Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Jeremiah Xavier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Jeremiah Xavier

Nieokreślony
Galeony : 5
  Liczba postów : 1
Jeremiah Xavier QzgSDG8




Gracz




Jeremiah Xavier Empty


PisanieJeremiah Xavier Empty Jeremiah Xavier  Jeremiah Xavier EmptySob Cze 11 2022, 21:48;


Jeremiah Xavier

DATA URODZENIA24.12.1978
CZYSTOŚĆ KRWI 25%
MIEJSCE URODZENIA Canning Town(Londyn), Anglia
MIEJSCE ZAMIESZKANIA Dover, Anglia
UKOŃCZONA SZKOŁA Hogwart
UKOŃCZONE STUDIA Tak/Nie
WYBRANA POSADA DO OBJĘCIAAuror
PRZEPRACOWANY CZAS W POWYŻSZEJ PRACY od roku 2000
WYBRANY WIZERUNEKTom Hardy


Wyglad

WZROST 175
BUDOWA CIAŁA Tutaj wpisz wagę bądź jaką ma figure
KOLOR OCZU niebieskie
KOLOR WŁOSÓW brązowe
ZNAKI SZCZEGÓLNE kilka tatuaży, których nie sposób jest dostrzec na pierwszy rzut oka; wiele blizn
PREFEROWANE UBRANIA nie ma  


Charakter


Tutaj wpisz opis charakteru.


Historia


Urodził się bez imienia. Urodził się bez korzeni. Był nikim i gdzieś w głębi duszy, bo serce już dawno stracił, wiedział, że teraz również był nikim. Urodzony w jednej z najbiedniejszych dzielnic Londynu, podrzucony do sierocińca, w którym sam diabeł nie chciałby się zatrzymać. Wychowywanie przez zakonnice nie byłoby takie złe, gdyby nie to, że karmiły ich wiarą... I tylko tym, bo nikogo nie było tam stać na nic. Placówki takie jak te, w której się znalazł, zostały zapomniane przez społeczeństwo. W Cunning wszyscy żywili się tym, co znaleźli, złowili lub ukradli kupcom. Jeremiah Xavier, bo takie nadali mu imiona, tak, kiedy opuścił mury sierocińca, postanowił przyjąć swojego drugie imię jako nazwisko. Łatwiej, szybciej. Nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Tak czy inaczej, Jeremiah nie wyróżniał się niczym szczególnym na tle tych wszystkich szarych twarzyczek, błagającym jakąś wyższą instancję, której nawet nie rozumiały o to, aby ich los się zmienił. Nigdy nie płakał, tęskniąc za czymś, czego nigdy nie miał. Nigdy nie prosił, aby ktoś zechciał go stamtąd zabrać, na pewno nie prosiłby kogoś, kogo nawet nie mógł zobaczyć. Nie rozumiał, jednak klękał jak inni przy łóżku, pochylając głowę nad brudnymi i złożonymi rękoma, otwierał usta, ale żadna sentencja z nich się nie wydobywała. Był posłusznym chłopcem, który kiedy przekraczał próg sierocińca, zamieniał się w szaleńca z kijem w ręce. No co, każdy był kiedyś dzieckiem.
Czy pamięta dzień, w którym go zabrali? Brzmi niemal tak, jakby, zamiast dostać szansę swojego życia, wsadzili go do jeszcze gorszego miejsca. Wiedział, że coś się święci jeszcze zanim przyjechali. Były to całkowicie niewinne rzeczy, na samym początku kompletnie zależne od jego humoru, nie własnej woli. Oczywiście 11-latkiem nie mogły targać głębokie emocje, jednak kiedy żyjesz w sierocińcu i każdy chłopak chce udowadniać, że jest lepszy od drugiego, coś musiało się wydarzyć. Przepychanka do kolejki po jedzenie, zaczepki mające wyrzucić najsłabsze ogniwo, aby więcej zostało dla tych, którzy liczyli się najbardziej. A, żeby zrozumieć jego wcześniejsze zachowanie, trzeba zaznaczyć, że strasznie nie cierpi niesprawiedliwości... Chociaż zwykle trzymał się swojego miejsca, nie chcąc mieszać się w nie swoje sprawy. W końcu każdy powinien dbać o swój tyłek, prawda? Tak więc jakieś dzieciaki dokuczały temu najsłabszemu ogniwu, uznając porę kolacji za najbardziej odpowiednią porę. Jeremiah był zmęczony i poirytowany, bo tego dnia nie udało mu się zrobić tego, czego chciał. Pewnie dotyczyło to jakieś drobnej kradzieży. Kiedy dzieciak upadł na podłogę, potykając się o swoje własne, za długie nogi, reszta go otoczyła. Biedne, samotne ptaszysko, nie miało dokąd uciec. Nikt otwarcie nie postawiłby się za słabszym, ukradkiem spoglądali przez ramię lub szeptali. To była cała ingerencja. Jednak kiedy dzieciak wydał z siebie przeraźliwy okrzyk bólu, coś kazało mu się poderwać z miejsca. Miska przeleciała przez niewielki kawałek sali, uderzając w jednego z chłopaków. Piękny rzut w tył głowy, tylko problem był taki, że jego ręce wciąż wisiały wzdłuż jego ciała... Reszta to tylko historia. Mocno oberwał od reszty, ostatecznie kończąc ze słabym ogniwem w kozie.
Zawsze marzył o świętym spokoju, a jak na osobę niewierzącą, jest to bardzo hipokrytyczne stwierdzenie. Jednak taka była prawda. Jeremiah uwielbiał kiedy każdy dbał o swój biznes, pragnął spokoju, niczym nienaruszonej ciszy na błoniach. Czy tak właśnie wyglądały jego lata spędzone w Hogwarcie? Nie nazwałby ich spokojnymi, w sumie to często lądował na dywaniku u opiekuna domu. Bo widzicie, pomimo tego, że zachowuje się jak oaza spokoju i naprawdę trzyma się swojej zasady trzymania nosa z dala od cudzych spraw... Jakoś tak bywało, że znajdował się w najmniej odpowiednich miejscach i chwilach. Zawsze przypadkiem, zawsze nie znał osób konkretnie odpowiedzialnych za wywołany chaos. Prawda? Hm, może czasem zdarzało się podrzucić iskierkę, która wzniecała płomień. 
Magia nigdy nie miała nic wspólnego z wiarą. Mógł na własnej skórze doświadczyć mocy, którą władał ktoś inny. Fascynujące zjawisko, które pochłonęło go do reszty. Był dobrym słuchaczem i obserwatorem, dlatego nauka nigdy nie sprawiała mu problemów. Z przyjemnością odklejał kolejne warstwy, odkrywając coś zupełnie nowego. Z perspektywy czasu powiedziałby, że był raczej niepokojącym dzieciakiem. Snuł się po korytarzach, obserwując, po błoniach, czasem podglądając. Czy szukał kolejnych niesprawiedliwości, które mógłby naprowadzić na prawidłowy tor? Spokojnie, nie miał jakieś wyższej misji. Samosądy również nie były w jego stylu.
Gdyby ktoś mu powiedział, jeszcze przed studiami, że będzie ubiegał się o stanowisko Aurora... Pewnie nawet nie zmarnowałby czasu, aby to skomentować. Przecież jego poczucie sprawiedliwości nie było silne, próbował być obojętny na większość sytuacji, które go bezpośrednio nie dotyczyły. To dlaczego? Czy widok tych wszystkich świrów sprawiała, że pragnął, aby ich noga więcej nie stąpało po ziemi? A może był na tyle płytki, że zwyczajnie chciał coś udowodnić światu i sobie? Wszystko po trochu. Jak gdzieś wcześniej było zaznaczone, pomimo wierzchnie spokoju i obojętności, był osobnikiem, którym targały bardzo skrajne emocje. I poddawał się im bez reszty. Uwielbiał to uczucie, kiedy nieracjonalność przechwytywała jego ja. Może wolał wykorzystywać swoje rozdwojenie w pracy, która mogłaby przynieść coś dobrego. Służy wyższej sprawie, na pewno większej od niego. Nieważne ile razy będzie wracał do powodu, dla którego się zdecydował... Zawsze będzie przewyższało jego pragnienie samo sprawdzenia.
Richarda poznał swojego pierwszego dnia w pracy i chociaż dzieliło ich kilka lat doświadczenia zawodowego i życiowego, nawiązała się między nimi nić porozumienia. Facet był niesamowitym pracoholikiem, konkretnym i o pewnym zdaniu. Nie przechwalał się swoimi osiągnięciami, za co go cenił. Spędzali ze sobą większość czasu, Jeremiah za sprawą miejsca, do którego nie mógł uciec, a Richard za sprawą swojego pracoholizmu. Wiedział jednak o wyczekiwanym pierwszym dziecku mężczyzny. Pochwalił się tym tylko raz, jednak był to pierwszy raz kiedy zobaczył w nim prawdziwego człowieka. Czy ich relacja ulegnie zmianie? Czy Richard będzie pojawiał się rzadziej w biurze? Czy życie prywatne wpłynie na jakość jego pracy? Szczerze w to wątpił. 
To był chyba jeden z jego największych błędów. Pomylił się. To dziecko wpłynęło na jego towarzysza, ba, wpłynęło na niego samego. Jakby to jemu porwano dziecko tuż po narodzinach.
Ile trwały poszukiwania? Wydawało mu się, jakby poświęcił tej sprawie połowę swojego życia. I tutaj chyba się nie pomylił. Intensywność poszukiwań trwała dwa lata. Później jakby reszta zapomniała o istnieniu dziecka, które do tej pory znajdowało się w obcych rękach. O ile jeszcze żyło. Czemu ona? Czemu Richard? Był świetnym Aurorem, ale nie na tyle, aby ktoś odebrał mu dziecko i nie żądał niczego w zamian za oddanie. Każdy żył swoim życiem, chociaż na każdym odbiło to swoje piętno. Chociaż Jeremiah poczuł je dopiero kiedy spojrzał na siebie w lustrze po odnalezieniu dziewczynki, cóż, kobiety... Nie można było nazwać jej dzieckiem, chociaż ten okres minął mu jak jeden dzień. Poszukiwania, poszlaki, ślepe zaułki, zawód, emocje, których nigdy nie spodziewał się odczuwać, to wszystko trwające dwadzieścia lat... A czuł, jakby ten cały syf zmieścił się w dwudziestu czterech godzinach. Kiedy zabierali Umę, kiedy wielkie żelazne drzwi zamykały się za nią, cały czas ją obserwował. Patrzał jak, szarpała się w amoku, wykrzykując imię swojego dziecka. Tego, które straciła, czy tego, które porwała? Nie wiedział. Czekał. A kiedy jej spojrzenie spotkała się z jego, wiedział, że zabierała ze sobą jakąś część niego samego. Jeremiaha, którego znała za czasów szkolnych i tego, który gonił za nią przez te wszystkie lata. Zabrała coś bezpowrotnie i mógłby przysiąc, że widział cień uśmiechu w tym pustym spojrzeniu.

Rodzina


★ Joanne i Louis - rodzice, którzy podrzucili chłopaka w dniu jego narodzin. Zbyt biedni, aby stać ich było na dziecko. Matka umarła niedawno po narodzinach, ojciec pracuje w dokach do tej pory. Matka była czarownicą pół krwi.



Ciekawostki


★ Wpisz ciekawostkę
★ Wpisz ciekawostkę
★ Wpisz ciekawostkę

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Jeremiah Xavier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Jeremiah Xavier QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
nowe karty
-