Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Korytarz na VII piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 15 z 15 Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15
AutorWiadomość


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4482
http://czarodzieje.forumpolish.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.forumpolish.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.forumpolish.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7785-bell-rodwick#216614
http://dzika-mafia.blog.onet.pl/
Korytarz na VII piętrze - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na VII piętrze - Page 15 Empty


PisanieKorytarz na VII piętrze - Page 15 Empty Korytarz na VII piętrze  Korytarz na VII piętrze - Page 15 EmptyPią 11 Cze - 18:30;

First topic message reminder :




Korytarz tak został nazwany przez samego sir Galahada... a raczej jego zbroi, która stoi w tym miejscu od niepamiętnych czasów. Nie rdzewieje, ale też nie da się jej przesunąć, a więc nawet jeśli na nią wpadniesz to nie przewrócisz jej, a jedynie nabijesz sobie guza. Jej faktura jest bardzo zimna, a plotki mówią, że przyłbica wydaje z siebie słowa w dawnym dialekcie, jednak w większości czasu zbroja zachowuje się jak typowe, niemagiczne opancerzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy
Galeony : 333
  Liczba postów : 1612
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Korytarz na VII piętrze - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na VII piętrze - Page 15 Empty


PisanieKorytarz na VII piętrze - Page 15 Empty Re: Korytarz na VII piętrze  Korytarz na VII piętrze - Page 15 EmptyCzw 15 Paź - 21:26;

SOBOTA, GODZINA 11:54

Weekend weekendzik, weekendunio. Spanko do dwunastej i leczenie kaca po o jednej lampce wina druzgotkowego za dużo? Miłosne schadzki w pokoju życzeń? Wrzucanie w siebie śniadania przyrządzonego przez dzielne skrzaty? Orzeźwiający spacer po błoniach? A może nadrabianie zaległości w korespondencji i rozsyłanie listów z sowiej wieży? Nie dla Julki.

Wstała wcześnie, choć i tak późno jak na siebie, bo przed siódmą. O ósmej już machała kijem na jednym z walijskich boisk. Cholerna Walia, pogodę to chyba zamawiali na chińskich aukcjach. Takiej nieprzyjemnej zimnej szarugi to już dawno nie uświadczyła. Teraz, poobijana, zmęczona i odświeżona zimnym prysznicem i chłodem za oknem, wracała do kruczego dormitorium z torbą przewieszoną przez ramię. Wracała trochę nieporadnie i naokoło, bo jakimś cudem znalazła się na siódmym piętrze, o którym można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest blisko dormitorium. Zgubiła się, ale było to jedno z tych cudownych zagubień, kiedy znajdujesz się w bańce własnych myśli, świat zewnętrzny przestaje istnieć, a ty po prostu dreptasz sobie przed siebie, gdzie cię vansy poniosą. Wiele myśli przelatywało przez jej głowę, z tą najbardziej pierwotną, najbardziej ludzką - żarełko i spanko!
Dziś trenerka dała im do wiwatu. Przez cały trening nawet nie powąchała miotły. Zamiast tego biegała w tej mgle i w tym deszczu po kostki w błocie i do porzygu maltretowała tłuczkiem ćwiczebnego manekina.

I am tired, I am weary
I could sleep for a thousand years
A thousand dreams that would awake me
Different colors made of tears


Zachrypniętym od zimna głosem nuciła sobie słowa starej nowojorskiej kapeli. Słowa piosenki doskonale oddawały stan jej ducha. Ile by teraz dała za swojego wysłużonego ipoda z tysiącami ukochanych mugolskich piosenek, nie do usłyszenia w Hogwarcie.

Z przyjemnego zamroczenia światem myśli, wyrwał ją odgłos dobiegający z jednej z mijanych sal. Wzruszyła ramionami i ruszyła dalej. Niech się tym martwią prefekci czy tam inni woźni. Ona idzie na szamę i w spanko! Po chwili jednak odgłos się powtórzył i towarzyszył mu czyjś krzyk. Nie był to krzyk osoby dorosłej, a dziecka.

Westchnęła. Najpierw skarciła samą siebie za to, że bankowo znów pakuje się w jakieś kłopoty, których mogła łatwo uniknąć. Ale z drugiej strony odmówienie pomocy jakiemuś małolatowi? Dziwnie by się z tym czuła, zupełnie, jakby dotykały ją takie rzeczy, jak wyrzuty sumienia! Poprawiła więc torbę na ramieniu, wyciągnęła ze środka różdżkę i zbliżyła się do drzwi. Co tym razem przygotował dla niej los?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Orla H. Williams

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : Brokat, cekiny, frędzle i kolory. Hipiska, która jest królową parkietów wszelakich.
Galeony : 180
  Liczba postów : 318
https://www.czarodzieje.org/t19578-orla-holly-williams
https://www.czarodzieje.org/t19582-sowka-orli#581690
https://www.czarodzieje.org/t19576-orla-h-williams
Korytarz na VII piętrze - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na VII piętrze - Page 15 Empty


PisanieKorytarz na VII piętrze - Page 15 Empty Re: Korytarz na VII piętrze  Korytarz na VII piętrze - Page 15 EmptyNie 25 Paź - 12:37;

Jak co sobotę, poranki spędzała na Błoniach. Nieważna była pogoda, ten mały rytuał trwał przez lata, nieprzerwany nawet przez najgorsze gradobicia czy ulewy. Mało kto wiedział, że ten szalony diamencik, nie zawsze świeci tak jasno i radośnie, emanując szczęściem. Sama potrzebowała momentów, w którym mogłaby naładować baterie, pobyć sama ze sobą, poczuć wiatr, który przesuwa się jej po skórze, wprowadza ją w drżenie, które skutkuje gęsią skórką. Jesień zbliżała się nieubłaganie, widać to było po kolorach, ale i czuć było z każdym, głębiej nabranym oddechem. Ostatnie kwiaty marniały, kłaniając się po raz ostatni słońcu, by swoimi główkami zbliżać się do ziemi, w tym cudownym, jesiennym pocałunku śmierci.

Gdy już uznała, że wystarczy tego przebywania w objęciach natury, ruszyła do zamku z zamiarem odrobienia jednego z pierdyliarda zadań, którymi obciążeni zostali w trakcie tygodnia. Bycie studentem nie należało do łatwych, ale czy wyobrażała sobie to inaczej? Czmychała po korytarzach zatopiona w myślach, gdy na końcu jednego z nich zauważyła kogoś - nie, nie kogoś, a crème de la crème całego Hogwartu.

Niczym opanowany do perfekcji szpieg, podeszła do znajomej jej sylwetki, by stanąć przy jej plecach i wyszeptać:
- Co kombinujesz? - rzecz w tym, że myśli Williams były zbyt głośne, by usłyszeć cokolwiek, co nie umknęło uwadze Julii. Dopiero gdy spojrzeniem napotkała swoją przyjaciółkę, wycofała się z głębokiego zamyślenia i kontentacji na temat tego, czy rośliny czują i czy kwiatek, który właśnie wsunięty miała za ucho, życzy jej wszystkiego, co najgorsze - a, co za tym idzie, czy kaktus Zoe, którego Orla ukatrupiła wiele lat temu, umierał w długiej i bezgłośnej agonii.

Co kombinujesz, panno Brooks?

Orzełek złapał tą drugą za przedramię, by odwrócić ją ku sobie. Musiała jej coś powiedzieć. Nigdy nie była jakoś niezwykle zainteresowana szkolnymi plotkami, ale w Pokoju Wspólnym aż wrzało od przyciszonym rozmów - albo przeciwnie, głośnego poparcia i poszanowanka, na temat tego co wydarzyło się na jednej z lekcji, którą Williams ominęła, niezbyt zainteresowana tematem. Co prawda minęło już od niej naprawdę wiele czasu, ale w końcu nadarzyła się odpowiednia chwila, by o tym porozmawiać.
- Słyszałam co zrobiłaś z tym ślizgonem. Z tym, no wiesz... - zamiast opisać, zwyczajnie przyłożyła sobie dłoń do krocza i wystawiła jeden palec do przodu. Oczywiście najmniejszy, żeby była jasność. - Szkoda, że tego nie widziałam! Ale, wow. Dobrze, że chociaż Ty nie miałaś oporów, by załatwić takiego ćwoka.
Pokiwała głową z uznaniem, zsuwając dłoń z przedramienia na nadgarstek dziewczyny, by w chwilowym, aczkolwiek mocnym uścisku, spleść ich palce, przekazując tym dotykiem wszelakie odczucia: od poszanowania, przez uznanie, do rozbawienia. Merlinku, ten wężowy pajac musiał wyglądać jak debil. Podwójny debil, bo chyba takowym był i na co dzień, skoro odpierdalał namiotowe akcje na zajęciach.

I w tamtej chwili również ona to usłyszała: coś na pograniczu wołania o pomoc, a zduszonego płaczu. Brwi same poszybowały jej ku górze, a zagadka różdżki w dłoni Brooks jakby sama się rozwiązała. Orla zawstydziła się potwornie, obwiniając się, że swoim słowotokiem zatrzymała przyjaciółkę w czymś ważnym. Kiwnęła brodą na drzwi, które znajdowały się za jej plecami.
- Nie brzmi dobrze. Przyda Ci się pomoc? - Nawet jakby odmówiła, to nie zostawiłaby jej samej z bóg-wie-co znajdującym się w zamkniętej sali. Wydobyła magiczny patyk z kieszeni szaty, podciągnęła gumkę spódniczki, która zsuwała się jej z bioder - wygląda na to, że zrezygnowanie z trzeciego śniadania w ciągu dnia przynosiło efekty, i stuknęła obcasami lakierów, gotowa do wszystkiego, co miało nadejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy
Galeony : 333
  Liczba postów : 1612
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Korytarz na VII piętrze - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na VII piętrze - Page 15 Empty


PisanieKorytarz na VII piętrze - Page 15 Empty Re: Korytarz na VII piętrze  Korytarz na VII piętrze - Page 15 EmptyNie 25 Paź - 18:39;

Nigdy nie podejrzewałaby Orki o żadną negatywną myśl. Szalony Diamencik w jej oczach zawsze lśnił tak samo jasno, a jej optymizm i dobry nastrój były zaraźliwe. Doceniała tę cechę u przyjaciółki i lubiła ją za to. Nikt, tak jak Orla, nie potrafił podnieść jej na duchu, kiedy była zmęczona, poobijana i miała ewidentnie jeden z tych dni, kiedy czarne chmury nad jej głową alarmowały o tym, że lepiej dać jej spokój. Co więcej, Orka nie potrzebowała wiele. Wystarczyło, że była… sobą. Mimo wszystko, gdyby tylko wiedziała o tym, że jej przyjaciółka również potrzebuje chwili samotności, doskonale by ją zrozumiała. Williamsówna szukała spokoju w spacerach po błoniach, a Brooks – w patrzeniu na świat z wysokości. Nic nie oczyszczało jej umysłu tak skutecznie, jak latanie na dobrze znanym kawałku drewna między nogami. Niestety, w ostatnich tygodniach nie miała zbyt wielu okazji do samotnych lotów, bo cała jej aktywność związana z miotłą, zamknięta była w obrębie katorżniczych treningów, czy to w szkole, czy w klubie.

Kiedy poczuła ciepły oddech na karku, usłyszała miękki głos, a na jej przedramieniu zacisnęła się czyjaś dłoń, odwróciła się błyskawicznie i wycelowała różdżkę w przyjaciółkę. Dopiero kiedy zobaczyła, z kim ma do czynienia, westchnęła ciężko, opuściła kawałek drewna i przytuliła miękkie ciało diamencika.

- Przepraszam, Orcia. Nie chciałam cię wystraszyć. Ale błagam, nie zachodź mnie od tyłu. Nienawidzę tego. – Pogładziła ją czule po puklach miękkich włosów, które skradły słońcu ostatnie promienie.

- Masz na myśli lekcję WDŻ? – zapytała z uśmiechem. Było to tak dawno, a sam ślizgon był jej tak obojętny, że szybko zapomniała o tym incydencie. Kiedy Orla przyłożyła do swojego krocza palec, parsknęła cicho przez nos.

- Dziękuję za uznanie. Ale jeżeli mam być szczera, to nie oberwał za to, co zrobił na lekcji, a za to, co zrobił na korytarzu.

Uśmiech nieco jej przybladł, gdy sobie uzmysłowiła, że była bardzo blisko tego, żeby w podobny sposób potraktować przyjaciółkę. W gruncie rzeczy, jako PRAWIE MUGOLKA, wielokrotnie musiała w swoich wczesnych latach szkolnych mieć oczy dookoła głowy, bo wielu czystokrwistych lubiło sobie czasem z niej zażartować i potraktować ją znienacka albo jakimś zaklęciem dorabiającym ośli ogon, albo pisząc coś złośliwego na tyłach szaty.

- Nie mam pojęcia, co się tam dzieje, ale słyszałam chyba krzyk dziecka. Mam wrażenie, że to pewnie te cholerne chochliki.

Widząc, jak Williamsówna wyciąga własną różdżkę, pocałowała ją czule w czubek głowy.

- Sweet Summer Child. – pomyślała z rozczuleniem. - Dziękuję. Ja pójdę przodem, a gdyby stało się coś nieoczekiwanego, to reaguj. Ok, słodziaku?

Widząc przyzwolenie w oczach diamencika, weszła dziarsko do klasy i od razu przystanęła. Chochilków nie było, ale za to był zapłakany chłopiec z Hufflepuffu, który kulił się w kącie, atakowany przez… akromantulę. Z pewnością musiał być to jeden z tych boginów, które uciekły z gabinetu Starej Cortez. Na domiar złego, do dręczenia małolata postanowił dołączyć Irytek.

- Znalazłem bąka, co boi się pająka! Niech ktoś zmieni mu pieluchę, bo zasadził rzadką pluchę! – Poltergeist latał po Sali, naśmiewając się z biednego Puszka.

- To tylko bogin – uspokoiła diamencik, a w jej głosie można było wyczuć ulgę. Na szczęście nie były to te cholerne chochliki. W gruncie rzeczy, zadanie było naprawdę proste, wystarczyło wystrzelić proste riddikulus i po sprawie. Chłopiec będzie mógł wrócić do dormitorium i spokojnie zmienić spodnie.

Cóż, jak to często bywa, w Hogwarcie rzeczy proste zamieniają się w skomplikowane w ułamku sekundy. Zmęczone treningiem nogi Krukonki postanowiły odmówić posłuszeństwa WŁAŚNIE TERAZ. Efekt była taki, że różdżka Brooks wyleciała jak z procy i zniknęła pod jakimś starym meblem, a Irytek zamknął całą trójkę w Sali z boginem.

- Hej! – zagwizdała przeciągle w palce, skupiając na sobie uwagę bogina, aby dać chłopcu chwilę wytchnienia i ruszyła ostrożnie w kierunku kredensu.

Bogin zareagował od razu, ale była na to gotowa. Doskonale wiedziała, w co się przeobrazi – w starą schorowaną babunię, bo to właśnie starości i niedołężności bała się najbardziej. Ale, stało się jednak co innego. Pobladła lekko widząc przed sobą zjawę w nowym, nieznanym jej dotąd wydaniu.

Naprzeciw Brooks stanęła bowiem… Brooks. Wyglądała trochę inaczej. Miała przygarbioną sylwetkę, zaniedbane włosy, zmęczoną szarą twarz. Ubrana była w wyciągniętą bluzę z kapturem z plamami od wybielacza. W jednej dłoni trzymała dziecko, a w drugiej tandetny romans z zakładką włożoną w połowie. Wyglądała jednak na… zadowoloną z siebie? W przeciwieństwie do prawdziwej Brooks, która była zdziwiona i zmieszana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Orla H. Williams

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : Brokat, cekiny, frędzle i kolory. Hipiska, która jest królową parkietów wszelakich.
Galeony : 180
  Liczba postów : 318
https://www.czarodzieje.org/t19578-orla-holly-williams
https://www.czarodzieje.org/t19582-sowka-orli#581690
https://www.czarodzieje.org/t19576-orla-h-williams
Korytarz na VII piętrze - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na VII piętrze - Page 15 Empty


PisanieKorytarz na VII piętrze - Page 15 Empty Re: Korytarz na VII piętrze  Korytarz na VII piętrze - Page 15 EmptyPon 26 Paź - 13:59;

Jej oczy pozostały szeroko otwarte, nawet, wtedy gdy przylegała całym ciałem do Brooks, chłonąc jej ciepło. Nigdy, nikt wcześniej nie wyciągnął w jej stronę różdżki. A już na pewno nie tak - gwałtownie i automatycznie, z pewną dozą nieopanowania, które zniknęło spod powiek, gdy te zamknęły się i zamrugały, pozwalając spojrzeniu wrócić do normalności. Słysząc jej słowa, Orla pokręciła głową, którą ulokowała w przestrzeni pomiędzy ramieniem a żuchwą krukonki. Nie przestraszyłaś mnie, tylko zaskoczyłaś. Nic jednak nie powiedziała.

Gdy spędzała ostatnie wakacje w Staithes, udzielała korepetycji z matematyki Tessie, która miałam ogromny problem, by zdać do następnej klasy. Jej rodzice, w ramach dodatkowego podziękowania za pomoc w podciągnięciu ocen swojej córki, często zapraszali Orlę na obiad. Rozmawiali wtedy o wszystkim - od komentowania programu telewizyjnego, przez narzekań na upalne i suche lato, po głębokie dyskusje na temat życia i przyszłości. Matka Tessy była biegłym psychologiem sądowym, który w tamtym czasie pracował nad sprawą napaści dokonanej przez wojennego weterana. Nie wchodziła w szczegóły procesu, ale dokładnie opisała, jak wygląda mechanizm stresu pourazowego - między innymi cierpiący często powiela swoje zachowania, na czynnik stresowy reaguje automatycznie, nawet nie zdając sobie z tego świadomie sprawy. Zapalnik szybko wywołuje akcje, a dopiero po niej następuje moment rekonesansu.

Wspomnienie to napłyneło jej na myśl, gdy zobaczyła tą obcą nutę w spojrzeniu Julii i jej niewymiarową do gestu obronę. Gdy ta ją obejmowała, Orla gładziła dziewczynę dłonią po plecach - jak dziecko, które zlęknione trzeba ukoić do snu.

- Panie przodem - rzuciła, siląc się na luźny ton, kiedy szykowały się do wtargnięcia do sali. Niewiele było trzeba, by zobaczyć, że w klasie dzieje się istny chaos - tu ktoś płacze, tu Irytek wrzeszczy w zaparte swoje nader inteligentne rymowanki (chyba nagła widownia tylko go zachęciła do wejścia na kilka oktaw wyżej), a w rogu pomieszczenia do ataku szykowała się wielka, włochata akromantula. Pająk poruszył szczękoczułkami, stukając nimi o siebie. Chociaż Williams nie bała się pająków, te jej stopy same zadecydowały o tym, by cofnąć się o krok.

To tylko bogin.

Tylko? Personifikacja strachu jest nawet bardziej przerażająca niż sam strach. Pająk szarżował dalej, jednak chociaż pokonanie go przez pierwszoklasistę mogło się równać niemożliwemu, to dla dwóch studentek powinno być, jak bułka z masłem. Julia chyba myślała o tym samym, bo gdy orzełek na nią zerknął, ta machała dłonią w powietrzu na kształt znajomego gestu, by nagle... potknąć się o własne nogi i stracić różdżkę. Patyczek poturlał się po drewnianym parkiecie, wpadając wprost pod stary, potężny kredens.

Na szczęście ona wciąż zaciskała palce na swojej różdżcce, już miała wejść do akcji, gdy jej uwagę odwróciło gwizdnięcie. Tak donośne, że dałoby się je usłyszeć z drugiego końca boiska do Qudditcha - gdzie pewnie często jest używane.
- Co ro... - zaczęła Orla, ale nie udało jej się dokończyć pytania. Bogin w końcu zwrócił na nie uwagę, a Julia wyglądała niesamowicie, stojąc pewnie, mierząc marę wzrokiem, gotowa chyba siłować się z nią choćby i na rękę. Zjawa zaczęła zmieniać kształt - osiem pajęczych nóg zamieniło się na dwie, całkiem ludzkie. Ciało straciło czarne owłosienie, na rzecz ciemnych włosów na głowie znajomej jej persony.

Znajomej, ale i zupełnie obcej. Obrazującej chyba wszystko, czego bała się obie - zwyczajności. Nie mogła odkleić od bogina wzroku. Reprezentował coś tak przeciwnego, od osoby która stała kilka metrów od Orli, że aż trudno było uwierzyć jej, że tego właśnie najbardziej boi się jej przyjaciółka. Przełknęła ślinę.
- Nigdy się taka nie staniesz - zaczęła cicho, ale z każdym słowem jej głos wzbierał ja mocy, a zagubiony Bogin zdawał się zwracać na Orlę coraz większą uwagę, co choćby można było dostrzec po tym, że jego forma drży coraz bardziej, nie mogąc się zdecydować na konkretny kształt - choćby no, musiałabyś sobie znaleźć kogoś, by zrobić dzieciaka. To nie takie łatwe. I, i... co to jest? "Czarownica i kociołek rozkoszy"? Czymś takim, to najwyżej będziesz palić w kominku. Albo będziesz używać do podtarcia, gdy Ci się nagle zachce, nie wiem, na kiermaszu marnej literatury.

Zjawa zbliżała się coraz bliżej, tracąc swoją Brooksowatość. Nie miał już ani potarganych włosów, ani książki w dłoni, ani dziecka wspartego na biodrze, ani nawet bluzy z kapturem. Wyglądał za to, jak Nancy Williams. W całej swojej wspaniałości - od niesfornego kręciołka tuż przy uchu do nonszalanckiej postawy. Kropka w kropkę starsza siostra Orli, tylko zaraz, co ona robi? Smukłe palce puchonki chwytają się nagle za gardło, zaciskając na nim w akcie całkowitej niemocy. Otwiera ona usta, próbując chyba coś powiedzieć, ale z gardła nie wydobywa się ani słowo, a potok krwi. Widać, że się dusi, spazmatycznie drżąc, by w końcu upaść na kolana, nawet na moment nie tracąc kontaktu wzrokowego z siostrą. Spojrzenie to będzie jeszcze długo nawiedzać Orlę w snach; pełne jest bólu, ale i niemego wyrzutu.

Tymczasem jednak dolna warga rudej krukonki drżała coraz bardziej, a obraz zmieniał się co chwila. Jej ojciec, zaplątany w rybackie sieci. Matka, która ciało nabite jest igłami krawieckimi. Noah, dziwnie siny i nieruchomy. Nieprzerwana karuzela jej rodziny i bliskich - wszyscy wysłani do aniołków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy
Galeony : 333
  Liczba postów : 1612
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Korytarz na VII piętrze - Page 15 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na VII piętrze - Page 15 Empty


PisanieKorytarz na VII piętrze - Page 15 Empty Re: Korytarz na VII piętrze  Korytarz na VII piętrze - Page 15 EmptyPon 26 Paź - 18:50;

Być może Brooks powinna pojawić się w końcu na zajęciach z wróżbiarstwa, gdyż istniała pewna szansa, że posiada ukryte talenty, przejawiające się przewidywaniem wydarzeń z przyszłości. A może, być może, ostatni czas w Hogwarcie odcisnął na niej swe piętno i Krukonka po prostu zakładała najgorsze? Okazało się bowiem, że całkiem trafnie przewidziała kłopoty, a potem weszła prosto w paszczę lwa. Sytuacja w niewielkiej salce, w której zostały zamknięte z boginem, bardzo szybko się zmieniała i z każdą upływającą sekundą stawała się coraz dziwniejsza i bardziej niebezpieczna. Najpierw zostały zamknięte w środku przez Irytka, następnie w głupi sposób straciła różdżkę, a do tego doszedł jeszcze bogin, który przybrał nieznaną dotąd brunetce formę. Przy okazji uświadomił jej również, jak bardzo zmieniła się przez ostatnie miesiące, a konfrontacja z tym faktem nigdy nie należała do przyjemnych. Ludzie żyją bowiem pewną wizją samych siebie, którą to misternie tworzą w swej jaźni, a zderzenie z rzeczywistością bywało bolesne. To właśnie zjawa uświadomiła Julii, jak bardzo była samolubna w swym postrzeganiu świata. Boginem Orki byli umierający członkowie jej rodziny. Najstraszniejszą rzeczą, jaka mogła spotkać tę kochaną istotę, była utrata najbliższej rodziny.
Czemu Julia nie pomyślała o rodzinie? Czy to dlatego, że nie była z nią szczególnie zżyta? A może nigdy nie dopuszczała do siebie myśli, że może spotkać ich coś złego? Co by nie było tego przyczyną, dziewczyna nie myślała o najbliższych. Myślała o sobie. Choć była zaskoczona widokiem samej siebie, w mig zrozumiała jednak, czego tak bardzo się boi. Nie była to jednak przeciętność, tak jak myślała Orla, a przynajmniej nie sama przeciętność. Tym, co przerażało Brooks, było to, co ta przeciętność symbolizowała. I nie chodziło wcale o rozdwojone końcówki i czytanie tanich romansów. Przeciętność oznaczała porażkę. Fakt, że się poddała. Odpuściła sobie walkę o własne marzenia. Wymizerowana zjawa pod jej postacią oznaczała dla niej śmierć w oczach innych. Zawiodła. Zadowoliła się byle czym, nic nie osiągnęła, nie zapisała się w historii niczym szczególnym. Odeszła tak, jak przyszła. Cicha szara myszka, o której nikt nie pamięta. W gruncie rzeczy to właśnie zapomnienia się obawiała najbardziej, a ona, najbardziej ze wszystkich rzeczy chciała, żeby świat o niej pamiętał, nawet kiedy ona go już dawno opuści.

Tylko dlaczego teraz? Co się zadziało w jej kruczej główce przez te ostatnie miesiące? Od kiedy zależało jej na czyjejś pamięci? Nigdy przecież nie była tą zdolną czy ambitną, od której wymagało się sukcesów. Od tego był Andy, jej brat-szycha z ministerstwa. Julia miała ten komfort, że niczego od niej nie oczekiwano. Nikt w domu właściwie nie rozumiał jej życia w Hogwarcie, choć ojciec chętnie jej słuchał i kiwał nawet ze zrozumieniem głową, choć nie rozumiał nic. Nikt nie wywierał na niej presji, nie oczekiwał od niej świetnych ocen czy w sumie czegokolwiek. Więc skąd te myśli?

Julia z trudem wyrwała się z czarnej dziury własnych przemyśleń. Spojrzała przelotnie na chłopaka, który nie do końca rozumiał, co tu się właśnie wyprawia i błyskawicznie przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę. A to sprawiała wrażenie zahipnotyzowanej. Wpatrywała się w zjawę przybierającą postaci kolejnych członków jej rodziny, a wargi wyraźnie jej drgały.

Przełknęła ślinę i stanęła przed przyjaciółką, starając się uchronić ją przed tymi traumatycznymi wizjami.

Bogin znów zamienił się w Brooks. Tym razem nie miała jednak dziecka wspartego na biodrze ani romansidła w dłoni. Zamiast tego ubrana była w szarą garsonkę i czystą, wykrochmaloną koszulę, włosy miała spięte w ciasny kok, a przez szyję miała przewieszony identyfikator z długim numerem pracowniczym. I do tego, Julia-urzędniczka… mówiła. Może nie dosłownie, ale nastolatka słyszała wewnątrz własnej głowy ten dziwny głosik, który słyszała nie raz. Tym głosem przemawiały do niej wątpliwości.

- Po co się tak starasz? To i tak na nic. Świat pamięta o najlepszych, a ty nigdy się do nich nie zbliżysz.


- Zamknij się. – Julia szepnęła do siebie, starając się uciszyć własne demony, ale te się nie poddawały.

- Nazwisko Brooks szybko zginie. I dobrze!

Julia wystąpiła niepewnie naprzód. Jej hardość ducha gdzieś wyparowała, kroki były krótki i niepewne, ale mimo to szła w kierunku zjawy.


- Odpuść sobie. Nie ma w tym nic złego. A wielkość zostaw lepszym od siebie. Anonimowość jest ciepła i wygodna jak ulubiony sweter. Zresztą dla nich zawsze będziesz mugolem, czego byś nie zrobiła


Słowa wbijały się w jej serce jak sztylet i miały nad nią coraz większą kontrolę. Czuła, jak ciężka pętla żalu zaciska się na jej piersi. Wciąż jednak starała się myśleć trzeźwo. Jeżeli skupi na sobie uwagę bogina wystarczająco długo, może Orli uda się otworzyć drzwi i będzie mogła zabrać chłopaka, który był bielszy od ściany, o którą się opierał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content

Korytarz na VII piętrze - Page 15 QzgSDG8








Korytarz na VII piętrze - Page 15 Empty


PisanieKorytarz na VII piętrze - Page 15 Empty Re: Korytarz na VII piętrze  Korytarz na VII piętrze - Page 15 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Korytarz na VII piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 15 z 15Strona 15 z 15 Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Korytarz na VII piętrze - Page 15 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
siodme pietro
-