Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Plac z fontanną

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość


avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyWto Maj 21 2013, 19:55;

First topic message reminder :



W sercu parku znajduje się plac z ogromną fontanną, przy której można ochłodzić się w upalne dni. Zazwyczaj pełno tu rodzin z dziećmi, choć nie brakuje też spacerującej młodzieży. Nocą woda zmienia swój kolor i nabiera większego światła dzięki czemu aura jest tu iście romantyczna.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Aiden Ackermann

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 184
C. szczególne : Tatuaż z motywem smoka na szyi
Galeony : 363
  Liczba postów : 86
https://www.czarodzieje.org/t18515-aiden-ackermann#528364
https://www.czarodzieje.org/t18537-aiden#528393
https://www.czarodzieje.org/t18541-aiden#528504
https://www.czarodzieje.org/t18519-aiden-ackermann#528365
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyPią Mar 27 2020, 15:57;

Przeniesienie się z Koreańskiej reprezentacji do Angielskiej było... ciężką decyzją. I zdecydowanie nie na rękę jego matce, ale... on już dawno przestał w ogóle się przejmować tym, co do niego mówiła. Spotykał się z nią wyłącznie kiedy musiał, czyli w święta rodzinne i państwowe, a także na treningach, gdzie po opuszczeniu boiska zazwyczaj rozchodzili się bez słowa. Ale Aiden wiedział, że będzie to dobra decyzja. O ile za czasów mamy Korea była w szczycie formy o tyle... Jakoś tego nie czuł. Nie odmawiał talentu graczom, a jednak nie czuł się tam dobrze. Może i byli dobrze dograni, ale brakowało iskry. Poza tym - skakanie między Irlandią a Koreą było niezwykle uciążliwe. Gra dla Srok i bycie reprezentantem Korei. Jasne, że mógł wybrać jedną z drużyn bliżej Seoulu, ale przecież chodziło w rozwoju o to, by grać z najlepszymi. A nie się uwsteczniać. Albo chociaż - nie robić postępów. Przejście z japońskiej drużyny do Srok było dużym przeskokiem, ale wyszło mu to na dobre, bo jego zdolności znacznie się poprawiły. I po tych paru latach grania dla brytyjskich drużyn zaczynała się pokazywać różnica w poziomach. To, co oferowali Koreańczycy a tym, co miał od Brytyjczyków. Jeśli chciał dalej się rozwijać to musiał podjąć taką, a nie inną decyzję.
  Zmiana.
  Miejmy nadzieję, że na lepsze.
  Stało się to stosunkowo niedawno; decyzja zapadła ledwie tydzień temu, a faktycznie zakontraktowana została raptem parę dni temu. Było to utrzymane w tajemnicy, więc wieści o transferze zawodnika nawet nie wyszły na światło dzienne i nie zawitały w żadnym pisemku informującym o nowościach w świecie Quidditcha. Aiden wolał z tym zaczekać, aż sam poinformuje ważne dla niego osoby o tej zmianie. Chociaż taka Lisa to już na pewno wiedziała, skoro niejednokrotnie pokazała jak płynny kontakt ma z koreańskim selekcjonerem. Ale akurat poinformowanie matki nie leżało na liście rzeczy do zrobienia u Aidena. Pierwsza dowiedziała się jego ciotka-nie-ciotka. I to ona wyszła z propozycją, by Aiden z nią zamieszkał. I początkowo wydawało się to być dobrym rozwiązaniem. Bo lubił jej towarzystwo, jej dania, no i trzymali się bardziej jak przyjaciele a nie faktyczna rodzina. I to mimo różnicy wieku. No co? Te wszystkie tańce na dachu po pijaku potrafiły zbliżyć ludzi. Jako drugi dowiedział się William. Kolejne były Jean z Violettą. Min miała być kolejna na liście, ale do tego musiał się przygotować. Chciał jej zrobić niespodziankę! Bo przecież to znaczyło dla nich tyle, że będą mogli się widywać częściej a nie raz w tygodniu w weekendy i to o ile jego terminarz rozgrywek na to pozwoli.
  I jednego dnia Violetta zaproponowała spotkanie. W zasadzie nie powinno to być niczym zaskakującym bo teraz, skoro byli od siebie rzut beretem, mogli ponadrabiać te kilka lat upośledzonego kontaktu za pośrednictwem sowy czy wizbooka. Zgodził się od razu, bo jednak towarzystwo Straussówny lubił, a zwłaszcza jeśli chodziło o jej historie z cyklu "co dziś odjebałam w Hogu". No trochę mu to przypominało o jego latach "świetności" w Hogwarcie. Dlatego kiedy tylko dostał wiadomość z propozycją spotkania to tylko zerknął na swój terminarz i odpisał, że sobota popołudniu to mu pasuje. Zdziwił go tylko dobór miejsca no bo... Fontanna w Parku? Co tak romantycznie? Znaczy niby nic, ale to pierwsza taka odmiana. Zwykle to był pub albo jakaś otwarta przestrzeń, gdzie mogli sobie razem potrenować. Wytłumaczył to tym, że Violetta pewnie wymyśliła jakiś odpał do wykonania i potrzebna była do tego fontanna. No i on niby miał być jej partnerem w zbrodni?! Czemu nie!
  To była leniwa sobota, którą w zasadzie spędził na porządkowaniu swoich rzeczy, które zniósł do domu Perp podczas przeprowadzki. Jego pokój to teraz był dumny pokój Krukona (ex). No i wydawał się być taki bardzo sentymentalny. Ale przy okazji bardzo przytulny. Skończył akurat rozstawiać puchary i pucharki, złote czy srebrne, mniejsze czy większe, kiedy spojrzał na zegar naścienny. Należało się zebrać, wykąpać i przywdziać w coś, co będzie wyglądało dobrze, ale i przy okazji da mu możliwość szybkiego spierdalania w razie w. No bo naprawdę nie wiedział co z tą fontanną i czemu tam? Viola nie była kimś kto lubił sobie po prostu spacerować po parku. Musiała mieć jakiś plan, o którym mu po prostu nie chciała powiedzieć przez wizbooka. Więc musiał być gotowy na każdą ewentualność.
  Ubrawszy się w czarne spodnie z paskiem, granatową (team Kruki) koszulę z podwiniętymi do połowy rękawami, jakieś tam butki i lekki, czarny płaszcz (bo pizgało, ale i tak go nie zapiął) wyszedł z domu informując Perps, która akurat wróciła, że idzie się spotkać z Violettą i nie wie kiedy wróci.
  Ale obiecał, że będą grzeczni.
  Kłamczuszku ty.
  Tak czy inaczej ewakuował się zanim zdołał usłyszeć "przecież Viola i bycie grzecznym nie powinno stać w jednym zdaniu, to nielegalne". Wcisnął dłonie w kieszenie płaszcza i przemieścił się uliczkami Hogsmeade w stronę parku, gdzie nie było tak dużo ludzi, a to pewnie zważywszy na pogodę. Wiało. To nie była pogoda na romantyczne spacerki alejkami. Tak czy inaczej zaczął zbliżać się do fontanny, delikatnie spóźniony, a z oddali widział czekającą już tam sylwetkę.
  Och proszę, Violetta była na czas! Coś nowego.
  Problem w tym, że w miarę jak się zbliżał to zauważył, że coś mu nie pasuje, a kiedy znalazł się raptem paręnaście kroków od postaci tam stojącej, to zreflektował się, że to, kurwa, nie była Violetta. I kiedy dotarła do niego myśl kto to był, tym bardziej jak w końcu dane było mu zobaczyć jej twarz (no bo wcześniej była tyłem, okej?) to poczuł jakby go ścięło.
  Zwolnił i zatrzymał się.
  — Lexa. — Wypowiedział jej imię, lustrując spojrzeniem jej twarz. I jak raz uderzyły w niego wszelkie wspomnienia, które z nią dzielił, a których nie mógł wyrzucić z głowy. I nawet nie chciał. Mimo tego, że nie wszystkie były... szczęśliwe. — Cześć. — Dlaczego tak proste słowo próbowało mu stanąć w gardle? Dlaczego teraz czuł się, jak gdyby cała jego energia z niego spłynęła, jak gdyby cały ten dobry humor z niego uleciał? A jednocześnie czuł też, jakby coś ścisnęło jego biedne serducho. Mnóstwo zmieszanych emocji odezwało się w jego umyśle, tworząc z siebie jakiś beznadziejny kogel-mogel.
  Wpatrywał się w nią, z niezidentyfikowanym wyrazem twarzy, za to jego oczy momentalnie stały się jakieś takie... smutne. To na pewno przez tę pogodę.
  — Co tu robisz? — Zapytał absolutnie neutralnie. W zasadzie to nie wiedział po co? Czy chodziło o to, żeby podtrzymać dialog czy może w jakiś taki upośledzony sposób spróbować wywabić "czekam na Carlosa" czy innego cwela o męskim imieniu, do którego Aiden z miejsca zacząłby pałać nienawiścią. No co? Jak się zbliżał to wyglądała jakby na kogoś czekała. Nikt normalny nie stoi w jednym miejscu i nie gapi się na fontannę czy otoczenie bo ile można?

@Lexa Shelby
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyPią Mar 27 2020, 17:44;

Ostatnie tygodnie w pracy dały jej się we znaki. Nie miała czasu absolutnie na nic, nawet aby pamiętać jak się nazywa. Dawno nie widziała tylu paskudnych przypadków w Mungu. Co chwila ktoś przychodził połamany albo sowicie pobity, z licznymi ranami na ciele. Dużo osób potrzebowało natychmiastowych operacji oraz leków, które nie były dostępne od teraz, bo ich wytworzenie zajmowało czas, którego aktualnie nie mieli. Rąk w pracy nie było wielu, a ludzie robili sobie coś każdego dnia, dlatego też musieli działać z tym co mieli. Jak nie rozszczepienia po nieudanych teleportacjach, to ślady walki. I Lexa przez to wszystko potrafiła siedzieć po kilkanaście godzin w pracy każdego dnia, przez pięć dni pod rząd. Gdy nadszedł upragniony weekend, w końcu mogła paść na łóżko i nie wstawać z niego przez bite dwa dni. I zwykle tak robiła, nie ruszała się z domu, jedynie przyjmowała poszczególnych gości. Zwykle była to Dunia, Viola, czasem Jean czy Liselotte. No i Ethan. Chłopak z którym oficjalnie była w związku od dwóch miesięcy, a z którym poznała się właśnie w świętym Mungu. Ethan był uzdrowicielem, który zaczął tam pracę pół roku temu po przenosinach ze szpitala w Irlandii. I to on zwrócił uwagę Lexy na tyle, że w końcu oderwała się od tego wiru pracy w który wpadła po zerwaniu z Aidenem. Problemem jednak było to, że Shelby nie była w stanie wdać się w jakąkolwiek bliższą relację z kimkolwiek płci przeciwnej, zupełnie nie odczuwając pociągu do nikogo. Chcąc nie chcąc porównywała każdego do Ackermanna, co nie było dobre ani dla niej, ani dla ewentualnego związku. Z Ethanem jednak było inaczej. Jako pierwszy się nią zainteresował i zaciekawił swoją osobą na tyle, że Lexa do nikogo go nie porównywała. Był... miły. Po pierwszych tygodniach wspólnej pracy i wielu godzinach spędzonych na dyżurach, ostatecznie w pewnym stopniu się zakolegowali na tyle, aby blondynka zgodziła się z nim pójść na niezobowiązującą kolację. Wiele, naprawdę wiele czasu zajęło jej przekonanie samej siebie, że może jednak zasługuje na drugą szansę w miłości. Tylko, że miłością tego raczej nie mogła nazwać. Ostatecznie jednak uległa propozycji Ethana, aby spróbować. Bo on wiedział. Wiedział dlaczego jest taka oziębła dla chłopaków, dlaczego odrzuca większość i zasypia w łóżku sama. I to zaakceptował mimo wszystko chcąc jej pomóc oraz przekonać, że może być znowu szczęśliwa. Tylko, że z kimś innym. A Ethan był cierpliwy i tym samym też ją ujął. Nie czepiał się, był wyrozumiały i troskliwy. Każdy weekend spędzali wspólnie, aby odsapnąć po tygodniowym zapierdolu. Tylko, że raczej wyglądało to jak spotkania dwójki kumpli niż prawdziwej pary, która coś do siebie czuła. Przynajmniej od strony Lexy. Dzisiaj też mieli wspólnie usiąść na łóżku i odpocząć, a także poopowiadać sobie o ciekawszych przypadkach, które im się przydarzyły w minionych dniach. Tylko, że właśnie Viola wyskoczyła do niej z propozycją wyjścia, a jako, że ostatnio nie miała dla niej zbyt wiele czasu, odwołała Ethana, który bez problemu przyjął to do wiadomości i kazał się dobrze bawić.
Oh dear. If you knew.
Jak dobrze, że miało to być spotkanie po południu dzięki czemu mogła spokojnie się wyspać. A spała tak długo jak tylko mogła, bo w dalszym ciągu czuła jak jej nogi do dupy wchodzą po ciągłym lataniu tam i z powrotem po szpitalnych korytarzach. Ostatecznie jednak musiała wstać, bo trochę zaczynała śmierdzieć, a nie należało iść tak na spotkanie z przyjaciółką z którą się już jakiś czas nie widziało, nie? Dlatego też około trzech godzin przed spotkaniem wstała z łóżka i poszła wziąć gorący prysznic, a następnie przebrać się w coś wygodnego, bo miejsce spotkania niewiele mówiło co zamierzają robić, ale jakoś tak... nie ufała tej Violi. Wolała więc ubrać czarne, dopasowane spodnie, aby w razie czego faktycznie mieć jak spierdalać czy się bić z jakimiś typami. A może po prostu będą pić w miejscu publicznym? Bo co to za spotkanie ze Straussówną bez przypału i alkoholu. Powiedziałaby, że demoralizuje tę dziewczynę... ale ona już się urodziła zdemoralizowana.
Po dostatecznym ogarnięciu się, wciągnięciu na siebie jeszcze luźniejszej białej koszulki na którą zarzuciła czarną ramoneskę, zerknęła na zegarek, który podpowiadał jej, że należałoby już wyjść jeśli nie chce się spóźnić. Chociaż znając Violę, to i tak będzie pół godziny przed czasem i będzie musiała na nią czekać, bo ta odpierdala coś w Zakazanym Lesie. Dlatego też niezbyt się spieszyła do parku, kierując się tam typowo spacerowym tempem.
Gdy dotarła na miejsce, ludzi nie było zbyt wielu, ale Violetty oczywiście na miejscu nie zastała. A to zdziwko. Shelby westchnęła jedynie pod nosem, zerknęła na zegarek na jej lewej ręce i schowała ręce do kieszeni, aby rozejrzeć się po okolicy, bo może ta się gdzieś tu już kręciła. Ta, jasne. Nikogo znajomego jednak nie widziała. Czyli jednak przyjdzie jej czekać pół godziny. Powinna się już nauczyć i brać ze sobą jakąś przekąskę czy krzyżówki, aby mogła je rozwiązywać. Albo po prostu się nauczyć, że krukonka nigdy nie będzie na czas.
I może nikogo nie widziała. Ale w pewnym momencie coś jej powiedziało: odwróć się. I tak zrobiła, a osoba, którą zobaczyła sprawiła, że na moment coś chwyciło jej serce i nim szarpnęło. Zupełnie niespodziewanie i gwałtownie. To była reakcja nad którą nie mogła zapanować. Stała tam i wpatrywała się w niego jak w ducha, kogoś, kogo spodziewała się już raczej nie zobaczyć.
- Lexa.
- Aiden. - powiedziała niemalże równocześnie z nim. Momentalnie grawitacja stała się silniejsza, a przez jej serce przechodziła cała gamą różnych uczuć i wspomnień. - Hej.- Nagle wszystko co ukrywała przed ostatnie lata pierdolnęło w nią z podwójną siła śmiejąc się jej w twarz. I chociaż tyle działo się wewnątrz niej, jej wyraz twarzy był raczej nieodgadnięty. Na pewno zaskoczony, ale... w jej oczach coś było coś jeszcze. Jak gdyby żal, głównie do samej siebie. No cóż, to było silniejsze od niej.
Wpakowała głębiej ręce do kieszeni i przestąpiła z nogi na nogę.
- Czekam na Violę, miała się tu ze mną spotkać.- odpowiedziała rozglądając się po okolicy, czując jak jej żołądek nieprzyjemnie się ściska, niewiadomo dlaczego. Jeżeli Viola teraz przyjdzie, to Lexa będzie mogła uniknąć tego niezręcznego spotkania po latach i takim... rozstaniu z hukiem. W końcu bardzo długo unikała wszelkich nowinek ze świata Quidditcha, a także nazwiska Ackermann, bo automatycznie stawała się dobita do końca dnia, jak nie i dłużej. I Viola doskonale o tym wiedziała. Och well.
Wróciła w końcu do niego spojrzeniem niemalże hebanowych tęczówek, aby raz jeszcze zlustrować go spojrzeniem.
- Lepsze pytanie co ty tu robisz. Myślałam, że siedzisz w Korei.- chociaż równie dobrze mógłby tu być od roku, a ona by o tym nie wiedziała bo i skąd, i od kogo. No ale jak ostatni raz się widzieli, to właśnie tam grał i żył praktycznie na co dzień. Dziwne uczucie. Niegdyś rozmawiali każdego dnia, od rana do późnego wieczora. Zawsze wiedziała co u niego, a teraz... teraz nie wiedziała zupełnie nic. Zupełnie jakby był dla niej obcy.
Ale jej serce wiedziało swoje.
Nie był obcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Ackermann

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 184
C. szczególne : Tatuaż z motywem smoka na szyi
Galeony : 363
  Liczba postów : 86
https://www.czarodzieje.org/t18515-aiden-ackermann#528364
https://www.czarodzieje.org/t18537-aiden#528393
https://www.czarodzieje.org/t18541-aiden#528504
https://www.czarodzieje.org/t18519-aiden-ackermann#528365
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyPią Mar 27 2020, 19:06;

  Nie był pewien czy to najgorszy, a może właśnie najlepszy dzień w jego życiu. Bo spotkał ją. Całkowicie przypadkiem (luja, nie przypadkiem, wal się Viola). I choć skutecznie zerwali wszelki, możliwy kontakt to jednak bardzo często łapał się na tym, że o niej myślał. Nie wspominając już o tym, że dalej nosił przy sobie to przeklęte kółko, które mu już kiedyś oddała. Jak taki masochista, bo przecież przypominało mu cały czas o tym, co miał, a to, że to on je trzymał, to z kolei przypominało, że to, co miał to utracił już bezpowrotnie.
  Ale stało się tak, że stanęli naprzeciwko siebie. I on kompletnie nie wiedział co ma z tym zrobić. Znaczy - starał się zagrać absolutnie naturalnie, na luzie (ale z niego luzak), całkowicie normalnie, a nie dziwacznie niezręcznie, pomimo tego, że tak właśnie się czuł. Oprócz tego czuł też jak jej widok sprawił, że coś go uszczypnęło mocno w serducho, co nie było przyjemne. Ale jednocześnie coś ucisnęło jego żołądek i to nie była niestrawność. To było bardziej takie... miłe uczucie. Że w ogóle ją zobaczył. Że miała się dobrze. Chyba.
  Czekam na Violę, miała się tu ze mną spotkać.
  3...2...1...
  Zaraz, zaraz, zaraz... Violetta nie miała zaawansowanego Alzheimera, żeby zapomnieć o spotkaniu, na które umówiła się z nim wczoraj. Ależ ona dostanie od niego w dupę, jak ją dorwie. I nie, to nie miało seksualnego wydźwięku. Dostanie takiego kopa, że nie wsiądzie na miotłę przez następne dwa tygodnie; w Mungu jej nawet nie pomogą. Jeśli ona naprawdę umyślnie wystawiła go na spotkanie z Lexą, a teraz jeszcze chowa się za drzewem i się głupkowato cieszy to niech wie, że jeśli jeszcze raz będzie chciała trenować z Aidenem, to jej zrobi taki trening, że matka Lisa jej nie pozna. Jak do niego dotarła ta świadomość, a raczej podejrzenie, to... jeszcze bardziej go wkurzało, że nie wie czy ma być na Violettę wściekły czy wdzięczny, bo jednak w jakimś tam procencie cieszył się ze spotkania z Lexą. W normalnych warunkach to pewnie by się radował nieco bardziej, ale na takie spotkanie po latach kompletnie nie był przygotowany. I na pewno nie tak to sobie wyobrażał, o ile w ogóle sobie wyobrażał. Bo założył, że najlepiej będzie się całkowicie wycofać z życia Lexy, w żaden sposób się z nią nie kontaktować. Bo zadecydowała, on się z tym nie zgadzał, ale nie mógł nic na to poradzić. Dlatego sam też się wycofał, dla siebie i dla niej. Jeśli w ogóle myślał o spotkaniu z nią to na pewno nie takim, na kompletnym przypale i spontanie. Na pewno nie wyobrażał sobie, że stanie się to tylko dlatego, że Violetta spróbuje pobawić się w kupidyna.
  — Cóż. Wychodziłoby na to, że Violetta zrobiła nas w trąbę. — Tak, Aiden jakoś tak lubił używać tego typu zwrotów, które po prostu brzmiały śmiesznie, ale przekaz był wiadomy. I miał tak od zawsze. — Umówiła się tutaj też ze mną. Koło fontanny. Dzisiaj. O tej godzinie. - Mruknął, przeciągając dłonią po twarzy. No ta Viola to go kiedyś załamie tymi swoimi super pomysłami, nie ma co.
  Ale technicznie można było jakoś zwalczyć tę sytuacyjną żenadę, gdzie dociera do nich, że to wszystko sprawka Violetty, że to ona ich podstawiła. Tylko pytanie - po co? Czego oczekiwała? Jaki był jej cel w tym działaniu? Tak czy inaczej można było to jeszcze spróbować wyratować, żeby nie było jeszcze dziwniej niż na początku.
  Na przykład zapytaniem o drugą osobę, co też zrobiła Lexa.
  Widać, że z Ravenclaw. Mądrze!
  — Mieszkam tu, Lexa. Od niecałego tygodnia, u Perp.— Odpowiedział, spoglądając na nią uważnie, jak gdyby nie chcąc przegapić jakiejkolwiek reakcji z jej strony. — Z Koreą nic mnie już nie wiąże, poza rodziną, oczywiście. To jeszcze nie wyszło, ale od tego sezonu zaczynam grę w angielskiej reprezentacji. — Wyjaśnił i pewnie by się rozgadał na temat dlaczego tak się stało, a po co, a dlaczego, ale uznał, że jej to nie będzie interesowało. W końcu nie byli już razem, nawet nie spędzali razem czasu, a to oznaczało, że powinien swoje wypowiedzi ucinać, żeby przypadkiem jej nie zagadać na śmierć o czymś, co jej kompletnie nie interesowało. No co? Sam pewnie by przewrócił oczami gdyby ktoś, z kim nie jest w żaden sposób powiązany, zaczął mu rozprawiać nad każdym, nawet najmniejszym detalem z życia. Tyle, że inna kwestia to to, że Lexa nie była z nim powiązana. I o ile teraz ich absolutnie nic nie łączyło poza wspomnieniami, to przecież wcześniej byli ze sobą bardzo blisko; a tego etapu nie dało się po prostu wyciąć z życia i zapomnieć.
  Sięgnął prawą dłonią na kark, coby położyć na nim rękę i rozmasować nieznacznie; co miał w zwyczaju robić w sytuacjach, gdy czuł się nieswojo, czy raczej - niezręcznie. Bo właśnie tak się czuł w tej chwili. Pewnie gdyby to było ustawione spotkanie i wiedziałby, że ją tu zobaczy to i tak byłoby to jakieś... no niewygodne dla niego. Bo kompletnie nie miał pojęcia jak się zachowywać wobec niej. Traktować ją jako całkowicie obcą osobę czy udawać, że się znają, lubią i są po prostu starymi znajomymi, między którymi nic się nie wydarzyło i żaden zgrzyt nie miał miejsca. No tyle, że w tym drugim problem był taki, że ten zgrzyt był i nie dało się tego zapomnieć. Ów zgrzyt złamał Aidenowi serce i to na tyle, że na dobrą sprawę to do tej pory się nie pozbierał. Bo niby funkcjonował normalnie, grał, nawet zaangażował się w związek, ale to wszystko było dla niego takie... pozbawione iskry. Nie dawało mu aż takiej radości; zasadniczo to Aiden nie potrafił się już niczym cieszyć. I choć bywały momenty, w których się uśmiechał to ten uśmiech nie był trwały i bardzo szybko zanikał.
  — Dobrze wyglądasz. — Wypalił nagle, acz nie była to wypowiedź klasyczna dla amanta. Nie brzmiało to jak tani podryw, zainspirowany tym, co wyczytał na pudełku po płatkach. Po prostu stwierdził, że dobrze wyglądała, a też nie doprecyzował, czy mówi o jej aparycji czy może ogólnikowo, że wygląda jakby miała w życiu zajebiście (ale chyba nie wyglądała). No ale wyrwało mu się, bo zreflektował się dopiero po krótkiej chwili. Czas się ratować. — No ta kurtka jest całkiem ładna. — Stwierdził po chwili, w zajebisty sposób się ratując. No, tak po chu- zajebisty. I to też dotarło do niego po chwili. — To znaczy nie mówię, że ty nie jesteś, tylko kurtka, ale... — No to fajnie. Urwał, odchrząknął. So awkward. Flashbacki z Wietnamu, a raczej z Hogwartu, kiedy to wzdychał do Lexy, nie chciał się do tego przed nią przyznał, a i tak próbował się do niej odezwać. I w wyniku tego odpieprzał jakąś manianę, gdzie tylko sam się pogrążał. — To ten... Jak życie, Lexa? — Zapytał w końcu, przyglądając się jej uważnie, próbując puścić w niepamięć swój występ sprzed chwili. Violetta zostaniesz zabita, musisz o tym wiedzieć. Dostaniesz wyjca, jak nic.
  Zasadniczo to nawet nie wiedział czy powinien pytać o takie rzeczy. Czy wypadało i przede wszystkim - czy chciał wiedzieć. Bo bał się jednego - że jeśli opowie mu, że ułożyła sobie życie z kimś innym, że wszystko wspaniale, to on nie będzie potrafił się z tego cieszyć, jako prawdziwy, dobry, stary znajomy. Miał wrażenie, że gdyby coś takiego usłyszał to chyba jedyną rzeczą, jaką byłby w stanie zrobić to pożegnanie się z nią i odejście, rzucając przy tym jakieś głupkowate wytłumaczenie, że nagle nie ma czasu by stać i rozmawiać, bo Perpetua czegoś od niego chciała, a jemu akurat w tej chwili się przypomniało.
  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyPią Mar 27 2020, 21:34;

Nie spodziewała się, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczy. Wybrała życie bez niego. Nie było to jednak życie, które chciała, ale takie były realia. W końcu do niego przywykła. Przywykła do tego, że było bez wyrazu i bez ciągłych uśmiechów. Bez uroczych chwil i bez momentów w których prawdziwie kochała. Znalazła sobie jakieś cholerne zastępstwa, które zajmowały jej serce i myśli na tyle, aby mogła normalnie funkcjonować, ale zawsze gdzieś wewnątrz czuła, że to nie to. Ale za to mogła winić tylko i wyłącznie siebie, bo to ona się poddała. Lisa oczywiście dała jej wiele powodów i mocno podkopała jej pewność oraz wolę walki, ale to jej decyzją było, aby zrezygnować. I teraz, jak go zobaczyła po tych ponad dwóch latach, poczuła jak coś ją szarpie od środka. Jak czuje w końcu coś, czego nie czuła od bardzo dawna. Tylko nie wiedziała czy to dobrze, bo jednak wszystko zaprzepaściła na własne życzenie i miała się pozbyć tego uczucia, które się pojawiało za każdym razem jak tylko słyszała jego imię. Naprawdę myślała, że jej się udało ruszyć do przodu. Myślała, że udało jej się zapomnieć i upchnąć wszelkie emocje oraz wspomnienia dotyczące Ackermanna gdzieś w zakamarki serca i umysłu. Na dobrą sprawę chyba jej się to udało, ale... no właśnie, do momentu w którym go nie zobaczyła i nie czuła jak te szczelnie zamknięte wrota nagle się otwierają. I było to niezręczne, bo nie wiedziała absolutnie co ma zrobić. Po rozstaniu nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Na jej własne, wyraźne życzenie.
Słysząc jego słowa i po zorientowaniu się, że Violetta specjalnie się z nimi umówiła o tej godzinie, w danym miejscu, poczuła... jednoczesną złość, irytację i chyba może lekkie rozbawienie, że ona dalej próbowała to jakoś naprawić. Ale tu chyba nie było już czego naprawiać. Bo Lexa się poddała kilka lat temu, przez co obydwoje ruszyli do przodu. Zapomnieli o sobie. O tym co mieli. O tym czym byli. O tym co mieli mieć. Chociaż chyba nie do końca.
Westchnęła ciężko pod nosem, tworząc typowego facepalma.
- Zamorduję ją.- mruknęła sama do siebie, praktycznie niesłyszalnie. Viola wiedziała jak bardzo drażliwym tematem był Aiden. Wiedziała jak wszelkie wspomnienia ją męczą i bolą, a jednak zdecydowała się ogarnąć i jego i ją, aby po latach się spotkali i chyba... porozmawiali? Well, rozmawiają. Good for them. Tylko to wszystko było bardzo nienaturalne, zupełnie jakby czuli się niekomfortowo w swoim własnym towarzystwie. A jeszcze nie tak dawno przecież świata poza sobą nie widzieli. Byli nie tylko partnerami, ale też najlepszymi przyjaciółmi, którzy mogli ze sobą rozmawiać o każdej porze, praktycznie o wszystkim. A teraz byli dla siebie obcy. To cholernie przykre, ale Lexa na to zapracowała i mogła oglądać owoce swojej pracy. Jak można się domyślić, nie była zadowolona. - Czemu mnie nie dziwi, że Viola odwala dziwne rzeczy.- powiedziała pół żartem, pół serio, bo naprawdę chciała ją w tej chwili zabić. I może podziękować jednocześnie, bo jednak cieszyła się, że go widzi i wie, że ma się dobrze.
Perp. No tak. Czasami zapominała, że ta dwójka to praktycznie rodzina, bo nawet jeśli nie dzieliły ich więzy krwi, tak Perpetua była wspaniałą ciotką z którą nawet Lexa złapała doskonały kontakt. Ba, kobieta stała się jej mentorką od uzdrowicielstwa. Nawet załatwiła jej staż w Mungu, a potem... potem Lexa rozstała się z Aidenem i nawet jeśli oni nie utrzymywali kontaktu, tak Shelby z Whitehorn dalej go miały, chociażby w celach naukowych. Przez pewien czas było to nawet niezręczne, ale kobieta raczej nie wpierdalała się w sprawy młodych, więc było im łatwiej utrzymać kontakt.
- Cieszę się. Mam nadzieję, że wszystko dalej będzie ci się układać. - bo naprawdę chciała dla niego jak najlepiej. Może i przez ostatnie lata nie interesowała się quidditchem, zawodnikami, ani drużynami, ale wiedziała, że angielska reprezentacja była lepsza niż ta koreańska, co znaczyło, że Aiden sięgał coraz wyżej w swojej karierze sportowej. I naprawdę się z tego cieszyła. Mógł jej nie wierzyć, ale tak było.
Dodatkowo wiadomość, że teraz będzie tu częściej... no cóż, z jednej strony szarpnęła ją za serce, ale z drugiej to już nie jej sprawa. Zawsze przecież będzie coś do niego czuć, jednak zaprzepaściła wszystko na własne życzenie, więc nie mogła oczekiwać czegokolwiek. I przecież nie chciała. Znaczy, chciała, ale... to wszystko było bardzo skomplikowane. Miała przecież Ethana, który był dla niej dobry, cierpliwy i wyrozumiały. Był kochany i dbał o nią. Nie miał też matki, która chciała się jej pozbyć za wszelką cenę. To było... stabilne i bezpieczne, ale to nie była miłość.
Uśmiechnęła się delikatnie na jego słowa, słuchając z lekko przekrzywioną głową jego... miotania się. Dziwne uczucie. Dawno tego nie robiła. Znaczy uśmiechała się, mniej czy bardziej, czasami nawet całkowicie szczerze, ale to dalej nie było to. Mimo, że Ethan bardzo się starał.
- Dobrze.- wcale nie, ale przecież nie będzie mu o tym wspominać, zwłaszcza, że raczej nie będą się sobie wypłakiwać na ramieniu. Nie byli tak blisko. Już nie. Chwyciła lewą ręką za prawe ramię w geście... chyba niezręczności, bo musiała coś zrobić z rękoma.- Skończyłam studia, pracuję w Mungu. Jak dobrze pójdzie, to może niedługo awansuję...- takie tam, gadanie trzy po trzy, jak ze starym znajomym z którym po prostu się nie widziało jakiś czas. Szczątkowe informacje na temat życia, aby nie zanudzać drugiej osoby, której zapewne nie za bardzo interesuje co nowego i pyta z czystej grzeczności. No i przecież nie będzie mu mówić, że kogoś ma. Nie jemu. Chociaż może powinna. - Masz tatuaż. - jakże wspaniałe i trafne spostrzeżenie! - Czemu nie miotła? Albo złoty znicz? Albo kafel? - boże, Lexa. Zapomniałaś jak się z nim rozmawia. To dalej był Aiden. Twój Aiden. Chociaż teraz... teraz to mogła być równie dobrze zupełnie obca osoba, której powinna się nauczyć na nowo.
Przez krótką chwilę wpatrywała się w niego, jak gdyby faktycznie był tylko zwidem, ale ostatecznie uśmiechnęła się niepewnie, chyba sama do siebie, opuszczając przy tym na moment wzrok. - U ciebie wszystko dobrze?- chyba, że nie powinna się interesować. Ale się interesowała. - Coś... nowego?- spytała i wcale nie pytała o związek! Znaczy, podświadomie chciała wiedzieć jak bardzo ruszył przed siebie zostawiając wszystko, w tym ją, za sobą. Po prostu musiała to wiedzieć. I nie miałaby mu tego za złe, bo to wszystko jej wina. Cieszyłaby się jego szczęściem. A przynajmniej udawała, że tak jest, bo... nie była pewna czy po tych wszystkich latach rozłąki, uczucie które kiedyś do niego miała, zniknęło całkowicie. I chociaż chciałaby wierzyć, że tak było, to po tym jak go zobaczyła, teraz, tutaj, nie była tego taka pewna. W końcu zawsze będzie coś do niego czuć. Był jej pierwszą miłością. Tego się nie zapomina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Ackermann

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 184
C. szczególne : Tatuaż z motywem smoka na szyi
Galeony : 363
  Liczba postów : 86
https://www.czarodzieje.org/t18515-aiden-ackermann#528364
https://www.czarodzieje.org/t18537-aiden#528393
https://www.czarodzieje.org/t18541-aiden#528504
https://www.czarodzieje.org/t18519-aiden-ackermann#528365
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyPią Mar 27 2020, 22:49;

  Aiden nigdy nie zapomniał o Lexie. W zasadzie to nigdy nawet nie próbował, ale nie mógł zrobić nic więcej niż ostać się wyłącznie ze wspomnieniem o niej. Bo przecież musiał uszanować jej decyzję, jej wybór. Nawet jeśli złamało mu to serce i się z tym nie zgadzał. Tak jak jej powiedział - dla niego od jego własnego szczęścia było ważne to, aby ona była szczęśliwa. I skoro zerwanie z nim miało jej to dać, prędzej czy później, to nie chciał się z tym kłócić.
  Mimo, że to potwornie bolało.
  Mieli żyć z dala od siebie, ale Violetta to chyba miała nieco inną koncepcję na nich i stąd ta cała sniki akcja, za którą pewnie zawiśnie na maszcie w Hogwarcie. O ile wcześniej sama się nie zabije. Albo na miotle, albo w szczekach, no nie wiem, jakiegoś wkurwionego wiwerna, który całkiem randomowo by na nią wpadł w Zakazanym Lesie. Znając jej szczęście i talent do kłopotów to nawet najbardziej nieprawdopodobny scenariusz dla niej był... bardzo prawdopodobny.
  — Szczerze mówiąc to przypomina mi trochę mnie. Też zawsze pakowałem się w kłopoty i miałem zapędy samobójcze. — Odpowiedział, uśmiechając się słabo półgębkiem. No i też lubił się ludziom wpierdalać ze swoimi racjami. Chociaż chyba... nie aż tak. Nigdy nikogo nie wyswatał. Chociaż... próbował! Orła i brunatnopiórą gołębicę, ale to stare dzieje. Właśnie! Ciekawe co z nimi!
  Kiwnął głową, uśmiechając się lekko w ramach podziękowania za jej słowa. Bo to było miłe, że tak mówiła! Nawet jeśli to były tylko słowa i tak naprawdę miała w dupie to czy on będzie grał dla angoli czy jednak Madagaskaru. Chociaż to była Lexa, ona nigdy nikomu nie życzyła źle, więc... Pewnie dlatego zrobiło mu się miło! Bo wiedział, że to prawda. A przynajmniej takiego był przekonania; mogła się niby zmienić przez te dwa lata, ale w zmianę w tym zakresie raczej wątpił.
  — Oof. No tak. To teraz powinienem nieco bardziej uważać, bo ze stadionu w Londynie do Munga raczej nie jest daleko. — A Aiden, jak oboje wiedzieli, lubił się rozpierdalać, na przykład o trybuny. Albo lubił sobie obijać płuco. Albo w jakikolwiek inny sposób ulegać kontuzji. Znaczy - nie lubił tego, ale tak się już działo. Co jednak nie powinno być zaskakujące bo to był jednak Quidditch, sport bardzo urazowy oraz ekstremalny. — Gratuluję. I jednocześnie współczuję. Przewalona robota. — Powiedział. A miotlarze wcale jej nie ułatwiali. — Sypiasz w ogóle? — Taki żarcik. Ale jaki trafiony!
  Uniósł lekko brew słysząc jej pytania. Bo to był dość specyficzne motywy. I chyba bardzo oczywiste. Poza tym kafla i miotłę miał na co dzień, nie musiał sobie ich tatuować. O zniczu nie było mowy, bo to nie jego bajka i dalej uważał pozycję szukającego za bezsensowną, no ale...  
  — Wyobrażasz sobie jakbym wyglądał z miotłą albo kaflem tutaj? Zapewne jak idiota. Chociaż... Noel i tak mówi, że wyglądam jak idiota i to jeszcze taki, co uciekł z Azkabanu. — Powiedział. No co? Noel cenił naturalne piękno, a nie jakieś tatuażowe ozdoby. I otwarcie o tym mówił, że mu się nie podoba to, co Aiden sobie zrobił na skórze. Tyle, że Aiden miał kompletnie w dupie to, co mówił Noel na temat jego wyglądu. — To chiński smok, bardziej chodzi o jego symbolikę. — Odpowiedział krótko, nie rozprawiając się za bardzo o jaką konkretnie. Ale chiński smok reprezentował sobą jednocześnie siłę, ale także strach. Więc tak, był to przemyślany tatuaż a nie taki robiony po pijaku. Zresztą po pijaku nie tatuują. Przynajmniej szanujące się studia tego nie robiły. Zresztą Aiden wiedział, że trzeba się zastanowić nad motywem, bo jednak miejsce, które wybrał... to nie było łatwo ukryć. Musiałby cały czas w szalach czy apaszkach biegać, a to chyba nie było w jego stylu. Golfy zresztą też nie.
  Aiden wcisnął dłonie do kieszeni ciemnych spodni i wzruszył ramionami.
  — Normalnie. To znaczy - jeśli chodzi o moją grę to raczej naprzód. Dużo treningów, gęściej w meczach. I w zasadzie na tym tylko się skupiam. — well obviously. Była jeszcze Min i jej też poświęcał swój wolny czas (o ile jakiś był), ale nie bardzo chciał się tym teraz chwalić. Zresztą to byłoby głupie wyjechać do byłej partnerki z peanami na temat nowej dziewczyny. Znaczy niby nic, bo przecież to Lexa chciała się z nim rozstać i chyba byłoby to naturalne jak gdyby po czasie znalazł sobie partnera, a jednak... Może gdyby był w Min szalenie zakochany i świata poza nią nie widział to by biegał i opowiadał wszystkim o tym jaka to ona wspaniała i jaki to on jest szczęśliwy, że ją ma. Problem w tym, że on chyba nie był szczęśliwy i ostatnio łapał się na tej myśli coraz częściej. To nie tak, że jej nie lubił, bo lubił! I to bardzo! W całej jego szarej egzystencji to ona wlewała trochę kolorów. Jednak był zły na samego siebie, bo nie potrafił wykrzesać z siebie tyle energii co ona dla tej relacji. I choć byli razem to on miał wrażenie, że tak nie powinno być. Bo dziewczyna powinna być z kimś, kto będzie jej dawał szczęście, a nie tylko ciągnął od niej pozytywną energię.
  Przez chwilę milczał, gapiąc się na ziemię, gdzieś pomiędzy nimi. Wyglądał tak, jak gdyby chciał o coś zagadnąć, tylko wewnętrznie bił się z myślami czy powinien to zrobić. Jakby nie było to jednak trochę go znała i pewne nawyki i zachowania u niego się nie zmieniały.
  — Czy ty... — zaczął, nie odrywając wzroku od losowego punktu na ścieżce — jesteś szczęśliwa, Lexa? — Wypalił nagle. No to sobie chłopak temat do rozmów znalazł. Tak jakby nie było dostatecznie niezręcznie podczas zwykłych rozmówek na temat tego, co u nich słychać. Tak jakby nie mógł zapytać czy podoba jej się dzisiejsza pogoda, bo jednak trochę pizgało. Albo jak już chciał zapytać o coś głupiego to mógł zapytać o to, co jadła na śniadanie albo co się robi z ziemniakami przy szykowaniu placków ziemniaczanych.
  Dopiero po krótkiej chwili do niego dotarło, że zadał jej trochę takie... no bardzo osobiste pytanie, a raczej nie był do tego uprawnionym. Bo to, że kiedyś byli razem to chyba niczego nie zmieniało. W końcu ostatnie ponad dwa lata spędzili osobno. I to tak całkowicie osobno, bo nie mieli ze sobą absolutnie kontaktu. Niemniej przecież to jej powiedział - że zasługuje na to by być szczęśliwa, by ktoś jej to szczęście dał. Była super, to powinna mieć super życie, prawda? Niemniej nie zmieniało to faktu, że w jej życie prywatne nie powinien się wpierdalać.
  — Przepraszam. Nie powinienem był. — Mruknął, po czym odchrząknął. Taka trochę... nerwówka. Bo jak tu, a przede wszystkim o czym, rozmawiać z nią? Jak do niej podchodzić? Jak traktować? A może lepiej by było, gdyby teraz się po prostu zwinął i odszedł, zanim zaliczy jeszcze większą żenadę i ją zirytuje swoimi pytaniami. Bo ona na pewno poszła już naprzód, ułożyła sobie życie, a on się niepotrzebnie wpierdalał z pytaniami. W ogóle to nie powinno go tu być. Skoro nie odzywała się przez cały ten czas to by oznaczało, że nie potrzebowała ani jego, ani kontaktu z nim. On potrzebował i czuł to, ale obiecał jej, że odejdzie. Bo mu powiedziała, że tego chciała, to była jej decyzja, którą on musiał uszanować. I teraz stali tutaj razem nie dlatego, że tego zapragnęli, ale dlatego, że Violetta miała zapędy samobójcze i zorganizowała im schadzkę, nic im o tym nie mówiąc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptySob Mar 28 2020, 00:00;

Żałowała. Strasznie żałowała. Było jej cholernie przykro. Złamane serce nigdy się nie zaleczyło całkowicie, ale zrobiło to na tyle, aby jego użytkowniczka mogła jakoś funkcjonować. I nie było dnia w którym by nie przeklinała samej siebie, że zniszczyła coś, co miało szansę trwać. Że zniszczyła coś, co miało być jej szczęśliwym zakończeniem. Ale musiała zaakceptować konsekwencje swoich czynów i ruszyć do przodu, bo jeśli by tego nie zrobiła, najpewniej skończyłaby z samą sobą. Z żalu, który niszczył jej serce.
Uśmiechnęła się lekko na wspomnienie jego wszystkich odpałów w szkole. A było tego dużo. I pamiętała każdy z nich. Najbardziej jednak pamięta te wszystkie przyjemne chwile, które mieli razem. Zwłaszcza bal na którym, o zgrozo, Viola również się wpierdoliła. Ta to chyba lubiła się wpierdalać między nich, a co ciekawsze, zawsze jej to wychodziło. Tylko teraz... no teraz ciężko o to, aby cokolwiek wyszło. Obydwoje byli w nowych związkach. Obydwoje ruszyli do przodu. Obydwoje czuli się aktualnie... dziwnie naprzeciwko siebie. I nawet jeśli serducho jej szybciej zabiło na jego widok, to jednak nie mogła zrobić nic więcej.
- Prawda. Zwłaszcza jak postanowiłeś trenować z obitym płucem, nawet jeśli Raylene kazała ci odpoczywać. - bo to akurat pamięta doskonale. Zwłaszcza to jak się zamartwiała i jak bardzo się o niego wtedy bała. I to jak na niego nakrzyczała przy wszystkich na boisku. I nie ze złośliwości, a z czystej troski. - Albo gdy wysłałeś woźnego na materacu na sam środek jeziora.- bo to też pamiętała. Chyba każdy w tamtych czasach w szkole to pamiętał, bo to była naprawdę złota akcja. - Akcja z Draganem też była ciekawa. Nie niebezpieczna, ale całkiem zabawna. - zwłaszcza jak wszyscy się odpalili, aby na niego najechać. Krukońska moc i zjednoczenie. Ich to nikt nie był w stanie zniszczyć, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Ba, nawet pokojowo nastawiona Lexa miała ochotę przywalić mu w mordę za obrażanie jej chłopaka. No ale to było kiedyś... mimo wszystko, mieli naprawdę dużo ciekawych wspomnień, nie można im było tego odmówić.
Wciąż się uśmiechała. To było niesamowite. Może nie jakoś szeroko, ale ten delikatny uśmieszek, który w tej chwili widniał na jej twarzy był dłuższy niż zwykle. I ona sama tego nie zauważała, ale już osoba trzecia na pewno byłaby w stanie.
- Głównie w weekendy. W tygodniu jakieś szalone cztery godziny. - więc nic dziwnego, że całe soboty i niedziele spędzała w łóżku. Wstawała, jadła śniadanie, a potem drzemeczka, Ethan, śmianie się z wpisów na Wizbooku, kolejna drzemeczka, obiad, jakaś krótka rozmowa i dalsze lenistwo, kolacja, drzemeczka... która trwała do rana. Mniej więcej tak wyglądały jej tygodnie. I sama tego chciała, do tego już przywykła, bo dzięki temu nie miała czasu myśleć o niczym innym.
Jej kąciki ust uniosły się nawet wyżej w lekkim rozbawieniu, co było naprawdę niespotykane. Rzadko kiedy to robiła, ale Aiden miał w sobie coś takiego, że aż chciała się uśmiechać. I to było to, co sprawiało, że był szczególny i jedyny w swoim rodzaju.
- Wyglądasz świetnie.- nie tylko z tatuażem, ale ogólnie, bo jednak wydoroślał przez ten czas co się nie widzieli, zmienił się. Zdaniem Noela to ona by się za bardzo nie przejmowała, bo... no wiecie, to Noel. Był bardzo specyficzny. I może powinna sprostować, że to nie miało żadnego seksualnego podtekstu, ale tego nie zrobiła, bo chyba myślała, że... no wiecie, to zwykły komplement od dawnej koleżanki. Nic wielkiego. Też jej powiedział, że wygląda dobrze.
Skinęła głową na znak zrozumienia. Oczywiście, że treningi zajmowały największą część jego życia. Tego raczej się spodziewała. Chyba w pewnym stopniu odetchnęła na brak wiadomości o jakiejś dziewczynie w jego życiu. Bo o nikim nie wspominał, to może nie powinna nikogo podejrzewać... i chyba nie chciała. Tak zwyczajnie. To głupie, wiedziała to, ale nie mogła nic na to poradzić. To było silniejsze od niej.
- Mam nadzieję, że nie forsujesz się za bardzo jak to masz w zwyczaju.- bo przecież pamiętała jak musiała go pilnować! A była bardzo konsekwentna. I miała nadzieję, że po ich rozstaniu dalej o siebie dbał, bo przecież nigdy nie chciała, aby coś mu się stało. Może wziął sobie do serca jej rady... albo po jej odejściu stwierdził, że pieprzyć to wszystko. Chociaż skoro stał przed nią w pełni sił i całkowicie zdrowy, to może nie było aż tak źle.
Milczenie. Niezręczność. To naprawdę było... dziwne. Ale czego w sumie mogła się spodziewać? Zniszczyła całą ich relację. Wszystko na co pracowali. Ona zainicjowała ten związek i też ona go zakończyła. Chcąc czy nie, stało się i teraz, po tych latach, jak patrzyła na konsekwencje swoich czynów, ponownie zaczęła się nienawidzić. Już zapomniała jak to było. A kiedy usłyszała jego pytanie... na dobrą sprawę nie wiedziała jak zareagować. Szczęśliwa? Patrzyła na niego zastanawiając się jednocześnie co powinna powiedzieć, czy skłamać, czy jednak przyznać się, że od momentu ich zerwania wcale nie jest szczęśliwa. Problem w tym, że to drugie raczej w ogóle nie wchodziło w grę. Bo nawet jeśli byłaby najbardziej nieszczęśliwą osobą pod słońcem, to mu się do tego nie przyzna. Bo i po co?
- W porządku. - pokręciła głową na znak, że nic nie szkodzi, że zadał to pytanie.
Czy jest szczęśliwa?
Nie.
- Chyba... chyba tak.- skłamała, bo co mu miała powiedzieć? Że mimo wszystko wolałaby zmienić przeszłość i nie powiedzieć tego, co powiedziała? Że wolałaby chociażby jednego dnia do niego napisać z zapytaniem czy wszystko u niego w porządku? Że zawsze o nim myślała i się zastanawiała jak się ma? Czy się nie przetrenowuje? Czy jest zdrowy i wszystko z nim dobrze? Bo przecież o nim myślała i to częściej niż powinna, ale nie mogła nakazać swojemu sercu, aby nagle przestało czuć.
A wciąż czuło.
Chwila ciszy. Kolejnej, niezręcznej ciszy między nimi. Ludzie dookoła się śmiali, rozmawiali, bawili się z dziećmi w rzuty piłką i chodzili na spacery, a oni stali na przeciwko siebie, w bezpiecznej odległości, zupełnie jak gdyby się bali, że jeśli któreś z nich zrobi krok do przodu, to coś się stanie. Ale żadne z nich nie drgnęło.
- To w sumie zabawne, że niegdyś nie kończyły nam się tematy do rozmowy, a teraz nie możemy pociągnąć jednego z nich bez niezręczności. - mruknęła z delikatnym, nieco zażenowanym uśmiechem, nieświadomie wpatrując się w swoje ręce, a dokładniej w miejsce po pierścionku, którego obecność w dalszym ciągu czuła na serdecznym palcu. Tak naprawdę, to wcale nie było zabawne. To było cholernie smutne. Mieli wspólną przeszłość, naprawdę udaną i szczęśliwą przeszłość, a teraz? Zachowywali się jak dwójka nieznajomych, która została postawiona naprzeciwko siebie i której nakazali ze sobą rozmawiać. Kiedyś planowali ze sobą przyszłość, a teraz... teraz wszystko się zmieniło. - Ale co się dziwię, skoro sama sobie na to zapracowałam.- oho, Lexa, wkraczasz na bardzo grząski temat, który lepiej byłoby zostawić, ale... to przecież kilka lat już minęło, powinno im przejść, nie? Powinni normalnie rozmawiać. A mimo to, chyba jednak nie potrafili. - Mam tylko nadzieję, że ty też jesteś szczęśliwy. - Też. Słowo klucz. Miała szczerą nadzieję, że był o wiele szczęśliwszy od niej, od dziewczyny, która sama sobie złamała serce i rzuciła się po tym w wir pracy, aby postarać się zapomnieć o miłości jej życia. I tak trwała w tym aż do teraz. Jedyną różnicą, był Ethan, który poprawiał jej samopoczucie od kilku miesięcy. Była jednak pewna różnica.
Przy nim nie uśmiechała się tak samo, jak przy Aidenie.
Nawet po tym wszystkim.
Nawet teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Ackermann

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 184
C. szczególne : Tatuaż z motywem smoka na szyi
Galeony : 363
  Liczba postów : 86
https://www.czarodzieje.org/t18515-aiden-ackermann#528364
https://www.czarodzieje.org/t18537-aiden#528393
https://www.czarodzieje.org/t18541-aiden#528504
https://www.czarodzieje.org/t18519-aiden-ackermann#528365
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptySob Mar 28 2020, 01:35;

  No tak, kiedy był w Hogwarcie to wiele się działo. Zwykle też on był inicjatorem. Takim prowodyrem do dramy. Świadomie lub nie, umyślnie lub nie. Ale gdzie były kłopoty, tam zazwyczaj był też Ackermann. I to on chyba zaliczył rekordową, jak na ich rocznik, liczbę wizyt w Skrzydle Szpitalnym. No miał czym się chłopak pochwalić, prawda? Było tego naprawdę dużo, ale przynajmniej będzie miał co dzieciom opowiadać. O ile w ogóle się dzieci dorobi, bo na razie nawet o nich nie myślał! Bo też nie miał podstaw. Dzieci się miało z miłości i po ślubie, a on nie miał ani jednego, ani drugiego w swoim życiu.
  — No... nie byłem najbystrzejszy. Do tej pory się zastanawiam co wypiła tiara przed przydziałem mnie. Do Gryffindoru to wiadomo czemu mnie nie wysłała — tu uśmiechnął się lekko kątem ust. Oczywiście, że nie wysłała go do tych "odważnych" bo Ackermann okazał się być taką boidupą, że bał się zaprosić Lexę na wspólne wyjście. Miał swoje powody, ale still - nie podjął wtedy tego ryzyka. — ale Ravenclaw? Rowena to pewnie ma żenadę życia. Miała ją po mnie i ma teraz przy Violi. Mam wrażenie, że tiara czasem wybiera Domy dla beki. — Powiedział, wzruszając ramionami. No wiecie, żeby przypadkiem nie było za nudno. Tu raz czystokrwistego czarodzieja pośle do Puszków (patrz Rivett), tutaj takiego Aidena do Ravenclawu. Chociaż tak na dobrą sprawę to Aiden był piekielnie bystry i wyszczekany, potrafił się rzeczowo wypowiadać na różne tematy, ale bardzo często się z tym nie ujawniał. Tylko odpierdzielał jakąś chorą akcję. Jak właśnie trening z obitym płucem czy pastwienie się nad woźnym.
  Praca medyka była przerąbana. Już sami zawodnicy sprawiali, że mieli pełno roboty, bo tam co chwilę coś się odwalało. Kontuzje, urazy, choroby, wypadki. Wieczny zapierdol. I pamiętał jak ogromny zapierdol miała Raylene. I też widział jak styrana do domu wracała Perpetua. To nie była lekka praca. W dodatku często niewdzięczna bo a to ktoś z pretensjami, że czegoś nie dało się naprawić czy kogoś odratować, a to płaca niska. No, ale nie spodziewał się, że Lexa wybierze inną drogę. Ona zawsze była chętna pomagać innym i miała dobre serce. I dbała o wszystkich. Niby o niego najbardziej, ale o biedne, zbłąkane duszyczki też.
  Wyglądał świetnie? Aw, thanks!
  — Prawda? Nawet trener, zanim odszedłem, przestał mi mówić, że jestem ulany. — No bo Ackermann nabrał formy, Nie to, że wcześniej jej nie miał, bo przecież o siebie dbał, ale teraz zmężniał, wyrobił mięśnie i nawet dorobił się zajebistej żuchwy. Twarz już nie była taka uroczo-papuśna, tylko bardzo zacna i dojrzała. No ale tak samo jak i on wyrobił się przez te dwa lata (nie to, że wcześniej był jakimś trollem... chyba), tak też ona się zmieniła. Na lepsze oczywiście! I też nie to, że wcześniej mu się nie podobała! Tylko teraz to była taka... no kobieta! Nie dziewczyna z Ravenclaw, nie studentka pierwszego roku. Ale to już jej powiedział. Znaczy wyszło na to, że to jej kurtkę pochwalił, ale no... no przynajmniej próbował ją pochwalić. Liczą się chęci? Lepiej nie zwracać uwagi na to, jak to faktycznie wyszło.
  Spojrzał na nią w dość wymowny sposób, kiedy powiedziała, że ma nadzieję, że się nie przetrenowuje. Nawet powoli uniósł prawy łuk brwiowy, dalej wpatrując się w nią tak, jakby chciał zapytać, czy sobie żartuje tym pytaniem. Ale prawda była taka, że Ackermann męczył się o wiele bardziej niż na etapie Hogwartu, zanim zszedł się z Lexą i zanim go utemperowała. Dlaczego? Z prostej przyczyny. W Hogwarcie miał obowiązkowe lekcje i przyjaciół, którym poświęcał czas, a teraz? Rezygnował ze znajomych i czasu wolnego na rzecz kolejnych treningów. Więc tak, był przeciążony. I nawet jeśli teraz wyglądał dobrze, na wypoczętego, to jego mięśnie były obolałe. Któreś pisemko chyba nawet pisało o tym artykuł, gdzie mocno krytykowało podejście Aidena do treningów wskazując, że po prostu za mało odpoczywa, za dużo od siebie wymaga i podsumowując, że jeśli dalej będzie tak robił, to najprawdopodobniej niedługo dostanie jakiejś zapaści wywołanej wycieńczeniem.
  Ale taka była prawda. Po rozstaniu Aiden odnalazł swojego rodzaju pseudo ukojenie w treningach. Bo kiedy trenował to nie miał czasu by myśleć o tym, co się stało. I kiedy trenował to tracił poczucie czasu, więc też nie siedział sam i nie myślał, że nie ma przy nim Lexy.
  Chyba tak? A co to była za odpowiedź? Jak można było być "chyba" szczęśliwym? Przechylił lekko głowę, przyglądając jej się w ciszy po tej wypowiedzi. Bo naprawdę miał szczerą nadzieję, że jest szczęśliwa a nie "udaje", żeby przypadkiem nie było mu głupio. No i też miał nadzieję, że nie mówi tego "tak" tylko po to by zbyć temat i nie rozprawiać się nad ewentualnym "nie" i jego powodami. Chociaż domyślał się, że gdyby padło "nie" to raczej nie jemu by się z tego zwierzała, tylko takiej Chiarze. Właśnie, ciekawe co u niej. Chciał jej zapytać czy jest pewna swojej odpowiedzi, ale... kim on był, żeby teraz ją kwestionować? Poddawać wątpliwościom? Przecież był dla niej praktycznie jak obcy; zapomniany stary znajomy, z którym nie było kontaktu, nie wiadomo co się z nim działo i z którym nie ma żadnej więzi, która sprawiałaby, że chciałoby mu się wszystko opowiedzieć. Musiał przyjąć to, co mu powiedziała. A kiwnął po prostu głową na znak zrozumienia. Bo co innego mógł zrobić. Jeśli była szczęśliwa to się cieszył, ale szczerze to nie wiedział co miał myśleć o jej "chyba".
  Na jej kolejne słowa wydał tylko z siebie krótki, bliżej nieokreślony pomruk, odwracając przy tym głowę. Bo nie wiedział jak ma to skomentować. Bo wcale nie czuł jakby to było zabawne, a wręcz przeciwnie. Dołowało go. I po tych słowach chyba było widać, jak wszelkie ślady po rozbawieniu wywołanym wspominkami i rozmowami, zanikają absolutnie. Nie widział w tym nic zabawnego. Bolało go to, że teraz to tak wyglądało. Tym bardziej, że on nigdy nie przestał jej kochać i takie były realia. Ale to ona zadecydowała o ich rozstaniu, ona tego w żaden sposób nie odwołała i szczerze, to gdyby nie Violetta to pewnie nigdy by się nie spotkali, ani nie porozmawiali. Bo on wciąż odbierał to jakoby ona nie chciała z nim kontaktu. Kazała mu odejść i się nie odezwała. Rozumiał to jako - jest mi dobrze bez ciebie, Aiden. Albo chociaż jako "nie chcę nic zmieniać, pogodziłam się z tym jak jest, ty też powinieneś". On się z tym pogodzić nie mógł i na to nie miał rady. Nawet jeśli był w związku to czuł się fatalnie, bo nie dość, że oszukiwał samego siebie, to jeszcze biedną Min. Bo był w pełni świadomy, że nigdy się w niej tak naprawdę nie zakocha. Bo nawet kiedy z nią był w związku to wspomnieniami wracał do chwil z Lexą.
  Zerknął na nią kątem oka, gdy wspomniała, że to ona sobie na to zapracowała. Nie odpowiedział nic.
  Ale kolejna jej wypowiedź pozwoliła na to, by przestał chcieć milczeć. I nawet zamierzał jej na to odpowiedzieć, w dość podobny, automatyczny sposób. Problem w tym, że jego myśli jeszcze wtedy były w innym czasie i w innym miejscu.
  I zanim się zorientował to usłyszał własny głos:
  — Nie. — Jedno słowo, które się wyrwało i które było absolutną prawdą. Nie był szczęśliwy, ale też nie chciał się do tego przyznawać. Niemniej wyszło jak wyszło, opuścił gardę, spadła mu maska, którą planował przywdziać. Odwrócił wzrok gdzieś na bok, zaciskając zęby, przez co jego linia smexy żuchwy wyraźnie się zaznaczyła. Był zły. Na siebie. Że w ogóle to powiedział. — Ale to nieistotne. — No bo czemu miałoby ją obchodzić. Nie byli w żaden sposób blisko, ani parą, ani dobrymi znajomymi, którzy są stale w kontakcie. Dlatego też nie chciał podejmować tematu, bo i tak już chlapnął za wiele. Odwrócił na nią, łagodne już, spojrzenie. — Ale cieszę się, że ty jesteś szczęśliwa. — Nawet jeśli mam co do tego wątpliwości.
  Bo chyba go nie przekonywało. Ktoś, kto faktycznie czuł się szczęśliwy nie wahał się przy mówieniu tego i nie używał hasła "chyba". Bo wskazywało ono na wątpliwości; powątpiewanie, większe lub mniejsze, ale jednak. Niemniej powiedział to szczerze, bo naprawdę chciał aby jej się w życiu ułożyło. Szkoda, że bez niego, ale przecież nie mógł być samolubny. Zwłaszcza, że ją faktycznie kochał i chciał dla niej jak najlepiej. A jej "najlepiej" nie brało pod uwagę roli dla niego. Na pewno nie jednej z głównych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptySob Mar 28 2020, 02:41;

Tak było. I miło to wspominała. Do dzisiaj pamięta wyraz twarzy woźnego, który przeklinał ich wszystkich, gdy tylko obudził się na środku jeziora w którym miał mieszkać kraken. Szukano oczywiście sprawców, ale wiadomo, że krukoni swoich nie wydają, więc mimo śmieszków, nikogo nie złapano. Ale wszyscy wiedzieli kto za tym stał. I chociażby tym swoim poczuciem humoru, wyróżnianiem się z tłumu, Aiden jej zaimponował. Zapadł jej w pamięć na tyle, aby go zauważyła, zainteresowała się i ostatecznie zakochała. Całkowicie i niezmiennie. Bo miał w sobie coś, czego nie miał nikt inny. Ani wtedy, ani teraz. I mogła to przyznać całkowicie szczerze, nawet kilka lat po zerwaniu. Aiden był jedyny w swoim rodzaju.
Uśmiechnęła się delikatnie na jego słowa, na moment odwracając spojrzenie.
- Myślę, że tiara widziała więcej niż tylko twoje śmieszki. - ona też widziała, ale przecież mu nie powie teraz, po tylu latach, że jest super bystry i w ogóle świetny, a udowadnia to nie tylko w codziennym życiu, ale także chociażby podczas gry w quidditcha, kiedy musi myśleć od razu i wymyślać swoje strategie na bieżąco. Nie każdy to potrafi, a krukoni mają w sobie właśnie to coś, tę iskierkę, którą zauważa tiara. I Aiden ją miał, ona to doskonale widziała przez lata ich relacji. I mówiła mu to wielokrotnie, ale teraz... teraz raczej nie była w pozycji, aby prawić mu jakiekolwiek komplementy. Przynajmniej nie tak otwarcie, bo byłoby to dziwne.
Prawda, medycy mieli naprawdę przejebane, bo ludzie byli piekielnie niewdzięczni, wyszczekani i zdawali się wiedzieć o wiele więcej niż każdy uzdrowiciel z którym mieli do czynienia, ale Lexa chyba się już powoli przyzwyczajała do pyskówek oraz wszechwiedzących pacjentów, którzy sami się diagnozowali i leczyli, tylko bez odpowiednich medykamentów do których nie mieli dostępu. I nawet jeśli ludzie potrafili być naprawdę upierdliwi, to lubiła swoją pracę, zwłaszcza jak widziała jej efekty i powroty do zdrowia. Może i było ciężko, zwłaszcza w niektórych okresach, kiedy były takie napady nagłych przypadków, ale... no nie wyobrażała siebie na innym stanowisku. W końcu od zawsze celowała w magomedycynę. I chociaż teraz była asystentem uzdrowiciela, niedługo będzie celować w samego uzdrowiciela, aby stać się nim przed ukończeniem dwudziestego trzeciego roku życia.
- Wow, to już prawdziwy sukces.- powiedziała, bo przecież pamiętała jak Aiden się skarżył, że trener mu cały czas mówił, że jest ulany, powinien schudnąć i wyrobić masę mięśniową. I chociaż Lexa uważała go za chodzący ideał, tak babcia słysząc te zarzuty wciskała w niego jeszcze więcej obiadków i domowych wypieków twierdząc, że jego trener to fagas bez dobrego jedzenia w domu. Bo jak to tak, Aiden ulany? A widział on Ebbę? Ze swoim +20kg nadwagi? No właśnie, a rozjebałaby każdego w quidditchu! No, może nie, ale na pewno by się postarała!
Kiedy dostrzegła to spojrzenie, szczerze mówiąc wyraźnie się zmartwiła, ale co mu będzie prawić morały o oszczędzaniu się, kiedy nie miała tu już nic do gadania. To nie była jej broszka. Kilka lat temu może i miała prawo się o niego martwić i krzyczeć, aby się oszczędzał bo kiedyś się zajeździ w taki sposób, że będzie tego żałował, ale teraz? Teraz mógł ją zwyczajnie olać. I chociaż na usta jej się cisnął lekki opierdol i zatroskanie, tak nic nie powiedziała. Westchnęła jedynie pod nosem w odpowiedzi. Ale w sumie byłaby hipokrytką jakby go teraz pouczała, bo sama rzuciła się w wir pracy, aby o wszystkim zapomnieć. Brała dodatkowe godziny, ekstra dyżury i nowe przypadki tylko po to, aby nie siedzieć w domu i nie myśleć o tym, co tam u niego. Nawet teraz, po tylu latach, dalej był w jej myślach. I nie mogła nic na to poradzić, nie dało rady go ot tak wypchnąć ze swojej głowy. I chyba nie chciała. W końcu dalej był częścią jej serca, nawet jeśli nie występował już w jej życiu.
Mógł kwestionować jej szczęście. Ba, sama to robiła, ale... co miała zrobić. Nie była faktycznie szczęśliwa u boku Ethana. On był miłą odskocznią, kimś przy kim mogła na chwilę zapomnieć o całym źle na świecie. No, prawie całym. Potrafił jej poprawić humor i sprawić, że się w jakimś stopniu uśmiechała, ale to nie była miłość. To było tylko przyjemne uczucie zapomnienia, którego potrzebowała i chyba dlatego się z nim związała, po to, aby przestać sobie przypominać o tym wszystkim co do niej wracało kiedy była sama ze swoimi myślami. No ale co miała mu odpowiedzieć? Że nie jest szczęśliwa? Że wszystkiego żałuje? Że go przeprasza? To byłoby żałosne, zwłaszcza teraz, po tych latach braku kontaktu. Dlatego skłamała, a skoro nie drążył tematu, to nie zamierzała się tłumaczyć. Chociaż nawet jakby się spytał czy na pewno, odpowiedziałaby pewnie, że tak. Chociażby dlatego, aby samą siebie o tym przekonać.
Bo to nie było zabawne. Ale... no cóż. Ją również bolało to jak aktualnie wyglądała ich relacja. To jak nie potrafili na siebie normalnie spojrzeć. To, jak nie potrafili nawet do siebie podejść, aby się przywitać. Oschłe „cześć”. To było tak bardzo sztuczne i nienaturalne, że naprawdę nie wiedziała jak ma się zachować. Ale co miała zrobić? Viola ich wystawiła i ustawiła spotkanie, które chyba w jej mniemaniu miało wszystko naprawić... ale na dobrą sprawę obydwoje nie wiedzieli jak się zachować. To było tak cholernie przykre. Odeszli od siebie i nie utrzymywali absolutnie żadnego kontaktu. I chociaż Lexa wielokrotnie patrzyła na wizbooka z myślą, aby do niego napisać, nigdy tego nie zrobiła. Bo myślała, że dla niego będzie to zbyt bolesne. O wiele boleśniejsze od zerwania kontaktu. Dlatego też nigdy nie napisała. Skończyła to wszystko, nie chciała się więc wpierdalać z butami tam, gdzie nie miało być dla niej miejsca. Bo co to miało być, zostańmy przyjaciółmi? Przyjaciele się nie kochają w taki sposób, w jaki oni to robili. Nie znali swojego smaku. Nie pragnęli się tak bardzo... To byłoby zwyczajnie bolesne dla każdego z nich.
Nie. Podniosła na niego spojrzenie, bo... no myślała, że nawet jeśli faktycznie nie jest szczęśliwy, to jej skłamie. Tak po prostu, a ona powiedział jej prosto z mostu, że nie jest szczęśliwy i w tym momencie serce ją nieprzyjemnie zakuło, bo czuła, że to jej wina. Nieistotne? Ona jest szczęśliwa? To wszystko nie tak, ale...
- Aiden...- ja wcale nie jestem szczęśliwa. Chciałaby dokończyć, ale utknęła jedynie z otwartymi ustami, które po chwili zamknęła, odwracając przy tym spojrzenie. Przez krótką chwilę milczała, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć, bo i co miała? Oj przestań, na pewno nie jest tak źle? - Dalej jesteś na mnie zły. - stwierdziła jakże błyskotliwie. Ponad dwa lata i dalej nie był w stanie jej wybaczyć. Mógł udawać, ale w jego oczach i dystansie było widać, że miał do niej żal, że to wszystko zakończyła. - Wielokrotnie chciałam do ciebie napisać...- przyznała, uśmiechając się nawet sama do siebie, ale nie podnosząc na niego spojrzenia, które utkwiła w swoich palcach, którymi bez celu się bawiła. Prawdopodobnie z nerwów. - Ale to byłby zły pomysł. - mruknęła. Utrzymywanie kontaktu po zerwaniu byłoby jak takie... błaganie o wiadomość. Zdesperowane. Przyjaźń po czymś takim raczej nie istniała, nie potrafiłaby z nim rozmawiać jak ze zwykłym przyjacielem. Nigdy by się nie wyleczyła z uczucia do niego.
W sumie i bez tego nie dała rady. Nawet teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aiden Ackermann

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 184
C. szczególne : Tatuaż z motywem smoka na szyi
Galeony : 363
  Liczba postów : 86
https://www.czarodzieje.org/t18515-aiden-ackermann#528364
https://www.czarodzieje.org/t18537-aiden#528393
https://www.czarodzieje.org/t18541-aiden#528504
https://www.czarodzieje.org/t18519-aiden-ackermann#528365
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptySob Mar 28 2020, 03:46;

  No tak, w końcu tiara wiedziała o talentach i cechach nawet jeśli się ich samemu nie odkryło. Może też było prawdą, że to kwestia tego, że był zapalonym graczem, a na boisku też trzeba było myśleć. Cały czas umysł na pełnych obrotach. Miotła sama nie grała, a kafel sam przez boisko wśród przeciwników nie przelatywał.
  Oboje się wyrobili, wypięknieli i oboje rzucili się w wir pracy. Czy to chodziło o to, że tak wyglądało dorosłe życie, czy może jednak tak wyglądało "dorosłe życie kogoś, kto miał złamane serce"?
  W ciągu kilku chwil sprawy nabrały nieco... innego obrotu. Ale jakby nie było to od początku atmosfera była jakaś... nie taka. I pomimo tego, że nawet się uśmiechali, to jednak coś wisiało w powietrzu. I tak niekoniecznie potrafili chyba określić co. Aż w końcu zrobiło się niezręcznie po tym jak Lexa powiedziała, że jest... niezręcznie. A potem jeszcze wyciągnęła to, że sama sobie zapracowała na to. Ano... trochę tak. Następnie to już zjawiło się "nie", które wyrwało się nieproszone, bo przecież chciał udawać, że wszystko jest wspaniale i zajebiście. Nie było. I przyznał się do tego. Wyszło to poza jego wolą. No a dalej to już się potoczyło. Skoro raz się otworzył to chyba teraz był moment, żeby wszystko co miał do powiedzenia się z niego po prostu... wysypało.
  Przyglądał się jej, kiedy tłumaczyła, że myślała o tym, żeby do niego napisać i to wielokrotnie, ale uznała to za zły pomysł. Well, a mimo wszystko on dalej czekał na jakikolwiek sygnał od niej, samemu decydując, że po prostu musi uszanować jej decyzję. Że miał odejść.
  — Wiesz co było złym pomysłem, Lexa? — Zapytał, podnosząc na nią spojrzenie. — Udawanie przede mną, że wszystko jest w porządku. Podjęcie decyzji dotyczącej nas obojga samodzielnie. — Powiedział, spoglądając na nią uważnie przez cały ten czas. Teraz miał wrażenie, że słowa przychodząc same. W jednym momencie po prostu nie wytrzymał i puścił nerwom wodze. Bo prawdą było to, że miał żal do niej nie tyle o to, że chciała się rozstać; kazała mu odejść, ale przez to, że mimo tego, co ich łączyło, co mieli, ona jednak nie mówiła mu o wszystkich. Skrywała obawy, aż w końcu przerosły ją i coś w niej pękło i pchnęło do kapitulacji. Nie potrafił teraz powiedzieć, czy gdyby mu powiedziała to od razu udałoby mu się opanować matkę (pewnie nie), ale w pewnym sensie poczuł się... trochę oszukany. I pominięty w decyzji o tak ważnej kwestii jak rozstanie. A ich staż związku nie był jakiś krótki, gdzie o czymś takim decydowało się ot tak. — A to, że z dnia na dzień jakbyś zapomniała o moim istnieniu? Jednego dnia dotykasz mnie, a drugiego i każdego następnego już mnie absolutnie nie ma? Nie odezwałaś się do mnie ani razu, a ja nie mogłem tego zrobić. Bo ty mi kazałaś odejść, nie powiedziałaś na jakich warunkach. Myślałem, że to są właśnie twoje warunki. — Dodał, a nad swoimi słowami to rozprawiał dopiero po tym, jak padły. I jak po ich wypowiedzeniu wytykał sobie, że mógł część rzeczy sobie darować, albo ująć w jakiś inny sposób, to jednak dochodził do wniosku, że skoro miał już okazję się z nią spotkać - i pewnie kolejnej już nie będzie, bo tak było od paru lat, a dzisiejsze spotkanie było tylko fanaberią Violetty - to jej powie to, co go gryzło. Przez cały ten czas. Mimo, że było to coś, co zadawało mu największy ból w tym wszystkim, nie sama kwestia ich rozstania, to jednak nie potrafił przestać... czuć. Czuć tego, co czuł do niej. Przez cały ten czas. — Mam wrażenie, że gdyby nie Violetta to nigdy byśmy nie porozmawiali. — Powiedział to już nieco żałośniej, niby w nerwach. Ale wciąż - nie był wkurwiony; nawet nie brzmiał na wściekłego. To było coś innego. Coś, o czym miał opowiedzieć.
  I szczerze to w tym momencie tak go poniosło, że jeśli próbowała się wcisnąć w jego monolog, to nawet zdarzyło się na nią furknąć z hasłem "nie przerywaj mi". Nie jakoś bardzo agresywnie, ale na tyle ostro, by chyba w tym wszystkim nawet samego zaskoczyć.
  — Jestem zły? Nie jestem. Jestem rozczarowany. — A to gorsze! Przynajmniej dla niego rozczarowanie zawsze było bardziej niszczące niż taka złość. Bo zezłościć to się można z każdego powodu, a rozczarowanie brało się stąd, że kogoś się zawiodło. Ktoś w nas wierzył, pokładał w nas nadzieje, a my go zawodziliśmy. — I choć staram się normalnie funkcjonować to nie mogę, bo cały czas, nawet po tych latach, zadaję sobie pytanie "dlaczego?". Nie "dlaczego mnie zostawiła", tylko "dlaczego nie ufała mi na tyle, by powiedzieć o wszystkich swoich obawach". — Westchnął ciężko, zwieszając spojrzenie. I wyglądał tak, jakby miał jeszcze coś do dodania, ale potrzebował chwili, aby to jakoś zebrać do kupy. W końcu pokręcił głową w wyrazie rezygnacji, a następnie podniósł na nią wzrok. — A najgorsze jest to, że ty poszłaś naprzód, a ja zostałem w tyle. Ponad dwa lata w tyle. Dla mnie to w kółko ten sam dzień, Lexa. Ten sam pierwszy poranek po naszej rozmowie. Ten sam, kiedy to myślałem, że może jeszcze to przemyślisz; może zmienisz zdanie. Nie potrafię. I nie powinienem ci tego mówić, bo to nie jest twój problem, ale nasz problem wziął się z tego, że nie powiedziałaś mi wszystkiego. Nie chcę popełnić tego błędu nawet jeśli nas już dawno nie ma. — I skończył swoją wypowiedź, westchnął ciężko, bo był zmęczony. Psychicznie wyczerpany czymś, co zajęło mu raptem parę minut. Ale męczył się z tym. Przez tak długi czas. Pod żadnym pozorem jej nie winił za to, że nie umiał dalej się z tego otrząsnąć, chociaż próbował. No ale jak już mu się język rozwiązał to powiedział... praktycznie wszystko co go gryzło i za co miałby rzekomo jej "nienawidzić". Bo niby powiedziała, że może jej nienawidzić, ale on i tego nie potrafił.
  Bo dalej ją kochał.
  Odwrócił wzrok, spoglądając gdzieś na bok, po czym łypnął kątem oka na Lexę. Pochylił głowę, pokręcił nią, jak gdyby nie dając wiary temu, co się tu właśnie odjebało. A raczej w to, co on sam odjebał. Bo popisał się swoim monologiem, nie ma co. Ostatecznie podniósł spojrzenie na nią.
  — Muszę już iść. — Powiedział, nie odrywając wzroku od jej tęczówek. Wcale nie musiał. Nawet chciał przeprosić za to, co powiedział, ale... nie czuł, że powinien. Bo powiedział jej prawdę, to jak się czuł i nawet jeśli teraz był dla niej totalnym randomem, kimś mało istotny, to powinna to uszanować. Bo wcześniej też był dla niej randomem, ona dla niego też, a jednak powiedzieli sobie parę... rzeczy i skończyli w związku. — Trzymaj się, Lexa. — Powiedział, po czym odwrócił się i ruszył w drogę powrotną do domu. No, przynajmniej dwa, czy trzy kroki. Bo po nich zatrzymał się i zerknął przez ramię. — I życzę ci, żeby twoje chyba zmieniło się w na pewno — Bo mimo wszystko chciał, żeby była szczęśliwa. Na pewno szczęśliwa. Pewna tego. Żeby czuła, że jest. Żeby nie musiała się nad tym zastanawiać, tylko wiedziała, że tak jest.
  Po tych słowach ruszył dalej, przez park. I chociaż w myślach powtarzał sobie, że ma się nie odwracać, nie patrzeć za siebie, że tak będzie lepiej, to i tak to zrobił. I tak obejrzał się na dziewczynę, ale na to już nie mógł nic poradzić. /zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lexa Shelby

Mieszkaniec Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 168
C. szczególne : Podłużna na siedem centymetrów blizna na prawym biodrze, wypalony znak pewnego psychopaty znajdujący się na lewym nadgarstku; wiecznie przykryty jest on warstwą białego bandażu.
Galeony : 204
  Liczba postów : 111
https://www.czarodzieje.org/t18543-lexa-t-shelby#528530
https://www.czarodzieje.org/t18559-lexa#529146
https://www.czarodzieje.org/t18545-lexa-shelby#528551
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptySob Mar 28 2020, 04:31;

Poszło.
Cała lawina długo skrywanych uczuć i całego żalu w końcu pękła.
Czekała na to kilka lat, aż w końcu się stało. I mimo, że w pierwszym odruchu chciała się wtrącić, chciała coś powiedzieć, wytłumaczyć, to nie potrafiła. Momentalnie odebrało jej mowę. Była w stanie po prostu się w niego wpatrywać czując jak te wszystkie beznadziejne emocje na nowo w niej odżywają. W tej chwili przeżywała ten dzień na nowo, tylko, że z przedłużoną wersją. Z wersją w której z nią dłużej rozmawiał, a nie uciekł zaraz po tym jak odpowiedziała na jego pytanie. Miał przecież okazję, aby powiedzieć to wszystko jeszcze wtedy. Nie wyganiała go, ba, w głębi serca chyba nawet czekała na to, aby... no coś powiedział, zareagował, cokolwiek. Wypowiedział się na ten temat, okrzyczał ją już wtedy, ale nie zrobił nic takiego. Po prostu się z nią pożegnał i nie wiedziała jak na to zareagować. Ona się poddała, ale wyglądało na to, że on chyba też. Albo inaczej, pogodził się łatwo z jej decyzją. Nie dyskutował z nią nawet. Nie wiedziała czy to był dobry omen czy wręcz przeciwnie, ale cała ta noc bolała ją w dalszym ciągu i bolałaby dalej, bez znaczenia czy by coś powiedział, czy nie.
W ciszy go słuchała, przyjmując wszystko na klatę. Czekała na ten atak. Wyczekiwała go. I kiedy w końcu wybuchł, ona po prostu wlepiała w niego swoje ciemne tęczówki analizując wszystkie słowa, które padały z jego strony. To nie tak, że zapomniała o jego istnieniu. Nigdy nie zapomniała, nie mogłaby. Bo jak można ot tak zapomnieć o osobie, którą się kochało? Nie rozumiał jak bardzo to było dla niej ciężkie, ale nie zamierzała mu nic wypominać. Zwłaszcza, że przecież sama nawet nie określiła żadnych warunków na jakich to ich rozstanie miało działać. Nawet nie zdążyła, bo zniknął szybciej niż mogłaby przypuszczać. Myślał, że to są jej warunki, ale to wcale tak nie było. Nie ustalili ich przecież. I chociaż chciała do niego napisać to... nie wiedziała czy w ogóle powinna się odzywać. Miała wrażenie, że ma do niej taki paskudny żal, że gdyby to zrobiła, to łamałaby mu tym sercem jeszcze bardziej każdego dnia. A nie chciała przysparzać mu już więcej cierpienia.
Co jednak z tym, że nie powiedziała mu jak się czuje? Tu faktycznie zjebała po całości, ale przecież wielokrotnie pokazywała mu jak bardzo ich matka odciska swoje piętno na ich związku. Po każdym cholernym razie w którym się wtrącała. Poza ostatnim w którym przegięła i przekroczyła niewidzialną granicę, która pokazywała cierpliwość Lexy do jej wybryków. Jej siłę z radzeniem sobie z tym wszystkim. Aiden musiał wiedzieć jak paskudnie się z tym wszystkim czuła... to że nie powiedziała mu o ostatnim razie i podjęła decyzję za nich, no cóż. W tym przypadku to było bardzo egoistyczne, bo zdecydowała o tym, co miało być najlepsze dla niej. Ale nie było. I bardzo szybko się o tym przekonała, a potem... potem już chyba nie było jak tego odkręcić.
W tym jednak miał rację. Gdyby nie Viola, zapewne by się nie spotkali. A przynajmniej nie teraz. Może kiedyś w przyszłości tak, ale wtedy zapewne nie padłoby wszystko to co ostatecznie musiało paść. Przełknęła cicho ślinę i opuściła wzrok, czując się równie źle co kilka lat temu. Nawet nieświadomie zacisnęła dłonie w pięści, a także zęby, starając się być naprawdę silną, ale... no bolało. Każde kolejne słowo. Wiedziała, że zjebała, ale usłyszenie tego bezpośrednio od niego bolało zdecydowanie bardziej niż katowanie tym samej siebie.
Rozczarowany. Jej serducho zostało nieprzyjemnie ściśnięte. Wolałaby, aby faktycznie był zły. Wściekły. Ale słysząc kolejne jego słowa w których zadawał sobie te pytania, momentalnie poczuła jak robi jej się słabo.
- To nie tak...- mruknęła niemalże niesłyszalnie, na pewno nie mógł usłyszeć tego mruczenia pod jej nosem. Nie była nawet w stanie na niego spojrzeć, znowu. Po tych wszystkich latach czuła się tak samo jak wtedy, miała cholerne deja vu, tylko tym razem Aiden wyrzucił z siebie to, co faktycznie leżało mu na sercu.
Przy kolejnych słowach podniosła na niego spojrzenie. Ruszyła do przodu. Faktycznie. Stała w cholernym miejscu od kiedy tylko zostawił ją na tym przeklętym moście. Miała wrażenie, że nigdy z niego nie zeszła i część niej na nim została, czekając na powrót Aidena. Ale skąd miał to wiedzieć, skoro nawet nie pozwolił jej dojść do słowa. Wywnioskował to wszystko tylko z kilku minutowej rozmowy podczas której powiedziała, że „chyba jest szczęśliwa” co było kłamstwem. I wiedziała, że to wyczuł, ale w tej chwili nie byli na takim etapie, aby poddawać swoje słowa w wątpliwość. Najchętniej to by się teraz odezwała, powiedziała mu jak wygląda rzeczywistość, ale... chyba nie miała prawa. Czuła się paskudnie, że przez nią nie potrafił ruszyć dalej, ale doskonale wiedziała co czuł. I nawet jeśli się nie odzywała, w tej chwili sama też poczuła się zmęczona. Zmęczona tym atakiem i tymi wyrzutami sumienia, które się w końcu odezwały.
Zatwierdziła swoje spojrzenie w butach, zaciskając mocniej pięści w kieszeniach kurtki. Podniosła na niego wzrok w momencie gdy stwierdził, że musi iść. Domyślała się, że nie musiał, że to tylko wymówka, aby sobie iść. W końcu miał się tu spotkać z Violą, a to spotkanie raczej nie miało trwać maksymalnie dwudziestu minut. Lustrowała go spojrzeniem tak długo dopóki się nie odwrócił i nie odszedł, nie mówiąc nic już do końca. Dopiero kiedy zaczął iść w przeciwnym kierunku, ona się odwróciła na pięcie i przeszła kilka kroków do przodu czując jak oczy zaczynają jej się szklić. I to było silniejsze od niej. Wypuściła długo wstrzymywane powietrze z płuc starając się opanować, ale to nic nie dało.
Trzeba było nie wychodzić z domu, bo teraz czuła się jeszcze gorzej niż wcześniej.
Wiedziała co mu zrobiła, ale usłyszenie tego wprost było tysiąc razy boleśniejsze.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 758
  Liczba postów : 1224
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19004-torisiowe-ziomki
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptySro Maj 06 2020, 23:29;

Jakież było zaskoczenie Vittori, gdy okazało się, że nikt nie wpadł na to, by postawić w Hogsmeade budkę z kebabem! Przecież to by była żyła złota! Pewnie połowę szkoły, jak nie więcej, stanowią uczniowie, którzy mają coś wspólnego z mugolami. Trzeba by zorganizować tu jakiś protest, albo coś. Postawić tabliczki z napisem "My chcemy budkę z kebabem!" albo "Wolność dla kebabów!". Tym zajmie się jutro, bo dzisiaj? Dzisiaj miała plan życia, który zamierzała zaraz zrealizować, a który brak budki odrobinę utrudnił...
Ale! Na szczęście jak się ma kontakty i jest się wystarczająco nienormalnym, to można wszystko załatwić. Tak oto więc dziewczyna skontaktowała się z człowiekiem, który zna człowieka, który zna człowieka, który wykorzystał tajemną sztukę teleportacji i załatwił jej zamówienie do Hogsmeade. I nawet dostała jeszcze zniżkę! Tak więc oto mogła spokojnie czekać stojąc przy murku zaraz obok wejścia do tej części parku, zerkając co jakiś czas na dwa leżące na nim, szczelnie zapakowane kebaby czekające na skonsumowanie. Głownie jednak jej wzrok był utkwiony w miejscu, w którym to miała się zaraz pojawić jej ofia... W którym to miało się pojawić jej towarzystwo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, leworęczność
Galeony : 185
  Liczba postów : 2189
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptySro Maj 06 2020, 23:36;

Był bardzo ciekaw, kim jest tajemnicza Tori, która wysłała do niego sowę z zaproszeniem. Miał tylko nadzieję, ze jego życiowe szczęście nie popchnie go w ramiona jakiejś wariatki, która naszprycuje jego kebab eliksirem. No, chyba że byłby to jakiś ciekawy wywar. Wtedy Max nie miałby nic przeciwko temu. Idąc przez park, uważnie rozglądał się obserwując mijających go ludzi. Miał szukać "blond anioła" według listy, który otrzymał. Mijał wiele jasnowłosych dziewczyn, ale czuł, że nie była to żadna z nich. W końcu, jego wzrok padł na niewiastę przy stojącą przy murku. Gdy tylko zobaczył dwa zawiniątka leżące obok niej, uśmiechnął się i podszedł. Nie miał wątpliwości, że w zręcznie zapakowanych rulonikach znajdują się obiecane kebaby.
-Czyżbyś była blond aniołem, którego zwą Tori? - Przywitał się z nią radośnie i oparł o murek tuż obok dziewczyny. Jej twarz nic mu nie mówiła. Tym bardziej był ciekaw, skąd ona znała jego i dlaczego zdecydowała się go zaprosić.
-Wybacz za bezpośrednie pytanie, ale czy my się skądś znamy? Szczerze mówiąc lekko zdziwił mnie Twój list. - Miał nadzieję, że nie jest to jedna z dziewczyn, z którymi kiedyś flirtował i później zapomniał jej imienia. Byłoby to bardzo niezręczne spotkanie w tym wypadku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 758
  Liczba postów : 1224
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19004-torisiowe-ziomki
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 00:06;

@Maximilian Felix Solberg

Niestety, nawet jeśli Vittoria była wariatką, to nie wpadła na pomysł napakowania eliksirów w jego porcję - tym bardziej, że obie był identyczne. Za łatwo byłoby się pomylić, zatem jest to zdecydowanie kiepska idea. Choć zapewne istniały takie wywary, które w obecnej sytuacji bardzo pomogły by jej załatwić tą sprawę... A z drugiej strony to wszystko wydawało się proste: gadu gadu, kebab, gadu gadu. "Załatwisz mi autograf Twojej mamy na książce?" "Pewnie". Sprawa prosta jak drut! Co może pójść nie po jej myśli? Jedyne co, to mógłby się okazać weganinem - to by była niezła wtopa, ale wtedy nie odesłały jej listu zawierającego entuzjazm związany z kebabem. Wszystko szło po jej myśli, tym bardziej gdy na linii jej wzroku pojawił się wyczekiwany chłopak. Mniej więcej wiedziała jak wygląda, ale jego rozglądanie było na tyle mocną podpowiedzią, że i bez tych informacji domyśliłaby się, że to jest syn Stacey Kolberg.  
Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie obejrzała go od góry do dołu oceniając urodę chłopaka. Szkoda, że jest dwa lata od niej młodszy, bo zdecydowanie było na co popatrzeć - pewnie nie jedna dziewczyna zazdrościła mu warg. No nic, nie wpadła tutaj po to żeby podziwiać uroki ślizgonów, ale z konkretną misją!
-Trafiłeś. Mam nadzieję, że za pierwszym razem, bo inaczej będę zmuszona strzelić klasycznego, damskiego focha. A to mi niestety kiepsko wychodzi - Odpowiedziała sugerując, że oczywiście jest jedynym blond aniołem w całym parku i nie należy w żaden sposób tego kwestionować. Oczywiście wszystko to pozostawało w sferze żartu. Może była pewna siebie i z pozoru zdawało się, że nie ma w niej krzty skromności, ale zdecydowanie nie uważała się za chodzący ideał, który należy całować po stopach.
-Nie znamy się - Podniosła z murku dwa zawiniątka i wystawiła jeden w jego stronę czekając - W sumie to ciężko byłoby o okazję. Raczej nie obracamy się w tym samym towarzystwie - Dodała odpowiadając na jego pytanie, a jednocześnie nic mu tak na prawdę nie mówiąc na temat tego, po co się z nim tu umówiła. Są priorytety, tak? Najpierw mięsko, potem formalności. Nie mogą pozwolić żeby im wystygło!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, leworęczność
Galeony : 185
  Liczba postów : 2189
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 00:41;

Sam raczej nie chwalił się kim jest jego zastępcza matula, chociaż parę osób w zamku było świadomych, że praktycznie żyje z celebrytką. Jej książki sprzedawały się bardzo dobrze, a do tego Max czasem pomagał jej opowiadając o magicznym świecie, który istnieje naprawdę. Dawało jej to pomysły do nowych książek. Było to na tyle osobliwe, że kobieta pisała w większości kryminały. Co prawda niektóre z jej książek były umieszczone w świecie fantastyki, ale była to zdecydowana mniejszość jej dzieł. Nie miał pojęcia, że uczniowie Hogwartu czytają wypociny Stacey. Sam Max bardzo je lubił i zazwyczaj był pierwszym recenzentem gotowych powieści.
-Nie musisz się martwić, nikt tutaj nie wydawał mi się przed Tobą zgodny z opisem, jaki dostałem w liście. - Puścił jej zalotnie oczko. Gdy wyciągnęła w jego stronę kebsa, podziękował i wziął zawiniątko do ręki.
-Widzę, że wcześniej zadbałaś o zaopatrzenie. Tak się zastanawiałem, czy w tej wiosce jest jakiś lokal z tym królewskim żarciem. - Odwinął potrawę i jego nozdrza uderzył cudowny zapach. Nie pamiętał kiedy ostatnio miał okazję jeść kebaba, ani w ogóle mięso. Ale raz na jakiś czas można zrobić sobie wakacje od wegetariańskiej diety i wszamać coś dobrego.
-Skoro obracamy się w różnych towarzystwach i znikąd się nie znamy, tym bardziej jestem ciekaw, czemu postanowiłaś mnie tu ściągnąć. - Dziewczyna wyglądała na starszą od niego. Nie żeby była to jakaś niesamowita odmiana w życiu Solberga, który zazwyczaj znajduje sobie znajomych z kilkoma wiosnami więcej na koncie, ale jego mózg nie był w stanie połączyć w logiczną całość tego, co tutaj się dzieje. Czyżby znów wpakował się w jakąś niezbyt mądrą sytuację, której później niebędzie żałować? Wszystko mogło się teraz zdarzyć. Wgryzł się w cieplutkiego kebsa i z zadowoleniem na twarzy przełknął pierwszy gryz.
-Tego było mi dzisiaj trzeba!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 758
  Liczba postów : 1224
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19004-torisiowe-ziomki
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 01:00;

Niestety, informacje lubią uciekać z wąskiego grona odbiorców i trafiać nie tam, gdzie powinny. Na przykład do fanki, która koniecznie chciała zobaczyć piękny autograf jego matki na pierwszej stronie książki, którą przeczytała już chyba z milion razy! I wcale nie przeszkadzało jej to, że kryminał najbardziej zaskakuje za pierwszym razem. W książkach Pani Kolberg za każdym razem można było się doszukać czegoś nowego, to czyniło je wyjątkowymi. Nic więc dziwnego, że tak świetnie się sprzedawały. Pewnie każdy kto go znał błagał o możliwość obcowania z jego mamą. W sumie jak tak o tym pomyśleć... To trochę szkoda chłopaka, jeśli więcej osób ma do niego takie podejście, jak ona teraz. Aczkolwiek tak jak powiedziała, nie obracali się w tych samych kręgach. Nie było opcji, żeby kojarzyła go z jakiegokolwiek innego powodu.
Gdy podłapał żart i puścił jej oczko, ona w zamian za to posłała mu swój olśniewający uśmiech rozwijając folię i oglądając z zadowoleniem to, co pod nią ujrzała.
-Niestety nie ma. Mają tu tylko kremowe piwo i czekoladowe żaby - Westchnęła przypominając sobie wizję protestu w tej sprawie - Na szczęście mam kontakty - Wzięła gryza, będąc pełna dumy, że udało jej się to zorganizować - wiedząc, że nie było to takie łatwe powinien ten fakt docenić, O! Chociaż ogólnie warto było to ogarnąć. Sama również od dawna nie jadła czegoś typowo mugolskiego, gdzie do przyrządzania nie użyto ani odrobiny magii. Może sobie tylko wmawiała, ale zawsze uznawała, że jedzenie przyrządzone bez magii smakuje zupełnie inaczej.
-Czemu zawsze musi być jakiś powód? To już obca dziewczyna nie może zaprosić obcego faceta na nierandkę z kebabem? - W sumie to nie przemyślała chyba tego wszystkiego do końca. Była szczerą osobą, która prosto z mostu mówiła czego potrzebuje. Manipulacje zdecydowanie nie były jej mocną stroną. Dlatego kręciła się wokół, tematu badając grunt, ale właściwie to nawet nie zbliżając się do tego, o co jej na prawdę chodziło... Aż swoim zachwytem nad posiłkiem dał jej okazję, by zrobić kroczek dalej w rozmowie.
-Czyli możemy powiedzieć, że masz u mnie dług - Dopiero po wypowiedzeniu tego zdania zrozumiała, jak fatalnie to zabrzmiało. Może dlatego gwałtownie przeskoczyła na inny temat - W ogóle, Vittoria Sorrento - A tym innym tematem było przedstawienie się, nic innego nie wpadło jej do głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, leworęczność
Galeony : 185
  Liczba postów : 2189
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 01:25;

Na szczęście większość Slytherinu nie miała pojęcia kim jest Stacey Kolberg. A to wszystko przez tę głupią manię czystości krwi. Była też sprawa niechęci Maxa do rozmawiania na temat swojej rodziny. Jeżeli nikt nie pytał, sam nie wchodził na ten jakże delikatny i skomplikowany temat. A przynajmniej na trzeźwo.
-Oj mają tu znacznie lepsze przysmaki. Ale prawda, że brakuje czasem mugolskiej kuchni. - Sam nie miał nic przeciw magicznej kuchni, ale jak można odmówić sobie zwykłego burgera, nie miał pojęcia. Jedyne, co czarodzieje mieli zdecydowanie lepsze, to alkohole. Może nie zawsze smakowały lepiej, ale w działaniu były niezastąpione.
-Ależ absolutnie może! Nie myśl, że mam coś przeciwko. Po prostu wydało mi się to intrygujące. - Solberg nigdy nie miał nic przeciwko spotkaniom z pięknymi kobietami, a ta zdecydowanie należała do tego grona. Jednak cały czas czuł, że coś tutaj nie jest w pełni logiczne. Nie wiedział jeszcze tylko co.
-Oho! Zabrzmiało groźnie. - Zaśmiał się lekko, chociaż faktycznie było to dla niego lekko podejrzane.
-Max Felix Solberg, ale to już chyba wiesz. - Uścisnął jej dłoń i wrócił do swojego kebsa. Dziewczyna wydawała się poukładana i niegroźna. Jednak z nieznajomymi nigdy nie wiadomo do końca, w co się człowiek pakował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 758
  Liczba postów : 1224
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19004-torisiowe-ziomki
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 01:44;

Na szczęście gryfoni nie mieli tego problemu. Wręcz przeciwnie, czasem zdawało się, że Ci akceptują dosłownie wszystko - aż do przesady. Można by przyjść z rogiem na głowie i oświadczyć, że jest się jednorożcem, a i tak człowiek usłyszałby "szanujemy Twoją odmienność". Choć może to i dobrze, na wypadek gdyby kiedyś faktycznie planowała zostać jednorożcem. Nigdy nic nie wiadomo - kto powiedział, że nie zostanie w przyszłości wybitnym animagiem? Aczkolwiek nie to miała w planach. Zamierzała zostać nauczycielem w szkole magii i tego się trzymała już od najmłodszych lat. Nie wyobrażała sobie dla siebie innej przyszłości.
Przy jego stwierdzeniu o braku mugolskiej kuchni zamrugała zaskoczona. Dokładnie to samo wcześniej myślała, to też mogłaby go podejrzewać o czytanie w myślach. Na szczeście akurat to nie było takie łatwe w ich świecie, więc obawy te zawsze można było odłożyć ze spokojem na bok. Zresztą, gdyby ktoś wszedł do jej głowy zapewne utonąłby w rzece jej wszędobylskich myśli i nigdy już nie byłby taki sam jak wcześniej. Lepiej nie ryzykować.
-Intrygujące na tyle, żeby zaryzykować spotkanie z seryjnym mordercą wysyłającym listy do przypadkowych osób? Ktoś tu lubi adrenalinę, co? - Stwierdziła z rozbawieniem, w międzyczasie gdy akurat nie mówiła, pochłaniając swoje danie z iskierkami radości w oczach. A mówi się, że to czekolada wywołuje podniesienie poziomu endorfin. Ten kto to stwierdził chyba nigdy nie miał do czynienia z dobrym mięskiem. Dziwne, że jej eliksir miłości nie pachniał dla niej jak mięso.
-To prawda - Potwierdziła, że wie kim jest, zastanawiając się jak teraz poprowadzić to wszystko dalej. Im dłużej kombinowała, tym miała wrażenie, że gorzej to wyjdzie. I nagle coś do niej dotarło. Uniosła na niego spojrzenie, a że nie do końca panowała nad swoją mimiką, tak doskonale było widać na jej twarzy zaskoczenie. Moment...
-Solberg to szkockie nazwisko, prawda? - Solberg... Kolberg... Niby brzmiały podobnie, ale czy to możliwe, że się przesłyszała? Dlatego też postanowiła dopytać, może zaraz ją poprawi? Była przekonana, że chłopak nosi to nazwisko na "K", jak jego matka. Czyżby jej wtyka wykorzystała dwa podobnie brzmiące nazwiska żeby zrobić jej żart? Jeśli zaraz się okaże, że ten chłopak nie ma nic wspólnego z autorką jej ukochanej powieści, to... To zjedzą kebaba, pogadają chwilkę. A potem pójdzie brutalnie zamordować swojego informatora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, leworęczność
Galeony : 185
  Liczba postów : 2189
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 02:03;

Pomimo, że w większości przypadków stereotypu to zwykły stek bzdur, niestety wielu ślizgonów była taka, jakich inni się spodziewali. Max sam się zastanawiał czasem, dlaczego tam trafi, skoro był mugolakiem. A przynajmniej tak myślał przez prawie całe swoje życie. Na szczęście duża część uczniów potrafiła spojrzeć poza status krwi i Felixowi udało się przeciągnąć na swoją stronę nawet taką purystkę jak Kath. Jak widać czasem urok osobisty jest ważniejszy niż biologia, na którą nie ma się wpływu.
Gdy dziewczyna zasugerowała, że Max jest fanem adrenaliny nie mógł nie wybuchnąć śmiechem
-Nawet nie wiesz jak bardzo trafiłaś. - Miał nadzieję, ze nie wiedziała. Jeżeli okazałaby się jakąś stalkerką, Solberg byłby w nie lada kłopocie. -Jestem w stanie zrobić wiele dla dobrego jedzonka, a poza tym, żyje się raz. - Wiedział, że z jego szczęściem, raczej nie pożyje zbyt długo, dlatego wykorzystywał praktycznie każdą okazję rzuconą mu przez los. Dlatego zamiast się przejmować takim drobiazgiem, jak potencjalny status mordercy jego towarzyszki, ze smakiem pałaszował załatwionego przez nią kebaba.
-Tym razem pudło. Samo nazwisko jest norweskie. Chociaż Szkotem jestem. W połowie. - Faktycznie, cudem adoptowała go rodzina o nazwisku prawie identycznym. Nic dziwnego, że dziewczyna się pomyliła. Max nigdy jednak nie myślał nad zmianą nazwiska, a jego przybrana rodzina nigdy nie naciskała. Chciał pamiętać o swoich korzeniach, nawet jeżeli nie wiązały się z nimi najlepsze wspomnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 758
  Liczba postów : 1224
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19004-torisiowe-ziomki
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 02:24;

Urok osobisty to on zdecydowanie miał, co zauważyła już w pierwszej chwili. I choć nie skupiała się nad tym jakoś szczególnie, to jednak w jakiś sposób na pewno wpływało to jak wyglądała ich rozmowa. W końcu co innego gdy trafiasz na wprawdzie młodszego, ale jakieś 30 centymetrów wyższego faceta, a co innego gdyby był jakimś 12 latkiem bez zęba - wtedy już dawno przeszłaby do rzeczy. A tak? Jak na razie było całkiem sympatycznie, momentami zabawnie. Aż szkoda było rzucać konkretami i kończyć to spotkanie.
-Trafiłam z jedzeniem, trafiłam z adrenaliną... Przestaję sama sobie ufać. Może ja Cię jednak śledzę i ostatecznie planuję zabić. Tym razem kebab, następnym razem pizza, a potem ludzina - Wyszczerzyła się do niego zabójczo po czym wzięła ostatniego gryza swojego kebaba, a resztę zawinęła i odłożyła na murek. Jadła dość mało na jeden raz, to też zaledwie połowa porcji była w stanie ją zapełnić. Gdyby się obecnie z kimś spotykała zapewne skończyło by się na "chcesz po mnie dojeść?". Smutne życie singla, który nie ma komu podrzucać swoich resztek.
-Yhym... Na pewno Solberg? - To było najdurniejsze pytanie jakie mogła zadać, ale jednak uciekło z jej ust. Pewnie dlatego, że obecnie była wewnętrznie poirytowana tym, że prawdopodobnie ten chłopak nie ma nic wspólnego z jej ukochaną pisarką, zatem spotkanie przy kebabie pozostanie tylko spotkaniem przy kebabie, nie dając jej z tego żadnych korzyści. No nic, tak się kończy próba wykorzystywania innych. Zdecydowanie byłaby z niej fatalna, stereotypowa ślizgonka. Jednak tiara dobrze wie, co robi.
-W sensie... Bo Twoje nazwisko bardzo przypomina nazwisko takiej jednej pisarki - Brawo Tori! Udało Ci się przestać kluczyć wokół tematu, a jednocześnie może uda się uniknąć sytuacji, w której go urazisz. Lepiej sobie nie robić wrogów, którzy będą się gdzieś kręcić po zamku jeszcze co najmniej rok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, leworęczność
Galeony : 185
  Liczba postów : 2189
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 02:40;

Akurat swojego uroku był świadom i to aż za bardzo. Nie miał zamiaru chodzić i użalać się nad sobą, skoro doskonale wiedział, że nie ma powodu. Prędzej to Tori powinna uważać, bo te głębokie zielone oczy często bardzo dobrze ukrywały prawdziwą naturę Maxa. Dziewczyna również robiła na nim wrażenie, chociaż wyraźnie zaznaczyła na początku rozmowy, że ich spotkanie nie ma nic wspólnego z randką. Nie znaczyło to jednak, że Solberg ma zamiar zachowywać się jak przykładny obywatel.
-Mam zacząć zakładać zaklęcia ochronne wokół łóżka co noc? - Nadal był świadom żartobliwości tej rozmowy, ale jego wnętrzności przeczuwały, że coś jest na rzeczy. Co prawda nie każdy, kto na pierwszym spotkaniu z obcą osobą żartuje o jedzeniu i szpiegowaniu innych, ale nie zaszkodzi być ostrożnym.
-Czyżby Ci nie smakowało? - Zauważył, że dziewczyna odkłada niedojedzony posiłek na murek. Nie miał pojęcia, jak to jest oddawać swojej drugiej połówce resztki, bo nigdy takowej nie miał. Nie znaczyło to jednak, że nigdy nie dzielił się jedzeniem. Jeżeli zdarzył się cud i nie był w stanie dokończyć posiłku, zawsze znalazł się chętny, by mu pomóc.
-Tak. Jestem raczej pewien swojego nazwiska. - Spojrzał na nią nieco podejrzliwie, unosząc jedną brew do góry. Chyba już wiedział, dokąd ta rozmowa zmierza i jaki był prawdziwy powód ich dzisiejszego spotkania. Następne słowa Tori przekonały go, że miał rację.
-No popatrz. Jedna literka, a różnica jest ogromna! - Nie musiał nawet wspominać o nazwisku swojej przybranej matki. Był pewien, że gryfonka zrozumie go bez słów. W końcu, jakie było prawdopodobieństwo, że po świecie, a raczej po Szkocji, chodziła inna, równie znana autorka o podobnym nazwisku.
-Więc dlatego mnie zwabiłaś dobrym jedzeniem? Chcesz dostać się do mojej matki? - Tylko w nielicznych sytuacjach, mówiąc o Stacey, określał ją jako swoją przybraną matkę, lub macochę. Zazwyczaj po prostu mówił o niej jak o swojej rodzicielce. Nie tylko ze względu na więź, jaka go z nią łączyła, ale przede wszystkim by uniknąć wdawania się w godzinną historię jego życia, która mogłaby zanudzić większość osób na śmierć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 758
  Liczba postów : 1224
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19004-torisiowe-ziomki
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 11:26;

Nie było możliwości, żeby pomyślała o tym jak o randce nawet gdyby nie fakt, że chciała od niego czegoś konkretnego - z jednego prostego powodu. Wysoki czy nie, nadal pozostawał od niej młodszy. Byłoby dziwnie, gdyby studentka zaczęła umawiać się z uczniem VI klasy, no nie? Czy to jest jeszcze pedofilia, czy już nie koniecznie? Nierandka zatem pozostawała nierandką, nawet jeżeli niektóre jej zachowania czy słowa można by odebrać jako flirt. Ona już tak ma - potrafi kokietować nie mając zielonego pojęcia, że to robi.
-Zaklęcia ochronne mogą nie wystarczyć. Kup cerbera... Albo smoka... - Po tych słowach zaczęła się zastanawiać, czy smok by dał radę jako jego obrońca, biorąc pod uwagę jak bardzo potrafiła być uparta gdy działa żeby dopiąć swojego. Jeżeli czegoś chciała, to na prawdę należało się jej bać. Może i lepiej byłoby w takich chwilach trafić na mordercę...
-Trucizna zaczyna działać jak zjesz więcej niż pół - Odpowiedziała zacierając przy tym rączki jak złoczyńca z mugolskich bajek. Brakowało jeszcze tylko demonicznego śmiechu do dopełnienia całości - Jak zaczniesz czuć niesamowity, fizyczny i psychiczny pociąg do mnie, to znaczy, że działa. Ewentualnie zrobisz się zielony - Świat czarodziei miał ten plus, że taki wywar faktycznie mógł istnieć - wtedy zmyślony żart mógł nie być wcale zmyślony. I kogoś nie łapiącego jej poczucia humoru można by w ten sposób przerazić. Jak na razie jednak wydawało się, że Max jest w stanie rozróżnić żarty od poważnej rozmowy. No właśnie, a propos poważnych rozmów. Sposób w jaki odpowiedział na temat swojego nazwiska jasno jej zasugerował, że już się połapał w czym rzecz. Zbadała więc wzrokiem jego twarz szukając objawów zdenerwowania. Zamiast tego otrzymała w punkt trafione pytanie, które potwierdziło, że jednak nie jest to pomyłka - po prostu chłopak z jakiegoś powodu ma inne nazwisko. Trzeba przyznać, że ją to zaciekawiło, ale nie była na tyle wścibska, by bezpośrednio o to zapytać. Kto wie, może kryje się za tym jakaś mroczna historia?
Odwróciła wzrok w stronę fontanny.
-Muszę wziąć korepetycję z intryg, jestem w tym tragiczna... - Powiedziała na tyle głośno żeby ją słyszał, ale bardziej do siebie niż do niego. Potem jednak wróciła ponownie spojrzeniem do niego, a jej zazwyczaj rozbawiony uśmiech zamienił się w taki pełen zakłopotania.
-Właściwie, to miałam nadzieję, że może udało by Ci się załatwić autograf Stacey Kolberg na jednej z jej powieści? - Podkreśliła dokładnie o kogo chodzi, na wszelki wypadek gdyby wciąż tkwili w jakimś wielkim nieporozumieniu, a jego mama była kimś zupełnie innym niż jej się wydawało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, leworęczność
Galeony : 185
  Liczba postów : 2189
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 16:07;

Nieważne, jak uparta była Tori, w starciu ze smokiem mogłaby niestety odnieść miażdżącą porażkę. To znaczy, o ile by do takiego spotkania w ogóle doszło.
-W takim razie jestem bezpieczny. Mam niezwykle groźnego strażnika. - Uśmiechnął się i wyjął z torby miniaturowy model smoka, który złapał na ostatniej lekcji ONMS. Wypuścił zwierzątko na chwilę, by dać mu rozprostować skrzydła. Zdążył na tyle poznać Andrzeja (bo tak go nazwał), że wiedział, iż nikogo nie skrzywdzi i na pewno nie ucieknie.
-Andrzej nie pozwoli, żeby coś mi się stało, prawda mały? - Pogłaskał po łebku smoka, który przysiadł mu na ramieniu. Może i nie było to jego ulubione magiczne stworzenie, ale trzeba przyznać, że w miniaturowej wersji smoki był niezwykle urocze.
-Oh... No to chyba czas dzwonić po karawan. - Zaśmiał się biorąc ostatni kęs. Nawet jeżeli jego porcja byłaby zatruta, kebab był na tyle dobry, że Max nie mógł się powstrzymać przed wciągnięciem go całego.
-Chętnie Ci udzielę lekcji z knucia. Chociaż przyznam, że kombinowałaś dobrze. - Felix nie miał nic przeciwko takiemu załatwianiu swoich interesów. Jeżeli znało się kogoś, kto mógł pomóc, to czemu by tego nie wykorzystać. Sam pewnie też by zrobił coś podobnego, chociaż prawdopodobnie byłby bardziej bezpośredni.
-Bez problemu, ale pod jednym warunkiem. Jeżeli tylko nie będzie to "Krwistoczerwony pocałunek". - Przewrócił teatralnie oczami. Była to najbardziej popularna powieść Stacey i miał już dosyć tego, jak ludzie się nią zachwycali. Oczywiście, książka zyskała sławę nie bez powodu. Była naprawdę dobra. Jednakże kobieta miała mnóstwo równie ciekawych dzieł i Max byłby wdzięczny społeczeństwu, gdyby choć raz wspomnieli o czymś innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 758
  Liczba postów : 1224
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19004-torisiowe-ziomki
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 16:36;

Może więc w takim razie lepiej nie organizować smoka w ramach obrony, bo przy jej lekkomyślności ta miażdżąca porażka mogłaby się skończyć poparzeniem i to poważnym. Byłoby szkoda dorobić się nieładnych blizn, chociaż w sumie byłoby co wspominać przez następne kilka lat... Dobrze, że kontakt ze smokiem nie należy do najłatwiejszych do zorganizowania rzeczy. Na szczęście nie groziło jej poparzenie ze strony miniaturowego smoczka, na którego widok rozjaśniły jej się oczy i to na nim skupiła swoją uwagę na dłuższą chwilę. Widziała kilkukrotnie takie maleństwa. Jej zdaniem były przepiękne, urocze i cudowne – szczególnie te mniej przypominające smoka, a bardziej dinozaura. Nie pogardziłaby miniaturowym raptorem, ale jak na razie musiało jej wystarczyć to, że miała rysunkowego t-rex'a wytatuowanego na szyi, obecnie przykrytego jasnymi włosami.
-Z Andrzejem zdecydowanie nie zamierzam zadzierać – Nie mogła się nie zaśmiać słysząc jakie też imię przypadło temu ślicznemu, łuskowatemu stworzonku. Szkoda, że nie brała udziału w lekcji, podczas której mogłaby złapać też dla siebie małego Andrzeja albo Andrzejkę... Coś czuję, że od dzisiaj wszystkie smoki będą przez nie dumnie nazywane „Andrzejami”. W jej głowie już się przyjęło.
-Myślałam, że się jednak zrobisz zielony. Wszyscy na mnie lecą, to się robi nudne! – Nie mogła sobie odpuścić teatralnego tonu, sugerującego ogromne załamanie z powodu działania trucizny nim ta sprowadzi na niego śmierć. Umrzeć na nierandce z kebabem, ktoś powinien napisać powieść, która się tak zaczyna. Byłaby bestsellerem!
No dobrze, ku jej zaskoczeniu naprawdę nie wydawał się zły, że został tu zaciągnięty w celu wykorzystania jego rodziny. Będąc na jego miejscu zapewne by się wkurzyła i w bardzo dosadnych słowach wyraziła co o tym myśli. On na pewno jest ślizgonem? Gdzie naturalna wredota członków tego domu? Brak. Wciąż stał przed nią ciemnowłosy chłopak z przeuroczym smoczkiem na ramieniu. Świat się kończy.
-To umówmy się, że ja Ci powiem co zrobić, żeby trucizna z kebaba Cię nie zabiła, a Ty w ramach wdzięczności nauczysz mnie spiskować. Co ty na to? – Zasugerowała bardzo sprawiedliwy układ, w którym to on unikał wyimaginowanego bezpieczeństwa, a ona zostanie mistrzem knucia, z której to umiejętności zapewne nigdy nie skorzysta. Chociaż będzie mogła to sobie potem wpisać w umiejętności przy szukaniu pracy. Kto by nie wziął na posadę nauczyciela kogoś, kto w CV jako jeden z punktów ma „Tworzenie intryg”?
-Wolałabym „Jeden krok za daleko” – Zaraz po jego zgodzie z jej twarz zniknęło wszelkie zaniepokojenie i wróciła standardowa radość. Oczywiście czytała książkę o której wspomniał i uważała ją za dobrą, ale nie była jej ulubioną. Przeczytała ją tylko raz, natomiast wspomnianą przez siebie już chyba z pięć razy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, leworęczność
Galeony : 185
  Liczba postów : 2189
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 20:16;

Andrzej akurat bardzo wyglądał jak smok i to tak naprawdę jedyny smok, który interesował Solberga. Prawdopodobnie spotkanie twarzą w twarz z jego pełnowymiarową wersją nie byłoby takie urocze i bezpieczne, ale Max obiecał sobie, że kiedyś wpadnie do jakiegoś rezerwatu, żeby na własne oczy zobaczyć smoki z prawdziwego zdarzenia.
Widział, jak oczy Tori zaświeciły się, gdy dał Andrzejowi polatać.
-Uroczy, prawda? - Sam bardzo szybko dał się małemu owinąć wokół palca. Co prawda chętnie urządziłby walki miniaturowych smoczków, ale na razie nie znalazł nikogo chętnego.
-I bardzo dobrze, jeszcze byś wyszła z tego pojedynku z mini śladem po ugryzieniu czy inną poważną raną. - Co prawda Andrzej potrafił się bronić, ale nie miał tej samej siły, co pełnowymiarowy smok. Dlatego też raczej nie było wielkiego ryzyka poważnych obrażeń w starciu z nim.
-Uwierz mi, też na to liczyłem. Przynajmniej jakaś odmiana. Łuski już kiedyś miałem. - Wyobraził sobie, jak jego skóra zmienia kolor na zielony. Nie ma co Ślizgon pełną gęba.
-Aż tak jesteś rozrywana? -Zaśmiał się na jej teatralny ton. Widać mieli bardzo podobne poczucie humoru. Niektórzy pewnie by powiedzieli, że specyficzne. Andrzej to wzbijał się polatać, to znów przysiadał Felixowi na ramieniu. Musiał pozwiedzać trochę świata poza zamkiem. W końcu nie często miał okazję do tego.
-Jak widać nie dane mi jeszcze umierać. Niech będzie. Mam tylko nadzieję, że nie zamierzasz tego wykorzystać później przeciwko mnie. - Był ciekaw, co Tori wymyśli na odtrutkę przeciwko truciźnie, która wcale nie istniała. A przynajmniej Solberg miał nadzieję, że była to ściema. Naprawdę nie chciał zaczynać miesiąca od powrotu do skrzydła szpitalnego. I tak miał szczęście, że nie trafił tam jako staruszka. Tyle miał wtedy okazji do połamania się...
Gdy dziewczyna wymieniła jedną z mniej znanych powieści jego matki, uniósł brew ze zdziwienia, po czym szczerze się uśmiechnął.
-No, no Tori, właśnie zyskałaś mój szacunek. - Pokiwał głową z aprobatą i odetchnął z ulgą, że nie musi po raz setny opowiadać o tej samej ksiażce.
-Jesteś jedną z nielicznych osób, które w ogóle potrafią wymienić ten tytuł. Chyba serio pasjonuje Cię twórczość Stacey.  - Nie wątpił, że dziewczyna jest wielką fanką, skoro zadała sobie tyle trudu żeby go tutaj zwabić i poprosić o autograf.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vittoria Sorrento

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 166 cm
C. szczególne : Tatuaż dinozaura na szyi i koszulki z różnymi napisami
Galeony : 758
  Liczba postów : 1224
https://www.czarodzieje.org/t19001-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19005-nicholas
https://www.czarodzieje.org/t19004-torisiowe-ziomki
https://www.czarodzieje.org/t19003-vittoria-sorrento
https://www.czarodzieje.org/t19007-vittoria-sorrento-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 20:46;

O ile dobrze dziewczyna kojarzyła, to najłatwiej smoki zobaczyć było w Rumunii. Była to jednak tylko wiedza teoretyczna, bo tak na prawdę przez całe swoje życie nie wyjechała poza Anglię. Nigdy tak na prawdę nie myślała poważnie o tym, żeby zacząć podróżować, poznawać świat, zwiedzać mugolskie i czarodziejskie miasta. Nie miała na to pieniędzy - w tej chwili nie stać jej było nawet na wynajem pokoju, a szukała już na prawdę długo. Nawet teleportacja nie pomagała, bo niestety mocno ograniczało ją to, że nigdzie wcześniej nie była. Gdyby jednak trafiła jej się okazja by z dnia na dzień spakować walizkę i wyjechać na drugi koniec świata... Właściwie, poza szkołą nic ją tutaj nie trzymało. Pewnie dałaby się porwać chwili. Często sobie na to pozwalała, na wręcz przesadną spontaniczność. Różnie się to kończyło.
-Słowo uroczy jest niewystarczające, ale jestem damą i nie wyrażam się wulgarnie - Damą nie była, ale zawsze można trochę poudawać. No bo kto widział damę w trampkach, dżinsach i błękitnej koszulce z trójkątnym dekoltem? Dama powinna mieć sukienkę, albo chociaż elegancką szatę. Oraz pić z wyprostowanym małym palcem. Herbatkę oczywiście, a nie piwo czy mocniejsze trunki. O tak, upodobanie w barowych imprezach również się wykluczało z byciem damą.
-Takim byłem groźnym smokiem - Powiedziała zerkając na miniaturkę i posyłając jej jeden ze swoich najszczerszych uśmiechów, którym przy okazji obdarzyła również właściciela. Im dłużej ten siedział sobie z nimi, tym bardziej pragnęła mieć miniaturkę dinozaura. Dlaczego czarodzieje nie mają miniaturek dinozaurów?!
-Co Ty robisz w wolnym czasie, że kończysz w łuskach? - Spytała z rozbawieniem, unosząc przy tym brew i wpatrując się w jego twarz w dołu, bo gdy jest się takim kurdupelkiem jak ona w sumie nie ma się innego wyjścia. Następnym razem jak będzie chciała załatwić sobie autograf na innej z książek, to koniecznie zabierze ze sobą szpilki na platformie. Najlepiej takie 15 centymetrowe, w których pięknie stoi, ale chodzi jak kaczka.
-Oczywiście, że tak. Blond anioły tak już mają. Nie wiem jak jest z ciemnowłosymi diabełkami - Mówiąc o 'ciemnowłosym diabełku' miała oczywiście na myśli jego, bo w końcu tak jak Gryfonom z miejsca przypisywano wszystko co najlepsze (choć zazwyczaj okazywało się to wielką bzdurą), tak Ślizgonom wszystko co najgorsze. Nie miał więc innej opcji, jak zostać diabełkiem. Choć raczej nie było w tym nic złego - w końcu bycie nieskazitelnym jest po prostu nudne. Dlatego ona była aniołkiem z aureolką nabitą na rogi.
-Musisz słuchać uważnie, bo odtruwanie jest bardzo skomplikowanym procesem - Zaczęła jednocześnie dając sobie chwilę na to, by zastanowić się i rozejrzeć wokół siebie. Fontanna. Hm... - Zamknij oczy i skup się na swoim szczęśliwym miejscu - Mówiła spokojnie, ale jej mimika i wyraz oczu wskazywały na to, że wewnętrznie już się śmieje z tego, co własnie uknuła. Pytanie tylko, na ile miał zaufania do obcej kobiety i na ile był ciekawy, żeby pozwolić jej zrobić to, co planowała.
Zyskanie jego szacunku może nie było jej dzisiejszym celem, ale tymi słowami miło połaskotał jej dumę. Tym bardziej, gdy zaliczył ją do 'nielicznych osób'.
-Twoja mama jest na prawdę dobrą pisarką. Zresztą pewnie to wiesz jeśli czytasz jej powieści - Odpowiedziała w pełni szczerze, nawet jeżeli mogło to zabrzmieć jak podlizywanie się chłopakowi poprzez docenienie jego mamy. Jak już zauważył, na prawdę była fanką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, leworęczność
Galeony : 185
  Liczba postów : 2189
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 EmptyCzw Maj 07 2020, 22:03;

Tak, w Rumunii był największy rezerwat smoków w całej Europie, a do tego, Andrzej był rasą oryginalnie Rumuńską. Max miał okazję zwiedzić kilka krajów poza Wyspami, ale jego wakacje ograniczały się do rozrywek mugolskich, gdyż zazwyczaj jeździł ze swoją przyszywaną rodziną lub niemagicznymi znajomymi. Nie narzekał, bardzo lubił podróżować, ale był niezmiernie ciekaw magicznej kultury innych krajów. Nie mógł się jednak doczekać, aż zrobi kurs teleportacji i nie będzie musiał przejmować się podróżą oraz związaną z tym chorobą lokomocyjną. Oszczędność czasu i złego samopoczucia, najlepsze połączenie z możliwych.
-Dama XXI wieku? Powinienem zwracać się do Ciebie per "Lady"? - Zażartował, chociaż zdawał sobie sprawę, że nie jedna taka osoba kręci się po Hogwarcie. Bardziej ze względu na przynależność do czystokrwistego rodu, które uważają się za największą i najbardziej uprzywilejowaną szlachtę.
-Czy takim szlachetnym osobom wypada jadać takie śmieci? Może następnym razem powinienem zabrać Cię na kawior i homara? - Co prawda czasy w jakich żyli rządziły się innymi prawami i wcale by Solberga nie zdziwiło, że wysoko urodzona osoba ubiera się wygodnie, a nie przesadnie elegancko. Mimo to jednak wiedział, że dziewczyna stroi sobie żarty.
-Wygląd aniołka, charakter diabełka. Jaki pan taki smok. - Zaśmiał się i akurat w tym momencie Andrzej lekko ugryzł go w palec. Max machinalnie cofnął rękę, mimo że nie było to zbyt bolesne ugryzienie. Takie bardziej, dla zabawy. Pogroził smoczkowi lekko palcem i wypuścił, by znów trochę sobie polatał.
-Taka anielskość na pewno przyciąga masę adoratorów. - Jej mina sprawiła, że nie miał wątpliwości, kogo dziewczyna nazwała ciemnowłosym diabłem. Gdyby tylko wiedziała jaki Max potrafi być naprawdę.
-Ciemnowłose diabełki z definicji kuszą do złego, czyż nie? - Faktycznie jeśli chodzi o stereotypy gryfoni byli zawsze tymi anielskimi, a ślizgoni ich totalnym przeciwieństwem. Co prawda wychowankowie domu węża często dorastali do tego wizerunku, ale z gryfonami bywało to już różnie.
Na początku spojrzał na nią nieco podejrzliwie, gdy kazała mu zamknąć oczy, ale w końcu dał się przekonać.
-Tylko nie wbijaj mi noże w plecy. Już to przerabiałem. - Zaśmiał się lekko, chociaż nie wyobrażał sobie ponownie przeżywać pchnięcia ostrzem w jego młode ciało. Nie potrzebował takiej dramy teraz. Co prawda nie pomyślał o swoim szczęśliwym miejscu, ale pomyślał o tym, co by go teraz uszczęśliwiło i o tym jak sobie to załatwić.
-No nie mogę zaprzeczyć. Nie zawsze z własnej woli, ale znam chyba każdą jej książkę. Zresztą zdarza mi się jej przy nich pomagać. - Wzruszył ramionami, jakby ten temat nie był aż tak interesujący, jak się mogło wydawać. Przez lata przyzwyczaił się już do takiego życia i nie robiło to na nim najmniejszego wrażenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Plac z fontanną - Page 8 QzgSDG8








Plac z fontanną - Page 8 Empty


PisaniePlac z fontanną - Page 8 Empty Re: Plac z fontanną  Plac z fontanną - Page 8 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Plac z fontanną

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 9Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Plac z fontanną - Page 8 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-