Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Leighton 'Lea' Joanne Swansea

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Leighton J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 175 cm
C. szczególne : Duże usta, kilka pieprzyków, ślady farby na rękach
Galeony : 278
  Liczba postów : 626
https://www.czarodzieje.org/t21367-leighton-lea-joanne-swansea#691779
https://www.czarodzieje.org/t21382-panna-sowa#692448
https://www.czarodzieje.org/t21368-leighton-lea-j-swansea#691780
https://www.czarodzieje.org/t21499-leighton-j-swansea-dziennik#6
Leighton 'Lea' Joanne Swansea  QzgSDG8




Moderator




Leighton 'Lea' Joanne Swansea  Empty


PisanieLeighton 'Lea' Joanne Swansea  Empty Leighton 'Lea' Joanne Swansea   Leighton 'Lea' Joanne Swansea  EmptySro Maj 18 2022, 12:27;


Leighton Joanne Swansea

DATA URODZENIA 1 stycznia 2002
CZYSTOŚĆ KRWI 75%
MIEJSCE URODZENIA Credenhill, Anglia
MIEJSCE ZAMIESZKANIA Dolina Godryka
W HOGWARCIE JEST OD KLASY 1–7, potem półtora roku w Beauxbatons i powrót do domu
OBECNIE JEST NA ROKU II studenckim
WYMARZONY DOM
WYBRANY WIZERUNEK Renata Gubaeva

Wyglad

WZROST 175 cm
BUDOWA CIAŁA jestem chuda, zupełnie nieumięśniona i, cóż, płaska
KOLOR OCZU zielone
WŁOSY ciemnobrązowe i niezwykle trudne do opanowania. Jeśli nie poświęcę im wystarczająco dużo uwagi, tworzą nieznośną szopę.
ZNAKI SZCZEGÓLNE mam bardzo wydatne usta, z których w przeszłości nabijały się inne dzieci, kilka bladych pieprzyków na prawej stronie twarzy i bardzo często ubrudzone farbą ręce.
PREFEROWANE UBRANIA na lekcjach w nienagannym mundurku, prywatnie lubię ubierać się w sposób, który inni chętnie nazywają wyzywającym. Jestem świadoma swojego ciała i nie boję się go odsłaniać. Najchętniej noszę czerń lub biel, czasem stawiam na skórzane akcenty i delikatną biżuterię. Zdecydowanie rzadziej wybieram wzory.

Charakter


Jako dziecko wyglądałam jak pokraka i to paradoksalnie ukształtowało mój charakter. Miałam nieproporcjonalnie długie, chude kończyny, aparat na zębach i usta, które – już wtedy pokaźnych rozmiarów – zdawały się nie pasować do dziecięcej buźki. Włosy sterczały mi na wszystkie strony, a biust, o zgrozo, ani myślał gonić rozmiarem moje koleżanki. Wyśmiewano mnie na każdym kroku, a im byłam starsza, tym bardziej kąśliwe i obrzydliwe stawały się dogryzki. Nigdy potem nie zazdrościłam Larkinowi metamorfomagii tak, jak w tamtym momencie. Miałam dwa wyjścia – pozwolić im się dalej dręczyć, albo wziąć się w garść i pokazać im, że nie są w stanie mnie skrzywdzić. Długo i ciężko pracowałam nad wyrobieniem w sobie przekonania, że to, co tak bawiło moich rówieśników, jest tak naprawdę moją zaletą. Pomógł mi w tym modeling. Zadebiutowałam szybko, bo już jako czternastolatka i choć ze względu na restrykcyjny regulamin Hogwartu nie było mowy o żadnej karierze, wakacyjne prace przed obiektywem jak nic innego budowały moją pewność siebie.
Wtedy też zrozumiałam, że jestem silniejsza, niż na to wyglądam i ze wszystkim mogę poradzić sobie sama. Tak mi już zostało, naprawdę nie cierpię prosić kogokolwiek o pomoc, wolę poświęcić na coś dwukrotnie więcej czasu i pracować pięciokrotnie ciężej, ale za to samodzielnie dojść do rozwiązania swojego problemu. Nie rezygnuję łatwo, jestem uparta i żądna sukcesów, czasem zdarza się, że na drodze ku nim mijam kilka trupów.
Kiedy coś mnie fascynuje, przestaję istnieć dla świata i w pełni oddaję się tej właśnie rzeczy. Przed egzaminami zamykam się w pokoju na całe dni, biorąc udział w jednoosobowym maratonie, w czasie którego mało jem, jeszcze mniej śpię i tworzę niebywały bałagan. Bardzo podobnie sprawy mają się w przypadku natchnienia.
Do nieznajomych rzadko kiedy odzywam się pierwsza, wokół jest milion ciekawszych rzeczy niż rozmowy, jakie zdarzyło mi się przeprowadzić w życiu. Nie jestem samotniczką, mam przyjaciół i rodzinę, na której zależy mi bardziej, niż potrafię to okazać, ale wolę owocną obserwację od gadki szmatki. Kiedy jednak to ktoś zaczepi mnie, nie uciekam, a wręcz przeciwnie, podejmuję wyzwanie.
Nie lubię siedzieć w miejscu, zawsze potrafię znaleźć sobie coś do roboty. Kiedy coś lub ktoś mnie zaciekawi, robię wszystko, żeby tę ciekawość zaspokoić.
Nie cierpię przegrywać, to tyczy się każdego aspektu mojego życia. Każda kiepska ocena, każdy niespełniający moich wymagań obraz czy zdjęcie, każda przegrana dyskusja jest porażką, której nie potrafię sobie wybaczyć.
Jestem nieufna a przy tym szczera… i wiem, że innym ludziom wydaję się zimna jak lód. To w większości tylko pozory, ale dla własnego bezpieczeństwa nie wyprowadzam ich z błędu, przynajmniej dopóki nie zaskarbią sobie mojego zaufania. Kiedy tak się stanie, mogą liczyć na moje wsparcie – no, pod warunkiem, że aby go udzielić, nie będę musiała poświęcać swoich ciężko wypracowanych osiągnięć. Nie potrafiłabym z nich tak po prostu zrezygnować.

Historia


Moi rodzice do samego końca spodziewali się chłopca. „Będziesz miał małego braciszka”, powtarzali podobno Larkinowi, kiedy ten z dziecięcą ciekawością dopytywał o brzuch mamy. Wybrali już nawet imię, a kosztowało ich to tak wiele sporów, że kiedy właściwe sprawy wyszły na jaw, nie potrafili z niego zrezygnować i zostali przy Leighton. To chyba w ramach rekompensaty na drugie dostałam coś tak kobiecego. Nie przepadam ani za jednym, ani za drugim, a to tylko początek długiej listy sporów, jaką przez lata wyrobiłam sobie z rodzicami.
Byłam utrapieniem, odkąd tylko pamiętam. Pchałam palce między drzwi i nigdy nie chciałam słuchać starszych. Uczyłam się wyłącznie na błędach, a i to nie zawsze było skuteczne. Teoria nigdy mi nie wystarczała, wszystkiego chciałam doświadczać na własnej skórze. Merlin mi świadkiem, że gdyby moi rodzice mieli inne podejście do życia, inne ideały i mniej otwarte umysły, uciekłabym z domu dawno, dawno temu. I ja, i oni, doskonale wiemy, że byłabym do tego zdolna.
Mama wykazywała wobec nas znacznie więcej cierpliwości, niż wobec kogokolwiek innego, ale włoski temperament, który z całą pewnością w jakimś stopniu po niej odziedziczyłam, niejednokrotnie prowadził do głośnych sprzeczek. Z Larkinem nigdy nie darła kotów tak jak ze mną… ale wiem i zawsze wiedziałam, że to z miłości i troski. W momentach (s)pokoju chętnie robiła mi zdjęcia, podobno pozowanie od zawsze przychodziło mi naturalnie. Była moim pierwszym fotografem i skutecznie zaraziła mnie pasją do tej dziedziny, choć stanie po przeciwnej stronie obiektywu nie wychodziło mi najlepiej.
Brata kocham bardziej niż kogokolwiek na świecie i mimo różnicy wieku (niewielkiej, ale tak znaczącej w pierwszych latach życia) zawsze starałam się go we wszystkim gonić. Nie we wszystkim dawałam radę, były aspekty, w których na zawsze pozostał niedościgniony. Był i jest moją motywacją, to dzięki niemu (właściwie przez niego) dość szybko sięgnęłam za pędzel – z zazdrości. O tak, zawsze zazdrościłam mu metamorfomagii; dla niego brzemię, dla mnie – niemożliwe do spełnienia marzenie. W dzieciństwie sprawiała, że był jeszcze bardziej wyjątkowy, w późniejszych latach pozwalała mu zasłaniać wszystko to, z czym ja musiałam walczyć konwencjonalnymi sposobami. Kiedy moje włosy sterczały jak rozklekotany Nimbus, on mógł zrobić z nimi, co tylko zechciał, kiedy katowałam się dietami, on mógł jeść wszystko, a nadprogramowe kilogramy tuszować swoją mocą. Miał nieskończone możliwości. Od małego wiedziałam, że muszę ciężko pracować, żeby nie zostać w tyle, dlatego z godnym podziwu zapałem pokrywałam szkicami i malunkami wszystko, co tylko się dało. Miałam szczęście, że wychowałam się w domu, w którym było to nie tylko możliwe, a wręcz pożądane. Kiedy pewnego razu wymalowałam farbami każdy wolny centymetr ściany w korytarzu (tam, gdzie nie sięgałam, pędzle jakimś cudem same malowały to, co sobie zażyczyłam), tata zamiast nakrzyczeć na mnie i od razu posprzątać bałagan, ożywił rysunki, pozwalając, by jeszcze przez kilka dni hasały po ścianach całej rezydencji.
Nie jestem pewna czy ostatecznie jest to talent, czy efekt ambitnego dążenia do celu, ale udało mi się pójść w ślady ojca i odnaleźć się w malarstwie. Szkicuję i maluję na płótnie różnymi technikami, w zależności od nastroju. Nie lubię pejzaży ani martwej natury, od zawsze najbardziej interesowali mnie ludzie i to ich najchętniej umieszczam na swoich pracach. Czasem, w przypływie natchnienia, lubię przelewać swoje emocje na abstrakcyjne kształty, których prawdziwe znaczenie znam tylko ja sama. W takich momentach zamykam się w pracowni i maluję do upadłego, nie pozwalając, aby ktokolwiek mi przeszkadzał. Gdyby nie Faworek, domowy skrzat naszej rodziny, pewnie nie pamiętałabym nawet o jedzeniu.
Mój wyjazd do Beauxbatons – udział w szkolnej wymianie – wynikał z mnogości nowych możliwości. Francja mnie ciekawiła, a mały wielki świat mody otwierał przede mną drzwi, które na Wyspach dalej były zamknięte. To tam rozwinęła się moja kariera i to w ogromnym tempie. Zazdrośni rozpuścili w szkole plotki, jakobym udział w sesjach załatwiała przez łóżko i ze względu na mój tryb życia szybko w to uwierzono. Wróciłam do kraju, bo nie miałam ochoty dłużej tkwić na obczyźnie, skoro nie miałam przy sobie właściwie żadnej życzliwej duszy. Spakowałam walizki i w połowie semestru wróciłam do Hogwartu, żeby dokończyć półtora roku wyższej edukacji, bez której nie wyobrażam sobie swojego CV. W normalnej sytuacji uważałabym swoją ucieczkę za słabość, ale i tak wyciągnęłam z tego wyjazdu odpowiednio wiele, żeby uznać cel za spełniony. Mam tylko nadzieję, że niesprawiedliwe plotki nie dogonią mnie tu z zagranicy.

Rodzina


★ Larkin Swansea – brat – i wzór do naśladowania. Jestem jego największą fanką, choć im jestem starsza, tym rzadziej się do tego przyznaję. Tylko on jest w stanie przemówić mi do rozumu, kiedy coś sobie ubzduram.
★ Liam Swansea – ojciec – malarz, swoje ambicje przerzucał na syna, a tymczasem to ja z naszej dwójki poszłam w jego ślady. Jestem córeczką tatusia, bez dwóch zdań.
★ Lucia Swansea – matka – łączy nas intensywna relacja. To z nią najczęściej się kłócę, ale jednocześnie to dzięki niej zaczęłam pozować do zdjęć i zakochałam się w modelingu.
★ Reszta licznej rodziny – mamy bardziej i mniej zażyłe relacje, ale wszystkich nas ze sobą łączy sztuka.

Ciekawostki


★ Nie lubię swojego imienia, zawsze przedstawiam się wszystkim jako „Lea” i oczekuję, że tak właśnie będą do mnie mówić. Kiedy nauczyciele zwracają się do mnie „Leighton”, z trudem zaciskam zęby.
★ Żyją we mnie dwa wilki – jeden uwielbia porządek, drugi nie umie go utrzymać, zwłaszcza kiedy zaczynam malować. Mój pokój jest posprzątany tylko do momentu, w którym zaczynam malować, wtedy wszystko pokryte jest farbą – razem ze mną.
★ Praktycznie zawsze towarzyszy mi zapach terpentyny i jak na terpentynę przystało, jest na tyle intensywny, że przebija się nawet przez delikatne perfumy. To dlatego najczęściej używam ciężkich, intensywnych, mało kobiecych zapachów – naprawdę nie cierpię prowadzić dyskusji o tym, jak niezdrowe musi być wdychanie tego świństwa każdego dnia.
★ Nigdy nie byłam w żadnym związku, który nie polegałby wyłącznie na bliskości fizycznej, nie rozumiem pojęcia romansu. Czasem zastanawiam się, czy nie jestem aromantyczna, ale może po prostu nie znalazłam odpowiedniej osoby? Prawdę mówiąc, i tak jej nie szukam, nie mam czasu na podobne głupoty.
★ Moja sylwetka nie jest wygraną na życiowej loterii, to efekt dyscypliny i ciężkiej pracy. Uważam na to co jem, bo wiem, że w swojej pracy jestem kojarzona z bardzo szczupłym ciałem i nie mogę pozwolić sobie na przybranie na wadze. W przeszłości otarłam się o zaburzenia odżywiania, ale to już na szczęście zamknięty rozdział.
★ Jak zdecydowana większość mojej rodziny nie stronię od używek. Czasem zastanawiam się, czy nie rodzimy się z uzależnieniami we krwi.
★ Moja kariera najmocniej rozwinęła się we Francji i to tam byłam jakkolwiek kojarzona. W Wielkiej Brytanii nie mam jeszcze na koncie żadnych znaczących sesji, dlatego mimo rozwiniętego portfolio jestem rozpoznawalna wyłącznie dla osób ze świata mody, albo osoby hobbystycznie przeglądające francuskie magazyny. Jak to mawiał pewien wielki czarodziej – sława to kapryśna przyjaciółka.
★ W przeciwieństwie do brata nie przepadam za końmi, czy to magicznymi, czy mugolskimi. Wypadek dziadka zakorzenił we mnie głęboki lęk i jak dotąd nie udało mi się go wyplenić.
★ Wyjazd do Beauxbatons wymusił na mnie naukę francuskiego, z kolei podstawy włoskiego wyniosłam z domu. Nie mówię w nim zbyt dobrze, ale potrafię się porozumieć. Czasem wykorzystujemy to z bratem, kiedy potrzebujemy prywatności, a nie możemy sobie na nią pozwolić.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hariel Whitelight

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 184
C. szczególne : podobny do Camaela, wręcz myląco gdyby nie oczy i pieprzyk nad górną wargą | pachnie perfumami z nutą sosny | nosi super buty, które tworzą za nim kwiatkowy korowód | zawsze ma kolorowe okularki na nosie
Galeony : 323
  Liczba postów : 600
https://www.czarodzieje.org/t20706-hariel-whitelight#657554
https://www.czarodzieje.org/t20730-poczta-harry-ego#657951
https://www.czarodzieje.org/t20707-hariel-whitelight#657557
https://www.czarodzieje.org/t20986-hariel-whitelight-dziennik#67
Leighton 'Lea' Joanne Swansea  QzgSDG8




Moderator




Leighton 'Lea' Joanne Swansea  Empty


PisanieLeighton 'Lea' Joanne Swansea  Empty Re: Leighton 'Lea' Joanne Swansea   Leighton 'Lea' Joanne Swansea  EmptySro Maj 18 2022, 13:05;



RAVENCLAW!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!


Następne kroki:
stworzenie poczty
założenie relacji
zaczęcie gry
rozwój postaci




Życzymy

miłej gry!


______________________

You look like an angel. Walk like an angel. Talk like an angel. But I got wise.
You're the devil in disguise
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Leighton 'Lea' Joanne Swansea

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Leighton 'Lea' Joanne Swansea  QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty uczniów i studentow
-