Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Sklep z ubraniami Gladraga

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość


avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Galeony : -16
  Liczba postów : 974
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptyPią Cze 11 2010, 22:52

First topic message reminder :


Sklep z ubraniami Gladraga

W tym eleganckim sklepie kupisz rozmaite i dobrej jakości ubrania. Właściciel ma do zaoferowania szeroki wybór szat wyjściowych, codziennych, szkolnych i roboczych. Można tu także dostać inne części garderoby, jak choćby rękawice ze smoczej skóry, czy tiary.

Dowolne nakrycie głowy
Fartuch roboczy
Okulary ochronne
Peleryna
Płaszcz
Szata codzienna
Szata szkolna
Szata robocza
Szata wyjściowa
Fartuch Madam Puddé - 30g
Zapaska kelnerska - 50g
Rękawice ochronne - 60g
Rękawice kuchenne - 60g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Lennox X. Zakrzewski

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 113
  Liczba postów : 373
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptyPon Mar 16 2020, 17:44

Zrobił to z tylko sobie znanych powodów. Nie był zwolennikiem żadnej publicznej czułości. Uważał to za afiszowanie się z tym, co powinno dziać się za zamkniętymi drzwiami. Nie rozmawiali o tym, co zaszło podczas ferii... Nie chciał nawet tego określać, jakby przylepienie temu jakieś łatki tylko to zniszczyło. Zrobił, co zrobił nie dlatego, że czuł, iż jest to im potrzebne. Było to rozproszenie. Zrobił to dla siebie, jak zawsze, przejawiał czysty egoizm.
-Zawsze jestem tajemniczy, dziewczynom podobno się to podoba.-Powiedział spokojnie, wręcz nonszalancko. Czy takie słowa naprawdę wypuściły jego usta? To było niemal przerażająco, nie poznawał tonu swojego głosu. Nie odpowiadał za to, co w tym momencie z niego wychodziło. W jego głowie wciąż szalał chaos i nawet nie wiedział, dlaczego ją zaprosił. Pojawią się niewiadome i pytania, na które nie wiedział, czy mógłby odpowiedzieć. Czy sam znał poprawne odpowiedzi? -Dlaczego miałoby być inaczej?-Spytał, uśmiechając się lekko. Był podły, myśląc, że zadowoli ją tymi ochłapami. Uśmiechami, tak fałszywymi, niepodobnymi do niego... Wszystko można było o nim powiedzieć... Jednak nie to, że kłamał.
Przez ramię spojrzał na Florę, a to, co widniało na jego ustach, była chyba jedyną autentyczną rzeczą, jaką zrobił podczas tego spotkania. Jedno szczęście nie widziała go w tym momencie, tak samo, jak pracownik tego miejsca, który dawno temu zniknął, szukając dla niego zamówienia.
-Chyba mi się nie dziwisz, wciąż jestem nienasycony.-Mruknął cicho, pochylając się nad nią lekko, aby mogła wyraźnie usłyszeć jego słowa. Tak, to wszystko mu pomagało... Mógł skupić się na czymś przyjemniejszym, na lekkiej rozmowie, która do niczego go nie zobowiązywała. Przez chwilę jej się przyglądał, podejrzewał, co zamierzała, dlatego pochylił głowę, pozwalając jej włożyć na jego głowę kapelusz. Nie lubił swojego odbicia w lustrze, a wiedział, że zaraz nadejdzie moment, w którym będzie musiał przyjrzeć się swojej osobie. W całości. -I jak?-Kapelusz to raczej nie jego bajka, co mówiły jego wykrzywione wargi. Grymas godny kilkulatka, któremu mama kazała założyć coś sztywnego i eleganckiego.
Prychnął, co w jego przypadku miało być śmiechem. Wąs jej pasował.-Niewiele się zmieniłaś.-Stanął za nią, kiedy stała przed lustrem. Nie widział siebie, dlatego wolał przyjrzeć się jej postaci. Uśmiechał się, chociaż wcale nie czuł tego uśmiechu. Kiedy pracownik go zawołał, odwrócił głowę, nie wiedział, co mogła zobaczyć wtedy w odbiciu. Czy widziała spięcie jego szczęki? Czy podejrzewała, jak mocno mógł zaciskać zęby, aby nie zacząć krzyczeć? Przyjrzał się temu, co zostało przyniesione. Trzy kreacje, które wyglądałyby niemal identycznie, gdyby nie kolor i fason, który zmienił się niemal niewidocznie. Chwycił pierwszy z brzegu, chowając się za kotarami. Magia. Mógł się przebrać za pomocą magii, jednak wolał przejść te tortury powoli... Boleśnie i znacząco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 441
  Liczba postów : 243
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptyPon Mar 16 2020, 20:27

Florze ciężko było określić własną opinię na temat, na który nigdy nie dotyczył jej bezpośrednio. Niewinne trzymanie się za rękę nie wydawało się jednak tak złe, jak obściskiwanie się na środku korytarza i wsadzania sobie dłoni w spodnie, co większość par robiła. Dyplomatycznie odwracała głowę, udając, że nie widzi. Ceniła sobie prywatność, lubiła sama przeżywać ważne chwile, a nie dzielić się nimi z tysiącem uczniów. Chociaż obydwoje wiedzieli, co się stało — żadne nie mówiło o tym głośno.
Uniosła nieco brwi na jego słowa w zaskoczeniu, nie spodziewając się tej nuty nonszalancji i kokieterii. Zachowywał się zupełnie tak, jakby nie był sobą. Uśmiechnęła się trochę nieśmiało i trochę zaniepokojona, kiwając głową. - Tak, podobno tak..
Wzruszyła ramionami na jego słowa, przyglądając mu się podejrzliwie i mimowolnie mocniej ściskając palce na jego dłoni, aby zaraz odwrócił spojrzenie gdzieś na bok. Skoro tak mówił, nie pozostało jej nic innego, jak spróbować w to uwierzyć. Poruszyła głową, próbując pozbyć się kosmyka włosów, który usilnie próbował przykleić się jej do ust, czując zapach nowych ubrań i drewna.
Przymierzała kapelusze, nie chcąc przeszkadzać w sprawunkach, potrafiąc zająć się sobą. Może powinna jakiś kupić? Prychnęła pod nosem rozbawiona, stając na palcach, aby najnowszy model z wiosennego sezonu wrócił na manekina i odwróciła się przodem do ślizgona, który akurat podszedł. Jego słowa poza wywołaniem delikatnej, wewnętrznej paniki — sprowokowały też rumieniec. Przymknęła oczy, gdy się pochylił, czując na skórze gorący szept oddechu i nie mogąc się właściwie na niczym innym skupić, nawet nie odpowiedziała, nie mogąc przypomnieć sobie tego, o co pytał. Uciekła w kapelusze, nakładając im te same modele w różnych kolorach i uśmiechnęła się zadowolona, opierając dłoń na biodrze, a drugą dłonią unosząc rondo kapelusza, aby się mu lepiej przyznać. - Wyglądasz jak gangster!
Zdecydowała w końcu, kiwając głową i podeszła do lustra, aby przyjrzeć się sobie. Cóż, żaden z niej bandyta, mając raptem półtorej metra. Zrobiła więc wąs z kosmyka włosów, odchylając głowę do tyłu po usłyszanym komentarzu i patrząc na niego z uniesioną brwią. - Nie? A myślałam, że z wąsem jestem fajniejsza.
Wzruszyła ramionami, puszczając kosmyk i podmuchem ciepłego powietrza spomiędzy warg, zmusiła go do odsunięcia się od ust. Spoglądała na swoje odbicie, a właściwie skupiała błękitne, wciąż zaniepokojone spojrzenie na malującym się za nią chłopaku. Wcale nie chciał chyba się uśmiechać, chociaż nie wiedząc dlaczego — próbował. Jaki był sens, kiedy nie był sobą? Zacisnęła usta, ledwo dostrzegając nerwowy zacisk mięśni na szczęce, tę dziwną iskrę w spojrzeniu. Zsunęła z głowy kapelusz, zaciskając na nim palce i odniosła go na miejsce, podczas gdy on poszedł się przebierać. Aż trzy zestawy? Planował zmianę garderoby? Westchnęła cicho, grzecznie stając obok przymierzalni i krzyżując ręce pod biustem, posłała sprzedawcy krótkie spojrzenie, kręcąc głową, że niczego nie potrzebuje. Mogłaby dla samej zabawy po przymierzać te wszystkie sukienki, jednak nie miała już ochoty. Coś nie dawało jej spokoju, jakieś wewnętrzne zmartwienie. - Wybierasz się na bankiet czy to bardziej na co dzień?
Zapytała z ciekawością nieco głośniej, aby przebierający się ślizgon mógł usłyszeć. Na szczęście, do sklepu weszła jakaś matka z córką i sprzedawca zajął się nimi. Nie czuła nawet, jak jej palce zaciskają się na ramionach, tonąc w materiale płaszcza. Ile to lat minęło, odkąd jej matka umarła? Aż wstyd jej było, że czasem zapominała — na ułamek sekundy, ale wciąż — że w ich życiu był ktoś poza ojcem i bratem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 113
  Liczba postów : 373
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptyWto Mar 17 2020, 10:10

On wrzucał to wszystko do jednego worka, chociaż nigdy specjalnie się nad tym nie zastanawiał. Wszystkie co kiedykolwiek miało dla niego znaczenie, robił za zamkniętymi drzwiami. Nauczył się, że uzewnętrznianie swoich najskrytszych pragnień i boleści, do niczego dobrego mu się nie przysłuży. Tak więc też czynił. Chował to głęboko, aby w przyszłości samemu stoczyć odpowiednie bitwy.
Czuł jej mocniejszy ścisk, może nie było tego po nim widać, aby zauważył go już w momencie, w którym tutaj wchodzili. Czyżby zorientowała się, jak komiczna była ta sytuacja? Czy zrozumiała, że cała jego dzisiejsza postawa to jakaś jedna farsa? A może naprawdę dostrzegła tę niewiadomą, wypisaną gdzieś na jego twarzy, bo on za cholerę nie wiedział, co tutaj jeszcze robił. Kilka miesięcy temu zaszył się w swoim domu i chlał na umór, tylko dlatego, że dostał jedną wiadomość, jeden list, który tak naprawdę niczym go nie zszokował, bo wszystko to, co było tam zawarte, wiedział od dawien dawna... Oprócz kilka słów, które dosłownie przyrównały go do ziemi. Długo się po tym zbierał, fakt jest taki, że nigdy faktycznie się nie pozbierał z tego, co miało miejsce podczas wakacji.
A teraz? Cały uśmiechnięty przymierza kreację, które zostały dla niego wybrane. Wiedział, że wybrała je osoba, która bardzo dokładnie im wszystkim się przyjrzała, z pieczołowitością wybierała coś, czego znienawidzi przy pierwszym spojrzeniu.
-Wyglądam idiotycznie.-Uśmiechnął się szerzej, bo faktycznie tak się czuł. Ten kolor zdecydowanie nie pasował ani do jego karnacji, ani do włosów, z którymi powinien za niedługo coś zrobić.-Najpierw go zdepiluj i wtedy pogadamy.-Oczywiste jest to, że nawet gdyby go miała, nie zauważyłby tego... Nawet jeżeli jego wzrok cały czas zatrzymywał się na jej ustach. Tak jak w tym momencie, co oczywiście musiała zauważyć. Taki też był jego cel.
-Jeszcze nie wiem, czy w ogóle się wybieram. Zostałem zaproszony, chociaż jest to łagodnie ujęte w moim mniemaniu.-Pierwsze co wpadło w jego ręce, wyglądało jak smoking. I nie byłby najgorszy, gdyby nie jego kolor przypominający fioletowe wymiociny i pokręcone wzory, które wiły się przez całą jego długość, na spodniach również. Przyjrzał się swojemu odbiciu i niemal z zadowoleniem stwierdził, że gdyby został tam na tyle długo, to zapewne wisiałoby w jego szafie.-Czy naprawdę muszę Ci się pokazywać? Jest za małe.-Leżało idealnie, chociaż nie wiedział jakim cudem. Jego matka nie widziała go od dobrych pięciu lat, nie mogła wiedzieć, jaki rozmiar teraz nosił, sam nie wiedział, a co dopiero ona. Ktoś, kto porzucił jego wychowywanie, kiedy miał osiem lat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 441
  Liczba postów : 243
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptyWto Mar 17 2020, 23:21

Byli tak skrajnie różni, a jednak potrafili się w jakiś sposób — mniejszy lub większy, dogadać. W tej kwestii myśleli jednak z pewnym podobieństwem, tylko że ona nie miała problemu z uzewnętrznieniem pragnień — po prostu nie miała ku temu okazji. Szczerze kochała wszystkie swoje momenty ze Skylerem i nie wyobrażała, aby dodatkowa osoba w tym uczestniczyła.
Nie zastanawiała się, czy sytuacja była komiczna, czy nie komiczna, po prostu czuła, że coś jest nie tak. Nie zachowywał się tak, jak zwykle. Był inny, udawał wyluzowane i szczęśliwego, podczas gdy do całkiem innego obrazu Lennoxa była przyzwyczajona. Cynicznego, chłodnego, ironicznego. Takiego, który był perfekcyjny we wbijaniu małych szpilek i nie chciał nikogo do siebie dopuścić, a nie uśmiechał się i próbował udawać kogoś, kim nie jest. Z drugiej jednak strony, ciągle powtarzał, że nic o nim nie wiedziała -więc skąd mogła wiedzieć, które oblicze jest tym prawdziwym? Może wydarzyło się coś dobrego, a ona niepotrzebnie kombinowała? Westchnęła cicho, zaciskając usta. Nie miała prawa oczekiwać czegokolwiek, mogła tylko mu pomóc, skoro w ten pokrętny sposób chciał jej towarzystwa. Uniosła brwi na jego komentarz, nie mogąc powstrzymać rozbawienia — chociaż przez chwilę zabrzmiał, jak on sam. Rozpięła płaszcz, zsuwając go z ramion i przewieszając na dłoniach, aby zaraz przytulić go do siebie i wydać z siebie głośne westchnięcie, odchylić głowę do tyłu, aby oprzeć ją wygodnie o drewnianą deskę i obserwować kątem oka matkę z córką wybierające sukienki na chyba wiosenny bal.
- Nie zdepiluję, zapuszczam brodę, żebyś nie wyglądał idiotyczne w samotności. - odparła nieco pewniej niż zwykle, bo nie czując na sobie przenikliwych spojrzeń Lennoxa, prościej było zebrać myśli — te adekwatne do sytuacji. Brzmienie kolejnych słów sprawiło, że zmarszczyła brwi w niepewności, odwracając głowę w stronę kotary. Co miało znaczyć, że łagodnie w jego mniemaniu?
- To chyba dobrze, że Cię zaprosili. To znaczy, że Cię tam chcą. Może warto spróbować przyjść? - zaproponowała całkiem nieświadoma tego, o co mogło chodzić, bo wcale nie brzmiało tragicznie niczym pogrzeb. - Nie musisz, jeśli się źle z tym czujesz i jeśli faktycznie jest zbyt małe. Podać Ci następne? Chociaż wiesz, ten fiolet to taki ciekawy, bakłażanowy odcień.
Odparła jeszcze, robiąc kilka kroków w przód i odkładając płaszcz na miękką kanapę naprzeciw przymierzalni, złapała za kolejną z trzech paczek, które miał, zaciskając na niej dłonie. Coś jej nie dawało spokoju, nie mogła zebrać myśli. Błękitne ślepia zastygły gdzieś w przestrzeni, gdy wróciła do opierania się o belkę od przymierzalni, swoim gwałtownym ruchem kołysząc zasłoną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 113
  Liczba postów : 373
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptySro Mar 18 2020, 14:31

Nie o to chodziło. To zapewne różna interpretacja lub zwykłe nieporozumienie. Jak sama dobrze wiedziała, on również nie miał problemu w uzewnętrznianiu swoich pragnień. Co innego, kiedy wokół jest pełno ludzi, widownie zostawił dawno za sobą.
Nic dziwnego, że nie wiedziała, co tu się odbywało. Pomimo zachowanego spokoju i ogólnej nonszalancji, naprawdę wiele się w tym momencie działo. Był gdzieś pomiędzy szaleństwem, a dosłownym obłędem. Nie pogodził się z tym, co miało miejsce kilka lat temu, kiedy był gówniarzem, a co dopiero na tle kilku tygodni czy miesięcy. Radził sobie najlepiej, jak potrafił, jeżeli wiązało się to z uśmieszkami, żartami i wprowadzeniem ludzkiej atmosfery... Niech i tak będzie.
Odsunął niespodziewanie kotarę, nie mógł powstrzymać swoich ruchów, chociaż obiecał sobie jeszcze przed tym spotkaniem, że nie wyjawi jej prawdziwego powodu wizyty w tym miejscu. Jednak o dziwo, jakaś część jego osoby wyrywała się do mównicy, chciała jej wszystko powiedzieć, tak, aby zrozumiała. Nie wiedział po co, po co miałaby cokolwiek z tego rozumieć?
-Chcą mnie tam?-Uniósł wysoko brwi, skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej i przyglądał jej się. Jego porywczość chyba pierwszy raz mu się nie przysłuży.-Moja matka robi to na pokaz. Gdyby nie oficjalne papiery, że ma jeszcze jednego syna, nie zostałbym zaproszony. Jednak ludzie wiedzą, że istnieje. A jeżeli wiedzą, ona musi się przy mnie pokazać.-Powiedział przez zaciśnięte zęby. Nie dość, że wyszedł w tym dziwacznym stroju z przymierzalni, to jeszcze powiedział za dużo. Westchnął głośno, a później wypuścił wolno powietrze. Chciał się uspokoić, nie chciał, aby jedyne co o nim zapamięta, to wieczny wkurw na twarzy. Podniósł głowę i spojrzał na nią. I nagle, coś w niego strzeliło.-Jeżeli ze mną pójdziesz, sama się przekonasz.-Powiedział, tym razem spokojnie, oddychając równo... I wyglądając, całkiem normalnie. Czy faktycznie tak było? To chyba jedyny dobry pomysł, na jaki wpadł od bardzo dawna. Zapewne nigdy nie zdoła jej niczego wytłumaczyć, słowa nigdy nie leżały po jego stronie, ale jeżeli jej pokaże? Szalony i genialny pomysł Lennox.
-Poproszę kolejny.-Powiedział i wyciągnął rękę w jej stronę, po drugi pakunek, który nie będzie zapewne lepszy od poprzedniego. Jego matka miała specyficzny gust, zbyt kiczowaty i krzyczący jak na jego preferencje. Pamiętał doskonale co ubierała na te wszystkie swoje bankiety, wyjścia i imprezy, które czasem wyprawiała u nich w domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 441
  Liczba postów : 243
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptySro Mar 18 2020, 21:08

Nie był sobą i to jej wystarczyło, aby się zaniepokoić. Jej empatia i chęć pomocy innym była tak szeroko rozwinięta w głowie, że nie mogła już myśleć o niczym innym. Zadawała sobie pytania, analizowała, szukała wskazówek. Śmieszne jednak, że lepiej znała smak jego ust, niż miała o nim informacji. Ograniczał je strasznie, trzymał ich relację w ryzach i nie rozmawiali o niczym wiążącym, stąd Flora miała problem. W jego oczach jedyne co było, to odrobina, maleńka iskierka tego, że coś się działo. A tak? Tak udawał, uśmiechał się, żartował, kokietował ją. Teoretycznie jak zwykle, a w praktyce było to zupełnie coś innego.
Podskoczyła w miejscu, gdy kotara rozsunęła się gwałtownie i odwróciła się w jego stronę, o mało nie upuszczając trzymanej paczki. Zbyt odpłynęła, a dodatkowo zagapiła się na te czułe uśmiechy klientek nieopodal, myślami wracając jednak do Hiszpanii. Przesunęła po nim spojrzeniem, wypuszczając cicho powietrze i mimowolnie tuląc do siebie kolejny frak do mierzenia. Fioletowy, wzorzysty materiał leżał na nim idealnie — jakby był szyty na miarę. Przyjemnie kontrastował z jego włosami, odbijał kolor oczu.
- A nie chcą? Wcale nie jest mały. Dlaczego mnie kłamiesz? - odparła pytaniem na pytanie, również unosząc brew i na chwilę wchodząc z nim w kontakt wzrokowy. Zaraz jednak uciekła wzrokiem na kieszonkę na marynarce. Postawa obronna, którą przyjął, sprawiła, że zrobiła pół kroku w tył, nie wiedząc, czego się spodziewać. Słuchała go w milczeniu. - To na pewno nie tak, to Twoja mama..
Rzuciła cicho, nie dowierzając w tak brutalne oskarżenia pod kierunkiem jego rodzicielki. Ogólnie rzecz biorąc, już dawno zauważyła olbrzymie różnice u Brytyjskich rodzin od tych Hiszpańskich rodów, które tak dobrze znała. Podejście i obyczaje były skrajnie różne, bo w jej kraju najważniejsze były miłość i rodzina. Majątki czy krew schodziły na drugi plan. Pamiętała swoją mamę, chociaż coraz słabiej i nigdy w życiu nie pomyślałaby, nie widziała — aby cokolwiek było ważniejszego od jej dzieci.
- Perdón si qué? - wyrwało się jej mimowolnie, nawet nie zauważyła, że wróciła do swojego języka, w którym brzmiała całkiem inaczej niż z tym swoim śmiesznym angielskim pełnym hiszpańskiego akcentu. Zamrugała zaskoczona, wlepiając w niego oczy i rozszerzając usta. Czy on ją zapraszał na przyjęcie do swojej rodziny? Ona nie miała pojęcia o ich wydarzeniach towarzyskich, fiesty w jej mieście i bale wyglądały inaczej. Nie było kija w tyłku, noszono luźne koszule i seksowne sukienki, długie spódnice. We włosach były kwiaty, a nie perłowe spinki. A co, jeśli go skompromituje? Poprosił ją o coś tak ważnego, istotnego.. Paraliżowało ją to, że mogła mu tylko zaszkodzić. Nie dodał jednak, że żartuje, na co poniekąd czekała. Odwróciła wzrok, zakrywając odrobinę twarz paczką z frakiem, w który wbijała palce. Przecież ona nawet na te bale szkolne tutaj nie chodziła! - Jak.. Jak to sama? Ja nie umiem w arystokrację i wystawne przyjęcia, Lennox, na Merlina. Zaskoczyłeś mnie. A jeśli coś zrobię nie tak?
Odpowiedziała cicho, odrobinę się jąkając na początku, a jej policzki znów nabrały różowego koloru. Przygryzła dolną wargę, bez słowa podając mu paczkę i odprowadzając go wzrokiem do przymierzalni, westchnęła. Gdy zakrył kotarą wnękę, kucnęła i zakryła twarz w dłoniach a, czując, jak szybko wali jej serce. Cholera. Nie mogła mu odmówić. Nie mogła go zostawić samego. Przetarła oczy, wstając i gadając pod nosem chyba hiszpańską modlitwę, podeszła do wieszaków i zgarnęła dwie czy trzy sukienki o najmniejszym rozmiarze, zabierając też klasyczne czarne szpilki z półki i weszła do przymierzalni obok. Odwiesiła wybrane na oślep stroje, przyglądając im się krytycznie.
- To jest zły pomysł. - szepnęła pod nosem, łapiąc za kraniec swetra i zsuwając go z siebie. Nie zajęło jej długo wciągnięcie sukienki. Najskromniejszej, bo do wiszącej obok czarnej z motywem wielkich kwiatów nie mogła się przełamać. Była taka.. Rzucająca się w oczy, rozkloszowana i nijak mogła sobie wyobrazić siebie — skrzata — w tym kroju. A jednak ją złapała, bo może takie noszą w Anglii? Bordowy materiał przylegał do ciała, podkreślając jego atuty, o których zapomniała — zwykle je zakrywa. Zacisnęła usta, unosząc dłoń i próbując zapiąć suwak, aby wywrócić oczyma po kilku próbach niepowodzeń. Wsunęła szpilki, sięgając do gumki na szczycie głowy i zsunęła ją, pozwalając, by brązowe kaskady włosów rozsypały się w chaosie dookoła. Przeczesała je rękoma, zgarniając na bok — były takie długie, powinna je obciąć. - Lennox? Możesz mi pomóc?
Zapytała głośniej, podchodząc do swojej kurtyny i wyglądając tak, aby niczego poza jej głową nie była widać, bo dekolty wciąż ją onieśmielały. Nawet, jak widział ją w kostiumie. - Nie mogę zapiąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 113
  Liczba postów : 373
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptyCzw Mar 19 2020, 15:57

Pytania nie zawsze prowadzą do prostych odpowiedzi, mogą nawet wywołać jeszcze więcej niewiadomych. Prawda nie zawsze jest przyjemna, czasem lepiej jest zostawić rzeczy takimi, jakimi są. Trudno jest wyciągnąć z niego informacje, nawet te najdrobniejsze czy mało istotne. Tanie próby podejścia go spalają się już na samym początku, a tylko wyjątkowo cierpliwi lub nieświadomi wydobywają z niego fakty.
On zaczął, w sumie to prosił się o, to kiedy ją tu zaprosił. Nie jej winą było, że temat zszedł na te nieprzyjemne tory... Na jej nieszczęście, właśnie takimi torami prowadzi droga jego życia, nieważne jak kiczowato to zabrzmiało. Wciągnął ją w to, niekoniecznie pytając się, czy tego chciała, chociaż czy nie wyraziła niemej zgody, kiedy się zgodziła?-Nie będę zaczynał od zdania, w którym Cię besztam... Ale czy masz prawo mówić " to na pewno nie tak", skoro jej nie znasz? Skoro nie masz żadnej pewności?-Uniósł wysoko brwi, jednak nie w złości, a dlatego, aby zaznaczyć pewne nieścisłości.-Moja matka jest prostytutką, która bierze ślub po raz siódmy, tylko po to, aby móc uczęszczać na większą ilość przyjęć i znaleźć sobie nowego męża.-Powiedział, nawet na nią nie patrząc. Ta kobieta nie była jego matką, nie posiadał żadnego wzoru, do którego mógłby porównywać inne matki. Gdyby nie rodzeństwo, które miał oraz Jo, który był dla niego jedynym obrazem ojca, już dawno by się zatracił. Nie chciał jej jednak tego mówić, nie tutaj, nie dzisiaj, nie wiedział, czy kiedykolwiek to z niego wyjdzie. Wiedział, że to i tak niczego nie zmieni, on nie pogodzi się z tym bardziej, niż jest do tej pory. W jego przypadku rozmowa nic nie wnosiła.
-Mów po angielsku.-Mruknął, bo nie zrozumiał tego, co wydobyło się z jej ust. Mógł jedynie przypuszczać, że jest to dosyć zszokowana reakcja na to, co jej przed chwilą zaproponował. Owszem, był to szalony pomysł i nigdy nie wpadłby na to, gdyby tutaj z nim nie przyszła. Mogli załatwić dwie pieczenie na jednym ogniu, jego tragiczny strój na uroczystość oraz wybór stroju dla jego partnerki. Ta uroczystość sama w sobie nic dla niego nie znaczyła, wiedział jednak, że to jedyny moment, w którym mógłby ponownie zobaczyć rodzeństwo. Porozmawiać z Olie, która zapadła się pod ziemię, zapewne za namową ich matki. Nie rozumiał tego, co tam się działo, a jedynym rozwiązaniem było zaakceptowanie zaproszenia. Potrzebował jej tam, a może to inni potrzebowali jej, aby ich odgrodzić od niego.
-Nie jestem arystokracją, a oni tylko chcą za takich uchodzić. Jak zrobisz coś nie tak? Idziesz z synem marnotrawnym, kimś, kogo wydziedziczono i dosłownie wyrzucono z domu na chodnik. Myślę, że świetnie sobie poradzisz.-Zaśmiał się krótko, kompletnie ignorując jej wątpliwości. I zasłonił kotarę, kiedy dostał już, czego chciał.
Pospiesznie się przebrał, nawet nie przyglądając się temu, co zostało włożone do środka. Kiedy narzucił na siebie marynarkę, wiedział już, co na siebie włożył. Zamarł z dłońmi przy mankietach. W pierwszym momencie nie wiedział, co powinien teraz zrobić. Chciał zedrzeć z siebie materiał, który tak miękko się na nim ułożył. W uszach słyszał szum, chociaż były to raczej wspomnienia dźwięków, którym towarzyszył ten czarny frak. Ponownie miał dziesięć lat. Czuł pod palcami to przyjemne pulsowanie, a żołądek podchodził mu do gardła z nerwów. Mógłby klasnąć i pogratulować matce wyboru, doskonale wiedział, dlaczego wybrała akurat to. Potrafiła napluć człowiekowi w twarz z taką gracją i finezją, że chętnie by jej pogratulował.
Oparł głowę o lustro, oddychając ciężko. Nie wiedział, ile czasu tam siedział, jak długo unikał odbicia przed nim. Z zamyślenia wyrwał go głos Flory, za którym podążył. Czuł się obnażony, chociaż nikt nie mógłby wiedzieć dlaczego. Szedł jak za sznurkiem, jak automat, który wie, dokąd powinien zmierzać. Nie rejestrował faktów, wciąż przyzwyczajając się do ciężkości materiału. Odchylił delikatnie kotarę i wsunął się do środka, aby nikt przypadkiem jej nie zobaczył. Zapiął zamek, ponownie, nie rejestrując tego, co robił. Dopiero kiedy spojrzał na swoje dłonie, które wciąż dotykały zamka i jej skóry jednocześnie, podniósł głowę. Zobaczył ją w odbiciu, jak wpatruje się w jego osobę. -Mamy zwycięzców.-Powiedział przez zaciśnięte gardło. Chyba nie musiał mówić, jak w jego oczach się prezentowała... Oczywiście, że często wracał do ferii i tego, jak wtedy się prezentowała. Chociaż gdyby miał być całkowicie szczery, kompletnie nie zwracał wtedy uwagi na to, co na sobie miała. Uśmiechnął się szerzej, zapominając o tym, co działo się przed chwilą w przymierzalni. O tym, że był gotów uderzać pięściami w lustro, aż żaden kawałek szkła nie będzie mógł pokazać mu swojego odbicia. -Teraz zdecydowanie musisz ze mną pójść.-Dodał cicho.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 441
  Liczba postów : 243
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptyPią Mar 20 2020, 03:05

Nie wiedziała, czy bardziej zdziwiona była jego spokojem, czy wręcz deklaracją tego, że nie będzie jej beształ, do czego poniekąd ją przyzwyczaił. Zawsze otwarcie się z nią nie zgadzał, cała jego buzia pokazywała dezaprobatę i spojrzenie zmieniało się w dwa lodowe sopelki, które tylko szukały odpowiedniego miejsca, aby się przebić i uderzyć w odpowiednie miejsce. Lennox był strasznym człowiekiem — taka była jej pierwsza myśl, która z czasem jednak ewoluowała. Wciąż pamiętała ten łagodny dotyk, uległość, poniekąd ciepło. Źli ludzie nie cieszyli się tak z dyniowych pasztecików. Na słowa o matce jej buzia przybrała jednak przygaszony wyraz, a spojrzenie uciekło gdzieś w bok. Naprawdę nie potrafiła postawić się w jego sytuacji. Nie była świadoma, jak wielki ból i rozczarowanie musiało się w nim kłębić, wyżerać rany. Jej mama była kompletnie inną osobą od obrazu, który Zakrzewski jej przedstawiał. Dlatego był taki zamknięty i nieufny? Niektórych emocji i zachowań mogła nauczyć tylko mama. Flora jednak nie zamierzała mówić tego na głos.
- Nie mam prawa, przepraszam.. - zgodziła się cicho, przygryzając wargę i unosząc dłoń, aby przesunąć palcami po płatku swojego ucha i zaczepić nimi o chłodny kolczyk. Nie umiała mu nic mądrego powiedzieć, zdając sobie sprawy, że tak naprawdę niczego nie wie. Jak śmiała w ogóle sugerować mu, że było inaczej bez całej historii. Nie była też w stanie powiedzieć mu, że jej przykro, bo wiedziała, że nie to chciał usłyszeć. A potem wpadł na ten niedorzeczny pomysł, wywołując u niej szok na tyle duży, że zapomniała, jak się mówi po angielsku. Posłała mu przepraszające spojrzenie, wzruszając ramionami i przez chwilę naprawdę zastanawiając się, jak brzmiało to, co chciała przekazać w zrozumiałym dla ich dwójki języku. Widziała, że to dla niego ważne. Zmarszczyła brwi, nieśmiało wysuwając dłoń i przecierając kciukiem po boku jego dłoni, pokręciła przecząco głową. Kompletnie się jej nie podobało, to co mówił i się z tym nie zgadzała. - Myślę, że jesteś lepszym człowiekiem niż oni, tak naprawdę. Dobrze, pójdziemy.
Zniknął za kotarą, a ona odetchnęła, zbierając się do kupy i dyskutując ze sobą dość chaotycznie, po hiszpańsku wewnątrz własnej głowy. Złapała za sukienki, znikając w przymierzalni obok. Bordowa sukienka była najskromniejszą, a jednocześnie wyglądała na niej chyba najbardziej wyzywająco, gdy tylko zobaczyła swoje odbicie. Talia rysowała się pod materiałem, głęboki dekolt odkrywał górną część skóry na piersiach. Krępujące. Przesunęła po swoim odbiciu spojrzeniem, nie bardzo przyzwyczajona do tego typu kreacji. Rozpuściła włosy chyba po to, aby nieco się zakryć i zawołała go, mając zbyt krótkie ręce albo zbyt grube biodra, aby dosięgnąć suwaka ciągnącego się przez całe plecy. Rozmiar był akurat i tylko dlatego nie musiała trzymać aż tak mocno sukienki, żeby z niej nie spadła. Z obcasami perspektywa widoku nieco się zmieniła. Szybko przyszedł, spełniając jej prośbę, na co odetchnęła i dłońmi wygładziła materiał, układając go lepiej. Podniosła wzrok na lustro, gdy stał tak w bezruchu i przesunęła spojrzeniem po jego odbiciu, rozchylając delikatnie wargi i rumieniąc się delikatnie. Nie wyglądał zupełnie, jak łobuz, do którego była przyzwyczajona. Przełknęła ślinę na jego słowa, nie potrafiąc jednak uciec spojrzeniem. Przysłoniła dekolt włosami, pozwalając im opaść niesfornie po ramieniu w dół i cofnęła się, aby stanąć obok niego i przyglądać się temu nieprawdopodobnemu obrazowi. - Jak wezmę sweterek albo jakieś bolerko.. Może zaplotę warkocz na przód? To taka odważna sukienka. Gdy mamy zabawę w Hiszpanii, to wygląda całkiem inaczej.
Rzuciła niepewnie, odwracając głowę w jego stronę i patrząc na niego, przesunęła spojrzeniem po jego sylwetce. Dzięki obcasom nie dzieliło ich aż tyle. Wyglądał przystojnie, całkiem inaczej niż podczas ferii. To był inny, nowy obraz ślizgona. Uniosła dłonie, poprawiając mu kołnierzyk od koszuli, byle tylko skupić na czymś myśli i wzrok. - Mhm, chyba muszę. Jesteś strasznie blady. Wszystko dobrze?
Zapytała ciszej, niż chciała z troską w głosie, cofając jedną dłoń od materiału koszuli i unosząc ją wyżej, aby dotknąć jego czoła i policzka, sprawdzając, czy aby na pewno nie ma gorączki lub dobrze się czuje, bo całe to jego zachowanie, wciąż było niepokojące i żaden garnitur nie mógł tego zmienić. Spojrzała mu wyjątkowo w oczy, zdając sobie sprawę, że kolejne słowa mogą wywołać u niego złość, jednak nic sobie z tego nie robiła, bo obiecała przecież, że zawsze będzie z nim szczera. Zacisnęła usta, stając przodem do niego i tyłem do lustra, aby delikatnie objąć go w talii. Miała wrażenie, że tego potrzebował, chociaż wiedziała też, że jak zwykle, mogła źle to wszystko odbierać. Bo co więcej mogła zrobić? - Wiesz, jeśli nie chcesz tam iść, to możemy iść gdzie indziej. Nie musisz tak się męczyć, poświęcać - po co robić coś wbrew sobie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Christopher O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Blizna u dołu brzucha oraz niewielka blizna na ręce
Galeony : 591
  Liczba postów : 245
https://www.czarodzieje.org/t18076-christopher-o-connor#514253
https://www.czarodzieje.org/t18089-chris
https://www.czarodzieje.org/t18088-poczta-chrisa#514438
https://www.czarodzieje.org/t18079-christopher-o-connor#514252
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptyPon Mar 23 2020, 09:28





Szanowni Państwo,

chciałbym złożyć zamówienie na dwie pary rękawic ochronnych przygotowanych dla zielarzy. Zamówione przedmioty proszę przesłać na adres wskazany poniżej. W sakiewce znajduje się odliczona należność.
Z poważaniem,
Christopher O'Connor
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 113
  Liczba postów : 373
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptySro Mar 25 2020, 10:39

A jednak, w jakiś sposób ją zbeształ, chociaż wcześniej mówił, iż nie chciał tego robić. Był to zbyt wyczerpujący temat, kiedyś było całkowicie na odwrót... Jedynie bardziej go pobudzał, sprawiał, że potrafił wytrzymać całe godziny, nowa energia, nowy obłęd kryjący się za kurtyną jasnych włosów. Tak, kiedyś ta energia, złość i Merlin jeden wie co jeszcze, napędzały go do samo destrukcji. Teraz? Oj, wciąż głębiły się w nim niezmożone pokłady nienawiści i wzgardy, tym razem jednak nie chciał tracić na to czasu, ani energii. Czy to dlatego się zgodził? Oczywiście, że nie. Jeszcze by kto pomyślał, że dojrzał, że poszedł naprzód. Nic z tych rzeczy. Zakrzewski cały czas będzie stał w miejscu, o ile sam nie pozwoli sobie na krok do przodu.
Rozmowy o jego matce to temat tabu. Kiedy ostatni raz to zrobił, całkowicie zniszczył swoje relacje z dwoma osobami naraz. Jego siostry nie powielały jego zdania, a przecież nie o to mu wtedy chodziło... Cały czas rozprawiało się o tym, że nie mogły go zrozumieć, chociaż Olie powinna. Była w tej samej sytuacji, w tym samym momencie ich życia musiała dojrzeć. Sęk w tym, że Lennox nie potrzebował zrozumienia, pomocy, czy jakiegoś współczucia. On zwyczajnie chciał zdjąć klapki z oczu ludzi, którzy nie widzieli. Rozumiał, jeżeli ślepe były dzieci, kompletnie nieświadome, takie, które widziały zupełnie inne oblicze, jednak dwie dorosłe baby? Tak, wtedy wiele się wydarzyło. I nikt nie może mu zarzucić, że nigdy nie próbował.
Wiedziała, że widział to samo? Nawet jeżeli chciała ukryć się za włosami. To w niczym nie pomagało. Sukienka kończyła się w odpowiednim momencie, pokazując tyle, ile powinna, a jednocześnie otwierając furtkę przed innymi możliwościami i wyobrażeniami. Uśmiechnął się do siebie, do własnych myśli, do tego, jak swobodnie było mu oddychać w tym fraku, kiedy nie musiał skupić na sobie spojrzenia. Nie miał problemu patrzeć w lustro, kiedy wzrok wodził po jej ciele, bo materiale, który przylegał do niej jak druga skóra. Nawet nie zorientował się, że była wyższa niż zawsze. Chociaż pochylanie mu nie przeszkadzał, teraz mógł całkowicie się wyprostować, co kompletnie zmieniło jego wizerunek. Pokręcił głową w milczeniu i odwrócił się do niej bokiem, o wiele łatwiej byłoby mu zrobić to, co chciał, kiedy stała przed nim, jednak jak mus to mus.-Kiedyś mi pokażesz... A teraz...-Podniósł ręce i odgarnął jej włosy za plecy, aby mogła zobaczyć się w lustrze. Tak wyglądała o wiele lepiej, teraz sukienka ukazywała cały swój potencjał. Uśmiechnął się leniwie, prawie niezauważalnie.-Tak jest o wiele lepiej.-Powiedział cicho.-Nie pozwolę Ci ubrać do tego sweterka... Zniszczyłabyś tylko kreację. Zostaw to mi, ja coś znajdę.-Dodał, kiwając dla potwierdzenia głową. Niech to będzie jego wkład i wdzięczność za to, że się zgodziła. Bo się zgodziła, prawda? Nie odczytywał znaków, czy przymierzenie sukienki na potencjalne wydarzenie się liczy jako zgoda?
Kiedy poprawiała mu kołnierz, zaczął się zastanawiać, czy faktycznie jest to dobry pomysł. Nie chodziło o zabranie jej ze sobą, a o całą tą farsę. Nie robił tego dla siebie, gdyby tak było, zapewne podarłby zaproszenie i odesłał coś równie nieprzyjemnego. Jednak tu chodziło o coś większego niż on i blizny, które nosił. Musiał ich zobaczyć. Musiał zobaczyć, czy wszystko jest w porządku, czy faktycznie nie potrzebowali go w swoim życiu. Dopiero kiedy poczuł jej dłoń na skórze, utkwił w niej swoje spojrzenie. Na początku troszkę odległe, jakby jeszcze nie było go w tej przymierzalni. Kiedy wróciło, coś się zmieniło. Nie wiedział konkretnie co. Chwycił jej dłoń pospiesznie, jednak nie dlatego iż nie podobało mu się sprawdzenia jego temperatury. O dziwo, nie czuł, aby było w tym coś nie tak. -Zapraszanie mnie do przymierzalni było fatalnym pomysłem, wiesz?-Nie dał jej czasu na odpowiedź, a ostatnim co mogła zobaczyć to jego szeroki uśmiech, tak frywolny, że aż niemożliwy. Pochylił się nad nią lekko i pocałował, drugą dłonią obejmując tył jej głowy.
Robienie rzeczy wbrew sobie to jego specjalność. Specjalnie się wystawiał, specjalnie czekał na okazję, która może go dogłębnie zranić. To jak balansowanie na linie, nigdy nie wiesz, który podmuch wiatru sprawi, że zlecisz... A przecież podmuch wiatru to nic takiego, zaledwie musujecie na karku i bah.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 441
  Liczba postów : 243
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptyCzw Mar 26 2020, 04:06

Nie zwróciła uwagi na zbesztanie, całkiem pochłonięta własnymi domysłami i tworzeniem przykładowych obrazów z sytuacji z tych strzępków informacji, które Lennox jej dawał. Jakkolwiek dobrze by nie całował, nadal nie rozumiała — do czego właściwie potrzebował jej towarzystwa, bo jeśli nie do przynoszenia sobie w jakiś sposób emocjonalnej ulgi, to po co? Byli tak skrajnie różni, a jednak ciągle na siebie wpadali, a z każdym kolejnym takim spotkaniem, jej strach względem jego osoby malał i zaczynała autentycznie go lubić za to, jaki był — a nie dlatego, że chciała mu pomóc. Jego spojrzenia potrafiły być niepokojące, tak często nie rozumiała, o co mu chodzi — wciąż jednak próbowała, myślała o nim, chociaż wcale nie planowała tak się angażować w relację, która nie miała prawa być czymś dobrym i bezpiecznym. Obiecała ojcu, że takich będzie unikać. Zakrzewski sprawiał jednak, że postępowała niezwykle lekkomyślnie, widocznie budząc jej hiszpański, uśpiony temperament. Przyglądała mu się chwilę w milczeniu, a błękitne ślepia za nic mogły odnaleźć wskazówek o jego myślach.
Stojąc przed lustrem, wygładziła sukienkę raz jeszcze. Niepewnie błądziła dłońmi po materiale, wcale nie czując się komfortowo w tak odkrytej i skąpej sukience. Zapięcie suwaka na plecach sprawiło, że niczym druga skóra przyległa do ciała, uwydatniając absolutnie wszystko, co zawsze zakrywała. Czuła się naga, chociaż miękki materiał drażnił jej skórę na brzuchu czy udach, utwierdzając ją w przekonaniu, że wcale nie była. Policzki aż piekły, nabierając koloru ubrania — nic więc dziwnego, że chciała zakryć odrobinę wypuszczony z jarzma fotki, nieco splątanymi włosami. Zerknęła na jego twarz w lustrze, raz jeszcze przyglądając się eleganckiemu mężczyźnie obok, wcale nie przypominającego tego bitego ślizgona ze skrzydła szpitalnego. - Pokażę? Zabawę u mnie w domu — w Huesce? Chciałbyś, żebym Cię tam wzięła? Las Fallas właściwie już zaraz to pewnie byśmy nie zdążyli..
Odparła z odrobiną rozczarowania i błyszczącymi oczyma na myśl o kraju, w którym tak dawno nie była. Nie mogła doczekać się wakacji, znajomych miejsc, smaków, ludzi, języka. Ciężko było jej czasem w Anglii, która tak szarzała na tle kolorowej Huesci. Drgnęła pod wpływem ciepła jego dłoni, które przypadkiem dotknęły skóry na odkrytym dekolcie, sprawiając, że znów się na chwilę zapowietrzyła, chociaż odgarniał jej tylko włosy na plecy. Chociaż chciał, nie miała odwagi i śmiałości, aby zerknąć teraz w lustro, na swoje zawstydzone odbicie. Oplotła dłońmi ramiona, wbijając palce w skórę, jedną zaraz jednak przesuwając wyżej i zahaczając kolczyka w uchu, patrząc mu szyję, bo tam było bezpiecznie. - Mhm, skoro tak twierdzisz. Znasz się lepiej niż ja na brytyjskim stylu... Może chociaż szal?
Zaproponowała jeszcze, rezygnując z delikatnego, wełnianego lub satynowego okrycia, nie mając jakoś siły mu się sprzeciwić — bo mu zależało, bo ją prosił, bo czuła jego spojrzenie. Przymknęła oczy, kręcąc delikatnie głową na własny chaos w głowie, który z taką łatwością wywoływał. Dostrzegła wygięty kołnierzyk, wzdychając cicho i przestając maltretować samą siebie — chociaż białe ślady malowały się na śniadych ramionach, uniosła dłonie i wygładziła materiał, czując w nozdrzach jego perfumy. Obcasy robiły swoje, było jej wygodniej i nie musiała stawać na palcach, jak wtedy w jacuzzi. Palce zacisnęły się odrobinę mocniej na stroju. - Podoba Ci się ten frak? Przystojnie w nim wyglądasz. Hej, właściwie to kiedy jest to przyjęcie ślubne?
Odchyliła nieco głowę, aby na niego spojrzeć. Miał spiętą, bladą buzię — odrobinę wypieków. Złościł się i tego nie pokazywał? Flora niewiele myśląc, opuściła dłonie, stając wygodniej i obejmując go w talii dla dodania otuchy. Co innego mogła zrobić? Nie zamierzała naciskać, jeśli nie chciał mówić. Miała tylko nadzieję, że nie słyszał, jak głośno uderzało jej serce, bo by chyba umarła ze wstydu. Ruchem głowy zgarnęła kilka kosmyków, które łaskotały ją po szyi, aby razem z resztą kołysały się na odkrytych częściowo plecach. Patrzył na nią mętnym, odległym wspomnieniem, a ona nie potrafiła odwrócić wzroku, znów wpadając w pułapkę. Dlaczego się tak o niego martwiła? Uniosła dłoń, sprawdzając, czy aby nie dostał gorączki z tego stresu, a on szybko chwycił jej dłoń, gdy spojrzenie odżyło i sprawiło, że przekręciła głowę na bok, posyłając mu pytające spojrzenie. - Pr... - próbowała, chociaż nie dane było jej skończyć, bo poza uśmiechem ślizgona, poczuła na swoich ustach jego oddech. Drgnęła, chcąc uciec — jednak jego dłoń nagle (kiedy właściwie?) znalazła się na tyle jej głowy, uniemożliwiając jej skorzystanie ze zdrowego rozsądku. Znajome ciepło, znajomy smak. Przymknęła powieki, nie wiedząc, czy mocniej targana strachem, czy pojawiającą świadomością tęsknoty, o którą się nie podejrzewała. Nienawidziła tego, co jej robił. Każde kolejne uderzenie serce sprawiało, że po ciele roznosił się żar, nad którym nie miała żadnej kontroli. Odwzajemniła pocałunek wpierw niepewnie, nieśmiało, aby zaraz splątać ich dłonie, zacisnąć palce ręku chłopaka palce. Pozwoliła też, aby oddechy zlały się w jedno, a subtelne całusy dawały początek czemuś nowemu, bardziej zachłannemu. Złapała zębami delikatnie jego dolną wargę, dając sobie szansę na złapanie oddechu, zanim delikatnie ją zassała, czując, jak jej palce tkwiące gdzieś na jego talii zatopiły się w materiale fraka, a ona sama zamyka ich w szczelniejszym uścisku, cofając się jednak pół kroku, aby oprzeć się o lustro. - Dlaczego zawsze mi to robisz? - szepnęła niemalże bezgłośnie w jego usta, unosząc delikatnie powieki i przesuwając spojrzeniem po jego twarzy, przełknęła bezgłośnie ślinę, ignorując brązowy kosmyk spływający na polik, lejący się po odkrytym ramieniu. Nie chciała za nim tęsknić. Nie chciała o nim myśleć. Nie chciała angażować się w coś tak pozbawionego kontroli, ryzykownego. Nie chciała cierpieć. Bała się tego, do czego Lennox mógł ją doprowadzić. A mimo tego wpiła się w jego usta, zahaczając swoim językiem o jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 113
  Liczba postów : 373
https://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
https://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
https://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
https://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptyPon Mar 30 2020, 15:21

Czyli do tej pory była przy nim, tylko dlatego, że chciała mu pomóc? Lepiej, aby nigdy się o tym nie dowiedział, nie chciałaby widzieć tego, co mogłoby się stać. Nie chciałby poznać tej jednej informacji też z innych względów, takich, które chyba mocniej by w niego uderzyły. Faktem jest, że nie potrzebował wsparcia na tym przyjęciu, bo świetnie poradziłby sobie bez niego. Nigdy nie potrzebował otuchy w drugim człowieku, czy jakiegoś rodzaju wspólnika, który stałby przy nim, bez względu na wszystko. Była to jedyna okazja, w której mógłby ponownie zobaczyć swoje rodzeństwo, przekonać się, czy nie zapomnieli wyrazu jego twarzy, samej jego osoby. A Flora? Zwyczajnie chciał, aby tam z nim była, co również było dla niego niezrozumiałe. Jedyna możliwość, aby zobaczyć swoje rodzeństwo, a on wybiera ją, aby to wszystko zobaczyła. Tak, może nie chodzi o mentalne wsparcie i podporę, ale o to, aby zobaczyła. Popełniał błąd za błędem, wcześniej zarzekając się, że nie popełni ponownie tego błędu... A tu proszę, właśnie wybrał dla niej sukienkę, w której miała się z nim pokazać.
Nie zdawała sobie sprawy z tego, że nie potrzebowała tej sukienki, prawda? Całej tej otoczki elegancji, szyku i seksu, który charakteryzował podobną kreację. Wiedziała, że od dłuższego czasu właśnie te wszystkie trzy rzeczy w niej widział? Szczególnie kiedy przygotowywała mu łakocie, w fartuchu i mąką w niektórych częściach swojego odzienia. Wyglądała wtedy tak naturalnie. Czy to dlatego wtedy ją upił? Aby kompletnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że błądził za nią wzrokiem? Tak samo, jak ona, ciągnęło go do niemalże zakazanego.
Spojrzał na nią, jakby jej zdumienie było czymś niezrozumiałym dla niego.-To chyba całkiem fair, nie uważasz? Ty zobaczysz coś, z czym musiałem zmagać się latami i mnie ukształtowało. A ja zobaczę kawałek Ciebie i czegoś, co tak bardzo kochasz.-Powiedział spokojnie, zachowując kompletną powagę podczas swojej wypowiedzi. Tak też uważał. Nie chodziło o zabawę coś za coś, on naprawdę chciał to zobaczyć. Chciał zobaczyć życie, które posiadała poza szkołą... Może chciał doświadczyć czegoś prawdziwego?-Wiesz... Wystarczy, że szybko się przebierzemy, kupimy, co trzeba... Nic nie jest niemożliwe, Floro.-Tym razem uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, bardziej przypominał Lennoxa, niż wszystko do tej pory.
Uśmiechnął się łagodnie, widząc jak, sięgała do góry, po kolczyk.-Jeżeli mam być szczery, kompletnie się na tym nie znam. Zwyczajnie chciałbym Cię zobaczyć w tej wersji. Spokojnie, nie pozwolę, abyś zbyt długo, kusiła innych uczestników przyjęcia.-Powiedział spokojnie, ponownie uśmiechając się swoim zawodowym uśmiechem.-Nie będzie to typowo brytyjskie przyjęcie. Będzie mieszaniną paryskiego i londyńskiego stylu. Okropność.-Skrzywił się nieznacznie, na samą myśl o tym, jak kiczowato to wszystko będzie wyglądać. Jego matka ubóstwiała przepych, dlatego w pierwszej kolejności odeszła od jego ojca, a później od ojczyma. Na szczęście dla nich, chociaż ojciec dorównywał jej w ilości żon i dzieci.
Kiedy poprawiała mu frak, spojrzał ukradkiem na swoje odbicie. Jak abstrakcyjnie przy niej wyglądał... Dawno temu powiedziałby, że urodził się, aby go nosić. Jego dłonie powędrowały do charakterystycznego przedłużenia z tyłu. Kiedyś uwielbiał chwilę, w której jeszcze przed zasię ściem, odrzucał go do tyłu. Uważał to za znak charakterystyczny, za coś unikatowego, za coś szczególnego. I tylko jego. Na moment przymknął powieki, ponownie słyszał szum, przez który przedzierały się charakterystyczne akcentu występów. Najpierw była cisza, cichy szelest, jego kroki, ostatecznie siadał, podciągał delikatnie mankiety i kładł palce nad klawisze... Jej słowa sprawiły, że ponownie otworzył oczy. Nawet się nie uśmiechnął.-Rousseau wiedziała, co wybiera. Wiedziała również, że właśnie ten wybiorę.-Powiedział spokojnie. Jego matka była mistrzynią, naprawdę.-Odbędzie się za dwa miesiące. Pod koniec maja. I nie w Londynie, ale gdzieś blisko rodzinnych stron mojej matki.-Dodał.
Wiedział, że nic kompletnie z tego nie rozumiała. W tym momencie nie musiała. Wiedział, że kilka rzeczy na pewno się wyjaśni, kiedy z nią tam pojedzie. Nieuniknione były rozmowy i szepty za jego plecami. Tak naprawdę tylko niewielkie grono wiedziało, o co dokładnie poszło. Dlaczego nie zasiądzie blisko rodziny, dlaczego jego obecność od kilku lat była raczej zerowa. Lennox otoczył się tajemnicą, jednak to jego matka stworzyła całą resztę. Historie, scenariusze. Był zaskakująco wdzięczny Florze, że nie dopytywała, chociaż jej głowa zapewne przepełniona była pytaniami lub domysłami. W tym momencie z trudnością udawało mu się stać w tym cholernym stroju, a ona jedyne co zrobiła, to bezsłownie zapewniała go o swojej obecności. Nie był do tego przyzwyczajony.
Nie będzie kłamał. Nie miał tego w planie, jednak od momentu, w którym ją zobaczył, chciał to zrobić. Czy to złe, że chciał ją dla siebie? Czy to dziwne, że człowiek sam siebie doprowadza do szaleństwa samą myślą? Oh, Lennox uwielbiał się torturować. Chciał się przekonać, jak długo potrafił wytrzymać. Unikał jej przez ten ostatni czas, z wiadomych powodów. Trudno jest zapomnieć o czymś, co wywarło na człowieku takie wrażenia. Jak teraz, trudno było myśleć logicznie, kiedy odwzajemniała jego pocałunek. Kiedy nie czuł oporu z jej strony, który na samym początku był tak znikomy, że nawet go nie zarejestrował. Nigdy również nie przypuszczał, że zareaguje tak, a nie inaczej. Czując nacisk na dolnej wardze, uchylił lekko powieki, a usta wykrzywił w szerokim uśmiechu. Przyciągnął ją do siebie bliżej, mimowolnie opierając dłoń, która znajdowała się na tyle jej głowy, o lustro. Jakby musiał się o coś oprzeć, aby utrzymać się na prostych nogach. Oddychał płytko, przez krótką chwilę, mierząc się z nią wzrokiem. Zaśmiał się krótko w odpowiedzi, jakby kompletnie nie zgadzał się z tym, co przed chwilą powiedziała. On?! Przecież to grzeczny chłopak jest.
Pieprzenie. Tak samo, jak jego własne. Gdyby żadnej z tych rzeczy nie chciała, nigdy nie odpowiedziałaby na jego propozycję, a co dopiero nie wpuściła go tutaj. Dłoń zsunęła się na jej żebra, delikatnie zaciskając palce. Gdzieś z tyłu głowy świeciła mu lampka, że nie powinien uszanować pewne rzeczy. Jednak w większości wygrywała jego zwykła, prymitywna żądza. Kierowała nim jeszcze bardziej, kiedy czuł jej fizyczne przyzwolenie.
Zatrzymał swoje dłonie, które zaczęły błądzić po jej ciele w momencie, w którym usłyszał ciche chrząknięcie. Oparł czoło o jej, próbując uspokoić swój oddech. I próbując dosłownie się od niej odsunąć.-Kurwa.-Szepnął cicho, do siebie. Wyprostował się i spojrzał na nią, kciukiem i palcem wskazującym dotykając jej brody. Nie miała pojęcia, jak bardzo pragnął w tym momencie, aby byli sami.
Wyszedł pierwszy z przymierzalni jak gdyby nigdy nic. Spojrzał na sprzedawcę niewzruszonym, wręcz nonszalanckim spojrzeniem.-Biorę ten frak, proszę jeszcze dopisać do rachunku mojej matki sukienkę, którą zaraz poda Panu moja przyjaciółka.-Powiedział spokojnie, chowając się w swojej przymierzalni. Musiał jak najszybciej pozbyć się tego stroju. Po kilku minutach wyszedł, a wyraz jego twarzy mówił, jakby zrzucił z siebie przynajmniej dziesięć kilogramów problemów.-Będę potrzebował jeszcze kilku poprawek, a co do sukienki to bierzemy ją już dzisiaj.-Podszedł do lady, z delikatnym uśmiechem na ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Flora J. Martell

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 155
C. szczególne : duże, błękitne oczy.
Galeony : 441
  Liczba postów : 243
https://www.czarodzieje.org/t17100-flora-joy-martell
https://www.czarodzieje.org/t17113-kwiatki-flory#503135
https://www.czarodzieje.org/t17106-florkowa-sowka#477531
https://www.czarodzieje.org/t17105-flora-j-martell
Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 EmptySro Kwi 01 2020, 21:06

Na pewno z początku, a potem stopniowo zmieniała spojrzenie, widziała więcej i więcej. Wydarzenia z tego nieszczęsnego jacuzzi wpłynęły na nią tak silnie, że od tamtej pory w jakiś sposób Lennox zawsze towarzyszył jej w głowie. Nie był idealny. Bywał paskudny, trudny, okropny dla niej i nie potrafiła go jeszcze zrozumieć, ale te iskry, które w niej tworzył i tę ciekawość, którą rozbudzał — mogło to wszystko wynagrodzić. Nie potrzebował jej tak naprawdę, wiedziała o tym. Znała swoje miejsce, a jednak łagodność, z jaką wtedy odwzajemnił jej uścisk, sprawiała, że nie chciała zostawić go samego — nawet będąc zbędną. On nie był człowiekiem, który o coś prosił lub oczekiwał czegoś od innych, więc nie mogła mu odmówić, gdy poprosił, aby z nim poszła. Musiało to być dla niego ważne, to wystarczający powód do włożenia tej nieszczęsnej sukienki, nałożenia makijażu i chyba wypicia euforii, aby jakoś przebrnąć przez to spojrzenia. Zwyczajnie też chciała z nim pójść, ale do tego nie była chyba jeszcze gotowa się przyznać. Czy to znaczyło, że zamierzał się z nią zaprzyjaźnić i wpuścić ją do swojego świata, którego prywatności tak pilnował? Nie miała pojęcia.
Była przyzwyczajona do siebie w mundurku lub dużych swetrach, nieczęsto nosiła przylegające ubrania. W głowie wciąż miała głupie zaczepki i przepychanki, których doświadczyła po przeniesieniu się do Hogwartu, dwuznaczne komentarze. Trudno było stwierdzić, czy bardziej sama się siebie wstydziła, czy może bała się, jak będą widzieć ją inny — niczym taką małą, hiszpańską dziwkę. U niej w kraju dziewczęta chodziły lekko i niezwykle seksownie ubrane, tutejsza kultura była całkiem inna. Nie lubiła wiatru z kwiatami we włosach, delikatnie przeźroczystych, sięgających ziemi spódnic lub tych krótszych i szerokich we wzory. Starała się o tym nie myśleć, bo wygląd przecież nie miał znaczenia. Skąd mogła wiedzieć, że spoglądał na nią w jakikolwiek dwuznaczny sposób? Wybaczyła mu już upojenie alkoholowe, chociaż wciąż dokładnie nie wiedziała, co się wtedy wydarzyło.
Odwzajemniła jego spojrzenie pierwszy raz od dłuższego czasu — pełne niedowierzania i jednocześnie jakieś ekscytacji. Zawsze była dumna ze swoich korzeni oraz zwyczajów, była patriotką. Niewiele myśląc, złapała go za dłoń obydwiema swoimi, zaciskając palce. - Głuptas z Ciebie! Przecież wiesz, że nie mogę ruszać się poza wioskę.. Jednak jeśli wciąż będziesz chciał, zabiorę Cię tam we wakacje, dobrze? - też mówiła poważnie, chociaż w jej głosie dosłyszalna była nuta rozbawienia. Nie spodziewała się tego po nim, ale faktycznie stawiał uczciwe warunki i nie mogła odmówić. Nawet Skyler nigdy nie mówił o tym, aby zabrała go do siebie. Na jego uśmiech zarumieniła się, przekręcając głowę nieco na bok i uśmiechając się, bo tu się całkiem zgadzała. Nic nie było niemożliwe. A to była kolejna strona Zakrzewskiego, której nie znała — odmienna od tego, co reprezentował sobą ten łobuz każdego dnia. Zrobiło się jej jakoś cieplej.
Słuchała, zaprzestając maltretowania jego ręki, marszcząc na chwilę brwi i odwracając błękitne ślepia gdzieś na bok. Ona? Kusiła? Miała wrażenie, że mówił o innej dziewczynie. Z ich dwojga, to on się przecież znacznie lepiej prezentował i wprawiał w zaskoczenie. - Paryskiego i londyńskiego? W sensie te wszystkie falbanki i tiule? Jesteś pewien, że to w takim razie odpowiednia sukienka? Mogę spróbować którąś z tych.. - wskazała głową na wieszaki zaczepione o haczyki, gdzie tkwiły bardziej brytyjskie, fikuśne kreacje, mające z pewnością mniejszy dekolt i wycięcie w talii. Spojrzała na dłonie ślizgona, wzdychając ciężko i zostawiając kolczyk w spokoju, uśmiechnęła się, kiwając głową. Skoro chciał, to tak będzie. Poradzi sobie przecież, znała recepturę eliksiru na pewność siebie.
Przyglądała mu się milczeniu i spokoju, gdy tak odpłynął gdzieś myślami — wracając do wspomnień lub wyobrażając sobie coś. Odziany w elegancki frak, który faktycznie wyglądał, jak stworzony oraz uszyty dla niego, miał twarz poważniejszą niż zwykle. Skakał po niej cień jakieś nostalgii, może smutku, a może była to tylko wyobraźnia Flory. Brunetka przesunęła palcem po wierzchu jego dłoni. - Rozumiem, dobrze. Koniec maja, poza Londynem. Załatwię pozwolenie od ojca i ze szkoły.
Zabawne, obydwoje nie byli zbyt wylewni, chociaż tak wiele sobie mówili. On też przecież pojęcia nie miał o jej rodzinie i chyba nawet o tym, że jej mama zmarła. Nie pamiętała, czy mówiła — ale nie była dziewczyną, która fakt ten wyciągała na wierzch w poszukiwaniu litości czy zainteresowania, którego wcale nie chciała. Nawet jeśli teraz go nie rozumiała, to kiedyś na pewno się jej uda. Nie pytając, objęła go i przymknęła na chwilę oczy, bo to jedyne, co przyszło jej do głowy.
Ciągle ją zaskakiwało to, do czego ją prowokował samym spojrzeniem, drobnym gestem. Jak bardzo tkwił w jej głowie, jak bezwiednie jej ciało wykonywało gesty poprzez chęć, której nie była jeszcze świadoma. Nie powinna tak robić, a jednak przy łapaniu oddechu zaczepiła o dolną wargę, unosząc na chwilę powieki, patrząc na jego usta wygięte w ten szeroki i chyba całkiem szczery uśmiech, zadając pytanie. Chyba właściwie retoryczne, bo nie oczekiwała odpowiedzi, a nawet jakby odpowiedział, to pewnie nie do końca potrafiłaby to jeszcze zrozumieć. Przyciągnął ją do siebie gwałtowniej bez protestów, sprawiając, że błękitne ślepia odszukały jego spojrzenie, a usta zatrzymały się kilka centymetrów od jego własnych, nie inicjując jednak pocałunku. Ich ciała było tak blisko, że bijące od Lennoxa ciepło i zapach znów sprawiły, że zakręciło się jej w głowie. Nie puszczała go jednak nie uciekała. Trzymała mocno dłonie na jego ciele, palce wbijały się w elegancki materiał z przeświadczeniem, że tak powinno być. Wcale nie był grzeczny, a jednak śmiechu nie skomentowała. Powinna się chyba przyzwyczaić, że nie dawał jej odpowiedzi na te najważniejsze pytania, a zamiast tego badał nowe granice, przesuwając dłoń w inne miejsce i sprawiając, że drażniący skórę pod naciskiem palców materiał wywołał drobny dreszcz. Powinna go powstrzymać, a jednak nie mogła się ruszyć, zamiast tego niesfornie dając mu całusa — krótkiego - w lewy kącik ust. Gdy ich czoła zetknęły się na chrząknięcie, ujęła w dłonie jego policzki, przymykając oczy, czując ciepło oddechu rozchodzące się po ustach i szyi.
- Idź, pewnie łamiemy tysiące regulaminów tego sklepu. - odparła na jego mało eleganckie przeklnięcie szeptem, odsuwając się nieco i pozwalając mu na przesunięcie palcami po jej twarzy. Odsunęła się, cofając nieco i oparła o ścianę, aby swobodnie wyszedł. Gdy została sama, kucnęła, chowając twarz w dłoniach i czując, jak płoną jej policzki i jak bardzo nie wiem, co z tym wszystkim zrobić. Zupełnie, jakby jego dłonie budziły do życia całkiem nowy charakter, którego nie znała. - Flora, Tobie nawet wyprawa do Kalkuty nie pomoże. - szepnęła ledwo po angielsku z wyraźnym, hiszpańskim akcentem. Tkwiła tak chwilę, zanim wrócił jej spokój i przebrała się w swoje rzeczy, zostawiając jednak włosy rozpuszczone.
Wyszła z przymierzalni, odwieszając nieruszone sukienki i z bordową podchodząc do Lennoxa, biorąc wcześniej plecak z kanapy, gdzie wciąż tkwił jej płaszcz.- Gotowy już? - zapytała, wbijając wzrok w sprzedawcę, który dość dziwnie na nich patrzył, przez co speszona zrobiła pół kroku w tył. Po załatwieniu wszystkich spraw, wyszli ze sklepu i wrócili do zamku.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 QzgSDG8








Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Sklep z ubraniami Gladraga   Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 Empty

Powrót do góry Go down
 

Sklep z ubraniami Gladraga

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Sklep z ubraniami Gladraga - Page 6 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-