Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Górska ścieżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 2246
  Liczba postów : 4073
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyCzw Lip 07 2022, 20:08;


Górska ścieżka

Co tu dużo mówić – ścieżka jak ścieżka. Ale czy na pewno? Otóż nic bardziej mylnego! Choć góry Avalonu nie należą do szczególnie wysokich, to nie wolno zapominać, że to RAJ. Dookoła roztaczają się więc rajskie widoki, a sama ścieżka usłana jest mieniącymi się w słońcu drobinami złota, którymi pokryte są tutejsze kamienie. Kto wie, może uda Ci się znaleźć nieco większy kawałek, który zasili zawartość Twojej świnksowej skarbonki?

Rzuć dwoma kostkami, aby sprawdzić, czy udaje ci się znaleźć złoto.

Pierwsza kostka  definiuje, czy udaje ci się coś znaleźć:
parzysta - GRRRREAT SUCCESS!
nieparzysta - Nie tym razem!
Druga określa, w jakim jest stanie, oraz na ile galeonów możesz je wymienić:
1 - Marne okruchy - nie dostaniesz za nie nic
2 - Drobne cząstki - niezbyt dużo warte - 30 galeonów
3 - Pomniejsze kawałki - 60 galeonów
4 - Jeden, większy kawałek - 90 galeonów
5 - Spory kawałek - 150 galeonów
6 - Cała bryłka- może lepiej ją zachowaj? Dostaniesz za nią 300 galeonów!

Każdy może rzucać tylko jeden raz, ALE osoby posiadające odpowiednią odznakę (odznaka młodego badacza II stopnia) mogą przerzucić dowolną kostkę.


______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy, perfekcjonistka
Dodatkowo : Kapitanka Drużyny Krukonów
Galeony : 2246
  Liczba postów : 4073
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyPon Lip 11 2022, 09:49;

kostki: 4 i 5 (po przerzucie drugiej kostki za odznakę badacza)

Dwa tygodnie urlopu spędzone u rodziców w Southampton były dla niej plastrem na nieszczęścia, które spotykały ją przez ostatni rok. I Merlin jej świadkiem, że potrzebowała tego! Dwa tygodnie bez magii. Dwa tygodnie bycia Julką, a nie czarodziejką i pałkarką Mistrzyń Wysp Brytyjskich. Dwa tygodnie psychicznego odpoczynku przed największym wyzwaniem jej krótkiej kariery, czyli mundialu. Już wkrótce miało się zacząć zgrupowanie Anglików, tak więc nie mogła sobie pozwolić na to, by spędzić w Avalonie całe wakacje, ale byłaby głupia, nie pojawiając się tu w ogóle. Zwłaszcza że mogła się w każdej chwili aportować do Doliny Godryka. Plan na pobyt miała prosty – okazyjnie tu wpadać, by pozwiedzać i podładować baterie, unikając przy okazji wszelkich niebezpieczeństw. Na początek zdecydowała się na samotną wędrówkę górskim szlakiem. Góry nie wydawały się wymagające, tak więc spakowana w niewielki plecak, ruszyła przed siebie, rozglądając się po okolicy, która zapierała dech w piersiach. Nie spieszyła się. Powoli stawiała kroki, cieszyła się słońcem na twarzy, popijała wodę i myślami starała się uciekać od mistrzostw, które powoli zaczynały spędzać jej sen z powiek. Ta ucieczka nie była trudna, nie w Avalonie. Miejsce były tak inne od wszystkiego, co widziała dotychczas w swoim życiu, że mimowolnie banan pojawiał się na jej twarzy. Zastanawiała się jednocześnie, czy nie zabrać jakiejś pamiątki dla mamy, historyczki, która na wieść o istnieniu Avalonu chyba dostałaby ataku histerii. Ze szczęścia rzecz jasna. Krukonka spacerowała tak już dłuższą chwilę, kiedy to nagle ścieżka, wciąż mieniąca się złotem, w jednym miejscu błyszczała jakby bardziej. Brooks schyliła się więc i podniosła znacznej wielkości kawałek złota, który to od razu wylądował na dnie plecaka. O tym, co z nim zrobi, zastanowi się później. Tymczasem miała jednak drogę do pokonania!

/zt

______________________

It's Soton baby!
There's no mountain I can't climb, there's no tower too high, no broom that I can't learn how to fly.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aurelia Leveret

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Noszę pierścień Hannibala na palcu serdecznym lewej ręki.
Galeony : 127
  Liczba postów : 106
https://www.czarodzieje.org/t21456-aurelia-leveret#696810
https://www.czarodzieje.org/t21460-tymoteusz#697003
https://www.czarodzieje.org/t21455-aurelia-leveret#696800
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyCzw Lip 21 2022, 22:08;

Kostki: 6,4

Wędrowanie po Avalonie z każdym dniem przynosiło mi więcej frajdy. Spodziewałam się, że po dwóch tygodniach zobaczę wszystko, co było tego warte, a im dalej szłam, tym więcej miejsc miałam do zwiedzenia. Góry Onchu okazały się dość niebezpiecznym terenem, pomijając już sam fakt tego, gdzie się znajdowały. Słyszałam o znajdujących się tu smokach i leśnych trollach, którzy raczej nie przepadali za gośćmi. Obstawiałam, że oprócz tych "zwyczajnych" przeciwników znajdowali się też tu jeszcze bardziej magiczni i niebezpieczni, ale nie miałam zamiaru ich szukać ani spotkać. Niektóre rzeczy powinny zostać nieodnalezione, prawda?
Natknęłam się na ścieżkę po nieco dłuższej wędrówce przez las. Przywitałam ją z widoczną ulgą, bo przy mojej czaroślinkowości słońce było mi bardzo potrzebne. Napiłam się wody, ocierając pot kapiący mi z kwiatkowego czoła. Otwarta przestrzeń mogła się wiązać z byciem zauważoną, co też gdzieś z tyłu głowy miałam na uwadze. Po krótkim odsapnięciu ruszyłam w dalszą podróż ścieżką. Widoki były przepiękne, po raz kolejny kopnęłam się w duchu za brak aparatu. Krajobraz jak z bajki na wyciągnięcie ręki, potrafiło to przypomnieć o głównym "zadaniu" tego miejsca. Według legend arturiańskich znajdował się tutaj raj, i trudno było się z tym nie zgodzić. Gdzie w normalnym świecie można znaleźć drogę, na której leżą kamienie ze złota. Moment, że z czego? -O rany. - Wymsknęło mi się na głos gdy zorientowałam się, po jakich skarbach chodzę. Schyliłam się i podniosłam pozłacany kamyk, kręcąc z niedowierzaniem głową. Odłożyłam go na miejsce i ruszyłam dalej, wypatrując czegoś większego. Kilkanaście metrów dalej, na środku drogi, leżał całkiem duży kawał złota. Jubilerką nie byłam, ale zdecydowanie nie był to jedynie pozłacany kamień, a faktyczna bryłka kruszcu. Schowałam ją do torby, postanawiając ją sprzedać i kupić sobie coś na pamiątkę. Skoro Avalon mi ją oferował, to kim byłam, by odmówić?

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent / super magiczna proteza lewej ręki / szpetne blizny na klacie i jeszcze szpetniejszy tatuaż "fillin are my live" na przedramieniu / pachnie czarodidasem ale ładniej niż august
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 321
  Liczba postów : 1650
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t17855p26-sowa-boyda#top
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyNie Lip 24 2022, 14:35;

kostki: 6, 6

Ponieważ Jessica niespodziewanie okazała się być jedną z niewielu osób, które go nie wkurwiały i w których towarzystwie świetnie się bawił, postanowił to wykorzystać i połączyć obowiązek przekazania jej zapomnianego nad rzeką buta (nie przestawało go nurtować, jakim cudem tylko jednego) ze wspólną wycieczką w góry, ale wycieczką nie byle jaką, tylko na szlak podobno dosłownie obsypany złotem - musiał przyznać, że brzmiało to równie pociągająco, co nierealistycznie, dlatego koniecznie chciał się przekonać na własne oczy, czy to prawda. I przy okazji, jeśli szczęście dopisze, zgarnąć jakiś hajs, bo czasy były ciężkie, zwłaszcza dla ludzi z jego wykształceniem. I ilością kończyn.
- Proszę bardzo, oto twoja zguba, przymierz czy pasuje i uprzedzam że jak tak, to będziesz musiała się ze mną hajtnąć, sorry, nie ja ustaliłem te zasady - na powitanie rzucił wybornym dowcipem oraz czerwonym trampkiem, nawiązując do ich równie poważnej co zagadki świnksów rozmowy na wizie, niestety zakończonej jego niezbyt taktownym skwitowaniem rozstania Dżesiki z Darkiem; przez moment, po tym jak wypalił, że to FAJNIE, nawet się zastanawiał, czy nie poczuje się urażona, całe szczęście jednak, okazało się że nie.
Po drodze zaopatrzyli się w tawernie w prowiant w postaci hojnego zapasu centaurzych podpłomyków (pomysł Jess, która rozsądnie stwierdziła, że na pewno zgłodnieją po długim spacerze) i cydru (pomysł Bogdana, któremu co prawda nie udało się znaleźć potwierdzonych naukowo argumentów na to, że cydr nawadnia lepiej niż woda, ale dzielnie próbował i ostatecznie i tak dokonał zakupu) i tak zaopatrzeni w jedzenie, więcej butów niż stóp oraz doskonałe humory, ruszyli górskim szlakiem, który według chłopaka powinien (być może, oby) doprowadzić ich do celu.
- Nie wiesz gdzie idziemy - olśniło go nagle, bo dopiero się zorientował że Jess nigdy nie spytała - Dżesika, nie chcesz wiedzieć gdzie idziemy? A jak cię prowadzę w... ee... paszczę smoka albo na wpierdol od trolli? Albo wymienić cię u króla świnksów na coś zajebiście przydatnego, na przykład widelec bez zębów? - nastraszył ją bardzo przerażającymi perspektywami, podając jednocześnie uprzejmie i z kulturą butelkę cydru, żeby mogła sobie zdegustować jako pierwsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jessica Smith

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 176cm
C. szczególne : Biały znak Zorzy łączący wewnętrzne kąciki oczu | Złote okulary (tłumaczki) | Rude włosy | Brisingamen, Ijda Sufiaan i druidzki amulet na szyi | Delikatny zapach frezji
Galeony : 147
  Liczba postów : 1597
https://www.czarodzieje.org/t18405-jessica-anneliese-smith#525187
https://www.czarodzieje.org/t18434-jess-smith
https://www.czarodzieje.org/t18435-jess-smith#525191
https://www.czarodzieje.org/t18433-jessica-smith#525176
https://www.czarodzieje.org/t19201-jessica-smith-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyNie Lip 24 2022, 21:32;

Wbrew pozorom, bardzo łatwo - i sensownie! - szło wyjaśnić, jakim cudem Smith podczas swojej teleportacji znad rzeki Grismerie zdołała zgarnąć tylko jednego buta. Zwyczajnie nie ubrała nawet jednego trampka, tylko w ostatnim odruchu się po nie schylała - i dotknąć zdążyła jednego z wybrańców, drugiego pozostawiając na pastwę Callahana. Gryfon jednak okazał się na tyle rycerski, że buta nie wyjebał i postanowił zwrócić prawowitej właścicielce - Jess mogła poczuć się jak prawdziwy Kopciuszek; a nawet lepiej! Bo książę zapamiętał jej imię.
Przyjęła swojego trampka z namaszczeniem nie mniejszym niż wcześniej Boyd skarpetę, zaśmiewając się szczerze z jego... niezwykle tematycznych słów powitania.
Gdzie mam podpisać ten cyrograf? — podłapała, pakując swoją zgubę do torby. — Wystarczy ślina, czy koniecznie musi być krew, skoro mam Ci sprzedać duszę? Tylko dwa razy się zastanów czy stać Cię na mnie i mój zwierzyniec — ostrzegła jeszcze, bardzo gładko przechodząc do ich wysnutego wcześniej kopciuszkowatego scenariusza. Boyd okazał się jednak bardzo przystępnym rozmówcą, przy którym Smith jakby zapominała, że przecież wcale nie była taka wygadana. A może właśnie była, tylko musiała mieć ku temu okazję - bez dorabiania zawoalowanych podtekstów, drugiego dna... Gdzie mogła po prostu powiedzieć to, co akurat myślała.
Gdzie mogła po prostu z uśmiechem tuptać koło dziarsko brnącego naprzód Callahana, niespecjalnie nawet zastanawiając się nad celem wędrówki - cieszyła się pięknymi widokami, nienachalnym towarzystwem, a nawet ciężarem podpłomyków w torbie.
Ano nie wiem — odparła swobodnie, wzruszając lekko ramionami - i Merlin jej świadkiem, naprawdę dobrze było nie wiedzieć. Godziła się na to z pełną świadomością. Zerknęła z rozbawieniem na próbującego wywołać w niej niepokój Boyda, który wymyślał coraz to lepsze scenariusze. Stłamsiła nawet chęć poprawienia go, gdy zatytułował ją pełnym imieniem.
Nie czuję takiej potrzeby. Paszcza smoka brzmi super ciekawie, z trollami się dogadam — odpowiadała, przejmując od Gryfona butelkę cydru, by gładko ją przechylić i pociągnąć pierwszy łyk orzeźwiającego trunku. Aż mruknęła z uznaniem. — Chyba zbluźnię straszliwie, ale jest lepszy niż ognista — stwierdziła, smakując jeszcze przez moment bąbelki na języku - i podsuwając butelkę Boydowi. — Felix felicis powinno tak smakować — stwierdziła, zaraz też marszcząc na chwilę brwi z namysłem. — Czy widelec bez zębów to nie przypadkiem łyżeczka? Podobno można z nią robić cuda, chociaż nigdy jeszcze nie próbowałam. — Ewidentnie nie wyglądała na przejętą - a nawet wręcz pogodzoną z ewentualnym losem zaplanowanym przez Callahana. Ponownie wzruszyła ramionami, uśmiechając się lekko - i zebrała rozpuszczone włosy w kucyk.
Obiecywałeś mi super wycieczkę — odparła, poprawiając torbę na ramieniu i przyspieszając nieco kroku, żeby podejść szybko pod pierwsze strome podejście. Kiedy tylko stanęła na górze, zamarła na chwilę, chłonąc  r a j s k i e  widoki. Zmrużyła oczy, łapiąc górskie podmuchy wiatru i delikatnie przygrzewające policzki promienie słońca. Odetchnęła głęboko, spoglądając przez ramię na Boyda. Uśmiech wygiął jej usta w miękki, drżący lekko łuk. — Dla takich widoków dam się wymienić na łyżeczkę — stwierdziła z absolutną powagą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent / super magiczna proteza lewej ręki / szpetne blizny na klacie i jeszcze szpetniejszy tatuaż "fillin are my live" na przedramieniu / pachnie czarodidasem ale ładniej niż august
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 321
  Liczba postów : 1650
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t17855p26-sowa-boyda#top
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyNie Lip 24 2022, 23:03;

- Wystarczy ślina - zapewnił, siląc się na powagę, co wcale nie było łatwe i prawie się tym tłumionym dzielnie śmiechem udusił, tak go niesamowicie ubawiła odważna propozycja Smith, najprawdopodobniej rzucona bez głębszego przemyślenia jak może zostać zinterpretowana; on oczywiście postanowił zrozumieć ją w najbardziej korzystny dla siebie sposób i trochę się przy okazji z rozmówczyni ponabijać - Ale możemy z tym poczekać aż znajdziemy bardziej ustronne miejsce - dodał na koniec, z nadzieją że rozmówczyni jednak się zorientuje jak dwuznacznie zabrzmiała, po czym zbył lekceważącym machnięciem ręki przestrogę o wysokich kosztach utrzymania Jess i ferajny, zapewniając ją przy okazji, że stać go na wszystko. Nie była to do końca (ani trochę) prawda, ale nikt przecież nie powiedział, że aranżowanych na podstawie rozmiaru buta małżeństw nie można budować na kłamstwie.
Okazało się, że trafiła mu się naprawdę doborowa kompania - nie tylko do rozmowy, ale i do ewentualnej przygody, bo ze słów dziewczyny wynikało, że była niczym nieprzejęta, gotowa na wszystko i nie straszne jej były żadne wizualizowane przez niego okropieństwa, a takie podejście bardzo mu się spodobało. Poczuł się aż jakby maszerował z prawdziwą Gryfonką z krwi i kości u boku - czyli bardzo swojsko.
- Szanuję -  zaaprobował wylewnie, a słowo to było niczym błogosławieństwo bo wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy - Czekaj, znasz też trollański? A, to pewnie dlatego się tak dogadujemy - zarechotał z doskonale trafionego przytyku w samego siebie, wspominając z nostalgią jak Fillin często wyzywał go od trolli i odebrał butelkę cydru od dziewczyny, unosząc ją na chwilę w niemym toaście i łyknął sobie hojnie.
- Wymieniliśmy ślinę, cyrograf przypieczętowany - skwitował, wykorzystując okazję która wręcz nasuwała się sama i zastanowił się chwilę niczym prawdziwy koneser nad recenzją trunku, kontemplując głęboko słowa Jess - Nie bluźnisz. Ognista nie smakuje, tylko wypala przełyk, nietrudno to przebić... A to rzeczywiście w chuj dobre. W końcu robione z zaczarowanych jabłek, nie? Do niektórych rodzajów podobno dodają jakąś krew zwierząt, ale nie wiem na ile to prawda - powiedział, domyślając się że rozmówczyni pewnie zaraz rozwieje tajemnicę owej legendy składników cydru, bo zwyczajnie zdążył się przyzwyczaić, że wie więcej od niego, więc zakładał że na ten temat też. Oddał jej trunek i bardzo poważnie zastanowił nad kwestią widelca bez zębów.
- Jezu, Jessica, ty mnie zmuszasz do zastanawiania się nad dziwnymi rzeczami - w jego głosie nie było jednak pretensji. Miał okazję zadbać o to, żeby mózg, jak nieużywany mięsień, zupełnie mu nie zanikł - Chyba masz rację, chociaż to byłaby taka raczej chujowa łyżeczka. E... jakie cuda można z nimi robić? - zainteresował się, być może robiąc przy okazji głupią minę, bo zupełnie nie miał pojęcia, o czym Jess mówiła.
Pospieszyła się, więc poszedł w jej ślady, by dołączyć do niej na końcu prowadzącej nieco ostrzej w górę ścieżki i, stanąwszy odrobinę z tyłu, rozejrzał się po okolicy, bynajmniej nie podziwiając widoków, bo akurat piękno przyrody średnio go rozczulało. Chyba że ładne kwiatki. Wodził wzrokiem po ścieżce, usiłując dopatrzeć się tego złota, o którym tyle się nasłuchał - no i coś tam migotało w słońcu, ale niezbyt spektakularnie. Liczył na większy efekt.
- E. Dolina jak dolina, drzewa jak drzewa. Nie doceniasz się chyba, jak dla takiego czegoś byś się oddała. W dodatku za łyżeczkę - skwitował nieporuszony, wzruszając ramionami i ruszył dalej, bezceremonialnie ciągnąc Jessicę za łokieć - Zresztą, nie jesteśmy tu żeby oglądać widoczki, jesteśmy tu żeby szukać złota - uświadomił ją, być może rujnując przy tym dla niej całą wycieczkę, ale... cóż, zgodziła się przyjść tu z nim więc straciła prawo do jakichkolwiek narzekań.
Uszedł ledwo kawałek, psiocząc pod nosem jakieś swoje rozczarowane lamenty, a kiedy potknął się o jakiś kamień, to już było za wiele; schylił się, żeby ją podnieść i się na głupiej skale z e m ś c i ć, wyjebując ją w przepaść i...
Zorientował się że trzyma coś, co wygląda na najprawdziwszą bryłkę złota. Nie żeby był znawcą, ale raczej trudno byłoby to pomylić z czymś innym. Uniósł zdobycz w stronę Jess.
- Ehm... mówiłaś coś, że jesteś droga w utrzymaniu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jessica Smith

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 176cm
C. szczególne : Biały znak Zorzy łączący wewnętrzne kąciki oczu | Złote okulary (tłumaczki) | Rude włosy | Brisingamen, Ijda Sufiaan i druidzki amulet na szyi | Delikatny zapach frezji
Galeony : 147
  Liczba postów : 1597
https://www.czarodzieje.org/t18405-jessica-anneliese-smith#525187
https://www.czarodzieje.org/t18434-jess-smith
https://www.czarodzieje.org/t18435-jess-smith#525191
https://www.czarodzieje.org/t18433-jessica-smith#525176
https://www.czarodzieje.org/t19201-jessica-smith-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyPon Lip 25 2022, 09:43;

Chcąc nie chcąc, czasem jednak wychodził ten jej brak obycia w rozmówkach. Szczególnie, że kompletnie nie zwracała uwagi na dwuznaczność pewnych zwrotów - i zapewne w ogóle by się nie zorientowała, że między słowami zaproponowała wymianę śliny, gdyby chłopak nie zwrócił jej na to uwagi.
Do prdele,  B o y d ! — zaklęła po czesku, z wyrzutem spoglądając na ubawionego jej kompletnie nieumyślną niewinnością towarzysza. — Absolutnie nie to miałam na myśli, nie dopowiadaj sobie... — prychnęła jeszcze, dość niemrawo jednak - bo wyszło jak wyszło i to raczej winny się tłumaczył; a choć rumień zażenowania lekko oblał jej szyję to ostatecznie i tak sama siebie skwitowała tłumionym śmiechem. Mogła sobie obiecać, że od tej pory bardziej będzie uważać, żeby nie wpaść w sidła własnych słów - ale najpewniej i tak by zapomniała, a i... chyba zwyczajnie jej się nie chciało przejmować takimi drobnostkami.
Trollański, trytoński, goblideucki, japoński, czeski i francuski. Liznęłam też... — zerknęła na Bogdana przelotnie, uśmiechając się pod nosem. — ... norweski i włoski. Nawet po hiszpańsku coś tam sklecę, ale taki troll jak Ty mógłby nie zrozumieć — podłapała jego własne nazewnictwo - choć oczywiście absolutnie tak nie uważała. Wbrew wszelkim pozorom to Boydowi naprawdę było daleko do jakiegokolwiek trolla - a raczej trollom do Boyda.
To tylko nie wyrzucaj tej butelki, muszę mieć jakiś dowód — zastrzegła ze śmiechem - choć też zaraz odzyskała cydr, który przytuliła do piersi w posesywnym geście. Nie trzeba było jej dwa razy nakłaniać do pochylenia się nad analizą składową trunku. Odchrząknęła przy tym znacząco, podejmując po profesorsku: — Z tego co się orientowałam, to serwują tutaj trzy rodzaje cydru: navalonkę, cydrak i miodowy. Ten o którym mówisz to cydrak, który też barwi usta - i w ogóle wszystko - na czerwono, przez co istnieje podejrzenie, że dodają do niego krwi różnych stworzeń... — Przerwała na moment, zerkając na chłopaka - a raczej jego usta, w celach obserwacyjnych oczywiście, a że nic nie dostrzegła, sama wyzezowała na swoje. — Są czerwone...? Khm, wracając, czerwona barwa jest najpewniej uzyskiwana przez dojrzałe avalońskie jabłka, a akurat ta legenda to bujda na resorach. Chociaż akurat fauny mogłabym podejrzewać o upuszczanie krwi do beczułek... Tylko, cholera, to obrzydliwe nawet jak na nie — podsumowała, marszcząc przy tym z niesmakiem nos - i szybko ów niesmak zapijając kolejnym łykiem rześkiego napoju.
Nie żeby nie bez satysfakcji obserwowała jak Callahan kmini nad jej łyżeczkową zagadką.
Podobno można nawet zabić — oświadczyła ze śmiertelnie poważną miną, choć szare oczy jej się śmiały, kiedy niemal wybiegała naprzód, żeby ogarnąć spojrzeniem otaczające ich doliny Avalonu. Nauczyła się doceniać wszelkie uroki natury, odkąd regularnie latała na grzbiecie Różoszponki - a widoki tego mitycznego raju nie umywały się nawet do kornwalijskich wrzosowisk i klifów... Choć z ich dwójki to chyba tylko ona doceniała takie proste uroki.
Dolina jak dolina? — sparafrazowała towarzysza z autentycznym niedowierzaniem, dając się jednak pociągnąć dalej ścieżką. — Boyd, to jest Avalon. A v a l o n — podkreśliła z mocą. — Jak ja mogłabym się równać z krainą z legend? Kolebką magii? — psioczyła jeszcze pod nosem, kręcąc z niezrozumieniem głową nad autentyczną ignorancją swojego towarzysza wycieczki. — Złota? Na ścieżce? Przecież złote samorodki to co najwyżej w kopalni i to w odsłoniętych wcześniej żyłach... — Ewidentnie na dawała temu wiary - ale mimowolnie zaczęła się rozglądać po ścieżce, która - w istocie - w popołudniowym słońcu naprawdę mieniła się drobinkami złota. Tak się zapatrzyła na iskrzący w świetle szlak, że zatrzymała się dopiero na Callahanie, omal nie obrywając kamieniem w nos.
A raczej złotą bryłką. Z zaintrygowaniem poprawiła okulary na nosie, przyglądając się znalezisku.
Na moje oko, to będą ze cztery uncje — stwierdziła, trochę w szoku, że naprawdę na ścieżce, ot tak, na żwirze i piachu, leżała sobie mała fortuna. — Nie no ja nie wierzę, to nie może być złoto — pokręciła głową, wciskając Gryfonowi butelkę cydru, żeby następnie wziąć się za przekopywanie swojej torby. — Złoto i srebro są diamagnetykami, nie wykazują żadnych właściwości magnetycznych... Pracuję w Gringottcie, to muszę takie rzeczy wiedzieć — wyjaśniła, wyłuskując z jednej z kieszonek kawałek magnesu. Ot, kobieca i gringottcka przezorność. — No, zobacz, to na pewno... — Przyłożywszy magnes do bryłki - absolutnie pewna, że ten przyczepi się do niej na amen - w autentycznym zdziwieniu obserwowała jak jej próbnik opada smutno na piach. — ... złoto — dokończyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent / super magiczna proteza lewej ręki / szpetne blizny na klacie i jeszcze szpetniejszy tatuaż "fillin are my live" na przedramieniu / pachnie czarodidasem ale ładniej niż august
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 321
  Liczba postów : 1650
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t17855p26-sowa-boyda#top
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyPon Lip 25 2022, 21:30;

- No no. Ta lista języków jest dłuższa niż lista wszystkich moich życiowych osiągnięć - skwitował z aprobatą naprawdę imponującą wyliczankę, która opiewała tyle pozycji, że kiedy mówiła "włoski", to on już nie pamiętał o trollańskim. Była pod tym względem ewidentnie dużo bardziej uzdolniona od niego, ale nie zamierzał się poddawać tak zupełnie bez walki. Nawet jeśli to nie był żaden konkurs. - Ale nie liznęłaś irlandzkiego, no także nie masz się czym chwalić, bo to wstyd i żenada. Przyganiał świnks trollowi - skwitował, błyszcząc przy tym trochę koślawą, bo używaną z rzadka i nauczoną bardzo dawno temu, ale zupełnie przyzwoitą irlandczyzną i w triumfalnym geście (przekonany, że tym razem chociaż trochę zbije przemądrzałą Krukonkę z pantałyku) odebrał od niej cydr, jakby przyznawał sam sobie nagrodę.
- No raczej, teraz ta flaszka oficjalnie jest dowodem naszej miłości i oczekuję, że zajmie miejsce na jakimś zajebistym piedestale na środku twojego pokoju - przytaknął oficjalnym tonem na prośbę zachowania dowodu i próbował wyczytać coś z mocno wytartej etykiety, kiedy Jess obok produkowała się niczym profesor na wykładzie; niestety, jedyne czego się dowiedział, to że trunek został wyprodukowany w Avalonie w roku 1856, że jest z najprawdziwszych avalońskich jabłek i że uniesionym w górę kopytem poleca go jakiś nieznany mu, wąsaty centaur który chyba w tych okolicach był szychą na miarę skrzata Irka. Dobrze wiedzieć, ale w sumie mało go to obeszło.
- Navalonka to to raczej nie jest, bo sama nazwa brzmi jak coś co ma pierdolnięcie jak wóda z bazaru, a to zdecydowanie nie ma - ocenił tonem eksperta, dopasowując się do profesorskiego stylu Jess - Miodu też tu nie czuję, a usta... - zerknął we wskazanym kierunku, ale musiał na moment zawiesić na nich wzrok, żeby dostrzec wpływający stopniowo kolor -...no, masz czerwone. I tu się ujebałaś trochę - poinformował uprzejmie, machnąwszy ręką w kierunku fragmentu twarzy który powinna wytrzeć i skwitował: - Nie bardziej obrzydliwy byłby taki cydr z krwią niż opierdolenie kotleta na obiad. Bardziej bym się martwił, czy nie jest zaczarowany - bo miewał już różne doświadczenia z czarodziejskimi napojami i jedzeniem, które zdawało się, że częściej niż rzadziej wywołuje dziwne efekty uboczne, urojenia i najróżniejsze cuda - a on średnio miał ochotę na takie atrakcje, bo dobrze wiedział, że potrafiły zupełnie zrujnować miłe plany albo zrobić z człowieka totalnego debila. Znaczy, większego niż w rzeczywistości, w jego przypadku.
- Chciałbym to zobaczyć - rzucił w odpowiedzi na nadal tajemniczą w kwestii łyżeczki Jess, przez moment jeszcze usiłując rozgryźć jej wypowiedź, ale jego myśli szybko zostały zaaferowane sprawami dużo ważniejszymi. Jak nie docenianie krajobrazu i poszukiwania złota. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jej pytania są retoryczne i mają na celu tylko wytknięcie mu, że nie ma racji, ale tak się składało, że miał na nie doskonałą odpowiedź - potwierdzającą jego teorię.
- No... też znasz mnóstwo legend i jesteś magiczna, nie? - powiedział ze wzruszeniem ramion i zamiarem bronienia swojego braku zachwytu rajskim krajobrazem. Niezrażony sceptyzmem dziewczyny, która próbowała mu wmówić, że szanse na znalezienie cennych kamieni są znikome, pruł dziarsko do przodu, wypatrując zdobyczy i parodiując jej oburzony ton:
-Do prdele, J e s s, to jest Avalon. A v a l o n, gołębie tu srają bursztynem, a ty nie wierzysz, że w górach znajdziemy złoto? - naigrywał się, i tak mu było wesoło, że aż potknął się o kamień i byłby sobie ten głupi ryj rozwalił, gdyby nie fenomenalny refleks i lata praktyki w łażeniu po pijaku - dzięki czemu szybko utrzymał pion. Nawet się nie zdziwił, kiedy dziewczyna wyjęła z plecaka magnes i zaczęła profesjonalnie sprawdzać właściwości grudki, by ocenić jej prawdziwość; przyglądał się temu w milczeniu, popijając z braku laku wciśnięty mu w dłonie cydr, i oczekiwał na werdykt.
Pozytywny.
- O kurwa. To powinniśmy pić szampana, a nie cydr - skomentował bystro, wyciągając rękę po swoją zdobycz i oddając jednocześnie dziewczynie butelkę; zważył bryłkę w dłoni, próbując przeliczyć ile to może być warte - nie miał pojęcia, ale na pewno sporo. Na pewno więcej, niż byłby w stanie uczciwie zarobić w krótkim czasie - no chyba, że nadal płaciliby mu chore pieniądze za granie w quidditcha. Tyle galeonów. TYLE GALEONÓW.
Życie sobie na nowo za to ułoży. W dupie się mu od dobrobytu przewróci.
A właściwie to im - byli tu razem, więc złoto znaleźli razem, nawet jeśli trafiło akurat w jego ręce.
- Podzielimy się, dobra?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jessica Smith

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 176cm
C. szczególne : Biały znak Zorzy łączący wewnętrzne kąciki oczu | Złote okulary (tłumaczki) | Rude włosy | Brisingamen, Ijda Sufiaan i druidzki amulet na szyi | Delikatny zapach frezji
Galeony : 147
  Liczba postów : 1597
https://www.czarodzieje.org/t18405-jessica-anneliese-smith#525187
https://www.czarodzieje.org/t18434-jess-smith
https://www.czarodzieje.org/t18435-jess-smith#525191
https://www.czarodzieje.org/t18433-jessica-smith#525176
https://www.czarodzieje.org/t19201-jessica-smith-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyWto Lip 26 2022, 10:03;

Z gracją poliglotki - którą była - przyjęła rzuconą przez Callahana rękawicę. Choć trzeba przyznać, przez moment musiała ułożyć na języku odpowiednie, śpiewne tony. Ponad dwuletnia praca w gringottckim Biurze Tłumaczeń jednak robiła swoje - zwłaszcza wobec Smith, która chłonęła wszystko jak gąbka wodę.
Przyjaźnię się z Marleną, bystrzaku. Utopiłaby mnie w guinessie, gdybym nie umiała irlandzkiego — odbiła sprawnie, lekkim irlandzkim zaśpiewem rodem z Armagh. Przychylniejszym okiem spojrzała jednak na Boyda - nie chcąc go w żaden sposób pogrążać, bo może i mówił nieco koślawo, ale przywołał jej na myśl dzikie, irlandzkie krajobrazy. — Powinieneś częściej mówić po irlandzku, masz naprawdę... silny akcent. Nie jak przyduszany skrzat. Albo zapluty troll — podsumowała z uśmiechem, jednocześnie rezygnując z tytułowania chłopaka trollem, bo rzeczywiście uznała, że mu ten tytuł nie pasował. Choćby ze względu na zdecydowanie barwniejsze wypowiadanie się, niż stworzenia, których dialekt opierał się na charczeniu, odchrząkiwaniu i siarczystych splunięciach w czterech kierunkach świata.
Navalonka podobno smakuje jak woda. Z jednej strony sprytne, z drugiej okrutne — dorzuciła swoje trzy grosze, dzielnie jeszcze unosząc twarz, by Gryfon mógł ocenić stan jej ust. Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało. — Czyli cydrak... O nie, gdzie? — zaniepokoiła się, gwałtownym ruchem starając się wytrzeć bliżej nieokreśloną zbłąkaną kroplę. — Tego podobno nie da się zmyć, nie chcę skończyć jak jakiś niskich lotów wampir — jęknęła pod nosem, bo ostatnie o czym marzyła, to żeby do Znaku Zorzy na jej twarzy dołączył jakiś czerwony zaciek przy ustach. Oczyma wyobraźni już widziała te rozbawione spojrzenia i niewybredne żarciki, że jej się ulało. Zdecydowanie gorzej, że czerwienią, bo nasuwało to co najmniej niesmaczne skojarzenia. Z taką stylówą naprawdę możnaby ją posądzić o mordowanie łyżeczką - ale na pewno nie przyrównywaniem do legend.
To raczej nie czyni ze mnie obiektu pożądania historyków — odparowała, kręcąc nosem na linię obrony Boyda - bo co jak co, ale na takie umniejszanie znaczenia Avalonu zwyczajnie nie mogła się zgodzić. Nie upierała się jednak dalej, bo chłopak skutecznie zgasił ją naprawdę trafioną parodią jej psioczenia - a ona momentalnie zdała sobie sprawę, że sama sobie zaprzeczała. Prychnęła jedynie cicho z rozbawieniem, nim nie podjęła się egzaminowania bryłki złota - jakby nie spojrzeć, najprawdziwszej z prawdziwych.
Ale skąd tak wielki samorodek na ścieżce? Ot, materializuje się czasem? — Nie byłaby Jessicą Smith, gdyby nie zaczęła zastanawiać się nad pochodzeniem tej małej fortuny. Coraz to nowsze, napływające jej do głowy pytania szybko zostały jednak wyparte przez, cóż, zaskakującą propozycję jej towarzysza.
Aż zakrztusiła się popijanym właśnie cydrakiem.
Nie dobra — odparła niemal natychmiast, kręcąc głową. Wbrew wszelkiemu rozsądkowi, i temu, że darowanemu pegazowi się w zęby nie zagląda - zwyczajnie nie mogła, nie chciała przyjąć TAKIEGO podarunku. — Żarty żartami Boyd, ale Ty znalazłeś to złoto, jest twoje — oświadczyła twardo, korkując butelkę alkoholu i wkładając ją na wierzch torby. — Chodź, złoty chłopcze, może znajdziesz coś jeszcze! — Uznała temat za zakończony, obracając się na pięcie i podejmując dalszą wędrówkę. — Ty jesteś tu dla złota, ja dla widoczków i towarzystwa, tak się podzielimy — dopowiedziała jeszcze, nie wiedząc czemu, czując za mostkiem... zakłopotanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent / super magiczna proteza lewej ręki / szpetne blizny na klacie i jeszcze szpetniejszy tatuaż "fillin are my live" na przedramieniu / pachnie czarodidasem ale ładniej niż august
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 321
  Liczba postów : 1650
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t17855p26-sowa-boyda#top
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptySro Lip 27 2022, 22:00;

Nie dała mu wygrać nawet kiedy wytoczył najcięższe działo w postaci swojego własnego, ojczystego języka, który funkcjonował pośród niedużej grupy osób - każda porażka była bolesna, ale tą akurat udało mu się znieść z godnością i śmiechem, bo bardzo obrazowy komentarz Jess wzbudził wesołość i złagodził ból uświadomienia sobie, że po raz kolejny to dziewczyna zagięła jego, a nie na odwrót. Dostrzegł jednak pewne plusy związane z faktem, że oboje posiadali tą tajemną wiedzę.
- Super, jak oboje znamy ten zajebisty szyfr, to będziemy mogli teraz razem szkalować se na głos Anglików w szkole. Robimy tak czasem z Marleną - uradował się, składając tym samym Jessice trudną do odrzucenia propozycję fantastycznej rozrywki na poziomie. - Ale serio... gdzie ty się tego wszystkiego nauczyłaś i, kurwa, k i e d y? - musiał zapytać, bo, jako dla człowieka o umyśle nie najwyższych lotów, było to dla niego zwyczajnie nieprawdopodobne. I dziwne. I fajne całkiem.
- Zdecydowanie okrutne - skomentował ze śmiechem ciekawostkę o neutralnym smaku navalonki, przy okazji - i przy kolejnym łyku podstępnie plamiącego trunku - kontrolując raz jeszcze stan twarzy Jess, która jakoś w międzyczasie wydała mu się znacznie bardziej atrakcyjna niż dotychczas... aż poczuł chęć, żeby ją o tym poinformować. Grzechem byłoby tego nie zrobić. - Nawet jako niskich lotów wampir byłabyś super zajebista - pokusił się więc o pełen klasy komplement, zachęcony magicznym działaniem cydru, którego smak jakby podpowiadał mu, że to będzie wspaniały pomysł i Dżesika na pewno takie urocze słowa doceni.
W przeciwieństwie do jego prób zapewnienia, że w niczym nie ustępuje pięknym avalońskim krajobrazom, o ile w ogóle dało się porównać człowieka do pejzażu.
- Nie samymi historykami żyje człowiek - skwitował więc tylko jej wątpliwości nieco refleksyjnie, jak nie on, po czym skupił się na złocie, które na moment zaaferowało go tak bardzo, że zapomniał o wszystkim, o bąbelkach cydru, o nagłej sympatii do dziewczyny, o ładnych widokach. Przyglądał się grudce złota w milczeniu, zastanawiając jednocześnie nad pytaniem towarzyszki - prawda była taka, że nie miał, kurwa, pojęcia. Ale czy taka odpowiedź usatysfakcjonowałaby Jessicę Smith? Niekoniecznie.
- Nieeeee... Na bank jest z tym związana jakaś w chuj ciekawa legenda - zadecydował, gotów nawet sam jakąś wymyślić na poczekaniu, byle tylko nie zbyć kwestii materializującego się złota wzruszeniem ramion; chyba że trafił w punkt i zaraz się okaże, że Krukonka rzeczywiście taką historię jednak zna. Nie zdziwiłby się.
Zdziwił się za to, że tak natychmiastowo i stanowczo odmówiła jego uprzejmej (i sprawiedliwej) propozycji.
- Nie chcesz podziału majątku? - zażartował, przypominając sobie o przypieczętowanym wcześniej cyrografie, ale poważna mina i twardy ton stanowczej Jess skutecznie ukróciły jego wesołość. - No dobra, no... to nie. Chujowy biznes robisz z takim podziałem, tyle ci powiem, ale jak tam wolisz - skwitował, stwierdzając, że nie będzie jej na siłę wciskać, skoro ewidentnie nie była zainteresowana. Najwyżej sprezentuje jej coś ładnego, żeby nie była tak totalnie stratna; na razie jednak schował pieczołowicie złoto do plecaka i ruszył dziarsko za dziewczyną, która zdążyła już odmaszerować kawałek dalej.
- No i co, powinienem teraz coś spektakularnego zrobić, żeby to moje towarzystwo było warte pół tej grudki? - wrócił do lżejszego tonu, trochę tylko ją podpuszczając, żeby wymyśliła jakieś w y z w a n i e zanim łażenie po górach zrobi się nudne. Szczerze mówiąc, spodziewał się że już wykorzystał przysługujący mu zapas szczęścia i to by było na tyle jeśli chodzi o lukratywne znaleziska. Dobrze, że chociaż towarzystwo pozostało niezmiennie doborowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jessica Smith

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 176cm
C. szczególne : Biały znak Zorzy łączący wewnętrzne kąciki oczu | Złote okulary (tłumaczki) | Rude włosy | Brisingamen, Ijda Sufiaan i druidzki amulet na szyi | Delikatny zapach frezji
Galeony : 147
  Liczba postów : 1597
https://www.czarodzieje.org/t18405-jessica-anneliese-smith#525187
https://www.czarodzieje.org/t18434-jess-smith
https://www.czarodzieje.org/t18435-jess-smith#525191
https://www.czarodzieje.org/t18433-jessica-smith#525176
https://www.czarodzieje.org/t19201-jessica-smith-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyCzw Lip 28 2022, 13:12;

Nie chciała jakkolwiek dyskredytować Bogdana czy pokazać swoją wyższość - do zadzierania nosa była w końcu chyba ostatnią osobą pod słońcem; co nie zmieniało faktu, że siedzenie cicho jak mysz pod miotłą miała już za sobą. Może jeszcze trochę płoszyła się w większym tłumie, gdzie jej pragnienie niewidzialności czasem przeważało - ale paradoksalnie w sytuacjach sam na sam zdarzało jej się nawet błyszczeć.
Ale Ty zdajesz sobie sprawę, że ja też jestem Brytolką? — zachichotała, prawdziwie rozbawiona propozycją Callahana. Chociaż prawda też była taka, że nie czuła się jakkolwiek etnicznie związana z czymkolwiek - był z niej trochę taki kamaleon. — Wiem, że Marla tak robi, między innymi dlatego nauczyłam się irlandzkiego — wyjawiła, błyskając zębami w uśmiechu, kiedy wyszło na jaw, że było z niej trochę takie kukułcze jajo; które samo się do innych gniazd podrzuca. Na pytanie Boyda - podszyte chyba lekką nutą podziwu? - wyraźnie wyprostowała się, choć też lekkie zakłopotanie przebiegło jej przez twarz.
Moja mama jest Czeszką, tata Kanadyjczykiem i do tego tłumaczem — wyjaśniła wstępnie, zaplatając ramiona za plecami - i bujając się lekko na boki podczas chodu. — Z domu jestem... eee... czterojęzyczna? — Szybko przeprowadziła w głowie odpowiedni rachunek, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że trochę jednak tego było. — Więc od zawsze 'przełączałam się' na inne dialekty dość gładko. I to w sumie mój jedyny talent, a potem okazało się, że jestem czarownicą i mam jeszcze magiczne języki do ogarnięcia. — Wzruszyła ramionami - uważała to za naturalną kolej rzeczy po prostu - tak jak to, że z wykładów historii swojej matki przerzuciła swoje zainteresowania na historię magii. — No i pracuję w Biurze Tłumaczeń... Mam też — tu postukała w swoje złote okulary. — To cacko. Dwa lata temu w Boże Narodzenie odwiedziliśmy z Hogwartu fabrykę Mikołaja, jakkolwiek absurdalnie by to nie zabrzmiało. Każdy z nas dostał prezenty. Mi trafiły się okulary-tłumaczki, mogę z nimi przeczytać każdy tekst, nawet w zapomnianym języku — zakończyła swoją 'życiową opowieść'; niespecjalnie ostatecznie porywającą - przynajmniej w mniemaniu Smith, która po prostu trzymała się od zawsze tego, w czym nie musiała czuć się gorsza od reszty.
Co jak co, ale panikując z lekka nad niechcianym tatuażem w postaci plamy na twarzy po cydraku, absolutnie nie spodziewała się dobitnego komplementu z ust Boyda. Aż zerknęła na niego z... zakłopotanym rozbawieniem - uznając te słowa za bardzo miłe pocieszenie. Poczuła się nawet nieco pewniej - nie wiedzieć, czy przez chłopaka, czy przez cydr, który jakby pomagał jej w nie-negowaniu wszystkiego.
Chociaż oczywiście, nie mogła darować sobie doszukiwania się ukrytego znaczenia w rzeczach pozornie bez żadnego znaczenia - w końcu takie rozkminy były jej chlebem powszednim. Oczy jej rozbłysły na sugestię Gryfona.
Coś w stylu... hmm... Kiedy znajdzie się Rycerz z Kopciuszkiem na utrzymaniu, góry Avalonu zaczną ronić złote łzy nad jego marnym wyborem? — zaśmiała się krótko, samej zmyślając na poczekaniu barwną bujdę - bo oczywiście nie znała, ani nie słyszała żadnej legendy, która wspominałaby o Złotym Szlaku, bądź czymś pochodnym. Zawsze była z resztą bardziej zainteresowana aspektami historyczno-artefakto-informacyjnymi, aniżeli kwestią zysku - może właśnie dlatego nie aspirowała na łamacza klątw czy rzeczoznawcę.
I nie ładowała do kieszeni każdej proponowanej - nawet jeśli w dobrej intencji - błyskotki.
Żebyś potem mówił, że poleciałam na hajs księcia? Nie, dzięki — rzuciła jeszcze przez ramię do Boyda, który mruczał coś sobie pod nosem, ładując znalezioną bryłkę do plecaka. Zawczasu sama wyjęła ze swojej torby po porcji centaurzych podpłomyków - jedną sztukę wciskając w usta Boyda, kiedy ten tylko ją dogonił. Dając sobie tym samym czas na zastanowienie się nad wyzwaniem dla wyraźnie głodnego wrażeń towarzysza.
Wykrzycz coś żenującego, zobaczymy czy echo w górach powtórzy czy się zaśmieje — rzuciła absurdalnym pomysłem, zaraz też machając zbywająco ręką - i biorąc gryz sucharka. — Żartuję oczywiście. Ale możesz mi opowiedzieć coś, o czym nie wiem — wyszczerzyła się do Callahana przekornie, zastawiając sprytną (i super-prostą) psychologiczną pułapkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Wiktor Krawczyk

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Mańkut,Rude włosy, centymetrowa blizna na udzie w kształcie smoka. Na policzkach i nosie ma piegi, które według rodzeństwa dodają mu uroku.
Galeony : 705
  Liczba postów : 522
https://www.czarodzieje.org/t18845-wiktor-iwan-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19010-irys-wik#547591
https://www.czarodzieje.org/t18897-wiktor-iwan-krawczyk#543748
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptySob Lip 30 2022, 10:11;

Wiktor ledwo doszedł do siebie po śpączce szedł wolnym krokiem w kierunku jakiejś ścieżki.
Co prawda zawsze coś zostanie w takim przypadku u rudzielca stan lękowy - szybko tego nie da się zmienć.
Wolnym krokiem wszedł do wyżej wymienionego miejsca. Och, jak tutaj było...cicho.
Krawczyk wszedł na jedną ze ścieżek, idąc wolnym krokiem, rozglądając się - jak to miał w naturze - ostrożności nigdy dosyć.
Ktoś mówił że mozna zebrać kamienie i je sprzedać, więc i chłopak postanowił to sprawdzić.
Szukał kamieni ale na marne próbował chyba nie był to Wiktora dzień bez zdobyczy ale za to jakie krajobrazy i to się liczyło. Po czym udał się w dalsze zwiedzanie Avalonu.
z/t
@Maximilian Felix Solberg

https://www.czarodzieje.org/t21539p884-kostki#700921_> 3i5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent / super magiczna proteza lewej ręki / szpetne blizny na klacie i jeszcze szpetniejszy tatuaż "fillin are my live" na przedramieniu / pachnie czarodidasem ale ładniej niż august
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 321
  Liczba postów : 1650
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t17855p26-sowa-boyda#top
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyWto Sie 02 2022, 19:18;

W przypadku Jess powiedzonko wejdź między wrony, kracz jak i one zdecydowanie można było zastosować dosłownie - a przynajmniej tak wynikało z jej słów, bo kiedy podzieliła się tą piękną historią swojego życia (wcale nie nudną; nudna to mogła być ta jego, gdzie od pokoleń wszyscy zdawali się mnożyć ze sobą nawet nie w obrębie jednego kraju, a jednego parszywego osiedla) i nietypowego talentu.
- Żadna z ciebie Brytolka w takim razie i jesteś totalnie upoważniona do szkalowania ich - ocenił, podejmując się nawet dogłębnej analizy pochodzenia Smith: - Zresztą: Czesi lubią alkohol, Kanadyjczycy są mili, więc jak to połączysz, to wychodzi stereotypowy Irlandczyk. Jesteśmy rodakami, proste. - podsumował, bardzo dumny z tego iście krukońskiego wyciągnięcia wniosków. Ewidentnie z kim przestajesz, takim się stajesz - oby tylko to nie zadziałało w obie strony i Jess nie zaczęła popisywać się głupotą. - I co, tak se gadacie w domu różnymi językami? Czekaj... Mikołaj istnieje? - chciał podjąć temat rodziny Jess, ale rozproszyła go informacja o prezencie prosto ze świątecznej fabryki - No, powiem, oksy ci sprezentował dojebane. Jak to wyglądało? Musieliście siadać staremu dziadowi na kolanach i mówić czy byliście grzeczni? - parsknął śmiechem na tę niezbyt zachęcającą wizję, ale hej, z drugiej strony, gdyby miał dostać równie idealnie dopasowany prezent, to pewnie sam by się skusił. Ciekawe na co by trafił. Znając swoje szczęście, to pewnie łajnobombę w ryj.
Tak jak się spodziewał, Jess nie zawodziła nie tylko jeśli chodziło o dzielenie się okolicznymi legendami i ciekawostkami, ale też podczas wymyślania na poczekaniu własnych. Roześmiał się razem z nią, kiedy usłyszał historię, ale ponieważ nie był zachwycony negatywnym wydźwiękiem całości, a cydr i doborowa kompania wprawiły go w doskonały nastrój, dodał własną, alternatywną wersję:
- Albo... jeśli pojawi się Rycerz niegodny pazernego Kocpiuszka z całą menażerią na utrzymaniu, litościwe góry wspierają go złotem, żeby se mogli za hajs Avalonu balować - rzucił, wytracając w toku wypowiedzi górnolotny ton; wspólne obśmianie całego zajścia było dużo lepszą opcją rozwiązania tej sytuacji niż wpadnięcie w niezręczną przepychankę pod tytułem weź-niechcę-aleweź-aleniechcę. A potem zwyczajnie przeszli nad tym tematem do kolejnych.
Wymamrotał jakieś niewyraźne podziękowania, kiedy Jess znienacka zamknęła mu mordę podpłomykiem, co było z jej strony naprawdę dobrym pomysłem, bo z wrażenia po znalezieniu złota zdążył zapomnieć, że już jak wychodził to był głodny, a cydr, chociaż smaczny, to niekoniecznie był sycący - i tylko jakieś durne pomysły przychodziły po nim do głowy. Nie żeby potrzebował do takowych szczególnej zachęty; zachichotał na pierwszą prośbę dziewczyny, wcale nie mając zamiaru zbyć jej machnięciem ręki... bo sam był ciekawy, jak zabrzmi echo jego niesamowicie błyskotliwej wypowiedzi.
- Eee... HOKUS POKUS CZARY MARY TWOJA STARA TO TWÓJ STARY - wydarł się, a owa mądrość poniosła się echem po całej okolicy, aż pozostało z niej tylko nieco nostalgiczne stary.... No, na pewno zaimponował w ten sposób Jessice.
Kolejne zadanie też nie wydało mu się szczególnie trudne - w końcu rozmówczyni nie wiedziała o nim prawie nic. Wystarczyło powiedzieć cokolwiek osobistego; i nagle wszystkie zwierzenia, o których Jess usłyszałaby po raz pierwszy, wydały mu się zbyt wylewne.
- Płotkę się łowi w dzień, a leszcza nad ranem i późno wieczorem. A karpia w trzcinach - zarzucił więc bardzo poważnie niesamowicie ciekawą - i zupełnie randomową - wiedzą przydatną tylko w życiu prawdziwego fanatyka wędkarstwa. - Wiedziałaś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jessica Smith

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 176cm
C. szczególne : Biały znak Zorzy łączący wewnętrzne kąciki oczu | Złote okulary (tłumaczki) | Rude włosy | Brisingamen, Ijda Sufiaan i druidzki amulet na szyi | Delikatny zapach frezji
Galeony : 147
  Liczba postów : 1597
https://www.czarodzieje.org/t18405-jessica-anneliese-smith#525187
https://www.czarodzieje.org/t18434-jess-smith
https://www.czarodzieje.org/t18435-jess-smith#525191
https://www.czarodzieje.org/t18433-jessica-smith#525176
https://www.czarodzieje.org/t19201-jessica-smith-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyCzw Sie 04 2022, 12:32;

Nigdy jakoś specjalnie nie pochylała się nad swoim rodowodem - ot, urodziła się w Anglii, jak miliony innych, w żadnym charakterystycznym regionie, bez miejscowych dialektów; absolutnie nic szczególnego i wartego uwagi. Tymczasem Boyd podjął się kompilacji jej pochodzenia - i to we wcale nie tak znowu bezsensowny twór.
Zaśmiała się wesoło, mrużąc z rozbawienia oczy.
W takim razie naprawdę powinnam nazywać się Meadhbh. — Ponownie płynnie przestawiła się na irlandzki zaśpiew, dla podkreślenia swojego nowoodkrytego rodowodu - nawiązując do ich wcześniejszej rozmowy nad Grismerie. Jakoś wyjątkowo gładko - chyba za sprawą krążących jej po organizmie bąbelkach cydru - szło jej snucie swoich historyjek; których z resztą Callahan naprawdę z uwagą wysłuchiwał. Ośmielona tak swobodną interakcją, ani myślała gryźć się w język.
No tak, rozmawiamy. Tylko ja i tatko co prawda umiemy japoński, ale jedna moja starsza siostra wyszła za Hiszpana, a druga jest nauczycielką rosyjskiego, więc wychodzi z tego niezły bazar — dorzuciła, z pewnym roztkliwieniem wspominając swoje rodzeństwo, choć była w tym jakaś słodko-gorzka nuta. Szczęśliwie jej towarzysz szybko podłapał temat wątpliwego istnienia Mikołaja - co szybko ten nikły cień z twarzy Smith przegnało.
Starego dziada jako-takiego nie widziałam... Jego fabryka była ewidentnie opuszczona, może zmienił rewir albo nie ma już grzecznych dzieci — stwierdziła, kwitując wesołość Boyda własnym uśmiechem. — My tylko tańczyliśmy z kościotrupami w rytm Spooky, scary sceletons, przedzieraliśmy się przez przerośniętą, zmutowaną jemiołę i ogarnialiśmy zostawionego samemu sobie biednego ferniego. Byłam tam z Darrenem — cmoknęła cicho, jakby z dezaprobatą, że wspominała swojego byłego - ale goryczkę na języku prędko zapiła słodkim, rześkim cydrem, którego sobie nie pożałowała w tych kilku łykach. Humor - choć dalej szampański - szybko wywindował jeszcze o piętro w górę: może przez napitek, a może przez alternatywę jej legendy wygłoszonej przez Gryfona.
Choć nie mogła sobie darować teatralnego łypnięcia spod byka na chłopaka, gdy nazwał ją pazerną. A potem cydr prawie poszedł jej razem z podpłomykiem nosem, kiedy Boyd niepomny na jej sprostowanie wydarł się na całe gardło. Aż musiała przystanąć i pochylić się do przodu, żeby się nie udusić (i nie wyglądać przez cydrak jakby dostała z pięści w nos), chichocząc spazmatycznie.
Następnym razem poczekaj aż przełknę — poprosiła przez łzy, w końcu prostując się i łapiąc normalny oddech. Otarła kąciki oczu rękawem bluzy - nie ukrywając swojego zawodu, gdy Boyd bardzo oszczędnie odpowiedział na jej pytanie. — Ponadto płoć najlepiej bierze na spławik, leszcz i karp na grunt i to przez feeder — dopowiedziała swoje trzy grosze - jednocześnie odpowiadając na ostatnie pytanie chłopaka. — Jak byłam mała, jeździliśmy nad Windermere na ryby. To znaczy, ja głównie czytałam książki, no ale... — dodała gwoli ścisłości, wzruszając ramionami. — Dawaj coś innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent / super magiczna proteza lewej ręki / szpetne blizny na klacie i jeszcze szpetniejszy tatuaż "fillin are my live" na przedramieniu / pachnie czarodidasem ale ładniej niż august
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 321
  Liczba postów : 1650
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t17855p26-sowa-boyda#top
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyCzw Sie 04 2022, 23:13;

Zachichotał na żarcik Jess i wspomnienie absurdalnej rozmowy nad rzeką (której właściwie zawdzięczali to, że mogli sobie teraz razem kicać po górach i świetnie się bawić), ale zaraz pokręcił głową, bo istniał znacznie poważniej brzmiący irlandzki odpowiednik jej nazwiska.
- Albo... Jessidhbh Ó'Sméithágchain - oznajmił uroczystym tonem, wznosząc cydrem toast za nową tożsamość - Ej... a jak by moje brzmiało po czesku? - zainteresował się, stwierdzając, że na pewno jakoś idiotycznie, bo z tego co zdążył kiedyś podsłuchać u uczniów z wymiany z Souhvězdí, wszystkie te wschodnie języki brzmiały jak jeden wielki dowcip. A przecież nie mógł pozostać w tyle za świeżo ochrzczoną na nowo Jessicą.
Z życiowych opowieści dziewczyny wyłaniał się obraz może zwyczajnej, ale przy tym ciekawej rodziny i trochę odruchowo zaczął dopytywać o różne szczegóły, nie zastanawiając się nad tym, czy nie zaczyna być wścibski - bo zwyczajnie przyjemnie się tego słuchało. Nawet wyobrażenie bazarowego rozgardiaszu i poprzeplatanych różnymi językami burzliwych konwersacji wyglądało całkiem zachęcająco.
- No tak, wyjść za rodaka albo uczyć angielskiego to byłby u was niezły przypał... - rzucił
żartobliwie, a kolejne pytanie nasuwało się samo: - Jesteś najmłodsza?
Kiedy relacjonowała mu pobyt w fabryce starego dziada znanego też dzieciom jako święty Mikołaj, patrzył na nią z mieszaniną rosnącego z każdym słowem rozbawienia i powątpiewania w to, czy przypadkiem nie jest przez nią zwyczajnie wkręcany. Jedyne, czego był pewny, to że zdecydowanie nie ma już grzecznych dzieci, co najwyżej rozwydrzone bachory i pojebane gumochłony, zachował jednak tą niedelikatną refleksję dla siebie.
- O kurwa, grubo - skomentował inteligentnie, ale naprawdę, czy dało się to ująć jakoś inaczej? - Trupy, badyle, łosie... Darki... brzmi jak Halloween a nie Boże Narodzenie. Teraz jeszcze bardziej żałuję, że mnie tam nie było - stwierdził, przypominając sobie jakoś ledwo, że Fillin chyba też brał udział w tym szalonym przedsięwzięciu, a on sam był wtedy ciągle w szpitalu, więc nie całkiem miał w tej kwestii jakikolwiek wybór - a szkoda, bo zabawa opisana przez Jess brzmiała wyśmienicie.
Nie tak wyśmienicie, oczywiście, jak słuchanie echa odbijającego jego prostacką odzywkę ku większej niż by się spodziewał uciesze Smith; zawtórował jej, rechocząc równie wesoło, chociaż mina mu zrzedła, kiedy zaraz się okazało, że jego ciekawostka okazała się bardzo niewystarczająca. A był przekonany, że ją zagnie!
- No jasne, że jeździliście - mruknął trochę do siebie, bo faktycznie powinien był to przewidzieć; wspólne wypady nad jezioro i stary-wędkarz totalnie wpasowywały się do wizerunku kochającej się, zintegrowanej rodziny Jess. - Szkoda że tylko czytałaś, liczyłem że wędkujesz i pokażesz mi zdjęcia gdzie kucasz taka dumna z zajebistymi rybnymi trofeami - skomentował równie rozczarowany co Dżesika, sięgając przy tym po butelkę, żeby zapić tą tragiczną porażkę i zastanowił się chwilę.
- Dobra, a co powiesz na to żeeee... - naprawdę miał wrażenie, że istnieje jakiś jeden procent szans na to, że wstrzeli się w jakąś nieznaną jej dziedzinę -...na titik nie ma jednego uniwersalnego lekarstwa, tylko eliksir robi się na podstawie rdzenia różdżki chorego? Mi na przykład, jak mam serce buchorożca, to musieliby dać sproszkowany róg i brzytwotrawę. A mugolom... charłakom pewnie też... liście porzeczki, tej wiesz, tej jebitnej co ma owoce jak mój łeb - odpowiedział tym razem obszerniej, celowo wplatając informację o swojej różdżce, która może nie była tak ciekawa jak cała reszta, ale przynajmniej na sto procent stanowiła jakąś nowość. Teraz Jess mogła nawet stwierdzić, że to wie wszystko, bo jej stary wynalazł to lekarstwo... ale zażądać kolejnej informacji już nie. Na koniec przyszła mu też do głowy iście krukońska refleksja: - Ciekawe, swoją drogą, ile z tych niewyjaśnionych medycznych przypadków u mugoli to są po prostu ludzie którzy załapali coś magicznego... no, przejebane tacy mają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jessica Smith

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 176cm
C. szczególne : Biały znak Zorzy łączący wewnętrzne kąciki oczu | Złote okulary (tłumaczki) | Rude włosy | Brisingamen, Ijda Sufiaan i druidzki amulet na szyi | Delikatny zapach frezji
Galeony : 147
  Liczba postów : 1597
https://www.czarodzieje.org/t18405-jessica-anneliese-smith#525187
https://www.czarodzieje.org/t18434-jess-smith
https://www.czarodzieje.org/t18435-jess-smith#525191
https://www.czarodzieje.org/t18433-jessica-smith#525176
https://www.czarodzieje.org/t19201-jessica-smith-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyPon Sie 08 2022, 11:13;

Jessidhbh Ó'Sméithágchain... — Ułożyła na języku nowe brzmienie, jakby smakując swoje nielubiane imię zupełnie od nowa - i naprawdę jej się to spodobało. — Nawet Jessi po irlandzku brzmi dobrze — zaśmiała się lekko, mrużąc oczy z ukontentowaniem, zupełnie jakby na nowo podchodząc do aspektu, który zawsze wywoływał u niej grymas niezadowolenia - nawet jeśli tylko wewnętrzny. — Twoja czeska godność brzmiałaby... Bohdan Světlohlavý. — Śmiesznie brzmiało to nagłe przejście z irlandzkiego zaśpiewu na czeski - choć równie śpiewny, tak zdecydowanie bardziej miękki. — Ale chyba wolę Boyd Callahan — dodała swoje trzy grosze, łypiąc iskrzącymi oczami na towarzysza - i przejmując od niego cydr, żeby samej przypieczętować cichy toast.
Autentycznie gładko przychodziło jej przytaczanie swoich historyjek - a jeszcze łatwiej opowiadało jej się o rodzinie, która bądź co bądź, choć mugolska, to stanowiła naprawdę ważną część jej życia. Zwłaszcza, jeśli chodziło o siostry. Co prawda żyły właściwie w dwóch innych światach, ale nie przeszkadzało im to we wzajemnym zrozumieniu - szczególnie, gdy Smith dość często podrzucała im cząstki ze swojej menażerii.
Tak, dokładnie, jesteśmy łowczyniami obcokrajowców — prychnęła z rozbawieniem na drobny przytyk Boyda - kręcąc w zaprzeczeniu głową na jego pytanie. — Jestem 'średnia' — ubrała to określenie w cudzysłów z palców. — Mam dwie starsze siostry i cztery młodsze, jest nas magiczna siódemka — sprostowała, na samo wspomnienie najmłodszych bliźniaczek uśmiechając się z rozczuleniem. — Ty też masz chyba sporą rodzinę, nie? — dorzuciła jeszcze swoje pytanie - bo coś jej świtało, że Boyd nie był jedynym Callahanem w Hogwarcie, choć równie dobrze mogła być to zbieżność nazwisk.
Nie zauważyła delikatnie podejrzliwego wzroku towarzysza, kiedy opowiadała mu o Bożym Narodzeniu przed dwoma laty - zbyt zajęta w miarę dokładną relacją i rozglądaniem się wokół, na widoki rozciągające się z mieniącej złotem ścieżki.
Może jeszcze będziesz miał okazję siąść na kolanach prawdziwego Mikołaja — pocieszyła chłopaka, chrupiąc jeden z podpłomyków. Doprawdy dzielnie zniosła zamach na jej życie - mimowolnie zaraz potem dopowiadając kolejny fakt z jej rodzinnego życia... Jak wróci z Avalonu, chyba będzie musiała spędzić choć tydzień w rodzinnym domu.
Nie umiem łowić, wybacz, że Cię zawiodłam. — Przyłożyła rękę do serca w wyrazie prawdziwej i szczerej skruchy - przyznając się do kolejnej rzeczy, której nie potrafiła - bądź nie robiła. Szybko jednak skupiła swoją uwagę na Boydzie, który - fanfary! - podzielił się z nią ciekawostką, o której NAPRAWDĘ nie miała zielonego pojęcia. Usta rozchyliły jej się mimowolnie, kiedy ze szczerym zainteresowaniem pochłaniała każde słowo Callahana.
Ooo... — mruknęła cicho, a trybiki w jej głowie widocznie podjęły pracę, katalogując uzyskaną właśnie wiedzę w odpowiednie mentalne szuflady. — Czyli każdy eliksir musi być zindywidualizowany... Ale musi być z tym roboty. A co jeśli ktoś ma na tyle rzadki rdzeń, że trudno byłoby uzyskać taki składnik? Nie ma żadnych zamienników? — zaczęła dumać, a szare oczy błyszczały, oddając krukoński entuzjazm Smith. — Skoro ja mam krew trytona... to antidotum też musi być z niej? Obojętnie jakiego trytona? Co warunkuje drugi składnik? — zasypała Callahana gradem swoich pytań, skwapliwie przytakując jeszcze na jego refleksje, choć miała też swoje trzy grosze do dodania: — Ale skoro nas nie imają się typowo mugolskie choroby... to może ich też nie łapią się czarodziejskie? Albo łapią, tylko w innej odmagicznionej formie, skoro przecież nie mają w sobie magii, na którą taka choroba mogłaby wpłynąć... Khm, nie jestem zbyt zorientowana w uzdro — skwitowała na koniec, unosząc jeszcze roziskrzone spojrzenie na Boyda. — Serce buchorożca najlepiej manipuluje zaklęciami i urokami... a z jakiego drewna masz różdżkę? Mogę... Mogę zobaczyć? — Nie wiedzieć czemu, ale miała wrażenie, że pyta o coś bardzo osobistego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent / super magiczna proteza lewej ręki / szpetne blizny na klacie i jeszcze szpetniejszy tatuaż "fillin are my live" na przedramieniu / pachnie czarodidasem ale ładniej niż august
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 321
  Liczba postów : 1650
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t17855p26-sowa-boyda#top
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik
Górska ścieżka QzgSDG8




Gracz




Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka EmptyPon Sie 08 2022, 17:31;

Roześmiał się na dźwięk czeskiego nazwiska, które, tak jak się spodziewał, brzmiało zwyczajnie głupio i jeszcze bardziej niedorzecznie niż Jessidhbh Ó'Sméithágchain, które ku jego zadowoleniu wzbudziło całkiem spory entuzjazm świeżo upieczonej Irladnki. Nie próbował nawet powtórzyć Světlohlavego, bo przerastały go miękkie, szeleszczące dźwięki, zwłaszcza kiedy był taki ubawiony, i skwitował tylko: - Ja też wolę Jessicę Smith - bo jednak co oryginał, to oryginał. Wyglądało więc na to, że ostatecznie toast wznieśli po prostu za samych siebie.
Rodzina była jednym z tych nielicznych (obok pogody i szkalowania Patola) tematów, który często w rozmowie zdawał podejmować się sam i który dla większości osób był neutralny i przyjemny, w końcu prawie każdy miał coś do powiedzenia o rodzeństwie, rodzicach czy dzieciństwie - nawet on i nawet jeśli dużo bardziej wolał słuchać cudzych historii niż uzewnętrzniać się ze swoimi. Chłonąc jej słowa, odruchowo założył, że Smithowie stanowią kompletne przeciwieństwo jego rodziny pod każdym względem, zdziwił się więc całkiem porządnie, kiedy odkrył wspólny mianownik w postaci niedorzecznej ilości rodzeństwa. Ale też stwierdził, że to fajnie.
- Siedem dziewczyn... nie dość że szczęśliwa liczba to jeszcze totalnie mogłybyście założyć własną drużynę quidditcha i o, wygryźć Harpie z interesu - zachichotał, bo sportowe skojarzenie po prostu nasuwało się samo - Młodsze już są w Hogwarcie? Ej, czy ja dobrze kojarzę że o jednej mi pisałaś wtedy jak gadaliśmy o ghulu... że nie szanuje szukających, czy coś? - coś mu zaświtało, nie pamiętał dokładnie, ale kojarzył, że szalenie się wtedy ubawił, bo głupia odzywka zacytowana przez Jess skojarzyła mu się z jedną z jego własnych sióstr. Pokiwał głową na jej pytanie; w końcu żadną tajemnicą nie było, że Callahanowie to zawodowi beneficjenci programu Galeon+ i mnożą się jak po zaklęciu Gemino. - Taa, nas to jest od chuja - skwitował kulturalnie - Znaczy, jedenaścioro, i wszystkie gówniaki młodsze - dodał po chwili, żeby nie spławiać Jess nic nie dającą informacją, skoro ona tak ładnie opowiadała mu o wszystkim, a w myślach tylko dodał, że na razie, bo był przekonany, że dorobienie sobie dwunastego (apostoła) to tylko kwestia czasu. Bynajmniej go ta wizja nie cieszyła - raczej przerażała.
Starał się jednak nie martwić na zapas i skwitował śmiechem nadzieję o zawitaniu na kolanach Mikołaja, stwierdzając że spoufalanie się ze starym dziadem to jego największe marzenie - potem zaś mocno zajęły go wysiłki zaintrygowania Jess jakąś ciekawą informacją. I chociaż pierwsze podejście nie było zbyt udane... to poniekąd zadziałało odwrotnie; on dowiedział się kolejnej rzeczy o niej. Że najwyraźniej nie popierała wiedzy teoretycznej praktyką.
- Nauczę cię - zażartował, zanim przeszedł do anegdotki o leku na tajemniczą chorobę i... najwyraźniej trafił w dziesiątkę, bo tak zafrapowanej Smith chyba jeszcze nie widział. Trochę, odrobinkę tylko się poczuł zajebiście dumny, że udało mu się zaimponować takiej żywej encyklopedii, nie miał jednak czasu na mentalne poklepanie samego siebie po plecach, bo Krukonka zaczęła zarzucać go pytaniami. - Można kombinować z zamiennikami, ale skuteczność będzie mniejsza i mogą zostać efekty uboczne... Więc w sumie rzadki rdzeń to pół biedy, gorzej jak ktoś, powiedzmy, różdżkę zgubi a nie wie co w niej miał. Wtedy to loteria - stwierdził i wytężył wszystkie komórki mózgowe, żeby przypomnieć sobie, co tam jeszcze ostatnio o tym wyczytał, żeby nie zawieść krukońskiej ciekawości Jess - Na krew trytona wystarczą łuski, a drugim składnikiem jest zawsze roślina z jego środowiska albo z podobnymi właściwościami. Ee, kurwa, nie pamiętam już teraz, ale obstawiam, że skoro na buchorożca jest brzytwotrawa, to na trytona to mogłoby być po prostu skrzeloziele - wydedukował - No, a poza eliksirem to jeszcze podobno pomaga kąpiel w ziołach, ale to chyba jakieś szamańskie sekrety, bo nigdzie nie znalazłem, w jakich dokładnie - dodał, przypominając sobie o kolejnym aspekcie i z niemałym zadowoleniem słuchał dalej refleksji Jess. W kwestii dyskusji była naprawdę niezastąpiona.
- Skoro znaleźli lekarstwo dla mugoli, to pewnie chorują, przynajmniej na to - odparł - Więc myślę, że w innych pojedyncze przypadki też mogą się znaleźć, pewnie u tych mugoli którzy nawet nie wiedzą, że przenoszą magiczne geny...? No i masz rację, że bez magii forma mogłaby być inna... więc leczenie pewnie też. A może w ogóle nasze choroby ewoluują w ich - dodał, pokusiwszy się na koniec o teorię nie popartą zupełnie niczym, ot tak sobie palnął, bo prawdę mówiąc to im bardziej zaczytywał się w księgach o magii leczniczej, tym bardziej dochodził do wniosku, że nic nie jest wykluczone.
Nie wiedział, czemu Jess nagle tak zainteresowała się jego różdżką - bo niby co w tym takiego ciekawego - ale jednocześnie nie widział w jej pytaniu nic dziwnego czy osobistego, więc nawet nie przyszłoby mu do głowy odmówić.
- Heban. Ee, jasne, możesz se nawet potrzymać - odpowiedział, wydobywając przedmiot z kieszeni i podając dziewczynie; różdżka była zupełnie zwyczajna, czarna, o prostym kształcie i braku jakichkolwiek zdobień. Dosłownie kawałek drewna. Wzruszył ramionami, bo to nie było nic specjalnego. Zrecenzował przy tym: - Faktycznie spoko daje radę z urokami, poprzednio miałem... gruszę i pióro pegaza, no i widać różnicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Górska ścieżka QzgSDG8








Górska ścieżka Empty


PisanieGórska ścieżka Empty Re: Górska ścieżka  Górska ścieżka Empty;

Powrót do góry Go down
 

Górska ścieżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Górska ścieżka JHTDsR7 :: 
Avalon
 :: 
Góry Onchu
-