Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Ateny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Ateny  Ateny EmptyWto 26 Kwi - 15:41;


Ateny


Ateny to stolica, a zarazem największe miasto Grecji, położone w regionie Attyki. Nazwa pochodzi od bogini Ateny, która wedle mitologii podarowała miastu wartościowy prezent w postaci oliwnego drzewka. Na liście najsłynniejszych, antycznych zabytków greckiej stolicy należy z pewnością odnotować zespół architektoniczny Akropolu, Odeon Herodosa Attyka, Teatr Dionizosa, starożytną Agorę Grecką, Forum Rzymskie oraz Łuk Hadriana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyWto 26 Kwi - 23:48;

Aromatyczna, tradycyjna kuchnia śródziemnomorska, podobnie jak i spacer greckimi uliczkami w otoczeniu starożytnych budowli oraz unoszącego się wokoło zapachu oliwek niewątpliwie poprawiały nastrój, pozwalając jednocześnie odpocząć od szarych trudów codzienności i ponurego, londyńskiego klimatu. Przyjechali tutaj przede wszystkim, żeby odrobinę się zrelaksować i zapomnieć o troskach, korzystając z uroków słonecznych Aten, ale mimo to gdzieś z tyłu głowy Moralesa tliła się myśl, że czas ich nagli i że chcąc nie chcąc, muszą połączyć przyjemne z pożytecznym. Miał już przecież okazję się przekonać, że jego młodszy kochanek nie potrafi zbyt długo usiedzieć na tyłku, a że na brytyjskich wyspach wręcz roiło się od dementorów, trzeba było wreszcie chwycić – niekoniecznie kreteńskiego, ale jednak - byka za rogi i nauczyć nastolatka zaklęcia, które mogło mu ten tyłek uratować.
Wiedział, że czeka ich trudna przeprawa, a z tego względu starał się zadbać o odpowiednią atmosferę. Wieczorem zaciągnął więc Maximiliana na jedną z malowniczych plaż położoną w pobliżu antycznego miasta, a wreszcie chwycił pomiędzy palce schowany wcześniej za paskiem osikowy kawałek drewna. – Podstawy i teorię zapewne już znasz, ale gwoli przypomnienia, patrz uważnie. – Poprosił chłopaka o chwilę uwagi, kiedy ścisnął mocniej rękojeść różdżki, wykonując nieskomplikowany manewr nadgarstkiem. – Expecto Patronum. – Mruknął pod nosem, uwalniając świetlistego kojota, który przycupnął na piachu tuż przed sylwetką jego dzisiejszego ucznia. Paco machnął zaczarowanym patykiem raz jeszcze, a mglisty kształt zwierzęcia powoli zaczął rozpływać się w nicość.
W przeciwieństwie do innych zaklęć, efektywność patronusa bazuje nie tylko na magicznym potencjale, precyzji czy refleksie, ale przede wszystkim na emocjach. Wbrew jednak temu co wypisują autorzy podręczników, nie musisz przywołać najszczęśliwszego wspomnienia. Pewnie trudno byłoby nawet takie wskazać. Powinno być jednak ono wystarczająco silne. – Wyjaśnił pokrótce, bacznie obserwując twarz Felixa, jakby próbując wyczytać z jej rysów towarzyszący mu obecnie humor. Bez pozytywnego nastawienia nauka patronusa nie miała najmniejszych szans powodzenia, ale na szczęście miał w zanadrzu coś, co mogło przyczynić się do jego zbudowania. - Pomogę ci wydobyć odpowiednie, ale zanim wyruszymy na wycieczkę do przeszłości, po prostu spróbuj rzucić zaklęcie. – Nakazał mu dość nieoczekiwanie, wszak porażka zdawała się więcej jak oczywista. – Chciałbym najpierw zobaczyć w jaki sposób trzymasz różdżkę, czy właściwie poruszasz ręką, również inkantację winno wypowiadać się z przekonaniem… wbrew pozorom takie drobiazgi bywają równie istotne co i samo wspomnienie. – Wytłumaczył, skąd taki pomysł, a potem gestem dłoni zaprosił Solberga do prezentacji, bacznie przypatrując się jego ruchom i postawie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptySro 27 Kwi - 9:11;

Choć nie widzieli się zaledwie kilka dni, Max przez ten czas zdążył przeżyć już naprawdę wiele. Dementory, harpie i spotkanie z Beatrice sprawiły, że nastolatek miał w głowie jeszcze większy bałagan, co wydawało się być ledwo możliwe. Nie chciał jednak, by to wszystko rzucało cień na ich wspólny urlop, dlatego gdy pojawił się w El Paraiso był naprawdę pozytywnie nastawiony do wyjazdu.
Zmiana klimatu od razu przywołała szeroki uśmiech na jego twarzy. Z dala od ponurej, zainfekowanej brakiem księżyca Brytanii, nastolatek poczuł, jakby ogromny ciężar spadł mu z płuc i jakby naprawdę miał okazję odpocząć od całego gówna, jakie nad nim teraz wisiało. Niestety, Paco nie zapomniał o propozycji, którą mu złożył i po kilku chwilach spędzonych na poznawaniu okolicy i zostawieniu bagaży w hotelu, wybrali się na plażę, by rozpocząć naukę patronusa.
-Znam. - Potwierdził, po czym wpatrzył się w materializującego się przed nim świetlistego kojota. Zwierz był piękny i robił wrażenie, ale jednocześnie budził w sercu Felixa skrajne uczucia, bo ten poczuł nie tylko zachwyt, ale i żal, że sam nigdy nie będzie w stanie czegoś podobnego z siebie wykrzesać.
-Czym się charakteryzuje to "wystarczająco silne" wspomnienie? Skąd będę wiedział, że jest odpowiednie? - Zapytał, bo o ile w przypadku czarnej magii nie miał problemów z przelaniem emocji na zaklęcie, tak w przypadku tej bardziej pozytywnej energii, sprawy miały się już dla niego zdecydowanie gorzej. Potrzebował wskazówek, jeśli nie chciał marnować czasu próbując wykorzystać zbyt słabe cienie przeszłości.
-Dobra, to powinienem kojarzyć. - Przyznał, bo przecież nie była to jego pierwsza próba. Wyjął więc różdżkę z kieszeni i umieścił ją w dłoni, przypominając sobie wszelkie teorie na ten temat i wszelkie słowa Nessy, która nie raz pomagała mu w różnego rodzaju zaklęciach. Dziewczyna bardzo dobrze wiedziała, jak beznadziejny jest w sztuce czarowania i jak bardzo trzeba podchodzić do niego jak do skończonego idioty w tym temacie. -Expecto Patronum! - Wywalił z siebie z przekonaniem, ale nawet jeden mięsień nie drgnął mu, gdy oczywiście nic a nic się nie wydarzyło. Przecież nie spodziewał się w żadnym wypadku sukcesu.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptySro 27 Kwi - 14:34;

Nie śledził każdego kroku Maximiliana, nawet jeżeli w świetle jego posesywnego podejścia i roztoczonej nad chłopakiem troski perspektywa ta zdawała się niebywale kusząca. Nie miał pojęcia co takiego wydarzyło się w jego życiu w przeciągu ostatnich kilku dni, a po dosyć lakonicznej odpowiedzi na wizzengerze nie zamierzał dopytywać. Poznali się na tyle, by dotarło do niego, że Felix ceni sobie swoją niezależność i prywatność, a skoro chciał zadbać zarazem o jego bezpieczeństwo, musiał skoncentrować się na przekazaniu mu swojej wiedzy i odpowiednich środków do walki z czyhającymi zewsząd niebezpieczeństwami. Miał nadzieję, że zmiana klimatu, piękne otoczenie antycznych budowli i wczasowa atmosfera pozwolą jego młodszemu kochankowi wyrwać się z uścisku szarej, przytłaczającej codzienności, a takie nastawienie wpłynie z kolei pozytywnie na naukę jednego z najbardziej chyba skomplikowanych w świecie czarodziejów zaklęć.
Wyzwolony z osikowej różdżki świetlisty kojot nie robił na nim takiego wrażenia jak przed laty, dlatego po rzuceniu czaru bardziej niż zwierzęciu Paco przypatrywał się twarzy stojącego obok młodzieńca, próbując wyczytać malujące się na niej emocje. Niezbyt skutecznie, wszak nie pierwszy raz przekonywał się, że Solberg skrzętnie ukrywa to, co rozgrywa się w jego wnętrzu. Wydawało mu się jednak, że spostrzegł w jego rysach pewną nutę rozżalenia, a może stresu? Nie był pewien, acz ten niewyraźny, niejednoznaczny widok tym bardziej zachęcił go do wdrożenia przysłowiowego „planu B”. – Gdyby można było w ogóle zdefiniować szczęście – Westchnął głośno, przypominając sobie trudne rozmowy z Samanthą, podczas których to on zajmował miejsce nastolatka. – …nie trzeba byłoby szukać na oślep. – Mało pomocne, acz mimo wszystko starał się udzielić mu kilku porad, żeby przypadkiem dzieciak nie utknął w martwym punkcie. – Łatwiej zacząć od tych słabych. Nie przywołasz patronusa, myśląc o smaku wczorajszej pizzy albo steka, nieważne jak doskonałe by nie były. To tylko zmysłowa przyjemność, ale żeby wykrzesać z siebie choćby mgiełkę, trzeba sięgnąć znacznie głębiej. – Pozwolił sobie napomknąć żartobliwym tonem o czymś zwyczajnym, prozaicznym celem bardziej obrazowego porównania. – Każdy jest inny. Silne wspomnienie to takie, które porusza twoje serce. Moment z przeszłości, do którego najchętniej byś wrócił, przeżywając go na nowo po raz kolejny… a potem raz jeszcze. – Próbował mu wyjaśnić, szczerze żałując że nie towarzyszy im panna Carter, z której wylewnością i zrozumieniem nijak nie mógł się równać. Dokładał jednak wszelkich sił, żeby przynajmniej zbliżyć się do jej cierpliwości i empatycznych metod. – Skąd będziesz wiedział? Poczujesz przypływ energii, który zresztą powinien się ujawnić, jeżeli nie w postaci zwierzęcia, to chociaż subtelnej mgiełki albo rozbłysku. – Zakończył swój wywód, niepewnie zerkając w szmaragdowe ślepia. Nie miał pojęcia czy rozgonił na bok targające Solbergiem wątpliwości. Dopiero teraz uzmysłowił sobie również jak trudne zadanie czeka ich obu. Nie zamierzał się jednak poddawać, zwłaszcza kiedy złożył mu obietnicę. Potraktował tę lekcję jako wyzwanie, a nie od dziś wiadomo, że w dążeniu do realizacji założonych celów był piekielnie wręcz zdeterminowany.
Obserwował uważnie pierwszą, z definicji nieskuteczną próbę Maximiliana, rozmasowując przystrzyżony nienagannie zarost. Pozwolił chłopakowi dokończyć, a gdy tylko w uszach wybrzmiał mu podniesiony głos młodszego kochanka, zaszedł go od tyłu, ciasno przylegając do jego pleców. – Nie jest źle. – Mruknął spokojnie, mając świadomość że nawet drobna pochwała może dodać wiary i pewności siebie. Jako perfekcjonista, pieczołowicie dbający o detale, chwycił jednak chłopięcą dłoń ściskającą rękojeść różdżki i delikatnie przesunął jego palce niżej. – Nie wiem czy grałeś kiedykolwiek w tenisa, ale taki chwyt pozwala ci utrzymać większą kontrolę nad tym kawałkiem drewna. – Na dobre wcielił się w rolę nauczyciela, kierując ręką Felixa, żeby wraz z nim wykonać odpowiedni manewr nadgarstkiem. – Gwałtowność zostaw na pojedynki, w przypadku patronusa ruch musi być subtelny i płynny. – Komentował na bieżąco ich poczynania, żeby podziałać na wyobraźnie swojego nastoletniego kompana. Nie skupiał się jednak nazbyt długo na drobiazgach. Nie mogąc darować sobie tej chwili bliskości, ucałował jego szyję, a potem odszedł kilka kroków w stronę uderzających o brzeg fal.
Pytałeś o wspomnienia. Chodź, pokażę ci coś. – Przywołał Felixa zapraszającym gestem uniesionej dłoni i wymownym skinieniem głowy, wyciągając z przewieszonej przez ramię torby charakterystyczny przedmiot. – Wiesz co to? Wystarczy, że podpalisz lont, a kiedy lampion pofrunie wyżej, w twojej głowie pojawi się jedno szczęśliwe wspomnienie. – Poza lampionem wręczył mu również zdobioną, srebrną zapalniczkę. – Niekoniecznie nada się ono do wyczarowania patronusa, ale może podpowie ci gdzie szukać pozostałych. – Przedstawił mu plan z pokrzepiającym uśmiechem przyklejonym do ust. – Śmiało. Potem możesz spróbować raz jeszcze. – Poklepał go również po barku, póki co skrywając swoją osikową różdżkę za paskiem spodni. Na razie nie była potrzebna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptySro 27 Kwi - 16:06;

Max podziwiał tego kojota, choć wciąż najbardziej przyzwyczajony był do widoku świetlistego wilka, który był jego towarzyszem i opiekunem przez tak długi czas. Pamiętał nawet, jak patronus Felka czuwał przy jego łóżku w skrzydle szpitalnym nim puchon pojawił się tam osobiście i choć wyszła z tego afera, a nie romantyczna schadzka, to jednak czuł się wtedy bezpiecznie wiedząc, że chłopak czuwa przy nim chociażby w postaci magicznego protektora.
Przewrócił oczami na to filozoficzne stwierdzenie. Szczęście było dla Maxa chyba tak samo abstrakcyjnym pojęciem jak miłość, a już na pewno tak samo nierealnym dla niego i bezsensownym z powodu swojej ulotności.
-Tyle to się domyśliłem. - Odpowiedział konkretnie, bo nawet on nie był na tyle głupi, żeby próbować przywołać jakąś błahostkę podczas wyczarowywania patronusa. -Chociaż do niektórych pizz chętnie bym wrócił. I to nie raz. - Prychnął, rozluźniając lekko atmosferę, a przede wszystkim własne spięcie, którego może z zewnątrz nie było aż tak widać, ale w środku prawie paraliżowało nastolatka. -No dobra, ale jak "głębiej"? - Dodał już poważniej pytając jednocześnie o to, jak to zrobić i jak głęboko powinien kopać, żeby w końcu natrafić na skarb, którego szukał. Przez moment przyszło mu nawet na myśl, by użyć metody wyciszenia, którą Feli nauczył go w ramach podstaw oklumencji, ale gdy tylko pomyślał o ukochanym od razu wywalił to z głowy z powodu bolącego ukłucia w sercu. -Bez obrazy, ale to brzmi jak jeden wielki, mistyczny bullshit. Szukaj aż znajdziesz....Poczujesz mistyczną moc, wypełniającą Twoje całe ciało i umysł... - Ostatnie zdania wypowiedział teatralnym głosem, ponownie przewracając oczami. Bujdy na kiju i tyle. Może nie umniejszał zdolności Moralesa co do nauczania i rzucania zaklęć, ale jak miał wykrzesać z siebie coś, w co nie wierzył i coś, czego w życiu nie doświadczył? Taaaa, czekała ich zajebiście trudna przeprawa.
Wodził wzrokiem za zbliżającym się do niego Paco, a gdy ten przylgnął do pleców nastolatka, Felix poczuł, jak na jego twarz wychodzi lekki uśmiech. Czy nie mogliby zamiast tej całej żałosnej próby patronusowania zająć się czymś przyjemniejszym i przede wszystkim czymś, w czym obydwaj byli cholernie dobrzy? Odchylił głowę, spoglądając w czekoadowe oczy Moralesa, ale już po chwili przeniósł wzrok na dłoń mężczyzny, która obejmowała jego własne palce. Poczuł się nieswojo przez kilka sekund, co było przecież głupie biorąc pod uwagę, że akurat bliskość fizyczna była podstawą tej popierdolonej relacji. Widać jednak delikatność nie kojarzyła się Solbergowi z Salazarem, co też pokazał powstrzymując nieudolnie prychnięcie, gdy kochanek opowiadał o subtelnych ruchach różdżką, podczas rzucania zaklęcia patronusa. Max przymknął na sekundę oczy, czując pocałunek na szyi, po czym z żalem otworzył je czując, jak mężczyzna oddala się od niego.
Z ciekawością podszedł do Paco, który wyciągnął z torby coś, co wyglądało na lampion. Pokręcił tylko głową na znak, że ni chuj nie wie po co ta zabawka im teraz potrzebna, ale nie odzywał się, dając mu wytłumaczyć swój tok myślenia.
-Okej. Czyli podpalam, mój mózg magicznie znajduje szczęśliwe wspomnienie i rzucam patronusa? Proste.- Odebrał zarówno lampion, jak i zapalniczkę, po czym kliknął nią wywołując płomień. Dziwiąc się samemu sobie zawahał się na chwilę. Zdał sobie sprawę, że... Bał się. Naprawdę się bał tego, co ten lampion może przywołać. A może bał się szczęścia? A może tego, że lampion nie pokaże mu kompletnie nic? Sam nie znał źródła tego strachu, ale faktem było, że się bał.
W końcu jednak podpalił lont i puścił artefakt ku niebu. Serce biło mu jak szalone, a dłoń zaciskała się na różdżce, jakby chciała ją połamać. To oczekiwanie na wspomnienie dobijało nastolatka i całe szczęście, że w końcu lampion zaczął działać swoją magię. Szmaragdowe ślepia ponownie zniknęły pod powiekami, gdy Max wrócił myślami do dnia, gdy wraz z Lucasem stworzyli syreni eliksir. Tak, to zdecydowanie przywołało radość na twarzy nastolatka, który uniósł różdżkę, powtarzając inkantację i wszystko zapewne byłoby pięknie i śpiewająco, gdyby podczas tych kilku milisekund dzielących pojawienie się wspomnienia i użycie słów "Expecto patronum" nie pojawiły się wątpliwości Solberga, który wciąż umniejszał swoim dokonaniom w tej kwestii.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptySro 27 Kwi - 19:50;

Zerknął na niego z rozbawieniem, rozkładając ręce w bezradnym geście. Zdawał sobie sprawę z tego, że z jego ust padło wiele truizmów, ale czasami w usilnych dążeniach do osiągnięcia zamierzonego celu zapominało się o najbardziej podstawowych kwestiach. – Pójdziemy w nagrodę, jak już poznasz kształt swojego magicznego patrona. – Zażartował, starając się jak najdłużej podtrzymać luźną, komfortową dla Maximiliana atmosferę, zwłaszcza kiedy doskonale wiedział, że grzebanie we własnej przeszłości prędko rozgoni ją w cholerę, ustępując miejsca emocjom, od których obaj zdawali się raczej stronić. Głębiej wybrzmiało prawdopodobnie tak samo pusto, co i silne czy poruszające, a chociaż Paco próbował, trudno było wytłumaczyć tak nienamacalne uczucie, przepełniające całe ciało pozytywną, jasną energią. Nic dziwnego, że w końcu sam prychnął pod nosem na komentarz swojego młodszego kochanka; wszak kiedyś zareagował w niezwykle podobny do niego sposób, przekonując pannę Carter, że to całe pierdolenie nie ma najmniejszego sensu. – Śmiesz twierdzić, że jestem chujowym coachem… – Ni to stwierdził, ni zapytał, trącając zaczepnie jego ramię. – …czy może pod płaszczykiem sarkazmu ukrywasz strach przed swoimi wspomnieniami? – Wytknął mu subtelnie, przywdziewając jednak zgoła inny, poważniejszy ton. Czekała ich zdecydowanie wyczerpująca i wymagająca przeprawa, a chociaż nie miał dostępu do zabałaganionego umysłu nastolatka, tak czuł że to swoistego rodzaju reakcja obronna, którą niegdyś sam zwykł stosować.
Niewątpliwie dało się odnaleźć aktywności, które wychodziły im znacznie lepiej od patronusowania, ale nie określiłby tej lekcji mianem żałosnej, nawet jeżeli Solberg podejmował walkę z wiatrakami, nieustępliwie negując jego górnolotne słowa. Niestety dla niego natrafił na równie upartego kompana, który nie zamierzał żadnemu z nich pozwolić chociażby na chwilę zwątpienia. Nawet teraz Salazar nie dał się omamić bliskością Felixa, jego zalotnym spojrzeniem i kuszącym zapachem, racząc go jedynie nietypową dla siebie delikatnością i zaangażowaniem. Nie miał wcale ochoty odrywać ust od jego rozgrzanej skóry ani odsuwać się od jego atrakcyjnego ciała, ale potrafił porwać się na powściągliwość, kiedy w grę wchodziły inne, istotniejsze priorytety. Chciał jedynie wtłoczyć w swego towarzysza odrobinę wiary we własne możliwości, ale będąc świadkiem jego sceptycyzmu, zdecydował się przebrnąć przez ten proces z pomocą zaczarowanego lampionu.
Zdecydowanie nie takie proste, cariño… Przeszło mu przez myśl, kiedy przewrócił ze zrezygnowaniem oczami na jego nonszalancję. Nie komentował jednak na głos poczynań Solberga, domyślając się skąd takowa wynika. Moment zawahania jakby potwierdzał jego teorię, ale nie naciskał, nie poganiał, dając chłopakowi czas na oswojenie się z nową dla niego sytuacją. Wreszcie lont zapłonął, ale Paco nie powiódł wzrokiem za lampionem, skupiając się wyłącznie na zachowaniu młodszego kochanka. Nie mógł wyczuć szaleńczego rytmu jego serca, za to spostrzegł jak kurczowo chłopak zaciska palce na rękojeści różdżki. Przymknięte powieki i uśmiech przyozdabiający jego twarz świadczyły jednak o tym, że posłany w niebiosa abażur spełnił swoją rolę. Co prawda próba rzucenia zaklęcia nie przyniosła widocznych rezultatów, ale Morales nie był na tyle naiwny, żeby liczyć że wszystko pójdzie jak z płatka już za pierwszym podejściem. – Dobra, słuchaj mnie. – Zwrócił na siebie uwagę ucznia. – Potraktuj te ćwiczenia jako sentymentalną podróż, podczas każdej próby myśląc o innym momencie z przeszłości, w którym wydawało ci się, że jesteś naprawdę szczęśliwy. – Świadomie użył zwrotu wydawało ci się, wszak ludzka pamięć i uczucia nazbyt często płatały figle, a ułuda szczęścia nie wystarczała do przywołania zwierzęcego pupila. – Nie łam się potknięciami. Nawet nie wiesz ile razy sam próbowałem, zanim cokolwiek zdołałem poczuć. Wielu czarodziejom nauka zaklęcia patronusa przychodzi z dziecięcą wręcz łatwością, ale niestety nie takim jak my, którzy ciągną za sobą całą pierdoloną przeszłość. – Podzielił się z nim gorzką prawdą, kwitując tę niesprawiedliwość zobojętniałym wzruszeniem ramion. Życie wielokrotnie rzucało im kłody pod nogi, ale nawet jeżeli wykrzesanie z siebie pierwiastka białej magii wymagało od nich znacznie większego wysiłku, tak nie było ono niemożliwe.
- Ah, i Felix… wiem, że to intymne, momentami może nawet wstydliwe, ale musisz ze mną rozmawiać. Mówić mi, jakie obrazy zrodziły się w twojej głowie, żebym mógł jakkolwiek pomóc ci nakierować myśli na ten właściwy. – Powiedział spokojnie, łapiąc palcami jego podbródek, żeby złapać kontakt wzrokowy z jego szmaragdowymi, lśniącymi ślepiami. – Wierz mi, że ja też wolałbym być twoim przewodnikiem po okolicznych barach, ale dementorzy sami się nie przegonią. – Pozwolił sobie wtrącić humorystycznym tonem, żeby zaraz dodać z powagą: - Nie wykorzystam twoich wspomnień przeciwko tobie, ale bez tego nie ruszymy dalej. – Pogładził kciukiem jego policzek, zanim opuścił dłoń, kiedy przypomniał sobie o innej, ważnej kwestii. – Bym zapomniał. Nigdy nie wiesz, jakie wizje przemkną przez twoją wyobraźnię, ale nie możesz obawiać się wspomnień. Musisz zderzyć się ze swoją przeszłością i pozwolić im całkiem przejąć nad sobą kontrolę. – Dopiero gdy wypowiedział swoją radę na głos, uzmysłowił sobie jak złowrogo ona wybrzmiała. Nie chciał wzniecać atmosfery grozy, dlatego skinął wymownie głową, pokazując na wierzch swojej torby, z której wyłaniał się identyczny do poprzedniego lampion. – Chcesz przedtem wypuścić jeszcze jeden? – Zaproponował, dając chłopakowi wolną rękę. Przede wszystkim liczył się wszak jego komfort psychiczny i wygoda.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptySro 27 Kwi - 20:35;

-To sobie nieźle pogłodujemy. - Zaśmiał się, a w jego tonie nie było ni kszty żalu, czy smutku. W pewnym sensie był pogodzony z tym, że nie umie wyczarować patronusa i choć ten fakt był dla niego wstydliwy, gdy widział jak czwartoklasiści radzą sobie z tym zaklęciem bezbłędnie, to przecież do tej pory nie miał potrzeby by tę umiejętność posiąść. Okej, może i była to wygodna forma komunikacji, ale nie jedyna!
-Po prostu nie czaję dorabiania nie wiadomo jakiej teorii i bajeczek do zaklęć. - Wykręcił się własną odpowiedzią, czując jak jeszcze bardziej niekomfortowo zaczyna się czuć. Im bardziej Morales trafiał słowami w to, co Max czuł, tym bardziej nastolatek się wycofywał i choć nie robił tego do końca intencjonalnie, tak wiedział jak bolesne jest dla niego jakiekolwiek grzebanie w swojej przeszłości, nieważne czy chodziło o tę najgorszą, czy tę pozornie radosną jej część.
Cóż, priorytety miały to do siebie, że były bardzo subiektywne i choć Felix rozumiał, że w jego sytuacji patronus jest kurwa potrzebny jak dziwce badania na HIV, to jednak nie mógł wywalić z głowy myśli, że chętnie zająłby się czym innym. Wiedział, że musi się nauczyć bronić przed dementorami, bo nie zawsze będzie mógł liczyć na czyjąś pomoc. Paco nie wiedział nawet, jak przez te kilka dni co się nie widzieli, chłopak przyciągał do siebie te istoty. I nie tylko te.
Wiedział, że to nie jest takie proste, ale instrukcja brzmiała jasno i klarownie i właśnie do tego odnosiły się jego słowa. Bał się, oczywiście że się bał, bo jego życie było jednym wielkim bałaganem od samego początku, a dzięki używkom i amnezjom dość wiele z tego bałaganu nawet nie pamiętał. Mocniejszy chwyt na różdżce był więc nieświadomą reakcją na bolączki serca i choć wspomnienie, jakie pojawiło się w jego głowie było naprawdę silne i pozytywne, to jednak uczucia nie były zero jedynkowe a ten konkretny moment triumfu jaki osiągnął z przyjacielem w tej chwili skażony był czymś zupełnie nie pozytywnym.
Gdy Morales znów się odezwał, Max był już zrezygnowany, ale nie dał po sobie tego pokazać. Nie chciał się tak łatwo poddawać i skoro Paco wierzył, że da się jakoś to ogarnąć, to pewnie coś racji miał. Albo naiwnie wierzył, że nastolatek jest taki jak on i będzie w stanie przebrnąć przez to wszystko.
-Nigdy nie byłem specjalnie sentymentalny. - Powiedział szczerze, bo tak naprawdę to Felinus dopiero sprawił, że wrażliwsza część Solberga zaczęła powoli budzić się do życia. Teraz oczywiście znów widniał wokół niej gruby, niemożliwy do przebicia mur, ale jak zwykle nastolatek nie miał zamiaru nic z tego powiedzieć na głos. -Pierdolenie... - Mruknął pod nosem, nie wyjawiając o czym dokładniej mówi, ale nie było to ważne. -Nie jestem z tych, co łatwo się poddają, chociaż znam przynajmniej czterdzieści lepszych pomysłów na spędzenie wieczoru w Grecji. - Uśmiechnął się zadziornie. Nigdy nie ukrywał przed mężczyzną, że nie lubi się ze swoją różdżką i wychodzącymi z niej zaklęciami i teraz też nie miał zamiaru go czarować, że jest inaczej. Mimo wszystko, chore ambicje sprawiały, że choć wszystkie słowa jakie usłyszał i to co miał zrobić niesamowicie go bolało, nie potrafił tak po prostu rzucić różdżki w chuj i zostawić tego. Nie wybaczyłby sobie, choć wiedział, że będzie równie zły, gdy zaklęcie mu nie wyjdzie.
Wnętrzności ścisnęły mu się na myśl, że będzie musiał wywalać z siebie to, co podrzucał mu mózg. Mimo wszystkiego co przeszedł, dzielenie się przeszłością było chyba dla niego najtrudniejsze. Już wolał dementory, pustniki, harpie i inne chujostwa, które błąkały się po świecie i wysyłały ludzi na ostry dyżur.
-Czy sam przed chwilą nie mówiłeś, że każdy jest inny? Jak dzielenie się tym, o czym myślę ma więc pomóc. Może dla Ciebie będzie to głupota, a dla mnie coś bardzo ważnego? Albo odwrotnie. - Wytknął całkiem logicznie, bo co prawda nie widział w tym sensu, ale po prostu wciąż próbował się też bronić. Nie odwrócił jednak wzroku, patrząc w czekoladowe tęczówki i marząc o tym, by mógł rzucić to w cholerę i utonąć w ramionach kochanka. Im więcej słów słyszał i zdawał sobie sprawę z ilości przeszłości, jaką musi obudzić, tym bardziej potrzebował zwykłego wsparcia, które odnajdywał w prostym zamknięciu męskich ramion wokół swojej sylwetki. To całe pozwolenie, by przeszłość przejęła całkowitą kontrolę brzmiało przerażająco i nastolatek mimowolnie jeszcze bardziej zaczął zamykać te części swojego umysłu, które mogły przypomnieć mu o najbardziej bolesnych momentach życia. Tych niestety było zdecydowanie więcej niż tych, które mógł uznać za szczęśliwe, czy nawet po prostu radosne, bo choć bawił się jakby jutra miało nie być, tak nie oznaczało to, że w środku też był tak rozpromieniony.
-Niech Ci będzie... - Westchnął, z trudem przełamując się, by powiedzieć Moralesowi, o czym właśnie pomyślał. Nie żeby mu nie ufał, ale wiele rzeczy trzymało go przed podobnymi wyznaniami nie od dziś. -Pomyślałem o dniu, kiedy przetestowaliśmy z kumplem nasz autorski eliksir i zadziałał. - Nie wspominał o tym, co dokładnie to było i że wypuścili Somnium na rynek. Nie chwalił się, choć zdecydowanie miał czym, będąc chyba jednym z najmłodszych eliksirowarów tego stulecia, który w wieku siedemnastu lat mógł pochwalić się własną fiolką w aptekach i sklepach z magicznymi miksturami.
-Nie trzeba. Widocznie nie działa jak powinno. Nic nie poczułem. - Powiedział, stanowczo odmawiając lampionu. Wspomnienie może i wywołało radość, ale na pewno nie wzbudziło żadnej mistycznej mocy, czy tam energii, jaka mogłaby przywołać patronusa. Choć z tym "nic nie poczułem" to akurat trochę przesadził.
Zaczął więc grzebać dalej, przypominając sobie to, czym podzieliła się z nim w Norweskiej jaskini Brooks. Jej wspomnienie wydawało się być tak proste, a zarazem niosło ze sobą to, czego potrzebowała do przywołania świetlistego strażnika. Solberg pomyślał, że może też powinien pójść bardziej w tę stronę i zaczął szukać czegoś bliżej domu. Dosłownie.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptySro 27 Kwi - 21:42;

- Radziłbym ci się postarać, bo głodny jestem strasznie wkurwiony. – Podtrzymywał swobodną, przepełnioną dobrym humorem atmosferę, ale tak naprawdę martwiło go pesymistyczne, dekadenckie wręcz podejście Maximiliana do nauki. Po niedawnym spotkaniu z dementorem szczerze wyznał mu, że wstydzi się swoich braków i że chce opanować umiejętność przywołania zwierzęcego posłańca, a teraz jakby odżegnywał się od całego planu, najwyraźniej zniechęcony skalą dawnych porażek. Momentami odnosił wrażenie, że nastolatek celowo udaje, że ten cały patronus nie jest mu wcale potrzebny i że mu nie zależy w obawie, że znowu będzie musiał otrzepywać rękawy z piachu i zmagać się z poczuciem zażenowania. – Nikt by ich nie dorabiał, gdyby nie to że to… specyficzne zaklęcie. – Próbował wytłumaczyć sens całego tego pierdolenia, a jednak sam wzruszył nonszalancko ramionami, zdając sobie sprawę, że aktualna rozmowa w nich obu rodzi poczucie dyskomfortu. Przez moment zresztą mogło się wydawać, że utknęli w martwym punkcie, że i Paco rzuci tę lekcję w cholerę, skoro jego uczeń nie wyglądał na zainteresowanego tematem, ale wziął głębszy oddech, przypominając sobie ciężkie boje, jakie niegdyś toczyła z nim Samantha. Po prostu potrzebował chwili, by przekonać siebie samego, że zachowanie Felixa najprawdopodobniej nie jest wyrazem ignorancji, a drzemiących w nim lęków, bólu i apatii. Nie mógł mu się dziwić, wszak chyba sam obawiał się dokąd zaprowadzi ich ta lekcja. Nie poznał nawet wszystkich problemów swego młodszego kochanka, jedynie wierzchołek góry lodowej, ale już samo uzależnienie od środków odurzających czy doświadczona w przeszłości amnezja znacząco utrudniały im współpracę, nie mówiąc o solidnym murze, jaki chłopak zdążył przez lata wokół siebie zbudować. Nie chciał przedzierać się przez niego niczym taran, ale potrzeba im było tej nici porozumienia, żeby wspólnymi siłami dotrzeć również do jej kłębka. – Nigdy nie wspominałeś odwiedzin w aptece Johnsona albo naszych wspólnych wieczorów na Kubie? – Szturchnął go z szerokim uśmiechem od ucha do ucha, ale nawet on nie był tak narcystycznym, zadufanym w sobie dupkiem, by uwierzyć że te wspomnienia zdołają wybudzić przepływającą przed jego organizm falę szczęśliwości… ale czy nie mieli do nich sentymentu? – Po prostu nie walcz z tym. – Dodał już łagodniej, zarówno na wcześniejszą uwagę Solberga, jak i wymruczane przez niego pierdolenie, ale zaraz westchnął głośno, kręcąc ze zrezygnowaniem głową, kiedy odniósł wrażenie że gada do obrazu. – Wiesz co ci powiem? Uparty jesteś jak osioł. – Burknął, nie potrafiąc zliczyć ile razy nazwał go tym mianem, ale niestety sytuacja jakoś nie uległa do tej pory zmianie. – Zrealizujemy przynajmniej część tych pomysłów, ale najpierw… błagam cię, skup się. – Warknął na niego zniecierpliwiony, ale kąciki ust same unosiły się ku górze w akompaniamencie jego zadziornego uśmiechu. Powiedzmy sobie uczciwie, dla niego ta lekcja też była dobrym testem. Wytrzymałości i powściągliwości, wszak z chęcią zapomniałym o tym całym patronusie, porywając chłopaka do gorącego tańca, skorzystał z uroków nie tylko tutejszych plaż, ale i nocnych klubów. Mimo palącego w sercu pragnienia, nie chciał jednak zapominać o tym, co ważne.
- Mówiłem. – Przyznał mu rację ze spokojem, będąc pewnym że nie wytknie mu żadnego logicznego błędu. Wiedział bowiem doskonale do czego dąży. – Może, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie jestem tu po to, żeby cię oceniać, Felix, a po to, żeby pomóc ci się otworzyć. Nawet nie wiesz przed iloma wspomnieniami podświadomie staramy się uciec. Chcę, a właściwie to muszę spróbować cię zrozumieć i bezpiecznie przez nie poprowadzić. – Mruknął, nadal wpatrując się w szmaragdowe ślepia rad z tego, że chłopak nie odwracał od niego wzroku, przypuszczalnie gotów stawić czoła wyzwaniu. Nie pomyślał, że w rzeczywistości może szukać wsparcia w jego silnych ramionach i wyrozumiałym spojrzeniu. Słusznie chyba za to stwierdził, że przyda mu się jeszcze kilka dodatkowych porad i słów wyjaśnienia. Najpierw jednak wysłuchał jego historii, zdając sobie sprawę z tego, że nie wypada przerywać tego momentu przełamania. – Moje gratulacje. – Rzucił z uśmiechem, który jednak stosunkowo szybko przygasł, oddając miejsca konkretnemu, rzeczowemu nastawieniu. – Pomyśl, jakie uczucia cię wtedy rozpierały. Duma? Satysfakcja? Prawdopodobnie to zbyt mało, a raczej na pewno, patrząc na efekty, ale… – Przerwał, żeby niezgrabnie wygrzebać z kieszeni paczkę merlinowych strzał. – …być może to dobry trop. Niektórzy potrafią wyczarować patronusa choćby z myślą o pierwszym locie na miotle. Pamiętasz kiedy zapałałeś miłością do eliksirów? – Podsunął mu może nie tyle wspomnienie, co raczej jego preludium, chociaż nie był pewien czy takowe zadziała. Miał świadomość, że eliksiry pełnią w życiu jego młodszego kochanka niebagatelną rolę, ale czy rzeczywiście więź Felixa z kociołkiem wystarczała i wpisywała się w kształt jego najskrytszych pragnień i tęsknoty?
- Felix, kurwa… – Nie zdążył zacisnąć języka za zębami. Przymknął na chwilę oczy, żeby przywołać się do porządku i dopiero po tym zbliżył się do nastolatka, zapominając nawet na razie o swym nikotynowym głodzie. Karton papierosów na powrót wylądował w kieszeni jego spodni. – Na pewno nic? – Zagadnął prowokująco, wiedząc że magii tkwiącej w lampionie wspomnień nie sposób oszukać. Podpalenie lontu zawsze sprowadzało szczęśliwą wizję, więc wyglądało na to, że Maximilian nadal rękoma i nogami bronił się przed własną przeszłością, a coś… być może strach, nakłada na jego umysł swoistego rodzaju blokadę. – Wiesz dlaczego powiedziałem ci, żebyś przestał walczyć? Bo to wszystko nie jest takie proste jak piszą w podręcznikach. Kiedy czytasz o najszczęśliwszym wspomnieniu, nie dopuszczasz do siebie myśli, że wbrew pozorom wraz ze szczęściem może ono za sobą nieść również negatywne emocje. Tęsknotę, żal, poczucie winy. – Zaczął wymieniać, przygryzając delikatnie wargę, wszak to właśnie dlatego przez tak długi czas nie potrafił odnaleźć swojego czynnika zapalnego, a przepiękny, świetlisty kojot po raz pierwszy stanął u jego boku dopiero w okresie studiów. – Popieprzone, co? – Prychnął gorzko pod nosem, spoglądając na kolejne nieudane próby Felixa. – Chodź tu. – Przywołał go gestem dłoni, zamykając jego ciało w uścisku swoich męskich ramion. – Nie powinienem wymagać od ciebie, żebyś się przede mną otwierał, skoro sam nie opowiedziałem ci swojej historii. Chcesz wiedzieć dlaczego sam utkwiłem w martwym punkcie i co takiego przywołuje mojego wiernego kojota? – Wyszeptał do niego, otulając dłonią jego kark. Cały czas patrzył mu prosto w oczy, z uśmiechem, nie tracąc cierpliwości. Chciał zapewnić mu wsparcie, którego kiedyś sam w podobnej sytuacji potrzebował, nawet jeżeli ich zapalnik niekoniecznie opierał się na podobnych regułach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptySro 27 Kwi - 22:17;

-Spoko, nie pierwszy nie ostatni raz działam Ci na nerwy. - Roześmiał się, bo akurat do złości wzajemnej to chyba byli już przyzwyczajeni. Ich relacja działała jak rollercoaster mknący przez ogniste pętle, gdzie z każdym kolejnym zakrętem ryzyko poparzenia się zwiększało dwukrotnie, a jednocześnie żaden z nich nie potrafił z tej kolejki tak po prostu wysiąść. -Tak, oczywiście. - Przyznał, choć było słychać w jego głosie pewien sarkazm. Specyficzne, ta... Może i było, ale po co ta cała otoczka z miłości i szczęścia? Po chuj być czarodziejem, jeśli bycie człowiekiem uniemożliwia opanowanie pewnych aspektów tego daru? Solberg po raz kolejny poczuł, że nigdy nie powinien dostawać różdżki do ręki i gdyby nie fakt, że wydał na ten zasrany kawałek drewna mnóstwo hajsu, pewnie przełamałby go w pizdu i zabrał się za zwiedzanie Aten. Zresztą, nie pierwszy raz rzuciłby różdżką i odszedł w swoją stronę, nie oglądając się za siebie.
Ten wierzchołek góry lodowej i tak wprawiał już Maxa w wystarczające zażenowanie, a żeby odsłonić coś więcej musiałby być przynajmniej nieprzytomny i nabawić się następnie amnezji, by jakkolwiek spojrzeć Moralesowi po tym wszystkim w twarz. Nie... Nie chciał rozdrapywać ran, nieważne jak stare, czy świeże by nie były. Przynajmniej tych metaforycznych, bo wolna dłoń automatycznie zbliżała się niebezpiecznie blisko klatki piersiowej chłopaka, chcąc znów zatopić w niej swoje pazury, ale Max na szczęście w porę oprzytomniał i tylko niezręcznie podrapał się po boku, jakby nigdy nic.
-Wspominałem. Ale wspominałem wiele rzeczy i jakoś nadal patronusa nie widzę. Widać nie było to szczęśliwe... - Urwał w pół zdania, orientując się, że za późno ugryzł się w język. -Przepraszam, nie chodziło mi o to, że... - Nie potrafił się wyrazić, ale widocznie tracił rezon. Jeśli miał pomyśleć o czymś, co bez namysłu przywoływało na jego twarz uśmiech, Kuba była jednym z pierwszych wspomnień, jakie przychodziło mu do głowy. Podszyte było to wszystko jednak wstydem i bólem ze względu na to, że mimo wszystko to dragi go tam zaprowadziły. Może nie znał pełnej historii jak do wyjazdu doszło, ale tyle wystarczało, by szczęśliwe wspomnienie momentalnie bledło w jego oczach. Oczywiście nie uważał też, by z czymkolwiek walczył. Wręcz przeciwnie, przychodziły momenty, gdy był gotów zrobić każdy desperacki ruch, za cenę nawet słabej mgiełki uciekającej z jego różdżki, ale widać to wciąż było za mało. -Naprawdę? Pierwsze słyszę. - Prychnął z lekkim uśmiechem, jakby Paco wcale nie porównywał go do osła przy praktycznie każdej możliwej okazji. Naprawdę nastolatek nie robił tego specjalnie, a w obliczu panoszących się po Brytanii dementorów chciał... potrzebował nauczyć się bronić. Coś jednak mu przeszkadzało i nawet nie potrafił zlokalizować co takiego. -No przecież się skupiam!- Powiedział może trochę za ostro, ale naprawdę się starał. Nie chciał przecież marnować czasu Moralesa na bezsensowne sztuczki, które i tak do niczego nie prowadziły.
-Oceniaj ile chcesz. - Wzruszył ramionami. Nigdy specjalnie nie przejmował się opinią innych. To własnych emocji tak naprawdę się bał i przed nimi tak usilnie uciekał, co powodowało, że tylko pogarszał swoją sytuację i budował jeszcze większe mury, przez które już sam nie potrafił się przebić. -Daj spokój. - Machnął ręką na gratulacje, bo oczywiście zamiast rozmyślać o Somnium skupiał się już na kolejnych projektach. Jeszcze bardziej ambitnych. Może i nawet jak zawsze zbyt ambitnych jak na jego młody wiek. Nie bez powodu w końcu konsultował się z tyloma ludźmi w sprawie chociażby doboru odpowiednich składników.
-No...W sumie to trochę wszystko. - Odpowiedział niepewnie. Był tragiczny w nazywaniu swoich uczuć, ale to co Paco wymienił brzmiało dobrze. Spojrzał z utęsknieniem na Merlinowe, ale nie sięgnął po żadnego papierosa. O nie, nie zasługiwał na tę chwilę przyjemności. Nie teraz. -W sumie to już na początku pierwszego roku w Hogwarcie. - Przyznał szczerze, bo nie przypominał sobie dnia w szkole, kiedy nie miałby pod ręką kociołka, czy nie próbowałby czegoś w nim zmajstrować. Niestety i to wspomnienie nie zadziałało, gdy Solberg poczuł, jak wraz z tym wydarzeniem z przeszłości powracają te mniej przyjemne, związane z prześladowaniem, jakiego na początku swojej edukacji dość dużo doświadczał szczególnie w gronie ślizgonów, a eliksiry pomogły mu się od tego odciąć i poniekąd zemścić na tych wszystkich, którzy próbowali go podkopać.
-A widzisz jakikolwiek efekt? - Odpowiedział pytaniem na pytanie, bo oczywiście nie miał zamiaru rozdrabniać się w bolączki swojego serca. O nie, wystarczyło, że to nie podziałało i tyle. Przynajmniej dla nastolatka to było wystarczające. -Czy to nie kłóci się z tą całą definicją szczęścia? - Zapytał, bo teraz to rozumiał z tego wszystkiego jeszcze mniej. Jak można być szczęśliwym, jak gnieździ się w kimś tyle przykrych rzeczy? Nie potrafił połączyć tych kropek. Może układanka była oczywista, ale on był jak dziecko we mgle, które ni chuja nie wiedziało skąd przychodzi i dokąd zmierza.
Kolejne podejścia dały tyle co te pierwsze, a wokół nich nadal nie pojawiło się nic, co świadczyłoby o jakimkolwiek postępie ze strony nastolatka. Max bez zastanowienia wpadł w uścisk Moralesa, a gdy poczuł, jak ramiona zamykają się wokół jego sylwetki, zamknął oczy, by dać sobie tę chwilę na cieszenie się bezpieczną przystanią i odpoczynek od całej tej przeszłości, w której przez ostatnie kilkadziesiąt minut był zmuszony kopać.
-Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. - Powiedział, bo choć cholernie ciekawiło go, o czym taki Paco może myśleć, przywołując patronusa, to jednak nie chciał naruszać tej zdecydowanie bardzo intymnej sfery jego życia.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 0:04;

- Bueno… lo suficientemente justo. – Parsknął śmiechem, przypominając sobie jak wiele razy rzucił jego wątłym ciałem o ścianę lub wydobył ze swoich ust siarczyste przekleństwo tylko po to, by tymi samymi ustami sięgnąć później jego delikatnych warg, tonąc w cudowności namiętnego pocałunku. Każde spotkanie z Maximilianem owiane było aurą tajemniczości, ale uwielbiał jednocześnie towarzyszące im poczucie ryzyka. Całe życie pędził za dreszczykiem emocji, za adrenaliną i choćby kolejna ognista pętla miała poparzyć jego skórę, nie potrafił zrezygnować z karuzeli emocji, jaką zapewniał mu ten chłopak. Zresztą… Felix szczycił się również innym talentem, którego Paco nie przyznałby mu wprost. Potrafił poruszyć jego serce i wybudzić uczucia, które dotychczas mężczyzna próbował w sobie stłumić. – Teraz też działasz mi na nerwy. – Nie zamierzał ukrywać zdenerwowania, skoro i tak po rysach twarzy widać było, że traci do tego sarkastycznego dupka cierpliwość. Wbrew pozorom sam także nie czuł się komfortowo w roli nauczyciela, zwłaszcza kiedy w grę wchodziły uczucia, a podkopywane konsekwentnie przez Solberga dołki zdecydowanie nie ułatwiały mu zadania. Nie tylko jego krnąbrnego, młodszego kochanka korciło porzucenie nadziei czy może raczej utopienie jej w kuflu zimnego, greckiego piwa, ale na szczęście wewnętrzny upór Moralesa, jak i nieumiejętność godzenia się z porażkami sprzeciwiały się wywieszeniu białej flagi wyłącznie dla zyskania tak upragnionego, świętego spokoju.  
- Nie od razu Rzym zbudowano… – Nieudolnie próbował go pocieszyć, a uśmiech nieco przygasł, kiedy nastolatek stwierdził że wspomnienia kubańskich wieczorów najwyraźniej wcale nie były szczęśliwe. Zareagował instynktownie, ale tak naprawdę nie żywił do niego urazy, wszak i jemu trudno byłoby określić ten nieoczekiwany wypad innym mianem niż dobra zabawa, nawet jeżeli udało im się wówczas do siebie zbliżyć. – Nie przepraszaj. Nie masz za co. Wiem co miałeś na myśli. – Wtrącił się wpół zdania, zaciskając palce na jego barku, przekonując go że nie musi mu się tłumaczyć. Historia, jaką dzielili była wystarczająco pokręcona, a Salazar doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ich doświadczenia, jakkolwiek ogniste, nie przysłużą się zmaganiom z patronusem. Świetliste zwierzę wymagało znacznie głębszych uczuć, leżących gdzieś na dnie ludzkiego serca. – Nie zgrywaj się… – Westchnął, bezradnie unosząc kąciki ust, bo cóż innego mu pozostało. Nie miał prawa narzekać, skoro już wcześniej wiedział jakiej ciężkiej wędrówki ma zamiar się podjąć. Spotykał na swej drodze wielu ludzi, ale mało kto miał taki chaos w głowie jak ten dzieciak. Chaos, który nigdy go nie odstraszał. Wręcz przeciwnie. Skoro Herkules uprzątnął niegdyś stajnię Augiasza, to i Paco wierzył że zdoła uporządkować bałagan w głowie swego młodszego kochanka, nieważne jak wiele starań i wysiłku miałaby go ta praca kosztować. – Nie……denerwuj się. Powstrzymał się w porę. Na szczęście, bo takie słowa zwykle podsycały tylko nerwy. Postanowił więc na razie zamilknąć, obserwując jedynie podejmowane przez chłopaka próby. Niekiedy tylko zwrócił mu uwagę, starając się skupić jego myśli wokół przywoływanych wraz ze wspomnieniem emocji.
- Nic? – Zapytał odrobinę rozczarowany, gdy i pierwsza styczność Maximiliana z kociołkiem okazała się niewystarczająca do wykrzesania choćby iskry energii, na której tak bardzo im zależało. Rozmasował zmarszczone czoło, zastanawiając się którym tropem winni kroczyć dalej, ale nie potrafił się skupić, widząc że i Felix powoli traci do nauki zapał. Nie dziwił mu się, trudno było cały czas harować na pełnych obrotach, kiedy praca nie przynosiła żadnych namacalnych rezultatów. – Tylko pozornie. – Odpowiedział mu zdawkowo, nie chcąc rozpraszać się obszernymi wyjaśnieniami, ale po kilku następnych nieudanych występach, po prostu zamknął chłopaka w objęciu swoich ramion, żeby jakkolwiek odsunąć od niego myśli o całym pasmie niepowodzeń. Przez moment gładził opuszkami palców jego kark i włosy, przytulając go mocniej do klatki piersiowej, a odsuwając się od niego, wyciągnął z kieszeni paczkę merlinowych strzał, częstując papierosem najpierw jego. – Zapal, chwila przerwy dobrze ci zrobi. – Zachęcił go nie bez powodu, w końcu w składzie kupowanych przez niego papierosów tkwiła drobina płynnego szczęścia, która może swym efektem nie dorównywała słynnemu i drogocennemu Felix Felicis, ale za to dodawała palaczowi pewności siebie. – Nie chcę, ale powiem. – Rzucił pokrętnie, wsuwając fajkę do ust, aby przed swą opowieścią zaciągnąć się chmurą siwego, gryzącego płuca dymu.
- Niedługo po tym jak przeprowadziliśmy się z Meksyku do Londynu, mój ojciec zabrał matkę, mnie i moją siostrę do stadniny. Valeria zaczynała wtedy oswajać się z wybranym przez nią kucykiem. Była wniebowzięta, kiedy prowadziłem ją na lonży po wybiegu… – Mruknął łagodnie, uśmiechając się nawet na to wspomnienie, chociaż w uniesionych kącikach ust kryła się również nuta rozżalenia i goryczy. – Nie jestem bajkopisarzem i nie będę ci opowiadał całego tego dnia. Nie o to zresztą chodzi. Po prostu było to jedno z ostatnich popołudni, które spędziliśmy razem. Niedługo potem… wiesz co się wydarzyło. – Przypomniał mu intymną rozmowę podczas nieplanowanej nocy spędzonej na moczarach, a w tym momencie subtelny uśmiech całkiem przygasł, oddając miejsca zupełnie zobojętniałej, beznamiętnej mimice. Masce, pod którą skrywał noszoną w sercu żałobę. – Nie mogłem nauczyć się patronusa, bo nie potrafiłem i nie chciałem wracać do przeszłości. Nie chciałem myśleć o Valerii dlatego, że cholernie za nią tęskniłem i czułem się winny. Nie wierzyłem, że moje szczęśliwe wspomnienie leży tak blisko koszmaru, który jeszcze latami śnił mi się po nocach. – Momentami przerywał, żeby uraczyć organizm wyzwalającą dawką nikotyny, innym razem odwracał wzrok od szmaragdowych ślepiów Solberga, ale nie zamierzał przed nim uciekać. – Rozumiesz co miałem na myśli, mówiąc że niekiedy podświadomie uciekamy i od tych szczęśliwych wspomnień? Czasami nie chcemy też przyznać, że takimi właśnie są. – Prychnął nawet pod nosem, uzmysławiając sobie jak filozoficznie wybrzmiał ten bełkot. – Za czym tak naprawdę tęsknisz? Ciepłymi ramionami matki, która ostatecznie nie wybrała ciebie, tylko dragi? Nawet jeśli, nie powinieneś się tego wstydzić. – Wpatrywał się w jego oczy, czułością czekoladowego spojrzenia próbując załagodzić wydźwięk postawionego mu pytania. Wiedział, że wkracza na grząski grunt, ryzykując zranieniem jego kruchego serduszka, ale tak jak mu wcześniej powiedział: nie mógł bać się własnej przeszłości i uczuć. Wypuścił kolejną chmurę nikotynowego dymu z płuc, kiedy przypomniał sobie o kimś jeszcze.
Tal vez deberías pensar en él... – Mruknął niechętnie, nie musząc wypowiadać na głos imienia Felinusa, żeby Felix zrozumiał o kim mowa. Pomimo ukłucia zazdrości i nuty rozczarowania wymalowanej na twarzy, podpowiedział mu tę drogę, przypominając sobie piękne, acz bolesne dla niego samego słowa, z jakimi chłopak odnosił się do swojego byłego już partnera. Pamiętał jak Maximilian z przekonaniem mówił, że go kocha i że jest z nim szczęśliwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 0:33;

Ciężko było winić Paco za powolną utratę cierpliwości. Max jednak nie miał sobie niczego za złe. Od początku ostrzegał, że to płonne wysiłki, ale skoro Salazarowi zależało, postanowił ustąpić i choć raz nie zachowywać się jak rozpieszczony bachor, a że ostatecznie i tak wychodziło na jego, to już inna historia. Krótkie słowa pocieszenia nie działały na nastolatka, który już w głowie zbudował własną narrację, podkręconą swoją chorą ambicją i nie potrafił wyjść z tego błędnego koła. Chciał, kurwa mać naprawdę chciał nauczyć się tego jebanego zaklęcia nawet jeśli z różdżki miał wyskoczyć mu błotoryj czy inny gnojak. Nie obchodziła go forma patronusa, był wkurwiony na siebie, że mimo tylu prób, nie potrafił wydobyć z siebie kompletnie niczego, podczas gdy łamanie ludziom kości przychodziło mu naturalnie. Po raz kolejny zaczął zastanawiać się, co jest z nim nie tak.
-Nie wiesz. - Pomyślał, ale nie wypowiedział tego na głos. Morales nie miał pojęcia, co siedziało w sercu i głowie jego kochanka, ale nie miało to znaczenia. Mieli pracować nad patronusem, nie stosować jakąś pseudopsychoterapię. Nic dziwnego, że nastolatek powoli zaczynał się widocznie irytować. Oczywiście nie na Paco, bo ten próbował go jakoś przez cały ten proces przeprowadzić, ale na samego siebie. Wzruszył więc tylko ramionami, gdy Morales chciał upewnić się, że Max nie poczuł nic na wspomnienie kociołka. Co miał mu powiedzieć? Może i potrafił opowiadać o wspomnieniach, ale na pewno nie o uczuciach, które im towarzyszyły. Ani tych pozytywnych, ani tych kompletnie przeciwnych. Skupił się więc na otaczających go ramionach, korzystając z chwili błogiego oddechu. Jak na jego gust, mogli skończyć tę nierówną walkę i zostać w tym uścisku do końca wyjazdu. W tej chwili nie potrzebował niczego więcej.
-Nie chcę. - Odrzucił papierosa, co zdarzało mu się tylko w przypadkach skrajnych emocji, lub gdy naprawdę był skupiony na jakimś zadaniu. Obecnie w grę wchodziły obydwa warianty, a Solberg mimo odpoczynku w ramionach kochanka, wciąż gorączkowo szukał czegoś, co pomoże mu wyczarować choćby zasraną mgiełkę.
Stał więc tam, wciąż zdecydowanie bliżej niż dalej Paco i słuchał jego historii. Słysząc o Valerii od razu uważniej przyjrzał się Moralesowi, ale nie przerywał mu opowieści. Skinął tylko głową, niemo potwierdzając, że owszem, zna resztę historii. Tym razem to młodszy z nich dotknął dłonią policzka partnera, by po chwili delikatnie pogładzić go kciukiem w geście wsparcia. Nie wiedział, jak powiedzieć, że docenia to wyznanie i gdyby Morales tylko potrzebował, zawsze znajdzie w młodszym kochanku oparcie. Dlatego też milczał licząc, że choć gesty będą w stanie wyrazić namiastkę tego, co krył w swoim sercu i myślach.
-Tak, chyba rozumiem. - Odpowiedział w końcu nieco ochrypniętym od tej dłuższej chwili milczenia głosem. Jak miał się teraz skupić na patronusie, do jasnej kurwy, to nie miał pojęcia, ale nadal nie chciał się tak po prostu poddawać.
Już otwierał usta, by powiedzieć, że nie ma pojęcia za czym tęskni (oprócz Felka rzecz jasna, do czego nie miał zamiaru się przyznawać na głos), gdy usłyszał tekst o swojej matce i aż zaksztusił się wydając z gardła dziwną mieszankę śmiechu i prychnięcia. -Ta, może bym tęsknił, gdyby kiedykolwiek mnie nimi objęła. - Odpowiedział, ocierając łzy, które mimowolnie zebrały się w oczach w wyniku odkaszlnięcia. No takiego hitu to chyba w życiu jeszcze nie słyszał, choć musiał przyznać, że gdzieś tam głęboko w serduszku, poczuł się tym pytaniem mocno dotknięty, nie uważając, by Paco miał prawo wchodzić w tę sferę jego życia. Nie w ten sposób.
Uniósł brew słysząc kolejne słowa i potrzebował kilku sekund, by zorientować się, o kim Paco mówi. Tak, z Felinusem przeżyli wspólnie dużo cudownych chwil, ale czy był w stanie wciąż nazywać je szczęśliwymi? Warto było spróbować, a jednocześnie miał pewne obawy przed zrobieniem tego przed stojącym tu Moralesem. Zamiast więc jakkolwiek odnieść się do tej wypowiedzi, pomyślał o urodzinach Felka, które spędzili razem na przepięknej Malediwskiej plaży, tylko we dwoje, z dala od problemów i całej tej zjebanej reszty. Pozwolił, by to wspomnienie wypełniło go, a uczucia związane z tym dniem odbiły się w jego tęczówkach. W końcu uniósł różdżkę, gotów do kolejnej próby.
-Expecto.... - Zaczął, by powoli połączyć kropki i przypomnieć sobie ból na twarzy byłego partnera, na tak samo malowniczej plaży, również na Malediwach. Ból spowodowany jego obecnością i zachowaniem, a poniekąd też nagłym pojawieniem się ponownie w życiu Maxa Salazara. -To nie zadziała. - Powiedział tylko, a smutek i ból rozdzierały go już od środka na tyle, że gdyby tylko mógł, najchętniej przygrzałby coś tu i teraz, nie bacząc na stojącego obok Moralesa.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 1:35;

Nie musiał znać dokładnej narracji, jaką Maximilian ułożył sobie w głowie, żeby wytłumaczyć swoje niezgranie ze zwierzęcym patronem, ale wyczuwał go już na tyle, by zdawać sobie sprawę z tkwiących w nim barier. Nie pierwszy raz dzieciak maskował prawdziwe emocje, obracając sytuację w żart lub ukrywał się za grubym, bezpiecznym murem, nie dopuszczając nikogo do własnego wnętrza. Nawet siebie samego. Paco potrafił zrozumieć jego ucieczkę przed cierpieniem, wszak sam próbował podobnych metod, ale dzięki temu wiedział, że na dłuższą metę nie zdają egzaminu, a tym samym pragnął wyciągnąć go z błędnego koła, w jakim się znalazł. Piekielnie trudno było do niego dotrzeć, momentami tracił cierpliwość, ale nie mógł odpuścić, i to nie tylko przez wzgląd na przekonanie o własnej nieomylności i niechęć do zderzenia się z kolejną porażką. Mimo że ani razu nie powiedział tego Solbergowi wprost, martwił się o niego i nie chciał, żeby wałęsający się po lesie dementor wyssał z niego ostatnie szczęśliwe wspomnienia, nawet jeżeli na ten moment chłopak starał się od nich odgrodzić stanowczą – czasami białą, innym razem czerwoną – kreską.
Wiedział czy nie… nie miało to żadnego znaczenia. Nie czytał chłopakowi w myślach, czasami mógł nie spełniać jego oczekiwań albo powiedzieć kilka niefortunnych słów zbyt wiele, ale naprawdę starał się go zrozumieć i pomóc mu dźwigać ciężar problemów, jakie przez lata nagromadziły się na jego barkach. Miał wiele okazji, by przekonać się że mimo całego roztaczającego się wokoło Felixa bałaganu, serce akurat miał czyste jak łza i nie uważał, by zasłużył sobie na ten beznadziejny stan, jaki przyczepił się go jak rzep psiego ogona. Kiedyś myślał, że traktuje go ja arabskiego księcia, wysypując przed nim może nie tyle czerwony, co złoty dywan z galeonów, racząc go wszechobecnym luksusem. Nie to, żeby zrezygnował z ekskluzywnych hoteli z basenem na dachu, butelki wina na która niektórzy musieliby przeznaczyć całą swoją wypłatę, ale z czasem pojął że kilka pokrzepiających komplementów, uścisk ramion czy otarcie spływającej po policzku łzy znaczą o wiele więcej niż wypchany po brzegi portfel. Po prostu chciał, żeby był bezpieczny. Bezpieczny i szczęśliwy.
Zerknął na niego ukradkiem, zaskoczony odrzuconą ofertą, ale mimo to nie odmówił sobie przyjemnego rytuału w postaci wchłanianej zapalczywie dawki nikotyny. Zresztą w tym momencie to jemu bardziej potrzeba było zatruć płuca siwą chmurą, skoro wywalał na wierzch emocje, do których nawet w samotności starał się nie wracać. Kochał młodszą siostrzyczkę nad życie, uśmiechał się na widok jej zdjęcia, które zawsze nosił przy sobie w portfelu, ale nie lubił o niej mówić, skoro te szczęśliwe wspomnienia mieszały się również z przeszywającym na wskroś poczuciem straty i rozpaczą, która tak naprawdę nigdy nie zniknęła, przybierając jedynie znośny kształt. Wiedział jednak, że bez obrazowego przykładu nie wyjaśni Maximilianowi swojej pokręconej logiki, a czuł że akurat ta rada może pomóc również jemu. Mimo że tego nie chciał, odsłonił się przed nim, żeby skłonić go do podobnego ruchu i wykrzesać z niego odrobinę odwagi niezbędnej w walce z zagmatwaną przeszłością. Chwycił jednak dłoń dotykając jego policzka, jakby w obronnym geście. Dopiero po chwili uwolnił ją z uścisku swoich palców, pozwalając swemu kochankowi na tę krztę czułości, o którą wcale go przecież nie prosił, a którą to odruchowo skwitował gorzkim, nie do końca szczerym półuśmiechem. Wzbraniał się przed litością, najwyraźniej nadal nie potrafiąc jej odróżnić od zwykłego, ludzkiego wsparcia i bliskości chłopaka, za którą nieraz naprawdę tęsknił.
Zaciągnął się raz jeszcze siwą chmurą, odrzucając pstryknięciem niedopałek na bok. Nie był jakoś w stanie obecnie myśleć o ochronie środowiska, za to zdołał przynajmniej odsunąć na bok te mniej radosne, przytłaczające go wspomnienia. Nawet skinął nastolatkowi głową, ale zanim w ogóle zdecydował się skłonić go do kolejnej próby, musiał zmierzyć się z dość nieoczekiwaną reakcją na swoje własne, nazbyt ostre i intymne słowa. – Lo siento, Félix… – Chciał się zreflektować, ale czasu cofnąć nie mógł. Właściwie po tym co wypalił nawet nie starczyło mu odwagi, żeby podejść bliżej, ocierając zbierające się w jego szmaragdowych ślepiach łzy. Miał wrażenie, jakby zrzucił na niego lawinę, spod której nie był w stanie go wygrzebać, ale niewykluczone że ta lawina uruchomiła również kolejną falę wspomnień, pośród których można było odnaleźć to jedno. Najważniejsze. Kiedy przeszło mu to przez myśl, sam już nie był pewien czy zadziałał słusznie. Po prostu wolał go przeprosić, uzmysławiając  mu że wcale nie dążył do tego, by go zranić. Zresztą następna propozycja, jaka padła z jego ust udowadniała chyba, że nie myślał egoistycznie, pragnąc przede wszystkim jego spokoju i sukcesu. Nie miał bowiem ochoty przywoływać sylwetki jego byłego partnera. Ba, najwygodniej byłoby mu udawać, że ktoś taki jak Felinus nigdy nie istniał.
Przyglądał się uważnie Solbergowi, dostrzegając emocje odbijające się w blasku jego spojrzenia, a chociaż nie znał ich kształtu ani kolorytu, wydawało mu się że to może być to, czego szukali przez cały długi wieczór. Mimo własnego dyskomfortu, trzymał za chłopaka kciuki… kiedy nagle Maximilian wycofał się ze swojej próby, z bólem i smutkiem zarzekając się, że to nie zadziała. Paco sam potrzebował chwili, żeby wszystko to przetrawić, ale wreszcie stanął przed obliczem swego młodszego kochanka, delikatnie unosząc jego podbródek. – Spójrz na mnie. – Mruknął łagodnie. – Dlaczego się poddajesz? – Zapytał podobnie ciepłym, przyjaznym tonem. – Możesz podzielić się ze mną tym wspomnieniem. Możesz też milczeć... – Nie chciał wpływać na jego decyzję, jedynie okazując mu swoje wsparcie. – …ale obaj wiemy, że nie bez powodu rzucasz się do ucieczki. Zapomniałeś o czym ci mówiłem? Nie walcz z tym, co czułeś. Byłeś z nim szczęśliwy? Nieważne, co wydarzyło się później. Czasami tracimy coś lub kogoś, kto takim nas czynił… ale pamiętasz to uczucie, prawda? Pozwól sobie o nim przypomnieć i daj mu przejąć nad sobą kontrolę. – Pogładził kciukiem jego policzek, przesuwając nim również po jego wargach, a chociaż tak pragnął je teraz pocałować, nie zdecydował się na ten gest. Również on musiał ustąpić miejsca Felinusowi, niezależnie od tego jak bardzo go to nie bolało. – W głębi duszy chyba sam wiesz, że ci się uda. – Mruknął na odchodne, ustawiając się kilka kroków dalej. Miał nadzieję, że Felix go posłucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 2:25;

Bronił się jak mógł. Nawet chodząc na terapię nie potrafił się otworzyć w tych kwestiach, wciąż próbując sobie wmówić, że jest tam tylko po to, by zerwać z nałogiem, choć od kiedy rozstał się z Felinusem coraz mniej wysiłku wkładał w spotkania, na których pojawiał się coraz rzadziej. W końcu tak naprawdę nie zapisał się tam w pełni dla siebie, a najważniejszą motywację już stracił i z dnia na dzień odnosił coraz większe wrażenie, że nie ma najmniejszej szansy na odzyskanie jej.
Naprawdę doceniał podejście Moralesa i widział, jak ich relacja uległa zmianie ostatnimi czasy, w porównaniu z tym, jak wyglądała na samym początku, ale to tylko pogłębiało panoszący się w młodym umyśle mętlik. Gdyby tylko potrafił nie raz już by poruszył pewne bolące go tematy, ale tak jak z ranami widniejącymi na jego klatce piersiowej, nie negował ich istnienia, bo byłoby to czysto idiotyczne, ale nie znaczyło to, że potrafił wykrzesać z siebie coś więcej. Co prawda na moczarach zdobył się na odwagę opowiedzieć o tym, co spotkało Boyda, ale to wciąż była tylko część historii, która skupiała się raczej na faktach niż na tym, jak to wszystko naprawdę teraz na niego oddziałuje. Z tym, czy ma czyściutkie serce oczywiście też by się kłócił, ale nie zmieniało to faktu, że wbrew pozorom troszczył się o innych, a szczególnie o tych, z którymi posiadał wyjątkową więź lub o młodszych. Czuł potrzebę dawania innym tego, czego sam nie zaznał w dzieciństwie, jednocześnie kompletnie pomijając ten aspekt, gdy w grę wchodziły związki, do których przez większość życia podejście miał jasne i klarowne, choć sprytnie ukrywał je za komplementami i wodzeniem za nos. Tak samo i on dużo bardziej potrzebował właśnie tego ciepła niż czegokolwiek materialnego. Nigdy nie był przywiązany do pieniędzy, czy przedmiotów i choć potrafił czerpać z nich przyjemność, to jednak nie one najdłużej zapadały mu w pamięć, wywołując przyjemne uczucie w sercu.
Czuł się fatalnie, że przez niego Paco musiał po raz kolejny powrócić do tej tragedii, która go spotkała. Wyrzucał sobie w myślach to wszystko, choć z zewnątrz niczego nie dał po sobie poznać. Nie on się przecież w tej sytuacji liczył, a wsparcie, którego niemo chciał kochankowi udzielić. Ucałował delikatnie wierzch dłoni Moralesa, gdy ten puścił już jego własną. Kolejny pojebany wieczór, pełen nieprzewidywalnych emocji w ich wykonaniu. -Dziękuję. - Powiedział tylko cicho, oczywiście nawiązując do tego, że mężczyzna podzielił się z nim tą wyjątkowo osobistą historią. Nieco lepiej zrozumiał też, co miał konkretnie na myśli gdy opowiadał mu o odpowiednim wspomnieniu, zdolnym wyczarować patronusa i czuł się wręcz zobowiązany odpłacić się teraz Moralesowi tym samym. Problem tkwił jednak w tym, że powoli opadał z sił, a każde kolejne wspomnienie, jakie przychodziło mu do głowy, zdawało się być kolejnym ostrzem wbitym wprost w jego młode serce.
-Serio, daj spokój. - Machnął ręką, gdy opanował już zupełnie nietaktowny napad śmiechu po pytaniu, które pewnie wprawiłoby w szczery płacz połowę dzieciaków na świecie. Max jednak miał wyjątkowe podejście do swojej rodzicielki, nie wiedząc nawet, gdzie mógłby złożyć jej znicz na grobie, bo jakoś specjalnie nie miał ochoty i ni chuja go to nie interesowało, a cmentarz w Inverness odwiedził tylko dwa razy, za każdym razem nastukany jak ruski czołg.
Wspomnienie Felinusa z kolei wywołało już kompletnie inny zestaw emocji i to tych zdecydowanie negatywnych. Max od razu spochmurniał, choć zauważył, że Paco wywołał na wierzch jego byłego partnera mimo, że na co dzień ten raczej nie pojawiał się w ich rozmowach, a jeśli już, to zazwyczaj w postaci wyrzutów, czy czegoś podobnego. Solberg postanowił pójść za podrzuconym mu tropem, ale szybko zrozumiał, że nie ma on racji bytu i żeby niepotrzebnie nie marnować energii, po prostu zrezygnował z kolejnej próby, widocznie przybity i poniekąd też zły. Zaciskając mocno szczękę, spojrzał w czekoladowe tęczówki, które znów do złudzenia przypominały te, które kiedyś patrzyły na niego każdego ranka, na wygodnym materacu w jego sypialni w Inverness. Paznokcie wolnej dłoni odruchowo wbiły się w jej wierzch, a szmaragdowe tęczówki zaszkliły lekko. Nie odwrócił jednak wzroku, bo przecież wszystko było w porządku.
-To nie ma teraz znaczenia. - Odpowiedział, przez cholernie ściśnięte gardło, bo nie chodziło w tym wszystkim o niego. A przynajmniej nie w głównej mierze. Pozwolił, by przez ten krótki moment, Paco robił z nim co chciał, samemu próbując zebrać myśli i serce do kupy, ale było to niestety nie możliwe, a nastolatek czuł, że coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością, a coś w rodzaju znajomego ataku paniki zaczyna powoli atakować jego duszę. -Nic nie czuję. To nie zadziała. - Powtórzył jeszcze, po chwili milczenie, kiedy to gorączkowo szukał czegokolwiek, czego mógłby się chwycić, ale teraz już potrafił odczuwać tylko ból. Nie czekając więc na jakiekolwiek dalsze instrukcje, czy słowa ze strony Moralesa, chwycił różdżkę i zniknął z charakterystycznym dźwiękiem, aportując się wprost w ich pokoju hotelowym, gdzie położył się na łóżku nie przejmując nawet ubraniami i udając, że śpi przeżywał po raz kolejny i kolejny, wszystko to, co dziś musiał ponownie odtworzyć próbując wyłuskać z siebie jakąkolwiek namiastkę białej magii.

//zt x2

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 17:49;

Maximilian był prawdopodobnie jedną z najbardziej popieprzonych osób, jakie kiedykolwiek poznał, a powiedzmy sobie uczciwie, obracał się w tak szemranym towarzystwie, że dysponował całkiem niezłym polem do porównań. Nie twierdził, że nastolatek przypomina tych świrów z nokturnu, co to to nie. Nie ze swoim czystym sercem i troską o wszystkich innych wokoło. Mało kto targał jednak za sobą tak pojebaną przeszłość, która tylko pogłębiała gnieżdżący się w jego głowie bałagan. Nie chciał go skrzywdzić. Naprawdę w niego wierzył i starał się przedrzeć przez ten cały chaos, wtłaczając swoją wiarę również i do jego uciemiężonego umysłu. Próbował go przekonać, że nie warto uciekać i gdyby tylko było to możliwe, przekazałby mu chociaż odrobinę swojej siły albo przygarnąłby na barki przynajmniej część bólu, jaki dzieciak nosił w sercu. Niestety. Na plaży został zupełnie sam i jeszcze przez dłuższą chwilę w uszach wybrzmiewały mu słowa Solberga. Nic nie czuję. Wkurwiony wykopał butem kupę piachu, która wraz z kolejnym uderzeniem morskiej fali i silniejszym porywem wiatru zabrudziła tylko jego ubranie, potęgując jeszcze uczucie nieprzejednanej złości. Przez moment korciło go, by rzucić to wszystko w cholerę i zrobić sobie trip po nocnych klubach. Zabalować do samego rana i zapomnieć o zmartwieniach. Tak czy inaczej musiał jednak zahaczyć o hotelowy apartament, a widok skulonego pod kołdrą Felixa ostudził jego imprezowe plany. Bał się o niego i doskonale wiedział, że nie może zostawić go tutaj samego.
Nie był pewien czy chłopak śpi, ale nawet się nad tym nie zastanawiał, skoro i tak nie wiedziałby co mu powiedzieć. Po prostu wyszedł na balkon, z kieliszkiem wina w jednej dłoni, papierosem w drugiej, jakby wierzył że siwa chmura tytoniowego dymu i powiew świeżego powietrza uciszą uporczywe, nękające myśli. Nawet nie zauważył kiedy w ruch poszła następna butelka… i kolejna. Dopiero nad ranem obudziła go suchość w ustach i piekielny ból głowy, a podniesienie się do pionowej pozycji zdawało się nie lada wyzwaniem. Odruchowo sięgnął po szklankę, wierząc naiwnie że z przezorności, zawczasu zadbał o wodę. Stępiony węch nie zwietrzył podstępu, za to znienawidzony smak anyżu rozpływający się po gardle nasilił odruch wymiotny, a Paco podjął niemały wysiłek, aby jakkolwiek go w sobie stłumić. Najwyraźniej otworzył również w nocy ouzo, które kupił tylko po to, by Felix miał szansę spróbować greckich przysmaków. Nie pamiętał. Normalnie nie umoczyłby nawet w tym paskudztwie swych przyzwyczajonych do luksusów ust, ale wczoraj było mu wszystko jedno. Dbał wyłącznie o to, by utrzymać odpowiedni, znieczulający poziom procentów we krwi.
Wreszcie podniósł się ociężale z kanapy, ale nawet nie poprawił niedbale zwisającej z ramion koszuli. Patrzył tylko na leżącego pod kołdrą chłopaka, który jeszcze wczoraj rozsypał się przed nim jak domek z kart. Chciał mu pomóc, ale niepotrzebnie bawił w Samanthę, a teraz cholernie żałował, że nie ma jej tutaj z nimi. Prawdopodobnie ona wiedziałaby jak zareagować i co zrobić, żeby poskładać solbergowe puzzle w jedną, spójną całość. Paco niestety nie wiedział, a z tego względu omiótł raz jeszcze zmęczonym spojrzeniem sylwetkę młodszego kochanka, zaraz po tym zamykając się za drzwiami łazienki. Nie był to kac tego kalibru, żeby umycie zębów uczyniło diametralną różnicę. Nie pamiętał ile i czego wypił, ale zdecydowanie była to ilość gotowa powalić nawet jego, i to mimo mocnej, wytrenowanej głowy. Przeciągnął się jak tygrys, rozmasowując obolałe skronie, a po chwili zawahania niezdarnie wyciągnął z kieszeni klucze, by drżącymi dłońmi sięgnąć po brelok, który pod transmutacyjnym zaklęciem skrywał niewielką dawkę rema na czarną godzinę. Stuknął zwieńczeniem różdżki, rozsypując wąską kreskę przy nadgarstku, a potem z pomocą zwiniętego w rulon, mugolskiego banknotu wprawnym ruchem wciągnął nosem zawartość szklanej ampułki. Dawno tego nie robił, ale czuł że bez prochów nie przetrwa całego, długiego dnia w jakże słonecznych i przyjaznych Atenach. Zanim wrócił do salonu opłukał jeszcze zimną wodą całą twarz i przeczesał przed lustrem potargane włosy, zastanawiając się po drodze czy bardziej potrzebuje teraz kawy czy przysłowiowego klina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 21:01;

Nie spał. Jakkolwiek bardzo nie chciał teraz stracić świadomości i odlecieć gdziekolwiek indziej, tak nie był w stanie tego zrobić. Leżał z zamkniętymi oczami, dość ciężko znosząc wszystko, co zakiełkowało w jego sercu tego wieczora. Nie chciał jednak, by Paco zorientował się, że jest przytomny, więc dzielnie udawał, ale nie wytrzymał tak bezczynnie i w końcu musiał uchylić lekko sklejone powieki i spojrzeć, w jakiejś debilnej nadziei, na sam nie wiedział co, na Salazara.
No tak, ten oczywiście w najlepsze urządzał sobie w ich apartamencie imprezę. Widok otworzonej za plecami mężczyzny butelki wina tylko pogorszył stan nastolatka, który odwrócił się w drugą stronę, jeszcze ciaśniej obejmując się ramionami, a po dłuższej chwili, schował dłonie pod lekką i zdecydowanie przepoconą już koszulką, tworząc nowe rany, na i tak już kiepsko wyglądającym torsie. Łzy raz na jakiś czas spływały po jego policzkach, ale nie przejmował się tym, że kochanek cokolwiek zauważy. Czas mijał, a kolejne puste butelki pojawiały się w otoczeniu Salazara, a Max tylko cudem trzymał się, by... Nie, nie chciał o tym myśleć.
Morales już dawno odpadł na kanapie, gdy jego młodszy kochanek w końcu zasnął z wycieńczenia i z bólem serca, że jedyne czego teraz potrzebuje znów jest poza zasięgiem jego dłoni. Cóż, nie pierwszy raz i nie ostatni zawiódł się w życiu.
Łapacz snów zawieszony nad łóżkiem, pozwolił Maxowi na sen bezkoszmarów, ale nie gwarantował jego odpowiedniej długości. Chłopak obudził się po dwóch, może dwóch i pół godzinach z jękiem rozczarowania, że jednak świadomość powróciła do niego, wraz z całym bólem poprzedniego wieczoru. Przez dłuższą chwilę nie otwierał więc powiek czując, jak koszulka lepi się do jego ciała nieco mocniej tam, gdzie wczoraj miała okazję przykleić się do świeżej krwi. W końcu jednak nie mógł dłużej odtrącać rzeczywistości, a choć bardzo tego nie chciał, rozchylił powoli powieki, zmartwiony ciszą, która wciąż go otaczała. Paco nie było w zasięgu wzroku, a to mogło znaczyć tak naprawdę wszystko. Po raz kolejny poczuł ukłucie w klatce piersiowej. Zacisnął jednak szczękę i powoli uniósł do siadu, by następnie wolno i z niechęcią przerzucić nogi przez koniec materaca i powłóczyć się powoli w kierunku swoich bagaży.
Sam nie wiedział do końca czego szukał, gdy przewracał to, co ze sobą tu zabrał. Instynktownie zwrócił się w kierunku szklanych fiolek, przerzucając ich zawartość. Na dłużej zatrzymał się przy dwóch flakonikach, które z pełną premedytacją nigdy nie zostały opisane. Zamknął je w garści, zwalczając w sobie ochotę na jakiekolwiek użycie ich, czy to na samym sobie, czy na kimś kompletnie innym. Nie miał pojęcia, czego szukał i jaki miał zamiar, więc po prostu grzebał bez celu, aż w końcu, ku swojemu własnemu zdziwieniu, odłożył tamte eliksiry i sięgnął po fiolkę z wiggenowym. Tak, zdecydowanie musiał doprowadzić się do porządku. Przynajmniej w części. Zasrany wyjazd, niepotrzebnie w ogóle się na to wszystko zgadzał. Co mu odjebało to nie wiedział, ale jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się gdziekolwiek indziej.
Właśnie chwycił jeszcze zestaw świeżych ubrań, gdy drzwi łazienki otworzyły się i wyszedł z niej Morales. Max od razu cały zesztywniał, nie wiedział co powiedzieć. Czy powinien powiedzieć cokolwiek tak na dobrą sprawę. Spojrzał więc na niego, z mieszanką wszelkich uczuć, których ani nie chciał, ani też do końca nie rozumiał i w końcu wyminął mężczyznę, zamykając za sobą drzwi, o które następnie się oparł i osunął na ziemię. Wypuścił z rąk wszystko, co trzymał, by następnie wpleść palce zdecydowanie zbyt mocno we włosy. Miał wrażenie, że widział coś w oczach kochanka, co tylko pogłębiło ucisk na jego sercu, ale robił wszystko, by tylko o tym nie myśleć. Nie mógł jednak siedzieć na tej chłodnej, łazienkowej podłodze w nieskończoność. Podniósł się więc w końcu i zrobił kolejną, niepodobną do siebie rzecz. Wyjął z kieszeni spodni różdżkę, która została tam po wczorajszych ćwiczeniach. Tak, kto by się spodziewał, że Solberg sam z siebie chwyci po magię, której tak naprawdę nawet nie potrzebował, a już tym bardziej nie potrafił. Spojrzał z obrzydzeniem na drewniany kijek, by po chwili machnąć nim w kierunku zamku w drzwiach i sprawić, by nikt mu nie przeszkadzał. A przynajmniej nie tak łatwo, bo Colloportus nie był przecież niezniszczalną barykadą.
Napuścił wody do wanny i zdjął przepocone i umorusane od wewnątrz krwią ubranie. Celowo nie patrzył nawet w stronę lustra wiedząc, jak zareaguje na widok tego wszystkiego. Zamiast więc podziwiać swoje wątpliwe wdzięki, odkorkował zębami fiolkę z wiggenowym i wlał większą jej część do wody, by następnie resztę połknąć ze skrzywieniem na twarzy. W końcu, zanurzył się w wodzie i ponownie zamknął powieki, próbując odciąć się od rzeczywistości i wytrzymać szczypanie wywołane przez kontakt ran z kąpielą wiggenową.
Był tragicznie wykończony i nawet nie zauważył, jak na chwilę zasnął. Tutaj, gdzie nie sięgała moc łapacza snów, nie był to przyjemny odpoczynek, a szczera katorga zakończona gwałtownym powrotem do rzeczywistości, kolejnymi zaschniętymi łzami na policzkach i zdecydowanie zbyt zimną, zabarwioną lekko na czerwono wodą, otaczającą wątłe ciało. Nastolatek przeklął pod nosem, uderzając głową o kant wanny i żałując, że ten jeden gest nie dał mu wstrząśnienia mózgu, amnezji czy czegokolwiek, co odratowałoby go z tej popierdolonej sytuacji, jaką było stawianie czoła bolesnemu życiu. Wypuścił zabrudzoną wodę i nalał nowej, gorącej, po czym szybko się umył i stanął przed umywalką. Kolejny flakon wiggenowego został otwarty i wlany w nastoletnie gardło. Otarł usta wierzchem dłoni, po czym wykonał ten błąd i zerknął na własną twarz w lustrze. Wyglądał tragicznie, co przynajmniej w jakimś stopniu odzwierciedlało to, jak się teraz czuł. Ponownie chwycił swoją różdżkę i zaczął goić powstałe przed chwilą rany, które dzięki wiggenowemu przynajmniej nie zaczęły się w żaden sposób paprać. Nie był gotów opuszczać tych łazienkowych ścian, gdzie czuł się bezpieczniej. Nie chciał stawać twarzą w twarz z Paco, bo i o czym mieli rozmawiać? Przyjazd tu był błędem, z którego Max zdał sobie sprawę zdecydowanie za późno. Może i w Brytanii szalały ponuraki i dementory, ale wolał to niż stawianie czoła własnym uczuciom. Może gdyby któryś z zakapturzonych skurwysynów w końcu wyssał mu duszę, problem zniknąłby całkowicie....?
Po raz kolejny ochlapał twarz zimną wodą. Nie miał zamiaru bawić się w przesadną toaletę. Tors został doprowadzony do względnego porządku i przykryty świeżą koszulką i tyle chłopakowi wystarczyło. Zaczerwienione oczy patrzyły pusto przed siebie zadając nastolatkowi jedno pytanie. Co dalej?
Nie znalazł odpowiedzi, ale zebrał się na tyle, by powrócić do salonu. Odbezpieczył więc drzwi i przekroczył ich próg, starając się nie patrzeć nigdzie konkretnie. Swoje rzeczy porzucił w odmętach bagażu, a puste fioki schował na swoje miejsce. Nawet w takim stanie dbał o porządek własnych eliksirowarskich sprzętów, choć etykiety zostały dość niedbale zdrapane, w nerwowym geście kilka chwil temu. Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, a w takich chwilach robił jedno, siadał nad kociołkiem, albo porywał się w wir szalonych imprez i choć to drugie zdawało się być bardziej kuszące i lepsze w sprawieniu, że zapomni o bożym świecie, to jednak machnął ponownie różdżką i wzniósł w powietrze wszystkie potrzebne mu rzeczy, wychodząc z nimi na taras, by zabrać się do roboty. Okej, może nie wszystko było mu specjalnie niezbędne, ale te kilka nieopisanych fiolek, które się za nim ciągnęły służyły mu trochę za wsparcie moralne.
Zaczął rozstawiać stanowisko na tarasie i choć normalnie pewnie zachwycałby się roztaczającym się przed jego oczami widokiem, tak tym razem nie czuł zupełnie nic, jakby coś kompletnie wyprało go od środka. Zaczął bez ładu i składu szykować stanowisko pracy, nie potrafiąc skupić się na tym, co chce tak naprawdę uwarzyć. W końcu decyzja zapadła. Im gorzej się czuł, tym większe wyzwania sobie stawiał, a obecnie nie wpadło mu do głowy nic bardziej skomplikowanego niż eliksir wielosokowy, do którego składniki już dawno dostał w formie prezentu od serdecznego przyjaciela.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 22:12;

Pociągnął za klamkę w nadziei, że Maximilian jeszcze śpi, ale niestety musiał minąć się z nim w przejściu. Podniósł nawet dłoń, żeby wyciągnąć ją w kierunku chłopaka, ale ta zawisnęła jedynie w powietrzu, kiedy czekoladowe źrenice napotkały rozemocjonowane spojrzenie szmaragdowych ślepiów. Nie wiedział jak się zachować; z jednej strony widział w nich wiele uczuć, z drugiej nie potrafił zidentyfikować żadnego z nich. Czuł się zupełnie tak, jak gdyby nagle zaczęli mówić do siebie w innym języku… a właściwie nawet nie tyle co mówić, wszak żaden z nich nie odważył się otworzyć ust. Nie miał również pojęcia, co takiego ujawniały jego tęczówki, chociaż jeżeli przynajmniej w części odzwierciedlały to, co rozgrywało się w jego wnętrzu, prawdopodobnie Felix ujrzał w nich gorycz, rozżalenie i palącą złość. Nie przelewał ich jednak na chłopaka, a na samego siebie.
Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek towarzyszył mu aż tak silny dyskomfort. Po prostu stanął jak wryty, odprowadzając zgrabnego nastolatka wzrokiem, kiedy ten i dosłownie, i w przenośni odgradzał się od niego murem. Dopiero po chwili jakby otrzeźwiał, zdając sobie sprawę z tego że nie mogą wiecznie trwać w tej krępującej ciszy, a może łatwiej było w ten sposób myśleć po tym jak dzieciak najzwyczajniej w świecie zniknął mu z oczu. Tak czy inaczej zapukał śmiało do drzwi. – Felix, wszystko ok? – Zapytał podniesionym głosem, a że nie uzyskał żadnej odpowiedzi, bezceremonialnie szarpnął klamkę. Przeklął pod nosem, uświadamiając sobie że nastolatek zaryglował drzwi zaklęciem i jedynie słyszalny zza ściany odgłos nalewanej do wanny wody nieco go uspokoił. Nie podejmował już kolejnej próby, dając mu odrobinę swobody, a ten czas wykorzystał do uprzątnięcia wszechobecnego rozgardiaszu. Przede wszystkim walających się po salonie opróżnionych lub napoczętych butelek. Na co dzień nie uciekał się do użycia różdżki, ale tym razem zdecydował się wspomóc magią.
Rozsiadł się na kanapie, chociaż o żadnej wygodzie mówić raczej nie mógł. Czekał aż Solberg wyjdzie i jedyne co go pocieszało w tym pierdolonym chaosie to to, że płynący w żyłach narkotyk powoli przejmował nad jego organizmem kontrolę, wypierając dokuczliwe skutki kaca. Wreszcie zza drzwi łazienki wychyliła się znajoma sylwetka, ale tak jak wcześniej tracił cierpliwość, tak teraz zagubił gdzieś cały swój rezon. Zauważył, że Maximilian stara się udawać że go tutaj nie ma, a jego podejście najwyraźniej odbierało mu odwagi. Ponownie powiódł więc tylko za nim wzrokiem, zbierając siły do zainicjowania pierwszej rozmowy od jego wczorajszej ucieczki. Zwlókł się z kanapy zaraz po tym jak Felix rozłożył swój kociołek i składniki na przestronnym balkonie, a wreszcie oparł się ramieniem o framugę. – Unikasz mnie. – Stwierdził beznamiętnym tonem, nie chcąc chyba przyznać się że jakkolwiek go jego zachowanie ubodło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 22:37;

Akurat, gdy Morales próbował naruszyć jego prywatność podczas kąpieli po raz pierwszy, Max już spał, dręczony przez wszelkiego rodzaju koszmary, które przejmowały kontrolę nad jego ciałem i umysłem. Nie słyszał też zawołania, choć gdyby było inaczej i tak przecież nie przyznałby się mężczyźnie, że coś nie do końca jest w porządku. Nie, poprzedni wieczór odbił na nim zbyt mocne piętno i nie był gotów stawić temu ponownie czoła. Potrzebował ucieczki, ale najgorszym było to, że znał tylko fatalne metody by wprowadzić ją w życie. Przez osiemnaście, prawie dziewiętnaście już lat swojego bytu na tej ziemi został jednak nie raz już przez los przeorany i wiedział mniej więcej, jak poważna była sytuacja poprzez własną reakcję. Teraz uciekał, ale to dobrze. Przynajmniej wciąż czuł, że jest przed czym.
Nie mógł jednak wiecznie siedzieć w łazience, a kiedy już opuścił jej bezpieczne ściany usilnie skupił się na zajęciu czymś swojej głowy. Byle tylko nie odtwarzać wciąż bolesnych wspomnień i słów, które poruszały jego serce. Rozłożył się więc na tarasie, chwilowo jak dziecko we mgle poruszając się między składnikami i przyrządami, które przecież bardzo dobrze znał. W końcu jednak decyzja zapadła, ogień pod kociołkiem się rozpalił, a nastolatek jak zawsze rozpoczął pracę od sprawdzenia jakości swojego zaufanego sztyletu na własnej dłoni, na której od razu pojawiła się świeża stróżka krwi. Wytarł posokę i już miał zabierać się z pierwsze kroki, gdy usłyszał za sobą głos Moralesa.
Sam nie wiedział, czy się tego spodziewał, czy nie. Czy chciał, czy wręcz przeciwnie. Prawdą było, że to nie mężczyzny unikał, a własnych emocji, z którymi mimo lat i wielu prób, a nawet i pierdolonej terapii, nie potrafił sobie za nic w świecie poradzić. Głos, który wypowiedział te dwa słowa tylko pogłębił ranę w młodym sercu, które poczuło, że już więcej tego wszystkiego nie wytrzyma. Wiedział już, że nie jest dobrze, nim jeszcze otworzył usta, ale wmawiał sobie, że tak będzie lepiej. W końcu pracował i to nad bardzo zaawansowanym eliksirem, nie mógł dopuścić do jakiejkolwiek dekoncentracji, a uczucia tylko mu w tym wszystkim przeszkadzały. Chcąc, czy nie, stosując naprawdę awaryjną blokadę własnego organizmu przed samym sobą Max w jednej chwili po prostu przepadł. Gdy odwrócił głowę w stronę Paco i spojrzał w jego czekoladowe tęczówki, w spojrzeniu nastolatka tkwiła przerażająca pustka, a jego ciało i głos nie zdradzały żadnych emocji, które po prostu wyłączył, chcąc oszczędzić sobie bólu. Nie był oklumentą, to nie był ten rodzaj odcięcia się od świata. Nie, ten był dużo mniej racjonalny, ale nastolatek miał go dobrze przećwiczonego, choć od śmierci matki wszedł w ten stan tylko jeden, jedyny raz, po którym skończył na cmentarzu w Inverness ledwo uchodząc z całej sytuacji z życiem.
-Pracuję. - Odpowiedział tylko pusto, nim wrócił spojrzeniem do sztyletu, który powoli zaczynał siekać skórkę bumslanga, podczas, gdy muchy siatkoskrzydłe już powoli moczyły się w odpowiedniej zaprawie.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 23:00;

Przez moment sam się wyłączył, kiedy wzrok nienaturalnie rozszerzonych źrenic spoczął na strużce krwi spływającej z chłopięcej dłoni, która wzniecała tkwiące w nim poczucie winy. Wysypana kreska pomogła mu uporać mu się ze skutkami fizycznego kaca, ale okazała się zbyt wąska by wyłączyć skrupuły i wyrzuty sumienie. Nadal czuł się koszmarnie, prawdopodobnie dlatego potrafił wydusić z siebie tylko dwa słowa, których nawet nie był w stanie ubrać we właściwy ton. Czuł jak serce bije szybciej w oczekiwaniu na odpowiedź, ale nagle jakby zamarło na widok uniesionej głowy Felixa i jego szmaragdowych ślepiów, w których na próźno było szukać ich lśniącego blasku. Zdawały się teraz przeraźliwie puste, spowite bezkresną nicością niczym pozbawiony księżyca i gwiazd nieboskłon unoszący się nad brytyjskimi wyspami. Niczego z tego nie rozumiał, zwłaszcza że jeszcze parę minut temu widział w nich szeroką gamę wielobarwnych emocji. Nie był w stanie ich odczytać, obawiał się ich, ale teraz uzmysłowił sobie, że wolałby nawet wyrzut złości, uderzenie w twarz czy bolesne ściśnięcie za jaja od tej obezwładniającej go obojętności.
Przygryzł wargę, na moment odwracając wzrok, ale w przeciwieństwie do swojego młodszego kochanka nie odżegnał się od kłębiących się pod kopułą myśli. Powinien jeszcze raz go przeprosić, a może lepiej udawać, że nic takiego się nie stało? Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek miał taki burdel w głowie. Burdel, z którym nijak nie umiał sobie poradzić. Nic dziwnego, że w końcu odrzucił analizy w kąt, siadając na podłodze tuż obok siekającego skórki boomslanga chłopaka. – Nad czym? – Zapytał łagodnym, zaciekawionym tonem, wodząc wzrokiem to za jego niezasklepioną raną, lewą dłonią a ostrzu trzymanego w niej noża. Przymknął na chwilę oczy, jakby w nadziei że otworzy je w zupełnie innej, bardziej przyjaznej rzeczywistości, a wreszcie nie wytrzymał, lekko chwytając jego rękę, by drugą odłożyć sztylet na bok. – Spójrz na mnie. – Poprosił Maximiliana, a nawet mu dopomógł otulając palcami jego podbródek. Gładził subtelnie kciukiem chłopięcy policzek, unosząc ledwie kącik ust, kiedy pobudzone jeszcze remem zmysły pchnęły go w jego objęcia. Niedosłownie, ale prawie, bo zupełnie nieoczekiwanie mocniej zacisnął dłoń w okolicach jego szyi, jednocześnie sięgając jego warg, by złączyć je ze swoimi w przepełnionym czułością pocałunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 23:14;

Niektórzy powiedzieliby, że dwa słowa były lepsze niż całkowita cisza, ale u nich nawet pół wyrazu potrafiło sprawić, że wszystko chuj jasny strzelał. Sam nie wiedział, co jest dla niego gorsze, pokłady agresji i żalu, które tak często głośno z siebie wylewał, czy ta nienaturalna cisza, która zapadała, gdy nastolatek przekraczał ostateczną granicę. Zbyt wiele rzeczy kłębiło się teraz w głowie i sercu Solberga, by potrafił tak po prostu z tym żyć. Nie, musiał się odciąć i choć pustka powoli spowijała jego myśli, a chłód nachodził na postawę nastolatka, to jednak było coś, czego nie mógł się wyzbyć. Ból. Ból, który przeszywał go jak milion wbitych w klatkę piersiową noży, potęgujący się z każdym słowem, czy gestem Moralesa. Ból, który zabijał Felixa od środka, jednocześnie w pełni go paraliżując tak, że był niczym zamknięta we własnej pułapce kukiełka, niezdolna do niczego, poza pustą egzystencją. Ból, który sprawiał, że był w Atenach, na przepięknym tarasie, z którego roztaczał się malowniczy widok, ale był tam tylko fizycznie, jakby ktoś pozostawił po sobie pustą, namacalną skorupę.
-Nad wielosokowym. - Odpowiedział konkretnie bez kszty emocji. Zdawało się, że pracował machinalnie, jak robot zaprogramowany tylko do jednej czynności. Nie odczuwał teraz przyjemności z całego tego procesu, ale liczył na to, że pod koniec warzenia choć trochę sytuacja ulegnie zmianie na lepsze. A przynajmniej liczył na to wcześniej, nim postanowił duchowo wybrać się na daleką wycieczkę.
Widząc, jak kropelka krwi spada na skórkę boomslanga, od razu wziął ten kawałek składnika i odłożył na bok do utylizacji, a dłoń przewiązał kawałkiem szmaty, by zapobiec dalszemu krwawieniu. Nie myślał już o używaniu magii to zasklepienia rany. Warzył eliksiry, więc na tym skupiał całą swoją pustą uwagę.
Był gotów posłusznie spojrzeć na Moralesa, ale ten postanowił mu pomóc. Nastolatek nie odwracał wzroku, jednocześnie wciąż nie wychodząc z roli dekoracyjnej kukiełki. Im dłużej patrzył w te czekoladowe oczy, tym więcej ciosów przeszywało jego zranione serce, ale nie był już w stanie jakkolwiek dać tego po sobie poznać. Nie odtrącił kochanka, gdy ten bez słowa złączył ich usta, ale też nie odwzajemnił pocałunku. Po prostu stał tam, pozwalając, by Morales robił z nim cokolwiek mu się podoba, byle tylko mógł szybko wrócić do pracy i gotującej się powoli wody w kociołku.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 23:33;

Kompletnie zgubił orientację. Nie miał pojęcia co dzieje się z Maximilianem, a właściwie to nie wiedział gdzie w ogóle chłopak się podział. Niby widział go przed swoimi oczami, ale nie odczuwał jego obecności. Może i wciągnął kreskę, ale to Felix siedział przy nim jak otumaniony, przypominając bezwolną i bezemocjonalną kukiełkę. Początkowo myślał, że to swoistego rodzaju mechanizm obronny, kolejna z przybranych przez niego masek, które miały odgrodzić go od bolesnej rzeczywistości. Pragnął go niej przywrócić, otrzeźwić i jakkolwiek trudno było spostrzec w tym sens, instynktownie sięgnął jego ust, mając nadzieję że jeżeli nie są w stanie ze sobą rozmawiać, to chociaż w tym czułym pocałunku odnajdą emocje i łączącą ich nić porozumienia, która nie mogła przecież ot tak zniknąć, czyż nie? Niestety jego oczekiwania czy marzenia zderzyły się z bólem i rozczarowaniem, kiedy okazało się że całuje zobojętniałe na wszelkie bodźce ciało, które tkwiło tutaj wyłącznie w czysto fizycznej formie. Właściciela nadal na próżno było w nim szukać.
Nie chciał wcale robić z nastolatkiem tego, co mu się żywnie podoba ani wykorzystywać jego beznadziejnego stanu, dlatego odsunął się na skutek jego bierności, spoglądając ze smutkiem w szmaragdowe ślepia tylko po to, by zaraz całkiem spuścić wzrok w podłogę. Odnosił wrażenie, że wszystko wokoło nagle straciło kolor i znaczenie i że w ogóle nie powinno go tutaj być. – Skąd taki pomysł? – Próbował jeszcze zagadywać, mimo że w głębi duszy czuł że to daremny wysiłek. Zresztą odepchnął się zaraz dłońmi od balkonowych płytek, delikatnie marszcząc koszulkę na ramieniu chłopaka, choć nie potrafił powiedzieć czy bardziej dla pokrzepienia jego czy może siebie samego. – Zjemy coś? – Zaproponował również, stając na rozdrożu między zajmowaną przez niego przestrzenią a salonem, niezdolny do podjęcia jakiejkolwiek racjonalnej decyzji. W końcu postanowił zadać pytanie, którego wcale zadać nie chciał, ale wydawało mu się że powinien. – Chcesz, żebym stąd wyszedł? – Słowa jakoś nie mogły mu przejść przez gardło, ale jednocześnie nie był w stanie znieść tej napiętej atmosfery, która towarzyszyła chyba tylko jemu, od kiedy Felix nacisnął jakiś magiczny przycisk, pozwalający mu całkiem odłączyć się od doczesnego świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyCzw 28 Kwi - 23:56;

Nagła pustka była cholernie nienaturalna dla wybuchowego nastolatka, który zawsze miał coś do powiedzenia, a całej jego jestestwo kipiało siedzącymi w nim emocjami. Przychodziły jednak momenty, kiedy po prostu nie dawał już rady, a otaczający go świat był zbyt przytłaczający, by mógł sobie z nim poradzić, nie psując sobie bardziej życia. Oczywiście w pewnym wieku do tej pustki zaczęły dołączać najintensywniejsze imprezy w życiu Felixa, z których chyba nie pamiętał żadnej, ale obecnie lekarstwa szukał w kociołku, nie w używkach, choć nieopisane fiolki wciąż kusiły swoją obecnością na wyciągnięcie ręki.
Pocałunek nie był mu kompletnie obojętny, ale wywoływał ból, a tego nastolatek miał w tej chwili na tyle dosyć, że nie potrafił pozwolić sobie na to, by czuć jeszcze cokolwiek. Nie, czekał wręcz, aż ten moment się skończy i będzie mógł znów schować się za bezpiecznym murem obojętności i pracy, z którego na kilka sekund został bezceremonialnie wyrwany. Ledwo jednak ich usta się od siebie odłączyły, wrócił do kociołka. Nie chciał ranić Moralesa, ale był w tym miejscu, że w końcu musiał zadbać też o siebie, a wiedział, że kolejne sekundy patrzenia w oczy kochanka tylko pogorszą sprawę. Wiele uczuć chciało się wyrwać z klatki, w jakiej Max obecnie je zamknął i całym sobą walczył, by żadne z nich nie wydostało się na wierzch. Czuł się winny i zraniony, choć nie spodziewał się, że kiedykolwiek może do podobnych przemyśleń dojść. Nie przy Moralesie.
-Nie chcę żeby składniki się zepsuły. Już i tak za długo leżą. - Wyjaśnił, dorzucając kilka zgniecionych w dłoni liści nagietka i doprawiając jadem tentakuli, by zaraz zabrać się za pierwszą część mieszania wywaru. -Nie jestem głodny. - Te słowa zbyt często ostatnio padały z jego ust, ale jak miał teraz myśleć jakkolwiek o jedzeniu? Nie dało się, a koszmary, jakie nawiedziły go podczas nieplanowanej drzemki w wannie jeszcze bardziej ściskały jego żołądek.
Czy chciał żeby Paco wyszedł? To było pytanie pułapka, na które nie istniała poprawna odpowiedź. Obecność mężczyzny wzmagała ból i sprawiała, że nastolatek jeszcze szczelniej otaczał się mechanizmem obronnym z drugiej strony, tylko fakt, że jeszcze tu był jakoś trzymał Felixa w ryzach. Max wiedział, że obydwie opcje mają konsekwencje, z którymi nie ma zamiaru się mierzyć, dlatego wygładził koszulkę i dyplomatycznie pozostawił Moralesowi wolną rękę.
-Mi nie przeszkadzasz. - Wyminął konkretną odpowiedź. Czy szczerze? Sam nie wiedział, ale nie potrafił jednocześnie ani wygonić kochanka, ani też powiedzieć mu, żeby został tu z nim.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyPią 29 Kwi - 0:22;

Winny i zraniony. Najwyraźniej obydwaj czuli się obecnie winni i zranieni, obaj zdawali się także przygaszeni, acz z zupełnie innych przyczyn. Paco szczerze żałował, że nie zabrał ze sobą większej ilości rema, zdolnej całkiem uśpić jego emocje i wyłączyć myślenie. Niewielka, jakby to powiedział niegdyś Maximilian: dziecięca, dawka prochu krążyła w jego żyłach, ale to nie wystarczyło, by mógł podejść obojętnie wobec tego, co działo się z jego młodszym kochankiem. Potrzebował go, pewnie tak jak wiele razy wcześniej, ale pierwszy raz ta myśl przebiła się do jego świadomości, wwiercając w mózg jak natrętna mucha, której nie był w stanie od siebie odpędzić. Nienawidził z całego serca tego poranka, ale nie z powodu piekielnego bólu głowy. Na ten prędko znalazł przecież sposób. Jakkolwiek absurdalnie by to nie wybrzmiało, po prostu marzył o tym, żeby Felix wstał od kociołka i bezpardonowo, porządnie uderzył go w ryj. Przynajmniej wiedziałby, że tu jest, że istnieje, a sam poczułby cokolwiek. Niestety, teraz mógł jedynie z gorzkim uśmiechem na ustach przypomnieć sobie wczorajsze słowa nastolatka, które zresztą niespodziewanie wybrzmiały mu w uszach: nic nie czuję.
- Jasne. – Mruknął beznamiętnie, może wyłącznie z ledwie słyszalną nutą żalu, której nie udało mu się zamaskować w stu procentach. Propozycja wspólnego śniadania czy obiadu, chuj tak naprawdę wie która to godzina, była równie bezsensowna, skoro i on zapomniał czym jest apetyt. Ot, na oślep szukał rozwiązania, czegokolwiek co wybudziłoby Solberga z transu, który po części go przerażał, a którego po części również mu zazdrościł. Nie znał jego sztuczek, więc sięgnął do kieszeni spodni po paczkę merlinowych strzał, samemu poszukując ukojenia w siwej chmurze dymu z nadzieją, że zatruje ona wszystko to, co go boli. – Pomóc ci? – Palnął znowu od czapy w reakcji na jego wymijającą odpowiedź. Miał świadomość, że jego znikoma wiedza na temat składników czy też marne umiejętności warzenia mikstur na nic mu się zdadzą. Powinien odpuścić? Nie potrafił. – Me estoy tirando siento, Felix… –  Wycedził przez zęby, raz jeszcze omiatając sylwetkę skulonego nad kociołkiem Felixa zanim odwrócił się w stronę salonu. – Będę obok. Gdybyś mnie potrzebował. – Zatrzymał się w półkroku, zawahał, ale w końcu przekroczył próg, zerkając w kierunku nowiutkiego modelu OneSpellCoffee. Podszedł bliżej, ale nawet nie włączył magicznego urządzenia, zamiast tego z całej siły uderzając pięścią w ścianę, żeby po chwili powtórzyć dokładnie ten sam manewr, dając ujście tym wszystkim negatywnym emocjom, jakie się w nim wezbrały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyPią 29 Kwi - 0:36;

Sam najchętniej zatopiły się w narkotyku, czy to w magicznym remie, czy czymś bardziej mugolskim, co zwykle pozostawało podstawą jego autodestrukcyjnego wyboru. Musiał jednak wytrzymać jeszcze chwilę. Jeszcze jedną, jebaną chwilę... Jak mantra powtarzał to sobie zawsze, gdy sprawy przybierały taki obrót, a on musiał radzić sobie z otaczającym go światem, by zrobić swoje i dopiero wtedy ruszyć na przeprawę, która mogła zakończyć się za dobę lub pięć, a nastolatek mógł obudzić się zarówno we własnym jak i cudzym łóżku, czy gdzieś w zatęchłej alejce, gdzie legł gdy akurat zabrakło mu sił. Jeszcze jedna, jebana chwila...
-Nie trzeba. - Spojrzał akurat w notatki, bo nie chciał zepsuć kolejnego etapu pracy. Oczywiście z nadmiaru emocji, jego skupienie było tylko pozorne i potrzebował posiłkować się recepturą. Poza tym, akurat wielosokowego nie warzył aż tak często, by móc z zamkniętymi oczami i w środku nocy uwarzyć go całkowicie z pamięci i jeszcze w dodatku dodać coś od siebie. Nie, teraz nie chodziło o zabawę i eksperymenty, a o próbę przywrócenia się do względnego porządku, co na ten moment nie szło mu najlepiej. -De nada. - Przyznał krótko, bo nie widział czemu Paco miałby go niby przepraszać, a nawet gdyby, to jakoś szczerze wątpił, by mężczyzna wiedział z jakiego powodu potrzebowałby tych słów. Nie, to nie miało teraz znaczenia. Max myślał zadaniowo, a na emocje, jakiekolwiek by one nie były, nie było teraz miejsca i czasu. Poradzi sobie z nimi później, wymykając się do pierwszego lepszego baru, czy nawet robiąc krótką wycieczkę do Inverness, by zaopatrzyć się w zaufany towar. -Spoko. Nigdzie się nie ruszam. - Sztywno skinął głową, a zapach nikotyny, który uderzył jego nozdrza sprawił, że Max sam miał ochotę sięgnąć po zgniecioną paczkę, jaką trzymał w spodniach. Nie pozwolił sobie jednak na tę chwilę przyjemności, wracając do pracy i miażdżąc w moździerzu kilka jagód jemioły, posypując je pyłkiem lunaballi. Nie sposób było nie usłyszeć uderzenia, jakie odbiło się o ścianę, gdzie przed chwilą zniknął Paco. Kolejny nóż wbity w serce nastolatka dał o sobie znać, a to tylko świadczyło o tym, że nie mógł teraz odejść od kociołka. Nie mógł i nie miał zamiaru, powoli dostosowując temperaturę i wlewając do mikstury trochę krwi szczuroszczeta.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyPią 29 Kwi - 0:52;

- Nie ufasz mi? – Nie wiedzieć czemu nagle przybrał żartobliwy ton, przywdziewając na twarz szerszy, zaczepny uśmiech, jakby próbował różnymi sposobami zaatakować niewidzialny, roztaczający się wokoło młodego chłopaka mur. Niestety i tym razem został zignorowany, bo jak inaczej nazwać unikanie przez Maximiliana kontaktu wzrokowego i zatopienie spojrzenia w notatkach. Prawdopodobnie faktycznie nie powinno go tutaj być, ale przeprosiny same cisnęły mu się na usta, więc postanowił wydusić je z siebie zanim powrócił do salonu, by brutalnie zmaltretować swoją pięść, ale i fizyczny ból nie dawał mu ani chwili wytchnienia. Nie potrafił rozmawiać z Felixem. Nie był w stanie pozbyć się tego dręczącego go uczucia, którego nie umiał nawet nazwać. Przez moment miotał się nawet pomiędzy wysłaniem wiadomości do Samanthy a opuszczeniem hotelowego apartamentu w poszukiwaniu mocniejszych środków wyrazu, najlepiej swym działaniem zbliżonych do błogostanu, jaki mogła mu zapewnić solidniejsza dawka rema.
Popatrzył na zabrudzoną krwią ścianę, co podziałało na niego jak czerwona płachta na byka. Szkoda tylko, że nie uczył się na własnych błędach, a kolejne uderzenie niemalże miażdżące kości nie dało poczucia ulgi, podobnie jak i poprzednie. Wkurwiony pstryknął przełącznik u brzegu magicznego, kawowego ekspresu, tęsknym spojrzeniem omiótł napoczętą butelkę wina, a zaraz po tym rozsiadł się na kanapie, przygarniając do siebie swoją torbę, którą począł gorączkowo poszukiwać, przekonując samego siebie że na pewno, z przezorności skrywał w niej jeszcze więcej życiodajnego, czerwonego prochu. Przerwał tylko na chwilę, żeby złapać palcami zaciśniętego wargami papierosa i zaciągnąć się chmurą dymu, by po kilku kolejnych minutach przerzucania ubrań z miejsca na miejsce, rzucić swoje rzeczy byle gdzie, ze zrezygnowaniem wymalowanym na twarzy. Zupełnie szczerze miał ochotę stąd wyjść, bo ta jednoczesna obecność i nieobecność kogoś, kto całkiem skutecznie wkradł się do jego serca, sprawiała że czuł się przygnieciony ciężarem własnych uczuć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1096
  Liczba postów : 8653
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyPią 29 Kwi - 1:07;

Kolejne pytanie tylko otuliło mocniej Maxa szczelnością postawionych przez niego murów. Pytanie to zdawało się wielokrotnie budzić w nastolatku wątpliwości i choć podczas nocy na moczarach zdawało się, że zaufanie do Paco było dość duże, tak teraz, przez wzgląd na to, że Solberg nie ufał samemu sobie, nie potrafił powiedzieć tego samego. -To szalenie skomplikowana mikstura. - Odpowiedział więc dyplomatycznie. Wiedział, że mężczyzna nie jest mistrzem kociołka i liczył na to, że sam zrezygnuje widząc poziom zaawansowania wywaru. Max w końcu odszukał to, czego potrzebował i mógł przejść do dalszej pracy.
Został sam na tarasie, w ciszy i spokoju, które pozornie powinny mu pomóc uporać się z tą sytuacją. Wielokrotnie odpływał, by chronić własne serce i nigdy nie było reguły co do tego, jak długo pozostanie w tej apatii. Czasem był to minuty, czasem godziny, a w najgorszych wypadkach i całe tygodnie, kiedy to Stacey i Nick bezskutecznie próbowali do niego jakkolwiek dotrzeć, jeżeli oczywiście najpierw w ogóle znaleźli się w tym samym miejscu i czasie, co też nigdy nie było najbardziej oczywistą sprawą.
W końcu nadszedł czas i Max dodał muchy do kociołka, a następnie sięgnął po jeszcze jedną tajemniczą fiolkę ze smoczym płomieniem. Po raz pierwszy od wczoraj poczuł coś więcej niż tylko negatywne emocje. Ścisnął mocniej flakon w ręku, przymykając oczy i przypominając sobie, jak Beatrice po raz pierwszy zaprosiła go do wspólnego warzenia i to jeszcze jej autorskiego eliksiru. Subtelny uśmiech przebił się przez grubą barierę, pojawiając na twarzy nastolatka, który ostrożnie odkorkował szkło i dodał odrobinę składnika do eliksiru. Wywar natychmiast zaczął wrzeć, a Solberg dorzucił do niego jeszcze pędy tentakuli i trochę młodych pestek granatu, mieszając wszystko chochlą i próbując się przy okazji nie poparzyć. W końcu eliksir był praktycznie gotowy, choć musiał odstać swój miesiąc, by można było go skończyć. Chwycił więc specjalne, odporne na wysokie temperatury fiolki i zaczął przelewać do nich bulgoczący wciąż wywar, aż w końcu zakorkował całość i kilkoma sprawnymi ruchami różdżki posprzątał stanowisko pracy, wypychając sobie kieszenie kilkoma szklanymi flakonami, których zawartość znana była tylko jemu. Gdy wszelkie rzeczy znalazły się w jego bagażu, stanął oparty o framugę i odpalił papierosa, po czym odwrócił się do wnętrza apartamentu.
-Plany na dzisiaj? - Zapytał, przytrzymując szluga w ustach, żeby dłońmi odwiązać umieszczoną wcześniej na przecięciu ręki szmatę, która spełniła swoje zadanie, wchłaniając całą krew, jaka wypływała z dłoni nastolatka.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Salazar Morales

Nieokreślony
Wiek : 36
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183 cm
C. szczególne : blizny ciągnące się przy lewej nerce i po prawej stronie żeber
Galeony : 870
  Liczba postów : 743
https://www.czarodzieje.org/t21123-salazar-morales-w-budowie#680537
https://www.czarodzieje.org/t21140-salazar-morales#681116
https://www.czarodzieje.org/t21139-salazar-morales#681115
https://www.czarodzieje.org/t21122-salazar-morales#680529
https://www.czarodzieje.org/t21131-salazar-morales-dziennik#6806
Ateny QzgSDG8




Gracz




Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny EmptyPią 29 Kwi - 1:31;

Schował twarz w dłoniach, rozmasowując zmęczone czoło, a potem raz jeszcze spojrzał na rozoraną pięść, mając wrażenie że nawet nie czuje bólu. Nie potrafił odnaleźć dla siebie miejsca, nie chciał przeszkadzać wyjątkowo zaangażowanemu w proces warzenia eliksiru Maximilianowi, więc poszedł do łazienki, żeby wziąć szybki prysznic w nadziei, że chociaż on poprawi jego samopoczucie. Nie, właściwie to nie wierzył już, żeby cokolwiek je poprawiło, ale musiał czymkolwiek zająć myśli i założyć czyste ubrania, bo tak jak zmiażdżone kostki nie piekły, tak niestety w nozdrzach do tej pory unosił się intensywny swąd alkoholu, który działał mu na nerwy. Oparł się nagimi plecami o kafelki, odchylając głowę w tył, kiedy chłodny strumień wody spływał po jego skórze, a wreszcie mógł powrócić do salonu znacznie świeższy… przynajmniej ciałem, bo psychiki nadal nie udało mu się zregenerować.
Towarzysząca Felixowi apatia nie miała niczego wspólnego z chorobą zakaźną i nie przenosiła się drogą pocałunku, a jednak można by w tę teorię uwierzyć, spoglądając teraz na rozłożonego na kanapie Moralesa, który zatracił chęci do jakiejkolwiek aktywności. Przymknął oczy, mimo że na skutek płynącego w krwiobiegu rema w ogóle nie czuł się senny, kiedy w uszach niespodziewanie wybrzmiał mu znajomy głos młodszego kochanka. Leniwie otworzył powieki, przez dłuższą chwilę lustrując jego twarz i trzymanego między ustami papierosa. Nie był pewien czy nagle chłopak zdecydował się odblokować czy o co tu kurwa chodzi, dlatego zawahał się przed odpowiedzią. – Em… – Rozpoczął rozmowę niekomfortowo, od niezidentyfikowanego, skrępowanego pomruku, ale… chyba musieli wreszcie przerwać tę nieszczęsną passę. – Pamiętasz jak utknęliśmy na moczarach i wyczarowałeś nad nami gwieździste niebo? – Myślał o tym już przed wyjazdem, ale teraz nie wiedział czy słusznie uderza w jego emocje i wspomnienia, zwłaszcza kiedy to one wczorajszego wieczoru zmusiły go do ucieczki i spieprzyły wszystko wokoło. – Chciałem zabrać cię do planetarium. Po co się rozdrabniać, skoro możemy mieć cały wszechświat? – Porwał się nawet na szerszy, acz nieszczery uśmiech, bo nadal nie odzyskał wiary, że zdołają ten burdel poukładać. Przynajmniej on nie czuł się na siłach. Widok przeraźliwie pustych oczu Maximiliana wywarł na nim bolesne piętno. – Pojebane. Wiem. – Westchnął więc głośno, samemu wycofując się ze swojego jakże beznadziejnie romantycznego i idiotycznego planu, który w jego głowie nagle zatracił cały sens… a może od początku go nie miał, ale pojął to dopiero kiedy wypowiedział go na głos?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Ateny QzgSDG8








Ateny Empty


PisanieAteny Empty Re: Ateny  Ateny Empty;

Powrót do góry Go down
 

Ateny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Ateny JHTDsR7 :: 
reszta świata
 :: 
Grecja
-