Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Archie N. Darling

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Archie N. Darling

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 175cm
C. szczególne : Bardzo jasne oczy, kolczyk w języku, dużo biżuterii, kokosowy zapach, irlandzki akcent, dźwięczny głos
Galeony : 700
  Liczba postów : 224
https://www.czarodzieje.org/t21279-budowa-archie-n-darling#686920
https://www.czarodzieje.org/t21280-and-my-darling#686976
https://www.czarodzieje.org/t21278-archie-n-darling-kuferek#686919
https://www.czarodzieje.org/t21282-archie-n-darling-dziennik#687
Archie N. Darling QzgSDG8




Moderator




Archie N. Darling Empty


PisanieArchie N. Darling Empty Archie N. Darling  Archie N. Darling Empty23.03.22 14:35;


Archibald Niall Darling

DATA URODZENIA28.10.2002r.
CZYSTOŚĆ KRWI 100%
MIEJSCE URODZENIADublin, Irlandia
MIEJSCE ZAMIESZKANIADublin | Hogwart | Los Angeles
W HOGWARCIE JEST OD KLASY• I-IV w Hogwarcie
• V-VII domowe nauczanie
• roczna przerwa
• pierwszy semestr VIII roku w Ilvermorny
• drugi semestr VIII roku w Hogwarcie
OBECNIE JEST NA ROKUI studenckim
WYMARZONY DOMSlytherin/Gryffindor
WYBRANY WIZERUNEKNic Kaufmann

Wyglad

WZROST 175cm
BUDOWA CIAŁA Smukła, zadbana sylwetka z wyraźnie zarysowanymi mięśniami.
KOLOR OCZU Przenikliwie jasne; w zależności od światła przybierają hipnotyzującą barwę wyrwanej spośród marzeń lazurowej toni lub zaklętej w lodzie szarości.
KOLOR WŁOSÓW Niemal czarne; w świetle słonecznym połyskują ciepłym brązem, chociaż dla pozbycia się tego efektu często są dodatkowo przyciemniane.
ZNAKI SZCZEGÓLNE Jasne oczy, dużo biżuterii, kokosowy zapach.
PREFEROWANE UBRANIA Różne. Mam w sobie zaszczepiony jakiś taki "grzeczny styl" i dopiero stopniowo staram się od niego odejść, co można zaobserwować na przykładzie licznej biżuterii (pierścionki, naszyjniki, bransoletki, kolczyki!), czasem pomalowanych paznokci czy bardziej "wyzywających" strojów. Najczęściej jednak noszę po prostu z koszule lub T-shirtowe koszulki, mam też słabość do marynarek i swetrów, zwłaszcza tych oversized.


Charakter


Emocje są moją najmocniejszą i najsłabszą stroną - jak chyba każdego, ale ja czasem jestem pewny, że odczuwam je intensywniej niż ktokolwiek inny. Kiedy kocham, to do szaleństwa; kiedy nienawidzę, to z głębi serca; kiedy się boję, to panicznie. Nie wstydzę się płaczu - tego ze złości, ze śmiechu czy z najszczerszego smutku. Sam nie jestem pewny, czy w ogóle nad tym jeszcze panuję, bo niewątpliwie można wyprowadzić mnie z równowagi, z drugiej strony… skoro to zaakceptowałem, skoro już to o sobie wiem i skoro wcale nie mam z tym problemu, to czy rzeczywiście jestem taki “niezrównoważony”? Wiem, że nie odmówię rzuconego mi wyzwania, a zatem mogę odejść jeszcze przed pijacką grą w butelkę, zbyt dobrze przewidując, że ta obedrze mnie z resztek godności, a przecież na to dalej nie mogę sobie pozwolić. Mam świadomość, że przegrana ulubionej drużyny quidditcha zmieni mnie w paskudnego kibola, drącego się na przeciwników, więc uprzejmie odmawiam biletów, które ktoś próbuje mi wcisnąć w prezencie. Wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na puszczenie emocji luzem, a kiedy lepiej zamknąć się w sobie z błogą świadomością, że jeszcze odreaguję każdą wstrzymaną łzę i każdy zduszony krzyk. Bo prawda jest taka, że nawet jeśli jestem w stanie zachowywać się grzecznie i przyzwoicie, to wcale tego nie chcę - jestem tym znudzony, bo tak wyglądała większość mojego życia, gdy pod dyktando matki i menagerki budowałem idealny obrazek cudownego piosenkarza. Wolę żyć pełnią i prawdą, a przez to wpadam w obsesje, z których ciężko później mi się wykaraskać - kiedy za coś się zabieram, to oddaję się temu do reszty, co widać po mojej muzyce. Jestem chorobliwie ambitny, bo nie umiem inaczej, ale nie muszę wcale konkurować z innymi, bo ja sam sobie doskonale wystarczam, więc jeśli nie znajdę godnego rywala na zajęciach z miotlarstwa, to i tak wycisnę z siebie siódme poty, byle tylko mieć odrobinę lepsze tempo niż poprzednim razem. Jeśli coś poszło mi dobrze, to o tym wiem i nie wstydzę się o tym mówić - mimo to jestem dość łasy na komplementy. Staram się nie dopuszczać do siebie zbyt wielu wątpliwości, zwłaszcza jeśli chodzi o moją samoocenę, bo nie sądzę, żebym mógł sobie na to pozwolić; wmawiam sobie, że nie potrzebuję innych ludzi, ale pewnie daleko temu do prawdy. Z moimi ograniczeniami walczę, jak tylko mogę, żeby nie przegapić czegoś wspaniałego i nie żałować - Merlinie, wycofywanie się nie leży w mojej naturze, nie kiedy już coś zacznę. Mogę się bać, mogę panikować, ale jeśli powiem “tak”, to nie ucieknę. Oczekuję od innych tej słowności i prawdomówności, które sam wykazuję. Nie zdradzę przyjaciela i nie zostawię go w potrzebie, a jeśli obiecam stać za nim murem, to nie sposób mnie ukruszyć. Nie boję się szlabanów, skoro wiem, że na nie zasłużyłem, więc wrodzone poczucie sprawiedliwości sprawia, że przyjmuję konsekwencje jak kolejną przygodę, nawet jeśli nieszczególnie mnie ona cieszy. Jestem pedantyczny, mam swoje zasady i nerwice, ale to tylko pomaga mi zachować w ryzach chaos, z którym się identyfikuję. Prawda jest taka, że dopiero teraz mogę pozwolić sobie na więcej i odreagowuję, co tylko mogę, a jeśli inni na tym ucierpią - cóż, nie jestem już tą grzeczną gwiazdeczką, która radośnie żartowała z każdym fanem i udawała, że nie zna żadnego przekleństwa.


Historia


Urodziłem się jako niechciany efekt uboczny rozpadającego się związku - smutna prawda, której w gruncie rzeczy nikt nigdy przede mną nie ukrywał. Muirgheal, moja mama, zgodziła się wyjść za Kevina Darlinga chyba tylko dlatego, że w Hogwarcie ich związek był wygodny i wydawał się dość oczywisty. Wczesny ślub, wczesna ciąża i wczesny rozwód. Chociaż właściwie nigdy ojca nie poznałem, to mama wcale nie zachowywała się tak, jakbym był wpadką: wręcz przeciwnie, w roli samotnej rodzicielki odnalazła się idealnie. Wreszcie miała wymówkę dlaczego potrzebowała pomocy finansowej od swoich bliskich, dlaczego nie szła dalej ścieżką edukacyjną, dlaczego nie pchała się do żadnej ambitniejszej kariery i dlaczego nawet swoich marzeń nie goniła. Starała się mnie rozpieszczać, co raczej nie było zbyt proste w naszej sytuacji - pomimo wsparciu rodziny, dalej byliśmy dość samotni, a moje pierwsze przejawy magii były na tyle burzliwe, że nawet w przedszkolu nieszczególnie entuzjastycznie byłem witany. Pierwszym sensownym lekarstwem na pękające od mojej dziecięcej złości naczynia była muzyka, co moją matkę niesamowicie ucieszyło, bo przecież zawsze wierzyła, że kryje się w niej artystyczna dusza - najwyraźniej oddała ją mi. Śpiewam właściwie od kiedy pamiętam i niemal równie długo gram na pianinie; szybko okazało się, że to nie tylko uspokajająca sztuczka i marzenie mojej mamy, ale też moja własna pasja. Dawałem się zabierać na dziecięce konkursy talentów i nie miałem nic przeciwko szlifowaniu moich umiejętności - szybko okazało się jednak, że trochę osłabiło to mój entuzjazm co do wyjazdu od Hogwartu. Nie kusiło mnie wcale poznawanie wielkiej szkoły i uczenie się nudnych dat czy nieprzydatnych zaklęć, skoro w domu miałem instrumenty i ukochanych korepetytorów.
Pierwsze lata nauki były trudne, bo każdą wolną chwilę poświęcałem muzyce, nie chcąc zapomnieć jak powinny brzmieć znane już na pamięć nuty, ani dlaczego ropuchy w Żabim Chórze (bezsensowna nazwa) są zupełnie niepotrzebne, skoro wystarcza czyste brzmienie głosu. Zajęcia ledwo zaliczałem, albo wypadałem miernie - nie przeszkadzało to wcale mojej mamie, która wierzyła, że jeszcze zostanę prawdziwą gwiazdą i nikt nie obejrzy się na moje oceny. W wakacje po mojej czwartej klasie jej wizja zaczęła wyglądać nieco realistyczniej, bo wtedy też Muirgheal poznała Georgię Lilly, menagerkę muzyczną z Los Angeles, która zaczęła karmić moją ambicję swoimi pochwałami. Wreszcie pomysł przejścia na nauczanie domowe został wcielony w życie, wreszcie miałem więcej czasu na muzykę i wreszcie czułem, że wszystko idzie ku dobremu. Przyjaźń mamy z Georgią zmieniła się w romans, a wreszcie poważny związek, a ja wcale nie oponowałem przed przeprowadzką do Kalifornii, bo w Irlandii nic mnie tak właściwie nie trzymało. To w Stanach Zjednoczonych moja kariera faktycznie ruszyła z miejsca - Georgia miała doskonałe znajomości i kiedy stałem się jej rodziną, chętnie postanowiła je wykorzystać. Nie mógłbym zliczyć nieudanych występów, które wreszcie zostały zastąpione tymi pełnymi sukcesów; nie pamiętam już pustych krzeseł na widowni, teraz mając przed oczami zawsze tłumy. Po wydaniu pierwszej płyty musiałem przyzwyczaić się nie tylko do śpiewania czy grania, ale również wywiadów i rozdawania autografów. Moje oceny wyglądały jeszcze bardziej żałośnie, bo przecież kiedy "Charmed" zostało wydane, ja miałem zaledwie siedemnaście lat, a pracując nad "Flying" dopiero kończyłem podstawową edukację. Nikt nie chciał nawet słyszeć o studiach, ja zresztą też nie - w końcu miałem czas na trasy koncertowe i zachłyśnięcie się sławą... która zaczęła wyglądać z każdym dniem coraz gorzej. Dotarło do mnie, że fani nie kochają mnie, tylko ten obrazek słodkiego czarodzieja, jaki został wykreowany na potrzeby podbicia muzycznego rynku; wolny czas pokazał mi, jak wiele w życiu straciłem przez pogoń za tym jednym marzeniem, które i tak wyszło pokracznie. Postanowiłem pójść na studia, żeby odzyskać nieco normalności i przemyśleć, w którą stronę chcę pójść dalej. Moim własnym wyborem był Hogwart, ale matki naciskały na Ilvermorny, żebym był bliżej nich. Już pierwszy semestr pokazał, że to tragiczny pomysł, bo dalej byłem ciągany do studia nagraniowego, gdzie zamiast śpiewać - kłóciłem się, nie chcąc tego brzmienia, jakie zostało mi narzucone. Chciałem znaleźć swój własny głos i dopiero ledwo zaliczony semestr pokazał mi, że nie dam rady zrobić tego, kiedy jestem pod rodzicielską lupą.
Wróciłem do Irlandii: do dziadków, którzy chętnie przyjęli mnie do swojego domu i którzy nigdy nie rozumieli za dobrze sławy, która do mnie przylgnęła, bo nie musieli jej obserwować z bliska. To pewnie ich znajomości (a może pierwsze lata mojej edukacji?) sprawiły, że udało mi się przenieść do Hogwartu, drugi semestr pierwszego roku studiów rozpoczynając właśnie tam. Moja kariera wcale nie zamarła, bo dalej kocham muzykę, a matki próbują pchać mnie tylko dalej i dalej, nawet jeśli skręcam w stronę, której one sobie nie zaplanowały.


Rodzina


Muirgheal Aoife Darling - mama, szanowna rodzicielka, czarownica czystej krwi, Irlandka. Jej panieńskie nazwisko to Deirdre - Darling przyjęła od czarodzieja, którego poślubiła w wieku siedemnastu lat i z którym rozwiodła się po dwóch latach burzliwego małżeństwa, którego wynikiem jestem ja. Muirgheal zawsze marzyła o karierze aktorskiej i wielkiej sławie, ale nie ma za knuta talentu. Zaczepiła się w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, a w wolnych chwilach albo próbuje na mnie zarobić, albo pisze tandetne scenariusze do szuflady, których wystawieniem wciąż się odgraża.
Kevin Darling - biologiczny ojciec, czarodziej czystej krwi, Anglik. Był obłędnie zakochany w Muirgheal, ale jej wątpliwości i jego brak gotowości na bycie ojcem zakończyły się rozwodem. Niezbyt go pamiętam i nie utrzymujemy właściwie żadnego kontaktu, chociaż podobno wiernie płacił zawsze alimenty. Na każde urodziny i święta dostaję od jego rodziców (moich dziadków, których nigdy nie widziałem na oczy) kartkę z życzeniami i ładną sumkę galeonów.
Georgia Olive Lilly-Darling - matka, czarownica niemal czystej krwi, Amerykanka. Jest menagerką muzyczną i posiada własne czarodziejskie studio nagrań w Kalifornii. Muirgheal poznała przez Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, gdy wynikły jakieś problemy przy organizacji w Wielkiej Brytanii koncertu amerykańskich zespołów. Georgia to pierwsza kobieta, którą Muirgheal pokochała - pokazała jej wielki świat sławy i zgodziła się przygarnąć mnie pod swoje skrzydła. Jest moją menagerką i chociaż wielokrotnie ciężko było to pogodzić z matczynymi relacjami, to ostatecznie jest mi bliższa niż Muirgheal.


Ciekawostki


★ Mam na koncie dwie płyty ("Charmed" i "Flying"), a teraz już spokojniej pracuję nad nową, która ma mieć trochę ostrzejsze brzmienie i ogólnie być po prostu bardziej szczera. Nie wiem jeszcze kiedy "Bewitched" wyjdzie, ale niektóre piosenki są już znane.
★ Śpiewam, gram na pianinie oraz gitarze. Muzyka jest dla mnie naprawdę ważna i bardzo chcę pokazać w niej więcej prawdziwego siebie.
★ O tym, że to jednak nie jest zabawa i rzeczywiście zyskuję sławę, zorientowałem się dopiero kiedy usłyszałem jedną z moich piosenek w radiu. Potem zaczęły się dłuższe noce w studiu nagraniowym, koncerty i spotkania z fanami...
★ Absolutnie nie umiem rysować, nie pamiętam żadnych dat z Historii Magii i daleko mi do babrania się w ziemi na Zielarstwie, chociaż dekoracyjne rośliny bardzo lubię. Ze zwierzakami też trzymam się na dystans, przynajmniej dopóki ich lepiej nie poznam.
★ Bardzo lubię gotować i piec, planuję też poświęcić temu teraz więcej czasu. Moja największa miłość to pizza - mogę ją zjeść naprawdę z dowolnymi składnikami!
★ Podczas zabawy w zgadywanki w dzieciństwie ktoś stwierdził, że moje drugie imię to na pewno coś głupiego, jak "Ngustav". Od tamtej pory nie lubię mojego prawdziwego drugiego imienia i rzadko się do niego przyznaję.
★ Jak byłem mały, to złapałem potężną obsesję na punkcie jednorożców - kochałem je naprawdę z całego serca i chciałem mieć je wszędzie, od tapet na ścianach, przez pościel, po przedszkolny plecak. Rodzina i starzy znajomi nie dają mi spokoju i dalej bardzo często dostaję jakieś drobiazgi z motywem jednorożców, żebym przypadkiem nie miał chwili odpoczynku od ciągnącej się za mną latami hańby...
★ Kolczyk w języku był jednym z moich pierwszych większych przejawów buntu - dalej go mam, chociaż prawda jest taka, że ma tendencję do babrania się i często wymaga podleczania drobnymi zaklęciami uzdrawiającymi.
★ Mam mizofobię - może nie jest jakaś bardzo, bardzo zaawansowana, ale jednak mam problem z zanieczyszczeniami i zarazkami, więc właściwie zawsze mam przy sobie jakiś eliksir antybakteryjny.
★ Właściwie całe życie słabo sypiam, lunatykuję i mówię przez sen. Kiedyś mama znalazła mnie lunatykującego na dachu, ubranego we wszystkie posiadane przeze mnie koszule i śpiewającego w kółko jedną piosenkę.
★ Lubię quidditcha, ale zawsze raczej tylko obserwowałem mecze - nie miałem szansy na dołączenie do żadnej szkolnej drużyny, a zresztą byłoby to pewnie odradzane, bo przecież mój wizerunek był zbyt ważny, by go jakoś psuć wynikami ewentualnych kontuzji!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ruby Maguire

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160
C. szczególne : irlandzki akcent | duże oczy | zapach cytrusów | niebieskie włosy
Galeony : 99
  Liczba postów : 633
https://www.czarodzieje.org/t20263-ruby-echna-maguire
https://www.czarodzieje.org/t20265-poczta-ruby#632863
https://www.czarodzieje.org/t20264-ruby-echna-maguire
https://www.czarodzieje.org/t20266-ruby-maguire-dziennik#632872
Archie N. Darling QzgSDG8




Moderator




Archie N. Darling Empty


PisanieArchie N. Darling Empty Re: Archie N. Darling  Archie N. Darling Empty23.03.22 19:57;



SLYTHERIN!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!


Następne kroki:
stworzenie poczty
założenie relacji
rozpoczęcie gry
rozwój postaci




Życzymy

miłej gry!


______________________

Be brave to stand for what you believe in even if you stand alone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Archie N. Darling

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Archie N. Darling QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty uczniów i studentow
-