Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Pokój Życzeń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 37 z 39 Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39  Next
AutorWiadomość


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4482
http://czarodzieje.forumpolish.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.forumpolish.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.forumpolish.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7785-bell-rodwick#216614
http://dzika-mafia.blog.onet.pl/
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyPią Cze 11 2010, 18:28;

First topic message reminder :




Chyba najfajniejsze pomieszczenie w całym Hogwarcie. Wystarczy coś sobie wymarzyć, a już to mamy. Niestety, nie można tam wyczarować jedzenia, ani picia, także jeśli chce się przygotować romantyczną kolację, posiłek trzeba przynieść samemu. Jedną z większych zalet jest, że gdy jesteś w środku osoba która nie wie czymś stał się dla ciebie ten pokój nie może dostać się do środka. Aby pojawiły się drzwi, przez które można wejść, należy przejść trzy razy wzdłuż ściany, myśląc o odpowiedniej rzeczy.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31275
  Liczba postów : 69567
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Specjalny




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyPon Mar 12 2018, 20:15;

Zgodnie z regulaminem eventu randka zostaje zakończona. Od tego momentu w tym miejscu ponownie mogą toczyć się rozgrywki.

______________________

Pokój Życzeń - Page 37 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Trixie N. Travers

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15384-viatrix-travers
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15580-dixie
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15383-trixie-travers
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyNie Mar 18 2018, 15:16;

Trixie nie pojmowała skąd tutaj nagle wziął się Aaren. Wyrósł jak spod ziemi i Merlin świadkiem, że wystraszył ją, gdy tak nagle chwycił ją pod rękę.
- Hooker, co ty… - zdążyła tylko wymamrotać, ledwo opanowawszy wzdrygnięcie, ale nie oponowała. Schyliła się szybko, aby podnieść szkolną torbę i nawet nie obejrzała się już na Warrena. Nic dziwnego, Ślizgon o wiele bardziej ją zainteresował, ale w tym momencie zupełnie nie skupiała się na jego elektryzującej bliskości. Już sama w sobie ta reakcja byłaby dziwna. Trixie zawsze miękły przy nim kolana, zwłaszcza odkąd ich relacja rozwinęła się odrobinę bardziej i przestali już tkwić na etapie trzymania się za rączki, jak mogliby to robić w trzeciej klasie. Jednakże przemoczona Travers, zwłaszcza zimą, kompletnie nie myślała o magnetyzmie kolegi. Skupiona była na dreszczach przebiegających jej wzdłuż kręgosłupa i wodzie spływającej z włosów.
- Nienawidzę tego durnego ducha. - Wymruczała pod nosem, przytulając głowę do ramienia Aarena i szukając w tym geście pocieszenia. Zamoczyła brzeg jego szaty, ale co z tego. To tylko odrobina wody, a o ile pamiętała, o wiele bardziej przepadał za chłodem niż ona. Nawet nie zauważyła, że zawędrowali na siódme piętro, ale gdy to spostrzegła, nagle pociągnęła go za rękę, aby się zatrzymał.
- Hej, słyszałeś o tym? - Spytała, podając mu torbę z kompletnie zawilgotniałymi książkami, aby je dla niej przytrzymał. - Ktoś kiedyś mówił, że na siódmym piętrze powinien być pokój życzeń. Błagam o jakieś ciepłe miejsce. - Wypowiedziała swoje życzenie na głos, a kiedy odwróciła się w stronę ściany spostrzegła drzwi. Oczy jej rozbłysły, a na twarzy pojawił się uśmiech. Nie tak radosny jak zwykle, a dość… dwuznaczny. - Chodź, Hooker. - Postawiła specjalny nacisk na jego nazwisko i ponownie złapała go za rękę. Wciągnęła go do pokoju życzeń, który nie był już tak naprawdę zwykłym pomieszczeniem. Był jej rajem. Nie było już podłogi, a jedynie gorący piasek. Sufit ginął gdzieś ponad ich głowami, przez co Trixie nie mogła się przekonać czy to wciąż jest twardy kamień pokryty iluzją czy już błękitne niebo. Nie było nigdzie wody, ale nie mogła oczekiwać, że znikąd powstanie tutaj morze… albo może to jej życzenie było zbyt mało konkretne? Chciała po prostu, aby było jej ciepło, a tej pustyni nie dało się odmówić gorąca. Zatrzasnęła za nimi drzwi i natychmiast rzuciła w pokryty piachem kąt swoją torbę. Zaczęła rozpinać wilgotną szatę, aby móc wreszcie się ogrzać.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aaren Hooker

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 25
  Liczba postów : 25
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15891-aaren-hooker#429433
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15895-hooker-s#429445
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15893-hi-i-m-hooker#429442
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15892-aaren-hooker#429434
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyNie Mar 18 2018, 17:03;

- Irytujący, taka już jego natura - westchnął, prowadząc dziewczynę za sobą. Wiedział, że była przyjezdna, że przecież zmieniała szkołę, ale żeby nie wiedzieć o najlepszym, najbardziej zabawnym duchu ze wszystkich, który potrafi robić gorsze rzeczy niż wszyscy psotnicy w szkole razem wzięci? W końcu, przeżył ich wszystkich, zbiera te pomysły od kiedy tylko tu jest, nic więc dziwnego, że potrafi zaskoczyć albo, jak wskazuje jego imię, zirytować.
Nie planował zaciągnąć niczemu winnej Trixie aż na siódme piętro, ale to nie jego wina, że akurat tak wyszło. Skoro on tego nie zauważył, a nawet dziewczyna zdała się nie odczuć przejścia takiego kawałku, to chyba nie było żadnego problemu, prawda? Zgadywał, że najbardziej i tak zależało jej na jak najszybszym wyschnięciu, chociażby przez to, że widział, ba, nawet czuł, że była mokra na własnej skórze, jednak za bardzo mu to nie przeszkadzało.
- O czym ty znowu… - nie skończył, skupił się o wiele bardziej na złapaniu przemoczonej torby i próby nie upuszczenia jej. Czasami zastanawiał się, czy dziewczyny zwyczajnie nie pamiętają o rzuceniu zaklęcia na te torby, czy po prostu wolą je dźwigać zamiast oszczędzić sobie wysiłku i zachowywać się tak, jakby była to najlżejsza dla nich rzecz. Może ten czar zwyczajnie znika, kiedy torebkę próbuje nosić mężczyzna?
- Przecież to bzdu- - znowu przerwał, zaskoczony tym, że przed nimi pojawiły się drzwi. Więc jednak istniało takie miejsce, a on przez całe siedem lat swojej edukacji nie miał o nim najmniejszego pojęcia. Albo też miał, jednak zwyczajnie sobie z tego nic nie robił. Nawet nie zauważył szczęśliwego wyrazu na twarzy przyjaciółki, był za bardzo zaskoczony tym, że drzwi się tak po prostu pojawiły. Sam chciał mieć wyjątkowe miejsce dla siebie, ale Trixie tak zwyczajnie powiedziała na głos życzenie, drzwi same się pojawiły, tak kompletnie znikąd. Niekiedy odnosił wrażenie, że to zwykła szczęściara. Zwrócił uwagę na dziewczynę dopiero gdy ta wciągnęłą go do pomieszczenia, a tak naprawdę… na otwartą przestrzeń? Momentalnie zrobiło mu się gorąco, drzwi same się za nimi zamknęły, a on tylko zaczął rozpinać swoją szatę, rozglądając się dookoła. Wydawać się mogło, że była to typowa, australijska sceneria. Mimo, że nie był aż tak wielkim fanem gorąca, był zadowolony, że chociaż Travers ma to, co chciała - ciepło, możliwość ogrzania się…
Jego szata wylądowała na piasku, podobnie krawat, został jedynie w czarnej koszulce i ciemnych dżinsach, rozkoszując się ciepłem, jakie mieli dookoła. Szybko był już obok przyjaciółki.
- Czy znalazłem się w marzeniach Trixie Travers? - zapytał z małym uśmiechem, obejmując ją w tali i patrząc na jej twarz. - A może to miejsce, które doskonale zna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Trixie N. Travers

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15384-viatrix-travers
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15580-dixie
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15383-trixie-travers
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyNie Mar 18 2018, 21:48;

Udawała, że nie widzi jak jej niedowierza. Wiedziała, że te drzwi się tutaj pojawią. MUSIAŁY się pojawić. Te wszystkie szkolne plotki nie wzięły się znikąd i nawet głosy, wedle których żadne tajemne drzwi na siódmym piętrze nie istniały nie mogły jej zniechęcić. Ba, sama chyba dwa razy próbowała się tutaj dostać, niestety zupełnie bezskutecznie. Dzisiaj jej życzenie było zbyt silne i klarowne. Pokój nie mógł go zlekceważyć… a przynajmniej tak starała się zwodzić swoje biedne serduszko, które nie zniosłoby, gdyby czary odmówiły jej tego teraz, gdy była cała mokra i drżąca z zimna. Z rozkoszą poczuła jak zaczyna jej się robić aż zbyt ciepło. Duszne, gorące powietrze wydawało się falować, a chociaż brak zamknięcia w tej przestrzeni był jedynie iluzją, jej oczy błyszczały jak jeszcze nigdy dotąd. Dość szybko zaczęła pozbywać się mundurka. Rzuciła go z prawdziwą ulgą w sam kąt i już miała wyskoczyć przed siebie w poszukiwaniu słońca, za którym tak silnie tęskniła, ale ledwie drgnęła. Słysząc jego słowa zadarła głowę do góry i uśmiechnęła się szczerze, prawdziwie radośnie.
- Nienawidzę zimy, a tutaj… to prawie jak w Red Rock. Czasami żałuję, że Hogwart nie został zbudowany w samym sercu pustyni. - Odpowiedziała, delikatnie mrużąc oczy, gdy tak zadzierała głowę. Oślepiało ją to fałszywe, tak wyczekiwane słońce. - A teraz mam kawałek domu także i tutaj. - Spojrzała najpierw w jego oczy, a później na wargi. Nieświadoma, że to robi, przygryzła swoje własne. Odsunęła się od Aarena, chwytając go za dłoń. - Chodź, opowiesz mi czy Ci się podoba. - Ruszyła niespiesznie w stronę piasku, nawet przez buty czując jak jest rozgrzany. Po drodze odrzuciła rozsupłany już na korytarzu krawat i gdy bez większego żalu śledziła spojrzeniem jak ginie w złotych drobinkach, dostrzegła koc. Taki piknikowy, kolorowy kocyk na środku swojej prywatnej pustyni. Westchnęła z zachwytu. Natychmiast poprowadziła ich w jego stronę, ale nie siadała na nim. Odwróciła się w stronę Ślizgona i rozluźniła palce, aby móc sięgnąć do swojej piersi. Zaczęła rozpinać górne guziki bluzki. Nieznośnie powoli. - Skąd się tam wziąłeś, Aaren? - Spytała, gdy zza ubrania zaczął wyłaniać się fragment jej bielizny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aaren Hooker

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 25
  Liczba postów : 25
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15891-aaren-hooker#429433
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15895-hooker-s#429445
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15893-hi-i-m-hooker#429442
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15892-aaren-hooker#429434
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyWto Mar 20 2018, 09:37;

Aaren tak naprawdę nie wiedział, że na siódmym piętrze znajdować się będzie tak cudowne miejsce, przepełnione magią chyba najbardziej spośród wszystkich miejsc w szkole. Słyszał plotki, niestworzone historie odnoszące się do tego miejsca, co w nim widzieli, czego tam nie robili... Jakoś nie interesował się tym, co mówili wszyscy dookoła, nie przywiązywał do tego szczególnej uwagi. Prawdę mówiąc, żadne plotki i pomówienia nie robiły na nim szczególnego wrażenia, ale skoro nawet Trixie była świecie przekonana, że takie miejsce istnieje, to dlaczego miałby w to wątpić? Szczególnie gdy drzwi stały tuż przed nim. Nie mówiąc już o wrażeniu, jakie zrobiła na nim cała sala. A może otwarta przestrzeń? Tutaj było kompletnie inaczej niż za oknem.
- Wiem, gdzie będę cię zabierać - zaśmiał się, kręcąc delikatnie głową. - Ja tam nie narzekam, na pustyni nie pada śnieg - wzruszył ramionami, rozmarzając się na dosłownie kilka sekund na myśl o spadającym, białym puchu, który przecież tak bardzo uwielbiał, a przecież nie miał pojęcia, skąd w nim ta miłość. Może zwyczajnie uwielbiał patrzeć na małez wirujące płatki, o tak różnych kształtach i rozmarzać się nad ich wyglądem. Może było to po prostu przez to, że zima to naprawdę zimna pora, przez co nikt do niego nie podchodzi bez powodu gdy siedzi całkiem sam, poza terenem Hogwartu...
Nie mógł powiedzieć jednak, że nie podoba mu się w takich tropikach. Właściwie to czerpał szczęście z zadowolenia dziewczyny, niczym prawdziwy przyjaciel. Był jednak typowym Brytyjczykiem, preferował deszczową pogodę, a najlepiej śnieżną. Był zimnolubny, ale ciepło nie było dla niego problemem. Nie narzekał, było dobrze, a przecież zawsze mogło być gorzej niż teraz.
- Podoba, jest... Ciepło - uśmiechnął się tylko, idąc za dziewczyną. Nawet nie zastanawiał się, skąd znalazł się tam koc, jednak automatycznie pomyślał o cieniu. Żadne zaskoczenie, że pojawiła się rozłożona parasolka, wbita w piach idealnie obok ich koca. Widząc, jak dziewczyna odpina wilgotną koszulę jedynie odchrząknął.
- Chcesz koszulkę? - to właściwie było pytanie retoryczne, automatycznie zdjął materiał ze swojej klatki piersiowej, oferując go dziewczynie. To nie tak, że nie chciał wykorzystać sytuacji, gdzie ma dostęp do jej piersi. Zwyczajnie wiedział, że Trixie nie lubi aż tak bliskich kontaktów, miał to na swojej uwadze i nie chciał pchać się aż tak głęboko. Z resztą, jemu samemu było o wiele za gorąco; po co w ogóle ubrał się cały na czarno? Nonsens, jednak biorąc pod uwagę rzeczywistą pogodę, miało to bardzo dużo sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Trixie N. Travers

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15384-viatrix-travers
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15580-dixie
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://czarodzieje.forumpolish.com/t15383-trixie-travers
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyNie Mar 25 2018, 20:39;

Na wzmiankę o śniegu miała ochotę prychnąć z niechęcią, ale nie zdobyła się na to. Zanadto oczarowana swoim prywatnym rajem, pozwoliła aby pieścił wszystkie jej zmysły. Szum wiatru (skąd on się tu wziął?) owiewającego jej kostki i wzburzający splątane włosy przyspieszył jej ruchy. Zapomniała o rozmowie i zamilkła, skupiona na ruchach nadgarstka, nagle podejrzanie gorączkowych. Pozbawiła się koszulki bez większego kłopotu. Zsunęła ją ze swojego ciała, pozostawiając ją na piachu, który natychmiast chciwie przylgnął do wilgotnego materiału.
- Zwariowałeś? - Przypomniała sobie o słowach i parsknęła śmiechem. Wbrew temu co powiedziała, odebrała mu materiał, ale tylko po to, aby nakryć nim swoją koszulę. - Idziemy się opalać! - Zarządziła, zdziwiona jak on w ogóle mógł sobie wyobrażać jej marzenia o gorącu bez najoczywistszego z elementów. Okryta koronką, czuła się niemalże tak, jakby miała na sobie jedynie kostium kąpielowy. Poruszała biodrami, wydostając się z czarnej spódniczki i odeszła tyłem na kilka kroków, szukając spojrzeniem idealnego miejsca na kocu. Znalazła je dopiero wówczas, gdy na nim spoczęła. Oparła kolana na miękkiej tkaninie, trzymając się z daleka od okrągłego cienia rzucanego przez parasol. Ignorowała ogień, którym rozgrzany piasek traktował jej kostki, spoczywające poza cienkim materiałem i z lubością zanurzyła w nim dłonie. Przytuliła do piersi błyszczące drobinki. Mrużąc oczy, odszukała Ślizgona spojrzeniem. - Dlaczego śnieg wydaje Ci się piękniejszy? - Zapytała, nieświadoma kierunku, w jakim chwilę temu podążyły jego myśli. Prawdę mówiąc, chyba nigdy go o to nie pytała, a nigdy nie rozumiała tej miłości, jaką Brytyjczycy są w stanie obdarzyć lodowaty, biały puch. Piasek był wdzięczniejszy i zdecydowanie piękniejszy w jej oczach. Rozluźniła pięść, pozwalając mu na obsypanie skóry. Większość znalazła swoje miejsce na jej ciele i pokryła go szorstką warstwą. Posypała także swoje nogi, niczym bawiące się dziecko nanosząc piachu na kocyk. - Aaren, chodź szybko! Zbuduj ze mną zamek. - Poprosiła i tylko prawdziwym cudem jej głos nie zabrzmiał jękliwie. Uśmiechnęła się za to naprawdę rozkosznie, jakby otrzymała najwspanialszy prezent od losu i jedynie uczestnictwo przyjaciela mogło przypieczętować jej szczęście. Obrysowała palcem spory okrąg, wskazując jak wielka ma być jej forteca. Zapadające się ziarenka piasku szybko zatarły linię, gdy przesunął je wiatr, ale Trixie zdawała się tego nie zauważać.
- Zbudujmy go na skale. - Poprosiła, zagarniając do siebie więcej budulca, aby móc wystarczająco wysoko podnieść teren. Kiedy ten piach tak zwilgotniał, aby nadawał się do formowania? Cóż, na tę wątpliwość żadne z nich nie szukało odpowiedzi. Pokój tak swobodnie naginał się do ich woli, że wszystko wydało się możliwe. Ciekawe tylko, kiedy miały dopaść ich zakłócenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1960
Dodatkowo : animag
  Liczba postów : 2665
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyNie Cze 24 2018, 14:46;

Było piękne, niedzielne popołudnie. Dzień wolny od zajęć, a pomimo tego biblioteki i czytelnie były pełne uczniów, próbujących nadrobić materiał do zbliżających się egzaminów. Błonia również były pełne. Nastroje były mieszane, u jednych widać było pełen entuzjazmu i spokoju uśmiech, u drugich zaś malował się na twarzy grymas rozpaczy i przygnębienia. Cóż, tak było, kiedy zostawiało się tony materiału na ostatnie dwa tygodnie — nie było szans, aby przyzwoicie to utrwalić i wyciągnąć wszystko na satysfakcjonujące stopnie. Nessa była dziewczyną nad ambitną, która doskonale odzwierciedlała cechy pożądane przez Salazara Slytherina. Wróciła do dormitorium krótko po czwartej. Odświeżyła się, poszła spać na trzy godziny i wstała zaraz, biorąc się za runy i zielarstwo, a także powtarzając materiał z transmutacji i zaklęć. Jej łóżko tonęło w pergaminach i księgach, a ślizgonka już notorycznie zapominała o posiłkach, łapiąc się na zapijaniu głodu wodą lub kawą, przegryzania go jabłkiem.
Siedziała w pokoju wspólnym, wypisując najważniejsze zaklęcia ofensywne i defensywne, gdy brązowe ślepia powędrowały na tkwiący na nadgarstku zegarek. Westchnęła cicho, uśmiechając się pod nosem i wstając z kanapy, przeciągając się leniwie i kierując w stronę sypialni, gdzie zostawiła swoje rzeczy. Była dziś umówiona na muzykę z pewnym puchonem, z którym miała okazję dłużej porozmawiać na ostatnich zajęciach, zaraz po tym, jak przyłapała go na przygrywaniu w sali muzycznej, czego nie omieszkała skomentować. Przeczesała włosy szczotką, przebrała bluzkę na coś bardziej wyjściowego i złapała za swój nieodłączny, mały plecak, który przygotowała rano. Złapała jeszcze za czekoladowego batonika w ramach obiadu, rozglądając się następnie po pomieszczeniu. Gdy doszła do wniosku, że zabrała już wszystko — zamknęła za sobą drzwi, wychodząc następnie z domostwa wężu i kierując się w stronę schodów.
Rudzielec umówił się z @Lennox Moffat przed pokojem muzycznym o szesnastej. Jak zwykle, była chwilę wcześniej, co wykorzystała na podejście do okna i wyjrzenie przez nie, zaczerpnięcie świeżego powietrza — bo oczywiście musiała je otworzyć. Kosmyki miedzianych włosów kołysały się leniwie w powietrzu, a ona sama przymknęła oczy, uśmiechając się pod nosem. Dobrze jej zrobi, jak chociaż na chwilkę zmieni otoczenie i zostawi podręczniki w pokoju. Było naprawdę ciepło, więc wciągnęła na siebie krótkie spodenki, wykonane z ciemnego jeansu i zapinane na duże guziki, mające wyższy stan. W nie natomiast wciągnęła luźniejszą, białą bluzkę z kieszonką na piersi, na której naszyta była mała wiśnia. Na plecach zaś widniał napis w kolorze owocu, przedstawiający jego nazwę. Standardowo miała buty na koturnie, co by dodać sobie kilku centymetrów do mikroskopijnego wzrostu. Słysząc rozbrzmiewające w korytarzu kroki, obróciła głowę w stronę, z której dochodziły, posyłając mu zadziorny uśmiech. Odsunęła się od parapetu, krzyżując ręce pod biustem, wcześniej jednak poprawiając tkwiące na ramionach szelki od plecaka.

— No hej! Co tam, borsuczku? Gotowy do grania? — zaczęła z ciekawością w głosie, lustrując jego twarz wzrokiem. Brązowe ślepia pełne były zaintrygowania. Nie wiedziała, jakimi zdolnościami dysponował i czego się po nim spodziewać. Niemniej jednak była pewna, że lekcja pójdzie im dobrze. Ruszyli w stronę sali muzycznej, która jednak okazała się zajęta i tym samym wywołało to na twarzy ślizgonki konsternację. W końcu doznała olśnienia! Złapała więc go pod rękę i pociągnęła w stronę schodów, kierując się na wyższe piętra. Nie było w szkole innej klasy z pianinem, więc trzeba było skorzystać z oferowanej przez szkołę magii.
Znaleźli się przed drzwiami, których wcześniej jakby tu nie było. Dziewczyna przymknęła na chwilę oczy, wyobrażając sobie, co chciałaby zastać i pociągnęła za klamkę, wchodząc do środka i zamykając za nimi drzwi. Pokój Życzeń doskonale spełniał zachcianki odwiedzających. Znajdowali się w obszernej izbie z doskonałą akustyką, na której środku tkwił piękny, czarny fortepian z wygodnym siedziskiem. Instrument błyszczał w promieniach wpadającego tu słońca, ponieważ całą ścianę północną zajmowały wysokie, duże okna. Pod nimi dostrzec można było szeroki, wypełniony poduchami parapet oraz stojący obok, niewielki stolik. Komnata utrzymana była w ciepłych barwach, a jasna, drewniana podłoga skrzypiała pod ich krokami. Zerknęła za siebie, upewniając się, że drzwi prowadzące na zewnątrz zniknęły. Zsunęła z ramion plecak, zaciskając go w dłoniach i kierując się w stronę parapetu, na który niedbale go rzuciła, by w końcu stanąć przy instrumencie. Klawisze wciąż tkwiły skryte pod czarną klapą.

— Chyba się nada, co? Cisza, spokój. Instrument jest nastrojony. Właściwie.. To od kiedy grasz, co? Masz duże doświadczenie? — zaczęła, posyłając mu dłuższe spojrzenie, opierając się plecami o bok fortepianu i puszczając ręce luźno wzdłuż ciała. Lanceleyówna miała styczność z muzyką od urodzenia, jej ród profesjonalnie zajmował się tworzeniem instrumentów oraz grom. — Nie powiem, nie spodziewałam się po Tobie zamiłowania do sztuki, żółciutki.
Wzruszyła delikatnie ramionami, posyłając mu przepraszający uśmieszek. Jak zwykle była szczera i bezpośrednia, jasno wyrażając swoją opinię. Oczywiście Ness nie miała nic złego na myśli, po prostu bardziej wyglądał jej na amatora sztuki pisania, jak tworzenia melodii. Chociaż właściwie, to jedno wcale nie musiało wykreślać drugiego.

Kostka: 1

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Lennox Moffat

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
https://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
https://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
https://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
https://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyNie Cze 24 2018, 17:06;

Koniec roku wcale nie przerażał Lexa. Chłopak należał raczej do tych, co to zwykle nic nie robią, a jakoś im wychodzi. No chyba że chodzi o astronomię którą kocha i uwielbia na niej pracować. Zwyczajnie był on typem, który miał ciekawsze rzeczy do roboty. Jego łóżko również było zawalone papierami, ale nie był to notatki szkolne, a opowiadania, poematy, szkice, a od jakiegoś czasu również nuty. Tego dnia również obijał się cały czas. Jedyne co go dziś w zasadzie interesowało, to spotkanie ze starszą Ślizgonką. Odbiło się to rzecz jasna w jego dzisiejszych tworach. A w zasadzie jednym, konkretnym wierszu, inspirowanym rudowłosą, ale spoczywał on teraz bezpiecznie na dnie szafki z ubraniami. Nie żeby miało być to coś zobowiązującego, po prostu... Ludzie czasem nie rozumieją jego sztuki. A przynajmniej nie tak jak powinni. Lubił romantyzm, a dziewczyna była ładna — w dodatku sama do niego podeszła, a to rzadko się zdarza. Takie momenty zawsze obijają się w jakiś sposób na nim samym.
Nie mniej był lekko zestresowany od momentu opuszczenia dormitorium. Szedł przez szkołę zamyślony, jak zwykle z resztą. Pomimo tego nawet, nigdy nikogo nie potrącił na korytarzu. Był to taki jego dziwny stan, w którym on bujał w obłokach, a jego ciało szło wręcz samo. A to o czym rozmyślał, było dziś kompletnym chaosem myślowym, co w sumie zdarza mu się nierzadko. Mieszanką uczuć, które oddał by tylko spontaniczny wiersz. Mieszanką obrazów, które uporządkował by tylko abstrakcyjny obraz. Szedł tak, mając w głowie tylko dwie jasne rzeczy: cel i osobę.
Ubrany był w elegancką koszulę na długi rękaw, w piaskowym odcieniu. Na szyi czarno-żółty krawat Hufflepuf, a na nogach proste jeansy i czarno-zółte Jordany. Długie, kasztanowe włosy miał rozpuszczone, układające się na ramionach w miękkie fale. Na plecach niósł czarny, ciężki plecak. Nie, nie miał w nim książek, jak można by się domyśleć. Miał szkicownik A4, równie duży notes z własnymi zapiskami, osobny z utworami, do tego teczkę z plikiem nut, kałamarz, zestaw ołówków i kredek — różne rodzaje, ma się rozumieć — pióra i nawet awaryjnie mini-manekina do rysowania. Był to jego wyjściowy zestaw, którego główne części składowe, czyli notes, szkicownik, pióro i minimum jeden ołówek, miał absolutnie zawsze przy sobie. Nawet jeśli miały by mi się absoutnie nie przydać, Lex wiedział, że wenę trzeba łapać póki jest.
Wyłonił się w końcu z załomu korytarza. Coś w żołądku dziwnie mu podskoczyło, gdy usłyszał powitanie dziewczyny. Wyrwało go to rzecz jasna z letargu, choć jego mętne oczy mogły by tego nie wskazywać. Minęło jeszcze trochę czasu, nim jego twarz wróciła do standardowego, przytomnego stanu. Nie odpowiedział od razu, po chwili dopiero mruknął
Mhm.
Sala muzyczna okazała się zajęta, co trochę zbiło chłopaka z tropu. Cmoknął, myśląc nad tym co dalej, gdy nieoczekiwanie Nessa złapała go i zaczęła ciągnąć po schodach. Nie do końca wiedział co też ona wymyśliła, ale dał się porwać. Dopiero gdy doszli do tego znajomego miejsca, Lex zrozumiał o co jej chodzi. Pokój Życzeń był jednym z jego ulubionych miejsc w tej szkole. Można tam było znaleźć wszystko, czego tylko się potrzebowało. Można tam było w spokoju tworzyć, nie dziwne więc, że Lennox często tam przesiadywał. Ruda wprowadziła ich do środka i Puchon od razu poczuł się jak w domu. Piękna sala, piękny czarny fortepian i wygodne poduchy. Do pomieszczenia wpadało mnóstwo światła słonecznego, co dawało wręcz wrażenie kojącej czystości. Była to niewypowiedziana przyjemność, dla duszy Lennoxa, który z lekkim uśmiechem na ustach i przymkniętymi oczami odetchnął głęboko.
Tak, wygląda dobrze — rzekł oszczędnie. Podszedł powoli, przejeżdżając palcami po wieku, skrywającym czarno-białe klawisze. Uniósł delikatnie wzrok, zerkając na nią niby ukradkiem. Uśmiechnął się ciepło. Już zaczął płynąć za intuicją.
Szczerze... Nie aż tak — zaczął jakby niepewnie, zdejmując plecak i kładąc go na ziemi, kawałek od nogi fortepianu. — Wcześniej grałem głównie na flecie, ale muzyka, jaką jest w stanie tworzyć pianino zawsze mi imponowała. Postanowiłem zacząć się go uczyć tak... Bo ja wiem, cztery lata temu? — odpowiedział, po czym oparł się obiema rękoma o instrument, po jego przeciwległej stronie, zwrócony przodem do niej. Dostrzegł jej przepraszający uśmieszek. Tak, troszkę go ukłuło, gdy zakwestionowała jego miłość do sztuki. Choć najbardziej chodziło o samo słowo — sztukę zbiorczo. Gdyby zamiast tego słowa, użyła słowa "muzyka"... Z drugiej strony jednak wiedział że nie może jej winić. Mało kto wiedział o nim tak naprawdę cokolwiek. Podrapał się w tył głowy.
— Pianina akurat sam bym się po sobie nie spodziewał — zaśmiał się, po czym postanowił w końcu otworzyć klapę, pod którą znajdował się rząd idealnie lśniących klawiszy.
— To od czego zaczniemy? — zapytał, siadając na szerokim siedzisku, lekko z boku, by zostawić nieco ewentualnego miejsca, gdyby dziewczyna chciała usiąść obok niego. Może zuchwała myśl, może nie, lecz czy to istotne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1960
Dodatkowo : animag
  Liczba postów : 2665
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyNie Cze 24 2018, 19:23;

Chłopak był dość intrygujący jak na puchona. Nessa zwykle kojarzyła ich z głośnymi rozmowami, podpalaniem klas lub wyjątkowo bezpośrednim Neirinem. Lennox natomiast był zagadką. Nie specjalnie się socjalizował na lekcjach czy korytarzach, a na zajęciach nie mieli okazji zbyt często współpracować. Wyglądał, jakby pogrążony był we własnym świecie. Jakby myśli kłębiły się w jego głowie i pozwalały na całkowite odcięcie się od rzeczywistości. Dlatego właśnie w oczach ślizgonki nadawał się na pisarza, autora. Wyglądał na personę o nieograniczonej wyobraźni, do której poza tworzeniem epopei, pasowało również rysowanie.
Ona wcale nie denerwowała się takimi spotkaniami. Zawsze zachowywała się tak samo, była cholernie pewną siebie i odważną dziewczyną, sięgającą rękoma po to, czego chciała. Uśmiechnęła się pod nosem na jego niemrawe przytaknięcie, a także na widok dużego plecaka, który przytaszczył — czyżby aż tak przygotował się do lekcji? No i ona też przecież miała plecak! Może nie tak duży, ale te były znacznie wygodniejsze od torebek, które ciągle zsuwały się z ramion. Wolną dłoń wsunęła do kieszeni szortów, a drugą złapała go pod rękę, zaraz ciągnąć po schodach, prosto na siódme piętro. I naprawdę zdawała się ignorować wszystko i wszystkich dookoła, nawet ze swoim towarzyszem nie wchodząc w konwersację. Czemu miała wrażenie, że na swój sposób się jej wstydził? Wiedziała, że jest rycerzem i potworem z Loch Ness jednocześnie, ale żeby aż tak? Nie chciała go wystraszyć, wiec, dopóki nie znajdą się w odosobnionym miejscu, wolała się nie odzywać.
Z zadowoleniem omiotła pomieszczenie o wysokim suficie, kiwając z uznaniem głową dla swojej wyobraźni. Nastrajało. Było idealne do grania i całe zdawało się krzyczeć bezgłośnie o rozpoczęcie lekcji. Tak, jakby melodia po prostu musiała roznieść się echem, jakby była ostatnim, brakującym elementem. I nawet te ozdobne poduszki o rozmaitych kolorach i kształtach nie były w stanie tej pustki zapełnić. Jej plecak leżał na parapetowym siedzisku, a ona stała grzecznie, w milczeniu. Ostatecznie jednak wyprostowała głowę, skupiając swoją uwagę na chłopaku. Brązowe ślepia bezkarnie lustrowały go wzrokiem, jednak na próżno było w nim szukać jakiś negatywnych odcieni i emocji. Miała wpojony szacunek do ludzi, a artystów darzyła sympatią szczególną. Pewnie przez to, czego uczyli ją rodzice, obydwoje w sztukę zaangażowani. Oplotła dłońmi ramiona, zaciskając nań palce. Śledziła go wzrokiem, słuchając w końcu odpowiedzi nieco bardziej rozwiniętej od niepewnego "Mhm".

— To dobrze. Nie ma lepszego pomieszczenia w tym zamku. —zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, spokojnym i jak z charakterystyczną dla niej nutką złośliwości, głosem. Ruda ruchem głowy zgarnęła włosy na plecy, stukając długimi, pomalowanymi na czerwono paznokciami w skórę ramion. Obróciła głowę w bok, obdarzając krótkim spojrzeniem piękny, czarny fortepian. Zawsze się zachwycała instrumentami, nieważne, jak wiele ich w życiu widziała. —Flet? Też dobrze. To piękny instrument, muzyka jest niezwykle delikatna. Zawsze kojarzy mi się z elfami i willami, bieganiem po lesie. Subtelnością, a jednocześnie pewnym brzmieniem. Rozumiem. Czyli podstawy masz opanowane?
Kontynuowała w końcu, a gdy usiadł, uśmiechnęła się pod nosem, odbijając się biodrami ich narzędzia pracy, przechadzając się dookoła, wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia. Ciężko byłoby jej stwierdzić ot, tak, od czego właściwie powinni zacząć — musiała wiedzieć, na czym stoi, jak opanował podstawy i jak radził sobie z podstawowymi utworami. Milczała chwilę, a odgłos jej kroków roznosił się echem po izbie. W końcu stanęła za nim, kładąc mu dłonie na ramionach dla zachęty, niczym przykłada nauczycielka — ojciec zawsze jej tak robił, gdy pierwszy raz miała przed kimś grać, gdy była jeszcze dzieciakiem. Zawsze ją to uspokajało. Zawiesiła spojrzenie w klawiszach, a palce mimowolnie poruszyły się, jakby natchnione samym wyobrażeniem. Przez głowę przemknęła jej melodia.
— Pasuje Ci bardziej pisanie. Może nawet rysowanie? Flet też. Jak mówi przysłowie, nie ma co oceniać książki po okładce. Sztuka jest tak rozległą dziedziną, że jak wpadniesz w jej sidła, to ciągle chcesz więcej i więcej.. Mnie nigdy nie jest mało, każdy kolejny instrument, który opanowuje, sprawia, że zakochuję się w muzyce na nowo. A jednak wybrałeś je. Pianino jest wdzięczne. —zaczęła z rozbawieniem w głosie, śmiejąc się cicho pod nosem, gdy przed oczyma przewinęły się jej pierwsze próby gry na perkusji, altówce czy wiolonczeli. Nessa była jednak ewenementem, jak na tak mizerny wzrost i kruchą posturę, niedowagę — miała przerażające ilości energii, ambicji i samozaparcia. Była niepoprawnym pracoholikiem. Na jego słowa znów wzruszyła ramionami, przenosząc spojrzenie z klawiszy na jego twarz, dostrzegając jedynie z tej pozycji jego profil.
— Zagraj mi coś. Swoją ulubioną piosenkę.. Możesz z podstawowych utworów. Preferujesz mugolskich kompozytorów czy idziesz jednak w tych magicznych? - dodała z ciekawością w głowie, jeszcze przez chwilę zaciskając palce na jego ramionach, po czym cofnęła dłonie i wsunęła je w kieszenie szortów na pośladkach, stając nieco z boku tak, aby mieć lepsze pole widzenia na sunące po instrumencie palce. Potrafił płynąć po nich czy może jednak zerkał na nuty? Ona sama sercem była za muzyką ze świata niemagicznego. Uwielbiała klasykę, a także podkładów używanych przez mugoli do filmów czy sztuk. Były to piosenki głębokie, o skomplikowanych nutach i jeszcze trudniejszych, głębszych słowach, jeśli je miały. Uśmiechnęła się pod nosem, pozwalając sobie przypomnieć jeszcze raz pierwsze lekcje na instrumentach klawiszowych, które odbywała wiele lat temu.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Lennox Moffat

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
https://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
https://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
https://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
https://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyNie Cze 24 2018, 23:10;

Ślizgonka była bardzo pewna siebie. Pasowało to Lexowi. Przy jego dość zamkniętym, introwertycznym charakterze, ekstrawertyczna, bezpośrednia dziewczyna dobrze wyrównywała poziom, by nie powiedzieć że się do niego pasowała. Ta myśl jednak i tak przebiegła mu przez głowę. Skarcił się za nią, choć czuł, że wcale mu nie pomaga, kładąc ręce na jego ramionach.
Zależy co rozumiesz przez podstawy — rzekł nieco niepewnie, odwracając ku niej głowę. Blady był. Jak zwykle w zasadzie. Dzisiaj jednak czuł, iż jest to wyjątkowo widoczne. Zaczął się tedy zastanawiać... W zasadzie bardziej bać, że coś pomyli. Lubił prezentować swą sztukę innym, lecz tym razem łapała go jakaś dziwna trema. Może to przez to, że pianino jest jedną z nowszych jego pasji, że wciąż nie ma go tak wyszlifowanego jak innych dziedzin? A może dlatego, że czuł jej wyższość na tym polu i bał się krytyki? Już raz ją dostał, gdy przyłapała go na pogrywaniu. Chociaż wtedy był to całkiem spontaniczny stan. Z resztą mniejsza, nie ma co roztrząsać. Co było wtedy, nie jest teraz. Teraz to całkiem kontrolowana sytuacja. Kolejne jej słowa w zasadzie powinny go znów zapiec, lecz... Nie do końca. Sam przyznał przed sobą, że jednak przede wszystkim jest pisarzem, a pianino narodziło się w nim dopiero niedawno. Jednak mimo wszystko, z każdej ze swych dziedzin był dumny i każdą gotów był bronić do ostatniej kropli krwi. Dziewczyna była bardzo bezpośrednia, ale jak dotąd nie uderzyła jeszcze w niego za mocno. A może to on dostał w tej kwestii znieczulicy?
W zasadzie chyba masz rację. Najbardziej ze wszystkiego lubię pisać — rzekł, po czym przez jego głowę przeleciał z prędkością TGV pewien pomysł, lecz zdusił go chwilowo. Na razie wolał się skupić na tu i teraz. Na grze.
Gdy Nessa powiedziała o ulubionej piosence, w głowie Lexa zagrały dwa utwory naprzemiennie. Obu wyuczył się chyba na perfect. To zrodziło w jego łowie pewien dylemat, przez który znów jakby lekko odpłynął. Rozwiązał go jednak, decydując, że zagra oba. Tak będzie chyba uczciwie.
Rozsiadł się wygodnie, dotknął delikatnie klawiszy i wcisnął kilka z nich po kolei. Dźwięk rozpłynął się wręcz po sali. Doskonała akustyka, jak stwierdził w myślach. Uśmiechnął się na tę myśl.
Zagram więc dwa utwory bo sam nie wiem, który z nich lubię bardziej — rzucił, po czym rozluźnił się lekko. Wyprostował się, położył obie dłonie na klawiaturze i w końcu zaczął, a z instrumentu wydobyła się spokojna z początku melodia, nabierająca z czasem mocy. A muzyka niczym jedwab otuliła pomieszczenie. Unosiła się, opadała, a była tak czysta. A Lex płynął w niej, niesiony jej nurtami, jej falowaniem. W pewnym momencie zamknął nawet oczy, bujając się lekko w jej rytm. Wtopił się w nią i zespolił z nią. I tak, gdy muzyka opadła, opadła i jego głowa i ramiona. Zakończył bez potknięcia przez cały utwór. Nie potrafił by go zepsuć. Zdjął dłonie z klawiatury i spojrzał na nią pytająco. Spojrzenie jednak nie trwało długo. Chłopak nie tracił czasu i znów ułożył palce na klawiszach, i znów przymknął oczy, jakby przypominając sobie jeszcze to i owo. Zaraz jednak rozpoczął drugi utwór który uwielbiał słuchać, lecz którego granie sprawiało mu już nieco więcej problemów. Tym razem nie płynął tak jak poprzednio. Był bardziej skupiony, śledził wzrokiem klawisze, to prawą, to lewą rękę. Muzyka znów pięknie zalała pokój i wszystko by było świetnie, gdyby w pewnym miejscu nadążał jak trzeba. Niestety, ten utwór był trudniejszy i Lex doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Problemem jednak było chyba to, że za dużo przy tym myślał. Poprzednio dał się porwać, a teraz był znacznie bardziej spięty. Dokończył jednak, bez katastrofy. Westchnął głęboko, gdy jego palce na dobre zsunęły się z klawiatury. Bujnął się delikatnie w przód i w tył na siedzisku, krzyżując nogi. Znów spojrzał wyczekująco na Ślizgonkę.
I jak? — zapytał niepewnie — Jak widzisz, bardziej wolę muzyką mugolską — rzucił luźno, drapiąc się po karku i wrzucając na twarz głupawy uśmieszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1960
Dodatkowo : animag
  Liczba postów : 2665
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyPon Cze 25 2018, 20:23;

Przeciwieństwa dobrze ze sobą współgrały, uzupełniając się i pozwalając na naukę kompromisów, które były tak ważne w życiu. Może i była pewna siebie, bezczelna i uparta jak ostatni z osłów, jednak potrafiła przyznać się do błędu czy pogodzić z porażką, nie narzucała głupio swoich przekonań drugiemu człowiekowi. Była doskonałym przykładem czystokrwistego, honorowego Ślizgona. Poczuła, jak spiął się pod naciskiem jej dłoni, wydając z siebie ciche, zdziwione mruknięcie. No bo niby dlaczego? Przecież nie miał żadnego powodu do stresowania się jej obecnością czy zachowaniem, była tylko Nessą.
— Czym się tak spiąłeś, no co Ty? Przecież jesteśmy kumplami. Jak to, co rozumiem przez podstawy...? — odparła, nieco zdziwionym tonem głosu, marszcząc nos i brwi w akcie kontemplacji, który zalał całą jej bladą buzię. Westchnęła cucho, spotykając jego spojrzenie i kiwając głową, dając mu tym samym do zrozumienia, że zaraz do tego przejdą. Ona naprawdę wierzyła, w moc podstaw. Ich nie można było się nauczyć raz i zapomnieć, je trzeba było szlifować, ponieważ znając je perfekcyjnie, dało się stworzyć wszystko inne, co bardziej skomplikowane i złożone. Przez myśl jej przemknęło, które z nich ma bardziej porcelanową karnację, tak silnie kontrastującą z włosami. W przypadku Lanceleyówny, rude włosy były na tyle intensywne, że ciężko było je czymkolwiek zagłuszyć i przykryć. To był element, który zawsze pierwszy rzucał się w oczy potencjalnemu rozmówcy czy towarzyszowi. Trema była nieodłącznym elementem sztuki, nigdy nie dało się jej pozbyć do końca. Cząstka zostawała w środku, przypominając o pokorze i szacunku do tworzonego dzieła oraz osób, które na działalność artystyczną miały wpływ wybitny. Nessa praktycznie od pieluchy była uczona na temat instrumentów i melodii, które dzięki nim powstały. Ojciec na piąte urodziny podarował jej pierwsze skrzypce, dał pierwsze lekcje pianina.. Miała wiele godzin pracy i ćwiczeń za sobą, przeszła dodatkowe szkolenia i kursy, często zarywała noce na praktyce. Teoretycznie, tego się nie zapomina, jednak w praktyce — nie chciała sprawdzać. Z zamyślenia wyrwały ją słowa puchona, na które roześmiała się cicho pod nosem. Znów miała troszkę racji! Jednak była całkiem niezła w te klocki, łatwo przychodziło jej rozpoznawanie w ludziach jak cech lub dopasowywanie pasji. Może dlatego, że ostatni rok był tak towarzysko intensywny? Poznała wiele barwnych osobowości.
— Pasuje Ci to. Zamierzasz rozwijać się w tym kierunku i tworzyć coś, co ujrzy światło dzienne i pozna opinie krytyków? To ciężki kawałek chleba. — mruknęła cicho, zaciskając palce na kieszeniach jeansowych spodenek, gdzie od dłuższej chwili tkwiły wsunięte. Lustrowała go wzrokiem, widząc przebłysk zaangażowania na chyba zwykle obojętnej buzi Lennoxa, świadczące o tym, że poczuł jakiś przypływ inspiracji. Kiwnęła głową na wzmiankę o tym, że zagra dwa utwory i pokazała ręką, aby zaczął. Zamknęła oczy, koncentrując się. Ruda była właścicielką unikalnego słuchu absolutnego, a jeśli robił błędy.. Cóż, ona z pewnością je wyłapie. Melodie rozbrzmiały, cisza została na dobre przerwana uderzaniem w klawisze i wydobywającymi się z instrumentu dźwiękami. Utwór, który wybrał nie był może najtrudniejszy, jednak swoją prostotą ujmował ją za serce. I do tego poszedł mu naprawdę nieźle. Widać, że miał to wyuczone, nie wyjął nawet nut, co swoją drogą, podsunęło jej pewien pomysł. Uniosła powieki, przenosząc spojrzenie na jego postawę, profil. Siedział prosto, prawidłowo układał ręce i zachowywał odpowiednią odległość pomiędzy ławką a fortepianem. Na jego spojrzenie, kiwnęła tylko głową, nie odzywając się znów. Musiała przyznać, że wybór drugiego utworu ją zaskoczył. Nie był łatwy. Posiadał wiele trudnych momentów, przeskoków pomiędzy oddalonymi od siebie klawiszami, które musiały zostać wykonane płynnie, aby melodia nabrała sensu i delikatności. Pomimo drobnych niedociągnięć, najbardziej widoczne było jego zdenerwowanie.
Gdy skończył, milczała chwilę, trzymając uniesioną dłoń i smyrając się kciukiem po ustach w zamyśleniu. Nie grał źle. Grał zbyt przejęty i to gubiło jego subtelność, sprawiało, że słuchający zamiast radości z melodii, zastanawiał się, co z muzykiem jest nie tak. Na jego słowa odsunęła się od fortepianu i podeszła do plecaka, wyjmując z niego pergamin i pióro. Rozejrzała się po sali w poszukiwaniu czegoś, po czym z delikatnym uśmieszkiem wróciła i usiadła obok niego, pokazując, by cofnął dłonie z klawiszy, zamykając je. Zamiast tego, podała mu przyniesione rzeczy.

— Też wolę mugolską muzykę. Masz niezły gust. Hmmm.. Nie grasz źle, ale widać, że jesteś samoukiem. I strasznie się zdenerwowałeś na drugim utworze, co wcale mnie nie dziwi, bo nie jest prosty, a grałeś bez nut. Sam się go uczyłeś..? — zaczęła, nie chcąc brzmieć zbyt ostro. Jak na ambitnego kujona przystało, jej głos był pełen entuzjazmu i cierpliwości. Chyba muzyka była jedyną rzeczą na świecie, do której miała jej naprawdę sporo. Przeniosła wzrok na jego twarz, zakładając nogę na nogę i pozwalając, aby ich spojrzenia się spotkały. — To teraz rozpisz mi to. Na nuty, całość. Jak to zrobisz i będzie w porządku, spróbujesz zagrać z patrzeniem w nuty, a ja postaram się pokazać Ci, jak prościej i płynniej rozegrać ten moment. No żółciutki, do roboty.
Zakończyła, klepiąc go jeszcze ręką w ramię i następnie kładąc dłonie na kolanach, gdzie je rozluźniła. Zaczęła sobie cicho nucić pod nosem, czekając aż skończy.

Kostki:

1,3,6 Zajęło Ci to dłużej niż myślałeś, ale w końcu gotowy pergamin z dokładną rozpiską przesunąłeś w stronę Nessy. Okazało się, że masz kilka braków i musisz poćwiczyć rozpisywanie utworów, a tym samym utrwalić podstawy! Bo co będzie, jak przyjdzie Ci zagrać utwór, który widzisz pierwszy raz?.
2,4,5 Poszło Ci sprawnie i szybko, po chwili pergamin ląduje w dłoniach rudej, a ona kiwa głową z uznaniem. Wszystko zrobiłeś dobrze, nuty nie stanowią dla Ciebie wyzwania i możecie przejść do dalszego etapu nauki. Możesz być z siebie dumny, nie każdy potrafi rozpisać tak trudny utwór z głowy we właściwy sposób!

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Lennox Moffat

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
https://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
https://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
https://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
https://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyWto Cze 26 2018, 16:23;

Uśmiechnął się delikatnie. Tak, był pisarzem. Poetą i prozaikiem w jednym, to najbardziej lubił. A odnośnie szerszej kariery? Cóż, odpowiedzi jeszcze nie znał. Na razie jego głównym odbiorcą był duch brata. Czasem czytał coś, wym nielicznym znajomym, którzy jednak po prostym "wow", ewentualnie czymś nieco bardziej wylewnym zwykle później zapominali. Może jego sztuka była zbyt specyficzna? Może trafiała na zły grunt? W zasadzie ciężko stwierdzić. Nie da się też ukryć, że sztuka pisana nie jest dziś zbyt popularna. Ludzie w większości szaleją za muzyką, czego żywym przykładem jest Nessa. Może też stąd ten pomysł Lexa z pianinem? Koncert fortepianowy z pewnością zebrałby większe tłumy odbiorców, niż klub książki, czy kółko poetyckie. A z pewnością zebrałby znacznie większy aplauz.
Zobaczymy. Rozwijać się będę na pewno. Może kiedyś uda mi się też wydać książkę, ale najpierw muszę ją jeszcze napisać, heh — rzekł z lekko udawaną radością. W istocie męczył się z dziełem, które tworzył już od jakiegoś czasu. Pisanie pod weną jest proste, ale tworzenie czegoś dłuższego, co musi z jednej strony rozgałęziać się w wiele stron, ale jednocześnie wciąż pozostawać spójną całością, nie jest już dla niego takie łatwe. Czas pisania również przytłacza, zwłaszcza że jest on na tyle długi, by nie dało się go w pełni pisać pod weną, czasem trzeba też po prostu pisać rzemieślniczo, czego bardzo nie lubił. No ale mniejsza. Sam się teraz lekko rozkojarzył. Postanowił jednak skupić się teraz na grze.
Gdy już skończył i usłyszał pochwałę, na temat swojego gustu, trochę się rozweselił. Ale tylko trochę, bo wiedział że trochę zawiódł przy drugim utworze.
Tak, samouk to dobre słowo. Sam uczyłem się obu utworów. — Wzruszył ramionami, gdy dziewczyna się do niego dosiadła. Zgodnie swoim instynktem, wlepił wzrok w jej oczy. Miał wrażenie jakby przez chwile znów go odcięło, zostawiając tylko obraz jej twarzy. Uczucie było jednak chwilowe i błyskawicznie ocuciły go jej dalsze słowa. Słowa które trochę zbiły go z tropu, by nie powiedzieć że przeraziły. Przeklął się w myślach, biorąc do ręki pióro. Spojrzał pustym wzrokiem na równie pustą kartkę, czując jak dopada go rezygnacja. Po chwili jednak potrząsnął głową, chcąc się całkiem rozbudzić, po czym dosyć niepewnie, ale znów kierując się intuicją, zaczął skrobać nutki na pięcioliniach. Zadanie było dla niego trudne. To znaczy zawsze niby miał dobry słuch, ale raczej nikt mu nigdy nie kazał przepisywać melodii na nuty. Dwa razy zdarzyło mu się zaciąć w pewnych momentach. Był później przekonany, że te fragmenty były źle, ale lepszego pomysłu nie miał, po prostu pisał.
Po kilku długich minutach oddał jej w końcu kartkę, by oceniła jego wypociny. Inaczej nie był w stanie tego nazwać. Gdy czytała zaczął nerwowo przygryzać wargi. To było dla niego coś nowego, bo jak nigdy, okazało się, że rozmawia z kimś lepszym od siebie, w danej dziedzinie sztuki. Wcześniej chyba mu się to nie zdarzyło. Przeklęte pianino...
I jak? — znów zapytał niepewnie.

Wynik rzutu: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1960
Dodatkowo : animag
  Liczba postów : 2665
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyWto Cze 26 2018, 23:48;

Nie wiedziała, czy to tylko ona, czy może wszyscy, ale w jej głowie od małego obrane były jakieś konkrety. Była silną dziewczyną, która mocno stąpała po ziemi i pomimo dość męskiego charakteru, doskonale wiedziała, czego chce. Potrafiła też się całkiem poświęcić, aby to zdobyć. Rodzice widzieli ją w biznesie muzycznym i taka była jej powinność, jednak serce ciągnęło ją także do transmutacji czy jubilerstwa, któremu ostatnimi czasy poświęcała wiele wieczorów. Indywidualizm był cenioną cechą wśród artystów, a zwłaszcza pisarzy. Pozwalał im na kompletną izolację i zamknięcie we własnym świecie, gdzie tworzyli unikalne dzieła. Jedyne co to miała zawsze wrażenie, że brakuje im pewności siebie. Rudzielec przekręcił głowę delikatnie, pozwalając sobie unieść dłoń i podrapać się po głowie, obserwując jednocześnie Lennoxa. Jej spojrzenie jak zwykle było pozytywne. Miał szczęście, że nie potrafiła czytać w myślach, bo jeszcze dostałby po głowie za takie myślenie i wykład, dotyczący wolności sztuki. Tego nie robiło się pod publikę, a dla siebie. Aplauz nie był ważny. Jak wiele dzieł doceniono długo po śmierci autora? Chodziło o spełnienie, przeniesienie emocji albo wspomnień na papier lub w melodię. Każda minuta, którą poświęciła muzyce czy jubilerstwu, każda kropla potu, skaleczenia, poranione palce.. Wszystko to było jej i dla niej. Nikt nie mógł jej tego zabrać. Zapracowała na swoje umiejętności własnymi rękoma, godzinami pracy. I była z nich naprawdę dumna, mając w głębokim poważaniu opinię innych na ten temat. Nessa ogólnie rzecz biorąc, nie przejmowała się żadną opinią, wpuszczając niepotrzebne słowa jednym uchem i wypuszczając drugim.
— Dobrze. Nie zatrzymuj się po prostu. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak bardzo czegoś chcemy, to wszystko dookoła pomaga nam to osiągnąć. Z pisania łatwo zrezygnować, nie? — odparła w końcu, stojąc grzecznie w miejscu i wędrując spojrzeniem pomiędzy jego twarzą a umieszczonymi na fortepianie dłońmi. Był młody, wszystko przed nim. Wiele razy tok myślenia puchona ulegnie zmianie, podobnie zresztą jak jej. Ten okres życia rządził się własnymi prawami i niestety wiele zwątpień i gorszych momentów było jego nieodłączną częścią.
Słuchała,jak grał, wyłapując każdy szczegół, uderzając w rytm melodii w swoją dłoń. Gdy już podała mu stronę oraz wyznaczyła zadanie, siedząc obok, wpatrywała się w instrument. Dlaczego postawił na tak skomplikowane utwory, zamiast skupić się nutach, koordynacji rąk i postawy, a przede wszystkim na pracy nad utworem od strony muzycznej. Chodziło oczywiście o dynamikę i artykulację czy styl, bo z interpretacją raczej problemów nie miał.

— Musiałeś intensywnie nad nimi pracować, skoro zapamiętałeś całość niemalże bezbłędnie. Musisz jednak popracować nad prawidłowym ułożeniem dłoni. Nie martw się, pomogę Ci. Masz potencjał, trzeba tylko zbudować podstawy. — odparła w końcu, wyrwana z zamyślenia, przerywając trwającą chwilę ciszę, którą przerywało tylko skrobanie pióra po pergaminie. Odwróciła głowę w jego stronę, przyglądając się, jak pracował. Gdy skończył i wręczył jej gotowy zapis, zabrała się, za przeglądnie. Nie było tragedii, chociaż widniało parę niedociągnięć i błędów. Zdarzyło mu się wstawić dobrą nutę w złym momencie lub przekręcić kolejność we fragmencie, który sprawiał mu największy problem z graniem. Złapała za pióro i tłumacząc mu, co chodzi, poprawiła i przerysowała co nieco, starając się jak najlepiej wykonać swoje zadanie. W końcu gotowy, nieco pokreślony zapis wylądował na fortepianie, a ona odsłoniła klawisze i pokazała gestem dłoni, aby ułożył dłonie.
— Przygotuj się do grania, tym razem jednak zerkaj na nuty. Będzie Ci łatwiej. Tylko popatrz, tu będzie Ci wygodniej, jak ten palec utrzymasz pomiędzy tymi dwoma klawiszami. — mruknęła, wysuwając dłonie na klawisze i pokazując mu, jaką ona miała metodę. Jej matka była na tym punkcie przewrażliwiona, zawsze powtarzała, że sposób poruszania palcami miał wpływ na interpretację utworu. Zagrała przypadkową melodię, cały czas spoglądając na twarz ciemnowłosego, nienagannie suwając nieco ugiętymi palcami po błyszczących klawiszach. — Chcesz zagrać sam najpierw czy od razu.. Hmm, że tak powiem, przejąć Twoje dłonie w momencie, gdzie miałeś problem?
Dodała z uśmiechem, starając się cały czas go zachęcać i zarażać swoim nieokiełznanym optymizmem dotyczącym muzyki. Rudzielec poruszył nerwowo głową, odgarniając tym samym włosy na plecy, a raczej luźne kosmyki, które znajdowały się z przodu. Widziała jego skupienie na twarzy, zaangażowanie w lekcje. Ucierpiałaby jej duma, gdyby nie pomogła mu i nie sprawdziła, czy opanował podstawy.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Lennox Moffat

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
https://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
https://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
https://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
https://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptySob Cze 30 2018, 12:20;

To wcale nie tak że Lexowi zależało tylko na sławie. Że tworzył tylko pod publikę. Niemniej potrzeba uznania była równie istotna, a przynajmniej tak twierdził pewien mugolski psycholog, Masel...? Maslov? Coś takiego... Po prostu pasja i chęć uznania wcale nie muszą się wykluczać. Czy to źle, że chłopak chciał zaistnieć ze swą sztuką w świecie i to jeszcze przed śmiercią? Sztuka jest też przecież niejako środkiem przekazu. Komunikacji, pomiędzy autorem, a światem. A Lex lubił się komunikować. Ludzie go inspirowali. Często ich obserwował, badając ich zachowania i dociekając, co nimi kieruje. Potem zwykle zamykał się, odcinał na jakiś czas, by wszystko przetrawić i przelać na płótno, lub pergamin. Rzadko jednak z kimś rozmawiał. Tak to chyba już jest, że pewni ludzie posiadają umiejętność wsiąkania bodźców jak gąbka, ale brak im umiejętności wyzwalania własnych. Sztuka jest dla Lexa środkiem przekazu. Ona stara się w jakiś sposób nawiązywać kontakt z innymi. Wyrażała według niego więcej niż słowa, którymi na co dzień się posługiwał.
Ładnie powiedziane, choć ja mam trochę inną teorię — odpowiedział lekko tajemniczo. — A z pisaniem główny problem polega na tym, że najlepiej pisze się pod weną. Charakter weny natomiast jest taki, że szybko się pojawia i szybko zanika. Powieść to dość długi kawał tekstu, ciężko jest napisać całość, pisząc tylko i wyłącznie pod weną. Pewne fragmenty trzeba po prostu... Przemęczyć. Czasem trzeba po prostu pisać wręcz rzemieślniczo — rzekł.
W jego sercu pojawiły się teraz dwa uczucia, które zmieszane ze sobą tworzyły bardzo dziwne poczucie. Z jednej strony duma ze swego warsztatu, który wypracował naprawdę sam — zagrał w końcu oba utwory z pamięci. Z drugiej strony jednak słyszał w słowach Nessy pewne skarcenie za to samouctwo, jej obiekcje wobec jego sposobu, który jest przecież zły. Mimo to jednak zagrał te utwory. Bez jej "podstaw". No ale po to chyba się tu zjawił. Po to spotkał się ze ślizgonką, by ta go nauczyła. A może po coś innego...? Chmury znów przysłoniły jego umysł, gdy sam zaczął się zastanawiać nad swoimi intencjami.
To w zasadzie pierwsze dwa utwory których się uczyłem. Od tamtego czasu każdą sesję treningową, zaczynałem od tych dwóch utworów — rzekł, wciąż jeszcze lekko zamyślony. Jednak gdy dostał zadanie do wykonania, umysł mu się trochę oczyścił, bo pojawiło się dla niego inne wyzwanie i to cholera nie łatwe. Odetchnął z ulgą, gdy oddał już pergamin, by następnie chłonąć jej słowa i starając się je przyswoić. Spojrzał na poprawiony zapis, przeleciał go szybko wzrokiem i był już gotów do gry. Spojrzał na nią jeszcze raz. Ta sugestia. Neutralna i niezobowiązująca, ale mimo wszystko Lexa tknęła. Może to przez ten ogólny rzadki kontakt fizyczny. A już tym bardziej z dziewczyną. Tym bardziej starszą. Z drugiej strony, może źle wyobrażał siebie "przejęcie dłoni", ale może po prostu chciał to sobie tak wyobrazić. Nie dał jednak nic po sobie poznać. Myśli mu zawirowały, jak zamieszana łyżeczką herbata. Ułożył dłonie na klawiszach i odpowiedział w miarę neutralnie, lecz z delikatnym uśmieszkiem.
Możesz przejąć, jeśli chcesz. — Może głupi tekst. Sam dostał za niego od siebie po głowie. Nie znalazł jednak na szybko nic lepszego. Z resztą Lex, ogarnij się. To tylko pianino...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1960
Dodatkowo : animag
  Liczba postów : 2665
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyNie Lip 01 2018, 16:32;

Dla niej nie miało to znaczenia. Ojciec zawsze powtarzał jej, że należy żyć dla siebie i nie oglądać się na opinię innych, żeby potem czegoś nie żałować. Z wrodzonym nadmiarem ambicji i systematyczności, przyszła głowa rodu Lanceley radziła sobie doskonale z nauką (pomijając runy, z których była prawdziwym debilem) czy instrumentami. Nigdy nie rezygnowała łatwo, chociaż potrafiła przegrywać i przyznać się do porażki. Cały rok powtarzała materiał z przedmiotu prowadzonego przez Fairwyna i pomimo wielu, naprawdę wielu starań — to było dla rudzielca nie do przeskoczenia. Znacznie łatwiej było nauczyć się dat i wybitnych postaci z historii magii jak tych cholernych alfabetów. Zmieniła więc w ostatniej chwili egzamin. Przez chwilę wpatrywała się w klawisze fortepianu, pogrążona we własnym świecie i myślach. Słowa puchona sprawiły jednak, że obróciła głowę w bok i posłała mu delikatny, przepraszający uśmiech. Zmęczenie zaczynało być naprawdę upierdliwe. Przetarła oczy wolną dłonią i korzystając z okazji, wsunęła za ucho nieznośny kosmyk, który wciąż uciekał i wyrywał się do przodu.
— A jaką masz inną teorię? — zaczęła z wyczuwalną nutką zaciekawienia w głosie, powracając do niego spojrzeniem brązowych oczu. No tak. Wena nie była na zawołanie, a pisanie opasłego tomiska ze złożonymi wydarzeniami i postaciami wcale nie należało do najprostszych. Pomimo zdolności artystycznych, miała jedynie ładny charakter pisma, jeśli do pisania przychodziła. Nie potrafiła pisać opowiadań czy wierszy, więc nie bardzo mogła wypowiedzieć się na temat tego kunsztu. Niemniej jednak wydawało się jej, że z muzyką było całkiem podobnie. Aby samemu stworzyć melodię od podstaw, potrzeba było pomysłu, a może raczej weny? — Pisanie rzemieślniczo brzmi męcząco. To tak jak z koncertem, gdy klient kolejny raz zażyczy sobie ten sam utwór, którego Ty już masz po dziurki w nosie.. Chociaż, nie znam się na tym. Uznajmy więc, że się z Tobą zgadzam!
Dodała jeszcze, przenosząc dłoń na poprawione nuty i ustawiając je lepiej na tkwiącej na instrumencie podstawce. Musiał mieć dobrą widoczność. Ułożyła nogi prosto, kładąc na nich dłonie i poprawiając materiał stroju, wygładzając go palcami. Miała nadzieję, że opisane błędy są czytelne i łatwiej będzie mu pisać teraz samodzielne nuty. Jak na samouka naprawdę nieźle mu szło, tez włożył bardzo dużo pracy, aby opanować tak skomplikowany utwór. Jej było łatwiej, bo obydwoje z rodziców byli uzdolnieni i grali na instrumentach od małego, przekazując wiedzę i informację córce. Kiwnęła głową na jego odpowiedź, lustrując następnie wzrokiem jego sylwetkę. Położyła mu dłoń na plecach i nacisnęła lekko, aby się wyprostował.
— To zaczynaj. Pamiętaj, siedź prosto i miej lekkie dłonie, teoretycznie sztywne w łokciach, ale odpowiednio rozluźnione w nadgarstkach. — powiedziała zachęcająco, następnie spoglądając już na tkwiące na klawiszach palce puchona. Sama się wyprostowała i wyprostowała palce, rozgrzewając je nieco. Poza próbami do Romea i Julii, gdzie zajmowała się oprawą muzyczną, cała jej uwaga w ostatnim czasie skupiła się na perkusji.
— Tylko patrz na nuty! Nie graj z głowy. Będzie dobrze, nie masz się ani kim, ani czym stresować, pamiętaj. — dodała jeszcze, przypominając sobie, o jego spięciu podczas pokazuj swoich umiejętności, które dla słuchacza było dość widoczne i skłaniające do zastanowienia. Ślizgonka zgarnęła włosy na plecy, przysłuchując się rozpoczętej przez niego grze. Jednocześnie śledziła wzrokiem jego twarz, jak i dłonie, upewniając się, że nie gra z pamięci.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Lennox Moffat

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
https://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
https://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
https://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
https://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyPią Lip 06 2018, 15:40;

Ah, co tu dużo mówić. To chyba prawda, że poglądy Lexa często nie zgadzają się z poglądami innych. Mimo to miał swoją logikę i nie zamierzał z niej rezygnować. W zasadzie mogło by to ujść za pewien paradoks, w którym Puchon chciałby uznania, ale robi po swojemu, nie patrząc na to, co myślą inni. A może w grę wchodzi tutaj kwestia... Potrzeby zrozumienia? Nie zastanawiał się nigdy nad tym.
Cóż... - zaczął niepewnie - Zawsze twierdziłem, że każdy człowiek rodzi się z jakimiś predyspozycjami, uwarunkowanymi przez jego przeznaczenie. To znaczy każdy ma jakąś wytyczoną ścieżkę. Nie musi iść zgodnie z nią, ale gdy to robi, wszystko wydaje się znacznie prostsze. Jakby Los sprzyjał wszystkim twoim działaniom. Gdy jednak postanowisz robić coś innego niż jest ci przeznaczone, gdy robisz wręcz coś przeciwnego, wtedy Los rzuca ci kłody. Nie zatrzymuje cię całkowicie, ale... Uprzykrza ci tą drogę... — mówił ze wzrokiem spuszczonym gdzieś na klawisze fortepianu. Nie patrzył na nią przez całą wypowiedź. Już tak jakoś miał, że kontakt wzrokowy był dla niego zwykle stresujący. Jakby bał się, że jego spojrzenie zostanie źle odebrane. Trudno mu było to wyjaśnić. W zasadzie wiedział że to pewnie głupie, ale tak było. Na pewne rzeczy po prostu nie ma się wpływu. Po prostu się je czuje.
Rozumiesz? — zerknął w końcu na nią, po czym znów wrócił wzrokiem na instrument i nuty przed nim.
Wziął głęboki oddech, gdy słuchał rad Ślizgonki. Starał się rozluźnić. Tak jak poprzednio, przy Nerevar Rising. Wiedział że tamto było łatwiejsze. tym razem spróbuje z nutami. Może pójdzie lepiej. Z resztą raz kozie śmierć . Po to tu jest, by się nauczyć. Zaczął w końcu, zbierając wszystkie strzępki myśli i skupiając je na czynności. Na ruchach, na wzroku i słuchu. Zaczął grać, śledząc ruchy swoich palców, lecz bojąc się oderwać wzroku. Kilka razy pozwolił sobie zerknąć na pergamin z nutami, lecz kończyło się to zwykle fałszywą nutą w chwili, gdy jego skupienie rozdzierało się na dwoje. Kolejne jednak dźwięki, te które odczytał, a które wcześniej sprawiały mu więcej problemu wychodziły całkiem poprawnie. Grał, czując że z każdą kolejną frazą idzie mu jakoś lżej. jakby w trakcie gry wpadał w odpowiedni rytm. Zakończył, celowo zwalniając. Muzyka opadła wraz z nim, z jego głową i ramionami. Zamrugał spokojne oczami i posłał dziewczynie pytające spojrzenie. Czuł że nie obejdzie się bez dozy krytyki, ale czuł się już z tym utworem trochę lepiej. Chyba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 1960
Dodatkowo : animag
  Liczba postów : 2665
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptySob Lip 07 2018, 21:41;

Każdy miał prawo żyć tak, jak chciał. Mieć swoje poglądy, wiarę w coś i marzenia, a nikt inny nie miał prawa ani się wtrącać, ani tego negować. Nigdy przecież nie wiadomo, co działo się w cudzej głowie, jakie podejmował ktoś decyzję, że przywiodły go do konkretnego punktu widzenia. Chociaż nie, mógł wiedzieć, jeśli potrafił używać legimencji. Dlatego ruda coraz częściej myślała o tym, aby przyłożyć się we wakacje i opanować ochronę umysłu. Oklumencja sprawiłaby, że czułaby się w świecie czarodziejów znacznie pewniej i bezpiecznej. Strasznie nie lubiła, gdy ktoś próbował zgadywać jej kolejne słowa czy kroki, a co dopiero przeglądać bezkarnie myśli, wykradać sekrety! Ukierunkowanie myśli było ważne. Nie negowała go, nie tępiła i nie miała zamiaru go naprowadzać. Miał swój rozum, był praktycznie dorosły. Tak więc jej orzechowe ślepia wpatrywały się w niego z naturalną dla ślizgonki wyrozumiałością. Nie rozumiała tylko, skąd miał tak duże dziury w pewności siebie. Gdyby mogła, to trochę oddałaby mu swojej, jeśli sprawiłoby to, że poczułby się lepiej. Słuchała w milczeniu, nie chcąc wchodzić w słowo.
— Całkiem przyjemna teoria. Myślę, że jest całkiem prawdziwa i prawdopodobna, chociaż, ciężką pracą można osiągnąć naprawdę praktycznie wszystko. Niewiele jest rzeczy, których ludzki wysiłek nie przeskoczy. — odparła z delikatnym wzruszeniem ramion, przenosząc wzrok z twarzy puchona na jego dłonie, tkwiące już na klawiaturze. Zaśmiała się cicho, kręcąc delikatnie głową. — A czy to nie te kłody sprawiają, że możesz wzmacniać sam siebie? Z każdej takiej lekcji powinno się wyciągać wnioski. Później będzie łatwiej. Mnie, gdy nie wychodzi i gdy życie mi się psuje, to chce się jeszcze bardziej. Im bardziej ciągnie w dół, tym większą ambicję mam do latania. Rozumiesz?
Zakończyła, przedrzeźniając go nieco i puszczając mu oczko, a następnie już poważniejąc, ponieważ przeszli do muzyki. Potrafiła odłożyć swoją zawziętość i złośliwość na bok, gdy przychodziło do pomocy komuś innego. Niezależnie czy były to lekcje związane z artyzmem, czy eliksiry albo historia magii. Nie zastanawiała się dłużej nad tym, dlaczego unikał patrzenia na nią podczas rozmowy, śledziła już tylko ruchy jego dłoni i spojrzenie, aby pilnować, czy zerka na nuty.
Czuć było niepewność z powodu polecenia dotyczącego pilnowania się nut. Niemniej jednak, Nessa była całkiem zadowolona. Widziała, że się starał. Miała wrażenie, że podzielność uwagi też sprawia mu pewną trudność. Westchnęła cicho, unosząc jednak kąciki ust ku górze. Przyzwyczajenia i nawyki były naprawdę trudne do wytępienia, na pewno nie osiągną dużych sukcesów od razu. Słysząc, że melodia dochodzi do miejsca, w którym miał problem, wstała i stanęła za nim, nachylając się i przylegając do niego plecami. Wychyliła głowę przez jego ramię i ułożyła dłonie na rękach chłopaka, zgrabnie prowadząc je po klawiszach i starając się w jak najlepszy sposób je prowadzić. Zmarszczyła jednak nos i uniosła brwi, prychając pod nosem i zmieniając zdanie, korzystając z okazji i wsuwając ręce pod spód tak, że teraz ona grała i on mógł w ten sposób znacznie łatwiej zapamiętywać ruchy palców. Miała za drobne dłonie i była ogólnie rzecz biorąc za mała, żeby coś miało wyjść przy sposobie pierwszym.

Gdy piosenka się skończyła, kiwnęła głową i wyprostowała się, kładąc mu ręce na ramionach.
— Masz potencjał, szybko zapamiętujesz, jednak nie potrafisz skupić uwagi jednocześnie na instrumencie i na nutach. Mogę Ci z tym pomóc, jeśli chcesz, ale na pewno będziemy potrzebowali więcej czasu. Zaraz egzaminy, obydwoje powinniśmy się uczyć.— przerwała na chwilę, łapiąc oddech i opierając dłonie na biodrach, stając z boku i posyłając mu krótkie spojrzenie. — To wszystko zależy od Ciebie. No i chciałabym, żebyś przez wakacje przygotował mi przynajmniej pięć rozpisek nutowych wybranych przez siebie utworów i poćwiczył podzielność uwagi. Możesz spróbować z Sonatą Księżycową Beethoven'a.
Zakończyła z delikatnym wzruszeniem ramion, zatrzymując spojrzenie brązowych oczu już bezpośrednio na twarzy puchona.

______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Lennox Moffat

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
https://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
https://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
https://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
https://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyPon Lip 09 2018, 20:05;

Puchon dość pozytywnie się zdziwił na odpowiedź rudej. Nie wiedzieć czemu zabrzmiało mu to dziwnie dyplomatycznie. To znaczy, spodziewał się kolejnej bury, czy coś. A z resztą. Powinien się cieszyć, że ktoś jednak się z nim zgadza. Jakoś rzadko się to zdarzało. Może za bardzo przywykł już do odmiennych zdań? Do swojej odmienności? Było w tym jednak również coś niepasującego. Wiedział jednak że wynika to z temperamentu i usposobienia ślizgonki. Musiał jednak to wytknąć.
Szczerze, chciałbym móc mieć takie podejście. Dla niektórych jednak porażki są... Paraliżujące. Burzą morale, sprawiają że buduje się w tobie poczucie niemocy... Własna słabość zdaje się ciążyć. — W końcu podniósł wzrok — Ja wiem że to do niczego nie prowadzi. Mówię, chciałbym mieć takie podejście jak ty, ale niektóre rzeczy ciężko jest wyplenić z głowy... Z własnej jaźni! Bo jest to w pewnym sensie element, z którego składa się twoje "ja". Ehh... — Głowa chłopaka znów opadła. Trochę się rozkręcił. Może za bardzo. Zdążył zganić sam siebie w myślach. Wyprostował się przed fortepianem.
Grajmy już — zakończył, pogrążając się w muzyce.
Moment w którym dziewczyna stanęła za nim, przylgnęła piersiami do jego pleców, wsadziła dłonie pod jego... Niemal go objęła. Wiedział przecież że to tylko gra, że to tylko w ramach nauki. Mimo wszystko jednak, zdało mu się wyjątkowo intymne. Pewnie to przez ten rzadki kontakt z dziewczynami. Nie mniej wystarczyło to, by zlał się potem, by serducho zadudniło mu w piersi, a jego uwaga nieomal nie umknęła z powrotem za kotarę mgły. Skupił się bardziej, próbując jakoby rozpiąć nad swym umysłem tarczę, przed głupimi myślami. Jakby bronił się oklumencją przed samym sobą. Nie mógł przecież pozwolić sobie teraz na nic. Przynajmniej jeszcze nie. Pomijając fakt że jest nieśmiały i pewnie nie wyszło by to wcale - to znaczy zaciął by się sam w sobie, po czym znów uciekł za mgłę - to było przecież za wcześnie, prawda? W dodatku Ness była starsza... Ogólnie sporo czynników składało się na tą jedną konkretną decyzję. Na tą pasywność. Może to źle... A może powinien zaryzykować... Ahh, przekleństwo! Jeszcze przyjdzie czas Lex... Zakończyli więc wspólną grę, a on miał wrażenie, jakby już na poły odleciał. Resztę dnia pewnie spędzi w dormitorium na pisaniu. Tak zawsze jest. A dziś wydarzyło się wystarczająco dużo. A przynajmniej dla niego. Starał się otrząsnąć, całym sobą. Choć raz pozostać "normalnym" przy kimś.
Potencjał... — uśmiechnął się, po czym prychnął dość znacząco na wspomnienie o nauce do egzaminów. Tak, jasne, gdyby to robił, nie jechał by pewnie na Okropnych. W przyszłym roku nadrobi. "Jak zawsze" mruknął do siebie. Tym razem jednak, w klasie siódmej będzie się faktycznie musiał trochę bardziej przyłożyć.
Hmm — westchnął. Kolejne zadanie, tym razem ma jednak na to całe wakacje, a nie tylko pięć minut na kolanie w Pokoju Życzeń. Z resztą co za różnica i tak pewnie będzie to robił na ostatnią chwilę. Chociaż może...
No dobra, spróbuję... Może coś z tego wyjdzie — bąknął trochę niepewnie, po czym sięgnął po plecak.
Chyba powinniśmy się już zbierać — rzucił, po czym razem z dziewczyną opuścił Pokój Życzeń. Gdy znaleźli się już na korytarzu, puchon zerknął jeszcze na dziewczynę.
No to co... Miłych wakacji! — wysilił się na najpromienniejszy uśmiech, na jaki było go w tej chwili stać — Cześć! — krótko bo krótko, ale pożegnał się z nauczycielką, po czym udał się w kierunku dormitorium. Dopiero gdy zniknął z pola widzenia ślizgonki, opuścił barierę i pozwolił myślom płynąć, w jednym z najchaotyczniejszych potoków, jakich kiedykolwiek doświadczył.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptySob Sty 05 2019, 23:42;

kostka wejściowa

Powiedzieć, że był zestresowany to wielkie niedopowiedzenie. Finn prawie wyszedł z siebie i stanął obok. Dłonie mu drżały, nie był w stanie nic przełknąć od samego rana, nie wspominając już o sporym niedoborze snu. Nie zmrużył oka przez większą część nocy, wiercił się, przekręcał, psioczył pod nosem, miętosił poduszkę i znęcał się nad kołdrą w efekcie wyrzuciwszy ją w kąt łóżka. Materac był wyjątkowo niewygodny, nie w przeddzień planowanego spotkania.. W tej sytuacji nawet muzyka mu nie pomagała, nie potrafił skupić się na uderzaniu w struny i zachowaniu rytmu. Wiedział, że nie może zwlekać z rozmową. Przygotowywał się do niej na milion sposobów, a mimo wszystko czuł się całkowicie zagubiony i nie wiedział od czego zacząć. Cienie pod oczami kontrastowały z bladą skórą, która na co dzień aż tak nie rzucała się w oczy. Fizycznie zachowywał się całkiem powściągliwie. Ruchy ciała miał wyważone, staranne, choć widocznie spowolnione. Poza drżącymi dłońmi i bladą twarzą nie wyglądał na pioruńsko zestresowanego. W środku zwijał się niemalże ze strachu. Skoro jednak powiedział A, powie i B. Im szybciej tym lepiej. Stwierdziwszy, że nie przełknie nawet kęsa obiadu zlekceważył znów posiłek i powłóczył nogami do dormitorium. Nie wiedział co ma ze sobą wziąć, jak się ubrać, jak się w ogóle przygotować do rozmowy. Po namyśle zabrał ze sobą różdżkę, jedną fotografię i zakorkowaną pustą fiolkę. Wciągnął przez głowę pierwszą lepszą koszulkę, która akurat dzisiaj postanowiła być czarna, jakby odczytując nastrój Finna. Następnie odnalazł Vinciego w Pokoju Wspólnym, popatrzył na niego ponad głowami rzeszy Puchonów i go bezgłośnie zawołał. Nie miał nawet możliwości by zauważyć jak łatwo się porozumieli bez słów. Vinci zrozumiał, szedł u jego boku, musiał zatem domyślić się co dzisiaj za dzień. Finn jakoś nieskładnie wyjaśnił, że muszą iść do pokoju życzeń lecz poza tym tak stres go zżerał, że nie był w stanie nawet udawać, że jest wyluzowany. Nie odpowiedział na żadne "cześć" rzucane w ich stronę, gdy mijali na korytarzu znajome twarze. Intensywnie myślał, tak marszczył brwi, że na czole powstała podwójna zmarszczka. Próbował na szybko znaleźć jakieś ułatwienie dla ich sytuacji, ale nie potrafił. Spoglądał ukradkiem na Vinciego i niestety bardziej się zestresował. To było dla niego tak ważne, że denerwował się coraz mocniej.
- Jestem pewien. - powiedział zanim pytanie zostało zadane. Nie chciał być powstrzymywany mimo, że wyglądał jakby miał zemdleć zanim by doszło do wyjawienia wspomnienia. - Dam radę. Muszę. - próbował uspokoić i Vinciego i siebie samego starając się uwierzyć w swoje wypowiedziane słowa. Serce miał na wysokości gardła, ściskał pustą fiolkę między palcami rad, że jest plastikowa a nie szklana - jak nic pękłaby na wiele drobnych kawałków. Wspinał się po schodach i cierpliwie czekał aż przesuną się do odpowiedniego piętra. Nie słyszał nic poza szumem krwi w uszach, ich krokami i szelestem ubrań poruszanych podczas ruchu. Nie widział nic poza drogą prowadzącą na siódme piętro i Vincim, na którego spoglądał z częstotliwością trzech razy na półtorej minuty. Im bliżej celu byli tym bardziej napinał mięśnie ramion. Przed pustą ścianą na siódmym piętrze postawą przypominał kamiennego gargulca. Nie było w nim nawet grama swobody, cały był zesztywniały i aż dziwne, że nie stracił z tego wszystkiego przytomności. Co rusz wciskał w siebie tlen, bo zapomniałby, że wypada oddychać.
- Jesteśmy na miejscu. - szepnął i popatrzył na Vinciego dłużej, w końcu. Zajrzał w brązową toń oczu i próbował wchłonąć ich spokój. To dopiero początek nerwów na jakie się dzisiaj świadomie wystawia. Wiedział o tym już od dwóch dni a jednak nie udało mu się odpowiednio ku temu mentalnie i emocjonalnie przygotować. Miał zakodowane, że musi to dzisiaj zrobić, to jego deadline i bez jęczenia jego obowiązkiem jest spełnić daną Vinciemu obietnicę. Pokaże mu wspomnienie i wytrwa każdy osąd, choćby miał być destrukcyjny. Chciał przełknąć ślinę ale miał tak sucho w ustach, że jedynie chrząknął. Odwrócił wzrok do ściany i zaczerpnął powietrza. Potrzebuję pokoju, gdzie nikt nam nie przeszkodzi w rozmowie. Potrzebuję pokoju, gdzie nikt nam nie przeszkodzi w rozmowie. Potrzebuję pokoju..., rozbrzmiewało w jego myślach podczas trzykrotnego przejścia wzdłuż ściany. Naprawdę potrzebował tego miejsca. Żadne nie pasowało, żadne nie mogło dać im myślodsiewni i odpowiedniej prywatności. Tylko Pokój Życzeń miał takie możliwości i nie wyobrażał sobie, by inne miejsce w Hogwarcie mogło spełnić tę rolę. Po paru sekundach na ścianie zaczęły materializować się jednoskrzydłowe dębowe drzwi. Odetchnął z ulgą, że chociaż ta przeszkoda została pokonana. Rozejrzał się po korytarzu i poczekał aż nikogo nie będzie w pobliżu. Dopiero wówczas sięgnął po dłoń Vinciego, zamknął ją w niemalże bolesnym uścisku, nacisnął klamkę drzwi i pociągnął go za sobą do środka. Zniknęły jak tylko przekroczyli próg. Znajdowali się w pustej sali, a panował tu półmrok. W kącie stało jakieś krzesło, przy zachodniej ścianie pojawiło się zabrudzone okno z widokiem na trybuny boiska. Nic więcej. Cisza, spokój, prywatność. Nic z tych elementów nie pomogło Finnowi w odzyskaniu spokoju umysłu. Pociągnął Vinciego za sobą, energicznym krokiem zaprowadził go w kierunku tego okna, które teraz dawało im jedyne źródło światła. - Poczekaj. Proszę. - wydusił z siebie i otworzył dłoń, w której spoczywała plastikowa fiolka. Była wilgotna od potu, który zaperlił się Finnowi nie tylko na skórze rąk, ale i na karku i skroniach.  Puścił palce Vinciego, dobył różdżki. Popatrzył z uwagą na widoczne granatowe elementy rdzenia pochodzące od pióra memortka. Przyłożył kraniec różdżki do swojej skroni. Wykrzywił usta w grymasie, zacisnął oczy i powoli, ostrożnie z trudem począł wyciągać ze swojego umysłu najgłębiej skrywane wspomnienie. Nie było to ani łatwe ani przyjemne. Trwało długie półtorej minuty. Błękitna wić pulsowała i drżała jak małe, żywe stworzenie kiedy już to zaczęła się unosić na krańcu różdżki. Miał problem z odkorkowaniem fiolki. Gdyby Vinci mu z tym nie pomógł, nie dałby rady tego zrobić. Zbyt mocno drżały mu dłonie. Przełożył wić do naczynka, zamknął je agresywnym gestem i od razu włożył do dłoni Vinciego w obawie, że lada moment stchórzy i zniszczy je raz a porządnie.
- To konieczne, Vinci. Chcę, żebyś je znał mimo, że zaraz wyzionę ducha z nerwów. - próbował jakoś go uspokoić (dobre sobie) i zapewnić co do swoich zamiarów, ale i tak czuł na sobie jego zaniepokojony wzrok. Chciał się uśmiechnąć, dłużej skupić się na jego twarzy, zachwycić się jej rysami, barwą, fakturą, ale nie potrafił. Miał w głowie tak głośno, że nie był w stanie się na tym skoncentrować. Najważniejsze, że Vinci ma tę przeklętą fiolkę w dłoni i są dosłownie krok od zrobienia tego kroku milowego.


Ostatnio zmieniony przez Finn Gard dnia Sob Sty 05 2019, 23:49, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą. Tatuaż na karku, kolczyk w lewym uchu
Galeony : 617
  Liczba postów : 320
https://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
https://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
https://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
https://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
https://www.czarodzieje.org/t18404-vinicius-marlow-dziennik
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptySob Sty 05 2019, 23:44;

Myśli nieustannie uciekały w stronę Finna. Nieważne co akurat robił – jadł, uczył się, leniuchował, nawet spał – prędzej czy później Puchon pojawiał się w jego głowie i przejmował nad nią kontrolę. Rozmyślał przede wszystkim o ich relacji, o nowym jej wydźwięku, którego nabrała po pamiętnym popołudniu w Pokoju Wspólnym, często jednak, częściej niż do tej pory, wracał do niego motyw wspomnienia, które spodziewał się wkrótce poznać. Wiedział i wyczuwał, że moment ten zbliża się nieuchronnie, czuł własne napięcie i widział stres, który spinał Finna częściej niż zdarzało się to do tej pory. Zarówno to co już się wydarzyło, jak i to, co dopiero miało mieć miejsce powodowało, że nauka zeszła na drugi plan. Nie potrafił skupić się na czytanych słowach, pisanie wypracowań zajmowało mu jeszcze więcej czasu niż zazwyczaj, a wczoraj zawalił wszystkie kartkówki. Nie zamierzał pospieszać Finna, ale skrycie modlił się by wyznaczył jakąś datę zanim wyrzucą go z Hogwartu. Nic więc dziwnego, że w momencie kiedy podniósł przykrytą szarym, obszernym kapturem głowę i napotkał błękitne oczy, poczuł wstydliwą ulgę. Wystarczyło jedno spojrzenie na spiętą zdenerwowaniem twarz przyjaciela by pojął o co chodzi – natychmiast odkopał się spod koca, odłożył na bok książkę, w którą niedbale wetknął nabazgrolone notatki, wziął torbę i podążył za nim, uwalniając loki z ciepłego nakrycia głowy. Był wyjątkowo zimny i pochmurny dzień, jakby cały świat próbował dać im do zrozumienia, że jest to odpowiedni moment na ucieczkę z lochów, w których niska temperatura nader mocno dawała się we znaki i zaszycie się w jakimś innym miejscu, najlepiej takim, które skrywa w sobie myślodsiewnię.
Idąc, wciskał zmarznięte dłonie w głębokie kieszenie miękkiej bluzy; witał mijanych znajomych, którzy, zignorowani przez Finna, posyłali mu pełne zdziwienia spojrzenia. Próbował zbywać ich uśmiechem, lecz ten nie przychodził mu zbyt łatwo. Nie potrafił jasno nazwać emocji które go wypełniały, jednocześnie odczuwał coś przypominającego ekscytację, sporo niecierpliwości, niepokój, a nawet pewną dozę strachu, który, mimo że nie był wystarczająco silny by budzić w nim chęć ucieczki, powodował nieprzyjemny ucisk w żołądku. Przede wszystkim jednak martwił się o Finna, który, nie ma się co oszukiwać, wyglądał na naprawdę udręczonego. Ostatniej nocy najwyraźniej nie zmrużył oka, znał go wystarczająco długo by nauczyć się to rozpoznawać. Nie potrafił wyobrazić sobie jak wiele kosztowało go podjęcie ostatecznej decyzji, że pokaże mu swoje wspomnienie, każda tego próba wzbudzała w nim ogromne wyrzuty sumienia. Czuł się jakby go do tego zmuszał, choć wiedział oczywiście, że było to nieuniknione. Ze zmarszczonymi brwiami posłał mu pełne troski spojrzenie, gotów wycofać się w każdej chwili. Nie zdążył zadać pytania, dostał odpowiedź nim na dobre uformowało się w jego głowie. Skinął niepewnie głową, zaciskając zęby na wardze; wcale nie czuł się uspokojony, jedynie palące poczucie winy straciło na intensywności. Skoro był tego pewien, zrobią to.
Starał się na niego nie patrzeć, obawiał się, że jeśli jeszcze raz ujrzy pobladłe oblicze z głębokimi zmarszczkami wyżłobionymi przez stres, będzie szukał możliwości odwrotu. Dopiero na siódmym piętrze, kiedy Finn zwolnił kroku, a potem zatrzymał się ostatecznie, pozwolił sobie odwrócić się w jego stronę i odnaleźć błękitne oczy. Nie wiedział jak ma się zachować, widział napięte mięśnie, sztywną postawę, emocje wypełniające tęczówki. Czy własnym dotykiem mógłby ująć mu cierpienia, wlać weń choć odrobinę spokoju? W każdej sytuacji dokładnie tak by postąpił, ale teraz zanadto obawiał się, że zrobi coś nie tak i jedynie zestresuje go tym bardziej. Trzymał więc ręce przy sobie, schowane w ciepłych kieszeniach i jedynie pełnym ciepła spojrzeniem próbował jakoś go pocieszyć. Nie potrafił się teraz uśmiechnąć, a nie chciał czynić tego wbrew sobie, wiedział bowiem jak beznadziejnym jest kłamcą. Przeniósł wzrok na pustą ścianę, wpatrzył się w nią z zainteresowaniem. Słyszał o Pokoju Życzeń, nigdy jednak nie miał potrzeby aby go szukać i nie wiedział nawet w jaki sposób należy to zrobić. Nie zauważył żadnego wejścia, skoro jednak Finn twierdził, że są na miejscu to nie zamierzał podważać jego zdania – czekał cierpliwie i okazało się to dobrym krokiem, bowiem po chwili zmaterializowały się przed nimi drzwi. Oczy mu zabłysnęły, nieświadomie rozchylił wargi. Czy magia kiedykolwiek przestanie go zaskakiwać? Uniósł kącik ust, wciąż wpatrując się w dębowe wejście i gdyby nie silny uścisk ciepłej i może odrobinę spoconej dłoni, pewnie stałby tam jeszcze przez dłuższą chwilę. Zanim na dobre wrócił do rzeczywistości, byli już w środku. Rozejrzał się z zainteresowaniem i poczuł... cóż, rozczarowanie. Wyobrażał sobie wszystkie cuda tego świata zebrane w jednym pokoju, a tymczasem było to zupełnie puste pomieszczenie, pozbawione jakiegokolwiek źródła światła poza ponurą szarością sączącą się przez brudną szybę, przy której stanęli.
Czekam. Spokojnie, mamy dużo czasu. – przesunął wzrokiem po trybunach i boisku, na którym wytworzyły się sporych rozmiarów kałuże. Beznamiętnie wpatrywał się w opustoszały teren, cierpliwie czekając aż Finn wydobędzie z siebie potrzebne im wspomnienie. Widział go kątem oka, jednak starał się na niego nie patrzeć; chciał zapewnić mu choćby minimum prywatności, mimo że paliła go ciekawość. Wyciąganie myśli z własnej głowy było czymś, czego nigdy nie próbował, a co fascynowało go niezmiernie. Po upływie minuty spojrzał na niego w końcu i zrobił to w samą porę by dostrzec, że Finn ma mały problem z otwarciem fiolki. Rozgrzanymi od ciepła kieszeni palcami jednej ręki objął jego drżącą dłoń, drugą natomiast odkorkował oporną fiolkę, wydobywając charakterystyczny dźwięk, który nader głośno rozbrzmiał w pustym pomieszczeniu. Z zainteresowaniem wpatrzył się w wijącą się na końcu różdżki myśl. Jakby była żywa. Nie potrafił odwrócić wzroku, z uwagą obserwował jak umieszcza ją w fiolce, jak zamyka ją szybko i wciska go w jego własną dłoń; zacisnął ją w garści, na moment zabierając wspomnienie z zasięgu błękitnego wzroku. Nerwowo przełknął ślinę.
Mam nadzieję, że jestem tego godzien. – wyszeptał, nie wiadomo czy do Finna, czy może bardziej do samego siebie. Był świadom jak wielkie zaufanie stało za przekazaniem mu wspomnienia, schlebiało mu to, ale i dostarczało dodatkowych nerwów. Tak bardzo chciał go zapewnić, że nie ma się czym martwić, że cokolwiek tam jest, nic między nimi się nie zmieni, wiedział jednak, że dopóki nie przekona się na własne oczy, będą to jedynie puste słowa rzucane na wiatr. Odnalazł jego dłoń i ścisnął ją mocno, nieprzerwanie szukając jego spojrzenia. – Nie wiem co mógłbym powiedzieć, nic co przychodzi mi do głowy nie ma najmniejszego sensu.
Wciąż trzymając jego dłoń, przymknął powieki by skupić się na swoim życzeniu. Uparcie powtarzał je w myślach, mając nadzieję, że pokój „zrozumie” czego mu potrzeba. Kiedy otworzył znów oczy, stała przed nimi szeroka, płytka misa wypełniona świetlistą cieczą, która rzuciła blade światło na ich spięte twarze. Znajdowała się na kamiennym podwyższeniu i poza skomplikowanymi runami wyrytymi na jej brzegach nie była niczym ozdobiona. Nigdy wcześniej nie miał okazji zobaczyć jej na żywo, te, które widział w księgach były zdecydowanie obficiej przystrojone, a jednak czuć było bijącą od niej moc, świadczącą, że pokój się nie pomylił. Krótko zerknął na Finna, po czym otworzył dłoń, w której ściskał fiolkę. Biało-srebrzyste światło zalało oliwkową skórę, nadając jej nieco upiornego koloru. Westchnął cicho, po raz drugi wyjął z niej korek i przechylił ją nad misą, pozwalając by wspomnienie swobodnie spłynęło do środka, wpadło do cieczy i rozpłynęło się w niej. Zadrżał, czując, że drastycznie zbliżył się do momentu kiedy będzie musiał to zobaczyć. Nie był pewien czy chciał, strach zaczynał brać górę nad pozostałymi emocjami. W ciszy pustego pokoju słyszał łomotanie własnego serca, szum krwi i oddechy ich obu. Powiódł spojrzeniem po szarych ścianach i skrzywił się nieznacznie – było to tu tak zimno i nieprzyjemnie, a brak drzwi sprawiał, że czuł się nieswojo, jakby był tutaj uwięziony.
Daj mi moment – zamknął znów oczy, próbując wyobrazić sobie jakąś przyjemniejszą scenerię. Pragnął by wnętrze pokoju zamieniło się w coś, co przyniesie mu spokój. Wpierw wyobraził sobie skąpaną w słonecznym świetle łąkę, rozgrzaną i pachnącą, wypełnioną śpiewem ptaków, szybko jednak pomyślał o Finnie i jego potrzebach i zmodyfikował nieco swoje życzenie. Jeszcze zanim otworzył oczy, usłyszał nienachalne cykanie świerszczy, na twarzy poczuł powiew ciepłego wiatru, a pod nogami miękkość sięgającej kostek trawy. Kiedy spojrzał na efekt swojego życzenia, uśmiechnął się blado. Wokół panowała noc; ponad nimi, w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się nudny sufit rozciągało się teraz rozgwieżdżone niebo, dokoła nich latały świetliki, łagodnym, zielonkawym blaskiem rozganiając mrok. W kilku miejscach można było dostrzec małe, umiejscowione w kępkach kwiatów latarenki zawierające w sobie migoczące ciepło świece. Panował przyjemny półmrok.
Przeniósł na niego pytające spojrzenie. Dzięki światłu wydobywającemu się z myślodsiewni wyraźnie widział jego twarz.
Tak jest chyba lepiej? Zamknięte pomieszczenia wzbudzają we mnie dyskomfort. – puścił w końcu jego dłoń, którą do tej pory na wpół świadomie ściskał w swoich palcach. – Chyba... chyba nie ma co zwlekać. Gdzieś tam powinien być koc, może lepiej żebyś usiadł... – ręką wskazał mu kierunek, choć nie był pewien czy ma rację. Oblizał suchą wargę, a drżącą rękę schował do kieszeni bluzy. Nie chciał by wiedział jak bardzo się denerwuje. Odwrócił się w stronę myślodsiewni, nachylił się nad nią nieco, wpatrzył w świecącą powierzchnię. Wziął głęboki wdech. Stchórzył.
Poczekaj. – głos zadrżał zdradziecko, zdradzając nagromadzone w nim emocje. Pokonał dzielący ich krok i przytulił się do niego, rękoma obejmując sperloną potem szyję. Znajome ciepło pozwoliło mu się uspokoić, opanować szalejący w nim strach, którego się nie spodziewał. Nie trwało to długo, nie chciał przeciągać palącej niepewności, musiał wziąć się na odwagę, porzucić jego bliskość i zmierzyć się z mrokiem wspomnienia by na zawsze ukrócić wątpliwości Finna. – Widzimy się za chwilę. – próbował się do niego uśmiechnąć, ale wyszedł mu jedynie krzywy grymas. Musnął wargami blady policzek i odwrócił się do myślodsiewni, tym razem wyciągając w jej stronę rękę. Podobno wystarczyło naruszyć samą powierzchnię….
Kiedy pod wpływem dotyku na powierzchni cieczy rozprzestrzeniły się zmarszczki, poczuł delikatne szarpnięcie….
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptySob Sty 05 2019, 23:48;

wspomnienie:
- Szybciej, szybciej Kaj! - rozchichotany dziecięcy głosik niósł się echem. Słychać było wyraźnie prędki tupot małych stóp, zwierzęce dyszenie i pojedyncze szczeknięcia. Z jasnobłękitnej mgły przebił się blondwłosy chłopaczek - na oko miał z siedem lat. Ubrany był dosyć zwyczajnie, sztruksowe spodnie, biała bluzka z kolorowym poruszającymi się na niej gwiazdkami, trampki i dżinsowa kurtka. Miał różowe policzki, szerokie uderzająco błękitne oczy z jasnymi rzęsami i brwiami nad nimi. O dziwo buzię miał dosyć okrągłą, choć niebrzydką. Biegł szybko, przebierał nogami i wymijał Obserwatora, gnając przed siebie ze śmiechem na ustach. Po paru chwilach tą samą ścieżką przebiegł mały psiak, a spojrzawszy na rozdzieloną końcówkę ogona można rzec, że to psidwak. Jego szczeknięcia wypełniały całą okolicę, a wszak wokół była gęsta jasnoniebieska mgła. W oddali było widać chłopca, a więc Obserwator musiał za nim podążyć.
- Jestem szybszyyy, znowu! - zawołał szczerze rozbawiony, opierając ręce o kolana. Od razu psidwak skoczył na chłopca po dawkę pieszczot wywołując u niego salwy szczęśliwego śmiechu. Młody Finn dał się nawet "powalić", siłował się z nim, drapał, zaczepiał, a pies warczał radośnie. Oboje tarzali się po mokrej ziemi. Mgła wokół nieco się rozrzedziła, odsłaniając kawałek całkiem ładnego i sporego domku jednorodzinnego ogrodzonego płotem, za którym stała potężna jabłoń.
- Znowu wyglądasz jak siedem nieszczęść. - rozległ się kobiecy głos, a zza okna wyjrzała jasnowłosa kobieta na oko przed trzydziestką.  - Zaraz przyjdzie pan Bergström z synem, marsz się umyć i przebrać, ale to już chłopcze! - zaś młody Finn uśmiechnął się, zrzucił z siebie psiaka i podskakując posłusznie udał się do domu. Zachowywał się otwarcie, spontanicznie jak przystało na dziecko w jego wieku.
***
Mgła gwałtownie przesłoniła obraz. Z prawej strony w kącie pokoju, odbywała się krótka scena. Stało tam pojedyncze łóżko z niebieskim baldachimem, a w nim pod warstwą dwóch kołder i dziesiątek poduszek leżał Finn. Obserwator musiał podejść, by usłyszeć i dojrzeć więcej szczegółów. Chłopiec siedział na wpół ukryty pod kołdrą, był ubrany w piżamę w poruszające się ptaszki. Rękę miał zaciśniętą w pięść i o dziwo dłoń świeciła zielonym światłem - czyżby uwięziony świetlik? - Cśś Kaj, wiesz przecież, że tata nie pozwala ci ze mną spać, no ale cśś. - szeptał przejęty do perfekcyjnie ukrytego psidwaka między trzema pomarańczowymi poduszkami a jedną większą, czerwoną w kropki. - Tata powiesił obraz dziadka Benedikta w pokoju, żeby miał na nas oko. Musisz być cicho, kazałem dziadkowi iść do ramy stryja Henninga. - wsunął się głębiej pod kołdrę, otworzył ramię, a pies wcisnął się do nich, zwinął w kłębek i zaczął ogrzewać ciało przytulonego do niego Finna. Położył policzek na jego głowie, a Kaj zamerdał rozdwojonym ogonem i ziewnął. - Teraz się nie boję ciemności. - rozległ się szept w momencie, kiedy wypuścił świetlika z dłoni. Ten zniknął zabierając ze sobą jedyne źródło światła. Obserwator mógł słyszeć jednak spokojny oddech chłopca i bijące łagodnie serce.
Obraz zniknął wsiąknięty gęstą mgłą.
***
Pojawiały się co rusz inne sceny - kiedy Finn wlewa do śnieżnobiałej wanny pół litra płynu do kąpieli, a chwilę później wpada tam rozszczekany Kaj. Chłopiec dołącza, zaczyna rzucać pianą po całym pomieszczeniu, a pies próbuje wszystko złapać zębami. Rozległ się śmiech...
Pojawił się Kaj z opuchniętym pyskiem, jak się okazało po użądleniu pszczoły. Finn, który go przytulał mocno do siebie i obiecywał, że zaraz nie będzie bolało, bo on tutaj jest i go kocha. A jak ktoś kogoś kocha to nie boli.
Finn rzucający gnomami ogrodowymi i biegnący za nimi Kaj. Chwilę później zadowolony pies wraca z szamoczącą się zdobyczą między pyskiem ku niezadowoleniu ojca, schowanego gdzieś we mgle.
Finn ubrany iście po indiańsku z dziwnymi wzorami na twarzy wymalowanymi szminką mamy. Kaj z okręgiem wokół ślepia i pióropuszem na łbie. Skradają się, chłopiec na bosaka i prawie na golasa i pies z nosem przy ziemi. Cichy szept w psie ucho: "tam być pieprzny diabełek, akicita. Ty odwrócić uwagę Ina Matka Groźne Oko, ja zabrać święty jeść". Indiański okrzyk wojenny zagłuszony krzykiem matki i jej koleżanek...
***
Nagle wspomnienie ucichło. Mgła zrobiła się ciemniejsza, cięższa. Wszystko zniknęło i dopiero po chwili z niebywałym trudem zaczęło się rozjaśniać. Powoli, mozolnie, ale jednak pojawiał się trawiasty obszar. Z boku zmaterializowało się jezioro z błyszczącą taflą wody. Na kamiennej dróżce stał Finn i rzucał patyki daleko przed siebie, a Kaj biegał za nimi jak szalony. Po paru dłuższych chwilach rozległo się skomlenie. Ośmioletni Finn zerwał się do biegu jak lampart i w wielkich susach pognał śladem swojego psa, który przez ten czas znów przejmująco zaskomlał. - KAJ - krzyknął i wbiegł przecznicę dalej. Zobaczył swojego skulonego psidwaka, rozdwojony ogon miał podwinięty, uszy oklapnięte, a nad nim stała sylwetka innego dziecka. Kimkolwiek był, rzucał kamieniami w psa, który próbował zejść z pola rażenia lecz niestety był w potrzasku, bowiem za nim i wokół niego stał płot.
- Hej, Ove, zostaw go! - rozległ się głośny, czysty głos Finna, który dobiegał właśnie w to miejsce. Chłopiec odwrócił się. Był dosyć chudy, patyczkowaty można powiedzieć. Miał rude włosy, zielone oczy, a nad nimi nastroszone brwi. Układał usta w taki śmieszny sposób, jakby był wiecznie zirytowany. Trzymał w ręku dwa wielkie kamienie.
- Spadaj Gard, ten twój kundel znowu wszedł na moje osiedle. Mówiłem ci, że mu ukręcę kark jak znowu go nie upilnujesz.
- Przecież to szczeniak, a ty masz tutaj gnomy, a on je lubi pożerać. No weź Ove, zostaw go, no. Przecież nic ci nie zrobił. - pies dalej skomlał, był odgrodzony od swojego właściciela oprawcą.
- Chyba cię pojebało, co ci zależy na tym mieszańcu co?
- To mój psidwak, nie masz prawa go bić! Nic ci nie zrobił! - zacisnął palce w pięści, a jego rysy jego twarzy wyostrzyły się. Obszar przy sylwetce Finna zadrżał, zatrząsł się i na chwilę zamazał. Mgła zawirowała w miejscu i przesunęła wspomnienie o kilka minut do przodu.
- Zapłacisz mi za te słowa! - wykrzywiona furią twarz Ove była jakby rozjaśniona w przeciwieństwie do krajobrazu, który zaczął się kurczyć i ciemnieć. Chłopak rzucił się na Finna z pięściami lecz nim zdołał cokolwiek zrobić krzyknął, bowiem na jego łydce zamknęła się paszcza Kaja, który warcząc zaczął odciągać napastnika od jego pana. Przewrócił się, przeklinał, zrobiło się głośno, głosy Finna, Ove i warczenie psa przeplatały się ze sobą tworząc bezkształtną całość. Finn był blady, przerażony, krzyczał coś, wołał, Kaj warczał i nie puszczał, bronił swojego przyjaciela. Ove szamotał się, nagle... sięgnął po ten wielki kamień, który chwilę temu upuścił i zaczął nim raz po raz uderzać w głowę psa. Rozległ się wrzask, głośny skowyt bólu, trzask łamanej kości. Obraz zatrząsł się, a może to ziemia pod stopami Obserwatora zadrżała? Finn niczym pantera rzucił się na patyczkowatego Ovego, zaczął go szarpać i odciągać od psidwaka aż w końcu mu się udało. Finn cały czas krzyczał, nie mógł oderwać oczu od Kaja zalanego krwią, leżącego nieruchomo na bordowej trawie. Rzucił się w jego kierunku, mgła była nabrzmiała od jego krzyku, krzyku niemiłosiernego bólu. Dotknął białymi dłońmi sylwetki psidwaka, wołał go, a on się nie ruszał. Nawet nie oddychał. Wszędzie była krew, nawet na ubraniu Finna, kiedy przysunął się do nieruchomego Kaja. Łzy płynęły ciurkiem po jego policzkach, wpadały do ust non stop wołających jego imię. Lecz nagle coś się zmieniło. We mgle rozbrzmiał sadystyczny zniekształcony czasem śmiech Ovego. Mina Finna zmieniła się. Jego oczy się rozszerzyły, zachłysnął się powietrzem. Palce zwinął w pięść, gdy nagle rzucił się całym ciałem na Ovego siedzącego wciąż na trawie. Broczył z łydki, ale śmiał się i śmiał, a Finn nie chciał tego słuchać. Jego mina była przerażająca - taka śmiertelnie blada, a w błękitnych oczach pojawiła się furia. Zaczął okładać pięściami Ovego, krzyczał i zagłuszał jego wrzaski bólu. Uderzał raz po raz, nie po omacku, a prosto w twarz, w głowę, w czoło. Wiedział gdzie bić, by bolało. Szamotali się gwałtownie. W pewnym momencie Finn został z niego zrzucony, uderzył głową w ziemię. Otumaniony próbował odzyskać ostrość wzroku, gdy nagle Ove się na niego rzucił i zaczął mu oddawać, bić gdzie popadnie. Po twarzy Finna popłynęły łzy, gdy nie był w stanie się odpowiednio osłonić rękoma. Nagle ich krzyki przeciął głośny świst. Ciało Finna spięło się jak rażone piorunem, obszar wokół niego zadrżał. Drugi pozostały kamień leżący na trawie poderwał się nagle z ziemi i z imponującą prędkością walnął wprost w tułów Ovego, który poruszony siłą lotu zsunął się głucho na ziemię obok. Było wyraźnie widać pobladłą minę chłopca, kiedy i on zaczął płakać z bólu, jak chwycił się za żebro, stracił dech. Finn zerwał się na równe nogi, stał nad Ovem z zaciśniętymi pięściami. Popatrzył na nieruchomego Kaja, a potem znów na oprawcę. Chciał go zabić. Chciał mu zrobić krzywdę. Świadom, że ma przed sobą już bezbronną osobę wycelował kopniaka w brzuch, potem następnego, dołożył pięść i wołał syczącym głosem "zabijęcięzabijęcięzabijęcię". Okładał go długo aż Ove znieruchomiał, spuchnięty, ledwie oddychający. Finn się z niego stoczył. Doczołgał się do Kaja, drżące ręce przyłożył do jego pyska. Blada skóra jego dłoni bardzo kontrastowała z krwistą posoką pieska. Zgiął się nad nim, pochylił, zaszlochał głęboko, wtulił głowę w jego bok i płakał, rzewnie, przejmująco. Szeptał bez przerwy "KajKajKajKajKaj", gładził go, próbował zatamować krew płynącą z wgniecionego na głowie miejsca, gdzie tkwiła również paskudna podłużna rana.
"Obudź się. Nie będzie bolało, bo ja cię kocham, a gdy się kogoś kocha to nie boli. Wstań Kaj, będę się znów bał ciemności. Kaj, błagam..." moczył jego krótką sierść łzami. Nie był już biały z brązowo-pomarańczową łatką. Był brudno bordowy, martwy. Roztrzęsiony chłopiec zdjął z siebie dżinsową kurtkę i przykrył psa, by nie było mu zimno. Położył się na czerwonej trawie, przytulił ciało pieska do swojego brzucha, zignorował obecność krwi i śmierci. Płakał za psim przyjacielem i trząsł się, targany konwulsjami i głębokim szlochem.
A Kaj się nie obudził.
***
Obraz się zaczął powoli oddalać, nawet wtedy, jeśli Obserwator szedł ku niemu. Tuż przy uchu rozległ się męski głos  - Nigdy. Więcej. Nie. Masz. Prawa. Nikogo. Tak. Potraktować! - każda pauza była przecinana uderzeniem gołej dłoni w pośladek płaczącego, zakrwawionego obcą krwią Finna. Płakał, krzyczał, ale nie z bólu i ze złości ojca. Wołał imię Kaja, wyrywał się, szamotał, chciał wrócić do ciała przyjaciela i tam leżeć razem z nim. Finn nie był blady, był biały, usta miał sine, oczy zakryte drżącymi powiekami, spod których wypływały wielkie jak grochy łzy.
***
Chwilę później rozbrzmiał kawałek rozmowy dwóch kobiet - Ove wyjdzie z tego, ale jestem przerażona Felicio tym, co mu zrobił. Stan w jakim trafił stanowił zagrożenie dla życia...
- Ja nie wierzę w to, mój syn... ale on przecież zabił jego psa, przecież byli nierozłączni. Trzeba wyciągnąć konsekwencje od ich obojga... to ujma na naszym i waszym honorze...
***
Mgła stworzyła gęsty szaro-brudny wir. Wszystko zniknęło. Po paru chwilach, gdy mogło się wydawać, że to już koniec, pojawił się obraz. Była noc. Dobrze znany pokój. Finn siedział przed lustrem w piżamie, na bosaka. Musiało minąć już trochę czasu, sądząc po tym jak trochę podrósł. Pociągał nosem, a obok jego twarzy latał świetlik z świecącym na zielono odwłokiem. Rzucał cień na twarz chłopca, który patrzył pustym wzrokiem w swoje odbicie. Nie płakał, nie trząsł się, był cichy. Poruszył ustami. Obserwator musiał podejść, jeśli chciał usłyszeć. - On mi cię zabrał. Też mu coś zabiorę...
...jak ktoś kocha, to... to nie boli.
Boli.
Nagle z potężną siłą Obserwator został wypchnięty ze wspomnienia.



- Ty jeden. - odpowiedział niezrozumiale, czyli tak jak to miał czasem w zwyczaju. On jeden był godny, inaczej nie byłoby ich tu, nie razem. Mimo, że był obłąkańczo skupiony na swoich emocjach nie był tak do końca ślepy na Vinciego. Dostrzegał przejaw niepewności i stresu. To i dla niego mogłoby stanowić trudność wszak właśnie zrzucał na jego barki swój osobisty i, co tu ukrywać, spory problem. Nie umiał go uspokoić samemu będąc roztrzęsionym. Musieli obaj zacisnąć zęby i wytrzymać najgorsze. To jemu był w stanie w takim stopniu zaufać, wszak do tej pory go nie zawiódł ani razu. Zapisał w pamięci słowa dotyczące dyskomfortu związanego z zamkniętymi pomieszczeniami. Przeanalizuje je jak tylko przetrwają dzisiejsze popołudnie. Nie zareagował w jakiś szczególny sposób na zmianę scenerii. Skinął jedynie głową; chwytał się ukochanego brązu jak tonący brzytwy. Nie obchodziło go wyposażenie pokoju tylko obecność odpowiedniej osoby. Zacisnął zęby na widok skromnie ozdobionej myślodsiewni. Cieszył się w głębi serca, że to Vinci ją “przywołał”, Finn miałby z tym pewien problem zważywszy na jego aktualny stan.
Nie najlepiej się czuł ze świadomością, iż najgorliwiej strzeżone wspomnienie zostanie odkryte przez drugą osobę, niezwiązaną całkowicie z ówczesnym incydentem. Finn był pewny swojej decyzji, jednak nie wykluczało to odczuwania związanego z tym strachu. Musiał zużywać wiele energii, aby nie dać się porwać panice. Przelotne i delikatne przytulenie powstrzymało narastający stres. Nim zdążył położyć dłoń między jego łopatkami, ten już zniknął. Zostawił na policzku mrowiący ślad po ustach i zabrał swoje ciepło, odsuwając się na tyle daleko, by Finn zaprotestował cichym jękiem. Wiedział, że nie powinni zwlekać lecz tak trudno było mu zachować pełen spokój. Zakręciło mu się w głowie na widok wpadającej do tarczy witki wspomnienia. Niemo w myślach krzyczał “Nie rób tego!” lecz zacisnął zęby i odwrócił wzrok, by nie rzucić się ku Vinciemu i go nie odciągnąć jak najdalej. To nie tak, że mu nie ufał - właśnie w dowód zaufania go tutaj przyprowadził, by wpuścić go do swojej głowy. Po prostu się bał jego reakcji, a jak wiadomo strach potrafi popchnąć do wielu mało chwalebnych czynów. Nie czułby się fair w stosunku do Vinciego, gdyby ukrył przed nim tak ważną część siebie. Nie miałby czystego sumienia, jeśli weszliby w związek oparty na tym skrajnym niedomówieniu. Zwyczajnie panikował, chciał odwlec to w czasie i wymyślał pod nosem absurdalne wymówki, by jednak nie ryzykować. Vinci może go już nie chcieć, dowiedziawszy się, że Finn do tej pory marzy, by, zamordować pewną osobę. Gdy odkryje do czego byłby Finn zdolny, z jaką łatwością by odebrał komuś życie… że potrafi być znieczulonym na świat człowiekiem całkowicie pozbawionym skrupułów. Wstrzymał ze świstem oddech w chwili, gdy Vinci dotknął tafli myślodsiewni i znieruchomiał jak rażony piorunem. Rzucił się gwałtownie ku niemu, wyciągał ręce by go stamtąd zabrać, gdy to w ostatniej chwili przypomniał sobie po co właściwie go tutaj zaprosił. Chciał z nim być i aby tak się stało musiał się odsłonić bardziej niż kiedykolwiek w życiu. Zatrzymał dłonie i opuścił je, odsunął się od chłopaka i zaczął nerwowo chodzić po sali-łące. Musi się czymś zająć.
- Co ja robię, co ja na kości skrzata, robię. - chwycił boki swojej głowy, zacisnął mocno powieki i je otworzył próbując się otrząsnąć. Oddychanie sprawiało mu trudność, błądził wzrokiem po okolicy zaś na dokładkę pusty żołądek skurczył się boleśnie ze stresu. Z każdą upływającą minutą czuł się coraz gorzej. Zastanawiał się który moment Vinci teraz obserwuje. Czemu nic po nim nie widać? Nie rusza się, oddycha płytko. Czy już wyrobił sobie na jego temat opinię? Podszedł do niego, przyjrzał się wygładzonej twarzy na której nie znalazł żadnego objawu złości. Mógł patrzeć swobodnie na każdy cal jego skóry. Serce mu się ścisnęło na myśl, że lada moment może stracić prawo do jego obecności. To było tak bolesne, że zadrżał cały, katowany raz po raz zimnymi dreszczami. Chciał go dotknąć, rozgrzać się nim, uspokoić zapachem ciała i zamknąć oczy z przytulonym doń policzkiem. Nie zauważył kiedy zaczęło mu na nim zależeć. Nie wyobrażał sobie dnia bez przynajmniej jednego jego uśmiechu, który zawsze trafiał mu do serca. Vinci był taki ufny, łagodny i nieskalany przykrymi doświadczeniami; całym sobą wołał, by go kochać. Miał w sobie coś, co przyciągało Finna jak magnes. Tak bardzo chciał z nim być, iż świadomość, że może lada moment zaprzepaścić ich kiełkujące uczucie była nieznośnie bolesna. Któż by chciał wiązać się z niedoszłym mordercą mającym zadatki i chęci, by nim zostać? Skrzywdziłby Vinciego swoją osobowością… jęknął, potarł dłonią całą swoją twarz i zatrząsł się z zimna. Wytarł nerwowo ręce o spodnie i cofnął się na dwa kroki. To może potrwać a czekanie doprowadzało go do szału. Czuł za mostkiem mocne ukłucia, serce dudniło boleśnie. Musiał coś zrobić, by wytrzymać. Nie da rady wykrzesać z siebie odpowiedniej cierpliwości. Płakać mu się chciało na myśl, że musi tak wystać i niekończące się dziesięć minut. Wziął głęboki wdech okraszony zrozpaczonym jękiem. Nie da rady… zaraz może zostać skrzywdzony osądem, a to może mocno naruszyć jego “dobrą” stronę. Vinci mógłby zasiać w nim spustoszenie jeśli za chwilę z nim “zerwie” jakiekolwiek kontakty. Zapewne zrobi to delikatny sposób, to byłoby zgodne z jego naturą. Finn wyczyta z jego twarzy prawdę… ale się jej bał. Nie zdążył go nawet pocałować na zapas, na wszelki wypadek, jeśli mieliby wyjść z pokoju osobno, każde w swoją stronę. Miałby więcej do wspominania... nie chciał wspominać, chciał tym żyć.
Zamknął w końcu oczy. Usłyszał cykanie świerszczy, szum drzew, trawy, dudnienie swojego serca. Musiał się jakoś zabezpieczyć na wypadek ziszczenia się najgorszego scenariusza. Skupił się na swoim ciele, na każdej kończynie, na palcach, mięśniach twarzy, ramion. Po paru chwilach oddech Finna się wyrównał. Stał nieruchomo jak posąg, a jego postawa powoli ulegała zmianie. Opuścił barki, rozluźnił je. Wszystkie mięśnie puściły, nie był już taki napięty. Wyprostował kark i uchylił powieki. Całe zdenerwowanie i ciepło stłamsił na samym dnie serca. Uspokoił się i przestał wszystek odczuwać w tak intensywnym stopniu. Można rzec, że jego mina zobojętniała i wydawała się znudzona. Patrzył przed siebie chłodnym wzrokiem, ledwie mrugał. Uniósł dłoń przed siebie, obrócił ją. Na jego ustach wykwitł starannie dobrany delikatny uśmiech pełen satysfakcji. Od razu lepiej. Przestał lgnąć ku Vinciemu, choć doskonale wiedział gdzie się znajduje i ile czasu zajęłoby mu doskoczenie do niego w razie czego. Musiał zablokować w sobie uczucie płynące ku niemu, by móc przetrwać czas oczekiwania na osąd. Udało się je jako tako wyciszyć, choć dalej je odczuwał jako delikatne sporadyczne muśnięcia ciepła. Zaczął je ignorować, by utrzymać emocje na wodzy. Nie było to zbyt łatwe, pochłaniało najwięcej siły woli, ale póki co działało. Zero spontaniczności i szczodrych uśmiechów. Panował nad myślami i emocjami w pełni, wszak wszystek powyższe zostało zamknięte na cztery spusty w cichym zakątku umysłu. Uniósł podbródek, westchnął z ulgą i rozejrzał się po ciemnej łące. Kiedy strach zszedł na dalszy plan cała ta sytuacja przestawała go tak stresować. Co ma być to będzie. Nie ma odwrotu. Wsunął dłoń w do kieszeni i wyczuł w niej karteczkę. Fotografia. Wyciągnął ją, delikatnie rozłożył, jej krawędź muskając palcem wskazującym. Popatrzył na treść niewidzącym wzrokiem. Znał każdy szczegół na pamięć, nie potrzebował wzroku by wiedzieć co ona przedstawia. Swobodnym krokiem podszedł do pobliskiego drzewa i tam też zdjęcie umocował na gałązce. Odszedł kawałek dalej i stanął naprzeciw w odległości kilku metrów.
- Co by z tobą zrobić... - mruknął ledwo otwierając usta. Popatrzył na ziemię. Obok jego prawej dłoni zmaterializował się taborecik z czterema lotkami i trzema małymi nożykami do rzucania. Dwoma palcami sięgnął po pierwszą z brzegu lotkę. Przekrzywił głowę i popatrzył na zdjęcie. Uniósł policzek w pozbawionym radości uśmiechu, wycelował i rzucił. Wbiła się przy dolnym krańcu kartki. Sylwetka chłopca i psa nagle poruszyła się, odwrócili się do niego twarzami (i pyskiem), w chwili gdy wycelował kolejną. Schowali się przy brzegach fotografii, a lotka wylądowała na trawie obok pnia. Finn zacmokał i wziął do dłoni trzecią. Przesunął ją do swych warg, musnął, naznaczył. Ta trafiła, cal od głowy zdjęcia chłopca, który skulił się połowicznie za szczenięciem. Czuł dziwną satysfakcję, odstresowywał się mogąc targnąć na zdjęcie. Popatrzył na nieruchomego Vinciego wzrokiem pozbawionym jakiejkolwiek głębszych emocji. Sięgnął po nożyk, nieduży, leciutki, wyważony. Wrócił wzrokiem do zdjęcia. Rzucił. Trafił z boku, przedziurawił kartkę i naruszył ramię chłopca, który szalał i wariował na zdjęciu, próbując się wyswobodzić spod ostrza. Psidwak niemo szczekał. Finn uśmiechnął się pod nosem, upiornie, zimno. Podobała mu się panika nawet rzeczy martwej. Rysy jego twarzy wyostrzyły się, nabrały wyrazistości i zaciętości. Był rozluźniony i nagle odkrył w sobie energię, której od rana mu brakowało. Odwrócił gwałtownie głowę widząc kątem oka ruch ciała Puchona. Wrócił.
- Najwyższa pora, Viníciusie. Lotki mi się skończyły. - zagaił spokojnym, pełnym mocy głosem. Sięgnął po nożyk, obrócił go w dłoni i ogrzał na swojej skórze. Popatrzył na chłopaka krótko, jakby dłuższe wpatrywanie się w jego wykrzywioną pytaniem twarz miała go "przywrócić do stanu początkowego", czyli innymi słowy - ludzkiego. Obojętność działała bez zarzutu - póki co. Serce nie biło szaleńczo, nawet się nie zdenerwował. Zapanował nad tym, co było dosyć nienormalne zważywszy na kaliber spotkania. Popatrzył znów na swój papierowy cel i rzucił weń nożykiem. Syknął niezadowolony, gdy spudłował. - Powinienem poćwiczyć. - powiedział do siebie spoglądając na ten utkwiony w zdjęciu. Skrzyżował ręce na ramionach, jedną dłoń uniósł ku swoim ustom i postukał w nie smukłymi palcami. Były zimne tak samo jak skóra jego twarzy i serce okute teraz bezpieczną fortecą zobojętnienia. Błękitne oczy spoczęły na Vincim. Leniwym krokiem zmniejszył między nimi odległość do półtora metra. Patrzył nań z góry. Nie z nienawiścią, nie z pogardą. Po prostu patrzył. Gdy ten otwierał usta, by coś powiedzieć, nagle uniósł palec ku górze, by go powstrzymać. - E, nic nie mów. Cśś, jeszcze moment. - zażądał i popatrzył kątem oka na latający wokół nich rój świetlików. Złapał jednego bez większego problemu, zamknął w swojej dłoni tak, jak to było we wspomnieniu, w prywatnym pokoju. Spomiędzy jego palców zaczęło przedostawać się zielone światło, robaczek brzęczał i łaskotał próbując się wydostać z nowego więzienia. Panował półmrok przez co oczy Finna wydawały się czarne. To nadawało wyrazowi jego twarzy agresywnego elementu. Zamrugał leniwie, nie spieszył się. - Przypatrz mi się. Oglądaj mnie. - nie prosił, nakazywał.  Zajrzał do jego oczu, badawczo, czujnie. Brzmiał obco, nie jak dwa dni temu, gdy to kipiał czułością skierowaną tylko do jego osoby. Przesunął zamkniętą dłoń do twarzy przy okazji oświetlając swoją i Vinciego. Jego oliwkowa cera wydawała się szara w porównaniu z zielonkawym blaskiem. Nie odrywał od Marlowa świdrującego wzroku. Śledził każdą zmarszczkę mimiczną, by wyczytać z nich prawdę. Nie umknie mu nawet nerwowy tik. - Osądź. Teraz. - zmiażdżył w ręku świetlika, poczuł na skórze ciepło jego małych wnętrzności. Zielone światełko zostało zgaszone w brutalny sposób. Zabrał dłoń z zasięgu wzroku Vinciego. Niby bez powodu a może z racji tego, że pamiętał o jego awersji do robaków? Trudno rzec, twarz Finna była nieprzenikniona. Pozbył się truchła robaka, dłoń wytarł w chusteczkę, która pojawiła się w jego dłoni zgodnie z żądaną myślami potrzebą. Zadbał by jego skórę nie kalało absolutnie nic. Patrzył na chłopaka wyzywająco, choć nie prowokująco. Czekał. Myślami nie biegł ku wspomnieniu. Wszystkie owijały się wokół Vinciego niczym macki, próbował przewidzieć jego reakcję i to, co potencjalnie chciałby ukryć. Wspomnienie to jedno, osobna sprawa to postawa Finna. O dziwo ten chłód do niego pasował, choć nie zachęcał nim do nawiązywania bliższej relacji. Zupełnie jakby chciał sprawdzić czy Vinci od niego ucieknie poznawszy wstydliwą prawdę o swoim, cóż rzec, prawie chłopaku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą. Tatuaż na karku, kolczyk w lewym uchu
Galeony : 617
  Liczba postów : 320
https://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
https://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
https://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
https://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
https://www.czarodzieje.org/t18404-vinicius-marlow-dziennik
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptySob Sty 05 2019, 23:55;

wspomnienie:
Poczuł szarpnięcie i odruchowo zacisnął powieki, a kiedy w końcu je otworzył... Finna już nie było. Usiana blaskiem świetlików łąka zniknęła na rzecz gęstej mgły, cykanie świerszczy zastąpił dziecięcy śmiech. Nigdy nie oglądał wspomnienia w ten sposób, nie wiedział jak ma się zachować, co zrobić... iść w stronę dźwięku? Powiedzieć cokolwiek? Czy swoją obecnością mógł wpłynąć na wspomnienie, zmodyfikować je jakoś? Czy w chwili gdy Finn z powrotem schowa je w zakamarkach swojego umysłu, będzie się czymś różniło?
Niewygodne rozmyślania przerwał mały blondynek, którego słyszał przed momentem; śmignął tuż obok niego, wywołując podmuch powietrza, który poczuł na swojej twarzy... zupełnie jakby był prawdziwy. Wsunął dłonie do kieszeni bluzy, chcąc samemu sobie dodać jakoś otuchy i ruszył za chłopcem, a po chwili wyminął go pies. Ze zdziwieniem odnotował dwa ogony, musiał być to więc psidwak. Kiedy w końcu się zatrzymali, mógł dokładniej przyjrzeć się chłopcu, odnaleźć w dziecięcej buzi twarz ukochanej osoby, w oczach iskierki tak znajome, choć teraz zdawały się być intensywniejsze. Uśmiechnął się nieświadomie, oglądanie małego Finna w szczęśliwej chwili dziecięcej beztroski wywoływała przyjemne ciepło, które pozwoliło mu się rozluźnić. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niego, że coś w tym obrazku jest nie tak, że coś tu nie gra. Finn bawił się z psidwakiem? Ze zwierzęciem? Przytulał go, głaskał, mówił do niego czule... kochał go. W pamięci próbował odnaleźć choćby jeden moment, kiedy to Finan Gard z własnej nieprzymuszonej woli czule odezwał się do jakiegoś zwierza. Nie potrafił. Zmarszczył brwi i drgnął w chwili gdy usłyszał kobiecy głos. Natychmiast odwrócił się w stronę, z której dobiegało wołanie, chciał przyjrzeć się kobiecie... czy to była jego mama? Zanim doszedł do jakiegokolwiek wniosku, wszystko przesłoniła mgła. To już? Tyle? Koniec? Nie... to niemożliwe, nie oszukałby go w ten sposób. Czekał cierpliwie aż zmaterializuje się przed nim kolejna część złożonego, jak się okazywało, wspomnienia. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym teraz przebywał, po ciemnym dziecięcym pokoju. Zlokalizował małego Finna, którego przez ilość poduch z początku przeoczył, skierował ku niemu swe kroki i usiadł na brzegu łóżka. Zaśmiał się cicho, słysząc dziecięcy głosik, wyciągnął rękę z chęcią pogłaskania Kaja po odsłoniętym kawałku pyska i ze zdziwieniem odnotował, że nie jest w stanie go dotknąć. Ręka przeszła przez zwierzęcy łebek jakby była zupełnie niematerialna. Westchnął, spojrzeniem odprowadził świecącego robaczka, który zamigotał w chwili kiedy został wypuszczony na wolność.
Wspomnienia pojawiały się i znikały coraz szybciej, były krótkie, urwane, a jednocześnie przedstawiały tak wiele treści. W pewnym momencie zapomniał po co właściwie tu jest, po prostu cieszył się możliwością oglądania szczęśliwych momentów z dzieciństwa Finna. Był wtedy taki inny, taki wesoły i otwarty, niesplamiony potrzebą wiecznej kontroli, która w rzeczywistym świecie grubym murem odgradzała go od reszty świata. Śmiał się, uśmiechał, ciepłym spojrzeniem wiódł za dziecięcą sylwetką... do momentu aż gęsta mgła na moment odcięła go od wspomnień.
Rozejrzał się, tknięty nagłym niepokojem. Nie znał jego źródła, nie rozumiał go, to było przeczucie, niejasne wrażenie. Uśmiech znikł z jego twarzy, mięśnie spięły się odruchowo. W końcu, jakby niechętnie pojawiła się scena, która, choć nie wyglądała niepokojąco, sprawiała, że nieprzerwanie odczuwał ten dziwny ścisk w żołądku, który nie pozwalał mu się rozluźnić. Kiedy usłyszał skomlenie psa, bez zastanowienia pobiegł w tamtą stronę, tuż obok chłopca. Widząc skulone zwierzę i pastwiącego się nad nim rudzielca, poczuł wzbierającą w nim złość; zacisnął dłonie w pięści, przymrużył oczy, wpatrując się w twarz patykowatego chłopaka. Z grymasem gniewu na twarzy wysłuchiwał dziecięcej sprzeczki, skomlenie przerażonego Kaja łamało mu serce. Otoczenie się zmieniało i on sam również czuł, że zaraz stanie się coś złego. Sytuacja pogarszała się z sekundy na sekundę, ze słowa na słowo, aż w końcu Ove rzucił się na Finna, wywołując szereg tragicznych wydarzeń. Wewnątrz cały rwał się by powstrzymać chłopców, uspokoić psidwaka, uderzyć cholernego rudzielca... by zrobić cokolwiek. Nie mógł nic... stał więc i obserwował, zaciskając zęby na wardze, wpijając półksiężyce paznokci we wnętrze swoich dłoni. W chwili gdy pojął co się wydarzy miał ochotę zamknąć oczy, odwrócić się od tego, coś jednak nie pozwalało mu na to, jakaś siła płynąca z jego wnętrza kazała mu bez choćby mrugnięcia okiem patrzeć na cierpienia psidwaka... i jednocześnie Finna. A może to moc myślodsiewni była tak okrutna? Próbował krzyknąć, lecz z gardła nie chciał wydobyć się głos. Na pobladłych policzkach poczuł chłód mokrych strug. Wszystko wokół się zatrzęsło i on również zadrżał, czując w sobie nagły gorąc, który rozlewał się po jego ciele, doprowadzając płynącą w żyłach krew do wrzenia. Patrzył na płaczącego chłopca i sam też płakał; nie miał pojęcia ile minęło czasu nim rozległ się upiorny śmiech rudego oprawcy. Poderwał głowę, ocierając łzę spływającą po policzku, zmierzył Ove płonącym, pełnym niedowierzania spojrzeniem. Jak można być takim potworem? Jak można w głos śmiać się po zrobieniu czegoś takiego? Gorąca furia szalała w nim niespokojnie, sięgała granic, których przez siedemnaście lat jego życia nie udało jej się przekroczyć i w końcu przeszła przez nie, zalewając go całego. Drżał mocno, w zaciśniętych non stop pięściach poczuł ciepłą wilgoć, nie przejmował się tym jednak. Kucnął obok chłopców w chwili gdy Ove został powalony na ziemię, z bliska przyglądał się cierpieniu rudowłosego sadysty. Całym sobą kibicował Finnowi, wypełniająca go furia cieszyła się z cierpienia jakie zadawał, pragnęła go więcej. Jęknął przeciągle gdy mały Gard na moment stracił kontrolę, pięścią uderzył w ziemię, zaciskając mocno zęby. Wtem niesiony magiczną mocą kamień uderzył w Ove, zwalił go z nóg. Na ustach Viníego rozciągnął się pełen zadowolenia uśmiech, wiedział że to jeszcze nie koniec, czuł to i... cieszyło go to niezmiernie. Płonącymi gniewem brązowymi oczyma z satysfakcją wpatrywał się w przebrzydłą twarz, która szybko zabarwiła się krwią, przysunął się by jeszcze lepiej widzieć cierpienie na twarzy, której w tym momencie nienawidził najbardziej na świecie.
I nagle oprzytomniał. Zachłysnął się orzeźwiającym powietrzem, jak oparzony odskoczył od okładanego brutalnie rudzielca, wylądował na tyłku. Dotarł do niego ból, który czuł w zaciśniętych pięściach, rozprostował palce zakończone zabarwionymi posoką paznokciami; z płytkich ranek w kształcie półksiężyca sączyła się krew, ubarwiając dłoń czerwienią. Jedna dłoń, ta którą uderzył o ziemię, pulsowała bólem. Pamiętał wszystko co widział i słyszał, a jednocześnie czuł się tak jakby wcale go tu nie było, furia przejęła nad nim kontrolę, zupełnie nim zawładnęła. Brzydził się tego uczucia, brzydził się samego siebie. Niechętnie wrócił wzrokiem do małego Finna, do wykrzywionej nieludzko twarzyczki, do lodowatych niebieskich oczu. Blondynek w końcu puścił rudzielca, zlazł z niego, doczołgał się do martwego zwierzęcia. Wzdrygnął się, niechętnie podniósł i przybliżył do leżącego chłopca, marszcząc brwi. Zabił go? Czy to możliwe by go zabił? Zacisnął wargi i nachylił się nad Ovem, nasłuchując oddechu, zamarł i poruszył się dopiero w momencie kiedy zyskał pewność, że chłopczyk wciąż żyje. Odetchnął z ulgą, wziął kilka głębokich wdechów, spojrzeniem powiódł ku umazanemu we krwi Finnowi, który leżał na trawie, tuląc do siebie martwego psidwaka. Wpatrywał się weń bez ruchu i z ulgą przyjął moment, w którym obraz zaczął się oddalać. Ani myślał próbować go gonić, nie chciał patrzeć na to ani sekundy dłużej... właściwie nie był w stanie poruszyć się ani o pół kroku, zupełnie jakby wrósł w ziemię.
Następne dwie sceny niemal zlały mu się w jedno. Czuł palącą rozpacz, oczy piekły go niemożebnie domagając się łez, te jednak nie chciały płynąć. Był oniemiały, zszokowany, jakby coś w nim umarło. Czuł grozę, a jednocześnie rozdzierające współczucie, bijącemu Finna ojcu posłał jedynie niechętne spojrzenie. Gniew starał się trzymać na wodzy, bał się, że znów mógłby przejąć nad nim kontrolę.
Stał wciąż w tej samej pozycji, czekał. Wydawać by się mogło, że to koniec, wspomnienie jednak trwało nieprzerwanie, jakimś cudem doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Przeniósł się do ciemnego pokoju, w którym siedział Finn. Było w nim coś uderzająco znajomego i nie była to wcale kwestia tego, że wydawał się ciut starszy. Był taki.... opanowany. Chłodny, zdystansowany. Tak wyglądał nim otworzył się przed nim choć odrobinę, nim zaczęli się przyjaźnić. Ze wszystkich okropnych obrazów ten w jakiś dziwny sposób jawił mu się jako najgorszy. Może to dlatego, że pokazywał coś, co widział już na własne oczy, co było mu w pewien sposób znajome? Chciał podejść do niego, zajrzeć w błękitne oczy; zrobił krok w jego stronę, lecz coś wypchnęło go ze wspomnienia, brutalnie przywracając rzeczywistości, na którą nie był jeszcze gotowy.

Poczuł się tak, jakby po długim czasie wynurzył się ponad powierzchnię wody. Łapczywie pochwycił powietrze, zachłysnął się nim, rozkaszlał się. Zaczął drżeć, właściwie trzęsło nim jakby spędził co najmniej godzinę wystawiony na działanie mrozu. Łokciami oparł się o brzegi kamiennej misy, pochylił się nad jej świetlistą zawartością i dyszał ciężko, bezskutecznie próbując dojść do siebie. Dopiero głos Finna sprawił, że przestał trząść się jak osika i zamiast tego zamarł w bezruchu. To nie spokojny, obcy mu ton głosu wywołał taką reakcję, a własne imię – pełna jego forma, którą z jego ust usłyszał po raz pierwszy w życiu. Z jakiegoś powodu zmroziło go to do szpiku kości, spowodowało, że wyprostował się nagle i błyskawicznie odwrócił w jego stronę. Nie wiedział czy to dziwne wrażenie było rzeczywiste, czy może przez ogrom emocji zawartych we wspomnieniu odczuwał wszystko za mocno. Rzutki? Jakie rzutki? – to pytanie rozbiło się w jego umyśle, lecz mimo prób nie wypowiedział go na głos, wciąż był zbyt oniemiały, zszokowany. Odgarnął z twarzy włosy i zlokalizował Puchona, który na moment stracił zainteresowanie jego osobą. Dostrzegł błysk metalu w jego dłoniach, usłyszał cichy dźwięk wbijającego się w korę ostrza, a potem syknięcie. Co to za zdjęcie wisiało na drzewie? Skąd się tam wzięło? Zmarszczył brwi, czując coraz większy niepokój. Ile czasu go nie było? Co przez ten czas działo się z Finnem? Kim była osoba, która wyglądała jak on, a jednak zachowywała się zupełnie inaczej? Nie potrafił przemóc się by wykonać w jego stronę chociażby krok, nie chciał wierzyć, że ma do czynienia z tym samym Puchonem, którego zostawił tu przed momentem. Bał się do niego podejść, gdyż nie potrafił przewidzieć reakcji, tak samo własnej, jak i jego. Kiedy ten w końcu skierował ku niemu swoje kroki, nieświadomie spiął mięśnie i wyprostował się jeszcze bardziej, starając się wyglądać na wyższego; zupełnie jakby się bronił. Zajrzał w jego oczy, które patrzyły na niego bez krztyny ciepła, otworzył usta aby zadać jedno z miliona pytań krążących mu po głowie, został jednak uciszony. Zmarszczka, która od dłuższego czasu nie znikała spomiędzy brwi pogłębiła się dodatkowo kiedy powiódł spojrzeniem za jego wzrokiem a Finn pochwycił w dłoń małego świetlika.
Coś w tonie jego głosu odbierało mu wolną wolę. Jeśli żądał ciszy – milczał, jeśli nakazywał mu na siebie patrzeć – wbijał weń spojrzenie. Przez myśl nie przeszło mu nawet, że mógłby zaprotestować, odmówić, zadać wszystkie dręczące mu pytania nim dostanie na to jawne przyzwolenie. Nie, wpatrywał się tylko w niego jak zahipnotyzowany. To co miał przed oczami było przerażające i fascynujące jednocześnie. Pociemniałe w mroku nocy oczy nadawały mu nieludzkiego wręcz wyglądu, rysy twarzy były wyostrzone, jakby nieznajome mimo że tak wiele razy analizował je spojrzeniem. Stał przed nim nie Finn, w którym prawie pół roku temu zakochał się bez pamięci, a okruch lodu więziony do tej pory na samym dnie serca. Z początku przestraszył się tego oblicza, jednak im dłużej mu się przyglądał... im dłużej patrzył w lodowato zimne tęczówki, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że nie ma się czego obawiać. Że akurat jemu nic nie zagraża. To tylko skorupa, mur, który przy odpowiednim wysiłku znów uda mu się rozbić... prawda? Wziął głęboki, uspokajający wdech. W Finnie trzymającym świetlika w więzieniu własnych palców było coś zadziwiająco znajomego. Z początku nie potrafił określić co, z czasem jednak dotarło do niego jedno z wspomnień, które miał okazję dziś zobaczyć. W niczym nie przypominał tamtego pełnego miłości i ufności chłopca, był złamany, zepsuty. Warga Viníego drgnęła, a oczy zaszkliły się, choć łzy wciąż nie chciały płynąć. Oglądanie go w takim stanie sprawiało mu niemal fizyczny ból. Jaką byłby teraz osobą gdyby na jego drodze nigdy nie stanął rudowłosy chłopiec? To pytanie non stop tłukło się po jego umyśle, wywołując nieprzyjemne pieczenie oczu i łaskotanie na samym czubku nosa.
Swoim obco brzmiącym głosem po raz kolejny rozerwał ciszę, a chwilę po tym zniszczył źródło zielonkowatego światła, które więził w garści. Rozchylił usta, a po policzkach w końcu spłynęły łzy, które do tej pory wstrzymywane były szokiem i oniemieniem. Brązowe oczy, które w słabym świetle zdawały się być zupełnie czarne, spojrzały nań ze złością; opuścił głowę, na wysokość oczu uniósł otwarte dłonie, wbił w nie spojrzenie. Po krwawych półksiężycach, które widział kiedy patrzył na nie ostatnim razem nie został ślad. Pozostały tam gdzie ich miejsce, cierpienie przyciągnęło cierpienie, ból połączył się z bólem. Słona kropla skapnęła na jedną z dłoni, rozlała się na samym jej środku. Zamrugał, jakby wyrwany ze snu, zacisnął pięść i gwałtownie poderwał głowę, patrząc na niego – wciąż ze złością.
Dlaczego to zrobiłeś?! – zachrypły krzyk wyrwał się z jego piersi, wypełnił łąkę, odbił się echem. Pokonał dzielące ich półtora kroku, dopadł do niego i bez zastanowienia uderzył go w pierś – niezbyt mocno, bokiem pięści. Drugą ręką uderzył go dokładnie tak samo, z drugiej strony. – Jak mogłeś to zrobić? Dlaczego zabiłeś tego cholernego świetlika? Po co?! – rozprostował palce lewej ręki i wczepił je w bark Finna; zacisnął je mocno, boleśnie wpijając paznokcie w przykrytą bawełnianą warstwą skórę. Prawą okładał go raz po raz, to mocniej, to znów słabiej. Łzy nieustannym strumieniem spływały po śniadych policzkach. Pociągnął nosem. – Co się z tobą, stało? Gdzie jest Finn? Gdzie jest MÓJ Finn?!
Na sam koniec uderzył najmocniej, potem opuścił rękę, jakby nie miał siły by dłużej ją unosić. Wtulił twarz w jego szyję, nieustannie wstrząsany cichym szlochem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptySob Sty 05 2019, 23:56;

Nawet jeśli dostrzegał reakcję Vinciego, tak nie dawał po sobie nic poznać. Napawał się pełną władzą nad swym ciałem i umysłem. Był prawie przekonany, że nic ani nikt nie może mu tego zabrać. Kontrolował każdy swój oddech, zachowywał pełen spokój i w ten sposób właśnie się bronił przed spodziewanym atakiem. Wpatrywał się tak sobie w mimikę Vinciego i obserwował pojawiające się na niej emocje. Były wyraźne, rzucały się w oczy. Zarejestrował nawet mikroskopijne drgnięcie policzka, które powinno go chociaż w minimalnym stopniu uprzedzić na co się zanosi. Ciemność nie przeszkadzała mu w obserwacji Vinciego. Odległy zielonkawy blask reszty roju świetlików i bezchmurne niebo nad nimi dawało wystarczająco dużo światła, by mógł skupić się na czujnej obserwacji. Akurat stali w najwygodniejszy sposób, promienie księżyca w nowiu padały przez ramię Finna prosto na policzki Vinciego. To było niezwykłe, a jednocześnie przygnębiające ujrzeć rodzącą się w jego oczach rozpacz. Spodziewał się naprawdę wielu - wrzasku, potępienia, obrzydzenia, przekleństw, rzucania zaklęciami, ucieczki - ale nie łez. Zdumiał się, zamrugał i jednocześnie zirytował, bowiem Vinci nie odezwał się nawet słowem, a już znacząco utrudniał mu zachowanie nad sobą kontroli. Swoim ciałem go wołał, łzami udowadniał jak mocno go zranił zabiciem zwyczajnego robaka, ot tak bez powodu. Też spojrzał na jego dłonie jakby miał zobaczyć to, co on. Nie rozumiał, żądał odpowiedzi, a nie dostał jej. Został po prostu zignorowany, co tylko zaczynało go wkurwiać. Gardził lekceważeniem i właśnie go zaznawał, co tylko rodziło nieprzyjemne emocje. Niespodziewany krzyk rozdarł ciszę, ogłuszył Finna na pełną sekundę, którą Vinci wykorzystał i go dopadł. Zareagował odruchowo, cofnął się, uchylił przed ciosem, ale i tak po chwili dostał bokiem pięści prosto w bliznę na mostku. Później pojawiły się inne uderzenia, które nie niosły za sobą żadnego bólu. Przestał się przed nimi osłaniać, bo przecież nie miało to sensu. Jak rażony wpatrywał się w strużki łez znaczących wilgocią policzki Vinciego. Twarz miał bladą, wciąż pozbawioną emocji, krzyk wrzynał mu się głęboko w uszy i docierał do zakamarków umysłu, a stamtąd wprost do serca. Ledwie co je uciszył, a zaczynało się wybudzać. Nie łagodnie, a gwałtownie i bardzo boleśnie. Błyskawicznie przeniósł wzrok na bark, na którym zacisnęły się ciepłe dłonie. Odczuł ból, gdy wbił w jego skórę paznokcie. Uznał po cichu, że lubi ten rodzaj cierpienia. Zachłysnął się powietrzem wracając brutalnie na ziemię. Gdzie jest mój Finn? Szukał samego siebie, Vinci go przecież wołał i potrzebował. Zakręciło mu się w głowie, zrobiło mu się po prostu słabo i miał ochotę stracić przytomność, zapaść się w otchłań. Zamykał oczy by oddać się w objęcia Morfeusza, gdy znikąd pojawiła się pomoc. Przy szyi poczuł miękkie ciepło, do torsu przylgnął człowiek z krwi i kości, ze zdwojoną siłą został zaatakowany bodźcami, przed którymi miał się teoretycznie wzbraniać. Chciał krzyczeć, a z jego gardła nie wydostało się nic. Ciepłe łzy zaczęły wsiąkać w jego koszulkę, dodawały jej znaczącego ciężaru i wstrząsnęły całym ciałem Finna. Nie spodziewał się. Jak zawsze. Powinien przywyknąć, że Vinci go zaskoczy na każdym kroku. Z początku trzymał dłonie nieruchomo za jego plecami, nie dotykał go, stał sztywno i dawał mu nieme przyzwolenie na bliskość, do której miał wszak nie dopuścić. Gdy Vinci cały zadrżał wstrząsany szlochem, Finn wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk. Z jakąś wyczuwalną w geście agresją zamknął go ramionach, przycisnął do siebie mocniej. Dłonią przytrzymywał jego potylicę, wtulał jego policzek w swoje ramię. Objął go w talii, przysunął jeszcze bliżej aż stykali się biodrami. Zamknął oczy, chciał odejść w zapomnienie i zniknąć. Gorący oddech palił jego skórę, przedostawał się przez materiał koszulki i wydzierał w jego sercu dziurę. Oparł brodę na rozpalonym od emocji czole Vinciego, zgarnął wilgotne kosmyki, nadał nowej siły przytuleniu. Jego usta wygięły się ku dołowi, zacisnął je i powstrzymywał. Nagle przez ciało przebiegł bardzo, ale to bardzo zimny dreszcz. Walczył sam ze sobą, nie wiedział jak ma się zachować. Co rusz pojawiające się łzy wywoływały mieszankę emocji, z którą sobie zwyczajnie nie radził. Zacisnął palce na jego bluzie, próbował oddychać i nie umrzeć od życia. Gdzie jest mój Finn?
- Musisz wiedzieć jaki jestem. Dlatego to zrobiłem, żebyś wiedział. Musisz, mówiłem ci przecież, że to nie jest byle co. To ułamek tego, co we mnie siedzi. - mówił cicho, gorączkowo, szybko, jakby próbował się jak najszybciej usprawiedliwić i złagodzić przewidywaną karę. - Świetlik to początek. Musiałem się bronić, dalej muszę, ale przed tobą nie umiem. Przegrywam. Zawsze. - przesunął dłoń z jego talii wyżej, po całym kręgosłupie aż do karku. Odsunął się pół metra, spojrzał na zalaną łzami twarz i jęknął głośno z bólu, z tego, co mu zrobił. - Nie chciałem cię krzywdzić, przepraszam. Przepraszam, naprawdę, tylko nie ty. - głos mu się podłamał, wodził błędnym wzrokiem po twarzy Vinciego, odsunął włosy z jego policzków, z czoła, głaskał go po skroniach, nieśmiało próbował zetrzeć co rusz pojawiające się na miękkich policzkach łzy. Brzydził się samym sobą. Teraz sobie zdał z tego sprawę. Kajał się przed nim, choć wiedział, że nie ma raczej szans na jakąkolwiek ugodę. Vinci kochał stworzenia, szanował życie nawet robaków, których tak bardzo nie cierpiał. Dla Finna nie stanowiło problemu zmiażdżenie świetlika tak samo, jak potrafiłby wytępić ich cały pobliski rój bez mrugnięcia okiem. Vinci powstrzymywał go, nie pozwalał mu rozwinąć w sobie zimnego cichego gniewu. Gdzie jest mój Finn? Chciał krzyknąć "Tutaj jestem" lecz głos ugrzązł mu w gardle. Nie był pewien czy to ten właściwy on.
- Mam w sobie zło, Vinci. Widziałeś je. Jest prawdziwe, namacalne. - szeptał, nieprzerwanie trzymając dłonie na jego skroniach. Nachylał się nad nim tak, by byli na tym samym poziomie spojrzenia. Kropla potu spłynęła mu po karku zostawiając za sobą nieprzyjemny dreszcz. - Masz prawo mnie nie chcieć. Masz wszelkie prawo, tylko daj mi znak. - w tych słowach pobrzmiewało sporo bólu, którego nawet nie próbował zatuszować, świadom, że byłoby to niemożliwe do wykonania. Gdzieś na tyłach głowy kiełkowała nadzieja, że jednak będzie chciany. Inaczej Vinci nie wtuliłby się w niego, nie pragnąłby bliskości w chwili cierpienia. Gdyby nim gardził, stroniłby od kontaktu, użyłby różdżki i mocy, jaką posiadał. Patrzył mu prosto w oczy okolone wilgotnymi rzęsami. Wpatrywał się bez mrugnięcia i choć było mu wstyd, nie uciekał. Dalej czekał na osąd i decyzję. Z ogromną niechęcią zdjął dłonie z jego ciała, choć nie ośmielił się cofnąć ani ruszyć w którąkolwiek stronę. Nogi wrosły mu w ziemię, uznał, że nie ma prawa go dotykać, a więc uszanuje jego prywatność do czasu aż nie usłyszy osądu. Gdzieś za ich plecami rój świetlików zniknął, wiatr zatrzymał się, a świerszcze zakończyły swój koncert.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą. Tatuaż na karku, kolczyk w lewym uchu
Galeony : 617
  Liczba postów : 320
https://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
https://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
https://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
https://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
https://www.czarodzieje.org/t18404-vinicius-marlow-dziennik
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptySob Sty 05 2019, 23:57;

Nie patrzył na jego twarz, nie chciał jej teraz widzieć. Twarz obcej osoby.
Żądał wyjaśnień, musiał je otrzymać, było to konieczne by mógł spojrzeć na niego raz jeszcze. Gdyby Finn postanowił milczeć, zatrzymać własne pobudki dla samego siebie, coś by w nim pękło, coś by się złamało. Wszystko przez świetlika. Przez głupiego świetlika będącego wytworem jego życzenia, przez małą, niewinną istotę, która nie zasługiwała by zostać zmiażdżoną. Gdyby tego nie zrobił, gdyby nie zgasił tlącego się w garści życia, pewnie porozmawialiby spokojnie; on jednak zacisnął pięść, sprawiając, że zszokowany Vinícius poczuł się tak jakby zacisnął palce nie na owadzie, a na jego własnej szyi i ściskał, ściskał, ściskał do utraty tchu. Można by śmiać się z niego, spojrzeć nań z delikatną nutą pogardy, wszak rozkleił się właśnie nad śmiercią robaka, opłakiwał stworzenie, które w gruncie rzeczy nie było nawet prawdziwe. To nie tak. On płakał nad złem i okrucieństwem, nad niesprawiedliwością, nad niedorzeczną demonstracją siły i wyższości, nad utratą – dobra, ciepła, człowieczeństwa. Finna. Płakał ze złości i bezsilności, płakał bo nic więcej mu nie pozostało.
Wtulił się w niego, podświadomie szukając znajomego żaru, którego pozornie wcale już w nim nie było, przytulił się do niego, nie widząc innej możliwości. Z każdą sekundą pozbawioną odpowiedzi trząsł się coraz mocniej, czuł narastającą w nim mieszankę strachu i paniki, która szybko przytłumiła gniew. Czy taki teraz będzie? Zimny i obojętny? Milczący, bierny, nieczuły? Jak wykuty z kamienia? Zacisnął powieki, w myślach odliczając sekundy dzielące go od momentu, w którym przestanie tulić się do zimnej skały jego ciała, w którym puści go i jak najszybciej opuści pokój życzeń, nie podnosząc na niego wzroku. Nie mógł przecież na niego spojrzeć, nie na tę twarz obcej osoby.
Chwycił go w chwili gdy w jego myślach rozbrzmiało głośne, nieuniknione „trzy”, poczuł uścisk silnych ramion w ostatnim możliwym momencie. Spomiędzy ust wypuścił ciche westchnienie ulgi, ucieczka była bowiem tym, co wydawało mu się koniecznością, a w żadnym wypadku nie wyrażało jego chęci. Objął go dokładnie tak jak tego potrzebował – mocno, agresywnie, zachłannie. I choć milczał nieprzerwanie, nadal nie przynosząc ze sobą wyjaśnień, choć łzy nie chciały przestać płynąć – poczuł się o niebo lepiej. Pod wpływem czułych gestów z zadowoleniem przylgnął do jego ciała, dzieląc się własnym ciepłem, będąc gotowym oddać mu je całe. Zabawne, żadna z pozytywnych emocji jakie dotąd dzielili nie połączyły ich w tak bliskim uścisku jak wspólne niepewność, złość i przerażenie. Zaczął w końcu mówić, a on zacisnął wargi, chcąc dać mu dokończyć, chcąc wysłuchać go w pełni, zrozumieć, pojąć jego punkt widzenia. Na ustach czaiło się zaprzeczenie, w zasłoniętych powiekami oczach – zaczątek złości. Ta jednak umknęła z nich nim wydostała się na świat, Finn zmiękczył go swoimi słowami, ruchem dłoni odsunął na bok resztki niepewności. Nie pojmował sensu jego słów, ale sam fakt, że potrafił przedstawić mu wytłumaczenie zdawał się być wystarczający by mógł otworzyć zaczerwienione oczy i w końcu spojrzeć prosto w twarz ukochanej osoby.
Poddawał się delikatnym pieszczotom, pozwalał ścierać z twarzy łzy, które spływały coraz rzadziej i rzadziej, aż wyczerpały się ostatecznie, pozostawiając po sobie uczucie oczyszczenia. Nie był do końca świadom własnego milczenia. Analizował każde jego zdanie, starał się wyłapać z tego sens, przetworzyć to tak by w końcu zrozumieć; zajmowało mu to tyle czasu, że nie wypowiedział ani słowa, jedynie wpatrywał się w niego w zamyśleniu. W jego oczach nie było ni osądu, ni złości, z sekundy na sekundę panował w nich coraz większy, coraz głębszy spokój, który paradoksalnie zdołał osiągnąć dzięki panicznemu płaczowi.
Zwariowałeś. – było to pierwsze słowo wypowiedziane od momentu wybuchu złości. Wydobył je z siebie w chwili kiedy pojął, że cisza jaka między nimi zapadła jest ostateczna, że nie zostanie już niczym zmącona… w chwili gdy zniknął dotyk jego dłoni, ulotnił się, pozostawiając po sobie pustkę. Rozbrzmiało w nim zaskoczenie i niedowierzanie, było zupełnie spontaniczne, podobnie jak pół kroku uczynione w jego stronę po to tylko by stanąć na palcach, a na pobladłych wargach złożyć pocałunek. W założeniu miał być jednosekundowym zadeklarowaniem własnej woli, przypieczętowaniem odpowiedzi; w praktyce kiedy tylko znalazł się znów tak blisko, zwariował. Tuż za pierwszym złożył na jego ustach również drugi, potem pokusił się o trzeci. Każdy kolejny niósł ze sobą większą dawkę ciepła i tęsknoty. Nieco spoconą dłonią otulił gładki policzek, nachalniej zaatakował jego wargi, poczuł, że się w nich zatraca. Używając do tego całych posiadanych pokładów silnej woli, odsunął się od ukochanych ust, westchnął, owiewając je rozgrzanym oddechem. Wpierw musieli wyjaśnić sobie wszystko, to był ich obowiązek, warunek, który musieli spełnić. Dosłownie i metaforycznie powrócił na ziemię, śmiało spojrzał w jego oczy.
Masz w sobie zło... – przyznał, nieświadomie zerkając na swoją dłoń. On też je w sobie miał. Cały ogrom uśpionego zła. Zadrżał, jednocześnie marszcząc brwi. Powrócił do niego spojrzeniem. – Ale nie wyszło na zewnątrz dopóki nie zostałeś sam. Dlatego więcej nie zostawię Cię samego. – na oślep sięgnął po jego dłoń, odnalazł ją, zacisnął na niej palce. Wiedział, że to nie jest takie proste, aż za dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Miał dużo czasu by przeanalizować jego słowa, by wyciągnąć wnioski. Jednym z nich było to, że w jego rękach leży ogromna moc – miał na niego duży wpływ, czuł, że potrafi go uspokoić, przywołać do porządku. Wystarczyło nauczyć się w jaki sposób najłatwiej tego dokonać, to nie mogło być takie trudne.
Pamiętasz co Ci powiedziałem? Wtedy, w czerwcu. – przekrzywił delikatnie głowę, patrząc na niego łagodnie, spokojnie, z nutą ciekawości. – „Dla mnie mógłbyś być i Śmierciożercą, nie obchodzi mnie to. Pójdę za Tobą wszędzie, jeśli mi pozwolisz.” – wyrecytował bez problemu. Oczyma wyobraźni widział skąpanego w słońcu Finna, pamiętał każdy gest, każde słowo, które wówczas padło. – Powiedziałeś wtedy coś o ślepej wierze. Teraz nie jest ślepa, a mimo to nic nie zmieniło się w tej kwestii. Nie boję się Twoich demonów, Finn. Jeśli są nieodłączną częścią Ciebie, po prostu je pokocham.
Nie chciał decydować co było dobre, a co złe. Nie potrzebował tego. W nosie miał sztywne definicje mające na celu umieścić rzeczywistość w ciasnych szufladach norm. Nie zamierzał dostosowywać swojego życia pod to co jest „dobre”, nie. Pragnął oddać serce jednej osobie, umieścić ją w centrum całego wszechświata i wokół niej, pod nią tworzyć swoją wersję dobra i zła. I czynił to właśnie w tym momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : Podkrążone oczy, nerwowość i spięcie widoczne w każdym ruchu i grymasie, trochę nieprzytomny wzrok.
Galeony : 689
  Liczba postów : 1829
https://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
https://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
https://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
https://www.czarodzieje.org/t18293-finan-gard-dziennik
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptySob Sty 05 2019, 23:57;

Nie umiałby w pełni znieczulić się na świat. Może w zeszłym roku szkolnym udałoby się mu to bez problemu lecz teraz, ostatnimi czasy, jego myśli uciekały często ku Vinciemu. Zachował się paskudnie wcielając się w swoją gorszą odmianę i to na oczach kogoś takiego jak on - zranił go tym i choć wiedział, że było to po części konieczne, tak nie uciszyło to ani trochę wyrzutów sumienia. Im bardziej się Vinci trząsł, tym bardziej Finn w środku umierał. Przecież to wszystko przez niego, a pokazał jedynie ułamek tego, na co go stać. Gdyby Vinci nie wtulił się w niego, być może dalej stałby tutaj zimny jak skała i obojętny na wszystko. Straciłby go tak, jak to przewidywał. A jednak coś w nich pękło i szczere emocje wyszły na pierwszy plan. U Vinciego było to tak naturalne i spontaniczne, a u Finna nowe, dziwne, niepewne. Nie odskoczył, w sumie nie miał jak, tak mocno go przy sobie trzymał. Wypuścił powietrze z płuc w momencie, kiedy Vinci do niego przylgnął odwzajemniając całkowicie potrzebę bliskości. Nie tonął już, był bezpieczny. Wydawało się, że starł każdą łzę i powstrzymał nowe, co przyjął z ulgą. Widok zalanych łzami policzków łamał mu serce, szczególnie, że to on przyczynił się do ich powstania. Pozwalał mu uspokajać się przy sobie, odwzajemniał spojrzenie, choć sprawiało mu to trudność. Nie przerwał milczenia, uzbroił się w resztki pozostałej cierpliwości. Źrenice miał rozszerzone, na twarzy czaiło się przygnębienie, niemoc i zmęczenie. Pogładził go czule po skroni, zacisnął zęby, by nie kontynuować usprawiedliwiania się i tłumaczenia czemu jest taki, a nie inny. Milczenie mu doskwierało, a więc na własnej skórze poznawał katorgę wyczekiwania istotnej odpowiedzi. Właśnie na to ciągle narażał Vinciego, a więc miał przynajmniej namiastkę tego, co mu wyrządzał od zeszłego roku - kazał czekać, a przecież to było na dłuższą metę nie do wytrzymania. Nie był pewien jaki osąd dzisiaj padnie, ale już z pewnością nie spodziewał się nazwania go wariatem. Zmarszczył momentalnie jasne brwi, próbował znaleźć odpowiednią definicję tego słowa - czy Vinci mówił poważnie, czy może z rezygnacją? Co chciał przez to powiedzieć? Uważał, że grozi mu utrata zmysłów czy to po prostu inna wersja nazwania go idiotą? Wstrzymał oddech, gdy w raptem po sekundzie po wypowiedzeniu tego dziwnego słowa, poczuł na ustach gorące, wilgotne wargi. Zamknął oczy, by zmysł dotyku zrobił się wrażliwszy na bodźce. Był przekonany, że więcej nie zazna tego smaku, a mylił się. Nie tracił czasu, odpowiadał chętnie na każdy pocałunek starając się go przedłużać jak tylko się da. Serce znów zaczęło wybijać niespokojny, naturalny w tych okolicznościach, rytm. Zakrył jego palce dłonią, trzymał przy swoim policzku, przytrzymywał ustami jego wargi i nie pozwalał się im odsunąć, zaś intuicja mówiła mu, że zaraz się to właśnie wydarzy. Rozlało się po nim rozkoszne ciepło, poczuł się jakby trafił do nieba i tak naprawdę wcale ich tutaj nie ma. Mimowolnie uśmiechnął się ich złączonymi ustami. Tym razem jego siła woli pozostawiała wiele do życzenia, potrzeby bliskości wiodły prym. To była najlepsza i najcudowniejsza odpowiedź o jakiej mógł sobie jedynie marzyć. Jak się spodziewał, utracił jego pocałunki i bardzo niechętnie wrócił do ponurej rzeczywistości. Z jego oczu biła tęsknota, nie została zaspokojona nawet w minimalnym stopniu, miał ochotę obrazić się i żądać więcej. Nie zrobił tego, wpatrywał się oszołomiony i zachwycony na jego spokojną już, twarz.
Kiwnął ostrożnie głową, znów odruchowo zaczął się pilnować. Potwierdzenie jego słów było naturalną koleją rzeczy, a i tak nie mógł się oprzeć marzeniu, by Vinci jednak zaprzeczył. Mimo wszystko dostał prawdę, a więc godził się z nią mimo, że była kanciasta, bolesna i niemiła. Tak, miał w sobie zło, które chciało z niego wyleźć i przejąć całą kontrolę wypleniając z serca wszelakie uczucia i tęsknoty. Ten stan go kusił, wołał i póki co Vinci odpędzał pokusy kusząc sobą. Splótł zimne palce z jego ciepłymi, poczuł się znów bezpiecznie. Ich dłonie pasowały do siebie, już dawno to zauważył. Było mu wygodnie mieszcząc jego palce między swoimi, zupełnie jakby tam było ich właśnie miejsce. Bezgłośnie jęknął, zamykając na dosłownie sekundę oczy. Co Vinci mówił, było prawdą.
- Było blisko, Vinci. Musiałbyś być ze mną dłużej niż na zawsze, bo codziennie walczę z tą pokusą. - szepnął, błagając niemo, by nie odchodził i nie uciekał. Może Finn powinien iść do psychiatry, wyznać co go dręczy i co w nim siedzi... jednak ta myśl go odrzucała. Otworzył się przed Vincim i przed nikim innym nie zdoła tego powtórzyć. Sama myśl, że miałby mieć go przy sobie każdego dnia i najlepiej każdej nocy napełniała go niezwykłą otuchą, spalała cały stres i niepokój.
Pamiętał te słowa. Wstrząsnęły nim wtedy i wstrząsnęły i dzisiaj. Dalej były dla niego czymś nieosiągalnym wszak kto jak kto, ale on nie zasługiwał na takie oddanie i lojalność. To wiązało się z ogromnym ryzykiem, na które Vinci świadomie się godził. Finn oniemiał, otworzył szerzej oczy i próbował zrozumieć co się właściwie z nim teraz dzieje. Wierzył mu. Vinci się nie bał go, ba, on go od razu zaatakował widząc w co Finn się pakował. Ta waleczna jego część bardzo mu się spodobała. Przez jego ciało przebiegł intensywnie gorący dreszcz - od czubka głowy aż po same palce u nóg. To było zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Za łatwo mu poszło, coś musi być nie tak. Vinci nie uciekł, zaakceptował, chciał pokochać, a przecież wiedział już do czego Finn byłby zdolny. To aż niemożliwe, może on nie do końca rozumie? Poczuł zdradziecki gorąc pod oczami, zapiekły go, ale nie pozwolił sobie na słabość. Rozplątał palce z uścisku, ale dosłownie sekundę później umiejscowił obie dłonie na jego karku, przygniatał gęste loki, oparł czoło o jego własne.
- Vinci, mój ty Vinci. - szepnął ciepłym głosem. - Widziałeś na własne oczy, chciałem go zabić. To się nie zmieniło. Ja wiem o nim wszystko. Znam rozkład jego dnia, pasje, jego znajomych, co roku w święta idę przed jego dom i tak jak robiłem to przez osiem lat, tak zawsze postanawiam pozwalać mu jeszcze żyć. - mówił bardzo cicho, zaciskał i powieki i palce na karku. - W tym roku też go odwiedzę. On się mnie boi, Vinci, a ja się z tego cieszę. Chcę jego strachu, chcę by zasłaniał okna kiedy przechodzę obok jego domu. Napawam się tym. - bezwiednie przesunął jedną dłoń po boku rozpalonej szyi, zatrzymał ją dopiero na krtani, tuż nad obojczykiem. Skóra pulsowała, wyczuwał tętniące krwią żyłki. - Kogokolwiek chciałem pokochać albo już kochałem on umierał. A ja się zmieniałem. Boję się, Vinci. Boję się, że jeśli jeszcze raz życie zabierze mi kogoś ważnego, to wtedy się nie powstrzymam i stanę się mordercą. - głos mu się coraz bardziej łamał i było to wyczuwalne nawet w szepcie. Oddychał nierówno, płytko, nie otwierał oczu, by nie stchórzyć. - Nie chcę ci łamać serca, powinienem to skończyć, by cię tym nie zniszczyć, ale przeceniłem swoje możliwości. Chcę, żebyś ze mną był. - zrobił te pół kroku, a nawet mniej, by się przysunąć, opuścił głowę na jego bark, a dłonie zacisnął na ramionach. Trzymał się go kurczowo, targany non stop zimnymi dreszczami. Mówił prawdę, wstydliwą, najgłębiej ukrywaną. Tchórzył i nie patrzył mu w oczy, zaciskał powieki, nie chciał widzieć jego emocji bowiem bał się tego, co mógłby tam zobaczyć. Kolejne łzy? Niedowierzanie? Musiał, po prostu musiał się upewniać, że Vinci jest świadomy na co się godzi. Finn bał się pozwolić sobie być tak w pełni szczęśliwym. Potrzebował go każdą komórką ciała, ale i tak pytał, drążył, chciał kolejnego potwierdzenia, obawiając się, że to tylko sen i nie dzieje się to naprawdę. Wiedział, że gdyby, nie daj Merlinie, stracił rodziców albo Vinciego, miałby najprostszą drogę, by zboczyć ze ścieżki i przejść, jak to się mówi, na ciemną stronę mocy. Wabiła go, a jednak to na Vinciego się pokusił, nie na mrok i zło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą. Tatuaż na karku, kolczyk w lewym uchu
Galeony : 617
  Liczba postów : 320
https://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
https://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
https://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
https://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
https://www.czarodzieje.org/t18404-vinicius-marlow-dziennik
Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 EmptyNie Sty 06 2019, 00:00;

Wszystko ciągnęło go ku niemu, wewnątrz cały trząsł się aby znów zmniejszyć odległość między nimi, wtulić się w jego ciepło, przylgnąć do niego wargami i trwać tak, choćby w nieskończoność. Narzucił sobie jednak pewną granicę, której postanowił za wszelką cenę nie przekraczać, granicę stworzoną ze słów, które musiały paść nim będzie mógł sobie na to pozwolić. Kiedy już wszystko sobie wyjaśnią, jeśli wszystko zrozumieją, będzie mógł utonąć w jego ramionach i żadna siła nie będzie w stanie odciągnąć go od niego.
Chciał zapewnić go, że tak właśnie będzie, że zostanie z nim dłużej niż na zawsze, przez całą wieczność, nieprzerwanie. Nie potrafił tego zrobić, nie mógł okłamać go, patrząc prosto w błękitne oczy. To byłyby piękne słowa, jednak zbyt dalekie od prawdy. Jaką miał pewność, że zawsze będzie mógł przy nim trwać? Nie potrafił nawet zagwarantować, że dożyje jutra. To byłoby bardzo przewrotne ze strony losu – rozdzielić ich tuż po rzewnych obietnicach złożonych naprędce, bez pomyślunku. Stanowiłoby karę za głupotę i lekkomyślność.
Wiem... wiem. Spróbuję. Zrobię wszystko co w mojej mocy......żeby więcej nie widzieć Cię takiego. Czy za tym wszystkim kryła się egoistyczna potrzeba uśpienia jego drugiej natury? O to mu właśnie chodziło? Nie wiedział. Wystraszył się go wtedy, wpadł w panikę, nie chciał oglądać go w takim stanie i było to, oczywiście, w znaczącej większości wywołane troską, lecz po części własną wygodą. Był w stanie zaakceptować każde zło jakie w sobie nosił, każdą, największą nawet dawkę okrucieństwa, ale chłód kierowany ku jego osobie, wzniesione na nowo mury, które przez dwa lata niestrudzenie obalał przekraczały granice jego wytrzymałości; nie potrafił ich znieść. Wolną ręką potarł wilgotny od potu kark. Miał coraz więcej pytań, mnożyły się z każdą sekundą. Setki, tysiące, miliony znaków zapytania krążących po jego myślach. Większości z nich nigdy nie wypowie, zostawi je sobie, po chwili o nich zapomni, a one dadzą o sobie znać którejś bezsennej nocy.
Co oznaczał ciepły dotyk, który poczuł na swoim karku? Czy w końcu zrozumiał sens jego słów? Przyjął to do wiadomości? Tyle razy go odepchnął, odsunął, tłumacząc się tym, że nie wie jakim jest człowiekiem i wszystko może jeszcze ulec zmianie. Jaki tym razem będzie jego argument? Uzna, że nie rozumie powagi sytuacji? Że bagatelizuje problem? Vinci miał coraz większe problemy z utrzymaniem niecierpliwości na wodzy. Kiedy chodziło o Finna, odnajdywał w sobie ogromną wolę walki, ta batalia trwała jednak tak długo, że powoli opadał z sił, Gard zwinnymi posunięciami co i rusz wytrącał mu z ręki broń; teraz trzymał ją, drżąc i czuł, że nie uda mu się podnieść jej kolejny raz. Wiedział, że jeśli znów napotka na ścianę, będzie musiał się poddać. Usłyszał szept i cudem powstrzymał jęk, który usilnie chciał mu się wyrwać. Znów to samo. Kolejne argumenty w założeniu mające przemawiać za tym, że nie jest wart by go kochać. Gówno prawda. Nic to dla niego nie znaczyło. Gwałtownie wciągnął powietrze i otworzył usta chcąc mu przerwać, jasno wyłożyć jak bardzo ma już tego dość. Coś go powstrzymało. Treść słów wypowiadanych przez Finna sprawiła, że zamknął się nim wydał z siebie choćby jeden dźwięk, że słuchał ze zmarszczonymi w skupieniu brwiami. Z trudem przełknął ślinę, czując na szyi ciepło i przyjemny ciężar dłoni. W brązowych oczach pojawił się nie strach, a niemy protest, bezkompromisowa dezaprobata, lecz Finn tego nie widział, nie chciał widzieć. Oparł dłoń o jego pierś, tuż obok mostka, kciukiem rozpoczął wędrówkę wzdłuż ukrytej pod ubraniem blizny, którą, choć widział tylko raz w życiu, wciąż pamiętał z każdym najdrobniejszym szczegółem. Pomylił się, tym razem było inaczej. Nie próbował go odpychać, jedynie dopełniał całego obrazu, dopowiadał szczegóły, ocenę zostawiając jemu samemu. Był mu za to wdzięczny.
Cierpiał, słysząc emocje przedzierające się przez jego szept. Przymknął powieki, wsłuchując się w nierówny rytm jego oddechu, wyczulając się na ciepło powietrza owiewającego jego twarz i to płynące z jego dłoni. Palcem sunął nieprzerwanie wzdłuż znaczącego mostek śladu. Pozwolił mu skończyć, nie śmiałby mu przerwać, wszak mówił o rzeczach trudnych i niezwykle ważnych. Czuł rozdzierający smutek kiedy pojął ogrom brzemienia jakie nosi na barkach. Już dawno temu zauważył, że coś ciąży mu nieznośnie, jednak nawet w najśmielszych przypuszczeniach nie był choćby blisko prawdy.
Złamałbyś mi serce gdybyś to skończył. Tylko wtedy. – szepnął po ówczesnym oblizaniu zaschłych warg. Przygarnął go do siebie ramionami, wcisnął w miękką bluzę rozgrzaną na torsie, westchnął, opierając policzek o jego głowę. Nie otwierał oczu, chłonął go resztą zmysłów. – Słuchaj... skłamałbym gdybym powiedział, że nie niepokoi mnie Twoja obsesja. On... zasłużył sobie na cierpienie i strach, zasłużył na to co go spotkało, ale wszystko ma swój koniec i to też powinno. I... Finn, mylisz się co do jednego. – pogładził blond kosmyki, przesunął po nich dłonią, ciesząc się przyjemnym uczuciem łaskotania między palcami. Oderwał od niego policzek i ucałował czubek jego głowy. – Nie masz racji mówiąc, że odwiedzisz go w tym roku. Nie zrobisz tego ponieważ Cię o to poproszę. – złożył kolejny pocałunek między jasnymi włosami, które gładził bez przerwy. W tonie jego głosu nie było pytania, nakazu ani prośby; stwierdził fakt tak jakby było to oczywiste. Otworzył w końcu oczy, ponad jego głową rozejrzał się wokoło. Panująca wokół noc zaczynała mu przeszkadzać, drażnić. Nie potrzebowali skrywać swoich twarzy za kurtyną mroku już nie. Na jego życzenie łąkę wypełniły złote promienie popołudniowego słońca, ciepłego, lecz nienachalnego, leniwie zmierzającego na zachód. Rozległ się cichy śpiew ptaków, delikatny wiatr na nowo poruszył kosmykami wtulonych w siebie mężczyzn. Vinícius przymrużył delikatnie oczy, odzwyczajony od takiej ilości światła. Obok nich zmaterializował się koc, toteż wypuścił go z ramion, ujął jego dłoń i usiadł, ciągnąc go za sobą ku dołowi. Własne nogi podziękowały mu za ten gest rozluźniającym uczuciem ulgi – ile już czasu stali tak, niemalże bez ruchu? Wbił weń brązowe tęczówki, w końcu znajomo jasne w ciepłym świetle późnego popołudnia.
Też się boję, cały czas. W czerwcu bałem się, że mnie odtrącisz, w wakacje, że więcej się do mnie nie odezwiesz. Od września bałem się, że Cię stracę, że mi nie zaufasz, bałem się, że nie będę potrafił traktować Cię jak przyjaciela, tylko przyjaciela. Dziś bałem się samego siebie, ale Ciebie.... Ciebie nie muszę się bać. A skoro ja się nie boję, Ty też nie powinieneś. – odgarnął z twarzy zbłąkany loczek, wpatrzył się w niego wyczekująco. Nie uśmiechał się, jeszcze nie potrafił się na to zdobyć. Czuł ulgę, lecz nie była jeszcze pełna i w najmniejszym stopniu wystarczająca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Pokój Życzeń - Page 37 QzgSDG8








Pokój Życzeń - Page 37 Empty


PisaniePokój Życzeń - Page 37 Empty Re: Pokój Życzeń  Pokój Życzeń - Page 37 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Pokój Życzeń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 37 z 39Strona 37 z 39 Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pokój Życzeń - Page 37 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
siodme pietro
-