Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Posąg Kobry Olbrzymiej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
AutorWiadomość


Ruby Maguire

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160
C. szczególne : irlandzki akcent | duże oczy | zapach cytrusów | zawsze dwie gumki na nadgarstku
Galeony : 114
  Liczba postów : 181
https://www.czarodzieje.org/t20263-ruby-echna-maguire
https://www.czarodzieje.org/t20265-poczta-ruby#632863
https://www.czarodzieje.org/t20264-ruby-echna-maguire
https://www.czarodzieje.org/t20266-ruby-maguire-dziennik#632872
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Moderator




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyNie 11 Lip 2021 - 15:51;


Posąg Kobry Olbrzymiej


Posąg? Tak właśnie wygląda, jednak niektórzy twierdzą, że to starożytne magiczne zwierzę, które zostało zmienione w kamień przez wybitnego czarodzieja, specjalizującego się w transmutacji. Krąży więc wiele opowieści wokół tego miejsca, jedni sądzą, że jest przeklęte, bowiem właśnie tak zginął ostatni przedstawiciel gatunku Olbrzymiej Kobry. Co do ich dawnego istnienia nie ma wątpliwości, wiele pustynnych jaskiń jest niepodważalnym dowodem ich istnienia w przeszłości. Przekleństwo krycia się w cieniu kamienia jest przesadzone, chociaż pierwsza część historii może być prawdą.

Spróbuj rzucić kostką jeśli twój Pappar jest dobry z Transmutacji.
Tutaj nie musisz nosić specjalnego stroju.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy
Galeony : 408
  Liczba postów : 2561
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 15 Lip 2021 - 0:17;

Mogła spocząć na laurach. Mogła stwierdzić, że skoro ma wakacje, to zasługuje na odpoczynek po długim i wyczerpującym sezonie. Mogła również stwierdzić, że bycie najlepszym pałkarzem na wyspach to wystarczającym powód do dumy. Nie zrobiła jednak żadnej z tych rzeczy. Nie zrobiła, bo była Brooks i jedyną rzeczą, która paliła ją mocniej od arabskiego słońca, była jej chorobliwa, chorobliwa ambicja. Skoro już znalazła się na szczycie, nie zamierzała z niego spadać. Takich zawodników jak ona, było na pęczki. Jeden świetny sezon, sława, zainteresowanie mediów. A potem zjazd równą pochyła ku przeciętności. Nie, ona chciała być jeszcze lepsza. Chciała być najlepsza i nic więcej ją nie interesowało. Wiele osób mogłoby uznać, że jest monotematyczna. Nudna. Wiecznie niezaspokojona. Szalona. I mieli rację. A jednocześnie, żyli w błędzie. Do historii przechodzili bowiem ci szaleńcy, którym nigdy nie było dość. Czy to chodziło o zaklęcia, zielarstwo, czy quidditcha. Tylko ci wiecznie spragnieni zapisywali się złotymi zgłoskami w historycznych księgach. A ją nie interesowało nic więcej. Za sto lat będzie leżała zimna w piachu. Za to lat świat będzie zupełnie innym miejscem. Za sto lat ona, jej znajomi, rodzina, bliscy, będą martwi. Pamięć o niej będzie jednak żyła. Julia Brooks. Pałkarka. Najlepsza, jaka była. Ta myśl dawała jej kopa, była dla niej paliwem i stanowiła cel sam w sobie. Skoro zdobyła Wielką Brytanię, teraz zdobędzie Świat. I nie spocznie, dopóki jej się nie powiedzie. Rok temu była zupełnie inną osobą, miała zupełnie inne zmartwienia. Oczywiście, chciała grać zawodowo, ale patrząc na tuzów pokroju Callahana czy Strauss, widziała ile jej brakuje. Dziś wciąż widziała zawodników bardziej utalentowanych od niej. Miała jednak nad nimi drobną przewagę. Mogli mieć większy talent. Mogli być wyżsi, silniejsi, zwinniejsi. Nikt jednak, absolutnie nikt, nie pracował nad sobą tak ciężko, jak ona. I w tym upatrywała swojej przewagi. Kiedy więc o świcie skończyła melanż z Solbergiem, i gdy przespała te kilka niespokojnych godzin, wstała z myślą, że trzeba się wziąć za siebie. Ludzie rodzą się w trudzie – tak powtarzała im trenerka. A dzisiejszy trud był większy, niż zazwyczaj. Głowa ją bolała. Płuca piekły od fajek. Była zmęczona i zmięta jak serwetka. Nie stanowiło to jednak dla niej żadnej przeszkody. Puściła eleganckiego kaca w toalecie. Wypiła izotonika z wiggenowym. Puściła kaca ponownie. Rzuciła na siebie kilka zaklęć leczniczych, chwyciła za miotłę i ruszyła na trening. Czy miała na to chęci? Oczywiście, że nie. Szczerze mówiąc, rzadko szła na trening z radością. Ale robiła to pomimo to. Gdy tak leciała na swoim wypastowanym „Boydenie”, nie do końca wiedziała, gdzie. Ponoć mówili jej, żeby omijać pustynię i stawiać na transport dumbaderami. Ona jednak postawiła na miotłę, a w nawigacji pomagał jej miotlarski kompas. Doleciała w końcu do głowy jakiegoś dziwnego węża i to właśnie tu postanowiła odbyć trening.
Zaczęła od razu z grubej rury. Wbiła miotłę w ziemię, obrała jakiś niewidzialny cel gdzieś w oddali i zaczęła biec w jego kierunku. Pot lał jej się z twarzy, z czasem zalewając oczy. Te jednak wciąż były nieugięte, wściekłe, nieobecne. Nie oszukujmy się. Gdy szło o trening, były wiecznie wściekłe, jakby to nienawiść do siebie i własnych słabości napędzała ją do działania. Biegła tak długo, naprawdę nie wie ile. Przestała dopiero, gdy upadła z wysiłku na piach. Czy przerwała? Nie. Odsapnęła raptem chwilę i ruszyła w drogę powrotną, jeszcze cięższą. Potem była miotełka. „Boyden”, choć miała go od niespełna roku i pomimo pedantycznej dbałości o niego, wykazywał pierwsze oznaki zniszczenia. Tu wytarcie, tam odprysk. No i sam napis, wściekle wytarty papierem ściernym po marcowym zajściu pod szatniami. Miotła ta, choć wciąż diablo sprawna, wyglądała, jakby ktoś latał na niej dzień i noc. Brooks wsiadła więc na Boydena, wzbiła się w powietrze i od razu wpadła na genialny pomysł. Wypuściła znicze. Tak, znicze, w liczbie pięciu, bo co, stać ją było na posiadanie sprzętu miotlarskiego w nadmiarze. No i na tyle ogarniała transmutację. Słońce biło po oczach. Mimo to, dla utrudnienia sobie rozrywki, zdjęła przyciemniane gogle miotlarskie i spojrzała w to oślepiające słońce. No pięknie. Tak sobie utrudniła zadanie, że widziała całego chuja. Mimo to żwawo ruszyła za złotymi piłeczkami. Jak można się było spodziewać, szło jej mizernie. Złapanie wszystkich zniczy zajęło jej ponad godzinę, a w międzyczasie spaliła skórę na nosie, zaliczyła trzy upadki i przekonała się, że kości tego martwego bydlaka są twarde jak beton. Jak na trening na kacu, było jednak przyzwoicie. I nim wróci do Anglii, ponownie będzie najsprawniejszą zawodniczką w całej lidze. Małe kroki oznaczały bowiem wielkie rezultaty. A ona postanowiła tuptać w tej cholernej Arabii, jak jeż po mefedronie.

/zt

+
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy
Galeony : 408
  Liczba postów : 2561
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptySob 17 Lip 2021 - 16:24;

Kolejny dzień w Arabii, kolejny trening. Chyba ktoś powinien powiedzieć tej dziewczynie, że ma kurwa wakacje i powinna siedzieć na dupie, albo zwiedzać lokalne atrakcje. Brooks, jednak, ja na pedantkę z krwi i kości przystało, zawsze znajdowała czas na wszystko. Każdy wieczór, przed spaniem, spędzała bowiem z zeszytem, w którym zapisywała wszystkie swoje plany na następny dzień. Pomagało również to, że pomimo wakacji, jej organizm wciąż działał jak organizm żołnierza. Kładła się więc o tych samych godzinach (nie licząc wypadu z Maxem), i wstawała, kiedy inni jeszcze spali. To dawało duże pole do manewru, z którego skrzętnie korzystała. Jak na nastolatkę, miała wyjątkowo dorosłe podejście do życia. Mentalnie miała jakieś 40 lat, i gdyby nie zamiłowanie do okazjonalnego sięganie po trawkę i wino druzgotkowe, to wiek ten zwiększyłby się do lat sześćdziesięciu. ANYWAY! Wstała rano, jak zwykle, lawendową szatę z pogardą rzuciła w kąt i chwyciła za quidditchowe szaty. Krukoński błękit. Piękny, majestatyczny, do twarzy. Wybrała go zamiast bieli Anglii, czy zieleni Harpii. Fakt, że została kapitanką Krukonów, napawał ją równie wielką dumą, jak awans do kadry, czy wygrane mistrzostwo z Holyhead. Czuła naprawdę wielkie przywiązanie do własnego domu i fakt, że będzie mogła przejąć pałeczkę po Swansea, stanowiło nie tylko wyzwanie, ale przede wszystkim –spełnienie marzeń. Zanim zaczęła bowiem marzyć o kadrze Anglii czy zawodowej grze, marzyła bowiem o byciu kapitanką drużyny Ravenclawu. Teraz, idąc samotnie na ten trening, widziała przed oczami przyszłe zwycięstwa. Czy te marzenia miały się ziścić? Znając podejście Krukonki do przegranej, było to nieuniknione. Prędzej zajedzie siebie i zespół, niż pozwoli, by Krukoni odstawali od reszty.
Pomimo żaru lejącego się z nieba, Krukonka wykazywała się postawą godną zawodowej zawodniczki. Szczere mówiąc, lubiła treningi w tak ekstremalnych warunkach. Śnieżna zamieć, 50 stopni na jakiejś pustyni. Wiedziała, że nikt inny tego nie robi, więc czuła w sobie siłę i przewagę nad resztą. A że wiecznie czuła się gorsza, potrzebowała tych drobnych zapewnień, że w czymś jest lepsza. Dziś miotłę zostawiła w domu i postawiła na trening na dywanie. Wyświechtany kawałek materiału wylądował na piachu, a dziewczyna zaczęła od rozgrzewki. Rozciąganie, krótkie sprinty, ponowne rozciąganie, tym razem z użyciem gum, tak dobrze znanych z mugolskich siłowni. Brak czystości krwi miało swoje zalety. Mogła bowiem czerpać z tego, co najlepsze, z obu światów. Ostatecznie jednak musiała jednak wziąć się za robotę. Uwolniła więc ze skrzynki tłuczki, klasycznie rzuciła na siebie fallo i stanęła na dywanie. Zadanie było proste. Miała po prostu nie pozwolić na to, żeby żelazna kula ją trafiła. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Stojąc tak na dywanie i machając pałką, pod wpływem zaklęcia, musiała myśleć i reagować inaczej, niż zazwyczaj. Pierwszy tłuczek odbiła. Drugi również. A trzeci? Trzeci trafił ją prosto w czoło. Co prawda miała kaski, więc nie zginęła na miejscu, ale efekt był taki, że spadła z dywanu i znów wylądowała na piachu. Ten zamortyzował siłę upadku z tej niedużej wysokości. Bolało jednak jak diabli. To miejsce było dla niej cholernie pechowe. Co rusz zaliczała bowiem glebę i coś sobie robiła. Nie zraziła się jednak. Gdyby takie drobne niepowodzenia ją zrażały, grałaby pewnie dla Wędrowców, czerwonych latarni ligi. A ona grała dla Harpii i była ich najjaśniejszym punktem. Wstała więc raz, drugi, trzeci. Wytrzepała się z piachu, rzuciła na siebie zaklęcie znieczulające i kontynuowała. Szło jej równie mizernie, bo wciąż nie nawykła do nawigowania dywanem, ale po kilkunastu minutach i kolejnych upadkach, trochę się jednak dogadali. I wtedy pomimo zaklęcia, była w stanie odbijać tłuczek za tłuczkiem. Niech zawodnicy innych drużyn będą w gotowości. Ona bowiem zamierzała sprawić, by stali się bywalcami Munga! Trenowała tak jeszcze dobre kilkadziesiąt minut, a gdy już poczuła, że nie ma siły na kolejne machnięcie pałką, zatrzymała tłuczki i położyła się na rozgrzanym piasku. Ten piekł ją w skórę, ale nie miała siły się podnieść. Jeżeli kończysz trening w takim stanie i nie masz nawet siły, by schować się do cienia, to wiesz, że więcej z siebie dać nie można było. I z takim podejściem podchodziła do każdego kolejnego treningu.

/ZT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Brooks

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 170
C. szczególne : Ciemna grzywka, tatuaże, oburęczność, zapach lawendy
Galeony : 408
  Liczba postów : 2561
https://www.czarodzieje.org/t19470-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19475-julia-brooks
https://www.czarodzieje.org/t19471-julia-brooks#576533
https://www.czarodzieje.org/t19697-julia-brooks-dziennik#589978
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyPon 26 Lip 2021 - 11:48;

Pustynne treningi stanowiły ekstremalną formę aktywności fizycznej i nawet ktoś tak wyćwiczony, jak Brooks musiał przyznać, że na dłuższą metę, było to samobójstwo. Kilkadziesiąt stopni temperatury, ukrop lejący się z nieba, falujące, rozgrzane powietrze i rozgrzany do czerwoności piach, nie stanowiły zachęty do opuszczania miasta, czy choćby pałacowego pokoju. Nic więc dziwnego, że siedzący na dumbaderach Beduini, patrzyli na Krukonkę jak na wariatkę. Dziewczyna, w jasnych szatach treningowych i wysmarowana od stóp do głów kremem, wzniecająca w powietrze tumany piasku, kiedy tak zasuwała przez pustynię na czerwonej miotle. Nie była zbyt oryginalna w wyborze miejscowej lokacji. Wielka czaszka ogromnego węża, budząca respekt i uświadamiająca, jak niewiele się znaczy w obliczu śmierci. A do tego stanowiąca doskonałe tło podczas samotnych ćwiczeń. Za każdym razem, kiedy Brooks wstawała o poranku i szła do jadalni na kawę, lico miała marsowe, bo sama myśl o ruchu w takich warunkach sprawiała, że grawitacja łóżka stawała się jakby mocniejsza. Zresztą, obserwując te spokojne młode duszyczki, które wciąż spały, czuła ukłucie zazdrości. Szczerze mówiąc, również wolałaby sobie odpuścić, zwłaszcza że wymówek było naprawdę sporo. Były przy tym racjonalne. Jest za gorąco, za wcześnie, są wakacje, inni nie ćwiczą. Ostatecznie jednak Brooks nauczyła się spychać te wszelki głosy gdzieś w odmęty pamięci i po prostu robić swoje.
A więc lekkie śniadanie zjedzone, kawa wypita Nie zostało nic innego, jak udać się na tę cholerną pustynię i poćwiczyć. I po raz kolejny pod czaszką kobry. Ale czy aby na pewno czaszką, a nie posągiem? Na dzisiejszym treningu w ruch miała pójść pałka i tłuczki. Zero biegania, zero dywanów, zero łapania zniczy. Po ostatnim Harpiowym treningu, wciąż była obolała i pokłuta, tak więc chciała skupić się na czymś, co nie wymagało od niej nadwyrężania nóg. A tak poza tym, potrzebowała odciąć się od jakichkolwiek myśli, a nic się do tego nie nadawało tak dobrze, jak właśnie bezmyślne obijanie okolicy za pomocą żelaznej piłki. Po trwającej kwadrans rozgrzewce, na którą składał się stretching, rozciąganie mugolskimi gumami i seria prostych podciągnięć na miotle, dziewczyna nasunęła na nos przyciemniane gogle miotlarskie, chwyciła za pałkę i za pomocą zaklęcia wypuściła ze skrzynki tłuczki. Te automatycznie ruszyły w jej kierunku. Manekinów ćwiczebnych co prawda nie było, ale obok posągu znajdowało się mnóstwo kaktusów i dużych skał, w które mogła beztrosko celować. Jeden z większych kaktusów, trafiony tłuczkiem, złamał się w pół i runął ciężko na piasek.

- Karma! – krzyknęła Krukonka, uśmiechając się z satysfakcją, wciąż mając w pamięci ból zadka, wciąż niezagojonego do końca.
Tłuczki świszczały w powietrze, a w kontakcie ze skałami i roślinami, wzbijały w powietrze drobne kamienne odpryski i kawałki miąższu. Pustynne pobojowisko z każdą minutą zaczynało przypominać jeszcze większe pobojowisko. Do czasu, aż pałkarka nie postanowiła zrobić sobie przerwy. Białe szaty kleiły się jej do pleców, a po twarzy spływały tłuste plamy potu, wymieszanego z kremem. Wyglądała okropnie, ale kto by się przejmował wyglądem w takiej sytuacji? Trening nie był od wyglądania. Trening był od zasuwania! Kiedy już ugasiła pragnienie zimną wodą i nieco odsapnęła, schowana w cieniu kobry, mogła kontynuować trening. Tym razem postanowiła podkręcić tempo. Odsunęła się jeszcze dalej, aby koniecznością było używanie większej ilości siły i za pomocą zaklęcia wyczarowała dwa dodatkowe tłuczki. Teraz w jej kierunku leciały cztery kule, nie dając jej ani sekundy wytchnienia. Oddychała ciężko rozgrzanym powietrzem, zaciągając się od czasu do czasu pyłem, wznoszonym przez tłuczki i nieliczne podmuchy gorącego wiatru. Czuła, jak przedramiona pulsują jej z wysiłku, a każdy kontakt pałki i żelaza sprawiał, że mięśnie napinały się do granic możliwości. Miała już dość. Kilkanaście minut później, gdy już nie była w stanie utrzymać kija w dłoniach, oberwała tłuczkiem wprost w nieokryty ochraniaczem bark. Efekt był taki, że wylądowała ciężko na zadku.

- Kurwa mać – jęknęła, zatrzymując zaklęciem kolejne zmierzające w jej stronę tłuczki i podnosząc się na nogi.
Bolesny kontakt z żelazem i rozgrzanym piaskiem nie należał do przyjemnych Stanowił przy tym ewidentny znak, że należy kończyć, nim stanie się jej coś poważniejszego. Z nieukrywaną satysfakcją spakowała więc rzeczy do kuferka, a ten zarzuciła na miotłę. Czekała ją jeszcze długa i gorąca podróż powrotna.

/ZT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31557
  Liczba postów : 76611
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Specjalny




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyWto 27 Lip 2021 - 11:53;

Uwaga!

Uczestnicy eventu "Wariacje z Derwiszami" mogę pisać w tym temacie, jeśli udało wam się wydostać z Czyste Pustyni.
Po napisaniu tutaj, nie możecie ponownie wracać na pustynię. Można tu za to spokojnie opatrzeć swoje rany, zerknąć na straty itp.
Nieszczęśliwie nie działa tu zaklęcie Aguamenti, Derwisze nie tłumaczą jeszcze dlaczego. Uwaga! Wszelka woda, którą tworzycie z jakichkolwiek zaklęć wyparowuje. Póki co możecie polegać tylko na tym co macie.
Na czas eventu, proszę o niezaczynanie tu wątków innych graczy.
Pamiętajcie, że w kolejnym etapie będziecie dzielić się obowiązkami. Jeśli pojawią się tu np. wszyscy dobrzy transmutatorzy, sami siebie skrzywdzicie. Wszędzie musi być równa ilość osób, więc jeśli tak nie będzie, zostaniecie przeniesieni do drugiej lokalizacji - na podstawie waszych upodobań z pierwszego etapu lub patrząc na to, którzy przybyliście na miejsce.
Kostki z lokalizacji nie działają tu podczas trwania eventu.

______________________

Posąg Kobry Olbrzymiej Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 1070
  Liczba postów : 6756
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyWto 27 Lip 2021 - 15:51;

Ekwipunek: różdżka, pierścień Sidhe (węże) , bransoletka z ayuahuasci, lusterko dwukierunkowe, szata pustelnika, amulet anu,  dużo szlugów,  i spodnie z Derwiszem
Cechy eventowe: pojawiam się i znikam, magik żywiołów (woda), metabolizm eliksirowara; dwie lewe różdżki (zaklęcia), bez czepka urodzony, tykająca łajnobomba



Nie miał pojęcia, co działo się za nim ani przed nim. Z jednej strony czuł ulgę, że ten koszmar miał gdzieś za sobą, z drugiej cholernie denerwował się o Felka, Brooks i całą resztę swoich bliskich. Miał nadzieję, że Patricii też nic więcej się nie stało. Padł pod posągiem kobry zmęczony samym tym, co się wydarzyło. Może nie był najbardziej waleczny i pomocny, ale Merlin mu świadkiem, że nie miał na to siły. Całą drogę szukał znajomych twarzy nie widząc w tej kurzawie bitewnej absolutnie niczego. Padł pod posągiem, trzęsąc się nieco. Miał w głowie najgorsze wizje. Oczywiście pierwsze co zrobił, to odpalił szluga i próbując się uspokoić wbijał paznokcie w okolice swojego brzucha, ściskając tak mocno, jak tylko mógł. Czuł się cholernie źle nie wiedząc, jak ma się sytuacja. Nie chciał być tu sam. Nie mógł też wysiedzieć, więc podniósł się na nogi i zaczął chodzić w kółko czując strach, troskę i pragnienie. Co tam się do kurwy nędzy odjebało? To miała być tylko zwykła wycieczka, a nie spotkanie ze śmiercionośnymi beduinami. Papieros dogasł, więc Max odpalił następnego od razu czekając. Ciągle czekając.


Ostatnio zmieniony przez Maximilian Felix Solberg dnia Czw 29 Lip 2021 - 18:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 508
  Liczba postów : 6065
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyWto 27 Lip 2021 - 17:49;

Szedł przed siebie - po prostu szedł. Teleportował się raz po raz, czując powoli następujące osłabienie. Mimo to nie przerywał chodu; musiał odnaleźć miejsce, w którym mógłby zająć się dziewczyną. Spływająca krew mieszała się z tą na plecach, w związku z czym obydwoje wyglądali jak siedem nieszczęść, które jakimś cudem przemierzało przez pustynię. Już nie zwracał na nic uwagi. Z rozciętego policzka już nie sączyła się krew, a dzwonienie w uszach zostało zastąpione lekką głuchotą, która, w ramach uciekania tam, gdzie pieprz rośnie, zanikało.
Wyglądał makabrycznie. Tumany piachu i kurzu pokrywały oblepioną od potu sylwetkę, a z tyłu szata pustelnicza zamieniła się w pole krwi, gdy niósł dziewczynę i jeszcze bardziej naruszał struktury tego, co zostało rozerwane. Syknąwszy, docierał powoli do jakiegoś miejsca - zmęczony, brudny, pozbawiony części rzeczy, a przede wszystkim z dziwnym rozgoryczeniem, że musiało do tego dojść i nie zdołał w ogóle ochronić nikogo. Ani Perpetuy, ani Doireann. Mimo że to nie była jego wina, czuł, że nie wysilił się wystarczająco, by móc rzucić jakąkolwiek barierę. Że nie skupił na nich na tyle uwagi, by uniknąć tego nieszczęścia. Nie chciał o tym myśleć, a jednak nadal to robił; ustabilizował chwyt, by dziewczyna, która opierała się o plecy, przypadkiem nie spadła. Nie była ciężka - ciężkie było przemierzanie przez ten gorący piasek, gdy skrzydła powoli się ucinały, a kontakt z rzeczywistością, kiedy płuca nie potrafiły wziąć głębszego wdechu, pozostawał ograniczony.
Z czasem zauważył pewne miejsce, do którego dotarli chyba jako ostatni. Sam pozostawał na polu walki za długo, starając się wypatrzeć kogokolwiek, kto potrzebował pomocy. Na szczęście był wytrzymały, w związku z czym nie poddawał się - szedł dalej, teleportując się kawałek po kawałku, niosąc zranioną Sheenani najdelikatniej, jak po prostu potrafił. Z czasem udało mu się dotrzeć pod posąg, który zdawał się być miejscem uznanym za idealny teren do zbiórki. Odłożył ostrożnie Doireann, odgarnął mokre kosmyki włosów, poczuł nieprzyjemne pieczenie w obrębie pleców, a torbę pozostawił na piasku.
- Kto potrzebuje pomocy, w torbie są do użytku eliksiry wiggenowe i czyszczący rany! - rozglądnął się po otoczeniu, starając się wyłapać znajome twarze. Sam wyglądał tak, jakby potrzebował jednak trochę pomocy medycznej, choć na razie miał inny, ważniejszy przypadek we własnych dłoniach. Odetchnął z ulgą, gdy zobaczył Maximiliana, na co zelżał, kiedy powoli i najbardziej delikatnie zajmował się Puchonką, ustawiając ją w pozycji bezpiecznej, by mieć pełen wgląd do uszkodzonego barku. - Max, w porządku? Nic ci nie jest? - spojrzał na niego naprędce z widoczną troską w oczach, której to nie potrafił powstrzymać, na szybko tamując krwawienie przy pomocy różdżki, chcąc określić starty, które zaszły. Na szybko wysłał krótkie patronusy, by upewnić się, czy u innych wszystko gra. - Drake? - zapytał się chłopaka na szybko, chcąc upewnić się, że nic złego się nie stało.
- Doireann, już, powoli, wszystko będzie dobrze... - powiedziawszy, przyszykował odpowiednio różdżkę. Patrzenie na to, jak dziewczynę to wszystko musiało boleć, nie pomagało, nawet jeżeli potrafił zachować zimną krew. Lowell przypomniał sobie zaklęcie, które ofiarowała mu Whitehorn, wierząc, że zostanie wykorzystane w dobrym celu. Chcąc ulżyć koleżance, nie bez powodu postanowił go użyć; stan swoistego nieczucia mógł jej pomóc przede wszystkim w przebrnięciu przez to wszystko. Odcięcie działania układu nerwowego może brzmiało dramatycznie, niemniej jednak - na dłuższą metę, żeby dziewczyna się nie męczyła - było konieczne. - Analgesia areflexis. - wydobył z siebie, znieczulając ogólnie dziewczynę. Wiedział, że mogło to wyglądać nietypowo. Na razie nie zwracał na siebie uwagi, gdy rozcieńczył odpowiednio eliksir czyszczący rany z odrobiną wody, ażeby reakcja nie spowodowała wzrostu ciśnienia w tkankach. Jakakolwiek próba zwrócenia uwagi skutkowała warknięciem, nieprzyjemnym syknięciem, wycedzeniem przez zęby "Nie teraz". Odpowiednio odkaził rozcięte tkanki, chcąc mieć pewność, że zasklepiona rana nie będzie prędzej czy później gnić. 
- Vulnera Sanentur... - skupił się w pełni na tym, by wydobyć z rdzenia różdżki magię; raz po raz, z najwyższą dozą skupienia, tamował w pełni krwawienie, spowalniając przepływ szkarłatnej cieczy, by dziewczyna przypadkiem się nie wykrwawiła. Oceniał stratę krwi, która miała miejsce, by jednogłośnie stwierdzić, że konieczne będzie użycie czaru przetaczającego posokę. Czekoladowe tęczówki bacznie obserwowały to, jak odkryty bark - materiał musiał jednak usunąć - powoli ulegał powrotowi do zdrowia. Głębszy wdech, jakby melodia płynęła przez jego usta; leczył Sheenani z największą dozą uwagi, jakby nie robił tego na manekinie, a w dłoniach trzymał najprawdziwsze, ludzkie życie. - Vulnera Sanentur... - kolejna inkantacja, wynucona zgodnie z tym, jak się tego nauczył od Strauss, miała na celu zaleczyć rany. Opanowanie tego było znacznie łatwiejsze, choć wiadomo - nie ufał w pełni swoim możliwościom. Wiedział, że istnieje ziarenko błędu, którego nie chciał popełnić, dlatego nie robił tego na odwal się, w pełni chcąc pomóc biednej Puchonce. Rany ulegały połączeniu; tkanki raz po raz łączyły się w jedną całość, choć pozostawały po nich bardzo powoli permanentne blizny, na co skrzywił się lekko, aczkolwiek nic nie mógł poradzić. - Vulnera Sanentur... - ostatnie wypowiedzenie tego zaklęcia w pełni uleczyło rany na barku znacznie młodszej koleżanki, choć wiedział doskonale, że ta nie powinna się na obecną chwilę nadwyrężać; powoli czuł zmęczenie. Gdy adrenalina opadała, ciało domagało się odpoczynku, a oddech zelżał, serce biło wolniej, choć nadal szybko. - Transfusion. - ostatni raz - zgodnie z wytycznymi - przetoczył pół litra krwi, nie zamierzając ryzykować zmniejszonego ciśnienia, które wynikało z niskiej objętości krwi w naczyniach. Liczył sekundy. Uważnie, nie chcąc, by jego czynności przyczyniły się do pogorszenia stanu dziewczyny. Za pomocą zaklęcia czyszczącego usunął resztki krwi, poprawił to wszystko, gdy palce badały palpacyjnie miejsca.
- Resitutio. - zakończył działanie wynalezionego przez półwilę zaklęcia. - Już jest w porządku, nie martw się, już jest wszystko w porządku... - powtarzał jak mantrę, którą zdołał wykuć, by tym samym wstać na własne nogi - nawet nie zauważył, jak kolana od tego piasku błagały wręcz o chwilę ochłody - przecierając policzek, gdy kropelki potu dostawały się do rany. Nie było to przyjemne, skrzywiwszy się dość mocno, gdy spróbował zdjąć pustelniczą szatę. Niestety, krew zasklepiła się wraz z materiałem ubrania. - Drake, zajmij się nią! - powiedział do chłopaka, mając nadzieję, że jego obecność ukoi zapewne poszarpane nerwy młodej.
- Max... Max...! - wydusił z siebie lekko osłabiony, tracąc powoli siły. Był cholernie zmęczony, a utrata krwi wcale w tym wszystkim nie pomagała. Obraz się nie rozmazywał, ale odcień skóry lekko zmienił się na blady, gdy czekoladowe tęczówki starały się dostrzec jakąkolwiek pomoc. Usiadł ponownie, nie czując się w ogóle dobrze, by wstać. Zelżenie adrenaliny nie było ciekawe, a próba sztucznego jej podtrzymania wcale nie pomagała. W międzyczasie otrzymał patronusa od Brooks, na którego odpowiedział dość szybko, nie chcąc, by jakakolwiek chwila zwłoki budziła niepokój. - Pomożesz mi? - poprosił ze słabym podniesieniem kącików ust do góry, odwracając się i pokazując plecy, które były usmarowane całe we krwi zarówno jego, jak i dziewczyny. Na środku egzystencję prowadziła dość paskudna, głębsza rana, która wymagała interwencji medycznej. Spiął mimowolnie mięśnie, przygotowując się do nieciekawej fali bólu. - Śmiało rozetnij te szaty, w torbie mam dodatkową bluzę. Skorzystaj z tego rozcieńczonego eliksiru... w torbie, jeżeli nikt nie użył, mam jeszcze wiggenowy, jakbyś nie dał rady tego uleczyć... - rana była równie paskudnie pobrudzona, a to wszystko przez fakt tego, iż na pustyni co chwilę piasek przedostawał się w powietrze, a kurz niemiłosiernie postanowił się na nim usadowić. Zamknął na chwilę oczy.

@Doireann Sheenani, @Maximilian Felix Solberg, @Drake Lilac
Jesteśmy (ja i Doireann) praktycznie ostatni, jakby co!

______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 1070
  Liczba postów : 6756
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyWto 27 Lip 2021 - 18:23;

W końcu rozpętało się kolejne piekło. Tym razem bardziej prywatne dla Maxa. Zauważył sylwetki i od razu ruszył im naprzeciw, wyrzucając gdzieś szluga. W pewien sposób poczuł ulgę widząc Felka, ale gdy zorientował się, że ma on kogoś rannego ponownie cały się spiął.
-Kto potrzebuje pomocy, chodźcie! - Krzyknął, samemu wypatrując w tłumie tych, którzy nie byli w stanie samemu sobie poradzić. Nie chciał stać nad Lowellem, gdy ten zajmował się pacjentem, choć w tej chwili miał ochotę z ulgi, że ten żyje po prostu rzucić mu się na szyję. -Wszystko w porządku. - Odpowiedział tylko, nerwowo krążąc wśród przybyłych i szukając każdego, kto może potrzebować jego pomocy.
Pałętał się między bardziej i mniej poszkodowanymi próbując się na coś przydać. Czuł się w pewien sposób winny, że samemu tak lekką ręką wyszedł z tego wszystkiego. Nie było jednak na to czasu. W końcu usłyszał swoje imię, a ton jakim zostało wypowiedziane zmroziło mu krew w żyłach. Owszem widział, że Feli jest we krwi, ale nie wiedział, że rana wciąż jest świeża. Momentalnie znalazł się przy ukochanym z różdżką w zębach i zaczął grzebać w jego torbie, by trzęsącymi się rękoma wyjąć z niej to, czego potrzebował.
-Nie ruszaj się. Już się Tobą zajmuję. - Powiedział nieco drżącym głosem, bo oczywiście cała ta sytuacja mocno go stresowała, a do tego miał w zębach różdżkę, którą po chwili przełożył do dłoni i zaczął opatrywać Felka.
Najpierw oczywiście rozerwał ubranie, by mieć dostęp do rany, następnie oczyścił ją eliksirem... czyszczącym rany, by potem powoli zasklepiać ją odpowiednią inkantacją z grupy Vulnere. Nie wyglądało to dobrze, ale Max był najbardziej przytomny z całej ekipy i nie mógł tak po prostu tego zignorować. Starał się zachować spokój, choć widać było, że jest w rozsypce.
-Wiesz, czy wszyscy....? - Zapytał czując ogromną gulę w gardle. Nie chciał przypuszczać gorszego scenariusza, ale atak był nagły i bezwzględny. Nie potrafił jednak zdania skończyć. Całe szczęście, że widział wcześniej świetlistego dzika. Przynajmniej wiedział, że Brooks żyje.
-Jak się czujesz? Napij się czegoś. - Zaczął z troską, nie mogąc zaoferować mu swojego napoju, bo takowy stracił jeszcze przed atakiem. Cholernie się martwił, ale liczył, że jego staranie nie poszły na marne. Plecy wyglądały dobrze i Max miał nadzieję, że to nie tylko myślenie życzeniowe, ale że naprawdę pomógł Felkowi. -Potrzebujesz wiggenowego? - Rana co prawda została zaleczona, ale osłabienie organizmu i zmęczenie tak łatwo nie mijały. Nie wiedzieli, co czekało ich dalej więc wolał upewnić się, że każdy będzie w najlepszej możliwej kondycji.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Drake Lilac

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 195 cm
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 244
  Liczba postów : 367
https://www.czarodzieje.org/t20288-drake-lilac
https://www.czarodzieje.org/t20289-poczta-drake-a#636524
https://www.czarodzieje.org/t20286-drake-lilac#636463
https://www.czarodzieje.org/t20314-drake-lilac-dziennik#638560
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptySro 28 Lip 2021 - 2:52;

Na miejsce przybył mniej więcej wtedy kiedy Felinus i Doireann. Prawdopodobnie dotarłby tu wcześniej gdyby nie to że wcześniej oberwał zaklęciami zdolnymi go obezwładnić, co zjadło mu sporo czasu. Kiedy już dotarł na miejsce, odetchnął ze spokojem. No, połowicznym bo nadal się spodziewał tego że zza rogu może im wyskoczyć beduin, który będzie chciał kogoś zmienić w fotel. Na pytanie Felinusa odpowiedział zgodnie z prawdą.-Jestem cały. Może tylko moja duma oberwała. - Dać się tak głupio trafić dwoma zaklęciami totalnego porażenia ciała... Za to był zły na sam siebie. Powinien być w stanie to odbić albo przynajmniej zablokować. Jednakże w tym momencie od jego urażonej lwiej dumy, była ważniejsza Doireann. Czuł się trochę winny. Gdyby złapał nią zamiast wolfa, to może nie oberwałaby tymi zaklęciami. Z drugiej strony to wtedy Wolf by oberwał. Kiedy Felinus pomagał puchonce, Drake postanowił wziąć jej torbę czy to co tam miała i przywołać z niej rzecz którą miała przy sobie prawie na pewno. Szczerze była większa szansa na to że zabrała to zamiast różdżki. -Accio Eliksir Spokoju- Po przywołaniu buteleczki, złapał ją i poczekał aż były student skończy zabieg.-Nie musisz nawet prosić.- Podszedł więc do puchonki, która zdawała się wyglądać już nieco lepiej i podał jej ukochaną fiolkę. Dobrze że ją znał od pierwszej klasy. Inaczej mógłby nie wiedzieć, że ona te eliksiry pije i targa ze sobą hurtowo. Prawdopodobnie w większej ilości niż on tojadowe, a to już było coś. -Jak się czujesz? - Nadal miał przy sobie trochę wody i kubek, więc będzie mógł się z nią podzielić. Szkoda że jedzenie przepadło.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Bardzo gęste, kręcone włosy. || Jest drobniutka.
Galeony : 88
  Liczba postów : 203
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenan#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptySro 28 Lip 2021 - 4:32;

Kości na obrażenia: Sectumsempra - lewy bark
Ekwipunek: Różdżka, woda, odpowiednie na pustynię odzienie [długa, luźna szata, chusta na głowie, na tyle długa, by móc w razie czego osłonić twarz przed słońcem i piaskiem], mały grzebyk, nawilżone chusteczki
Cechy eventowe: Gibki jak lunaballa (zwinność) | Świetne zewnętrzne oko (empatia) | Magik żywiołów (ziemia) | Dwie lewie różdżki (zaklęcia) | Rączki jak patyki (odporność na magię) | Wiecznie struty

  Doireann bez wątpienia była wrażliwą osobą. Mało kto jednak zdawał sobie sprawę, że jej delikatność znacznie wykraczała poza przyjęte normy; nie ograniczała się do charakteru i łatwiejszego łapania oparzeń słonecznych na bladej, nieprzyzwyczajonej do ekspozycji na promienie UV skórze, zahaczając w znacznej części na jej odporność na magię. Silniej reagowała na eliksiry i wszelkiego rodzaju czary - a w tym momencie było to ogromną słabością. Sectumsempra bardzo szybko rozszalała się, raz po raz przecinając jej ramię, głębiej i głębiej, zajmując coraz większą część tkanek. Powiedzieć, że cierpiała, to tak, jakby nie powiedzieć nic. Ból rozchodził się szybko, intensywnie, przyprawiając ją o mdłości. Czuła okropne, odrażające ciepło sączącej się krwi, kiedy jeszcze klęczała na rozgrzanym piasku.
  Puchonka miała wrażenie, jakby ktoś stał nad nią z ostrą brzytwą, raz po raz maltretują jej skórę. Było to… podobne do jej wcześniejszych doświadczeń. Nie potrafiła powstrzymać okrzyków pełnych bólu, jako sześcioletnie dziecko - okazało się jednak, że nie było to coś, czego można by nauczyć się z czasem. Uzewnętrzniała więc swój ból kolejnymi spazmami przeraźliwego krzyku, czując jednocześnie, jak słabnie. Nim więc pierwsze, pośpiesznie rzucone przez Felinusa zaklęcie pomogło zastopować trawiącą ją klątwę, przechodziła prawdziwe katusze. Te zaś nie miały skończyć się jeszcze na otwartej pustyni - Doireann niemalże wyła z bólu, kiedy Lowell chwycił ją i zaczął nieść. Raz po raz, z każdym krokiem otwarta, paskudna rana zajmująca ramię była podrażniania, naciągana, szarpana.
  W końcu i wycie zaczęło słabnąć, przemieniając się w ciche, stłumione jęki. Był student doskonale mógł się domyślić, co to oznaczało - dziewczyna raz po raz traciła przytomność, odzyskując ją jedynie w chwilach większego bólu. Sama Doireann nie myślała o niczym innym, jak o krwi. Swoim zamglonym, ledwo kontaktującym spojrzeniem widziała, że oboje niemalże ociekają czerwoną cieczą. Zastanawiała się, czy Lowell też krwawi - przecież ona jedna nie mogła stracić jej aż tyle. Była malutka, już dawno by umarła.
  Nie wiedziała, co dokładnie się dzieje. Dopiero uspokajający głos ex-Puchona sprawił, że zorientowała się, że nie przedzierają się już przez pustynię; leżała gdzieś i nie słyszała tych głośnych wybuchów. Jej oczu nie ranił też unoszący się dookoła kurz, ani rozbłyski zaklęć. Wciąż jednak trawił ją okrutny ból; nie była już pewna, co dokładnie go powodowało. Jej cały układ nerwowy krzyczał - i chociaż ona sama nie miała już na to siły, to ogrom jej cierpienia uwidaczniał się w jej spojrzeniu, oddechu i zlanym potem ciele. Nie przeraził jej widok wycelowanej w niej różdżki. Wszystko było lepsze, niż to.

  Otępienie nie opuściło jej nawet po wybudzeniu. Wyraźne echo dawnego bólu wciąż niosło się w jej wspomnieniach, nie pozwalając jej zdecydować, czy na pewno jest już w porządku. Wciąż była przerażona - i to do stopnia, w którym leżała całkowicie sparaliżowana. Chociaż chciała, to nie była w stanie okazać Lowell’owi nawet odrobiny wdzięczności; patrzyła za to na niego wielkimi, szklistymi oczami, mając nadzieję, że gdzieś w jej łzach zdoła odszukać podziękę za uratowanie jej życia.
  W końcu jednak student zniknął z jej pola widzenia, by na jego miejscu pojawił się Gryfon. Drake tutaj był, bezpieczny, jedynie... trochę zakurzony. Patrzył na nią tymi szczenięcymi oczyma, jakby nigdy nie wydarzyło się nic złego. Jakim cudem chłopak zawsze potrafił być taki opanowany? Od wielu lat widywał ją w różnych stanach; potrafiła zalewać się przy nim łzami, “wybuchać” złością, popadać w całkowity popłoch i panikę, a mimo to jej przyjaciel zawsze wyglądał na spokojnego. Już sam jego widok pomógł odrobinę na ogarniający jej ciało paraliż. Wyciągnęła drżącą rękę w stronę odkorkowanej fiolki, by przycisnąć ją do ust. Nie bawiła się w półśrodki - nawet jeśli zazwyczaj wystarczała jej połowa eliksiru, tak dzisiaj bez wątpienia potrzebowała podwójnej dawki.
  - Boję się. Wciąż mnie boli. - Dopiero kiedy płyn zaczął działać swoje cuda odpowiedziała łamiącym się głosem. Wyglądała… cóż, jak ktoś, komu trzeba było przetoczyć pół litra krwi. Była okropnie blada, raz po raz targana drgawkami; bo pomimo bycia na pustyni i leżenia na rozgrzanym piasku czuła przeraźliwe zimno. - Jesteś cały? - Dodała, kiedy uznała, że może lepiej będzie, jeśli nie zawierzy jedyne swoim oczom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 508
  Liczba postów : 6065
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptySro 28 Lip 2021 - 5:41;

Ekwipunek: [/url]3
szata pustelnicza, bezdenna torba (zawsze ze sobą ma): x2 wiggenowe, x1 czyszczący rany, leki, dużo wody, jedzenie, SZLUGI KUFA, lusterko dwukierunkowe, bluza z Tańczącym Derwiszem; pierścionki na palcach (Myrtle Snow, Sidhe, Pochłaniacz Magii (+2 CM) na prawej dłoni - zawsze nosi, przypis w profilu), amulet Ijdia Sufiaan (+1 OPCM), różdżka (+5 CM).
Cechy eventowe: Silny jak buchorożec (wytrzymałość), Silna psycha (opanowanie), Świetne zewnętrzne oko (spostrzegawczość); Bez czepka urodzony, Rączki jak patyki (siła), Drzemie we mnie zwierzę (zachowanie).

Czuł się zmęczony. Jakby jakieś ciche demony wysysały z niego energię, a próba zaciągnięcia porządniejszego wdechu kończyła się tym samym. Ciche spojrzenie, niema ulga w oczach, jakoby przedzierająca się transparentnie, acz widocznie, następnie zajęcie się dziewczyną, która wymagała przecież opieki, poczucie wewnętrznej ulgi, gdy wszystko szło względnie sprawnie. Zaklęcia, które rzucił, sprawnie przywróciły Doireann do względnej, prawidłowej całości. Mimo to nie mógł myśleć tylko i wyłącznie o innych; musiał pomyśleć o sobie. Brakowało mu takiego nawalania się - poczuł swój żywioł w końcu - choć w skutkach to było tragiczne. W szczególności dla osób, które nie miały jak się obronić przed Wyznawcami. Już wcześniej był uzależniony od adrenaliny, a teraz jeszcze bardziej odczuwał to wszystko. Mimo to musiał przystosować; rozsądek nakazywał mu skierować się po pomoc. Puchonka była bezpieczna i już nie krwawiła. - Gdyby bolało mocno, bądź czułabyś się źle - daj znać, jestem nieopodal. - zapewnił uczennicę.
Pozostawił zatem zaleczoną Sheenani do opieki Drake'owi. Jej nic już nie zagrażało, co najwyżej szok spowodowany tym, z jakim bólem miała do czynienia... i z czym miała do czynienia. Wiedział, że nie wszyscy są dostosowani do czegoś takiego, a oklumencja oraz doświadczenie pozwalały mu na swobodną adaptację. Bez krzyków, bez niekontrolowanych ruchów dłońmi. Przyzwyczajony, nie bez powodu trenował.
- Spokojnie... - przymknął na krótki moment oczy, oparł się wygodniej, dając pełny wgląd do rany. Wyczuwał z tonu głosu, że coś jest nie tak, dlatego, gdy mógł, lekko się odwrócił i skierował czekoladowe tęczówki, jakoby chcąc się upewnić, czy aby na pewno nic nie pozostało poza zasięgiem jego oczu. Rozerwany materiał, oczyszczenie eliksirem, dym nieprzyjemnie unoszący się do góry i pieczenie rany, na które lekko zacisnął zęby. Nie było to miłe, aczkolwiek siedział grzecznie, czekając na to, aż Solberg zajmie się wszystkim. - Jest dobrze, kotek. Jest dobrze... - tak samo, jak powtarzał to w mantrę, starał się go jakoś uspokoić. Wiedział, że nie spartaczy tej roboty; rana zaczęła wyglądać lepiej, ale nadal wymagała odpowiednich zaklęć. Czekał zatem, powoli czując opadające siły. Adrenalina była niesamowita.
W międzyczasie otrzymał wiadomość od Huxleya, której treść była możliwa do odsłuchania przez Maximiliana. Perpetua była zaleczona, na co odetchnął z ulgą - przynajmniej połamana ręka u Beduina musiała go jakoś zadowolić; Julka żyła, Irvette także. Może nie powinien używać tego typu zaklęć, ale nie widział sprzeciwu, gdy przeciwnicy postanowili ich używać. I tak kierował nimi wyjątkowo łagodnie jak na możliwości, które posiadał. Poczekał chwilę, aż to wszystko jakoś będzie lepiej wyglądało, a potem dopiero odesłał patronusa zwrotnego.
- Wiele osób się wydostało, ale kompletnie nie mam pojęcia, czy wszyscy. Kiedy Doireann oberwała, wziąłem ją, nie oglądając się za siebie. - nie miał wyjścia. Dziewczyna wymagała natychmiastowego wyleczenia, a nie było to możliwe na polu walki, w związku z czym lekko żałował, że nie zrobił więcej - że nie uniknął takiego scenariusza. - Gdy zniknąłem, pozostali chyba tylko sami dorośli. - dopowiedział jeszcze, starając się ukradkiem spojrzeć na plecy, co nie było możliwe z powodu budowy. Musiałby sobie chyba skręcić kark, a tego ewidentnie nie potrzebował; przetarł brudny od krwi policzek, czyszcząc go powoli zaklęciem.
- Muszę odpocząć. - wziął głębszy wdech, odwracając się w jego stronę, gdy ten zakończył leczenie. Nie wziął eliksiru wiggenowego - przynajmniej na razie, na sam początek - przyjął zamiast tego wodę. Musiał ją wygrzebać, ale gdy tak spoglądał, zmarszczył brwi, zauważając, że zniknęło jedzenie. - Co do cholery? - zmarszczywszy brwi, zaczął wszystko wygrzebywać, zauważając, że zniknęło parę rzeczy. Woda pozostała, miał jej wyjątkowo dużo, w związku z czym nie narzekał, gdy wreszcie mógł uzupełnić utracone płyny. Przeglądał. Patrzył. Zniknęły jedne z cenniejszych fiolek, które musiał brać, by mieć pewność, że przypadkiem stężenie testosteronu nie będzie za niskie. - Masz szlugi? - jeszcze kontrolnie zapytał. - Wezmę, ale to chyba marnotrawstwo. - powiedziawszy, odkorkował jedną z fiolek, które zawsze podpisywał, by tym samym poczuć nieprzyjemny posmak działającej powoli mikstury. Odetchnął z ulgą, odwrócił się w jego stronę, przytulił, objął ramionami, ciesząc się, że nic mu nie jest. Że wyszedł z tego cało, że los postanowił się do niego uśmiechnąć. Bo jeżeli mógł o coś poprosić, to chciał, by to właśnie jego ominęły wszelkie możliwe tragedie, by zaznał odrobiny spokoju i braku ciągłych obrażeń, kłopotów. Miał już wystarczająco za dużo blizn, które stanowiły poniekąd ludzką mapę cierpienia, jakie to zostało wyryte zbyt głęboko, by móc o nim zapomnieć.
Zdjął na moment Pochłaniacz Magii; dłonie skierował na policzki, palcami lekko mierzwiąc kosmyki znajdujące się za jego uszami, raz po raz opuszkami głaszcząc je w wyważonym geście, z największą czułością. Przybliżył twarz, dotknął własnym czołem te należące do partnera, zerknął w szmaragdowe tęczówki chłopaka, zamknął na krótki moment oczy i trwał w tej chwili, nic nie mówiąc. Potrzebował tej chwili spokoju, zapewnienia, że wszystko jest w porządku. Trwał w tym przez tyle, ile było konieczne. Brak słów przez ten moment nie oznaczał, że jego gest był bez znaczenia. W połączeniu z poprzednim, oznaczał ulgę, że wyszli z tego cało. Ulgę, że mógł go zobaczyć całego i zdrowego.
- Cieszę się, że nic ci nie jest. - pogłaskał go po policzku, uspokajając własne serce tym wszystkim, gdy mogli zlizać rany po ataku Wyznawców. Z trudem przełykał wizję, gdzie to akurat on obrywał zaklęciem czarnomagicznym, o czym nie chciał myśleć, zamykając mocniej powieki.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 1070
  Liczba postów : 6756
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptySro 28 Lip 2021 - 13:35;

Chciał uwierzyć, że wszystko jest dobrze. Cholernie chciał w to wierzyć, ale zdenerwowanie i emocje dawały o sobie znać. Pierwszy opuścił pole bitwy, nie wiedząc, co dzieje się z innymi. Patricia... Czy jej udało się uciec? Miał nadzieję, że tak. Że kobiecie nic nie zagrażało. Gdyby tylko potrafił wyczarować tego cholernego patronusa...
Musiał jednak zająć się rannymi. Feli pierwszy poprosił go o pomoc więc od razu pospieszył, by mu jej udzielić. Potrzebował tylko jednej dłoni do polania rany eliksirem, więc w tym czasie drugą mocno ścisnął dłoń, należącą do ukochanego. Cholernie się martwił...
-Jest... - Powtórzył, choć cały wciąż się trząsł. Musiał się skupić, by nie popełnić błędu. Jeszcze nigdy nie potrzebował aż tak spokoju.
Powoli rzucał zaklęcia, w międzyczasie uważnie słuchając każdej nowiny od drugiej grupy, która po części przynosiła mu spokój, a po części cholernie martwiła. Perpetua oberwała Sectumsepmrą. Max wiedział, co to zaklęcie potrafi. Serce podeszło mu do gardła, a dłonie jeszcze bardziej zaczęły się trząść. Pomyślał o Florce i oczy zaszły mu łzami.
Przyjmował w milczeniu słowa Felka, nie chcąc dalej wyobrażać sobie pogromu, jaki musiał dziać się na polu bitwy. Co do kurwy się tam stało? Kto do chuja atakował dzieciaki na wycieczce i przede wszystkim po co? Nie było to teraz ważne. Liczyło się, że wszyscy żyli. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Sam skorzystał z wody Felka, gdy ten nawilżył swoje gardło. Jego prowiant przepadł i musiał posiłkować się czymkolwiek innym. Skinął głową, wyciągając przed siebie paczkę ze szlugami. Świeżą, bo tamta została całkowicie wypalona, gdy czekał aż ktokolwiek się tu pojawi.
Mocno objął partnera, przygryzając dolną wargę. W tym uścisku odnalazł w końcu trochę spokoju, choć kilka łez mimowolnie spłynęło po jego policzku. Był bezużyteczny w podobnych sytuacjach, wiedział o tym, a jednak w sercu poczuł coś dziwnego. Jakby nagle powstawał z popiołu i odżywał. Nie mógł pozwolić, by coś takiego kiedykolwiek więcej się powtórzyło. Jakkolwiek nienawidził magii, w tym momencie zrozumiał, że jest ona niezbędna. Że bez niej, nie zawsze będzie mógł mieć pewność, że nic się nie stanie. Że jego bliscy...
Gdy poczuł, jak Feli się odsuwa jeszcze przez moment mu na to nie pozwolił.
-Kocham Cię... - Wyszeptał łamiącym się tonem. Musiał mu to powiedzieć. Nie wiedzieli, co czeka ich dalej, a on był teraz tak szczęśliwy, że dane mu było zobaczyć partnera z pozoru całego i zdrowego.
Oddawali się czułym gestom, które miały zapewnić im bliskość i poczucie bezpieczeństwa, choć serce w piersi Maxa wciąż waliło jak oszalałe, powoli zwalniało tempa. Pozwolił w końcu ukochanemu odpocząć i zażyć eliksiru, samemu w tym czasie odpalając kolejnego szluga i rozglądając się, czy przypadkiem ktoś inny nie potrzebuje jego wsparcia.

@Felinus Faolán Lowell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 508
  Liczba postów : 6065
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptySro 28 Lip 2021 - 14:48;

Lowell miał łatwiej. Mógł się wyciszyć odpowiednio i podchodzić inaczej do sytuacji, która miała miejsce. Atak na nastolatków i kadrę nauczycielską, w tym opiekunów wycieczki - tego im właśnie brakowało podczas pobytu na piaszczystych terenach Arabii. A jednak mogli się zdziwić; Jamal poza swoimi pierwotnymi murami pozostawał skrajnie niebezpiecznym miejscem. Zapewne nie byli pierwszymi, którzy zostali przez Beduinów zaatakowali; czarnoksiężnicy nie zamierzali odpuszczać i skutecznie udowadniali, że środki, z których są w stanie skorzystać, potrafią zabić. Właśnie dla takich momentów były student starał się trenować. Poświęcał czas na to, by zmniejszyć reakcję na śmigające w jego stronę zaklęcie. Trenował innych, by równie skutecznie mogli się obronić. Nie nazywał siebie mentorem; chciał po prostu dać innym szansę na to, że w takich sytuacjach wyjdą cało i bez szwanku. Dał z siebie wszystko, co było możliwe, choć i tak trochę na tym ucierpiał. Przynajmniej, gdy biegł z Doireann na plecach, upewnił się, że jego obecność nie była tam na darmo. Że do czegoś się przydał, odpierając rzucane przez Wyznawców uroki.
Poczuł dłoń, a ta drżała nieustannie. Uścisk był mocny, jakby stanowił bramę między wymiarem rzeczywistości a przerażeniem, które znajdowało się pod kopułą czaszki. Starał się zatem nie bez powodu głaskać kciukiem skórę wierzchową, gdzieś obok palca wskazującego, wiedząc doskonale o tym, że nawet taki prosty gest potrafi jakoś przywrócić wewnętrzny spokój, choć osiągnięcie tego efektu nie było zbyt łatwe. Maximilian, mimo że uciekł pierwszy, miał prawo do tego, by czuć się zobligowanym do pomocy. By czuć przerażenie, jeżeli chodziło o ludzkie życie. I chociaż rana na plecach nie była poważna, pozostawała wystarczającym powodem do tego, by zacząć się bać.
Samemu był przy tym, jak Perpetua - złota kobieta o równie złotym sercu - otrzymała tym czarnomagicznym zaklęciem. Co prawda starał się do niej zbliżyć, skutecznie odbierając możliwość dalszej walki Beduinowi, niemniej jednak przeciwników było zbyt dużo. Starał się jednak nie martwić, gdyż wiedział, że ta jest w dobrych rękach, nawet jeżeli wiele pytań postanowiło pojawić się między membranami umysłu, na krótki moment powodując ból głowy. Williams, w przeciwieństwie do niego, przepracował wiele lat na szpitalu, w związku z czym jego doświadczenie z takimi ranami było znacznie większe. Lowell działał na tym, co zdołał poćwiczyć na samym sobie; doskonale pamiętał moment, jak uczył się ze Strauss tego uroku. Skrajnie niebezpiecznego, gdy rykoszetem otrzymał w prawą rękę, a szkarłat zapełnił podłogę, odbierając możliwość uleczenia.
Bez problemu podzielił się prowiantem, nie zamierzając się w jakikolwiek sposób sprzeciwiać. Wody wziął ze sobą wyjątkowo dużo, jako że bezdenna torba na to pozwalała; w duchu podziękował Shawowi, że postanowił mu wysłać taki upominek na Święta. Przydawał się z każdym kolejnym dniem, a atuty pozostawały nadal niezliczone, kiedy ta była wytrzymała i mogła pomieścić wiele rzeczy. Westchnąwszy ciężko, gdy jakoś oczyścił własne dłonie, przyjął z podziękowaniem papierosa, którego jednak nie odpalił, a zamiast tego schował do kieszeni.
Przytulił go, raz po raz głaszcząc lewą ręką jego włosy. Magia jest tworem, który wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. To tak, jakby dzierżyć w dłoni narzędzie, które z łatwością może zranić, jak i uleczyć. Wbić nóż, jak i go skutecznie wyjąć bez żadnego szwanku. Odpowiednie manewrowanie własną sygnaturą i ciągłe ćwiczenia przyczyniły się koniec końców do odpowiednich rezultatów. Mógł się bronić, na polu walki nie tracił opanowania. Czuł gniew, posłał parę równie nieciekawych zaklęć, ale nie rzucał ich po to, by zabić. Rzucał je po to, by ostrzec, że nie zamierza tego tolerować, a i czarna magia nie jest mu obca. Zazwyczaj nie miał okazji, by korzystać z jej możliwości, ale teraz, tego dnia - gdy gniew ucichł, a zamiast tego nastąpiła na jego twarz ludzka troska - mógł spuścić pewne hamulce, choć nadal je trzymał. Te parę miesięcy temu obiecał sobie, że nie będzie ściągał na innych problemów, a zamiast tego chciał stać się silniejszy. By innym nie przytrafiła się krzywda, by inni mogli na nim polegać. I chociaż był świadkiem ciśnięcia dwóch Sectumsempra, wiedział jedno: zrobił wszystko, by pomóc. Nie narażając samego siebie na poważniejsze straty, które mogłyby pociągnąć na dno. I to, w jaki sposób palce gładziły kosmyki, ewidentnie udowadniały to, że się o niego martwi, choć na początku lekko zdziwił się, jak ten przedłużył ten moment. Lekko, aczkolwiek trochę słabo się uśmiechnął; czule, z troską w oczach.
- Ja ciebie też kocham. - powiedział te słowa spokojniej od ukochanego, choć z pewną nutką lekkiego przerażenia w głosie. Przymknął na krótki moment oczy, pozostając jeszcze w ferworze dotknięcia jego policzków. Był człowiekiem. Z krwi i kości, człowiekiem, który przede wszystkim czuł. To, że zachowywał zewnętrznie spokój, wcale nie oznaczało, że wewnętrznie również tak było, bo o ile tego nie pokazywał, to martwił się cholernie o każdą niewinną duszę. A przede wszystkim o niego. Podstawowa potrzeba - potrzeba bezpieczeństwa - została naruszona, w związku z czym starali się ją jakoś przywrócić do względnego porządku. Serce z każdą sekundą ulegało zwolnieniu, by powrócić do bardziej normalnego rytmu, pozbawionego nadmiernej ilości wydzielanej do organizmu adrenaliny. Jakby oddawał się w szum, który może go otaczał całego i odcinał od tego, co miało miejsce poza, a odpoczynek umożliwiał mu powrót do stanu przed wydarzeniami. Nie w całości, ale za to z widocznym wpływem na postrzeganie rzeczywistości. 
Po tym usiadł na krótki moment i zażył eliksir, decydując się tym samym na przyłożenie różdżki i transfuzję krwi. Zaklęcie nie trwało zbyt długo, a powrót prawidłowego ciśnienia w naczyniach i objętości krwi pozwoliły na powrócenie na częściowo prawidłowe obroty. Szatę starał się jakoś posklejać, co nie było zbyt łatwe, aczkolwiek po czasie się udało. Plama krwi również została usunięta w jakiejś części, by nie odstraszała - cała zresztą była zabarwiona skupiskiem posoki - bo co jak co, ale miał inne, bardziej ważne rzeczy do zrobienia. Wartował zatem, wsuwając zastrzyk nikotynowy między wargi, by prostym ruchem różdżki zapalić tytoń, który, ulegając spalaniu i pozostawiając inne, bardziej szkodliwe substancje, poprzez nikotynę uspokajał go i pozwalał na ogarnięcie plątaniny myśli. Szukał tym samym wzrokiem kogoś, kto potrzebowałby jego pomocy; co prawda nie robił maratonów, chcąc się zregenerować w pełni, niemniej jednak czekoladowymi tęczówkami uważnie spoglądał, czy ktoś inny nie nadchodzi.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Drake Lilac

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 195 cm
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 244
  Liczba postów : 367
https://www.czarodzieje.org/t20288-drake-lilac
https://www.czarodzieje.org/t20289-poczta-drake-a#636524
https://www.czarodzieje.org/t20286-drake-lilac#636463
https://www.czarodzieje.org/t20314-drake-lilac-dziennik#638560
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 29 Lip 2021 - 5:26;

Szczerze? Z takim spokojem mógł podchodzić tylko dlatego że dosyć sporo stresujących sytuacji już przeżył. Zwłaszcza tę jedną, kiedy mu prawie odgryziono mu rękę i wywalono życie do góry nogami. Na szczęście po tych paru latach klątwa stała się dla niego normalnością. Comiesięczne bóle transformacji, zażywanie mikstur, a czasem też gorączki albo koszmary... Kiedy coś go bolało, zazwyczaj tłumaczył sobie że wilkołak gryzł mocniej albo że przemiana boli bardziej. Wtedy jakoś to znosił. Miało to też swoje dobre strony. Podczas pełni mógł z siebie wyrzucić cały stres jaki mu się przez miesiąc zebrał. Głównie w formie wycia do księżyca, albo biegania. Naprawdę się cieszył że puchonka była nierozłączna z tymi eliksirami. Po takim szoku na pewno się jej bardzo przydał.-Niedługo przestanie.- Chyba... Nigdy nie oberwał z czarnej magii, ale całkiem sporo wiedział o obronie przed nią. Blizny po niej zostają tak samo jak po wilkołaku, ale tak zrytej bani jeszcze nie miał żeby próbować ją pocieszyć mówiąc że są teraz "bliznokumplami". Bo było to po prostu głupie i nie było to coś z czego powinno się śmiać. Zwłaszcza że jeszcze ani Eskilowi, ani Doireann nie powiedział o swojej przypadłości i nadal się namyślał jak to właściwie powinien zrobić. Kiedy spytała się o to jak on się trzyma, delikatnie się uśmiechnął.-Jestem cały. Nie musisz się martwić. - Nalał w kubek nieco swojej wody i jej podał.

@Doireann Sheenani
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31557
  Liczba postów : 76611
http://czarodzieje.forumpolish.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Specjalny




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 29 Lip 2021 - 16:04;

Najgorszy na pustyni był ten gorąc... Wszechobecny, nieustający, prażący was straszliwie. Pod Posagiem Kobry, wydawać się może, że jest jeszcze cieplej niż wszędzie! Czy to możliwe? Na domiar złego dwóch Wyznawców znalazło waszą kryjówkę! Zanim Derwisze zdążyli ich przegonić, wrogowie rzucili nieznane wam zaklęcia ogniste (w końcu czczą ifryty!). Ogień przesuwa się po piasku i z łatwością pali wasze rzeczy! Na czar nie działa żadne przeciwzaklęcie! Nie można ugasić go piaskiem; jest tylko jeden sposób, by wszystko ocalić - zużyć całą wodę @Felinus Faolán Lowell.

Macie wybór!
- Felinus traci całą wodę, a każdy z was traci jedną najbardziej łatwopalną rzecz z ekwipunku.
- Tracicie cały wasz ekwipunek - oprócz tego co macie na sobie, lecz Felek zatrzymuje swoją wodę.

@Drake Lilac @Maximilian Felix Solberg @Doireann Sheenani

______________________

Posąg Kobry Olbrzymiej Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 1070
  Liczba postów : 6756
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 29 Lip 2021 - 16:51;

Nie mieli pojęcia, jaki rozpierdol dzieje się właśnie w ruinach dolnego miasta. Oprócz widocznego w oczach zgromadzonych tutaj osób strachu i bólu nie działo się nic szczególnego. Mogli więc przez chwilę odetchnąć w swoich ramionach i cieszyć się tym, że są. Że żyją i że w miarę im się nie stało.
Ściskał Felka, jakby miał go widzieć po raz ostatni. Potrzebował tej namiastki bliskości i bezpieczeństwa, które nagle zostało im odebrane. Pierdoleni wyznawcy. Nie wyobrażał sobie, co by zrobił, gdyby bliskim coś się wydarzyło poważniejszego. Gdyby Feli oberwał Sectumsemprą. Przecież nie byłby w stanie go uratować... Miał nowy cel. MUSIAŁ popracować nie tylko nad uzdrawianiem ale i nad zaklęciami, które pomogłyby obronić jego bliskich.
-Cokolwiek się jeszcze dzisiaj stanie, nie stracę Cię. - Powiedział, gdy ich czoła się stykały, a on patrzył w te czekoladowe tęczówki. Po części była to obietnica, po części przemawiał przez niego strach. Nie miał jednak zamiaru pozwolić, by tak łatwo odebrano mu szczęście, a Lowellowi życie.
-Może rzucimy barierę och... - Nie dokończył, bo rozpętało się piekło. Dosłownie. Dwójka Wyznawców dotarła na ich teren i rozpętała pożar. Pożar, który jeszcze niedawno był boginem Maxa. Pożar, który teraz kojarzył mu się nie tylko z własnymi błędami, ale i z psychodelicznymi głosami, obwiniającymi go za krzywdę bliskich. Pożar, który mógł strawić ich nie zostawiając nic oprócz kępki popiołu.
Przez chwilę stał jak zamurowany, wpatrując się w te szalejące płomienie. Jego ciało trzęsło się niesamowicie, a mózg ogarnęła pustka. Czuł się jak w pułapce i nie potrafił nic z tym zrobić. Czas mu się niemiłosiernie wydłużył i choć ten stan trwał zaledwie kilka sekund, miał wrażenie, że był unieruchomiony przez wiele godzin.
-Aquamenti! - W końcu oprzytomniał, podnosząc różdżkę, ale nic się nie wydarzyło. -Kurwa, Feli! Twoja woda! - Powiedział do ukochanego, w tym czasie celując różdżkę w stronę Doireann i Drake`a i próbując wyczarować wokół nich barierę ochronną, by nic im się nie stało. By chociaż oni mogli na spokojnie wyjść z tej podróży cało. Przynajmniej względnie cało. Aexteriorem, Protego, wszystko co jakkolwiek mogło ochronić najmłodszych uczestników wyprawy leciało w ich stronę, próbując zminimalizować szkody. Miał wyjebane na swój plecak, w którym znajdowało się kilka paczek szlugów i spodnie. Domyślał się, że raczej prędko już nie zapali, ale teraz nie miało to znaczenia. Musiał walczyć nie tylko z żywiołem, ale i ze swoim strachem, który odbierał mu dech w piersiach.

@Felinus Faolán Lowell
@Drake Lilac
@Doireann Sheenani


Ostatnio zmieniony przez Maximilian Felix Solberg dnia Czw 29 Lip 2021 - 17:41, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Bardzo gęste, kręcone włosy. || Jest drobniutka.
Galeony : 88
  Liczba postów : 203
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenan#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 29 Lip 2021 - 17:23;

Kości na obrażenia: Sectumsempra - lewy bark
Ekwipunek: Różdżka, prowiant i woda, eliksir spokoju, odpowiednie na pustynię odzienie [długa, luźna szata, chusta na głowie, na tyle długa, by móc w razie czego osłonić twarz przed słońcem i piaskiem], mały grzebyk, nawilżone chusteczki
Cechy eventowe: Gibki jak lunaballa (zwinność) | Świetne zewnętrzne oko (empatia) | Magik żywiołów (ziemia) | Dwie lewie różdżki (zaklęcia) | Rączki jak patyki (odporność na magię) | Wiecznie struty

  Ból, który odczuwała jeszcze po zabiegu okazał się być jedynie łagodniejącym echem wspomnienia jeszcze sprzed paru chwil. Eliksir spokoju coraz śmielej koił jej nerwy, pozwalając dziewczynie na swego rodzaju odprężenie - może nie było obecnie na miejscu, jednak zdecydowanie okazywało się lepszą opcją od całkowitej paniki, która niewątpliwie ogarnęłaby Sheenani. Nie potrzebowali teraz większej ilości płaczu, zwłaszcza, że biedny Lowell zdążył już się go nasłuchać. Dziewczyna spoglądała teraz na swojego przyjaciela z silnym przekonaniem, że teraz już wszystko będzie dobrze. Docierały do niej ciche głosy Maximiliana i Felinusa, umacniając ją jedynie w tej myśli. - Wierzę ci. - Odpowiedziała, siląc się na słaby uśmiech, kiedy aura pozornego spokoju ogarnęła Puchonkę. Skoro Drake mówił, że przestanie, to na pewno tak będzie.
  Na razie nie potrafiła odbiec myślami zbyt daleko; malejący szok pozwalał się jej skupić tylko na jednym. Gdzieś tam wybrzmiewało zmartwienie - bo nie wiedziała, gdzie jest Olivia, ani ten miły gryfon, który postanowił jej pomóc. Nie widziała też profesorów i pozostałych uczniów, ani tego upartego derwisza, który usilnie podnosił ją i sadzał na wystraszonym wielbłądzie. To wszystko było jednak przykryte, piętrząc się i gotując pod warstwą wymuszonego spokoju. - Muszę się martwić. Tylko to umiem robić. - Odpowiedziała, próbując zmusić się do siadu. Oparła dłoń o ramię Drake’a i podciągnęła się parę razy, raz po raz sunąć ciałem po piasku, póki nie dała rady oprzeć się o przyjaciela. Dopiero wtedy wyciągnęła dłoń w stronę kubka, unosząc go powoli zmęczoną i rozedrganą dłonią ku swoim ustom. Starała się ze wszystkich sił nie rozlać ani kropli; mogła być ućpana eliksirem, jednak wiedziała, że woda na pustyni jest świętością.
  Nie dane było Doireann skorzystać z tego błogosławieństwa. W momencie, kiedy opierała wargi o gliniane naczynie, w duchu błagając opadające z sił dłonie o to, by dały radę odrobinę je przechylić, spostrzegła, jak dwójka wyznawców pędziła w ich stronę; jeden wyraźnie poruszał ustami, by po chwili wzniecić szybko rozprzestrzeniający się ogień. Eliksir pomógł - Sheenani nie została sparaliżowana strachem. Zdołała za to w pierwszym odruchu zwinąć się i przycisnąć do Gryfona, jakby próbowała się w nim schować. - Już nie chcę, już nie chcę. Drake, proszę, ja już nie chcę. - Powtarzała szybko roztrzęsionym głosem, jakby chłopak mógł cokolwiek poradzić na ich sytuację. Nie spostrzegła prób rzucenia zaklęcia ochronnego przez Maxa, ani tego, czy mu się powiodło.
  Prawdopodobnie minie też wiele minut, nim zorientuje się, że jej różdżka spłonęła. Była to kolejna, która postanowiła dokonać swojego żywota za pomocą płomieni; Doireann musiała być naprawdę beznadziejną czarownicą, skoro te wolały zginąć w ogniu, niż wiernie przy niej trwać.

@Drake Lilac  @Felinus Faolán Lowell  @Maximilian Felix Solberg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 508
  Liczba postów : 6065
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 29 Lip 2021 - 17:35;

Ekwipunek: 3
szata pustelnicza, bezdenna torba (zawsze ze sobą ma): x2 wiggenowe, x1 czyszczący rany, leki, dużo wody, jedzenie, SZLUGI KUFA, lusterko dwukierunkowe, bluza z Tańczącym Derwiszem; pierścionki na palcach (Myrtle Snow, Sidhe, Pochłaniacz Magii (+2 CM) na prawej dłoni - zawsze nosi, przypis w profilu), amulet Ijdia Sufiaan (+1 OPCM), różdżka (+5 CM).
Cechy eventowe: Silny jak buchorożec (wytrzymałość), Silna psycha (opanowanie), Świetne zewnętrzne oko (spostrzegawczość); Bez czepka urodzony, Rączki jak patyki (siła), Drzemie we mnie zwierzę (zachowanie).

Nie mieli pojęcia. Być może dlatego byli w stanie stać tutaj i się uspokajać, raz po raz udowadniając, jak bardzo im zależało na drugiej osobie. Żyli, i to się najbardziej liczyło. Prawie cało i bez komplikacji; Lowell mógł odetchnąć z ulgą, gdy serce powracało do normalnego rytmu. Już się nie nastawiał na podnoszenie z powrotem różdżki w celu obrony i ataku, a zamiast tego trwał. Nie chciał myśleć, co by się stało, gdyby jednak któreś z nich doznało poważniejszych obrażeń. Gardło mu się automatycznie ściskało, a czekoladowe tęczówki napawał lekki ból, jakby to się właśnie działo. To nie był pierwszy pojedynek, w związku z czym znosił to wszystko lepiej, niemniej jednak martwił się. W środku trwała burza, nad którą panował, by ta nie rozprzestrzeniła się bardziej, ale najważniejsze - istniała.
Na słowa, które usłyszał, a brzmiały jak obietnica, pogładził kciukami policzki. Dziwne przeczucie mówiło mu, że Maximilian w jakiś sposób odżywał, choć nie mógł być tego do końca pewien. Przymknąwszy oczy, nie odpowiedział nic, a zamiast tego przytaknął poprzez pomruk. Sam nie zamierzał go stracić. Nie zamierzał patrzeć, jak cierpi, konając pod mniej legalnym zaklęciem. Chciał, by żyli. Nie wierzył w to, że za każdym razem wszystko uda się idealnie, ale do szczęścia potrzebował tylko jednego - by Solberg żył. By ciepło nie zamieniło się w chłód, a ciało nie pojawiło pięć metrów pod ziemią. Już wcześniej uznał, że jeżeli nie weźmie się za siebie, nie będzie w stanie ochronić najbliższych.
- Powinn... - nie dokończył, a dwójka Wyznawców pojawiła się, pozostawiając niekontrolowane płomienie, których Lowell wcześniej nie miał okazji na oczy zobaczyć. Nie była to Pożoga, ale było to coś, co ewidentnie rozprzestrzeniało się w zastraszającym tempie. Zanim jakkolwiek zdołał ich zaatakować, wszystkim zajęli się Derwisze; no, prawie wszystkim. Spragnione strawy ogniste demony szukały pożywki, osobami przy Posągu Kobry Olbrzymiej ewidentnie wstrząsnęło. W tym nim, choć w środku poczuł gniew, którym byłby w stanie ponownie wrócić na pole walki i spróbować roznieść tych Beduinów, nie zważając na nic. Czemu. Do cholery - czemu?! Zacisnąwszy mocniej piąstki, warknął pod nosem, zakładając naprędce Pochłaniacz Magii, który wcześniej wsadził do kieszeni.
Zauważył tym samym reakcję Maximiliana, którego bogina doskonale znał. Nie był to ogień, jak początkowo zakładał i przypuszczał. Gdyby tak się działo, nawet odpalenie papierosa sprawiłoby problem. To właśnie pożar, który był gotów pożreć wszystko na swojej drodze, stanowił coś najgorszego dla jego umysłu. Nie bez powodu Felinus chwycił go za rękę, zauważając kilkusekundowe zacięcie, a czas równie zdawał się niemiłosiernie dłużyć. - Max, cofnij się. - zalecił, choć tego nie wymagał. - Jestem przy tobie. - zapewniwszy, spróbował rzucić Aquamenti, co nie przyniosło żadnego efektu. Nie wiedział, czemu tak się stało, niemniej jednak efekt u Ślizgona był taki sam; przedmioty mogły ulec spaleniu. Następne czynności poszły sprawnie; Accenure postawił w taki sposób, by płomienie się nie rozprzestrzeniały, choć wcale nie było to trudne. Inny odłam magii skutecznie pozostawał niewrażliwy na takie rzeczy. - Różdżki w gotowości, Drake, zaopiekuj się Sheenani, Doireann, nie ruszaj się gwałtownie! - powiedział głośniej w stronę nastolatków. Wierzył we własne umiejętności, szczęście - niespecjalnie. Lepiej dla dziewczyny zatem, by nie wykonywała jeszcze gwałtownych ruchów. Wiedział, że Sectumsempra to paskudztwo i sam miał problem z obrażeniami na ręce i łydce, gdy nimi otrzymał.
- Do cholery... - wycedził przez zęby, pociągając za sobą torbę, z której wystawała bluza z Tańczącym Deriwszem. Z łatwością okryła się płomieniem i przemieniła w drobny mak, aczkolwiek płomień nie dosięgnął reszty ekwipunku. - Accio torba! - uchronił pozostałe rzeczy przed szaleńczym ogniem, by tym samym wydobyć z niej butelkę z wodą. Część była upita, część nadal się w niej znajdowała. Zapasów miał trochę, jako że byli na pustyni i zabrał trochę więcej ze względu na Maximiliana. Otworzył ją, ruchem różdżki zaczął rozpylać nad szalejącymi płomieniami - chwała zaklęciom - by nie dosięgły niczego więcej, choć straty były jednak widoczne. Atmosfera stawała się gorąca, ale udało się ją jakoś opanować. Cały zapas wody ze strony Lowella został zmarnowany. Były student rozejrzał się po otoczeniu.
- Nic wam nie jest? - zapytał się w kierunku każdego, raz po raz obarczając wzrokiem, by upewnić się, czy to się jakoś nie odbiło. - Drake, oceńcie straty, czy czegoś wam nie ubyło! - adrenalina powodowała, w połączeniu z oklumencją, iż wyraz twarzy miał inny. Spoważniał wyjątkowo mocno, nie chowając na razie różdżki, jakby Wyznawcy jeszcze mieli się pojawić i spowodować kolejny pożar. - Max? - spojrzał na niego, zabierając go na krótki moment na bok, kładąc dłoń na ramieniu i raz po raz starając się go wesprzeć poprzez przejeżdżanie palcami - czułe, partnerskie. - Już jest dobrze... - wyszeptał, pozostawiając pocałunek na skroni; powoli się z powrotem uspokajał.
Musiał ostrzec innych - tych, którzy znajdowali się gdzieś indziej. Skupienie się na Expecto Patronum było trudne z początku, dlatego nie bez powodu odczekał chwilę, zanim mógł cokolwiek z siebie wydobyć. Świetlisty wilk zakodował wiadomość i podesłał ją do ruin, gdzie znajdował się odpowiedni nadawca; następnie zaczął zabezpieczać obszar przy pomocy Cave Inimicum, byleby alarmowało to o każdym, kto chciał się zbliżyć. W odpowiedniej odległości, czując wewnętrznie rozszarpane nerwy i konieczność zadbania o bezpieczeństwo innych. Po tym powrócił; był gotów do wspierania i do czegokolwiek innego, gdzie odcinał się od tego, co i jak miało miejsce, chcąc skupić się na minimalizacji strat.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Drake Lilac

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 195 cm
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 244
  Liczba postów : 367
https://www.czarodzieje.org/t20288-drake-lilac
https://www.czarodzieje.org/t20289-poczta-drake-a#636524
https://www.czarodzieje.org/t20286-drake-lilac#636463
https://www.czarodzieje.org/t20314-drake-lilac-dziennik#638560
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 29 Lip 2021 - 19:46;

EKWIPUNEK: Różdżka, bukłak z wodą, jedzonko, kubek, torba, ubrania na pustynię, kapelusz, okulary przeciwsłoneczne, x1 eliksir słodkiego snu
CECHY EVENTOWE:Silny jak buchorożec (siła, wytrzymałość), Silna Psycha (opanowanie); Drzemie we mnie zwierzę (zachowanie), Niezręczny Troll (nieśmiałość), Bez czepka urodzony

Spodziewał się że w niedalekiej przyszłości ponownie mogą się natknąć na wyznawców Ifrytów, którzy ich wcześniej zaatakowali. Ale nie aż tak wcześnie odruchowo sięgnął po różdżkę i spróbował powstrzymać ogień zaklęciem, ale niestety nic do nie dało. Cicho przeklął pod nosem. Z chęcią by się rzucił przy pomocy w pożarze, ale Max zamknął go i Doireann w barierze. No i ktoś musiał puchonki pilnować. Na jego nieszczęście, torba była poza barierą i mógł ją dosięgnąć ogień, a swoją wodę miał przy sobie, bo kiedy to się stało lał Doireann wodę do kubka. Tylko szkoda jego kapelusza który leżał na torbie, bo ten spali się na sto procent.
Po ugaszeniu pożaru, sprawdził swoje rzeczy. -Nie mam prowiantu, a mój kapelusz się sfajczył. U was jak? - Swój bukłak z wodą zamknął i odłożył. Na szczęście jeszcze ona im została, bo ta którą miał Felinus się skończyła

@Felinus Faolán Lowell @Doireann Sheenani @Maximilian Felix Solberg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 1070
  Liczba postów : 6756
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 29 Lip 2021 - 19:50;

Ekwipunek: różdżka, pierścień Sidhe (węże) , bransoletka z ayuahuasci, lusterko dwukierunkowe, szata pustelnika, amulet anu,  dużo szlugów,  i spodnie z Derwiszem
Cechy eventowe: pojawiam się i znikam, magik żywiołów (woda), metabolizm eliksirowara; dwie lewe różdżki (zaklęcia), bez czepka urodzony, tykająca łajnobomba

Nie mogli się spodziewać, że tak się wszystko potoczy. Walka na pustyni nie była czymś przyjemnym, ale to właśnie szalejący ogień był tym, co miało złamać Maxa. Strach, wyrzuty sumienia i ból mieszały się we wnętrzu ślizogna, jak jakiś pojebany koktajl, a on myślał tylko o tym by uchronić. Nie siebie. Całą resztę. A specjalnie tych najmłodszych. Puchonkę, która oberwała czarnomagiczną klątwą i powinna odpoczywać i Lilaca, który choć w dużo lepszym stanie, też potrzebował ochrony.
Chciał naturalnie chronić i swojego partnera, choć sam nie podołałby temu żywiołowi. Musiał zaufać. Zaufać, że Feli da sobie radę. Że razem ogarną sytuację i wyjdą z tego wszystkiego. Jakoś...
Dopóki skupiał się na ochronie Doireann i Drake`a wszystko było w porządku. Nie pozwalał sobie na to, by strach nim zawładnął. Adrenalina działała, a zaklęcia chroniące niewielki teren, gdzie stali uczniowie zdawały się niepowstrzymanie wylatywać z magicznego patyczka Maxa.
Jednak, gdy wszystko ucichło, gdy woda ugasiła ostatnie języki ognia, były ślizgon poczuł, że traci tę moc. Ledwo trzymał w dłoni różdżkę, tak mocno cały się trząsł. Nie docierały do niego słowa Felka, który próbował wszystkich uspokoić. Potrafił tylko patrzeć się pusto w przestrzeń i próbować wymazać sprzed oczu te okropne wizje. Wizje palących się ciał obecnych tu osób. Odrywających się płatów skóry i przeraźliwych krzyków. Gdy tylko Feli go puścił, by wyczarować patronusa, mięśnie Maxa w zupełności odmówiły mu posłuszeństwa i chłopak upadł na kolana na wciąż gorący jeszcze piasek. Klęczał, z wyciągniętymi przed siebie dłońmi, którymi zapierał się, by nie upaść do końca. Nie było to łatwe, gdy mięśnie nie chciały się uspokoić, oddech był tragicznie płytki, serce waliło jak oszalałe, a łzy niekontrolowanie spływały mu kaskadą z oczu prosto na szorstkie podłoże pustyni. Był słaby. Cholernie słaby.
-Nie pozwolę...Nie mogę... - Mamrotał do siebie co jakiś czas na tyle, na ile pozwalało mu ściśnięte i zachrypnięte gardło, jakby był w jakimś amoku. Potrzebował siły, by się podnieść, ale to, co się przed chwilą wydarzyło kompletnie go wyczerpało psychicznie. Musiał się uspokoić. Musiał...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 508
  Liczba postów : 6065
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 29 Lip 2021 - 20:18;

Ekwipunek: 3
szata pustelnicza, bezdenna torba (zawsze ze sobą ma): x2 wiggenowe, x1 czyszczący rany, leki, dużo wody, jedzenie, SZLUGI KUFA, lusterko dwukierunkowe, bluza z Tańczącym Derwiszem; pierścionki na palcach (Myrtle Snow, Sidhe, Pochłaniacz Magii (+2 CM) na prawej dłoni - zawsze nosi, przypis w profilu), amulet Ijdia Sufiaan (+1 OPCM), różdżka (+5 CM).
Cechy eventowe: Silny jak buchorożec (wytrzymałość), Silna psycha (opanowanie), Świetne zewnętrzne oko (spostrzegawczość); Bez czepka urodzony, Rączki jak patyki (siła), Drzemie we mnie zwierzę (zachowanie).

Powoli wszystko ucichało, ale pożar, który trwał gdzieś indziej - wszak serce nie potrafi przecież podchodzić od razu do wszystkiego, jakby nigdy nic się nie stało - nadal trwał i zdawał się trawić zdolność do podejścia do tego w normalny sposób. Lowell trzymał się nieźle, ale była to zasługa tylko i wyłącznie oklumencji. Wysiłek z magipsychologiem nie poszedł w zapomnienie, niemniej jednak po pięciomiesięcznej przerwie ponownie odczuł to wszystko tak, jakby znajdował się na Nokturnie. Jakby autodestrukcja chciała go pociągnąć za rękę i porwać w swoje sidła, odzywając się złowieszczo. Panował nad sobą. Nie zamierzał ponownie się zatracić w tym, co kiedyś spowodowało, iż stał się częścią mułu pokrywającego samo dno. Mimo to powoli przeczuwał, że to nie odbije się bez echa na następnych dniach... o ile będzie im dane je przeżyć. Nie dopuszczał do siebie myśli potencjalnej śmierci, zamierzając skorzystać ze wszystkiego, czego się dowiedział podczas całej edukacji w Hogwarcie. Ze wszystkich podejmowanych nauk, gdzie stawiał nie na teorię, a na praktykę.
Dziękował w duchu za pomoc Maximiliana; wbrew pozorom rzucanie kilku zaklęć jednocześnie jest trudne i z czasem zapewne popełniłby jakiś błąd. Tak to mógł skupić się w pełni na gaszeniu rozszalałego ognia, który tylko czekał na dogodny moment, by zaatakować - niczym drapieżnik. Jego żądza została jednak odpowiednio uśpiona, a same płomienie, posłane do snu wiecznego, stały się tylko nieprzyjemnym wspomnieniem. Na tyle nieprzyjemnym, że wystarczyło spojrzeć na Solberga, by jednoznacznie stwierdzić, że potrzebuje wsparcia.
- Bluza spalona, brak wody i jedzenia. Nie jest za ciekawie. - przekazał te informacje, bo co jak co, ale nie dość, że nie miał jak zapalić, to jeszcze przy okazji nie miał jak się napić i czego zjeść. Był jednak wytrzymały na takie warunki. O ile normalnie wpierniczał tyle, co głowa mała, o tyle jednak wcześniej w ogóle nie jadł. I wierzył, że gdzieś ten zalążek w nim jakoś pozostał. - Jaki macie stan eliksirów? - zapytał się jeszcze, bo to była dość ważna rzecz. Sam posiadał tylko jeden wiggenowy i jeden czyszczący rany, jako że używanie go w pełnym stężeniu na tak mocno rozciętych tkankach bez posiadania odprowadzenia nadmiaru dymu, no cóż, mogło uszkodzić dodatkowo i tak rozległe już rany. Denerwował się; jeszcze widział, co się dzieje ze Solbergiem.
Gdy zauważył, co się stało - partner upadł na kolana na gorący piasek, a patronus poleciał, by przekazać Williamsowi stosowne informacje - od razu przykucnął, usiadł na szacie pustelniczej. Z troską, starając się raz po raz przywrócić spokój u ukochanego. - Max, Max... już, spokojnie, jestem przy tobie. - spojrzał na niego, ściągając Pochłaniacz Magii, by chwycić go ostrożnie za palce - z największą dozą opiekuńczości - a następnie skierować dłoń na ramię, przybliżając się w celu objęcia go ramionami. Mocno. Chcąc uświadomić go, że już nic nikomu nie grozi; dać swoiste poczucie bezpieczeństwa, usadowić w realiach, które pozbawione były wydarzeń, jakie to miały miejsce. Jego oddech był płytki, a samemu odczuwał, jak serce niemiłosiernie szybko biło. Był to okropny widok; mimo to nie zamierzał się poddawać. Jeżeli miał możliwość wsparcia, chciał go wesprzeć. Jeżeli mógł cofnąć ten amok, w którym ukochany się znalazł, chciał go cofnąć. Nawet własnym kosztem. Raz po raz dłoń gładziła jego głowę, a następnie plecy, powtarzając ten ruch jak mantrę. - Spójrz na mnie. - pogładził policzki, kciukiem ocierając łzy, które wywoływały w nim poczucie winy. Nie wymagał tego, choć drobnym gestem zachęcił, by ten to zrobił. By odnalazł w tęczówkach, które na niego spoglądały, wsparcie i spokój. Nie mógł go ochronić przed tym widokiem i przed tym, co pojawiło się prawdopodobnie w jego głowie. Zamknął na krótki moment powieki, zacisnął usta. Samemu nie był jeszcze w rozsypce, ale podejrzewał, że gdy niebezpieczeństwo na stałe zniknie, wówczas wtedy odczuje konsekwencje własnych działań.
- Przejdziemy przez to, razem. Chcę ci pomóc. - przytulił go ponownie, biorąc wdech, by następnie objąć jego palce, przybliżyć do siebie dłoń i ją pocałować uspokajająco. Z troską, której nie potrafił się wyzbyć, gdy obrączki źrenic przygasły, a ogniki zdawały się stracić na swoim rytmie. Cholernie się zamartwiał o stan, w którym znalazł się Solberg, ale nie należał do osób, które wymagały czegokolwiek. Był zatem przy Ślizgonie, starając się go uspokoić, raz po raz ocierając łzy z jego policzka. Powoli, ostrożnie. Wewnętrzna goryczka i bezsilność chciały go dopaść, ale skutecznie trzymał te demony przeszłości na łańcuchu, skupiając się na tym, by uspokoić Maximiliana. - Kocham cię. - wypowiedział jeszcze, gładząc wilgotną skórę przy policzku. Nie wiedział, czy jakiekolwiek słowa były w stanie umożliwić mu normalne funkcjonowanie, ale podejrzewał, że to właśnie obecność i możliwość oparcia się na kimś były obecnie dla niego najważniejsze.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Bardzo gęste, kręcone włosy. || Jest drobniutka.
Galeony : 88
  Liczba postów : 203
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenan#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 29 Lip 2021 - 20:34;

Kości na obrażenia: Sectumsempra - lewy bark
Ekwipunek: Różdżka, prowiant i woda, eliksir spokoju, odpowiednie na pustynię odzienie [długa, luźna szata, chusta na głowie, na tyle długa, by móc w razie czego osłonić twarz przed słońcem i piaskiem], mały grzebyk, nawilżone chusteczki
Cechy eventowe: Gibki jak lunaballa (zwinność) | Świetne zewnętrzne oko (empatia) | Magik żywiołów (ziemia) | Dwie lewie różdżki (zaklęcia) | Rączki jak patyki (odporność na magię) | Wiecznie struty

  Przez jakiś czas jeszcze się nie ruszała, siedząc w formie jajeczka. W końcu jednak nagły wyrzut adrenaliny znów pokonywany był przez płynący w żyłach eliksir, pozwalając Puchonce powoli odkleić się od piersi Drake’a. Wahania nastroju były męczące - nie miała najmniejszego pojęcia, ile czasu minęło od ataku na pustyni, jednak zdążyła już być absolutnie przerażoną, pogodzić się ze śmiercią, poczuć nadzieję, a potem zobaczyć, jak ta rozlatuje się, gdy czarnomagiczna klątwa uderzyła w jej ramię. Cały cykl zatoczył się po raz kolejny, sprawiając, że Doireann była za skraju załamania nerwowego. Bez wątpienia jedynym, co trzymało ją jeszcze w ryzach był magiczny napar.
  Przeszła w tryb automatyczny, który z jakiegoś powodu zdecydował, że musi wstać. Zaczęła gramolić się z niecodzienną dla siebie zawziętością, gotowa odtrącić każdą dłoń, która próbowałaby ją powstrzymać. Krzywiła się, kiedy okazało się, wszystkie niekoniecznie dobrze skoordynowane ruchy na nowo przyprawiały jej ramię o ostre, bolesne rwanie. Musiała jednak stać. Na siedząco nie mogła zrobić zbyt wiele; a instynktownie działająca czuła, że musi okazać się przydatna.
  Chwiejnym krokiem, wyglądając przy tym, jakby w każdej chwili miała zemdleć, ruszyła w stronę ex-studentów, najwyraźniej całkowicie ignorując sprawy materialne. Chciała pomóc - a chociaż z własnymi atakami paniki szła na łatwiznę, załatwiając sprawę półśrodkami, tak miała pewną wiedzę, co mogłoby zadziałać. Sama nie posiadała już przy sobie nawet kropli eliksiru; nadszedł więc czas, by przypomnieć sobie, że miała mózg. Przystanęła jakiś metr od kochanków, a swój zmęczony, ledwo obecny wzrok wbiła jedynie w Felinusa. Nie była pewna, jak zwrócić na siebie uwagi chłopaka, jednak założyła, że Puchon akurat z tą częścią dobrze sobie poradzi.
  - Jest taka… technika pięciu zmysłów. - Odetchnęła głębiej, próbując odtrącić od siebie nieznośne znużenie. Uniosła dłoń do góry (na tyle, na ile pozwalało jej osłabianie). - Pięć rzeczy, które widzi. Cztery, które może dotknąć. Trzy, które słyszy… - Za każdym razem, gdy wymieniała kolejną rzecz, zginała jeden z wcześniej rozprostowanych palców. Mówiła wolno, starając się ze wszystkich sił niczego nie pomylić. Na parę uderzeń serc zastygła, zastanawiając się, co było dalej. Nie uspokajała się sama w ten sposób, pamiętała to jedynie z dzieciństwa, kiedy babcia próbowała powstrzymywać u niej napady szału w tych mniej magicznych miejscach. - Oh. - Mruknęła, kiedy wyrwała się w końcu z otępienia. - Dwa różne zapachy i jedna rzecz, którą może posmakować. - Skończyła wymieniać i wzięła kolejny głębszy oddech, a potem odsunęła się odrobinę, cały czas uparcie stojąc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Drake Lilac

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 195 cm
Dodatkowo : Wilkołak
Galeony : 244
  Liczba postów : 367
https://www.czarodzieje.org/t20288-drake-lilac
https://www.czarodzieje.org/t20289-poczta-drake-a#636524
https://www.czarodzieje.org/t20286-drake-lilac#636463
https://www.czarodzieje.org/t20314-drake-lilac-dziennik#638560
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyCzw 29 Lip 2021 - 21:37;

Kiedy Doireann tylko wstała, Drake natychmiast zwrócił na to uwagę. -Doireann... Miałaś się nie ruszać...- Rzucił do niej z lekką rezygnacją, bo przecież jej nie złapie i nie położy na siłę. Znaczy mógłby, ale na pewno nie było to dobre rozwiązanie. Zwłaszcza ze dopiero co wyrwała z dosyć nieprzyjemnego zaklęcia. Ruszył więc za nią będąc gotowym na złapanie jej w wypadku kiedy puchonka postanowi zgrabnie się wypierdolić. Kiedy padło pytanie o eliksiry, musiał przekazać nie najlepsze wieści.-Niestety mam tylko eliksir słodkiego snu. Tyle że on się akurat chyba za bardzo nie przyda. - Bo w obecnej sytuacji jedyne co mógł z nim zrobić, to wsadzić go jakiemuś beduinowi do mordy uprzednio się do niego podkradając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Maximilian Felix Solberg

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 194 cm
C. szczególne : blizna pod lewym żebrem, blizna na lewej ręce, blizna po pazurach na prawym boku, blizna po sidłach na prawej łydce, blizna po uderzeniu na prawej skroni, na linii włosów, leworęczność, dupa nie zaklęciarz, Znak zorzy w postaci czerwonej kreski na palcach lewej dłoni
Galeony : 1070
  Liczba postów : 6756
https://www.czarodzieje.org/t18528-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18530-poczta-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18542-relacje-maxa-felixa
https://www.czarodzieje.org/t18529-maxmilian-felix-solberg
https://www.czarodzieje.org/t18677-max-felix-dziennik
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyPią 30 Lip 2021 - 11:05;

Ekwipunek: różdżka, pierścień Sidhe (węże) , bransoletka z ayuahuasci, lusterko dwukierunkowe, szata pustelnika, amulet anu,  dużo szlugów,  i spodnie z Derwiszem
Cechy eventowe: pojawiam się i znikam, magik żywiołów (woda), metabolizm eliksirowara; dwie lewe różdżki (zaklęcia), bez czepka urodzony, tykająca łajnobomba

Ten moment, ten jeden atak uświadomił mu, jak bardzo się sam oszukiwał. Na co dzień gdy lawirował we względnie bezpiecznych warunkach nie widział tego wszystkiego. Był pewien, że pewne rzeczy ma już za sobą i jest dobrze. Ten atak, ten pożar, pokazały mu jednak, jak wiele rzeczy po prostu zamiótł pod dywan w pewnym sensie ignorując je. W końcu, jeśli na co dzień nie musiał się z nimi zmagać, to nie stanowiły problemu, prawda? Okazało się jednak, że życie, że ludzka psychika wcale nie są takie proste, a niektóre rzeczy trzeba przepracować inaczej niż tylko przez starą metodę "czas leczy rany".
Przez chwilę był ślepy i głuchy na wszystko, co działo się wokół niego. Słowa Felka docierały do niego przygłuszone, a sam nie widział go takim, jaki był, a w tej przerażającej wersji, która płonęła żywcem. Pożar nie był boginem Maxa przez tyle lat ze względu na sam żywioł, choć ten też był cholernie niebezpieczny. Reprezentował on jednak pewną bezsilność i utratę kontroli, a co najgorsze krzywdę, jaka mogła stać się innym, nieodwracalną krzywdę, której bezpośrednio chłopak był przyczyną.
Bezwładnie dał się objąć, wciąż roniąc morze łez. Najchętniej wyrwałby sobie oczy z głowy, by nie widzieć tych przerażających rzeczy i wydrapał mózg, który mu te obrazy podsuwał. Nie miał jednak siły nawet na to, by podnieść rękę, a co dopiero zadać sobie jakąkolwiek krzywdę. Zaciskał więc powieki i szczękę, co było jedynym, na co w tej chwili było go stać. Cały się trząsł i nawet bliskość ukochanego nie była w stanie go tak łatwo uspokoić.
Słysząc prośbę spróbował spojrzeć w te spokojne, czekoladowe tęczówki. Przez chwilę wydawało się, że wszystko idzie w lepszą stronę, ale po kilku sekundach dostrzegł w nich kolejną falę płomieni. Upadł więc w ramiona Felka, rękoma próbując wbić się w piaszczyste podłoże pustyni, które jednak nie było na tyle solidne, by cokolwiek mogło to pomóc. Dusił się zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Nie potrafił uspokoić ani oddechu, ani drżenia mięśni, ani tym bardziej szlochu, który raz po raz wydobywał się z jego ściśniętego gardła. Oczywiście nie zauważył też, że puchonka wbrew swoim obrażeniom podeszła do nich i zaproponowała dość znaną metodę uspokojenia podobnych ataków. Zamiast tego nozdrza Maxa znów uderzył ten słono-cierpki zapach, którego tak nienawidził, jakby wraz z pożarem, wszelkie jego traumy ostatniego roku nagle obudziły się i chciały wyjść na światło dzienne. Przygryzł dolną wargę tak mocno, że spowodował niewielkie krwawienie. Musiał jednak znaleźć coś, co sprowadzi go na ziemię, choć z każdą sekundą wydawało się to być coraz trudniejsze. Umysł chłopaka zdecydowanie działał dziś przeciwko niemu, pobudzony stresem wzbudzonym przez atak i troską o najbliższych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felinus Faolán Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 178
C. szczególne : Pisze lewą ręką, rzuca zaklęcia prawą, na której palcach nosi Sygnet Myrtle Snow, Pochłaniacz Magii i Pierścień Sidhe. Spokojne spojrzenie, łagodna aparycja.
Dodatkowo : Oklumencja
Galeony : 508
  Liczba postów : 6065
https://www.czarodzieje.org/t18786-felinus-faolan-lowell#539099
https://www.czarodzieje.org/t18807-felinus-faolan-lowell#539739
https://www.czarodzieje.org/t18806-felinus-faolan-lowell#539737
https://www.czarodzieje.org/t18796-felinus-faolan-lowell
https://www.czarodzieje.org/t18814-felinus-faolan-lowell-dzienni
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyPią 30 Lip 2021 - 11:41;

Ekwipunek: 3
szata pustelnicza, bezdenna torba (zawsze ze sobą ma): x2 wiggenowe, x1 czyszczący rany, leki, dużo wody, jedzenie, SZLUGI KUFA, lusterko dwukierunkowe, bluza z Tańczącym Derwiszem; pierścionki na palcach (Myrtle Snow, Sidhe, Pochłaniacz Magii (+2 CM) na prawej dłoni - zawsze nosi, przypis w profilu), amulet Ijdia Sufiaan (+1 OPCM), różdżka (+5 CM).
Cechy eventowe: Silny jak buchorożec (wytrzymałość), Silna psycha (opanowanie), Świetne zewnętrzne oko (spostrzegawczość); Bez czepka urodzony, Rączki jak patyki (siła), Drzemie we mnie zwierzę (zachowanie).

Nic nie szło w dobrym kierunku - początkowo zdawać by się mogło, że dotyk i słowa, prośba spojrzenia w czekoladowe tęczówki, a przede wszystkim obecność, jakoś chłopaka uspokoiły. Widać po nim było, że to, co miało miejsce i to, co się obecnie działo, było za dużym przeciążeniem dla stanu psychicznego. Sam zaczynał powoli się obawiać o to, czy jakkolwiek zdołają go uspokoić bez eliksiru spokoju, którego, jak na czystą złość, ze sobą nie wziął. Los uśmiechał się perfidnie, a jego chichot zdawał się raz po raz być bardziej słyszalny. Udowadniał, że nawet jeżeli będzie chciał zadbać o wszystkich, czasami nie będzie to możliwe. Nie wiedział, co dokładnie powodowało aż takie roztrzęsienie, niemniej jednak nie miał czasu na zastanowienie się. Chłopak nie odzywał się, nie niósł ze sobą żadnych oznak kontaktu z rzeczywistością, a do tego jeszcze Puchonka postanowiła wstać mimo wyraźnej prośby, by odpoczywała. Doceniał jej wysiłek; doceniał to, że chciała pomóc. O tej zasadzie miał okazję usłyszeć, niemniej jednak nie wiedział, czy w ogóle będzie możliwe jej zastosowanie w obecnej chwili. Jakby wszystko, co dotykał, zamieniało się w proch, a feniks wcale nie zamierzał się z nich odrodzić. Sam już powoli czuł, że przeciąża samego siebie maksymalnie; głowa go nie bolała, aczkolwiek strach i troska o każdego chciały przedostać się przez membranę skóry.
- Drake, proszę cię, weź Doireann, nie powinna się tak przeciążać. Doireann... dziękuję. - powiedział jak najbardziej łagodnie, jak tylko mógł oczywiście, posyłając jej naprędce krótkie, wdzięczne spojrzenie. Zmarszczył jednak brwi, by tym samym przejrzeć naprędce to, czy coś ponownie się nie pojawiło. Zawsze doceniał dobre serce, lecz w tej sytuacji jakiekolwiek przeciążanie się nie było wskazane. Gdyby rany przypadkowo się otworzyły, w ruch ponownie musiałaby pójść różdżka, raz po raz starając się zasklepić wcześniej uleczone tkanki. A nie byłoby to przyjemne ani dla niej, ani dla Drake'a, ani dla Maxa, który za bardzo się stresował. Reagował mocno, intensywnie, w pełni chłonąc emocje, które w nim drzemały po tym, co się stało. W pełni im się oddając, nie mogąc tym samym się uspokoić.
Wiele rzeczy zaczęło dziać się pod kopułą czaszki Lowella, w tym wiele dylematów. Nie wiedział, czy ukochany zdoła się uspokoić, niemniej jednak chciał mu jakoś pomóc. Wzrok. Dotyk. Słuch. Węch. Smak. Nie mógł skupić wszystkiego jednocześnie w kategorii pięciu rzeczy, czterech, trzech, dwóch i jednej. Było to znacząco utrudnione, w związku z czym starał się pobudzić do działania wszystkie jego zmysły. Wzrokiem mógł spojrzeć w tęczówki, jeżeli tylko tego zechciał, jeżeli był zdziwiony; nakierował je lekko na siebie, z powrotem, z największą troską, jaką mógł z siebie wydobyć. Przecież się martwił. Oczy mimowolnie się zaszkliły na sam widok, na sam dźwięk, na to, co miało miejsce. Dotykiem Max mógł poczuć, jak palce raz po raz go gładziły i starały się tym prostym, ludzkim odruchem uspokoić. Gładząc włosy, gładząc ramię, przytulając do siebie po krótszej chwili, by jakoś go z tego transu wyciągnąć. Starał się, cholernie się starał. Martwił się, aczkolwiek dłonie nie drżały, jakby ktoś starał się go wytrącić ze spokoju, w którym już średnio się znajdował. Ale porzucając samego siebie, działał po to, by ten poczuł się lepiej.
- Skup się na mnie, skup się na dotyku, skup się na zapachu... - mówił raz po raz, by jakoś przekierować uwagę partnera na inne, bardziej zwracające uwagę na rzeczywistość tory. Głos był miękki, przepełniony opiekuńczością, pozbawiony krzty jakiegokolwiek zawahania. Mówił do niego, by zagłuszone słowa jakoś wybiły się na tle wzmożonego oddechu i postępującego prawdopodobnie ataku paniki. Wraz z tymi gestami Maximilian mógł poczuć także jego zapach. Ten, z którym miał zawsze do czynienia. Ten, który znakomicie rozróżniał. Ten, którym okalał go każdą nocą, gdy mogli razem spędzić ze sobą trochę czasu. Ten, który powodował, że czuł się bezpiecznie, a serce zaczynało spowalniać, oddając się uczuciu, które ich łączyło. Mógł w nim trwać; mógł się nim okalać, mógł z niego korzystać. On przecież tutaj był i nie zamierzał odejść. Zamierzał trwać. Wiecznie. Bolał go ten widok, aczkolwiek nie miał wyjścia; musiał przyczynić się do tego, by Solberg z powrotem poczuł się bezpiecznie. By z powrotem go odzyskał z tego, co obecnie miało miejsce.
Jeżeli jakkolwiek to zadziałało i skupiło jego uwagę na czymś innym - nawet jeżeli dolna warga została przegryziona, a z rany sączyła się krew - podniósł jego podbródek delikatnie, przybliżył się i pocałował. Smak. By ten mógł się właśnie na tym skupić, oddać się wargom, które najostrożniej i najczulej starały się przekierować z powrotem uwagę na niego. Na to, że już wszystko jest w porządku. Że nikt ich nie zaatakuje. Nie robił tego zachłannie, a zamiast tego starał się, by jakkolwiek go to uspokoiło. By te pięć zmysłów odciągnęło go od koszmaru, który dział się w jego głowie. Wzrok - jeżeli tylko załzawione oczy pozwalały na to, dotyk - wszak przeniósł własne palce na te jego i oplótł delikatnie, słuch - gdyż mówił do niego wcześniej, oddychał raz po raz, węch - ponieważ był przy nim i może nie był jego amortencją, ale doskonale pamiętał, jaką wonią się odznacza i smak - bo może to właśnie wydobędzie go z tego transu.
Obecnie czuł się tak, jakby ciężar na jego sercu był nie do udźwignięcia, ale musiał go podnieść. Musiał, by mogli przejść przez to wszystko razem. Troszczył się, martwił się, instynkty szalały, a być może to, co powiedziała Sheenani, pozwoli mu na częściowe odnalezienie spokoju w tym wewnętrznym chaosie, który dział się pod kopułą czaszki, powodując trzęsienie rąk, przegryzienie warg, hiperwentylację i niemożność kontaktu z rzeczywistością. Wyciągnął ku niemu rękę i chciał go chwycić. Wyciągnąć z szumu wody, w którym się znalazł, a który to go tak mocno ograniczał.


______________________



Nie wiemy, dokąd idziemy
i nikt nie chce nas słuchać, gdy wszyscy święci balują sobie w piekle na prochach, a księżyc w nowiu znów nas śledzi na pokaz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Bardzo gęste, kręcone włosy. || Jest drobniutka.
Galeony : 88
  Liczba postów : 203
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenan#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8




Gracz




Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej EmptyPią 30 Lip 2021 - 17:17;

Kości na obrażenia: Sectumsempra - lewy bark
Ekwipunek: Różdżka, prowiant i woda, eliksir spokoju, odpowiednie na pustynię odzienie [długa, luźna szata, chusta na głowie, na tyle długa, by móc w razie czego osłonić twarz przed słońcem i piaskiem], mały grzebyk, nawilżone chusteczki
Cechy eventowe: Gibki jak lunaballa (zwinność) | Świetne zewnętrzne oko (empatia) | Magik żywiołów (ziemia) | Dwie lewie różdżki (zaklęcia) | Rączki jak patyki (odporność na magię) | Wiecznie struty

  Zdecydowanie nie chciała dać się wziąć i odpocząć. Miała zamiar zostać teraz bardzo odpowiedzialną dorosłą, która zajmie się każdą jedną osobą - bo przecież nią już się zajęto, opatrzono, a to, że bolało nie miało znaczenia. To był tylko bark, a Maxowi rozrywała się tam dusza i to na tym wypadało się skupić. Działała więc irracjonalnie, jakby tylko połowa rozgrywającego się wokół dramatu mogła obecnie do niej dotrzec. Albo skupiłaby się na innych, albo na sobie, a tego jej podświadomość postanowiła jej zabronić, atakując ją poczuciem dziwnego odrealnienia. Jakby nie była sobą. Sheenani nie dotyczyła odkopanej z wspomnień Harringtonówny; nie znały się, nawet nie kojarzyły, mimo tego, że obie były tą samą osobą. Z tym, że Doireann H. miała znacznie większe doświadczenie w przemocowych sytuacjach powiązanych z obłąkanymi kultystami. Wypełznęła więc na wierzch, a wraz z nią absolutnie wszechogarniająca potrzeba zadbania o wszystkich.
  Wiedziała w końcu jedno; zadowolony sekciarz to taki, który uderzy raz, a nie dwa.
  Uniosła kąciki ust na tyle, na ile mogła, starając się posłać Lowellowi uśmiech mówiący "Ależ-proszę-bardzo-ja-zawsze-chętnie-pomogę" oraz "Tam-teraz-postoję-i-poczekam-aż-będę-potrzebna", a potem podreptała dalej, wciąż jednak obserwując sytuację. Bolało ją przerażenie chłopaka, podobnie jak łamał jej serce fakt, że jedyne, co mogła poradzić raczej nie miało szans przynieść mu ukojenia. Przeniosła więc poruszone spojrzenie na jednego z Derwiszów, obierając sobie go za cel szurającej-po-piachu-butami wędrówki. Miała zamiar zapytać się go bardzo miłym i uprzejmym głosem, czy nie posiadał może przy sobie przypadkiem jednego eliksiru spokoju, bo wyglądało na to, że ataki paniki na środku pustyni nie należały do rzadkości. Założyła więc, że jako profesjonaliści powinni być na taką ewentualność przygotowani.
  Była na nogach przez parę minut; tyle jednak wystarczyło, by ból ramienia z dam sobie radę, jestem dzielna przeistoczył się w o kurwa, o kurwa, umieram. Zatrzymała się gdzieś w połowie drogi pomiędzy Derwiszami, a Maxem i Felkiem, blednąc jeszcze mocniej, kiedy organizm stwierdził, że oto wyczerpała resztki energii, które udało się jej zregenerować. Swój ostatni, chwiejny i ciężki krok postawiła już w stronę Drake’a - a potem posłała mu krótkie, przemęczone spojrzenie.
  Chyba jednak Felinus miał rację z tym odpoczywaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content

Posąg Kobry Olbrzymiej QzgSDG8








Posąg Kobry Olbrzymiej Empty


PisaniePosąg Kobry Olbrzymiej Empty Re: Posąg Kobry Olbrzymiej  Posąg Kobry Olbrzymiej Empty;

Powrót do góry Go down
 

Posąg Kobry Olbrzymiej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Posąg Kobry Olbrzymiej JHTDsR7 :: 
Arabia
 :: 
Pustynia
-