Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Przed domkami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31830
  Liczba postów : 87725
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Przed domkami QzgSDG8




Specjalny




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Przed domkami  Przed domkami EmptyPią Sie 19 2022, 19:47;


Przed domkami

Stojące od wieków w tym samym miejscu, małe drewniane domki, utrzymywane w doskonałym stanie za pomocą magii i dodatkowo sprawdzone przed przybyciem czarodziejów, to właśnie miejsce, w którym mieszkają Hogwartczycy i ich opiekunowie.

______________________

Przed domkami Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31830
  Liczba postów : 87725
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Przed domkami QzgSDG8




Specjalny




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyPią Sie 19 2022, 19:48;


 
I see fire...



Ellan Vannin, środek nocy nieróżniącej się niczym od pozostałych. Sen spadł nawet na największych nocnych marków i tym razem z jakiegoś powodu zdawał się być znacznie głębszy i spokojniejszy, niż zazwyczaj. Nawet osoby na co dzień dręczone bezsennością, dzisiejszej nocy w końcu mogły cieszyć się odpoczynkiem.
Nie wiadomo, kto poczuł swąd spalenizny jako pierwszy; mimo późnej godziny wioska rozjaśniała złocistym blaskiem… obejmujących ją płomieni. Jej mieszkańcy budzili się w różnym tempie, niektórzy tak szybko, by móc bezpiecznie ewakuować się z ledwo zajętego ogniem domu, inni na tyle późno, że w pożarze zdążyli stracić część swojego dobytku. Ellan Vannin rozbrzmiało okrzykami przerażenia, paniki, gdy okazywało się, że teleportacja po prostu nie działa, wzajemnym nawoływaniem i poleceniami wydawanymi przez nauczycieli, którzy próbowali bezskutecznie zapanować nad rozprzestrzeniającym się szybko ogniem.
Obejmująca wioskę pożoga była rozległa, a drewniane budynki w zastraszającym tempie podsycały łakome jęzory płomieni pożerające wszystko, co spotkały na swojej drodze. Potrzeba było wszystkich rąk, które tylko mogły jakoś pomóc.


Mechanika
Na początek każdy z Was w specjalnym temacie rzuca kością k100, która decyduje o tym, jak szybko udało Wam się ewakuować z płonącego domku. Im niższy wynik, tym szybsza była Wasza ucieczka.

Modyfikatory:

1–20: uciekacie szybko bez problemu, możecie odejść we wskazane wam przez nimfy (głównie driady i lejmoniady) bezpiecznie miejsce lub zostać i pomóc przy próbie ugaszenia pożaru. Nie musicie rzucać kością na wydarzenie, ale możecie to zrobić.
21–40: wasza ewakuacja przebiega sprawnie, ale nie bez niespodzianek. Musicie rzucić kością litery i rozegrać odpowiednie wydarzenie opisane poniżej.
41–60: choć udaje Wam się uciec całkiem sprawnie, pożar obejmuje niewielką część waszych rzeczy. Musicie w odpowiednim temacie zgłosić utratę jednego wybranego przez Was przedmiotu z kuferka. Musicie rzucić kością litery i rozegrać odpowiednie wydarzenie opisane poniżej.
61–80: Niestety Wasza ewakuacja nie przebiegła zbyt sprawnie, zanim budzicie cię i orientujecie w sytuacji, ogień mocno obejmuje Wasz Domek, niszcząc sporo Waszych rzeczy. Musicie w odpowiednim temacie zgłosić utratę dwóch wybranych przez Was przedmiotów z kuferka. Musicie rzucić kością litery i rozegrać odpowiednie wydarzenie opisane poniżej.
81–100: albo obudziliście się bardzo późno, albo tak długo zajęła wam próba spakowania wszystkich swoich rzeczy, że naprawdę wiele z nich ucierpiało. Musicie w odpowiednim temacie zgłosić utratę trzech wybranych przez Was przedmiotów z kuferka. Musicie rzucić kością litery i rozegrać odpowiednie wydarzenie opisane poniżej.

Wydarzenia:


Informacje

jeśli ktoś traci więcej przedmiotów, niż ma w kuferku – po prostu ma szczęście. Różdżki to również przedmioty!

do napisania posta opisującego jak postać radzi sobie w pożarze, zobowiązani są wszyscy uczestnicy wakacji! Wszystkim osobom bez aktualnej nieobecności, które do 11.09. tego nie zrobią, zostanie odebrane 50% galeonów. Jeśli któryś uczestnik wakacji ma dowód, że 19.08 nie było go w Avalonie, może podesłać go na priv do @Leighton J. Swansea i nie brać udziału w wydarzeniu;

wszystkie osoby, które odniosły w tym wydarzeniu obrażenia wykraczające poza zgody kuferkowe, mają prawo je do nich dostosować, jednakże bardzo proszę o rozsądek i uczciwość;

domki zamieszkiwane przez Hogwartczyków doszczętnie spłonęły, ze względu na problemy z teleportacją od tego momentu aż do końca wakacji wszyscy zamieszkujecie stodołę przystosowaną tak, żeby dało się w niej komfortowo nocować – pozostaje jednak jednym wspólnym obiektem. W domkach z oczywistych względów nie można zaczynać nowych wątków, ale można kończyć „stare”;

fabularnie event ma miejsce tydzień po krwawym rytuale, jeśli więc ktoś z Was długo go odsypiał, nie musi się martwić o to, że spłonie we śnie;

pytania i skargi należy kierować do @Leighton J. Swansea, najlepiej na discordzie (Juviia#9023);

na początku posta należy zamieścić wypełniony poniższy kod:
Kod:
<zg>K100:</zg> [url=link]x[/url]
<zg>Modyfikatory:</zg> wpisz te, które cię dotyczą albo zostaw —
<zg>Wydarzenie:</zg> [url=link]x[/url]
<zg>Zyski/Straty:</zg> wypisz





______________________

Przed domkami Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu,Telepatyczne połączenie z Brewerem
Galeony : 1075
  Liczba postów : 9320
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyPią Sie 19 2022, 20:38;

K100: 68
Modyfikatory: bez czepka urodzony oraz urazy ostatnio = +25 do k100
Wydarzenie: A
Zyski/Straty: Tracę chęci do życia i 3 przedmioty (samotopiące się kąpielówki, świstoklik tam i z powrotem, opaska nasenna)

Nie można było powiedzieć, że Max przeczuwał, że stanie się coś złego. Nie, wieczór przebiegł raczej normalnie, a on zasnął u boku Paco. Sen miał raczej głęboki i chwilę zajęło mu połapanie się, że coś jest nie tak. Gdy jednak usłyszał krzyki i zobaczył za oknem charakterystyczną łunę jego serce od razu przyspieszyło tempa, a jego wrażliwy umysł wpadł w panikę. Oczywiście ewakuacja powinna być natychmiastowa, ale Max nie mógł przecież zostawić wszystkiego za sobą na pastwę ognia. Wszyscy w domku byli postawieni na nogi i wiedział, że nie pozwolą mu zostać, by się spakować dlatego też dobiegł z nimi do drzwi, łapiąc po drodze swój bezdenny ekwipunek i przy pomocy zaklęcia targając za sobą kufer z resztą rzeczy. Nie miał czasu ani ochoty łazić po kątach i sprawdzać, czy czegoś nie zapomniał, więc nic dziwnego, że w ogólnym rozrachunku parę przedmiotów zostało strawionych przez ogień. To jednak nie miało teraz znaczenia. Biegł w bezpieczne miejsce z Salazarem u boku czując, jak coraz bardziej zaczyna ogarniać go panika. Widział bliskie twarze wokół, jedne bardziej, inne mniej przerażone. Gdyby tylko potrafił patronusa zapewne wysłałby go do wszystkich, by upewnić się, że nikomu nic się nie stało. Niestety, nie miał takiej możliwości, a jego zraniony umysł podsyłał mu wizje, których dawno już nie było mu dane oglądać.
Czuł, jak z każdym krokiem coraz bardziej słabnie. Bał się strasznie, ale nie o siebie, a o bliskich. Usłyszał jakiś huk i obejrzał się gwałtownie. Nieopodal pierdolnęło gniazdo żądlaków, a powstała kula ognia w zastraszającym tempie zbliżała się do wioski.
-Profesorze! Kula ognia! - Wydusił w stronę przebiegającego obok @"Chrstipher Walsh". Czuł, że sam długo już tu nie pociągnie. Spojrzał jeszcze tylko na chwilę w czekoladowe tęczówki Paco. -Przynajmniej umrzemy w krainie cydru. - Pomyślał, nie mając pojęcia, że jego umysł zdołał przetransportować tę myśl do @Maximilian Brewer, po czym Felixa ogarnęła ciemność, a on osunął się nieprzytomny na ziemię.

//zt

@Salazar Morales

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Absolwent Slytherinu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber | niewielkie, krwawe znamię w kształcie krzyża na grzbiecie prawej dłoni | krwawy znak w kształcie obrączki
Galeony : 1375
  Liczba postów : 1217
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyPią Sie 19 2022, 21:20;

K100: 35
Modyfikatory: -
Wydarzenie: F
Zyski/Straty: efekt amortencji

Prawdopodobnie trudno byłoby mu zmrużyć oczy, gdyby nie bliskość Maximiliana i zwisający nad ich łóżkiem łapacz snów. Nadal powracały bowiem do niego wspomnienia z krwawego wesela i niewyobrażalny ból, który odczuwał po starciu z inferiusem, głębokiej szramie pozostawionej po czarnomagicznym zaklęciu i wrażeniu wrzącej w żyłach krwi. Niby nie odniósł żadnych fizycznych, realnych obrażeń, jednak psychika ucierpiała dość mocno, a jedyne o czym obecnie marzył Paco to odrobina odpoczynku w towarzystwie młodszego partnera, którego zresztą ciasno objął ramieniem. Nie spodziewał się, że nad ranem wszystko pójdzie w diabły, a los ponownie zmusi ich do ucieczki, tym razem nie przed świstem zakazanych zaklęć, a rozprzestrzeniającym się w zastraszającym tempie pożarem.
Wybudziły go przeraźliwe wrzaski za oknem, a kiedy tylko otworzył oczy, od razu spostrzegł na niebie jasną łunę i kłęby dymu. Poderwał się z pościeli, naprędce zakładając na siebie spodnie i koszule, potem zaś zajmując się zgarnięciem całego przywiezionego na wyspę dobytku. Mało rozsądne z perspektywy szybkiej, skutecznej ewakuacji, ale cóż… jego nastoletni współlokator okazał się jeszcze mniej roztropny. Morales wodził wzrokiem za ganiającym po drewnianym domku chłopaku, kręcąc z niedowierzaniem głową. – Przestań, Felix! – Chwycił go w końcu za nadgarstek, odciągając od kolejnej napotkanej na drodze szafki. - Musimy. Stąd. Iść. – Zarekomendował stanowczym tonem, a chwilę później obydwaj biegli już ile sił w nogach, starając się unikać buchającego zewsząd ognia i iskier.
Starał się znaleźć bezpieczną drogę, trzymając Solberga blisko siebie, a jednak rozdzielili się w popłochu przy którymś z zakrętów. – Felix! – Krzyczał głośno, nie zważając na skalę zagrożenia. Nie wyobrażał sobie, by miał opuścić wioskę sam. Musiał go najpierw znaleźć. Krążył więc po okolicy w poszukiwaniu znajomej sylwetki, kiedy jego uwagę przyciągnął barwny, ale za to cuchnący dym unoszący się z nad jednego z domku. Nie miał pojęcia co dokładnie spłonęło, ale nie oszukujmy się, zależało mu na czasie, więc przebiegł tuż obok źródła nietypowego zapachu… wreszcie wpadając wprost na ciemnowłosego młodzieńca. – Kurwa, jesteś. Całe szczęście. – Nie mógł powstrzymać cisnącego się na usta przekleństwa. Bał się o Maximiliana cholernie i nawet nie potrafił opisać słowami uczucia ulgi, które wypełniło go wraz ze spojrzeniem w szmaragdowe ślepia. – Chodźmy stąd. – Złapał chłopaka jeszcze mocniej, podkręcając tempo. Nie wiedział jeszcze dokąd zmierzają, byle jak najdalej od tego piekła… Nagle poczuł ciężar, toteż instynktownie odwrócił wzrok w kierunku osuwającej się na ziemię sylwetki. – Mierda – Warknął wściekle pod nosem, wciągając bezwładnego chłopaka na plecy. Szczęście w nieszczęściu, że nie musiał go nieść już od samego progu spalonego domostwa.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent / super magiczna proteza lewej ręki / szpetne blizny na klacie i jeszcze szpetniejszy tatuaż "fillin are my live" na przedramieniu / pachnie czarodidasem ale ładniej niż august / krwawa obrączka na palcu
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 851
  Liczba postów : 1715
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t17855p26-sowa-boyda#top
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyPią Sie 19 2022, 21:54;

K100: 53
Modyfikatory: +15 (bez czepka)
Wydarzenie: H
Zyski/Straty: tracę 2 przedmioty, zyskuję dozgonną przyjaźń świnksa


Jedna szklaneczka cydru za dużo sprawiła, że zasnął tej nocy prawie snem wiecznym, było mu błogo i przyjemnie i nie miał w planach podnosić się z łóżka co najmniej do południa; tymczasem do świtu było jeszcze bardzo daleko, kiedy ze snu brutalnie wyrwało go straszne zamieszanie, które zapanowało w domku. Zirytowany, już miał kulturalnie opierdolić współlokatorów i uprzejmie kazać im zamknąć japy, ale szybko wyszło na jaw, że powodem harmideru jest ogień. Nie gdzieś tam, w wiosce, tylko dosłownie w ich domku, pożerający należące do nich rzeczy i wszystko, co miał na swojej drodze. Wyskoczył z pościeli jak oparzony, całe szczęście na razie prawdziwych poparzeń unikając, złapał różdżkę i dołączył do tłumu ewakuującego się poza spory obszar pożaru. Po drodze rozglądał się, sprawdzając czy nikt przypadkiem nie umiera albo nie płonie, ale wyglądało na to że wszyscy byli cali albo w miarę cali... oprócz kogoś, albo czegoś, bo raczej nie brzmiało jak człowiek, co kwiliło dramatycznie w pobliskich krzakach. Dźwięk był na tyle żałosny, że zwyczajnie nie miał serca go zignorować - zawrócił, idąc szybko przez chwilę pod prąd, i skręcił w zarośla, ignorując fakt, że płomienie mogły lada moment dorzeć i tam. Płacz nasilał się, a po chwili przeczesywania wzrokiem gęstych krzaków okazało się, że ich źródłem jest mały, poparzony prosiaczek świnksa. Słodki w chuj i przy tym ledwo żywy. I patrzący na niego tak błagalnie wielkimi, świnksowymi oczkami.
Przykucnął przy nim, nie bardzo wiedząc, z której strony go złapać, żeby jeszcze bardziej nie uszkodzić; w końcu zmoczył zaklęciem kawałek swojej koszulki i złapał świnksiątko przez mokry materiał.
- Spoko mordo, zara cię ogarniemy i znajdziemy twoją starą, git będzie - zapewnił zwierzaczka, na co ten przerwał na chwilę skomlenie i chrumknął żałośnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zoe Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
C. szczególne : dużo gada, nie zawsze z sensem; pachnie konwaliowymi perfumami
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : -936
  Liczba postów : 336
https://www.czarodzieje.org/t19573-zoe-brandon#581404
https://www.czarodzieje.org/t19575-sowa-zoe#581413
https://www.czarodzieje.org/t19572-zoe-brandon#581405
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyPią Sie 19 2022, 22:25;

K100: 68
Modyfikatory: -
Wydarzenie: F (eliksir euforii)
Zyski/Straty: tracę 2 przedmioty


Była w domku zupełnie sama, kiedy się obudziła, słysząc krzyki i hałasy dobiegające gdzieś z zewnątrz; w pierwszych chwilach była na tyle skołowana niespodziewaną pobudką, że nie zarejestrowała dobijających się do domku płomieni, duszącego dymu i wszechobecnego swędu spalenizny jako realnych okoliczności i myślała, że śni albo coś jej się wyobraża... dopiero po dłuższej chwili bezmyślnego gapienia się na niszczony ogniem domek dotarło do niej, że to najprawdziwszy pożar i jeśli natychmiast nie opuści łóżka, sama w nim spłonie i tyle będzie z jej nędznego żywota. Po pierwszym szoku, wyrzut adrenaliny dodał jej tyle siły, by wyskoczyć dziarsko na zewnątrz, cudem unikając szalejących coraz mocniej płomieni; nie myślała w ogóle o tym, by coś ze sobą zabrać, a o tym, że pozostawiona na szafce nocnej różdżka spłonęła doszczętnie, miała się przekonać dopiero później, kiedy sobie o niej przypomni. Biegła za tłumem, przerażona i spanikowana, a przede wszystkim szalenie zmartwiona losem swoich przyjaciół i rodziny - co jeśli nie wszyscy zdążyli w porę się ewakuować? Co jeśli ogień odciął komuś drogę ucieczki? Czy naprawdę te miłe wakacje mogą się skończyć czyjąś śmiercią? Zrobiło jej się słabo od tych przemyśleń, aż łzy zaczęły cisnąć się jej do oczu, ale kiedy po chwili znalazła się w okolicy domku, nad którym unosił się gęsty, kolorowy dym, poczuła dziwny przypływ energii i entuzjazmu. Przystanęła, marszcząc nos, bo smród był okrutny, zastanawiając się, co też wydarzyło się w tym miejscu i zupełnie nieświadomie nawąchała się tyle eliksiru euforii, że kompletnie zawróciło jej to w głowie. Zachichotała głośno, zapominając kompletnie o strachu i zmęczeniu, rozłożyła ramiona i zaczęła wirować entuzjastycznie dookoła własnej osi, jak na karuzeli. Ale frajda!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : miodowe końcówki włosów, blada twarz, blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła, blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze, nosi mugolskie ciuchy
Galeony : 113
  Liczba postów : 837
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptySob Sie 20 2022, 00:03;

K100: 54 + 10 = 64
Modyfikatory: +10 za efekt osłabiający
Wydarzenie: B + 4
Zyski/Straty: (-) różdżka, eliksir migrenowy | poparzenia

Godziny upływają - przemykają przez palce, gdy niemożność zaśnięcia prowadzi na skraj zdenerwowania. Jednego dnia potrafię normalnie zamknąć oczy i oddać się w ramiona cudze, należące pierwotnie do Moferusza, pod usposobieniem pościeli znajdującej się na łóżku. Tej nocy, gdy gwiazdy haftowane ręką artysty pojawiają się wcześnie, ciężko jest mi zmrużyć oczy. Spojrzenie jasnobłękitnych tęczówek umieszczam na tym krótkim momencie na nowym, tymczasowym towarzyszu. Gdziekon raz po raz pojawia się za szybą okna, wymagając uwagi, gdy wszystko pod tym względem jest kompletnie nieprzychylne. Puchatka biała, nie mając jako tako na ciemnych ścianach źródła światła, skupia się na okupowaniu ściany.
Nic nie wskazuje na to, aby ten stan się zmienił - poza zmęczeniem. Mimo iż nie mogę pierwotnie oddać się w otchłań beztroski, tak jednak ciało samo w sobie chce zasnąć. Umysł - niespecjalnie. Rodzące się pod kopułą czaszki scenariusze i troska o następne dni wydaje się być dominująca pod tym względem, niczym pasja przedostająca się poprzez kolejne struktury umysłu, ażeby w pełni uzyskać nad nim kontrolę. Przymykam powieki; zasłona rzęs wydaje się być w tym momencie słuszna. W szczególności, gdy kładę się do własnego łóżka, chcąc wreszcie odpocząć - i udaje mi się.
Do czasu.
Z cieni, jakoby niespodziewanie, sen zamienia się w koszmar. Nie są mi one obce, ale gdy realistyczność zapachu powoduje zapalenie czerwonej lampki, szturchnięcie ze strony nie wiadomo kogo postanawia wydostać z objęć, a kiedy to się budzę, szczypiący w oczy dym postanawia na krótki moment odebrać możliwość korzystania z narządu wzroku. Kaszlę. Spoglądam dookoła, czując na twarzy buchnięcie nadmiernego ciepła; wystarcza to, abym wstał na własne nogi i zauważył Migotkę wraz z Kluskiem. Równie przerażonych, co ja.
- C-C-Co się, kurwa, dzieje- - strach paraliżuje na krótki moment moją możliwość poruszania się i podjęcia jakiejkolwiek akcji. Tak nagły wyrzut adrenaliny przyczynia się do przyspieszenia oddechu i niemal natychmiastowego krwotoku z nosa, na który zwróciłbym uwagę, gdyby nie fakt, że dzieje się przede mną coś zdecydowanie gorszego. Ewidentnie wolałbym spotkać teraz półwila w trybie harpii niż...
- M-Migotko, ewakuuj wszystkich z domu, j-jeżeli t-tylko dasz rady. Doireann! Cudzie? Cudzie...! - nie wiem nic. Zmysły nadal pozostają przyćmione, a bladość skóry odznacza się zdecydowanie bardziej w tymże momencie. Muszę działać. Różdżka? Gdzie ja ją dałem? Czy w ogóle mi się przyda? Jakim ja w ogóle czarodziejem jestem, że nie mogę zadbać o własną, zwierzęcą rodzinę? Gdzie... gdzie jest drugi elf? Przed twarzą śmiga mi od razu istotka z niebieskimi skrzydełkami, ale nijak nie mogę odnaleźć tego drugiego. Nie mam czasu na zastanowienie się, gdy dym skutecznie upośledza podstawowe funkcje, a płomienie ognia, spragnione strawy, czekają na pożywienie.
I o ile inaczej podchodzi się pod względem możliwości utraty własnego życia, o tyle jednak adrenalina wyznacza główny prym. Muszę odnaleźć resztę. Ledwo co udaje mi się sięgnąć po własne rzeczy, patrząc na to, jak z torby wylatuje moja różdżka, objęta następnie ogniem, jak i Eliksir Migrenowy, turlając się wprost w kierunku śmierci. Leki pozostają tam, gdzie pozostać powinny - jakiś łut szczęścia postanawia się odezwać. Na. Litość. Merlinowską. Ja pierdolę.
Panika chce przemówić poprzez ciało, na co zaciskam szczękę i staram się działać jakoś trzeźwo - nawet jeżeli tego wieczoru nie tknąłem alkoholu - zauważam spanikowaną puchatkę białą, która działa równie w amoku, krążąc bardzo blisko ognia. Nie myślę ani przez chwilę, by ją zawołać i złapać, kątem oka zauważając, jak zwierzęca gromada się wydostaje z pomocą bobo i skrzatki. Przynajmniej prawie wszyscy. Bez zastanowienia postanawiam zabrać stąd rozkojarzoną kompletnie ćmę, zbliżając się do języków płomieni, ażeby, zadbać jakoś o jej bezpieczeństwo. Mam absolutnie gdzieś, co mi się stanie, skoro i tak w ogólnym rozrachunku nie ma to znaczenia. Chyba moja znajomość z nią wpływa na to szczególnie,
Chowam ją szybko we własne dłonie, a i choć delikatność staram się przy tym zachować, tak palce naturalnie się trzęsą. Jest dobrze. Musi być dobrze. Nie wiem, skąd ten płomień nadszedł i jak to w ogóle się dzieje, ale jedyne, na czym mi zależy Odwracam się i zauważam, że nie ma ani Migotki, ani Kluska. Ani Cudu. Ani elfa. Niedawno przecież, przed położeniem się do snu, musieli się znajdować się w pomieszczeniu, w związku z czym nie bez powodu rozglądam się i staram odnaleźć w gęstwinie coraz to bardziej uderzającego w płuca dymu jakiekolwiek przejawy ich obecności. Wierzę, nie - chcę wierzyć, że nic złego im się nie stało.
- K-Klusek! C-Cudzie! - nie mogę ich zobaczyć przez coraz to gęstszy dym, płomienie, od których to staram się odsunąć, a główne wyjście - mam nadzieję, że główne - zostaje zakryte ścianą ognia. Głowa zaczyna mi pulsować od nadmiaru bodźców i praktycznie wszystkiego, co się obecnie dzieje. Serce bije oszalałe. Ciśnienie uderza w rejony takie, iż mogę czuć własne tętno i szum w uszach. Nie mogę ich znaleźć, mimo prób i wołań, a też - nie wiem, czy uda mi się ich w obecnym stanie jakoś odnaleźć. Ukryta w torbie różdżka na nic mi się nie przyda, z czego zdaję sobie sprawę. Czy w ogóle mogę nazywać się czarodziejem, skoro nie daję sobie rady w takiej sytuacji?
Trzymam przy sobie puchatkę, blisko klatki piersiowej, nie widząc innego wyjścia, jak się stąd wydostać: próba uniknięcia bezpośredniego starcia z płomieniami kończy się bolesnymi poparzeniami, na które jedyną solucją jest głośne syknięcie, zaciśnięcie zębów i ruszenie po prostu dalej. Nie wiem, jak to robię. Może to wina adrenaliny, że mnie ten ból tak mocno nie chwyta, jak samemu bym próbował przybliżyć dłoń do jakiegoś źródła ciepła. Ogień pozostawia bolesne ślady na kostkach i łydkach, przypalając skutecznie skórę, gdy próbuję jakkolwiek uciec z tego nieszczęścia.
Na prawym ramieniu ciąży torba, w dłoniach przyjaciel, w sercu trwoga, a umyśle plątanina, psychika wewnątrz u m i e r a, stając się jedynie przystawką dla kolejnych myśli, kolejnego bólu głowy i kolejnego pulsowania połączonego z obrażeniami. Ile mam sił w nogach, tyle biegnę. Na ile pozwoli mi adrenalina - do pewnego punktu się dostanę.
Martwię się. Za dużo, za bardzo, korzenie to uczucie zapuszcza najgłębiej, jak potrafi. I nie będzie chciało odpuścić.

[ zt ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Drake Lilac

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 210 cm
C. szczególne : Bardzo wysoki i barczysty. Praktycznie cały czas nosi na palcu pierścień tojadowy - tak na wszelki wypadek.
Dodatkowo : Wilkołak, prefekt naczelny
Galeony : 253
  Liczba postów : 1622
https://www.czarodzieje.org/t20288-drake-lilac
https://www.czarodzieje.org/t20289-poczta-drake-a#636524
https://www.czarodzieje.org/t20286-drake-lilac#636463
https://www.czarodzieje.org/t20314-drake-lilac-dziennik#638560
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptySob Sie 20 2022, 03:44;

K100: 56
   Modyfikatory: +30 za wady, +10 za kostkę z Lancelota
   Wydarzenie: C, B,5 - mam rogi i niewielką ranę na twarzy
   Zyski/Straty: tracę trzy przedmioty (Eliksir tojadowy x2, Powtarzalny Wisielec) - jestem gorący i pachnę jak wędzonka XD

Od momentu w którym udał się na schadzkę podczas której musiał odkryć z kim rozmawiał wcześniej, czuł się delikatnie przygaszony i wydawało mu się jakby wszystko powoli sunęło ku końcowi. Nieco neutralizował ten efekt mocą buławy zyskanej od ducha za rozbawienie go, ale niestety nie podczas snu. Obudził go zapach dymu, ale jego umysł który był przyćmiony przez efekt perfumowanego eliksiru oraz dopiero co obudzeniem się, dosyć późno pozwolił mu na zrozumienie co się właściwie działo. Krzyki na zewnątrz o dosyć jednoznacznym wydźwięku "PALI SIĘ" dosyć szybko go naprostowały. - Kurwa... Wstał z łóżka i szybko się rozejrzał. Dym już zaczął się zbierać w ich chałupie, a języki ognia smyrały już zewnętrzne ściany. Więc nie za bardzo mieli czas na ewakuację i uratowanie swoich klamotów. Rozejrzał się szybko po współlokatorach z nadzieją że Ci się już obudzili. I tak jak  @Ruby Maguire już wydawała się funkcjonować i ogarniać sytuację,  @Hope U. Griffin chyba nadal leżała w łóżku. Zanim w ogóle zajął się swoimi rzeczami -HOPE, WSTAWAJ! - Krzyknął nadal będąc trochę bez życia chcąc ją jakoś dobudzić. Dla pewności nawet rzucił w jej stronę zaklęcie Sonus Animalis tylko po to żeby głośny ryk rozjuszonego tygrysa na sto procent wyrwał ją ze snu. Naprawdę świat zmierzał do końca, skoro dosłownie co chwilę coś chce ich zabić. W tym tempie za niecałą dekadę będą zalegali w grobach. Stawianie czoła melancholijnym myślom, niedospaniu i płonącej chałupie zdecydowanie było dla niego wyzwaniem. Zaczął zaklęciem pakować swoje rzeczy do kufra, jednak nie szło mu to zbyt dobrze. Nie było czasu na ostrożne pakowanie przez co pakował je na chama. Ogień zdążył się już wedrzeć do środka. Przerwał pakowanie żeby rzucić na siebie bąblogłowego, bo inaczej udusi się z braku tlenu. Nie pomogło to niestety na to że dosyć ciężko mu się widziało. Reszta już zdążyła wybiec, co też przyniosło mu ulgę. Czas mu się kończył, a on zaczynał się pocić od tego gorąca. Zdecydowanie lepiej znosił te niskie temperatury niż wysokie. Ogień już zasłaniał wejście, więc rzucił w jego stronę Partis Temporus żeby utorować sobie drogę. Kufer wystrzelił przez drzwi zaklęciem. Nie wszystko zdążył spakować. Ukryte tojadowe i rozstawiona na stoliku gra zostały w środku. Zaraz za kufrem wyleciał i Drake, a chatka obok nich pierdolnęła zacnie w wyniku spalonej różdżki (dzięki Hawk). Nie zdążył się zasłonić. Siła eksplozji rzuciła go nieco dalej, wprost pod nogi Ruby. W międzyczasie kilka kawałków rozcięło mu policzek i chyba oberwał też zaklęciem, bo wyrastały mu rogi. - Wszyscy Cali? - Spytał leżąc na ziemi i patrząc na Ruby, Hope i  @Jeb Skye. Plus tej sytuacji był taki że pachniał teraz jak soczysty kawałek wędzonego mięska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Percival d'Este

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 203cm
C. szczególne : Piegi, tatuaże na całym ciele, kolczyki. Chorobliwie biała cera. Krzyż Dilys na łańcuszku na szyi. Szmaragdowa blizna na dłoni, która jawi się zielonkawym świetle przy ludziach z genetyką, blizna na nodze po złamaniu.
Dodatkowo : kapitan drużyny Gryfonów
Galeony : 330
  Liczba postów : 920
https://www.czarodzieje.org/t20115-budowa
https://www.czarodzieje.org/t20140-jackson
https://www.czarodzieje.org/t20141-herosi-i-ci-inni
https://www.czarodzieje.org/t20137-percival-d-este
https://www.czarodzieje.org/t20139-percival-d-este-dziennik
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptySob Sie 20 2022, 10:32;

K100: 36
Modyfikatory:
Wydarzenie: E
Zyski/Straty: brak strat

Ziewnąłem leniwie, patrząc w swoje odbicie w lustrze łazienki. Wymywszy zęby, cały czas z uporem maniaka używając do tego mugolskiej szczoteczki i pasty (zawsze jakoś mi się wydawało, że akurat ten sposób jest skuteczniejszy), ubrany już w piżamę miałem już powoli spankowy mindset i niczego więcej tego dnia nie potrzebowałem, aniżeli kilku godzin snu. Bowiem było już dość późno, ja dopiero co zawitałem w swoim domku, a przecież jutro też jest dzień i warto było się na niego przygotować. Nie żebym miał jakieś szczególne plany, ale zwyczajnie wzbudziło się u mnie jakieś dziwne poczucie odpowiedzialności, którego nie miałem nigdy dotąd, zwykłem być skorym do zarywania nocek i to nawet z najbardziej błahych powodów, które nie prowadziły mnie do niczego sensownego. Czas spędzony w tych momentach spokojnie można by przyrównać do mugolskiego przeglądania tiktoka lub jakichkolwiek innych sociali. Na Avalonie, w Hogwarcie zresztą również, nie dało się mieć komórek, więc nawet nie pomyślałem o takim formacie spędzania swojego czasu, lecz do rzeczy. Położyłem się w końcu do swojego łóżka, wypuszczając ostatecznie powietrze z poczuciem swobody i bezpieczeństwa i zamykając sennie oczy, gdy… nagle poczułem pojedyncze smugi gorąca, niczym gdyby języki wysokiej temperatury smagały mnie po twarzy. Otworzyłem gwałtownie oczy, przez sekundę tylko zastanawiając się czy jestem tak zmęczony, że kładąc się w kimę w jakiś niezrozumiały mi sposób odpaliłem sobie w mózgu tryb 7D. Gdy uznałem to za mało prawdopodobne nie pozostało mi nic innego niż sprawdzić przyczynę nagłej duchoty i jakiegoś przepychu w powietrzu, otworzywszy w końcu oczy, zrozumiałem co się dzieje i skąd te gorące wibracje, definitywnie o dziwo nie napływające z domku Hope. W mig stanąłem na nogi, z różdżką w ręku i bez dłuższego wahania rzucałem raz po raz Aquamenti na coraz to nowsze płomienie, drugą ręką zaczynając szybkim tempem wszystko pakować i składać w jednym miejscu. Starałem się przede wszystkim nie panikować, wiedząc, że do niczego mnie to nie doprowadzi, a jednocześnie zależało mi na jak najszybszym ulotnieniu się z tego domku. To nie płomienie były najgroźniejsze, a powoli kończący się tlen w pomieszczeniu, którego zastępował dym, czad i Merlin wie jakie jeszcze związki chemiczne. Gdy cały swój tobołek złożyłem w jednym miejscu szybko dogasiłem najbliższe mi płomienie rzucając naprzemiennie Aquamenti z Harena Missus. Może były to bardzo proste zaklęcia, ale nie wydawało mi się, żebym zasadnym byłoby tu użycie tych bardziej zaawansowanych, które może i by były chwilowo skuteczniejsze, to też mogłyby spowodować więcej szkód niż pożytku - cieżko powiedzieć w jakim stanie domek jeszcze stał i jak długo jeszcze wytrzyma i taka siła natury od wewnątrz mogłaby go doszczętnie zawalić, a będąc jednocześnie w środku nie uśmiechała mi się taka wizja. Dlatego gasiłem płomienie pojedynczymi strumieniami i piaskiem, który wydawał mi się skuteczny do ognia, gasząc w zarodku płomienie i odcinając je od tlenu, który był niezbędny do spalania. Gdy już byłem gotowy, szybko zaklęciem wyniosłem wszystkie rzeczy przez framugę otwartych już drzwi i zaraz za nimi wybiegłem i ja, z tyłu głowy myśląc tylko o swoich przyjaciółkach, bo jak się okazało po wyjściu z domku, nie tylko mój zaczął płonąc, lecz wszystkie zaczęły. Rzuciłem się początkowo na pomoc innym, lecz w rzeczywistości nie postawiłem nawet kroku naprzód, bo zatrzymałem się gwałtownie na baczność, prawie wpadając na malutkiego fauna. Początkowo chciałem go wyminąć i iść na ratunek swoim, lecz wielkie, smutne i przerażone czarne ślepia stworzonka w jakiś sposób mnie przekonały do siebie, żeby wpierw pomóc malcowi. Kucnąłem przy nim, uśmiechając się pocieszająco, w międzyczasie rzucając Lumos Sphaera, byśmy byli w stanie się skutecznie poruszać po ciemku. Z ogniskami i jakimikolwiek źródłami światła od ognia było tak, że były niesamowicie intensywne, ale też w małym promieniu działania, im dalej od płomieni, tym głębszy mrok. Wziąwszy młodego na barana (o ironio), zaczęliśmy szukać rodziców dzieciaka, cały czas z tyłu głowy mając bezpieczeństwo Hope i Ruby.
Po nieokreślonym mi czasie, ciągłym stresie i nacisku na samego siebie, by jak najszybciej rozwiązać ten problem, by zająć się kolejnym, szukałem już czegokolwiek, by pozbyć się fauniątka. Na szczęście na ratunek przyszły niespodziewanie driady, które chętnie odebrały ode mnie stworzonko, ja zaś ruszyłem z powrotem w stronę ognia.
Na miejscu się okazało, że za dużo czasu spędziłem na poszukiwaniu faunowej mamy i już nie było dla mnie zbyt wiele możliwości by pomóc. Zacząłem obracać się w tę i wewtę, wyciągając się jeszcze wyżej ponad głowy zebranych, by móc zlokalizować w ciemności rude włosy, które zasygnalizował by mi obecność Hope, a gdzie Hope, tam i Ruby, mieszkały przecież razem. Z początku chciałem krzyczeć, ale było już wystarczająco głośno, nie wszystkim udawało się wychodzić z pożaru bez szwanku jak mi, co skutkowało paniką i rozpaczą zebranych, nie byłbym w stanie przebić się głosem przez chaos, który powstał wśród zebranych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1852
  Liczba postów : 7400
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptySob Sie 20 2022, 15:59;

K100: 18 + 15 - 10 = 23
Modyfikatory: +15 - bez czepka urodzony; -10 - oklmuencja
Wydarzenie: E
Zyski/Straty: -

Sen - coś, co ma na celu przynieść regenerację. B e z w ł a d n o ś ć - zarówno ciała, jak i umysłu - bywa w tym momencie decydująca. Wiele ważnych osobistości przecież umierało podczas tego spoczynku. Niektórzy zamykają oczy, aby następnie nigdy ich już nie otworzyć, poddając się działaniu kosy samej Śmierci. Jedni poprzez wiek, drudzy poprzez własny styl życia, trzeci - poprzez działanie cudzej ręki i jej wpływ na dalsze losy. Czy to otoczenia, czy to całego świata, wszystko zależy od pozycji, stanowiska i roli w obleganym przez wiele jednostek społeczeństwie.
Spoglądając w odmęty przeszłości, Felinus nie miał wcześniej możliwości normalnego wysypiania się i zadbania o własny komfort w tym zakresie. Nic dziwnego zatem, iż każdą taką okazję traktuje praktycznie jako możliwość odetchnięcia i zadbania o samego siebie. Bo nawet eliksiry czuwania w nadmiernej ilości potrafią być niebezpieczne na organizmie, który ceni komfort cudzy ponad komfort własny, wlewając w sobie coś, co niby ma pomóc, ale na dłuższą metę staje się przekleństwem. Wszystko w nadmiarze szkodzi. Człowiek jest tak skonstruowany, aby musiał szukać i żądać od samego siebie złotego środka, inaczej pewne, fundamentalne struktury zostaną skutecznie zaburzone, niosąc ze sobą jeszcze więcej zniszczeń, niż jest to w rzeczywistości konieczne. Bądź co bądź, potrzebne.
Gdyby nie to, że coś zaczęło się dziać - i to wbrew jego własnej woli. Zdarzenia losowe, choć z próbą ich przewidzenia, nie zawsze pozwalają na bycie wcześniej "wykrytymi". Dym docierający do płuc, krzyki na zewnątrz, trzask płonącej struktury drewnianego domu, a do tego strach w oczach cudzych, nagromadzenie emocji. Lowell obudził się i nie bez powodu zareagował tak, jak zawsze by zareagował na gwałtowną, niebezpieczną sytuację. Od razu zaczął podejmować się, w obliczu unoszących do góry płomieni, nie pozwalając na to, aby potencjalnie adrenalina przejęła nad nim kontrolę. Jako asystent nauczyciela uzdrawiania musiał zadbać o bezpieczeństwo wszystkich dookoła, ale również i o swoje - bo spopielone ciało na nic się nie przyda, gdy pożar, który pojawił się praktycznie, na pierwszy rzut oka, znikąd, z łatwością je przetrawi.
Lowell rozejrzał się przede wszystkim za osobami, które powinny się znajdować w miejscu spoczynku. Jeżeli kogokolwiek miał okazję zobaczyć, od razu budził - gdy nie doszło do tego naturalną drogą w postaci wdychania drapiącego dymu - a następnie zakrył własne usta i nos znalezioną chustą, którą nawilżył wodą. To samo zalecał innym: w końcu nie zamierzał zachowywać się głupio i ryzykować ani cudzego, ani swojego życia. Poruszał się schylony, nie zamierzając wdychać szkodliwego dymu, natomiast trzymaną w dłoni różdżką, podczas gdy w drugiej znajdowały się wszelki ekwipunek, torował sobie drogę. Głównie zaklęciami przyczyniającymi się do korzystania z żywiołu wody. Zastanawiał się jednak, czy Fluctus Inpulsa byłoby w stanie "cofnąć" pożar poprzez falę uderzeniową, ale nie zamierzał ani ryzykować, ani eksperymentować - w końcu liczyło się tylko i wyłącznie życie innych uczestników wycieczki.
I starał się jakoś kontrolować sytuację, żeby nie doszło do gorszych konsekwencji, początkowo ciągnięty przez prąd spanikowanych osób. Chcąc wydostać się z tłumu, przesuwał się w obszary najmniejszego zagęszczenia, a gdy jego nacisk stał się za silny, dłonie (z trudem, wszak miał przy sobie rzeczy, które udało mu się znaleźć pod ręką) przyłożył do klatki piersiowej, poszerzając łokcie. To pozwoliło mu tym samym na wyjście ze spanikowanych uczestników wycieczki. Ci mogliby bez problemu staranować z łatwością inne jednostki, przyczyniając się do dodatkowych uszkodzeń ciała poza potencjalnymi poparzeniami. Wszystkim wskazywał drogę, przejmując od driad informację na temat tego, gdzie i w jakim kierunku powinni się udać, obserwując, kto najbardziej potrzebuje pomocy. Najgorsze było w tym to, że panika, jaka dookoła panowała wraz z chaosem, nie pozwalała na dostrzeżenie wszystkich osób, którym wiedział, iż pomoc będzie potrzebna.
Nic nie jest p r a w i d ł o w e - przynajmniej nie w takim wydarzeniu, gdzie wszystko wydaje się nieść ze sobą znamiona potencjalnych, dodatkowych nieszczęść.
Na swojej drodze Lowell spotkał małe fauniątko - i nie byłoby w tym nic dziwnego, że nie miało ono przy sobie żadnego z rodziców, na co asystent nauczyciela uzdrawiania zdecydował się od razu zareagować. Zapłakany maluch nie wiedział, co robić, a Lowell wiedział jedno - jeżeli pozostanie bez pomocy, to albo ktoś na niego wpadnie, albo stanie mu się coś jeszcze gorszego.
- Już będzie dobrze, cśś... - powiedziawszy instynktownie, swój bagaż zaczarował tak, aby krążył nieopodal jego własnej sylwetki, a fauniątko nie wziął za rękę; wziął je na ręce, by ten mógł się chwycić ramion i pozostać w de facto na razie najbezpieczniejszym miejscu. Znając procedury, wiedział, że nie wolno ciągnąć za sobą dziecka, a i też, starał się je uspokoić. Nic dziwnego zatem, iż zaczął się w tym tłumie rozglądać, zaciskając mocniej zęby. - Zaraz znajdziemy twoją mamę. - zapewnił, dając namiastkę jakiegokolwiek ciepła, które dla dziecka nie miało obecnie znaczenia, skąd pochodzi. Dla młodego najważniejsze było to, aby poczuło się bezpiecznie i miało oparcie w dorosłym, co starał się zapewnić, gdy oddalił się od podmuchów czarnego dymu i gorąca powodującego dyskomfort.
Nie szedł mimo wszystko bezpośrednio do tłumu, zamiast tego skupiając się na tym, aby fauniątko mogło bez problemów obserwować, czy któryś z mieszkańców Ellan Vannin jest jego rodziną. Czas mijał nieubłaganie, kolejne sekundy dłużyły się w minuty, gdy Lowell starał się jakkolwiek pokierować zagubione duszyczki w stronę bezpiecznego miejsca, rozsyłając też do współlokatorów patronusy. Było to ciężkim zadaniem, mając przy sobie taki bagaż, ale mimo wszystko nie zamierzał dopuścić do tego, aby komukolwiek, na jego warcie, stała się krzywda, a czerwona posoka zaczęła zdobić zarówno ubrania, jak i spragnioną wody ziemię. Za wiele wycierpiał, aby inni musieli cierpieć; za dużo bólu widział w cudzych tęczówkach i źrenicach odbijających stan duszy, aby to jakkolwiek tolerować.
Niestety; mimo starań i mimo włożonej w ten wysiłek energii, Lowellowi nie udało się odnaleźć jakiegokolwiek krewnego ze strony fauniątka. Driady, zauważając to, przejęły od asystenta nauczyciela uzdrawiania malucha, aby ten mógł skupić się w pełni na ewakuacji w bezpieczne miejsce. I mimo chęci pomocy w gaszeniu tego pożaru, aby przestał pochłaniać wszystko na swojej drodze, było zdecydowanie za późno. Mógł tylko instruować innych na krótką chwilę, pozostałych na miejscu zdarzenia, gdzie należy się udać - a raczej w jakim kierunku - aby samemu, pod koniec, podjąć się praktycznie tej samej czynności.

| zt |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Freddie Moses

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : luźne ubrania | wzrost | miętówki | kolorowy tatuaż z mieniącymi się gwiazdami na całym przedramieniu
Dodatkowo : Jasnowidz
Galeony : 551
  Liczba postów : 580
https://www.czarodzieje.org/t19792-frederica-moses#599664
https://www.czarodzieje.org/t19793-freddie#599831
https://www.czarodzieje.org/t19791-frederica-moses#599644
https://www.czarodzieje.org/t19873-frederica-moses-dziennik#6063
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptySob Sie 20 2022, 16:28;

K100: 38
Modyfikatory: - 20 jasnowidz - 10 wyczulenie
Wydarzenie: to jednak nie musze
Zyski/Straty: -

Sen w Avalonie nie był dla mnie szczególnie miły. Zwłaszcza w po tych rytualnych wydarzeniach, bo chociaż może ja nawet nie oberwałam żadnym zaklęciem, krwawa obrączka na palcu nie pozwalała mi zapomnieć o tym dramatycznym pół-śnie. Od tego czasu nie potrafiłam nawet przejść na najdalszą fazę snu i nawet przy głośniejszym chrapnięciu Smith otwierałam szeroko oczy. Tej nocy było jeszcze gorzej niż zwykle. Kręciłam się niespokojnie i wyczerpana po prostu leżałam na swoim łożu boleści, gapiąc się beznamiętnie w posłanie nade mną. Dlatego bardzo szybko zobaczyłam unoszącą się za oknem łunę. Wstałam tak cicho jak mogłam przy tych skrzypiących deskach i podeszłam do okna. Zajęło mi kilka dłuższych chwil ogarnięcie na co właściwie patrzę. Na ogień.
- Ej kurwa! - krzyczę do wszystkich w domku, łapię różdżkę by rozpalić domek jasnym światłem i trzącham każdego żeby wstał. Sama łapię różdżkę, zakładam pośpiesznie trampki i bluzę dresową po czym wybiegam z domku. Wyskakuję odrobinę wcześniej niż inni którzy dopiero za mną wychodzą do strefy ewakuacyjnej kierowanej przez driady. I chociaż mam po prostu iść potulnie za nimi, nie mogę się co do tego przekonać. A może mój dar pomoże ocalić komuś życie jeśli tu zostanę? A może zemdleję, spadnę w ogień i spłonę? Kto wie, ale ledwo docieram do stodoły, a już stwierdzam że tu nie wysiedzę. Biegnę sprawdzać jak inni ludzie.  Większość wygląda na znacznie bardziej zdewastowanych pożarem niż ja. Rozglądam się niepewnie w poszukiwaniu znajomych mord, ale trudno mi w tym tłumie kogoś wyłapać. Ktoś uderza mnie z bara kiedy ucieka w niesamowitym popłochu, o mało nie wypierdalam się na chude dupsko i wtedy w krzakach mija mi srebrna ręka. Przeklinam pod nosem i podbiegam do chłopaka, łapiąc go za chabety.
- Co ty robisz, wypierdalaj stąd - mówię ostro i ze zdziwieniem widzę, że kuca sobie z małym świnksem. - Ogień rozpierdala wszystko wokół, a ty szukasz sobie prosiaka? Jesteś sam wieprzem głupim, więc będziesz idealnym ojcem - pierdolę bez sensu i łapię go mocno za nadgarstek zdrowej ręki, by pociągnąć go w stronę super kryjówki od driad, gdzie wcześniej już byłam. Moim jedynym celem jest doprowadzić Boyda w bezpieczne miejsce, upewnić się że nic mu nie jest i uciec od niego. Świetny ze mnie strateg. - Tam - wskazuję na stodołę do której wchodziło coraz więcej ludzi. - Zakładam, że jest ognioodporna czy coś - mruczę pod nosem, bo nie byłam pewna czy ta drewniana konstrukcja to aby na pewno spoko pomysł.

______________________


I have seen the

future, and it sucks!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Augustine Edgcumbe

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 188
C. szczególne : zmieniający się kolor brwi | dresiki i bluzy z kapturem | okrągłe kolczyki w uszach | szkocki akcent | pachnie super kosmetykami czarodidasa
Dodatkowo : metmorfomag
Galeony : 197
  Liczba postów : 457
https://www.czarodzieje.org/t21305-augustine-edgcumbe#688941
https://www.czarodzieje.org/t21354-august#690461
https://www.czarodzieje.org/t21307-augustine-edgcumbe#688946
Przed domkami QzgSDG8




Moderator




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptySob Sie 20 2022, 17:51;

K100: 6
Modyfikatory: +10 za obrażenia = 16
Wydarzenie:-
Zyski/Straty: -

Zawsze mam czujny sen. Muszę nakładać zaklęcia uciszające na wszystko wokół kiedy spałem w Hogwarcie. Tutaj również to robiłem - Tomek i Brooks chrapali, budziki napierdalały z rana. Jednak od czasu rytuału, walki z dzikiem i tego wszystkiego co się działo - cisza była nieznośna. Miałem wrażenie że jeśli rzucę stałe zaklęcie, coś się wydarzy a ja nie będę mógł odpowiednio szybko zareagować.
I tak o to po raz pierwszy moje przesadne czarnowidztwo na coś się przydało. Usłyszałem tylko trzaśnięcie drzwiami kilka dobrych domków dalej, a już otworzyłem szeroko oczy. Zrywam się z łóżka i rozglądam na boki w poszukiwaniu niebezpieczeństw. Które tym razem - faktycznie na nas czyhały. - Wstawajcie - mówię do moich współlokatorów, ściągam kołdrę z Tomka, łapię ramię Julki by rozbudzić ją w pośpiechu. - Coś się pali - tłumaczę jakby to był dzień jak co dzień w Avalonie. Sam jedynie łapię różdżkę i zakładam buty. Wybiegam z domku i rozglądam się dookoła. Wygląda na to, że ludzie dopiero rozpoczęli paniczną ucieczkę, wiele osób mogło nadal spać. W oddali jakieś driady kierowały ludzi w bezpieczne miejsce. - Tam, biegnijcie. Muszę sprawdzić czy inni uciekli - mówię tylko i wskazuję na pomocne istoty. Zakładam, że Tomek wcale się nie posłucha i pójdzie szukać Ruby czy coś - czemu wcale się nie dziwię. Jednak Julka już robi jakąś swoją minę ale zanim zdąży otworzyć buzię że chce ze mną iść i mi pomóc, kręcę pośpiesznie głową, bardzo stanowczo. Moje rysy zmieniają się w harpie (przeklęty rytuał), a ja ze wściekłością pokazuję na ewakuujących się ludzi, wykrzywionym lekko pazurowatym palcem. - Wypierdalaj, już, nie chcę Twojej pomocy. Szybko! - krzyczę w złości, która była powodowana tylko i wyłącznie troską oraz szczerą obawą o dziewczynę. Sam odwracam się pośpiesznie, wydłużam nogi tak żeby nikt nie mógł mnie dogonić i kieruję się do mojej najbliższej przyjaciółki.
Zoe Brandon postradała zmysły. Kręciła się w najlepsze wśród płomieni z uśmiechem na twarzy.
- Z...Zoe? - bełkoczę tak zdumiony że aż wyglądałem znowu bardziej Augustowato nie harpiowato. Wycieram spocone dłonie o swój dresik do spania, przez chwilę w kompletnym zdumieniu przyglądając się Brandonównie, zapominając o pożodze wokół. - Zoe musimy iść - mówię jej przerywając cokolwiek nie zaczynała świergolić, kiedy mój pierwszy szok mija. Nie mam pojęcia co jej było więc robię jedyną rozsądną rzecz która przychodzi mi do głowy - rzucam Quartario na Zochę, dzięki czemu mogę po prostu ją z łatwością pochwycić i spierdalać

______________________

I Dont Smile Because My Life Is Perfect
Am i grumpy? I might be. But I think maybe sometimes it's misinterpreted.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hariel Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 184
C. szczególne : podobny do Camaela, wręcz myląco gdyby nie oczy i pieprzyk nad górną wargą | pachnie perfumami z nutą sosny | nosi super buty, które tworzą za nim kwiatkowy korowód | zawsze ma kolorowe okularki na nosie
Galeony : 323
  Liczba postów : 600
https://www.czarodzieje.org/t20706-hariel-whitelight#657554
https://www.czarodzieje.org/t20730-poczta-harry-ego#657951
https://www.czarodzieje.org/t20707-hariel-whitelight#657557
https://www.czarodzieje.org/t20986-hariel-whitelight-dziennik#67
Przed domkami QzgSDG8




Moderator




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptySob Sie 20 2022, 18:34;

K100: 84
Modyfikatory: -
Wydarzenie: G i nieparzysta mdleję pod kłodą
Zyski/Straty: samonotujące pióro, smocza zapalniczka, transmutacyjny psikus

Otumaniony eliksirami na zmianę z alkoholem, mój sen jest bardzo twardy i trudno mnie zazwyczaj dobudzić. Nawet kiedy na dworze szaleje pożar, a mnie budzą krzyki moich współlokatorów. Wstaje tylko i wyłącznie mechanicznie w obawie przed zdenerwowaną Irvetą, która nie leżała już obok mnie a raczej szarpała bym w końcu ruszył dupsko. Bardzo zaspany biorę zaledwie kilka rzeczy do swojej torby, zakładam na lewą stronę jakąś swoją koszulę z poprzedniego dnia i w bokserkach, na bosaka wychodzę z domku. - Już idę - mruczę do poganiającej mnie niemiło de Guise i próbuję ogarnąć co właściwie się dzieje. Najwyraźniej istne piekło. - Och... - mruczę zdumiony na widok tej pożogi i aż wypuszczam powietrze z ust. Próbuję nadążyć za moją rudowłosą towarzyszką ale jestem zdecydowanie zbyt padnięty. Nawet nie wiem kiedy gubię zarówno ją jak i kilka przedmiotów, które ze sobą wziąłem. Jednak w tłumie przerażonych uczniów ucieka mi jej dłoń i jestem porywany w inną stronę. Nie pozostaje mi nic innego niż iść razem z resztą przez kilkanaście sekund, dopóki nie udaje mi się wyrwać spośród przerażonych uczniów i próbować uciekać jakoś bardziej tak, bym wrócił do Farrisów i de Guise. Mój niesamowity skrót do nich polega na przebiegnięcie pod... drzewem w ogniu. I pewnie sobie myślę, że tak przeskoczę sobie raz dwa jak kozica, ale nic bardziej mylnego. Kłoda nad moją głową zrywa się nagle. Ledwo zdążę zrobić krok do przodu, ale płonąca gałąź spada mi na plecy, a przy okazji obrywam w głowę. Oczy uciekają mi do góry kiedy upadam z hukiem na ziemię, kompletnie nieświadomy że moja koszula już zaczyna podłapywać płomienie i właśnie miałem zostać spalony żywcem.

______________________

You look like an angel. Walk like an angel. Talk like an angel. But I got wise.
You're the devil in disguise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, krwawa obrączka na palcu, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 2226
  Liczba postów : 4271
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyNie Sie 21 2022, 10:19;

K100: 16
Modyfikatory: -
Wydarzenie: -
Zyski/Straty: -

Nadmiar avalońskich atrakcji sprawił, że spała snem sprawiedliwego. Ledwo przyłożyła twarz do poduszki i już się udała do krainy snu, w której nie tak dawno spędziła ostatnio całe trzy dni. Dziś na szczęście nie śniła jej się praca w Ministerstwie ani Patton Craine, tylko ognisko nad wodą. Sen był tak realistyczny, że nawet czuła zapach palonego drewna. Ze snu wyrwał ją August i jak się okazało, miał ku temu dobry powód, bo ich domek się palił, poodbnie jak reszta wioski. To ją rozbudziło lepiej niż kubek dyptamowego smakosza. Nie namyślając się długo, narzuciła na ramię plecak, złapała za miotłę i z trampkami w dłoni wybiegła z domku, wprost do chaosu. Ludzie biegali, krzyczeli, starali się gasić płomienie. Panował jeden wielki pierdolnik.  Pierwszą myślą była rzecz jasna pomoc Edgcumbowi w szukaniu znajomych, ale chłopak zmienił się nagle w harpię, naskoczył na nią nieładnie i kazał jej wypierdalać, co też ostatecznie zrobiła. Delikatnie zbulwersowana tymi słowami odwróciła się na pięcie i postanowiła odnaleźć Solberga. Przedzierając się przez ludzką masę, rozglądała się za rosłym przyjacielem, ale nigdzie go nie dostrzegła. Uspokoił ją dopiero patronus od Sala, który powiedział jej, że Felixo jest bezpieczny razem z nim.  Dopiero teraz mogła pomyśleć, co dalej. Opcji wielu nie miała i gdy zobaczyła w oddali jakąś starą stodołę oraz ludzi, którzy w jej kierunku zmierzali, postanowiła zrobić to samo. Założyła więc trampki, wsiadła na miotłę i poleciała w kierunku jedynego niespalonego budynku w wiosce.

/zt

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Zoe Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170
C. szczególne : dużo gada, nie zawsze z sensem; pachnie konwaliowymi perfumami
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : -936
  Liczba postów : 336
https://www.czarodzieje.org/t19573-zoe-brandon#581404
https://www.czarodzieje.org/t19575-sowa-zoe#581413
https://www.czarodzieje.org/t19572-zoe-brandon#581405
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyNie Sie 21 2022, 16:22;

Miała tyle energii, że po zakończeniu wirowania jak na karuzeli, które sprawiało, że trzaskające dookoła płomienie zmieniały się w jedną wielką pomarańczową smugę, planowała zrobić efektowną gwiazdę, nie biorąc wcale pod uwagę faktu, że nie potrafi. Ktoś jednak bezczelnie wyrwał ją - dosłownie - z tego wariactwa, bez ostrzeżenia (dobra, z ostrzeżeniem, ale kompletnie je zignorowała, bo miała ważniejsze rzeczy na głowie) porywając z ziemi i przerzucając sobie przez ramię jak worek kartofli. Wtedy się zorientowała, że to nie kto inny, a August - świeży zapach niebieskiego czarodidasa i ten zgrabny tyłek w dresiku poznałaby wszędzie.
- Łiiiiiiii - zawołała, machając w powietrzu rękami, bo nie mogła po prostu pozostać w bezruchu, i na dokładkę zamaszyście, frywolnie klepnęła przyjaciela w wyżej wymienioną część ciała, chichocząc przy tym wesoło. Najchętniej złapałaby go za nos, ale niestety w obecnej pozycji byłoby to niemożliwe. - Co ty robisz, postaw mnie, August, czemu mnie niesiesz jak martwą kozę, nie jestem kozą, mogę iść, m u s z ę biec - energicznie próbowała mu wyperswadować beznadziejny pomysł transportowania jej we własnych ramionach, bo szybko przestała uważać, że to zabawne; Krukon jednak spierdalał wyjątkowo szybko, pewnie wykorzystując metamorfomagiczną zdolność do wydłużenia sobie kończyn, dlatego szybko wyniósł ją z pola rażenia oparów eliksiru.
Poczuła, jak z każdym przemierzanym metrem jego efekty słabną, niesamowita energia z niej opada, a miejsce euforii wypełnia panika. Przez sekundę była spokojna, odetchnęła mocno nieco świeższym (bo wciąż wypełnionym zapachem spalenizny i dymu) powietrzem, a zaraz potem podniosła lament.
- Słodka Roweno, August, co ja tam wyprawiałam? C-co... - jęknęła, skonsternowana, przestając się wyrywać - Ty... skąd wiedziałeś, żeby po mnie przyjść? Jesteś cały?? Gdzie reszta, wszyscy uciekli? Julka, Tomasz, co z nimi? Nie możemy biec, musimy... tam jest domek Victorii, a tam Eli, musimy sprawdzić, czy wszystko w porządku... - wołała, machając znów rękami i wskazując w różne kierunki na płonące domki. Umarłaby, gdyby ona uciekła, a jej przyjaciołom coś się stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Wiktor Krawczyk

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Mańkut,Rude włosy, centymetrowa blizna na udzie w kształcie smoka. Na policzkach i nosie ma piegi, które według rodzeństwa dodają mu uroku.
Galeony : 764
  Liczba postów : 548
https://www.czarodzieje.org/t18845-wiktor-iwan-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19010-irys-wik#547591
https://www.czarodzieje.org/t18897-wiktor-iwan-krawczyk#543748
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyPon Sie 22 2022, 15:53;

K100: 2
Modyfikatory: z cechą bez czepka urodzony +15;
osoby, które w ostatnim czasie odniosły obrażenia lub ciążą na nich inne efekty osłabiające (np. zdobyte w jakiejś lokacji lub na evencie) do wyniku kości muszą dodać +10.
Wydarzenie: j
Zyski/Straty:Skręcasz sobie kostkę


No tak dzień jak co dzień gdyby nie ten pożar i to był jeden z gorszych dni dla Puchona
Dobrym jednak było to, iż musiał szybko uciekać bez problemów udał się w bezpieczne miejsce wskazane przez nimfy jednak wolał zostać i pomóc kazda para rąk się przecież przyda.
Idąc w wyznaczonym kierunku przebiegł rudzielec obok domku i słysząc wołanie o pomoc więc Wiktor postanowił zajrzeć co się dzieje tam, jednak pomieszczenie jest puste i wyobraźnia robi chłopakow figle i psoty.
-Trudno bedzie pomagać z takim wywalonym językiem a co gorsza mówić.
Nie minęła minuta, co gorsza Wiktora stopy i noga wpada w powstałą dziurę z nadwęglonych desek zapada się pod jego naciskiem.
Efektem tej przyczyny Krawczyk skręcił sobie kostkę tylko kostke.
Po czym poszedł szukać kogoś, kto potrafi to zrobić, wyleczyć.
Z/T

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1776
  Liczba postów : 1310
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyWto Sie 23 2022, 18:47;

K100: 44
Modyfikatory: - 20 (jasnowidz) - 10 (świetne zewnętrzne oko) + 10 (obrażenia) (co daje 24 na wydarzenie)
Wydarzenie: J
Zyski/Straty:

Coś było nie w porządku. Coś, chociaż Max nie wiedział co i rzucał się na łóżku, starając się zrozumieć, co się tak naprawdę dzieje, zupełnie, jakby znowu nawiedziło go jakieś pieprzone przeczucie. Wiedział o tym, a jednocześnie nie umiał się wybudzić - dopiero rumor i swąd spalenizny postawiły go na nogi, powodując, że szeroko otworzył oczy, zaklął i poderwał się z łóżka, nie wiedząc nawet, które z nich zaczęło krzyczeć jako pierwsze. Ola również nie spała, ale Max nie był do końca pewien, czy była już na nogach, kiedy on sam się ocknął. W jego głowie zdawał się bowiem wyć jakiś alarm, wspomnienie, które chciał w tej chwili odgonić, a które jedynie próbowało wepchnąć się na pierwszy plan, starając się go w tej chwili pokonać. Pokazać mu, że znowu coś przegapił, że coś mu umknęło. Musiał zacisnąć zęby z całej siły, żeby skupić się na pospiesznym spakowaniu swoich rzeczy przy pomocy kilku zaklęć, ciesząc się w tej chwili, że nie miał żadnych zwierząt, o które musiałby się martwić. Starał się również pomóc Oli, odkrywając, że Mulan nie była zbyt chętna do tego, żeby wstawać, co nie wróżyło niczego dobrego. Zabawne było jedynie to, że Max nadal nie miał pojęcia, kim właściwie była ta dziewczyna i chociaż pozostali mieszkańcy domku spoglądali na niego, jak na wariata, nie był w stanie przypomnieć sobie młodszej z rodzeństwa Huang. Po prostu nie istniała, wyparowała z jego głowy, ale teraz nie miało to znaczenia, w końcu musieli również ją wynieść z domku i jakimś cudem skierować się w bezpieczne miejsce. Gdziekolwiek to było, bo Max naprawdę nie miał pojęcia, ale mimo to nie zamierzał zostawać za długo w domku.
- Idziemy - warknął, kiedy udało im się w końcu jakoś zorganizować, mając wrażenie, że kieruje wściekłość na samego siebie, nie mogąc jednocześnie powiedzieć, żeby wiedział do końca, czemu się tak irytował. Zupełnie, jakby znowu zarzucał sobie, że czegoś nie przewidział, chociaż przecież jednocześnie wiedział, że kiedyś widział ogień, kiedyś już to przeżywał i również nie zdołał zareagować.
Być może właśnie myśl o tym, to pieprzone wspomnienie, zatrzymało go, gdy znaleźli się przed domkiem, bo odniósł wrażenie, że słyszy nawoływanie. Prośbę o pomoc, której nie mógł odmówić i bez większego pomyślunku, zrobił kilka kroków w stronę, z której nadchodziło wołanie, odnosząc wrażenie, że cofnął się w czasie. Jebało mu się w głowie i jakby tego było mało, pomyślał nieoczekiwanie coś na temat umierania w krainie cydru, co było absolutnie pojebane. Tym bardziej że przecież już nie tak dawno temu raz umarli.

@Aleksandra Krawczyk @Mulan Huang @Longwei Huang
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Aleksandra Krawczyk

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162cm
C. szczególne : Podłużna blizna przy prawym obojczyku; pierścień Sidhe na palcu; wyryte imiona na wnętrzu dwóch dłoni.
Galeony : 2073
  Liczba postów : 1303
https://www.czarodzieje.org/t18582-alexandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18589-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t18583-aleksandra-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19009-aleksandra-krawczyk-dziennik#
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyWto Sie 23 2022, 20:03;

K100: 9
Modyfikatory: +10, bo były rany na evencie graalowym
Wydarzenie: -
Zyski/Straty: -

Nie wiedziała co dokładnie sprawiło, że się obudziła, ale nie było to dla niej w tamtej chwili ważne. Dziękowała tylko niebiosom, że stało się to tak wcześnie, że nie miała na tyle twardego snu, żeby dalej smacznie przewracać się w łóżku z boku na bok, podczas gdy na zewnątrz rozpętało się piekło. Piekło - bo nie dało się tego inaczej nazwać. Pospiesznie zerwała się z łóżka i idąc w ślady Maxa, kilkoma ruchami różdżki spakowała wszystkie swoje rzeczy, niemal płacząc w duchu z ulgi, że nie zdecydowała się wziąć swojej kotki na te wakacje i oddała ją przed wyjazdem rodzicom. Już bez niej miała dość zmartwień, bo Mulan nie chciała się obudzić. W dodatku kilka dni wcześniej okazało się, że Max w ogóle dziewczyny nie kojarzy, zupełnie tak, jakby ktoś z dnia na dzień wymazał ją z jego głowy, co było teraz zajebistą kumulacją szczęścia.
- Mulan, proszę, współpracuj - jęknęła błagalnie, otaczając dziewczynę ramieniem i prowadząc ją do drzwi tak szybko, jak tylko mogła to zrobić za nie obie. Bała się, że sama sobie z nią poradzi, zwłaszcza w tych okolicznościach, kiedy w drugiej ręce trzymała walizkę ze swoimi rzeczami, ogień się rozprzestrzeniał, a ludzie biegali jak oszalali. Każdy chciał uciec, utrzymanie jakiegokolwiek porządku poszło w zapomnienie. Już chciała sięgnąć po różdżkę w celu przeteleportowania ich w jakiekolwiek inne bezpieczne miejsce, kiedy Max po prostu zaczął się od nich oddalać.
- Max! Max, wracaj! Gdzie ty idziesz?! - zawołała za nim, sama natomiast nie ruszyła się z miejsca i dalej stała przed ich domkiem, mocniej zaciskając palce na talii Mulan. Nie miała bladego pojęcia co mu strzeliło do łba, a zważywszy na jego dar jasnowidzenia, mogło to być wszystko. Została postawiona pod ścianą. Nie wiedziała, czy biec za przyjacielem czy uciekać z Huang. Zostawienie jej samej nie wchodziło w grę, bo bała się, że ta po prostu przyśnie albo zemdleje przez dym, chociaż ta pierwsza opcja wydawała się prawie nierealna w zaistniałych okolicznościach. - Kurwa mać - przeklęła, a na jej policzkach pojawiły się łzy. Sytuacja robiła się gorsza z każdą sekundą i była boleśnie świadoma, że nie może marnować czasu.
- Słuchaj mnie uważnie. Przeteleportuję nas teraz w bezpieczne miejsce, zostawię cię tam i wrócę tutaj pomóc Maxowi i innym, a ty w tym czasie się nie ruszysz, okej? - wyrzuciła z siebie z prędkością światła i nawet nie czekając na reakcję Mulan, po prostu złapała ją za rękę i… nic. Dalej stały w tym samym miejscu. Ponowiła próbę już nieco bardziej zdenerwowana, ale i to nic nie dało, tak samo jak trzecie podejście. Nigdy nie miała tak dużych problemów z teleportacją, więc doszła do wniosku, że najwyraźniej coś musiało się popsuć akurat w tym jakże idealnym momencie. - Do chuja Merlina, co jeszcze pójdzie dzisiaj nie tak?! - krzyknęła sfrustrowana i poczuła, jak kolejny strumień łez płynie po jej policzkach.

@Mulan Huang  @Longwei Huang  @Maximilian Brewer
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Longwei Huang

Absolwent Hufflepuffu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177cm
C. szczególne : krwawa obrączka na serdecznym prawym palcu, imię Aleksandra na wnętrzu lewej dłoni (do sierpnia 2023), łagodny uśmiech, blizny na łydce i na plecach
Galeony : 557
  Liczba postów : 365
https://www.czarodzieje.org/t20234-longwei-huang#630705
https://www.czarodzieje.org/t20253-poczta-longweia#631638
https://www.czarodzieje.org/t20251-longwei-huang#631542
https://www.czarodzieje.org/t21405-longwei-huang-dziennik#693068
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptySro Sie 24 2022, 18:11;

K100: 8 -> 33
Modyfikatory: +15 cecha +10 rany na graalu już wyleczone ale boli = +25
Wydarzenie: H
Zyski/Straty: zyskuje potencjalnie świnksa

Spał, ale sen miał naprawdę lekki, jeśli nie można było powiedzieć, że właściwie żaden. Nawet nie wiedział kiedy zasnął, gdyż cały czas starał się do tego nie dopuścić, bojąc się, że zwyczajnie umrze. Efekt rytuału nie chciał w pełni minąć, gdy wciąż słyszał śmiech brzydkiego krasnala, z którego przyszło mu wróżyć. Do tego dźwięku doszedł jeszcze trzask płomieni, niby ogniska, którym okazał się ich własny domek. Słysząc krzyk Maxa, a później Oli, zerwał się z łóżka, sięgając po różdżkę aby szybko przywołać do siebie wszystkie rzeczy, wrzucając je do kufra, który chwycił w dłoń, zamierzając wychodzić, ale dostrzegł, że Ola nie jest w stanie wybudzić jego siostry.
- Mulan, wstawaj zanim wróżkoskrzydly ci ucieknie - zawołał, decydując się na sięgnięcie po coś, co powinno ruszyć jego siostrę z łóżka. Upewniwszy się, że dziewczyna się wybudza, szybko wyniósł na zewnątrz swoje rzeczy, zostawiając ją z Olą. Zaczął także rozglądać się za Maxem, którego wcześniej słyszał, a który nagle zniknął mu z pola widzenia. Niemal w tym samym czasie, pomiędzy krzykami przerazonych mieszkańców i nawoływaniem pozostałych opiekunów, usłyszał kwiczenie, dobiegające z krzaków, przy których zostawił swój kufer. Wiedział, że nie powinien podchodzić bliżej, skoro przy magicznych stworzeniach odczuwał ból, ale nie mógł tak po prostu zostawić stworzenia w potrzebie, nawet jeśli nie wiedział, co to było. Co jeśli takie kwiczenie wydawało młode avalońskie smoczę? Zajrzał w krzaki, dostrzegając poparzonego młodego świnksa. Wziął stworzonko na ręce, wyczarowując strumień chłodnej wody, aby polać jego skórę, licząc na to, że nie pogorszy jego stanu.
- No już mały, zaraz zabiorę cię do uzdrowiciela, żebyś nie cierpiał, już, wytrzymaj jeszcze chwilę - próbował przemawiać do stworzenia, rozglądając się wokół, kiedy usłyszał trzask drewna.Odwrocił się w stronę dźwięku, dostrzegając Maxa, wchodzącego do jednego z budynków.
- Max! - krzyknął za nim, po czym spróbował teleportować się do niego, a widząc, że to nic nie daje, poczuł się nagle bezradny. - Ola, idę po niego, zacznijcie gasić ogień - rzucił do Puchonki, mając nadzieję, że łzy były tylko reakcją na stres, a nie oznaką braku jakiejkolwiek kontroli nad sobą. W końcu trzymając świnksa w jednej ręce, pobiegł w stronę przyjaciela, zamierzając odciągnąć go od płonących domów.

@Aleksandra Krawczyk @Mulan Huang @Maximilian Brewer
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mulan Huang

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 176cm
C. szczególne : niewielki tatuaż z przodu lewego barku, często zmienia kolor włosów oraz korzysta z magicznych i barwiących soczewek, na spodzie prawej dłoni ma wyryte imię Aleksandry
Galeony : 650
  Liczba postów : 701
https://www.czarodzieje.org/t20227-mulan-huang#630198
https://www.czarodzieje.org/t20246-lacze-lan
https://www.czarodzieje.org/t20247-mulan#631275
https://www.czarodzieje.org/t20228-mulan-huang#630207
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptySro Sie 24 2022, 22:34;

K100: 100
Modyfikatory: +15 za bez czepka urodzoną
Wydarzenie: I i 6 na dorzucie
Zyski/Straty: tracę: rumianek, różdżkę z sosny ze szponem gryfa, soczewki barwiące || zyskuję: pierścień sidhe (wszystko będzie w upomnieniach)

O Mulan trzeba było wiedzieć jedynie tyle że jako osoba niezwykle energiczna potrzebowała niekiedy naprawdę sporej dawki snu, aby naładować te swoje baterie. I tak się składało, że często kiedy kładła się tylko do łóżka to dosłownie ją odcinało. Nie istniała wtedy. To co zostawało to była po prostu pusta skorupa bez żadnej świadomości, którą można byłoby przerzucać jak worek ziemniaków, a nawet Bombarda ciśnięta tuż koło jej ucha nie byłaby w stanie jej zbudzić.
Pech chciał, że dokładnie akurat tego dnia zdarzył się ten cholerny pożar, który jakoś nieszczególnie przeszkadzał jej w dalszym spanku. W zasadzie gdyby nie uporczywe próby Krawczyk w wyrwaniu jej z łóżka to zapewne przespałaby całą akcję. I po drodze zamieniłaby się w pięknego tosta czy też raczej zwęglone zwłoki, ale przecież ona nie mogła uciekać, bo miała spanko.
Nawet nie słyszała krzyków brata... zresztą nawet go nie pamiętała, bo straciła pamięć pewnie w jakiś magicznych okolicznościach. No, ale sama nie miała za bardzo jak tego pamiętać. Najważniejsze jednak, że jakoś wygramoliła się z łóżka i boso, mało co zabierając ze sobą ruszyła zgodnie za Olą, nie przejmując się tym, że ma na sobie tylko swoją koszulkę Mortal Wombat i majtkach. Doskonałe połączenie.
- Staram się - mruknęła jeszcze kompletnie zaspana, wlokąc się jakoś za Aleksandrą i chwilowo ignorując różne krzyki i nawoływania, które nabiegały zewsząd.
Jej mózg dopiero zaczynał się włączać i rejestrować dobiegające zewsząd bodźce, które dotychczas docierały do niej jakby osłabione przez to, że została nagle wyrwana ze snu. Lub też po prostu ogrom i dramat rozgrywających się wokół scen po prostu do niej w pełni nie docierał.
- Och... czyżby ktoś się robił nieco zaborczy? - skomentowała jeszcze, gdy tylko poczuła jak dłoń Puchonki zaciska się mocniej na jej talii i przyciąga ją bardziej do ciała rudowłosej.
Oczywiście, że w tym momencie trzymały jej się jakieś głupie teksty, a Krawczyk jawiła się w jej oczach czarnych niczym śląski węgiel jako prawdziwa nimfa, wila nad wilami. Helena Trojańska mogłaby jej buty lizać, ale możliwe że i tego nie okazałaby się godna. Chyba ktoś jej dolał amortencji do wieczornej herbaty, ale naprawdę jej to teraz nie obchodziło.
Nie zdążyła naprawdę niczego zrobić, gdy tylko usłyszała jak Ola oświadcza jej, że zaraz się gdzieś przeteleportują, ale jak widać za bardzo im ta przygoda i wyprawa w świat nie wyszła. I to chyba nie przez stres, a pewnie jakieś zawirowania magiczne, bariery antyteleportacyjne i inne cuda. W końcu z jakiegoś powodu Avalon pozostawał niezdobyty i niezbadany przez wieki.
- Hej, nie płacz. Wszystko będzie dobrze - zapewniła jeszcze dziewczynę spokojnym głosem, unosząc dłoń do jej twarzy, aby powoli otrzeć jej łzy i posłać promienny uśmiech.
W tej chwili świat Huang ograniczał się jedynie do nich dwóch i płonących wokół budynków. Iście romantyczna sceneria. Dla niej było idealnie. Tym bardziej, gdy jeszcze dostrzegła u swoich stóp błysk, a gdy tylko przyklękła na jedno kolano, uświadomiła sobie, że należał on do leżącego na ziemi pierścienia, który wydobyła z gleby i przyjrzała mu się uważnie nim jej spojrzenie wróciło do stojącej przed nią Puchonki. I właśnie w tym momencie wydawało jej się, że to wszystko było jak jakiś cholerny znak od opatrzności. Pierścionek, fakt, że właśnie klęczała oraz to, że miała przed sobą właśnie Aleksandrę.
- Wiesz, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną, którą w życiu widziałam? - spytała, uśmiechając się ponownie w oczy, w których dosłownie utonęła. Piękne oczy pełne łez, które barwą przypominały jej wzburzone morze. Jakim cudem była ona taka cudowna?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Scarlett Norwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
C. szczególne : Rytualny krwawy znak na wskazującym palcu lewej dłoni; ciemnogranatowe blizny na prawej kostce
Galeony : 1014
  Liczba postów : 172
https://www.czarodzieje.org/t21546-scarlett-norwood#699531
https://www.czarodzieje.org/t21555-serniczek#699868
https://www.czarodzieje.org/t21548-scarlett-norwood#699535
https://www.czarodzieje.org/t21554-scarlett-norwood-dziennik#699
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyCzw Sie 25 2022, 20:13;

K100: 29
Modyfikatory: +10 za rany
Wydarzenie: E Fauniątko
Zyski/Straty: -

Carly już tak miała, że udawało jej się wpakować nie raz i nie dwa w niezły bałagan, nawet jeśli nie zamierzała tego robić, nawet jeśli stała sobie grzecznie gdzieś z boku i nie robiła niczego złego, jak tej nocy. Będąc dokładnym, ona nigdy nie robiła niczego złego, chociaż zdarzało jej się powiedzieć kilka słów za dużo, kilka niepotrzebnych uwag, kilka rzeczy, o jakich nie powinna w ogóle wspominać. Teraz z kolei na pewno nie powinna spać. Lepiej było wydrzeć się na całe gardło, co zresztą uczyniła, gdy tylko się ocknęła:
- PALI SIĘ - i wyskoczyć z łóżka w trybie przyspieszonym, by w popłochu próbować zrobić wszystko, co w tej sytuacji zrobić należało. Chociaż to akurat było kwestią niespójną i Carly nie do końca wiedziała, dokąd powinna pójść, co spakować i dopiero po chwili, kiedy walnęła się porządnie dłonią w czoło, zaczęła myśleć logicznie, pospiesznie pakując rzeczy przy pomocy zaklęć, a potem raz jeszcze pogoniła swojego brata, bo nie zamierzała pozwalać na to, żeby zamienił się w skwarkę. I chociaż zachowywała się, jak to ona, piszcząc, marudząc i robiąc mnóstwo innych rzeczy, była tak naprawdę bardzo przejęta i skoncentrowana na tym, co robiła.
Kiedy udało im się już wyjść z domku, co wcale nie było takie proste, zaczęła rozglądać się za drogą ucieczki, by nagle niemalże zderzyć się z jakimś malutkim faunem, który najwyraźniej nie wiedział, co się dzieje. Cóż, ona również nie wiedziała, co się dzieje, ale nie mogła tak po prostu zostawić malca, więc postanowiła zabrać go ze sobą, obiecując, że zaraz znajdą jego rodzinę. Sama próbowała nie rozdzielić się z Jamiem, bo nie zniosłaby utraty brata, nawet na chwilę, w tak tragicznej sytuacji, w której o dziwo zachowywała zimną krew.
- Jimmi, musimy się pospieszyć. Tam jest chyba bezpieczne miejsce - powiedziała, starając się wskazać na stodołę, czy czym właściwie było to miejsce, czując jednocześnie paskudny ból w rękach, których nie udało jej się jeszcze wyleczyć. W końcu dopiero co ocknęła się ze snu po krwawym weselu i starała się dojść do siebie. Najwyraźniej jednak ktoś uznał, że zabawa w piromana jest ciekawsza od spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Christopher Walsh

Nauczyciel
Wiek : 33
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Blizna u dołu brzucha oraz niewielka blizna na ręce, ciemnogranatowe blizny na lewym ramieniu; obrączka z czarno-zielonej muszli; runa agliz na lewym nadgarstku
Galeony : 1944
  Liczba postów : 1268
https://www.czarodzieje.org/t18076-christopher-o-connor#514253
https://www.czarodzieje.org/t18088-poczta-chrisa#514438
https://www.czarodzieje.org/t18089-chris
https://www.czarodzieje.org/t18079-christopher-o-connor#514252
https://www.czarodzieje.org/t18310-christopher-o-connor-dziennik
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyCzw Sie 25 2022, 20:15;

K100: 6
Modyfikatory: +10 za rany z Graala
Wydarzenie: -
Zyski/Straty: -

Nie wiedział, co go obudziło. Być może po prostu jak zawsze spał czujnie, wiedząc, że nie może sobie pozwolić na to, żeby nie orientować się w tym, co się dookoła niego działo. Wędrówki, spanie pod gwiazdami, gdzieś w środku lasu, wiele go nauczyły i pewnie właśnie dlatego ocknął się, gdy tylko dotarły do niego pierwsze niepokojące dźwięki, zapach, okrzyki, trzask płomieni, które postanowiły strawić domki, w których mieszkali. Nie było czasu na to, żeby zacząć się zastanawiać, jak mogło do tego dojść, to była sprawa drugorzędna, teraz należało obudzić pozostałych, zebrać pospiesznie swoje rzeczy i zabrać się do działania, a nie siedzenia i rozpaczania, czy zastanawiania się, kto był na tyle nierozważny, że rzucił na ziemię niedopałek.
Chris upewnił się, że pozostali wstali, że nie musiał mimo wszystko pomagać im dalej, mając obawy co do tego, jak to może się skończyć, a później wsunął pod bluzę, którą szybko na siebie zarzucił, kaczątko, które głośno wyrażało swoje niezadowolenie. Obejrzał się mimowolnie, chcąc się upewnić, że mimo wszystko Josh również opuścił domek, wciąż czując się zagubiony, gdy o nim myślał, ale jednocześnie nie chciał, żeby spotkała go jakaś krzywda. Tak samo, jak i innych, więc właściwie z wielką ulgą przyjął to, że puchatka usiadła na jego ramieniu i zamierzał coś już powiedzieć, gdy nieoczekiwanie usłyszał głos Maximiliana i zareagował szybciej, niż zdołał w ogóle pomyśleć.
Rzucił zaklęcie, starając się pozbyć ognia, rozglądając się uważnie, starając się zorientować, co się właściwie dzieje, nie będąc w stanie tak naprawdę dostrzec, żeby ktokolwiek koordynował ich ucieczkę. Działo się jednak potwornie wiele, a on nie zamierzał stąd odchodzić, widział w końcu, że wielu osobom ucieczka naprawdę nie szła najlepiej i obawiał się, że mogą skończyć ranni.
- Joshua - powiedział dziwnie miękko, kiedy ostatecznie dostrzegł swojego męża i spróbował mu ostrożnie przekazać kaczątko, które na pewno nie powinno tutaj zostawać. - Zajmij się innymi - poprosił go, nieco może niepewnie, choć jednocześnie było widać, że zamierza postawić na swoim i zdecydowanie pomóc przy gaszeniu pożaru, niezależnie od wszystkiego, niezależnie od tego, co mogli myśleć o tym inni. Wiedział, że nie był niesamowitym zaklęciarzem, ale mimo wszystko ostatnim, co by zrobił, byłoby opuszczenie uczniów, studentów i innych osób oraz istot w potrzebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : Piegi na całej twarzy; ciemnogranatowe blizny na prawym biodrze
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 2099
  Liczba postów : 1625
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyCzw Sie 25 2022, 20:17;

K100: 38
Modyfikatory: +15 za cechę bez czepka urodzony
Wydarzenie: B - 5
Zyski/Straty: 1 przedmiot - zepsuta niezapominajka

Victoria spała bardzo źle tej nocy. Nie wiedziała dlaczego, ale z każdą mijającą chwilą było jej cieplej, jakoś tak nieswojo, aż w końcu obudziły ją przerażone, pełne irytacji okrzyki Paskudy, mieszające się powoli z poszczekiwaniem, co spowodowało, że właściwie od razu usiadła na łóżku. Była zaspana i dopiero po chwili dotarło do niej, co się dzieje, co spowodowało, że natychmiast wyskoczyła z łóżka, próbując obudzić pozostałych, z irytacją zaczynając szarpać się z Violą, która kazała jej spierdalać. Nie zamierzała zatem dalej się z nią patyczkować i po prostu oblała ją strumieniem lodowatej wody, licząc na to, że to postawi jej przyjaciółkę na nogi i spowoduje, że jednak szybciej się spakuje, co Victoria uczyniła pospiesznie, zmniejszając również ostatecznie kufer, by móc go zabrać. I chwyciła Paskudę, która wbiła się w nią pazurami, wyczuwając wyraźnie niebezpieczeństwo, chcąc być blisko swojej pani, otulając ją z przerażeniem ogonem.
- Pospieszcie się - rzuciła ostro Victoria, próbując wydostać się na zewnątrz, ale ich domek powoli zaczynał zamieniać się w prawdziwe inferno. Zdołała jakoś wydostać się na zewnątrz, jedynie po to, by uskoczyć zaraz przed spadającym kawałkiem płonącego drewna, trzymając z całych sił kota i próbując zorientować się w tym, co się dzieje. Chciała się teleportować, znaleźć bezpieczne miejsce, zostawić tam swoje rzeczy i Paskudę, i wrócić, by pomóc, ale nie była w stanie się w ogóle ruszyć. Nic z tego, co natychmiast spowodowało, że zmarszczyła brwi, czując, że coś jest nie tak, jak być powinno. Nie miała jednak czasu, żeby o tym myśleć.
Odwróciła się w stronę pozostałych, ostatecznie wskazując im w stronę, gdzie kierowali się pozostali uczestnicy tej nieszczęsnej wycieczki i ruszyła w tamtą stronę. Uszła ledwie kilka kroków, gdy zorientowała się, że zmierza wprost w ścianę ognia, a Paskuda wbiła w nią wszystkie pazury, niemalże sycząc z przerażenia. Victoria czuła pod palcami, jak mocno bije jej serce i próbowała uspokoić kocicę, jednocześnie starając się torować im drogę pośród dymu, przez który kaszlała, i płomieni, które nie pozostawiały złudzeń co do swoich intencji. Jakimś cudem znalazła jednak właściwą drogę, wymykając się im, jedynie lekko osmolona i zmęczona.
- Liz? Zoe?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży, runa agliz na lewym ramieniu, krwawa obrączka na palcu serdecznym prawej dłoni, blizna w kształcie błazeńskiej czapki na prawej piersi, trzy blizny przez całe plecy
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1776
  Liczba postów : 1310
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptyPią Sie 26 2022, 22:18;

To nie tak, że nie miał świadomości, że inni go wołają. Słyszał Olę, słyszał również Longweia, a mimo to nie umiał się zatrzymać, zupełnie, jakby znalazł się w jakimś transie. Miał nawet wrażenie, że na to, co się teraz działo, nakładał się widok innego ognia, innej tragedii, która również wywróciła jego życie do góry nogami, która była nieoczekiwana, a jednocześnie zupełnie spodziewana od chwili, w której ją dostrzegł. Ogień zdawał się go od tej pory prześladować, jako symbol porażki, jako symbol tego, że wszystko zostało zniszczone, zupełnie, jakby z niego po prostu szydził w jakiś pojebany sposób, jakby szczerzył do niego kły, wyraźnie zachwycony tym, jak wszystko rozpierdalał w jego życiu, przypominając mu, że jest chuja wart. Max miał nawet dziwne wrażenie, że przecież teraz powinien wiedzieć, że przecież jego przeczucia, to, że ocknął się tak szybko, musiały już coś mu podpowiadać, musiały coś do niego szeptać.
Dokładnie tak samo, jak ten jebany głos. Był pewien, że go słyszał, że nie był wytworem jego wyobraźni i właśnie dlatego pchał się bez zastanowienia w stronę ognia. Krok za krokiem, jak jakaś pieprzona ćma, która pchała się do światła, jakby szukał zniszczenia, jakby chciał samemu zniknąć w ogniu, rozpłynąć się raz na zawsze i już nigdy nie powstać. To było w chuj niepokojące myślenie, ale Max nie umiał sobie z nim w tej chwili poradzić, mając pełną świadomość tego, że naprawdę ktoś go wołał, ktoś, kogo nie powinno tutaj być.
Zapewne właśnie dlatego zbliżył się zdecydowanie za bardzo do zabudowań, ignorując te w chuj ostrzegawcze dźwięki, które zdecydowanie wyraźnie chciały zatrzymać go w miejscu. Tylko do tego nie doszło. Nie powstrzymało go nawet nawoływanie jego przyjaciół, ani ta uporczywa myśl o krainie cydru, jaka rozbijała się w jego głowie, chociaż chuj wiedział, skąd właściwie się wzięła. Była jednak gwałtowna, dziwnie mocna, tak samo, jak to przyciąganie, jakie czuł w tej chwili, pakując się w sam środek ognia.
Wybudził go dopiero ból kostki. Warknął z irytacją, nie będąc w stanie powiedzieć, co się właściwie działo, mając wrażenie, że wizje mieszają się z teraźniejszością i przeszłością, że to, co już było, próbuje go w jakiś sposób zdusić. Podświadomie spróbował się czegoś chwycić, zbliżając się znowu za bardzo do ognia, nie rozumiejąc, co się z nim działo, zupełnie, jakby był jakąś słabą imitacją samego siebie, która z niczym sobie nie radziła. Był pewien, że już dawno zdołał uporać się z bólem, że zdołał zwalczyć to, co się kiedyś wydarzyło, ale wszystko wskazywało na to, że potwornie się mylił. Chuja się zmieniło, wciąż wracał do tamtej nocy, do świadomości, że zjebał, że powinien wiedzieć, skoro coś widział, że od tego dnia jedynie wszystko niszczył.
Teraz też nie zdążył nikogo ostrzec. Kolejny już raz w czasie tego wyjazdu, a poczucie śmierci, poczucie końca, nagle okazało się dla niego zbyt wielkie, by był w stanie z tym walczyć. Ból promieniujący od kostki nieznacznie go cucił, tak samo, jak alarmujące dzwony, które waliły w jego skołatanym łbie, przypominając mu, że wciąż znajdował się pośród ognia, że otaczał go dym i jeden błędny ruch mógł spowodować, że skończy się to chujowo. Zachwiał się, gdy próbował się wycofać, przeklinając cicho, gdy ból rozszedł się po całym jego ciele, przypominając mu dodatkowo o tym, że teraz nie był w stanie się w żaden sposób wyleczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Boris Zagumov

Dorosły czarodziej
Wiek : 40
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177 cm
C. szczególne : Blizny po gniciu na szyi, klatce piersiowej i górze brzucha, rytualny krwawy znak na małym palcu prawej ręki, naszyjnik Ariadne zawsze zawieszony na piersi oraz mocno zmęczona twarz z widocznie podkrążonymi oczyma, które wydają się zapadać w sobie
Galeony : 44
  Liczba postów : 714
https://www.czarodzieje.org/t18108-borys-zagumov
https://www.czarodzieje.org/t18123-boris
https://www.czarodzieje.org/t18246-boris-zagumov?highlight=Boris
https://www.czarodzieje.org/t18109-boris-zagumov
Przed domkami QzgSDG8




Gracz




Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami EmptySob Sie 27 2022, 04:16;

K100: 33
Modyfikatory: +10
Wydarzenie: B parzysta
Zyski/Straty: 1 przedmiot i poparzenie łydki i kostki prawej nogi

Na początku do końca nie wiedział co się dzieje. Obudziły go krzyki ludzi i innych istot przebywających podczas wakacji w Ellan Vannin, a mniej więcej w tym samym czasie poczuł swąd dymu. Nie miał za dużo czasu na reakcje, ponieważ płomienie zaczęły dosięgać jego chatkę. Na swoje szczęście miał rzeczy poukładane stosunkowo blisko siebie, więc nie było problemu by je wszystkie zapakować, a gdy skończył to robić, wyruszył jak najszybciej na zewnątrz, tylko i wyłącznie po to, by zobaczyć całą okolicę stojącą w płomieniach, którego języki raz po raz smagały coraz dalej, w głąb zabudowań, trawiąc wszystko po drodze. Postanowił ruszyć jak najszybciej w bezpieczne miejsce, kierując się najpierw w najmniej niebezpieczną drogę, którą zauważył pomiędzy płonącymi domkami. Osłaniając się przed ogniem, podążał coraz to pewniej w wybraną przez siebie trasę, jednak los chciał, że przy samym końcu, gdy widział już niepalący się teren, jego prawa noga została dotknięta i boleśnie poparzona przez płomienie, które wciąż się rozszerzały. Nie wiedział jak poważne są to obrażenia, a nie było to aż tak ważne, ponieważ gdy tylko odetchnął świeższym powietrzem, od razu zwymiotował, oraz zaczęło mu się kręcić w głowie od dymu, który nieustannie wdychał podczas przedzierania się na zewnątrz. Pozostawało mu teraz odpocząć i znaleźć z resztą nowe schronienie. Po pewnym czasie postanowił przejrzeć swoją teczkę, upewniając się, że wszystko zabrał i ku swojemu rozczarowaniu, zauważył, że brakuje samonotujące pióra, które zapewne zostało w domku i jest obecnie paliwem do nieustającego pożaru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Przed domkami QzgSDG8








Przed domkami Empty


PisaniePrzed domkami Empty Re: Przed domkami  Przed domkami Empty;

Powrót do góry Go down
 

Przed domkami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Przed domkami JHTDsR7 :: 
Avalon
 :: 
Ellan Vannin
 :: 
Domki
-