Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Bar "Syreni śpiew"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość


Cait Pierre

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3
Dodatkowo : wężoustość, teleportacja
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5176-cait-pierre
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5177-cait-pierre
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5178-relacje-kajtka
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptySob Maj 25 2013, 22:22;

First topic message reminder :


Bar "Syreni śpiew"
Wchodzisz dużymi, dębowymi drzwiami, do jednego z niezliczonej ilości barów w tym mieście. Choć mało popularne jest to miejsce, już od progu dostrzegasz bogaty bar, parę krzeseł i  duże, brązowe kanapy stojące przy niewielkich stolikach. Za barem stoi wysoki brunet, który swoim uśmiechem złamał już niejedno dziewczęce serce. W tym miejscu oprócz znakomitego jedzenia, przystojnego barmana i najlepszych alkoholi możesz znaleźć jeszcze jedno urozmaicenie – pierwsze, niepowtarzalne, oryginalnie i nadzwyczajne czarodziejskie karaoke! Na wielkiej, pustej ścianie barman jest w stanie wyświetlić tekst każdej piosenki. Nie myśl jednak, że to będzie takie proste. Przy pierwszej już piosence zorientujesz się, ze twój głos będzie subtelnie zmieniony w małpę, krowę, znajomego… Albo twoją teściową! Nigdy nie wiesz kim na ten jeden utwór się staniesz! Zaryzykujesz?

Zasady karaoke:
Piosenkę możecie zażyczyć sobie dowolną, wykonanie jednak może być kwestią przypadku. Rzucamy na to trzema kostkami.

Pierwsza kostka określa, jaki typ głosu ci się trafi:
Parzysta – głos ludzki
Nieparzysta – głos zwierzęcia

Druga kostka określa, jakie zwierzę lub osobę wylosowałeś:

Lista dla głosu ludzkiego:
1 – dowolny znajomy z Hufflepuffu
2 – dowolny znajomy z Ravenclowu
3 – dowolny znajomy z Gryffindoru
4 – dowolny znajomy z Slytherinu
5 – dowolny nauczyciel lub pracownik szkoły
6 – dowolny członek twojej rodziny lub twój głos

Lista dla głosu zwierzęcego:
1 – dowolny ssak
2 – dowolny ptak
3 – dowolne magiczne stworzenie
4 – mieszanka zwierząt (ptak z ssakiem)
5 – mieszanka zwierząt (ptak z magicznym stworzeniem)
6 – mieszanka zwierząt (ssak z magicznym stworzeniem)

Trzecia kostka decyduje, jak dobrze ci poszło śpiewanie (czym wyższy wynik tym lepszy)

Osoba śpiewająca po swojej piosence typuje kolejną osobę do karaoke ( z obecnych na miejscu, najlepiej też na forum by nie czekać na przybycie danej osoby)




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


William S. Fitzgerald

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 183,5 cm
C. szczególne : czupryna ognistorudych i pozostających zwykle w artystycznym nieładzie włosów | gęste brwi | tatuaże: motyw quidditchowy na lewym ramieniu, czaszka wężna na prawej piersi i runa Algiz po wewnętrznej stronie lewego przedramienia
Galeony : 1571
  Liczba postów : 957
https://www.czarodzieje.org/t17623-william-s-fitzgerald#494556
https://www.czarodzieje.org/t17645-ulisses#495903
https://www.czarodzieje.org/t18851-fitzgerald-company#541760
https://www.czarodzieje.org/t17635-william-s-fitzgerald#495526
https://www.czarodzieje.org/t19423-william-s-fitzgerald-dziennik
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyPon Lip 13 2020, 11:35;

Kostki: 4, 6, 1 → głos ludzki + członek rodziny lub własny

  — Widzisz jaki ze mnie zdolny gość? — rzucił w akompaniamencie cichego śmiechu, gdy stwierdziła, że czyta jej w myślach. — A wiesz, że w sumie tuż obok? Tylko z wieżami trochę problem, bo tak się składa, że mieszkamy w lochach, no i od koni wolę jednak miotły, więc co najwyżej mógłbym zostać księciem na czarnej Błyskawicy — dodał wyraźnie ubawiony, bo w istocie to wszystko brzmiało jak rodem z jakiejś sztampowej komedii romantycznej, włącznie z wymianą kopytnego zwierza na sportową miotłę, wzruszając przy tym barkami w geście ‘no co poradzić?’.
  — Hej, ja tylko stwierdzam fakty, nic więcej — odpowiedział, rozkładając przy tym ręce na boki i po raz wtóry obdarzając rudowłosą jednym ze swoich firmowych uśmiechów ukazujących garnitur jego śnieżnobiałych zębów. Sam również nie miał tego poczucia, że tak właściwie się nie znają i nigdy wcześniej nie wymienili ze sobą więcej niż może kilka słów, a wręcz przeciwnie – czuł się przy niej bardzo swobodnie, jakby tak naprawdę byli starymi, dobrymi znajomymi, którzy po prostu długo nie mieli okazji się spotkać i teraz to nadrabiają. Nawet bez trudu był w stanie puścić w niepamięć główny powód, dzięki któremu w ogóle doszło do tego spotkania. Chyba powinni podziękować za jego nieco zbyt duży entuzjazm włożony w rzut kaflem i jej nieuwagę, bo możliwe, że jeszcze długo by się nie przekonali jak dobrze im się rozmawia i w ogóle.
  Rudzielec pokiwał przytakująco głową, zgadzając się z jej słowami. Sam też zdecydowanie wolałby jednak nie usłyszeć Patola w takim wydaniu, albo co gorsza – samemu zostać nieszczęśnikiem, którego los pokarałby przymusem śpiewania jego głosem. Brr, nawet nie chciał sobie tego na dobrą sprawę wyobrażać, a tym bardziej przeżywać.
  — Przyznaję, lubię działać w nieoczywisty i zaskakujący sposób — stwierdził w odpowiedzi na jej zawiedzony ton, puszczając jej przy tym oczko, a następnie upił kolejny łyk piwa. — Ale kawiarnia pełna staruszek z kotami to była druga opcja, jakby ta z karaoke nie wypaliła — dodał zaraz, szczerząc się przy tym nieco głupkowato w kierunku dziewczyny.
  Nie mógł i nawet w sumie nie próbował powstrzymać parsknięcia śmiechem na widok wyrazu jej twarzy, gdy spontanicznie zdecydował się zgłosić ją jako ‘ochotniczkę’. Podejrzewał, że dziewczyna mimo wszystko skusiłaby się sama, ale tak było o wiele zabawniej! Poza tym Fitzgerald miał to do siebie, że potrafił być dość nieprzewidywalny i podobne numery były w jego przypadku niemal na porządku dziennym, o czym zapewne dość prędko będzie miała okazję się przekonać, jeśli zdecyduje się spędzić w jego towarzystwie więcej czasu. Wyszczerzył się jeszcze i uniósł kciuki w górę, gdy poprzedni koleś zakończył swój występ i barman przywołał do siebie Krawczykównę.
  Popijając swoje piwo, zawiesił ciemnobrązowe ślepia na sylwetce rudowłosej i moment później nieomal zakrztusił się swoim trunkiem, gdy tylko usłyszał jakim głosem śpiewa. To było strasznie dzikie słuchać głosu jego mierzącego blisko dwa metry puchońskiego kumpla-miotłozjeba Egdecumbe’a wydobywającego się z ust tej dużo drobniejszej dziewczyny. W sumie nie był sobie w tej chwili w stanie przypomnieć, czy miał okazję usłyszeć samego właściciela tego głosu w śpiewie, ale w zasadzie to nieistotne obecnie. Szybko poradził sobie ze swoim drobnym dysonansem poznawczym, skupiając się na samym występie. Wykonanie nie było może najwyższych lotów, ale widać było, że Aleksandra całkiem dobrze się przy tym bawiła i to w sumie liczyło się najbardziej.
  — Ależ ja nic nie mówię! — odparł na jej słowa z jakże niewinnym uśmiechem na ustach i w geście obronnym uniósł ręce, a potem cicho się zaśmiał, gdy wróciła do stolika, oznajmiając mu, że jest następny, czym go ani trochę nie zaskoczyła, bo trochę się spodziewał podobnego ‘odwetu’ z jej strony. Wzruszył jedynie barkami, a następnie opróżnił kufel do końca, bo i tak niewiele już mu zostało, po czym raźnym krokiem skierował się ku scenie. Nawet nie popatrzył na tytuły zaoferowanych mu piosenek, decydując się na pierwszą lepszą. I to był błąd, bo okazało się, że tą konkretną dość słabo kojarzył, kompletnie nie jego klimaty. Nic to jednak, ma tekst na ścianie, jakoś sobie pewnie poradzi.
  I może tak by się stało, gdyby nie głos jaki przypadł mu w udziale – w życiu bowiem nie przypuszczałby, że usłyszy kiedykolwiek w takim wydaniu swojego… ojca. W ogóle w śpiewie, a co dopiero jeszcze w takiej nucie. Tak go to z początku zbiło z pantałyku, że rzutowało na całość i koniec końców jego – czy raczej jego ojca? – ‘cover’ pozostawiał naprawdę wiele do życzenia; wprawdzie starał się ratować swój ‘występ’ jakimiś wygłupami na scenie i innymi takimi, bo oczywiście nie stał tam jak jakiś słup soli, ale na niewiele to się chyba zdało, choć część publiczności wydawała się być całkiem nieźle rozbawiona tym co wyprawiał. Ślizgon nie wyglądał jednak na absolutnie przejętego swoją sceniczną porażką – bo mimo wszystko bawił się przy tym wybornie – i nawet ukłonił się na sam koniec nim zszedł, żeby zrobić miejsce dla kolejnego nieszczęśnika ochotnika.
  — Muszę przyznać, że z mojego ojca byłby chyba słaby śpiewak — zaśmiał się, kiedy wrócił do Olki, przy okazji wyjaśniając kogo miała (nie)przyjemność przed momentem usłyszeć, w duchu ciesząc się jednak, że jego głos powrócił do normalności. — To co, runda druga? — zaproponował i poruszył wymownie brwiami, mając przy tym uniesiony kącik ust. Sam zdecydowanie nie miał zamiaru poprzestać na jednym utworze. Zerknął na swój pusty kufel, a potem gestem poprosił barmana o kolejne, bo przecież nie będą siedzieć o suchych pyskach, prawda?  

@Aleksandra Krawczyk
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksandra Krawczyk

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; tatuaż z runą Algiz z prawej strony żeber.
Galeony : 1016
  Liczba postów : 687
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyCzw Lip 16 2020, 14:36;

- Spytałabym, czy często was wypuszczają z tych lochów, ale to by był strzał w kolano, więc... Cóż, ogromnym plusem jest bliskość kuchni - wyszczerzyła się na samo wspomnienie o tym pomieszczeniu w zamku. Witała tam przynajmniej dwa razy dziennie, a już jej wieczorne wizyty były chyba tradycją. Nie wyobrażała sobie jednak nocy bez kubka herbaty i ciasteczek, więc tak, odległość dzieląca dormitorium Hufflepuffu od kuchni była idealna. Latanie z siódmego piętra do podziemi byłoby koszmarem. - Wybacz, mój błąd z tymi wieżami. W tym przypadku mogę pomarzyć o kimś, kto wyciągnie mnie na światło dzienne. I widzę, że zrywasz z klasycznym wizerunkiem rycerza - dodała jeszcze, patrząc na niego z zainteresowaniem, bo po raz pierwszy spotkała się z kimś, kto stwierdził, że mógłby zostać księciem na miotle, a nie na koniu. Bez wątpienia oryginalne podejście.
Na jego następne słowa tylko pokręciła głową, ale uśmiech z twarzy jej nie zniknął, a gdzie by tam! Gościł na niej cały czas, zresztą od początku spotkania. Zastanawiające, jakim cudem jeszcze jej nie bolały policzki. Dopóki jednak nie borykała się z takimi problemami, nie widziała nic przeciwko bananowi na twarzy i ukazującym się przy wybuchach śmiechu zębom. Była z niej taka pełna życia osóbka i rzadko kiedy można było ją spotkać w stanie widocznego przygnębienia. Może i niektórych to irytowało - Krawczyk jakoś bardzo się tym nie przejmowała i po prostu nie wchodziła takim osobom w drogę. Nie szukała konfliktów.
- Właśnie widzę, ale wiesz, ta kawiarnia też mogłaby się okazać wcale nie takim złym wyborem. To znaczy nie wiem jak Ty, ale ja chętnie wysłuchałabym niekończących się opowieści starszych pań. Historie z ich dzieciństwa, o, a najlepsze to te o pierwszych miłościach! Albo klasyczne "za moich czasów..." - powiedziała z błyskiem w oku. Ten tekst pojawiał się na każdym rodzinnym spotkaniu, ale i dość często słyszała go z ust znajomych rodziców czy dziadków. Ba, sama zaobserwowała, że już zdarzyło jej się go użyć! A przecież miała dopiero siedemnaście lat.
- Ale widzę, że na usta ciśnie ci się jakiś komentarz! - powiedziała, aby za chwilę odprowadzić go wzrokiem do sceny. Już po pierwszych słowach było wiadome, jaką piosenkę wybrał - czy też wylosował, bo nie stał przy barze długo. O ile utwór śpiewany przez Felix Felicis porywał do tańca, o tyle w wykonaniu Williama raczej byłoby to ciężkie, bo kiedy tylko na niego patrzyła ze swojego miejsca przy stoliku, to zaczynała się śmiać. No za nic nie potrafiła utrzymać powagi. Poza tym sama piosenka jakoś tak... Nie pasowała do chłopaka, a to dodatkowo czyniło sytuację jeszcze śmieszniejszą.
- Nie no, nie było tak ź- Dobra, było - parsknęła, kiedy wrócił do stolika. Rzeczywiście ojciec Ślizgona raczej nie miał wielkich szans na zostanie znanym na świecie śpiewakiem, chociaż może to była kwestia ćwiczeń? Nie znała się na tych rzeczach; jeśli śpiewała, to dla zabawy i zupełnie nie przejmowała się pomylonym tekstem czy jakimiś fałszywymi dźwiękami, które jednak się pojawiały. - Jak mogłabym odmówić? - spytała i uniosła brwi, jakby w ten sposób chciała pokazać, że to faktycznie było niemożliwe. Nie musiała wcale iść drugi raz na scenę, ale w sumie to nie miała nic przeciwko. Nieźle się ubawiła przy wcześniejszym utworze i była ciekawa, jaki głos trafi jej się następnym razem. - A wracając jeszcze do wyboru miejsca... Śpiewasz, skoro padło na ten lokal czy to był czysty strzał?
Usiadła wygodniej i napiła się piwa, które przyniósł im barman. Mieli czas, więc spokojnie mogła dać jednej czy dwóm osobom szansę na zaprezentowanie się, z przyjemnością. Do jej uszu dobiegła piosenka Lady Morgany i skrzywiła się, kiedy po barze rozniósł się pisk małej dziewczynki. Dobra, na to nie była gotowa. W pewnym momencie przyłapała się na tym, że sama zaczęła nucić pod nosem ten znany z imprez hit. Sama w wolnym czasie nie słuchała piosenek Morgany, zdecydowanie wolała innych wykonawców, ale z tą jakoś tak było, że chyba wszyscy znali teksty na pamięć i kiedy przychodziło co do czego, to śpiewała cała sala. Teraz też kilka osób dołączyło się do piszczącej na scenie kobiety.
- Dobra, lecimy z tym. Jej poszło dobrze, więc nie będę gorsza - rzuciła i przed odejściem od stolika napiła się kremowego piwa, co by lepiej się jej śpiewało. Tym razem zdała się na wybór barmana jeśli chodziło o piosenkę i oznajmiwszy mu to, podeszła do mikrofonu. Muzyka rozbrzmiała, a ona musiała się uśmiechnąć. Klasyka - The Ministress. Było to wyzwanie, ale zamierzała mu podołać. Szkoda tylko, że kiedy otworzyła usta z zamiarem wyśpiewania pierwszej linijki tekstu, zabeczała jak koza i... zouwu? Taka mieszanka w ogóle była możliwa? Wytrącona z równowagi przegapiła dwa kolejne wersy, ale szybko się pozbierała i nieśmiało kontynuowała, z czasem się rozkręcając, co chyba nie było dobrym posunięciem, sądząc po skwaszonych minach klientów. No cóż, ona też nie była zadowolona, bo liczyła jednak na jakiś lepszy głos. Koniec końców ciut uratowała swój występ, ale i tak mogła się założyć, że większość zgromadzonych w barze osób będzie chciała go puścić w niepamięć jak najszybciej.
- Czekam na pochwały, bo tylko je mogę usłyszeć po tak pięknym wykonaniu tej piosenki - parsknęła, siadając na swoim miejscu i sięgając po kufel, z którego zdrowo pociągnęła, a następnie oplotła go dłońmi.

kostki: 1, 6, 3 - mieszanka ssaka z magicznym stworzeniem (koza + zouwu), ocenka za występ 3/6 LOL
@William S. Fitzgerald
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


William S. Fitzgerald

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 183,5 cm
C. szczególne : czupryna ognistorudych i pozostających zwykle w artystycznym nieładzie włosów | gęste brwi | tatuaże: motyw quidditchowy na lewym ramieniu, czaszka wężna na prawej piersi i runa Algiz po wewnętrznej stronie lewego przedramienia
Galeony : 1571
  Liczba postów : 957
https://www.czarodzieje.org/t17623-william-s-fitzgerald#494556
https://www.czarodzieje.org/t17645-ulisses#495903
https://www.czarodzieje.org/t18851-fitzgerald-company#541760
https://www.czarodzieje.org/t17635-william-s-fitzgerald#495526
https://www.czarodzieje.org/t19423-william-s-fitzgerald-dziennik
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyPon Lip 20 2020, 01:38;

Kostki: 6, 5, 4 → głos ludzki + nauczyciel lub pracownik szkoły (Beatrice L. O. O. Dear)

  Nie powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem w reakcji na jej pierwsze stwierdzenie.
  — To fakt, z tym ciężko byłoby się nie zgodzić — przytaknął jednak, kiwając przy tym głową, gdy wspomniała o bliskości kuchni; sam nie krył się z tym, że był tam dość częstym bywalcem – przede wszystkim jako osoba wykazująca się dość dużą aktywnością fizyczną przez większość czasu bywał, cóż, głodny, a poza tym uwielbiał słodycze i często nie był w stanie odmówić sobie jakiegoś ciastka czy dwóch, ewentualnie pięciu, kiedy akurat przechodził obok. — Co powiedzieć, książęta na białych koniach są sztampowi, ja jestem po prostu niekonwencjonalny i oryginalny — odparł jakże skromnie i rozłożył ręce na boki, unosząc przy tym kącik ust w typowym dla siebie zawadiackim uśmiechu. — A poza tym zdecydowanie lepiej latam na miotle niż jeżdżę wierzchem — dodał po krótkiej chwili ze śmiechem, puszczając w jej kierunku oczko. Trzeba było w końcu wykorzystywać własne atuty, prawda?
  Podobnie było w jego przypadku – uśmiech w zasadzie nie zszedł mu z twarzy od samego początku spotkania, zmieniał się jedynie może jego wydźwięk w zależności od kontekstu. Miło mu też było patrzeć na jej roześmianą twarz i to głównie za jego sprawą; dzięki temu rudzielec coraz mocniej utwierdzał się w myśli, że naprawdę dobrze zrobił, nie pozwalając by cała sprawa tak po prostu rozeszła się po kościach i decydując się jej jakoś wynagrodzić niefortunną sytuację z treningu, na który w dodatku wepchnął się trochę na krzywy ryj.
  — W sumie… mógłbym się jeszcze bardziej dowartościować słuchając o tym jakim jestem uroczym młodzieńcem — stwierdził, pocierając przy tym palcami podbródek. — Jestem też pewien, że znalazłaby się co najmniej jedna, która uznałaby nas za parkę przy okazji swoich opowieści o dawnych miłościach, czy coś — dorzucił, podtrzymując nadal swój głupkowaty wyszczerz na ustach. Trzeba przyznać, że znał to jedynie z opowieści, bo jego rodzina była, cóż, jaka była i nawet dziadkowie nie wyłamywali się z tego schematu. Wszystkie „za moich czasów…” były na ogół początkiem jakiejś reprymendy, a nie przynajmniej i ciekawej historyjki z ich młodzieńczych lat.
  Nic nie odpowiedział na jej słowa, rozkładając jedynie ręce na boki w geście „co złego to nie ja”; w oczach Ślizgona dało się jednak przy tym dojrzeć figlarne iskierki. Cóż, nie ma co się czarować – jego występ był zdecydowanie fatalny, ale William ani trochę nie wyglądał na przejętego czy też zniechęconego tym faktem, nawet w obliczu jej krótkiego komentarza. Pokręcił na to tylko głową, ale jego uśmiech przy tym się pogłębił.
  — I to się rozumie! — rzucił, gdy rudowłosa entuzjastycznie przyjęła jego propozycję. — Bardziej czysty strzał, nie ukrywam jednak, że zdarza mi się śpiewać, choć jeśli chodzi o muzykę, to akurat lepiej idzie mi gra na gitarze niż wokal — odparł na jej pytanie, wzruszając przy tym na koniec nieznacznie barkami. Miał smykałkę do muzyki, ale głównie poświęcał się quidditchowi i to traktował wyłącznie w kategoriach hobby. Skinięciem głowy podziękował za przyniesiony napitek, po czym upił łyk ze swojego kufla, przenosząc następnie spojrzenie na scenę, na której właśnie pojawiła się jakaś kobieta i w lokalu wkrótce rozbrzmiał jeden z dość znanych hitów Lady Morgany. Ponownie, kompletnie nie jego klimaty, ale utwór był na tyle znany, że i on dobrze go kojarzył. Także mimowolnie się skrzywił, kiedy z ust śpiewającej dobył się piskliwy głosik małej dziewczynki. Sam ton może i drażnił bębenki w uszach, ale poza tym wykonanie było niczego sobie.
  Zerknął z uśmiechem w stronę Aleksandry, gdy ta zaczęła wraz z uczestniczką nucić pod nosem, a potem pokazał dziewczynie uniesiony w górę, kiedy uznała, że pora ponownie zmierzyć się z magicznym karaoke.
  — Dajesz, Krawczyk, zwojuj tą scenę! — rzucił dopingująco z błyskiem białych zębów, odprowadzając ją spojrzeniem. Tym razem przypadł jej w udziale klasyk od The Ministress, choć kompletnie się na tym nie skupił, gdy usłyszał jakim głosem przyszło jej to śpiewać. Koza i… zouwu? W życiu nie pomyślałby, że takie połączenie byłoby w ogóle możliwe, a tu proszę. Prawie poskładał się ze śmiechu, słuchając tej jakże niecodziennej wersji; nawet nie zwrócił przy tym kompletnie uwagi na jej potknięcia.
  — Coś pięknego, naprawdę — stwierdził przez śmiech, gdy wróciła do stolika, ocierając przy tym łezkę, która mu się zakręciła w oku. — Chyba nigdy już nie będę w stanie spojrzeć na tą nutę tak samo.
  W międzyczasie ktoś zdążył zająć scenę, dając raczej przeciętny występ z jedną z piosenek Franka Singultusa – jedynym zaskoczeniem było to, że śpiewał głosem zdecydowanie niższym niż na to wskazywała jego postura. William odczekał więc na koniec, popijając sobie w międzyczasie piwo, by następnie puścić oczko swojej dzisiejszej towarzyszce i ruszyć w stronę barmana. Ponownie zdecydował się na szczęśliwy – mniej lub bardziej – traf z piosenką, bo tak było zabawniej. W wyniku tego wylądował z utworem zespołu CALM, co o wiele bardziej mu podeszło niż ten poprzedni kawałek. Inną kwestią był głos… nie zaczął wprawdzie wyć jak jakieś zwierzę, ale i tak nieco go zbiło z tropu, że brzmiał jak obecna opiekun Ślizgonów i zarazem profesor eliksirów Beatrice L. O. O. Dear. Tego to się nie spodziewał, więc z początku odrobinę się pogubił, ale ostatecznie wypadł zdecydowanie lepiej niż za pierwszym razem.
  — Nie powiem, to było niecodzienne, ale przynajmniej mogę się cieszyć, że nie Patol — odezwał się i zwieńczył swoje słowa rozbawionym parsknięciem, kiedy już powrócił do stolika. Wziął dość solidny łyk z kufla; rzucił okiem na scenę, by zaraz z powrotem przenieść ciemnobrązowe ślepia na Puchonkę. — A co powiesz teraz na jakiś duet, tak dla urozmaicenia? — Wyszczerzył się, poruszywszy jednocześnie wymownie brwiami. Wiedział, że i taka opcja nie byłaby absolutnie żadnym problemem, a zważając na możliwości tego karaoke, to mogłoby wyjść naprawdę… interesująco.

@Aleksandra Krawczyk
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksandra Krawczyk

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; tatuaż z runą Algiz z prawej strony żeber.
Galeony : 1016
  Liczba postów : 687
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyNie Lip 26 2020, 22:58;

Przekrzywiła głowę i spojrzała na niego z rozbawieniem, słysząc słowa o uroczym młodzieńcu. Grunt to mieć pewność siebie.
- Chciałabym zobaczyć, jak wytarmosiłyby cię przy tym za policzki - odparła, uśmiechając się szeroko. Z perspektywy osoby trzeciej wyglądało to zabawnie, ale sama niejednokrotnie była "ofiarą" i wcale jej do śmiechu nie było. Kochane ciotki, z którymi widziała się raz na rok, nigdy nie mogły sobie tego odpuścić. - Nawet nie mów. Mam wrażenie, że te starsze panie to swatają wszystkich i nie docierają do nich żadne tłumaczenia, bo przecież one wiedzą lepiej, co się święci - dodała, naśladując przy tym głos zachwyconych staruszek, w których to zasięgu pojawiła się taka "parka". Może i przesadzała, ale niewątpliwie coś w tym jednak było, choć sama się jeszcze w takiej sytuacji nie znalazła. To znała jedynie z opowieści.
- Chłopiec z gitarą byłby dla mnie parą... - rzuciła, nie mogąc sobie tego darować i zaśmiała się perliście. - Musiałam, wybacz. Zawsze, kiedy usłyszę słowo "gitara" przypomina mi się ta piosenka - wyjaśniła, myślami na chwilę wędrując do Polski, gdzie to się wychowała i gdzie mieszkali jej dziadkowie, bo zapewne to właśnie u nich usłyszała ten kawałek, którego pierwszy wers szybko utkwił jej w głowie. Z kolejnymi było już nieco gorzej. - Fajnie, że umiesz na czymś grać. Ja zawsze chciałam się nauczyć, ale jakakolwiek działalność artystyczna chyba nie jest mi pisana - przyznała, nie będąc wcale jakoś bardzo załamana z tego powodu. Amatorskie śpiewanie w zupełności jej wystarczało i nie widziała siebie na jakiejś scenie czy innym publicznym wystąpieniu. Już i tak czasem uszczęśliwiała ludzi na imprezach, więc nic ponadto nie było potrzebne. Ręki do rysunku też nie miała, także dość łatwo się domyślić, jak wyglądały jej małe dzieła, jeśli już gdzieś się pojawiały - najczęściej w notatkach, aby łatwiej coś zapamiętać lub gdzieś na boku pergaminu, tworzone z nudów na lekcjach.
Uśmiechnęła się jedynie na jego słowa, jakby w ten sposób chciała powiedzieć, że innej opcji nie ma. No cóż, może i niekoniecznie udało jej się podbić serca wszystkich klientów baru, ale niektórzy na pewno zapamiętają połączenie zouwu i kozy na długo. Na przykład ona. Ten występ już zajął w jej sercu wyjątkowe miejsce.
- Nie da się tego opisać słowami, co? - rzuciła, szczerząc się znad kufla. Sama niestety nie widziała swojego występu z perspektywy osoby trzeciej, ale jako wykonawca była całkiem zadowolona - w końcu trudno jest wcielić się nagle w prawdziwe zwierzę i jeszcze postarać się, aby wyszło z tego coś fajnego. - Polecam się na przyszłość. Nie jesteś pierwszą osobą, która dzięki mnie inaczej patrzy na jakąś piosenkę - parsknęła, przypominając sobie takie sytuacje mające miejsce w przeszłości.
Rozsiadła się wygodniej, w zadowoleniu wystukując palcami na kolanie rytm. Bardzo dobrze znała twórczość zespołu CALM i nawet miała kiedyś iść na ich koncert, ale niestety nie zdążyła kupić biletu, bo wszystkie sprzedały się dosłownie w momencie. Na pewno nie miało tu nic do rzeczy to, że wokalista był cholernie przystojny, eee, gdzie tam.
Tak, miała ból dupy, że nie udało jej się wtedy pójść.
- To ty nie śpiewałeś swoim głosem? - spytała kiedy wrócił, udając zaskoczenie, bo oczywiście rozpoznała, że tym razem trafił mu się głos profesor Dear. Całkiem przyjemnie się zresztą słuchało tego wykonania, a już zdecydowanie lepiej niż jej poprzedni, miaucząco-beczący. - Duet? - Uniosła brwi, ale nie musiała długo zastanawiać się nad odpowiedzią. - Dobra, ale ja wybieram piosenkę - zastrzegła, od razu wiedząc, na co się pokusi. Wybór nie był trudny i na szczęście okazało się, że owszem, istnieje możliwość wyświetlenia na ścianie słów utworu, który Puchonka sobie zażyczyła.
- Zobaczymy, jak z tym sobie poradzisz - powiedziała z błyskiem w oku, a za chwilę w lokalu rozbrzmiała muzyka. Nic, dosłownie nic nie mogło zepsuć tego występu - żaden Patol, koń, krowa, czilala... Czilala? Czy z jej ust właśnie nie wydobyło się szczeknięcie? Ale było coś jeszcze, jakby ptasi trel, chociaż tutaj nie potrafiła sprecyzować, do jakiego ptaka mógłby należeć. W tym akurat nigdy nie była dobra. Wcześniej była mieszanką przerośniętego kota i kozy, teraz psa i ptaka... Czy naprawdę trafienie na coś bardziej, hmm, ludzkiego było tak trudne? Zgodnie jednak z wcześniejszymi postanowieniami, że tym razem powalą wszystkich na kolana, choćby nie wiadomo jak dziwnie piosenka wyszła, dała z siebie jeszcze więcej niż wcześniej. Może i właśnie robiła z siebie idiotkę, ale jakoś jej za bardzo to nie obchodziło. Niech sobie myślą, co chcą. Ona i Will pokażą im prawdziwe show!
Mimo chwilowego zaskoczenia wymalowanego na twarzy nie przestała śpiewać, a i kąciki jej ust szybko powędrowały w górę, kiedy spojrzała na Ślizgona.
You are the dancing queen
Young and sweet, only seventeen.


kostki: 5, 5, 6 -> mieszanka ptaka z magicznym stworzeniem (kos + czilala), ale za występ 6 Cool
@William S. Fitzgerald
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


William S. Fitzgerald

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 183,5 cm
C. szczególne : czupryna ognistorudych i pozostających zwykle w artystycznym nieładzie włosów | gęste brwi | tatuaże: motyw quidditchowy na lewym ramieniu, czaszka wężna na prawej piersi i runa Algiz po wewnętrznej stronie lewego przedramienia
Galeony : 1571
  Liczba postów : 957
https://www.czarodzieje.org/t17623-william-s-fitzgerald#494556
https://www.czarodzieje.org/t17645-ulisses#495903
https://www.czarodzieje.org/t18851-fitzgerald-company#541760
https://www.czarodzieje.org/t17635-william-s-fitzgerald#495526
https://www.czarodzieje.org/t19423-william-s-fitzgerald-dziennik
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyNie Sie 02 2020, 15:57;

Kostki: 1, 5, 4 → mieszanka ptaka z magicznym stworzeniem (drozd + charjuk), wykon 4, czyli scena nasza Cool

  — Nie wiem, czy chciałbym to przeżyć — zaśmiał się w odpowiedzi; nie znał wprawdzie i tego z autopsji, ale tarmoszenie za policzki w teorii nie brzmiało jak coś przyjemnego, więc w praktyce też takie na pewno nie było. Ponownie parsknął śmiechem, słysząc jak imituje babciny głos. — Ej, ale kto wie, może te samozwańcze swatki wraz z upływającymi latami dostają jakiegoś szóstego zmysłu czy czegoś w tym rodzaju w takich sprawach? — zastanowił się na głos, by zaraz potem znów się roześmiać z tego, bo brzmiało to cokolwiek niedorzecznie. Ponownie bazował na domysłach i zasłyszanych opowieściach, bo sam raczej nie miał wiele styczności ze starszymi paniami i nigdy też nie padł ‘ofiarą’ ich swatania.
  Przechylił głowę na bok, gdy zaintonowała jakąś piosenkę, wyglądając przy tym trochę jak szczeniak, który nie do końca rozumie czego się od niego oczekuje, bo… nie zrozumiał z tego krótkiego wersu nic, poza tym, że chodziło o coś z gitarą i to tylko dlatego, że wyjaśniła to moment później.
  — W porządku, choć nie zrozumiałem z tego ani słowa — przyznał bez ogródek, szczerząc się przy tym, bo nie czuł się tym faktem ani trochę zdeprymowany; z polskim nie miał praktycznie żadnej styczności, jego znajomość językowa ograniczała się przede wszystkim do angielskiego, dodatkowo też irlandzkiego i może paru zwrotów w niemieckim dzięki przyjaźni ze Strauss. — Wiesz, jak będziesz chciała jednak spróbować swoich sił z gitarą, to wiesz gdzie mnie znaleźć, chętnie ci pokażę parę chwytów i kto wie, może odkryjesz w sobie jakiś nowy talent? — zaoferował z uniesionym kącikiem ust; nawet jeśli nic by z tego ostatecznie nie miało wyjść, to na pewno będzie to okazją do miłego spędzenia czasu, a trzeba przyznać, że nie chciał poprzestać na tym jednym wyjściu, bo świetnie się w jej towarzystwie bawił.
  — Lepiej bym tego nie ujął — odparł ze śmiechem, a na kolejne słowa kiwnął głową na znak, że przyjął to do wiadomości. — W razie czego na pewno się zgłoszę.
  Przewrócił jedynie ślepiami w odpowiedzi na jej pytanie, mając przy tym jednak łobuzerski uśmiech na ustach. Usłyszenie damskiego głosu wydobywającego się z własnych ust było ciut zaskakujące, ale mimo tego koniec końców całkiem nieźle mu poszło – nawet za bardzo nie fałszował! – i był z tego wykonania całkiem zadowolony.
  — Niech ci będzie, znaj moją łaskę — rzucił z figlarnym błyskiem w ciemnobrązowych oczach, gdy zastrzegła, że duet owszem, ale to ona wybiera utwór; w gruncie rzeczy nie miał nic przeciw, nawet w sumie ciekaw na co Puchonka się zdecyduje. — No dalej zaskocz mnie — dodał, gdy skierowali się ku scenie, mając przy tym zadziorny uśmieszek.
  I trzeba przyznać, że nawet udało jej się go faktycznie zaskoczyć. Podejrzewał, że było to coś z mugolskiego repertuaru, bo piosenki nie kojarzył w ogóle; z racji środowiska wychowania z niemagicznymi twórcami nie miał praktycznie żadnej styczności, głównie był rozeznany w tych magicznych. Na całe szczęście słowa pojawiły się na ścianie, więc mimo wszystko może nie będzie źle. Chociaż tak samo myślał przy pierwszym utworze, a tamten chociaż kojarzył…
  Nie miał jednak zamiaru dopuszczać podobnych myśli, więc jedynie uniósł kącik ust w odpowiedzi na słowa Puchonki, traktując to jako swego rodzaju wyzwanie. A wyzwania uwielbiał. Muzyka rozbrzmiała w barze, otworzył usta w tym samym momencie co Olka by się włączyć w śpiew i… no tak, nie mógł mieć przecież zawsze szczęścia by jedynie trafiać na ludzkie głosy, prawda? Przez to chyba nie był aż tak zaskoczony tą ptasio-chilalową mieszanką w jakiej ‘śpiewała’ dziewczyna, bo sam trafił niemal dokładnie na to samo połączenie. Jedyne różnice były w tym, że jego ptasi trel brzmiał nieco inaczej, a szczeknięcia były niższe, wyraźnie należące do charjuka.
  Nie pozwolił jednak, żeby konsternacja wzięła nad nim górę i dał się po prostu porwać muzyce oraz temu, cokolwiek właśnie wyczyniali na scenie. Nie da się zaprzeczyć, że to Krawczykówna była niepodważalną gwiazdą sceny w tym występie, ale niewiele jej w zasadzie ustępował, co można było spokojnie zrzucić na karb nieznajomości piosenki. Może i robili z siebie kompletnych idiotów tym ćwierkaniem oraz szczekaniem, ale bawił się tak świetnie, że nie mógłby się przejmować tym mniej. Uśmiech ani razu nie zszedł mu z ust, a jeszcze bardziej się pogłębił, gdy wychwycił spojrzenie dziewczyny.
  Publika też wydawała się zachwycona, pomimo tego jak absurdalnie to musiało brzmieć; nawet od kilku osób dostali owacje na stojąco, kiedy wybrzmiały ostatnie ‘słowa’ i muzyka zamilkła. Ukłonił się głęboko, nie powstrzymując szerokiego wyszczerzu, kiedy spojrzał w stronę rudowłosej.
  — Nieskromnie pozwolę sobie stwierdzić, że tym wygraliśmy dzisiejszy wieczór i to bez dwóch zdań — oznajmił z błyskiem w ciemnobrązowych ślepiach, gdy wrócili na miejsce, a on upił łyk piwa z kufla, żeby zwilżyć sobie gardło po tym popisie wokalnym. — Nikt nie wykonałby tego lepiej od nas. — Być może dlatego, że nikt nigdy wcześniej nawet nie próbował wykonać tej piosenki szczekając oraz ćwierkając, ale kto by się takimi szczegółami przejmował? Musiał przyznać, że było nawet lepiej niż przypuszczał, gdy rzucił propozycją zaśpiewania w duecie.

@Aleksandra Krawczyk
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksandra Krawczyk

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; tatuaż z runą Algiz z prawej strony żeber.
Galeony : 1016
  Liczba postów : 687
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptySro Sie 12 2020, 23:27;

- Jeszcze wszystko przed tobą, to jest taki chrzest bojowy, każdy prędzej czy później musi to przejść - powiedziała i zawtórowała mu śmiechem. Choć niekiedy to tarmoszenie za policzki było naprawdę irytujące, zwłaszcza od pewnego wieku, to mimo wszystko nigdy nie miała tego nikomu za złe. Przynajmniej po czasie, bo wiadomo, że w chwili, w której twoja twarz lata na prawo i lewo ciężko jest być zachwyconym. - Weź, to by było przerażające - stwierdziła i udała, że się wzdryga. Sama perspektywa babć, którym pod starość wyostrzałoby się trzecie oko rzeczywiście nie wydawała się jakoś mocno atrakcyjna, ale kto tam właściwie wie jak to jest w ich czarodziejskim świecie. Może komuś się tak zdarzyło? Tak czy inaczej, nie chciałaby trafić na taką kobitkę, bo nie lubiła być pod presją, a po takim spotkaniu zapewne i ona by się pojawiła.
- Och, racja, zapomniałam, ale w sumie nie masz czego żałować - powiedziała z niezmiennie goszczącym na jej twarzy uśmiechem, który przed chwilą nieco się pogłębił, kiedy chłopak przechylił głowę. Wyglądał... uroczo. Przetłumaczyła mu oczywiście wers piosenki, bo głupio jej tak było to zostawić. Fakt, że kompletnie wypadło jej z głowy, iż nie każdy zna polski, ale wciąż zdarzało jej się czasem mimowolnie przerzucać na ojczysty język.
- Tak i wywrócę całe swoje dotychczasowe życie do góry nogami, w pełni poświęcając się graniu. Powinnam już zacząć rozdawać autografy czy jeszcze się wstrzymać? Ale możesz być pewny, że kiedyś się przypomnę i zgłoszę się po jakąś lekcję - oznajmiła, szczerze zainteresowana tą ofertą, bo lubiła próbować nowych rzeczy, no i może faktycznie się okaże, że całkiem dobrze jej pójdzie? Nie widziała żadnych przeciwwskazań, żeby przynajmniej nie spróbować. Miała w końcu okazję, aby zmienić stan rzeczy i chwycić w swoje łapki instrument muzyczny. Trochę nie mogła się już tego doczekać.
- O kurczę, czuję się zaszczycona, dziękuję - parsknęła rozbawiona, odwracając się przez ramię, żeby na niego spojrzeć. Utwór został wybrany, a ona uśmiechnęła się sama do siebie słysząc słowa Ślizgona o zaskoczeniu go. A żeby wiedział, że dokładnie tak się stanie! Krawczyk miała to szczęście, że była zaznajomiona również ze światem niemagicznym, a muzyka również się w to wliczała, dlatego od razu wiedziała, że zdecyduje się na jeden z utworów swojego chyba ulubionego mugolskiego zespołu, który czasy świetności miał już co prawda za sobą, ale w jej sercu zajmował szczególne miejsce. Mogła go słuchać na okrągło i żadna piosenka jej się nie nudziła, w przeciwieństwie do wielu innych, które powstawały teraz. Nie wiedziała czemu tak było, ale też nie widziała sensu się nad tym zastanawiać.
Mentalnie przybiła sobie piątkę, widząc, że udało jej się zaskoczyć Willa. Oczywiście chodziło o zabawę, ale była strasznie ciekawa jak poradzi sobie w tej sytuacji, w której stanie przed zadaniem wykonania nieznanej sobie piosenki, którą w dodatku prawdopodobnie słyszał pierwszy raz w życiu, zważając na status krwi. A tu z kolei on ją miło zaskoczył, bo poradził sobie dosłownie śpiewająco. Musiała też przyznać, że dobrali się idealnie - obojgu trafił się ptak w połączeniu z magicznym stworzeniem, jakim był pies. Publiczność musiała mieć niezły ubaw słuchając ich, ale to raczej oni bawili się w tym wszystkim najlepiej, tworząc zupełnie nową wersję piosenki. Tego już nikt nigdy nie będzie w stanie powtórzyć, tego była pewna. Czuła się doskonale i było to widać, ale Ślizgon wcale nie chciał tak łatwo oddać jej sceny i usunąć się w cień, żeby robić za chórki. Ale jakoś to przebolała, branża muzyczna w końcu była całkiem spora, więc bez problemu znajdą się dwa miejsca.
Odwzajemniła szeroki uśmiech, nie mogąc powstrzymać się przed wywróceniem oczami, kiedy się ukłonił.
- Zaczynasz gwiazdorzyć - skomentowała w drodze do stolika. - No raczej! Nie brałam w ogóle innej opcji pod uwagę. I tym razem to ja nie spojrzę już na tę piosenkę tak samo - stwierdziła w akompaniamencie śmiechu, powtarzając tym samym wcześniejsze słowa chłopaka. Nie wątpiła, że ten wykon zapadnie jej w pamięci i mimowolnie będzie sobie go przypominać za każdym razem, kiedy gdzieś usłyszy tę nutę. - Hej, a może założymy duet? Ty będziesz grać na gitarze, a ja będę śpiewać. Chyba, że też chcesz śpiewać, to wiadomo, nie ma problemu. Zaczniemy od podbicia Hogwartu, a później się zobaczy - rzuciła, oczywiście w żartach, bo raczej nie dałaby rady występować przed ludźmi tak na poważnie. Chęć wypadnięcia jak najlepiej związałaby jej ręce i zwyczajnie zeżarłaby ją trema. Tak to tego problemu nie było, bo wszystko robiła dla zabawy i nie przejmowała się, jaki ostatecznie będzie efekt.

@William S. Fitzgerald
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


William S. Fitzgerald

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 183,5 cm
C. szczególne : czupryna ognistorudych i pozostających zwykle w artystycznym nieładzie włosów | gęste brwi | tatuaże: motyw quidditchowy na lewym ramieniu, czaszka wężna na prawej piersi i runa Algiz po wewnętrznej stronie lewego przedramienia
Galeony : 1571
  Liczba postów : 957
https://www.czarodzieje.org/t17623-william-s-fitzgerald#494556
https://www.czarodzieje.org/t17645-ulisses#495903
https://www.czarodzieje.org/t18851-fitzgerald-company#541760
https://www.czarodzieje.org/t17635-william-s-fitzgerald#495526
https://www.czarodzieje.org/t19423-william-s-fitzgerald-dziennik
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyPon Sie 24 2020, 11:31;

  Pokiwał głową, gdy dziewczyna naprawiła swój drobny ‘błąd’ i przełożyła fragment piosenki na znany mu język, mając przy tym uniesiony kącik ust i głowę wciąż przechyloną na bok. Zaraz potem się roześmiał, słysząc jej odpowiedź na swoją propozycję lekcji gry na gitarze.
  — Czemu nie? Może z tymi autografami bym się nieco jeszcze wstrzymał, ale poza tym jakby faktycznie okazało się, że masz do tego smykałkę… — Wzruszył nieznacznie barkami, wciąż mając uniesiony w uśmiechu kącik ust. Sam rozważałby mocno pójście w tym kierunku, gdyby nie quidditch, który zdecydowanie u niego przodował, spychając muzykę do rangi hobby. Uśmiechnął się szerzej, gdy mimo wszystko przystała na jego propozycję. — No to jesteśmy w takim razie umówieni, daj znać gdy tylko najdzie cię ochota, żeby trochę pobrzdękać i coś się wtedy pomyśli.
  Mogła go zaskoczyć i owszem, ale nie oznaczało to, że jednocześnie go zagięła – o coś takiego było już zdecydowanie trudniej, bo rudzielec potrafił całkiem zręcznie wymanewrować z niemal każdej sytuacji, obracając ją nieraz dodatkowo na własną korzyść. To potraktował po prostu jako wyzwanie, rzucając dziewczynie jedynie wymowne i może też nieco zadziorne spojrzenie nim jeszcze utwór na dobre się rozkręcił i na jego wykonaniu należało się skupić; w dużej mierze była to kwestia wyczucia melodii, bo tekst był w końcu na ścianie. Chociaż zważając na kombinację głosową jaka im przypadła w udziale na dłuższą metę nie był on aż tak konieczny – sam wprawdzie niby wiedział co śpiewa, ale w trelu i szczekaniu nie sposób było wyróżnić jakichkolwiek ludzkich słów, trzeba było się mocno domyślać, że dany dźwięk oznaczał takie a nie inne słowo.
  Nie to, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie; bawili się na tyle dobrze, że w pewnym momencie kompletnie przestał zwracać uwagę co się wydobywa z jego ust i jak to brzmi – po prostu ‘śpiewał’. Podejrzewał, że publika na długo zapamięta ten jakże niecodzienny występ, nawet jeśli podobne najpewniej były tu na porządku dziennym, ale raczej mało kto był w stanie dodatkowo zrobić to z taką klasą, a to się im niewątpliwie udało.
  Roześmiał się na jej wypomnienie gwiazdorzenia, rozkładając przy tym ręce na boki; skromność zdecydowanie nie była jednym z jego przymiotów, a poza tym nie dało się ukryć, że dzięki temu stali się gwiazdami tego wieczoru i nie miał zamiaru udawać, że jest inaczej. Pokiwał głową w odpowiedzi na kolejne słowa Puchonki i uśmiechnął się szerzej, gdy stwierdziła, że już nigdy więcej nie będzie w stanie spojrzeć na tą piosenkę tak samo. Musiał przyznać, że jakby kiedykolwiek miał przyjemność jeszcze tego utworu posłuchać to zapewne będzie miał to samo, od razu przypominając sobie ten występ.
  — Niegłupi pomysł, ale pod warunkiem, że naszym znakiem rozpoznawczym będzie „śpiewanie” zwierzęcymi głosami, a popisowy numer to szczekanie oraz ćwierkanie. Na pewno zrobilibyśmy tym niezłą furorę. — Błysnął zębami w jej stronę, podtrzymując przy tym oczywiście ton żartu; sam nie miał absolutnie żadnych problemów z tremą, ba, całkiem nieźle odnajdował się przed publiką, ale miał już sprecyzowane plany na swoją przyszłość i nie wiązały się one w ogóle z muzyką. Dla zabawy mógłby coś takiego i owszem zrobić, ale nic poza tym.
  Reszta wieczoru upłynęła w równie przyjemniej atmosferze. A wiadomo, jak to przy dobrej zabawie bywa czas zawsze zdaje się biec tak przynajmniej z dwa razy szybciej i nie inaczej było w tym przypadku – tak świetnie bawił się w towarzystwie Krawczykówny, że nawet nie zorientował się, kiedy zrobiło się już tak późno, że trzeba było wracać w mury zamczyska, co skonstatował z pewnym żalem, bo chętnie posiedział by tu zdecydowanie dłużej i kto wie, może jeszcze powstałoby kilka kolejnych hitów w ich wykonaniu.
  W zgodzie z własnymi słowami opłacił rachunek, pozostawiając przy tym całkiem sowity napiwek, by następnie opuścić wraz z Aleksandrą lokal i udać się w drogę powrotną do Hogwartu wypełnioną oczywiście rozmową oraz śmiechem. Rozstał się z dziewczyną w zasadzie dopiero w lochach, gdzie mieściły się ich dormitoria, wyrażając przy tym nadzieję, że na tym jednym spotkaniu się nie skończy.

    | z/t x2

@Aleksandra Krawczyk
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 111
  Liczba postów : 227
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyNie Wrz 20 2020, 00:30;

Ostatni mecz towarzyski był dla nas wielkim zwycięstwem! A przynajmniej dla większości, bo wygraliśmy, chociaż nic niezwykłego w tym meczu nie zrobiłem. Jednak to nie jest to samo, po 20 latach trudno jest brać pałkę do ręki w ten sam sposób co jak byłeś młody (mówiąc w najróżniejszych tematach). Jednak by uczcić naszą wygraną i rozpogodzić jeszcze bardziej Perpę, która pomiędzy naszymi miłymi pogawędkami albo innymi spektakularnymi wydarzeniami, wydawała się być przygaszona, idziemy do baru. Znowu jak za starych dobrych czasów. Niedługo po prostu zaczniemy chodzić razem na lekcję, bym mógł nie skupiać się na nich i przeszkadzać nauczycielom, a Perpa będzie mnie pyrgać, że mam się ogarnąć.
Jednak obecnie zachowujemy się jak bardzo porządni i dorośli ludzie i zakupiliśmy sobie ognistą jak za młodych lat, by bardzo powoli i stonowani pić przy swoim stoliku. Co prawda byly dyskusje o winie, ale zdecydowanie sprzeciwiałem się takim trunkom o tak małej zawartości alkoholu. Rozmawiamy przy tym o meczu, o tym co się działo na boisku, a czasem wspominamy o jakichś starych jak świat latach, kiedy to jeszcze nie znaliśmy pojęcia małżeństwo. Ja właśnie wstaję po jakiś napój bezalkoholowy, którego zabrakło nam obecnie do ewentualnego popijania ognistej. Wracam po chwili z szerokim uśmiechem, gotowy powrócić do rozmowy. Mam na sobie szalony, fioletowy garnitur na którym co jakiś czas pojawiają się i znikają kolorowe plamki, jakby z paintballa mugolskiego. Nawet włosy ułożyłem (czyli rozczochrałem tak, żeby szły w różne strony, ciekawie) na ten wypad.
- To co! Jeszcze raz za najlepszego ścigającego w historii Hogwartu! Jestem z ciebie dumny, moja Perpetuo! - mówię kiedy zasiadam do naszego stolika i podnoszę do góry szklankę z ognistą whisky, by stuknąć się nią z przyjaciółką. - Jak ci się podobało? Ja się cieszę, że wszystko poszło zgrabnie i bez żadnych problemów medycznych! - mówię dalej zadowolony z życia, odrobinę już jednak czując wypity wcześniej alkohol. - I wiesz na co liczę po tym meczu? - pytam, machając brwiami i żeby nie było przesadnie sprośnych myśli to po chwili (trochę może dłuższej niż powinienem) pokazuję na scenę, na której z przyjemnością zobaczyłbym Perpetę.

______________________

Every day is Halloween isn't it? For some of us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage | Aura wesołości | Chroma prawa noga | Laska - Jarzębinowa Ferula
Galeony : 320
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 929
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyPią Wrz 25 2020, 07:34;

Na propozycję Huxleya, by odwiedzić jeden z barów w Hogsmeade - wyjątkowo musiała się przez chwilę zastanowić. Bynajmniej, nie dlatego, że wstydziła pokazać się gdziekolwiek ze swoim ekscentrycznym przyjacielem - w końcu całego go uwielbiała i ani śmiała narzekać na jego towarzystwo. Jej wątpliwości wzięły się z racji czysto prozaicznych - jak to, czy powinna przepijać eliksiry przeciwbólowe alkoholem. Ostatecznie - robiąc sobie eliksiralny detox, zgodziła się obciążyć swoją wątrobę w inny sposób. Mając cichą nadzieję, że alkohol stłumi uciążliwy ból biodra - i pewien prywatny dyskomfort.
Towarzystwo Williamsa działa na nią jednak jak prawdziwe lekarstwo - bo naprawdę trudno jej przestać się śmiać na te wszystkie uwagi i rzucane mimochodem żarciki. Obojętnie na jaki temat by nie zeszli - a jednak trzymali się tematu przewodniego ostatniego meczu - Huxley był w stanie bez najmniejszego wysiłku ją rozbawić.
A śmiała się jedynie głośniej i dłużej - wprost proporcjonalnie do spożytego z przyjacielem alkoholu. Początkowo upierała się przy winie - szybko jednak zmieniła zdanie, zwłaszcza, kiedy pierwszy łyk ognistej rozgrzał już jej gardło.
Nawet nie wiesz jak miło było znowu z Tobą... polatać — odparowała, unosząc kryształ ze swoim trunkiem - by zderzyć ze sobą szklaneczki, swoją i Butchera. I zaraz potem pociągnąć łyk ognistej - jeszcze nie łapczywy, niewielki, zachowując umiar. Choć na jej odsłonięte ramiona i alabastrowe policzki zdążył wkraść się subtelny, pijany rumieniec.
Właściwie to byłam niemal pewna, że ktoś oberwie tłuczkiem. Stawiałam na siebie, z moim szczęściem do tych piłek, alee... Cóż. Poza nami i Kerseyem, grali tam sami zawodowcy. Ciekawe, że Antosha grał, miał wrócić do Rosji...
Przerwała, z pewną konsternacją słuchając propozycji Williamsa - w pierwszym momencie uśmiechnęła się delikatnie, niedorzecznie nieśmiało jak na swój wiek - i krążący już w żyłach alkohol. Dwuznaczność zawisła między nimi przez chwilę - którą Hux łaskawie zakończył, wskazując jej scenę karaoke. Roześmiała się perliście na własną niedomyślność - i to, że łykała jego prowokacje jak młody pelikan.
Zaśpiewam, specjalnie dla Ciebie — z nieco większą dynamiką niż zamierzała, machnęła wolną dłonią w kierunku przyjaciela. Z brzęknięciem odstawiła szklanicę na drewniany blat ich stolika - by sięgnąć po naczynko z popitką do whisky. — Jeeeeśli... Ty zaśpiewasz dla mnie! Kto zbierze większy aplauz - spełnia życzenie drugiego.
Wyszczerzyła się od ucha do ucha - przekrzywiając zabawnie głowę, pozwalając by złote pukle przelały się z jednego ramienia na drugie, w oczekiwaniu na podjęcie rękawicy przez mężczyznę. W zamierzchłych czasach też tak robili - choć ich życzenia nie miały... właściwie żadnych ograniczeń. Kiedyś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 111
  Liczba postów : 227
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyPon Paź 05 2020, 00:41;

Może pomyślałem chwilę o połączeniu bólu, który nachodzi Perpę z alkoholem. Ale tak naprawdę, o ile bardzo poważnie biorę pod uwagę wszelkie takie sprawy, to akurat w tym wypadku lekko przymykałem oko na tą jedną rzecz. Bo przecież nie można jej na zawsze odmówić tej niesamowitej przyjemności w postaci no napicia się odrobiny alkoholu ze starym przyjacielem. Nie raz to robiliśmy i na pewno i dziś nie powinno się nic takiego stać. A szczególnie, że póki co śmiejemy się razem, żartujemy i gadamy o meczu tak jak dawniej. Po raz kolejny możemy mieć flashbacki z tego co było kiedyś. Powinniśmy w końcu może wrócić do teraźniejszości, a nie uporczywie cofać się w czasie, ale kto nam zabroni po tak długim czasie bez siebie.
Kiedy w końcu przechodzimy do poważniejszych trunków uśmiecham się ciepło do Perpetui i stukam się z nią szklaneczką wypełnioną mocnym trunkiem.
- Dobrze wiem, też tam byłem - mówię entuzjastycznie do przyjaciółki. Ja wypijam znacznie większy, bardziej zachłanny łyk jakbym nie pił od dłuższego czasu i musiał się rozluźnić po ciężkich dniach. Nie do końca tak było, ale dawno już nie czułem, że mogę sobie bez konsekwencji ulżyć cięższym alkoholem.
- Fakt, mieliśmy mnóstwo zawodowców, a i tak się wyróżniałaś! - stwierdzam wesoło i przez chwilę muszę pomyśleć chwilę zanim przypomnę sobie o kim mówi Perpa. Dopiero kiedy przypominam sobie mężczyznę kiwam prędko głową. - To prawda. Wraca tu? Wyglądał na Rosjanina ze stereotypów mówiących o ponurych, silnych mężczyznach raczej; nie na rubasznego pijaczka - stwierdzam myśląc o byłym zawodniku qudditcha o którym mogłem słyszeć kiedy jeszcze wszyscy byliśmy młodsi. Te lata temu pewnie byłbym bardziej podekscytowany tym spotkaniem.
W tej chwili rozkoszuje się chwilową dezorientacją Perpetui na moje słowa, wciąż jednak odrobinę połechtany, że pomimo tego ile lat minęło i w jakich obecnie jesteśmy wciąż potrafię wywołać u niej chociaż lekki rumieniec. Dobrze wiedzieć, że nie wszystko się tak łatwo zmienia. Nawet jeśli oczywiście obecnie była w stałym związku i nie było mowy o niczym innym. Na deklarację o śpiewaniu uśmiecham się jeszcze szerzej (o ile to możliwe) i klaszczę radośnie w dłonie. Aż tatuaże entuzjastycznie wzburzają się na moich zniszczonych dłoniach. Jednak na dalsze słowa pół- wili krzywię się odrobinę i marszczę nos.
- Proszę cię... dobrze wiesz, że jestem na przegranej pozycji... Ale dobrze, czego się nie robi z miłości. Zapraszam do konkursu! - mówię i pokazuję na scenę, ale przedtem polewam nam jeszcze po kieliszku na odwagę.

______________________

Every day is Halloween isn't it? For some of us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Styl vintage | Aura wesołości | Chroma prawa noga | Laska - Jarzębinowa Ferula
Galeony : 320
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 929
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyWto Paź 06 2020, 18:33;

Może rzeczywiście powinni wrócić do teraźniejszości - ale czy jednak ciągle nie budowali sobie uparcie nowych wspomnień? Od lat nie spędzali ze sobą tyle czasu, a ich nagła zażyłość zdawała się... nie być wcale taka nagła - i zupełnie naturalna. Tak samo jak naturalne było wspominanie tych wszystkich przeszłych chwil - a dzielili ich ze sobą wręcz przerażającą ilość. Wspólne lata przewyższały te spędzone na rozłące - a mówiąc dokładniej: na braku kontaktu. Jeśli już gdzieś się razem pojawiali, to Perpetua nie występowała bez Huxleya przy boku, a Huxley nie mógł się opędzić od Perpetuy. Po prostu. Jakoś zawsze tak było - i całe te związkowe zamieszania, czy to po jej, czy jego, stronie nie potrafiły tego zmienić. Czyżby siła przyzwyczajenia?
Wyróżniałam się chyba jedynie tym, że byłam kobietą — żachnęła się, wachlując ręką rozgrzane policzki. Dopiero Shercliffe potem uświadomił ją, że w drużynie kadry nauczycielskiej była jedynym pierwiastkiem żeńskim - co też odbiło się pewną iskrą irytacji w jego spojrzeniu. I zdziwieniem w oczach złotowłosej - bo naprawdę nie zwróciła na to kompletnie uwagi. Wszystkich na boisku postrzegała po prostu jako nauczycieli, a nie czyhających na nią mężczyzn. Zwłaszcza odkąd oficjalnie została dziewczyną Caine'a.
Wraca, będzie dalej uczył nasze dzieciaki miotlarstwa. I wcale... nie jest taki ponury. Rubaszny też nie. Ale to uroczy facet, i silny, zdecydowanie — zachichotała na wspomnienie niecodziennej przygody z Antoshą w Hogsmeade. Jej jasne oczy nabrały zamyślonego wyrazu - co przy alkoholowym błysku wyglądało jednak bardziej na maślane spojrzenie.
Reakcja przyjaciela na obietnicę występu widocznie połechtała jej artystyczne ego, dodatkowo podchmielone krążącymi jej w żyłach procentami. W głowie już uszykowała piosenkę, którą Williamsowi zechciałaby zadedykować - nie zastanawiała się nad tym wiele. Nie była jedynie pewna, czy kiedykolwiek już mu ją śpiewała...
Oh Huxy, gdzie twoja pewność siebie? — teatralnie przewróciła oczami na słowa mężczyzny - i sięgnęła po pełny kieliszek, by wychylić go gładkim ruchem wprost do swoich ust. Gorąco spłynęło po jej języku i gardle, aż do żołądka - kiedy podnosiła się z krzesła. Zachwiała się delikatnie - tylko po to jednak, żeby nachylić się nad przyjacielem - na krótką chwilę zastygając w bezruchu, by podłapać jego wesołe, zielone spojrzenie. I złożyć krótki pocałunek na jego kości policzkowej.
Liczę na oklaski! — mruknęła miękko - po czym wyprostowała się, by zadziwiająco wdzięcznym krokiem podpłynąć wprost na scenę. Wspięła się na podwyższenie, przytrzymując jedną ręką spódnicę - i odmawiając pomocy uprzejmym uśmiechem jakiemuś młodzikowi spod podestu. Zajęła odpowiednie miejsce, tuż przy staroświeckim mikrofonie, przystosowując go z wprawą do swojego wzrostu - i unosząc wzrok, omiotła spojrzeniem całą salę. Zadziwiająco przepełnioną - gdzie wszystkie oczy jak jeden mąż skierowały się na nią. Odszukała jednak te jedyne, dobrze jej znane - czując jak ekscytacja puszcza się prądem po jej skórze. A może to delikatna aura uroku, która zawsze na scenie jej towarzyszyła.
Chciałam tylko zaznaczyć, że ten występ dedykuję Panu w fikuśnym, fioletowym garniturze!
Uśmiechnęła się szeroko do Huxleya - nie omieszkując przy okazji posłać mu w powietrze pocałunku - nim w końcu zaczęła śpiewać. Nie wiedziała, czy magia tego miejsca na nią nie zadziałała - czy DJ się po prostu zagapił. Jej głos w ogóle się nie zmienił, rozbrzmiewając czysto i rezonując w zadziwiająco akustycznym pomieszczeniu, mało tego - acapella. Gdzie te rozsławione zmiany głosów, transmutowanych w zwierzęce odgłosy? Albo tony innych ludzi?
Nie zraziła się jednak tym brakiem ingerencji - kontynuowała piosenkę, do samego końca nie odwracając roześmianego, śmiałego spojrzenia od siedzącego po drugiej stronie sali Williamsa. Skończywszy - ukłoniła się z gracją, czekając na oklaski, których... Nie było. Czyżby wszystkich aż tak wmurowało?

Kostki: 4, 6, 6
@Huxley Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 111
  Liczba postów : 227
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptySob Paź 10 2020, 02:30;

Kostki:1 4 6

Siedzimy i gadamy o meczu śmiejąc się głośno. Czyli jak zwykle robiąc coś co nie przystoi teoretycznie ludzi w naszym wieku. Większość nauczycieli nie robi w końcu takich rzeczy. Ale kiedy my się dobieramy jakimś sposobem wszystko co nas otacza jest mało ważne. Nasza stateczna praca, ludzie o których myślimy z bólem albo z miłością. Albo w obydwu kwestiach. Po prostu cieszymy się prostymi chwilami, które okazują się być tak cudowne jak kiedyś. Dlaczego kiedykolwiek tego zaprzestaliśmy? Czy nasze szczęście osobno faktycznie było równe temu co mieliśmy kiedyś? Nie potrafię sobie teraz odpowiedzieć na to pytanie, szczególnie kiedy mój umysł coraz bardziej pobudzam wysokoprocentowym alkoholem. Szczególnie, że obydwoje wiemy jak skończyły się nasze szczęście bez siebie.
- Tak, oczywiście, gdyby nie to nikt by nie zwracał na ciebie uwagi - mówię z uśmiechem na tą odpowiedź. - Przecież dobrze wiesz, że bardzo dobrze ci poszło na meczu i zawstydziłaś mnóstwo znacznie młodszych zawodniczek, które widzą karierę w tym co robią. Co w ogóle za różnica jakiej jesteś płci? - mówię po chwili z niejaką irytacją na to, że zwracasz na takie szczegóły jakąś uwagę.
Prędko jednak zaprzestaję tych mało entuzjastycznych myśli kiedy słyszę o nauczycielu miotlarstwa. Unoszę do góry brwi i zamiast tym razem wyrażać jakąś dezaprobatę chichotania dziwnego Perpy na myśl o jakimś innym nauczycielu parskam jednorazowo śmiechem. Szczególnie widząc zawahanie przy tym wszystkim kobiety.
- Mówisz, że jest wolny i super człowiekiem? - mówię udając zagadkowe spojrzenie jako człowiek wolny i bez zobowiązań. W przeciwieństwie do mojej przyjaciółki.
W końcu jednak przyjmujemy mniej lub bardziej fair zakłady i macham ręką na jakiekolwiek dogryzanie Perpy za moja niby małą pewność siebie. W końcu chyba to nie jest dziwne, że mniej niż ona ogarnę część rzeczy. - Gdziekolwiek nie jest zniknie wraz z tobą na scenie - mówię i wskazuję na miejsce gdzie ma iść kiedy ta wypija znaczną część alkoholu. - Albo się pojawi - dodaję, kiedy Perpa pochyla się nade mną i w naszych oczach błyszczą wesołe ogniki. Gdybyśmy byli piękni i młodzi (piękni niektórzy z nas wciąż są), złapałbym Perpetuę starym sposobem, by zmusić ją do pocałunku w usta jak zwykle kiedy próbowała się ze mną drażnić. Nie są jednak te same czasy i pozwalam pocałować się w kościsty policzek bez żadnych ekscesów, kiwając głową na słowa o oklaskach.
Oczywiście idzie jej wykwintnie. Słysząc wybraną piosenkę milknę całkowicie. Jedyne co się liczy to moja najlepsza przyjaciółka i dawna miłość śpiewająca o czymś co jest równocześnie prawdą, jak i nieszczęśliwym kłamstwem. Przez magiczne trzy minuty nie liczy się nikt inny tylko ona kiedy śpiewa dla mnie na tej scenie, jakby nic się nie zmieniło. Pokazując jak mogło być gdybyśmy nie byli młodzi i głupi, przekonani, że los kieruje nas inaczej i wierzący w inną miłość niż tą którą mieliśmy. Ledwo mrugam przez cały występ, skupiony tylko na Niej. Dopóki wszystko się nie kończy i spektakularny występ nie sprawia, że wszyscy patrzą na nią jak zaczarowani. Jak pierwszy wstaję by zaklaskać głośno, a cały bar robi to samo. Podchodzę prędko do sceny i ruchem młodocianego kochanka porywam ją ze sceny, obracając przed nią, co wzbudza oczywiście większe brawa. Tak naprawdę nie wiem co powiedzieć, więc jedynie całuję czubek głowy kobiety, mając nadzieję, że mój wzrok może wyrazić więcej niż moje słowa.
Kiedy ja staję na scenie okazuje się, że moja piosenka to połączenie bobra oraz kury. Co sprawia, że wybrana przeze mnie piosenka. Nie jest już tak piękna jak Perpy, ale zwyczajnie niesamowicie komiczna, co sprawia że wszyscy są niesamowicie podekscytowani występem z całego żartu, który z tego wynikł. Z zażenowaniem schodzę ze sceny, by wrócić do przyjaciółki i napić się prędko kieliszka whisky oraz złapać jej rękę.

______________________

Every day is Halloween isn't it? For some of us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Needle

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 186
Galeony : 149
  Liczba postów : 86
https://www.czarodzieje.org/t18305-xavier-needle?highlight=Xavier
https://www.czarodzieje.org/t19370-poczta-xaviera#572475
https://www.czarodzieje.org/t18339-xavier-needle#521755
Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8




Moderator




Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 EmptyPon Paź 19 2020, 01:36;

W zasadzie nie miał pojęcia czemu skierował swoje kroki do właśnie tego baru. Może dlatego, że wszystkie inne miejsca były zatłoczone i chociaż zdecydowanie szukał towarzystwa, w którym mógł się zatopić, żeby urozmaicić sobie wieczór, to jednak wciąż nie chodziło o tłum, przez który trudno się przecisnąć. Nic dziwnego, że to miejsce nie było wypchane po brzegi - nie każdy chciał spędzać wieczór wysłuchując wątpliwie udanych prób wokalnych obcych ludzi. Wszedł akurat jak jakiś pijany facet kręcił się po scenie z mikrofonem i zdecydowanie nie wiedział, co robi. Pokręcił głową na ten widok i skierował swoje kroki w kierunku baru, uznając to za znacznie lepszy przystanek.
Wypił kilka piw, porozmawiał ze stałymi bywalcami, ale też z kilkoma mniej stałymi bywalczyniami, raczej niezobowiązująco, krótko, większość wieczoru upłynęła mu szybciej niż się tego spodziewał. W pewnym momencie jedna dziewczyna przykuła jego uwagę. Nie kojarzył jej, nie pamiętał jeszcze wielu dziewczyn ze szkoły, wciąż na nowo się uczył nieznanych twarzy. Domyślał się oczywiście, że jest z Hogwartu, wyglądała młodo, może nawet była uczennicą? Zajął miejsce koło niej, prosząc o kolejne piwo.
- Stawiam następnego drinka. Co pijesz? - zahaczył kapslem o brzeg zniszczonego stołu, tym samym otwierając swoją butelkę z charakterystycznym sykiem. Upił łyka, zerkając na nią pytająco i obrócił się na swoim stołku, twarzą do sceny. - Merlinie, czemu tacy ludzie wychodzą na scenę - pokręcił głową, obserwując dość żenujący występ młodej dziewczyny. - Nawet nie wygląda jakby była pijana - zauważył, bo faktycznie, w porównaniu do reszty towarzystwa o tej godzinie, wyglądała zaskakująco trzeźwo. - A ty? Też przyszłaś potorturować innych swoim głosem czy tylko się napić w wątpliwym towarzystwie? Jeśli to drugie, wybacz, że utrudniam - starał się wychwycić w jej wyglądzie, a przede wszystkim w stroju coś charakterystycznego, coś, po czym mógłby ją ocenić i choć trochę zaszuflatkować w swojej głowie. Doceniał dziewczyny, które nie poprzestawały na jeansach, czarnych ubraniach i wyjątkowo nudnych, standardowych połączeniach. U takich trudno było coś nawet poprawić, ten strój był tak prosty i oczywisty, że był bezbłędny, ale też bez polotu. Tutaj sytuacja była inna, zauważył to od razu. I po jakiś pięciu sekundach miał milion uwag do jej połączeń i rozwiązań.
Nie był pewien czy dla butów jest jakikolwiek ratunek.

______________________

I don't think the world is sold

I'm just doing what we're told
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Bar "Syreni śpiew" - Page 9 QzgSDG8








Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty


PisanieBar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty Re: Bar "Syreni śpiew"  Bar "Syreni śpiew" - Page 9 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Bar "Syreni śpiew"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Bar "Syreni śpiew" - Page 9 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-