Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Domek numer 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; od 14.02.2022 pierścionek zaręczynowy!
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 4106
  Liczba postów : 4447
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Domek numer 7 QzgSDG8




Moderator




Domek numer 7 Empty


PisanieDomek numer 7 Empty Domek numer 7  Domek numer 7 EmptySob 9 Lip 2022 - 21:39;




Domki są nieduże, drewniane i jednoizbowe, choć dzielone ściankami, to nie mają drzwi, nie licząc tych wejściowych. Mieszczą się w nich piętrowe łóżka, niewielki stolik z dwoma krzesłami i jedna szafa, choć wewnątrz powiększana zaklęciem, tak by wszyscy w niej zmieścili swoje rzeczy. Całość oświetla żyrandol, na którym znajdują się magicznie zapalane świeczki, by je zapalić lub zgasić – wystarczy klasnąć.
Łazienka jest skromna i naprawdę niewielka, oddzielona małą drewnianą ścianką, która bardziej przypomina zwykły parawan. Znajduje się tam drewniana balia, zaczarowana tak, że woda dostosowuje się temperaturą do korzystającego, i oczywiście toaleta, tak samo drewniana.

Lokatorzy:

1. Philip Catherine
2. Cypher U. T. Esthorn
3. Boris Zagumov
4. Felinus Faolán Lowell

______________________

Happiness is beautiful to see
Won't you box it up for me?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1902
  Liczba postów : 7357
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Domek numer 7 QzgSDG8




Gracz




Domek numer 7 Empty


PisanieDomek numer 7 Empty Re: Domek numer 7  Domek numer 7 EmptyWczoraj o 1:46;

ratowanie pooki

Mógł się zastanawiać nad tym, czy dzierżyć krew cudzego stworzenia w imieniu jakichkolwiek korzyści, jakich to rytuał nie dawał.
Mógł - bo w końcu był człowiekiem. Z samolubnością na twarzy w postaci maski, z tak naprawdę zepsutym wnętrzem, bo - jakby nie było - w każdym znajdują się właśnie te elementy wspólne. Nie ma na świecie żadnej czystej, nieskazitelnej duszy, która nie jest obarczona cechami charakterystycznymi właśnie dla ludzkości. Dla żądzy władzy, dla żądzy mocy. Mimo to, jeżeli mógł w sobie tłumić to - i tym samym wydobyć to, co najlepsze - nie zamierzał sprowadzać samego siebie na złą drogę.
Nie p o n o w n i e - bo o ile wcześniej był gotów poświęcić naprawdę wiele, o tyle jednak nie po to pracował tyle czasu nad sobą, aby to zepsuć. Aby stłuc, niczym delikatną wazę, tylko dlatego, bo uznał cudze życie za mniej wartościowe od wróżenia w równie cudzych wnętrznościach.
Pokonanie najkrótszego dystansu może i było ryzykowne, ale konieczne. Pooka, którego niósł Felinus, jeszcze dychał i jeszcze żył, opatrzony zaklęciami leczniczymi, które wylew krwi tamowały skutecznie - odpowiednio dozował własną moc. Nie były to warunki idealne do jakichkolwiek zabiegów na taką skalę, a i sam mężczyzna nie stanowił nikogo więcej, jak po prostu asystenta nauczyciela uzdrawiania z bagażem na praktyczne metody leczenia i niesienia pomocy.
Sam fakt, że grzebał w środku własnymi rękoma, już komplikował sprawę - nie wątpił w to, że będzie musiał zadbać o antyseptykę. Bo aseptykę w miejscu nie do przeprowadzania takich zabiegów, a po prostu do odpoczynku, jest ciężko.
Na całą procedurę jeszcze wpływały inne czynniki. Pooka, posiadający kompletnie odmienną wobec człowieka anatomię, stanowił dla Lowella poniekąd zagadkę. Nigdy nie zdarzyło mu się ratować tego typu stworzeń w stanie wręcz agonalnym. To, że wcześniej mieszkał na wsi, nie oznaczało, że nie wiedział, jak wyglądają wnętrzności - zwyczajnie nie wiedział, jak wyglądają wnętrzności tego osobnika. Nie bez powodu w świecie mugolskim dzieckiem nie może zajmować się zwykły chirurg, a musi to być chirurg dziecięcy. Tak więc i nie bez powodu magimedycy leczą ludzi, a magiweterynarze - zwierzęta.
Mimo że nie miał gwarancji, chciał spróbować. Jednocześnie nie wiedział, do kogo miałby się udać, innego miejsca poza tym nie miał, więc - zamiast tracić czas - zdecydował się na działania, poprzedzając je zaklęciem "wyłączającym" z użytku ból i cierpienie.
Rozpoczął pierwsze od przetoczenia odpowiedniej ilości krwi, wierząc w to, że zaklęcie będzie mogło dostosować ją do magicznego stworzenia. Zatamowane wcześniej rany - głównie na podbrzuszu, dające dostęp do organów wewnętrznych - wymagały dokładnego oczyszczenia. Chwała komukolwiek, kto patrzył na niego z góry, iż miał pod ręką ostatni Eliksir Czyszczący Rany, z którego został zmuszony korzystać wyjątkowo ostrożnie. Flumine Sanguinis pozwoliło na wykrycie postępujących krwotoków wewnętrznych, które następnie zatamował Interior Depletura. Rękawiczki na dłoniach pokryły się szkarłatem, zaś kręcone włosy - przykleiły do czoła w akcie kolejnych prób ratowania nieznanego towarzysza z krwawego rytuału.
Bo może i zwierzęta za nim nie przepadały, ale jeżeli miał się bawić w kogokolwiek, kto decyduje o cudzym życiu, nie chciał być po stronie głów straconych, toczących się po ziemi i niosących ze sobą wzrok pusty, wzniesiony ku górze, bolesny.
P r a w d o p o d o b n i e. Może się uda, a jeżeli nie - robił wszystko, co było w jego mocy.
Odkażał, leczył, zszywał, odkażał, naprawiał - tyle, ile trzeba było - w związku z czym nie czuł, ile czasu mija i jak zmęczenie się odciska na nim swoje piętno. Wiedział tylko o jednym - o tym, że przeprowadzenie tego nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, ale jeżeli nie podjąłby się próby, nie wątpiłby w to, że sama świadomość prześladowałaby go do końca życia. Tak samo jak użycie czarnomagicznego zaklęcia na kojocie podczas pobytu w Luizjanie.
Zużył tym samym pełny flakonik Eliksiru Wiggenowego, starając się jednocześnie monitorować stan pooki. Było to jednak ciężkie, wszak w pojedynkę - kiedy nie miał wsparcia żadnego i działał na własną rękę - każda sekunda zdawała się być na wagę złota. I nawet świadomość, że ostatnie szwy są gotowe, i nawet widok zwierzęcia, które teoretycznie żyło i wyglądało lepiej, nie dawały mu gwarancji. Nic nie mogło dać - w szczególności, gdy sama odzież, jaką na sobie miał, posiadała we włóknach zaschniętą krew - więc, kiedy był absolutnie pewny, iż dopiął wszystko na ostatni guzik, zdjął wszelkie przybory i przyrządy, nie mógł być pewien.
Istota może przeżyć, a może też i podczas walki o życie zwyczajnie się poddać. To, co mógł zrobić, zwyczajnie zrobił - pozostawało tylko czekać na rezultaty. Posprzątać, usunąć ślady szkarłatu, wyczyścić fiolki, zerknąć na niebo i zamknąć oczy ze świadomością, co tej nocy ma miejsce na polanie.
Bo wiedział, że niezależnie od tego, ile wiary pokładałby w swoje umiejętności i siły, czasami to za mało, aby wyciągnąć z tego cokolwiek więcej.
Musiał czekać. Odliczać każde tyknięcie wskazówek zegara, aby móc stwierdzić, czy działania odniosły prawidłowy efekt.

| zt |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Domek numer 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Domek numer 7 JHTDsR7 :: 
Avalon
 :: 
Ellan Vannin
 :: 
Domki
-