do wyjścia na parkiet stanowiła dla niego potencjalną okazję do wspominania gorszych czasów, o jakich dobrze byłoby nie pamiętać. Wychodził więc z założenia, że natańczył się już za młodu, a na „starość” warto oszczędzać nogi. W zasadzie to kiedy tak się przeszli się ku środkowi sali, chłopakowi zupełnie umykał fakt, że Oriane wpatrywała się nie w zaskakujące stroje niektórych uczniów lub dekoracje, a w jego samego. Nie nadarzyła się nawet okazja, aby to spostrzegł. Zamieszanie związane ze śniegiem, piorunami i deszczem skutecznie wytrąciło go ze zwykłego spokoju i jednocześnie zaciekawiło, jak i zniesmaczyło. Sytuacja jasnowłosej Amerykanki naprowadziła jego myśli na tajemniczy monokl, spoczywający teraz, dobrze ukryty, w starannie poukładanych ciuchach w jego szafie. Bardzo nie chciał się zastanawiać, a mimo wszystko robił to nagminnie.
- Ciekaw jestem co jeszcze im przyjdzie do głowy przed końcem balu. - podsumował wydarzenie, krzywiąc się znacząco, ale zaraz skupił spojrzenie na swej towarzyszce. Miał ochotę musnąć delikatnym dotykiem jej twarz, ale ograniczył się jedynie do zamknięcia palców na jej dłoni. Uśmiechnął się rozbawiony, kiedy „pogroziła” mu koniecznością wyboru.
- Świetnie, nawet już wiem co wybiorę. - poinformował ją z zadowoleniem, wskazując ruchem głowy najbliższą ścianę. - Zdaje się, że tam można dostać wino. Może po lampce lub dwóch uda nam się przeżyć bełkot zielarki.
Potem już nie przedłużał i po prostu udali się razem do jasnowłosej kobiety, aby otrzymać swoją wróżbę z kwiatów. Kiedy się zbliżyli, niemalże natychmiast wyciągnęła w stronę Rasheeda bukiet kwiatów, a on sam, lekko zmieszany, popatrzył najpierw na Oriane, a następnie na wróżkę czy jak ją tam można było nazwać. Wypuścił dłoń towarzyszki i zamykając oczy wyciągnął dla siebie hortensję. Kiedy kobieta tłumaczyła mu co to oznacza, na jego twarzy pojawiło się rozbawienie. Ani na jotę nie wierzył w takie głupoty.
- Nie angażuj się emocjonalnie - świetna rada. Jeśli kiedyś przyjdzie mi się zaangażować to na pewno zapamiętam. - mruknął bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, dobrze zdając sobie sprawę z tego, że w jego głosie pobrzmiewa nuta goryczy. Dzięki, Svensson.
- No, teraz twoja kolej - zauważył, spoglądając na Carstairs, a następnie wyszczerzył zęby, chcąc spróbować pewnej prowokacji. - Wywróż nam jakiś dobry seks czy coś takiego. Mam już dosyć pesymistycznych przepowiedni.

4 i 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anastazja Mallory

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : jasnowidz
Galeony : 747
  Liczba postów : 269
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7177-anastazja-m-mallory#204602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7220-listy-anastazji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7219-witaj-u-panny-mallory
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7251-anastazja-melissa-mallory
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySro Paź 14 2015, 19:14;

Zobaczysz.., pomyślała jedynie, spuszczając wzrok. Poczuła się źle. Ze wszystkich osób na tym smutnym świecie to właśnie jego nie chciała skrzywdzić. Mieli mieć tylko te dobre wspomnienia. Choć mówi się, że gdy się nie kłócisz z drugą połówką, to znaczy, że nic do siebie nie czujecie. Oni ową parą nigdy nie byli, ale to bez znaczenia. Anastazja zawsze będzie coś do niego czuła. Pomimo wszystko, jakimś cudem ciągle wracała, a przecież nie musiała. Mogła zostać w kryjówce w której nikt nie mógł jej znaleźć i powoli zapomnieć o tym nieszczęsnym chłopaku. Tylko że... nie mogła. Starając się wyprzeć wszystkie wspomnienia, tylko je potęgowała. Kiedy po raz pierwszy go spotkała (i choć nie pamiętam kiedy to było), od razu wiedziała, że jest cholernym łamaczem serc. I to ona miała być tą dobrą, tak? Tą, która jakimś cudem go wyprostuje? A może od samego początku to on miał rozruszać ją? W sumie... chyba to zrobił, prawda? Wszystko trafił szlag przez jej wyjazdy. I choć to jedno zdanie nie powinno wywołać u niej aż tak wielkiej reakcji, omal się nie popłakała. Na szczęście powstrzymała łzy, byłoby nie na miejscu gdyby nagle zaczęła płakać. Mógłby pomyśleć, że to przez niego, a co by wtedy zrobiła? Z drugiej strony, pomyślałby tak?
-Panie Ambroge, naprawdę sądzi pan, że faworyzowałam innych uczniów równie nieprzeciętnie jak pana? Za kogo pan mnie ma?! - Rzuciła, z niesamowicie wyczuwalnym oburzeniem w głosie. I choć jej oczy się śmiały, twarz ukazywała zupełnie odmiennie uczucie. Ostatecznie uśmiechnęła się delikatnie, bo naprawdę nie przeszkadzało jej to. Cieszyła się, że może z nim tam stać, bez wrogich spojrzeń. Ich pozycja nie była już niewłaściwa, więc o co mogła jeszcze prosić?
Całą resztę informacji przyjęła bez słowa. Z Salem? Hah. Było to dla niej tak mało ważne, że sama się zdziwiła. Odpuściła sobie myśli o tej dziewczynie, kiedy tylko zobaczyła, że wszystko z nią okej. Zadziwiająco szybko wrócił również uśmiech na jej twarzyczkę. Kto by pomyślał. Ja nie.
Zmarszczyła brwi na tą starą. Nie była stara! A tamto powiedziała tak po prostu. Nie czuła się staro, nie miała nawet trzydziestki na karku! Naprawdę. Póki chodzi o własnych siłach nie powie o sobie, że jest stara. Dała wytrzeć mu swoją twarzyczkę i już po chwili zorientowała się, że nie nałożyła aż tyle tuszu. Patrząc prosto w jego oczy, oszołomiona delikatnością tej chwili, dawała muskać chusteczką swój policzek, jakby te sekundy należały tylko do nich. Bo należały. Dała się również pocałować, zdziwiona i szczęśliwa, że ta cholera to zrobiła.
-Gdybym dalej tu uczyła, powiedziałabym panu "do mojego gabinetu, natychmiast". -Szepnęła, gdy ich usta ciągle były blisko siebie i uśmiechnęła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ettore Halvorsen

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 778
  Liczba postów : 309
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10569-ettore-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10572-ettore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10573-zabiore-ci-budzik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10571-ettore-halvorsen
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySro Paź 14 2015, 19:32;

Szkoda, że nie porozmawiali o tym wypadzie wcześniej. Może wybraliby jakieś inne miejsce skoro oboje nie za bardzo mieli nastrój na przebywanie w tłumie? Czekając na Delie sam zaczął się nad tym zastanawiać, kwiatki, kolibry czy co to tam latało i ludzie, dużo ludzi. Większości nawet nie kojarzył, ludzie z Salem, tak to sobie tłumaczył, choć sam nie był w Hogwarcie wystarczająco długo, aby znać wszystkich chociażby z widzenia. Jakoś nigdy nie włóczył się po szkole, żeby wszystkich obczaić, nie potrzebował tego. Wystarczyła mu jego gromadka znajomków z którymi mógł się spotkać, a poznawał ich w dość niecodzienny sposób. Na przykład taka She, no w sumie pisał o niej z bratem, ale zupełnie nie spodziewał się tego, że pierwszy raz spotkają się w garderobie kiedy to miał na sobie tylko gacie. Ciekawe sposoby na poznawanie ludzi, zapraszamy. Wychodziło na to, że większość sam zaczepił, albo został przez nich zaczepiony, witaj bracie. Niestety, Enzo nie przyszedł na bal, a mogliby postać razem oczekując na partnerki, wtedy nie miałby dziwnych rozkmin. Ile to już? Sam nie wiedział ile na nią czekał. W pewnym momencie zaczął zastanawiać się nad tym jak to się ubrał, śpieszył się i chyba przez był nieco niezadowolony ze swojego wyboru. Ech, no naprawdę? Machnął na to ręką w myślach i właśnie w tym momencie do akcji wkroczyła Cordelia i typowy Ettore obczajacz. To była tradycja, kiedy tylko ją zauważył zaczął przyglądać się i przetwarzać każdy szczegół jej wyglądu. Szpilki, wysokie, sukienka, o gwiazdki, lubimy gwiazdki, nie no dobra bez żartów, ale serio motyw mu się spodobał. Myślał, że przyjmie to wszystko na luzie, jednak im bliżej była tym bardziej pojawiało się coś na kształt lekkiego stresu, niezręczność za 3, 2, 1. W ostatniej chwili westchnął jednocześnie tracąc ją z pola widzenia, aby tajniacko (a przynajmniej miał taką nadzieję) strzelić kostkami. Kto go znał wiedział, że robi to tylko w konkretnych sytuacjach. Spojrzał na nią ponownie dopiero wtedy gdy była już wystarczająco blisko żeby się przywitać.
- Cześć - odpowiedział szybko póki co nie mówiąc nic więcej, kuźde nie chciał rzucić jakiegoś komentarza z serii żenua. Finalnie przetworzenie nie trwało zbyt długo i dodał - Ładnie wyglądasz - jako bezpieczną wersję, jasne, że czuł zapach jej perfum i najchętniej by się do niej przytulił, no ale... nie wiedział czy może sobie na to pozwolić. Chyba nie znali się jeszcze na tyle dobrze, żeby mógł przewidzieć co się wtedy stanie. Tyle z pewności siebie Ettore, brawo. Skinieniem głowy zgodził się na wielkie wejście smoków i tak oto wkroczyli w dziki tłum.
- Świetnie, no to mamy trzy atrakcje do wyboru, gdzie chcesz iść? - zapytał, przyglądając się z daleka stoiskom. Jako pierwsze na jego nieszczęście nawinęły się wróżby... Nie był ich fanem, jednak gdyby Delia chciałaby pójść właśnie tam, cóż zgodziłby się. Czekając na odpowiedź poczuł (chyba jako jeden z pierwszych), że temperatura na sali spada i to dość szybko. Chcą ich tu wszystkich zamrozić w tym wspaniałym obrazku? Potem, jakby nie było dość tego całego zimna zaczął padać śnieg - Mogli uprzedzić, zabrałbym ze sobą zimowy zestaw - rzucił trzęsąc się już nieco z tego wszystkiego, meh, mieszkanie w Dubaju niestety nie pomagało, zdecydowanie był przyzwyczajony do innego klimatu. Spojrzał na Delię, która miała na sobie tylko sukienkę i uznając, że zdecydowanie bardziej przejmuję się jej stanem zdjął z siebie marynarkę i narzucił ją na plecy Nashword.  Na koniec rzucił na nią Silverto, a kiedy sam chciał skorzystać z tego zaklęcia nagle w dziewczynę stojącą przy ścianie miotnął piorun.
- Salem się rozkręca, żeby tylko nasza szkoła się nie rozsypała... - mruknął nieco niezadowolony tym całym widowiskiem. Przez myśl przeszło mu pójście w celu opanowania sytuacji, jednak z daleka zauważył, że wszystko jest już ok. No i w końcu temperatura wracała do normy, więc na spokojnie wysuszył swoje ubrania - Ciekawe czy planują jeszcze jakieś niespodzianki.
Jakoś nie miał zaufania do nowych, ale to chyba nic dziwnego, na pierwszy rzut oka było widać, że coś jest nie tak, na dodatek wszyscy trzymali się razem, najwyraźniej odcinając się od tutejszych.
- No, nieważne, to gdzie idziemy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Oriane L. Carstairs

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : szukająca
Galeony : 533
  Liczba postów : 1330
http://czarodzieje.org/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.org/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.org/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.org/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySro Paź 14 2015, 20:06;

Sama się nad tym zastanowiła. Do końca balu było jeszcze sporo czasu tak więc wszystko mogło się wydarzyć. Niekoniecznie coś dobrego. Kto wie...?
Jego zadowolenie wyborem kolejnego miejsca zaskoczyło Ori. Nie spodziewała się, że zobaczy go w tak... dobrym nastroju? Może to i było niezbyt odpowiednie słowo jednak na chwilę obecną nie mogła znaleźć innego. A informacja o winie wcale jej nie zaskoczyła. Może i nie piła alkoholu zbyt często jednak dla wina mogła nagiąć swoją zasadę. A mianowicie, Oriane nigdy nie piła alkoholu w miejscach publicznych. Wiązało się to z niezbyt przyjemną historią. Oczywiście większość uważała to za zabawne, jednak dla niej wcale takie nie było. Mogła powiedzieć wręcz, iż była to dla niej najbardziej żenująca sytuacja w życiu. Nie chcąc jednak dłużej rozmyślać o tym niefortunnym zdarzeniu skupiła się na wszystkim w Wielkiej Sali. Dosłownie na wszystkim. Jej wzrok latał z jednego punktu na drugi nie pozostając na poprzednim dłużej niż pięć sekund.
- Jedna czy dwie lampki nie powinny wpłynąć na nas. - odpowiedziała z rozbawieniem zmierzając w stronę wróżb z kwiatów.
Jasnowłosa kobieta niemalże od razu wyciągnęła w stronę chłopaka bukiet z kwiatami. Widząc jego zmieszanie uśmiechnęła się zachęcająco. W końcu była to tylko zabawa, prawda? Nic złego nie mogło się stać od jednej wróżby. Zanim puścił jej dłoń ścisnęła ją mocniej i dopiero wtedy puściła. widząc jak zamyka oczy i wyciąga jeden z kwiatów uśmiechnęła się lekko. Był to dość nietypowy widok. A słysząc wróżbę odnośnie kwiatu zaśmiała się.
- Wieczny kawaler. - nie mogła powstrzymać śmiechu. Co jak co ale to idealnie pasowało do niego według Ori. Teraz przyszła jej kolej. Zanim jednak wyciągnęła swój kwiat spojrzała z uniesionymi brwiami na Rasha.
- To teraz kwiaty są potrzebne abyś się z kimś przespał? - uśmiechnęła się pokazując zęby. Chwilę potem stała już przed "wróżką" czy jak ją zwał i wodziła dłonią nad bukietem z zamkniętymi oczyma. Chwilę potem trzymała w dłoni kwiat piwonii. Spojrzała na "wróżkę", a słysząc jej wyjaśnienie odnośnie kwiatu zaśmiała się krótko.
- Dobrobyt? Ciekawe. -z przepraszającą minką spojrzała na Rasha - Wybacz słońce ale seksu nie będzie.
Z powrotem chwyciła go za dłoń i pociągnęła w stronę stoiska z winami. Patrząc na wszystkie wystawione butelki nie wiedziała co wybrać. Z dezorientacją w oczach spojrzała na towarzysza. - Co w takim razie proponujesz? Pod tym względem zdaję się na Ciebie. - i z powrotem skierowała swoje oczy na butelki. Nie chciała patrzeć na chłopaka dłużej niż było to konieczne. Szczególnie  w oczy. Każdy kto ją znał wiedział, iż ta dziewczyna ma słabość do oczu.

2 i 1; a na przyszłość - kostką rzucamy tutaj


Ostatnio zmieniony przez Oriane L. Carstairs dnia Sro Paź 14 2015, 20:12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Seth Quinn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1107
  Liczba postów : 231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11544-seth-azriel-xenos-quinn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11570-sowka-setha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11569-przyjacielski-dla-wszystkich
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11571-seth-quinn
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyCzw Paź 15 2015, 21:28;

Sethowi spodobał się uśmiech, którym Carter go przywitał. W ogóle lubił kiedy ludzie się uśmiechali, a uśmiech Salemczyka był taki szczery i promienny. Gdy trzymając się za ręce weszli do Wielkiej Sali i Quinn zaczął rozmowę, młodszy przytaknął i zaproponował wróżenie z kwiatów. W sumie, dlaczego nie? Co prawda nie był dobry z wróżbiarstwa i nie za bardzo wierzył we wróżby, ale co stoi na przeszkodzie, aby spróbować? Trochę niepewnie zbliżył się do młodej kobiety obwieszonej przeróżnymi talizmanami i zapoznał się ze szczegółami wróżenia z kwiatów. Według wskazówek zamknął oczy i sięgnął do bukietu, aby wylosować przypadkową co prawda łodyżkę. Uchylił powieki spoglądając to na kwiat, to na kobietę, to na Cartera. Hortensja?, spytał siebie w myślach, na co zielarka zaczęła wyjaśniać Quinnowi znaczenie tego kwiatu. Nie angażować się emocjonalnie w związek? Tylko problem z tym, że Seth póki co nie był w jakimś dosyć poważnym związku. Zarówno Cartera jak i Gabriela znał od niedawna, jedynie z Quietusem już sporo czasu spędził. Ale czy był to prawdziwy związek, taki o jakim marzył Quinn? Czy to w ogóle był związek? W sumie sam nie wiedział. Dlatego też kwiatowa wróżba nie zrobiła na nim większego wrażenia, mimo to grzecznie podziękował posyłając kobiecie delikatny uśmiech.
- Twoja kolej, Carter - zwrócił się do swojego towarzysza, zerkając na niego z uniesionymi brwiami.
Wtedy właśnie na sali zaczęło robić się jakoś chłodniej. Trochę go to zdziwiło, w końcu wystrój Wielkiej Sali był bardzo wiosenny i Seth od początku nie odnosił wrażenia, że będzie się to zmieniać, w końcu nie mówiono by uczniom żeby ubrali się w delikatne, zwiewne stroje.
- Carter... - zawiesił głos, rozglądając się po pomieszczeniu. Dużo ludzi również się rozglądało. - Też widzisz śnieg? - spytał z niedowierzaniem.
Delikatnie wysunął dłoń by zatrzymało się na niej kilka białych płatków. Uśmiechnął się do siebie, w końcu lubił zimę i nie przeszkadzała mu ta nagła zmiana wystroju. Jednak robiło się coraz ciemniej, zupełnie jakby miała rozpętać się burza śnieżna. Uniósł głowę spoglądając na sufit wyglądający jak niebo na chwilę przed burzą i właśnie wtedy zauważył błysk któremu towarzyszył dosyć głośny huk, sukienka jakiejś dziewczyny stanęła w płomieniach, a z nieba spadł deszcz. Chłopak kilkakrotnie mrugnął, gdyż krople deszczu znalazły się w jego oczach i w sumie już po tym wiedział, że będzie wyglądał jakby się popłakał. Gdy ustało, przetarł twarz dłonią i rzucił na siebie zaklęcie, dzięki któremu niemal natychmiastowo wysechł, po czym wycelował różdżką w Cartera by jego również wysuszyć.
- Mam nadzieję, że nic się nie stało tej dziewczynie - rzucił, spoglądając w kierunku sprawczyni zmiany pogody.

Wyrzucone kostki: 5, 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Carter Wright

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 225
  Liczba postów : 178
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11680-carter-wright
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11688-poczta-cartera#312539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11684-relacje-cartera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11685-carter-wright
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyPią Paź 16 2015, 13:58;

Carter zamknął oczy i wylosował kwiatek. Niby uważał to wszystko za głupotę, ale w końcu był bal, a na balu trzeba się bawić. Groszek pachnący. Gdy kobieta objaśniła mu, co on oznacza przeszedł go dreszcz. Spokojnie, to tylko głupia wróżba. Nie ma się czego obawiać. Rozejrzał się po sali w poszukiwaniu jego znajomych z Salem. Szukając ich napotkał wzrok Gabriela, który mu machał.
Odwzajemnił jego uśmiech i odmachał.
- Faktycznie, to śnieg. - uniósł brwi. Zdziwił się trochę, ponieważ kazali im się ubrać lekko, nikt nie kazał zabierać kurtek zimowych. Ponownie rozejrzał się po sali i zauważył Ceres. Śledził ją wzrokiem do pewnego momentu, ponieważ zaczęła oddalać się od Winnie i reszty. Stwierdził, że pewnie idzie się czegoś napić, albo coś takiego. Chwilę później usłyszał ogłuszający grzmot, a z nieba zaczął padać deszcz. Chłopak zaśmiał się, ponieważ kilka sekund później był już cały mokry.
- Na każdym balu fundują wam takie niespodzianki? - zapytał Setha. Na jego uwagę o jakiejś dziewczynie, Carter szybko zwrócił swój wzrok w tą samą stronę co jego towarzysz. Zauważył Ceres w płonącej sukience. Ogień. Sukienka. Ceres. Te trzy słowa tłukły mu się w głowie. Po tym wszystkim co przeszli w Salem widok ognia robił mniejsze lub większe wrażenie na każdym z uczniów tamtej szkoły, ale teraz paliła się sukienka jednej z jego koleżanek. Kamień spadł mu z serca, gdy ktoś (a może to była sama Ceres?) zgasił kreację dziewczyny. Odwrócił się do Setha i powiedział:
- Śnieg ewentualnie zrozumiem, ale piorunów które uderzają w uczennice raczej nie. - był cały blady, ponieważ nie podejrzewał, że piorun który uderzył blondynkę, był sprawką organizatorów balu. Miał całkiem inne podejrzenia i teraz mimowolnie co chwilę zerkał w stronę pozostałych Salemczyków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Quietus Ettréval

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
Galeony : 428
  Liczba postów : 363
https://www.czarodzieje.org/t10007-quietus-ettreval#279078
https://www.czarodzieje.org/t10065-cichnacy-szept#280286
https://www.czarodzieje.org/t10008-cisza-przed-burza
https://www.czarodzieje.org/t10074-quietus-ettreval#280494
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyPią Paź 16 2015, 14:34;

- Chcesz mnie oszpecić? - zapytał się różowowłosej z minimalistycznym oburzeniem i tupnąwszy nogą, bezceremonialnie zrzucił dziewczę ze swojego ramienia. W pierwszej chwili miał nadzieję, że przepięknie grzmotnie swym ciałem o podłogę Wielkiej Sali - aczkolwiek dość szybko się opanował i z refleksem godnym szalonego zawodnika Quidditcha, złapał w ostatniej chwili swoją towarzyszkę w pasie i uśmiechnął się do niej złośliwie. Dręczenie innych sprawiało mu niewysłowioną radość. Nawet dręczenie takiej młodej damy z Krukolandu. Nie chcąc jednak zaznać żadnych bolesnych kopniaków ze strony tegoż buntowniczego dziewczęcia, przybrał na pozór niewinną minę i przyciągając ją widowiskowo do siebie - mrugnął do niej, wielce z siebie zadowolony i wyszczerzył się głupkowato. Zanim zaś Leighton mogłaby w jakikolwiek sposób, zacząć się wydzierać niczym opętaniec - ponownie okręcił kosmiczną dziewczynę w rytm muzyki i bez namysłu - a raczej bardziej instynktownie, splótł z nią swoje, długie palce. Równocześnie zarzucił swe ramię na jej drobne ramionko i obejmując ją; bezczelnie pociągnął dziewczę w stronę fontanny. Po prawdzie rzeczywiście nabrał ochoty na tatuaże. Jednakże dostrzegając, że praktycznie wszyscy po rzuceniu odpowiedniego zaklęcia stawali się kwiatowymi potworami - a kolorowe rysunki pokrywały ponad osiemdziesiąt procent ich ciała -  to Cichemu dziwnym trafem odechciało się kwiatowania. Dlatego obchodząc szerokim łukiem budkę do tworzenia kwiecistych stworów; mimowolnie zainteresował się wielkimi stosami kwiatów i ich znaczeniami. Przesuwając więc swymi ślepiami po kolorowych kwieciach, zagryzł nieznacznie dolną wargę i opuszczając nagle swe spojrzenie na niższą osóbkę tuż przy swoim boku, ułożył wargi w krzywy, niezobowiązujący uśmieszek.
- Może wygram dzisiaj jakąś nagrodę. - wymruczał bardziej do siebie niźli do niej i wysuwając się na przód, zamknął oczy i wyciągnął przed siebie łapę. Przez parę sekund przesuwał dłonią nad wszelkim rodzajem kwiecia aż w końcu całkowicie zniecierpliwiony, złapał pierwszy lepszy kwiatowy badyl. Jak się okazało - wybrał chryzantemę. Z kamienną twarzą wysłuchał swojej wróżby i mimowolnie podniósł brew do góry. Cała treść zabrzmiała wyjątkowo interesująco w jego obecnym położeniu. Aczkolwiek nie chcąc zbyt wiele rozmyślać na ten temat, szturchnął delikatnie w żebra Neptune i zachęcająco się do niej uśmiechnął.
- Teraz twoja kolej, Tuttie. Wylosuj coś dla mnie miłego i przyjemnego najlepiej. - złośliwie zdrobniając jej imię i z równie złośliwym podtekstem, wypchnął ją przed siebie po czym obracając w swych palcach chryzantemę; sekundę później wplótł ją w różowe włosy swej towarzyszki. W końcu jej naburmuszone wrzaski są takie miłe dla jego ucha, och.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
Galeony : 2609
  Liczba postów : 2939
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyPią Paź 16 2015, 17:10;

Odrobinę bawiło go jej zachowanie. Oczy biegające we wszystkie strony świata i to zaciekawienie wszystkim naraz, jakie się z tym wiązało byłoby nawet urocze, gdyby, właśnie, nie zabawne.
- Jeśli szukasz wina to się nie martw, że go nie ma. - poinformował ją z rozbawieniem, interpretując przekornie jej rozbiegany wzrok. - Pod ścianami stoją amfory.
Wskazał palcem na jedną z nich, z której właśnie jakiś uczeń czerpał wino. Tymczasem kiedy skoncentrował znowu spojrzenie na Oriane, wydawał się być po prostu rozbawiony jej słowami.
- Dwie lampki może i nie. - przyznał, a jego uśmiech można było określić mianem przewrotnego. Nie było takiej siły, która odciągnęłaby go od wina, kiedy już nabrałby odrobinę do kieliszka i okazałoby się, że jest „zjadliwe”. Nie teraz, kiedy jego życie towarzyskie przypominało raczej kiepski żart, a alkoholu nie miał w ustach od naprawdę długiego czasu. Sharker nie był stworzony do abstynencji, a już zwłaszcza tak rozwlekłej.
Przyglądanie się jak dziewczyna wyciąga kwiat dla siebie na pewno było ciekawsze od chwili, w której to on losował tę całą hortensję. No chyba, że weźmiemy pod uwagę moment, w którym oddawał ją tej całej wróżce z dość kwaśną miną. Jej komentarz też wcale nie pomógł mu z przełknięciem wróżby.
- Prawda jest taka, że nie było jeszcze takiej, która wytrzymałaby do oświadczyn. - stwierdził, być może szczerze, a być może żartem. W każdym razie mimika jego twarzy nie zdradzała absolutnie niczego, co pomogłoby rozwikłać tę małą zagadkę. Powlókł spojrzeniem po sylwetce swej towarzyszki, nim sklecił odpowiednią ripostę na jej wypowiedź.
- Zawsze miło wiedzieć czy los temu sprzyja. - odpowiedział wreszcie wymijająco i zamilkł, również chcąc posłuchać cóż za głupoty wymyśliła dziewczyna z kwiatami. Nie zawiodła go. Kontra sama wręcz nasuwała mu się na myśl.
- Widzisz, to chyba dobrze. Przecież jeśli się nie zaangażuje to będziesz żyła w dobrobycie. - ta wypowiedź wręcz ociekała sarkazmem, więc dobrze, że zdążyli odejść od stoiska z kwiatami, bo jeszcze głęboko uraziłby nimi tę całą nimfę. Niby nie było to nic takiego, ale wiadomo co takiej strzeli do głowy?
Po słowach Oriane, chłopak wzruszył ramionami.
- Nie lubię się decydować. - przypomniał, więc niemalże natychmiast poprowadził ją do jednej ze ścian. Tam odnalazł amforę, z której nabrał kieliszkiem dwie porcje wina, jedną podając ciemnowłosej.
- Sprawdźmy cóż pysznego skrywa ta. - podsumował, wznosząc milczący toast, po czym najpierw powąchał, a potem posmakował czerwonej cieczy uderzającej leniwie o ścianki zdobnej lampki.
- Słodkie. - zauważył, przyglądając się winu i z pewnym zadowoleniem zauważając, że nie czuć w nim ani grama ziołowego aromatu. Tak po prawdzie to nie był pewien jaki to konkretnie rodzaj, ale nie zastanawiał się nad tym, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że skoro mu smakuje to reszta jest nieważna.
- Może być takie czy wolisz inne? Może następna amfora oferuje wytrawne lub półsłodkie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cordelia M. Nashword

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 558
  Liczba postów : 139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10750-cordelia-meredith-nashword
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10755-sowka-delii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10753-cordelia-nie-gryzie-tak-mocno-wiec-wpadaj
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10754-cordelia-nashword
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Moderator




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptyPią Paź 16 2015, 18:06;

Nie rozkminiała jego ubioru. Doszła do wniosku, że skoro i tak koncertowo się spóźniła, to nie będzie przy okazji robiła z siebie damulki i odpuści sobie ocenianie go po powierzchowności. Chociaż, gdyby tak się zastanowić to Cordelia miała duży problem z utrzymaniem w sobie tego postanowienia, bo prezentował się całkiem przyzwoicie i warto byłoby to zauważyć. Niemniej jednak, przyjęła jego komplement jedynie lekkim uśmiechem i pozwoliła poprowadzić się do Wielkiej Sali, nie wykonując przy tym ani zbędnych ruchów ani nie dodając niczego interesującego, aby podtrzymać konwersację. Przekroczenie progu sprawiło, że Nashword odrobinę… zdębiała. Ptaszki, amfory i… Roznegliżowane Boginy? To chyba nie były jej klimaty, co odbiło się na jej nieco skwaszonej minie. W każdym razie również postanowiła przemilczeć swoje rozmyślania i po prostu zaczęła wyciągać palce (w szpilkach… co za geniusz!), żeby dostrzec coś co przykułoby jej uwagę. Kiedy jedna z większych grup przemknęła bardziej na lewo, dostrzegła stoisko z perfumami. Już otwierała usta, żeby zagonić ich w tamtym kierunku, kiedy na dłoń opadł jej płatek śniegu.
- Śnieg? - zapytała zaskoczona, przysuwając wilgotną już rękę pod oczy, a następnie rozglądając się. Akurat w czas postanowił uderzyć piorun. Cordelia podskoczyła w miejscu i wpadła na Ettore, nawet nie rejestrując tego, że dopiero co otulił ją płaszczem i wysuszył zaklęciem.
- O Merlinie… - mruknęła, biorąc głęboki wdech, a potem dopiero jakby zauważyła, że prawie stanęła mu na palcach obcasem. - Wybacz.
Skupiła ponownie uwagę na Halvorsenie, po czym przesunęła palcami po marynarce. Uśmiechnęła się do niego, po czym zsunęła ją ze swoich ramion, ponownie mu ją wręczając.
- Dzięki, to bardzo miłe, ale chyba Tobie bardziej się przyda. - oznajmiła, wskazując kciukiem swoje nagie ramiona, na jakich jeszcze przez chwilę zbierał się śnieg. - W Stavefjord mieliśmy tego pod dostatkiem. Nie jest mi chłodno.
Po tych słowach zmarszczyła brwi, jakby analizowała to, czy czeka ich kolejne uderzenie pioruna.
- Mam nadzieje. - stwierdziła, uśmiechając się przewrotnie. - Ta impreza to chyba niezła nuda!
Ot i bezpardonowo poinformowała o tym większość par krążących wokół nich, ale nie przejmowała się ani przez chwilę. Chwyciła Ettore za dłoń i poprowadziła go prosto do stoiska z pachnidłami. Nie trzeba było chyba dodawać, że decydowała się niemalże dwadzieścia minut, ale ostatecznie wybrała trzy zapachy, chowając dwa flakoniki do małej torebki zawieszonej na ramieniu, a jeden z nich podając chłopakowi.
- Proszę, te dla Ciebie. - wręczyła mu perfumy o zapachu piwonii, po czym spojrzała w stronę fontanny, nieświadomie zakręcając włosy na palcu. - To może teraz weźmiemy sobie coś do picia i zobaczymy co oferuje ta dziwna zielarka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alan C. Payne

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 54
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9550-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9552-moj-listonosiciel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9551-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9553-alan-christopher-payne
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySob Paź 17 2015, 00:10;

Beti w swoim stroju, Alan w gustownym garniturze. Nawet całkiem ładnie wyglądali. Nic dziwnego, że Elizabeth denerwowała się. W końcu to była pierwsza tego typu impreza, na której będzie... no chyba o czymś mu nie mówiła. Nie ważne. Jeśli chodzi o Alana, to był jego... drugi bal. Pierwszy był rok temu i był tam w sumie z ciekawości... i dlatego, że lubił klimaty wiktoriańskie.
-Chyba nie chcesz mnie teraz zostawić? - Odparł jej z uśmiechem... choć dla pewności mocniej złapał jej ramię. Nie na tyle mocno, żeby zauważyła coś poza poprawieniem ręki, a jeśli przyszłoby jej na myśl nagły odwrót, cóż... był przygotowany.
Jednak w końcu udało im się znaleźć w Wielkiej Sali, która... w sumie wyglądała jak zawszę. Dużo... dużo dużo ludzi i... śnieg? Fakt, jedno trzeba było przyznać. Jeśli dyrekcja chciała ich w jakiś sposób zaskoczyć, to nagły opad śniegu z pewnością był niemałym zaskoczeniem dla pewnej części uczniów... a już w szczególności Alana.
-Pamiętaj, na następny bal zabierz ciepły kożuch... i strój kąpielowy... na wszelki wypadek. - W sumie nie było tak zimno, żeby nie podbić sobie samooceny, zachowując się jak rasowy dżentelmen, podając damie marynarki i Alan tak właśnie uczynił, żeby po chwili zacząć wypatrywać jakiejś atrakcji na dzisiejszy wieczór... i nie musiał długo szukać, bo obwieści entuzjastycznym krzykiem. -Oooo! Tatuaże, idziemy? Nauczysz się nowego zaklęcia. -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elizabeth Benoit

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySob Paź 17 2015, 00:54;

Prawie o wszystkim mu mówiła, jak na razie wszystkiego nie wiedział. Co przecież dość normalne. Ale jeśli chodzi o bal, cóż to jej pierwszy. Nie licząc tych które przeżyła razem, z bohaterami ze książek i w swojej głowie. Oczywiście o tym nikomu nie powie, nawet jemu. Lub o tych balach które opisała w swoich opowiadaniach, szkoda że nikt nigdy ich nie przeczyta. Ale cóż, takie jest właśnie życie ludzi którzy się wstydzą.
-Oczywiście że nie chcę.-Odparła z uśmiechem, oczywiście te mocniejsze złapanie ją za ramię, dodało jej otuchy. Odetchnęła głęboko. Nie, uciekać nie chciała. Choć bała się że, może nie być tak jak sobie to wyobrażała. Ale kto wie, moze będzie lepiej ?
Weszli razem do Wielkiej Sali, Beti na chwilę przystanęła a w piersiach zaprał jej się dech. Wielka sala była piękna, nawet ten śnieg dodawał tutaj uroku. Wszystko było takie "bajeczne". Od razu się uśmiechnęła i spojrzała się na Alana z zadowolonym wyrazem twarzy. -Pięknie-. Wyszeptała i prawiła swoje włosy.
-Kożuch i strój kąpielowy. Zapamiętam - Zaśmiała się i znów omamiła wzrokiem Wielką Salę. Złapała jego marynarkę. Miło z jego strony, jak prawdziwy gentlemen. Znów jej zaimponował. Plus pięć dla Alana. - Dziękuje - Uśmiechnęła się do niego i zarzuciła ją sobie na ramiona.
-Te je można robić za pomocą zaklęć ?- Zdziwiła się patrząc w stronę stoiska z tatuażami. Naprawę MOŻNA TO ZROBIĆ ZA POMOCĄ MAGII ?! BEZ BÓLU ?!. To ona leżała na łóżku jakieś siedem godzin i zwijała się z bólu a to można załatwić magią ?!. Super
Podeszła wraz z Alanem do zielarki. Szczerze bardzo ją to ciekawiło jak to będzie. Będzie boleć czy nie ? Miała nadzieje że nie. No i oczywiście jaki wzór jej wyjdzie ! Chciała bardzo Księżycową Rosę, czy jej się uda ?. Zielarka podała jej zaklęcie Corpus Flo. Powtórzyła je, ale cóż za pierwszym razem nie wyszło. Jej skóra zaczerwieniła się delikatnie, chciała już odjeść i spalić się ze wstydu. Ale zielarka pozwoliła jej spróbować jeszcze raz, wiec wzięła się w garść i powtórzyła zaklęcie. UDAŁO SIĘ ! Coś zaczęło się dziać. Na jej ciele pojawiały się wzory kolczastych łodyżek. Wyglądała prawie jak gwiazda rock'a. Ale czy to do niej pasowało ? Przecież ona jest cichą, szarą myszką. Ale moze gdzieś tam w środku to w niej siedzi.. Zielarka zaczęła jej gratulować i wręczyła jej do ręki kwiatek żółty kwiatek, który zamienił się magicznie w lilię. Skrzywiła się delikatnie gdy ta zaczęła wydawać jakiś dźwięk. Bardzo niepokojący i PUFF. Wybuchła, A Beti została umorusana w żółtym pyle. Spojrzała się na Alana z delikatnym uśmiechem. - To co teraz ty ?- Zapytała z uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daisy Manese

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : pałkarz
Galeony : 1
  Liczba postów : 1801
http://czarodzieje.forumpolish.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.forumpolish.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.forumpolish.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.forumpolish.com/t11219-daisy-manese
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySob Paź 17 2015, 14:58;

Wielka Sala wyglądała naprawdę ślicznie. Jaka szkoda, że już niedługo. Co prawda nie miała pojęcia jak ta tematyka wpisuje się w obchodzone święta, ale była pod wrażeniem. Z zachwytem patrzyła na padający pył i latające kolibry. Och, biedne... Podeszła do fontanny z winem i nalała sobie kieliszek. A potem rozejrzała się po Sali, w poszukiwaniu znajomych twarzy. Nie żałowała już, że nie udało jej się zaciągnąć na bal nieznajomego chłopaka. Bo co oni by tutaj robili? On pewnie stałby jak słup i żałował, że nie może zapalić. Stąpała po miękkiej trawie, czując się trochę jak rusałka. I chyba taki był zamysł, patrząc na te wszystkie ozdoby.
Po efektach specjalnych parasolki nie było już prawie żadnych pozostałości, może poza mokrymi uczestnikami imprezy. No i kiedy znalazła wreszcie swoich znajomych, trochę zdziwiona spojrzała na @Ceres O'Shea i panikującą @Winnie Hensley. Suknia Ceres, połowicznie spalona, nie wyglądała jakby specjalnie miała taka być. Czyżby ktoś już uprzedził ich z niespodzianką? A może odkrył co mieli zamiar zrobić? Ale więcej szkód nie było widać, a Cyrus pewnie w końcu uspokoił Winnie.
Zaczepiła @Zoell E. Wells, miał zająć się najważniejszą częścią. Ostatni raz spojrzała na piękny wystrój, po czym skierowała różdżkę w sufit i rzuciła zaklęcie. Sklepienie zaczęły zasnuwać ciemne chmury.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31471
  Liczba postów : 73505
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Specjalny




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySob Paź 17 2015, 15:06;


Pożar w Wielkiej Sali


Najpierw padający pył zmienił się w popiół. Być może obecni na balu niespecjalnie się tym przejęli i pomyśleli, że to kolejny wymysł nauczycieli. Pył, śnieg, popiół... co jeszcze mogło im przyjść do głowy? W Wielkiej Sali zrobiło się jednak mrocznie, co o wiele bardziej odpowiadało klimatowi Halloween. Pod sufitem pojawiły się ciemne chmury, zdecydowanie niżej niż zazwyczaj. Zupełnie jakby chciały wypełnić całe pomieszczenie od podłogi aż po sufit.

Pożar zaczął się na scenie, na której grał zespół. Na początku nieliczni, którzy zauważyli nikłe płomienie ognia być może myśleli, że to efekt specjalny. Ale w pewnym momencie, kiedy ogień dosięgnął muzyków, a ci zaczęli krzyczeć i uciekać, porzucając swój sprzęt, wyzbyto się ostatnich złudzeń. Wielka Sala się paliła.

Któraś z fontann eksplodowała, ostre, ciężkie odłamki obsypały stojących w pobliżu. Ciecz, która jeszcze przed chwilą była winem, teraz stała się krwiście czerwona i jakby gęsta. W tym chaosie nikt pewnie nawet nie zauważyłby, że urocze kolibry zniknęły, gdyby na ziemię nie zaczęły spadać ich maleńkie trupy.

Ogień rozprzestrzeniał się coraz szybciej - był zbyt duży, żeby mogły go zgasić zwykłe zaklęcia. Ułożona na posadzce trawa tylko pomagała mu przemieszczać się szybciej. Chyba jednak nie był to najlepszy pomysł wymyślających dekoracje. Paląca się trawa strasznie dymiła i po niedługim czasie większą część Sali wypełniła dusząca woń. Lepiej się spalić czy udusić? Można było jeszcze uciekać.


Każdy kto nie należy do bractwa W&S rzuca kostką!
kostki:
1 - Nawet nie zauważyłeś, kiedy ogień rozprzestrzenił się tuż obok ciebie. Podjąłeś rozpaczliwą ucieczkę, ale twoja noga zaplątała się w czymś. Nie możesz się uwolnić, a płomienie zaczynają już lizać twoją stopę. Każdy kto wylosuje tę kostkę proszony jest o zaznaczenie tego w poście i poczekanie na interwencję MG!
2 - Stoisz blisko fontanny, kiedy ta eksploduje. Duże odłamki wbijają się w twoje ramię. Lepiej pomyśl nim zaczniesz je wyciągać, bo może to spowodować poważny krwotok.
3 - Uciekając, nie zauważasz kałuży krwio-podobnej cieczy, ślizgasz się na niej i upadasz.
4 - Prosto na twoją głowę spada martwy koliber. Kiedy przyglądasz mu się bliżej odkrywasz, że to już tylko sam szkielet.
5 - Udaje ci się nie wpaść w żadne tarapaty. Możesz uciec z Wielkiej Sali, albo pomóc innym.
6 - Udaje ci się nie wpaść w żadne tarapaty. Możesz uciec z Wielkiej Sali, albo pomóc innym.

______________________

Wielka Sala - Page 38 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Utopia Blythe

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : najmłodsza Blythe, klon Psyche
Galeony : 1231
  Liczba postów : 1084
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8678-utopia-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8682-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8680-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8681-utopia-blythe
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySob Paź 17 2015, 16:56;

Zaśmiała się w myślach, patrząc na swojego partnera. Do czego doszło, że Utopia Blythe pojawiła się na szkolnym balu w towarzystwie nauczyciela? I to na dodatek swojego własnego brata! Mimo wszystko cieszyła się z tego, że spędzi nieco czasu w jego towarzystwie, zważywszy na to, że większość jej przyjaciół była po prostu nieobecna (nie tylko na balu, ale wręcz w szkole!). Zresztą opiekun Gryffindoru wcale nie był złą osobą, a plotki o tym, jaka z niego żyleta, Utopia puszczała mimo uszu. Przynajmniej uczył ich czegoś konkretnego.
Odzwyczajona od sukienek sięgających ziemi, zaczepiała się co chwila o swoją kreację. Mimo wszystko nie żałowała, że się w ten sposób ubrała. Dziwnym trafem doskonale wkomponowała się w tło Wielkiej Sali. Wszędzie czuć było perfumy ze stoiska, ludzie biegali wokół udekorowani w kwiaty, a muzykę było słychać już na schodach. Miała ogromną ochotę zdjąć buty i biegać boso po tej trawie, ale nie sądziła, by ten pomysł spodobał się jej bratu.
Znów się zaśmiała, wyobrażając sobie w głowie Archibalda biegającego i skaczącego boso, jakby nigdy nie widział trawnika, a na dodatek został rusałką. Miała nadzieję, że nie zauważył jej miny, a tym bardziej nie dowiedział się o jej myślach, bo inaczej chyba by ją tu spetryfikował i zostawił w roli posągu, zajmując się po wszystkim „radosną” konwersacją z innymi nauczycielami i absolwentami szkoły.
Gdzieś po drodze zauważyła starszego brata Echo, kierującego się w stronę wyjścia z jakąś wytatuowaną dziewczyną. Wszędzie kręcili się też ludzie z Salem. Miała wrażenie, że przewyższali liczbą Hogwartczyków, najwyraźniej pojawiając się tutaj z zaciekawienia. Coroczny bal mógł się już znudzić innym uczniom, ale dla nich wciąż pozostawał nowością. Dostrzegła też Quietusa, niosącego na rękach różowowłosą dziewoję, w której rozpoznała Neptune. Nic nie wspominała na temat pójścia z nim na bal! Szybko jednak zniknęli w tłumie, choć narobili wokół siebie hałasu, z czego Utopia nie była zbytnio zadowolona.
- Za kwieciście tu – mruknęła do Archibalda, chwytając go pod ramię i prowadząc w stronę stolika z winem. Nie wiedzieć czemu, miała ochotę się napić, ale padający nagle śnieg udaremnił jej to. – Sufit znowu się zepsuł? – spytała brata, wpatrując się w sklepienie Wielkiej Sali, ale nie było tam żadnych chmur. Skąd więc ta zawierucha? I piorun? Czyżby ktoś też uznał, że tu za kolorowo?
Sięgnęła po kieliszek i już miała upić łyk wina, gdy ktoś się z nią zderzył i wypchnął jej naczynie z ręki. Upadło na podłogę, rozbijając się z trzaskiem. Zdezorientowana Utopia zaczęła się rozglądać po sali, w której nagle pojawił się dym. Scena płonęła, ogień przenosił się na trawnik, a ludzie wrzeszczeli i uciekali przed niszczącym żywiołem. Tłum poniósł ją gdzieś, przez co Archibald zniknął jej z oczu. Próbowała przedostać się na pustszą przestrzeń, nie mając pojęcia, dokąd dokładnie wszyscy biegną. Mogła się domyślić, że do wyjścia, ale nie chciała się stąd ruszać bez brata. Blythe pewnie ją udusi, jeśli się dowie, że zdecydowała się go znaleźć. Powinna uciekać, przecież Archibald z pewnością sobie poradzi. Był dorosły. Ba, był nauczycielem. Musiał pomóc innym, a potem bez problemu się stamtąd wydostanie. Ale co, jeśli stanie mu się krzywda choćby przez nieuwagę innych? Nie potrafiła tak po prostu uciec. Poza tym nie miała pojęcia, czy płomienie nie zablokowały ucieczki komuś, kogo straty na pewno nie przeboleje. Nie wiedziała, czy Avalon i Percival przypadkiem nie przyszli na bal, czy Yishai się tu nie kręcił, bo Kapećkot przypadkiem zainteresował się kolibrami, albo czy Neptune nie utknęła gdzieś przy rozpadającej się fontannie. I szlag by trafił to, że przyszła z Cichym, ale nie mogła jej tak po prostu tutaj zostawić. I jego mimo wszystko też.

kostka: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Quietus Ettréval

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
Galeony : 428
  Liczba postów : 363
https://www.czarodzieje.org/t10007-quietus-ettreval#279078
https://www.czarodzieje.org/t10065-cichnacy-szept#280286
https://www.czarodzieje.org/t10008-cisza-przed-burza
https://www.czarodzieje.org/t10074-quietus-ettreval#280494
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySob Paź 17 2015, 18:00;

Quietus od najmłodszych lat był typem człowieka raczej paranoidalnego. Zazwyczaj dostrzegał niebezpieczeństwo w najzwyklejszych rzeczach, i z pewnością doskonale, by się sprawdził w roli ponurego wróżbity. I chociaż trwał u boku różowowłosej Neptune, stroił złośliwe miny i akuratnie zachowywał się jak rasowy dżentelmen - w końcu ofiarował jej różowe wino, zaproponował wróżenie z kwiatów oraz darmową przejażdżkę na swoim ramieniu -  to w dalszym ciągu, odczuwał dziwny supeł w żołądku. Jego chorobliwa podejrzliwość sięgnęła zenitu gdy w jednym momencie, zaczarowane niebo w Wielkiej Sali pociemniało. A atmosfera - w sekundę z przepięknej, wiosennej wizji przemieniła się w przeraźliwy koszmar. Instynktownie więc złapał różowowłosą w pasie i siłą odciągnął ją od fontanny i kwiatów, które teraz wydawały mu się bardziej zwiędłe aniżeli pięknie rosłe. Zaklął także pod nosem gdy fontanna na jego oczach przepołowiła się i większe odłamy poleciały na inną grupę osób, która nieszczęśliwie również się zebrała pod budkami - i jeszcze z większą energią, próbował przeciągnąć uparte dziewczę, w nieco bezpieczniejsze miejsce. Nie zważając na spadające z nieba, maleńkie trupy kolibrów oraz na rozprzestrzeniający się niemożliwie szybko ogień - bowiem miał w głowie jedynie jedną myśl, aby wyrzucić Neptune z Wielkiej Sali - zanim naprawdę zrobi się nieprzyjemnie i dosłownie gorąco. I prawdopodobnie, by mu się to udało.
Ściana ognia pojawiła się tuż przed nim niczym sterowana czyjąś niewidzialną ręką. Niebezpiecznie blisko niego; jakby gotowa była spalić całe jego jestestwo. A Cichy zamiast podjąć jakąkolwiek opcję ucieczki, tak stał jak sparaliżowany, wpatrując się w buzujące płomienie. Gdy zaś mentalny paraliż ulotnił się z jego umysłu niczym kamfora - z niemałym zaskoczeniem odkrył, że rzeczywiście  n i e   m ó g ł  wykonać absolutnie żadnego ruchu - a języki ognia, pomału zaczynały wspinać się po jego nogawce. Pierwszą myślą jaka go trafiła było to, że rzeczywiście spłonie. Wedle życzenia samej Utopii Blythe. Drugą zaś było niedowierzanie, że los mógł być aż tak perfidny i okrutny, że zapisał mu śmierć poprzez spopielenie jako najprawdziwszego czarownika; niczym w średniowiecznych i jakże widowiskowych podpałkach magów. Poprzez adrenalinę buzującą w jego żyłach, nawet nie czuł zbytnio bólu. Ba! Stojąc na wpoły uwięziony w ogniu, czuł się raczej niczym obserwator tego wszystkiego - aczkolwiek jakby z pewnego oddalenia. Jakby w tym uczestniczył z innej perspektywy. A nieznośne ciepło coraz bardziej wypełniało jego ciało; tak samo jak gryzący dym,który nieustępliwie dostawał się do jego płuc, tym samym wypychając z nich ostatnie drobinki powietrza. W pewnym momencie miał nawet w zamiarze użycie różdżki, i jakimś cudem zatrzymanie samozapłonu - ale po raz kolejny miał pustkę w głowie. Na szczęście, zdążył wcześniej Leighton wypchnąć poza zasięg ognia.
A przynajmniej miał taką nadzieję.

Kostka: 1 :")  palę się, palę się. :c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alan C. Payne

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 54
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9550-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9552-moj-listonosiciel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9551-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9553-alan-christopher-payne
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySob Paź 17 2015, 18:53;

-Nie wiedziałaś? - Uśmiechnął się na jej pytanie o tatuaże, choć w sumie nie miał żadnych błyskotliwych przemyśleń na ten temat. W końcu nie każdy czarodziej znał wszystkie zaklęcia... oprócz kujonów, choć z mugolskiego punktu widzenia bycie czarodziejskim kujonem było o niebo fajniejsze, niż bycie mugolskim kujonem. Znało się różne zaklęcia(ew. eliksiry), którymi można było zrobić krzywdę oprawcą, a nie jakieś wzory na usunięcie niewymierności z mianownika. Kogo obchodził mianownik bez niewymierności?
Dużo ciekawiej działo się przy samym stoisku zielarki. Czy tatuaże wyszły mu lepiej, niż Beti? Tak i nie. Fakt, zaklęcie wyszło za pierwszym razem, ale Alan miał dość nietęgą minę, gdy po podwinięciu rękawa i wyrecytowaniu zaklęcia na jego ręce zaczęły pojawiać się... storczyki. I trzeba przyznać, że dość gęsto, co nie dawało tak fajnego efektu jak... nie... właściwie same storczyki nie były wzorek, który mu pasował... w żadnej konfiguracji. Najwidoczniej sama zielarka była podobnego zdania, bo zaczęła rzucać w niego różnego rodzaju kwiatkami i wyganiać od swojego stoiska.
-Choć, może załapiemy się na jakąś wróżbę... - Tiaa, wizyta u zielarki przy fontannie nie była dla nich zbyt owocna. Wprawdzie udało im się poznać nowe zaklęcie, ale... Beti została czymś poplamiona, a Alan został wygoniony, a wzór na jego ramionach (i Merlin raczy wiedzieć gdzie jeszcze) poważnie kwestionował jego heteroseksualizm... i tak sobie szli... i szli, aż atmosfera zaczęła robić się coraz dziwniejsza. - Nasz dyrektor ma coraz dziwniejsze gusta... - Rzucił jeszcze, gdy pojawiły się pierwsze płomienie, choć szybko odwołał te słowa, gdy ludzie zaczęli krzyczeć, a fontanna eksplodowała... a nadal byli całkiem blisko tej fontanny i niemal cudem uniknęli odłamków... Alan uniknął... - Chyba powinniśmy już iść... nic ci nie jest?... - Obrócił się w stronę Elizabeth, starając się zachować spokojny ton. Nie sposób było ukryć, że lada chwila uczniowie wpadną w panikę i zaczną tratować siebie nawzajem, więc nie chciał dodatkowo stresować Krukonki... ale trzeba było się zabierać z sali.
W pewnym momencie poczuł, że coś spadło mu na głowę, a gdy zgarnął to co ręką i otworzył, zobaczył jedynie... szkielecik koliberki, przez co głośniej przełknął ślinę i złapał Beti za rękę. - Postaraj się mnie nie puszczać. - Rzucił jeszcze do dziewczyny i zaczął zmierzać w stronę drzwi... oczywiście, jeśli nie spotka ich nic po drodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31471
  Liczba postów : 73505
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8




Specjalny




Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 EmptySob Paź 17 2015, 19:09;

Ogniste języki niebezpiecznie wspinały się po nogach @Quietus Ettréval. Jeśli wierzyć wszelkim prawom natury, jego spodnie powinny być już tylko osmolonym wspomnieniem, a nogi przypiec się do czerwoności. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Ubranie wciąż pozostawało całe, chociaż krukon pewnie nawet nie zwrócił na to uwagi. Ogień - będąc gdzieś na poziomie ud  - przestał wędrować wyżej. Chłopak miał się przekonać, że to nie adreanalina sprawiała brak odczuwania bólu. Płomienie rzeczywiście były gorące (a może raczej ciepłe?) ale zdecydowanie nie parzyły, ani nie paliły żadnego materiału. Gdyby włożył w nie rękę, poczułby tylko łaskotanie i gwałtowny wzrost temperatury niczym w najgorętszej, mugolskiej saunie.

______________________

Wielka Sala - Page 38 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Wielka Sala - Page 38 QzgSDG8








Wielka Sala - Page 38 Empty


PisanieWielka Sala - Page 38 Empty Re: Wielka Sala  Wielka Sala - Page 38 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 38 z 39Strona 38 z 39 Previous  1 ... 20 ... 37, 38, 39  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Wielka Sala - Page 38 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
wielka sala
-