Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Pokój 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 610
  Liczba postów : 796
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Pokój 4 QzgSDG8




Moderator




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Pokój 4  Pokój 4 EmptyNie 11 Lip - 18:43;




Pokoje w są w tym roku bardzo luksusowe i przyjemne. Światło mieni się w oknach, ma oczywiście egzotyczny wygląd oraz specyficzny aromat unoszący się w powietrzu. Na środku jest bardzo niski stolik bez krzeseł. Nie ma tu jednak charakterystycznych łóżek, na ziemi leżą podwyższane maty i mnóstwo poduszek. Tak naprawdę sami możecie wybrać sobie układ "łóżek" w sposób jaki chcecie, zmieniając położenie mat i poduszek! Na początku w każdym pokoju jest tyle miejsc do spania ile jest osób, a nad każdym posłaniem jest baldachim; może nie zasłoni on was w zupełności, ale da chociaż odrobinę poczucia prywatności. Są one również bardzo przestronne, macie mnóstwo miejsca. Włącznie z szafą, w której macie stroje, które musicie zakładać. Każdy pokój ma swoją łazienkę.

Uwaga. Jeśli wchodzicie do specjalnych lokacji, gdzie musicie nosić wymagany strój, bierzecie go właśnie ze swojego pokoju. Zanim nie wyruszycie, koniecznie rzućcie kostką jaki strój wyjściowy macie w przydziale. Nie musicie być w pokoju, by go zabrać. Rzucacie tylko raz na to jaki macie strój i posiadacie taki właśnie do końca wyjazdu, chyba że udacie się do odpowiedniego sklepu i tam zakupicie odpowiedni strój.

Oto przykładowy krój stroju męskiego oraz stroju damskiego. Do tego mężczyźni muszą mieć brody, zaś kobiety ręce w magicznym, kolorowym pudrze. Konieczne jest również nakrycie głowy turban, bądź chusta.

Rzucacie jednorazowo kostką k6:

Charakterystyka stroju:
1 - twoja szata nie jest jednego koloru; jest niesamowicie kolorowa! Ma fikuśne wzorki, na dodatek ruchome. Z pewnością przykuwasz wszystkich uwagę, gdziekolwiek nie idziesz!

2 - twoja szata jest dość... staroświecka. Szybko zauważasz, że jest jakaś starsza, nie tak modna jak inne i na dodatek ewidentnie śmierdzi jakimś starym jedzeniem... Należy ją z pewnością wyprać i liczyć na to, że zapach niedługo straci na mocy... Przez trzy wątki Twoja szata nie pachnie przyjemnie.

3 - jeśli jesteś kobietą - z Twoim strojem jest wszystko w porządku! Jeśli jesteś mężczyzną okazuje się, że z Twoją brodą jest coś poważnie nie tak... Za każdym razem jak chodzisz, ta straszliwie się sypie! Włosy z brody dosłownie latają wokół ciebie jak szybko chodzisz, wpadają ci do nosy, za szatę... Na dodatek z każdym dniem jest jej coraz mniej. Po 3 wątkach stracisz resztkę brody i musisz kupić sobie nową brodę! Link do odpowiedniego sklepu, powyżej.

4 - jeśli jesteś mężczyzną - z Twoim strojem jest wszystko w porządku! Jeśli jesteś kobietą okazuje się, że masz okropne uczulenie i wysypkę na barwnik do rąk, który dostałaś! Nieważne ile masz punktów uzdrawiania, nie jest to rodzaj magii, który spotkałaś i cokolwiek nie używasz, wysypka pojawia się ponownie. Musisz kupić sobie krem, którym będziesz musiała się regularnie smarować, bądź kupić całkiem nowy barwnik. Link do odpowiedniego sklepu, powyżej.

5 - niestety szata, którą posiadasz jest zdecydowanie - rzuć kostką k6: parzysta - jest za mała, nieparzysta - jest za duża. Nawet jeśli zmieniasz ją zaklęciem, nadal ta wraca do poprzedniego stanu. Aby to zmienić, musisz oddać szatę do specjalisty. Złóż tam wizytę, by ktoś naprawił Twoją szatę.

6 - rzuć kostką ponownie. Parzysta - Twój strój zmienia kolor! Za każdym razem gdy się budzisz jest inny i musisz na nowo rzucać kostką na kolor szaty! Nieparzysta - Twój strój jest bardzo ładnie dobrany, bo wszystko jest w takim samym kolorze, dzięki temu wygląda jak komplet z turbanem oraz barwnikiem/brodą.

Aby dowiedzieć się jaki macie kolor: brody/barwnika, turbany/chusty oraz szaty, polecamy wylosować!. Jeśli sami wybieracie i nie macie ochoty na losowanie, pamiętajcie, że nie możecie mieć wszystkiego w jednym kolorze, o ile nie mieliście takiej kostki w charakterystyce stroju.

Lokatorzy:

1. Patricia D. Brandon
2. Arthemis D. Verey
3. Hayden Collins




______________________

have enough courage
to trust love one more time and always one more time



Ostatnio zmieniony przez Huxley Williams dnia Wto 27 Lip - 11:33, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Arthemis D. Verey

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 395
  Liczba postów : 164
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptySob 17 Lip - 22:46;

  Świat wirował. Dosłownie.
  Trafienie do odpowiedniego pokoju zajęło mu wieki, choć dzięki Merlinie nie wpieprzył się nikomu obcemu do kwatery. Numerki jeszcze w miarę rozpoznawał, choć w pewnym momencie zwątpił widząc liczbę czterdzieści cztery, bo doprawdy nie wiedział, czy dwoi mu się w oczach i patrzy na podwójną czwórkę, czy w istocie jest to dwucyfrowy numer.
  Oparł się o framugę drzwi, przez chwilę szukając swojej różdżki pośród ubrań co szło mu wybitnie topornie. Miał wrażenie, że za chwilę zwymiotuje, zemdleje i padnie tu i teraz, aby obudzić się nazajutrz na tym właśnie korytarzu. Nie mogąc znaleźć patyka niezgrabnie zastukał w drewno, ale nikt nie odpowiadał. Najwyraźniej póki co nie miał współlokatora lub towarzysz jego niedoli zabalował równie mocno co on. Nie miał więc wyjścia, musiał znaleźć swój sprzęt i samemu sobie poradzić w tej jakże trudnej sytuacji.
  Szczerze? Udało mu się dopiero po jakichś trzydziestu minutach choć on sam nie odczuwał tego czasu. Miał wrażenie, że wszystko działo się nad wyraz szybko. Z drugiej strony być może to wirowanie świata wpływało tak na jego postrzeganie mijających chwil. Pchnął skrzydło drzwi ładując się praktycznie razem z nim do środka i już na wejściu potknął się, upadając na szczęście na miękkie poduszki. Różdżka poturlała się w nieznanym sobie kierunku. Kopnął drzwi aby się zamknęły.
  Przez chwilę leżał tak jak spadł, mrucząc coś pod nosem o beznadziejnych właściwościach alkoholu. Uniósł głowę do góry próbując namierzyć łazienkę, ale absolutnie nie był w stanie tego zrobić. Powoli podniósł się do kucków, aby później niezgrabnie wstać i chwiejnym krokiem pójść do miejsca w którym zostawił swoje rzeczy. Złapał się krańca baldachimu aby utrzymać pion i zmrużył oczy patrząc w okno. Słońce wschodziło. Nie wiedział czy w Arabii była to oznaka środka nocy czy poranka, ale zdecydowanie było późno. Co mu pozostało?
  Odsunął ręką firankę i tak jak był ubrany walnął się na poduszki w poprzek. Nogi wystawały mu poza obszar ‘łóżka’, przez co wyglądał jak jakieś zwłoki. I choć kręciło mu się w głowie jak cholera, a jego mdłości coraz bardziej dawały o sobie znać, to w ostateczności zasnął dość szybko. Chyba nie chciał dowiedzieć się, jaki kac czekał go po obudzeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Patricia D. Brandon

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170cm
C. szczególne : burza kręconych, jasnych włosów; blizna w kształcie łezki, wielkości sykla znajdująca się na jej mostku; runa protekcyjna za lewym uchem
Galeony : 1107
  Liczba postów : 466
https://www.czarodzieje.org/t20195-patricia-danielle-brandon#626883
https://www.czarodzieje.org/t20197-poczta-patricii#627724
https://www.czarodzieje.org/t20196-patricia-danielle-brandon#627505
https://www.czarodzieje.org/t20342-dziennik-patricii-brandon#641
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptySob 17 Lip - 23:46;

Coś było nie tak. W momencie kiedy przekroczyła próg pokoju, w którym miała nocować, była przekonana, że będzie go miała na wyłączność. Skoro nikt przez kolejne kilka godzin, kiedy się rozpakowywała i zmieniała ułożenie mebli pod własne gusta, nie pojawił się tutaj, to raczej było najbardziej możliwa opcja, prawda? Jednak widziała drugie przygotowane posłanie i zapakowany strój, a więc zapewne miała mieć towarzysza. Albo towarzyszkę. W sumie było jej wszystko jedno czy będzie sama czy może jednak ktoś z nią zamieszka, ale jednak wolałaby wiedzieć kto to taki, zanim wyjdzie na miasto. Po prostu była ciekawa na co ma się nastawiać. Jeśli to ktoś z Hogwartu, będzie miło. Tematy do rozmów same się znajdą.
Robiło się późno, a ona siedziała na stercie poduszek pod oknem, oczywiście przeglądając wizbooka. Czasami Jonathan, jej bliźniak śmiał się, że jest uzależniona od magicznego dziennika. Ale ona po prostu lubiła wiedzieć co się dzieje u innych. I była w ciągłym kontakcie ze znajomymi. To źle? W tym momencie też kartkowała niewielką książeczkę, przypatrując się wpisom, które wstawiali jej koledzy z dawnej drużyny, czy też kuzyni i reszta. W końcu zobaczyła niewielki dymek nad jedną z kartek, obwieszczający: "@ArthemisVerey dodał post". Przez chwilę wpatrywała się tylko w obłoczek, aby w końcu go dotknąć końcówką różdżki. Przecież postanowiła sobie, że będzie zachowywać się normalnie w stosunku do niego. Bez względu na to co się stało. Wszystko było okej. Dostała okres? Dostała. Nigdy więcej taka głupia już nie będzie. Tak jak pisała Beatrice - to był jeden jedyny raz i to się już nie powtórzy. Wcale nie chciała tym przekonać samej siebie. Przecież to nie był najlepszy seks w jej życiu...
Nie, nie, nie będzie o tym myślała i nie będzie do tego wracać. Właśnie to przyszło jej do głowy, kiedy zobaczyła wpis ze zdjęciem nikogo innego jak Vereya. Prychnęła, widząc opis, mówiący o imprezie urodzinowej. Sama w imię powrotu do normalności wysłała mu życzenia i prezent, choć do teraz nie wiedziała czy to było dobre posunięcie. Zaraz jednak jej wzrok padł na oznaczenie pod fotografią i połączyła kropki. Cholera. On tutaj był. Skoro... imprezował dziś z Camaelem, a ten był na wyjeździe... Cudnie. A specjalnie dała ten kupon do końca lipca, bo wiedziała, że nie będzie jej w Anglii i nie będzie miał kiedy go wykorzystać. Kurwa! Zatrzasnęła wizzbooka, odrzucając go gdzieś na bok. Jeszcze niech się okaże, że to on jest jej współlokatorem! Nie, no musiałaby mieć zajebiste szczęście. Na pewno nie.

***

W taką duchotę nie spało się zbyt dobrze. Ale w końcu jej się udało. Rozkopała całą kołdrę, przytuliła największą poduszkę do piersi i zasnęła. Jego pukanie było dla niej całkowicie niesłyszalne. Odkąd jej klątwa się objawiła, druga faza jej snu była dość głęboka, jeśli już w nią zapadała. Ale na Merlina, kto do cholery tak tłukł się pięć minut po tym jak zdołała przymknąć powieki? Oczywiście, wydawało jej się, że drzwi rozwarły się głośno uderzając o ścianę, tak szybko. Przebudziła się, widząc łunę ciepłego światła, ale była zbyt śpiąca, więc przekręciła się na drugi bok. W końcu tak przyjemnie się spało. Mamrotanie sprawiło, że na jej czole pojawiła się niewielka zmarszczka. I ledwo uniosła powieki i zarejestrowała, że ktoś stoi pod oknem, ten Ktoś padł na pobliskie łóżko i zaczął głośno oddychać. Jęknęła i podniosła głowę, po chwili unosząc się do siadu. Wtedy doznała olśnienia.
- VEREY, KURWA! - zagrzmiała, sięgając po różdżkę i zapalając ją tuż przed sobą, aby oświetliła jej najbliższe otoczenie i martwe ciało, znajdujące się na materacu obok. - Spieprzaj do swojego pokoju, ale już! - po przebudzeniu nie przyszło jej nawet do głowy, że jej najskrytsze obawy mogą się spełnić i to on może być jej tajemniczym współlokatorem. W tej chwili liczyło się to, że ją obudził i padł jak kłoda, najwyraźniej pijany w pień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Arthemis D. Verey

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 395
  Liczba postów : 164
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptyCzw 22 Lip - 23:47;

  Absolutnie nie miał pojęcia co działo się wokół niego. Postronna osoba mogłaby uznać, że będąc w pozycji, w której aktualnie się znajdował, stracił przytomność lub nie żyje, a nie po prostu sobie drzemie po pijackim cugu jaki odwalił z Whitelightem i Latifem. Nie chciał się zastanawiać co stało się później jeśli chodziło o jego przyjaciół – on dotarł (chyba) cały i (chyba) zdrowy do swojego pokoju (a tak przynajmniej sądził) i już absolutnie nic miało nie zakłócić jego snu. Do czasu.
  Mówiąc szczerze nie było tu żadnego spektakularnego przebudzenia, zerwania się z miejsca, zaskoczenia jej widokiem. Nie. Verey po prostu się ocknął i pierwsze co zrobił to chwycił jedną z poduszek, aby rzucić ją w jej kierunku z wysyczanym „samkhnij si”. Złapał kolejną i położył ją sobie na głowie, dociskając mocniej i próbując wyciszyć wszelkie dźwięki.
  - Jiesztem w swojym pohoju kophieto. – chyba. Nie wiedział, ale naprawdę nie miał ochoty szukać własnego. Trudno. Nawet nie zastanawiał się kto do niego mówi. Jedyne co potrafił zarejestrować to w istocie fakt, że rozmawiał – czy raczej dukał – z płcią piękną. Podciągnął się bardziej na leżance i przyciągnął do siebie nogi, chowając się za baldachimem w całości. Niepotrzebnie go budziła, robiło mu się coraz gorzej. Miał wrażenie, że za chwilę zwymiotuje, chyba że zdoła zasnąć. Aczkolwiek w tym towarzystwie raczej mógł być z tym problem. Trudno, najwyżej rzygnie na nią, niech straci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Patricia D. Brandon

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170cm
C. szczególne : burza kręconych, jasnych włosów; blizna w kształcie łezki, wielkości sykla znajdująca się na jej mostku; runa protekcyjna za lewym uchem
Galeony : 1107
  Liczba postów : 466
https://www.czarodzieje.org/t20195-patricia-danielle-brandon#626883
https://www.czarodzieje.org/t20197-poczta-patricii#627724
https://www.czarodzieje.org/t20196-patricia-danielle-brandon#627505
https://www.czarodzieje.org/t20342-dziennik-patricii-brandon#641
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptySob 24 Lip - 13:31;

Zaiste, świetnie szło mu udawanie martwego, kiedy padł na posłanie i znieruchomiał. Jedyne co go zdradzało, a jednocześnie zwróciło uwagę Patricii to jego głośne, świszczące oddychanie, które miała wrażenie, że za moment przerodzi się w chrapanie. A kiedy poderwała się z własnej pościeli, zapalając różdżkę i wrzeszcząc na niego, nie spodziewała się, że za chwilę w jej stronę poleci poduszka, która ostatecznie i tak w nia nie trafiła, lądując w rogu pokoju. Nie zmieniało to faktu, że Verey właśnie rzucił w nią przedmiotem, co momentalnie rozeźliło ją jeszcze bardziej. Skierowała trzymany nadal w dłoni magiczny patyk ku jednej z wielu poduszek, znajdujących się między materacem jej a Artha, po czym za pomocą prostego zaklęcia niewerbalnego zaczęła posyłać je, jedna za drugą w jego kierunku.
- TY OCHLAPTUSIE... - wysyczała przez zęby, kiedy kolejna poducha odbiła się od jego pleców, nadal mierząc w kolejne, które opadały na ziemię - Masz czelność rzucać we mnie poduszką i tak się odzywać, pijaku jeden?! Na pewno nie będziesz tu dziś spał! Zionie od Ciebie jak z gorzelni! - truła mu dalej, niczego nie robiąc sobie z jego ostentacyjnego zakrycia głowy i ewentualnego uciszania. Tej całej wściekłości, która w niej wzbierała, aż podniosła się z miejsca i kopnęła materac na którym leżał.
- I jeszcze raz powiesz mi "zamknij sie" a odetne Ci język! - zagroziła, oczywiście w tym momencie będąc święcie przekonaną, że byłaby gotowa to zrobić. Tymczasem jednak, była w stanie jedynie posłać niewerbalne Reducio na poduszkę, przyciśnięta do jego głowy. W tej chwili jedyne co mógł nią zakryć to jedno ucho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Arthemis D. Verey

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 395
  Liczba postów : 164
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptyWto 27 Lip - 22:38;

  Umierał. Po przebudzeniu było jeszcze gorzej jak Merlina kochał. Mdłości wzbierały w nim coraz bardziej, a kołowrotek w głowie miał nawet po zamknięciu oczu. Poduszka, którą miał nad sobą w miarę mu pomagała, prawdopodobnie będąc jedyną barierą między nim, a pobiegnięciem do toalety i praktycznym porzyganiem się. Ale Patricia o tym przecież nie wiedziała.
  Nie robił sobie absolutnie nic z faktu, że rzucała w niego poduszkami jedna za drugą. Nie reagował praktycznie wcale. Był jak zwłoki, dosłownie i w przenośni. Nie ruszał się, a jedynie jojczył coś pod nosem na jej temat, choć broń Morgano nie dało się tego w ogóle zrozumieć. W końcu jednak i on się zamknął wiedząc doskonale, że jej nie przekrzyczy. Nie miał na to siły, a ona prawdopodobnie dopiero się rozkręcała. Mógł nie popełniać tylu błędów w jej stronę, ale nawet teraz o tym nie myślał.
  Mruknął coś głośniej, kiedy zabrała mu jego jedyne źródło schronienia w postaci poduszki i praktycznie tuż po tym od razu zerwał się z miejsca i nie zbaczając na nią pobiegł do łazienki zakrywając usta. Dopadł się do toalety, gdzie wyrwało z niego natychmiastowo raz za razem, ale nie trwało to długo. Nacisnął spłuczkę, ale nie podnosił się z miejsca. Co prawda mdłości nieco ustąpiły, ale przez chwilę nie czuł się na siłach. W końcu jednak się podniósł, ale miast skierować się z powrotem do pokoju poszedł pod prysznic gdzie nie zważając na ubrania odpalił chłodną wodę czując przy tym niesamowitą ulgę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Patricia D. Brandon

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170cm
C. szczególne : burza kręconych, jasnych włosów; blizna w kształcie łezki, wielkości sykla znajdująca się na jej mostku; runa protekcyjna za lewym uchem
Galeony : 1107
  Liczba postów : 466
https://www.czarodzieje.org/t20195-patricia-danielle-brandon#626883
https://www.czarodzieje.org/t20197-poczta-patricii#627724
https://www.czarodzieje.org/t20196-patricia-danielle-brandon#627505
https://www.czarodzieje.org/t20342-dziennik-patricii-brandon#641
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptyCzw 29 Lip - 12:43;

Miała ochote dać mu w twarz, byleby oprzytomniał i przestał mamrotać ciągle pod nosem coś tylko sobie zrozumiałego. Był kompletnie napruty, jednak na początku to wcale nie przeszkadzało jej, aby przelać na niego swoją złość. Dopiero kiedy wykrzyczała się i wyżyła bijąc jak z procy poduszkami, uświadomiła sobie, że jego to nawet nie rusza. Prędzej zasnął by na tym łóżku, chrapiąc niż cokolwiek z tego co powiedziała - a raczej wywrzeszczała - by do niego dotarło.
Kiedy poderwał się z miejsca i wystrzelił w stronę łazienki, nie bardzo wiedziała co wyprawia. Dopiero, kiedy zakrył usta dłonią, olśniło ją. Na jej twarzy rozkwitł ironiczny uśmieszek, kiedy pomyślała jakiego kaca będzie miał na drugi dzień, po takim balowaniu. Podeszła do progu niewielkiej łazienki, opierając się nonszalancko o framuge, w momencie kiedy Arth odkręcał prysznic. Wytrzeszczyła lekko oczy, kiedy wlazł do kabiny w ubraniu. Ruszyła ku prysznicowi, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Arth, ale przynajmniej byś wrzucił te łachy z siebie - próbowała przekrzyczeć szum wody, stając przy umywalce, by w pewnym momencie zerknąć na kurki baterii prysznicowej, a potem na nieprzytomnego Verey'a. Sięgnęła po pokrętło z zimną wolą i odkręciła je maksymalne, a po chwili szybko zamykając zawór z tą ciepłą. Lodowata woda z pewnością go otrzeźwi. - Dawaj, ściągaj tą koszulkę - rzuciła do niego, samej poświęcając się i zbliżając się do strumienia, aby chwycić za krańce jego t-shirta i z trudem starając się pociągnąć do góry mokry materiał, przylegający do jego ciała. Mruknęła coś pod nosem, że z nim jak z dzieckiem, ale wiedziała, że nawet nie ma o się wysilać na komentowanie jego pijackiego zachowania. Zaczęła więc rozpinać pasek jego spodni, aby je też z niego zdjąć. Bo przecież sierota tak pójdzie do łóżka...
- Kurwa, Verey pomógłbyś troche! Trzymaj się tej ściany, bo zaraz Cie praśnie raz na te kafelki i rozbijesz ten głupi łeb! - warczała na niego, kiedy zrzucenie z niego dolnej części garderoby w jego aktualnym stanie okazało się nie tak proste, jak sądziła. Merlinie, ona go zabije, jak onwytrzeźwieje!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Arthemis D. Verey

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 395
  Liczba postów : 164
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptyCzw 29 Lip - 22:44;

  Nie zwracał na nią uwagi. Stał pod prysznicem oparty głową o jedną ze ścian, delektując się orzeźwiającą i przede wszystkim otrzeźwiającą wodą spod deszczownicy. Nadal czul się paskudnie, najwyraźniej wskoczenie pod zimną ciecz w żaden sposób nie pomagało na chorobę alkoholową. Słyszał przez ścianę wody jakiś głos – prawdopodobnie Brandon – ale absolutnie nic sobie z niego nie robił, próbując skupić się na tym, aby nie porzygać się po raz drugi. Mdłości miał co prawda mniejsze po tym jak z niego wyrwało, ale nigdy nic nie wiadomo.
  Wzdrygnął się, kiedy woda z chłodnej zrobiła się zatrważająco lodowata. Powoli odwrócił głowę zerkając na prowodyrkę tej temperaturowej zmiany, ale mówiąc szczerze nie była dla niego tak drastyczna z racji wcześniejszego chłodu. Mówiąc szczerze bardziej martwiłby się o nią, powoli zbliżającą się do niego w celu… rozebrania go. Gdyby nie czuł się tak paskudnie, to z pewnością ironicznie by się uśmiechnął. Teraz jedynie poddał się jej całkowicie, wyciągając ręce i pozwalając, aby zdjęła z niego koszulkę.
  - Szhama m-mófiłaś sze whale…h-hoszelniom. – wydusił z siebie, patrząc na nią z niedowierzaniem kiedy zaczęła zabierać się za jego spodnie. Zdecydowanie nie łączył aktualnie wątków. Niemrawo zerknął w dół kiedy dolna część garderoby zsunęła mu się z ud, a później ponownie spojrzał na dziewczynę. Złapał ją w talii i przyciągnął do siebie pod ten lodowaty strumień, po czym najzwyczajniej w świecie, bezczelnie ją pocałował. I choć zapewne śmierdział po wypitych kilkunastu kolejkach, to całował tak, jakby był trzeźwy. I zanim w ogóle zdążyła zareagować, odsunął się i podniósł nogi do góry zrzucając z siebie spodnie całkowicie i zostawił je pod prysznicem, samemu szlaczkiem z niego wychodząc. Nawet nie zakręcił wody.
  Skierował się od razu do miejsca, gdzie leżał jeszcze kilkanaście minut temu i walnął się na poduszki (nieważne że cały mokry i w mokrych bokserkach), praktycznie od razu zasypiając.
~*~
  Nie wiedział, która była godzina, ani jaki był rok, ale po z pewnością dość długim śnie czuł, że się przebudza. A naprawdę nie chciał tego robić. Docierał do niego powoli ból głowy, a w gardle czuł suchotę. Wymruczał coś na temat wad chlania na umór i powoli otworzył oczy, które od razu przymknął pod nawałem arabskiego światła. Na Merlina, czuł się paskudnie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Patricia D. Brandon

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170cm
C. szczególne : burza kręconych, jasnych włosów; blizna w kształcie łezki, wielkości sykla znajdująca się na jej mostku; runa protekcyjna za lewym uchem
Galeony : 1107
  Liczba postów : 466
https://www.czarodzieje.org/t20195-patricia-danielle-brandon#626883
https://www.czarodzieje.org/t20197-poczta-patricii#627724
https://www.czarodzieje.org/t20196-patricia-danielle-brandon#627505
https://www.czarodzieje.org/t20342-dziennik-patricii-brandon#641
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptyPią 30 Lip - 22:28;

Faktycznie sam sobie załączył ziemną wodę w prysznicu, jednak naprawdę potrzebowała, aby choć trochę współpracował z nią, jeśli już miała go ogarnąć, żeby poszedł spać. Głównie chodziło jej o to, żeby nie poszedł jak przemoczony psidwak do łóżka, bo przecież nawet nie był świadomy tego co robił, kiedy wlazł w ubraniu pod strumień wody. jeszcze przez kolejne dni złapie przeziębienie i będzie dogorywał na jej oczach, skoro mają mieszkać razem w pokoju. Lepiej więc było zapobiegać takim ewentualnościom i nie denerwować się w przyszłości.
Jego bełkot, spowodował tylko, że wzniosła oczy ku suficie, dalej robiąc swoje i siłując się z mokrą klamrą jego paska od spodni. I już zaczęła szarpać krawędź ubrania w dół, a materiał zsunął się mu do kolan, kiedy to została przez niego przyciągnięta prosto pod lodowatą wodą - którą de facto sama mu ustawiła. Zdążyła jedynie rozchylić usta w szoku, spowodowanym cholernie niską temperaturą wody, zanim to nie poczuła jego warg, które stłumiły właściwie w całości jej krzyk. Najpierw poczuła oczywiście neutralny smak wody, spływającej po jego twarzy (a teraz także po jej), aby po chwili rzeczywiście odczuć posmak alkoholu na jego języku. Właśnie przez to, nie był to najprzyjemniejszy pocałunek w jej życiu, jednak musiała przyznać, że jak na pijanego faceta, naprawdę nieźle mu to wyszło. Aczkolwiek Patricia była w takim szoku, a wszystko trwało tak krótko, że w momencie, kiedy się od niej oderwał i wyszedł chwiejnym krokiem z kabiny, by udać się do łóżka, po prostu stała przez chwilę oniemiała pod strumieniem wody. Kretyn - przemknęło jej przez myśl, kiedy samej wyszła spod prysznica, zakręcając kurki, aby zaraz zacząć osuszać ubranie za pomocą prostego zaklęcia. Kilka minut później wyszła z łazienki i widząc rozwalonego na swoim materacu Vereya, praktycznie golutkiego w samych bokserkach, prychnęła ze złością w jego kierunku i machnęła różdżką w stronę koca, który niedbale wylądował na jego plecach; nogi spod niego wystawały, z czego kompletnie nic sobie nie robiła. Położyła się w swoim posłaniu, by spróbować zasnąć.

***

Nie miała zaplanowanych żadnych zajęć tego dnia, a więc nie wstawała wcześnie. I choć zeszła noc napsuła jej trochę krwi, to o dziwo ostatecznie nawet dość dobrze spała. I pewnie tkwiłaby dalej w objęciach Morfeusza, gdyby nie głośny, przeciągły jęk, który usłyszała, w połowie świadoma, praktycznie przed tym jak miała przekręcić się po raz kolejny na drugi bok. Rozchylając powieki dostrzegła atletyczną sylwetkę Arthemisa, którego twarz wykrzywił grymas, zapewne spowodowany ostrym światłem dziennym, wpadającym do ich pokoju przez ogromną okiennice. Przymknęła na moment oczy i wciągnęła gwałtownie powietrze, słysząc jego mamrotanie pod nosem i odczuwając deja vu z poprzedniego wieczora.
- Po odgłosach obstawiam, że świetnie bawiliście się wczoraj z Camaelem - odezwała się w końcu, złośliwie podsycając swoją wypowiedź i zerkając w jego kierunku, kiedy podniosła się z tyłu na przedramionach, czując, że nie musi nawet wiele mówić, bo kac morderca robi swoje. Szkoda, że Beatrice tak ociągała się z tym swoim eliksirem "poalkoholowym", który miała stworzyć, bo to byłoby cholernie przydatne, a przecież Patricia też czasami lubiła poimprezować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Arthemis D. Verey

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 395
  Liczba postów : 164
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptySob 31 Lip - 0:06;

  Przetarł twarz dłońmi, powoli otwierając oczy spomiędzy palców, aby przyzwyczaić się do tego cholernego, wybitnie dziś mocno świecącego światła. Raczej nie było wcześnie, więc słońce musiało być już dość wysoko i grzać na pełnej, arabskiej kurwie. Jedenasta? Może samo południe. Nie miał pojęcia, zegarek leżał gdzieś odłożony, na szczęście nie wziął go na wyprawę urodzinową, bo prawdopodobnie by go stracił. Ręce opadły mu wzdłuż ciała, kiedy już choć pobieżnie mógł się rozejrzeć. Zdaje się, że był w pokoju. Po rzeczach leżących obok i wyglądających jak jego własne torby wnioskował, że w swoim pokoju. Uf, czyli nie wpieprzył się nikomu do jego lokum, bo to byłoby abstrakcyjnie przypałowe. I wtem ją usłyszał.
  Zerwał się z miejsca, co było chyba najgorszym – a przynajmniej jednym z najgorszych pomysłów w jego życiu – od razu opadł z powrotem na poduszki, jęcząc przy tym coś o skutkach alkoholizacji i mamrocząc pod nosem wkoło powtarzające się i nigdy niespełnione groźby zwane potocznie „już więcej nie piję”.
  - Patricia co Ty tu robisz. – to nie było pytanie, a raczej stwierdzenie z wyrzutem. Nie odpowiedział na jej stwierdzenie. Kręciło mu się w głowie i znowu zbierało mu się na mdłości. Nie pomagał fakt, że serce zaczęło bić mu szybciej i to bynajmniej nie z powodu organizmu chcącego pozbyć się alkoholu z jego krwi. Nie widzieli się ile? Miesiąc? Od pamiętnego spotkania w jego domu. Takie zobaczenie się, po takim czasie, po takim czymś co odwalili było… na pewno nieco niezręczne. Na szczęście mógł trochę zatuszować swoje zażenowanie potężnym kacem.
  Odszukał palcami swoją różdżkę i spróbował rzucić na siebie jakieś podstawowe zaklęcia otrzeźwiające i regeneracyjne, aby na sam koniec, jak gdyby nigdy nic walnąć na siebie strumień z aquamenti. Poczuł nagłe orzeźwienie i tym razem podniósł się powoli, siadając na skraju łóżka i powoli odsuwając baldachim. Pal licho że zalał wszystkie poduszki, później się tym zajmie. Zerknął na nią spod byka, z wyraźnym grymasem nieogarniania, przymykając oczy i co rusz na powrót je otwierając. Czuł się paskudnie. Rzucił jeszcze raz lżejsze aquamenti na swoje usta, wypijając dobry litr wody jednym haustem. Suszyło go niemiłosiernie, bolała go głowa i miał wrażenie, że na powrót się porzyga. I wtedy to do niego dotarło. I nieco przeraziło. Głupia ironia losu.
  - Ty tu mieszkasz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Patricia D. Brandon

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170cm
C. szczególne : burza kręconych, jasnych włosów; blizna w kształcie łezki, wielkości sykla znajdująca się na jej mostku; runa protekcyjna za lewym uchem
Galeony : 1107
  Liczba postów : 466
https://www.czarodzieje.org/t20195-patricia-danielle-brandon#626883
https://www.czarodzieje.org/t20197-poczta-patricii#627724
https://www.czarodzieje.org/t20196-patricia-danielle-brandon#627505
https://www.czarodzieje.org/t20342-dziennik-patricii-brandon#641
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptySob 31 Lip - 10:37;

Z pewnością po takiej imprezie Arth miał prawo nie wiedzieć gdzie się znajduje. Patrząc na jego wczorajszy stan, można było z łatwością stwierdzić, że zdecydowanie wczoraj przesadzili z alkoholem do tego stopnia, że mężczyzna nie będzie nic pamiętał z ostatnich kilku godzin spotkania. A tym bardziej z tego w jaki sposób wrócił z miasta i znalazł się w pokoju. Pat za to, chyba odruchowo, po przebojach jakie wczoraj z nim miała, była usatysfakcjonowana potężnym kacem, który dopadł Verey'a. Dopiero kiedy usłyszała jego dość przytomny głos, który świadczył o tym, że już nie jest pod wpływem promili, tak jak zeszłej nocy, zamarła. Cholera, rzeczywiście, nie widziała go od tamtego poranka, kiedy wymknęła się z jego mieszkania niepostrzeżenie. Zachowała się jak niedojrzała nastolatka, dosłownie i w przenośni uciekając od problemu, kiedy przecież należało wyjaśnić sobie to co się stało. Jednak za bardzo nie mogła odnaleźć w sobie powodów swojego zachowania. Nie miała pojęcia, dlaczego wskoczyła mu do łóżka, a teraz kiedy obudził się obok niej, nie miała już jak uniknąć z nim kontaktu i przede wszystkim rozmowy.
Na jej szczęście - a jego nieszczęście - Arth borykał się z objawami syndromu dnia następnego, co dało jej nieco czasu, aby chociaż po części psychicznie przygotować się i przyjąć do świadomości fakt, że znaleźli się w jednym pomieszczeniu pierwszy raz od tamtej nocy. Obserwowała z lekkim niesmakiem, jak rzucał na siebie zaklęcia cucące, a potem Aquamenti, co było dość brutalnym, lecz skutecznym sposobem na wytrzeźwienie. Prawda była taka, że sama zastanawiała się jakie musiała mieć szczęście aby trafić do jednej sypialni na tym wyjeździe właśnie z nim. Jakie było prawdopodobieństwo...
- Owszem, zgadza się, mamy jeden pokój, ale to nie znaczy, że będę znosić Cię za każdym razem, kiedy wrócisz w takim stanie. - i niańczyć - dodała jeszcze w myślach, siadając na materacu, plecami do niego i udając, że szuka różdżki. Tak naprawdę po prostu chciała uniknąć jego wzroku i spróbować zachowywać się jak najbardziej podobnie do tego, jaka zawsze była względem niego. W końcu, nic się nie zmieniło, prawda? - Dobra, ja idę się wykąpać, a Ty się troche ogarnij. Jesteśmy opiekunami na tym wyjeździe, w razie gdybyś zapomniał. - nadal na niego nie patrzyła, nawet kiedy podeszła do kufra, który znajdował się niedaleko jego materaca, aby wyciągnąć z niego ubrania i kosmetyczkę, po czym udać się w kierunku łazienki. Rozebrała się i odkręciła wodę, zapominając, że wczoraj była ustawiona na lodowatą. Cała zesztywniała z powodu temperatury, ale ostatecznie dobrze jej to zrobiło. Jak oni mogli trafić do jednego pokoju? No jak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Arthemis D. Verey

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 185
C. szczególne : Długa blizna po złamaniu prawego obojczyka, której nie chciał usuwać, ciekawy kolor oczu podchodzący pod opal.
Galeony : 395
  Liczba postów : 164
https://www.czarodzieje.org/t19505-arthemis-d-verey#577700
https://www.czarodzieje.org/t19515-arthemis-d-verey#578175
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptySob 31 Lip - 22:56;

  Siedząc na skraju łóżka oparł łokcie na kolanach, a twarz schował w dłoniach, przez chwilę trwając w tej pozycji. Musiał jak najszybciej dość do siebie, choć oczywiście wiedział jak ich wczorajsze chlanie miało się skończyć i nie było w tym niż zaskakującego. Tak czy siak jednak cierpiał i nie wpływało to dobrze na jego samopoczucie, ale broń Merlinie nie był zły za wczorajszą imprezę. Była naprawdę dobra. Tak mu się przynajmniej wydawało, bo części z niej absolutnie nie pamiętał.
  - Zawsze możesz się wyprowadzić do innego. – prychnął, choć już wkrótce zrozumiał jak beznadziejnie to z jego strony zabrzmiało. – To był raczej jednorazowy wybryk. – dodał całkowicie innym tonem wskazującym jednoznacznie, że zrozumiał swój błąd. Chyba musi poprawić swoje odzywki w jej kierunku, bo tak do niczego nie dojdą. Otarł skronie palcami i zerknął na nią swoimi opalizującymi oczami, na te chwilę dość przyćmionymi zmęczeniem i najprawdopodobniej bólem głowy. Obserwował ją, dopóki nie zniknęła mu za drzwiami łazienki i dopiero do niego dotarło co powiedziała.
  - Jak mam się ogarnąć, skoro zajęłaś najważniejsze pomieszczenie. – mruknął pod nosem do siebie i z powrotem padł plecami na łóżko, przecierając twarz dłońmi. Był praktycznie nagi, ale nie pamiętał, aby samodzielnie się rozebrał. Z drugiej strony przecież tak czy siak niewiele pamiętał, więc może i to zrobił. Szybko podniósł się z miejsca i przeciągnął się szeroko na środku pokoju. W zasadzie porozciągał się chwilę, starając się zrobić do bez szwanku dla własnego błędnika. Chwycił różdżkę i rzucił na siebie jeszcze kilka podstawowych zaklęć regenerujących. Na Merlina jak żałował, że nie miał żadnego eliksiru przy sobie, ale raczej nigdy ich nie nosił.
  - Długo jeszczeee? – zapukał do drzwi łazienki opierając się o nie głową. Naprawdę miał ochotę wziąć lodowaty prysznic, ale tym razem nie wejdzie tam dopóki ona nie wyjdzie. Miał dziwne wrażenie, że wie jak to się skończy jeśli to zrobi, a wg niego chyba mieli dość przygód jak na ostatnie tygodnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Patricia D. Brandon

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170cm
C. szczególne : burza kręconych, jasnych włosów; blizna w kształcie łezki, wielkości sykla znajdująca się na jej mostku; runa protekcyjna za lewym uchem
Galeony : 1107
  Liczba postów : 466
https://www.czarodzieje.org/t20195-patricia-danielle-brandon#626883
https://www.czarodzieje.org/t20197-poczta-patricii#627724
https://www.czarodzieje.org/t20196-patricia-danielle-brandon#627505
https://www.czarodzieje.org/t20342-dziennik-patricii-brandon#641
Pokój 4 QzgSDG8




Gracz




Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 EmptyYesterday at 11:10;

Gdyby nie to, co się między nimi wydarzyło, podczas ich ostatniego spotkania pewnie w tej chwili drwiła by sobie z tego jak kiepsko wygląda i jak się czuje, jednak jej umysł zalała fala dziwnego stresu. Zazwyczaj nie pozwalała sobie na takie przygody, a w dodatku padło na Artha. Nie potrafiła do końca zrozumieć swojego zachowania, a co dopiero wytłumaczyć dlaczego tak postąpiła. Było jej zdecydowanie na rękę, zająć się innym tematem, choć niezręczność jaka między nimi nastała mówiła sama za siebie.
Uniosła brwi wysoko, w geście zdziwienia, kiedy dotarły do niej jego słowa. I już miała na końcu języka: "pierdol się, Verey", ale odezwał się ponownie, na co zaśmiała się ironicznie.
- Wybryk. Tak, to słowo pasuje do Ciebie - mruknęła w jego kierunku, nie mogąc się powstrzymać i niewiele myśląc. Pewnie dla niego tamta noc też była "jednorazowym wybrykiem" - pomyślała gorzko, otwierając kufer, aby odnaleźć potrzebne rzeczy. Odgoniła od siebie niepotrzebne myśli, po to, aby ostatecznie bezceremonialnie poinformować go, że zajmuje łazienke i zamknąć za sobą drzwi. Lodowaty strumień wody, skutecznie otrzeźwił jej umysł, który po przebudzeniu, zdawał się dopiero powoli uruchamiać. To niepojęte jakim cudem trafił się im wspólny pokój. Trudne będzie wspólne mieszkanie przez te kilka tygodni, zważywszy na fakt, że raczej żadne z nich nie podejmie wiadomego tematu.
Wybryk.
W końcu w łazience rozległo się pukanie do drzwi i zmroziła ją myśl, że za moment Arthemis pojawi się w środku. Jednak nie. Chwyciła za ręcznik, aby się nim owinąć i stanąć na zimnych płytkach, jednocześnie sięgając po różdżkę.
- Tak! - odkrzyknęła w stronę drzwi a zamek cicho się przekręcił. Zapomniała całkiem, żeby się zabarykadować, a jednocześnie w tej chwili przerażało ją to, że mógłby wejść do środka. Co za chora sytuacja... Czemu ona to sobie zrobiła? Jakby miała mało komplikacji w życiu.
Rzucając po raz kolejny Silverto na wilgotne kosmyki włosów, które nieco się skręciły się, nadal naturalnie tworząc delikatne fale, nasłuchiwała odgłosów dochodzacych z pokoju, aby wiedzieć czego może się spodziewać, kiedy wyjdzie spod prysznica. Miała nadzieje, że się chociaż ubrał. Troche ją rozpraszał nagim torsem, zwłaszcza kiedy przypominała sobie jak jej dłonie błądziły po jego rozgrzanej skórze, a jej serce przyspieszało rytmu. Na samo wspomnienie zrobiło sie jej gorąco, ale skupiła się na porannej toalecie, aby nie stracić głowy. Jednak kiedy wyszła z łazienki, Athemisa już nie było w sypialni, na co poczuła mieszankę ulgi i niepokoju. To będą ciekawe wakacje.

|zt x2|
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content

Pokój 4 QzgSDG8








Pokój 4 Empty


PisaniePokój 4 Empty Re: Pokój 4  Pokój 4 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Pokój 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pokój 4 JHTDsR7 :: 
Arabia
 :: 
Miasto
 :: 
Pałac
 :: 
Pokoje
-