Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Drzewo obrońców

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość


Mefistofeles E. A. Nox

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : X
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; bardzo umięśniony; skórzana obroża ze złotym kółkiem; od 14.02.2022 pierścionek zaręczynowy!
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 4106
  Liczba postów : 4447
https://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
https://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
https://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
https://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
https://www.czarodzieje.org/t18387-mefistofeles-e-a-nox-dziennik
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPon 4 Lip - 23:05;

First topic message reminder :


Drzewo obrońców

Drzewo obrońców znajduje się na skraju Ellan Vannin i w jego pobliżu można spotkać mnóstwo duchów, które właśnie tutaj składają hołd zmarłym - wielu z nich, którzy nie zostali zaszczyceni rycerskimi tytułami, zostało pochowanych właśnie w okolicy tego drzewa. Czysta magia tęsknoty sprawiła, że panuje tutaj spokojna, przyjemna atmosfera.
Drzewo obrońców zwykle nie przejawia magicznych właściwości, poza niesamowicie wygodnymi gałęziami i stuprocentowym zabezpieczeniem, że nikt z niego nigdy nie spadnie i nie zrobi sobie tutaj krzywdy... Aktywuje się jednak, kiedy tylko wyczuje w pobliżu czarną magię - albo jej wyznawców. Przypomina wtedy wierzbę bijącą, bowiem gałęzie stają się elastyczne i chwytają swoją ofiarę, by zawiesić ją pod niebem, często też głową do dołu. Przechadzające się tutaj duchy zwykle radzą, że wystarczy powiedzieć na głos swoje czarnomagiczne grzechy, by drzewo odpuściło... ale prawda jest taka, że osoba o czystym sercu może poręczyć za takiego nieszczęśnika i wyprosić jego uwolnienie.

Uwaga! Drzewo obrońców aktywuje się przy każdym, kto posiada minimum 1 punkt w Czarnej Magii, ale stopniuje swoją złość w zależności od tego jak bardzo ktoś jest z tą dziedziną powiązany.


Rytuał krwi:

______________________

Happiness is beautiful to see
Won't you box it up for me?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Ezra T. Clarke

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Szczupła, nawet lekko umięśniona sylwetka, zawadiacki uśmiech, zapach Merlinowych Strzał i mięty, znamię w kształcie kruka na łopatce
Galeony : 5825
  Liczba postów : 3310
https://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
https://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
https://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
https://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
https://www.czarodzieje.org/t19322-ezra-t-clarke-dziennik
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptySro 3 Sie - 21:20;

Punkty wytrzymałości: 7 + 2 (wróżbiarstwo) = 9
Literka: A
Efekt: wyryte imię Viro na rok

Jakże zdradziecka była przyjemność płynąca z poczucia elitarności; wystarczyła elegancka koperta z zaproszeniem na tajemniczy rytuał, wystarczył fakt, że Viro podobnego wyróżnienia nie otrzymał, by ciekawość Ezry Clarke'a została rozbudzona. Oczywiście, powinien wiedzieć lepiej, skoro wylanie odrobiny krwi w Lesie Błogosławionych sprowadziło na niego bezsenne i uciążliwe noce, gdy cztery ściany chatki i ciepła obecność partnera zdawały się go jedynie przyduszać. Niematerialne coś - przeczucie, potrzeba, a może nuda zaczynająca doskwierać, gdy do dyspozycji faktycznie miało się dwadzieścia cztery godziny - przyciągało go wyraźnie w to miejsce. W pierwszym momencie bliski był nawet odrzucenia towarzystwa Viro, który trwonił bezrefleksyjnie pokłady Ezrowej cierpliwości, raz za razem opróżniając butelkę bez dna i w efekcie - co drażniło go jeszcze bardziej - zachwytem obdarzając niemal każdą mijaną osobę, niezależnie jak pospolitą. Nie był pewny, czy w perspektywie całego wieczoru nie będzie żałował, skoro w jego odczuciu atmosfera pomiędzy nimi zaczynała się napinać i grozić kłótnią. Czerwona mgła otulająca polanę i groteskowy widok przejętych transem istot, skutecznie ostudzające w nim poczucie wyjątkowości, pomogły mu zdecydować, że nawet towarzystwo Viro było w tej sytuacji lepsze niż samotność.
- Nie zawaham się poświęcić ciebie, jeśli to będzie wybór pomiędzy nami - mruknął lekko kąśliwie i bardzo nieprawdziwie, przemieniając strony, by palce lewej dłoni spleść z palcami Viro, prawą z kolei trzymając bardzo blisko różdżki, bo nie spodziewał się dobrych intencji po rusałkach i czarodziejach splamionych krwią. - Dobrze, że nie mogę jeść od dwóch tygodni, bo i na pusty żołądek mnie mdli, co za chore wesele - wyszeptał w oburzeniu, nie czując się komfortowo z wszechobecnym metalicznym zapachem krwi i widokiem martwych zwierzęcych ciał; starał się omijać je spojrzeniem, bo serce i tak ściskało go empatią. Dopiero zaczynało do niego docierać, że Rytuał Krwi nie był tylko metaforą lub czymś tak symbolicznym jak wymagała tego magia Lasu Błogosławionych. Jego zainteresowanie balansowało na granicy, bo zdecydowanie wolał czarną magię, gdy była czystsza.
Nerwowo obrócił pierścionek na palcu w makabrycznym tłumie doszukując się znajomych twarzy, przejętych tym samym obrzydzeniem i zaskoczeniem, które sam odczuwał. Mógł mówić sobie, że świadomość odwiodłaby go od przyjęcia zaproszenia, ale gdy już tu był, to w jakiś sposób nie potrafił zrezygnować, choć taneczny krąg nie zamknął ich jeszcze w swoim ciasnym obwodzie i ekstatycznych szeptach.
- Powinniśmy odejść, zawsze już zastanawiając się, co mogło dalej się wydarzyć, czy dołączyć do tańca i zaryzykować splamieniem naszej moralności? - zapytał jednak, odpowiedzi szukając w najdroższym mu spojrzeniu; mógł się na niego złościć o rzeczy zupełnie przyziemne, ale nie zmieniało to faktu, że ufał jego ocenom i myślom, jak niczyim innym.
Wciąż mając część wątpliwości, wyciągnął różdżkę, by przy użyciu Orbis spętać świetlistym promieniem ich nadgarstki, zbyt obawiając się, że w takim tłumie bardzo prosto coś mogło ich rozdzielić. Dopiero wtedy pociągnął partnera pomiędzy tańczące sylwetki. I ledwie się w nim zatopili, a już wciągnięci zostali w energiczny korowód. Przedziwna energia przepływała przez jego ciało, a dłonie świerzbiły drażniąco, tym mocniej, im dłużej tańczyli. I w końcu musiał przynajmniej na moment wypuścić dłoń partnera, nie mogąc dłużej wytrzymać tego mrowienia; wtedy też odkrył świeżą krew, która spłynęła w dół ku jego palcom.

______________________

i feel the love in your touch
and i trust what's inside your mind


Ostatnio zmieniony przez Ezra T. Clarke dnia Czw 4 Sie - 20:10, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Scarlett Norwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm
Galeony : 664
  Liczba postów : 81
https://www.czarodzieje.org/t21546-scarlett-norwood#699531
https://www.czarodzieje.org/t21555-serniczek#699868
https://www.czarodzieje.org/t21548-scarlett-norwood#699535
https://www.czarodzieje.org/t21554-scarlett-norwood-dziennik#699
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptySro 3 Sie - 21:26;

Punkty wytrzymałości: 7 + 2 (silna psycha)
Literka: C
Efekt: -2 wytrzymałość

Jamie mógł sobie mówić, co chciał, mógł próbować usadzić ją w miejscu i kazać grzecznie czekać na to, co się wydarzy, ale Scarlett mimo wszystko uwielbiała schodzić po stopniach do piekieł. Ciekawość była jedynie pierwszym z nich, a skoro już dowiedziała się o notatce, o dziwnym rytuale i wszystkim tym, co się z tym wiązało, nie zamierzała zatrzymywać się w miejscu. Dlatego też musiałby ją zapewne transmutować w kamień, żeby nie poszła za nim, żeby nie postanowiła schować się za szerokimi plecami brata, obserwując z zaciekawieniem to, co się dookoła działo. I chociaż było to obrzydliwe, to jednak jej oczy zdawały się błyszczeć niekłamaną fascynacją.
Oto bowiem miała okazję zobaczyć coś nowego, coś całkowicie niespotykanego, coś, czego nikt, nigdy by nie przewidział. Krwawy rytuał był naprawdę krwawy i z jakiegoś powodu bardzo bawiło ją podejście do sprawy Jamiego i Miny, jakby naprawdę zakładali, że idą na herbatkę do babci, a nie na jakieś mordobicie i składanie ofiar z niewinnych dziewic. Jeśli zaś sądzili, że to wszystko było jedynie głupim żartem, to byli niewinni niczym nieobsrane łączki i bardziej naiwni, niż Carly, która z góry zakładała coś niesamowicie niebezpiecznego.
Nie przewidziała jednak, że czeka ich wesele. Aż rozchyliła lekko wargi, gdy tylko dowiedziała się, po co zebrali się w tym miejscu, ciekawa, czy być może teraz drzewo, po którym ostatnio skakała, postanowi ujawnić swoje prawdziwe oblicze. Na razie jednak nie zamierzała się tym chwalić, chłonąc jedynie z dreszczem ekscytacji to, co się działo - ani nie była na tyle wrażliwa, żeby panikować, ani krwi się nie bała, więc mogła brać czynny udział w tym, co się działo.
- Przez ciebie to nigdy nie wyjdę za mąż, pewnie i tak załatwiłbyś mi takie krwawe gody, żebym została od razu wdową - stwierdziła, wywracając oczami, kiedy jej brat się odezwał, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że nie zamierzała zachowywać się, jak tchórzofretka.
Cóż z tego, skoro chwilę później znalazła się w jakimś kręgu tanecznym, gdzie choć chciała pokazać się z jak najlepszej strony, wszystko szło nie tak, jak iść powinno. Carly nie była zachwycona z własnych popisów, ale naprawdę, to, że inni się z niej śmiali, że niemalże wytykali ją palcami, że zachowywali się, jakby zamierzali ją stąd wygnać, nie było zbyt przyjemne. Nie na tyle, żeby się rozpłakała, ale nieoczekiwanie w jej głowie zaczęły pojawiać się wszystkie mało przyjemne wspomnienia, wszystkie problemy, przez jakie kiedyś przechodziła i dała się porwać temu, co się dookoła niej działo, dała się pochłonąć śmiechowi i tańcom, wirując w kręgu, tańcząc i tańcząc bez opamiętania, nie próbując się już nawet popisywać.

@Jamie Norwood @Mina Hawthorne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Violetta Strauss

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168cm
C. szczególne : wyjątkowo niski i zachrypnięty głos | tatuaż z runą algiz na wnętrzu lewego nadgarstka | na palcu prawej dłoni zawsze obrączka Bruhavena | blizny: na palcach i wierzchu lewej dłoni oraz jedna biegnąca w poprzek jej wnętrza, na łydce po ugryzieniu inferiusa, w okolicach zregenerowanego lewego ucha
Galeony : 1820
  Liczba postów : 3579
https://www.czarodzieje.org/t17878-violetta-strauss#504731
https://www.czarodzieje.org/t17893-viola#505013
https://www.czarodzieje.org/t17889-violka#504934
https://www.czarodzieje.org/t17884-violetta-strauss#504822
https://www.czarodzieje.org/t18567-violetta-strauss-dziennik#529
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptySro 3 Sie - 21:26;

Punkty wytrzymałości: 7 + 2 (silna psycha) +2 (wróżbiarstwo) + 1 (rany) = 12
Literka: B
Efekt: harpię się

Zapewne dla nikogo wielkim zaskoczeniem nie był fakt, że Strauss mogła zostać znaleziona na czarnomagicznym rytuale. Jej powiązania z tą dziedziną magii były cóż... swego rodzaju tajemnicą poliszynela. Czasami miała wrażenie, że cały Hogwart o tym wiedział, ale nikt nie zwracał na to większej uwagi póki nie używała jej w praktyce. A przynajmniej nie w murach szkoły.
Dlatego też dosyć łatwo udało jej się zdobyć informacje o krwawym wydarzeniu, które miało mieć miejsce na wyspie. Czuła doskonale unoszącą się wokół czarną magię, którą wszystko zdawało się być przesycone. I być może to ona mąciła w głowach stworzeń, które tańczyły na polanie. Całość miała dosyć niepokojący i przerażający charakter. Zwłaszcza, gdy wzięło się pod uwagę leżące wokół zwierzęce zwłoki i obecność tajemniczych run wysmarowanych krwią. Czy należała ona tylko do zabitej zwierzyny? Tego nie mogła być pewna.
Weselne tańce trwały w najlepsze, a Krukonka starała się odnaleźć jakoś w całym tym tłumie i lepiej rozeznać w sytuacji. Nim jednak to się stało, poczuła na swoim ramieniu żelazny uścisk, a przez rękaw bluzy przebiły się ostre szpony, które chwilowo jedynie drasnęły jej skórę. Z trudem w trzymającej ją istocie rozpoznała wilę, która znajdowała się w swojej na wpół harpiej postaci. Niemniej nie protestowała wcale, gdy ta postanowiła zaciągnąć ją do tańca. Kim była, aby odmówić damie?
Zakończone ostrymi szponami palce zaciskały się w trakcie harców po polanie na jej dłoniach, kalecząc je i sprawiając, że krew zaczęła spływać cienkimi strużkami na polanę pod ich stopami. W pewnym momencie dostrzegła nawet jak półwila, półharpia oblizuje swoje szpony, kosztując znajdującą się na nich szkarłatną ciecz.
Zignorowała to, gdy tylko jej dotychczasowa towarzyszka tańca puszcza ją, aby zaraz porwać do tańca kogoś innego. Sama Strauss chciała jedynie przebrnąć przez tłum w kierunku jak jej się zdawało, centrum wszystkich atrakcji, ale po drodze oczywiście musiała wpaść na kogoś.
Nie zdziwiłaby się, gdyby był to jakiś półolbrzym, ale postać tego wielkoluda była jej niezwykle znana. A przynajmniej tyle była w stanie stwierdzić, gdy tylko zadarła głowę, aby przenieść wzrok z klatki piersiowej chłopaka na jego twarz.
- Drake? - odezwała się nieco zdziwiona obecnością Gryfona. Choć w końcu nie powinna się tak dziwić skoro był znanym jej adeptem czarnej magii. - Miło cię widzieć. Fajnie się bawisz?
Cóż nie każdy mógł się czuć dobrze w podobnym otoczeniu. Zwłaszcza, że stężenie czarnej magii było dosyć silne i kto wie co właściwie stworze

@Drake Lilac
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mulan Huang

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 176cm
C. szczególne : niewielki tatuaż z przodu lewego barku, często zmienia kolor włosów oraz korzysta z magicznych i barwiących soczewek, czasami chodzi z widocznym modelem smoka chińskiego ogniomiota, którego nazwała pieszczotliwie Mushu
Galeony : 616
  Liczba postów : 645
https://www.czarodzieje.org/t20227-mulan-huang#630198
https://www.czarodzieje.org/t20246-lacze-lan
https://www.czarodzieje.org/t20247-mulan#631275
https://www.czarodzieje.org/t20228-mulan-huang#630207
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptySro 3 Sie - 21:50;

Punkty wytrzymałości: 7 - 2 (psycha) -1 kostka = 4
   Literka: D, 3
   Efekt: i know you want me~ (poturbowało mnie)

Prychnęła jedynie, gdy usłyszała tekst Maxa. Faktycznie nazwa Krwawy Rytuał zobowiązywała, ale mimo wszystko dalej wydawało jej się to być niezwykle... krwawe nawet jak na te standardy czarnomagiczne. No, ale jakby nie patrzeć to jednak Brewer miał rację. Nawet jeśli nie chciała mu przyznawać racji.
- No nie wiem. Nie sądziłam, że będziemy tańczyli pod czerwonym księżycem w dziwnej mgle i będzie mniej zwierzęcych trupów - odparła, wzruszając ramionami.
Po chwili przeniosła jeszcze wzrok na Olę, która nie wróżyła im jakoś szczególnie szampańskiej zabawy. A myślała, że specem od wróżbiarstwa to jednak jest wśród nich Max. Jak widać chyba akurat w tej kwestii się myliła.
- No co ty. Wypij sobie jakiegoś krwawego wina, a pewnie zaczniesz się dobrze bawić jak już się porobisz - skomentowała jeszcze nim finalnie dała się porwać do dziwnego tańca wykonywanego przez liczne magiczne stworzenia.
Jak widać Longwei w czas wypowiedział swoją propozycję. Szkoda tylko, że Mulan nie zdołała z niej skorzystać, bo nim się obejrzała wokół niej roiło się od driad, wil, harpii i Merlin wie czego jeszcze. Starała się tańczyć razem z nimi choć, co chwila była wyrywana z rytmu przez bolesne szarpnięcie to w jedną, to w drugą stronę. Czuła nawet jak coś wgryza jej się w okolice obojczyka i szczerze wolała nawet nie patrzeć kto dokonywał tego dzieła. Choć... nieprzyjemne do końca to to nie było. Chyba serio była masochistką.
Dopiero po jakimś czasie jej cudowna grupka wydostała ją ze szponów nocnych istot, które chyba też po części znudziły się Gryfonką, gdy tylko skosztowały jej krwi na tyle, by nasycić swoje pragnienie.
- Brat, wcale nie jest tak źle - powiedziała jeszcze, gdy tylko starszy Huang wydał Maxowi polecenie opatrzenia jej ran.
Co prawda nieco tego było i czuła jak z rozmaitych rozcięć, nacięć i innych tego typu ran sączy się krew, ale chciała iść w zaparte.
- Serio nie ma się czym... Aua - tutaj musiała przerwać, bo tym razem naprawdę ją zabolało. Spojrzała jedynie na prawdopodobnie jakąś dziką półwilę, która obecnie klęczała przy Mulan i wgryzała się w jej biodro tuż nad linią jeansów. - Przepraszam, wgryzasz mi się w tyłek.
Nie sądziła, że podobne uwaga cokolwiek wskóra, ale jak widać udało jej się, bo wila natychmiast wstała, ocierając jeszcze wargi z gryfońskiej krwi po czym ulotniła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Wiktor Krawczyk

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Mańkut,Rude włosy, centymetrowa blizna na udzie w kształcie smoka. Na policzkach i nosie ma piegi, które według rodzeństwa dodają mu uroku.
Galeony : 705
  Liczba postów : 522
https://www.czarodzieje.org/t18845-wiktor-iwan-krawczyk
https://www.czarodzieje.org/t19010-irys-wik#547591
https://www.czarodzieje.org/t18897-wiktor-iwan-krawczyk#543748
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 9:53;

Punkty wytrzymałości: 7 + 1 punkt jeśli waszej postaci nie są obce rany=8
Literka: https://www.czarodzieje.org/t21578p104-kostki ->G
Efekt:G - Amortencja.

Wiktor znany jest wszystkim fakt, że jest z natury bardzo spokojną osobą.
Czasami ma nerwy ze stali które rzadko mu puszczają ale mało kiedy wpada w złość. Jak na puchona jest bardzo pomocny i przyjazny.
Jednak poczciwa chłopaczyna z niego, niestety rudzielec nadal cierpi z powodu stanów lękowych.
Ale skrywa też oblicze, którego nikt jeszcze nie miał okazji ujrzeć. Gdy jest naprawdę wściekły to lepiej bez kija nie podchodzić. Usłyszał z daleka jakieś odgłosy i od razu porwał go rytm i zaczął tańczyć co w wykonaniu młodego Krawczyka nie umiał ale musi być ten pierwszy raz.
Wziął jakąś pierwszą osobę która obok niego stała i tańczył, jednak to nie była to osoba którą zna ani przyjaciel, a nieznajomy. Rudzielec widział w nim to, czego najbardziej pożąda.Hmmm.. a czego mógłby Wiktor pożądać zastanówmy się
Sam już dokładnie nie wiedział co ma o tym myśleć.
Zamienia się w kogoś, kto wam się podoba. A zapach, który zwykle czuć możecie w amortencji no tak - teraz Puchon rozumie każdą, nawet najdelikatniejszą jego nutę. Można by rzec, że sam siebie przeraża czasami. No i stało się teraz wszystkie pragnienia zna tylko Wiktor ale i osoba, z którym tańczy.

@Maximilian Felix Solberg
@Mulan Huang NIEWIM JAK TO MA BYĆ Z KIM TAŃCZĘ JEŚLI TO OSOBA POWYŻEJ
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Stéphane de Guise

Nauczyciel
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 186
C. szczególne : blizna na policzku, francuski akcent
Galeony : 292
  Liczba postów : 71
https://www.czarodzieje.org/t21497-stephane-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t21540-stefan
https://www.czarodzieje.org/t21496-stephane-de-guise#697852
https://www.czarodzieje.org/t21541-stephane-de-guise#698778
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 11:09;

Napięta atmosfera, prawie namacalnie wyczuwalne zło, utrzymywanie pozorów podczas tańca na który nikt nie miał ochoty i niepewność, czy wyjdzie się stąd cało - naprawdę było niemalże jak w domu. Być może dlatego rozluźnili się n i e c o i pokusili o żarciki, a nawet drobne uprzejmości...
-Mam dobrą pamięć. A tobie do twarzy w czerwonym - rzucił, wszak wypadało się odwdzięczyć za jej wcześniejsze miłe słowo; ale czy miał na myśli strój czy wszechobecną krew? Nie sprecyzował.
A potem mogli przejść do rzeczy. Gedy tylko ruszyli w to osobliwe tango, Irvette bez patyczkowania się zarzuciła go paroma krótkimi pytaniami, jak kierowniczka szklarni na spotkaniu z potencjalnym kontrahentem. Doceniał jej bezpośredniość, bo sam chciał załatwić wszystko jak najszybciej.
-Tak. Będę uczył w Hogwarcie - odpowiedział, ani przez chwilę nie biorąc pod uwagę możliwości, że to oznacza że spotkają się w murach zamku - przekonany, że Irv już szkołę skończyła. Nad kolejną kwestią musiał się trochę zastanowić, bo prawdę mówiąc, nie spodziewał się że siostra o to zapyta. -A to mam prawo do jakichkolwiek oczekiwań...? Nic od was nie chcę. Nie musimy się widywać ani przyznawać, że się znamy - oświadczył trochę sucho, bo w końcu takie były ustalenia, kiedy wylatywał z domu - Niemniej, byłoby m i ł o gdybyś zechciała od czasu do czasu ze mna normalnie porozma... - nie zdążył nawet dokończyć prośby, bo zostali rodzieleni przez szalejące harpie i inne dzikie twory.
Na wołanie kogokolwiek innego z pewnością by nie zareagował, bo ostatnie na co miał ochotę, to wracać do krwawego tanecznego korowodu; dla Irvette jednak (łaskawie) zrobił wyjątek i bez wahania rzucił się jej na pomoc, odciągając od zachłannych stworzeń. Była mocno poharatana i zakrwawiona, a jego w Beauxbatons nauczyli tylko malowania pejzaży i kroków czarodziejskiego walca, nie leczenia ran. Dookoła było całkiem sporo osób wyglądających na zwyczajnych ludzi, pozostało mu więc tylko mieć nadzieję że ktoś będzie znał magię leczniczą.
- Pomocy, czy jest na sali uzdrowiciel?! - zawołał w desperacji, przytrzymując siostrę i usiłując prostym Episkey zaleczyć chociaż płytsze rany - Trzymaj się, Irwetka, zaraz ktoś pomoże...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nanael O. Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171cm
C. szczególne : Niezwykle jasne i mocno pomalowane oczy, styl vintage, taneczna gracja przy każdym ruchu, wiecznie perfekcyjnie pomalowane paznokcie
Dodatkowo : Metamorfomagia
Galeony : 944
  Liczba postów : 365
https://www.czarodzieje.org/t19962-nanael-o-whitelight#612606
https://www.czarodzieje.org/t20214-now-or-never#628807
https://www.czarodzieje.org/t19963-nanael-o-whitelight#612607
https://www.czarodzieje.org/t20225-nanael-o-whitelight-dziennik#
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 17:39;

Punkty wytrzymałości: 7 + 1 za Derwiszy!
Literka: I
Efekt: Zmieniam się w kogoś, kogo pocałował mój taneczny partner!

Słyszała coś o imprezie, o tajemniczo rozsyłanych listach i nawet wpadło jej w ręce jedno z zaproszeń, chociaż była całkiem pewna, że przypadkiem... bo wcale nie wiedziała gdzie i po co idzie, a jednak miała wrażenie, że naprawdę nie ma nic lepszego do roboty. Nie miała ochoty ostatnio na zbyt wiele - po śmierci matki wszystko wydawało się nie tyle dziwne, co po prostu inne i Nanael nie do końca radziła sobie z samotnością, jednocześnie wcale nie chcąc wisieć na bliższych znajomych, którym pewnie by tylko ciążyła zmiennymi humorkami. Najgorsze było to, że nie wiedziała też jak odnosić się do rodziny, więc i braci mogła trochę unikać, nawet jeśli nieświadomie.
W zwiewnej sukience i jasnym kapeluszu udała się pod Drzewo Obrońców, by dać się zaskoczyć panującej tutaj atmosferze - imprezie, która zdecydowanie nie była zwyczajna, a jednocześnie nie wpisywała się też w ramy znanych Nanael magicznych balang. To było coś innego, coś wzbudzającego zarówno niepokój, jak i zaintrygowanie, coś... przez co wcale nie uciekła, zamiast tego próbując się dowiedzieć o co chodzi i czemu docierają do niej szepty o ślubie.
- Trzeba tańczyć? - Zdziwiła się, gdy ktoś popchnął ją w stronę tłumu, na prędko tłumacząc, że to jedyna opcja. Nie miała nic do tańca, ale teraz brakowało jej partnera i wiedzy o co tutaj chodzi. Zupełnie przypadkiem dostrzegła jakiegoś mężczyznę, który pochylał się nad martwym ciałem jakiegoś zwierzęcia i to wtedy z cichym gaspnięciem odwróciła się na pięcie, by jak najszybciej wyplątać się z tego narastającego dookoła niej stresu. Najbardziej chciała stąd pójść, ale to najwyraźniej nie było takie proste - dużo łatwiej było już znaleźć kogoś znajomego, więc Nanael czym prędzej doskoczyła do @Nathaniel Bloodworth, uciekając zgrabnym obrotem od kogoś, kto złapał ją po drodze.
- Zatańczymy? - Zaproponowała wprost, uśmiechając się do niego ciepło i jeszcze nie wiedząc, że to dziwne mrowienie nie oznacza rozbudzającej się metamorfomagii, a zamiast tego zwiastuje spływający na nią urok, przez który całkowicie nie była już sobą - zamiast tego wyglądała dokładnie jak @Emily Rowle.

______________________



Do you ever get a little bit tired of life?
Like you're not really happy,
but you don't wanna die
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jamie Norwood

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191 cm
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 64
  Liczba postów : 65
https://www.czarodzieje.org/t21547-jamie-norwood#699534
https://www.czarodzieje.org/t21553-torcik#699779
https://www.czarodzieje.org/t21551-jamie-norwood
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 19:25;

Punkty wytrzymałości: 7 -2 (kostka) = 5
Literka:D, 5
Efekt: -2 punkty wytrzymałości

Prawdę mówiąc, zachowanie Carly, jej brak jakichkolwiek hamulców sprawiał, że Jamie ponownie obawiał się tego, co z niej wyrośnie, jak to mawiał ojciec. Przyglądał się uważnie siostrze, zaczynając się zastanawiać, czy potajemnie w kuchni nie urządza jednak ofiarnych mordów na zwierzętach, czy coś podobnego, skoro widok, jaki przed nimi się roztaczał, nie był dla niej w żadnym stopniu niepokojący. Jamie nazwałby to raczej chorym. Nie podobały mu się spojrzenia istot, nie mówiąc o samej ich obecności. Wile? Co jeszcze było pomiędzy nimi? Wampiry, wilkołaki i inne dzieci nocy. NIc w tym, co ich otaczało, nie było normalne, a Carly miała jeszcze pretensje o to, że nie ma ochoty, aby się w to plątała.
- Mina… Czy możesz jej przemówić do rozsądku, zanim zrobię to siłą? - spytał Ślizgonkę, nim zorientował się, że ta została pociągnięta do tańca. Tak samo, jak jego siostra, choć ta sama wkroczyła radośnie między tańczących.
Jamie planował po prostu przejść pomiędzy gośćmi, próbując wyciągnąć dziewczyny, z którymi przyszedł. Nie zdołał jednak wytącić z dłoni Miny czarki z nieznanym napojem, gdy poczuł, jak czyjeś pazury rozcinają jego skórę. Nim się zorientował, był to gryziony, to drapany i o ile w innych okolicznościach nie miałby nic przeciw, tak teraz wzrastała jedynie jego złość, gdy w końcu krzyknął na wgryzające się w niego kolejne istoty. Oddychał ciężko, czując, jak drżą mu dłonie, których wygląd się zmienił, pod wpływem nerwów, gniewu, który gotował się w nim, choć starał się opanować. W końcu czuł, że nie ma sił na tyle, aby dać się ponieść złości, co pierwszy raz przyjął z ulgą, ale i niepokojem, kiedy dotarło do niego, jak bardzo zakrwawiony był. Rozejrzał się wokół, a dostrzegająć znajomego od Boyda, który podobno był uzdrowicielem, machnął w jego kierunku zakrwawioną ręką, przypadkowo obryzgując parę innych osób.
- Brewer! Mała pomoc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1625
  Liczba postów : 1251
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 19:32;

Razem. Powinni się trzymać razem, kurwa, i Max zdawał sobie z tego w pełni sprawę, a jednocześnie miał wrażenie, że miał jakiś popierdolony odlot, nad którym nie był w stanie panować. Nie chciał mówić o tym głośno - nie miałby nawet komu - ale odnosił wrażenie, że naprawdę coś się zaraz wydarzy, jakby to, że roznosiło go wewnętrznie, że czuł tę całą magiczną moc, o kurwa, która krążyła w jego żyłach, szeptało mu, że za chwilę po prostu skończy jako jebana krwawa ofiara. Potrząsnął głową, starając się skoncentrować, bo ostatnie czego teraz potrzebowali, to jebanego uzdrowiciela w transie, który nie byłby w stanie zapanować nad tym, co się dookoła niego działo.
Stopniowo zaczęło do niego docierać, że dookoła niego odpierdala się coś, co nie powinno tak wyglądać. Był pewien, że Longwei kazał mu zająć się Mulan, więc zaczął się za nią rozglądać, ostatecznie wyłamując się z korowodu tańczących i przesunął się do przyjaciółki, zdając sobie sprawę z tego, że podążały za nim jakieś wile, albo inne popierdolone istoty, których nawet w tej chwili nie poznawał. Musiał nad sobą panować, aczkolwiek wszystko dookoła niego sprawiało wrażenie, jakby wręcz zapraszało go do pojebanego wieszczenia.
- Kurwa, spierdalajcie stąd, nie przypominam sobie, żeby Mushu miała być dzisiaj panną młodą - warknął w stronę najbliższej istoty, mając wrażenie, że w jego uszach narasta wizg i nie zdawał sobie nawet do końca sprawy z tego, że faktycznie jego zdolności magiczne wymknęły się spod kontroli.
Pewnie właśnie dlatego rzucanie vulnera arcuatum było tak bardzo proste, że właściwie był przekonany, iż w swoich działaniach ociera się o zdecydowanie wyższy poziom, sięgając aż do vulnera sanentur i nie miał pojęcia, skąd to się właściwie, do chuja ciężkiego, wzięło. Niewiele brakowało, a zacząłby się śmiać w głos, zamiast tego kazał jednak Mulan uważać i nadmiernie się nie ruszać, żeby rany się nie otworzyły, i nastawił uszu, niczym jakiś pies gończy, gdy tylko usłyszał rozpaczliwe pytanie.
- Idę! - oznajmił, rozglądając się, lokalizując w tym całym pojebanym wariactwie osoby, które go potrzebowały i niczym rącza sarenka zaczął skakać pomiędzy tańczącymi, by znaleźć się przy facecie, którego nie kojarzył i Irvette, powtarzając to samo, co przy Mulan, zaczynając odnosić wrażenie, że promienieje jak pierdolony las pod promieniowaniu. Nie miał pojęcia, skąd mu się to brało, ale vulnery po prostu zdawały się z niego płynąć, pomagając wszystkim dookoła, a on nie był w stanie tego zatrzymać i nawet nie wiedział, jak miałby to zrobić. Ot, pomagał, jak się dało.
- Tylko się za bardzo nie rzucaj w stronę pana młodego, bo ci się to wszystko zaraz zaś otworzy - zakomunikował, a potem zastrzygł uchem, jak jakaś pieprzona sarenka i odwrócił się ponownie, dostrzegając znajomego Boyda oraz samego rzeczonego, do którego radośnie pomachał, jakby chciał mu powiedzieć, że teraz na pewno nie mógł narzekać, że dookoła nuda, same patyki i chuj, dupa i kamieni kupa.
Tak czy inaczej, przecisnął się w stronę Jamiego, znowu radośnie tańcząc to tu, to tam, by ostatecznie i na Ślizgona zacząć całkiem efektywne zaklęcia, nie mając wciąż pojęcia, dlaczego wychodzi mu to tak dobrze. Nie czuł jednak ćmienia głowy, nie czuł nic, co byłoby aż tak niepokojące, żeby musiał się na tym skoncentrować, więc po prostu starał się spełniać swoją powinność. I ostrzegł, że więcej radosnego hasania po łące nie poleca, o ile rany mają pozostać zasklepione, chociaż chuj wiedział, co za chwilę się wydarzy. Ostatecznie jego działania mogły pójść w pizdu.

@Mulan Huang @Stéphane de Guise @Irvette de Guise @Boyd Callahan @Jamie Norwood
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Pierścień na palcu lewej ręki (pochłaniacz magii), podłużna blizna na prawym przedramieniu, skórzana rękawiczka na prawej ręce zakrywająca objętą martwicą dłoń (klątwa)
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 3136
  Liczba postów : 1853
https://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
https://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
https://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 19:42;

Punkty wytrzymałości: 7 + 2 (silna psycha) + 1 (obeznanie z ranami – przychodzę z martwą ręką, co mnie niby zaskoczy? XD) + 1 za kostkę = 11
Literka:+ 1 do wytrzymałości, zwiększona magiczna moc, ogromna potrzeba, żeby się wykazać

W tym roku odpuścił sobie wyjazd na szkolną wycieczkę w roli opiekuna – i tak zawsze był w to beznadziejny. Nie miał czasu, nie chciał ograniczać się dodatkowymi obowiązkami. Nie oznaczało to jednak, że zamierzał odpuścić sobie odwiedzenie Avalonu, skoro ten pierwszy raz od wieków powrócił na mapę, otwierając dla Brytyjczyków swoje magiczne bramy – przy pierwszej nadarzającej się okazji pojechał w delegację, na wyspie pojawiając się w roli tłumacza. Miał tu nieskończoną ilość możliwości – był pewien, że przy zaledwie odrobinie starań znajdzie tutaj artefakty, które w Londynie w mgnieniu oka opchnie za niemałą kwotę i przy okazji przyjrzy się dawnej magii, która na pewno miała szansę go czymś zaskoczyć.
Niewątpliwie zaskoczył go list, który otrzymał już pierwszego dnia pobytu w tym miejscu. Nie był przekonany, jakie intencje mogły kryć się za zaproszeniem, ale nie analizował tego przesadnie, pewien, że w jakiekolwiek gówno by się nie wpakował, będzie w stanie jakoś z niego wyjść. Z roku na rok coraz mniej rzeczy wydawało mu się niemożliwych do osiągnięcia, zwłaszcza po starciu na Szczycie Buchorożca. Postanowił przyjść choćby ze względu na ukrytą w skórzanej rękawiczce dłoń, która mimo starań uzdrowicieli pozostawała bezużyteczna. Nie potrafił nie mieć nadziei, że gdzieś tutaj znajdzie sposób na skuteczne leczenie, bo i nie zamierzał przyjąć do wiadomości, że być może nigdy jej już nie odzyska. Nie był gotów ponieść tak wysoką cenę za zwykłą głupotę.
Pomimo wszelkich obiekcji, jakie siłą rzeczy zaczęły go nachodzić, gdy zobaczył, jak wygląda ta impreza, śmiało wkroczył w tłum ludzi i magicznych stworzeń, starając się nie dać zbytnio ponieść tańcu, ale i nie odstawać i nie przykuwać niepotrzebnej uwagi. Aż do momentu, kiedy...
— Ems? — była ostatnią osobą, którą spodziewał się tu spotkać. Nie rozmawiali od wczesnej wiosny i taki stan rzeczy w pewnym sensie mu odpowiadał – udawanie, że Rowle nie istnieje było łatwiejsze, niż próby utrzymania platonicznej znajomości. A już na pewno lepsze dla niej. Swoim nagłym pojawieniem się zbiła go z tropu w takim stopniu, że przez chwilę miał ochotę odwrócić się na pięcie i odejść i Merlin mu świadkiem, że z trudem zwalczył w sobie tę pokusę, postanawiając zachować się dumnie i tak, jak na dorosłego człowieka przystało. Odchrząknął więc, zakładając na twarz maskę uprzejmości.
— Zaskoczyłaś mnie. Przyjechałaś jako opiekunka? — chciał zatrzymać wzrok na wysokości jej twarzy, ale przegrał z samym sobą, wiodąc nim po jej sylwetce, kiedy tylko nadarzyła się okazja, by zrobić to dyskretnie. Zdrową ręką ujął jej dłoń, zaraz inicjując kolejny zgrabny obrót – na jego oko mający w sobie znacznie więcej naturalnej gracji, niż zwykle w takich miejscach reprezentowała Ems. Rozstanie chyba naprawdę jej służyło. Co za paradoks – Rowle nagle uczyła się tańczyć, a on tracił kończyny w przesyconych czarną magią miejscach.
— Avalon to ostatnie miejsce, gdzie spodziewałem się Ciebie spotkać — zauważył z rozbawieniem — spodziewałbym się raczej, że po studiach zrobisz sobie urlop od magii.

______________________


Is the devil so bad
if he cries in his sleep?




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leighton J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : Duże usta, kilka pieprzyków, ślady farby na rękach
Galeony : 777
  Liczba postów : 488
https://www.czarodzieje.org/t21367-leighton-lea-joanne-swansea#691779
https://www.czarodzieje.org/t21382-panna-sowa#692448
https://www.czarodzieje.org/t21368-leighton-lea-j-swansea#691780
https://www.czarodzieje.org/t21499-leighton-j-swansea-dziennik#6
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 20:19;

Punkty wytrzymałości: 7
Literka: C
Efekt: tańczę elegancką solówkę i idę dalej

Jak się tutaj znalazła, pojęcia zielonego nie miała. To znaczy w pewnym sensie miała – usłyszała gdzieś, że pod drzewem obrońców szykuje się dzika impreza i stwierdziła, że to właśnie tego typu szaleństwa ostatnio zaczynało jej brakować. Umówmy się jednak, że przypisywane imprezom dzikość i szaleństwo zwykle wygląda choć trochę zwyczajniej i widząc z daleka, jak dziwacznie wygląda całe to zbiorowisko, powinna była odwrócić się i odejść, nie narażając się na jakieś głupie niebezpieczeństwo. Jakim cudem znalazła się więc w tłumie tańczących postaci? W mieszanie kończyn ludzkich i zwierzęcych, pomiędzy korpusami i człowieczymi, i tymi należącymi do magicznych stworzeń, dopasowując się do nich własnymi płynnymi ruchami. Dobrana idealnie dzięki magicznej szarfie sukienka komplementowała jej ruchy i znacznie je ułatwiała, to powiewając na wietrze, to przylegając do jej ciała.
Kiedy się nad tym lepiej zastanowić, w miejscu takim jak to można się było spodziewać artystów. Wszystko, co się tutaj działo, wyglądało jak wyjęte z obrazu, pełne nierównych konturów, jaskrawych barw, rozmytych szczegółów, z nader niejasnym przekazem. W pewnym momencie poczuła się tu tak swobodnie, że nie zauważyła nawet kiedy zrobiono jej miejsce na solowy występ. Wirowała pomiędzy śmiechów i okrzyków aprobaty, tańcując tak, jak tylko nogi ją poniosły. I dopiero znajoma twarz pośród tłumu sprawiła, że wyrwała się z transu, w który ewidentnie wpadła i podążyła za zauważonym Gryfonem.
Jinx! — zawołała za nim, by na pewno jej nie uciekł. Nie chciała zostać tu sama, kiedy już oprzytomniała. Czuła się jak pijana i nieco ją to przerażało – nie dała tego jednak po sobie poznać, skutecznie maskując to uśmiechem. — Nie widziałam Cię od momentu kiedy zamiast ze mną, przelizałeś się z kelpie. Nie zdążyłam ci powiedzieć, że nie mam ci za złe i nie musisz mnie wcale teraz unikać — zachichotała, ogromnie ubawiona swoim żartem.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Irvette de Guise

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 172cm
C. szczególne : Burza rudych włosów, piegi, lawendowy tatuaż za lewym uchem
Dodatkowo : Prefektka, Hipnoza
Galeony : 1287
  Liczba postów : 1506
https://www.czarodzieje.org/t19796-irvette-lavena-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19821-poczta-irvette#601307
https://www.czarodzieje.org/t19822-znajomi-rudej#601308
https://www.czarodzieje.org/t19797-irvette-de-guise
https://www.czarodzieje.org/t19820-irvette-de-guise-dziennik#601
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 21:20;

Fakt, że duet de Guise czuł się tu jak w domu raczej nie należał do zdrowych, ale taka była prawda. Irv poczuła się niemal jak za dawnych czasów. Uśmiechnęła się lekko i podziękowała za komplement, ignorując to, jakie może mieć drugie dno. Już miała zniszczyć plany Stephana, który okazało się miał być bliżej dziewczyny niż chciał, gdy harpiowe kółko adoracji im w tym skutecznie przerwało.
-Daj spokój Stéphane, nie umieram! - Zbeształa go, zamiast podziękować za ratunek. Jakby nie było może i miała kilka głębokich ran, ale przecież w domu nie raz obrywała gorzej. Żałowała tylko, że nie ma tu jej zaufanej skrzatki.
Okazało się jednak, że zamiast Jacinthe, na posterunku był Maximilian Brewer, który w mig poskładał ją do kupy, aż po ranach nie było śladu. -Dziękuję Max. Jak to wszystko się skończy, na pewno się odwdzięczymy. - Zapewniła gryfona, bo odwalił naprawdę dobrą robotę, po czym poleciał dalej. Dziewczyna wstała na nogi i pierwsze co zrobiła, to uniosła różdżkę i wyczyściła swoje ubranie z plam krwi, a następnie poprawiła fryzurę. Jak zawsze musiała zadbać o aparycję, by z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. Dopiero wtedy mogła spojrzeć bratu ponownie w twarz.
-Wracając, raczej nie mam dla Ciebie dobrych wieści. Skoro będziesz nauczał w Hogwarcie, będziemy skazani na swoje towarzystwo przynajmniej przez najbliższy rok. Nawet jeśli nie będę uczęszcza na Twoje lekcje, na pewno będziemy się mijać na korytarzach i szkolnych uroczystościach. Do tego nie wiem ile wiesz o Hogwarcie, ale ta szkoła ma swoje wyjątkowe tradycje. Jedną z nich jest wybieranie prefektów, którzy mają za zadanie pomagać kadrze pilnować porządku w obrębie szkolnych domów i tak się składa, że w Slytherinie ten zaszczyt przypadł mnie. - Zrobiła chwilę przerwy, naznaczonej intensywnym spojrzeniem w tak znajome tęczówki. -Od września więc, proponuję układ czysto formalny. Każdy z nas jak najlepiej wykona swoje obowiązki, nie wchodząc drugiemu w drogę i tyle. Nie muszę chyba wspominać o tym, że rozmowa ze szkolną kadrą o czymkolwiek związanym z naszym wychowaniem byłoby ściśle niewskazane. - Tak, mało kto miał tyle tupetu, by pouczać starszego brata i to jeszcze takiego, który za chwilę będzie miał coś do powiedzenia w sprawie jej edukacji. A jednak Irvette podeszła do tego zupełnie bez cienia wstydu. -W kwestii "normalnej rozmowy" jestem w stanie dać temu szansę jeśli tylko nie będzie to miało miejsce w towarzystwie Panny Walsh, czy jakiejkolwiek innej Twojej wybranki. Raczej nie mam co zapraszać Cię do domu. Nie wiem jak matka i rodzeństwo zareagują na te niespodziewane wieści, ale zdajesz sobie sprawę, że muszę ich powiadomić? Szczególnie, że bliźniacy wciąż się uczą, a wolę oszczędzić im szoku, na widok brata, którego pewnie ledwo pamiętają. - Rozgadała się, ale było wiele szczegółów, które musieli ustalić, a wydawało się, że nie mieli na to zbyt wiele czasu, jeśli od września praktycznie wszystkie latorośle de Guise miały spotkać się w szkolnych murach. -Chyba, że sam chcesz im o tym powiedzieć. - Spojrzała na niego z niedowierzaniem, bo jakoś nie sądziła, by się do tego kwapił. -Radzę nie zawracać obecnie głowy Aoife. Do października mają ubić interes z naprawdę dużym kontrahentem i lepiej żeby nie rozpraszała się teraz niepotrzebnymi sprawami. - Oczywiście rudowłosa miała już plan na wszystko i szczerą nadzieję, że Stéphane nie ma zamiaru jej w tym przeszkadzać, a posłusznie ustawi się w szeregu i spełni swoją rolę.

@Maximilian Brewer , @Stéphane de Guise

______________________



    
When writing the story of your life, don’t let anyone else hold the pen
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Augustine Edgcumbe

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 188
C. szczególne : zmieniający się kolor brwi | dresiki i bluzy z kapturem | okrągłe kolczyki w uszach | szkocki akcent | pachnie super kosmetykami czarodidasa
Dodatkowo : metmorfomag
Galeony : 178
  Liczba postów : 406
https://www.czarodzieje.org/t21305-augustine-edgcumbe#688941
https://www.czarodzieje.org/t21354-august#690461
https://www.czarodzieje.org/t21307-augustine-edgcumbe#688946
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 22:23;

Punkty wytrzymałości: 7 + 2 (silna psycha) = 9
Literka: B
Efekt: będę się harpić

Szczerze mówiąc nie sądzę, że wybranie się na Rytuał Krwi brzmi mądrze, szczególnie przed mundialem Brooks. I nawet zwracam jej miło uwagę, że jest durniem i nie powinna tam iść, ta wcale się tym nie przejmuje. Wyglądało na to, że chciała po prostu odwrócić uwagę czymkolwiek, nawet jeśli mogło się to wiązać z poważnymi ranami. Albo za dużo nadziei pokładała we mnie.
Zakładam jednak dres i człapię się na to wesele razem z Julką. Nasze relacje były ostatnio bardzo dobre. Jednak nadal nie powiedziałem jej o rozmowie na przykład z Jess, odwlekając to najlepiej - do końca Mistrzostw, żeby nie zawracała sobie głowy takimi rzeczami. Przy okazji potajemnie planowałem odwlec swoją śmierć, bo po jej ostatnim wybuchu czasem jej się bałem.
- Co ja zrobię z Twoimi zwierzakami? Oddaj je jakiemuś Darrenowi, rośliny też komuś innemu, a mi daj chatę - proponuję i kiwam głową kiedy prosi o taki motyw piosenki na pogrzebie. Aż zacząłem się zastanawiać co takiego ja mógłbym puścić sobie na moim. I ledwo chwilę moje myśli o śmierci gdzieś dryfują, wcale nie dziwne biorąc pod uwagę to jak wszystko wygląda wokół - moja towarzyszka wypija jakiś totalnie nieznany napój.
- Weź co ty wyprawiasz! - strofuję Julkę zniesmaczony, ale nie zdążyłem zabrać jej butelki. Jestem niezadowolony tym beztroskim zachowaniem, ale podwyższam się o kilka centymetrów, by zbadać teren. - Jakieś okropnie creeperskie tańce, a dalej coś ludzie robią... - nie kończę zdania, bo nagle jakaś... harpia? Porywa mnie do pląsów. Nie mam jak się wywinąć z jej szponów i po prostu biernie uczestniczę w tym tańcu. Krzywię się kiedy ta nagle zaczyna... lizać krew z moich dłoni? - Ja pierdolę - mówię i nagle znajduję wyjście z tłumu. Rozglądam się za Julką, ale zamiast tego mój wzrok pada na Jess i Boyd. Chwilę patrzę na to jak blisko są ze sobą, jak on dotyka niefrasobliwie jej policzka (ja nigdy tak nie robiłem) i moje poczucie winy tego, że nie powiedziałem Julce o rozmowie ze Smith, przynajmniej odrobinę znika. Czuję też dziwny inny uścisk, ale nie umiem sprecyzować co to, jak najszybciej uciekam od ich widoku, by o tym nie myśleć. Całe szczęście znajduję moją towarzyszkę, również wychodzącą z tłumu.
- Julka! - krzyczę i łapię dłoń dziewczyny. - Jebana harpia jadła moją krew - oznajmiam z niedowierzaniem i pokazuję zadrapania na moich dłoniach i przedramionach. Mam też nadzieję, że dziewczyna coś z tym zrobi, bo jest ode mnie lepsze w uzdrawianie. - Naprawisz to? - proszę i drapię się po łysawej głowie; rozglądam się też czujnie na prawo i lewo, jak to zwykle. Tylko dziś znacznie bardziej moje obawy były zrozumiałe niż  zwykle.

______________________

I Dont Smile Because My Life Is Perfect
Am i grumpy? I might be. But I think maybe sometimes it's misinterpreted.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eugene 'Jinx' Queen

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 173
C. szczególne : Przekute uszy; czasem noszony kolczyk w nosie; drobne tatuaże; pomalowane paznokcie; bardzo ekspresyjny sposób bycia
Galeony : 91
  Liczba postów : 170
https://www.czarodzieje.org/t20861-eugene-queen
https://www.czarodzieje.org/t21285-bless
https://www.czarodzieje.org/t21141-eugene-queen-kuferek
https://www.czarodzieje.org/t21427-eugene-jinx-queen-dziennik
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 22:43;

Punkty wytrzymałości: 7
Literka: G
Efekt: zamiast Lei widzę Archiego

Holly zawsze powtarzała mi, że powinienem przestać pchać się tam, gdzie mnie nie chcą; wydaje mi się, że sytuacja, w której nie dostałem zaproszenia, choć widziałem, jak kilka niepozornych i totalnie nieimprezowych ludzi szepcze coś do siebie ponad kopertami, podpadała właśnie pod tę kategorię. A zatem mając w pamięci nauki mojej szanownej matki i dowiadując się, że wszyscy moi ponoć niezawodni przyjaciele mieli już na ten wieczór "lepsze" plany, postanawiam dodać sobie animuszu rozsądną ilością cydru miodowego albo navalonki... Albo jednego i drugiego?
Gdy trafiam na polankę, prowadzony przez latającego świnksa, niemal pieję z zachwytu nad tym, jak doskonale przygotowali się organizatorzy; czerwona mgiełka niepokojąco zawijająca się wokół moich dłoni wzbudza we mnie mimowolny dreszcz i gdybym nie wiedział, że to po prostu turbo sekretna impreza, to pewnie mógłbym poczuć się nieswojo. Szepty w mojej głowie wiodą mnie na pokuszenie; nie zdążam tego dobrze przemyśleć, a już skaczę i wiruję, łapię przypadkowe dłonie, czasem zostawiające na mnie czerwone smugi, i ocieram się o nieznajome biodra, dając się wypełnić przyjemnemu uczuciu uniesienia. Z tanecznego transu wyrywa mnie znajomy głos i znajoma twarz, choć odrobinę tracąca na wyrazistości wobec wszechobecnego ruchu.
- Leiiii - przeciągam, a moja twarz rozjaśnia się w promiennym uśmiechu. Bardzo naturalnie moje dłonie wędrują do jej talii, bez problemu odnajdując miejsca, których materiał nie przykrywał. Przewracam oczami na powrót do tej nieszczęsnej lekcji, przez którą szerszym łukiem całą końcówkę roku omijałem jezioro. - Wiem, szybko znalazłaś pocieszenie w ramionach kałamarnicy. Ale! To nic, czego nie da się nadrobić - zauważam, uśmiechając się wymownie i pochylając się ku niej, bo jesteśmy na imprezie, bo to ona mnie znalazła, bo poprzednio nie miała nic przeciwko; wtedy też uderza mnie powiew rześkiego powietrza, rozrzedzającego gęstą atmosferę stłoczenia i bliskości.
Muskam ustami kącik jej warg krótko, jedynie zaczepnie i oddycham głębiej otaczającym nas zapachem, bo jest to dokładnie ta świeżość, którą czuję, gdy wspinam się gdzieś wysoko albo oddycham pełną piersią na miotle. Kolejne nuty zapachowe przynoszą woń letnich nocy i ogniska palonego z przyjaciółmi; zapach ten echem przywołuje śmiechy i przyśpiewki, które zawsze dzielimy. W końcu wyczuwam też nuty ostrych przypraw, których zawsze dosypuję garściami do moich dań ku dezaprobacie Holly; popcorn i karmel, moje najbardziej komfortowe połączenie. Lekka nuta kokosa, która ostatecznie osadza się na skórze mojej partnerki jest czymś nowym lub może nigdy wcześniej nieuświadomionym. Otwieram już usta, gdy w przeciągu mrugnięcia wszystko się zmienia - zgrabne zakręty ciała Leigh przekształcają się w prosty tors o oliwkowej cerze, a zieleń spojrzenia zostaje przykryta jasnością nieba i czystością kryształu. I choć wiem, że przede mną chwilę wcześniej stała Leighton Swansea, to teraz bez wątpienia stoję twarzą w twarz z Archiem Darlingiem. I wcale nie wycofuję swoich dłoni.
- Em, tobie, znaczy jemu... jakby dalej dobrze leży ta sukienka - próbuję zażartować, bo najgorsze, co mogę zrobić, to się zażenować - doskonale zdaję sobie sprawę, że Swansea by mi tego nie darowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hariel Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 184
C. szczególne : podobny do Camaela, wręcz myląco gdyby nie oczy i pieprzyk nad górną wargą
Galeony : 365
  Liczba postów : 551
https://www.czarodzieje.org/t20706-hariel-whitelight#657554
https://www.czarodzieje.org/t20730-poczta-harry-ego#657951
https://www.czarodzieje.org/t20707-hariel-whitelight#657557
https://www.czarodzieje.org/t20986-hariel-whitelight-dziennik#67
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyCzw 4 Sie - 22:46;

Punkty wytrzymałości: 7 + 1 widok krwi - 8
Literka: I
Efekt: wyglądam jak nie ja

Dzisiejszy wieczór zasponsorowany był przez butelkę whisky przywiezioną z Anglii, która zastąpiła eliksiry uspokajające. Oczywiście, że kiedy dostałem jakąś karteczkę o Rytuale krwi nie miałem zamiaru tam iść. To brzmiało jak samobójstwo, a miałem zdecydowanie dość wrażeń na całe swoje życie. Ale kiedy wypiłem kieliszek, dwa, większość butelki nagle fakt istnienia zaczął być przeze mnie kwestionowany. Po co mam w ogóle się starać żyć spokojnie, może to jest po prostu nie dla mnie?
No i wyruszyłem. W ciemnej koszuli, wąskich czarnych spodniach, włosami zaczesanymi do tyłu. Moja stylówka w czasie żałoby musiała być przecież adekwatna. Wchodzę na polanę i w pijackim poczuciu humoru stwierdzam, że pasuję do wystroju, bo wyglądam jak jakiś wymuskany diabeł. Biorę łyka swojego whisky i gapię się na tą sodomę i gomorę przede mną. Najbardziej jestem zdziwiony faktem, że ludzie naprawdę tu tańczą. Czy kompletnie oszaleli? Miałem usiąść tylko przy drzewie, obalić do końca butelkę i uciec. Mam wrażenie, że widzę w tłumie rude włosy Irvette, wychylam się mocniej by znaleźć kogoś jeszcze znajomego... Ale kiedy tak zbliżam się do tłumu coraz bardziej czuję, że muszę iść również tańczyć. Nie mogę się powstrzymać. Wokół mnie pojawiają się i znikają kwiaty pod wpływem moich magicznych butów. Sam zaś łapię za rękę kobietę obok, okręcam ją jakby w transie.
A jednak sam czuję się jakoś... coraz dziwniej. - Strasznie tu duszno czy coś? - zauważam i pochylam się ku dziewczynie z którą sobie tańczę, kładąc jej dłonie na biodrach, by uspokoić nasz taniec. Dotykam swojej twarzy, bo mam wrażenie że coś jest nie tak. Wydaje się, że wszystko jest mniej więcej jak zwykle... dopóki nie wyczuwam braku pieprzyków. Nie mam pojęcia, że wyglądam już teraz nie jak kopia brata - ale dokładnie jak Camael Whitelight.

______________________

You look like an angel. Walk like an angel. Talk like an angel. But I got wise.
You're the devil in disguise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Audrey Walsh

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 171cm
C. szczególne : Bardzo miękki, śpiewny akcent | Pogodne spojrzenie | Ciężki zapach perfum gourmand (róża, pomarańcza, cynamon)
Galeony : 235
  Liczba postów : 128
https://www.czarodzieje.org/t21445-audrey-walsh#696424
https://www.czarodzieje.org/t21447-poczta-audrey#696514
https://www.czarodzieje.org/t21444-audrey-walsh#696419
https://www.czarodzieje.org/t21448-audrey-walsh-dziennik#696517
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 0:44;

Punkty wytrzymałości: 7 + 2 (silna psycha) + 2 (wróżbiarstwo 30+) + 1 (nieobce rany) - 5 (nie lubi widoku krwi) = 7 Drzewo obrońców - Page 3 3831175897
Literka: G
Efekt: Amortencja

Krwawy Księżyc. Tyle wystarczyło, żeby zainteresować Walshównę - która nawet mimo plotek o krwawym weselu zasłyszanym w tawernie, nie mogła powstrzymać się od wychylenia tego wieczora nosa z domku w Ellan. Stéphane z resztą gdzieś zniknął, musiała więc sama poszukać towarzystwa. Nie wzięła plotek dosłownie i nie odstawiła się w żadne kiecki, stawiając po prostu na wygodne jeansy i luźną koszulkę na cienkich ramiączkach. Pomna specyficznej nazwy imprezy w kieszeń spodni wrzuciła na zaś fiolkę soli trzeźwiących.
I bardzo, kurwa, dobrze.
Bo kiedy stanęła na skraju zroszonej krwawą mgłą polany momentalnie poczuła, że robi jej się słabo - szybko więc podsunęła sobie pod nos sole, aż oczy zaszły jej łzami. Ha, ani myślała jednak okręcać się na pięcie i wracać do wioski - mimo swojej słabości, była zdeterminowana, żeby zwyczajnie dowiedzieć się co to za danse macabre pod Krwawym Księżycem. Może to tylko złudzenia optyczne wywołane czerwoną łuną? Z całą mocą swojej woli wtłoczyła sobie do łba jedno: to nie krew, to tylko magia. Taka której nie znała i nie potrafiła stosować - paradoksalnie tym bardziej było to zrozumiałe. Jak i nawołujące ją ciche szepty.
Zaintrygowana zbliżyła się do pląsającego korowodu ludzi, nimf, wil i faunów - zupełnie nagle sama porwana do tańca, w który nieporadnie weszła: całkiem zgrabnie jednak dając się poprowadzić... Whitelightowi? Cóż, nie wiedziała jeszcze, że myli się tylko w połowie.
Cam, kopę lat! — Rozpromieniła się w szerokim uśmiechu, rozpoznając w mężczyźnie swojego starego... przyjaciela. Uniosła pytająco brew, gdy mężczyzna złożył dłonie na jej biodrach - a w oczach błysnęły jej zawadiackie ogniki. — Pewne rzeczy się nie zmieniają widzę — mruknęła, przekręcając zaraz głowę na pytanie Whitelighta. — Jeśli to nie moje perfumy, to... Och, czujesz to? — Zmarszczyła śmiesznie nos, gdy uderzył ją zapach karmelizowanych daktyli, splecionych w dziwnym uścisku z rześką wonią ozonu i tataraku znad Nilu... Uniosła w niemym zapytaniu zielone tęczówki w te niebieskie, o morskiej barwie - które kiedyś lubiła jednak przyrównywać do nieba tuż po świcie. Zazwyczaj o świcie. Zaraz potem otoczył ją jeszcze zapach Lordków - co jednak zwyczajnie wyjaśniła obecnością Camaela - i słodkie nuty brzoskwini... A rysy Hariela-Camaela rozmyły jej się na moment przed oczami, nagle zyskując nieco wydatniejszy nos i dołeczki w obu policzkach - a blond kosmyki wyraźnie przeszły w odcienie rudego. Strącona tą zmianą z pantałyku, zachwiała się na nogach, opierając jedną ręką o tors przedziwnej fuzji mężczyzn, dla których w mniejszym bądź większym stopniu (s)traciła głowę.
Odchrząknęła, przeganiając oszołomienie - ale już nie czerwień z twarzy.
Dowiedziałam się niedawno, że mam starszego brata w Anglii. Dasz wiarę? — zagaiła całkiem swobodnie - choć wcale nie miała intencji o tym rozmawiać z chłopakiem, którego nie widziała od dobrych kilku lat. Zmarszczyła brwi, choć usta jej się nie zamykały. — Matka ukrywała to przede mną aż do śmierci — wypaliła jeszcze, kompletnie nie na miejscu. — Co do cholery — dodała już od siebie, całkiem błyskotliwie i kobieco dorzucając jeszcze kilka śpiewnych, arabskich przekleństw.
Myślałam, że masz dość dziwnych rytuałów po podróży przez Amerykę Południową... — dopowiedziała już bardziej w temacie, jedną dłoń pozostawiając na koszuli rudego-blondyna - drugą niefrasobliwie zarzucając mu na kark. I zmieniając lekko kierunek ich tanecznej wędrówki - unikając tym samym harpii niemalże szarpiącej biednego (choć wyraźnie zachwyconego) fauna za podartą już kamizelkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hariel Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 184
C. szczególne : podobny do Camaela, wręcz myląco gdyby nie oczy i pieprzyk nad górną wargą
Galeony : 365
  Liczba postów : 551
https://www.czarodzieje.org/t20706-hariel-whitelight#657554
https://www.czarodzieje.org/t20730-poczta-harry-ego#657951
https://www.czarodzieje.org/t20707-hariel-whitelight#657557
https://www.czarodzieje.org/t20986-hariel-whitelight-dziennik#67
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Moderator




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 1:31;

Punkty wytrzymałości: 7 + 1 widok krwi - 8
Literka: I
Efekt: wyglądam jak Camael Drzewo obrońców - Page 3 3831175897  

Oczywiście od razu bym zaprzeczył, że nie jestem Camaelem, kiedy moja towarzyszka radośnie mnie wita. Jednak ja czuję się strasznie dziwne i nie zdążam stanowczo zainterweniować w tej sprawie. Ważniejsze jest wzięcie parę głębszych oddechów, by biedna kobieta nie musiała mnie targać za nogę gdzieś i używać tych soli trzeźwiących. Przez moje złe samopoczucie nie do końca łapię co mówi do mnie nieznajoma. Że co się nie zmieniło?
W końcu jednak czuję się jakoś.. stabilniej... chociaż nadal nadal jakoś... dziwnie. Próbuję wyczuć to co ona. - Twoje perfumy czuję, są bardzo silne nawet tutaj... Ładne, jakaś pomarańcz i... nie wiem za dużo krwi wokół. A co Ty czujesz? - pytam, bo po jej minie wnioskuje, że chodzi tu o coś innego niż fakt że ja na pewno pachnę nie do końca swoimi sosnowymi perfumkami, a raczej butelką cięższego alkoholu. Pewnie jej mina wtedy to byłoby raczej skrzywiony zawód nad zachowaniem Camaela, a ten co czuła wydawał się przynieść jakąś błogość na kobietę. No chyba, że była alkoholikiem i tak ją pociągał ten odór whisky, kto tam wie.
- Gratulacje - oznajmiam na wstępie, zanim przejdę w końcu do wytłumaczeniu jej pomyłki, ale wtedy kobieta zaczyna mówić dalej dość przykre rzeczy o swojej matce. - Och... - mówię jedynie zszokowany tym wyznaniem. Najwyraźniej cokolwiek nie czuła w tym powietrzu - widziała dziwne rzeczy i na dodatek mówiła nie to co chciała. Czy ze mną też było coś nie tak? Póki co byłem przekonany, że jedynie jestem pijany...
- Moja droga, poczekaj chwilę - mówię kiedy gada już o jakichś Camaelowych podróżach. - Jestem Harry. Nie Cam. Jego młodszy brat. Wiem że jesteśmy podobni... Czy to dlatego że straciłem pieprzyk wyglądam już kompletnie jak on? - zastanawiam się dotykając miejsce w którym zniknął mój ślad. - No nic, w każdym razie przykro mi z powodu Twojej matki. Moja i Cama umarła ponad miesiąc temu, więc rozumiem co czujesz. Też nie powiedziała nic o tym, że może umrzeć, więc widzisz takie już są te matki - mówię dalej tak jak umie powiedzieć tylko ktoś pogodzony z okropnym losem w połączeniu z dużą ilością alkoholu. - Takie to życie. W każdym razie - jak się nazywasz, bo ja jako HARRY, nie mam pojęcia. Musisz też wiedzieć, że jestem od brat znacznie lepszym rozmówcą, tancerzem i jestem też bardziej gibki w innych sprawach. Potwierdzona informacja - oznajmiam przez cały mój monolog pewnie kierując koleżankę, kręcąc nią co jakiś czas, trzymając ją mocno w talii by nie upadła. Ostatnie słowa mówię jak typowy ja i nawet macham zalotni brwiami; nie wiedziałem nadal, że teraz wygląda na to że Cam przyszedł sobie odpocząć od ciężarnej żonki, podrywać dupeczki na rytuale.

______________________

You look like an angel. Walk like an angel. Talk like an angel. But I got wise.
You're the devil in disguise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Audrey Walsh

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 171cm
C. szczególne : Bardzo miękki, śpiewny akcent | Pogodne spojrzenie | Ciężki zapach perfum gourmand (róża, pomarańcza, cynamon)
Galeony : 235
  Liczba postów : 128
https://www.czarodzieje.org/t21445-audrey-walsh#696424
https://www.czarodzieje.org/t21447-poczta-audrey#696514
https://www.czarodzieje.org/t21444-audrey-walsh#696419
https://www.czarodzieje.org/t21448-audrey-walsh-dziennik#696517
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 9:06;

Punkty wytrzymałości: 7 + 2 (silna psycha) + 2 (wróżbiarstwo 30+) + 1 (nieobce rany) - 5 (nie lubi widoku krwi) = 7 Drzewo obrońców - Page 3 3831175897
Literka: G
Efekt: Amortencja

Pierwszym małym zgrzytem u Camaela było to, że nie poznał jej perfum - które winien znać akurat bardzo dobrze, bo nie zmieniała ich chyba od dekady. Musiała jednak szybko z głowy wyprzeć jego wspomnienie o krwi - żeby i jej nie zrobiło się znowu słabo i oboje nie zaczęli się zataczać.
Daktyle, brzoskwinie, tatarak i Lordki. Czy Ty używasz perfum z amortencją...? — rzuciła swoim niejasnym podejrzeniem - nie czując od mężczyzny ani zapachu sosny, ani nawet tym bardziej alkoholu. Ba! Przez magię, która tak Whitelighta przeinaczyła nie była w stanie zorientować się nawet, że jest pijany.
Widocznie nie był jednak na tyle wstawiony, żeby biernie przytakiwać na każde jej słowa - które okazały się zupełnie bezsensu i jeszcze bardziej nie na miejscu, gdy jej towarzysz stanowczo zaprzeczył temu, że był Camaelem. Choć przecież jak Camael wyglądał (pomijając elementy ewidentnie zapożyczone od De Guise'a).
Na Wielkie Arkana, co za pomylona magia... S o r k i — zreflektowała się, autentycznie speszona swoimi zbyt szybkimi (choć przecież uzasadnionymi) wnioskami. Nie zamierzała brnąć dalej we własną pomyłkę, teraz już pewna, że nic co widzi nie jest do końca prawdziwe. Prawdziwy Camael nie był takim śmieszkiem żeby zgrywać od czapy swojego młodszego brata. — Wyglądasz zupełnie jak on — dodała gwoli ścisłości, żeby HARRY nie miał wątpliwości, że to tylko przez znikający pieprzyk. Uśmiechnęła się kwaśno, kiedy chłopak podłapał jej wyrzuconą wbrew woli informację o matce - choć wygląda na to, że nie rzuciła tych słów kompletnie bez sensu.
Moja na początku roku. Z doświadczenia wiem, że z rodzeństwem jest łatwiej — dopowiedziała przewrotnie, uznając, że składanie kondolencji było jednak nie na miejscu. Z resztą co tutaj było w ogóle na miejscu?
Harry to niecodzienne imię dla Whitelighta. Wnioskuję, że to skrót? — zapytała, biernie dając się prowadzić po szlaku kwitnących kwiatów. — Audrey — rzuciła swoje imię, po kolejnym obrocie dorzucając jeszcze nazwisko - skoro ona znała już jego. — Walsh. — Łobuzerskie ogniki rozjarzyły jej się w oczach, skutecznie odganiając zakłopotanie swoją pomyłką - która szybko poszła w niepamięć. — Tancerzem już czuję, że jesteś lepszym. Resztę masz jeszcze do udowodnienia — zapowiedziała beztrosko, zaczepnie, uśmiechając się jak to ona - szeroko, od ucha do ucha. I zupełnie nie na miejscu - jak wszystko tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31807
  Liczba postów : 86403
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Specjalny




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 11:58;


 
Etap II



Kiedy kończy się wasz taniec, odrobinę zagubieni nie wiecie gdzie powinniście iść. Polana przedstawia tu iście makabryczny widok - nieżywe zwierzęta leżą tu na całej rozciągłości. Okazuje się, że aby przejść dalej musicie wykonać jedną z najohydniejszych form wróżenia - czytanie z wnętrzności. Jeśli to zrobicie, będziecie mieć dziwne przebłyski kolorowych świateł w głowie, ale dopiero w kolejnym etapie wasze wizje przyniosą bardziej wyraźne efekty. W tym momencie macie wybór. Możecie wrócić przez tańczące postacie, musicie wtedy rzucić kostką na 1 etap ponownie, - nie bierzecie wtedy udziału w kolejnym etapie i nie dostaniecie znaku, bądź zostać i wziąć udział w tym procederze. Po wylosowaniu literki również będziecie mogli się wycofać, jednak już zgodnie z konsekwencjami zawartymi w literce.

Na początek, jeśli wasza postać:
ma cechę Wiecznie struty traci 3 pkt wytrzymałości
ma powyżej 20 pkt z ONMS traci 2 pkt wytrzymałości
ma pracę związaną z żywymi zwierzętami (chroni je, nie zabija) traci 1 pkt wytrzymałości
kiedykolwiek wcześniej wróżyła z wnętrzności zyskuje 1 pkt do wytrzymałości
jest jasnowidzem lub wróżbiarstwo jest jej najwyższą statystyką ma przerzut kostki k100

Zasady

Wyczuć literkę by zobaczyć z jakiego zwierzęcia wróżysz !

A lub J - Nimfy
Spoiler:
B - Bemben
Spoiler:
C - Cydrąż
Spoiler:
D - Kokatris  
Spoiler:
E - Pegazorożec
Spoiler:
F - Kuling
Spoiler:
G - Pooka
Spoiler:
H -  Świnks
Spoiler:
I - Wielkórka
Spoiler:

Rzuć kostką k100, by sprawdzić, jak poszło wróżenie. Możecie dodać wszystkie wasze punkty z Astronomii i wróżbiarstwa.

I jeszcze jedno:


Kod:
<zg>Punkty wytrzymałości:</zg>
<zg>Literka:</zg> Wpisz wylosowaną i podlinkuj
<zg>Wróżenie:</zg> Wpisz wylosowane k100 z modyfikatorami
<zg>Efekt:</zg> wpisz zarówno poprzedni jak i wcześniejszy

Wszelkie pytania do @Augustine Edgcumbe
II etap eventu zakończy się 10.08.





______________________

Drzewo obrońców - Page 3 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper 'Viro' Rowle

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 174/184
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 556
  Liczba postów : 388
https://www.czarodzieje.org/t19678-jasper-viro-rowle#589315
https://www.czarodzieje.org/t19843-odyseusz#603942
https://www.czarodzieje.org/t19815-jasper-viro-rowle#600997
https://www.czarodzieje.org/t19841-jasper-viro-rowle-dziennik
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 12:12;

Punkty wytrzymałości: 7 + 1 (derwisze) + 1 (rany)
Literka: B
Efekt: w Viro drzemie harpia + krwawienie dłoni z kostki Ezry

Niby zdaję sobie sprawę z tego, że Twój humor, początkowo tak sielankowy, ulega zmianie, a tak zachwycający mnie kwietny efekt, który wyniosłeś po krwawej ofierze, wcale nie podoba Ci się choćby w połowie tak bardzo jak mi, to i tak… nie do końca potrafię się tym przejąć. Wciąż powtarzam jak nie Tobie czy sobie, to przypadkowym słuchaczom, że przeznaczenia nie należy lekceważyć, a to właśnie ono sprawiło, że w moje ręce trafiła cudownie wiecznie napełniająca się najlepszym z trunków butelka. I nawet nie próbuję walczyć z tym, że od tamtego momentu usta mam wciąż czerwone, spojrzenie maślane, a uśmiech lisi w podyktowanym oszołomieniem zadowoleniu.
- Nie zawaham się poświęcić niczego, nawet swojego życia, jeśli to miałoby Cię uratować - deklaruję z zaskakującą nawet mnie lekkością, może nieco zbyt ckliwie, a jednak przy tym absolutnie szczerze w pewności, że byłbym na to gotów. Niech cały świat płonie, jeśli tylko ogień może Cię ocalić. - A to… - podejmuję, teatralnym ruchem ręki ogarniając wszystko wokół. - ...To pewnie tylko transmutacja i iluzja - kończę beztrosko, bo przecież wiem najlepiej jak potężna jest to dziedzina magii, a przede wszystkim dlatego, że łatwiej jest wierzyć w rzeczy wygodne niż bolesne. W końcu to tylko kolejna teatralna wakacyjna atrakcja, zupełnie taka, jaka miała miejsce rok temu. - Brałem kiedyś udział w podobnej inscenizacji w Grecji. Rytuał na cześć Dionizosa, a przynajmniej próba przypomnienia, że nie tylko w winie miłował się ten kojarzony z beztroską zabawą Bóg - podejmuję cicho, powoli by włożyć jak najwięcej staranności w każde moje słowo, nie chcąc dodatkowo drażnić Cię alkoholowym bełkotaniem, skoro i tak musisz czuć ode mnie zapachu cydraku, gdy dłonią czule sięgam do Twoich włosów, przeczesując je w chęci ściągnięcia na siebie Twojej uwagi.
- Nie martw się, wszelkie grzechy, a więc i pokutę, wezmę na siebie - zapewniam, pewnie splatając nasze i tak złączone orbisem dłonie, by krokiem do przodu popchnąć nas do tańca. Znieczulony alkoholem i uwielbieniem, które w spojrzeniu bez przerwy do Ciebie kierowałem, nie odczuwam nawet mrowienia własnej dłoni, dając zaalarmować się dopiero Twojej reakcji na krwawe ślady.
- Czy to Cię… - zaczynam ze ściągniętymi w trosce brwiami, brakiem bólu chcąc upewnić się w tym, że rytuał jest tylko jednym wielkim przedstawieniem, a jednak nie jest mi dane skończyć tej myśli, bo pewne szarpnięcie tańczącej wili odciąga mnie od Ciebie stanowczo. I nawet jeśli sama magia zauroczenia zaklęta w cydraku nie jest w stanie odciągnąć moich myśli od Ciebie, to w połączeniu z urokiem wili sprawiła, że na moment zapomniałem o Twoim uroku, a Ty - dzięki łączącym nas pierścieniom - możesz wychwytywać urywkowe zachwyty skierowane do prowadzącej mnie w tańcu wili. Wybudzam się z transu gwałtownie dopiero wtedy, gdy odpycha mnie tak ordynarny w swojej zwierzęcości gest oblizania czerwieni z mojej dłoni i dopiero wtedy też dociera do mnie, że to nie Twoją, a nasza krew mam na rękach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Na prawej dłoni nosi Sygnet Myrtle Snow i Pochłaniacz Magii. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 1906
  Liczba postów : 7361
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 13:47;

Punkty wytrzymałości: 14 - 2 = 12
Literka: G
Wróżenie: imma head out
Efekt: nie czuję bólu, ratuję pookę, poprzedni etap - G - amortencja

Polana okryta martwymi truchłami zwierząt - początkowo wydająca się być dramatyczną - dla niego była kolejnym zadaniem. Kolejnym elementem całej struktury, choć ewidentnie wpływającym na dalsze funkcjonowanie. Elementem, który stanowi ostrze wbite w plecy po tym, jak starał się nie robić nikomu krzywd.
Ale czy słusznym?
Przecież te zwierzęta nie żyją. Ile razy miał do czynienia z tego typu rzeczami - na pewno na palcach obu dłoni by nie zliczył. Nie było mu to obce, obce było mu patrzenie na to, jak wiele osób - młodych, zdecydowanych - postanawiało podjąć się tego procederu. Ludzkość nie jest zepsuta, to właśnie te sytuacje powodują, że sami w sobie odkrywają najgorsze elementy własnego ja - dlaczego więc i decydował się na podejście po tańcu do jednej z istot magicznych, aby oddać się rytuałowi wróżenia?
Usprawiedliwiał sobie - w końcu ich dusze muszą spoczywać w pokoju. Zerżnięte, z poderżniętymi gardłami, z elementami, które nie mają prawa działać - zgodnie z reakcją organizmu na krwotoki. Nie żyją. Stanowią element ekosystemu, który, poprzez procesy zachodzące podczas gnicia, wrócą z powrotem do obiegu. Dadzą nowe życie swoją śmiercią, kostuchą, swoją kruchością. Podczas gdy palce będą dotykać kości, a pusty odruch postanowi uznać siebie samego za skażonego, w środku odzywała się częściowa moralność. Z pewnej racji jest to przysługa - z drugiej strony natomiast, krok ku własnej destrukcji - gdy rozpoczął ten cały, niecny proces.
Po dłoniach spływał szkarłat. Widoczne wnętrzności, powoli wychodzące elementy ciała pełnego żartobliwej natury skrzata nie były tym, co wywoływało w jego przypadku uśmiech. Wręcz przeciwnie - napominało to o starych dziejach, jakoby cichy dźwięk gwałtownie, nadal niski, nadal ledwo co zauważalny, ale powodujący mocniejsze uderzenia serca pod natłokiem wyrzutu adrenaliny do ciała, miał rację bytu. Bo i miał. A kiedy chichot postanowił przeszyć go na wylot, prawie odskoczył.
Babrał. Się. W. Żywym. Stworzeniu. Czującym. Ból.
Tego nie zamierzał sobie jakkolwiek usprawiedliwiać. Wszelkie łańcuchy "racjonalizowania" podjętych decyzji zostały zerwane, a kręgosłup moralny powrócił na swoje miejsce z podwojoną siłą. Oczywistym jest to, że po tylu sytuacjach w swoim życiu i po tylu aspektach, które ostatecznie wpłynęły na to, kim jest, mężczyzna nie zamierzał bawić się w kogoś, kto posyła na stracenie Bogu ducha winne głowy. Za dużo krzywd wyrządził innym i może poczuwał się do naprawienia błędów, a może kierował się własną samolubnością - a może odezwała się w nim ponownie silnie zakorzeniona część polegająca na tym, aby ratować każdego. Niezależnie od gatunku, niezależnie od stanu.
Może i tacy by się znaleźli [co nadal podejmowaliby się robienia komuś krzywdy], ale nie zamierzał do nich dołączać. Zamiast tego podjął się wszelkich czynności polegających na zabraniu rannej istoty, "polowemu" opatrzeniu - jeżeli istniała taka możliwość - i ucieczce. Rytuał odsunął się na zdecydowanie dalszy plan, gdy powrót do tańca nie był i najlepszy. Taniec był ciężki, stał się godny powietrza ciążącego na płucach, tonięcia w odmętach myśli, gdy został chwycony w taniec. Nie wiedział, kto dokładnie, ale ewidentnie odnajdował w cudzych dłoniach ukojenie, jak i wszystko to, co go interesowało - a to za sprawą nuty perfum, do których miał słabość. Może gdzieś w środku walczył, może był świadom, ale jedyne, co przechodziło przez jego myśli, to cudze spojrzenie utkwione w czekoladowych tęczówkach.
Bo może i pragnienia miał, jak chociażby stabilne życie, tak jednak - poprzez brak patrzenia na to, jak ktoś wygląda - w jego przypadku efekt skupił się na charakterze. Na podejściu do życia i na podejściu do drugiego człowieka, na własnym doświadczeniu i na własnej intuicji. Umysł stawiał sytuację jasno: najbardziej charyzmatyczną osobą - poza Perpetuą, która swoją miłością każdą zagubioną duszę była w stanie opatulić bezwarunkowo - był opiekun Gryffindoru. Na to nie miał jednak już większego wpływu.
Dopiero po czasie udało mu się wyswobodzić spod wpływu amortencji, zapewne zdradzając na swój temat więcej, niż z początku mógł zamierzać. Nie to się liczyło. Liczyło się to, aby uratować pookę - i na tym w pełni się skupił, opuszczając rytuał na dobre.

| zt |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Brewer

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Blizny na całym ciele, które wychynęły po usunięciu wszystkich mugolskich tatuaży
Dodatkowo : Jasnowidzenie
Galeony : 1625
  Liczba postów : 1251
https://www.czarodzieje.org/t18375-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18475-listy-tradycyjne-maxa#526264
https://www.czarodzieje.org/t18474-max-nie-zaprasza#526263
https://www.czarodzieje.org/t18374-maximilian-brewer
https://www.czarodzieje.org/t18428-maximilian-brewer-dziennik#52
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 17:39;

Punkty wytrzymałości: 11 - 2 = 9
Literka: J; lejmoniada (14)
Wróżenie: 57 + 41 = 98
Efekt: emanuję magią (uzdrawiania); tracę zdolności rzucania zaklęć uzdrawiania; mam złamany palec

Kiedy już uleczył wszystkich, których miał, skierował się ponownie w stronę swoich przyjaciół, nie zamierzając pozwalać na to, żeby pogubili się w tym całym, jebanym pierdolniku. Działo się zdecydowanie zbyt wiele zjebanych rzeczy, żeby mógł tak po prostu zostawić ich samych sobie, nic zatem dziwnego, że ściągnął rodzeństwo Huang i Olę w jedno miejsce, licząc na to, że za chwilę żadne popieprzone w trzy dupy wile albo inne pojebane stworzenia nie postanowią zjeść ich na śniadanie, czy co to właściwie była za pora. Szał tańca zdawał się ustawać, a do Maxa coraz to wyraźniej docierało, że dookoła nich znajdowały się martwe zwierzęta, że to, co się działo, faktycznie było co najmniej popierdolone.
- No i chuj bombki strzelił - stwierdził, kiedy tylko zdał sobie sprawę z tego, co właściwie mają teraz zrobić, mając jednocześnie wrażenie, że od samego początku wiedział, dokąd zmierzali, zupełnie, jakby jakiś jego szósty, pięćdziesiąty, czy pojebany zmysł przeczuwał to, kiedy tylko zdał sobie sprawę z tego, że trafili na naprawdę krwawe gody. Domyślał się, że to, co miało się wydarzyć, nie było czymś, co każdy byłby w stanie zrobić, ale dla niego nie było to ani nic obrzydliwego, ani nic, przed czym by się powstrzymywał.
- Osobiście uważam grzebanie w zwierzęcych bebechach za całkowity bezsens, ale chuj wie, może Avalon jakoś to konstytuuje i wizje są wyraźniejsze - stwierdził jeszcze, upewniając się w tym, co pozostali chcą zrobić. Jeśli któreś z nich chciało się wycofać, nie zamierzał go zatrzymywać, ci, którzy zostawali, zostali zaś pociągnięci przez Maxa, by byli bliżej siebie. Był pewien, że mimo wszystko z wróżeniem miał zdecydowanie więcej wspólnego, niż pozostała trójka, toteż zamierzał im pomóc, jeśli będzie to możliwe.
Nie wiedział, dlaczego skończył ostatecznie przy ciele jednej z nimf, driad, czy czym one właściwie były, ale nie zamierzał nikogo o to pytać. Wiedział, jaki był los, znał jego przewrotność, znał jego przekorność i nie próbował z nim nawet dyskutować, bo byłoby to z jego strony skrajnie wręcz szalone. Dlatego też poddał się temu, co miało się wydarzyć, zdając sobie nieoczekiwanie sprawę z tego, że zaczyna dostrzegać kolorowe plamy.
Max nie wiedział, czy była to autosugestia, czy coś naprawdę zaczynało się dziać, ale odnosił wrażenie, że coś widzi, że coś czuje, że coś się dzieje, coś, co znał. Nie był do końca pewien, czy przyszłość próbowała zrobić sobie z niego w tej chwili bramę, czy nie, ale był pewien, że coś nadchodzi. Tym czymś okazała się jednak harpia, która nagle pociągnęła go ku sobie, sprawiając wrażenie w chuj podnieconej, chociaż Max nie wiedział jeszcze, czemu. Czuł, ale nie wiedział, to nie było to samo i nim zdołał coś zrobić, stworzenie złamało jego palec.
- Kurwa! - warknął, za chuj nie rozumiejąc, co się właściwie działo, zaczynając odnosić dziwne wrażenie, że się w nim gotowało, jakby magia lecznicza próbowała znaleźć ujście, jednocześnie nie mogąc tego uczynić, a kolorowe plamy w jego umyśle stawały się niemalże bolesne. Co się, kurwa, odpierdalało.

@Mulan Huang @Aleksandra Krawczyk @Longwei Huang
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Drake Lilac

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 210 cm
C. szczególne : Bardzo wysoki i barczysty. Praktycznie cały czas nosi na palcu pierścień tojadowy - tak na wszelki wypadek.
Dodatkowo : Wilkołak, prefekt naczelny
Galeony : 1034
  Liczba postów : 1511
https://www.czarodzieje.org/t20288-drake-lilac
https://www.czarodzieje.org/t20289-poczta-drake-a#636524
https://www.czarodzieje.org/t20286-drake-lilac#636463
https://www.czarodzieje.org/t20314-drake-lilac-dziennik#638560
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 18:19;

Punkty wytrzymałości: 13 - 2 za ONMS - 4 za brak cechy = 7
Literka: E - pegazorożec
Wróżenie: 25 + 11 = 36
Efekt: pewność siebie, większa moc magiczna, jednorożce mi nie ufają heartbreak

Nie znosił tańczyć w towarzystwie. Głównie dlatego że był w tym po prostu okropny. W końcu z jego rozmiarami zręczność niezbyt szła w parze, co życie też udowodniło mu nie raz. I nadal mu to nie szło. Nawet pomimo tego że był przesycony ogromną pewnością siebie, co było prawdopodobnie też działaniem tej dziwnej wrzechogarniającej magii, którą było w powietrzu czuć mocniej niż kocie szczyny. Dzięki Morganie, miał na tyle szczęścia że odezwał się do niego znajomy głos. Zwłaszcza że była to Violka, czyli ktoś, kto był w temacie czarnej magii obeznany. - Poza tym że niezbyt lubię tańczyć, to chyba dobrze. - Odpowiedział lekko się uśmiechając do krukonki. -A ty? - Szczerze mówiąc takie wesela nie były za mocno w jego guście. Już wolał te tradycyjne, bez czarnej magii wiszącej w powietrzu tak jakby była naturalnym składnikiem powietrza. Kiedy przedarli się już przez tańczącą zgraję, makabryczny widok nieco go zszokował. Kochał zwierzęta, nawet te niebezpieczne. Dlatego na sam widok serce aż bolało. Przez myśl przeszła mu myśl o wycofaniu się, kiedy spostrzegł że tym co mają robić jest wróżenie z wnętrzności, ale ostatecznie nie zrobił tego. Sztuczna pewność siebie skutecznie oddaliła tę myśl, zastępując ją prostą myślą. "Skoro dałem radę przetrwać tyle niebezpieczeństw, to i z flaczkami dam radę". Poza tym powrót oznaczał ponowny taniec, a takiego upokorzenia mógłby nie znieść. Jeden z faunów pchnął(a raczej spróbował), go w kierunku zwłok. Te należały do Pegazorożca, przez co poczuł niewyobrażalne wyrzuty sumienia przebijające się nawet przez efekt jaki to miejsce na niego wywierało. Dopiero co w jaskini czterech pór roku pomagał uspokoić nimfie całe stadko, a teraz patrzył na zwłoki tego pięknego stworzenia. Niepostrzeżenie i całkowicie nieumyślnie uronił pojedyńczą łzę. Ten widok wypalił mu się w pamięci i na pewno szybko nie przepadnie. Nie było już odwrotu... Uklękł przy zwierzęciu, zamknął mu ślepia cicho go przepraszając i zabrał się za wróżenie z wnętrzności. Zeknął jeszcze na Violkę, która dostała coś jeszcze bardziej dobijającego od pegazorożca. Wypatroszoną nimfę.
Szczerze to miał delikatne obawy odnośnie tego co mogło na nich czyhać przy ołtarzu. Zwłaszcza że miało to być podobno wesele. Oj... Lepiej żeby Doireann się o tym nie dowiedziała. Inaczej jak nic oberwie patelnią przez łeb. Ewentualnie obrażeniami emocjonalnymi. Na szczęście nie miała się od kogo tego dowiedzieć. Grzebanie w jednym z najbardziej niewinnych istot na ziemi przyniosło ze sobą jakieś kolorowe plamy, których znaczenia nie mógł pojąć. -To było okropne... - Rzucił do Violki o ile jeszcze tu była.

@Violetta Strauss

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Boyd Callahan

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 192
C. szczególne : irlandzki akcent / super magiczna proteza lewej ręki / szpetne blizny na klacie i jeszcze szpetniejszy tatuaż "fillin are my live" na przedramieniu / pachnie czarodidasem ale ładniej niż august
Dodatkowo : bardzo kocha Fillina
Galeony : 321
  Liczba postów : 1650
https://www.czarodzieje.org/t17850-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t17855p26-sowa-boyda#top
https://www.czarodzieje.org/t17851-boyd-callahan
https://www.czarodzieje.org/t18313-boyd-callahan-dziennik
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 19:40;

Punkty wytrzymałości: 11
Literka: I - wielkórka
Wróżenie: 20+1-40=-19
Efekt: z I etapu super moc i pewność siebie, +1 do wytrzymałości / z II etapu - faun mnie wydupia do innego zwierzęcia

Atmosfera, po wyjaśnieniu wszystkich niejasności, niepewności i czułych gestach pobieżnym otarciu krwi z twarzy, znacznie się rozluźniła; na tyle, na ile mogła w takich niepokojących okolicznościach.
- I Krwawego Barona! - dorzucił beztrosko do wyliczanki potencjalnych krewnych Skrwawionego Łba, kimkolwiek on w ogóle był; i przez chwilę, kiedy tak stali i dywagowali sobie a to o różnych bezgłowych, półgłowych i zakrwawionych duchach, a to o brutalnej uwodzicielce Izce, na moment zdawali się zapomnieć o trwającym dookoła szaleństwie. Przez chwilę było zwyczajnie miło - a potem, kiedy gdzieś w okolicy dostrzegł machającego mu Brewera, który najwyraźniej jednocześnie robił za ambulans, bo zakrwawionych i rannych czarodziejów było coraz więcej, przypomnieli sobie gdzie są i wreszcie zdecydowali się ruszyć głębiej w polanę. I się skończyło.
Trawa była usiana martwymi zwierzętami i był to widok, od którego zwyczajnie chciało się odwrócić wzrok, nawet jeśli się nie było szczególnie wrażliwym; zwłoki zdawały się jednak być dosłownie wszędzie i musiałby chyba patrzeć w niebo, żeby nie mieć z nimi do czynienia. Zamiast się rozglądać, skupił się więc na Dżesice, tak jak przedtem podczas tańca - z tym, że tym razem było to wiele trudniejsze. Mimo wszytko wolał oznakowane krwią harpie odstawiając wygibasy niż zwierzęta z flakami na wierzchu.
- Co... - zaczął, z zamiarem dokończenia do chuja, ale zanim wypowiedział całe elokwentne zdanie, jeden z członków krwawego korowodu, kręcący się pomiędzy nimi oświadczył zachrypniętym szeptem, że jeśli chcą przejść dalej, muszą zająć się wróżeniem z wnętrzności. Nie brzmiało to zachęcająco... ale przynajmniej stanowiło konkretne zadanie, które można było odhaczyć i mieć je z głowy, więc zakasał mentalne rękawy i... no właśnie. Szkoda, że nie miał pojęcia, jak się za to zabrać; musieli polegać na znacznie większej wiedzy Jess.
- Wiesz cokolwiek o tym? Jak... Jak to się robi? - zapytał, pochylając się nad czymś, co za życia najprawdopodobniej było wielką wielkórką i przed śmiercią chyba pożarło solidną kolację, co wywnioskował po rozmiarach wywleczonego na zewnątrz żołądka.
- Dobra. To tylko flaki przecież, spoko - wymamrotał ni to do Jess, ni sam do siebie, i z niezbyt wielkim przekonaniem włożył rękę w rozcięty brzuch zwierzęcia; z niezbyt wielkim wyczuciem również, bo cuchnąca zawartość żołądka niemalże eksplodowała, mieszając się z całą resztą wnętrzności.
- Co za gówno - fuknął, wycierając pobieżnie umazane obrzydliwościami dłonie o dresik, po oswojeniu z pierwszym szokiem już bardziej zirytowany niż oburzony. Chyba totalnie zaprzepaścił szansę na zobaczenie czegokolwiek; próbował wyjąć ze środka kawałek splątanego jelita, ale wszystko wyglądało jak jedna wielka breja. - Chuja warte takie wróżenie - zawyrokował, zerkając na wielkórkę Jess, bo pozostawało mu tylko mieć nadzieję, że dziewczyna radzi sobie lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 1539
  Liczba postów : 857
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 21:41;

Punkty wytrzymałości: 7 + 1 [rany nie są mu obce] – 2 [kostka z nimfami] = 6
Literka: J, 91 [Nimfa – Oreada] | I [Wielkiórka]
Wróżenie: 12 | 50
Efekt: nasilenie nałogu [merlinowe strzały] | utrata 2 punktów wytrzymałości + klątwa oready | pokusa zapalenia avalońskiego ziela przez następne 3 wątki

Wspaniale radzili sobie ze sztuką manipulacji, a nie potrafiąc w pełni zaakceptować prawdy, nad wyraz często maskowali ją z pomocą subtelnych kłamstw. Nic więc dziwnego, że i Paco na taki wyrzut szczerości ze strony Maximiliana gotowy nie był. Początkowo stać go było jedynie na skinienie głową. – W porządku. – Mruknął wreszcie w odpowiedzi, z niemałym opóźnieniem, pokazując że nie ma do chłopaka żalu. Nawet jeżeli wygarnięte w drewnianym domku w złości słowa zabolały, nie miał ochoty wracać do tej kłótni. Wolałby o niej zapomnieć, ale wiedział, że nie będzie to takie proste… zresztą, może okazała się ona potrzebna, skoro dopiero na skutek kilku inwektyw i paru dni rozłąki zdołali otwarcie ze sobą porozmawiać. Tak, ich zdolności komunikacyjne plasowały się mniej więcej na tym samym, chujowym poziomie. – Mówiłem, że ci się to nie spodoba. – Prychnął cicho pod nosem, wzruszając nonszalancko ramionami, wszak akurat w tej kwestii zdążył swojego młodszego kochanka uprzedzić, a w konsekwencji nie czuł się winny. Inna rzecz, że zaczął się zastanawiać dlaczego Felix przybrał akurat wizerunek znienawidzonego nauczyciela miotlarstwa.
Nieścisłości i niedopowiedzenia zdawały się wręcz nieodłącznym elementem ich relacji, za który niestety obydwaj ponosi odpowiedzialność. Solberg wiele razy zamykał się we własnej skorupie, za to Paco ewidentnie wylewnością nie grzeszył. Nie potrafili rozmawiać o własnych emocjach, ale to nie znaczy że ich nie odczuwali. Wręcz przeciwnie, te kumulowały się w nich niczym tykająca bomba zegarowa, która wybuchła między innymi podczas ostatniego powrotu z chaty znachorki. Powinni nauczyć się częściej dzielić tym z partnerem tym, co podpowiadały im serca, ale czekała ich jeszcze długa, wyboista droga. – Estas seguro? – Wtrącił tylko wymownie, spostrzegając defensywną postawę przybraną przez tańczącego z nim nastolatka. Przynajmniej raz udało mu się zrozumieć chłopięcy upór, a tym samym zdecydował się na nieco śmielsze, szczere wyznanie, które rozjaśni targające dzieciakiem wątpliwości. Zabawne, że chwilę później został nazwany idiotą. – Este argumento era innecesario… – Westchnął głośno, zdając sobie sprawę z tego, że nie mieli żadnego racjonalnego powodu do konfliktu i całkiem bezmyślnie poddali się palącej od wewnątrz wściekłości. – ¿De verdad solo quieres esto de mí? ¿Respeto? Podría darte más que eso... – Zapytał prowokującym tonem, bo tak jak Maximilian nie potrzebował wielkich słów ani diametralnej zmiany, tak Morales zagalopował dalej, pragnąc czegoś więcej. Nie naciskał jednak, zwłaszcza gdy chłopak jakby mu odpłynął na skutek makabrycznych obrazów roztaczających się wokoło. Po prostu ucałował delikatnie i czule jego usta, a potem przesunął dłonią po plecach nastolatka, przygarniając go do siebie.
- Yo no te elegí a ti, cariño. – Powiedział szczerze, wszak w towarzystwie Felixa po raz pierwszy porzucił rozsądek na bok, kierując się przyjemnie rozlewającym się po sercu ciepłem. – No soy un idiota, pequeño imbécil. – Postanowił się odgryźć, niezbyt wyrafinowanym epitetem, ale nie o to przecież chodziło. To nie słowa miały znaczenie, a tembr głosu, w którym w końcu dało się słyszeć przyjazną, spokojną, ale żartobliwą nutę. – Może nie powinniśmy jednak przerywać tego tańca… – Wbrew pozorom nie odnosił się wyłącznie do niekontrolowanych przez nich pląsów na krwawym parkiecie. – …zagrajmy i zobaczmy co takiego przygotował dla nas ten cały Skrwawiony Łeb. – Zaproponował, mimo obaw o bezpieczeństwo swojego partnera. Przynajmniej wiedział, że tkwią w tym razem, a wierzył że wspólnymi siłami są w stanie pokonać wszelkie przeciwności losu.

Mocno obejmował Maximiliana aż do ostatniego taktu weselnego tańca. Poczuł, że ich ciała przestają podrygiwać w rytm wszechobecnego zawodzenia, a skoro tak, postanowił rozejrzeć się wokoło w poszukiwaniu jakichkolwiek wskazówek. Cóż, pierwsze co rzucało się w oczy to kałuże krwi i stosy zwierzęcego truchła porozrzucane po polanie. Salazar nie miał pojęcia, w którym kierunku pójść i dopiero po chwili dotarło do niego, że najciemniej zawsze jest pod latarnią. Energicznym gestem przywołał do siebie młodszego towarzysza, wyjaśniając mu pokrótce, iż odpowiedzi winni szukać… w trupach. – Powiedz, jeżeli zrobi ci się słabo, ok? Pomogę ci. – Zapewnił opiekuńczym tonem, mając świadomość tego że po ostatniej przygodzie z mogiłami psychika Solberga mogła ucierpieć bardziej, niż chłopak chciał przyznać. Na wszelki wypadek Paco zerkał więc na niego, w międzyczasie przystępując do rozbiórki martwej oready. Bez wyrzutów sumienia, wszak nie pierwszy raz bezcześcił piękne ciało… chociaż nigdy wcześniej nie musiał babrać się w zwłokach. Nie miał także doświadczenia we wróżbiarstwie, o czym szybko przekonał się za sprawą pewnego jakże uprzejmego fauna, który odciągnął go za fraki od nimfy, a po tym pchnął dalej, prawdopodobnie w pobliże nieco prostszego i mniej wymagającego celu. Morales nie zdawał sobie jednak jeszcze sprawy z tego, że naruszenie czci oready opłaci długotrwałą klątwą.
W każdym razie… ostatecznie Morales wylądował nad padliną wielkiórki, a przynajmniej tak mu się wydawało, bo wcale niełatwo było zidentyfikować stos flaków i podgniłego mięsa. Szczęście w nieszczęściu, że tak brutalne widoki nie robiły na nim wrażenia, a w konsekwencji od razu przystąpił do pracy. Tym razem wróżenie z wnętrzności poszło mu zresztą lepiej. Na tyle, że pośród metalicznego swądu krwi wyczuł jeszcze inny, zupełnie inny zapach, który na dłużej zagościł mu w nozdrzach. Musiał się na nim skoncentrować, by wreszcie połączyć do z avalońskim zielem… Kurwa, jak chętnie by teraz zapalił… Szczególnie, że głowa zaczynała mu pękać od barwnych przebłysków i kolorowych świateł, których znaczenia i tak pojąć nie potrafił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jessica Smith

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 176cm
C. szczególne : Biały znak Zorzy łączący wewnętrzne kąciki oczu | Złote okulary (tłumaczki) | Rude włosy | Brisingamen, Ijda Sufiaan i druidzki amulet na szyi | Delikatny zapach frezji
Galeony : 147
  Liczba postów : 1597
https://www.czarodzieje.org/t18405-jessica-anneliese-smith#525187
https://www.czarodzieje.org/t18434-jess-smith
https://www.czarodzieje.org/t18435-jess-smith#525191
https://www.czarodzieje.org/t18433-jessica-smith#525176
https://www.czarodzieje.org/t19201-jessica-smith-dziennik
Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 EmptyPią 5 Sie - 21:58;

Punkty wytrzymałości: 9 - 2 (za 20+pkt ONMS) = 7
Literka: I
Wróżenie: 17 + 7 = 24
Efekt: I: Amortencja / II: Zostaję ćpunką przez avalońskie ziele Drzewo obrońców - Page 3 3831175897

Pomimo wszystkich tych niesprzyjających okoliczności - Merlin jej świadkiem - Smith była w stanie się rozluźnić. Minimalnie, odrobinę, ale JEDNAK. Na ile była to kwestia towarzystwa Boyda, wyjaśnienia ich drobnej niesnaski czy namiastki normalności w tym pomylonym piekiełku - nie wiedziała, ale nie miała zamiaru tego roztrząsać. Szybko jednak musiała zrezygnować z tej odrobiny równowagi i komfortu, których mogła przez moment zaznać - bo poszli głębiej w polanę. O ile wcześniej mogła dostrzec gdzieniegdzie zaszlachtowane stworzenia, tak teraz ich ilość przechodziła ludzkie pojęcie.
Po co? Czemu tak wiele? Cydręże, kulingi, majestatyczne pegazorożce, TROLLE... a nawet humanoidalne przecież driady. Jess poczuła jak pod powiekami gromadzą jej się łzy, a żołądek zaciska się w żelazny supeł - całkowicie mimowolnie, przysunęła się do towarzyszącego jej Callahana, szukając w uścisku jego dłoni choć odrobiny gryfońskiej odwagi i brawury, która mogłaby pomóc jej w tym momencie.
Ale czemu tyle? Czemu nie jedno albo kilka? Boże, Boyd, tam są nawet nimfy... — Informacja o wróżeniu z wnętrzności dotknęła ją mimo wszystko mniej, niż tragedia, której byli tutaj świadkami. Takie praktyki były co prawda odrażające... ale wiele wieków temu, jeszcze w starożytności były naprawdę bardzo popularne - i cenione. Uczepiła się tej myśli niemal równie mocno co ramienia Callahana. Avalon. Tu wszystko było inne... jakby cofnęli się w czasie.
Racjonalizowanie wszystkiego było w tym momencie naprawdę, cholernie ciężkie. Ale nie niemożliwe.
J-Ja... Khm, tak, wiem. Wróżenie z wnętrzności to inaczej haruspicja, na wielką skalę praktykowali to Hetyci, a potem nawet Rzymianie... — Uciekła myślami do tak dobrze jej znanych ciekawostek, których przecież setki wypowiadała w ciągu dnia. Na sztywnych nogach ruszyła za towarzyszem, klękając przy jednej z wielkórek - przynajmniej wyraźnie martwej i niepowyginanej nienaturalnie. Skupiła się na stworzonku - starając się przyrównać czekające ją zadanie do sekcji żaby czy ropuchy, którą przecież nie raz przeprowadzała. Nie raz też przecież widziała zmumifikowane zwłoki magicznych stworzeń w Gringottcie jako artefakty - czy w czasie pracy w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami zajmowała się w terenie spetryfikowanymi zwierzętami. Martwymi z resztą również.
Najważniejszym organem dla haruspików była wątroba, więc to na niej powinniśmy się skupić... Wyróżniono na niej nawet 16 pól odpowiadającym gwiazdozbiorom i jakieś 30... nie, 40 stref poświęconym bóstwom... Ale nie pamiętam schematów i znaczenia, nie zagłębiałam się w to aż tak... — plotła swoje rzeczowe androny, cichym zaklęciem odpychającym zabezpieczając swoje dłonie - i rozcinając powłoki brzuszne wielkórki. Zerknęła przy tym na poczynania Boyda, krzywiąc się nieco. — Powinieneś poczekać aż same wypłyną, bo podobno to też miało znaczenie. W sensie... haruspicy przede wszystkim wypatrywali znaków. To się chyba nazywało... interpretacja prodigiów? — pytała, ale nie oczekiwała żadnej odpowiedzi - zwyczajnie musiała gadać i zajmować czymś umysł. A kiedy tak plotła, z wnętrza zwierzęcia wysunęły się organy - których ułożenie czy kurwa cokolwiek, pozostawało i tak szalenie dla dziewczyny niezrozumiałe. Z wróżbiarstwem miała tyle wspólnego co z czarną magią - czyli tyle, co o nim czytała, a nie praktykowała.
Musiała powstrzymać odruch wymiotny, kiedy na jej oczach nabrzmiały żołądek magicznej wiewiórki zaczął skwierczeć i zapadać się w sobie - a do jej nozdrzy dopadł intensywny, słodki zapach... nie padliny, tylko avalońskiego ziela. Aż się zachłysnęła, a jej źrenice gwałtownie się rozszerzyły. Pod sklepieniem czaszki, tylko kiedy mrugała, zaczęły migać jej... różnokolorowe światła. Zachwiała się na klęczkach - ostatecznie lądując po prostu na tyłku.
Avalońskie gówno — dodała jeszcze od siebie, jednocześnie przytakując nad błyskotliwą uwagą Boyda. — A my w nie wskoczyliśmy na główkę. Też latają Ci kolorowe mroczki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content

Drzewo obrońców - Page 3 QzgSDG8








Drzewo obrońców - Page 3 Empty


PisanieDrzewo obrońców - Page 3 Empty Re: Drzewo obrońców  Drzewo obrońców - Page 3 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Drzewo obrońców

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Drzewo obrońców - Page 3 JHTDsR7 :: 
Avalon
 :: 
Ellan Vannin
-