Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Dróżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Jest drobna i wygląda zdecydowanie młodo. || Na lewym barku ma blizny po Sectumsemprze, a pomiędzy łopatkami ma tatuaż. || Posiada kolczyk w nosie. || Końcówki włosów pofarbowane są na żółto.
Dodatkowo : Prefektka
Galeony : 370
  Liczba postów : 923
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenani#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Dróżka  Dróżka EmptySob 2 Lip - 17:40;


Dróżka


Kręta, brukowana nierównymi kamieniami dróżka w dawnych czasach była zdecydowanie jedną z najurokliwszych uliczek Ellan Vannin. Stworzenia, które niegdyś zamieszkiwały wioskę, chętnie przyozdabiały ją różnorodnymi roślinami, czy to wystawiając donice z kwitnącymi bylinami, czy też przewieszając kolorowe girlandy z płatków pomiędzy oknami. Obecnie jednak jest ona jednak daleko od czasów swojej świetności, coraz śmielej pozwalając okolicznej roślinności wzrastać na własnym szlaku.


______________________


What makes this fragile world go round? Were you ever lost? Was she ever found?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elizabeth Brandon

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : magik żywiołów (ziemia), powab wili (urok osobisty); słaba psycha, rączki jak patyki (siła);
Galeony : 56
  Liczba postów : 75
https://www.czarodzieje.org/t21413-elizabeth-brandon#693691
https://www.czarodzieje.org/t21420-poczta-elizabeth#694351
https://www.czarodzieje.org/t21414-elizabeth-brandon#693692
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptyPon 11 Lip - 22:53;

zbroja: I, 6 - mam zdolności metamorfomaga na ten wątek

Miejsce, w które w tym roku wyjechali na wakacje bardzo jej się podobało, zresztą jak i każde w poprzednich latach. Tym razem było jednak trochę inaczej. Avalon przecież nie było takie sobie zwyczajne. Elizabeth zdawało się, że na każdym kroku czeka na nią mnóstwo tajemnic i zaułków do odkrycia, miejsc do odwiedzenia i zobaczenia, chociaż tak naprawdę dopiero co przybyli na tę legendarną wyspę. Wręcz nie mogła wysiedzieć spokojnie w miejscu, bo jej tryb szwendacza pozostawał cały czas włączony. Odczuła to nawet tej nocy - nie dość, że miała problem z zaśnięciem, to jeszcze obudziła się z nogami na poduszce, a głową na miejscu nóg. No tego to jeszcze świat nie widział!
- Vicks, tobie też się tak tu podoba? Jest cu-dow-nie! - zachwycała się, kiedy razem z siostrą szły powolnym krokiem dróżką. Nie zmierzały chyba nigdzie konkretnie, a pozwalały, żeby nogi - i dróżka - niosły je przed siebie. I tak było dobrze. Czuła się niesamowicie swobodnie i chciała, aby ta chwila trwała wiecznie, choć nie działo się przecież nic niespotykanego. - Nie pamiętam, czy ci mówiłam, ale mam ekstra puchoni pokój i bardzo mi się to podoba. Trochę szkoda, że nie jestem z Zoe, ale nie można mieć wszystkiego. Muszę w ogóle się z nią spotkać, ostatnio jakoś nie wiem co u niej - wyrzuciła z siebie prawie że na jednym wdechu, ale zupełnie tym nieprzejęta, szła dalej. Możliwe, że jej organizm przyzwyczaił się już do ilości słów, które potrafiła wypowiedzieć za jednym razem i teraz płuca same nabierały dużego zapasu powietrza, tak w razie czego, żeby przypadkiem w trakcie mówienia młodej Brandonównie nie brakło tlenu. - No, a wiem, że ty masz wyjątkowo krukoński domek, to znaczy prawie, bo Larkin jest już dorosły, ale liczy się. Właśnie, masz domek z Larkinem! - wykrzyknęła, zerkając na siostrę z diabelskim uśmiechem. - Cieszysz się?
Porośnięta momentami dość bujną roślinnością dróżka prowadziła je dalej i dalej wgłąb wioski. Mogły jedynie domyślać się, że kiedyś była jedną z tych naprawdę ładniejszych w Ellan Vannin. Mimo upływu czasu nie straciła uroku, albo może nabrała go w nieco inny sposób. Lizzie nawet nie zorientowała się, kiedy zza starych murów opuszczonego domu wyszła zbroja, pobrzękując przy każdym kroku.

@Victoria Brandon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : piegi na całej twarzy
Galeony : 1767
  Liczba postów : 1500
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptyWto 12 Lip - 17:24;

Kość: 5 – Nie można Cię okłamać w tym wątku. Jeśli tylko ktoś spróbuje, Ty od razu wiesz, że to nieprawda, choć nie masz pojęcia skąd. Twoja intuicja jednak podpowiada Ci, że coś jest nie tak i przejrzysz każde kłamstwo, jakie napotkasz.

Szczerze mówiąc, to uwielbiała słuchać swojej siostry. Uwielbiała z nią przebywać i po prostu poznawać jej świat, jej przemyślenia, jej plany na przyszłość, kochała również to, że Liz mimo wszystko wydawała się wciąż jeszcze nieco dziecinna. Nie było w tym niczego złego, było w tym coś miłego, słodkiego i sprawiającego wrażenie, że dziewczyna wkracza w dorosłość dokładnie tak, jak powinna – powoli. Nie była nad wyraz dojrzała, nie przypominała w tym Victorii i zapewne właśnie dlatego starsza z sióstr lubiła te ich niespieszne spacery, pełne werwy opowieści Liz, jej żarciki, namowy i pełną ekscytację dosłownie wszystkim, co je otaczało. Mogła znaleźć coś intrygującego dosłownie we wszystkim i zapewne dosłownie wszystko obróciłaby na swoją korzyść, gdyby tylko miała ku temu okazję. Być może nie była zafascynowana środkami magicznego transportu, być może nie upatrywała w nich swojej przyszłości, ale to nie miało aż tak wielkiego znaczenia. Poza tym, trzeba przyznać, Liz byłaby świetną twarzą rodu Brandonów, pogodna i wygadana, zapewne namówiłaby każdego do kupna czegoś niesamowicie mu potrzebnego.
- Owszem, to niezwykłe miejsce. Pełne dziwnego uroku i tajemnic, które można spotkać na każdym kroku, nie sądziłam, że kiedykolwiek trafimy na coś tak oszałamiającego – przyznała, jak zawsze z pewną dozą powagi, rozglądając się przy okazji, mając poczucie, jakby znajdowała się w jakiejś baśni. Ni mniej, ni więcej, wszystko, co ją otaczało, przypominała to, o czym słuchała jako dziecko, przypominało również wspominki ich taty o czasach, kiedy powstał ich ród, w tak zamierzchłych czasach, iż mogło być to tak naprawdę owiane legendą, a jednak było niesamowicie wręcz fascynujące.
- Och, biorąc pod uwagę zakończenie roku, to pewnie spaceruje po plaży w towarzystwie Thomasa – stwierdziła, mrugnąwszy nieco zaczepnie do siostry i zapytała jej zaraz, co oznaczał ten super puchoński domek, bo była ciekawa, z kim tej przyszło spędzać czas. Ponieważ zaś była tak niesamowicie podekscytowana, wyglądało na to, że wylądowała tam ze znajomymi, których naprawdę lubiła, a to było bardzo ważne. Zaraz jednak spojrzała nieco ostrzej na Liz, jedynie kątem oka, zastanawiając się, skąd właściwie wzięło jej się takie pytanie, bo mimo wszystko było dość szalone.
- Niech zgadnę, rozmawiałaś z Zoe, a ona zaczęła ci opowiadać jakieś bzdury o Romulusie i Julii? – zapytała spokojnie, czując jednocześnie, że nieznacznie się zarumieniła, bo nie wiedziała tak naprawdę, co miałaby na to odpowiedzieć. Zaraz jednak zatrzymała się, gdy niemalże wpadły na zbroję, która ni stąd ni zowąd pojawiła się przed nimi, zupełnie, jakby tutaj na nie czekała i Merlin raczy wiedzieć, czego od nich oczekiwała. Victoria nie wiedziała nawet, w którym dokładnie momencie zrobiła krok w bok, by zasłonić sobą młodszą siostrę, podświadomie bojąc się, że zostaną za moment zaatakowane.

@Elizabeth Brandon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elizabeth Brandon

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : magik żywiołów (ziemia), powab wili (urok osobisty); słaba psycha, rączki jak patyki (siła);
Galeony : 56
  Liczba postów : 75
https://www.czarodzieje.org/t21413-elizabeth-brandon#693691
https://www.czarodzieje.org/t21420-poczta-elizabeth#694351
https://www.czarodzieje.org/t21414-elizabeth-brandon#693692
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptySro 13 Lip - 13:58;

Ze wszystkich ludzi to właśnie przy Victorii zachowywała się najbardziej swobodnie. Wiedziała, że siostra nie będzie jej oceniać, działało to zresztą w dwie strony, a poza tym co Brandon, to Brandon. Łączyła je ta jedyna w swoim rodzaju siostrzana więź i to było piękne. Dużo bowiem było rodzeństw, które nie potrafiły się ze sobą dogadać i kłóciły się na każdym kroku. Naprawdę się cieszyła, że z nimi było inaczej, bo bez Viks czułaby się pusta. Po prostu, zupełnie tak jakby jakaś jej cząstka wparowała. Te ich spacery, pogawędki o niczym i wszystkim jednocześnie były dla niej nie tylko przyjemne, ale też ważne. Nie musiały wcale przeżywać Merlin wie jakich przygód czy na siłę szukać wrażeń. Te ostatnie i tak odnajdowały je same.
- Prawda? Jak pomyślę, ile ciekawych miejsc i historii się tu kryje, to aż mi ciarki po plecach przechodzą! To jest o wiele lepsze od leżenia na plackiem na plaży - stwierdziła z zapałem i założyła włosy za ucho, żeby nie przeszkadzały jej w rozglądaniu się po okolicy i przypadkiem nie przysłoniły czegoś ciekawego. Roześmiała się, słysząc kolejne słowa Victorii. - No to pewnie świetnie sobie z nim radzi. Akurat o nią to się nie martwię - odparła z perfidnym uśmieszkiem. Była na zakończeniu i widziała Zoe z Thomasem, którzy bez dwóch zdań bawili się wyśmienicie, więc w sumie nawet nie za bardzo by się zdziwiła, gdyby ich kuzynka faktycznie gdzieś się z nim teraz szlajała. - Super puchoński domek, tak. Oprócz mnie jest tam jeszcze Aurelia, Narcyz i Vinícius, chociaż akurat tych dwóch jakoś mocno nie znam. Ale poznam! Całe wakacje mamy dzielić w końcu domek, więc chyba nie ma opcji, żeby było inaczej - powiedziała, szczerze licząc na to, że uda jej się złapać kontakt z chłopakami, choć była od nich młodsza te kilka lat, a w tym wieku te różnice były bardziej odczuwalne. Jej oczy otworzyły się szerzej na wzmiankę o Rumulusie i Julii. Momentalnie była zwrócona w jej kierunku.
- Że co? Jaki Romulus i jaka Julia? - spytała z niezrozumieniem, marszcząc przy tym brwi. Nie miała kompletnie pojęcia, o co chodziło Victorii, ale musiała się tego dowiedzieć, choćby miała ją zamęczyć na śmierć. Szybko jednak jej uwaga skupiła się na tym innym, a mianowicie na zbroi, która stanęła na ich drodze. Nic nie robiąc sobie z tego, że starsza Brandonówna zasłoniła ją swoim ciałem, wyszła zza jej pleców i dokładniej przyjrzała się nowemu obiektowi. - Cześć, zbrojo! - przywitała się, jak na dobrze wychowaną osobę przystało i pomachała radośnie. Miała nadzieję na odzew, może nawet na jakieś historie, którymi ta metalowa puszka mogłaby się z nimi podzielić, bo w to, że jakieś znała, to Lizzie nie śmiała wątpić! - Nie bój się, Viks, wątpię, żeby coś nam miała zrobić. Myślę, że raczej może być naszym prywatnym przewodnikiem po wiosce - powiedziała nieco żartobliwie, ale z drugiej strony nie miałaby nic przeciwko. Przynajmniej miałyby informacje z pierwszej ręki.

@Victoria Brandon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : piegi na całej twarzy
Galeony : 1767
  Liczba postów : 1500
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptySro 13 Lip - 21:52;

Najważniejsze było to, by mieć takie osoby, przy których po prostu można było być sobą, niezależnie od wszystkiego, niezależnie od tego, co inni mogli pomyśleć, jak mogli spojrzeć na sprawę i jak bardzo mogło im się to nie podobać. Cieszyła się również, że jej siostra ufała jej na tyle, by być przy niej sobą, by się nie ograniczać, że nie spinała się, że nie przybierała jakiegoś gorsetu, którego nie była potem w stanie zdjąć. Nie chciała tego dla Liz i cieszyła się, że ta potrafiła najzwyczajniej w świecie cieszyć się po prostu życiem, cieszyć się tym, co miała i jaka była.
- O wiele lepsze - powiedziała, kiwając głową, a jej jasne wejrzenie jakby zabłyszczało, wyraźnie pokazując, że dziewczyna faktycznie zgadzała się ze swoją młodszą siostrą, że nie mogła doczekać się tajemnic, jakie dało się znaleźć na wyspie, że nie mogła tak po prostu siedzieć w miejscu i w ten sposób nabierać tchu. To również było miłe, ale zdecydowanie nie w jej stylu, w końcu wiecznie musiała być w ruchu, wiecznie musiała coś robić, musiała działać, musiała się uczyć, a tutaj miała do tego zdecydowanie więcej możliwości. Uśmiechnęła się jeszcze na wspomnienie o Zoe, a później pokiwała lekko głową.
- Nie znam ich chyba zbyt dobrze, ale jestem pewna, że będziecie się świetnie bawić. Zresztą, całkiem nas tutaj sporo i jest wiele rzeczy do zrobienia, jestem pewna, że będziesz się świetnie bawiła. Podobno jest tutaj całkiem sporo ciekawych roślin - dodała jeszcze, uśmiechając się lekko, bo wydawało jej się, że dla jej siostry ta sprawa będzie naprawdę ciekawa, nie przewidziała jednak, że Liz postanowi zapytać ją o coś jeszcze, coś zupełnie innego, coś, co nieco wykraczało poza strefę jej komfortu.
- Nie wiem, musiałabyś porozmawiać z Zoe na temat jej teorii i podejścia do sprawy, którą sobie wymyśliła. To dość skomplikowane i zapewne zajmie ci sporo czasu zrozumienie, kto jest jakimi postaciami w tym wielkim dramacie, ale być może, jakimś cudem, znajdziesz w tym sens - stwierdziła, tym samym niewątpliwie wymykając się odpowiedzi, ale nie chciała za bardzo rozmawiać na ten temat, nie chciała rozmawiać o Larkinie, mając dziwne wrażenie, jakby wszyscy za mocno naciskali, jakby liczyli na nie wiadomo co, jakiś cud, czy coś podobnego, a to powodowało, że zamykała się coraz to mocniej.
Być może zatem pojawienie się zbroi było wybawieniem, być może było sytuacją zwycięską, kiedy nie musiała przejmować się tym, co miała powiedzieć, jak miała podejść do sprawy, co miała zrobić. Odnosiła bowiem nieodparte wrażenie, że Zoe wymyśliła coś, czego nie było, a teraz wciągała w to całą ich rodzinę. Na całe zatem szczęście Victoria mogła skupić się na tym nieoczekiwanym pojawieniu się zbroi, która miała Merlin raczy wiedzieć, jakie zamiary. Miała zresztą coś na ten temat powiedzieć, kiedy Igraine parsknął, robiąc to w tak dziwny sposób, że Victoria przyjrzała się bardzo uważnie zbroi.
-Przewodnik? Coś ci się chyba bardzo pomyliło! Miałbym coś robić dla takiej miernoty?
Starsza z sióstr Brandon zmarszczyła lekko nos na tę uwagę, odnosząc wrażenie, że nie polubią się ze zbroją o zbyt rozbuchanym ego, która najwyraźniej sądziła, że pozjadała wszelkie rozumy. Być może wstała dzisiaj lewą nogą, może nikt dawno jej nie oliwił, a może po prostu była urodzonym prostakiem i daleko było jej do prawdziwego rycerza o szlachetnym sercu. Możliwości było naprawdę wiele i aż trudno było powiedzieć, która była właściwa.
- Miernoty? - powtórzyła zatem czarownica ostrzegawczo.

@Elizabeth Brandon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elizabeth Brandon

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : magik żywiołów (ziemia), powab wili (urok osobisty); słaba psycha, rączki jak patyki (siła);
Galeony : 56
  Liczba postów : 75
https://www.czarodzieje.org/t21413-elizabeth-brandon#693691
https://www.czarodzieje.org/t21420-poczta-elizabeth#694351
https://www.czarodzieje.org/t21414-elizabeth-brandon#693692
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptyCzw 14 Lip - 17:27;

Pokiwała energicznie głową na słowa Victorii, bo też była pewna, że na brak atrakcji to akurat nie będzie mogła w Avalonie narzekać. To miejsce dawało tyle możliwości, że to aż się w głowie nie mieściło, a wbrew pozorom czasu na zobaczenie wszystkiego nie było wcale tak dużo. Była pewna, że w ostatecznym rozrachunku i tak nie odwiedzi każdego miejsca, które wyląduje na jej długiej liście. Ziołami też mocno się zainteresowała i miała nadzieję, że jeszcze podczas tego ich spaceru uda jej się coś ciekawego zebrać. Musiała jednak podchodzić do tej sprawy ostrożnie, bo nie znała wszystkich roślin występujących na wyspie, a nie chciała przypadkiem trafić na coś, co przy samym dotyku wywołałoby jakąś wysypkę czy coś o wiele gorszego.
- Ech, a ty jak zawsze tak obchodzisz temat naokoło. Nie myśl sobie, że o tym zapomnę! I zastanów się, czy na pewno chcesz żebym usłyszała tę teorię czy tam historię od Zoe - odparła i z błyskiem w oku spojrzała na siostrę. Trochę się spodziewała, że ta ulegnie, bo w końcu ich kuzynka mogła coś niecoś dopowiedzieć, a skoro Viks nie chciała nic na ten temat powiedzieć, to coś musiało być na rzeczy. Lizzie postanowiła, że choćby miała jej wiercić dziurę w brzuchu, to i tak dowie się wszystkiego właśnie od niej. A potem najwyżej porówna jej wersję z wersją Zoe.
- Myślicie, że zasługujecie na moją uwagę? Łazicie tylko bez celu i do niczego się nie nadajecie. Kiedyś to żyli tu prawdziwi ludzie!
- Okej, to będzie bardzo niegrzeczny przewodnik - stwierdziła Elizabeth z cmoknięciem. Nie podobało jej się to, że zbroja zaczynała się tak panoszyć, a przecież dopiero stanęła im na drodze i nawet nie zrobiły w jej stronę żadnego ruchu, który mógłby zostać odebrany za niegrzeczny, nie powiedziały też nic nieuprzejmego. - Dobra, to jak nie przewodnik, to może przynajmniej powiesz nam coś o tym miasteczku? Cokolwiek, serio - poprosiła, nie siląc się jednak na jakiś bardzo miły ton. Skoro miały być traktowane jak miernoty, to nie zamierzała odbierać tego z uśmiechem na ustach. Przekręciła lekko głowę w bok, ze zdumieniem dostrzegając przy tym, że jej włosy stały się nagle rude. Otworzyła szeroko oczy i wzięła między palce kosmyk włosów, ale i jej ręka nie wyglądała na tą jej. Palce były wyraźnie krótsze i grubsze. Nie odezwała się jednak na ten temat ani słowem, korzystając z tego, że Victoria nadal obserwowała zbroję.
- Hej, wiecie co, zauważyłam tam za rogiem tego domku rzadkie zioło. Skoczę tylko po nie i za chwilę jestem! - powiedziała i już jej nie było. Szybko dodała dwa do dwóch i dlatego postanowiła się ulotnić pod byle jaką wymówką, zanim siostra dostrzeże co się z nią dzieje. Skryła się za rogiem starego budynku i chwilę zastanowiła nad tym, czy na pewno chce wykorzystać ten dar w sposób, który właśnie przyszedł jej do głowy. Odpowiedź była prosta. Skoncentrowała się więc na swoim celu i pozwoliła, żeby zmianie uległo całe jej ciało, a następnie za pomocą zaklęcia podmieniła swoje ubrania na jakieś bardziej odpowiednie. Tak przygotowana mogła już śmiało wrócić do swoich towarzyszy.
Jako Larkin Swansea, a raczej jego tania podróba.

@Victoria Brandon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : piegi na całej twarzy
Galeony : 1767
  Liczba postów : 1500
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptyPią 15 Lip - 21:06;

Miały mnóstwo czasu, który mogły wykorzystać na jakieś pożyteczne spacery, na szukanie czegoś, co przyniesie im zadowolenie, więc Victoria nie wybiegała myślami zbyt daleko w przyszłość. Zamierzała cieszyć się dosłownie wszystkim, co będą miały, zamierzała bawić się jak najlepiej i nie przejmować zupełnie niczym, poza tym musiała przyznać siostrze rację, że obecnie znajdowały się chyba w najciekawszym miejscu na świecie. W samej kolebce magii, to zaś było czymś, co pociągało ją o wiele bardziej, niż cokolwiek innego. A już na pewno o wiele bardziej, niż teorie Zoe, która naprawdę coś sobie ubzdurała.
- Zgodnie z jej założeniem Larkin musi być dla mnie, hm, ważny, ponieważ wzbudza we mnie jakieś emocje i jestem skłonna się na niego złościć. Ale znasz doskonale Zoe i wiesz, co do tego wszystkiego dodaje oraz dlaczego. Jeśli chcesz lepiej zrozumieć jej teorie, musisz porozmawiać z nią, bo ja nawet ich dobrze nie przedstawię - stwierdziła, czując mimowolnie, że nieznacznie się rumieni, bo mimo wszystko to nie było coś, o czym chciała rozmawiać. Zmarszczyła brwi, zdając sobie sprawę z tego, że unikała podobnych dyskusji o wiele mocniej, niż dawniej, ale nie było sensu się nad tym rozwodzić. Nie chciała, żeby Liz nabrała jakiegoś błędnego przekonania, nie chciała również, żeby ktokolwiek inny cokolwiek w nią wciskał, próbując przekonać do swoich teorii.
Zaraz jednak pojawiła się zbroja i najwyraźniej to właśnie ona zamierzała umilać im ten czas, w sposób, który powodował, że w Victorii powoli zaczynał się gotować. Zmarszczyła lekko nos, zauważywszy cicho, że użycie słowa “niegrzeczny” to zdecydowanie zbyt mało na opisanie zachowania żelastwa, które najwyraźniej zamierzało po prostu dalej stać na ich drodze, nie pozwalając im nigdzie pójść, czerpiąc przyjemność z obrażania ich i rzucania różnymi inwektywami. Starsza z sióstr Brandon chciała nawet zauważyć, że nie było sensu rozmawiać ze zbroją, gdy ta odezwała się ponownie, niewątpliwie podnosząc temperaturę Victorii w okolice wrzenia.
- Że takie nic, jak wy, nie powinno się tutaj kręcić! Kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby takie miernoty miały prawo przebywać na tej samej ziemi, co ja! Bliżej wam do bezrozumnych owadów, niż do czegoś więcej.
Victoria naprężyła mięśnie na te słowa, zerkając w stronę Liz, zastanawiając się, czy ta w ten sposób naprawdę chciała poradzić sobie z tym żelastwem, które stanęło im na drodze, ale jej siostry już nie było w pobliżu. Westchnęła ciężko, dochodząc do wniosku, że być może dziewczyna chciała wykorzystać zioła do zapalenia ich wewnątrz obrzydliwej zbroi i skoncentrowała się w pełni na kolejnych docinkach i sugestiach, że wyraźnie była zbyt beznadziejna, żeby w ogóle można było z nią przebywać.
- Mówisz zapewne o sobie - stwierdziła Brandon, czując, że serce mocno jej bije i odwróciła się, gdy zdała sobie sprawę z tego, że najwyraźniej wraca do nich jej siostra.
Zaraz jednak ledwie widocznie rozchyliła wargi i zmarszczyła brwi, zastanawiając się, skąd właściwie wziął się tutaj ktoś jeszcze. Zapewne była zbyt skoncentrowana na sprzeczce ze zbroją, by w ogóle dostrzegać to, co działo się dookoła niej, niemniej jednak wyglądała, jakby chciała w tej chwili przekląć pod nosem swój los. Rozejrzała się jeszcze, w poszukiwaniu Arenarii, a później przymknęła powieki i odwróciła wejrzenie, koncentrując się ponownie na zbroi, mając wrażenie, że to był kolejny raz, kiedy wpadała w kłopoty w najmniej odpowiedniej chwili. Przez to wszystko nie wiedziała nawet, co powiedzieć, więc rzuciła jedynie wściekłe spojrzenie żelaznej puszce, gdy ta zaśmiała się z wyraźnym zadowoleniem.

@Elizabeth Brandon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elizabeth Brandon

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : magik żywiołów (ziemia), powab wili (urok osobisty); słaba psycha, rączki jak patyki (siła);
Galeony : 56
  Liczba postów : 75
https://www.czarodzieje.org/t21413-elizabeth-brandon#693691
https://www.czarodzieje.org/t21420-poczta-elizabeth#694351
https://www.czarodzieje.org/t21414-elizabeth-brandon#693692
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptySob 16 Lip - 13:12;

- A nie jest dla ciebie ważny? - spytała jedynie z cieniem uśmiechu błąkającym się na ustach. Chociaż nie wiedziała dokładnie co tam plotła na ten temat Zoe, to akurat w tej kwestii się z nią zgadzała. Wiedziała też, że i Victoria była ważna dla Larkina, co potwierdziło się podczas ich ostatniego spotkania w lodowej komnacie. Co do tego nie mogło być już najmniejszych wątpliwości! - I porozmawiam z nią, spokojna głowa - dorzuciła z szerokim uśmiechem. Odnotowała sobie w swojej łepetynie, i to z wielkim czerwonym wykrzyknikiem, żeby faktycznie poruszyć ten temat w rozmowie z Zoe, z którą zamierzała jakoś na dniach się spotkać. No nie mogła przecież odpuścić, nie teraz, kiedy wiedziała piąte przez dziesiąte o co chodziło, a jej ciekawość była rozbudzona jak diabli.
Chociaż zbroja była pierwszą, którą Elizabeth spotkała w Avalonie, to zdecydowanie nie zrobiła dobrego wrażenia i wręcz mogła zniechęcić do zaczepienia innych. Było to rozczarowujące, ponieważ naprawdę liczyła na to, że dowiedzą się od niej czegoś interesującego, że może taki żelazna puszka gdzieś je zaprowadzi, ale nie, zupełnie jakby postawiła sobie za punkt honoru zwyzywanie każdej napotkanej osoby. Brandonówna nawet nie chciała wiedzieć, do jakich słów może się jeszcze posunąć. Po otwartości i przyjaznym nastawieniu nie został ślad.
Dlatego też ucieszyła się na myśl, że może dać nogi, na chwilę bo na chwilę, ale jednak.
Starała się ukryć uśmiech, który za wszelką cenę chciała wypłynąć na jej usta, kiedy już wracała do Victorii w zmienionej postaci. Ten dar metamorfomagii to było coś! Nie tak dawno zastanawiała się, jak to jest go posiadać, a tu proszę - miała okazję przekonać się na własnej skórze!
- Cześć, Victorio - powiedziała najpoważniejszym głosem, na jaki potrafiła się w tamtej chwili zdobyć. Miała nadzieję, że nie zdradzi się z niczym za szybko, ale patrząc na reakcję starszej siostry Brandon nie była taka pewna. - Czy ta zbroja ci się naprzykrza? Jeśli tak, powiedz tylko słowo i się tym zajmę - dodała, z całej siły walcząc z chęcią wybuchnięcia śmiechem. Cała ta sytuacja była dla niej niczym wyjęta z komedii i była niesamowicie ciekawa, jak to się dalej potoczy. O ile nie straci panowania nad sobą i Viks jej nie zdemaskuje, wszystko powinno być w jak najlepszym porządku.
- Swoją drogą, zastanawiałem się ostatnio, czy chciałabyś się kiedyś wybrać ze mną na łyżwy? - spytała, zerkając na dziewczynę z iskierkami nadziei w oczach. Przy okazji mogła w ten sposób poznać odpowiedź na pytanie, a przecież niejako obiecała to ostatnio Larkinowi. Co za wspaniały zbieg okoliczności!

@Victoria Brandon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : piegi na całej twarzy
Galeony : 1767
  Liczba postów : 1500
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptySob 16 Lip - 13:51;

Coś jej nie pasowało, chociaż nie była w stanie powiedzieć, co dokładnie. Zmarszczyła lekko brwi, starając się zrozumieć, co właściwie się działo, jednym uchem słuchając tego, co miała do powiedzenia zbroja, próbując również zlokalizować swoją siostrę, którą mimo wszystko po chwili zawołała. Spojrzała na zbroję, jakby chciała zapytać jej, co do cholery zrobiła z jej siostrą, potem zaś obrzuciła jeszcze ostrym wejrzeniem niespodziewanego gościa, czując jakiś fałsz, którego nie umiała do końca określić. Potrząsnęła jedynie głową na znak, że nie zamierzała przejmować się zbroją, która faktycznie miała nadal sto uwag na minutę i zirytowana wywróciła oczami, raz jeszcze wołając swoją siostrę, gdy padło kolejne pytanie i dziewczyna mocno zmarszczyła brwi.
- Czy… - powtórzyła, starając się zrozumieć, co się tutaj tak naprawdę działo, ale miała pewne problemy z tym, żeby to zrozumieć. To brzmiało jak pytanie całkowicie nie na miejscu i nie była w stanie powiedzieć, dlaczego. Jednocześnie jednak nie było w nim tak naprawdę nic aż tak dziwnego, żeby zaczęła się dopatrywać w tym wszystkim spisku, choć prawda była taka, że zaczynała podejrzewać, że jej siostra doskonale sobie to wszystko zaplanowała. To jednak nie trzymało się zupełnie kupy i gdy o tym myślała, zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że żaden element układanki do siebie nie pasuje.
- Liz - powiedziała w końcu powoli, bardzo ostrożnie, czując doskonale, jak bardzo mocno bije jej serce. Była cała zaczerwieniona z zażenowania i Merlin raczy wiedzieć czego jeszcze, a jej jasne oczy zdawały się w tej jednej chwili miotać błyskawicami, zupełnie, jakby całe opanowanie, jakie kiedykolwiek posiadała, postanowiło właśnie wyparować, rozmyć się i zniknąć, pyk, niczym kamfora.
Było wiele przesłanek, które wskazywały na to, że jakimś cudem miała do czynienia z własną siostrą, aczkolwiek nie zamierzała jej tego teraz tłumaczyć, bo zdecydowanie była zbyt zirytowana, żeby to zrobić. Czuła się również dziwnie, jakby wszyscy dookoła niej z jakiegoś powodu próbowali się z niej wyśmiewać albo robili coś podobnego, nic zatem dziwnego, że wściekle machnęła różdżką, nieświadomie doprawiając siostrze świński ogon, który z całą pewnością teraz bardzo do niej pasował. Była pewna, że to było kłamstwo, aczkolwiek nie wiedziała, skąd to wiedziała, nie wiedziała, dlaczego była tego aż tak absolutnie pewna, bo chociaż wiele rzeczy się zgadzało, miała świadomość, że jednak… Jednak nie.
Zamknęła oczy, starając się zapanować nad tym, co teraz czuła, nad tym, co się teraz działo, ale to wcale nie było łatwe, a zbroja i jej cudowne uwagi jedynie ją bardziej gniewały, powodując, że miała ochotę przerobić ją na kupę kamieni. Obawiała się jednak, że naruszenie tego stworzenia, może mieć jakieś większe konsekwencje, więc po prostu wyminęła zbroję ruszając po schodkach w górę, starając się zapanować nad złością, jaka niemalże w niej kipiała.
- Lepiej panuj nad swoimi emocjami - burknęła zbroja, dodając coś jeszcze, czego Victoria nie słyszała, czy raczej nie chciała słyszeć, bo była naprawdę bliska spuszczenia na głowę tego żelastwa bombardy. Musiała się uspokoić, bo mimo wszystko poczuła się z jakiegoś powodu dotknięta i trudno było jej nad tym w pełni zapanować, chociaż wiedziała, że siostra wcale nie zamierzała jej skrzywdzić i po prostu korzystała z magicznej okazji, jaką dostała. To wszystko były żarty, ale oczywiście Victoria musiała odbierać to inaczej.

@Elizabeth Brandon
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aurelia Leveret

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 165 cm
C. szczególne : Noszę pierścień Hannibala na palcu serdecznym lewej ręki.
Galeony : 120
  Liczba postów : 97
https://www.czarodzieje.org/t21456-aurelia-leveret#696810
https://www.czarodzieje.org/t21460-tymoteusz#697003
https://www.czarodzieje.org/t21455-aurelia-leveret#696800
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptySob 30 Lip - 0:20;

Inny czas

Dość długo zwlekałam z zabraniem się za inskrypcję z nagrobka. Tłumaczenie tekstu runicznego zdecydowanie nie zaliczało się do moich lubianych zajęć. W głównej mierze był to efekt mojej niewiedzy i potrzebę posiłkowania się podręcznikami, słownikami i innymi mądrymi księgami. Zdążyłam już parokrotnie pożałować olewanie przedmiotu. Szczególnie, gdy teraz od poprawnego tłumaczenia, zależały moje dalsze poszukiwania.
Rozsiadłam się na jednym z kamiennych schodków, wykorzystując małą wnękę w murku na swój inwentarz. Wolałam, by przypadkowy przechodzień nie kopnął mi kałamarza i spaprał całą robotę. Ułożyłam notatnik na środku, obok niego położyłam czystą kartkę, na której miałam pisać tłumaczenie. Dookoła nich rozłożyłam potrzebne tomiska. Miałam nadzieje, że będą one wystarczające i nie natknę się na runę, której nie ma w spisie. Rozpoczęłam swoje zmagania i, jak można było się spodziewać, szło mi to strasznie powoli. Pojedyncze litery układały się czasem w wyrazy, które nie miały żadnego sensu, przynajmniej po angielsku. Musiałam kombinować, sprawdzać dwa razy, domyślać się, a nawet zmieniać szyk zdań. Każde kolejne zdanie witałam westchnięciem, co jakiś czas rzucając spojrzenie na przesuwającą się tarczę słońca. Może i nie musiałam spać, ale praca po ciemku byłaby kłopotliwa. Zaczęłam energiczniej przewracać strony podręcznika, jakby miało mi to pomóc w szybszym tłumaczeniu. Pracy nie ułatwiał mi ból głowy, narastający z każdą godziną. Mój umysł bronił się przed przyswajaniem runicznej wiedzy, co było dość irytujące. Po wielu trudach i podstanach załamania nerwowego, udało mi się złożyć tekst do kupy. Byłam zadowolona ze swojego osiągnięcia, ale byłabym jeszcze bardziej, gdyby było to też użyteczne. Okazało się, że inskrypcja była po prostu skróconą wersją historii Tristana i Izoldy. Żadnych ukrytych przesłań ani szyfrów się nie dopatrzyłam, więc zaczęłam składać rzeczy, z zawodem wymalowanym na twarzy. Mimo tego i tak byłam wciąż przekonana, że dobrze postąpiłam nie rozkopując grobów kochanków. Kim byliśmy, by zakłócać ich spoczynek?

z/t

@Maximilian Felix Solberg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Miodowe końcówki włosów | Częste krwotoki z nosa i bóle głowy | Blada twarz i jasnoniebieskie oczy | Blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła | Blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze | Zazwyczaj unika kontaktu wzrokowego | Nosi mugolskie ubrania, bo są dla niego wygodniejsze
Galeony : 150
  Liczba postów : 757
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptyNie 31 Lip - 22:05;

samonauka 07/2022
hawk a. keaton (1/3)

Obecność w Avalonie jest dla mnie pewnego rodzaju możliwością na zapoznanie się z innymi, czarodziejskimi istotami. Nic w tym dziwnego, a nawet jeśli - moja obecność tutaj powiązana jest przede wszystkim nie z odpoczynkiem, a właśnie zaintrygowaniem w zakresie Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, dzięki któremu coś jeszcze we mnie ma jakiś większy sens. Czasami to skomplikowane. Czasami utrudniające, gdy człowiek wie o swoim przeznaczeniu, ale w końcu siedzenie na miejscu i czekanie na cud boski nie jest niczym innym, jak zwyczajnym marnotrawieniem własnego jestestwa.
Początkowo własne informacje kusi mnie oprzeć na tym, co uda mi się wyczytać na temat chociażby Kulingóów w odpowiednim tomiszczu pozwalającym na zapoznanie się z prawidłowymi, ogólnie przyjętymi informacjami, w zakresie powtórki. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej zdaję sobie sprawę, iż powinienem się opierać nie na tym, co znajduje się na cudzej kartce papieru, a na tym, co doświadczenie poprzez empiryzm jest w stanie ze spotkania wyłuskać. Nawet jeżeli wydaje się to być na początku względnie ryzykowne - chociaż nad Cudem zamierzam sprawować opiekę.
Poszukiwanie ich [stworzeń] nie jest jednak jakoś specjalnie trudne - ziemia przesycona magią zdaje się nieść ze sobą pewnego rodzaju ułatwienie, które nie jest potrzebne, aby móc odnieść pewnego rodzaju sukces, ale na pewno przyczynia się do tego, iż coś idzie łatwiej. Przynajmniej tyle - myślę, trzymając pod pachą podręczne pióro, odpowiedni dzienniczek - przedzierając się poprzez kolejne ścieżki i roślinności. Być może powinienem się na niej także w jakimś stopniu skupić, aczkolwiek to na pewno już nie dzisiaj. I w ciągu następnych paru dni - także.
Pośród wysokich traw - na pewno stanowiących brak zagrożenia po dotyku, gdy te nie okazują się być Brzytwotrawami - zauważam jedno z magicznych stworzeń. Cydrąż porusza się poprzez specyficzne, charakterystyczne dla tego gatunku ruchy, odwracając na dłuższą chwilę głowę właśnie w moim kierunku. Ciekawość tego osobnika wydaje się przerastać moje najśmielsze oczekiwania, kiedy ten decyduje się zmniejszyć dystans, podczas gdy trzymam przy sobie pasek od torby znajdującej się na ramieniu. Patrzę uważnie, lekko kładę kolano na ziemi, ażeby zmniejszyć tę odległość, wysuwając tym samym do przodu rękę - i pozostawiając ją w pozycji lekko zgiętej. Elfik patrzy uważnie, zastanawiając się nad tym, co może tym samym psotnego zrobić. Wydaje się, iż te zwierzęta poniekąd zawiązują nić komunikacji.
- Cześć. - uśmiecham się lekko, zdając sobie sprawę z tego, iż gad może być świadom tego, co mówię. Gładko i bez wymuszania czekam na kolejny ruch ze strony magicznego stworzenia, zauważając, jak ten po czasie się przybliża, wysuwając swój nieco długi, acz urokliwy jęzor. Nie wątpię w to, iż przydałoby mi się jabłko, aczkolwiek takiego przy sobie na razie nie mam, choć nie wątpię, iż chwila podróży pozwoliłaby mi na ich znalezienie. - Widzisz? Nie zrobię ci krzywdy. - ze zwierzętami jest prościej. Łatwiej utrzymać kontakt wzrokowy, kiedy takie istoty nie myślą o zysku własnym w sposób podstępny. Chociaż wiadomo, że wariacje istnieją, tak jednak to właśnie ludzie mają tendencję do zdradzania na wszelkie sposoby. Stworzenia są przy tym mniej groźne.
Cydrąż przybliża się w taki sposób, że jest w stanie dosięgnąć mojej torby, zapewne szukając tam czegoś, co mogłoby zaspokoić jego zaintrygowanie w bardziej dobitny sposób. Kładę przedmiot na ziemi i zapamiętuję wszystko, co ten robi - począwszy od pierwszego zetknięcia, a kończąc na dosłownym włażeniu do cudzego miejsca, w którym ten... poczuł się najwidoczniej na tyle swobodnie, że bez problemu wystawia swoją głowę, pozostając w tej pozycji na dłuższy moment. Wywołuje to u mnie lekkie podniesienie kącików ust do góry, gdy lekko przysuwam dłoń i dotykam jego skóry. A też i zazdrość ze strony Cudu. - Przecież to ty jesteś najpiękniejszy. - staram się uspokoić specyficzny charakter elfa, zdobywając przy tym doświadczenie z wężem. Nie jest groźny. Prędzej towarzyszki i ciekawski, niebojący się obecności drugiego człowieka bądź istoty magicznej.
Zresztą, po tym, jak Cud wylądował poprzez trzepot niebieskawych skrzydełek na ziemi, zaczynają bardziej się ze sobą komunikować. Gad wychodzi z torby, podążając za elfem, jakby nie istniała między nimi żadna bariera językowa. A może istnieje? Nie mam bladego pojęcia, ale wydaje mi się, że dobrze się ze sobą dogadują.
Siadam. Wyciągam pióro, zapisuję notatki i to, co widzę. To, co czuję. Powinienem zacząć spisywać wszystkie informacje wcześniej, ale dopiero teraz postanawiam się nad tym bardziej pochylić. Nawet nie wiem, ile czasu mija, nim cydrąż decyduje się spojrzeć na te wszystkie wypociny, a Cud ponownie wiąże sznurówki ze sobą. Jakby chciał mi podpowiedzieć: "Ej, tutaj masz błąd!", ale niczego konkretnego nie zauważam. Mimo to spędzamy czas w ten sposób. Bez agresji, w zaciekawieniu, ale też i swoistej ciszy będącej podstawą wspólnej, niewypowiadanej komunikacji; zanim coś innego przykuwa jego uwagę, rzecz jasna. Oczywistym jest, iż nie będzie to trwało więcej, a gdy zauważam w oddali trochę większe stadko cydrążów, nie wątpię w to, że na pewno nie są one samotne.
Nie przedzierają się drogą pozbawioną jakiejkolwiek duszy. Pozbawioną zrozumienia. Wstaję, chowam wszelkie przybory. Żałuję, ale znam swój los i dalsze karty, które ten będzie chciał odsłonić.
W końcu nie da się tego uniknąć.

| zt |
+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Elizabeth Brandon

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : magik żywiołów (ziemia), powab wili (urok osobisty); słaba psycha, rączki jak patyki (siła);
Galeony : 56
  Liczba postów : 75
https://www.czarodzieje.org/t21413-elizabeth-brandon#693691
https://www.czarodzieje.org/t21420-poczta-elizabeth#694351
https://www.czarodzieje.org/t21414-elizabeth-brandon#693692
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptyPon 1 Sie - 12:03;

Może i nie wykazała się dostateczną ostrożnością, zwłaszcza zadając to nieszczęsne pytanie o lodowisko, bo był środek lata, wakacje, ale było minęło i już nic nie mogła na to poradzić. Victoria najwyraźniej też nie była aż tak zajęta zbroję, żeby tego nie zauważyć, co mogła bez trudu dostrzec. Grunt jednak gwałtownie usunął się spod jej nóg, kiedy starsza z sióstr Brandon wypowiedziała jej imię. Wiedziała, po prostu wiedziała, że dalsze udawanie nie ma sensu, bo nawet starzec w okularach dostrzegłby, jak na chwilę ją zamurowało, a na twarzy wymalował się szok. A potem wszystko poszło szybko. Włosy, sylwetka, jednym słowem - całe ciało - uległo ponownej przemianie i Elizabeth wróciła do swojej dawnej, normalnej postaci.
- Jak? - spytała tylko, nadal będąc w lekkim osłupieniu, ale niemalże w tym samym momencie poczuła, jak wyrasta jej świński ogon. I to już nie była sprawka umiejętności metamorfomagicznych, a Victorii. Widziała błyskawice w jej oczach i dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że może jednak posunęła się za daleko. Nie miała oczywiście żadnych złych zamiarów, to miał być jedynie żart, ale powinna była wcześniej pomyśleć o tym, że siostra może odebrać to zupełnie inaczej, co też się zresztą chyba stało. - Viks, przepraszam - powiedziała jedynie z westchnieniem i zakłopotana spuściła wzrok, zupełnie jakby wstydziła się i bała patrzeć na twarz Krukonki. Ta jednak po prostu ruszyła schodami w górę, a Lizzie nie czekając na żadne cuda, podążyła za nią, zatrzymując się tylko na jedną krótką chwilę.
- Oh, zamknij się w końcu! Nikt cię nie chce słuchać, idź pomęcz innych ludzi - burknęła w stronę zbroi i zgromiła ją wzrokiem. To żelastwo pozwalało sobie zdecydowanie na zbyt wiele i zaczynało ją to drażnić. Jeszcze raz posłała w stronę zbroi nieprzychylne spojrzenie i pognała za Victorią, nie chcąc jej zgubić wśród starych uliczek i budynków. Nie wiedziała nawet, że jej włosy po tym małym wybuchu przybrały wściekle czerwonego koloru.
- Przepraszam. Wiem, że to było głupie i nie powinnam była, ale najpierw zrobiłam, a potem pomyślałam, jak zawsze i wyszło no... Ale naprawdę nie chciałam ci w żaden sposób zrobić przykrości ani nic. Już nie takiego w życiu się nie powtórzy, obiecuję! - wyrzuciła z siebie na jednym oddechu, patrząc na siostrę zbolałym wzrokiem. Nie dziwiła się, że była zła, ale też miała nadzieję, że nie nabroiła na tyle, żeby to sytuacja jakoś mocno rzutowała na ich relację. Tego by sobie nigdy nie wybaczyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : piegi na całej twarzy
Galeony : 1767
  Liczba postów : 1500
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptySro 3 Sie - 21:38;

Jak. Właściwie sama chciałaby poznać odpowiedź na to pytanie, bo nie była w stanie tego zrozumieć. Po prostu była pewna, że to nie jest to, że w tym obrazie Larkina jest coś zakłamanego, w sposobie wyrażania się, ale i we wszystkim, choć nie była w stanie powiedzieć, tak długo, jak długo nie zestawiła wszystkiego, co się dookoła niej działo. To wcale nie było przyjemne i Victoria doskonale to czuła, unosząc się idiotyczną złością, jakiej nie była w stanie ukryć, nie mogąc zupełnie zrozumieć, dlaczego jej siostra zrobiła coś takiego. Zapewne ze zwykłych żartów, z prostych wygłupów, które nie miały znaczenia, ale z jakiegoś powodu zabolały starszą pannę Brandon, zupełnie, jakby Liz się z niej naigrywała.
Zapewne właśnie dlatego musiała zrobić kilka kroków wprzód, dlatego musiała przed siebie ruszyć, niczym chmura gradowa, po prostu mknąc bez zastanowienia, machając niecierpliwie ręką na zbroję, która jedynie skrytykowała uwagi jej siostry, po czym, bez chwili zawahania, podążyła za siostrami. Zupełnie, jakby postanowiła się do nich przykleić, całkowicie niszcząc nastrój i związek, jaki je łączył. Victoria aż syknęła z irytacji, słysząc, jak żelastwo podąża za nią po kamiennych schodach, mając wrażenie, że jeszcze chwila i zacznie przełykać gorzkie łzy, chociaż nie była w stanie powiedzieć, skąd jej się wzięły.
Zachowywała się irracjonalnie, zupełnie jak dziecko, a nie osoba dorosła i zapewne to właśnie bardzo ją irytowało. Nie zamierzała jednak trzymać na uwięzi tych uczuć, tego poczucia, że nie wszystko jest takie, jak być powinno, tego poczucia, że mimo wszystko została wytknięta palcami. I chociaż Liz tak naprawdę stroiła sobie żarty bardziej z Larkina, niż z niej, nie umiała przełknąć tego i przejść nad tym do porządku dziennego. To było zaś potwornie frustrujące, tak samo, jak to, że gniewała się na swoją młodszą siostrę, że w tej chwili miała ochotę dorobić jej coś więcej, niż tylko świński ogonek, który według niej doskonale podkreślał jej żart.
- Dlaczego, Liz? - zapytała cicho, zatrzymując się i odwracając w stronę młodszej dziewczyny, zagryzając mocno wargę. - Bawi cię i Zoe to… to wszystko? Czy po prostu chciałaś się przekonać, co zrobię? - wykrztusiła, nie wiedząc, o czym powinna myśleć i w jaką zwrócić się stronę, by ostatecznie wyjaśnić to, co się wydarzyło, a tego bardzo potrzebowała. Wnioskowała po słowach siostry, że był to jedynie niemądry psikus, ale chwilowo to było dla niej za mało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elizabeth Brandon

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : magik żywiołów (ziemia), powab wili (urok osobisty); słaba psycha, rączki jak patyki (siła);
Galeony : 56
  Liczba postów : 75
https://www.czarodzieje.org/t21413-elizabeth-brandon#693691
https://www.czarodzieje.org/t21420-poczta-elizabeth#694351
https://www.czarodzieje.org/t21414-elizabeth-brandon#693692
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptyCzw 4 Sie - 13:31;

Kto by pomyślał, że z prostego spaceru mogło dojść do tak nieprzyjemnej sytuacji i zwarcia między siostrami?
Nic nie zapowiadało, że to wyjście właśnie tak się potoczy. Było przecież tak naprawdę tak jak zawsze - prowadziły rozmowę, dzieląc się nowinkami i dyskutując o wszystkim i o niczym, po prostu cieszyły się wspólnie spędzanym czasem, a cała sytuacja uległa diametralnej zmianie dosłownie w chwilę. Czy mogła za to winić zbroję? Przecież to jej pojawienie się spowodowało, że w jakiś dziwny sposób Elizabeth zyskała umiejętności metamorfomagiczne. Wiedziała jednak, że jeśli miała mieć do kogoś pretensje, to tylko i wyłącznie do siebie. W końcu to ona wpadła na ten "genialny" pomysł przemiany w Larkina i chociaż teraz niesamowicie tego żałowała, to nie mogła niestety cofnąć czasu.
Podążała za Victorią, zastanawiając się nie tylko nad tym, jak w odpowiedni sposób ją przeprosić, ale też nad tym, jak przegonić zbroję, która nadal ich nie opuszczała. Uparcie podążała za nimi, pobrzękując na każdym kroku i nieustannie wygadując rzeczy, których już nie dało się słuchać. Jeśli ktokolwiek w Avalonie miał władzę nad tymi blaszanymi puszkami, to zdecydowanie powinien coś zrobić z tą jedną, bo to już przekraczało wszelkie normy.
Zatrzymała się w pół kroku, kiedy usłyszała głos Victorii i po prostu ją wmurowało. Dosłownie nie była w stanie się poruszyć czy czegoś powiedzieć przez dobrych kilka chwil, bo widząc reakcję swojej siostry na ten żart, poczuła się tak, jakby ktoś przyłożył jej pięścią w brzuch. Nie wiedziała, co powinna powiedzieć, bo czy w ogóle istniało jakieś wytłumaczenie jej zachowania? Działała impulsywnie. Tak jak już to przyznała - najpierw zrobiła, a później pomyślała, ale było już za późno.
- Ja... Nie. My... No... My po prostu byśmy chciały, żebyście byli razem - wydukała w końcu cicho i spuściła głowę, świadoma, jak beznadziejnie to wszystko brzmi. - Wiem, że nie mamy prawa ingerować, ale nie śmiejemy się z was - powiedziała, czując się z tym wszystkim coraz gorzej. Zachowała się naprawdę okropnie i szczerze? Gdyby była na miejscu Victorii to nie wiedziała, czy by sobie tak łatwo wybaczyła. Nawet jeśli miał to być tylko żart, bardzo zresztą nieudany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Victoria Brandon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 168
C. szczególne : piegi na całej twarzy
Galeony : 1767
  Liczba postów : 1500
https://www.czarodzieje.org/t18197-victoria-brandon#517279
https://www.czarodzieje.org/t18201-poczta-brandonowny#517591
https://www.czarodzieje.org/t18202-vicky-i-jej-magiczna-menazeria#517595
https://www.czarodzieje.org/t18199-victoria-brandon#517482
https://www.czarodzieje.org/t18306-victoria-brandon-dziennik
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptyCzw 4 Sie - 18:28;

Wyszło, jak wyszło, czyli dość kiepsko. Nie zawsze układało się między najlepiej, zdarzały się im różnego rodzaju spięcia, co było zupełnie normalne w rodzinie i Victoria zdawała sobie z tego sprawę. Mimo to nadal tego nie lubiła, teraz zaś gubiła się dodatkowo we własnych odczuciach, których nie umiała nawet dobrze nazwać, nie umiała ich opisać, gubiąc się w nich w sposób, który był dla niej całkowicie niezrozumiały. Nic z tego, co się z nią działo, nie było logiczne i zdaje się, że dokładnie to irytowało Victorię, ten brak możliwości zrobienia czegoś, co miałoby sens, co dałoby się ułożyć w jedną, logiczną całość, w coś, co dało się poprowadzić dalej, bez większego problemu. Nie dało się w tym wypadku przejść od punktu startowego do końcowego, bo ich zwyczajnie nie było.
Jednak kolejne słowa siostry spowodowały, że właściwie to wszystko wyparowało, a ona pokręciła głową, nie mogąc zrozumieć, skąd to wszystko się wzięło. Co takiego kierowało właściwie Liz i Zoe, że obie zdawały się uważać, że z Larkinem tworzyliby dobraną parę? Być może chodziło im o podobny poziom inteligencji, może dopatrywały się w nich jakichś cech wspólnych, choćby i w wyglądzie, może uważały, że ładnie razem by wyglądali, nie wiedziała, nie umiała tego ocenić, nie potrafiła zrobić z tym niczego sensownego. Być może dlatego, że nie nadawała się do związków, że nie nadawała się do myślenia abstrakcyjnego, jakim wykazywały się pozostałe członkinie jej rodziny, sprowadzając ją tym samym do roli tej najbardziej zamkniętej w sobie i najbardziej zautomatyzowanej, jakby była częściami jakiegoś mugolskiego samochodu.
- Liz, to tak nie działa. Poza tym powiedzmy sobie szczerze, ja nie nadaję się do wchodzenia w relacje z innymi osobami, a on, z tego co rozumiem, jest kimś zainteresowany. Więc bardzo cię proszę, nie poruszajmy już tego tematu - powiedziała, uciskając nasadę nosa, czując nagle jakieś zrezygnowanie, którego nie była nawet w stanie opisać, mając wrażenie, że działo się coś, co ją zwyczajnie przerastało, coś, co jej ciążyło w sposób, jakiego nie umiała opisać.
Wyciągnęła przed siebie rękę, by chwycić siostrę za nadgarstek, zapowiadając jej, że zamierzała je teleportować w inne miejsce, bo miała naprawdę serdecznie dość zbroi, jaka narzekała nadal nad ich uszami, stając to po stronie jednej, to drugiej dziewczyny i nieustannie je obrażając, co w niczym nie pomagało. I tak jak zapowiedziała, tak zrobiła.
+

z.t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hawk A. Keaton

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 183
C. szczególne : Miodowe końcówki włosów | Częste krwotoki z nosa i bóle głowy | Blada twarz i jasnoniebieskie oczy | Blizna na prawym przedramieniu po szponach sokoła | Blizny na lewej dłoni i ręce po kugucharze | Zazwyczaj unika kontaktu wzrokowego | Nosi mugolskie ubrania, bo są dla niego wygodniejsze
Galeony : 150
  Liczba postów : 757
https://www.czarodzieje.org/t20936-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20940-hawk-a-keaton-poczta#671901
https://www.czarodzieje.org/t20938-hawk-astor-keaton
https://www.czarodzieje.org/t20942-hank-a-keaton-dziennik#671939
Dróżka QzgSDG8




Gracz




Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka EmptySob 6 Sie - 20:49;

gdziekon 1/2

Raz po raz stawiam kroki - Avalon jest na swój sposób dzikim miejscem. Pełnym niespodziewanego i pełnym niezrozumiałego. Życie może i być w jakiś sposób trudniejsze, ale nie oznacza to, iż niemożliwe. Z każdym kolejnym dniem odczuwam jedną i tą samą, niepokorną chęć pozostania w domku. Wpatrywania się nieustannie w odmęty późniejszych elementów dnia, jak chociażby powracające do życia struktury społeczeństwa.
Wiem jednak, iż jest to podejściem nieprawidłowym, gdy spoglądam w stronę zebranych notatek i skompletowanych w jedną, logiczną całość. Być może poprzednie wakacje, na które mieli okazję pojechać pozostali uczniowie, nie były spokojne. Głównie poprzez przeprawę, o której to słyszałem na początku poprzedniego roku szkolnego - pełną niebezpieczeństwa i czarnej magii. Ciężko, żeby w ogóle w jakiś sposób to ucichło, niemniej czuję gdzieś w środku, że pobyt w Ellan Vannin wiąże się z pozostawieniem struktur zagrożenia i dorobku cywilizacji brytyjskiej na rzecz obcowania z naturą.
Przechadzając się jedną ze ścieżek, mijam domki mieszkańców, a i tym samym nimfy oraz fauny. Staram się z nimi mieć dobry kontakt, co jest raczej oczywistym ze względu na dwa ważne aspekty: po pierwsze, każdy uczeń i nauczyciel, każda osoba dorosła będąca na wakacjach, znajduje się tutaj jako gość. Nie wątpię w to, iż Pani Jeziora na pewno nie zawahałaby się przed wyrzuceniem paru osób, gdyby tylko znalazła ku temu stosowny, prawidłowy powód. Po drugie: interesuje mnie panująca tutaj kultura. Interesuje mnie wiele aspektów, choć po zwyczajnym wyrazie twarzy i braku blasku w tęczówkach tego nie widać.
Nie ulega wątpliwości jedna, bardzo specyficzna cecha wyróżniająca Ellan Vannin - otóż to, że od czasu do czasu można zobaczyć na swojej drodze gdziekony. Gdzie pędzą - tego nikt nie wie, poza, rzecz jasna, osobami wysyłającymi poprzez nie odpowiednie informacje. Tylko one są w stanie określić, dokąd mają zanieść dzierżoną wiadomość, w czym nie ma niczego dziwnego. Gdyby posłużyć się najprostszym "zbliżonym" pojęciem, pokusiłbym się o nazwanie ich sowami lądowymi. Bez skrzydeł, ale za to z umiejętnością teleportacji na krótkie dystanse.
Niemniej jednak, gdy spoglądam w stronę jednego osobnika - z wyrośniętymi już kryształami i zapewne starszego - nie wydaje się on mieć jakiegokolwiek zadania. Zerkając na swoich pobratymców, zwyczajnie siedzi na jednym z kamieni i przygląda się własnymi ślepiami w moim kierunku. Wysuwa jedną z łap do przodu, pokonuje trochę dystansu, jakoby starając się mnie zaczepić - albo mi się wydaje? Nie wiem, ale staram się to usprawiedliwić bólem głowy.
Robię krok w kierunku zamierzonym - dalej idąc ścieżką - spoglądając kątem oka na gada, który to skrupulatnie podąża tym samym szlakiem. Omijam kolejną z chatek i kiwam głową na widok jednej z nimf; istota magiczna nadal decyduje się na śledzenie mnie poprzez omijanie kolejnych przeszkód. Gdy zatrzymuję się w miejscu i przykucam, ten jeszcze bardziej skraca między nami dystans. W rzeczywistości nie wiem, co może być we mnie na tyle intrygującego, aby gdziekon zwrócił swoją uwagę, aczkolwiek decyduję się na podjęcie interakcji. Przysuwam ostrożnie dłoń, nie zamierzając brać ręce stworzenia, dopóki to nie poczuje się pewnie.
Zresztą, jest to z początku odpowiedni ruch. Nawet jeżeli mam możliwość czytania na temat zwierząt, tak jednak nic nie równa się doświadczeniu, które można zdobyć poprzez bezpośredni kontakt. Długo to nie trwa, ale na tyle wystarczająco, ażeby sama jaszczurka zechciała mnie zapamiętać, a więc i - nawet jeżeli odeszła na zdecydowany dystans - nadal podążać moim kierunkiem. Nie jestem tego świadomy, gdy docieram na jedną z polan - ale czy to jest czymś koniecznym i przysługującym?
Otóż niespecjalnie. W nicości i braku świadomości można odnaleźć większy spokój, a i dusza, kładąca się do snu, będzie mogła skorzystać z odpoczynku w sposób korzystniejszy dla całego "ja". Tak więc i nie mam pojęcia, że nadal jestem śledzony - czy to podczas powrotu, czy to podczas przebywania w domku - co dopiero ma wyjść zdecydowanie później.

| zt |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content

Dróżka QzgSDG8








Dróżka Empty


PisanieDróżka Empty Re: Dróżka  Dróżka Empty;

Powrót do góry Go down
 

Dróżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dróżka JHTDsR7 :: 
Avalon
 :: 
Ellan Vannin
-