Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Once upon a time in Godric's Valley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1647
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyWto Kwi 26 2022, 13:37;


Retrospekcje

Osoby: Beatrice Whitelight, Max Solberg
Miejsce rozgrywki: Dom Beatrice i Camaela w Dolinie Godryka
Rok rozgrywki: 2022
Okoliczności: W związku z faktem, że Beatrice nie mogła wydostać się z domu, postanowiła zaprosić Maxa do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1647
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyWto Kwi 26 2022, 13:37;

Nigdy by nie pomyślała, że ciąża to tak ciężki czas dla kobiety. Oczywiście niejednokrotnie słyszała o tym, że w zasadzie to bardzo nadwyręża organizm oraz że wszystko może pójść nie tak, jednak nie przypuszczała, że coś podobnego mogłoby przytrafić się właśnie jej. W końcu nikt nigdy nie myśli o ewentualnych trudnościach, które mogą go spotkać. Każdy stara się pozytywnie patrzeć na pewne aspekty i pod tym względem Beatrice wcale nie różniła się od ogółu ludzi na tym świecie. A tu proszę, oczywiście wszystko, co tylko mogło pójść nie tak, poszło nie tak.
Nic dziwnego, że była cholernie sfrustrowana i cały czas bała się o życie dziecka, które nosiła pod sercem już kilka miesięcy. Nienawidziła faktu, że została przykuta do łóżka i tego domu. Nienawidziła bezczynności, która przypadła jej w udziale. Niemniej wiedziała, że to konieczne ze względu na dziecko i dlatego cierpliwie (zazwyczaj…) znosiła swoje cierpienie, jedynie czasami (akurat…) pozwalając na to, aby jej negatywny nastrój oddziaływał bezpośrednio na domowników. Była skłonna przyznać, że widziała wyraz ulgi w oczach Eskila, gdy ten wrócił do Hogwartu i nie musiał już codziennie obserwować tego, jak bardzo była zła na swój los Beatrice. Niemniej, Camael nie miał tyle szczęścia. Tak więc wykorzystywała bezczelnie swojego męża, doskonale wiedząc, że prawdopodobnie jeszcze by została skrzyczana, gdyby zechciała cokolwiek zrobić samodzielnie. Jak na przykład dzisiaj, biedak musiał przyprowadzić Maxa do ich domu ze względu na zabezpieczenia, które zostały na niego nałożone. Wielokrotnie dyskutowali czy aby ich nie zdjąć, jednak teraz, gdy dziecko było w drodze, Beatrice nawet nie myślała, aby coś podobnego zrobić!
Leżała na kanapie, czekając na pojawienie się męża wraz z gościem. Nie wyglądała najlepiej i miała tego pełną świadomość. Mały ciążowy brzuszek był już widoczny, choć jeszcze nie aż tak bardzo, aby bezczelnie rzucać się w oczy. To, co bardziej oddziaływało na cudzy wzrok to fakt, że jej metamofromagia nie działała obecnie najlepiej. Nie mogła więc pozwolić sobie na to, aby magiczny czar przykrył jej niedoskonałości, blizny na przedramionach. Włosy nie były tak lśniące i idealnie ułożone, pod oczami wyraźnie było widać delikatne zasinienie wywołane zmęczeniem. Niestety, nic nie mogła na to poradzić.
Gdy usłyszała skrzypnięcie frontowych drzwi, od razu podniosła się z kanapy, na tyle szybko, na ile pozwalał jej stan. Camael nie czekając na nic, udał się na górę do swojego gabinetu, a Beatrice uśmiechnęła się promiennie w stronę Maxa.
- Tak dawno cię nie widziałam - powiedziała, naprawdę szczerze ucieszona z tych odwiedzin. Prawdę mówiąc, nikogo od dawna nie widziała, ale to inna kwestia. - Wejdź i rozgość się. Napijesz się czegoś? Pewnie mogłabym ci coś podać samodzielnie, ale ten żandarm na górze zacznie na mnie krzyczeć - wymownie spojrzała na sufit w stronę pomieszczenia w którym teraz na pewno przebywał jej mąż, po czym prychnęła i ponownie usiadła na kanapie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Nieokreślony
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1074
  Liczba postów : 8911
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyWto Kwi 26 2022, 13:46;

Zaproszenie do domu Beatrice było dokładnie tym, czego teraz potrzebował. Gdy tylko zobaczył te kilka słów na pergaminie od razu się ucieszył, choć szczerze martwił go stan kobiety, która sama przyznała, że nie jest z nią najlepiej. Z mieszanymi emocjami zjawił się więc w wyznaczonym miejscu, gdzie ku swojemu zdziwieniu zobaczył Ariel...Znaczy się Pana Whitelighta. Dał się grzecznie zaprowadzić do ich miejsca zamieszkania rozumiejąc, że czarodzieje stosują dość mocno zabezpieczenia. Szczególnie tacy, pokroju Dearów.
Mały smalltalk z transmuciarzem był przyjemny, ale to na widok kobiety na kanapie, Max naprawdę się rozpromienił.
-Jak dobrze Cię widzieć! - Podszedł i pozwolił sobie na uściskanie kobiety, bo naprawdę się za nią stęsknił. Jak na debila i faceta przystało nie zauważył brzuszka ciążowego, ale za to nie mógł pominąć faktu, że po raz pierwszy w życiu widział Beatrice w tak nieidealnym stanie. -Podziękuję. Lepiej skróć moje męki i powiedz, co się dzieje. - Rozsiadł się naprzeciw niej. Sam co prawda przez brak księżyca wyglądał jak chodzący trup, ale w dupie to miał. -Aż tak stoi nad Tobą z batem? - Zaśmiał się na wspomnienie o żandarmie. Oczywiście nie znał za dobrze męża kobiety, ale nawet potrafił sobie podobną sytuację wyobrazić.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1647
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyWto Kwi 26 2022, 19:33;

Naprawdę stęskniła się za tym chłopakiem. Nie wiedzieć czemu, zawsze miała względem niego słabość i nic nie mogła na to poradzić. Chciała dla niego jak najlepiej i niezmiernie bolał ją fakt, że on sam niekoniecznie pragnął tego samego. Wiedziała, że prawdopodobnie jeszcze wiele wody w rzece musiało upłynąć, aby Max w końcu wyszedł w stu procentach na prostą, ale wciąż w to wierzyła. Nic więc dziwnego, że jego widok znacząco poprawił jej nastrój. Kiedy nie odzywał się przez tyle czasu, czuła się nieco zaniepokojona. Pomimo, że nie był już jej uczniem i nie była za niego dłużej odpowiedzialna, to wciąż odczuwała pewnego rodzaju powinność względem niego, której prawdopodobnie żadne papierki nie uznawały.
Uściskała go, od razu odnotowując w pamięci to, że wiele uległo zmianie w jego wyglądzie od czasu ich ostatniego spotkania. Mimo, że była w ciąży, to wciąż pozostawała sobą i zwracała uwagę na to, co niedostrzegalne dla normalnych ludzi, których po prostu pewne rzeczy nie interesowały.
- Zmizerniałeś - oznajmiła od razu, ponownie sadowiąc się na kanapie. Skrzywiła się nieco, gdy dziecko nacisnęło jej na pęcherz, ale nie zamierzała od razu zrywać się do toalety. Raczej powinna wytrzymać jeszcze kilka minut, nim zrobi to ponownie.
- Nic się nie dzieje. Znaczy...- zerknęła ponownie na swój brzuch i z jakąś taką kompletnie niepodobną do niej czułością, pogłaskała go swoją dłonią. - teraz jest już o wiele lepiej, niż było. Choć ostatnie trzy miesiące doprawdy były katorgą.
Również się zaśmiała, gdy wspomniał o jej mężu, szybko podłapując podobny ton wypowiedzi.
- W zasadzie to nie ma co się mu dziwić. To jedyne, co może obecnie zrobić, inaczej nie jest w stanie mi pomóc - wzruszyła lekko ramionami, jakby rozmawiali o pogodzie a nie o tym, że była w ciąży, która przez ostatnie trzy miesiące była pod ścisłą obserwacja najlepszych uzdrowicieli w Mungu. Sama Beatrice uważała, że wszyscy przesadzają i dopiero gdy faktycznie jeden z nich powiedział, że jeśli nie zwolni tempa, to poroni, przejęła się tym faktem. - Ale i tak zamierzam niedługo wrócić do Hogwartu. Inaczej tutaj oszaleję - westchnęła pod nosem, bo co innego miała zrobić, kiedy była przykuta do łóżka przez ostatnie kilka miesięcy? No właśnie, nic.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Nieokreślony
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1074
  Liczba postów : 8911
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptySro Kwi 27 2022, 12:46;

Tak, ich relacja była jedyna w swoim rodzaju i nastolatek też nie rozumiał, dlaczego ma tak szczególne względy u kobiety. Nie zajmował sobie jednak tym głowy, bo nie chciał by ten stan rzeczy uległ zmianie. Naprawdę cieszył się, że mimo początkowych problemów udało im się wypracować coś tak pozytywnego i w końcu został zaproszony nawet do jej domu.
-Rozstałem się z Felkiem. No i ten brak księżyca niepokojąco mnie dobija. Gdzie nie wyjdę, rzucają się na mnie dementory. - Wyjaśnił powód swojego stanu, oczywiście pomijając te nieco bardziej niepokojące kwestie, których Beatrcie raczej nie chciała i zdecydowanie nie powinna teraz słyszeć. Nie chciał jej jednak okłamywać, bo co jak co, ale względem byłej opiekunki ślizgonów obiecał sobie zawsze być szczerym.
Uniósł pytająco brew, gdy urwała, ale jej czuły gest sprawił, że źrenice chłopaka natychmiastowo się rozszerzyły w niemym zrozumieniu. -Ty....? Merlinie, gratulacje! - Wyszczerzył się do niej, mając ochotę znów uściskać Beatrice, ale skoro już wiedział, że nosiła pod sercem nowe życie, nie chciał przypadkiem spowodować jej żadnych problemów. -Katorgą? Ale już wszystko w porządku? Kiedy masz termin? - Zaczął zalewać ją pytaniami, bo był już równie szczęśliwy jej stanem co zmartwiony poprzednimi problemami. Nie mógł też nie pomyśleć, że to dziecko ma największe szczęście na świecie mogąc urodzić się w takiej rodzinie. Choć raczej będzie radził mu, lub jej, zachowywać się gdy matka patrzy. -No tak, rozumiem. Nie ma co mu się dziwić. - Teraz już wiedział, czemu Camael zachowywał się tak a nie inaczej. Na pewno chciał zadbać o żonę w najlepszy możliwy sposób. -Wrócić do Hogwartu? Oszalałaś? - Zapytał szczerze wzburzony, bo co jak co, ale nie było to środowisko sprzyjające ciąży. -I tak musisz się przyzwyczaić. Po porodzie czeka Cię macierzyński i cała reszta, prawda? - Nie był ekspertem, ale podczas opieki nad Florką co nieco udało mu się zrozumieć. Takie maleństwo wymagało wiele opieki, a przede wszystkim obecności i troski. Sam pewnie nie wiedziałby jak pogodzić pracę z taką sytuacją, ale na szczęście biologia sprawiła, że nigdy w takiej się znaleźć nie musiał, choć pozostawała jeszcze kwestia ojcostwa, które kiedyś mogło na niego spaść, ale o tym też myślał w tej chwili raczej z przerażeniem w oczach niż ciepłem w serduszku.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1647
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyCzw Kwi 28 2022, 13:35;

Jak zawsze, była ciekawa, co się u niego dzieje. Nie wiedziała z czego to zainteresowanie wynikało, ale wiedziała, że jego dobro naprawdę i szczerze leżało jej na sercu. Nic dziwnego, że zaniepokoiła się wiedząc, co było podłożem zmian, które od razu w nim dostrzegła. I jednocześnie cieszyła się, że mimo upływu czasu, jego zaufanie względem niej nie stopniało i dalej był gotów jej o tym powiedzieć.
- Tak mi przykro, Max. Mogę Ci jakoś pomóc? - zapytała, naprawdę szczerze zmartwiona tym, że coś nie szło w jego życiu tak, jak powinno. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie jeszcze wiele razy tak będzie, ale przecież on też powinien wiedzieć, że zawsze będzie gotowa mu pomóc. - Te dementory są w istocie dużym problemem w całej Wielkiej Brytanii. Ale mam nadzieję, że umiesz rzucać zaklęcie patronusa? - uniosła jedną brew do góry, zadając to pytanie. Po prostu musiała się upewnić.
Również uśmiechnęła się, na widok jego reakcji na jej obecny stan. Teraz naprawdę cieszyła się z tego powodu, choć Merlin jej świadkiem, że początkowo była wręcz załamana swoją ciążą. Nie planowała jej. Miała wiele innych planów i dziecko nie stanowiło priorytetu w jej życiu. Wiele uległo zmianie.
- Dziękuję - znów spojrzała na swój niewielki jeszcze brzuch, który z każdym dniem nabierał rozmiarów. Westchnęła i wykonała młynka czarnymi oczami, gdy Max zaczął dopytywać o szczegóły. - Tak, teraz już wszystko jest w porządku, choć nadwrażliwość co poniektórych pozostała - znów wymownie spojrzała w sufit, gdzie jak wiedziała, mieścił się gabinet Camaela. - Ciąża była zagrożona. Dużo czasu spędziłam w Mungu na obserwacji, potem tutaj, w domu. Na szczęście teraz już się wszystko unormowało i nie ma konieczności nakładać na mnie większych ograniczeń - nie była skrępowana wyjaśnieniami, które mu zaoferowała. Oswoiła się z faktem, że w jej ciele kiełkuje nowe życie. - Więc, jeśli wszystko pójdzie dobrze, to prawdopodobnie będę rodzić pod koniec września, bądź na początku października - dodała po chwili. Oczywiście nie mogła się doczekać momentu w którym pozna swoje dziecko i będzie mogła je uściskać.
Słysząc jego kolejne słowa, ponownie uniosła brew ku górze, a jej twarz straciła nieco na radości, w zamian zyskując tak charakterystyczną dla niej stanowczość.
- Z tego, co zauważyłam, to jestem tylko w ciąży, która jest już w porządku. I tak, zamierzam wrócić do Hogwartu, bo tutaj dostaję świra - oznajmiła z lekką nutą wyzwania w głosie. Wyraźnie swoją postawą mówiła ”Spróbuj tylko być po ich stronie i mi zabronić…”, choć nie była pewna, czy Max miał na tyle instynktu samozachowawczego, aby wyłapać tę aluzję. - On mi zabrania warzyć eliksiry! - poskarżyła się, niczym małe dziecko, naprawdę tym sfrustrowana. A przecież już dawno minęły czasy, kiedy Beatrice popełniała błędy warzelnicze na Merlina! Prychnęła pod nosem słysząc jego kolejne słowa. - Do porodu jeszcze dużo czasu. Nie ma opcji, żebym w nowym roku akademickim wróciła do pracy, więc chcę korzystać, póki mogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Nieokreślony
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1074
  Liczba postów : 8911
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyCzw Kwi 28 2022, 14:58;

No tak, ciężko było nie zauważyć, skoro praktycznie zamienił się w skórę i kości. Miał dobre piętnaście kilogramów niedowagi i choć próbował postawić się na nogi, brak księżyca skutecznie mu to uniemożliwiał.
Początkowo pokręcił głową, nie chcąc zalewać jej swoimi problemami i już miał zmienić taktownie temat, gdy uznał, że w sumie to kobieta jest chyba jedyną osobą, z którą może szczerze o tym wszystkim porozmawiać. Bez względu więc na czający się w jego sercu ból przestąpił przez ochronny, emocjonalny mur i jednak się odezwał.
-Nie jesteś w stanie. Zjebałem i nie wiem, czy da się to jakoś odkręcić. - Zaczął jak zawsze ogólnikowo, żeby przypadkiem nie przejść za szybko do sedna swojego egzystencjonalnego kryzysu. -Podczas ferii na Malediwach coś się zjebało. No, może nie do końca coś. Jednego wieczoru poszedłem pobiegać i spotkałem kogoś, z kim miałem dość... skomplikowaną relację. - Wykrzywił się, nie wiedząc jak to inaczej ująć. Najchętniej wychyliłby teraz z pół butelki mocnego trunku i zapalił, ale nie miał takiej możliwości, a też nie chciał czadzić kobiety w jej domu. Tyle szacunku jeszcze do niej miał. -Wiesz, że gdy zmarła moja matka, zacząłem coraz mocniej wchodzić w prochy. No i tak jakoś wyszło, że nawiązałem romans ze swoim dilerem. - Nie patrzył jej już w oczy. Pierwszy raz opowiadał to wszystko na głos i czuł się zdecydowanie mniej niż komfortowo. -Koleś miał manię kontroli i choć nie widzieliśmy się dwa lata, był pewien, że ot tak znów rzucę się w jego ramiona. Nagabywał mnie trochę i przysłał prezent do domku, który dzieliłem z Felkiem. No cóż, Feli nie był głupi, widział że coś się dzieje, a do mnie wróciło to wszystko i.... -Wziął naprawdę głęboki oddech, po czym powrócił wzrokiem do czarnych oczu Beatrice. -Nie chciałem tego, ale nie było innego wyjścia. Nie mogłem go dalej ranić swoim życiem, nie mógł wciąż płacić za moją przeszłość. Postanowiliśmy się rozstać, żebym mógł sobie to wszystko poukładać, ale sprawy się nieco pokomplikowały i nie wiem, czy będę w stanie jeszcze kiedykolwiek cokolwiek ułożyć. - Jak na ten moment pominął część o ćpaniu i powrocie w ramiona Moralesa, z których do dziś tak naprawdę się nie uwolnił. Miał mętlik jak cholera i choć Beatrice nie była w stanie ogarnąć się za niego, to już samo to, że powiedział jej o tym wszystkim sprawiło, że poczuł się nieco lepiej. Skrzywił się jeszcze mocniej, gdy kobieta zapytała go o patronusa. Po raz kolejny - nie mógł jej przecież okłamać. - Nie potrafię. - Przyznał, a na jego twarzy pojawił się widoczny wstyd. Wciąż czuł się poważnie wybrakowany z tego względu, że mimo wielu prób nigdy nie udało mu się przywołać magicznego strażnika. Choć było to może niezbyt normalne, to ten fakt był dla niego bardziej wstydliwy niż relacja z Paco.
Ciężko było mu się nie ucieszyć. Beatrice była dla niego cholernie ważna i czuł się szczęśliwy widząc, że układa sobie życie, w jakikolwiek sposób by tego nie chciała, a czuły gest tylko upewnił nastolatka, że dziecko nie jest dla niej problemem, a radością, na którą wyczekuje wraz ze swoim świeżo upieczonym mężem.
-W takim razie kompletnie mu się nie dziwię. Ale cieszę się, że komplikacje już za wami i mam nadzieję, że wszystko teraz będzie już dobrze i przede wszystkim będziesz o was dbać! - Uniósł palec, jakby chciał ją moralizować, choć oczywiście było to śmieszne biorąc pod uwagę ich relację i całą resztę. -Czyli początek jesieni, zapiszę sobie. Wiesz już, jaka płeć? - Zapytał ciekaw, czy w tak wczesnym okresie da się ustalić już podobne rzeczy. Sam miał mało do czynienia z ciążami i bobasami, bo gdy Emma urodziła był jeszcze cholernie młody i z wiadomych względów nie dopuszczano go do potomstwa siostry. Dopiero Perpetua powierzyła mu swój malutki skarb pod opiekę podczas Arabskich wakacji, co o dziwo wyszło mu dość dobrze.
Sam widział w powrocie do Hogwartu wiele klocków, które nie składały mu się w całość, ale oczywiście Dear miała na to własne spojrzenie, kompletnie inne od tego Solbergowego.
-Wiem, że nie jest to śmiertelna choroba, ale chodzi mi, że Hogwart to wylęgarnia stresu i niebezpieczeństw. Szczególnie dla opiekunki Slytherinu! - Zaśmiał się, bo najłatwiejszej pracy kobieta nie miała i obydwoje zdawali sobie z tego dobrze sprawę. -Po prostu uważaj na siebie, dobrze? - Nie chciał z nią walczyć. Po prostu i po ludzku się o nią martwił i choć pewnie było to zupełnie irracjonalne, chciał uchronić ją od niepotrzebnych problemów i komplikacji.
-On, CO?! - Oburzył się szczerze, słysząc te farmazony, które zrodziły się w głowie Camaela. -Chyba sobie żartuje. Już ja z nim porozmawiam. Ja wiele rozumiem, naprawdę, ale odciąganie Cię od kociołka...? No pojebało typa do reszty... - Był gotów wstać i poszukać pokoju, w którym obecnie Whitelight rezydował, by wtłuc mu nieco sensu do łba. Może i eliksiry nie były najbezpieczniejszym zajęciem, ale w głowie Maxa było to najgorsze, co Camael mógł zrobić komukolwiek i kiedykolwiek, a co dopiero Beatrice! - Przynajmniej wiem, że nie mam po co tam wracać. Wiesz już, kto Cię zastąpi? - Zapytał z ciekawości, zaintrygowany czy dyrektorka w ogóle już tę kwestię jakoś rozwiązała.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1647
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyPon Maj 09 2022, 09:37;

Niewątpliwie, wszyscy odczuwali zmiany w swoich ciałach, które były skutkiem braku blasku księżyca. Choć sama Beatrice nie była taka pewna, czy w jej przypadku aby na pewno był to tylko księżyc i jego nieobecność na nieboskłonie. Czy może raczej chodziło też o samą ciążę, zmiany hormonalne i cholera wie co jeszcze. Pewne było jedno, od dawna nie czuła się sobą, choć w przypadku Maxa, te wszystkie zmiany były nad wyraz widoczne. To było pierwszym, co zaniepokoiło Beatrice.
Cierpliwie czekała na rozwinięcie jego myśli, świadoma faktu, że to w końcu nastąpi. Dlatego tylko wpatrywała się w niego czarnymi oczami, gotowa milczeć choćby i przez najbliższe kilka godzin, byle tylko w końcu powiedział to, co faktycznie mąciło jego spokój. Znała go nie od dziś. Nie od dziś wiedziała, że radzili sobie z o wiele gorszymi problemami. Naprawdę wystawił ją na paskudne próby, ale ona dalej była gotowa mu pomóc.
Kiedy zaczął mówić, słuchała go w skupieniu, żadnym grymasem czy zbyt głośnym westchnieniem, nie rozpraszając go. Nieco tylko uniosła jedną brew do góry, grzy wspomniał o dilerze i relacji, jaka ich połączyła. Ale to tyle, nic ponadto.
- Ale ty pierdolisz kocopoły - powiedziała w końcu, gdy wiedziała, że zapewne w tym momencie nie usłyszy nic więcej od niego. Nie musiał mówić o ćpaniu. Była inteligentna kobietą i wiedziała, że prawdopodobnie używki również powróciły do jego życia. Na Merlina, znała go prawdopodobnie lepiej niż jakikolwiek dorosły. Pochyliła się delikatnie w jego stronę, szukając swoim spojrzeniem, jego własnych tęczówek. - Max, czy problemy przez które wspólnie przeszliśmy, nie nauczyły cię niczego? Nie raz i nie dwa wpadałeś w gówno aż po same uszy. Załamywałeś się, płakałeś na moich oczach i mówiłeś, że to wszystko powinno się skończyć tu i teraz. - wymownie spojrzała na zegarek umieszony na swoim nadgarstku, po czym znów wróciła do niego spojrzeniem i uśmiechnęła się delikatnie. - A jednak wtedy dałeś sobie radę. Co prawda wpadłeś w jakieś błędne koło, ale, na Merlina, niczego cię to nie nauczyło? - Jej brwi uniosły się jeszcze wyżej. - Oczywiście, że wszystko da się z powrotem ułożyć! Droga do tego będzie brutalna i paskudna. Prawdopodobnie polegniesz kilka razy i jeszcze kilka razy będę musiała sprowadzać cię na ziemię. Ale nigdy w ciebie nie zwątpię tak, jak i nie zwątpiłam kilka lat temu.
Siła w jej oczach jasno mówiła, że jak zwykle, nie kłamała. Jak zwykle postawiła na brutalną szczerość, która w jej mniemaniu była niejednokrotnie kluczem do sukcesu. Nie zamierzała prawić mu banałów czy pocieszających moralnych monologów. Wolała pokazać mu, że już kiedyś dał sobie radę, dlaczego teraz miałby polec?
- W takim razie, pomogę ci w nauce tego zaklęcia - obwieściła, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Była naprawdę kiepska w zaklęcia i prawdopodobnie lepiej byłoby, gdyby w tym przypadku poprosiła o pomoc Camaela. Coś jej jednak podpowiadało, że to musi być ona, nikt inny. - Niedługo wrócę do Hogwartu. Możemy umówić się na indywidualne lekcje w Hogsmeade, o ile zapewnisz mi odpowiednią ilość czekolady jako zapłatę. - wzięła głębszy oddech i ponownie spojrzała z uśmiechem na swój nieco widoczny już brzuch. - Czekolada jest idealnym lekiem na wszystko, szczególnie w czasie ciąży.
Nie podobało jej się, że Max gotów był przyznać Camaelowi rację, co oczywiście od razu odznaczyło się na jej buzi.
- Oczywiście, że będę! Jakie mam inne wyjście? - Prychnęła, niczym obrażone dziecko. Wykonała efektownego młynka czarnymi oczami na pytanie o płeć. - Jeszcze to nie jest wiadome, choć mam szczerą nadzieję, że to będzie dziewczynka. Raczej nie idzie mi wychowywanie chłopców - wyszczerzyła się w jego kierunku po tych słowach. Nie czuła potrzeby tłumaczenia ukrytej w nich aluzji.
Sięgnęła dłońmi w jego stronę, gotowa od razu go usadzić z powrotem na kanapie, gdyby jednak zdecydował się wstać i iść krzyczeć na jej męża.
- Na litość Morgany, ani mi się waż do niego iść! - spiorunowała go wzrokiem i dopiero, kiedy była pewna, że usłucha jej prośby, nieco spuściła z tonu. - A dziwisz mu się? Tak kompletnie szczerze jeśli o tym pomyślisz? Ciąża była zagrożona przez dłuższy czas. Musiałam siedzieć w Mungu ale wynegocjowałam z uzdrowicielami, że w domu też odpocznę i nie będę się nadwyrężać. Praktycznie cały czas leżałam. - Podawała mu te wszystkie racjonalne argumenty, aby pokazać, że jej mąż wcale nie chciał źle. I ona teraz to rozumiała, choć i tak musiała dać pokaz swojej irytacji.
- Oh, a ja jestem pewna że wrócisz. Wrócisz i skończysz te studia. A za rok, wrócę ja i nauczę cię wszystkiego, czego sama potrafię. - Mówiła to dobitnym tonem, wlepiając w Maxa twarde spojrzenie. Oh, wiedziała, że nie pozwoli mu się poddać. Również pod względem nauki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Nieokreślony
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1074
  Liczba postów : 8911
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyPon Maj 09 2022, 11:22;

Tak, przeszli razem już wiele, bardzo wiele i choć wyglądało to nieciekawie na papierze, tak dzięki temu jak silną i zdeterminowaną kobietę miał przy sobie, Max w końcu zyskał kogoś, komu może w stu procentach zaufać. Droga do tego była ciężka i naznaczona wieloma problemami, ale za nic w świecie nie chciały stracić Beatrice ze swojego otoczenia. Był gotów zrobić dla kobiety wszystko tak, jak ona wiele poświęcała dla niego. Dziś po prostu mówił, nie chcąc oszukiwać jej w żadnym względzie, że jest w porządku, a ona jak zwykle słuchała, pozwalając mu zrobić to wszystko w jego tempie i słowach.
Prychnął lekko z uśmiechem, słysząc pierwsze, co opuściło jej usta. Oczywiście miała rację, ale nie oznaczało to, że jakkolwiek łatwiej mu było zmienić podejście gdy widział, jak wiele rzeczy wali mu się na głowę. Rysy chłopaka spięły się nieco, gdy zaczęła mówić dalej. Faktycznie wychodziło na to, że wciąż powtarzał te same błędy, ale od kiedy zerwał z Felkiem, wszystko było... trudniejsze.
-Wydawało mi się, że wyniosłem z tego wiele. Po prostu tego nie rozumiem, wszystko zdawało się być dobrze, a nagle wydaje się jakby przez ten rok, czy dwa nic się nie zmieniło. - Wypowiedział swoje myśli, które widocznie nie sprawiały mu żadnej przyjemności. Otworzył usta, by powiedzieć coś więcej, po czym je zamknął, widocznie bijąc się z myślami. W końcu znów rozdziawił paszczę uznając, że skoro już zaczął, nie może pominąć tego, co też dręczyło go najmocniej. A przynajmniej jednej z rzeczy, które nie do końca pozwalały mu spać.
-Widzisz, problem jest... Nieco bardziej skomplikowany niż bym chciał. - Przerwał, znów czując, że nie jest w stanie zbyt wiele powiedzieć. Przed oczami stanęły mu nieco mgliste, ale jednak bolesne wspomnienia z marcowej nocy w El Paraiso. Młoda twarz ponownie się skrzywiła, ale było już za późno, by się wycofać i udawać, że nic nie powiedział. -Wiem, że jako jedyna we mnie wierzysz i szczerze jestem Ci za to wdzięczny. Podtrzymywałaś mnie w tym chorym świecie, chociaż ostatnimi czasy znów zastanawiam się, czy nie był to niepotrzebny wysiłek. - Zaczął od tego, co było dla niego łatwiejsze, bo co jak co, ale nadal nie był mistrzem rozmowy o swoich problemach. -Chwilę po tym, jak rozstaliśmy się z Felim... No trochę mnie poniosła impreza. Mimo stanu w jakim byłem, wiedziałem, że potrzebuję pomocy, więc poszedłem do niego. - Wziął głęboki oddech, bo nie do końca chciał to mówić na głos. -Poszedłem do tego mojego byłego dilera. Wiem, brzmi jak ostatnie debilstwo, ale... Beatrice poszedłem do niego po pomoc. - Odwrócił wzrok, nie wiedząc dokładnie, jak powinien się zachować i czy przypadkiem nie powinien zamilknąć. Ciągnął jednak dalej, zaciskając nerwowo palce na samo wspomnienie tej tragedii. -Widzisz początkowo, te kilka lat temu, faktycznie mnie zaopatrywał, sypialiśmy ze sobą i tak to wyglądało, ale ten układ dość szybko się zmienił. Koleś przestawał mi sprzedawać i jestem pewien, że przez niego nie mogłem dostać ich specyficznego towaru nigdzie indziej, a zamiast tego zaczął mi pomagać. Wiele razy mnie odtruwał i próbował nawrócić na trzeźwość. Nienawidziłem go za to i mimo wszystko zaopatrywałem się gdzie indziej, ale teraz.. Teraz naprawdę przyszedłem prosić, żeby znów mnie oszukał i poddał odtruwaniu. Zabrałem się do tego w najgorszy możliwy sposób i o mało co wszystkiego nie zjebałem. Na szczęście miałem obok kogoś, kto nie pozwolił by tak się skończyło i ostatecznie koleś mi pomógł. Jak zresztą zawsze. - Z widocznym i jeszcze większym bólem w oczach, powrócił spojrzeniem do czarnych oczu kobiety. -To jest mój problem Beatrice. Czuję się przy nim zbyt bezpiecznie. Wiem, że to brzmi źle i pewnie takie jest, ale taka prawda. Przy Felku postanowiłem rzucić to świństwo w cholerę, ale nie zmienia to faktu, że ukrywałem przed nim prawdę. Przy Paco nie muszę. Nie jestem z tego dumny, ale wiem, że mogę pojawić się u niego w najgorszym stanie, rozjebać mu wszystko wokół a i tak wyląduje bezpiecznie. Przeraża mnie to. Przeraża mnie to, jak bardzo mnie ten człowiek wkurwia, jak wiele kontroli chce mieć nad wszystkim, jak bardzo musi wszędzie być i wszystko wiedzieć, ale bardziej przeraża mnie to, że nie potrafię się od niego odciąć. Widzę, że próbuje nad sobą panować i spędziliśmy razem kilka naprawdę przyjemnych momentów ostatnimi czasy tylko... Czuję się z tym wszystkim tak źle. Mam popierdolone w głowie jak nigdy. Nie wiem co myśleć, a co dopiero co robić i jak to wszystko poukładać... - Przetarł mocno oczy dłońmi. Poczuł się nagle strasznie wycieńczony i najchętniej to by się tu skulił i zasnął. Powiedzenie tego wszystkiego na głos kosztowało go znacznie więcej niż powinno, ale poczuł, jak automatycznie zrobiło mu się troszkę lżej na sercu. Tak, ta kobieta zdecydowanie miała coś, co sprawiało, że Max czuł się przy niej jak w domu. Doceniał jej szczerość i wolał takie podejście niż naiwne wmawianie mu, że nic się nie stało. Ich relacja była oparta głównie na tym, że nie oszukiwali się wzajemnie, a to ułatwiało wiele spraw, choć droga do tego miejsca nie była wcale usłana różami, a wieloma dziwnymi spotkaniami w gabinecie kobiety.
-Beatrice... - Jęknął trochę bardziej niż zamierzał, ale kwestia patronusa była dla niego wyjątkowo bolesna. -Nie możesz się przemęczać, pamiętasz? Poza tym, nie musisz, dam sobie jakoś radę bez. Próbowałem już naprawdę wiele razy, to po prostu nie moja bajka. - Powiedział szczerze, bo nie chciał marnować czasu kobiety na bezowocne próby nauczenia go czegoś, czego i tak nie miał nadziei nigdy opanować. -Jeśli chodzi o czekoladę, to zawsze i wszędzie. Proszę bardzo. - Wyjął z kieszeni czekoladową żabę i podał kobiecie. Wciąż miał nawyk, którego nauczył go wiecznie głodny słodkiego Felinus, a poza tym czekolada dobrze działała na organizm po spotkaniu z dementorem. -Jeszcze miewasz jakieś zachcianki, czy narazie tylko kakao Cię zadowala? - Zapytał ciekaw, jak oprócz widocznie trudnych początków, kobieta znosi resztę tego "błogosławionego stanu". Na Merlina, jak Max nie zazdrościł nikomu chodzenia w ciąży....
Uśmiechnął się na widok jej młynka oczami. Chyba nigdy Beatrice nie była przy nim tak otwarta emocjonalnie. Zazwyczaj zachowywała tę swoją kamienną twarz, słuchając uważnie i wypowiadając swoje opinie. Widać wiele się zmieniło od kiedy ostatnio widzieli się na weselu, choć nastolatek wciąż nie mógł przyzwyczaić się do jej nowego nazwiska.
-Zdecydowanie żadne. A jak któryś bezczelny, mały, pyskaty ślizgon Ci podskoczy, od razu sprowadzaj go do parteru. Nie możesz się przecież przesadnie denerwować. - Wyszczerzył się bardziej, bo oczywiście żadne z nich nie miało wątpliwości, że sam takim okazem jeszcze niedawno był. No może nie małym, ale reszta się zgadzała. -Tu bym się nie zgodził. Pamiętaj, takiego noworodka łatwiej ukształtować. - Zapewnił ją, nie mogąc zaprzeczyć, że co jak co, ale wiele mu pomogła i poniekąd wychowała przez ostatni rok kariery Solberga w Hogwarcie. -Córeczka jednak idealnie by do Ciebie pasowała. Myślisz, że odziedziczy Twój dar? - Zapytał ciekaw, bo co jak co, ale aż tak się na tym wszystkim nie znał. Oczywiście mówił o metamorfomagii, bo nie wątpił, że nad kociołkiem mała będzie radziła sobie znakomicie.
Nigdzie się nie ruszył, ale zdecydowanie nie podobało mu się to, co usłyszał i choć kobieta podała mu dość logiczne i sensowne argumenty, on miał swoje do powiedzenia i właśnie miał zamiar to z siebie wywalić.
-Okej, tu rozumiem i faktycznie sam bym nie pozwolił Ci się przemęczać, ale chyba nie muszę Ci mówić, że da się ogarnąć to jakimś kompromisem? Nie wszystko wymaga wielu godzin na nogach i wyczerpania organizmu, a jednak to eliksiry. - Spojrzał na nią, nie do końca wierząc, że tak łatwo się poddała, nie myśląc o tym, że może tę pracę dostosować do swoich obecnych warunków zdrowotnych. Naprawdę on miał tu ją uczyć, że można warzyć eliksiry na różne sposoby?
-Przemyślę to, ale uwierz mi, w tej chwili mam zbyt wieli bałagan w głowie, żeby dodawać sobie jeszcze szkolny burdel. Poza tym nie chodzi o samą naukę, bo chciałbym wycisnąć z tej pożalsięboże placówki wszystko, co tylko mogę. Po prostu nie czuję się gotów na resztę tego bajzlu. - Pokręcił głową. Wiedział, że kłótnia z Beatrice nie ma sensu i naprawdę nie zatracił chęci do karmienia swojej wiecznie nienasyconej ambicji, ale szkoła to nie tylko nauka i praktyka, ale cała gama interakcji społecznych i problemów, które dość mocno wpływały na życie Maximiliana.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1647
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyWto Maj 10 2022, 13:40;

Prawdę mówiąc kompletnie nie spodziewała się, że dzisiejsze spotkanie będzie obfitować w takie rozmowy. Choć patrząc na to z drugiej strony, po Maxie należało spodziewać się wszystkiego. I na tyle, na ile Beatrice zdążyła go poznać, jak nikt potrafił wpaść w tonę gówna i ubabrać się w nim aż po same pachy nim w końcu zauważy, że coś jest nie tak i zamiast pogłębiać się w problemach jeszcze bardziej, odważy się sięgnąć po pomoc. Zawsze musiał najpierw dotrzeć do samego jebanego dna, jakby w ogóle nie wyciągnął lekcji z popełnianych błędów. Tak było i tym razem, o czym dość szybko się przekonała. Już wcześniej była świadkiem tego, jak to to wszystko się odbywało. Ta rozmowa mówiła jej tylko, że ponownie wpadł w to samo, błędne koło. Niemniej, nie była osobą, która powinna go oceniać. Nigdy nie czuła się kimś takim. Wolała pomóc, nieść rozwiązanie, a nie rozważać, czy aby na pewno jego postępowanie było słuszne, czy nie. Swoje opinie starała się pozostawiać dla siebie, jak i tym razem. Jednak wciąż wpatrywała się w niego uważnie, w jego postawie, wystraszonym spojrzeniu czy niekontrolowanym ruchu dłoni zauważając więcej, niż jej opowiadał. Lata kontrolowania własnych odruchów w takich momentach przynosiły spore korzyści i z tego też względu, czy tego chciał, czy nie, wiedziała więcej, niż mogło mu się wydawać.
- Nieco bardziej skomplikowany? - Uniosła jedną brew ku górze i czekała na rozwinięcie przez niego wątku. Zaplotła dłonie na wysokości klatki piersiowej, nawet razu nie przerywając jego monologu a zamiast tego, wpatrując się w niego bardzo uważnym spojrzeniem czarnych tęczówek.
- Wiesz co myślę? - zapytała, gdy wiedziała już, że na ten temat nie usłyszy ani słowa więcej. - Ty wcale nie chciałeś się odtruć. Gdybyś tego pragnął, nie poszedłbyś do kogoś, kto mógłby ci sprzedać więcej prochów i zatruć jeszcze bardziej. Gdybyś naprawdę chciał odtrucia, na pewno pomyślałbyś o innych osobach, przy których czujesz się naprawdę bezpiecznie, a nie karmisz się tylko złudną iluzją tego stanu. - Oczywiście jak to zwykle Beatrice miała w zwyczaju, waliła prawdę między oczy, nie bacząc na to, jak bardzo ona zaboli. Zawsze uważała, że prawda, nawet ta najgorsza, jest o wiele lepsza niż najpiękniejsze nawet kłamstwo. Poza tym, wiedziała, że Max potrzebuje otrzeźwienia umysłu, które mogła mu ofiarować. Prawdopodobnie gdyby tego nie chciał, nie opowiadałby jej teraz tego wszystkiego z takimi szczegółami. Znał ją, wiedział jak postępuje i jakie ma metody. Na pewno nie mógł być zaskoczony tym, w jaki sposób się do niego zwracała. Pochyliła się nieco w jego kierunku, opierając swoje łokcie na kolanach i splatając palce w powietrzu. - Dalej bierzesz? Teraz, w tym momencie? Czy dalej zażywasz cokolwiek? - Dokładnie precyzowała swoje pytanie wiedząc, że na takie o wiele trudniej odpowiedzieć w sposób wymijający. Niemniej wierzyła, że nie będzie jej kłamał. Jak zawsze w ich relacji.
Przeszli do kwestii patronusa, która w oczach Beatrice była niezwykle prostą do rozwiązania i w taki też sposób ją potraktowała. Dlatego, kiedy tylko zaczął podnosić sprzeciw co do jej pomysłu, ona podniosła swoją dłoń do góry, w wyraźnym geście sugerującym koniec dyskusji.
- Nie przyjmuję w ogóle żadnego sprzeciwu. Poza tym, ciąża to nie choroba, a Tobie trzeba pomóc - oznajmiła, nadzwyczaj pewnym tonem i zanim chłopak zdążył cokolwiek na ten temat powiedzieć, od razu kontynuowała, aby nie dopuścić go do głosu. - I nie chcę w tym momencie słyszeć nawet słowa więcej na ten temat, zrozumiano? To już postanowione i czy tego chcesz, czy nie, ponownie wcielę się w rolę Twojej nauczycielki.
Zadowolona z siebie uśmiechnęła się półgębkiem i odebrała od niego czekoladową żabę. Od razu ją rozpakowała i nim ta zdążyła choćby pomyśleć o uciecze, bezceremonialnie wepchnęła ją sobie do ust, odgryzając żabią głowę. - Czekolada, tylko i wyłącznie. Mam nadzieję, że to dziecko wynagrodzi mi to obżarstwo - choć jej ton bardzo wyraźnie sugerował, że temu dziecku byłaby w stanie wybaczyć wszystko. Na Merlina, jakim cudem tak szybko zaszło w niej tak wiele zmian?
Kiedy zadał jej pytanie odnośnie dziedziczenia metamofromagicznego daru przez jej pociechę, westchnęła przeciągle. Poprawiła poduszkę za swoimi plecami i oparła się o nią wygodnie, co dało jej nieco czasu na to, aby mogła odpowiedzieć na to pytanie.
- Prawdopodobieństwo jest zatrważająco duże. W rodzinie Camaela również pojawia się metamorfomagia. Ja przeskoczyłam pokolenie jeśli chodzi o dziedziczenie. Córka mojego brata również jest metamorfomagiem - wyjaśniła mu, choć w jej głosie nie pobrzmiewała już taka wesołość, jak jeszcze przed chwilą. Nim jednak Max zdążył zapytać, sama pospieszyła z dodatkowymi wyjaśnieniami. - Wiesz, ten dar… wcale nie jest tak fantastyczny, jakby mogło się każdemu wydawać. To są lata nauki kontroli, lata poświęcone na to, aby być normalnym. Nie wiem, czy chcę tego dla tego dziecka. - Chyba pierwszy raz wyrażała głośno swoje obawy związane właśnie z tym zagadnieniem. Kto jak kto, ale Beatrice wiedziała najlepiej, jak wiele wyrzeczeń czekało jej dziecko, jeśli urodzi się metamorfomagiem.
- Kompromisem jest to, że jestem w domu, a nie w Mungu pod stałą obserwacją uzdrowicieli - wyjaśniła, by po chwili machnąć lekceważąco dłonią. Nie było sensu ciągnąć tego tematu. Odbije sobie bo w końcu wróci do Hogwartu.
- Wiesz co ja myślę? Że nawet nie wiesz, jak bardzo jest ci to potrzebne. Konieczność skupienia się na nauce, odciągnie twoje myśli od innych rzeczy. Będziesz musiał spędzać czas w Hogwarcie dzięki czemu, uwierz mi, będziesz musiał się uczyć. Reszta bajzlu? - Prychnęła pod nosem i pokręciła głową. - Te problemy są o wiele mniejszymi niż te, z którymi obecnie się mierzysz. Dlaczego więc nie wymienić ich na łatwiejsze do rozwiązania? - uniosła jedną brew patrząc na Maxa z pół uśmiechem na ustach. Nawet dla niej, a należało pamiętać, że hormony mogły zlasować jej mózg, brzmiało to naprawdę logicznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Nieokreślony
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1074
  Liczba postów : 8911
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyWto Maj 10 2022, 19:07;

Sam nie spodziewał się, że to wszystko pójdzie w tym kierunku. Problem był jednak taki, że chyba to wszystko zbyt mocno na niego ostatnio wpływało, a Beatrice była jedyną osobą, z którą mógł szczerze na ten temat porozmawiać. Nawet jeśli powiedziałaby mu, że jest ostatnim zjebem i jebanym ćpunem, to kto jak kto, ale ona mogła sobie na to pozwolić. Fakt, że jednak zazwyczaj nie oceniała go bezpośrednio naprawdę był wielkim plusem, który tylko zbliżał chłopaka do kobiety jeszcze bardziej.
Kiwnął tylko głową, po czym zaczął się uzewnętrzniać, a gdy w końcu zamilkł był dość zrozumiale zdenerwowany, co Beatrice na to wszystko powie. Przygryzł dolną wargę, gdy zadała retoryczne pytanie i słuchał, co ma do powiedzenia. Zabolało go to dość mocno i  chyba po raz pierwszy poczuł, że nieco się mijają, ale nie mógł też powiedzieć, że kobieta nie ma wcale racji. Skoro już jednak rozmawiali i było łatwiej, postanowił pociągnąć temat.
-Nie zgadzam się. Nie do końca. - Powiedział, po czym mocniej wbił palce w swój bok, by wywalić z siebie kolejne bolesne rzeczy. -Może kiedyś faktycznie liczyłem, że wykorzystam jego słabość do mnie i przekonam do tego, żeby mimo wszystko coś mi skapnął, albo po prostu okradnę go i naćpam się za zamkniętymi drzwiami. Teraz było inaczej i... - Zamilkł, nieco zwiększając nacisk zębów na delikatną skórę swojej dolnej wargi. -Byłem przerażony, Beatrice. Bałem się, że wszystko zaprzepaściłem, ale też nie potrafiłem sam już z tego zrezygnować. Wiedziałem, że bez względu na to, czego chcę i co mówię, Paco zmusi mnie do wytrzeźwienia. Nawet jeśli miało to być tylko chwilowe rozwiązanie. Pewnie gdzieś z tyłu głowy liczyłem na to, że coś uda mi się ugrać, ale po tym, jak potraktowałem go na Malediwach raczej nie wiązałem z tym największej nadziei. Wiem, naprawdę wiem, jak to wygląda z zewnątrz, ale też wiem, że ten pierdolony kutas zbyt wiele razy ratował mi dupę, bym nie mógł na niego liczyć w tej kwestii, co mnie niemiłosiernie wkurwia. - Rysy Maxa widocznie się ściągnęły, pokazując szczerą złość na wspomnienie niektórych wydarzeń z jego przeszłości z Moralesem. -Poza tym, do kogo innego miałem iść? Do Felka, który pewnie nie chce mnie teraz widzieć, a nawet gdyby to wybaczyłby mi pewnie wszystko i poklepał po głowie? Do Lucasa albo Brooks, którzy pierdolnęliby mi w ten głupi łeb, nakurwili na mnie i próbowali pomóc, by ostatecznie zderzyć się ze ścianą i uznać, że jestem jaki jestem i trzeba się z tym pogodzić? A może do Stacey i Nicka, którzy odesłaliby mnie do terapeutki, która jak widać chuja daje? - Po raz kolejny - nie był idiotą, za jakiego ludzie go mieli. Doskonale zdawał sobie sprawę z wielu rzeczy i tak samo doskonale potrafił manipulować faktami na własną korzyść, by uzyskać z tego jak najwięcej dla siebie. Przychodził jednak moment, kiedy nie mógł już dłużej się oszukiwać.
Spojrzał na Beatrice, gdy ta zadała te pytania. Wiedział, że nie może jej okłamać, ale też nie potrzebował nic mówić, bo ból i rezygnacja w jego oczach, jasno dawała odpowiedź na wszelkie wątpliwości.
-Biorę. - Powiedział zwięźle. Głos nieco mu się załamał, a oczy zaszkliły, ale dzielnie trzymał się w kupie. -Nie chodzi o sam fakt rozstania, ale... - Kolejna przerwa, bo znów miał zamiar powiedzieć coś, co nigdy przy nikim nie chciało mu przejść przez gardło. Krew popłynęła z wargi, a paznokcie jeszcze mocniej wbiły się w bok, gdzie skóra pod ich naciskiem też zaczynała już pękać. -Od tego czasu wszystko wraca ze zdwojoną siłą. Boyd, Arabia, Inverness... Dostaję jakiś chorych ataków, których nie umiem powstrzymać. Na haju są słabsze, a często nie ma ich wcale. - Nie patrzył już na nią, nie mógł. Zaczął się trząść, a przed oczami znów miał krwawe ślepia, a nozdrze uderzyła woń potu i wilgotnej ziemi. Czuł, jak robi mu się niedobrze. Nie zrzygał się, ale ledwo trzymał się w jednym kawałku.
Szczerze nie spodziewał się takiej reakcji na kwestię patronusa. Nic więc dziwnego, że jego twarz  wyrażała ni mniej ni więcej niż brak zrozumienia sytuacji. Przecież dementory kiedyś opuszczą te okolice, prawda? Taką miał nadzieję, choć w przypadku ekstremalnym mógł przecież wyprowadzić się do ojca do Hiszpanii.
-No dobrze, ale nie rób sobie nadziei. Wątpię, że cokolwiek ze mnie wydobędziesz. - Potulnie się zgodził, bo wiedział, że z Beatrice nie ma co się kłócić. Nie chciał jednak robić jej nadziei, że jakkolwiek wyjdą z tej lekcji zwycięsko. Nie była pierwszą, która próbowała wykrzesać z niego szczęśliwą mgiełkę, o pełnym cielesnym patronusie nawet nie wspominając. -Mogę Ci załatwić i cały kontener jeśli trzeba. Mała na pewno będzie tego warta. - Nie znali jeszcze płci, prawda, ale już zaczął zwracać się do tego magicznego płodu jak do dziewczynki. Skoro kobieta miała takie życzenie, to czemu Max miał zakładać, że będzie inaczej. Był pewien, że Beatrice nawet własne jajeczka potrafi przekonać do swojej racji. Tej kobiecie po prostu się nie odmawiało na żadnej płaszczyźnie. Nigdy.
Kolejny pierwszy raz - Beatrice poczuła się niekomfortowo, co było po niej widać. Nie chciał wprawiać jej w taki stan, ale też nie wiedział, że dar jaki posiadał wcale nie był tak piękny, jakby się mogło zdawać, choć możliwość zmiany wyglądu w mgnieniu oka, według własnego widzi mi się zdawała się naprawdę kusząca. Wysłuchał więc co ma do powiedzenia na ten temat, nie ukrywając, że jest to dla niego nowość. -To dlatego tak mocno się kontrolujesz? Nie wiedziałem, że u Whitelighta też są metamorfomagowie. - Był nieco skonfundowany, ale teraz kilka rzeczy zaczynało mu się w końcu zgadzać. -Wolałabyś, żeby dziecko było "czyste"? - Potrafił to zrozumieć. Może na to nie wyglądało, ale naprawdę potrafił. Poniekąd nawet współczuł Beatrice, że stoi przed czymś, na co kompletnie nie będzie miała wpływu, a z czym będzie musiała się zmierzyć, jeśli jednak te szczególne geny dadzą o sobie znać w jej nienarodzonym jeszcze dziecku.
-Ehhh, niech będzie, że wiem co masz na myśli, ale nadal uważam, że całkowita rezygnacja z eliksirów nie jest niezbędna. Nie jestem jednak uzdrowicielem i jeśli takie masz zalecenia, nie będę się mieszał. Jestem smutny i rozczarowany, ale nie będę. - Przyznał z bólem, bo Beatrice, która nie miała możliwości pracy wydawała mu się czymś kompletnie nierealnym tak samo, jak karłowaty Voralberg czy dwuręki Callahan.
-Pewnie masz rację, choć nadal się boję, że powrót do szkoły znów pchnie mnie w popierdolone sytuacje, które skończą się wilczym biletem, tym razem na stałe. - Był zrezygnowany. Nie chciał się kłócić w tym temacie, bo sam nie potrafił powiedzieć, co jest dla niego lepszą opcją. W końcu sam też potrafił na tyle zaprząc się do roboty, że nie miał siły i czasu myśleć o czymkolwiek innym, ale Hogwart oferował nie tylko to. -Brakuje mi mojego laboratorium medycznego. - Przyznał z uśmiechem, szukając pozytywów w całej tej rozkminie. Co jak co, ale ten klub był jego oczkiem w głowie i ogromną radość sprawiało mu przekazywanie tego, co sam potrafił i zmuszania dzieciaków do zupełnie innego spojrzenia na dziedzinę, która pochłaniała całe jego serce.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1647
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyPon Maj 16 2022, 20:00;

Nie miała problemu z tym, aby udzielić Maxowi rady, której bardzo wyraźnie potrzebował. Wiele rzeczy w jego życiu poszło nie tak i Beatrice ewidentnie była świadkiem, jak dzieje się tak po raz kolejny. Chłopak musiał się otrząsnąć, a obecnie nic nie wskazywało na to, aby był w stanie dokonać tego samodzielnie. Merlin jej świadkiem, że w niego wierzyła, tylko co z tego, skoro on sam nie zamierzał pokładać w sobie żadnej nadziei? Sytuacja była bezsensowna, choć Trice usilnie próbowała zrobić coś więcej. Marszczyła brwi, słuchając jego dalszych słów, świadoma faktu, że on nawet nie zdawał sobie sprawy z jednej, bardzo ważnej rzeczy; kłamał ją, jednak tylko dlatego, że nie był świadom kłamstwa, jakie popełniał sam względem siebie. Nic dziwnego, że w końcu pokręciła przecząco głową, coraz bardziej niezadowolona z tego, co było jej dane usłyszeć z ust eks ucznia.
- To jest niesamowite - powiedziała w końcu, uśmiechając się nawet przy tych słowach. - Max, czy ty słyszysz jak to brzmi? To jest jedna wielka kpina i to nawet nie ze mnie i z mojej inteligencji, ale kpisz sam z siebie. - Dała mu chwilę czasu na to, aby przetrawił to, co właśnie powiedziała. Odczekała kilka sekund, które wykorzystała na to, by sięgnąć po pobliską szklankę z wodą i upić z niej nieco. Odstawiła ją delikatnie na blat stolika i znów wbiła w niego mocne spojrzenie czarnych oczu. - Jestem pewna, że zdawałeś sobie sprawę z jednego, bardzo prostego faktu. Ale skoro dalej tego nie widzisz, pozwól, że ci wyjaśnię. Związałeś się z mężczyzną, który jest dilerem i tym od początku dla Ciebie był. Obdarzyłeś go głębszym uczuciem, sądzisz, że ze wzajemnością. Tylko, na Merlina, jaki diler ma korzyść w tym, że jego klient przestanie ćpać? Naprawdę sądziłeś, że w taki sposób ostatecznie uda ci się z tym zerwać? - Po tym, co usłyszała, sama była bardziej niż pewna, że to by nie zadziałało. Nie mówiła nawet o wszelkich pokusach, które mogły na niego czekać podczas procesu trzeźwienia. Tylko o tym, że przecież to było chore. I prawdopodobnie była pierwszą osobą, która miała na tyle wielkie jaja, żeby powiedzieć o tym Solbergowi prosto w twarz. - Nie miałeś do kogo zwrócić się z prośbą o pomoc? - jej brwi podniosły się niebezpiecznie wysoko do góry. - Śmiem szczerze w to wątpić. Po prostu skorzystałeś z rozwiązania, które było najprostsze, najlżejsze i podane na srebrnej tacy. Nie mówię wcale o przyjaciołach w których słusznie nie powinieneś pokładać wiary w takim procederze. Ale naprawdę nikt inny nie przyszedł ci do głowy? - Nie czekała na jego odpowiedź, świadoma tego, że prawdopodobnie, skoro oczywiste rozwiązania nie były takowymi dla niego, i tym razem będzie podobnie. - Ośmielę się przypomnieć, że opinią niektórych znawców tematu, rozmawiasz właśnie z jednym z najlepszych eliksirowarów tego pokolenia i nie jest to moja opinia, bo cóż, sama sądzę, że jestem dosyć przeciętna, jednak odpowiednią odtrutkę byłabym w stanie przygotować w dwie doby.
Zamilkła, pozwalając na to, aby przetrawił jej słowa, z nadzieją, że może tym razem dotrze do niego ta jedna, pierdolona prawda, o której kurwa zawsze zapominał; nie był sam. Miał wokół ludzi gotowych do pomocy. I prawdopodobnie każdy, którego by poprosił na pewno nie odprawił by go z kwitkiem. Dalej zawodził ją, kiedy słuchała jego kolejnych słów.
- I co, dalej uważasz, że branie ci pomaga? - Sarkazm aż ociekał z jej słów, ale nie dbała o to. Nie zamierzała bawić się w odpowiednie słowa. Mówiła prosto z mostu, tak jak było. Zawsze tak miało pozostać i jeśli coś pod tym względem mu nie odpowiadało, prawdopodobnie wiedział, gdzie są drzwi. - I na Merlina, przestań okaleczać się w mojej obecności. Trochę to niestosowne, zważywszy na fakt, że ostatnie miesiące walczyłam o cudze życie, a teraz obserwuję, jak ktoś inny odbiera sobie chociaż częściowo zdrowie. - prychnęła pod nosem, wymownie wskazując podbródkiem ranę nad jego wargą oraz to, jak wbijał sobie paznokcie w dłoń. - Rozmawiamy o czymś, co było, nie o tym, co dzieje się aktualnie. Wiem, że emocje są silne, ale okaleczanie samego siebie, nie przyniesie ci ulgi, tylko znalezienie rozwiązania dla sytuacji w której się znalazłeś. - Naprawdę, we własnej ocenie wykazywała się ogromną cierpliwością względem jego zachowania. Gdyby nie ta cierpliwość, prawdopodobnie obchodziłaby się z nim o wiele mniej delikatnie. - Mogę ci pomóc. Ale tylko jeśli naprawdę tego chcesz. I nie, nie zapewniaj mnie o tym od razu - uniosła dłoń, tym samym uciszając ewentualne zapewnienia. - Chcę, żebyś pomyślał, w ciszy, czy rozumiesz, czego oczekuję w zamian? Nie będę tolerować odstępstw od ustanowionych reguł. Jeśli naprawdę chcesz to rzucić i wyjść na prostą, a wierz mi, to jest bardzo dobry krok w tę stronę, zrobię wszystko, by ci pomóc. W zamian ty zrobisz wszystko, aby nie zawieść mojego zaufania, bo nie zwykłam proponować coś podobnego kilka razy. - Te słowa można było odczytać w kilka sposobów i była ciekawa, czy Max dostrzeże tę właściwą dla niej głębię. Nie chciała zostawiać go samego na pastwę losu. Tyle że wiedziała też, że nikt nic nie zdziała, o ile Max nie będzie chciał się zmienić sam z siebie. Jeśli miała mu pomóc, potrzebowała deklaracji, silnej i pewnej, że zrobi wszystko, co w jego mocy. Że się kurwa nie podda, tak jak robił to teraz, po raz kolejny użalając się nad swoim losem. Szukając winy tam, gdzie tak naprawdę nigdy jej nie było.
Tym bardziej cieszyła się na zmianę tematu, bo dla nich obojga ten był trudnym i prawdopodobnie będą jeszcze długi czas o tym dyskutować. Co prawda dyskusja na temat jej zdolności metamorfomagicznych nie była czymś, co czyniła na co dzień, jednak tego dnia zostało powiedziane tyle niewygodnych słów dla Maxa, że czuła się niejako zobligowana do tego, aby powiedzieć coś więcej. Poza tym, miała wrażenie, że ten nie będzie oceniał, jedynie wysłucha.
- Dokładnie tak. Od najmłodszych lat byłam uczona kontroli własnego ciała i odruchów, aby okiełznać swoją metamorfomagię. Innego sposobu nie było w tamtym momencie - przyznała, przenosząc swoje spojrzenie na widok, który malował się za pobliskim oknem. Na pobliskim drzewie zasiadł jakiś ptak, którego Beatrice nie była w stanie rozpoznać, jednak nie miało to dla niej większego znaczenia. - Dopóki nie poznałam siostry Camaela, również o tym nie wiedziałam - dodała, przenosząc znów wzrok na Maxa. - Wolałabym, aby było szczęśliwe. Przede wszystkim. Czy będzie metamorfomagiem, czy nie, na pewno nie pozwolę, aby czuło się tak, jak ja się czułam w tamtym czasie. - Siła jej spojrzenia mówiła jasno, że nie zamierzała pozwolić, aby cokolwiek przykrego spotkało jej pierworodne dziecko. Po chwili uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie rezygnuję całkowicie. Myślisz, że dlaczego wracam do Hogwartu? Ślizgoni na pewno by sobie beze mnie poradzili, ale ja nie poradziłabym sobie bez kociołka! - Zaśmiała się dźwięcznie po tych słowach, pewna tego, że kto jak kto, ale on zrozumie jej rządzę warzenia eliksirów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Nieokreślony
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1074
  Liczba postów : 8911
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyWto Maj 17 2022, 09:16;

Niestety Beatrice miała rację. Max oszukiwał sam siebie na wielu polach, a niektóre rzeczy odrzucał od własnej świadomości z taką siłą, że sam nie zdawał sobie sprawy z tego, że mija się z prawdą, której nie chciał widzieć. Jak więc miał być do końca szczery z Beatrice, skoro nie potrafił tego samego wystosować względem samego siebie? Nie wiedział tego, ale też nie widział jak bardzo daleki jest od prawdy. Nie chciał widzieć w obawie, że spowoduje to kolejne bolesne myśli i uczucia, których wcale nie będzie mu tak łatwo przetrawić. Rozmowa z kobietą nie była dla niego łatwa, ale mimo to czuł się poniekąd lepiej wywalając z siebie niektóre wątpliwości. Niestety, gdy jego była opiekunka odezwała się, znów miał wrażenie, że po raz pierwszy naprawdę mocno się rozmijają.
Nie odpowiedział nic na jej pierwsze słowa, unosząc tylko lekko brew. Czekał na rozwinięcie, choć akurat to, że był jedną wielką kpiną nie było niczym nowym. Chciał tylko poznać powód, dla którego akurat w tej chwili jego rozmówczyni wystosowała podobne słowa. I wtedy właśnie pojawił się problem, gdy Max usłyszał słowa, które jednocześnie miał nadzieję usłyszeć jak i miał nadzieję, że nigdy z ust kobiety nie padną. Bo czy sam nie powtarzał tego Moralesowi milion razy? Jakim cudem ostatecznie i tak wpadł w tę spiralę zacieśniając więzy z mężczyzną, który budził w nim tak skrajne emocje? Nie miał pojęcia. Mętlik w głowie rósł, a z ust wydobyło się niekontrolowane prychnięcie. Nie mógł jednak siedzieć w milczeniu, gdy jedna rzecz kompletnie nie trzymała się tu kupy. A przynajmniej wierzył, że Beatrice nie ma tutaj racji.
-Wiesz co, może i masz rację. Może jestem naiwnym frajerem, który całe życie będzie pchał się w bagno nie patrząc na konsekwencje i ciągnął do ludzi, którzy mi to umożliwią. Ale hej, nigdy tego nie ukrywałem i to Ty uparcie twierdziłaś, że cudownie da się mnie z tego wyciągnąć. - Zaczął obronnym tonem, nie mając zamiaru jakkolwiek walczyć o samego siebie w tym temacie. Musiał jednak stanowczo odnieść się do innej kwestii, która w jakiś chory sposób wiała dla niego niesprawiedliwością. -Zaufałem mu, nie zapałałem wielkim, głębokim uczuciem. To jest ogromna różnica. - Sprostował poważnie, jak chyba nigdy. Aż rozluźnił nieco nacisk paznokci na własną skórę, gdy całe napięcie przeniósł w spojrzenie swoich szmaragdowych tęczówek. -Seks nie świadczy o niczym tak samo jak to, że mogę prosić go o pomoc, a jeśli sugerujesz, że tak po prostu zapomniałem o Felim... - Urwał, bo sama myśl o tym bolała go zbyt mocno, by potrafił dokończyć wypowiedź. Pokręcił tylko głową czując, że najchętniej rozpierdoliłby pierwszą rzecz w zasięgu ręki. -Możesz oceniać mnie i nazywać kim tylko chcesz, ale nie pozwolę Ci negować oczywistego faktu, że gdyby nie ten interesowny i zasrany diler, nie miałabyś kogo teraz opierdalać. - Zakończył jeszcze czując, jak gula rośnie mu w gardle. Nie chciał tego na głos przyznawać, ale doskonale wiedział, że gdyby nie kilka interwencji Moralesa, nie byłoby czego z nastolatka już zbierać, nie mówiąc już o Wigilii, której Solberg nie był świadom, a która zakończyła się pamiętnym wyjazdem na Kubę.
Szybko jednak zatracił ten waleczny ton, gdy Beatrice dość dobitnie, a jednocześnie mocno ironicznie kontynuowała wypowiedź sprawiając, że Max miał ochotę wstać, wyjść i z własnej głupoty nigdy chyba już nie wracać. Był jednak w walecznym nastroju i wcale nie zamierzał tak łatwo się poddać, choć jego twarz widocznie sugerowała, że co nieco do świadomości nastolatka się przebiło.
-Przeciętna... - To było pierwsze, co wypuścił ze swoich ust, bo owszem była to w jego mniemaniu największa bzdura, jaką kiedykolwiek od niej usłyszał, jednocześnie nie zdając sobie sprawy, że była to kolejna cecha, która ich łączyła. Nie miał zamiaru jednak skupiać się teraz jakkolwiek na eliksirach, gdy musiał odnieść się do całej reszty. Cholernie nie chciał, ale wiedział, że musi, gdy odbijające się echem w jego głowie słowa kobiety sprawiły, że młode serce zakuło w piersi, jakby miało zamiar wydać właśnie ostatnie tchnienie. -Ja... - Zaczął, nie wiedząc do końca jak to wszystko ugryźć. Nigdy nie był dobry w podobnych rozmowach i jak widać zdecydowanie się to nie zmieniło za mocno. -Nie pomyślałem. - Przyznał w końcu, poniekąd wyobrażając sobie już odpowiedź na to inteligentne wyznanie z jego strony. -Nie było mnie już w szkole, byłaś po ślubie, wyjechałaś, nie wiedziałem co się dzieje i przede wszystkim byłem zagubiony. Nie był to dla mnie łatwy i przyjemny wybór, ale innego nie widziałem. Jebany idiota. - Zdał sobie sprawę z własnego debilizmu i ostatnie słowa wypowiedział do siebie pod nosem, nie patrząc już na Beatrice. Dlaczego nie pomyślał o niej? W głowie miał milion odpowiedzi, ale wiedział, że to wszystko tylko wymówki. Prawdą było, że nie potrafił i wstydził się po raz kolejny przyznać przed nią, że poległ. Był pierdolonym kretynem, a świadomość tego nie pomagała mu uwierzyć jakkolwiek w to, że jest jeszcze dla niego jakaś nadzieja na wyplątanie się z tego pierdolonego bagna.
-Wiesz, że nie. - Odpowiedział dość hardo, bo choć nie chciał się do tego przyznać, to jednak dragi były tylko tymczasowym rozwiązaniem. -Ale na pewno przynosi chwilową ulgę i działa lepiej niż ta pierdolona terapia. Pół roku, Beatrice, pół jebanego roku, a mam wrażenie, jakbym cofnął się do punktu wyjścia. To nie powinno tak wyglądać. Dlaczego to wszystko wciąż wraca? Dlaczego nie mogę normalnie funkcjonować bez tego szajsu? Dlaczego...? - Urwał, bo nie był w stanie już dłużej mówić, a łzy powoli zaczęły opuszczać w końcu jego oczy. Miał dosyć tych nawracających koszmarów z przeszłości i tego, że tylko prochy dawały mu względny spokój od ataków. Chciał po prostu poczuć się jak dawniej, bez tego całego otaczającego go syfu. Paco spytał go kiedyś o marzenia i Max miał tylko jedno - położyć się spać bez lęku, bez łapacza snów zawieszonego nad głową wiedząc, że nie będzie go męczył żaden koszmar.
Słysząc kolejne słowa, wpatrzył się w kobietę, nie wiedząc, co ta ma na myśli. Dopiero wtedy poczuł mrowienie i metaliczny posmak krwi w ustach i poczuł nacisk w miejscu, gdzie paznokcie z uporem chciały przebić się przez skórę, tworząc kolejną paskudną ranę. Zawstydzony puścił zębami wargę i rozluźnił dłonie, ale nie miał pojęcia kompletnie, co ma teraz ze sobą zrobić. Nagle zdał sobie sprawę, jak bardzo mu niewygodnie. Gdziekolwiek by nie ułożył rąk, te automatycznie chciały powrócić do przerwanej czynności. Żałował, że nie ma teraz szluga, czy czegokolwiek innego, czym mógłby się zająć choć na chwilę. -Przepraszam. - Powiedział cicho, patrząc gdzieś w podłogę. -Masz rację, przepraszam. - Powtórzył, nie wiedząc co jeszcze mógłby w tej sytuacji zrobić. Kobieta miała za sobą wiele i nie potrzebował jeszcze jej dokładać. Był jebanym debilem i  jedyne na co miał teraz ochotę, to zaszyć się we własnej sypialni, albo tradycyjnie rzucić w wir pracy, która pomogłaby mu zapomnieć o otaczającym go świecie i jego problemach. Nie chciał się okaleczać, ale robił to instynktownie, często - jak choćby teraz - zdając sobie z tego sprawę grubo po fakcie.
Słuchał uważnie Beatrice, nawet nie próbując jej przerwać, czy zapewniać o czymkolwiek. Wiedział, że jakiekolwiek słowa nie mają tu takiego znaczenia, jak postawa, którą będzie reprezentował. Oczywiście, że chciał wyjść na prostą. Gdyby było inaczej w ogóle nie podejmowałby tematu. Wiedział, że jeśli istnieje osoba zdolna mu pomóc, to właśnie siedzi przed nim i Merlin mu świadkiem, że stracenie Beatrice ze swojego życia byłoby dla niego ostateczną porażką.
Temat metamorfomagii nie był czymś, na czym mógł powiedzieć, że jakkolwiek się zna. Przychodziły jednak duże zmiany w życiu kobiety i oczywiście nie zmuszał jej do dyskusji na ten temat, ale był ciekaw, jak zaopatruje się na to wszystko. Jej słowa sprawiały, że wiele rzeczy zaczynał rozumieć lepiej i faktycznie dostrzegał powoli drugą, bardziej skomplikowaną stronę tego daru.
-Będziesz... Jesteś świetną matką. Nie wątpię, że jakiekolwiek się to małe nie urodzi, niczego mu nie zabraknie. Chociaż na pewno będzie miało czasem nie małą przeprawę z Tobą i Whitelightem, jeśli odziedziczy choć namiastkę Twojego charakteru. - Uśmiechnął się szczerze, choć słabo, bo wciąż nie czuł się do końca rozluźniony po tym, jak inne tematy się rozkręciły. Miał jednak przed sobą kobietę, która nie bała się wyzwań i która zdecydowanie jak nikt inny kogo znał, nadawała się do tej roli. Ba, był prawie pewien, że gdyby poznali się wcześniej w taki sposób, pewnie byłaby w stanie i jego odpowiednio nakierować. -Wiem, że jeszcze wiele czasu, ale gdybyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, możesz na mnie liczyć. - Zapewnił jeszcze, choć zdawał sobie sprawę, że wiedząc w jakim stanie obecnie się znajduje, Beatrice raczej nie zgłosi się do niego w razie wypadku. Nigdy jednak nie śmiałby podejść do niej na haju. Nie w tej sytuacji.
-Teraz wszystko jasne. - Prychnął już nieco weselej. -Choć z kwestią ślizgonów się nie zgodzę. Nie wiem, jak teraz sobie radzą i kto Cię zastępuje, ale wiesz, że potrzebują bata nad głową. - Była to oczywista oczywistość i chyba nikt nie wątpił, że mimo wszystko to właśnie węże były specyficzne do okiełznania. Nie miał jednak pojęcia, jak sprawy mają się od kiedy wyszedł z Hogwartu. Mógł jedynie polegać na szczątkowych informacjach jakie posiadał od znajomych. -A tak właściwie, jaka jest ta nowa dyrektorka? W skali od zera do Hampsona, da się z nią dogadać? - Zapytał z ciekawości, bo uczniowie nie mieli za wiele do czynienia z Panną Wang, a naprawdę interesowała go ta kwestia. Miał szczerą nadzieję, że tym wielkim burdelem w końcu zarządza ktoś, kogo obchodzi, co dzieje się w szkolnych murach.

______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. Whitelight

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach, ukryte po metamorfomagią, tatuaż na łopatkach (kuferek), obrączka z białego złota na palcu serdecznym lewej dłoni
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 1647
  Liczba postów : 1760
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyPią Maj 20 2022, 10:14;

Nie zamierzała powtarzać mu po kilka razy tego samego, przekonana, że nie ma to większego sensu. Widząc jego reakcję na swoje słowa, miała odczucie, jakby Max był w bardzo głębokiej fazie wyparcia, co wcale nie pomagało nikomu z nich, a już szczególnie samemu zainteresowanemu. Oczywiście od razu okazało się, że chłopak postanowił bronić się tak, jak tylko był w stanie, bo przecież każdy postąpiłby w podobny sposób. I Beatrice pod tym względem wcale nie była zaskoczona. Wręcz przeciwnie, wykazałaby swój niepokój wiedząc, że ot tak, po prostu zgodził się z jej opinią.
- Jasne, że tego nie ukrywałeś! A ja sama dalej zgadzam się ze słowami, które kiedyś powiedziałam. - Pochyliła się nieco w jego stronę tak, aby widzieć dokładnie jego oczy. - Wiesz na czym polega cały problem? Mam wrażenie, że ty wierzysz w to, że jesteś skazany na ciągłe niepowodzenia. - pokręciła głową z niedowierzaniem, jakby sama nie była pewna, dlaczego właściwie te słowa opuściły jej usta. - A kto tu wspominał o wielkim, głębokim uczuciu? Ja powiedziałam, że obdarzyłeś go głębszym uczuciem. Czy zaufanie nie podlega pod tą definicję? - Jedna jej brew ponownie uniosła się ku górze. Świadomie wytykała mu błędy we własnym rozumowaniu, wiedząc, że tylko w ten sposób, może mu uzmysłowić, co właściwie się z nim działo. Miał już pewnego rodzaju spojrzenie na te sprawy. - Nie, Max. Niczego takiego nie sugerowałam. Zauważyłam tylko, że poszedłeś do tego dilera, bo prawdopodobnie była to dla Ciebie najprostsza droga. Może właśnie po to, aby poradzić sobie z bólem jaki cię dopadł po rozstaniu z Felinusem? - Mówiła to wszystko ze spokojem, którego wcale nie czuła, ale który przecież tak doskonale potrafiła wyrazić swoją postawą i zachowaniem. Jej własne odczucia nie były tutaj w ogóle ważne. Ważniejsze było niesienie pomocy dla tego chłopaka, który był cholernie zagubiony, co nawet ślepiec byłby w stanie zauważyć.
Wzięła głęboki oddech i zawiesiła się na dłuższą chwilę. Zastanawiała się nad tym, jak powiedzieć to, co miała na myśli, jednocześnie nie przybierając tak pasywno-agresywnej postawy, jak miała do tej pory.
- Max - zaczęła delikatnie, znów przenosząc na niego swoje spojrzenie. - Ja nie twierdzę, że on ci nie pomógł. Twierdzę jedynie, że to nie jest pomoc, której potrzebujesz. I nie jest to również pomoc, która przyniesie długotrwałe rezultaty. Wiesz o tym. Widać to po całej twojej postawie. - Uznała się mówienie prosto z mostu jednak wychodziło jej najlepiej w tej relacji, którą posiadali. Cenił ją za szczerość i na szczerości budowali wszystko. Dlaczego więc ona miałaby nie być z nim szczera. - Staczasz się. Coraz bardziej i naprawdę niewiele masz już do samego dna. Tylko pozostaje pytanie, czy będziesz miał do kogo wyciągnąć dłoń, kiedy w końcu to dno osiągniesz?
Istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że żadne wykwalifikowany magipsycholog nie użyłby podobnych słów, w momencie gdy rozmawiał z tak zniszczonym psychicznie człowiekiem. Tyle że Beatrice nie była psychologiem. Była bardzo uważnym obserwatorem, co w tej sytuacji mogło mieć większe znaczenie. O ile jej rozmówca zechce cokolwiek z tego wszystkiego wyciągnąć. Bo w tym momencie wcale nie była tego taka pewna.
- Wiem, że nie pomyślałeś. - Odpowiedziała krótko, dalej uważnie się przyglądając. Zażenowanie? Najprawdopodobniej to właśnie teraz obserwowała, gdy patrzyła na Solberga. - Daj spokój, nie ma czego rozpamiętywać. Najważniejsze, żebyś zapamiętał, że masz się do kogo zwrócić o pomoc. - Ostatnie słowa wypowiedziała bardzo dobitnym tonem. W zasadzie nie wiedziała, dlaczego tak usilnie chciała mu pomóc. Nie potrafiła tego wyjaśnić w żaden racjonalny sposób. Może wynikało to z faktu, że kiedy sama najbardziej potrzebowała pomocy, nie miała jej od kogo otrzymać? Tak, wiedziała, jak to jest dźwigać samodzielnie brzemię, którego udźwignąć nie sposób. Ale czy właśnie dlatego tak bardzo chciałaby pomóc jemu samemu? - Chwilowa ulga, to nie jest to, czego szukasz i dobrze o tym wiesz. Terapie trwają latami, czasami do końca życia. Przeżyłeś naprawdę wiele. Merlinie, uznałabym cię za wariata, gdyby się okazało, że w przeciągu miesiąca jesteś w stanie to wszystko przeprocesować! - Nikt nie miał na tyle silnej psychiki i Max na pewno należał do grona takich właśnie osób. Ona sama prawdopodobnie nigdy nie miała uporać się do końca ze swoimi własnymi demonami. Wiele innych osób też. Dlaczego Max próbował na siłę pokazać, że da sobie sam radę, nie miała pojęcia.
Posłała mu delikatny uśmiech, kiedy zdał sobie sprawę z tego, co robił i przerwał tę czynność. Prawdopodobnie działał instynktownie, choć to też było jedynie jej własną spekulacją, którą nie zamierzała dzielić się na głos. Poza tym, jego postawa ją zaskoczyła. Była pewna, że za chwilę usłyszy milion nic nie wartych zapewnień na temat tego, jak bardzo chce naprawy dla samego siebie, ale nic podobnego nie miało miejsca. Dalej siedziała w milczeniu, nabierając do niego coraz większego szacunku.
- Nie ma takiego momentu w życiu, w którym należałoby uznać, że nic już nie da się zrobić. Trzeba tego jedynie chcieć. - Dodała po dłuższej chwili ciszy. Te słowa mogły oznaczać więcej, niż przypuszczał Max. A ona była gotowa dowieść, że pokładane w niej przez chłopaka nadzieje, wcale nie powinny być płonne.
Nie spodziewała się kompletnie takiego komplementu z jego strony. Nic dziwnego, że przez chwilę patrzyła na niego, jakby niedowierzając, zawzięcie mrugając oczami. Dopiero po kilku sekundach uśmiechnęła się lekko, a gdyby nie metamorfomagia, na jej policzkach pojawiły by się rumieńce. Zaraz to zaśmiała się, gdy wspomniał na jaką mieszankę rodzicielską trafiło jej dziecko.
- Od samego początku nie będzie miało lekko - podjęła temat, śmiejąc się nadal. Merlin jej świadkiem, że zamierzała temu dziecku nieba przychylić i Camael zapewne też. Co z tego wyjdzie, czas pokaże. - I dziękuję, coś mi się wydaje, że nie omieszkam skorzystać.
Zamyśliła się chwilę nad kolejnym pytaniem, które jej zadał. Co sądziła o Wang? Nie była do końca pewna.
- Jest… inna - odpowiedziała po dłuższej chwili. - Chce zrobić coś nowego, choć nie jestem pewna, czy metody, które używa, są odpowiednie. Na początku każdy się stara. Zobaczymy, co będzie dalej.
[/b][/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Nieokreślony
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni, tatuaż kojota na lewym ramieniu
Galeony : 1074
  Liczba postów : 8911
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8




Gracz




Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley EmptyPon Cze 20 2022, 13:44;

Oczywiście, że wypierał wiele rzeczy, bo tak było po prostu łatwiej. Nie potrafił radzić sobie z problemami w sposób zdrowy i normalny. Nie, on musiał jeszcze dodatkowo utrudniać sobie robotę i sprawiać, że wszystko było bardziej skomplikowane niż być musiało.
-Wiesz, ciężko nie wierzyć w to jeśli życie ciągle mnie podkopuje. I zanim coś powiesz - tak, wiem, że sam też się często podkopuję, ale też wiesz, że na niektóre sytuacje nie mam aż tak bezpośredniego wpływu jak niektórym się wydaje. - Oczywiście miał na myśli przede wszystkim byłego dyrektora i kadrę, która z góry wolała założyć, że Max po prostu lubi sobie serwować traumy na śniadanie, obiad i kolację. Dlaczego niby miałby to lubić, to nie wiedział, ale widocznie takie sprawiał wrażenie.
Zatkało go słysząc kolejne słowa, bo dotarło do niego, że kompletnie źle ją zrozumiał. Nie podobało mu się, że doszedł do takiej a nie innej konkluzji i że odruchowo ją wyparł. Zamrugał kilka razy oczami, nim udało mu się odpowiedzieć. -Zaufanie to nie uczucie. - Skwitował krótko, będąc przekonanym, że te dwie rzeczy ani trochę nie musiały iść ze sobą w parze. Szczerze miał nadzieję, że może tak być, bo nie był gotów dopuścić do siebie myśli, że tak po prostu mógłby nagle przekreślić przeszłość z Felkiem. Nie nie było takiej opcji ni chuja. -No dobra, nie powiem, że nie masz racji. Może nie tyle poradzić sobie, co poszukać ujścia od tego wszystkiego, ale no można tak powiedzieć. - Pokornie skinął głową, bo nie mógł dłużej wypierać akurat tego faktu. Znał niewiele sposobów na ucieczkę od emocji i wiedział, że większość z nich jest w stanie uzyskać w towarzystwie Paco bez zbędnego proszenia się i w dodatku za obopólną korzyścią.
-Mam... Mam nadzieję, że będę miał. - Powiedział cicho, po kobieta po raz kolejny miała rację. Nie był idiotą żeby nie widzieć, jak bardzo znów mknie na samo dno, ale też nie był na tyle rozumny, by samemu sobie z tym jakoś poradzić. Oczywiście, że rzucanie się w ramiona Moralesa było rozwiązaniem doraźnym, ale innego w tej chwili nie miał. A przynajmniej tak do tej pory myślał. -Beatrice.... - Zaczął niepewnie, powoli ponownie spoglądając jej w oczy. -Czy możemy...? Czy chciałabyś...? Moglibyśmy znów regularnie się spotykać? - Wywalił z siebie w końcu widocznie zawstydzony, ale pamiętał jak wiele dały mu te cotygodniowe wizyty u kobiety w gabinecie. -Oczywiście wiem, że masz teraz wiele na głowie i przede wszystkim musisz o siebie dbać. Nie musi być to tak często jak kiedyś, ale po prostu... Pomyślałem... - Skończyły mu się słowa, które pozwoliłyby mu wyrazić to, co kotłowało się w jego głowie. Miał jednak nadzieję, że kobieta doskonale go zrozumie. Tak jak zresztą często się to zdarzało.
Całe szczęście, że miał przed sobą ją, a nie magipsychologa. Zdecydowanie bardziej komfortowo czuł się tutaj w fotelu niż w gabinecie, do którego chodził bez szczerego przekonania, oczekując niestworzonych cudów i wyników i niecierpliwiąc się z każdym kolejnym potknięciem coraz bardziej. -To wynika chyba z tego, że wciąż czekam aż coś znowu się posypie i cała praca pójdzie w odstawkę. Zawsze tak jest. Gdy zszedłem się z Felim wszystko miało się ułożyć, ale przyszły problemy, których w życiu bym się nie spodziewał, co zresztą doprowadziło do tego, że musieliście mnie szukać. Jak już okazało się, że żyję, to nagle pojawiły się te dziwne ataki. Potem niby się uspokoiło, ale musiały jebnąć w nas te pierdolone Derwisze.... I tak w kółko Macieju... - Nie negował jej zdania, ale też wyjaśnił własny punkt widzenia. Chyba naprawdę po prostu przestał mieć nadzieję, że kiedykolwiek może być lepiej i wciąż siedział z nastawieniem, że poprawa nie ma sensu jeśli za chwilę to wszystko i tak szlag jasny trafi.
Już dawno przestał mieć kontrolę nad podobnymi gestami, a że raczej rzadko zwracano mu na to uwagę, to też zdziwił się, gdy Beatrice posłała ku niemu te słowa. Czuł się źle i było mu wstyd, że jest w takim stanie, ale wiedział, że przy niej może sobie na taką wrażliwość pozwolić nawet jeśli miał zaraz dostać zjebę życia. Nie miał też zamiaru wygłaszać wielkich zapewnień i obietnic, gdy widział, jak łatwo było mu wrócić do starych nawyków. O nie, wolał by czyny zaczęły przez niego przemawiać, choć wiedział, że nie będzie to takie łatwe jak wywalenie z siebie kilku słów i zdecydowanie będzie to bardziej czasochłonne.
Pokiwał tylko głową na jej kolejne słowa. Może i miała rację, ale Max był na takim etapie życia, że ciężko mu było teraz w to uwierzyć. Potrzebował tego spotkania bardziej niż sobie tego wyobrażał.
-Przygotuj je porządnie do życia, a wujaszek Maxio zadba o odpowiednie prezenty. - Uśmiechnął się jeszcze czując, że nie wyobraża sobie traktować tego dziecka z jakimkolwiek brakiem szacunku i miłości. Choć opiekując się małą Florą miał wiele niepewności, tak teraz czuł się zupełnie inaczej na myśl o latorośli Beatrice. -W razie czego, wiesz jak się ze mną skontaktować. - Powiedział skromnie. Dla tej kobiety zrobiłby chyba wszystko i nawet nie próbował tego ukrywać.
-No tak. Młoda, ambitna i pełna chęci? Miejmy nadzieję, że nie będzie to jej zgubą. Obydwoje wiemy, że trzeba czegoś więcej niż chęci żeby opanować ten burdel. Choć szczerze jestem ciekaw metod o których wspomniałaś. - Zastanawiał się naprawdę mocno, jaka jest ta cała Wang, ale nie ciągnął już Beatrice za język. Widać było, że jest ostrożna w swoich osądach.


______________________



 
I thought that I could walk away easily
But here I am, falling down on my knees
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Once upon a time in Godric's Valley QzgSDG8








Once upon a time in Godric's Valley Empty


PisanieOnce upon a time in Godric's Valley Empty Re: Once upon a time in Godric's Valley  Once upon a time in Godric's Valley Empty;

Powrót do góry Go down
 

Once upon a time in Godric's Valley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Once upon a time in Godric's Valley QCuY7ok :: 
retrospekcje
-