Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Metamorfomagia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Innes Douglas Kerr

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 180
C. szczególne : sygnety na palcach; łańcuszki z różnymi przywieszkami; przekute uszy, czasem z małymi kolczykami; rzemykowe bransoletki; blizny na twarzy, przez szyję do obojczyków, zakrywane metamorfomagią
Dodatkowo : Metamorfomag
Galeony : 58
  Liczba postów : 22
https://www.czarodzieje.org/t21313-innes-douglas-kerr#689046
https://www.czarodzieje.org/t21316-imbir#689079
https://www.czarodzieje.org/t21315-idk-or-do-i#689077
https://www.czarodzieje.org/t21304-innes-douglas-kerr#688855
https://www.czarodzieje.org/t21319-innes-douglas-kerr-dziennik#6
Metamorfomagia QzgSDG8




Gracz




Metamorfomagia Empty


PisanieMetamorfomagia Empty Metamorfomagia  Metamorfomagia EmptyPią 8 Kwi - 22:53;

Czy kiedykolwiek widziałaś, żeby się uśmiechał?

Po tym, jak zatrzymała się w miejscu, zdałem sobie sprawę, że musiałem zabrnąć za daleko. Przez ostatnie pół godziny zbywała mnie prostymi, nawet niekoniecznie pełnymi odpowiedziami, a teraz zupełnie zamilkła, patrząc w jakiś martwy punkt. W sumie nie miałem pojęcia gdzie, ani na co patrzyła; widziałem jej plecy. Widziałem, jak momentalnie robi się spięta, ale zamiast odwrócić się w moją stronę i odpowiedzieć mi, że mam już iść do siebie, dać jej święty spokój, ona… zaszlochała. Kiedy zobaczyłem, jak jej ramiona uginają się i wędrują do jej twarzy, mogłem jedynie snuć domysły. Próbowała wywołać u mnie poczucie winy? Czy faktycznie odblokowałem wspomnienie, którego nie powinienem się nawet dotykać?

Drżała. Szloch nie ustąpił; był głębszy i można było w nim odczuć ból. Czy tak właśnie okazywała uczucia? Czy właśnie zdecydowała się okazać je mi, po takim czasie? Myślałem, że ich nie miała. Myślałem, że niemal zupełnie zapomniała o ich istnieniu, niemal tak, jak o okazywaniu ich, chociaż w najprostszej postaci, mi. Swojemu dziecku, które, najprościej tłumacząc, czuło i czuć się będzie upośledzone emocjonalnie, z winy własnej matki.
Nie mam pojęcia, ile minęło czasu, zanim odwróciła się do mnie i mnie przytuliła. To już było dziwne; nigdy tak nie robiła. Czy tego potrzebowała? Czy to była kolejna rzecz, robiona na pokaz? Czy w naszej kuchni był ktoś, o kim powinienem wiedzieć?

Zawsze zadawałem sporo pytań, jakbym nie mógł tak po prostu posłuchać własnego instynktu. W tej sytuacji ten cichutki głos zdał się popchnąć mnie do działania; objąłem ją; poczułem, jak zaciska swój uścisk na wysokości środka moich pleców; po tym oparła mi się o klatkę piersiową i po prostu płakała. Nie był to płacz szczególnie głośny, ani tym bardziej długi. Wystarczyło, żebym pogładził ją kilka razy po plecach, a jej oddech z każdą chwilą robił się coraz lżejszy.

Nie znałeś go tak, jak ja.

Nie lubiłem, kiedy tak mówiła. Ale przed chwilą wywołałem u niej łzy, więc po prostu odpuściłem sobie jakikolwiek komentarz; miałem przeczucie, że za chwilę powie mi coś więcej. Wyrzuci z siebie wszystko to, co chowała w sobie tak długo. Przecież ojca już dawno nie było i, mimo wcześniejszej niepewności, teraz po prostu wiedziałem, że jesteśmy sami. Jakby tak nie było, nie zaczęłaby wypowiedzi właśnie od tych słów.

Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo mi go przypominasz, Innie…

I tym razem musiałem ugryźć się w język. Miałem dość słuchania w kółko tego samego, ale właśnie tak to się zaczynało, za każdym razem. Teraz przynajmniej widziałem, że chce mi powiedzieć to zupełnie szczerze. Kiedy przerwała nasz uścisk, przetarła oczy wierzchem lewej dłoni i głęboko odetchnęła, zanim spojrzała wprost na mnie. Przez moment wyglądała tak, jakby znowu miała się rozpłakać, ale to się nie wydarzyło. Zamiast tego złapała mnie za dłoń, kolejne nowe doświadczenie, ciągnąc mnie za sobą.

Siedziałem na kanapie, mocno trzymając album wypełniony nie tylko swoimi, magicznymi zdjęciami. Przynajmniej mama lubiła tak na nie mówić; śmiała się, że nie wyobraża sobie życia bez magii. Dzięki niej mogła przynajmniej mieć wrażenie, że wciąż jestem jej małym chłopcem, a tata wciąż jest z nami. Czy kiedykolwiek mi to powiedziała prosto w twarz? Ach, żeby tylko raz…

– – – –

- Nie możemy tak po prostu pozwolić, żeby w przyszłości jego zdolności pozostawały tak bardzo widoczne – męski głos był chłodny i niski. Stanowczy. Douglas Aodh Kerr nienawidził sprzeciwu i zawsze musiał stawiać na swoim; niezależnie od tego, jaka była sytuacja i nie miał problemów, żeby przenosić to na swoje relacje rodzinne. Może i to przez wykonywany zawód; może uważał, że tylko taki sposób jest odpowiedni.

- Douglas, kochanie, to przecież tylko dziecko! - kobieta zdawała się być jego zupełnym przeciwieństwem. Ciepła, okazująca wiele uczucia też i innym, niebojąca się swoich emocji. Nawet jej głos był inny niż jego, pomijając fakt, że był kobiecy. Ciepły, cichy ton, których wielu określało jako miód na uszy pasował do osoby Aileen. Taka właśnie była: ciepła i kochana, niemartwiąca się o wiele; poprawna optymistka. Kiedy stała z mężem, zdawali się do siebie zupełnie nie pasować, ale czy to właśnie nie jest tak, że przeciwieństwa się przyciągają?

- I zamierzasz w taki właśnie sposób bronić go przez całe życie? Mówiąc, że jest dzieckiem? - pozbawiona emocji twarz mężczyzny właśnie się zmieniła. Zmarszczył nieco brwi, a końcówki jego włosów przybrały bladoczerwony odcień. - Teraz to ledwo niemowlę. Z upływem lat będziemy musieli go nauczyć panowania nad mocą. I emocjami.

- Ale-

- Nie przyjmuję żadnych sprzeciwów, Aileen. Wiem, że tak będzie dla niego najlepiej.

Czy naprawdę wiedział? Może tylko uważał, że to będzie dla niego najlepsze, bo sam doświadczył tego samego? Może myślał, że jego dziecko ma przed sobą taką samą przyszłość jak on sam i chciał przyzwyczaić go do tego już od maleńkości. Kiedy to naprawdę było jeszcze niemowlę, dopiero niedawno okazujące umiejętności magiczne…

– – – –

Douglas, twój ojciec, on…

Miał na mnie plan już w chwili, kiedy mama zaszła w ciążę. Akurat tego mogłem się domyślać, chociaż też opowiadała mi akurat o tym. Tym razem jeszcze pokazuje mi zdjęcie szczęśliwej rodziny; wskazuje na roześmianego malca, którego włosy mienią się na żółto i pomarańczowo. Wierci się, jak to dziecko, ale radośnie się uśmiecha, podobnie jak kobieta. Matka. Ojciec tylko patrzy z powagą na twarzy w obiektyw, chociaż po chwili zerka na malca, a jego twarz na moment się rozluźnia. To nadal nie uśmiech. Czy on kiedykolwiek się uśmiechał?

Pamiętam, jakby to było wczoraj, ten moment, w którym wyznał mi miłość, wiesz?

A ja pamiętam, jak opowiadała mi to za każdym razem, kiedy wypijała za dużo wina. Trzymała wtedy różdżkę i kręciła nią między palcami, co jakiś czas zatrzymując się, żeby ledwo na kilka sekund wycelować sobie w klatkę piersiową, a potem kręciła dalej, jakby to się wcale nie wydarzyło. Jakbym nie był właśnie świadkiem tego, jak w jej głowie zrodziła się myśl o samobójstwie.

Tym razem nie mówi tylko o tym, że było to w Hogwarcie, a właściwie w pociągu, tuż przed wyjściem. Wspomina coś, o czym mówiła zdecydowanie rzadziej. Kontynuuje co prawda historię miłosną, być może idealizując szczegóły lub przedstawiając mi to tak, jak sama chciała zapamiętać. Opowiada o tym, jaki początkowo mieli do niej stosunek moi dziadkowie, ale też pradziadkowie. Czystokrwisty ród, z którego pochodził ojciec, nie był szczególnie zadowolony z tego, że ten chciał związać się z kobietą, której rodowa historia pozostawiała wiele do życzenia. Szeptali między sobą, że oto będzie moment, w którym następne pokolenie nie otrzyma magicznego daru, a to wszystko przez zmieszanie krwi, co nigdy nie powinno nastąpić. Kolory włosów, albo i opuszki palców zmieniały wtedy swój kolor na czerwony, w różnych odcieniach.

Akurat o tym opowiadał mi ojciec. Mówił, że muszę zachowywać się odpowiedzialnie, bo jestem jego pierwszym dzieckiem; dotychczas każde pierwsze dziecko odziedziczało zdolności metamorfomagiczne i mnie to nie ominęło. Tyle razy powtarzał, że pokłada we mnie ogromne nadzieje, że jeszcze zostanę jego godnym następcą, a pozycja Kerrów w magicznym świecie nie osłabnie, Że pójdę w ślady wszystkich tych, którzy byli przede mną i zasilę grono aurorów w ministerstwie.

Tyle że ja nigdy o tym nie marzyłem, Czy moje zdanie miało mniejszą wagę niż przyszłość, jaką dla mnie zdążył z najdrobniejszymi szczegółami zaplanować?

– – – –

- Innesie Douglasie Kerr - niespełna dziesięciolatek wzdrygnął się na głos ojca. Był niezadowolony, a on doskonale wiedział, co to dla niego oznacza. Nie mógł zapanować nad tym, że kolor jego włosów przybrał jasnofioletowy odcień; jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa, a on sam patrzył przerażony na mężczyznę, który stał tuż przed nim. W przyszłości pewnie będzie wspominał to, co tu się wydarzyło i doszukiwał się powodu, dlaczego ojciec tak się zachowywał. Na ten moment był zbyt przestraszony, żeby choćby oderwać od niego wzrok, nawet na sekundę.

- Czy panowanie nad sobą to takie trudne zadanie? - kiedy patrzył na niego z góry, mógł przysiąc, że czuł strużki potu, płynące po jego plecach. A może tylko mu się wydawało? Może to było tylko wrażenie? - Ile razy powtarzałem, że nie możesz tak po prostu pozwolić, żeby emocje przejęły nad tobą górę?

Mówił to często. Powtarzał jak mantrę, a chłopiec czuł się jak winowajca w tej sytuacji. Przecież to była jego wina, prawda? Nie potrafił opanować radości, kiedy coś mu wychodziło. Nie potrafił zachować powagi w każdej sytuacji, w której się znalazł. Można było czytać z niego niczym z otwartej księgi, a to nie było niczym dobrym.

- Metamorfomagia to kapryśna zdolność - tego wywodu słuchał już tyle razy, że byłby w stanie sam go wyrecytować. Ale nic nie mówił. Słuchał. - Wykorzysta każdą twoją słabość, żeby ją uwypuklić. A wtedy ktoś, komu zależałoby na zrobieniu tobie krzywdy, nie miałby problemu z odczytaniem twoich emocji. Nie możesz na to pozwolić, Innesie. Musisz być silny. I musisz pamiętać, że chłopaki nie płaczą.

– – – –

Kiedy patrzę na swoje zdjęcie, na którym trzymam list z Hogwartu, te wszystkie wspomnienia zdają się wracać. Czułem wtedy równoczesną ulgę i ekscytację, ale patrząc po swojej minie, mogłoby się zdawać, że czułem… Nic. Choć fotografia rusza się i widać, że przez moment staram się uśmiechnąć, nawet unoszę kąciki ust w górę, ten cień uśmiechu szybko znika. Zastępuje go pusty wzrok i obojętność, jak za dotknięciem różdżki.

Chciałaś, żebym chociaż ja się uśmiechał?

Zdaje mi się, że to pytanie łamie jej serce. Przez moment widzę, jak w jej oczach znowu błyszczą łzy, ale zamiast zacząć płakać, ta tylko patrzy mi w oczy, jakby szukała w nich emocji. Bo w nich zawsze zdawała się je widzieć.

Chciałam, żeby mój syn był po prostu szczęśliwy.

Ta odpowiedź zaskakuje. Czy zdecydowałaby się mi to powiedzieć, gdyby ojciec jeszcze żył? Czy to właśnie mu mówiła, kiedy ten kolejny raz w brutalny sposób starał mi się wbić do głowy, że mam nic po sobie nie pokazywać? Czy dlatego płakała po nocach, zdając się przeklinać dzień, w którym również coś do niego poczuła? Chociaż zawsze podkreślała, że kochała go nade wszystko. Tyle razy powtarzała romantyczną formułkę odnośnie tego, że to jest jej partner, który zdawał się jej być pisany w gwiazdach. Przecież tak bezbłędnie się dopełniali, prawda?

I dlatego wbrew sobie opowiadałaś mi tyle o transmutacji?

Zamarła. Przez moment po prostu została bez ruchu, zanim głośno westchnęła. Wiedziałem, że to niezależne od niej. Była miłośniczką zielarstwa od zawsze. I chociaż sobie wspaniale radziła w transmutacji, było odczuwalnym to, że preferuje właśnie rośliny. Że to one są jej największą pasją. Dlaczego więc tyle o niej opowiadała? Czy to było kolejne polecenie ojca, któremu nie chciała się sprzeciwiać? Może i bała się to robić?

Nic nie tłumaczy. Tylko odwraca wzrok i patrzy znowu na album. Przewraca kartkę, a z jej ust wydobywa się ciche westchnienie, kiedy patrzy na kolejne moje zdjęcie. To wszystko bez wątpienia wywołuje u niej niesamowitą nostalgię. Gdyby mogła wrócić do tych czasów, pewnie nie zastanawiałaby się dwa razy.

– – – –

Pokazywanie młodszemu kuzynostwu fantastycznych przemian, jakich był w stanie dokonać ze swoim wyglądem, było świetną zabawą zarówno dla nich, jak i dla niego samego. Właśnie śmiali się, bo zamiast buzi miał trąbę słonia, kiedy bezstresową sielankę przerwało głośne odchrząknięcie. Chłopak nawet nie zorientował się, kiedy młodsze towarzystwo zniknęło, a on został sam przeciwko swojemu strachowi. Samo spojrzenie znacznie starszego mężczyzny starczyło, żeby młodszy cofnął się pod ścianę, spuścił głowę i przywrócił normalny wygląd swojej twarzy.

- Co mówiłem na temat tych zabaw? - starszy nawet się nie poruszył. Jego ton był o dziwo zaskakująco spokojny; niemal jakby zupełnie nie przejmował się strachem młodszego. A może było to już zażenowanie?

- Że to dziecinada i mam przestać, bo nie wypada tak czynić poważnemu czarodziejowi, którego czeka świetlana przyszłość - chociaż jego słowa były pewne, nie mówił tak głośno, jak jego przedmówca. Nie wydawał się też być bardziej wycofany; po chwili podniósł nawet głowę, łapiąc kontakt wzrokowy z własnym ojcem.

Utrzymał go dostatecznie długo, by ten zaszczycił go jedynie krótkim prychnięciem i odwrócił się, wychodząc z pomieszczenia.

Chłopiec już nie wrócił do kuzynostwa, które zaciekawione po chwili stało w progu. I on wyszedł z salonu, kierując się prosto do zajmowanego przez siebie pokoju. Jego zacisza, gdzie miał przecież skupiać się na nauce. To był warunek, który musiał spełnić, żeby móc tutaj w ogóle przebywać, a pozwolił sobie na jakąś… zabawę.

Wtedy nie podejrzewałby się o to, że tak bardzo zawiedzie swojego ojca.

– – – –


A jak idą ci rozmowy?

Przez moment nie wiem, o czym ona w ogóle mówi. Mrugam kilka razy, próbując sobie przypomnieć jakąkolwiek rozmowę; dopóki po chwili to do mnie trafia. Psycholog. Pisałem do niej list, gdzie przyznawałem, że spędzam w tym gabinecie więcej czasu, niż nad książkami. Wzdycham tylko i uśmiecham się w jej kierunku. Wtedy widzę, że na jej twarzy maluje się ulga.

Dobrze. Jest coraz lepiej.

Mówię jej jeszcze, że planuję się wyprowadzić. Jeszcze nie wiem, kiedy; muszę najpierw znaleźć współlokatorów i może jakieś stabilniejsze zatrudnienie. Nie przyznaję jej się tylko do tego, że mam problem na innej płaszczyźnie. Nie musi o tym wiedzieć. Jeszcze nie teraz. Może dlatego wspominam tylko, że sama metamorfomagia wychodzi mi coraz lepiej. I że naprawdę staram się, jak tylko mogę, żeby zadowolić ostatnią wolę ojca. Na te słowa trochę się krzywi, ale powoli kiwa głową. Czy chciała zrozumieć? Czy tylko próbowała? Albo uznała, że to nie leży w jej interesie, żeby interesować się tym, co planuję robić?

Zawsze możesz się do mnie odezwać, wiesz?

Ale nie powiem jej o wszystkim. Nie mówię tego głośno, ale tylko kiwam głową. Zamykam album ze zdjęciami i składam go na jej dłonie. Wspominam, że jeżeli zaraz nie użyjemy sieci Fiuu, to spóźnimy się na świąteczną kolację u babci, co dostatecznie ją porusza. Czy zapomni o tym, co jej właśnie opowiedziałem? Nie wiem. Może i lepiej?

Dostatecznie długo przebywałem sam ze sobą, żeby wiedzieć, co dokładnie mam robić dla własnego zadowolenia. I jak pracować nad samym sobą. Jej obecność w tym momencie zbyt wiele nie zmieni.

Może dlatego po prostu wstałem, poprawiłem marynarkę i spojrzałem raz jeszcze w kierunku kominka. Czy w ogóle kiedykolwiek opowiem jej o swojej drugiej twarzy? Czy doczeka tego, żeby ją poznać?

Teraz o tym nie myślę. Kiwam w jej kierunku głową. Babcia pewnie zdążyła się poważnie zniecierpliwić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą. Tatuaż na karku, kolczyk w lewym uchu, spora blizna w prawej pachwinie
Galeony : 193
  Liczba postów : 410
https://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
https://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
https://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
https://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
https://www.czarodzieje.org/t18404-vinicius-marlow-dziennik
Metamorfomagia QzgSDG8




Moderator




Metamorfomagia Empty


PisanieMetamorfomagia Empty Re: Metamorfomagia  Metamorfomagia EmptyNie 10 Kwi - 10:45;

Ode mnie akcept badger

______________________

Home
Coming back to where you started
is not the same as never leaving.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Archie N. Darling

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 175cm
C. szczególne : Bardzo jasne oczy, kolczyk w języku, dużo biżuterii, kokosowy zapach, irlandzki akcent, dźwięczny głos
Galeony : 645
  Liczba postów : 205
https://www.czarodzieje.org/t21279-budowa-archie-n-darling#686920
https://www.czarodzieje.org/t21280-and-my-darling#686976
https://www.czarodzieje.org/t21278-archie-n-darling-kuferek#686919
https://www.czarodzieje.org/t21282-archie-n-darling-dziennik#687
Metamorfomagia QzgSDG8




Moderator




Metamorfomagia Empty


PisanieMetamorfomagia Empty Re: Metamorfomagia  Metamorfomagia EmptyNie 10 Kwi - 11:10;

Akceptuję, otrzymujesz genetykę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Metamorfomagia QzgSDG8








Metamorfomagia Empty


PisanieMetamorfomagia Empty Re: Metamorfomagia  Metamorfomagia Empty;

Powrót do góry Go down
 

Metamorfomagia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Metamorfomagia QCuY7ok :: 
rozwoj postaci
 :: 
Genetyki
-