Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Pod trzema różdżkami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 36 z 39 Previous  1 ... 19 ... 35, 36, 37, 38, 39  Next
AutorWiadomość


Elliott Redbird

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 27
Galeony : 1053
  Liczba postów : 1964
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyCzw Sty 13 2011, 20:58;

First topic message reminder :


Pod trzema różdżkami

Wcześniej Pub Pod Trzema Miotłami. W miejsce zatłoczonego, przepełnionego studentami baru, powstało elitarne miejsce, do którego wstęp mają tylko osoby powyżej 50% czystości krwi. Zapewnia to specjalny zamek, który zamontowany w drzwiach uniemożliwia inny przekroczenie progu. Dodatkowo, przy barze można kupić taki zamek na własny użytek, po to, żeby zabezpieczyć swój dom, lokal czy pokój. Obsługa pewnie spróbuje przekonać się, że to najlepszy sposób, żeby zabezpieczyć się przed coraz częstszymi atakami.
Przy barze możesz zamówić najlepszy alkohol, a większość ludzi przy stolikach dyskutuje na tematy polityczne. Ostatecznie czym chcesz się tu chwalić to wspieranie SLM.

Dostępny asortyment:
►Antymugolski zamek - 100g
► Sok Dyniowy
► Woda Goździkowa
► Piwo kremowe
► Dymiące Piwo Simisona
► Rum porzeczkowy
► Malinowy Znikacz
► Grzane wino z korzeniami i koglem−moglem
► Ognista Whisky
► ”Najlepsza Stara Whiskey Campbell'a”  
► Wino skrzatów  
► Wino z czarnego bzu  
► Sherry
► Rdestowy Miód
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyPon Gru 30 2019, 23:04;

Podczas przedświątecznych wypieków nie poszło mu może najgorzej, ale z pewnością też i nie najlepiej. Odstawał nieco od swoich ślizgońskich przyjaciół, ale nawet niespecjalnie się tym przejmował. Zawsze wolał gotować potrawy wytrawne, więc i tak był z siebie dumny, że jakimś cudem udało mu się niczego nie spierniczyć. Warto było natomiast skrzatom domowym pomóc, skoro ostatecznie zjedli naprawdę smaczne płonące pirożki i dostali również prezenty. Nie ukrywał jednak, że po tej jakże wymagającej robocie chętnie wychynąłby kufel zimnego piwa albo szklankę dobrej whiskey w nagrodę. Propozycja Charliego zdawała się zaś idealną okazją do spełnienia tego małego marzenia.
Rozdzielili się tylko na chwilę, by zgarnąć z pokoju swoje kurtki i płaszcze. Matthew sprawdził również zawartość swojego portfela – nie było źle. Wszystkie prezenty już zdążył kupić, więc pozostałą kwotę mógł przeznaczyć na wycieczkę po pubach. Powłóczył więc nogami za swoim kumplem, zastanawiając się z czego ten tak cieszy swą paszczę. Z drugiej strony… Rowle zwykle miał przywdziany uśmiech na twarzy, więc może nie powinien się tym nazbyt przejmować.
Kiedy weszli do środka pubu Pod trzema miotłami od razu zdjął z siebie płaszcz, i chociaż sam miał go odwiesić, tak skorzystał z pomocy Charliego, kiwając mu głową w podzięce. Roześmiał się przy tym w duchu, zdając sobie sprawę z tego, że dżentelmeńskie maniery jego przyjaciela były najprawdopodobniej wynikiem potrzeby przypodobania się pannie Harlow. Może coś z tego będzie?
- Kusi mnie whiskey, ale może niech Dina wybierze? Jako jedyna przedstawicielka płci pięknej w naszym gronie. – Odpowiedział z wyraźnie słyszalnym entuzjazmem w głosie, bo cokolwiek by to nie było, nie mógł się już doczekać. Drink dla rozluźnienia na pewno dobrze mu zrobi po tym rozwałkowywaniu ciasta. – Dawaj, najwyżej grzecznie przeprosimy, że nie wiedzieliśmy. – Dodał zaraz, odnosząc się do dość strategicznego pytania Charliego. Raz się żyje, nie? Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, częstując przy okazji Rowle’a i Harlow, jeżeli mieliby tylko taką potrzebę, po czym wsunął jednego do ust. Wreszcie również podpalił go prostym zaklęciem (żałując, że nie ma smoczej zapalniczki) i zaciągnął się mocno tytoniowym dymem, dopiero po dłuższej wypuszczając go z ust.
- A co, Ty nie chciałbyś dać takiego ciastka jakiejś fajnej pannie? – Poczuł się na tyle swobodnie, że zapomniał o tym, że towarzyszy im również jedna z tych „panien”. No trudno, nie powinna się chyba o to obrazić. – Jakie macie w ogóle plany na święta?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
Galeony : 916
  Liczba postów : 858
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyCzw Sty 02 2020, 02:50;

Słowo się rzekło, nawet jeśli było wypluwane pod wpływem veritaserum i jak zaplanowali tak zrobili. Zaszedłszy do dormitorium wzięła kurtkę i pieniądze, w międzyczasie otrzymując od nieznanego adresata list. Otworzyła go niefortunnie stając się ofiarą przykrego psikusa z łajnobombą w roki głównej, na co zaklęła szpetnie. Szybko przeszukała zakamarki swojego cennego kuferka z eliksirami poszukując perfum, jakichkolwiek, a że w rękę wpadły jej akurat te z amortencją, uznała, że może choć troche zniwelują nieprzyjemne wrażenie jakie może odór wywołać na jej nieszczęsnych towarzyszach tego wieczora.
- Tak, wiem, że cuchne. - warknęła odrazu, kiedy spotkała się z chłopakami w pokoju wspólnym - Jakaś zazdrosna kretynka wysłała mi łajnobombe... - syknęła, cmokając z niezadowoleniem. Wcale nie była to zazdrosna kretynka, choć wciąż kretynka, ale Dinie kłamanie przychodziło łatwo jak oddychanie, a nadawca listu może się spodziewać, że w wiadomości zwrotnej dostanie coś dużo gorszego od śmierdzącego psikusa!
Wbrew swoim usilnym staraniom by utrzymać pozę nadąsanej krowy żarty Charliego co rusz wywoływały w niej salwy śmiechu, a gdy dotarli na miejsce w końcu zdjęła płaszcz, by ponownie uraczyć swoich towarzyszy bezapelacyjnym urokiem szykownej, kryształowej broszki, którą dostała od swojej zmarłej tragicznie siostry.
- Może być whisky, ale musicie mi obiecać, że mnie odprowadzicie do łóżka. - powiedziała unosząc brwi. Może nieco nazbyt sugestywnie. Biedni towarzysze imprezy nie wiedzieli jeszcze jak szybko się ta gąska upijała i jakie głupoty wyprawiała i wygadywała po alkoholu!
Pokręciła głową przewracając oczami, dżentelmeni zapytali ją co będą pić, ale czy kopcić w towarzystwie damy wolno, to już nie pomyśleli, na co przecież zaraz zadarła nosa jakby była wielce obrażona, ale zerkała z zainteresowaniem na to co robili. Przypomniało się jej jednocześnie kiedy ostatnim razem miała swój pierwszy (i ostatni) raz okazję mieć nieprzyjemność spróbowania papierosa i aż nią wzdrygnęło. Voldemortki Finana były absolutnie parszywym gównem.
- Dawanie ciastka kojarzy mi się z oddawaniem dziewictwa. - powiedziała przysiadając się, oczywiście pierwsza królowa atencjuszka, centralnie między nimi przy barze i spoglądając na barmana przynoszącego trunki- To wcale nie takie wiążące jak sie wydaje. - uniosła cienkie brwi klepiąc dłońmi w blat jak jakieś dziecko czekające na jedzenie. Faktem było, że chciała już pierwsze kilka porcji alkoholu mieć za sobą, coby ten wieczór przeszedł z niezręcznie nieprzyjemnego do lekkiego i wesołego, a potem najlepiej do takiego, którego pamiętać nie będzie. Podejrzewała, że palnie dziś jakąś tragiczną gafę za co w końcu przyznany jej zostanie tytuł Sułtana Galaktyki Żenady.
- Charlie to ma fajnych panien z dziesięć na oku, z tego co słyszałam w damskiej toalecie. - wydęła wymownie usta, zerkając na Rowle'a jak na nagrzanego buhaja z niepowstrzymanym apetytem- W odróżnieniu od Ciebie, Gallagher, o Tobie dziewczyny nie rozmawiają. Coś w tym musi być. - zmrużyła oczy jak żmijka, uśmiechając się przebiegle.
- W tym roku zamierzam nie wracać do domu na święta i podejrzewam, że to najlepszy plan. - wzięła szklankę w dłoń, kiedy już pracownik lokalu polał im solidnie bursztynowego płynu i uniosła ją do góry- Panowie, coby odbiorcy waszych ciastek sie z nich cieszyli. - westchnęła, myśląc, że z jej ciastka to się niespecjalnie odbiorca ucieszył. Wszystko co było "wiążące" w jej przypadku wiązało się owszem, ale głównie z nieprzyjemnościami. I nim któryś zdecydowałby się zmienić toast golnęła zawartość szklanki jak jakiś stary marynarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1441
  Liczba postów : 765
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Moderator




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyPon Sty 06 2020, 20:49;

Charliemu tak naprawdę obojętne było, jakimi umiejętnościami kulinarnymi dysponowali jego towarzysze. Najważniejsza była dobra zabawa, a skoro zgłosili się sami ślizgoni, nie mógł wymarzyć sobie lepszego piernikowania. Uwielbiał spędzać czas z Matthew, zwłaszcza przy kuflu dobrego piwa, przekąsek i w towarzystwie kart lub gargulków, no a Dina — ona była ciekawa. Rozmawiali kilka razy wcześniej, brunet często ją zaczepiał, chociaż była raczej mało dostępna i tajemnicza. Nic więc dziwnego, że miał taki dobry humor. Brakowało tylko reszty chłopaków.
- Też byłbym zazdrosny, będąc dziewczyną i konkurując z Tobą.
Zauważył na jej słowa, wzruszając ramionami.
Miał odłożonych trochę pieniędzy, więc galeonami się nie przejmował. Ojciec nigdy nie żałował mu na drobne zachcianki, zwłaszcza w towarzystwie godnych, czystych czarodziejów. Za wspomnienie staruszkowi o tym, że nawiązałby jakąkolwiek pozytywną więź z mugolem, prawdopodobnie dostałby w mordę. Zawsze też miał nienaganne maniery, co właściwie było bardziej nawykiem niż staraniem się. W barze było gwarno, nozdrza wypełniał zapach alkoholi i przystawek. Było też kilka ładnych dziewcząt, które zdążył zlustrować wzrokiem, nim ten skupił się na Matthew i Dinie.
- Zgadzam się, będzie na Di, jak będzie paskudne i będzie musiała za karę wypić szklankę więcej albo zdradzić nam jakiś gorący sekret.- przytaknął entuzjastycznie, posyłając przyjacielowi rozbrajający uśmiech, z trudem powstrzymując klaśnięcie w dłonie. Jako istotna uwielbiająca towarzystwo, oczy błyszczały mu, jak małemu dziecku. Sięgnął po fajkę, wsuwając sobie ją między usta. Nie miał ognia, jednak gdy Matt zapalił, wstał, nachylił się do niego i bezceremonialnie odpalił, zaciągając się. Ciche, zadowolone, mruknięcie opuściło jego usta, nawet na chwilę przymknął oczy, zanim opadł z hukiem na krzesło. - Kurwa, marzyłem o tym.
Wypuścił dym, opierając się o drewniane oparcie, wolną dłoń kładąc na kolanie. Słowa Harlow sprawiły, że parsknął śmiechem, zdając sobie sprawę, że mógł nazbyt poważnie zabrzmieć. Nie wyglądała jednak na obrażoną, pomimo całego swojego majestatu.
- Plotkujecie o mnie w kiblu? Mam nadzieję, że nie mam opinii jakiegoś cnotka szczypiorka, bo skoczę z wieży. - zapytał poważnie, wbijając ślepia w jej twarz, poszukując jej spojrzenia. To była dla niego intrygująca informacja, podbudowująca ego. Zdziwił go jednak brak rozmów o Matthew, na co przetarł brodę, zaciągając się fajką. Nie raz widział maślane oczy w jego kierunku, więc co się zmieniło? - Pewnie złamał serce któreś, to złe ploty dała czy coś.
Nie widział innego wyjścia, a raczej nie dopuszczał sobie do łba, że jednorazowa przygoda przyjaciela z tym nieszczęsnym puchonem mogła zaowocować miłością do męskich ramion. Nie skomentował tego jednak ze względu na szacunek do chłopaka. Zmarszczył na chwilę brwi na pytanie ślizgona, wzruszając ramionami.
- Może i bym chciał, nawet nie jednej. Darcy się tu przeniosła, opowiadałem Ci o niej. Mieliśmy gorące wakacje w Stanach. A do tego Melu, która... No właśnie nie wiem, stary, co z nią. Nie rozumiem bab. Di, skąd mam wiedzieć, czy ona chce, czy nie chce, jak ciągle zmienia zdanie?- rozłożył bezradnie ręce, posyłając pytające spojrzenie w stronę jasnowłosej, w której widocznie pokładał nadzieję. Jej też dałby ciastko, ale chyba nie miał szans na buziaka w nagrodę. Była laską spoza jego zasięgu. Gdy przynieśli im drinki, aż oblizał wargi, strząsając popiół do popielniczki. Obsługa zadbała bowiem i o to.
- Też bym chętnie został, ale stary mi nie odpuści. To i Twoje zdrowie, Harlow. Jako najładniejszej z towarzystwa!
Przytaknął, a gdy stuknął się z nimi szkłem, szybciutko opróżnił szklaneczkę, czując przyjemny dreszcz na ciele i cierpki posmak w ustach. Na szczęście była idealnie schłodzona. Zmarszczył brwi znów, bo sobie o czymś przypomniał.
- Do czyjego łóżka chcesz wrócić, Dina? Do damskiej nas nie wpuszczą schody, a lepiej to ustalić teraz!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptySro Sty 08 2020, 21:07;

Wcześniej nawet zastanawiał się, dlaczego w jego nozdrzach utrzymuje się mało przyjemny zapach, ale z czasem chyba się do niego przyzwyczaił i przestał już zwracać na niego uwagę. Dopiero warknięcie Diny uświadomiło mu, że źródło tej woni znajdowało się znacznie bliżej niż przypuszczał. I o ile współczuł jej tak tragicznego „prezentu”, tak nie mógł się powstrzymać od śmiechu.
- Wybacz. – Mruknął między jedną a drugą salwą do Diny, ale zaraz wziął głęboki oddech, żeby się uspokoić i skinął głową na słowa swego przyjaciela. – W sumie racja, silna konkurencja. – Potwierdził jego komplement, chociaż nie zamierzał wcale rywalizować z Charliem o względy panny Harlow. Lubił ją i chętnie spędzał z nią czas, ale miał wrażenie, że niespecjalnie by do siebie pasowali. Czasami dziewczyna zdawała mu się nazbyt chłodna i wyniosła, chociaż kto wie, może się mylił? – Planujesz jakąś zemstę? – Chciał dopytać jeszcze a propos tej zazdrosnej dziewczyny, ale wybór alkoholu na wieczór okazał się jednak znacznie istotniejszym tematem. Nie narzekał, bo sam miał ochotę umoczyć usta w jakimś gorzkawym trunku i modlił się w duchu, by Dina nie postawiła na jakieś słodkie drinki, skoro dali jej wolną rękę. Na szczęście dziewczyna miała dla nich litość.
- Nie ma problemu. Zaniesiemy, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. – Odpowiedział na jej prośbę, mając nadzieję, że zamówi jakieś whiskey, którego nuta smakowa będzie mu pasowała. Z drugiej strony gotów był do pewnych poświęceń, skoro trafił tutaj z tak zacnym gronem. – A Ty co, Charlie? Książkę piszesz, że tak łakniesz gorących sekretów? – Dodał zaraz żartobliwym tonem, bo jego kumpel najwyraźniej mocno się już rozochocił. Z natury był gadatliwy i nad wyraz ciekawski, więc nawet nie dziwiło go to, że znów chce kogoś pociągnąć za język. Nie miał mu tego za złe, dlatego na znak przyjacielskiej więzi poklepał go tylko po ramieniu, po czym wypuścił ze swoich płuc sporawą chmurę tytoniowego dymu.
- Jak dla mnie dawanie ciastka to dawanie ciastka, Di, ale właściwie nie mam nic przeciwko Twojemu toku myślenia. – Mruknął wreszcie, chociaż zaraz po tym skoncentrował się na postawionej tuż przed nim szklaneczce whiskey. Wziął więc jeszcze jednego macha papierosa, po czym zgniótł peta w popielniczce i upił sporego łyka upragnionego napoju. O tak, tego mu było dzisiaj trzeba. Już teraz czuł tę relaksującą atmosferę, mimo że procenty nie mogły jeszcze wywrzeć na niego żadnego wpływu. Myślał też, że pociągną temat oddawania dziewictwa, ale jak się okazało, jego kumpel bardziej był zainteresowany damskimi ploteczkami na jego temat, na co Matthew westchnął jedynie w duchu.
- Jak mają gadać o mnie takie bzdety jak o Charliem, to chyba wolę pozostać tematem tabu. – Ponownie zdecydował się na przytyk w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak. Nie dał się jednak sprowokować pannie Harlow do żadnych śmielszych ruchów, bo właściwie jej wypowiedź w żaden sposób go nie ubodła. Wiedział, że podoba się wielu uczniom i uczennicom, ale i tak zależało mu na znalezieniu tej jedynej osoby, z którą będzie czuł się swobodnie i będzie mógł pozostać sobą. – Na Merlina, Charlie. Będziesz teraz robił ze mnie jakiegoś heartbreakera? – Z zamyślenia wyrwała go dopiero mowa obrończa kolegi, na którą prychnął pod nosem. On i łamanie dziewczęcych serc? Ze swoją uroczą facjatą i wysportowanym na skutek treningów quidditcha ciałem pewnie miałby potencjał, ale nie bawiła go rola szkolnego alvaro.
- Baby są skomplikowane, ale w sumie niegłupi pomysł, żeby zapytać o to jednej z nich. Próbuj, jak masz okazję, Rowle. – Uśmiechnął się do niego, bo naprawdę mu kibicował. Co prawda o Darcy i Melu wiedział tyle, co z jego opowieści, bo nie były jakimiś jego wielkimi koleżankami, ale wierzył w dobry gust kumpla. A poza tym, to on miał być w tym związku szczęśliwy. Może wówczas przestałby narzekać na wspólnych chatach na wizbooku?
- Ja na pewno odwiedzę tatę i Carmel, ale poza tym szykują mi się dość leniwe święta, co w sumie też mnie cieszy. – Podzielił się z nimi również swoimi planami na najbliższe dni, a następnie poszedł w ich ślady, unosząc szklankę z alkoholem. – To za odbiorców naszych ciastek i za fajne święta… A Ty, Rowle poczekałbyś z takimi bezpośrednimi zaproszeniami chociaż ze trzy drinki. – Rzucił wreszcie wesoło i umoczył usta w bursztynowym trunku, który po dniu ciężkiej pracy smakował niczym ambrozja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
Galeony : 916
  Liczba postów : 858
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyNie Sty 12 2020, 00:09;

Uśmiechnęła się powalająco, wdzięcznie i przebiegle, na słowa Gallaghera.
- Oczywiście... - syknęła cicho, mała żmija, przechylając się w jego stronę. Oczywiście, że szykowała zemstę, zawsze szykowała zemstę, jej świat i każdy dzień, każda godzina życia podszyta była pretensją o coś. Nawet, kiedy było dobrze, jej spaczony mózg szukał dziury w całym żeby się do czegoś przypierdolić i kąsać i gryźć i tarzać się, taplać w jadowitej truciźnie zawiści. Zaraz jednak, nim zdołała dojść do tego jakim to okropieństwem postanowiła poczęstować tę durną flądrę od listu, Charlie zaczepnie rozpoczął rozmowę.
Jak na typowego ślizgona Charlie objawiał niezdrowe tendencje towarzyskie, jako, że lwia większość uczniów domu węża preferowała swoje własne towarzystwo bądź brak takowego, ponad wszelkie inne zabawy z pospólstwem. Często zresztą spotykała się z takimi opiniami, jakoby w większym towarzystwie łatwiej było natrafić czarodziejów niemagicznego pochodzenia, co wbrew oczywistemu faktowi życia w dzisiejszych czasach wciąż stanowiło jakiś problemu tego ułamka magicznej społeczności szczycącej się aż nadto czystością swojej krwi.
Oczywiście skrzywiła się na jego komentarz, ale kiedy się ona nie krzywiła i odstawiła swoją szklankę zadzierając nosa.
- Chyba Cie głowa piecze, Rowle. - uniosła brwi- Moje gorące sekrety sprawiłyby, że uschną wam uszy. - wystawiła palec w górę i zakręciła nim w powietrzu dla podkreślenia powagi rzuconego komentarza. W rzeczywistości nie miała żadnych pikantnych sekretów bo wiodła życie nudne jak flaki z olejem, a i nawet fakt, że sobie w głowie dopowiadała tysiące scenariuszy do każdej sytuacji wcale nie znaczył, że jej przygody były choć trochę ciekawsze. Ale koledzy nie musieli o tym wiedzieć.
- Może sam powinien się jakimiś podzielić, na zachętę? - zmrużyła oczy, wtórując słowom Matthew i spoglądając na Charliego- Wygląda na takiego co ma niejedno za uszami..! - machnęła zaraz na barmana, coby przyiósł im całą butelkę a nie tak po drinku będą bo co to za zabawa tak po szklaneczce. Czego nie mogła wiedzieć, to, żę z tych dwóch kompanów dzisiejszego wieczora to wcale nie Rowle był większym gagatkiem!
Zaśmiała się wesoło na te krótką wymianę zdań między kolegami. Zawsze lubiła podsłuchiwać koleżanek plotkujących o kolegach, w sumie lubiła wszelkie plotki, każde plotki, a i sama produkowała ich solidną ilość nierzadko zabawiając się cudzym kosztem bo była jedynie pindą harlot, a nie szlachetnym dziewczęciem z dobrego domu do których pewnie jej kompani przywykli na przestrzeni lat zadawania się ze śmietanką towarzyską. Czy jednak zamierzała wykorzystywać cokolwiek co dziś usłyszy? Może i miałaby taki plan, problem polegał na tym, że upijała się szybko jak małe dziecko i już jej szumiało w uszach więc można mieć pewność, że nie będzie pewnie nic pamiętać.
- Gdybym nie była taka koleżeńska, to bym wam powiedziała, co mówią. - nalała im kolejnej porcji do szklanek, samej narzucając tempo rasowego alkoholika. Wiedziała jednak, że musi prędko się upić coby mieć wymówkę, że nic nie pamięta- Ale wiecie, solidarność jajników i takie tam... - machnęła ręką i napiła się ze szklanki rozglądając kto to siedzi w ich okolicy. Alkohol już przyjemnie mrowił w palce.
Zamyśliła się na pytanie Charliego, gładząc z namysłem palcem krawędź blatu przy którym siedziała. Nie to, że się skrzywiła na to określenie "baby" i to tak strasznie, jakby jej przeklął wprost do ucha, ale rację miał Gallagher i może rzeczywiście warto o radę zapytać innej dziewczyny. Problem polegał na tym, że Harlow w relacjach damsko-męskich miała zerowe doświadczenie z oczywistych powodów w związku z czym zapewne zamierzała się wymądrzać mimo, że nie wiedziała nic.
- Jak zmienia zdanie, to znaczy, że nie chce. - to było akurat oczywiste - Jakby chciała, to by się trzymała jak swego. - wielka znawczyni tematu. To, że ona się uczepiła biednego Swansea jak rzep psiego ogona, jak pryszczyca świni, to nie znaczy, że inne dziewczęta w podobny sposób okazują swoje zainteresowanie. No ale sam pytał !
Pokiwała głową przyglądając się Gallagherowi i zastanawiając się, czy ją też kiedykolwiek czekałyby leniwe święta. Jakoś nie umiała go sobie wyobrazić w piżamie na kanapie, grubego od pierogów i pijanego eggnogiem.
- No Charlie... - mruknęła w odpowiedzi na pytanie bruneta napiwszy się kolejnego łyka ognistej. Lekki rumieniec na policzkach mógł zdradzać, że już jest podpita, ale równie dobrze mógł sugerować, że jego słowa tak na nią wpłynęły- Chcesz mnie zaprosić do swojego? Czy tak mnie tylko zaczepiasz? - zamrugała zalotnie, rusałka pierdolona, oczami jak laleczka- Raczej do swojego, byle sukcesywnie. Jeszcze dwie szklanki i mogę stawiać opór. - poinformowała kolegów zaglądając do swojego naczynka i oceniając zawartość- Mogę też mówić rzeczy, których nie powinnam. Radziłabym się nimi nie sugerować... - dodała z namysłem dla bezpieczeństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1441
  Liczba postów : 765
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Moderator




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptySro Sty 15 2020, 00:40;

Nikt nie chciał kupą śmierdzieć i szczerze jej tego współczuł. Udawał jednak, że ów zapach wcale nie atakuje jego nozdrzy, a na "delikatną" reakcję Matthew, wywrócił teatralnie oczyma. Nic dziwnego, że nie miał szczęścia u bab, bo nawet Charles miał więcej taktu. Na szczęście przeprosił i do tego poparł jego tezę, że to przez doskonałą twarz i ciało Dina miewa takie problemy. Nie był fanem blondynek, ale na niej trudno było nie zawiesić oka. Poza urodą stwarzała jednak dookoła siebie aurę kumpla, może nieco chłodną i wyniosłą — tak, jak przyjaciel myślał. Zgadzali się, chociaż nie wiedzieli. Przysłuchiwał się zaintrygowany pytaniem, aby w końcu parsknąć i skrzyżować ręce na torsie.
- Wydajesz mi się ostatnią osobą do słowa "zemsta", ale baby faktycznie są mściwe. Słyszałem, że podobno kiedyś jakaś gryfonka wydrapała koleżance oczy, bo zaliczyła jej chłopaka.
Zauważył nieco dramatycznie, teatralnie zmieniając głos, aby pasował do tych strasznych opowieści. Ślizgon oczywiście w to nie wierzył, więc ostatecznie buzię przyozdobił łobuzerski uśmiech, a ramiona drgnęły nieznacznie, sugerując obojętność na dalszy los poszkodowanej. Dina jednak przytaknęła, na co wywrócił oczyma, mówiąc pod nosem cichutko, że jak zwykle miał rację. Właściwie niczego innego się po niej nie spodziewał, bo wyglądała na zaciętą i silną dziewczyną, która nie odpuszcza. Dlatego właśnie związki i wszelkie relacje zatwierdzone słownie były czymś absolutnie nie dla niego.
- Pewnie ja będę niósł, bo Ty się będziesz toczył obok. - powiedział z rozbawieniem, przekręcając głowę w bok i łapiąc za whiskey. Obserwował to jasnowłosą, to bruneta, chociaż ta pierwsza wyglądała na zamyśloną. Musiał przyznać, że oczka jej świeciły, niczym małemu wężowi. Upił, rozglądając się następnie po lokalu. Miotły zawsze cieszyły się olbrzymią popularnością, było na kim oko zawiesić — które swoją drogą puścił do jakieś przechodzącej obok ich stolika czarnowłosej czarownicy, która wykazała zainteresowanie ewentualnym towarzystwem. Zaraz jednak odchrząknął na stwierdzenie przyjaciela, machając ostentacyjnie dłonią. - To podobno zbliża ludzi, a dziewczyny mają ich najwięcej. Może się czegoś od niej nauczymy. Tak? Teraz to jestem ciekawy tych Twoich sekretów bardziej.
Rzucił z zaciekawieniem, opierając się rękoma o stół i nieco zbliżając w jej stronę, poprzez nachylenie. Nie potrafił jej do końca rozgryźć — zgrywała się, czy może faktycznie była mistrzynią tajemnic? Co takiego mogło się skrywać w tej drobnej, ładnej dziewczynie, od czego zwiędłyby mu uszy?
- Ja? Pewnie, pytaj. Raczej nie mam sekretów. To tylko taki wygląd, wiesz, laski na to lecą. - odparł na ich słowa ze wzruszeniem ramion, gotowy przyjąć pytania na klatę. W końcu nie było tak, że wstydził się o czymś mówić. Nie spodziewał się więc, że czymkolwiek ich zaskoczy.
Miał nadzieję, że małymi kroczkami lepiej zrozumie jej płeć, która czasem wydawała się brunetowi odmiennym gatunkiem. Na klepnięcie w plecy uśmiechnął się słodko, zaciągając się jednocześnie tkwiącym pomiędzy wargami papierosem, którego niestety z każdą minutą ubywało. Żar był bezwzględny. W końcu raczyli dać odpowiedź o ciastkach, więc słuchał z uwagą, zastanawiając się nad ich słowami. Z pewnością w takich rzeczach byli bardziej doświadczeni niż on, bo wbrew pozorom całowanie się po kątach i obściskiwanie było słabym przykładem zdrowo-rozwijającej się relacji. Już otwierał buzię, aby oburzyć się na słowa mata, gdy Dina się odezwała po krótkim zamyśleniu. Uniósł brew, przekręcając głowę w bok.
- Ha! Czyli jednak gadacie! Jakie bzdety? Wypraszam sobie, jestem całkiem niezłym i popularnym towarem, wiesz? - rzucił jednak do kolegi, oburzony, krzyżując ręce na torsie, wcześniej gasząc papierosa tak, jak on. Wypuścił ostatnie kłębki dymu. Nie rozumiał wcale za to potrzeby Gallagher do stałego związku, więc na jego słowa rozłożył bezradnie ręce, nawet nie siląc się na smutną i przepraszającą minę biednego szczeniaczka, którą umiał odwzorować doskonale w razie jakichkolwiek potrzeb.
- Tak, słyszałem coś kiedyś o tej jedności jajników. Szkoda, że tak rzadko działa, bo jesteście gorsze od nas i naszych solidarnych jąder czy coś, nie Matt?
Zauważył całkiem szczerze, przesuwając zielone spojrzenie z blondynki na przyjaciela, wiedząc, że ma rację. Każdy wiedział, że baby były gorsze od chłopów. Tacy to dali sobie w ryj i było po sprawie, a one zawsze manipulowały i knuły intrygi, robiąc z siebie ofiarę. Brzmiało aż nazbyt znajomo.
Nadzieja była w Dinie. Lepiej rozumiała ten skomplikowany świat i miał nadzieję, z nieco przybliży mu zachowanie ponętnej krukonki. Była to oczywiście z jego strony zabawa, ale szkoda było mu biegać za nią jak pies, skoro nawet buziaka nie dostał. Melu była piękną i interesującą czarownicą, która chyba już zawsze swoim zmysłowym chodem i piegami będzie wzbudzała w nim gorące myśli, ale brnięcie w coś bez perspektyw zdobycia nawet jej ust? Bez sensu. Matt miał szczęście, że o narzekaniu na wspólnym czacie nie wspomniał na głos, bo Charlie poczułby się dotknięty. Byli w końcu grupką lojalnych przyjaciół z jądrami, musieli się wspierać.
- To nie rozumiem, po co zawraca mi dupę. - zaczął z westchnięciem, niezbyt zadowolony z faktu, że Dina potwierdziła jego obawy. Przeczesał dłonią burzę włosów, cały czas patrząc z nutą rozczarowania na buzi w stronę ślizgonki. Wiedział, że ma rację. - A ja naiwny się łudziłem, że z Melu to coś innego.. Z Darcy jest jeszcze bardziej skomplikowana sprawa, ale tu, chociaż jestem świadom, że nasza szansa dawno minęła i ograniczamy się do sentymentu przeszłości. Mało zadowalająca rada, ale dzięki Harlow. Odwdzięczę się.
Słuchał opowieści o świętach ze zrezygnowaną miną, wyobrażając już sobie, jak będą wyglądały jego własne z obrażoną na cały świat, biedną i pokrzywdzoną Emily, będącą pępkiem świata domu Rowle. W tym roku jak nigdy miał ochotę się wyrwać. Może pojechać gdzieś motorem? Poznać nowe zwyczaje, ludzi. Westchnął ciężko, przecierając palcami oczy i dopijając whiskey do końca duszkiem. Od razu zrobiło mu się cieplej i przyjemniej, aż wargi zwilżył koniuszkiem języka, pozbywając się cierpkości i łagodząc mrowienie. Na szczęście głowę miał mocną, potrafił sporo wypić.
- Tak, za fajne święta.. Ja tylko troszczę się o to, żeby nie spaść z nią ze schodów, bystrzaku! Przecież nie wejdziemy do damskiej sypialni, więc będzie musiała spać z Tobą lub ze mną. Ewentualnie wrzucimy ją do Cassiusa lub Pazuzu. Co myślisz, Di? Masz duży wybór. - zapytał, unosząc i opuszczając brwi w prowokacyjnym geście, a jednocześnie uśmiechając się w stronę koleżanki łobuzersko, przez co w policzkach pojawiły się mu dołeczki. Nie wiedział dlaczego, rozmowa z nią naprawdę była łatwa i przypominała rozmowę z chłopakami. Uniósł dłoń, wołając kelnerkę i zamawiając kolejne drinki, żeby pragnienie im nie doskwierało.W tym samym czasie Dina przyznała się do słabej głowy, na co parsknął śmiechem, kręcąc głową.
- Nie martw się, mów co chcesz i pij, jak chcesz, ja nic nie powiem. Matt tez jest spoko. Nie wyglądasz na ciężką, do zamku wrócisz.
Kto jak kto, ale Rowle był doskonałym i lojalnym przyjacielem, a także dotrzymywał słowa. Nic by jej nie zrobił, nie wykorzystałby pijaństwa, niezależnie jak śliczna by była. Z drugiej strony, gdyby tylko ktoś próbował ją tknąć pod jego opieką, dostałby po ryju. Kelnerka podała szklanki, a on spojrzał na Matta. Dlaczego wydawał się mu jakiś nie swój?
- Twoje zdrowie teraz będzie następne w kolejce!

______________________

It only leads to a  life  not meant for me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyPon Sty 20 2020, 19:19;

Często mówiło się, że do mężczyźni mieli skłonności do rywalizacji, chociaż Matthew zdążył zaobserwować, że z kobietami bywało o wiele gorzej. Przede wszystkim natomiast uciekały się one do znacznie brutalniejszych i bardziej podstępnych środków, chociażby w postaci łajnobomby. Nie wyobrażał sobie, by miał komuś wysłać coś podobnego, i naprawdę współczuł Dinie. Sęk w tym, że ta sytuacja wydawała mu się jednocześnie tak absurdalna, że trudno było mu powstrzymać się od śmiechu. Nie dziwił się jednak wcale, że panna Harlow szykuje już jakąś zemstą. Jej przeciwniczka bez cienia wątpliwości na taką sobie zasłużyła, a i jakoś mu to pasowało do ślizgońskiej koleżanki, że nie pozostawi zachowania dziewczęcia bez echa. Prawdę mówiąc, teraz zastanawiał się czy czasem to nie Dina będzie jedną z tych wydrapujących oczy.
Skinął tylko głową z uśmiechem, kiedy ich towarzyszka zaczęła prowokować Charliego, by to on podzielił się z nimi swymi gorącymi sekretami. W rzeczywistości nie palił się, by ich słuchać, bo nie był wcale fanem jakichś wielkich skandali. Jasne – słuchałby, gdyby nagle zaczęli oboje spowiadać się ze swoich grzechów, ale nie zamierzał na pewno ciągnąć ich za język. Sam zresztą też wolał opowiadać zbyt wielu pikantnych szczegółów ze swego prywatnego życia, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ktoś mógłby wykorzystać te informacje przeciwko niemu. Ledwie upił jednak łyka swojej whiskey i zgasił papierosa, kiedy spojrzał spod byka na młodego Rowle’a.
- Naprawdę nie musisz oceniać wszystkich swoją miarą. – Mruknął pod nosem, bo co jak co, ale głową akurat miał mocną, więc prędzej obawiałby się, że to któreś z pozostałej dwójki będzie musiało zostać odprowadzone do pokoju. Był jednak gotowy na taką ewentualność. Sam nie planował jakiegoś wielkiego picia. Miał ochotę na drinka dla rozluźnienia, ale wizja potencjalnego kaca w te przedświąteczne dni, pełne roboty, zniechęcała go do balowania do samego rana. O nie, ból głowy podczas lepienia pierogów to zdecydowanie nie było to, o czym by marzył. Póki co jednak nie musiał się o niego obawiać, więc rozsiadł się wygodniej i zaczął dalej sączyć bursztynowy trunek. Na chwilę odpłynął nawet myślami gdzieś indziej – może to i lepiej, bo i tak wolał nie słyszeć tych dziewczęcych plotek ani nie rozprawiać o solidarnych jądrach - a z letargu wyrwały go dopiero słowa jego przyjaciela.
- Czekaj, czy Ty właśnie powiedziałeś, że sekrety zbliżają do siebie ludzi? – Wyrwał nagle, nie mogąc odnaleźć się w tej dyskusji. Kilka zdań gdzieś mu umknęło i przez to już nie wiedział, czy Rowle odnosił się do wspólnych sekretów, czy też do wspólnych pomysłów. O ile w tym drugim mógłby bowiem przyznać mu rację, tak miał wrażenie, że tajemnice częściej dzieliły niż łączyły ludzi. Dobrze się o tym przekonał, ukrywając przed całym światem, włączając w to Dunbara, pozorowany związek ze Skylerem. Nieźle wówczas nabałaganili i wiele wody w rzece musiało upłynąć, by powrócili nad tym do normalności. Nie wspominał o tym, a i miał tyle szczęścia w nieszczęściu, że w tym samym momencie panna Harlow zdecydowała się obdarzyć jego kumpla radą. Nie była to jego sprawa, ale siłą rzeczy przysłuchiwał się ich rozmowie.
- W sumie jak nie do końca znamy sytuację pomiędzy Tobą i Melu, czy Tobą a Darcy, to średnio możemy pomóc. – Wtrącił swoje trzy knuty na znak tego, że nadal słucha i że gotów byłby wesprzeć Rowle’a w imię tej męskiej solidarności jąder, czy jak on to nazwał. Problem tkwił w tym, że nie wiedząc jak wyglądają jego relacje z dziewczętami, nie mógł się nijak odnieść do tematu. – Próbuj, w sumie nie masz nic do stracenia. – Dodał jednak na pocieszenie, bo przecież dopóki panny nie odprawiły go jednoznacznie z kwitkiem, tak zawsze tkwiła jakaś nadzieja. A nawet jeśli nie, to co sobie poflirtuje, to jego.
Temat związków odszedł do lamusa, ustępując miejsca zbliżającym się wielkimi krokami Świętom Bożego Narodzenia, na które każde z nich miało najwyraźniej inne plany. Miał nadzieję, że ostatecznie wszyscy będą z nich zadowoleni, chociaż sam o wiele bardziej wolał chyba czas oczekiwania na te magiczne dni, niż same święta. Nie zdołał jednak podzielić się swoją uwagą, bo Dina i Charlie powrócili właśnie do wzajemnych przepychanek i ustaleń, w którym łóżku tej nocy wyląduje mała żmijka. A Matt… chociaż otwarcie tego nie przyznał, mimowolnie skrzywił się na myśl, że jednym z kandydatów miałby być Pazuzu. Czyżby pierwsze, nieuświadomione jeszcze oznaki zazdrości?
- Cassius zapewne nie będzie miał nic przeciwko… – Zaproponował, mimowolnie przypominając sobie niedawne starcie pomiędzy nimi, które zakończyło się w wyjątkowo nieoczekiwany sposób. Tym samym zaczął się zastanawiać czy jednak pijana Dina nie będzie bezpieczniejsza w ramionach Charliego. – Spokojnie, już zanotowałem. Co wydarzyło się w Trzech Miotłach, zostaje w Trzech Miotłach. A i do zamku Cię doniesiemy. – Zapewnił pannę Harlow o ich dobrych zamiarach, unosząc do góry swoją szklankę. Odłożył ją jednak zaraz z myślą, że poczeka na ten kolejny toast za zdrowie Diny. – Pościeliłeś łóżko przed wyjściem, gołąbeczku? – Rzucił zamiast tego zaczepnie do Rowle’a, uśmiechając się nieco szerzej. Jak dla niego, mogli spać razem, wtuleni w siebie jak dwa urocze kotki. Byleby nie zakłócali jego snu i zarzygali dywanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
Galeony : 916
  Liczba postów : 858
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyNie Lut 02 2020, 18:14;

- Ostatnią? - uniosła zdziwiona brwi, bo jeszcze do niej nie docierało, że po tej planecie wciąż chodził ktoś, kto nie widział w niej synonimu mściwości, ale obdarzyła go za to szczodrym, urzekającym uśmiechem- To miłe, dziękuje, ale i tak Ci nie wyznam moich sekretów, chytry Rowle! Musiałbyś mi słono zapłacić! - pokazała gest mamony, pocierając palcami o kciuk i chwytając drinka w dłoń. Zakręciła szklanką w palcach i cmoknęła z niezadowoleniem nachylając się tym razem nieco bardziej w stronę Charliego.
- Bo Ty głupi jesteś, Charlie. - poinformowała go uczciwie, nawet rękę kładąc na piersi. Oblizała usta bo i owszem, już zdążyła się upić więc zamierzała pleść co jej ślina na język przyniesie z całą otwartością i szczerością swojej niewyparzonej gęby. Harlow po alkoholu zamieniała się w marynarza- Taki z Ciebie fajny chłopiec i jakbyś przestał latać za dziewczętami, to by te, którym się rzeczywiście podobasz nie wstydziły się zagadać! - powiedziała z miną najmądrzejszej krowy na tej półkuli- A tak uganiasz się za każdą, która daje Ci kosza i tamte fajne sie fsty.. wstydzą. - kiwnęła głową zgadzając się sama ze sobą- Zresztą, Meluzyna to nie dziewczyna dla Ciebie. Coś o tym wiem, w końcu ... to moja koleżanka. - uniosła brwi z miną sugerującą, że bycie koleżanką Diny Harlow już świadczyło o tym, że dziewczę z Ravenclawu jest niespełna rozumu.
Chciała się jeszcze wymądrzyć na temat Darcy, ale ogarnęła mózgiem, że chyba nawet nie wie kto to jest więc jedynie przytaknęła Matt'owi i napiła się trochę więcej.
- O nie, nienie.. - zakręciła palcem w powietrzu- Nie będziecie mnie wrzucać nigdzie. Do żadnego Wazuza ani Kaspiusza. Ja mam dom. - oto prawda została wypowiedziana, Dina miała dom. Żeby jeszcze to wyznanie o czymkolwiek świadczyło, w końcu jakby nie patrzeć wszyscy mieli jakiś dom i zgadnąć o co jej chodzi wcale nie było łatwo, odwróciła się jednak do Gallaghera i uniosła brwi- A Ty niby s-skąd wiesz czy będzie miał coś przeciwko. - wydęła usta w dzióbek, jakby wielce powątpiewała teorii Matt'a.
Miękkim ruchem palców zgarnęła z twarzy kosmyk platynowych włosów, który wymknął się jej niespodziewanie ze związanych włosów. Niestety, zaraz po tym jak go założyła za ucho on znów uciekł, a Harlow zmarszczyła brwi zezując lekko na niego i z zapamiętałością walecznego gryfona, którym nie była spróbowała założyć go za ucho jeszcze ra i jeszcze raz.
- Wiecie, że... - przełknęła ślinę- Ostatni raz byłam w Trzech miotłach z moją siostrą, Konstantyną... - powiedziała dolewając sobie do szklanki- Chciałabym wypić jej zdrowie. Chociaż już jej się nie przyda... - mruknęła. Okres zrozpaczenia i żałoby po utracie siostry był całkiem zrozumiały, tak jak fakt, że szybko ta rozpacz w głowie Diny przerodziła się w złość. Mogła opłakiwać tragiczne odejście Cons, naturalna koleją rzeczy było jednak to, że zaraz zacznie pluć na samo jej wspomnienie wściekła za to, że starsza siostra śmiała zostawić ją samą w tym nędznym świecie. Nikt nie lubi być sam, a zapowiadało się, że wkrótce przy dobrych wiatrach Dina doprowadzi do swojej permanentnej samotności.
Uniosła szklankę i napiła się, lekko chwiejąc na krawędzi barowego krzesełka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, pali
Galeony : 1441
  Liczba postów : 765
https://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
https://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
https://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Moderator




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptySob Lut 15 2020, 19:08;

Rowle uznał już dawno temu, że na baby jest za głupi. Po co więc próbować? Nie potrzebował więcej skomplikowanych sytuacji w swoim życiu, Emily dbała o urozmaicenie. Zresztą z jego problemami o podłożu psychologiczno-behawioralnym, nie były one najlepszym środkiem pomocniczym, wręcz przeciwnie. Dlatego nie mógł i nie chciał się angażować. Tak było bezpieczniej dla niego i innych, bo wizja skończenia, jak ojciec była wystarczająco długo nękającym go koszmarem. Przesunął spojrzeniem po ich twarzach, mimowolnie przysuwając się bliżej krzesła Diny. Jakkolwiek niebezpieczna była, rzucała na kolana swoją urodą praktycznie całą szkołę. I nawet Charlie, chociaż nie lubił blondynek i jej charakter wydawał mu się nazbyt zbuntowany i silny, posyłał w jej stronę spojrzenia częściej, niż chciał.
Milczał chwilę, kontemplując nad wszystkim tym, o czym rozmawiali. Popijał swojego drinka, przesuwał palcami po brązowych włosach. Czując spojrzenie Matthew i słysząc jego mruknięcie, wzruszył niewinnie ramionami, posyłając mu przepraszający uśmiech, chociaż wcale się nie czuł z tym źle. Każdy wiedział, że miał wysokie mniemanie o sobie, a także dość łatwo oceniał innych. Dla niego wszystko było białe lub czarne, okazjonalnie szare. Niczego sobie nie komplikował, podążając za instynktem. Na szczęście nie wpieprzał się też z buciorami w życie innych. Święta były natomiast trudnym tematem i nie chciał o tym myśleć. - Nie wiem, chyba tak powiedziałem, ale ja nie mam za dużo sekretów, więc ciężko stwierdzić, czy sam się ze sobą zgadzam, Matt. A jaką zapłatę przyjmujesz? Możemy się dogadać!
Puścił jej oczko i ułożył rękę na oparciu krzesła Diny, zerkając cały czas w jej stronę. Czuł mętlik w głowie, natłok dziwnych impulsów. Czuł dziwną potrzebę trzymania jej blisko siebie, chociaż nigdy wcześniej tego nie chciał. Przesunął zielonymi oczyma po jej drobnej, ślicznej buzi i wolną ręką złapał za szklankę, upijając drinka. Prychnął na jej stwierdzenie.
- Ameryki nie odkryłaś, mała. Wstydziły? Mnie się nie da wstydzić Dinka, to Ty tu zwalasz z nóg i czarujesz spojrzeniem, nawet jak gadasz takie głupoty. Melusine jest absolutnie zjawiskowa, co ja Ci poradzę, że jak te jej loki na buzię opadają, to mi słabo? - bezradnie wzruszył ramionami, odrobinę się zgrywając i udzielając odpowiedzi pół żartem, pół serio. Trudno było stwierdzić, co mu chodziło po głowie. I nawet jeśli chciał ją zapytać, dlaczego krukonka nie była dla niego, nie wiedział jak. Zaraz jednak wyprostował głowę, patrząc na przyjaciela. Kiwnął głową.
- I tak za mnie tego nie rozwiążecie, ale dzięki, że mogę marudzić. Jesteś niezastąpiony, stary. Zajebisty gościu. Ty też Harlow jest bardziej spoko, niż sądziłem. - przerwał na chwilę, uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie, łobuzerski sposób. Był zdecydowanie mniej wrażliwy i filozoficzny niż oni, wzruszył więc ramionami. - Tylko czas.
Przyznał jeszcze, puszczając Matthew oczko. Odchylił się nieco na krześle, czując zawroty głowy, chociaż było zbyt wcześnie, aby alkohol w jakikolwiek sposób na niego wpłynął. Zdecydowali się jednak porzucić temat relacji romantycznych, w których Charles był tak chujowy, jak się dało i skupić się na nadciągających święta. Ich atmosfera wyczuwalna była na każdym kroku. Kwestia spania blondynki była jednak najważniejsza i Charlie nawet odwrócił głowę w jej stronę podczas tej żywej dyskusji. Dlaczego wolała sama do łóżka, niż się przytulić? Nie rozumiał. Bo jakimkolwiek podrywaczem by nie był, nigdy nie skrzywdziłby i nie zrobiłoby nic złego dobrze urodzonej dziewczynie — bo brudaski to pewnie by zaklęciami traktował, bo ręką to wstręt. Jeszcze złapałby jakieś choróbsko. Prawda była jednak taka, że wśród samców ze szkoły, on był bezpieczniejszą opcją, niż sam w to wierzył. Na wzmiankę o przyjacielu, westchnął.
- W sumie to pewnie by nie miał, ale wiesz, jaki on jest. Trafisz na zły dzień i nawet rzucenie kilku jednostek w pościel nie sprawi, że będzie zadowolony. - spojrzał na Matta, myślami tkwiąc jednak przy wspomnianym chłopaku. Lubił go strasznie, jednak kurwa czasem wcale nie rozumiał. To jednak nie było ważne w męskiej przyjaźni, gdzie czasem brakowało miejsca na logikę, a tym bardziej wrażliwość. Uniósł brew na jego pytanie, kręcąc przecząco głową. - Nie, nie miałem czasu. Najwyżej pójdę spać z Tobą, a nasza gwiazda pójdzie do mnie. Pościel jest czysta, gwarantuję. Brzydzą mnie brudne. Najwyżej poprzytulam Matthew, zamiast Ciebie.
Odparł całkiem szczerze, wzruszając ramionami i znów zerkając na drobną ślizgonkę. Nawet nie zauważył, kiedy zaczął obracać pomiędzy palcami jasny kosmyk jej włosów. Tylko dlaczego to robił? Patrzył na nią z rozbawieniem, jak taka upojona maltretowała kosmyk włosów, opowiadając o swojej ostatniej wyprawie tutaj. Potrafiła być jednak całkiem urocza, chociaż nie podejrzewałby jej o to wcześniej. Westchnął nieco rozczulony, omamiony, wyciągając dłoń i kładąc ten kosmyk za ucho za nią, milcząc jednak wciąż. Poprawił się na krześle, dopijając resztę alkoholu, aby Dina miała miejsce na polanie na nowy toast. Bez różnicy mu było, za co piją, jednak na wzmiankę o tym, że jej siostra odeszła.. Przeszedł go paskudny dreszcz. Co by było, gdyby on stracił Dominika i Emily? Chyba skoczyłby z wieży astronomicznej. Niezależnie, jak się kłócili i jak młodszy potwór był paskudny i miał zły gust, kochał ich nad życie. Pogłaskał ją więc po głowie, patrząc wymownie na Matthew, aby wymyślił jakiś dobry temat. Był w tym lepszy, niż Charlie, a nie chciał, żeby piękna koleżanka była smutna. Cofnął dłoń z jej głowy, kładąc ją na kolanie i wciskając palce w materiał dresowych spodni.
- Więc zdrowie Konstantyny. - przytaknął, nie mając pojęcia co dodać i czując jakiś gul w gardle.

______________________

It only leads to a  life  not meant for me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1593
  Liczba postów : 1047
https://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
https://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
https://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
https://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
https://www.czarodzieje.org/t18302-matthew-c-gallagher-dziennik
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptySob Lut 22 2020, 21:47;

Rozmowa naprędce przybrała wymiar stosunkowo nieudolnego, przynajmniej jego zdaniem, flirtu pomiędzy Charliem a Diną, przez co momentami czuł się jak piąte koło u wozu. Podobnie zresztą jak i wtedy, kiedy starał się w jakiś sposób wspomóc kumpla radą, jeśli mowa o jego miłosnych podbojach. Niestety nie czuł się ekspertem w temacie, bo chociaż dawniej był w kilku związkach z dziewczętami, tak z pewnością nie mógł określić ich mianem udanych. Zresztą miał wrażenie, że w ogóle nie ma zbyt wielkiego szczęścia w miłostkach, nieważne czy obiekt jego westchnień posiadał cycki, czy raczej charakterystyczne wybrzuszenie w spodniach. Nic więc dziwnego, że pomiędzy kolejnymi łykami whiskey, z nudów zaczął obracać szklankę w palcach, tylko piąte przez dziesiąte wsłuchując się w wymianę zdań pomiędzy ślizgońskimi przyjaciółmi. Uśmiechnął się nieco szerzej dopiero wtedy, gdy Rowle kiwnął do niego głową i nazwał go niezastąpionym i zajebistym.
- Do usług, zią. – Mruknął nieco bardziej ożywiony i rozbawiony tą jego paplaniną, a już w ogóle parsknął pod nosem śmiechem, kiedy gdzieś pomiędzy kolejnymi słowami Charlie puścił do niego oczko. Nagle jednak dotarło do niego niespodziewane pytanie panny Harlow, po którym nieźle się skonsternował. Nerwowo podrapał się po czole, poszukując wymijającej odpowiedzi, mimo że przecież nikt w tym gronie nie powinien się domyślić, że cokolwiek połączyło go z Cassiusem.
- Tak sobie strzelam. – Wzruszył bezwiednie ramionami, wdzięczny Charliemu, że zupełnie nieświadomie przejął na siebie rolę jego adwokata. – Rowle dobrze gada. – Skwitował więc z zapałem, po czym kilkukrotnie skinął jeszcze głową na znak, że w pełni zgadza się z jego oceną. Wystarczyła jednak chwila, by jego rozgadany przyjaciel znów wprawił go w zakłopotanie i sprawił, że jego prawa brew uniosła się wyżej w wyrazie zaskoczenia. – Wybacz, stary. Nie mam opadających na buzię loków. – Przypomniał mu o Melusine, pokazując tym samym, że to że nie uczestniczy tak aktywnie w dyskusji wcale nie oznacza tego, że nie słucha. Wolał jednak jak najprędzej odsunąć od siebie myśl o dzieleniu łóżka z kumplem, bo o ile obiektywnie nie mógłby powiedzieć, że nie jest przystojny, tak niewątpliwie byłoby to mało komfortowym przeżyciem. Z drugiej strony… pewnie nie bardziej od udawanego związku ze Skylerem i zerwaniem w Hallowen, czy od tego pamiętnego wieczoru spędzonego z młodym Swansea. Kurwa, ten ostatni semestr to naprawdę jakieś pasmo niefortunnych zdarzeń.
Oprzytomniał dopiero po kolejnym toaście, o którym chyba ani on, ani Rowle nie pomyśleliby w najgorszych koszmarach. Współczuł jej, ale z tego powodu tym bardziej nie wiedział jak powinien się zachować. Rozpaczliwie poszukiwał spojrzeniem Charliego, który od razu zaczął głaskać Dinę po głowie, na niego zrzucając znacznie trudniejszą część wybrnięcia z tej sytuacji. Pierdol się, Rowle.
- Zdrowie Konstantyny. – Przytaknął kumplowi, unosząc w górę swoją szklankę, a gdy tylko upił sporego łyka, można by rzec, że uruchomił w swej mózgownicy maszynę losującą z przeróżnymi, błahymi lub mniej tematami, czekając aż wskazówka wreszcie zatrzyma się na którymś z nich. – Wybaczcie na chwilę. Muszę skoczyć do toalety. – Wydusił wreszcie z siebie, bo ani wspomnienie o pogodzie, ani o najbliższym meczu quidditcha nie wydawało mu się właściwe. Obdarzył więc tylko swojego kumpla przepraszającym spojrzeniem i czmychnął od stolika, przeciskając się przez tłum klientów, by wreszcie wparować do ciasnego pomieszczenia i obmyć twarz zimną wodą, by chociaż w minimalnym stopniu zniwelować efekt coraz intensywniej działającego na niego alkoholu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
Dodatkowo : Pół wila, prefekt
Galeony : 916
  Liczba postów : 858
https://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
https://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
https://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
https://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
https://www.czarodzieje.org/t18297-dina-harlow-dziennik
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptySob Mar 07 2020, 19:34;

Harlow popatrzyła na swoją pustą szklankę. Wejście na płaszczyznę jaką był żałobny temat Konstantyny było błędem, ale to żadna nowość, że ślizgonka popełniała takie błędy. Wyglądała na zdruzgotaną, choć jej mimika zawsze była oszczędna. Trochę słyszała co mówili koledzy, trochę w ogóle to do niej nie docierało - palcami musnęła wpiętą w ubranie broszkę, ostatni prezent jaki został jej po utraconej w tragicznych okolicznościach siostrze, prezent, który tylko nosząc przy sercu czuła, dawał jakąkolwiek sprawiedliwość jej duszy za te wszystkie stracone lata. Jak to jest, że pewne rzeczy zaczynamy doceniać dopiero po ich utracie?
Odstawiła szklankę na blat czując się nagle zbyt pijana i zbyt w parszywym nastroju, by kontynuować tę popijawę. Daleko umknął jej nastrój towarzyszący lepieniu świątecznych specjałów, zaczepno-obronny wyraz twarzy i ogólne ciągłe spięcie w barkach. Zsunęła się z krzesła zaraz po tym, kiedy Matthew odezwał się ze swoją potrzebą, wciąż czując dotyk Charliego na swojej głowie.
- Nie czuję się na... najlepiej. - zachwiała się i złapała swój płaszcz - So... - czknęła - ...ry... - bąknęła niepewnie, robiąc trzy chybotliwe kroki w stronę drzwi i ... deportowała się.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Coraline Harlow

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : niewielki, geometryczny tatuaż na ramieniu
Galeony : 116
  Liczba postów : 40
https://www.czarodzieje.org/t18450-coraline-harlow#525559
https://www.czarodzieje.org/t18507-watazka#527366
https://www.czarodzieje.org/t18506-coraline-harlow#527354
https://www.czarodzieje.org/t18504-coraline-harlow#527282
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyPon Mar 23 2020, 00:46;

@Dragos Fawley

Nie spodziewała się, że tym razem zabawi w Londynie tak krótko. Pieniądze, które tak skrupulatnie (we własnym mniemaniu) wyliczyła rozpłynęły się nie tyle w powietrzu, co w kolejnych sklepach i pubach, które odwiedzała wiedziona potrzebą. Jakąkolwiek, posiadania, rozrywki, uzupełnienia braków. Tak naprawdę wcale nie miała ochoty na kolejny powrót do rodzinnego domu nawet, jeśli to była dla niej najlepsza i najwygodniejsza opcja. Kolejny jednak raz musiała po prostu podkulić ogon i schować dumę w kieszeń.
Śmierć Clementine kładła się cieniem na jej wszystkich planach. Obiecała sobie jednak, że pozna prawdę. Teraz już tylko tyle mogła zrobić dla siostry. Przez myśl jej przyszło, żeby odwiedzić Dinę i Christine. Głupi, rodzinny sentyment, którego tak nie lubiła, i którego podszeptu posłuchała. Przynajmniej częściowo. Pojawiła się w Hogsmeade późnym popołudniem, jednak to nie w stronę szkoły skierowała swoje kroki. Nie mogła się przełamać, a każda kolejna sekunda utwierdzała Coraline w przekonaniu, że nie jest gotowa by spojrzeć w twarze swoich bliskich. Nie tym razem,  może jeszcze nie teraz. Później, przy następnej okazji.
Nogi same zaprowadziły ją do Trzech Mioteł. Lubiła tam zaglądać, kiedy uczyła się w Hogwarcie. Nie było to żadne wyszukane miejsce, ani żadna pijalnia alkoholu dla nastoletnich buntowników. Po dłuższym namyśle zamówiła przy barze kieliszek wina z czarnego bzu i zajęła miejsce przy jednym ze stolików w głębi lokalu. Przez chwilę grzebała w swojej niewielkiej torebce, by wyciągnąć z niej w końcu mały kawałek pergaminu i ołówek. Chciała spisać wszystko, czego do tej pory dowiedziała się o śmierci Clementine. Nie było tego dużo, zaledwie garstka suchych informacji, które należałoby rozwinąć. Dłoń trzymająca ołówek zawisła jednak w powietrzu, kilka cali od kartki. Obróciła drewienko w szczupłych palcach i odłożyła na blat stolika, jakby nagle pisadło zaczęło jej ciążyć. Westchnęła ciężko i nim upiła spory łyk wina, przeczesała ciemne włosy palcami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dragos Fawley

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185
C. szczególne : agresywne rysy twarzy, poparzone prawe ramię, blizna na lewej łopatce, czasami dziwny akcent
Galeony : 1218
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t18227-dragos-fawley#518318
https://www.czarodzieje.org/t18241-poczta-dragosa#518798
https://www.czarodzieje.org/t18240-dragos-fawley#518784
https://www.czarodzieje.org/t18230-dragos-fawley#518391
https://www.czarodzieje.org/t18379-dragos-fawley-dziennik#523227
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyWto Mar 24 2020, 12:18;

Gdy tylko otworzył oczy tego ranka, już wiedział, że dzień nie będzie należał do najlepszych. Ba, jego ostatnie doby były naznaczone jakąś dziwną energią, z którą nie potrafił sobie poradzić i uporać. Dusił się w zimnych murach zamku – wszyscy dookoła go irytowali, szkoła po feriach wyglądała jak jeden wielki sajgon, którego nie nadążał sprzątać, a obowiązki tylko systematycznie się gromadziły.
Zmęczony żmudną pracą postanowił udać się do Hogsmeade. Pub pod trzema miotłami wciąż był dla niego miejscem intrygującym i nowym – mimo czteroletniej pracy w Hogwarcie nie zdążył dokładnie poznać okolicznych barów i knajp; nie zwykł koić przemęczenia alkoholem. Ale nie zamierzał też pozbawiać się dzisiaj przyjemności spokojnego wypicia drinka w samotności.
Lokal był, co dziwne, niemal pusty. Mimo to udał się w głąb pomieszczenia, na wszelki wypadek chcąc uniknąć ewentualnego towarzystwa i nachalnych intruzów. Dumnie dzierżąc porzeczkowy rum w dłoni (już czuł przyjemne ciepło w przełyku), szukał odosobnionego stolika.
Dopiero po chwili zauważył pochyloną w skupieniu kobietę nad pergaminem. Jak przez mgłę pamiętał ten profil, zresztą tak samo jak wieczór, w którym ją poznał. Retrospekcja jawiła się w jego głowie bólem skroni dnia następnego, ale jednocześnie była okraszona nutą mile spędzonego czasu. Przez chwilę wahał się czy podejść, ale nogi same poniosły go w kierunku pobliskiego stołu. Nie chciałeś intruzów, a sam się narzucasz, zakpił z siebie w myślach.
- Coraline – imię kobiety samo zaskoczyło, kiedy tylko z bliska zobaczył jej twarz. Uśmiechnął się delikatnie i położył szklankę na blacie, akcentując swoje najście. Nie chciał przeszkadzać, wyglądała na niezwykle zaaferowaną zapiskami i kieliszkiem z winem; zapach czarnego bzu łagodnie łaskotał go w nosie.
Nie czekając na zaproszenie, usiadł naprzeciwko. – Kolejny raz widzimy się w podobnych okolicznościach – nawiązał do ich pierwszego, niezobowiązującego spotkania, wypełnionego zdecydowanie zbyt dużą ilością alkoholu. Podniósł rum w górę (na zdrowie, zdawało się mówić jego spojrzenie) i upił łyk. Oparł dłoń o policzek i wbił wzrok w kobietę, chcąc wyrzeźbić jej twarz na nowo, z innej perspektywy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Coraline Harlow

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : niewielki, geometryczny tatuaż na ramieniu
Galeony : 116
  Liczba postów : 40
https://www.czarodzieje.org/t18450-coraline-harlow#525559
https://www.czarodzieje.org/t18507-watazka#527366
https://www.czarodzieje.org/t18506-coraline-harlow#527354
https://www.czarodzieje.org/t18504-coraline-harlow#527282
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyNie Mar 29 2020, 14:41;

Zebranie wszystkich myśli do kupy okazało się trudniejsze niż mogłaby się spodziewać. Zrzuciła wszystko na kiepski dzień. Wszystkie zmartwienia, które zbierała od trzech ostatnich poranków, każdą niepokojącą myśl, całą niepewność związaną z kolejnym powrotem do rodzinnego domu. Zawsze czuła się przez to jak czarna owca; nieudacznik, który nie potrafi się ustatkować i wieść życie na własną rękę.  Prawda była taka, że nim za cokolwiek się zajmie, powinna najpierw zrobić sobie przerwę. Zresetować głowę, żeby następnie móc sobie w niej wszystko poukładać. Zastukała paznokciami o szkło, nim upiła kolejny łyk wina. Cierpki smak tym razem w ogóle nie przeszkadzał. Jak zawsze wtedy, kiedy zdążyła wypić na tyle dużo, że przestawała zwracać uwagę na rodzaj wlewanego do gardła alkoholu. Tym razem przecież jednak tak nie było. Wreszcie zanotowała na pergaminie dwa słowa: gdzie? oraz kiedy?. Od tych oczywistości można było tworzyć kolejne odnogi pytań, na które należało znaleźć odpowiedź. Nasuwały się same: z kim, w jakiej sprawie? Czy komuś o tym wspominała? Czy to może był po prostu zwykły przypadek? Wbrew pozorom wcale nie trudnym było znaleźć się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie.
Poderwała się zaskoczona, gdy usłyszała swoje imię. Przez zamyślenie straciła czujność. Na tyle, na ile można być czujnym, siedząc bez konkretnego powodu w Trzech Miotłach. Podniosła wzrok, by zmierzyć mężczyznę stojącego po drugiej stronie stolika. Od czupryny jasnych włosów, przez niebieskie oczy, ramiona, po dłoń, która trzymała szklankę. Dopiero wtedy na ustach Coraline zagościł lekki uśmiech.
– Dragos Fawley – skinęła głową, chowając ołówek i pergamin do torebki, która choć niewielka, powinna chować w sobie mniej rzeczy niż upychała do niej kobieta. – Imprezujesz już od wczesnego popołudnia?
Jasne, że nie imprezował, jednak nie mogła powstrzymać się od drobnej, niepasującej do sytuacji uwagi. Uniosła swój kieliszek w geście toastu, ale jeszcze się zeń nie napiła. Pamiętała ich poprzednie spotkanie. Przynajmniej jego początek. Im dalej sięgała wspomnieniami, tym bardziej były jednak  mgliste. Nie powinna była wtedy tyle pić. Nie, nigdy nie powinna tyle pić, ale bywały dni, kiedy imprezowy gnom, który w niej siedział obierał dowództwo nad Harlow. Pozostało jej mieć nadzieję, że nie narozrabiała bardziej, niż się spodziewała. Zawsze wolała twierdzić, że to przecież nie jej wina.
– Myślę, że puby to zdecydowanie niebezpieczne miejsca. Uczciwi, prości i skromni ludzie mogą się w nich poważnie zatracić – pokiwała głową. I dopiero wtedy zamoczyła usta w winie. – Kogo jak kogo, ale nie spodziewałabym się, że cię tu spotkam.
Zwykle, podobna sytuacja mogłaby być dla niektórych niezręczna. Przypadkowe spotkanie kogoś, kogo ledwie znamy, krótkie, uprzejme zdania rozmowy. Parę chwil milczenia. Wcale to jej jednak nie przeszkadzało. Przeciwnie, czuła się zaskakująco swobodnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dragos Fawley

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185
C. szczególne : agresywne rysy twarzy, poparzone prawe ramię, blizna na lewej łopatce, czasami dziwny akcent
Galeony : 1218
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t18227-dragos-fawley#518318
https://www.czarodzieje.org/t18241-poczta-dragosa#518798
https://www.czarodzieje.org/t18240-dragos-fawley#518784
https://www.czarodzieje.org/t18230-dragos-fawley#518391
https://www.czarodzieje.org/t18379-dragos-fawley-dziennik#523227
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptySob Kwi 04 2020, 22:54;

Zaskoczenie w jej oczach trochę go uspokoiło. Nie było w nim żadnego cienia wrogości, niechęci ani zażenowania, co oznaczało, że ich poprzednie spotkanie przebiegło w spokojnej atmosferze i nie wygadywał bzdur albo.. również niezbyt wiele z niego pamiętała.
Parsknął cicho śmiechem, słysząc jej uwagę. Przeanalizował swój wisielczy humor i okoliczności, które skłoniły go do opuszczenia zamku – zdecydowanie to nie był najlepszy czas na imprezę. W głowie kotłowało mu się mnóstwo czarnych scenariuszy i alkohol mógł je tylko wzmocnić, więc w zasadzie powinien siedzieć w jakimś zacisznym kącie i pić ziółka. Ale czy zawsze trzeba robić to, co się powinno? – W takim razie możemy połączyć imprezy – nieśmiały uśmiech zagrał na ustach Dragosa. Miał niejasne wrażenie, że zaczyna ich spotkanie bardzo podobnie. - Chociaż może tym razem zdecydowanie zredukuję liczbę drinków o co najmniej połowę.
Na Merlina, jak on bardzo nic nie pamiętał. Chciał zagadać, znaleźć jakiś punkt zaczepienia, ale mgliście migotał mu tylko obraz Coraline wychylającej kolejny kieliszek, śmiejącej się z jakiegoś żartu (pewnie teraz prędzej spłonąłby ze wstydu niż opowiedział coś takiego) i ponury klimat przypadkowego londyńskiego pubu, do którego zawitał z braku lepszego zajęcia i chęci odprężenia się. Z drugiej strony, nie katował się już dłużej wyrzutami sumienia – może to właśnie fakt, że niewiele puzzli potrafi poskładać do kupy sprawiał, że ten wieczór jawi się w jego głowie jako chaotyczne, acz przyjemne wspomnienie.
- Sam się nie spodziewałem, że tu przyjdę – starł leniwie spływającą kroplę ze szklanki i roztarł ją w palcach. Czuł przyjemnie gryzące ciepło w przełyku, gdy po raz kolejny upił trochę rumu. - Właściwie puby są bardziej niebezpieczne od Nokturnu – stwierdził tonem znawcy, jakby był aurorem od trzydziestu lat i potrafił wymienić mnóstwo przypadków, kiedy ktoś stracił życie właśnie w barze. – Będę miał to na uwadze, gdy następnym razem trafi mi się wyjątkowo niesforny wij syberyjski – dodał, nieświadomie uwalniając swe myśli o powrocie do pracy smokologa. Przecież był zwykłym woźnym, największym niebezpieczeństwem czyhającym na niego było potknięcie się o miotłę albo poltergeist, skutecznie utrudniający wypełnianie obowiązków. Czemu więc wciąż wracał do wspomnień nasączonych zapachem siarki i adrenaliną buzującą w żyłach, kiedy stał oko w oko z wielką bestią, która w kilka sekund była w stanie zakończyć jego żywot? Westchnął ciężko, próbując zepchnąć tę niestrawioną potrzebę pracy ze smokami na skraj świadomości.
Zaraz jednak jego myśli zeszły na inny tor. Nie zastanowił się nawet czy jest tu chciany i choć Coraline nie wyprosiła go ze stolika, to mogła to przecież zrobić z grzeczności. – Czekasz na kogoś? – spytał wprost, wbijając w nią stalowe spojrzenie. – Czy może też przyszłaś tu z myślą, że po szklance alkoholu znajdziesz odpowiedź na wszystkie nurtujące cię pytania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Coraline Harlow

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : niewielki, geometryczny tatuaż na ramieniu
Galeony : 116
  Liczba postów : 40
https://www.czarodzieje.org/t18450-coraline-harlow#525559
https://www.czarodzieje.org/t18507-watazka#527366
https://www.czarodzieje.org/t18506-coraline-harlow#527354
https://www.czarodzieje.org/t18504-coraline-harlow#527282
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyNie Kwi 05 2020, 21:44;

Coraline lubiła wierzyć w to, że ma mocną głowę i żadne ilości alkoholu nie są w stanie sprawić, że się zapomni. Że narozrabia i pociągnie swoim zachowaniem niezliczona ilość nocnych głupot, które po wytrzeźwieniu spędzają wstydem sen z powiek. Niestety, wiara to była daremna, a ilość wypitych kieliszków do niej zdecydowanie nieproporcjonalna. Wystarczyło pięć kieliszków wina Skrzatów, aby język Harlow zaczął się plątać jak jaszczurka w wysokiej trawie. Imprezowy gnom czuł się wtedy najlepiej - nic go nie mogło powstrzymać.
– Doskonały pomysł – pokiwała głową i ponownie zamoczyła usta w winie mając nadzieję, że nie zaczęła się wtedy do niego kleić. A jeśli tak, to że tego nie pamiętał. Szybko odstawiła kieliszek, żeby nie opróżnić go zbyt szybko. – Na Nokturnie możesz stracić zęby. W pubie - dumę i godność.
Westchnęła i postukała wskazującym palcem szczupłej dłoni o swój nos, który już niejednokrotnie wściubiała w nieswoje sprawy, i dzięki któremu kilka razy udało jej się stworzyć później całkiem poczytny tekst. Siostry wiele razy powtarzały jej, że jest taki długi po to, żeby łatwiej się węszyło. Zawsze starała się ignorować te złośliwości. Nawet, jeśli były absurdalnie pasujące do rzeczywistości.
– Zajmujesz się smokami? – zawiesiła na nim zaciekawione spojrzenie. Może znał Clementine? Albo kogoś, z kim Celemntine utrzymywała kontakt? Nie miała pewności, czy środowiska związane z magicznymi zwierzętami są w ostatecznym rozrachunku tak hermetyczne, jak przypuszczała. – Nie – zaprzeczyła od razu, może nieco zbyt gwałtownie. – Nie czekam na nikogo. Ale... tak. Przyszłam pomyśleć.
Gdzieś z tyłu głowy Coraline dźwięczał cichutki głosik, który cały czas starała się stłumić, ignorować. Powtarzał jej w kółko, że nie powinna rozgrzebywać sprawy śmierci siostry. Że lepiej byłoby zostawić to wszystko specjalistom, którzy znali się na swojej robocie. A jednak świerzbiły Harlow palce bardziej niż zwykle. Dlatego, że tym razem sprawa była osobista.
Potarła palcami wewnętrzne kąciki oczu chcąc zebrać do kupy wszystkie myśli, które zdążyły rozbiec się po jej głowie.
– Moja siostra zginęła jakiś czas temu i… – wzruszyła ramionami. I co?, mogłaby zapytać samą siebie. Bynajmniej nie chciała ze strony Dragosa jakiegokolwiek współczucia. To mógł być jednak sposób na zdobycie informacji. Jakichkolwiek. – Po prostu oswajam się z tą myślą.
Mimowolnie powiodła spojrzeniem gdzieś ponad ramieniem Dragosa; po wnętrzu lokalu, oddalonych stolikach zajętych przez zaledwie garstkę osób. Barowy blat zastawiony świeżo umytymi szklankami. Ktoś zamówił mocną kawę, której zapach poczuła. Wreszcie wzrok wbiła ponownie w siedzącego naprzeciw mężczyznę. Czy wyglądała na pogrążoną w żałobie? Zdecydowanie nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dragos Fawley

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185
C. szczególne : agresywne rysy twarzy, poparzone prawe ramię, blizna na lewej łopatce, czasami dziwny akcent
Galeony : 1218
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t18227-dragos-fawley#518318
https://www.czarodzieje.org/t18241-poczta-dragosa#518798
https://www.czarodzieje.org/t18240-dragos-fawley#518784
https://www.czarodzieje.org/t18230-dragos-fawley#518391
https://www.czarodzieje.org/t18379-dragos-fawley-dziennik#523227
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyPon Kwi 06 2020, 02:46;

Powiódł wzrokiem za jej dłonią, trącającą zgrabny nos, a następnie omiótł spojrzeniem jej lekko zarysowane kości policzkowe, potem kocie szare oczy, na samym końcu zatrzymując się na ustach wygiętych w lekkim uśmiechu. Zmrużył powieki, próbując dopasować obecną Coraline do tej, którą poznał wcześniej.
Zamilkł na chwilę i skurczył się w sobie, czując zaciekawione spojrzenie Harlow. Gdyby jej nie znał, bez słowa wyszedłby z pubu, zirytowany nadmiernym zainteresowaniem. Ale ona wydawała mu się przy tym inna, tworzyła dookoła aurę swobody, zachęcającą do dalszej rozmowy. – Zajmowałem – forma przeszła wypowiedzi sprawiła, że głos nieznacznie mu się załamał. – Przez siedem lat pracowałem w rezerwacie w Transylwanii, aleale rogogon węgierski w kilka sekund pokonał moją matkęzrezygnowałem jakiś czas temu, podejmując się spokojniejszego zajęcia.
Może i wzbudzała zaufanie, jednak nie na tyle, żeby ot tak otwierać przed nią kuferek z naklejoną etykietką „życiowe traumy”. Przyszedł tu odpocząć i oderwać się od czarnych myśli, a nie je potęgować, zwłaszcza przed nieznajomą kobietą. Dragos był otwarty w stosunku do innych ludzi. Łaknął ich towarzystwa. Ale wolał trzymać się bezpieczniejszych tematów, szczególnie dzisiaj.
Zamarł, słysząc jej wyznanie. Momentalnie pobladł i zacisnął palce w pięści, jak zawsze, gdy w jego życiu następował niemały przewrót albo ktoś nieświadomie naruszał liche fundamenty względnego spokoju. Wbił zobojętniały wzrok w kanapę, o którą się opierała, starając się przywrócić normalny rytm skołatanego serce. Moja siostra zginęła. Nie był w stanie zliczyć ile razy przekazał podobny komunikat swojemu rozmówcy, niemal identycznie wzruszając ramionami, próbując ukryć drżące dłonie i spojrzenie pełne bólu. Coś jednak w jej postawie było innego, niepokojącego.
Powoli dochodził do siebie (choć tak naprawdę minęło dopiero kilka sekund, opanował tryb obojętności do perfekcji), w międzyczasie stukając palcem w szklankę. Wodził oczami po wszystkim dookoła, chcąc uniknąć jej wzroku – wiedział, że miał tęsknotę wymalowaną w tęczówkach i to go zdradzi. Nie zamierzał składać Coraline kondolencji ani jakoś specjalnie ją pocieszać. Przecież pamiętał jak to jest – znoszenie współczujących spojrzeń było gorsze niż sam etap żałoby, choć tak naprawdę nigdy nie był w stanie go do końca przejść, bo nie miał pewności, że Loreen zginęła. Wciąż widniała w statystykach jako zaginiona. Ale może tak byłoby łatwiej?
- To zarezerwuj sobie sporo czasu na oswojenie – odparł beznamiętnie, tłamsząc nadmiar emocji krążących po głowie. Powinien być delikatniejszy, jakkolwiek pokazać, że go to obeszło bardziej niż demonstrował, ale nie potrafił. – Jedna wizyta w pubie nie wystarczy.
Nie umiał oddzielić jej tragedii od swojej grubą kreską, bo choć dzieliło ich sporo to miał wrażenie, iż tym jednym zdaniem mocniej zarysowała się w jego myślach. Zagryzł wargę i obdarzył ją pokrzepiającym uśmiechem. Och, Fawley, jaki ty jesteś żałosny, pomyślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Coraline Harlow

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : niewielki, geometryczny tatuaż na ramieniu
Galeony : 116
  Liczba postów : 40
https://www.czarodzieje.org/t18450-coraline-harlow#525559
https://www.czarodzieje.org/t18507-watazka#527366
https://www.czarodzieje.org/t18506-coraline-harlow#527354
https://www.czarodzieje.org/t18504-coraline-harlow#527282
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyNie Kwi 12 2020, 01:20;

Powinna być w żałobie. Opłakiwać mniej lub bardziej ukochaną, starszą siostrę, może nawet przywdziać czerń i spróbować się wyciszyć. Prawda była taka, że Coraline wcale nie zapłakała po niej tak, jak zapłakać winna siostra. Czuła, rzecz jasna, smutek i żal po stracie; nawet większy, niż sama byłaby gotowa przyznać. A jednak rozchodziło się tu o wiele więcej. O chęć zdobycia wiedzy, rozwiązania zagadki, odkrycia tajemnicy; tego, co było nieznane. Poznania prawdy i dotrzymania obietnicy, którą złożyła niedawno nieboszczce, która będąc martwą już o nic nie dbała. Zaspokojenia własnej, dzikiej potrzeby poukładania sobie wszystkiego. Przechodziła Harlow tę żałobę na swój własny, nietypowy sposób, choć wzbraniałaby się rękami i nogami przed takim nazewnictwem.
– Siedem lat – pochyliła się, by podobnie jak on, oprzeć łokieć na blacie stolika i oprzeć głowę na dłoni. W myślach szybko liczyła; wszystko na mniej więcej. Musiał zrezygnować niedawno. – Byłeś bardzo młody, jak zacząłeś, co?
Jasnym było, że nie zacznie jej się nagle, tu i teraz zwierzać. Byli dla siebie zbyt obcy. A jednocześnie zbyt znajomi, na zdradzanie sekretów. Byłoby inaczej, gdyby mieli się już nigdy więcej nie spotkać i nie mieć ze sobą do czynienia. Łatwo przecież opowiedzieć coś nieznajomemu, który za kilka godzin zniknie z twojego życia na zawsze. Było inaczej, ich drobi splatały się kolejny raz, i zapewne zrobią to ponownie, a ścieżka do wyłuskania tego, czego chciała dowiedzieć się Colarine wiodła w inny gąszcz.
Obserwowała go uważnie, kiedy wreszcie przestała się rozglądać. Była bystra, toteż dostrzegła minimalne drżenie dłoni. Jakiś błysk w oku, który mógł oznaczać wiele. Nie miała jednak żadnej pewności czy chodzi o kwestię pracy, czy o wieść o śmierci jej siostry. Nie była w stanie dokładnie ocenić czy winnymi tego są cholerne smoki, czy też kryje się za tym coś więcej. I aż ją zaświerzbiły nieznośnie palce; jak zawsze wtedy, kiedy wydawało jej się, że znalazła odpowiedni temat. Tym razem nie potrafiła połączyć tego z żadną sensacją. Wyprostowała się nieco podnosząc głowę i przekrzywiając ją w bok. Palcami dłoni skubnęła dolną wargę niewymalowanych ust zastanawiając się.
Też kogoś stracił, pomyślała, gdy skończył mówić. Tym razem nie drążyła, choć nie wiedziała, że drążyć zacznie później. Nie przejęła się też wcale szorstkością słów Dragosa, nie odebrała ich też jako nieprzyjemne. Choć może powinna, teraz o tym nie myślała.
– Znasz jakichś magizoologów? – zapytała wreszcie marszcząc lekko brwi. – Po prostu jestem… ciekawa.
Jasne, że była ciekawa. Dożo bardziej, niż to właśnie okazywała. Jeśli znał Constantine, to mógł też wiedzieć, w jakim towarzystwie się obracała. A co za tym szło, może nawet podać jej kilka nazwisk, które mogłaby sprawdzić. Starała się nie ekscytować aż nadto. Równie dobrze może Fawley odpowiedzieć, że nie, że nie zna.
– Constantine była magizoologiem. Pomyślałam, że może czegoś się dowiem. Czegoś więcej – pod wpływem jego uśmiechu postanowiła wyłożyć karty na stół, przynajmniej częściowo. – Żeby matka była spokojniejsza.
Nie, żebyś TY była spokojna. Powinna była od razu napisać do Diny i Christine. Niechęć i zazdrość, jaką czuła w stosunku wili była jednak zbyt silna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dragos Fawley

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185
C. szczególne : agresywne rysy twarzy, poparzone prawe ramię, blizna na lewej łopatce, czasami dziwny akcent
Galeony : 1218
  Liczba postów : 265
https://www.czarodzieje.org/t18227-dragos-fawley#518318
https://www.czarodzieje.org/t18241-poczta-dragosa#518798
https://www.czarodzieje.org/t18240-dragos-fawley#518784
https://www.czarodzieje.org/t18230-dragos-fawley#518391
https://www.czarodzieje.org/t18379-dragos-fawley-dziennik#523227
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyWto Kwi 21 2020, 17:15;

Nieznacznie skurczył się pod naporem jej wzroku – taksowała go spojrzeniem, wywołując dyskomfort i chęć ucieczki. Można byłoby się spodziewać, że z tak głośną historią, przynajmniej na rumuńskiej ziemi, przywykł już do zainteresowania i pytań. Prawda była taka, że pomimo upływu czasu, nienawidził tego coraz bardziej. Ale starał się nie wiązać ciekawości Coraline z nagabywaniem przez dziennikarskie sępy, którego tyle doświadczył. Słodki uśmiech kobiety uśpił jego czujność i niczego nieświadomy, dał się porwać w ten wir „dziś pytanie, dziś odpowiedź”.
- Zaraz po studiach zdobyłem uprawnienia i zacząłem pracę. Chociaż jeśli miałbym wtedy prawo wyboru, to pewnie nawet nie skończyłbym szkoły i od razu zamieszkał w rezerwacie – uśmiechnął się na wspomnienie młodego siebie. Pełnego ambicji, chęci zbawiania świata, z pasją trzymającą go w pionie. A teraz zostały po tym tylko zgliszcza. – A ty czym się właściwie zajmujesz? – spytał, wlepiając w nią zaciekawione ślepia. Nie potrafił wcisnąć ją w żadną ramę typowych dla czarodziei zawodów. Była, na tyle, ile mógł ocenić po jednym spotkaniu, jednostką intrygującą, ale twardo stąpającą po ziemi. Taką, która dusiłaby się w murach Ministerstwa Magii czy Munga. Ale co on mógł o niej tak naprawdę wiedzieć? I w zasadzie myśl, że niewiele, nie napawała go optymizmem.
Kolejny łyk rumu przeleciał przez jego przełyk. Nie zdążył nawet poczuć smaku, chciał się jak najszybciej pozbyć tej nieznośnej suchości w ustach. Zmarszczył brwi na pytanie o magizoologów. Miał wymienić wszystkich? Dość mocno wypierał tematy związane z byłą karierą. Zostawiając za sobą smoki, porzucił również wszelkie znajomości oparte na smoczych fundamentach. Nie bez powodu postawił krzyżyk i doszczętnie spalił most wiodący do domu. Nie chciał mieć z tym nic wspólnego. – W tych stronach raczej nie, bardziej tych działających w okolicach Rumunii. Ale nie mam z nikim kontaktu od dawna – odpowiedział wymijająco, po raz kolejny odsłaniając przed nią szczątkowe informacje na swój temat. Nie widział sensu w wymienianiu nazwisk, które ostatecznie i tak niewiele jej powiedzą. A przynajmniej tak mu się wydawało. Po jego głowie krążyła myśl skąd u Coraline takie zainteresowanie hermetycznym gronem magizoologów. Czyżby też się w nim obracała?
Gdy tylko usłyszał następne zdanie, połączył wszystkie kropki. Moja siostra zginęła. Trybiki w jego głowie prowadziły walkę o jak najszybsze powiązanie faktów. Constantine była magizoologiem. Totalnie nie skojarzył nazwiska, a może w zasadzie go nawet nie do końca pamiętał. Wypuścił ze świstem powietrze z ust, chcąc jak najszybciej przetrawić zaserwowaną mu właśnie wiadomość. Ścisnął szklankę, bo nie wiedział co zrobić ze swoimi dłońmi. Był przyzwyczajony do rozdzierających komunikatów, że ktoś nie żyje. Ale zazwyczaj poprzedzały to pewne fakty, pozwalające się na to jakkolwiek przygotować. Wieść o Constantine spadła na niego znienacka. – Constantine nie żyje – powtórzył cicho, oswajając się z brzmieniem tych słów. Nie pomyślał, że może to wywołać u Harlow falę bólu (mimo że nieszczególnie wyglądała na zrozpaczoną, bardziej na zdystansowaną do tej całej sprawy). – Kiedy? – spytał, po raz pierwszy od dobrych kilku minut spoglądając na kobietę. – Coś się stało w Stanach, prawda? – zasypał ją kolejnym pytaniem, powoli układając scenariusz wydarzeń i klnąc na siebie, że nie odpisał na ten ostatni list.
Skąd mógł wiedzieć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dante A. Dear

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 186cm
C. szczególne : Sygnety, szkocki akcent
Galeony : -706
  Liczba postów : 278
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14744-dante-a-dear
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14750-sowia-poczta
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14751-boska-komedia
http://czarodzieje.forumpolish.com/t14749-dorien-a-dear
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyPon Kwi 27 2020, 22:19;

Ten dzień był prawie tak samo chujowy jak reszta. Prawie, bo przynajmniej siedziałem tutaj, w tej pachnącej kozimi szczynami knajpie, popijając równie gówniany alkohol, który ciężko było jakkolwiek określić. Whisky to raczej nie było, a właśnie je zamawiałem. Nie miał jednak siły się wykłócać i robić szamba w najrzadziej uczęszczanym lokalu w Hogsmeade. A może po prostu mu nie zależało i póki miało procenty, będzie dla niego wystarczającym trunkiem. Wypił całą szklankę, co skończyło się prawie odruchami wymiotnymi, ale nie zrobił sobie z tego niczego. Martwo patrzył przed siebie, nawet sam nie do końca był świadomy co tak zaczerpnęło jego uwagi, że nie odrywał od tego wzroku. Odpalił tylko papierosa i zamówił kolejną kolejkę, dodając gburowato, że szklanka nie może pozostawać pusta.
Tak to się teraz żyło.
Było lepiej? Nie, było dużo gorzej. Żadne wycieczki, podróże i zobaczenie pierwszy raz na własne oczy własnej córki wcale nie pomogło, wszystko się jeszcze bardziej spierdoliło. Nie widział żadnych perspektyw w całym swoim życiu, które z jego własnego wyboru ograniczało się do chlania i ruchania. Czy na pewno z jego? Czy w takim razie wylewałby smutki średnio co drugi dzień jakiemuś bezdomnemu ćpunowi pod Miodowym Królestwie, który jedyne o co prosił to o kolejną dawkę? Sam nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, co go jeszcze bardziej wkurwiało. Frustrował go cały świat, z tą całą jebaną magią na czele. O tak, był przecież pieprzonym Dearem! Wielki ród arystokratyczny, znany ze swoich eliksirów i zdrowo pierdolniętych ludzi. Dante nie znał jeszcze ani jednego członka tej rodziny, który nie byłby skrzywiony w jakiś sposób. Słyszał, że Fire uciekła do Durmstrangu, wracając do swojego stada półgłówków, trzepiących orangutana do tego jacy oni mroczni i niebezpieczni.
Dante nawet się nie zorientował, kiedy wypił dwie kolejne kolejki w trakcie całych tych rozmyślań, który wywoływały u niego wściekły grymas, którym witał każdego przybyłego.
Oparł się łokciem o stół, podpierając dłonią głowę, w której wszystko zaczynało wirować, myśli przestawały być tak bolesne, a bardziej otumanione. Dear podniósł wzrok jedynie na barmana, by ten przestał mu dolewać tego gówna, bo zaraz zwymiotuje centralnie na ich ladę, nie płacąc za tą ciecz, którą tu podawali. Miał cholerną ochotę się z kimś powykłócać, a jednocześnie brak w nim było tego dnia werwy i siły, żeby stawić komuś najmniejszy opór. Oparł się bezwładnie o oparcie krzesła i lustrował każdego wzrokiem, wypalając papieros za papierosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 517
  Liczba postów : 1543
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptySob Maj 09 2020, 22:54;

Miał tego dnia lekcje do późna, a potem skoczył jeszcze do biblioteki wypożyczyć coś, co mogłoby go zainspirować do napisania pracy domowej na obronę przed czarną magią, gdzie zagadał się z jednym z kolegów z dormitorium, więc przed spotkaniem z Bonnie zdążył właściwie tylko wpaść do mieszkania, wygonić ghula z łazienki żeby się jakoś ogarnąć i wyswobodzić z tego okropnego mundurka, który wymienił na coś normalniejszego, w czym nie wyglądał jak pajac pod krawatem. Fillin miał wieczorną zmianę w pracy, nie musiał więc słuchać ani jego wyrzutów że wychodzi sam ani złośliwych komentarzy o sprośnym zabarwieniu, że pewnie idzie na randkę z wyimaginowaną dziewczyną; nakarmił jeszcze jęczącego Fuja i już był gotowy do wyjścia, a że był przyzwyczajony do szybkiego załatwiania spraw, to udało mu się dotrzeć do pubu nawet chwilę przed czasem. W środku oczywiście było tłoczno jak zawsze, bez względu na dzień tygodnia i porę dnia, ale swoim sokolim wzrokiem wypatrzył mały, dwuosobowy stolik wciśnięty w kąt lokalu, do którego zaraz zaczął się przeciskać; większość osób przychodziła tu całymi grupami znajomych, więc ten jeden skromny stół jakoś się uchował. Z wizytą przy kontuarze postanowił zaczekać na towarzyszkę, bo nie miał pojęcia, co mógłby jej zamówić tak, żeby trafić w gust, sam też nie był pewny, na co ma dziś ochotę; żeby jakoś przyspieszyć sobie oczekiwanie na Bonnie, która chyba zaczynała się lekko spóźniać, zaczął nieco bezwiednie przeglądać leżącą na stoliku kartkę z dostępnym asortymentem trunków i nie przeszkadzało mu nawet, że i tak znał ją na pamięć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bonnie Webber

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : chrypka, cichy głos, szare oczy, długie włosy (do bioder)
Galeony : 48
  Liczba postów : 508
https://www.czarodzieje.org/t18640-bonnie-webber#533264
https://www.czarodzieje.org/t18654-polka-pocztowa-bonnie#533553
https://www.czarodzieje.org/t18641-bonnie-webber#533263
https://www.czarodzieje.org/t19152-bonnie-webber-dziennik#561010
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptySob Maj 09 2020, 23:22;

U niej wyglądało to zupełnie inaczej. Nadszedł ten dzień, w którym mieli gdzieś razem wyjść i to było zrewanżowanie się ze strony Boyda za zwyczajne wsparcie w potrzebie. Skończyła zajęcia tuż po obiedzie, a więc miała całe popołudnie na przeżywanie wieczornego spotkania. Wymęczyła Saxę i piskliwym głosikiem prosiła ją o pomoc, bo nie wiedziała jak się ubrać i w co. To była dla niej istotna rzecz jako, że była jednym wielkim zakompleksionym kłębkiem o szarych oczach. To nie była randka, a więc nie chciała nie mogła się wystroić, ale też założenie szarego swetra nie wchodziło w grę, wszak Boyd już wyraził swoje zdanie na temat kolorystyki mundurków i nie chciała go razić nijakimi barwami jej ubrań. Nie umiała podążać za modą, nie wychodziła tak często sam na sam z chłopakiem, a więc nic dziwnego, że obskubała skórki przy paznokciach do krwi. Na szczęście udało się je odrobinkę zaleczyć zanim dotarła do popularnego pubu. Po drodze zauważyła, że w kieszeni siedziała Gaja to szybko wróciła się do dormitorium, aby oddać ją pod opiekę koleżance i dopiero wtedy przyspieszyła, aby tak się drastycznie nie spóźnić. A co jeśli on czekał i uzna, że go wystawiła? Otworzyła drzwi pubu z lekko zarumienionymi od biegu policzkami i zziajana weszła do środka. Stawała na palcach i próbowała dostrzec chłopaka w tych tłumach, martwiąc się przy tym, że mogłaby go nie zauważyć. Dojrzawszy jego sylwetkę przy małym stoliczku odetchnęła z ulgą. Na drżących nogach ruszyła w tym kierunku i mimowolnie uśmiechnęła się na jego widok. - Cześć. Przepraszam... - i to zabrzmiało katastrofalnie, skoro przychodzi i pierwsze co to się przed nim pokornie kaja. - Gaja chciała iść ze mną, musiałam wrócić się i powierzyć ją koleżance. - dodała na swoje usprawiedliwienie i usiadła obok niego, choć czuła się odrobinę niezręcznie. Co ma zrobić z dłońmi? Schowała je pod stolik i miętosiła rękaw koszuli. - Siedziała mi w kieszeni i znów mnie dziabnęła, gdy ją wyjmowałam, a jej bezzębne uszczypnięcia tworzą siniaki. - wspomniała o swoim żółwiku chińskim, który był bardzo malutki, ale jednak jego magiczną właściwością musiało być silniejsze dziabnięcia. Tknęło ją. Jak wygląda? Czy nie roztrzepała się od tego biegu? Pół godziny próbowała zrobić sobie warkocza i znając życie teraz bardziej przypomina tornado a nie skromną fryzurę. Miała nadzieję, że koszula się jej nie pogniotła i nie daj Merlinie, nie odsłania nawet kawałka skóry, bo przecież gdyby zobaczył jaka jest gruba to... nie, on by się nie zaśmiał, ale mimo wszystko dla komfortu psychicznego dyskretnie poprawiła swoją koszulę.
- Jak ci minął dzień? - zagaiła, ale musiała powtórzyć pytanie, bo mówiła cicho, a w pubie panował istny gwar. Dzisiejszego wieczoru było tu naprawdę dużo osób, nawet jak na początek weekendu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 517
  Liczba postów : 1543
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyNie Maj 10 2020, 02:20;

Wyglądał, jakby kontemplował intensywnie nad tą listą trunków jakby od dokonanego za chwilę wyboru miało zależeć jego życie, ale tak naprawdę wpatrywał się w nią dość bezmyślnie, machinalnie zaginając rogi kartki, pogrążony w oczekiwaniu, które chyba wcale nie trwało aż tak długo, ale zwyczajnie mu się dłużyło, bo bardzo nie lubił i nie przywykł do bezczynności. Podniósł wreszcie wzrok, w nadziei że dostrzeże wśród tłumu osobę, na którą czekał, i prawie od razu zauważył znajomą, drobną, ciemnowłosą postać; pomachał jej zamaszyście, żeby mieć pewność, że i ona go zauważy, wciśniętego w ten nieszczęsny kąt i nie dosiądzie się przypadkiem do kogoś innego, a jego zostawi na pastwę losu.
- Bonnie! – zawołał wesoło na powitanie, czując ukłucie ulgi, że w końcu przyszła i nie musi tu tkwić sam jak kretyn; nie był zachwycony jej spóźnieniem, ale machnął na to ręką, usłyszawszy wyjaśnienie dziewczyny, bo akurat taki powód doskonale rozumiał – Spoko, jakoś przeżyłem. Mnie też czasem ghul zatrzymuje, także nie ma sprawy. Z tymi zwierzętami to jak z dziećmi, nie? Chociaż wiesz, mogłaś ją przyprowadzić, im więcej tym weselej – stwierdził pół-żartem, bo jasne, że bar to nie było dobre miejsce dla żółwi (co innego ghule), ale też właściwie chętnie by zobaczył to stworzenie, bo z tego co mówiła o nim dziewczyna wynikało, że było niepozorne a jednocześnie zaskakująco brutalne i zaczynało go intrygować. Zresztą, nie tylko ono.
- Co? – w mało elegancki sposób poprosił żeby powtórzyła, bo rzeczywiście głos Bonnie nie należał do najdonośniejszych a w barze było wyjątkowo gwarno; musiał się nachylić, żeby usłyszeć jej pytanie – Nie wiem czemu ci ludzie tak drą mordy dzisiaj – skomentował, trochę bardziej do siebie niż do niej, po czym sam zaczął przekrzykiwać dochodzące zewsząd głosy – Nie wiem, szybko? Straszny zapierdol dziś w szkole, zajęcia od rana do wieczora i wciśnięty w okienko trening zamiast obiadu, bo musimy teraz przycisnąć przed ostatnim meczem. Nic ciekawego – zrelacjonował swój mało fascynujący dzień, ale ostatnio takich miewał wiele – Także fajnie, że mogliśmy sobie wyjść, muszę się rozerwać trochę – stwierdził, posyłając dziewczynie uśmiech; przyjrzał się jej teraz trochę lepiej w tym przytłumionym świetle, zasnutym częściowo strzępami papierosowego dymu dolatującymi do nich z sąsiedniego stolika przy którym jakiś wąsaty jegomość kopcił jak lokomotywa i od razu zauważył, że jego towarzyszka wygląda na… zestresowaną? – A ty? Ej, wszystko spoko? Wyglądasz na… nie wiem, poddenerwowaną? Coś nie tak? – wypytał, generalnie dość nietaktownie, ale był szczerze zmartwiony, no i przede wszystkim: w życiu by nie wpadł na to, że Bonnie może się czuć niezręcznie przez ich spotkanie czy jego osobę. Wtedy też zreflektował się, że powinien był zacząć od spytania, na co miałaby ochotę – Pójdę zaraz do baru, co ci zamówić? – spytał więc jeszcze, przetrząsając kieszenie zawieszonej na oparciu krzesła kurtki w poszukiwaniu portfela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bonnie Webber

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : chrypka, cichy głos, szare oczy, długie włosy (do bioder)
Galeony : 48
  Liczba postów : 508
https://www.czarodzieje.org/t18640-bonnie-webber#533264
https://www.czarodzieje.org/t18654-polka-pocztowa-bonnie#533553
https://www.czarodzieje.org/t18641-bonnie-webber#533263
https://www.czarodzieje.org/t19152-bonnie-webber-dziennik#561010
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyNie Maj 10 2020, 09:11;

- Nie wyszłaby ze skorupy przy tym gwarze i tytoniu. - wyjaśniła, bowiem nie chciała narażać swojego miniaturowego pupila na jakikolwiek stres. Jednak skoro wyraził chęć zobaczenia jej to z pewnością zorganizuje okoliczności, aby mógł popatrzeć na tę małą drobinę. - O tak, tylko moje "dziecko" mieści mi się w dłoni, a to twoje zapewne połamałoby ci leżankę. - wskazała na skrajności, ale mimo wszystko Fuj już został przez nią polubiony choć przecież go nie spotkała. Wystarczyły barwne opowieści chłopaka wzbogacone o fantastyczną mimikę, a wypełniała ją sympatia do ghula. Nigdy nie podejrzewała, że mogłoby się coś takiego wydarzyć, ale zauważała, że cokolwiek Boyd zarekomenduje to ona od razu by to coś polubiła i zaakceptowała. Czy to już naiwność czy to wciąż jego wysoko rozwinięta charyzma?
Musiała pochylić się nieco w jego stronę, aby słyszeć co mówi, bowiem ktoś dokładnie w tym samym momencie roztrzaskał kufel piwa i dwa stoliki dalej wybuchło zamieszanie. Tknęło ją sumienie, że musiał wywiązywać się z zaproszenia skoro jest zmęczony po tak długim dniu. Gdyby odwołał spotkanie (na myśl jej nie przeszło, że mógłby je przełożyć) to wcale by się nie obraziła. Gryzłaby się tym jakiś miesiąc, ale dalej miałby jej sympatię. Ugryzła się jednak w język bowiem zdawała sobie sprawę, że marudzenie to ostatnia rzecz jaką chciał dzisiaj słyszeć. Poza tym nie wiedziała co ma powiedzieć na pomysł "rozerwania się". Siedział z nią, z tą Bonnie Webber, która stroniła od większych imprez bowiem zazwyczaj podpierała ściany i nie miała do kogo ust otworzyć. A może planował jeszcze gdzieś pójść po tym szybkim piwie? Fiksowała się w zły sposób, w bardzo zły.
- Och, bardzo niedawno temu dołączyłam do drużyny puchonów, a przecież gramy mecz. - uśmiechnęła się do niego lekko. - To spotkamy się w powietrzu. - od razu poczuła ulgę, że nie będzie zajmować żadnej z najbardziej niebezpiecznych pozycji, a tylko jako szukająca. Uszy jej poczerwieniały, gdy wyłapał jej poddenerwowanie. Starała się nie dać tego po sobie poznać, ale nie była zbyt dobrą aktorką. Nerwowo wsunęła kosmyki włosów za uszy i oparła nadgarstki na stoliku, jakby to miało pokazać, że wcale się nie denerwuje. - Ja? Nnie!- palnęła czyste kłamstewko, ale tak oczywiste, że aż wstyd. - Myślę po prostu czy nie rzucić zaklęcia wyciszającego przy naszym stoliku, ale... - podrapała się po policzku - ... ale chyba się wstydzę, bo jeszcze ktoś może się zdenerwować, że rzucam czary w pubie. - co prawda dopiero gdy o tym wspomniała to wpadła na ten pomysł, który brzmiał całkiem praktycznie. Wyprostowała plecy i wyciągnęła szyję, aby zajrzeć do menu. Nie miała i tak szerokiego wyboru, bowiem "mogła" wypić jedynie... - Może standardowe piwo kremowe? W Nowym Orleanie takim odpowiednikiem był miód pitny, ale tutejsze piwo jest bardziej gorzkie i moim zdaniem lepsze. - bo przecież od słodkości roztyje się jeszcze gorzej, a wówczas nigdy w życiu nie zwróci na siebie uwagi kogoś tak fajnego jak Boyd. Wtem dojrzała kątem oka tego wąsatego grubego czarodzieja, który postanowił udusić wszystkich klientów Trzech Mioteł tym gęstym dymem papierosowym. Wyglądał naprawdę nieprzyjemnie i nagle zwątpiła czy wypuszczać Boyda do kontuaru, ale przecież nie mogła go zatrzymywać z powodu dyskomfortu. Przybrała na usta uśmiech, aby chłopak nie myślał, że się przy nim tutaj źle czuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent, brzydki tatuaż "Fillin are my live" na przedramieniu, proteza lewej ręki
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 517
  Liczba postów : 1543
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan#503198
https://www.czarodzieje.org/t17855-sowa-boyda#503468
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan#503197
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik#521152
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyNie Maj 10 2020, 21:20;

Prawda była taka, że ani mu przez chwilę nie przeszło bez myśl, żeby odwoływać to spotkanie; wizja wieczoru jawiła mu się raczej jako najjaśniejszy punkt ciężkiego dnia i motywowało go do nie wyzionięcia ducha z nudów na wyjątkowo smętnej lekcji transmutacji i do zachowywania się jak kulturalny, poważny człowiek na wszystkich lekcjach, żeby przypadkiem żaden nauczyciel nie postanowił go wysłać na szlaban i zrujnować tym samym dzisiejszych planów; będąc tutaj w jej towarzystwie odpoczywał tak, jak inni odpoczywaliby, wyciągnięci wygodnie na kanapie, dlatego wcale nie czuł się  teraz w żaden sposób przytłoczony kolejnym obowiązkiem. Nie zwykł też robić rzeczy z przymusu i grzeczności, więc gdyby naprawdę nie czuł się na siłach dziś wychodzić, z pewnością powiedziałby jej bez ogródek. Ach, gdyby tylko Bonnie umiała czytać w jego myślach, ilu rozterek mogłaby się pozbyć.
Podekscytował się oczywiście, gdy usłyszał że dziewczyna dołączyła do drużyny, bynajmniej nie dlatego, że wizja spałowania jej na boisku wydawała mu się tak atrakcyjna, po prostu bez względu na kontekst i okoliczności oczy zawsze mu się świeciły jak znicze potraktowane Lumosem na hasło „quidditch”.
- Ale super! Szukająca czy ścigająca? – spytał zaraz, bo oczywiście musiał teraz wiedzieć, obstawiając dwie najbardziej prawdopodobne według niego opcje; wytypowanie ich nie było trudne, wystarczyło wziąć pod uwagę gabaryt Bonnie, który powinien zapewniać jej sporą zwinność, potrzebną w tych pozycjach właśnie – Tak czy siak, poćwicz uniki, bo nie mam na boisku taryfy ulgowej dla przyjaciół – wyszczerzył się wesoło, mówił jednak poważnie, bo jeśli będzie taka potrzeba, złamie jej tłuczkiem tę rękę co nią będzie sięgała po kafla czy znicza; tego już jednak nie dodał.
Od razu wyczuł, że jej zaprzeczenie było bujdą, uznał jednak że nie będzie dalej wypytywał i drążył tematu a zamiast tego postara się jakoś pomóc jej się rozluźnić. Co do hałasu, nie przeszkadzał mu aż tak bardzo, by niwelować go zaklęciem – w domu miał gorszy ryk przez większość doby, był przyzwyczajony – ale uznał że to dobry pomysł i wcale nie ma się czym przejmować.
- E tam, myślę że dopóki nie będziesz rzucała na kogoś upiorogacka, to nikt się nie przejmie, a nawet jak, no to  co nam zrobią? – rzucił, wzruszając ramionami, bo nie wydawało mu się, by dyskretne wyciszenie stolika to było przestępstwo – Dawaj – zachęcił ją; mógłby po prostu sam to zrobić, ale nie miał zamiaru czarować tutaj za nią i jej wyręczać. Jak się sama nie przełamie, to się nigdy nie oduczy przejmować pierdołami. Podsunął jej bliżej kartkę z menu, żeby nie musiała się za mocno wykręcać i wydobył wreszcie ten sfatygowany portfel z kieszeni, całe szczęście w ciemnym pubie nie było widać że zdecydowanie powinien się zaopatrzyć w nowy – Kocham słodkie, przywieź mi tego miodu jak będziesz w Ameryce, co? – skomentował, bo zabrzmiało mu to szalenie smakowicie i jednocześnie spojrzał w stronę kontuaru – Dobra, to idę, patrząc na kolejkę przy barze to wrócę za jakieś trzy do pięciu godzin – dorzucił i przecisnął się jakoś pokracznie między ciasno ustawionymi stolikami, zmierzając w tamtą stronę i porzucając Bonnie na pastwę losu i nieprzyjemnego faceta ze stolika obok; po raz kolejny nie wiedział, że funduje dziewczynie dyskomfort, bo sam zupełnie nie zwrócił na typa uwagi, nawet ten uporczywy dym nie robił mu większej różnicy, bo i do niego zdążył się przyzwyczaić w domu i na wszelakich wyjściach z Fillinem. Stojąc w długiej, mało sprawnie przesuwającej się kolejce, tknęło go, że palnął głupio, że chce miód z Ameryki, a właściwie to nawet nie wiedział, dlaczego dziewczyna stamtąd wyjechała i czy miała zamiar kiedykolwiek wrócić; dlatego gdy już odstał swoje, zdobył dwa kremowe piwa i dotarł z powrotem do stolika, postanowił się dowiedzieć.
- Jestem – oznajmił zupełnie bez sensu, kładąc kufle na stole i opadając na swoje krzesło – Poproszę jakiś amerykański toast! - zażądał, unosząc w górę swoją szklankę, gotów w razie czego uratować sytuację jakimś irlandzkim, a gdy pierwszy łyk mieli już za sobą, zaczął gadać - Miałem tyle czasu na przemyślenia w tej kolejce, że aż przyszło mi do głowy pytanie którego zapomniałem ci zdać wcześniej. Przyjechałaś do Anglii na stałe? – zapytał, dając jej zarówno możliwość odpowiedzi „tak/nie” jak i podzielenia się całą historią tego, jak się tu znalazła i wcale by się nie obraził, gdyby otrzymał tylko tą pierwszą; czekając na to, co usłyszy, łyknął sobie jeszcze solidnie piwa. No, Guinness to to nie był, wiadomo, ale też dobre. Wieki go nie pił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bonnie Webber

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : chrypka, cichy głos, szare oczy, długie włosy (do bioder)
Galeony : 48
  Liczba postów : 508
https://www.czarodzieje.org/t18640-bonnie-webber#533264
https://www.czarodzieje.org/t18654-polka-pocztowa-bonnie#533553
https://www.czarodzieje.org/t18641-bonnie-webber#533263
https://www.czarodzieje.org/t19152-bonnie-webber-dziennik#561010
Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8




Gracz




Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 EmptyPon Maj 11 2020, 10:18;

- Szukająca. Ale to wiesz, dopiero z rezerwy zejdę na ten jeden i ostatni mecz. - posłała mu ładniejszy (a przynajmniej tak się jej wydawało) uśmiech, bowiem jego oczy zalśniły z takiej ekscytacji iż poczuła, że to świetny pomysł, że podzieliła się tą informacją. Chciała, aby cały czas spoglądał na nią z takim wyrazem oczu, ale wiedziała, że to raczej sporadyczne i nie będzie się zdarzać częściej. Nie robiła sobie żadnych nadziei, a koncentrowała się na pielęgnowaniu tej przyjaźni. Nazwanie jej przyjacielem było niczym wypicie Felix Felicis. Rozpromieniła się tak jak nigdy do tej pory i dzięki temu jej nerwowość ulotniła się niczym powietrze z pękniętego balonika. - Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię wytrzymać wiele. - zdradziła mu swój mały sekret, który w sumie nie był żadną tajemnicą, ale też nikt nigdy nie podejrzewałby tej małej, drobnej (choć nie w jej wyobrażeniu) cichej myszki o wysoki próg bólowy czy wytrzymałość. Przez cały czas pobytu na rezerwie tłumaczyła sobie swoją bezczynność faktem, że miotła mogłaby jej nie udźwignąć, dlatego też kilka miesięcy spędziła na tym, aby ją odrobinę wzmocnić. Niestety nie znała się na miotlarstwie tak dobrze, aby efekty jej zaklęć były zadowalające. Tak czy siak na jeden mecz starczy i miotła powinna wytrzymać jej masę, a według jej tajnych obliczeń będzie całkiem mobilna.
Chciała odpowiedzieć, że mogą zrobić im awanturę albo wyrzucić z pubu, a dopiero co przyszli. Zamknęła jednak usta, bo to były jej małe demony a nie jego. On jest Gryfonem, więc odwaga jest jego cechą, a jej... nie ukrywajmy, że należała do tchórzy. Przygryzła kącik ust i wahała się, ale zachęta od Boyda zadziałała i mogła dyskretnie rzucić w okolicy ich stolika jedno drobne zaklęcie "vox humilis" i po paru sekundach otoczyła ich niewidzialna bariera wyciszająca. Hałas był bardzo przytłumiony i odetchnęła z ulgą. - Od razu lepiej. - odchrząknęła, gdy w jej głos znów wdała się chrypka. Uśmiechanie się przy nim było proste. - Jasne, da się to załatwić. - choćby miała wybłagać u ojca pozwolenie to skoczy do Nowego Orleanu i kupi całą zgrzewkę. Może obędzie się jednak bez wizyty a zakończy na cholernie drogim zamówieniu. Najwyżej pożyczy od starszego brata drobną kwotę. Bonnie była w stanie kombinować zawzięcie, aby jeszcze raz ucieszyć Boyda. Zaśmiała się pod nosem, gdy wyruszył do długiej kolejki. - Bądź dzielny, a jeśli zastaniesz tu szkielet po powrocie to pewnie ja. - rzuciła doń zanim ten wyszedł z wyciszającej niewidzialnej ściany. Odprowadziła go wzrokiem i wówczas zdała sobie sprawę, że została tu sama. Przesunęła się na miejsce, gdzie siedział Boyd, a mogła przysiąc, że czuje tu jeszcze jego ciepło, które mile koiło nerwy. Wcisnęła się w oparcie fotela i udawała, że nie istnieje bowiem wąsaty facet stolik obok gapił się na nią z częstotliwością ośmiu spojrzeń na minutę. Przez ten czas kiedy go nie było dzielnie starała się nie spoglądać na grubego jegomościa, a zajęła się... odżywianiem kwiatka w wazoniku. Rozpoznała w nim pęk deroleanu tylko niestety mocno zwiędnięty. Nasączyła roślinkę z pomocą zaklęcia "roro florens" dzięki czemu ta odżyła i pokazała swoje białe jak śnieg kwiatki. Na łodygach osiadły krople wody, które w świetle pubu wyglądały całkiem ładnie. Podniosła głowę, gdy Boyd wrócił i powitała go z ulgą. Niechętnie usunęła się z miejsca, gdzie siedział i powróciła na to zimne i nieprzyjemne obicie "na swoim". Podziękowała z piwo. - Prawie wszędzie wznosi się toasty "na zdrowie" ale u w Ameryce nie woła się "Cheers" tylko "Here's to you". - objęła kufel dłonią i po cichym stuknięciu się nimi upiła łyk. Od razu wytarła piankowe wąsy, byleby nie dawać mu powodu do... a miała się tym dziś nie przejmować! Ciężko odzwyczaić mózg od niezdrowych nawyków. Oparła łokieć o kant stolika i zawiesiła wzrok na zainteresowanej twarzy chłopaka.
- Szczerze to nie wiem, ale mam nadzieję, że uda mi się zostać tu na dobre kilka lat. Minimum do końca studiów. - a przecież jeszcze ich nie zaczęła i choć tęskniła za mamą to za szkołą nie nawet pomimo tego, że jednak zawarła tam kilka przyjaźni. Wolała pozostać tutaj tabula rasa. - Podoba mi się Hogwart i Hogsmeade, a jeszcze tyle miejsc muszę odwiedzić. - choć czuła się czasami zagubiona to jednak z każdym dniem coraz bardziej rozumiała dlaczego Alicia pokochała to miejsce i tak pochlebnie wyrażała się o Hogwarcie. - A ty? Twój akcent jest... - cudowny i melodyjny - bardzo wyraźny. Mieszkasz w Szkocji od zawsze czy od pewnego momentu? - i naprawdę była tego ciekawa. Chciała go poznać lepiej, bo wtedy mogłaby być skuteczniejszą przyjaciółką, a przecież tak ją nazwał. Ją! Bonnie! Saxa padnie trupem jak się dowie. Oparła policzek o swoje kłykcie i raz po raz popijała piwo, starając się nie robić sobie kremowych wąsów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Pod trzema różdżkami - Page 36 QzgSDG8








Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty


PisaniePod trzema różdżkami - Page 36 Empty Re: Pod trzema różdżkami  Pod trzema różdżkami - Page 36 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Pod trzema różdżkami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 36 z 39Strona 36 z 39 Previous  1 ... 19 ... 35, 36, 37, 38, 39  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pod trzema różdżkami - Page 36 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-