Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Esti L. Caulfield

Nieokreślony
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 11
  Liczba postów : 6
https://www.czarodzieje.org/t21311-celeste-esti-lee-caulfield-esti-l-caulfield#689028
https://www.czarodzieje.org/t21365-poczta-panny-caulfield#691325
https://www.czarodzieje.org/t21312-celeste-esti-lee-caulfield-esti-l-caulfield#689031
Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield QzgSDG8




Gracz




Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield Empty


PisanieCéleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield Empty Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield  Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield EmptySob 9 Kwi - 16:53;


Céleste Lee Caulfield

DATA URODZENIAurodzona dziewiątego września roku dwa tysiące trzy
CZYSTOŚĆ KRWI50%
MIEJSCE URODZENIAnieznane; lata 2003-2014 spędzone w Sierocińcu Wool's
MIEJSCE ZAMIESZKANIAdormitorium?
W HOGWARCIE JEST OD KLASYI
OBECNIE JEST NA ROKUI (rok studencki)
WYMARZONY DOMidźmy w niebieski
WYBRANY WIZERUNEKNATALIA SZROEDER

Wygląd:

WZROSTgdyby się nie garbić, to pewnie gdzieś z 165 centymetrów i pół
BUDOWA CIAŁAdrobniutka, niewysoka istotka z wystającymi obojczykami, na których przeważnie wiszą ogrodniczki, w których mogłaby się utopić
KOLOR OCZUsarni brąz
KOLOR WŁOSÓWciemny brąz
ZNAKI SZCZEGÓLNE"wieszaczek na ubrania"
PREFEROWANE UBRANIAlubi biel, której zdecydowanie nie sprzyja praca w szklarni; często widywana jest w ogrodniczkach lub oversize’owej białej koszuli, niekiedy jej styl można przypisać ramom stylu „boho”, ale najczęściej dokłada do niego swoją cegiełkę w postaci dość unikatowej biżuterii


Charakter:

Najmniejsze ułomności potrafią wyprowadzić ją z równowagi – te, które dotyczą jej samej, obcym ludziom przypisała możliwość popełniania błędów (pewnie dlatego też nigdy nie drążyła tematu swoich biologicznych rodziców – prawdopodobnie uznała, że powinna uszanować ich wybór – „akceptujemy miłość taką, jaką uważamy za zasłużoną”). Dążenie do ideału wpędza ją na ścieżkę wręcz autodestrukcji, Co więcej, dokładność i precyzja w wykonywaniu niektórych rzeczy jest jej najwyraźniej potrzebna do tego, by trzymać w ryzach to, co skrywane w głębi, niechciane, a często przerażające. Stąd może tak bardzo pociąga ją zielarstwo i próbuje coraz śmielej swoich sił w eliksirach. Nauczyła się żyć według zasady, która głosi, że największymi sprzymierzeńcami wyobraźni są twardo postawione reguły. Znając doskonale z doświadczenia maksymę „tylko dawka nie czyni z substancji trucizny”, jest wręcz podekscytowana tym, jak bardzo uważnym i przytomnym trzeba być, aby warzyć eliksiry i dbać o dobrą kondycję sadzonek. Niewątpliwie trzymanie w rękach pędzla i przelewanie swoich emocji wszelakimi odcieniami szarości na płótno pozwala się jej trochę wyciszyć i uciec na chwilę od złych demonów (zresztą, wyglądają dużo lepiej naszkicowane). I choć rośliny stały się nieodłącznym motywem prawie każdego arcydzieła, które wyszło spod rąk najznamienitszych malarzy, Esti znając tak wiele ich gatunków, potrafi odbiorcę niejednokrotnie zaskoczyć. Przede wszystkim tym, że większość jej prac przedstawia te rośliny obumarłe bądź zwiednięte. Sztuka jest jej również bliska z perspektywy bycia początkującą artystką i tekściarką. Na swoim koncie ma kilka recenzji dla magazynu MAGART, w których to rozprawiała się z nowo wydanymi albumami młodych artystów i scenicznych wyjadaczy. W wewnątrz ciągle trwa walka o spokój, o to, by pewnego dnia nie wybuchnąć płaczem przy swoich bliskich. Potrafi być wybuchowa i zaatakować pierwsza nawet wtedy, gdy ma świadomość tego, że nie przemawia za nią racja. Potrafi się jednak przyznać do błędu i wyjść z twarzą z takiej sytuacji. Nie robi tego po to, by przyznać komuś rację czy sprawić przyjemność, a po to, by odzyskać kontrolę nad sytuacją. Z natury jest bardzo tajemnicza, a ostatnie perypetie życiowe tylko pogłębiły tę cechę charakteru. Nie przywykła do rozmawiania na swój temat, bo w Wool’s osobiste rozterki podopiecznych i tak nikogo nie interesowały. Jeśli tylko natrafiła się okazja do odkrycia przed kimś choć bardzo małej cząstki siebie, to i tak było w tym więcej kłamstwa, niż faktycznie próby otworzenia się na kogoś innego. Przez wzgląd na swoją przeszłość jest jedną z ostatnich osób, które oceniają innych na podstawie ich życiowych błędów – woli się skupić na drodze, którą przeszli po to, aby móc te błędy naprawić; to przecież te sytuacje mówią o ludziach najwięcej. Z pewnością można o niej powiedzieć, że jest lojalna wobec swoich przyjaciół (których często uważa za swoją „prawdziwą rodzinę”), a to co urzeka w niej innych ludzi to pewnego rodzaju subtelność i zmysłowość w wykonywaniu nawet najprostszych czynności. Nie można jej odmówić uroku osobistego – siedząc sama w zamkniętej szklarni w otoczeniu bujnej roślinności i świetlików, wygląda niczym leśna wróżka bądź elf.

Historia:

Czy w świecie poza literaturą istnieje coś takiego jak „skaza tragiczna”, ta ostentacyjna ciemna rysa biegnąca przez środek życia? Kiedyś byłam przekonana, że nie, nie istnieje. Teraz uważam inaczej. I sądzę, że moją skazą jest wręcz patologiczne pragnienie tego, co malownicze, co tak zupełnie inne od mojego dotychczasowego życia – za wszelką cenę.

„A MOI. L’HISTORIE D’UNE DE MES FOLIES” |
tłum. „my turn, the tale of my madness”.
– Arthur Rimbaud, „A Season in Hell”, 1873.

Nazywam się Céleste "Esti" Lee Caulfield. Mam zaledwie siedemnaście wiosen za sobą i przed ukończeniem jedenastego roku życia nie widziałam dla siebie jakiejkolwiek szansy na jego uratowanie – dzieciństwo spędziłam zastanawiając się, czy czasem cała nasza egzystencja nie polega aby na tym, żeby przez cały czas szukać miejsca na własny grób, a następnie urobieniu się po łokcie, żeby go wykopać. Choć jako jedenastoletni podrostek nie wiedziałam zbyt wiele, to jedno było niemalże pewne – nie chcę spocząć w Wool’s.

To miejsce przywołuje dość gorzkie wspomnienia mojego „dzieciństwa”. Intencjonalnie zapisałam ten wyraz w cudzysłowie, bo zawsze miał on dla mnie jakiś pozytywny wydźwięk, a lata spędzone w sierocińcu trudno połączyć z beztroską, spontanicznością, wolną przestrzenią do popełniania głupich błędów – czymś tak szczególnym dla tego okresu rozwojowego życia człowieka. Lata tam spędzone przyniosły mi zbędną przeszłość, do wyrzucenia jak zwykłą jednorazową chusteczkę, która przetarła zbyt wiele łez z twarzy małej dziewczynki. Co na swój sposób, jak sądzę, było wspaniałym darem. Po odejściu z ośrodka mogłam sfabrykować nową, znacznie bardziej zadowalającą przeszłość, pełną imponujących i prostych wpływów środowiska; barwną przeszłość, łatwą do przyswojenia przez obcych. Blask tego fikcyjnego dzieciństwa – pośród fontann z marmurowymi posągami, kasztanowych gajów i uroczych rodziców pracujących w Ministerstwie Magii na wysokich i dobrze płatnych stanowiskach – przyćmił całkowicie szary oryginał. Mało tego, gdy myślę teraz o swoim prawdziwym dzieciństwie, nie potrafię sobie przypomnieć zbyt wiele... Może prócz smutnej zbieraniny kilku przedmiotów: noszonych przez cały rok dziecięcych trzewików, wyszarpanego przez ząb czasu pluszaka (inf. przytulanką był jeż; jedyna pamiątka po rodzicach i pierwszy obiekt poddany „próbom magii”) i przesiąknięty wilgocią małego pokoiku nr 73 szary koc. Nic interesującego, ani tym bardziej pięknego. Nie nawiązałam tam żadnych bliskich znajomości, ale nie wiem czy do końca był to mój wybór, czy może doprowadziły do tego okoliczności. Jedno jest pewne – uniknęłam niezręcznych sytuacji, w których po latach jakaś wtórna twarz z dzieciństwa podbiegłaby do mnie i krzyknęła „Esti, tak dawno się nie widziałyśmy!” – ughh, na samą myśl o przytrafieniu się takiej sytuacji mnie mdli. Uczyłam się naprawdę dobrze. Zdecydowanie lepiej rozmawiało mi się z bohaterami książek, niż ciągle zmieniającymi się współlokatorami mojego małego przytułkowego „dormitorium”. […] Naprawdę nie pamiętam z tamtych lat zbyt wiele. Wszystkie moje wspomnienia przesiąkły melancholią.

Początki z magią nie należały do najprzyjemniejszych – ciężko było się zorientować czy coś (i co w swojej istocie rzeczy) jest ze mną „nie tak”, a w takim środowisku, jakim jest sierociniec, rówieśnicy bardzo szybko wytypują cię na „dziwoląga” całej grupy. Trzeba przyznać, że sytuacja rozwijała się iście żywiołowo, więc dyrekcja Wool’s musiała dość gwałtownie zareagować. W końcu historia tego domu dziecka pamięta przypadki, kiedy to pod ich skrzydła trafiali mali czarodzieje i należałoby nadmienić, że Ministerstwo Magii dość efektywnie wyłapuje takie ewenementy.  Zaraz przed jedenastymi urodzinami dostałam swój złoty bilet (coś, co Rosenbluth nazywała „życiową szansą”) na wyrwanie się z tego ponurego piekła i przyjęłam go z wielką ulgą, nie do końca przejmując się gdzie tak właściwie trafię. Państwo Caulfield – jeśli bóg zadecydował, że nie powinni mieć swoich dzieci, to najwyraźniej wiedział o nich więcej niż wszyscy, którzy zadecydowali o tym, że na kilka lat trafiłam pod ich skrzydła.  To był moment, w którym zorientowałam się, że moje życie jest niczym innym jak piłeczką z wyrytym na niej numerkiem, podskakującą w maszynie losującej znanej mi z mugolskich późno-wieczornych programów telewizyjnych, a maszynę tę stanowi moje jestestwo. Gdzie udało się mnie wcisnąć, tam musiałam pozostać, dodatkowo odgrywając rolę szczęśliwego trafu w czyimś życiu. Tak też było z Caulfield’ami – gdyby nie ich starszy syn (adoptowany kilka lat przede mną), zakompleksiony typ i samozwańczy artysta, któremu chyba spodobało się to, że ktoś pod przymusem musi słuchać tego, co ma do powiedzenia, byłabym bliska stwierdzenia, że nowe gniazdko było równie rozczarowujące, co absolutnie wszystko związane z Wool’s. Gdyby ktoś pochylił się nad postacią Josh’a, nie wierzę w to, że trafiłabym do Caulfield’ów. Wyglądał na ofiarę przemocy domowej. Dopiero hogwarcka rzeczywistość odmieniła moje spojrzenie na jego sytuację – nie był zbyt lubianym typem. Książkowy przykład „szkolnej kaleki”, którą się zamiata z kąta w kąt. Bez cienia zwątpienia mogę przyznać, że największą zaletą wychowywania się pod skrzydłami Caulfield’ów była nieograniczona możliwość doznawania spektrum magicznych zjawisk – coś, czego zazdrości każdy mugolak błąkający się po tej planecie.

---

Jestem w połowie mugolką (choć nigdy nie czułam potrzeby poszerzania swojej wiedzy o wszelkie dane dotyczące biologicznych rodziców, musiałam dotrzeć do tego, po kim odziedziczyłam taki przywilej, jakim jest magia) i nie mam wątpliwości co do tego, że przez wzgląd na ten fakt musiałam pracować dziesięć razy ciężej na swoje nazwisko, żeby podczas wojny, jaką są czasy licealne (nie oszukujmy się – to wojna wpływów, świecidełek i złych nawyków), stać po stronie „wygranych”. Choć z perspektywy czasu doceniam, że rzeczy miały się właśnie tak (naprawdę mało rzeczy jest w stanie mnie teraz rozczarować), to głęboko w środku cieszę się, że sprawy zmieniły tor biegu i coraz rzadziej dochodzi do sytuacji, w których młodzi czarodzieje muszą się wstydzić swojego pochodzenia. Nie było chyba jednego konkretnego momentu, który zadecydowałby o tym, że moją największą szkolną miłością będzie herbologia. Zielarstwo zaczęłam postrzegać jako pasję po odbyciu kilku odległych podróży (przy użyciu świstoklika w towarzystwie szkolnych przyjaciół, a także profesora od zielarstwa) w celu znalezienia niektórych składników (nietypowych dla angielskich obszarów) do parzenia zaawansowanych eliksirów (proszę uwierzyć, że to naprawdę potrafi ekscytować). W trzeciej klasie zostałam jednym z założycieli klubu „Karmazynowy Szeptnik” (od nazwy jednej z najbardziej niebezpiecznych magicznych roślin), który tak naprawdę zaczął żyć własnym życiem pod koniec mojego piątego roku w Hogwarcie. Okazało się, że wśród moich rówieśników znalazło się mnóstwo osób, które zupełnie tak jak ja, zakochały się w otaczającej ich naturze i chciały pogłębić wiedzę na jej temat. Nie sposób tu wspomnieć o prof. Oakwood’zie, który zaraził nas tą miłością do niej i niesamowicie pogłębił moją wiedzę na temat kwiatów, krzewów czy drzew. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak ogromną dziedziną wiedzy jest zielarstwo, tudzież herbologia – obydwie nauki przekładają swój wpływ na warzenie eliksirów, a te z kolei są podstawą dla lecznictwa/medycyny.

---

Ostatnie lata mojego życia pochłonęła właściwie całkiem nauka, a także pielęgnowanie czegoś, co moi znajomi nazywali swego czasu „wyciem do księżyca”, a co mi z kolei sprawiało trudną do wyjaśnienia przyjemność. Kompozycje, melodie, ubieranie rzeczywistości w metafory... Bez zwątpienia muzyka stanowi wcale nie najmniejszą część mojego serca i będę dozgonnie wdzięczna wszystkim tym, którzy przyczynili się do tego, że tę swoją miłość mogłam wielokrotnie przelać na innych dzięki kameralnym koncertom w maleńkich pubach w Hogsmeade. Skupienie się na rozwoju osobistym pozwoliło mi również zresetować trochę głowę i odciąć się od trosk, które nawiedzały mnie w czasach dzieciństwa. Po prostu nie czuję już potrzeby udowadniania komuś, jak całkowicie inne od rzeczywistości było moje dotychczasowe życie. Teraz to ja jestem w posiadaniu pióra, którym pisze się moja historia. Czuję, że odzyskałam jakąś kontrolę nad całą tą sytuacją. Niewielką, ale cholernie potrzebną, by móc oddzielić grubą linią utrapienia „poprzedniego życia”. A niejednokrotnie zaprowadziły mnie one w dość ciemny jego zaułek... Czyżbym o tym nie wspomniała?  Cenę za swoją początkową obojętność co do tego, jak potoczyło się moje życie, przyszło mi zapłacić na początku IV roku szkolnej nauki. Gdzieś w eter został kiedyś puszczony cytat, który brzmi „od czasu do czasu, gdy skupię się zanadto nad tym, w jaki sposób oddycham – umieram” – całkiem niezłe podsumowanie tego, jak wyglądało moje życie, gdy światła w szklarni gasły, znajomi podarowywali pocałunki w czoło na dobranoc, a nauczyciele gnoili za późne siedzenie czy to w szkolnej bibliotece, czy pod mięciutkim kocem na kanapie w pokoju wspólnym. Bałam się sytuacji, które prowadziły do tego, że miałam nieco więcej czasu na myślenie o swoim losie, niż sama go pierwotnie zaplanowałam. Bałam się tego potwornie. Strach, który przerodził się w paranoję. Takie sytuacje potrafiły wytrącić mnie z równowagi i wpędzić na drogę wręcz psychozy w naprawdę kuriozalnych sytuacjach – stresowałam się zbyt wcześnie skończyć pisać referat podczas egzaminu, bo miałabym zbyt wiele czasu na rozpamiętywanie jakiś kompletnie absurdalnych sytuacji (najczęściej w takich momentach pomagałam rozwiązywać zadania współtowarzyszowi ze szkolnej ławki – robiąc to całkowicie niezgodnie ze szkolnym regulaminem, lub po prostu rozpisywałam się w wielkościach wręcz niebotycznych na temat zadanych zagadnień – co z kolei zapunktowało u nauczycieli, którzy byli pod wrażeniem zaangażowania się tematem w pracach). Po bolesnym rozstaniu z dotychczasową bratnią duszą (znaną jako: „ten, którego imienia nie można wymawiać”) ten obłęd spotkał motor napędowy w postaci nadużywania dostępnych środków uzależniających, a miałam do takich niemały dostęp. Czy opamiętałam się w porę? Myślę, że najjaśniejsze niebo jest tuż przed huraganem...

Rodzina:

NN – matka, brak szczegółowych danych – dziewczyna nigdy jej nie poznała,
NN – ojciec, brak szczegółowych danych – dziewczyna nigdy go nie poznała,

„some people just don’t deserve to be parents”

---

osoby, które miały dość duży wpływ na to, jak ukształtowało się jej życie:

Múriel Rosenbluth (ur. 1958) – ówczesna dyrektor placówki Wool’s – „elektrownia jądrowa kobiety”, z którą się nie zadziera; choć wielu nieletnim istotom zgotowała prawdziwe piekło podczas ich pobytu w sierocińcu, to jednak myślę, że choć Céleste nie jest jedyną byłą podopieczną, której na dźwięk nazwiska byłej opiekunki jeżą się wszystkie włosy na ciele, to jest jedną z nielicznych osób, które czują z nią jakąś więź i są wdzięczne za jakąkolwiek obecność w najbardziej znaczących dla młodych ludzi chwilach,

Josh Perry Caulfield (ur. 1995) – adoptowany kilka lat wcześniej syn państwa Caulfield’ów, chodząca definicja „dziwoląga”; dosyć zaburzona osobowość (przez wzgląd na swoją przeszłość), ale należy przyznać, że po dłuższym poznaniu zmienia się o nim zdanie o sto osiemdziesiąt stopni – przyjemny współtowarzysz długich rozmów i jeszcze lepszy powiernik mrocznych sekretów; multiinstrumentalista (gitara/bas/klawisze), który obecnie prowadzi własny sklep muzyczny w Londynie.

Claire Caulfield (ur. 1972) – odgrywająca rolę matki zastępcznej dla Josh’a i Esti; pracowała wiele lat w MM (Departament Magicznych Wypadków i Katastrof) jako rzeczniczka; jej ścieżka zawodowa jest naprawdę bogata w rozmaite osiągnięcia – pracowała jako inżynier/konstruktor dla wielu czarodziejskich przedsiębiorstw innowacyjnych, a to z kolei zaprowadziło ją później do Wizengamotu, gdzie pracowała jako biegły sądowy w sprawach magicznych wypadków.

Weyes Caulfield (ur. 1968) – odgrywający rolę ojca zastępczego dla Josh’a i Esti; inżynier/konstruktor dla wielu czarodziejskich przedsiębiorstw innowacyjnych; samouk-pasjonat naprawiania i konserwacji magicznych zegarów – ma swoją pracownię w Londynie.

Evar Eamon "2E" Farrier (ur. 1997) – były chłopak, który sprowadził ją na złą drogę i zapoznał z najgłupszymi sposobami spędzania wolnego czasu; basista i współzałożyciel zespołu "KIDS SEE GHOSTS", dzięki któremu poznała jedną ze swoich największych miłości - muzykę.

Ciekawostki:

różdżka: 11 i ⅓ cali, czarny orzech i włókno z serca widłowęża,
patronus: jeż – często nazywany w podręcznikach przez opiekunów magicznych stworzeń „sanitariuszem ogrodów”, gdyż przyczynia się do ograniczenia liczebności szkodników upraw i roślin; jest całkowicie odporny na jad ropuchy, a jego igły i krew były w przeszłości używane do produkcji lekarstw; w dawnych wierzeniach przekazywano, że zadomowienie się jeża w pobliżu domu przynosi szczęście,
znaczenie imion: Céleste – z łaciny oznacza „niebiańskość”; odnosi się także do koloru błękitnego (kto wie, może bycie Krukoną było zapisane w gwiazdach); Lee –imię, które nadała sobie sama Esti; z anglosańskiego oznacza „łąkę”, było bardzo popularne w latach ’60, do których dziewczyna ma słabość,
nie przejdzie obojętnie obok żadnego zwierzęcia; te, które nie posiadają domu, najchętniej przygarnęłaby pod własny dach (niejednokrotnie przetrzymywała pod swoim łóżkiem w dormitorium jakiegoś bezdomnego kota czy psa, którego spotkała w drodze po Hogsmeade, nie wspominając o biednych ropuchach czy myszach, którym z reguły nikt pomóc nie chce – cóż, lokatorzy nie mają z nią łatwo),
z mugolskich rzeczy uwielbia stare czarno-białe filmy i soul’ową/soft rock’ową muzykę,
unika jak ognia tematu swojej wagi i problemów zdrowotnych, z którymi się zmaga,
jak widzi siebie za dwadzieścia lat? jako właścicielkę farmy fernii i kilku szklarni, w których trzymałaby swoje nadzwyczajne okazy niektórych z wyhodowanych roślin.



Ostatnio zmieniony przez Esti L. Caulfield dnia Nie 8 Maj - 9:40, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Archie N. Darling

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 175cm
C. szczególne : Bardzo jasne oczy, kolczyk w języku, dużo biżuterii, kokosowy zapach, irlandzki akcent, dźwięczny głos
Galeony : 645
  Liczba postów : 205
https://www.czarodzieje.org/t21279-budowa-archie-n-darling#686920
https://www.czarodzieje.org/t21280-and-my-darling#686976
https://www.czarodzieje.org/t21278-archie-n-darling-kuferek#686919
https://www.czarodzieje.org/t21282-archie-n-darling-dziennik#687
Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield QzgSDG8




Moderator




Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield Empty


PisanieCéleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield Empty Re: Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield  Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield EmptyPon 9 Maj - 12:18;



RAVENCLAW!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!


Następne kroki:
stworzenie poczty
założenie relacji
zaczęcie gry
rozwój postaci




Życzymy

miłej gry!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 

Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Céleste "Esti" Lee Caulfield | Esti L. Caulfield QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty uczniów i studentow
-