Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Sala Treningu magicznego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość


Aleksander Brendan

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2993
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptySro Sie 29 2012, 17:55;

First topic message reminder :




Sala treningów magicznych w ciągu roku szkolnego jest ogólnodostępna, zaś w okresie Owutemów i Sumów wejście do niej jest surowo zabronione.

Opis zadań z OWuTeMów:



OWuTeMy - Magia lecznicza

Wchodzisz do Sali Treningu Magicznego, być może się denerwując, a być może nie. W każdym razie w tym momencie ważą się Twoje losy jeżeli chodzi o ten egzamin. Wybrałeś Uzdrawianie. Dobrze. Stajesz więc pośrodku sali, przed Tobą znajduje się stolik, przy którym siedzi znana Ci Nora Blanc oraz dwoje nauczycieli ze Szkoły Magii Theravada. Jeżeli jesteś z tej szkoły i ucieszyłeś się, że będziesz mieć fory, to niestety, ale muszę Cię zawieść, bowiem oboje wyglądają na takich, których nie wzruszyła Twoja obecność. To Twoja komisja, która skrzętnie wszystko notuje za pomocą samopiszących piór, więc mają mnóstwo okazji do przypatrywania się Tobie i słuchania tego, o czym mówisz. Także dobrze się zastanów nad odpowiedziami i czynami! Nie zapomnij się także przedstawić na początku.
Na biurku oprócz pergaminów i kałamarzy stoją dwie czary, z których unosi się czerwony dym. Na jednej z nich świeci się napis „teoria”, na drugiej zaś „praktyka”. Komisja wyjaśnia Ci, że musisz wylosować jedno pytanie z tej pierwszej i jedno zadanie z drugiej. Możesz zacząć od którejkolwiek chcesz. Gdy sięgasz po kartkę i ściskasz ją w dłoniach, ta zamienia się w coś na kształt wyjca, który jednak nie krzyczy, tylko spokojnie zadaje Ci pytanie bądź wyznacza zadanie. Jak Ci poszło?

Zasady:
Rzucasz czterema kostkami w specjalnym temacie do rzutów na egzaminy zgodnie z zasadami owutemów oraz rzutów. W tym temacie powinien pojawić się post z przeżyciami oraz działaniami postaci oraz specjalny kod, podany na dole posta.

Oceny:
Ocena z egzaminu to suma punktów za pierwsze i drugie zadanie (plus dodatkowe punkty) według następującej rozpiski:
2-3 - Okropny
4-5 - Nędzny
6-7-8 - Zadowalający
9-10 - Powyżej Oczekiwań
11-12 - Wybitny
Dodatkowo, za każde 8 punktów w kuferku z uzdrawiania można dodać +1 do punktów.

Opis zadan:

teoria:
Pierwsza kostka:
1 – Opisz chorobę zwaną Brzytwówką.
2 – Opisz chorobę zwaną Spiritu pestilenti.
3 – Opisz na czym polega samoporażenie różdżką.
4 – Opisz zatrucie szczuroszczetem.
5 – Opisz eliksir regenerujący oraz podaj trzy składniki, które trzeba do niego dodać.
6 – Podaj trzy magiczne rośliny o właściwościach leczniczych i opisz je.
Druga kostka:
Oznacza ilość punktów, otrzymanych za odpowiedź. 1 to odpowiednio 1 punkt, 2 - 2, itd.

praktyka:
Pierwsza kostka:
1 – Przyrządź eliksir regenerujący.
2 – Użyj odpowiednich zaklęć na magicznych fantomach. Pierwszemu rozgrzej organizm, drugiemu udrożnij drogi oddechowe, a trzeciemu zatamuj krwotok.
3 – Spośród kor różnych drzew wybierz tę, która jest lecznicza i podaj nazwę tego drzewa. Z ziół wybierz dwa trujące.
4 – Zaparz wywar łagodzący ból związany z podeszłym wiekiem i reumatyzmem.
5 – Sparz odpowiednio liście bielunia dziędzierzawa i dodaj do odpowiednich kociołków z eliksirami.
6 – Zdobądź ropę czyrakobulwy i sporządź maść na trądzik.
Druga kostka:
Oznacza ilość punktów, otrzymanych za wykonane zadanie. 1 to odpowiednio 1 punkt, 2 - 2, itd.

Na końcu posta należy dodać następujący kod:
Kod:
<retroinfo>Kuferek - Uzdrawianie:</retroinfo> wpisz ilość punktów w kuferku z tej dziedziny
<retroinfo>Wyrzucone kostki - teoria:</retroinfo> wpisz kostki za teorię
<retroinfo>Wyrzucone kostki - praktyka:</retroinfo> wpisz kostki za praktykę
<retroinfo>Suma:</retroinfo> wpisz sumę kostek opisujących punkty za praktykę i teorię oraz ewentualnych punktów bonusowych za punkty z kuferka
<retroinfo>Ocena:</retroinfo> wpisz ocenę
<retroinfo>Strona - losowania:</retroinfo> Wpisz stronę z odpowiedniego tematu, na której były losowane kostki


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31024
  Liczba postów : 62513
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Specjalny




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptyPon Kwi 02 2018, 20:41;

POJEDYNEK

Twoje nazwisko pojawiło się na liście uczestników w Klubie Pojedynków. Bądź czujny i pamiętaj, że liczy się refleks. Aby wylosować gracza, który rozpocznie pojedynek należy rzucić kostką - wyższy wynik oznacza rozpoczynającego. Fabularnie to SEKUNDANT losuje kto zaczyna. Więcej zasad możecie odnaleźć tu.
Proszę o wklejanie pod postem kodu, który może w razie czego modyfikować:

Kod:
<zg>Atak</zg>: LICZBA OCZEK[/url]
<zg>Obrona</zg>: LICZBA OCZEK
<zg>Ilość trafień</zg>: ile razy twoja postać została trafiona
Powodzenia!

______________________

Sala Treningu magicznego - Page 6 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 196cm/106kg
C. szczególne : Oparzenia: noga(P), pół lewej, część torsu, wew ręki(P). Blizny: w poprzek gardła, 3 na piersi, 4 na nodze(L). Porażenie prądem: wew dłoni i przedramienia (L).
Galeony : 1225
  Liczba postów : 1197
https://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
https://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
https://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
https://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptySro Kwi 04 2018, 13:56;

Ogień kładł się długimi cieniami na kamiennej posadzce, wydobywając zeń najmniejsze rysy i pęknięcia. Żłobienia run jawiły się czernią niczym otwarte rany w najczystszej materii świata, chłonące wszystko włącznie ze światłem. Neirin w pewien niezrozumiały sposób obawiał się ich, nie chcąc stanąć na żadną. Unikając kontaktu z ziejącymi pustką znakami, siedział pod jedną z kolumn. Na jego ramieniu spał Liam. Bezsenność trawiła szatyna od dłuższego czasu, zaś kiedy sen litościwie nadchodził, przynosił ze sobą nic ponad koszmary. Wobec tego monotonne oczekiwanie na przeciwnika szybko znużyło Anglika, którego głowa opadła na bark rudzielca. Neirin zaś nie mógł spać, tkwiąc w szponach własnych halucynacji. Pilnując przyjaciela przed tym, co tylko i wyłącznie w jego głowie.
Cienie przemykały między kolumnami. Chowały się w najdalszych kątach, rozbrzmiewając czasem w ciszy pomieszczenia fałszywymi krokami. Stukot nieistniejących butów odbijał się echem od kamiennych ścian, krążąc w sali niczym ostrzeżenie.
Jesteś sam. Nas są dziesiątki.
Światło cię nie ochroni.
Czemu się nie poddasz?
Nie dasz rady go obronić.

Zaciskał palce na różdżce, trzymając ją bez ustanku w pogotowiu. Szepty się nasiliły, natrętne, wbijające się w mózg, podstępne i obrzydliwe. Objął mocniej Liama wolną ręką, przyciągając śpiącego chłopaka do własnej piersi. Pochodnia nad ich głowami płonęła magicznym ogniem. Jak długo jednak płomień da radę odstraszać mary? W końcu do niego nawykną. Ich żądza krwi przewyższy zdrowy rozsądek, zbliżą się do raniącego je światła. Rzucą w objęcia palącej jasności tylko po to, aby zatopić pazury i kły w miękkich ciałach kulących się pod kolumną uczniów. Są cierpliwe. Ciemność zawsze jest cierpliwa. Poczeka, aż obu zmorzy sen i zaatakuje, gdy będą bezbronni.
Spiął mięśnie, słysząc kolejne kroki. Znacznie głośniejsze, pewniejsze i zbliżające się nieustannie. Nie bał się. Nie potrafił się bać, choć wiedział, że oto nadchodzi moment starcia. Najbliższe sekundy zaważą o losie wychowanków Hufflepuffu.
Postać, o wiele bardziej materialna i stabilna niż poprzednie cienie, zamajaczyła na krawędzi pola widzenia. Rudzielec nie tracił czasu na głębsze analizy. Przekręcił lekko tors, wyciągając różdżkę w tamtym kierunku. Musi działać sprawnie. Musi dopaść marę pierwszy, inaczej ona rozszarpie mu gardło.
- Firehutchcath!
Zaklęcie trafiło w cel, otaczając go ścianą płomieni. Za chwilę ogień uformował się, twardniejąc w kraty i zamykając przeciwnika w płonącej klatce.
Neirin się nie bał. Ale ciekaw był, jak wyglądają mary, prześladujące go przez cały pobyt w tej sali.

Kostka: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2085
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3322
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptySro Kwi 04 2018, 17:21;

Nie potrafił sobie odmówić wzięcia udziału w rozgrywkach szkolnych pojedynków. Chociaż przy pierwszym etapie podchodził do całej zabawy wyjątkowo luźno, teraz rozbudził się w nim duch rywalizacji. Wspominał zwycięstwo nad Etką, małą gwiazdą rzucania zaklęć - jakie były szanse, że drugi raz trafi mu się takie samo szczęście? Chętnie przygarnąłby tytuł mistrza, a jednak... A jednak nagle zgubił cały ten zapał i utonął w wyrzutach sumienia, trawiących go od nieszczęsnej marcowej pełni. Przestały go obchodzić uroki i nieszczególnie miał ochotę na słowne przepychanki podczas tej czarodziejskiej "walki". Nawet rozważał rezygnację, ale czysta przyzwoitość go od tego pomysłu odwiodła...
Do sali treningu magicznego szedł bez większego pośpiechu. Nie sprawdził właściwie niczego poza tym, obok jakiej lokacji zapisano jego nazwisko; rozważał zatem w milczeniu, kto tym razem stanie naprzeciw niego. Poniekąd liczył na kogoś pokroju Wykeham, kto nie bawiłby się w dobieranie grzeczniutkich zaklęć - zaczął nawet podejrzewać, że tajemniczy urok, którym go trafiła Gryfonka, to było najprawdziwsze Collardo, jedynie o odwróconym działaniu. Trzymał różdżkę w kieszeni szaty, chowając tam również dłonie. Z każdym krokiem coraz bardziej wyrywał się z letargu, przestawiając na bardziej cięty tryb, gotowy do pojedynku. W końcu dotarł do odpowiednich drzwi i bez wahania wszedł do środka, gotów powitać rywala i sekundanta. Przyszedł idealnie na czas, więc pewnie już tam byli...
Nie miał czasu na rozejrzenie się po specyficznym wystroju pomieszczenia. Kiedyś już tu był, więc pewnie i tak nie popadłby w wielki zachwyt; pomimo wszelkich palących się pochodni, nie spodziewał się tak nagłego uderzenia gorąca. Gdzieś z oddali zabrzęczała mu znajoma formuła zaklęcia, wydało się to jednak tak absurdalne, że nawet niezbyt to zarejestrował. Dopiero gdy oślepił go płomień wyrastający tuż przed twarzą, nie mógł w stanie dłużej ukrywać zaskoczenia. Cofnął się gwałtownie, ale nie miał gdzie uciec - uderzył ramieniem w coś metalowego (?), rozpalonego do granic możliwości. Mefistofeles sapnął cicho, bardziej z zaskoczenia, niż bólu. Stracił równowagę i wylądował na posadzce, podpierając się o nią dłońmi.
Był w klatce.
Po grubych prętach niczym węże przesuwały się płomienie, nieustannie przypominając o swojej obecności. Temperatura wzrosła nieprzyzwoicie, choć Nox równie dobrze mógł sobie tylko to wmawiać - czas zwolnił i sekundy zmieniły się w minuty. Szok przysłonił zdolność racjonalnego myślenia, w młodym wilkołaku odezwały się proste instynkty. Był niczym zwierzę, przyszpilone do ziemi, pozbawione drogi ucieczki. Spróbował dojrzeć pomiędzy kratami swojego napastnika, zapominając o idei szkolnych pojedynków, koncentrując się tylko na tym, by uciec - by przeżyć. Świadomość przywróciło mu pieczenie w okolicach barku, informujące o tym, że materiał szaty przypalił się odrobinę i teraz tlił niepokojąco, wznosząc w powietrze roztańczone strużki dymu. To właśnie ból okazał się być pomocny; najbardziej znane Mefistofelesowi uczucie pozwoliło na odnalezienie gruntu pod nogami. Poderwał się, zrzucając zniszczoną szatę i jednocześnie wyszarpując z niej różdżkę; w końcu dostrzegł zarys dwójki Puchonów, chowających się w bezpiecznym kącie pomieszczenia. Rozpoznał ich, coś ukłuło go w klatce piersiowej, ale cały obraz przysłaniała czerwień ognia. Drżał ze złości, tak palącej i bolesnej, że niemal nieludzkiej. Zbiór przekleństw potoczył się po sali.
- CO TO MA BYĆ?! - Wyrzucił z siebie wściekle, głosem ostrym i przepełnionym nienawiścią; nijak niepodobnym do tego, który zwykle kierował w stronę bliższych znajomych. Patrzył na nich, ale nie widział ich. Ślizgon podszedł bliżej płonących prętów - teraz płomienie niemalże lizały go po twarzy, na której pojawiły się pierwsze kropelki potu. Nie rozumiał, chyba nawet nie chciał rozumieć. Jego duma ucierpiała w tym wszystkim najbardziej, bo oto został potraktowany jak jakieś głupie zwierzę, zbyt wystraszone ognia, zbyt bezbronne. Jak śmieli?
Spróbował rzucić niewerbalne Finite, ale przygasł tylko jeden płomień, choć i to mogło być złudzeniem. Nox miał ochotę dalej krzyczeć, miał ochotę rzucić się na nich, miał ochotę... Merlinie, co się działo? Rozszalałe w klatce piersiowej serce nie zamierzało się uspokoić, dudniąc niemiłosiernie. Jego niespokojny rytm przypomniał chłopakowi o sekundach przed pełnią, gdy kompletnie tracił nad sobą panowanie i poddawał się złości. Ostatnimi czasy zakłócenia magiczne wcale nie pomagały z huśtawkami nastrojów, ale jeszcze nie udało mu się sprawdzić, jak bardzo niebezpiecznie wszystko mogło się skończyć.
- Tylko tyle? Taka klatka? - Dopytał nagle, a jego głos rozbrzmiał obco, przysłonięty czymś przypominającym warkot. Jeśli chcieli go jeszcze dobić, to mogli popisać się znajomością jego ukochanego zaklęcia Adolebit lupum. Mefisto próbował się uspokoić, ale nie mógł. Tylko jedna myśl zdawała się kojąca - uległ jej i uniósł rękę, aby opleść palcami jeden z prętów... żar rozlał się po całej dłoni, gdy usilnie utrzymywał nieruchomo podrygujące mięśnie; wypuścił powietrze spomiędzy rozchylonych warg z cichym świstem, zbyt porażony obezwładniającym bólem, aby cokolwiek z siebie wydusić. Do czasu, aż udało mu się rozjaśnić cały umysł. - Finite - szepnął delikatnie, jakby z czułością. Cofnął rękę chwilę przed tym, jak cała klatka rozpłynęła się w powietrzu, wraz z negatywnymi emocjami. Teraz tylko wpatrywał się w siódmoklasistów, nieruchomy niczym posąg; z rozkoszą przyjmował każdą dawkę dyskomfortu, powodowaną przez świeże oparzenie. Nie spoglądał na własną dłoń. Prześledził raczej pozycje chłopaków, chociaż w gruncie rzeczy tylko jednego potrafił posądzić o rzucenie takiego zaklęcia.
- Chyba podziękuję za takiego sekundanta. - Nie ukrywał faktu, że różdżkę wycelowaną miał właśnie w rudzielca.



Kostka: 4
Punkty w kuferku:
• z zaklęć - 19
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z zaklęć - 1
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z zaklęć - 0
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178 cm.
C. szczególne : Wiecznie uśmiechnięty pyś.
Galeony : 534
  Liczba postów : 782
https://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
https://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
https://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
https://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptyCzw Kwi 05 2018, 08:48;

Pomieszczenie wywierało na nim znacznie mniejsze wrażenie. Porywając się na kompletną szczerość, mało co było w stanie zaprzeć mu dech w piersiach czy poruszyć wyobraźnią, odkąd od kilku dni męczyły go wciąż i wciąż te same rzeczy: wspomnienia. Nie musiał wykorzystywać zbytniej fantazji, by zaabsorbować się okropieństwami, podobnie, co towarzyszący mu kolega. Wystarczyło, by przypomniał sobie co czuł i myślał, gdy palący ból pożerał jedną z jego kończyn, a jedyny blask, który miał okazję rozświetlać wówczas jego sylwetkę, wcale nie przynosił mu specjalnego ukojenia. Blade światło księżyca czyniące ścieżki między czarnymi konarami drzew widocznymi, poniekąd wzbudzało w nim jeszcze większy strach, niż jakby miał utonąć w kompletnej pustce.
Ziewnął okrutnie, przysłaniając wierzchem dłoni rozdziawioną buzię. Minęło już dobrych kilka dni, odkąd nareszcie zgarnięto go spod tego felernego drzewa i zapewniono jakieś minimalne poczucie bezpieczeństwa… niestety ginęło za każdym razem, gdy chłopak zamykał oczy bądź zostawał na ułamek sekundy sam. Koszmary, koszmary, koszmary… był nimi tak potwornie zmęczony. Głębokie cienie odznaczające się pod błękitnymi ślepiami chłopaka, wyraźnie wybijały się na jego pobladłej skórze, a jedynym jaśniejszym elementem na wyblakniętej cerze był tylko biały opatrunek, chowający gojącą się, rozciągniętą po policzku ranę. Przyczepiona gaza nieprzyjemnie ściągała mu twarz, ilekroć kusił się na wyraźniejszą mimikę, więc nawet nie próbował chodzić z przyczepionych do ust uśmiechem. Wyglądał przez to zdecydowanie nie jak on.
Dużym wsparciem byli dla niego przyjaciele, którzy dokonywali wszelkich starań, by jakoś umilić mu dochodzenie do siebie. Chociaż nie potrafili poradzić nic na jego bezsenność czy złą kondycję psychiczną, przynajmniej podbudowywali go na duchu w inny, subtelniejszy sposób. Dzięki temu Liam zachowywał jakiś cień dawnego siebie i choć kierował w ich stronę znacznie mniej słów, przynajmniej w ogóle się na nich nie zamykał.
Nawet nie pamiętał, kiedy odpłynął. Wiedział, że klapnęli pod jedną z kolumn, przychodząc na wyznaczony w pomieszczeniu pojedynek odrobinę za wcześnie. Rivai ani trochę się nie ekscytował; szczerze mówiąc, wolałby spędzić ten czas w łóżku, zawinięty w koc, ale poczucie zobowiązania zmusiło go, do wyjścia ze swojej „bezpiecznej” strefy. Niestety zmęczenie ponownie go oplotło i tak przez następne minuty zaczynał przymykać oczy, spuszczać łeb czy chylić się w kierunku Neirina… w efekcie po prostu się w niego wtulił i zasnął. Pierwszy raz od tak długiego czasu nareszcie nie widział nic, co od razu otworzyłoby mu powieki i wyrwało z gardła krzyk. Ciemność. Błoga ciemność i ręka przyjaciela, która przygarnęło go jeszcze bliżej siebie. Oddech miał spokojny, twarz niezmąconą najmniejszym grymasem… było mu tak dobrze, gdy…
„CO TO MA BYĆ?!”
Niemal podskoczył w objęciach rudzielca, budząc się dopiero pod wpływem przeraźliwego wrzasku Ślizgona. Serce zabiło mu dziesięć razy szybciej, chyba na resztę życia zabijając zaufanie do wpadania w sen; jak nie męczą go koszmary, to budzą krzyki. Rozejrzał się kompletnie zdezorientowany, próbując wyostrzyć sobie lekko zamroczony obraz. Nie zarejestrował inkantacji zaklęcia Neirina, toteż w pierwszych sekundach musiał walczyć z potwornym szokiem na widok płonącej znikąd klatki, dopiero po czasie orientując się, że była owocem czyjegoś zaklęcia.
Podniósł się tak szybko, że omal nie zatoczył się, przydzwaniając szczęką o posadzkę. Widok był już na tyle wyraźny, by dostrzec czyja sylwetka została nieludzko zamknięta w pułapce… i co takiego robiła.
- Oszalałeś?! – krzyknął do niego, orientując się, że jego głos brzmiał potwornie ochryple. - Nie zbliżaj się do prętów! – rzucił niespokojnie, marszcząc nos wpierw w kompletnym skołowaniu, teraz w czystej irytacji. Widział, jak Nox niebezpiecznie zbliżał swoją twarz do gorących języków… choć to co zrobił później, przeszło jego najśmielsze oczekiwania: na litość Dumbledora, po co?!
- Mefistofeles?! – zwrócił się do niego, samemu już nie wiedząc czy bardziej w zapytaniu, czy karceniu. Wybałuszył na niego oczy, natychmiast podbiegając do tej nieszczęsnej klatki, dopadając do Ślizgona idealnie w momencie rozpłynięcia pułapki w powietrzu. – Dlaczego dotknąłeś tych cholernych prętów…?! Nie zauważyłeś, że P Ł O N Ą? – nie był tak szczerze wkurzony od dobrych kilku lat. Nie dość, że czuł się diabelnie zmęczony, obolały i nękany przez własną świadomość już od dobrych kilku dni, to jeszcze musiał martwić się o osoby trzecie? Czy naprawdę musiał pilnować ich jak dzieci, by nie robili sobie tak oczywistej krzywdy? „Nie dotykaj gorących rzeczy, nie rzucaj w kolegów niebezpiecznymi zaklęciami…” - Trzeba było się jeszcze do nich przytulić. – warknął, w końcu spoglądając na pozostawionego pod filarem Neirina. – Co to miało być?! – zapytał nie mniej zirytowany, mocno zawodząc się na postawie kolegi. Był zbyt zamroczony własnym zdenerwowaniem i ciążącym mu wyczerpaniem, by pomyśleć o jakiekolwiek innej możliwości, niż to, że rudy zrobił to celowo. – Nie zamyka się ludzi w klatce, Nei! Jako sekundant nie jesteś zobowiązany do rzucania innych zaklęć, niż te odwołujące nasze uroki. – zganił przyjaciela, wskazując na siebie i Mefisto, gdyby Walijczyk miał jakiekolwiek wątpliwości o czyich czarach mówił Liam.  
Wydarł z siebie ciężko powietrze, zwracając się ponownie ku studentowi. Ostrożnie i bez specjalnych zapytań o pozwolenie ujął jego rękę w jedną dłoń, drugą nakierowując różdżkę idealnie w miejsce poparzenia. Nie znał żadnych zaklęć uzdrawiających, więc musiał posiłkować się innymi. Wiedział, że najlepiej natychmiast polać ranę wodą, więc zainkantował pod nosem wyraźną formułę Aquamenti… ale los miał inne plany.
- Kurw... – odsunął się momentalnie, gdy tylko zauważył, że jego różdżka postanowiła pokazać mu środkowy palec, wypluwając z krańca dokładne przeciwieństwo zaklęcia. Niestety nie uchroniło to Ślizgona od kolejnej salwy bólu. – Na Merlina… przepraszam. – wyrzucił, choć prędzej zamiast skruchy, czuł się tylko jeszcze bardziej zdenerwowany. Och, jasne… jeszcze zaklęcia mu nie wychodzą. Kto by się spodziewał?
Nie rezygnował i wypowiedział zaklęcie raz jeszcze, jednak tym razem kierując je tuż obok dłoni Noxa, w razie, gdyby miał spartaczyć po raz kolejny… i oczywiście spartaczył. Ściągnął zirytowany brwi, próbując po raz trzeci. Nic. Przeklnął siarczyście pod nosem, ściągając barki w wyrazie absolutnego zrezygnowania.
- Incendio…! – wyrwało mu się z ust, najpewniej wyłącznie pod wpływem zdenerwowania, bo samo zaklęcie uważał za trochę zbyt niebezpieczne w obecnej sytuacji. Ironia losu była jednak taka, że… faktycznie wyczarował wodę. Zacisnął zęby i ze złością skierował strumień wody na ręce kolegi, choć ruch był trochę zbyt zamaszysty, a zaklęcie zbyt silne i pomoczył Noxa również poza poparzonym obszarem. Czy Liam się przejął? Och… gdyby on miał teraz siłę przejmować się takimi błahostkami… zresztą… nie byłoby mu go nawet żal. To Ślizgon jako pierwszy zachował się idiotycznie.
Kończąc polewanie wodą, przesunął zrezygnowany ręką po twarzy, dopiero teraz czując, jak potwornie był zmęczony. Gniew wcale nie pomagał mu wyglądać lepiej, a gdy tylko zaczynał się powoli uspokajać, wrażenie wycieńczenia tylko się wzmogło. Nareszcie spojrzał Mefisto w twarz, niewyobrażalnie chłodno jak na siebie.
- Idziesz do skrzydła szpitalnego. Nie będziemy się pojedynkować, a przynajmniej ja nie zamierzam. - zwrócił się do Neirina. - Starcie uważam za zakończone. Możesz mnie uznać za przegranego.
Wrócił spojrzeniem do wychowanka Slytherinu, sprawiając wrażenie, jak gdyby patrzył na niego wyłącznie po to, by upewnić się, że zaraz opuści salę.

Aquamenti: 6, 1, 6.
Incendio: 6.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 196cm/106kg
C. szczególne : Oparzenia: noga(P), pół lewej, część torsu, wew ręki(P). Blizny: w poprzek gardła, 3 na piersi, 4 na nodze(L). Porażenie prądem: wew dłoni i przedramienia (L).
Galeony : 1225
  Liczba postów : 1197
https://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
https://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
https://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
https://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptyNie Kwi 08 2018, 00:16;

Reakcja była niespodziewana. Męski głos dobywający się z wnętrza klatki sprawił, że Puchon zawahał się chwilę. To na pewno była mara? Kobiece szepty, otaczające go do tej pory, nie pokrywały się z tym, co widział i słyszał. Jedne informacje przeczyły drugim, wprowadzając mętlik do i tak chaotycznego umysłu Neirina.
Nie opuszczał różdżki, ale zdążył powstrzymać Liama przed podbiegnięciem do klatki. Przynajmniej do momentu, aż sam upewnił się, iż wewnątrz nie ma potwora, a znajduje się tam ledwie znany im Ślizgon. Chociaż dla niektórych pomiędzy tymi dwoma określeniami znajduje się znak równości. Rudzielec nie uważał jednak Noxa za zagrożenie. Przynajmniej nie tak wielkie, aby uciekać się do zamykania go w klatce. Puścił zatem Rivai'ego, pozwalając mu podbiec do Mefistofelesa, samemu wstając chwilę po tym. Zbliżył się w ślad za Anglikiem, przyglądając się bestialskiemu szałowi, targającemu wilkołakiem. Wściekłości, jaka zarzucała płachtę agresji na wszystkie czyny blondyna. Zezwierzęceniu, pierwotnemu strachowi przed zagrożeniem. Tak przynajmniej myślał. Brał jego zachowanie za mieszankę szału i przerażenia. Wiele zwierząt w gorączce kąsa nawet ręce, które chcą im pomóc. W danym momencie Nox nie był dla Walijczyka niczym więcej ponad rozwścieczonego, zapędzonego w kozi róg psa, który nie mogąc uciec, rzuca się desperacko na zagrożenie z kłami. Niestety tym razem sobie te zęby przytępił.
- Tylko tyle? Taka klatka?
Co by się stało, jakby istotnie zmieszał ją z Adolebit lupum? Czy Mefistofeles byłby w stanie przerwać to zaklęcie? Raczej nie. Wszak w jakimś celu nakłada je się na amulety. Jaki sens byłby w tworzeniu ochronnego medalika, z którego czas pierwszy lepszy likantrop może zdjąć poprzez banalne Finite?
Kiedyś to wypróbuje. Wątpliwe, aby rudzielec był w stanie samodzielnie rzucić skomplikowane zaklęcie, ale jak jeszcze trochę się wyćwiczy... Z ciekawości może zamknie Noxa w takim więzieniu. Tylko po to, aby przekonać się, jaki będzie tego efekt.
Kto w danym momencie był prawdziwym potworem? Rzucający się w szaleństwie Ślizgon czy Puchon, jaki z całkowitą obojętnością na jego los przyglądał się tym próbom? Ba, rozważając jeszcze sprowadzenie na niego gorszego piekła?
Przeniósł spojrzenie na Liama opuszczając w końcu różdżkę, kiedy kraty rozwiały się w nicości, a Mefistofeles się uspokoił choć trochę.
- Nie jesteśmy tu sami. Wkoło krążą mary. Do tej pory odstraszał je ogień, ale im dłużej spałeś, tym stawały się nachalniejsze. Nie chciałem, aby cię skrzywdziły. Myślałem, że to jedna z nich - wyjaśnił, zanim schował różdżkę do kieszonki. Nie chciał już pomagać zaklęciami, nie po tym, co Liam sam zrobił z rękoma Noxa. Ogień zwalczaj ogniem... Ale ta zasada nie obejmuje poparzeń. Zdecydowanie nie obejmuje poparzeń. Neirin przyglądał się zaczerwienieniom przechodzącym w czerń, kiedy tkanka podskórna obumierała. Kolejne potraktowanie ogniem rozlewało czerń na coraz większy obszar. Czy on sam wyglądał podobnie, poraniony po pożarze?
Odsunął od siebie te myśli zgoła szybko, czekając, aż woda obmyje świeże poparzenia.
- M-m - zgodził się, przyjmując rezygnację Liama. Nie będzie go zmuszał do pojedynku, jeśli nie chce. Za to sam podszedł do Mefisto, wyciągając rękę. Chciał ująć go za dłoń i obejrzeć jej wnętrze.
- Mogę na nią spojrzeć. Czytałem o zaklęciu chłodzącym - zaproponował i o ile mu Nox pozwolił, przyjrzał się ranom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2085
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3322
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptyNie Kwi 08 2018, 01:07;

Jakże ironiczne było nazywanie go pełnym imieniem akurat w momencie, w którym stał zamknięty w płonącej klatce. Teraz rzeczywiście mógł przypominać samego szatana, przyzwanego z otchłani piekielnych, przynoszącego chaos i cierpienie - również dla samego siebie. I choć docierały do niego słowa Liama, to nie zrozumiał ich istoty aż do momentu, w którym pręty nie zniknęły. Nie mógł się ruszyć, tak jakby cała furia wyparowała wraz z poprawnie rzuconym Finite. Teraz jedynie stał i wpatrywał się w Neirina, nie dusząc w sobie chorej fascynacji. Obojętność Puchona była niezwykła.
- Kusiło - poinformował Liama, choć w gruncie rzeczy wcale nie rozważał przytulania się do klatki. Nie, to byłoby niewygodne ze względu na blisko umiejscowione pręty; złapanie za jeden z nich było stanowczo lepszą opcją. Nie żałował, choć zapewne powinien. O wiele więcej uwagi poświęcił słowom Vaughna, na które tylko zmarszczył lekko brwi. Nie rozumiał... ale jakże ciężko było zebrać myśli w obliczu tego gorąca, dalej trawiącego dłoń. Mimowolne drgnięcie jednego palca sprawiło, że przed oczami Ślizgona zawirowały ciemne plamki. Nie wahał się zatem w kwestii pozwolenia Rivai'owi na udzielenie drobnej pomocy. - Liam - jęknął, choć zabrzmiało to tak, jakby kierowane było rozkoszą; w pierwszym odruchu Mefisto rzeczywiście się ucieszył, czując kolejną dawkę środka uspokajającego. Mimo wszystko płomienie nie były litościwe, zatem ich przesunięcie po zniszczonej skórze szybko przeszło z "cudownego" w "potworne". Zadrżał, zaciskając mocniej szczęki. - Hej, może nie... LIAM - powtórzył, słysząc jak chłopak w złości usiłuje rzucić samo w sobie Incendio. Tym razem wyszarpnął rękę, aby zabrać ją na bezpieczną odległość - uległ, gdy tylko dostrzegł chaotyczny strumień wody. W międzyczasie zorientował się także, że wnętrze jego dłoni stało się podejrzanie zimne, płonąc jedynie na brzegach i przy zgięciach palców.
- To rozkaz prefekta? - W głosie Noxa dało się jeszcze wyczuć nutę irytacji, chociaż teraz w głównej mierze kierowało nim zmęczenie. Nie potrafił się wściekać, kiedy oni byli tak paskudnie spokojni. - Bo jakoś tak niezbyt się boję, skoro nie odjąłeś punktów za rzucenie Firehutchcatha bez powodu. - Parsknął z niedowierzaniem, chowając poparzoną dłoń za plecy. Ociekała wodą, podobnie jak połowa jego ubrań; też się tym nie przejmował. Nie czuł się wcale osłabiony do tego stopnia, aby rezygnować. Towarzyszyło mu solidne przekonanie, że poniekąd właśnie tego potrzebował... Zacmokał z dezaprobatą, kiedy Neirin zaczął się do niego zbliżać, a w formie dodatkowej przestrogi: po prostu uniósł różdżkę nieco wyżej. Nawet nie obchodziła go jego reakcja, bo zaraz nakierował czarodziejski patyk na Liama, biorąc głębszy wdech. Jeszcze zaćmiony szokiem i nieustannie drażniony bólem, spodziewał się późniejszych wyrzutów sumienia za własne zachowanie.
- Nie, skarbie, jeszcze cały pojedynek przed nami. Przegranym będziesz dopiero wtedy, kiedy ja tak stwierdzę. Cistam d... - Zamrugał kilkakrotnie, zupełnie zaskoczony tym, co zaczęło wymykać mu się spomiędzy ust. Stracił element zaskoczenia, przerywając próbę rzucenia czarnomagicznego zaklęcia - wydawało mu się ono tak naturalne i oczywiste, że początkowo nie wziął pod uwagę tego, z kim się pojedynkował. Nie poświęcił zbyt wiele czasu na zamartwianie się własnym rozkojarzeniem, bo czym prędzej posłał w stronę siódmoklasisty Conjunctivitis, udowadniając mu tym samym, że pojedynek właśnie się rozpoczął.



Atak: 5
Obrona:-
Ilość trafień: 0
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178 cm.
C. szczególne : Wiecznie uśmiechnięty pyś.
Galeony : 534
  Liczba postów : 782
https://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
https://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
https://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
https://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptyWto Kwi 10 2018, 00:21;

Irytacja była tak rzadkim widokiem na tej wiecznie roześmianej twarzy, że dwójka obecnych w pomieszczeniu mężczyzn mogła poczuć się bardzo wyjątkowo. Był piekielnie zmęczony, a na dodatek kompletnie nie rozumiał zachowania kolegów, które nie tylko okazało się diabelnie niebezpieczne, ale i sprowokowało samego Puchona to podwyższenia poziomu szkodliwości. On się chyba zastrzeli… choć nie. Był czarodziejem, więc nawet ta opcja odpadała…
„Kusiło.”
Spojrzał na niego wyjątkowo nieprzychylnie, ale nie rzucił w niego najmniejszym komentarzem, od razu odwracając się w kierunku drugiego z wychowanków Hufflepuffu, który nareszcie podjął próby wyjaśnienia tego całego cyrku, który przed momentem się zadział.
„Nie jesteśmy tu sami.”
Zacisnął mocniej ręce na opuszczonej w dół różdżce, przyglądając się twardo Neirinowi. Czy on mu mówił, że…
„Wkoło krążą mary.”
Wypuścił gwałtownie powietrze przez nos, zmywając z siebie złość, a pozostawiając na twarzy potworną rezygnację. Liam już doskonale wiedział, co było powodem tak dziwnego zachowania Walijczyka i gdyby nie spędził ostatnich siedmiu lat na walce z chorobą przyjaciela, usilnie starając się przeciwdziałać każdemu jej skutkowi, mógłby wściekać się na niego dalej. To było głupie, nierozważne i niebezpieczne… ale Rivai wychodził z założenia, że nie było to również winą samego rudzielca. Londyńczyk zacisnął mocno zęby, przymykając oczy. Walczył ze sobą… był cholernie sfrustrowany. Przechylił łeb do tyłu, na moment wbijając spojrzenie w sufit, jak gdyby szukał siły, by odpowiedzieć przyjacielowi tak, jak powinien. Przysiągł sobie być dla niego wsparciem, choć naprawdę trudno było mu odegnać od siebie złość, gdy sam czuł się tak potwornie źle.
- Neirin. – zaczął łagodnie, choć głos wciąż zdawał mu się drżeć pod wpływem tak wielu negatywnych emocji, które najwyraźniej osiadły mu teraz na strunach głosowych. – Tutaj nie ma żadnych mar. Możesz być spokojny, zaufaj mi. – dodał, wpatrując się wprost w oczy rudego, nie mając siły, by wykrzesać z siebie uśmiech. Niemniej liczył na to, że Vaughn mu najzwyczajniej w świecie uwierzy… odwrócił się zaraz do Mefistofelesa, mając nadzieję, że nie wpatruje się w nich, jak w bandę dziwolągów… a raczej nie w nich, a w Neirina. Nox mógłby sobie myśleć o Liamie najokropniejsze rzeczy – bolałoby, ale nie tak, jak gdyby oczernił Walijczyka tylko przez to, że los zgotował mu niewesoły los w postaci choroby. Dlatego nawet nie zwrócił uwagi na kąśliwość wytatuowanego mężczyzny… jak mógłby odjąć punkty za to, że Walijczyk po prostu bał się tego, czego widzi?
Ale szybko sfrustrowane, choć dość spokojne spojrzenie szatyna nabrało na ekspresji, gdy targnął nim strach. Chłopak poczuł potworny ścisk w gardle, walcząc z ogromnym ciężarem, który ściągał mu żołądek na samo dno… zauważył bowiem, że ręce Mefistofelesa zaczęły robić się czarne. Poparzenie było naprawdę poważne.
- M-Mefi… - jęknął, wskazując różdżką na jego dłonie. – To wygląda bardzo źle… tak potwornie cię przeprasz-… c-co ty.. – w ostatniej chwili wykonał unik, kompletnie nie spodziewając się uroku ze strony Ślizgona. Wybałuszył na niego oczy, teraz zdecydowanie nie zły, a po prostu spanikowany. Nie chciał walczyć, tak potwornie nie chciał walczyć… a jednak bezmyślnie rzucił kolejny urok w kierunku studenta. W domyśle miało to mieć sens… levicorpus nie zrobiłoby mu żadnej krzywdy, a może wyrzuciłby z rąk różdżkę i problem bezsensownego pojedynku zostałby zażegnany… ale przecież Liam nie potrafił czarować. Z przerażeniem obserwował, jak jego własne zaklęcie, które miało przecież ukrócić ich magiczny sparing, dogniata poranionego mężczyznę bardziej do ziemi. Prefekt zadrżał, targnięty okropnym poczuciem winy i nim tylko zdążył się zastanowić nad ewentualnymi konsekwencjami, natychmiast wyrzucił przeciwzaklęcie. Figa. Spróbował raz jeszcze, ale widząc, że Mef ani drgnie, machnął różdżką niewerbalne liberacorpus po raz kolejny i kolejny… dopiero po jakimś czasie orientując się, jak wielki ból sprawiał koledze.
- M-Meef…? – zadygotał po raz kolejny. Merlinie najsłodszy… Liam nigdy nie skrzywdziłby muchy. To był typ, który potrafiłby wydać swoje ostatnie oszczędności na jedzenie dla największego wroga, gdyby ten okazał się pościć przez kilka dni. Nie cierpiał patrzeć, jak osoby, które darzył jakąś dozą sympatii cierpiały. Jak potworne musiało być przeświadczenie, że tym razem cierpiały przez niego. Kompletnie spanikował, chcąc jak najszybciej uwolnić Ślizgona od uroku rzucając wciąż i wciąż czar na odwołanie levicorpus. Drżały mu nogi, a wypowiadana formuła zaczynała brzmieć po prostu niewyraźnie, nim przerażony do granic możliwości Liam, nie odwrócił łba w kierunku drugiego Puchona, patrząc na niego niemal błagalnie.
- N-Neirin… – pisnął w jego kierunku nienaturalnym jak dla siebie głosem. Deja vu…? Wzrok miał identycznie przepełniony strachem, co przy ich pierwszych odwiedzinach w szpitalu po pełni. Z tą różnicą, że teraz chciało mu się wyć jeszcze bardziej. Krzywdzenie innych… chciał odciąć sobie ręce za to, co zrobił….

Liberacorpus: 5, 6, 6, 6, 5, 6, 5, 5, 6, 6
Ilość trafień: 1.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 196cm/106kg
C. szczególne : Oparzenia: noga(P), pół lewej, część torsu, wew ręki(P). Blizny: w poprzek gardła, 3 na piersi, 4 na nodze(L). Porażenie prądem: wew dłoni i przedramienia (L).
Galeony : 1225
  Liczba postów : 1197
https://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
https://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
https://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
https://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptyWto Kwi 10 2018, 19:26;

Kwestia czy uwierzył Liamowi była dość sporna. Raczej podszedł do tego dość płynnie, rozumiejąc, że po prostu prefekt nie jest tak wyczulony na otoczenie jak Neirin. Lekko może infantylnie potraktował słowa Rivai'a, acz niezaprzeczalnie wziął je pod rozwagę. Niestety, od zawsze wierzy w to, co widzi. Każda halucynacja jest w jego mniemaniu prawdziwa i nigdy nie przyzna, że może mu się zdawać. Że może być chory. Dałby się pociąć, przekonany o realności własnych majaków, na najgorszych torturach zapewniłby o autentyczności każdej mary, każdego koszmaru, każdego głosu i dźwięku.
Jednak zdecydował się zaufać przyjacielowi. Głównie dlatego, że szepty uległy niedługo po wyczarowaniu klatki. Najwyraźniej potwory się przeraziły i pierzchły. To dobrze. Liam ma rację. Teraz są bezpieczni. Za jedyne zagrożenie mając samych siebie.
Szybko odsunął się, kiedy zrozumiał, że pojedynek się rozpoczął. Cistam, cistam... Co to za zaklęcie? Nie zna go. Ale zaciekawiło go na tyle, by odnotował je w pamięci. Potem sprawdzi w jednej z książek.

Mokry chrzęst miażdżonej kości rozległ się w chwili, w której Mefistofeles uderzył w posadzkę. Nie trzeba było długo czekać na kałużę krwi, rosnącą wokół wciąż dociskanego do podłoża ciała. Charkot Ślizgona mieszał się z głosem spanikowanego Liama, rzucającego coraz to nowe zaklęcia. Żebra pękały w akompaniamencie urwanych inkantacji. Mieszanina bólu, strachu i mdlącego zapachu świeżej posoki wypełniała pomieszczenie, gdy pochodnie drżały, rzucając rozdygotane cienie na sylwetki uczniów.
W tym świetle krew zdawała się czarna.
Rudzielec miękko poruszył się i podszedł do Anglika, chwytając go za różdżkę. Naparł nań, zmuszając szatyna do odpuszczenia narzędzia. Do rozluźnienia mięśni oraz poddania się woli Walijczyka. Spojrzeli na siebie, nim Neirin położył mu rękę na głowie. Chciał go uspokoić. Zapewnić, że teraz będzie dobrze, rudzielec się wszystkim zajmie. Nie było jednak czasu na bardziej czułe gesty. Wpierw należy podnieść Mefisto z ziemi.
Odwrócił się, spoglądając na miażdżone niewidzialną siłą ciało studenta. Różdżka poruszyła się, acz nim Puchon wypowiedział inkantację, coś uderzyło w drewienko, zbijając je z toru. Rozluźnił rękę, strzepnął dłonią i powtórzył ruch, tym razem udany. Żadne zakłócenia więcej nie stanęły na drodze rudzielca, dzięki czemu mógł zniwelować działanie zaklęcia Anglika. Przeciwnik został uwolniony.
Podszedł do Noxa, klękając na jedno kolano przy nim. Pomógł mu podnieść się na kolana, nie dał się jednak wyprostować. Zmuszał go, aby pochylał głowę, przytrzymując za kark. Ciemne krople krwi skapywały na posadzkę, rozlewając się w coraz większą kałużę. Jucha mieszała się z płynem wyczarowanym przez Liama, czarne macki posoki sięgały coraz dalej, zanieczyszczając wodę.
Różdżka znów poszła w ruch i znów napotkała opór. Kolejny raz więc strzepnął dłonią, zanim ponowił zaklęcie. Ale ciche "Glacius" tylko rozgrzało krew. Nim zdążyła się zagotować, szybko Walijczyk rzucił kolejną inkantację, skuwając mieszaninę posoki i wody lodem.
Rączka różdżki uderzyła w zamrożoną kałużę, odłupując fragment. Owy odłamek wylądował na karku Ślizgona, przytrzymywany przez dłoń Puchona. Chłodząc skórę i obkurczając naczynia, a gdy topił się, spływał różowymi smugami po szyi wilkołaka. Po paru minutach krwotok powinien zwolnić. Nie ustanie całkiem, z pewnością jednak stanie się mniejszy. I o to Neirinowi chodziło.
Odłożył różdżkę na bok, nim położył wolną doń na brodzie Ślizgona. Uniósł delikatnie jego głowę, gdy upewnił się, iż więcej nie charczy krwią. Opuchlizna zaczynała pokrywać twarz chłopaka, nabiegłe płynem tkanki odznaczały się wzniesieniami wokół nosa. W szarych oczach nie znać było cienia emocji, kiedy taksował wzrokiem skalę obrażeń. Położył następnie palce na kości nosowej. Delikatnie przesuwał chłodnymi opuszkami po skórze, wyczuwając krawędzie pęknięć. Powoli i łagodnie namacał, jak przebiega linia złamania, nim umiejscowił opuszki poniżej, na największym przesuniętym odłamku.
Chrzęst rozległ się raz jeszcze, gdy bez ostrzeżenia i z zupełnym brakiem delikatności wepchnął przemieszczoną kość znów na właściwe miejsce. Podobno nastawianie nosa boli mocniej niż jego łamanie. Jeśli to prawda, Mefistofeles mógł się przekonać o tym na własnej skórze.
Neirin dobył następnie chusteczkę z szaty i starł świeżą krew oraz pierwsze skrzepy z twarzy wilkołaka. Wolał nie używać do tego zaklęcia. Dość już magia sprawiła problemu. Co może zrobić ręcznie, zrobi ręcznie.
Naparł na skórę na brodzie chłopaka, odciągając mu dolną wargę, aby odsłonić zęby.
- Możesz mówić? - Nie masz wybitych siekaczy ani odgryzionego języka? Krew była wszędzie. Ciężko ocenić, czy krwotok następuje tylko z nosa, czy też dziąseł lub policzka. A rzucanie zaklęć sepleniącym głosem nie brzmi zachęcająco. Na pewno gorzej niż nosowy pogłos przez połamane kości, który jeszcze da się w miarę zniwelować.
Zostawił wargi Noxa celem skupienia się na chusteczce. Przedarł zakrwawiony materiał i zrulował obie części, zanim umieścił je w dziurkach nosa poszkodowanego.
Lód w tym czasie zapewne zdążył zsunąć się za ubranie Mefisto, jeśli jeszcze nie stopniał całkiem. Do momentu tworzenia prowizorycznego opatrunku Neirin podtrzymywał go dłonią, ale następne czynności wymagały już użycia obu dłoni.

Kostki: 5, 2
Kostki: 5, 6, 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Galeony : 2085
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 3322
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptyWto Kwi 10 2018, 20:04;

Jakimś cudem gdy Liam zaczął go drżącym głosem przepraszać, to Mefisto zapomniał o co chodziło. Obrzucił krótkim spojrzeniem swoją poczerniałą dłoń, której ból wciąż zagłuszał wszystko inne. Nie mógł się nie zgodzić, wyglądało to całkiem tragicznie - w szczególności gdy w przebłysku geniuszu postanowił spróbować poruszyć palcami. Nie zraził się faktem, że Puchon bez problemu obronił się przed jego zaklęciem. W końcu wcale nie zależało mu na oślepieniu go... ani na wygranej. Czekał na kontratak, starając się skoncentrować na rozważaniach odnośnie zaklęć. Neirina zupełnie wyciął z tego obrazka, chociaż coś tak czuł, że jeszcze niejednokrotnie pomęczy go jego wzmianka o podejrzanych marach. Był zbyt ciekawski, aby w pełni odpuścić...
Protego Mefistofelesa poziom miało tak tragiczny, że pierwszoroczniacy by go wyśmiali. Nie zdążył jeszcze znienawidzić samego siebie za taką paskudną słabość, bo runął do przodu, pchnięty zaklęciem Liama. Spodziewał się wielu uroków. Wziął pod uwagę durne poroże, gdzieś w głowie zabrzęczało mu klasyczne Expelliarmus... Nie sądził, że Rivai byłby w stanie jego - nie, nie jego, kogokolwiek! - skrzywdzić. Wyrwał mu się okrzyk bólu i zaskoczenia, bo zupełnie odruchowo podparł się o podłogę obiema dłońmi. Różdżka wbiła mu się pomiędzy palce, ale nie odczuł tego, zbyt zaaferowany paleniem w drugiej, poparzonej ręce. Prefekt postanowił błyskawicznie się poprawić i tym razem Nox nie miał takiego szczęścia, ani takiej siły. Łupnął twarzą o kamienną posadzkę. Słyszał przeraźliwe chrupnięcie, które zaraz echem odbiło się w jego czaszce; oczy zaszły łzami, jeszcze jakimś cudem wstrzymywanymi. Potem wszystko działo się tak szybko, że przestał rozróżniać fakty, zatracony w błędnym kole czegoś, co z pewnością mogło uchodzić za agonię. Trzaski wcale nie ucichły, a za to klatkę piersiową ściągnęła fala bólu - Mefisto miał wrażenie, że ktoś stanął na jego plecach i skakał po nich, próbując wcisnąć go niczym robaka w szpary podłogowe. Było to całkiem adekwatne, bo tak też się czuł, gdy raz za razem uderzał mocniej w podłoże, rozbryzgując krew, krztusząc się i tracąc oddech z każdym nieudanym przeciwzaklęciem. Umysłu nie przecięła mu żadna prośba o zakończenie, bo był święcie przekonany, że to kwestia jednej sekundy, aby zupełnie odleciał. Sytuacja stała się nierzeczywista do tego stopnia, że ledwie zauważył jej koniec.
Zachłysnął się powietrzem, które nagle dotarło do niego w większej dawce - zaklęcie zostało zdjęte, a jego ktoś podciągnął do góry. Nie topił się w kałuży własnej krwi, ale ta dalej zalewała mu twarz, podstępnie przedostając się do ust i sprawiając, że krztusił się, rozpaczliwie próbując faktycznie złapać ten pełen oddech. Klatka piersiowa jakby rozrywała się z każdą chwilą coraz bardziej. Nie pomogło również to, że Neirin - teraz już widział, że to był on - nie pozwolił mu wstać. Różdżka Ślizgona została na podłodze, zatem mógł zacisnąć palce na ramieniu rudzielca, szukając jakiegoś oparcia.
Lepiej zrobiło się zupełnie nagle. Mniejsza ilość krwi wypływającej z nosa pomogła, przestał się tak krztusić, a zatem i oddychanie stało się prostsze. Nie było wcale dobrze, ale było lepiej... Zaczynał się uspokajać, gdy Vaughn uniósł jego twarz. Zmęczone zielone tęczówki zawiesiły się na tych stalowoszarych, tonąc w morzu upokorzenia. Nie potrafił przyznać przed samym sobą, jak źle było. Chłód zalewał mu plecy, a także odnalazł miejsce na twarzy chłopaka - palce Puchona zdawały się zupełnie przemarznięte. Mefisto wiedział, co zaraz się wydarzy; wpatrywał się w sekundanta, pozwalając mu w tej chwili chyba na wszystko; podziwiał to skupienie. Gdy kość chrupnęła, zatrzepotał żałośnie powiekami, spod których wypłynęło kilka sporych łez. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku, oniemiały tylko dygocząc i na nowo przypominając sobie o połamanych żebrach. Znów na kilka chwil odpłynął, pełnię świadomości odzyskując w momencie, w którym twarz miał już nieźle oczyszczoną.
- Mogę - odparł cicho, przypominając sobie o tym, że miażdżył bezlitosnym uściskiem ramię siódmoklasisty. Powoli odpuścił, pozwalając mu na dokończenie tych jakże upiększających zabiegów. Odnalazł dłonią różdżkę, podniósł się - spokojny, opanowany, już przyzwyczajony do częściowo obezwładniającego bólu. To nie był pierwszy raz, gdy nos miał tak poobijany; żebra bywały w gorszym stanie, a poparzenia rozlewały się na większe obszary ciała, być może nie powodując martwicy, ale i tak cholernie drażniąc.
Nie podziękował Puchonowi, tkwiąc w przekonaniu, że teraz są kwita. Chłopak najpierw zamknął go w klatce, a następnie odpokutował poprzez udzielenie niezbędnej pomocy - nie musiał spodziewać się żadnej zemsty, bo rachunki zostały wyrównane. Mefisto trochę odetchnął, zadowolony z tej przyjemnej świadomości, że nie ma żadnych zarzutów przeciwko przyjacielowi Liama...
LIAM.
- No, to było orzeźwiające - wyrzucił z siebie z trudem, wciąż cicho, ale trochę pewniej. Jego prywatne odczucia poszły się chrzanić, bo zorientował się w jak tragicznym położeniu znalazł się siedemnastolatek - Merlinie, musiał być przerażony do granic możliwości. Znowu. - N-niezły z ciebie przeciwnik, młody. - Mówił nosowo, co trochę go denerwowało. Ponadto próba wykrzesania z siebie czegoś na kształt uśmiechu zakończyła się fiaskiem, bo na to brakowało sił i możliwości - twarz studenta stała się odrobinę sparaliżowana postępującą opuchlizną. Machnął różdżką, rzucając niewerbalne Expelliarmus, ale Rivai nie musiał się go obawiać.
Bardziej nieskuteczny urok rzucić mógł tylko mugol.

Atak: 1
Trafienia: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178 cm.
C. szczególne : Wiecznie uśmiechnięty pyś.
Galeony : 534
  Liczba postów : 782
https://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
https://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
https://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
https://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptyPią Kwi 13 2018, 05:19;

Wbił spanikowane spojrzenie w nienaturalnie spokojną twarz rudzielca, ale nie przejął z tego opanowania nawet szczypty. Klatka piersiowa unosiła się i opadała w przyspieszonym tempie, wtórując drżeniu rąk szatyna, które targały twardo trzymaną w palcach różdżką. Czuł się tak, jakby zamiast drewnianego kijka z ozdobnym żłobieniem po boku, trzymał prawdziwe narzędzie zbrodni. Wiele się zresztą nie pomylił w tym stwierdzeniu, sądząc po stanie, do jakiego doprowadził wychowanka Slytherinu.
Pozwolił położyć sobie dłoń na głowie, ale żadne, nawet najczulsze przeczesanie włosów, nie sprawiłoby, że Liam czułby się choć o ułamek lepiej… co dopiero tak wypruty z emocji i współczucia gest Walijczyka? Nie winił go zresztą o taką postawę, zbyt zajęty duszącym poczuciem winy. Jak mógł szukać w kimkolwiek pocieszenia, gdy dopuścił się tak potwornego czynu? Mógłby go zadusić… mógłby mu przebić płuca… połamać kości… Merlinie, przecież już połamał… chrzęst, który usłyszał przy pierwszej próbie wyratowania Ślizgona spod rzuconego uroku, był najgorszym dźwiękiem, jaki dzisiaj zarejestrowały jego uszy.
Skulił głowę w ramionach, stojąc w otępieniu jak ostatnia ofiara losu, tępo przypatrując się otępiałemu z bólu Mefistofelesowi. Serce biło mu nieubłaganie szybko, a żołądek zdążył zawiązać się w supeł dziesiątki razy. Tak potwornie było mu tego słuchać, tak ciężko było mu na to patrzeć… czuł tę cholerną odpowiedzialność za swój czyn i absolutnie nie zamierzał szukać winnego, uważając, że był w tej sytuacji jedynym. Poczucie winy wyżerało go od środka, sprawiając, że znów był blady jak ściana i rozdygotany, może nawet bardziej, niż wówczas od drzewem? Miał tę felerną właściwość, że zawsze stawiał innych ponad siebie. Nagle zaczął żałować, że sam nie wepchnął się pod wilkołaczy pysk czy też nie pozwolił rozłupać sobie czaszki kościaną maczugą Czerwonego Kapturka; byleby oszczędzić Mefisto cierpienia…
W końcu ruszył się z miejsca, idealnie w momencie, w którym do jego uszu doszło ciche zapewnienie mężczyzny, że był w stanie mówić. Choć przez dłużące się minuty stał jak wryty, teraz niemal do niego podbiegł, padając ciężko na kolana. Zupełnie się nie przejmował, że mógł przy takim nierozważnym lądowaniu rozedrzeć sobie spodnie. Materiał momentalnie wsiąknął trochę z posoki, ale szatyn, choć doskonale wiedział ile krwi znajdowało się pod nimi, nie zwracał najmniejszej uwagi na powolnie nabierającej czerwieni szatę.
- M-Mefi… - wyjąkał, wpatrując się w niego rozbieganym spojrzeniem. Był przerażony, a targający nim strach tylko mocniej wybijał się, gdy tuż obok niego znajdował się upiornie spokojny Neirin. Kontrast był olbrzymi. – T-tak strasznie cię przepraszam… - nie był w stanie operować strunami głosowymi. Mówił szeptem, ale nienaturalnie wysoko. Poza tym głos drżał mu podobnie, co ręce. – Nie chciałem.. j-ja… - zamrugał trochę szybciej, zaciskając mocniej zęby. Czy w ogóle miał prawo kierować do niego podobne słowa? Widząc ilość krwi, którą wypruł ze Ślizgona, sam siebie zaczynał ganić o tak głupią nietaktowność. Uważasz, że zwykłe „przepraszam” jest w tej sytuacji dobrym załatwieniem sprawy, Liam? Nie mówił więc już nic, tylko gorzko wpatrując się dalszym poczynaniom rudzielca, który w przeciwieństwie do szatyna, przynajmniej nikomu już nie szkodził. Fakt faktem, to od jego zaklęcia rozpoczęła się cała jatka, ale jak zostało powiedziane, Rivai widział w tej sytuacji jednego winnego – siebie samego.
Nawet nie zauważył, że Ślizgon próbował wytrącić mu różdżkę z rąk za pomocą niewerbalnego czaru. Najpewniej i tak nie zareagowałby w żaden sposób. W obecnej chwili bał się go choćby dotknąć, z obawy przed skrzywdzeniem go jeszcze bardziej. Chociaż… gdyby zaklęcie nie było wypowiedziane wyłącznie siłą myśli Mefisto, Liam mógłby poczuć jeszcze większy żal. Zwyczajny, bezbolesny Expelliarmus? Chłopak w swoim przekonaniu zasłużył na coś o wiele, wiele gorszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 196cm/106kg
C. szczególne : Oparzenia: noga(P), pół lewej, część torsu, wew ręki(P). Blizny: w poprzek gardła, 3 na piersi, 4 na nodze(L). Porażenie prądem: wew dłoni i przedramienia (L).
Galeony : 1225
  Liczba postów : 1197
https://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
https://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
https://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
https://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptySob Kwi 21 2018, 14:14;

Czego oczekiwał? Że Liam tak spokojnie pozwoli, aby ten pojedynek dobiegł końca? Mylił się niesamowicie, choć tak naprawdę nie powinien. Znał go nie od dziś, acz nieczęsto mógł widzieć Anglika do tego stopnia spanikowanego. Strach przejmował kontrolę nad racjonalnym myśleniem, spłoszenie wymywało z umysłu zdolność do logicznego łączenia faktów. Jak to dobrze, że choć Neirin w tym towarzystwie nie był targany emocjami. Ktoś musi doprowadzić obu pojedynkujących się czarodziei do porządku.
- Liam - zaczął, patrząc na swoją różdżkę. Była wybrudzona krwią wilkołaka. Starł rąbkiem ubrania posokę z drewienka. - Nie chciałeś. To tylko zakłócenia. Wróć do dormitorium, ja zajmę się Mefistofelesem. Zaprowadzę go do skrzydła szpitalnego. Wszystko już pod kontrolą - dodał, kończąc wycierać juchę z palców oraz narzędzia. Zaraz po tym rzucił całkiem zgrabne Chłoszczyć... A przynajmniej było zgrabne za drugą próbą. Pierwsza bowiem chlusnęła krwią jeszcze gorzej, brudząc te części posadzki, które nie miały do tej pory przyjemności zetknąć się z płynami ustrojowymi wilkołaka. Na szczęście następna próba się powiodła, a sala lśniła czystością. Tylko w powietrzu wciąż unosił się mdlący zapach krwi, przypalonego ciała oraz bólu.
Sekundant odczekał, aż prefekt odejdzie w stronę dormitorium. Drzwi zamknęły się za nim z cichym stukotem, acz nawet ten niezbyt głośny dźwięk rozległ się echem po pomieszczeniu.
Z Mefisto nie było tak miło i przyjemnie. Protestował. Nie dawał się spokojnie zabrać, a zdecydowanie nie był w stanie, aby samodzielnie iść do skrzydła szpitalnego. Ale Neirin nie zamierzał go prosić ani błagać. Parę przepychanek później i cierpliwość rudego się skończyła. Celny cios w niedawno złamany nos zmiażdżył ledwie co ułożone chrząstki, a ból wykwitł w umyśle Ślizgona jasnością, zanim posłał Noxa w krainę nieświadomości.
Puchon wziął blondyna na ręce i zaniósł do pielęgniarki.

Kostki: 3, 4

zt x3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alise L. Argent

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie i proste włosy, dołeczki w policzkach przy uśmiechu, zawsze nosi łańcuszek z zawieszką z Irlandzką Koniczynką
Galeony : 631
  Liczba postów : 611
https://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
https://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
https://www.czarodzieje.org/t16092-smoki-niesmialki-i-gumochlony#440126
https://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019
https://www.czarodzieje.org/t18311-alise-argent-dziennik#521059
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptySro Lip 04 2018, 17:45;

Nastał dzień, który dla Alise był kwestią być albo nie być. Cała jej ciężka praca włożona w uzdrawianie i opiekę nad magicznym zwierzętami miała dziś zostać oceniona. O dziwo była pewna i spokojna, matka zawsze powtarzała jej, że w zawodzie z tymi dziedzinami związanymi, rozwaga i zimna krew stanowiły podstawę. Blondynka przyszła na miejsce wcześniej, siadając na jednym z parapetów w szkolnym korytarzu, przyglądając się uczestnikom. Nie było ich wielu, o dziwo uzdrawianie nie miało tylu fanów, ile sądziła, że będzie miało. Westchnęła, zaciskając dłonie w pięści i zerkając na wiszący nad drzwiami zegar, czekając.
Podekscytowana weszła do sali, przedstawiając się i przytakując na wzmiankę o regulaminie, który słyszała kolejny już raz. To były intensywne trzy dni. Rozejrzała się dookoła z ciekawością, nie doszukując się jednak wskazówkę związanych z tematem egzaminu. Pewnie wylosowała pytanie teoretyczne, rozwijając papier i czytając zadanie. Szczęśliwy uśmiech pojawił się na ustach krukonki, gdy dostrzegła wzmiankę na temat roślin o właściwościach leczniczych, które trzeba było opisać. Wzięła pergamin i szybciutko odpowiedziała, zawierając dodatkowe informacje i ciekawostki, które mogły zapewnić się przychylne spojrzenie oceniających. Nie trwało to długo, parę minut i Ala oddała zawiniątko, odkładając pióro i stając przed drugą z czarek, która wyznaczyć jej miała kolejne zadanie.
Zgrabny i szybki ruch dłoni do naczynia, a już czytała treść zadania. Zawołano ją do stolika z korami różnych drzew, spośród których miała wybrać tę o właściwościach leczniczych. Profesor nie skończył tłumaczyć zasady związanej z tym zadaniem, kiedy to dłoń blondynki wystrzeliła do odpowiedniej, a następnie wyrecytowała wszystko, co na ten temat wiedziała. Widać było zaskoczenie na ich twarz. Byli zadowoleni, podobnie jak krukonka i tym samym była święcie przekonana, że lepiej pójść jej po prostu nie mogło. Podziękowała, obdarzyła ich promiennym uśmiechem i wyszła z sali. Gdy zamknęły się za nią drzwi, podskoczyła w miejscu cała szczęśliwa, nie mogąc powstrzymać radosnego wyrazu twarzy i towarzyszącemu mu chichotowi.

Kuferek - Uzdrawianie: 5
Wyrzucone kostki - teoria: 6 i 5
Wyrzucone kostki - praktyka:3 i 6
Suma: 11
Ocena: Wybitny
Strona - losowania: Proszę bardzo
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Carson Gilliams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 166,5cm
Galeony : 145
  Liczba postów : 349
https://www.czarodzieje.org/t16163-carson-o-gilliams
https://www.czarodzieje.org/t16171-poczta-pantoflowa-carson#442692
https://www.czarodzieje.org/t16172-dolacz-do-mojej-swity#442693
https://www.czarodzieje.org/t16162-carson-o-gilliams
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptyPon Lip 16 2018, 15:35;

Magia lecznicza była przedmiotem, który podjęła całkiem niedawno, wobec tego nosiła się z wieloma obawami wobec tego egzaminu. Nie chciałaby niską oceną przekreślić sobie szans na późniejszą karierę w zawodzie uzdrowiciela, z drugiej strony nie potrafiła jeszcze postawić wszystkiego na jedną szalę, toteż biła się z myślami: warto czy nie warto? Ostatecznie przyszła, nieco zdenerwowana, ale gotowa, by odpowiedzieć na pytania i uwarzyć eliksir w praktyce. Eliksiry ostatniego dnia poszły jej świetnie, dostała z nich ocenę Wybitną, także nie przewidywała wielu problemów. Z pytaniem teoretycznym poradziła sobie połowicznie, bowiem odpowiedziała poprawnie, lecz za mało wyczerpująco. Eliksir regenerujący z kolei pomieszał jej się z pieprzowym i wyszedł raczej słaby, ale nie tragiczny. Ostatecznie skończyła z oceną Zadowalającą, z której sama nie była zbyt zadowolona.

Kuferek - Uzdrawianie: 2
Wyrzucone kostki - teoria: 4, 3
Wyrzucone kostki - praktyka: 1, 3
Suma: 6
Ocena: Zadowalający
Strona - losowania: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Harriette Wykeham

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168
C. szczególne : za duży, powyciągany wełniany sweter na grzbiecie, łańcuszek z obrączką na szyi
Galeony : 1921
Dodatkowo : pałkarz Gryffu
  Liczba postów : 2195
https://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
https://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
https://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
https://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605
Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 EmptyPon Lip 30 2018, 22:59;

Do egzaminu z magii leczniczej przystępowała chyba tylko ze względu na tatę uzdrowiciela. Do tej pory wszystkie zaliczenia poszły jej fenomenalnie, ale czuła, że ten spieprzy. Uzdrawianie było zbyt szeroką dziedziną i chociaż zaklęcia lecznicze wychodziły jej (jak to zaklęcia) bez większych problemów, to w zagadnienia z magii leczniczej wchodziło też zielarstwo i onms, które zawsze olewała i znienawidzone przez nią od pierwszego roku eliksiry.
Pytanie z teorii, które wylosowała nic jej nie mówiło. Samooparzenie różdżką brzmiało jej po prostu jak wypadek jakiegoś idioty, który nie umiał czarować, ale tego oczywiście powiedzieć nie mogła. Pozmyślała więc coś, polała wodę i chyba mniej więcej trafiła w punkt.
Losując zadanie praktyczne modliła się w duchu o cokolwiek co nie będzie dotyczyło eliksirów ani przygotowywania żadnego leku i w sumie to jej się udało, chociaż zielarstwo też nie było jej bajką. Trujące rośliny jeszcze mogła wskazać, ale o drzewach nie wiedziała dosłownie nic.
Na pewno nie spodziewała się kolejnego wybitnego, ale przynajmniej wiedziała, że nie uwali. W gruncie rzeczy nie było czym się przejmować i tak nigdy nie chciała iść w ślady ojca, a on też chyba już dawno przestał się łudzić.

Kuferek - Uzdrawianie: 6
Wyrzucone kostki - teoria: 3,6
Wyrzucone kostki - praktyka: 3,2
Suma: 6+2
Ocena: Z
Strona - losowania: https://www.czarodzieje.org/t16308p175-losowania-na-egzaminy-i-oceny#451228
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Sala Treningu magicznego - Page 6 QzgSDG8








Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty


PisanieSala Treningu magicznego - Page 6 Empty Re: Sala Treningu magicznego  Sala Treningu magicznego - Page 6 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Sala Treningu magicznego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Sala Treningu magicznego - Page 6 KQ4EsqR :: 
hogwart
 :: 
Parter
-