Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Punkt widokowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość


avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptyWto 21 Maj - 19:31;

First topic message reminder :


Punkt widokowy

Na dosyć sporym wzniesieniu, pod drzewami, umieszczone są ławki, z których można podziwiać niemalże całe Hogsmeade i część błoni Hogwartu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : bransoletki na lewe ręce, nieznaczny zapach pasty do mioteł, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 615
  Liczba postów : 924
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520889
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptyWto 30 Cze - 13:58;

Mrugnął zaczepnie, gdy Chris jedynie parsknął pod nosem, uznając, że nic więcej nie trzeba mówić. Wiele razy nie wiedział jak powinien zachować się przy mężczyźnie, który tak bardzo różnił się od dotychczas podrywanych osób. Nie chodziło jedynie o życie jakby w oderwaniu od wszystkich wokół, co również o nieświadomość względem flirtu. Dawał sygnały, nie wiedząc o tym, prowokował, zachęcał, aby nagle wszystko zatrzymać, jasno pokazując, że Josh zrobił o jeden krok za szybko. Mimo to, nie zniechęcał się, a wręcz dostawał dodatkowej motywacji. Z początku miała to być tylko zabawa, sprawdzenie w jakich sytuacjach mężczyzna się rumieni, dlaczego przy nim, co jeszcze może się stać. Nawet nie wiedział, kiedy zaczęło mu bardziej zależeć, kiedy zaczął się martwić, interesować nim. Nie analizował tej znajomości, ale starał się pchać ją do przodu, aby sprawdzić co z tego będzie, czy karty się nie mylą, czy on się nie myli.
Dostrzegł spojrzenie posłane bransoletce i aż uśmiechnął się nieco szerzej. Czyżby ciekawość mogła wziąć górę? Sam również spojrzał na swój nadgarstek, na którym jedna bransoletka delikatnie błyszczała magicznymi kroplami rosy, a druga pozwalała mu słyszeć muzykę w wietrze. Pierwszy raz był z nich naprawdę zadowolony. Zaraz też zobaczył, jak Chris odkłada szkicownik i jednak wyciąga ku niemu rękę. Teraz mógłby odtańczyć taniec zwycięstwa, gdyby nie powaga sytuacji i magia deszczu. Póki jeszcze burza nie rozszalała się na dobre, chciał skorzystać z okazji. Póki szczęście zdawało mu się sprzyjać.
- Dziwne? Masz na myśli bransoletkę? Nie… Mi się podoba. Za każdym razem, gdy wieje wiatr, dzięki niej słyszę muzykę. Najczęściej są to znane mi utwory, które mógłbym próbować przełożyć na skrzypce… Gdy już skończę remont - odpowiedział mu, chwytając go za dłoń i delikatnie przyciągając do siebie. Zastanawiał się, czy opowiedzieć mu również jak wszedł w posiadanie tej ozdoby, ale uznał, że zrobi to dopiero, gdy mężczyzna wykaże zainteresowanie. W końcu zdecydowanie za dużo gadał, a teraz nie były potrzebne słowa. Opuścił nieznacznie spojrzenie, aby nie odrywać go od twarzy, pokrytej teraz szkarłatem, jakby swoim spojrzeniem mógł przytrzymać go przy sobie. Objął go lekko drugim ramieniem, kładąc dłoń na jego plecach, licząc na to, że nie wyrwie mu się i nie będzie chciał wracać do swojego domu, wymawiając się burzą. Zaczął nieznacznie bujać się do rytmu słyszanej przez nich muzyki, pociągając za sobą Chrisa. - A jeśli chodzi o taniec… Nie. Nie uważam tego za dziwne. Dlaczego miałoby takie być? - dopytał cicho, po czym uśmiechnął się szeroko, przygryzając nieznacznie wargę. Był, cóż, szczęśliwy, a bliskość gajowego doprowadzała go do dziwnego stanu. Serce nieco mu przyspieszyło, a oczy błyszczały radośnie, jednocześnie zaczął czuć gorąc, pomimo chłodu rozpoczynającej się burzy. Kolejny błysk rozjaśnił na moment okolice, a po nim grzmot przetoczył się nad nimi, ale Josh nie reagował na to. Walczył sam ze sobą, z własnymi pragnieniami, aby nie odbijały się w jego spojrzeniu, płosząc młodszego mężczyznę. Wystarczyło cieszyć się chwilą, być może niecodzienną, ale jakże satysfakcjonującą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Christopher O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Blizna u dołu brzucha oraz niewielka blizna na ręce
Galeony : 1826
  Liczba postów : 774
https://www.czarodzieje.org/t18076-christopher-o-connor#514253
https://www.czarodzieje.org/t18088-poczta-chrisa#514438
https://www.czarodzieje.org/t18089-chris
https://www.czarodzieje.org/t18079-christopher-o-connor#514252
https://www.czarodzieje.org/t18310-christopher-o-connor-dziennik
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptyWto 30 Cze - 21:06;

Christopher nie miał bladego pojęcia, jak powinno się flirtować i właściwie, gdyby się nad tym zastanowić, to chyba niekoniecznie chciał się dowiadywać, dobrze mu było tak, jak było teraz, czuł się komfortowo, gdy myślał o sobie samym, a to zdaje się, było naprawdę niesamowicie ważne, prawda? Tak czy inaczej, nie czuł zbytniej potrzeby, żeby się jakoś zmieniać, żeby postępować tak, jak inni by tego od niego chcieli. To jednak prowadziło również do dziwnych i niezbyt jasnych sytuacji, bo po prostu nie miał pojęcia, co się dzieje, nie umiał zrozumieć, czego Josh od niego oczekuje. Inną sprawą było to, że żyjąc całe życie w cieniu Charliego, który naprawdę był popularnym chłopakiem, nigdy nie myślał o sobie jako o kimś, kto może w ogóle innych interesować. Być może z uwagi na swoją skrajną nieśmiałość w czasach szkolnych, nie bardzo orientował się, co się dookoła niego dzieje, a może ci, którzy spoglądali na niego z zainteresowaniem po prostu obawiali się, że go połamią, kiedy tylko się z tym do niego zwrócą. Trudno powiedzieć, w każdym razie po prostu żył w cieniu, grając wiecznie drugie skrzypce i bawiąc się chyba w piąte koło u wozu. To nie było tak, że czuł się zakompleksiony, nieatrakcyjny, że uważał się za jakiegoś pokracznego stwora, nic z tych rzeczy, ale po prostu nie odbierał siebie jako człowieka ciekawego, a raczej dość zbzikowaną jednostkę, która koncentrowała się na faunie i florze, to jej poświęcała swój czas, uwagę i serce, zapominając o całym bożym świecie. To nie było tak naprawdę coś złego, ale w jakiś przedziwny sposób miał wrażenie, że po prostu należy do nieco innej bajki, niż otaczający go ludzie.
Nie miał pojęcia, skąd Josh wziął właściwie te bransoletki i czemu je nosił, ale chyba teraz zwrócił na nie większą uwagę, niż wcześniej. Pasowały mu. Tak po prostu, chociaż gdyby miał wyjaśnić czemu, nie byłby w stanie. Zerknął w stronę szkicownika, mając nadzieję, że naprawdę nic nie stanie się pracom, które ukrywały się w jego wnętrzu, a później odwrócił się znowu do Walsha, którego nie widział jakoś niesamowicie wyraźnie, ale też nie stanowił dla niego rozmazanej plamy, która by do niego przemawiała. Miał już mu powiedzieć, o co dokładnie mu chodziło, ale wtedy mężczyzna ujął go za dłoń i przyciągnął nieco bliżej, co Chris przyjął z takim szokiem, że nie zaprotestował. Nie, nie wpadł na to, że Josh mówi poważnie, że jest skłonny to zrobić, bardziej spodziewał się chyba jakiś kolejnych żartów i wygłupów, nic zatem dziwnego, że obecnie starał się pojąć, co się dzieje, a jego serce tłukło się jak zwariowane.
- Skrzypce? - spytał, bo tylko to zdołał wyłowić ostatecznie z jego wypowiedzi, zbyt skupiony na tym, że tak naprawdę faktycznie zgodził się z nim zatańczyć, że podszedł do tego całkiem poważnie i teraz po prostu czuł jego bliskość, ciepło, w ten chłodny deszcz i nie bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić. Jakaś jego część była przerażona, przypomniał sobie, co się stało, jak Josh wypił przypadkiem herbatę, jakiej na pewno pić nie powinien i nieznacznie pochylił głowę, wpatrując się nieco niepewnie we własne trampki, jakby w nich szukał jakiejś pomocy albo czegokolwiek takiego, co mogłoby go postawić na nogi albo powiedzieć, czy powinien już uciekać, czy może jeszcze nie. Trochę obawiał się tego, co Walsh mógłby chcieć zrobić, co jeszcze kryło się w jego głowie, a jeśli tak, to wolał trzymać się nieco na dystans, co oczywiście nie było łatwe z uwagi na bliskość, na jaką sam się zgodził.
- Bo nie jestem dziewczyną? Bo... jesteśmy pośrodku niczego? - wyrzucił cicho, unosząc na niego spojrzenie, ale nadal miał nieco pochyloną głowę i spoglądał na Josha spod rzęs, jakby uważał, że w ten sposób nieco się od niego odetnie, nieco się przed nim obroni i nie będzie miał tego poczucia, że za chwilę może się wydarzyć coś, czego właściwie nie chciał.

______________________

All we need
is just a little patience

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : bransoletki na lewe ręce, nieznaczny zapach pasty do mioteł, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 615
  Liczba postów : 924
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520889
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptyWto 30 Cze - 23:47;

Och, tu nie było co rozumieć, wystarczyło po prostu otworzyć się na nowe doświadczenia i czerpać z tego przyjemności. Josh zdecydowanie zamierzał być jego nauczycielem od flirtu oraz celem. Nie miał zamiaru dzielić się nim z nikim, nawet Charliem, choć chciał wiedzieć wszystko. Czy terazteraz gdy stali tak blisko siebie, kiedy tańczyli, czy Chris wolałby być z nim? Czy wyobrażał sobie, że to z przyjacielem spędza czas, zamiast z nim? Wiedział, że był właściwie natrętem, który utrudniał Chrisowi pracę, ale ostatecznie udało mu się nieznacznie przebić przez jego mur i dojść do etapu, że chociaż miał pewność, że mu się podoba. To było coś i teraz musiał tylko to pielęgnować, postarać się, żeby mężczyzna chciał go więcej. Jeszcze nie wiedział jak, ale chciał przesłonić obraz Charliego i coś mu mówiło, że ma szanse.
Dostrzegał, że gajowy raczej nie czuje się swobodnie z powodu ich tańca, ale nie zamierzał odpuszczać, skoro ten się zgodził. Cieszył się, że mężczyzna wyciągnął rękę, że nie uciekł, choć musiał przyznać, że widział, jak ten jest zestresowany. Nieznacznie bawiło go to, ale nie komentował. Cieszył się jedynie jego bliskością, ciepłem ciała, tym, że mógł go swobodnie obejmować. Najchętniej zrobiłby coś więcej, ale wiedział, że nie może przeholować. Szczególnie po tym, co działo się w chatce, gdy wypił herbatkę. Choć pamiętał reakcje Chrisa, pamiętał, że mimo wszystko mężczyzna nie był obojętny na jego bliskość, nie chciał zepsuć tego, co udało mu się teraz naprawić.
Zaśmiał się cicho, pochylając lekko głowę, przez co nieznacznie musnął czołem jego głowę. Poczuł dreszcze na ten przypadkowy dotyk, ale cofnął głowę odrobinę.
- Tak, gram na skrzypcach. Znaczy... Grałem przez Hogwartem, ale wracam do tego - odpowiedział spokojnie, mając świadomość, że nie wyglądał na skrzypka. Właściwie wcale nie wyglądał na kogoś, kto interesował się muzyką i nie mówił o tym głośno. Podejrzewał, że z równym zdziwieniem zareagowałby na wieść, że gotował i uwielbiał przyrządzać różnego rodzaju mięsa, a także zaczął uczyć sie piec. Chciał jednak zostawić coś na przyszłość, mieć czym go zaskoczyć, szczególnie gdy przyjdzie czas pomocy w ogrodzie. Czuł się szczęśliwie i nie chciał przerywać tej chwili, mając nadzieję, że Chris jednak nie spanikuje nagle, a jego dopytywanie nie pomagało. Mimo to Josh jedynie uśmiechał się ciepło.
- Jeśli nie chcesz ze mną tańczyć, to powiedz to - odpowiedział spokojnie, odchylając się tak, aby móc spojrzeć w twarz mężczyzny. - Po prostu tańczymy. Nikogo nie ma, jesteśmy sami, a to taniec - wymruczał cicho, prostując się. Lekki uśmiech drżał na jego ustach, gdy omiatał spojrzeniem okolicę. Randka. Mógł mówić co chcial, ale to była randka. Nieplanowana, niechciana być może, ale w jego odczuciu to była randka. Czy następnego dnia wszystko będzie w porządku? Czy może znowu nastąpi wycofanie przez ten wieczór? - Powiedz, jedziesz na wakacje ze szkołą, czy zostajesz tutaj? - spytał nagle, nieomal szeptem, nie chcąc zniszczyć magii chwili, ale było to ważne pytanie. Jeśli Chris zdecydowałby się zostać, cóż, zostałby także.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Christopher O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Blizna u dołu brzucha oraz niewielka blizna na ręce
Galeony : 1826
  Liczba postów : 774
https://www.czarodzieje.org/t18076-christopher-o-connor#514253
https://www.czarodzieje.org/t18088-poczta-chrisa#514438
https://www.czarodzieje.org/t18089-chris
https://www.czarodzieje.org/t18079-christopher-o-connor#514252
https://www.czarodzieje.org/t18310-christopher-o-connor-dziennik
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptySro 1 Lip - 15:01;

Ależ oczywiście, że były rzeczy, które musiał zrozumieć, których musiał się nauczyć, chociaż wcale nie były takie proste, jak mogło się wydawać. Dla Josha były to zachowania naturalne, coś, co zawsze mu towarzyszyło, dla Chrisa była to całkowicie niezrozumiała zagadka, która nie miała ani początku, ani końca. Nie był w to najlepszy, na dokładkę nawet nie miał pojęcia, że może coś sugerować, czym już zdążył Walsha nawet rozbawić, ale im dalej w las, tym mniej z tego pojmował. Przede wszystkim nie umiał zrozumieć tego zainteresowania i uporu, bo nie wiedział, skąd właściwie Josh je brał i co to miało dla niego znaczyć, co to miało mu tak naprawdę dać. Początkowo traktował to jak małe złośliwości z jego strony, teraz zaś nie był przekonany, o co dokładnie chodzi, a Josh nauczył się chyba, żeby w pewnych sytuacjach trzymać język za zębami, bo z tego wszystkiego nie wynikało nic dobrego. Najzabawniejsze było to, że gajowy był zazdrosny, nie będąc nawet tego świadomym i jedynie jakaś jego część powtarzała sobie, że przecież wiedział doskonale, jaki Walsh jest, że sam powiedział mu w czasie ich wspólnej pracy w zamku, że przecież podrywa każdego, kto mu się napatoczy i nie chciał traktować jego zachowania, jako czegoś szczególnego. Skoro to samo robił w stosunku do innych osób, co stawało się o tyle skomplikowane, że jednocześnie Chris chciał chyba czegoś więcej. Nie próbował tego odczytywać, bo po prostu zamierzał postawić bariery, by nie wplątać się w coś, co znowu by go bolało, miał już dostatecznie dość życia w taki, a nie inny sposób, naprawdę nie uśmiechało mu się znowu mierzyć z kolejnymi problemami, z kolejnymi uczuciami, wystarczyło mu już właściwie te dwadzieścia lat, kiedy błąkał się od jednej do drugiej myśli, a obecnie żył jakimś cieniem wspomnienia, które ostatecznie nie miało znaczenia. Nie lubił jednak, kiedy Charlie próbował się z nim spoufalać, bo to dalej było nieco bolesne. Nie był jednak na tyle okrutny, czy to dla siebie, czy to dla Josha, by w tej chwili w ogóle o przyjacielu myśleć. Nie miało to najmniejszego nawet znaczenia i w życiu nie przyszłoby mu do głowy, żeby coś rozpamiętywać, żeby mieć nadzieję, że coś potoczy się tak, a nie inaczej, że może lepiej by było, gdyby działo się coś innego. To było jak szukanie bajki, a tego Chris na pewno nie robił, a przynajmniej nie tak, jak zakładał to Walsh.
To, że się denerwował, było dla niego dość oczywiste. Ostatecznie przecież nigdy nie znajdował się w takiej sytuacji, a do tego doskonale pamiętał to, jak Josh nieopatrznie wypił nie tę herbatę, co trzeba. Czasami Christopher obawiał się, co by się wydarzyło, gdyby znalazła się w niej dawka prawdziwej amortencji i naprawdę wolał tego nie próbować, bo widać emocje Walsha były zupełnie inne, niż jego własne. Większość z nich zdawała się być skuta lodem i jedynie w pewnych momentach wypływały na zewnątrz, by ujawnić się w sposób, jakiego sobie nie życzył. To, że czuł teraz raczej strach i niepewność, było tak wyraźne, że chyba tylko ślepiec by się w tym nie zorientował, nie zamierzał jednak pozwalać na to, by i inne sprawy, wątpliwości, czy luźne myśli opuściły bezpieczną przystań w jego głowie albo sercu.
- To... bardzo odległe od niebezpiecznego sportu - zauważył nieco niepewnie, nadal spoglądać na niego w górę spod rzęs, jakby obawiał się unieść głowę. Czuł, że wtedy znaleźliby się nieco za blisko, chociaż przecież teraz i tak dzieliła ich minimalna odległość, a ciepło ciała Josha biło w niego naprawdę mocno. W pewien sposób było to przyjemne, w pewien krępujące i Chris pomyślał, że musi zachowywać się naprawdę jak dzieciak, który boi się pocałunku, bo to może być tak oszałamiające doświadczenie. Cóż, po prawdzie to w tej akurat kwestii z tego nie wyrósł, bo nie miał jak, nic zatem dziwnego, że naprężał się niczym struna, starając się zachowywać w miarę normalnie, a nie tak, jakby dostał jakiegoś poplątania zmysłów. Potrząsnął lekko głową, na jego kolejne pytanie. To nie chodziło o to, że nie chciał, po prostu nie spodziewał się czegoś takiego, a na pewno nie spodziewał się tego tutaj, tak po prostu, w deszczu, co było całkowicie absurdalną sytuacją, a jednocześnie - dziwnie pociągającą. Było to, na swój sposób, przyjemne.
- Najpewniej tak, przydałby mi się w końcu wypoczynek, ale nie wiem, czy znajdzie się ktoś, kto zająłby się wszystkimi roślinami... - rzucił, zagryzając lekko wargę i ponieważ skoncentrował się na tej prostej myśli, nieznacznie się rozluźnił i nawet uniósł głowę, chociaż spoglądał gdzieś w bok, z namysłem. Istniała szansa, żeby wyjechał, ale wciąż nie wiedział, czy to się aby na pewno uda, więc nie zamierzał mówić czegoś z niesamowitą pewnością.

______________________

All we need
is just a little patience

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : bransoletki na lewe ręce, nieznaczny zapach pasty do mioteł, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 615
  Liczba postów : 924
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520889
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptySro 1 Lip - 22:09;

To było całkiem ciekawe, żeby nie powiedzieć zabawne. Josh nieznacznie gubił się w tym, nie wiedząc, jak powinien się zachowywać. Z jednej strony miał już świadomość, że podoba się drugiemu mężczyźnie, ale jednocześnie miał sygnały, że nie powinien przekraczacz granic. Jakby było dobrze tak, jak było. Zupełnie, jakby Chris mówił "tak, podobasz mi się, ale po prostu lubie na ciebie patrzeć, nie chciej ode mnie nic więcej". Oczywiście nie powstrzymywało to mężczyzny od ciągłych, choć spokojniejszych starań. Mimo to, w każdej innej sytuacji uznałby, że dana osoba nie oczekuje od niego atencji. Tu jednak pojawiała się druga strona medalu - ciche dni, gdy Josh był umówiony z Biancą i wyraźny powrót do tego, co było wcześniej, po zapewnieniu, że to nie była randka. Czyżby gajowy był o niego zazdrosny? Bo oczywiście on sam nie był zazdrosny o jego przyjaciela, przecież nie miał powodów, skoro nie kręcili ze sobą. Oczywiście, że nie był. Chris może odrobinę był, co schlebiało miotlarzowi, ale sam... No dobrze, był i nie było sensu się oszukiwać. Strach, jaki czuł w trakcie zabawy w Dolinie, również pokazywał, jak bardzo zapadł się w tej znajomości i jak wiele od niej oczekiwał. Teraz, stojąc z nim w deszczu, tańcząc, powoli docierało do niego jakie tematy powinien mimo wszystko omijać, a jakie poruszać, aby mężczyzna czuł się przy nim swobodniej. Jeśli chciał kiedykolwiek coś więcej osiągnąć, musiał się postarać i cóż, najwyraźniej musiał wpierw zasłużyć na miano przyjaciela. Pierwszy raz był w takiej sytuacji i odczuwał nieznaczną panikę, choć nie na tyle silną, aby kazała mu uciekać. Jednocześnie nie mógł powiedzieć, że nie jest ciekawy, co dalej. Jak będzie Chris reagował dalej na niego? A może pojawi się ktoś inny w pobliżu? Nie. Nie dopuści do tego.
W trakcie tańczenia przypadkiem rozluźnił uchwyt, więc przy kolejnym roku przysunął się odrobinę do Chrisa, poprawiając dłoń na jego plecach, obejmując go ciaśniej. Zaśmiał się cicho, gdy tylko padło porównanie muzyki do quidditcha. Pochylił nieznacznie głowę, nachylając się tak, aby mówić do jego ucha, ale nie dotykając go. Choć sam ten ruch mógł go spłoszyć, nie chciał przeginać. Jednak nie potrafił się powstrzymać.
- Jeszcze nie raz mogę cię zaskoczyć - powiedział cicho, konspiracyjnym szeptem, po czym odsunął się na tyle, żeby mieć pewność, że Chris go widzi dokładnie, aby mrugnąć do niego zaczepnie. - Rodzice chcieli, żebym grał i grałem, aż nie dostałem listu. To wiele zmieniło… Zamieszkałem z babcią, która wspierała mnie bardziej w sporcie, nie przejmując się, że przestałem grać, ale zaczęło mi czegoś brakować - wyjaśnił prosto, otwierając się niejako przed nim, ale nie czuł się z tym źle. Mówił dość lekko, choć temat gdzieś podświadomie wciąż go uwierał. Na grę na skrzypcach naciskali rodzice, nie pamiętał, które z nich. Jednakże, gdy dostał list z Hogwartu, nic nie było takie samo. Matka wyjechała do Egiptu i od tamtej pory jej nie widział, jedynie dostawał listy. Ojciec przeniósł się do Londynu, mając gdzieś syna oraz żonę, ale nie potrafiąc się z nią rozwieść. Został sam z babcią, z którą żył właściwie do dziś. Mieszkał w zamku, ale gdy tylko doprowadzi dom do porządku, zamierzał sprowadzić kobietę do siebie i mieszkać z nią, żeby na pewno mieć ją na oku nocami. Nie mógł ciągle polegać na równie wiekowej sąsiadce. Tych szczegółów nie musiał zdradzać… Przynajmniej nie od razu, choć jeśli Chris spyta, z pewnością odpowiedziałby.
- Mógłbyś jechać i podobnie do mnie, co jakiś czas świstoklikiem wracać do Hogsmeade… Albo powierzyć wszystko w ręce Vicario - zaproponował, przy drugiej części nieomal nie zaczynając się śmiać w głos. Deszcz przybrał na sile, a krople spadały coraz większe, mocząc ich nitka po nitce, jednak Josh nie zamierzał tak szybko puszczać Chrisa. Spojrzał kontrolnie na ławkę, ale szkicownik wciąż był bezpieczny. Dobrze, nie chciał przypadkiem uszkodzić pracy gajowego przez to, że wpadł na pomysł skradzenia paru chwil w bliskości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Christopher O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Blizna u dołu brzucha oraz niewielka blizna na ręce
Galeony : 1826
  Liczba postów : 774
https://www.czarodzieje.org/t18076-christopher-o-connor#514253
https://www.czarodzieje.org/t18088-poczta-chrisa#514438
https://www.czarodzieje.org/t18089-chris
https://www.czarodzieje.org/t18079-christopher-o-connor#514252
https://www.czarodzieje.org/t18310-christopher-o-connor-dziennik
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptyCzw 2 Lip - 14:42;

Nie wyobrażał sobie zupełnie innej sytuacji. Nie umiał po prostu przeskoczyć we własnej głowie nad poziomem znajomości, w której określał kogoś mianem swojego przyjaciela i zdaje się, że na tym właśnie najbardziej mu zależało, na tym, żeby znać drugą osobę i móc być z nią blisko, żeby dzielić się z nią swoją pasją, jednocześnie godząc się na robienie różnych głupot. I chociaż przecież równie dobrze mógłby to wszystko robić z partnerem, to nie był w stanie zapanować nad tym, że nie szukał po prostu romantycznej relacji. Albo inaczej - nie umiał jej sobie wyobrazić, więc nawet nie wiedział, jak ją zbudować, siłą rzeczy dążył więc do spokoju, jaki dawała mu obecność drugiej, dobrze znanej osoby, z którą chciałby spędzać czas, która mogłaby mu towarzyszyć, która po prostu by go rozumiała. Nie umiał złapać flirtu, był mu całkowicie obcy, więc wszyscy dookoła mogli załamywać ręce, mogli mówić mu, że chyba jest całkowicie ślepy, a on z pewnością nadal nie wiedziałby zupełnie, o co im chodzi. To nie było tak, że źle czuł się w obecności Josha, w końcu mężczyzna był całkiem miły i jeśli tylko nie wpadał na jakieś wariackie pomysły, które Chrisa onieśmielały albo mierziły, to mógł z nim spokojnie przebywać, mógł nawet próbować z nim rozbawiać, ostatecznie bowiem mieli nieco wspólnych cech, nieco wspólnych zainteresowań, czy chociażby wspomnień z dzieciństwa, więc gajowy nie miałby nic przeciwko, żeby po prostu spokojnie z nim posiedzieć. Czy pomóc mu z ogrodem, co wydawało się całkowicie naturalną rzeczą, skoro sam się na tym znał i wiedział, co będzie najlepsze dla okolicy domu Walsha. To były rzeczy, które rozumiał, to było coś, co przychodziło mu niesamowicie łatwo, bez zbędnego zastanawiania się nad tym, co dalej, ale jednak, jak widać, był skory do różnego rodzaju dziwnych pomysłów, skoro zgodził się z nim zatańczyć, skoro nie przejmował się tym deszczem i może nawet ledwie dostrzegalnie uśmiechał się pod nosem. Dopóki Josh nie naciskał, nie wykonywał gestów, jakich Chris by sobie nie życzył, dopóki nie próbował pakować w to zdecydowanie elektryzujących podtekstów, dopóty było dobrze. Cóż, nie mówił o tym głośno, ale nie posiadając doświadczeń w tym kierunku, bał się ich i nie wiedział, jak powinien reagować; wydawało mu się dość oczywiste, że Josh powinien już to odczytać i pojąć, ale wszystko wskazywało na to, że nie docierała do niego całkowicie zwyczajna prawda, że po prostu Chris nigdy z nikim się nie związał, że nigdy nie przekroczył pewnych granic znajomości, że nawet nie wiedział, jak smakują pocałunki.
Błąd. Znowu wykonał niewłaściwy ruch i Chris szarpnął mu się mocno, cofając o krok. Nie chciał, żeby się tak do niego przysuwał, nie czuł się wtedy komfortowo, zdawał się mu nie ufać, ale również nie ufać sobie, bo nie wiedział, jak powinien się zachowywać i jak postępować. Cały był teraz spięty i nie przypominało to już na pewno tego, co działo się przed chwilą, nawet zatrzymał się i trwał tak, póki Josh nie wycofał się. Nie, zdecydowanie nie chciał, żeby się do niego zbliżał, nie tak mocno. Dał mu przyzwolenie na coś innego i tego zamierzał się trzymać, tymczasem Walsh wykonał ruch, jaki z całą pewnością zaliczał się obecnie do całkowicie zakazanych i wprawiających gajowego w przerażenie.
Pewnie dlatego nie był w stanie skomentować jego słów, aczkolwiek przyjął je do wiadomości, odnotowując w pamięci, jednocześnie ciekaw, jak mężczyzna radził sobie obecnie z grą. Nie chciał jednak na niego w żaden sposób naciskać, dopytywać, czy prosić go, żeby zagrał - w końcu sam przed większością ludzi ukrywał własne prace, uważając je za coś, czego świat nie powinien widzieć, nie chciał dopuścić do siebie myśli, że ludzie wiedzą, bo zawsze wracały do niego słowa babki, która z uporem maniaka twierdziła, że artyści są całkowicie zniewieścieli, ze do niczego się nie nadają, ze nie może na niego patrzeć, kiedy coś rysuje. Bolało dostatecznie, by zakorzeniło się w nim dostatecznie głęboko i nie chciało puścić. Teraz zaś dopiero uwaga o profesor Vicario spowodowała, że prychnął niezadowolony, niemalże ubawiony taką możliwością i wrócił na właściwe tory.
- Prędzej poproszę skrzaty o uwagę i przysługę, niż pójdę prosić ją o pomoc. Ostatnim razem, kiedy do mnie przybiegła, zostawiła mi w podzięce amortencję. Jakbym naprawdę tego potzrebował - stwierdził i skrzywił się lekko, nie do końca umiejąc ukryć swoje zdanie o kobiecie, która mierziła go niskim poziomem wiedzy, ale również zachowaniem, którego zupełnie nie rozumiał.

______________________

All we need
is just a little patience

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : bransoletki na lewe ręce, nieznaczny zapach pasty do mioteł, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 615
  Liczba postów : 924
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520889
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptyCzw 2 Lip - 21:15;

Przecież nie mogło być idealnie, choć, czy na pewno? Podejrzewał, że jego nachylenie się zostanie odebrane jako przekraczanie granicy, ale nie mógł się powstrzymać. Być może liczył odrobinę na to, że Chris mimo wszystko da się ponieść chwili, choć ta najwyraźniej nie była jeszcze odpowiednia. Nie zamierzał całować go, nawet w przelocie, teraz jednak był świadom kolejnej granicy, za którą nie mógł przechodzić. Dobrze.
- Przepraszam - szepnął, wracając do poprzedniej pozycji. Zdecydowanie ulżyło mu, kiedy Chris rozluźnił się, gdy on sam się wycofał. Mogli dalej tańczyć pośród kropel deszczu i basie grzmotów. Przymknął oczy, aby widok mężczyzny nie rozpraszał go i nie psuł założeń, jakie powoli powstawały w jego głowie. Można śmiało powiedzieć, że to był ostatni raz, gdy spróbował przekroczyć w ten sposób granicę. Wyczuwał, powoli zaczynał rozumieć, że naprawdę wpierw musi stać się przyjacielem. Pokazać, że jest obok, być pomocnym. Być Puchonem, tak zwyczajnie, a dopiero później spróbować coś więcej. Mógł zaczekać, ostatecznie nic nie stało mu na przeszkodzie. W końcu co złego mogło się stać, poza tym, że u Chrisa nic nie drgnęłoby po takim czasie? Myślał jednak, że warto spróbować. Wciąż jeszcze nie wiedział, w jaki sposób ma sobie poradzić z ciągłą chęcią flirtowania, co jedynie wpływało na lekkość rozmowy i jej przyjemność, ale nie zamierzał w tej chwili o tym myśleć. Teraz, choć świat wokół nich pogrążał się w ciemności przez ciężkie stalowoszare chmury, jego przepełniała nadzieja, że w końcu uda mu się spełnić obietnicę. Niezależnie ile czasu będzie na to potrzebował... Cóż, przynajmniej teraz był tego pewny.
Zaśmiał się, kiedy usłyszał jaki prezent Vicario zostawiła Chrisowi za pomoc. Poważnie? Amortencja? To miał być jakiś znak dla gajowego? Przecież po nim łatwo widać, kiedy nie jest zainteresowany... No dobrze, może nie widać, ale żeby od razu amortencję zostawiać? Pewnie chciała czegoś więcej, ale się nie udało. A może planowała dolać parę kropel do herbaty Chrisa?
- Nie, zdecydowanie nie potrzebujesz amortencji - odpowiedział miękko, nie opuszczając spojrzenia. Wciąż tkwił z przymkniętymi oczami, unosząc swobodnie głowę. -Byłem kiedyś na jej zajęciach i muszę powiedzieć... Że chyba pomyliła zawody... W każdym razie nie dziwię się, że wolałbyś poprosić skrzaty o pomoc. Ferie były przyjemne, jedź na wakacje na jakiś czas - spróbował jeszcze raz zachęcić, choć sam nie był pewny, czy pojedzie. Owszem, planował, chciał, ale wszystko rozbijało się o znalezienie kogoś, kto przyjdzie do babci i upewni się, że wszystko jest w porządku. Do tej pory wykorzystywał w tym celu sąsiadkę, ale przecież nie mógł jej zabronić gdziekolwiek pojechać. Pozostawała jeszcze kuzynka, z którą nieznacznie odnowił jej się kontakt, odkąd kobieta założyła rodzinę. Mały Noah był świetny, a teraz poznał także Bonnie. Chciał jechać, aby mieć dziewczynę na oku i móc upewnić się, że nie zaniedbuje swojego zdrowia. Był jeszcze Gard, który wydawał się dziwnie przejmować śmiercią, jak na kogoś w jego wieku i Josh chciał mieć okazję jeszcze raz z chłopakiem porozmawiać. Liczył na to, że jedzie Éléonore, z którą mógłby się lepiej poznać i obgadywać Alexa... Innymi słowy, było więcej "za" aby jechać na wakacje ze szkołą, ale przecież była babcia. Teraz gdy istniała szansa, że i Chris pojedzie, zamierzał przekonywać kuzynkę tak długo, aż w końcu się zgodzi. Nie mógł odpuścić sobie możliwości obserwowania gajowego w innych okolicznościach niż w pracy.
- Nie wiem, gdzie mają być wakacje, ale liczę na kolejną bransoletkę... - rzucił, spoglądając kontrolnie na ławkę, po czym nagle doznał olśnienia. - Chris...? Kiedy zbieraliśmy się na zabawę w Dolinie, a ja wspomniałem o twoich pracach... To, że tworzysz, jest tajemnicą? - ni to spytał, ni to stwierdził fakt, nie w pełni pewny odpowiedzi. Wtedy odniósł wrażenie, że nie powinien poruszać tematu, ale może chodziło tylko Alexa? W końcu znał się z Biancą, a ona była artystką. W takim razie może zajęcie mężczyzny nie było tak ukrywane przed światem, jak mogłoby się wydawać? Spojrzał uważnie na Chrisa, szukając wzroku gajowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Christopher O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Blizna u dołu brzucha oraz niewielka blizna na ręce
Galeony : 1826
  Liczba postów : 774
https://www.czarodzieje.org/t18076-christopher-o-connor#514253
https://www.czarodzieje.org/t18088-poczta-chrisa#514438
https://www.czarodzieje.org/t18089-chris
https://www.czarodzieje.org/t18079-christopher-o-connor#514252
https://www.czarodzieje.org/t18310-christopher-o-connor-dziennik
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptyPią 3 Lip - 10:22;

Były rzeczy, których inni nie rozumieli i Chris zdawał sobie z tego sprawę, wiedząc również, że spokojnie można było uznać go za kogoś dziwnego, za kogoś, kto nie powinien właściwie brać się do pewnych spraw, bo nigdy nie wychodziło z nich nic dobrego. Nie był człowiekiem, który po prostu mówił o pewnych rzeczach, ale teraz miał wrażenie, że powinien coś zrobić, że powinien coś powiedzieć, jakoś zareagować. Nie chciał plątać Josha w swoje sprawy, miał wrażenie, że nie powinien tego robić, a jednocześnie czuł się całkiem przyjemnie, kiedy zachowywali się tak nieszablonowo, kiedy nie bali się deszczu, burzy i robili coś, co po prostu nie przystawało do tego świata, co nie przystawało do niczego. Trudno było powiedzieć, żeby czuł się naprawdę bezpieczny, ale mimo wszystko - nie chciał uciekać, odnosił wrażenie, że mógłby to przyjąć, gdyby tylko Walsh pojmował pewne zasady gry, gdyby zrozumiał, że on nie jest taki, jak każdy inny, że może jest ślepy, a może się boi, a może wszystko w nim po prostu zawiązało się w supeł i nie chciało za nic puścić, zostawiając go w miejscu, z którego sam nie potrafił się wyplątać. Wiele razy starał się pokazać mu, że są granice, jakich nie powinien przekraczać, ale nie umiał o nich mówić, nie umiał po prostu wyrazić własnych myśli, nie mówiąc zupełnie o uczuciach, ale istniały sposoby, żeby to wyjaśnić, a jak widać - milczenie w pewnych kwestiach było jednak złotem. Były jednak takie rzeczy, których nie dało się wyjaśnić bez słów, a Chris niespodziewanie poczuł dziwne ukłucie, przez co serce podskoczyło mu do gardła, a on nie mógł się powstrzymać, żeby nie wyrzucić z siebie.
- Nigdy wcześniej... nic...
Nie było to składne, nie niosło to ze sobą nic, ale pozwoliło mu złapać głębszy oddech. Prychnął znowu pod nosem, nad własną głupotą i tym wywracającym się żołądkiem, nad tym walącym jak oszalałe sercem, którego nie umiał powstrzymać. Miał poczucie, że nagle jakby wszystko się rozluźnia i odniósł, pewnie mylne, wrażenie, że z własnej winy kogoś się pozbywał. Nie miał zbyt wielu przyjaciół, czy bliskich mu tak naprawdę ludzi, więc miał wrażenie, że z powodu własnego niezrozumienia i zachowywania się, jakby jednak był zabetonowany, coś psuł. Był dorosły, od dawien dawna, ale jego serce zostało gdzieś w nastoletnich czasach. Może jego głowa również, nie umiał tego powiedzieć, ale właściwie pod pewnymi względami nie rozumiał samego siebie. Był w pewien sposób bardzo mocno zagubiony, nie potrafił powiedzieć, że uczucie do Charliego wygasło i stało się jedynie platoniczną miłością, nie umiał powiedzieć, że mu na nim zależało, ale wspomnienia i jego szczęście piekło, że po prostu był zazdrosny, ale nie o niego, a o to, że zdobył swoje własne i żyli długo i szczęśliwie, a on sam, przez własne przywiązanie i bycie dziecinnym, nie umiał złamać zaklęcia, jakie sam na siebie nałożył. Odetchnął głęboko, kiedy Josh nie oddalił się i po prostu tańczyli dalej, podejmując całkiem zwyczajną, jeśli tak można powiedzieć, rozmowę, a on czuł się z tego powodu lepiej, zaś fala emocji, jaka się przez niego przetoczyła, łagodniała. Spychał ją znowu na tył umysłu, odsuwał, zamykał się i uciekał, ale tak czuł się bezpieczniej.
- To i tak... łagodnie powiedziane. Nie umiała sobie poradzić z diabelskimi sidłami i dlatego do mnie przyszła - rzucił na to, nieco burkliwie, co w jego przypadku było wyjątkiem, ale jasno pokazywało, że nie przepadał za profesor Vicario i zgadzał się z Joshem, że ta na pewno nie nadawała się do pracy, jaką wykonywała i powinna zajmować się, cóż, czymś zupełnie innym. Drgnął lekko, gdy zachęcił go, żeby wyjechał i westchnął ciężko. Powinien traktować to całkiem zwyczajnie, przecież nie kryło się w tym nic, w żadną ze stron, było to całkowicie naturalne i proste stwierdzenie, uwaga, która nie miała szczególnego znaczenia, a może, cóż, przyjacielska zachęta. Nie bardzo jednak wiedział, co miałby na to powiedzieć, więc zerknął po prostu w stronę jego ręki, na której miał bransoletki i uśmiechnął się lekko.
- Jeśli zbierzesz ich więcej, będziesz miał ich tak dużo, że będziesz musiał zakładać je nad łokieć - stwierdził, a później pochylił głowę i wpatrywał się w ziemię, w ich buty, w deszcz, który padał do niewielkich kałuż, jakie już się dookoła nich tworzyły. Josh poruszył sprawę, która go bolała, która była naprawdę mocno pokręcona i z którą nie chciał mieć zbyt wiele do czynienia, ale za każdym razem przypominał sobie słowa babki, jej reakcje i nie umiał przejść nad tym do porządku dziennego, nie umiał zaakceptować tego kawałka siebie, jak i wielu innych, bo kobieta go blokowała. Dlatego nie chciał, żeby w książkach Wendy kiedykolwiek pojawiło się jego nazwisko. Nigdy.
- Tak. To tajemnica - powiedział w końcu, unosząc głowę i patrząc wprost w oczy Walsha. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego własne już się szkliły, że po prostu zrobiło mu się ciężko z tego powodu. Jakaś jego część twierdziła, że babka nie może narzucać mu swojej woli, inna jednak nadal chciała jej się podobać, jakoś, w jakimkolwiek stopniu, chciała, żeby go kochała. Przełknął ślinę, czując, że ściska mu się gardło i starał się nad sobą zapanować.

______________________

All we need
is just a little patience

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : bransoletki na lewe ręce, nieznaczny zapach pasty do mioteł, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 615
  Liczba postów : 924
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520889
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptyPią 3 Lip - 16:09;

Nigdy wcześniej… Nic…
Rozbrzmiało w jego głowie z równym hukiem, co grzmot, który nagle przedarł się przez muzykę. Choć może mowa była złotem, tak czasem należało wyrzucić z siebie parę słów, jak w tej chwili, ale efekt, jaki wywołały, trudno opisać. Josh w jednej chwili poczuł się, jakby wszystko się zatrzymało, a on sam poruszał się zupełnie automatycznie. Nie odpowiedział nic, bo nawet nie wiedział, co mógłby powiedzieć. Nic? Nigdy wcześniej on nic…? To przechodziło wszelkie pojęcie mężczyzny, ale tłumaczyło cały wachlarz zachowań Chrisa. Wciąż tkwił zakochany w przyjacielu i skoro to uczucie było tak silne, skoro miał złamane serce, to “nigdy wcześniej” było tak bardzo prawdopodobne, że aż wstrzymał na moment oddech. Przyswajał powoli wagę słów, z pozoru jedynie spokojnie tańcząc, a w środku czując gwałtowną falę przeróżnych emocji. Od chęci wycofania się, po pragnienie przyciągnięcia go do siebie i zamknięcia w ramionach, jak w bezpiecznej klatce. Jedynie wtedy Chris nie czułby się bezpieczny, teraz już to rozumiał. Zaś wycofanie się, choć wiedział, że raczej nie jest wzorem idealnego partnera, biorąc pod uwagę wszystkie dotychczasowe jego związki, nie wchodziło w grę. Jak to możliwe, że mężczyzna… Zacisnął jedynie odrobinę mocniej palce na jego dłoni, na znak, że przyjął słowa do wiadomości. Nie zamierzał uciekać, ale teraz rozumiał, że naprawdę musi zwolnić. Chris nie był jak wszyscy znani mu mężczyźni, jak poznawane kobiety, ale w tej chwili dopiero dostrzegł, gdzie tkwiła różnica. Więc dlatego nagle się peszył? Dlatego uciekał? Stąd te wszystkie granice? Serce tłukło mu sie jak szalone w piersi z wrażenia, a on sam musiał nad sobą bardziej zapanować, żeby nie zacząć zadawać setki niewygodnych pytań. To nie był temat do dyskusji, musiał przyjąć wszystko takim, jakie było i zdecydować, czy warto pchać się w to dalej, chociaż… Czy naprawdę miał wciąż wybór? Uśmiechnął się delikatnie do własnych myśli, uświadamiając sobie, że nie było już odwrotu.
Zaśmiał się ponownie, gdy Chris burczał pod nosem na Vicario. Zgadzali się w jej temacie, ale Josh nie komentował na głos jej uwodzicielskich prób. Sam, gdy zaczynał pracę w zamku, doszedł do wniosku, że może do kobiety zaglądać, gdy będzie potrzebować przygody. Później uznał, że lepiej nie, podejrzewając, iż może być jak trujący bluszcz, który oblepiłby go na korytarzu, ilekroć miałby go w zasięgu wzroku. Wolał tego uniknąć. Wyczuł drgnięcie mężczyzny, przez co odruchowo poruszył kciukiem dłoni, którą trzymał na jego plecach, jakby chciał go uspokoić, kręcąc lekko głową. Nie, za tą zachętą nie kryło się słowo “randka”. Był zadowolony po feriach, po tym co tam się działo, jakie atrakcje były i podejrzewał, że w wakacje będzie podobnie. Dlatego zachęcał Chrisa, aby jechał, aby się zabawił, aby zobaczył nowe miejsca. Zaraz jednak zaśmiał się cicho, gdy jego bransoletki zostały skomentowane.
- Szczęśliwie mam dwie ręce! Choć podejrzewam, że do tego czasu niektóre mogą się zepsuć. Ta z fiołków zdaje się nieco krucha - odpowiedział, lekko również posyłając spojrzenie w stronę swoich “błyskotek”. Zastanawiał się, czy podobały się mężczyźnie, ale sądząc po jego słowach, raczej nie przeszkadzały. Zaraz jednak zmarszczył brwi, przyglądając mu się badawczo. Coś było nie tak. Owszem, domyślił się, że wspominając o jego rysunkach przy Alexie, popełnił gafę, ale żeby temat był aż tak trudny? Odnosił wrażenie, jakby Chris w tej chwili myślał o czymś zupełnie innym, bo przecież własne hobby nie powinno doprowadzać do tak dziwnego stanu. Zaraz jednak dostał potwierdzenie, że jest to tajemnicą. Spojrzenie gajowego wydało mu się szkliste, ale zrzucił to na karb pogody i wszędobylskiego deszczu. Zaklęcie sprawiające, że obaj mogli słyszeć muzykę możliwe, że przestało działać, choć Josh wciąż ją słyszał w kolejnych podmuchach wiatru.
- Rozumiem i w takim razie nie będę już o tym przy nikim mówić. Przepraszam za wtedy, ale Alex nie zwrócił na to nawet uwagi - odezwał się cicho, ściskając na moment mocniej jego dłoń. Coś było nie w porządku, ale jeszcze nie wiedział co. Gdyby poznał problem z babcią, już na tym etapie byłby gotów iść do kobiety i wygarnąć jej błędy, jakie popełniła w trakcie opieki nad Chrisem. Szczęśliwie nie zdawał sobie z tego sprawy. Znów zamilkł, mając w głowie tak wielki zamęt, że nie wiedział co ma ze sobą robić. Nie chciał teraz rozmyślać o tym, że dostał tak wiele informacji w ciągu jednego wieczora o nim… A jednak myśli same biegły tym torem. Tajemnicą było, że rysował. Zdecydowanie nie podobało mu się, gdy był umówiony z kimś innym. Nie miał doświadczenia w podobnych relacjach… A jednak czuł się dobrze w jego towarzystwie, bo nie chciał przerywać tańca. Tak wiele informacji… Może odrobinę za dużo. Czuł się także zobowiązany podzielić czymś z gajowym, ale sam nie miał tajemnic. Mógłby powiedzieć o babci, to jednakże był trudniejszy temat i nie na ten moment. Zwyczajnie więc zamilkł, uśmiechając się lekko do tego ciepła, które rozlewało się po jego wnętrzu. W końcu nie wytrzymał. - Ale skoro przypadkiem poznałem twoje zainteresowanie... Pokażesz mi swoje prace? - spytał cicho, spoglądając w dół, licząc, że ten podniesie wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Christopher O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Blizna u dołu brzucha oraz niewielka blizna na ręce
Galeony : 1826
  Liczba postów : 774
https://www.czarodzieje.org/t18076-christopher-o-connor#514253
https://www.czarodzieje.org/t18088-poczta-chrisa#514438
https://www.czarodzieje.org/t18089-chris
https://www.czarodzieje.org/t18079-christopher-o-connor#514252
https://www.czarodzieje.org/t18310-christopher-o-connor-dziennik
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptyPią 3 Lip - 21:16;

Westchnął ciężko, bo naprawdę nie chciał tego mówić i czuł się z tym niesamowicie głupio, miał również wrażenie, że za chwilę po prostu spłonie ze wstydu, ale było już za późno, żeby się z tego w jakikolwiek sposób wycofać. Skoro już to wyznał, nie było odwrotu, ale miał przy tej okazji cichą nadzieję, że pewne rzeczy ostatecznie ułożą się w głowie Walsha i ten zrozumie, że naciskanie na niego to całkowita droga donikąd. Nie chciał robić sobie z niego wroga, czy coś podobnego, więc może lepiej było powiedzieć mu prawdę, żeby po prostu wiedział, że nie może się przy nim zachowywać jak głupi gumochłon, bo Chris czasami poważnie zastanawiał się, czy Josh nie rozumie pewnych spraw, czy uważa, że on się tylko zgrywa, że to element jakiejś ich układanki, której nie do końca rozumiał. Nie chciał tego jednak w żaden sposób komentować, ani ciągnąć, więc poczuł niesamowitą wręcz ulgę, kiedy Josh po prostu tę sprawę przemilczał, zachowując się wyjątkowo jak na siebie taktowanie. Nie wiedział, czy spodziewał się czegoś takiego, czy zakładał, że za chwilę naprawdę się pokłócą, nie miał pojęcia, co właściwie mogło się stać, ale ku jego zaskoczeniu, sprawy potoczyły się w dziwny sposób, sposób, który mimo wszystko mu się spodobał i spowodował, że nieco się rozchmurzył, na co pewnie również pomogła ta niemądra rozmowa o Vicario, czy uwagi o bransoletkach, które, mimo wszystko, były całkiem zwyczajne i do niczego nie zobowiązywały. Spiął się nieco na tę uwagę o wakacjach, ale mimo wszystko przyjął wyjaśnienie Walsha, postanowił nie szukać jakiegoś drugiego dna, chociaż i tak na pewno je tutaj miał, w końcu właśnie tańczyli w środku ulewy i właściwie wcale się tego nie bał, a traktował to jak całkiem zabawną, zupełnie niemądrą przygodę, która powodowała, że w pewien sposób czuł się szczęśliwy.
- Nie sądzę. Pewnie jest obłożona mnóstwem zaklęć, o których nawet nie wiesz - powiedział na to, kręcąc lekko głową i zastanawiając się, jak Josh właściwie wyglądałby, gdyby nosił więcej tych ozdób. To dziwne, ale pasowały mu w sposób, którego właściwie Chris nie rozumiał i nawet chyba nie chciał określać, bo nie wiedział, jakich miałby użyć słów, w końcu żadne mu w tym miejscu nie pasowały. Tak czy inaczej, uśmiechnął się lekko, domyślając się, że jeśli tylko Walsh znajdzie taką ozdobę w czasie wakacyjnego wyjazdu, to z całą pewnością przywiezie ją tutaj, do  zamku i pewnie zacznie nosić, razem z pozostałymi. Możne to było jakieś jego małe hobby? Trudno powiedzieć, w każdym razie jakoś to zapisało się w głowie Chrisa, w jego podświadomości, we wspomnieniu, gdziekolwiek. Taki niewielki szczegół, na który chciał zwracać uwagę. Skinął później lekko głową, uspokajając się dość znacznie i starając się przełknąć gorzkie łzy, jakie mimo wszystko się pojawiły, bo nie chciał płakać przy Walshu, nie z powodu którego ten nawet by nie zrozumiał, cieszył się więc, że pada i mimo wszystko nie da się rozpoznać tego, co się z nim dokładnie dzieje. Przymknął powieki, kiedy Josh zadał kolejne pytanie i nieznacznie się naprężył.
- Nie... Nie teraz - powiedział, kręcąc lekko głową. Zawsze ukrywał je przed światem, udawał, że nic nie rysuje, a w czasie zajęć koła nikt nie dopytywał, czy to jego rysunki zdobią słownik, Yuuko również nie zwróciła uwagi na jego szkice, a Perpetua w żaden sposób nie skomentowała ozdobnych kwiatów na podarowanej jej lasce, więc Chris czuł się w pewien sposób bezpieczny i na pewno nie był jeszcze gotowy na to, by w pełni świadomie pokazać komuś swoje prace. Oglądała je tak naprawdę tylko Wendy i całkiem spora rzesza czarodziejów, która nie miała bladego pojęcia, że to są jego małe dzieła. - Może kiedyś - dodał jeszcze cicho, ale widać było, że teraz nie chce poruszać tego tematu. Drgnął lekko, gdy grzmot przetoczył się tuż obok nich, gdy błyskawica rozcięła niebo i zatrzymał się, by spojrzeć na to, co działo się dookoła nich. Zamknął na moment oczy, właściwie nie bojąc się tej pogody, ale mimo wszystko uśmiechnął się lekko. - Chyba powinniśmy znaleźć jakieś bezpieczne miejsce.

______________________

All we need
is just a little patience

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joshua Walsh

Nauczyciel
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 193cm
C. szczególne : bransoletki na lewe ręce, nieznaczny zapach pasty do mioteł, trzy blizny na lewej stronie twarzy od czoła po lekkim skosie w dół przez oko, nos i usta
Galeony : 615
  Liczba postów : 924
https://www.czarodzieje.org/t18077-joshua-walsh
https://www.czarodzieje.org/t18086-poczta-profesora-walsha#514412
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520889
https://www.czarodzieje.org/t18084-joshua-walsh#514388
https://www.czarodzieje.org/t18300-joshua-walsh-dziennik#520887
Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 EmptySro 8 Lip - 20:35;

Trudno powiedzieć, co w tej chwili działo się w głowie Josha, ale z całą pewnością była to jedna bitwa. Walka z samym sobą, o to, czy naprawdę powinien się starać. Był pewny, a przynajmniej do tej pory tkwił w przekonaniu, że jest pewien, iż chce zdobyć gajowego. Nie wiedział kiedy wkradło się w to nieco więcej emocji, niż powinno, ale cel niewiele się zmienił. Teraz jednak zamiast "zdobyć go" można byłoby śmiało wstawić "być z nim", spróbować. Nie było to jednak proste, a teraz wiedział, dlaczego i jakiś cichy głos, będący wytworem wyobraźni, ale także adwokatem diabła, przypominał mu, ile już razy zdołał powiedzieć, albo zrobić coś głupiego, a także jak kiepskim był partnerem do tej pory. Potrzebował czegoś więcej, jakiegoś znaku, że jego starania są mile widziane i nie musi z tego rezygnować, a jedynie zmienić ich formę. Czy wystarczyły podejrzenia zazdrości o towarzyski flirt z kimś innym? To zdecydowanie mówiło, że Chris nie patrzy na niego obojętnie, jak mogłoby się zdawać. Jednak, czy to wystarczy? Wciągnął powietrze, mimowolnie wyłapując zapach znajdującego się blisko niego mężczyzny i na nim się skupiając. Jeśli obaj pojadą na wakacje, będzie musiał mieć się w garści. Alexowi powiedzieć, że koniec starań, aby nie próbował pomóc kolejną wstążką. Nie mógł sobie teraz pozwolić na błędy, a już tym bardziej wspominać o tym, że próbuje go poderwać? Och, dlaczego nagle brzmiało to tak źle i dziecinnie. Teraz musiał zwyczajnie czekać i być obok. Już teraz wiedział, że będzie to trudne, cholernie trudne. Wiedział już, że nie powinien ani pytać o Charliego, którego samo wspomnienie sprawiało, że prawie zgrzytał zębami, ani nie powinien wspominać o żadnej randce. Musiał także pilnować się przy zwykłych rozmowach z innymi osobami, a nawet gdyby kusiło o niewinny flirt, nie może. To brzmiało jak coś niemożliwego do spełnienia i w momencie poczuł, jak serce opada mu do żołądka. Odetchnął spokojniej. Tak, będzie trudno, ale poradzi sobie. Skoro takie były warunki, należało je przyjąć. Już teraz widział rezultaty, gdy mogli spokojnie ze sobą rozmawiać, robiąc coś nad wyraz niespotykanego. W końcu kto normalny tańczy bez muzyki, gdyż zaklęcie przestało działać jakąś chwilę temu, w środku szalejącej burzy?
- Mam nadzieję, bo byłoby szkoda tracić pamiątki. Fiołkowa jest po prostu pamiątką z Mount Blanc, ta z aleksandrytem jest od wieszcza… Chyba żadnej nie chciałbym stracić - odpowiedział cicho, nawet bardziej do siebie, niż do niego. Zdecydowanie, jeśli tylko będzie mógł na następnym wyjeździe kupić sobie bransoletkę, zrobi to. Wolał takie pamiątki, a do tego sam uważał, że mu pasują. Jakkolwiek to nie brzmiało, uważał, że idealnie oddają jego osobowość. Szkoda, że nie odkrył tego wcześniej, gdy jeszcze uczył się na studiach, bo z pewnością miałby bransoletki przyczepione do miotły. A w kuferku trzymał jeszcze wahadełko z kryształu górskiego, którego może i nie zamierzał używać do wróżenia, ale za to mógł zacząć je nosić. Jednakże, gdy dłużej nad tym myślał, dochodził do wniosku, że to byłaby przesada. Bransoletki są lepsze. Jednak nie myślał o nich dłużej, gdy wyczuł spięcie u Chrisa. Nie wiedział, co się dzieje, ani o co chodzi dokładnie, ale najwyraźniej tajemnica rysowania wiązała się z czymś jeszcze. Choć nieznacznie zabodło go, że nie może niczego więcej się dowiedzieć, rozumiał.
- W takim razie zaczekam - odpowiedział łagodnie, znów czując pragnienie bycia jeszcze bliżej. Choćby tylko przyłożyć czoło do czoła. Nie możesz, uspokoił sam siebie, uśmiechając się lekko. Jeśli ma czekać, poczeka. Wszystko w spokojnym tempie, jak ten taniec, który nagle został przerwany, gdy burza dotarła już nad ich głowy. Biorąc pod uwagę ich położenie, zdecydowanie nie byli bezpieczni. Również zatrzymał się, ale zamiast zamknąć oczy, przyglądał się Chrisowi, gdy ten chłonął wrażenia z burzy. - Zdecydowanie powinniśmy - odpowiedział z cichym śmiechem. Chciał zaprosić go do siebie, ale to byłoby zbyt wcześnie. Nie ufał jeszcze samemu sobie i podejrzewał, że Chris również. Pożegnał się spokojnie, upewniwszy się wpierw, że szkicownik nie ucierpiał, po czym wrócił do siebie, mając wrażenie, że zamknął jakiś rozdział swojego życia i otwarł nowy. Ekscytujący, nieprzewidywalny, obiecujący. Wakacje miały być nowym początkiem i pragnął, aby dobrze się zaczęły, choć znając jego, zdąży jeszcze coś zepsuć.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Punkt widokowy - Page 10 QzgSDG8








Punkt widokowy - Page 10 Empty


PisaniePunkt widokowy - Page 10 Empty Re: Punkt widokowy  Punkt widokowy - Page 10 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Punkt widokowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 10Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Punkt widokowy - Page 10 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-