Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Zapomniana komnata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość


Cornelia Somerhalder

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptySob Cze 09 2012, 15:19

First topic message reminder :


Zapomniana komnata

To pomieszczenie jest jednym z najrzadziej odwiedzanych miejsc. Żeby się do niego dostać trzeba być niesamowitym farciarzem. Dlaczego? Ponieważ drzwi nie posiadają klamki od zewnątrz i wyglądają tak samo jak mur Hogwartu. Kiedy się o nie oprze łatwo się otwierają chyba, że ktoś zamknie je od środka.
Wnętrze nie jest bardzo przyjemne, ani przytulne mimo iż niewielkie. Znajduje się w środku kilka okien, ale wszystkie zabite są zakurzonymi deskami. Przydałoby się użyć tutaj zaklęcia czyszczącego. W jednym z katów pokoju leży ogromna skrzynia, w której znajdują się wszystkie niepotrzebne przedmioty, które nie pasowały do wystroju innych sal Hogwartu. Został potraktowany zaklęciem zmniejszająco zwiększającym, więc można tam wszystko schować. Na ziemi znajduje się brudny, zielony dywan - miękki w dotyku, na którym się przyjemnie leży oraz kilka poduszek. Te przedmioty nie były niegdyś częścią pokoju co oznacza, że ktoś jakiś czas temu przychodził tutaj. Ale nie było to niedawno, skoro ponownie pojawił się tutaj kurz. Jednak kluczowym punktem pomieszczenia jest stojący w kącie fortepian przykryty ogromną, połataną płachtą. Cały czarny nie licząc złotego napisu wyrytego na wierzchu, który głosi: Muzyka powinna zapalać płomień w sercu mężczyzny, i napełniać łzami oczy kobiety.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 866
  Liczba postów : 948
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyPią Cze 21 2019, 18:25

Kumpel pożyczył mu egzemplarz dość mocno zdezelowanej Therii. Wydawało się jednak, że jest kompletny, więc wystarczyło poszukać kogoś chętnego do gry. Sam właściciel niespecjalnie się do niej garnął – nic dziwnego, skoro podczas rozgrywki można było nabyć parę nieprzyjemnych urazów. Prawdę powiedziawszy w ogóle trudno było znaleźć kogoś, kto zdecydowałby się na grę. Matthew popytał kilkoro uczniów na korytarzach, ale każdy z nich jakoś miał nagle inne sprawy do załatwienia albo szczerze mówił, że nie widzi mu się obecnie wizyta w Skrzydle Szpitalnym lub św. Mungu. Ślizgon przez moment zaczynał już wątpić w to czy Theria w ogóle na cokolwiek mu się przyda, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że nie zapytał osoby, która z pewnością mu nie odmówi. Toma! Szybko naskrobał na pergaminie zaproszenie, a następnie zaczął zastanawiać się nad tym gdzie mogą z Gryfonem usiąść i rozłożyć spokojnie planszę. Potrzebowali zdecydowanie takiego miejsca, w które nie zajrzy żaden przypadkowy obserwator. W Szkole Magii i Czarodziejstwa mnóstwo było takich zakątków, ale kiedy trzeba było coś wymyślić, doznawało się niespodziewanie jakiejś cholernej pustki w głowie. Chwila… młody Gallagher wytężył mózgownicę i przypomniał sobie o jednej z salek na siódmym piętrze, do której niegdyś trafił przez przypadek. Pomieszczenie nie miało klamki od zewnątrz, a przejście wyglądało identycznie jak mury zamku, więc naprawdę trudno było się tam dostać. Właściwie nie był pewien czy do końca pamięta, gdzie to było, a już tym bardziej nie posądzałby o taką wiedzę Falka. Dlatego też stwierdził, że umówi się z nim na dziedzińcu i dopiero stamtąd zgarnie go na najwyższą kondygnację Hogwartu. Nic ich nie goniło, więc mogli poszukać tych magicznych „drzwi”.
- Siema. Mam nadzieję, że znasz zasady? – Rzucił Gryfonowi na przywitanie, kiedy ujrzał już znajomą sylwetkę. Pokazał mu pudełko z wytartym napisem „Theria” i wcisnął mu je w ręce, samemu pokazując gestem dłoni, żeby chłopak szedł za nim. Miał przy tym nadzieję, że schody nie wywiną im po drodze żadnego numeru.
- Gdzieś tutaj jest taka opuszczona sala, tylko nie widać do niej wejścia. Idź z drugiej strony korytarza. W końcu znajdziemy. – Zarekomendował swojemu towarzyszowi, samemu także zabierając się do pracy. Wreszcie odnalazł jedną ściankę, która wydawała mu się nieco inna niż wszystkie. Uderzył w nią nieco zbyt mocno plecami, wpadając z impetem do środka.
- Dobra, to najwyraźniej tutaj… – Rzucił do Toma, dając mu tym samym sygnał, że udało im się odnaleźć ich cel. Zaraz po tym otrzepał swoje ubranie z kurzu, bo oczywiście nie byłby sobą gdyby nie wpadł na jakiś stary mebel. Czego by jednak nie powiedzieć, ciemno tu było jak… Wyciągnął więc jeszcze zza pasa swoją różdżkę, zapalając wszystkie stojące wokoło świece.
- To co, kto zaczyna? – Zapytał, kiedy zasiadł już na zielonym, przybrudzonym dywanie nieopodal zakrytego płachtą fortepianu. Tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę ułożył sobie również jedną z poduszek, żeby było mu wygodniej. Nie mógł się doczekać, co też przyniesie im ta rozgrywka w Therię.

Kostka: 1; wejście z Tomem Falkiem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Tom Falk

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 164
C. szczególne : Czy to, że jest niskim kurduplem nie wystarsza?! Na nadgarstku ma bliznę po oparzeniu!
Galeony : 653
  Liczba postów : 312
https://www.czarodzieje.org/t8924-tom-falk
https://www.czarodzieje.org/t8932-mow-mi-tom
https://www.czarodzieje.org/t8933-falk
https://www.czarodzieje.org/t8934-kufer-toma#250268
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyPią Cze 21 2019, 19:08

Tom od bardzo dawna nie spodziewał się od nikogo sowy. Kto też niby mógłby do niego pisać? Wszyscy koledzy, których miał już dawno odwrócili sie od niego plecami i mieli gdzieś fakt, że złapał doła. Jednak w ostatnich dniach było inaczej. Nabrał znowu nadziei na lepsze jutro. Znów zaczął jadać przy wspólnym stole gryfonów. Ba! Nawet czasami zaczął zaglądać do podręczników. Chociaż to znacznie rzadziej. Wiedział doskonale, że kolejny rok będzie znów powtarzać. Nie żeby nie mógł się jakoś postarać i przejść tego ostatniego roku. Grał na zwłokę. Dlaczego miałby skończyć studia i iść dalej skoro mu się tak tutaj podobało. Mógł chociaż obserwować ludzi, patrzeć jak pierwszoklasiści gubią się w zamku, jak ktoś wpada w kłopoty. Najczęściej jednak tą osobą wciąż był on. Nic się nie zmieniło. Z zniecierpliwieniem rozerwał list i szybko przeczytał go.
Matt. Kto by pomyślał, że ten uroczy ślizgon pamiętał o nim. Czyżby nie miał chętnych do gry i był ostatnią deską ratunku? Naprawdę zrobiłby wszystko by było inaczej. Sięgnął po pióro i napisał mu odpowiedź zwrotną. Normalnie każdej osobie by odmówił, ale nie jemu. Poszedłby tam choćby nie wiadomo co się działo. Tylko po to by móc przez chwilę popatrzeć w jego śliczne oczy. Jeśli w grę wchodziło ryzyko uszkodzenia czegoś to on w to wchodził! Uwielbiał niebezpieczeństwo, uwielbiał pakować się w kłopoty. Teraz nie miało być żadnych kłopotów, ale i tak się cieszył.
- Nigdy nie zdarzyło mi się w to grać, ale jako dzieciak czytałem o tym- przyznał się chłopakowi kiedy w końcu się spotkali. Trzymając grę, którą mu tamten wręczył ruszył za nim. Miał wrażenie, że wie o jakim miejscu mówi. Zdawało mu się, że kiedyś tutaj był.
- Uważaj, bo jeszcze niepotrzebnie sobie krzywdę zrobisz- poruszył znacząco brwiami i wskazał na grę. miał wrażenie, że dzisiaj oboje zrobią sobie krzywdę. I to niejedną.
Usiadł na dywanie naprzeciwko niego i rozłożył grę. Sprawdził czy aby na pewno wszystko znajdowało się. Podał eliksir slizgonowi. Mogli go tylko użyć raz albo wcale. Zasady były taki, że potem i tak go ze sobą nie mogli zabrać.
- To na pewno ci się przyda. Wygląda na to, że wszystko mamy- wzruszył ramionami. I potarł dłonie posyłając ślizgonowi szeroki usmiech. - to mogę w sumie zacząć, to nie problem- jego głos był pewny, ale Tom sam w sobie nieco się bał. Wziął w dłonie dwie kostki i rzucił nimi.
Pochylił sie nad kulą by przeczytać cytat
- Trup, który zaczyna już śmierdzieć, ale jeszcze ciągle zastanawia się nad swoim powrotem do życia - uparty trup.- no to nieźle się zaczyna, pomyślał Tom. Już na wstępie miał być trupem? Nie wiedział właściwie o co chodzi. Cytat był nawet ładny. Świeczki się paliły i zrobiło się naprawdę romantycznie. Choć ta chwila nie trwała zbyt długo.
- Atak Inferius, serio?- aż wstał z miejsca by te go nie sięgnęły. Wyciągnął z kieszeni różdżkę i rzucił pierwsze co przyszło mu na myśl -Lacarnum Inflamari- na szczęście zaklęcie podziałało więc usiadł powoli na miejsce niepewnie.
- Czyżby test ze znajomości zaklęć? Jestem tutaj rok niż powinienem jak na razie. O mnie się nie martw- puścił mu oczko.

Pole: 7
Kostka: parzysta (6)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 866
  Liczba postów : 948
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyPią Cze 21 2019, 19:29

Nie zrozumiałby dlaczego inni omijali Toma szerokim łukiem. Może nieraz miał sarkastyczny, nieco perfidny humor, ale jemu to kompletnie nie przeszkadzało. Ba, nawet by mu pewnie pomógł i w nauce (mimo że sam do książek się nie rwał), gdyby tylko wiedział, że Gryfon może mieć jakieś problemy z ukończeniem roku. Z drugiej strony… może to i lepiej, gdyby rzeczywiście musiał go powtarzać. Hogwart zdecydowanie cierpiał na niedobór przystojnych facetów, a na Falku można było przynajmniej zawiesić oko. No i był zdecydowanie dobrym kumpem, z którym można było nie tylko pogadać w szkolnej ławce, ale i aetonany kraść. Obaj lubili ryzyko i ściągali na siebie niebezpieczeństwa czy kłopoty, więc wydawało się, że tworzą zgrany duet. Że też Matthew od razu po nim nie pomyślał, tylko musiał jak głupek pytać o Therię połowę szkoły. Cóż… być może to dlatego, że Toma ostatnio rzadko widywał, a pamięć bywała zawodna. Na szczęście miał ten jeden przebłysk, który podpowiadał mu, że trzeba nieco nadrobić zaległości w tej relacji.
- Podobnie do mnie. Jak byłem młodszy chciałem zagrać, ale matka powtarzała, że to nie dla dzieci… no i tak wyszło. Dopiero niedawno sobie o niej przypomniałem. – Odpowiedział chłopakowi, zastanawiając się nad tym, co w ogóle może ich czekać. Jak widać, obaj znali reguły gry, ale nie do końca zdawali sobie sprawę z tego jak może potoczyć się rozgrywka. Gallagher wiedział jedynie o tym, że istnieje szansa, że zrobią sobie przy tym krzywdę, ale ciekawość jednak przeważała nad rozsądkiem.
- Ja? Może w Therię nie grałem, ale jestem mistrzem gier i hazardu. Na Twoim miejscu raczej martwiłbym się o Twój tyłek. – Nie miał zamiaru pozostawać Falkowi dłużnym. Jeśli był taki pewny siebie, to niech pokaże na co go stać przy tej planszówce. Ślizgon miał nadzieję, że trafi najgorsze pole, jakie może być. I nie, nie dlatego, że nie go nie lubił… tylko właśnie dlatego, że darzył go sympatią, życzył mu starcia z jakimś potworem. O ile w ogóle w Therii takowe istniały. Na razie odrzucił jednak przemyślenia na bok, bo kiedy jego towarzysz podzielił pomiędzy nimi eliksiry lecznicze zaczęło się robić gorąco. Był podekscytowany, ale jednocześnie modlił się w duchu, by udało mu się dotrzeć do mety w jednym kawałku. Właściwie cieszył się, że to Gryfon rozpoczynał grę, bo dzięki temu mógł podejrzeć o co mniej więcej w tym wszystkim chodzi. Jedno trzeba było Tomowi oddać – miał gość jaja.
- Nie brzmi zachęcająco… – Mruknął ni to do siebie, ni to do Falka, kiedy ten odczytał wskazówkę. Na efekt nie trzeba było długo czekać. W pomieszczeniu pojawiła się kilka inferiusów, z którymi jego kumpel stanął do walki. Matt zastanawiał się czy by nie pomóc, ale to chyba było niezgodne z instrukcją. Dlatego też trzymał jedynie kciuki, bo tak jak chciał, żeby Tom na czymś wtopił, to może niekoniecznie na trupach. To by była przesada.
- Nieźle. – Skwitował krótko jego sukces, chuchając na trzymane w ręku kostki. – Oby nie trupy... Melancholia jest rozpaczą, która nie zdążyła dojrzeć. Różnica wynika z czasowości. Czas rozpaczy jest czasem bez jutra. Czas melancholii jest czasem degradującego się jutra. – Odczytał cytat i nagle do uszu obu chłopaków mogło dojść głośne brzęczenie. Armia trzminorków? Niewesoło… ale Gallagher miał o tyle szczęście, że dość dobrze znał się na magicznych stworzeniach.
- Avis. – Wypowiedział inkantację zaklęcia, wyczarowując tym samym stado ptaków, które odgoniły owady. Tylko jeden samotny trzminorek gdzieś się zagubił i spoczął na jego ramieniu, boleśnie przegryzając skórę. Chłopak jęknął z bólu, a z jego ust mimowolnie wydobyło się głośne „kurwa”. Wyglądało jednak na to, że zagrożenie zostało zażegnane.
- Póki co remis. – Czyżby chciał sprowokować Toma, by ten podczas następnego swojego ruchu nie zachował aż takiej ostrożności jak ostatnim razem?

Pole: 6
Kostka: parzysta (4)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Tom Falk

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 164
C. szczególne : Czy to, że jest niskim kurduplem nie wystarsza?! Na nadgarstku ma bliznę po oparzeniu!
Galeony : 653
  Liczba postów : 312
https://www.czarodzieje.org/t8924-tom-falk
https://www.czarodzieje.org/t8932-mow-mi-tom
https://www.czarodzieje.org/t8933-falk
https://www.czarodzieje.org/t8934-kufer-toma#250268
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyPią Cze 21 2019, 20:30

Przechylił głowę w bok i przyjrzał się chłopakowi. Bardzo dawno go widział i doskonale wiedział, że to z jego winy. Mógł częściej wychodzić ze swojego pokoju. Mógł się nie zamykać w sobie. Mógł pielęgnować ich znajomość. Mógł zrobić tak wiele rzeczy, ale nic nie zrobił. Cierpiał po cichu. I teraz są konsekwencje jego czynów.
- Dzięki, że za mnie trzymałeś kciuki. W sumie to jesteś moim przeciwnikiem i pewnie nie powinieneś się cieszyć, że mi się udało. Jednakże to bardzo miłe.- przyznał z uznaniem. Czyżby Matt mu kibicował? to było co najmniej dziwne. Inna osoba pewnie by się cieszyła z niepowodzenia.
- Twoja matka miała rację. Gdybym miał sześć lat i zobaczył coś takiego to pewnie miałbym traumę do końca życia. A teraz? Gorsze rzeczy mnie spotkały- jego słowa zawisły w powietrzu. Przynajmniej miał takie wrażenie. Jakie rzeczy? Ja na przykład fakt, że ciągle ktoś odchodzi z jego życia? Rodzice odeszli zanim zdążył oczy otworzyć! Chociaż Matt miał mądrą matkę.
Przymknął delikatnie oczy kiedy chłopak zaczął czytać swój cytat. Był bardziej niezrozumiały niż jego. kompletnie nic z tego nie zrozumiał. Otworzył oczy i zmarszczył brwi.
- Czyli że co?- zapytał, ale długo nie musiał czekać na odpowiedź bo jego oczom ukazała się chmara trzminorków. Przygryzł wargę zdenerwowany. Nie wyglądało to zbyt dobrze. Nie to że nie wierzył w umiejętności tamtego! Po prostu ich było tak wiele! Nieświadomie zacisnął ręce aż go zabolało. Na szczęście poszło mu prawie tak dobrze jak jemu. Zawsze lepiej by zaatakował jeden niż całe miliony.
Uśmiechnął się kiedy tamten przeklął. W duchu powstrzymywał się by nie powiedzieć, że jest naprawdę słodki kiedy się wkurza. Nie miał zamiaru go podrywać. To byłoby co najmniej niestosowne. Tom mógł podrywać niejednego, ale tutaj mógł sobie darować. Z kim by potem miał takie akcje jak ta?!
- mogło się skończyć znacznie gorzej- mruknął i sięgnął po kostki a następnie nimi rzucił. Nachylił się się nad kulą i przeczytał - Chciałbym jak piorun , uderzyć i zginąć, ale o gwiazdy zaczepić w locie
Tutaj z kolei dla niego było o wiele jasnych rzeczy. Piorun. W tym samym momencie rozległ się huk gdzieś nieopodal a jego aż przeszedł dreszcz. Miał nadzieję, że do końca gry nie będzie napierdalać piorunami. Utrudniłoby to im grę. nie spodziewał się, że stanie się coś gorszego. Chwilę później świeczki zgasły a ich pochłonął mrok.
- Świetnie.- powiedział. Nie było to nic bolesnego, ale utrudniało grę. Nie wiedział gdzie się znajdują kostki ani jaki wynik wyrzuci. Na całe szczęście pionek sam się przesuwa ale… jeśli nadejdzie niebezpieczeństwo to nawet nie będzie wiedział z której strony
- Byłbym wdzięczny gdybyś rzucił i trafił na coś co cofnie to zaklęcie- nie żeby Tom narzekał jakoś bardzo! Kiedyś wiele by dał by znaleźć się w ciemnym pomieszczeniu z jakimś przystojniakiem.
- No to po remisie

Pole: 17
Kostka: nieparzysta (1)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 866
  Liczba postów : 948
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyNie Cze 23 2019, 19:03

Matthew nie uważał, by ich dość długiej rozłące winny był wyłącznie Tom. Może Gryfon od jakiegoś czasu bardziej się izolował, ale nie oszukujmy się, również i młody Gallagher mógł go na siłę gdzieś wyciągnąć, a jednak przyzwolił na taki stan rzeczy. Brał więc na siebie chociaż część odpowiedzialności.
- Ta… powiedzmy, że trzymałem. – Nie chciał się do końca przyznać, że tak było. Ot, po prostu docenił umiejętności swojego przeciwnika. W gruncie rzeczy jednak nie chciał, żeby Falkowi naprawdę coś się stało. Źle by się z tym czuł, skoro sam namówił go na partyjkę Therii.
- Chyba też miałbym traumę… – Mruknął niechętnie, ale zaraz zdał sobie sprawę z tego, że druga część zdania wypowiedziana przez jego kumpla była o wiele bardziej wymowna. – Jakie rzeczy? – Nie był pewien czy chłopak będzie chciał z nim w ogóle rozmawiać o swoim prywatnych sprawach, ale warto było chociaż wykazać zainteresowanie. Nie miał w sumie pojęcia co u niego, skoro tak dawno się nie widzieli.
Tak czy inaczej atak nieumarłych i wściekłych trzminorków został opanowany. A czy Matt był słodki jak się wkurzał? Sam pewnie by z tym polemizował. Natomiast niewątpliwie szkoda, że Tom nie zamierzał nijak go podrywać. Prawdę powiedziawszy Ślizgon kilkukrotnie już zastanawiał się co by było, gdyby ta ich znajomość przerodziła się w coś więcej, ale ostatecznie nigdy nie zaproponował jakiegoś innego spotkania, takiego które sugerowałoby coś innego niż kumpelskie relacje. Dlaczego? Cóż… o wiele łatwiej było zagadać do kogoś obcego. Wtedy, kiedy dostawało się przysłowiowego kosza albo było się uznanym za debila, można było to przegryźć. Znacznie gorzej natomiast byłoby się zmierzyć z taką opinią wygłoszoną przez jednego z najlepszych kumpli. Kusiło go więc, ale potrzebowałby pewnie do tego potężnej dawki alkoholu na odwagę.
- Tylko mi nie mów, że chodzi o normalny piorun… – Starał się odczytać cokolwiek z cytatu i miny Toma, ale jak się okazało na swoją odpowiedź nie musiał długo czekać. Coś niedaleko huknęło, a oni dwaj musieli zaraz siedzieć w ciemnościach egipskich. – No świetnie, kto zabrał światło? – Westchnął ciężko, bo w takich warunkach gra na pewno będzie znacznie trudniejsza.
- Nawet nie wiesz ile bym dał, żeby coś takiego rzucić. – No tak, może i miło było posiedzieć z przystojniakiem w ciemnościach, chociaż Matthew akurat zdecydowanie wolałby móc poprzyglądać się jego facjacie. No nic, rzucił i w tym momencie chyba zaczął żałować pomysłu gry w Therię. Coś oplotło się wokół jego ciała, co gorsza nie widział nawet co, nie miał pojęcia jaki cytat trafił. Próbował to z siebie zrzucić i wyrywał się jak głupi, ale jego próby przyniosły tylko jeszcze gorsze rezultaty. Czuł się zupełnie tak, jak gdyby ktoś lub coś obdzierało go ze skóry. I tak jak w poprzedniej rundzie z jego ust wydobył się jedynie cichutki jęk, tak teraz nie mógł powstrzymać krzyku. Pomylił roślinkę z diabelskimi sidłami, ale nie miało to większego znaczenia, bo okazało się, że pomysł z wykorzystaniem zaklęcia Lumos był dobry. Na skutek świetlistej łuny roślina wycofała się, ale Ślizgon zobaczył wtedy swoje rany na nogach. To chyba był dobry czas na eliksir. Problem tkwił w tym, że po zgaszeniu koniuszka różdżki chłopak musiał szukać go po omacku i przypadkowo wpadł na Toma.
- Eee… sorry. – Rzucił do niego, mimowolnie wspierając się na jego ramieniu. Na szczęście w jego ręce wpadła wreszcie upragniona fiolka. – Bez tego eliksiru nie dam rady kontynuować. Oby więcej nie przytrafiło mi się już nic takiego. – Na swój sposób oznajmił Falkowi, że wykorzystuje swoją ostatnią deskę ratunku, po czym wziął dużego łyka, dzięki czemu jego nogi w mgnieniu oka ozdrowiały. Nie ukrywał jednak, że obawia się kolejnego rzutu kośćmi.

Pole: 16
Kostka: nieparzysta (+ podwójnie nieszczęśliwy efekt)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Tom Falk

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 164
C. szczególne : Czy to, że jest niskim kurduplem nie wystarsza?! Na nadgarstku ma bliznę po oparzeniu!
Galeony : 653
  Liczba postów : 312
https://www.czarodzieje.org/t8924-tom-falk
https://www.czarodzieje.org/t8932-mow-mi-tom
https://www.czarodzieje.org/t8933-falk
https://www.czarodzieje.org/t8934-kufer-toma#250268
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyNie Cze 23 2019, 22:55

Tom przyszedł tutaj pewien, że ta gra będzie naprawdę niebezpieczna. Myślał, że już pierwszy rzut kością sprawi że wypije eliksir uzdrawiający do końca życia. Przyszedł tutaj ze świadomością, że poleży sobie w skrzydle szpitalnym przez własną głupotę. Jednak tak się nie działo. Cały czas był w miarę bezpieczny. A może to dlatego, że Matt tak za niego kciuki trzymał? To był dobry chłopak, wiedział to. Był przekonany, że podział na domy to było zwykłe przyklejanie etykietek. On był w gryfindorze gdzie króluje odwaga. Gryfonie powinni być pomocni a tymczasem Tom… taki nie był. Już od pierwszego roku czuł się całkiem inny. Był złośliwym pajacem. Tylko miłość była w stanie wprawić, że był innym chłopakiem.
Nachylił się w jego stronę - Jasne że trzymałeś. Pragniesz bym to wygrał. Najlepiej w jednym kawałku- puścił do niego oczko i się odsunął. Nie chciał by się poczuł zakłopotany. Niektórzy byli przyzwyczajeni do jego specyficznego zachowania, niektórych to odpychało. tom starał się być sobą. Trochę przy dużym facetem. Jeszcze trochę i będzie starszy od profesorów!
Zamyślił się przez chwilę nie pewien czy jemu powiedzieć. Nie miał żadnych sekretów, nie chciał nic ukrywać przed przystojnym Mattem, a kiedy zacznie mówić może mu to nawet ulży? No chyba, że tamten powie że jest chorym pojebem!
- Na przykład fakt, że chłopak ze mną zerwał. Publicznie na oczach połowy oczy i nie tylko. Na weselu jednego z naszych kolegów.- mruknął przypominając sobie ten fakt. - Gorsze było uczucie po tym. Coś w rodzaju depresji? Brałem różnego rodzaju eliksiry. Niektóre wywołały krwotoki inne omamy.- katował się przez tyle czasu i nawet nikt niczego nie zauważył. W kuferku trzymał jeszcze niezłą kolekcję eliksirów. Uważał teraz jednak, że narkotyki były o wiele lepsze. -Takie tam niezbyt warte opowiedzenia historie- wyznał nie patrząc mu w oczy. Nie mógłby.
Może gdyby obydwoje poszli się napić to pękłoby w nich coś? może jeden drugiego by pocałował i coś by się wydarzyło między nimi? Gryfon teraz tylko mógł myśleć o jego delikatnych i ciepłych wargach. Mógł sobie wyobrażać jakby to było. Czy po wszystkim głupio by mu było? Na pewno dziwnie, ale miał wrażenie, że w końcu by doszli do porozumienia i nie tylko mogliby grać w gry czy latać na miotłach! mieli ze sobą sporo wspólnego i nic dziwnego że miał wrażenie że graliby świetny duet.
- Piorun gaszący światło. Przyznaj że nieźle się zapowiada
Z racji, że światło zgasło i zapanowała ciemność mógł jedynie słyszeć co się dzieje. Najpierw rzut kośćmi, potem przesuwanie się pionka a na koniec chwila ciszy. Czekał na to co się wydarzy, ale nic niezwykłego nie słyszał. A potem się stało. Słyszał jęki chłopaka. Nie taje jakby chciał słyszeć! Te jęki były pełne bólu.
- Co się dzieje?- zapytał ale tak jak się spodziewał- nie otrzymał odpowiedzi. Mógł jedynie czekać aż ten sobie poradzi.
Po chwili chyba tak się stało bo poczuł chłopaka przy sobie. Jego serce przez chwilę nawet szybciej zaczęło bić! Kiedy zauważył, że ten szuka eliksiru był gotowy oddać swój, który trzymał w jednej dłoni jak gdyby właśnie takiej sytuacji.
- Trzymasz się?- zapytał tym samym sięgając po kostki. Rzucił. Usłyszał brzęk i czekał. Nie wiedział nawet na co czekać.
- czy to meble…?- zapytał choć odpowiedź była jasna. Rzucił na siebie zaklęcie ochronne i czekał. Na szczęście podziałało i był bezpieczny.

pole: 25
kostka: parzysta (6)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 866
  Liczba postów : 948
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptySro Cze 26 2019, 21:23

Nie był pewien czy podział na domu był faktycznie jedynie etykietką, właściwie nawet chyba wierzył w to, że tiara jest w stanie wyciągnąć z danego kandydata najgłębiej zakorzenione cechy charakteru. Mimo tego mowa było tu przecież wyłącznie o jakichś dominantach, pomijało się natomiast to, że każdy człowiek był sumą wielu cech, jak i to, że pod wpływem różnych wydarzeń osobowość ulegała niewielkim zmianom czy wahaniom. Mimo więc wiary w umiejętności tiary, Matthew kompletnie nie zwracał uwagi na to pod jakim szyldem występują jego znajomi, czy też wrogowie.
- No dobra, masz mnie. Trzymałem za to, żebyś zakończył grę w jednym kawałku, bo jeśli już ktoś miałby Cię pokiereszować, to wolałbym to zrobić osobiście. – Prychnął na niego niczym rozjuszony kot, w ogóle nie przejmując się tym, że Tom znalazł się tak blisko. Nie uważał, by ten w jakikolwiek sposób naruszył jego strefę komfortu czy intymności. Właściwie żałował nawet, że tak krótko przebywał w jej obrębie.
- No co Ty? Ktoś w ogóle postanowił z Tobą zerwać? – Mruknął wyraźnie zaskoczony nowo zasłyszanymi wieściami. – I to jeszcze w takich okolicznościach? Totalny debil. – Skwitował nieprzyjaźnie nieznajomego typa, bo naprawdę nie wierzył, że można było zostawić kogoś takiego jak Falk, a na dodatek narobić mu przy tym tak głośnej afery. Ludzie potrafili być jednak nieraz podli…
- Yh, następnym razem może lecz się lepiej ze mną na piwie. Szkoda zdrowia na jakieś nieznane eliksiry. – Westchnął ciężko, bo akurat sposób leczenia Gryfona niespecjalnie mu się spodobał. Miał do czynienia z różnymi dziwnymi miksturami i innym używkami i zdawał sobie sprawę z ewentualnych konsekwencji i niebezpieczeństw. Czyżby zaczynał się o niego martwić? Cóż, zawsze go lubił i właściwie kiedy teraz, po dłuższym czasie, znów go zobaczył, wróciły myśli o tym, że może jednak powinien zrobić jakiś krok w jego kierunku. Nie wiedział, że i on może się nad czymś podobnym zastanawiać, choć podobnie do niego stwierdzał, że potrzeba by im było chyba sporo alkoholu, żeby coś pękło. A przynajmniej jemu, bo cholernie dziwnie czuł się z myślą o potencjalnej odmowie.
Na komentarz o piorunie nie odpowiedział już nic, chociaż brak światła też mu doskwierał i podwyższał jednocześnie poziom stresu. No a jeszcze to, że trafił na tak pechowe pole w ogóle zamieniło jego rozgrywkę w koszmar. Miał nadzieję, że to najgorsze co go spotkało, ale na szczęście udało mu się jakoś wybrnąć z sytuacji mimo konieczności zażycia eliksiru leczącego. Zabawne, że Tom był gotów użyczyć mu nawet swojego. Jego krzyki musiały brzmieć wyjątkowo przerażająco.
- Jakoś, ale chyba będę omijał zielarstwo szerokim łukiem. – Przyznał szczerze, że nie chciałby już nigdy więcej mieć niczego wspólnego z tą rośliną. Nie wiedział nawet co to było, wszechobecna ciemność uniemożliwiła mu zapoznanie się ze swoją zmorą. Po rzucie Toma znów zrobiło się interesująco. Wszystkie meble zaczęły się poruszać, a młody Gallagher widział jak jego kumpel rzuca na siebie zaklęcie ochronne. Chciał nawet przez moment iść w jego ślady, ale jak się okazało całe wyposażenie pokoju obrało sobie za cel właśnie jego. Najwyraźniej tak działała właśnie sama Theria, nie ruszając postronnych obserwatorów. Tak czy inaczej Falk poradził sobie ze swoim zadaniem doskonale i przyszła jego kolej na rzut. Po omacku znalazł kostki, w duchu modląc się o coś lepszego niż przeklęte wytwory magicznego zielarstwa.
- Szlag by to trafił, co chwila mnie coś atakuje. – Przeklął, kiedy usłyszał trzepot skrzydeł. Mógł się jedynie domyślać, że to chmara ptaków. Ptaków, których oczywiście przez jeden z rzutów Gryfona w ogóle nie widział. Starał się je zlokalizować po słuchu, ale był zbyt powolny i kruki zaczęły zaraz dziobać jego ciało. Bolesne uczucie, ale nijak się miało do tego, co przeżywał w poprzedniej turze. Zacisnął więc zęby, twierdząc że jakoś to przeżyje.
- Expulso. – Rzucił zaklęcie, kiedy wreszcie udało mu się dobyć różdżki. To był strzał w dziesiątkę. Dzięki odśrodkowemu działaniu odrzucił wszystkich napastników na ściany i mógł przez jakiś czas cieszyć się świętym spokoju.
- Chyba ostatnia kolejka, co? Cholera, ale bym zapalił, ale to jak skończymy, bo w tych warunkach, to nawet fajek nie znajdę. – Nie to, żeby ponaglał Toma, bo czego by nie powiedzieć rozgrywka była wyjątkowo ciekawa. Ot, chciał się chyba podzielić z nim swoimi odczuciami – ewidentnie potrzebował czegoś, co po tej partyjce Therii zdoła go nieco odstresować. Zimne piwo też brzmiało jak dobry plan.

Pole: 23
Kostka: nieparzysta (5)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Tom Falk

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 164
C. szczególne : Czy to, że jest niskim kurduplem nie wystarsza?! Na nadgarstku ma bliznę po oparzeniu!
Galeony : 653
  Liczba postów : 312
https://www.czarodzieje.org/t8924-tom-falk
https://www.czarodzieje.org/t8932-mow-mi-tom
https://www.czarodzieje.org/t8933-falk
https://www.czarodzieje.org/t8934-kufer-toma#250268
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyPią Cze 28 2019, 17:53

Tom nie wątpił w umiejętności Tiary przydziału. Wiedział, że ma swoją moc i wystarczyło ją nałożyć na głowę a w sekundę podejmowała decyzję kto gdzie pasuje i jaki ma umysł. Tom może nawet w pewnym sensie ją podziwiał. On po latach nie potrafiłby zdecydować kto gdzie powinien przynależeć. On po tylu latach nauki nie miał takiej wiedzy tak ta tiara!
- Nie kuś, bo jeszcze zechce się z tobą umówić na jakiś pojedynek i będziesz miał szansę mnie dopaść- mruknął, a uśmiech nie schodził z jego ust. Miałby być skrzywdzony z jego ręki? Nawet dałby się skrzywdzić. W sumie dzisiaj liczył na małe skrzywdzenie, a zamiast tego eliksir uzdrawiający nadal znajdował się w jego dłoni cały, nietknięty. Mała odmiana w postaci pojedynku na różdżki może byłoby lepszym rozwiązaniem.
Wrócił myślami do tamtego dnia. Ludzie ładni wystrojeni. Kobiety w sukienkach, które z pewnością nie należały do tych tańszych. Mężczyźni w garniturach. On sam z okazji tego wydarzenia nałożył muszkę! Zdawać by się mogło, że pierwszy raz w życiu nałożył coś takiego. Może i tak było. Nikt nigdy by go do takich rzeczy nie zmusił, ale chciał to zrobić. Chciał się zmienić dla niego. Chciał zacząć od nowa z kimś mu bliskim. Dlaczego to się stało? Czy nie był wystarczająco dobry? Czy to dlatego, że nie umiał trzymać języka za zębami i kilka osób skrzywdził w ten sposób? Był cholernym puchonek, który chciał nieść dobro. Chciał wszystkich uszczęśliwić, ale sam wcale nie był zadowolony ze swojego życia.
- Myślę po prostu, że nasze charaktery się ze sobą gryzły i w tamtym momencie podjął ostateczną decyzje. Dlaczego by tego nie zrobić publicznie? Ja nie należę do grzecznych chłopców i nie dałem się zmienić tak jakby chciał- w pomieszczeniu czuł ciszę. Czuł, że chłopak go słucha. Nie pamiętał kiedy ostatnio go ktoś słuchał. Może ostatnio nawet były to robił? - Słyszałem, że tamtego dnia nie wyszedł sam więc z powodzeniem nie ma problemu- uśmiechnął się do siebie choć jego mała cząstka chciała krzyknąć “szmata”. nie odczekał nawet doby a już brał się za innego. Mógł to chociaż zrobić potajemnie a nie na oczach ich znajomych.
- Masz rację. Z eliksirów to akurat mistrzem nie jestem, nie byłem i prawdopodobnie nie będę. Gdybym tylko wiedział, że zechcesz ze mną wyjść na piwo to nie zawahałbym się zaprosić- przyznał. Gryfon miał wrażenie, że jego zawsze otaczają jacyś znajomi, że zawsze ma coś do zrobienia. Miałby jeszcze zwalić mu się na głowę? To już by była lekka przesada z jego strony. Jednak jeśli miałby gdzieś z nim wyjść sam na sam to… zawróciłby mu w głowie! Pewnie cieszyłby się każdym kolejnym dniem a nie przejmował się tym co się zdarzyło.
Tom nie myślał tylko o sobie. Gdyby tylko wiedział, że coś zagraża ślizgonowi to najpierw o niego by zadbał, ale był pewien że tamten jest bezpieczny. To był jego rzut więc wszystkie nieszczęścia na niego przypadły. Gra nie była jakaś ciężka czy brutalna i Tom zaczął ją traktować jak prawdziwą zabawę.
- Jesteś cały? Potrzebujesz eliksiru? Ja swojego chyba nie użyję- powiedział pewnym siebie głosem. Miał nadzieję, że żadna poważna krzywda się nie stała.
Rzucił kostkami i uśmiechnął się w kierunku gdzie mniej więcej znajdował się chłopak.
- Wygląda na to, że ty wygrasz.- pionek zbyt daleko się nie poruszył.
Usłyszał śpiew. Najpierw był miły dla uszu. Czyżby to w końcu coś miłego? Zaraz… tutaj nie było nic miłego w grze. Chwilę później ten śpiew zaczął doprowadzać go do obłędu. Chciał by ten dźwięk się zamknął. Złapał się za głowę i spróbował zlokalizować skąd dobiega ten dźwięk. Za widnego byłoby trudno a co mówić kiedy w pomieszczeniu było ciemno.
-Silencio- rzucił na oślep. Poczuł lekkie kręcenie w głowie, ale nie było to nic poważnego. Na szczęście.
-Świergotnik- wyjaśnił Mattowi. - To co, ostatni twój rzut?- zapytał. miał pewność, że uda mu się to wygrać. Chyba nie powinien być taki pewny siebie w tych sprawach. W innych powinien być bardziej pewny. Bardziej pewny czego chce i stać za tym murem!

Pole: 28
Kostka: parzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 866
  Liczba postów : 948
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyPon Lip 01 2019, 14:14

Tiary nie dało się prawdopodobnie dogonić, przede wszystkim dlatego, że nie była ona osobą, a jedynie przedmiotem o magicznych właściwościach. Zapewne działała podobnie do mugolskiego komputera, a jak wiadomo, ludzki mózg nie byłby w stanie dokonywać tak skomplikowanych obliczeń w pamięci.
- Teraz to Ty mnie kusisz. Chyba trzeba będzie sprawdzić, kto jest większym postrachem w murach tej szkoły. – Odpowiedział również w żartobliwym tonie. Prawdę powiedziawszy miał ochotę na taki pojedynek, ale nie dlatego, żeby skrzywdzić kumpla. Bez przesady, aż takich sadystycznych zapędów chyba nie miał. Inna sprawa, że przy takim pojedynku obaj mogli odnieść jakieś niewielkie rany i brał to pod uwagę. Nie było to dla niego nic strasznego. Jako gracz quidditcha wiele już razy był przecież poobijany. Uważał, że bez tego rodzaju obrażeń człowiek nie był w stanie się czegoś naprawdę nauczyć.
Nie wiedział o czym myśli Tom, a już tym bardziej nie mógł tak samo jak Gryfon odtworzyć przebiegu wydarzeń, przy których nie był nawet obecny. Patrząc jednak na jego zachowanie, mimikę twarzy, zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo bolesne przeżycie musiał przełknąć chłopak, a przez to szczerze mu współczuł. Nie był pewien jak on poradziłby sobie z podobną sytuacją.
- Dlatego, że trzeba mieć chociaż trochę szacunku do drugiej osoby, nawet jeśli coś nie wychodzi. Robienie takich rzeczy publicznie to kawał skurwysyństwa. – Westchnął ciężko, bo tak jak nieraz też potrafił być dupkiem, tak na coś tak paskudnego nie byłoby go stać. Trzeba było wiedzieć gdzie są granice, bo potem można było właśnie pozostawić kogoś z taką traumą do końca życia. – Nie ma sensu się dla kogoś zmieniać. Jak ktoś Cię nie akceptuje takim jakim jesteś, to niech spierdala. Taka prawda. A że tamten ma powodzenie? Cóż, najwyraźniej przejedzie się na nim jeszcze kilka innych osób. Daj sobie spokój, trafiłeś na jakiegoś totalnego idiotę. – Po tych słowach szturchnął lekko ramię kumpla, a przynajmniej tak mu się wydawało, bo w ciemności nie był właściwie pewien, gdzie trafi.
- Ja zawsze chcę wyjść na piwo. – Pozwolił sobie zażartować, ale po nagłym napadzie śmiechu szybko się uspokoił. – A tak serio, jak tylko coś jest nie tak, to wal śmiało. Lepiej posiedzieć z kimś niż samotnie ze swoimi złymi myślami. – Dodał już poważniejszym tonem, zapewniając tym samym Gryfona, że zawsze może na niego liczyć. W końcu od tego miało się przyjaciół, by nieraz posłuchali, innym razem kopnęli w dupę, ale przede wszystkim po to, żeby po prostu byli.
Wracając do rozgrywki, rzeczywiście poza tą przedziwną i przeklęcie niebezpieczną rośliną, nie spotkało ich nic aż tak tragicznego. Nawet Matt po tym cholernie bolesnym przeżyciu jakoś się już zdołał pozbierać.
- Nie, dzięki. Już jest w porządku. Chociaż nie polecam spotkania z tymi mackami. – Nie wiedział jak nazwać to, z czym miał do czynienia. W dotyku było jak roślina, a jednak łapało za jego nogi niczym diabelskie sidła. Diabelskie sidła to też jednak chyba nie były, bo akurat o nich wiedział coś więcej i tak jak podduszały, tak raczej nie zdzierały skóry płatami.
- Nie mów hop, bo nie wiadomo jak będzie dalej. – Wcale nie wygrywał, bo nadal pionek Falka znajdował się nieco dalej na planszy. Rzeczywiście jednak nie poruszył się o wiele pól, więc Matthew miał szansę się odkuć. Najpierw jednak do jego uszu dobiegł śpiew. Czyżby świergotnik? Nawet nie zdążył się nad tym zastanowić, kiedy Tom rozsądnie zamknął mu dziób zaklęciem Silencio. Nie odpowiedział już swojemu towarzyszowi, rzucając po prostu kośćmi. Jak się jednak okazało, on też nie wybrał się wcale w daleką podróż, odwiedzając jedynie Gryfona na tym samym polu.
- Kolejny świergotnik? Serio? – Po jego tonie widać było, że niespecjalnie jest zadowolony. Mieli pecha, bo przez to, że wylądowali w tym samym miejscu na planszy zaczynało się robić nudno. Młody Gallagher nawet nie potrzebował dumać nad strategią, a jedynie powtórzył wcześniejszy czar swojego kumpla. Silencio pozwoliło mu zażegnać zagrożenie, ale musiał zgryźć tę łyżkę dziegciu, bo mieli już pewnego zwycięzcę i był nim niestety Tom.
- No to wygrałeś. – Mruknął niechętnie, co można było odczytać jako swego rodzaju gratulacje. Szlag by to, nawet nie zużył swojego eliksiru leczącego. Wyglądało na to, że Falk wyrastał tutaj na nowego mistrza Therii.

Pole: 28
Kostka: parzysta (2)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Tom Falk

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 164
C. szczególne : Czy to, że jest niskim kurduplem nie wystarsza?! Na nadgarstku ma bliznę po oparzeniu!
Galeony : 653
  Liczba postów : 312
https://www.czarodzieje.org/t8924-tom-falk
https://www.czarodzieje.org/t8932-mow-mi-tom
https://www.czarodzieje.org/t8933-falk
https://www.czarodzieje.org/t8934-kufer-toma#250268
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptySro Lip 10 2019, 20:22

- No cóż, kuszenie chyba wchodzi mi w krew- mruknął i pewnie nawet puściłby mu oczko gdyby wiedział, że ten go widzi. Ciemność panująca w sali naprawdę zaczynała go denerwować. Chciałby zobaczyć chłopaka i móc mu popatrzeć chwilę w oczy. Tyle go nie widział a na złość wylosował takie cholerne kostki. Miał naprawdę nadzieję, że niedługo gra się skończy. To tylko miało być trzydzieści pół? Czy naprawdę mieli takiego pecha do kostek? Normalnie to pewnie już dawno by skończył. - Mógłbym się założyć, że to ja byłbym większym postrachem, ale nie jestem z tych co walczą o tytuł. nie o taki tytuł przynajmniej- mruknął. Nie żeby bił się o tytuł typu najmądrzejszego czarodzieja w Hogwartcie bo wygląda na to, że był jednym z najgłupszych studentów. Ogólnie to najchętniej by nie bił się o żaden tytuł. Biłby się jedynie dla przyjemności. Dlaczego nie miałby coś zrobić głupiego co nie miałoby większego sensu? Nie wszystko musiało mieć swój sens.
Zaśmiał się cichutko. Chłopak dodał mu nieco otuchy mimo, że nie wyrażał się zbyt dobrze o chłopaku którego prawdopodobnie nie znał. Ale chyba Tom też go nie znał, prawda? Nie wiedział, że mógłby coś takiego zrobić. ON by coś takiego nie dałby rady zrobić. Nie ważne jak bardzo by go znienawidził. miałby to na sumieniu. A po tym jak Tom się zamknął w sobie ten miał go gdzieś! Ani jednego listu. Żadnych przeprosin!
- Masz rację. Nie po raz pierwszy z resztą. Życie toczy się dalej. nie ma co się przejmować. Widocznie nie pasowaliśmy do siebie- przyznał się. Może jeszcze trafi na kogoś wyjątkowego i będzie się śmiał ze swoich nieudolnych randek? Może nigdy nie będzie miał uz możliwości się zakochać? Tego nikt nie mógł przewidzieć. Nie zamierzał się przejmować. Teraz tutaj był z Mattem to się liczyło.
wiedział, że slizgon tak mówił tylko po to by go pocieszyć a nie po to by serio na niego leciał kiedy tylko poczuje że kogoś mu potrzeba, że czuje się samotny. Tom nie może go odrywać od jego znajomych kiedy tylko będzie miał taką zachciankę. Musiał się szybko ogarnąć, pokombinować z narkotykami i żyć dalej.
- W porządku. Zapamiętam- powiedział jednak. Może kiedyś wyśle mu jakiś list z propozycją piwa? Czasami dobrze jest z kimś się napić, a nie samemu albo do lustra. To przecież byłoby tylko piwo.
- Zgaduję, że już nie trafię na te... macki- powiedział i wywrócił oczami. Może innym razem zda sobie sprawę o czym tamten mówił. Miał nadzieję, że będzie następny raz z kimkolwiek. Gra zaczynała mu się naprawdę podobać.
- No i wykrakałeś- powiedział kiedy usłyszał z ust Matta zaklęcie, które sam przed chwilą rzucił. Czyżby naprawdę miał zaraz wygrać. Próbował opanować emocje choć w duch się cieszył, że zarz za moment to się stanie.
Sięgnął po kostki i je rzucił. Pionek przesunął się. Niezbyt daleko i świece ponownie się zapaliły. Mógł ponownie ujrzeć chłopaka, który o dziwo siedział blisko niego. Chyba w ciemności nieświadomie przesunęli się blisko siebie.
- Byłeś blisko wygranej- powiedział zerkając na pionek. Odłożył z powrotem eliksir. - Wygląda, że już mi się nie przyda- pożegnał się z nim. Jeden eliksir mniej. Przeżyli. Mieli się nawet całkiem nieźle.
- No to wygrałem- nie mógł się powstrzymać od śmiechu. To było niesamowite uczucie móc coś wygrać. - Jednak obiecuję ci to jakoś wynagrodzić- puścił mu oczko. Miał nadzieję, że tamten wybiera się na wakacje i będą mogli gdzieś we dwójkę wyskoczyć. Ciekawe gdzie tym razem pojadą.

Pole: 30
Wygrana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 866
  Liczba postów : 948
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyNie Lip 14 2019, 22:58

„Nawet nie wiesz jak bardzo” – nie wypowiedział tych słów na głos, mimo że miał na to ogromną ochotę. Chyba zabrakło mu tym razem odwagi, może nie chciał psuć tak miłego spotkania, chociaż fakt faktem, że coraz bardziej kusiło go przeniesienie ich relacji na nieco wyższy poziom. Cóż, wyglądało na to, że zabił sobie sporego ćwieka, ale kto wie, może na wakacjach będzie ku temu lepsza okazja? Podczas gry Tom wspomniał przecież o swoim byłym chłopaku i bolesnym rozstaniu, to nie był najlepszy moment, by oznajmiać mu swoje odczucia i zamiary.
- Masz rację, niezbyt chwalebny ten tytuł. Trzeba pomyśleć nad jakimś innym. – Westchnął ciężko, bo chociaż obaj byli Ślizgonami, to najwyraźniej wcale nie chcieli być kojarzeni z jakimiś skończonymi dupkami. Nie każdy wąż musiał być przecież wrednym osiłkiem znęcającymi się nad słabszymi. Inna sprawa, że akurat takie umiejętności jak chociażby pojedynkowanie się zdawały się w tym brutalnym życiu dość użyteczne.
Kiedy Tom przyznał mu rację co do swojego byłego partnera, uśmiechnął się szeroko i odetchnął z ulgą. Zdawał sobie sprawę z tego, że Gryfon na pewno nadal przeżywa tę sytuację, ale przynajmniej udało mu się go chociaż w części pocieszyć i może nieco poprawić humor. Był z siebie dumny, bo po tym co usłyszał, uważał że jego przyjaciel powinien jak najszybciej zapomnieć o tym idiocie. Nie zasłużył sobie na takie traktowanie, ba, nikt na świecie nie zasłużył sobie na coś takiego. To było po prostu chore.
- Zdecydowanie. Nie pasujesz do takich idiotów. – Skwitował więc tylko, koncentrując się na grze, która chyliła się już ku końcowi. Zgodnie z jego przewidywaniami to Falkowi przypadło zwycięstwo, ale wbrew pozorom jakoś go to nie ubodło. Uwielbiał rywalizację, uwielbiał też wygrywać, ale w tym przypadku nie było to dla niego tak istotne, jak miłe spędzenie czasu z dawno niewidzianym kumplem. Podał mu więc na oślep rękę, żeby pogratulować, ale chyba nie trafił, więc machnął nie tylko ze zrezygnowaniem. Dopiero po tym geście nastała światłość, na którą obaj tak długo czekali. Okazało się, że siedzą bardzo blisko siebie, co było na pewno przyjemne, ale chyba też nieco stresujące, bo Matthew instynktownie odwrócił na moment wzrok. Czyżby jakaś tajemnicza tak bardzo ich do siebie przyciągała? A może to jedynie moc Therii?
- Fakt, niedużo brakło. – Odpowiedział Gryfonowi, ciesząc się, że ten nie chełpi się swoim sukcesem. Wtedy to akurat mógłby się wkurzyć i walnąć mu w czerep. Na szczęście Tom zachował się fair i nawet pochwalił go na swój sposób za dobrą grę.
- Umówmy się tak, że jako wygrany stawiasz mi jakieś dobre piwo na wakacjach, zgoda? – Zaproponował, spoglądając przy okazji na swój zegarek. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak późno się zrobiło. – Cholera jasna, to się zasiedzieliśmy. Chodź, bo zaśpimy na jutrzejsze zajęcia. – Rzucił więc do Toma i nie czekając na jego reakcję, objął go ramieniem i poprowadził w kierunku drzwi. Pożegnał się z nim dopiero, kiedy wyszli z pomieszczenia, chociaż szkoda było mu się rozstawać. Mieli jednak zupełnie inną drogę do swoich dormitoriów, więc byli do tego zmuszeni. No nic, liczył na to, że nadrobią zaległości na szkolnej wycieczce, do której pozostało już naprawdę niewiele dni.

zt. x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 659
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag (ryś)
  Liczba postów : 1803
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyPon Sty 13 2020, 23:08

@Rasheed Sharker

Wszystko się zaczynało sypać jak zamek z piasku. Nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić, a tym bardziej ze swoim pogrążającym się w chaosie, życiu. Nic więc dziwnego, że gdy tylko nastał dzień wolny od zajęć, myślała o tym, aby odwołać korepetycję oraz pomoc w sklepie rodziców, wszystkie działania wymagające integracji z ludźmi. Sumienność jednak krzyczała, aby tego nie robiła. Bo jak może ich wszystkich zawieść, rozczarować? Apogeum przyniósł jednak list od ojca o obiedzie rodzinnym w towarzystwie jej narzeczonego, gdzie mieli ustalać jakieś pierdoły związane ze ślubem oraz nagłe zmartwychwstanie Thatchera, który zwiastował burzę i kłopoty. Wpatrywała się w list oniemiała, wciąż czując skutki wczorajszego spotkania, ciągle odtwarzającego się w jej głowie. Przymknęła oczy, łapiąc za torbę i futerał ze skrzypcami, wychodząc następnie z dormitorium. Przecież musiała sprawdzić, czy Leslie nauczyła się ostatnich nut!
Z ambitnych planów nic jednak nie wyszło. Nie mogła, ani nie chciała wyjść z zamku, nie chciała nikogo widzieć. Korzystając z wiedzy o zapomnianej komnacie, postanowiła się zabarykadować, zamknąć w błogiej ciszy i spokoju na kilka godzin, pomyśleć o czymś innym, niż chęć utopienia się w jeziorze. Wysłała listy, patronusy, przeprosiła, zrzuciła na obowiązki — każdy dostał inną wymówkę. Gdy drzwi się za nią zamknęły, odetchnęła, przylegając plecami do ściany. Była zimna, przyjemna. Izba pokryta była kurzem, rozciągała się tu woń stęchlizny. To jednak nie zniechęciło rudzielca. Karmelowe ślepia powędrowały w stronę okna, zza którego nieśmiało zaglądało zimowe słońce, przebijające się przez chmury. Zrobiła kilka kroków w przód, zrzucając torbę i odkładając swój delikatny instrument na miękki, zielony dywan. Gruba warstwa brudu sprawiała, że tkwiący na nim wzór był niedostrzegalny. Wyjęła więc różdżkę, rzucając niewerbalne Chłoczyść. W okamgnieniu stara komnata stała się idealną kryjówką, w której czas zaczął płynąć bardzo szybko.
Mruknęła cicho, unosząc powieki zdezorientowana. Tkwiła na podłodze, drzemiąc na poduszkach w otoczeniu wszystkich swoich zajęć. Dookoła tkwiły rozłożone pergaminy, pióro, atrament. Był podręcznik do zaawansowanej transmutacji , książka o zaklęciach czarno-magicznych. Wyjęte skrzypce, które jeszcze kilka godzin wcześniej stały się jej chwilową rozrywką, tkwiły oparte o ścianę, a smyczek leżał gdzieś przy jej twarzy. Był też ów list, zgnieciony i wsunięty pomiędzy prace domowe. Była jej praca licencjacka. Z otwartej szeroko torby wystawała otwarta paczka ciastek, a także główka od butelki z mocną, starą whiskey, którą wyniosła ojcu. Kolejne skrzypnięcie sprawiło, że podniosła się do pozycji siedzącej, przecierając zaspaną twarz chłodną dłonią. Obróciła głowę w stronę ściany, gdzie kryło się wejście. Zacisnęła pięści na krawędzi materiału sukienki. Może to tylko omamy? Może wciąż była zaspana? Naprawdę nie chciała nikogo widzieć, miała tyle do zrobienia. Nadal nie odpisała na list, nadal nie wytłumaczyła, dlaczego akurat w ten dzień, nie może przyjść. Nie wiedziała też, co zrobić z powracającą przeszłością i ciemno barwioną przyszłością. Ulotki o stażach w ministerstwie walały się wszędzie.
Gdy sylwetka mężczyzny ukazała się jej oczom, te wytrzeszczyły się w jakimś przerażeniu i zawstydzeniu, które w ułamek sekundy przerodziły się w charakterystyczny dla niej, pewny uśmiech. Szybkim ruchem dłoni zgarnęła włosy na bok, uspokajając walące serce, dotykając opuszkami palca zimnej perły przy kolczyku.

- Sharker. Nie spodziewałam się Ciebie tutaj — zaczęła szczerze, siląc się na spokój. Przesunęła się, maskując dłonią zagniecione od snu poduszki, jedną z nich zakrywając torbę. Spojrzenie przemknęło przez jego twarz, a Nessa niepozornie sięgnęła po leżącą przed nią książkę. Była przecież taka zajęta.
Idź sobie. Nie teraz. Dlaczego akurat na Ciebie muszę wpadać drugi raz w tak krótkim czasie? A może to ja powinnam pójść? Może to też Twoje sekretne miejsce?
- Mogę w czymś pomóc? Jestem trochę zajęta.
Dodała jeszcze, kołysząc papierem w dłoni. Był to fragment jej pracy, prawiący akurat o zaklęciach powielających, jakże użytecznych w życiu codziennym — rzekomo, bo ona niezwykle mało z nich korzystała. Westchnęła bezgłośnie, odwracając spojrzenie z Rasheedowych oczu, których spojrzenia teraz znosić nie chciała. Nie zauważyła nawet, że druga dłoń wciąż zaciskała się na ubraniu.
Idź. Idź. Dlaczego dziś musiałeś tu trafić? I tak nie mamy o czym rozmawiać, nieznajomy. Nauka, tak. To doskonałe wyjście.
Ciężko było jej skupić krzyczące, zmieniające się niczym w kalejdoskopie myśli. Pełne braku kontroli, której tak nienawidziła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Galeony : 2126
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2944
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyNie Sty 19 2020, 17:09

Nie miał większego celu w zakłóceniu jej prywatności. Po prostu pojawił się w okolicy, jak zwykle snując się po zamku jak wielki, młody nietoperz i szukając sobie miejsca, w którym mógłby udawać, że nie istnieje. Dzień jak co dzień, a potrzeba ta zdawała się nienasycona. Nie pamiętał już od jak dawna unika świateł reflektorów, które przecież kiedyś sprawiały mu tak wiele przyjemności, gdy padały wyłącznie na niego. Dzisiaj miał po prostu ochotę na odrobinę ćwiczeń. Potrzeba poczucia, że ma w palcach moc często napawała go motywacją do dalszego brnięcia w codzienność. Dzisiaj nie miało być inaczej. Za kilka godzin miał ukończyć dwadzieścia cztery lata i zostać pełnoprawnym nauczycielem w Hogwarcie. Nawet zdarzyło mu się w ciągu ostatnich kilku dni podjąć nowy zawód. Robił absolutnie wszystko byleby tylko zapomnieć, że poza obowiązkami ma jeszcze jakiś czas wolny, w którym mógłby być szczęśliwym człowiekiem. Zamiast tego wolał czuć jak palą go mięśnie po kolejnym absurdalnie skomplikowanym treningu, który zapewnił swojemu podopiecznemu. Gdzieś w okolicach lewego przedramienia miał jeszcze siniak, który nie zdołał się wchłonąć nawet po zastosowaniu zaklęcia uzdrawiającego. Widząc, że w jego samotni ktoś się kryje, obciągnął szybko rękawy koszuli oraz swetra, nie chcąc, aby intruz naruszył w ten sposób jego prywatność. Po dwakroć, oczywiście. Machinalnie zapiął też dwa brązowe guziki pełnym maniery ruchem, którym najpierw odrzucił jego poły na boki. Wyglądał przy tym tak, jakby codziennie nosił i zapinał w ten sposób absurdalnie drogie marynarki. Możliwe, że nawet tak było, bo kiedy to czynił, zadzierał arogancko podbródek. I spoglądając w dół na niewysoką dziewczynę skuloną na ziemi, machinalnie otworzył umysł na jej myśli. Świadomość, że nie chciała go tutaj nie wpłynęła znacząco na jego chęć do pozostania w tym pomieszczeniu. Jedynie uśmiechnął się lekko, mnąc w ustach słowa, których nie wypadało mu teraz powiedzieć. Wydawała mu się jednak dziwnie rozbita. Przykucnął przy niej, zsuwając z włosów zbędne w zamku okulary przeciwsłoneczne, aby obrócić je w palcach.
- Nessa, właśnie zasłużyłaś sobie na co najmniej dziesięć ujemnych punktów. - Zaczął na przywitanie, spoglądając w kierunku szyjki od butelki, która to nie umknęła jego uwadze. - Chyba, że zaraz powiesz mi, iż nosisz w niej sok porzeczkowy?  - Uniósł jedną z brwi, kształtując na twarzy ten drwiąco - zaczepny uśmiech, którym posługiwał się niemalże tak dobrze jak różdżką. Zamiast jednak odejmować jej te punkty już na wstępie przechylił nieznacznie głowę, aby lepiej przyjrzeć się pobojowisku w jakim siedziała. Nie dał się nabrać pergaminowi, ani podręcznikom. Ciekawski jak zwykle, śmiało zajrzał jej w oczy, wciąż machinalnie obracając okulary w dłoni.
- I czym się tutaj tak zajmujesz? - Zapytał łagodnie, chociaż w jego głosie kryło się bardzo dużo niedopowiedzianej powagi. Od tego co odpowie, miały zależeć jej dalsze losy w zapomnianej komnacie. Wszak już w tej chwili mógł ją stąd wydalić. Był piątek. Lanceley na pewno miała dzisiaj jeszcze jakieś zajęcia dodatkowe, a zamiast tego zaszywała się samotnie w tak dziwnym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 659
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag (ryś)
  Liczba postów : 1803
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyPon Sty 20 2020, 00:12

Wszystko się komplikowały. Więzione w klatkach myśli wylewały się do jej głowy, przypominając wodospad powstały z pękniętej tamy. Każda, najmniejsza nawet rzeczy, o której nie chciała myśleć — atakowała ze zdwojoną siłą, widocznie zbyt długo odpychana na bok. A zapalnikiem był Thatcher, który przecież miał być martwy po swoim zniknięciu, zostawieniu jej. Kolejna osoba, której nigdy nie powinna była spotkać, a jednocześnie dzięki której dostała cenną lekcję. Milczała, wpatrując się w niego beznamiętnie, chociaż nie marzyła o niczym innym, żeby z tej komnaty się go pozbyć. Jednocześnie jakaś iskierka nadziei szeptała jej, że może rozmowa o czymkolwiek sprawi, że wszystkie problemy wrócą do swoich klatek. W Rasheedzie było coś specjalnego i nie były to ładne oczy. Może była to kwestia tego, że Nessa lubiła wyzwania, a może dlatego, że łączyły ich rzeczy, o których nawet by nie pomyślała. Podążała za nim spojrzeniem karmelowych oczu, na chwilę lustrując jego sweter. Zieleń mu pasowała, przywodziła na myśl Slytherin, który widocznie na zawsze zostawał w sercu i rozsiewał sympatię do tego koloru. Kucnął przed nią, dzięki czemu nie musiała aż tak zadzierać głowy. Wydawało się jej, że bije od niego dużo ciepła, chociaż jednocześnie mogła być po prostu przemarznięta. Zacisnęła usta, wzdychając wcześniej bezgłośnie. Palce nadal zaciskały się na sukience, gdy mówił. Na ułamek sekundy powędrowała za nim spojrzeniem, nadzieja, że whiskey nie zauważył, pękła niczym mydlana bańka. Teraz to już na pewno sobie nie pójdzie. Uniosła dłoń w poirytowaniu, zgarniając kosmyk włosów za ucho, dotykając chłodnej perły przy uchu. Zawsze ją to uspokajało, pomagało skupić się na szukaniu najlepszego rozwiązania problemu. Matka zawsze mówiła, że żadna biżuteria nie pasuje tak kobiecie, jak właśnie perełki.
- Nie ma sensu, żebym Cię okłamywała sokiem porzeczkowym. W związku z tym, mamy tylko cztery rozwiązania, które przychodzą mi do głowy, - przerwała, odwzajemniając zaczepny uśmiech, co przyszło jej łatwiej, niż sądziła. Uniosła dłoń i palcami rozpoczęła wyliczankę, dając mu do wyboru kilka opcji. Przecież tak naprawdę wszystko zależało od niego, prawda? Może będzie miły i wybierze taką, która jej też najbardziej teraz odpowiadała, bo przywdziewanie maski klasycznej i zobojętniałej Nessy nie było teraz dla niej najłatwiejsza. Zwłaszcza z karuzelą myśli, która nie milkła, nawet gdy skupiała całą swoją uwagę na młodym nauczycielu. - Możesz mnie stąd wywalić, odjąć punkty i tu zostać. Drugi pomysł jest taki, że uznasz, że jestem mało tajemnicza i ciekawa, pójdziesz sobie i zapomnisz, że tu byłam. Trzeci, ja stąd wyjdę i Ty stąd wyjdziesz, każde pójdzie w swoją stronę.. No i ostatni..
Znów zamilkła, marszcząc na chwilę brwi, jakby zastanawiała się, czy naprawdę ma wypowiedzieć słowa na głos, jakby wahała się, czy w ogóle powinna i jej wypada. Ostatecznie, było jej dziś doskonale wszystko jedno, mógł ją nawet wywalić ze szkoły. Drgnęła więc, schylając się i wyciągając dłoń, aby wyjąć litrową butelkę i postawić pomiędzy nimi, a następnie klepnąć posadzkę obok.
- Możemy mieć też sekret i wypić to razem, nie przeszkadzając sobie w pracy. Jest doba, zabrałam ostatnio z barku ojca.
Przekręciła głowę na bok, krzyżując ręce na biuście. Zadane przez niego pytanie nie było wygodne, jednak była przygotowana na każdą ewentualność, a przynajmniej ślepo w to wierzyła. Wskazała więc głową na pergaminy i księgi, rozsypane ulotki, papiery.
- Wszystkim. Piszę pracę, czytam możliwe staże, przygotowuje korepetycję dla Elizavety, trochę gram. - właściwie, to mówiła prawdę. Nic z wypowiedzianych przez nią słów nie było wierutnym kłamstwem, bo zamierzała tu się zaszyć do rana i korzystać z bezsenności i alkoholu, próbując się wyciszyć. Nie wspomniała jednak o liście, Holdenie, Aleksandrze i o samym Sharkerze, którzy obecnie pojawił się w jej głowie, skupiając na sobie część jej atencji. Wygładziła dłońmi materiał odzienia, strzepując niewidzialne okruszki, patrząc chwilę w podłogę. Zasłoniła jednak zaraz usta, nie mogąc powstrzymać pojedynczego ziewnięcia — przecież się jeszcze nie obudziła. Zaraz jednak wyprostowała głowę, znów odszukując spojrzeniem jego oczu.
- Werdykt, wysoki sądzie? Uda nam się za porozumieniem stron, czy jednak odrzucenie wniosku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Galeony : 2126
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2944
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyPon Sty 20 2020, 17:41

Nie sądził, że ma dzisiaj aż tak paskudny nastrój, dopóki Nessa nie odwzajemniła jego uśmiechu w taki sposób, jakby byli sobie równi. Nie byli, co do tego nie miał wątpliwości. Od dnia dzisiejszego miał być nauczycielem, nie tylko asystentem. Wiązało się to nie tylko z awansem pod względem finansowym, ale również z dodatkowymi obowiązkami i to takimi, które wymagały od niego trochę więcej zaangażowania i mniej pobłażliwości w stosunku do ludzi, którzy (gdyby byli starsi) mogli być jego znajomymi czy przyjaciółmi. Najgorsze było jednak to, że był na to całkowicie przygotowany. Żadna sowa nie nadleciała do niego od samego rana. Spodziewał się tego, jak i jednocześnie było mu z tego powodu zwyczajnie przykro. Rasheed zwykle celebrował swoje urodziny. Uznawał to za okazję do opróżnienia kilku butelek whisky, może nawet miłej zabawy w klubie, aby zapomnieć o troskach dnia codziennego, a dziś… cóż, kompletnie został tej okazji pozbawiony. Tkwił w tych zimnych murach osamotniony i zgorzkniały, coraz to bardziej pogrążając się w swoich depresyjnych myślach. Nawet jego ambicja powoli wygasała, skoro najwyraźniej wiązał z tym miejscem jakąś przyszłość. Wielka szkoda. Przez te wszystkie lata nauki nie miał przecież niczego więcej jak wyłącznie tę ambicję, samodzielność i dumę, w której teraz tkwiła ogromna wyrwa. Patrzył więc na nią, tym razem otwarcie sceptycznie. Istniała naprawdę minimalna szansa na to, że realnie zainteresuje się tym, co miała mu do powiedzenia. Wszak to jego posada była na szali. Ona dostałaby wyłącznie ostrzeżenie.
- Jest też wyjście piąte - zauważył, niby to od niechcenia sięgając po butelkę. Ten gest był jednak całkowicie przemyślany i zaprezentowany z wystudiowaną wręcz nonszalancją. Prawda była zgoła inna, bo chociaż wydawał się spokojny, zdołał się na nią rozzłościć. Nawet nie dlatego, że ośmielała się pić w murach zamku czy faktycznie akurat teraz przełamywać z nim lody, gdy to ona nabroiła. Siedząc tutaj i marnotrawstwo czasu wymawiając ćwiczeniami czy przeglądaniem broszur godziła w ślizgońską ambicję, w którą on święcie wierzył. Nie chciał, aby była kolejną, która zagrzeje miejsca w miejscu bezpiecznym i ciekawym, zamiast wytężyć siły i dążyć do tego, co zaplanowała sobie dawno temu, a miał jakieś pokręcone wrażenie, że ku temu to wszystko podąża. To wyłącznie suche przeczucie, a jednak uparł się, aby je schwytać, chociażby było cieniutką nicią wśród porządnych splotów. A wystarczyło złapać ją w tak niegodnym stanie z butelką alkoholu. Rasheed oceniał szybko, mamy ku temu kolejny dowód.
- Możesz nie mówić mi jakie mam możliwości i spotkać się ze mną tydzień po tygodniu na szlabanie w Izbie Pamięci. Jak ci leży takie rozwiązanie? - Zapytał, spoglądając jej w oczy bez chwili zawahania. Jego spojrzenie stało się chłodne i wyniosłe. W tym stanie o wiele bardziej przypominał prawdziwego siebie. Pozbawionego pustej dobroduszności, z którą obnosił się w stosunku do dzieciaków do tej pory. A jednak nie zdobył się na to, aby być wobec niej aż tak obcesowym, to była jedynie prowokacja. Zabrał butelkę leniwym ruchem, uprzednio zaczepiając okulary o kołnierzyk koszuli.
- Slytherin traci dwadzieścia punktów. Prefektowi naczelnemu nie przystoi żłopać tego w samotności, zwłaszcza w szkole. - Ocenił, zresztą zgodnie ze swoim sumieniem, ale jednocześnie odkorkował butelkę, zaglądając do niej z ciekawością. Wycelował w nią różdżkę, sprawdzając alkohol pod kątem jego ewentualnego zatrucia. Czy był już przewrażliwiony? Bardzo możliwe, a jednak był w tym tak piekielnie konsekwentny, że aż ciężko było odmówić mu w tym racji.
- Wypiję sam. - Zadecydował, chociaż to nie podlegało wątpliwości już od samego początku. Prostym zaklęciem skopiował jej poduszkę i podsunął ją sobie pod cztery litery, gdy opadł na kamienną posadzkę. Jednocześnie spojrzał na Nessę uważnie, jakby analizował ją pod kątem tego czy ma coś do powiedzenia w sprawie działań, które właśnie podjął. - Pisz, czytaj, przygotowuj i graj do woli. Chyba nie będę ci przeszkadzał? - Zadając to pytanie, jeszcze silniej skoncentrował się na jej myślach. W tym momencie jego obecność w jej głowie była niemalże na skraju dostrzeżenia, a jednak dzisiaj kompletnie nie baczył na to. Miał w sobie determinację do tego, aby faktycznie robić wyłącznie to co mu się podobało. Wszak kiedy jak nie w dzień urodzin? Bezczelnie patrząc jej w oczy, przechylił butelkę, aby pociągnąć z niej długi łyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 659
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag (ryś)
  Liczba postów : 1803
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptySro Sty 22 2020, 21:59

Skąd miała wiedzieć, że Sharker ma urodziny? Nie pamiętała nawet o swoich, a co dopiero młodego asystenta. Nie zdawała sobie sprawy, że dziś wspiął się w drabince społecznej, zajął wyższe miejsce w hierarchii. Wychodziła z założenia, że ludzie pamiętali o innych tylko wtedy, kiedy czegoś od nich chcieli. Nie oczekując niczego, nie pamiętając — unikało się rozczarowania. Pić mogła sama niezależnie od okazji lub jej braku, po co zresztą znów sięgała znacznie częściej, niż powinna. Niż mówił rozsądek. Widocznie taką miała taktykę, wyciszać natrętne myśli upojeniem, zaangażowaniem we wszystko inne, z czym wiedziała, jak sobie poradzić. Nie była taką alfą i omegą, za którą wszyscy ją mieli, bo wiele zagadnień z jej okropnego życia pozostawało bez odpowiedzi. Jego spojrzenie nie robiło na niej wrażenie, przywykła do chłodu i dystansu, sceptyki ze słodyczą ironii ze strony bruneta. Nie oczekiwała po gburku niczego innego. Cokolwiek by się nie wydarzyło, nie miała siły się tym przejmować. Ani chęci. Powie co myśli — jak zwykle, jeśli już na rozmowę bez zwrotów grzecznościowych jej wcześniej pozwolił, a potem się dostosuje do tego, jaką on i ona samą decyzję podejmą.
Milczała, gdy zabierał butelkę, jedynie na chwilę unosząc brew. Nie czuła wstydu czy zażenowania, nie miała problemu ze swoją ułomnością czy gorszymi chwilami, jeśli ktoś ją w takowych zastał. Nie lubiła tego, ale to nie tak, że nie mogła z tym żyć. Alkohol był dobry i drogi, Tato nie pił byle szczyn za pięć galeonów i naprawdę chciała spędzić wieczór, delektując się jego cierpkim smakiem nad pracą magisterską, przeglądając broszury w międzyczasie i rozważając odpowiedź na zaproszenie na weekend. Łudziła się, że to jedyny sposób, aby nie zwariowała. Mógł ją oceniać, mógł nią wygadzać czy zabierać jej punkty, dawać szlabany, aby pokazać swoją wyższość. Nieważne. Nie mogła powstrzymać krótkiego uśmiechu, zanim przeniosła spojrzenie z butelki na jego twarz. Kolejne rozczarowanie. Człowiek zapominał szybko o miejscu, w którym sam wcześniej był i o tym, że przede wszystkim powinno się owym człowiekiem pozostawać. Odwzajemniła spojrzenie, wzruszając delikatnie ramionami. Skoro chciał się bawić w oficjale, proszę bardzo.

- To wedle Twojego uznania, Profesorze. - zaczęła ze spokojem, posyłając mu delikatny uśmiech. Znów poczuła złość na pieprzoną odznakę, która w pewien sposób stawała się coraz ciaśniejszą klatką dookoła jej osoby. Słowność przezwyciężała jednak powstającą falę niechęci, bo skoro się zgodziła, musiała w tym brnąć i się dostosowywać. - Masz rację, prefektowi nie przystoi.
Potworzyła tylko już ciszej, odwracając wzrok. Drgnęła w miejscu, czując, jak po skórze przebiega delikatny dreszcz od chłodu kamiennej posadzki. Wyciągnęła dłoń, przesuwając leżące przed sobą pergaminy, przesuwając po ich treści spojrzeniem. Może powinna to przeredagować? Traciła nadzieję, że odzyska swój doskonały trunek i swoją ukochaną samotność, gdy posadził tyłek na poduszce. Cudownie. Widząc jego sprawdzanie butelki i jej zawartości, uniosła brew.

- Pragnę zauważyć, Profesorze, że gdybym zamierzała się tym otruć i popełnić samobójstwo, to nie byłoby to z pewnością w tej szkole lub też tym sposobem. A nie sądzę, żeby ojciec trzymał zatrute butelki w domowym barku. Mam nadzieję, że Profesorowi zasmakuje. Na zdrowie.
Powiedziała dość chłodno, obojętnie. Patrząc na niego, jednak unikając jego oczu, suwała po jego twarzy, aby dłużej zatrzymać się na wsadzonych za kołnierz okularach. Ten styl i nonszalancja mu pasowała, nawet jeśli był nieludzkim dupkiem. Cóż, nie jej sprawa. Westchnęła, prostując się i przerzucając włosy na plecy, przysunęła się do swoich obowiązków. Pewnie i tak zaraz odejmie jej za coś następne punkty, bo przecież zachowywała się okropnie, nie jak prefekt.
Oczywiście, że będzie jej przeszkadzał.

- Nie. Nie mogę Profesorowi zabronić tu przebywać.
Odparła krótko, łapiąc za pióro i maczając koniec w czarnym atramencie, zaczęła skrobać po pergaminie. W milczeniu, posyłając mu jeszcze krótkie spojrzenie, w którym złapała jego własne, zabrała się do pracy. Ze wszystkich sił próbowała się na tym skoncentrować. I trwało to minute czy dwie, zanim końcówka pióra złamała się, a ona zagryzła dolną wargę, hamując siarczyste przekleństwo, któego damie nie wypadało mówić. Przysunęła do siebie torebkę, szukając w niej z jakąś frustracją i złością różdżki, której nie było na wierzchu. Nigdy nie było tego, czego potrzebowała. Chusteczki, pergaminy, paczka cukierków. Gdzie ten cholerny kij. Łapiąc głośniej powietrze, wysypała zawartość torebki przed siebie — na swoje kolana i podłogę, obserwując pogrążone w chaosie przedmioty. Notes, zapasowe pióro, , kolorowy atrament, eliksir rozgrzewający, srebrny amulet Myrtle Snow, a także pierścionek na złotym łańcuszku. Przedarta koperta z jakimś listem, suszony kwiat. I w końcu ona, zaplątana w zieloną wstążkę do włosów różdżka. Zapała ją w dłoń, zaciskając palce na rękojeści i już miała zacząć naprawiać swój ulubiony przybór do pisania, gdy jej spojrzenie zatrzymało się na tym cholernym pierścionku i dwóch kluczach z brelokiem w kształcie płatków śniegu. Przymknęła oczy, licząc do dziesięciu.
Nauka. Skup się na tym, co masz zrobić i ignoruj tego złodzieja alkoholu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Galeony : 2126
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2944
https://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
https://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
https://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
https://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyNie Sty 26 2020, 18:20

Miał naprawdę bojowy nastrój, a mimo tego uśmiechnął się pod nosem w sposób wyraźnie sugerujący, że ten stan rzeczy mu odpowiada. Miała już pewne doświadczenie w nazywaniu go profesorem, więc niechże dzisiaj się nie krępuje. Kiedy jak nie dzisiaj, prawda? Kompletnie nie obchodziły go jej niezadowolone myśli, kłębiące się wokół zakłócania jej prywatności. To szkoła, kochanieńka. Prywatność możesz mieć we własnym domu. Jak słusznie zauważyła, nie mogła mu zabronić tutaj przebywać, w przeciwieństwie do niego. I chociaż wół zapomniał szybko jak cielęciem był, to czy to stawiało go w gorszym świetle? Pomimo kilku wspólnych punktów, różnili się od siebie diametralnie. Kiedy jednak mieli gorsze chwile, igrali ze sobą zamiast otwarcie się ze sobą zmierzyć. Odpowiadało mu to, zwłaszcza, że sam tak chętnie rzucił jej rękawicę.
- Kto cię tam wie, Nessa. Może masz skłonności do dramaturgii? Większość kobiet ma. - Podkreślił jej inną rolę społeczną, jednocześnie wsadzając ją z łatwością do tego samego worka z Gittan i Carmą, którymi po tych wszystkich miesiącach zaczynał już wyłącznie gardzić. Wykształcał w sobie nowe pokłady szowinizmu, a tym samym obsesyjnie liczył na to, że wreszcie w którymś momencie przekroczy jej mentalną granicę. Był na nią zły już za samo to, że była w jego miejscu. Nie musiała do tego pić, komentować, unosić się dumą. Najlepiej by zrobiła jakby po prostu zeszła mu z oczu i pozwoliła mu się kisić we własnym sosie, ale nie, nie byłoby to w stylu pierdolonej Nessy Lanceley, prawda?
Obserwował jej pracę, swobodnie popijając sobie alkohol i upajając się tym ciężkim milczeniem, które między nimi zawisło. Nie naciskał jej dalej, nie było tu temu potrzeby, skoro była już dostatecznie znerwicowana, aby faktycznie złamać końcówkę pióra. Nie powstrzymał się. Uśmiechnął się nieznacznie, a ona w odpowiedzi przetrząsnęła całą torebkę. Jak na czarownicę, która niejednokrotnie przewyższała umiejętnościami swoich rówieśników, zakopała tę różdżkę wyjątkowo głęboko. Najwidoczniej stała czujność wychodziła już z mody. Obserwował wszystko to, co nosiła w torebce z nieco uniesioną brwią. Wciąż nie mógł się nadziwić temu, czy naprawdę wszystkie te gadżety były kobietom potrzebne zwłaszcza i wszędzie. Ta wątpliwość nasiliła się, gdy dostrzegł wśród tych dupereli suszony kwiat. Zafascynowany jej irytacją, spojrzał na nią bardzo otwarcie.
- Aż tak cię rozdrażniłem? - Zadał bezpośrednie pytanie, z pewną nonszalancją poruszając nadgarstkiem, aby zakręcić alkoholem w butelce. Liczył na to, że jeżeli nie udzieli mu satysfakcjonującej, słownej odpowiedzi to zdoła wystarczająco wiele wyczytać z jej spojrzenia, myśli i uczuć, które w tym momencie kłębiły się w niej wyraźnie. Nie dotykał jednak żadnej z jej osobistych rzeczy. Nie dlatego, że miał jakieś szczególne poszanowanie dla cudzej prywatności (jako legilimenta właśnie miał raczej niską tolerancję na tajemnice), a raczej z tego powodu, że ani list, ani słodycze niezbyt go interesowały. Nie znał jej na tyle, aby chcieć ją inwigilować, nie w tym stopniu, a jednak zaintrygowała go. Liczył więc na to, że odpowie i nie będzie musiał specjalnie przetrząsać jej myśli pod tym kątem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów, chuda
Galeony : 659
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag (ryś)
  Liczba postów : 1803
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 EmptyPon Sty 27 2020, 02:01

Trafiła kosa na kamień. Wybrał najgorszy z możliwych dni. Ten bez kontroli, bez uśmiechu, bez sukcesu w próbie stłamszenia tego chaosu w jej głowie. Robiła się okropna, równie bojowa, gdy nie radziła sobie z własnym życiem, które zwykle było tak doskonale zaplanowane i pozbawione głupich niespodzianek od losu. A ten ostatnio sobie z niej jawnie kpił. Nie wiedziała nawet, co myśleć o siedzącym w jej niedoszłym schronie nauczycielu. Było w nim coś, co doprowadzało ją do furii, a jednocześnie dawało dziwny komfort, chwilową stabilność. Tak, jakby jego obecność zmuszała ją do narzucenia swojej maski, odzyskania nienagannego wizerunku, który właśnie rozpadał się niczym szklana figurka na babcinej komodzie. Nie chciała mu pokazywać słabej i nieporadnej Nessy, nie chciała przegrać z nim w istniejącej w jej głowie rywalizacji. Nienawidziła przegrywać. Zamrugała zaskoczona jego słowami, prychając cicho. Ona i dramaturgia? Niedoczekanie. Zwykle była obojętna, perfekcyjnie pomocna i nie reagowała gniewem. Lubiła się ze zdrowym rozsądkiem i odpowiedzialnością. Dlaczego jednak te słowa, które na co dzień wcale jej nie obchodziły, były w jego wykonaniu jakąś zaczarowaną szpilką? A może miał rację? Przesunęła dłonią po oczach, starając się uciszyć przekrzykujące się myśli. Podzielność uwagi i umiejętność analizowania wielu rzeczy naraz doprowadzała ją w takich chwilach do granic cierpliwości.
- Pewnie tak.
Odparła beznamiętnie, wzruszając ramionami. Nie mogła się z nim kłócić, nie chciała. Wtedy by ją tylko pogrążył. Zresztą, oznaczałoby to otworzenie się na niego, a ona już zdecydowała, że ludzi w swoim życiu nie potrzebuje. Radziła sobie sama, nawet jeśli były gorsze momenty — wierzyła, że razem z kolejnym dniem, będzie lepiej. Przesunęła spojrzeniem po sylwetce Rasheeda raz jeszcze, zatrzymując się w końcu na jego twarzy. Karmelowe ślepia odszukały jego spojrzenia, chociaż nie uraczyła go nim za długo. Sama nie szła na łatwiznę, dlaczego więc i jemu miała cokolwiek ułatwiać. Obydwoje chcieli tej komnaty dla siebie, tylko ona jeszcze nie znała jego powodów.
Wszystko jej się dziś psuło, leciało z rąk. Nawet różdżka nie współpracowała, wpadając w najgłębszy zakamarek torebki. Przeklinając w myślach, wyrzuciła z torby rzeczy. I były tam klucze, wspomnienie bolesnej przeszłości. I pierścionek, który więził przyszłość. Wszystko to, od czego akurat teraz chciała uciec, a ciągle zamykało ją w potrzasku. Nie potrafiła zamknąć rozdziałów, które nie zostały do końca opowiedziane. Chciała naprawić pióro, ale jej przeszło. Liczenie do dziesięciu niewiele dało, podobnie zresztą, jak zamknięcie oczu. Przez chwilę nawet zapomniała, że był tu z nią, przecierając oczy dłonią w akcie jakieś cholernej bezsilności życiowej. Pięknie, niedługo sięgnie mułu. Wystarczy, że jej słabość do alkoholu jeszcze wzrośnie, to może znów wsiądzie na motor po whiskey, myśląc tylko o tym, aby mieć święty spokój. Chociaż wtedy gardziła sobą najbardziej. Jego głos przywrócił ją do rzeczywistości, odwróciła głowę w jego stronę, dłonią zgarniając rude, długie pasmo na plecy. Przesunęła po nim zmęczonym, złym spojrzeniem.

- Nie. Tak. Odrobinę. - odparła najpierw, całkiem szczerze, chociaż wydawało się, jakby biła się z myślami. Chwilę patrzyła na jego sweter, zdając sobie sprawę, że nie powinna się na nim wyżywać, nie miał z jej życiem nic wspólnego i żadnego z problemów jej nie przysporzył, nie licząc dwudziestu punktów straty, ukradzionej whiskey i siedzenia z nią w chwili, gdy chciała być sama. Zacisnęła na chwilę usta, podnosząc wzrok na jego oczy. Miała wrażenie, że to najładniejsze i najbardziej ludzkie, co miał. Intensywnie niebieskie, przypominały wzburzony ocean. Woda dawała życie, a jednocześnie bezlitośnie je zabierała. Odetchnęła głośniej, kręcąc głową. - Nie aż tak. Nie masz z tym nic wspólnego, po prostu pojawiłeś się w złym miejscu i czasie, ukradłeś mi picie, więc zostałeś — tak jakby — wisienką na torcie.
Zerknęła raz jeszcze na pergaminy z pracą, uznając, że nie stworzy dziś kolejnego rozdziału, tak, jak planowała. Zamiast tego odrzuciła różdżkę na bok, opadając do tyłu i uderzając plecami o dywan, trafiła głową na poduszkę. Rude pasma rozsypały się dookoła, nachodząc również na ramiona i tkwiące na brzuchu dłonie. Zawiesiła spojrzenie na suficie. Na szczęście zaklęcie czyszczące pozbyło się pajęczyn. Może policzenie wszystkich cegiełek sprawi, że poczuje się lepiej? Lanceleyówna obróciła jednak głowę w stronę olbrzyma, patrząc na niego z dołu. Już nieco spokojniej, ciągle powtarzając sobie, że jest nauczycielem. A do tego cholernie inteligentną, przebiegłą bestią, o czym zdążyła się już przekonać podczas ich ostatniego spotkania.
- Aż tak Ci tu przeszkadzam, co?
Powtórzyła. Ściągnęła. Zapytała cicho, właściwie retorycznie. Nie wierzyła, że jej powie. Pewnie w tym samym stopniu, co on jej, może bardziej. W całym tym chaosie przebijała się jednak wrodzona ciekawość, na chwilę dając ukojenie krzykom. Dlaczego właściwie siedział tu sam w piątkowy wieczór? Ona nie miała zbyt życia towarzyskiego, ale Sharker? Te puzzle wcale jej do siebie nie pasowały. Odpuściła tonięcie w oceanie na rzecz wpatrywania się w butelkę z bursztynowym płynem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Zapomniana komnata - Page 7 QzgSDG8








Zapomniana komnata - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Zapomniana komnata   Zapomniana komnata - Page 7 Empty

Powrót do góry Go down
 

Zapomniana komnata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Zapomniana komnata - Page 7 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
siodme pietro
-