Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Mały Taras

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Nessa M. Lanceley

Nauczyciel
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
Dodatkowo : animag
Galeony : 1187
  Liczba postów : 3439
https://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
https://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
https://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
https://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Mały Taras QzgSDG8




Moderator




Mały Taras Empty


PisanieMały Taras Empty Mały Taras  Mały Taras EmptySob 10 Lip 2021 - 18:30;


Mały Taras


Nieco zarośnięty i zapomniany, niewielki taras znajduje się nieopodal jednej z wież. Nie jest to miejsce popularne lub nawet znane nowszym mieszkańcom, pałacu — zdaje się pamiętać o nim jedynie służba oraz skrzaty. Na nieco wyblakłej od słońca posadzce wciąż widać zdobienia, a siedziska obite pasującym materiałem wydają się zakurzone. Zza wolno, swobodnie rosnących roślin wygląda nieśmiało rzeźba sprowadzona ze wschodu. Drewno na stoliku jest wytarte, przybrudzone wysypująca się ze stojącego tam kwiatu ziemią, jednak dekor w innych kolorach od samego blatu, rzuca się w oczy.

Tutaj nie musisz nosić specjalnego stroju.  


______________________

.




___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Perpetua Whitehorn

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 42
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Niedorzecznie piękna | Styl vintage | Aura wesołości | Chroma prawa noga | Laska-artefakt: Jarzębinowa Ferula | Na lewym nadgarstku srebrny zegarek od Thidley'ów
Dodatkowo : Półwila
Galeony : 169
  Liczba postów : 1300
https://www.czarodzieje.org/t18317-perpetua-whitehorn#521196
https://www.czarodzieje.org/t18325-sowiszcze-pet#521411
https://www.czarodzieje.org/t18326-relacje-pet#521412
https://www.czarodzieje.org/t18316-perpetua-whitehorn#521191
https://www.czarodzieje.org/t18547-perpetua-whitehorn-dziennik#5
Mały Taras QzgSDG8




Gracz




Mały Taras Empty


PisanieMały Taras Empty Re: Mały Taras  Mały Taras EmptyPią 23 Lip 2021 - 19:24;

Praca nad zaklęciem - próba generalna

Musiała dać sobie czas. Przede wszystkim dać sobie czas na złapanie równowagi w zupełnie nowej - baśniowej wręcz - sytuacji, tj. jako życiowa partnerka Huxleya oraz młoda (!) mama. Ale też nie tylko dlatego - czas musiała dać również swoim obiektom testowym, które wykorzystywała w próbach nowego zaklęcia uzdrowicielskiego. Już podczas burzy mózgów z Felinusem doszli do wniosków, że będzie musiała upewnić się, że opracowywana Analgesia areflexis nie będzie miała żadnych skutków ubocznych czy efektów niepożądanych - nie tylko w trakcie czynnego trwania uroku, ale także po zastosowaniu przeciwzaklęcia. Perpetua musiała być w stu procentach pewna, że zaklęcie w żaden sposób nie zaszkodzi nikomu - jego działanie było zbyt... rozległe, żeby mogła pozwolić sobie na jakikolwiek błąd.
Jednym z jej obiektów testowych - trochę wstyd przyznać - była jej kilkuletnia płomykówka Santoro. Po próbach nad szczurami i gumochłonami - które przeszły pomyślnie - Whitehorn pokrzepiona swoimi dotychczasowymi sukcesami wzięła się za nieco bardziej 'rozbudowane' organizmy. Sowa pod wpływem zaklęcia zareagowała dokładnie tak jak powinna - w ogóle nie reagowała; na nic poza słowami swojej właścicielki. Analgesia areflexis zdawała się - tak jak było założone - kompletnie wyłączać wszelkie bodźce i odruchy, a także, co równie ważne: ból. Jednocześnie pozwalając zachować pełną świadomość. Cóż, przynajmniej na tyle, na ile Perpetua mogła to stwierdzić na swoich dotychczasowych 'pacjentach'. Traktowała płomykówkę nowym zaklęciem najpierw raz w tygodniu - a kiedy po jego zdjęciu, jeszcze tego samego dnia, sowa zachowywała się zupełnie normalnie (co kobieta skrupulatnie odnotowała), podjęła się kolejnych prób. Santoro spędził pod wpływem zaklęcia znieczulającego pełną dobę - po czym, potraktowany przeciwzaklęciem znów znalazł się pod baczną obserwacją Perpetuy (i wspomagającego kobietę Peckera, który również obserwował ptaka, gdy ta zajmowała się Florence bądź spędzała czas z Huxleyem). Złotowłosa rzetelnie sprawdzała wszelkie opcje 'leczenia' swoim zaklęciem, jakie tylko przyszły jej do głowy - po każdej próbie robiąc odpowiednią przerwę, by przekonać się, czy uśpiony na czas Analgesii układ nerwowy nie uległ degradacji choćby w stopniu minimalnym. Wszystko wskazywało na to, że zaklęcie działało dokładnie tak jak powinno i w żaden sposób nie było inwazyjne dla zdrowia.
Perpetua jednak nie mogła zacząć z niego korzystać nie upewniając się, że zaklęcie jest n a p r a w d ę bezpieczne dla człowieka. Doskonale wiedziała, że Williams zgodziłby się zostać jej królikiem doświadczalnym - jednak ona tego nie chciała. Toteż wpadła na dość radykalny pomysł.
Spisawszy dokładne instrukcje co do zaklęcia na pergaminie; słowo w słowo; krok po kroku co takiego robi, jak robi i jak w ogóle należy je rzucać - a także zdejmować przeciwzaklęciem - zaszyła się w jedno z właściwie opuszczonych miejsc w pałacu. Musiała być pewna, że będzie miała zapewniony spokój i ciszę. Dla pewności zapieczętowała za sobą drzwi i zasnuła tarasik zaklęciami maskującymi i wyciszającymi. Uprzednio jednak ostrzegła swojego skrzaciego pomocnika, że jeśli nie wróci do pałacowej komnaty w przeciągu dwóch godzin - powinien ją stąd zabrać, razem z notatkami; najlepiej prosto do Williamsa.
Miała jednak nadzieję, że Pecker nie będzie musiał organizować akcji ratunkowej; wierzyła w swój sukces.
Rozłożyła wszystkie papiery na stoliku - wcześniej czyszcząc go miękkim ruchem różdżki. Starała się wyciszyć własne emocje i zachować powagę, ale pod skórą i tak musowała jej ekscytacja. Przygotowany instruktaż zawiesiła za pomocą zaklęcia w powietrzu, żeby mieć go ciągle przed oczami, gdy sama usadowiła się na tarasowym szezlongu. Chwyciła jeszcze czysty skrawek pergaminu i pióro, gdzie napisała... Cóż, list do samej siebie, gdyby zaklęcie wytrąciło jej również z umysłu wszelkie myśli. W końcu zamierzała je wypróbować na samej sobie.
Obracając różdżkę w dłoniach, upewniła się jeszcze, że na pewno wszystko jest na swoim miejscu. Iskra niepokoju i swego rodzaju stresu zapłonęła jej w piersiach - jednak szybko ją zdławiła. Wzięła głęboki, uspokajający wdech. I jeszcze jeden, pozwalając by napięcie spłynęło z jej ramion.
No dobrze — mruknęła sama do siebie, poprawiając jeszcze w odrobinę nerwowym geście swoją spódnicę. Kolejny wdech i uniesienie różdżki, prosty, stanowczy gest: — Analgesia areflexis — wypowiedziała głośno i wyraźnie, odpowiednio intonując - czując jak jej srebrzysta różdżka drży przy przepływającej magii, a potem...
Potem nie czuła już nic.
Wszystko co tylko kłębiło jej się pod skórą, wszystkie emocje, nawet te najmniejsze, zwyczajnie zgasły. Nie było ich. Zero ekscytacji, niepokoju, szczęścia, zadowolenia, niepewności, zmartwień - n i c. Ogarnął ją spokój - jednak w żaden sposób kojący. Bardziej odpowiednim określeniem była: nicość. Zupełnie neutralna i naturalna. Perpetua dosłownie pustym spojrzeniem powiodła po okolicy, w myślach formowały się zwykłe twierdzenia, żadnego... zachwytu nad mozaiką czy niezwykle bujną paprocią w rogu tarasiku. Zero zainteresowania czymkolwiek, czysta rzeczowość.
Zawiesiła wzrok na dryfującej w powietrzu instrukcji i powiodła wzrokiem po literach. Wiedziała, że musi działać schematycznie - Analgesia nie miała w sobie nic z Obliviate, jej pamięć nie uległa zmianie. Prostym, oszczędnym ruchem sięgnęła do swojego przedramienia, wbijając w skórę własne paznokcie. Nie poczuła kompletnie nic. Chwyciła przygotowaną na stoliku cienką igłę - i bez choćby momentu zawahania wbiła ją sobie w udo. Nic. Lekko przechyliła na bok - dalej nic. Wyciągnęła i odłożyła na miejsce. Sięgnęła po pergamin, zgniatając go w dłoniach.
Incedio — podpaliła papier, rzucając go na kafle, by zaraz nachylić się ku niemu i wyciągnąć dłoń nad płomień. Zero zawahania, naturalny odruch cofnięcia dłoni nie wystąpił. Wyprostowała się, niewerbalnym Aquamenti gasząc mini-ognisko.
Muszę to zanotować — poleciła samej sobie, głosem bez absolutnie żadnej intonacji czy choćby typowej melodyjności. Sprawdzała czy jej ciało było w jakikolwiek sposób ograniczone. Odhaczała punkty w swoich myślach - jednak nie odczuwała żadnej satysfakcji z powodzenia prób, ot, działała według wcześniej założonego planu.
Podniosła się na równe nogi i zrobiła kilka kółek po tarasie, najpierw powolnym, spokojnym krokiem. Przyspieszyła do truchtu, specjalny nacisk kładąc na swoją prawą nogę. Zero dyskomfortu, absolutne zero bólu. Przystanęła i wróciła na siedzisko, znowu sięgając po różdżkę.
Resitutio. — Wypowiedziała głośno przeciwzaklęcie i już po chwili... Oblały ją emocje, czysty zachwyt, poczucie spełniania - i dobrze wykonanej pracy. Zaśmiała się tryumfalnie, czując jak euforia uderza jej do głowy.
A w biodrze trzasnął ją ból.
Skrzywiła się, bo nagle wydał się on niezwykle dotkliwy - choć nie był tak wielki by choćby stłumić radość jaką czuła w związku z powodzeniem jej studiów. Teraz... Teraz pozostało jej zapisać obserwacje i zobaczyć jak będzie się czuła przez najbliższe godziny i dni. Zaklęcie znieczulające było gotowe.

EOT

______________________



If you love somebody, let them go

for if they return, they were always yours.
If they don’t, they never were
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Bardzo gęste, kręcone włosy. || Jest drobniutka.
Galeony : 88
  Liczba postów : 203
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenan#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Mały Taras QzgSDG8




Gracz




Mały Taras Empty


PisanieMały Taras Empty Re: Mały Taras  Mały Taras EmptySro 28 Lip 2021 - 17:38;

  Poranki miały w sobie coś cudownego. Był owiane nieziemską ciszą i spokojem, powoli zalewając się złotem jeszcze zaspanej jutrzenki. Puchonka najbardziej lubiła te lipcowe i brytyjskie, kiedy nieśmiały blask bawił się w artystę, odbijając małe fragmenty tęczy od jeszcze mokrych po nocnym deszczu liści. Będąc w rodzinnym domu, owijała się szczelnie kocem i wychodziła na ich mały ogródek, przysiadając na starych, odrapanych schodach. Obserwująca rozleniwione wschody słońca Doireann czuła niesamowite ukojenie. Każdej nocy okrutnie tęskniła do tych ledwo widocznych promieni, których łuna dawał jej znać, że już nie trzeba się tak bać.
  I chociaż nie mogła liczyć na podeszczowe liście, które przemycały - tylko dla niej - te pierwsze światło dnia, tak nie oznaczało to, że pozwalała sobie na długi sen. Była piąta rano, jej ukochany czas na świecie, a ona sama przemierzała pałacowe korytarze, starając się znaleźć dogodne miejsce, by móc się zachwycić światem. Szła wolno, spokojnie stawiając kolejne kroki. Materiał długiej, jasnobrązowej spódnicy szeleścił lekko, zakłócając ciszę jeszcze śpiącego pałacu. Tylko co jakiś czas mijał ją jakiś służący, to człowiek, to skrzat - z każdym witała się uprzejmym, delikatnym skinieniem głowy.
  Była piąta rano, a Doireann poczuła, że jest jej dobrze. Błogo. Mogła bez problemu cieszyć się chociaż trochę pobytem w Arabii; jej niesamowitą architekturą, naścienną sztuką i barwami, pięknie podkreślonymi przez delikatne poranne światło, bez zgiełku i hałasu wielu rozmów. Im dalej zagłębiała się nieznane jej jeszcze zakamarki pałacu, tym wyraźniejsze stawało się ciche brzmienie gitary. Nie było irytujące, ani nie niszczyło jej słodko-melancholijnego nastroju. Było natomiast zaskakujące; postanowiła więc sprawdzić, kto postanowił zostać rannym, muzykalnym ptaszkiem.
  Dźwięki doprowadziły ją na mały, zapuszczony taras. Nieśmiało wyjrzała na zewnątrz, napotykając wzrokiem jednego z trójki Taylorów. - Dzień dobry. - Rzuciła cicho, przybierając na twarzy przyjazny uśmiech, po czym pozwoliła sobie przekroczyć próg drzwi. Nie była zwolennikiem podglądania ludzi - wolała jak najszybciej ujawnić swoją obecność, jeśli już postanowiła się czymś zainteresować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Alec Taylor

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 192
C. szczególne : Kilka tatuaży na ciele, mała blizna na prawym policzku, szczególnie widoczna, kiedy się uśmiecha, wyraźny amerykański akcent
Galeony : 101
  Liczba postów : 84
https://www.czarodzieje.org/t20127-alec-dustin-taylor
https://www.czarodzieje.org/t20144-sowa-aleca#623436
https://www.czarodzieje.org/t20143-alec-taylor#623361
Mały Taras QzgSDG8




Gracz




Mały Taras Empty


PisanieMały Taras Empty Re: Mały Taras  Mały Taras EmptySro 28 Lip 2021 - 20:28;

Poranek jego zdaniem posiadał w sobie jakąś cudownie ulotną, magiczną aurę, kompletnie w niczym nie podobną do tego, co działo się wieczorami. O poranku życie budziło się na nowo, feria barw i cudownego światła czym prędzej pragnęły wynagrodzić ciemność i jednolitość nocy. Uwielbiał tę porę dnia. Wtedy najlepiej funkcjonował, jego mózg obfitował w różnorakie pomysły. Mógł wtedy góry przenosić i robić dosłownie wszystko. A przynajmniej tak mu się wydawało. NIe lubił zgiełku, który przynosił wieczór. Zmęczony organizm błagał wtedy o sen i o nic innego, niezdolny do podejmowania jakichkolwiek konstruktywnych decyzji. Nic więc dziwnego, że jeśli tylko posiadał taką możliwość, zdecydowanie bardziej wolał wstawać skoro świt i napawać się tym, co oferował mu dzień.
Nie inaczej było w Arabii. Tutaj dodatkowo panowała aura gorąca, która była dla niego idealna. Kochał gorące temperatury. Uwielbiał takie klimaty, gdzie wilgoć samoistnie osiadała na skroniach i plecach. W takich momentach naprawdę czuł, że żyje. W takich miejscach jak to, nie potrzebował budzika. Jego powieki same otwierały się o bladym świcie, kiedy w powietrzu wciąż jeszcze można było wyczuć chłód nocy. Nie był zaskoczony faktem, że Aurora jak i Eskil jeszcze spali. Nie każdy był tak głupi, jak on. Niewiele myśląc zarzucił na siebie pierwszą z brzegu koszulkę i spodenki po czym chwycił Rosalitę w dłoń i boso opuścił pokój.
Nogi same niosły go przed siebie. Nie bardzo zwracał uwagę na to, gdzie stąpa. Zamiast tego rozkoszował się senną ciszą pałacu i dostępem do najcichszych własnych myśli. W końcu znalazł jakiś taras, gdzie uznał, że powietrze jest tak przyjemnie przesycone zapachami z niedalekiego miasta, że to właśnie tutaj usiądzie. Nim się obejrzał, jego palce samodzielnie sunęły po kolejnych progach gitary, wygrywając bliżej nieznaną mu melodię. Jak zwykle, gdy chwytał. gitarę w dłoń, szybko zatracał się w muzyce i płynącej za jej pośrednictwem uciesze. Nic dziwnego, że z przymkniętymi powiekami, nie zwrócił uwagi na pojawienie się w okolicy kogoś jeszcze. Poza tym, był pewien, że o tej godzinie pałac śpi. Brzydka nuta wybrzmiała, gdy zgubił rytm melodi.
- Wybacz, nie wiedziałem, że ktoś tutaj jest - powiedział od razu, kiedy tylko dostrzegł w końcu dziewczynę. Posłał delikatny, acz szczery uśmiech w jej stronę, wolną dłonią odgarnął przydługie włosy z twarzy. - Trochę się… zapomniałem - dodał po chwili, uśmiechając się szerzej, jakby z zakłopotaniem, że nie dostrzegł jej od razu. W końcu była kobietą, a tym należał się szacunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Bardzo gęste, kręcone włosy. || Jest drobniutka.
Galeony : 88
  Liczba postów : 203
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenan#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Mały Taras QzgSDG8




Gracz




Mały Taras Empty


PisanieMały Taras Empty Re: Mały Taras  Mały Taras EmptyCzw 29 Lip 2021 - 18:58;

  Nagłe urwanie melodii zwieńczone fałszywą nutą sprawiło, że Puchonka została zaatakowała cichym poczuciem winy. Mogła mieć w sobie więcej taktu i poczekać, aż znaleziony przez nią chłopak skończy utwór. Zwłaszcza, że teraz pozostawała między nimi delikatna, acz zupełnie normalna dla pierwszego spotkania niezręczność. Doireann obdarowała Gryfona kolejnym uprzejmym uśmiechem, jednocześnie odrobinę przepraszającym. - Nie, nic nie szkodzi. To raczej ja powinnam przepraszać za to skradanie się. - Odparła, chociaż w jej głosie nie słychać było przesadnego żalu. Ot, zwykłe wymienianie pierwszych uprzejmości.
  Dziewczyna lubiła prawa, którymi rządziły się te pierwsze spotkania, chociaż niezbyt często podejmowała się prób inicjowania ich. Ludzie mówili wtedy bardziej miękko, jakby ich podświadomość chciała udowodnić drugiej osobie, że nie będą stwarzać powodu do niepokoju. Dodatkowo słowa dobierano raczej ostrożniej, nie pozwalając sobie na zbytnie spoufalanie się. Tak, pierwsze rozmowy zdecydowanie były porankami wśród konwersacji wszelkich typów.
  - To była naprawdę ładna melodia. - Pozwoliła sobie na drobny komplement, na moment przenosząc swoje spojrzenie z twarzy chłopaka na gitarę. Wyglądała dość osobliwie; Doireann zastanawiała się, czy wszystkie te wzory zostały umieszczone przez chłopaka samodzielnie. Światło odbijało się od lakierowanej powierzchni, sprawiając, że Puchonka miała drobny problem z określeniem techniki zdobień. Tusz, wypalanie? Jeśli była to ta druga opcja, a chłopak faktycznie sam przyozdobił swoją gitarę, to musiał mieć w sobie naprawdę olbrzymie pokłady cierpliwości. I posiadać bardzo sprawną dłoń - ale to było raczej logiczne, biorąc pod uwagę jego umiejętności.
  Puchonka przeżywała więc swoje pierwsze wzruszenie dnia. Chciała usiąść, zamknąć oczy i posłuchać, jak nieznany jej chłopak bawi się melodią. - Miałbyś coś przeciwko, gdybym chwilę posłuchała? - Spytała - jeśli Gryfon nie miał nic przeciwko, to przedstawiła mu się, okraszając to lekkim, mechanicznym dygnięciem, po czym zajęła przeciwległe siedzisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Alec Taylor

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 192
C. szczególne : Kilka tatuaży na ciele, mała blizna na prawym policzku, szczególnie widoczna, kiedy się uśmiecha, wyraźny amerykański akcent
Galeony : 101
  Liczba postów : 84
https://www.czarodzieje.org/t20127-alec-dustin-taylor
https://www.czarodzieje.org/t20144-sowa-aleca#623436
https://www.czarodzieje.org/t20143-alec-taylor#623361
Mały Taras QzgSDG8




Gracz




Mały Taras Empty


PisanieMały Taras Empty Re: Mały Taras  Mały Taras EmptyPią 30 Lip 2021 - 12:26;

Oczywiście, że nie miał nic przeciwko publice, która miałaby przysłuchiwać się jego graniu. Niewątpliwie uwielbiał to robić i poświęcał muzyce praktycznie cały swój wolny czas. Tak więc kiedy tylko nadarzyła się taka okazja, chwytał gitarę w dłoń i zapominał praktycznie o całym świecie, skupiając się na kolejnych tonach wydobywających się wprost z duszy instrumentu. Nic więc dziwnego, że dopóki dziewczyna się nie przywitała, nie zwrócił większej uwagi na fakt, że taras odwiedziła kolejna osoba. Zaskoczony tym odkryciem, potrzebował chwili bądź dwóch na to, aby zrozumieć zaistniałą sytuację.
- To może uznajmy, że żadne z nas nie musi przepraszać za pojawienie się tutaj? - zaproponował pojednawczo, bo przecież każde z nich miało takie samo prawo przebywania tutaj.
Czasami czuł się skrępowany w momentach podobnych do tego, kiedy widzisz kogoś po raz pierwszy, bądź mignął ci on zaledwie kilka razy w życiu i nie bardzo wiesz, w jaki sposób powinieneś się zachować. Tyle że temat sam nasunął się do rozmowy i Alec nie miał czasu odczuć tego skrępowania. Posłał w stronę drobniutkiej dziewczyny szeroki uśmiech, kiedy pochwaliła jego granie.
- Dzięki, ale to nic takiego - powiedział skromnie i szczerze, bo faktycznie tak uważał. Potrafił grać lepiej, choć nie zamierzał się tym przechwalać. Nie oszczędzał się pod tym względem, delektując muzyką i tym, co niosła dla innych ludzi w kluczowych momentach.
- Jasne! Znaczy... nie, nie miałbym - od razu się zgodził, bo dlaczego by nie? Dziewczyna wyglądała na taką, co lubiła muzykę. Czym prędzej przesunął się nieco na zajmowanej ławce, choć nie miało to większego znaczenia, bo i tak usiadła na innej. - A tak w ogóle, to Alec jestem - przedstawił się jeszcze, ponownie układając w poprawny sposób gitare na swoim kolanie. Przejechał palcami po wszystkich strunach, kontrolnie sprawdzając, czy wciąż są one odpowiednio nastrojone. Po chwili ponownie zaczął grać tę samą melodię, przymykając przy tym nieco powieki. Zawsze zachowywał się podobny sposób, choć nawet tego nie kontrolował. Grał, przeciągając palcami po kolejnych strunach, dociskając je do progów, jakby świat zapomniał o nim, o niej, o tym miejscu, o tym czasie.
- Grasz na czymś? - zapytał po jakiejś dłuższej chwili, nagle otwierając oczy. Przyglądał się jej, nawet na chwilę nie tracąc taktu czy nuty, ciekaw odpowiedzi, jaką uzyska. Zawsze interesował się tym, czy ktoś również podzielał jego miłość względem muzyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Doireann Sheenani

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 158
C. szczególne : Bardzo gęste, kręcone włosy. || Jest drobniutka.
Galeony : 88
  Liczba postów : 203
https://www.czarodzieje.org/t20296-doireann-sheenan#636815
https://www.czarodzieje.org/t20298-korespondencja-doireann-sheenan#637079
https://www.czarodzieje.org/t20299-korepetycje-z-matematyki#637082
https://www.czarodzieje.org/t20295-doireann-sheenan#636813
https://www.czarodzieje.org/t20301-doireann-sheenani-dziennik#63
Mały Taras QzgSDG8




Gracz




Mały Taras Empty


PisanieMały Taras Empty Re: Mały Taras  Mały Taras EmptySob 31 Lip 2021 - 19:36;

  Po minimalnym namyśle postanowiła przystać na propozycję, by nikt nie musiał przepraszać. Zdarzało jej się zaplątać w pętle "Oh nie, wielmożny panie, to ja przepraszam", a te miały to do siebie, że trwały zdecydowanie zbyt długo. Dodatkowo wystąpienie ich nie rokowało dobrze na przyszłość - i chociaż Doireann nie wybiegała myślami aż tak do przodu (w końcu był poranek, a te nie były od nadmiernego zamartwiania się), tak poczuła ulgę, że i tym razem nie narazi się na głupią, niepotrzebną niezręczność. Kiwnęła więc głową, dla wzmocnienia efektu wydając z siebie ciche, acz przyjazne "mhm!".
  Nie miała zamiaru go zawstydzać; a nauczyła się, że jeśli ktoś po usłyszeniu komplementu mówi, że "to nic takiego", to lepiej nie naciskać. Uważała jednak, że opanowanie jakiejkolwiek umiejętności, zwłaszcza tych, które zahaczały o artyzm, wymagało naprawdę wiele pracy i samozaparcia, a przede wszystkim absolutnego uwielbienia tego, co się robi. Było na świecie wielu niesamowitych gitarzystów, na zawsze zamkniętych w ramach swoich garażowych zespołów, których sukces omijał szerokim łukiem - samozaparcie i miłość do muzyki musiało więc być jedyną rzeczą, która nie pozwalała im posiekać gitary, wrzucić do pieca i zacząć niesamowitej kariery w biurowych, ciasnych boxach. Sama nigdy nie podejrzewała siebie o zdolność do podobnych poświęceń - chociaż to ona była szkolnym dziwakiem chowającym książkę do matematyki w podręczniku do zaklęć.
  I skoro jej obecność została zaakceptowana, a wymiana pierwszych uprzejmości zwieńczona obustronnym ujawnieniem imion, to już bez większego skrępowania oddała się dalszemu czerpania przyjemności ze swojej ulubionej piątej rano. Żałowała jedynie, że nie zgarnęła po drodze filiżanki herbaty, bo to zdecydowanie dopełniłoby obecny obrazek. Było spokojnie, jeszcze nierozgrzany wiatr przyjemnie rozbijał się o jej policzki, a ona sama, z przymkniętymi powiekami, pozwoliła sobie na chwilę głębszego przeżywania melodii.
  - Nie. - Otworzyła oczy i przeniosła spojrzenie na Alec’a. - Dawno temu babcia próbowała nauczyć mnie gdy na pianinie, ale… - Wyciągnęła przed siebie dłoń i rozczapierzyła palce. - Chyba wtedy żadna z nas nie miała do tego cierpliwości. Dlatego stwierdziła, że mam za małe dłonie i nic z tego nie będzie. - Opowiedziała krótką historię nawet bez odrobiny żalu w głosie - po jej twarzy przemknęło za to lekkie rozbawienie. Kiedy przestała być aż tak mała i naiwna dowiedziała się, że wielu pianistów miało dziecięce dłonie. Z początku była tym rozgoryczona, jednak z czasem, kiedy emocje towarzyszące ich lekcją przestały być tak ważne, wspomnienie to stało się całkiem ciepłe i miłe; była tam w końcu ona, babcia i instrument, który - według Méabh - stworzony został z myślą o dłoniach damy. Obecnie zdawała się być raczej rozczulona tym drobnym kłamstwem swojej opiekunki. Zdawała się być przez to bardziej ludzka.
  - Chociaż kiedyś widziałam na wystawie w Londynie ukulele i pomyślałam sobie, że ktoś w końcu zrobił coś dla ludzi, którzy nie są w stanie sięgnąć na najwyższy regał w supermarkecie. - Uśmiechnęła się szerzej na wspomnienie gitary-dla-bardzo-małych-ludzi. - Z tym, że moja miłość do muzyki jest raczej nieodwzajemniona. - Dodała od razu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content

Mały Taras QzgSDG8








Mały Taras Empty


PisanieMały Taras Empty Re: Mały Taras  Mały Taras Empty;

Powrót do góry Go down
 

Mały Taras

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Mały Taras JHTDsR7 :: 
Arabia
 :: 
Miasto
 :: 
Pałac
-