Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Korytarz na V piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 11 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4482
http://czarodzieje.forumpolish.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.forumpolish.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.forumpolish.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7785-bell-rodwick#216614
http://dzika-mafia.blog.onet.pl/
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPią Cze 11 2010, 18:20;

First topic message reminder :




Korytarz nie różni się wizualnie od tych na pozostałych piętrach. Z wysokich okiennic widać linię drzew Zakazanego Lasu. Niskie parapety są świetnym zamiennikiem zazwyczaj zimnych i niewygodnych ławek. W czasie zajęć lekcyjnych panuje tu gwar...bowiem obrazy wiszące na ścianach lubią debatować sobie na temat prawnego zlikwidowania obecności Irytka w zamku.

UWAGA! W tej lokacji na okres październik/listopad musisz rzucić kostką kiedy tu jesteś, ze względu na wykonane tu zadanie na kółka przez Felinusa Faolána Lowella.

Rzuć kostką k6, by przekonać się, co się wydarzy!:
1 — przechodzisz spokojnie przez korytarz, kiedy to, nagle i bez konkretnej zapowiedzi, przed Twoją twarzą wyskakuje szkieletor, który poczyna się ruszać. Może nie stanowi żadnego niebezpieczeństwa, ale mogłeś przestraszyć się takiego incydentu. Po krótszej chwili ten powraca na swoje miejsce.

2 — nic się nie dzieje… jest trochę za cicho. Pomarańczowy kolor zdaje się jednak wpływać na Twój nastrój i masz poniekąd ochotę na to, by coś zrobić, w związku z czym emanujesz pozytywną energią. Może ją wykorzystasz do czegoś praktycznego? Nawet jeżeli byłeś wcześniej zmęczony, to masz teraz ochotę coś zrobić.

3 — uwaga! Ktoś krzyczy z końca korytarza, kiedy to Irytek zmierza w stronę szkieletora, mając zamiar go uszkodzić. Poltergeist śmieje się, rzuca nieprzyjemnymi obelgami, a do tego jeszcze, gdy Cię zauważa, postanawia zrobić Ci psikusa! Rzuć kostką k6.
Parzysta — udaje Ci się uniknąć łajnobomby, którą jakimś cudem duch pozyskał. Pozostaje jedynie kwestia posprzątania bałaganu, aby przypadkiem zapach się nie rozniósł po całym korytarzu.
Nieparzysta — Twój refleks nie jest perfekcyjny albo po prostu masz ogromne nieszczęście, bo dostajesz wprost na klatkę piersiową łajnobombą. Irytek śmieje się w najlepsze i nie daje Ci spokoju. Może zwykłe Chłoszczyść wystarczy w tym przypadku?

4 — korytarz nie kryje dla Ciebie niczego ciekawego. Nawet jeżeli próbujesz dowiedzieć się o sekretach i potencjalnych niespodziankach, to jednak nie jest Twój dzień. Nic ciekawego Cię nie spotyka, jak również żadne efekty z tego miejsca nie obowiązują Twojej obecności.

5 — błyskotka? A co to? Może pozostałość po jakimś uczniu, ale jednak! Znajdujesz rzuconego w kąt, biednego, popłakanego i poniszczonego trochę pluszowego Dementora. Może nie jest w najlepszym stanie, co nie zmienia faktu, że kiedy do niego podchodzisz, ten od razu zaczyna Cię przytulać i nie daje Ci spokoju, latając tuż obok Twojej głowy - trochę chwiejnie, ale ostatecznie stabilnie. Gratulacje… masz nowego przyjaciela?

6 — na tacy znajdujesz cukierka, którego ktoś musiał pozostawić. Kiedy jednak próbujesz po niego sięgnąć, ręka szkieletora zatrzaskuje się na Twoim nadgarstku w delikatny sposób i nie pozwala puścić przez okres dwóch postów, niezależnie od użytych zaklęć. Dopiero po określonym czasie dłoń dekoracji zmniejsza siłę, otwierając palce i powraca do swojej pierwotnej pozycji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 1406
  Liczba postów : 4075
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptySro Gru 06 2017, 17:40;

Blef czy nie, zadziałał. Mefisto z niezwykłą satysfakcją widział to spięcie u Ezry, wywołane głupim komentarzem. Nie sądził, że tak prosty sposób rozjuszenia przeciwnika zadziała nawet teraz, gdy to Clarke rozpoczął prowokację. Mimo wszystko Ślizgon nie był znany ze szczególnie szlachetnych zagrywek, ale trafił na dobrego przeciwnika - w końcu Ezra kopnął go butem w twarz w bardzo nieeleganckiej okoliczności. Wyrównanie rachunków było tylko kwestią czasu. Chłopakowi wydawało się, że lepka ciecz co chwilę spływająca mu na wargi jedynie motywuje i dodaje sił. Zastrzyk adrenaliny będący naturalną reakcją organizmu w bolesnej sytuacji sprawił, że Mefistofelesowi udało się względnie zapomnieć o zmęczeniu i otępieniu związanym z pełnią. Dopiero paznokcie wbite w ramię i liche kopnięcie w podbrzusze przypomniały mu o tym, jak bardzo wrażliwy niestety pozostawał.
- Nie musisz się o niego martwić - oznajmił lodowatym głosem, a parę kropel krwi mogło polecieć na twarz Krukona. Nox dopiero teraz zorientował się, że podczas tamtego kopnięcia nie tylko rozwalił nos, ale i rozciął wargę. - Nie mój typ - jest za głupi. No wiesz, skoro spotyka się z tobą... - Uniósł kącik ust, przywołując ten sam uśmiech, co wcześniej. W końcu odpuścił swojemu towarzyszowi, podczas zabierania ręki zahaczając łokciem o jego szczękę. Zanim Ezrze mogło przemknąć przez myśl odsunięcie się, Mefisto wymierzył solidny cios w jego twarz, licząc na ładnie podbite oko. Rękę opuścił bezpośrednio na szyję chłopaka, zaciskając na niej palce. Stał wyprostowany - w końcu. W pewnym sensie odsłonił się przed przeciwnikiem, z drugiej strony nie spodziewał się zbyt wiele po kimś, kto nie był w stanie zaczerpnąć powietrza. I tak jeden nadgarstek Clarke’a unieruchomił wolną ręką (warto dodać, że całkiem rozsądnie wybrał tę ze zdrowymi palcami). Oddech miał płytki i urywany, a w jego oczach dostrzec można było szczerą irytację. Miał Ezrze wiele za złe, ale usilnie starał się go nie nienawidzić. Ten z kolei chyba robił wszystko, byleby daną relację zepsuć. Nox nie był winny zdarzeniu z Komnaty, a nawet jeśli to planował po prostu do niego nie wracać. Odpuścił nieco z podduszaniem chłopaka, jedynie zatapiając paznokcie w jego skórze po obu stronach jabłka Adama. Nie wiedział na co czeka - na jawną rezygnację, czy wręcz przeciwnie...

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 4099
  Liczba postów : 2885
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyCzw Gru 07 2017, 09:23;

Tym razem uśmiechnął się cierpko, ale jednocześnie odrobinę pobłażliwie na komentarz Noxa - jeśli tylko to definiowało rzekomą głupotę jego chłopaka, to ani on, ani Leonardo zapewne nie mieli się o co obrażać.
- Wystarczająco mądry, by nie chcieć spotykać się z tobą. Jak cały Hogwart. Nie żeby to był imponujący poziom inteligencji, ale przynajmniej oderwany od całkowitego dna... - odparł, choć zapewne nie powinien prowokować Ślizgona, gdy znajdował się w takim położeniu. Co zrobić, że dawało mu to satysfakcję, której nie zmył nawet ten cios w twarz, odrzucający głowę Ezry do tyłu w taki sposób, że tyłem czaszki uderzył boleśnie w ścianę?
Kiedy jednak Nox zaczął go podduszać, to było już zbyt wiele. W pierwszym momencie spróbował zmusić Mefisto do wycofania się, od zewnętrznej strony uderzając w jego łokieć, który przecież był bardzo wrażliwym elementem ciała. Niestety, nie trafił w dobre miejsce, a Ślizgon zaraz unieruchomił mu nadgarstek, pozbawiając szansy na powtórzenie próby. Ezra desperacko chwycił się zatem pierwszej rzeczy, która zawsze sprawiała, że czuł się pewniej i bezpiecznej, nawet w starciu z ćwierćolbrzymem, nawet w starciu z wilkołakiem przed przemianą - magii. Mefisto zadbał o to, by unieruchomić mu tylko jedną rękę, zatem prawą dłonią mógł dosięgnąć różdżki, nawet jeśli sprawiło mu to dużo bólu związanego z ruszaniem złamanym palcem. Ezra wierzył, że to adrenalina krążąca w wysokim stężeniu w jego żyłach, pozwalała na taki manewr. Nie sądził, by Mefisto zwrócił na to uwagę - wyglądało to po prostu jak kolejna, żałosna próba oswobodzenia się, a chłopak swój pełen irytacji wzrok i tak wlepiał głównie w niego. Oczy Ezry szkliły się zatrzymywanymi łzami - z bólu, z braku dostępu do powietrza, w reakcji na uderzenia, może przez wszystkie te czynniki jednocześnie? Clarke nie zamierzał jednak cieszyć Noxa jakimkolwiek dźwiękiem wyrażającym ból, uderzający mu do głowy.
Delikatnie tylko nakierował różdżkę na Mefisto, automatycznie myśląc o podstawowym zaklęciu obronnym. Desperackie protego rozbrzmiało w jego głowie, lecz zaklęcie zamiast odepchnąć od niego chłopaka, tylko mocniej go przyciągnęło, przez co Ezra poczuł, jak paznokcie przeciwnika wbijają się w jego skórę jeszcze mocniej.
Ponowienie próby wymagało koncentracji, której Ezra już nie posiadał, dlatego choć jego myśli krążyły wokół zaklęć, tak naprawdę mogły jedynie muskać ich powierzchnię.
Musiał wszystko postawić na jedną kartę.
Nie zastanawiając się nad konsekwencjami decyzji, błyskawicznym ruchem praktycznie przyłożył koniec różdżki do materiału ubrania Mefisto i niewerbalnie rzucił Adolebit lumpum, wkładając w to tyle zaciętości i tyle nienawiści, ile tylko mógł. Ezra chciał zranić Noxa, Ezra chciał mu pokazać, że jest w stanie sobie z nim poradzić i nie potrzebuje żadnej litości. Już na pewno nie zamierzał o nic prosić.
- Idź do diabła, Nox - warknął, popychając go i tym samym przyciskając zaczarowaną koszulkę do jego klatki...

Kostki: 3>1>6 - odwrotne Protego
5,5 - nieudane dwa razy
4 - udane
Przerzuty wykorzystane wszystkie, ale jestem na telefonie więc bez kodu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 1406
  Liczba postów : 4075
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyCzw Gru 07 2017, 15:53;

To nie była prowokacja, bo Mefisto kompletnie zdanie Ezry nie obchodziło - w szczególności nie teraz, gdy było błędne. Ślizgon chętnie odpychał od siebie ludzi, ale potrafił okazjonalnie znaleźć towarzystwo. Czyli nie był jedynym masochistą w Hogwarcie... Resztki frustracji wyrzucił z siebie wraz z uderzeniem. Podduszanie było tylko grą, zabawą, bo był już na zwycięskiej pozycji. Morderstwa nie planował, zdziwił się zatem gdy nagle naparł na chłopaka ze zdwojoną siłą. Nie chciał wyrządzić mu poważnej krzywdy, bowiem nie wykręciłby się później z konsekwencji. Nie wziął pod uwagę używania magii, toteż gdy poluzwywał uścisk oczekiwał jakiejś pokory ze strony Krukona, a nie przypływu energii. Zlekceważył zawziętość Ezry, zostawiając rękę ze złamanym palcem bez nadzoru. Czekał na wyraźny impuls, który zapewni go, że warto skończyć... Zamiast tego poczuł dziwną energię rozpływającą się po koszuli, gdy magia otuliła każdy jej skrawek. Chciał jakoś zadrwić, uznając zaklęcie za nieudane, jednak w tej samej chwili poczuł przeraźliwy ból na klatce piersiowej... i ramionach...
Odepchnięcie Clarke’a nie było mocne, ale Mefisto wydał z siebie zduszony okrzyk gniewu i zaskoczenia. Puścił go, choć nie był w stanie odsunąć rąk - palenie dręczyło go w każdej sekundzie. Czuł gorący materiał koszuli muskający jego ciało w jednych miejscach i stale zetknięty w innych. Nagle stracił możliwość oddychania, bo nawet ta czynność wymagała ruchu klatki piersiowej. Zastyganie w bezruchu nic nie dawało, bo obszary narażone na dotyk doprowadzały go do szału... Nie próbował zerwać koszuli, najmniejsze drgnięcie mięśni zdawało się abstrakcją. Zaczął się osuwać ku posadzce. Próbował się przytrzymać Krukona, ale jedynie szarpnął go nieznacznie za koszulę - później wylądował tuż przed nim, na kolanach. Krztusił się, jednak każde łapczywe pochwycenie powietrza kończyło się nową falą bólu. Do oczu napłynęły mu łzy, walka pomiędzy ruchem a jego brakiem przyćmiewała wszystko.
To był ból, którego nie dało się wytrzymać. W niczym niepodobny do wyłamywania kości przy przemianie, przepełniony brakiem satysfakcji przychodzącej z nowej formy. Bolesny, przerażający, uświadamiający.
Pozbawione płomieni palenie, wżeranie w skórę, nie ustępowało, a Mefisto nie wiedział czy minęły sekundy czy minuty. Z opuszczoną głową dygotał przed swoim przeciwnikiem - tym, z którym przed chwilą wygrał. Cierpienie zdawało się oczyszczać jego umysł. Nie liczyło się nic oprócz szczerej chęci zakończenia tego wszystkiego. Nie nienawidził Ezry, nie tęsknił za ojcem, nie ekscytował się pełnią, nie był zmęczony. To były bzdury, bez sensu zaprzątające zakamarki jego mózgu. Teraz wiedział, że chce po prostu umrzeć. Śmierć wydawała się jedynym rozwiązaniem mogącym przynieść prawdziwe ukojenie.
Ślizgon resztkami sił zmusił się do podniesienia głowy, odnajdując załzawionymi oczami zielone tęczowki Ezry - posłał mu błagalne spojrzenie, o jakie w życiu się nie pokusił. Chciał to skończyć, ale nie był w stanie wyartykułować swojej potrzeby. Nie powinien oczekiwać od niego litości, nie zasługiwał na nią... ale przecież wszystkim byłoby bez niego lepiej... Kołnierzyk koszuli wypalał mu skórę na karku i Mefisto krzyknął znowu, ciszej i żałośniej, głosem zachrypniętym. Zerwał kontakt wzrokowy, zaciskając mocno powieki i modląc się do wszystkich znanych bóstw o śmierć. Cierpiał i miał cierpieć - przetrwanie tej sytuacji zwiastowało najgorszą noc w jego życiu. Tylko po co?

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 4099
  Liczba postów : 2885
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPią Gru 08 2017, 09:23;

Kim była osoba, uważająca podduszanie za zabawę? Ezra nie widział w tym nic przyjemniejszego od poprzednich demonstracji siły, szczególnie że to on był traktowany jako bierny element. Powoli przed jego oczami zaczęły przeskakiwać kolorowe plamki, gdy po zaledwie kilkunastu sekundach zaczęło mu brakować powietrza.
A potem wszystko całkowicie odeszło i Ezra w pierwszej chwili kompletnie nie rejestrował co działo się z Mefisto. Krzyk wydał mu się istnieć gdzieś poza właściwą rzeczywistością i równie dobrze Clarke mógł go sobie po prostu wyobrazić. Miał wrażenie, że działanie jego zmysłów pozostawia w tym momencie wiele do życzenia. Tym bardziej, że sądził, że zaklęcie zadziałało tak jak sądził - koszulka odpychała Noxa od siebie, a jednocześnie będąc cały czas na nim, unieruchamiała go. Ezra zaczął cicho kaszleć, kiedy spróbował zaczerpnąć pierwszy oddech po puszczeniu przez Ślizgona, a powietrze drażniąco przemknęło przez jego opadający z sił układ.
Clarke uniósł wzrok na chłopaka dopiero w momencie, gdy ten zaczął osuwać się w kierunku posadzki i wtedy zrozumiał, że coś nie jest w porządku. W pierwszym odruchu chciał podtrzymać Mefisto, jednak w ostatniej chwili się zreflektował, unikając dotknięcia chłopaka. Bał się, że próba pomocy skończyłaby się dodatkowym narobieniem szkód, skoro potrzebowałby dotknąć ciała Mefisto, w miejscach okrytych zaklętym materiałem. Stąd zaledwie zahaczenie palców o koszulę, które był w stanie wykonać Nox.
To był dla niego tak ogromny szok, że jak otępiały kilka sekund wpatrywał się w tę dziwną scenę. Nie potrafił określić co właściwie się działo, mogąc jedynie określić symptomy widoczne gołym okiem. Nie było nic satysfakcjonującego w widoku duszącego się Mefisto. Ezra nie napawał się bolesnymi skurczami jego mięśni, nie cieszył się z łez, które błyszczały w oczach chłopaka jako świadectwo jego przegranej. Chciał wręcz odwrócić wzrok, żeby nie patrzeć, żeby nie musieć oglądać efektu jego uczynku.
Nie potrafił jednak tego zrobić, szczególnie gdy wbrew siłom zaklęcia ciągnącym Mefisto coraz mocniej w dół, Ślizgon odchylił się głowę i posłał mu spojrzenie pełne tak ogromnego cierpienia jakiego Ezra jeszcze nie doświadczył.
A to wszystko z jego winy.
Choć wyrzuty sumienia zaczęły wgryzać się w jego umysł, niczym robaki we wciąż świeże truchło, Ezra nie mógł dać im się obezwładnić. Krzywdzenie ludzi nie leżało w jego naturze - a wbrew temu tak niemiłosiernie przeciągał moment uwolnienia Ślizgona od cierpień. Ze strachu? Z szoku? Jaka to była wymówka?
- F-finit-te - starał się wypowiedzieć, ale nie potrafił zapanować nad rozedrganym i słabym głosem, który był ściśnięty nie tylko przez emocje, ale i wcześniejsze podduszanie. Przymknął na moment powieki, gdy Mefisto wydał z siebie kolejny krzyk, żałosny i słaby, dokładnie oddający aktualne odczucia Ezry o własnej osobie. - Finite - powtórzył pewniej, choć jego głos wciąż rozbrzmiewał chrypą i uczuciami, nad którymi zupełnie nie potrafił zapanować.
Bezwiednie upadł na kolana obok chłopaka, a różdżka wysunęła mu się spomiędzy palców. Ezra nie wiedział, co powinien zrobić, nie wiedział nawet co chce zrobić, gdy w pierwszym odruchu łagodnym gestem sięgnął do twarzy Mefisto, by zaraz jednak zrezygnować z dotyku.
- Oddychaj. Możesz już oddychać? Przepraszam, nie miałem pojęcia... Kurwa, nie wiedziałem. Nie chciałem ci tego zrobić - zaczął się tłumaczyć i była to kolejna żałosna rzecz w jego wykonaniu tego dnia. Jakie znaczenia miały teraz jego intencje, jego tłumaczenia, jego uczucia? Żal, który wyrażał i który miał w sercu nie był nawet w jednej dziesiątej współmierny do winy. - Będziesz w stanie stanąć? Wezmę cię do skrzydła. Albo kogoś zawołam. Wolisz, żebym kogoś zawołał? - To byłoby całkiem logiczne, gdyby Nox nie życzył sobie pomocy z jego strony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem;
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 1406
  Liczba postów : 4075
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPią Gru 08 2017, 11:39;

Potworem, taka osoba była potworem. Mefisto miał świadomość tego, że jego czyny są złe i krzywdzące, że łamie prawo i znęca się nad drugim człowiekiem. Mógł go po prostu raz jeszcze odepchnąć, a potem pójść w swoją stronę - chciał go poddusić, czekając na tę odrobinę paniki i ogromną dawkę osłabienia. Mimo wszystko to miało trwać zaledwie sekundy, być impulsem dla Krukona. W końcu zaczął się odsuwać akurat wtedy, kiedy oberwał zaklęciem...
Obiektywnie rzecz ujmując nie był pewien, czy sobie na to zasłużył. Nieopisane cierpienie spowodowane poczuciem podpalenia wykraczało poza wszelkie granice rozumowania. Nox słyszał kiedyś, że najbardziej bolesną śmiercią było właśnie spalenie (w dodatku w jego przypadku odszedł aspekt otumanienia dymem, pozostawał jedynie gorąc czarodziejskich, niewidzialnych płomieni). W tej chwili błagał o tę część końcową. Nie potrafił tego wytrzymać, a na bólu znał się jak mało kto. Jego umysł kilkukrotnie spróbował zamknąć się na doznania w słodkiej nieświadomości, za każdym razem wytrącała go z tego rzeczywistość. Nie robiąc niz pogrążał się w agonii, robiąc cokolwiek otrzymywał podobny efekt. Te okrzyki nie były jedynymi dźwiękami, jakie z siebie wydał - gdzieś w pewnym momencie zaskomlał, upodabniając się do zranionego wilka. Materiał przylgnął mu do krzyża.
Usłyszał inkantację zaklęcia i wcale nie o to mu chodziło. Tak jak się spodziewał, nie ogarnęła go niesamowita ulga. Gorąco biło od jego ciała, a skóra wydawała się skwierczeć - nieprzyjemne szczypanie i pieczenie drażniło Ślizgona. Mógł za to oddychać, choć wciąż nie było to zbyt proste. Na całe szczęście nie był w stanie myśleć o własnej dumie, a wspomnienie minionej bójki odeszło w zapomnienie. Po policzku Mefisto w końcu przetoczyła się łza, zepchnięta przez rozedrganą kaskadę rzęs. Spojrzał na Clarke’a w chwili, w której ten zniżył się do jego poziomu. Spojrzenie miał dalej takie samo, błagalne i cierpiętnicze.
- Nie dotykaj mnie - to nie było twarde polecenie na miarę możliwości Mefisto, żaden rozkaz czy ostrzeżenie. To była cichutka, łagodna prośba, tchnięta na jego usta przez strach. Bał się teraz bólu jak właściwie nigdy, bo już był na skraju wytrzymałości, co dopiero gdyby ktoś podrażnił którąś ranę. Oddychał coraz spokojniej, słuchając tych... tych przeprosin. Zaczął zbierać myśli, dygocząc niespokojnie. Był jednocześnie zesztywniały, bo nie ufał własnym ruchom. Koszula mogła już nie parzyć, ale ciało... Przemknęło mu przez myśl uderzenie Ezry, jednak miał wrażenie, że zgięcie łokcia równałoby się oderwaniu od ciała ogromnego płatu skóry, a nie był na siłach sobie tego robić. Znaleźli granicę... Albo raczej coś daleko, daleko za nią.
Zaczął tracić resztki energii i leciał do przodu, bezwiednie szukając oparcia w Ezrze. Zanim mogło do tego dojść, odsunął się gwałtownie i dźwignął na nogi, choć bolało piekielnie, a zduszony jęk wydostał się na wolność. Kolana miał jak z waty i pewnie stał raptem przez jakąś sekundę. Chciał chłopakowi odpowiedzieć, niestety nie wiedział co ani jak. Dopiero wracały do niego bardziej skomplikowane emocje, nie potrafił być jednak zły. Zbyt ciężko przełykało się upokorzenie... Ezra użył na nim zaklęcia, które zdaniem Mefisto porównywalne było do niewybaczalnego Cruciatusa. W pełni odebrał mu jakąkolwiek możliwość i wolę walki. Zmusił go do poddania się, do zapomnienia o wszystkim. Złamał go?
A później przepraszał.
- Wszystko mi jedno, Ezra - wymamrotał słabo, ledwie to w ogóle rejestrując. Oddychanie nie było wszystkim, bo choć normalnie pochwytywał powietrze, to dalej czuł się tak samo źle. Poczynił jeden krok w stronę schodów, noga się jednak pod nim ugięła i Nox przyklęknął gwałtownie, wypuszczając powietrze ze świstem. Wstał ponownie, z większą determinacją - zmotywowała go myśl, że Clarke w formie pomocy może chcieć próbować go przytrzymać. Sprowadzanie kogoś innego raczej mijało się z celem, bo obaj powinni zostać ukarani...

______________________

I didn't wanna show what lives under my skin
but you're messing with a (cute) beast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 39
Czystość Krwi : 90%
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
Galeony : 2330
  Liczba postów : 2139
https://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
https://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
https://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
https://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPią Gru 08 2017, 22:30;

Oczywiście.
Schody poruszały się (przecież nie były w stanie inaczej) w swym osobliwym rytmie - bez ładu, składu, przemieniając kapryśnie konstelacje płynące w sporej, trudnej do ogarnięcia przestrzeni; nękającej perspektywą upadku. Zanim doczekał się sposobności dotarcia na piąte piętro, gdzie mieściła się jego klasa, zdążył wznieść kilkakrotnie modły w stronę znanych (niestety niewyznawanych poza skrajnością) bóstw, czując wzbijającą się irytację, systematycznie przywołującą swoje szeregi. Choć do kolejnej lekcji dzielił Bergmanna spory kawałek czasu, preferował on zawsze zjawić się wcześniej. Choćby ze względu na te przeklęte, wędrujące fragmenty stopni.
Drogi Danielu, to był zaledwie początek.
Przed spojrzeniem wyrosły mężczyźnie dwie (doskonale!) znane sylwetki, automatycznie wyostrzając ciskany wzrok, usiłujący ogarnąć ten mętlik. Zasadniczo - nie było jednak w co się zagłębiać; widok raczej zaskoczył Bergmanna, mimowolnie zwiększając czerń źrenic oraz instynktownie zmuszając mięśnie mimiczne do wytworzenia o wiele bardziej surowej ekspresji.
Na jego piętrze.
Jak dzieci.
- Oszaleliście. - Skomentował jedynie. - Nie interesuje mnie kto, jak i dlaczego - odpowiedział od razu, nawet, jeśli był pewny - nie otrzymałby wyjaśnienia. Jeśli coś padłoby z ust uczestników, stanowiłoby utworzone naprędce kłamstwo. Umywał ręce, wyjaśniając pośrednio okoliczności powodu identycznej, sprawiedliwej lub nie - aczkolwiek czekającej ich kary. Na domiar złego byli to obaj studenci, za którymi niezbyt przepadał; z dwóch odmiennych powodów, czysto subiektywnych oraz być może też niedorzecznych - zachowywanych dla siebie.
- Ravenclaw i Slytherin tracą po dwadzieścia punktów - oznajmił tonem pozbawionym emocji. - Oboje też macie szlaban - dodał - jak dojdziecie do siebie w skrzydle szpitalnym.
Teraz należało wyłącznie im pomóc (?) się dostać.

| zt x3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Demetria O. N. Travers

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 161
  Liczba postów : 119
https://www.czarodzieje.org/t15394-demetria-travers#412822
https://www.czarodzieje.org/t15805-demi#426046
https://www.czarodzieje.org/t15396-omega#412861
https://www.czarodzieje.org/t15395-demetria-travers#412833
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyNie Lut 25 2018, 17:42;

Nudziło jej się trochę w tym zamku... co z tego, że była już prawie północ. Znów nie mogła spać i znów miała ochotę na nocną przechadzkę, a że na dworze, szczególnie w nocy, było ciut zimno to postanowiła przejść się po zamku. Ponownie miała nadzieję, że nie zostanie na tym przyłapana, a nawet jeśli to jakoś się z tego wywinie. W sumie to wcale nie musiała łamać zasad, mogłaby po prostu obudzić kuzynkę żeby z nią porozmawiać, ale nie chciała zafundować jej prawdopodobnie kolejnej nieprzespanej nocy. Wystarczyło, że ona będzie chodzić po zamku jak zombie i najpewniej nie uważać na lekcjach. Oczywiście nie bardzo się tym przejmowała, wiedząc, że i tak to jakoś nadrobi. Jakoś - tak właśnie zamierzała przebrnąć przez całą edukację, a nawet z tym podejściem nie szło jej źle.
Tak więc starając się nie budzić koleżanek z domu ubrała swoje cichobiegi i nie przejmując się resztą ubioru wyszła z dormitorium. Nawet nie przeszło jej przez myśl, że mogłaby dostać szlaban, w końcu w nocy było naprawdę pusto, a nawet spotkałaby kogoś po drodze, to wiedziała co zrobić, aby nie wpaść w tarapaty.
Kilka minut stała na korytarzu, zastanawiając się jaką część zamku chce dziś zwiedzić, w końcu padło na łazienkę prefektów, co z tego, że nie znała hasła, na pewno je pozna, w jakiś sposób. Schodziła w dół, na piąte piętro, ogarniając już mniej więcej gdzie znajduje się ta konkretna łazienka. W drodze myślała o tym jak dobrze jest być ciemnowłosą, jako blondynka byłaby bardziej widoczna w nocy, chociaż tak naprawdę to będąc metamorfomagiem nie powinna się tym przejmować, no, ale w taki sposób nie musiała zaprzątać sobie głowy zmianą koloru.
Będąc już bardzo blisko wybranego miejsca coraz bardziej kontemplowała to jakie hasło pozwoli jej się tam dostać - Dyniowe paszteciki - pomyślała, przypominając sobie nazwy czarodziejskich potraw, to wypróbuje jako pierwsze. Tak też zrobiła, kucając przy drzwiach i możliwie najciszej wypowiadając te słowa, brakowało jeszcze kogoś kto przypałętał by się słysząc coś o pasztecikach. Jasne, że hasło nie działało, przygryzła wargę w lekkiej irytacji, jak tak wspaniała potrawa nie została wzięta pod uwagę? Teraz będzie musiała tu ślęczeć i wymyślać kolejne slogany, mogła to już zrobić wcześniej, ale to nic, wypad był na tyle spontaniczny, że mogła o tym nie pomyśleć. Założyła przeszkadzający jej kosmyk włosów za ucho i pacnęła głową w kawał drewna, który nie był łaskawy choć trochę się uchylić. Co teraz? - zadała sobie pytanie, które prawdopodobnie pojawia się w głowie większości nocnych włóczykijów bez planu B. - Ognista whisky, sok dyniowy, sezamie otwórz się - nic nie działało, co tylko spowodowało rzucenie innych słów, które z pewnością nie powinny być nadawane jako hasła do czegokolwiek, przynajmniej w szkole. O wiele łatwiej było z mugolskimi drzwiami, dlaczego czarodzieje muszą aż tak utrudniać życie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
Galeony : 4204
  Liczba postów : 1698
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyNie Lut 25 2018, 23:21;

Uwielbiałem takie chwile, gdy pożyteczne łączyło się z przyjemnym. Tak zwane podwójne „P”, strzał w dziesiątkę dla zapracowanego nastolatka. Nocny spacer, czemu nie? Akurat miałem do odrobienia jeden z nocnych dyżurów na korytarzach, jaki ominąłem w natłoku nauki. Wspaniałomyślny opiekun domu zgodził się, abym nie wyspał się akurat tej nocy jaką sobie wybiorę i tak właśnie znalazłem się na piątym piętrze. Wciąż w szkolnej szacie, z błyszczącą odznaką na piersi, przechadzałem się naprawdę niespiesznie. Jeżeli tylko w okolicy było coś do obejrzenia, korzystałem skrzętnie z okazji. Wpatrywałem się więc w postacie na obrazach, czasami nawet z nimi gawędząc, a na następnym skrzyżowaniu milkłem, aby rozejrzeć się wokół siebie. Nic, kompletnie martwa cisza. Zatrzymałem się, aby całym sobą odczuć tę przyjemne, podniecające milczenie nocy. Szwendanie się po godzinach po korytarzach nigdy nie straciło dla mnie uroku, nawet gdy zniknął dreszcz emocji wywoływany każdym głośniejszym szelestem. Teraz już nie można mi było wlepić szlabanu, a mimo to wciąż czułem się jak podejrzany numer jeden, gdy tak zbliżałem się do łazienki prefektów. Gdy wspomniałem ogromny basen, aż zapragnąłem z niej znowu skorzystać. Słowo daję, tak poza możliwością bezkarnego udawania się w różne dziwne miejsca w Hogwarcie, ta łazienka była drugim z największych przywilejów. Już nawet przestałem czuć się jak wystawiony na odstrzał psidwak. Doceniłem swoje położenie. Cóż, Demetria też najwyraźniej czuła to samo. Jej przekleństwo tak wyraźnie rozlało się po leniwym korytarzu, że miałem wręcz wrażenie, że je wykrzyczała, a jednak był to jedynie szept. Cichy, chociaż gniewny, ale wystarczający. Nie wiedziałem z kim mam do czynienia tak długo, aż wreszcie nie udało mi się zajść jej od tyłu. Miałem spore doświadczenie w podchodzeniu leśnej zwierzyny, więc nie było to dla mnie nic wielkiego. Uśmiechnąłem się, chociaż powinienem raczej wyglądać surowo. Ach, nic nie mogę poradzić na to, że tak rozbawiły mnie jej potencjalne hasła.
- Spróbuj jeszcze „polerowanie sreber”. - Podsunąłem jej, również szeptem. Moja twarz nabrała znowu powagi. Byłem niezwykle ciekaw jej reakcji. - Podobno to ostatnio najmodniejsza kara za nocne spacery po Hogwarcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Demetria O. N. Travers

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 161
  Liczba postów : 119
https://www.czarodzieje.org/t15394-demetria-travers#412822
https://www.czarodzieje.org/t15805-demi#426046
https://www.czarodzieje.org/t15396-omega#412861
https://www.czarodzieje.org/t15395-demetria-travers#412833
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPon Lut 26 2018, 18:18;

A może coś związanego z wodą? - pomyślała po chwili, wiedząc, że już dawno powinna być w środku. Taki to był z niej włamywacz, póki co tylko wystawiała się na przyłapanie ot co. No ale szczerze, jak niby mogłaby znać hasło? Co najwyżej mogła śledzić jakiegoś prefekta i liczyć na to, że się wygada co graniczyło z cudem. Poza tym wcale nie widziało jej się spędzać całego dnia, a co gorsza kilku na wgapianie się w kogoś, chodzenie za nim i broń Merlinie dając się przyłapać. Może miała ochotę dostać się akurat do tej łazienki, ale nie była jeszcze na tyle ześwirowana żeby odstawiać takie akcje. Jeśli to wszystko będzie trwało zbyt długo zwyczajnie zrezygnuje i może nawet wróci do swojego łóżka, jeśli po drodze nie znajdzie sobie jakiegoś fajnego zajęcia. Co by to mogło być? Dostanie się na wieżę oczywiście! Jeszcze tyle było przed nią... i tyle szlabanów. No Demi, ale może zamiast rozmyślać już o innych akcjach skup się na tym co robisz teraz - pogoniła w myślach samą siebie, zabierając się do wygłaszania kolejnych haseł.
- Morska piana, bąbelki, mydło w płynie - przy ostatnim pacnęła się dłonią w czoło dopiero uświadamiając sobie jak nieprawdopodobna była ta możliwość. Tak bardzo zajęta była myśleniem, że zupełnie zapomniała o pilnowaniu okolicy i w ogóle nie przejęła się tym, że usłyszała podpowiedź - Polero - zaczęła, nie kończąc jednak, uświadamiając sobie w końcu, że dzieje się coś niedobrego. Słyszała głosy? Czy to duchy postanowiły się nad nią zlitować? Odwróciła głowę lekko w bok, a potem resztę ciała aż w końcu oparła się o drzwi, dalej przy nich kucając. Zobaczyła nogi, spojrzała w górę i zobaczyła całą resztę, jak on tam miał... wiedziała, że poznała go na zaklęciach, ach - Riley, co ty tu? - zapytała, dopiero później dostrzegając odznakę przyczepioną do jego szaty - Okej, kumam - dodała, szybko zmieniając postawę ofiary na coś o dużo lepszego, nie miała już oczu jak wystraszona sarenka, przymknęła je podejrzliwie, po czym rozejrzała się szukając możliwej drogi ucieczki. To musiała być szybka decyzja, zwiewasz albo zostajesz i próbujesz to jakoś ogarnąć - Może i modna, ale ktoś w końcu mógłby się wysilić na oryginalność i wymyślić coś innego, nie uważasz, że powtarzanie kar jest nudne? W końcu ile można polerować te srebra - tak oto wybrała tą drugą opcję, przy okazji zastanawiając się czy faktycznie mają aż tyle sreber czy ciągle trzeba czyścić te same? - A tak w ogóle to cześć, zamek w nocy jest wyjątkowo atrakcyjny prawda? Właśnie chciałam sobie zobaczyć tą łazienkę, ale nie znam hasła, może ty mi w tym pomożesz? - wyszczerzyła się perfidnie grając cwaniaka. Nie miała pojęcia czy jej to pomoże czy wręcz przeciwnie, nie znała Fairwyna na tyle, aby wiedzieć jak do niego podejść. No nic, najwyżej w trakcie zmieni taktykę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
Galeony : 4204
  Liczba postów : 1698
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPon Lut 26 2018, 19:33;

Prawie prychnąłem, gdy bezmyślnie spróbowała powtórzyć wymyślone przeze mnie na poczekaniu „hasło”. Powtrzymałem się w ostatniej chwili, zaciskając jedynie mocniej usta, sam nie będąc pewien czy dalej jestem pogodny czy może już poirytowany. Postanowiłem, że zdecyduje o tym sama Demetria. Cała jej postawa, z początku zlękniona, a następnie butna, powoli rozbudzała we mnie niechęć. Nie chodziło już nawet o to, że nie miała za grosz szacunku do szkolnego regulaminu, przecież ja także robiłem co chciałem, dopóki nie zostawałem przyłapany na gorącym uczynku. Jednakże nigdy nie byłem tak bezmyślny, aby odpowiadać zaczepką w sytuacji, gdy w każdej chwili mogłem zarobić szlaban. Odbyłem ich już wystarczająco wiele, aby wiedzieć o czym teraz rozmawialiśmy i może nawet bym się z nią zgodził, ale przecież kara nie miała być przyjemna.
- Jak widać do skutku, jeżeli za pierwszym i drugim razem przekaz nie dotrze do odbywającego szlaban. Kara nie może być dla ucznia rozrywką, w przeciwnym wypadku byłaby nieskuteczna. - Odpowiedziałem, uważnie śledząc jej ruchy. Nie wyglądała jakby zamierzała zwiewać, chociaż przed chwilą jej spojrzenie było podejrzanie rozbiegane. Postanowiłem mimo wszystko mieć się na baczności. Gryfoni zawsze byli nieprzewidywalni. Ach, ileż trzeba mieć tupetu, aby tak cwaniakować. Byłem niemalże pod wrażeniem. Na mojej twarzy wciąż malowała się obojętność, chociaż spojrzenie jakby nieco stwardniało. Nie było tego jednak widać w ciemności. - Widzisz, patroluję dzisiaj ten korytarz. Czy to byłoby w porządku, gdybym wpuścił Cię do miejsca, w którym nie powinno Cię być? - Zastanowiłem się na głos, wciąż potencjalnie neutralnie nastawiony, nie mogąc się powstrzymać od pokonwersowania z nią, chociaż na końcu języka już miałem przygotowaną odpowiednią formułkę usuwającą rubiny z klepsydry Gryffindoru. Jeszcze kilka słów i sytuacja ostatecznie się wyklaruje. Czyżbym miał właśnie okazję do wlepienia pierwszego w historii szlabanu innemu uczniowi? W dodatku za to, co sam nagminnie uprawiałem, o ironio. - Kiepski z Ciebie włamywacz, dałaś się podejść jak dziecko. - Uśmiechnąłem się wreszcie, w istocie rozbawiony taką nieporadnością. - Sprawdziłaś chociaż warty zanim tutaj przyszłaś? - Skoro była tutaj teraz ze mną to szczerze w to wątpiłem. Musiała się jeszcze wiele nauczyć, ale cóż, była młodsza ode mnie. Miała jeszcze czas, aby podszlifować technikę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Demetria O. N. Travers

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 161
  Liczba postów : 119
https://www.czarodzieje.org/t15394-demetria-travers#412822
https://www.czarodzieje.org/t15805-demi#426046
https://www.czarodzieje.org/t15396-omega#412861
https://www.czarodzieje.org/t15395-demetria-travers#412833
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPon Lut 26 2018, 20:28;

Większość rzeczy była jej obojętna, dostanie szlaban lub nie, wkurzy prefekta, a może rozśmieszy, cokolwiek. Często sprawdzała jak ludzie zachowają się widząc jej postawy, a potrafiła je zmieniać na zawołanie, podobnie jak to było w wyglądem. Chodziło jednak tylko o sprawdzenie, końcowy efekt jaki uzyskała pozostawiała samemu sobie, zwłaszcza jeśli był to ktoś tak obcy jak jegomość przed nią stojący. Jednak czy faktycznie chciała go wkurzać? No, nie do końca, tutaj wchodziła w grę jedynie irytacja, niby po co mieliby na siebie warczeć po nocy? (poza tym ten okazał się być prefektem, tak więc no...). Tak, tak będzie lepiej, uznała, postanawiając nieco wyhamować swoje zapędy. Tylko jaką rolę miała teraz przyjąć? Tego jeszcze nie wiedziała.
- Nie chodzi mi o zapewnianie komuś rozrywki, poza tym szorowanie szczoteczką do zębów łazienki byłoby nudniejsze. Co jeśli ktoś lubi się przeglądać w tych srebrach i jeszcze odbierze to za nagrodę? No wiesz, taką dla narcyzów, ale to już nie moja sprawa, nie jestem prefektem, na szczęście - wyjaśniła, widząc, że nie do końca ją zrozumiał, choć ta sama kara dla wszystkich rzeczywiście była nudą, ale taką w głowach chociażby prefów. No mogliby się już wysilić na coś innego. Nie powiedziała tego jednak nie chcąc go zdenerwować. Westchnęła wstając w końcu z zimnej podłogi - Niby nie, ale warto było spróbować - stojąc już na nogach szybko ukryła uszkodzoną rękę, nie 'naprawiła' jej tej nocy, uznając, że nie będzie to potrzebne, ale teraz jakoś nie widziało jej się jej prezentować Fairwynowi. Zwłaszcza jeśli brak palca to jedynie jedno z poważniejszych defektów.
- Tylko się nie denerwuj, tak się tylko zgrywałam - ujawniła swoją taktykę. Powiedziała to zupełnie szczerze, nie po to żeby tylko wycofać się z nieodpowiedniego zachowania, nie była taka naprawdę. W trakcie zajmowania go rozmową jej dłoń stała się zupełnie taka sama jak druga, normalna. To pozwoliło jej się nieco wyluzować, mimo zaistniałej sytuacji - Jak już zauważyłeś mistrzem nie jestem, ale zazwyczaj sobie radzę, jednak różne rzeczy dzieją się z człowiekiem, który już od jakiegoś czasu nie może spać, mam nadzieję, że wiesz o czym mówię - no, niedojebanie mózgowe, ale nie chciała o tym mówić wprost - To był spontaniczny wypad więc nie - przyznała - Więc... - zaczęła chcąc zapytać co w takim razie z nią będzie, ale szybko zmieniła koncepcje - Może chociaż opowiesz mi jak to wszystko wygląda, znaczy się łazienka - a raz kozie śmierć, możliwe, że będzie chciał z nią trochę pogadać zanim da jej szlaban?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185cm
C. szczególne : cała górna lewa strona mojego ciała jest poparzona - ukrywam to za pomocą metamorfomagii; liczne blizny na dłoniach; blizna po dziobie bystroducha przebiegająca przez całą szerokość pleców
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
Galeony : 4204
  Liczba postów : 1698
https://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
https://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
https://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
https://www.czarodzieje.org/t18289-riley-fairwyn-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPon Lut 26 2018, 22:14;

Uniosłem lekko brew, gdy tak jej słuchałem.
- Wiesz, czyszczenie sreber to nie jedyna kara jaką można Ci wlepić. Nauczyciele potrafią być bardzo pomysłowi, gdy o to chodzi. Jeżeli nie wierzysz, zagadaj do Corteza. Jestem pewien, że ze swoich szlabanów u Fairwyna wyniósł naprawdę wiele doświadczeń. - Wspomniałem szlabany Ślizgona nie bez lekkiego uśmiechu, jaki zabłąkał się na mojej twarzy. Nie oceniałem czy reakcja wuja była przesadzona czy też nie. Byłem jednak pewien, że gdybym miał co tydzień do końca roku odbębniać jakiś szlaban, już dawno stałbym się wzorowym uczniem i synem. - Jeśli ktoś lubi się przeglądać, znajdzie ku temu okazję nawet wówczas, gdy przyjdzie mu się przejrzeć w kałuży środka do pastowania podłóg. Nie możemy was zamknąć w Zakazanym Lesie i zmusić do walki o życie w ramach kary. Niestety. - Westchnąłem z wyraźnie udawanym żalem, naprawdę nie mając pojęcia po co w ogóle z nią rozmawiam. Kompletnie rujnowała spokój tej nocy, a w dodatku najwyraźniej starała się mnie zmusić do odpowiedniej reakcji. Problem polegał na tym, że ja naprawdę nie wiedziałem co było właściwe. Nie chciałem być hipokrytą, a jednak w takich sytuacjach musiałem nim być. Mimowolnie zwróciłem uwagę na jej rękę, gdy tak schowała ją za plecami. Przelotnie zmarszczyłem brwi, zastanawiając się co ona kombinuje. Poszukałem wzrokiem jej różdżki, a nie odnalazłszy jej w zasięgu, zacząłem podejrzewać podstęp. Niby to mimochodem wymacałem swój badyl. - Demetrio, na problemy ze snem dobry jest eliksir słodkiego snu. Starczy jedna wizyta u pielęgniarki, a zajmie się twoją bezsennością. - Chyba zaczynała boleć mnie już głowa od tej śliskiej rozmowy. - Koniec z wymówkami. Nudziło Ci się, chciałaś włamać się do łazienki, więc powędrowałaś w tym celu nocą po zamku. Coś przegapiłem? Za takie coś należy Ci się co najmniej dziesięć punktów ujemnych. - Poinformowałem ją, nadal obserwując kątem oka rękę, którą chowała za sobą. Obdarzyłem ją uważnym spojrzeniem, wyraźnie rozbity pomiędzy koniecznością zaciągnięcia jej do dormitorium Gryffindoru, a możliwością podzielenia się z nią wspaniałością łazienki. - Chcesz gadać o łazience na środku korytarza? - Pokreśliłem nierozważność jej postępowania, chociaż tak naprawdę podjąłem już decyzję. - Chodź, chociaż schowajmy się w jakiejś klasie. Jeżeli tam nas przyłapią to chociaż nie będę musiał się tłumaczyć dlaczego nie odstawiłem Cię od razu do wieży. - I machnąłem na nią krótko ręką, aby się pospieszyła. Wolałbym, żeby wuj Edgar nie nakrył nas tutaj razem.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nicolas Korolov

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : wężoustość
Galeony : 165
  Liczba postów : 65
https://www.czarodzieje.org/t16606-nicolas-korolov
https://www.czarodzieje.org/t16687-nicolas-korolov
https://www.czarodzieje.org/t16615-nicolas-korolov
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptySro Paź 10 2018, 12:14;

Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Chodziłem po Hogwarcie w poszukiwaniu jakiś wrażeń. Ograniczenie zajęć do dosłownie garstki w tygodniu, w tym momencie nie wydawało się najrozsądniejsze - dopadała mnie nuda. Miałem głupią nadzieję, że magiczny zamek zaraz sam mnie czymś zaskoczy. W dłoni trzymałem książkę do transmutacji, którą przed momentem zabrałem z klasy na piętrze. Leniwie kartkowałem jej strony w poszukiwaniu interesujących mnie zaklęć. Chciałem nieco podrasować swoje umiejętności w kwestii magicznych pojazdów, a dokładnie ich naprawy. Wciąż miałem ogromne braki. Trzeba przyznać, że było to bardzo męczące zajęcie i już po pięciu minutach pobieżnego czytania, sprawiałem wrażenie nieobecnego. Znudzony szedłem bez celu gdzieś przed siebie. W głowie pojawiły mi się dziwne myśli. Dziwne, ponieważ były w języku węży. Wiedziałem, że nie mówię w nim najlepiej, a chciałem w przyszłości móc go jakoś wykorzystać. Chociażby w celach humorystycznych.
Minąłem zakręt i poczułem się, jakbym uderzył w jakąś ścianę. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek jakaś tutaj była. Poza tym była bardzo miękka i delikatna. Zderzenie nie było bolesne, ale książka mi gdzieś wypadła. Syknąłem cicho pod nosem - trochę jakby z bólu po zderzeniu i lekkiej irytacji. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że instynktownie przeklinam w języku niezrozumiałym dla większości ludzi. Rozejrzałem się dookoła i momentalnie straciłem wszystkie siły do życia.
-Uważaj kurwa trochę jak chodzisz. - rzuciłem zrezygnowany i pokręciłem głową do @Hyacinthe Layton. Cicho westchnąłem pod nosem i rozejrzałem się za swoją książką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hyacinthe Layton

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 154 cm
C. szczególne : Blizna na barku, której towarzyszy nienaturalny, wyżarty przez wilkołaka dół, małe zadrapania i szramy na całym ciele, brązowe piegi, drobna postura.
Dodatkowo : wilkołak
Galeony : 132
  Liczba postów : 137
https://www.czarodzieje.org/t15888-hyacinthe-layton
https://www.czarodzieje.org/t16569-echo#457136
https://www.czarodzieje.org/t16568-down-the-street-i-m-the-girl-next-door-i-m-the-wolf-you-ve-been-waiting-for#457135
https://www.czarodzieje.org/t16567-hyacinthe-layton#457106
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPią Paź 19 2018, 22:36;

Nie umiem się nudzić i w każdej, nawet najbardziej żmudnej czy z pozoru monotonnej czynności, potrafię wykrzesać coś co w jakiś sposób mnie wciągnie. Dumnie maszeruje przed siebie, pomiędzy palcami obracając znicz, który udało mi się złapać na ostatnim meczu Quidditcha, doszły do mnie co prawda plotki, że będzie dogrywka, a wynik nie jest do końca ważny, jednak w żaden sposób nie wzbudza to we mnie zmartwienia, niepokoju czy nawet złości. Już raz złapałam magiczny przedmiot, mogę to zrobić drugi raz. Pewności siebie mi nie brakuje.
Ostatnio coraz więcej czasu spędzam w pojedynkę, samotnie przemierzam puste szkolne korytarze w poszukiwaniu dzikszych i nieznanych dotychczas miejsc oraz pomieszczeń w szkole. Towarzystwo innych zaczęło działać mi na nerwy i sama nie potrafię określić dlaczego. Najchętniej spędzałabym całe godziny grając czy latając w samotności, zupełnie nie zwracając uwagi na powoli mijające godziny.
Uderzenie wybudza mój umysł z tego dziwnego stanu na skraju hipnozy i pełnej świadomości. Wypuszczam znicz z dłoni albo raczej ten zostaje mi z nich wytrącony, nie patrzę na to, kto jest przede mną, na kogo wpadłam, od razu rozglądam po korytarzu z utęsknieniem szukając złotego przedmiotu. Dopiero, gdy chłopak wydobywa z siebie dźwięki, wzdrygam się w sobie. Nie zważając na znicz, prostuje i opieram dłoń o biodro. Posyłam mu wyzywające, pełne pogardy spojrzenie i marszczę nos, jakby stało przede mną jakieś wyjątkowo śmierdzące zwierzę.
- Ah, to ty, Nico - szczebioczę przyjaźnie, starając utrzymać pozory spokoju. - Nie wiesz nawet jak bardzo tęskniłam za Tobą w czasie tych wakacji - mruczę z uwielbieniem, chociaż najchętniej pokrzywiłabym mu tę kwadratową szczękę - Jak tam wakacje? Albo nie, nie odpowiadaj, całkowicie mnie to nie obchodzi - wzruszam ramionami i marszczę nos z obrzydzenia, dopiero po chwili uświadamiam sobie, że moje ciało miało kontakt z jego ciałem i stoję z d e c y d o w a n i e zbyt blisko, najszybciej jak tylko mogę odskakuje tak, by być na odległość dłuższą niż zasięg jego ramion. Całkowicie mu nie ufam, jesteśmy sami, a to wcale nie dodaje mi pewności siebie. Może i jestem nieodpowiedzialna, ale nigdy nie dyskredytuje umiejętności wroga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nicolas Korolov

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Dodatkowo : wężoustość
Galeony : 165
  Liczba postów : 65
https://www.czarodzieje.org/t16606-nicolas-korolov
https://www.czarodzieje.org/t16687-nicolas-korolov
https://www.czarodzieje.org/t16615-nicolas-korolov
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptySob Paź 20 2018, 20:50;

Lekki dreszcz przeszył moje plecy. Te ciemne włosy, ten nieprzyjemny głos - znałem go, aż zbyt dobrze. Niechęć do tej dziewczyny towarzyszyła mi na każdym kroku. Za każdym razem jak ją widywałem, coś sprawiało, że krew się we mnie gotowała. Może to dlatego, że nigdy nie miałem okazji jej odpłacić za ten cios sprzed kilku lat. Nigdy nie wyrównaliśmy swoich porachunków, tak jak bym chciał. Niepotrzebnie się powstrzymałem, żeby jej nie uszkodzić. Przecież była wilkołakiem. Każdej pełni pod postacią magicznej bestii narażał swoje ciało. Śmiało mogłem pokazać jej miejsce w szeregu, a później zmyślić historię, że nawet nie pamięta co sobie zrobiła. Z jakiegoś powodu nie chciałem.
-Oh, miło że pytasz Cysiu. - odparłem z tak sztucznym entuzjazmem, że nawet ktoś kto nas nie znał, mógłbym wyczuć jad bijący z moich słów. Trochę jak wąż syczący tuż przed atakiem. W każdej chwili gotowy wstrzyknąć śmiertelną dawkę toksyn pod skórę ofiary. W pewnym sensie można powiedzieć, że miałem to we krwi. -Świetnie, ale w sumie to chuj Ci do tego. - rzuciłem, wzruszając lekko ramionami i rozkładając ręce. Na mojej twarzy zagościł grymas nieporozumienia. Naprawdę nie wiem skąd pochodziła taka reakcja ciemnowłosej i dlaczego odpowiedziałem jej z taką agresją. Przecież żadne z nas nie miało ku temu powodu. Uśmiechnąłem się bardzo ładnie i naturalnie. Trochę tak jakbym się cieszył ze spotkania z przyjaciółmi. W rzeczywistości nie było tu żadnej radości. Jedynie pogarda.
-To se kurwa dorwałaś zabawkę. - wysyczałem przez zęby z twardym, rosyjskim akcentem. Z obrzydzeniem spojrzałem na znicz i pokręciłem głową. Kurwa idiotka. Pokręciłem głową boki i sięgnąłem po swoją książkę. Kompletnie straciłem chęci do jej dalszego czytania i najchętniej to bym ją tutaj zostawił, ale wiedziałem, że później przypierdoli się do mnie jakiś bibliotekarz albo bibliotekarka i będzie mi męczył dupę, żebym odniósł podręcznik.
-Dobra laska, wypierdalaj. - rzuciłem do ciemnowłosej chcąc iść dalej. Niestety ale Gryfonka stała mi na drodze, a ja nie miałem zamiaru jej przepraszać, ani mówić czegoś w stylu - sory, ale czy mógłbyś się przesunąć? Nie kurwa, nie do niej. W życiu bym się nie zniżył do takiego poziomu. Tfu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania, na szyi drewniana zawieszka w kształcie aparatu fotograficznego
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
Galeony : 1677
  Liczba postów : 2759
https://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
https://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
https://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
https://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
https://www.czarodzieje.org/t18741-elijah-j-swansea-dziennik#537
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyCzw Paź 24 2019, 11:20;

Nie zdążył pojąć co takiego się stało. W jednej chwili kucał przy Ezrze, wpatrując się w duże uszka mięciutkiego fenka, w którego go zmienił, a w drugiej... w drugiej coś szarpnęło jego ciałem, w sposób, który niby znał, a jednocześnie był mu całkiem obcy i nagle zupełnie nie był już sobą. Co gorsza, zanim cokolwiek do niego dotarło, nauczyciel rzucił zaklęcie, którym dosłownie wyrzucił go za drzwi sali, nie dając mu ani możliwości na wykłócania się o swoje racje (jakkolwiek miałby to zrobić – choćby w języku łabędzi, ot i co. Miał do tego prawo, bez względu na to czy posiadał aktualnie aparat mowy, czy też nie), ani wyjścia, które jakoś uratowałoby jego godność. Bo przecież wyszedłby sam, do licha ciężkiego... wymaszerowałby na swoich ptasich nóżkach, z dumnie uniesionym łebkiem... a tak na moment czuł się jak bezkształtna mieszanina białych piór, która w trakcie lotu najpewniej pokazała wszystkim swój kuper.
Kiedy znalazł się na korytarzu, był zupełnie zagubiony. Rozejrzał się dookoła, po tym dziwnie wielkim świecie; co miał robić? Gdzie szukać pomocy? Jego różdżka została chyba w sali, czy Elaine będzie pamiętać żeby zabrać ją ze sobą?
Chciał krzyknąć z wściekłości i bezsilności, ale z jego gardła wydobył się tylko żałosny łabędzi skrzek.
A gdyby tak... gdyby stąd wyfrunąć? Pierwszy raz w życiu nie potrzebowałby do tego miotły. Rozłożył swoje imponująco szerokie skrzydła i zamachał nimi, próbując wzbić się w powietrze. Udało mu się to na zaledwie pół metra, ale nie zamierzał przestawać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabriel R. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 191 cm
C. szczególne : wydatne kości policzkowe
Galeony : 806
  Liczba postów : 341
https://www.czarodzieje.org/t17525-gabriel-robert-swansea
https://www.czarodzieje.org/t17544-sheakespeare
https://www.czarodzieje.org/t17540-w-galerii-pelnej-sztuki-i-tak-patrzylbym-na-ciebie-8
https://www.czarodzieje.org/t17505-gabriel-swansea
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyNie Lis 10 2019, 14:29;

Wybiegł z tej klasy jak poparzony. Kiedy tylko zobaczył jak Elijah kurczy się gwałtownie i obrasta w piórka praktycznie rzucił się za nim. Gdyby nie Elaine, która zwróciła mu uwagę, że nie zdjął z siebie zaklęć, które na siebie rzucili zapewne za ludzkim-łabędziem biegłby sam ogon, który jako jedyny pozostał widoczny. Tym sposobem chyba Patton Craine przymknął oko na ich szybką ewakuację, w sumie Elaine była panią prefekt i w dodatku przeprosiła okrutnego profesora, więc nie powinna mieć problemów. Jeżeli Gabriel napytał sobie biedy, to tylko z własnej winy i przez swój - ostatnimi czasy ognisty - temperament. Nie zwracał teraz na to uwagi, poszukując na korytarzach wielkiego ptaka Elijy. I to nie był jakiś przytyk do jego kuzyna, bo on dosłownie był tym ptaszyskiem.
- Ja pierdolę, jak ty możesz tak szybko uciekać na takich krótkich nóżkach, Elijah. - krzyknął za ptakiem, który nie wiadomo jak znalazł się dość daleko od klasy, Gabriel nie był jednak pewien czy to za sprawą niewerbalnego zaklęcia nauczyciela, czy może jego kuzyn postanowił pozwiedzać świat na łabędzich kończynach.
Kiedy w końcu dopadł do wielkiej kupy piór szybko przyklęknął, żeby być na jednej linii wzroku z kuzynem, po czym pokazał mu wnętrze swoich dłoni w obronnym geście. Nie wiedział jak działało zaklęcie Pattona. Niby w tej transmutacji miała się zamienić jedynie cielesna powłoka, ale to nie było zaklęcie rzucane bezpośrednio na blond metamorfomaga, tylko jakieś dzikie odbicie się jego własnego czaru. Jeden Edgar Fairwyn wie jak to mogło zadziałać.
- Hej, Elio, to ja Gabriel. Nie zrobię Ci krzywdy, odczaruję Cię, dobrze? - Wyciągnął powoli swoją różdżkę zza pazuchy, po czym wycelował ją w machającego skrzydłami łabędzia. Uśmiechnął się do ptaszyska.
- Enutitatum - wypowiedział wyraźnie, będąc już o wiele spokojniejszym niż w sali, więc i zaklęcie powinno wyjść o wiele lepiej. Już po kilku sekundach przemiana się rozpoczęła, a Elijah mógł stanąć na swoich własnych nogach.
- Nic Ci nie jest, Elio? Popierdoliło tego starego zgreda. - Wypowiedział się dość brzydko, dając się ponieść emocjom. W końcu jego kuzyn jeszcze chwilę wcześniej był bardziej Swan niż Swansea, a to mogło dość wystraszyć nawet najbardziej zatwardziałego człowieka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Stephanie Davies

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 106
  Liczba postów : 32
https://www.czarodzieje.org/t18500-stephanie-davies#527141
https://www.czarodzieje.org/t18509-korespondencja-stefanii#527458
https://www.czarodzieje.org/t18503-relacje-stefki
https://www.czarodzieje.org/t18502-kuferek-stefy#527140
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyWto Mar 24 2020, 20:36;

Właśnie, piąta stronnica notesu trzydziestokartkowego została zapełniona przez Puchonke, siedzącą na parapecie jednej z okiennic. To już drugi pomysł tego ranka, który przeszedł jej do głowy i który zamieściła w strefie: "do rozważenia". Ponad tydzień temu dowiedziała się o konkursie, który organizowała jedna z krawcowych sklepu Madame Malkin, a główną nagrodą był staż u czarownicy. To mogła być jej szansa. Steph zawsze marzyła o tym, aby uczyć się od tej kobiety. A taki staż byłby najlepszym początkiem, zważywszy na to jaką dziewczyna wiązała przyszłość z krawiectwem.
Westchnęła, opierając głowe o framuge jednej z okiennic. Ale co z tego, że miała tyle pomysłów, kiedy jak przyjdzie do ich zrealizowania to jest w ciemnym lesie. Owszem, miała manekina kobiecego w swojej sypialni i mogła na nim szyć, ale i tak potrzebowała modela, bo strój w TAKIM konkursie musi być idealnie wykrojony i przede wszystkim przedstawiony na modelu. Tak, na modelu. Potrzebowała chłopaka, bo projekt obejmuje męski płaszcz. Cały tydzień główkowała nad tym kogo by tu zwerbować do tego. Mógłby to być każdy, ale nie w tej sytuacji. Najważniejsze - potrzebowała, żeby to był ktoś wysoki. Tego nie da się zmienić, bo wszystkie szkice, które ma wymagają tego szczegółu i najlepiej leżałyby na kimś, kto ma powyżej 180 centymetrów.
W pewnym momencie, usłyszała kroki. Odwróciła głowę w tamtym kierunku automatycznie zamykając swój szkicownik. Zauważyła znajomo wyglądającego chłopaka, idącego korytarzem. Był to jeden z bliźniaków Anunnaki, chyba z którymś z nich kiedyś pracowała na eliksirach. Tak, była wtedy w parze z niejakim Eri'm. Pamiętała to, bo zazwyczaj jest w pracuje z którąś z koleżanek, ale wtedy żadnej nie było, a Steph nie lubi kiedy ma styczność z obcymi ludźmi. Ta lekcja była dla niej stresująca, aczkolwiek... Stefa, powiedziała sobie ostatnio, że zacznie pracować nad sobą i nie pozwoli swojej introwertycznej naturze, aby ta zamknęła ją na świat. A to była idealna okazja, aby zacząć ową pracę nad sobą. Tylko... czy chłopak idący korytarzem w tym momencie to ten sam z bliźniaków, którego poznała?
- Heej - odezwała się nagle, kiedy chłopak był już niedaleko - Jestem Stephanie. Nie wiem czy pamiętasz, ale pracowaliśmy razem nad eliksirem u Bloodworth'a...? - dodała, posyłając mu nieśmiały uśmiech i wyciągając rękę. Postanowiła zaryzykować, najwyżej wyjdzie na idiotke.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Erisum Anunnaki

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 47
  Liczba postów : 42
https://www.czarodzieje.org/t18019-erisum-anunnaki
https://www.czarodzieje.org/t18390-sum-up-your-day#523762
https://www.czarodzieje.org/t18285-erisum-anunnaki
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyNie Mar 29 2020, 21:45;

Był akurat w drodze do sali treningowej; wcale nie ukrywał, że uwielbiał używać tego pretekstu, byle jak najrzadziej wciskać się w sztywny szkolny mundurek, nawet gdy jeszcze niekoniecznie wiedział, czy rzeczywiście planował ćwiczyć. Sala treningowa miała dla niego jakąś szczególną atmosferę, która mobilizowała go do pracy, zarówno fizycznej, jak i psychicznej - niektórzy potrzebowali klasycznej muzyki grającej w tle, inni potrafili uczyć się tylko z masą przekąsek pod ręką, Eri za to potrzebował usiąść wśród ciężkich worków i sztang.
Przynajmniej można było coś uderzyć, gdy polecenia profesora wydawały się z kosmosu.
Tak więc i teraz w zwisającej luźno na ramieniu torbie miał zarówno butelkę z wodą, jak i pergamin wciśnięty pomiędzy strony podręcznika i oczekujący zapełnienia słowami dla jednego z profesorów. Zamierzył zaskoczyć sam siebie decyzją! A to najwyraźniej był dobry dzień na niespodzianki, skoro jedną miała dla niego dziewczyna przesiadująca na parapecie. Wychodząc na korytarz jedynie przemknął po niej rozkojarzonym spojrzeniem, a jego mózg nie zadziałał na tyle błyskawicznie, by pochwycić skojarzenie.
- Hej - odpowiedział odruchowo, jeszcze zanim świadomie zarejestrował, że dziewczyna zwróciła się konkretnie do niego. Zatrzymał się wpół kroku i zmierzył ją spojrzeniem, początkowo niepewny, czy źródłem jej zaczepienia nie były jakieś głupie słowa rzucone przez niego bez większego namysłu i dawno już zapomniane. Twarz od razu wydała mu się znajoma, Anunnaki nie miał jednak daru do zapamiętywania imion. Na szczęście usłużna Puchonka zaraz mu je podsunęła; powtórzył je więc tak cicho jak ostatnie odbicie echa, marszcząc brwi, ale skrupulatnie kiwając głową.
- Och wow, jeśli to jedyna rzecz, po której mnie pamiętasz, to cieszę się i podziwiam, że dajesz mi drugą szansę na dobre wrażenie. - Ciepły śmiech rozbrzmiał wyraźnie, kontrastując z nieśmiałym uśmiechem, który mu zaoferowała. Erisum już bardzo swobodnie pochwycił jej rękę; na tym geście jednak jego niewyszukana śmiałość się skończyła. Uniósł jej dłoń trochę wyżej, jakby chciał zostawić na jej wierzchu kurtuazyjne muśnięcie, w czarującym stylu swojego brata, zawahał się jednak gdzieś pomiędzy, być może przez jakiś cień na jej twarzy, być może po prostu zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo to do niego nie pasowało. Potrząsnął więc jej ręką energicznie - zbyt energicznie - niezręczność rekompensując entuzjazmem. - Więc... To jakaś konkretna sprawa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Stephanie Davies

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 106
  Liczba postów : 32
https://www.czarodzieje.org/t18500-stephanie-davies#527141
https://www.czarodzieje.org/t18509-korespondencja-stefanii#527458
https://www.czarodzieje.org/t18503-relacje-stefki
https://www.czarodzieje.org/t18502-kuferek-stefy#527140
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyWto Mar 31 2020, 00:15;

Staż w pracowni sklepu Madame Malkin dawał stażyście tak szerokie możliwości w przyszłości, że Steph nawet nigdy nie marzyła o tym, aby dostać taką szansę. Jednak teraz nadarzyła się taka okazja i dziewczyna musiałaby chyba nie mieć całkowicie oleju w głowie aby jej nie wykorzystać. Co prawda nie była tak pewna swoich umiejętności i talentu, jak niektóre osoby, które spotykała na swojej drodze, jednak uważała, że pewność siebie przyjdzie z czasem.
Jedną z kilku powodów, dla których miała więcej czasu na projektowanie było to, że Puchonka nie za bardzo przykładała się do nauki. Chciałaby mieć dobre wyniki, oczywiście jak każdy, ale za bardzo pochłaniał ją świat jej wizji artystycznej. Często zwracała uwagę na krój odzieży znajomych, fasony płaszczy nauczycielek, czy szaty przypadkowo spotkanych czarodziejów w Hogsmeade. Mogłaby powiedzieć, że to zboczenie zawodowe, gdyby nie to, że ten zawód jeszcze jej za bardzo nie dotyczył.
Tamtego dnia, naprawdę miała nadzieje, że uda jej się przekonać zaczepionego chłopaka do jej pomysłu. Biedny Gryfon jeszcze nie wiedział w jaki sposób chciałaby aby dał się wykorzystać. Widziała jego nie pewność kiedy się do niej odwracał i nawet ktoś taki jak on, przeciwieństwo Stefy, zahartowany towarzystwem ludzi, uważał tę sytuacje za niecodzienną.
- Wiesz, Twojego brata nie poznałam, więc poniekąd dlatego nie mam problemów z rozpoznaniem. - oczywiście blefowała. Strzeliła celnie, że to właśnie Eri, ale upewniła się dopiero kiedy stanął niedaleko niej i przeniósł na nią wzrok. Akurat po spojrzeniu potrafiła poznać, że z tym bratem już miała do czynienia. Wydaje się, że bliźniacy Anunnaki różnią się tylko wym szczegółem.
Jej uwadze nie umknął fakt, że kiedy chłopak chwycił jej rękę, którą wyciągnęła w jego kierunku, dziwnie ją uniósł, jakby chciał postąpić po dżentelmeńsku, jednak rozmyślił się. Stefa oczywiście wzięła to za wyraz czegoś w rodzaju niechęci do jej osoby. A może to rzeczywiście przez ten cień na jej twarzy, który po prostu mógł z nieznanych powodów odpychać ludzi?
- Ah, tak. Przepraszam. Oczywiście, że istnieje sprawa. Inaczej, bez powodu bym nie marnowała Twojego czasu. - oznajmiła, podchodząc do parapetu na którym zostawiła swoje szkice schowane w notatniku. Wyciągnęła jeden z zeszytu, aby po chwili podać mu kartkę. - To mój projekt. Płaszcz. Chciałabym go uszyć i wziąć udział w konkursie krawieckim, gdzie do wygrania jest staż, który byłby dla mnie wielką szansą. Jednak potrzebuje kogoś kto zaprezentuje na sobie go na sobie. - ciągnęła, obserwując reakcje Gryfona. Dawno nie była tak zestresowana. Nie dość, że zaczepiła ledwo znanego chłopaka, prosi go o nie małą przysługę, to jeszcze na domiar wszystkiego od jego decyzji zależy praktycznie jej przyszła kariera krawcowej lub jej brak...
- Więc, moje pytanie do Ciebie: mógłbyś to zrobić? Bardzo mi na tym zależy - cały czas obserwowała wyraz twarzy Eriego, chcąc cokolwiek z niego wyczytać i dowiedzieć się czy jest choć cień szansy na to, że zgodzi się na jej prośbę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; zapach Lordków i drzewa sandałowego
Dodatkowo : animag (pręgowany kot)
Galeony : 251
  Liczba postów : 609
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyCzw Kwi 09 2020, 22:13;

Hogwart nie zmienił się wcale, wszystkie korytarze wyglądały dokładnie tak jak zapamiętał. Na stażu nie miał zbyt wiele czasu na rozglądanie się, bowiem nawał pracy rzuconej nań przez Craine’a, któremu asystował, zajmował większość jego chwil spędzanych w zamku. W trakcie chciał rzucić pomysł zostania nauczycielem średnio dwa razy w tygodniu, choć doskonale wiedział, że spowodowane to było tylko i wyłącznie nauczycielem, u którego ów staż robił. Bądźmy szczerzy, Cam mógł uchodzić za masochistę, pisząc się na cały miesiąc odwalania brudnej roboty za Pattona Craine’a, a i powszechnie wiadomo, że ze strony mężczyzny żadnej wdzięczności nie otrzymałby nigdy. Cieszył się niezmiernie, że ma to już za sobą i już nigdy nie będzie musiał tego powtarzać. Właściwie był zadowolony, że wytrwał. Miał ogromną nadzieję, że drugiego profesora transmutacji już nigdy nie spotka, nie licząc rzecz jasna posiłków, bowiem tego ominąć się chyba nie dało.
Niemniej jednak wolnym krokiem szedł po korytarz, pogrążony we własnych myślach. Było już po zmierzchu, więc niewielu uczniów zapuszczało się na piąte piętro. Nie licząc jedynie studentów, którzy wchodzili, tudzież wychodzili z salonu wspólnego, bądź prefektów udających się do swojej łazienki. Jego wargi rozciągnęły się na myśl o tym pomieszczeniu, bowiem nie raz i nie dwa wchodził tam, cóż, nielegalnie. Zastanawiał się ile podobnych mu, w latach szkolnych rzecz jasna, uczniów spotka na ścieżce swojej nowej kariery. Przeszedł go lekki dreszcz, gdy poczuł powiew chłodnego powietrza, o które za grubymi murami zamku nie było trudno. Cam nie był wyczulony na temperaturę, z pewnością nie tak jak niektórzy czarodzieje. W trakcie swoich podróży znalazł się zarówno na Alasce jak i w Afryce. Nie żałował tych czterech lat przemieszczania się z miejsca na miejsce, doświadczał bowiem tylu fantastycznych rzeczy, że bez żalu mógł oddać się nowemu rozdziałowi swojego życia i poświęcić mu cały swój czas.
Był ciekaw co nowy etap dlań szykuje. Nie wiedział czego się spodziewać, a jego wyobrażenia o pracy wpadały z jednej skrajności w drugą. Nie mógł liczyć na wsparcie rodziny, był pewien, że został już ostatecznie uznany za ich czarną owcę, choć sam uważał, że jest jedyną normalną osobą (nie licząc swojego rodzeństwa) w rodzie Whitelight. Przemierzając korytarz zalewały go wspomnienia. Musiał jednak stwierdzić, że choć spędził w tym miejscu dziesięć lat, teraz w ogóle go nie znał. Perspektywa diametralnie się zmieniła, a on podlegał tylko i wyłącznie dyrektorowi Hampsonowi. Było to dlań dziwne i nieco odświeżające. Dawno porzucił już swoją młodzieńczą naturę rozrabiaki i można nawet rzec, że był inną osobą. Niczego nikomu nie udowadniał, a swoje czyny uzależniał tylko od siebie samego, będąc dla siebie też największym wsparciem. Brakowało mu towarzystwa swojego najlepszego przyjaciela, który razem z nim jeździł po świecie, odkrywając zupełnie nowe rzeczy. Utrzymywali listowny kontakt, jednak nie mógł równać się z tym fizycznym. Musiał przyznać, że jedyną znajomą mu tu osobą (nie licząc dyrektora i Pattona, którzy za przyjaciół uchodzić bezapelacyjnie nie mogli) była Perpetua. Zastanawiał się, a także nieco obawiał, czy z innymi osobami, należącymi do nauczycielskiej kadry, będzie miał równie dobry kontakt.
Będąc w połowie korytarza spostrzegł, że sznurówka w jego bucie się rozwiązała. Niewiele myśląc, schylił się i ją zawiązał, a gdy chciał się podnieść, wciąż patrząc na buty, na kogoś wpadł.
Wielki Merlinie, przepraszam! – rzucił od razu i posłał tej osobie przepraszające spojrzenie swoich niebiesko-zielonych tęczówek, którym nie mógł uwierzyć.

@Beatrice L. O. O. Dear

______________________

   We were one,  
more than blood runs through these veins. cuts can heal, scars will fade, what we had will never change.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1036
  Liczba postów : 1483
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPią Kwi 10 2020, 22:33;

Czas mijał bardzo szybko. Nim się obejrzała, niemal cały miesiąc krzątała się ponownie po korytarzach tak dobrze jej znanego z czasów szkolnych zamku. Nigdy wcześniej nie brała pod uwagę tego, że mogłaby ponownie znaleźć się w tych kamiennych murach, jednak tym razem w roli tego, co to miał pilnować porządku i próbować nalewać wiedzę, do niekoniecznie skorych do tego głów. A tymczasem tak właśnie się stało. Życiowe ścieżki Beatrice poplątały się do tego stopnia, że znalazła się w Hogwarcie właśnie. Mimo faktu, że było to kompletnie niespodziewanym zwrotem akcji w jej życiu, nie nazwałaby go w żaden sposób błędnym. Zdecydowanie szybciej, niżby się tego spodziewała, odnalazła się w tym nowym rytmie życia. Ściany domu w Dolinie nie stanowiły już swojego rodzaju więzienia, tylko ponownie stały się przystanią, w której można odetchnąć od trudów dnia codziennego, związanego z rutyną pracy. Tak powinno być od zawsze, a ostatnimi czasy daleko było jej do tego typu odczuć. Chyba właśnie z tego powodu nawet najcięższe nauczycielskie obowiązki były dla niej przyjemne. No, niekoniecznie zawsze, ale nader często... Sytuacja która zdecydowanie odbiegała od tej normy miała miejsce na jej ostatnich zajęciach z najmłodszymi uczniami. Zadanie które przed nimi postawiła, do trudnych nie należało, niemniej i tak w grupie dwudziestu uczniów znalazł się jeden jełop, który uznał za gówno słowa wypowiadane przez Dearówne. Kompletnie olewając instrukcje warzenia jednego z eliksirów, doprowadził do jego spektakularnej eksplozji. I zapewne na tym zakończyłby się temat, gdyby nie to, że prócz samego poszkodowanego, eliksir znalazł się również na Beatrice. Punkty ujemne i szlaban dla tego ucznia to było zdecydowanie zbyt mało, ale co jeszcze mogła zrobić w tym konkretnym przypadku?
Teraz, masując leniwie swoje przedramię, wracała do swojego gabinetu. Wieczór nastał szybciej, niżby tego chciała. Niestety, opiekując się uczniem w czasie szlabanu, kompletnie straciła poczucie czasu. I normalnie byłaby pewnie w paskudnym nastroju, ale nie czuła się normalnie... Jej usta same wykrzywiały się w uśmiechu, gdy nuciła coś pod nosem. Tak, z pewnością nie zachowywała się jak na nią przystało, ale nic nie mogła na to poradzić! To było silniejsze od niej samej. A jakby tego było mało, co jakiś czas podskakiwała niczym mała, głupiutka dziewczynka!
Może właśnie przez te dzikie pląsy, nie zauważyła skulonej na posadzce postaci, zajętej wiązaniem swoich butów. Nim zdążyła zareagować, potknęła się o bliżej nie znanego mężczyznę. Normalnie, od razu przystąpiłaby do rugania debila, ale nie tym razem. Nim się obejrzała, pochylała się nad nim, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
-Oj, nic Ci nie jest kochanieńki? - i dopiero wtedy dostrzegła, z kim tak właściwie miała do czynienia. Jej usta uformowały się w idealne O, zaś oczy nieomal wyszły z orbit. Zapiszczała dziko niczym nastoletnia czarownica na koncercie Fatalnych Jędz.-Na różowe gacie Merlina, Karmelek! - ile to lat minęło od momentu, gdy ostatni raz widziała chłopaka na oczy? Zdecydowanie zbyt wiele. Jakby na potwierdzenie swoich myśli, rzuciła się, aby przytulić go. Niewiele brakowało, aby przewróciła i siebie i jego przy okazji. Serio nie rozumiała, dlaczego to wszystko robiła i mówiła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; zapach Lordków i drzewa sandałowego
Dodatkowo : animag (pręgowany kot)
Galeony : 251
  Liczba postów : 609
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyPią Kwi 10 2020, 23:54;

Nigdy, przenigdy w świecie, nie przypuszczał, że spotka Beatrice właśnie w Hogwarcie. Właściwie, będąc zupełnie szczerym, nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek jego oczy ujrzą jej drobną sylwetkę. Nie potrafił nawet stwierdzić czy jest bardziej zdziwiony, absolutnie zszokowany, czy jednak kompletnie zwariował. Kiedy przez jego głowę przemykały hogwarckie wspomnienia – nie brakowało w nich dziewczyny, lub raczej kobiety, która właśnie stała przed nim. Miał wrażenie, że w ogóle się nie zmieniła, była definitywnie tak samo piękna jak zapamiętał, choć czasem miał wrażenie, że jego umysł nieco idealizuje ten młodzieńczy związek. Niemniej jednak nie miał pojęcia, że Dearówna uczy w Hogwarcie, był przekonany, że zajęła się czymś zgoła innym, choć na dobrą sprawę nie miał pojęcia czym. Szok i niedowierzanie nie opuszczały go mimo upływających sekund i chociaż czuł, że powinien się odezwać, zrobić cokolwiek, stał tam jak słup, wpatrując się w kobietę swoimi oczyma w kolorze oceanu. Ostatecznie jednak zamrugał, czując jeszcze większą konsternację, kiedy ta zwróciła się doń „kochanieńki”. Wiedział, że nie widzieli się cały szmat czasu, jednak nie sądził, że aż tak mogła się zmienić. Sam dokonał swoistej przemiany własnego ja, jednak zwyczajnie przestał być, cóż, gówniarzem z talentem do kłopotów.
W pewnym momencie stwierdził, że się przesłyszał, to nie było możliwe, żeby Beatrice Dear mówiła w ten sposób i to wcale nie chodziło o jego osobę. Nie miał dziur w pamięci, czarnowłosa nigdy się tak nie zachowywała, nigdy. Doszedł do wniosku, że albo wariuje od nadmiernego myślenia i przeżywania każdej emocji po tysiąckroć, albo jest już naprawdę zmęczony.
Kolejne słowa kobiety sprawiły, że był jeszcze bardziej zbity z tropu. Nie tak sobie wyobrażał ich spotkanie, o ile w ogóle je sobie wyobrażał. Definitywnie przewidywał coś diametralnie innego. Może w tej herbacie, którą wypiłem było coś specjalnego? – pomyślał, wciąż będąc pod wpływem bezapelacyjnej konsternacji. Nic nie mógł poradzić na swoje zmarszczone brwi i absolutnie niedowierzające spojrzenie, które przestało być spowodowane widokiem kobiety, a jej zachowaniem. Może po prostu miał halucynacje?
Odchrząknął jednak, stwierdzając, że robi z siebie idiotę, stojąc na korytarzu jak słup soli i wlepiając wzrok w postać przed nim. Zauważywszy zdziwione spojrzenie kilku studentów, uniósł lekko głowę i skinął nią kobiecie.
Beatrice, miło cię widzieć. – powiedział. Kilka sekund później zachwiał się, przytrzymując Dearównę i najmocniej jak potrafił, próbował uchronić ich przed upadkiem na ziemię, a z jego piersi wyrwało się krótkie oh. To było dziwne i nieco niepokojące, może faktycznie Bea przez te wszystkie lata stała się po prostu inną osobą? Nigdy wcześniej nie sądził, że tak diametralna zmiana była możliwa, zazwyczaj wychodził z założenia, że owszem – ludzie się zmieniali – jednak nigdy nie aż tak. Posłał jej uprzejmy uśmiech, niespecjalnie wiedząc jak się zachować. Wyciągnął jej sylwetkę na długość swoich ramion i uważnie jej się przyjrzał, może to ona coś wzięła, a nie on? Niemniej jednak wyglądała absolutnie normalnie. Nie wiedząc co robić, postanowił kontynuować rozmowę. – Nie sądziłem, że cię tu spotkam. – powiedział i lekko zakłopotany podrapał się po karku.

______________________

   We were one,  
more than blood runs through these veins. cuts can heal, scars will fade, what we had will never change.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1036
  Liczba postów : 1483
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptySro Kwi 15 2020, 17:08;

Gdyby miała wypowiedzieć się na temat tego, czy i gdzie ewentualnie brałaby pod uwagę możliwość spotkania z Camealem, to z pewnością nie brałaby pod uwagę Hogwartu. To było zbyt nieprawdopodobnym, aby oboje zdecydowali się na to, by poświęcić swe życie zawodowe nauczaniu młodzieży w zamku, gdzie sami poznawali pierwsze praktyki magiczne. Jej dziwnie zdeformowana w tym momencie świadomość z radością obserwowała wszystkie mikroskopijne nawet zmiany jakie zaszły w jego wyglądzie. I pomimo pojawienia się pierwszych małych zmarszczek, jego oczy wciąż pozostawały tak samo błękitne, jak przed laty, a podejrzewała, że i uśmiech wciąż był niezmienny. Jednak najgorszym w tym wszystkim było to, że ona naprawdę w żaden logiczny sposób nie była w stanie wyjaśnić w tym momencie swojego zachowania. Kiedy wyobrażała sobie ich spotkanie po latach, uśmiechała się w sposób zdawkowy, jak to miała w zwyczaju, wysoko unosiła podbródek w tak charakterystyczny dla siebie sposób, patrzyła chłopakowi prosto w oczy, bez cienia zażenowania czy ewentualnego strachu. Tymczasem teraz działo się z nią coś strasznie nienormalnego. Chichotała jak młoda, napalona dziewica, widząca dobrze wyglądającego młodzieńca, który mógłby ją wychędożyć. Z jej dumnej zawsze postawy zostało tylko wspomnienie. I jakby na potwierdzenie tego wszystkiego, szybko machnęła w lekceważący sposób ręką, kiedy Cameal wspomniał o tym, jak miło ją widzieć. Na szczęście (bądź nie szczęście...) nie mogła nic więcej powiedzieć. Znów zachichotała kiedy odsunął ją na wyciągnięcie ramion tuż po tym, jak uratował ją przed upadkiem. Jeszcze tylko brakowało, aby zaczęła dłonią usta zasłaniać, jak na prawdziwą cnotkę przystało.
-Nie sądziłam, że od razu porwiesz mnie z tęsknoty w ramiona. - odbiła piłeczkę, dopiero po sekundzie uświadamiając sobie, co tak właściwie wydostało się z jej ust. Znów jej mózg pracował w kompletnie innym trybie niż usta i cała reszta ciała. Mózg mówił "ogarnij się debilko i zachowuj, jak na Beatrice Dear przystało!" Natomiast cała reszta systemu zarządzania w jej ciele krzyczała "Go girl! Leć na całość!" I jakby na potwierdzenie tego właśnie, że jednak nie mózg w tym momencie rządził tym, co się z nią teraz działo, ponownie otworzyła usta, co było błędem. - Jeśli chcesz, tu niedaleko jest nieużywana klasa... - nim się obejrzała, jej dłoń sama powędrowała w kierunku torsu chłopaka. Bezradna Beatrice mogła tylko obserwować, jak smukłe, blade palce delikatnie wędrują po jego klatce piersiowej od wysokości mostka, w stronę brody, aby ostatecznie delikatnie palec wskazujący zahaczył o nos chłopaka.
Cyk.
Dearówna poczuła, jakby jakiś trybik przeskoczył w jej głowie i wszystko nagle stało się tak jak dawniej. -Na Merlina... Chyba coś nie tak było z tym eliksirem...- zdążyła tylko powiedzieć, w pełni świadoma i pewna słów, które wydostawały się z jej ust w tym momencie. Niestety, nagły przebłysk normalności zniknął tak szybko, jak i się pojawił, bo już po chwili znów zachichotała pod nosem w oczekiwaniu na reakcję swojej dawnej miłości na to, co najlepszego w tym momencie odwala...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; zapach Lordków i drzewa sandałowego
Dodatkowo : animag (pręgowany kot)
Galeony : 251
  Liczba postów : 609
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyWto Kwi 21 2020, 12:35;

Konsternacja – tyle czuł, a uczucie to narastało z każdą kolejną sekundą, przyjmując różne kształty w jego głowie, ale nie mijając. Nie wiedział co ma zrobić, czuł jakby zderzyły się dwie różne rzeczywistości, a ta w postaci Beatrice nigdy nie powstała w jego umyśle. Stał z lekko zmarszczonymi brwiami, szukając jakiegokolwiek wyjaśnienia na dziwaczne zachowanie kobiety, którą niegdyś tak dobrze znał, a teraz miał nieodparte wrażenie, że stoi przed nim zupełnie inna osoba. Był przekonany, że wolałby, aby Dear na niego krzyczała, z ogniem w oczach, niż robiła to, co robiła w tej chwili, a on nawet nie wiedział jak to nazwać. Zaskoczenie spowodowane jej widokiem szybko minęło, a zastąpiły je bliżej nieokreślone uczucia, które oscylowały wokół takich jak zdziwienie, czy też konfuzja. Niebiesko-zielone tęczówki jego oczu wyrażały głębokie zakłopotanie. Stali na środku hogwarckiego korytarza, dopiero co otrzymał posadę, a razem z Beatrice stanowili fantastyczne widowisko dla przechodzących uczniów, choć chyba mimo wszystko dużo bardziej współczuł ciemnowłosej, o ile to jakieś chwilowe, a ona będzie wszystko pamiętała… Nie miał jednak pojęcia jak zachować się w tej sytuacji, uśmiechał się delikatnie, choć uśmiech ten obejmował jedynie jego wargi, w oczach natomiast błądziły iskry paniki. Postanowił jednak zachować zimną krew, a nawet przeszło mu przez myśl, żeby zaciągnąć ją do pobliskiej klasy transmutacji, żeby nie musiała stanowić przedstawienia. Szybko jednak odrzucił tę myśl, orientując się, że wtedy byłoby jeszcze gorzej, a nie miał ochoty w pierwszym tygodniu swojej nowej pracy, być już na ustach wszystkich uczniów, domyślających się co dokładnie robił w pustej klasie z profesor Dear. Może powinien po prostu zabrać ją do skrzydła szpitalnego? Ta opcja wydawała się najrozsądniejsza. Widząc jednak wzrok uczniów i studentów, posłał im lodowate spojrzenie, mówiące „to nie przedstawienie”, co podziałało i pospiesznie wrócili do swoich zajęć.
Po jej słowach, był pewien, że jego prawa brew dosięgła linii włosów. To nie tak, że za nią tęsknił, ale też nie tak, że wcale o niej nie myślał. Czasem łapał się na tym, że był zwyczajnie ciekawy co u niej słychać, ale jakaś niewidzialna siła nie pozwalała mu napisać tych kilku, głupich słów na pergaminie i wysłać do kobiety. Nie potrafił tego wytłumaczyć, a i przyznać się do tego nie chciał. Przełknął ślinę, kiedy wspomnienia z ich wspólnych chwil zalały jego głowę. Merlinie… nie teraz.
Cóż, sytuacja miałaby się inaczej, gdybyś się na mnie tak nie rzuciła. – odparł niewzruszony, idealnie ukrywając wszystkie targające nim emocje, a czuł ich zdecydowanie zbyt dużo.
Nie umiał wcześniej powiedzieć do czego zmierzała ta rozmowa, ale takiej kulminacji na pewno się nie spodziewał. Jakimś cudem udało mu się nie zakrztusić.
Że co? – Wcześniej przez jego głowę przemknęła myśl z klasą, ale chodziło tylko i wyłącznie o zejście z oczu, nieproszonym o spojrzenia, uczniom. Był jednak pewien, że aluzja Beatrice odnosiła się do czegoś zgoła innego. Wstrzymał oddech, gdy jej palec zaczął wodzić po jego torsie, a kiedy skończyła, wypuścił powietrze z płuc, po czym głęboko westchnął. Coś było bardzo nie tak, a i on nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek zbędne myśli.
Zmarszczył brwi. Eliksir? Cholera jasna, czyli nie pomylił się wcześniej z osądem, że zwyczajnie jej coś zaszkodziło.
Beatrice, jaki eliksir? – czerwona lampka alarmowa świeciła się w jego głowie, musiał jak najszybciej zabrać ją o skrzydła szpitalnego, choć jej aktualne zachowanie, niespecjalnie sprzyjało ich współpracy na tej płaszczyźnie, co stwierdził patrząc na znów chichotającą sylwetkę.

______________________

   We were one,  
more than blood runs through these veins. cuts can heal, scars will fade, what we had will never change.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1036
  Liczba postów : 1483
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 EmptyCzw Kwi 23 2020, 14:12;

Gdyby tylko myślała w tym momencie w trzeźwy sposób, kompletnie nie dziwiłaby się odczuciom Camaela odnośnie tego, w jak kuriozalny sposób się właśnie zachowywała. Sama spotykając podobną osobę, pierwsze co, czułaby konsternację i współczucie względem tego, co też biedaczysku musiało się stać, aby skutki były tak dziwne i kompletnie irracjonalne. Ona w tym momencie czuła się tak, jakby ktoś jej osobowość odwrócił o sto osiemdziesiąt stopni i zapomniał przywrócić do stanu pierwotnego. Dlatego też zamiast zdystansowania i opanowania swoich wszelakich uczuć, towarzyszyła jej ogromna otwartość i wylewność. A jakby na podkreślenie ironii całej tej sytuacji, czy to przypadkiem nie ona rozmawiała ostatnio z Dominikiem na temat tego, jak niestosownym byłoby nie przejmować się kompletnie całą publiką, która mogłaby się nadarzyć i po prostu pójść z nurtem, zapominając o całej przyzwoitości i dobrych manierach... No cóż, w skutek nieprawidłowego działania eliksiru jednego z jej uczniów, miała w tym momencie dokładnie to, co chciała uzyskać. A może nie tyle, co chciała, a raczej czego obawiałaby się dokonać publicznie. I tak właśnie w otoczeniu kamiennych murów zamku, bezpardonowo podrywała swojego byłego chłopaka, kompletnie nie myśląc o tym, jak ten incydent może zszargać jej dobre imię, które udało jej się już wypracować w tym zamku. I naprawdę nic nie mogła zrobić, aby zaprzestać swoich chorych działań!
Zachichotała widząc jego zdziwienie, które odmalowało się na tej ślicznej twarzyczce. Chciała powiedzieć, jak bardzo jej przykro z powodu tego incydentu, jak bardzo chciałaby cofnąć czas i nigdy nie spotkać się z nim w takim stanie. Ale nie mogła powiedzieć niczego podobnego. Bo kiedy jej usta otworzyły się, aby powiedzieć właśnie coś podobnego, mózg w ostatniej chwili zarządził inaczej.
-Fakt, może powinnam od razu przejść do bardziej ofensywnych działań niż tylko tak znikoma bliskość. - wymruczała, niczym kotka. Apogeum tego wszystkiego miało dopiero nadejść, bo w tym właśnie momencie, Bea zaczęła w jednoznaczny sposób oblizywać swoje usta, aby ostatecznie delikatnie przygryźć dolną wargę, wciąż nie spuszczając wzroku z oczu Karmelka.
Kolejny niekontrolowany chichot wyrwał się z jej trzewi w najmniej odpowiednim momencie. Dearówna bardzo chciałaby teraz móc uciec od tego wiadra zażenowania, które czuła, że ktoś po prostu na nią wylewał. Nie wyobrażała sobie, aby sytuacja mogła rozwinąć się jeszcze gorzej, a tymczasem wszystko na to wskazywało!
-No wiesz, eliksirowaty - zakryła usta dłonią, niczym mała dziewczynka, przyłapana na zbyt głośnym śmianiu się. -Dzieciaki się bawiły, trochę wystrzeliły. Troszeczkę oberwałam, ale czy to nie wspaniale? Gdyby nie to, nie spotkałabym Ciebie teraz! - tak bardzo chciała, aby to wszystko się zakończyło! Merlinie, dopomóż!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Korytarz na V piętrze - Page 11 QzgSDG8








Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty


PisanieKorytarz na V piętrze - Page 11 Empty Re: Korytarz na V piętrze  Korytarz na V piętrze - Page 11 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Korytarz na V piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 13Strona 11 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Korytarz na V piętrze - Page 11 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
piate pietro
-