Czarodzieje
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.

Share
 

 Igloo #26

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Fillin Ó Cealláchain

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 175
C. szczególne : czarne, wąskie ubrania; mocny irlandzki akcent; prawie udany tatuaż na szyi, nad karkiem : all four boyd;
Galeony : 586
  Liczba postów : 1421
https://www.czarodzieje.org/t16446-fillin-o-ceallachain#452046
https://www.czarodzieje.org/t17983-fillin#510202
https://www.czarodzieje.org/t16447-w-moim-domu-straszy#452099
https://www.czarodzieje.org/t16445-fillin-o-ceallachain#452029
https://www.czarodzieje.org/t18350-fillin-o-ceallachain-dziennik
Igloo #26 QzgSDG8




Moderator




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Igloo #26  Igloo #26 EmptyNie Sty 31 2021, 10:59;




Uczniowie zakwaterowani są w najlepszym przybytku – magicznych igloo, które są prawdziwą chlubą miasteczka. Pokoje są dwuosobowe i jedynie w łazience jest opcja weneckiego lustra. Całą resztę widać jest jak na dłoni, by zbyt duże łóżka i samotność nie zachęcały do harców. Oraz oczywiście kwestei bezpieczeństwa. Są wykonane ze specjalnego szkła – iglaa świecą w ciemności, dzięki czemu rozjaśniają ciemne noce, ale równocześnie będąc wewnątrz igla nie widać, by budynki obok się żarzyły, co nie przeszkadza w spaniu. Dzięki temu zabiegowi możemy oglądać zorzę polarną całą noc, bądź piękne gwiazdy na niebie.

Uwaga. Ciche demony w nocy krążą często nad kopułami i czasem ich wpływ mogą odczuwać osoby, przy których się pojawiają. Możesz przed każdym wątkiem rzucić kostką k100 jak spało Ci się tej nocy. Nie jest to jednak obowiązkowe

Spoiler:
0 - 20 - Całą noc nie męczyły waszego igloo kompletnie żadne demony. Żadnego nieprzyjemnego uczucia. Tylko ciepłe igloo, wy, zorza i gwiazdy nad waszymi głowami.

21-50 - Przez maksymalnie godzinę mogliście czuć wpływ demonów krążących nad kopułami przez co mogliście mieć problemy z zaśnięciem bądź obudziliście się odrobinę wcześniej niż zakładaliście, jednak nie mogło zepsuć to waszego snu jakoś szczególnie.

51 - 70 - Mogło być gorzej, jednak chociaż nie trwało to długo, aż dwa demony krążyły nad wami przez godzinę, przez co czuliście się podwójnie zdołowani. Na szczęście dość szybko zostały przegonione, ale jednak na jakiś czas czuliście to nieszczęście i smutek nad wami, ze wzmożoną siłą.

71 - 90 - Nie była to dobra noc. Zimno jakby przenikało przez zwykle ciepłe ściany igloo. Trudno było skupić się na spaniu, dopóki jakiś pracownik nie przyszedł w środku nocy, zauważając krążącego nad wami demona. Mimo to pozostaje jakiś strach przez kolejne uczucie, że demon może wrócić? Albo po prostu zasnęliście jak kłody kiedy tylko poczuliście się z powrotem bezpiecznie. Jednak pół nocy zmarnowane.

91 lub więcej - Chłód i niepokój odczuwaliście niemalże całą noc. Trudno było zasnąć i ruszyć się z miejsca. Jedynie kołdra wydawała się być bezpieczną przystanią, a osoba obok mogła być waszym jedynym wsparciem. Demony męczyły wasz sen nieprzyjemnymi koszmarami kiedy tylko na chwilę udało wam się zamknąć oczy na dłużej. Wasze najgorsze obawy i rozterki były jedyne o czym mogliście myśleć w nocy. Może jednak pójdziecie na dzienną drzemkę...




______________________


What butter and whiskey won’t cure, there is no cure for.
~ irish saying
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #26 QzgSDG8




Gracz




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptyNie Lut 14 2021, 16:38;

To była ta jedna z mądrych decyzji, które zdarzało mu się podjąć. Nie zdarzało się to często, ale przynajmniej w najbardziej odpowiednich ku temu momentach. Jeszcze miesiąc temu sam kombinowałby jak sobie poradzić bez jakiegokolwiek udziału nauczycieli lecz teraz zabrakło mu już sił, a przecież musiał coś zrobić. Powinien iść do Robin. Słyszał jej głos w głowie, gdy go opieprzy, że nie przyszedł bezpośrednio do niej, ale sęk w tym, że i przy niej nie ułoży sobie myśli. Musiał się odciąć, odpocząć, ochłonąć, odreagować bo póki co do czegokolwiek by się nie zabrał to coś się psuło. Targał za sobą walizkę z pomniejszonym i przyczepionym do niej kufrem, a w zziębniętej dłoni trzymał uchwyt sowiej klatki w której siedział oblizujący łapę czarny kot. Nie miał pojęcia gdzie jest jego właściciel, ale nie zostawi tego mordercy Hunterowi skoro musi nazajutrz odszukać nieodpowiedzialnego opiekuna tej bestii. Zamierzał zrobić awanturę, wrzeszczeć, krzyczeć, wypominać i akcentować wyraźnie, że ten morderca zeżarł Pokrakę. Skóra Eskila była bledsza niż zazwyczaj, na jego licach widać było wyraźne zmęczenie, a z oczu spozierała jakaś udręka. Źrenice miał lekko rozszerzone, a białka oczu popękane, co dla zaznajomionych z nim mogło oznaczać, że ledwo co udało mu się zepchnąć harpię z powrotem w czeluścia swojej głowy. Taszczył za sobą swój bagaż i w połowie drogi przypomniał sobie, że zostawił u Huntera swoją ulubioną czapkę przez co uszy wymarzły mu się za wszystkie czasy. Nie miało to teraz jednak znaczenia bowiem najbardziej doskwierał mu nie chłód, a piekące rany na dłoniach po pazurach rozjuszonego kota. W kontakcie z chłodnym powietrzem i delikatnie sypiącym śniegiem (a przecież taszczył za sobą bagaż przy pomocy obu rąk) bolało jeszcze bardziej i dlatego przejście z igloo czternastego zajęło mu sporo czasu bo musiał zatrzymywać się, aby rozruszać palce. Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza kiedy zatrzymał się przed igloo opiekunki Ślizgonów. Zapukał energicznie w drzwi i czekał na jakąś reakcję. Postawił klatkę z kotem na śniegu. - Powiedziała pani, że mogę przyjść w razie czego. - odezwał się zamiast powitania kiedy ujrzał nauczycielkę. - No to teraz jest takie "w razie czego".- głos miał schrypnięty, a gardło wysuszone. - Mogę wrócić wcześniej do domu? Do Londynu? Do babci? - Robin go za to zabije, ale ona nie rozumie o co się toczy teraz stawka. Musiał ułożyć swoje myśli tylko nie wiedział jak. Zignorował miauczenie kota. Niech mu będzie zimno, dobrze mu tak! Łypnął na zwierzę morderczym wzrokiem, aby siedziało cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 541
  Liczba postów : 1325
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Igloo #26 QzgSDG8




Gracz




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptyNie Lut 14 2021, 21:59;

Czas mijał jej nad wyraz spokojnie. Pomimo tego, że w Norwegii nie było z nią Camaela, czuła, że ten wyjazd był jej potrzebny. Oderwała myśli od obowiązków szkolny. Czuła się tak, jakby wszelkie problemy pozostawiła za sobą w Wielkiej Brytanii. Mogła naprawdę zregenerować umysł. Pomyśleć nad tym, co dalej. W przeciwieństwie do innych, nie interesowało ją nader bardzo zwiedzanie wszelakich atrakcji, które oferowało to miejsce. Wolała uspokoić swój umysł, wyciszyć się, nawet jeśli oznaczało to spędzanie znaczniej większości dnia w igloo. Delektowała się każda chwilą samotności, czytając kolejne książki czy jeszcze bardziej zgłębiając własną wiedzę. Dla niej wypoczynek nie był równoznaczny z ciągłym bieganiem po wszelkich możliwych atrakcjach i spotykaniu kolejnych uczniów czy nauczycieli. Wypoczynek dla niej to przede wszystkim moment na uspokojenie samej siebie i rozszalałych na co dzień myśli.
Siedziała w igloo, jak to miała w zwyczaju. Zawzięcie wertowała kolejną lekturę, która być może okaże się być wyłącznie pomyłką. W kącie, w niewielkim wiklinowym koszyku, co jakiś czas pomiaukiwały małe kocięta, które niedawno przygarnęła, a które wraz z ich matką zdecydowała się zabrać na ten wyjazd. Nie mogła sobie pozwolić na to, aby je zostawić, bądź oddać pod cudzą opiekę. Nie po tym, jak widziała że musi walczyć o ich życie. Kocia mama zniknęła jakiś czas temu, pozostawiając młode na dłużej same. Chyba zaufała Trice na tyle, że wiedziała, że w jej obecności nic złego stać się nie mogło.
Nie spodziewała się pukania do drzwi. Początkowo przekonana, że to jej współlokator, pochłaniała dalej czytaną właśnie stronę. Kiedy jednak to nie ustawało, podniosła się w końcu ze swojego łóżka i ruszyła do drzwi. To, co zastała na progu wprawiło ją w kompletną konsternację. Eskil ze swoimi pakunkami oraz jej kotem w klatce dla sowy?! Merlinie, tego nawet założyciele Hogwartu by nie wymyślili.
- Eskil ja... co... o co tu chodzi? - myśli nie chciały ułożyć się w logiczną całość. Zmarszczyła brwi, oplatając swoje ramiona rękoma, bo doleciał do niej chłód z zewnątrz. -Po pierwsze, wchodź do środka, bo nie chcę być chora. - odsunęła się w drzwiach i kulturalnie poczekała, aż chłopak wejdzie ze swoimi bagażami. Kiedy chciał wziąć klatkę z kotem, ten miauknął przeraźliwie. - Pozwól, że ja ją wezmę - powiedziała po czym złapała klatkę w dłoń. Zamknęła za sobą stopą drzwi i weszła w głąb pomieszczenia. Nie wiedziała, co powiedzieć, od czego zacząć, jak to wszystko rozegrać. Dlatego zadała pierwsze pytanie, jakie przyszło jej na myśl - Skąd masz mojego kota? - zupełnie nie rozumiała, jak to możliwe. Otworzyła drzwiczki klatki, a kocica wyszła na zewnątrz. Przeciągnęła się pokazując swój imponujący ogon, po czym ruszyła szybkim krokiem w stronę koszyka, gdzie stacjonowały jej kocięta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #26 QzgSDG8




Gracz




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptyNie Lut 14 2021, 22:25;

A może jednak nie powinien tu przychodzić? Mógł równie dobrze napisać na wizzengerze do Lucasa, ale znowuż zanim by on się odezwał... albo chociaż skontaktował się przez lusterko dwukierunkowe... no nic, już stał przed obliczem nauczycielki i pozostało nakłonić ją, by coś zaradziła. Była jedyną profesorką, która zwracała się do ucznia po prostu po imieniu zamiast tam tytułować nazwiskiem czy "paniczem" jak to inni mieli w zwyczaju. Przez to rozluźnianie interakcji musiał pilnować swojego języka. Wszedł do środka bo wymarzł i on. Wciągnął za sobą walizkę z pomniejszonym kufrem, a klatkę chętnie oddał. Ręce go bolały jak cholera. Wryło go kiedy okazało się, że to jest kot opiekunki domu. - CO? Ten kot jest pani? - z niedowierzaniem obserwował jak kocica (dlatego takie wredne, co?) przemyka do koszyka z... kociętami. Na brodę Merlina, a on chciał zrobić z niej rękawiczki, a na właściciela nawrzeszczeć. To chyba jakiś pech, że trafiło się na kota profesorki. Jęknął i zakrył twarz, odsłaniając przy tym pokaleczone dłonie. - Przylazło to do mojego igloo i zeżarło mi kameleona. Tego, którego niedawno odnalazłem. Hunter znalazł go na wpół zjedzonego w terrarium i obok zadowolonego kota. - nie potrafił przepędzić ze swojego głosu złości. Nie mógł jednak za bardzo tutaj naskakiwać ani wrzeszczeć bo przecież i jemu kameleon uciekł tylko sęk w tym, że ten gad co najwyżej dziabnie albo przetrzebi populację bzyczków, a ten czarny kocur po prostu go sobie zjadł. Zerknął nagle w kierunku swojej walizki do której doczepiona była sakiewka z truchłem gada. Zapomniał zakopać głęboko pod śniegiem. To chyba znak, że jednak nie miał żadnej specjalnej więzi z Pokraką... ale chodziło o zasadę. Rozmasował swoje czoło i posłał mordercze spojrzenie kotu. - Da się wcześniej wyjechać z ferii? - nie siadał, nie zdejmował płaszcza (dalej było mu zimno), nie czuł się ani trochę swobodnie, był zmęczony i nie wiedział co ma zrobić. Tak na dobrą sprawę wcale nie chciał wyjeżdżać z Norwegii. Podobało mu się tutaj. Przemawiała przez niego frustracja. Zerknął niepewnie na nauczycielkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 541
  Liczba postów : 1325
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Igloo #26 QzgSDG8




Gracz




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptyPon Lut 15 2021, 10:27;

Mogła tylko podejrzewać, jakie wątpliwości zapanowały w umyśle Eskila. Niemniej, podziwiała go za odwagę. To nie było łatwym, aby prosić innych ludzi o pomoc. Ona sama przez cholernie długie lata nie potrafiła opanować tej umiejętności. Uparcie twierdziła, że jest w stanie wszystkiego dokonać samodzielnie, co często mijało się z faktycznym stanem rzeczy. Potem okazywało się, że zabrnęła w coś za daleko i już nie było odwrotu. Więc, kiedy zobaczyła go na progu swojego igloo poczuła jednocześnie konsternację i dumę. Może faktycznie zrozumiał cokolwiek z tego, co ostatnio mówiła?
Uniosła jedną brew słysząc jego reakcję na to, że właśnie oddał jej kota. A w zasadzie kocicę. Mówi się, że zwierzę często upodabnia się do swojego właściciela. Cóż, może lepiej, żeby chłopak w tym momencie nie słyszał tego powiedzonka...
- Tak, mój kot. A w zasadzie, jak widzisz, kotka. - westchnęła widząc jego dłonie, ale jeszcze tego nie skomentowała. Zamiast tego zaczęła słuchać, co mówił dalej. Delikatnie zmarszczyła brwi słysząc, że jej kot przyczynił się do śmierci jego pupila. Poczuła się z tego powodu głupio. Wiedziała, że chłopak poświęcił wiele czasu na to, aby odnaleźć pupila, kiedy ten zaginął. - Eskil, ja cię bardzo przepraszam, nie wiedziałam, że ona jest do tego zdolna - powiedziała w końcu. Chociaż w sumie powinna wiedzieć. Kotka na pewno przez długi czas przed tym, jak ją przygarnęła, musiała radzić sobie samodzielnie. Więc polowanie na inne gady czy płazy na pewno było dla niej czymś naturalnym. -Jeśli chcesz, to choćby jutro mogę ci odkupi zwierzaka - dodała po chwili, bo naprawdę gotowa była to zrobić. Może w taki sposób będzie w stanie choć częściowo odkupić swoje winy, bo przecież nie zwróci kameleonowi życia.
Kocica jakby na znak, że się z nią zgadza miauknęła głośno, a jej dzieci zawtórowały w tym dźwięku. Na chwilę oderwała wzrok od Eskila, aby przyglądać się temu. Kiedy usłyszała kolejne jego pytanie, wróciła do niego wzrokiem czarnych tęczówek. Wpatrywała się w niego z uwagą. Nie była ślepa, widziała, że za tym wszystkim kryło się coś więcej, niż tylko chęć odwiedzenia babci.
- Siadaj - zaleciła krótko. Nie patrzyła nawet, czy to zrobi, bo coś w jej tonie na pewno podpowiadało mu, że powinien. Podeszła do swojego kufra i kucnęła przy nim. Otworzyła wieko przy pomocy zaklęcia. Potem użyła kolejnego, gdzie przywołała do siebie starannie ukrytą na dnie skrzynkę. Zapieczętowana była wieloma zaklęciami i chwilę jej zajęło, nim wszystkie je zdjęła. Kiedy jednak jej się to udało, uśmiechnęła się sama do siebie. Podciągnęła rękawy swetra przez co chłopak znów mógł zobaczyć dziwną ozdobę jej nadgarstka. Wstała i odruchowo poprawiła swoje odzienie. Podeszła do niego z kielichem wypełnionym przezroczystym i kompletnie bezwonnym płynem. Chłopak mógł sądzić, że to jedynie woda, choć jednocześnie mógł znać ją na tyle, aby wiedzieć, że woda była tam jedynie składnikiem. Sama Beatrice dotychczas nie poznała do końca składu tego płynu. Wiedziała tylko, w jaki sposób działa.
- Trzy łyki. Nie mniej, nie więcej. - oznajmiła głosem nie znającym sprzeciwu i podała mu naczynie. Poczekała, aż upije eliksir, po czym zabrała od niego kielich, w którym znajdowało się dokładnie tyle samo napoju, co w momencie kiedy podawała go Ślizgonowi. Odstawiła go ostrożnie z powrotem do futerału, choć jeszcze nie nakładała zaklęć ochronnych. - Można wrócić wcześniej, ale nie sądzę, że chcesz to zrobić - oznajmiła w końcu po dłuższym czasie, ponownie odwracając się twarzą w jego kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #26 QzgSDG8




Gracz




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptyPon Lut 15 2021, 13:49;

Ten dzień nie był dla niego łatwy. Świadomość, że koci morderca należy do opiekunki domu tylko dokładała goryczy. Teraz nie może ani się unieść ani jawnie zdenerwować bo tak czy siak to jest nauczycielka, a skoro jako tako podjęli komitywę to nie przystoi się z nią kłócić. Nie chciał. Miał dość negatywnych emocji, a jeszcze wewnątrz płonął od wydarzeń z jego igloo. Westchnął ze zmęczenia i rozmasował skórę pomiędzy krwawymi zadrapaniami. Dopiero gdy się tutaj znalazł dotarła do niego potęga tego upierdliwego bólu. Nie patrzył na kobietę gdy go przepraszała. To i tak nic nie zmieni. - E tam. Bez sensu. I tak mnie kameleony nie lubią. - wzruszył ramionami i zerknął na widniejący pod zadrapaniami siniak od paszczęki Pokraki. Narazie da sobie spokój w kwestii nabywania pupila. Skoro jednego nie potrafił przytrzymać przy życiu to co tutaj mówić o kolejnych? Zerknął na miauczące kociaki z zaciekawieniem i walczył ze sobą aby do nich nie podejść. Akurat teraz przydałoby mu się trochę mruczącego futrzanego kota - oczywiście nie tego mordercy. Może pożyczy Lucyfera od Robin albo Kirę od Oli. Najwyżej sam sobie je ukradnie jakby nie miały się zgodzić. Nie protestował przed zmianą pozycji. Zdjął z siebie zimową szatę i rzucił na walizkę, a potem przycupnął sobie na drewnianym krześle obok stołu. Wzrok miał wbity w swoje palce, rozmasowywał ich opuszki pamiętając jak nieprzyjemnie się deformowały gdy wylazła z niego harpia. Czemu nagle teraz pojawienie się jej odczuwał fizycznie? Nigdy tego nie było. Zerknął na plecy nauczycielki kiedy ta coś robiła przy kufrze. Nie interesowało go to, bo był zbyt wyprany z emocji po rozmowie z Hunterem. Dopiero teraz tknęło go, że kobieta od razu mu uwierzyła w to, co opowiedział. Ani razu nie zakwestionowała jego słów, nie chciała dowodów… to było miłe. Ta szczerość i brak wątpliwości. Wzrok chłopaka padł na tę bransoletkę, którą już raz skomplementował w gabinecie. Zapyta Huntera co to jest. Jak się zbierze w sobie, aby umieć z nim porozmawiać bez odczuwania przy tym fizycznej udręki. - Wygląda jak kielich wampira. Daje mi pani krew? - uniósł brew i zajrzał do środka. Woda? Dziwne. Kiedy ją nalała? A może to samonapełniające się naczynie, o. Gdy objął palcami naczynie, okazało się chłodne i ciężkie. W sumie chciało mu się pić, miał suche usta i gardło. Posłał kobiecie zdziwione spojrzenie gdy zaznaczyła, aby były to trzy łyżki. Wypił, co mu szkodzi? Oddał naczynie i oparł łokieć o stolik. - Nie wyleje się?- chowała to wszak do futerału. Nic nie rozumiał i dokładnie kiedy się nad tym zastanowił, poczuł mrowienie na dłoniach. Spiął się, myśląc, że to harpia a jednak na jego oczach wszystkie zadrapania zniknęły, włącznie z siniakiem. Nie było po tym żadnego śladu. - Woooow. To jakiś dziwny eliksir ale fajny. - rozmasował ręce, a jego ciało całkowicie opuścił wszelki ból. Pozostało jedynie zmęczenie. - D-dziękuję. - wydukał pod nosem i odwrócił wzrok bo głupio było mu dziękować czy przepraszać. Mimo wszystko babcia by go zabiła gdyby nic nie powiedział. - A mogę dostać inne igloo?- musiał się zgodzić z nauczycielką. Nie chciał wyjeżdżać z Norwegii ale nie mógł wrócić do Huntera. Nie mógł tego też wyjaśnić w żaden sposób. Martwił się o babcię, ale przecież może zapytać Lucasa czy mógłby do niej zajrzeć. Halo, jego rodzina się powiększyła. To naprawdę większy komfort. - Nie chcę tam spać. Pół godziny temu wylazła ze mnie harpia. Myślę, że Hunter ma już tego dość. Ja też. - wzdrygnął się na samą myśl jak musiał uderzyć w półkę bo harpia domagała się użycia siły. Ledwie co ją oszukał, a gdyby trwał w jej szponach dłużej to wygrałaby z nim z kretesem. Opuścił głowę i po prostu tak siedział, mając nadzieję, że coś się wyjaśni i nie będzie musiał wracać do Huntera. Wmawiał sobie, że ta chęć powrotu to kłamstwo i iluzja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 541
  Liczba postów : 1325
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Igloo #26 QzgSDG8




Gracz




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptySro Lut 17 2021, 10:12;

Nie bardzo wiedziała, w jaki sposób mogłaby pomóc chłopakowi, choć usilnie próbowała to zrobić. Los ewidentnie tego dnia sobie z niego kpił. Mogła tylko się domyślać, jak ciężki jest dla niego fakt straty pupila. Każdego, kto nie był kompletnie nieczułym draniem, na pewno choć w delikatny sposób, ten fakt po prostu musiał ruszyć. Ona sama na pewno czymś podobnym by się przejęła. Chociaż z drugiej strony, kto wie, co się działo pod wilowatym sklepieniem czaszki.
- Rozumiem. - odpowiedziała krótko i nawet nie planowała wdawać się w dalsze dyskusje. Więc nie bardzo rozumiała, czemu jednak to zrobiła. - To może jakieś inne zwierzę? - zapytała po dłuższej chwili, kompletnie nie rozumiejąc, czemu to robi. Może faktycznie chciała mu chociaż nieco zadośćuczynić to wszystko? Naprawdę czuła się fatalnie z myślą, że jej kotka przyczyniła się do śmierci jego pupila. Nawet jeśli ten, jak widać, nie pałał do niego zbyt zażyłymi uczuciami. Wiedziała, że kocica bez wyraźnego powodu by tego nie zrobiła, ale z drugiej strony, znalazła się w kompletnie nowym środowisku, z dala od swojej codziennej rutyny i ścieżek. Być może to był jej proces obronny?
Bez słowa dalej majstrowała przy swoim kufrze, kiedy ten się rozbierał i siadał na krześle. Dopiero później zauważyła, że prócz wyraźnego zmęczenia fizycznego, w jego ciele dominowało też to psychiczne. Nic nie powiedziała, choć delikatnie zmarszczyła brew. Nie podobał jej się ten fakt. Chłopak był zbyt młody aby posiadać tak poważne problemy. Uśmiechnęła się nieco z politowaniem, kiedy wspomniał o krwi.
- Po prostu pij - odpowiedziała takim tonem, jakby sugerował coś kompletnie niedorzecznego. Nie to, że nigdy nie próbowała wykorzystać krwi w jakimś eliksirze... ale na Merlina, to był uczeń i to w dodatku jej podopieczny, nie podała by mu czegoś takiego! Z uwagą obserwowała kolejne elementy jego ciała, kiedy wypił magiczny eliksiry. Uśmiechnęła się sama do siebie widząc, jak delikatne zranienia na jego dłoniach, zaczęły się samodzielnie goić. - Pamiętasz, jak prosiłam cię, abyś nie wspominał nikomu, że jestem metamorfomagiem? - przypomniała mu tę rozmowę, kiedy chowała kielich do futerału, zamiast odpowiedzieć na pytanie, czy magiczna substancja nie wyleje się. Odwróciła się w końcu twarzą w jego stronę. - O tym też lepiej, abyś nikomu nie wspominał a wtedy mogę ci wyjaśnić, co to było.
Podeszła do stołu przy którym siedział i powoli zajęła drugie krzesło, na przeciwko niego. Utkwiła spojrzenie swoich czarnych oczu w chłopaku, jakby w ten sposób próbowała wyczytać cokolwiek więcej z jego twarzy. Był to odruch, którego praktycznie że nie kontrolowała. Czyniła tak od zawsze i niekiedy zapominała, że mogło to sprawiać ludziom nie mały dyskomfort.
- Oczywiście, że możesz dostać inne igloo. To, że przydziały były z goła losowe , nie oznacza, że nie można ich zmienić - powiedziała w końcu, kiedy znudziło jej się przyglądanie chłopakowi. Odchyliła się na krześle gotowa zadać pytanie, którego zapewne się spodziewał. Nie zdążyła, bo sam pospieszył z wyjaśnieniami. Wygładziła nieistniejącą zmarszczkę na swojej spódnicy, aby po chwili spojrzeć mu prosto w oczy. - Hunter, to duży chłopak, da sobie radę. - stwierdziła krótko. Gotowa była nawet odezwać się do swojego kuzyna, aby dokładniej dowiedzieć, co się działo. Ale tylko wtedy gdy Eskil nie będzie chciał współpracować. - Czemu harpia znów wychodzi na wierzch? Ćwiczyłeś? - nie oceniała, nie groziła i nie zamierzała w żaden sposób krytykować. Pytała, aby ustalić podstawy swojego dalszego działania. Czy rozmowa miała dotyczyć przede wszystkim elementów emocjonalnych, czy raczej niecodziennego problemu, z którym przyszło się chłopakowi mierzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #26 QzgSDG8




Gracz




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptySro Lut 17 2021, 19:48;

Zmęczenie dalej hulało po jego ciele, ale musiał przyznać, że panował tutaj błogi spokój i cisza (przerywana kocimi miaukami i mimowolnie raz na jakiś czas zerkał w stronę wiklinowego kosza), a to akurat było mu bardzo potrzebne. Czuł się trochę nieszczęśliwie, ale też za wszelką cenę nie chciał się nad sobą użalać ani pokazywać, że go coś w trzewiach boli bo podobno uczucia do Huntera są kłamstwem w co pragnął zawzięcie wierzyć, a co było też przykre.
- Uhh... nie wiem. Mogę obejrzeć maluchy? Czuję jak wołają. - nie miał pojęcia dlaczego tak powiedział, to najwyraźniej była ta wilowata domena kiedy jakoś tak mimowolnie czuł ciągotki w kierunku bezbronnych i malutkich kociąt. Oczywiście bestii i mordercy nie zamierzał okazywać żadnego zachwytu bo był po prostu na niego wściekły (ale nie obecnie, bo się już tym zmęczył), ale te dwa czarne kłębki miauczące donośnym miaukiem nie dawały się zignorować. Wcinały się w tę rozmowę i skutecznie dekoncentrowały. Skinął głową na znak, że doskonale zdaje sobie sprawę z jej umiejętności metamorfomagicznych i nawet dzielnie udawało mu się trzymać język za zębami. W większości czasu jednak zapominał o tym sekrecie choć podzielenie się nim sprawiło, że i sam Eskil dał opiekunce domu pewien kredyt zaufania - on, człowiek, który nie współpracował z dorosłymi i robił im na przekór. - Pani ma chyba dużo takich tajemnic. Nie wiem czy mi coś powie ten kielich nawet jak pani mi wyjaśni. - wykrzywił usta w grymasie bo przecież kto jak kto, ale on z teorii magii i przedmiotów magicznych włącznie to był kiepski. W wielu płaszczyznach nawalał, a teraz miałby wykazać się znajomością jakiś dziwnych kielichów? Nie był tego pewien. Kiedy usiadła to było w porządku jednak kiedy poczuł na sobie jej intensywne spojrzenie to poczuł się jakby chciała rozedrzeć jego myśli na strzępy. Nie poszczycił się wytrzymałością, musiał odwrócić wzrok i skrzyżować przy tym ręce na swych ramionach. Patrzyła na niego jakby chciała go zmusić do spowiedzi albo niemo zaznaczyć, że zna jego wszystkie przewinienia i błędy. To było takie... zimne. Odetchnął w duchu z ulgą kiedy okazało się, że dostanie jakieś inne igloo. Z drugiej strony wiedział, że gdy tylko padnie na łóżko to będzie się zwijać w kłębku z żalu i poczucia niesprawiedliwości. Te dwa uczucia kręciły się teraz w jego spojrzeniu, które to zaraz podniósł na nauczycielkę kiedy ta przestała wiercić mu dziurę w mózgo za pomocą swych czarnych oczu. - On może da radę. - prychnął, aby nie dopowiedzieć "ale nie ja", bo nie chciał wyjść na słabeusza którym poniekąd był. Nabrał głęboko powietrza i roztarł wnętrzem dłoni swoją twarz, co mówiło samo za siebie. - Nie... znaczy się tak. Nie wiem. Nie. - potrząsnął głową w roztargnieniu. - Ćwiczyłem dwa razy to zauroczenie, ale to te osoby same chciały, ja już mniej. I wyszło okej, ale to nie jest takie ważne. Pokłóciłem się z Hunterem i ze mnie wylazła i wiedziałem, że zaraz znowu mnie pożre, ale gdy chciała zatopić pazury w Hunterze to walnąłem w półkę i nic mu nie jest, ale teraz kiedy się pojawiła to po prostu twarz mnie tak trochę bolała ale trochę nie i cały czas łaziłem i czułem ją pod skórą i dopiero Robin mi to wyciszyła ale znowu tak łatwo się zaczynam denerwować bo jak mnie tamten dziwak na stołówce obrażał to na sekundę widziałem go na czerwono bo tak się wkurzyłem z sekundy na sekundę jak jakiś głupi furiat... - popadł w słowotok, a to jasny znak nerwów. Chaotycznie składane zdania, większość mówiona na jednym wdechu. Pochylił się do przodu, oparł łokcie o swoje kolana, a głowę schował między swoimi dłońmi. - Nie wiem co robić jak czuję harpię pod skórą. Nie wiem. - w końcu się wyprostował i chyba pierwszy raz z własnej inicjatywy popatrzył w czarne oczy nauczycielki. Nie wiedział po co jej to wszystko mówi, chyba za długo trzymał w sobie ten "niepokój związany z harpią", aby teraz udawać, że nad wszystkim panuje. - I jeszcze w dodatku mi ten morderca zjadł kameleona. Myślałem, że mu coś zrobię! Łaził taki dumny i się oblizywał! Wdepnąłem w jakiejś jelito! - najwyraźniej rozgadanie się odblokowało taką "zapadnię" w jego głowie i powiedział co myśli o czarnym kocim mordercy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : Czarne oczy, przenikliwe spojrzenie, blizny na dłoniach po błędach popełnianych w młodości podczas ważenia eliksirów, ukryte po metamorfomagią
Dodatkowo : metamorfomagia
Galeony : 541
  Liczba postów : 1325
https://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
https://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
https://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
https://www.czarodzieje.org/t18356-beatrice-l-o-o-dear-dziennik
Igloo #26 QzgSDG8




Gracz




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptyPon Lut 22 2021, 16:41;

Nie zamierzała wyganiać Eskila ze swojego igloo, zdecydowała, że pozwoli mu tutaj zostać tak długo, jak będzie tego potrzebował. A skoro w tym miejscu czuł się dobrze, a jak na ten moment nie szykowała się do snu, mógł siedzieć tutaj dalej. Nie bardzo wiedziała, co sądzić na temat tak skąpych informacji, które dotychczas udało jej się uzyskać z jego ust, niemniej nie zamierzała zmuszać go do mówienia. Jeśli będzie chciał to zrobić, to sam, z własnej, nieprzymuszonej woli.
– Oczywiście, nie krępuj się – wskazała swoją dłonią w stronę koszyka, gdzie przebywały małe kociaki. Rozwinęły się już na tyle, że spoglądały na świat własnymi, otwartymi oczkami. Rosły w takim tempie, że Beatrice ledwie nadążała za zmianami, które zachodziły w ich ciałach. Nie były już kompletnie bezbronnymi, małymi kulkami, to były dwutygodniowe kociska!. Cholernie rozczulające. – Ich matkę znalazłam w worku, wrzuconą do wody na pewną śmierć. Jak zabrałam ją do kliniki dla zwierząt, okazało się, że jest ciężarna. Urodziły się cztery, przetrwały dwa – w zasadzie nie wiedziała, dlaczego mu o tym mówiła, ale czuła, że to dość istotna kwestia. Może w ten sposób mógł zauważyć, że jej kot wcale nie był takim potworem, za jakiego go miał?
Uśmiechnęła się, w ciężki do sklasyfikowania sposób, słysząc kolejne jego słowa. Zerknęła na Eskila przelotnie, zastanawiając się nad tym, jak wiele mogła mu powiedzieć.
– Prawdopodobnie nawet nie masz pojęcia, jak wiele i jak brzydkie to są tajemnice – po czym po prostu parsknęła śmiechem, by po chwili w spokoju zająć wcześniej zajmowane przez nią miejsce. Nie zamierzała mu teraz ich wszystkich wyjawiać, czy nawet wprowadzać w temat, skąd w ogóle się wzięły. Przecież od zawsze krążyły plotki, że ród Dear do normalnych nie należał, gdzie Beatrice sama w sobie była idealnym potwierdzeniem tej teorii. Nie wiedziała, na ile Hunter mógł ją również reprezentować, jednak miała szczerą nadzieję, że jej kuzyn miał prostszą psychikę, niż ona sama.
Westchnęła przeciągle słysząc kolejne jego słowa. O Huntera naprawdę nie musiała się martwić. Znała go na tyle, aby wiedzieć, że istniało małe prawdopodobieństwo, aby z jakiejkolwiek sytuacji nie wyszedł obronną ręką. Inaczej sytuacja miała się względem Eskila. Po prostu wdziała, że jest kompletnie zagubiony. Może przez swoją wrodzoną cechę genetyczną, a może jeszcze przez coś innego. Słowotok, który go zalał był jawną oznaką tego, że cokolwiek by to nie było, nie było łatwym problemem do rozwiązania. Jedna jej brew mimowolnie uniosła się ku górze, gdy z jego ust padła wzmianka o tym, że jej kuzyn mało co nie stał się harpiowym drapakiem. Szybko ponownie przywołała na twarz neutralny wyraz.
– Dobra, stop, stop, stop – przerwała mu w pewnym momencie, bo powoli dostarczał jej za dużo informacji i nawet pomimo szczerej chęci pomocy, sama zaczynała się w tym wszystkim gubić. Wzięła głęboki oddech, jakby się nad czymś mocno zastanawiała. Musiała znaleźć rozwiązanie, w jaki sposób najlepiej ugryźć ten temat, jednocześnie pamiętając, że Eskil jest tak kompletnie różny w porównaniu do niej samej. Błądziła spojrzeniem po pomieszczeniu i dopiero po dłuższym czasie ponownie utkwiła je w Eskilu. – W jaki sposób czujesz, że harpia jest blisko? - zapytała w końcu. Wiedziała, że określenie czegoś takiego mogło być wcale nie tak prostym sposobem, dlatego pośpieszyła z wyjaśnieniami. – W moim przypadku, kiedy chcę przywołać metamorfomagię, potrafię zwizualizować sobie, że powoli zapełnia ona każdą komórkę mojego ciała, by ostatecznie skupić się tylko na tym fragmencie, który w danym momencie jest dla mnie ważnym. Jednak, kiedy dzieje się to w kompletnie niekontrolowany sposób, po prostu czuję jak ta energia wylewa się ze mnie. Nie mogę nad nią panować, żyje własnym życiem. Często aby to opanować, muszę ponownie wyobrazić sobie, że moje ciało, jest dla niej więzieniem – nie wiedziała, jak wiele był w stanie zrozumieć z tego, co pragnęła mu przekazać, jednak wciąż wierzyła, że te dwie zdolności genetyczne posiadają więcej ze sobą wspólnego, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. W końcu obie stawały się zagrożeniem, kiedy zupełnie tracili kontrolę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eskil Clearwater

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : prawie zawsze ma na głowie kaptur albo czapkę
Dodatkowo : Półwil
Galeony : 194
  Liczba postów : 618
https://www.czarodzieje.org/t19775-edward-eskil-clearwater#597052
https://www.czarodzieje.org/t19779-pokrecona-skrzynka-na-listy#597322
https://www.czarodzieje.org/t19776-eskil-clearwater#597057
Igloo #26 QzgSDG8




Gracz




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptyPon Lut 22 2021, 18:40;

Ledwie wyraziła zgodę na interakcję z kociakami, a ten już poderwał się do pionu i powędrował do koszyka, aby wcisnąć nos do środka. W jego trzewiach rozlało się miłe ciepło, charakterystyczne dla chwil zarezerwowanych do widoku maleńkich kociaków. Wykrzywił usta na widok tej krwiożerczej Bestii, ale jej małe kociaki po prostu go rozczuliły. - Co? Jakiś dupek chciał ją utopić?! - ugryzł się mocno w język kiedy wymsknęło mu się nieładne słowo w obecności opiekuna domu. Nie potrafił przeprosić słowem więc posłał jej przepraszający niepewny uśmiech na znak, że zdaje sobie sprawę ze swojego przewinienia. Wsunął jedną dłoń do koszyka i poczekał aż ta paskudna Bestia oswoi się z tym, że chce podnieść malucha. Jak to było do przewidzenia, półwil mógł to zrobić bez szkód cielesnych, a więc po chwili trzymał przy szyi czarną mruczącą kulkę, która uspokoiłaby chyba najbardziej zdenerwowaną harpię. Pogładził mięciutkie futerko i zerkał na nauczycielkę ze zdziwieniem. - Nie wygląda pani na taką co ma mroczne i brzydkie tajemnice. - wzruszył ramionami bo w sumie nie był pewien czy chce drążyć, bo to mimo wszystko nauczycielka, on jest jakimś tam problematycznym uczniem. Nie miał też siły zastanawiać się co mogłaby skrywać bo rozmowa z Hunterem wystarczająco go wyczerpała. Wystarczyło tylko raz o nim teraz pomyśleć, a w duchu jęknął, zaś w spojrzeniu pojawił się gorzki, bardzo gorzki żal. Uciekł wzrokiem do ciepłego kociaczka, o którego dopominała się już jego matka. Z niepocieszoną miną odłożył maleństwo, które zdołał już polubić w swojej maleńkości. Wrócił na swoje miejsce choć zdecydowanie wolał trzymać przy sobie to czarne cudo (nie chciało mu się wierzyć, że to kocię tej morderczej krwiożerczej bestii). Potem zaczął nieskładnie opowiadać... wróć, zarzucać kobietę masą informacji z których nikt normalny nie wyciągnąłby nawet przyczyny całego tego zamieszania. Coś się w nim odblokowało i wyrzucał z siebie większość dzisiejszych bolączek, a gdyby nie przerwała to być może nieumyślnie powiedziałby jeszcze, że "Hunter mnie nie chce, ja go też nie chcę, ale jednak chcę, ale to nie takie proste, bo on mnie też, ale jednak nie" - czyli ciąg dalszy "nie wiem co się odmerlinowuje". Zamilkł i złapał oddech, czując jak w gardle mu zasycha. Gapił się na nauczycielkę i słuchał jej opisu, z którego naprawdę niewiele rozumiał. Starał się, ale nie wychodziło mu to tak jakby chciał. Powinien być bardziej... błyskotliwy. Coś jednak w jego spojrzeniu "zaskoczyło. Wciągnął do płuc nową dawkę powietrza. - Nooo... dobra, z tym niby więzieniem to wiem o co chodzi. No bo jak się wyrywa ze mnie to normalnie jakbym miał swoje płuca zatrzymać w środku, bo nie chcą tam zostać. - nie potrafił tak dobrze opisywać tych odczuć, ale starał się. - No u pani to jest jakaś tam energia, a u mnie to takie... ech... nie wiem... - rozmasował swój kark. - Och, nie wiem. Mięśnie rąk i twarzy mnie tak mrowią od środka jakby skakałby po nich wirujące bzyczki, mam ochotę na kogoś wrzasnąć i nim potrząsnąć. I tak mi duszno się robi w gardle. Muszę wtedy wyjść, ale w sumie Hunter jakoś to zrobił, że to przerwał. Nie wiem jak. - jego ramiona opadły już pod wpływem zmęczenia całym tym myśleniem i wypowiadaniem jego imienia, które zaczynało sprawiać mu pewien rodzaj bólu. - To się rzadko zdarza, ale no jak już przychodzi co do czego to jest głupio. - dodał jeszcze, aby nie myślała, że ten szesnastolatek miałby stanowić dla kogokolwiek zagrożenie w życiu codziennym. Przeżywał pewien trudny czas, stąd takowe reakcje. - No i jak pani tę metę uspokoiła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 251
  Liczba postów : 336
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Igloo #26 QzgSDG8




Moderator




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptyToday at 01:04;

Eliksir I
krótka jednopostówka na mechanikę tworzenia

Wziąłem ze sobą mnóstwo sprzętów i notatek, by nieustająco pracować nad próbami odtworzenia jaj Felka. Tworząc eliksir dla niego musiałem wziąć pod uwagę bardzo wiele możliwości. Po pierwsze sam fakt, że utracił kończynę był kłopotliwy, bo nikomu nie udało się nigdy odtworzyć w pełni żadnej części ciała. Oczywiście są eliksiry, które służą do rekonstrukcji najróżniejszych rzeczy, ale tylko w wypadku, gdy została na miejscu już jakakolwiek tkanka. Dlatego prędko orientuję się, że największy problem jest w tym, że na miejscu gdzie była kończyna - w tej chwili nie ma kompletnie nic. Gdyby to było możliwe, Callahan nigdy nie musiałby latać z metalową ręką i spokojnie wyhodowałbym mu nową. Przerzucam notatki wypisując wszystkie znane mi eliksiry i zaklęcia, które służą do rekonstrukcji części ciała. Oczywiście jest Szkiele - wzro, które może odbudować kości, nawet jeśli kompletnie ich nie ma w ciele. Zastanawiam się nad formułą i przeglądam składniki, które ma do zaoferowania. Szkiele wzro jest bardzo mało elastycznym eliksirem i trudno go odpowiedni przekształcić. Dlatego w zaoferowaniu skupiam się na Organi Sanentur, w końcu to dzięki niemu młoda Violetta Strauss odzyskała głos. Niestety, jak wcześniej wspomniałem, potrzebna będzie tutaj tkanka, której a nie mam. Muszę zastąpić to jakimś innym, odpowiednim składnikiem... Tworzę bardzo wiele kombinacji eliksirów, głównie używając składników do Organi Sanetur oraz Szkiele wzro. Jednak żadna z nich nie wydaje mi się odpowiednia. Musi być to jednak coś... organicznego. Jakiś składnik, który wydawałby się kompletnie nie pasować do tego wszystkiego a jednak splata to łącznie razem. Z zastanowieniem dotykam włosu demimoza, który mam. Wydawać by się mogło nie jest to dobry rodzaj składnika do tego rodzaju kombinacji, ale może to jest to? Coś ledwo widocznego, które będzie nierozerwalne i bardzo silne jak przy tworzeniu sztucznych pelerynek, a równocześnie uformuje taką część ciała jak trzeba? Wszelkie inne włosy, jajka, jady... wszystko pochodzenia zwierzęcego wydawało się być zwyczajnie zbyt słabe, bądź oczywiście przesadnie inwazyjne jak na tego rodzaje rzeczy. W końcu postanawiam użyć tego włosa, kiedy orientuje się, że brakuje mi odpowiedniego roślinnego składnika. Tyle wiele różnych kombinacjach, którymi je poddawałem, a nadal nie mogłem go znaleźć. Z irytacją kończę na dziś pracę, by powrócić do niej kolejnego dnia.

ZT

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Huxley Williams

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 183
C. szczególne : biegające po ciele tatuaże, w pracy przykryte długimi rękawami, chociaż wychodzą na ręce i czasem na szyję;
Galeony : 251
  Liczba postów : 336
https://www.czarodzieje.org/t19615-huxley-butcher-williams#583118
https://www.czarodzieje.org/t19619-rzeznik#583498
https://www.czarodzieje.org/t19620-butcher-s-victims#583499
https://www.czarodzieje.org/t19616-huxley-butcher-williams#583130
https://www.czarodzieje.org/t19753-huxley-butcher-dziennik#59438
Igloo #26 QzgSDG8




Moderator




Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 EmptyToday at 03:57;

Eliksir II
krótka jednopostówka na mechanikę tworzenia

Wciąż wiem, że potrzebuję jakiegoś jednego, bardzo ważnego składnika, ale wydaje mi się, że mniej więcej udoskonaliłem większość procedury. Wyjmuję mój stos notatek. Jeszcze niedawno miałem mnóstwo ustaleń co do zwierzęcego składnika i na ironię najlepiej działał jad akromantuli. Jednak wiedziałem, że jest to niemożliwe, że coś tak toksycznego byłoby odpowiednie na tego rodzaju lek. Dlatego musiał to być włos demimoza, który sprawiał, że nad eliksirem unosiła się dziwna mgiełka, rozrzedzająca powietrze w specyficzny sposób. Zakładam, że to dobry znak. Sprawdzam swój kociołek i podgrzewam go do odpowiedniej temperatury. Rozkładam stanowisko z fiolkami, by w każdej z nich zrobić na próbę odrobinę eliksiru. Pod nimi mam niewielkie karteczki, gdzie zapisuję temperaturę i czas. Rozpoczynam niespecjalnie pasjonujące sprawdzanie kiedy jest najlepszy moment na dodanie co poniektórych składników. Jak duże powinny być odpowiednie dawki i w jaki sposób kroić poniektóre rzeczy. W pierwszej fiolce włos demimoza wrzucam zdecydowanie za wcześnie, bo okazuje się, że bez dodanego najpierw dyptamu, całkowicie traci swoje właściwości. Muszę więc zacząć od nowa i najpierw wrzucam liście dyptamu. Jednak chociaż reagują one znacznie lepie niż kiedy składniki połączyłem odwrotnie... Coś jest zdecydowanie nie tak. Uznaję jednak, że mogę spróbować na moim eksperymentalnym szczurze. Nigdy nie robiłbym tego, ale ten zwierz nie ma kilku palców, więc próba pomocy odbudowania ich, przyniesie mu same korzyści, a eliksir nie powinien był wyrządzić mu krzywdy z tak neutralnymi składnikami. Daję szczurowi odrobinę eliksirowi, ale kilka paluszków odrosło mu, by jednak po chwili zniknąć. Stwierdzam, że muszę zmienić dawkę demimoza i dyptamu, bo prędkie działanie, to na pewno dzięki demimozowi, ale niestałość musi wynikać z jakiegoś roślinnego składnika. Przy kolejnej próbie nie dodaję liście dyptamu, a korzeń, a po chwili zastanowienia też suszone kwiaty. Może nie dadzą one specjalnych właściwości, ale będą ładnie pachnieć! Próbuję kilka razy na szczurku, ale niestety paluszki znikają mu dość szybko i pozostał tylko jeden, na dodatek jakiś niewyrośnięty. Z lekką irytacją odstawiam na chwilę swój eliksir. Jestem bardzo blisko, ale odkrywam też jedną bardzo ważną rzecz przy obserwowaniu nowej kończyny szczurka. Nie może on poruszać w żaden sposób szponem tej łapki. Tak jak myślałem, będę w stanie zapewnić komuś nowy, nieszczególnie duży organ, ale nie będzie on możliwy do jakiegokolwiek... większego działania. Wobec tego w teorii mógłbym nawet pozwolić wypić to Boydowi, a zamiast jego starej ręki, pojawiłaby się całkiem nowa... kompletnie niesprawna. Byłoby to coś w stylu zwisającego mięsa. Jednak jeśli chodzi o jajka Felinusa i jego fantomowe bóle... eliskir będzie idealny. No oprócz oczywistej kwestii niemożności robienia dzieci, ale na to już nic nie poradzę. Chociaż nie oznacza, że nie będę się starał! Powracam do eliksiru, by wypróbować nie kroć dyptamu tak drobno jak wcześniej i wręcz zostawić naprawdę sążne kawałki. I dopiero to okazuje się być znacznie lepszą decyzją, niż wszystkie moje poprzednie. Eliksir wygląda na znacznie lepszy niż ostatnio, a kiedy podaję je szczurkowi po dłuższym niż zwykle czasie wyrastają mu palce. Zostawiam go na obserwacje, by sprawdzić czy za jakiś czas nadal będzie swoje nowe paluszki. Zdążam wyjść, zjeść coś, wrócić, by upewnić się, że nadal je ma. Jednak po jednej nocce orientuje się, że chłopak stracił sporą część paluszków. Miałem rację na samym początku, muszę znaleźć korę, by zapewnić jakąś trwałość temu eliksirowi. Prędko wysyłam list do Antoszki na małą wycieczkę i biorę ze sobą kilka różnych fiolek, pełnych tego najlepszego eliksiru, by znaleźć odpowiedni finalny składnik, który powinien pomóc szczurowi. I Felkowi oczywiście.

ZT

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Igloo #26 QzgSDG8








Igloo #26 Empty


PisanieIgloo #26 Empty Re: Igloo #26  Igloo #26 Empty;

Powrót do góry Go down
 

Igloo #26

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Igloo #26 JHTDsR7 :: 
Norwegia
 :: 
Miasteczko
 :: 
Igloo
-