Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Komnata świetlików

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 15 z 15 Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15
AutorWiadomość


Drake Bennett

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 28
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.org/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptyWto 2 Kwi - 22:12;

First topic message reminder :




Nie, nie jest to pomieszczenie wypełnione światłem - wręcz przeciwnie. Panuje tutaj idealny mrok, rozświetlany... świetlikami, które latają pod sufitem, dając żółto-zielonkawe, punktowe oświetlenie. Zapewne stąd nazwa pokoju.
Podłoga nie jest z kamienia - położony na niej parkiet jest wymarzonym do tańczenia. Pod ścianami ustawione są sofy, a obok nich, na środku, stoi mały, drewniany stolik. W rogu znajduje się gramofon, który sam gra i w którym nie da się zmienić płyty. Puszcza on muzykę w zależności od charakteru i nastroju osób w nim przebywających. Podsumowując - idealne miejsce na potańcówkę.

Uwaga! Możesz rzucić kostką wyłącznie jeden raz! W każdym następnym wątku, który tu rozpoczniesz, kości oraz płynące z nich straty/korzyści już Ci nie przysługują!

Spoiler:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Hariel Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 184
C. szczególne : podobny do Camaela, wręcz myląco gdyby nie oczy i pieprzyk nad górną wargą
Galeony : 335
  Liczba postów : 520
https://www.czarodzieje.org/t20706-hariel-whitelight#657554
https://www.czarodzieje.org/t20730-poczta-harry-ego#657951
https://www.czarodzieje.org/t20707-hariel-whitelight#657557
https://www.czarodzieje.org/t20986-hariel-whitelight-dziennik#67
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Moderator




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptySro 6 Paź - 2:22;

- Skoro tak mówisz - odpowiadam jedynie, bo uznaję, że nie ma co próbować jej wmawiać coś innego. Już zdążyła mi wypomnieć, że nie potrafi zauważyć kiedy mówię jej komplement. Teraz, mimo że orientuje się kiedy to robię, najwyraźniej przyjmuje taktykę, by go odrobinę ubezdźwięcznić. Dlatego jedynie unoszę do góry brwi z powątpiewaniem, przekładając ewentualną rozmowę na ten temat na później. Albo nigdy. Nie byłem przecież fanem rozmów o tym co powinniśmy robić ze swoimi zdolnościami - jeśli nie chciała nic (tak jak ja) - jej wybór. Potrzebuję czasu by być dobrym motywatorem.
Po raz kolejny okazuje się, że szczere wytknięcie jej błędu przynosi jakieś efekty. Może jakbym powiedział: Hope, za często się potykasz, przestałaby przyciągać nieszczęśliwe sytuacje? Kompletnie nie przejmuję się jej lekkim naburmuszeniem czy pytającym spojrzeniem. Cmokam też z niezadowoleniem na jej odpowiedź, bo przecież nie o to mi chodzi by całkowicie bezpodstawnie wytknąć jej błędy. Wszystko tylko dla nauki tańca.
Który o ile szedł mi świetnie jeśli chodzi o kroki, nie potrafiłem dziś dobrze lawirować słowami. Tym razem chciałem zobaczyć reakcję Hope na moją wystudiowaną odpowiedź i widzę, że nie wybrzmiała ona dobrze. Oczywiście, że to mogła być randka, co złego w czymś takim? Jednak miałem wrażenie, że jeśli powiem to wprost wysnuje wnioski, które potem mogłyby ją zranić (jakby już tak nie mogło się wydarzyć). Nie kontroluję odruchu lekkiego skrzywienia kiedy orientuję się, że to co powiedziałem wybrzmiało źle w jej głowie, ale mam nadzieję że skupienie na tańcu oraz nikła świetlista poświata przysłoniły ten krótki grymas. Obydwoje próbowaliśmy korzystać z ciemności, będąc szczerzy tylko w kwestiach, które tak naprawdę nie miały wielkiego znaczenia. Pytanie czy oszukiwaliśmy tym siebie nawzajem. Czy po prostu siebie.
- Bo kolacje z moimi rodzicami nie są przyjemne. Będą dokuczać Camowi za Beatrice, przy niej, wypytywać Nanael o świetlaną przyszłość, udawać że interesują się jak mi idzie na zbyt późno rozpoczętych studiach - mówię na początku łapiąc przynętę, którą rzuca mi Griffin. Pod prawdziwymi słowami rozmyślam co mogę powiedzieć, by jakoś wybrnąć z sytuacji. Nie jestem pewny po co się staram. - Dlatego chciałbym umilić sobie następny dzień, spędzeniem czasu z Tobą. Jeśli to byłaby nasza pierwsza randka, musiałbym zrobić coś spektakularnego, a wolałbym jakiś podrzędny pub - dodaję jeszcze, wydaje mi się, całkiem elokwentnie i sprytnie, wplatając gdzieś komplement. Biję się z myślami czy powiedzieć jej o osobie towarzyszącej, bo zwyczajnie nie chcę by odmówiła mi soboty w związku z moimi postanowieniami. Aż zagryzam lekko wargi i po raz pierwszy to ja mylę się w krokach nie ona. Ze zdziwieniem patrzę pod nogi po raz pierwszy od początku piosenki.

______________________

You look like an angel. Walk like an angel. Talk like an angel. But I got wise.
You're the devil in disguise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hope U. Griffin

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Piegi na twarzy i ciele. Kilka blizn po szponach na ramionach i jedna na skroni, skrupulatnie zakrywana włosami.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 461
  Liczba postów : 1284
https://www.czarodzieje.org/t20055-hope-ursula-griffin#617982
https://www.czarodzieje.org/t20074-gobaith#618955
https://www.czarodzieje.org/t20059-hope-u-griffin#618372
https://www.czarodzieje.org/t20191-hope-u-griffin-dziennik
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Moderator




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptySro 6 Paź - 23:15;

Miała ochotę poprzeć swoje słowa jakimiś argumentami, powiedzieć mu, że przecież „Gobaith” brzmiało pięć tysięcy razy lepiej niż jakieś tam „Hope”, znaleźć multum walijskich przykładów w dowodzie śpiewności tego języka. Ale jego to nie obchodziło, a ona wiedziała, że to tylko kłamstwo, kolejny z licznych sposobów na ucieczkę, nawet jeśli nie tak dosłowną, jakie zdarzały jej się do tej pory. I, co gorsza, rozumiała, że jej taktyka została przez niego odkryta, wyczuła to w jego tonie – więc nie powiedziała nic, czując, że robi jej się głupio.
Taniec dobrze sprawdzał się w takich okolicznościach, jak się właśnie okazało. Najpierw zbłaźniła się swoją odpowiedzią, a potem zawstydził ją swoją bezpośredniością, ale zamiast rozpamiętywać cokolwiek w swojej głowie, skupiła się w pełni na stawianych krokach. Powtarzała sobie w myślach, co powinno być następne, by nie podeptać mu palców jak za pierwszym razem i bez przerwy ganiła samą siebie, kiedy tylko zapominała o tym, że to on był tutaj od prowadzenia. Starała się do niego dopasować, nie do końca jeszcze rozumiejąc, na czym to wszystko polega; była wciąż zbyt sztywna, co z pewnością utrudniało taniec, nawet jeśli nie walczyła z nim już o władzę. Starała się nie patrzeć pod nogi, bo i tak nie było ich dobrze widać w półmroku pomieszczenia, a wyżej rozciągał się przed nią znacznie ciekawszy, przyjemniejszy widok.
Kiepskie wsparcie — skwitowała jego słowa, nie bardzo wiedząc, co powinna powiedzieć. Chciała zapewnić go, że rozumie, ale przecież nie rozumiała, bo taka koncepcja rodziny była jej niezwykle obca. Na usta cisnęły jej się pytania, ale czuła, że kiedy je zada, przepaść między nimi stanie się jeszcze wyraźniejsza, a wtedy Whitelight, nie daj Merlinie, w końcu przestanie ją ignorować. A jednak nie potrafiła w pełni się powstrzymać, za bardzo pragnąc poznać go i rzeczywiście zrozumieć. — Mają jakiś powód, żeby nie lubić Beatrice? — zapytała więc całkiem naiwnie, osobiście uważając, że sprawia pozory idealnej partnerki: mądrej, pięknej i z charakterem. Może myliła się i było z nią coś nie tak?
Roześmiała się, starając się zachować swój typowy optymizm i być może nieco go nim zarazić. Nie wydawał się smutny, ale nie był też do końca wesoły, a już z całą pewnością sprawiał wrażenie bardziej pogrążonego w swoich myślach niż Harry, którego znała do tej pory. No i pomylił kroki, a to zdecydowanie nie było dla niego typowe. Jeśli to ta perspektywa kolacji tak mu ciążyła, chciała poprawić mu jakoś humor.
Wydawało mi się, że mówiłeś o „świetnym miejscu”, a teraz nagle jest to podrzędny pub — powiedziała z rozbawieniem, wytykając mu tę nieścisłość. Jej zdaniem, w każdym razie. — Oczywiście moglibyśmy zapijać smutki, ale to nie będzie świetne, tylko raczej zwyczajne. Wolałabym pokazać Ci moją definicję świetnego miejsca. Może tak być? — poruszyła znacząco brwiami i zaraz się uśmiechnęła; uniosła rękę, chcąc, by to on się obrócił. Ze względu na różnicę wzrostu było to komiczne, więc roześmiała się znowu. Potrzeba poprawienia mu humoru chwilowo rozwiązywała wszystkie problemy z pewnością siebie; im bardziej on się spinał, tym więcej luzu miała w sobie ona, tak jakby potrzebowała do tego odpowiedniej motywacji. I Merlin jej świadkiem, że czuła się teraz tak, jakby miała moc przenoszenia gór.

______________________


Happy, but a little lost

well, i don't know what i don't know so i'll kick my shoes off and run into the setting sun
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hariel Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 184
C. szczególne : podobny do Camaela, wręcz myląco gdyby nie oczy i pieprzyk nad górną wargą
Galeony : 335
  Liczba postów : 520
https://www.czarodzieje.org/t20706-hariel-whitelight#657554
https://www.czarodzieje.org/t20730-poczta-harry-ego#657951
https://www.czarodzieje.org/t20707-hariel-whitelight#657557
https://www.czarodzieje.org/t20986-hariel-whitelight-dziennik#67
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Moderator




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptyCzw 7 Paź - 1:04;

Na szczęście nie słyszę dalszych usprawiedliwień i ponownie skupiamy się na tańcu. Po mojej trafnej uwadze idzie nam odrobinę lepiej. Na razie czekam z dalszymi, by mogła się odrobinę przyzwyczaić do mojego sterowania. Poczekam chwilę z odpowiednim rozluźnieniem jej. Szczególnie, że obecnie sam nie potrafię dobrze złapać swojego rytmu przez gadkę o kolacji, co z minuty na minutę coraz bardziej widać. Kiwam jedynie głową na jej kulawy komentarz - ale co mogła w zasadzie powiedzieć na to wszystko.
Hope zadaje jednak kolejne pytanie, na które aż patrzę na nią dość poważnie (dzięki Bogu, że jest jeszcze ciemniej niż normalnie za moimi okularami). Dopiero w tym momencie orientuję się jak Griffin niewiele wie o mojej rodzinie i zasadami w niej panującymi. I po raz pierwszy zauważam, że to ona może się przestraszyć tego co usłyszy i może faktycznie uciec. A żyłem przekonany, że to ja będę w tym pionierem. Wzdycham lekko, ale akurat tym nie będę jej mydlić oczu. Miło z mojej strony.
- Beatrice jest wydziedziczona z rodu, więc nie pochwala się jego małżeństwa z nią, bo może to zepsuć kontakt z Dearami, więc jest... nieodpowiednią wybranką - tłumaczę powoli, zaciskając lekko rękę na talii Hope. - Nawet jej czystość krwi nie rekompensuje tego związku. Według tradycji powinniśmy znaleźć kogoś o nieskazitelnej reputacji - dodaję jeszcze dobitniej, chociaż wiem jak okropnie to brzmi i w jakiej pozycji stawia to Gryfonkę bez odpowiedniego rodowodu. - Nikt nigdy nie pokładał we mnie takiej nadziei jak w Camie; jednak jakbym wziął Cię na kolację, spotkałoby Cię wiele niepotrzebnych przykrości, więc miłe spotkanie z moimi rodzicami na razie przełożymy - dodaję jeszcze, czując się po tej szczerej gadce zobligowany do deklaracji, że w teorii mogłem ją zaprosić - w praktyce byłoby to niesamowicie przygnębiające doświadczenie. Nie zauważam też jakiejś niemej deklaracji w moich słowach, kiedy próbuję ułagodzić całą wizję mojej idealnej - paskudnej rodziny.
- Widzisz, sam nie wiem czego chcę - stwierdzam kiedy ta przyłapuje mnie na sprzecznych zeznaniach. Zazwyczaj właśnie nie wiem czego chcę, to żadna nowość. - Byłoby mi bardzo miło - dodaję jeszcze z przelotnym uśmiechem na propozycję Hope. Daję się pokracznie obrócić, uginając przy tym lekko kolana. - Ale zapijanie smutków nadal rezerwuję - dodaję kiedy po tym chybotliwym obrocie ląduję. dla odmiany, w jej ramionach, nie odwrotnie.

______________________

You look like an angel. Walk like an angel. Talk like an angel. But I got wise.
You're the devil in disguise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hope U. Griffin

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Piegi na twarzy i ciele. Kilka blizn po szponach na ramionach i jedna na skroni, skrupulatnie zakrywana włosami.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 461
  Liczba postów : 1284
https://www.czarodzieje.org/t20055-hope-ursula-griffin#617982
https://www.czarodzieje.org/t20074-gobaith#618955
https://www.czarodzieje.org/t20059-hope-u-griffin#618372
https://www.czarodzieje.org/t20191-hope-u-griffin-dziennik
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Moderator




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptyCzw 7 Paź - 2:28;

Gdyby oznajmił jej teraz, że spodziewa się, że wystraszy ją informacjami na temat swojej rodziny, z całą pewnością by zaprzeczyła. Jak mogłaby tego nie zrobić? Problem polegał jednak na tym, że był to ten rodzaj strachu i poczucia niesprawiedliwości, który wzrastał z czasem i w miarę doświadczenia. Czym innym było samo słuchanie o kąśliwych komentarzach ze strony członków rodziny, a czym innym – padnięcie ich ofiarą.
Prawdę powiedziawszy, nie miała pojęcia o problemach rodzinnych Beatrice Dear, co tylko potwierdzało jak daleka była od uczestniczenia w tym aspekcie magicznego świata. Zaczęła zastanawiać się, jak okropną musiała zrobić rzecz, że rodzina tak po prostu jej się wyrzekła i przez myśl jej nie przeszło, że może nie Beatrice była w tym wszystkim winną. Nie miała odwagi, by dopytywać o Dearów, zresztą nie czułaby się z tym dobrze, nie była aż tak wścibska. Zmarszczyła czoło, powoli przetwarzając te wszystkie nieprzyjemne informacje; średnie mniemanie o samej sobie sprawiło, że w pierwszej chwili w ogóle nie zastosowała tych zasad do swojej osoby, bo nie postawiłaby się w roli wybranki Whitelighta. Dopiero jego dalsze słowa uświadomiły jej, że przecież tańczy z jednym z nich i że wcale nie chciałaby, żeby był to ich ostatni taniec, cokolwiek miało to znaczyć. Skinęła głową, szczerze zaskoczona, że w ogóle mógł pomyśleć o zabraniu jej na rodzinną kolację. Może po prostu tak powiedział, spodziewając się, że będzie chciała się tam wepchnąć, byle – jak na prawdziwą fankę przystało – móc popodziwiać rezydencję? A może naprawdę rozważał możliwość, że jej stopa kiedyś będzie miała tam postać? Po raz kolejny dotarło do niej, jak niewiele o nim wie i jak słabo go jeszcze rozumie. Choć na pierwszy rzut oka wydawał się być niezwykle prostą w obsłudze, niekonfliktową osobą, okazywało się, że zwykle nie potrafi odczytać, co tak naprawdę chodzi mu po głowie. Może to właśnie dlatego nie wystraszyła się tak bardzo – bo chęć zrozumienia tego, co tak naprawdę w nim siedzi, była znacznie silniejsza, niż jakiś tam strach. A może po prostu musiała to w sobie przetrawić.
I nie da się z tym nic zrobić, jakoś... porozmawiać? Ja wiem, to głupie pytanie, ale przecież jesteście rodziną, to chyba powinniście się wspierać? — próbowała objąć to swoim rozumem, przełożyć to na swoje doświadczenia, ale kiepsko jej to wychodziło, tak odległy był dla niej świat wielkich rodów. Zależało jej na tym, żeby jakoś się w tym wszystkim odnaleźć, czy to ze względu na Harry'ego, czy choćby po to, by poczuć się bardziej czarownicą niż mugolaczką. Może wtedy nie czułaby się tak bardzo odmienna.
Hmm, ja zwykle też, ale skoro tak, to będę wiedzieć za nas oboje. Teraz na przykład wiem, że chcę, żebyś przygotował na ten dzień wygodne buty i wziął ze sobą coś do jedzenia. — zachichotała, bo to całkiem przyjemna odmiana, tak wiedzieć czego się chce. Szkoda tylko, że dotyczyło to tego typu błahostek. — Zapijać smutki też mogę chcieć, pod warunkiem, że weźmiesz coś dobrego do zapijania. — Korzystając z tego, że wylądował w jej ramionach, objęła go w pasie, zmniejszając dystans narzucony przez trzymaną wcześniej ramę na tyle, by poczuć bijące od niego ciepło. — Wiem na pewno, że chcę tego — dodała ciszej z błąkającym się na wargach uśmiechem i wspięła się na palce, by przy drobnej współpracy dosięgnąć jego ust i na moment uciec od rodzin i niezręcznych kolacji w najlepszy, jaki do tej pory poznała sposób – całując go. Korzystała z rzadkiej chwili brawury, obyło się więc bez podchodów, rumieńców wstydu i nieśmiałych wstępów.

______________________


Happy, but a little lost

well, i don't know what i don't know so i'll kick my shoes off and run into the setting sun
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hariel Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 184
C. szczególne : podobny do Camaela, wręcz myląco gdyby nie oczy i pieprzyk nad górną wargą
Galeony : 335
  Liczba postów : 520
https://www.czarodzieje.org/t20706-hariel-whitelight#657554
https://www.czarodzieje.org/t20730-poczta-harry-ego#657951
https://www.czarodzieje.org/t20707-hariel-whitelight#657557
https://www.czarodzieje.org/t20986-hariel-whitelight-dziennik#67
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Moderator




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptyCzw 7 Paź - 23:54;

To prawda. Hope wyraźnie nie doceniała tego jak ciężkie mogły być relacje w rodowych rodzinach. Szczerze mówiąc ja po raz pierwszy orientuję się jak niewiele Griffin o tym wie. Nawet nie pomyślałem jak ogromna rozbieżność jest między nami. Na początku byłem przekonany, że ta różnica nie będzie mieć znaczenia, bo nie dojdzie do tego, bym musiał nad tym myśleć. A potem jeśli gdzieś mi to przemknęło przez głowę, to założyłem, że jednak jakkolwiek zdaje sobie z tego sprawę. Okazuje się, że kompletnie nie. Póki co nie wiem jak na to zareagować. Widzę jej kompletnie niezrozumienie kiedy mówię o Beatrice, nawet w tym nikłym świetle.
Nie wiem czy poważnie myślałem nad wzięciem Hope. Może i tak - spędzałem z nią dużo czasu, więc gdyby Whitelightowie byli chociaż trochę normalną rodziną, z pewnością mógłbym to rozważyć. Ale która normalna rodzina zaprasza na uroczystą kolację z okazji urodzin z osobą towarzyszącą. Nasze ewentualne spotkanie z rodzicami powinno się odbyć za jakieś trzy lata, kiedy będziemy razem w związku, poważnym i statecznym, nie zaskakując się nieustannie informacjami, które o sobie odkrywaliśmy. No i przy odrobinie szczęścia, gdyby Griffin nie odkryła jak bardzo chodzę własnymi ścieżkami, gubiąc się w nich niepomiernie. Bo ja nie zamierzałem próbować wielkiej zmiany w sobie; a przynamniej tak mi się w tym momencie wydawało. Nie sądzę że ona też chce się poświęcać, wybierając rolę kochanki - przyjaciółki, która czasem mogłaby się dzielić.
Ale uciekam w niepotrzebną przyszłość. Hope właśnie zarzuca niesamowitym żartem i aż wywołuje u mnie szczere parsknięcie śmiechem. - Porozmawiać. Matko, Griifin, Twoja naiwność będzie kiedyś Twoją zgubą - mówię i kręcę głową na to jak optymistyczne poglądy na życie ma prefektka. Czy kiedykolwiek musiała mierzyć się z jakimikolwiek problemami cięższymi niż wybranie odpowiedniego przedmiotu czy próby polepszenia oceny? Nie sądzę. Nie wiem też czy to mi jakkolwiek przeszkadzało, była młodsza i taka była kolej rzeczy.
- Och... ja przekąski? No dobrze - mówię najpierw lekko zafrapowany, ale potem przypominam sobie, że mam mnóstwo skrzatów w domu i już moja zgoda jest znacznie bardziej skwapliwa oraz pewna. Nie musiała się też martwić o coś do zapijania smutków. Co jak co, ale to był zdecydowanie mój konik. Kiedy ląduję w ramionach Hope, prędko ta wymyśla idealne pocieszenie, kiedy próbuje dosięgnąć do moich ust, a ja pochylam się usłużnie. O tak. To był znacznie lepszy pomysł niż skomplikowane rozmowy o rodzinach, uczuciach, czy czymkolwiek innym. Na takiej bliskości znałem się znacznie lepiej, dlatego pochylam się bardziej ku Gryfonce, by oddać pocałunek z zaangażowaniem powodującym, że Hope musiała już stać na czubkach palców, kiedy przyciskałem ją mocno do chudej klaty.

______________________

You look like an angel. Walk like an angel. Talk like an angel. But I got wise.
You're the devil in disguise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hope U. Griffin

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Piegi na twarzy i ciele. Kilka blizn po szponach na ramionach i jedna na skroni, skrupulatnie zakrywana włosami.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 461
  Liczba postów : 1284
https://www.czarodzieje.org/t20055-hope-ursula-griffin#617982
https://www.czarodzieje.org/t20074-gobaith#618955
https://www.czarodzieje.org/t20059-hope-u-griffin#618372
https://www.czarodzieje.org/t20191-hope-u-griffin-dziennik
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Moderator




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptyPią 8 Paź - 3:11;

Wiem — zasępiła się i nawet nie próbowała tego ukrywać, a już tym bardziej jakkolwiek walczyć z jego słowami. Nie zawahała się nawet na moment przed tym stwierdzeniem, nie było nawet sekundy, w której rozważałaby inną odpowiedź. No bo przecież wiedziała, była naiwna, ale nie głupia, łatwa do zmanipulowania, ale nie bez własnego zdania. To nie było łatwe połączenie i chyba właśnie to sprawiało, że raz zachowywała się w jeden, raz w drugi sposób i można było odnieść wrażenie, że nigdy nie wiadomo, na którą wersję Hope akurat się trafi. Nawet nie dziwiła się, że się roześmiał, choć oczywiście nie było to też dla niej kompletnie zrozumiałe, bo koniec końców nie udzielił jej konkretnej odpowiedzi, w każdym razie nie słowami.
Po prostu wydaje mi się to okropnie głupie, że tyle ludzi wydaje się być nieszczęśliwych i nikt z tym nic nie robi. A to przecież nie są nieznajomi z ulicy, tylko najbliżsi i... och, dobra, wiem, że to nie ma sensu i nie jest takie łatwe jak mi się wydaje. — Nie miała pewności, że jest nieszczęśliwy, ale skoro potrzebował pocieszenia po spotkaniu z rodzicami, to trudno było to nazwać zdrową relacją. Czuła, że rodzi się w niej z tego powodu bunt, bo nie potrafiła patrzeć spokojnie, jak Harry tak po prostu pozwala psuć humor sobie i swojemu rodzeństwu. Miała widać dużo szczęścia, że urodziła się w rodzinie niemagów, w czystokrwistym rodzie pewnie prędko podzieliłaby los Beatrice Dear, zakładając, że zachowałaby swoją potrzebę walki o sprawiedliwość.
Motyle w brzuchu przypomniały o swoim istnieniu kiedy tylko odwzajemnił pocałunek – poruszyły się gwałtownie, choć prawda była taka, że tkwiły w niej bez przerwy i odzywały się choćby delikatnie nawet gdy z oddali widziała go na korytarzu. To prawdopodobnie nie było mądre, uciekać w fizyczną bliskość, zamiast budować tę, na której deficyt wyraźnie cierpieli. Zabawne, że to właśnie pocałunki do tej pory wywoływały w niej zawstydzenie, choć prawda była taka, że stanowiły bezpieczną opcję w przeciwieństwie do rozmowy, która często nie niosła ze sobą nic pozytywnego.
Przywarła do niego, lgnąc doń jak ćma do świeczki; jedną dłonią wspięła się ku górze i, obrawszy drogę przez ramię, ostatecznie złożyła ją na jego karku, delikatnie wczepiając palce w skórę.
Powinnam iść do biblioteki... pisać esej na historię — wymamrotała w krótkiej przerwie na oddech, ale nigdzie się nie wybierała, pozwalając, by jej słowa miały tyle samo znaczenia co zeszłoroczny śnieg. Całowała go więc żarliwie i niecierpliwie, jakby na zapas, bo kto mógł wiedzieć, kiedy znów nadarzy się podobna okazja... ale w końcu się opamiętała. Porzuciwszy miękkie wargi, ucałowała pieprzyk nad wargą, a potem odchyliła się delikatnie, by móc spojrzeć w jego oczy, ciekawa co też w nich ujrzy. Oblizała wargi i przygładziła ślizgoński krawat, jakby miała tym doprowadzić ich do porządku.
Przerwałam Ci lekcję, wybacz. Nie powinno się tak robić nauczycielowi.

______________________


Happy, but a little lost

well, i don't know what i don't know so i'll kick my shoes off and run into the setting sun
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hariel Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 184
C. szczególne : podobny do Camaela, wręcz myląco gdyby nie oczy i pieprzyk nad górną wargą
Galeony : 335
  Liczba postów : 520
https://www.czarodzieje.org/t20706-hariel-whitelight#657554
https://www.czarodzieje.org/t20730-poczta-harry-ego#657951
https://www.czarodzieje.org/t20707-hariel-whitelight#657557
https://www.czarodzieje.org/t20986-hariel-whitelight-dziennik#67
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Moderator




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptyWto 12 Paź - 1:40;

Patrzę ze zdziwieniem pomieszanym z rozbawieniem kiedy Hope szczerze przyznaje się do swojej naiwności. Faktycznie była pełna sprzeczności dzięki czemu przynajmniej nie nudziłem się przy niej szybko i może dlatego nie pożeglowałem już z większą werwą do kolejnego portu w postaci innej interesującej dziewczyny. To brzmiało przynajmniej jak racjonalne wytłumaczenie tego co robiłem, wcześnie nie mogłem znaleźć nic lepszego.
Wzruszam lekko ramionami, wzdycham i kręcę głową. - To prawda, nie masz; przykro mi Hope po prostu wyraźnie nie rozumiesz jak to jest w rodowych rodzinach i powinnaś się modlić, by nigdy się nie przekonać ile z tym jest durnych niuansów. Bywamy jednak szczęśliwi, jeśli wszystko idzie tak jak... wypada - mówię z zafrasowaniem i nawet nie staram się przybliżyć jej jak to wygląda. Jeśli kompletnie nie miała pojęcia o tym, to tłumaczenie wszystkiego wyglądało na straszną syzyfową pracę. Może jeśli kiedyś stanie z tym oko w oko, faktycznie uda jej się zrozumieć. Póki co zdecydowanie wychodziło to poza jej wyobraźnię.
Oczywiście, powinniśmy raczej spróbować porozmawiać, a nie uciekać się do bliskości, ale w mojej opinii to zawsze było lepsze niż ciężkie rozmowy. Miło było smakować już znacznie bardziej znanych ust Hope. Byłem zdania, że pierwszy pocałunki zawsze są najbardziej ekscytujące, ale kiedy już dwie osoby znają się lepiej, a równocześnie potrafią nadal zaskoczyć - to był najlepszy okres dla pary. Pary kochanków oczywiście.
- Esej? - pytam zdumiony i marszczę lekko brwi, już chce pytać na jaki temat, ale ledwo przypominam sobie lekcję na której Griffin dostała karną pracę, ta już całuje mnie z powrotem, więc z miłą chęcią się odwdzięczam i pozwalam zejść nauce na dalszy plan. Oddaję z lubością pocałunki. Tak naprawdę moja ręka już gdzieś tam błądzi po biodrze dziewczyny i muska koszulkę Hope. Druga dłoń przesuwa się coraz niżej po plecach dziewczyny. Spragniony poczucia jej bliskości, chcę pocieszyć się jej zapachem i dotykiem. Dlatego kiedy się ode mnie odsuwa - w moich oczach można wyczuć zobaczyć głównie niecierpliwość i szczery zawód.
- Walić moje lekcje. Zaszyjmy się gdzieś w kącie i potem potańczymy. Napiszę potem za Ciebie ten esej - proponuję niespecjalnie romantycznie, ale za wszystko obwiniam żarliwe pocałunki Gryfonki. Dlatego i teraz próbuję sprytnie rozproszyć dziewczynę wędrówką ust po jej szyi.

+

______________________

You look like an angel. Walk like an angel. Talk like an angel. But I got wise.
You're the devil in disguise


Ostatnio zmieniony przez Hariel Whitelight dnia Pią 26 Lis - 14:47, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hope U. Griffin

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Piegi na twarzy i ciele. Kilka blizn po szponach na ramionach i jedna na skroni, skrupulatnie zakrywana włosami.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 461
  Liczba postów : 1284
https://www.czarodzieje.org/t20055-hope-ursula-griffin#617982
https://www.czarodzieje.org/t20074-gobaith#618955
https://www.czarodzieje.org/t20059-hope-u-griffin#618372
https://www.czarodzieje.org/t20191-hope-u-griffin-dziennik
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Moderator




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptyCzw 14 Paź - 19:35;

Nie miała najmniejszej ochoty, aby przerywać tę ulotną chwilę bliskości, ale jej rozsądek lubił odzywać się w tych momentach, w których nie miała ochoty go słuchać, jednocześnie zawodząc przy każdej innej sposobności. Oczywiście nawet teraz nie łatwo było mu się wybić ponad dziewczęce zauroczenie. A może nie było w tym wiele z rozumu, a po prostu strach przed tym, do czego to prowadzi? Byli w szkole, tak czy inaczej nie mogli sobie pozwolić na swobodę, a ona czuła, że z chwili na chwilę pragnie więcej. Zbłąkane dłonie w niczym jej nie pomagały, przypominały tylko o wspólnych chwilach zapomnienia, odciągały myśli od esejów, książek, bibliotek, szkoły, wszelkich „muszę” i „powinnam”, ale walczyła zawzięcie, nie ulegając nawet ciepłym pocałunkom na powierzchni szyi. I tylko ten wzrok budził w niej poczucie winy i żal za brak grzechu.
A jak będzie widać? Nie umiem historii — nie mogła powiedzieć, że nie kusiła jej wizja wysłużenia się Harrym, dla którego najpewniej napisanie tego nie stanowiło najmniejszego problemu, nie musiała znać go na wylot, by zdążyć zauważyć, że ma do tego poparte genami ciągoty. Uśmiechnęła się, chcąc w ten sposób jakoś załagodzić swoją ucieczkę, zakryć fakt, że bez względu na to, czego chciała, ostatecznie jednak mu odmawiała.
Nie teraz, nie tutaj. Nie w szkole. — Zawahała się na trzy sekundy, a potem uniosła kąciki ust wyżej, dodając — będziesz miał o czym myśleć przy kolacji, gdyby jednak było strasznie.
Zaśmiała się cicho i schyliła się po torbę, którą wcześniej porzuciła na ziemi. Rzuciła mu jeszcze ostatnie spojrzenie i ulotniła się z pomieszczenia, świadoma, że gdyby została, nic nie potoczyłoby się po jej myśli.

[ z.t. x2 ]

______________________


Happy, but a little lost

well, i don't know what i don't know so i'll kick my shoes off and run into the setting sun
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leona A. Miller-Allen

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 174cm
C. szczególne : duże usta; szeroki uśmiech; szkocki akcent; grzywka w oczach; różane perfumy
Galeony : 20
  Liczba postów : 76
https://www.czarodzieje.org/t21035-leona-a-miller-allen#676104
https://www.czarodzieje.org/t21045-leona#676310
https://www.czarodzieje.org/t21046-leona#676311
https://www.czarodzieje.org/t21038-leona-a-miller-allen#676116
https://www.czarodzieje.org/t21047-leona-a-miller-allen-dziennik
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptyPią 17 Gru - 18:48;

Kostka: 1
~świetliki się mnie czepiają

Żadne to były końskie zaloty. Raczej kumpelskie zaczepki. Leona zwyczajnie nie mogła się powstrzymać przed sporadycznym zaczepianiem i dokuczaniem Josephowi, tak o, w imię starej znajomości. Bawiło ją niezwykle rozpraszanie jego uwagi i to właściwie od małego, a starych nawyków trudno się oduczyć. W Hogwarcie mieli o wiele więcej do roboty niż na wyspie, więc Puchonka niejako stawiała sobie za punkt honoru przypominanie Irvingowi, że kto jak kto, ale to ona zna go najdłużej. W końcu za berbecia rzucała w niego konewką babki Siofry.
Właściwie to chciała chłopakowi zaproponować nocny wypad do kuchni albo do baru Irka - ale kiedy nie spotkała go w jego dormie to scenariusz sam się napisał. Jakoś tak ją tknęło, żeby zajrzeć mu pod łóżko - w końcu była ciekawską bestią od zawsze - i trafiła na jego buty z zawartością. Którą sobie czasowo przywłaszczyła... z możliwością zwrotu oczywiście.
Szybko naskrobała liścik na kawałku pergaminu i tak oto zainicjowała zabawę w chowanego. Po przyznaniu się do zbrodni, wte pędy rzuciła się szpagatami do ucieczki, od razu kierując się do komnaty świetlików. Lokacja idealna, bo duża i ciemna. Istniało też prawdopodobieństwo, że się Józkowi nie będzie chciało iść z lochów aż na 6 piętro i tak oto - całkiem uczciwie! - Leona zatrzyma kilka dodatkowych galeonów.
Liczyła jednak na jego upartość.
Wślizgnąwszy się do zacienionego pomieszczenia, chichocząc pod nosem jak mistrz zbrodni i naćwikana oprylakiem nastolatka - schowała się PROFESJONALNIE za kanapą. Tak, żeby jej nic zza zagłówka nie wystawało. Zabijając czas oczekiwania na kumpla - wyjęła z kieszeni jedną ze swoich czekoladowych żab; kompletnie nie zwracając uwagi na powoli zlatujące się do niej świetliki - ani na sneaky nutę, którą zapuścił gramofon.

@Joseph Irving
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joseph Irving

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : piękny szkocki akcent
Galeony : 71
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t21036-joseph-irving
https://www.czarodzieje.org/t21048-jozek
https://www.czarodzieje.org/t21037-joseph-irving
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptySob 18 Gru - 10:55;

Kostka 2

Nie był wcale daleko od skandalicznego rabunku zawartości jego tak zwanego buta na oszczędności, bo relaksował się w kuchni z kawałkiem szarlotki w ręce, uśmiechem na ustach i przyjemną pogawędką ze skrzatami. Bliskie kontakty i przychylne oko tychże stworzeń były zdecydowanie jedną z największych zalet bycia Puchonem; a drugą, oczywiście towarzystwo Leosi, której nawet najdurniejsze pomysły i najgorsze figle przyjmował z entuzjazmem. Ten, w którym postanowiła go okraść i zmusić do pogoni przez s i e d e m pięter, również. Podetknął Pusi pod pyszczek otrzymany list i wydał komendę: "Pusia, szukaj". Ta ruszyła z kopyta, a Józek za nią, tak jak siedział, z szarlotką w ręce i w ślizgających się po posadzce kapciach, po drodze zwijając jeszcze do kieszeni dresiku czekoladową żabę, która mogłaby stanowić podstawę do negocjacji z delikwentką.
Po dzikim biegu przez tysiące schodów kot gończy doprowadził go do jakiejś tajemniczej komnaty i nie wiadomo, ile w tym było jej talentu, a ile zwykłego przypadku - czuł, że jest we właściwym miejscu, bo zza drzwi słychać było wyraźne iście szpiegowską piosenkę. Idealną dla czarnego charakteru, jakim była Leona.
Wślizgnął się do środka ostrożnie, cicho, jak kot, dziękując w duchu za ciche podeszwy miękkich kapci, tak doskonałych do skradania się. W pokoju było ciemno jak w dupie u dementora, a w dodatku gdy wszedł, muzyka ucichła, co zwiększyło szansę na zdemaskowanie - wstrzymał aż oddech, lustrując wzrokiem komnatę i natychmiast rzuciło mu się w oczy skupiające się w jednym miejscu całe stado świetlików. No tak. Prosta dedukcja. Muchy lecą do gówna, ćmy do światła a świetliki najwyraźniej do lamy. Powstrzymał cisnący mu się na usta chichot zwiastujący sukces i zakradł się w stronę czegoś, co prawdopodobnie było kanapą, by następnie znienacka wyskoczyć zza oparcia prosto na sprawczynię jego nędzy ze zwycięskim okrzykiem:
- Mam cię!!! Następnym razem jak będziesz się chować to spróbuj nie świecić, gamoniu - doradził mądrze i już wyciągał łapska żeby brutalnie odebrać jej swoją własność, krusząc przy okazji na Leosię tą nieszczęsną szarlotką, o której zapomniał, że wciąż ma ją w ręce.
Oczywiście, nie chodziło o te nędzne galeony, tylko o honor.

@leona a. miller-allen
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leona A. Miller-Allen

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 174cm
C. szczególne : duże usta; szeroki uśmiech; szkocki akcent; grzywka w oczach; różane perfumy
Galeony : 20
  Liczba postów : 76
https://www.czarodzieje.org/t21035-leona-a-miller-allen#676104
https://www.czarodzieje.org/t21045-leona#676310
https://www.czarodzieje.org/t21046-leona#676311
https://www.czarodzieje.org/t21038-leona-a-miller-allen#676116
https://www.czarodzieje.org/t21047-leona-a-miller-allen-dziennik
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptySob 18 Gru - 13:56;

Żaba: Urg Utytłany

Bob z niej był pierwsza klasa, bo po pierwsze: zamiast odganiać od siebie świetliki to się z nich nawet ucieszyła, bo spokojnie mogła pokontemplować nad wylosowaną kartą z czekoladowej żaby; a po drugie: tak się skupiła na podziwianiu krzywej, goblińskiej mordki, że nawet nie zorientowała się, że gdy przyjaciel ją odnalazł to muzyka nagle się urwała. Zachodząc w głowę kim był do cholery Urg Ujebany Utytłany (poza tym, że był goblinem) i psiocząc po cichu na swoją nikłą wiedzę z historii magii, aż kwiknęła ze zgrozą, gdy Józek wyskoczył na nią z okrzykiem tryumfu.
Zareagowała jednak z refleksem godnym Pierwszej Różdżki Wielkiej Brytanii.
NIE MASZ!!! — zaprzeczyła buńczucznie i niczym prawdziwa akrobatka uchyliła się przed łapskiem Irvinga i pociskami w postaci okruszków, wywijając przy okazji pełnego gracji fikoła w bok, przez swój bark. Coś jej strzeliło w karku, ale Leośka była zbyt pochłonięta protokołem: UCIECZKA, żeby zwrócić na to uwagę.
Ha! — Wywinąwszy się z łap sprawiedliwości zarechotała okrutnie, niczym najgorszy złol, stając na równych nogach i dumnie prostując się w swoim wściekle seledynowym dresiku, teraz jeszcze dodatkowo podświetlanym przez otulające ją świetliczki niczym pierwszorzędne LEDy. — Sam gamoń jesteś! W tych pepegach — wskazała na kapucie Josepha. — W życiu mnie nie złapiesz! — pociągnęła jeszcze nosem, marszcząc przy tym brwi pod potarganą grzywką.
I jeszcze żarłeś szarlotkę beze mnie, Ty wieśniaku! — Wydęła policzki w oburzeniu, przeskakując jeden z foteli w komnacie niczym rącza łania - a tak, żeby nadrobić trochę dystansu od Puchona, który swoją samotną wyprawą do kuchni zranił jej serduszko do żywego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joseph Irving

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : piękny szkocki akcent
Galeony : 71
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t21036-joseph-irving
https://www.czarodzieje.org/t21048-jozek
https://www.czarodzieje.org/t21037-joseph-irving
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptySob 18 Gru - 19:51;

Leo była gibka jak lunaballa i wykorzystała moment jego nieuwagi, by sprytnie wywinąć się sprawiedliwości, jaką planował zaraz jej wymierzyć, co nawet całkiem by mu zaimponowało, gdyby nie fakt, że musiał udawać wielce urażonego krytyką jego stylowych bamboszy z najprawdziwszej szkockiej owczej wełny. Jak mogła posunąć się do takich słów?
- Tak gadasz bo zazdrościsz mi obuwia, a sama wyglądasz jak bożonarodzeniowa choinka, he he - odparował, bo skojarzenie na widok obsiadających seledynowy dresik dziewczyny świetlików nasuwało się samo; prawdę mówiąc, wcale nie wyglądała najgorzej, taka rozświetlona ich blaskiem, ale to nie miało teraz znaczenia. W końcu byli na wojennej ścieżce, okrutnej i bezwzględnej. Jak on sam, kiedy potajemnie pałaszował w kuchni szarlotkę.
- A żarłem, żebyś wiedziała, była zajebiście smaczna, MASZ SKOSZTUJ SE - zarechotał, bezceremonialnie ciskając zupełnie już rozwalonym kawałkiem placka prosto w śmigający właśnie nad fotelem leosiowy dresik (dzięki świetlikom stanowiła bardzo łatwy cel nawet w ruchu!), a żeby nie pozwolić jej na zbytnie oddalenie się, skoczył w jej stronę nie mniej energicznie, dodatkowo wspomagając się superszybkim ślizgiem kapcia po podłodze; nie udało mu się co prawda dopaść uciekinierki, ale wykazał się na tyle wystarczającym refleksem, że wyrwał jej z dłoni kartę z wizerunkiem...
- URG UTYTŁANY - odczytał z trudem, ledwo cokolwiek widząc i chichocząc pod nosem na widok niechlujnego goblina - No proszę, twoja podobizna!! - nie omieszkał zauważyć tego niesamowitego zbiegu okoliczności - I co, jesteśmy kwita? - zawołał zaczepnie, wymachując kartą jak płachtą na byka i prędko sam kicnął w głąb komnaty, w razie gdyby teraz to jego towarzyszka postanowiła ruszyć w pogoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leona A. Miller-Allen

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 174cm
C. szczególne : duże usta; szeroki uśmiech; szkocki akcent; grzywka w oczach; różane perfumy
Galeony : 20
  Liczba postów : 76
https://www.czarodzieje.org/t21035-leona-a-miller-allen#676104
https://www.czarodzieje.org/t21045-leona#676310
https://www.czarodzieje.org/t21046-leona#676311
https://www.czarodzieje.org/t21038-leona-a-miller-allen#676116
https://www.czarodzieje.org/t21047-leona-a-miller-allen-dziennik
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptyNie 19 Gru - 2:02;

Widać było przy czym wyrobiła sobie refleks godny rewolwerowca i gibkość lunaballi, skoro tak często za cel swoich durnych wygłupów obierała Irvinga. Chłopak nigdy jej nie odpuszczał, toteż musiała wejść na najwyższe możliwe obroty swoich tyczków, żeby umieć się przed nim uchylać. A to też do łatwych nie należało, więc tym bardziej była dumna, za każdym razem, kiedy jej się udało. A że udawało często...? CÓŻ... Honor nie pozwalał jej nawet dopuścić myśli o forach od Józka. On też nie powinien się do nich przyznać, jeśli życie mu miłe.
Tak jak do tego, że samotnie żarł szarlotkę.
TYYY~! — aż się zapowietrzyła, kiedy tak bezczelnie przyznał się do występku, a żeby tego było mało: RZUCIŁ W NIĄ SZARLOTKĄ. Kto to widział, żeby dziewczynę ciastem obrzucać i to poza dożynkami! Chociaż najbardziej nie bolały jabłka na dresiku a to, że to były ZAJEBISTE jabłka na dresiku. — O nie! — Szkoda. I tak się tym marnotrawstwem przejęła, że nie zachowała wystarczającej czujności - i Józek wręcz swobodnie podskoczył i wyrwał jej nie swoje galeony, a jej kartę!
Automatycznie przycisnęła do siebie sakiewkę ze złociszami, wpatrując się z żądzą mordu w uhahanego towarzysza. No mowę jej przez chwilę odebrało.
Nie no jasne, ja się z Tobą bawię, a Ty mnie od goblinów wyzywasz! — żachnęła się z iście idealną podkówką na ustach. Zabolało do żywego, aż musiała z gniewnym prychnięciem wytrzeć nos, na którego czubku zaczęły gromadzić się świetliki. — Ta zniewaga krwi wymaga. Oddawaj mojego bliźniaka! — Oczywiście, nie mogło pójść inaczej i Leośka podjęła rękawicę, żwawo skacząc w kierunku Josepha.
Tak niefortunnie jednak, że poślizgnęła się na wcześniej ciśniętej szarlotce, a konkretniej - jabłkach. Wywinęła epickiego kozła i padła jak długa na posadzkę - a oblegające ją świetliki wzbiły się lśniącą falą, jakby skakała prosto do wody. Leona zakwiliła cicho, czując jak odzywa się wcześniej nadwyrężony fikołem kark.
Wołaj Whitehorn, chyba złamałam kręgosłup — jęknęła dramatycznie, czując jak kruszonka wbija jej się w boczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Joseph Irving

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 178
C. szczególne : piękny szkocki akcent
Galeony : 71
  Liczba postów : 38
https://www.czarodzieje.org/t21036-joseph-irving
https://www.czarodzieje.org/t21048-jozek
https://www.czarodzieje.org/t21037-joseph-irving
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptySro 22 Gru - 20:24;

Oczywiście, że nie dawał Leosi żadnych forów w tych ich niewinnych potyczkach i głupich gonitwach, gdyby jej pobłażał i dawał wygrać, znaczyłoby to, że nie uważa jej za godnego przeciwnika, a wcale tak nie było - przeciwnie, postrzegał ją jako znacznie od niego samego sprytniejszą. A że postanawiał nie korzystać z przewagi siłowej, tak jak zapewne zrobiłby to, gdyby galeony podprowadził mu któryś z jego braci czy kolegów - cóż, to była inna kwestia. Po prostu przy pannie Allen stosował inną taktykę. Taką, która może lekko działała na jej korzyść. Ale nie ma co tego roztrząsać - tak jak już dawno częściowo zeżartej, a częściowo rozciapkanej na dresiku szarlotki.
Widok Leony Utytłanej ubawił go niczym najlepszy dowcip braci Weasleyów i rzecz jasna nic sobie nie robił z tego, że jego zachowanie nie przystoi kulturalnemu dżentelmenowi i że Helga Hufflepuff przewróciłaby się w grobie, gdyby widziała jak nieelegancko obrzucił koleżankę ciastem; zarechotał tylko w odpowiedzi na jej obelgi i pogróżki, bardzo zadowolony, że rzuciła się za nim w pogoń, niestety, jego radość i beztroska nie trwały zbyt długo, bo Leosia zamiast to jego sprowadzić do parteru, sama wyrżnęła na posadzkę. Łoskot był srogi, a jęk dziewczyny niezwykle wymowny, ale Józek był ostatni do dramatyzowania. Stanął nad nią, podpierając się pod boki i orzekł:
- No i masz babo placek, jak to mówią, gdyby lama nie skakała to by karku nie złamała - skwitował z udawaną dezaprobatą, po czym przykucnął nad poszkodowaną, by zlustrować jej stan. Upadek z pewnością był bolesny, ale czy aż tak poważny? Nie znał się, ale stwierdził że nie. - Mnie to wygląda raczej na strzaskane dupsko, wiesz, i jako ekspert oraz znawca stwierdzam że do wesela się zagoi - oznajmił tonem człowieka, który zna się na rzeczy, bardzo się przy tym starając zachować powagę; a ponieważ na czas wypadku, naturalnie, zawiesił broń i zapomniał już zupełnie o powodzie gonitwy, to w ramach chęci pocieszenia Leonki, podsunął jej pod nos porwaną wcześniej z dormitorium żabę.
- Czy czekoladowy płaz ułatwi pacjentce rekonwalescencję? - spytał tonem iście grobowym, jakby przemawiał do człowieka na łożu śmierci. - Albo może... łaskotki?? - po sekundzie zmienił front i jak powiedział, tak zrobił; korzystając z chwilowej bezbronności Leosi dorwał się z łaskotkami gdzieś w okolice jej żeber.
Przy okazji był to sprytny test. Jak się uśmieje, to dobrze. Jak go ofuknie - znaczy, że naprawdę potrzebna jest pielęgniarka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leona A. Miller-Allen

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 174cm
C. szczególne : duże usta; szeroki uśmiech; szkocki akcent; grzywka w oczach; różane perfumy
Galeony : 20
  Liczba postów : 76
https://www.czarodzieje.org/t21035-leona-a-miller-allen#676104
https://www.czarodzieje.org/t21045-leona#676310
https://www.czarodzieje.org/t21046-leona#676311
https://www.czarodzieje.org/t21038-leona-a-miller-allen#676116
https://www.czarodzieje.org/t21047-leona-a-miller-allen-dziennik
Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 EmptySro 22 Gru - 22:21;

Nie tak sobie zaplanowała ten wieczór - miało to wszystko jednak wyglądać zgoła inaczej... Przede wszystkim nie zakładała szarlotki na swoim dupsku, ani swojego dupska strzaskanego na zimnych kaflach w zaciemnionej komnacie. Brzmiało niemalże jak scenariusz horroru - i taki też niemal wymiar przyjmowało w jasnej łepetynce Allen.
No, przynajmniej do czasu, póki Joseph jednak się nie zlitował i nie przykucnął przy niej - oczywiście nie mogąc sobie odmówić zawczasu niewybrednego komentarza na jej temat. Leo w tym czasie próbowała dalej zgrywać kompletnie poszkodowaną, skrzywdzoną i w ogóle będącą jedną szpytą już w grobie. Po prawdzie jednak ledwo się powstrzymywała od szerokiego uśmieszku, więc musiała swoje nieposłuszne usta ściągać w istny dziubek. A ten mógł być równie dobrze oznaką nieznośnego bólu, co zwyczajnego niedojebania mózgowego.
Ekspert i znawca dup? Józiu, ja Cię chyba nie znam tak dobrze jak myślę, że znam! — aż się teatralnie oburzyła, jednocześnie układając się na boczku, niczym wdzięczna nimfa wyrzucona na parkiet, co tylko jej podświetlany, seledynowy dresik podkreślał. Miała jeszcze zamiar jakoś błyskotliwie skomentować starą prawdę ludową przedstawiającą nierozerwalne połączenie wesela z ranami ciężkimi, ale Irving skutecznie ją rozproszył. I jednocześnie skupił całą jej uwagę - wyciągając czekoladową żabę.
Zostawiła w spokoju nawet jego zielone ślepia, w które tak intensywnie się wpatrywała, teraz zatracając się w tych czekoladowych, łypiących na nią z kartonika. Zerknęła jeszcze raz na Józka - potem na żabę - i jeszcze raz na Józka. Przygryzła dolną wargę.
Mooooooooże... — przeciągnęła, ewidentnie skuszona słodyczą. I rzeczywiście - totalnie bezbronna; nawet nie spodziewała się ataku. Aż kwiknęła, gdy poczuła palce Irvinga na swoich żebrach i wierzgnęła się jak plumpka pod Atrapoplectusem, gwałtownie wciągając haust powietrza.
Walczyła ze sobą jeszcze przez moment, próbując jednocześnie oderwać od swoich boków dłonie przyjaciela - te jednak jak imadła, wbijały się w jej przestrzenie międzyżeberkowe, i na nic się zdały błagalne spojrzenia na Josepha przy jednoczesnym miotaniu rudą grzywą w wyrazie zaprzeczenia. Kiedy tylko skończyło jej się desperacko zebrane powietrze, nastąpił kolejny gwałtowny wdech - a po nim krótka chwila ciszy i... donośne chrumknięcie. Pierwsze z wielu donośnych, kompletnie amelodyjnych, kwiczących chrumknięć, których nie powstydziłby się najbardziej upośledzony delfin.
PPPPPPRRRRR...! — prawie się opluła, próbując wcisnąć między kolejne ataki
'Ś M I E C H U' jakąkolwiek sensowną głoskę, coraz to słabiej próbując się uwolnić - i coraz częściej i dłużej kwicząc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Komnata świetlików - Page 15 QzgSDG8








Komnata świetlików - Page 15 Empty


PisanieKomnata świetlików - Page 15 Empty Re: Komnata świetlików  Komnata świetlików - Page 15 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Komnata świetlików

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 15 z 15Strona 15 z 15 Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Komnata świetlików - Page 15 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-