Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Pub "U nieudacznika"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 16 z 19 Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18, 19  Next
AutorWiadomość


Charles Primrose

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 100%
Dodatkowo : wilkołak, teleportacja
Galeony : 22
  Liczba postów : 386
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyCzw Cze 28 2012, 21:20;

First topic message reminder :



Mimo względnie niepozornej nazwy (ale za to jakże adekwatnej!) wnętrze jest naprawdę wypasione, tak samo zresztą jak menu. Tanie alkohole, pyszne przekąski, dobra muzyka i miła, profesjonalna obsługa, która w dodatku rzadko pyta o dowód przy sprzedaży napojów wyskokowych - czego chcieć więcej? Pub mieści się przy ulicy głównej Hogsemade i robi naprawdę dużą konkurencję Trzem Miotłom. Zapraszamy!

Dostępny asortyment:

Alkohole:
► Piwo kremowe
► Ajerkoniak
► Kłębolot
► Jagodowy jabol  
► Miętowy Memortek
► Smocza Krew  
► Dymiące Piwo Simisona
► Absynt
► Bass
► Boddingtons Pub Ale
► Jagodowy jabol
► Różowy Druzgotek
► Stokrotkowy Haust
► Sok Dyniowy
► Rum porzeczkowy
► Malinowy Znikacz
► Ognista Whisky
► Wino skrzatów
► Wino z czarnego bzu
► Sherry
► Rdestowy Miód
► Łzy Morgany le Fay
► Papa Vodka
► Tuică
► Uścisk Merlina
► Wino pokrzywowe
► Zezowaty Iwan

Papierosy:
► Boginy
► Błękitne Gryfy
► Hogsy
► Morgana Le Fay
► Wizz-Wizz
► Voldemortki

Przystawki:
► Dyniowe paszteciki
► Zapiekane paluszki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 661
  Liczba postów : 2947
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyCzw Mar 11 2021, 14:31;

INNY CZAS

Po poszukiwaniach w Londynie nadszedł czas na Hogsmeade. Miasteczko było znacznie mniejsze, a co za tym idzie, było mniej spelun, w których Solberg mógłby się zaszyć. Jak się szybko okazało, Ślizgon był osobą powszechnie znaną, co niespecjalnie ją zdziwiło, biorąc pod uwagę jego zamiłowanie do ognistej oraz bliskość miasteczka od szkoły. Tym razem również jej się nie poszczęściło. Jedynie „U Nieudacznika” widziano chłopaka, i to z pijanym i nieprzytomnym Felkiem. W tym miejscu ślad się urywał, co nie napawało optymizmem. Z każdą minutą i z każdym odwiedzonym lokalem, martwiła się o niego coraz bardziej. Wiele by dała, aby spotkać go naprutego jak szpak, śpiewającego coś tym swoim szkockim akcentem. Wyściskałaby go wtedy za wszystkie czasy. Po uprzednim opierdoleniu rzecz jasna. Nie mając więcej pomysłów, postanowiła odpuścić sobie Hogsmeade i odwiedzić Dolinę Godryka. Zapowiadał się długi i nużący dzień.

/ZT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boris Zagumov

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : Blizny po gniciu na szyi, klatce piersiowej i górze brzucha
Galeony : 1079
  Liczba postów : 564
https://www.czarodzieje.org/t18108-borys-zagumov
https://www.czarodzieje.org/t18123-boris
https://www.czarodzieje.org/t18246-boris-zagumov?highlight=Boris
https://www.czarodzieje.org/t18109-boris-zagumov
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyCzw Mar 11 2021, 19:42;

Nie sądził, że chłopaka w tak odrażające miejsce jakim jest Nokturn, zagnała chęć zdobycia na pozór jakiejś błahostki. Nie zamierzał się zagłębiać w to, co to był za eliksir, komu był potrzebny i w jakim celu, ponieważ nie to było sednem całej tej rozmowy.
-Miałeś pech, tylko i aż tyle- pomyśleć, że gdyby wyszedł z domu o innej porze, albo gdyby Boris akurat wziął inną trasę swojego patrolu, to cała sytuacja rozeszłaby się po kościach. Nikt by w nikogo nie rzucał zakazanymi zaklęciami, chłopak zgarnąłby to co miał z apteki i wrócił do robienia eliksirów.
-Najlepiej starać się jak najrzadziej narażać drugą osobę na takie bodźce... ale myślę, że twój kolega czy koleżanka je na tyle wyrozumiała i świadoma tego jaki tryb życia prowadzisz, że cierpliwie pracują nad tym, żebyś wyszedł na prostą.- w podobnej relacji był z ex-Burke, która postanowiła obdarzyć Borisa nie tylko kredytem zaufania, ale też nauczyła go jak być tak po ludzku lepszą osobą. Samemu nie miał okazji, jak do tej pory, odwdzięczyć się takim samym podejściem do jakiegokolwiek typu relacji.
-Lepiej, żeby wszystkie złe rzeczy stały się w jednym momencie w życiu, niż przez cały czas mieć niemiłe wypadki- on miał trochę na odwrót niż Felinius. Od roku trzymając się sztywniej, czy też momentami luźniej pewnych pisanych lecz niezapisanych reguł udawało mu się piąć po drabince w Ministerstwie, poszerzyła mu się rodzina i jeszcze osiągał pewne sukcesy na politycznej płaszczyźnie. Udawało mu się też sprawnie unikać wszelkich konsekwencji za swoje wyskoki, dzięki czemu nabierał pewności podczas dokonywania pewnych wyborów.
-Niestety nie mamy na wszystko wpływu, więc nie musisz obwiniać się w jakikolwiek sposób za tę sytuację. - jedynymi winnymi faktu zaistnienia tamtego incydentu byli sami napastnicy oraz rządzący, którzy chyba od początku istnienia zorganizowanej społeczności czarodziejskiej na wyspach, przymykali oko na miejsca podobne Nokturnowi, przez co dobrze rozwinięte i śmiałe organizacje przestępcze nie miały problemów z atakowaniem pokojowo nastawionych ludzi.
-Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić Feliniusie. Nie wolno jednak zapomnieć, że na nasze decyzje duży wpływ mają również osoby, którymi się otaczamy, jak i same środowisko, w którym spędzamy czas- nie zdziwiłby się, gdyby osoby uczestniczące w wyścigu szczurów w szkołach, pod ciągłą presją i otaczającymi się osobami o złych intencjach koniec końców skończyły jak całą trójka napastników z początku miesiąca, albo czy po prostu nie strzeliliby sobie w łeb po pewnym czasie.
-Lekarstwa i inne eliksiry nie są trwałe. Przynajmniej nie w tej kwestii.- to z czym zmagał się chłopak było nie tylko przewlekłą chorobą, z którą zmaga się wielu młodych ludzi, ale i nieustannym pociągiem do niebezpiecznych, bliższych spotkań z istotami z magicznego świata, czy to oklumenci, zwyczajni czarodzieje, czy zwierzęta w lesie. Nie mógł go przygotować na to wszystko, ale przynajmniej mógł dać mu jakieś ubezpieczenie na przyszłość.
-Potraktowałbym cię Invenire Possible Semper i Agere. Miałbyś nadzór przez kilka miesięcy, więc nikt nie byłby w stanie fizycznie cię skrzywdzić. Po prostu sytuacja z Nokturnu nigdy by się już nie powtórzyła. - wierzył, że gdyby miał więcej informacji dotyczących tego gdzie i w jakiej sytuacji znajduje się jego rozmówca, miałby więcej czasu, by przygotować się na ewentualną konfrontację z napastnikiem lub napastnikami.
-Każda różdżka ma dwa końce, jak to się mówi.- nie dziwił się, że niektórzy czarodzieje mieli wstręt do polityki i wszystkiego co z nim związane. Prawda była taka, że żadna osoba decyzyjna nie miała czystego sumienia, więc po prostu ludzie moralnie stojący wyżej, nie mogli się zmusić, by wziąć udział w tego typie grze.
-Tak, z Hogwartu. I niestety nie, to była miłość, nigdy się formalnie nie ożeniliśmy- z perspektywy czasu, była to zła decyzja. Źle, ze strony Pen, że nie poinformowała Borisa o narodzinach jego dziecka i źle ze strony Rosjanina, że po urwaniu kontaktu te dwadzieścia lat temu, nie próbował jej znaleźć, albo chociażby napisać. Teraz niestety było już na to za późno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyCzw Mar 11 2021, 22:06;

Wbrew pozorom nie był żadnym wysłannikiem spod ramienia jakiejś partii. Wbrew pozorom nie działał na cudzą korzyść, tylko na własną. Ukrywał się gdzieś w cieniu własnych rozmyślań, by tym samym - jak to podejrzewał - móc wziąć odpowiednie składniki, zastanowić się nad ich reakcją w związku z planowanym eliksirem Aceso, niemniej jednak... nie wniosło to niczego pożądanego. Prędzej przyczyniło się do powstania skutków ubocznych, z którymi obecnie nie mógł sobie poradzić. Dlatego smętnie kiwnął głową, wszak pech zdawał się być jego najlepszym przyjacielem, który okazjonalnie - stety niestety - postanawiał wbić mu w pewnym momencie nóż mocniej w plecy. Pomijając już całkowicie to, że się tam znajduje, że się wżyna w tkanki i nie pozwala normalnie funkcjonować. Czuł się tak, jakby... nawet gdyby wyszedł stąd, na progu spotkałoby go coś złego. Nienawidził tego uczucia, a ostatnio wzmożona ostrożność nakazywała mu tym samym zadbać odpowiednio o samego siebie. By chociaż jakoś się odwdzięczyć.
- Każda cierpliwość kiedyś się kończy, prędzej czy później. - dym spokojnie unosił się z jego fajki, udowadniając, że rzeczy są ulotne. Na początku najbardziej intensywne, przybierające poszczególne kształty i kolory, by następnie zostać rozrzedzonymi, a potem... zniknąć. Wywietrzeć, choć to prędzej polegało na przyzwyczajeniu się, iż do żadnych zmian nigdy nie nadejdzie. - Parę dni temu poprosiłem uzdrowiciela o skierowanie do psychologa. Nawet z pomocą innych nie dam rady. To kwestia... przeszłości. - spojrzenie wbił w krajobraz za oknem - Hogsmeade miało się dobrze. Nikt nie odczuwał tego, co on odczuwał; uczniowie wracali ze szkoły, by odpocząć od trudów życia szkolnego. Tylko on robił znacznie mniejsze kroki, choć przynajmniej się nie cofał.
- Teoretycznie. I praktycznie chyba też. - chociaż nie wiedział, czy takie obciążenie jest mu na rękę, być może wcale już nie będzie gorzej. Dzięki temu zaczął widzieć trochę w innym świetle własne działania, by przypadkiem nie zostały posądzone o irracjonalne i pozbawione troski wobec samego siebie. Gdyby zdecydował się inaczej pod tym względem zadziałać, byłoby inaczej. Ale mleko się rozlało i należało po nim posprzątać, na co strzepnął popiół z końcówki papierosa, nie widząc w nim już żadnego większego ukojenia. - Chciałbym czasami mieć nawet nad najprostszymi rzeczami. - westchnął ciężko. Teoretycznie sesje z psychologiem powinny pomóc mu ogarnąć własny tyłek, ale początki zawsze były pod tym względem najgorsze. Musiał się jednak ogarnąć, bo w takim tempie to jednak tychże studiów nie ukończy - o ile w ogóle się za nie chwyci. - Może to lepiej. Jedna ofiara uratowała życie wielu osobom, choć wymagała poświęcenia jednej duszy. - kolejny papieros wylądował w popielniczce i kolejnego odpalił. Chyba się za niedługo zrzyga z tego wszystkiego.
Podniósł brwi, kiedy to schował mugolską zapalniczkę do kieszeni; był ciekaw, ale nie wiedział, czy był na to gotowy. Miał wiele pytań, które kłębiły się pod kopułą jego własnej czaszki, co nie zmienia faktu, iż nie zamierzał pozwolić im na szybkie wyfrunięcie z niej. Nie teraz.
- Invenire Possible Semper jestem w stanie zdzierżyć, ale Agere... niespecjalnie. - spojrzał na niego uważnie, chcąc wyłapać jakąkolwiek reakcję. Rozumiał znaczenie obu zaklęć, od kiedy to podszkolił się w nich na tyle, by móc rzucić jedno z nich, ale nadal. Drugie pozostawało pod widocznym znakiem zapytania. Ich styl życia różnił się do tego stopnia, że nie wiedział, czy to jest aby na pewno dobry pomysł. - Prowadzi pan tryb życia, który... polega na niebezpieczeństwu. Nie wiem, czy dobrze by było, gdyby mnie w szkole rzygało bez większego powodu. Albo w pracy. - zaznaczył, skupiając swoje myśli wokół czegoś innego. - Obecnie byłbym w stanie zdzierżyć prędzej listy, wysyłane w odstępie dwóch dni. Po powrocie do zdrowia... starałbym się znaleźć jakąś alternatywę, która zapewniłaby jakieś bezpieczniejsze działanie. - zaproponował, bo obecnie nic mu nie pozostawało, a nie chciał narażać ani Borisa, ani siebie... na jakieś niepotrzebne alarmowanie. Słyszał jednak o naszyjniku - i zamierzał z niego w pełni skorzystać. Tylko, no właśnie. Musiał się skupić, gdzie mógłby go kupić. A raczej wolałby się nie udawać ponownie w stronę Nokturnu.
- Dwie strony medalu. Należy pan do czystokrwistych, zgadza się? - zapytał się z uprzejmej ciekawości, wszak nie wiedział nic szczególnego o rozmówcy, a samemu... nie miał okazji wcześniej zbytnio rozmawiać z przedstawicielami rodu. Nie bez powodu zatem zaintrygowało go to - w szczególności wtedy, gdy wiedział, że nazwisko Zagumov wcale nie musi oscylować obok tylko i wyłącznie jednego imienia. Samemu nie wiedział, czy ma jakikolwiek kręgosłup moralny, w związku z czym odstawił te przemyślenia na bok; nie chciał samemu sobie dokopywać. Tym bardziej, że nosił przecież, do cholery, glany. - Nie zdziwiłbym się, gdybym ją znał. Znajduję się obecnie na ostatnim roku studiów. - mruknąwszy, podniósł spojrzenie na Rosjanina z widocznym zaintrygowaniem. - Mój ojciec... uciekł od razu po tym, jak dowiedział się, że moja matka jest w ciąży. Więc też nie było ślubu. Niby nic szczególnego, zdarza się. Nazwisko Greenwood... kojarzy pan może, czy widniało gdzieś w papierach? - zmarszczył brwi. Nie podejrzewał, by rodziciel miał czystą przeszłość, tym bardziej że część rzeczy z drzewa genealogicznego pozostawało ukrytych; nie bez powodu, podejrzewał. Czarne owce w rodzinie musiały skądś mieć ten tytuł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boris Zagumov

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : Blizny po gniciu na szyi, klatce piersiowej i górze brzucha
Galeony : 1079
  Liczba postów : 564
https://www.czarodzieje.org/t18108-borys-zagumov
https://www.czarodzieje.org/t18123-boris
https://www.czarodzieje.org/t18246-boris-zagumov?highlight=Boris
https://www.czarodzieje.org/t18109-boris-zagumov
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyPią Mar 12 2021, 20:45;

Nie mógł zaprzeczyć, że niektóre zachowania i pewne formy postaw ludzi w różnego rodzaju relacjach, nie ułatwiały zachowania spokojnych myśli i prowokowały do konfrontacji. Nieodpowiedzialne zwyczaje szargały nerwy wszystkim, którym zachowania takiej osoby przeszkadzały, czy też były w pewien sposób przez to krzywdzone.
-Czasami najlepiej zostawić przeszłość za sobą. Można zmodyfikować pamięć, by usunąć co bardziej przykre wspomnienia.- nie było to moralne myślenie ani też dobre patrząc w przyszłość, w końcu chłopak nie wyciągnie żadnych wniosków ze swoich błędów i postaw innych, jeżeli nie będzie o nich po ludzku pamiętać.
-Jeżeli chcesz mieć kontrolę nad błahymi rzeczami, to wystarczą proste kalkulacje, założenia i niezawyżone oczekiwania.- wbrew pozorom, Boris też nie miał kontroli nad zbyt dużą ilością spraw, jeżeli chodziło o jego najbliższe otoczenie. Jedynie na co miał wpływ, to harmonogram prac jego biura, a to też w pewnych widełkach, no i jak zazwyczaj będzie spędzał czas wolny, a tak poza tym, to musiał żyć tak jak ktoś inny mu powiedział.
-Takie już jest życie i moja praca. Jednego dnia zabiję, drugiego zostanę zabity. Tacy jak ty są tylko pechowymi świadkami całego zajścia.- to była kolejna rzecz, której Rosjanin nie mógł uniknąć. Uczynienie z osoby postronnej czarodzieja z urazem i/lub traumą. Nie chciał, żeby to tak wyglądało, bo nie mógł przewidzieć, czy wystawienie się na takie bodźce w młodym wieku nie sprawią, że człowiek zbłądzi na manowce prędzej czy później. W tym przypadku na szczęście, dla resztek dobrej osoby, która w nim została, Feliniusowi mógł w pewien sposób pomóc.
-Dobrze, rozumiem. Listy proszę przesyłać na prywatną sowę. W Ministerstwie rzeczy lubią znikać- nie tyko korespondencja, ale także rozmaite artefakty, czy czasami ludzie, chociaż ci ostatni to bardziej zmieniali swój tytuł, na świętej pamięci, jak w kulturze mugolskiej występuje u denata lub denatki.
-Gotowy?- zapytał się wymierzając koniec różdżki w chłopaka, oczywiście pod blatem, by nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Jeszcze tylko tego mu brakowało, żeby Selma wezwała go na dywanik w celu wypytywanie się o powody schadzek z młodym czarodziejem.
-Ojciec lubił mi powtarzać, że jesteśmy czystokrwiści, tylko przez jakiś błąd w papierach mamy mugolskie nazwisko gdzieś w dalekiej rodzinie. A u ciebie jak to wygląda?- wspomnienie o ojcu pozwoliło Borisowi odpłynąć na chwilę myślami. Nie pamiętał kiedy ostatni raz się z nim widział, ale wiedział, że jest dalej zamknięty w Azkabanie i raczej nie było żadnej możliwości, by zmienić tę postać rzeczy. Przykra sprawa, że zarówno on jak i jego córka musieli żyć bez obojga swoich biologicznych rodziców.
-Z pewnością byłoby to miłe doświadczenie. Jest uparta, ale na prawdę ma bardzo dobre serce- kolejne wspomnienie, po którym mężczyźnie nie było już tak lekko. Poczuł ucisk w gardle i łzy podchodzące do oczu, które natychmiast przetarł. Szczerze nie mógł się doczekać jej powrotu z tego objazdu po krajach Europy.
-Przykro mi to słyszeć. Greenwood... Niestety nie kojarzę. Ja niestety dopiero od kilku lat pracuję w Ministerstwie, więc mogłem się nie natknąć na akta dotyczące twojego ojca, jeżeli takie widnieją w archiwach- nie wątpił, że mógł w ciągu sześciu lat włóczenia się pomiędzy murami ministerialnymi natknął się na teczkę z nazwiskiem "Greenwood" w tytule, ale nie mógł mieć pewności. W końcu takie rzeczy, jak raporty, czy właśnie akta, widywał codziennie w dużych ilościach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyPią Mar 12 2021, 22:29;

Wiedział, że przyczynił się do tego wszystkiego - że koniec końców życie, jakkolwiek idealne czy też i nie, przyczyniało się do tego, iż go po prostu nie szanował. Nim się obejrzał, a zdołał postawić na szali relację, na której mu naprawdę zależało. Miał prawo czuć tę dziwną melancholię rozlewającą się po klatce piersiowej, aczkolwiek umysł również przy tym cierpiał. Na szczęście potrafił się od tego wszystkiego odgrodzić, ale miało to swoją cenę - niemożliwą do określenia, oczywiście - aczkolwiek istniejącą. Nie musiała nawet występować w postaci galeonów, bo wystarczyłoby, żeby spojrzeć na to, jakich skrzywień zdołał doznać. A tych - na tak młody wiek - było po prostu za dużo. Samemu sobie dobitnie dojebał, aczkolwiek nie potrafił samemu wyjść z tego błędnego koła, w związku z czym musiał skierować się po jakąkolwiek pomoc, byleby nie zostać z tym wszystkim bez pomocnej dłoni. A przynajmniej takiej, która wyprowadzi go na odpowiednią prostą.
- To nie jest rozwiązanie. - mruknąwszy, strzepał popiół ze szluga, wzdychając ciężko. Owszem, można zapominać. Można udawać, że nic nigdy nie miało miejsce, ale to doświadczenie powodowało, iż był takim człowiekiem, jakim był. I może nie pozostawał z tego jakoś specjalnie dumny, ale nie zamierzał wyrzucać własnej tożsamości do kosza. Krążył myślami na okrągło, nie potrafiąc ich zbytnio powstrzymać, aczkolwiek nie zależało mu na tym. Chciał wiedzieć, co będzie dalej, ale nie wiedział. Czuł, że spierdolił po całości i znajdował się na granicy między poczęciem jakichkolwiek kroków a zwyczajną, ludzką stagnacją, przeżerającą tkanki do końca. Chciał przyczynić się do czego? Do walki o wyższe idee? Już z początku było wiadomo, że w jego przypadku nie można niczego konkretnego oczekiwać. - Chyba zacznę tak robić. - kalkulacje, założenia i niezawyżone oczekiwania. Z jakich błahych rzeczy składało się jednak jego życie? No właśnie. Czuł, że każda z nich jest ważna, w związku z czym posiadał problem z rozłożeniem tego wszystkiego na czynniki pierwsze. Znajdując się na dnie, pozostawało tylko odbić się od jego dna. Dosięgnięcie samego szczytu wzgórza, na którym to nigdy nie był, może być z takim myśleniem jednak niemożliwe.
- Czyli praca w takim sektorze polega na prawie dżungli. - zjedz albo zostań zjedzonym. Drapieżniki w przyrodzie zazwyczaj ze sobą nie konkurują, niemniej jednak nie jest to czymś, co należy brać pod uwagę. Jeżeli chcieli przetrwać - musieli podjąć się jakiejkolwiek walki, dzięki której, nawet mimo obrażeń, będą w stanie nadal istnieć. Czy żyć - to już całkowicie inna kwestia. Dotykająca tego, co niematerialne, trudne do określenia nawet dla osób zajmujących się badaniem ludzkiego umysłu i zachowania. O ile ludzkość odkryła naprawdę sporo w związku z funkcjonowaniem organizmu, o tyle jednak psychika - jako element całkowicie podatny w różnym stopniu na pęknięcia - nie została w pełni wytłumaczona. Westchnąwszy ciężko, wiedział jednak, że normalnie nie przejąłby się zapewne tym aż tak. Wszystkie nieszczęśliwe wydarzenia postanowiły się nałożyć i przetestować jego psychikę.
Kiwnąwszy głową, nie zdziwił się na taki stan rzeczy. Zresztą, w MM zapewne wiele rzeczy lubi znikać. Pod odpowiednią zapłatą, o ile taka będzie mieć miejsce. Szkoda by było, gdyby ktoś postronny dowiedział się o tym, co się dokładnie wydarzyło; na spotkaniach z psychologiem nie chwalił się tym i tak czy siak. A przynajmniej nie teraz. Spojrzawszy ostrożnie, zgodził się również na użycie zaklęcia, wszak nie zamierzał się jakkolwiek z tym sprzeciwiać. Takie zaklęcie mogło być przydatne - tym bardziej, że pech się go trzyma nieustannie - dlatego nie wydobywał z siebie żadnej oznaki niezadowolenia, kiedy czar nakładający namiar został zastosowany. Wiedział, iż taka jest kolej rzeczy - a może odechce mu się korzystać z uroków Nokturnu. I tak go obecnie nie kusiło do zetknięcia się z tamtą częścią stolicy Wielkiej Brytanii; prędzej kusił go powrót do względnej normalności, bo jego siły bojowe zostały znacząco obniżone.
- Czasami warto się odciąć od zgiełku powiązanego z błękitną krwią. - mruknął, choć nie do końca wiedział, co mówi. Mimo to widział po niektórych, że nazwisko łączy się z interesem rodzinnym, wygórowanymi oczekiwaniami i niespełnionymi marzeniami. Samemu nie chciał iść w tę stronę, a i tak czy siak życie pozbawiło go tego pięknego startu, w związku z czym wychowywał się w dość widocznej biedzie. - Nazwisko - Lowell - mam po matce; jest mugolką. - niespecjalnie mu to przeszkadzało. Częściowo francuskie, częściowo brytyjskie, oznaczało po prostu wilka. - Moja czystość krwi nie należy do wysokich; z gałęzi mojego dziadka tylko mężczyźni są czarodziejami, w wyniku powiązań z osobami z niemagicznego świata. Tak się jakoś złożyło, że wszyscy - oprócz dziadka oczywiście - jesteśmy jedynakami. - trudno było to wytłumaczyć, ale Lydia nie była przecież czarownicą, tak samo Lucy, która ożeniła się z Illiasem. Do tego... tylko oni mogli uzyskać realny dostęp do gałęzi. Jakby zabezpieczenie miało uchronić go przed czymś większym... a może ojciec zwyczajnie nie chciał, by coś z tego wszystkiego wypłynęło. Nie wiedział, co nie zmienia faktu, iż śmierdziało to dosłownie na kilometr.
Zauważył reakcję Zagumova - trochę go to... zdziwiło? To znaczy się, wiedział, iż każdy jest człowiekiem i ma chwilę słabości. Po prostu nie spodziewał się, iż próba wyżalenia spowoduje, że ten również zwierzy się z pewnych rzeczy. I pokaże swoje słabości, których jednak nie zamierzał wykorzystywać w żaden sposób. Nie był takim człowiekiem - nie chciał tego robić. Kodeks jakiś w głębi swojej duszy posiadał, w związku z czym, kiedy to spojrzał w jasne, szare tęczówki, nie miał wątpliwości co do tego, iż mężczyzna mówi prawdę.
- W to nie wątpię. - podniósł delikatnie kąciki ust do góry. Siła wspomnienia, z jakim najwidoczniej miał do czynienia szef Biura Bezpieczeństwa, spowodowała taki dobór słów. Trudno jest ukryć coś, co naprawdę wpływa na człowieka; nawet dla niego, jako oklumenty z niewielkim stażem, wszystko mogło w pewnym momencie pęknąć. Ale nie zamierzał naciskać - wiedział, iż te ciekawostki na temat własnego życia, którymi rzucają, wynikają z potrzeby rozmowy. Zastępowali sobie terapeutów, jakich to potrzebowali - w mniejszym lub większym stopniu. - Nie ma problemu; pytałem tylko czysto orientacyjnie, gdyż zawsze mnie to zastanawiało. - odpowiedział na spokojnie, kiedy to dokończył kolejnego szluga, zamieniając go w guziczek. Położywszy początkowo na blacie, sięgnął po różdżkę; musiał robić wszystko na około. Powoli się do tego przyzwyczajał, w związku z czym był w stanie jakoś odetchnąć. I udowodnić, że nie jest bezużyteczny, mimo iż czuł się trochę jak chodząca kupa gówna. - Jakie ma pan teraz zamiary? Plany? - zapytawszy się, schował przedmiocik do kieszeni własnej bluzy. - Zawsze, jeżeli będzie chciał pan ze mną jeszcze porozmawiać, to wynajmuję tutaj pokój. Na jakiś czas, oczywiście. - mruknąwszy, podejrzewał, że prędzej czy później będzie musiał powrócić do domu, ale nadal - myśl ta wydawała mu się być zbyt absurdalną.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boris Zagumov

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 39
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : Blizny po gniciu na szyi, klatce piersiowej i górze brzucha
Galeony : 1079
  Liczba postów : 564
https://www.czarodzieje.org/t18108-borys-zagumov
https://www.czarodzieje.org/t18123-boris
https://www.czarodzieje.org/t18246-boris-zagumov?highlight=Boris
https://www.czarodzieje.org/t18109-boris-zagumov
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptySob Mar 13 2021, 19:48;

Nie zamierzał rozwodzić się w swojej argumentacji ani tym bardziej wykłócać się ze studentem, co jest, a co nie jest rozwiązaniem w tej i jej podobnej sprawie. Nie chciał też go przymuszać, żeby podejmował tak ważną i potencjalnie nieciekawą w skutkach decyzję. Nie był w końcu jego ojcem, bratem czy po prostu przyjacielem, u którego mógłby zaciągać rad na różne tematy na forum życia codziennego.
-Jak uważasz, ale jakbyś zmienił zdanie, to wystarczy, że napiszesz.- zaciągnął się głębiej powietrzem chwytając w płuca unoszący się dym. Skoro nie miał odwagi poprosić o jednego, żeby przykurzyć sobie w płuco w towarzystwie, to przynajmniej mógł uczestniczyć w biernym paleniu. Postanowił też, że nie zamierza chłopakowi zamykać furtki na przyszłość. Nigdy nie wiadomo, jakie figle, delikatnie mówiąc, mogło mu przynieść życie, więc lepiej dla niego, żeby w razie jakiegoś wypadku mógł zapomnieć, o czymś, albo zapamiętać to odrobinę inaczej.
-Upraszczając, tak.- jakoś udawało mu się utrzymywać na szczycie łańcucha pokarmowego w tym środowisku, ale zastanawiał się nad zmianą swojej strategii dotyczącej życia i pracy. Po co ma się przejmować większymi i mniejszymi rybami w oceanie spierdolenia, jakim jest półświatek czarodziejski i Ministerstwo Magii, skoro mógł wsiąść na tratwę, czy też łódkę i po prostu samemu, czy też z innymi "rozbitkami", dryfować po wzburzonych wodach, z dala od niebezpieczeństw?
-Dla niektórych jest to niestety trudniejsze niż dla innych- o ile mógł się zaszyć w przybytku jak ten na pewien, oczywiście krótki, czas, o tyle nie mógł sobie pozwolić na większe odcięcie się od tego co się działo w Ministerstwie, w którym roiło się od czystokrwistych i czarodziei, jak on, o wyższym stopniu krwi. Nawet gdyby całkowicie zrezygnował ze stanowiska, to ścigałyby go demony przeszłości, w przypadku którym zmiana nazwiska, na bardziej mugolskie, nic by nie pomogło. Twarzy samemu nie umiał sobie transmutować, a nawet gdyby mógł, to dalej miał zobowiązania wobec reszty rodziny, która mogła zawsze na niego liczyć, jeżeli chodziło o wsparcie materialne i mentalne.
-W obecnych czasach to nawet lepiej, że tylu mugolskich przodków masz- nie wiedział jeszcze kto wygra w wyborach, ale miał pewność, że agresorzy, powodujący niepokoje w świecie czarodziejskim, nie obierali sobie za cele osób o niższym procencie czarodziejskiej krwi. Nie wiedział, czy w przypadku wygrania Koalicji, sprawy pozostaną bez zmian, czy też całkowicie zmienią swój kurs, ale na ten moment lepiej było mieć nazwisko szarego Smitha, niż Dearów, którzy cieszyli się dość dużą popularnością w Ministerstwie.
-W najbliższym czasie chcę upewnić się, że nie będzie powtórki z Floydem, a ty?- wolał nie dawać żadnych powodów nowemu pracodawcy, by ten go zwalniał z obecnej pracy. O ile nie miałby problemu ze znalezieniem nowej pracy i z zapewnieniem sobie bytu, o tyle ewentualne brudy wywleczone na niego mogłyby znacząco zaszkodzić jego reputacji i pozostaniu poza Azkabanem.
-Zapamiętam, a gdzie ciebie szukać, jak już się stąd wyniesiesz?- nie wiedział ile "jakiś czas" będzie trwał, a nie mógł też przewidzieć, kiedy będzie miał potrzebę kolejnego spotkania. Chłopak na pewno miał gdzieś swój dom, czy to w Londynie, czy gdzieś w innej części wyspy, więc nie byłoby problemu ze znalezieniem go i przeprowadzeniem kolejnej rozmowy.
+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptySob Mar 13 2021, 20:50;

Każdy z nich dzierżył we własnej duszy jakieś doświadczenie - mniej lub bardziej ważne, aczkolwiek ciężkie. Niczym ciężar, początkowo nie pozwalał odpocząć - w tym Lowellowi - kiedy to ciche westchnięcie znów wydobyło się z jego ust, gdy palił papierosa, zachwycając się kształtami dymu, jaki to z niego wychodził. Wszystko było ulotne. Martwił się, choć wiedział, że kiedy już odbije się od tego dna, będzie tylko lepiej. Musiał zaufać, musiał w tej kwestii uwierzyć, by móc cokolwiek osiągnąć. Spokój? Prawidłowy stan własnej burzy myśli? Nie wiedział, ale na pewno człowiek, który poddany jest mocnemu czynnikowi stresowemu, nie może zbyt długo tkwić we własnej niedoli. Bo prędzej czy później okaże się, iż nie ma to żadnego sensu, a czasu nigdy już nie wskrzesi; można go zabić, ale czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Chciał wiedzieć, jakie plany ma wobec niego życie, ale też - chciał chwycić za uprzęże, zapomnieć o tym, iż jakiś zły omen trzyma się dookoła niego i wcale nie zamierza odpuścić.
Chciał zapomnieć, ale wiedział, iż nie jest to rozwiązanie, dlatego jedynie skinął głową na słowa szefa Biura Bezpieczeństwa. Kuszące, ale prowadzące koniec końców do niczego - prędzej do problemów powiązanych z samym sobą. Czasami lepiej jest zmodyfikować pamięć, ale to właśnie przez doświadczenie ludzie są tacy, jacy są - może nie najlepsi, aczkolwiek istnieją. Starają się podnieść. Strzepać kurz z bitwy, którą rozegrali - i nie zamierzał wcale z tego tak szybko rezygnować, kiedy to jakaś nadzieja tliła się pod kopułą jego czaszki. Nawet jeżeli nie czuł się na siłach, by przeżywać kolejne obciążenie, wiedział doskonale, iż dzięki oklumencji będzie w stanie jakoś wytrwać. Dzięki temu, iż potrafił odciąć się od emocji, mógł również myśleć racjonalnie, co pozwalało przyzwać na krótki moment ukojenie.
- Dobrze, że nie każda praca tak musi wyglądać. - wziął wdech, by na chwilę przetrzymać powietrze w płucach, które następnie wypuścił w spokojny sposób. Nie chciał się denerwować, ale też, wyścig szczurów nigdy nie był dla niego. Zamartwiał się nadmiernie o przyszłość, ale płomień, który to jeszcze się żarzył, nie pozwalał mu tak szybko zrezygnować z samego siebie. Owszem, lubił adrenalinę, lgnął do niej, zyskując kolejne obrażenia i blizny, ale... ta sytuacja udowodniła mu, iż musi na siebie uważać, bo ma osoby, na których mu zależy. I którym to na nim należy; zdał sobie z tego sprawę po rozmowie, jaka miała wcześniej miejsce. - Pozostaję tego świadom. - kiwnąwszy głową, wiedział, iż praca i czystość krwi nie pozwalały poniekąd Zagumovowi na spokojne prowadzenie własnego życia. Lowell mógł w pewnym momencie wszystko rzucić w kąt i udać się w stronę terenów nieznanych, nie martwiąc się o to, czy po jakimś czasie pojawią się nowe problemy.
Mógł, ale nie chciał tego robić, w związku z czym pozostawał nadal w jednym i tym samym miejscu; miał obecnie za dużo wrażeń i nie zamierzał się zbytnio wychylać. Tym bardziej, że dotykając czegokolwiek, sprowadzał dodatkowe nieszczęścia. Mimo iż nie chciał, to coraz bardziej przekonywał się do jakiegoś złego omenu ciążącego na jego duszy. Kto normalny dostaje wpierdol pięć minut po wejściu na Nokturn? Komu normalnemu urywa jądra przy teleportowaniu się? Jakim imbecylem trzeba być, by otrzymać rykoszetem zaklęciem Sectumsempra? Jakie nieszczęście musiało się go trzymać, skoro zdołał zostać pogryzionym przez pustniki? Nie wiedział. I nie chciał wiedzieć, kiedy to spoglądał na dokańczającego się papierosa.
- Dla mnie to nic nie zmienia. Czystość krwi... odgrywa najmniejsze znaczenie. Nie miałem jeszcze okazji zaznać linczu z żadnej ze stron, to prawda, ale nie uważam tego za sytuację polegającą na bezpośredniej wygranej. - spojrzał na palce lewej ręki, które to jedyne wydawały się mieć zdolność do poruszania się. Przynajmniej tyle mu z tego wypadku pozostało - zawsze mógł skończyć gorzej. Bo o ile bóle w klatce piersiowej minęły, o tyle mogło go tutaj w ogóle nie być. Mógł gryźć piach, będąc pięć metrów pod ziemią... ewentualnie służyć za idealny przykład, dlaczego dzieci nie powinny udawać się na Nokturn. - Nie dziwię się; każda taka sytuacja powoduje kolejne poruszenie. Z czasem wszystko może... zwyczajnie jebnąć. - nie zamierzał wybierać jakichś grzecznych słów, w związku z czym przedstawił swój punkt widzenia jasno. Każde poruszenie w magicznym świecie wiąże się z kolejnymi wyrzeczeniami, zmianami, a przede wszystkim... nabuzowanymi nastrojami. - Postaram się odzyskać sprawność w ręce. I na umyśle. - wziął głębszy wdech, gdy to kolejny papieros został zamieniony w piękny guziczek, który to schował do kieszeni. Musiał się zreperować, choć nie podejrzewał, by to było takie proste. Jakoby ciemność, która to przejmowała władzę nad kolejnymi strukturami, straciła na sile, choć tak naprawdę czekała na zwiastun czegoś... kompletnie nowego.
- Nie wiem, gdzie się wyniosę. Nie mam obecnie żadnego szczegółowego planu. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Nie wiedział, czy powinien wracać w ogóle do domu, w związku z czym trochę koczował, choć nie sprawiało mu to żadnego problemu. Nie chciał, by matka musiała go widzieć w takim stanie. By spoglądała ze współczuciem. Samemu unikał ostatnio srogo lekcje, choć starał się w niektórych brać udział, w związku z czym pozostawał częściowo poza zasięgiem innych. I naprawdę mu to pasowało; nie wiedział, czy chciałby mieć do czynienia z ponownym zgiełkiem, zajęciami i zadaniami. - List trafi zawsze - tak gwoli ścisłości. - zarzucił na spokojnie, kiedy to wstał z miejsca, zabierając ze sobą najważniejsze rzeczy, choć z jedną chciał poczekać. - Do zobaczenia w takim razie. Nie sądzę, by to było nasze ostatnie spotkanie. - pożegnawszy się, udał się tym samym na górę, by odpocząć. Wziąć prysznic, kiedy to wiedział, iż nie może trwać w swojej stagnacji zbyt długo.
Kiedy to zszedł i Zagumova już nie było, wziął w swoje łapy dziennik należący do Maximiliana. Leżący na blacie, czekający na nowego właściciela. Najwyraźniej ten musiał o nim zapomnieć, w związku z czym zamierzał go - tak samo jak miotłę - zwyczajnie przechować.

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Camael Whitelight

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : tęczówki w kolorze oceanu; bransoletka z morskiego szkła; zapach Lordków i drzewa sandałowego
Dodatkowo : animag (kot syberyjski)
Galeony : 451
  Liczba postów : 854
https://www.czarodzieje.org/t18633-camael-ariel-whitelight
https://www.czarodzieje.org/t18638-alphard#533258
https://www.czarodzieje.org/t18639-anioly-i-demony
https://www.czarodzieje.org/t18634-camael-whitelight#533045
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Moderator




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyPon Kwi 05 2021, 23:24;

Gubił się we własnych myślach, tych nieuchwytnych i pędzących, które przemierzały kilometry jego świadomości, nim zdążył się nad którąkolwiek zastanowić. Miał wrażenie, że jego umysł nigdy nie bierze oddechu, chociaż od sam – tak desperacko go potrzebował. Nie potrafił przestać myśleć o wyborczych wiecach, na których nie miało go być, choć niczym we własnej wersji włoskiego strajku pojawił się tam, zaszczycając wszystkich własną elokwencją, wytresowaną, wyuczoną na przestrzeni lat, by ostatecznie zatracić się w próbie odnalezienia swojego brata. Pech chciał, a może jednak było to pewnego rodzaju szczęście, że naraził zdrowie swoje i Beatrice zupełnie na nic, bowiem Gabriela tam nie było. Przeciągnął dłonią po twarzy w geście zmęczenia, bo chociaż czasu miał ostatnio wystarczająco, to nie sypiał wcale dobrze, zastanawiając się nad decyzjami, które miały zmienić jego życie – nie potrafił ich podjąć, nie rozumiejąc, że zrobił to już dawno.
Bez większego zastanowienia wstał z miejsca i przywołując machnięciem różdżki płaszcz, już kierował się ku wyjściu z gabinetu, by ostatecznie opuścić też zamkowe mury. Musiał odetchnąć, świeżym powietrzem i dymem papierosowym, jak miał w zwyczaju. Szedł przez szkolne błonia, lekko oświetlając drogę niewielką poświatą z różdżki, w większości idąc definitywnie na pamięć, pozwalając prowadzić się własnym nogom, które szły tą trasą po raz tysięczny, być może nawet milionowy. Ominąwszy główną bramę, przez głowę przemknęła mu myśl o teleportacji, szybko rezygnując z tego pomysłu wyciągnął paczkę lordków z kieszeni, odpalając jednego magiczną zapalniczką. Zaciągnął się dymem, czując jak ten wypełnia jego płuca, rozluźnia w znajomym uczuciu, którego tak desperacko potrzebował. Nie miał planu, potrzebował się przejść, pomyśleć, choć lepsze w tym wypadku byłoby określenie – kontrolować swoje myśli. Wypuścił dym z płuc, kierując twarz w niebo, pozwalając by otuliło ją światło księżyca, kiedy poczuł kroplę wody na swoim policzku. Padało. Westchnął i strzepnąwszy popiół teleportował się do centrum miasteczka, stając pod jedną z lamp. Słyszał co się stało z trzema miotłami i był to powód, dla którego nie chciał przekraczać tego progu. Stanął więc przed drzwiami u nieudacznika, powoli kończąc palić, by ostatecznie wejść do środka, zdejmując płaszcz i od razu kierując się w stronę baru.
Ognistą Whisky, ale na Merlina, bez lodu. — powiedział do barmana za kontenerem, niczym prawdziwy koneser. Prawda była taka, że rozcieńczał tylko bardzo stare roczniki, a whisky najlepiej dla Camaela smakowała w temperaturze pokojowej. Nie był pewien skąd dokładnie znał się na alkoholach, choć podejrzewał, że wychowanie się w whitelightowej rodzinie miało z tym coś wspólnego, bo chociaż za większością trunków nie przepadał, to miał wiadomości na temat większości z nich. Przyjął kryształ z bursztynowym trunkiem i usiadł na przypadkowym krześle, przewieszając płaszcz przez oparcie.
@Nathaniel Bloodworth

______________________


You’ve heard me saying that smoking was my only vice. But now it isn’t true, now everything is new, and all I’ve learned has  overturned. I beg of you.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : rozczochrane włosy wołające o pomstę do nieba; wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; poza lekcjami widziany w bluzach z kapturem
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 483
  Liczba postów : 1239
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyPią Kwi 09 2021, 22:52;

Ten gwar sprawił, że chciał się cofnąć i wrócić do dormitorium. Wystarczyło otworzyć drzwi a hałas uderzył w niego tak dobitnie jakby był na kacu. Nigdy nie był w tym pubie ale teraz nie miał ochoty zachwycać się wyposażeniem wnętrza. Przyszedł tu po to, aby Felinus go ogarnął z pomocą jakichś ziół czy eliksiru. I ironio, teraz to Eskil był ubrany na czarno od stóp do głów, włącznie z czapką (z reguły zieloną, ślizgońską), a zazwyczaj wytykał Puchonowi ubogą kolorystykę garderoby. Ogólnie rzecz biorąc na pierwszy rzut oka wyglądał w porządku. Zwykły młody chłopak, szesnastolatek w pubie, gdzie teoretycznie młodociani nie są aż tak mile widziani. Dopiero po zmniejszeniu dystansu dało się zobaczyć czarną siateczkę żył na białkach jego oczu, zaciśnięte zęby, wydatną żyłkę na skroni czy spięte ramiona. Wystarczy wewnętrzny dyskomfort oraz szalejące hormony, aby harpii odbijało. Jakkolwiek profesor Dear zalecała zaakceptować fakt, że harpia nie jest jego bytem, a to on jest tą harpią, tak nie miał ochoty się wysilać na wyrozumiałość względem siebie samego. Ostatni tydzień był okropny. Nie potrafił zainteresować się życiem innych więc nie wiedział, że Felinus jest zawieszony. Nawet na myśl mu to nie przyszło. Nie umiał się na tym skupić kiedy w sercu bolała jeszcze raz wywołana śmiercią kochanej osoby, która zastępowała mu wszystko. Poczłapał do jednego z wolnych stolików i zajął swoje miejsce, nie odnajdując w okolicy Felinusa. Być może go nie zauważył bowiem zbytnio się nie rozglądał. Wsunął palce pod czapkę, w swoje włosy, zacisnął pięści i gapił się w drewniany stolik. Odcinał się od hałasu i zastanawiał czy kilka kropel eliksiru uspokajającego rozwiąże supeł w jego wnętrznościach, a i wyeliminuje szpetotę oczu. Podniósł wzrok kiedy znikąd zjawił się Felinus. - Siema.- rzucił niestety bez cienia entuzjazmu i zdjął z siebie szatę, zostając w ciemnym zestawie garderoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyPią Kwi 09 2021, 23:42;

Bywało lepiej, bywało gorzej - czasami jednak Lowell potrzebował się uwolnić od potencjalnie patrzącej na niego matki, która ostatnio martwiła się coraz bardziej, mimo zapewnień, że wszystko jest w porządku. Bo część rzeczy była, inne natomiast wymagały skrupulatnej uwagi i prawidłowego skupiania przy ich naprawie. Samego siebie zdołał przywrócić do względnego porządku - co prawda wiele rzeczy pod kopułą czaszki musiało być prawidłowo ułożonych, aczkolwiek Faolán otrzymał tym samym od losu pewną szansę. Niewielką, być może nieistotną, ale... mógł usunąć wszystkie blizny, które przypominały mu o tym, że jednak o siebie nie dbał. W imię czystego idiotyzmu i chęci zapewnienia sobie wrażeń, kiedy to nie potrafił panować nad własnym zachowaniem autoagresywnym i zbędną brawurą. Teraz było lepiej - w szczególności wtedy, gdy miał czas - jak również oddawał się najróżniejszym zajęciom.
By zapełnić czas, by znaleźć wyjście ze stagnacji. Szedł zatem dość często - poruszał się po opuszczonych łąkach i polanach, kiedy to czasu jednak miał za dużo, by tym samym skupić własny umysł na tym, jak idzie. By poczuć niewielką ilość hormonów wydobywających się w prawidłowym rytmie, które prowadziły go jakoś dalej. I pozwalały funkcjonować mimo przekorności losu, nawet jeżeli sam się do niego w większości przyczynił. Od czasu do czasu popalał papierosy, by tym samym przyglądnąć się charakterystycznej smudze bladego dymu, ale dość szybko szedł dalej, ażeby poczuć charakterystyczne zmęczenie przedzierające się przez mięśnie.
Powoli jednak zbliżała się godzina spotkania - na szczęście Lowell nie zamartwiał się prawą ręką, która to była sprawna częściowo, ale nie na tyle dokładna, by służyła chociażby do pisania. Mimo to nadal ją ćwiczył, wszak wiedział doskonale, że tylko i wyłącznie dzięki własnemu podejściu w sposób zaangażowany może przyczynić się do przywrócenia tych paru brakujących procentów pod względem perfekcyjności działania kończyny. Dlatego, kiedy to wyszedł z łazienki i wytarł na szybko włosy ręcznikiem, zarzucając na siebie białą koszulę i czarne spodnie, zszedł tym samym na dół. Z częściowo mokrymi kosmykami włosów, co niespecjalnie mu przeszkadzało.
I zauważył; podszedł zatem, spoglądając w zaciekawieniu na Eskila, który rzeczywiście... nie wyglądał zbyt najlepiej. Może w oświetleniu wszystkiego nie widział, ale sama reakcja chłopaka zdawała się być mniej entuzjastyczna. Jakby powiązana z czymś, czego nie rozumiał, czego nie wiedział, wszak nie potrafił czytać myśli znajdujących się pod kopułą czaszki.
- Hej, nie wyglądasz... na zadowolonego. - nie wiedział, jak to powiedzieć, ale nie stał w miejscu, a zamiast tego był gotów ruszyć do pokoju, gdzie znajdowały się rzeczy, dzięki którym mógł przygotować wymagany przez chłopaka eliksir. Na wszelki wypadek Lowell posiadał ze sobą jedną porcję, gdyby jednak się okazało, że Eskil może nie doczekać utworzenia uspokajającego. - Chodź do góry, tam mam kociołki i inne duperele. Nie ma sensu tutaj siedzieć, skoro jest... no, dużo ludzi. Za dużo. - powiedziawszy, zachęcił tym samym Ślizgona ruchem ręki, by tym samym przejść do pomieszczenia, które wynajmował. Głównie się o nim dowiedział od innej osoby, ale nic nie stało na przeszkodzie, by tym samym korzystać w pełni z jego uroków. Dlatego raz po raz pokonywał kolejne schodki, by przedostać się do drzwi, które otworzył przy pomocy klucza. Nie miał tam wiele, no ale jakoś musiał powstrzymać potencjalnych złodziei.
Pod kociołkiem pojawił się ogień, który posiadał charakterystyczną, pomarańczową barwę. Powoli i ostrożnie wlał do kociołka najważniejszą rzecz, czyli bazę, by tym samym przygotować odpowiednio składniki. Spod łóżka śmiały wyjść jednak trzy puszki pigmejskie, spoglądając z zaciekawieniem na Clearwooda, by tym samym tylko jeden z nich - najmłodszy i najkrnąbrniejszy - śmiał zaczepić w jakiś sposób chłopaka.
- Czy chciałbyś o czymś porozmawiać? - zapytał się. Nie nalegał na rozmowę, może był ostatnio przewrażliwiony w wyniku tego, co ostatnio miało miejsce z osobą bliską jego sercu... a może po prostu nie potrafił powstrzymać tej dziwnej ciekawości. Tym bardziej, że różnica między starym Eskilem a tym obecnym była, no cóż, diametralna. Ale pytanie to było spokojne i pozbawione jakiejkolwiek nachalności; samemu wiedział, że chłopak nie zna go na tyle, by się ze wszystkiego spoufalać, dlatego zaakceptowałby bez problemu sprzeciw ze strony ucznia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : rozczochrane włosy wołające o pomstę do nieba; wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; poza lekcjami widziany w bluzach z kapturem
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 483
  Liczba postów : 1239
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptySob Kwi 10 2021, 18:27;

Nabrał głęboko powietrza do płuc kiedy to Felinus zgodnie zauważył, że Eskil dzisiejszy nie jest zupełnie sobą. Różnica była rażąca zwłaszcza, że z reguły uśmiech nie opuszczał jego ust na dłużej niż kilka minut. Teraz przypominał człowieka, który jest na wyczerpaniu cierpliwości; z tej też przyczyny wkurzył się w korespondencji z Felinusem choć w innym przypadku pewnie machnąłby na to ręką. Zastanawiał się czy powiedzieć mu wprost jaka jest przyczyna czy czekać aż ten sam zapyta. Po chwili namysłu stwierdził, że Felinus nigdy nie pyta o coś, co go nie dotyczy. Czyż nie trzymał języka za zębami po tej akcji przy kamiennym kominku kiedy harpia przejęła nad nim kontrolę? Felinus był w porządku. Można go lubić. Robin go lubiła, a więc ufanie mu też nie powinno stanowić problemu. - Babcia mi umarła, a profesor Dear zgłosiła się na mojego opiekuna prawnego. Mam ochotę coś rozszarpać. - uśmiechnął się ale bez cienia radości, co wyglądało upiornie zważywszy na stan jego oczu, które to zaraz wskazał swoją ręką, a co miało być dostatecznym dopowiedzeniem tego, co nie zostało wypowiedziane. Podniósł się, przerzucił szatę przez ramię i poczłapał za Puchonem we wskazane przez niego miejsce. Akurat odosobnienie było tutaj mu na rękę skoro nie ufał własnej harpii, a scen robić nie chciał. Najgorsze co mogłoby teraz mogłoby się wydarzyć to być w centrum zainteresowania gromady osób. Po znalezieniu się w pokoju rozejrzał się i dostrzegł ubogość wyposażenia. Nie czekał na potrzebne słowa "czuj się jak u siebie/rozgość się" tylko po prostu przerzucił szatę przez najbliższe krzesło i na nim usiadł, bez czekania na zaproszenie. Roztarł swoje oczy kłykciami i gdy je otworzył to dostrzegł puffka pigmejskiego, na którego widok parsknął śmiechem - nie był to dźwięk tak barwny jak powinien, ale przynajmniej był jakiś postęp. Wyciągnął rękę do stworzenia i pozwolił mu na siebie wejść wszak kto jak kto, ale półwil nie odmówi obecności zwierząt. Dwa pozostałe mogły robić co chciały. Zerknął na Puchona i głośno westchnął.
- Sophie nawkładała mi do głowy, że od eliksiru uspokajającego łatwo się uzależnić. A skoro mam ochotę coś rozszarpać i widzisz sam jak wyglądam to jednak trochę tego mi się przyda, bo nie chcę łazić za Robin, Lucasem czy Dearami i marudzić, że tego nie ogarniam. - mówił wprost, bez owijania w bawełnę czy dystans wskazany między dwójką osób, które nie znały się dobrze. Teraz mu to nie przeszkadzało. - Masz coś, co mi uspokoi harpię? - zapytał zmęczonym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptySob Kwi 10 2021, 22:21;

Trudno było nie dostrzec; brak błysku w tęczówkach, dziwne artefakty, jakoby coś przejawiające się poprzez organizm Ślizgona. Nie wyglądało to dobrze, ale sam Lowell nie wiedział, czy to jest kwestia tylko i wyłącznie stanu fizycznego, czy jednak wiąże się to czysto ze stanem psychicznym. Aczkolwiek jedną ze zmian w jego zachowaniu było to, że zwyczajnie się martwił. Jako człowiek, który przeszedł już wystarczająco wiele, nie chciał, by ktoś musiał dodatkowo cierpieć. I chociaż wiedział, że nie zbawi całego świata, że to nie przyczyni się do odpokutowania pewnych czynów... chciał. Po prostu nie widział na razie niczego innego w swoich planach. Jeżeli ktoś nie czuje się dobrze, trzymając w sobie emocje, prędzej czy później prowadzi to do upadku. Felinus nie widział w tym sensu - w szczególności wtedy, gdy samemu starał się naprawić własne błędy i zauważał, jak ślepym człowiekiem był, że wcześniej nie poprosił o pomocną dłoń ze strony kogokolwiek.
I zdziwił się. Nie oczekiwał takiej odpowiedzi, czuł tę ciężką atmosferę, jaką otaczał się Ślizgon. Albo mu się wydawało; nieważna była jednak przyczyna, skoro ten się męczył i naprawdę zdawać by się mogło, że to nie jest ten sam Clearwater, z jakim miał wcześniej do czynienia. Rozweselonym, poniekąd nastawionym na tą dziwną dziecinność, która mu, o dziwo, nie przeszkadzała. Teraz... był przygaszony.
- ...Przykro mi z tego powodu. Z powodu babci. To dobrze jednak, że Dear się tobą zainteresowała. - kiwnął głową, ale nie wiedział samemu, co tak naprawdę ma powiedzieć. Nikt go wcześniej nie klepał po ramieniu, gdy ojciec spierdolił, rodziny jako tako nie miał, śmierć ojczyma nie była do końca tym samym. Dobrze było widzieć, że chłopak ma wsparcie, że ktoś się nim zainteresował, tylko psychicznie obecnie... cóż, chyba wysiadał. Zresztą, sam nie wiedział. Co on powinien o tym w ogóle wiedzieć. - Mi niedawno, no cóż, ojczym umarł. - jak również wydarzyło się wiele niezrozumiałych rzeczy, raz po raz wyniszczających go, ale nie do końca. Na szczęście zasięgnął pomocy psychologa, w związku z czym mógł jakoś przetrwać dalej. - Zawsze reagowałem w podobny sposób na stres. Chęć rozszarpania czegoś, a jak nie czegoś, to wpakowanie się w coś... kłopotliwego. - być może nie powinien się zwierzać, ale to dotyczyło tylko i wyłącznie jego życia. Nie wiedział, czy to pomoże chłopakowi, czy jednak przyczyni się do wzrostu agresji, ale słowa dobierał spokojnie i ostrożnie. Być może czasami melancholicznie, ale ta dziwna harmonia nadal znajdowała się w czynnościach, jakie wykonywał, wchodząc na górę.
- Czasami lepiej jest porozmawiać, niż w sobie dusić cały gniew i niechęć. - powiedział spokojnie, kiedy to dodał sproszkowany kamień księżycowy do środka kociołka. Raz po raz, w ostrożny sposób, kiedy to podciągnął rękawy do góry. - Może wtedy poczujesz się lepiej. Nie ze mną musisz o tym rozmawiać, może to być ktoś inny; nie nalegam. - podniósł kącik ust do góry, kiedy to spojrzał na Eskila znad garnka, w którym tlił się powoli tworzony eliksir. Starał się jednocześnie tak dobierać składniki, by ich działanie było optymalne i pozbawione skutków ubocznych, choć wielkiego pola manewrowego w tym nie miał. Na pewno stawiał na prawidłową obróbkę. - Ale nie siedź w tym samemu. - mruknąwszy, podgrzewał eliksir, by tym samym, kiedy to dodał drugą porcję kamienia księżycowego, kolor eliksiru zmienił się na różowy.
Ostatnio to zauważał. Nie chciał jakoś publicznie o tym mówić, ale zdołał zrozumieć pewne rzeczy. Przede wszystkim to, że jego własna zdolność autodestrukcji wynikała głównie z wydarzeń przeszłych i brak możliwości poradzenia sobie z nimi. Eskil był jeszcze młody - zbyt młody, by męczyć się pod kopułą czaszki. Nie nalegał, jego słowa były neutralne, prędzej przedstawiające czyste porady, dzięki którym jakoś mogłoby to iść dalej wszystko. Bo ciągłe zamartwianie się mogło mieć poważne skutki.
- Praktycznie od wszystkiego można się uzależnić. Różnica polega jedynie w łatwości uzależnienia. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Życie potrafi zaskakiwać, ale nawet od cukru człowiek jest uzależniony. Od poszczególnych składników w diecie. Od czynności wykonywanych w celu porzucenia stresu na rzecz zwyczajnego zapomnienia. Od używek, alkoholu, nikotyny. - Jednym z problemów eliksiru spokoju jest to, że człowiek samemu nie potrafi stwierdzić, czy aby na pewno, na sto procent, go po prostu potrzebuje. - wiele razy to zauważał. Branie eliksiru było uzależnione stricte od sytuacji stresowych. Raz na jakiś czas jest to dozwolone, ale jeżeli człowiek będzie zawsze chwytał po tę substancję przy czymś trudnym do ogarnięcia, to zmaganie się ze skutkami przyzwyczajenia organizmu do działania eliksiru, no cóż, nie należy do najprzyjemniejszych czynności. A samemu miał okazję to obserwować. - Najważniejsze jest to, żebyś nie uważał eliksiru za jedyne remedium w tej sytuacji. - bo remedium mogła być nawet rozmowa. Wyżalenie się, uzyskanie jakiegokolwiek wsparcia, aniżeli brnięcie w eliksiry. I chociaż samemu wiedział, że w przypadku mężczyzn nie jest to spotykana praktyka, samemu do tego nie podchodził w taki sposób, o tyle jednak wiedział, że terapia z psychologiem i nawiązanie nowych znajomości... pomogły mu mocno postawić samego siebie na nogi. - Mam jeden eliksir spokoju, znajduje się na stoliku. Być może to by ją uspokoiło. - kiedy to pomieszał rzeczy w kociołku, przygotowując tym samym sproszkowany róg jednorożca, wskazał dłonią na flakonik znajdujący się na wypowiedzianym wcześniej obiekcie. Jednocześnie po tym skierował swoje kroki, by tym samym chwycić za eliksir, gdy to zwiększył ogień znajdujący się pod kociołkiem. I postawił w niewielkiej odległości od Eskila. - Jeżeli potrzebujesz, to śmiało skorzystaj. Ja za niedługo dorobię trzy porcje, więc będziesz miał na zapas. - kiwnąwszy głową, być może to mogłoby przyczynić się do częściowego uśpienia działania harpii. Bo jednak te charakterystyczne żyłki nie powinny być aż tak widoczne.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : rozczochrane włosy wołające o pomstę do nieba; wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; poza lekcjami widziany w bluzach z kapturem
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 483
  Liczba postów : 1239
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyNie Kwi 11 2021, 09:15;

Powiedział o przyczynie swojego stanu i nie czuł się z tego powodu źle. Wydawało mu się, że dobrze zrobił, co nie znaczy, że miał ochot przyjmować teraz cudze wyrazy współczucia, bo to akurat było mu niepotrzebne z prostego powodu - nie cierpiał cudzego współczucia kiedy naprawdę go coś bolało. Nie odpowiedział nic na jego słowa, bo też nie wiedział co. Szesnastolatek nie powinien być stawiany w takiej sytuacji. Nie był wystarczająco dojrzały, by to ogarnąć, a i tak powoli tracił swoje dziecięcio-zabawne odruchy. Zmrużył oczy słysząc, że i Felinus kogoś stracił. Też powinien powiedzieć "przykro mi"? Nie chciał żeby to brzmiało sztucznie, a zapewne tak się stanie gdy tylko otworzy usta. Przez chwilę mu się przypatrywał zaskoczony. - To znaczy, że wiesz jak to jest. Głupio. - co było sporym niedomówieniem. Zrobiło mu się trochę lżej na duchu z tego powodu, że ktoś z pobliskiego otoczenia przechodził coś podobnego. Nie pytał rzecz jasna o relacje z ojczymem bo to już wtrynianie nosa w nieswoje sprawy. - Ty i rozszarpanie czegoś? - zapytał niedowierzająco. - Ty wydajesz się jakby cię nie ruszył nawet smok dyszący nad ramieniem. - można to uznać albo za komplement albo za wytknięcie choć sądząc po tonie głosu Eskila to raczej to pierwsze. Niestety nie znał Felinusa na tyle, aby wyobrażać go sobie pakującego się kłopoty. - A co robić jak przy tej chęci widzisz na czerwono i w twoich rękach pojawiają się te ohydne pazury? - ale chyba nie chciał znać na to odpowiedzi bo jeszcze usłyszałby coś, co mogłoby mu się nie spodobać. Warzenie eliksiru, spokojne pomieszczenie z dala od gwaru dochodzącego z parteru to było to, co koiło zmysły. Wydawać by się mogło, że same opary wydostające się z kociołka już działają, choć nie potrafiłby nazwać tych wszystkich składników, które tam wrzucał. Posadził sobie puffka na kolanie i go drapał palcem, bo to była motywacja, aby nie pozwolić sobie na zirytowanie. Jęknął słysząc kolejną poradę - notabene taką samą, aby wyrzucił z siebie wszystko. - Cały czas to słyszę. Ale to wtedy oznacza harpię. Ja to czuję pod skórą. Nie chcę żeby ktoś znów musiał się z tym użerać. - czuł w sobie potrzebę wygadania się o tym romansie, z którego nie mógł się pozbierać, o tym dławiącym uczuciu kiedy widzi Huntera przy Robin, o żalu względem minionego zauroczenia dziewczyną, o tym zagubieniu po utracie babci i niedowierzaniu, że profesor Dear go chce. Romans był przecież tajemnicą. Oczywiście nie umiał trzymać języka za zębami i powiedział o tym Lucasowi i Sophie lecz bez podawania imion, a to automatycznie sprawiało, że zwierzenia są niepełne. Opuścił wzrok na puffka i westchnął cicho. Gdy Felinus radził wyrzucić z siebie emocje to brzmiało tak... prawidłowo. Wydawał się osobą idealną do poduswania takich rad. Może to przez to, że zachowywał się tak poważnie i dorośle? Tak czy siak, słowa dotarły do mózgu Eskila i to był już połowiczny sukces.
- No właśnie wiem, słyszałem o tym. Nie lubię tego pić, to ustrojstwo jest ohydne, ale jestem już na tyle zdesperowany, że jedno w siebie wmuszę. - wykrzywił usta w grymasie na samą myśl o piciu eliksirów. Drgnął kiedy eliksir okazał się gotowy. Przeniósł na to wzrok i czuł opór. Może to też ta świadomość, że sięgnięcie po eliksir spokoju to jednocześnie przyznanie się do porażki? - Nie chcę zapasu. Dzięki, ale ja czuję, że jeśli to zadziała to mi się to za bardzo spodoba. - czyżby w końcu powiedział coś mądrego i dojrzałego? Lucas byłby z niego dumny. Podniósł rękę i objął palcami flakonik, a palce przy tym drżały. Musiał zacisnąć je na szkle, aby nie upuścić. Puffek liznął go po kłykciach, jakby pocieszająco. - Ej, ale nie ma tam tej glicynii czy coś? - drgnął i popatrzył na Felinusa pytająco. Chyba nie musiał mówić jak ostatnio na to zareagował. Mógł traktować to jako uczulenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyNie Kwi 11 2021, 10:17;

Może waga straty nie była taka sama, ale Lowell wiedział, jak to jest. Samemu przyczynił się do nieumyślnej śmierci kobiety na Nokturnie, gdyż, jak zakładał, gdyby go tam nie było, zapewne do niczego takiego by nie doszło. Ale niestety - przyszło mu zapłacić za pewne rzeczy ludzką duszą, co nie było czymś pozytywnym, ale całkowicie to akceptował z prostego, zrozumiałego powodu. To na nim ciąży naprawdę sporo rzeczy, przez które jego własne życie mogłoby być ciut łatwiejsze. Ten dryg do adrenaliny, poszukiwania wrażeń i wplątywania się w kłopoty został częściowo zaspokojony prawie tydzień temu, ale przynajmniej do niczego złego nie doszło. Samemu odczuwał stratę ojczyma w dość dziwny sposób. Nienawidził go, to prawda, ale żal mu było też, że nie mógł mu w żaden szczególny sposób pomóc, ażeby rzeczywiście wyszedł na ludzi.
Teraz samemu musiał się starać, by wypełnić tę dziwną misję wobec samego siebie - by wyjść na prostą, by wyjść na ludzi. I, co jest zaskakujące, sporadyczne treningi pomagały tym samym w wyrzuceniu z siebie złości, która to drzemała pod kopułą czaszki przez dłuższy czas. Dlatego kiwnął głową i nie odpowiedział na jego słowa dotyczące śmierci bliskiej osoby.
- Bo może w sytuacjach stresowych daję sobie radę. Zresztą, nie bez powodu uczę się oklumencji. - spojrzał na niego spokojnie, kiedy to mieszał eliksirem zgodnie ze wskazówkami zegara, dodając kolejne, potrzebne składniki, dzięki którym częściowe remedium mogło powstać. Jednocześnie starał się dobierać je w taki sposób, by nie dawały swojej pełnej mocy pod względem smaku; szkoda by było, gdyby chłopak zraził się do eliksiru spokoju poprzez walory smakowe. Niemniej jednak nawet te czynności nie powodowały swoistego zapomnienia tego, że są ludźmi. - Łatwo mi przychodzi ukrywanie wszystkiego, co mnie trapi. Nie zmienia to faktu, że w środku te myśli nadal istnieją. - powiedział szczerze. Owszem, wyglądał na tego ex-aurora, ale tak naprawdę każdy człowiek, poddany obciążeniu psychicznemu, prędzej czy później się rozładuje niczym bateryjki w jakiejś zabawce. I tak z nim było na początku marca, kiedy to nie mógł ruszać prawą ręką.
- Znając życie i siebie, próbowałbym się odciąć od emocji. Ale... to nie jest takie proste. No i, rzecz jasna, nie jest do końca prawidłowym rozwiązaniem. - kiwnąwszy głową, nie wiedział, że chłopak nie chciał tak naprawdę odpowiedzi. Mimo to współczuł mu faktu, iż nie potrafi zapanować nad własną wilowatością, która obecnie wiodła prym i była wyszczególniona poprzez charakterystyczne, czarne żyłki przy tęczówkach. Nie wyglądało to pocieszająco, a i z tym przydałoby się coś zrobić. Niestety, samemu nie był półwilem - nie wiedział, jak to dokładnie działa, w związku z czym również nie potrafił udzielić żadnych wskazówek dotyczących kontroli tego wszystkiego. - Szukałbym zapewne czegoś innego, co by mi zajęło umysł. Przejście się, spacer, jakiś sport, wysiłek polegający na przeniesieniu myśli z jednego spektrum do drugiego... - może nie były to porady, które brzmiały sensownie, ale mogłyby pomóc Eskilowi przetrwać w tym najgorszym okresie życia. Bo rozumiał - naprawdę rozumiał - co nie zmienia tego, że życie idzie dalej. Wiąże się z wieloma rzeczami na drodze.
Warzenie eliksiru szło w przyjemny sposób; zmieniwszy mieszanie w kierunku przeciwnym do kierunku wskazówek zegara, spojrzał tym samym na Eskila, zastanawiając się nad jego słowami. Raz po raz, sekundy mijały, a samemu Lowell zastanawiał się, co tak naprawdę odpowiedzieć. Bo może chłopak uważał to za coś, z czym muszą się zmagać inni i mogą zostać skrzywdzeni, ale to nie oznaczało, że ma w sobie trzymać to wszystko i udawać, że wiele rzeczy w jego życiu trzyma się we względnym porządku. Gdyż tak po prostu nie było i nie wyglądało.
- Co prawda nie wiem, jak wygląda to wszystko z harpią i jaki wysiłek musisz w nią włożyć, by była trzymana na odpowiedni dystans, ale... nie uważam, żeby ludzie nazwali kontakt z tobą w tym okresie jako "użeraniem się". - odpowiedział zgodnie z tą dziwną intuicją własnego umysłu, która prowadziła go przez tę rozmowę, by tym samym dodać kolejne rozkruszone składniki do kociołka, mieszając je w ferworze własnych działań. Może nie był osobą, która powinna dawać rady, skoro sam korzystał z pomocy psychologa, ale nadal - chciał w jakiś sposób pomóc. - Tym bardziej, że zapewne sporo osób się o ciebie martwi, skoro możesz nie chcieć ich do siebie dopuścić. - mruknąwszy, podniósł spojrzenie czekoladowych tęczówek i wbił w te jasne, należące do ucznia. Samemu starał się izolować z problemami od ukochanej osoby, ale tak naprawdę wiązało się to z niedomówieniami, niepotrzebnymi awanturami i przede wszystkim... starganymi nerwami. A zależało mu zbyt mocno, by nadal w tym tkwić i udawać, że wszystko jest w porządku.
Drugi puszek pigmejski wydostał się tym samym spod łóżka - była to biała, krnąbrna samiczka, która najwidoczniej stała się zazdrosna o najmłodszego członka stada i tym samym bez żadnych podchodów zaczęła domagać się atencji i uwagi ze strony nowego gościa. Czy to poprzez chęć wskakiwania, czy to zwyczajnie poprzez lizanie, wpychanie jęzora w buty. Cokolwiek, co by wystarczająco zwróciło uwagę młodzieńca.
- Większość eliksirów taka jest. Istnieją wersje smakowe, ale... to niestety nie jest w większości moja działka. - mruknął. - Obecnie staram się tak obrabiać te składniki, by eliksir był znacznie lżejszy pod względem smaku, no ale ten jednak nie pochodzi z wytworzonych przeze mnie zapasów. - odpowiedział szczerze, wszak doskonale wiedział, kto głównie zajmował się czymś takim. No ba, dostał nawet takie o smaku czekoladowym i cytrynowym, więc tym bardziej wierzył w zdolności eliksirowara. Poza kulisami... no cóż, był tylko i wyłącznie osobą anonimową, która warzyła wiggenowe. Co wiązało się i tak ze sporym zyskiem, z czego mógł być dumny, skoro zarobki miał już znacznie ciekawsze, a i mógł odłożyć parę galeonów do kieszeni, nie wydając tylko i wyłącznie na najpotrzebniejsze wydatki. - Jakby co, to wiesz, gdzie podbijać. Nie podejrzewam, bym musiał z nich skorzystać. - odpowiedziawszy, spojrzał tym samym na chłopaka, który jednak pojął w pewnym stopniu działanie eliksiru, co go niezmiernie ucieszyło. O ile tego nie pokazał, o tyle jednak to wszystko działo się pod kopułą czaszki. - Nie, nie posiada, spokojnie. Są tam głównie rośliny uspokajające, które nie mają takich właściwości. - Lowell powiedział zgodnie z prawdą, dodając sproszkowane kolce jeżozwierza, ażeby eliksir przybrał barwę iście czerwoną. Następnie zaczął ponownie mieszać, przygotowując tym samym kolejne składniki do wrzucenia do kociołka.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : rozczochrane włosy wołające o pomstę do nieba; wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; poza lekcjami widziany w bluzach z kapturem
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 483
  Liczba postów : 1239
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyNie Kwi 11 2021, 20:09;

Cicho westchnął, ściskając w palcach fiolkę. Nie ogarniał umiejętności udawania, że nic kogoś nie rusza, bo to przecież jest niemalże niemożliwe do osiągnięcia. A tu proszę, Felinus nie dość, że jest nierozczytywalny to jeszcze trenuje oklumencję. Na wspomnienie tej dziedziny magii wykrzywił się bo od tamtej pory nie poświęcił tamtemu dniu ani jednej myśli. - Ile ty w ogóle masz lat? Dwadzieścia pięć czy co? - zapytał zamiast odpowiadania na jego wyjaśnienia, których nie wiedział jak miałby wyjaśnić. W dniu kiedy go poznał nazwał go ex aurorem i do tej pory podtrzymuje swoją opinię. Zwyczajni ludzie nie potrafią ukrywać swoich uczuć, a przynajmniej tak to sobie tłumaczył, bo nie potrafił schować niektórych własnych. Najbardziej pilnował się z nie spoglądaniem w kierunku Huntera ilekroć go dojrzy gdzieś w tłumie. Zwariowałby gdyby miał ukrywać też całą resztę. Eskil nie lubił się wysilać, a to była rażąca różnica między chłopakami. - Ehe, jasne. Zerknąłbyś na smoka jak na jakąś jaszczurkę i odszedł w przeciwną stronę. - teraz trochę się przekomarzał. Najwyraźniej rozmowa odwracała jego uwagę od tych ściśniętych wnętrzności, uczucia wywołanego porywczością harpii. Wniosek jest prosty: powinien narzucać swoje towarzystwo komu popadnie, aby nie myśleć o bólu serca. Z drugiej strony miał mówić o tym, co go trapi... ech, ciężki dylemat! - Spektu-co? - nie używał takich słów. Brzmiały staro, profesorsko i nudno, a więc nie rozumiał co to znaczy i nawet się z tym nie krył. Podrapał się po policzku i zerknął na fikającego przy jego bucie puffka. Sięgnął po niego i posadził sobie na ramieniu, obok policzka. To chyba ten sam, którego trzymał na sobie tamtego dnia, w tej wyciszonej salce kiedy na jego oczach Felinus składał w całość poturbowanego Huntera. Zdecydowanie powinni zadbać o dobre wspomnienia wspólnych wydarzeń. - No wiem, ale jakoś tak moje zainteresowania nie są sprecyzowane jak wasze. - drapał najmłodszego puffka po futerku. -To znaczy twoje, Robin, Soph, Lucasa, Hunta... - wszystko, co miało związek z nauką go nudziło. Mimo wszystko Felinus dał mu do myślenia. Może faktycznie powinien umawiać się częściej z Olivią na jakieś bieganie czy coś. Chciał popracować nad swoją sylwetką, aby nie wyglądać jak chuchro przy Lucasie oraz Hunterze. - No dobra, nie użeranie się, ale no sorry, Hunt lata za Robin i jakoś tak nie spieszy mi się oglądać tego jak się na nią lampi. A jej to nie przeszkadza. - tak, był zazdrosny! Nie mówił o kogo oczywiście. Z drugiej strony cały czas chciał ich widzieć. Sprzeczne odczucia w jednym młodym człowieku. Czyż nie mogłoby być łatwiej choć raz? Wstyd przyznać, ale na moment wyłączył się kiedy Felinus opowiadał o tych walorach smakowych. Odpłynął gdzieś myślami i ocknął się dopiero, aby zadać pytanie o glicynię błyskawiczną. Uzyskawszy zaprzeczenie odkorkował fiolkę i zawczasu marszcząc nos przytknął buteleczkę do ust i wypił w dwóch małych łykach całą zawartość. Ohyda. - Bleh. - wzdrygnął się. - Masz lusterko? - choć nie czuł jeszcze żadnej różnicy (zapewne pojawi się za parę chwil) to chciał od razu kontrolować stan swoich oczu. W końcu ktoś z kadry nauczycielskiej zwróci na to uwagę i zacznie zadawać pytania. Czas pozbyć się tych ciemnych żyłek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyNie Kwi 11 2021, 21:06;

Niestety - Lowell został zmuszony, poprzez własne dzieciństwo i sytuację w domu, do udawania, że wszystko jest w należytym porządku. Poukładane raz po raz w charakterystycznym, perfekcyjnym tonie, jakoby przedstawiające to, że chłopak jest poukładany i posiada plany na przyszłość. Tak naprawdę... jego plany wcześniej nie były jakoś specjalnie określone. Owszem, poszedł na studia ukierunkowane pod względem uzdrawiania, ale w sumie do wakacji nie wiedział, kim chce być. Jaką funkcję chce spełniać. Dopiero wtedy, gdy przekazał odpowiednią wiedzę innemu uczniowi, a ten zauważył ten charakterystyczny błysk - zrozumiał. Chciał być nauczycielem, ale obecnie jakoś nie należy odpowiednio do osób odpowiedzialnych do pełnienia takiej funkcji.
Zauważył; nie zacisnął mocniej zębów, nie zakomunikował tego w żaden sposób. Ta zmiana tematu, jakoby częściowa, udowadniająca, że tak naprawdę ten temat może być ciężki. Faolán cicho wciągnął powietrze, by tym samym je wypuścić, kiedy to kroił raz po raz odpowiednie zioła na prawidłową papkę.
- Dwadzieścia jeden. Rocznikowo dwadzieścia dwa. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Tak naprawdę... nie powinno go tutaj być. Powinien już rok temu ukończyć studia, być nauczycielem, ale czy miałoby to sens, skoro nie rozpoznawał dobra od zła, kiedy to dusza tak naprawdę interesowała się tylko i wyłącznie własnymi korzyściami? Dzięki bliskim zaczął zauważać to, że tworzył tak naprawdę naboje do zepsutej broni. Jego wysiłek, nastawiony na samodzielne korzystanie z życia, przyczynił się do częściowego spaczenia. A teraz, kiedy to pierwszy raz od wielu lat ufał innym, zmagał się z problemami natury psychicznej i niezdrowymi schematami funkcjonowania. Starał się to jednak przerwać.
Na te słowa prychnął - te dotyczące spojrzenia na smoka jak na jaszczurkę, niemniej jednak szybko się opanował, powracając do względnego porządku. Od momentu ferii... był bardziej nastawiony na emocje. Nie miał problemu z ich ukrywaniem, ale też, zauważał, że rozmowa z innymi opiera się właśnie na emanowaniu nimi i ich odbieraniu. Pozwalał zatem tym dobrym zwyczajnie upływać, zgodnie z tym, co się działo pod kopułą jego czaszki.
- Tak, tak, jeszcze bym na nią napluł. - położył ręce teatralnie na biodrach, odchodząc na chwilę od pracy przy kociołku. Czy tak by zareagował? Może z zewnątrz by tak wyglądało, prawie niewzruszony, ale tak naprawdę adrenalina w takich sytuacjach udowadniała, że jednak posiada w sobie jakiś instynkt samozachowawczy i chce przeżyć. - Może bym na nią tak zerknął, ale bym nie odszedł w przeciwną stronę bez przygotowania, bo jednak wolałbym to rozegrać odpowiedzialnie. Także nietrafione porównanie, brakuje rozwinięcia, ale początek i zakończenie - strzał w dziesiątkę. - co prawda nie musiał się z tego tłumaczyć, ale takie przekomarzanie się, z drobnym uśmiechem na ustach, pasowało mu jak ulał. A raczej... brakowało mu. Bo ostatnio miał okazję gadać jedynie z Borisem, a różnica wieku była tutaj trochę znacząca. Jeszcze nie poznał Rosjanina na tyle, by wiedzieć, kiedy może zażartować.
- Z jednej strefy do drugiej... - machnął dłonią, na szczęście bez noża, wrzucając kolejne składniki do kociołka, by tym samym zauważyć, że eliksir nabiera odpowiedniej barwy. Niestety - proces ten nie był taki szybki, dlatego musiał odczekać odpowiednią ilość czasu, zanim znowu zacznie działać. Nie przeszkadzało mu jednak to, iż Eskil nie ogarnia takich słów, no ba, w jego słowach nie było ani cienia agresji. Zapewne Lowell udawał mądrego czy coś, ale tak naprawdę w środku był skończonym idiotą.
Puszki pigmejskie czuły się swobodnie w otoczeniu półwila, że aż student nie zwracał na nie większej uwagi. Jeżeli którykolwiek chciałby wepchnąć pyszczek do kociołka, raz dwa pojawiłby się na łóżku lub z powrotem pod nim. Puszek znajdujący się na ramieniu Ślizgona bez problemu wysunął tym samym język, by prawdopodobnie znaleźć sobie jakąś pożywkę. Być może nawet i powodując tym samym łaskotki.
- Nic a nic cię nie interesuje? - spojrzawszy na niego spokojnie, poniekąd się martwił pod kopułą własnej czaszki. Niby to normalne, że ktoś może jeszcze nie określić tego, co go interesuje w tej szkole najbardziej, jaka dziedzina konkretnie, niemniej jednak... stagnacja pod tym względem nie zdawała się być czymś odpowiednim. - Problem z nami jest taki, że... udając się na studia, musieliśmy się określić pod względem tego, co chcemy robić i co nas najbardziej interesuje. Więc z góry zakładamy, że jednak coś nas interesuje. Choć przeczucie może nas zmylić. - westchnąwszy, tym razem przygotowywał prawidłowo składniki odzwierzęce, spoglądając na bałagan znajdujący się na stole. Wiele osób jednak robiło to, czego tak naprawdę robić nie chciało. - Masz jeszcze dużo czasu i dużo okazji, by czegoś popróbować. Nie korci się żadna dziedzina, żebyś mógł ją zagłębiać? Nie musi być teoretyczna, może być praktyczna. Albo nawet jakieś zajęcie, cokolwiek.- Lowell zapytał się na spokojnie, kiedy to zamieszał wywar zgodnie ze wskazówkami zegara. W sumie... nawet sport niepowiązany z magicznym światem byłby idealny, żeby robić cokolwiek. Chodzenie, zwiedzanie Hogsmeade. Może nie do końca czytanie książek i udawanie mola książkowego, prędzej praktyczne rzeczy.
Chwilę zastanowił się nad kolejnym zdaniem. To znaczy się, poczuł tę dziwną zazdrość przedzierającą się przez słowa chłopaka, ale samemu rzadko kiedy tę emocję odczuwał. Mimo to zauważył ją - zauważył, ze Eskil jest zazdrosny o Robin... Huntera? Cholera wie w sumie, bo ze zdania nic nie wynikało konkretnego, ale to nie było chyba najważniejsze, mimo to Felinus ni chuja nie znał się na takich rzeczach. Dopiero niedawno odkrył własne preferencje, w związku z czym jego doświadczenie było nikłe i pozbawione większych podwalin, skoro nigdy wcześniej nie bawił się w związki.
- Czyli przeszkadza ci to, że Hunter leci na Robin, a Robin... się to podoba? I na to nie chcesz patrzeć, bo jesteś zazdrosny, mam rację? - jego słowa były dobrane w spokojnym tonie, łagodnym i pozbawiony oskarżania, bo nie chciał ani stresować chłopaka, ani przyczyniać się do pogorszenia jego stanu. Też, nie wypytywał o szczegóły, wierząc, że jeżeli chłopak będzie chciał - sam się nimi podzieli. - Jeżeli ci to przeszkadza, to zawsze możesz skupić się na innych osobach w twoim otoczeniu, które też się o ciebie martwią. Nie wiem, co mogę polecić na zazdrość, ale... jeżeli ma cię to denerwować i przyczyniać do kolejnego stresu... czasami lepiej jest odpuścić? - zamyślił się, przykładając tym samym dłoń do własnego podbródka - prawie - bo niesfornie by zapomniał o tym, że w dłoni nadal trzyma nóż. - W sumie, nigdy nie znajdowałem się w takiej sytuacji, więc nie bierz tych słów na serio serio... - pokręcił głową. Może miał jako tako doświadczenie w odcinaniu się od emocji, ale jego interakcje personalne leżały i kwiczały, w związku z czym wiedział, że wypowiedziane zdania mogą zwyczajnie być... nietrafne. - Ale myślę, że najlepiej jest posłuchać się własnej intuicji. - mruknąwszy, może czasami jej nie słuchał, ale ta miała naprawdę dziwne, mądre porady, dzięki którym być może żyłoby mu się lepiej. Gdyby się do nich oczywiście dostosował parę lat temu.
Poczekał zatem, aż ten wypije podany eliksir; nie było mu żal wywaru, skoro ostatnio i tak zajmował się warzeniem eliksirów w ilości hurtowej. No i miał dużo czasu, w związku z czym tym bardziej nie widział tego jako straty. Prędzej jako możliwość jakiejkolwiek pomocy, bo chyba rozmową to średnio... a przynajmniej samemu tak uważał. No ba, może nawet puszki pigmejskie działały bardziej uspokajająco niż rozmowa? Na pytanie o lusterko musiał się zastanowić, wszak nie pamiętał, czy do podręcznego bagażu wziął taki przedmiot. No nie oszukujmy się, malować się nie malował, a łazienka była na końcu korytarza, choć może coś się tam upchało?
- Czekaj, może znajdę... - powiedziawszy, zaczął szperać we własnych gratach, by po krótkiej chwili dokopać się do małego, podręcznego lusterka. Może nie było duże, może trochę zaniedbane, ale nadal - wypełniało swoją funkcję znakomicie. Podał je tym samym półwilowatemu; szkoda byłoby ryzykować potencjalne jego zniszczenie. - Efekty są widoczne dopiero po chwili, także będziesz musiał parę minut odczekać. - zakomunikował, żeby nie było pod tym względem żadnych niedomówień. - Długo chodziłeś w taki sposób? - zapytawszy się, skierował spojrzenie czekoladowych tęczówek w jego stronę. Nie oczekiwał odpowiedzi, ale na pewno pozwoliłaby na szersze spojrzenie na daną sytuację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : rozczochrane włosy wołające o pomstę do nieba; wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; poza lekcjami widziany w bluzach z kapturem
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 483
  Liczba postów : 1239
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyNie Kwi 11 2021, 21:56;

Tak się złożyło, że Eskil nie należał osób potrafiących gryźć się w język kiedy na usta cisnęła się spontaniczna reakcja. - Na Merlina, stary jesteś. Normalnie trochę młodszy od profesor Dear. - palnął, bo inaczej nie da się tego nazwać. Dla szesnastolatka każdy po dwudziestym roku życia wydawał się "stary". To też tłumaczyło dlaczego Felinus był taki poważny, dorosły i używał niektórych dziwnych słów. Wciąż siedział wygodnie na krześle, otoczony dwoma puszkami i póki co taki stan mu odpowiadał. Zasady wychowania nakazywały zaoferować swoją pomoc pracującemu (za darmo!) Felinusowi, aby okazać w ten sposób wdzięczność, że ten poświęca swój czas. Niestety Eskil póki co nie kwapił się do tego. Przede wszystkim znał odpowiedź Felinusa, mimo że nie została wypowiedziana. Nie umiał warzyć eliksirów i nie chciał umieć, a i nie miał najmniejszej ochoty mu pomagać bo prędzej zasnąłby od tych oparów. Swoją wdzięczność okaże zapewne przy następnym spotkaniu jak wymyśli rzecz jasna co zrobić. Słowami? Skądże znowu. To nie ten typ. - No cóż, wątpię by gajowy O'Connor miał w ogródku jakiegoś smoka żeby to sprawdzić, ale dalej obstawiam swoją wersję, jest bardziej czaderska. - teraz znowu brzmiał jak niepoważny dzieciak. Felinus znał siebie lepiej niż Eskil, a więc nie powinien podważać jego wersji. Z drugiej strony plótł co mu ślina przyniosła na język. Wszystko, byleby nie myśleć o ścisku wnętrzności i swoich głupich oczach. Odsunął długaśny jęzor puszka, nie mając najmniejszej ochoty do śmiania się czy żartowania. To już i tak postęp, że po tygodniu od śmierci babci potrafi przez chwilkę się przekomarzać. Czasami wydawało mu się, że nigdy nie wróci mu dobry humor. - Nie mówię, że nic mnie nie interesuje. - prychnął z oburzeniem, jak zawsze przewrażliwiony na niepoprawne sugestie czy w innych przypadkach, zarzuty. Nie lubił myśleć o swojej przyszłości ani tym bardziej o studiach. Niestety okazało się, że będzie do tego zmuszony Gdyby nie profesor Dear to byłby po prostu bezdomny, bo mieszkanko na Pokątnej też mu zabrali. Zajebiście. - Ja mówię, że nie da się tego tak sprecyzować. Jeśli mam już kiedyś pracować... na Merlina, nie wyobrażam sobie takiego marnowania czasu, to na milion procent ze zwierzakami. - podniósł jednego puszka na dłoni i pokazał go Felinusowi jakby na znak, że dogaduje się z wieloma osobnikami. Jak wiadomo, należy pracować tam gdzie człowiek czuje się najlepiej. O studiach ani myślał. Nie było pewności czy w ogóle na nie pójdzie. Głośno westchnął i rozmasował swój policzek wnętrzem dłoni kiedy Felinus po prostu stwierdził fakt, że Eskil jest zazdrosny. Nie umiał nawet temu zaprzeczyć, bo było to oczywiste. Skinął głową na znak, że to prawda bo zaprzeczanie temu nie miało sensu. Nie zamierzał mówić o kogo chodzi. - Weź, jakbym słuchał intuicji i zrobił to, co chciał to nikt prócz mnie by na tym nie skorzystał. - prychnął, odwracając od razu wzrok na czarny kociołek, jakby nagle zainteresował się warzeniem eliksiru uspokajającego. - Ta, wiem, odpuścić, strete-tete. - naburmuszył się, a chodziło głównie o to, że było mu smutno i źle, że musiał odpuszczać, rezygnować ze swojego pragnienia i stawiać kogoś ponad siebie. Innego scenariusza nie było bo za bardzo mu zależało na tej dwójce osób, aby to wszystko niszczyć własną zachcianką. - A ten Max to twój chłopak czy co? Miałem cię o to zapytać jeszcze w Norwegii ale nie miałem czasu. - o, jak miło było zmienić temat i zaspokoić ciekawość. Pamiętał o tej bójce w trakcie wspinaczki na wzgórze, gdzie nabawił się okropnych koszmarów przez głupie nordyckie czarowanie. Nie miał ochoty pytać o to Maxa, bo go nie znał, a i ten czasem wyglądał jakby miał kogoś zamordować ot tak, dla zabawy. Być może myślał błędnie i krzywdząco, ale tak wygląda życie. Może przyjdzie dzień kiedy zmieni zdanie. Stukał nerwowo stopą o podłogę czekając nie tylko na lusterko, ale też na działanie tego eliksiru. Przełknął ślinę, aby pozbyć się tego okropnego smaku z języka, ale nie wychodziło to tak jakby sobie tego życzył. Stukał palcami o swoje kolano, zignorował oba puszki, które zaczęły się bawić na jego kolanach, a gdy dostał lusterko to od razu skierował je na wysokość swoich oczu. Zacisnął zęby widząc non stop te czarne żyłki. - Eee... - przymknął jedno oko i liczył dni od kiedy z tym łazi. - Będzie z tydzień. I to nie od snu, po prostu harpia jest bliżej niż dalej. - wzdrygnął się od zimnego dreszczu przebiegającego po plecach. Powoli zaczynała go otaczać miękkość, jego zmysły rozmazywały się w łagodnym ukojeniu, a siateczka czarnych żyłek jedynie nieco zbladła, gdzieś tak do odcienia szarości, ale nie zniknęła. Przyglądał się cały czas swojemu odbiciu i czekał. Ścisk w brzuchu jeszcze nie ustąpił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyNie Kwi 11 2021, 23:01;

Nie przeszkadzał mu taki stan rzeczy - mało które słowa brał na poważnie, prędzej dostosowując się gestami i zachowaniem w pełni do potencjalnego rozmówcy. Zawsze taki był, co zazwyczaj skutkowało brakiem tożsamości. Teraz ją jednak miał, w związku z czym był w stanie określić, na czym stoi i dlaczego akurat w tymże miejscu, a nie innym. Postęp był znaczny w stosunku do poprzednich miesięcy, co wynikało z nawiązania naprawdę wielu relacji, aczkolwiek Lowell nadal wymagał czujnego oka i poprawy własnego zachowania, ażeby móc nie tylko dawać przykład, ale również nie wpakowywać się w kolejne problemy. Konflikty.
- Trochę. Czuję już tę starość, problemy z kolanami, kręgosłupem, nadciśnienie, cukrzyca... no nie polecam ogólnie. - prychnął ogólnie, ale i tak czy siak zwyczajnie żartował, co mogło być dla Eskila niecodziennym zjawiskiem, tym bardziej że Puchon znany jest z samotniczego charakteru i spokojnego podejścia do życia. Czasami ujawniał swoje lepsze oblicze, choć nie zawsze - musiał mieć ku temu powód. A czuł się teraz przy młodszym koledze trochę jak przy dziecku, w związku z czym był w stanie zachowywać się ciut inaczej. Mniej poważnie. Choć i tak szybko powracał do swojego wcześniejszego stanu.
Przy eliksirach prawda jest taka, że gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść, w związku z czym Lowell rzeczywiście wolałby samemu pracować przy eliksirze. Nie miał nic przeciwko aczkolwiek, żeby nauczyć Clearwatera zdolności warzenia danych eliksirów, dlatego byłby w stanie udzielić mu trochę nauki w tym zakresie. Tylko lecznicze, no ale to przy nich czuł się w sumie najlepiej. Z innymi, no cóż, mógłby być znaczny problem. Chociaż...
- Jeżeli tylko ci odpowiada taka wersja... - pokręcił głową z widocznym, niewielkim rozbawieniem, wszak samemu zaczynał lepiej opanowywać i okiełznywać te emocje, a i też - nie chciał się zachowywać jak sztywne drewno wobec osoby, która jednak po części żywi się otoczeniem. A przynajmniej takie odnosił wrażenie. Nie mogło mu to w żaden sposób zaszkodzić, kiedy to płynnie przechodził do swojego harmonijnego stanu, skupiając się na melisie, by ta nie została tym samym pozbawiona najcenniejszych właściwości. Dlatego spokojnie zalał ją gorącą wodą, by tym samym wydobyć z niej uspokajające działanie.
Lowell przyjrzał się Eskilowi, aczkolwiek na pierwsze słowa nie odpowiedział, podnosząc brwi do góry. Możliwe, że źle zinterpretował jego słowa, ale nie miał niczego złego na myśli, dlatego oparł się o stolik, kładąc prawą rękę na biodrze. - Eskil, wiesz, że takie zastanawianie się w twoim wieku nad pracą jest... no cóż. Dość trudne? - raz po raz manewrował obiema dłońmi - raz kroił jedną, raz kroił drugą, ale bardziej preferował lewą, kiedy to zajmował się ponownie jakimiś składnikami, kiedy to zmniejszył ogień pod kociołkiem. - Z doświadczenia ci powiem, że w wieku... szesnastu? Siedemnastu? Nieważne. W tak młodym wieku cholernie trudno jest wybrać to, co chcesz robić. Zazwyczaj człowiek się chwyta tego, co podstawia mu los. Zmienia pracę, jeżeli mu nie odpowiada. Stara się znaleźć coś, co go rzeczywiście zacznie interesować. - i cyk, kolejne składniki wylądowały do środka gotującego się eliksiru. - Kto normalny po siedemnastu, osiemnastu wiosnach... wybiera to, co chce robić przez całe życie i się tego ciągle trzyma? - zastanowiwszy się, przyłożył własne palce do podbródka, co wskazywało na zamyślenie się. Społeczeństwo oczekiwało wielu dziwnych rzeczy. - Widzisz, wybrałem się na studia typowo uzdrowicielskie, co jest konieczne do wykonywania zawodu uzdrowiciela. Nie mam jednak zamiaru pchać się na salony Świętego Munga, upsie, tak jakoś wyszło. - wzruszył ramionami, by tym samym powrócić do warzenia mikstury. To była jednak prawda. Interesowało go uzdrawianie, dlatego poszedł w tym kierunku, ale kompletnie nie wiedział, co chce z tym robić w dalszej przyszłości. Uzdrowiciela w sobie nie widział.
I tym samym spojrzał na puchatą kuleczkę znajdującą się na dłoni Eskila, co było urocze. Jezu, kto by pomyślał, że znalezienie jednego puszka pigmejskiego zakończy się posiadaniem ich w ilości trzech sztuk? Patnął zatem palcem magiczną istotę, by tym samym sprawdzić temperaturę cieczy w kociołku.
- No to myślę, że skoro masz do tego dryg, warto się na tym skupić. - mruknąwszy, spojrzał na Eskila w spokojny sposób. - Pracy ze zwierzakami jest naprawdę dużo. Dwa miesiące temu w biuletynie Proroka Codziennego widziałem ogłoszenia powiązane z zagubieniem trolla, pomocą z odgnomianiem i chyba poradami dotyczących hodowli gryfów? - zastanowił się, bo nie do końca pamiętał, no ale chodziło tutaj o to, że nawet jeżeli Eskil początkowo nie znajdzie roboty, to znajdą się ogłoszenia drobne, dzięki którym do sakiewki wleci trochę galeonów. - W rezerwacie Shercliffe'ów na pewno kogoś szukają, bo to jest duży rewir. Są menażerie, w których masz kontakt ze zwierzakami. Kiedy skończysz szkołę podstawową, możesz popatrzeć się za pracą powiązaną ze stworzeniami magicznymi i za coś chwycić. Na pewno jest to lepsze od stagnacji. Wiadomo, jakąś wiedzę podstawową musisz mieć, ale zawsze możesz się podszkolić pod tym względem. Kursy, staże, cokolwiek. - kiwnął głową, bo samemu mógłby pomóc chłopakowi, gdyby ten tylko chciał. I czegoś nie wiedział, oczywiście.
Oho, czyli okazało się, że jednak Lowell miał rację z tą zazdrością i jego intuicja w tym przypadku go nie zawiodła. Ale nie oznaczało to, że miał się z tego powodu w jakikolwiek sposób uśmiechnąć. Byłoby to nieodpowiednie i kompletnie wybijające z odpowiedniego taktu, kiedy to zgasił płomień pod kociołkiem i dotknął końcówką różdżki, którą chwycił prawą dłonią, krawędzi naczynia.
- Nie mówiłem, że zawsze musisz się słuchać swojej intuicji. Możesz potraktować ją jako wskazówkę, poradę, czasami zaufać jej bardziej, w innym przypadku - mniej. - czekoladowe tęczówki spojrzały na nóż, który to zaczął czyścić szmatką, kiedy to eliksir spokoju został poddany procesowi stygnięcia, trwającemu trochę czasu, wszak nie chciał tego pośpieszać. - Momentami warto jest robić to, co ci po prostu mówi serce. I jakkolwiek to brzmi z mojej strony, możesz próbować odsunąć siebie na drugi plan, ale po dłuższym czasie zacznie cię to męczyć. - no tak, odkładanie siebie samego na rzecz innych pozostawało... czymś w rodzaju prowadzenia do autodestrukcji. Oczywiście nie wiedział, co go łączy z tamtymi osobami konkretnie, więc te rady mogły być sprzeczne. Gromadzenia w sobie emocji, dlatego jego rada mogła być wcześniej nietrafna, ale czasami to właśnie izolacja od osób może przynieść tak naprawdę nowe rozwiązania. Zwrócenie się po poradę; normalna, ludzka rozmowa. Dzięki temu był w stanie zrozumieć to, co czuje do Maximiliana, a ciągłe ukrywanie emocji w sobie powodowało niepewność. A to, gdy odkrył, że jednak jest gejem - jeszcze bardziej. Początkowo nie mógł sobie z tym poradzić, ale z czasem zaczął się przyzwyczajać, akceptując samego siebie. - Ewentualnie odpuść na jakiś czas, gdy ci się poukłada w życiu. Bo naprawdę, szkoda czasami nerwów. A kiedy znajdziesz już siły, może najlepiej będzie to po prostu wyjaśnić? Spojrzeć w trochę inny sposób, niż zazwyczaj. - kiwnąwszy głową, wziął cięższy wdech, bo samemu nie powinien jakoś udzielać tych porad. Nie były trafne, ale ten czas dla siebie i na przemyślenia mógł zarówno przyczynić się do powstania charakterystycznych skrzydeł, jak również do ich następnego zniszczenia. Mimo to kierowanie się w danym towarzystwie uczuciem zazdrości nie prowadziło zapewne do niczego dobrego.
Na pytanie nie odpowiedział, ale zamiast tego uśmiechnął się pod nosem. W dziwny, nieco ciepły sposób, niespotykany, no ba - spojrzenie złagodniało, ale na dość krótki moment. A sam uśmiech był na tyle głupkowaty, że wyglądał dość nietypowo na twarzy wiecznie spokojnego studenta. No tak, kochał go cholernie i trudno było zaprzeczyć, że jest jednak inaczej. Wyszło jak wyszło i nie mógł z tym nic szczególnego zrobić, a nawet jeżeli miał okazję - nie porzuciłby tej relacji na rzecz czegokolwiek innego. Pomimo ostatnich wydarzeń, pomimo tego wszystkiego... chciał się zmienić dla niego. I dla siebie, oczywiście, ale po tych wielu wydarzeniach trudno było nie dojść do wniosku, że pewne rzeczy wymagają zmian. A Lowell postanowił zacząć wprowadzać je przede wszystkim w sobie.
Przyglądał się zatem, jak Eskil przyjmuje eliksir, by tym samym spojrzeć na to, jaką temperaturę posiada mikstura znajdująca się w kociołku. W międzyczasie posprzątał stanowisko i tym samym postawił trzy normalne fiolki, kiedy to srebrny kociołek posiadał już normalną, prawidłową temperaturę. Korzystanie z własnego wyposażenia było przydatne i przynosiło naprawdę sporo korzyści. Tym bardziej, że pomagało mu to wydajnościowo w utworzeniu większej ilości porcji.
- Wina emocji. - powiedział sam do siebie, kiedy to przyglądał się Clearwaterowi poddanemu działaniu specyfiku. Remedium na część problemów zdawało się nieść ze sobą naprawdę sporo korzyści, ale również wiele problemów w przypadku nadmiernego używania. Mimo to nie wiedział, czy przypadkiem chłopak nie potrzebuje tak naprawdę pomocy psychologa. - Nie obiecuję, że eliksir może usunąć te żyłki. Kwestia harpii wiąże się ze stanem psychicznym. Pierwsze tygodnie mogą być najgorsze, potem jednak powinno się uspokoić. Jakby co to wiesz, gdzie podbić po uspokajające. - kiwnąwszy głową, powoli zaczął przelewać własny twór do flakoników, które to następnie zamknął w ostrożny sposób, ażeby ich przypadkiem nie wylać lub nie uszkodzić. - Jeżeli mimo wszystko i wbrew wszystkiemu to nie pomoże... ani upływ czasu, ani stosowane sporadycznie eliksiry, zalecałbym wizytę u psychologa. Bo nie ma sensu tkwić w takim stanie przez dłuższy czas, skoro widać, że się w jakiś sposób męczysz. - spojrzał na niego trochę poważniej niż zwykle, bo może ludzie nie lubią czegoś takiego, ale... mogłoby to pomóc chłopakowi z przedzieraniem się poprzez własne emocje i bezsilność. Ale właśnie problem polega na tym, że nie można tego rozpocząć wszystkiego bez chęci ze strony pacjenta, w związku z czym ta myśl była jedynie normalnym, ludzkim pomysłem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : rozczochrane włosy wołające o pomstę do nieba; wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; poza lekcjami widziany w bluzach z kapturem
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 483
  Liczba postów : 1239
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyPon Kwi 12 2021, 18:10;

Gdyby był w pełnej kondycji psychicznej to zapewne zaśmiałby się z tego żartu, a tymczasem mógł ograniczyć się jedynie do wywrócenia oczami co było takowym eskilowym uznaniem. Z drugiej strony jego brwi drgnęły, a spojrzenie wyrażało zaskoczenie. - Felinus Lowell żartuje. Jeszcze trochę, a będą z ciebie ludzie. - chwila, jemu też się zażartowało. Czy powinien w ogóle w taki sposób zachowywać się skoro stracił babcię i z tego powodu cierpiał? Nie powinien przypadkiem zakazywać sobie wesołości na czas żałoby? Głowa go bolała od myślenia. To prawda, że głupi bywają szczęśliwi. Kiedy zorientował się, że wywołał rozmowę dotyczącą przyszłości i wybierania zawodu, gorzko pożałował. Popatrzył na Felinusa z lekką dezorientacją bo absolutnie nie chciał o tym rozmawiać bo to był temat niewygodny, a jak wiadomo to, co niewygodne jest eliminowane z otoczenia wilowatego. Tak czy siak, pozostało słuchać, wtrącać się i zapewniać, że nie zamierza zastanawiać się nad swoim przyszłym zawodem. - Eee... ale ja nie będę sobie zaprzątać tym głowy. Niech sobie gadają o SUMach co chcą, ja nie zamierzam rwać sobie włosów z głowy i myśleć co będę robić za parę lat. Ja tam wiem, że będę dalej się obijać. - wzruszył ramionami, podchodząc cokolwiek lekceważąco do swojej przyszłości. Taki już był. Nie obchodziły go następne dni. Niestety przez swoją aktualnie niepewną sytuację sama myśl o kolejnych tygodniach wywoływała w nim dreszcze. Przyszłość bez babci i domu była okropna. Dobrze, że miał Lucasa. I profesor Dear? - To po kiego grzyba to studiujesz skoro Mung cię nie interesuje? Założysz konkurencję czy co? - uniósł jedną brew. Tak, rozmowa o wszystkim pomagała na spięte mięśnie. Powoli się rozluźniał, a ten stan idący w parze z eliksirem uspokajającym sprawiał, że na jego twarzy pojawiała się bardzo widoczna ulga. Wstyd przyznać, ale następnej części mowy Felinusa nie słuchał. Niestety, ale mózg Eskila automatycznie ograniczał swoje skupienie w chwili kiedy padały słowa dotyczące pracowania i wysilania się po to, aby zarobić pieniądze, których większą część będzie trzeba wydawać na jakieś głupie rachunki. Bawił się puszkiem i raz na jakiś czas zerkał na Felinusa, coś tam przytakując, ale niestety nie angażując się w tę listę niczym konkretnym. Menażerie, rezerwaty... to go teraz nie obchodziło. Jak to Felek sam zauważył, Eskil ma na to sporo czasu, a już tym bardziej nie planował robić kursów i chodzić na staże. Koncentrował się na tym, aby jak największą ilość dnia celebrować odpoczynek. Zamierzał wrócić do tego hobby jak tylko się uspokoi. Opuścił rękę z lusterkiem i drapał puszki, a więc nie zauważył, że z jego oczu zniknęły czarne żyłki - nie było wiadomo na jak długo, ale widoczne w jego postawie rozluźnienie mówiło samo za siebie. Przestał się denerwować - co za ulga! - Ech, Felek, ale ja doskonale wiem co chcę, dlaczego i jak bardzo i nie potrzebuję do tego intuicji. I nie sądzę, żeby ta zachcianka miała zelżeć czy zniknąć. - westchnął nieco przytłoczony faktem, że nie może mieć tego, czego chce. - Z jednej strony wolę nie mieć tej zachcianki, która mnie prześladuje, a z drugiej strony za nic w świecie nie chcę jej oddać, bo jest moja. - dopowiedział trochę pokrętnie, ale fakt faktem, zapisał sobie w pamięci kolejną identyczną poradę, aby wyrzucić z siebie to, co leży mu na sercu. - Oho, ta mina i milczenie to potwierdzenie. No no, to by wyjaśniało dlaczego przez tyle lat nie chciałeś podrywać Robin. - pozwolił sobie na tę śmiałość zwaną wyciąganiem wniosków i interpretowaniem cudzej mimiki. Może nie był w tym taki dobry jak Robin, ale nie pomyli tego głupkowatego i ciepłego uśmiechu z niczym.
- Nie z psychicznym, a z emocjami. To akurat ogarniam i czasami słucham co tam Robin mi gęga do ucha na temat wilowatości. - no nie dało się, musiał się odrobinę uśmiechnąć na wspomnienie blondwłosej dziewczyny. - Minie to, zobaczysz. Nie zamierzam łazić po psychologach czy szpitalach. Dear mówiła, żeby próbować ogarniać co to harpiowe we mnie chce i zaczynam trochę to rozpoznawać... ale nikomu nie mów, że słucham profesorki! - pogroził mu palcem, ale oczywiście nie mówił poważnie. Eskil zaczynał zachowywać się dojrzale. Pokiwał głową na znak, że będzie wiedział gdzie podbijać po eliksiry. Co prawda miał jeszcze w podorędziu Sophie, ale warto mieć czasem kilka osób do których można się zgłosić po pomoc. Nie odrywał rąk od puszków, oddając im tyle atencji ile tylko pragną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyWto Kwi 13 2021, 00:05;

Czasami żartował - czasami mniej, czasami bardziej, ale był do tego zdolny, jeżeli tylko uzna, że nie ma się czego obawiać, a nikt nie zamierza się z tego przy okazji śmiać. Może był przewrażliwiony, to prawda, ale przez spojrzenie wydobywało się naprawdę spore doświadczenie, niemniej jednak nie o podłożu zbyt przyjemnym. Skrywały w sobie dziwne, nieme cierpienie, które może nie przemawiało poprzez gesty, ale zdawało się być widoczne. Mimo to, kiedy decydował się żartować, jakiś dziwny błysk w oczach się pojawiał, jakoby ogniki wyróżniające się na tle tej obojętności bardziej, niż nawet podniesienie kącików ust do góry. W charakterystyczny, trudny do niezauważenia sposób, kiedy to wreszcie udało mu się przygotować eliksir, który lada chwila miał pojawić się w flakonikach.
- Daleko mi do nich. - kiwnąwszy głową, podniósł kącik ust do góry, co świadczyło o tym, że również sobie z tego wszystkiego żartował. Daleko do nich było mu przecież kilkanaście miesięcy temu. Teraz, gdy pewne uczucia jarzyły się w jego duszy, a przez serce przechodził armagedon emocji, był ciut inny. Niebo a ziemia, wszak wcześniej potrafił myśleć tylko i wyłącznie o zysku dla samego siebie. Podchodził z ironią, potrafił wyśmiać drugiego człowieka. Nie spodziewał się u siebie nowego porządku, tudzież nowego ładu, który to został wprowadzony wraz z upływem czasu, niemniej jednak był wdzięczny, wszak odkrył więcej na temat siebie i był w stanie znaleźć więcej, niż tylko i wyłącznie coś w rodzaju gniewu, którym to się kierował w ferworze własnych problemów z ojczymem, matką i domem.
Lowell tym samym zauważył tę dezorientację, wszak półwil pozostawał naprawdę łatwy do odczytania. Na jego twarzy jawiło się wiele emocji, które to nie umykały czujnym oczom studenta znajdującego się na wygnaniu, dlatego samemu zdecydował się nie kontynuować tematu powiązanego z egzaminami, nauką i koniecznością zdania SUMów w jakiś ludzki, moralny sposób. Tak naprawdę liczyło się to, ażeby zdać je, by tym samym móc albo udać się w ramiona trzech lat studiów, albo zwyczajnie pójść do pracy i zacząć zarabiać. Problem stanowiłaby ocena równa Trollowi, niemniej jednak większość przygotowywała się, by zdać tym samym na Nędzne i Okropne, niezależnie od planów na dalsze życie.
- Bo interesuje mnie uzdrawianie. I tylko dlatego. - odpowiedziawszy, nie wszystkie decyzje ludzi - nawet tych pozornie dorosłych - mogły być uznane za prawidłowe. Uzdrawianie było jednak tym, co go naprawdę jarało; uczył tego przedmiotu innych osób bez najmniejszych problemów, a wiedzę przyswajał niczym gąbka czekająca na dodatkową falę wody. Chciał się tego uczyć, wszak ludzkie ciało pozostawało wysoce fascynującą rzeczą, a raczej organizmem. Intrygowało go to, jak natura jest w stanie stworzyć perfekcyjnie (mniej lub bardziej) działający byt, posiadający teoretycznie duszę i własną wolę. Chciał cofać skutki działań, choć lepiej byłoby zapobiegać je u źródła.
Tak samo zareagował, jak w poprzednim przypadku; spokojnie, bez nerwów, wszak tematy, które rozpoczynał, mogły rzeczywiście nie zdawać się być ciekawymi dla duszy tak młodej i nastoletniej. Rozumiał to - rozmowy o pieniądzach, przyszłości, pracy i wszystkim innym... no cóż, mogły być przytłaczające czy coś w ten deseń. Chłopak interesował się puszkami pigmejskimi i to najwidoczniej sprawiało mu w tym wszystkim największą radość. Odbierać mu tego nie zamierzał, wszak to on miał się czuć komfortowo w jego towarzystwie. Zresztą, nie odczuwał tego jako pogardy czy obrazy. Kiedyś na pewno, ale teraz... była to czysta, niema wręcz wskazówka, że Eskil nie jest skory do rozmowy na takie tematy. Tym bardziej, że eliksir zaczął działać, a siateczka ciemnych jak węgiel żyłek zwyczajnie zaczęła zanikać w eter spędzonego tutaj czasu.
- Sytuacja bez poprawnego rozwiązania? - spojrzawszy na niego, poniekąd to rozumiał. Początkowo samemu bał się rozmowy z bliską osobą, bał się skrzywdzenia, bał się czegokolwiek. Może nie było to tym samym, ale Lowell nie był w stanie zaakceptować tego, że jego zachcianka może być równie nierealna i absurdalna. Spokojna rozmowa pozwoliła jednak wyjaśnić część rzeczy i zrozumieć, na jakim gruncie stoi. Co było kojące dla wijącej się w niepewności od dawien dawna duszy. -  Dlatego postawiłbym na rozmowę. Jeżeli ktoś cię kocha, to się nie odwróci tylko dlatego, bo masz własną, specyficzną zachciankę. - odpowiedział na jego słowa, choć nie do końca w pełni; w czekoladowych tęczówkach pojawił się cień tego, co sam musiał przejść. Brak akceptacji wcześniej odbijał się na jego pewności siebie, a teraz... czuł się lepiej. Gdyby nadal się katował w taki sposób, na pewno chodziłby bardziej znerwicowany, a przede wszystkim... poobijany? W jakiś sposób starałby się to zrekompensować. Bo jak nie ostrze przebijające tkankę, to jednak ktoś inny chwytający za nie w celu spełnienia tej roli udowodnienia, że posiada kontrolę nad swoim życiem. - Może po prostu nie podrywam ludzi? Poza tym, nie chwalę się tym faktem na lewo i prawo. - puścił mu, o dziwo, oczko. Był poniekąd dumny, że jednak zdołał odkryć tę część siebie, bo wcześniej rzeczywiście nie miał czasu i siły na poznawanie własnej tożsamości. Teraz, gdy wiedział, na czym stoi, czuł się znacznie lepiej.
- Emocje wpływają na psychikę. - definicja stanu psychicznego zależała tak naprawdę od wielu czynników, o czym nie zamierzał się rozgadywać, bo wiedział, że chłopaka może to zwyczajnie nie interesować. Na ten składały się emocje. Im większe rozdrażnienie, im większy stres, im większa presja... tym jest gorzej. Mimo to machnął na to dłonią pod kopułą czaszki, kiedy to w palcach lewej dłoni trzymał flakonik, raz po raz spoglądając, jak ciecz charakterystycznie okalała ścianki. - Liczę, że to minie, ale człowiek nigdy nie może być pewny w stu procentach. - mruknąwszy, było miło zobaczyć, że jednak Eskil się uśmiechał, bo ukrywanie się z tym wszystkim i chęć izolacji od innych mogła przyczynić się do kompletnie odwrotnego stanu rzeczy. - Nie mówić nikomu... czekaj tylko, aż obserwator się o tym dowie. - i tym razem pokazał mu język, ale te słowa były rzucone w tak mocno żartobliwym tonie, że raczej średnio z wzięciem ich na poważnie. - Nie no, nie będę o tym rozpowiadał, masz moje słowo. - kiwnąwszy głową, zachował flakoniki dla siebie, wiedząc jednak, że to półwil będzie miał prawo skorzystania z nich, gdyby jednak nie dawał sobie po części rady. I wówczas odstawił kociołek na swoje miejsce, spoglądając na puszki pigmejskie, które to jednak preferowały pieszczoty od kogoś innego.
Położył zatem ceremonialnie dłonie na biodrach, które były ciut bardziej zaznaczone, by tym samym w lekko ostrożny, subtelny sposób po prostu się uśmiechnąć.
- To co? Hogwart czy jeszcze chcesz tutaj chwilę pozostać, porozmawiać? - zapytawszy się, nie przeszkadzało mu towarzystwo Ślizgona, a i też wolał znać stanowisko młodego pod tym względem. Nie przeszkadzało mu ani siedzenie w tym barze w samotności, ani w towarzystwie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : rozczochrane włosy wołające o pomstę do nieba; wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; poza lekcjami widziany w bluzach z kapturem
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 483
  Liczba postów : 1239
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyWto Kwi 13 2021, 20:41;

Wady mają to do siebie, że lubią się pokazywać w najmniej dogodnych momentach. Koncentracja Eskila bywała szaleńczo wybiórcza. Słuchał tego, co było interesujące albo chociażby nie wywoływało w nim ziewania czy dyskomfortu. Rozmowa na poważne tematy to nie jest to, co chciał dzisiaj robić. Jego mózg miał odpocząć, a zmuszanie go do myślenia o przyszłości było niemalże bezlitosne. Powoli w jego zachowaniu pojawiały się trochę to mądrzejsze reakcje jednak aby ujrzeć tę przemianę w pełni potrzeba na to choćby roku. Teraz wolał rozmawiać o luźnych rzeczach, chociażby o tym, że Felinus postanowił zażartować i udowodnić, że jak się już uśmiechnie to wygląda całkiem przystępnie i to wrażenie "doświadczonego przez życie ex-aurora" przemija. Kto by pomyślał, prawda? Nie bardzo też rozumiał po co uczyć się uzdrawiania skoro ktoś nie chce pracować potem w szpitalu świętego Munga. Dla niego nie miało to żadnej logiki, ale najwyraźniej nie dane było mu poznać tej mądrości. Potrząsnął głową. - Ty i Lucas macie jakieś inne mózgi. Ja to nie wiem, przecież normalny czarodziej nie ogarnie całego tego magicznego uzdrawiania, a wy macie to w małym palcu! - tak, to był komplement. Pokraczny, eskilowy, ale prawdziwy komplement zabarwiony podziwem, że ktokolwiek jest w stanie przed trzydziestką umieć skomplikowane i trudne zaklęcia lecznicze, co dla Eskila było abstrakcją bo choć znał kilka inkantacji to wszystkie były banalnie proste. Pokiwał głową na znak, że znalazł się w sytuacji bez poprawnego rozwiązania. Oparł się wygodniej na krześle i przez chwilę gapił się w sufit. - Są granice tego kochania. Wierz mi, Felek, niektóre zachcianki mogą poturbować całe otoczenie. I tak nie mogę tej zachcianki mieć i tak, nawet jeśli powiem wprost czego chcę. - wzruszył ramionami udając, że zaakceptował ten fakt, co było srogim kłamstwem, a wprawny obserwator raz dwa wyczyta to z jego twarzy. Uniósł brwi słysząc jego kolejne słowa.
- Dziwne. Ja tam bym się chwalił na cały świat jakbym kogoś miał. - prychnął, zdziwiony jego postawą. Dosyć szybko zaakceptował fakt, że Felinus miał chłopaka choć korciło go okrutnie dopytać jak to się stało, że go ma. Machnął ręką na wzmiankę o przemijaniu harpich cech. Wiedział swoje, nie chciało mu się sprzeczać. Podniósł lusterko przed twarz i westchnął z ulgą kiedy jego oczy wróciły do normy. - No. Zajebiście. - od razu się rozluźnił, co puszki też musiały wyczuć. Uśmiechnął się półgębkiem kiedy Felinus puszczał oczka i żartował. Niech Merlin będzie świadkiem, Puchon był całkiem fajny jeśli go bliżej poznać. Nie wydawał się już taki sztywny i śmiertelnie staro poważny. - Dzięki. - póki co było go stać na tyle. Za jakiś czas przypłynie dalsza część podziękowań, jeśli wymyśli ich sposób okazania. - Muszę wracać. - westchnął. - Muszę jeszcze Lucasa złapać. - trochę posmutniał na myśl o tym, że kuzyn tak bardzo cierpi. Chciał do niego iść i posiedzieć obok, bo mieli tylko siebie. Podniósł się z krzesła, posadził puszki na ramieniu Felinusa i przeciągnął się na wszystkie strony. - Ten eliksir jest czadowy. Normalnie jak ręką odjął. - te słowa uznania też były formą podziękowań. Zerknął w kierunku okna, a potem z lekkim uśmiechem na Felinusa. - Chce ci się mnie teleportować bliżej zamku? - leń Clerwater się uaktywnił. To ogromny znak, że eliksir działa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyWto Kwi 13 2021, 21:38;

Życie nie zawsze jest kolorowe. Człowiek z początku stara się udowodnić wszystkim dookoła, że jest wart poznania. Że mieni się najróżniejszymi kolorami, że potrafi w dogodnym momencie się odsunąć, przejawić dozę zrozumienia; pozwala na to, by część rzeczy swobodnie przedostała się poprzez czyny, a w szczególności te rzeczy pozytywne. Niestety - wraz ze złamaniem, wraz z tragiczną sytuacją, no cóż, nie wszystko idzie tak, jak powinno iść. Może Lowell się uśmiechał, może pokazywał, że jego oblicze tak naprawdę jest inne tuż po bliższym poznaniu, ale nadal... skrywał w sobie wiele cierpienia. I chociaż szło ono w stronę psychologa, z którym to aktywnie prowadził rozmowy (chwała Merlinowi, że napisał do profesora Williamsa o skierowanie), to nadal cząstka niepewności, wręcz dziwne, niemożliwe do okiełznania ziarenko, znajdowało się na dnie jego własnej duszy. Możliwe, że gdyby nie wsparcie z zewnątrz, które to otrzymał, nie wytrzymałby. Po prostu.
Kiedyś miał większe opory przed uśmiechaniem się czy chociażby puszczaniem oczek. Teraz jednak, gdy rozumiał własne emocje, a te nie pozwalały bezpośrednio na krzywdę, nie bał się ich okazywać. Raz po raz udowadniał, że mimo wrażenia bycia aurorem, który przeszedł już znacznie wiele, ma w sobie cząstkę tego człowieczeństwa. Normalnych reakcji w relacjach międzyludzkich.
- Uwierz mi, są one porąbane. Ale działają całkiem nieźle, więc raczej ich nie wymienimy tak szybko. - pozwolił sobie na ten krótki żart, wszak może oboje mają inne mózgi, chłonąc te informacje na temat uzdrawiania niczym gąbka, co nie zmienia faktu, że raczej by ich nie zamienili na nic innego. A przynajmniej tego był pewien wobec samego siebie, bo ze Sinclairem nie utrzymywał wcale tak bliskich kontaktów. Wiedział co nieco o nim (czyli standardowe rzeczy), widział gębę w swoim życiu, no i wyruszył razem z nim i Dear na poszukiwania. - Nie bez powodu granica między miłością a nienawiścią jest wyjątkowo cienka. - może nie wiedział, co dokładnie mówi, ale trochę rzeczy w tymże zakresie słyszał. Łatwo jest przekuć jedną z emocji w drugą, owinąć kogoś wokół palca, przerodzić całkowicie nowe, odmienne odczucia. - Dopóki nie spróbujesz, nie możesz być w stu procentach pewien. - oznajmiwszy, samemu kiedyś podchodził tak do innej kwestii. Po reakcji Lowell trochę powątpiewał w to, czy aby na pewno młody zaakceptował tę rzeczywistość, bo jednak oczy są zwierciadłami duszy, które, bez odpowiednich procedur, pozostają wyjątkowo klarowne.
- Nie potwierdziłem, że jesteśmy razem. - spojrzał na niego ze spokojem, kiedy to wiedział, że może to być pewnego rodzaju sensacja. Tak naprawdę już na Morsotece rura krzyczała imię kochanej przez niego osoby, ale nadal wiele rzeczy pozostawało niewytłumaczonych. Poddanych częściowemu zaćmieniu, kiedy to tak naprawdę Lowell nie wiedział nic. Zresztą, nie zależało mu na tytule partnera; zależało mu prędzej na tym, by uniknąć powstania kolejnych niebezpiecznych sytuacji, w których to mogliby ucierpieć.
Wszystko wskazywało na to, że eliksir działa, a chłopak również zaczynał odczuwać jego działania, uspokajając się poniekąd. Żyłki nie były już widoczne, oczy wróciły do standardowej normy, a zwierzaki wyczuły tym samym tę charakterystyczną zmianę. Samemu Lowell nie podchodził do Eskila już tak, jakby miał kija w tyłku, dlatego bez żadnego skrępowania puszczał oczka i podnosił kąciki ust do góry. Nie przeszkadzało mu to, a do tego, mimo że Eskil był czasami leniwy i dziecinny... był po prostu dzieckiem. I tyle w temacie; kiwnąwszy głową, nie potrzebował jednak żadnych podziękowań.
- Pozdrów go ode mnie. - miał nadzieję, że tego chłopak nie puści przez uszy, kiedy to schował kociołek, spoglądając na wystrój wnętrz wynajmowanego na krótki czas pokoiku. No, nie był najlepszy, aczkolwiek wystarczający, jeżeli chciał spędzić trochę czasu poza zasięgiem wzroku zmartwionej Lydii i ludzi ze szkoły. Po prostu - zapraszał tego, kogo chciał zaprosić, a z magią nie musiał się ukrywać. Nawet puszki czuły się tutaj całkiem nieźle - przeniesione na jego własne ramię, a z ramienia na pościel - co było oznaką tego, że miejsce pozostawało w jakiś sposób swoiste. Grunt, że eliksir pomagał, o czym świadczyły słowa Eskila i... wyluzowana postawa. - A dawaj, mam sporo czasu. Lubię robić za prywatny transport. - podniósł kąciki ust do góry i, kiwnąwszy głową, zamknął drzwi do pomieszczenia od środka, chwytając lenia Clearwatera za ramię, by tym samym eskortować go bliżej zamku. Rzucił tym samym na pożegnanie, by na siebie uważał.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : rozczochrane włosy wołające o pomstę do nieba; wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; poza lekcjami widziany w bluzach z kapturem
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 483
  Liczba postów : 1239
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptySob Kwi 24 2021, 23:18;

Dojście z jednego pubu do drugiego zajęło im bodajże godzinę. Trzymał harpią rękę na ramieniu Huntera, szedł w przeciwną stronę, ciągnąc go za sobą i jednocześnie walcząc z jego oporem, kiedy ten ciągnął go zupełnie gdzie indziej. To była najdłuższa i najbardziej pokrętna droga w jego życiu, bo pokonywana pod wpływem upojenia alkoholowego. Cuchnęło od nich absyntem, a sam Eskil był cały czerwony. Był rozgorączkowany, a o tej porze jednak wieczór był już chłodny, czego absolutnie nie czuł. - Kiełbaszkoooo mooooja... szercze mojeee... nie ma takiiiiiiich... jak my szwoje... - bełkotał śpiewnie, trzymając blisko swojego najlepszego przyjaciela na świecie, którego kochał szczerze całym sercem i którego zapewniał, że nigdy go nie opuści ani nie wyrzuci z tej dryfującej łajby którą płynęli prosto do Felinusa. Zatruty alkoholem mózg Eskila ubzdurał sobie, że u biednego Puchona znajdą drogę do Trice, której należy wyznać miłość, bo tylko ona ich tak naprawdę kocha. Wyglądali zabawnie i trochę niepokojąco, bo i Hunter miał na sobie dwa nieduże ślady po pazurach i sam Eskil - na skroni - ale nie czuli tego w żaden sposób bowiem ich zmysły zostały skutecznie przytłumione zawartością dwóch butelek absyntu i piwa Simisona pitego niemal duszkiem i na pusty żołądek. - Triiiisz... o tu! - wskazał na krzaki i klepnął kilkukrotnie jedną ludzką ręką (ta prawa była jedynie szponiasta, twarz w dwudziestu procentach naznaczona szpetnymi fałdami i deformacją rysów twarzy) Huntera w mostek. - Felisz, to ty? Feliiiiiisz! - wydarł się do krzaków, ale im dłużej na nie patrzył tym mniej przypominały Felinusa. - To nie szon. - zapewnił i skierował ich do pubu. Jakimś cudem trafili w odpowiednie miejsce, ale żeby wchodzić drzwiami? Nie! Po parunastu minutach zatrzymali się przy bocznej ścianie pubu. - Pasz i usz szę. - pochylił się żeby sięgnąć kamień lecz grawitacja przyciągnęła go do siebie i runął na kolana. Z pomocą Huntera albo łuty szczęścia wygramolił się z powrotem do pionu, machając przy tym zabawnie rękoma kiedy o mały włos znowu by nie wyrżnął na chodnik. Zamachnął się z kamieniem i nie trafił w okno. - Teraz szy. - poświęcił się. Podał mu inny kamień, ale wylądował przy tym w krzakach i nie dał rady się już podnieść, bowiem w jego zapijaczonym umyśle te krzaki miauczały. - No jusz... gdzie jeszteszcie... - szukał kotków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hunter O. L. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
Galeony : 1421
  Liczba postów : 741
https://www.czarodzieje.org/t19794-hunter-ossian-lewis-dear#599888
https://www.czarodzieje.org/t19804-sowa-huntera#600487
https://www.czarodzieje.org/t19806-lowca-zaprasza#600489
https://www.czarodzieje.org/t19795-hunter-o-l-dear#599914
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptySob Kwi 24 2021, 23:34;

Nie miał zielonego pojęcia ile szli, ani tym bardziej jakimi uliczkami. Pamiętał tylko, że ciągle domagali się, żeby Robin i Beatrice ich kochały, bo przecież tylko to liczyło się tego dnia. Ciągle wszystko wokoło wirowało, a grunt pod jego nogami wydawał się ciągle być w innej odległości od jego stóp, kiedy robił kroki. Dlatego potem już powłóczył nimi,  trochę przez chwilę oparty na Eskilu, aby potem ten spierał się na nim i tak pokonywali jakoś kolejne metry. Trochę przy pomocy twardych ścian starych kamienic, trochę pomagając sobie słupami latarni, jednak nie zawsze pion to był pion, a mięśnie od czasu do czasu nie chciały słuchać. Aż wreszcie Eskil dał głośny i jednoznaczny sygnał, że to właśnie to miejsce i szarpnął nim, tak żeby się zatrzymał. - Njeeee, Eskil, kurwaaa, nijee pijeemy juszz... - jęknął, rejestrując szyld pubu i od razu uznając, że temu jeszcze mało i chce sobie poprawić aktualny stan, jakby mu było jeszcze mało. Na szczęście szybko okazało się, że to właśnie tu miejszka Felek, co od razu zmieniło postać rzeczy. - No dopraa, dopraa ale no jak tam wejść, hę? Nijech wyjdzijeee i powie GDZIE BECIA! - krzyknął te ostatnie słowa dosyć głośno i oparł się o kamienne ogrodzenie plecami, lekko dysząc, po czym zaczął się ocierać grzbietem o twardą powierzchnię.  - Ejjjj, podrapijesz mnijeee po plecachh? Cośś mnijeee tam... - wymamrotał, nadal próbując jakoś pozbyć się tego irytującego uczucia, wiercąc się przy ogrodzeniu, aż w końcu chwycił się ręką o jedną kolumnę i urwał kawałek kamiennej konstrukcji. Spojrzał na skałę w dłoniach, po czym skrzywił się w wyrzucił ją kawałek dalej. A potem zauważył Eskila na kolanach, który właśnie zamachnął się, by spudłować rzut w szybę okna. Hunt prychnął głośno i zaraz jak tylko usłyszał, ze jego kolej pochylił się, zachwiał, ale w porę przytrzymał się ogrodzenia i złapał za kamień. - Paczz jak to sijee robii, paczzz - mruknął do niego, jednak Ślizgona już nie było, bo szukał kotków w krzakach, ale Dear o tym nie wiedział, skupiony wielce na celowaniu w okno, przy jednoczesnym trzymaniu się drewnianej barierki płotu. Zamachnął się i... trafił. Ale w kompletnie inne okno niż zamierzał i szyba narobiła w momencie okropny hałas, roztrzaskując się w sekundę. Z jego ust znowu wydobyło się standardowe "upsss", po czym rozejrzał się wokoło w poszukiwaniu Eskila. - Heeeeeej, bo chyba obudzijliśmy Hampsona. Tyyy, ale on juuuzz śpiji o tej porzeee? ESKIL! SŁYSZYSZ?! Gareth nas zaraz zajebie, wyłaź! - zaczął się drzeć, próbując dojść do tego gdzie ten się podział, bo gdzieś słyszał jego głos, ale było to trudne do ogarnięcia dla niego w wiadomym stanie.

@Eskil Clearwater @Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1406
  Liczba postów : 6819
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyNie Kwi 25 2021, 00:12;

Ten dzień był spokojny - aż nadto spokojny, co było początkowo dziwne, aczkolwiek Lowell, po wieczornym treningu, jak gdyby nigdy nic, postanowił się umyć i zwyczajnie udać do pokoju. Wynajmowanie od czasu do czasu pokoju w pubie wiązało się z wieloma dogodnościami, wszak mógł odpocząć od swojego normalnego życia i tym samym znaleźć inne zajęcia, którymi mógł się w jakiś sposób zająć. Nie wysuszył włosów, lubiąc to, jak pozostawały charakterystycznie wilgotne; mięśnie były przyjemnie wyczerpane, natomiast umysł jakoś dziwnie orzeźwiony. Wina zapewne hormonów wydzielających się podczas aktywności fizycznej, co umożliwiało mu tym samym spełnienie postanowienia i unikanie potencjalnych niebezpieczeństw.
Wieczór mijał równie spokojnie, przeradzając się bardzo powoli w noc, a Felinus początkowo ślęczał przy notatkach powiązanych z eliksirem, by tym samym wykonać ich stosowną kopię, ażeby nic w ferworze własnego życia nie zaginęło. Po tym, jak zakończył przepisywanie ostatniego zdania, a po poszczególnej literce pojawiła się kropka, Lowell odłożył je w odpowiednim miejscu, zrzucił niepotrzebne ubrania i udał się w ramiona Morfeusza, okrywszy prawidłowo pościelą. Wcześniej jednak uchylił okno, ażeby świeże powietrze dostawało się do pomieszczenia i nie stało się tym samym zaduszone. Po tym mógł odpowiednio przejść w stan odpoczynku, nie wiedząc, co go tym samym tej pogodnej nocy czeka.
I jak się okazało, jakieś dziwne dźwięki starały się go wybudzić ze snu, aczkolwiek przyzwyczajenie wzięło w górę, wszak brzmiały one na typowe dla osób w stanie upojenia alkoholowego. Wiele razy tutaj sypiał i o najróżniejszych historiach słyszał, w związku z czym może raz czy dwa razy się obrócił, ale nic poza tym. Dość szybko powrócił do spania, skupiając się przede wszystkim na wypoczęciu, wszak od chwili, gdy zaczął więcej ćwiczyć, chodził już spać nawet o tej dwudziestej pierwszej. Wstawał co prawda również wcześnie, choć lubił się rozleniwiać do tej dziewiątej chociażby, dlatego naprawdę przyjemnie mu się leżało, dopóki nie usłyszał, jak szkło ulega rozpadowi, a do pokoju wlatuje kamień, tocząc się prawie pod łóżko.
Felinus wyrwał się w łóżka gwałtownie, zapalając za pomocą różdżki wszelkie możliwe źródła światła. Rozejrzenie się zaspanym wzrokiem po otoczeniu utwierdziło go w przekonaniu, iż powinien za ten drewniany kijek chwycić znacznie wcześniej; znajdujące się wewnątrz szkło umożliwiało chodzenie boso po pokoju.
- Co do chuja... - syknął niezadowolony, ustawiając tym samym Accenure w jednym miejscu, ażeby kolejne kamienie nie ruszyły w jego kierunku. Nie wiedział, co się odjaniepawla, ale nie zamierzał tym samym narażać potencjalnie własnego zdrowia lub życia. Nie bez powodu zatem rzucił naprędce Chłoszczyść, ażeby kawałki ostrego szkła zostały ułożone w jednym miejscu, dość niewidocznym. Ten dźwięk mógł zbudzić samego właściciela, co nie było dobrą oznaką, jako że zależało mu na tym pokoju, bo zazwyczaj nic podobnego się nie działo. Jakoś nie widziało mu się podchodzić do tego w beztroski sposób, dlatego trzymał różdżkę w gotowości, spoglądając uważnie za okno (w ramach możliwości), by tym samym zauważyć w nikłym świetle okolicznych latarni kogoś, kogo kojarzył. Zresztą, jego darcie ryja było trochę znajome; mimo że nie miał z nim do czynienia od dosyć dawna (od pamiętnych ferii), o tyle jednak odpowiednie lampki zapaliły się pod głową, a Felinus wykonał soczystego facepalma, zastanawiając się, co zrobić z potencjalnie najebanym Hunterem. I Eskilem, bo wskazywało na to, że ten do niego mówił, ale ni chuja go nie widział.
Zarzuciwszy na własny tyłek krótkie szorty oraz założywszy koszulę w dość nieumiejętny sposób, nawet nie zamierzając jej zapinać na guziki, ruszył tym samym na dół, ubrawszy naprędce buty. Drzwi zamknął na klucz. W dłoni miał przygotowaną różdżkę, gdyby jednak zaistniała konieczność skorzystania z niej, bo z pijanymi (naćpanymi?) to różnie bywa. Zresztą, od momentu, kiedy to chodził do psychologa, naprawdę cenił własne zdrowie i nie widziało mu się ryzykować więcej, niż było to konieczne. Raz po raz omijał kolejne stopnie, otworzywszy drzwi na zewnątrz; nie było ciepło, ale też nie było zimno, ale było ciut ciemno, dlatego prawidłowy ruch nadgarstkiem prawej dłoni wyczarował latającą kulę światła, która za nim radośnie krążyła. Obróciwszy się na pięcie, poszedł od strony wybitego okna, by tym samym zauważyć znajdującego się nieopodal Huntera.
- Ja pierdolę, co się tutaj odmerlinia? - spojrzał na niego, co prawda spokojnie, ale też, nie był z tej całej sytuacji zadowolony. Na szczęście potrafił samego siebie kontrolować, w związku z czym nie wybuchał agresją czy też nadmiernym zdenerwowaniem. Zresztą, nie byłoby to w jego stylu; spojrzał uważnie w stronę przedstawiciela rodu Dear, jakoby oczekując odpowiedzi, aczkolwiek samemu spodziewał się, że tak szybko jej nie dostanie. Nie wyglądał teraz na istotę wielce komunikatywną.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : rozczochrane włosy wołające o pomstę do nieba; wszędzie nosi ze sobą bezdenny plecak; poza lekcjami widziany w bluzach z kapturem
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 483
  Liczba postów : 1239
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
https://www.czarodzieje.org/t20151-eskil-clearwater-dziennik#624
Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8




Gracz




Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 EmptyNie Kwi 25 2021, 10:00;

To naprawdę cud, że w tym stanie dotarli do tego pubu. Co prawda to wszystko znajdowało się w tej samej okolicy ale i tak należało podziwiać obu chłopaków, że bez większych szkód fizycznych znaleźli się w docelowej lokalizacji. Według Eskila wiał bardzo silny wiatr, który wytrącał biednego człowieka z równowagi przez co musiał się mocno przytrzymywać Huntera, czasem i też jego ciągnąc w swoją stronę żeby i ten nie runął na ziemię. - Ale... ale... mnie SZUSZY! - powiedział mu śmiertelnie poważnym, pijanym tonem, gapiąc się na niego tą zdeformowaną paszczą i uznając, że to świetny pomysł iść się napić do pubu Felka. Tak, w jego głowie Felinus był właścicielem pubu "U nieudacznika". Kto w ogóle to tak nazwał?! - TRISZ! CHO NO DO NAS! - wrzeszczał zanim postanowił sięgnąć po kamień i rzucić nim w zatrważającej wysokości pół metra nad swoją głową. Trudno oczekiwać od niego celności. - JUSZ! Jusz, pszyjaszelu. - doraczkował do niego, pomógł sobie jego osobą w pionizacji i podrapał go po plecach. Nie trzeba chyba mówić, że obiema rękoma, w tym harpią? Koszulka Huntera była teraz porozdzierana nawet z tyłu. - O ŻESZ W MORDĘ, nie umszerzaj. FELISZ! - wołał Felka, bowiem dostrzegł na plecach swojego najlepszego przyjaciela kropelkę krwi i uznał to za bardzo śmiertelną ranę, która oczywiście wymaga hospitalizacji i najlepiej pełnej odsieczy Huxleya Sprawiedliwego. W takim stanie upojenia alkoholowego umiał sobie z tego żartować choć żadne słowo nie padło z jego ust. Najwyraźniej Hunter nie poczuł za wiele bo był gotów rzucać kamieniami, a Eskil szukał kotków w przybocznych krzakach. - SZO? WUJEK GARESZ TUTAJ? NIE! RATUNKU. - panikował i wylazł z krzaków po to, aby siedząc na dupie na chodniku ciągnąc w swoją stronę hunterową nogę. - CHOWAJ SIĘ, IDZIE! - spieszył się byleby uratować przyjaciela przed wymiarem srogiej sprawiedliwości... którym okazał się Felinus w rozpiętej koszuli. - FELISZ! - puścił nogę Huntera i doraczkował do puchoniego przyjaciela żeby potrząsnąć mocno jego gołą nogą, aby zwrócić na siebie uwagę. - Daj mi Trisz... ona nasz kocha, co nie pszyjaszelu? Trisz-Trisz-Trisz! - skandował i próbował podnieść się do pionu wykorzystując przy tym stojącego Felinusa. Zapomniał o kotkach i "Gareszu".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Pub "U nieudacznika" - Page 16 QzgSDG8








Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty


PisaniePub "U nieudacznika" - Page 16 Empty Re: Pub "U nieudacznika"  Pub "U nieudacznika" - Page 16 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Pub "U nieudacznika"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 19Strona 16 z 19 Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18, 19  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pub "U nieudacznika" - Page 16 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-